/Image001.djvu

			TYGODNIK PC;. 1(,1t.
RSKI 
f
/\\ 
. ... . 


Nr 5 ( 678) nr indeksu 38 - 397 PLISSN 138 - 0745 4 Lutego 1993r cena 5000 zł 



:_ :..;.x.
_. .:;. "=."' ..),;'- '..
 _H", 


; ZROBIĘ Z POMORZA AMERYKĘ! 



 j
 
J' j 
. ....".." 
.__
.. ..0/_ 


. ">.... 



.... 


.
..........
, 


, 
j 
I 



 


Ik 


... 


i 


".:. .:
.;:::;:;:::;:.:. .:...:;:-:;:;::.- . .:.;:;:::;.;:;:::;:;:-:-:". ". 


, 
V t 
'" 
umiera? 


Cenzura 
Odżywa 


Terroryzm 
ma się dobrze
		

/Image002.djvu

			DLA WSZYSTKICH 
to nie tylko dystrybutor prasy 
To sieć hurtowni wielobranżowych 
z bogatym asortymentem: 


. 
- papierosy 
- zabawki 
- artykuły piśmienne 
- chemia gospodarcza 
- kosmetyki 
- artykuły higieniczne 
- pasmanteria 
- i wiele innych 


" , ' I . , . U
\lli»JiJij
J -- 
 ł 
I f i "I f 1\1' \ II 
1,', li I .. 
 
" 

I \ ;I:I!IJ ft 
\łł.1. ,<, 
:_, 
 
. 
 
t' 10 
 \(, 
 J:';;'

\
. \
 
I ,. __ III 
"
 ft
, ,:>;:-.'." G 
,'
 . /, 't(J 1ł- 0cv: " 
 '. o' . 
; ",- '. 
'-' ". .,,c' . . 
I\i 
 ':
 . 

 \.:' 
\ I II .. . JIf i "'.', '. . 
: \ ' !:il l! ; \. 1 ' 1( " 
 

/ . ł1r y.: 
 
!,łi,' " . -. 'tI' '//.' . 
, , "' II ' I ł - .1// '1 
1 : l l11 ' : . " }.'. '

I.rł 
I " 11 1 1 1' . /".. ''J ,'. . 
 
, '/"' ! " ,,
w. 
. '. 
 
11 1 " , "'; 1" , ' I ' j ,/' Olę;. , . _ 

 ,. /"",- 
 
: ,,'1 , ' I . 
 .1.'''/.,.., '.)" . . ' 
J(\ 't ., . i .

 . -.,. , - 
..., 'iŁ. , \ . I 
11.1' I ,,',
, '.1.
. <.. '-'__ 
.". , 
; 
l , \.;:: I I' -.... ..,1' I'" 
 ,.:_._-' ':i, .) . ..- _. .,': 
 'I ' 
 
"" 
,: \ :11. 
 . ..fi' o' ,""
 _fol' ':
. 1S ' 
 '1... ..' 
l : .:", , ..' ) . "':.L, , ',,' 
 I ' n .'.... 
" ; '\ t i d' .:r./ . I", ) -.o: ' / I r '/ ; 
" . " ł - , - · I :I',. I 
: i 1\) I 
 '. o 
.. Y ':. 
 '
., .,I",h I 
! \ 
....1It5;:.4' . ., '. .,\ 
 " . (1 :\:ł
" 
j " .t.' 
;' .. 
o. 
 ot, ',"i' Pi J :; .' .,

, 

\
';"'!: r:'\: ':.. L; 
 - 
 
............... o 
,J 
!.\ L ' '., Il ' 

 .:: 
I 
.
;.'.
 '. .
\..', I.. o, "",,--'
' _ .
..
. \ ......... 


.
 r
 ' '" \'. "'-- ' 
 """"]II2...
 '\' 
. I " 
,.'/?>. " '
.. __
, ' 
 ---"":::"-
 "I >,,1, 


. "4" 
 .. ' 
 - .O__


I'''
:'
' 
-

 ""i/.I' . 
 ...." ............ - ........ ",''';:.\'\ ........ 
....... "
,, -............. 
 
 . 
J;, ,,-'
,.___;i-.h 

-

i--

-,. 
 . 
 _ - .

 
o',, ::
 

 ol:__-:

 " - .

 


,.:

'



.


. '"", 
 


DO NAS ZAWSZE BLISKO: 


w hurtowniach rejonowych w Koszalinie, Szczecinku i Słupsku. 
Siedziba firmy: 
KOOSZALIN, ul. Zwycięstwa l06jl08tel. centr. 25456
		

/Image003.djvu

			Zbliżenia polecają . 
"KOKOSOWY" interes 


Dwa lata temu zajęli 300 m kw. 
powierzchni niewykorzystanej hali 
"Gryfii" przy ul. Szczecińskiej w Słup- 
sku. Rok później - dalsze 300 m kw., 
tym razem była to świetlica ZNMR 
przy Placu Dąbrowskiego. Od jakie- 
goś czasu są także w sklepie "Łącz- 
nik" przy ul. Starzyńskiego. Następ- 
nie na mocy korzystnego dla obu stron 
porozumienia. zajęli jeszcze 300 m kw. 
atrakcyjnej powierzchni Muzeum O- 
kręgowego przy ul. Młyńskiej w Ko- 
szalinie. 
Dla firmy zajmującej się sprzedażą 
dywanów lepszą nazwą mógłby być 
chyba tylko "Pers". Ale skoro ma się 
na podorędziu własne nazwisko, dos- 
konale współbrzmiące z rodzajem 
prowadzonej działalności grzechem 
byłoby tego nie wykorzystać. 
Ale to nie nazwisko natchnęło Jana 
Kokosa i jego brata, Tomasza, do 
zajęcia się sprzedażą dywanów i wy- 
kładzin, lecz przykład zagranicznych 
majomych pana Jana, u których prze- 
bywał jakiś czas. Okazuje się, że bran- 
ża pozornie mało efektowna rządzi się 
prawami podobnymi, jakie obowiązu- 
ją na rynku odzieżowym: również tu- 
taj dużą rolę gra moda, gusty klien- 
tów, ponadczasowe upodobania, 
przekonanie do dobrego gatunku, o- 
raz szacunek dla klienta, który, co 
prawda, przychodzi tu raz na parę lat, 
ale za te parę lat powinien właśnie 
tutaj wrócić. 
Mogę Państwa zapewnić, że w skle- 
pach firmy "Kokos" każdy znajdzie 
coś dla siebie, a ściślej rzecz biorąc - 
coś dla swojego wnętrza: mieszkal- 


li: 
I 


nego, biurowego, urzędowego czy 
sklepowego. Nawet jeżeli ma to być 
wypadkowa mody, gustu i charakteru 
wnętrza, jego funkcji i zasobów finan- 
sowych nabywcy. Trudno byłoby w 
paru słowach przedstawić urodę i róż- 
norodność dywanów i wykładzin dy- 
wanowych, najlepiej obejrzeć to same- 
mu, choćby dla samej przyjemności 
oglądania. 
Odrębny 'rozdział to wykładziny 
PCV. do niedawna traktowane z 
mniejszym poważaniem, przeznaczo- 
ne do kuchni, łazienek, przedpokoi. 
Tymczasem w katalogach zachodnich 
firm - francuskich, niemieckich, a- 
merykańskich - prezentuje się piękne 
wnętrza mieszkalne, w których pod- 
łogi w całości pokryte są tak atrakcyj- 
nymi wykładzinami PCV, że same w 
sobie są ozdobą mieszkania, zaś dy- 
wan jest przy nich zbędnym dodat- 
kiem. 
Na uwagę zasługuje specjalny ro- 
dzaj wykładzin, którymi można za- 
stąpić glazurę w łazience lub kuchni. 
Efekt jest łudząco podobny, zaś koszt 
znacznie niższy, na tyle, że za jakiś 
czas można wystrój łazienki całkowi- 
cie zmienić, unikając przy tym demo- 
lowania mieszkania. 
Dodajmy jeszcze, że firma dostar- 
cza zakupiony towar do domu, ob- 
szywa dywany i wykładziny (w ten 
sposób również z wykładziny można 
zrobić dywan), a dla najbardziej wy- 
brednych jest w stanie sprowadzić 
towar wybrany z bogatego zestawu 
próbek. 
Gorąco polecamy tę firmę! 
M, Karwowska 


. ił\ 



 .;, 
'< i" 

 


{ffiP 


'9'
 
'\... 
. \ 


¥" 
-,'OJ 


J
 


"".. 


...:
:.'G '}'ft
 
 
.." : - . 
i ... {f 
. '.U;f"\\- 
.. "'4Ii 


.a............................................................................................................................................................... 
................................................................................................................................................................ 
............................................................................................................................................................... 
.................................................................................................................................................................... 
.................................................................................................................................................................. 
....................................................................................................................................................................... 
................................................................................................................................................................... 
................................................................................................................................................................. 
............................................................................................................................................................... 
............................................................................................................................................................... 
............................................................................................................................................................... 
............................................................................................................................................................... 
................................................................................................................................................................ 


FABRYKA POMOCY 
-V .N NAUKOWYCH -V.N 
W KOSZALINIE 


Produkuje i oferuje sprzedaż Inebli 


. szkolnych i przedszkolnych 
mieszkaniowych 
. akademickich 
internatowych 
sklepowych 
biurowych. 
pod sprzęt komputerowy 
na zamówienia indywidualne 
r,!

,,!1
:::

j :il 
r:a:-ł
.fi!!!
*Jfi
 
:.::u:::::::::::::: 
::i::::=:::=1:::5 


ZAPRASZAMY 


Sprzedaż prowadzi sklep fabryczny 
I piętro, pokój 34 w godz. 7.06-15.00 


FABRYKA POMOCY NAUKOWYCH 75-950 KOSZALIN 
ul. Morska 54--4)() tel. 4
1, fax 43--44--67 tlx 0533228 fpo PL 


................................-..-. ....-...--.......................--............ .......
..............-............_........ ............. ... ....-........... 
!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
!!!!!!!!!!!!!!i

!
!!!!!!i!!!!!
i!!!!!!!!!!!!!!
!!!!!!i!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 


Pani Anna Bielak 
z Koszalina!!! 


Prosimy panią o kontakt z re- 
dakcją. Chcemy uzgodnić kiedy i 
gdzie spotkamy się aby wręczyć 
pani 500 tys. złotych, bowiem w 
tym tygodniu los był dla pani 
łaskawy. Gratulujemy! 


Przy okazji informujemy naszych 
Czytelników, iż kolejny kupon kon- 
kursowy zamieścimy w następnym nu- 
merze. Za zaistniałą sytuację, być mo- 
że trochę zamieszania - przeprasza- 
my. _ (hen) 
I . J.:'" "'-.. )'.....-- ł' """ 
, ( f -" 
 
 .'" 
'-""
' .,/ '." l 
r1 Jlo'''
L.\ .,.-"':"- ..''':.'' _ ,_'
:. 
, 
. - j '.." . -H :'1 
.' ..J''' "'r:!
 , -. M;Q' ..-' 
", "".;) . ..-..\ .:'»!- 
I
. ';
t :
l
:{
"'::

P
. 
 


DOMEK 
LETNISKOWY 



 
 rł';
Jar f\K\"
 K , 
L
j ,,

""" \!J\1 LEJ
L 
JI 
13 



 


kupon 
30000000 

 


TYGODNIK POMORSKI "ZBLIŻENIA" 
Redagują: Jolanta Nitkowska, Czesław Lejnik, Waldemar Pakulski (redaktor naczelny), Krzysztof Kijowski i Dariusz Pietrzak (redakcja graficzna) . 
Stale współpracują: Jarosław Celski, Robert Wijas - Warszawa, Andrzej Janik - Poznań, Lesław Budzisz, Robert Mania - Koszalin, Beata Samek - Chicago. 
Skład komputerowy: Henryka Iwaszkiewicz. d k - 7 '£ 200 SIu k al S . oki . 20 t JA: 2 £0 . 58 
Adres re a CJl: .,.-, ps,. le eWlcza , e41 .ax uo---" . 
Wydawca: Przedsiębiorstwo Wydawniczo-Reklamowe "Zbliżenia", nr ind. 38-397 PLISSN 138
745. Druk: Prasowe Zakłady Graficzne Spółka z 0.0. w Koszalinie. 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialnoSci za treść ogłoszeń. Zastrzegamy sobie prawo dokonywania skrótów i poprawek. Materiałów nie zamówionych redakcja nie zwraca. 


OKŁADKA: Dziewczyna Zbliżeń Luty' 93 Violetta Borak z Domaradza FOT. KRZYSZTOF TOMASIK 


3
		

/Image004.djvu

			REFLEKTO REM po Pomorzu 


W Galerii '78 w Gdyni od- 
bywają się dni Kultury 
Starożytnych Indii. To, 
co można zobaczyć, to tylko nie- 
wielki wycinek tak bogatej kul- 
tury tego kraju. Pracownicy "Ga- 
lerii" '78 twierdzą, że ruch Hare 
Kriszna najlepiej nadaje się w dzi- 
siejszych czasach do zaprezento- 
wama. 


P awie 45 tysięcy mieszkań- 
ców woj. gorwwskiego, 
czyli ponad 18 proc. zawo- 
dowo czynnych, było na początku 
tego roku zarejestrowanych jako 
bezrobotni. Połowa mieszka w 
Gorzowie i okolicach. W końcu 
grudnia ub.r. aż 20.500 bezrobot- 
nych utraciło prawo do zasiłku. 


D a lata temu 100 rolników 
zięło w Banku Pomors- 
kim w Koszalinie kredyty. 
Czterech nie oddało pieniędzy do 
dzisiaj. Jednym z nich jest Andrzej 
Lepper, przewodniczący ZZ "Sa- 
moobrona". Politycy pytani w 
noworocznych sondażach kim za 
rok będzie A. Lepper, odpowia- 
dali: że będzie A. Lepperem, ni- 
kim, albo udawali, że nie wiedzą, 
kto to taki. 



 ZebOjem Międzynarodo- 
wych Targów Gdańskich 
MOTOEXPO '93, które 
odbędą się w marcu (25-29) w 
hali Olivia, będzie zapewne polo- 
nez ze specjalnym zbiornikiem na 
gaz. Inną atrakcją ma być prezen- 
tacja peugeota 106D, czyli mode- 
lu na olej napędowy, oraz stacji 
diagnostycznych z Francji i Nie- 
miec. 


SENATOROWIE 
O MIASTKU 


W dniu 27 stycznia br. senato- 
rowie ziemi słupskiej: Anna Bogu- 
cka-Skowrońska i Mieczysław 
Włodyka, ustalili w Ministerstwie 
Pracy i Polityki Socjalnej aktual- 
ny stan sprawy sytuacji bezrobot- 
nych z Miastka. 
Sprawa jest w Ministerstwie do- 
brze znana, przeprowadzono sze- 
reg rozmów z zainteresowanymi i 
przedstawicielami władz lokal- 
nych. Zarówno Miastko jak i gmi- 
na Główczyce gdzie występuje po- 
dobny problem - są "monitoro- 
wane" przez resort i otrzymały 
większe limity z funduszu pracy 
na zorganizowanie robót publicz- 
nych. Roboty te zorganizują wła- 
dze lokalne w porozumieniu z 


W rÓj
ieŚcie t
lko. krezu- 
SI me martwIą sIę pro- 
blemem mieszkanio- 
wym. Za 300 tys. dolarów mogą 
oni sobie od ręki kupić zgrabny 
bungalow w wybudowanym przez 
Amerykanów osiedlu w Gdyni. 
Miliarderzy złotówkowi też nie są 
w gorszej sytuacji, za 500-600 
milionów mogą natychmiast o- 
trzymać klucze do dowolnej wiel- 
kości mieszkania, w dowolnej 
dzielnicy Trójmiasta, w dowolnej 
spółdzielni. 


W adze miejskie Szczecina 
nawiązały kontakty par- 
tnerskie z Lubeką, aglo- 
meracją o połowę mniejszą od 
Szczecina. W Lubece, inaczej niż 
w Szczecinie, realizowane są zwią- 
zki miasta z gospodarką morską. 
Gmina Lubeka posiada 50 proc. 
udziałów w tamtejs1:ym porcie 
(druga połowa należy zaś do pań- 
stwa). 


Zj akomit ą część imprez kul- 
turalnych, które odbywają 
ię w Szczecinie, sponsoru- 
je - nierzadko w całości - Rada 
Miejska. Dzięki temu szczecinia- 
nie mieli możność obejrzeć lub 
wysłuchać wielu przedstawień, 
koncertów, wystaw, często o wy..., 
jątkowym i niepowtarzalnym. wy- 
miarze artystycznym. Cóż, słupsz- 
czanie mogą tylko westchnąć za- 
zdrośnie. A może tak przyjrzeć się 
bliżej jak robią to inni, że im 
wychodzi. . 
F: rmula I Ogólnopolskiego 
Festiwalu Mniejszości Na- 
rodowych, który odbył się w 
Gdańsku i Gdyni w dniach 14-18 
stycznia br. zakładała różnorod- 
ność konwencji artystycznych. Z 
bogatej oferty imprez wybrać mo- 


wojewodą. W chwili obecnej za- 
bezpieczono środki na 400-500 
miejsc pracy. Na wniosek posła 
Mullera ma powstać przy Zarzą- 
dzie Regionu "Solidarności" Biu- 
ro Pracy. Jeśli zajdzie potrzeba 
dalszych uzgodnień, rozmowy w 
Ministerstwie odbędą się w pierw- 
szej dekadzie lutego, z udziałem 
zainteresowanych parlamentarzy- 
stów, wojewody, władz lokal- 
nych, Zarządu Regionu "S" oraz 
Komitetu Bezrobotnych. 
Anna Bogucka-Skowrońska 
M. Wlodyka 



'j;f

\
 ,
.
t '\,\. 


.._.._m . _mu. _.____. _ _.__.._._._._, 
I 
. __.
 I 
,..,;.
:." ! 
..... . .,....:.: 
\\
:.'. 


żna było wystawy plastyczne z 
Białorusi i tematyczne, dokumęn- 
tujące np. dorobek kulturalny Zy- 
dów. W czasie koncertu rockowe- 
go doszło do próby zakłócenia 
spokoju ze strony kilkuosobowej 
grupy narodowców, którym po- 
mysł "wielojęzycznego" rocka 
najwyraźniej nie przypadł do gus- 
tu. 


J uż pod koniec stycznia lub na 
początku lutego mieszkańcy 
Słupska będą mieli wgląd 
do planu zagospodarowania prze- 
strzennego miasta. Jego twórcy, 
na czele z doc. hab. Sławomirem 
Gzellem odbędą w celu prezen- 
tacji spotkania z radnymi i miesz- 
kańcami. Projekt planu wyznacza 
program rozwoju miasta do 20 10 
roku. Określa m.in. tereny inwes- 
tycyjne i rekreacyjne, usługi, bu- 
downictwo mieszkaniowe oraz 
komunikację. 

 niec żuławskich latyfun- 
diów? Proces przekazywa- 
ia majątku państwowych 
gospodarstw rolnych w Zasób 
Własności Rolnej Skarbu Państ- 
wa rozpoczął się w połowie ubieg- 
łego roku. W Elbląskiem działały 
w tym czasie 154 przedsiębiorstwa 
rolne mające w dyspozycji 158 tys. 
ha ziemi, majątek trwały o warto- 
ści ponad 4 bln zł. Do Agencji 
Własności Rolnej zostanie prze- 
kazany areał 72,6 tys. ha, majątek 
trwały o wartości 1,9 bln zł i 
majątek obrotowy wartości 230 
mld złotych. W przedkładanych 
przez przedsiębiorstwa progra- 
mach zagospodarowania majątku 
po przekazaniu go do Zasobu 
organy tych przedsiębiorstw pro- 
ponowały głównie oddanie mie- 
nia do odpłatnego korzystania 
głównie spółkom z udziałem pra- 


cowników, sprzedaż w całości o- 
sobom fizycznym lub przekazanie 
do gospodarowania administra- 
torowi. 


G Yb Y każda ze 121 parafii . 
zymsko-katolickich dzia- 
łających na terenie woje- 
wództwa gorzowskiego zechciała 
skorzystać z możliwości, jakie 
stwarza jej zmieniona ustawa z" 
października 1991 roku o zmianie 
stosunku państwa do kościoła ka- 
tolickiego w Rzeczypospolitej 
(m.in. o przekazywaniu na wnio- 
sek zainteresowanych nieodpłat- 
nie gruntów rolnych), zasoby 
PFZ zmniejszyłyby się o 1.815 ha. 
Jak dotąd tylko Kuria Metropoli- 
tarna szczecińsko-kamieńska 
zwróciła się do wojewody gorzow- 
skiego o przekazanie ponad 30 
parafiom po 15 hektarów. W u- 
rzędzie Rejonowym w Choszcznie 
potwierdzają, że część miejsco- 
wych proboszczów przeglądała 
już ewidencję gruntów. Zapewne 
szukali czegoś odpowiedniego dla 
siebie. Oddział Geodezji w tym 
mieście, na wniosek wojewody go- 
rzowskiego, sporządził niedawno 
wykaz gruntów, które winny zain- 
teresować swą atrakcyjnością 
księży proboszczów. Wykazy te 
przesłano rownież do miejsco- 
wych parafii. Niektórzy probosz- 
czowie w rozmowach z parafiana- 
mi mówią, że nie palą się do 
owych przysługujących 15 ha,jed- 
nakże naciski biskupa są duże. 
Być może biskup ma sporo racji i 
patrzy na całą sprawę perspek- 
tywicznie. Skoro za darmo państ- 
wo daje ziemię - należy ją brać. 
Być może za 20-50 lat będzie 
miała ona wiel\cą wartość. Chodzi 
wszak o tereny położone tak blis- 
ko Niemiec i EWG... 


opr. {A W) 


NAPISALI DO NAS 


Droga Redakcjo! 


Piszę do Was, bo może tego 
rodzaju metoda rozwiąże nasz 
problem XXI w. Jestem miesz- 
kanką dużej wsi Potęgowo w woj. 
słupskim, gdzie znaduje się: gmin- 
na szkoła, przedszkole, apteka, 
lekarz ogólny, ale już od dawna 
zabrakło u nas lekarza stomatolo- 
ga. Gabinet jest w pełni wyposa- 
żony w sprzęt, ale co z tego, skoro 
na drzwiach wejściowych widnieje 
już wyblaknięta kartka informu- 
jąca: "Gabinet Stomatologiczny 
nieczynny do odwołania". 
W pobliskich wsiach także o 
tym typie gabinetu mieszkańcy 
mogą sobie pomarzyć, np. w. Po- 
gorzelicach wyprzedano całe:wy- 
posażenie dentystyczne za tanie 


pieniądze, a mogłyby się tam le- 
czyć dzieci ze Szkoły Podstawo- 
wej z Leśnic, to była ich jedyna 
instytucja, zaś w Lęborku są wy- 
znaczone rejony, codziennie prze- 
wija się mnóstwo ludzi, więc i tam 
dostajemy kosza. 
Kiedy zepsute zęby zaczynają 
boleć, uczęszczamy do stomatolo- 
ga prywatnie, niechętnie, bo cier- 
pImy. 
Co mają począć ludzie, których 
po prostu na leczenie zębów nie 
stać? Wiele jest rodzin, które led- 
wie wiążą koniec z końcem, po- 
nieważ są na zasiłkach, nie mó- 
wiąc już o leczeniu się prywatnie. 
Czy my tak wiele chcemy? Chce- 
my tylko, aby cierpienie nie było 
tak bolesne. 


4 


(Kamila)
		

/Image005.djvu

			Jeszcze do niedawna mówiło sie o nich z szacun- 
kiem, ale i z zawiścią. Rybak morski to zawód ciężki i 
niebezpieczny, przynoszący jednak niemałe profity. O 
dochodach właścicieli kutrów do dziś krążą legendy, 
nadal sytuuje się ich wśród najlepiej zarabiających w 
kraju. Odmiennego zdania są rybacy. - Wysokie 
zarobki owszem, bywały w latach koniunktury, ale to 
przeszłość, która "se ne vrati u . Dziś, podobnie jak 
wśród rolników i rzemieślników, wielu z nas jest na 
krawędzi bankructwa - twierdzi Andrzej T. właś- 
ciciel przejętego po ojcu kutra. Tyle tylko, że o pro- 
blemach rolnictwa trąbi się w mass mediach bez 
przerwy a o nas mówi się jedynie przy okazji tragedii 
na morzu - dodaje. 


Powodów do rozgoryczenia jest 
wiele. Nie przystający do nowej 
rzeczywistości system rozliczeń z 
fiskusem. stale rosnące koszty pa- 
liwa i remontów jednostek oraz 
konkurencyjne ceny na śledzia i 


- Jesteśmy za wolnym ryn- 
kiem, ale rybołówstwo morskie to 
kosztowny interes, w większości 
krajów poważnie traktujących 
gospodarkę morską, dotowany- 
mówi Grzegorz W., rybak z dwu- 



 \\ . . . 'u... 
u . 
.. -") 

 


. .
. :
::'. 



 


r I!i,.
.t_
., t, " 
rf


 

'.''../?''3'
 


+ 
* 



. 


:.;..
.:. . ':

::'. 
,':::::::?:
+

::::*f:::'::;::.*!i?-. 
 

.



 


'" 
N....... 
.: :r ...: r 
 

. w
 u ::- :

 .. .., 


desteśmy 200 dni w morzu i trudno związać koniec z końcem · 
BYĆ ALBO NIE BYĆ BAŁTYCKIEGO RYBOŁÓWSTWA 


szprota. oferowane naszym prze- 
twórniom przez rybaków z 
państw byłego ZSRR. Przysło- 
wiowej oliwy do ognia dolał Mini- 
ster Transportu i Gospodarki 
Morskiej podejmując decyzję w 
sprawie ustalenia wielkości poło- 
wu w polskich obszarach mors- 
kich, w 1993 roku. We wspomnia- 
nej decyzji nr 159 z 21 grudnia 
1992 czytamy między innymi 
,....kierując się wymogami racjo- 
nalnej gospodarki rybnej i ochro- 
ną żywych zasobów polskich ob- 
szarów morskich na Bałtyku.. u- 
stala się dopuszczalny połów w 
1993 roku dla śledzia - 112 800 
ton, szprota - 92 400, dorsza- 
8440 ton. I dalej "...wprowadza 
się sezon ochronny na dorsza (cał- 
kowity zakaz połowów dorsza) w 
okresie od l kwietnia do 30 wrześ- 
nia 1993 włącznie." Wprawdzie w 
decyzji podkreśla się, iż w przypa- 
dku wyjątkowo niekorzystnych 
warunków atmosferycznych w o- 
kresie zimy, przy niewykorzysta- 
nym limicie, minister może skró- 
cić okres ochronny na dorsza tj. 
zezwolić na połowy przed dniem l 
października 1993, jednak w razie 
wykorzystania limitu wprowadzi 
całkowity zakaz połowów dorsza 
do końca bieżącego roku. 
Dla przeciętnego konsumenta 
owa decyzja jest zwykłym urzędo- 
wym dokumentem, z którego wy- 
nika, iż władze przestrzegają mię- 
dzynarodowych konwencji i sta- 
rają się chronić żywe zasoby pol- 
skich obszarów morskich na Bał- 
tyku. 
Inaczej postrzegają to zajmują- 
cy się rybołówstwem. 
- Cóż z tego, że ustalono wy- 
sokie limity na śledzia i szprota, 
skoro przy obowiązujących teraz 
cenach paliwa ich połów jet cał- 
kowicie nieopłacalny - powiada 
Zenon J. od blisko trzydziestu lat 
łowiący na własny rachunek. Ros- 
janie sprzedają naszym przetwór- 
niom śledzia po 2,5 tys. zł za l kg, 
my musielibyśmy ustalić cenę na 4 
- 5 tys. I kto to kupi? 


dziestoletnim stażem. U nas jakby 
o tym zapomniano. Duńczyk na 
przykład, po wykorzystaniu limi- 
tu na dorsza
 którego połów i u 
p.asjest najbardziej opłacalny, za- 
jmuje się tzw. przemysłówką, to 
jest śledziem i szprotem. Ma zape- 
wniony zbyt i godziwą zapłatę za 
pracę. Jeśli ma postój, np. na 
remont kutra, może zaciągnąć 
kredyt na korzystnych warun- 
kach, tylko z dwunastoprocento- 
wymi odsetkami. Ja jeżeli odsta- 
wię jednostkę na keję, czy to z 
powodu wyczerpania limitu, czy 
zakazu połowu lub konieczności 
remontu kutra i tak nie wezmę 
kredytu, bo przy odsetkach sięga- 
jących sześćdziesięciu procent za- 
rżnąłbym się dokładnie. 
W ubiegłym roku obiecano ry- 
bakom wiele. Przede wszystkim 
zniesienie z cen paliwa, cła i poda- 
tku. Zdaniem moich rozmówców, 
skarb państwa nie stracił by dużo, 
bowiem w obowiązującym syste- 
mie rozliczeń finansowych zbiera 
pokaźne sumy z tytułu nadpłat 
podatkowych. Wysokość podat- 
ków ustala się rybakom na pod- 
stawie przychodów osiągniętych z 
połowów. Później, chociażby i 


:-..:...;...... .::: '-.:'::::'.;
: 



..-. 



. 


.;..... .. ........;.;.:;:.;.:..... .;.:.;::.
.
::;:y%:::'¥?;;:.:-;::;.;..?
::::'":
{-. ::::
. . 


przez pół roku nie wychodzili w 
morze, i tak mają obowiązek do- 
konywania comiesięcznych wpłat 
w uprzednio ustalonej wysokości. 
Jak twierdzą, jest to nieoprocen- 
towana pożyczka na rzecz skarbu 
państwa, z której z łatwością moż- 
na by pokryć różnice wynikające 
ze zniesienia z cen paliwa, cła i 
podatku. Sprzyjałoby to rozwojo- 
wi polskiego rybołówstwa i elimi- 
nowaniu konkurencji ze Wscho- 
du. 
Te sprawy miały być rozwiąza- 
ne do końca 1992 r. Mija styczeń 
93 i nic się nie zmieniło, dalej nikt 
nic nie wie. Podobnie rzecz ma się 
z mającą powstać na wzór rolnej, 
Agencji Rynku Rybnego. Nao- 
biecywano, przyrzeczono i chyba 
zapomniano... Czyż można zatem 
dziwić się, że ci prywaciarze, któ- 
rzy pracę na własny rachunek 
zaczynali jeszcze za poprzedniego 
reżimu, czasami wracają wspo- 
mnieniami do dawnych lat. 
- Kiedyś - powiadają - 
można było być w morzu 60 dni i 
przeżyć rok. Uiścić opłaty, wyre- 
montować kuter, nieźle się zaba- 
wić i jeszcze coś zaoszczędzić. Te- 
raz jesteśmy 200 dni i trudno 


związać koniec z końcem, a prze- 
cież za te 60 dni pracy na morzu 
można było przeżyć w czasach, 
kiedy prywatna inicjatywa miała 
czerwone światło. Dziś, kiedy mo- 
żemy brać sprawy w swoje ręce, 
jak jest, każdy widzi. 
Jakby tego wszystkiego było 
mało, to jeszcze natura sprzysięg- 
ła się przeciw nam. Jest koniec 
stycznia, a my ani razu w tym 
roku nie byliśmy w morzu - 
mówią rybacy. Jest ciepło, ciągle 
dmucha i nie wiadomo, kiedy 
zmieni się pogoda. A nawet jeśli 
się zmieni, to i tak miesiąc mamy z 
głowy. Poza tym trudno przypu- 
szczać, aby przy tak ciepłej aurze 
połowy dorsza były zadawalające. 
Dorsz lubi chłodne wody i mróz, a 
o takich warunkach tej zimy, na 
naszych łowiskach nie ma co ma- 
rzyć. 
Pozostaje nam wyczekiwanie, 
jak długie nie wiemy. Ale im dłu- 
żej kutry będą stały przy kei, tym 
trudniej będzie je później urucho- 
mić, ponieważ są to jednostki w 
większości mocno wyeksploato- 
wane. Odejdą też wykwalifikowa- 
ni rybacy, z których wielu już dziś 
podpisuje kontrakty z zagranicz- 
nymi armatorami. A wyszkolenie 
nowych trwa i odpowiednio kosz- 
tuje. 
Zdaniem moich 
rozmówców,którzy zastrzegli so- 
bie anonimowość, a pracują w 
różnych miejscowościach od Helu 
do Swinoujścia, opinie na temat 
przyszłości polskiego rybołówst- 
wa są w środowisku rybaków po- 
" dzielone. 
Niektórzy twierdzą, iż są to 
ostatnie podrygi bałtyckiego ry- 
bołówstwa. Inni, z natury optymi- 
ści mówią - przeżyłem komucha 
to przeżyje i solidarucha. Nato- 
miast najbardziej zdesperowani, 
którym miliardowe zadłużenie 
spędzają sen z powiek proponują, 
wzorem rolników, blokadę du- 
żych portów. Tylko czy to coś 
zmieni? 


Andrzej Ladycki 


.

'..i ... 
..":
 



 


.j 
, 
i 


.
.. 


: .....::..
<:
. 


. -,,< .. ł ........ 
:
>u . .> 
:-
,}
:;
&f
)'t.
 


,Jr..
"" 


»
 
.:"Z<. .:i:: 


"'r 
yr 


/1It 
.:...:.... 


:":
'''''''.. ":..._.. 
 '--'m_ :

...': .
 
:.;;:;............
 <'. :. "\ '. "i".,-' 


k:
j/"n .
> 
 
..:
.::.:.:;::.. . "
'" 'jo...:.
.::
!
[. ..-
 


:
.,t.
,-:'::?:,::::;:::
.::::
:_:::
::::

:::

-==..:::-::

::::t: 


5
		

/Image006.djvu

			, , 
· sza Wles umar a... 


Wieś B. leży kilkanaście kilometrów 
od Koszalina. Była jedną z tych chara- 
kterystycznych osad, które nie mają 
żadnych perspektyw na przyszłość, 
nigdy nie staną się choćby małym 
miasteczkiem, ponieważ leżą na ubo- 
czu, a ludzie żyjący tam zawsze będą 
uważali, że żyją na końcu świata. 
Wieś B. nie jest żadnym gospodar- 
czym wybrykiem. Jest miejscem, gdzie 
wszystko się kończy. 
Dawniej była okolicznym potenta- 
tem. PGR, Samopomoc Chłopska, 
osiem sklepów, kilkunastu rzemieśl- 
ników i ludzie pełni wiary w to, że nic 
nie może skończyć się bezpowrotnie. 
A jednak może. 
Zmiany gospodarcze i polityczne 
uderzyły w B. jak trzepaczka dywan - 
natychmiast wszystko zmieniło swoje 
oblicze. Przemiany trwają do dziś. Nie 
ma PGR, nie ma sklepów, nie ma 
rzemieślników, a ludzie przestali na- 
wet chodzić do oddalonego o kilkana- 
ście kilometrów kościoła. Cisza i bieda 
zagościły w B. Bezpowrotnie. 
Ludzie zareagowali błyskawicznie. 
Pan Eugeniusz S. mieszka w B. od 
końca wojny, jest przesiedleńcem. 
Mówi: 
- Kto Tjw uciekał do miasta, do 
Koszalina, lub innej miejscowości. 
Młodzi wynieśli się do hoteli robot- 
niczych lub wynajęli mieszkania, zna- 


leźli inne możliwości pracy albo są u 
rodziny, na bezrobotnym. Inni prze- 
nieśli się do sąsiednich wsi. Z siedem- 
dziesięciu rodzin obecnie pozostało 
jedenaście. Nasza wieś umarła. 
Wieś umarła - to dobre określenie. 
Przypomina porzucone miasteczko 
skażone bronią chemiczną. Trzaskają 
drzwi stodół, wałęsają się psy pospusz- 
czane z łańcuchów, gdzieś przemknie 
pozostawiony kogut, wychudły i dzi- 
ki; nigdzie nie ma ludzi. Cisza. Przera- 
żająca cisza. 
Wszystko zatrzymało się w miejscu, 
trawa rośnie na podwórkach, szopy 
zawalają się, PGR niknie w oczach, 
świat rolników ginie jak egzotyczna 
przyroda. 
Nikt nie chce na ten temat roz- 
mawiać. 
Proszą jedynie, by nie wspominać 
nazwy wsi. 
- A bo to panie wstyd. Rodzinę 
mamy w mieście i wstyd im w oczy 
patrzeć. To tak jakbyśmy sami wieś 
deskami zabili. A to ci tam, w górze, co 
to samochodami do sklepów jeżdżą, 
tak nas załatwili. Nikt tu nie był od 
paru miesięcy. A i my nikogo nie 
chcemy. To cud, że pan się tu dostał, 
bo to ani po drodze, ani nic... 
Pan Eugeniusz S. mówi: 
- Wszystko zaczęło się od PGR-u. 
Jak upadł ludzie przestali pracować, 


bo u nas pola rzadko kto ma, tylko 
takie małe zagrody i obejścia. 
Potem wszystko rozpadło się jak 
domek z kart. 
- Nie było pracy, nie było pienię- 
dzy, zamknęli sklepy, rzemiochy prze- 
niosły się do innych wsi, dla nich 
zawsze znajdzie się 
praca. Pozostali ci, 
którzy Tjją z miasta 
- sprzedają kury, 
jaja, hodują świniaki 
lub są starcami. My, 
to już panie... 
Pan Eugeniusz 
płacze, wyciera wie- 
rzchem dłoni oczy. 
Nic nie mówi, bo fi 
wszystko jest jasne. 


.

; 


,fr 
l 
ł 


l 


Z ostatniego wy- 
stąpienia telewizyj- 
nego wicepremiera 
Henryka "ZChN" 
(;orysze1Vskiego: 
"W kraju jest źle 
- trudno temu za- 
przeczyć. Ale oba- 
\\'iam się, nie, chyba 
mogę to po\\'iedzieć z 
pe1Vnością, że będzie 
jeszcze gorzej. Musi 
być jeszcze gorzej, 
żeby później było Ie- 


Czytelnicy o " Zbliżeniach" 


Od nowego roku Tygodnik Pomor- 
ski "Zbliżenia" dostępny stał się na 
całym Pomorzu. Od Szczecina po Elb- 
ląg. Intencją zespołu redakcyjnego jest 
pokazywanie zjawisk charakterysty- 
cznych dla tego regionu, podanych w 
takiej formie, która odpowiadałaby 
jak naj szerszej rzeszy czytelników. 
Chcemy nazywać rzeczy po imieniu, 
mówić o wszystkim co jest interesujące 
i potrzebne. W trosce o stałych i dla 
pozyskania nowych czytelników sta- 
ramy się prowadzić dialog z każdym, 
kto nas czyta. Są dwie formy takiego 
dialogu. Pierwsza to listy napływające 
do redakcji, a druga to konkurs pod 
nazwą ,,500 tysięcy". 
Zarówno analiza listów jak i kupo- 
nów konkursu wskazuje na to, że 
"Zbliżenia" mają swoje miejsce na 
rynku prasowym naszego regionu. 
Czytają nas głównie osoby w prze- 
dziale wiekowym 31 - 40 lat (ok. 32 
proc.), 21 - 30 lat (26 proc.) i do 20 lat 
(18 proc.) Porównując te liczby z ana- 
lizą przeprowadzoną w listopadzie u- 
biegłego roku, należy podkreślić oko- 
ło dziesięcioprocentowy wzrost liczby 
czytelników w wieku powyżej 60 lat. 


Należy sądzić, że spowodowane to jest 
aktywnym stanowiskiem tygodnika 
wobec tworzącej się Partii Rencistów i 
Emerytów, której to od kilku miesięcy 
"Zbtiżenia" udostępniają swoje łamy. 
Czytają nas przede wszystkim miesz- 
kańcy wsi (66 proc.), natomiast w 
miastach wojewodzkich zdecydowa- 
nie przewodzi Słupsk (72 proc.). 
Ciekawym faktem jest równie to, że 
"Zbliżenia" bardziej odpowiadają pa- 
niom (68 proc. ogółu czytelników) niż 
panom. Chcąc być równie atrakcyj- 
nym pismem dla brzydszej części po- 
pulacji, pytamy tą drogą czytających 
nas panów: co zrobić, o czym mamy 
pisać, by zaspokoić wasze oczekiwa- 
nia? Przesyłajcie waszę propozycje a z 
pewnością je wykorzystamy. 
Z zadowoleniem przyjęliśmy fakt 
akceptacji przez czytelników nowej 
szaty graficznej naszego pisma. Aż 87 
proc. czytelników uważa, że "nowe 
Zbliżenia" są bardziej atrakcyjne od 
poprzednich. Na przykład pan Ed- 
ward Mrowiński ze Słupska twierdzi, 
że ostatnie wydania "Zbliżeń" są lep- 
sze ze względu na mały format. Podo- 
bne zdanie ma pani Teresa Ciecieląg z 
Ustki. 


A propos reklam. Wielu Czytelni- 
ków uważa, że psują one graficzny 
wizerunek gazety. Otóż Szanowni 
Czytelnicy. Dochody z reklam są jed- 
nym z głównych źródeł utrzymania 
naszego pisma. Bez nich nie bylibyśmy 
w stanie wydawać gazety. Chcemy 
Was jednak zapewnić, że dołożymy 
wszelkich starań, aby opracowanie 
graficzne reklam dodawało kolorytu 
gazecie, a nie ją szpęciło. 
Czytelnicy nasi bttrdzo żywo reagu- 
ją na podejmowaną przez nas pro- 
blematykę. Generalnie odpowiada im 
zarówno treść jak i fonna zamiesz- 
czanych w "Zbliżeniach" publikacji. 
Szczególną popularnością cieszą się 
artykuły o treści obyczajowej, krymi- 
nalnej, sensacyjnej oraz plotki i cieka- 
wostki głównie z życia elit. W miarę 
naszych możliwości starać się będzie- 
my zaspokajać wszystkie gusta na- 
szych czytelników. Dużą poczytnością 
cieszą się także opowiadania erotycz- 
ne. Jak wynika z ankiet czytane są one 
przez duży i różnorodny pod wzglę- 
dem wiekowym krąg czytelników. Te- 
matyka ta jednak ma tyleż samo zde- 
cydowanych zwolenników co przeciw- 


piej. Po pięCIU latach kryzysu może 
1Vyjdziemy na prostą; tak zakładają 
specjaliści. Trzeba czekać i musimy 
nauczyć się cierpli1Vości". 
A jeśli nie wyjdziemy na prostą? 
Reszta - jak twierdzi wieszcz - 
pozostanie milczeniem. 
Michał Niklas 


....:::.:===-:.:...::..: 
 


.
 



 }!i£:. 


: 
'-'
'
:.' 


l 



. 
+i..
 


N.
.. 
; 
 . 
.... , .... 
-. .. 
.. . 
.. . 
. . 
. . 
-ł. :" :.:i \, ,

,,; 


jot:.:..>::- 




 . . 


ników. Opowiadania te nie podobają 
się grupie wiekowej 21 - 30 lat i 
powyżej 60-ciu, natomiast podobają 
się czytelnikom w wieku do 20 lat i 
między 41 a 50 rokiem życia. 
. Z analizy ankiet wynika, że czytel- 
nicy wymagają od nas większej ilości 
materiałów dotyczących bieżących 
wydarzeń politycznych i społecznych, 
głównie felietonów i komentarzy na te 
tematy. Świadczy o tym duża iloŚĆ 
punktów zdobyta przez takie publika- 
cje jak: "Wszyscy ratują Polskę", czy 
"Kto dostał - komu się dostanie" 
zamieszczone w ostatnich numerach 
"Zbliżeń" . 


Szanowni Czytelnicy! Zamysłem re- 
dakcjijest ciągłe, merytoryczne i grafi- 
czne doskonalenie formuły naszego 
pisma. Chcemy to robić przy jak naj- 
szerszym Waszym udziale. Prosimy 
więc o listy, propozycje i podpowiedzi. 
Zachęcamy do współpracy, szczegól- 
nie mieszkańców tych regionów w 
których jesteśmy od niedawna. Wasze 
opinie będą dla nas bardzo cenne, a 
forum ich wymiany będzie cotygod- 
niowa rubryka "Czytelnicy o "Zbliże- 
niach". 


6 


Redakcja
		

/Image007.djvu

			Z notesu optymisty 
Coraz mniej niezdrowej tolerancji 


Ogłoszenia prasowe przynoszą co- 
dziennie moc atrakcyjnych propozy- 
cji, mających w zamiarze umilić życie 
czytelników. I tak dowiadujemy się, z 
jednego z nich, że kto między l stycz- 
nia a 30 września tego roku zakupi 
nowy model samochodu Toyota - 
Corollę, Camry E lub Camry - weź- 
mie udział w losowaniu dwuosobo- 
wych wycieczek do Japonii. 
Wspomniane modele kosztują od 
240 do około 400 milionów złotych. I 
pomyśleć, że grono szczęściarzy, za 
tak błahą sumę będzie mogło dodat- 
kowo zwiedzić kraj kwitnących wiśni, 
szogunów, samurajów i telewizorów 
Sony... 
Bracia Czesi mają na taką okolicz- 
ność powiedzonko: kto ma sadlo temu 
snadno, zaś lud polski dosadnie okreś- 
la to porzekadłem: bogatemu i byk się 
ocieli. Niestety. 


Kabaret rodzinny 


Z zadowoleniem można odnotować 
dalsze fakty świadczące, że coraz ener- 
giczniej zrywa się w kraju z niezdrową I 
tolerancją dla ujemnych moralnie zja- 
wisk i poczynań. I tak: 
- Zarząd miasta Katowice zabro- 
nił organizowania tam koncertów ze- 
społu muzycznego "Piersi". Zespół 
ten, jak wiadomo, wykonuje m.in. 
utwór obrażający uczucia religijne pl. 
"ZChN zbliża się". 
- W Łodzi władze odmówiły zare- 
jestrowania Towarzystwa Miłośni- 
ków Twórczości Markiza de Sade, 
osławionego libertyna i bezbożnika. 
- Kompetentne czynniki miejskie 
zabroniły rozlepiania plakatów rekla- 
mowych firmy Benetton, wyobrażają- 
cych prezerwatywy i księdza całujące- 
go się z zakonnicą w: Krakowie, W ro- 
cławiu, Katowicach, Szczecinie i - co 
szczególnie cieszy - w stolicy. 
Odważne decyzje wspomnianych 
czynników, tym bardziej zasługują na 
podkreślenie, że nie ugięto się przed 
pseudo argumentami firmy Benetton, 
iż te głęboko niemoralne plakaty wy- 
wieszono już ponoć masowo w mias- 
tach 80 krajów. 


Szczecińska prasa doniosła, że słyn- 
nemu stadu ogierów w Łobzie grozi 
wyprzedaż za bezcen i likwidacja. 
Wydaje się jednak, że równowaga 
ekologiczna na ziemi szczecińskiej nie 
zostanie zachwiana i świat zwierzęcy 
zachowa tu co najmniej dotychczaso- 
wy stan posiadania: koni wprawdzie 
ubędzie, ale przybywa za to innych 
zwierzątek. 
Jak informuje bowiem ta sama pra- 
sa, tamtejsi spece od deratyzacji twier- 
dzą, że Szczecinowi grozi wręcz inwa- 
zja szczurów. Miłych i mądrych tych 
stworzeń gwałtownie przybywa, zaś 
zleceń na deratyzację nie ma, bo brak 
forsy. Od kilku lat nie przeprowadzo- 
no szerszej akcji likwidującej szczurze 
siedliska. 
Toteż sympatyczne te stworzenia, 
zwłaszcza na terenach położonych bli- 
żej Odry, spacerują sobie swobodnie w 
biały dzień po trawnikach i klatkach 
schodowych (dotąd grasowały tylko 
po śmietnikach i zsypach) oraz za- 
kładają rodzinne gniazda w piwnicach 
domów. Niedawno cała szczurza ro- 
dzina złożyła wizytę w mieszkaniu na 
parterze u jednego z lokatorów na- 
brzeżnych domów, wywołując tam 
nieuzasadnioną panikę. 


o niehonorowym faciu 


Pytanie niepotrzebnie rzucił Oj- 
ciec. Tak to jest, kiedy bezrobotni 
mają za dużo wolnego czasu i 
jątrzą. Rzekł mianowicie: 
- Co ma robić bezustannie 
obrażany facio, którego honor 
narażony jest na szwank? 
- Co to jest honor? - spytał 
zaciekawiony Wnuczek. 
Mama natychmiast zacytowała 
wielkiego litewsko-białoruskiego 
poetę, który tylko dlatego pisał po 
polsku, że carskie władze inaczej 
nie pozwalały: 
- "Panie Hrabia! zawołał 
Klucznik, widzisz Pan, co się wy- 
rabia: czy nie dosyć się jeszcze 
Pański honor plami, że Pan jadasz 
i pijasz z tymi Soplicami?" 
- Czyżby ten facet, o którym 
ojciec gada, też się poplamił na 
honorze pijąc soplicówkę? 
Babcia, która mieszka honoro- 
wo między zlewozmywakiem a 
lodówką, gdyż o to walczyły wol- 
ne związki zawodowe, wkurzyła 
się: 
- Honor, smarkaczu, to po- 
czucie godności osobistej, dobre 
imię, cześć człowieka! 
- A godność co to? - spytał 
Wnuczek, bo się nie zetknął. 
- Godność to poczucie, świa- 
domość własnej wartości, szacu- 
nek dla samego siebie a także 
duma! - mówiąc to Babcia wy- 


prężyła się dumnie między lodów- 
ką a zlewozmywakiem. 
- Dumę to ten facio częścio- 
wo ma - stwierdził Ojciec. - 
Cechuje go bowiem wygórowane 
pojęcie o sobie, nieprzystępność, 
wyniosłość i pycha, jak to zwykle 
u analfabetów. 
- Taka duma to fałszywa du- 
ma ciemniaków i nie o niej mówi- 
my poruszając kwestię honoru! - 
wrzasnęła Babcia a zlewozmywak 
złowieszczo oddudnił jej słowa. 
- Nic, kurde, nie rozumiem z 
tym honorem - powiedział znów 
Wnuczek. - To chyba jakaś sta- 
roć, przecież nikomu na dobrym 
imieniu i podobnych pierdołach 
nie zależy! 
- Niektórym zależeć powinno 
- rzekła Mama - bo reszta na 
nich patrzy i przykład bierze nie- 
dobry. Godny człowiek nie ma 
prawa milczeć, kiedy go obrażają i 
głupka udawać! 
- A jeżeli jest głupkiem? - 
spytał Dziadek. 
- Przed wojną - powiedziała 
Babcia - to nawet głupek ob- 
rażać się nie pozwalał! A od ob- 
rażających satysfakcji żądał! Jeśli 
osobą honorową był! 
- Osoba honorowa, a to znów 
kto? - drążył Wnuczek. 
- O tym rozstrzygał "Polski 
kodeks honorowy", który w ar- 


tykule l stwierdzał: "Pojęciem o- 
soby zdolnej do żądania i dawania 
satysfakcji honorowej albo krót- 
ko: osobami honorowymi lub z 
angielskiego: gentlemanami nazy- 
wamy (z wykluczeniem osób du- 
chownych) te osoby płci męskiej, 
które z powodu wykształcenia, 


Stan przestępczości w naszym kraju 
niepokoi. Natomiast pocieszające jest, 
że sporą część wykroczeń i czynów 
przestępczych popełniają jednak nie 
rodacy, lecz cudzoziemcy. Oto bo- 
wiem z województwa pilskiego dono- 
szą, że według opublikowanych tam 
przez policję danych, ukarała ona ma- 
ndatami w swoim regionie w ubiegłym 
roku 103 cudzoziemców, a na dal- 
szych 82 sporządzono wnioski do ko- 
legiów orzekających. Mandaty przy- 
niosły skarbowi państwa wpływów ze 
źródeł zagranicznych na sumę 127,8 
mln zł. 
Pilska policja informuje, że spośród 
tych obcokrajowców wykroczenia 
drogowe popełniają głównie Niemcy, 
natomiast rozbojami, kradzieżą, wy- 
muszaniem haraczów trudnią się głó- 
wnie Rosjanie i inni obywatele Wspól- 
noty Niepodległych Państw. 
Opublikowanie tych interesujących 
statystyk pozwala przypuszczać, że w 
Pilskiem na tym nie poprzestaną. Być 
może w następnej kolejności dowiemy 
się ile i jakich przestępstw popełnili 
tam członkowie mniejszości narodo- 
wych (Lemkowie, Cyganie i in.), póź- 
niej zaś rudzi, grubi, a także człon- 
kowie SdRP czy (nie daj Boże) 
ZChN... 


A-Be 


inteligencji osobistej, stanowiska 
społecznego lub urodzenia wzno- 
szą się ponad zwyczajny poziom 
uczciwego człowieka". 
- Ten facio - rzekł Ojciec - 
to wykształcenia raczej nie ma, o 
inteligencji trudno powiedzieć, u- 
rodzony zaś w chałupie. Nato- 
miast jest płci męskiej, zewnętrz- 
nie rzecz biorąc i na stanowisku. 
- Zatem niby gentleman? - 
podsumował Wnuczek. 
- Niby tak, choć nikt takiego 
wrażenia nie odnosi. 
- Powinien - kontynuowała 
Babcia - wymówić obrażającym 
pojedynki. Powinność tę nakazuje 
"Polski Kodeks Honorowy". 
Ale - zauważył Wnuczek - 
jeśli facet, tak jak ja, nigdy o 
honorze, godności i dumie praw- 
dziwej nie słyszał, bo to są tylko 
wydumane pojęcia, a liczy się for- 
sa i stanowisko? 
- Czy ten człowiek - spytała 
Babcia Ojca - przebywa z ludźmi 
honorowymi? 
- Z takimi, jak on - wyjaśnił 
Ojciec. 
Babcia westchnęła z ulgą. Na- 
stępnie powiedziała: 
- W artykule 8 "Kodeksu 
Honorowego", punkt 25, mówi 
się, że osobnik "obcujący ustawi- 
cznie z ludźmi niehonorowymi" 
jest ze społeczności ludzi honoro- 
wych wykluczony. 
- To znaczy, że facio, choć 
nieustannie obrażany, nic robić 
nie musi! - podsumował Ojciec. 
- Nie musi - zgodziła się 
Babcia. - No może ewentualnie 
poszczuć obrażających swoimi 
pieskami. 


Członek Rodziny 


7
		

/Image008.djvu

			ozmowa "Zbli- 
_ żeń" z Mar- 
kiem Sobcza- 
kiem - "Do- 
cem" i Anto- 
nim Szpakiem - "Re- 
dem" , czyli kabaretem 
"Klika" 


- Reklamy "Benettona" wy- 
cofano, w telewizji nagiego ciała za 
grosz, "Ostatnie kuszenie Chrys- 
tusa" nie trafiło do kin, a "Szatań- 
skie wersety" na księgarskie półki. 
Czy zdaniem Panów powstaje no- 
wa cenzura? 


Marek Sobczak: -Nie, cenzu- 
ra już jest. 


Antoni Szpak: -Tak, cenzurę 
już mamy, a najgorsze w tym jest 
to, że ta neocenzura jest obłudą 
najwyższej klasy. Co innego się 


"Dwójki", który nazywał się 
"Szok". Zrobiliśmy cztery pro- 
gramy, a w piątym, bez naszej 
wiedzy i zgody, wycięto nam kilka 
istotnych fragmentów. W konsek- 
wencji cały cykl trafił na półkę, 
gdzie obecnie leży. 


A.S.: -Tworząc podwaliny 
pod nowych "półkowników". 


- Panowie, co śmieszy W as 
prywatnie? Preferujecie humor an- 
gielski czy amerykański? 


A.S.: -Najbardziej odpowiada 
nam humor angielski, a także fil- 
my robione przez braci Zucerów. 
Szczególnie upodobaliśmy sobie 
jeden - "Ściśle tajne". Myślę, że 
jest to esencja humoru telewizyj- 
nego, typowo rozrywkowego 
show. Wymieszanie wszystkich 
gatunków i formuł. My także 

 chcemy zmierzać w tym kIerunku. 


także te noszące miano zawodow- 
ców. Jak zatem oceniacie konku- 
rencję, która przez blisko dwadzie- 
ścia lat Waszego istnienia wyrosła 
przy Waszym boku? 


A.S.: -Nie będzie to bynaj- 
mniej ukłon w kierunku gospoda- 
rzy, ale bardzo dobrym i spraw- 
nym warsztatowo kabaretem jest 
koszaliński "Koń Polski". Ceni- 
my go za własne brzmienie, za 
specyfikę. 


M.S.: Poza tym jest on konsek- 
wentny w działaniu. Życzymy mu 
wielu dalszych sukcesów na tej 
trudnej i cholernie niewdzięcznej 
drodze. 


A.S.: -Myśmy osiemnaście lat 
dochodzili do sytuacji, gdy dziś 
możemy wybierać czy chcemy wy- 
stępować w Gdańsku czy w Łom- 
ży. Tego także życzymy "Koniowi 
Polskiemu" - prawa wyboru, 
które przysługuje jedynie ścisłej 


raźniej stracili zainteresowanie 
dla sztuki kabaretowej i nastała 
niebezpieczna cisza. To samo zre- 
sztą wydarzyło się w przypadku 
piosenki studenckiej. Po wielkich 
wykonawcach nagle pozostała 
pustka, nie było nikogo. 


- A co Panowie sądzicie o ka- 
baretach muzycznych, typu "OT 
TO',? 


A.S.: -Ja z przyjemnością zo- 
baczę i wysłucham, co, na przy- 
kład "OT TO" ma do powiedze- 
nia, a raczej zaśpiewania, tylko, że 
potem zapytam: "Panowie, no w 
porządku, pożartowaliście sobie, 
pośpiewaliście, tylko, u diabła, po 
co?" I tu zaczyna się prawdziwy 
dylemat, bo właściwie nie bardzo 
wiadomo, po co? Sztuka dla sztu- 
ki? Może być, lecz tylko gdy w grę 
wchodzą pieniądze i to duże pie- 
niądze. Ale bardzo rzadko zdarza 
się sztuka dla sameego artyzmu, 
dla podkreślenia własnej tożsa- 
mości i zaistnienia na rynku kaba- 
retowym. 


PODMUCH NEOCENZURV 


mówi, a co innego robi. Przy- 
kładem mogą być nasi ukochani 
posłowie zamieszani w aferę zwią- 
zaną z książką pani Anastazji P. 
Jeżeli nie podadzą do sądu tej pani 
ci, którzy uważają, że ona zmyś- 
liła te rzeczy o których pisze - to 
znaczy, że faktycznie są winni. Ija 
nie chcę, nie życzę sobie, by ci 
panowie decydowali o kształcie 
moralnym i gospodarczym pols- 
kiego społeczeństwa i naszego 
kraju. Ja nie chcę nawet słuchać 
tego, co mówią, a szczególnie o 
tak zwanych wartościach chrześ- 
cijańskich. .. 


M.S.: -T ak, zdecydowanie 
czekamy na dymisję niektórych 
posłów. I chyba nie doczekamy się 
jej. 


A.S.: -Telewizja wciąż jest w 
łapach cenzorów. Bo jeśli mówi 
się o niej jako o rządowej, to musi 
być ona odgórnie kontrolowana, 
a programy odpowiednio obra- 
biane. 


M.S.: -Można powiedzieć 
tak: nie zmieniło się prawie nic, 
zmienił się jedynie kolor, jaki no- 
szą na sobie cenzorzy. Przy tym 
powstała rzecz straszliwa - zlik- 
widowanie cenzury ogólnej spo- 
wodowało powstanie autocenzu- 
ry, to znaczy, że na przy kład na- 
czelny boi. się puścić jakiś mate- 
riał, dziennikarz pisze "pod tren- 
dy społeczne" i tak dalej. I wszyst- 
ko kończy się na pł:zemilczaniu. A 
w tym wypadku przemilczanie jest 
kłamstwem. 


- Czy kabaret "Klika" miał 
już do czynienia z nową cenzurą? 


M.S.: -Tak, niedawno robiliś- 
my program dla telewizyjnej 


M.S.: -Natomiast należałoby 
w trybie natychmiastowym zaka- 
zać puszczania w telewizji i radiu, 
produkowania i wydawania kaset 
z piosenkami chodnikowymi. u- 
rągają one wszelkim zasadom do- 
brego smaku. Są skończonym 
dnem rozrywki. Koszmarek jaki 
śni się satyrykom i piosenkarzom. 


- A skąd wziął się "Doc" i 
"Red"? 


M.S.: -T o powstało już dość 
dawno, specjalnie dla radiowej 
"Trójki". Owe przedrostki wzięły 
się z tej chorobliwej polskiej manii 
pisania sobie przed nazwiskiem 
tytułów. "Mgr Nowak", "Inż. 
Kowalski", "Doc. Majewski"... 
Jest to swego rodzaju parodia tej 
maniery. W naszym przypadku 
"red" i "doc" nie są skrótami do 
tytułów docent i redaktor, lecz po 
prostu stworzonymi na tę okazję 
wyrazami. 


A.S.: -Tak naprawdę, to kogo 
to obchodzi jaki kto ma tytuł? 


- Jak w kabarecie "Klika" po- 
wstają dowcipy: indywidualnie czy 
wspólnie? 


M.S.: -My stanowimy spółkę 
autorską i nic nie powstaje in- 
dywidualnie. To wszystko rodzi 
się na scenie, bo dużo improwizu- 
jemy. Poza tym dużo ze sobą 
rozmawiamy, to daje wspaniałe 
efekty. Czasami eksperymentuje- 
my - puszczamy podczas wy- 
stępu jakiś dowcip lub piosenkę i 
sprawdzamy reakcję publicznoś- 
ci. Jeśli ludzie wyją ze śmiechu, to 
skecz trafia do stałego repertuaru. 
Jeśli mają głupie miny - wypada. 


- Panowie, obserwujecie 
współczesną scenę kabaretową, 
młode kabarety, debiutujące, a 


grupie kabaretów. Do tego po- 
trzebny jest tylko odpowiedni 
straż pracy i doświadczenie, nic 
więcej, tak więc "Koń Polski" jest 
na najlepszej drodze do osiągnię- 
cia tego statusu. 


M.S.: -A jeśli chodzi o inne 
kabarety: widujemy je rzadko, ale 
z tego co widzimy, generalnie mo- 
żna powiedzieć, że dowcipkują. 


A.S.: -Tak jest, dowcipkują, a 
nam się to niespecjalnie podoba. 
My wychodzimy z założenia, że 
najpierw pomyśl, potem dopiero 
powiedz dowcip, a wielu twierdzi, 
że żart żyje własnym życiem - to 
najbzdurniejsza teoria jaką sły- 
szałem. 


M.S.: -Prawie wszystkie pol- 
skie, młode kabarety raczej są 
jajcarskie, niż dowcipne. Stwarza- 
ją cały teatr myśli i wrażeń po to, 
by ,opowiedzieć jeden żart. T o 
przesada, ale ja zawsze powta- 
rzam, że człowiekowi wszystko 
przychodzi z wiekiem. A także 
przechodzi z wiekiem. Myśmy się 
wychowali w innych czasach i 
wzorowali na innych wzorcach. 


A.S.: -W pewnym momencie 
zrobiła się w Polsce taka luka 
satyryczna i nie było kontynuacji 
starych tradycji. I te dobre zwy- 
czaje umarły, wyginęły. Pozostali- 
śmy tylko my, czyli kabarety z 
doświadczeniem, które pamiętają 
jak to było dawniej. Ale tę wiedzę 
bardzo trudno jest przekazać mło- 
dym. 


M.S. -Ostatnim kabaretem, 
który przeszedł przez tę lukę i 
który wywodził się z ruchu stu- 
denckiego był "Długi". 


A.S.: -Później studenci najwy- 


M.S.: -Taka sama sytuacja 
jest z dowcipami typu "Masztal- 
ski". Wiem, że to jest zabawa 
kompletnie bez sensu, ale o dziwo, 
ludziom się podoba, może nie 
wszystkim, ale swoich miłośni- 
ków te żarty mają. Też mógłbym 
zapytać: po co? Ale ja wiem po co 
- dla zgrywy, dla szpanu, już bez 
podtekstów, bez wyraźnego za- 
znaczenia odbiorcy, mało tego: 
często wręcz ignorując odbiorcę, 
który sam kręci bicz na siebie. 


A.S.: -A z drugiej strony to 
żyjemy w takim kraju, gdzie wszy- 
stko jest tak potwornie absurdal- 
ne, że może to nasze pytanie "po 
co?" jest zupełnie niepotrzebne? 


- Czego Wam, Panowie, ży- 
czyć w nowym roku? 


A.S.: -Żeby było normalnie, 
spokojnie i z sensem. 


M.S.: -A także, żeby wszyscy 
niekompetentni ludzie zajmujący 
bardzo odpowiedzialne stanowis- 
ka jednocześnie podali się do dy- 
misji... 


A.S.: -...możliwie jak naj szyb- 
. . . 
CleJ. 


M.S.: -My natomiast, życzy- 
my czytelnikom "Zbliżeń" tylko 
jednego: powrotu wszystkiego do 
normalnego stanu. Bez demago- 
gii, bzdur i lania wody tam, gdzie 
potrzebne są konkrety. 


- Dziękuję Panom za rozmo- 
wę. 
Rozmawial: Piotr Pawlowski 
P.S. Kabaret "Klika" przebywał 
w Koszalinie na zaproszenie Miej- 
skiego Ośrodka Kultury. 


8
		

/Image009.djvu

			TELE .:"MAGIEL 
Kto boi się satyryków? 


W naszym kraju utarła się zasada, 
że satyryk jest C7łowiekiem niebez- 
piecznym - dla każdej frakcji i orien- 
tacji politycznej. Dlaczego? Ponieważ 
jedną z jego ról jest obśmiać to co 
robią politycy, a przecież nikt nie lubi 
być pośmiewiskiem. 
W Ameryce, gdzie w telewizji domi- 


nują ogromne show, satyrycy, tam 
najczęściej zwani showmanami, uzna- 
wani są za XX-wiecznych błaznów; 
wzbudzają szczery śmiech, ale ich sło- 
wa, przez wielu ludzi, traktowane są 
szalenie poważnie, niemalże jako poli- 
tyczne porady. Jest to normalne i nikt 
nie dyskutuje na przykład z Paulem 


../.0::-.... . 
.-:,. 



. 


;y;
 


ZROBI Ę Z POMORZA 
AMERYKĘ 


Z Blakem Carringto- 
nem, znanym amerykań- 
skim miliarderem z Den- 
ver rozmawia Andrzej Le- 
jl	
			

/Image010.djvu

			Mężczyźni w plemionach pierwotnych pilnie strze- 
gli swego terytorium i biada obcemu, który je prze- 
kroczył. Choć od tamtej pory minęło wiele wieków 
podział na swoich i obcych ciągle nie traci 
na aktualności. . 


DAĆ WOJAKOM NAUCZKĘ 


We wczasowym miasteczku, po se- 
zonie, łatwo odróżnić mieszkańców 
od przybyszy. 
Kiedy zawieje jesienną nudą, nało- 
żoną na beznadzieję bezrobocia, mło- 
dzi mężczyźni wyruszają na pos7Uki- 
wanie jakich bądź wraże.1. Po sezonie 
turystycznym czują się panami wcza- 
sowiska i biada temu, kto o tym nie 
wie! Najczęściej zdarza się, że faktu 
tego nie przyjmują do wiadomości 
rówieśnicy - pozamykani w okolicz- 
nych jednostkach wojskowych na czas 
zasadniczej służby. Ci za dobre spra- 
wowanie dostają kilkugodzinne prze- 
pustki. Do domu daleko, więc wyru- 
szają przed siebie w poszukiwaniu 
jakiejkolwiek rozrywki. 
Przepisy zdaje się mówią, że żoł- 
nierz służby zasadniczej powinien być 
na przepustce w mundurze. Praktyka 
uczy, że rzadko który żołnierz poka- 
zuje się na usteckiej promenadzie u- 
mundurowany. Scenariusz przepust- 
kowego zachowania marynarzy i żoł- 
nierzy z lądu jest podobny. Najpierw 
- mundur w krzaki, potem - gorzał- 
ka w krzakach, następnie dyskoteka a 
po niej (jak się uda) - z dziewczyną w 
krzaki. A jak się nie uda i pojawi się 
konkurent do damskich wdzięków to, 
w krzakach można zarobić w mordę. I 
zarabia się ... bowiem przystojni i 
grzeczni marynarze z CSSM łatwo 
podbijają serca niewieście. Mocno za- 
tem zagrażają interesom usteckich 
młodzieńców. Taka jest, być może, 
główna przyczyna bicia marynarzy w 
lokalach. Wydarzenia pewnej, jesien- 
nej nocy wyciągnęły na światło dzien- 
ne nową "zabawę" ustczan - polo- 
wanie 4\1a żołnierzy. Prowadzone z 
premedytacją, okrutne, bezmyślne. U- 
jawniły także brak solidarności mię- 
dzy żołnierzami z tej samej jednostki, 
bowiem widzowie uciekali zamiast po- 
magać napadniętym kolegom. 
"Paradise" jest prawdopodobnie 
najatrakcyjniejszą dyskoteką w Ustce. 
W soboty jest tak oblegana, że trudno 


wejść do środka. Adam P., Waldemar 
K., Mariusz Sz. dostali przepustkę na 
jeden wieczór. Na ławkach w parku 
wypili pół litra wódki i nabrali ochoty 
na tańce. Z trudem udało im się wejść 
do "Paradise". Usiedli przy jednym 
stoliku, wypili jeszcze trochę alkoholu 
i zaczęli tańczyć na parkiecie. Nie 
spodobało się to pewnemu dwudzies- 
toletniemu mieszkańcowi Ustki. Ma- 
rynarz dostał cios w szczękę. Potem 
awantury na parkiecie zdarzały się 
częściej. Któryś z marynarzy podsłu- 
chał, że awanturnicy chwalą się przy- 
należnością do klubu sportowego "Ja- 
ntar". Nie kryli też wcale, że chcą 
marynarzom sprawić lanie. Wystra- 
szeni żołnierze zdecydowali się na po- 
wrót do jednostki. Zdążyli jednak tyl- 
ko zejść na parter Klubu Spółdzielni 
Mieszkaniowej. Zostali znienacka na- 
padnięci i bestialsko pobici przez pię- 
cioosobową grupę nieznanych sobie 
mężczyzn. W trakcie bicia i kopania 
Adamowi P. zadano cios nożem w 
serce. Następnie napastnik przyłożył 
rannemu nóż do gardła i groził za- 
rżnięciem. Marynarz stracił przytom- 
noŚĆ. Szybka interwencja lekarza nie 
pozwoliła na wykrwawienie. 
Kilka dni później na zdjęciu druży- 
ny "Jantara" pobici żołnierze bez tru- 
du rozpoznali trójkę bandytów. 
Wydarzenia tej nocy miały ciąg dal- 
szy. Piątka ustczan nie zadowoliła się 
pobiciem marynarzy. Dalszy ciąg po- 
lowania na wojaków miał miejsce w 
nadmorskiej restauracji "Bałtycka". 
Tutaj także sprowokowali awanturę 
na parkiecie a później połamali krzesła 
i (z nogami od nich w ręku) napadli na 
grupę żołnierzy w cywilu. Pobici żoł- 
nierze ratowali się ucieczką i nawet nie 
zgłosili tego faktu policji. 
Piątka "polujących" wsiadła do sa- 
mochodu z niemiecką rejestracją i 
wolniutko ruszyła spod "Bałtyckiej" 
do centrum Ustki. Na ul. Kosynierów 
z dancingu wracali, w kilkuosobo- 
wych grupach, żołnierze stacjonujący 


Dziecko Czarnob y la 


Mały chłopiec tapla się z radością w 
rzece. Krzyczy, cieszy się i chlapie wodą na 
wszystkie strony. Wygląda nonnaInie, mo- 
że jedynie jest trochę zbyt otyły jak na swój 
wiek. Ciężko się domyśleć, że to dziecko 
Czarnobyla. Polskie dziecko. 
Opowieść matki: 
- Syn miał wtedy dwa lata. Cały dzień 
był na powietrzu. Mamy też starszą córkę, 
której nie było nic. On zaś rankiem był cały 
jakby podsiniaczony. Byłam zdumiona. 
Kąpałam go wieczorem, dziecko było cał- 
kowicie zdrowe, a rankiem widzę na jego 
ciałku wylew przy wylewie. Były to wielkie 
. sipe plamy, występujące wszędzie, z wyjąt- 
kiem szyi i główki. Na szczęście nie doszło to 
do mózgu. Zawiozłam synka do szpitala. 


Pani doktor powiedziała: - Jak pani mogła 
tak pobić dziecko! 
Aż mną zatrzęsło. Chyba użyłam jakichś 
ostrych słów. Wezwano jakiegoś innego 
lekarza. Ten to chyba skojarzył z Czarno- 
bylem i rozpoczęto krótkotrwałe leczenie. 
Bieda w tym, że nikt nie wiedział, jak sobie z 
tym radzić. Leczenie polegało na podawa- 
niu hormonów. Zupełnie bez sensu. 
Ciąg dalszy wyglądał już lepiej, choć też 
pouczająco. 
Przede wszystkim taki element jak szczęś- 
cie. Bez szczęścia nie ma nic: chłopiec znad 
rzeki miał szczęście; jakby to dwuznacznie 
nie brzmiało. Miał, przeżył. 
W rodzinie znalazła się lekarka, która 
znalazła niezbędne dojście do kliniki w 



 


.:=0,. 


...
 


'\ Nfł::'
.:
,'''''' 


..,......-... 



. 


:\':\..
'
 ..::::-.
:
::.
.::.
..
:::.. n." ......._._ :'. ...:::.:
:.,
:; 


I 


, 


twa przyniosła zmiany w niektórych 
zeznaniach. Najagresywniejszy - Ja- 
nusz P. wyjaśnił, iż pod lokalem "Pa- 
radise" użył noża dlatego, że chciał 
przestraszyć napastników i jeden z 
nich sam nadział się na ostrze. W 
restauracji "Bałtycka" wyrwał nogę z 
krzesła a później użył jej w bójce 
dlatego, iż był zaatakowany przez bar- 
dzo liczną grupę napastników trzy- 
mających w rękach butelki. Podczas 
zdarzenia na ul. Kosynierów ponow- 
nie wyjął nóź, gdyż musiał się bronić 
przed napadającymi go żołnierzami. 
Obrażenia ciał dwóch żołnierzy, ugo- 
dzonych nożem, zdarzyły się przypad- 
kowo podczas wymachiwania w kie- 
runku napastników. 
Kompan Janusza P. powiedział po- 
licji, że po bójce, już w samochodzie, 
właściciel "finki" pochwalił się, że 
"ciachnął klienta nożem". 
Dla dopełnienia obrazu godzi się 
napisać, że Janusz P. jest obywatelem 
rosyjskim, zaś jego koledzy to bez- 
robotni ustczanie (jeden ma pracę), z 
których tylko Dariusz N. był w prze- 
szłości sądownie karany. 


Jolanta NITKOWSKA 


temu było to nie do pomyślenia. Natych- 
miast po wyjściu z wody siniał. Mimo to 
wymaga stałej opieki, a leki wzmacniające 
układ immunologiczny są bardzo drogie. 
Zdarzają się i takie po sześćset tysięcy. 
Musiałam przerwać pracę, żeby poświęcić 
się całkowicie opiece nad małym, a mąż, po 
osiemdziesiątym dziewiątym, rzucił taksó- 
wkę, na której jeździł, ponieważ nie gwaran- 
towało to dochodów koniecznych do u- 
trzymania syna przy życiu. Teraz jeździ na 
TIR-ach. Całe szczęście, że potrafi zaro- 
bić..." 
Wiadomo już, czego potrzebowały dzieci 
Czarnobyla. Pieniędzy. Te, które nie posia- 
dały bogatych rodziców czy zasobnych 
babć, pomarły. I pomyśleć, że jeszcze kilka 
lat wstecz w dobrym Conie było pogardzać 
pieniędzmi, jako Bóg wie jak podejrzanym 
wynalazkiem... 


10 


Jerzy Grundkowski 


j 


w Wodnicy. Prowadzący samochód 
Dariusz N. jechał tak blisko grupy 
pieszych, że jeden z nich zahaczył o 
lusterko. To wystarczyło jako pre- 
tekst. Janusz P., Konrad M., Jacek i 
Bogdan K. wyskoczyli z samochodu i 
zaczęli znęcać się nad najbliższą grup- 
ką żołnierzy. W pewnym momencie w 
ręku Janusza P. błysnęła "finka". Je- 
den z żołnierzy chwycił się za twarz, 
drugiemu bandyta przeciął dłoń. W 
wyniku zajścia ciężkiemu pobiciu ule- 
gło pięciu żołnierzy. Inni patrzyli lub 
uciekali jak najszybciej. Pięciu cywi- 
lów sterroryzowało dziesięciu żołnie- 
rzy. 
Sprawa trafiła do prokuratora. U- 
stczanie nie przyznali się do winy. 
Mieli wystarczająco dużo czasu, by 
opracować własną wersję zdarzeń, w 
które uwierzyła pani prokurator. Rola 
niewiniątek zaatakowanych przez żoł- 
nierzy zagrana była tak przekonywu- 
jąco, że pani prokurator przekazała 
sprawę prokuratorze wojskowej, 
wskazując tym samym na winę żoł- 
nierzy. Zdziwieni prokuratorzy wojs- 
kowi nigdzie nie mogli się doszukać tej 
winy. Sprawa znowu wróciła do pro- 
kuratury rejonowej. Druga tura śledz- 


Republice Federalnej. Babka malca była 
tzw. badylarką. Ona to wysupłała 90 pro- 
cent z potrzebnej na sfinansowanie leczenia 
sumy 4 tysięcy marek. Dziś, po Balcerowi- 
czu, kwota ta jest w stanie przerazić jed)ll1ie 
największych nieudaczników, o zapamięta- 
łych miłośnikach Bacchusa nie wspomina- 
jąc. Wówczas było to sto pensji, majątek 
prawie niewyobrażalny. Więc babka dała 
trzy i pół tysiąca, rodzice sprzedali samo- 
chód i wideo, trochę pożyczyli i pojechali z 
małym Lukaszkiem do niemieckiej kliniki. 
Tam okazało się, że operacja przeszczepu 
szpiku kostnego nie jest być może koniecz- 
na. Z czasem to się potwierdziło. Malca 
wyleczono chemią. Przeżył, lecz... 
"Układ odpornościowy syna długo do- 
chodził do równowagi - mówi matka. - 
Przez szeŚĆ lat łapał wszelkie możliwe infek- 
cje. Dziś może już się kąpać. Jeszcze rok
		

/Image011.djvu

			Prywatyzacja 
po rosyjsku 


amyśle miała to być nowa 
rewolucja październikowa. 
Tym razem bezkrwawa i bar- 
dziej dla ludzi. Miała to być 
wyprzedaż wieku, i powinna 
doprowadzić do prywatyza
ii od 500 do 7 tysięcy 
wielkich przedsiębiorstw państwowych i przeobra- 
zić 150 milionów rosyjskich proletariuszy w posia- 
daczy na miarę współczesnego kapitalizmu. 
Reguły gry miały być proste. Każdy obywatel 
rosyjski ze staruszkami i niemowlętami włącznie, 
począwszy od 1 października do 31 grudnia ubieg- 
łego roku miał prawo za symboliczną kwotę 25 rubli 
do zakupu kawałka własności państwowej w formie 
czeku prywatyzacyjnego ochrzczonego mianem 
"voucheru". Każdy czek vel "voucher" ma teorety- 
czną wartość nominalną 10 tys. rubli. Rosjanie 
mogą nimi rozporządzać 
na trzy sposoby: albo od- 
sprzedać je po cenach ryn- 
kowych, albo - począw- 
szy od l stycznia br. - 
wymienić je na akcje pry- 
watyzowanych przedsię- 
biorstw, albo wreszcie po- 
wierzyć je "funduszom in- 
westycyjnym" . 
Obecnie wszystkie rozprowadzone "vouchery" 
stanowią wartość 1500 miliardów rubli, co daje 
trzecią wartości aktywów wszystkich prywatyzowa- 
nych przedsiębiorstw. 
"Machina została puszczona w ruch - twierdzi 
Aleksander Iwanczenko z Państwowej Komisji d1; 
Prywatyzacji - ale nikt nie jest pewien, jak to się 
skończy" . 
Trudności są olbrzymie. Nikt bowiem nie zna 
rzeczywistej wartości prywatyzowanych przedsię- 
biorstw, które zresztą w dużej części znajdują się w 
niepodległych teraz republikach byłego imperium. 
Ich kadra kierownicza też nie ma najmniejszego 
zamiaru oddawać władzy za "vouchery", które - 
ich zdaniem - nie są warte "nawet jednego gwoź- 
dzia" . Aleksander lwanczenko jest jednak optymis- 
tą i twierdzi, że "już w czerwcu przezwyciężymy 
kryzys gospodarczy, a ludzie doceniają korzyści 
płynące z własności prywatnej". 
Rosjanie w to nie wierzą. "I co z tym fantem 
zrobić - mówi Sasza - obracając w ręku kawałek 
zadrukowanego papieru". Wraz z żoną i trzema 
córkami jest posiadaczem pięciu "voucherów". 
"Kpią sobie uważając, że za cenę parunastu kilo- 
gramów kiełbasy zrobią z nas posiadaczy". Żona 
Saszy uważa, że kupony należy sprzedać jak naj- 
szybciej, choćby za pół ceny, bo potrzebne są 
pieniądze. Sasza waha się jednak, ponieważ przed- 
siębiorstwo, w którym pracuje jako szofer, wkrótce 


'- 


" 


będzie prywatyzowane i, kto wie, czy nie wyrzucą 
tych, którzy nie mają "voucherów"? Warto za- 
czekać. 
Nie czeka natomiast Oleg, właściciel kiosku od- 
zieżowego na moskiewskim Arbacie. Oleg znający 
wszystkie aktualne kursy zachodnich walut, zabrał _ 
się ostatnio za "voucher business". Skupuje je po 5 
lub 4 tysiące rubli. Dziennie zbiera po kilkanaście 
kuponów, które natychmiast odsprzedaje na gieł- 
dzie po 8 tysięcy rubli za sztukę. Oczywiście nie na 
otwartych sesjach. "Te - mówi Oleg - są tylko dla 
naiwnych". Oleg ma swoich ludzi, kontakty i wejś- 
cia. "Moi pośrednicy odstąpią "vouchery" innym 
po cenach jeszcze wyższych. W tym kraju można 
sprzedawać wiatr, a też znajdą się nabywcy - 
kończy Oleg" . 
Centralna moskiewska giełda. Godzina 15.00 
oznacza tu otwarcie co- 
dziennej sesji sprzedaży 
"voucherów". Tłum liczą- 
cy około setki osób uważ- 
nie śledzi na świetlnej tab- 
licy informacje o transakc- 
jach. Dzisiaj jednak sprze- 
daż jest nijaka. Kupony 
idą po około 6 tysięcy rubli 
za sztukę. Kilka osób bę- 
dących najwyrazmej w zmowie, podbija cenę i 
kupuje wszystko. Pracują dla klienta, który ma 
odpowiednie środki. Chce kupić fabrykę, którą 
kieruje. 
Inne problemy ma licząca około sześćdziesiątki 
emerytka. Trzyma w ręku trzy "vouchery" swój, 
męża i syna. Jeszcze nie jest zdecydowana, boi się, że 
zostanie wystrychnięta na dudka. Dwaj młodzi 
ludzie proponują jej cenę nieco wyższą niż 6 tys. 
rubli za sztukę. Babcia szybko chowa pieniądze do 
torebki i zaczyna płakać. 
Słowo "voucher" nabiera dziś w Rosji magicz- 
nego znaczenia. Dla jednych oznacza ono nadzieję, 
dla innych niepewność, dla jeszcze innych ostatnią 
deskę ratunku. Nie spowodowało ono jednak - jak 
oczekiwał rząd - fali powszechnego entuzjazmu, a 
sformułowanie "wauczeryzacja gospodarki" stało 
się ulubionym celem ataku satyryków. Niezliczone 
są też zwierzęta domowe, a nawet dzieci ochrzczone 
imieniem "Wauczer". Gazety pełne są naiwnych 
ogłoszeń proponujących wymianę bonów na dola- 
ry, mieszkania lub samochody, a czterdzieści tysięcy 
punktów sprzedaży kuponów to jedyne miejsca w 
Rosji gdzie nie ma kolejek. 
1 chyba nie ma racji Aleksander Iwanczenko 
twierdząc, że system "voucherów" jest wskazówką 
dla ludzi, jak "wziąć swoją przyszłość w swoje ręce". 
W kraju, gdzie spekulacja stała się prawie narodo- 
wym sportem, brzmi to jak łabędzi śpiew. 
Na podstawie "Observateur" opr. ci 


\ \ ( 



 ,"'- 
 


POCHW ALA 


'Mając 15 lat zacząłem studiować na Uniwe- 
rsytecie Warszawskim fizykę. I to nie dlatego, 
że byłem cudownym dzieckiem,... 
Jestem z wojennego pokolenia, które miało 
tak krótką młodość, że mając 15lat byłem już 
starszym panem. I chyba starszym niż dzisiaj. 
. Wkrótce moje zainteresowania się zmieniły. 
Zacząłem studiować filozofię, robić amators- 
kie filmy. W końcu zdałem do szkoły filmo- 
wej. Wtedy jeszcze nie bardzo byłem pewien, 
czy to jest to co będę naprawdę robił. 
Po trzecim roku byłem uznany za niezdol- 
nego studenta. Próbowano wyrzucić mnie ze 
szkoły filmowej. Wtedy zrozumiałem, że trze- 
ba stanąć do walki. 
Mój pierwszy pełnometrażowy film nazy- 
wał się "Struktura Kryształu". W pierwszej 
chwili tak się nie podobał moim najbliższym 
kolegom, wydawał się im tak beznadziejny, że 
proponowali mi aby cichutko spisać go na 
straty, odłożyć na półkę... Ponieważ był tani, 
to była szansa, że nie będzie żadnych konsek- 
wencji. Wtedy po paru latach mógłbym pono- 
wnie udawać debiutanta. 
Zdecydowałem się go puścić na ekran. Jedni 
mówili, że to amatorszczyzna i kompletny 
dyletantyzm. Drudzy, że to coś nowego. Po- 
tem przyszły nagrody za granicą. A taka 
niestety prowincjonalna natura Polaków, że 
jak pochwalą za granicą, to znaczy, że nam się 
podoba... 


DZICZ 


WSCHODNIO-EUROPEJSKA 


Strasznie źle pracujemy w naszym kraju. 
Pracując jedną nogą tu: a drugą na Zachodzie 
widzę dokładnie, jak bardzo jesteśmy rozbest- 
wieni. 
Moja polska sekretarka robi ćwierć tego, co 
robi moja sekretarka we Włoszech. Między 
nimi istnieje zupełna przepaść. Moją sekretar- 
kę w kraju dwa lata temu uczyłem pod- 
stawowych zasad: że nie odpowiada się: nie 
wiem i nie ma. Obiecałem jej, że są to od- 
powiedzi, za które wyrzucę ją z pracy. To jest 
właśnie ta dzicz wschodnio-europejska. Tak 
nie wolno odpowiadać. 
Na Zachodzie nikt nikogo tego nie uczy. 
Wszyscy to wynieśli z dzieciństwa. Przez tele- 
fon nie opowiada się, że dziecko ma katar, bo 
w ten sposób blokuje się telefon na koszt 
firmy. Do dentysty chodzi się po godzinach 
pracy, a nie w trakcie... 
Zanotowal podczas spotkań i wspólnej podróży 
-Mr 


... 


11
		

/Image012.djvu

			Europa to nie tylko progra- 
my telewizji satelitarnej i szyb- 
kie jedzenie. To także inna stro- 
na życia, jak ciemna strona 
Księżyca. To terroryzm, zama- 
chy bombowe, bomby - puła- 
pki, śmierć w biały dzień, tuż 
pod Lukiem Triumfalnym, na 
Rue de st. Denis, albo u zbiegu 
wąskich, włoskich uliczek. Czy 
jesteśmy na to przygotowani? 
Zachodni obserwatorzy są zda- 
nia, że nie. 


Dziś już nikt nie patrzy na 
morderstwa polityczne i manipu- 
lacje rządowe z nies:\owierzaniem. 
Świat nauczył się, że nie ma rzeczy 
niemożliwych, są tylko trudne do 
zrealizowania. Międzynarodowy 
terroryzm wdarł się do naszej co- 
dzienności jak huragan, jest dla 
wielu policji świata chlebem po- 
wszednim, powołano do życia 
specjalne oddziały straży antyter- 
rorystycznej. W dodatku im dłu- 
żej bezkarnie panoszy się on po 
kuli ziemskiej, tym bardziej staje 
się perfekcyjny, wyrafinowany, 
trafny. 
Świadczy o tym choćby wypa- 
dek jaki nie tak dawno miał miejs- 
ce na rzekomo "najbezpieczniej- 
szym lotnisku świata" w Marsylii. 
Czterej uzbrojeni w UZI najem- 
nicy, na oczach setek pasażerów, 
w holu lotniska. zastrzelili dwie 


TERRORYZM, ZAMACHY BOMBOWE, NAPADY Z BRONIĄ W RĘKU 


Czy jesteśmy przygotowani? 


irlandzkie terrorystki spod znaku 
IRA. Sprawców nie tylko nie uda- 
ło się złapać, ale nawet. na pod- 
stawie zapisu kamerowego, nie 
udało się zidentyfikować! Dla po- 
licji wciąż pozostają bezimienni, z 
zamazaną twarzą. Od momentu 
pierwszego strzału do wybiegnię- 
cia najemników z lotniska upłynę- 
ło 14 sekund! Nie pomogły zatem 
kamery, pancerne szyby wejść i 
wyjść. blokowanych z centrum 
komputerowego, tajniacy, podsu- 
fitowe ładunki obezwładniające, 
tzw. komory próżniowe instalo- 
wane w schodach. a także zwykli 
funkcjonariusze ochrony portu. 
Amerykański magazyn "Com- 
mando" jest zdania, że amerykań- 
scy najemnicy mogliby zamordo- 
wać w łóżku Billa Clintona i jego 
małżonkę, a następnie bezpiecznie 
opuścić Biały Dom. Sztuka mor- 
dowania została opanowana do 
perfekcji, nie ma dla niej żadnych 
ograniczeń. a wykonawcy są sko- 
ńczonymi profesjonalistami. bez 
zahamowań. Zawodowcy. Rze- 
mieślnicy. 



.:.
3 .. on . 


,.,u.#! 


, .',,\> 


" l 
f 
li 



. 


.j 



 


1; 


... 


""«; 


#i 


!P{"'; 


:- 
::. 



 


;
 
"u
,< 


'. 


:1,:;" .-r,: 
;

 ..
::
:
.:J!!f:/. 


. .:.:.......:.:. ................. 


:..... :N 


..._i \ 
,. 


Dokładnie sprawdzono, za po- 
mocą specjalnych doświadczeń, 
że ilość ochroniarzy wpływa nie- 
proporcjonalnie na przebieg ter- 
rorystycznego zamachu. 
Arabski multimiłiarder Bel Kha- 
kim, który jest uważany za "króla 
narkotyków", ma ochronę składa- 
jącą się z... trzech ludzi. I tylu 
właściwie wystarczy. Ochroniarze 
Bel Khakima wywodzą się ze star- 
szej generacji najemników, a naj- 
starszy z nich ma 54 lata! Tu tkwi 
tajemnica sukcesu. Ci trzej dżen- 
telmeni już ośmiokrotnie urato- 
wali życie swojemu szefowi. 
A jak to wygląda w Polsce? 
Mówiąc najkrócej - tragicz- 
me. 
W październiku ubiegłego roku 
przebywała w Polsce grupa funkc- 
jonariuszy FBI, którzy ocenili po- 
ziom pracy rodzimych ochronia- 
rzy jako żenujący. Panowie z rzą- 
dowej ochrony nie są żadnymi prze- 
ciwnikami dla terrorystów. Zosta- 
liby prawdopodobnie zabici w prze- 
ciągu 7 sekund. Ich broń jest prze- 
star:lała, a metod y pracy anachro- 
niczne. Podobnie jak podobno 
specjalnie dobrana ochrona pre- 
zydenta Wałęsy. Jedynymi rze- 
telnymi przeciwnikami dla zacho- . 
dnich terrorystów mogliby być 
funkcjonariusze oddziału antyter- 
rorystycznego, ale pewnie tylko 
dlatego, że przeszli szkolenie w 
Ameryce. 
Cóż, wydaje się, że należy się 
przyzwyczaić do tego, że nikt nie 
jest bezpieczny... 
Najbardziej zabawny jest fakt, 
że polscy posłowie i senatorowie, 
władze lokalne i ministrowie, za- 
troszczyli się o boazerię w swoich 
kancel'ariach i drogie wozy przed 
kancelariami., ale w większości 
przypadków zapomnieli o ochro- 
nie osobistej. Widać ufają swoim 
rodakom. "Nikomu, dokładnie ni- 
komu nie możesz ufać. Jeśli chcesz 
żyć" - pisał przed laty Mario 
Puzo w "Ojcu Chrzestnym". 
Warto się nad tą myślą zastano- 
wić... 
Bodaj najlepszą ochronę w Po- 
lsce mają biznesmeni i Jerzy u- 
rban, który postawił na profes- 
jonalizm i anonimowość swoich 
agen tów. 
A tymczasem rozwścieczone 
bandy Rosjan zaglądają nam do 
okien. W Warszawie mówi się, że 
1000 dolarów kosztuje wynajęcie 
na jedno zabójstwo wschodniego 
gangstera. A przecież ofiarą może 
paść każdy z nas, choćby przypa- 
dkowo. 


" "
 
).j1 
:
.... 



 --:-- . 


:
i: 
, 
. 
t\ - 
"
, 


-
..:y 


.'. "," .'
'. :
t:. 
.
: 


. 

- 


.. 


,. 


WJ, 


....' 


. '"0(\ 



(/ " 
'\
 ',oN 

,. 
:j 
' 

 ,'
( 

' 'lo' 
l
, ' . 
It", 


'" 


Jeżeli już wiemy, że nie ma w 
Polsce profesjonalnej ochrony, 
należałoby zastanowić się jak ją 
zorganizować? 
Mister John Moole z FBI jest 
zdania, że przede wszystkim musi 
powstać odpowiednia szkoła, 
przy wojskowych lub policyjnych 
strukturach, która będzie uczyła 
przyszłych ochroniarzy. W zakre- 
sie jej kształcenia powinna wejść: 
nauka strzelania, walk wschodu, 
pływania, jazdy konnej, sportów 
rozwijających sprężystość oraz 
specjalnej jazdy samochodem. 
Musi to być placówka rozwijająca 
intuicję i kształcąca w zakresie 
spostrzegawczości. I dopiero wó- 
wczas - miejmy nadzieję - u 
boku naszych polityków pojawią 
się ludzie rzeczywiście potrafiący 
ich obronić. 
A na koniec krótka anegdota. 
Podczas pobytu jednego -z par- 
dziej znanych polityków na Sląs- 
ku wizytująca grupa przechodziła 
obok górniczego kafara. Wydaje 
on dźwięk do złudzenia przypo- 
minający strzał z pistoletu. Gdy 
polityk przechodził obok niego 
milczące urządzenie nagle ożyło i 
"wystrzeliło" krótką serię. Wszy- 
scy ochroniarze padli na ziemię 
lub przykucnęli. A polityk stał 
pośrodku zamieszania i niepewnie 
rozglądał się wokoło... 
P .Pawłowski 


PS. Autor pragnie podziękować 
za pomoc przy zbieraniu materia- 
łów Arturowi Majewskiemu i Da- 
riuszowi Kordzie. 


(PP) 


12 


>-: 


/ 
f.'..' 


, 
..
 : 



: 

. 4f.."
 


I
		

/Image013.djvu

			W gabinecie doktora 
Bernarda zachwy- 
ciły mnie trzy ob- 
razy olejne. Przed- 
stawiały ten sam 
temat: anioła oraz diabła, obydwie 
postaci o żelIskich rysach, jakby kary- 
katuralne. Dowodziły wielkiego talen- 
tu twórcy, ale też i jego szaleństwa. 
Było coś przerażającego, niezdrowe- 
go, zwłaszcza w postaci szatana. 
Doktor Bernard. ordynator szpitala 
psychiatrycznego wyjaśnił, że oglą- 
dam dzieła pacjenta, głęb.okiego neu- 
rotyka w stanie depresji maniakalnej, 
który w rzadkich okresach aktywności 
zajmuje się malowaniem, zawsze tego 
samego tematu. a potem traci 7ainte- 
resowanie dla świata wpadając w 
przygnębienie połąc70ne z atakami 
straszliwego lęku. I tak od lat. Nazywa 
się Henryk L., jest teraz w wieku lat 
trzydziestu, przebywa na oddziale. ale 
jego stan uniemożliwia wszelki kon- 
takt. Doktorowi udało się prze7 jede- 
naście lat zrekonstruować historię 
chorego, to znaczy określić przyczynę 
depresji. 
Henryk L. jest synem czekoladzia- 
rki z fabryki cukierków. Jego ojciec 
zginął w wypadku samochodowym, 
nim :zdążył się czegokolwiek dorobić. 
Matka z chłopcem zamieszkała w ho- 
telu robotniczym dla kobiet. Pracując 
na trzy :zmiany co pewien czas musiała 
chłopca zostawiać na noc samego. 
Ponieważ Henryczek od śmierci ojca 
bardzo źle ,nosił samotność, jego mat- 
ka uprosiła jedną z sąsiadek, by przed 
snem przesiadywała z chłopcem. 
Sąsiadka ta, sucha starzejąca się 
panna o ptasich rysach. miała na imię 
Cecylia. Nie posiadała rodziny ani 
żadnego mężczyzny, cały wolny czas 
przeznaczała na życie religijne. Skwa- 
pliwie zgodziła się Henryczka dopat- 
rywać. Wprowadziła pewien reżim w 
życie chłopca. By uchronić go przed 
złym wpływem telewizyjnych progra- 
mów, które namiętnie oglądał, głów- 
nie przed pokazywaną w filmach na- 
gością kobiet, postanowiła skierować 
jego myśli ku sprawom głębokim i 
czystym. 
Miało się okazać, że wysuszona 
Cecylia, religijna maniaczka, z sadys- 
tyczną konsekwencj ą czytywała. chło- 
pakowi przed snem żywoty świętych. 
Te upiorne historie o pożeraniu chrze- 
ścijan przez głodne lwy i wściekłe 
niedźwiedzie. o obdzieraniu żywcem 
ze skóry, oślepianiu płonącymi głow- 
niami. włóczeniu przez rozjus70ne by- 
ki, batożeniu. łamaniu kości, pojeniu 
roztopionym ołowiem, ścinaniu, za- 
mrażaniu i topieniu. Były to kiedyś 
niezbędne warunki otrzymania po 
śmierci aureoli. by świecić wiernym 
przykładem. Wrażliwy chłopak, ob- 
darzOl'W przez naturę wielką wyobraź- 
nią, nie mógł potem zasypiać. cierpiał 
ogarniany majakami wyrafinowanego 
okrucieństwa, miewał stany lękowe i 
nabawiał się wzrastającej nerwicy. Ale 
że miało to służyć pogłębianiu jego 
religijności, wdrażaniu do bogobojne- 
go życia i w efekcie zbawieniu, było 
więc słuszne. 
Po jednym z takich wieczorów 
czternastoletniego wówczas Henrycz- 
ka nawiedził okrutny sen. Był w nim 


kandydatem na świętego i miano mu 
po kolei toporem odrąbać nogi oraz 
ręce, a obcięty następnie narząd płcio- 
wy smażyć na wrzącym oleju i kazać 
go spożyć. Obudził się mokry od zim- 
nego potu i przera70ny. Był sam, w 
kątach pokoiku czaili się kaci, by 
przysposabiać do świętości. Nie myś- 
ląc. w koszuli do kolan, bez spodenek 
wypadł na korytarz hotelu. Nie skie- 
rował się jednak do pokoj u Cecylii lecz 
załomotał we drzwi innej sąsiadki. 
Była nią pani Dorota, kobieta pod 
czterdziestkę, opuszczona przez męża 
ladaco, bezdzietna. Ta gruba kobieta 
podobna do Rosjanki, a raczej do 
wielkiego pieca, okazywała przelotnie 
Henrykowi sympatię, jaką samotne 
kobiety chętnie darzą dzieci. Rozma- 
wiała z nim czasem, częstowała cias- 
tem, żartowała. Lubił ją. Jak na o- 
gromną babę miała ładną twarz i 
przyjemny szczery uśmiech. 
Pani Dorota otworzyła drzwi i do- 
strzegając strach chłopca machinalnie 
przytuliła go do swego wydatnego 
brzucha. Następnie wprowadziła do 
środka, napoiła kompotem i położyła 
na swoim szerokim tapczanie, by się 
uspokoił. W poczuciu bezpieczeństwa 
Henryk zasnął. Pani Dorota uznała, 
że powinien pozostać do rana, więc 
bezgrzesznie wsunęła się pod kołdrę 
obok niego. 
Chłopak po jakimś czasie trochę się 
ocknął. Tym razem nie zbudził go lęk 


lecz ciepło bijące od dużego kobiecego 
ciała. Dorota leżała tyłem do niego, na 
boku, z lekko podciągniętymi nogami, 
a on, szukając bezpieczeństwa w cza- 
sie snu, przywarł podbrzuszem do jej 
wielkich pośladków. Nocna koszula 
kobiety podciągnęła się do góry, chło- 
pak przyległ więc do ciała nagiego i 
rozgrzanego. Nie analizował sytuacji, 
nie był zresztą w pełni przebudzony, 
wiedział jedynie, iż jest blisko kobiety i 
jej tajemniczej płci, o której tyle już 
słyszał. Ogarnęło go podniecenie i 
przemożna chęć, by chociaż koniusz- 
kiem wyprężonego seksu dotknąć Do- 
roty, nawet nie jej kobiecego organu 
lecz choćby gorącego uda. Dlatego 
długo i cierpliwie poświęcił się naj- 
pierw podwijaniu swojej koszuli 0- 
słaniają
ej sterczącą chłopięcość. Czuł 
wielkie wzruszenie, było mu dobr7e, 
nie zamierzał nic niecnego, chciał jedy- 
nie dotknąć kobiecego ciała, było to 
pragnienie przemożne. 
Odczuwając ekstatyczną radość 
trzymanym w palcach narządem mus- 
nął ciało Doroty przypadkowo trafia- 
jąc między jej pośladki. Być może to 
wywołało w niej przyjemny sen eroty- 
czny, być może śniła pieszczoty nieza- 
leżnie od wydarzeń. W każdym razie, 
kiedy Henryczek, po upływie dużego 
odcinka czasu, znów poczuł się zmu- 
szony do dotknięcia, przekonał się, iż 
wraził koniuszek w pożądliwą i o- 
brzmiałą lepkość niewieściej płci. Do- 


rota odebrała wrażenie, bowiem, śniąc 
o odbywającym się zbJiżeniu, uniosła 
do góry swe potężne udo, by chętnie 
przyjąć w siebie mężczyznę. Chłopak 
odebrał ten ruch jako pełne przyzwo- 
lenie i, kierowany wielką żądzą, 
pchnął. 
Kiedy zrozumiała. co się rzeczywiś- 
cie dzieje, poruszył się już w niej kilka 
razy. Potem przymała się chłopcu, że 
rozkosz odurzyła ją i nie miała siły 
zrezygnować z nadchodzącego orgaz- 
mu. Henryk zaś po wszystkim ze 
wzruszającą naiwnością tłumaczył. iż 
chciał jedynie dotknąć jej ciepłej skó- 
ry. 
Dorota znała życie, wiedziała, że 
chłopcy często sami to sobie robią, 
dlatego uznała za właściwe uczestni- 
czenie w przyjemności. T ak doszło do 
regularnego współżycia. Związek 
trwał do momentu, w którym został 
wykryty przez Cecylię. Chłopak bo- 
wiem przestał sobie życzyć jej towa- 
rzystwa i strasznych powiastek. 
Cecylia wraz z matką Henryka u- 
rządziły mu sąd i skazały na wieczne 
potępienie. Dorotę wygnały z raju 
hotelu robotniczego. Wkrótce chło- 
pak stał się pacjentem przychodni psy- 
chiatrycznej a potem szpitala. 
Na jego obrazach diablica wyob- 
rażona jest jako chuda, wściekła, nie- 
dobra kobieta. Anielica, pulchna jak 
Wszechświat, budzi sympatię i zaufa- 
me. 


Nemina Cunnus 


Kochać to grzech 
DIABLICA I ANIELICA 
Z HOTELU ROBOTNICZEGO 


......;;,:... 


13
		

/Image014.djvu

			Z P.RA WEM NA BAKIER 
Rekieterzy 
na Manhattanie 


Znani są nie tylko wśród "swo- 
ich" - "turystów" ze Wschodu 
- wie już o nich świat. Na swoją 
sławę zapracowali bardzo szybko, 
stosując metody widywane na fil- 
mach, kpiąc z prawa, prześcigając 
się w desperacji i bezwzględności. 
Przekraczają granice... także swo- 
jego kraju. W poszukiwaniu szyb- 
kiego zysku tropią ofiary na ob- 
cych terenach. Tam nawet łatwiej, 
bo policja ich nie zna, a i po- 
szkodowany nie zawsze ma ocho- 
tę poskarżyć się na to, co mu się 
przytrafiło. W razie wpadki o ni- 
czym nie mają pojęcia. Powiedzą, 
że podróżują, są turystami. Nie, 
nie... nie zwiedzają! Handlują, 
chcą zarobić,. bo wiadomo, w do- 
mu bieda, a w Polsce można towar 
nieźle sprzedać... potem dolary 
kupić. 
Zatrzymani w zeszłym roku 
trzej pasażerowie zdezelowanej 
łady tłumaczyli, że towar właśnie 
sprzedali i dlatego bagażnik jest 
pusty. Co robi w nim siekiera? 
No, jak to? - Zawsze się przyda. 
Samochód naprawić, drewna na- 
rąbać na biwaku. Nunczako? To 
tak się cepy nazywają? No rzeczy- 
wiście, przecież od "kitajcew" , al- 
bo innych "japońcew". Acha, ku- 
piliśmy na bazarze od jednego 
takiego. Ładne. W domu, w Mińs- 
ku, na ścianie się powiesi obok 
rękawic bokserskich. Gdzie się w 
Polsce zatrzymaliśmy? W Toru- 
niu! - Alosza, jak się ta ulica 
nazywa? Nu, izwini, ja nie po- 
mrnu. 
Do Słupska przyjechali na wy- 
cieczkę, nigdy tu nie "byli. 
Wczesną wiosną w słupskim 
szpitalu znalazł się Białorusin. Ba- 
rdzo małomówny, choć niekonie- 


cznie z natury. Gdzieś spod Ustki 
go przywieziono, dotkliwie pobi- 
tego. Niewiele pamiętał, a to co z 
początku powiedział później od- 
wołał, jakby zdziwiony, że stać go 
było na jakąkolwiek skargę. Szyb- 
ko się kurował, a niewiele miejsc 
na ciele miał nie tkniętych przez 
coś twardego. Wyjechał, nie cze- 
kając na sprawiedliwość. Spra- 
wiał wrażenie, jakby właśnie 
"sprawiedliwości" się obawiał. 
W listopadową niedzielę auto- 
kar wypełniony Litwinami zatrzy- 
mał się obok giełdy samochodo- 
wej. Nim pasażerowie zdążyli 
podnieść się z siedzeń, przednimi 
drzwiami wskoczył młody osob- 
nik.Zażądał miliona, albo wódki, 
albo towaru... albo wszystkiego 
po trochu. Dobrze go rozumiano, 
bo mówił płynną rusyczyzną. Lit- 
wini nie ulegli. Kobieta siedząca 
na przednim siedzeniu nie puściła 
torebki, choć ostrze noża ślizgało 
się po jej szyi, zaś mężczyżni zdo- 
łali zatrzymać napastnika i jego 
kolegów. "Rekieterzy" z Mińska 
czekają na swoją kolej spotkania z 
Temidą w polskim areszcie. 
Niebawem dołączą prawdopo- 
dobnie do nich dwaj nowi, za- 
trzymani już w styczniu. Na słups- 
kim "manhattanie" składali pro- 
pozycje nie do odrzucenia niektó- 
rym, sprzedającym tam kobie- 
tom. Dziwnym (?) trafem były to 
Litwinki. Pan owi żądali od nich 
po pięćdziesiąt tysięcy złotych. W 
zamian miały otrzymać zapewnie- 
nie, że więcej nie będą nagabywa- 
ne. Ot, po prostu, panowie wezmą 
pieniądze i pójdą sobie, nie przeja- 
wiając żadnej aktywności, to zna- 
czy nie zrobią niczego złego. Nie 
uderzą, nie okaleczą, towaru nie 



 


 


 


.. 


.. 
I . 
D


 


zniszczą..., w drodze do kraju nie 
będą chcieli się spotkać, wręcz 
zapomną o całym incydencie. Ty- 
le dobrego za jedne marne pięć- 
dziesiąt tysięcy złotych. 
Mężczyźni nie byli wulgarni, 
ani agresywni, choć czuć było od 
nich alkohol. Mówili niewięle, 
środków przymusu nie pokazy- 
wali, wystarczyły słowa i spojrze- 
nia. Nie naciskali, by płacić od 
razu, mieli czas. Spokojnie poru- 
szali się w targowiskowym tłumie, 
taksując przede wszystkim sprze- 
dających, interesując się ich towa- 
rem. 
Jedna z Litwinek opowiedziała 
wszystko policjantom, patrolują- 
cym teren "manhattanu". Trzy 
następne może nie były tak komu- 
nikatywne, za to strach widoczny 
na ich twarzach był wystarczająco 
wymowny. "Oferenci spokoju" 
nie opuścili jeszcze targowiska, 
więc nie było kłopotu z ich za- 
trzymaniem. Okazało się, że obaj 
pochodzą z Mińska i kilka dni 
temu przyjechali do Polski. "Jes- 
tem biznesmenem" - przekony 


wał dwudziestodwuletni Aleksan- 
der, przy którym znaleziono nóż i 
pojemnik z gazem obezwładniają- 
cym. Mam dwa kioski, dające 
duży dochód, samochód BMW, 
własne mieszkanie... to po co mi 
ich pieniądze? Byliśmy na targo- 
wisku, pamiętam te kobiety, ale 
one musiały nas źle zrozumieć. Ja 
pytałem o towar, bo może bym 
kupił... chciałem zarobić, ale cena 
mi nie odpowiadała."" Wyjaśnił 
także, że gaz miał do obrony (tyle 
różnych historii się przecież sły- 
szy), zaś nóż, normalnie, do ot- 
wierania konserw. Jego kolega był 
mniej rozmowny, za to lepiej zbu- 
dowany i miał więcej promilli al- 
koholu we krwi. Zostali areszto- 
wani, bo trzeba wyjaśnić dlaczego 
pięć Litwinek zdecydowało się 
prosić polską policję o pomoc. 
Czyżby niesnaski narodowościo- 
we między obywatelami Wspól- 
noty Niepodległych Państw? A 
może wyjaśni się źródło pocho- 
dzenia majątku młodego biznes- 
mena, szukającego za granicą to- 
'warów rodzimej produkcji? 
Andrzej Zaczyński 


List otwarty do osób prowadzących sprzedaż alkoholu 


Środki masowego przekazu infor- 
mują o faktach sprzedaży alkoholu 
dzieciom. Informacje te wywołują we 
mnie uczucie wstydu za nas, doros- 
łych, a także pewnej bezsilności wobec 
zaistniałej sytuacji. 
Pragnę skorzystać z jednego prawa 
jakie mi w tym zakresie przysługuje. Z 
prawa, które brzmi: nie zgadzam się z 
faktem sprzedaży alkoholu dzieciom. 
Uważam, że mam do tego prawo nie 
tylko jako człowiek żyjący w państwie 
prawa, ale także jako wieloletni praco- 
wnik lecznictwa odwykowego. 
Podając alkohol młbdemu c:z1owie- 
kowL nie myślcie tylko o zysku, ale 
spróbujcie odpowiedzieć przed sa- 
mym sobą, przed swoim sumieniem na 
następujące pytania: 


- jaki wpływ na organizm młode- 
go człowieka ma alkohol? 
- co wiem o alkoholu jako czyn- 
niku deprawującym dzieci? 
- czy wiem, że istnieje taki mo- 
ment w życiu pijącego dziecka, w 
którymkończy się picie sportowe, czyli 
towarzyskie, a zaczyna nałóg? 
- co to jest alkoholizm (choroba 
alkoholowa)? 
Pragnę podzielić się z Państwem 
moim doświadczeniem w pracy z lu- 
dźmi uzależnionymi? 
- 80 proc. pacjentów to osoby, 
które' w okresie dzieciństwa wypijały 
resztki alkoholu po imprezach organi- 
zowanych przez rodziców; 
- to ci, którzy kupując napoje 


alkoholowe dla rodziców po drodze ze 
sklepu do domu wypijali swoją dział- 
kę; 
- to ci, którzy pijąc alkohol jako 
ludzie młodzi nie umieli dokonać wy- 
boru pomiędzy tym, co dobre, a tym 
co złe; 
- na swojej drodze do dorosłości 
spotykali ludzi "życzliwych", którzy 
mobilizowali ich do picia (należy ob- 
lać egzamin, nowe miejsce pracy, a- 
wans i tak dalej); 
Może i Pan(i) jesteście po stronie 
tych "życzliwych", tylko tym razem 
jest to spowodowane pogonią za zys- 
kiem? 
I na koniec pragnę przypomnieć, że 
w naszym kraju nadal obowiązuje: 


- przepis prawny zakazujący 
sprzedaży alkoholu dzieciom i mło- 
dzieży do lat 18-tu; 
- przepis prawny, na mocy które- 
go można pociągnąć do odpowiedzial- 
ności karnej osobę deprawującą mło- 
dego człowieka; 
- piwo, to także napój alkoholo- 
wy. 


z poważaniem 
Kierowóik Wojewódzkiej Poradni Uza- 
leżnień 


Elżbieta Karnicka 
P.S. Telefon Poradni tv Koszalinie: 
253-15 


14 


przjg. (PP)
		

/Image015.djvu

			PLOTIn 
 
._, o". , 
.".:. no 


Treść utrzymywanego do tej 
pory w tajemnicy "regulaminu" 
związanego z występami 76-let- 
niego Sinatry zajmuje 23 strony 
maszynopisu. Sinatra żąda zatem 
w kontrakcie, by na czas koncertu 
w garderobie znajdowało się 
m.in.: 12 rolek dropsów wiśnio- 
wych, trzy puszki rosołu z ryżem i 
sześć różnych sałatek. W barku 
muszą stać butelki szkockiej whis- 
ky, ginu, wódki, koniaku i wina. 
Do tego papierosy określonej ma- 
rki, cukierki na kaszel, wykała- 
czki do zębów pachnące mydło. 


Federico Fellini, sławny włoski 
reżyser filmowy, stał się zdecydo- 
wanym przeciwnikiem palenia pa- 
pierosów. Postanowił, że w żadnej 
scenie jego przyszłych filmów nie 
będą występować palący aktorzy, 
co mogłoby być brane za propa- 
gowanie nałogu. Fellini nie zamie- 
rza stosować taryfy ulgowej na- 
wet dla bliskich przyjaciół. Mar- 
ceBo Mastroianni, który jest na- 
miętnym palaczem, podczas roz- 
mowy z Fellinim musi odwracać 
głowę, bowiem ostry, "nikotyno- 
wy" oddech aktora przeszkadza 
mistrzowi. 


Firma Sotheby w Nowym Jor- 
ku wystawiła na sprzedaż obrazy i 
meble Grety Garbo. Do nabycia 
było 14 obrazów i 15 mebli, wyce- 
nionych na 20 milionów dolarów. 
Wśród obrazów są dzieła Renoira 
i Bonnarda. 


Bianca Jagger, eks-małżonka li- 
dera grupy RoIling Stones- Micka, 
zamierza kandydować do urzędu 
prezydenta Nikaragui. W reżyse- 
rowanym przez siebie filmie do-. 
kumentalnym o charakterze czys- 
to propagandowym przedstawiła 
już program walki z problemami 
swojej ojczyzny. 


(AW) 


, . 


O SKAR WILDE był najbar- 
dziej znanym homoseksualistą 
epoki, autorem wielu sztuk, 
powieści "Portret Doriana Greya", 
esejów i wierszy. 
Z pochodzenia był Irlandczykiem. 
Jego ekscentryczna matka ubierała 
syna w dzieciństwie jak dziewczynkę 
rekompensując sobie rozczarowanie, 
że drugie jej dziecko również okazało 
się chłopcem. Oskar wyrósł jednak na 
przystojnego młodzieńca i zwracał u- 
wagę otoczenia swym wyglądem i bły- 
skotliwą elegancją. Świetny mówca, 
celny aforysta błyszczał w niejednym 
towarzystwie. W Londynie rozwijał 
własną teorię "sztuki dla sztuki", zys- 
kując grono naśladowców. Był eks- 
trawagancki i szokujący, ale nade 
wszystko szczęśliwy. 
Młody Wilde miał zdecydowanie 
heteroseksualne zainteresowania. Je- 
go pierwszą miłością była Florrie Bal- 
combe, panna wolała jednak innego. 
Przyjaciółkami Oskara były znana 
piękność epoki, aktorka LiUie Langt- 
ry i słynna francuska aktorka Sara 
Bernhardt. 
W roku 1884 Wilde ożenił się z 
Constance Lloyd, w której był szaleń- 
czo zakochany, zresztą z wzajemnoś- 
cią. Z tego związku urodziło się dwóch 
synów, Cyryl i Vivian. Mimo że Oskar 
żywił dla nich ojcowskie uczucia, nie 
nadawał się jednak do mieszczańskie- 
go życia rodzinnego. 
Nie wiadomo, kiedy dokładnie Wil- 
de zmienił swoje upodobania na ho- 
moseksualne. Prawdopodobnie zara- 
ził się chorobą weneryczną od jednej z 
prostytutek w Oxfordzie. Od lekarzy 
dostał zapewnienie, że jest wyleczony i 
dlatego oświadczył się Constance. Po 
nawrocie choroby czuł się zobowiąza- 
ny zrezygnować ze zbliżeń z żoną i 
rozpoczął intymne kontakty z chłop- 
cami. 


Wielcy przez dziurkę 


W 1891 roku Wilde spotkał wielką 
miłość swego życia, młodego lorda 
Alfreda Douglasa, nazywanego przez 
przyjaciół "Bosie" . Zakochali się w 
sobie od pierwszego wejrzenia. Wilde, 
pierwszy intelektualista Londynu nie- 
słychanie imponował Bosie'mu. Bosie 
zaś, niezwykle urodziwy poeta, wraż- 
liwy i dumny, był tym, czy zachwycał 
się Wilde. Obaj lubowali się w luk- 
susie, odwiedzali najlepsze restaura- 
cje. Stali się nierozłączni. Przeżywali 
razem niemało przygód. Wyjeżdżali 
razem do Afryki Północnej, która 
przez długi czas pozostawała wakacyj- 
ną mekką londyńskich homoseksuali- 
stów. W tych wypadach towarzyszył 
im pisarz Andre Gide. 
W Londynie nierozłączna para po- 
znała Alfreda Taylora, który nosił 
kobiece stroje i palił wonne kadzidła. 
Zajmował się też stręczycielstwem 
wśród chłopców. T o stąd Wilde o- 
trzymywał "świeży towar" spośród 
subiektów, kelnerów, gońców. Wszys- 
tko toczyłoby się po staremu, gdyby 
nie ojciec Bosie'go markiz Queensber- 
ry, cierpiący z powodu złego prowa- 
dzenia syna. Markiz dobrze przygoto- 
wany do procesu wniósł pozew do 
sądu przeciwko kochankowi syna. 
Wilde został aresztowany i oskarżony 
o czyny nierządne popełnione również 
wobec innych chłopców. 
Proces był jednym z naj głośniej- 
szych w Anglii. Przed sądem przewinę- 
li się świadkowie świadczący przeciw 
pisarzowi. Ze złożonych zeznań wyni- 
kało, że Wilde preferował wzajemną 
masturbację i seks oralny, którego był 
aktywną stroną. Na szczęście przy pa- 


Z życia elit 
1 


dki sodomii nie zostały udowodnone. 
Sam Wilde bronił się rozsądnie i z 
wielką elokwencją. Zdobywał nawet 
oklaski licznie zgromadzonej na sali 
sądowej publiczności. Sędziowie nie 
potrafili wydać wyroku i zarządzili 
trzeci proces. Żona, przyjaciele na- 
mawiali go do ucieczki z kraju. Nie 
zgodził się wygłaszając słynną mowę o 
"miłości, która nie śmiała wymówić 
swego imienia". Wydano wyrok, w 
którym Wilde został skazany na dwa 
lata ciężkich robót. Po wyjściu na 
wolność załamany zamieszkał we 
Włoszech i Francji, ukrywając się pod 
nazwiskiem Sebastian Melmoth. Mi- 
mo rozdzielenia dwojga kochanków, 
ich miłość i przyjaźń przetrwała i 
zwyciężyła. Ostatnie dwa lata życia 
Wilde'a spędzili razem, urozmaicając 
sobie czas spotkaniami z młodymi 
chłopcami. 
Pisarz zaczął pisać swoje ostatnie 
dzieło, pornograficzną powieść "Te1e- 
ny", będącą entuzjastyczną pochwałą 
homoseksualizmu. Wilde zawarł w 
niej swoje wyobrażenie miłości homo- 
seksualnej: ,jest to najpiękniejsza, 
najsubtelniejsza i najszlachetniejsza 
forma afektu. Stale się powtarza. Star- 
szy mężczyzna posiada intelekt i do- 
świadczenie, a młodszy daje radość, 
nadzieję i ciekawość życia, które ma 
przed sobą. Świat nie chce zrozumieć, 
że tak powinno być". 
Trzeba było wielu lat i wreszcie 
epidemii AIDS, aby wiedza na ten 
temat się zmieniła, choć i dzisiaj tole- 
rancji nigdy dość.(cdn) 
oprac. E. Wisławska 


Od lewej: ksiądz i premier Goryszewski. 
Fot. Robert Mania 


... 

 .... 



. 


;?' 


...:'
.::::
; 


-- Co rob ić, gdy 
bardzo się chce 
pracować ? 


;;:; 

 

 
; 


'-;"-;";"'".i(.. 


- Poleże ć ! 
Samo przejdzie... 


":

:;'.::;

> ':-,
;
 .:...;:

f":::::,:,
::: 


15
		

/Image016.djvu

			Droga 
Mleczna 


I Niebo gwiaździste nad nami 
Żona władcy Olimpu, Hera, by- 
ła boginią niezwykle zazdrosną o 
swojego męża. Trudno się jej zre- 
sztą dziwić, miała bowiem ku te- 
mu powody; Zeus zdradzał ją czę- 
sto i to zwykle nie z innymi bogi- 
niami, lecz mieszkankami ziems- 
kiego padołu. Z jego związków z 
nimfami i królewnami rodzili się 
często wielcy bohaterowie, a 
wśród nich najsłynniejszy - He- 
rakles. Wszechwładny ojciec, 
chcąc uczynić małego Heraklesa 
nieśmiertelnym, położył go nocą 
przy Herze, by ten mógł ssać jej 
pierś. Czujna bogini obudziła się 
jednak i odrzuciła dziecko, ale 
kilka kropli jej mleka rozlało się 
po sklepieniu niebieskim. Tak 
właśnie, według greckiej mitolo- 
gii, powstała Droga Mleczna. 
W pogodną noc możemy ją 
oglądać, przebiegającą od wscho- 
dniego ku zachodniemu krańcowi 
nieboskłonu. Ta, znana wszyst- 
kim biała wstęga, to jeden z naj- 
piękniejszych widoków, jakie mo- 
żemy zobaczyć podziwiając noc- 
ne, gwiaździste niebo. Czym w 
rzeczywistości jest Droga Mlecz- 
na? Już Galileusz, pierwszy z wiel- 
kich astronomów posługujący się 
lunetą, zauważył, że składa się 
ona z mnóstwa położonych w 
pobliżu siebie gwiazd. Ale ostate- 
cznego wyjaśnienia udzielił w ro- 
ku 1784 angielski astronom Wil- 
liam Herschel 
owodząc, że wszy- 
stkie gwiazdy widoczne nieuzbro- 
jonym okiem na niebie tworzą w 
kosmosie olbrzymi, spłaszczony 
układ, który dziś nazywamy Ga- 
laktyką. Droga Mleczna nato- 
miast to po prostu perspektywicz- 
ne nagromadzenie gwiazd w pła- 
szczyźnie naszej Galaktyki. Hers- 
che1 dokonał jeszcze jednego, cie- 
kawego "odkrycia" związanego z 
Drogą Mleczną. Na podstawie 
fałszywych danych doszedł on do 
wniosku, że Słońce, a wraz z nim 
Ziemia, znajdują się w centrum 
tego gwiezdnego układu. Był to 
jeszcze jeden, ostatni już chyba 
przypadek, w którym Ziemię u- 
znano za centrum wszechświata. 
Herschel i inni astronomowie jego 
epoki ponawiali obliczenia i rze- 
czywiście - za każdym razem 
okazywało się, że Ziemia leży w 
środku Galaktyki! Dzisiaj wiemy, 
że wynik, jaki otrzymał Herschel 
spowodowany był nieznajomoś- 
cią istnienia tzw. materii między- 
gwiezdnej oraz tego, że Słońce i 
Ziemia leżą daleko, na krańcach 
układu Drogi Mlecznej, którą po- 
dziwiać możemy w bezchmurne 
noce. 


Zbigniew Zielonka jr 


Silna i zdeterminowana 


Glenda Jackson już u schyłku 
lat 60. została uznana za jedną z 
najwybitniejszych aktorek brytyj- 
skich. Niewiele z jej filmów od- 
niosło znaczący sukces kasowy, 
ale była konsekwentna: występo- 
wała tylko w filmach zaprzyjaź- 
nionych reżyserów, wybierając 
często przedsięwzięcia z założenia 
niekomercyjne. 
Krytycy twierdzą, że w jej spoj- 
rzeniu i sylwetce jest zdecydowa- 
nie i siła, wręcz determinacja. Po- 
czątek lat siedemdziesiątych był 
okresem 
wietności aktorki: stwo- 
rzyła galerię kobiet silnych, wład- 
czych, a jednocześnie niezwykle 
zmysłowych ("Elżbieta, królowa 
Anglii", "Maria, królowa Szko- 
cji"). Jedną z najlepszych ról 
stworzyła w "Romantycznej An- 
gielce". Glenda Jackson nadaljest 
wielką teatralną gwiazdą, w kinie 
występuje u znanych reżyserów- 
Altmana, Russela - i nie przej- 
muje się krytycznymi recenzjami. 


--- - - - --- - ---- - - 
-----------,- -------- 
-- - - - - - - - - -...- -- - - - -- 
----- --- ----..------ -- 
.- - - -- - - - - --.---- - - - -- 
.- - - - - - - - - -.,. -.- - - - -- 
-- - - --- ------ - - 


Opowieść o zbrodni 
i namiętności 


Warto przypomnieć sobie ten 
film (niegdyś oglądany w kinach i 
telewizji, teraz także na kasetach 
video) ze świetnymi kreacjami Ja- 
cka Nicholsona i Jessicy Lange. 
Mowa o obrazie "Listonosz 
dzwoni zawsze dwa razy". Jest to 
opowieść o zbrodni i namiętności. 
namiętności do ludzi i pieniędzy. 
Film Boba Rafelsona to czwarta 
adaptacja słynnej powieści Jame- 
sa M. Caina, zupełnie inna niż 
poprzednie i naj wierniej sza. 
Frank i Cora kierują się sprzecz- 
nymi impulsami, naj zwyklejsze. 
neutralne kwestie dialogu niosą 
ładunek wykluczających się dążeń 
i emocji. 


Spadek dochodów 
u Disneya 


Po raz pierwszy od roku 1984 
wytwórnia Disneya notuje spadek 
dochodów. Przede wszystkim 
zmniejszyły się zyski z parków 
atrakcji. Niewypałami okazało się 
też kilka filmów, z którymi szefo- 
wie wytwórni łączyli wielkie na 
dzieje, przede wszystkim z "V.I. 
Warschawsky" z Kathleen Tur- 
ner i "True Identity". Zawiódł 
oczekiwania producentów "The 
Rocketeer". Spadek dochodów 
Disney tłumaczy przede wszyst- 
kim amerykańskimi działaniami 
wojennymi na Bliskim Wscho- 
dzie, recesją, osłabieniem turys- 
tyki krajowej i zagranicznej. 


Projekty i plany 


Hanna Barbera zamierza podo- 
bno nakręcić nową wersję "Ulic 
San Francisco" i szuka aktora, 
który mógłby zastąpić Michaela 
Douglasa. 


168 mln franków czyli 32 mln 
dolarów wyniesie budżet najbar- 
dziej prestiżowego przedsięwzię- 
cia kina francuskiego. Film pt. 
"Germinal". oparty na słynnej 
powieści Emila Zoli, ma wejść na 
ekrany w październiku br. W ro- 
lach głównych występują: G. De- 
pardieu, Miou-Miou, A.Duperey. 
KA-RA 


.


 .".. o' _ 

,r;a '; ..... .'0: .
.." 


'::';':
\fir.rr 
.l,.. UjJ
 
-; E

i1 

 
..', ''';: =ii¥ ' 
'.. I_l: 
f-o.,:.' AIt
: 

 - . ","".. ...""..... ,.... 


VADEMECUM KŁÓCĄCYCH SIĘ 


O. pJeniądze, . wych
'Yanie 
dZiecI, tę trzecią, tesclową, 
o... 


- Nie bój się kłótni. Słowa 
"nigdy się nie kłócimy" znaczą 
przeważnie także "nie kochamy 
się" . 


- Tajenie w sobie silnych e- 
mocji, takich jak złość, gniew, żal 
bywa przyczyną rozluźnienia 
wzajemnych więzi, powstawania 
obojętności uczuciowej i oziębło- 
ści erotycznej. 


- Uczucie gniewu pojawia się 
automatycznie i nieuchronnie. 
Jest zjawiskiem naturalnym. Wy- 
stępuje niezależnie od naszej woli i 
nie świadczy o braku kultury. To 
warto sobie uświadomić. 


- Nie wszczynaj jednak kłó- 
tni, gdy jesteś zła i obrażona. 
Pomyśl najpierw, co jest przyczy- 
ną urazy i co mogłoby Ci przy- 
nieść ulgę. 


- Gdy złość jest tak wielka, że 
zakłóca zdolność logicznego ro- 
zumowania, spróbuj rozładować 
napięcie nerwowe wyczerpujący- 
mi pracami fizycznymi np. trzep a- 
łvem dywanu. Teraz możesz bez 
obawy przystąpić do konfronta- 
cji. 
- Nie oczekuj, że partner kłó- 
tni przyz{\a Ci rację. Jego reakcje 
obronńe reż są naturalne. 


- Nie oskarżaj go i nie upoka- 
rzaj. Nie-
daje to bowiem pod- 
stawy do wprowadzenia zmian na 


lepsze, a co więcej - zaostrza 
konflikt. 
- Staraj się spojrzeć na przed- 
miot sporu zimno, z różnych pun- 
któw widzenia. To ułatwi ci re- 
fleksję nad własnymi uczuciami i 
może w końcu wyeliminuje żal. 


- Nie obawiaj się przyznać, że 
po kłótni odczułaś ulgę. Nie dziw 
się jednak, że nie od razu powróci 
dobre samopoczucie. Przebaczyć 
można w jednej chwili, aby zapo- 
mnieć potrzeba czasu. 


- Konstruktywna kłótnia 
sprzyja budzeniu się wzajemnej 
tolerancji i zrozumienia. Zbliża 
partnerów także w sferze intym- 
nej. 


(opr.hen) 


16
		

/Image017.djvu

			HOROSKOP 


Baran (21.03-20.04) 
- znak podlegly planecie Mars 
Udowodnisz wszystkim, że przy maksimum 
silnej woli i szczerych intencjach załatwisz co 
zechcesz. Z zapałem potrafisz przekonać każ- 
dego używając odpowiednich argumentów. 
Największą trudność sprawi ci zwalczenie 
. przeszkód w sobie. Zawsze spotkasz życz- 
liwych, którzy cię zrozumieją. 


Byk (21.04.-21.05.) 
- znak podległy planecie Wenus 
Starannie przygotujesz się do spotkania z 
kimś, kto ma duże wpływy. Postarasz się być 
bardziej słuchaczem, a mniej rozmówcą. Tym 
sposobem zdobędziesz informacje, na których 
ci zależy. Zanim twe interesy rozkwitną sporo 
zainwestujesz. 


Bliźnięta (22.05.-21.06.) 
- znak podległy planecie Merkury 
Aby wejść w lepsze układy, uzupełnisz braki 
w swoim wykształceniu. Znajomym pomożesz 
rozwiązać osobiste problemy. Zlecone prace 
wykonasz dokładniej niż dotychczas. Dzięki 
temu nie tylko zasłużysz na uznanie, ale także 
zbliżysz się bardziej do osoby, której chcesz 
zaimponować. 


Rak (22.06.-22.07.) 
- znak podległy Księżycowi 
Z dużą wyrozumiałością wysłuchasz zwierzeń 
kogoś, kto ci zaufa i w oparciu o własne 
doświadzenia życiowe jak najlepiej doradzisz. 
Ze zdziwieniem zauważysz, że jesteś obiektem 
uwagi w pewnym środowisku. Uregulujesz 
sprawy finansowe. Oddasz się ulubionym za- 
jęciom domowym,. 


Lew (23.07.-22.08.) 
- znak podległy Słońcu 
Pilne terminowe inwestycje zmuszą cię do 
wielu wyrzeczeń. Gdy skoncentrujesz się na 
najważniejszych kwestiach, przekonasz się, że 
wzrośnie twa pozycjałW pracy. Poczucie pew- 
ności odzwierciedli się w przychylnej atmo- 
sferze domowej. Piesze wędrówki przy pięknej 
zimowej aurze wzmocnią twą kondycję. 


Panna (23.08.-22.09.) 
- znak podległy planecie Merkury 
Niektóre plany trudno ci będzie przefor- 
sować. Postarasz się pokazać z najlepszej 
strony wyświadczając niektórym kilka drob- 
nych lecz miłych gestów. Na tle szarości 
otoczenia zaprezentujesz się pierwszorzędnie. 
Lody zostaną przełamane. 


Waga (23.09.-23.10) 
- znak podległy planecie Wenus 
Twój wdzięk i forma perswazji potrafią 
pokonać każde serce. Wszystkiego jednak 
mieć nie można. Musisz polegać na partnerze i 
liczyć się z jego zdaniem. On cię nie zawiedzie 
kierując się w miłości odpowiedzialnością. W 
domu czeka miła niespodzianka. 
."). 


Skorpion (24.10.-22.11.) 
- znak podlegly planecie Plutoą J 
Nieraz zaskos;zą. cię różne sytuacje, które 
ciężko przewidzieć. Jeśli chcesz czegoś się 
nauczyć, to także... umieć przegrywać. W 
działaniu wskazana rozwaga i... uśmiech, któ- 
ry jest twą ozdobą. Skorzystasz wiele słuchaj- 
ąc starszych domowników - szczególnie 
tych, z którymi najczęściej przebywasz. 


Strzelec (23.11.-21.12.) 
- znak podlegly planecie Jowisz 
Kiedy doznasz uczuciowej pustki względem 
kogoś, kto cię adoruje, uczynisz słusznie koń- 
cząc sprawę taktownie i sympatycznie. Zys- 
kasz na dalszej przyjaźni i poczujesz wewnęt- 
rzny spokój. Weźmiesz urlop. Zimowy podo- 
bno bywa wspaniały. Przydadzą się pieniądze, 
które otrzymasz za zrealizowanie umowy. 


Koziorożec (22.12.-20.01.) 
- znak podległy planecie Saturn 
Przy ogromnych trudnościach potrafisz 
wziąć się w garść i różnymi metodami osłodzić 
sobie ciężkie chwile. Trafi ci się interesujące 
towarzystwo. Przy dobrej pogodzie prawdo- 
podobnie wyjedziesz. Dopisze ci humor. 
Zdrowie tym bardziej. 


Wodnik (21.01.-2.02.) 
- znak podległy planecie Uran 
Polecisz przyjaciołom do spełnienia kilka 
misji. Jeden zdobędzie potrzebne informacje, 
a drugi załatwi pracę dla twego kolegi. Poważ- 
niej potraktlijesz swe obowiązki. W wolnych 
chwlach oddasz się ulubionym rozrywkom. 
Zadbasz bardziej o siebie. 


Ryba (21.02.-20.03.) 
- znak podległy planecie Neptun 
Gdy zabraknie ci na cokolwiek ochoty, 
musisz się przemóc. Skutki będą wtedy nie- 
wiarygodne. Spojrzysz na świat innymi oczy- 
ma. Warunek tylko jeden, ale prosty - zro- 
zumieć potrzeby bliskich. Pozycja materialna 
zdecydowanie się poprawi. 


, . . 
na zamOWlenle 


Opisz swój problem 
i podaj pełną datę, godzinę 
oraz miejscowość narodzin, 
a na łamach "Zbliżeń" 
przeczytasz swój horoskop! 


Szanowna Redakcjo! 


Ostatnio przeżywam kryzys. pustkę wewnęt- 
rzną. Moje życie sprowadza się do nauki w 
szkole, w domu, marnego programu telewizyj- 
nego. Istna wegetacja. Tyle chciałabym zrobić, 
ale przed wszystkim stoją przeszkody; brak 
pieniędzy, bratniej duszy. Spotkałam już osobę, 
na której mi zależy. ale z niewiadomych powo- 
dów zachowujemy się obco. Gdzie jest moja 
prawdziwa miłość? Czy kiedyś będzie tak, jak 
sobie wymarzyłam?" 


Weronika W. 


Rozterki typowe dla kogoś, kto jest miesza- 
niną Wagi i Skorpiona. Niezdecydowanie i 
chęć naprawy całego świata. Mur ograniczeń i 
umiejętność przełamywania schematów. I?o 
szczęścia potrzebujesz subtelności i delikatno- 
ści, wyważonych i niezbyt ekscytujących prze- 
żyć. Monotonia cię wykańcza - oczekujesz 
zmian - nagłych i nieoczekiwanych. Co 
prawda umiesz osiągać zamierzone cele, ale 
cierpliwość nie jest twoją mocną stroną. Pra- 
. cujesz twórczo i wydajnie, byle nie jednostaj- 
nie, stąd zawodowego spełnienia powinnaś 
szukać w tego typu zatrudnieniu. Czy myś- 
lałaś o pracy w policji? Możesz się także 
zrealizować w działach nowoczesnej techniki 
(kGmputery?) lub instytucjach związanych z 
historią lub socjologią. Dodam, że pieniądze 
za bardzo cię nie interesują, gdyż ważniejsza 
jest zawodowa satysfakcja. Tak więc, żeby w 
życiu coś osiągnąć powinnaś przejść przez 
"nudny" okres nauki, by twórczo i z wielką 
satysfakcją Gestem o tym przekonana) w 
przyszłości pracować. Co do. życia towarzys- 
ko-rozrywkowego, to chyba twoje oczekiwa- 
nia są zbyt wielkie i nie każdy potrafi im 
sprostać. Bywasz pomysłowa, ale z pewnymi 
zahamowaniami w realizacji pragnień, agresy- 
wna i wybuchowa, gdy ktoś nie spełni po- 
kładanych w nim nadziei. Postaraj się w 
kontaktach z innymi więcej z siebie dać. Nie 
czekaj, że "siedząc w kącie znajdą Cię", ale 
bądź ekspansywna i serdeczna (potrafisz!). 
Agresję i niezadowolenie przełóż na grunt 
zawodowy, tam ją lepiej spożytkujesz. W 
uczuciach jesteś wierna do granic niemożliwo- 
ści. Powinnaś związać się z kimś spod znaku 
Panny lub Byka i pamiętaj, że każdy Bliźniak 
cię tylko unieszczęśliwi. Za mąż wyjdziesz 
dość późno, ale o szczęściu może być mowa 
tylko wtedy, gdy popracujesz nad swoją cierp- 
liwością. 


Alina L. 


17
		

/Image018.djvu

			ŚRODA 3.02.93 


PROGRAM l 


8.00 Dzień dobry - poranny magazyn 
rozmaitości 
9.00 Wiadomości 
9.10 Mama i ja - program dla najmłod- 
szych 
9.25 Domowe przedszkole 
9.50 Porozmawiajmy o dzieciach 
10.00 "Kot" - film fab. prod. francuskiej 
(powt. z wtorku) 
1l.30 Dalecy a bliscy - magazyn mniejszo- 
ści narodowych 
12.00 Wiadomości 
12.10 Program dnia 
12.15 -16.00 Telewizja Edukacyjna 
16.00 Program dnia 
16.OS Teleferie 
16.50 Muzyczna Jedynka 
17.00 Teleexpress 
17.25 "Na wariackich papierach" (18) - 
serial prod. USA 
18.15 Klinika zdrowego człowieka (laryn- 
gologia dziecięca) 
18.35 My i świat - magazyn międzynaro- 
dowy 
19.00 Wieczorynka 
19.30 Wiadomości 
20.10 Studio sport - mecz piłki nożnej (liga 
hiszpańska) Real Madryt - Barcelona 
22.00 Z życia wzięte - program publicys- 
tyczny 
22.30 Leksykon polskiej muzyki rozryw- 
kowej "T" 
22.45 Wiadomości 
23.00 Muzyczna Jedynka 
23.10 "Najważniejszy dzień życia" 
(2) serial TP 
0.10 Zakończenie programu 


PROGRAM 2 


8.00 Panorama 
8.10 Program lokalny 
8.40 "Przygody Hucka Pinna" (5) - serial 
anim. prod. japońskiej 
9.10 "Pokolenia" - serial prod. USA 
9.35 Świat kobiet - magazyn 
10.00 Język angielski (15) 
10.30 Język niemiecki (15) 
11.00-12.20 Halo Ferie 
12.26-16.25 Przerwa 
16.25 Powitanie 
16.30 Panorama 
16.40 Sport: Gem, set, mecz - magazyn 
tenisowy 
16.50 Losowanie gier liczbowych Totaliza- 
tora Sportowego 
16.55 "Przygody Hucka Finna" (5) - 
(powt.) 
17.20 Meandry architektury - Łazienka 
17.40 Giełda - magazyn kupców i prze- 
mysłowców 
18.00 Program lokalny 
18.35 "Pokolenia" - serial prod. USA 
(powt.) 
19.00 Marian Opania w "Stodole" (2) 
19.30 Wysocki po norwesku - fragmenty 
recitalu z 13 Przeglądu Piosenki Aktorskiej 
we Wrocławiu 
20.00 "Cywilny front" - (l4-os1.) serial 
prod. USA 
20.50 Cienie życia 
21.00 Panorama 
21.30 Ekspres reporterów 
22.00 Teatr Dwójki: "Kurs mistrzowski" 
David Pownall 
23.05 "Dwa życiorysy" - film dok. o 
dziejach mitu "Czerwonych Kosynierów" 
23.35 ,.Widmo" - film dok. Witolda Iwa- 
szkiewicza 
0.00 Panorama 
0.10 Zakończenie programu 


CZWARTEK 4.02.93 


PROGRAM l 


8.00 Dzień dobry - poranny magazyn 
rozmaitości 
9.00 Wiadomości 
9.10 Mama i ja - program dla najmłod- 
szych 
9.25 Domowe przedszkole 
9.50 Porozmawiajmy o dzieciach 
10.00 "Kojak" - serial kryminalny prod. 
USA 


10.50 Test - magazyn konsumenta 
11.05 "Listy w butelce" - serial dokumen- 
talny 
11.30 Żołnierz nieznany - program doku- 
mentalny 
12.00 Wiadomości 
12.10 Program dnia 
12.1S-16.oo Telewizja Edukacyjna 
16.00 Program dnia 
16.05 Teleferie - Super zima oraz "Skok" 
-;:- film prod. szwedzkiej 
16.50 Muzyczna Jedynka 
17 .00 Teleexpress 
17.20 "Klinika w Szwarcwaldzie" (I) - 
serial prod. niemieckiej - 24 odc. 
18.10 Magazyn katolicki 
18.30 Warszawskie Spotkania Teatralne 
18.45 "Zulu Gula" - program satyryczny 
Tadeusza Rossa 
19.00 Tęczowy mini-box 
19.10 Wieczorynka: "Przygody misia Co- 
largola" 
19.30 Wiadomości 
20.10 "Kojak" - serial kryminalny prod. 
USA 
21.OS Tylko w Jedynce 
22.15 Studio Sport - Mistrzowstwa Świa- 
ta w narciarstwie alpejskim - zjazd kobiet 
22.45 Wiadomości 
23.00 Muzyczna Jedynka 
23.00 Wódko, pozwól żyć-program Hal- 
szki Wasilewskiej 
23.45 Język włoski dla początkujących (16) 
0.00 Zakończenie programu 


PROGRAM 2 


8.00 Panorama 
8.10 Program lokalny 
8.40 "Nowe przygody He-Mana" - serial 
anim. prod. USA 
9.00 Transmisja obrad Sejmu 
16.25 Powitanie 
16.30 Panorama 
16.40 Język angielski w nauce i technice 
(16) 
16.55 "Nowe przygody He-Mana" - se- 
rial animowany prod. USA 
17.20 "Intergrafia '92" - film dok. Fran- 
cisca Kuduka 
17.50 Rozmowy oRzeczyniepospolitej 
Aleksandra Małachowskiego 
18.00 Program lokalny 
18.30 "Pokolenia" - serial prod. USA 
18.50 Buropuzzle - teledysk zagadka 
(powt.) 
18.5
 Teatr Sensacji: Robert Thomas ,,0- 
siemł-łcobiet" reż. Jan Kulczyński 
20.10 W 80 rocznicę urodzin Witolda Lu- 
tosławskiego 
 koncert w wyk. WOSPR 
iTV w Katowicach pod dyrekcją Antoniego 
Wita 
21.00 Panorama 
21.30 Sport 
21.45 Koło fortuny - teleturniej 
22.15 "Eliksir miłości" - film dok. prod. 
francuskiej 
23.35 Noc i stres (I) 
0.00 Panorama 
0.10 Noc i stres (2) 
0.25 Zakończenie programu 


PIĄTEK 5.02.93 
PROGRAM 1 


6.00 . Kawa czy herbata? 
9.00 Wiadomości 
9.10 Mama i ja - program dla najmłod- 
szych 
9.20 Przedszkolny koncert życzeń 
10.00 "Charlotta" (l) - serial prod. an- 
gielskiej 
10.20 Lumen - magazyn reporterski 
1l.45 Kwadrans na kawę - program dla 
otyłych 
12.00 Wiadomości 
12.10 Program dnia 
12.1S-16.oo Telewizja Edukacyjna 
16.00 Program dnia 
16.05 Teleferie - Super zima 
16.50 Muzyczna Jedynka 
17.00 Teleexpress 
17.30 Raport o stanie Europy (5) - "Śro- 


Program TV 
od 3.02 do 9.02 


dowisko naturalne" - film dok. prod. 
angielskiej 
18.00 Każdy ma prawo - program z u- 
działem członków Komitetu Helsińskiego 
oraz Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka 
w Polsce 
18.20 Randka w ciemno - zabawa quizo- 
wa 
19.00 Wieczorynka: "Kacper i jego przyja- 
ciele" 
19.30 Wiadomości 
20.10 "Życie z dziećmi" (I) - serial oby- 
czajowy prod. włoskiej 
21.45 Coś za coś - program publicystycz- 
ny 
22.25 Mistrzostwa Polski Formacji Tane- 
cznych 
22.45 Wiadomości 
23.00 Muzyczna Jedynka 
23.10 "Historia Hollywoodu" (lO-ost.) - 
serial dok. prod. amerykańsko-angielskiej 
0.00 W kręgu Barbary Streisand 
0.50 Siódemka w Jedynce - Świat wscho- 
du w kulturze europejskiej (I) - (w poezji i 
malarstwie) 


PROGRAM 2 


8.00 Panorama 
8.10 Program lokalny 
8.40 "Wojownicze ŻÓłwie Ninja" - serial 
anim. prod. USA 
9.00 Transmisja obrad Sejmu 
15.55 Powitanie 
16.00 Klub Yuppies? - program dla mło- 
dzieży 
16.30 Panorama 
16.40 Sport 
16.55 "Wojownicze żółwie Ninja" - serial 
anim. prod. USA 
17.25 "Kate i Allie" (20) - serial komedio- 
wy prod. USA 
17.45 Image - style w modzie 
18.06-21.00 Program regionalny 
21.00 Panorama 
21.30 Sport 
21.45 Koło fortuny - teleturniej 
22.20 "Czarna świeca" - film fab. prod. 
angielskiej 
0.00 Panorama 
0.10 Non stop kolor - styczeń '93 
1.10 Zakończenie programu 


SOBOTA 6.02.93 


PROGRAM 1 


7.25 Program dnia 
7.30 Magazyn informacyjno-gospodarczy 
- blok programów rolnych 
8.35 Wszystko o działce 
9.00 Wiadomości 
9.10 Ziarno - program Red. Katolickiej 
dla dzieci i rodziców 
9.35 5-10-15 - program dla dzieci i 
młodzieży oraz film z serii "Krzysztof Ko- 
lumb" 
11.00 60/90 - magazyn 
11.30 Program o rodzinie 
12.00 Wiadomości 
12.10 Program dnia 
12.15 "Odyseja zwierzęca" (lO) - serial 
przyrodniczy prod. USA 
13.00 Walt Disney przedstawia 
14.20 Telewizyjny Teatr Rozmaitości: Te- 
rence Rattigan "Arlekinada" reż. Stanisław 
Mączyński 
15.40 Plebiscyt polskiej piosenki - Muzy- 
czna Jedynka - Premiery 
17.00 Teleexpress 
17.25 "Detektyw w sutannie" (7) - serial 
prod. USA 
18.15 Bonjour la France - teleturniej 
18.30 Pegaz 
19.00 Małe wiadomości DD 
19.10 Wieczorynka: "Przygód kilka wrób- 
la Ćwirka" 
19.30 Wiadomości 
20.00 Polskie ZOO 
20.30 "Trzej muszkieterowie" - film fab. 
prod. panamskiej 
22.20 Wiadomości 


22.30 Moja Europa - Roman Polański 
23.00 Sportowa sobota oraz kronika Uni- 
wersJady zimowej - Zakopane '93 
23.40 "W poszukiwaniu prawdy" (3) - 
serial sensacyjny prod. włoskiej 
1.15 Noc z gwiazdami 
2.15 Zakończenie programu 


PROGRAM 2 


7.30 "Fitness, czyli styl życia" - program 
publicystyczny 
8.00 Panorama 
8.OS Ulica Sezamkowa - program dla 
dzieci 
9.05 Ona - magazyn dla kobiet 
9.25 Powitanie 
9.30 Tacy sami - program w języku migo- 
wym 
9.50 Magazyn przechodnia 
10.00 Opowieści z pogranicza (5) - Na- 
chbar, znaczy sąsiad - Odra i Nysa 
10.30 Artysta i jego świat - "Człowiek i 
góra. Paul Cezanne" (I) - film dok. prod. 
angielskiej 
11.00 Halo Dwójka 
II.OS Młodzieżowa Akademia Filmowa- 
"Gorzkie gody" Romana Polańskiego 
11.30 Halo Dwójka 
11.40 Benny Hill- angielski program roz- 
rywkowy 
12.10 "Elektryczne gitary" - prezentacja 
zespołu, jego najnowszych teledysków, oraz 
fragmentów koncertu 
12.40 Wzrockowa lista przebojów Marka 
Niedźwieckiego 
13.10 Studio Sport - koszykówka zawo- 
dowa NBA 
14.00 "Co słychać" - magazyn Alicji Re- 
sich-Modlińskiej i Małgorzaty Ambrozie- 
wicz 
14.30 Zwierzęta świata - "Na ścieżkach 
życia" (I]) - "Zaloty" - serial przyrod- 
niczy prod. angielskiej 
15.20 Róbta co chceta - program Jerzego 
Owsiaka 
15.40 Halo Dwójka 
15.45 Co jest grane? - program dla dzieci i 
młodzieży 
15.55 Śladami Misi Godebskiej - reportaż 
o życiu i działalności Marii Godebskiej - 
opiekunki artystów, tancerzy, malarzy, któ- 
ra większość swojego życia spędziła w Pary- 
żu 
16.25 Losowanie gier liczbowych Totaliza- 
tora Sportowego 
16.30 Panorama 
16.40 Halo Dwójka - JX>witanie 
16.45 "Pełna chata" (31) - serial kome- 
diowy prod. USA 
17.10 Studio Sport - Otwarcie Uniwers- 
jady Zimowej - Zakopane '93 
18.30 Halo dzieci - "Opowieści kapitana 
Misia" 
18.35 Akademia filmu polskiego "Naga- 
niacz" (1963) reż. Ewa i Czesław Petelscy 
20.05 Zdjęcia: Jerzy Zieliński - reportaż 
20.25 Wielki sport 
21.00 Panorama 
21.25 Słowo na niedzielę 
21.30 Camerata 2 przedstawia - magazyn 
muzyczny 
22.15 "Gorzka miłość" (3) - "Młyn" - 
serial TP 
23.35 "Hurtownia polska" - program ka- 
baretowy 
0.00 Panorama 
0.10 Jazzvisions (6) - jazz afrykański 
1.]0 Zakończenie programu 


l a r- ---.-- BIURO 
'ił 
;
mONIALNE 
.,-AFRODYTA 


SKOŃCZYĆ Z samolnośclą porno/I: 
Ci "Afrodyta". Zaufaj - Słupsk 8, 
Skrytka pocztowa 372. 


Do wydzienawienia sklep USTKA tel. 
144--931 


18
		

/Image019.djvu

			NIEDZIELA 7.02.93 


PROGRAM I 


6.55 Program dnia 
7.00 "Podwodna odyseja ekipy kapitana 
Cousteau" 
7.45 Rolnictwo na świecie 
7.55 Dylematy 
8.15 Notowania 
8.45 Polskie ZOO (powt.) 
9.00 Zamek Eureki - serial prod. USA 
9.25 Teleranek 
10.15 Język angielski dla dzieci (77) 
10.25 "National Geographic" (5) - serial 
dok. prod. USA 
11.15 Morze - magazyn 
11.35 Tydzień - magazyn rolniczy 
12.20 Tęczowy Music-Box 
13.40 Z kamerą wśród zwierząt - Zimowis- 
ko łabędzi 
14.00 "Bonanza" - serial prod. USA 
14.50 Wiosna nasza - "Natasza" - repor- 
taż Pawła Kędzierskiego 
15.30 Sto pytań do... 
16.15 Studio Sport - M.Ś. w narciarstwie 
alpejskim - Zjazd mężczyzn 
17.00 Teleexpress 
17.30 "Dynastia" - serial prod. USA 
18.20 7 dni - świat 
18.50 Kontra Kabaretu "Klika" 
19.00 Wieczorynka: Walt Disney przedsta- 
wia: "Gumisie" 
19.30 Wiadomości 
20.10 "Kroniki młodego Indiany Jonesa" 
(6) - serial prod. USA 
21.05 Kabaretowa lista przebojów 
21.50 Sportowa niedziela oraz kronika Uni- 
wersjady Zimowej - Zakopane '93 
22.40 Wokół wielkiej sceny - magazyn 
Piotra Nędzyńskiego 
23.15 Kino konesera: "Mój wiek dwudzies- 
ty" film fab. prod. węgierskiej 
0.55 Zakończenie programu 


PROGRAM 2 


7.30 Przegląd tygodnia (dla niesłyszących) 
8.00 "Tajemniczy opiekun" (2) - serial 
animowany prod. japońskiej 
8.25 Film dla niesłyszących: "Kroniki mło- 
dego Indiany Jonesa" (6) - serial prod. 
USA 
9.15 Słowo na niedzielę (dla niesłyszących) 
9.20 Powitanie 
9.30 Program lokalny 
10.30 Do trzech razy sztuka (prowadzenie: 
Jerzy Kryszak) 
łł.OO Muzyka, moja miłość- Anna Seniuk 
12.00 "Rodzinny bumerang" (40) - serial 
prod. angielsko-australijskiej 
12.45 Podróże w czasie i przestrzeni - 
Wielcy Mogołowie (4) Dżahangir - serial 
dok. prod. angielskiej 
13.10 Studio sport - Uniwersjada Zimowa 
- Zakopane '93 - skoki narciarskie 
13.40 Wielka Orkiestra Świątecznej Pomo- 
cy - podziękowanie 
14.10 Animals - program Ewy Banasz- 
kiewicz 
15.00 Wydarzenie tygodnia 
15.30 Godzina z Hanna Barbera - filmy 
animowane dla dzieci 
16.25 Program dnia 
16.30 Panorama 
16.40 "Cudowne lata" - "Szeregowiec 
głąb" - serial prod. USA 
17.10 Słowa i twarze -Jerzy Andrzejewski 
- film dok. Pawła Woldana 
17.50 Galeria sentymentalna - program o 
Galerii Sztuki Współczesnej w Poznaniu 
18.10 Scytowie - film dok. Grzegorza 
Królikiewicza 


18.30 Halo dzieci: "Opowieści kapitana 
Misia" 
18.35 "Poe według Connana" - "Zagłada 
domu Usherów" film fab. prod. USA (1960 
r.) 
19.50 George Gershwin ..Amerykanin w 
Paryżu" 
20.10 Telekonferencja Dwójki 
21.00 Panorama 
21.35 Koło fortuny - teleturniej 
22.10..A Cyganie wciąż grają..... - wido- 
wisko muzyczne 
22.45 "Burzliwe życie Lejzorka Rojtszwań- 
ca" liii Erenburga 
0.00 Panorama 
0.10 "Tygrys" - esej według Wiliama 
Blakea" - program poetycko - baletowy 
reż. Jola Ptaszyńska 
0.30 Zakończenie programu 


PONIEDZIAŁEK 8.02.93 


PROGRAM I 


6.00 Kawa czy herbata? 
9.00 Wiadomości 
9.10 Mama i ja - program dla najmłod- 
szych 
9.25 Domowe przedszkole 
9.50 Porozmawiajmy o dzieciach 
10.05 "Dynastia" (175) - serial prod. USA 
(powt.) 
U.oo Szkoła dla rodziców 
11.20 Dzieci to lubią Gak odżywiać dziecko) 
11.30 Kabaret "Długi" 
12.00 Wiadomości 
12.10 Program dnia 
12.15 -16.00 Telewizja Edukacyjna 
16.00 Program dnia 
16.05 Luz - program nastolatków 
16.50 Muzyczna Jedynka 
17.00 Teleexpress 
17.25 "Alf' - serial komediowy prod. 
USA 
17.50 Antena 
18.10 Magazynio - program satyryczny 
Krzysztofa Jaroszyńskiego i Stefana Fried- 
manna 
18.20 Raport - 100 mil od Hawany - 
magazyn publicystyki międzynarodowej 
18.30 Polska z oddali - Jan Nowak: Jezio- 
rański 
18.40 Studio Sport - Kronika Uniwers- 
jady 
19.00 Wieczorynka - W krainie czarno- 
księżnika Oza 
19.30 Wiadomości 
20.00 Miniatury: Roman Brandstaetter 
"Przypadki mojego życia" 
20.10 Teatr Telewizji: Graham Greene "U- 
stępliwy kochanek" reż. Janusz Majewski 
21.40 "Ja, komediant" (cz.3 - ost.) - film 
dok. Ludwika Perskiego o Tadeuszu Łom- 
nickim 
22.45 Wiadomości 
23.00 Muzyczna Jedynka 
23.10 "Pogranicze w ogniu" (24-ost.) - 
serial TP 
0.10 Zakończenie programu 


PROGRAM 2 


8.00 Panorama 
8.10 Programy lokalne 
8.40 "Tajemnicze złote miasta" - serial 
anim. prod. francusko-japońskiej 
9.10 "Pokolenia" - serial prod. USA 
9.35 Kolekcjoner - magazyn hobbystycz- 
ny 
10.00 Język angielski (48) 
10.30 Przeboje Dwójki 
10.50 Penelopy - żony polityków: Maria 
Moczulska, żona lidera KPN - Leszka 
Moczulskiego 
łł.oo Na życzenie - powtórka najciekaw- 
szych programów Dwójki 
12.00 -15.30 przerwa 
15.30 Studio Sport - Uniwersjada Zimowa 
- Zakopane '93 - Bieg zjazdowy kobiet 


16.25 Powitanie 
16.30 Panorama 
16.40 Sport - Z wiatrem i pod wiatr - 
magazyn żeglarski 
16.55 "Tajemnicze złote miasta" - serial 
anim. prod. japońskiej (powt.) 
17.20 Przegląd kronik ftlmowych - pro- 
gram pod redakcją Krystyny Mokrosińs- 
kiej 
17.50 Polska Kronika Filmowa 
18.00 Program lokalny 
18.35 "Pokolenia" - serial prod. USA 
(powt.) 
19.00 "Ratujmy naszą planetę" (6) - 
"Więcej za mniej" - serial dok. prod. USA 
20.00 "Allo, AHo" - serial komediowy 
prod. USA 
20.30 Auto - magazyn motoryzacyjny 
21.00 Panorama 
21.30 Sport 
21.40 Bez znieczulenia - program Wies- 
ława Walendziaka 
22.05 "Regina - droga do sukcesu" (2)- 


19.55 7 minut dla ministra pracy 
20.10 "Rozalia robi zakupy" ftlm fab. prod. 
niemiecko- USA 
21.45 Listy o gospodarce 
22.15 Studio sport: M.Ś. w narciarstwie 
klasycznym 
22.45 Wiadomości 
23.00 Muzyczna Jedynka 
23.05 Drogi do wolności (1) Spotkanie z 
profesorem Wiesławem Chrzanowskim 
"Stan wojenny" 
23.25 Inne kino 
0.05 Powrót bardów - Marek Tercz (kiele- 
cki poeta- i pieśniarz) 
0.35 Zakończenie programu 


PROGRAM 2 


8.00 Panorama 
8.10 Program lokalny 
8.40 "Przygody Guliwera" - serial anim. 
prod. USA 
9.10 "Pokolenia" - serial prod. USA 


.. .. .. .. .. .. .. .. 
 .. .. .. .. .. .. .. .. .. .. .. .. .. .. .. .. .. .. .. .. .. .. .. .. .. .. .. .. .. - 
.. .. .. .. .. .. .. .. .. .. .. .. .. .. 
 .. .. .. .. .. .. .. .. .. .. .. .. .. .. .. .. .. .. .. .. .. 
................................... 
................................. 
................................. 
............................... 
................................ 
.............................. 
................................ 
.............................. 
............................ 
........................- 
......................- 
...................- 
.................. 
................ 
............... 
............. 
............ 


............ . . .... . ....... . ... 
................................... 
.................................. 
................................ 
............................... 
.............................. 
.............................. 
.................................. 
.............................. 
............................ 
............................. 
-........................ 
...................... 
..................... 
.................. 
................ 

 . . . . . . . . . . . . . . 
............. 
............ 


MARYNATY, SAŁATKI, 
FILETY 


słabo solone a la matias 
śledzie solone 
ryby mrożone 


oferuje po cenach zbytu 
Zakład Przetwórstwa Rybnego "Błękitek" 


....................... ..................... 
.:.:.:.:.:.:.:.:.:.:.:.:.:.:.:.:.:.:.:.:.:.:.:.. ..... b Ini ul W ' dzi ' k 24 . ;.:.:.:.:.:.:.:.:.:.:.:.:.:.:.:.:.:.:.:.:.:. 
:::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::;:_. n.O y ca, . I os a ..;:::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::: 
:\::::::::j\:\
:\:\:::j:::\j:j::\
:::\:\\:\::\:::\j\\\j::::jjit::: o:: ::::
, 
,:: :::::::::
 t::j::j::j::j\j\:\::j::\\\:\:j::\::::\:\::!:j\\;\:\:::::::::\: 


"Zimowa miłość" 
22.50 "Kolor pomarańczy" fIlm dok. Alek- 
sandra Kuca 
23.35 "L' Abbe Pierre" mm dok. prod. 
franc. 
0.00 Panorama 
0.10 Zakończenie progr
u 


WTOREK 9.02.93 


PROGRAM I 


8.00 Dzień dobry - poranny magazym 
rozmaitości 
9.00 Wiadomości 
9.15 Domowe przedszkole 
9.50 Porozmawiajmy o dzieciach 
10.00 "Pogranicze w ogniu" (24-ost.) - 
serial TP (powt. z poniedziałku) 
U.OO Giełda pracy - giełda szans 
11.20 Przyjemne z pożytecznym 
11.40 Gotowanie na ekranie - magazyn 
kulinarny 
12.00 Wiadomości 
12.10 Program dnia 
12.15 - 16.00 Telewizja Edukacyjna 
16.00 Program dnia 
16.05 Dla dzieci: "Tik - Tak" 
16.45 Język angielski dla dzieci (78) 
16.50 Muzyczna Jedynka 
17.00 Teleexpress 
17.25 Bill Cosby show - serial prod. USA 
- 17.50 Klub dobrej książki 
18.10 Encyklopedia II wojny światowej - 
"StalIngrad" 
18.40 Studio Sport - Kronika Uniwers- 
jady Zimowej Zakopane '93 
19.00 Wieczorynka 
19.30 Wiadomości 


9.35 Świat kobiet - magazyn 
10.00 Język włoski (17) 
10.15 Język angielski w nauce i technice (17) 
10.30 Język francuski (I. 14) 
łł.oo Ojczyzna-polszczyzna - Krajówka, 
czasówka - ulec pogorszeniu, dokonać 
naprawy 
U.15 Zadziwiający świat zwierząt - serial 
przyrodniczy prod. ang. 
11.45 - 15.30 przerwa 
15.30 Studio sport - Uniwersjada Zimowa 
- 'Zakopane 93 
16.15 Powitanie 
16.30 Panorama 
16.40 Z kart krakowskiego archiwum - 
Ludzie listy piszą 
16.55 "Przygody Guliwera" - serial anim. 
prod. USA (powt.) 
17.20 Ojczyzna - polszczyzna - Krajów- 
ka, czasowka -ulec pogorszeniu, dokonać 
naprawy 
17.40 Moja wiara 
18.00 Programy lokalne 
18.35 "Pokolenia" serial prod. USA 
(powt.) 
18.55 Europuzzle - teledysk zagadka 
19.00 Zawód: amator (2) - program po- 
święcony amatorskiej twórczości 
 
20.00 Reporterzy Dwójki przedstawiają 
20.30 La la mi do, czyli porykiwania szar- 
pidrutów 
21.00 Panorama 
21.30 Sport 
21.45 Koło fortuny - teleturniej 
22.15 Klub mmowy Dwójki: "Druga tajem- 
nica" mm fab. prod. włoskiej 
23.45 Bernsteina gra Orkiestra Filhannonii 
Narodowej pod dyrekcją Macieja Niesioło- 
wskiego 
0.00 Panorama 
0.10 Zakończenie programu 


19
		

/Image020.djvu

			@Q] 


SCARLET 
NANCY 
O'NEILLE 


Tłum. Zofia 
Piołun 


IMPERIA FO · TUNY 
I NAMI TN ŚCI 


W OLAŁBYM zdychać leżąc na Loli. 
- Coś ty - Randal uśmiechnął się i pstryknął palcem w 
kapelusz by nieco przesunąć nakrycie głowy. Prowansals- 
kie słońce ognistym jęzorem oblizywało mu tylko kwad- 
ratową szczękę. - Wyciekasz w sposób ostateczny, a 
myślisz o pipce. Grzechy byś wyznał jakieś. 
- Nogi po same słońce - powiedział Moody. 
- A siedzenie? 
- Okrągłe i srebrne jak księżyc. 
- Ja tam wolę hippy. Z szerokimi biodrami, dupiaste. 
Randall zobaczył coś za górą białych kamieni, wycelował, ale nie 
pociągnął za cyngiel. Podrapał się po nosie. 
- Mewa - rzekł - a myślałem, że któryś. 
- Bez przerwy leci ze mnie. 
Wyliego Moody przedziurawiono blisko serca, w dole ciała. Aż dziw, 
że jeszcze stękał. Randall zatkał go trochę szmatami, ale sprawa była 
beznadziejna i obaj o tym wiedzieli. Żadnej też szansy wydostania się z 
pułapki. Bob RandalI nie był tchórzem, ale nie był też głupcem, żeby bez 
sensu dać się zastrzelić. 
- Wiesz, Randall,jesteś niedzisiejszy. Nie musiałeś się wtrącać. Mnie 
by i tak załatwili, a teraz będzie nas dwóch. 
- Niekoniecznie - powiedział RandalI. - Jeśli wytrzymasz ze dwie 
godzinki, zjawi się tu Saint James i odpuka im główki od tyłu. Przyjdzie, 
bo jestem z nim umówiony. 
- Nie wytrzymam - powiedział z przekonaniem Moody. - A żal 
mi tylko Loli. Ja, Lola, Białe Jajo. Wiesz, chwilami wydaje mi się, 'Że Lola 
tu jest. Podaje mi Białe Jajo i mówi: jesteśmy bogaci i szczęśliwi. 
- Kobieta z jajem? 
- Z białym diamentem. Największym, jaki widziałem. Wygrzebaliś- 
my go na Południu Afryki. Aja zabiłem jej kochanka. Wpuśćiłem mu do 
ucha skorpiona. 
- Numer z ciebie, Wylie! 
- Zapamiętaj to, RandalI. To ja zabiłem Hendrijka Moresby. 
- Truposze wiszą mi. 
- Kręciła się jakaś ruda małpa. A ja jej naskarżyłem na Lolę. Za 
zielone. Potrzebne mi były. W razie czego bym się wyparł, ale dziś 
wyparuję, a to zeznanie może być ważne. 
- Rany - rzekł RandalI. - Korkujesz, a przejmujesz się jakąś 
dziwką. 
Znajdowali się przy zrujnowanym magazynie w Vieux-Port, pod 
ostrym słońcem Marsylii. Przed godziną nie znali się. Wylie Moody, 
uważający się od lat za speca od diamentów, próbował sprzedać 
marsylskim kanciarzom woreczek kamieni, w tym tylko trzy prawdziw
. 
W kantorze rozpadającego się magazynu portowego przy nieczynnym 
nabrzeżu Massalia. Tak manewrował osiemnastoma kamieniami, że 
zawsze do obejrzenia dostawali tylko prawdziwe. Trzech młodych, 
kudłatych cwaniaków. Zainkasował pieniądze, czterdzieści tysięcy fran- 
ków, pożegnali się, wyszli i nikt by nie przypuszczał, że w pełnym świetle, 


pod niebem tylko, gdzie mógł ich ktoś zobaczyć, obejrzą nabytek jeszcze 
raz. Wylie zaraz zorientował się, wyskoczył przez pozbawione szybek 
okno na zewnątrz, ale któryś zdążył go przedziurawić. Nagle obok 
:znalazł się skądś RandalI, też Amerykanin i położył trupem jednego z 
Francuzów. 
- Coś ty tu robił, RandalI? I skąd wiedziałeś, do kogo należy walić? 
RandalI wyszczerzył zęby, bez przerwy śmiał się. 
- Wiedziałem, za kim szedłem. Przypuszczałem, że zaprowadzą do 
kogoś, kogo szukam. A oni szli zakombinować na uboczu, do oszusta. 
- W czym ty robisz, RandalI? 
- Tak jak ty, w diamentach. 
- Po czyjej stronie? 
- Po stronie FBI. Nie powiedziałbym ci, ale i tak się o tym dziś 
dowiesz w niebie. 
Wietrzyk, który dmuchał od morza, zakręcił się i przyniósł słodką, 
ciężką woń róż Prowansji. 
- To dobrze. Bardzo dobrze, że jesteś z tej firmy-wystękał Moody. 
- Na ogół nie chwalą mnie za to. 
- Wyłapujesz przemytników? 
- Jesteś bystry i dociekliwy - powiedział RandalI. - I z pewnością 
domyślasz się też, że pracuję dla rządu. 
- Już nigdy nie będę się śmiał - szepnął Wylie Moody. - Umrzeć 
przez żabojada! 
Leżał wsparty głową o biały kamień. Prawie wszystko było tu białe, 
niebo także. Tylko morze błękitne: Woń róż zniknęła, zaśmierdziały 
zgniłe ryby, brudna woda, ropa i tysiące portowych świństw. 
- Stary port - rzekł Bob RandalI. - Wypływano stąd, by bić się z 
Kartagińczykami. Słyszałeś o Kartaginie, Wylie? 
- Wisi mi jakaś tam Kartagina. 
- Masz rację. Nie ma już Kartaginy. Wieczorem nie będzie ciebie. Za 
jakiś czas nie będzie mnie. 
Zaśpiewała kula z rewolweru. Przebiła Randalowi kapelusz przy 

amym szczycie. 
- Kiedy Saint James ich załatwi, wezmę od nich forsę na nowy 
kapelusz. 
Znów się śmiał. 
- Białe Jajo! - szepnął Moody. 
- Rzeczywiście duży brylant? 
- Diament dopiero. Wart miliard dolarów! 
- Dobrze, że zwariowałeś Wylie. Będzie ci lżej odjechać w zaświaty. 
- Przyniósł Loli szczęście. 
- To znaczy, że ta dziwa go ma? - zainteresował się wreszcie 
Randall. - A gdzie ona tęraz przebywa Lola owa z Jajem? 
- W Nowym Jorku. 
- Nielegalny wwóz kamieni szlachetnych na teren Stanów Zjed- 
noczonych - zakwalifikował RandalI. 
- Powiedz jej - poprosił Moody - że kochałem całe życie. 
- Ty nie zwariowałeś - uśmiechnął się agent. - Ty po prostu 
zmyślasz bajki, żebym szukał po świecie jakiejś mamuśki, żeby jej 
powiedzieć, że Wylie Moody umarł z jej imieniem na ustach. Sprzedałją 
wprawdzie, ale miłował. A ona zdejmie perukę i otrze nią płynące łzy. 
- Ale mógłbyś. 
Wyliemu krew odpływała również z twarzy. Mówił głosem słabym, 
śmiesznym jak dziecko. Stawał się biały jak kamień, który podpierał mu 
głowę. Patrzył błagalnie. 
- W naszej firmie nie zatrudniają facetów, których wzrusza umiera- 
jący kombinator - stwierdził Bob RandalI i zaśmiał się. - Ale, jeśli 
będę kiedyś w Nowym Jorku, zajdę do dziwy. Może przez ten czas 
poszerzyła sobie biodra? Dawaj adres. 
- Adresu nie znam - szepnął Wylie z trudem. 
- Popytam. To tylko przecież dwanaście milionów ludzi. A kobiet 
zaledwie połowa. 
- Znam jej obecne nazwisko. Było w torebce małpy, która o nią 
rozpytywała w Paryżu. 
- To również ułatwienie. Zwłaszcza jeżeli nazywa się Smith! 
- Nazywa się Sweeney. 
- O! - gwizdnął agent. - Przypadkowo znane. 
Było tak, jak mówił. Wylie Moody umarł cichutko. Potem przyszedł 
Saint James i zabił Francuzów. Bob RandalI wyjął jednemu portfel i 
odliczył sobie trzysta franków na nowy kapelusz. 


20 


(c.d.n.)
		

/Image021.djvu

			JOLKA lutowa 


W diagramie ujawniono wszystkie litery P. 
Objaśnienia krzyżowki podane są 
w przypadkowej kolejności. 


- kędzior; 
- kolanka na talerzu; 
- bije wszystkie kolory; 
- w ręku woźnicy; 
- plan układu graficznego 
poszczególnych kolumn pisma. 
"MAŁ y" 


- gra na instrumencie z korbą; 
- bez dozoru, bez opieki; 
- składacz pracujący na monotypie; 
- dawna moneta srebrna; 
- Lovis (1858 - 1925) niem. malarz i grafik; 


",.::.
>,,' .
.:. 


ł...! ' 
.
;
, ;:/
..,

. . 
 



,
> : 


;" ;:';-.", 
"",' 


: 
 L. 


#V,i:- 
(-o¥: !I'< \ 



.
 



": ;o- 
,', ..>1' 



 


.& 


f. '.';
/? '

":"
"'-5 


"3 


"I .,. 12 ,. ""'1113' ,... ..., ł "'"""'l1lI 5 6 T 
L... 
 
 
 

 "'"""'l1lI ... 
 P" """III 
"' ............ 
...,j ............4 
,. 
 ,.. ""III r--"""'IIII 9 


 
.... 

 

 r ""'II "'"""'l1lI P" """'l1lI . 


 ........,j ............. 
"'"""111 r 
 "u 12 " fł 
.....
 .... 
 ...
 
""'""'111 15 " 7 "'"""l1lI "'"""l1lI ,...
 ,......, 
............. .....
 .....
 ........... ....
 
18 19 ... """'IllIt) 
.... .... 
... 
 ,....
 "'"""'l1lI ,....
 ... ""'II ...
 ......, 
............4 .....
 .... ..... ......
 ........,j .......... .....
 
!I ,. 
 12- 
 
ł 
........... 
... ""'III ..
 .. """'l1lI ... 
 25 '2h ""'"""'l1lI 
........... ...
 ...
 ....
 ............ 
r 
 ?!J 
 po 
 ,.. 
 ,.... 
 
.....
 ......... ............ 
.. .., ,...
 ,.... ""'III "JI 
.....
 
 .......... 
J2 ,.... "'II1II ,.... " ""'"""'l1lI 
.... .... ...... 
 ......... 
,... """III r 
. ,.. ""III '3 
... 
 .....
 ......... 
J" P"........ "'"""l1lI ,.. ., ... ..., 
............ ....
 ....
 ...
 


POZIOMO: 5) broń Tella; 8) mias- 
to w woj. chełmskim; 9) mały kawałek 
pola; 10) ozdoba stroju kobiecego; 11) 
z rodziny małp wąskonosych; 15) słyn- 
ny dawny zespół szwedzki; 18) willa 
Szymanowskiego; 20) bęben do nawi- 
jania cum; 21) stołówka; 22) część 
wyścigu; 25) w judo: mała przewaga 
techniczna ogłaszana przez sędziego; 
27) brat Elektry; 31) nitki z włókien 
roślinnych; 32) miotełka do okru- 
chów; 33) dzieci; 34) strach, lęk. 


PIONOWO: l) wolność; 2) izbica; 
3) rdzenny mieszkaniec Kartuz; 4) 
najazd, inwazja; 5) na nogach lekkoat- 
lety; 6) czysta wełna; 7) rynek w staroż. 
Gre
ji; 12) żyje z jałmużny; 13) czerw- 
cowy solenizant; 14) bogini lasów i 
zwierząt; 16) używany przez linosko- 
czków; 17) wymawianie w sylabach 
nieakcentowanych samogłoski a za- 
miast o; 19) Ateneum w Warszawie; 
23) lichota; 24) przenośna zasłona; 26) 
cyklop; 27) hazardowa gra w karty; 
28) jeden z rodzajów literackich; 29) 
gilza; 30) słodka ciecz występująca na 
liściach. 


Rozwiązanie, wyłącznie na kart- 
kach pocztowych, prosimy nadsyłać 
do redakcji tygodnika "ZBLIŻE- 
NIA" al. Sienkiewicza 20 76-200 
Słupsk, z dopiskiem "KRZYŻÓW- 
KA NR 5" w tenninie jednego tygod- 
nia. 
Do rozlosowania dwie nagrody po 
50 tys. złotych. · 


Rozwiązanie krzyżówki nr 2 


Poziomo: grzyb, oprawka, chmur- 
ka, uśmiech, awokado, luks, okop, 
zaduszki, gwiazdor, nona, azot, para- 
sol, Arachne, Nikodem, ubijacz, tinta. 
Pionowo: Col um bo , tremolo, 
świerk, łacha, gumno, Zorba, brawo, 
wadera, kasyno, Dekan, uprawa, szy- 
dło, kawka, otchłań, akmeizm, zdanie, 
punkt, rekin, sadza, lamus. 
Za prawidłowe rozwiązanie krzyżó- 
wki Nr 2 nagrodę 50 tys. złotych 
wylosowały: Marianna Kardas z Przy- 
tocka oraz Zofia Misztal ze Słupska. 
Gratulujemy! 


21
		

/Image022.djvu

			Wy k re S ir I a n ka Wykreśl litery, które się powtarzają 
(w każdym rzędzie inne) a otrzymasz 
nazwy bardzo silnych wiatrów 
PCFYPKZLFOZN 
WOIRLKIAWNL 
MTEARJEFRUMN 



-:- 
. ....UoteId . lhapaka 
pmy poaocrJ' JoIaaty "wUJa 


Zagadkowy 
kot 


Czy z kota można zrobić 
koguta albo wielbłąda? Oczy- 
wiście w łamigłówce wszystko 
jest możliwe. Wystarczy wy- 
ciąć nożyczkami sylwetkę ko- 
ta (rys. 3) pociąć wzdłuż linii, 
a następnie z siedmiu części 
ułożyć sylwetkę wielbłąda 
(rys. 1), koguta (rys. 2). Pod- 
czas rozwiązywania łamigłó- 
wki wyciętymi częściami moż- 
na obracać w dowolny spo- 
sób. I jeszcze jedno. Wiado- 
mo, że z tych siedmiu części da 
się ułożyć jeszcze wiele innych 
sylwetek (kozy, stojącego In- 
dianina, ryby itp). 


REBUSY 
KUCHENNE 


\ Ku ;
 :m
 
. 'I.'" 
 


[
 WY=Ki \ 

 


Rozwiązania z nr 2 


Jakie to zwierzęta? Te zwierzęta to: 
kangur, ryś, świstak, krokodyl, lew, 
wilk. 
Rozwiązanie rebusu konkursowego: 
Mamy w klasie dobre koleżanki. 
Nagrodę, którą wyślemy pocztą wy- 
losowała Justyna Daszkowska z Labi- 
szewa. 


Konkurs 
nagrodą 


"Uporządkuj" koszulki według systemu, który musisz sam wykryć, tak, 
 , 
 
aby powstało zdanie będące przysłowiem o drugim miesiącu roku. 
 
Naro
ąmns:;:i.
.:

::epodad=: 

W' 
 
pokoJ 106 (Rozowy Smok). 


22
		

/Image023.djvu

			[P£[PD
[R1 
cQJOCID (P)@OD
[J@lrDD 
j,; . : .;.
::;-"<,.,,..., .. . .u ';ł 

,> 4.0F 
: <"!fi;; ti:r
'r?: 
.,. .::.. <. , !- ' I. ..' t: 

.i;::
 . 
..... ł*'ii 


t;,......:.:... :,.. 


] 


.....;..u....; 


o ETYKIETOWY JEDNOSTRONNIE POWLEKANY 
65 do 110 91m2 


o ETYKIETOWY METALIZOWANY - 789/m2 


o DWUSTRONNIE POWLEKANY 
80 do 250 g/m 2 


o KARTON JEDNOSTRONNIE POWLEKANY, 
BIELONY, WIZYTÓWKOWY 
200 do 500 g/m 2 


oSAMOKOPIUJĄCY 



< 
<

 
_=M ..:;;.. 
.--:$
 ,'.-":
jJ-. 

.....
..
:r. 
-
 

. $i,;
' 


.....-.:::-;.. ,s- 
. ";,." 


.... ................................................................................ 
................................................................................... . 
................................................................................... . 
.1................................................................................. . 
..... -- - - ...... 
..... ...... 
..... ...... 
..... ...... 
..... ...... 
..... ...... 
..... ...... 
..... ...... 
..... ...... 
..... ...... 
..... ...... 
..... ...... 
..... ...... 
..... ...... 
..... ...... 
mg BIURO HANDLOWE mm 
Hm 87-100 TORUŃ mm 
mH ŁAZIENNA 4 mm 
Hm TEL.:10-099 mm 
Hm 22-970 mm 
Hm FAX: 10-454 mm 
MAGAZYN 
87-100 TORUŃ 
WŁOCŁAWSKA 168 
TEL.: 276-36 w. 44 
HHmmHHHH
H

H

mHmmHm
mH
H



HHHm


mmHHHm
 


o OFFSETOWY - 60 do 120 g/m 2 
o INDYWIDUALNE ZAMÓWIENIA 
Oferujemy papiery w żwojach i arkuszach producentów 
zagranicznych i krajowych. 
Dostawy kontraktowe i sprzedaż magazynowa. 


Chcemy Ciebie poznać, aby Ci pomóc.
		

/Image024.djvu

			ł 


....... ........ ............... ................ ......... ..... ......... ... ... .. .... 
: :imm:



ili
 :
kł
:: 6
 :tiał6
::1 it
staurac:li:tciasiłą
ili: 
':':' :
:',::::::::,:,:,'::::::::::::::::::,::::
:::::::" ,:::::n::::::::::::,
,,'::::"':::::'::::::'::::::,:
:::::::::::::::::::::::,,:::::::::::::::: 


:::;: 
,,
 


-t 


} 


-- 
.
 
1 

 



 


( t f.:
 ' . 



 


ł 
t'I;'
 
:.-:.;. 


w. 


..


 ,.....i-'D.)k. .. 
:j-- 


, 
ł 
; 
j 
ł 
i 

 

 

 
11 
i '. 
l f 


!'1 
I 
,
 
I 
>; 
I 

 


'" " :U.-..
.-

 ;r 


...- 


:'.i.:i 
.+::
 


[I .' 
I
 


I 
,.! 
! 
i 
1 
I 
,....".,< J 
ó J 
. 
 i 
I 
i 


s.:.
. 


I 


,,%;' 



;(!J::'.;[.-J.1. tJ.. t 


'I ! \ ' 
.J ,. }: 
;:1 1. 


E 


.
.'J 


...
 


I 


.LI 


, 


. . ...:.,.:,; ::;.:..:';.::
";...::. . 


Importowane 
urządzenia 
chłodnicze, 
gastronomiczne, 
klimatyzacyjne 
i pakujące 


Zapraszamy do salonu firmowego w godzinach 8.00 - 16.00 


T AIMEX Słupsk ul. Słowackiego 6 tel/fax 232 - 87