FOT. KPT. JAROSŁAW BARCZEWSKI/CSSP MAGAZYN razem z dodatkami Cóż tam, panie, w polityce? Chińczycy trzymają się mocno! I pogrywają ze światem • Oscar - żadna inna nagroda filmowa nie budzi tylu emocji i nie sprawia, że filmowy świat gorączkuje PLUS TELEMAGAZYN z programem TV Głos Pomorza Piątek Nr 58 (4910) www.gp24.pl 10.03.2023 Nakład: 14.425 egz. Cena 4,90 zł (w tym 8% VAT) Rozmowa. Klienci banków muszą być równi wobec prawa. Sądy pytają TSUE o wykładnię str. 2 Zbrodnia. Pięciolatka została uduszona. Jej matka pozostaje w areszcie str. 3 Słupsk. Kamienica, która płonęła, będzie odbudowywana. Pytanie, jak miasto pomoże str. 4 Nr ISSN 0137-9526 Nr indeksu 348-570 9 770137 952053 ZBIÓRKA CORAZ MNIEJ CZASU POZOSTAŁO, BY POMÓC CHŁOPCU Życiowa misja taty żołnierza Liczy się każda złotówka. Kapral Maciej Karaś jeździ po Polsce i zbiera pieniądze na ratowanie życia swojego dwuletniego synka str. 4 Białoborska cerkiew. Nowosielskiego dzieło życia? TYGODNIK REGIONÓW - STR. 17 Niby normalny pies, a jednak funkcjonariusz TYGODNIK REGIONÓW - STR. 12 Tatarzy na Pomorzu. Na ich grobach zamiast krzyża jest półksiężyc TYGODNIK REGIONÓW - STR. 18 mi 0010732639 2 • DRUGA STRONA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 10.03.2023 TYDZIEŃ Z NASZĄ GAZETĄ SOBOTA • Opuszczone pałace na Pomorzu. Kto o nie zadba? PONIEDZIAŁEK • Sportowy24: Dzieje się w ligowych zmaganiach WTOREK • Strefa Biznesu: Informacje gospodarcze z Polski ŚRODA • Strona Zdrowia: Objawy demencji w młodym wieku CZWARTEK • Pod paragrafem: Przedwojenni bandyci rządzą PIĄTEK • Puls i Tygodnik Regionów. Teksty ze znakiem jakości ZAMÓW PRENUMERATĘ: tel. 94 3401114, mail prenumerata.gdp@polskapress.pl, na stronie prenumerata.gp24.pl Sąd pyta TSUE, bo wszyscy klienci wobec prawa powinni być równi Joanna Krężelewska Rozmowa Z sędzią Sławomirem Przykuckim z Sądu Okręgowego w Koszalinie. Frankowicze, którzy coraz odważniej pozywają banki, mogą złożyć wniosek o zabezpieczenie swoich roszczeń. Chodzi o wstrzymanie obowiązku spłaty rat kredytu. Na czym dokładnie polega to zabezpieczenie? Do sądów trafiają dziesiątki tysięcy pozwów, a roszczenia kredytobiorców są różne. Konsumenci wnoszą o przekształcenie kredytów na zlotowe, albo o orzeczenie, że odsetki od tych kredytów bankom się nie należą. Wynika to z faktu, że umowy były często nierzetelne, wprowadzały w błąd, a banki nie uprzedzały klientów o możliwości skokowego wzrostu wartości franka do złotówki. Zdecydowana większość kredytobiorców wnioskuje o zabezpieczenie swego roszczenia poprzez wstrzymanie płatności rat. Uważają, że gdy kapitał został już spłacony, płacenie rat jest bezcelowe. Do tego sprowadza się ich roszczenie - spłacili zaciągniętą pożyczkę i na czas postępowania sądowego chcą zabezpieczyć swój majątek i nie płacić odsetek. I jeśli kredytobiorca wygra... Sprawa będzie zakończona. Jeśli przegra, będzie musiał nadal spłacać odsetki. W większości przypadków sądy uwzględniają wniosła o zabezpieczenie roszczenia. Nie jest tak w przypadku Getin Noble Banlai. We wrześniu ubiegłego roku Bankowy Fundusz Gwarancyjny wszczął jego przymusową restrukturyzację. Gdyby to nie nastąpiło, bank pewnie runąłby z hukiem. Sędzia I Wydziału Cywilnego Sądu Okręgowego w Koszalinie zwróciła się do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z pytaniem prejudycjal-nym o wykładnię dyrektyw. Rzecz to niezwykła. Co dokładnie jest przedmiotem pytania? Przykucki: - Orzecznictwo TSUE ma znaczenie nie tylko dla Polski, ale też dla innych krajów Unii Najczęściej sądy przychylają się do wniosku powodów i na czas postępowania wstrzymują obowiązek płacenia rat. Nie jest tak w przypadku klientów Getin Noble Banku. Tak, jak pani wskazała, jest on w procesie restrukturyzacji, a polskie przepisy stanowią, że w takiej sytuacji wobec banku nie może być prowadzone postępowanie zabezpieczające i egzekucyjne. Ustawodawca wprowadził to, by restrukturyzacja przebiegła szybko i sprawnie. Prawdopodobnie nie przewidział sytuacji, w której nie chodzi o dzielenie majątku banku, tylko wstrzymanie czynności po stronie klienta, czyli płatności rat. Wydaje się to niesprawiedliwe. Ponad 90 proc. kredytobiorców uzyskuje zabezpieczenie i nie musi płacić rat, a klienci Getin Banku - nie. Ich wniosła są oddalane. I to sędzia z Koszalina wskazała, że kredytobiorcy nie są równo traktowani. Klienci Getin Banku wystawieni są poza nawias. Przepisy unijne sprzeciwiają się rozwiązaniom, które są krzywdzące dla konsumentów. Sędzia uznała, że należy zadać pytanie prejudycjalne do Trybunału Sprawiedliwości UE. Dotyczy ono toczącego się przed Sądem Okręgowym w Koszalinie postępowania. Zażalenia na odmowę zabezpieczenia roszczeń przez wstrzymanie obowiązku płacenia rat. Odpowiedź TSUE będzie podstawą prawną dla sądów w całej Polsce, które wydawać będą podobne postanowienia. Tak. To ważne, bowiem postępowania dotyczące kredytów frankowych toczą się przez dłuższy czas. Pierwsza instancja, druga, ewentualnie kasacja. W tym czasie kredytobiorca nie musi płacić rat. Orzecznictwo TSUE ma znaczenie nie tylko dla Polski, ale s też dla innych krajów Unii Europejskiej . Również one będą mogły powoływać się na odpowiedź wykładnię, na którą czekamy. A czy bank może nie zgodzić się na decyzję sądu? Nie może nie zgodzić się z prawomocnym postanowieniem. To wiążąca decyzja. Jak długo potrwa proces decyzyjny w TSUE? Sędzia Sądu Okręgowego w Koszalinie wystąpiła o zastosowanie trybu przyspieszonego, bowiem wymaga tego charakter sprawy. Myślę, że może to potrwać kilka miesięcy. Rzecznik generalny TSUE zabrał głos w innej sprawie. Kilka tygodni temu odniósł się do kwestii pozwów, które banki składały wobec swoich klientów. Przypomnijmy, proszę, o jakie roszczenia chodziło? Chodziło o rozporządzanie kapitałem banku. Gdy konsument uzyskiwał korzystny dla siebie wyrok i sąd unieważniał krzywdzącą dla niego umowę, bank wnosił pozew 0 zapłatę odszkodowania za bezprawne korzystanie z mienia. Z majątku banku. To było przedmiotem oceny rzecznika TSUE. Zgodnie z jego stanowiskiem bankom nic się nie należy. Uznał, że banki nie są równorzędnym partnerem konsumentów 1 skoro proponowały niekorzystne dla nich umowy, nie mogą korzystać z uprawnień przysługującym równorzędnym partnerom. Czekamy teraz na ostateczny wyrok Trybunału. I odpowiedź w sprawie klientów Getin Banku. Dokładnie. ©® KALENDARIUM ZŁOWIONE W SIECI 10 MARCA URODZILI SIĘ 1917 Zbigniew Ścibor-Rylsła, lotnik, oficer Armii Krajowej; w czasie Powstania Warszawskiego dowódca kompanii „Motyl” Zgrupowania „Radosław” pod dowództwem podpułkownika Jana Mazurkiewicza, generał brygady Wojska Polskiego; członek założyciel i prezes Zarządu Głównego Związku Powstańców Warszawskich. 1940 Chuck Norris, amerykański aktor i mistrz sztuk walk. Przyjaźnił się i trenował z Bru-cem Lee. Niezmiernie popularny w Polsce w latach 80. i 90. XX w. Grał m.in. w filmach: „Zaginiony w akcji”, „Droga smoka”, „Delta Force”, „Strażnik Teksasu”, „Człowiek prezydenta”. 1955 Juliusz Machulski, reżyser i scenarzysta, aktor i producent filmowy. Założyciel Studia Filmowego Zebra. Jest między innymi autorem filmów: „Vabank”, „Seksmisja”, „Kingsajz”, „Deja vu”. ZMARLI 1637 Bogusław XIV, zwany „Towarzyskim”, ostatni władca Pomorza Zachodniego z rodu Gryfitów. Na mocy sporządzonego testamentu Brandenbur-czycy zostali wykluczeni z sukcesji, a Pomorze miało przejść w ręce Szwedów. Na mocy podpisanego w 1648 r. pokoju westfalskiego kończącego wojnę 30-letnią Pomorze zostało podzielone między Szwecję i Brandenburgię-1822 Józef Wybicki, działacz polityczny, prawnik, pisarz, uczestnik powstania kościuszkowskiego, współtwórca Legionów Dąbrowskiego, autor wiersza „Pieśń legionów polskich”, który w 1927 r. stał się tekstem hymnu narodowego. 1940 Michaił Bułhakow, rosyjski dramatopisarz i prozaik, autor opowiadań: „Zapiski na mankietach”, „Fatalne jaja”, „Psie serce”, powieści „Biała Gwardia”, dramatów: „Ucieczka”, „Zmowa świętoszków”, „Ostatnie dni”, „Błogostan”, „Dni Turbinów”. Międzynarodową sławę przyniosła mu powieść satyryczno-filozoficzna „Mistrz i Małgorzata” ZDJĘCIE TYGODNIA Tego pana po lewej stronie czytelnicy „Głosu" znają dobrze. Nazywa się Łukasz Czerwiński i zazwyczaj zajmuje się jako dziennikarz sprawami miejskimi, ale tajemnicą poliszynela jest jego zamiłowanie do sportu, a szczególnie do piłki nożnej. Co więcej, nie jest to miłość do wielkich klubów i rozgrywek. Łukasza -pasjonują mecze niższych lig. Nic więc dziwnego, że to właśnie on został nowym prowadzącym program Magazyn Kipsta 4Liga ZZPN FOT. CENTRUM EDUKACJI MEDIALNEJ US GRAFIKA: @IMPREZAROKU Głos Dziennik Pomorza Piątek, 10.03.2023 3 nasz REGION REGION Lokalna Grupa Działania Partnerstwo Dorzecze Słupi przyznała granty w konkursie Społecznie Aktywni na inicjatywy m.in. kulturalne, sportowe, społeczne. Wpłynęły 34 wnioski. Do podziału przewidziano 16 tys. zł. Ostatecznie wsparcie otrzymało osiem inicjatyw, zgłoszonych zarówno przez stowarzyszenia i organizacje, jak i grupy nieformalne. Celem tych wszystkich przedsięwzięć jest aktywizacja i integracja lokalnych społeczności. ANG DYŻURNY GŁOSU Magdalena Olechnowicz tel. 510026923 Na naszych Czytelników czekamy w redakcji Głosu Poił morza w Słupsku przy ul. § Henryka Pobożnego 19 oraz 2 pod adresemmailowym: 2 alarm@gp24.pl Trwa dramat z Dąbrówna. Dziecko zostało uduszone, matka nadal w areszcie, co będzie z resztą rodziny? Bogumiła Rzeczkowska Region Sąd Okręgowy w Słupsku nie godził się na uchylenie aresztu Aleksandrze B. podejrzanej o uduszenie pięcioletniej córki Kobieta przebywa w szczecińskim areszcie. Ze względu na stan jej zdrowia psychiatrzy nie mogą ocenić jej poczytalności Dramat w Dąbrównie w gminie Potęgowo rozegrał się 17 stycznia, gdy 33-letnia Aleksandra B. przebywała w domu ż pięcioletnią córką. Kobieta nie otwierała drzwi. Rodzina wezwała służby. Po wejściu ratowników do domu okazało się, że dziewczynka nie żyje, a z matką nie ma kontaktu, najprawdopodobniej z powodu zażycia leków. Na miejsce przyjechał prokurator z Prokuratury Rejonowej w Lęborku i funkcjonariusze z Komendy Miejskiej Policji w Słupsku. Początkowo śledztwo zostało wszczęte w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci, ponieważ na ciele dziewczynki nie zostały stwierdzone widoczne obrażenia. Po przeprowadzeniu sekcji zwłok dziecka podejrzaną stała się Aleksandra B. Kobieta trafiła do słupskiego szpitala z objawami zamroczenia. Gdy jej stan się po- lepszył, została doprowadzona do Prokuratury Rejonowej w Lęborku, a po przedstawieniu zarzutu zabójstwa -na posiedzenie aresztowe do Sądu Rejonowego w Lęborku. Podejrzana odmówiła składania wyjaśnień. Nie udzieliła też odpowiedzi na pytanie, czy przyznaje się do winy. Aleksandra B. została aresztowana na trzy miesiące i umieszczona na Oddziale Psychiatrii Sądowej Aresztu Śledczego w Szczecinie. Wcześniej korzystała z pomocy psychiatrów. Kluczowym dowodem w tej sprawie będzie więc opinia biegłych lekarzy psychiatrów i psychologa na temat poczytalności podejrzanej w chwili popełnienia zarzucanej jej zbrodni. Jednak do tej pory biegli nie ocenili, czy Aleksandra B. w chwili popełniania zbrodni rozumiała, co czyni i czy potrafiła pokierować swoim postępowaniem. A także, czy może uczestniczyć w czynnościach procesowych. - Biegli stwierdzili, że nie mogą przeprowadzić badania ze względu na stan zdrowia podejrzanej i nie wiadomo, kiedy będzie to możliwe -mówi Patryk Wegner, szef prowadzącej śledztwo lęborskiej prokuratury. Jeśli po jednorazowym badaniu nie uda się stwierdzić stanu zdrowia kobiety, to powinna ona trafić na kilkutygo- dniową obserwację psychiatryczną. Tymczasem nie ma wątpliwości, jak zginęła dziewczynka. - To było uduszenie -stwierdza Wegner. - Biegła z zakresu medycyny sądowej jednoznacznie określiła główną przyczynę śmierci dziecka. Dodatkowo zostały zlecone badania histopatologiczne, czy dziecku zostały podane leki. Sąd Okręgowy w Słupsku nie zgodził się na uchylenie aresztu Aleksandrze B., o co wnioskował jej obrońca. Kobieta ma areszt do 19 kwietnia. Katarzyna Wesołowska, prezes Sądu Rejonowego w Lęborku, poinformowała „Głos”, że sąd kamy zawiadomił o sytuacji sąd rodzinny i Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej w Potęgowie. - Sąd rodzinny będzie rozstrzygał sprawę władzy rodzicielskiej dotyczącą obojga rodziców. W rodzinie jest dwoje małoletnich dzieci - mówi prezes Sądu Rejonowego w Lęborku. Za zabójstwo grozi kara dożywotniego więzienia. Jednak nie popełnia przestępstwa osoba, która powodu choroby psychicznej, upośledzenia umysłowego lub zakłócenia czynności psychicznych, nie mogła w czasie czynu rozpoznać jego znaczenia lub pokierować swoim postępowaniem. ©® REKLAMA 0010761092 76-251 KRUSZYNA 40, GM. KOBYLNICA KONTAKT (^) 604 525 306 EKO-DREWNO «TRANSPORT DO UZGODNIENIA SPRZEDAŻ DREWNA OPAŁOWEGO I ROZPAŁKI 1 MP - METR PRZESTRZENNY UKŁADANY CENA OD 350-700 ZŁ. W ZALEŻNOŚCI OD GATUNKU I SEZONOWANIA POSIADAMY: SOSNA, BRZOZA, OLCHA, BUK, OWOCOWE, MIESZANE REKLAMA 0010694137 teraz w Banku Pekao S.A. - tym z Żubrem! Biuro Maklerskie Pekao oferuje Obligacje Skarbu Państwa! Wszystko szybko i sprawnie - oniine w Pekao24, aplikacji PeoPay^, wybranych oddziałach Banku Pekao S.A. i w Punktach Obsługi Klientów Biura Maklerskiego Pekao. W Biurze Maklerskim Pekao: —» podpiszesz umowę bez wychodzenia z domu PeoPoy^ —» możesz inwestować 24/7 oniine w Pekao24 i aplikacji —> zbudujesz portfel z różnego typu obligacji dopasowany do Twoich potrzeb i oczekiwań Porównaj aktualną ofertę Obligacji Skarbu Państwa i wybierz najlepszy wariant dla siebie. —) Wejdź na pekaoxom.pl/obligacje-skarbowe Ministerstwo Finansów j Bank Pekao Obligacje Skarbowe Szczegółowe informacje o usłudze, w tym opis kosztów oraz ryzyka związanego z inwestowaniem oraz informacje nt. sprzedaży krzyżowej usług maklerskich świadczonych przez Biuro Maklerskie Pekao, w tym opis ryzyk oraz wskazanie kosztów i optat związanych z zawarciem, wykonaniem lub rozwiązaniem poszczególnych umów, zawarte są w Regulaminie obsługi obligacji skarbowych przez Biuro Maklerskie Pekao, Taryfie opłat w zakresie obsługi obligacji skarbowych przez Biuro Maklerskie Pekao oraz Pakiecie informacyjnym dostępnych na stronie pekao.com.pl/obligacje-skarbowe 4 • WYDARZENIA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 10.03.2023 Kamienica po pożarze musi być wyremontowana. Zakres napraw jest olbrzymi i będą drogie Kamienica przy ul. Tuwima 2 pochodzi z połowy XIX wieku. Jest wpisana do rejestru zabytków Sylwia Lis Słupsk Inspektor nadzoru budowlanego dopuścił użytkowanie zniszczonej przez pożar kamienicy przy ul. Tuwima 2, pod warunkiem jej wyremontowania. Teraz wspólnota mieszkaniowa będzie musiała znaleźć na to pieniądze. Miasto pomoże? Pożar zabytkowej kamienicy przy ulicy Tuwima 2 w Słupsku wybuchł w nocy w połowie stycznia tego roku. Część mieszkańców samodzielnie opuściła mieszkania, innym wyjść z płonącego budynku pomagali strażacy. Dogaszanie pożaru trwało wiele godzin. Dwie osoby potrzebowały pomocy i zostały przewiezione do szpitala. Z pomocą pogorzelcom ruszył słupski ratusz. Wszyscy otrzymali lokale zastępcze. Mieszkańców spotkała podwójna tragedia. Ludzie uciekali w tym, co mieli na sobie -nie mieli możliwości zabrania cenniejszych rzeczy. To wykorzystali złodzieje, którzy kilka dni po pożarze, mimo zabezpieczenia budynku, wdarli się do środka i zabrali z mieszkań wszystko, co miało jakąkolwiek wartość. Sprawą zajmuje się policja. Decyzją powiatowego inspektora nadzoru budowlanego kamienica została wyłączona z użytkowania do czasu wykonania ekspertyzy, czy obiekt nadaje się do remontu, czy też konieczne będzie jego rozebranie. „Głos” dowiedział się, że ekspertyza jest już gotowa. - Wspólnota mieszkaniowa w budynku przy ulicy Tuwima 2 została zobowiązana do prze- prowadzenia kontroli bezpiecznego użytkowania obiektu -mówi Bożena Sobczyńska-Ko-złowska, powiatowy inspekt nadzom budowlanego w Słupsku. - Wydaliśmy decyzję w tej sprawie nakazującą wspólnocie mieszkaniowej przeprowadzenie szeregu prac. W budynku konieczne jest wykonanie nowej więźby dachowej wraz z warstwami wierzchnimi oraz warstwą izolacyjną zachowując kształt dachu z uwzględnieniem zniszczonych lukam (elementy architektoniczne umieszczone w dachu doświetlające poddasze - dop. red.), nakazano naprawić strop pomiędzy poddaszem użytkowym a częścią strychową, warstwy podłogowe stropów między kondygnacjami a poddaszem, wykonać podział mieszkalny za pomocą ścian działowych. Będzie też konieczna budowa nowych schodów, balustrad, trzeba zamontować nową stolarkę okienną i drzwiową, położyć nową in-stalaqę elektryczną i przebudować kominy. - Zakres prac jest duży, wyznaczony termin wykonania to grudzień 2024 roku. Do czasu przeprowadzenia remontu budynek nadal jest wyłączony z użytkowania - informuje Sobczyńska-Kozłowska. Skąd pieniądze na remont? Być może wspólnota zdecyduje się na zaciągniecie kredytu. - W kamienicy znajduje się dziewięć mieszkań komunalnych oraz cztery własnościowe (aktualnie wszystkie są puste -dop. red.). - mówi Agnieszka Zwierz, prezes Przedsiębiorstwa Gospodarki Mieszkaniowej w Słupsku. - Inspektor nadzom budowlanego wydał decyzję nakazującą odtworzenie kamienicy. I to wspólnota mieszkaniowa jest zobowiązana wykonać przedstawione w decyzji prace remontowe. Teraz jej członkowie włącznie z miastem, które również znajduje się we wspólnocie, będą musieli podjąć decyzję co do kolejnych kroków dotyczących budynku, na przykład możliwości wykonania remontu i zebrania niezbędnych funduszy. Wiemy, że ubezpieczyciel uznał szkodę i wstępnie przyznał 25 tysięcy odszkodowania, czeka również na kosztorys, tak więc kwota ta najprawdopodobniej się zmieni. Miasto jako członek wspólnoty również będzie partycypowało w kosztach związanych z dalszym gospodarowaniem budynkiem. ©® Żołnierz przemierza Polskę i walczy o życie syna Linki do zbiórek dla Franka: www.siepomaga.pl/franek; www.siepomaga.pl/mundurowi-w-trasie Dziury w świeżym asfalcie? Taka jest technologia Kucie dziur w asfalcie na remontowanej ulicy Wiejskiej. Realizacja inwestycji ma zakończyć się w maju Joanna Krężelewska Region Kapral Madej Karaś, żołnierz w 21. Dywizjonie Artylerii Przeciwlotniczej, rozpoczął najważniejszą swoją misję. Walczy o żyrie niespełna dwuletniego Franka. Wspiera go armia dobrych serc. Wstąpisz w jej szeregi? Kapral Maciej Karaś od trzynastu lat jest żołnierzem Wojska Polskiego. Służy w 21. Dywizjonie Artylerii Przeciwlotniczej w Jarosławiu w województwie podkarpackim. Służył m.in. na granicy polsko-białoruskiej. Właśnie teraz toczy najważniejszą w swoim życiu walkę. Celem tej misji jest uratowanie synka - niespełna dwuletni Franciszek choruje na rdzeniowy zanik mięśni (SMA). Początkowo u maluszka zdiagnozowano zespół padaczkowy i to tej chorobie przypisywano wszystkie objawy. Pod koniec ubiegłego roku lekarze zmienili diagnozę. Niestety, rdzeniowy zanik mięśni został u dziecka wykryty dopiero w czternastym miesiącu życia, dlatego Franek nie mógł zostać objęty refundacją najszybciej działającego i najskuteczniejszego leku na SMA. Przyjmuje lek o nazwie Spinraza, który musi być podawany co cztery miesiące, do końca życia. Szansą na skuteczniejsze leczenie jest lek Zolgensma. Jest on implementowany raz, a zastosowanie terapii genowej da dziecku szansę na życie bez bolesnych zastrzyków do kręgosłupa i, co najważniejsze, jest w stanie uchronić go od kalectwa oraz w najgorszym scenariuszu - śmierci. Koszt terapii genowej Zol-gensmą wynosi obecnie 10 milionów złotych. Kapral Maciej Karaś się nie poddał. Rozpoczął walkę o zdrowie Franciszka. - Jestem żołnierzem, jestem nauczony walczyć. Wspiera mnie w tym armia ludzi o dobrych sercach. To moi przyjaciele ze służb mundurowych, ale też tysiące darczyńców, którzy każdym podarowanym groszem przybliżają nas do spełnienia marzenia o zakupie leku - mówi żołnierz. Kapral Maciej Karaś w swoim czasie pozasłużbowym rusza w trasę po Polsce, aby spotykać się z ludźmi i osobiście prosić o wsparcie dla syna pod hasłem „Nigdy nie zostawiamy swoich - Mundurowi w walce z SMA”. Karaś odwiedza jednostki wojskowe, komendy oraz wszystkie instytucje, które ze- chcą go przyjąć. Był m.in. w Olsztynie, Toruniu, Warszawie, Rzeszowie. Przyjechał również do Koszalina - do 8. Koszalińskiego Pułku Przeciwlotniczego i Centrum Szkolenia Sił Powietrznych w Koszalinie. - Opowiedziałem o moim małym wojowniku i tym, jak ścigamy się... z czasem i kilogramami. Naszym przeciwnikiem jest upływający czas, ponieważ lek w Polsce podaje się dzieciom do 13,5 kg. Franciszek waży obecnie 10,5 kg. Musimy się spieszyć. Mam nadzieję, bardzo mocno wierzę w to, że wkrótce uda się zakończyć ten koszmar. Że powiem synkowi: będziesz zdrowy! - mówi kapral Karaś. - To najtrudniejsza misja w moim życiu. Ma jednak piękny wymiar. Zbiórkę tworzą ludzie, a ja każdego dnia przekonuję się, jacy są wspaniali -akcentuje żołnierz. Dziś Franio czuje się dość dobrze. Jest osłabiony i podatny na infekcje. SMA zaatakowało mięśnie krtani, pojawiły się problemy z oddychaniem. Ale, tak jak tata, mały wojownik walczy. Sześć razy w tygodniu uczęszcza na rehabilitację. I ściga się z czasem. Pomożesz mu wygrać? ©® Wojciech Lesner Słupsk - Przyjedźcie zobaczyć, co się dzieje na uLWiejskiej.W nowym asfalcie właśnie kują dziury - zaalarmowali „Głos” mieszkańcy. - To standardowe działanie - uspokaja Zarząd Infrastruktury Miejskiej. Faktycznie, nasz fotoreporter uwiecznił dziury w świeżo ułożonej nawierzchni, których poprzedniego dnia jeszcze nie było. Tomasz Orłowski, dyrektor Zarządu Infrastruktury Miejskiej w Słupsku tłumaczy jednak, że odkucia wykonane w pierwszych warstwach nowego asfaltu stanowiły standardowy element przeprowadzanych prac remontowych. - Każda jezdnia o na-wieizchni bitumicznej składa się z kilku warstw. W przypadku remontowanej ulicy Wiejskiej łącznie będą położone trzy warstwy bitumiczne wzmocnione dodatkowo siatką z kordu stalowego i włókniny - wymienia Orłowski. - Na zdjęciach widoczna jest przedostatnia warstwa -wiążąca. Jest układana przed umieszczeniem armatury zlokalizowanej w jezdni, czyli studni, zaworów i wpustów kanalizaqi deszczowej. Są one zabezpieczane i przykrywane masą bitumiczną. Następnie wykonuje się lokalne odkucia oraz montaż lub regulację urządzeń i to właśnie ten etap uwidoczniony jest na zdjęciach. Po dokonaniu regulacji położona zostanie ostatnia, ścieralna warstwa bitumiczna jezdni. ©® FOT. ŁUKASZ CAPAR Głos Dziennik Pomorza Piątek, 10.03.2023 MATERIAŁ INFORMACYJNY • 5 MATERIAŁ INFORMACYJNY Wystawa rusza w Polskę Świadectwo solidarności ze sportowcami z Ukrainy 0010753110 Wykluczenie Rosjan z prestiżowych rozgrywek międzynarodowych to jeden z ważnych tematów wystawy Poranek 24 lutego 2022 roku zmienił oblicze Europy i świata. Rosja zaatakowała Ukrainę i rozpoczęta brutalną wojnę. Polska od pierwszych godzin okazywała wielką solidarność z ukraińskimi przyjaciółmi. Wśród potrzebujących pomocy znaleźli się także sportowcy. Wielu z nich jeszcze niedawno startowało w międzynarodowych imprezach, podobnie jak zawodnicy z Polski. Jak młodsza siostra 0 tym, jak świat polskiego sportu pomógł ukraińskim sportowcom, opowiada wystawa „Maraton solidarności”. Po warszawskich prezentacjach - m.in. w Sejmie RP 1 w Centrum Olimpijskim -ekspozycja rusza w podróż po Polsce. - Wystawa „Maraton solidarności. Polski sport dla Ukrainy” jest zobrazowaniem kierunku przyjętego przez ludzi sportu - mówi Andrzej Kraśnicki, prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego. - Agresor z ofiarą nie powinni być razem. To stanowisko reprezentuję podczas spotkań różnych organów ruchu olimpijskiego - zaznacza szef PKOl, dodając, że III Igrzyska Europejskie 2023 w Małopol-sce odbędą się bez udziału sportowców z Rosji i Białorusi. Na dwudziestu planszach tworzących wystawę można przeczytać poruszające wypowiedzi ukraińskich sportowców, którzy w Polsce znaleźli schronienie i mogą kontynuować treningi. - Pierwszy raz poczułam strach, gdy zobaczyłam nad głową wojskowy samolot. Przeżyłam atak paniki - wspomina Natalia Safroniuk, 18-letnia kolarka szosowa z Ukrainy, która obecnie trenuje w Toruniu. - Jestem bardzo wdzięczna dziewczynom z Polski, bo we wszystkim mi pomagały, okazywały wsparcie. Dobrze się czuję w ich gronie, jak młodsza siostra - dodaje. - Pomocy polskiego środowiska sportowego nie da się opisać słowami - mówi Wiktoria Dobrotworska, ka-jakarka z Winnicy, wielokrotna mistrzyni Ukrainy i wicemistrzyni Europy w kategorii U23. - Chciałabym podziękować każdemu Polakowi za człowieczeństwo. Polski rząd od początku wojny podejmuje na arenie międzynarodowej zdecydowane działania, które ukazują niezgodę na zbrodniczą politykę rosyjską. Na wystawie zaprezentowano przykłady ofensywy dyplomatycznej realizowanej m.in. przez MSiT. - Nieustannie podkreślamy, że relacje z Rosją w obszarze sportu nie są możliwe - zaznacza minister sportu Kamil Bortniczuk. Presja ze strony Polski, a następnie wielu krajów Europy i innych kontynentów przyczyniła się do eliminacji rosyjskich sportowców i drużyn z międzynarodowej rywalizacji. Rosji odebrano także organizację imprez sportowych, a część z nich przejęła Polska. Nadzieja na przyszłość Solidarność z ukraińskimi przyjaciółmi to także przykłady gościny dla całych klubów. Dzięki wsparciu Korony Kielce do Polski trafiła grupa nastoletnich piłkarzy klubu Metalist 1925 Charków, jak również matki i siostry zawodników. Na wystawie przedstawiono także losy siatkarzy Barkomu-Każany, którzy po wybuchu wojny nie mogli kontynuować występów w swoim mieście. Dzięki polskiej pomocy zespół dołączył do PlusLigi w sezonie 2022/2023. Może podejmo- wać swoich rywali w hali krakowskiego Hutnika i pokazywać hart ducha Ukraińców. W pierwszych wernisażach wystawy uczestniczyli sportowcy ze Lwowa, których losy opisane zostały na ekspozycji, m.in. pitkarki ręczne z Galiczanki Lwów, które po ataku Rosji opuściły Ukrainę. Strona polska dała im możliwość gry w Superlidze. - Chciałbym podkreślić, co to dla nas znaczy - mówi Wasyl Turchyn, dyrektor lwowskiego klubu. - Galiczanka ma drużyny młodzieżowe i szkoły patronackie, pod naszą opieką rozwijają się również dzieci. To, że grają teraz w Polsce, jest dla nich nadzieją na lepszą przyszłość. Młodzi zawodnicy z dumą patrzą na dziewczyny, które dobrze sobie radzą na boisku. Dzięki temu ich życie to nie tylko alarmy, rakiety, bomby i śmierć. Do księgi pamiątkowej, przygotowanej przez organizatorów wernisażu „Maraton solidarności”, wpisywali się parlamentarzyści. - Gratuluję wystawy, która ukazuje solidarność polskich sportowców ze sportowcami Ukrainy. Życzę, aby wystawa, która będzie prezentowała wsparcie różnych instytucji i związków sportowych dla Ukrainy, wyzwoliła dalszą pomoc - stwierdził Wojciech Ziemniak, senator z Koalicji Obywatelskiej, twórca klubu olimpijczyka Jantar w Racocie. Wystawę, współfinansowaną przez Ministerstwo Sportu i Turystyki, opracowała Fundacja Instytut Łukasiewicza. To element całorocznego projektu pod hasłem „Na pomoc Ukrainie, w obronie wolności i niepodległości. Sport jako narzędzie współpracy, edukacji i kształtowania wartości”. Po warszawskich wernisażach wystawa rusza w objazd po Polsce. Instytut Łukasiewicza zaprasza do współorganizowania pokazów kilkadziesiąt instytucji: jednostki samorządu lokalnego, szkoły i podmioty zajmujące się promocją sportu. Siatkarze Barkomu-Każany z menedżerką oraz piłkarki ręczne Galiczanki Lwów podczas wernisażu w Centrum Olimpijskim w Warszawie FOT. P. KONARZEWSKI / INSTYTUT ŁUKASIEWICZA 6 • WYDARZENIA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 10.03.2023 Pomysł ministerstwa na zwiększenie dostępności mieszkań dla kowalskiego zadziałał Wynajmowanie mieszkania od podmiotu prowadzącego działalność gospodarczą jest popularne w Europie Karolina Wrońska Polska Rząd zapowiedział działania dotyczące zwiększenia podatków dla kupujących kolejne mieszkania. Choć nie powstał jeszcze ani jeden przepis, to liczba transakcji spadła aź o 45 proc. To był pomysł Ministerstwa Rozwoju i Technologii na zwiększenie dostępności mieszkań dla zwykłych ludzi. Przepis miał być wymierzony bezpośrednio w fundusze inwestycyjne, hurtowo wykupujące mieszkania, które później były przeznaczane pod najem instytucjonalny (tzw. PRS, czyli private rented sector). Ministerstwo chcąc zastopować ten proceder, zaproponowało nałożenie sześciu procent podatku na zakup każdego kolejnego mieszkania powyżej piątego. Skutek jest natychmiastowy: fundusze inwestycyjne zaczęły wycofywać się z rynku mieszkaniowego. Mimo że żaden przepis jeszcze nie wszedł w życie, to w ubiegłym roku (w porównaniu do roku 2021) liczba transakcji spadła o 45 procent. Wcześniejsze zmiany i zapowiedzi kolejnych podatków spowodowały odwrót funduszy z rynku. Jedną z takich firm jest Catella, specjalizująca się w inwestowanie w nieruchomości na całym świecie. W Polsce fundusz posiadał kilka inwestycji przeznaczonych na wynajem długoterminowy, których pod koniec roku się pozbył. Wyjaśnia szef polskiego oddziału Catelli Dariusz Wę-glicłd: „Nasza firma postanowiła wycofać interesy z Polski ze względu na niesprzyjające warunki do prowadzenia tego typu działalności. Najpierw wprowadzono podatek od nieruchomości komercyjnych, wprowadzono zakaz amortyzacji, do tego doszły jeszcze wysokie stopy procentowe kredytów - wylicza przedstawiciel Catelli. Wszystko to doprowadziło do tego, że inwestowanie w rynek PRS w Polsce przestało być opłacalne. Poza tym pojawiające się pomysły wprowadzenia podatku od zakupu kolejnych mieszkań powyżej piątego, ostatecznie utwierdziły nas w przekonaniu, że dla takiej działalności, jak nasza, nie ma w Polsce przyszłości - dodaje Węglicki. Zdaniem ministra rozwoju i technologii Waldemara Budy ograniczenia są korzystne dla przeciętnej rodziny szukającej mieszkania, ponieważ docelowo będą oznaczać niższe ceny i większy wybór. PRS, czyli wynajmowanie mieszkania od podmiotu prowadzącego działalność gospodarczą, jest bardzo popularne w Europie Zachodniej. Szczególnie silną pozycję sektor ten ma w Niemczech, Szwajcarii, Holandii i Danii. W naszym kraju dużym graczem na tym rynku jest Państwowy Fundusz Nieruchomości, w którego rękach jest ponad 2 tys. mieszkań na wynajem. Fundusz Sektora Mieszkań dla Rozwoju poszerza polski rynek o mieszkania na wynajem, które stanowią alternatywę dla zakupu mieszkania na kredyt. Jest to propozycja zarówno dla osób, które rozpoczynają swoją karierą zawodową, młodych rodzin, a także Polaków, którzy nie posiadają zdolności kredytowej lub po prostu nie są zainteresowani kupnem mieszkania. Czy w Polsce istnieją sprzyjające warunki do tego, by powtórzyć sukces branży PRS, podobny do tego z Europy Zachodniej? Prof. Marek Bryx (SGH), specjalista w dziedzinie mieszkalnictwa, wyjaśnia: - Obecnie rozwój tego rynku został zastopowany i nie widzę perspektyw na umocnienie pozycji PRS na rodzimym rynku, w innych krajach sukces taki firm był możliwy, bo wiele z nich działało tam od dziesiątek lat i stworzono im warunki, w których mogły się rozwijać. Przykładem są chociażby Niemcy, którzy mają duże tradycje budowania mieszkań na wynajem, a firmy te przyczyniły się w znaczący sposób do odbudowy tego kraju po II wojnie światowej.©® PRAWO I ŻYCIE W GDAŃSKU ROZPOCZĄŁ SIĘ PROCES APELACYJNY W SPRAWIE DRAMATU NA TORUŃSKIEJ STARÓWCE Siedem ciosów kuchennym nożem Małgorzata Oberlan Polska Cztery lata więzienia - taki wyrok za usiłowanie zabójstwa konkubiny usłyszał Krystian K. rok temu. Dla prokuratury - zbyt łagodny, dla obrońcy-za surowy. Rozpoczął się proces apelacyjny. Dramat rozgrywał się 27 sierpnia 2020 roku w kamienicy przy ulicy Małe Garbary w Toruniu. Były partner Patrycji zaatakował ją nożem na oczach jej dzieci. Ranił wielokrotnie, krzycząc: „Zabiję cię!”. Krystian K., obecnie 44-latek, był w związku z Patrycją przez pięć lat. Żyli w mieszkaniu torunianki na starówce wspólnie z czworgiem dzieci (jednym wspólnym). Dlaczego mi to zrobiłaś? Jak ustalono w toku procesu przed Sądem Okręgowym w Toruniu, uczucie między tą dwójką wygasło w styczniu2020 roku. Na przełomie maja i czerwca para podjęła decyzję o rozstaniu. Krystian K. miał się wyprowadzić. Podzielono dobytek. Mijały jednak kolejne tygodnie, a mężczyzna wciąż nie opuszczał mieszkania. Krystian K. pracował jako kierowca. 27 sierpnia2020 r. pojechał w trasę zahaczającą o Bydgoszcz. Tam poszedł do salonu sieci komórkowej, obsługującej telefon Patrycji. Tam zgłosił, że potrzebuje duplikatu karty SIM. Zrobił to po to, by mieć dostęp do SMS-ów kobiety. Gdy wrócił do domu, oznajmił Patrycji, że nie zgadza się na wcześniejsze ustalenia dotyczące wspólnych rzeczy. Zdenerwowana kobieta wzięła leki uspokajające i wyszła na korytarz zapalić papierosa. Krystian K. wyszedł za nią i powtarzał: „Dlaczego mi to zrobiłaś?”. Tknięta przeczuciem kobieta zawołała starszą córkę i poprosiła, by ta zadzwoniła po pomoc do swego ojca. Dziewczynie jednak dodzwonić się do taty nie udało. Zabiję cię! Gdy Patrycja wróciła do mieszkania, usłyszała dźwięk o-twieranej wkuchni szuflady i... wtedy wypadki potoczyły się już błyskawicznie. Córki krzyczały, że to nóż. Kobieta zaczęła uciekać, ale Krystian K. złapał ją za nogi i przewrócił. Nożem o długości 22 cm zadał jej przynajmniej siedem ciosów: w klatkę piersiową, brzuch i nogi. Krzyczał: „Zabiję cię!”. Nie wiadomo, czy kobieta przeżyłaby atak, gdyby riie to, że od tyłu przytrzymywała go, próbując obronić matkę, starsza córka. W mieszkaniu była zresztą cała czwórka dzieci... Szczęśliwie, Patrycji udało się też uchylić, gdy napastnik rzucił w nią nożem. „Nóż po uniku pokrzywdzonej uderzył w ścianę, tuż obok jej głowy i rozpadł się na rękojeść i głownię” - odnotował sąd. Co było dalej? Kobieta wybiegła z kamienicy, w kierunku ulicy Prostej. Za nią biegł syn. Za nimi - Krystian K, z samą już tylko głownią noża w ręku. Nie mogąc dogonić ofiary, wrócił do domu, a nóż wrzucił do piwnicy. Patrycja natknęła się na patrol Straży Miejskiej. Municypalni szybko poszli do jej mieszkania i zatrzymali Krystiana K. Przyjechała policja. Nóż odnaleziono. Mężczyzna zachowywał się wtedy zaskakująco spokojnie. Krystian K. został aresztowany, apotem oskarżony przez prokuraturę o usiłowanie zabójstwa. Biegli psychiatrzy ocenili, że był poczytalny, jednak działał pod wpływem silnych emocji - tzw. afektu patologicznego. To jego poczytalność ograniczyło. Poza tym biegli stwierdzili u mężczyzny zaniżone poczucie własnej wartości w relacjach z kobietami. Mężczyznę sądzono przed Sądem Okręgowym w Toruniu. Sędzia Grzegorz Waloch ogłosił wyrok. Uznał mężczyznę za winnego usiłowania zabójstwa i spowodowania obrażeń u kobiety. Kara: 4 lata bezwzględnego więzienia. Do tego - zakaz zbliżania się do ofiary oraz 15 tys. zł dla niej tytułem częściowego zadośćuczynienia za krzywdy. Apelację wniosła zarówno prokuratura, domagając się surowszej kary, jak i obrońca Krystiana K. Adwokat Jan Olszak wnioskuje o zmianę prawnej kwalifikacji czynu. Jest przekonany, że w tym przypadku nie ma mowy o usiłowaniu zabójstwa, tylko o spowodowaniu powierzchownych obrażeń. 2 marca, w czwartek, ta sprawa odwoławcza trafiła na wokandę w Gdańsku. Jak przekazała nam Anna Kanabaj-Michniewicz, koordynator ds. współpracy sądu ze środkami masowego przekazu Sądu Apelacyjnego w Gdańsku, wznowił on przewód sądowy. PS Przebieg wydarzeń poda-jemy za ustaleniami, których dokonał Sąd Okręgowy w Toruniu. Imię pokrzywdzonej kobiety zmieniono. ©® Głos Dziennik Pomorza Piątek, 10.03.2023 MATERIAŁ INFORMACYJNY i s .... " Twoja paczka została wstrzymana z tytułu niedopłaty 3,11 PLN. Przepraszamy za utrudnienia. Aby uregulować należność zapłać https://kurierql.online/4b8hs9 © Za trzy dni planujemy odlaczyc państwa dostęp do internetu. Aby uniknąć ureguluj zaległość 11,20 zl. Zapiać https://ssserwisl32.storę To może być oszustwo. Nie daj się! Masz nierozliczony podatek. Pojutrze sprawa zostanie przekazana do działu windykacji. Aby zapobiec, splac należność 6,57 zl na https://zalpodatk.net/98760 Prześlij je na numer 799 4-4-8 084 Koszt SMS-a zgodny z cennikiem operatora. . IMASK Więcej informacji na cert.pl s Fundusze Europejskie Polska Cyfrowa KPRM CYFRYZACJA IMASK Unia Europejska Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego 8 Głos Dziennik Pomorza Piątek, 10.03.2023 POLSKA i Świat RZYM/TELAWIW Premier Izraela Benjamin Netanjahu zadeklarował, że gotów jest podjąć się mediacji, by doprowadzić do zakończenia inwazji Rosji na Ukrainę, jeśli zdecydują się na to obie strony. W wywiadzie dla „La Repubblica" w czwartek wyraził zarazem opinię, że nie nadszedł jeszcze na to czasi konflikt będzie trwał., Jestem gotów zrobić cokoł-wiek, by potożyć kres tej rzezi. Jeśli obie strony zdecydują, że nadszedł czas, by dążyć do mediacji i ja mogę pomóc, rozważę to". 99 Co jest tragiczne, nie sądzę, że ten czas już nadszedł. Ta wojna jeszcze potrwa zan im taka szansa nadejdzie Benjamin Netanjahu premier Izraela KRÓTKO ZDROWIE Ministerstwo zapowiada reformy „Ramą zmian systemu opieki zdrowotnej jest pakiet trzech fundamentalnych reform: gwarancji systematycznego zwiększania nakładów, gwarancji wzrostu wynagrodzeń oraz gwarancji jakości i bezpieczeństwa dla pacjenta” - powiedział w czwartek w Katowicach minister zdrowia Adam Niedzielski. „Najbliższy okres będzie czasem wytężonej pracy wdrożeniowej, związanej zarówno z Krajową Siecią Onkologiczną, ustawą o jakości, ale też masą innych rozwiązań, któreprzyjęliśmy, bo np. dzisiaj na Śląsku będziemy inaugurowali włączenie Śląska do pilotażu Krajowej Sieci Kardiologicznej” - zasygnalizował. „Różnimy się, mamy różne pomysły, ale cieszę się, że cały czas jest ta skłonność do debaty. Niezależnie chcę prosić wszystkich o wsparcie, o to, aby ten aspekt jakości, który już niedługo będzie sformalizowany, stał się wyznacznikiem w naszej pracy” - podsumował minister zdrowia. Oprać. WS ZAKOPANE Niedźwiedzie budzą się ze snu Tatrzańskie niedźwiedzie budzą się z zimowego snu. Ich aktywność obserwują przyrodnicy z Tatrzańskiego Parku Narodowego (TPN). Są to przede wszystkim samce oraz samice ze starszym przychówkiem. Na razie tropy niedźwiedzi obserwowane są w dolinach i partiach reglowych gór. TRANSPORT Bilety PKP w kioskach i sklepach PKP Intercity chce nawiązać współpracę i możliwość sprzedaży biletów przewoźnika firmom obsługującym stacjonarne punkty sprzedaży, jak sklepy, kioski czy stacje benzynowe. Nowy model sprzedaży agencyjnej skierowany jest m.in. dosied kiosków lub saloników prasowych,sied sklepów spożywczych, sied stacji paliw, sied dystrybuujących usługi hotelowe lubbilety na eventy czy usługi transportowe - z wyłączeniem kolejowych kas biletowych, czyli wszystkich firm zainteresowanych sprzedażą usług dodatkowych w postad biletów na po-dągi PKP Intercity oraz spełniających określone wymagania. PKP Interdty to największy polski operator kolejowy. PAP Polska informuje o wątpliwym podziale stanowisk w UE Zdaniem przedstawicieli Polski w UE, kwestia obsady stanowisk w instytucjach była już wcześniej poruszana oprać. Karolina Wrońska Bruksela/Warszawa Według przedstawideli polskich władz, kierownicze stanowiska w Unii Europejskiej są zdominowane przez przedstawideli państw zachodu i południa Europy. Zdaniem Polski wszystko odbywa się kosztem krajów Europy Środkowo-Wschodniej, a sytuacja w tej kwestii stale się pogarsza. Najnowsza edycja corocznego badania European Democracy Consulting (EDC) ujawnia, że czołowe stanowiska w instytucjach Unii Europejskiej są w dalszym ciągu zajmowane głównie przez państwa południowej i zachodniej Europy kosztem państw Europy Środkowo-Wschodniej . Z raportu wynika, że kraje zachodniej i południowej części Europy zgromadziły 88 proc. nowych nominacji w 2022 r. (a w ciągu okresu 2020-2022 - 80 proc.), gdy tymczasem żaden obywatel z północnej Europy nie został mianowany na stanowisko kierownicze w2022 r., a tylko jeden z Europy Środkowo-Wschodniej. Tymczasem art. 9 Traktatu o UE stanowi, że Unia Europejska we wszystkich swoich działaniach przestrzega zasady równości swoich obywateli, którzy są traktowani z jednakową uwagą przez jej instytucje, organy i jednostki organizacyjne. Z informacji Polskiej Agencji Prasowej wynika, że w środę na spotkaniu z ambasadorami państw członkowskich przy UE i przedstawicielami instytucji unijnych informaqę na temat raportu przedstawił Stały Przedstawiciel Polski przy UE Andrzej Sadoś. . Polski dyplomata wskazywał, że choć sprawa była wcześniej poruszana wielokrotnie na forum unijnym, to jest ciągle nierozwiązana. Powoływał się też na dane raportu, z których wynika, że proporcjonalnie do liczby państw członkowskich regionu Europa Zachodnia i Południowa otrzymały 71 proc. nominacji na stanowiska kierownicze w instytucjach w latach2020-2022 (wzrost o 9 punktów procentowych w porównaniu z poprzednim trzyletnim okresem). Tymczasem Europa Środkowa i Wschodnia otrzymała ok. 5 proc., a to spadek z 13 proc. EDC opublikowało 13 lutego 2023 trzecie już opracowanie na temat reprezentacji regionalnej na kierowniczych stanowiskach UE. Założony w 2019 roku EDC zajmuje się analizowaniem procesów demokratycznych wUE, partii politycznychi syste- mów wyborczych, a także legitymacją demokratyczną instytucji unijnych. Badaneregionyto Europa Zachodnia, Południowa, Północna, Środkowai Wschodnia. Najnowszy raport obejmuje 73 podmioty UE, 90 stanowisk i 512 osób sprawujących urząd od 1952 r. do końca2022 r. Najnowsza edycja corocznego EDC ujawnia pogarszającą się reprezentację obywateli europejskich na stanowiskach kierowniczych i wzywa państwa członkowskie oraz instytucje UE - w szczególności Radę Europejską i Komisję Europejską -do podjęcia zdecydowanych działań w celu zapewnienia bardziej sprawiedliwej reprezentacji wszystkich obywateli europejskich. W 2025 roku Polska po raz kolejny obejmie prezydencję w Unii Europejskiej. Prezydent Andrzej Duda w lutym podczas spotkania z prezydentem USA Joe Bide-nem podkreślił, że więź transatlantycka jest kluczowa dla Europy. Dlatego - jak poinformował - jeszcze w maju tego roku ma zostać podjęta uchwała, zgodnie z którą polska prezydencja będzie przebiegała pod hasłem zacieśniania więzi transatlantyckich. W przygotowywanym pro-gramieprezydencjiistotnemiej-sce zajmą również kwestie ekonomiczne oraz obecne wyzwania geopolityczne, z których naj -większym jest zagrożenie ze strony Rosji. PAP Resort obrony zapewnia o sprawności broni polskiej produkcji. Również tej używanej na Ukrainie oprać. Karolina Wrońska Warszawa MON uważa, że prowadzone są kampanie dyskredytujące broń polskiej produkcji, tak żeby wypchnąć ją z rynku. W czwartek wiceszef Ministerstwa Obrony Narodowej Marcin Ociepa odniósł się do zarzutów dotyczących produkowanych w radomskim „Łuczniku” karabinków Grot, które wchodzą obecnie na wyposażenie pol- skich żołnierzy jako ich podstawowe uzbrojenie. Wiele takich karabinków zostało również przekazanych wojsku ukraińskiemu, jako część wsparcia sprzętowego w obronie przed rosyjską agresją. Polityk podkreślił, że każdy sprzęt wojskowy jest nieustannie analizowany, badany i udoskonalany, a najlepszy sprzęt to zazwyczaj efekt długiego procesu nieustannego doskonalenia. „Oczywiście zbieramy uwagi dotyczące Grota; one w żadnym wypadku nie odbiegają od standardów kolejnych wersji karabinku, ale co więcej, każą nam sądzić, że ta konstrukcja jest bardzo dobra” - ocemł. „Skoro jest bardzo dobra, to jest także konkurencyjna. Rozumiem, że są jeszcze inne koncerny zbrojeniowe na świecie, szczególnie w Europie Zachodniej, który byłyby zainteresowane wypchnięciem Grota z rynku. To jest jakaś taka próba użycia konfliktu na Ukrainie do celów biznesowych; musi się ona spotkać ze stanowczą odpowiedzią” - mówił w rozmowie z Polską Agencją Prasową. Ociepa zaznaczył, że karabinki Grot mają posłużyć nie tylko polskim żołnierzom, ale także stać się polskim towarem eksportowym. „Groty, podobnie jak Pioruny i inne typy broni odnoszą sukces eksportowy, sprawdzają się na Ukrainie, ale są prowadzone kampanie, które mają ten sukces zdyskredytować”. PAP Głos Dziennik Pomorza Piątek, 10.03.2023 REKLAMA 9 m-s ORLEN DLA POLSKI Gaz dla biznesu tańszy o ponad połowę PGNiG Obrót Detaliczny z Grupy ORLEN od 15 marca 2023 r. o ponad połowę obniży ceny gazu dla firm korzystających z Cennika „Gaz dla Biznesu". Klienci nie będą musieli podejmować żadnych działań, aby płacić mniej. To efekt silnego koncernu multienergetycznego, który gwarantuje bezpieczeństwo dostaw surowców i ich atrakcyjne ceny. Dowiedz się więcej na OrlenDlaPolski.pl 10 • POLSKA I ŚWIAT Głos Dziennik Pomorza Piątek, 10.03.2023 Według wywiadu USA Chiny będą pogłębiać współpracę z Rosją Gruzja wycofuje się z ustawy o „agentach zagranicznych” oprać. Anna Nagel Waszyngton Mimo międzynarodowego potępienia rosyjskiej inwazji na Ukrainę Chiny starają się podważyć pozycję USA-ocenili szefowie amerykańskich agencji wywiadowczych. W raporcie służb skupiono się szczególnie na zagrożeniu ze strony Chin i Rosji. Oceniono, że Pekin będzie dalej zastraszał swoich rywali na Morzu Połu-dniowochińskiin i będą kontynuowały działania prowadzone w2022 roku, co może oznaczać kolejne operacje wojskowe wokół Tajwanu. „Pomimo globalnego sprzeciwu wobec inwazji Rosji na Ukrainę, Chiny utrzymają swoją dyplomatyczną, obronną, gospodarczą i technologiczną współpracę z Rosją, by w dalszym ciągu próbować podważać pozycję Stanów Zjednoczonych” - napisano. „Być może nie trzeba tego mówić, ale Chińska Republika Ludowa, która w coraz większym stopniu rzuca wyzwanie Stanom Zjednoczonym gospodarczo, technologicznie, politycznie i militarnie, na całym świecie pozostaje naszym niezrównanym priorytetem” - oświadczyła dyrektor wywiadu narodowego Avril Haines, główna doradczyni prezydenta Joe Bidena ds. wywiadu. Haines opisała konflikt w Ukrainie jako żmudną, wyczerpującą wojnę. Amerykański wywiad nie spodziewa się, by Rosja mogła uzupełnić straty, aby uzyskać duże zdobycze terytorialne. PAP Krytycy ustawy określali ją jako „rosyjską", przypominając prawo przyjęte w 2012 roku w Rosji i wykorzystywane tam do represjonowania środowisk opozycyjnych O W raporcie napisano, że Rosja prawdopodobnie nie dąży do konfliktu ze Stanami Zjednoczonymi i NATO oprać. Karolina Wrońska Tbilisi Rządząca partią Gruzińskie Marzenie poinformowała w czwartek, że po masowych protestach na ulicach Tbilisi rezygnuje z uchwalenia kontrowersyjnej ustawy. W opublikowanym na swojej stronie internetowej oświadczeniu ugrupowanie stwierdziło, że „jako partia rządząca odpowiedzialna przed każdym członkiem społeczeństwa postanowiliśmy bezwarunkowo wycofać ten projekt ustawy” -podała agencja AFP. We wtorek parlament Gruzji przyjął w pierwszym czytaniu kontrowersyjną ustawę, która, zdaniem opozycji, naśladowała rozwiązania obowiązujące w Rosji. Projekt zmian prawnych nakładał obowiązek rejestracji w charakterze tzw. zagranicznych agentów na wszystkie organizacje, które czerpały z zagranicy ponad 20 proc. finansowania. W opinii wielu obserwatorów ustawa ograniczyłaby wolność mediów i zadałaby cios społeczeństwu obywatelskiemu, a jej uchwalenie oznaczałoby autorytarny zwrot w polityce władz w Tbilisi. Gruzińskie Marzenie twierdziło, że ustawa jest konieczna, by zdemaskować krytyków Gruzińskiej Cerkwi Prawosławnej - przypomina agencja Reutera. Przyjęcie przez posłów projektu w pierwszym czytaniu stało się przyczyną masowych protestów we wtorek i środę. Przed gmachem parlamentu gromadziły się dziesiątki tysięcy demonstrantów. Wielu miało ze sobą flagi UE. Doszło do starć z policją, która użyła granatów hukowych, gazu łzawiącego i armatek wodnych, aby rozproszyć tłumy. Zatrzymano co najmniej 77 osób, jest wielu rannych. Krytycy ustawy określali ją jako „rosyjską”, argumentując, że jej przepisy przypominają prawo przyjęte w 2012 roku w Rosji i wykorzystywane tam W opinii obserwatorów ustawa mogłaby ograniczyć wolność mediów i zadać cios społeczeństwu obywatelskiemu do represjonowania środowisk opozycyjnych i niezależnych. Wyrażali też pogląd, że ustawa utrudni lub uniemożliwi wejście Gruzji do Unii Europejskiej. Prezydent Gruzji Salome Zu-rabiszwili zapowiedziała, że ustawy nie podpisze. Solidarność z demonstrującymi i ich europejskimi aspiracjami wyraził prezydent Ukrainy Woło-dymyrZełenski. Tymczasem gruzińskie partie opozycyjne zapowiedziały w czwartek, że będą nadal manifestować przeciwko rządowi. Mobilizacja „nie ustanie, dopóki nie będzie gwarancji, że Gruzja jest zdecydowanie zaangażowana w prozachodni kurs” r oznajmiło kilka partii we wspólnej deklaracji, zapowiadając kolejną demonstrację. PAP FOT. ASSOCIATED PRESS/EAST NEWS KOSZALIN/ SŁUPSK/ SZCZECIN Piątek. 10.03.2023 PSI NOS NA SŁUŻBIE NOWOCZESNA MEDYCYNA I SWOJE POZNAJCIE HISTORIA Rysiek to policyjna elita. Nowatorska metoda I Biały Bór szczyci się Dziś prawdziwych Tropi zwłoki na lądzie operacji zastawek ulży I cerkwią autorstwa Tatarów już nie ma. i pod wodą str. 12-13 pacjentom str. 14 I Nowosielskiego str. 17 Ale byli tu i żyli str. 18-19 Niejedno w życiu osiągniesz - mówiła mu lekarka. Cóż, miała rację Aleksander Popławski do dzisiaj pamięta dzień, kiedy amputowano mu nogę. Wreszcie przestało go boleć. A najlepszą rehabilitacją okazał się sport str. 16 FOT. RADEK KOLEŚNIK 12 • PSI NOS NA SŁUŻBIE Głos Dziennik Pomorza Piątek, 10.03.2023 Rysiek pracuje, aby zmarli W Polsce tylko trzy policyjne psy ukończyły kurs poszukiwania zmarłych po zapachu rozkładających się zwłok. Rysiek i jego przewodnik, asp. szt. Jarosław Biedrzycki, służą w Komisariacie II Komendy Miejskiej Policji w Koszalinie Joanna Krężelewska Koszalin Zakapturzona śmierć wiosłuje na łodzi, której dziób wieńczy pysk psa. Taką naszywkę nosi asp. szt. Jarosław Biedrzycki - przewodnik Ryśka wyszkolonego do wyszukiwania zwłok. „Aby przeszli na drugą stronę” - naszywki z tym hasłem nosi na prawym ramieniu zaledwie kilku policjantów w Polsce. W tych pięciu słowach zamyka się misja służby aspiranta sztabowego Jarosława Biedrzyckiego i jego czworonożnego partnera - psiego funkcjonariusza Ryśka. Niezwykły duet mundurowych pracuje w Komisariacie n Komendy Miejskiej Policji w Koszalinie. Tu działa jednostka K9 Koszalin. - Termin K9 oznacza po prostu psy bojowe. W służbach mundurowych nazwa ta znana jest od dawna. Pochodzi od angielskiego słowa „canine”, czyli „psowate” - wyjaśnia asp. szt. Jarosław Biedrzycki. Pracuje z dwoma czworonożnymi funkcjonariuszami - pierwszy to Axel, pies patrolowo-tropiący. Z nim aspirant pełni służbę na terenie Koszalina i powiatu koszalińskiego. Axel tropi ślady przestępców, na przykład złodziei i włamywaczy, ale też zaginionych żywych osób. Jednak to służba z Ryśkiem, owczarkiem niemieckim wyszkolonym do wyszukiwania zapachów zwłok ludzkich, rozsławiła przewodnika w Polsce. - Ich skuteczność została dostrzeżona przez jednostki na terenie całego kraju. Angażowani są do wyjaśniania zabójstw i zaginięć, o których słyszymy w mediach - podkreśla insp. Krzysztof Sieląg, komendant Miejski Policji w Koszalinie. - Psy o takich szczególnych umiejętnościach jak Rysiek pracują w zupełnie inny sposób niż psy patrolujące czy tropiące. Przeszukując teren, zbierają zapach unoszący się nad powierzchnią ziemi lub wody. Trudno to sobie wyobrazić, ale Rysiek nawet z łódki jest w stanie wyczuć zapach ciała, które znajduje się kilka metrów pod wodą. A to nie koniec umiejętności Ryśka. Czworonożny ftinkcjonariusz potrafi też uratować tonącą osobę. W tego typu akcjach także pracuje ze swoim przewodnikiem, który posiada uprawnienia ratownika wodnego. Psia elita: trzy na tysiąc Aby partnerzy mogli skutecznie działać, zarówno pies, jak i przewodnik muszą przejść wiele szkoleń. W szeregach polskiej policji służy dziś około 900 psów. Niezależnie od specyfiki pracy, wszystkie odgrywają ważną rolę w utrzymaniu bezpieczeństwa. Większość z nich wykorzystywana jest do celów patrolowo-tropiących. Futrzaści funkcjonariusze są też wyszkoleni m.in. do wyszukiwania zapachów materiałów wybuchowych i narkotyków. Służą w ogniwie kryminalnym i antyterrorystycznym. W tym gronie Rysiek to elita, bo zaledwie kilkanaście psów jest nauczonych wyszukiwania zapachów ludzkich zwłok. I tylko trzy skończyły kompletny kurs - niuchają na ziemi, nad ziemią, czują, co jest pod nią zakopane, wreszcie - wyczuwają zapachy unoszące się nad taflą wody. - Żeby pracować z takim psem, sam musiałem ukończyć kilka kursów. Stermoto-rzysta żeglugi śródlądowej, ratownik, żeglarz jachtowy. Musiałem zrobić uprawnienia zawodowe - wylicza asp. szt. Jarosław Biedrzycki. Psy, które ukończyły kompletne szkolenie do wyszukiwania ludzkich zwłok, pracują w Koszalinie i w Olsztynie. Przewodnikowi psa dobiera szkoła. Policjanci przyjeżdżają do niej i biorą udział w losowaniu. To ślepy los decyduje więc, który zwierzak któremu mundurowemu zostanie przydzielony. W tym przypadku od razu „kliknęło”. Panowie Jarosław i Rysiek poznali się, gdy psiak miał rok. Już wtedy zaczęli intensywną pracę. - Szkoliliśmy się przez dwa lata. Kurs tropiciela zwłok prowadzony jest inaczej niż w przypadku psów tropiących narkotyki czy materiały wybuchowe. Zapachów narkotyków jest wiele, a psa wyszukującego ludzkie zwłoki uczy się jednego - tłumaczy policjant. Zwłoki w tabletce Tresurą psów tej kategorii na potrzeby policji zajmuje się Zakład Kynologii Policyjnej w Sułkowicach. Podczas szkolenia zwierzak jest uczony wykrywania zapachu związków chemicznych związanych z procesem gnicia i rozkładu ciała. Skąd szkolący biorą wzorzec zapachu? - Naturalny zapach rozkładu zwłok ludzkich zastą- piony jest syntetyczną wonią. Środek ten dla człowieka jest bezwonny. Używamy do tego sprowadzonych ze Stanów Zjednoczonych kapsułek. W USA prace nad badaniem ciał martwych ludzi są niezwykle zaawansowane. Na tak zwanych trupich fermach eksperci badają, jak zwłoki ludzkie zachowują się w różnych stadiach rozkładu, w różnych temperaturach i warunkach środowiskowych. Efektem wielu lat pracy jest właśnie zapach zamieniony na wzór chemiczny i zamknięty w tabletce - tłumaczy asp. szt. Jarosław Biedrzycki. PSY POLICYJNE Syntetyk jest jedynym rozwiązaniem umożliwiającym tresurę psa „zwłokowego”. Ciało trzeba było zastąpić chemicznym substytutem, bowiem wykorzystanie choćby fragmentu ludzkich zwłok może być uznane za ich bezczeszczenie. Oczywiście, z Zakładu Medycyny Sądowej szkolący dostają czasem tzw. W powojennej Polsce pierwszym ośrodkiem, w którym szkolone były psy służbowe, była Szkoła Przewodników i Tresury Psów Milicyjnych w Junikowie pod Poznaniem. W budynkach dawnego dworu utworzono sale wykładowe i koszary, a psom przygotowano kojce w obiektach gospodarczych. Pierwszy kurs rozpoczął się 1 września 1945 r. Psy policyjne pracują jako psy patrolowe, tropiące i poszukujące narkotyków. Każda kategoria ma swój własny, unikalny zestaw umiejętności, które pozwalają skutecznie wykonywać pracę. Psy patrolowe pomagają pilnować porządku na danym terenie. Chodzą w kagańcu, który zdejmowany jest tylko podczas akcji przeciwko groźnym przestępcom. Nic dziwnego - ten odważny czworonożny funkcjonariusz jest jak ostra broń. Psy tropiące są szkolone do podążania tropem przestępców lub osób zaginionych. Mogą też szukać narkotyków. Specjalistyczne psy pomagają odnaleźć zwłoki człowieka. FOT. JOANNA KRĘŻELEWSKA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 10.03.2023 PSI NOS NA SŁUŻBIE# 13 mogli przejść na drugą stronę prawdziwki, czyli na przykład ubrania pozwłokowe. Podstawą jest jednak tabletka. Jak się jej używa? Przewodnik rozpuszcza ją w wodzie. Takim preparatem spryskuje na przykład drzewo czy wykopaną w ziemi dziurę. Ekspozycję na zapach łączy z zabawą piłeczką. Pies kojarzy zapach z piłką i uczony jest konkretnej reakcji, a z czasem zabawka znika, a pies szuka tylko zapachu. Ćwiczenia co jakiś czas są ponawiane, by pies był ciągle „w pędzie pracy”. Siedem metrów pod wodą Po zakończeniu szkolenia na lądzie, pies i przewodnik zaczęli prace na wodzie. - Uczymy psa, że woda nie służy tylko do picia i pływania. Mogą się znajdować w niej również zapachy. Zaczynamy od płytkich akwenów i - tak jak na lądzie - mamy piłeczkę. Chowamy ją pod wodą. Jednocześnie w specjalnych wędkarskich koszyczkach zanurzamy syntetyczny zapach. Z czasem akweny są coraz głębsze - opisuje policjant. Pies i policjant patrolują teren. Rysiek węszy z poziomu łodzi niskoburtowej bądź z pontonu. Funkcjonariusz oznacza punkty na mapie GPS. Z tego korzystają nurkowie, którzy przeszukują wskazane przez psa miejsca. Rekord Ryśka to wykrycie zapachu zwłok z głębokości 7 m 80 cm. Było to ciało żeglarza. Akcja rozegrała się na jeziorze rynnowym Chłop niedaleko Pyrzyc. Wywąchał seryjnego mordercę Codzienna służba asp. szt. Jarosława Biedrzyckiego i Ryśka to sporo kilometrów na liczniku służbowego auta. Archiwum X i Centralne Biuro Śledcze angażują przewodnika i jego psa do pracy nad rozwiązywaniem spraw kryminalnych, tych bieżących i tych sprzed wielu lat, na terenie całej Polski. Zaginięcia, zabójstwa, samobójstwa - małopolskie, podkarpackie, śląskie, dolnośląskie, zachodniopomorskie -jest wezwanie, policjant i pies wsiadają do radiowozu i jadą... „węszyć”. PASJA - APORTOWANIE Szkolenie przewodnika i tresurę psa służbowego przeprowadza się na podstawie decyzji nr 270 Komendanta Głównego Policji z 4 września 2012 r. w sprawie programu kursu specjalistycznego dla przewodników psów służbowych do wyszukiwania zapachu zwłok ludzkich. Do szkolenia wybierane są psy z dużą pasją do aportowania różnych przedmiotów. Na koncie niezwykłego duetu funkcjonariuszy jest kilka spektakularnych sukcesów. To nos Ryśka pomógł rozwikłać sprawę potrójnego morderstwa z Kołobrzegu. Przez wiele miesięcy pies i jego przewodnik przeszukiwali lasy wokół Kołobrzegu. Znaleźli trzy ciała kobiet. Pierwsze zakopane na głębokości 1,5 metra pod ziemią. Rysiek „pociągnął” sprawę, a seryjny zabójca stanął przed obliczem Temidy. Pies pomógł też zlokalizować dało żeglarza, który utonął w Jeziorze Nowowarpieńskim. W okolicach Piły Rysiek potrzebował zaledwie 1,5 godziny, by wskazać miejsce, gdzie trzy lata wcześniej morderca zakopał ciało swojej ofiary. Jego węch pomógł zlokalizować szczątki ciał kilkunastu osób, które przez wiele miesięcy, a nawet lat zostały rozniesione przez dziką zwierzynę bądź rozczłonkowane w wyniku działań przestępczych. Rysiekpracował też w sprawie morderstwa rodziny na południu Polski i w poszukiwaniach ciała zamordowanej na Śląsku kobiety. O wielu działaniach można mówić bardzo pobieżnie, bo albo są w toku, albo są procedo-wane w sądzie, a ich szczegóły pozostają niejawne. I choć wszystko brzmi drastycznie, to Rysiek w swojej pracy się nie męczy. - Co ciekawe, psy specjalistyczne żyją dłużej. Między in- nymi dlatego, że nie mają w sobie agresji. Dzięki temu mają mniej stresu i nerwów. Tak samo jest z ludźmi - uśmiecha się asp. szt. Jarosław Biedrzycki. Ryśka nie stresują nawet egzaminy, którym musi być poddawany raz do roku. - On z kolei testuje mnie. Sprawdza, jak zareaguję na jego zachowania, czasem bardzo niestandardowe. Rysiek to wyjątkowy pies - podkreśla jego przewodnik. Codzienna służba funkcjonariuszy jest kopalnią ciekawych historii i anegdot. - Najczęściej słyszę jednak pytanie o to, co najbardziej mnie wystraszyło. Wszyscy myślą, że opowiem o jakimś przerażającym widoku zwłok. A historia jest zupełnie inna. To było w okolicy Myszkowa. Przeszukiwaliśmy las. Nagle, na zupełnym odludziu, w miejscu, do którego nie prowadziła żadna droga, zobaczyłem... wózek inwalidzki. Praktycznie nówkę. W doskonałym stanie. Zacząłem szukać jego właściciela. Przeszukałem spory teren i nikogo w nim nie było. Do dziś nie wiem, po co ktoś zadał sobie tyle trudu, żeby w głębi lasu porzucić wózek, który z powodzeniem mógłby komuś posłużyć - mówi policjant. Emerytura w domu Rysiek kończy siedem lat. Do emerytury zostały mu dwa lata służby. Wtedy kojec na Komisariacie II Komendy Miejskiej Policji w Koszalinie zamieni na wygodne legowisko w domu swojego przewód- ' nika. - Taki jest plan. Za lata przepięknej służby Ryśkowi należeć się będzie spokojna emerytura - zapowiada jego przewodnik, pan i przyjaciel. Lata służby, w których tak wiele serc zostało ukojonych, gdy pies i policjant pomogli zmarłym przejść na drugą stronę... ■ ©® Zakapturzona śmierć wiosłuje na łodzi, której dziób wieńczy pysk psa. To oznaczenie przewodnika psa wyszkolonego do wyszukiwania zwłok Rysiek jest wyspecjalizowany w tropieniu zapachu zwłok. Jego rzadkie umiejętności Rysiek i jego przewodnik są wyszkolonymi wodniakami. Biorą udział w akcjach wykorzystywane są przez policję w całej Polsce ratunkowych i poszukiwawczych na wodzie A4 • NOWOCZESNOŚĆ I MEDYCYNA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 10.03.2023 Pacjenci mówią OK, panowie chirurdzy, operujcie tak dalej! Leszek Wójcik Szczecin -Nie życzymy nikomu, aby musiał przejść operaqę zastawki serca. Jeżeli jednak zdarzy się taka konieczność, szukajcie pomocy na Pomorzanach. Tutaj lekarze idą z postępem. Najpierw dokładnie mierzy się ->.średnicę ujścia aorty, czyli największej tętnicy naszego ciała. Potem na osierdziu chorego (w nim znajduje się serce) precyzyjnie odwzorowuje wielkość potrzebnego płatka zastawki, a następnie wycina z niego zaznaczony fragment materiału. To z niego buduje się nową zastawkę. Proste? Nie. - To bardzo trudna technicz-“nie operacja - mówi kardiochirurg Jerzy Pacholewicz, który wspólnie z Jaroslavem Benedi-kiem z Niemiec przeprowadził w klinice kardiochirurgicznej SPSK-2 w Szczecinie trzy podobne zabiegi. Z Japonii przez Niemcy do Polski Do tej pory w Szczecinie podobnych operacji jeszcze nikt nie wykonywał. Wszczepienie choremu płatka zastawki aor-talnej wykonanej z jego własnego osierdzia, czyli worka, w którym znajduje się serce, jest niezwykle skomplikowane i wciąż jeszcze nowatorskie. ” Zdaniem lekarzy z kliniki kardiochirurgii szpitala na Pomorzanach, zastawki z ludzkiego osierdzia są szansą przede wszystkim dla ludzi młodych i aktywnych fizycznie. Nie wymagają bowiem późniejszego leczenia przeciwzakrzepowego. Metodę takiego leczenia zastawek serca wymyślił japoński profesor Ozaka. Szczecińskich .. ...kardiochirurgów zapoznał z nią dr Jaroslav Benedik z niemieckiej Helios Klinikum w Krefeld. Podczas warsztatów zorganizowanych z okazji jego przyjazdu do Szczecina przeprowadził ..wspólnie z nimi trzy operacje. A będzie ich więcej. Dwa płatki to za mało Wyjaśnijmy, kiedy takie operacje są konieczne. Zdrowy człowiek ma w sercu szczelnie zamykającą się trzypłatkową zastawkę aortalną. Jednak u około 10 procent osób ma ona tylko dwa płatki. Lekarze diagnozują u nich niedomykalność zastawki aortalnej. Ta wada powoduje zaburzenia przepływu krwi - krew z aorty Pan Paweł o tym, że nie ma jednej zastawki serca, dowiedział się w dramatycznych okolicznościach - kiedy już doszło do zagrożenia życia. Dzięki nowatorskiej operacji ma wielkie szanse na normalne, aktywne życie cofa się do lewej komory serca, zamiast płynąć do dalszych naczyń krwionośnych w ciele. Do tego taka dwupłatkowa zastawka szybciej się degeneruje i ulega zwapnieniu. O wyższości zastawki własnej nad innymi Tradycyjnie w takich przypadkach wszczepia się właściwie zbudowane, ale sztuczne zastawki trzypłatkowe. Protezy mechaniczne mogą działać bardzo długo (znacznie dłużej niż człowiek żyje), ale są one obarczone ryzykiem wystąpienia powikłań zakrze-powo-zatorowych. Jest ono spore, bo w ciągu 10 lat po operacji dotyka co piątego pacjenta. Automatycznie więc od razu po zabiegu wdrażane jest leczenie przeciwzakrze-powe, które trwać będzie do końca życia. Niestety, leki obniżające krzepliwość krwi znacznie zmniejszają aktywność pacjenta. Powinien on uważać na przykład na urazy czy sinia- czenie. Ponadto kobiety z zastawką mechaniczną muszą się liczyć z tym, że w czasie ciąży mogą wystąpić u nich krwotoki i poronienia. - Związane to jest też z innymi powikłaniami, które towarzyszą braniu leków prze-ciwkrzepliwych, jak krwawienie śródmózgowe czy do przewodu pokarmowego - dodaje szef kliniki Jerzy Pacholewicz. Alternatywnie stosowane są zastawki biologiczne - z osierdzia wołowego lub świń. Jednak typowa biologiczna zastawka może ulegać degeneracji. Specjaliści nie ukrywają, że okres prawidłowego funkcjonowania protezy zastawkowej może być w tym przypadku krótszy niż spodziewane 8-10 lat. - Jeżeli natomiast zastosujemy zastawkę zrobioną z osierdzia leczonego pacjenta, degeneracja zachodzi znacznie rzadziej - tłumaczy orędownik leczenia wad zastawki aortalnej metodą Ozaki, Jaroslav Benedik. - Odsetek pacjentów wymagających reoperacji z powodu dysfunkcji w ten sposób skonstruowanej zastawki jest znacząco mniejszy, bo cały me- chanizm jest naturalny i elastyczny. Zdaniem dr. Benedika, najtrudniejszym elementem zabiegu jest prawidłowe wymiarowanie płatków zastawki konstruowanych z osierdzia. - Decyduje ono, czy zastawka po implantacji będzie domykalna i czy zacznie prawidłowo funkcjonować - tłumaczy. - Tego przede wszystkim musimy się nauczyć: konstruowania zastawek odpowiedniej wielkości. Nitinol z pamięcią kształtu Lekarze ze szpitala klinicznego nr 2 na szczecińskich Pomorzanach zapewniają, że będą się starali wdrożyć metodę prof. Ozaki w Szczecinie na większą skalę. Tłumaczą, że nie jest ona stosowana w żadnym innym polskim ośrodku, bo (oprócz wysokiego stopnia trudności) do wykonywania operacji potrzebne są specjalne narzędzia. Wyjątkowe. Różnej wielkości miarki i pęsety dr Jaroslav Benedik skonstruował sam. Powód jest prozaiczny: przepisy uniemożliwiły sprowadzenie oryginalnych narzędzi z Japonii. Miarki są wykonane z niti-nolu, stopu niklu z tytanem wykazującego efekt pamięci kształtu. Można je więc wyginać w dowolny sposób, dzięki czemu łatwo je dostosować do wymiaru potrzebnej protezy zastawkowej. Potem metal (po ogrzaniu np. w ciepłej wodzie) wraca do swojego pierwotnego kształtu. Dzięki temu miarkę można wykorzystywać wielokrotnie przez rok, potem trzeba ją wymienić. Szczecińscy lekarze mają już podobne zestawy narzędzi. Szacują, że w klinice na Pomorzanach będą dzięki temu wykonywać metodą Ozaki przynajmniej kilkanaście operacji rocznie. - W miarę nabywania doświadczenia będziemy mogli rozszerzać grupę chorych kwalifikowanych do zabiegów - zapewnia prof. Pacholewicz. A co na to pacjenci? Jednym z operowanych przez dr. Benedika i szczecińskich kardiochirurgów pacjentów był pan Paweł ze Szczecina. Na drugi dzień po wybu-dzeniu przyznał, że czuje się świetnie. - Odczuwam lekki ból, ale samopoczucie jest OK - cieszył się. Wcześniej, nie wiedząc o wadzie, normalnie pracował, chodził na siłownię. - O tym, że mam tylko dwa płatki w zastawce, dowiedziałem się bardzo późno, kiedy doszło już u mnie do zagrożenia życia - dodaje. Operacja była dla niego jedynym ratunkiem. Jak się dowiedzieliśmy, wszyscy operowani podczas warsztatów z dr. Benedikiem-trzej pacjenci mogą już wyjść do domu. - Są w dobrym stanie - mówi Bogna Bartkiewicz, rzeczniczka prasowa SPSK-2 PUM. - Przebywają na oddziale Kliniki Kardiochirurgii i pracują z fizjoterapeutami nad swoją kondycją. ©® Z lewej dr Jerzy Pacholewicz, szef kliniki kardiochirurgii na Pomorzanach, z prawej dr Jaroslav Benedik z kliniki w Krefeld FOT. ANDRZEJ SZKOCKI Głos Dziennik Pomorza Piątek, 10.03.2023 REKLAMA • 15 Prowadzimy w zielonej zmianie S3 WOKOŁ SPORTU Głos Dziennik Pomorza Piątek, 10.03.2023 Myśleli, że po amputacji targnie się na życie. A on bez bólu wreszcie zaczął żyć Aleksander Popławski (rocznik 1944), emerytowany trener Startu Koszalin, to jeden z najbardziej utytułowanych szkoleniowców w historii polskiego paraolimpizmu Krzysztof Marczyk Koszalin Aleksander Popławski to jeden z najbardziej utytułowanych szkoleniowców w historii polskiego paraolim-pizmiL Jego sportowa kariera zaczęła się od... amputacji nogi. O nowotworze '"'Amputowano mi nogę, gdy miałem 19 lat. To był nowotwór. Nim znalazłem się w szpitalu, miałem takie bóle, że chodziłem po ścianach. Otworzyła mi się rana. Czuć było zgnilizną. Po amputacji w pierwszej chwili poczułem ogromną ulgę, że już mnie tak nie boli. Owszem, bolało, byłem na morfinie, ale w porównaniu z tamtym bólem to było nic. Spędziłem pięć miesięcy w warszawskim szpitalu Akademii Medycznej. To było 17 lat po wojnie. Podczas kolacji, już po zabiegu, zabrano mi sztućce. Nie wiedziałem, o co chodzi, ale wytłumaczono mi później, że pacjenci po utracie kończyny załamują się, są próby sa-mobójcze przy użyciu ostrych przedmiotów. Zdziwiłem się, bo byłem w niezłym nastroju przez to, że ten koszmarny ból ustąpił. Następnie założono mi protezę, przeszedłem też wstępną rehabilitację. Gdy po pięciu miesiącach wróciłem do domu, byłem już przygotowany do nowego życia. Wcześniej, przy podpisywaniu zgody na operację, spytałem, czy będę chodził. Lekarka odpowiedziała, że z protezą - owszem. I że niejedno jeszcze osiągnę. Cóż, miała rację. Po operacji pierwsze kroki skierowałem do spółdzielni pracy osób niepełnosprawnych. W tym czasie dowiedziałem się, że we Wrocławiu jest szkoła zawodowa dla takich jak ja. Tam skończyłem technikum i zetknąłem się ze sportem. Rehabilitacja fizyczna i pomoc psychologiczna były na najwyższym poziomie. Uczyły się tam osoby na wózkach, po amputacjach, niewidome, głusi. Pełen przekrój kalectw. I paradoksalnie należałem do jednych z bardziej sprawnych fizycznie osób. W moim przypadku wybór kuli i dysku przyszedł dość naturalnie, z racji tego, że w innych sportach bez nogi byłoby raczej ciężko. Amputację przyjąłem ze zrozumieniem. Jeśli nie mo-¿iem tego zmienić czy cofnąć, to nie zamierzałem się tym przejmować. Nie chciałem użalać się nad swoją niepełnosprawnością. O studiach Byłem pierwszym niepełnosprawnym studentem w Polsce, którego przyjęto na Akademię Wychowania Fizycznego. To był 1978 rok. Przetarłem szlak. Udało się dostać na studia w Poznaniu, ale zamieszania było co niemiara. Nie musiałem przechodzić egzaminów sprawnościowych, bo miałem już na koncie tytuł mistrza Polski. Na badaniach lekarskich oglądał mnie doktor Jan Fibak, ojciec Wojtka Fibaka, słynnego tenisisty. Powiedział mi tak: „U nas kandydat na studenta jak ma chore zęby, to musi wyleczyć, a pan nie ma nogi. I chce pan być na AWF-ie? Niestety, ale takie mamy zasady”. Odpowiedziałem: „Panie docencie, ja nie chcę być baletmistrzem, tylko chcę skończyć studia, przygotować się teoretycznie do tego, by prowadzić zajęcia z moimi pobratymcami”. Wróciłem do domu. Jakiś czas później otrzymałem pismo, że „inwalidztwo dyskwalifikuje bieganie, które jest podstawą w sporcie”. Przyszło rozczarowanie, ale jakoś pogodziłem się z tym. I tu wkraczają media. Prasa, radio i telewizja zrobiły dla mnie wiele dobrego. Otworzyły wiele drzwi. Pewien dziennikarz z „Gazety Poznańskiej’ robił ze mną materiał z zupełnie innego powodu i tę sprawę na AWF-ie, niejako przy okazji, przytoczył w swoim artykule. Zrobił się raban. Wezwano mnie na uczelnię na rozmowę. To był już listopad, ale przyjęto mnie, wypisano indeks na kierunek rehabilitacja ruchowa. I przez ten czas, gdy studiowałem, złego słowa powiedzieć nie mogę, traktowany byłem sprawiedliwie. Jednak studiów nie skończyłem. Przeziębiłem anginę. Byłem w szpitalu w Koszalinie. Egzaminy mi odjechały. Lekarka powiedziała, że wziąłem na siebie za dużo, to jest pracę, studia i treningi. Z jednego musiałem zrezygnować. Do końca studiów brakowało mi bodajże trzech albo czterech egzaminów. Ale nie chciałem już pisać odwołań, żeby mi ktoś łaskę robił. I dobrze się stało, że zrezygnowałem. Zdobyłem uprawnienia instruktora w zakresie sportu niepełnosprawnych i mogłem się na tym skupić. O karierze zawodniczej Start Koszalin powstał w 1965 roku. Działalność startowskich klubów opierała się na spółdzielczości: pracy i inwalidów. Ta pierwsza miała tzw. sport powszechny, a ta druga -jako narzędzie rehabilitacji. Takie było pierwotne założenie, zresztą słuszne. Praca w Starcie, pod koniec lat 70. XX wieku, dała mi większą swobodę, jeśli chodzi o treningi i wyjazdy na zawody i zgrupowania. W1976 roku miałem start na Zimowych Igrzyskach Olim-pijskich w Szwecji w biegach narciarskich. Zgodziłem się na występ zimowy, bo wbrew pozorom mogło się to przysłużyć lekkoatletyce, na którą stawiałem. Narciarstwo biegowe to wypychanie, pracuje cała obręcz barkowa. I można było je trenować w Koszalinie, nawet jeśli nie było śniegu. Ubierało się buty, brało kijki do rąk i szło w pole, by wykręcać kolejne kilometry. Ale mieliśmy drewniane narty. A świat szedł do przodu. Coraz popularniejsze stawały się narty plastikowe. Były znacznie lżejsze i szybsze. I przez to rywale nam odjeżdżali. Ale i tak znalazłem się w pierwszej dziesiątce, co uznaję za duży sukces w takich okolicznościach. Wygrałem też mistrzostwa Polski w pchnięciu kulą i rzucie dyskiem. W nagrodę pojechałem na międzynarodowe mistrzostwa Francji do Nancy. To był przełom. Ustanowiłem dwa rekordy świata. Pojawiło się zainteresowanie mediów. W kadrze Polski byłem do 1984 roku, brałem udział w najważniejszych zawodach. Bardzo chciałem pojechać na igrzyska do Moskwy, czułem, że mam tam rachunki do wyrównania za to, że moją rodzinę chciano wywieźć na Syberię. W1945 roku miałem ledwie rok. Ojciec znalazł się na liście do wywózki. Cudem do tego nie doszło przez jakieś koneksje rodzinne. Karierę zawodniczą zakończyłem w 1984 roku. Nie chciałem rozmieniać się na drobne. Choć wygrywałbym pewnie na arenie krajowej jeszcze przez jakiś czas, to mierzyłem w najwyższe cele. Dlatego uznałem, że czas kończyć. O trenowaniu Zamiana ról, od zawodnika do trenera, była dla mnie naturalna i oczywista. Płynne przejście. Moim atutem było i jest to, że nikt z osób niepełnosprawnych nie powie: no tak, masz obie ręce, obie nogi, więc łatwo ci mówić i wydawać polecenia. Otóż nie. Dokładnie wiem, o co poprosić podopiecznych, znam ograniczenia swoje i ich. Dla wielu byłem dowodem na to, że można, a w ten sposób łatwiej było mi zdobyć zaufanie. Moimi wzorami byli amerykańscy miotacze. Czkałem ich książki. Starałem się wyłapać jak najwięcej informacji dotyczących metod treningowych, diety i podtrzymywania formy. Jako trener narciarek sam jeździłem po sprzęt do Szaflar, czyli na drugi koniec Polski, prawie 900 kilometrów. W zamian za narty przywiozłem maluchem z Koszalina 20-kilogramową beczkę ryb, którą załatwiłem u znajomego ze spółdzielni w Kołobrzegu. To był 1986 rok. To załatwianie sprzętu w sytuacji, gdy Zachód nam odjeżdżał, było niezbędne, by nawiązać rywalizację. W momencie startu wszyscy muszą mieć takie same szanse, do tego dążyliśmy. Przez Start Koszalin przeszło 14 paraolimpijczyków, w tym dziewięciu medalistów, ALEKSANDER POPŁAWSKI także wielokrotnych, na przykład Ryszard Fornalczyk czy Tomasz Rębisz. W skali krajowej to ewenement, bo trzeba tu jeszcze uwzględnić problem demograficzny. Klub nie ma takiego zasięgu i takich możliwości, by rekrutować na dużą skalę, jak robią to kluby z największych polskich miast. By kogoś wyłapać, trzeba jeździć po całym regionie. Nie ma już spółdzielni inwalidów. Doszło multum innych możliwości i pokus, które odciągają ludzi od sportu. Na szczęście są jeszcze osoby, którym się chce. Mamy w pływaniu Olę Ochterę, w handbike’ach Karola Siwierę. Są nasi ciężarowcy i lekkoatleci. Na przestrzeni lat wiele się zmieniło. W początkowych latach, gdy startowałem, czyli w drugiej połowie lat 60., nagrodą był uścisk ręki prezesa, dyplom, ewentualnie książka. Największą atrakcją był sam wyjazd na jakieś międzynarodowe zawody. A dziś? Sprzęt i infrastruktura nieporównanie lepsze. Wszystko stało się bardziej profesjonalne, minimalizuje się efekt przypadku. Treningi to głęboka analiza wielu zmiennych. Są programy stypendialne i inne wsparcie finansowe, np. od sponsorów, co zachęca młodych do trenowania. A i tak toczymy nierówną walkę z komputerami, z nowymi technologiami. Młodzi coraz częściej wolą konsumować cyfrowe treści, zamiast uprawiać sport. Natomiast wspólny mianownik na przestrzeni lat to oczywiście sport jako forma rehabilitacji. To niezmienny i bardzo istotny czynnik. ©® Rocznik 1944, emerytowany trener Startu Koszalin. Jego podopieczni od kilku dekad zdobywają medale na kolejnych igrzyskach parolimpijskich i mistrzostwach świata. Na przykład Ryszard Fornalczyk podczas para-igrzysk w Stoke Mandeville (1984), Seulu (1988), Barcelonie (1992) i Atlancie (1996) zdobywał złote medale w wyciskaniu sziangi leżąc. Tomasz Rębisz to srebrny medalista z Atlanty 1996 w pchnięciu kulą i rzucie dyskiem oraz brązowy medalista w rzucie oszczepem (Atlanta) i w kuli (Londyn 2012). Maciej Sochal to złoty medalista z Rio de Janeiro w rzucie maczugą. Sam Popławski, jeszcze jako zawodnik, zdobył dwa złote medale podczas Igrzysk Paraolimpijskich w Arnhem w 1980 roku - za rzut dyskiem i pchnięcie kulą. Za swoje wybitne osiągnięcia znalazł się w galerii Koszalińskich Olimpijczyków i Paraolimpijczyków. Otrzymał także Złotą Odznakę Zasłużonego dla Sportu, za „zaangażowanie w rozwój Polskiego Związku Sportu Niepełnosprawnych Start" podczas gali 70-lecia PZSN Start w Warszawie. Głos Dziennik Pomorza Piątek, 10.03.2023 CUDZE CHWALICIE, SWOJE POZNAJCIE 17 Opus magnum Jerzego Nowosielskiego, czyli jak skromna cerkiew stała się ikoną architektury Mała biała cerkiew w szczerym polu to najmłodszy sakralny zabytek w Polsce Czarne kolumny oddzielają boczne galerie od głównej nawy Z ciemnymi barwami ścian kontrastują czerwone elementy wystroju i spójną wizję świątyni. - Oczy- Rajmund Wełnie Biały Bór Jerzy Nowosielski, wielki polski artysta, pozostawił po sobie setki wspaniałych dzid. Spod jego ręki, w każdym szczególe, wyszła między innymi cerkiew greko-katolicka w Białym Borze. Białoborska cerkiew w niczym nie przypomina tradycyjnych świątyń znanych z obrządku wschodniego. Gdzie są pozłacane, lśniące w Słońcu i widoczne z daleka kopuły zwane baniami? Co to za dziwne kolory? Greckokatolicka świątynia stoi niemal w szczerym polu, a jej geometryczna architektura nieustająco budzi kontrowersje wśród tradycjonalistów. Tak samo, jak na początku lat 90. XX wieku, kiedy to profesor Jerzy Nowosielski pokazał światu projekt zamówiony przez księdza Józefa Ulickiego, ówczesnego proboszcza parafii pw. Narodzenia Przenajświętszej Bogurodzicy w Białym Borze. Mimo krytyki mistrz, we współpracy z architektem Bogdanem Kotarbą, podjął jednak wyzwanie. Przypominamy tę historię, gdyż uchwałą Sejmu ten rok, w którym przypada setna rocznica urodzin mistrza sztuki sakralnej, profesora krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, jest Rokiem Jerzego Nowosielskiego. A białoborska cerkiew była spełnieniem jego marzeń o stworzeniu dzieła kompletnego - świątyni zaprojektowanej i ozdobionej od początku do końca przez niego. Jak zaczęła się ta historia? - Do roku 1989 nasz Kościół greckokatolicki w ogóle nie był w Polsce uznawany, formalnie podlegał pod prymasa Polski, ale jako tacy nie mieliśmy osobowości prawnej - szef mniejszości ukraińskiej w Białym Borze Włodzimierz Fil wspomina, że od 1957 roku, gdy powstała parafia w Białym Borze, działali nieco jak pierwsi chrześcijanie w katakumbach. - Przez lata służyła nam poniemiecka kaplica cmentarna podniesiona przez wiernych z min. Świątynia była jednak za ciasna i niefunkcjonalna, więc już wiatach 70. pojawił się zamysł, aby jednak zbudować nową. Pomysły były najdziwniejsze. - Proponowano nam, aby przenieść do Białego Bom stary szachulcowy kościół lub rozebrać drewniany młyn i jego elementy wykorzystać do budowy cerkwi - mówi Włodzimierz Fil. Dekadę później w głowie ówczesnego proboszcza, księdza Jarosława Madzelana, zaświtała idea, aby o pomoc poprosić profesora Jerzego Nowosielskiego, do czego doszło już po przełomie 1989 roku i po zmianie na stanowisku proboszcza. Dlaczego padło to nazwisko? Jerzy Nowosielski (1923-2011) już wówczas był uznaną sławą. Wybitny artysta, malarz, filozof, pisarz ikon, scenograf i teolog prawosławny. Pochodził z rodziny polsko-ukraińskiej, ojciec był grekokatolikiem, matka katoliczką. Urodził się w Krakowie, czuł się Łem-kiem, czyli mieszkańcem pogranicza polsko-ukraińskiego, skąd w 1947 roku przesiedlono dziesiątki tysięcy osób w ramach akcji „Wisła” mającej odciąć oddziały Ukraińskiej Powstańczej Armii od zaplecza. Nie od razu cerkiew zbudowano Budowa w Białym Borze trwała w sumie aż pięć lat i zakończyła dopiero w roku 1997. - Profesor Nowosielski przyjechał najpierw na rekonesans, aby zobaczyć, jakie jest otoczenie miejsca budowy, nasze potrzeby i okoliczna architektura - wspomina Włodzimierz Fil i dodaje, że od początku artysta postawił warunek, aby nikt nie ingerował w jego zamysł wiście rozmawialiśmy, podając informacje, ilu jest wiernych, ile miejsc potrzebujemy na niedzielne nabożeństwa, a ile przestrzeni przed cerkwią na wrześniowy odpust, gdy przyjeżdża nawet kilka tysięcy osób. Nasz rozmówca przyznaje, że projekt niekonieczne przypadł do gustu tradycjonalistom. - Bo prosta forma zewnętrzna mocno się różniła od tego, co zapamiętali z rodzinnych stron - tłumaczy. - Pytali: a gdzie banie, co to za ciemne kolory? Sam przyznam, że gdy, z innymi pracując społecznie na budowie, zrobiłem pierwsze maźnięcie farbą, miałem wątpliwości, jak to wyjdzie. Ale powtarzałem sobie: poczekaj na koniec prac. I ostateczny efekt go zachwycił. Nie tylko jego zresztą, bo po ukończeniu cerkiew z miejsca została uznana za perłę polskiej nowoczesnej architektury sakralnej w branżowym piśmie „Murator”. Natomiast w roku 2006 podczas wystawy „Ikony polskiej architektury” w Centrum Sztuki Współczesnej znalazła się w gronie 20 najważniejszych budynków III RP. Biel, czerń i czerwień Świątynia nie przypomina tradycyjnych cerkwi z charakterystycznymi kopułami. Budynek nawiązuje raczej wyglądem do pierwszych kościołów tradycji zachodniej. Ma to zresztą uzasadnienie teologiczne - wszak Kościół greckokatolicki - choć obrządku wschodniego - uznaje zwierzchnictwo papieża. Specjaliści opisują architekturę cerkwi tak: biała fasada 0 charakterze parawanowym prawie bez dekoracji, z daszkiem i schodami, mogącymi przypominać portyk. W fasadę wpisany jest ikonostas. Tworzą go trzy ikony: Ukrzyżowania oraz wizerunków Chrystusa 1 Marii. Wnętrze powtarza schemat trójnawowej bazyliki: centralna, nieco obniżona część, zwieńczona jest niewielką kopułą z wyobrażeniem Chrystusa Pankratora, czarne kolumny oddzielają boczne galerie od głównej nawy. We wnętrzach w kontrastowych kolorach (ciemne ściany i czerwone elementy), oświetlonych światłem naturalnym i sztucznym, wypełnionych sakralnymi śpiewami, naprawdę można się poczuć wyjątkowo. Najmłodszy zabytek sakralny Polski W 2019 roku cerkiew została wpisana do rejestru zabytków, stając się wówczas najmłodszym prawnie chronionym za-bytkiem w Polsce. - Należy ona do przykładów późnych realizacji krakowskiego artysty, w których osiągnął szczególny efekt misteryjny -aranżacji niewielkich, dyskret nie oświetlonych przestrzeni sakralnych o intensywnej, ciemnej kolorystyce, sprzyjającej skupieniu i kontemplacji - czytamy w decyzji konserwatora. Wpisanie do rejestru oznacza, że w budynku nie można bez zgody konserwatora dokonywać żadnych przeróbek. Ułatwia to jednocześnie korzystanie z rządowych dotacji na remont. • £ jEs Turystyczny cud Świątynię docenili nie tylko architekci i krytycy sztuki, ale też kultura popularna i turyści, umieszczając ją na liście kilkunastu obiektów nominowanych do „7 nowych cudów Polski” magazynu „National Geographic”. Białoborska cerkiew znalazła się w doborowym towarzystwie 15 innych fascynujących miejsc i zabytków naszego kraju. Wymieńmy chociażby klasztor cystersów w Lubiążu, tężnie solankowe w Inowrocławiu, Muzeum Historii Żydów Polskich w Warszawie , czy basztę zamkową w Kazimierzu Dolnym. ©® FOT. RAJMUND WEŁNIĆ 18 • HISTORIA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 10.03.2023 Spod znaku półksiężyca. Tatarskie ślady w Szczecinku Rajmund Wełnie Szczecinek Tatarzy, obok absolutnie unikatowych Karaimów, to najmniej liczna mniejszość narodowa w Szczecinku. Dziś o ich ciekawej historii świadczą tylko groby z półksiężycem. "Spacerując po szczecineckim cmentarzu, można się natknąć na nagrobki z półksiężycem i arabskimi napisami. To pamiątka po Tatarach, których los po ostatniej wojnie rzucił na Ziemie Odzyskane, jak w PRL-u nazywano tereny przedwojennych Niemiec przyłączone do Polski. Kilka rodzin •zawitało i do Szczecinka. To nie była pierwsza styczność Tatarów z tym miastem. W kronikach zachowała się wzmianka o splądrowaniu Szczecinka w roku 1461 przez zbrojny oddział Tatarów polsko-litewskich. Nie można więc wykluczyć - zwłaszcza że była to społeczność bardzo jednak nieliczna, iż ich potomkowie osiedlili się potem w Szczecinku. Ze Słonima do Szczecinka Wróćmy jednak do czasów bardziej współczesnych. Posiłkuję się tu artykułem ze „Szczecineckich Zapisków Historycznych” autorstwa Aleksandra Miśkiewicza z Białegostoku, który ustalił dzieje naszych Tatarów. Szczecinek, lato 1952 roku. Spotkanie rodzin tatarskich w ogrodzie Półtorzyckich. Na fotografii między innymi Milkanowicze, Miśkiewicze i Półtorzyccy Byli oni tak nierozerwalnie związani z Polską, że gdy po powojennej zmianie granic na Za- chód ruszyli Polacy - repatrianci, nie mogło wśród nich zabraknąć i ich, choć wielu zo- Szczecinek, wiosna 1955 roku. Goście z Jeleniej Góry w gospodarstwie rodziny Półtorzyckich przy ul. Winniczej stało w dzisiejszej Białorusi. Matecznikiem Lipków - jak zwano naszych Tatarów - było Podlasie, okolice Grodna. Stamtąd właśnie pochodzi wielu obecnych mieszkańców Szczecinka. Już w czerwcu 1945 do miasta na Ziemiach Odzyskanych przyjechała ze Słonima pierwsza rodzina Półtorzyckich, nieco później - także z robót przymusowych w Niemczech -Assanowicze, Jasińscy, Milka-manowicze, Szczęsnowicze i Szegidowicze, w sumie około 30 osób. - Wraz ze Szczęsnowiczami przyjechała babcia Fatma Bojraszewska, najstarsza ze społeczności - pisze Aleksander Miśkiewicz. Tatarzy mieszkali w rejonie ulic Lipowej, Wodociągowej, Winniczej, parając się rzemiosłem - garbarstwem. Zdrowie i ekonomia zmusiły ich do porzucenia tego zajęcia, część wyjechała za chlebem do innych miast, inni zajęli się ogrodnictwem, pracowali w różnych urzędach, byli fryzjerami. Pozostali wierni swojej reli-gii - islamowi. W Szczecinku nie stworzyli jednak muzułmańskiej gminy wyznaniowej. Praktyki religijne - którym przewodniczyli emerytowany pocztowy urzędnik Sulejman Milkamanowicz i Ibrahim Szczęsnowicz - odbywali w domach. Na większe uroczystości - śluby i pogrzeby - przyjeżdżał imam z Gorzowa. Dla Polaków z Kresów rodzimi muzułmanie byli sąsiadami, dla przyjezdnych z innych stron sporym zaskoczeniem, stąd - według relacji zebranych przez Aleksandra Miśkiewicza - reakcje Polaków były różne. Zdewastowano m.in. kwaterę na cmentarzu, a dzieci miały problemy w szkole, ale po interwencji księdza katechety prześladowania ustały. Były i przyjazne gesty katolickiej większości, jak pomoc w pochówku w Białymstoku w roku 1954 zmarłej Fatmy Boj-raszewskiej. Nasze wspólne miasto Z racji wyznania Tatarzy byli mocno zintegrowani, odwiedzali się nawzajem. Do Szczecinka przyjeżdżały rodziny z innych regionów, a Ibrahim Szczęsnowicz z dumą pokazywał im miasto. Jego syn Dżemił, absolwent miejscowego ogólniaka, był śpiewakiem w Tatarze Muzycznym w Szczecinie. Wspomnijmy jeszcze o Emirze Półtorzyckim, który w latach 50. był zawodnikiem piłkarskiej drużyny Da-rzbór Szczecinek. - Półtorzycki po treningu wkopywał piłki do magazynku przez otwarte drzwi - wspomina jeden z mieszkańców miasta, który zapamiętał, jak po strzale gracza o tatarskiej urodzie rozpadła się poprzeczka bramki. Jego brat Ali był kolarzem w Darzborze, a drugi - Jakub -dosłużył się stopnia pułkownika w Ludowym Wojsku Polskim. Wśród szczecineckich Tatarów, którzy potem wyjechali z tego miasta, byli m.in. oficer Głos Dziennik Pomorza Piątek, 10.03.2023 HISTORIA • 19 marynarki handlowej Bekir Milkmanowicz i jego brat Stefan, żołnierz 2. Armii Wojska Polskiego oraz urzędnik wojewódzki w Białymstoku. Według Aleksandra Miśłae-wicza w Szczecinku do końca XX wieku żyły jeszcze dwie rodziny pochodzenia tatarskiego, kilka pań po wyjściu za mąż zmieniło nazwiska. Nam jednak współcześnie nie udało się już natrafić na ich ślad, choć - sądząc z zadbanych mogił na szczecineckim cmentarzu - ktoś się nimi opiekuje. - Dla większości Tatarów polskich osiedlonych tuż po wojnie Szczecinek był tylko dłuższym przystankiem - autor artykułu w „Zapiskach” konkluduje jednak, że zachowali oni miasto w dobrej pamięci. Mniej od Tatarów w powojennym Szczecinku było tylko wywodzących się z Krymu tureckich Karaimów, których można było policzyć na palcach jednej ręki. I oni na tzw. Ziemie Odzyskane trafili z repatriantami wysiedlonymi z zajętej przez Sowietów Litwy. Obecnie po ich obecności nad Trzesiec-kiem zostało już tylko wspomnienie. Z ciekawostek dodajmy, iż pochodząca ze Szczecinka światowej sławy projektantka mody Ewa Minge (z domu Butkiewicz) swoją orientalną urodę - jak sama mówiła w wywiadach - zawdzięcza tatarskim korzeniom. Tatarzy w służbie Rzeczypospolitej A skąd w ogóle Tatarzy wzięli się w Polsce, a konkretnie na Litwie? Przybywali tu od końca XIV wieku, osiedlając się w Wielkim Księstwie Litewskim, głównie w okolicach Wilna, Trok, Grodna i Kowna, od XVII wieku także w Koronie, głównie na Wołyniu i Podolu, a u schyłku wieku na Suwalsz-czyźnie. Nazywano ich Lipkami lub Muślimami. Nazwa Lipki pochodziła od tureckiej nazwy Litwy. Po unii lubelskiej z roku 1569 - jednoczącej Koronę z Litwą - stali się obywatelami Rzeczypospolitej Obojga Narodów, stopniowo się polonizując. Wiernie służyli Rzeczypospolitej jako nieustraszeni żołnierze, czego ślady nie tylko w publikacjach historycznych, ale także chociażby w „Trylogii” Henryka Sienkiewicza. W okresie międzywojennym w granicach Polski żyło około 5,5 tysiąca Tatarów, którzy zachowali odrębność wyznaniową, tradycję pochodzenia i obyczaje. Byli skupieni w Muzułmańskim Związku Religijnym utworzonym w roku 1925 w Wilnie. Działały także Związek Kulturalno-Oświatowy Tatarów RP, Tatarskie Muzeum Narodowe w Wilnie, Tatarskie Archiwum Narodowe, wydawano własne pisma. Po wojnie w granicach Polski pozostały dwie wsie tatarskie na Podlasiu, czyli Bohoniki i Kruszyniany. Ponadto Tatarzy żyją rozproszeni w Gdańsku, Białymstoku, Warszawie i Gorzowie Wielkopolskim. Według narodowego spisu powszechnego z roku 2022, narodowość tatarską zadeklarowało około dwóch tysięcy osób, z czego kilkuset jako jedyną. Szczecineccy Tatarzy pochodzili - jak już wspomnieliśmy - ze Słonima w województwie nowogródzkim. Tuż przed wybuchem wojny w powiecie tym żyło 328 muzułmanów. Mieli tu swój największy w Polsce meczet. I podczas ostatniej wojny Tatarzy polscy złożyli daninę krwi, walcząc we wrześniu 1939 roku, a później w armii generała Andersa czy wojsku polskim idącym od Wschodu, choć Sowieci próbowali ich wcielać do Armii Czerwonej. ©® Szczecinek, lato 1960 rok, Ibrahim Szczęsnowicz z żoną Elmirą ARTYKUŁ REKLAMOWY ÜÜM s cze °Jak szybko może zniknąć BOL? Ta magnetyczna bransoletka działa nawet wtedy, gdy zawodzą wszystkie inne metody! Panią Agatę przed pogorszeniem sprawności uratowała... jej miłość do biżuterii. Historia naszej bohaterki może stać się prawdziwą inspiracją dla osób zmagających się z podobnymi problemami. Poprosiliśmy, aby pani Agata opowiedziała nam o tym, jak pozbyła się bólu bez kosztownych metod i ciągłych wizyt u specjalistów. Jak działa bransoletka magnetyczna? Generuje pole magnetyczne, o mocy 5000 Gs, które może przenikać przez skórę i tkanki, wspomagając procesy wygaszania impulsów bólowych, przyspieszania tempa przemiany materii i odkwaszania organizmu. Bói powoli odbierał mi siłę i możliwość poruszania się... „Odkąd zmarł mój mąż, mieszkam sama. Opiekuję się wnukami, dbam o swój ogród i ukochany dom pod lasem. Jeszcze 3 miesiące temu musiałam bardzo uważać na swoje stawy, ponieważ nawet najmniejszy wysiłek powodował u mnie silny ból, który następnego dnia uniemożliwiał mi wstanie z łóżka. Walczyłam z tym problemem jak tylko mogłam. Chodziłam od jednego specjalisty do drugiego i słuchałam ich rad. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego ból nie chce ustąpić, choć robię dokładnie to, co zalecili mi specjaliści. Dziś domyślam się, że zalecane środki jedynie obciążały mój portfel i żołądek. Latami po prostu marnowałam pieniądze! Co gorsza, mój ból stawów stawał się coraz bardziej uciążliwy. Ciężko mi było usiąść i wstać z krzesła. Przejście z kuchni do łazienki kosztowało mnie wiele wysiłku. Nie miałam energii na pracę w ogrodzie i zajmowanie się wnukami. Nadgarstki bolały mnie tak bardzo, że nie mogłam nawet odkręcić pojemniczka z tabletkami na nadciśnienie. Byłam na skraju rozpaczy. Nie mogłam spać, ciągle tylko zastanawiałam się, co by się stało, gdybym całkowicie straciła sprawność fizyczną. Bałam się, że stanę się ciężarem dla mojej rodziny. Uzdrawiająca energia Podczas dalszych badań lekarz zalecił mi natychmiastowe rozpoczęcie rehabilitacji. Szczególnie polecał zabiegi magnetoterapeutyczne. Zadzwoniłam do centrum rehabilitacji, myśląc, że znalazłam rozwiązanie moich problemów. Ale kiedy specjalista podał mi cenę, byłam zdumiona. Niebotyczna kwota 400 zł za jedną wizytę. Kto może sobie na to pozwolić!? Rozczarowana i zła odłożyłam słuchawkę. Bez entuzjazmu zaczęłam przeglądać gazety. Mój wzrok padł na zdjęcie eleganckiej bransoletki, która od razu bardzo mi się spodobała. Dopiero później zwróciłam uwagę na tytuł artykułu: „Nowa broń w walce z bólem" Bransoletka, która może zwalczać ból? To niemożliwe - pomyślałam. Ale poczytałam dalej. Dowiedziałam się, że posiada ona aż 20 magnesów neodymowych o dobroczynnych dla zdrowia właściwościach. Według specjalistów z dziedziny magnetoterapii, noszenie jej pomaga organizmowi walczyć z nadciśnieniem, osteoporozą, jaskrą, bezsennością, nadwagą, zmęczeniem, bólami stawów, bólami pleców i miażdżycą. Byłam bardzo podekscytowana wizją tak przyjemnej terapii i od razu zadzwoniłam na wskazany numer. Kilka dni później no- Terapeutyczne pole magnetyczne działa jak niewidzialna tarcza. Może oczyszczać naczynia krwionośne ze złogów cholesterolu - dając szansą na ochronę przed miażdżycą i zawałem serca. Ułatwia zasypianie, pomawia pracę mózgu i ogólne samopoczucie. Jeśli zaobserwowałeś u siebie te objawy: * ból spowodowany chorobą zwyrodnieniową, syndromem zespołu cieśni nadgarstka, urazami związanymi z przewlekłym przeciążeniem mięśni i ścięgien, * bóle i stany zapalne w barkach, ramionach, nadgarstkach i dłoniach, #■ ból po urazach, łamliwe kości •¥ niewłaściwe krążenie * wysoki poziom cukru i cholesterolu we krwi * bóle głowy, zmęczenie, bezsenność, nerwowość, nadmierny stres... TA MAGNETYCZNA BRANSOLETKA CZYNI CUDA! OPINIA EKSPERTA Systematyczne noszenie tej biżuterii magnetycznej Jest najlepszym rozwiązaniem dla osób, które na co dzień zmagają sie z przewlekłym bólem i chcą zapobiec rozwojowi poważnych schorzeń. Qui Renzong Specjalista w dziedzinie magnetoterapii siłam już bransoletkę, a trzeciego dnia zaczęłam odczuwać wyraźnie zmniejszający się ból, który po 2 tygodniach całkowicie ustąpił. Aż nie mogłam w to uwierzyć! Stawy przestały mnie boleć, odstawiłam nawet środki przeciwbólowe! Powiedziałabym, że to prawdziwy cud, ale byłoby to kłamstwo - to po prostu nauka! Nauka, która wreszcie rozwiązała mój uciążliwy problem. Bransoletkę podarowałam również mojej córce, której doskwierała bezsenność i bóle pleców. Jej też pomogła, choć Ania zupełnie straciła nadzieję, że kiedykolwiek będzie czuć się lepiej. Co najlepsze, ta metoda jest bezpieczna i nie wymaga wychodzenia z domu, ani dodatkowych kosztów! Polecam ją każdemu!". #: JUŻ TERAZ ZREDUKUJ BÓL! z jedną z puli 100 bransoletek magnetycznych całkowicie gratis! Nie zwlekaj, decyduje kolejność zgłoszeń! Tylko do 13.03.2023 bransoletka magnetyczna zupełnie ZAM8MP1 Tel. 61 300 34 72 Pon.-Niedz. 8:00-20:00, (normalne połączenie lokalne bez dodatkowych opłat) ,20 • RECENZJE, FELIETON Głos Dziennik Pomorza Piątek, 10.03.2023 TAK ŹLE, I TAK NIEDOBRZE. CZYLI: NAM NIE DOGODZISZ KSIĄŻKI Vakho. Czerwone wrota Wielkie dni małej floty Marek Boszko-Rudnicki Jerzy Pertek BABSKIE GADANIE Anna Czerny-Marecka Każdy chce się załapać na prezentowe okazje. Kiedyś z Dnia Matki czy Dnia Kobiet żyły głównie kwiaciarnie, współcześnie koszyk darów, które można wręczać z takich okazji, rozrósł się do wielkiego kontenera. Łatwiej byłoby wymienić, czego w nim nie ma, niż co jest, ale mnie dzisiaj obchodzi jedna działka - służba zdrowia. Bo też nie tyle o samych prezentach chcę napisać, co o straconych okazjach. Jak ma się medycyna do Dnia Kobiet chociażby, który świętowaliśmy w tym tygodniu? Nietrudno zgadnąć. Któż z nas nie widział zachęt, aby podarować pani jakieś badanie, suplement diety, prze- gląd nadwozia i podwozia. Oczywiście najbardziej zainteresowane są w takiej prezentowej loterii prywatne gabinety i kliniki, ale nie tylko. Jest i darmoszka, czyli to, co lubimy najbardziej. W tym roku w przeddzień Dnia Kobiet poradnie i przychodnie działające w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia namawiały panie na cytologię. Takie małe, krótkie i bezbolesne badanie często ratuje życie. Bo pozwala wykryć zmiany nowotworowe w macicy na bardzo wczesnym etapie. A ponieważ robi się je na fotelu ginekologicznym, to przy okazji lekarz sprawdzi stan całego układu rozrodczego. Każda pani powinna skorzystać z takiej okazji raz na dwa lata. Problem w tym, że mało kobiet korzysta. Tak samo zresztą jak z profilaktycznej mammografu, czyli badania piersi. Panowie nie są lepsi, średnio chętnie udając się na kontrolę gruczołu krokowego (profilaktyka prostaty). Nie cieszy się też jakimś olbrzymim wzięciem program kontrolny dla osób 40+. Jest z nim tak krucho, że ministerstwo zdrowia ogłosiło dla zachęty loterię z nagrodami. Co już jest żałosne po prostu i wcale nie mam tu na myśli ministra, tylko nas. Biadolić, że nie można się dostać do lekarza, to zaczynamy w mediach społeczno-ściowych od rana, a kończymy po północy. To prawda, że wielomiesięczne kolejki do specjalistów to dramat. Gorzej, nawet wizyta u zwykłego lekarza to wyzwanie. Ale okazuje się, że jak coś jest dobre, skuteczne, na wyciągnięcie ręki, to mamy to w głębokim poważaniu. Dają? Za darmo, czyli w ramach składek? To nie, nam się nie chce, zarobieni jesteśmy. Ludzie, pobudka! Bierzcie i korzystajcie! ©® Wydawnictwo Novae Res. Od wydawcy: „Front wojny polsko-bolszewickiej przesuwa się w kierunku Warszawy, a polska armia szykuje się do obrony stolicy. Marszałek Piłsudski zleca oddziałowi kilkunastu straceńców misję niemal niemożliwą do wykonania. Jednak świetnie przygotowani do partyzanckiej walki Janek i Kuźma Korjatowicz mają pomysł, jak znaleźć to, czego tak pilnie potrzebuje polski wywiad... Tymczasem hordy bolszewickie przerywają polską obronę. Czy grupie polskich śmiałków uda się pokrzyżować bolszewickie plany?". Powieść historyczna uznanego pisarza, którą w obliczu wojny na Ukrainie czyta się szczególnie ciekawie. MARA Wydawnictwo Znak Horyzont. Historia polskich okrętów, które zwalczały wroga na niemal wszystkich frontach. Broniły Westerplatte i Helu przed niemiecką inwazją w 1939 roku. Walczyły w bitwie o Atlantyk. Wzięły udział w inwazji aliantów w Afryce, Włoszech i Francji. Patrolowały wyznaczone rejony, chroniły konwoje, tropiły niemieckie pancerniki, torpedowały wrogie okręty. Swoją służbę pełniły wiernie do końca, do kapitulacji III Rzeszy w 1945 roku. Dla pasjonatów historii i polskich okrętów wojennych to biblia, encyklopedia, dzieło, które trzeba znać. Dodajmy ładne wydanie: okładka piękna, są archiwalne zdjęcia. Klasyka gatunku. MARA Czas namiętności Beata Pawlikowska NAMIĘTNOŚCI Wydawnictwo Purple Book. Znana podróżniczka postanowiła napisać romans. Bohaterką jest Anna, 56-letnia pani psycholog. Rozwiązuje problemy innych, nie zdając sobie sprawy, że sama nigdy nie doświadczyła prawdziwej namiętności. I pojawia się on, Adrian. Mówi, że nigdy wcześniej nie spotkał tak pięknej kobiety. Ojoj, mam problem. Jedna rzecz mi się podoba, i to tylko na etapie pomysłu: obranie za bohaterkę kobiety, która zbliża się do 60. roku życia. Nie będę się pastwić, na pewno jest jakiś krąg czytelniczek, którym ta lektura sprawi przyjemność. Pani Pawlikowska ma wielki dorobek pisarsko-podróż-niczy i na tym zakończę. MARA E Jak zamieścić ogłoszenie drobne? Telefonicznie: 94 347 3512 Przez internet: ibo.polskapress.pl W Biurze Ogłoszeń: Oddział Koszalin: ul. Mickiewicza 24,75-004 Koszalin, tel. 94 347 3512 Oddział Słupsk: ul. Henryka Pobożnego 19,76-200 Słupsk, tel. 59 848 8103 Oddział Szczecin: Al. Niepodległości 26/U1,70-412 Szczecin, tel. 914813 310 RUBRYKI W OGŁOSZENIACH DROBNYCH: ■ NIERUCHOMOŚCI ■ FINANSE/BIZNES ■ ZDROWIE ■ BANK KWATER ■ MATRYMONIALNE ■ ŻYCZENIA ■ ROLNICZE ■ HANDLOWE ■ NAUKA ■ USŁUGI ■ ZWIERZĘTA ■ RÓŻNE /PODZIĘKOWANIA ■ TOWARZYSKIE ■ MOTORYZACJA ■ PRACA ■ TURYSTYKA - ■ ROŚLINY, OGRODY ■ KOMUNIKATY ■ GASTRONOMIA Nieruchomości MIESZKANIA - SPRZEDAM 3-POK. blisko "EMKI" 503-796-160 MIESZKANIA DO WYNAJĘCIA KAWALERKA Koszalin, 664-663-912. LOKALE UŻYTKOWE - DO WYNAJĘCIA LOKAL 40m2, centrum ul. Mickiewicza 7,502-431-967. GARAŻE ''KUPIĘ garaż murowany, tel. 535-480-794. REKLAMA 0010719806 i ZŁOM kupię, potnę, przyjadę i ** i odbiorę, tel. 607 703 135. 1 USŁUGI HYDRAULICZNE, tel. 607 703 135. , SPRZĄTANIE strychów, , i garaży, piwnic, wywóz starych i I* mebli oraz gruzu w big i ' bagach, 607 703 135. ' _____________0010752345 GARAŻE Blaszane BRAMY Garażowe _PRODUCENT KOJCE dla Psów Najniższe Różne wymiary Transport cały kraj Montaż mm ii Dogodne RATY 94-318-80-02 91-311-11-94 58- 588-36-02 95-737-63-39 59- 727-30-74 512-853-323 Www.konstal-garaze.pl POŚREDNICTWO OMEGA WYCENY OBRÓT SŁUPSK, UL. STARZYŃSKIEGO 11 tel. 59 841 44 20; 601 654 572; www.nieruchomosci.slupsk.pl omega@nieruchomosci.slupsk.pl Handlowe ANTYKI KUPUJĘ starocia PRL, 506022528 Motoryzacja OSOBOWE KUPIĘ A do Z skup-skupujemy każde pojazdy, płacimy nawet za wraki, oferujemy najwyższe ceny, 536079721 AUTO skup wszystkie 695-640-611 USŁUGI TŁUMIKI, katalizatory, złącza. Czekaj Zbigniew. Koszalin, Szczecińska 13A (VIS). 0010750142 APN Sentium Opieka z szacunkiem Wyjedź jako opiekunka do Niemiec łub Holandii i zarób nawet do igoo€ netto na miesiąc ♦ odbierz bonus wielkanocny! +48 500 401901 Zdrowie INNE ALKOHOLIZM - esperal 602-773-762 Usługi AGD RTV FOTO PRALKI naprawa w domu. 603775878 BUD0WLAN0-REM0NT0WE MALOWANIE dachów 788-016-988 INNE TOCZENIE, spawanie 782-827-867 Matrymonialne MIŁA 70-latka pozna Pana, 535106406 Różne KASA za stare książki 609-643-399 Rolnicze MASZYNY ROLNICZE KUPIĘ ciągniki, przyczepy, maszyny rolne. Tel. 535135507. PŁODY ROLNE JĘCZMIEŃ jary, pszenica i pszenżyto ozime, 723-526-750 ZBOŻE sprzedam,695477674 Tel: 501-692-322. Praca ZATRUDNIĘ PRACA dodatkowa -Chałupnictwo bez opłat wstępnych tel. 94 71 70 900 StronaZDROWIA stronazdrowia.pl Głos Dziennik Pomorza Piątek, 10.03.2023 ROZMAITOŚCI • 20 CZYTELNIA WIEŚCI NIE Z TEJ ZIEMI HOROSKOP Z czego śmiał się Polak za czasów tow. Gomułki? Sławomir Koper produkuje książki historyczne masowo i z godną podziwu regularnością. W tym wyścigu wyprzedza go jedynie twórca kryminałów Remigiusz Mróz. Tym razem Koper wziął na warsztat dzieje polskiego kabaretu. Bodo robi małpę „Polski kabaret mocno się zmienił przez ponad stulecie swojego istnienia. Zaczęło się od krakowskiego »Zielonego balonika« wzorującego się na paryskich kabaretach z Montmartre’u. W Polsce międzywojennej kabaret przybrał formę teatrzyku, oscylującego między rewią a klasycznym kabaretem. Podstawą były: literackie teksty najwyższej próby, gwiazdorskie aktorstwo i mistrzowska konferansjerka” - czytamy. Koper skrupulatnie opisuje dzieje Qui pro quo i legendarnego konferansjera Fryderyka Jarosy’ego; Morskie Oko, w którym ponoć Eugeniusz Bodo robił z siebie małpę i Ali Babę, który zadebiutował w kwietniu 1939 r., a następny numer przygotowywał na... wrzesień. Z kolei po drugiej wojnie - pisze Koper - kabaret przejął rolę politycznego odgromnika, zarówno montowanego przez niepokornych twórców, jak i przez władze polityczne. Na scenach kabaretowych występowała śmietanka aktorska, a cięte, złośliwe i pełne aluzyjnych treści teksty pisali znani autorzy. Śmiano się z żartów o urzędnikach, braku mięsa, pustych sklepach i pijanych hydraulikach. Ale w miarę, bo wszechobecna cenzura czuwała i krytykować ani szargać socjalizmu nie pozwalała. Przeciw prostactwu PRL-owskie sceny kabaretowe: STS, Salon Niezależnych, Kabaret Dudek, Pod Egidą czy Tey, znalazły w osobie Kopra wnikliwego kronikarza. Ale sporo miejsca poświęcił też telewizyjnym Starszym Panom, radiowemu Podwieczorkowi przy mikrofonie czy Piwnicy pod Baranami, której status w ogóle trudno określić. Skąd się wzięła tak wielka popularność kabaretu w siermiężnych czasach Gomułki i Gierka? Z kontrastu - kabarety czerpały bowiem inspirację prosto z życia. „Zasadniczo przyświecała mi idea rozerwania się, zabawienia siebie i naszych odbiorców przez oderwanie się od szarej, nudnej, brzydkiej codzienności, od panoszącego się wokół nas prostactwa” - tak Jeremi Przybora tłumaczył w swych dziennikach rodowód Kabaretu Starszych Panów, nagrywanego w studiu na warszawskim placu Powstańców w latach 1958-66. Inaczej było po upadku komuny. „Po odzyskaniu wolności można było mówić już wszystko i o wszystkich. Część kabareciarzy poszła do polityki, a niektórzy znani, łubiani a niepokorni dorobili się literek TW przed nazwiskiem” - puentuje nieco złośliwie Koper. grab Sławomir Koper, „Mistrzowie polskiego kabaretu", wyd. Fronda, Warszawa 2023, cena 54,90 zł Ida Nowakowska jest bardzo zadowolona ze swojego męża, który zaczął się zdrowo odżywiać KATARZYNA SKRZYNECKA Wraca taka piękna Nie od dziś wiadomo, że każda aktorka po zejściu ze sceny zmywa w garderobie sceniczny makijaż. Okazuje się jednak, że to nie reguła. Katarzyna Skrzynecka ma inne podejście do tej kwestii „Zawsze żartuję „czemu tyle urody ma się zmarnować?” i bardzo lubiąc mój „domalowany pięknością z pudełka” wizerunek - zabieram go do domu dla męża! A niechże ma na wieczór ładną kobitę, a nie zmęczoną, w demobilu i w tłustym kremie. Wracam mu „taka piękna” co wieczór idopiero, gdy mąż zaśnie - moja „hollywoodzka uroda” również spływa w kąpieli ” - napisała na Instagra-mie. MICHAŁ KOTERSKI Przekazał talent Sześć lat temu przyszedł na świat syn aktora i modelki Marceli Leszczak-Fryderyk. Dziś okazuje się, że chłopiec odziedziczył sceniczny talent po ojcu. Koterski opublikował zabawny filmik na Instagramie i objaśnił wszystko swoim wpisem. „Jeszcze do wczoraj mój syn Frysio chciał zostać sprzedawcą w Żabce. [...] Kiedy jednak zobaczył mnie wczoraj pierwszy raz na scenie, mówi do Marceli: „Wiesz co mama, chcę być jednak aktorem, tak jak tata”. W przerwie przybiegł do mnie, wskoczył mi na ręce i powiedział z radością w oczach: „To jest super”. Po czym, ku mojemu zdumieniu, wyszedł na scenę i zaśpiewał fragment piosenki ze spek-taklu, a publiczność nagrodziła gobrawami”. KATARZYNA CICHOPEK Ma miód w łazience Popularna prezenterka planuje zamieszkać niebawem ze swym obecnym partnerem Maciejem Kurzajewskim. Para wybrała na swe miłosne gniazdko willę dziennikarza i poddaje ją obecnie modernizacji. Dzieje się to pod okiem Cichopek, która zatrudniła do dokonania odpowiednich zmian architekta, z którym współpracowała przy programie aranżacyjnym na antenie TVP Kobieta. Zdjęcia na Instagramie pokazują, że zdecydo- wała się na minimalistyczny projekt, w którym rzucają się w oczy kafle w kształcie plastrów miodu. PIOTR RUBIK Zrobił prezent Pół roku temu słynny kompozytor z małżonką stali się właścicielami suczki rasy labrado-odle, której dali na imię Co-ogee. Piesek doczekał się nawet profilu na Instagramie. Rubikowie nie oszczędzają na Co-ogee, kupując zwierzakowi najlepszą karmę i serwując najdroższe zabiegi pielęgnacyjne. Ostatnio pochwalili się na Instagramie małym prezentem dla zwierzaka. „Coogee nosi Pradę” - podpisał Rubik fotografię. Obróżka kosztuje na oficjalnej stronie Prady330euro, czyli ponad 1500 zł. NORBI Trwonił majątek Prowadzący „Koło fortuny” gościł niedawno w podcaśde Wojewódzki&Kędzierski. Zdradził jego prowadzącym, że miał w swym życiu okres, kiedy byłuzależniony od hazardu. - Najwięcej jednorazowo przegrałem 150 tys. zł. Mój alians z hazardem trwał co najmniej 10 lat. Przez hazard rozpadły się dwa pierwsze mał-żeństwa piosenkarza. W końcu jednak uwolnił się on od nałogu. - Pomogła mi moja obecna żona, Marzena. Złapała mnie za twarz i powiedziała: „Stary, albo ty, albo ja”. To po pierwsze. Po drugie: terapia 2-3 razy w tygodniu przez dwa lata. I po trzecie: ja, moje samozaparcie. EDYTA GÓRNIAK Nie oszukała Echa preselekcji do Eurowizji nie milkną. Ostatnio jeden z rozczarowanych ich wynikami fanów zażądał od Edyty Górniak, która była podczas telewizyjnego koncertu jurorką, pokazania jej karty dostosowania. To poważnie rozsierdziło gwiazdę. „Może nawet i zdecydowałabym się złamać regulamin i podać mniej więcej z pamięci swoją punktację (bo karty już nie mam) - gdyby nie twoje ostatnie zdanie. Nie wyrażam zgody na szantaż” - odpisała piosenkarka. I dodała: „Nie chcę mieć fanów, którzy po tylu latach mojego żyda dla nich, uważają, że nagle mogłam się tak zmienić, żeby chcieć kogokolwiek oszukać i to publicznie”. IDA NOWAKOWSKA I odnowiony mąż Popularna prezenterka wyszła za mąż w 2015 roku za Jacka Hemdona. Amerykanin był wówczas studentem. Dziś jest dyplomatą i mieszka w Warszawie. Nowakowska powiedziała ostatnio w „Fakcie”, że jej mąż przechodzi właśnie trudny okres. - Ostatnio bardzo zmienił swój tryb żyda. Mój Jack zaczął siębardzodobrze odżywiać. Przez miesiąc nawet łyka alkoholu nie wypił, nie jadł niczego słodkiego. Wodnik (20.01-18.02) Jeśli nie wszystko będzie szło w zgodzie z Twoimi planami - nie panikuj. Horoskop dzienny mówi, że to tylko ~ przejściowe problemy... Ryby (19.02-20.03) Ludzie będą mogli liczyć na Twoją życzliwość. Horoskop na dziś mówi, że nawet Ci, za którymi nie przepadasz. Baran (21.03 -19.04) Nie zaprzątaj sobie głowy drobnostkami. Horoskop dzienny na piątek radzi skupiać się na tym, co istotne dla Ciebie i Twoich bliskich. Byk (20.04-20.05) Horoskop dzienny wróży udany dzień. Nabierzesz dystarP su, odetchniesz z ulgą, podarujesz kilku osobom uśmiech. Bliźnięta (21.05-21.06) Horoskop na dziś mówi, że musisz nieco zmodyfikować swoje plany. Ale nie obawiaj się konsekwencji tych zmian. Rak (22.06-22.07) Ktoś będzie próbował zrzucie na Twoje barki swoje obowiązki. Horoskop dzienny na piątek zapowiada, że stanowczo się temu sprzeciwisz. Lew (23.07-22.08) Mądrze gospodaruj pieniędzmi, z głową rób zakupy. Horoskop dzienny przypomina, że do końca miesiąca daleko. Panna (23.08 - 22.09) Musisz przygotować się na drobne kłopoty. Horoskop na dziś zapowiada, że ktoś może próbować nawet rzucać Ci kłody pod nogi. Waga (23.09 -22.1Ó) Horoskop dzienny na piątek radzi zrobić sumienny przegląd przygotowań do wiosny. Ubrania, mieszkanie, samochód... Pomyśl o tym. Skorpion (23.10-21.11) Targać będą Tobą drobne wątpliwości dotyczące podjętej kilka dpi temu decyzji. Horoskop dzienny radzi 0 tym z kimś porozmawiać r Strzelec (22.11-21.12) Musisz głębiej sięgnąć do pokładów swojej cierpliwości 1 wyrozumiałości. Horoskop na dziś mówi, że będzie Cię*.1:' kosztowało trochę nerwów. Koziorożec (22.12 -19.01) Przed Tobą dzień sprzyjający podejmowaniu ważnych decyzji. Horoskop dzienny * na piątek wróży, że będziesz w dobrej formie psychicznej. www.gp24.pl wwwgk24.pl www.gs24.pl Redaktor naczelny Przemysław Szymańczyk. Z-cy red. nacz.: Marcin Stefanowski, Wojciech Frelichowski, YnonaHusaim-Sobecka. Prezes Makroregionu PiotrGrabowski. Dyrektor biura reklamy oddziału Ewa Żelazko. Dyrektor marketingu Robert Gromowski. Redakqa.SŁUPSK,ul.HenrykaPobożnegol9,teL598488100, redakqa.gp24@połskapress.pł, KOSZALIN, ul. Mickiewicza 24, teL9434735SZredakqagk24@polskapress.pl SZCZECIN, AI.Niepodlegfości26/U1,teL9l4813300jedak(jaLgs24#poiskapress.pl. Druk Polska Press Oddział Poligrafia, 85-438 Bydgoszcz, ul. Grunwaldzka 229. POLSKA PRESS GRUPA Wydawca Polska Press Sp. z o.o. uL Domaniewska 45,02-672 Warszawa, tel. 222014400, fax.-22 2014410 Redaktor naczelny Dorota Kania Dyrektor artystyczny Tomasz Bocheński, Dyrektor marketingu, Rzecznik prasowy WojciechPaczyński wojciech.paczynski@polskapress.pl Dyrektor kolportażu Karol Wlazło Agencja AIP kontakt@aip24.pl ©® - umieszczenie takich dwóch znaków przy Artykule, w szczególności przy Aktualnym Artykule, oznacza możliwośćjego dalszego rozpowszechniania ty Iko i wyłącznie po uiszczeniu ofrtaty zgodnie z cennikiem zamieszczonym na stronie www.gp24.pl/tresci i w zgodzie z postanowieniami niniejszego regulaminu. P3C .«£*¡2 it«*. uttłł »imisuii 12 • KRZYŻÓWKA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 10.03.2023 | pleciony z kwiatów wyżynny stan w Indiach r~ pęknięcia mas skalnych r~ przez- rocze informacje dysku komputera r~ kurze produ- centki Małgo- rzata, aktorka fran- cuska pani “V dawne słowo honoru c twórcza inwencja amulet, talizman pan sprzed wieków zrywy rewolucyjne w latach 1848-49 zdrajca, sprze- dawczyk metal, lanta- nowiec rośnie na mokradłach imię z piosenek Jana Kiepury samo- zwaniec 1 13 i \ I przędza jed- wabna ł i miękka, niska kanapa \ i dreszcze strachu 27 postać „Chaty za wsią - perskie i sokole tyran kojarzony z mieczem 1 abecadło jon ujemny - chwat, zuch - i naczynie na wino - 18 formuła Pfzy: sięgi - 14 chluba miasto w pobliżu .Gryfic - 26 Małysz lub Ferency r 4 i Jan, poeta baroku czapka ułana r —r~ tkanina na ubranie robocze ptak domowy gwóźdź do pod- kowy - “T~ 28 kwatera dla rekrutów 8 wyspa na Bałtyku promieniotwórczy pierwiastek groźny narkotyk złośliwy krytyk filmowy dżentel- men-wła- mywacz ssak z bródką awan- tura, chryja - —T~ 6 prze- pływa przez Flo- rencję znak zodiaku kaptur kurtki —r~ furman TT i I i Roger. zagrał postać Jamesa Bonda wypeł- niona pastą - - 1 mieszkanie człowieka pierwotnego kra- kowski festyn mundur połowy - zielony użytek - 19 pierś- cień z herbem - —[ przed burzą r~ pętla do chwytania koni puszka rogowa krowy - 3 szcze- gólny egzem- plarz - oprawa lustra - 15 archipelag z Majorką TT 23 miły zapach - Głos wyjście kom- panii z koszar du- ^.¡owny w wojsku ustęp tekstu sztuczna postawa uko- chana doktora Zywago kryjówka borsuka węgiel w proszku 7 wie- czorne przyjęcie umowny gest TT 1 \ 1 1 i w prenumeracie z Tele Magazynem T~ \ 1 1 z rzepką -*• 17 nu- dziarz, zrzęda na rzece Kwai „broń” dro- gówki wyżyna w Indiach kolor nieba t. 94 3401114 V ... Alex, autor kryminałów - i 1 1 drobny chrzą- szcz drzewo melo- nowe - \ T~ - 1 j = *■ * —B Kubrick, reżyser Panam-ska lub Water-gate egzo- tyczne pnącze mityczny człowiek śniegu i i i j mm À Ł jarmar- czna budka 21 Janusz, aktor i piosenkarz owado- żerna jasz- czurka mnóstwo pracy T* m '' i I * J y ! płus&|;| T~ 1 \ i ' :-r l 1 1 29 i akcja koman- dosów na tyłach wroga stolica Syrii mąż Ksan- typy 16 wygnana z raju - r~ ukończył liceum r~ biały w tytule westernu rog kozia sarny r~ Pene- lopa dla Odysa ropucha iak oficer turecki cyr- kowa scena - małe biuro w zakładzie i 12 \ usterka uprzywilejowany to karetka 1 . 11 i 22 ptak leśny mal- tański lub stary 20 lodowa na rzece r • niewia- doma -*• ~"T”~ 24 typ, rewol- weru - autor „Cyta- deli” okres w historii - i 1 rodzaj fryzury gańs^i” w operze - 5 ^T Hood -*• roz- świetla poligon - ł film Andrzeja Wajdy - z tyłu płaszcza małpa wąsko- nosa świą- tynia bud- dyjska cenny kamień - nn imię pa-lindrom • cyfra nic rezerwa, zasób “V duszony plaster wiep- rzowiny wykopy na budowie wydzie- lony teren gatunek delfina cukrowa pula w grze * hazardowej - —r~ 1 9 im starsze tym lepsze - i 30 budynek gospo- darczy - l - ~~r~ 10 1 Cathe- rine Jones - 25 ogon sukni - metal szla- chetny - mały fief - r bogini zwy- cięstwa - imię Eleniak, aktorki - 2 Wilson, aktor - odstępca od wiary przechowywane w archiwum - oprzęd jedwab- nika - kąśliwy utwór literacki - mamona Î 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 Litery z pól ponumerowanych od 1 do 30 utworzą rozwiązanie - myśl Arystotelesa. 093i»iSAZSMVavi^iS3rv>iAiviM3iviM 3iNVżViMZoa Słownik: Cronin, szapa, parostek, paszkot. Głos Dziennik Pomorza Piątek, 10.03.2023 SPORT • PIŁKA NOŻNA PARIS SAINT-GERMAIN NA RÓWNI POCHYŁEJ. BAYERN, MILAN, CHELSEA I BENFICA Z AWANSEM Liga Mistrzów: Wysiadka PSG W ostatnich 12 sezonach Ligi Mistrzów Bayern tylko raz nie zdołał awansować do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. PSG zawodzi w większości sezonów Filip Bares redakcja@polskapress.pl PIŁKA NOŻNA. Po raz piąty w ostatnich siedmiu edycjach París Saint-Geimain odpadło już w 1/8 finału. Para Bayern - PSG zapowiadała się szlagierowo, ale ostatecznie francuski klub nie potrafił poważnie zagrozić rywalom. Dwa tygodnie temu w Paryżu niemiecki zespół wygrał 1:0, a w środę ponownie wypunktował PSG, które w dwumeczu nie zdobyło nawet jednej bramki. W Monachium gospodarze wygrali 2:0, a obie bramki zdobyli w drugiej połowie. W 6i. minucie na listę strzelców wpisał się Erie Maxim Choupo-Moting, a w 89. na gola zapracowali wprowadzeni chwilę wcześniej rezerwowi - Serge Gnabry wykorzystał podanie Joao Cancelo. W ostatnich 12 sezonach Bayem tylko raz nie zdołał awansować do ćwierćfinału LM. Natomiast PSG w ostatnich dwóch tylko raz. - Jestem spokojny. W tym sezonie skupiamy się jeszcze na Ligue l i tylko na tym. Z resztą zobaczy się na koniec sezonu. Jestem zawiedziony -powiedział po meczu Kylian Mbappe, zapytany o swoją przyszłość w Paryżu. Porażka PSG najprawdopodobniej oznacza, że posadę straci dotychczasowy szkoleniowiec Christophe Galtier. Francuz zdetronizował paryski klub, gdy wygrał z Lille mistrzostwo kraju dwa lata temu. - Ta porażka to wielkie rozczarowanie. Każdy wewnątrz klubu miał wielkie nadzieje i oczekiwania względem Ligi Mistrzów. Teraz musimy skupić się na Ligue 1 i utrzymać się na pozycji lidera do końca sezonu - powiedział Galtier po spotkaniu. Milan natomiast w pierwszym meczu u siebie pokonał Tottenham 1:0 i okazało się, że tyle wystarczyło do awansu. „Koguty” na własnym stadionie prowadziły grę, ale groźnej sy- tuacji nie potrafiły stworzyć. Od 77. minuty Tottenham grał w dziesiątkę, bo drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartką ukarany został Cristian Romero. Milan w ćwierćfinale LM znalazł się po raz pierwszy od 2012 roku. - Na największej piłkarskiej scenie nie możemy tak grać. Odrabiamy straty, musimy atako-| wać i pchać do przodu. Nie po- 1 doba mi się, jak zagraliśmy. 2 Mam nadzieję, że trener zrozumie, że jestem w dobrej formie □ i da mi szansę-powiedział roz-5 żalony po meczu Richarlison. o Brazylijczyk nie jest szczęśliwy ze swojego pobytu w Tot-2 tenhamie i pracy z Antonio Conte, którego otwarcie krytykował po spotkaniu. Sytuacji na pewno nie pomaga fakt, że Włoch nie wygrał meczu fazy pucharowej Ligi Mistrzów od... 10 lat, a przecież w międzyczasie prowadził Juventus, Chelsea czy Tottenham. We wtorek awans wywalczyły Chelsea i Benfica. Angielski klub odrobił jednobram-kową stratę, pokonując u siebie Borussię Dortmund 2:0. Portugalczycy natomiast wyeliminowali Club Brugge, zwyciężając w dwumeczu 7:1. - Awans do ćwierćfinału Ligi Mistrzów musi być najlepszym wieczorem w mojej dotychczasowej karierze - powiedział, po meczu trener The Blues, Graham Potter. W grze o ćwierćfinał Ligi Mistrzów pozostało jeszcze osiem zespołów. W najlepszej sytuacji znajduje się Real Madryt. Królewscy rozbili na Anfield Road Liverpool 5:2 i są o krok od awansu. W równie korzystnym położeniu znajduje się Napoli, które we Frankfurcie ograło Eintracht 2:0. Manchester City wydaje się być jedynym klubem z Anglii, który może dołączyć do Chelsea w ćwierćfinale. The Citizens musieli zadowolić się remisem w wyjazdowym meczu z RB Lipsk. Na Etihad Stadium będą jednak zdecydowanym faworyv tern starcia. Najbardziej wyrównanie zapowiada się rewanż pomiędzy Interem a FC Porto. W pierwszym meczu na San Siro włoski klub skromnie wygrał 1:0. Atak strzelców z niższych klas rozgrywkowych Maurycy Brzykcy sport@gs24.pl PIŁKA NOŻNA. Przedstawiamy pierwszą klasyfikacje „Piłkarskich Orłów" za marzec 2022. Nie ma w niej zawodników ekstraklasowej Pogoni Szczecin. Piłkarskie Orły to kontynuacja porównywania i klasyfikowania najskuteczniejszych strzelców w najwyższych polskich ligach, którą zapoczątkowaliśmy w poprzednim roku kalendarzowym. Celem rankingu jest wyłonienie oraz nagrodzenie najlepszych strzelców piłkarskich w kategorii męskiej i kobiecej, biorąc pod uwagę sumę goli zdobytych przez zawodników/za-wodniczki klubów piłkarskich biorących udział w krajowych, zawodowych rozgrywkach ligowych na poziomie: ekstra- klasy/ekstraligi, I, III III, IV ligi oraz w Pucharze Polski a także bramek zdobytych w europejskich pucharach. W roku 2023 rozszerzamy grono klasyfikowanych strzelców o tych, występujących w IV lidze. A skoro pod uwagę bierzemy aż 5 poziomów rozgrywkowych, różniących się nie tylko nazwami, ale też skalą trudności dla napastników (i pozostałych strzelców), to logiczne, że bramki także muszą mieć zróżnicowaną wagę; w zależności od rangi rozgrywek, w których zostały zdobyte. Dla przypomnienia podajemy zatem współczynniki, przez które mnożymy gole przyznając miejsca w naszym ranłdngu: dla ekstraklasy/eks-traligi - wynosi 2; dla I ligi -1,75; dla II ligi -1,5; dla III ligi -1; dla IV ligi - 0,625; dla Pucharu Polski - 2; dla Europejskich Pucharów-2,5. Adam Frączczak na prowadzeniu w pierwszym marcowym zestawieniu „Piłkarskich Orłów". Napastnik zaczął znowu strzelać dla Kotwicy Kołobrzeg Na początku marca w naszym zestawieniu nie pojawili się zawodnicy ekstraklasowej Pogoni. Portowcy przegrali w sobotę z Rakowem Częstochowa 0:2. Sytuację wykorzy- ^ stał więc... były Portowiec. Na prowadzenie w marcowej klasyfikacji „Piłkarskie Orły” wysunął się Adam Frączczak. Były wieloletni napastnik Pogoni po wielu sezonach wrócił do swojego macierzystego klubu - Kotwicy .Kołobrzeg. Dołączył do niego zimą i już w drugiej wiosennej kolejce, Frączczak strzelił hat-tricka. Kotwica pokonała Lecha II Poznań 3:1. Dwa z tych goli Frącz-r czak strzelił z rzutów karnych. Po dwa gole w marcu strzelili już Mateusz Bąk (Pogoń II Szczecin), Ernest Graś (Dąb Dębno), Karol Jabłoński (Mechanik Bobolice) oraz MarcifF Gozdal (Olimp Gościno). ©® 24 Głos Dziennik Pomorza Piątek, 10.03.2023 SPORT www.sportowy24.pl PIŁKA NOŻNA Gra IV liga Dwa mecze derbowe czekają kibiców z regionu w 21. kolejce spotkań. Anioły Garczegorze podejmą Jantar Ustka, a Sparta Sycewice będzie gościć Gryfa Słupsk. Terminarz: sobota - Czarni Pruszcz Gdański - Pogoń Lębork (godz. 11.00), Chojniczanka II Chojnice - Bytovia Bytów (11.00), Anioły Garczegorze - Jantar Ustka (12.00); niedziela - Sparta Sycewice - Gryf Słupsk (15.00). Qak) PIŁKA NOŻNA Weekend w okręgówce 19. kolejka: sobota - Dolina Gałąźnia Wlk. - Skotawia Dębnica Kaszub, (godz. 12.00), Piast Człuchów -Pomorze Potęgowo (14.00), KS Włynkówko - Gryf II Słupsk (15.00), Unison Machowino - Sokół Wyczechy (15.00), Kaszubią Studzienice - Myśliwiec Tuchomie (15.30); niedziela - Garbarnia Kępice - GTS Czarna Dąbrówka (12.00), Start Miastko - Czarni Czarne (13.00), Leśnik Cewice - Brda Przechlewo (13.30). (jak) KRÓTKO JENIS STOŁOWY Szczyt w Lęborku W sobotę o godz. 18.00, druga w tabeli I ligi (grupa północna), Poltarex Pogoń Lębork podejmie w Miejskiej Hali Sportowej przy ul. Piotra Skargi 52, aktualnego lidera rozgrywek ZKSII Zielona Góra. W pierwszym meczu w Zielonej Górze górą byli gospodarze 7:3. ZKS II swoją zwycięską passę kontynuują od 16 kolejek ligowych, gromadząc na koncie 32 punkty. Strata Pogoni to 6 pkt, przy czym lęborczanie rozegrali o 2 mecze mniej. Sobotnie starcie będzie niezwykle ważne i zadecyduje o występie w barażach o Lotto Superligę. O awans zagrają drużyny, które po fazie zasadniczej w obydwu grupach zajmą dwie czołowe lokaty. Zwycięzcy dwóch barażów awansują do Superligi. Lęborczan w najbliższą sobotę poprowadzi kapitan Marek Prądzinski a wspierać go będą Adam Dosz, Sławomir Dosz i Łukasz Kaproń. PIŁKA RĘCZNA Słupia kontra wicelider W sobotę MKS Matbet Słupia Słupsk podejmie drugi w tabeli SPR AMW Gdynia w meczu 7. kolejki II ligi kobiet. Spotkanie rozpocznie się o godz. 16.00 w hali ILO przy ul. Szarych Szeregów. LEKKOATLETYKA Sztafety pobiegną w maju Poznaliśmy termin tegorocznych mistrzostw Polski w sztafetach, których gospodarzem będzie Słupsk. Zawody odbędą się w dn. 13-14 maja. (jak) Zarobki w PKO Ekstraklasie. Powyżej 100 tys. zl na miesiąc to nie najwięcej Rafał Rusiecki sport@gs24.pl PIŁKA NOŻNA. Stawki wynagrodzeń piłkarzy w Polsce nie są jawne. To dziwi bo wiele klubów uzależnionych jest od finansowej pomocy samorządów, a także spółek Skarbu Państwa. Niektóre kontrakty mogą szokować kibiców, bo nasza ekstraklasa zajmuje 28. miejsce w sportowym zestawieniu Europy. Portal Salarysport.com przedstawił zarobki zawodników części klubów ekstraklasy. Czołowe kluby nie szczędzą pieniędzy na wynagrodzenia. Wciąż na szczytach listy płac są zawodnicy zagraniczni, a także Polacy, którzy w przeszłości występowali w mocniejszych ligach, ale zdecydowali się wrócić nad Wisłę. Bazując na danych Sala-rysport.com, bezapelacyjnie pierwsze miejsce zajmuje Pon-tus Almqvist, czyli szwedzki napastnik wypożyczony przez Pogoń Szczecin z FK Rostów. W lidze rosyjskiej zarabiał prawie 480 tys. zł miesięcznie. Nie wiadomo, jaką część tej kwoty pokrywa szczeciński klub. Pogoń dużo też wydaje na Kamila Grosickiego, Benedikta Zecha czy Lukę Zahovicia (wszyscy przedłużyli kontrakty), a wydatki na pensje stają się coraz większą częścią budżetu. Paweł Jaroszyński, lewy pomocnik Cracovii wypożyczony W Gdańsku najwięcej inkasuje najskuteczniejszy obcokrajowiec ligi, Portugalczyk Flavio Paixao (146 tys. zł), a za nim słowacki bramkarz Dusan Kuciak (102 tys. zł), Joel Abu Hanna (izraelski obrońca wypożyczony z Legii, 72 tys. zł), Marco Terrazzino oraz Mario Maloća z wpływami na poziomie 67 tys. zł. Utrzymanie w ryzach wydatków na kontrakty piłkarzy jest wielką bolączką polskiej piłki. Co roku przypomina o tym firma doradcza Deloitte, która przedstawia raport finansowy. W tym ostatnim, za sezon 2021/2022, nadal większość klubów przekracza ustaloną granicę 60 procent budżetu. - Koszty wynagrodzeń to największa część składowa kosztów w klubach piłkarskich, w związku z tym bardzo ważne jest odpowiedzialne zarządzanie kontraktowaniem graczy, by utrzymać w ryzach koszty wynagrodzeń w porównaniu do przychodów. Jako optymalny wskaźnik wynagrodzeń uznajemy 60 procent. Ten próg jest najczęstszym punktem odniesienia na całym świecie -czytamy w raporcie. W finansowym zestawieniu za rok 2021/2022 niechlubne miejsca zajmowały Śląsk Wrocław, Wisła Płock oraz Piast Gliwice. Bez uwzględnienia przychodów z transferów, których wysokości nie sposób dokładnie zaplanować w ujęciu długoterminowym, wymienione kluby na pensje piłkarzy przeznaczały prawie wszystkie lub nawet więcej pieniędzy, niż były w stanie pozyskać z rynku. Dla porównania Górnik Zabrze na zawodników, sztab i administrację wydał tylko około jednej trzecie swoich przychodów. Ranking klubowy UEFA określa się na podstawie wyników uzyskiwanych przez kluby w europejskich pucharach. Czołówka tego zestawienia jest niezmienna, a na przestrzeni lat zachodzą jedynie zmiany kolejności. W najnowszym rankingu pierwsze miejsce dzierży Anglia, a za nią są Hiszpania, Niemcy, Włochy, Francja, Holandia i Portugalia. Polska sklasyfikowana na 28 miejscu wyprzedzana jest m.in. przez Węgry, Rumunię, Bułgarię i Słowację. A to ligi, których kluby nie mogą się równać finansowymi możliwościami kontraktowymi z PKO Ekstraklasą. Salarysport.com przedstawia również zarobki sportowców z najpopularniejszych dyscyplin na świecie. Na konto Lewisa Hamiltona, kierowcy Formuły 1, za rok 2023 wpłynie od Mercedesa 28,35 min funtów brytyjskich. Z kolei Red Buli zapłaci Maksowi Verstap-penowi jeszcze więcej - 44,55 min funtów. Gwiazda NBA Le-Bron James w Los Angeles La-kers inkasuje za sezon 41,18 min dolarów, a młodszy o cztery lata Stephen Curry w Golden State Warriors - 45,78 min dolarów.©® Pontus Almqvist jest do Pogoni tylko wypożyczony, ale klub chciałby, by Szwed dłużej pozostał w składzie z włoskiej Salemitany 1919 tam wynegocjował kontrakt na poziomie 205 tys. zł miesięcznie. Na liście płac Lecha Poznań pierwsze miejsce zajmuje Portugalczyk Joao Amaral - 211 tys. zł miesięcznie. Drugi Szwed Mikael Ishak ma niewiele mniej -160 tys. zł. Trzeci jest prawo-skr zydlowy Adriel Ba Louą. Reprezentant Wybrzeża Kośd Słoniowej inkasuje miesięcznie 151 tys. zł. W Legii Warszawa - najbogatszym na przestrzeni ostatnich lat klubie w Polsce - pierwsze dwa miejsca należą do Polaków: Artura Jędrzejczyka (197 tys. zł) i Bartosza Kapustki (174 tys, zł). Niewiele mniej mają Portugalczyk Josue -165 tys. oraz Hiszpan Carlitos -148 tys. zł. Lechia Gdańsk sezon 2021/2022 zamknęła z budżetem wynoszącym 52 miliony złotych. Dało jej to 5. miejsce w lidze. Wyżej były Legia -180 min zł, Lech - 95 min zł, Pogoń - 88 min zł oraz Wisła Kraków -63 min zł - która... spadła z PKO Ekstraklasy. W przypadku biało-zielonych udział płac piłkarzy do przychodów klubu (bez transferów) wyniósł aż 68 procent. W niedzielę Czarni Słupsk zmierzą się z Anwilem Włocławek Michał Piątkowski michal.piatkowski@polskapress.pl KOSZYKÓWKA. Po bardzo słabym meczu z warszawską Legią - Grupa Sierleccy Czarni - dostają szybką możliwość zrehabilitowania się . przed swoimi kibicami 0 zwycięstwo po raz kolejny będzie jednak niezwykle trudno. Włocławianie tak jak Czarni grają w tym sezo-, nie bardzo niestabilnie i podobnie jak zespół ze Słupska balansują na granicy ósmego miejsca. Dla obydwu zespołów przegrana w niedzielnym starciu bardzo utrudni ich sytuację w kontekście walki o udział w fazie play - off. Liderem punktowym ekipy z Włocławka jest Lee Moore, który w każdym meczu zdobywa dla swojego zespołu średnio 16.4 punktów. Wśród podopiecznych Przemysława Fra-sunkiewicza znajdziemy też graczy, którzy od lat biegają po parkietach polskiej ekstraklasy. Mowa tu o Michale Nowakowskim, Kamilu Łączyń- skim czy Josipie Sobinie. Warto zaznaczyć, że rezerwowym środkowym w rotacji Anwilu jest Dawid Słupiński - koszykarz, który przez dwa sezony reprezentował barwy naszego klubu. W pierwszym pojedynku między dwiema drużynami lepsi na własnym parkiecie okazali się koszykarze z Włocławka, którzy wygrali 79:70. Początek meczu już 12 marca (niedziela) o godzinie 19 w Słupsku. Transmisja na platformie internetowej EMO-CJE.TY. Czarni powinni jak najszybciej zapomnieć o słabym występie przeciwko Śląskowi FOT. ŁUKASZ CAPAR MChgąskl Piątek, 10.03.2023 ROZMOWA Rok wojny. Można się przyzwyczaić?, Gdyby radia Lwów zabrakło w eterze, byłaby wielka panika str. 11 GALA Ten.... Stan Z niedzieli na poniedziałek poznamy zwycięzców tegorocznych, Oscarów str. 10 ihuinmiu W co i z Idm grają Chiny w globalnej polityce str. 4-5 2 • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 10.03.2023 Dorota Kania, redaktor naczelny Polska Press SPADKOBIERCY URBANA * reportaż Marcina Gutowskiego na antenie telewizji TVN, insynuujący ukrywanie pedofilii przez Jana Pawła II, nie odbiega zbytnio od tego, co robił Jerzy Urban - zarówno jako rzecznik junty generała Wojciecha Jaruzelskiego, jak i w III RP, gdy był właścicielem brukowego tygodnika „Nie”. Antykościelną narrację pochwyciła część mediów i polityków opozycji, nie bacząc na kardynalne błędy, przekłamania i zwyczajne manipulate, które pojawiły się w materiale telewizji reklamującej się „cała prawda całą dobę”. Jako wiarygodne źródło w reportażu został przedstawiony arcybiskup Rembert Weakland (zmarły w ubiegłym roku), o którym kilka dni temu tekstnapisał Grzegorz G0mynaportaluwpolityce.pl. Czytamy wnim między innymi, że arcybiskup tuszował skandale pedofilskie w swojej archidiecezji, osobiście niszcząc dowody molestowania seksualnego dzieci przez podległych mu księży. Weakland złożył rezygnację z urzędu arcybiskupa w wyniku ujawnionego skandalu - okazało się, że z budżetu archidiecezji wydał on 450 tysięcy dolarów na milczenie swego dawnego kochanka. Fakty opisane przez Grzegorza Górnego nie były tajemnicą, a mimo to Weakland został przedstawiony w reportażu TVN jako wiarygodna osoba, bez odniesienia do jego skandalicznej przeszłości. Ogromne wątpliwości budzi również wydana właśnie przez Agorę książka holenderskiego dziennikarza Ekke Overbeeka „Maxima culpa. Jan Paweł n wiedział”, a zwłaszcza fragment dotyczący molestowania seksualnego kleryków i duchownych przez kardynała Adama Sapiehę, arcybiskupa krakowskiego, mentora Karola Wojtyły. Tę enuncjację podchwyciły niektóre media w Polsce, nie zważając na to, że informacja o rzekomym molestowaniu pochodzi z akt Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego i jest oparta na słowach księdza Anatola Boczka, tajnego współpracownika UB o pseudonimie „Luty”; człowieka zdegenerowanego i ostro skonfliktowanego z władzą kościelną. Nie zwrócono uwagi na kluczową sprawę - gdyby te doniesienia były prawdziwe, zostałyby wykorzystane przez komunistyczną bezpiekę do kompromitacji Karola Wojtyły, a tak się nie stało. Obecny zmasowany atak na świętego Jana Pawła U jest w rzeczywistości uderzeniem w polską tożsamość i wpisuj e się w niszczenie autorytetu Kościoła, co trwa od wielu, wielu lat. Celowo na początku przywołałam postać Jerzego Urbana, ponieważ należał on do ludzi, którzy za cel obrali sobie zohydzenie Kościoła. Robił to w czasach PRL - do ponurej historii przeszły jego ataki na księdza Jerzego Popiełuszkę, zarówno za życia kapłana i po jego zabójstwie, którego dokonali funkcjonariusze IV Departamentu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. To Urban - jako prezes Radiokomitetu, zlecił skandaliczny, całkowicie nieprawdziwy reportaż w TVP o śmierci zamordowanego księdza Sylwestra Zycha - kapłan został przedstawiony jako alkoholik, który zapił się na śmierć. Jednym z jego sztandarowych działań w tygodniku „Nie” było postawienie znaku równości pomiędzy „czarnymi” ( czyli księżmi) a „czerwonymi” czyli komunistami. Sączona przez lata nienawiść zbiera żniwo: nasilają się ataki na Kościół i to nie tylko werbalne, ale również fizyczne na duchownych. Ostatnie dni pokazały, że nie ma żadnej granicy - trzeba uderzyć w Jana Pawła II, by zniszczyć pamięć o nim i wartości, które reprezentował. Jednak mimo zatrutego ziarna, mimo wylewającego się ścieku kłamstwa i hejtu, mimo armii antykościelnych trolli grasujących w intemecie, jestem przekonana, że efekt będzie odwrotny od zamierzonego. PKojciech PKybranowski, redaktor naczelny „Głosu Wielkopolskiego” W TEJ WOJNIE WCIĄŻ MAMY PROBLEM Dziennikarz radykalnie lewicowej niemieckiej gazety nazywa Polaków „społeczeństwem morderców”, polska eu-roparlamentarzystka otwiera w Parlamencie Europejskim szkalującą nasz kraj wystawę, a w polskiej przestrzeni publicznej, zwłaszcza mediach społecznościowych, bezkarnie buszują ludzie powielający antypolską narrację pisaną na Kremlu. Polska wciąż nie wypracowała mechanizmów pozwalających jej skutecznie walczyć w wojnie informacyjnej. W środę zawrzało w sieci. Nie bez przyczyny. Otóż niemiecki dziennikarz Caspar Shaller (chociaż może w kontekście wypisywanych przez niego bredni słowo dziennikarz jest mocno na wyrost) z lewicowego dziennika „Tageszeitung”, notabene znanego z dość częstych paszkwili na Polskę, opublikował materiał, w którym znieważa Polaków. Sęk w tym, że bluzg rzeczonego Shallera jest paszkwilem niezwyczajnym. Dlaczego? Otóż materiał niemieckiego dziennikarza, w którym Polacy są nazywani „społeczeństwem morderców” (prawda, że w ustach Niemca brzmi to co najmniej zuchwale?) jest niemal kalką białoruskich i rosyjskich materiałów propagandowych wymierzonych w Polskę. Powołując się na wyssane z brudnego palca dane mitomańskiej „Grupy Granica”, ów dziennikarz oskarża Polskę i Polaków o doprowadzenie do śmierci 37 nielegalnych uchodźców, którzy z terenu Białorusi próbowali przedostać się do Polski. Wydaje mi się pewne, że Caspar Shaller jest idiotą i to idiotą nieprzypadkowym, ale użytecznym idiotą Kremla. No dobra, pogrzmiało, internauci się oburzyli, niektórzy politycy rządzącego obozu polanso-wali się na tym oburzeniu w mediach społecznościowych i co dalej? Ano nic. Zostawimy to - jako państwo - prawdopodobnie bez efektywnej reakcji. Kolejna strata w wojnie informacyjnej. Pytanie, jak mamy skutecznie w tej wojnie walczyć, gdy polska europosłanka Janina Ochojska (KO), jakby nigdy nic otwarła w Parlamencie Europejskim wystawę niemal tożsamą z przesłaniem wspomnianego niemieckiego dziennikarza i rosyjską narracją, wystawę dyskredytującą działania polskich służb pilnujących granicy. Można było spróbować zablokować takie działania? Podjąć czynności, które uniemożliwią powielanie w Parlamencie Europejskim kremlowskiej narracji? Zapewne można było, ale nie postarano się oto. Przypomnę, funkcjonariusze, których oczerniła Ochojska, strzegli granicy UE z Białorusią. Co więcej, w tym zakresie realizowali działania, które zalecali i pozytywnie oceniali przedstawiciele Komisji Europejskiej, wskazujący, że sytuacja na granicy polsko-białoruskiej jest częścią agresji Łukaszenki na Polskę, Litwę i Łotwę w celu destabilizacji UE. Nie ulega żadnej wątpliwości, że silnym elementem wojny informacyjnej z Polską stały się media społecznościowe. Także popularny Twit-ter. Nie tak dawno dziennikarka „Głosu Wielkopolskiego” pisała o alarmujących danych wskazujących na to, że rośnie liczba Polaków wierzących w tezy rosyjskiej propagandy, zwłaszcza te rozsiewane w social mediach. Aktywni użytkownicy Twittera z łatwością identyfikują kilkadziesiąt takich źródeł - gniazd powielających kremlowskie tezy. Jeśli zwykli internauci nie mają problemu ze wskazaniem głównych przekaźników rosyjskiej propagandy w social mediach, nie powinny mieć ich też służby. Ale dzieje się w tej sprawie niewiele, zbyt mało, by mówić o skuteczności. Kilka lat temu, pod koniec rządów PO- PSL, jeden z wysokich funkcjonariuszy służb mówił mi o problemie, jaki dla kontrwywiadu tak wojskowego, jak i cywilnego, sprawia brak stosownych zapisów ustawowych, pozwalających na legalne rozpoznawanie środowiska tzw. agentury wpływu. Płacimy dziś za to wysoką cenę. Ale równie wielką za to, że Polska nie wypracowała podstawowych mechanizmów - także pijaro-wego, reagowania na uderzenia w wojnie informacyjnej. Nie pozwolimy zniszczyć wizerunku człowieka, którego cały wolny świat uznaje za filar zwycięstwa nad imperium zła. Papież Jan Paweł II jest symbolem odzyskania przez Polskę niezależności i wyzwolenia z rosyjskiej strefy wpływów FRAGMENT PROJEKTU UCHWAŁY ZŁOŻONEJ W SEJMIE PRZEZ POSŁÓW PIS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 10.03.2023 PULS# 3 Chiny uzależniają świat”, „Chińskie produkty są wszędzie”, „Chińska ekspansja trwa” - tak zatytułowane artykuły ukazują się w światowej, polskiej prasie, od ponad dziesięciu lat. Co ciekawe, jeśli nawet do pewnych informacji podchodzimy z dystansem, to prawdziwość tego namacalnie doświadczamy niemal każdego dnia. Wystarczy przyjrzeć się dokładnie metkom naszytym na nasze nabrania, czy kodom kreskowym informującym o tym, w jakim państwie wyprodukowano konkretny towar. Te zaczynające się cyframi 690, 691,692,693,694,695 i 699 królują. I tak Zakopane od lat walczy z „Madę in China”, czyli kiczem zalewającym podhalańskie stragany. Bo turysta kupi na nich wszystko od góralskiej ciupagi, po tandetne maskotki, figurki ze świnkami i miecze samurajskie - wszystko z Państwa Środka. „Wyobraź sobie, że jedziesz na urlop do Zakopanego. Chcesz kupić pamiątkę dla bliskiej osoby. Zaczynasz szukać czegoś ładnego, designerskiego, związanego z Podhalem. Każda pamiątka, którą widzisz na straganach, razi miernością 'wykonania, nie ma krzty oryginalności. Umiałbyś zaprojektować ją lepiej? Przekonaj się i zgłoś projekt pamiątki z Zakopanego” -pisali już w 2019 roku organizatorzy konkursu na pamiątkę z Podhala - Muzeum Tatrzańskie w Zakopanem. - Zdaję sobie sprawę, że nie od razu wszyscy stwierdzą - wy-cofujemy pamiątki „Madę in China” i dajemy tylko regionalne. Ale myślę, że jeżeli te propozycje, które napłyną na konkurs będą interesujące i właściciele straganów zaczną je sprzedawać, rozpocznie się naturalna selekcja. Coraz mniej osób będzie kupowało niezwiązane z miastem pamiątki, a coraz więcej te, które my zaproponujemy. Prawa rynku pokażą - tłumaczyła Anna Wende-Surmiak, dyrektor Muzeum Tatrzańskiego. „Madę in China” wkradło się nie tylko do Zakopanego, jest obecne w każdym mieście, miasteczku, czy wiosce na każdym kontynencie. Dlaczego? Wiele lat temu Chiny zaoferowały światu swoje tanie fabryki, siłę roboczą i środowisko naturalne, sprzedając za bezcen surowce, komponenty i podzespoły. Świat przyklasnął, ale dzisiaj czuje się trochę nieswojo w tej azjatyckiej pułapce. Co ciekawe, pandemia, kryzys energetyczny, rosnące koszty surowców i pracy, nie powstrzymywały ekspansji Chin. Przynajmniej tak wydawało się na początku 2022 roku. Ze wstępnych szacunków urzędu celnego ChRL wynika, że w 2021 roku wymiana handlowa z zagranicą po raz pierwszy w historii przekroczyła 6 biczy nad morzem, to produkty Madę in China. Tak jest nie tylko w polskich kurortach Większość pamiątek, jakie możemy przywieźć z wypoczynku w górach JAK KOD 690 OMNOWAŁ ŚWIAT Chińskie produkty od lat zalewają światowe rynki. Zakopiańskie ciupagi, muszelki znad morza, pamiątkowe koszulki z Londynu, malutka wieża Eiffla z Paryża - wszystko „Madę in China". I choć ekonomiczny kryzys dotknął także Państwo Środka, to nie zmierza rezygnować z podboju świata lionów dolarów. Eksport wzrósł o 29,9 proc., do 3,36 bln dok, a import - o 30,1 proc., do 2,69 bln doi. Nadwyżka handlowa sięgnęła rekordowych 676 mld dol. W październiku 2022 roku „Puls Biznesu” pisał jednak, że już dane za pierwszy kwartał 2022 roku wskazywały, że zakładany wzrost PKB Chin o 5,5 proc. będzie trudny do osiągnięcia. Następne miesiące pokazały, że cel ChRL jest wręcz nierealny do zrealizowania. Media rozpisywały się,, że Państwo Środka dopadł kryzys, bo pandemia, bo wojna w Ukrainie, tyle tylko że o takich kryzysach pisano już wielokrotnie, a mimo tego „Madę in China” wciąż trzyma się mocno. Dorota Kowalska - Chiny budują swoją potęgę nie uderzając wojskowo na czyjeś terytorium, jak to próbuje robić Rosja, ale przez rozwijanie współpracy gospodarczej, z Europą, z Ameryką. Więc dla nich warunki pokojowe, jakie zapewniał dotąd między innymi ład międzynarodowy, który się uformował po rozpadzie Związku Sowieckiego, były bardzo korzystne. Oni z tych pokojowych warunków korzystali, realizując swoją strategię, rozbudowując swoje wpływy w świecie - mówił mi ostatnio Romuald Szeremietiew, były wiceminister i p.o. ministra obrony narodowej. Największym partnerem handlowym Chin były kraje ASEAN-u, Unii Europejskiej oraz USA. Biorąc pod uwagę wyłącznie pojedyncze państwa, liderem są Stany Zjednoczone, za nimi uplasowały się Japonia i Korea Południowa. Z Państwa Środka najwięcej towarów wywożonych jest do USA, Hongkongu i Japonii. Z kolei najwięcej produktów trafia za Mur z Tajwanu, Korei Południowej oraz Kraju Kwitnącej Wiśni. Coraz częściej mówiło się, że Chiny chcą jeszcze bardziej wzmocnić swoją pozycję w Europie, wprawdzie wojna w Ukrainie pokrzyżowała te plany, ale Państwo Środka jest i tak mocno obecne na Starym Kontynencie. „Chińczycy trzymają nas mocno. Pierwsze śledztwo o tym, jak Chiny kolonizują Eu- ropę, w tym Polskę”, to książka autorstwa Sylwii Czubkowsłaej, która pod koniec 2022 roku ukazała się na rynku wydawniczym. „Wabią pieniędzmi, perspektywą ogromnego rynku zbytu i tanimi rozwiązaniami technologicznymi. Wykorzystują niezależność samorządów i uczelni, a także szkół wojskowych do nawiązywania niekontrolowanej przez nikogo współpracy i zdobywania technologicznego know-how. Przejmują fabryki, legendarne marki motoryzacyjne i media. Pozyskują informacje o nas z TikToka, telefonów, komputerów, a nawet odkurzaczy i oczyszczaczy powietrza. Korumpują władze na wszystkich szczeblach, a do wyciszania skandali zatrudniają najlepsze agencje PR. Zjednują polityków, naukowców, celebrytów i miliony zwykłych ludzi” - pisze wydawnictwo Znak Literanova, które książkę wydało. Śylwia Czubkowska tłumaczy, że taktyki ekspansji Chin są łagodniejsze niż choćby te amerykańskie, nie tak rozpoznawalne, nie tak rzucające się w oczy, ale może właśnie przez to dużo groźniejsze. - Kiedy do Polski wchodził Amazon, było o tym głośno, trwała dyskusja o wpływie tego kroku na rynek e-commerce. Gdy wchodził AliExpress, nie było żadnej informacji, żadnej konferencji prasowej, po prostu na ulicach pojawiły się niebieskie paczkomaty, a ludzie sami zaczęli szukać w chińskim serwisie produktów, bo było to ciekawe, egzotyczne, tanie. Konsekwencje tego są też takie, że trudno od chińskiego serwisu wydobyć choćby konkretne dane, pozwalające ocenić, jak dużą stanowi konkurencję dla innych podmiotów - mówiła dziennikarka podczas premiery swojej książki. A to właśnie przejrzystość jest kluczowa. Więc, kiedy pojawia się inwestor, trzeba zadawać pytania, sprawdzić go, nie tylko się cieszyć. - Dotyczy to każdego kapitału, czy to chińskiego, czy amerykańskiego, czy jakiegokolwiek innego. Zawsze powinniśmy wiedzieć, co stoi za działaniami danej firmy, skąd pochodzi jej kapitał. Taki due diligence to element niezbędny z biznesie. Inaczej jesteśmy łatwym celem, jesteśmy „tani” - przekonywała autorka. I podkreślała, że chińskiego kapitału dotyczy to w sposób szczególny. - Biznes chiński jest osadzony w polityczno-społecznym kontekście kraju. Kontrola Komunistycznej Partii Chin czy postaci ze szczytów władzy jest w biznesie chińskim bardzo duża. Tam nie ma wolnego rynku, a fakt istnienia ogromnych firm z wielkim kapitałem nie oznacza, że w Chinach nastał kapitalizm. To zawsze jest biznes z rozpostartym nad nim parasolem politycznym - przypominała Czubkowska. I gdzie my w tym wszystkim? Co to właściwie dla nas oznacza? - Chciałabym choćby wiedzieć, jak przetwarzane są dane polskich użytkowników korzystających z chińskich serwisów. Oczywiście, to samo dotyczy firm amerykańskich, ale w USA mamy przynajmniej do czynienia z cywilną kontrolą prowadzoną przez struktury demokratycznego państwa. W przypadku Chin mamy do czynienia z państwem autorytarnym - mówiła dziennikarka. Dlatego, zdaniem Sylwii Czubkowskiej, najważniejsza przy współpracy z Chinami jest świadomość - wyzwań czy potencjalnych kłopotów. Znając jedne i drugie będziemy podejmować biznesowe i polityczne decyzje sprawniej, bardziej pragmatycznie. - Najbardziej niebezpiecznym elementem opinii publicznej są d ludzie, którzy „nie chcą wiedzieć”. Tymczasem społeczeństwo informacyjne dało nam dostęp do wiedzy i każdy, kto chce ją zdobyć, zdobędzie ją bez problemu. We współpracy z Chinami nie musi być nic złego, o ile wiemy, w jaką gramy grę. I z kim - przekonywała Sylwia Czubkowska. Jaki jest chiński przepis na sukces? Na przełomie lat 80. i 90. XX wieku pierwszy sekretarz Komunistycznej Partii Chin Deng Xiaoping powiedział: „Nie jest ważne, czy kot jest biały, czy kot jest czarny. Ważne, żeby łowił myszy”. Bardzo racjonalne podejście, mające odbicie w chińskiej polityce zagranicznej. - Największym osiągnię-dem Chin jest rozwój. Nie rozumiemy go. W Europie nigdy nie doświadczano takiej skali postępu i dynamiki. Tamtejsze tempo i konsekwencja zdumiewają mnie nieustannie. Po raz pierwszy wylądowałem w Chinach w połowie łat 90. Było to wtedy państwo okropne. Gdy znalazłem się w Szanghaju, czułem się nieszczęśliwy. Było tam brudno i biednie. Dla mnie był to przeskok w tył w stosunku do warunków, jakie mieliśmy w Polsce - mówił w radiowej Trójce Leszek Ślazyk, znawca Chin. - Tamtejsze społeczeństwo myślało głównie 0 tym, by zarobić kilka groszy, spakować się i wyjechać do Kanady czy Stanów Zjednoczonych. To był kierunek działania tych, którzy mieli jakieś pieniądze. Ich pierwszym celem było nabycie drugiego paszportu 1 podjęcie kroków zmierzających do wyjazdu z państwa. Teraz ta sytuacja się zmienia. Ludzie przyjeżdżają do Chin, bo jest to miejsce z perspektywami, które sprzyja jakości życia - dodał. Trudno przypuszczać, żeby Chiny, nawet dotknięte kryzysem, zrezygnowały z walki o światowe rynki. Zwłaszcza że na większości z nich są obecne od lat. 4 • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 10.03.2023 Wojna handlowa, wojna ekonomiczna i w końcu nowa zimna wojna, tak przebiegała ewolucja określeń obecnego konfliktu pomiędzy USA i Chinami. Realiści mówię, że pod znakiem konfrontacji pomiędzy tymi dwiema potęgami będzie przebiegać reszta wieku XXI. Jeśli wykluczymy przerodzenie się rywaliżacji w sferze polityki i gospodarki w zmagania na polu bitwy, to to ostatnie stwierdzenie ma wszelkie cechy prawdopodobieństwa Kazim ierz Kaduk Dzięki towarom dostarczanym z chińskich wytwórni stopa inflacji w USA utrzymywała się na niskim poziomie i pomimo ślimaczego tempa przyrostu wynagrodzeń społeczeństwo amerykańskie nie notowało spadku siły nabywczej. Zmagania z Chinami naruszają ten stan rzeczy ZMAGANIA TYTANÓW W chwili dojścia do władzy Donalda Tmmpa nic nie wskazywało na taki obrót spraw. Co prawda od wielu lat miał miejsce spór polityczny pomiędzy USA i Chinami tyczący się Tajwanu, która to wyspa jest przez rząd ChRL traktowana jako zbuntowana prowincja, ale ten fakt nie przeszkadzał w zrodzeniu się daleko idącej symbiozy gospodarczej. Chiny stały się „fabryką świata”, która dostarczała tanie a dobre towary na rynek amerykański. Trzeba podkreślić, że deficyty handlowe, które Ameryka notowała whandlu z Chinami, w niemałym stopniu były wynikiem przeniesienia mocy produkcyjnych z USA do Azji. Znaczna część towarów importowanych do USA z napisem „Madę in China” to były towary tam wytworzone przez koncerny z USA. Tania, zdyscyplinowana i dobrze wykształcona siła robocza, prężne kadry zarządzające, ogromna liczba lokalnych dostawców podzespołów, szybko powiększające się środki finansowe oraz coraz bardziej chłonny rynek wewnętrzny stanowiły magnes dla ponadnarodowych przedsiębiorstw. Przyjęcie Chin do Światowej Organizacji Handlu w grudniu2001stanowiło potwierdzenie stabilności i wiarygodności tego państwa rządzonego przez komunistów. Wzrost PKB Prorynkowe reformy Deng Xiaopinga zapoczątkowane w 1978 r. przyniosły Chinom cztery dekady niespotykanego w dziejach świata tempa rozwoju gospodarczego. W trakcie zaledwie dwu pokoleń, zapóź-nione w rozwoju i niesłychanie biedne społeczeństwo przeistoczyło się w zasobne, bo jeszcze niebogate. Powszechnie używa się określenia „druga największa potęga gospodarcza świata”, podczas gdy w istocie zajmuje miejsce pierwsze. Jeśli przeliczyć produkcję w Chinach według amerykańskich cen, to, jak pokazuje World Factbook amerykańskiej C3A, w2021r. PKB tego kraju wyniósł $24,9 biliona, podczas gdy USA tylko $21,1. Mimo tego, że gospodarka Chin jest większa od ekonomii USA o około 20%, to stopa życiowa w Kraju Smoka wynosi zaledwie jedną czwartą amerykańskiej. Ten ostatni fakt wskazuje z jednej strony na to, że Chiny odUSA dzieli ogromnaprzepaść, ale z drugiej oznacza, że proces doganiania nadal będzie mieć miejsce, bo Azjatom wystarczy proste naśladownictwo dróg rozwoju Zachodu. Niemniej, Kraj Smoka stoi przed poważnymi wyzwaniami, ponieważ ściśle przestrzegana przez dziesięcio- lecia polityka „jednego dziecka” dziś skutkuje procesem gwałtownego starzenia się społeczeństwa. Kraj, który do niedawna posiadał nadwyżki siły roboczej, powoli zaczyna odczuwać jej braki i jeśli nie uda się przekształcić gospodarki w bardzo nowoczesny organizm o wysokim stopniu automatyzacji i robotyzacji, to państwo, które do niedawna oszałamiało tempem rozwoju i stanowiło koło zamachowe światowej ekonomii, stanie się dużo mniej atrakcyjnym partnerem gospodarczym i politycznym. Dekady błyskawicznego rozwoju gospodarki chińskiej przyniosły ogromne korzyści wielu innym państwom. Niewiarygodnie szybki wzrost PKB i związany z tym boom inwestycyjny zwiększyło zapotrzebowanie na surowce. Tym sposobem kraje rozwijające się, a bogate w kopaliny też notowały dynamiczny przyrost PKB. Budowa nowej infrastruktury i mieszkań dla 1,4 mld ludzi pochłania ogromne ilości stali, cementu i energii, stąd dziś Chiny są największym partnerem handlowym nie tylko Azji, ale i Ameryki Łacińskiej, obszaru, który do niedawna był niekwestionowaną strefą wpływów amerykańskich koncernów. Dzięki towarom dostarczanym z chińskich wytwórni stopa inflacji w USA utrzymywała się na niskim poziomie i pomimo ślimaczego tempa przyrostu wynagrodzeń, społeczeństwo amerykańskie nie notowało spadku siły nabywczej. Zmagania z Chinami naruszają ten stan rzeczy. Na razie drożyznę udaje się złożyć na karb napaści Rosji na Ukrainę, co częściowo jest prawdą, ale wszystkie badania ekonomistów jednoznacznie wskazująnato, że wprzytłacza-jącej większości ciężar związany z toczącą się wojną gospodarczą z Chinami spadłnabarki amerykańskiego spożywcy. Oczywiście największym wygranym z okresu globalizacji i przyjaznych stosunków gospodarczych z Chinamibyli akcjonariusze ponadnarodowych przedsiębiorstw z USA, a także Europy, którzy dzięki zyskom wypłacanym w postaci dywidend, czy też „kasowanym” w postaci zysków kapitałowych obrastali w piórka. Stąd też w USA największym przeciwnikiem konfrontacji z Chinami jest świat wielkiego biznesu. Wojna gospodarcza Pierwsze kroki ku nowej zimnej wojnie postawił Donald Trump. Było to zjawisko 0 tyle dziwne, że osią jego polityki była dbałość o dobrobyt Amerykanów i zmniejszenie zaangażowania międzynarodowego. W kwietniu 2017 r. Xi Jinping przybył do USA i Trump uroczyście gościł go w swej prywatnej rezydencji wMar-a-Lago. W listopadzie owego roku Trump udał się z oficjalną wizytą do Pekinu i przy tej okazji jego kilkuletnia wnuczka, córka Ivanki, śpiewała po chińsku, języku, którego się uczy od małego, piosenki dla „dziadzia Xi” 1 „babci Peng” (żony chińskiego prezydenta). Zatem trudno było zauważyć nadchodzącą burzę. W styczniu i kwietniu następnego roku w ramach wspierania własnych koncernów admini-stracja Tmmpa ogłosiła wysokie cła importowe na stal, aluminium i niektóre towary konsumpcyjne. To pociągnięcie było wymierzone głównie w sojuszników, na przykład Koreę Płd., ale ich ostrze szybko skierowało się wyłącznie ku Chinom. Cały rok 2018 i 2019 przebiegły pod znakiem wymiany ciosów w postaci podwyżek ceł. Skutek tych poczynań był ograniczony. Import z Chin nieco spadł, ale koszt nałożonych przez Stany Zjednoczone ceł został w przytłaczającej mierze przeniesiony na amerykańskiego konsumenta. Byćmoże wdłuższej perspektywie obraz się zmieni, bo firmy mogą przenieść fabryki do innych krajów, ale rząd w Pekinie dał do zrozumienia, że taki krok spowoduje retorsje i chętnych do przeprowadzki na razie nie jest wielu. Ponieważ Chiny dużo mniej importują ze Stanów, niż tam wywożą, Pekinowi szybko zabrakło amunicji w wojnie celnej. Dzięki temu na początku2020 r. prezydent Trump zdołał wymusić na stronie chińskiej przyrzeczenie bardziej zbilansowanych stosunków handlowych w postaci tak zwanego układu „Phase One”. Pekin zobowiązał się poważnie zwiększyć poziom zakupów amerykańskich towarów, poprawić ochronę praw autorskich i patentowych, otworzyć swój rynek dla zagranicznych firm oferujących usługi finansowe i ograniczyć wymogi w zakresie transferu technologii. Głos Dziennik Pomorza Piątek, 10.03.2023 PULS# 5 0 TRADYCJI I KULTURZE PIĘĆ TYSIĘCY LAT TEN BYŁ KILKAKROTNIE PODBITY 1 ZA TUSZE Z OPRESJI LUYCHODZIL Dzięki temu prezydent Trump mógł ogłosić wielki sukces w roku wyborczym, ale w praktyce niewiele to zmieniło. W kluczowej dla Waszyngtonu sprawie, zwiększenia importu towarów z USA, Chiny w niewielkim stopniu wypełniły swe zobowiązania. Na przeszkodzie stanęło szereg czynników, od pandemii i zmiany rządów w USA, po rozszerzenie konfrontacji na sferę najnowocześniejszych technologii. Wyścig technologiczny Istotnym czynnikiem, który walnie przyczynił się do przerodzenia się amerykańsko-chińskiej gospodarczej współpracy w otwarty konflikt, było ogłoszenie przez Pekin strategii „Madę in China 2025”. W tym bardzo lakonicznym dokumencie władze chińskie zarysowały plany tyczące się uzyskania samowystarczalności albo przynajmniej istotnego zmniejszenia zależności od Zachodu w kluczowych ich zdaniem dziedzinach. Jedną z nich jest elektronika, szczególnie produkcja półprzewodników. Nominalnie rzecz biorąc, większość używanych na święcie półprzewodników jest wytwarzana właśnie w Chinach, ale w zakładach będących własnością firm zagranicznych, szczególnie mających swe siedziby na Tajwanie - Taiwan Semicon-ductor Manufacturing Company (TSMC) i Foxconn (Hon Hai Technology Group) - oraz koreańskiego Samsunga. Do niedawna zaledwie 10% zapotrzebowania gospodarki chińskiej na półprzewodniki pochodziło z produkcji rodzimych przedsiębiorstw. Zatem mieliśmy do czynienia z sytuacją niczym ze starego powiedzenia: „złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma”. Teoretycznie, w obliczu konfliktu Chiny mogłyby pozbawić przeciwnika dostępu do tego kluczowego towaru, ale i siebie pozbawić jego dostaw, bo filie zagranicznych przedsiębiorstw musiałyby zaprzestać ich produkcji. Zależność Chin od zachodnich koncernów jest całkowita w zakresie najbardziej zaawansowanych półprzewodników. Chińskie przedsiębiorstwa są w stanie wytwarzać półprzewodniki o parametrze 28 nanometrów, technologii będącej w powszechnym użyciu już od dekady, podczas gdy najbardziej zaawansowane półprzewodniki są wielkości zaledwie 3 nanometrów. Co więcej, USA nałożyły sankcje w zakresie wszelłaej współpracy technologicznej na przedsiębiorstwa będące w chińskich rękach. Tym samym, pod groźbą narażenia się amerykańskim sankcjom zachodnie koncerny nie mogą sprzedawać raczkującym chińskim firmom maszyn do produkcji półprzewodników ani udostępniać im oprogramowania koniecznego na przykład do testowania prototypów. Do tej pory w zakresie produkcji półprzewodników miał miejsce daleko idący podział pracy w skali światowej. Koncerny amerykańskie posiadają praktycznie monopol w zakresie oprogramowania, japońskie i holenderskie przedsiębiorstwa dominują w sferze oprzyrządowania fabryk, zaś tajwańskie i koreańskie w dziedzinie technologii produkcji. Na skutek decyzji administracji Bidena, Chiny zostały całkowicie odcięte od przepływu najbardziej zaawansowanych technologii z Zachodu. Na przykład holenderski ASML, jedyny na świecie wielki koncern wytwarzający supernowoczesne maszyny do litografii przemysłowej z zastosowaniem technologii EUV, może dostarczać na rynek chiński, także do zakładów kontrolowanych przez obcy kapitał, tylko maszyny starszego typu. Zatem, jeśli Chiny chcą dogonić Zachód, to muszą stać się państwem najbardziej zaawansowanym we wszystkich etapach - od projektowania po wykonawstwo - produkcji półprzewodników. W przeciwieństwie do wojny celnej, która była osią polityki Trumpa w przypadku zmagań z Chinami, podejście reprezentowane przez administrację Bidena ma dużo większe szanse powodzenia. Zamiast „hurtowego” nakładania ceł na import z Chin, USA stosują selektywne sankcje. Ciosy są wymierzane w krytyczne dziedziny i technologie. Ich skutki nie uderzają w amerykańskie społeczeństwo, tylko podcinają skrzydła chińskim konkurentom. Powyższe jednak niekoniecznie znaczy, że to podejście zapewni zwycięstwo. Boje o Huawei Już administracja Trumpa dostrzegła konieczność, mówiąc elegancko, zahamowania rozwoju czołowych chińskich potęg technologicznych. Pierwszorzędnym przedmiotem „zainteresowania” stały się dwa wielkie koncerny wytwarzające sprzęt telekomunikacyjny, Huawei i ZTE. Dzięki temu, że ich towary były zdecydowanie tańsze od tych oferowanych przez konkurencję, szwedzkiego Ericssona i fińską Nokię, firmy te weszły przebojem na amerykański rynek. Bez ich produktów budowa sieci telefonii komórkowej na ogromnych obszarach wiejskich byłaby dużo bardziej kosztowna. Niemniej, fakt używania sprzętu telekomunikacyjnego rodzi zagrożenie, że zostanie on wykorzystany do celów szpiegowskich lub wręcz do paraliżu gospodarki w przypadku otwartego konfliktu zbrojnego. Z tego powodu chińskie przedsiębiorstwa znalazły się na celowniku amerykańskich służb i polityków. ZTE bardzo ułatwiło działania stronie amerykańskiej, bo samo powiadomiło władze w Waszyngtonie, że nie zastosowało się do obostrzeń nałożonych na dostawy sprzętu telekomunikacyjnego do obłożonego sankcjami Iranu. Rachuby na to, że dobrowolne przyznanie się do winy spowoduje pobłażliwość, okazały się płonne i Amerykanie natychmiast obłożyli ZTE zakazem dostarczania kluczowych podzespołów. W mgnieniu oka ZTE praktycznie zaprzestało działalności, ale na skutek interwencji rządu chińskiego pierwotne sankcje zostały zdjęte w zamian za zobowiązanie się do poddania się niesłychanie szczegółowej amerykańskiej kontroli. Po tym sukcesie przyszła kolej na Huawei, firmę znacznie większą od ZTE, która w dodatku jest przodująca w zakresie technologii 5G. Widząc, co spotkało ZTE, zarząd Huawei podjął pewne kroki prewencyjne, stąd pierwsze ograniczenia nałożone na końcem nie przyniosły oczekiwanych skutków. Niemniej pętla obostrzeń odcisnęła swe piętno i przedsiębiorstwo musiało sprzedać dział zajmujący się produkcją smartfonów. Dziś, pod marką Honor, nowi chińscy właściciele usiłują ponownie wchodzić na światowe rynki. Dzięki miliardom uzyskanym z tej transakcji Huawei zdołało przetrwać i utrzymać swą dominującą pozycję w sektorze 5G. Huawei także wyszło obronną ręką ze zmagań natury politycznej. Tak jak ZTE sprzedawało sprzęt do Iranu, tak przynajmniej twierdzą amerykańskie służby i na tej podstawie aresztowano w Kanadzie jej szefa ds. finansów, Meng Wanzhou, córkę założyciela firmy Rena Zhengfei. Meng Wanzhou spędziła w areszcie domowym w Vancouver prawie trzy lata i w końcu udało się obu stronom znaleźć rozwiązanie, w wyniku którego Chinka przyznała się do złamania sankcji, ale z tego powodu nie poniosła jednak żadnych konsekwencji. Dwie filozofie biznesowe Historia Huawei także doskonale obrazuje trudności, przed którymi stoją USA w tej nowej zimnej wojnie. Zanim Huawei stało się światowym potentatem, firma miała ogromne kłopoty finansowe i Ren Zhengfei zawarł umowę z amerykańskim koncernem Motorola tyczącą się sprzedaży. W ostatniej chwili strona amerykańska wycofała się z tego porozumienia, ponieważ zarząd postanowił zmienić strategię rozwoju przedsiębiorstwa. Motorola postanowiła pozbyć się działów produkujących sprzęt i skoncentrować uwagę na dostarczaniu usług i oprogramowania. Jest to częste zjawisko, ponieważ w USA w gospodarce wielką rolę odgrywa Wall Street, czyli sektor finansowy. Dla wszelkiego rodzaju funduszów inwestycyjnych, które bardzo często mają kontrolne udziały w firmach, jedynym kryterium działalności podległych im podmiotów jest poziom rentowności. Z tego powodu panuje tam ogromny nacisk, aby ciąć koszty, a działy badawczo-rozwojowe i produkcja wymagają dużych nakładów, które przynoszą zyski w długim okresie i uzyskiwana stopa zwrotu często nie jest zbyt wysoka. Dlatego na przykład taki gigant jak Apple zajmuje się projektowaniem swoich produktów, ale już nie wytwórstwem. Ponieważ Apple skupia całą uwagę na tych elementach, które oferują najwyższą wartość dodaną, odnosi on niebywałe zyski. Przedsiębiorstwa chińskie, a także japońskie, koreańskie i wiele firm europejskich cechuje zupełnie inne podejście. Większość z nich posiada „dominujących” inwestorów, często potomków założycieli, dla których firma nie jest tylko źródłem dochodu, ale jest „częśdąrodziny”. Dlatego koncerny azjatyckie i europejskie dużo częściej są zainteresowane długoterminowymi wynikami, a nie zyskami osiąganymi w najbliższych kwartałach. Z tego powodu ktoś, kto dziś kupuje smartfony ze znaczkiem Motorola, nie kupuje towaru firmy amerykańskiej, tylko chińskiego Lenovo. Solidarny Zachód? O ile amerykańsko-chińska wojna handlowa nie niosła z sobą żadnych kosztów dla państw trzecich, bo nie wymagała ścisłej współpracy z innymi krajami, o tyle zmagania w dziedzinie najnowszych technologii nie mogą przynieść oczekiwanych skutków bez udziału innych najbardziej rozwiniętych państw. Światowy podział pracy w zakresie produkcji półprzewodników jest tego do- brym przykładem. Zatem zmagania w zakresie najbardziej zaawansowanych technologii będą wymagać od szeroko pojętego Zachodu pewnych wyrzeczeń i kosztów. Co więcej, niosą z sobą niemałe ryzyko. Skoro na przykład holenderski ASML nie dostarcza najnowocześniejszych maszyn na chiński rynek - dotyczy to także filii zachodnich koncernów - to firma ta traci przychody i zyski. Ten fakt może być bolesny, ale straty wynikające z samoograniczeń w eksporcie do Chin byłyby niczym w porównaniu z katastrofą, jaką byłoby zrodzenie się chińskiego konkurenta. Embargo na wywóz maszyn stosujących technologię EUV w połączeniu z bezwzględnym dążeniem władz w Pekinie do przezwyciężenia zależności od Zachodu może doprowadzić do powstania chińskich firm, które będą produkować maszyny tego typu. Stąd dla koncernów europejskich i azjatyckich stawka jest niebagatelna. Australijski Instytut Polityki Strategicznej właśnie opublikował raport zrobiony na zamówienie amerykańskiego Departamentu Stanu (odpowiednik MSZ), w którym dokonano analizy zaawansowania badawczo-rozwojowego w kilkudziesięciu najważniejszych dziedzinach. Przedmiotem tego studium były najbardziej poczytne artykuły naukowe. Na tej podstawie australijscy naukowcy doszli do wniosku, że w 37 z 44 dziedzin nauka chińska przoduje. Oczywiście, od teoretycznych wyników do produkcji droga jest daleka, niemniej nie sposób nie zauważyć, że przed Zachodem stoi ogromne wyzwanie. Chiny to jest społeczeństwo o tradycji i kulturze liczącej pięć tysięcy lat. Kraj ten był kilkakrotnie całkowicie podbity i zawsze z tych opresji wychodził zwycięsko. Stąd, można przypuszczać, że perspektywa obecnych władz w Pekinie dalece odbiega od tej, która panuje w Waszyngtonie. Nad Potoma-kiem nieustannie roztrząsa się, czy Chiny zaatakują Tajwan w ciągu najbliższych lat, podczas gdy w Pekinie najprawdopodobniej o tej kwestii myśli się w kategorii dekad. Ogólnie rzecz biorąc, Xi Jinping mówi o tym, jak wyobraża sobie poziom rozwoju swego kraju w roku 2050, czyli prawdopodobnie po swym najdłuższym życiu, a nie już za rok czy dwa. O tej różnicy w podejściu do polityki zapewne rozmyśla się w trustach mózgów w Berlinie, Paryżu i Londynie (nie mówiąc o Tokio i Seulu) i tam zapewne są robione szczegółowe wyliczenia kosztów i pożytków przyłączenia się do tej nowej zimnej wojny. W tych stolicach myśli się w kategoriach interesu narodowego i podejmuje decyzje, które w danym momencie wydają się najlepiej go wspierać. Czy się nam to podoba, czy nie, w tych decyzjach uczucia nie odgrywają najmniejszej roli. Tam wszystkie „małżeństwa” to są małżeństwa z rozsądku, a nie z afektu. Widać to dobrze na podstawie zachowania przywódców tych krajów. Owszem, oni chętnie deklarują chęć walki z Chinami, ale w dziedzinach, które wspierają ich interesy, a niekoniecznie amerykańskie. Także pomimo krytyki wielu decyzji podejmowanych przez rząd chiński, na przykład premier Kishida i kanclerz Scholz spotykają się z przewodniczącym Xi Jinpingiem. Zresztą to samo czyni prezydent Biden, jeśli ma ku temu okazję. W światowej polityce imponderabilia odgrywają niewielką rolę. Deglobalizacja W wyniku nowej zimnej wojny mamy do czynienia z procesem odwrotnym do globalizacji, rozdwajaniem się świata. Do niedawna mówiło się o rodzeniu się wielobiegunowego świata, ale w wyniku niepowodzeń rosyjskich w wojnie z Ukrainą o Moskwie jako jednym z biegunów światowej polityki już się nie wspomina. Jeśli już, to o Rosji raczej myśli się w kategoriach chińskiego wasala. Polityczny i do pewnego stopnia gospodarczy podział na blok amerykański i chiński niesie z sobą spore koszty. Zamiast światowego podziału pracy będziemy mieć do czynienia z duplikowaniem osiągnięć naukowych i technicznych, bo przepływ technologii pomiędzy blokami będzie hamowany. Podobny proces będzie mieć miejsce w przypadku łańcuchów dostaw. Stąd presje inflacyjne nie znikną wraz z zakończeniem wojny rosyjsko-ukraińskiej. W zakresie polityki międzynarodowej Polska jest i musi być częścią bloku amerykańskiego. Sojusz z USA i członkostwo w NATO to są podstawy naszej niepodległości. Natomiast z gospodarczego punktu widzenia nowa zimna wojna może stanowić istotne wyzwanie. Jako kraj leżący na głównym szlaku kolejowym łączącym Chiny i najbardziej rozwinięte państwa UE możemy skorzystać z tranzytu towarów, a także stać się dogodnym miejscem dla chińskich inwestycji. Stąd deglobalizacja może ujemnie odbić się na szybkości wzrostu naszej gospodarki i stopy życiowej. Zasadnicze decyzje tyczące się stosunków ekonomicznych UE-Chiny nie będą zapadać nad Wisłą, więc ostateczny wpływ tego procesu na nasz kraj trudno jest w tej chwili przewidzieć. ODZACHODNICH IEST CAŁKOIITTAIV ZAKRESIE NAJBARDZIEJ ZAABAN P0LPRZEIV0DN1K01V 6 Czy Chiny są państwem imperialnym? Oczywiście, że tak. Prawdę mówiąc nigdy w swojej długiej historii Chiny nie widziały dla siebie innej roli. To jest już pewnego rodzaju mentalność. W Europie, z racji tego jak się potoczyła nasza historia, istniało zawsze przekonanie 0 mnogości teoretycznie równych sobie politycznych bytów. W starożytnej Grecji wszystkie poleis były sobie równe, choć czasami była to równość nosa 1 pięści. Niemniej w warunkach idealnych, np. w Olimpii, wszyscy byli sobie naprawdę równi. Istniała też średniowieczna Res Publica Christiana, gdzie Król Francji był równy malutkiemu „królikowi” Nawarry. Na Dale» łam Wschodzie nigdy tak nie było. Zawsze władca świata był jeden, a jeśli pojawiał się drugi, np. w Japonii czy Wietnamie, to stawał się wrogiem, bo uniwersalny władca mógł być tylko jeden. Wykluczało to jakiekolwiek równoprawne stosunki ze światem zewnętrznymibyło przyczyną licznych kłopotów Chin w epoce nowożytnej, kiedy okazało się, że są inni silniejsi władcy. Uważano to jednak za stan przejściowy. Podobnie rozumują Rosjanie. Zawsze są potężni, tylko czasami trafiają się - nie wiedzieć dlaczego - przejściowe okresy smuty. W końcu jednak wychodzą z tego silniejsi i odbudują się -zwykle w większych granicach. Czy można mówić o tożsamości imperialnej wspólnej dla państw azjatyckich mających aspiracje mocarstwowe? Że ona jest ważniejsza niż narodowy genotyp? Tak, choć Chiny mają swoiste rozdwojenie jaźni. Pielęgnują sen, że są wielkim imperium, ich obecna propaganda non stop o tym przypomina. Jeśli w czasach Mao mówiono np. o rządach Mandżurów, że byli to wściekli barbarzyńcy równi zwierzętom, to obecna wykładnia jest taka, że Mandżurowie, którzy zbudowali imperium z centrum w Chinach, to jedna z gałęzi wielkiego chińskiego narodu. Z drugiej strony podkreśla się cierpienia Chin zadawane im przez świat zewnętrzny. Nie należy mówić więc, że dziewiętnastowieczne wtargnięcie Brytyjczyków, którzy sprzedawali opium i Chińczyków upokarzali, było zderzeniem między dwoma imperiami pretendującymi do bycia silniejszymi; co oznacza, że nie była to walka sprawiedliwa z żadnej strony. Chińczycy, czyli Biuro Polityczne partii, w Pekinie, lubią kreować się na rzecznika wykorzystywanej przez Zachód większości -tych biedniejszych kilku miliardów ludzi, Afrykanów, Azjatów czy Latynosów. Jak Putin zresztą. Z drugiej jednak strony - również jak Putin -chcą odzyskać swój dawny imperialny status. • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 10.03.2023 Nie tylkochyba chcą, alekon-sekwentnie to robią. Czy kiedyś, gdzieś się zatrzymają? Czy zdołają skolonizować cały nasz świat? Jesteśmy dosyć bezradni wobec tzw. długiego trwania, perspektywy bliskiej chińskiemu pojmowaniu czasu. Jest sławna wypowiedź Zhou Enlaia (I premier ChRL, zmarł w1976 r. -red.), którego pytano o Rewolucję Francuską: on odpowiedział, że jest jeszcze za wcześnie, żeby określić konsekwencje tego wydarzenia. Wypowiedź jest prawdopodobnie apokryfem, natomiast prawdziwe jest to, co trochę wcześniej powiedział minister spraw zagranicznych Song Ziwen po narzuceniu przez Stalina po Jałcie niekorzystnych dla Chin układów. Song stwierdził, że Chiny wystawią za to rachunek przy najbliższej sposobności w ciągu najbliższych500lat. Wcale nie żartował. Dzisiaj, gdy czas - jak wszyscy są przekonani-biegnie znacznie szybciej niż wtedy, prognozowanie na tyle lat do przodu właściwie już nikogo nie obchodzi. Od czasów, które już obaj pamiętamy, czyli od czasów Deng Xiaopinga, mówiono o skupieniu się Chin na rozwoju gospodarczym i wyjściu z niebywałego zacofania. Obowiązywała strategia, jak powiedział towarzysz Deng, „pochylonej głowy”. Nie trzeba rozpychać się łokciami, szczerzyć zębów, robić groźnych min. Należy zająć się sobą i skupiać siły. Dzisiaj towarzysz Xi Jinping, następca Denga i Мао, lubiący nawiązywać raczej do Мао, mówi już, „głowa do góry”, że nadszedł ten czas, kiedy musimy rządzić. Czy stanie się tak w stuleci e Chińskiej RepublikiLudowej? To już nie za 500, ale ledwie 26 lat. Tak, ale w2049roku Xi będzie miał już 96-7 lat. Czy zamierza dożyć tego wieku? W jego zasięgu jest na pewno rok2027. W1927 powstała Chińska Armia Czerwona, obecnie nazywana Chińską Armią Ludowo-Wyzwoleńczą. Byłoby więc idealnie uczcić tę rocznicę czymś więcej niż sloganami w rodzaju „Nowego Jedwabnego Szlaku”, „wielkiego odrodzenia narodu chińskiego” i „chińskiego marzenia” (oczywista kalka American Dream). Tym czymś więcej mógłby być powrót Tajwanu do macierzy, a potem może i „zjednoczenie narodu mongolskiego”, czyli zabór Mongolii. Bo Mongolia to wielki i pusty niemal kraj, a w Chinach trochę ciasno. Większość Mongołów żyje po chińskiej stronie granicy w Mongolii Wewnętrznej. Są już mocno schińszczeni i w dodatku są tam w mniejszości. Być może Pekin chciałby kupić - To nie Waszyngton z Unią Europejską tylko właśnie Chiny odpowiadają za zdegradowanie Rosji do rangi mocarstwa drugorzędnego - mówi prof. Jakub Polit, historyk z Uniwersytetu Jagiellońskiego Marcin Mamoń Prof. Polit: Dziś Xi Jinping mówi „głowa do góry", nadszedł czas, kiedy musimy rządzić PROF. POLIT: CHINY NIE CHCĄ KLĘSKI ANI ROZPADU ROSJI ostatnich władców mongolskich (tak jak i przywódców tajwańskich) jakimiś synekurami, obdarowując ich jakimiś szumnymi tytułami, zachowując dla nich honory godne głowom państw, czy inne dekoracyjne, choć suto opłacane stanowiska na szczytach władz w Pekinie. Na razie w Mongolii nie widać nikogo zainteresowanego takim planem. Pytanie, czy są już tacy ludzie w Pekinie? Tajwan więc. Połknięcie Tajwanu to na pewno byłoby coś, czymmożna byłoby się zapisać w historii. To jest realne? Teraz czywper-spektywie wspomnianych już 500 lat? Tego nikt nie wie. Nawet gdybyśmy mieli pisemne dowody, że kierownictwo w Pekinie ma taki plan, to pytanie, czy jest on wykonalny? Gdyby dzisiaj -w marcu 2023 r. - podjęto decyzję o inwazji na wyspę, to być może Tajwan, nawet bez pomocy Waszyngtonu i Tokio, miałby pewne szanse potopić przyszłych zdobywców w morzu. Ale jutro nie będzie już to możliwe. W jednym aspekcie związanym z Tajwanem czas pracuje jednak na niekorzyść Chin. Młode pokolenie Tajwań-czyków w większości nie uważa się już za Chińczyków, lecz obywateli odrębnego państwa. Nie zapominajmy, że nie tylko Ludowe Chiny nie uznają Tajwanu. Formalnie nie czyni tego sam rząd w Tajpej. Terytorium, nad którym ma jurysdykcję, zwie się wdąż Republiką Chińską. Tajpej nie ogłosi więc niepodległośd jako Republika Tajwanu, bo byłoby to swego rodzaju zapraszaniem Pekinu do inwazji. Jeśli Tajwańczycy nie chcą być Chińczykami, to do jakiej odwołują się tożsamośd, tradycji? Mniej więcej takiej, jak Amerykanie wobec Anglików. Wiadomo, że kapitan George Washington uważał się za wiernego poddanego króla brytyjskiego, wałcząc w jego imieniu z Francuzami i Indianami. Przestał nim być, gdy został pierwszym prezydentem Stanów Zjednoczonych. Na Tajwanie sporo się zmieniło. Nie chodzi 0 sam poziom żyda, bo pod tym względem kontynent powoli dogania wyspę. Na Tajwanie panują stosunki o wiele bardziej egalitarne, nie ma aż takiej przepaśd między bardzo bogatymi a bardzo biednymi jak po drugiej strony deśniny. Inny jest system polityczny, sposób rządzenia. To, co „kontynentalni” traktują za normalne, byłoby już nie do zniesienia dla Taj wańczyków. Wyspiarze są przyzwyczajeni do swojej odrębnośd, a wszelkie zakłęda w Pekinie, obietnice szerokiej autonomii, zachowania szczątkowej armii itd. nikogo na wyspie raczej nie przekonają. Szczególnie teraz, po tym, co stało się z Hongkongiem. To zresztą zabawne, że tego rodzaju obietnice i prawa Chiny chcą gwarantować ludziom uważanym za rodaków, a w żadnym wypadku Tybetańczykom czy Ujgurom, których od Chińczyków różni niemal wszystko. Czy wojna rosyjsko-ukraińska 1 de facto ckhe wsparcie okazywane Moskwie pizez Pekin nie spowoduje wyraźnego odwrócenia się od Chin nie tylko USA - tam oczywiśde powodówjest więcej -aleteż całego Zachodu? Prezydent elekt Czech Petro Pavel, gdy tylko został wybrany, pierwszy telefon wykonał do Kijowa, adrugi do Taj-pej. Zastanawiano się, dlaczego to zrobił. Wedle niektórych wynikało to z niedoświadczenia na niwie polityki zagranicznej, co oczywiśde nie jest zgodne z prawdą. Może stali za tym Amerykanie? Pamiętamy nie tak dawną i bardzo zagadkową wizytę Nancy Pelosi w Tajpej. Dlaczego persona tej rangi, mniejsza ojej format intelektualny, ale formalnie jedna z pierwszych po prezydencie, trafiła na wyspę, gdzie jej obecność musiała prowokować Pekin? Być może znów to było takie ukłucie szpilką, sondowanie, czy i jak zareaguje reżim ChRL. Pewne jest, że obecnej wojny rosyjsko-ukraińskiej, a już na pewno jej przebiegu, władze w Pekinie nie miały raczej w planie. I w tej wojnie nie chodzi o wymianę dosów między Chinami aUSA? Nie. Z całą pewnośdą nie. Moskwa musiała konsultować się z Pekinem przed podjędem działań militarnych na Ukrainie. To zresztą pokazuje, kto w tym tandemie j est górą, bo nie można było zaskoczyć Chińczyków tego rodzaju operacją. Natomiast z całą pewnośdą Pekin był przekonany, jak niemal wszyscy, że wojna będzie krótka i zakończy się upokorzeniem Ukrainy. Pekin by na tym zyskał, a i jego protegowani w Moskwie coś ugrali. Wszystko jednak poszło nie tak. Pamiętamy, że za prezydentury Clintona, obydwu Bushów, zwłaszcza młodszego, a potem Trampa wydawało się, że dla USA groźniejszym przeciwnikiem są Chiny, nie Rosja. Konsekwentnie więc chciano pozyskać Moskwę przeciwko Chińczykom i wbić klin pomiędzy te państwa. Teraz wydaje się jasne, że Rosja jest klientem Pekinu, a w takim razie osłabienie Rosji oznacza też osłabienie Chin. Rosja jest dziś zapleczem surowcowym swojego południowego sąsiada. I jeszcze jedna sprawa, do której wracam z uporem maniaka. Może fascynująca bardziej dla psychologa czy psychiatry, a nie historyka. Z Rosjan zawsze robiono mistrzów Realpolitik, którzy potrafią na zimno rozumować, w kategoriach: kto kogo, zyski i straty itd. Tymczasem to nie Waszyngton z Unią Europejską, tylko właśnie Chiny odpowiadają za zdegradowanie Rosji do rangi mocarstwa drugorzędnego. A cała wściekłość i emocje ze strony Moskwy kierowane są pod adresem Zachodu. Co jest tego powodem? Jakto się Chinom udało? Dlatego że w Pekinie nie świętowano upadku ZSRS, a lokatorom na Kremlu nie prawiono kazań z powodu praw człowieka, ekologii albo zatruwania rzek syberyjskich. Jeszcze jeden przykład. Wszyscy autorzy podręczników do geopolityki, łącznie z legendarnym chińskim Sun Zi, którego Mao, jak się chwalił, podobno w żydu nie przeczytał, przekonują, że jeśli ma się dwóch sąsiadów -silniejszego i słabszego, to trzeba popierać słabszego przeciwko silniejszemu. Tak robili Anglicy, kiedy wspierali Prusa-kówprzedw Francuzom, póki d pierwsi byli słabsi, a gdy to się zmieniło, odwrócili sojusze. Jednoznacznie z tego wynika, że Rosja powinna popierać Japonię przedwko Chinom. A jest przecież - co doskonale widzimy - dokładnie odwrotnie. Czyli nie zawsze działania wpolityce zagranicznej da się wytłumaczyć używając rozumu i logiki. Trzeba czasem sięgnąć do indywidualnych doświadczeń przywódców, do ich kagiebowsłdej przeszłośd, do ideologii równie strasznych, co wyśmiewanych. Co w obecnej sytuacji jest dla Chin lepszym scenariuszem? Klęska wojenna i rozpad Rosji na wiele niemających dostępu do morza państw, które mogą paść łatwym łupem Chin, czy utrzymanie status quo? I ja mam to wiedzieć? Słyszymy: „wyjśdem dla Chin”. Co tu rozumiemy przez „Chiny”? Icotojest? To jest dwudziestu para ludzi, którzy siedzą w Biurze Politycznym w Pekinie. A może tylko siedmiu ze Stałego Komitetu Głos Dziennik Pomorza Piątek, 10.03.2023 Biura. Nie są już tacy młodzi, a chcieliby jeszcze czymś się wykazać i nie mieć przy tym kłopotów. Dlatego oni chcą, żeby ta wojna jak najszybciej się skończyła. Plan pokojowy, który zaproponowali, jest tak ogólnikowy, że wydaje się raczej śmiechu warty. Ma jednak zasygnalizować, że Chiny chcą dobrze i że - co nie mniej ważne - są mocarstwem, bo planów pokojowych nie wysuwa byle kto. Chinom nie zależy na klęsce Rosji. Zostałaby ona uznana za triumf Zachodu, a przede wszystkim Stanów Zjednoczonych. Triumf Amerykanów nie jest tym samym, co klęska Chin, jednak przez znaczną część opinii publicznej zostałby tak przyjęty. Także przez Japończyków, którzy by się uśmiechali od ucha do ucha. Chiny nie chcą też rozpadu Rosji, bo ta, póki co, jest sojusznikiem Chin, nieformalnym co prawda, bo niezapisanym w żadnym traktacie. Owszem, gdyby do rozpadu Rosji doszło, to masa upadłościowa na Dalekim Wschodzie musiałaby wpaść w ręce chińskie. Ale co z tego, skoro i tak w Pekinie wierzą, że wcześniej czy później - może wcześniej niż te magiczne 500lat - cały ten obszar będzie ich, choćby dlatego że poza linią kolei transsyberyjskiej na wschód od Olekmy nie ma ani jednej linii kolejowej. Ziem tych bronić z Moskwy można tylko przy pomocy uderzeń jądrowych, czyli de facto niemożna. Gdzie przebiega w takim razie linia frontu między Stanami Zjednoczonymi a Chinami? Nie będę specjalnie oryginalny. Problem polega na tym, że istnieje kraj, który chce przejąć od Stanów Zjednoczonych pozycję nieformalnego przywódcy świata. Chiny są rzeczywiście swego rodzaju anty-Ameryką także z tego powodu, że - inaczej niż ZSRS - odnoszą sukcesy gospodarcze. Co prawda zapomina się, że i Rzesza Niemiecka odnosiła takie sukcesy, czyli ustrój totalitarny wcale nie musi się okazać niesprawny. Chiny, przynajmniej w swym mniemaniu, ukazują że „demokracja inaczej”, czyli po prostu dyktatura daje nie mniejsze atuty niż demokracja. Sukcesy Chin na arenie międzynarodowej, zdetronizowanie Europy, a potem Japonii, są więc zagrożeniem dla amery-kańskiej soft power. Ciekawe, że oba kraje nie mają ze sobą żadnych w zasadzie konfliktów terytorialnych. Samuel Huntington w swoim znanym, choć nieczytanym dziele „O zderzeniu cywilizacji” prorokował, że w 2010 roku dojdzie do wybuchu wojny amerykańsko-chińskiej. Tak się nie stało, bo globalne powiązania ekonomiczne ograniczają niebezpieczeństwo wybuchu takiego konfliktu. Tyle że np. przed I wojną światową wspólnota in- teresów gospodarczych między Anglią a Niemcami była tak duża, że wojna między nimi nie mieściła się nikomu w głowie. Było wiadomo przecież, że zrujnuje obie strony. Tak też się stało. Dlaczego Amerykanie w latach 40. XX w. stracili Chiny? Okazali się kupcami. Nie ulega wątpliwości, że był to największy błąd w historii Stanów Zjednoczonych, która liczy sobie już ćwierć tysiąca lat. Błąd ten zaważył fundamentalnie na rzeczywistości, w której żyjemy. Oczywiście, że tak. Stary znajomy z naszego dzieciństwa Stefan Kisielewski alias Kisiel zapytywał się w swoich diariuszach: dlaczego Amerykanie nie zamierzali się bić o Pekin, skoro biją się w tylekroć mniej ważnym Wietnamie. W 1945 r. jednym z głównych decydentów, może nawet ważniejszym od samego prezydenta Tramana, był generał George Marshall, szef sztabu podczas n wojny światowej. A pamiętajmy, że Truman został prezydentem poniekąd z przypadku, nie był wiceprezydentem w czasie poprzednich 3 kadencji Roosevelta, a gdy w końcu nim został, to czuł się w Białym Domu zupełnie osamotniony. Marshall podczas n wojny światowej był zwolennikiem strategii Europe First, co tłumaczono złośliwie jako strategię uprzywilejowania Europy i lekceważenia Azji. Zanim został sekretarzem stanu był w latach 1945-1947tzw. mediatorem w Chinach. Za cel stawiał sobie przekonanie rodaków, zwłaszcza tych w Kongresie, że antykomunistycznych Chin wspierać nie warto, ponieważ wobec rozpoczynającej się Zimnej Wojny wszystkie siły należy skoncentrować na Europie. Chciał więc przekonać decydentów i opinię publiczną, że chiński reżim Czang Kaj-szeka, pierwszy sojusznik Stanów Zjednoczonych w ostatniej wojnie, jest skorumpowany, złośliwy i niedemokratyczny. Ergo: amerykańskiej pomocy niegodny. Były to oczywiście oskarżenia zastępcze, tym bardziej że już wcześniej USA wpierały ze wszystkich sił niedemokratyczne państwo Stalina - alianta w wojnie z hitlerowskimi Niemcami. Niestety, nikt nie zdawał sobie sprawy, co będzie rezultatem klęski Czang Kaj-szeka. W ogóle nie zakładano totalnego zwycięstwa komunistów. Sądzono raczej, że Chiny przekształcą się w no man’s land w rodzaju dzisiejszej Somalii czy Afganistanu, że przez dekady bić się tam będzie wielu graczy i być może kiedyś do spraw chińskich się wróci. Tymczasem na miejscu Czang Kaj-szeka wyrósłtotalitamy kolos. Z dzisiejszej perspektywy wydaje się jasne, że uratowanie Chin niekomunistycznych wymagało stosunkowo niewielkich amerykańskich nakładów, porównywalnych z tymi, które wpompowano do Grecji lub Turcji. Błąd ten był tym gorszy, że potem nie wymyślono żadnego sposobu jego naprawy. Nie było żadnego planu „B”. Zamierzano czekać - to cytat z dokumentu - aż pył opadnie. Trwało to aż do czasów Nixona, czyli prawie 25 lat. W jakim stopniu pomogli w tym sowieccy agend? Czy hipoteza, że ten scenariusz powstał w Moskwie jest upraw-niona? To nie jest hipoteza. Takie są fakty. Nigdy w dziejach świata, żadnemu mocarstwu nie udało się wprowadzić do rządu sąsiedniego mocarstwa tak wysoko postawionych agentów. To już nie byli typowi agenci informacyjni, którzy przechwytywali jakieś dokumenty. To byli agenci wpływu - ludzie, którzy współkształtowali kluczowe decyzje podejmowane w Białym Domu. Dzisiaj, kiedy znamy rezultaty śledztwa - tzw. operacji Venona - nie ma najmniejszych wątpliwości, że tacy ludzie, jak doradca prezydenta Roosevelta i późniejszy pierwszy tymczasowy sekretarz Organizacji Narodów Zjednoczonych Alger Hiss czy Harry Dexter White pseudonim „jurist” (z ros. prawnik - red.), podsekretarz skarbu w administracji Roosevelta, byli opłacanymi sowieckimi agentami. To oni i im podobni zrujnowali stosunki między Chinami Czang Kaj-szeka a Stanami Zjednoczonymi. Kiepską jest dla nas pociechą, że choć było fatalnie, to mogło być jeszcze gorzej. Przed Trumanem wiceprezydentem Roosevelta był Harry Wallace, który na skutek złego stanu zdrowia swego pryncy-pała nieraz musiał się zastanawiać, co będzie, jeśli zostanie prezydentem. Wspominał potem, że miał wykrystalizowane plany. Zamierzał mianować Hissa sekretarzem stanu, a White’a ministrem skarbu. W ten sposób po raz pierwszy powstałby rząd Stanów Zjednoczonych złożony wyłącznie z agentów lub ludzi przez agentów mianowanych. Coś podobnego nie marzyło się nawet Stalinowi. Do takiej apokalipsy na szczęście nie doszło. Acoz chińską gospodarką? To pytanie bardziej doekonomi-sty niż do historyka, ale czy zdaniem historyka od Dalekiego Wschodu będzie się ona rozwijać w nieskończoność? Czy też cała ta chińska bańka inwestycyjna zwyczajnie pęknie? Żaden kraj na ś wiecie nie może utrzymywać w nieskończoność dwucyfrowego tempa rozwoju gospodarczego. Chinom na razie to się udaje, bo miały niezmiernie niski punkt startu. Było skąd się podnosić i dokąd prostować. Nie mówiąc PULS • już o tym, że wyzwolono niesłychaną kreatywność bardzo zdolnego narodu, którego umiejętności komuniści zamknęli niczym dżina w butelce. Problem jest inny. Pewna część tego wszystkiego to produkcja bubli w wielkich zakładach państwowych. One tylko w ograniczony sposób mogą być konkurencyjne albo wcale konkurencyjne nie są. Dalej: nie zapominajmy, że część tych danych możebyć nieprecyzyjna czy po prostu zmyślona. Tempo oczywiście jest imponujące. Chiny są największym graczem w historii ludzkości. Potęga Chin za czasów dynastii Han, tj. w czasach Cesarstwa Rzymskiego albo w czasach dynastii Tang, czyli w czasach Karola Wielkiego, mogła oddziaływać na kraje sąsiednie, ale nie mogła być potęgą w skali prawdziwie globalnej. Rzymianie niemal nic o niej nie wiedzieli, tak jak i Chińczycy prawie nie wiedzieli o Rzymianach. Teraz jest inaczej, ale w nieskończoność trwać to nie może. Jest jeszcze coś, co łączy się z naszym poprzednim pytaniem o ekspansywną politykę zagraniczną. Przecież może zaistnieć pokusa, żeby „podnieść głowę”, inwestując owoce tego całego boomu w zbrojenia. Mówi się, że komuniści w Chinach coraz mniej wierzą w swoją doktrynę i są to rządy czysto mafijne. Na szczęście, jak dowodzą studia nad rodziną Corleone, mafia niechętnie idzie na wojnę, bo to przeszkadza robić interesy. A przestępca nie chce na ogół ginąć za sprawę. Woli żyć. Woli by ginęli inni. Żeby się rzucić w taką awanturę, to trzeba ideologów, jak Adolfa Hitlera. Czy w Zhongnanhai - dawnej dzielnicy cesarskiej w Pekinie -narodzili się tacy szaleni ideolodzy? Ja ich nie widzę. Xi Jinping aż taki nie jest. Owszem, wygląda na to, że po ostatnim zjeź-dzie partii pozycja przewodniczącego wzmocniła się jeszcze. Miał chwilę zachwiania podczas epidemii, kiedy wydawało się, że drastyczne środki, które wprowadził, mogą spowodować zdenerwowanie na szczytach władzy. Wygląda jednak na to, że jeszcze sobie porządzi. Poczekamy do 2027 roku, kiedy będzie miał rocznicę powstania Armii Ludowo-Wyzwoleńczej. Wszystko na to wskazuje, że przeżyje Purina, swojego niemal rówieśnika. A jaka jest ta ogromna armia? Czy Chińczycy to wartościowi żołnierze? Jest kogo siębać? Myśmy nie widzieli armii chińskiej w akcji w zasadzie w ogóle od roku 1979, od wojny z Wietnamem. To była kompromitacja. Mówiono, że Deng zrobił to umyślnie, także dlatego żeby dać w twarz maoistowskim zwolennikom hasła: „Nie matura, lecz chęć szczera, zrobi z ciebie oficera”. 7 Minęło wiele latimieli trochę czasuipieniędzy, by to zmienić. Trudno powiedzieć coś o tej armii oprócz tego, że jest faszerowana nowoczesnym sprzętem. Testu jeszcze nie było. W XIX wieku po bitwie pod Waterloo przez lat ponad 50 nigdzie nie występowała wboju armia praska. Jej możliwości były zagadką. Okazała się aż za dobra, bo stworzono w niej podstawy nowoczesnego szkolenia woj -skowego, nowoczesny sztab generalny, pobór. Taki system mieli wówczas tylko Prusacy. A Chiny? Jaka jest, skądinąd duża, chińska flota wojenna? Bez niej Chiny nie są niebezpieczne dla Stanów Zjednoczonych i Japonii. Armia lądowa -nawet bardzo zła - wystarczy natomiast przeciwko Rosji. Tajwan to jeszcze coś innego. Chiny z Tajwanem i Wyspami Peskadorsłdmi to mocarstwo oceaniczne wyciągające ręce przez Ocean Spokojny. Bez tego Chiny z niedaleką, wrogą Japonią są mocarstwem blokowanym, przybrzeżnym, które może pożyczać od Rosjan lotniskowce, ażeby budować swoje -obecnie mają już chyba dwa, ale naprawdę mogą operować jedynie na wybrzeżu. Pamiętajmy, że w XX wieku i XIX Chińczycy nie uchodzili za wielldch, groźnych żołnierzy i wojowników. Ale podobnie postrzegano Wietnamczyków, zanim zaczęli walczyć z Fran-cuzami. A znowu Niemcy przed Wielkim Fryderykiem mieli opinię rozlazłych i tchórzliwych; dopiero kami i zdyscyplinowani hugenoccy wygnańcy z Francji zaszczepili im podobno tzw. ducha pruskiego. W trzecim świede są dzisiaj dwa stałe elementy: Chiński biznesirosyjscy najemnicy; Wagnerowcy i inni. Ameryki tam właściwie nie ma. Są mile widziani właśnie dlatego, że nie prawią tych kazań 0 prawach człowieka czy ekologii. Z drugiej strony miejscowi, zwłaszcza w Afryce, mają często dość Chińczyków także dlatego, że oni lubią przywozić nie tylko swoich menedżerów, ale 1 robotników. Podobno też traktowanie czarnoskórych studentów w Chinach pozostawia - eufemicznie mówiąc - wiele do życzenia. Miałem kiedyś studenta z jednego z krajów Azji Centralnej. Pamiętam, że spotkałem go jeszcze na początku epidemii i zapytałem, co w jego kraju myślą o Chińczykach. Odpowiedział... no, chyba nie wypada przytaczać, co odpowiedział. Czy Chin, tak jak Rosji, nie lubią wszyscy sąsiedzi? Hegemona się nie lubi. U nas Chińczycy mogli być kiedyś łubiani, bo raz, nikt się nie spodziewał ich przybycia, a dwa, jeśliby mieli przybyć, to musieliby przejść przez Związek Radziecki. Teraz mamy inne czasy. 8 • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 10.03.2023 PROF. ANDRZEJ NOWAK: NIE MAM OCHOTY BYĆ CZĘŚCIĄ SCENARIUSZA WŁADIMIRA WŁADIMIROWICZA Wizyta prezydenta Bidena w Warszawie ma ogromne, naprawdę historyczne znaczenie. Centrum polityki bezpieczeństwa Zachodu - tak można to powiedzieć - przeniosło się na pewno z Berlina i Paryża w stronę Trójmorza, którego z kolei bezdyskusyjnym centrum jest Polska - mówi prof. Andrzej Nowak Marcin Mamoń Rok temu, kiedy obudziły mnie syreny w Kijowie, ulice były puste, w sklepach nerwowo wykupywano wszystko, a ulice wyjazdowe z miasta były zupełnie zakorkowane. Było jasne, że wszystko się zmieniło w jednej chwili, ale dzisiaj zdajemy się do tej wojny przyzwyczajać. O to właśnie, chodzi Putinowi, żebyśmy się pogodzili z tym, że wojna jest naturalnym żywiołem, w którym wygrywa silniej -szy, bardziej zdeterminowany -ten, który umie wykorzystać słabe punkty u przeciwnika, a naszym słabym punktem w opinii Putina czy rosyjskich elit jestto, że gorzej znosimy wojnę i dlatego spychamy ją na dalszy plan naszego myślenia. Staramy się funkcjonować jakby niewiele się działo, a to, że codziennie ginie kilkaset, czasem parę tysięcy osób, jest czymś, co możemy zignorować, bo przecież bezpośrednio nas to nie dotyczy. Psychologicznie wydaje się to zrozumiałe, bo nie na nasze miasta spadają rosyjskie bomby. Tak jednak działa ta część psychologiczna operacji specjalnej jak to ujmuje Putin. Jesteśmy częścią tej operacji i co dla mnie oczywiste, zaplanowaną częścią. Dotyczy to zarówno obywateli w krajach sąsiadujących z agresorem rosyjskim, ludzi na Zachodzie, ale i samych Ukraińców. Sądzę, że także na Ukrainie Putin liczy na przyzwyczajenie do wojny i jednocześnie znużenie nią. Oczywiście tam tysiące ludzi, a raczej tysiące rodzin, dziesiątki, setki tysięcy rodzin cierpią najdosłowniej, bo stracili bliskich, bo ich najbliżsi stali się kalekami, bo stracili dorobek żyda i w związku z tym ta wojnajakby wywiera presję, aby jednak ją jakoś przerwać. Bo lepiej, gdy wojny nie ma niż kiedy ona trwa. Każdy się ztym zgodzi. Tak. Pogódźmy się z tym wkońcu, żeby było normalnie. No trudno. Kiedyś trzeba przestać i zacząć rozmawiać z tym Putinem, od którego się nie uwolnimy prawda? Musimy więc mu oddać co trzeba i wtedy wróci myśl, na którą, nie mam wątpliwości, Putin bardzo liczy, że lepiej było nie zaczynać tej wojny. Ukraińcy pomyślą, że Zachód nie pomógł im skutecznie. Nie mówię, broń Boże, że Zachód nie pomaga Ukrainie. Nie chdałbym, żeby tak zabrzmiało, ale determinacja Putina jest jednak inna niż determinacja Zachodu, co oczywi-śde jest zrozumiałe w świetle systemu, w którym on jest wychowany i któremu służy. I tę jego determinację podzielają Rosjanie. Wojna jest dla nich koniecznością dziejową. Złem natomiast jest dla wszystkich innych - dla Ukraińców, Polaków, całego Zachodu. Nikt z nas jej nie chciał. I to właśnie może prowadzić do rozwiązania, na którym Putinowi zależy - długofalowo, że Ukraińcy po miesiącach, a może po latach dojdą do tego wniosku: tobyłbłąd, żeprzedwsta-wialiśmy się Rosji, bo wynikły stąd tylko derpienia, zniszczenia, a Zachód nas przed tym nie uchronił. W krajach sąsiednich pomyślą: jeśli wojna toczy się na Ukrainie, to niech tam się skończy, niech znajdą jakieś rozwiązanie. Putin weźmie coś dla siebie, a my będziemy mieli święty spokój choćby na kilka dobrych lat. AnaZachodzie? No niech ta wojna skończy się jak najszybdej no, bo ileż można być zdestabilizowaną na rynkach światowych. Trzeba zająć się jednak globalnym odeple-niem i takimi sprawami. Ijestto - powiedziałbym - przyzwyczajenie do wojny i jednocześnie chęć znużenia taką wojną codzienną, która w naszej wyobraźni nie wygląda tak dramatycznie jak na początku, kiedy byliśmy zszokowani i nasze zmysły, chodaż w sposób pośredni odbierały to jako szok, że nagle giną ludzie, spadają bomby, rakiety w środku Europy. Po roku tępieją zmysły i pojawia się ten efekt, o który pan pyta, na który liczy Putin. My musimy zrobić wszystko, żeby ten efekt nie zadziałał, żeby Zachód pomagał na tyle skutecznie, żeby Putinowi nie udało się wten sposób wygrać tej wojny. Czy tak należy odczytać sens ostatniej wizyty w Warszawie i Kijowie prezydenta Stanów Zjednoczonych? Żeby Zachód nie znuży ł się tą wojną? Przyjazd Bidena do Kijowa miał sens symboliczny. To jest sens gestu, który bardzo doceniam. Uważam, że czasem gesty miewają - nie zawsze mają -ogromne znaczenie i ten takie miał. Bo jak by to wyglądało, gdyby prezydent największego mocarstwa światowego wycofał się z popierania Ukrainy, nie tylko on sam, ale jego mocarstwo, pogodził się z tym, że ten kraj traci niepodległość, zostaje poddany rozbiorom, a jednocześnie osobiśde tam pojechał? On jednak był w tym miejscu, słyszał te syreny i rejterada tego rodzaju jak z Kabulu sprzed kilkunastu miesięcy staje się psychologicznie dużo trudniejsza nie tylko dla niego, ale i dla Stanów Zjednoczonych jako całości. W tym sensie to jest bardzo ważny gest wzmacniający - powiedziałbym - poczucie determinacji, że Stany Zjednoczone nie opuszczą Ukrainy w tej walce, w dającym się wyobrazić krótkim horyzoncie czasowym. Myślę, że rok, dwa to jest horyzont czasowy, w którym trudno jest sobie wyobrazić kompletną rejteradę Stanów Zjednoczonych z tego frontu. A Warszawa? Pojawiły się natychmiast opinie, że Warszawa abardziej Rzeszów były tylko dlatego, żeby prezydent USA mógł się przesiąść do pociągu jadącego do Kijowa. Wizyta w Warszawie ma ogromne, naprawdę historyczne znaczenie. Kiedy czytałem komentarze części prasy, zwłaszcza tej związanej z opozycją w Polsce, to po prostu uderzała mnie tak skrajna, tak niewiarygodna małostkowość, jakaś pogarda dla Polski jako państwa, interesu narodowego polskiego. Wszystko skupiało się na tym, żeby w gruncie rzeczy pomniejszyć znaczenie tej wizyty, sprowadzając ją do pytania, ileż naprawdę czasu poświęcił prezydent Biden sprawom praworządności w Polsce czy spotkaniu z premierem Tuskiem i co powiedział prezes Kaczyński. To tego rodzaju zejście nie do partem, ale poniżej partem powiedziałbym, do jakiejś piwnicy polityki partyjnej przy podkreślaniu jednocześnie jakby satysfakcji, że Biden potraktował rzekomo wizytę w Warszawie tylko jako przykrywkę, bo naprawdę chodziło o Kijów. Komentarze zachodnich mediów były jednak inne. O Polsce mówi się dzisiaj niemal codziennie w światowych mediach. Mówi się co znamienne dobize. Dlatego wystarczy przeczytać, dla porównania, komentarze prasy zachodnioeuropejskiej niemieckiej francuskiej, bo do kilku tytułów w tym zakresie po prostu mogłem sięgnąć. Tam ocena jest dużo bardziej - powiedziałbym - trafna i właściwa znaczenia tej wizyty. Centrum polityki bezpieczeństwa Zachodu - tak można to powiedzieć - przeniosło się na pewno z Berlinai Paryża w stronę Trójmorza, którego z kolei bezdyskusyjnym centrum jest Polska. Jesteśmy centrum Trójmorza a zarazem nowym centrum bezpieczeństwa Europy. I dzieje się to akurat w chwili, gdy tym centrum, czyli Polską rządzi Prawo i Sprawiedliwość, a prezydent Duda w tych ostatnich * kilkunastu miesiącach pokazał dyplomatyczną stronę polskiego znaczenia na arenie międzynarodowej wnajlepszy z możliwych sposobów. Wróćmy więc do Rzeszowa, bo przecież bez Rzeszowa obrona Ukrainy przed rosyjską agresją chyba nie byłaby w ogóle możliwa? To wszystko razem. Bo gdyby nie postawa Polski, to po trzech dniach Ukrainy by po prostu nie było i taka jest prawda. Oczywiście, że zasadnicze znaczenie miało to, co zrobili Amerykanie, ale bez Polski Amerykanie nic nie mogliby zrobić. Po prostu. Bez Rzeszowa, mówiąc krótko, tego symbolicznego lotniska w Rzeszowie i błyskawicznej decyzji rządu polskiego -zresztą ona nie była - co tu dużo mówić - podjęta 24 lutego tylko znacznie wcześniej - żeby pomagać Ukrainie przygotować się do tej wojny, bo przecież wiadomo, że te przygotowania do nowej gorącej fazy konfliktu trwały znacznie wcześniej i Polska brała w nich udział. Dlatego to, co jeszcze kilka lat temu traktowano jako fantazję - tę wizję Trójmorza i poważniejszego zaangażowania Stanów Zjednoczonych w tym regionie stało się bezdyskusyjnym faktem. Trudno nie doceniać tego faktu i tego, co jakby symbolicznie pieczętuje ten fakt, a więc wizyty Bidena. Nie tak ważne były więc jego słowa, choć akurat zostały wypowiedziane nadspodziewanie energicznie i kontrowały wystąpienie Putina z tego samego dnia, jak ważna była jego obecność w Warszawie. Biden mówił znacznie krócej, co przynajmniej w przekazach medialnych było widać, że mówi dozwykłychludzi,anieparth wojny jak Putin w Moskwie. Wystąpienie Bidena było znacznie lepsze, bo Putin mówił nie tylko strasznie rozwlekle, ale zupełnie nieciekawie. Nic nowego nie powiedział. To było żałosne po prostu. Na tym tle Biden wystąpił dużo bardziej energicznie. AJe jeszcze ważniejsze było to, co stało się następnego dnia w Warszawie, tzn. spotkanie Ósemki i potwierdzenie tego, że ten projekt umacniania naszej części Europy, która zawsze była traktowana jako ta gorsza Europa, obszar bez znaczenia i bez własnego głosu, obszar traktowany w sposób protekcjonalny przez zachodnio europejskich partnerów i jednocześnie uważany za naturalną strefę rosyjskiej dominacji przez Rosję, że to wszystko się zmienia. I to ma ogromne, najważniejsze znaczenie. Wystąpienie Putina rzeczywiście nie było pasjonujące, ale wiemy też, a Pan profesor jakiś rok temu mówił nam (w wywiadzie dla DP), że Putin wielokrotnie w przemówieniach do na-rodu czy świata jest szczery, wręcz mówi prawdę. Nie chodzi oprawdę fundamentalną, ale 0 to, jak widzi rzeczywistość 1 jakie ma plany. Głos Dziennik Pomorza Piątek, 10.03.2023 PULS • 9 Prof. Nowak: Wizyta w Warszawie ma ogromne, naprawdę historyczne znaczenie. Czy w tym ostatnim przemówieniu znalazł Pan coś podobnego? Wydaje mi się, że nic nowego w tym wystąpieniu nie było i to jest istotne. Putin swoje zasadniczo credo co do polityki zewnętrznej wygłosił w 1991 roku. Teraz akurat skończyłem książkę dla Wydawnictwa Literackiego, która o tym mówi. Chodzi o jego wywiady telewizyjne, których udzielał jako debiutujący wicemer Leningradu. Putin mówi wtedy, co jest dla niego najważniejsze. Najważniejsze jest odzyskanie wielkości państwaitego, coRosjamiała stracić po rozpadzie Związku Sowieckiego. Potem W 2005r., w słynnym przemówieniu przed rosyjskim połączonym zgromadzeniem federalnym tylko to powtórzył, nazywając rozpad Związku Sowieckiego największą katastrofą geopolityczną. W tym sensie rzeczywiście można powiedzieć, że Putin szczerze określa swoje cele. Teraz jasno postawił tezę, żerny nie zrezygnujemy z tej wojny, będziemy jąprowadzić do zwycięstwa, ile by to nie zajęło czasu i ile środków nie musielibyśmy zużyć. To niewątpliwie najważniejsza treść tego przemówienia, którą traktowałbym poważnie. Tojestpodkreślenieabsolutnej determinacji wtej walce. Sala, na której byli wszyscy najważniejsi politycy rosyjscy włącznie z ppułkownikiem RGB Cyrylem (Cyryl n Patriarcha Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej -red.), była znudzona trochę. Więcej tambyło znużenia niż prawdziwego entuzjazmu może dlatego, że zapowiada się na długotrwałą wojnę, anie błyskawiczne zwycięstwo. To właśnie oznacza, że jesteśmy w obliczu decydującej próby, w której okaże się, czy Zachód stać na równie zdeterminowaną odpowiedź, bo Putin nie zrezygnuje. O ile Putin mówił, że wojnę będzie prowadził do zwycięstwa, to Biden użyłsłów, że „USA będą pomagać Ukrainie tak długo, jak będzie trzeba”. Putin, więc wyobraża sobie zwycięstwo nad Europą. Ze słów Bidena trudno wyciągnąć jednoznaczny wniosek, że USA wyobrażają sobie pokonanie Rosji, mocarstwa atomowego przecież. Użyłpan bardzo ważnego określenia, że Putin wyobraża sobie zwycięstwo nad Europą, ale Europa nie wyobraża sobie zwycięstwa Purina nad sobą. To główny problem. Wielu polityków z Europy Zachodniej zakłada, że Putin może zająć Ukrainę, żetojestmożliwe. Być może nawet niemała część myśli o tym, że może dojść do jakiejś rewizji stref dominacji w całej Europie Wschodniej, bo nie wiadomo, co będzieztą Litwą, Łotwą, co z Polską ostatecznie, ale to - nie łudźmy się - nie jest takie ważne dla Paryża. Oni nie wyobrażają sobie tego, że Putin naprawdę myśli o całej Europie, o tym, że chodzi mu o kontrolę nad zachodnim cyplem Eu-roazji, żeby przetrwać w XXI wieku w konfrontacji, która go czeka z Chinamii szerzej z Azją. Ta wojna ma też to znaczenie, że może uświadomić politykom europejskim, do czego dąży Putin. Czy Putin naprawdę jest partnerem, z którym będzie można siąść z powrotem do stołu obrad, jak cały czas to podkreśla prezydent Macron, czy do czego dążyłapolitykanie-miecka i być może nadal dąży? Putin otwarcie, a za nim rosyjska propaganda powtarza, że jest to wojna z Zachodem, ale czy Zachód jest w stanie wygrać tę wojnę? Sądzę, że wygrana Zachodu daje się wyobrazić jako całkowicie realna w wypadku, kiedy Zachód nie zrezygnuje ze wspierania wszystkimi środkami Ukrainy wtej walce, dopóki oczywiście samej Ukrainie starczy sił, bo to przecież ostatecznieludzie walczą nafronde. Zachodnie wyśle samwojsk,bonieuzyskanato koniecznego w takiej sytuagi demokratycznego przyzwolenia społecznego. Alesprzętowa pomoc w pełnym zakresie, która pozwoli Ukrainie wytrzymać napór rosyjski i odrzudć wojska agresora na pozycjesprzed 2014 roku jest do wyobrażenia, zwłaszcza że gospodarka rosyj -ska jest kilkudziesiędokrotnie słabsza odgospodarki połączonego Zachodu. To nie jest więc tak, że Rosjabezkamie dla swojej gospodarki może wnieskoń-czoność prowadzić tę wojnę. Arosyjsld szantaż nuklearny? Pytanie czy tylko szantaż, czy coś więcej? To jest główna psychologiczna dźwignia, której Putin używa. Rozpoznając jednak w pełni sytuację trzeba zdać sobie sprawę z tego, że Rosja na pewno nie użyje tej broni. To jest wykluczone, ponieważ groziłoby to jej zagładą. Nie użyje, bo Rosja nigdy nie decydowała się na kroki ofensywne walce z silniejszym przedwniłdem a uży-de broni nuklearnej oznacza sprowokowanie silniejszego przedwnika. Rosja wie, że Zachód jest od niej dużo silniejszy także w sferze nuklearnej, a więc ten szantaż mógłby być tylko w takim momende brany pod uwagę, gdyby Zachód chdał przekroczyć granicę 1991 roku i zdecydować się na coś w rodzaju podboju Rosji. Dlatego, słusznie Biden powiedział w Warszawie: naszym celem nie jest podbój ani rozbiór Rosji. Rzeczywiście nie widać jakiegokolwiek dzisiaj zaangażowania Ameryki, jej pieniędzy ani na Kaukazie ani w innych regionach, których oderwanie się od centrum mogłoby zapoczątkować rozpad Federacji Rosyjskiej. Biden to powiedział z co naj -mniej jednego powodu, żeby w Rosji nie pojawiła się oto taka narracja, że bronimy się przed rozbiorem Rosji, bronimy naszych domów, do których chce wkroczyć złowrogi zachodni krzyżowiec Biden prowadząc swoich sługusów z Pol-skiiz innychkrajów. Tylko wtedy Putin mógłby przekonać swoje otoczenie i samych Rosjan, że warto popełnić zbiorowe samobójstwo i doprowadzić do wojny nuklearnej. Jak długo wojna toczy się poza terenami Federacji Rosyjskiej tak długo nie da się zmobilizować tego ostatniego zasobu psychologicznego, którym dysponuje Rosja -zasobu świętej wojny ojczyźnianej toczonej wtedy przez Rosjan rzeczywiście w obronie naprawdę własnych domów. Dlatego wydaje mi się, że strategia, którą wtej chwili realizuje Biden, Polska, Wielka Brytania, kraje współkształtujące tę politykę, tzn. strategia wspierania Ukrainy wwalce aż do wyrzucenia Rosjan, do zmuszenia ich wyjścia poza granice z 2014 r. jest słusznąi jest strategią, która może wygrać. Dlaczego? Dlatego że jeżeli Putin zostanie zmuszony do tego, by wycofać swoje wojska na granice z 2014 r. po raz pierwszy przegra, a on nigdy do tej pory nie przegrał. Zwróćmy na to uwagę. Dotąd zawsze wygrywał. Cokolwiek przedsięwziął, jakiej agresji by nie podjął, to zawsze uchodziło mu to bezkarnie i stawał się coraz większy w oczach swoich poddanych. Teraz zostałby zmuszony do uznania klęski, takiej mniej więcej, jaką poniósł car Mikołaj I w Wojnie Krymskiej w 1855 r. Mikołaj I zareagował na to własną śmiercią. Myślę, że dla Purina ten scenariusz jest także bardzo prawdopodobny. Czy byłaby to śmierć ze zgryzoty, jak wprzypadkuMikołajal, czy śmierć spowodowana pomocą sił trzecich, to jest zupełnie bez znaczenia, ale w każdym razie byłby to koniec Purina i nie tylko jego, bo on sam w sobie nie jest tutaj taki ważny. To byłby koniec polityki imperialnego rewanżyzmu rosyjskiego, która okazałaby się polityką nierealistyczną, nie przynoszącą żadnych zysków Rosji, polityką, która zostałaby raz na zawsze zablokowana. I to dopiero, być może, uruchomiłoby jakiś proces zmian w samej Rosji. Pan profesor wielokrotnie wskazywał jednak, że Rosja jest niezmienna, że wektory jej polityki - tej imperialnej są stałe, 2 bez względu czy rządzi nią car, bolszewicy czy liberałowie. Czy < pokonana Rosja rzeczywiście z będzie w stanie się zmienić? § Czy przeciwnie. Będzie dalej « taka, jaka była zawsze? 2 Można się zastanawiać nad tym, czy jest na to realny scenariusz - taki, który zapewnił, zagwarantował - można powiedzieć - realną zmianę polityki w Niemczech i Japonii po n wojnie światowej. Tym czynnikiem była okupacja całego kraju przez zwycięskie wojska. Wydaje mi się, że ten scenariusz jest po prostu nierealny i dlatego nie warto nawet o nim mówić. W takim razie to zwycięstwo, 0 którym już mówiliśmy jest -jak sądzę - jedynym scenariuszem możliwym do realizacji. 1 co się wtedy stanie z Rosją? Oczywiście dzisiaj tego nie wiemy. Natomiast możemy założyć, że siły Rosji w roku 2023 czy 2024, kiedy tego rodzaju scenariusz może się zrealizować będą wielokrotnie mniejsze od sił jej sąsiadów. To nie jest już połowa wieku XIX tylko dmgą -zacznie się za chwilę -ćwiartka wieku XXIiRosjabędziemiała dużo mniejsze możliwości wznowienia polityki rekonkwisty. Nawet jeśli będzie miała wdąż taką pokusę wewnętrzną, to zastopuje ją zwydęstwo Zachodu - z jednej strony, a z drugiej - to może jeszcze ważniejsze - zwydęstwo krajów, które chcą być niepodległe od Rosji. To byłaby istota tego zwydęstwa. Ukrainajest tu przedeż symbolem krajów, które nie chcą należeć do Rosji. Gdyby więc Ukrainie udało się obronić przy pomocy Zachodu, to oznaczałoby to oczywiśde wzmocnienie pozycji wszystkich sąsiadów Rosji. Towarzyszyłoby temu zapewne realne wzmocnienie obecności militarnej na tym terenie zarówno własnych sił wzmocnionych na wypadek kolejnej próby ze strony Rosji, jakteż obecnych w naszym regionie wojsk zjednoczonych. Wydaje się, że ostatnia wizyta prezydenta Bidena i deklaracja w sprawie bukareszteńskiej Ósemki i Inteimarium (Trójmorza) pokazuje, że szansa na to jest, i że możliwości rekon- kwisty Rosjina tym obszarze zostaną na wiele lat bardzo zredukowane. Do zera praktycznie rzecz biorąc, jeśli Rosję uda się odrzudć za granice z 2014 roku i utrwalić, przynajmniej na najbliższe lata obecność, zaangażowanie Stanów Zjednoczonych na wschodniej flance NATO. To pozwoli też moim zdaniem zmienić Rosję od środka. Pan Profesor naprawdę wierzy, że tak się stanie? Cóż, zawsze staram się w każdej wypowiedzi publicznej, jeśli jest ku temu okazja, szukać nadziei raczej niż snuć czarne proroctwa, bo te są na ogół efektowne, przydągająuwagę mediów, ale w grunde rzeczy służą temu, 0 co Putinowi chodzi, ajanie bardzo mam na to ochotę, żeby być częśdą scenariusza Władimira Madimirowicza. Ten mówi, że właśnie nadchodzi koniec świata i trzeba szukać nadziei wEschatonie, który ten koniec powstrzymuje tzn. we Władimirze Władimirowiczu. Że trzeba się pogodzić z tym, że on. musi jednak wygrać, że jego siły są ostatecznie większe od sił zgniłego Zachodu. To właśnie jest coś, przed czym się bronię 1 to jest jeden z powodów, dla których trzymam się tych bardziej optymistycznych scenariuszy chociaż wiem, żeoneniesą zagwarantowane. Po prostu róbmy, co do nas należy, a przyjdzie, co ma przyjść. Zgniłego Zachodu, „który nie wie ,co czyni” jak mówił 23 lutego tego roku wMoskwie prezydent Rosji,nawiązując do słów Chrystusa umierającego na krzyżu. Oczywiście, elementy krytyki Zachodu pojawiające się w wypowiedziach Purina bardzo często są dlatego i przynoszą -powiedziałbym - pewne poparcie w niektórych kręgach społeczeństw zachodnich, że są trafne, że kryzys Zachodu pod wieloma względami jest faktem. Najkrócej odpowiedzią na to może być albo pogodzenie się z tym, że to już koniec Zachodu albo obroniwszy się przed tym bezpośrednim, militarnym zagrożeniem, które ów kryzys usiłuje wykorzystać, zagrożeniem, które idzie ze wschodu, walczyć dalej o duszę Zachodu, walczyć o tożsamość cywilizacyjną - tej cywilizacji do której należymy. Do innej należeć nie możemy. NASZ ROZMÓWCA Prof. Andrzej Nowak polski historyk, pisarz, publicysta, so-wietolog, profesor nauk humanistycznych, nauczyciel akademicki Uniwersytetu Jagiellońskiego 10 • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 10.03.2023 OSCAROWY STAN PODGORĄCZKOWY Z niedzieli na poniedziałek pozna my zwycięzców tegorocznych, 95. Oscarów. Pamiętajmy, że to wydarzenie to nie tylko filmy, ale też jedyne w swoim rodzaju targowisko próżności Mariusz Grabowski Jeśli wierzyć medialnym doniesieniom, przygotowania do Gali w Dolby® Theatre w Los Angeles zapięte są już na ostatni guzik. Wydarzenie zacznie się o godz. 20 czasu lokalnego, poprowadzi je popularny dziennikarz, aktor i komik Jimmy Kimmel, zaś transmitowane będzie tradycyjnie przez stację ABC. Przekaz będzie dostępny w 200 państwach na całym świecie, w tym również w Polsce. Znów Jimmy Kimmel Co ważne, organizatorzy tegorocznej Gali zapowiedzieli, że tym razem widzowie będą mogli śledzić wręczenie nagród we wszystkich 23 kategoriach. To skutek m.in. protestów techników pracujących przy uroczystości - w poprzednich latach próbowano skrócić transmisję i część nagród wręczyć podczas przerw reklamowych. Ostatecznie uznano, że talde rozwiązanie jest „nieeleganckie i nieuczciwe” w stosunku do twórców, którzy w ten sposób byli pominięci. Jimmy Kimmel, który poprowadzi konferansjerkę już po raz trzeci, znany jest z ciętego dowcipu i z tego, że - jak złośliwie pisze „The Hollywood Reporter” - może „uatrakcyjnić każdą imprezę”. To przytyk do wydarzenia sprzed kilku lat, gdy był bohaterem największej wpadki w historii Oscarowych gal. Ogłosił ze sceny, że w kategorii „najlepszy film” wygrał „La La Land”, podczas gdy w istocie zwycięstwo należało do „Moonlight”. Przy prostowaniu werdyktu doszło wówczas do niezłego zamieszania. Ale choć blamaż był wielki, Kimmelowi to nie zaszkodziło. Co więcej, w swoich kabaretowych występach wciąż nawiązuje do tamtej wpadki twierdząc, że padł ofiarą „hollywoodzkiej kliki” za to, że w dzieciństwie był ministrantem. Wielu komentatorów doszukuje się więc w ponownym wystawieniu go do prowadzenia imprezy próby zdyskontowania jego popularności. W Fabryce Snów liczy się bowiem wszystko, co może przynieść zysk. Leslie z flaszką Nie brak jednak głosów, że obecność roześmianego i dowcipkującego Kimmela ma złagodzić ewentualne zgrzyty wynikające z wyjątkowego „upolitycznienia” tegorocznych Oscarów. Rzecz idzie o to, że członkowie Amerykańskiej Akademii Sztuki i Wiedzy Filmowej tak bardzo skoncentrowali się na kwestiach społecznych i politycznych, że zapomnieli, że Oscary to przede wszystkim rozrywka. W tym roku awantura wybuchła o tzw. nieprawidłowe techniki promocyjne zastosowane w przypadku promocji filmu „To Leslie” w reż. Michaela Morrisa. To ckliwa opowieść o kobiecie imieniem Leslie, która wygrywa na loterii i roztrwania pieniądze na alkohol oraz narkotyki. Sześć lat później, kiedy zostaje wyrzucona na bruk, spotyka się z synem, którego porzuciła. Niektórzy z członków Akademii uznali, że nominacja dla białej Andrei Riseborough „zamknęła” czarnoskórym artystkom drogę do nominacji, przez co je „wykluczyła”. Żeby było jeszcze ciekawiej, za Riseborough stanęły inne białe aktorki, nawet te znane z lewicowych poglądów. Laureatka Oscara Char liże Theron poprowadziła jeden z pokazów filmu w Los Angeles, a Jennifer Aniston i Gwyneth Paltrow zorganizowały kolejne we własnych domach. Przeciw kobiecości Podobna historia wiąże się . z filmem „Tar” Todda Fielda, który z kolei np. na portalu Female First uznano za „antykobiecy”. Cate Blanche« wciela się w nim w postać dyrygentki Lydii Tar, która zostaje oskarżona o stosowanie przemocy w stosunku do młodych kobiet. Co więcej, wielu z widzów zauważyło podobieństwa pomiędzy filmową bohaterką a prawdziwą dyrygentką Marin Alsop. Jak dowodzi portal „Variety”: „obie są uczennicami Leonarda Bernsteina, obie są lesbijkami, partnerkami obu są artystki orkiestrowe, z którymi mają dzieci, obie były do niedawna jedynymi kobietami, które dyrygowały wielkimi orkiestrami symfonicznymi”. Marin Alsop oskarżyła twórców „Tar” o wszelkie możliwe zbrodnie przeciw kobiecości, spośród których największą ma być „seksizm”. „Wszystkie kobiety i wszystkie feministki powinny być zmartwione takim sposobem przedstawienia postaci. Bo nie chodzi tylko o dyrygentki, ale o kobiety, które są liderami w naszym społeczeństwie. Ludzie zaczną pytać, czy można im ufać, czy mogą pełnić taką rolę. Niezależnie od tego czy chodzi o prezeskę, trenerkę NBA czy szefową policji” -twierdzi dyrygentką w wywiadzie dla „Variety”, domagając się przy okazji sądowego zakazu wyświetlania filmu. Rihanna, zaśpiewaj! Spójrzmy na oprawę Gali. W ubiegłym roku imprezę uświetniły występy Beyonce i Billie Eilish. Wśród tegorocznych nominowanych w kategorii „najlepsza piosenka” znalazły się, m.in. Rihanna i Lady Gaga. Wszystko wskazuje zatem na to, że zobaczymy obie artystki na scenie. Powracająca z czasowej muzycznej emerytury Rihanna została doceniona za pięknie eksponujący jej wokalne walory utwór „Lift Me Up” do filmu „Czarna Pantera: Wakanda w moim sercu”. Na scenie talent będzie miała okazję zaprezentować również Sofia Carson, o której w minionym roku zrobiło się głośno za sprawą hitu Netfliksa „Purpurowe serca”. Aktorka i piosenkarka jest wykonawczynią nominowanego do Oscara utworu „Applause” z filmu „Tell It Like A Woman”. Jego autorką Tlwm^uosoi^^B^osc. DOWCIPKUJĄCEGO KIMMELA MA ZŁAGODZIĆ ZGRZYTY WYNIKAJĄCE Z WYJĄTKOWEGO „UPOLITYCZNIENIA” OSCARÓW jest ikona muzyki filmowej -Diane Warren. Choć gala Oscarowa nie ma oficjalnego dress code’u, przyjęło się, że goście powinni pojawić się w eleganckich kreacjach. Jak co roku należy się jednak spodziewać buntowników, którzy przespacerują się po czerwonym dywanie w kontrowersyjnych stylizacjach. Rok temu konkurs na odzieżowy kit wygrała bezapelacyjnie wspomniana Billie Eilish, którą firma Gucci odziała w potworkowatą, czarną, falbaniastą suknię, która zamieniła młodzieżową idolkę w monstrualną gruchę. Will Smith bije Do dopełnienia całości przydałby się też mały skandalik obyczajowy. W zeszłym roku głośno było o tym, że Lizę Mi-nelli zmuszono do pojawienia się na scenie w wózku inwalidzkim (ponoć przekupiono ją bombonierką) i o spoliczkowa-niu Chrisa Rocka przez Willa Smitha. Za to, że ten pierwszy pozwolił sobie na mało gustowny żart na temat fryzury pani Smith. Cena za policzek okazała się dla Smitha dość bolesna, choć krótkotrwała. Oficjalnie zakazano mu uczestnictwa w Galach przez dekadę, ale kilka miesięcy później rozgrzeszono. Na owe kilka miesięcy aktor zniknął z przestrzeni publicznej, nie udzielał wywiadów, nie latał po tabloidach i próbował się usprawiedliwiać. Potem napisał łzawy list z przeprosinami i sprawa wróciła do normy. Nie brak oczywiście teorii, że takie incydenty są starannie wyreżyserowane - nieoceniony „The Hollywood Reporter” przeprowadził nawet wywiad z niejakim Johnem Steelem jr., który bierze ponoć sporą kasę za wymyślanie podobnych wydarzeń. Ale na pytanie, czy zaplanował taki w tym roku, Steel udał głuchego. Jakie filmy zwyciężą? Czas na przedstawienie faworytów do statuetek. Wedle bookmacherów sporo zamieszania może narobić niszowy film „Wszystko wszędzie naraz” duetu Dan Kwan i Daniel Scheinert, który zgarnął u nominacji w najróżniejszych kategoriach. Biorąc pod uwagę, że produkcja o kobiecinie eksplorującej inne wszechświaty kosi statuetki na wszystkich innych branżowych galach, trudno się spodziewać, że tego wieczoru twórcy mieliby wyjść z pustymi rękami. Kto jeszcze ma statystycznie największe szanse na zwycięstwo? Po dziewięć nominacji mają wyreżyserowane przez Martina McDonagha „Duchy Inisherin”, a także „Na Zachodzie bez zmian”, w reż. Edwarda Bergera, który zdominował BAFTA. Osiem nominacji ma z kolei biograficzny obraz „Elvis” z Austinem Butlerem w roli głównej. 95. gala wręczenia Oscarów ma mocny polski akcent: o statuetkę dla najlepszego zagranicznego filmu powalczy wyreżyserowane przez Jerzego Skolimowskiego „10”. W maju zeszłego roku film Skolimowskiego został nagrodzony podczas 75. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Cannes. W kategoriach aktorskich o statuetkę powalczą m.in. Cate Blanchett, Michelle Yeoh, Brendan Fraser i Paul Mescal. FOT. MATERIAŁY PRASOWE GUTEK FILM Głos Dziennik Pomorza Piątek, 10.03.2023 PULS • 11 Gdyby radia Lwów zabrakło w eterze, byłaby wielka panika Rozmowa z Iwowianką Marią Pyż, redaktor naczelną Polskiego Radia Lwów Dariusz Piekarczyk Jest pani redaktor naczelną Polskiego Radia Lwów. Proszę opowiedzieć o rozgłośni, ludziach ją tworzących. Gdzie Was można słuchać? Polskie Radio Lwów nie jest rozgłośnią. Jesteśmy organizacją pozarządową, zarejestrowaną i działającą na terenie Lwowa według prawa ukraińskiego. Naszą redakcję tworzą młodzi ludzie. Działa też studio przygotowawcze młodych dziennikarzy od 13 do 17 lat. Można nas słuchać w intemecie na stronie radiol-wow.org oraz na terenie obwodu lwowskiego poprzez rozgłośnię Nezależnist, na fali 106,7 FM. Działamy nieprzerwanie od 1992 roku. Rok temu, kiedy świętowaliśmy 30-lecie, odbyła się Lwowska Rewia Kulturalna imienia Tadeusza Fabiańskiego, co prawda w nieco okrojonym składzie ze względu na pełnowymiarową wojnę, ale Lwów działa, radio działa. Jesteśmy cały czas z naszymi słuchaczami, którzy dzięki naszym audycjom czerpią dobrą i pozytywną energię. Du Polaków mieszka we Lwowie? Niektórzy z nich zrzeszeni są w organizacjach. Nie znamy dokładnej liczby, ale jest wielu Polaków, a jeszcze więcej osób mających polskie pochodzenie. Działają różne organizacje bardziej lub mniej aktywne. Jedna z najbardziej aktywnych to Lwowska Rodzina Rodzin, która organizuje różne spotkania, ale też wspiera swoich członków oraz polskie polskie rodziny wielodzietne. Jest także Katolicki Uniwersytet Trzeciego Wieku. Ponadto Towarzystwo Zabytek, które nawet w tak ciężkiej sytuacji, jak obecnie, odnawia nagrobki na cmentarzu Janowskim. To zaniedbany i zniszczony przez władze radzieckie cmentarz. Tam także spoczywają Orlęta Lwowskie, pochowane w 1918 i 1919 roku. Ten cmentarz miał mniej szczęścia niż Łyczakowski. Towarzystwo zaskakuje nas ciągle nowymi inicjatywami. Czy Polska, rząd polski, ale i organizacje pozarządowe pamiętają o Was? Jeśli tak, to czy pomoc dociera również do Polaków spoza Lwowa? Tak, dociera do Lwowa pomoc rządowa, Kancelarii Prezydenta RP Andrzeja Dudy, ale też współpracujemy z całym szeregiem organizacji pozarządowych na całym świecie. Chodzi tu nie tylko o organizacje, ale o ludzi, którzy przyjeżdżają do nas z pomocą. Ta pomoc jest różnoraka. Teraz jest jej mniej, ale też i dlatego, że we Lwowie nie ma tylu uchodźców. Ta masa ludzka, a były miliony ludzi, rozjechała się po całej Europie lub zatrzymała w Polsce, bądź też powróciła do swoich domów, jeśli takie oczywiście jeszcze mają. Jesteśmy wdzięczni każdemu, kto pomaga, a pomoc jest ogromna. Jest to nie tylko wsparcie żywnościowe czy pieniężne, ale także zabezpieczenie wojska, obrony terytorialnej oraz tych regionów, które miały mniej szczęścia i do których jakoś docieramy. Polskie Radio Lwów dociera do każdego zakątka Ukrainy. Przy rozdawaniu pomocy w studiu radiowym, przychodzili Polacy, tłumnie, licznie, ale pojawiło się też młode małżeństwo z obwodu odeskiego, które przebywało we Lwowie. Ich tato pilnował natomiast ich domu, słuchał nas i powiedział im, że mogą tu przyjść po pomoc. Nie pomylił się. To dowód, że ludzie nas słuchają - i jeśli jej potrzebują- mogą uzyskać pomoc. Proszę powiedzieć, czy bardzo zmieniło się postrzeganie Polaków przez Ukraińców? Jeśli chodzi o postrzeganie Polaków przez Ukraińców mamy zmianę o 180 stopni. Są między nami naprawdę dobre relacje i liczymy, że talde pozostaną. Popularny u Was jest prezydent RP Andrzej Duda. Ostatnio oglądałem obrazki ze Lwowa, gdzie spontanicznie był przyjmowany przez mieszkańców miasta. Tu chodziło raczej o taki gest wdzięczności, bo Polska stawiana jest w Ukrainie za przykład pomocy, dobroci, bycia ludzkim i tego wszystkiego, co na początku wojny ludzie zrobili dla uchodźców i wszystkich obywateli Ukrainy. Przypomnijmy, że na początku był zwykły gest dobroci ludzkiej, rząd dołączył się nieco później. Tu szanują Polskę, szanują prezydenta. Oni chcieli uścisnąć mu rękę i słyszeliśmy okrzyki „dziękujemy”. Nie wszyscy w Polsce zdają sobie sprawę, że w wojnie biorą czynny udział Polacy walcząc z bronią w ręku-mam na myśli obywateli Ukrainy, ale także i tych którzy zgłosili się ochotniczo. Ostatnio głośno jest o powstającym Polskim Legionie Ochotniczym. My, jako obywatele Ukrainy mieszkający we Lwowie, wspieramy tych, którzy walczą bezpośrednio na froncie lub tych, którzy okazują pomoc żołnierzom, którzy nie mogą już walczyć. To działanie połączone i skumulowane. Nie każdy nadaje się do walki. Staramy się więc pomagać, przekazując sprzęt bojowy. Wspieramy tych organizujących szpitale czy sanatoria. Mówi się o Polskim Legionie Ochotniczym, ale nie zdradzamy szczegółów. Wojna nas nauczyła, że szczegółów się nie zdradza - ze względu na bezpieczeństwo. Konsulat RP we Lwowie zorganizował niedawno wystawę prezentując sylwetki Polaków walczących z agresorem. Wystawę można oglądać na bramie konsulatu. Są tam zdjęcia, opisy sylwetek. Inicjatywa bardzo dobra, potrzebna, a jeszcze - moim zdaniem - wystawa ma szansę na pokazanie, w spokojniejszych czasach, w Ukrainie, ale też na trasę po Polsce. Warto oddać hołd tym, którzy zginęli za naszą wolność. Odczuwa się na Ukrainie zmęczenie wojną? Czy kraj, Lwów, funkqonuje w miarę normalnie? Jako takiego, zmęczenia się nie odczuwa, a raczej wkurzenie, szczególnie za sprawą częstych alarmów lotniczych. A są one ostatnio choćby za sprawą startu samolotów z Białorusi, zaś manewry z Rosją wydłużono tam do po- łowy marca. To torpeduje normalne życie. W czasie alarmów zamykane są nawet stacje benzynowe. Na co dzień miasto funkcjonuje całkiem normalnie. Poza alarmami pootwierane są sklepy, kawiarnie, restauracje, banki. Wszystko działa jak należy. Jest jednak więcej ludzi, bo część uchodźców pozostała, . funkcjonują do tej pory miasteczka kontenerowe, wszystkie mieszkania wynajęto. Remontowane są też dla uchodźców pustostany. Mamy też większe korki w mieście. Lwów tętni życiem. Można przyjechać i sprawdzić. Pisałem kilka razy o Ukrainkach, które przebywają w województwie łódzkim z dziećmi. Niektóre z nich chcą wracać po zakończeniu wojny do siebie, ale są i takie głosy, że zostają w Polsce. Jak pani sądzi, wiele osób może pozostać poza Ukrainą? Tu nie ma dokładnych statystyk. Pozostaną ci, którzy nie mają do czego wrócić, bo wojna potraktowała ich okrut- nie. Ci, którzy mają jeszcze domy albo choć ich część -a około 2,5 miliona ludności Ukrainy mieszka w częściowo zrujnowanych domostwach -jednak powróci. Zawsze ciągnie do miejsca rodzinnego. Na pytanie, czy są w stanie wybaczyć narodowi rosyjskiemu zgodnie odpowiadają „nie”. A pani, Polka z Ukrainy? Nie ma tu jednoznacznej odpowiedzi, bo ja i moja rodzina, przyjaciele, znajomi, nie zostaliśmy na tyle dotknięci wojną, co wschód Ukrainy i ludzie stamtąd. To skomplikowane pytanie, na które odpowiemy może dopiero po zakończeniu wojny. Wierzycie w wygraną Ukrainy? Trudno sobie wyobrazić ten kraj pod rosyjskim butem. Oczywiście, że tak. Inaczej nie robilibyśmy tego, co robimy, nie wspieralibyśmy żołnierzy, zwykłych ludzi. Oprócz tego nie prowadzilibyśmy tu działalności, która na początku wojny była bardzo niebezpieczna. Ale wszyscy członkowie redakcji od razu powiedzieli, że zostają we Lwowie. Trudno nam sobie wyobrazić nasze życie bez Lwowa, a także reakcję naszych słu- • chaczy, gdyby okazało się, że nie ma nas w eterze. Wywołalibyśmy panikę. Rolą mediów w sytuacjach zagrożenia, w walce z dezinformacją, jest zachować spokój i podnieść morale tych, którzy pozostali i mają ciężką sytuację. Wołyń czy choćby Huta Pie-niacka, gdzie ostatnio miały miejsce uroczystości rocznicowe - tematy trudne, ale nawet w czasie wojny nie należy o nich zapominać. Czy pani też tak sądzi? Tak, należy pamiętać, co pokazuje postawa Polaków z okręgu lwowskiego. Są też inne uroczystości upamiętniające niewinne zabite ofiary. Oprócz upamiętnień, taka postawa wymaga też odwagi, a odwagą jest mówienie prawdy o wydarzeniach. Czas się zmierzyć z tą prawdą, często przykrą dla strony ukraińskiej, a nieraz i polskiej. Jeśli nie będziemy mówić prawdy, to po co takie upamiętnienia? Pamięć należy szanować, pielęgnować i pozostawać wprawdzie. Rok wojny. Można się do niej przyzwyczaić? Tak, można. Jak pokazuje życie, człowiek może przyzwyczaić się do wszystkiego, nawet do ostrzałów, alarmów, rakiet. Na początku jest ciężko, czasem trzeba przemierzyć pół miasta w poszukiwaniu elektryczności lub in-temetu. My tu jednak jesteśmy, trwamy, nigdzie nie zamierzamy jechać, bo Lwowa się nie opuszcza. Dumna Polka ze Lwowa, Maria Pyż, mówi, że Lwowa sję nie opuszcza. Cała redakcja radia będzie tam trwać, dla siebie, ale i swoich słuchaczy 12 • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 10.03.2023 W interesie geopolitycznym Tajwanu jest być częścią świata Zachodu - Tajwańczycy nie mają bladego pojęcia, jak rozumieć to, co dzieje się na świecie. Są zamknięci na swojej wyspie w takiej niemalże błogiej izolacji, oprócz tego, że jest zagrożenie ze strony Chin - mówi Piotr Plebaniak, socjolog mieszkający na Tajwanie Piotr Plebaniak, socjolog, z zamiłowania sinolog i autor książek o geopolityce, m.in. „36 forteli", Od kilkunastu lat mieszka na Tajwanie Marcin Śliwa * Sytuacja naświede jest bardzo napięta, a w ostatnich 2 latach sytuacja jeszcze bardziej się zaogniła. Jakie nastroje panują na Tajwanie? Eksperci sugerują, że to właśnie tam się odbędzie decydująca rozgrywka 0 ład nowego świata. Tajwan będzie absolutnie spokojny z bardzo prostej jednej przyczyny, o której nikt nie mówi z rozmaitych względów. Tajwan, gdyby miał być zaatakowany militarnie przez Chiny 1 gdyby inwazja, czyli siłowe przejęcie wyspy się udało, to i tak nic to Chinom nie da. Nie rozwiąże to najważniejszego problemu chińskiego, czyli 8o-procentowego uzależnienia od surowców energetycznych z zagranicy. Wszyscy mogą walić pięściami w stół, zaczynając od aktualnego szefa reżimu Kimów w Korei Północnej, natomiast tak naprawdę to są jedynie wizerunkowe gesty i nie będą z całą pewnością za nimi szły jakiekolwiek działania militarne. To więcej niż pewne. W interesie Chin byłoby zajęcie jednak wpływów na Tajwanie bez uszczerbku na gospodarce i ekonomii, żeby móc też korzystać z potencjału, jakim dysponuje wyspa? Najważniejszym sektorem gospodarki jest produkcja mikroprocesorów i półprzewodników. Jest to zdolność produkcyjna ważna dla wszystkich państw na świecie. W związku z tym istnieje tu drugi mechanizm. Gdyby Chiny zaatakowały Tajwan, to nie byłyby w stanie kontynuować wytwarzanej tam produkcji z dwóch względów. Po pierwsze, nie mieliby własnych specjalistów, którymi mogliby obsadzić fabryki, a po drugie, produkcja, która ma miejsce w fabrykach TSMC na Tajwanie, jest tylko jednym drobnym wycinldem całego globalnego łańcucha produkcyjnego półprzewodników. W związku z tym to również nie stanowi żadnej potencjalnej wartości zdobycznej dla Chińczyków. Jak pan ocenia ubiegłoroczną wizytę Nancy Pelosi na Tajwanie? Jaki był jej cel i jaki efekt przyniosła w pana ocenie? W chwili, kiedy to się zdarzyło, to byłem przekonany, że to była wizyta na otarcie łez. Tajwańczycy tego nie widzieli. Dla nich sam przylot Pelosi był gigantycznym busterem. Gdy na flightradarze obserwowali jej samolot, ktoś napisał „tajfiin Pelosi nadciąga na Tajwan”. To poetyckie nawiązanie do tego, że tajfun dwa razy uratował Japonię przed inwazją mongolską, które dobrze obrazuje to, co myślą Tajwańczycy. Widzieli to tak, że sojusznik, czyli Stany Zjednoczone Ameryki, staje po ich stronie. Miało to olbrzymią wartość właśnie taką dla morale, natomiast ten gest można traktować jako gest otarcia łez dlatego, że Amerykanie bardzo mocno postąpili w kierunku zabezpieczenia zdolności produkcyjnych na swoim własnym terytorium. Tajwańska firma TSMC rozpoczęła budowę fabryki w Arizonie w Stanach Zjednoczonych. Problem polega na tym, że Tajwańczycy nie zamierzają w Arizonie uruchomić najnowocześniejszych produkcji, tylko starszą generację. Jest tak dlatego, że Tajwańczycy nie mają zamiaru oddać Amerykanom ich największej karty przetargowej, jeśli chodzi o przetrwanie w tym rzeczywiście nie do końca bezpiecznym środowisku geopolitycznym. Na dzisiaj, kiedy Amerykanie uruchomili sankcje, które w niezwykle poważny sposób naruszają zdolności do produkcji przewodników, to znaczy wycofanie specjalistów z drogą szantażu ekonomicznego i rozmaitych innych nacisków, co już miało miejsce. Teraz powiększono rozmiary sankcji np. 0 wszystkich możliwych producentów maszyn do litografii, czyli do wypalania na płytach krzemowych mikroprocesorów za pomocą lasera. Wszystko to sprawia, że już w najbliższych tygodniach i miesiącach dojdzie do tego, że Chińczycy utraciwszy dostęp do specjalistów zagranicznych, do technologii 1 maszyn zagranicznych, w pewnym momencie będą nawet dwie dekady za najnowocześniejszymi technologiami działającymi po drugiej stronie geopolitycznej barykady. Tu również toczy się debata, kto jest bardziej zaawansowany technologicznie. Na tym polu w pana ocenie to jednak Amerykanie wysuwają się naprowadzenie? Strona zachodnia czy też strona wolnego świata ma wszystkie atuty w ręku. Są nimi wyszkolone kadry zdolne do tworzenia nowych innowacji. Przede wszystkim jest to firma EMSL, produkująca gigantyczne maszyny do litografii, gabarytowo 0 wielkości mniej więcej dwóch autobusów, ważące około 200 ton. Produkowane są tylko 1 wyłącznie w jednej holenderskiej firmie, która ściśle pracuje z Amerykanami. Pod tym względem Japończycy są jeszcze liczącymi się producentami takich masz, ale mają około 4 czy 5 procent rynku, podobnie w Korei Południowej to też jest jednocyfrowy procent. Tym wszystkim dyrygują Amerykanie i Chińczycy po prostu nie mają szans w tej rywalizacji, chyba że dokonają jakichś niesamowitych innowacji, co jest niemożliwe dlatego, że nie mają kadr, które są psychicznie i poprzez doświadczenie zdolne do osiągania takich innowacji. Skoro Chiny nie mają szans na kluczowym odcinku wyścigu technologicznego, to czy to jednak nie zwiększa ryzyka, że będą mchy militame? Nie, dlatego że działania militame niszczą kompletnie całą szachownicę. Dla wszystkich stron groźba takich mchów jest elementem blefów, które, tak jak w pokerze, są powszechne też rozgrywkach geopolitycznych. To musiałoby być naprawdę jakieś egzystencjalne zagrożenie, żeby ruch militarny uruchomić. Proszę zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz. Chiny ściągają około 80 procent surowców energetycznych z zagranicy. Około 60 procent tego, co zużywają, ściągają z Zatoki Perskiej. W chwili, w której w okolicy Tajwanu, czy Korei Południowej pojawi się eskalacja militarna i zamieni się te dwa miejsca w strefy wojenne, to Chiny same sobie odetną dostawy ropy. Nie ma takim możliwości, żeby Chińczycy popełnili tak samobójczy ruch, jak odcięcie dopływu supertankowców, które przypływają do Chin poprzez Ocean Indyjski, przez cieśninę Ormuz przy Iranie i przez cieśninę Malakka. Jest odwrotnie, Chiny zrobią wszystko, żeby tych linii zaopatrzeniowych nikt nie przerwał. Cała narracja o inwazji na Tajwan jest propagowana w moim przekonaniu przez samych Tajwańczyków, którzy muszą mieć broń do obrony wyspy, dlatego że gdyby jej nie mieli, to Chińczycy mogliby ich zająć po prostu bez walki. Mówi pan, że na Tajwanie jest spokój. Czy na wyspie dyskutuje się o tym, co się dzieje na świecie? Wojna na Ukrainie generuje jednakniepokój w wielu miejscach. Tajwańczycy nie mająbladego pojęcia, jak rozumieć to, co dzieje się na świecie. Są zamknięci na swojej wyspie w takiej niemalże błogiej izolacji, oprócz tego, że jest zagrożenie ze strony Chin. To jest jak życie na zboczu wulkanu. Człowiek się przyzwyczaja i po prostu przestaje o tym myśleć. Nie ma żadnego nadzwyczajnego poruszenia na dzień dzisiejszy. Jak ktokolwiek do mnie dzwoni i zadaje dokładnie to pytanie, to powtarzam to samo „na wschodzie bez zmian”. Naprawdę musiałyby się dziać bardzo niepokojące rzeczy, żeby Tajwańczyków nastraszyć, a gdy zaczną się takie dziać, to my będziemy mieli swoje własne problemy wtakiej sytuacji, anie Tajwańczycy. W Polsce obserwujemy polityczną aktywność Tajwanu. W grudniu w Katowicach Bob LJ. Chen, Ambasador Tajwanu w Polsce, uczestniczył wotwarduwy remontowanego ośrodka dla uchodźców z Ukrainy. Pieniądze na remont do stolicy Górnego Śląska, podobnie jak do piędu innych polskich miast, trafiły z Tajpej. Zdaje się jednak, że sami Tajwańczycy łączą to,co się dzieje na Ukrainie, z szerszym kontekstem. W interesie geopolitycznym Tajwanu jest być częścią świata Zachodu i społeczności międzynarodowej, więc takie gesty to jest coś, co idealnie wchodzi w rytm ich długofalowej polityki. Obecność studentów zagranicznych i wysyłanie Tajwańczyków na studia za granicę też jest elementem tej polityki. Sytuacja Ukrainy i Tajwanu jest zasadniczo odmienna. Na Ukrainie mamy poważne współzawodnictwo o zasoby energetyczne. Ważne jest też strategiczne położenie Ukrainy na północnych wybrzeżach Morza Czarnego, które jest w tej chwili pod pełną kontrolą Federacji Rosyjskiej. Dopuszczenie do zmiany układu sił ze strony rosyjskiej wygląda jak zagrożenie egzystencjalne. Ukraina, będąc państwem neutralnym, które nie przynależało zdecydowanie do żadnego z bloków, tworzyła stabilną sytuację. Teraz to się zmieniło. Natomiast przejęcie Tajwanu przez Chiny otwiera im wyjście na Ocean Spokojny, ale to nie zmienia w żaden sposób sytuacji strategicznej. Szlaki handlowe przebiegają obok krajów, które są nie do końca zaprzyjaźnione z Chinami, dlatego że są konflikty na tym Morzu Południowochiń-skim o sztuczne wyspy z bazami wojskowymi, które Chińczycy rozbudowują. Muszą to robić dlatego, że przerwanie morskich szlaków handlowych biegnących przez cieśninę Malakka jest dla nich egzystencjalnym zagrożeniem. W związku z tym budują wyspy, żeby dotrzeć z obecnością wojskową w tamtym kierunku. Jednocześnie czynią obecność wojskową tym bardziej konieczną dlatego, że jeszcze bardziej się poróżniają ze wszystkimi państwami, z którymi wchodzą w spory terytorialne. Chodzi m.in. o łowiska dla rybaków i kwestie zasobów, które są pod dnem morza. Teoretycznie można powiedzieć, że rzeczywiście są podobieństwa, natomiast mechanizmy, które by uruchamiały konflikt, są zdecydowanie różne.