■fcjibi MAGAZYN i- : .3 lub wejdź na j Koszt połączenia według stawek Twojego operatora REKLAMA Z naturu DOBRA ENERGIA mmmm I I w W B *"*4 ■MOSł* SB m m ws MMI » Wi MM W m MllIIP w. Ss> w& Zamów fotowoltaikę oraz pompę ciepła z bezpłatną wizją lokalną i zacznij oszczędzać Skorzystaj z dofinansowania I\/lńi PraH H lwi %JF § § I O %Jt m# m W 6 • MOŻE NASZE MORZE Głos Dziennik Pomorza Piątek, 30.06.2023 AUTOPROMOCJA Głos Pomorza Gotuj się na sobotę gp24.pl Burmistrz Miastka stosownie do art. 35 ust. 1 ustawy z dnia 21 sierpnia 1997 roku o gospodarce nieruchomościami (t.j. Dz.U. z 2023 r., poz. 344 ze zm.) .....................................informuje.............-.............. że na tablicach ogłoszeń tut. urzędu oraz na stronie http:/ www.bip.miastko.pl/ zamieszczone zostały na okres 21 dni wykaz nieruchomości przeznaczonej do dzierżawy oznaczonej numerem działki 28/2, położonej w obr. Okunino, gm. Miastko, na.rzecz dotychczasowego użytkownika gruntu. Kuźnia kadr naszej floty handlowej Andrzej Gurba Tczew W czerwcu1920roku powołano do życia Szkołę Morską w Tczewie. To była pierwsza polska placówka kształcąca kadry oficerskie dla morza. Szkoła przetrwała dziesięć lat Jej kontynuatorką jest Szkoła Morska w Gdyni (dzisiaj Uniwersytet Morski). Odrodzona po zaborach Polska nie miała własnych portów, poza niewielkim portem w Pucku, ale tam brakowało wolnych obiektów, które można byłoby wykorzystać na potrzeby morskiej placówki. Gdańsk, jako Wolne Miasto, był pod wpływami niemieckimi. Wybór padł więc na Tczew, który poprzez Wisłę był najbliżej morza. No i miał jeszcze budynek do zagospodarowania po dawnej szkole. Rozkaz o utworzeniu Szkoły Morskiej w Tczewie podpisany został 17 czerwca 1920 roku przez generała Józefa Leśniewskiego, ministra spraw wojskowych. Dyrektorem szkoły został Antoni Garuszewski. W lipcu 1920 r. rozpoczęły się egzaminy z matematyki, geografii, języka obcego i kre- Budynek Szkoły Morskiej w Tczewie. Obecnie mieści się w nim liceum ogólnokształcące ślenia na Wydział Nawigacyjny i Wydział Mechaniczny Szkoły Morskiej w Tczewie. Dalszą rekrutację wstrzymała na kilka miesięcy wojna polsko-bolszewicka. Pierwsze zajęcia rozpoczęto pod koniec października 1920 roku, ale oficjalne i uroczyste roz -poczęcie roku szkolnego nastąpiło 8 grudnia 1920 roku. Na gmachu szkolnym podniesiono banderę Polskiej Marynarki Handlowej. - Celem szkoły jest wykształcenie oficerów marynarki handlowej specjalności pokładowej i maszynowej. Do tego celu zmierza szkoła przez kształcenie teoretyczne i praktyczne, tj. przez nauczanie i praktykę na statku szkolnym „Lwów", na statkach handlowych polskich i zagranicznych, w warsztatach szkolnych, w warsztatach okrętowych (stocznia w Gdańsku) - czytamy w monografii „Państwowa Szkoła Morska" z 1929 roku. Wspomniany statek szkolny kupiono w sierpniu 1920 roku w Holandii. Żaglowiec był wiekowy, ale po remoncie dobrze służyłuczniom. W pierwszy rejs wypłynął latem 1921 roku (po Bałtyku). - Doświadczenie w innych krajach wykazało, że na statkach tego typu najlepiej rozwija się siła, zręczność, zimna krew, spostrzegawczość, szybkość orientacji i tym podobne zalety, które cechują prawdziwego marynarza. Przez pamięć na bohaterskie miasto otrzymał statek szkolny miano „Lwów" - czytamy w monografii z 1929 roku. Dodajmy, że szkoła dysponowała także rzecznym parowcem „Kopernik". W listopadzie 1923 roku po trzech latach nauki mury szkoły opuścili pierwsi absolwenci. Ze statystyk zamieszczonych w monografii tczewskiej placówki wynika, że w latach 1920-1929 zgłosiło się 1136 osób chętnych do nauki. Przyjęto 516 osób. Naukę ukończyło około 200. W1930 r. uczelnia przeniesiona została do Gdyni. Szkołę Morską ukończyło wielu wybitnych absolwentów, doskonale wykształconych fachowców, którzy zasilili kadry Polskiej Marynarki Handlowej, podejmowali pracę w szkolnictwie morskim i na szkolnych żaglowcach. zajmowali stanowiska w portach, stoczniach i administracji morskiej. ©® MATERIAŁ INFORMACYJNY ENERGA OŚWIETLENIE Elektromobilność w gminach - szanse i wyzwania Tomasz Demianiuk Główny Specjalista ds. Sprzedaży Koordynator Marki Tematem przewodnim dyskusji nad przyszłością motoryzacji jest zastąpienie pojazdów spalinowych jednostkami napędowymi zasilanymi alternatywnymi źródłami energii. Przede wszystkim kojarzy się on z popularyzacją pojazdów elektrycznych wśród osób fizycznych. Aby wdrażanie elektromobilności przybrało kształt systemowy, ustawodawcy państw Unii Europejskiej przygotowali szereg regulacji umożliwiających realizację przemian w motoryzacji. Ustawa z dnia 11 stycznia 2018 r. o elektromobilności i paliwach alternatywnych (Dz. U. 2018 poz. 317) z późn. zmianami, nie tylko wdraża dyrektywy unijne, ale również nakłada szereg obowiąz- ków na jednostki władzy publicznej i samorząd terytorialny. 10% w 2022 i 30% w 2025. W art. 35 ustawodawca wskazuje, że jednostka samorządu terytorialnego, z wyłączeniem gmin i powiatów, których liczba mieszkańców nie przekracza 50 000, powinna zapewnić, aby udział pojazdów elektrycznych we flocie użytkowanych pojazdów w obsłu- • gującym ją urzędzie wynosił co najmniej 30% liczby wszystkich użytkowanych pojazdów. Warto zauważyć, że przepis ten zacznie obowiązywać dopiero w dniu 1 stycznia 2025 r. Jednak mając na uwadze koszt nabycia pojazdów elektrycznych, zapewnienie serwisu i stacji ładowania pojazdów, już teraz gminy powinny podjąć działania mające na celu stopniowe dochodzenie do ww. celu. Dlatego też w art. 68 ustawy przewidziano, że od dnia 1 stycznia 2022 r. udział takich pojazdów we flocie powinien wynosić 10% ogólnej liczby pojazdów. Ustawa wyraźnie rozróżnia pojazdy hybrydowe, elektryczne, wodorowe czy też napędzane gazem. Odnosząc się jednak do regulacji z art. 35 Ustawy, w którym wskazano wyłącznie na pojazdy elektryczne, istotne będzie Stacje ładowania mogą być zintegrowane z oświetleniem ulicznym nabycie przez gminy jedynie tych pojazdów, które wykorzystują do napędu wyłącznie energię elektryczną akumulowaną przez podłączenie do zewnętrznego źródła. A zatem zakup np. pojazdów hybrydowych nie jest realizacją ustawy. Zamówienia publiczne w świetle ustawy Warto zauważyć, że od dnia 1 stycznia 2025 r. jednostka samorządu terytorialnego w przypadku zlecania wykonywania zadań publicznych, zobowiązana będzie wybierać podmiot, którego flota pojazdów użytkowanych przy wykonywaniu zadania stanowić będzie co najmniej 30% pojazdów elektrycznych lub pojazdów napędzanych gazem ziemnym. W tym przypadku również wprowadzono cel pośredni, tj. 10% pojazdów od dnia 1 stycznia 2022 r. Zasadnicza różnica sprowadza się do dopuszczenia dodatkowo pojazdów napędzanych gazem ziemnym rozumianego jako środek transportu wykorzystujący do napędu sprężony gaz ziemny lub skroplony gaz ziemny, w tym pochodzący z biome-tanu. Co ciekawe, zgodnie z art. 76 ust. 2 ustawy, umowy zawarte przez jednostki samorządu terytorialnego na wykonanie zadań publicznych, wygasają z mocy prawa z dniem 31 grudnia 2025 r„ jeżeli podmiot wykonujący zadanie nie zapewni wykorzystania pojazdów elektrycznych lub napędzanych gazem ziemnym na poziomie przynajmniej 30%. Sama flota EV to nie wszystko Ważnym aspektem rozwoju elektromobilności w gminach jest konieczność zapewnienia swobodnego dostępu do stacji ładowania pojazdów. Na koniec lutego 2023 r. w Polsce funkcjonowało 2612 ogólnodostępnych stacji ładowania pojazdów elektrycznych, które dysponowały 5266 punktami ładowania. 29% z nich stanowiły szybkie stacje ładowania prądem stałym (DC), a 71% - wolne ładowarki prądu zmiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW. Warto zwrócić uwagę, na proste i innowacyjne rozwiązanie technologiczne, zapewaniające możliwość ładowania pojazdów elektrycznych, oferowane przez Energa Oświetlenie. Rozwiązaniem tym są stacje ładowania zintegrowane z oświetleniem ulicznym. Urządzenie, o mocy mniejszej lub równej 22 kW, jest montowane na słupie oświetleniowym. Wykorzystując zasilanie z istniejącej już instalacji oświetleniowej, może ładować pojazd podczas parkowania lub dłuższego postoju. Gęsta sieć słupów oświetleniowych pozwala na dogodną lokalizację stacji np. w pobliżu urzędu, na parkingach, bazach floty transportowej. Uruchomienie nowej stacji ładowania pojazdów następuje ekspresowo, ponieważ do realizacji nie jest potrzebny projekt budowlany ani szereg zgód, koniecznych przy budowie stacji w całkowicie nowej lokalizacji. Nie bez znaczenia jest też fakt, że budowa stacji ładowania jest działaniem promującym daną gminę jako nowoczesną, ekologiczną i przyjazną środowisku naturalnemu. Więcej informacji na temat stacji ładowania zintegrowanych z oświetleniem ulicznym można znaleźć na stronie www.energa--oswietlenie.pl. Podsumowując, z punktu widzenia jednostek samorządu terytorialnego elektromobilność nie jest już jedynie wyznacznikiem nowoczesności i ekologicznej troski, ale także prawnym obowiązkiem. Istotne jest więc, żeby już teraz organy samorządu terytorialnego zaczęły podejmować decyzje mające na celu realizację wymagań ustawy. TOMASZ DEMIANIUK ENERGA OŚWIETLENIE REKLAMA 0710840219 PRACUJ JAKO OPIEKUNKA SENIORA! ZADZWOŃ! SŁUPSK, TEL. 509 892 644 PROMEO|€A24 Głos Dziennik Pomorza Piątek, 30.06.2023 REKLAMA r ■■Ig Gmail ■BHBHHnHBi U Jfe- ■ mmmmm Nowa oferta sprzedażowa Najlepsza kawa to ta z ulubionego kubka, a najlepsza skrzynka to ta bez niebezpiecznych linków. Każdego dnia bezpieczniej z Google 8 Głos Dziennik Pomorza Piątek, 30.06.2023 POLSKA i ŚWIAT KRÓTKO WARSZAWA Karpiński na dłużej w areszcie Były minister skarbu oraz były sekretarz miasta stołecznego Warszawy Włodzimierz Karpiński nie opuści tymczasowego aresztu przez blisko dwa miesiące. Sąd Apelacyjny w Katowicach uwzględnił zażalenie Prokuratury Krajowej i przedłużył tymczasowe aresztowanie podejrzanego o korupcję. Jak przekazała Prokuratura Krajowa, decyzja o przedłużeniu tymczasowego aresztu zapadła w obawie przed matactwem. , Jak wynika z uzasadnienia Sądu Apelacyjnego w Ka- KOSMOS towicach, obawa matactwa procesowego ze strony Włodzimierza K. jest niezwykle silna, gdyż doszło już do podjęcia przez niego działań noszących znamiona utrudniania śledztwa" - poinformowała Prokuratura Krajowa. „Kolejną przesłanką do stosowania tymczasowego aresztowania, jak wskazał Sąd Apelacyjny w Katowicach, jest grożąca Włodzimierzowi K. surowa kara pozbawienia wolności" - dodała w komunikacie PK. Oprać. Mateusz Zbroja Drugi Polak poleci w kosmos? Sławosz Uznański poleci wkosmos jako drugi Polak whistorii - poinformowało działające przy premierze Centrum GovTech. Polska czeka na to wydarzenie 45 lat, od historycznej misji z udziałem Mirosława Hermaszewskiego. Z kolei Europejska Agencja Kosmiczna twierdzi, że dopiero rozpatruje taką możliwość. TEL AWIW - Nie pozwolimy na przekazanie Ukrainie przez USA izraelskiego systemu obrony powietrznej Żelazna Kopuła - oświadczył premier Izraela Benjamin Netanjahu w wywiadzie dla „Wall Street Journal". - Istnieje bowiem ryzyko, że uzbrojenie może zostać zdobyte przez Rosjan i oddane Iranowi. Absolutnie nie możemy do tego dopuścić - wytłumaczył premier Netanjahu. | PAP 99 Nie pozwolimy na przekazanie Ukrainie przez USA systemu obrony powietrznej Żelazna Kopuła Benjamin Netanjahu, premier Izraela Premier Morawiecki ogłosił plan bezpieczeństwa dla UE Oprać. Anna Nagel Warszawa Premier Mateusz Morawiecki przed wylotem na unijny szczyt zapowiedział, że w Brukseli zaproponuje plan bezpiecznych granic. - Granice Europy nie są bezpieczne - powiedział. Szef rządu udał się w czwartek rano do Brukseli, gdzie odbywa się dwudniowy szczyt Rady Europejskiej. Przed wylotem zapowiedział, że „w imieniu milio-nówpolskich obywateli, których interesy reprezentuje, postawimy weto wobec mechanizmu przymusowej relokacji". - Europabezpiecznych granic to Europa bez przymusowej relokacji - oświadczył premier. Zdaniem premiera w UE trwa próba wprowadzeniaprzymuso-wej relokaq'i „tylnymi drzwiami, wbrew traktatom, pod groźbą kar finansowych". - Rząd PiS z całą pewnością nie zgodzi się na żadne eksperymenty, na żadne wymuszenia dotyczące przyjmowania nielegalnych imigrantów. Nie zgodzę się jako premier na naruszanie naszych praw i naszej suwerenności - zapowiedział. W ocenie premiera tzw. pakt migracyjny nie jest żadnym paktem, tylko żądaniem kapitulacji ze strony państw członkowskich i nie ma na to zgody rządu. - Każdy kraj ma prawo być u siebie gospodarzem. Ta sama zasada dotyczy całego konty- - Rosyjska inwazja na Ukrainę pokazała, czym jest wojna hybrydowa - powiedział premier Morawiecki nentu. Europa ma święte prawo być u siebie gospodarzem i najwyższy czas, aby zdała sobie z tego sprawę - dodał. Morawiecki wskazywał, że Polska przez stuleciabroniła Europy przed różnymi inwazjami. - Dziś znów jesteśmy krajem frontowym, który dobrze rozumie zagrożenia, jakie stoją przed Europą -podkreślił, dodając, że Polska skutecznie „obroniła Europę przed pierwszymi falami nielegalnych imigrantów". Według szefa rządu dziś Polska musi być po raz kolejny głosem rozsądku dla całej Europy. - Dlatego na posiedzeniu Rady Europejskiej zaproponuję konkretny plan. Zaproponuję plan bezpiecznych granic. Ten plan jest jasny: nie dla przymusowej relokacji imigrantów; nie dla naruszania prawa weta przez poszczególne państwa i nie dla pogwałcenia zasady wolności, zasad podejmowania decyzji poprzez państwa samodzielnie; nie dla narzucanych kar ze strony Brukseli na państwa członkowskie, a tak dla bezpieczeństwa, tak dla suwerenności, tak dla najlepiej chronionych granic w Europie - wymienił Morawiecki. Premier Morawiecki podczas wystąpienia wskazywał, że trwa atak na Europę, a granice Europy nie są bezpieczne. Stwierdził, że bezpieczeństwo mieszkańców naszego kontynentu jest zagrożone. Jak wskazał, rosyjska inwazja na Ukrainę pokazała, czym jest wojna hybrydowa i podkreślił, że Białoruś wpisuje się w rosyjski plan ataku na Europę. - Używają do tego celu różnych metod, również metod hybrydowych, zorganizowanych grup nielegalnych imigrantów. Rosyjskie ibiałoruskie ataki przypominają, że granice między państwami nie stanowią jedynie umownych linii nakreślonych na mapie - zauważył. Morawiecki wskazywał, że Polska pokazała, że można skutecznie bronić granic przed silną presją migracyjną. Ocenił też, że granice zaznaczają rzeczywistą różnicę między Europą, jako kontynentem wolności i bezpieczeństwa, a obszarami, w których nierzadko panuje chaos, anarchia, a niekiedy tyrania. - Tego chaosu, tej anarchii nie chcemy w Polsce i nie chcemy w Europie - podkreślił. Premier wskazywał też, że Europa to cywilizacja odrzucająca wojnę, terroryzm, morderstwa, gwałty, odrzucająca wszelką przemoc. - Jeśli ktoś tego nie akceptuje, nie ma dla takiego kogoś miejsca w Europie - mówił. PAP AKCJA CHARYTATYWNA dołącz do akcji % 500 324 451 mmm zabieramy dzieci na wakacje! dołącz do akcji 500 324 451 pociąg marzeń AKCJA CHARYTATYWNA dołącz do akcji dołącz do akcji * 500 324 451 STAKO» W0RTHINGT0N 500 324 451 INDUSTRIES 0210846792 Głos TAJEMNICZE ZBRODNIE Śledztwo Interpolu Tropy prowadzą do Polski str. 4-5 Tragiczny lot generała Sikorskiego Piątek, 30.06.2023 -:: V '■ , 2 • PULS Dorota Kania, redaktor naczelny Polska Press HIPOKRYZJA „WOLNYCH MEDIÓW" List dziennikarzy i redaktorów naczelnych w sprawiewolności prasy, radia, Internetu i telewizji w Polsce zasługuje na uwagę. Jest bowiem przykładem hipokryzji ludzi, którzy milczeli w sytuaq'ach, gdy rzeczywiście była łamana wolność słowa, a dziennikarze byli zwalniani z pracy za poglądy. Czystki były przeprowadzane w „białych rękawiczkach": wykorzystywano różne sztuczki prawne, by pozbyć się niewygodnych dziennikarzy. Ci, którzy byli zwolennikami Platformy Obywatelskiej, nie mieli się czego obawiać, a teraz podpisują się pod karykaturalnym apelem w obronie wolności słowa. Warto zatem odświeżyć pamięć zagrożonych (nie wiadomo do końca czym) redaktorom, którzy zapomnieli albo nie chcą pamiętać, jakbyło w czasach wspaniałych dla nich rządów Platformy Obywatelskiej kierowanej przez Donalda Tuska. Od 2007 roku rozpoczęły się postępowania w sądach, które w większości sprzyjały ówczesnej władzy i które wydawały wyroki skazujące tych dziennikarzy, którzy „ośmielili" krytykować ówczesną władzę lub ludzi z nią powiązanych. Przykład: skazanie mnie i Jerzego Jachowicza - w osobnych sprawach - w procesie karnym za zniesławienie funkcjonariusza Służby Bezpieczeństwa (a później funkcjonariusza służb DI RP) Ryszarda Bieszyńskiego. W 2012 roku Departament Stanu USA w swoim raporcie o przestrzeganiu i łamaniu praw człowieka na świecie wymienił nas jako przykład ograniczenia wolności prasy i słowa w Polsce. Nie broniły nas unijne instytucje ani wiodące, zaprzyjaźnione z PO polskie media - wręcz przeciwnie, w obronę został wzięty Ryszard Bieszyński. Po tragicznej śmierci prezydenta RP prof. Lecha Kaczyńskiego w katastrofie smoleńskiej jego następcą został kandydat Platformy Bronisław Komorowski. Nie przyjął on corocznego raportu Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, w której zasiadali ludzie wybrani w czasie pierwszego rządu PiS-u oraz prezydenta prof. Lecha Kaczyńskiego. Szybka zmiana składu KRRiT umożliwiła w ekspresowym trybie wybór nowej Rady, do której weszli ludzie wybrani głosami PO-PSL. W jej kompetencjach był wówczas wybór władz mediów publicznych; w bardzo krótkim czasie wymieniono prezesa TVP, Polskiego Radia, władze terenowych oddziałów tych mediów. A później, niczym kostki domina posypały się zwolnienia: w publicznych mediach „wyczyszczono" niemal wszystkich, którzy ośmielili się krytykować ówczesną władzę czy - nie daj Boże - Donalda Tuska. Gdy Cezary Gmyz opisał sprawę trotylu na wraku rządowego tupolewa, który rozbił się w Smoleńsku i w którym zginęli najważniejsi przedstawiciele polskiej elity, z „Rzeczpospolitej" zostali usunięci „szkodnicy". Czyli ci dziennikarze, którzy nie podobali się Platformie, ponieważ pisali o niej krytyczne teksty. Warto przypomnieć, że zwolnienia poprzedziło spotkanie w nocy przy śmietniku Grzegorza Hajdarowicza, właściciela „Rzeczpospolitej" z Pawłem Grasiem - ówczesnym rzecznikiem prasowym rządu, totumfackim Donalda Tuska. Za rządów PO-PSL z dziennika „Fakt" został zwolniony redaktor naczelny Grzegorz Jankowski, którego politycy POuważali za „PiS-iora".Takżeiwtym przypadku pojawia sięnazwisko Pawła Gra-sia - kilka tygodni przed odwołaniem Grzegorza Jankowskiego Jan Kulczyk podczas rozmowy z Grasiem obiecał interwenq'ę u niemieckich właścicieli wsprawiezwolnieniaredaktora Jankowskiego. Biznesmenipolitykrozmawiali także o tym, GraśiKulczyk, jak ograniczyć w„Fakcie" krytykęrządu. Akcja marginalizowania niewygodnych mediów była przeprowadzana kompleksowo od zwolnień poprzez całkowite marginalizowanie: na konferencjach prasowych premiera Donalda Tuska dziennikarze krytyczni wobec rządu najczęściej niebyli dopuszczani do głosu, a jeżeli udało się zadać jakieś pytanie, to nie było na nie odpowiedzi. Przykładów na łamanie wolności słowa i „duszenia" mediów za czasów rządów PO-PSLjest znacznie więcej; nikt też nie znajdzie listów z tamtego czasu w obronie zwalnianych dziennikarzy, znajdą się natomiast teksty pełne hejtu, pomówień i nienawiści. Dlatego warto co jakiś czas odświeżaćpamięć, która bywa ulotna. Zwłaszcza tych, którzy wtedy milczeli. Głos Dziennik Pomorza Piątek, 30.06.2023 - Marcin Kędryna TAK CHCEMY ŻYĆ J Ludzie tego nie ogarniają. Właściwie nie ma się czemu dziwić. Można to sobie łatwo wyjaśnić: ani250milionów, ani tym bardziej 138 miliardów nikt na oczy nie widział. Ludzie gene-ralmemająograniczonepojęcieotym, jak działa państwo. Bo skąd niby mają o tym wiedzieć. Poważny, wydawać by się mogło, dziennik ak się okazuje, na przyszłość pol- „Rzeczpospolita", artykuło zapłaconych przez słaego systemu ubezpieczeń zdro- obywateli składkach tytułuje: „Rekordowy ha- wotnych decydujący wpływ będzie racz na ZUS. Polacy zapłacili o ponad 53 młd zł miało to, czy przed wyborami któ- więcej". Ostrorecenzującapolitykę,popularna ryś konfederata zdąży złamać w pewnych kręgach dziennikarka, skarży się nogę" -napisał na Twitterze, ukrywający się na Twitterze, że będzie musiała zapłacić VAT. pod pseudonimem Easy Rider krakowski Kiedy ćwierć wieku temu, na własne nie- (chyba) prawnik. Skomentował w ten spo- szczęście, zaczynałem prowadzić działalność sób występ posła Berkowicza u redaktor gospodarczą, księgowy tłumaczył mi, żepie- Gozdyry w Polsat News. niądze z VAT-u nie są moje, są Urzędu Skar- Konrad Berkowicz zapowiedział tam plan bowego, żebym się do nich nie przyzwycza- Konfederacji na rozwiązanie problemów jał. I w ogóle lepiej by było, żebym je trzymał służby zdrowia. Plan polegać ma na tym, że na osobnym koncie, bo potem nie będę na- każdy dostanie warty 4340 zł bon zdro- rzekał. Popularna dziennikarka korzysta wotny, którym to bonem ma płacić za opiekę z usług najwyraźniej innego księgowego. Post medyczną. A jeżeli ktoś zachoruje poważniej wcześniej narzekała, że ZUS chce od niej dwa niż na katar bądź ulegnie wypadkowi, finan- tysiące złotych, a przecież idą wakacje. Te sować leczenie będzie sam. Z płaconego dwa tysiące to ze składką na NFZ raczej. Ktoś osobno, prywatnego ubezpieczenia na przy- skomentował, że zaraz się rzucą „debile kład. „Każdy jest kowalem swojego losu" - na etacikach". tak uważa Berkowicz. -Już się rzucili-odpisała dziennikarka. Ubezpieczenia to sprawdzony pomysł. Pytanie, kto tu jest - przepraszam - debi- W takiej na przykład Ameryce, za ubezpie- lem. Pamiętam, że kiedy pojawił się pomysł czenie zdrowotne siebie i dwójki swoich przechodzenia z etatów na działalność, tłuma- dzieci, mój kolega płaci miesięcznie dwa ty- czono ludziom, że pracodawca oszczędzo- siące dolarów. W zamian ma mniej więcej to nymi na ZUS-ie pieniędzmi podzieli się z pra- samo, co gwarantuje NFZ. Może w trochę cownikiem. Efekt był taki, że się nie dzielił, lepszym entourage. Ale bez przesady. apizyokazjipracownicytraciliochronęprawa No i jeszcze musi dopłacać. W znaczeniu, pracy. Aprzez płacenie minimalnych składek że za każdym razem, gdy idzie do lekarza, emerytalnych - szansę na inną niż głodową wzywa karetkę, kładzie się w szpitalu, część emeryturę. Bardzo rozsądnie. Ostatnie zdanie rachunku musi opłacić z własnej kieszeni, to sarkazm. Przestaje płacić, gdy jego wkład w ciągu roku Ludzie mają ograniczone pojęcie o tym, przekroczy pięć tysięcy dolarów. jak działa państwo. Mają ograniczone poję- Ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, jak cie o tym, jak działa polityka. Ograniczone ochrona zdrowia jest droga. A przede o finansach. Dlatego Konfederacja ze swoimi wszystkim z tego, że nie ma granicznej pomysłami na państwo ma szanse na dobry kwoty, jaką można na nią wydać. O tym, jak wynik w wyborach. Na tyle dobry, że później bardzo sobie nie zdają sprawy, jest przeko- jako koalicjant Platformy Obywatelskiej bę- nanie, że pieniądze zbierane przez Wielką dzie w jakimś zakresie te pomysły wprowa- Orkiestrę Świątecznej Pomocy mają jakiś dzać w życie. W imię odsunięcia PiS-u znaczny wpływ na cokolwiek. A przecież od władzy Donald Tusk może z bólem gdyby budżet NFZ podzielić przez dni na przykład przystać na propozycje likwida- w roku, wyjdzie, że Fundusz dziennie wy- cji trzynastej emerytury. Albo 500+. Z wiel- daje prawie dwa razy więcej, niż Orkiestra co kim bólem. Cóż dla zwycięstwa demokracji roku zbiera w finale. zapłacić można każdą cenę. To są nasze wspólne interesy, aby NATO w naszej części Europy było jak najsilniejsze, a (...) w niedalekiej przyszłości, by Ukraina stała się także pełnoprawną częścią Sojuszu Północnoatlantyckiego, jedną z armii Sojuszu objętą artykułem 5. Traktatu. Będziemy czynili wszystko, aby w miarę możliwości jak najszybciej to się stało PREZYDENT ANDRZEJ DUDA W KIJOWIE Głos Dziennik Pomorza ni II O Piątek, 30.06.2023 r U LO 28 CZERWCA 2023, ZAKOPANE, POLSKA, wszystkim, którzy wciąż nie są wstanie znaleźć sensu 28 CZERWCA 2023, SZCZECIN, POLSKA, 14 naszych Ambramsów oranizowania Igrzysk Europejskich podrzucamy kolejne uzasadnienie: dzięki Igrzyskom można sobie dopłynęło od Szczecina. Miejsce rozładunku nie ma ponoć nic zrobić zdjęcie ze znanym sportowcem. W tym przypadku z Piotrem Żyłą. wspólnego z coraz głośniejszymi zaodrzańskimi rewizjonistami. 28 CZERWCA 2023, PETERSBURG, ROSJA, maski Putina, Prigożyna i Łukaszenki, głównych bohaterów sobotniego zamieszania, w sklepie z pamiątkami. My wciąż nie jesteśmy pewni, czy wiemy, o co chodziło. FOTO komentarz tygodnia 28 CZERWCA 2023, KIJÓW, UKRAINA Czynimy wszystko, by szczyt NATO w Wilnie był jak najbardziej decyzyjny i przyniósł poprawę bezpieczeństwa naszej części Europy oraz klarowną perspektywę członkostwa Ukrainy w Sojuszu - powiedział prezydent Andrzej Duda w Kijowie, do którego przyjechali z Gitanasem Nausedą wprost z Hagi,gdzie odbywały się konsultacje przed wileńskim szczytem. 4 • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 30.06.2023 Takich spraw jest coraz więcej: po 20,30 latach śledczym, najczęściej dzięki badaniom DNA, udaje się ustalić tożsamość ofiary. Czasami ważny jest jakiś szczegół: pierścionek znaleziony przy zwłokach, resztki ubrania, charakterystyczny but. Są jednak historie, których zakończenie wciąż nie zostało napisane. Dorota Kowalska W POSZUKIWANIU TOŻSAMOŚCI OFIARY. NIEKTÓRE SPRAWY ROZWIĄZANO PO LATACH To jedna z najbardziej zagadkowych spraw, jaką zajmuje się Interpol. Agencja razem z policją z Holandii, Niemiec i Belgii od maja pracuje nad ustaleniem tożsamości dwudziestu dwóch kobiet, których ciała znaleziono w tych krajach na przestrzeni ostatnich czterdziestu lat. Większość ofiar zmarła z użyciem przemocy, niektóre z kobiet były przed śmiercią maltretowane lub głodzone. - Doświadczenie pokazuje, że międzynarodowa współpraca policji może być bardzo przydatna - mówi Carina van Leeu-wen, detektyw medycyny sądowej z amsterdamskiej policji, cytowana w komunikacie Interpolu. - W ciągu ostatnich dziesięciu lat w Amsterdamie zidentyfikowano czterdzieści jeden ze stu nieznanych zgonów. Okazało się, żetylkocztery osobypocho-dziły z naszego kraju - wskazuje VanLeeuwen. I dodaje, że prawdopodobnie ciała kobiet zostały porzucone w Holandii, aby utrudnić śledztwo. Najstarsza sprawa, którą zajmuje się Interpol w ramach akcji „Identify Me", pochodzi z 1976 roku. Najświeższa -sprzed czterech lat. Najstarsza ofiara mogła mieć 55 lat, najmłodsza - nawet 13. Według ustaleń śledczych, aż osiem spośród dwudziestu dwóch zamordowanych kobiet mogło pochodzić lub mieszkać w Europie Wschodniej, prawdopodobnie w Polsce. Ustalono to na podstawie nowoczesnych badań izotopowych. Badanie izotopowe, nazywane także scyntygrafią, polega na wprowadzeniu do organizmu środków chemicznych (zwanych radioizotopami), cyfrowej obserwacji ich rozpadu i graficznym jego przedstawieniu. Takim badaniem można wykryć, gdzie dana osoba żyła, gdzie spędziła dzieciństwo, a nawet, gdzie piła wodę w ostatnich miesiącach i latach przed śmiercią. Ale nie tylko badania wskazują na pochodzenie ofiar, także przedmioty przy nich znalezione, choćby złote kolczyki wyprodukowane w Charkowie. Interpol opublikował zrekonstruowane zdjęcia zamordowanych kobiet i liczy na to, że ktoś rozpozna je w Polsce lub w innych państwach Europy Wschodniej. Jedną z nich jest dziewczyna, której ciało znaleziono w 1976 roku na parkingu przy autostradzie A12 w Holandii. W chwili śmierci mogła mieć 13 lat. Była naga, przykryta gałęziami, przysypana ziemią. Ustalono, że przed śmiercią mieszkała w Niemczech, na południe od Kolonii lub Bonn, ale pochodziła lub mieszkała wcześniej w Polsce lub Ukrainie. Przez ostatnich 14 miesięcy życia była niedożywiona. Polką mogła być także kobieta, której ciało wydobyto z kanału w holenderskim mieście Schiedam. We wtorek 12 października 2005 roku jeden z pracowników miejskich zauważył kołyszącą się na wodzie czerwoną walizkę marki Line. W środku były zwłoki zawinięte w białą kołdrę w różowe i niebieskie kwiatki. Śledczy ustalili wiek kobiety na od 16 do 22 lat. Miała na sobie niebieskie spodnie od dresu marki Gateway z czarnymi lampasami, w rozmiarze XL oraz czerwony t-shirt w rozmiarze S/M, na stopach żółto-czerwone skarpetki z kaczuszką. Na czarno-białym zdjęciu, wygenerowanym cyfrowo przez artystów kryminalistycznych, widać młodą, ciemnooką dziewczynę o okrągłej twarzy i włosach spiętych w niedbały kucyk. Kobieta miała zaniedbane zęby, prawdopodobnie nigdy nie była u dentysty. Według śledczych, dzieciństwo spędziła prawdopodobnie we wschodnich Niemczech, Polsce lub Rosji, a jako nastolatka przeprowadziła się do zachodniej Europy. „Kobieta z bransoletką była palaczką. Świadczą o tym ślady po nikotynie na palcach jej prawej dłoni (lewej nigdy nie znaleziono). Ponadto obgryzała paznokcie. Fragmenty jej ciała znalazł w potoku przepływającym przez osiedle Uilenstede w holenderskim Amstelveen przechodzień. Sprawca ukrył je w plastikowych workach. Kobieta miała od 20 do 35 lat, była dość wysoka, miała pieprzyła: na plecach, nad prawą i pod lewą piersią i na prawym pośladku. Nie miała ubrań, znaleziono przy niej za to charakterystyczną bransoletę: grubą, w kolorze złotym, z diamencikami przy zapięciu. Śledczy mają nadzieję, że ktoś rozpozna tę biżuterię. „Ofiara miała też charakterystyczną bliznę po szczepionce, co pozwala nam podejrzewać, że pochodziła właśnie z Polski" -mówi DW Martin de Wit z ho- lenderskiej policji" - donosi Deutsche Welle. Kobieta w szarej męskiej koszuli, dżinsach i męskim beżowym płaszczu, znaleziona przez leśniczych w rezerwacie przyrody Spandauer Forst nieopodal Berlina w listopadzie 1988 roku miała przy sobie zegarek elektroniczny marki Juta. Takie zegarki były produkowane w Niemczech, ale cieszyły się ogromną popularnością w Polsce. Tym, co zwróciło uwagę śledczych, była wydra-pana na deklu zegarka data 22.9.82. To mógł być jakiś ważny dla ofiary dzień, ale śledczy sprawdzają też inny ślad: podobno w Polsce i innych krajach regionu popularne było zaznaczanie w taki sposób przez zegarmistrzów daty naprawy zegarka. „Kobieta ze sztucznymi paznokciami w chwili śmierci miała od 14 do 24 lat. Była drobna (162 cm wzrostu), ale bardzo wysportowana. Miała blond albo jasnobrązowe włosy do ramion, przekłute uszy i zadbane zęby. Na ciele dwie blizny po operacji: jedną 10-centymetrową na prawym przedramieniu i drugą - u dołu brzucha. Miała sztuczne paznokcie, a na palcach wskazujących zachował się wzorek kwiatka - biało-niebieskiego z drobnymi diamencikami" -informuje Deutsche Welle. Jej ciało znaleziono w ostatni dzień maja 2009 roku w kanale wbelgijskim mieście Vise. Obciążono je dwoma pięcioki-logramowymi ciężarkami marki Alex, jakich używa się na siłowni. Śledczy uważają, że ofiara dzieciństwo spędziła we wschodniej Europie, być może w Polsce. - Gdzieś na świecie muszą być krewni ofiar, może niektórzy z nich od lat czekają na wiadomości. Myślimy, że jest bardzo realna szansa, że część z badanych przez nas sprawpowią-zana jest z Polską lub innymi krajami regionu. Niektóre mają bardzo wyraźny związek z tym krajem. Dlatego też chcemy dotrzeć do ludzi w Polsce, może ktoś z nich tęskni, nie wie, co się stało z jego siostrą, matką, przyjaciółką? - mówi Deutsche Welle pomysłodawca i lider operacji Martin de Wit z holenderskiej policji. Do opinii publicznej trafiły szczegóły każdej z dwudziestu dwóch spraw, które zostały upublicznione na specjalnej stronie. Zamieszczono na niej m.in. rekonstrukcje twarzy kobiet, filmy lub zdjęcia przedmiotów, taJkich jak biżuteria lub ubrania, które zostały odkryte w miejscach znalezienia zwłok. Ujawniono także takie cechy ofiar, jak wiek, kolor włosów czy oczu. Tylko w ciągu pierwszego tygodnia śledczy otrzymali ponad dwieście zgłoszeń od osób, które rozpoznały któryś z przedmiotów znalezionych przy ofiarach. Zaczęły padać konkretne nazwiska. Wszystkie z tych wskazówek trzeba jednak dokładnie zweryfikować, nie obędzie się bez badań DNA. Techniki kryminalistyczne wostatnichlatadimocnosięroz-winęły, przełomem były na pewno badania DNA, dzisiaj na zabójcę czy gwałciciela, ale i na ofiarę można trafić przez członków jego rodziny, których próbki znajdują się w ogólnokrajowych bazach danych. Nie dalej, jak kilka miesięcy temu głośno było o najstarszej nierozwiązanej sprawie w Filadelfii w USA, chodziło o słynną historię „chłopca z pudełka". Ciało malca zostało znalezione w kartonowym pudełku 25 lutego 1957 roku. Było nagie, owinięte w koc, pokryte siniakami i ranami. Śledczy nie mieli wątpliwości, że dziecko musiało być maltretowane, a potem pobite na śmierć. Plakaty ze zdjęciem chłopca rozwieszono w całej Filadelfii, cisza. Nikt nie znal tego dziecka, nikt go nie szukał. Chłopca pochowano na miejscowym cmentarzu. Na nagrobku wygrawerowano napis: „Nieznane dziecko Ameryki". Ludzie odwiedzali ten grób, kładli na nim kwiaty i zabawki. Policja sprawdzała dziesiątki tropów. Przeprowadzano ekshumację 4-latka, by pobrać jego DNA, ale zagadka „chłopca z pudełka" pozostawała nierozwiązana. Dochodzenia jednak nigdy nie zawieszono. Wreszcie po sześćdziesięciu pięciu latach na podstawie badań DNA udało się ustalićtożsamość chłopca. To Joseph Augustus Zarelli, urodzony 13 stycznia w 1953 roku. -Nie jest już chłopcem z pudełka. Ma imię - oświadczył William Fleisher z grupy dochodzeniowej. Wiadomo, że oboje rodzice Josepha zmarli, żyje natomiast jego rodzeństwo. Rodzina 4-latka mieszka w zachodniej Filadelfii. Policjanci mają nadzieję, że teraz śledztwo ruszy do przodu. Wiadomość o tożsamości malca została podana Głos Dziennik Pomorza Piątek, 30.06.2023 PULS w ' : Zegarek marki Juta. Interpol przypuszcza, że ofiara, do której należał, pochodziła z Polski Przy jednej z zamordowanych kobiet znaleziono charakterystyczną złotą bransoletę z diamencikami Zrekonstruowane zdjęcie zamordowanej kobiety, która mogła być Polką. Interpol próbuje zidentyfikować 22 ofiary do wiadomości publicznej, może więc zgłosi się ktoś, kto wie coś o sprawie, coś słyszał, zauważył. Trzeba ustalić, kto zabił to dziecko. Badania DNA pomogły w sprawie innego malca - Szymona z Będzina. 19 marca 2010 roku nieopodal Cieszyna dwaj przechodzący w pobliżu stawu chłopcy, zauważyli zwłoki dziecka. Sprawa od początku była zagadkowa, zaangażował się w nią cały śląski garnizon, powołano także specjalną grupę operacyjną. Jednak oprócz zwłok chłopca - nie było żadnego śladu. Zdjęcie malca wielokrotnie publikowały bodaj wszystkie gazety w kraju, stacje telewizyjne i portale internetowe. Plakaty z wizerunkiem bezimiennego jasnowłosego chłopca wisiały w przychodniach, na sklepowych szybach, słupach ogłoszeniowych, przystankach, w innych miejscach, w które chodzą rodzice z dziećmi. Wskazywano na słowiańskie rysy chłopca. Zastanawiano się, czy nie jest obywatelem Ukrainy, Rosji, Białorusi, Austrii. Podejrzewano, że może być dzieckiem bułgarskiej prostytutki. Policjanci chodzili od domu do domu, sprawdzali wszystkie rodziny w województwie, które miały dziecko w wieku zmarłego chłopca. Nic. 0 tym, że chłopczyk z Cieszyna to tak naprawdę Szymon z Będzina dowiedzieliśmy się dwa lata po tym, jak odnaleziono jego ciało. Zdecydował o tym splot różnych zdarzeń. Do Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Będzinie zadzwoniła kobieta, która stwierdziła, że od dawna nie widziała syna sąsiadów, a jego matka nie potrafiła wytłumaczyć, co się z nim dzieje. Jeszcze kilka dni przed zatrzymaniem Beata Ch. i Jarosław R., rodzice Szymonka, odebrali telefony i umówili się z pracownikiem socjalnym na wywiad środowiskowy. Później zniknęli. O zaginięciu pary policję powiadomiła Zenobia R., matka Jarosława R. To ona dostarczyła śledczym z Komendy Powiatowej Policji w Będzinie fotografię chłopca. Ale zrobiła to dopiero dwa lata po tym, jak malec nie żył. Jego rodzice pokazywali jej zdjęcia innego chłopca twierdząc, że to Szymon. Mówili też, że synek przebywa u dziadka. Policjanci od razu zauważyli podobieństwo chłopca z fotografii do dziecka, którego ciało znaleziono dwa lata wcześniej w cieszyńskim stawie. Badania DNA potwierdziły przypuszczenia śledczych. Jednak zatrzymani Beata Ch. i Jarosław R. nie przyznawali się do zabójstwa, potwierdzili jedynie, że chłopiec z Cieszyna to ich syn i że miał na imię Szymon. Jeszcze przed procesem wyszło na jaw, że chłopczyk był bity przez rodziców. Umierał w męczarniach przez trzy dni. Miał gorączkę, biegunkę, zaburzenia oddawania moczu, wymiotował. Raport i zeznania biegłych lekarzy, którzy przygotowali opinię dla katowickiego sądu, były wstrząsające. Zmiany na ciele chłopca mogły świadczyć o „zespole dziecka maltretowanego". Szymon cały czas płakał z powodu bólu brzucha, a jeśli przestawał pła- kać, to dlatego, że tracił przytomność. Jak wykazała sekcja zwłok, jelito cienkie Szymona było uszkodzone w dwóch miejscach: w jednym było dziurawe, a w drugim - naderwane. Biegli lekarze, których przez dwie rozprawy przesłuchiwał katowicki sąd, nie mieli wątpliwości, że te uszkodzenia powstały na skutek urazu z zewnątrz, a nie z powodu choroby, co zdawali się sugerować obrońcy rodziców oskarżonych o śmierć dziecka. Badania histopatologiczne nie wskazywały na żadną chorobę. Przedziurawione jelito wywołało zapalenie otrzewnej. Rodzice nie poszli jednak do lekarza, choć szpital był 400 metrów od ich domu. Podobno z powodu licznych sińców na ciele chłopca. Patrzyli na jego agonię. Szymek zmarł w domu, prawdopodobnie w czasie snu, 22 lutego 2010 roku. Tego samego dnia wieczorem rodzice zawieźli jego ciało do Cieszyna i porzucili w stawie. Tyle tylko że dzisiaj trudniej ukryć morderstwo i tożsamość ofiary. Pomagają nie tylko badania DNA, dzisiaj można zrekonstruować twarz na podstawie czaszki, co pokazuje sprawa dwudziestu dwóch kobiet prowadzona przez Interpol. Do głównych metod rekonstrukcji przyżyciowego wy- glądu na podstawie czaszki właśnie zalicza się metody: rysunkową, plastyczną i komputerową. Najwięcej trudności stwarza odtworzenie okolic oczu, nosa, ust i ucha, bo te ob- _ szary twarzy charakteryzują się bardzo dużą indywidualnością, ale często udaje się stworzyć niemal idealny obraz ofiary. Na początku tego roku policjanci z zespołu badającego tzw. cold cases, czyli niewyjaśnione sprawy sprzed lat, ustalili tożsamość kobiety, której ciało w 1995 roku znaleziono wewnątrz lodówki. - Wciągu27latfunkcjonariu-sze, którzy obecnie są już na emeryturze, a następnie także nasz zespół zajmujący się rozwiązywaniem „cold cases", pracowali, by ustalić tożsamość ofiary. I to, kto jest sprawcą morderstwa - przekazał 23 lutego Pat Withrow, szeryf kalifornijskiego hrabstwa San Joaąuin. W trakcie spotkania z dziennikarzami policja poinformowała, że ofiara została zidentyfikowana jako Amanda Lynn Schumann Deza. W momencie śmierci kobieta miała 29 lat. Była matką trojga dzieci, zmężem pozostawała w separacji. Jej ciało w marcu 1995 roku zostało odnalezione w lodówce porzuconej w kanale irygacyjnym w miejscowości Stockton w Kalifornii. Zwłoki znajdowały się w stanie rozkładu. Wówczas nie udało się ustalić tożsamości ofiary, a śledztwo utknęło w martwym punkcie. Przełom nastąpił dopiero po niemal trzech dekadach, gdy sprawą zajął się utworzony przez Biuro Szeryfa Hrabstwa San Joaąuin zespółbadający nierozwiązane zagadki kryminalne sprzed lat. Jak doszło do przełomu? Otóż specjaliści od analizy DNA z laboratorium Othram z Teksasu, z którym współpracowali śledczy, stworzyli tropy genetyczne prowadzące do kobiet mogącychbyć spokrewnionymi z ofiarą. Analiza dostarczonych przez nie próbek materiału genetycznego wykazała, że zwłoki należały do Dezy. Choć tożsamość zamordowanej kobiety została ustalona, nadal nie wiadomo, kto odpowiada za tę zbrodnię. - Brakuje nam kilku elementów dotyczących lat poprzedzających zniknięcie i śmierć Dezy. Mamy nadzieję, że ktoś rozpozna Amandę i się z nami skontaktuje - mówiła Linda Jimenez z zespołu badającego sprawę sprzed 27 lat. Kobieta po raz ostatni widziana była w kompleksie apartamentów w mieście Napa. Towarzyszył jej niezidentyfikowany mężczyzna, którego ofiara miała poznać w centrum rehabilitacyjnym. Dzięki badaniom DNA udało się zidentyfikować inną kobietę, którą w 1978 roku znaleziono martwą w stanie Massachusetts. Patricia Ann Tucker, wówczas 28-letnia, przez dziesięciolecia była znana jako „Granby Girl" od nazwy miasteczka, w którym znaleziono jej ciało. Kobieta została zastrzelona i pochowana w bezimiennym grobie. Sekcja zwłok wykazała, że ofiara miała od 19 do 27 lat. Jej tożsamość przez lata pozostawała tajemnicą. Około dwóch lat temu śledczy uzyskali profil DNA zamordowanej. To pozwoliło odnaleźć kobietę mieszkającą w Maryland, która prawdopodobnie była z nią spokrewniona. Krewna powiedziała policji, że jej ciotka zaginęła w latach 70. i podała dane dwóch synów kobiety. Jeden z nich, Matthew Dale potwierdził, że ofiara to jego matka, Patricia Tucker, która zaginęła w 1978 roku. Porównanie DNA mężczyzny z DNA kobiety dało 100 proc. zgodności w teście rodzic-dziecko. „Przynajmniej teraz, po latach, mam kilka odpowiedzi. To dużo do przetworzenia, ale mam nadzieję, że zamknięcie jest już blisko" - napisał w oświadczeniu syn kobiety Matthew Dale. - To postępy w kryminalistyce, a w szczególności w kryminalistycznej genealogii genetycznej, dostarczyły nadziei na identyfikację ofiary - powiedział pierwszy zastępca prokuratora okręgowego Northwestern Steven Gagne. Śledztwo wciąż jednak trwa. - Nie zakończy się, dopóki nie znajdziemy jej zabójcy - powiedział zastępca prokuratora Steven Gagne. Zamordowana przed śmiercią była żoną Geralda Cole-mana, który nigdy nie zgłosił jej zaginięcia. Był skazany pod zarzutem gwałtu i napaści, zmarł w więzieniu w 1996 roku i, jak twierdzi policja, mógł być „osobą zainteresowaną" morderstwem swojej żony. - Nie mamy jeszcze formalnie prawdopodobnego powodu, by oskarżyć kogokolwiek o morderstwo Patricii -zaznaczył Steven Gagne. -Mamy nadzieję, że dzisiejsza konferencja prasowa przyniesie dodatkowe tropy, które pomogą posunąć śledztwo dalej i ostatecznie zidentyfikować mordercę - dodał. Kryminalistyka wciąż się rozwija, dlatego dzisiaj, nawet po latach, udaje się ustalić tożsamość ofiary. Czasami ważny jest jakiś szczegół: pierścionek znaleziony przy zwłokach, resztki ubrania, charakterystyczny but. Są jednak historie, których zakończenie wciąż nie zostało jeszcze napisane. Jedną z nich jest historia dwudziestu dwóch kobiet, nad którą wciąż pracuje Interpol. 6 • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 30.06.2023 Aktor, reżyser, twórca teatralny, wykładowca. Dziś jest Pan asystentem zdrowienia osób w kryzysie psychicznym bądź po takim kryzysie. Jak kształtowała się Pana droga do tej roli? Ta droga prowadziła przez moją chorobę. W 2017 roku zostałem zdiagnozowany jako osoba cierpiąca na chorobę dwubiegunową i ADHD. Mieszkałem wówczas w Stanach Zjednoczonych; rok później zaangażowałem się w pracę w amerykańskiej organizacji, która polegała na wzajemnym wsparciu osób po kryzysie psychicznym. Zdobyłem certyfikat ukończenia stosownych kursów jako asystent zdrowienia. Kiedy w maju 2022 roku wróciłem do Polski, na podstawie tego certyfikatu otrzymałem możliwość pracy asystenta zdrowieniawPolsce. Jakie są główne różnice między pracą asystenta zdrowienia w Ameryce a w Polsce? Przede wszystkim, moja praca tutaj nieco różni się od tej, którą wykonywałem za oceanem, ponieważ 80 procent mojego czasu spędzam w szpitalu, gdzie pracuję bezpośrednio z pacjentami przebywającymi na oddziałach psychiatrycznych. Moje zadania koncentrują się głównie na prowadzeniu indywidualnych rozmów, udzielaniu wsparcia oraz przeprowadzaniu wywiadów, z których korzystają później psychiatrzy. W Stanach Zjednoczonych skupiałem się na pomocy ludziom po kryzysie, którzy nadal mieszkali w domu z rodziną. Spotykaliśmy się na zajęciach lub w kawiarniach, rozmawialiśmy o ich życiu, o problemach oraz o tym, jak radzić sobie dalej; jak kontynuować pracę i normalnie fbnkcjonować. Co łączy osoby wkryzysie psychicznym? Istnieje narzędzie, które Pan jako asystent zdrowienia może wykorzystać, by pomóc wszystkim, niezależnie od różnych diagnoz? Każdy człowiek jest inny, dlatego do każdej osoby trzeba podejść indywidualnie i zastosować różne narzędzia. Dziś na przykład z jedną panią rozmawiałem o religii, wcześniej spotkałem się z pacjentką, która niedawno trafiła do szpitala i zastanawiała się, co powinna teraz zrobić. Rozmawiałem z mężczyzną, który był bardzo zdenerwowany, bo oczekiwał na diagnozę i bardzo się jej obawiał. Każdy ma swoje problemy i lęki, a ja te uczucia rozumiem, ponieważ sam ich doświadczałem, a także obserwowałem, jak inni się z nimi mierzą. Dzięki temu mogę oferować pomoc w sposób dostosowany do potrzeb konkretnej osoby. Na czym dokładnie polega Pana choroba? JAK OSOBA W KRYZYSIE MOŻE ODZYSKAĆ MARZENIA „A, co, ja wariat jestem?", „Nie jestem psycholem" - te stereotypy są bardzo szkodliwe - mówi Rafał Kłopotowski, asystent zdrowienia w Centrum Zdrowia Psychicznego Anita Czupryn Choroba dwubiegunowa polega na występowaniu okresów depresji klinicznej, wktórych trudno jest wstać z łóżka i się ogarnąć, a wyjście do pracy staje się torturą. W takich momentach wszystko idzie źle, człowiek jest przytłoczony depresją. Następnie następuje okres remisji, w którym wszystko wraca do normy i funkcjonuje się jak każdy człowiek. Kolejnym etapem jest fazamanii, wktórej mam zwiększoną aktywność, nie potrzebuję snu, znam odpowiedzi na wszystkie pytaniaipodej-muję decyzje, których normalnie bym się nie podejmował. Czasem są nieodpowiednie, na przykład wydawanie dużych sum pieniędzy na niepotrzebne rzeczy czy ryzykowne kontakty seksualne. Człowiekowi w stanie maniakalnym towarzyszy często psychoza, ja jej na szczęście nie doświadczałem. Ale mam też ADHD, które utrudnia mi skupienie się na czymkolwiek. Zaczynam jedno zadanie, a potem porzucam je, przechodząc do kolejnego. To może dotyczyć drobnych domowych czynności, na przykład zaczynam gotować, a potem przerywam, by odkurzać, po czym zostawiam to po odkurzeniu połowy dywanu i rozpoczynam coś innego. Może to również dotyczyć większych rzeczy, na przykład zaczynam coś pisać, piszę przez półtora dnia, po czym całkowicie tracę zainteresowanie tym projektem, nie mogąc się już zebrać, żeby dokończyć. Albo ciężko mi usiedzieć w jed-nym miejscu. Jakie są główne cele i zadania asystenta zdrowienia w kontekście opieki psychiatrycznej, zwłaszcza dla osób znajdujących się w kryzysie lub po kryzysie? To zależy od momentu, w którym spotykamy tę drugą osobę, ponieważ jej potrzeby mogą być różnorodne. Czasami potrzebuje jedynie informacji, na przykład o tym, że psychiatra zajmuje się farma- Rafał Kłopotowski: Pacjenci w kryzysie są bardzo rozmowni, chcą opowiadać, a nikt nie chce ich słuchać kologią, a nie rozwiązywaniem życiowych problemów. Mo-żemyporozmawiać, sprawdzić, jak działają różne leki, do pewnego stopnia mogę opowiedzieć o objawach choroby. Nie jestem psychiatrą, ale rozumiem, jak działają niektóre mechanizmy. Jednak najważniejsze jest zapewnienie wsparcia dla tych osób, przekazywanie im informacji praktycznych. Pacjenci w kryzysie są bardzo rozmowni, chcą opowiadać o różnych swoich pomysłach na świat, o sytuacjach, które ich spotkały, a nikt nie chce ich słuchać. W takich przypadkach samo wysłuchanie takiej osoby jest formą wsparcia. Jeśli ktoś jest bardzo smutny i chce się wypłakać, to jestem obok niego. Te emocje chyba też Pana dotykają? Jak Pan sobie później z nimi radzi? Trochę mnie dotykają, ale mam swoje sposoby radzenia sobie z tym. Ćwiczenia, medy- tacje, spotkania z rodziną i przyjaciółmi. Czasami pomaga pisanie, a dzięki temu, że mam kota, mogę się nim zająć. To wszystko pomaga mi złagodzić te emocje. Z jakimi jeszcze trudnościami spotyka się Pan jako asystent zdrowia? Wymagającą sytuacją jest obserwowanie osób, które na pierwszy rzut oka wydają się być zdrowe, ale nagle wybu-chająintensywnymi, głośnymi i dynamicznymi reakcjami. Krzyczą, przeklinają, rzucają się i uderzają pięściami. I potem nagle taka osoba znów wraca do swojego normalnego stanu. W Instytucie Psychiatrii i Neurologii przy ulicy Sobieskiego pracuję na trzech różnych oddziałach. Jednym z nich jest oddział zamknięty, gdzie przebywa 40 osób i panuje dość napięta atmosfera. Mam jednak tę możliwość, że po godzinie pracy mogę się przenieść na inny oddział. Oprócz tego prowadzę dwie grupy wsparcia w Centrum Zdrowia Psychicznego. Pracuję też z ludźmi indywidualnie, oczywiście, jako asystent zdrowia, niejako terapeuta czy psychiatra, bo nimi nie jestem. Jaka jest różnica między pracą wlnstytucieapracąwCen-trum Zdrowia Psychicznego? Jak wyglądają Pańskie dyżury wtych miejscach? W Centrum Zdrowia Psychicznego prowadzę dwie grupy -pracuję z rodzinami, które mają chorych bliskich oraz z pacj en-tami. W tej chwili jest to dość dynamiczna sytuacja, ponieważ staramy się wypracować najlepszy sposób pracy. Moim celem jest też zorganizowanie grupy edukacyjnej dla rodzin. Z jakimi problemami zmagają się rodziny? Największym problemem dla rodzin jest niemożność przekonania bliskiej osoby do rzeczywistości lub przekonanie chorego o konieczności pójścia do szpitala, bo jest chory. Choremu w psychozie wszystko wydaje się być takie, jakie powinno być. Na przykład, jeśli słyszy sąsiada, który o nim mówi, to on wie, co słyszy i uważa, że jeśli ktoś tego nie słyszy, to jego problem. Zatem może być dla niego wyzwaniem, żeby uwierzyć, że to nie jest prawda, że nikt tego nie słyszy. Jak przekonać osobę do podjęcia leczenia? Niestety, nie ma prostego sposobu na przekonanie osoby do podjęcia leczenia. Często zdarza się, że osoba musi trafić do szpitala, ponieważ jej psychoza pogarsza się na tyle, że sama nie jest wstanie sobie poradzić. W takiej sytuacji, gdy cierpi się tak bardzo i nie ma się już siły, to chce się pójść do szpitala. Jednak istnieje problem związany z tymi chorobami. To wstyd i stygmatyza-cja. „A, co, ja wariat jestem?", „Nie jestem psycholem" - te stereotypy i uprzedzenia wciąż funkcjonują i niestety są bardzo szkodliwe. Asystent zdrowia to nowy zawód w Polsce. Jak Pan widzi perspektywy rozwoju tego zawodu? Co tu można zmielić, co ulepszyć w systemie opieki psychiatrycznej? Najlepszym miejscem są właśnie centra zdrowia psychicznego. Są oddzielone od szpitala, ale jednocześnie powiązane z nim administracyjnie. Naszym celem jest, aby ludzie po kryzysie żyli w społeczności, w przyjaznym środowisku, a nie wciąż trafiali na pobyt do szpitala, czy mieszkali w azylach. Centra zdrowia psychicznego stanowią miejsce, gdzie możemy spotykać się z osobami, które wyszły ze szpitala, przeszły kryzys, ale nadal doświadczają trudności. Często nie wiedzą, co dalej robić, nie do końca rozumieją, co się z nimi dzieje. Mogą to być zarówno ich pierwsze doświadczenia związane z chorobą, jak i takie, które się powtarzają. Chodzioto, abyich wesprzeć, doradzić, przywrócić nadzieję i pomóc odzyskać marzenia. W ostatni poniedziałek w siedzibie PAP odbyła się konferencja z przedstawicielami Mi-nisterstwa Zdrowia dotycząca właśnie centrów zdrowia psychicznego. Ile ich jest i jak funkcjonują? Obecnie mamy 79 takich centrów, a do końca tego roku ma ichbyćl29. Pomoc w tych centrach jest natychmiastowa, bezpłatna i dostosowana do indywidualnych potrzeb pacjenta. Centra te wspierają pacjenta i jego bliskich, zapewniają różnorodne usługi oraz szybką pomoc w punkcie zgłoszeniowo-koordynacyjnym. Pod tym względem jest sukces. Obecnie trwają prace nad standardami diagnostyczno-terapeutycz-nymi, aby usługi były standaryzowane i świadczone na wysokim poziomie jakości. Planuje się, że takie centra będą obecne w każdym powiecie i dzielnicach większych miast. W Polsce jest 314 powiatów, więc docelowo, do 2027 roku, planuje się otwarcie około 300 centrów. Obecnie jest przecież tak, że jeśli ktoś czuje, że potrzebuje porozmawiać z psychologiem lub psychiatrą, musi czekać bardzo długo na wizytę. Nawet przed naszym wywiadem rozmawiałem z taką osobą - nie zdecydowała się na konsultację, ponieważ najbliższy termin dostępny u psychiatry był dopiero na połowę października. Natomiast w Centrum Zdrowia Psychicznego można skonsultować się z profesjonalistą w ciągu kilku godzin, co pozwala na podjęcie dalszych decyzji dotyczącychleczenia. Czy będzie potrzebny psychiatra, czy leki, grupa wsparcia czy też inne formy pomocy psychologicznej. Jedną z największych różnic między centrami a innymi miejscami opieki zdrowotnej jest natychmiastowy dostęp do opieki. De osób przychodzi do tych centrów, do Pana? Pracuję w centrum na Ursynowie i Wilanowie. Przychodzę tam dwa razy w tygodniu, zazwyczaj na spotkania, które rozpoczynają się o 16.30. Większość pacjentów i klientów przychodzi po południu, gdy większość pracy już się zakończyła. Odbywają się wtedy różne grupy edukacyjne prowadzone przez innych specjalistów, jak wspomniałem, ja sam prowadzę dwie grupy. Jedną grupę dla rodzin; przychodzi regularnie około 8-10 osób, a zapisanych jest około 13. Drugą grupę dla paq'entów: tu średnio około 10 osób, a zapisanych jest ponad 20. Głos Dziennik Pomorza Piątek, 30.06.2023 PULS# 7 TRAGICZNY LOT GENERAŁA SIKORSKIEGO IPN odrzuca teorię o wcześniejszym zamordowaniu Naczelnego Wodza. Obrażenia na ekshumowanych ciałach miały być typowe dla wypadków komunikacyjnych Szymon Jakubowski . ^~J> -r"" ^*Ss Generałowie Tadeusz Romer, Władysław Sikorski, Władysław Anders i Tadeusz Klimecki Miejsce katastrofy Liberatora, który runął do morza około 550 m od gibraltarskich skał Niedziela 4 lipca1943roku. Godzina 23.07. Brytyjski samolot Liberator n wy-kołował na pas startowy lotniska w Gibraltarze, po czym wzbił się w powietrze. Na pokładzie znajdował się premier polskiego rządu emigracyjnego i Naczelny Wódz gen. Władysław Sikorski wraz z towarzyszącymi osobami. Kilkanaście sekund później, gdy maszyna osiągnęła pułap 300 stóp (około 150 metrów), nagle zaczęła spadać w dół po kątem 15-20 stopni. Tuż nad wodą zgasły pracujące dotąd bez zarzutu cztery silniki. Liberator runął do morza, około550metrów od gibraltarskich skał. Nie do końca jest pewne, ile osób znajdowało się na pokładzie, nie odnaleziono bowiem ostatecznej listy pasażerów, która niemal do ostatniej chwili przed odlotem zmieniała się. Na pewno oprócz generała na pokładzie byli: szef Sztabu Naczelnego Wodza gen. bryg. Tadeusz Klimecki, szef HI Oddziału Operacyjnego Sztabu Naczelnego Wodza płk dypl. Andrzej Marecki, brytyjski oficer łączriikowy płk Victor Cazalet, doradca wicekróla Indii brig. John Percival Whiteley, córka Władysława Sikorskiego ppor. Zofia Leśniowska, adiutant Naczelnego Wodza por. JózefPoni-kiewski, sekretarz Adam Kułakowski, kurier z okupowanej Warszawy Jan Gralewsła-Pan-kowsła oraz sześcioosobowa załoga. Przed samym startem samolotu na jego pokład weszli jeszcze tajemniczy mężczyźni wcywilnychubraniachonazwi-skach Lock i Pinder, i być może jeszcze funkq'onariusze brytyjskich służb specjalnych - Secret Intelligence Service. Katastrofę przeżył jedynie pierwszy pilot, czeski kapitan Eduard Prchal. Ostatnia podróż Gibraltar miał być ostatnim etapem najdłuższej podróży generała Władysława Sikorskiego. Urodzony w 1881 roku w Tuszowie Narodowym koło Mielca, wychowany zaś w podrzeszow-sldm Hyżnem, Wódz Naczelny przeprowadzał inspekcję stacjonujących na Bliskim Wschodzie polskich oddziałów, prowadził liczne rozmowy dyplomatyczne i konferencje. Człowiekiem, który zrządzeniem losu uniknął śmierci, był por. Ludwik Łubieński, oficer łącznikowy na Gibraltarze. Miał lecieć razem z Naczelnym Wodzem, ale tuż przed startem zapadła decyzja, że zamiast niego do Londynu poleci wraz z przemyconą z okupowanej Polski pocztą Jan Gralewski-PankowskL Porucznik Łubieński, który żegnał generała na lotnisku, tak relacjonował później przebieg tragedii: „Samolot ruszył z miejsca szybko, nabierając szybkości startowej. Minął nas i mając jeszcze dużo miejsca przed sobą wzniósł się całkowicie prawi-dłowo w powietrze. Nagle ku naszemu przerażeniu, zamiast iść dalej w górę, zaczął opadać ślizgowym lotem w kierunku morza. Dolecieliśmy na sam brzeg morski. Z daleka w świetle reflektorów, w odległości jakiejś pół mili, dojrzeliśmy czerwieniejącą masę na powierzchni wody". Pełniący wówczas służbę na wieży kontrolnej lotniska angielski oficer kpt. Penald Capes zeznawał później, że tuż przed uderzeniem w taflę wody usłyszał huk, prawdopodobnie łamiącego się kadłuba samolotu. Jakieś pięć, sześć minut później do tonącego samolotu zbliżyły się pierwsze łodzie ratunkowe. Z wody wyciągnięto jedynego ocalałego - kapitana Pr-chala, który prawdopodobnie jako jedyny na pokładzie założył kamizelkę ratunkową. Tuż przed upadkiem do morza zdążył wyłączyć wszystkie silniki, by nie doszło do eksplozji. Oficer odniósł jedynie niegroźne obrażenia. Już po kilku minutach akcji wyłowiono ciało generała Sikorskiego, mocno krwawiące z licznymi ranami; niedługo później natrafiono m.in. na zwłoki gen. Klimec-kiego. Kolejnych zabitych odnajdywano w morzu, albo wyrzuconych nabrzeg. Akcję poszukiwawczą oficjalnie zakończono po kilku dniach, gdy wyłowiono teczkę generała Sikorskiego z taj -nymi dokumentami. Nigdy nie odnaleziono kilku ofiar, m.in. Zofii Leśniowskiej. Spekulacje i teorie spiskowe Śmierć generałabyławielkim wstrząsem przede wszystkim dla polskiego społeczeństwa. Kolejnym w ciągu zaledwie kilku dni. Niedługo przed gibraltarską katastrofą - 30 czerwca - Niemcy aresztowali komendanta głównego Armii Krajowej gen. Stefana Roweckiego. Teraz zginął Naczelny Wódz. Hitlerowcy nie kryli radości. Już 5 lipca gadzi- nowy „Nowy Kurier Warszawski" na pierwszej stronie pisał: „Szef rządu emigracyjnego ofiarą intryg aliancko-sowiec-kich". Sam minister niemieckiej propagandy Josef Goebels nie omieszkał wykorzystać tragedii do próby wbicia klina antyhitlerowskiej koalicji, oskarżając jej przywódców o spowodowanie śmierci Sikorskiego. Spiskowe teorie na temat katastrofy pojawiły się bardzo szybko także w Polsce i na Zachodzie, zaś grono potencjalnych sprawców zamachu było szerokie. Podejrzeniaszły wkierunku - co oczywiste - Niemców, ale zleceniodawców czy wykonawców rzekomej zbrodni doszukiwano sięwsłużbach angielskich, sowieckich, a nawet w polskich środowiskach emigracyjnych, gdzie Władysław Sikorski miał wielu przeciwników, z generałem Władysławem Andersem na czele. Tę ostatnią tezę lansowali m.in. niektórzy polscy politycy, jak szef Stronnictwa Pracy KarolPopiel czy lider ludowców Stanisław Mikołajczyk, twierdzący, że już kilka dni przed katastrofą odebrali tajemnicze telefony z wtedy jeszcze nieprawdziwą informaq"ą o śmierci szefa emigracyjnego rządu. Spekulacjom sprzyjało śledztwo, prowadzone w dość zagadkowy sposób. Znalezionych do-kumentówgenerałanie oddano ZLECENIODAWCOM'RZEKOMEJ ZBRODNI DOSZUKIWANO SIĘ IV SŁUŻBACH RÓŻNYCH PAŃSTIU, A NAITETIUŚRÓD POLSKICH PRZECIIVNIKÓIV GENERAŁA polskiej stronie, zaś w skład komisji badającej przyczyny katastrofy wchodzili jedynie Brytyjczycy z RAF - Królewskich Sił Powietrznych (polski oficer był tylko obserwatorem). Oficjalny raport komisji z 24 lipca 1943 roku brzmiał zagadkowo. Zwłaszcza konkluzja, że „wypadek samolotu nie nastąpił na skutek sabotażu, lecz na skutek innej przyczyny, której komisja nie jest w stanie ustalić". Drugi raport, z sierpnia 1943 roku, także niczego nie wyjaśniał, poza stwierdzeniem, że pierwszy pilot nie ponosi odpowiedzialności za wypadek. Kapitan Prchal w pierwszych zeznaniach (kolejne utajniono) twierdził, że niespodziewanie zablokowały się stery Liberatora. To wzbudzało jednak podejrzenia. Jakim cudem w takim razie samolot wznosił się w powietrze, by po chwili spaść do morza? Czeski oficer, zmarły w 1984 roku, do końca życia musiał zmagać się z podejrzeniami. W głośnej swego czasu sztuce „Żołnierze" Rolfa Hochhutha wprost padło oskarżenie, że zleceniodawcą zamachu był sam Winston Churchill, zaś wykonawcami dwaj piloci. Sprawa trafiła do sądu, Prchal wygrał odlondyńskiego teatru ogromne odszkodowanie. Pogrzeb i powrót do Polski Ciała generała i jego szefa sztabu przetransportowano 10 lipca 1943 roku do Wielkiej Brytanii na pokładzie kontrtorpe-dowca „Orkan". Uroczystości żałobne trwały cztery dni, Władysław Sikorski spoczął na cmentarzu polskich lotników w Ne-wark pod Londynem. Od początku było wiadomo, że to tylko tymczasowe miejsce. Już trzy dni po katastrofie, na posiedzeniu emigracyjnego rządu podjęto uchwałę, że po wojnie prochy generała mają zostać przewiezione do Polski i złożone na Wawelu. Na powrót generała do kraju trzebabyłopoczekaćpięćdziesiąt lat. Prochy emigracyjnego premiera i Naczelnego Wodza zostały przetransportowanedo Polski i 17 września 1993 r. złożone w krypcie św. Leonarda w podziemiach katedry wawelskiej. Mimo upływu lat sprawa katastrofy gibraltarskiej wciąż wzbudza emocje. Przekonanie, że doszło do zamachu, jest powszechne, wzmacniane przez liczne publikacje, a także filmy. Znany publicysta historyczny Dariusz Baliszewski twierdził, że generał zosta! zamordowany jeszcze w rezydencji gubernatora i później jego zwłoki przetransportowano do samolotu, by upozorować wypadek, zaś córka Sikorskiego miała zostać uprowadzona przez Sowietów. Popularność tez Baliszew-skiegoiinnych publicystów sprawiła, że wramach śledztwa prowadzonego przez Instytut Pamięci Narodowej podjęto decyzję o przeprowadzeniu ekshumacji. W 2008 roku badaniom poddano szczątki gen. Władysława Sikorskiego, gen. bryg. Tadeusza Klimeckiego, płk Andrzeja Mareckiego i por. Józefa Ponikiewskiego. Oficjalny komunikat IPN odrzuca teorię o wcześniejszym zamordowaniu, zaś obrażenia na ekshumowanych ciałach miały być typowe dla wypadków komunikacyjnych. Nie przekonało to jednak wielu zwolenników spiskowych teorii. Wersja o zamachu jest wciąż powszechna. ©® 8 • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 30.06.2023 - Rosjanie szanują siłę, nawet okrucieństwo. Przecież Prigożyn jest brutalem, bandytą i kryminalistą. Rosjanie są psychicznie uzależnieni od przemocy. I w momencie, kiedy Putin pokazuje się jako słaby przywódca, niezdolny do opanowania sytuacji, jest właściwie na przegranej pozycji - mówi dr hab. Agnieszka Legucka, analityczka ds. Rosji w PISM Dorota Kowalska Agnieszka Legucka: To był zdecydowanie bunt. Prigożyn ma oczywiście dużo kontaktów i był do tej pory bardzo użyteczny dla samego Władimira Putina. Trzymał go obok siebie, bo był dla niego wygodnym narzędziem na wielu frontach, nie tylko na ukraińskim AGNIESZKA LEGUCKA: JEDYNE, CO MOŻE URATOWAĆ PUTINA, TO ZABÓJSTWO PRIGOŻYNA Zaskoczył panią marsz Prigo-żyna na Moskwę? Bo mam wrażenie, że wiele osób w piątek i sobotę przecierało oczy ze zdumienia. Zaskakujący był szereg wydarzeń w sobotę i zwrotów akcji, łącznie z tym, że Prigożyn zatrzymał się, zarządził odwrót. Z pewnością był to pełen wrażeń weekend, również dla rosyjskiej elity władzy. Eksperci się spierają. Jedni mówią, że za Prigożynem ktoś stał, inni, że to była jego samowolna akq'a. Jak pani to ocenia? On sam mówi, że nie chodziło o obalenie władzy na Kremlu, że chodziło o niekompetencje rosyjskiego MON-u, o intrygi wokół Grupy Wagnera, która podobno miała być rozwiązana ilipca. To miała być niejako forma buntu. To był zdecydowanie bunt. Prigożyn ma oczywiście dużo kontaktówibyłdotej pory bardzo użyteczny dla samego Władimira Putina. Trzymał go obok siebie, bo był dla niego wygodnym narzędziem na wielu frontach, nie tylko na froncie ukraińskim. Grupa Wagnera była też źródłem dochodów dla ekipy wokół Władimira Putina. Uważam, że w tym przypadku Prigożyn był graczem autonomicznym, graczem, który doszedł do ściany. Był do granic sfrustrowany. Prigożyn uznał, że jego spór z przedstawicielami rosyjskiej armii narósł do tego stopnia, że zostaną mu odebrane nie tylko aktywa związane z działalnością Grupy Wagnera w Ukrainie, ale również poczuł, że w związku z tym stracił opiekę, czyli tak zwaną kryszę ze strony Władimira Putina, co oznaczało dla niego nawet niebezpieczeństwo utraty życia. W związku z tym zagrał vabanque. Przy okazji myślał, że w momencie rozpoczęcia marszu na Moskwę część rosyjskiej elity za nim stanie. Być może kontaktował się z kimś wcześniej . Nie wykluczam, że również chciał wykorzystać swoje kontakty na Kremlu i znajomych, którzy dotychczas zarabiali na jego interesach, a obecnie tracili na wojnie z Ukrainą. Część z tych osób mogła go też namawiać do tego buntu. Być może ci ludzie chcieli spraw- dzić, do czego jest gotowy. Do momentu zajęcia Rostowa nadDonem ta akcja wyglądała na przemyślaną z jego strony. Potem już szedł na żywioł? W momencie, kiedy nie otrzymał tego, czego oczekiwał, nie przyjechał do niego minister obrony narodowej Rosji Siergiej Szojgu, nie przyjechał Walerij Gierasimow, szef Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej, Prigożyn zaczął iść na żywioł, bez większego planu politycznego. Kiedy rozpoczął marsz sprawiedliwości do Mo- skwy, liczył zapewne, że ci, którzy go popierają na Kremlu, ujawnią się, żeby dokonać swego rodzaju wyłomu w elicie politycznej. Natomiast tak się nie stało i osamotniony musiał w którymś momencie zrezygnować, ale jadąc dalej w stronę stolicy, podwyższał stawkę negocjacyjną. Przecież Putin, władca na Kremlu, w momencie, kiedy zbliżał się do Moskwy, tracił wizerunkowo, jawił się jako osoba, która nie jest w stanie zabezpieczyć nie tylko państwa, ale również najważniejszego miejsca na ziemi, czyli właśnie stolicy kraju. Myśli pani, że Prigożyn został zdradzony? Trudno powiedzieć. Rzeczywiście on sam zdecydował, moim zdaniem, o rozpoczęciu buntu. Ale czy były osoby, które go zdradziły? Czy go w jakiś sposób inspirowały? Nie wykluczam tego. Czy to był jaldś większy spisek? W to jakoś mniej wierzę. Wtedy ten bunt byłby lepiej zorganizowany, przemyślany. Może to było testowanie zdolności reagowania państwa rosyjskiego albo samego Putina. Mówi się, że Prigożyn mógł liczyć też na to, że część armii rosyjskiej przejdzie na jego stronę. No właśnie, moim zdaniem, Prigożyn trochę się przeliczył. On ruszając z marszem sprawiedliwości, liczył z jednej strony na rozłam elity politycznej Rosji, a jednocześnie na to, że poszczególne jednostki wojskowe na trasie z Rostowa nad Donem będą się do niego przyłączać, przejdą na jego stronę i dojdzie do takiego efektu kuli śnieżnej. Prigożyn kierował swoje odezwy głównie do wojskowych. Tak się nie stało, aczkolwiek, tak jak mówię, do czasu zajęcia Rostowa nad Donem Prigożyn kierował się przemyślaną strategią, później to wszystko mu się posypało. Ale ten marsz na Moskwę pokazał totalną bezradność Rosji. Patrzyłam ze zdumieniem, jak osiem tysięcy żołnierzy idzie sobie spokojnie na stolicę. Władimir Putin ją opuścił, oligarchowie z niej uciekli, wyglądało to wręcz groteskowo. Kraj uznawany za jedno z mocarstw świata właściwie był bezradny. Właśnie, i to jest coś, co stanowi 0 słabości Władimira Putina 1 tego systemu. Ten system okazał się nieudolny, zdegenero-wany i niezdolny do zabezpieczenia podstawowych potrzeb nie tylko ludności, bo tego nikt już specjalnie nie oczekuje, ale podstawowych potrzeb elity władzy. Idlatego też jest to bardzo niebezpieczny asumpt dla Władimira Putina. On mógł się obawiać przewrotu pałacowego nie tyle ze strony samego Prigożyna, ale osób, które mo- Głos Dziennik Pomorza Piątek, 30.06.2023 PULS • 9 IV NAJBLIŻSZYM CZASIE PLUNIE NIC WIELKIEGO SIĘ NIE STANIE, ALE IVROSYJSKIEJ ELICIE JEST DUŻY FERMENT. WŁADZE BĘDĄ PRÓBOIłALY SKLEJAĆ SYSTEM gły podjąć próbę zamachu w efekcie tego buntu. Do czego, nie wykluczam, dojdzie wnaj-bliższej przyszłości. Gdyby prezydent był mądrym politykiem, zacząłby się już zastanawiać nad następcą, żeby móc zabezpieczyć swoje aktywa ibezpieczeństwo. Przykład, który dał Prigożyn, jest bardzo niebezpieczny dla systemu, którym włada Władimir Putin, mimo tego, co będzie teraz próbował robić prezydent Rosji. Aco będzie próbował robić, bo ewidentnie zdaje sobie sprawę, że jego pozycja już nie jest taka jak pizedtyan weekendem? Pokazał, że jest słaby, uciekł z Kremla. To, że uciekł z Kremla, nie jest chyba potwierdzonąinforma-cją, ale, rzeczywiście, wiele stracił. Jedyne, co może teraz robić, to teatrum post factum, bo realne działania podejmowane podczas tego marszu miały charakter defensywny. One pokazywały słabość systemu: nie potrafiono zatrzymać konwoju Grupy Wagnera, podjęto rozmowy na podobnych zasadach jak z terrorystami. Wszystko to pokazywało słabość Rosji. Teraz będziemy obserwować odwrócenie wektorów i nadmuchiwanie nadętego, ale pustego balonu. Przekaz propagandowy będzie taki: oto pokazaliśmy całemu światu, jacyjesteśmy silni, naród pokazałjedność, wspaniale poradziliśmy sobie z sytuacją, pokonaliśmy wrogai zdrajców. Historia puczu i jego złamania zostanie opakowana w niesamowitą hikorię, wktórąmają wszyscy uwierzyć. Będzie 0 tym głośniej niż o Ukrainie, bo Ukraina na jakiś czas w ogóle zejdzie z wokandy, będzie podgrzewany temat zdrady i Prigo-żyna. Rosjanie mają uwierzyć, że ich przywódca jest silny 1 mocarny. Mam wrażenie, że Rosjanie być może po raz pierwszy uświadomili sobie, że ich kraj jest w stanie wojny - ze stolicy uciekali nie tylko oligarchowie, ale i moskwiczanie, przed ważniejszymi budynkami miasta wyrosły barierki, na ulicach pojawiły się siły porządkowe. Nie ma pani wrażenia, że ta sytuacja wstrząsnęła samymi Rosjanami? Czy na nich to nie działa? Oczywiście, że działa. Najważniejszym fundamentem systemu putinowskiego jest strach, siany na arenie międzynarodowej, jak i wewnątrz państwa. To jest coś, na czym opierał się Putin, strachem zarządzał podczas kryzysów. Strach trzymał w ryzach społeczeństwo, zmrażał cały system. Teraz ten system się rozmraża. W związku z tym część ludności, to też było bardzo znamienne, przeniosła swoją sympatię na Prigożyna. Onbył żegnany w Rostowie nad Donem niejako pokonany, przegrany tego puczu, tylko jako jego zwycięzca. Wyjeżdżał z Rostowa nad Donem, aludzie robili sobie z nim selfie. Ale czemu tak się stało? Czemu Rosjanie sympatyzowali z Pri-gożynem? Bo Rosjanie szanują siłę, nawet okrucieństwo. Przecież Prigożyn jest brutalem, bandytą i kryminalistą. Rosjanie są psychiczne uzależnieni od przemocy. I w momencie, kiedy Putin pokazuje się jako słaby przywódca, niezdolny do opanowania sytuacji, jest właściwie na przegranej pozycji. Więc, jak mówiłam, teraz będzie udawał, że wszystko mu się udało, że to był moment trudny, ale sytuacja wymagała, aby podjąć rozmowy, negocjować dla dobra obywateli. Tyle tylko, iż to Prigożyn powiedział, że nie chce przelewu krwi. On podjął decyzję o wycofaniu się, w związku z czym to on przejął inicjatywę, a nie Putin. Jedyne, co może uratować Putina, to zabójstwo Prigożyna. Do którego, umówmy się, może dojść wcześniej czy później. Może dojść. Czemu Prigożyn się zatrzymał? Byćmoże zauważył, jak pani mówiła, że nie ma rozłamu w rosyjskiej elicie, że wojsko też nie przechodzi na jego stronę. Niektórzy twierdzą, że uświadomił sobie, iż nie zdobędzie Moskwy. To dwunastomi-lionowe miasto, on miał osiem tysięcy ludzi. Być może stwierdził, że wMoskwie będzie mniej bezpieczny niż na Białorusi. Czemu wkilka godzin Prigożyn podjął decyzję o odwro-de, jak pani myśli? Jest kilka powodów tej decyzji. Fakt, że nie doszło do rozłamu elity, że wojskowi nie przechodzili na stronę Prigożyna - to jedno, drugie - od samego początku Putin obawiał się przewrotu i budował system bezpieczeństwa, swojego osobistego, wokół stolicy. Ten system oparty był na dywersyfikacji służb, które były odpowiedzialne właśnie za bezpieczeństwo prezydenta. Chodziło o to, żeby nie doszło do zdrady jednego dowódcy, który przeszedłby na stronę watażki takiego jak Prigożyn. Putin nie chciał podzielić losu swoich poprzedników, żeby wspomnieć chociażby pucz Janajewa wi99iroku. Prigożyn też zdawał sobie sprawę, że ma przed sobą nie tylko dwunasto-milionowe miasto, bo jak pani zauważyła Rosjanie byli biernymi obserwatorami tego, co się działo, on miał przed sobą struktury siłowe. Te struktury mogły zachować się różnie, mogły przejść na stronę wagne-rowców, ale wcale nie musiały. Więc miał przed sobą gwardię narodową, policję, FSO, czyli Federalną Służbę Ochrony wliczbie, teoretycznie, pięć- dziesięciu tysięcy „żołnierzy", miał Federalną Służbę Bezpieczeństwa, która też jest wyszkolona, może nie jest tak bardzo, jak żołnierze Grupy Wagnera, ale jednak. Miał przed sobą również oficerów Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, bo Rosja jest państwem, w którym nie tylko armia ma możliwość posiadaniabroni, ale również inne struktury bezpieczeństwa. Moskwa to twierdza, która jest przygotowana do tego, aby zabezpieczać prezydenta przed takim scenariuszem, do jakiego doszło wmi-niony weekend, reszta kraju okazała się być dziurawa. W tym wszystkim nagle pojawia się Aleksandr Łukaszenka. Zaskakujące! Zaskakujące, prawda? Dlaczego on? Można to tłumaczyć w ten sposób, że Putin nie mógł bezpośrednio podjąć rozmów z uznanym zdrajcą, buntownikiem, którego nie może traktować na równi. Negocjacji nie mógł podjąć również nikt z elity, bo byłby uznany za sojusznika zdrajcy ibuntownika. To musiał być ktoś podrzędny, ktoś, kogo prezydent Rosji nie traktuje narówni. Łukaszenkanie jest traktowany na równi, jest traktowany jako ktoś mniejszy rangą, jak outsider. Łukaszenka do takich zadańbardzo dobrze się nadaje i miał za sobą już takie historie, kiedy wjeżdżał nabiałym koniu i negocjował różnego rodzaju porozumienia, między innymi porozumienia mińskie z Ukrainą. Jako outsider, jako mniej istotny gracz spełnił funkcję takiego brokera w rozmowach z buntownikiem i zdrajcą. Jaka przyszłość przed Prigoży-nem? To chyba jest najważniejsze pytanie. Pojawiły się zapowiedzi tego, że pojedzie na Białoruś, niby już na niej jest - mam kilka wątpliwości. To było moim zdaniem takie działanie ad hoc, to znaczy decyzja o tym, że zamiast wyroku śmierci Prigożyn dostaje banicję, trochę tak jak w średniowieczu, jest na razie bardzo łagodnym potraktowaniem Prigożyna. Jednak, moim zdaniem, wyrok został odwleczony w czasie. Cały czas musimy brać pod uwagę dwie rzeczy. Z jednej strony Prigożyna, który ma duże wpływy w Afryce i rosyjskie władze muszą zagospodarować jego kontakty, kontrakty, interesy dla elity władzy w państwach afrykańskich. Po drugie - trzeba przełamać w rosyjskim społeczeństwie wizerunek Prigożyna jako bohatera, w ogóle wagnerow-ców jako bohaterów. Już się to dzieje w rosyjskiej propagandzie, rosyjskie media zaczynają przypisywać Prigoży-nowi, że zwariował i że coś mu na froncie się stało z głową. Tyle tylko, że zohydzanie Prigożyna zajmie trochę czasu, pytanie, czy Rosjanie w ogóle ten jego nowy wizerunek „kupią". Więc zabójstwo Prigożyna trzeba odsunąć w czasie. Ma pojechać na Białoruś i tworzyć Grupę Wagnera, ale to bardzo niebezpieczne dla Aleksandra Łukaszenki. Łukaszenka musi się w pewien sposób obawiać powtórki z rozrywki, czyli scenariusza rosyjskiego -Grupa Wagnera, sam Prigożyn może przecież zorganizować marsz sprawiedliwości na terytorium Białorusi. Łukaszenka wcale nie ma dużego poparcia społecznego w Białorusi, to poparcie jest nawet gorsze niż dla Putina w Rosji. Wagnerowcy mogą zrobić trzy rzeczy: podpisać kontrakt z armią rosyjską, wrócićdodomu albo pojechać na Białoruś do Prigożyna. Pewnie jakaś ich część czuje się zdradzona przez Prigożyna, jakaś część nie będzie chciała za mniejsze pieniądze walczyć w armii rosyjskiej. Tak naprawdę to, co zrobią wagnerowcy, wciąż jest niewiadomą, prawda? Kiedy słuchałam w poniedziałek Putina, to dla mnie ci, którzy pojadą na Białoruś, pojadą za zdrajcą, nie na misję specjalną, nie będą wykonywać jakichś honorowych zadań. Ci, którzy są bohaterami, takmó-wił o nich Putin, podpiszą kontrakty z Ministerstwem Obrony Narodowej i to jest ścieżka pożądana z punktu widzenia władz rosyjskich. O możliwości powrotu do domu mówi się mało, bo ten oręż i profesjonalizm, który posiadają wagnerowcy, byłby jak najbardziej pożądany z punktu widzenia władz. Więc moim zdaniem mają tylko dwie opcje: albo jako zdrajcy jadą na Białoruś za zdrajcą Prigożynem, albo będą służyć pod kontrolą MON-u. Najbardziej newralgiczna z naszego punktu widzenia, bezpieczeństwa Polski, jest sytuacja, kiedy wagnerowcy stacjonowaliby blisko naszej granicy. Tylko cały czas wracam do tego samego punktu: ani Łukaszenka, ani Putin nie zaufają już Prigoży-nowi, nie pozwolą, by tworzył jakiekolwiek oddziały wagne-rowców na Białorusi. Albo będzie to proces bardzo mocno kontrolowany, albo będą budować jakieś tam obozy na zasadzie pewnej operacji infor- macyjnej po to, żeby straszyć Zachód. Co wnajbliższym czasie może się stać w Rosji, bo sytuacja ewidentnie się zmieniła? Putin pokazał swoją słabość, właściwie cały systemipaństwo pokazały słabość. Jakie są teraz możliwe scenariusze? W najbliższym czasie pewnie nic wielkiego się nie stanie, ale w rosyjskiej elicie jest bardzo duży ferment. Tak jak mówię, na samym początku będziemy świadkami niesamowitych działań pozorowanych, mówienia, że wszystko jest w porządku. Władze będą próbowały sklejać system. Będą robiły wiele ruchów, żeby zabezpieczyć system wewnętrzny, system reagowania kryzysowego, wyciągnąć wnioski, pokazać, że ten system jest szczelny. Ale przyszli buntownicy i ci, którzy będą chcieli podjąć bunt, odczekają pewien moment, żeby ponownie uderzyć, to jest moim zdaniem nieuniknione dla systemu, który nie jest w stanie się modernizować, nie jest w stanie się odświeżyć. W kontekście zbliżającej się kampanii wyborczej w 2024 roku będzie bardzo dużo sygnałów wewnątrz elity, żeby jednak Putin wybrał kolejnego kandydata, który byłby w stanie zakończyć wojnę, bądź przynajmniej zastanowi się nad tym, czy nie trzeba by było rozmów o rozejmie. Przecież w Ukrainie też może posypać się front, a to jeszcze bardziej zdestabilizuje wewnętrzną sytuację w Rosji. To naczynia połączone. Niepowodzenia na froncie stworzą kolejną okazję do tego, żeby podjąć jeszcze raz próbę obalenia Putina. Właśnie, czy ten bunt ma i będzie miał przełożenie na to, co dzieje się na froncie wUkra-inie? Jak najbardziej. W momencie, kiedy Kreml będzie niestabilny, a system dowodzenia będzie się koncentrował na tym, czy lepiej uciekać do Dubaju, czy gdzie indziej, również żołnierze nie będą mieli motywacji do tego, aby bronić się przed ukraińską ofensywą. Wszystko może się posypać. Teraz to się nie wydarzyło, bo pucz trwał zbyt krótko, a w związku z tym nie miał takiego silnego wpływu, ale dał wiatr w żagle Ukraińcom, był dla nich siłą mobilizacyjną. Z drugiej strony otworzyłmoż-liwości dywersyjne dla działań Legionu Wolność Rosji czy Rosyjskiego Korpusu Ochotniczego, które już sporo robią na terytorium Rosji. Mam wrażenie, że teraz te działania mogą nabrać na sile. Widaćbo-wiem wyraźnie, że Rosja, która podjęła się tak zwanej specjalnej operaq'i wojskowej, nie jest w stanie jednocześnie się bronić, że wojnawUkrainie mocno wpływa również na sytuację bezpieczeństwa wewnętrznego Rosji, a niepowodzenia wojenne mogą osłabić system polityczny tego kraju. Myślę, że zwykli rosyjscy żołnierze, ale też dowódcy widzieli, co się dzieje. Widzieli grupę ośmiu tysięcy wagne-rowców, którzy maszerują na Moskwę, widzieli bezbronność tego systemu. To do nich nie przemówiło? Na pewno przemówiło, ale jeszcze nie w takim kontekście, o jakim chcielibyśmy mówić. Putin zabezpieczył na razie system, poprzyklejał na niego kóka plasterków i na razie jakoś funkq'onuje, ale, moim zdaniem, jeżeli nie dokona bardziej radykalnych zmian, zobaczymy jeszcze większą schył-kowość tego systemu. Jestem daleka od stwierdzenia, że ten system upadnie, on ma zdolność do inercji, długotrwałego działania, mimo pewnych kryzysów przetrwał do tej pory. Ale pucz Prigożyna to jeden z najpoważniejszych kryzysów wewnętrznych ostatnich lat, jeżeli jeszcze załamie się ukraiński front, może dojść do przełamania elity władzy, która uzna, iż Putin nie jest już gwarantem stabilności tego systemu. CV Agnieszka Legucka Analityczka ds. Rosji w programie Europa Wschodnia w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych. Zajmuje się polityką zagraniczną i wewnętrzną Rosji, kwestiami bezpieczeństwa i konfliktów na obszarze wschodniego sąsiedztwa UE, relacjami UE-Rosja i NATO-Rosja, rosyjską dezinformacją i zagrożeniami hybrydowymi. Doktor habilitowana nauk o bezpieczeństwie, profesor nadzwyczajna na Wydziale Finansów i Stosunków Międzynarodowych Akademii Finansów i Biznesu Vi-stula w Warszawie. 10 • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 30.06.2023 CHODŹ PSIAKREW BIAŁY DJABLE NA BAGNETY: POZNAŃSCY KASZUBI ROZNIEŚLI PUŁK LENINA 26 czerwca 1920 r. doszło do bitwy, która dziś jest zapomniana. 66 Pułk Piechoty, formowany w Poznaniu, osobisty pułk Józefa Piłsudskiego, pokonał 216 Pułk - osobisty pułk Lenina. Grzegorz Okoński Takie sytuacje zdarzają się przypadkiem niezwykle rzadko - i zawsze są propagandowo wykorzystywane. Jednak o tej bitwie do dziś w Polsce zapomniano. Przypomnijmy zatem: jest rok 1919, Powstanie Wielkopolskie zakończyło się sukcesem - wojska niemieckie i administracja zostały zmuszone do opuszczenia Poznania i Wielkopolski, lecz Pomorze wciąż pozostawało w ręku zaborcy. Powstał więc pomysł, by rozszerzyć Powstanie na Pomorze, i to z udziałem Pomorzan, którzy przedzierali się przez granicę i zasilali jednostki wojsk wielkopolskich. W Inowrocławiu utworzyli Pierwszą Kompanię Zachodnio - Pruską, skierowaną na front już 27 maja 1919 roku, zasilili też kompanię czamkowską, jedną z najsłynniejszych wielkopolskich powstańczych jednostek, która stała się 30 maja 1919 roku zalążkiem Toruńskiego Pułku Strzelców, formowanego w Poznaniu, przy dzisiejszej ul. Bukowskiej. Tu właśnie wystawiono cztery pułki - bo także Kaszubski, Grudziądzki i Starogardzki, które początkowo jako 4 Dywizja Strzelców Wielkopolskich, a później Dywizja Strzelców Pomorskich, miały uderzyć na Pomorze! Jeden z pułków - Kaszubski -stał się obiektem niecodziennego przyciągnięcia marszałka Józefa Piłsudskiego do planów rozszerzenia Powstania Wielkopolskiego na Pomorze. Nazwany niebawem 66 Pułkiem Piechoty pułk stał się prezentem dla marszałka, a delegacja żołnierzy noszących na kołnierzykach wielkopolskich mundurów pomorskiego gryfa, 21 października 1919 roku powierza mu honorowe szefostwo pułku. Józef Piłsudski przyjął pułk jako swoją osobistą jednostkę, już sześć dni później przybył do Poznania, gdzie przed zamkiem cesarskim odebrał defiladę 66-go i całej Dywizji. 17 stycznia 1920 roku Dywizja opuszcza Poznań i w ciągu najbliższych dni zajmuje Pomorze, wcielone do Polski na mocy Traktatu Wersalskiego. Przy okazji żołnierze złamali opór Grenz- schutzu pod Gniewkowem, Wygodą i Brannem. Białe diabły przeciw czerwonej gwieździe Nie dane im jednak było cieszyć się odzyskanymi ziemiami, bo w kwietniu na wschodzie wybuchła nowa wojna. Na front jechały więc bitne jednostki z Wielkopolski i Pomorza, a wśród nich 66-ty. Sytuacja na froncie nie była łatwa: wojska rosyjskie dysponowały przewagą liczebną, były wyposażone w karabiny maszynowe, samochody i pociągi pancerne. Co ciekawe, wśród rosyjskich jednostek zdarzali się też żołnierze polscy: gdy I batalion 64 Grudziądzkiego Pułku Piechoty dotarł na pozycje nad Berezyną i Oną, w rejon linii Horeły, Łuh -Pustomściż - Smolary, „pierwszy raz spotkał się batalion z natarciem bolszewika na bagnety. Po stronie bolszewików walczył pułk polskich komunistów. >Ja Antek i ty Antek -chodź psiakrew biały djable na bagnety< - z takiemi i po-dobnemi okrzykami coraz to nowe zastępy przeciwnika szturmowały stanowiska I/64 p.p."- pisał major Paweł Błasz-kowski w wydanej w 1929 roku monumentalnej monografii „16 Dywizja. Jej powstanie, organizacja i udział w walkach". 66 Pułk Piechoty został na miejscu podzielony: dwa bataliony zajęły stanowisko pod wsią BobrujkinadrzekąMy-twą, a trzeci został oddany do dyspozycji grupy majora Jaworskiego. 23 czerwca wieczorem linię obrony obj^: I batalion-żołnierze okopali się i czekali narozwój sytuacji. Dwa dni później, wieczorem, zluzował ich dowodzony przez porucznika Marcina KamińskiegoDbatalion, (...) który wkraczając do akcji liczył w sumie dwustu czternastu szeregowych i czterech oficerów, wspartych siedmioma ciężkimi karabinami maszynowymi. Cekaemy kosiły szeregi Nad ranem 26 czerwca Polacy wysłali na przedpole trzy patrole, dowodzone przez chorążego Hi-rsza, sierżanta Formela i plutonowego Baczyńskiego. Wszystkie trzy szybko wróciły, meldu- „ TO SZCZĘSLim WRÓŻBĄ ŻE TAK JAK PUŁK PIŁSUDSKIEGO POBIŁ PUŁKLENINA, TAK 1IUOJSKA POLSKIE POD IIODZĄ PIŁSUDSKIEGO POBIJĄ ITOJSKA ROSYJSKIE" jąc to samo - nadciągają kolumny rosyjskie! Zwiadowcy zresztązostalizauważeniiRosja-nieotworzylidonich ogień,ana-stępnie, gdy Polacy wycofywali się, czerwonoarmiści ruszyli za nimi. Nie znając jednak polskich pozycji, dali się wciągnąć w pułapkę, podchodząc wprost pod lufy cekaemów. Zgubiła ich też pewność siebie - pierwszy batalion rozwinął się w tyralierę, za którą w kolumnach szły dwa następne. I jak za czasów napoleońskich Rosjan prowadzili oficerowie na koniach, łatwi do zidentyfikowania przez polskich cekaemistów... „Była może godzina szósta, gdy przed naszemi okopami ukazały się tyraliery rosyjskie. Spokojnie, nie otwierając ognia podpuszczono nieprzyjaciela nabliski dystans i wtedy dopiero przywitano go celnym ogniem". Obsługi karabinów maszynowych mogły - jak na ćwiczeniach - rozplanować wybór celów: ustawione na wprost karabiny ósmej kompanii położyły ogień na kolumny, a tyralierę skosiły dwa flankujące karabiny sierżanta Łukowicza. Ogień był celny i zaskoczeni Rosjanie ponosząc duże straty wycofywali się. Jedynie na prawym skrzydle Pułku, na odcinku zajmowanym przez piątą kompanię, mimo celnego ostrzału, podeszli na bliską odległość i wyeliminowali obsługę broni maszynowej. Następnie Rosjanie ruszyli do szturmu i wyparli część żołnierzy piątej i siódmej kompanii m Kadra 66 Pułku Piechoty - czwarty z lewej siedzi dowódca Pułku w latach 1920-1927, płk. Czesław Jarnuszkiewicz z ich pozycji, spychając o kilkadziesiąt kroków, między zabudowania. Tam Polacy ochłonęli iwgrenadierskimtempieobrzu-cili podchodzących nieprzyjaciół granatami. W efekcie udało się żołnierzom 66 Pułku odzyskać swoje pozycje i utrzymać pierwszą linię. Ten etap walk przyniósł dowódcom patroli -sierżantowi Formeli i plutonowemu Baczyńskiemu srebrne krzyże Virtuti Militari. Spokój nie trwał jednak długo - Rosjanie ponownie uderzyli, przy czym udało im się obejść z boku piątą kompanię: część jej żołnierzy i część żołnierzy siódmej kompanii rzuciła się do ucieczki, i dopiero przykład podporucznika Ba-dziąga z siódmej kompanii, który przybiegł do cofających się, zebrał ich i poprowadził do kontrataku, zażegnał zagrożenie. Kontruderzenie to odepchnęło Rosjan przed pozycję ósmej kompanii, której strzelcy nie marnowali okazji. I ten atak Rosjan został więc odparty. Bitwa trwała do 16.30, Rosjanie m.in. przygotowali nawałę artyleryjską, pod której osłoną uderzało sześć tyralier. Ostatecznie kontratakujący Polacy uderzyli na przegrupowują-cych się Rosjan we wsi Połówki - ci rzucili się do ucieczki. Na polu walki pozostała ponad setka zabitych Rosjan i wielu rannych. Przy nich nasi żołnierze znaleźli dokumenty i pieczęcie, świadczące, że ich przeciwnikiem był rosyjski 216 Pułk imienia Lenina! Wśród dokumentów była też legitymacja majora niemieckiego grudziądzkiego 141 pułku - jak widać starego frontowego „znajomego" Polaków. W boju zginęło zaledwie sześciu żołnierzy polskich, a siedmiu odniosło rany. Pułk zdobył kilkaset karabinów, wziął jeńców, a zwycięstwo w pierwszym boju poczytano sobie za dobry znak na przyszłość (dzień bitwy pod Bobrujkami zostałprzyjęty później jako data święta pułkowego), a ponadto „była to szczęśliwa wróżba, że tak jak pułk Piłsudskiego pobił Pułk Lenina, taki wojska polskie pod wodzą Piłsudskiego pobiją wojska rosyjskie"... Głos Dziennik Pomorza Piątek, 30.06.2023 PULS# U Na wystawie „Beksiński w Gdańsku" zobaczymy 70 oryginalnych dzieł jednego z najbardziej oryginalnych, a przez to natychmiast rozpoznawalnych, polskich artystów ostatniego stulecia. Wystawa potrwa do października. Pierwsze poszukiwania Większość kojarzy twórczość Beksińskiego głównie z obrazami pierwszego okresu fantastycznego oraz późnego, tzw. warszawskiego. Warto jednak pamiętać, że twórca zaczynał od rzeźby, fotografii, a po 1997 r. działał również w obszarze fotomontażu i gra-fikikomputerowej. Zapamiętale uwieczniał na zdjęciach ludzi i zdeformowaną rzeczywistość. Owe poszukiwania własnych form wyrazu artystycznego przechodziły u Beksińskiego interesujące ewolucje. Po ukończeniu studiów na Wydziale Architektury w Politechnice Krakowskiej, przez pewien czas pracował jako projektant m.in. w fabryce samochodów San w rodzinnym Sanoku. Szybko jednak zajął się profesjonalnie fotografią. Równocześnie rozwijał zainteresowania rysunkiem, oprócz erotyków tworzył w tamtym czasie pierwsze reliefy, rzeźby, monotypie i heliotypie. Pisał także teksty literackie. „Chciałem zostać reżyserem filmowym, ale ojciec mnie wepchnął na architekturę, bo uważał, że Polska jest zniszczona i architekci będą mieli niesłychane pole do popisu i zarobków. Traktował to jeszcze w sposób nieco kapitalistyczny, bo nie wiedział, jak to będzie wyglądało w przyszłości" - wspominał Zdzisław Beksiński w 1999 r. na antenie Polskiego Radia. I dodawał: „Miałem obiecane, że jak skończę architekturę, to ojciec mi zafunduje szkołę filmową, ale ojciec umarł i przyszły nakazy pracy, a szkoła filmowa prze-stałabyć atrakcyjna, bo dominował socrealizm i nie chciałem już kręcić filmów, jakie wtedy powstawały". Obsesja śmierci Jego sztuka niemal od początku wywoływała emocje -jednych szokował, inni go zaś uwielbiali. Trudno przejść obok twórczości Beksińskiego obojętnie - zawsze stała ona bowiem w opozycji do aktualnych trendów w'malarstwie i fotografii, dzięki czemu nie sposób pomylić jej z pracami innych artystów. Np. w 1959 r. w Gliwickim Towarzystwie Fotograficznym Beksiński zaprezentował słynną pracę „Gorset sadysty" oraz zestaw czternastu prac bez tytułu, które powstały z inspiracji fotografią surrealizmu i teorią montażu filmowego słynnego radzieckiego kon-struktywisty Wsiewołoda Pu-dowkina. W zestawach Beksiński wykorzystywał zdjęcia amatorskie, reprodukcje z cza- LATO NAD BAŁTYKIEM ZE ZDZISŁAWEM BEKSIŃSKIM W sobotę w Teatrze Szekspirowskim w Gdańsku rusza jedna z największych wystaw obrazów Zdzisława Beksińskiego, jaką kiedykolwiek zorganizowano w Polsce Mariusz Grabowski Zdzisław Beksiński, bez tytułu, 1979 r. sopism (w tym pornograficznych), zniszczone negatywy, jak też reprodukcje tekstów słownikowych, które zestawiał w formie odwołującej się do narracji filmowej. Wszystko opatrywał szokującymi i zaskakującymi tytułami. Beksiński nie był malarzem „jednego tematu", jak przekonuje Piotr Dmochowski w tomie „Zmagania o Beksińskiego", ale jego obrazy i rysunki nigdy nie przekazują żadnych pozytywnych treści, są wyłącznie zapisem strasznych wizji i obsesji. Brak wnich jakiejkolwiek radości życia czy choćby zainteresowania światem, zawsze wyziera z nich pustka, przerażenie i brak jakiejkolwiek nadziei. Do tego motyw śmierci (wciąż obecne widmo wojny i perspektywa katastrofy nuklearnej) oraz odhumanizowany seks. Na rozdrożu W latach 60. w poszukiwaniach artysty pojawiały się coraz częściej formy i figury abstrakcyjne. Już wtedy pojawili się zarówno zagorzali zwolennicy jego wizji malarskich, jak i krytycy. Na początku lat 70. coraz większe sukcesy artystyczne w istotnej mierze poprawiły sytuację materialną Beksińskiego, pozwalając mu żyć wyłącznie z samej twórczości. Wielu krytyków zauważa, że Beksiński w swych poszukiwaniach decydował się na dość kontrowersyjne wybory. Np. w swych rysunkach „pastwił" się nad żywą osobą, deformując jej ciało i ukazując ją często w trakcie kopulacji, związaną i zniewoloną. Bardzo częstym motywem był mały, związany chłopiec, wpatrzony w seks bijącej go szpicrutą półnagiej kobiety. Te rysunki w pruderyjnej Polsce Ludowej nie mogły być pokazywane inaczej niż na specjalnych pokazach dla „wtajemniczonych". Co ciekawe, artysta przez całe życie poszukiwał nowych form artystycznych i bez przerwy obserwował dynamiczną ewolucję w dziedzinie aparatury elektronicznej. W1997 r., chyba jako pierwszy polski twórca, kupił do swojej pracowni komputer i rozpoczął eksperymentowanie w obsza- rze fotomontażu i grafiki komputerowej. „Artysta sprzeczny" Przyjrzyjmy się Beksiń-skiemu-malarzowi. W 1959 r. wziął udział w prestiżowej III Wystawie Sztuki Nowoczesnej wZachęcie, zaś wl960r. wjesz-cze bardziej ważnej ekspozycji przygotowanej z okazji Kongresu AICA wKrakowie (wraz ze Zbigniewem Makowskim, Markiem Piaseckim i Bronisławem Schlabsem). W końcu lat 50. i na początku 60. Beksiński był już jednym z najciekawszych polskich malarzy; odwoływał się do poezji Rainera Marii Ril-kego (obraz „Maltę") i treści egzystencjalnych. Duże znaczenie dla jego kariery artystycznej miała wystawa w Starej Pomarańczami w Warszawie zorganizowana przez Janusza Boguckiego w 1964 r., która spowodowała, że artysta stał się modny i popularny. W katalogu do tej wystawy Bogucki pisał: „Wiąże się z tym współistnienie w pracach Beksińskiego dwóch jeszcze innych dążności na pozór elementarnie sprzecznych. Upraszczając, można by powiedzieć, że jest to współistnienie bardzo radykalnego nowatorstwa z głęboko zakorzenionym tradycjonalizmem". Kolejna wystawa w 1972 r., również przygotowana przez Janusza Boguckiego, ukazała nowe, wyzwolone z wpływów abstrakcji oblicze artysty. To wtedy ukształtował się jego charakterystyczny, wizyjny sposób obrazowania nazwany „okresem fantastycznym", który trwał do połowy lat 80. W1977 r. Beksiński opuścił Sanok, przenosząc się z rodziną do Warszawy. Zamieszkał na ul. Sonaty, na osiedlu Służew nad Dolinką. Koniec z fantastyką Ostatnie dwie dekady jego twórczości przynoszą niemałą zmianę - artysta zredukował szczegółowość, skupiając się bardziej na malarskiej warstwie obrazu. Dominującym tematem pozostała architektura, zdeformowana postać ludzka i zwierzęca - potraktowana w odmienny, monumentalny sposób. Coraz bardziej oddalał się od fantastyki, tajemniczych treści, pełnej grozy atmosfery, którymi były przepełnione jego obrazy z okresu „fantastycznego", który też sam określał jako „barokowy". Bardziej pracował też nad formą, uważając, że mimo iż pozostaje nadal wiemy figu-racji, to powinien znów malować tak, jak to robił we wczesnej młodości. Tak, by „poprawnie, harmonijnie, w określonym porządku zamalować pewną wyznaczoną ramami płaszczyznę, tak jak to określał Malewicz". Ten okres swojej twórczości Beksiński nazywał „gotyckim". Dzięki niemalże masowej produkcji prac, w Galerii Zdzi- sława Beksińskiego w Muzeum Historycznym w Sanoku znajduje się dziś największa na świecie kolekcja prac artysty. Liczy kilka tysięcy obiektów. śmierć za fotoaparat W lutym 2005 r. Zdzisław Beksiński został brutalnie zamordowany w swoim warszawskim mieszkaniu. Zabójcą okazał się Robert Kupiec, 19-letni mieszkaniec Wołomina. Motywem morderstwa miało być to, że Beksiński odmówił udzielenia pożyczki sprawcy. Zabójca zadał malarzowi 17 pchnięć nożem, po czym razem ze swoim 16-letnim kuzynem wyniósł ciało na balkon i usiłował zatrzeć ślady zbrodni. Ukradł także z mieszkania dwa aparaty fotograficzne i płyty CD. Przed śmiercią Beksiński zdecydował, że swój artystyczny dorobek przekaże Muzeum Historycznemu w Sanoku. Właśnie z tego muzeum pochodzić będzie spora część prac pokazanych na wystawie w Gdańsku. Beksiński pochowany jest w Sanoku, w grobowcu rodzinnym, pierwotnie zaprojektowanym przez Władysława Beksińskiego. Nagrobek, poza lakoniczną inskrypcją zawierającą nazwisko rodziny, nie posiada żadnych innych informacji. Prezydent Aleksander Kwaśniewski l marca 2005 r. odznaczył go Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski za „wybitne zasługi dla kultury, za osiągnięcia w twórczości artystycznej". Miliony za „Postać" Obrazy artysty od kilku lat cieszą się ogromnym zainteresowaniem na aukcjach. W 2021 r., podczas aukcji „Sztuka Fantastyczna. Surrealizm i Realizm Magiczny", padł historyczny rekord - obraz „Postać" z 1978 r., najbardziej znanego okresu twórczości Beksińskiego, został sprzedany za 1,92 min zł. W 2012 r. ten sam obraz został sprzedany za 72 tys. zł, cena wzrosła więc niemal 27-krotnie, co dobrze pokazuje wzrost zainteresowania jego twórczością. W grudniu 2021 r. jedna z jego prac osiągnęła kwotę 1,15 min zł. Dodajmy, że w 2016 r. do kin wszedł film w reż. Jana Matuszyńskiego „Ostatnia rodzina", opowiadający losy rodziny Beksińskich. Znaczna część filmu poświęcona została osobie i twórczości Zdzisława Beksińskiego, w którego wcielił się Andrzej Seweryn. Za organizację wystawy „Beksiński w Gdańsku" odpowiadają Muzeum Historyczne w Sanoku, Muzeum Sztuki Fantastycznej w Warszawie oraz Galeria Beks.pl. Potrwa do 1 października. Informacje: Teatrszekspirowski. pl 12 • KRZYŻÓWKA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 30.06.2023 malowanka wykonana przez pierwszaka azjatycki kuzyn psa wpływa portu objaw przeziębienia smaczny kawałek jedzenia -> produkty psychoaktywne r~ inwencja, fantazja bosak naprawia pończochy -v polny kwiatek spiekota, upał ~v pisemne ponaglenie -V ostry zakręt -V rvżowv trunek bogini miłości trzon sił zbrojnych walor lennik z Nip ponu ł i ł i 22 18 antylopa lub żubr - ł ptak poświęcony Atenie ł — ł U jednostka monetarna Peru - grubszy od drutu - pleciony z kwiatów - 19 1 34 cykliczna forma muzyczna - 13 kamienia łupanego - 24 marynarski tapczan - 30 iluzjon Czarna Woda r 25 ojczyzna Odysa klimat, nastrój r słodki lub gorzki - harmi-der. zgiełk - ł odmiana marchwi fantowa 12 1 i z toporem w ręku moment pędu piękna, nadzwyczajna rzecz James, aktor z filmu „Olbrzym" owad wydzielający spadz nieudane zagranie piłkarza długa żerdź sztuczny akwen porcja 7$ kurczaka kubeł z pałąkami kuna leśna - i - i stolica Omanu 1 1 33 \ 1 U 1 20 i wąwóz lodowa na rzece Pene-lope, aktorka - 35 ogoł norm i oby-czajow - Han, bohater „Gwiezdnych wojen jacht Leonida Teligi 2 zwód na ringu - 1 osesek cyranki przy drzwiach 28 głos . cyranki - część skoczni narciarskiej - 1 4 pochyłe zbocze wykopu - i 26 czynny wulkan na Sycylii - niewygodne fóżko, prycza - choroba zakaźna - 29 port w Chorwacji . - 17 imię Aldy, aktora z serialu „Za rok otej samej porze żyje cudzym kosztem zbędne w deskach Piotr, skoczek narciarski żywotnik w parku zsyłka na Syberię fotel cesarza przyjęcie w konsulacie U 1 ł i l I i ł przenośny odtwarzacz muzyczny 32 pogrzebacz 14 drapieżna ryba, mięk-ławka Paryska, zryw rewolucyjny odmiana jabłoni jadowity wąż, okularnik przyprawa do zup uchwyt narzędzia r i ł 1 21 - i i i i ... Kopernik bluzka i spodnie do spania 5 U 16 port nad Irtyszem w Rosji przeciw-czoł-gowa atrybut ministra i WMi wwiiK junt * zestaw audycji 1 serce lub nerka oprawa lustra 23 autor pitału" I H religijny kanon - 1 ł ł U ł i mftm ■ ' . płaski rondelek z rączką w lokalu wyborczym szkic literacki i odmiana szarady - pra-matka ludzkości zbiór zasad ustaw mały Rtak. gajówka spis, rejestr -V pospolita roślina lecznicza dziedzina sztuk plastycznych i 1 6 dawna nazwa jamnika duża, drewniana skrzynia pora wstawania pod oknem Kondrat lub Grechuta znawca - ł 1 zna się na dioptriach - i 1 piękno, uroda - - ł 1 cząstka elementarna - 27 lek na chore gardło - kabury na pistolety przy siodle cześć końskiej wargi kupalnik górski U Naomi, japońska tenisi-stka płynie przez Jarosław - częsc swetra 8 wieczorny posiłek - 1 i 1 spokojny człowieR skiytka w skarbcu bankowym grecki kościół parafialny ł wierzchnia ściana skrzypiec miasto w Kirgizji -*■ \ drapieżny kuzyn psa —*• 4 koc z grubej puszystej tkaniny imię Chaczaturiana' roślina jak imię U 1 autor „Boskiei komedii i 1 część sztuki teatralnej bystry w górskim potoku wersja Fiata wysoki głos kobiecy - 1 i płaci za przejazd topiony - 15 czarna w rodzinie - 3 i - 1 gruziński złoty - 11 U polny lub morski - 9 przyprawa kuchenna - 7 roślina na bio-paliwo - bęben wojskowy -*• 10 pospolite oszustwo - okrywa pień grabu - z łasiczką na obrazie - 31 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 1 15 1 16 17 18 1 9 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 Litery z pól ponumerowanych od 1 do 35 utworzą rozwiązanie - mysi Józefa Bułatowicza. nxs^v\i od ^MvadsVrviMvis Ai3iaox i sz v/vua 3iNvzViMzoa Litery z pól ponumerowanych od 1 do 35 utworzą rozwiązanie - mysi Józefa Bułatowicza. nxs^v\i od ^MvadsVrviMvis Ai3iaox i sz v/vua 3iNvzViMzoa łtowolt uoda npa ciepła uralnie og >z cały rok część Grupy ORLEW dostarcza rozwiązania, łają rodzinom, pizodsiębiort on u gospodarstw przez własną instalację Pompa ciepła w połączeniu z instć fotowoltatczną to nie tylko oszczędność pieniędzy, ale też w stronę ochrony środowiska i poprawy jakości powietrza, czyniący energetykę w Polsce coraz bardziej zieloną. Głos Dziennik Pomorza Piątek, 30.06.2023 REKLAMA 0010843548 ieklama - Wspólnie dla EKOLOGU 10 • POLSKA I ŚWIAT Głos Dziennik Pomorza Piątek, 30.06.2023 Madonna została znaleziona nieprzytomna. Trafiła do szpitala Książę William przyłapany w nocnym barze bez Kate Damian Świderski Londyn „Daily Mail" opublikował fotki księcia Williama w londyńskim barze nocnym. Uwagę dziennikarzy zwrócił fakt, że nie siedział sam przy stoliku, a towarzyszącą osobą nie była jego żona Książę William jest niezwykle szanowany w Zjednoczonym Królestwie. Udziela się charytatywnie, rozmawia z ludźmi na ulicy, nie chowa się w zamku. Brytyjczycy kochają go bardziej niż jego młodszego brata Harry'ego, który nie chce identyfikować się z Williamem i swoim ojcem - królem Karolem HI. Szanse na zachwianie wizerunku Williama mogą przysporzyć publikacje zdjęć „Daily Mail". William brał udział w zabawie. Wybrał się na nią do... nocnego klubu. Ubrał się w koszulę, którą rozpiął i ciemne spodnie. Jak na księcia przystało, zasiadł w loży i obserwował ludzi. Pił jakiś napój z kubka i tańczył do klubowej muzyki. Niebył jednak sam, ale niebyło przynim Kate. Williamowi towarzyszyli Guy Pelly, czyli ojciec chrzestny księcia Louisa, oraz James Me-ade - ojciec chrzestny księżniczki Charlotte, córki Williama. Opinia publiczna zaczęła mówić, że w małżeństwie Williama i Kate dzieje się źle. Miało to być powodem, dlaczego księżnej nie było przy mężu w nocnym pubie. Prawda jest jednak inna. Kate została w domu, bo opiekowała się dziećmi. Drugi z powodów jest taki, że był to termin męskiego wypadu Williama, który tylko nocą mógł spotkać się z przyjaciółmi, aby świętować swoje 41. urodziny. PAP Zamieszki we Francji. Pod Paryżem płoną ulice Oprać. Andrzej Grochal Paryż Pod Paryżem wciąż płoną samochody i pojemniki na śmieci. To skutki zamieszek, które wybuchły po zastrzeleniu przez policjanta 17-latka, który nie zatrzymał się do kontroli W ciągu ostatnich kilkudziesięciu godzin w podparyskich dzielnicach doszło do kolejnych starć demonstrantów z policją. Zamieszki rozpoczęły się po tym, jak we wtorek 17-letni chłopak został zabity przez policjanta, który użył swojej broni, gdy nastolatek odmówił poddania się kontroli, prowadząc mercedesa. Według pierwotnych doniesień chłopak miał usiłować przejechać policjanta, który miał z kolei zastrzelić go, stojąc przy szybie od strony kierowcy. Agencja AFP informuje jednak, że nagrania z kamer, które udokumentowały zdarzenie, przeczą takiemu przebiegowi wydarzeń. Agencja AFP podała, że protestujący ustawili na ulicy prowizoryczne barykady. Podpalili także kosze na śmieci, wiaty autobusowe, kilka samochodów i autobus. Odpalali również fajerwerki w stronę funkcjonariuszy policji, którzy zostali skierowani do uspokojenia sytuacji. Na fasadach budynków pojawiły się napisy: „Policja zabija". W***' W nocy ze środy na czwartek zamieszki we Francji rozprzestrzeniły się z przedmieść Paryża na inne miasta - Lyon, Dijon, Lille i Tuluzę - Mamy dość tego, jak jesteśmy traktowani - powiedziało reporterom dwóch młodych mężczyzn wrzucających śmietniki do płonącej barykady. Na murach wypisywano graffiti z hasłem „Sprawiedliwość dla Nahela". Gwałtowne zamieszki wznowiły we Francji debatę na temat działań policji, która wielokrotnie była krytykowana za brutalność wobec wywodzących się z mniejszości etnicznych mieszkańców biednych przedmieść francuskich aglomeracji - komentuje AFP. W sprawie tragedii wypowiedzieli się politycy z prezydentem Emmanuelem Macro-nem na czele, który stwierdził, że śmierć nastolatka jest „niewytłumaczalna i niewybaczalna". - Zginął młody człowiek. Absolutnie nic nie usprawie- Głos w sprawie zabrał m.in. Kylian Mbappe, który napisał: „Niedopuszczalna sytuacja. Moje myśli są z rodziną i bliskimi Nahela" dliwia jego śmierci - podkreślił Macron. Również celebryci zabrali głos w tej sprawie. Gwiazda francuskiej piłki nożnej, Kylian Mbappe, napisał na Twitterze: „Szkoda mi mojej Francji. Niedopuszczalna sytuacja. Wszystkie moje myśli są z rodziną i bliskimi Nahela, tym małym aniołkiem, który odszedł o wiele za wcześnie". Matka Nahela wezwała do zorganizowania w czwartek milczącego marszu w hołdzie dla nastolatka, w miejscu, w którym został zastrzelony. PAP We wraku Titana znaleziono ludzkie szezątki. Komisja zbada przyczynę tragedii Oprać. Andrzej Grochal Waszyngton „Prawdopodobnie odzyskaliśmy ludzkie szczątki z wraku łodzi podwodnej Titan" - podała w komunikacie amerykańska Straż Wybrzeża (USCG). Resztki łodzi wyłowiono w środę rano. „Dowody zostaną starannie zebrane z miejsca wypadku i przewiezione do USA, gdzie zostaną poddane analizie, która powinna dostarczyć kluczowych informacji na temat przyczyn tragedii" - cytuje komunikat Straży Wybrzeża agencja AFP. - Jestem wdzięczny za skoordynowane wsparcie międzynarodowe. Wciąż pozostaje wiele do zrobienia, aby zrozumieć czynniki, które doprowadziły do katastrofy Ti- Część szczątków Titana udało się wydobyć tana - podkreślił w oświadczeniu główny śledczy USCG, kapitan Jason Neubauer. O śmierci pięciu osób na pokładzie Titana poinformował 22 czerwca operator łodzi, firma OceanGate. W implozji łodzi podwodnej zginęli dy- rektor wykonawczy OceanGate Stockton Rush, jeden z najbogatszych Pakistańczyków Shahzada Dawood i jego syn Suleman, brytyjski miliarder i podróżnik Hamish Har-ding oraz francuski nurek Paul-Henry Nargeolet. Marynarka Wojenna USA potwierdziła w ubiegłym tygodniu, że zarejestrowała dane akustyczne dotyczące implozji łodzi podwodnej Titan. Doniesienia potwierdził rzecznik amerykańskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego John Kirby. Dodał jednocześnie, że pierwotnie nie było pewności, że odgłosy były związane z katastrofą. Firma OceanGate oferowała turystom podróże do wraku Titanica na pokładzie Titana od 2021 roku. Łódź, która ostatecznie doznała implozji, straciła łącz- ność z kanadyjskim statkiem Polar Prince 18 czerwca po 105 minutach od rozpoczęcia schodzenia na dno na głębokość 4 kilometrów. Po wielu dniach zakrojonych na szeroką skalę poszukiwań szczątki Titana zostały znalezione około 500 metrów od wraku Titanica. Straż Wybrzeża USA powołała morską komisję śledczą, która ma zbadać dokładne przyczyny katastrofy. W tym momencie główna teoria mówi, że ofiary implozji mogły być nawet nieświadome tego, że dochodzi do tragedii, ogromne ciśnienie prawdopodobnie zniszczyło bowiem łódź w mniej niż sekundę. Szczegóły katastrofy zostaną jednak dokładnie ustalone i ujawnione w końcowym raporcie. PAP Oprać. Damian Świderski Nowy Jork Madonna była blisko śmierci Królowa muzyki została znaleziona nieprzytomna, przewieziona na OIOM i in-tubowana. Co dokładnie stało się słynnej piosenkarce? Madonna została znaleziona nieprzytomna w swoim domu. Przewieziono ją do szpitala w Nowym Jorku. 64-latka została intubowana i leżała z rurką w gardle przez co najmniej jedną noc. Cały ten czas była przy niej córka Lourdes Leon. Menedżer piosenkarki Guy Oseary napisał, że przyczynątakiego stanu zdrowia Madonny jest potężna infekcja bakteryjna. Na szczęście sytuacja jest zdecydowanie lepsza niż kilka dni temu. Oseary zdra- dził, że jego klientka opuściła już OIOM, ale jest nadal pod stałą opieką lekarską. Niedawno Madonna świętowała ukończenie szkoły podstawowej przez swoje córki. Jeszcze w tym roku gwiazda ma rozpocząć wielką trasę koncertową z okazji 40. rocznicy rozpoczęcia kariery. Trasa miała składać się z 84 koncertów i rozpocząć się 15 lipca 2023 w Vancouver. Oseary powiadomił już, że pierwsze koncerty nie odbędą się w tym terminie, Madonna miała także przyjechać do Europy. Koncerty na Starym Kontynencie miały trwać do 14 października, a potem artystka miała powrócić do Ameryki Północnej. Trasa miała zakończyć się 30 stycznia 2024 roku. PAP i Menedżer piosenkarki poinformował, że przyczyną jej stanu zdrowia jest potężna infekcja bakteryjna Głos Dziennik Pomorza Piątek, 30.06.2023 10. MIĘDZYNARODOWY KONGRES MORSKI • 11 Porty morskie w sieci TEN-T i łańcuchu dostaw dla offshore wind Polskie porty morskie zyskują coraz większe znaczenie w europejskiej sieci transportowej. Przygotowują się również do roli hubów przeładunkowych dla morskiej energetyki wiatrowej. W Szczecinie odbył się 10. Międzynarodowy Kongres Morski, jedno z najważniejszych wydarzeń gospodarki morskiej w Polsce, gromadzące kilkuset przedstawicieli branży morskiej z kraju i zagranicy. Kwestie rozwoju projektów infrastrukturalnych związanych z dostępem do portów morskich od strony morza i lądu, budowa energetyki offshore, rola śródlądowych dróg wodnych w europejskich korytarzach transportowych - to główne obszary dyskusji. Nie mogło zabraknąć w nich największego polskiego portu - Portu Gdańsk. - Obecna sytuacja geopolityczna sprzyja ruchom zmieniającym obraz europejskiej sieci transportowej i logistycznej. Gdańsk, Gdynia i Szcze-cin-Świnoujście mają niepowtarzalną szansę, żeby zmienić układ sił, zmienić ten układ zdominowany przez większe porty zachodnie. Porty polskie mogą, i już to się dzieje, łamać ciągi logistyczne skierowane obecnie równoleżnikowo i nadawać im kierunek południkowy - zwrócił uwagę Michał Stupak, menedżer klienta w Zarządzie Morskiego Portu Gdańska SA, podczas debaty „Transeuropejska sieć transportowa TEN-T szansą rozwojową portów morskich inicjatywy Trójmo-rza oraz narzędziem wzmacniania połączeń morskich i śródlądowych". Przykładem jest korytarz transportowy Bałtyk - Adriatyk, który w tej chwili doskonale funkcjonuje. Port Gdańsk posiada regularne, kolejowe połączenia kontenerowe do terminalu w Sławkowie, z którego składy kierowane są m.in. do Włoch. Wyzwaniem, jakie stawia przed sobą gdański port, jest rozwój dwóch kolejnych korytarzy, jak Bałtyk -Morze Czarne i Bałtyk - Morze Kaspijskie. - Dzisiaj jest tam tragiczna w skutkach wojna, ale jesteśmy przekonani, że w przyszłości powstaną dogodne i stabilne okoliczności do rozwoju połączeń, przede wszystkim kolejowych. Z naszego punktu widzenia najlepsze perspektywy mają re- gularne połączenia między Gdańskiem a Konstancją, dokładnie między Baltic Hubem a DP World Constanca i dalej ścieżką logistyczną do krajów Zakaukazia, do portu w Baku i dalej do Kazachstanu. Byłoby to swego rodzaju odnowienie middle corridor, czyli jednej z odnóg nowego, jedwabnego szlaku. Kolejnym korytarzem jest ten prowadzący do Skandynawii. Te zmiany w sieci połączeń napędzane byłyby oczywiście bezpośrednimi liniami oceanicznymi - mówił Michał Stupak. Port Gdańsk od ponad 15 lat posiada regularne połączenia kontenerowe z Chinami i portami Azji Południowo-Wschodniej. Zrównoważonego i harmonijnego rozwoju portu nie można opierać wyłącznie na połączeniach oceanicznych z Azją. Należy rozwijać kierunki oparte na ciągach logistycznych zarówno ułożonych równoleżnikowo, jak i południkowo. Rzeki w sieci logistyczno- -transportowej Narzędziem rozwijania korytarzy w kierunku południkowym jest wodny transport śródlądowy. Transport rzeczny ma niezaprzeczalne przewagi nad kolejowym i drogowym i może być dla nich uzupełnieniem. Przewiezienie kontenera z Rotterdamu do Bazylei drogą rzeczną jest 2,5-krotnie tańsze niż pociągiem. Barka wiezie 5 razy więcej niż sama waży. O tym, czy żegluga śródlądowa występuje na rynku usług transportowych, decyduje istnienie drogi wodnej. Bez drogi wodnej nie ma transportu wodnego śródlądowego. Dzisiaj zaledwie 6 proc. dróg wodnych w Polsce nadaje się do wykonywania transportu rzecznego. Udział rzek w wolumenie przewozów można liczyć w promilach. Jaki potencjał mogą mieć rzeki dla transportu towarów oraz dla rozwoju portów, pokazują przykłady z Europy. W Rotterdamie całkowite przeładunki z rzeki na statki morskie i odwrotnie to w 2021 roku około 160 milionów ton. W Antwerpii 108 milionów ton. Rotterdam rocznie obsługuje prawie 10 tys. barek rzecznych. Na polskie rzeki barki także mogą wrócić, co pokazują ostatnie miesiące, kiedy Port Gdańsk jest portem uniwersalnym, do obsługi każdego rodzaju ładunków, także dla offshore wind oraz tych, które będą transportowane szlakiem wiślanym z portu gdańskiego do Płocka Wisłą trafiają wielkogabarytowe konstrukcje związane z inwestycją Grupy Orlen. Takich transportów odbyło się już około 80. - Jeżeli w ramach krajowego programu wiślanego powstanie droga śródlądowa, to udział przeładunków dociera-jących i ekspediowanych do portu rzeką zyska na znaczeniu. Gdańsk siłą rzeczy będzie oknem na morze dla żeglugi wiślanej. Inwestycje, które podejmujemy i planujemy, będą musiały być dostosowane do rosnącego wolumenu rzecznego - zaznaczył Michał Stupak. Rozwój żeglugi śródlądowej ujęty jest w krajowym programie żeglugowym do 2030 roku, wartym około 1,5 miliarda złotych, oraz w dwóch programach wieloletnich na ponad 9 milionów, które obejmują perspektywę do 2033 roku. Program Wiślany dotyczy przede wszystkim budowy stopnia wodnego w Siarzewie oraz odtworzenia zabudowy regulacyjnej na odcinku między Toruniem a Gdańskiem. Kolejnym kro- Porty polskie mogą łamać ciągi logistyczne skierowane obecnie równoleżnikowo i nadawać im kierunek południkowy kiem będzie budowa portów zapleczowych na śródlądziu. Dla Portu Gdańsk takim obiek-tem byłby terminal w Solcu Kujawskim. Strategiczne zaplecze dla energetyki morskiej Porty odegrają także kluczową rolę w rozwoju energetyki wiatrowej. W Świnoujściu za dwa lata zacznie działalność terminal instalacyjny do obsługi inwestycji offshore. Mniejsze terminale serwisowe budowane są w Ustce czy Łebie. Potencjał bałtyckiej energetyki wiatrowej szacowany jest na 90 giga-watów, z tego na wodach polskich może być zainstalowane 28 gigawatów. W polskiej wyłącznej strefie ekonomicznej zostanie wybudowanych około 30 proc. planowanych w najbliższych latach turbin wiatrowych w Europie. Liczby te pokazują, że branża potrzebuje więcej niż jednego terminalu instalacyjnego offshore. Port Gdańsk, z racji bliskiego położenia akwenów, na których farmy wiatrowe będą realizowane, oraz z racji warunków dostępowych, jest najdogodniejszą lokalizacją dla takiej inwestycji. - Port jest organizmem, który ma przeładować dowolny towar, który w tym porcie się pojawi. Czy to kontenery, czy to węgiel, ruda. Wiatraki i elementy turbin dla of- Wiemy, że branża morska jest zainteresowana terminalem instalacyjnym dla farm wiatrowych w Gdańsku fshore wind czy też turbin do energetyki lądowej to jest nic innego jak kolejny towar do przeładowania. Oczywiście, potrzebuje trochę innych inwestycji. W naszej strategii jest offshore wind, tak jak jest dekarbonizacja, tak jak są paliwa alternatywne, jest on-shore power supply - mówił Lech Paszkowski, dyrektor Działu Rozwoju i Inwestycji w Zarządzie Morskiego Portu Gdańsk SA, który wziął udział w panelu pn. „Rola portów morskich w procesie rozwoju morskiej energetyki wiatrowej w Polsce". Jak dodał Lech Paszkowski, port stał się „ofiarą" własnego sukcesu, ponieważ rosnące dynamicznie przeładunki i konieczność zapewnienia dostaw surowców strategicznych sprawiły, że obecnie praktycznie wszystkie nabrzeża w Porcie Wewnętrznym i Zewnętrznym wykorzystane są w 100 proc. Proces przygotowawczy do powstania terminalu instalacyjnego dla offshore wind w Gdańsku jednak cały czas trwa. l marca 2022 roku rząd w uchwale wskazał Port Ze- wnętrzny w Gdańsku jako to miejsce, gdzie terminal instalacyjny miałby być zrealizowany. 8 marca tego samego roku ZMPG ogłosił postępowanie przetargowe tak zwane niedyskryminacyjne. Otwarte postępowanie przetargowe na wyłonienie dzierżawcy, tudzież dzierżawców terenów przeznaczonych pod różną działalność, które powstaną w wyniku zalądowienia wód, które znajdują się w granicach administracyjnych Portu Gdańsk. - Wiemy, że branża morska jest zainteresowana terminalem instalacyjnym dla farm wiatrowych w Gdańsku. Niewykluczone, że kontrahenci, którzy złożą oferty wiążące do 30 września, będą zainteresowani rozwiązaniem hybrydowym, czyli np. połączeniem dwóch ładunków, kontenerów i offshore wind. Wiemy, że tak też da się takie inwestycje realizować. Natomiast wszyscy liczymy na to, że będzie to oferta uwzględniająca budowę terminalu dla offshore wind - dodał Lech Paszkowski. Gdańsk już jest zresztą mocnym ośrodkiem dla offshore. Mostostal Pomorze na terenach portowych realizuje praktycznie kompletne morskie stacje transformatorowe. W głębi portu, na terenach postoczniowych działa fabryka wież dla energetyki lądowej. Mocno zaawansowane są plany budowy fabryki dla elementów turbin offshore'owych. - Trzeba będzie je przeładować, składować, przewieźć na terminal instalacyjny, więc widzę tu rolę także portu wewnętrznego - mówił dyrektor Działu Rozwoju i Inwestycji Portu Gdańsk. W ubiegłym róku Port Gdańsk zakończył projekt modernizacji toru wodnego i rozbudowy pięciu nabrzeży. Jego realizacja rozpoczęła się w 2016 r. Całkowity koszt to ponad 595 min zł. Inwestycja objęła swoim zakresem nabrzeża o długości blisko 5 km oraz ponad 7-kilometrowy tor wodny Portu Wewnętrznego. Niedawno otrzymał unijne 100 min euro na przebudowę czterech kolejnych nabrzeży Portu Wewnętrznego, o łącznej długości prawie 2 kilometrów wraz z niezbędną infrastrukturą podziemną oraz kolejową. Natomiast w Porcie Północnym realizowany jest trzeci etap rozbudowy Baltic Hub. ©® MT 12 • OGŁOSZENIA DROBNE Głos Dziennik Pomorza Piątek, 30.06.2023 burmistrz miastka ogłasza I nieograniczony przetarg ustny na sprzedaż nieruchomości stanowiących własność Gminy Miastko Przedmiotem przetargu są nieruchomości niezabudowane, położone w obrębie Dretyń, gm. Miastko, stanowiące działki oznaczone następującymi numerami ewidencyjnymi: -157/5 o powierzchni 0,3553 ha z ceną wywoławczą: 87.000,00 złotych -157/6 o powierzchni 0,3228 ha z ceną wywoławczą: 79.000,00 złotych -157/7 o powierzchni 0,3647 ha z ceną wywoławczą: 89.000,00 złotych Do ustalonej w przetargu ceny sprzedaży nieruchomości zostanie doliczony podatek VAT w wysokości 23%. Dla obszaru, na którym położone są ww. nieruchomości brak jest planu zagospodarowania przestrzennego. Dla terenu, na którym położone są ww. nieruchomości wydana została decyzja Burmistrza Miastka Nr 104/2021 z dnia 13.07.2021 r. (Zn. spr.:WRG.6730.1.18.2021.PG) o warunkach zabudowy dla zamierzenia polegającego na budowie budynków mieszkalnych jednorodzinnych z dopuszczeniem funkcji usługowej. Infrastruktura: nieruchomości mają możliwość podłączenia do sieci wodociągowej miejskiej i kanalizacyjnej oraz energii elektrycznej na warunkach ustalonych przez gestorów sieci na wniosek nabywcy. Na nieruchomości składają się grunty RV kl i RVI kl. Dla nieruchomości urządzona jest księga wieczysta nr SL1 M/00004658/9 prowadzona przez Sąd Rejonowy w Miastku IV Wydział Ksiąg Wieczystych. Z nabywcą nieruchomości zawarta zostanie umowa przeniesienia własności nieruchomości pod warunkiem, że Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa nie wykona przysługującego prawa pierwokupu wynikającego z art. 3 ust. 4 ustawy z dnia 11 kwietnia 2003 r. o kształtowaniu ustroju rolnego. Przetarg odbędzie się w dniu 8 sierpnia 2023 r. w Urzędzie Miejskim w Miastku, pokój nr 6 o godz. 12.30. Warunkiem przystąpienia do przetargu jest wpłata wadium w gotówce w wysokości 10 % ceny wywoławczej tj.: działka numer 157/5 - 8.700,00 zł, działka numer 157/6 - 7.900,00 zł, działka numer 157/7 - 8.900,00 zł, najpóźniej do dnia 3 sierpnia 2023 r.. na konto Urzędu Miejskiego w Miastku w PKO BP Nr 171020 2791 0000 7702 0258 4803 z określeniem numeru nieruchomości, na którą dokonywana jest wpłata wadium i okazaniem się dowodem wpłaty w dniu przetargu. Za datę wniesienia wadium uważa się datę wpływu środków pieniężnych na rachunek Urzędu Miejskiego w Miastku. Uczestnicy przetargu zobowiązani do przedłożenia w dniu przetargu Komisji Przetargowej następujące dokumenty: -dokument tożsamości, - pełnomocnicy - pełnomocnictwo do udziału w przetargu sporządzone w formie aktu notarialnego, - osoby fizyczne (lub osoby prowadzące działalność gospodarczą) pozostające w związku małżeńskim i posiadające ustrój wspólności majątkowej - pisemne oświadczenie współmałżonka, iż wyraża on zgodę na nabycie nieruchomości będącej przedmiotem przetargu po cenie wylicytowanej przez współmałżonka przystępującego do przetargu. Wadium wpłacone przez uczestnika, który przetarg wygrał, zostanie zaliczone na poczet ceny sprzedaży nieruchomości, zaś pozostałym uczestnikom zwrócone. Wadium przepada na rzecz Gminy Miastko, jeżeli osoba, która przetarg wygrała uchyli się od zawarcia umowy notarialnej. Warunkiem nabycia nieruchomości jest wpłata ceny ustalonej w przetargu przed zawarciem aktu notarialnego. Burmistrz Miastka może odwołać ogłoszony przetarg jedynie z ważnych powodów, przy czym informacja o odwołaniu przetargu z uzasadnieniem podana zostanie do publicznej wiadomości w formie zastosowanej dla ogłoszenia o przetargu. Nieruchomości sprzedawane są na podstawie danych z ewidencji gruntów i budynków, wznowienie i okazanie granic nieruchomości może nastąpić na koszt nabywcy. Szczegółowych informacji o przedmiocie przetargu udziela Wydział Gospodarki Nieruchomościami i Ochrony Środowiska Urzędu Miejskiego w Miastku, pokój nr 12 lub telefonicznie pod numerem 59 857 0712. Działki nr 157/5, Załącznik do ogłoszenia Burmistrza Miastka 157/6 i 157/7 o I nieograniczonym przetargu ustnym Obręb DRETYŃ na sprzedaż nieruchomości stanowiących Gmina Miastko własność Gminy Miastko -WGNiC>Ś.68403.6.2023.SS J77//0 177/13 E Nieruchomości Mli S/KANIA KUNI. KUPIĘ mieszkanie do remontu tel. 535-480-794. KUPIĘ udziały w nieruchomościach, spadkach, 602-738-759 Mli S/KANIA ZAMIENIŁ ZAMIANA/KUPNO mieszkań zadłużonych, dopłata, 602-738-759 KUPIĘ garaż murowany, tel. 535-480-794. GARAŻE Blaszani BRAMY Garażowe N4fiitaz»G!ir Ji* Różne wymiary Transport cały kraj Montaż GRATIS Dogodne RATY 94-318-80-02 91-311-11-94 58-588-36-02 95-737-63-39 59-727-30-74 512-853-323 lAM+ATUt* fc#...... POSKI DNIC rWO OMEGA WYCENY OBRÓT SŁUPSK, UL. STARZYŃSKIEGO 11 tel. 59 841 44 20; 601 654 572; www.nieruchomosci.slupsk.pl omega@nieruchomosci.slupsk.pl Handlowe MASZYNY URZĄDZENIA SPRZEDAM wyposażenie gabinetu stomatologicznego 604954333 Motoryzacja OSOBOWI ',1'R/f UAM CITROEN Cl, 2012, przebieg 21.000. 511-275-224. OSOBOWI KUCH, A do Z skup-skupujemy każde pojazdy, płacimy nawet za wraki, oferujemy najwyższe ceny, 536079721 AUTO skup wszystkie 695-640-611 ZŁOM kupię, potnę, przyjadę i i odbiorę, tel. 607 703 135. ' USŁUGI HYDRAULICZNE, tel. 607 703 135. SPRZĄTANIE strychów, , garaży, piwnic, wywóz starych i mebli oraz gruzu w big i bagach, 607 703 135. * Jak zamieścić ogłoszenie drobne? Telefonicznie: 94 347 3512 Przez internet: ibo.polskapress.pl W Biurze Ogłoszeń: Oddział Koszalin: ul. Mickiewicza 24,75-004 Koszalin, tel. 94 347 3512 Oddział Słupsk: ul. Henryka Pobożnego 19,76-200 Słupsk, tel. 59 848 8103 Oddział Szczecin: Al. Niepodległości 26/U1,70-412 Szczecin, tel. 914813 310 KONSERWACJA podwozi, 883080883. TŁUMIKI, katalizatory, złącza. Czekaj Zbigniew. Koszalin, Szczecińska 13A (VIS). Tel: 501-692-322. AO SZABEL zatrudni Kwalifikowanych Pracowników Ochrony do ochrony jednostek wojskowych. Kontakt telefoniczny 605-763-157 AO SZABEL zatrudni Kwalifikowanych Pracowników Ochrony do pracy na monitoringu. Kontakt telefoniczny 605-763-157 ZATRUDNIĘ rybaka stawowego w Buszynie, gm. Polanów tel. 795 461305 APN Seritium Opieka z szacunkiem Wyj*di jako opiekunko na wwłiacjo i w 8 tygodni zarób nawet 38oo€ netto na rękę * premia do zoo€ ♦48 500 401 901 Zdrowie NEUROLOGIA SPEC. Neurolog. NFZ. Bez kolejek. Codziennie. Koszalin, 605-284-364. ALKOHOLIZM - esperal 602-773-762 Usługi AGI) RTV FOTO PRALKI naprawa w domu, 603 775 878 BUDOWLANO KKMONTOWI CYKLINOWANIE bezpyłowe 502302147 MALOWANIE dachów 788-016-988 REMONTY od A do Z, 660-683-933(GK) Turystyka KIMJ GÓRY PROMOCJA od 100 zł/os. w tym 2 posiłki. TYLICZ k/Krynicy G., pok. z łaz.+TV, bilard, parking, 730-007-166 ZAKOPANE- noclegi, 600-895-320 KRAI MORZI DZWIRZYNOMORZE.PL, 605-905-969 ŁEBA, tanie pokoje z łaz. 603-471-715 TANIE WCZASY NAD MORZEM 08.07-08.08, tel.667-616-418 waldemar.garmulewicz@gmail.com Matrymonialne PAN pozna Panią, 507424834 Różne STARE książki - skup 881-934-948 Rolnicze MASZYNY ROLNICZF. KUPIĘ ciągniki, przyczepy, maszyny rolne. Tel. 535135507. ZWILRZI-,1A HODOWLANI KURKI odchowane 784 461566 SPRZEDAM kury, kurczaki silki USA, 514-900-606. autopromocja ibo TWOJE DOMOWE BIURO OGŁOSZEŃ Ogłoszenia drobne w Twojej gazecie przez Internetowe Biuro Ogłoszeń. Bez wychodzenia z domu. ibo.polskapress.pl KOSZALIN / SŁUPSK / SZCZECIN • tygodnik r Regionow Piątek, 30.06.2023 ROZMOWA Zdejmujemy covidowe maseczki, ale zakaża nie tylko Covid-19 str. 16-17 LUDZIE I SACRUM HISTORIA Ojciec z niepełnosprawnym I Jacek Jancelewicz tworzy Hitlerowski film „Kolberg' synem opłynęli Bałtyk I z rzeźb Drogę Krzyżową. [ kręcono w Szczecinku na kajakach str. 18-19 I Ku zadumie str. 20 I str. 22-23 l V> H * Beze mnie będzie wam lżej... Jestem dla was tylko problemem Psycholodzy biją na alarm. Co roku wzrasta liczba dzieci i młodych ludzi, którzy targają się na własne życie. Przyczyn jest wiele, a ratunek jeden - uwaga dorosłych, str. 14-16 14 • UWAGA, PROBLEM Głos Dziennik Pomorza Piątek, 30.06.2023 Przemoc zabija. Obojętność też. Jak Magdalena Olechnowicz Słupsk Jestem beznadziejny. Mam mało lajków. Nikogo nie obchodzę. Świat beze mnie będzie lepszy. Poczucie winy, poczucie bycia niepotrzebnym. poczucie, źe jest się problemem Nie ma jednej przyczyny samobójstw wśród dzieci. Pewne jest tylko, że ich skala jest przerażająca. W Polsce notuje się rocznie ponad 5 tys. samobójstw. W 2021 roku 12 popełniły dzieci do 18. roku życia, W2022 ta liczba wyniosła już 156. Ale to i tak nieporównywalne z próbami samobójczymi. Tych było w 2022 roku 1937. - W porównaniu do lat ubiegłych mamy ponadstuprocen-towy wzrost prób samobójczych u dziewcząt. Przeraża nas fakt, że takie próby podejmują już dzieci od siódmego roku życia. Ciężko sobie wyobrazić w ogóle takie małe dziecko, które rozważa odebranie sobie życia, ale prawda jest taka, że te dzieci nie tylko podejmują próby, ale także w ich wyniku umierają. Większość z nas ma wspomnienia dzieciństwa jako radosnego i beztroskiego, i takie zachowania kiedyś nie kołatały nam się po głowie - mówi dr Marta Anna Sałapata, psy-chotraumatolożka specjalizująca się w tematyce straty i żałoby, wykładowca na Uniwersytecie Pomorskim w Słupsku. Co się więc zmieniło? - Samobójstwa były zawsze, ale nie na taką skalę, jaką mamy dzisiaj. Dużo zmieniło się w obszarze naszych relacji społecznych. Jako przykłady podać można zmianę sposobów funkcjonowania w świecie internetowym, wyrwę pokoleniową, narastające nierówności społeczne, zmianę relacji międzyludzkich, osamotnienie i izolację. Obszar kontaktów osobistych, interpersonalnych, związanych z obecnością fizyczną drugiego człowieka, jego dotykiem, jego energią, jest niezwykle ważny, co pokazała nam pandemia. Wtedy okazało się, że kontakty przez oczko kamery nie są wystarczające i pogłębiają różnego rodzaju trudności związane z izolacją - mówi dr Sałapata, która niedawno zorganizowała konferencję poświęconą tematyce samobójstw wśród dzieci. W Polsce w wyniku samobójstw ginie co roku dwa razy więcej osób niż w wypadkach drogowych. - Jednocześnie musimy mieć świadomość, że nie są to liczby w stu procentach odzwierciedlające rzeczywistość. Nie wszystkie samobójstwa i próby samobójcze w tych danych są ujmowane - mówiła podczas konferencji dr Halszka Witkowska, suicydolog, czyli specjalista ds. samobójstw, z Polskiego Towarzystwa Su-icydologicznego oraz ekspert Biura ds. Zapobiegania Zachowaniom Samobójczym w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie, autorka wielu publikacji poświęconych tej tematyce. Co pcha dzieci i młodzież ku samobójstwu? Jednej odpowiedzi nie ma. - Najpierw ustalmy, o jakich dzieciach mówimy, w jakim przedziale wiekowym. O innych problemach będziemy rozmawiać przy siedmio-, dwunastolatkach, a co innego jest warte poruszenia u wchodzących w dorosłość nastolatków - mówi Halszka Witkowska. - Samobójstw wśród tych pierwszych jest w Polsce niewiele, w granicach dwóch rocznie. Chociaż był rok, że zdarzyły się aż cztery. Oczywiście, tragedią jest, że w ogóle do nich dochodzi. Najczęstsze przyczyny to przemoc fizyczna, psychiczna, seksualna, a także zaniedbanie emocjonalne. 0 tym ostatnim, niestety, wciąż mówi się za mało. O przemocy domowej mówi się coraz częściej, chociaż wciąż tak, jakby występowała przede wszystkim w domach patologicznych 1 ubogich. A przecież wiemy, że nie zawsze tak jest. Dobrze sytuowane rodziny też posiadają swoje ciemne oblicze. Należy pamiętać, że młody człowiek napotyka pierwsze w swoim życiu problemy i nie ma jeszcze narzędzi, żeby sobie z nimi poradzić. Porównam to do pierwszej awarii w samochodzie. Niedoświadczony kierowca może nie wiedzieć, jak zmienić oponę. Uczy się tego poprzez swoje działanie. Może się zdenerwować, a nawet obwiniać siebie i świat, może mieć poczucie, że sytuacja go przerasta, zwłaszcza jeśli stoi na pustkowiu. Ale za drugim razem poradzi sobie lepiej i będzie mu łatwiej. Tak samo, kiedy przychodzi do nas pierwszy kryzys. Nie wiemy jeszcze, jak na niego zareagować. Dystans do rzeczywistości przychodzi z wiekiem, młody człowiek go nie ma. Przez to pierwszy kryzys jest często wyjątkowo poważny -mówi autorka książki „Życie mimo wszystko", która przeczytała setki listów pozostawionych przez samobójców. Są wśród nich także takie pisane przez dzieci. Coraz więcej wiemy o dziecięcej depresji czy zespole Aspergera, które często mogą towarzyszyć zachowaniom samobójczym u najmłod- szych. Czasem ciężko nam pojąć, w jak trudnych warunkach zdarza się żyć dzieciom i młodzieży. W domach alkoholików, narkomanów, z przemocą fizyczną lub seksualną. Jeżeli młoda osoba nie ma dobrego dzieciństwa, jeśli nie pamięta żadnego dobrego momentu, którego mogłaby się uchwycić, to jest jej bardzo ciężko przetrwać trudne chwile. Wyobraźmy sobie teraz, że przechodzimy w dzieciństwie kryzys za kryzysem. Trudności z nauką w szkole, problemy rówieśnicze, alkoholizm rodzica, rozwód, przemoc seksualna... Gdy młody człowiek tak wcześnie na swojej drodze napotka wiele problemów, a w dodatku będzie ich więcej niż tych dobrych świadczeń, to może pomyśleć, że tak będzie wyglądać całe jego życie. I może stwierdzić, że się wypisuje, że nie chce tak żyć, że w ogóle nie chce żyć - mówiła Witkowska podczas konferencji. Zabójcze milczenie Ogromny wydaje się wpływ przemocy seksualnej. - Zwłaszcza że bardzo duża część kobiet, które mają myśli samobójcze, doświadczyła jej w przeszłości. Często odbywa się to w rodzinie, ze strony ojczyma, wujków. A o takiej traumie bardzo trudno jest mówić na głos... Gdy zapoznawałam się z raportem przygotowanym w 2017 roku przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę, szczególnie uderzyła mnie zawarta tam konkluzja. Jeśli dziecko nie zgłosi przemocy seksualnej ze strony bliskiej osoby w ciągu dwóch tygodni, to według autorów raportu nie zrobi tego już do końca życia. Jeśli nie zgłosi swojej krzywdy od razu, to na zawsze zostanie z nią samo. Dotyczy to czworga na pięcioro dzieci. Czynnikiem ryzyka jest więc nie tylko trauma związana z samym wydarzeniem, ale także późniejsza izo- Głos Dziennik Pomorza Piątek, 30.06.2023 UWAGA, PROBLEM • 15 często mówisz dziecku „Kocham"? lacja. Dziecko na skutek wstydu nie ma jak porozmawiać o tym, co czuje, a później także jako dorosły nie rozmawia o swoich przeżyciach, często wręcz obwinia się o to, co się stało. Przez to taka osoba może mieć potem wielkie trudności, aby w dorosłym życiu poczuć się bezpiecznie. Odczucia dziewczynek wykorzystywanych seksualnie są przerażające. - Jestem bitą czy gwałconą dziewczynką, to muszę jakoś przetrwać. Zamykam te przeżycia gdzieś głęboko. Odrywam od siebie ten kawałek mojej osobowości, zakopuję i zapominam. Skoro nie można z nikim o tym porozmawiać, w domu nie jest bezpiecznie, z przyjaciółmi wstyd, a do terapeuty często nie ma dostępu, to z tym kawałkiem siebie, zamurowanym gdzieś głęboko, dziecko wchodzi w dorosłość. A potem łatwiej jest kolejne traumy zakopywać tam, gdzie poprzednie - mówi Witkowska. Ślad, który zastyga jak łapa kota w betonie Poza przypadkami znęcania się i molestowania, dzieci często doświadczają także mniejszej, codziennej agresji domowej, która jest mniej uchwytna. Jaka przemoc jest najczęstsza? „Znowu dostałeś jedynkę? Nic z ciebie nie będzie. Zapłaciłem za twoje lekcje francuskiego i nie mam już na mieszkanie, a ty nadal źle się uczysz. Jesteś kretynem, jesteś kre-tynką". To jest znęcanie się i szantaż emocjonalny. „Jeśli czegoś nie zrobisz, to znaczy, że mnie nie kochasz. Wykończysz mnie. Mam przez ciebie problemy z sercem, podnosisz mi ciśnienie, jest mi przez ciebie słabo. Ciągle są przez ciebie problemy". I dziecko bierze wszystko na siebie, czuje się za wszystko winne. A dorosły tylko to pogłębia. - On to rzuca mimochodem, bo jest zdenerwowany, a z dzieckiem jest trochę jak ze śladami kota na wylewce betonowej. Kiedy beton jest jeszcze świeży, to łapy odciskają się w nim już na zawsze, bo materiał chwilę później twardnieje i jest nienaruszalny. Wszystko się w dziecku odkłada, ale najsilniej właśnie te pierwsze doświadczenia. Z czasem te ślady się wycierają, ale wciąż tam są - mówi ekspertka. Doświadczenia w dorosłym życiu nie mają aż takiej mocy. Młody człowiek jest bardzo delikatny, plastyczny. Przeżycia wchodzą w niego głęboko i zostają na długo. Twoja wina, twoja wina, twoja bardzo ciężka wina - Myśli samobójcze często pojawiają się w sytuacji, w której ktoś uważa, że wszystko jest jego winą. Proszę wyobrazić sobie dziecko, które słucha awantury rodziców o pieniądze. Znowu nie mają na czynsz, na ratę kredytu. Mija pięć minut, a matka wraca do lekcji śpiewu. „Tyle płacę za te zajęcia, a efekty nadal są marne?" Dziecko zaczyna czuć się winne i myśli sobie: „W domu nie ma pieniędzy przeze mnie". Po kilku dniach rodzice znowu się kłócą. „Znów nie masz czasu zajmować się naszym dzieckiem". Dziecko słyszy swoje imię w kolejnych awanturach i wszystko bierze do siebie. Tymczasem dzieci często słuchają i rozumieją więcej, niż myślimy. Zapominamy, jak głęboko dzieci potrafią brać do siebie to, co się wokół nich dzieje. Kiedyś pewna nastolatka przyznała mi się, że ciągle obwinia się o śmierć ukochanego dziadka. Jako mała dziewczynka przyszła przeziębiona odwiedzić go w szpitalu, bardzo za nim tęskniła. Dziadek zmarł później na zapalenie płuc, a ona myślała, że to ona go zaraziła. Wyrzuty sumienia zostały z nią na bardzo długo. Pamiętajmy, dzieci inaczej odbierają wszystko, co złe. Zainteresuj się mną - Dziecko przychodzi do pedagoga i mówi, że mamę bardziej interesują nowe hybrydowe paznokcie niż to, że ono -dziecko - chce się zabić. To zdanie padło w gabinecie mojej koleżanki, Lucyny Kicińskiej, pracującej jako pedagog w jednej z warszawskich szkół. Okazuje się, że dziecko może czuć się w swoim domu tak, jakby go nie było - mówi Witkowska. Nikt nie mówi wprost, jak bardzo szkodzi obojętność, ponieważ nie jest powszechnie napiętnowana. Dziecko zaś potrzebuje ciepła, opieki, poczucia, że jest kochane. - Na początku tej listy są zupełnie prozaiczne gesty, takie jak przytulanie, śpiewanie kołysanek. A nie wszystkie dzieci tego doświadczają. Niektórzy rodzice nie mają na to czasu i dziećmi zajmuje się opiekunka. Kiedy wracajądodomu,są już tak zmęczeni, że tylko wyłączą dziecku światło przed snem, może podgrzeją pizzę w piekarniku, ale nie ma czasu na rozmowę. A kiedy dziecko próbuje się odezwać, to mówi mu się, że „nie teraz, bo mama jest zmęczona". Dziecko słyszy to i czuje, że przeszkadza. A po- tem, kiedy pyta mamę o coś dla siebieistotnego,tonicniesłyszy. Cisza jest okropna. Nieodzywa-nie się, udawanie, że drugiej osoby nie ma czy brak zainteresowania są bardzo przykre, zwłaszczagdywten sposób traktują nas najbliżsi. Trudno uwierzyć, że rodzice mogą z premedytacją unikać własnego dziecka, a jeszcze trudniej, że może to być powszechne zjawisko. Ono widzi swoją koleżankę, którąmamaprzytula, odbierając ze szkoły, albo obejrzy filmik na TikToku i zobaczy, że inne dzieci są przytulane. Dochodzi wtedy do wniosku, że to z nim coś jest nie tak. „Widocznie zasługuję na to, jestem gorszym dzieckiem. Gdybym byłalepsza, to mama by się mną interesowała". Ściska mnie w gardle na myśl o tym, ale tak się dzieje w wielu domach. Zaniedbanie emocjonalne sprawia, że dziecko czuje, że przeszkadza. „W sumie nie zauważą, jak zniknę". Dziecko dochodzi do przekonania, żebezniegobędzieimlepiej. Czasem wniosek jest taki, że jeśli się zabije, to w ten sposób pomoże rodzicom. Nie będą musieli wydawać więcej nakorepe-tycje - mówi Witkowska. Płacz to nie szantaż Płacz jest potrzebny, aby dać ujście emocjom. - Niestety, bywa traktowany przez rodziców jako szantaż. Nie dopytują się, co go spowodowało. Bez pomocy i pytań dziecko nie rozumie, czemu tak się czuje, nie potrafi rozpoznać emocji: odróżnić gniewu od smutku lub tęsknoty. Co się dzieje, kiedy nie możemy płakać przy rodzicach? To wpływa na całe nasze podejście do wyrażania emocji. Przy koleżankach i kolegach może być jeszcze trudniej otworzyć się i płakać, jeśli nie nauczymy się tego w domu. A przecież jakoś musimy wentylować nawarstwiające się w nas emocje. Jeśli nie mamy jak tego zrobić, to często budujemy mechanizm odreagowywania w samotności: skoro nikt mnie nie wysłuchał, to muszę sama pobyć z moim cierpieniem. Kiedy schodzi ze mnie napięcie, to nawet jest mi przez chwilę dobrze, uspokajam się, mogę sama popłakać, wspomnieć złe rzeczy, które się wydarzyły. W samotności nikt mnie nie ocenia. Przez chwilę jest dobrze. Potem zaczynam wszystko powtarzać. Robię to coraz częściej. Towarzyszy mi smutna muzyka, smutny film. Wprowadzam się w ten stan, żeby móc popłakać, zaczynam zanurzać się w swoim cierpieniu, co daje mi satysfakcję. To jest jak samookaleczanie, które bardzo często młodzi ludzie traktują jaJk wentyl emocjonalny. Robią to, żeby coś poczuć. Żeby odzyskać kontrolę chociażby nad swoim ciałem. Wywoływanie trudnych emocji przez nawracanie do nieza-leczonych problemów powoduje, że przez chwilę czujemy się lepiej. Gdy nauczymy się odreagowywać poprzez rozpacz, to nigdy nie zbudujemy swojej siły. Pamiętając o rzeczach złych z naszego codziennego doświadczenia, zapominamy te dobre. I gdy przychodzi kolejny problem, rozpamiętujemy porażki, zamiast przypomnieć sobie te dobre chwile-tłumaczy suicydolog. Brak zrozumienia Rodzice często lekceważą słowa dzieci. Gdy po powrocie ze szkoły dziecko mówi, że koledzy mu dokuczają, rodzice mówią, że to minie. - „Daj spokój, ze mnie też się śmiali, a potem im przeszło" -mówią. Lecz gdyby to przyjaciółka zwierzyła nam się, że współpracownik ją szykanuje, to od razu doradzilibyśmy jej, aby poszła na policję i zgłosiła mobbing - mówi Witkowska. Gdy dziecko jest zupełnie opuszczone, szuka pomocy gdziekolwiek. Dzieci dzwonią na telefony pomocowe, piszą na forach, a także zwracają się z prośbą o wsparcie do serwisu www.zwjr.pl. Piszą o tym, że czują się samotne, beznadziejne, wstydzą się poprosić dorosłych o pomoc. Ale też szukają pomocy na własną rękę. W internecie. Łajki i serduszka wyznaczają wartość - Młody człowiek potrzebuje relacji i znajduje je najczęściej wmediach społecznościo-wych. W tym wirtualnym świecie wszystko jest pozornie odległe, ale jednak słowa, które w nim padają, są realne. Niezależnie od tego, gdzie dostaje informację o tym, że jest śmieszny i głupi - na boisku, w tramwaju, na Facebooku czy SMS-em - i tak będzie mu przykro. Nieważne, czy dzieje się to w sieci, czy na żywo, zawsze budujemy swoją tożsamość na podstawie otrzymanych komunikatów. Kiedy nastolatka wrzuca do sieci swoje zdjęcie, czeka na to, ilu znajomych da serduszko. Widzi, że jej koleżanka, która wygląda naprawdę podobnie do niej, ma trzysta polubień, a ona tylko dwadzieścia... Co sobie pomyśli? „Czy coś jest ze mną nie tak?" - Witkowska ostrzega, że internet może wyrządzić ogromną krzywdę. - Teraz już dwu-, trzyletnie dziecko ma w ręku internet. Dostaje od rodzicówtablet zamiast grzechotki. Wyrabiamy w dziecku bardzo niebezpieczny nawyk, dając mu ekran, żeby się czymś zajęło, żeby mieć je nareszcie z głowy. Oddajemy dziecku narzędzie, które ma na nie wpływ, a sami często go nie znamy. A przecież dziecko może trafić w sieci na niebezpieczeństwa związane z przemocą, pedofilią czy hejtem i my możemy się nawet o tym nie dowiedzieć. Trafia do dżungli zupełnie nieprzygotowane. Idolami stają się influence-rzy, bohaterowie filmików zTikToka. - Znają tych bohaterów, oglądają ich filmy, utożsamiają się z nimi. A my nie dość, że nic nie wiemy o istnieniu tego zjawiska, to nie widzimy, że ci idole są produktami. Ekipa Friza ma swoje napoje, lody, koszulki. A Team X ma obozy dla ośmio-latków, gdzie największą atrakcją jest spotkanie z youtuberem i zrobienie sobie z nim zdjęcia. Sprzedają nawet płatki śniadaniowe. To jest wielka machina marketingowa. I to jest świat naszych dzieci, one w nim żyją. My, rodzice, nie mamy na ten świat czasu. Z kolei w naszym świecie szkoły są przepełnione, nauczyciele zarzuceni biurokracją, słabo wynagradzani i pracujący w ciężkich warun: kach. Ci sami nauczyciele potem nam mówią: „Szkoła jest od uczenia, a od wychowywania są rodzice". Itak koło się zamyka. Bilans wygląda następująco: rodzice spychają obowiązki wychowawcze na szkołę, szkoła odżegnuje się od nich i mówi, że to nie są jej kompetencje. Wszyscy umywają ręce. Wartościami są konsumpcja, handel. Biznes wy-chodzina tym najlepiej. W tym sensie po części sami ponosimy winę za obecną sytuację. Oddaliśmy nasze dzieci w ręce machiny marketingowej, ponieważ nie mamy dla nich czasu. A są one świetnymi klientami, GDZIE SZUKAĆ POMOCY? znakomitymi kupującymi. Od samego początku uczy się je schematów kupowania i jak najszybszego wybierania, co jest fajne, a co nie. A dziecko jest miękkie jak plastelina -ostrzega suicydolog. Jak to się ma do samobójstwa? - Zarysowuje się obraz świata, w którym żyje nasze dziecko, a zarazem uwikłane jest w środowisko, w którym potencjalnie popada w kryzys psychiczny. Zaburzone relacje rówieśnicze, brak bliskości, hejt, przed którym nie można się nigdzie schronić. Tewszystkierze-czy prowadzą do kryzysu psychicznego u młodej osoby. Jednym czynnikiem będzie poczucie, że jestem beznadziejny, mam mało lajków. Innym to, że niby mam mnóstwo kolegów, ale nie mam się z kim spotkać, nikt nie ma dla mnie czasu. Potem pojawiają się obawy, że nikogo nie obchodzę, świat beze mnie będzie lepszym miejscem, nie mam z kim porozmawiać, komu zwierzyć się z moich problemów. Pogłębia się poczucie samotności i odrzucenia. Do tego pojawia się perspektywa bycia zbędnym, niepotrzebnym. Potem poczucie winy za to, że nie jestem taki, jaki mógłbym być. Jestem niewystarczający. A niech do tego w jakiejś kłótni usłyszy od zdenerwowanej matki: „Mam z tobą same problemy! Żałuję, że cię urodziłam!". Takie słowa bardzo mocno trafiają do dziecka, a potem powoli w nim kiełkują. Rodzic zapomni, wymsknęło mu się, nie miał tego tak naprawdę namyśli. Z jego perspektywy nic się nie stało, dziecko na pewno wie, że je kocham. I wtedy powinno paść pytanie: czy na pewno to wie? Ile razy ostatnio usłyszało słowo „kocham", ile razy „ jesteś dla mnie ważny albo ważna?".©® Ps. Część wypowiedzi pochodzi z książki „Życie mimo wszystko. Rozmowy o samobójstwie" autorstwa Halszki Witkowskiej. Całodobowe bezpłatne numery pomocowe: 112 - numer alarmowy w sytuacji zagrożenia życia lub zdrowia 800 702 222 - Centrum Wsparcia dla Osób Dorosłych w Kryzysie Psychicznym 116111 - Telefon zaufania dla dzieci i młodzieży 800121212 - Dziecięcy Telefon Zaufania Rzecznika Praw Dziecka 800120 002 Ogólnopolski Telefon dla ofiar przemocy w rodzinie „Niebieska linia" Serwis pomocowy - Życie warte jest rozmowy -www.zwjr.pl 16 • ROZMOWA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 30.06.2023 Sanitarna policja grzeje silniki ■ : Jolanta Gromadzka-Anzelewicz Rozmowa Zniesienie obowiązku noszenia maseczek nie oznacza. że w przychodniach i szpitalach nie będzie wolno ich stosować Wręcz przeciwnie, wiedza, rozsądek i doświadczenie podpowiadają, że taka ochrona skutecznie hamuje transmisję zakażeń przenoszonych drogą kropelkową pomiędzy ludźmi- przekonuje dr n. med. Maciej Merkisz, Pomorski Wojewódzki Inspektor Sanitarny. Po zaledwie dziesięciu miesiącach minister zdrowia zdymisjonował pana ze stanowiska Zastępcy Głównego Inspektora Sanitarnego. Naraził się pan czymś ministrowi? Ależ nie. Nie zostałem zdymisjonowany, tylko minister przyjął moją rezygnację. Zre- ■ zygnowałem z funkcji zastępcy GIS z powodów osobistych. Te dziesięć miesięcy w Głównym Inspektoracie Sanitarnym było bardzo pracowitych. To znaczy? Byłem odpowiedzialny za pracę Departamentu Prze-ciwepidemicznego i Ochrony Sanitarnej Granic, czyli za obszar monitorowania sytuacji epidemiologicznej zakażeń i chorób zakaźnych oraz działania przeciwepidemiczne, także w aspekcie związanym z wojną w Ukrainie oraz zakres profilaktyki i promocji zdrowia. Departament wspiera merytorycznie rozbudowę Systemu Ewidencji Państwowej Inspekcji Sanitarnej (SEPIS), czyń systemu informatycznego wykorzystywanego podczas epidemii Covid-19, w części epidemiologicznej. System SEPIS będzie wspomagał pracę w każdym obszarze działalności Państwowej Inspekcji Sanitarnej. Szczęśliwie epidemia Covid-19 się skończyła, o czym oficjalnie mówi rozporządzenie ministra zdrowia odwołujące od jutra, czyli z dniem l lipca, stan zagrożenia epidemicznego. Nie trzeba więc będzie zakładać maseczki ochronnej w aptece czy w przychodni? Rzeczywiście, nakaz prawny zakrywania przy pomocy maseczki ust i nosa w budynkach, w których jest prowadzona działalność lecznicza, przestanie obowiązywać od soboty, 1 lipca tego roku. Maciej Merkisz: Ryzyko zakażenia związanego z opieką zdrowotną ma charakter uniwersalny i jest modyfikowane przez różne czynniki Wiele osób z personelu medycznego, jak i pacjentów chwaliło sobie jednak ten sposób ochrony przed wirusami. Zniesienie obowiązku noszenia maseczek nie oznacza, że w przychodniach i szpitalach nie wolno nadal ich stosować - wręcz przeciwnie, wiedza, rozsądek i doświadczenie podpowiadają, że taka ochrona skutecznie hamuje transmisję zakażeń przenoszonych drogą kropelkową pomiędzy ludźmi. Dlatego nie dziwmy się, że lekarze, którzy na co dzień mają kontakt z kilkudziesięcioma pacjentami z chorobami infekcyjnymi, nadal będą pracować w maseczkach. Wskazane jest także używanie maseczek przez pacjentów, szczególnie przez osoby z objawami infekcji dróg oddechowych - w celu zmniejszenia ryzyka przeniesienia zakażenia na inne osoby. Analogicznie, szczepienia przeciwko Covid-i9, które przestająbyć obowiązkowe dla pracowników medycznych, studentów przygotowu- jących się do wykonywania zawodów medycznych czy osób realizujących usługi farmaceutyczne, nadal są jednak zalecane i pozostają bezpłatne dla całego społeczeństwa. Główny Inspektor Sanitarny powołał zespół zajmujący się problemem zakażeń szpitalnych. To taki ważny problem, że potrzebny był zespół? Bardzo ważny, bo zarówno dla Ministra Zdrowia, jak i Głównego Inspektora Sanitarnego, prezesów, dyrektorów szpitali, dla pracowników medycznych, dla inspektorów sanitarnych każdego szczebla priorytetem jest zapewnienie bezpiecznych warunków pobytu pacjenta w szpitalu, w tym minimalizacja ryzyka wystąpienia zakażeń szpitalnych. Główny Inspektor Sanitarny powierzył mi funkcję przewodniczącego Zespołu do spraw opracowania propozycji zmian przepisów prawa w zakresie zapobiegania i zwalczania zakażeń szpital- nych. Zespół miał charakter interdyscyplinarny, w jego pracach uczestniczyli przedstawiciele urzędów, ośrodków naukowych, stowarzyszeń zajmujących się tematyką zakażeń szpitalnych. Zespół przygotował propozycje zmian w przepisach, uwzględniając m.in. poważne zagrożenia zdrowia, jak na przykład narastanie oporności na kluczowe w leczeniu antybiotyki. Faszerujemy się antybiotykami? Można tak powiedzieć. Do wytworzenia antybiotyko-odporności przyczyniło się masowe stosowanie antybiotyków - poprzez pewną łatwość dostępu i na ogół niską cenę, a także zbyt małą liczbę badań mikrobiologicznych, których wynik pozwoliłby na wybór optymalnej terapii przeciwdrobnoustrojowej. Problem powstawania anty-biotykoodporności to oczywiście nie tylko kwestia szpitali, ale także lecznictwa otwartego oraz masowego stosowa- nia antybiotyków w weterynarii, tzn. w hodowli zwierząt, a pośrednio w uprawie roślin. Jednakże to właśnie w szpitalach zakażenie biologicznym czynnikiem opornym na antybiotyki ma szczególną wagę -ze względu na możliwość pogorszenia stanu klinicznego chorych i dramatycznych sytuacji braku opcji terapeutycznych, czyli sytuacji, w której nie ma antybiotyku, na który bakterie nie nabyły już oporności. Powszechnie uważa się, że zakażenie szpitalne to zwykle efekt zaniedbań personelu medycznego... To nieprawda, ponieważ nie każde zakażenie szpitalne jest wynikiem błędu czy zaniedbania w szpitalu. Ryzyko zakażenia związanego z opieką zdrowotną ma charakter uniwersalny i jest modyfikowane przez różne czynniki: czynniki zależne od personelu medycznego (np. brak lub nieprzestrzeganie procedur), ale też warunki hospitalizacji (np. wielkość pokoi łóżkowych), czynniki związane z samym procesem leczenia (np. stosowanie cewników, wspomaganego oddychania, długie, złożone zabiegi operacyjne), jak i czynniki zależne od stanu pacjenta (np. nosicielstwo gron-kowca złocistego, obniżona odporność) czy właśnie anty-biotykoodporność. Zakażenia związane z udzieleniem świadczeń zdrowotnych są więc problemem wymagającym kompleksowego spojrzenia. Jeżeli jednak zakażenie szpitalne jest winą szpitala, to jakie błędy są w tym wypadku najczęstsze? Transmisja zakażeń za pośrednictwem skażonych rąk personelu medycznego stanowi najpowszechniejszy model przenoszenia patogenów występujący w większości podmiotów leczniczych, dlatego właśnie higiena rąk stanowi podstawowy środek ograniczający rozprzestrzenianie się zakażeń. Głos Dziennik Pomorza Piątek, 30.06.2023 ROZMOWA• 17 Na jakie zakażenia związane z opieką zdrowotną narażony jest chory w szpitalu ? Najczęściej na zakażenia dróg oddechowych, zakażenia miejsca operowanego, zakażenia układu moczowego, zakażenia krwi oraz zakażenia żołądkowo-jelitowe, których przyczyną często są bakterie Clostridioides difficile. Czy są szpitale, w których nie ma zakażeń szpitalnych? Ryzyko wystąpienia zakażenia związanego z opieką zdrowotną występuje w każdym szpitalu lub podmiocie sprawującym długoterminową opiekę nad pacjentami. Dlatego ważne jest monitorowanie tego typu zdarzeń z zastosowaniem jednolitych kryteriów nadzoru, rejestrowania i raportowania. Najprościej mówiąc - jeżeli szpital nie ma zarejestrowanych zakażeń szpitalnych, to niekoniecznie jest to dobry znak, ponieważ brak rejestracji może oznaczać, że nadzór nad zakażeniami nie jest prowadzony lub jest prowadzony niestarannie. Czemu mają służyć zaproponowane przez Zespół zmiany? Ogólnie mówiąc, intencją zmian jest zwiększenie bezpieczeństwa pacjentów hospitalizowanych, poprzez ujednolicenie procedur postępowania zmniejszających ry- zyko zakażeń szpitalnych, także w przypadku wystąpienia zagrożenia epidemicznego, budowa polityki zapobiegającej powstawaniu leko-oporności, wzmocnienie nadzoru nad zakażeniami szpitalnymi w Polsce poprzez zastosowanie kompleksowych rozwiązań. A w skrócie czego możemy się spodziewać w efekcie pracy Zespołu, któremu pan przewodniczył? Na przykład jeszcze bardziej szczegółowych, jednolitych wskazań dotyczących nadzorowania, kwalifikowania według definicji, rejestrowania w szpitalach zakażeń szpitalnych, biologicznych czynników alarmowych, ognisk epidemicznych. Czyli wzmocnienia naszego obecnego, całkiem dobrze funkcjonującego, systemu kontroli zakażeń szpitalnych. Lekarski świat rewolucyjnym krokiem nazwał wprowadzenie w Polsce programu szczepień przeciw HPV... Ministerstwo Zdrowia wprowadziło powszechny program bezpłatnych szczepień przeciw HPV 26 maja, a więc w Dniu Matki. HPV to ludzki wirus brodawczaka, którego niektóre typy mają wysoki potencjał onkogenny, tzn. odpowiadają za zmiany przedra- kowe i raka szyjki macicy oraz inne choroby nowotworowe. Właśnie przed zakażeniem nimi chronić ma szczepionka i dlatego program wpisuje się w założenia i cele Narodowej Strategii Onkologicznej. Szczepienia nie są obowiązkowe? Szczepienia są bezpłatnie, ale nie są obowiązkowe. Powszechny program szczepień przeciwko HPV jest kierowany do dziewczynekichłopców urodzonych w 2010 i 20lir. Rodzice mają możliwość zaszczepienia dziecka, ale nie jest to obowiązek prawny. A przy okazji. Jak zapisać dziecko na szczepienie? Najprościej, dzwoniąc na infolinię - nr 989- czynną codziennie od godziny siódmej do dwudziestej, albo poprzez internetowe konto pacjenta (IKP). Można też zarejestrować się bezpośrednio w przychodni POZ. A jaka rola przypadła w tym programie Państwowej Inspekcji Sanitarnej? Szczepionki z Centralnej Bazy Rezerw są transportowane do Wojewódzkich Stacji Sanitarno-Epidemiologicznych, skąd trafiają do Stacji Powiatowych. Z PSSE, na podstawie złożonych zamówień, szczepionki są przekazywane do podmiotów leczniczych, w których są przeprowadzane szczepienia. Inspekcja dba więc o dystrybucję szczepionek. Ważnym zadaniem organów Państwowej Inspekcji Sanitarnej jest także udział w związanych z programem akcjach edukacyjnych prowadzonych przez Ministerstwo Zdrowia. Letni sezon już się zaczął. Dbałość o bezpieczne warunki sanitarno-higieniczne wakacyjnego odpoczynku również należy do zadań Państwowej Inspekcji Sanitarnej? Jak co roku pracownicy naszej Inspekcji będą przeprowadzali kontrole sanitarne restauracji, zakładów małej gastronomii, tymczasowych i ruchomych punktów przygotowywania i serwowania żywności konsumentom. Szczególnym nadzorem będą objęte zakłady gastronomiczne w miejscowościach turystycznych, z których najczęściej korzystają letnicy. W sklepach, magazynach i hurtowniach zostaną przeprowadzone kontrole w zakresie warunków przechowywania i oferowania do sprzedaży wód butelkowanych. Ponadto kontrolami w zakresie warunków żywienia zostaną objęte miejsca zorganizowanego wypoczynku dzieci i młodzieży np. obozy pod namiotami, ośrodki kolo- nijne, wczasy, turnusy wypoczynkowe. Co tam będziecie sprawdzać? Nadzór dotyczy zapewnienia odpowiednich warunków higieniczno-sanitarnych i zdrowotnych, kontrole obejmują więc m.in. ocenę stanu budynków i otaczającego terenu, wyposażenia pomieszczeń i ich stanu higienicznego, zachowania standardów dostępności do urządzeń sanitarnych, urządzeń i sprzętu sportowego (stan techniczny, certyfikaty), dostępu do opieki medycznej. Zgodnie z ustawą Prawo wodne, sezon kąpielowy w Polsce trwa od l czerwca do 30 września. Państwowa Inspekcja Sanitarna sprawuje nadzór zarówno nad kąpieliskami, jak i miejscami okazjonalnie wykorzystywanymi do kąpieli. Miejsca okazjonalnie wykorzystywane do kąpieli są otwierane i zamykane według potrzeb, na przykład podczas trwania obozu czy kolonii, dlatego ich liczba jest zmienna. Obecnie w województwie pomorskim działają 23 takie miejsca. Nadzór skupia się w szczególności na monitorowaniu jakości wody i wprowadzaniu ewentualnych ograniczeń w kąpieli, jeżeli sytuacja tego wymaga. Na organizatorach kąpielisk i miejsc okazjonalnie wykorzystywanych do kąpieli ciąży nałożony prawem obowiązek badania jakości wody oraz informowania o zmianach, które mogą sugerować pogorszenia jakości wody. Skąd czerpać informacje, gdzie można się bezpiecznie kąpać? Aktualne informacje o jakości wody w kąpieliskach i miej -scach okazjonalnie wykorzystywanych do kąpieli na terenie województwa są umieszczane na bieżąco w ogólnopol-skirrfinternetowym Serwisie Kąpieliskowym prowadzonym przez Główny Inspektorat Sanitarny. Na ile skuteczne są kontrole Sanepidu? Czy ta instytucja dysponuje na tyle mocnymi instrumentami, by kontrolowane przez nią podmioty liczyły się z jej opinią? Tak, kontrole sanitarne mają przyczynić się do zwiększenia bezpieczeństwa zdrowotnego społeczeństwa i są skuteczne. Kontrole nie są z założenia nakierowane na karanie, ale w sytuacjach tego wymagających, organ może posłużyć się instrumentami prawnymi, np. wydać nakaz w formie decyzji zarządzającej, pobrać opłatę za czynności kontrolne, nałożyć grzywnę w drodze mandaty kanie. ©® materiał informacyjny kongresu 590 Małe reaktory jądrowe, czyli energia przyszłości W Polsce, do 2030 roku, ma zostać uruchomiony pierwszy mały reaktor jądrowy. Za budowę całej sieci takich reaktorów (SMR) odpowiada spółka ORLEN Synthos Green Energy. - W polskim systemie energetycznym jest miejsce zarówno dla wiełkoskalowej energetyki jądrowej, jak również dla małych elektrowni jądrowych - mówi jej wiceprezes. Dawid Jackiewicz. Polska Agencja Atomistyki (PAA) wydała opinię w sprawie reaktorów modułowych w Polsce. W dokumencie czytamy, że są one „zgodne z krajowymi wymogami bezpieczeństwa". To kolejny krok na drodze do uruchomienia w naszym kraju SMR-ów, czyli małych, modułowych reaktorów. Za rozwój tego sektora energetyki odpowiedzialna jest spółka ORLEN Synthos Green Energy, która planuje uruchomić pierwszy tego typu reaktor w Polsce do 2030 roku. - Kilka miesięcy temu dostarczyliśmy do PAA komplet dokumentów, pokazujących jakie założenia i rozwiązania technologicz-no-organizacyjne chcemy przyjąć przy budowie elek- i Pi j* 4 n. . . im »«*** Jpt im trowni jądrowych typu SMR, w technologii BWRX-300. Przez kilka miesięcy eksperci PAA weryfikowali tę dokumentację. Ten proces zakończył się wydaniem opinii, w której czytamy, że przyjęte przez nas założenia są zgodne z krajowymi regulacjami i jeśli będą zrealizowane w tej technologii, to stanowią rozwiązania bezpieczne i akceptowalne. To oznacza, że idziemy w dobrym kierunku - mówi Dawid Jackiewicz, Wiceprezes Zarządu ORLEN Synthos Green Energy. Spółka wystąpiła już o decyzję zasadniczą dla sześciu lokalizacji, w których powstać mogą pierwsze małe elektrownie jądrowe. Następnie rozpoczną się badania środowiskowe trwające kilkadziesiąt miesięcy, podczas których każde miejsce będzie szczegółowo analizowane, a finalna decyzja zostanie poprzedzona konsultacjami społecznymi. Mała elektrownia do 2030 roku Pierwszy reaktor BWRX-300, tworzony przez konsorcjum Hitachi i GE, ma zostać uruchomiony w Kanadzie w 2028 roku. Już rok później kolejna mała elektrownia może zostać otwarta w Polsce. Czy nie istnieją obawy związane z tym, że stosunkowo nowa technologia pojawi się w naszym kraju tak szybko? - To nie do końca jest tak, że mamy do czynienia z nową technologią, bo została ona już przetestowana w wielu miejscach na świecie. Nie bez powodu wybraliśmy partnera z dużym dorobkiem w tym obszarze. Konsorcjum Hitachi i GE jest jednym z najbardziej doświadczonych dostawców technologii na świecie - wyjaśnia Dawid Jackiewicz. Jak dodaje, BWRX-300 to jest dziesiąta generacja reaktorów wodno-wrzących używanych w energetyce jądrowej. Technologia, względem poprzednich generacji, została unowocześniona, zmniejszona i wyposażona w dodatkowe systemy bezpieczeństwa. Bardzo doświadczone nadzory jądrowe w Stanach Zjednoczonych, Hiszpanii, Skandynawii i Kanadzie zaakceptowały już tego typu rozwiązania, co oznacza, że są to sprawdzone reaktory. Do tej pory pracuje 67 reaktorów typu BWR, które są zlokalizowane w dziesięciu krajach na świecie. Polska chce dołączyć do tego grona. - W związku z tym, że w polskim systemie będą wyłączane bloki węglowe, pojawi się ogromna luka energetyczna, która może sięgnąć nawet 20 GW. Oznacza to, że jest w tym systemie miejsce zarówno dla wiełkoskalowej energetyki jądrowej, jak również dla małych elektrowni jądrowych. Nasze rozwiązanie jest przeznaczone dla energochłonnego przemysłu, krajowego, ciepłownictwa oraz energetyki. Chcielibyśmy, żeby zmiana była jeden do jednego - z bloków węglowych na jądrowe - mówi Dawid Jackiewicz. Spółka ORLEN Synthos Green Energy będzie również wspierać transformację energetyczną polskich aglomeracji. W tym przypadku reaktory modułowe mogą nie tylko dostarczać energię, ale także ciepło - zastępując zasilane węglem ciepłownie. Tego typu rozwiązanie omawiane jest obecnie > z władzami Krakowa, a spółka chce również postawić mały reaktor między innymi pod Warszawą. Jak słyszymy, cały proces budowania sieci SMR-ów w Polsce wy- ł maga ogromnych nakładów finansowych, których pozyskiwanie już trwa. Zarówno banki krajowe, jak i zagraniczne - amerykańskie, są zainteresowane finansowaniem projektu. 18 • WYZWANIA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 30.06.2023 Ojciec i syn zakreślili Wielką Pętlę Bałtycką Joanna Boroń Koszalin Włodzimierz i Mariusz Zim-nowłoccy w2020r. przepłynęli Polskę od Bieszczad do morza. Teraz do listy kajakowych sukcesów dopisali Wielką Pętlę Bałtycko-Żuławsko-Wielkopolską. Ich kajakowa wyprawa polskimi rzekami od Bieszczad do morza odbiła się szerokim echem. Była nie tylko wyczynem sportowym (przepłynęli około 1400 kilometrów), ale i ważnym manifestem. Mariusz Zimnowłocki postanowił zawalczyć o takich, jak on. Przepłynąłeś Polskę, przepłyniesz świat Mariusz nie słyszy, nie mówi i nie widzi na jedno oko. Po skończeniu szkoły chciał się zatrudnić jako kucharz, później jako masażysta. Pracy szukał przez lata. Bezskutecznie. Tą wyprawą chciał pokazać, że osoby z niepełnosprawno-ściami potrafią sobie radzić w życiu, mają ambicje, marzenia. Mariusz jeszcze w trakcie przygotowań do wyprawy posadę znalazł, ale planów nie zmienił. Dla środowiska osób z nie-pełnosprawnościami to, co zrobił Mariusz przy wsparciu swojego taty, było bardzo ważne. Dzięki nagłośnieniu sprawy przez media na trasie spływu kajakarze spotykali się z niezwykle ciepłym przyjęciem. Jak dziś wspominają, sukces tamtej wyprawy stał się zalążkiem pomysłu „pętli". - We wrześniu 2020 roku, gdy kończyliśmy „Wyprawę dla przyszłości", podopieczny Środowiskowego Domu Pomocy Szansa w Sianowie, Paweł Hej-man, powiedział do Mariusza, że skoro przepłynął Polskę, to może przepłynąć cały świat -wspomina pan Włodzimierz. -Z tej myśli narodził się pomysł wypłynięcia na Bałtyk z Osiek w kierunku Helu i powrót do Osiek od strony Szczecina, czyli tzw. Wielką Pętlą Bałtycką - opowiada. Dodaje, że nazwę wymyślił sam. Prowokacyjne kombinezony Włodzimierz Zimnowłocki zdradza, że tę wyprawę zaplanowali na maj 2022 roku. - Jednak po napaści Rosji na Ukrainę zmieniliśmy plany. Nasze suche kombinezony, w których pływamy po morzu, kolorami przypominają flagę ukraińską. Mogliśmy być zatem uznani na terenie Kaliningradu za prowokatorów. Jednak gdy 17 września 2022 roku otwarto przekop na Mierzei Wiślanej, wróciliśmy do pomysłu. Trasa mierzy ponad 1600 km z Bałtyku do naturalnego przejścia na mierzei Wiślanej, następnie do Elbląga, dalej jest kanał Elbląski, rzeka Drwęca, Wisła od Torunia do Bydgoszczy, Brda, Kanał Bydgoski, górna Noteć aż do Lichenia, Warta od Konina, Odra, Zalew Szczeciński oraz wyjście naBał-tyk i powrót do punktu wypłynięcia, czyli Osiek. Pan Włodzimierz mówi, że to była niezwykła przygoda. - Byliśmy dobrze przygotowani i nic nas nie zaskoczyło. Co prawda liczyliśmy na 40 dni, a zmieściliśmy się w 35. Ale to chyba świadczy o dobrym przygotowaniu - śmieje się. Pętla życzliwych ludzi Opowiada, że większość trasy była dla nich kompletnie nieznana. - Nie wyobrażałem sobie, że Bałtyk z pozycji kajaka jest tak piękny - mówi. - Sądziłem, że rzeki i jeziora, przez które płynąłem do tej pory, są podobne do tych na Pomorzu. Jednak są piękniejsze, pełne życia - ptaków, żab, owadów, starod-rzewi. Woda w jeziorach pachniała czystością, a drzewa zachwycały różnokolorową zielenią. Spotykani ludzie byli uśmiechnięci i bardzo życzliwi. Czasami odnosiłem wrażenie, że to nie ja planuję w danym dniu trasę, tylko trasa przygotowuje się dla mnie, gdyż było dużo bardzo pozytywnych i nieprawdopodobnych zdarzeń - relacjonuje. - Przy pokonywaniu trudnych przeszkód zawsze znalazł się ktoś do pomocy. Gdy się przeziębiłem, ciepły nocleg praktycznie sam się znalazł. Gdy chcieliśmy zakończyć szybciej wyprawę, zawsze znalazł się ktoś, kto nas zmobilizował. Nie liczyłem i nie wymagałem od nikogo pomocy, a mimo to przyjaciele i obcy nam ludzie sami wychodzili z tą inicjatywą. I jak tu nie wierzyć, że zostałem w jakiś sposób zmuszony do przepłynięcia tej pętli, skoro wszystko się tak dobrze układało? Najdłuższa kajakowa pielgrzymka Pan Włodzimierz tak opisuje jedną z ciekawszych przygód: - 8 maja, wymęczeni prze-noskami na śluzach Kanału Śle-sińsłaego, siedząc w jakiejś restauracji w Ślesinie, myśleliśmy o porządnym ciepłym noclegu pod dachem. Niestety, w najbliższej okolicy nie było nic wolnego. Dopiero w Licheniu udało nam się znaleźć pokój i to po atrakcyjnej cenie. Miejscowość ta jednak nie leżała na trasie wyprawy. Należało zboczyć jakieś pięć km. Zdecydowaliśmy się na dodatkowe dwugodzinne płynięcie. Tym samym miejscowość ta stała się najdal- szym miejscem, do którego dopłynęliśmy. Dotarcie do Lichenia było czystym przypadkiem, ale niespodziewanie spotkaliśmy tam członka naszej rodziny. Dodatkowo, też całldem przypadkiem, zrealizowaliśmy pierwszą w Polsce, najtrudniejszą i najdłuższą pielgrzymkę kajakową z gminy Sianów do Lichenia. Wyczyn nie dla każdego Przyznaje, że ta wyprawa była fizycznie wyczerpująca. - Zaczynając, spotkałem się z ogromną krytyką ze strony przyjaciół. A to, że jestem za stary i do tego chcę pływać morzem, a to, że zimno, czy że trasa za długa. Każdego dnia w mediach społecznościowych zdawałem relację z wyprawy. Reakcje osób czytających dawały mi nadzieję, że to, co robię ma sens. A w chwilach słabości, pozwoliły mi je pokonać - opisuje. Trasa nie jest łatwa. Obejmuje prawie całe wybrzeże Bałtyku, Mierzeję Wiślaną, kanały, rzeki - trzeba płynąć czasem z nurtem, czasem pod nurt, oraz Zalew Szczeciński. Nie każdy jest w stanie ją przepłynąć. Trzeba mieć wiedzę, szczególnie na temat odpowiednich warunków pływania po morzu, umiejętności, ale także odpowiednie przygoto- wanie do pokonywania dużych dystansów. Najtrudniejszym odcinkiem był ten ostatni, na którego końcu czekał dom i wygodne łóżko. Po pierwsze, ze względu na pogodę. - We wtorek przewidywałem załamanie pogody na Bałtyku, a moglibyśmy popłynąć jeszcze dwie godziny dłużej. W środę walczyliśmy z morzem przez 12 km. Gdyby wiatr i fale były w inną stronę, nie dalibyśmy rady - opowiada. Wspomina też odcinek do Władysławowa: - Aby tam dopłynąć, musieliśmy wystartować o godz. 3. Około godz. 15 pojawił się przeciwny wiatr i wysokie fale. Byliśmy już w pobliżu portu. I ten krótki odcinek przysporzył nam trochę kłopotów. Obaj panowie cieszą się, że bezpiecznie dotarli do domu. Co dalej? - Kusi mnie 8500 km linii brzegowej Bałtyku. Ale na pewno nie teraz i nie tymi kajakami. Czas pokaże. Na razie myślę o mniejszych przedsięwzięciach. Mariusz natomiast chce przepłynąć z Darłowa do Born-holmu. Ja się na to nie piszę, bo to 24 godziny wiosłowania. Może ktoś z doświadczeniem chciałby do niego dołączyć? -pyta pan Włodzimierz. I obiecuje swoje wsparcie w zorganizowaniu wyprawy. ©® Głos Dziennik Pomorza Piątek, 30.06.2023 19 ■ - 3^ * IHI. ' V< ' v/:- *Sa»SSto -- - . .. ' . « Spartańskie warunki nie stanowiły problemu dla panów Włodzimierza i Mariusza. Na to byli gotowi. Widoki i satysfakcja z pokonywania kolejnych etapów rekompensowały ich wszelkie niedogodności i trudy ciężkiej trasy materiał informacyjny kongresu 590 0010845806 Grupa ORLEN chce wydobywać 12 mld metrów sześciennych gazu ziemnego rocznie Do końca dekady ORLEN chce znacznie zwiększyć wydobycie gazu ziemnego. Oprócz zasobów krajowych, kluczowe dla spółki są złoża na obszarze Norweskiego Szelfu Kontynentalnego. Poszukiwania i wydobycie prowadzone są również w Kanadzie, Pakistanie czy Zjednoczonych Emiratach Arabskich. W 2022 roku produkcja spółek wydobywczych z Grupy ORLEN wyniosła 7,7 mld metrów sześciennych gazu ziemnego ze złóż w kraju i za granicą. Tylko na złożach norweskich wzrost w porównaniu do 2021 roku był aż dwukrotny. To kolejny rok z rzędu z podwojeniem wydobycia gazu w Norwegii. Osiągnięty w 2022 roku całkowity poziom produkcji własnej odpowiada niemal 45 procentom ubiegłorocznego zapotrzebowania Polski na błękitne paliwo. - Zauważalny wzrost wydobycia gazu ziemnego trefi* Biznesu jest spowodowany przede wszystkim wzrostem wydobycia na jednym z głównych i kluczowych kierunków, czyli na Norweskim Szelfie Kontynentalnym. To nie przypadek, że wzrost w zeszłym roku był tam tak istotny. Zwiększona produkcja wypełnia znaczną część przepustowości uruchomionego pod koniec 2022 roku gazociągu Balitic Pipe. Przypomnę, że z samego szelfu wydobyliśmy ponad 3 mld metrów sześ- ciennych gazu, a rok wcześniej było to niespełna 1,5 mld. A jeszcze wcześniej -w 2020 roku - pół miliarda - mówi Robert Perkowski, członek zarządu ds. wydobycia ORLEN S.A. Po konsolidacji norweskich spółek należących do grupy kapitałowej ORLEN, spółka posiada udziały w 99 koncesjach na Norweskim Szelfie Kontynentalnym, należących wcześniej do PGNiG Upstream Norway i LOTOS Exploration and Production Norge. W najbliższych kilku latach synergie wynikające z połączenia tych spółek pozwolą na zwiększenie wydobycia gazu ziemnego w Norwegii. - Nasze ambicje dotyczące wydobycia na Norweskim Szelfie Kontynentalnym są dużo większe. Możemy z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że w perspektywie trzech lat produkcja może osiągnąć 4 mld metrów sześciennych, a pod koniec obecnej dekady z naszych norweskich złóż chcemy wydobywać już około 6 mld metrów sześciennych gazu ziemnego w skali roku - tłumaczy Robert Perkowski. Jak dodaje, od 2022 roku -w związku z wojną na Ukrainie - kluczowe stało się zapewnienie stabilności dostaw paliwa. W ubiegłym roku zakończono, strategiczne dla Polski, budowy interkonektorów służących do przesyłu gazu między poszczególnymi krajami. To ważne połączenia z Litwą i Słowacją oraz otwarty we wrześniu ubiegłego roku Baltic Pipe, czyli system gazociągów łączący Norwegię, Danię i Polskę. Z perspektywy ORLENU to niezwykle ważne połączenie, które umożliwia bezpośrednie sprowadzanie gazu ziemnego ze złóż norweskich. Całkowita przepustowość gazociągu wynosi 10 mld metrów sześciennych, z czego ORLEN ma zarezerwowane nieco ponad 80 procent. Jakie wydobycie w roku 2030? W kolejnych latach kluczowy dla spółki, z perspektywy wydobycia, będzie rozwój działalności na złożach norweskich. Równie istotne, z wolumenem rzędu 3,5-4 mld metrów sześciennych rocznie, jest wydobycie krajowe. Poza tym, jak tłumaczy członek zarządu ORLEN S.A. ds. wydobycia, spółka będzie analizować i wykorzystywać koncesje posiadane w innych regio- nach świata. W tej chwili są to złoża na terenie Kanady, Pakistanu, Libii i Zjednoczonych Emiratów Arabskich. - Nasz cel wynikający ze Strategii ORLEN 2030 to 12 mld metrów sześciennych gazu wydobywanego w 2030 roku. To, względem obecnej produkcji, prawie 5 mld metrów sześciennych więcej. Ale pamiętamy, że gaz czy ropa naftowa to są zasoby nieodnawialne. Jeśli teraz wydobywamy ponad 7 mld metrów sześciennych, to nie znaczy, że w 2030 roku dalej będziemy korzystać w całości z tych samych złóż i z tych samych odwiertów. Mimo że 12 mld to wysoko zawieszona poprzeczka, osiągniecie tego celu będzie możliwe dzięki inwestycjom w poszukiwania nowych zasobów i zwiększanie wydobycia z już eksploatowanych złóż, z wykorzystaniem najnowszych technologii i rozwiązań bazujących na sztucznej inteligencji -tłumaczy Robert Perkowski. 20 • ROZMOWA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 30.06.2023 Rzeźbiarz frasobliwy. Tworzy w zadumie, i w zadumie trzeba jego dzieła oglądać Grzegorz Świstak Goleniów Rzeźby Jacka Jancelewicza pilnują poniemieckiego cmentarza, zdobią Żółwią Błoć pod Goleniowem oraz Ogródki i domostwa w całej Polsce Teraz artysta tworzy Drogę Krzyżową. Rozpoczął pan swoją przygodę z rzeźbą od udziału w warsztatach w Goleniowie. Jak pan wspomina te swoje początki? Jaki wpływ na pana miał Stanisław Szulc, u którego uczył się pan rzeźbić? Odkąd sięgam pamięcią, zawsze lubiłem coś tworzyć, strugać z drewna, patyków, kory. Wychowałem się na wsi, gdzie zawsze znalazło się jakieś twórcze zajęcie. Wszystko było inspirujące. Dlatego mieszkanie na czwartym piętrze bloku w mieście, do którego przeprowadziliśmy się, kiedy miałem 10 lat, stało się dla mnie swoistym więzieniem. Być może to sprawiło, że dość szybko trafiłem do Młodzieżowego Domu Kultury do pracowni rzeźby Stanisława Szulca - wspaniałego twórcy i dobrego człowieka. Znalazłem miejsce, gdzie mogłem się twórczo wyładować. Czasem się zastanawiam, jak by się potoczyły moje losy, gdybym wtedy miał komputer z gierkami? Na szczęście ta-1 de dobra w tamtych czasach nie istniały. Przewinęło się przez MDK wielu zdolnych młodych ludzi. Nasz mistrz potrafił stworzyć ciepłą, twórczą atmosferę. Pamiętam wieczory przy kominku, który sobie wymurowaliśmy. To wszystko sprawiało, że nie bardzo chciało się wracać do domu. Mistrz potrafił nas twórczo motywować, nasze prace brały udział w wielu wystawach. Imienne zaproszenia dla takiego małolata to było naprawdę coś! Wystawy na zamku w Szczecinie. W tamtym okresie oczywiście staraliśmy się naśladować mistrza. Były to rzeźby raczej o charakterze ludowym. Pamiętam, jak kiedyś zorganizowano anonimowy konkurs rzeźbiarski, na którym otrzymałem drugą nagrodę tylko dlatego, że komisja sądziła, że jest to rzeźba mojego mistrza. Autorstwa śp. Stanisława Szulca jest główny ołtarz w kościele św. Katarzyny w Goleniowie. Wielka szkoda, że nie może mi już udzielić żadnych wskazówek. Mnie się kiedyś przydarzyło wykonać Chrystusa na krzyżu w kru-chcie kościoła, oraz boczny ołtarz św. Józefa - to bardziej snycerska praca. Obraz w tym ołtarzu, jak i Jezusa Miłosiernego i św. Maksymiliana Kolbego są autorstwa śp. Romana Górskiego, również ucznia Stanisława Szulca. Początkowo zajmował się pan rzeźbą użyteczną. Później zaczął pan rzeźbić krzyże i figury świętych. Co sprawiło tę zmianę? Już w młodych latach byłem związany z Kościołem. Była schola, tworzenie dekoracji świątecznych. Wiara była i jest podstawą mojego życia, dlatego wydaje mi się czymś zupełnie oczywistym, że talent, który otrzymałem, powinienem wykorzystywać najlepiej, jak umiem, a rzeźba sakralna oddaje w pełni moje duchowe wnętrze. Oczywiście były okresy, kiedy utrzymanie rodziny z samej tylko rzeźby stało się bardzo trudne, zajmowałem się wtedy stolarstwem, robiłem schody, drzwi. Od paru lat jednak jest to wyłącznie rzeźba, z czego jestem naprawdę szczęśliwy -robię to, co kocham, i mogę się z tego utrzymać. Czegóż chcieć więcej. Skąd czerpie pan inspiracje do nowych rzeźb? Inspiracje to są przede wszystkim potrzeby zamawiających. Kiedy dostaję zamówienie na wykonanie jakiegoś świętego, czytam o tej postaci, oglądam wizerunki, słucham sugestii zamawiającego, po czym staram się jak najlepiej oddać wszystko, co potrzeba, w kawałku drewna. Niewątpliwie postać Chrystusa jest u pana wiodącym tematem. Skąd taki wybór? Tak, niewątpliwie rzeźba Chrystus Frasobliwy jest wiodącym tematem moich prac, można powiedzieć, że wrósł we mnie i mój frasobliwy charakter, a może odwrotnie. Bardzo cieszą mnie podziękowania od ludzi, którzy stworzyli w swoim otoczeniu miejsca modlitwy, zadumy, refleksji i postawili tam rzeźbę Chrystusa mojego autorstwa. Nie ma chyba wizerunku, który bardziej sprzyjałby takiemu zadaniu. Jaki wpływ na pana twórczość ma poezja, myśli i filozofia Wojciecha Bąka, o któ- W Żółwiej Błoci pod Goleniowem na terenie dawnego cmentarza oraz ruin XIV-wiecznego kościoła z rzeźb autorstwa Jacka Jancelewicza powstaje Droga Krzyżowa rym pan napisał, że jego „głównym grzechem było to, że nie poddał się socrealizmowi, dlatego musiał umrzeć i do dziś pozostaje nieznany"? Wojciech Bąk odegrał niewątpliwie znaczącą rolę w takim dość trudnym, kryzysowym okresie mojego życia. Kiedyś twierdziłem, że trafiłem na niego przypadkiem, dziś wiem, że w życiu nie ma przypadków. Jego wiersze przepełnione głęboką wiarą pomagają poczuć to dotknięcie Boga, które niewątpliwie pokonuje wszelkie trudności. Poezja religijna z pewnością gryzła się z tym wszystkim, co olóeślamy mianem socrealizmu. Wojciech Bąk, pomimo wszelkich starań, które miały go doprowadzić do obłędu, do końca życia zachował jasność umysłu. Tylko z tak głęboką wiarą było to możliwe. Od kilku lat organizuje pan z małżonką w Żółwiej Błoci żywą Drogę Krzyżową. Przez wiele lat „chodziła" za mną wizja Drogi Krzyżowej na terenie ruin średniowiecznego kościoła zburzonego w 1952 r. i cmentarza wokół niego. Nie daje mi spokoju myśl o tak zniszczonym, a uświęconym przez wieki miejscu. Wizja rzeźb Chrystusa naturalnej wielkości, dźwigającego krzyż w otoczeniu drzew porośniętych bluszczem, wywołuje u mnie mrowienie na skórze. Realizacja tak dużego wyzwania wy- Jacek Jancelewicz przy pracy, która jest jego życiową pasją maga wielkiego nakładu pracy i wyłączenia z innych robót. Często dzieliłem się tą wizją z moją żoną i to właśnie ona podsunęła mi myśl, by zorga- nizować żywą Drogę Krzyżową. Przygotowałem Dębowy Krzyż, który służy nam do dziś, i z udziałem naszej, lokalnej młodzieży w Wielki Piątek2008 roku odbyła się pierwsza Droga Krzyżowa. W następnej udział wzięli mieszkańcy Żółwiej Błoci. W kolejnym roku zaprosiłem Marka Kościółka z Teatrem Krzyk z Maszewa i zaprzyjaźnionymi z nim aktorami. Od tamtej pory jest to realistyczne Misterium Męki Pańskiej. Droga Krzyżowa jest kwintesencją naszej wiary, tak wiele można odkryć, rozważając kolejne stacje. Kolejny pana projekt to Droga Krzyżowa składająca się z rzeźb pana autorstwa... Udało mi się zrealizować | pierwszą stację „Chrystus | przyjmujący wyrok". W więk-^ szóści wizerunków przedsta-| wia się tutaj Chrystusa skręci powanego więzami, tymcza-< sem od początku do końca 2 Chrystus czyni wszystko w pełni świadomie, z własnej woli. Przy każdej stacji znajdzie się też tekst z wierszem z Drogi Krzyżowej z „Modlitewnika" Wojciecha Bąka. Jest także misa do umycia rąk. Pracuję już nad drugą stacją „Chrystus przyjmujący krzyż" (nie - obarczony krzyżem). Kiedy powstanie cała Droga Krzyżowa wokół rozebranego średniowiecznego kościoła? Nie narzucam sobie jakiegoś określonego terminu, jak to mówią „Jak Bóg da". To trochę kosztuje, na pewno byłoby łatwiej, gdyby ktoś zechciał wspomóc to dzieło, którym chciałbym się podzielić ze wszystkimi mającymi jakieś rozterki duchowe. ©® KIM JEST Jacek Jancelewicz, urodzony w Glewicach, gdzie jego dziadek, zesłaniec z Kresów, otrzymał gospodarstwo rolne. Jak sam wspomina, chęć tworzenia towarzyszy mu, odkąd pamięta. Nieod-z łącznym „towarzyszem"' | zabaw był dobrze na-£ ostrzony scyzoryk, któ-| rym zawsze musiał coś g strugać: gwizdki, proce, < łódki z kory. W końcu za-2 częło to przybierać inne formy: maski, postacie. W latach 70. XX wieku trafił do pracowni mistrza Stanisława Szulca. Pod jego kierunkiem poznawał tajniki tworzenia rzeźby w drewnie. Głos Dziennik Pomorza Piątek, 30.06.2023 TRADYCJA • 21 Pokłony feretronów dziedzictwem kultury Artur Baran Pomorze Kaszubska tradycja pokłonu feretronów coraz bliżej wpisu na Krajową listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego. A potem może UNESCO? Za nami konferencja dotycząca wpisania tradycji pokłonu feretronów podczas pielgrzymek na Krajową Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego. Koordynatorem projektu jest Andrzej Szoszkiewicz. - Konferencja była bardzo ważnym punktem projektu ze względu na to, że na wpis na Krajową Listę NDK muszą się zgodzić ci, którzy tę tradycję kultywują, czyli pielgrzymi, obraźnicy i obrażniczki. Oni tak jakby przekazują prawo do wpisania tej tradycji, ale jednocześnie muszą wiedzieć, z czym to się wiąże. Jakie są zobowiązania i jakie korzyści. Właśnie o tym rozmawialiśmy podczas konferencji w Bolsze-wie - mówi Andrzej Szoszkiewicz. Uzyskanie wpisu na Krajowej Liście NDK daje później Pokołn feretronów podczas pielgrzymek na Kalwarię Wejherowską Kaszubska tradycja ma szansę trafić na listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego możliwość wpisu na listę światową UNESCO. Pokłon świętych obrazów już dawno temu na stałe wpisał się w kaszubskie pielgrzymki. Towarzyszy im w sanktuariach w Wejherowie, Wielu czy Sianowie. - Według tradycji osobami niosącymi obrazy, czyli obraźni-kami i obraźniczkami, powinny być panny i kawalerowie. Ten pokłon błogosławieństwa, czyli wykonywany znak krzyża i zataczanie koła obrazem, symbo-lizują nieskończoną wszechmoc Boga. W trakcie pielgrzymki pokłon oddaje się na początku swojemu macierzystemu kościołowi i na końcu na miejscu docelowym - wyjaśnia ks. kan. Andrzej Leszczyński, proboszcz w parafii św. Karola Boromeusza w Wejherowie. - Od kilku lat nosimy feretrony parafialne. Są to obrazy z wizerunkami świętych, a także figurki, często z postacią Matki Bożej - mówi Łukasz Syposz, obrażnik. - Nie jest to proste zadanie, ponieważ feretrony ważą kilkadziesiąt ki- logramów. Są i takie, które ważą powyżej 80 kg czy 100 kg- To ciężka praca, a jednak nie stronią od niej dziewczęta. Jak wyjaśnia Szoszkiewicz, wśród korzyści z wpisu na krajową listę jest m.in. wzrost zainteresowania ze strony pielgrzymów, turystów i badaczy. - Jestem pewien, że gdy pokłon feretronów wejdzie na listę, to będzie jej ozdobą. Będzie wzbudzał zainteresowanie z tego względu, że to spektakularna stara tradycja kultywowana w pięknych wnętrzach zabytkowych kościołów i plenerach kaszubskich - zapewnia Szoszkiewicz. - Projekt kończy się w listopadzie. Wtedy będziemy w pełni gotowi, aby przystąpić do pisania wniosku. Wówczas będą już wszystkie zgody, badania, a także zostanie opublikowane wydawnictwo. Zatem z całym tym bagażem i wszystkimi rezultatami projektu będziemy wchodzić na Krajową Listę NDK. Wydaje mi się, że powinno to być już na początku 2024 roku - przewiduje Andrzej Szoszkiewicz. ©® materiał informacyjny polskiego komitetu energii elektrycznej 0010839554 Stabilne dostawy energii w umiarkowanej cenie? To możliwe! Działania wojenne na Ukrainie, ale także wcześniejsza agresywna polityka surowcowa Kremla uświadomiły Europejczykom, jak bardzo sytuacja geopolityczna wpływa na bezpieczeństwo energetyczne całego kontynentu. Dzięki działaniom podjętym przez rząd i spółki energetyczne Polacy mogą liczyć nie tylko na stabilną pracę Krajowego Systemu Energetycznego, ale także na akceptowalne ceny prądu. Warto jednak podkreślić, że długofalowo tani prąd będzie osiągalny tylko dzięki transformacji energetycznej, której ciężar finansowy spoczywa na państwie i i sektorze energetycznym. Przyczyny wysokich cen prądu W 2022 r. ceny surowców w kontraktach terminowych z dostawą na rok 2023 wzrosły o kilkaset procent: gaz -z około 250 do 1500 zł za MW, a węgiel ARA - z około 400 do 1600 zł za tonę. Ponieważ polska energetyka opiera się w dużym stopniu na węglu, wysokie ceny surowców wraz ze zmniejszeniem wydobycia węgla w 2022 r. oraz rosnącymi kosztami uprawnień do emisji C02 spowodowały znaczy wzrost kosztów produkcji energii w 2022 r. Ceny surowców, jak i ceny energii elektrycznej na rynkach hurtowych podlegają naturalnym wahaniom. Są one zależne także od sytuacji geopolitycznej. Wobec możliwej, potencjalnie dużej zmienności cen surowców, której towarzyszą nieuchronnie rosnące ceny uprawnień do emisji C02, w Polsce konieczne okazuje się przyspieszenie transformacji energetycznej w kierunku źródeł nisko- i zeroemisyjnych, a w szczególności OZE. Tarcza solidarnościowa i programy osłonowe Gdyby koszty surowców i uprawnień do emisji C02 zostały bezpośrednio przełożone na ceny energii dla wszystkich odbiorców, rachunki wzrosłyby kilkukrotnie. Dzięki rządowej tarczy solidarnościowej ceny energii dla gospodarstw domowych zostały zamrożone i dotowane przez spółki energetyczne oraz państwo. W ten sposób przeciętne gospodarstwo domowe płaci zaledwie 40% realnej ceny za 1 kWh prądu. Ochroną zostali objęci również odbiorcy wrażliwi, samorządy oraz małe i średnie przedsiębiorstwa, nabywający w 2023 r. energię po maksymalnej cenie 78 groszy netto zalkWh. Mimo korzyści, jakie niesie ze sobą tarcza solidarnościowa oraz inne programy osłonowe, trzeba mieć na uwadze, że są to jedynie działania doraźne. Skuteczna obniżka cen prądu jest możliwa tylko poprzez zmniejszenie zależności wytwarzania energii elektrycznej od węgla czy gazu oraz od konieczności zakupu coraz droższych uprawnień do emisji C02. Transformacja energetyczna sposobem na trwałe obniżenie cen energii Jedynym sposobem na zmniejszenie kosztów wytwarzania energii, a w rezultacie na powstrzymanie wzrostów cen prądu, jest transformacja energetyczna, czyli proces, w którym konwencjonalne źródła energii (elektrownie węglowe i gazowe) zostaną zastąpione źródłami nisko-i zeroemisyjnymi, czyli elektrowniami jądrowymi, wiatrowymi i wodnymi oraz farmami fotowoltaicznymi. Warto przy tym podkreślić, że zapotrzebowanie na energię elektryczną nieustannie rośnie ze względu na postęp technologiczny i gospodarczy. Nie wystarczy więc zastąpić istniejących źródeł wytwórczych, ale równolegle należy zainwestować w nowe. Do 2030 powinno powstać aż o około 1/3 więcej źródeł niż jest ich obecnie. Transformacja energetyczna obejmuje także modernizację sieci przesyłowych i dystrybucyjnych oraz budowę magazynów energii, zarówno bateryjnych (lokalnych, przydomowych), jak i w postaci elektrowni szczytowo-pompowych. Produkcja prądu z OZE jest nieprzewidywalna (zależy ściśle od warunków pogodowych), stąd dla zapewnienia ciągłości dostaw energii elektrycznej niezbędne jest jej magazynowanie w okresie szczytowej produkcji, tak żeby można było wykorzystać zapasy, kiedy produkcji nie ma. Warto podkreślić, że transformacja energetyczna jest procesem, który już trwa. Spółki energetyczne inwestują w nisko- i zeroemisyjne źródła energii. Na przykład grupa PGE w I kwartale 2023 r. wydała 1,5 min zł, Enea - 580 min zł. To ogromne kwoty, jednak stanowią zaledwie niewielką część środków, jakie pochłonie cały proces. Na zlecenie Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej analitycy EY przygotowali raport, z którego wynika, że łączny koszt transformacji energetycznej do 2030 r. wyniesie około 135 mld euro, czyli 600 mld złotych. Dla porównania - prognozowane dochody budżetu państwa w 2023 r. to kwota 604,5 mld zł. 22 • HISTORIA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 30.06.2023 Jak Szczecinek dla zachcianki Goebbelsa Kołobrzeg udawał Rajmund Wełnie Szczecinek Szczecinek kilkakrotnie w swojej historii służył za filmowy plener. Filmowcy przyjeżdżali tu i przed wojną, i po wojnie. Przypominamy dzieje nazistowskiego filmu „Kolberg" kręconego w Szczecinku w roku1944. Zdjęcia, które udostępnił nam Łukasz „Bronx" Chmielewski, założyciel portalu www.szcze-cinek.org poświęconego dziejom Szczecinka, to absolutny ewenement. - Dostałem je od dawnego mieszkańca Szczecinka podczas wizyty w Eutin (miasto na północy Niemiec, które patronuje byłym mieszkańcom Szczecinka - red.) - mówi Łukasz. - Wykonano je podczas scen kręconych do filmu „Kolberg". Mieszkańcy Szczecinka bez trudu rozpoznają rejon Rynku Maślanego, który udawał zabudowę Kołobrzegu z początków XIX wieku. Choć dziś okolice zmieniły się i to bardzo. W miejscu rynku stoi bowiem galeria handlowa Hosso. Pozostała za to wieża świętego Mikołaja, niektóre kamienice przy deptaku i parterowy domek, dziś siedziba informacji turystycznej. Zdjęcia są bezcenne nie tylko dlatego, że uwieczniły pracę filmowców, ale też mają zacięcie reporterskie. W archi- w wach dominują bowiem widoki i zdjęcia pozowane. Megaprodukcja Goebbelsa Skąd wziął się film „Kol-bergu" Josef Goebbels, mini- ster propagandy III Rzeszy, był zafascynowany kinem amerykańskim. Tak zrodził się pomysł nakręcenia filmu o bohaterskiej obronie Kołobrzegu w czasie wojny 1807 roku. Obrona ta przeszła do niemieckich legend. Osamotniona twierdza walczyła, gdy armia pruska została rozbita w puch przez Napoleona. Goebbels w obliczu wojennej klęski chciał podtrzymać Niemców na duchu. Zdjęcia do tej megaproduk-cji rozpoczęto w lecie 1943 roku. Rozmach przedsięwzięcia, które pochłonęło 8,5 miliona Reichsmarek, był ogromny, zwłaszcza że machina wojenna III Rzeszy po- FILMOWA HISTORIA Jesienią 1806 r. armia napoleońska rozbiła Prusaków pod Jeną i Auerstedt. Bez wystrzału poddały się Francuzom twierdze w Szczecinie, Kostrzynie, Magdeburgu, Spandau, a przerażony król Fryderyk Wilhelm schronił się w Prusach Wschodnich. Utrzymanie portu i miasta stało się kwestią być albo nie być Prus, bo było to jedyne połączenie z Anglią. Obroną Kołobrzegu kierował major Gnaise-nau, późniejszy feldmarszałek, a mieszczan do walki zagrzewał burmistrz Joachim Nettelbeck. Krwawe walki pochłonęły po 10 tysięcy ofiar po każdej stron. Wśród atakujących był pułk piechoty dowodzony przez Antoniego Sułkowskiego, wśród obrońców Polacy z zaboru pruskiego wcieleni do armii. Kołobrzeg, mimo strat, zniszczeń i ostrzału, bronił się przez ponad trzy miesiące, aż do pokoju w Tylży. chłaniała większość zasobów kraju i terenów okupowanych. No cóż, ale to właśnie Goebbels potrafił przekonać Niemców, aby fanatycznie wołali na wiecach, że chcą więcej armat, a nie masła. HISTORIA • Głos Dziennik Pomorża Piątek, 30.06.2023 W scenach batalistycznych do tej megaprodukcji, kręconych na połach między Berlinem a Poczdamem, brało udział 10 tysięcy statystów (żołnierzy Wehrmachtu i młodzieży szkolnej) oraz sześć tysięcy koni. Nie wahano się sprowadzić stu wagonów soli, która rozsypana na polach imitowała w lecie śnieg. Był to jeden z pierwszych barwnych filmów. W role żołnierzy pruskich w maju 1944 roku wcielili się uczniowie szczecineckich szkół. Przebrani w historyczne mundury, dziarsko maszerowali ulicami Szczecinka, udając obrońców Kołobrzegu. Prawdziwa wojna powoli zbliżała się i do Szczecinka, ale jej pełną grozę jego mieszkańcy mieli poznać dopiero zimą 1945 roku, gdy Rosjanie stanęli na rogatkach Ne-ustettin. Starzy Niemcy odwiedzający dziś Szczecinek pamiętają wydarzenie, jakim był niewątpliwie przyjazd do miasta ekipy filmowców. Większość scen rozgrywających się w Kołobrzegu powstała jednak w studiach wytwórni UFA w Poczdamie. W ostatecznym montażu wycięto zresztą -na życzenie Goebbelsa - co bardziej drastyczne sceny walk i ostrzału miasta. Niemcy morze ruin i śmierć mieli już za oknami i nie trzeba było im o tym, jak wygląda wojna, za bardzo przypominać. Film trafił na półkę 30 stycznia 1945 roku premiera filmu „Kolberg" uczciła obchody dwunastej i ostatniej rocznicy dojścia nazistów do władzy w Berlinie. W tym czasie wojska radzieckie stały już na Odrze - niespełna 80 kilometrów od stolicy III Rzeszy. Wagi symbolu miał nabrać także równoczesny pokaz dla niemieckich żołnierzy w oblężonym przez Aliantów francu- skim La Rochelle, twierdzy-bazie okrętów podwodnych na wybrzeżu Atlantyku. Kopię dostarczono na pokładzie U-boota. Przed kapitulacją film obejrzało w kinach niewielu Niemców. Potem na 20 lat „Kolberg" trafił na półkę jako dzieło hitlerowskiej kinematografii. Na ekrany wrócił w roku 1965 opatrzony odpowiednim komentarzem, sporadycznie pojawiał się także w telewizji. Kilkanaście lat temu specjalny pokaz podczas „Nocy muzeów" zorganizowali szczecineccy muzealnicy. Cóż, upływ czasu zrobił swoje i dziś to straszna i nudna ramota trudna obejrzenia, do tego rażąca nachalną propagandą. Miłośnicy historii Szczecinka świetnie się jednak bawią, odnajdując w kadrach obrazki ze Szczecinka. Szczecinek na pianie filmowym Szczecinek - a właściwie jezioro Trzesiecko - zagrał w filmie po raz kolejny w latach 60., gdy kręcono tu zdjęcia do serialu o komandosach z zielonych beretów. Filmowcy zawitali do Szczecinka także pod koniec XX wieku. W roku 1999 roku kręcono zdjęcia do niemieckiego filmu o dramatopisarzu Bertoldzie Brechcie. Dawny kemping przy ulicy Kościuszki wybrano jako replikę Buckowsee pod Berlinem, ukochanego miejsca wypoczynku Brechta. Z kolei życie szczecineckiego krawca-amatora Adama Giedrysa posłużyło za kanwę filmu fabularnego „Planeta Krawiec" z lat 80. z kapitalną rolą tytułową Kazimierza Kaczora. Choć akurat w tej produkcji Szczecinek nie użyczył swoich plenerów, lecz Pułtusk. Co ciekawe, oba filmy -polski i niemiecki - miały swoje premiery w szczecineckim kinie. Tuż obok Szczecinka - bo w Gwdzie Wielkiej udającej fikcyjną wieś Piaski - powstawał z kolei telewizyjny serial „Skarb sekretarza", który doczekał się też kinowej wersji pt. „Jest sprawa". Niezapomnianą kreację wójta stworzył w nim Krzysztof Kowalewski. Była to osadzona w popege-erowskich klimatach komedia 0 perypetiach związanych z bezcennym diamentem ukrytym w popiersiu Lenina. Poruszający dokument-re-portaż „Żeby nie bolało" pod koniec XX wieku nakręcił w Szczecinku Marcel Łoziński, który po bez mała ćwierć wieku wrócił do Urszuli Flis. Bohaterka na obrzeżach miasta prowadzi własne gospodarstwo rolne, wyprowadza krowy na pastwisko i zanurza się w świecie książek, które są jej drugim - a może pierwszym - światem. Jest miłośniczką teatru, inteligentną 1 oczytaną. W połowie lat 70. bierze na swoje barki ciężar, jakim jest 13-hektarowe gospodarstwo, rezygnując przy tym z normalnego życia, roli matki i żony. Ponowna wizyta u niej daje wszystkim wiele do myślenia... ©® KOMENDANT TWIERDZY Jednym z bohaterów „Kolberga" jest August Wilhelm von Gneisenau, komendant twierdzy kołobrzeskiej, znany pruski oficer. Naziści jego imieniem ochrzcili jeden ze swoich pancerników. Pod koniec wojny okręt został zatopiony przez Niemców u wejścia do portu w Gdyni. Historia zatoczyła koło. Łańcuch kotwiczny z Gneise-naua został użyty do ogrodzenia pomnika Zdobywców Wału Pomorskiego, który do dziś stoi przy ulicy 28 Lutego. artykuł reklamowy d n 7 n AIF M V KU Lł U/ij £11*11 ZA DARMO 1 ftfi GTtiilr JL 1/1/ S Jl LII A L ^ koreańskich ortokorektorów SEPARATOE KTÓRE MOGĄ WSPOMAGAĆ PROCES PROSTOWANIA HALUKSÓW! TO JEDYNA SZANSA, BY OTRZYMAĆ GO ZA DARMO! Jeśli urodziłaś się przed rokiem 1995 oraz ♦ cierpisz z powodu haluksów, ♦ ból i obrzęk stóp utrudniają Ci chodzenie, ♦ masz odciski, nagniotki i otarcia na stopach, ♦ wstydzisz się swoich koślawych palców, ♦ dobór wygodnego obuwia stanowi dla Ciebie nie lada wyzwanie... ...odbierz superwygodny koreański ortokorektor na haiuksy SEPARATOE do użytku domowego, który może poprawić wygląd zdeformowanych stóp. \ 1/ 7 To nie żart - 100 sztuk najnowszego modelu koreańskiego ortokorektora SEPARATOE czeka już spakowane do wysyłki w naszym magazynie! Każdy, kto szybko zadzwoni, otrzyma ten innowacyjny ortokorektor ZA DARMO. Rozdamy je na zasadzie „kto pierwszy, ten lepszy" - każdemu, kto zadzwoni do 3.07.2023. Datę urodzenia wystarczy potwierdzić ustnie przez telefon. Te inteligentne ortokorektory to najnowszej generacji system, który może poprawić wygląd zdeformowanych przez haiuksy stóp. Unikalna kinezjologiczna konstrukcja z bezpiecznymi punktami nacisku zmusza wykrzywione palce do powrotu do normalnej pozycji. Ponadto odciąża śródstopie i podtrzymuje więzadła, dzięki czemu palce przestają na siebie nachodzić. W konstrukcji zastosowano dynamiczną poduszeczkę, która dodatkowo amortyzuje i chroni przed otarciami, nagniotkami i ranami. Korektory są wykonane ze specjalnego fizjomedycznego tworzywa, które jest przyjazne dla stóp i wygodne w użytkowaniu. Wystarczy założyć ortokorektory na stopy i nosić minimum 5 godzin na dobę. Są one bardzo wygodne, nie krępują ruchów i nie przeszkadzają w codziennym funkcjonowaniu. Elastyczne i przewiewne tworzywo zapobiega odparzeniom i poceniu się stopy. Ortokorektor można nosić w każdych butach i kapciach. Dostępna jest wersja na lewą i na prawą stopę. Dlaczego ROZDAJEMY nowe ortokorektory na haiuksy SEPARATOE? Powód jest prosty. Posiadamy zalegającą na magazynie partię ortokorektorów w opakowaniu zbiorczym, do których zabrakło oryginalnych opakowań na każdy z produktów. Decyzją kierownictwa firmy - ortokorektory zostaną przekazane chętnym osobom bezpłatnie* w foliach i kartonowych opakowaniach zastępczych. Dodatkowo liczymy na to, że w ten sposób rozreklamujemy nasz produkt. Z tei szansy możesz skorzystać wyłącznie do 3.07.2023 Nowe koreańskie ortokorektory na haiuksy SEPARATOE nie będą dostępne w sklepach. DECYDUJE KOLEJNOŚĆ ZGŁOSZEŃ. Radzimy pospieszyć się i zadzwonić w tej chwili pod numer: 91300 38 82 aby zdążyć przed wyczerpaniem się DARMOWYCH zapasów. ^jMlimitto 1 bezpłatny ortokorektor na haiuksy dla osoby izwoniącej. 24 • KULTURA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 30.06.2023 Uhuru znaczy wolność KSIĄŻKI Mroczne miejsca Greta Drawska Wydawnictwo Prószyński i S-ka. Od wydawcy: „Anna zrobiła wszystko, by odciąć się od przeszłości, a teraz z córeczką, narzeczonym i jego nastoletnią siostrzenicą zaczyna budować wspólne życie w oddalonej od świata Lisiej Chacie. Kiedy poznaje starszą od siebie Rebekę, czuje, że to początek inspirującej przyjaźni. To dla niej szczególny moment, bo ponownie spodziewa się dziecka. Rebeka coraz bardziej zbliża się do nowej przyjaciółki oraz jej bliskich. Nie zawsze podoba się to narzeczonemu Anny, zwłaszcza że zaczyna dochodzić do tajemniczych zdarzeń". Rasowy thriller psychologiczny, którego nie da się odłożyć przed odkryciem prawdy. (MARA) Oszustka Aleksandra śmigielska Wydawnictwo Znak. Od wydawcy: „Przeszłości nie da się zmienić. Można ją jednak oszukać Moje poprzednie życie było tajemnicą. Udało mi się oszukiwać wszystkich na tyle długo, że sama wreszcie zapomniałam, kim kiedyś byłam./ Aż do dziś. Ktoś postanowił mi przypomnieć brud i zło, które zostawiłam za sobą. Ktoś, komu bardzo zależy na tym, aby moje kłamstwa wyszły na jaw. Kto chce zburzyć moje poukładane życie i odebrać mi to, co najważniejsze - mojego kochanego Piotra i nasze dziewczynki. A ja nie pozwolę na to, aby stała im się krzywda. I zrobię wszystko, aby uchronić ich przed prawdą". Pani weterynarz buduje swoje życie na fałszu, a kłamstwo ma krótkie nogi. Za to może być bardzo literackie i wciągające. (MARA) wego w Polsce. Od początku współpracuje z zagranicznymi, głównie z niemieckimi, ośrodkami kultury, uczestnicząc w projektach wymiany młodzieży oraz współorganizując międzynarodowe warsztaty artystyczne i teatralne. Młodzi i zdolni - Od początku przychodzili do teatru ludzie utalentowani, tworzyli fajne przedstawienia, razem pisaliśmy scenariusze i to procentowało - mówi Janusz Janiszewski. - Sukcesów mieliśmy bardzo dużo, ale cały czas zmieniają się pokolenia, bo młodzież wyjeżdża, idzie na studia, zaczyna życie zawodowe i odchodzi z teatru. Czasami zmienia im się spojrzenie na świat i zmieniają się perspektywy, jakie mają przed sobą. Ale temu służy nasz teatr. Każdemu, kto tu przychodzi, mówię, że ma wolność - może przyjść, może coś fajnego zrobić, może odejść. Obecny zespół Teatru Uhuru to uczniowie szkół średnich i i studenci. - U mnie przygoda z teatrem zaczęła się od tego, że poszłam kiedyś na Dni Polic i tam stała budka, w której można było sobie zrobić zdjęcia. Następnego dnia organizatorzy zadzwonili domnieizaproponowali, żezro-biąmiportfolio. Współpracowałam z nimi trzy lata, ale potem musiałam zrezygnować I wtedy moja nauczycielka ze szkoły zachęciła mnie, żebym przyszła do Teatru Uhuru. Robiłam pięć podejść, żeby się zdobyć na odwagę i tutaj przyjść, ale w końcu się udało i nie żałuję. Poznałam tu ludzi, którzy nadali głębszy sens temu, co chcę robić, i wiem, że mam z kim to robić, bo są tutaj ludzie, którzy kochają to samo, co ja -mówi Natalia. - Kontakt z teatrem miałam już w szkole podstawowej, kiedy występowałam na szkolnych uroczystościach. Zawsze sprawiało mi to ogromną przy-jemność, bo mogłam pokazać emocje, stawać się kimś innym. Stwierdziłam, że jak pójdędo liceum, to sobie znajdę jakiś teatr i trafiłam tutaj - mówi Kinga. - Zrozumiałam, że nie jestem jedyną osobą, która lubi się trochę powygłupiać, poudawać kogoś innego, tylko że jest takich osób więcej i dało mi to ogromną pewność siebie. - W pewnym momencie pomyślałam sobie, że fajnie by było wcielać się w różne role, pokazywać swoje emocje. Zrobiłam kilka podejść, żeby tu przyjść, bo trochę się stresowałam, ale przyszłam. Dzięki teatrowi bardzo się otworzyłam na ludzi, bo miałam z tym duży problem - mówi Gabriela. - Gram postać, która jest zupełnym przeciwieństwem mnie, jeśli chodzi o styl bycia, i uczenie się bycia tą postacią dało mi dużo do myślenia, bo do tej pory postrzegałam pewnych ludzi negatywnie, myślałam sobie, że są głupi, że nie da się z nimi normalnie porozmawiać. A teraz, grając tę postać, dostrzegam drugą stronę medalu - mówi Natalia. - Praca nad rolą pozwala zatrzymać się nad daną emocją trochę głębiej. Zastanowić się, jak ją pokazać, co dana osoba czuje. To mi pomaga zrozumieć, dlaczego ludzie reagują w ten, a nie inny sposób. Jako aktorka muszę się zastanowić, jak pokazać, że ktoś jest zły, ato pozwala zrozumieć, dlaczego ludzie zachowują się w ten sposób. Zastanawianie się nad emocjami to nie jest coś, co robię codziennie, a w teatrze mogę to robić - mówi Kinga. Rozalia przyszła do Teatru Uhuru dzięki Gabrieli. Trochę dla towarzystwa. Ale została dla siebie samej. - Miałam bardzo duży problem z poznawaniem ludzi, a tutaj poznałam ich mnóstwo i okazało się, że pod tym względem są podobni do mnie -mówi Rozalia. - Z jednej strony jest to zabawa, mimo że scena zawsze trochę stresuje, a z drugiej strony daje mi to poczucie bezpieczeństwa wgrupie, bo są tutaj fajni ludzie. Moja postać jest bardzo podobna do mnie, ale jak się coś powtarza wiele razy, to nadal szukam klucza do postaci, nadal próbuję i zastanawiam się, jak zagrać. Podczas 25-lecia młodzi „uhurianie" mieli okazję spotkać się z tym starszymi i okazało się, że teatr łączy pokolenia. ©® Małgorzata Klimczak Zaproszenie Tu jest wolność: twórcza. myśli w każdym znaczeniu. Dlatego od 25 lat młodzież chętnie tu przychodzi realizuje aktorskie pasje, wyzbywa się nieśmiałości i otwiera na innych ludzi. Na scenie Domu Kultury 13 Muz w Szczecinie młoda dziewczyna śpiewa „0 mnie się nie martw" z repertuaru Kasi Sobczyk. Przerywa, zaczyna od początku. Koleżanki przysłuchują się na widowni. - Chciałabym jakoś bardziej pokazać złość... - mówi dziewczyna. Koleżanki doradzają, każda ma własną wizję. A to jeszcze nie próba. Przyszły wcześniej, bo chciały same poćwiczyć. Przed nimi spore wyzwanie -z okazji jubileuszu teatru Najnowsze pokolenie Teatru Uhuru wszystkie grupy musiały zagrać nowe spektakle podczas i Violiny Janiszewskich, wów- i studenckiej - mówi Janusz Ja-I Festiwalu Sztuk Uhuru. czas aktorów Teatru Kana niszewski, założyciel Teatru W trakcie 25-letniej historii w Szczecinie. Pierwsza grupa, Uhuru. - Czasami się wydaje, że w ramach Uhuru działało kilka która wtedy się zawiązała, sta- to taki banalny pomysł, może następujących po sobie grup. nowiła zalążek zespołu teatral- coś porobimy, może coś się wy-Wszystkich spajała i do dzisiaj nego. Wtedy znalazł on miejsce darzy, a okazało się, że Teatr łączy ważna w tym teatrze idea w Młodzieżowym Domu Kul- Uhuru odniósł ogromne suk-wolności twórczej i dążenia tury w Gryfinie (teraz Gryfiński cesy. Zasada jest taka, że two-do indywidualnej i oryginalnej Dom Kultury). Od kilku lat teatr rżymy własne scenariusze, ekspresji intelektualnej i arty- działa pod egidą Domu Kultury Daję innym wolną rękę, jeśli stycznej. „Uhuru" w języku su- 13 Muz w Szczecinie. chodzi o pomysły, warunkiem ahili znaczy „wolność". -Jestem z wykształcenia pe- jest tylko to, żeby to miało jakiś dagogiem i po porzuceniu artystyczny wyraz. W takiej Najważniejsze jest pracyw szkole w 1997 roku zde- grupie jak nasza scenariusze spotkanie cydowałem się na pracę peda- często powstają spontanicznie. Teatr Uhuru jako formacja gogiczno-teatralną. Wcześniej Mottem teatru jest filozo-artystyczna powstał w 1997 prowadziłem warsztaty te- ficzne zdanie z twórczości pa-roku w ośrodku wannseeFO- atralne, ale zależało mi na stwo- trona duchowego Teatr Uhuru RUM w Berlinie, podczas rżeniu własnej grupy i tak się - Stanisława Ignacego Witkie-pierwszych niemiecko-francu- stało. Chciałem połączyć swoją wicza: „A cóż jest warte cokol-sko-polskich warsztatów te- wiedzę i zainteresowania, i zro- wiek, co istnieć może, jeśli tego atralnych, z inicjatywy Janusza bić coś dla młodzieży szkolnej nikt nie widzi? Nic". - Zawsze staraliśmy się krążyć wokół tematyki uniwersalnej, zadawaliśmy sobie pytania filozoficzne - mówi Janusz Janiszewski. - Ostatnio nurtowało nas takie: dlaczego jest coś, a nie nic? Słynne pytanie filozofa Leibnitza, powtórzone przez Witkacego. Nie grzebiemy jakoś głęboko w systemach filozoficznych, ale zastanawiamy się, jaki sens ma to, co robimy w teatrze czy w życiu. Staram się, żeby dla młodzieży ten teatr nie był wyłącznie rozrywką, ale stawiał ważne pytania. Najważniejsze jest spotkanie i to, że młodzież dobrze się czuje ze sobą. Teatr ma na swoim koncie kilkadziesiąt przedstawień. Największe uznanie przyniosłymu: „Pewna mucha", „Polly iMolly", „Ciało", widowisko plenerowe „Apocalypsis" czy spektakl „Pierogi". Wszystkie przedstawienia od początku istnienia teatru są spektaklami autor-Janusz Janiszewski swój teatr widzi wolnym i tego, nie skimi.Teatrjestlaureatemwielu tylko aktorstwa, uczy młodzież festiwali młodego teatru offo- Głos Dziennik Pomorza Piątek, 30.06.2023 PO GODZINACH 25 CZYTELNIA Jak nie wylądować w Tybrze w worku z wężem Jeżeli jest jedna rzecz, która od razu kojarzy się z antycznym Rzymem - zaczyna swoją książkę Emma Southon - to jest to morderstwo. Początek niebanalny, ale zaraz następuje stosowne wyjaśnienie. Smutny koniec 26 cesarzy Nad Tybrem krew lała się od zawsze. Oto Romulus zabił Re-musa, by założyć miasto. Cezar został zamordowany przez spiskowców, żeby ocalić republikę. Kaligulę zamordowano w teatrze, Klaudiusza otruto podczas kolacji, zaś Galbę ścięto na Forum Romanum. W ciągu niespełna 50 lat - policzyła autorka - zamordowano 26 cesarzy, a gladiatorów można liczyć w tysiącach. Emma Southon wyciąga zatem rzymskie trupy z szaf i przygląda się prawdziwym zabójstwom w historii imperium. W zabawny i błyskotliwy sposób przedstawia kulturę Rzymu, która z zabijania uczyniła nie tylko rozrywkę, ale także narzędzie polityczne oraz prawne. Nam wydaje się to nieprawdopodobne, ale dla Rzymian był to odpowiednik dzisiejszych kabaretów. Strach przed poena Cullei Szczególnie ciekawie wygląda w książce rozdział „Morderstwo w prawie rzymskim". Rzymscy juryści opisywali bowiem karę jako starodawną i ustanowioną zwyczajem przodków i nie bez powody wymyślili np. śmierć przez utopienie w worku, nierzadko z zaszytymi w niej zwierzętami (Poena cullei). Tak społeczeństwo rzymskie traktowało sprawców najcięższych zbrodni, uznając ich za obrzydliwych bogom i tym samym traktując taka karę jako formę pozbycia się skazy z otoczenia. Zachowane źródła pozwalają odtworzyć dokładnie sposób wykonywania kary. Kat i jego wspólnicy poprzedzali egzekucję chłostą. Głowę skazanego owijano wilczą skórą i ubierano go w ciężkie obuwie, co mogło służyć zapobieganiu ucieczce, lecz najpewniej miało wymiar magiczny. Do worka z bydlęcej skóry (culleo) zaszywano go wraz z czterema zwierzętami: psem, kogutem, małpą oraz wężem. Specjalistka od starożytnych Przedstawmy autorkę. Emma Southon jest doktorem historii i lubi wszystkim o tym przypominać. Tytuł obroniła na Univer-sity of Birmingham, a po kilku latach nauczania o starożytności i średniowieczu oraz pracy akademickiej rzuciła uniwersytet i zaczęła pisać dla przyjemności. Na początek popełniła więc biografię Agrypiny Młodszej, siostry Kaliguli, matki Nerona i żony Klaudiusza, a następnie książkę „Wszystkie trupy prowadzą do Rzymu" - o zabójstwach w starożytnym imperium. Wraz z Janiną Matthewson prowadzi historyczno-komediowy podcast „History Is Sexy". Jednak, jak deklaruje, przede wszystkim naprawdę kocha Rzymian i chce o nich pisać już zawsze. margra Emma Southon, „Wszystkie trupy prowadzą do Rzymu. Kryminalne zagadki starożytnych", wyd. Hi:story, Kraków 2023, cena 59,90 zł WIEŚCI NIE Z TEJ ZIEMI ANTEK KRÓLIKOWSKI Wytłumaczył się Dyżurny „zły chłopiec" polskiego show-biznesu długo milczał na temat swej relacji z Joanną Opozdą. W końcu jednak zabrał głos. Udzielił niedawno wywiadu „Super Expressowi", w którym wytłumaczył się z niepłacenia alimentów na swego syna. -Nie uchylam się od płacenia, lecz kwota 10 tys. zł alimentów miesięcznie przekracza moje obecne możliwości - powiedział. Ale dodał: - Jestem w trakcie sprzedaży mojego domu, dzięki której ureguluję zaległe alimenty i część przyszłych należności z góry -łącznie kwotę ok. 100 tys. zł od razu na rachunek Asi. MAGDA GESSLER Nie starzeje się Na okładce ostatniego numeru „Vivy" pojawiło się nietypowe zdjęcie 69-letniej re-stauratorki, na którym pozuje nago, przykryta jedynie gazetą. Fotografia odsyła do wywiadu z Gessler, w którym ce-lebrytka deklaruje: „Nie wierzę we wszystkie kwestie tyczące się wieku. Jeżeli jesteś emocjonalnie, fizycznie i intelektualnie aktywny, pozbawiony jesteś wieku. Mój ojciec ma dziś 92 lata, cały czas aktywnie żyje. I gdynaniego patrzę, nie widzę jego lat. Są osoby, które nie rozumieją mojej nadprzyrodzonej młodości". I faktycznie: nie wszyscy internauci uwierzyli w teorie Gessler. „Nogi chyba pożyczone. Ale retusz. To jest to niebanie się przemijania?" - napisał jeden z nich. „Po co ten photoshop?" - rzucił drugi. BEYONCE Spała w puchach Amerykańska gwiazda wystąpiła w miniony wtorek na Stadionie Narodowym w Warszawie. Pudelek dowiedział się, że piosenkarka spędziła w stolicy trzy dni. Zatrzymała się w luksusowym hotelu Raffles, w którym jedna noc kosztuje 28 tys. zł, co oznacza, że organizator musiał zapłacić za jej pobyt 84 tys. zł. Wokalistka spała na łóżku typu „king" z puchową pościelą, mogła skorzystać ze znajdujących U Edyta Herbuś wybrała się na urlop do Kalifornii i chwaliła się swoją formą fizyczną się w łazience ekskluzywnych produktów kosmetycznych, specjalnie zaprojektowanych dla hotelu przez francuskiego perfumiarza Blaise'a Mau-tina, zajrzeć do biblioteczki z kolekcją książek i podziwiać na ścianach dzieła polskiej sztuki współczesnej i nowoczesnej. EDYTA HERBUŚ Dyskutowała z fanem Celebrytka wybrała się na urlop do Kalifornii i zamieściła na Instagramie serię zdjęć w kostiumie kąpielowym. „Pracuję nad tym, by riałobyłozdroweiw dobrej formie" - napisała. Ku jej zaskoczeniu jeden z internautów stwierdził: „Już nie te lata. Tragedia ciało się robi". Herbuś nie wytrzymała i odpowiedziała mu: „A mnie się te lata bardzo podobają iciało też. Jak to nie twoja bajka, to raczej tu nie zostawaj, bo „lepiej" już nie będzie". Mężczyzna nie dał za wygraną i obwieścił: „Po prostu robisz się brzydka". Celebrytka odpisała: „Masz zbyt plastikowe gusta, jak na ten profil". MACIEJ KURZAJEWSKI Miał wolny dzień Telewizyjny prezenter wybrał się w minionym tygodniu na Igrzyska Europejskie w Krakowie. Towarzyszyła mu oczywiście jego obecna partnerka - Katarzyna Ci- chopek. Para zamieściła we wtorek rano wspólne zdjęcia z jednej z podwawelskich restauracji. Kurzajewski ubrany byłw biały t-shirt i beżowe spodnie, a zapozował ze szklanką soku i dwiema patelniami szakszuki z roślinną kiełbasą. ZkoleiCichopek zaprezentowała się w różowej sukience z falbanami, okularach przeciwsłonecznych i szklanką soku w ręce. „Ptaszek nie taki ranny, ale śniadanie pyszne, a towarzystwo najlepsze. Idealny dzień wolny" - podpisał swoje zdjęcie prezenter. PIOTR RUBIK Rozgląda się Słynny kompozytor zapowiedział przeprowadzkę do Miami, gdzie ma zamiar kupić mieszkanie lub dom. Z relacji jego żony na Instagramie wynika, że małżonkowie już są na Florydzie i intensywnie oglądają kolejne nieruchomości. Jak na razie, nic im nie przypadło do gustu. -Za elegancką rezydencję z basenem i z czterema sypialniami w Miami Beach musieliby wydać od półtora miliona dolarów w górę. Na razie zapewne wynajmą jakiś dom, by zobaczyć, jakim się tam mieszka. Cena wynajmu wynosi około 7,5 tysiąca dolarów. Wiem, że też myślą o osiedleniu się w oddalonej o trzy godziny od Miami Sarasocie, gdzie mieszka spora Polonia. Ale to centrum biznesowe jest w Miami, więc pewnie zostaną tu - twierdzi informator serwisu Show News. HOROSKOP Wodnik (20.01-18.02) Trzymaj się planów, bo horoskop dzienny wyraźnie mówi, że systematyczność będzie Ci potrzebna jak mało kiedy. Ryby (19.02-20.03) Musisz nieco pohamować swoje ambicje. Horoskop na dziś zapowiada, że nie będziesz w najwyższej formie. Baran (21.03-19.04) Horoskop dzienny na piątek nie wyklucza, że w czasie weekendu usłyszysz pukanie do drzwi. Są wakacje, więc goście nie powinni Cię dziwić. Byk (20.04-20.05) Nie przejmuj się małym niepowodzeniem, jakiego możesz dzisiaj doświadczyć. Ho-1 roskop dzienny mówi, że jutro nie będzie po nim śladu. Bliźnięta (21.05-21.06) Sprzyjające okoliczności pozwolą Ci rozwinąć skrzydła. Horoskop na dziś mówi, że przylgnie do Ciebie łatka „człowiek sukcesu". Rak (22.06-22.07) Skomplikują się Twoje plany. Horoskop dzienny na piątek mówi, że na prostą wyjdziesz dopiero po interwencji kogoś z grona znajomych. Lew (23.07-22.08) Postanowisz coś zmienić w swoim życiu. Horoskop dzienny radzi zastanowić się, co powiedzą na to ludzie z najbliższego otoczenia... Panna (23.08-22.09) Twoje relacje z otoczeniem będą układać się wyjątkowo poprawnie. Horoskop na dziś zapowiada wręcz „krainę łagodności". Waga (23.09-22.10) Twoje zdanie nie zawsze będzie przystawać do opinii innych osób. Horoskop dzienny na piątek ostrzega, że może to zakończyć się awanturą. Skorpion (23.10 - 21.11) Ktoś będzie usilnie próbował przekonać Cię d swoich racji. Horoskop dzienny wróży, że wiele z tego nie wyjdzie. Strzelec (22.11-21.12) Swoją aktywność ograniczysz do niezbędnego minimum. Horoskop na dziś mówi, że zbyt wiele nie osiągniesz. Koziorożec (22.12 -19.01) Horoskop dzienny na piątek mówi, że obok Ciebie rozwinie się mały problem, który ^ - jeśli go zlekceważysz - może wywołać wielką burzę... EZsS Redaktor naczelny Przemysław Szymańczyk, Z-cy red. nacz: Marcin Stefanowski, Wojciech Frefichowski, YnonaHusaim-Sobecka. Prezes Makroregionu Piotr Grabowski. Dyrektor biura reklamy oddziału Ewa Żelazko. Dyrektor marketingu Robert Gromowski. Redakqa.SLUPSK,ul.HenrykaPobożnego19,teLS98488100, redakqagp24@pokkapresipl, KOSZALIN, ul. Mickiewicza 24, tei.943473552,redakqa.gk24@polskapressjA SZCZECIN, Al. Niepodlegtości26/U1,teL9148l3300jedakijags24@potskapress.pl. Druk Polska Press Oddział Poligrafia, 85-438 Bydgoszcz, ul. Grunwaldzka 229. POLSKA PRESS GRUPA Wydawca Polska PressSp. z 0.0. ul. Domaniewska 45,02-672 Warszawa, tel.22 2014400, fax: 222014410 www.„- a WWW.gs24.pl ©© - umieszczenie takich dwóch znaków przy Artykule, w szczególności przy Aktualnym Artykule, oznacza możliwość jego dalszego rozpowszechniania tylko i wyłącznie po uiszczeniu opłaty zgodnie z cennikiem zamieszczonym na stronie www.gp24.pl/tresci i w zgodzie z postanowieniami niniejszego regulaminu Redaktor naczelny Dorota Kania Dyrektorartystyczny Tomasz Bocheński, Biuro Prasowe: biuroprasowe@polskapress.pl, Dyrektor kolportażu Karol Wlazło, Agencja AIP kontakt@aip24.pl WSZYSTKIE TRUPY Sore^ytnyctf08 PROWADZĄ DO RZYMU 26 SPORT Głos Dziennik Pomorza Piątek, 30.06.2023 IGRZYSKA EUROPEJSKIE. ZŁOTY MEDAL W SKOKACH NARCIARSKICH W ZAKOPANEM ZDOBYŁ DANIEL TSCHOFENIG Polacy nie dolecieli do podium Artur Bogacki artur.bogacki@polskapress.pl W pierwszym męskim konkursie skoków na IE 2023 Polakom nie udało się stanąć na podium. Najwyżej, na 7. pozycji, znalazł się Piotr Żyła. Złoto zdobył Austriak Daniel Tschofenig. Ten konkurs na igelicie miał się odbyć w środowy wieczór, ale wówczas przeszkodziła pogoda, przede wszystkim -mocny, zmienny wiatr. Odwołano sesję próbną, a główne zawody przerwano w trakcie pierwszej serii, gdy na górze pozostało kilkunastu skoczków. Zmagania przełożono na czwartkowy poranek, na godzinę 9:30. Wczesna pora chyba nie posłużyła Polakom. W serii próbnej (jeszcze godzinę wcześniej) najlepiej spisał się a Żyła, który jako jedyny znalazł się w „10" - 7. wynik (dzień wcześniej przed konkursem był 3., a Dawid Kubacki 4.). Pierwsza punktowana seria zaskoczyła wynikami Polaków, nie były tak dobre, jak się spodziewano. Najlepszy z Biało-Czerwonych okazał się najmłodszy w grupie Kacper Juraszek, zajmował 13. miejsce. O dwa „oczka" niżej plasowali się wspólnie Żyła i Kubacki, Stoch był dopiero 27., a Aleksander Zniszczoł nie załapał się do drugiej serii (32.). Na prowadzeniu był Daniel Tschofenig, który wcześniej w IE też wykonywał dobre skoki. O sporą niespodziankę postarał się na tym etapie Fatih Arda Ipcioglu. Turek najpierw wygrał próbną rundę (102,5 m), a w pierwszej konkursowej też poleciał daleko i był 6. W drugiej serii skoczek znad Bosforu jednak nie potrzymał dobrej passy, ostatecznie skończył zmagania na 11. pozycji. Wyprzedziło go dwóch Polaków, którzy wskoczyli do czołowej „10". Świetny skok (106,5 m) oddał Żyła, a kolejni rywale nie potrafili mu dorównać. Kibicom (których na trybunach Średniej Krokwi było - jak na zawody w skokach - mało, tylko kilkuset) pewnie przypo- Nasi skoczkowie Dawid Kubacki i Piotr Żyła w pierwszym konkursie Igrzysk Europejskich Kraków-Małopolska 2023 wywalczyli miesjca w czołowej „dziesiątce" mniały się zimowe mistrzostwa świata, kiedy to Żyła na półmetku był 13., a potem pofrunął po złoto. W igrzyskach europejskich tak się jednak nie stało, nasz zawodnik awansował w rankingu, ale „tylko" w»a«jw małopot-ska C|eg*o> Mmmm)*/**/** oljska SPONSORZY I PARTNERZY PKO! I POLSKIEJ REPREZENTACJI GRUPA .v LUXMfcO Sponsor Strctegiczr^y 5pcnsorG«n»rairy Sponsor na 7. pozycję. Na 10. ostatecznie wylądował Kubacki. Poprawił się też Stoch (o 5 „oczek" - 22.), a znaczy spadek zanotował Juraszek (z 13. na 27.), W walce o złoto Tschofenig wytrzymał presję i wygrał z dużą przewagą. Co ciekawe, w marcu ubiegłego roku na mistrzostwach świata juniorów w Zakopanem też cieszył się ze zwycięstwa na Średniej Krokwi (wtedy zdobył też złoto w drużynie). Podium pierwszego konkursu IE uzupełnili Hoerl iDeschwanden. - Piotr zaliczył solidy występ. Pierwszy skok był zbyt agresywny, drugi był dobry -ocenił trener naszej kadry skoczków narciarskich Thomas Thurnbichler. - Dawid miał problemy, podobnie jak dzień wcześniej. Nie złapał jeszcze czucia, to wczesny etap treningów, zabrakło stabilności. Na ostatnim zgrupowaniu skakał bardzo dobrze, więc liczyłem, że teraz też to pokaże, ale pod presją się nie udało. Drugi czwartkowy konkurs - drużyn mieszanych - zakończył się po zamknięciu wydania. Wynfltib 1. Daniel Tschofenig (Austria) 270,3 (104 i 104,5 m), 2. Jan Hoerl (Austria) 262,7 (101 i 104,5 m), 3. Gregor Deschwanden (Szwajcaria) 258 (107 i 101,5 m), 4. Raimund Philipp (Niemcy) 257 (103 i 103 m), 5. Marius Lindvik (Norwegia) 254,7 (100 i 101,5 m), 6. Robert Johansson (Norwegia) 250,8 (101 i105m),7. Piotr Żyła (Polska) 249,5 (95,5 i 106,5 m)... 10. Dawid Kubacki (Polska) 241,8 (95,5 i 101 m),22. KamilStoch (Polska) 222,5 (93,5 i 97 m), 27. Kacper Juroszek (Polska) 213,7 (97,5 i 87,5 m), 3Z Aleksander Zniszczoł (Polska)102,2 (93 m). ©® G&wny Ftartrwr Mecfyczny Polki pokonały N iemki w Lidze Narodów Jacek Kmiecik redakcja@polskapress.pl Polskie siatkaiki po emocjonującym meczu pokonały wtie-breaku reprezentację Niemiec 32 (15:25,25:19,25:19, 1925,1715) w trzecim turnieju UgiNarodówwpołudmowo-koreańsłdmSuwon. Polki katastrofalnie zaczęły spotkanie, jakby nie zdążyły się przebudzić, choć w Suwon mecz rozpoczął się o godzinie 12 (o 5.00 czasu polskiego). Przegrały pierwsze 7 piłek i mimo prób wstrząśnięcia zespołem przez selekcjonera Stefano Lavariniego, dokonywanej rotacji w składzie, nie zdołały do końca seta odrobić straty, ulegając Niemkom wpierwszej partii 15:25. Na szczęście, wychodząc na drugiego seta, kompletnie zmieniły nastawienie i nie dały szans wybrankom dawnego selekcjonera polskich siatkarzy, obecnie pracującego z siatkarkami zza naszej zachodniej granicy - Vitala Heynena. Trzecia partia była prowadzona również pod dyktando Biało-Czerwonych. Mecz mogły rozstrzygnąć w czwartym secie, w którym do pcdowy walka była wyrównana i drużyny naprzemiennie zdobywały „oczka". Jednakwkońcówce gra naszych siatkarek znowu się posypała Zawodniczki Stefano Lavariniego pokonały Niemki i umocniły się na czele VLN i dały odskoczyć rywalkom oraz wyrównać stan meczu na 2:2. W tie-breakuMagdalenaSty-siak i spółka początkowo kontrolowały wydarzenia na parkiecie i zachowywały dwu- i trzypunk-tową przewagę nad Niemkami. Im bliżej jednak zakończenia spotkania, tym w grę naszych siatkarek wkradała się nerwowość, przez co znowu dały się dogonić rywalkom. Niemki wyszły na prowadzenie 11-10, ale to Polki miały trzy piłki meczowe i zdołały przypieczętować zwy-cięstwo:Agnieszka Korneluk splasowała przechodzącą piłkę. - W ciągu 24 godzin kolejny tie-break. Bardzo dobry mecz. Znowu trudne rywalki, wymagające. Ale tie-break tym razem wygrany i to jest najważniejsze - skomentowała środkowa i kapitan naszej reprezentacji, która zdobyła 15 punktów. Korneluk, zapytana o swoją świetną grę blokiem, odpowiedziała, że kluczem jest koncentracja i skupienie się na poszczególnych zawodniczkach, rozgrywających. Kolejny bardzo dobry mecz zaliczyła polska libero Maria Stenzel, która wykonała czarną robotę wobronie, atakże kapitalnie spisała się przy przyjęciu zagrywki oraz asekuracji ataku. Podopieczne Lavaroniego w ogólnym rozrachunku zdo-były o 2 punkty mniej od wybranek Heynena (101-103), miały jednak o dwa skuteczniejsze ataki od Niemek (67-65), nieco słabiej blokowały (10-12), miały tyle samo zepsutych serwów (po 4) i o 2 błędy w odbiorze mniej od przeciwniczek (20-22). Biało-Czerwone wygrały ósmy mecz w tegorocznej edycji Ligi Narodów i przy dwóch porażkach umocniły się na czele tabeli VLN, zapewniając sobie teoretycznie łatwiejsze rywalki w ćwierćfinale turnieju finałowego, który odbędzie się w Ar-lington w USA 12-16 lipca. Dziś, ponownie o godzinie 5.00 czasu polskiego, zespół trenera Lavariniego zmierzy się z Bułgarią, a na zakończenie fazy interkontynentalnej zagra w niedzielę z ekipą gospodarzy - Koreą Południową. Głos Dziennik Pomorza Piątek, 30.06.2023 SPORT 23 PKO EKSTRAKLASA PODZIAŁ KASY ZA SEZON 2022/23 Najw ięcej dla Rakowa, Legia niewiele mnie} reklama Krzysztof Kowalski, (lis) sport@gs24.pl Ekstraklasa ustaliła podział premii dla klubów za sezon 2023/23. Do podziału było łącznie 240 min złotych. Ekstraklasa SA najwięcej przelała na konto Rakowa Częstochowa. Mistrz Polski otrzyma 27,63 min złotych. Niewiele mniej trafi do wicemistrza Legii Warszawa-26,46 min zł. Trzeci Lech Poznań zgarnie 22,58 min zł, a czwarta Pogoń Szczecin - 18,34 min. Na wypłaty składa się kilka elementów: kwota stała - 44 proc. (dzielona po równo); premia za wynik sportowyg - 33,5; tzw. ranking historyczny-20; pula w Pro Junior System - 2,5 proc. - Miniony sezon został już w pełni rozliczony, a wszystkie środki zostały klubom wypłacone. W najbliższych latach kwota do podziału skokowo wzrośnie, bo od lipca zacznie obowiązywać nowy, rekordowy Pogoń i Legia także w sezonie 2023/24 będą w ligowej czołówce i powalczą o wysokie premie kontrakt z CANAL+ o wartości 1,2 mldzł. Będzie ono30proc większy od dotychczasowych umów z nadawcami - mówi Marcin Ani-mucki, prezes Ekstraklasy SA. Klasyfikację Pro Junior System wygrało Zagłębie Lubin (1,95 min), przed Lechem i Legią. W rankingu historycznym - Le- gia przed Pogonią. - Pula za ranking historyczny wyniosła w minionym sezonie 48 min zł. Decyzją klubów od nowego sezonu pula zmniejszy się z 20 do 14 proc, a większa będzie pula stała - wyjaśnia dyrektor finansowy Ekstraklasy S.A. Krzysztof Bauza. ©® 0010794748 OLIMPIJSKIEJ GICwny Partner M&diyCIfry POLSKA khaków matom ska Cjeg>o> SPONSORZY \ PARTNERZY PKO! I POLSKIE REPREZENTACJI *N ORLEN Sponsof strategiczny sponsa gefserainy Polskie florecistki bez medalu na Igrzyskach Europejskich Jacek Żukowski redakcja@polskapress.pl Podobnie jak szablistom, polskim florecistkomnie udało się zakwalifikować do strefy medalowej turnieju drużynowego podczas Igrzysk Eiuo-pejskieh. Polki przegrały swój pierwszy mecz-z Niemkami Julia Walczyk-Klimaszyk, Martyna Synoradzka i Hanna Łyczbińska natrafiły niestety na naprawdę ciężką przeszkodę. Niemki od razu narzuciły swoje warunki, wychodząc na prowadzenie 8:1. Łyczbińska w swojej walce zniwelowała straty - do 9:11. Następnie złota medalistka indywidualnie krakowskich igrzysk, czyli Walczyk-Klimaszyk, wyprowadziła naszą drużynę na remis 18:18, a po kolejnej walce Łyczbiń- skiej nadal nikt przechylił szali - 22:22. O wszystkim zadecydowały zatem ostatnie pojedynki, które na nasze nieszczęście Polkom nie wyszły. Na ostatnią walkę Walczyk--Klimaszyk wychodziła z mankiem 5 punktów (26:31), takiej straty nie mogła już odrobić i Biało-Czerwone uległy rywalkom 33:41. - Od początku było nam ciężko - powiedziała po wszystkim Julia Walczyk-IGi-maszyk. - Rywalki były dzisiaj bardziej zmotywowane niż my. Doprowadziłyśmy do remisu, ale trzy ostatnie walki były kluczowe. Ja mogłam lepiej zacząć mecz, a 1:4 ustawiło nas w obronnej pozycji, ale wyszłyśmy z tego. Nie jest tak, że walczyłyśmy ze słabymi zawodniczkami, ponieważ one Polki doprowadziły do remisu, ale ostatecznie przegrały są w najlepszej ósemce światowej. Może zadecydowała dyspozycja dnia. Ciężko na gorąco to komentować, bo bardzo przeżywam tę porażkę - dodała. Gdy Walczyk-Klimaszyk wychodziła na ostatnią swoją walkę, nie miała już zb}rt wiel- kich szans na odrobienie dystansu. - Tym bardziej że Leonie Ebert bardzo dobrze się broni, stojąc twardo na nogach. Byłam przez cały czas o krok za daleko - skomentowała nasza reprezentantka. - Nie chciałam robić ryzykownych akcji, a rywalka była o krok dalej ode mnie. To zeszłoroczna mistrzyni Europy. Jest żal, bo wiemy, że jesteśmy w stanie walczyć o medale. Chciałabym, abym nie tylko ja wróciła do domu z medalem, ale wszyscy. Jest mi bardzo przykro - dodała. Julia Walczyk-Klimaszyk zdobyła złoto indywidualnie, pokonując w finale nieznacznie niżej notowaną Węgierką Florą Pasztor, z którą wygrała 15:11. Po indywidualnym sukcesie mocno liczyła na powtórkę w drużynie - niestety, Polkom nie udało się pójść za ciosem. - Pierwsze dwie walki nie poszły po naszej myśli - przyznała po porażce z Niemkami Hanna Łyczbińska. - Rywalki zaskoczyły nas. Później starałyśmy się odrobić starty. W połowie był nawet remis, ale niestety nie udały się nam ostatnie trzy walki, były na minusie, każda z nich. Wyszło jak wyszło... Starałar^, się ratować mecz, ale co mogę powiedzieć? Drużyna jest drużyną, razem wygrywamy i razem przegrywamy. Zawsze trzymamy się razem. Liczyłam, że może uda się zdobyć medal, ale teraz wiemy już, że tego nie ma - powiedziała. Po porażce z Niemkami Polki obiecały swoim kibicom walkę o 5. miejsce i słowa dotrzymały. Najpierw pokonały Austrię 45:32, a następni^ Ukrainę 45:35. Dzisiaj od godziny 9 rywalizować będą szablistki i szpa-dziści. Finał szabli kobiet przewidziany jest na godzinę 19, a finał szpady mężczyzi* godzinę wcześniej. ©® reklama r Sponsor (Generalny ORLEN 18 Głos Dziennik Pomorza Piątek, 30.06.2023 SPORT www.sportowy24.pl KRÓTKO 01NI8 STOŁOWY Zmiany w Poltarex Pogoni Męski zespół Poltarex Pogoni Lębork awansował niedawno do LOTTO Superligi. Swojego ósmego sezonu na tym poziomie nie rozegra 49-letni kapitan zespołu, Marek Prądzinski. Zabraknie także innego autora awansu, Łukasza Kapronia. - Marek Prądzinski i Łukasz Kaproń nie są w stanie pogodzić swoich obowiązków zawodowych z występami w LOTTO Superlidze, dlatego odchodzą z zespołu - poinformował Wojciech Potrykus, trener zespołu. M. Prądzinski wywalczył z klubem z Lęborka dwa me-daie mistrzostw Polski, srebrny w 2010 i brązowy w 2011 roku. Gdyby zdecydował się na dalsze występy, zostałby najstarszym Polakiem regularnie grającym w najwyższej klasie rozgrywkowej! Zawodnikiem Pogoni w nowym sezonie będzie 22-letni JanZandecki. Były młodzieżowy reprezentant Polski, przez ostatnie 4 lata reprezentował Olimpię-Unię Grudziądz. Wcześniej, do 2019 r., grał w AZS AWFiS Gdańsk. W zespole zostają bracia Adam i Sławomir Doszowie. Przypomnijmy, że w barażach o Su-nerligę, Pogoń pokonała dwa razy po 8:2 Piasta Poprawę Ostrzeszów. BIEGI PRZEŁAJOWE 0 Puchar Komendanta W Płotowie (gmina Bytów) po raz ósmy odbył się Bieg 1 Marsz Nordic Walking o Puchar Komendanta Powiatowego Policji w Bytowie. Rywa- lizację biegaczy na dystansie 8 km ukończyło 36 osób. Zwyciężył Daniel Breska (Ścigała Team) w czasie 32 minuty i 14 sekund. Kolejni na mecie zameldowali się Dariusz Gu-zowski (Szkoła Policji Słupsk/Talex Borzytuchom) i Dariusz Glazik (Ścigała Team), którzy uzyskali czasy 33.52 i 36.09 min. Klasyfikację kobiet wygrała Justyna Nowodworska (Runtastyczni Team Bytów) w czasie 39.29 min. Drugie miejsce zajęła Julia Bieszk (KPP Wejherowo, 41.36), a trzecie Joanna Kmiecik (Gops Trzebielino, 46,52). Rywalizację kijkarzy na tym samym dystansie ukończyło 37 osób. Zwyciężyli Tadeusz Jakimiec(KS Husaria Szczecinek) oraz Monika Knitter (Polanów). REKREACJA Biegiem na wieżę ratusza Nietypowy bieg odbędzie się w sobotę w Słupsku. W ramach obchodów 122. urodzin ratusza odbędzie się I Bieg na Wieżę Ratusza. Udział wezmą 122 osoby, które wystartują w trzech kategoriach: bieg symboliczny (początek o godz. 18.00), bieg sztafetowy (19.00) i bieg dla najsilniejszych (20.00). W rywalizacji sztafet wystąpi dziesięć 5-osobowych zespołów. Bieg dla najsilniejszych polegać będzie z kolei na wbiegnięciu na wieżę 12 razy z poziomu przyziemia. Wystartuje w nim po 10 kobiet i mężczyzn. Start i meta na dziedzińcu ratuszowym (plac Zwycięstwa 3). Tam też będzie czynne biuro zawodów w godz. 16.00-17.45. Gak) BIEGI Wystartują nad jeziorem 8 lipca w Korzybiu odbędzie się 29. Biegu Elżbiety Garduły. Rywalizacja prowadzona będzie na dystansie 10,5 km (4 pętle po 2,625 km), ze startem i metą na plaży przy jeziorze w Korzybiu. Start biegu głównego zaplanowano o godz. 11.00. Zgłoszenie uczestników przyjmowane są przy użyciu formularza na stronie biegnijmy.pl. Termin zgłoszeń upływa 6 lipca o godz. 23.59. JAK BADMINTON Mistrzostwa miasta W sobotę rozegrane zostaną siódme Mistrzostwa Słupsk w Badmintonie. Rozgrywki prowadzone będą w hali ZSO przy ul. Zaborowskiej 2. Początek zmagań o godz. 9.00. Turniej rozegrany zostanie w kategoriach żaków, młodzików młodszych, młodzików, juniorów oraz seniorów. W tej ostatniej kategorii obowiązywać będzie podział na początkujących, średnio zaawansowanych i zaawansowanych. JAK Biegiem plażą i pod górę Jacek Wójcik jacek.wojcik@gk24.pl BIEGI PRZEŁAJOWE. Pierwszy lipcowy weekend będzie należał do biegaczy. Wystartują w Koszalinie i Jarosławcu. W sobotę biegacze ponownie zawładną ścieżkami Góry Chełmskiej. Po niedawnym biegu 12-godzinnym odbędzie się tu impreza pn. Kurs na Chełmską - 7. Górski Półmaraton Pętli Tatrzańskiej. To także wyzwanie dla dobrze przygotowanych zawodników. Do wyboru będą trasy o długości 10,55 km lub 21,1 km. Uczestnicy będą wybierać dystans w trakcie rywalizacji. Bazą zawodów będzie plac Gościńcowy pomiędzy sanktuarium i wieżą widokową, w okolicach szczytu góry Krzy-żanki. W dniu zawodów biuro Bieg Po Plaży to jedna z największych letnich imprez czynne będzie od godz. 9.00. Start rywalizacji zaplanowano o godz. 11.00, a zakończenie ok. 14.30. W niedzielę w nadmorskim JarosławTcu (gmina Postomino) po raz 31. odbędzie się Bieg Po Plaży. To jedna z najpopularniejszych letnich imprez biegowych wkraju. Uczestnicy będą mieli do pokonania dystans 15 km, z czego jedną trzecią po plaży. Organizatorem biegu jest Centrum Kultury i Sportu w Postominie. Start biegu zaplanowano o godz. 12.00 przy ul. Bałtyckiej. Pierwszy zawodnik na mecie (ul. Nadmorska) spodziewany będzie ok. 12.45. W ramach biegu po raz pierwszy odbędą się Mistrzostwa Strażaków PSP i OSP. Wcześniej zaplanowano kilka imprez towarzyszących. Od godz. 9.00 rywalizować będą uczestnicy 31. Ogólnopolskiego Biegu Młodzieżowego Powitanie Lata. 010.40 wystartuje 26. Ogólnopolski Bieg Samorządowy - Bursztyn Jarosławca (dystans 2,2 km), a o 11.05 po raz dziewiąty przeprowadzony zostanie Bieg Milusińskich „W pogoni za". Również po raz dziewiąty odbędzie się Rekreacyjny Bieg „Podziel się życiem" w ramach akcji „TAK dla transplantacji" (1,1 km, start o 11.20). Odszedł bramkarz słynnych słupskich Cieślików PIŁKA NOŻNA. Wykrusza się starsze pokolenie piłkarskie wgrodzie nad Słupią. 26 czerwca zmarł Bernard Fa-lęckL Słupskie środowisko futbolowe poniosło wielką stratę. Wiadomość o śmierci Bernarda Falęc-kiego (rocznik 1951), zasmuciła wszystkich zawodników legendarnego Międzyszkolnego Klubu Sportowego Geśliki. Piłka nożna była wielką pasją znakomitego bramkarza tego klubu. - Bernard wybrał trudną funkcję w drużynie. Koniecznie chciał być bramkarzem i dzięki swojej woli walki, ambicji i ciężkiej pracy doczekał tego, że strzegł między słupkami bramki Cieślików. Konkurencję miał bardzo silną, bo przed nim byli znakomici bramkarze: Bernard Bonkowski, Zdzisław Jedynak, Roman Skórko, Leszek Ziętarski, Ryszard Bućko. Benek był niezwykle pracowity, zdyscyplinowany i pomocny na treningach dla młodych kolegów po fachu. Jego świetnie i kapitalne interwencje bram-karskie wzbudzały zachwyty szkoleniowców, działaczy i kibiców. Najlepszy mecz rozegrał w Łodzi przeciwko Łódzkiemu Klubowi Sportowemu. Po nim miał propozycję zmian klubowych i przejścia do tego zasłużonego klubu z włókienniczego miasta. Choroba Go zmogła i nie był obecny na dwóch cie-ślikowskich zjazdach w Ustce. Bernard na zawsze pozostanie w pamięci mojej i kolegów z boiska - takie krótkie wspomnienie przekazał Marian Boratyński, twórca i trener słupskich Cieślików. Pogrzeb Bernarda Falęc-kiego odbędzie się l lipca (sobota) na Starym Cmentarzu w Słupsku. O godz. 10.40 wystawienie, a o godz. 11.10 nastąpi odprowadzenie na miejsce wiecznego spoczynku, opr. KG Oldboje z Bruskowa Wielkiego powtórzyli osiągnięcie sprzed roku PIŁKA NOŻNA. Bezbramko-wym remisem zakończyli sezon2022/23 zawodnicy 7<2społu Oldboje Bruskowo Wielkie. W ostatniej, 26. kolejce I ligi Pomorskiej Ligi Oldbojów, drużyna z Bruskowa zremisowała wyjeździe 0:0 z Oldbojami Iskry Białogard. Do zdobycia 3 pkt brakowało niewiele, ponieważ goście nie wykorzystali rzutu karnego. Bez względu na wynik tego meczu, brusko-z gianie mieli zagwarantowane trzecie miejsce w rozgrywkach. Grając drugi rok w I lidze PLO zespół powtórzył tym samym osiągnięcie z debiutanckiego sezonu. Wyniki 26. kolejki I ligi PLO i końcowa tabela: Radzi-Mił - Amator/Kotwica 4:2, Iskra - Old. Bruskowo 0:0, Zryw - Lech 3:4, Olimp - Mechanik 1:2, Strażak - Old. Szczecinek 0:6, Perła - Vic-toria 2:4, Mirstal Mirosławiec - pauza. l.Oldboje Szczecinek_24 63 102-29 2.Victoria Sianów 24 55 75-47 3.0ld. Bruskowo Wielkie 24 47 85-50 4.Mechanik Bobolice 24 34 53-57 5.0ldboje Iskra Białogard 24 33 46-41 6.Radzi-Mił Old. Tychowo 24 32 56-70 7.Mirstal Mirosławiec 24 30 53-74 8.Lech Czaplinek 24 29 60-82 9.Zryw Kretomino 24 28 45-52 lO.Perła Gmina Dygowo 24 27 45-55 11.TKKF Strażak Koszalin 24 22 48-68 12.Amator/Kotwica Kołob. 24 21 52-65 13.0limp Złocieniec__24 20 61-91 Skład zespołu: Krzysztof Wasilewski, PiotrSza-piel, Marcin Tmkszyn, Jakub Góralczyk, Jacek Okołotowicz, Mariusz Żurek, Łukasz Więś, Marek Wasilewski, Dominik Kaczmarek, Krzysztof Golański, Paweł Wojciechowski, Marcin Moszczyński, Arkadiusz Chuchla, Karol Petrus, Bartosz Jączyński, Paweł Waleszczyk, Sebastian Szynkielewski, Emil Giszka, Dominik Zagórow-ski, Adam Gołąb, Łukasz Dawidowicz, Karol Ku-blik, Marcin Petrus. Tradycyjnie sezon PLO zakończy Turniej Mistrzów, z udziałem najlepszych trójek z I i II ligi. W tym roku rozegrany zostanie 15 lipca, (jak) Zespół z Bruskowa Wielkiego zakończył sezon 2022/23 na podium