WIESŁAW PIEŚNI ROLNIKÓW PRZEZ K. BRODZIŃSKIEGO KSIĘGARNIA LUNEMBURGSKA Ifi ULICA DE TOUnWON t fl IStG G©AŃ£h gh.ms j x^R-Kc S^/g, PRZEDMÓW Ja 8 1 Marca ^jcłieńskim, matki Fran-R’ch swoich jfólówki. Od domowy ^•dzień nie ^w doktór M lat czter- Kazimierz Brodziński, urodził się M 1791 roku weMsi Królówce, w obwodgid w Galicji Ausłryjackiej, z ojca JakóbtU ciszki z Hadzikowskicb i ztęd w poźniM! pismach podpisywał się Kazimierzem iu przyjścia na świat był wętły i słabo-^l doktór przepowiedział mu, że dłużej n« pożyje ; opatrzność inaczej zrzędziła, umarł w parę tygodni, a Brodziński przl dzieści kilka. Staranności wiejskich kob gnowaniu winien, że został przy życiu, Ił^matkę u'' tracił w dziecinnym wieku i pamiętał jef^^jj^yj^ zwłoki złożone na żałobnym katafalku. Zaledwie nauczył się pisać, napisał placzęc elegię do jej cieniów, w śród nocy, przy świetle tylko księżyca. Brat starszy ‘Andrzej zawsze mu ten utwór pierwotny wychwalał. Ojciec ożenił się powtórnie, pojęł kobietę złę i dał swym dzieciom matym najgorszę macochę. Kazimierz puszczony samopas, próżnujęc w domu, po drabinie dostał się na poddasze i tam znalazł wór papierów, pomiędzy któremi były mowy drukowane z sejmu czteroletniego i wiersze Naruszewicza, Trembeckiego i wielu innych. Chciwie zaczęł się w tym niespodzianym dla siebie skarbcu rozczytywać i unosić, szczególnie nad wierszami. Stary Brodziński po śmierci pierwszej żony, przeniósł się do Lipnicy-Mu-rowanej, położonej w uroczej okolicy. O staj kilka leżało miasteczko Lipnica, tu do szkółki zaczął Kazimierz z bratem Andrzejem uczęszczać, ale oprócz razów na ciele od srogiego nauczyciela, nic nie wyniósł więcej z tej szkoły. Przez cztery lata, nauczył się zaledwie czytać po polsku i po niemiecku. W tym czasie, zbliżenie się do ludu wiejskiego, wspólne zabawy z chłopcami sielskimi, gawędy starego wojaka, co ł PRZEDMOWA. oprawiał częić roli dziedzicznej ojca Kazimierza, wpłynęły poważnie na serce i umysł. Przeniesiony do szkół w Tarnowie, gdy brat /Andrzej ukończył gimnazjum i przeszedł na uniwersytet do Krakowa, Kazimierz mu towarzyszył, zostawiony samemu sobie, cały czas trawił na samotnych przechadzkach ro-zmyśłaniach, na zbieraniu i zasuszaniu ziół, na czem całe ranki trawił na górze świętej Bronisławy. Książek nie czytywał, bo ich nie miał, łiistoryczne pomniki Krakowa nie obchodziły go, bo nie znał łiisto-rji swojej ojczyzny. Po śmierci ojca, skoro macocłia wszystko ogarnęła, znaleźli zię prawie bez sposobu do życia. Kazimierz postanowił udać się do niej o pomoc. Uszywszy sobie z prześcieradła torebkę, zabrawszy luAóatki, puścił się pieszo w drogę o ośm mil do naf^sc rodzinnycli : słabo zdrowie, brak siły i głpd, zaledwie mu dozwoliły tę podróż ukończyć. Wieśniak znajomy zawiódł go do nowego mieszkania macocłiy, po drodze wstępili na grób ojca i modlili się razem. Po chwilowym u macochy pobycie, wezwany przez brata Andrzeja, udał się do stryja swego proboszcza w Wojniczu. Z pozostałego maj.jtku po ojcu pokazał się mały fundusz dla sierot; Andrzej wrócił do Krakowa, Kazimierz udał się do szkół w Tarnowie, gdzie wydoskonalił się w języku niemieckim i łacińskim. » Majęc lat 18 po ukończeniu szkół z Tarnowa, udał się do Krakowa 1809 roku wraz z bratem i tu d. 20 Lipca zacięgnęł się do pułku artylfrji wojsk księz-Iwa warszawskiego jako ochotnik : wkrótce w stopniu podoficera przeszedł do 12 korapanji, w której był dowódzcę i kapitanem Wincenty Heklewski, wiekiem i cłiaraktcrem zbliżony do Kazimierza, zarówno namiętnie kochajęcy literaturę i poezję, autor wdzięcznych Pieni wiejskich. Za przybyciem do Warszawy, zwiedził stawne pole Kaszyńskie, gdzie po niedawnej krwawej walce z Austryjakami, walały się kości poległych i szczotki broni. Uczcił je później pięknym a rzewnym wierszem [p. n. : Pole PRZEDMOWA. fłaszyń.skie. Podczas leży w twierdzy Modlinie, czas wolny od obowiązków, poświęcał własnemu ukszlał-ceniu. W roku 1812 jako porucznik artylerji wyruszył na wyprawę do łtossji. Po bitwie pod Smoleńskiem, utracił drogiego przyjaciela Keklewskiego wraz z wielu ; był w bitwie pod Możajskiein, przybył do Moskwy, zkęd wkrótce nakazano odwrót. Wtedy spotkał się z łiratem Andrzejem i szli trzy dni razem. Ten, nad Berezynę trationy kulę karabinowę, poległ, a Kazimierz przeziębly i głodny zmartwiałem okiem poględał na zwłoki ukochanego brata i przyjaciela, rozcięgnięte na śniegu. Po rozbiciu kompanji Brodzińskiego, szedł sam jeden odarty przez Kowno za Niemen, gdzie znajomy mu podolicer zgłodniałego nakarmił i wzięl na sanki swoje. Krężęc przez Prusy, pieszo przybył do Warszawy, zkęd dostał się do Krakowa. W pamiętnej bitwie pod Lipskiem 1813 r. ranny i pojmany był przez Prusaków. Wypuszczony na wolność, w końcu tegoż roku z Krakowa przybył do Warszawy. Otrzymawszy uwolnienie ze służby wojskowej w 23 roku życia, zaczęt pracować w komisji spraw wewnętrznych następnie od roku 1881 dawał lekcjo literatury polskiej i stylu w konwikcie księży Pijarów na Żoliborzu. W roku 182) komisja wyznań religijnych i oświecenia publicznego, mianowała go zastępcę profesora w liceum warszawskieni, a w następnym roku wezwała go do wykładania literatury jKjlskiej w Warszawskim Uniwersytecie. W roku 1823 był pierwszym sekretarzem, w roku 1826 profesorem stałym tegoż uniwersytetu i zarazem członkiem towarzystwa przyjaciół nauk. Odbył podróż dla poratowania zdrowia do Wioch, przy czem zwiedził Szwajcarję i ł’aryż. W roku 182!) mianowany profc-sorcin radnym, a w ostatku jeneralnym szkół wizytatorem. Po zamknięciu uniwersytetu w roku 1832 otrzymał pensję cmerytalnę ; we dwa lata, podupadły na sitach, trawiony głębokim smutkiem, wyjechał do wód czeskich. Umarł w Dreźnie 1835 r., na 6 PRZEDMOWA. ręku A. E. Odyńca. Na cmentarzu katolickim drezdeńskim ma wzniesiony pomnik z napisem : Kazi-mier20'Ki/{rodzi>'is/, ifmu ziomkowie Urodzouy 1791 um. 1835 r. 10 J‘aździernika. Brodziński stoi jako reprezentant ostatniego okresu literatury polskiej, wraz z Mickiewiczem, okresu oryginalnej narodowej literatury. On pierwszy nadał kierunek romantyczny literaturze naszej. Jeżeli ge-njainościę. poetyczuQi przewyższa go śpiewak pana Tadeusza, to nie przewyższa go ani potęgą prawdziwego uczucia, ani zasługami jakie dla piśmiennictwa narodowego położył Brodziński. On to przysposobił umysły by genjusz Mickiewicza poznany i uznany został. Brodziński jest twórcy prawdziwie polskiej Sielanki, nietylko ów piękny poemat Wiesław, ale wiele pieśni oddycha tę prostotę, wdziękiem co w każdym rzewno uczucie obudzą. K. Władysław Wójcicki. (z IV tomu Encyklopedji powszechnej). WIESŁAW SIELANKA KRAKOWSKA. -0-00-0- 1. z żonj Stanisław wychodzi z komory. Wnosi do izby dwa pieniężne wory, Czterysta złotych ułożył na ławie I tak powiada : (Zgarnij to Wiesławie! Jedż do Krakowa, a za te talary Kup mi dwa konie i wybierz do pary Syn mój jedyny na wojnie zabity. Mnie schyla niemoc i wiek nieużyty. Nie mam z chudobę poufać się komu, Ty prawę rękę jesteś w moim domu; A skoro pomrę, tyś rodziny głowa. Jeśli, daj Boże! córka się uchowa — Ma lat dwanaście, nie skąpo urody. Możesz jej czekać, sameś jeszcze młody. » — «Tak jest! dla ciebie (Bronisława powie) Strzegę tej córki, jakby oka w głowie, A cóż droższego mieć możesz od matki ? Jedneć to moje przed grobem dostatki. » Bronika matkę objęła za szyję, I wstyd rumiany na jój piersi kryje. Lecz pusty uśmiech zwraca na Wiesława; A dalej, smutna rzekła Bronisława : « Miałam ja drugą, litościwy Boże I 8 WIESŁAW Oko się za nię przepłakać nie może : Zaledwie pięty kwitnęł owoc sadu. Gdy mi zniknęła, jako cień bez śladu ; Już to dwunastym liściem wiatr pomiata, Jak myśli matki zatruwa jej strata. Gdy Tatar o polskie dobijał się plemię, W pustkach wsi staży, a odłogiem ziemie. Okólnych lasów i wiosek pożary Gniewu Bożego zwiastowały kary ; Z wiatrem, co strzechy i konary walił, Do nas wróg przybył i wioskę zapalił. Dzień to był sędu : — śród płaczu i gwaru Wśród ciemnej nocy, wichrów i pożaru, Razem rolnicy ku obronie bieżę, Razem się wojsko ciśnie za grabieżę ; * W tej walce z dymem znikła nasza strzecha. W tedy mi córka, jedyna pociecha. Znikła bez śladu. Przez długie ja czasy Chodziłam za nię na wioski i lasy; Ale jak kamień do Wisły rzucony. Zniknęła wiecznie, głuche każde strony ; Go dzień do kłosów przychodzę oracze, A ja dziecięcia nigdy nie zobaczę; Na świat szeroki próżno rzucać oko. Świat nie pocieszy a niebo wysoko I Niech woła Boska, będzie Boska chwała, Ciebiem ja za nię synu 1 wychowała ; Bo gdzie sierota przyjęta pod strzechę, Tam z niebem bliższy Bóg zsyła pociechę. Może też moje utracone dziecię. Podobnie kędyś na szerokiem świecie Litość znalazło; żyje gdzie u maiki Pomiędzy własne policzone dziatki. W takiej ja myśli po ojców twych stracie Ciebie małego wychowałam w chacie, Litość za litość. Niebieska opieka Tajnie nagradza uczynki człowieka; A jeśli ziemia strawiła jej kości, Swobodna dusza w krainach przyszłości SIELANKA KHAKOWSKA 9 Igra wesoło przy niebieskiej malec, I łaskę nieba zwabia naszej chatce. • Tu Bronisława zalała się łzami; Rade łzy płynę za matki myślami; Płakała zaraz i córka przy boku, L/jcz łzy męzkiemu nie przystojne oku, Kryjęc Stanisław, karci smutek żony : • Jaki los w niebie komu naznaczony. Próżno się troskać; Bóg siedzęc wysoko Nad całym światem opatrzno ma oko, Wszakże on ojcem na wieki i wszędzie, Co pod nim było, pod nim jest i będzie; Lepsze nad smutek ufanie pobożne. Idż! Wiesławowi przygotuj nadrożne. Ty wyjdź o świcie, a chroń się przygody. Bo zawsze wiele ufa sobie młody ; Przynieś twej przyszłej podarunek z drogi! » Wiesław obojgu kornie ścisnę! nogi I wyszedł z chaty przenikniony cały, Ze takich ojców niebiosa mu dały. II. Już wonny wieczór uśmiechał się ziemi, Gdy wracał Wiesław z końmi kupionemi. Z przydrożnej wioski rozlega się granie. Słychać wesołe pięsy i śpiewanie. Parskajęc konie biegnę po gościeńcu. Widać dziewoje przy rucianym wieńcu, Biję drużbowie w podkówki ze stali; A gdy wędrówca mile powitali. Tak rzekł starosta, zarzędca wesela : « Bobrze to w każdym zyskać przyjaciela! Witajcież do nas wy z proszowskiej ziemi I Nie chiejcie gardzić dary ubogiemi, Pożyjcie z nami, czem tu gospodarzy Wdzięczna prac rola i dobry Bóg darzy. Napatrzycie się krakowskim dziewojom, 10 WIESŁAW Wymy&lnym tańcom i przecudnym strojom; Wreszcie i w tany sun^ć nie zaszkodzi. Bo choć strudzeni, widzę żeście młodzi. » Na to Halina przystępuje młoda, W calem weselu naj pierwsza uroda ; Wstydzi się, wstydzi, jednak przy nim st fo, Ciasto z koszyka i owoc podaje : « Obcy wędrowcze 1 jużci przyjęć trzeba Naszych owoców i naszego Chleba! » A przytem uśmiech jakowyś uroczy. Zwrócił na siebie wędrownika oczy; I zwrócił tyle że odtęd jedynie, Okiem i duszę został przy Halinie. Wchodzi do izby na wesołe tany, Z kubkiem od drużbów Wiesław powitany ; Potem starosta, zarzędca wesela W te słowa drużbom porady udziela : • Jużci pierwszeństwo zostawcie obcemu. Niech idzie w tany, niech też po swojemu Skrzypkom zanuci, dziewoje wybierze : Bo z obcym trzeba uczciwie i szczerze. « I wybrał druchnę, której wdzięk uroczy Zwrócił na siebie wędrownika oczy. Naprzód wychodzi, przed muzykę staje, Halina w plęsach rękę mu podaje ; Za nim się w koło młodzieńcy zebrali. Nucę i biję w podkówki ze stali; W’iesław się za pas ujęł rękę prawę. Zagasił wszystkich poważnę postawę, W skrzypce i basy sypnęł grosza hojnie. Ojcom za stołem skłonił się przystojnie. Halina plęsa z minę uroczystę, Oburęcz szatę ujęwszy kwiecistę. On tupnęł, głowę nachylił ku ziemi I zaczęł nucić słowy takowemi : • Niechże ja lepiej nie żyję. Dziewczę 1 skarby moje! Jeśli kiedy oczka czyje Milsze mi nad twoje. SILLAKKA krakowska II Patrzajże mi prosto w oczy, Bo widzi Bóg w niebie, Że mi ledwo nie wyskoczy Serduszko do ciebie ! • B erze Halinę, i tak w około Przodkujęc drużbom, tańczy wesoło ; A gdy ku skrzypkom znowu powróci, Slaje i w pięsach tak dSlej nuci: « Czemuż ja w proszowskiej ziemi Małe zaznał dziecię. Byłbym między krakowskicmi. Najszczęśliwszy w świńcie. Krew nie woda ludźmi włada. Bo któż sercem rzędzi ? Człowiek pragnie i układa, A wszystko Bóg sędzi. » Halina w plęsacb przed nim ucieka. On w ręce pieszcząc goni z daleka; A gdy dogoni, z ujętą wróci. Staje i w pląsach tak dalej nuci: « Nie uciekaj ptaszku luby, Moje sto tysięcy I Dogonię ja mojej zguby I nie puszczę więcej. Krąży słowik w szumnym lesie. Gałązek się czepia. Aż dognany piórka niesie, Gniazdeczko ulepia. > Sam teraz w pląsach przed druchną stroni, A ona za nim poskocznie goni ł dogoniony, gdy znowu wróci Staje i w pląsach tak przed nią nuci : « Gospodarzu nie dasz wiary. Jak konie opłacę; Wydałem ja twe talary, Moje serce stracę. Grajcie skrzypki 1 bo się smucę W opłakanym stanie. 1- WIESŁaW z konikami ja powrócę Serce się zostanie. • Dłoń mu podała, a on w około Przodkujęc drużbom tańczy wesoło. A gdy do nowej piosenki stanie, Skrzypek drzymięcy zakończył granie. Na to Halina zapłoniona cała, Między teścine za stół uciekała; \ó iesław staroście i matkom się kłania : Słychać w około pokętne szemrania. Uługo się Wiesław gościnnie weselił, Już się też dzionek nad górami bielił. Pożegnał wszystkich w zasmuconym stanie, Wcięż majęc w uszach i śpiewy i granie; W sercu niepokój a myśli jedyrie Krężę niewolne przy pięknej Halinie. III. Pospieszał Wiesław i lasem i polem, Ale się ostać nie może przed bólem : Bo gdy chęć jedna raz serce osiędzie. Daremny namysł i rozsędek będzie; Przeto co myślał, co czynić przystało. Stanowi wyznać otwarcie i śmiało. Oczekiwany wjechał do podwórka : Wybiegł Stanisław i matka i Górka, Głaszczę koniki i więżę u płotu. Cieszę się wszyscy z prędkiego powrotu Z taniości kupna i z koników radzi; Sam je Stanisław do stajni prowadzi, Rychłę wieczerzę rozkazuje matce. Skoro milczęcy Wiesław usiadł w chatce, Matka go z córkę o zdrowie pytały; Milczęc, Bronice dał gościniec mały. Przybył też razem i sęsiad ciekawy, Dobry do rady, dobry do zabawy; Jan, co za stołem nie jednym już siadał, SIELANKA KRAKOWSKA 13 Jak mędrze myślal, tak i prawdę padał; Ale się wszystkim dziwno wydawało, Że Wiesław smutny i mówi tak mało. Wszedł i gospodarz, do stołu zasiedli. Skromną wieczerzę przy rozmowach jedli; Matka zaś oka nie spuści z Wiesława, Dziwną w nim jakąś odmianę poznawa. • Po'wiedz nam (mówi) co tobie się stało? Źe smutny siedzisz i mówisz tak mało. Milczący zawsze sam sobie zaszkodzi Nigdy młodemu skryłoś'', się nie godzi. » On spuścił oczy, wstydem się zapłonił, Stanisławowi do nóg się ukłonił, I zaczął mówić słowy takowemi : « Prawda, że szczerze trzeba ze starszymi. Oni porywczćj młodości wybaczą I mądr.ą radę zawsze podać raczą, Czemużem w domu nie został na wieki, Wdzięczen łask tylu i waszej opieki; Przy waszym pługu chodziłbym spokojny, Ani bym zaznał trudnej z sercem wojny; Lecz darmo człowiek sam o sobie radzi; Inaczej myśli Bóg o swej czeladzi. Prędki, bez wieści spada wyrok Boski. Na mojej drodze pośród jednej wioski. Poznałem druchnę, której wdzięk uroczy, Zalirał mi serce i zniewolił oczy, I tyle sprawił, że odtąd jedynie Sercem i duszą jestem przy Halinie. Ojcowie moi już królują w niebie; Wyście sicotę przyjęli do siebie. Nie żałowali nitrosków, ni Chleba, Uczyli pracy i bojaźni nieba; Dziś jedynaczkę córkę w swojćj chacie Dla mnie w zamężeie i z wianem chowacie. Jeszcze, mówicie, byłem dzieckiem małem. Gdy ją w tych kątach sobie kołysałem ; Ni mi niewdzięczność, ani harda dusza. Odkryć przed wami tę boleść przymusza. 14 WIESŁAW Ale mi rada niedościgła w niebie, Was każę smucić, a zawstydzić siebie. Puśćcież mię, puśćcie z rękoma gołemi, Pracować będę pomiędzy obcemi; Bo bez Haliny nic już nie zarobię, Niezdatny ludziom i niemiły sobie; Prędkobym znalazł koniec życiu memu. Pobłogosławić chciejcież ubogiemu; Bo ten przed nędzę nigdzie się nie schroni. Kogo przekleństwo dobroczyńców goni. Sprawcie! Bóg za to niech będzie nad wami! Tu Bronisława zalała się łzami; Bronika patrzy dużemi oczyma. Ciekawość tylko na jej ustach trzyma Uśmiech pustoty; ale gdy ujrzała. Ze tu i Wiesław i matka płakała. Wnet Bronisławę objęła za szyję, I łzy niewinne na jej łonie kryje. Stanisław milczęc podparł siwę głowę I po ojcowsku rzekł słowa takowe : • Kiedy twój ojciec żegnał ziemskie życie. Ciebie mi oddał jak za moje dziecię; Tak cię leż kocham, i widzi Bóg w niebie, 2e nic milszego nie miałem nad ciebie; A ty niepomny, że mię starość gniecie, Ghcesz na przygody puszczać się po świecie; Chcesz mię opuścić, za to żem cię chował. Żem tobie córkę i dom mój hodował. Nieszczęście wniesiesz do każdego domu. Gdy mnie rozsławisz śród żalu i sromu; Młody, niebacznę wzięłeś przed się drogę. Ja cię przeżegnać, ja puścić nie mogę. • Tu żona płaczęc wyszła za próg chatki. Bo czuła razem srom i miłość matki; Za nię Bronika z trwogę i Izę w oku; Wiesław twarz kryjęc, stal kornie na boi u. Jan z Stanisławem sam milczęcy siedział, Gdy się namyślił tak mędrze powiedział : ■ Stary młodemu wyrozumieć nie chce, SIELANKA KRAKOWSKA rnęztwem i cnotę. Wiarę koclianę i zlotę, Nad wszystkie kładli zaszczyty, Bo w cnotliwem zawsze łonie Pobożności ogień płonic. Rycerstwo w zbroi sypiało; Trębę zbudzone do chwały, Lasy przebyło i skały. Za bóstwem swojem, zachwalę; Bo gdy zbroję chwała daje. Stal się lekkiem skrzydłem staje. A obcym bronię zabranę. Młodzież tęsknęca do sławy, W czasie ojcowskiej wyprawy, Ćwiczyła dłoń młodocianę; Męzki zapał ssała z mlekiem, W męzkę siłę rosła z wiekiem. Ugięci wiekiem i czyny. Zdawszy synom Marsa pole, Starzy siedli w radnem kole, Obmyślać dobro ojczyzny; A gdzie w sercu cnota poła. Tam wymowa cuda dziaia. PIEŚNI ROLNIKÓW A gdy pierzchły kraju wrogi, Swoje i obce sztandary. Pełni lak męztwa jak wiary, Na Pańskie składałi progi. Bo cnotłiwych godna łona, UfnoSć wiarj ożywiona. Żegnani rękj kapłanów, Szłi po piorunach, po boju, W miłą pogodę pokoju Do cichych domów i łanów. Na granicach łaur zbierali, Za granicę ziarno słali. W podwórku w cieniu łipowym Siadła drużyna wesoła, Dzban obsyłając do koła, Przy prostym głosie gęsiowym, Lub słuchała boje krwawe, Ałbo lubą ziem uprawę. O błogie córy pamięci! Sprawcie to waszem natchnieniem, Niechaj i sercem i pieniem Naddziadów prawnuk uświęci; Wszystko bowiem traci życie, Czego wy nie ochronicie. KONIEC. Paryż, w drukarni braci Rouge, Dunon i Fresne, ulica du Four-Saint-Germain, 43. GBAŃsk SPIS RZECZY. str. Przedmowa.................................5 Wiesław, sielanka krakowska, ł. *..................................... 7 II....................................... 9 III......................................12 IV.......................................16 V........................................22 Dobranoc Wiesławowi......................25 Pieśni rolników. Ojciec do syna...........................27 Chorągiewka..............................2S Matka do syna............................29 Kochanka.................................30 Jadjcy do wojska.....................; . . 31 Rolnik...................................32 Nabożeństwo..............................33 Do Boga przed bitw?......................34 Gospodyni................................34 Celinów..................................33 Źal pasterki.............................37 Gołąbki..................................38 Kloe.....................................39 Chłopek..................................39 Przodkowie...............................41 r 4. Wo i e wódzka Biblioteka Publiczna 6 Gdańsku rFMltTłąa Początek i progres wojny moskiewskiej, przez Stanisława Żółkiewskiego. , Threny, Satyr i Wróżki, przez Jana Kochanowskiego. Pamiętnik oblężenia Częstochowy, 1655 roku, przez ks. Augustyna Kordeckiego, tomów 2. Konrad Wallenrod, przez Adama Mickiewicza. Zamek Kaniowski, przez Seweryna Goszczyńskiego. Duch od Stepu, przez Bohdana Zaleskiego. Śpiewy historyczne, przez J. U. Niemcewicza. -coaoo- Każde dzieło sprzedaje się osobno po 25 centymów, a z przesyłkę po 30 centymów. Na papierze bardzo cienkim...........50 c. Odbito kilka egzemplarzy na papierze welinowym z tytułem kolorowanym........5 fr. Zapisujęcy się na drugę serję z dwudziestu tomów złożonę w cenie 6 fr., otrzymywać będzie każdy tom franko w miarę ich wychodzenia z pod prassy. — Bioręcy 100 exem-plarzy jednego dzieła, (cena 25 franków,) będzie je miał również franko odsyłane. W druk. Rouge braci, farjz u. dn Foiir-St Germ.. 43