Dr hab. n. med. Magda Wiśniewska: Covid nie jest aż tak groźny, jak myśleliśmy str. 2 FOT. ARCHIWUM IENNIK POMORZA Czwartek 2.03.2023 Nr 51 (4903) Nakład: 7.030 egz. www.gp24.pl Cena 3,90 zł (w tym 8% VAT) Szubienica dla krwawych kochanków, czyli co się stało w 1916 r. w pewnej podlubelskiej wsi - str. 8 POD PARAGRAFEM Region. Gmina Słupsk chce odebrać Słupskowi tereny, które niedawno straciła str. 3 Słupsk. Ocenią zachowanie prezesa STBS wobec przedsiębiorcy str. 4 Słupsk. Policjanci skazani za łapówki proszą o złagodzenie kar. Nie chcą iść do więzienia str. 4 Nr ISSN 0137-9526 Nr indeksu 348-570 9 770137 952046 TURYSTYKANIE MA UKRAIŃCÓW, SKOŃCZYŁA SIĘ POMOC RZĄDOWA. BRANŻA TURYSTYCZNA ZACZYNA SIĘ BAĆ Bez bonu nie będzie bonbonów? Bogna Skarul Pomorze X Miniony rok był udany. Przynajmniej tak twierdzą ct których potocznie nazywamy „branżą hotelową". Teraz wiele się zmieni i w tonie przedsiębiorców pojawia się coraz więcej narzekania. Od pandemicznego dna pozwoliły odbić się całkiem niezła pogoda i bon turystyczny. także poza wakacyjnym szczytem sezonu nie było źle, bo w hotelach, pensjonatach i ośrodkach zakwaterowani byli uciekającyprzed wojną Ukraińcy. Zeszłoroczne eldorado Liczby nie kłamią. Tylko w dwóch wakacyjnych miesiącach 2022 roku nad morze przyjechały niemal dwa miliony turystów, którzy skorzystali z ośmiu i pół miliona noclegów. Po miesiącach pandemii Polacy ruszyli nadmorze, do tego wciąż obowiązywał bon turystyczny, który obniżał koszty wakacyjnych wojaży. W samym Za-chodniopomorskiem wczasowicze zostawili prawie pół miliarda złotych, płacąc bonami. Ogólna liczba turystów i kwota robi jeszcze większe wrażenie: tylko w Zachodniopomorskiem w2022 r. odpoczywało pięć milionów 900 tysięcy turystów, którzy zostawili w tym województwie prawie pięć miliardów złotych. Ponadto w pierwszym półroczu z noclegów korzystali wspomniani już Ukraińcy. A właściciele miejsc wypoczynkowych mogli liczyć na pieniądze od rządu - 40 lub 70 zł dziennie od osoby w zależności od formy opieki. Ale wedługbranży to koniec dobrych informacji. Przedłużająca się wojna naUkrainieiinflaqapowodują, żetego-roczny wypoczynek Polaków może być krótszy i skromniejszy. Będzie drożej Hotelarze, ale także właściciele apartamentów i pokoi na wynajem, marzą o wynikach sprzed pandemii. Niepewność utrudnia prognozowanie. Dodatkowo,ze względunarosnącecenym.in. energii, ogrzewania, wynagrodzeń, sporą część przychodów z2022r. już zjadły koszty. Wielu z nich zdecydowało się podnieść ceny, średnio o 20 proc. Ceny poszły dogóryiniema co liczyć na ich spadek. A to spowoduje, że - co podkreślają sami hotelarze - ubiegłoroczny trend, czyli skracanie wyjazdów i rezerwacja miejsc na ostatnią chwilę (często związana z prognozami pogody) się utrzyma. - Przed pandemią o tej porze roku miałam zapisany już niemal cały kalendarz na letni sezon. Teraz tak nie jest -przyznaje Maria Pawkowska, która ma mały pensjonat w okolicach Wisełki. Turyści zdecydowanie mniej chętnie rezerwują też pobyt w Ustce. Wy-glądanato, że niektórzy właściciele pensjonatów będą musieli zacisnąć pasa. - Na lipiec obłożenie wynosi około 65 proc. - przyznaje pani Marta, recepcjonistka w hotelu Rejs. - Gorzej wygląda sierpień, w tej chwili mamy jakieś 45 proc. obłożenia. W Willi Red obłożenie na wakacje w tej chwili sięga 20 proc. 30 proc. wstępnychrezerwacjimapensjonatHe-lios. - Myślę, że ten rok będzie znacznie gorszy niż poprzedni - przyznaje jego właściciel Sławomir Baranowski. Nienajlepiej sytuacja wyglądanaKa-szubach. Tu praktycznie jeszcze nikt nie robi rezerwacji. - Mamy mnóstwo wolnych miejsc -przyznaje Magda Szwichtenberg z hotelu Szymbark w Szymbarku. - W porównaniu z rokiem minionym jest znacznie gorzej. Są jednaki dobre informacje. - Na szczęście nie widać już dużego strachu wśród turystów zagranicznych, którzy tuż po wybuchu wojny, zgłaszali obawy związane z przyjazdem do Polski - mówi Piotr Kośmider, prezes Północnej Izby Gospodarczej, oddział w Świnoujściu. To wielka zmiana, bo w Świnoujściu czy w Międzyzdrojach do tej pory turyści z zagranicy (szczególnie z Niemiec) stanowili 70 proc. ogółu wczasowiczówprzyjeżdżających poza sezonem i od 40 do 50 proc. w sezonie. Bon jedynym ratunkiem? Liczą właściciele pensjonatów, liczą też wczasowicze. Pani Maria, która co roku jeździ do ulubionego pensjonatu w Pobierowie, już zarezerwowała pobyt, licząc, że nie obejmie jej szaleństwo wakacyjnych podwyżek. - Zapłaciłam 320 zł zaliczki za dwa noclegi dla dwóch osób - opowiada. -Narazietocenatakajakroktemu, aleli-czę się z tym, że w ogólnym rozrachunku moje wakacje będą dużo droższe. Już wiem, że trzeba będzie z domu zabrać kilka słoików z gotowymi daniami, bo nie stać mnie będzie najadanie w restauracjach. Zarówno branża, jak i turyści twierdzą, że ratunek jest jeden. Nazywa się: bon turystyczny. - Bon absolutnie ożywił branżę i pomógł jej w trudnym okresie - mówi Mariusz Getka, prezes Szczecineckiej Lokalnej Organizacji Turystycznej. - W morzu pozytywnych opinii, jakie zebraliśmy od gestorów, jest jedna ułomność programu, na jaką zwracają uwagę: woleliby, aby bonemmożna było płacić jedynie poza tzw. wysokim sezonem turystycznym, czyli poza wakacjami i feriami, kiedy praktycznie i tak jest pełne obłożenie. Jeszcze inny pomysł ma Jeremi Ka-wolski, który z bratem prowadzi ośrodek wypoczynkowy nad jeziorem w Zachodniopomorskiem. - Bon to był program rządowy. A jakby teraz marszałek lub wojewoda wprowadzili taki bon dla mieszkańców swojego regionu? - zastanawia się głośno i od razu tłumaczy, że zachodniopomorski bon turystyczny można byłoby wykorzystać tylko w zachodniopomorskim województwie. Ale to pomysł także dla innych regionów... ©® Współpraca: Sylwia Lis, Rajmund Wełnie, Iwona Marciniak 0010732620 ^ ........ * * KSSMHPIMNi ■ ■ :. ■UAHBJj ■ ' WYGRAJ! 'Wm 1 • DRUGA STRONA Głos Dziennik Pomorza Czwartek, 2.03.2023 AUTOPROMOCJA Jutro w Głosie: Puls i Tygodnik Regionów •Zamordowani, bo chcieli uratować życie - Ulmowie • Po latach siostry zakonne opuszczają swój dom w Szczecinku Zamów prenumeratę Głosu ® 94 3401114 prenumerata.gdp@polskapress.pl prenumerata.gp24.pl KALENDARIUM 2 MARCA URODZILI SIĘ 1900 Józef Ulma, polski rolnik, Sługa Boży kościoła katolickiego, Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. Wraz z żoną i szóstką dzieci 24 marca 1944 roku został zamordowany przez Niemców w odwecie za ukrywanie dwóch żydowskich rodzin. Razem z Ulmami zginęli również Żydzi, którym pomagali. Postanowieniem prezydenta Lecha Kaczyńskiego z 2010 r. małżeństwo Ulmów zostało pośmiertnie odznaczone Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. 10 września bieżącego roku rodzina Ulmów, wraz z nienarodzonym dzieckiem Józefa i Wiktorii, zostanie beatyfikowana. Papież Franciszek zatwierdził 17 grudnia 2022 r. dekret o ich męczeństwie. 1921 Kazimierz Górski, legendarny trener reprezentacji Polski w piłce nożnej. Raz zagrał w kadrze - w 1948 roku w meczu z Danią. W latach 1971 -1976 prowadził reprezentację Polski, z którą zdobył złoty medal na Igrzyskach Olimpijskich w Monachium w 1972 r. oraz trzecie miejsce na mistrzostwach świata w 1974 r. w RFN. 1962 Jon Bon Jovi, amerykański muzyk, autor tekstów, aktor, producent, założyciel i wokalista zespołu Bon Jovi. W2006 r. piosenkarz został sklasyfikowany na 31. miejscu listy 100 najlepszych rockowych wokalistów wszech czasów według amerykańskiego czasopisma muzycznego „Hit Parader". ZMARLI 1333 Władysław Łokietek, książę kujawsko-łęczycki, król Polski. Rozpoczął proces scalania ziem polskich: zajął Kraków, odzyskał ziemię sieradzką i łęczycką, podporządkował sobie Wielkopolskę. W1320 roku koronowany na króla Polski. 1855 Mikołaj I Romanow, car Rosji, nazwany „kapralem na tronie", pogromca powstania dekabrystów w Rosji i powstania listopadowego w Królestwie Polskim. Rusyfi-kator. Podczas represji popowstaniowych zamknął Uniwersytet Warszawski i Liceum Krzemienieckie. Covid nie jest aż tak groźny, jak myśleliśmy Magdalena Olechnowicz Rozmowa Z dr hab. n. med. Magdą Wiśniewską, zastępcą dyrektora ds. lecznictwa w Samodzielnym Publicznym Szpitalu Klinicznym Nr 2 Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie. Niemal trzy lata temu, 4 marca 2020 roku, u pierwszego pacjenta w Polsce został wykryty wirus COVID-19. Z przerażeniem obserwowaliśmy, jak chorych z miesiąca na miesiąc przybywało. W końcu stycznia zeszłego roku tylko jednego dnia zostało odnotowanych blisko 58 tysięcy zakażeń w kraju. A dziś (27 stycznia) -432. Co się stało z covidem? Zniknął? C0VID-19 pojawił się, jest z nami i będzie z nami. Tylko musimy nauczyć się z nim żyć. Choćby dzisiaj w szpitalu SPSK nr 2 w Szczecinie mieliśmy sześcioro pacjentów z covidem. Jednak nauczyliśmy się z nim funkcjonować. Nie traktujemy go jak grypę, ale podobnie jak grypę. Czyli jak infekcję wirusową, przeciwko której są szczepienia, którą wiemy, jak rozpoznawać i mniej więcej, jak leczyć, bo w dalszym ciągu jest pewien kłopot z lekami przyczynowymi, gdy pacjent za późno się do nas zgłosi. Ale myślę, że my się trochę przyzwyczailiśmy do covidu i covid się trochę przyzwyczaił do nas. Może jednak szczepienia, które miały dużo przeciwników, pomogły? Dziennie umierało nawet ponad pół tysiąca osób, dzisiaj z powodu covid nie umarł nikt. Niewątpliwie szczepienia odniosły skutek. Dziś już nie mamy ani takiej liczby chorych, jak do czasu, kiedy nie mieliśmy do dyspozycji szczepionek, ani takiej liczby zgonów. Uodporniliśmy się głównie dzięki szczepieniom. Musimy jednak pamiętać, że każdy wirus mu-tuje. I rzeczywiście te pierwsze fale wirusa były najgroźniejsze, potem każda kolejna wersja, od Omikrona począwszy, była coraz bardziej zjadliwa, czyli zarażała coraz Dr Wiśniewska kierowała szpitalem tymczasowym większą liczbę osób, ale przebieg kliniczny kolejnych postaci był już dużo lżejszy, niż na początku, kiedy mieliśmy ciężkie niewydolności oddechowe, ciężkie zapalenia płuc, pacjenci wymagali respiratora i tlenoterapii. Teraz covid przebiega jak typowa infekcja górnych dróg oddechowych. Dużo osób się zakaża, jednak spora część z nich w ogóle nie będzie chorować, a mniejsza część będzie miała bardzo łagodny przebieg. Czyli chorych pewnie jest dużo więcej, niż pokazują to codzienne statystyki, tyle że mogą o tym nie wiedzieć, bo nie robimy już wymazów. Wymazywanie się na tym etapie nie ma większego sensu. Dobrze jest robić wymazy tylko u pacjentów, którzy mają objawy infekcji górnych dróg oddechowych. Wtedy rozpoznamy, czy mamy do czynienia z grypą, covi-dem, czy RSV. Musimy pamiętać, że pozostałe infekcje wirusowe w dalszym ciągu funkcjonują. Były, są i będą obecne z nami. Wcześniej była tylko grypa i RSV, a teraz mamy kombo potrójne. Być może za iks lat dojdzie do tego kolejny nowy wirus infekcji górnych dróg oddechowych. Tego nie wiemy, ale wiemy na pewno, że jesteśmy w stanie szybko znaleźć szczepionkę, szybko znaleźć odporność przeciw tym nowym wirusom i nauczyć się z nimi funkcjonować na co dzień. Załóżmy, że z tej trójcy wirusów, wychodzi nam covid. Jak go dzisiaj leczymy? Tak, jak do tej pory leczyliśmy. Jeśli jest to rozpoznanie w początkowym stadium infekcji i jeżeli znajdziemy aptekę, w której kupimy Mol-nupirawir, to możemy go włączyć. Jeżeli jest to późniejszy etap infekcji, możemy mu dawać Remdesivir, ale tylko w wersji dożylnej i jeśli pacjent będzie tego wymagał, czyli ma zajęcie co najmniej oskrzeli lub dróg oddechowych. W większości przypadków covid przebiega dziś jako umiarkowana lub łagodna infekcja dróg oddechowych, przy której leczymy tylko objawowo, więc nie ma potrzeby leczenia przyczynowego. Chyba że mamy do czynienia z pacjentami starszymi i wieloobja-wowymi, wtedy dobrze jest leczyć przyczynowo. Trzy lata temu wiedza na temat C0VnM9 była niewielka, a może nawet żadna. Dziś wszyscy jesteśmy mądrzejsi. Czy mając to doświadczenie i tę wiedzę uważa pani, że podejmowane działania miały sens? Maseczki, praca zdalna, zamykanie nas w domach, zakaz wstępu do parków i lasów? Wiadomo, że post factum ocenia się najlepiej. Dziś mamy wiedzę, której nie mieliśmy trzy lata temu. Wtedy to była zupełna nowość. Nikt nie wiedział, z czym mamy do czynienia. Czy będzie szło w kierunku eboli, czarnej ospy czy w kierunku grypy. Myślę, że te wszystkie działania, które na początku wydawały nam się nieadekwatne do sytuacji, miały głębszy sens. Maseczki bronią się same. Musimy pamiętać, że gdy był co-vid, nie mieliśmy do czynienia z grypą, ani RSV. Maseczki chronią przed przenoszeniem infekcji drogą kropelkową. To, że mieliśmy izolację, pracę zdalną, powodowało, że infekcje nie mogły się rozprzestrzeniać w ogniskach ludzkich - szkołach, zakładach pracy, centrach handlowych. Miało to więc głębokie uzasadnienie. Na tamtą chwilę to były najlepsze rozwiązania, jakie mogliśmy sobie wymyślić. Pamięta pani swoich pierwszych pacjentów z covidem? Czasami się uśmiecham, jak sobie przypomnę, jak na nich reagowaliśmy. Staraliśmy się ich izolować, ograniczać, czyścić wszystkie powierzchnie, z którymi miały kontakt. Dziś już wiemy, że ten wirus nie jest aż tak groźny, jak myśleliśmy, ale życie musiało nas tego nauczyć. A nie było strachu, paniki? Ja się od razu przestawiłam na tryb „działanie". Pierwszy był pacjent, który zgłosił się na izbę przyjęć w klinice kardiologii. Wyłączyliśmy więc całą klinikę. Gdy pacjent przechodził korytarzem, wyłączaliśmy z ruchu ten korytarz na iks godzin, aby go przewietrzyć. Teraz wiemy, że te działania nie mają większego sensu. Ten pacjent nie miał ciężkich objawów, ale ci, którzy trafiali w drugiej i trzeciej fali, to byli naprawdę pacjenci ciężko chorzy. Oglądaliśmy chorych w każdym stadium choroby i to nie były przyjemne widoki. A nie bała się pani o siebie? Nie miałam czasu się nad tym zastanawiać. Wszyscy staraliśmy się odpowiednio ubierać. Każdy z nas większym lub mniejszym stopniu przeszedł infekcję. Choćbyśmy się najbardziej starali, ktoś inny mógł nie dopilnować procedur. To się zdarzało i zdarzać się będzie. Szefowała pani szpitalowi tymczasowemu. Czy ich tworzenie było uzasadnione? Na tamten czas to było bardzo dobre rozwiązanie. Zwłaszcza w formule, jaką stworzyliśmy w Szczecinie. Nie do końca zgadzam się z teorią tworzenia tych szpitali w halach sportowych czy dużych centrach wystawienniczych. Gdy mamy do czynienia z infekcją, która przenosi się drogą kropelkową, nie da się wyłączyć całej hali, aby była ona bezpieczna. My przeznaczyliśmy trzy piętra w budynku należącym do szpitala i to jest najlepsza opcja - szpital tymczasowy znajdujący się blisko szpitala właściwego, ale nie zajmujący jego pomieszczeń, w którym pracują lekarze z tego szpitala, po godzinach lub w czasie urlopu. Czy można było zrobić coś inaczej, lepiej, aby dziś nie było blisko 6,5 min zakażonych i blisko 119 tysięcy zmarłych? Ciężko powiedzieć. Nie zastanawiałam się nad tym, czy można było coś zrobić bardziej, mniej, inaczej. Niewątpliwie, najbardziej w kość dostali pacjenci niecovidowi, którzy bardzo często - z racji tego, że nikt z nas nie wiedział, jaki będzie przebieg epidemii, ile łóżek będzie nam potrzebnych - musieli dłużej czekać na swoją kolej. Dlatego najbardziej poszkodowaną grupą po pandemii są pacjenci niecovidowi, którzy stracili bezpośredni dostęp do lekarza, którzy bardzo często mieli opóźnione rozpoznanie swojej choroby, nie mieli wdrożonego na czas leczenia. I to jest ten dług medyczny, który zaciągnęliśmy w czasie pandemii. Ale wtedy nie było innego wyjścia. Biorąc pod uwagę liczbę personelu, którym dysponujemy, trzeba było wybierać, czy iść do „covidów", czy do „nieco-vidów". To może można było zrobić lepiej. Nie wiem, czy by się udało. Ale musimy mieć świadomość, że ten dług z pandemii będziemy spłacać jeszcze ładnych kilka lat. Uprzedziła pani moje ostatnie pytanie. Czy to nie jest tak, że teraz więcej osób będzie umierać niż przed pandemią, ale nie z powodu co-vid, a z powodu innych schorzeń, które przez covid nie zostały w porę zdiagnozo-wane? Staramy się nadrabiać, ile się da, ale ten dług onkologiczny, chirurgiczny, internistyczny, hematologiczny, był spory. Mam nadzieję, że w ciągu dwóch, trzech lat uda nam się wrócić do tego, co mieliśmy przed pandemią. Nieodwracalne jest to, do czego już doszło, czyli do rozpoznań chorób onkologicznych czy kardiologicznych w takim stopniu Zaawansowania, że zostaje nam leczenie przyczynowe, czy - nie daj Bóg - paliatywne, chociaż Boga bym w to nie mieszała. ©® Głos Dziennik Pomorza Czwartek, 2.03.2023 3 REGION REGION Nawet do pięciu lat więzienia grozi mężczyźnie, który próbował sprzedać kradziony w Szwecji motocykl. Historię pojazdu sprawdził kupujący, wpisując numer VIN na jednej ze stron internetowych. Gdy tylko sprzedający dowiedział się, że sprawa wyszła na jaw, a na miejsce jadą policjanci, natychmiast wsiadł na motocykl i oddalił się z posesji. Po kilku godzinach został zatrzymany. ZIDA DYŻURNY GŁOSU Bogumiła Rzeczkowska tel. 510 026919 Na naszych Czytelników czekamy w redakcji Głosu Poił morza w Słupsku przy ul. 5 Henryka Pobożnego 19 oraz ^ pod adresem: £ alarm@gp24.pl Co nam miejska przemoc wzięła, uchwałą odbierzemy, czyli sąsiedzka wojna na całego Grzegorz Hilarecki Region / 1 Będzie wielka bitwa. Do ostatniego argumentu. Słupsk będzie walczył ze Słupskiem. Gmina z miastem. Powodem - spór o terytorium. Starcie odbędzie się w gmachu Kancelarii Premiera. Działa już są wytaczane. Od początku roku miasto jest większe kosztem gminy. Wchłonęło sołectwa na podstawie decyzji Rady Ministrów. Teraz chce przejąć kolejne. Ale gmina nie tylko zamierza się przed tym bronić. Będzie też prowadzić działania zaczepne. Temu miały służyć dwie uchwały podjęte na ostatniej nadzwyczajnej sesji Rady Gminy Słupsk. Pierwsza jest protestem przeciwko zakusom miasta. Według nich Bierkowo, Siemianice, Strzelino i Włyn-kówko miałyby zostać włączone do Słupska. Rada miasta już w tej sprawie się wypowiedziała, potwierdzając aspiracje władz. Gmina zareagowała. I zaczęła się bronić. Wójt Barbara Dykier obiecała, że ani ona, ani jej urzędnicy i mieszkańcy nie będą zmęczeni walką o granice swojego samorządu. Nie tylko jednogłośnie został uchwalony sprzeciw wobec działań władz Słupska, ale i została zakwestionowana ubiegłoroczna decyzja Rady Ministrów, poprzez Radni gminy Słupsk byli zgodni i poparli uchwałę o zmianie granic gminy tak, by cofnąć rządowe decyzje z lipca ubiegłego roku uchwalenie wniosku o włącznie do gminy utraconych od l stycznia tego roku terenów w Płaszewku i Bierkowie. Z okopów wyprowadzono kontratak. - Sprzeciwiamy się działaniom władz Słupska w sprawie zmiany granic. Nasi mieszkańcy powiedzieli rok temu jednym głosem, że zostają w gminie. Obserwatorzy z zewnątrz nie rozumieją tego konfliktu. Dlaczego dwa samorządy nie mogą ze sobą rozma- wiać? Ile razy można proponować rozejm i spotykać się z odmową, ciągłymi oskarżeniami wobec naszej gminy? To ze strony władz Słupska jest już jakaś obsesja na tle naszego samorządu - powiedziała Barbara Dykier. Chociaż poza obsesją widzi też inne powody. - Łatwo sięgać po tereny zagospodarowane, takie jak Pła-szewko. Sięgać po slogany, że gmina rozwinęła się dzięki miastu. Wszystko w celu usprawie- dliwienia antydemokratycznych i antysamorządowych poczynań Słupska. Inicjatywa uchwałodawcza pani prezydent Słupska podważa i kwestionuje decyzję Rady Ministrów z 25 lipca 2022 roku -stwierdziła z naciskiem Barbara Dyker. - Rada Ministrów wsłuchała się w głos mieszkańców. O takich fundamentalnych zmianach powinni decydować sami mieszkańcy, bo takie jest prawo demokracji. Nie wiem, czy władze miasta liczą na na- KOMENTARZ Ponad 500 lat temu pomiędzy Białogardem a Świdwinem na Pomorzu Zachodnim wybuchła wojna o krowę. Dosłownie, bo jeden z mieszczan z Białogardu nie chciał oddać krowy, którą wziął na przechowanie od mieszczanina ze Świdwina. Polała się krew. Miejmy nadzieję, że w sporze pomiędzy Słupskiem a gminą Słupsk nie dojdzie do tak drastycznych wydarzeń. Oba samorządy idą za to na całego i nie zamierzają zrezygnować ze swoich aspiracji. Ale w tle widać, że chodzi i o ambicje, i o zachowanie stanowisk. Słupsk gorączkowo poszukuje nowych obywateli, aby podkreślić swój status i zabiegać o pieniądze na rozwój. Tymczasem wielu byłych mieszkańców Słupska przeniosło się do gminy Słupsk, bo ta przez lata prowadziła kampanię zachęcającą do osiedlania się właśnie u niej. Co robił wtedy Słupsk? Nic. Ale i gmina ma tu coś na sumieniu, bo promując swoje tereny jako świetne do zamieszkania, dobrze sobie zdaje sprawę z tego, że większość jej nowych mieszkańców pracuje i uczy się w Słupsku, korzysta tam z usług miejskich, sklepów, gastronomii, rozrywki. Idea promowania dobrego miejsca do zamieszkania nie może polegać tylko na roztaczaniu wizji spokojnego życia poza miastem. Trzeba jeszcze zaproponować coś: co w mieście jest na co dzień. Wojciech Frelichowski, zastępca redaktora naczelnego sze zmęczenie? Na to, że staniemy się obojętni? Ale my jesteśmy silni i dumni i nie będziemy zmęczeni nigdy walką o naszą gminę! Nieprzypadkowo wójt przywołała decyzję rządu z lipca zeszłego roku. Bo wówczas owszem rząd zgodził się na wchłonięcie przez miasto Słupsk terenów, ale ściśle określonych (w tym wysypiska śmieci). A nie do końca taka była wówczas intencja władz miasta i teraz według nich można to zmienić. - Ubiegłoroczna procedura doprowadziła do włączenia do miasta tylko terenów niezamieszkałych, nie został rozwiązany problem depopulacji dotykający miasto. Po proponowanych teraz zmianach teren Słupska powiększyłby się o ponad 19 kilometrów kwadratowych, a liczba mieszkańców wzrosłaby o ponad pięć tysięcy mieszkańców - uważa sekretarz miasta Łukasz Kobus. - Nie ugniemy się - powtarza wójt gminy.©® Gotowi oddać życie za Polskę. Tak byli wychowani Alek Radomski \ Słupsk \ \ - Niejedno pokolenie walczyło o ten kraj. Oby nie musiały tego robić kolejne - mówi ppłk Kazimierz Szosta-kowski-Kobelis, ostatni w Słupsku żołnierz wyklęty. Wczoraj z okazji Narodowego Dnia Żołnierzy Wyklętych „Głos" odwiedził ppłk Kazimierza Szostakowskiego-Kobelisa, który w tym roku skończy 102 lata. Przybyła też ekipa Telewi- zji Polskiej, był radny Jacek Sza-ran z PiS z pamiątkowym listem i kwiatami. 102-latekniekryłwzruszenia. - Czuję się zakłopotany - nie ukrywał ppłk Kazimierz Szo-stakowski-Kobelis. - Przecież nasze działania i nasza walka, to była całkowicie normalna rzecz. Przynajmniej tak powinno być. Przecież niejedno pokolenie walczyło o ten kraj. Oby nie musiały tego robić kolejne. Walka za ojczyznę to był nasz obowiązek, tak zostaliśmy wychowani, również przez szkołę. Z drugiej strony, nie można żyć tylko wspomnieniami, czasami dla nas niekorzystnymi. Życie idzie naprzód, a nie można iść do przodu, będąc ciągle odwrócony tyłem. Kazimierz Szostakowski-Kobelis, ps. Kazik, Mieczysław pochodzi z Wilna. Od kwietnia 1943 do sierpnia 1944 walczył w oddziałach partyzanckich AK Okręgu Wilno, Obwód i Inspektorat Oszmiana. Brał udział w Akcji Burza, szedł z oddziałem na pomoc walczącej w powstaniu Warszawie. W drodze do Puszczy Rudnickiej wojska sowieckie NKWD okrążyły oddziały AK. Jemu udało mu się zbiec i przedostać do Słupska. Wstąpił do tajnego Mobilizacyjnego Ośrodka Okręgu Wileńskiego Armii Krajowej. Wpadł w 1948 roku. Został skazany _ na osiem lat ciężkiego więzie-I nia. W1956 roku został objęty g amnestią. ^ W 2019 roku Kazimierz Szo-< stakowski-Kobelis otrzymał Me- .......... . ______________2 dal Stulecia Odzyskanej Niepod- Ppłk. Kazimierz Szostakowski-Kobelis był wzruszony ległości, przyznany przez prezy-z powodu odwiedzin. Obok radny Jacek Szaran dentaRP Andrzeja Dudę.©® 4 • WYDARZENIA Głos Dziennik Pomorza Czwartek, 2.03.2023 Brali łapówki, ale nie chcą iść do kryminału W maju 2017 roku do Sądu Rejonowego w Lęborku trafił akt oskarżenia z zarzutami niedopełnienia obowiązków służbowych oraz przyjmowania korzyści majątkowych. Oskarżono także 17 osób, które dały policjantom łapówki. Trzech policjantów przyjęło łącznie około 35 tys. zł, 1000 euro i 100 franków szwajcarskich. W styczniu 2018 roku przed Sądem Rejonowym w Lęborku rozpoczął się proces. Na ławie oskarżonych zasiedli Waldemar P., Tomasz N. i Wojciech N. Kierowcy, którzy wręczali łapówki i czwarty policjant dobrowolnie poddali się karze w zawieszeniu. W listopadzie 2021 roku sąd skazał Waldemara P. na 3 i pół roku, Tomasza N. na 3 lata, a Wojciecha N. na 2 lata i pięć miesięcy więzienia. Sąd orzekł też przepadek na rzecz Skarbu Państwa pieniędzy pochodzących z łapówek. Skazani odwołali się od wyroku. Sprawa trafiła do Sądu Okręgowego w Słupsku. Podczas rozprawy odwoławczej obrońcy oskarżonych twierdzili, że kary są drakońskie. Domagali się ich złagodzenia i zawieszenia, uniewinnie- nia oskarżonych od niektórych zarzutów lub zwrotu sprawy do ponownego rozpatrzenia. Adwokaci przyznawali, że łapówkarstwo jest niechlubną rzeczą, ale trzeba wziąć pod uwagę całość wzorowej służby byłych funkcjonariuszy. Zaznaczali, że proceder ten trwał tylko dwa miesiące. Podkreślali, że tak zdobyte pieniądze nie stanowiły stałego źródła dochodów. Wskazywali, że oskarżeni się przyznali, a osiem lat, czyli czas, jaki upłynął od ujawnienia przestępstw, jest wystarczającą karą. Oskarżający w tej sprawie Krzysztof Młynarczyk, słupski prokurator okręgowy, wniósł 0 nieuwzględnienie apelacji 1 utrzymanie wyroku. - Nie chodzi o długotrwałość, lecz intensywność i powtarzalność tych czynów w krótkim czasie - zaznaczył. Wszyscy oskarżeni prosili o łagodne kary, które nie pogrążą ich rodzin, nie przyniosą hejtu, żeby - jak powiedział Wojciech N. - ich dzieci nie musiały cierpieć za to, że ojciec trafił do kryminału. Sąd ze względu na zawiłość sprawy odroczył wydanie wyroku. ©® Ktoś zabił psa, jego ciało wrzucił do jeziora Andrzej Gurba Region Z jeziora Lednik w Miastku zostało wyłowione ciało martwego psa, które było w worku. Zdaniem weterynarzy zwierzę zostało otrute. Kilka dni temu wędkarz łowiący ryby w jeziorze Lednik wyciągnął z wody worek, w którym był martwy pies. To był młody (prawdopodobnie roczny) pies w typie jamnika. Na szyi miał niebieską półzaciskową obrożę połączoną z krótką czarną smyczą. Na ciele nie miał żadnych obrażeń. Sprawą zainteresowało się Stowarzyszenie Bezdomny Kundelek z Miastka, które zleciło sek-cję zwłok czworonoga. - Wynika z niej, że pies został martwy wrzucony do wody. Przyczyną śmierci było prawdopodobnie uduszenie albo otrucie. Weterynarz stwierdził, iż pies nie był na nic chory - mówi Kamil Gocan ze Stowarzyszenia. Stowarzyszenie zadeklarowało wypłacenie 2000 złotych osobie, która wskaże sprawcę zabicia psa. Pieniądze pochodzą od anonimowych przyjaciół zwierząt i od samego stowarzyszenia. Pies miał na szyi niebieską obrożę. Może ktoś ją pozna? Gocan mówi, że dotarły do niego informacje, że w dniu, w którym został wyłowiony czworonóg, przy jeziorze Lednik przed godziną 12 były widziane dwie kobiety, z którymi był najprawdopodobniej ten pies. - Zwracamy się z prośbą o pomoc w ustaleniu właściciela psa albo sprawcy jego uśmiercenia. Prosimy o kontakt z nami albo z policją. Gwarantujemy anonimowość - apeluje. Telefon kontaktowy do Bezdomnego Kundelka to 518 739 902. Postępowanie w tej sprawie prowadzi miastecka policja. Za zabicie, znęcanie się nad zwierzętami, nie tylko psami, grozi kara więzienie do trzech lat.©® Bogumiła Rzeczkowska Słupsk Trzech oskarżonych o korupcję byłych policjantów z Lęborka stanęło przed Sądem Okręgowym w Słupsku. Wysłuchaliśmy mów końcowych, ale wyrok został odroczony. Wkrótce się okaże, czy łapówkarze najbliższe lata spędzą w więzieniu. - Nie wiem, jak usprawiedliwić moje nieodpowiedzialne zachowanie. Jak mogłem pokusić się na te pieniądze? To było zaćmienie umysłu. Przyniosłem wstyd rodzinie, zraniłem matkę - mówił przed sądem okręgowym w ostatnim słowie Wojciech N., jeden z oskarżonych o korupcję byłych policjantów. - Przepraszam przełożonych, kolegów i koleżanki z pracy, że swoim zachowaniem zhańbiłem mundur policyjny i wystawiłem całą formację na wstyd. W marcu, wrześniu i październiku 2015 roku w rejonie Lęborka policjanci wyłapywali wykroczenia drogowe. Jednak kierowcom, którzy chcieli uniknąć mandatów i punktów karnych, chętnie darowali przewinienia. Byli otwarci na ich pro- Rozprawa apelacyjna przed Sądem Okręgowym w Słupsku byłych policjantów lęborskiej drogówki oskarżonych o korupcję pozycje. Zmieniali kwalifikację wykroczenia, np. na przechodzenie przez jezdnię w miejscu niedozwolonym. W niektórych przypadkach sami proponowali „załatwienie sprawy", czy „pomoc". Warunkiem było wręczenie łapówki. Sprawa się wydała. Biuro Spraw Wewnętrznych Komendy Głównej Policji w Gdań- sku w radiowozie policjantów zainstalowało urządzenia nagrywające. Trwała obserwacja. Tzw. policja w policji ustaliła, że lęborscy fiinkcjonariusze wielokrotnie dopuścili się przyjmowania korzyści majątkowych podczas wykonywania czynności służbowych. Policjanci zostali zatrzymani w maju 2016 roku. Trzej trafili do aresztu. Prokuratura Okręgowa w Słupsku zarzuciła im przyjmowanie łapówek w zamian za odstępowanie od obowiązkowego zatrzymania prawa jazdy, za obniżanie wysokości należnych mandatów karnych i obniżanie liczby należnych punktów karnych za popełnienie wykroczenia. Biznesmen poskarżył się na szefa STBS. Radni uznali, że trzeba to wyjaśnić Grzegorz Hilarecki Słupsk Na polecenie prezydenta miasta badana jest skarga przedsiębiorcy na Krzysztofa Kido, prezesa Słupskiego Towarzystwa Budownictwa Społecznego. Radni nmali skargę za zasadną, prezes bagatelizuje sprawę. Słupskie Towarzystwo Budownictwa Społecznego to spółka miejska, dlatego sprawą skargi jednego z przedsiębiorców zajmowała się Rada Miejska w Słupsku. Dwunastu radnych z Platformy Obywatelskiej i Prawa i Sprawiedliwości uznało, że skarga jest zasadna. Przeciwne zdanie miało sześciu radnych z prezydenckiego klubu Łączy nas Słupsk. Po głosowaniu prezydent Krystyna Danilecka-Wojewódzka podjęła decyzję, by podległe jej organy spółki zbadały sprawę. Jak się dowiedzieliśmy, przedsiębiorca startował w ogłoszonym przez STBS zamówieniu ofertowym i choć złożył w nim propozycję najniższą cenowo, to wybrany został inny wykonawca. Próbował to wyjaśnić, ale - jak zgłosił w skardze do rady miejskiej - Krzysztof Kido, prezes Słupskiego Towarzystwa Budownictwa Społecznego odmówiono mu informacji o przyczynach i innych ofertach. Paweł Szewczyk, przewodniczący komisji skarg w radzie miejskiej, tłumaczy, że w rozpatrzeniu przez radnych podlegała skarga w części dotyczącej nienależytego - zdaniem przedsiębiorcy - wykonywania zadań przez prezesa STBS. Skarżący wskazał na niewłaściwą obsługę interesantów oraz brak kontaktu z prezesem obowiązanym do reprezentowania spółki. - Z wyjaśnień uzyskanych od prezesa Kido wynika, że poprzez swoją asystentkę poinformował skarżącego, iż nie może z nim rozmawiać, bo jest zajęty. Ponadto nie zaproponował skarżącemu rozmowy w innym terminie. Nie udzielił też informacji na temat wyników przeprowadzonego postępowania. Takie postępowanie prezesa zdaniem rady, może budzić podejrzenie co do transparentności przeprowadzonych działań - podkreśla radny Szewczyk. - Nie będę komentował decyzji radnych. Dosyć powiedzieć, że swoją decyzję podjęli na podstawie zdania, które nigdy nie padło, a moich wyjaśnień nie chcieli nawet wziąć pod uwagę - komentuje Krzysztof Kido, prezes STBS. - W tej sprawie wszystko jest zgodne z prawem, a pani prezydent jako właściciel spółki podjęła decyzję, że rada nadzorcza ma zbadać sprawę. Ze spokojem na to oczekuję, bo jestem pewien, że mam rację ja, a nie skarżący. Dodajmy, że radni nie oceniali merytorycznego wątku, czyli rozstrzygnięcia w postępowaniu ofertowym. „W pozostałej części skargi, która dotyczy postępowania ofertowego, wyjaśnić należy, że to postępowanie nie przewiduje trybu odwoławczego do drugiej instancji, jednakże skarżący nie jest pozbawiony ochrony prawnej. W sytuacji, gdy skarżący twierdzi, że odrzucenie jego oferty było niezgodne z prawem oraz że w związku z tym poniósł szkodę, ma możliwość zwrócenia się do sądu powszechnego" - wytłumaczyli radni w uchwale. ©® Głos Dziennik Pomorza Czwartek, 2.03.2023 MOŻE NASZE MORZE • 5 Powstaje największy szlak wodny Tomasz Chudzyński Polska Żeglarski Szlak Kulturowy Delty Wisły, Zalewu Wiślanego. Kanału Elbląskiego i Pojezierza Iławskiego - to projekt, który chcą zrealizować samorządy z Pomorza oraz Warmii i Mazur. Będzie to kompleksowy wodny szlak żeglarski - największy w Polsce i jeden z największych w Europie - naturalne połączenie zrewitalizowanych kilka lat temu śródlądowych tras turystycznych Pętli Żuławskiej z zabytkowym Kanałem Elbląskim i rozległym Pojezierzem Iławskim. Pętla była pierwsza Zbigniew Ptak, współtwórca i pomysłodawca turystycznej rewitalizacji i rozwoju szlaków wodnych na Pomorzu, uważa, że to poniekąd jest naturalny krok. Zresztą już teraz wodniacy byli w stanie dotrzeć z warmińsko-mazurskich jezior na pomorskie, śródlądowe akweny. Problemem jednak jest brak infrastruktury. O ile szlaki Pętli Żuławskiej dysponują nowymi przystaniami, marinami i pomostami, zbudowanymi dekadę temu w ramach wspieranego przez Unię Europejską projektu, o tyle nieco gorzej sytuacja wygląda w poszczególnych częściach warmińskiego śródlądzia. Właśnie współpraca samorządów, muzeów, uczelni, lokalnych organizacji turystycznych i stowarzyszeń, spierana przez Wody Polskie, może zapewnić fundusze na inwestycje w nowy szlak. - Pętla Żuławska to atrakcyjna turystycznie i przyrodniczo droga wodna łącząca ze sobą szlaki wodne Wisły, Martwej Wisły, Szkarpawy, Wisły Królewieckiej, Nogatu, Wisły Śmiałej, Tugi, Motławy, rzeki Elbląg, Pasłęki, a także wody Zalewu Wiślanego. Łącznie 303 km, które można przepłynąć łodzią motorową, hausbotem, jachtem, a nawet kajakiem -czytamy w przewodniku po Pętli. Dodajmy, śródlądowym szlakiem można np. pokonać trasę z Gdańska do Krynicy Morskiej, Fromborka, £1- m m m WODNA SIATKA POŁĄCZEŃ Marina w Krynicy Morskiej. To element obecnego szlaku Pętli Żuławskiej M ~~ ** W przyszłości będzie również pełny dostęp do Zalewu Wiślanego i portów bląga, Malborka, mijając po drodze mniejsze, ale i urokliwe przystanie. W latach 2010-2014 powstało łącznie 16 obiektów żeglarskich, np. porty w Krynicy Morskiej, Kątach Rybackich, Braniewie nad Zalewem Wiślanym, przystanie przy zamku w Malborku, marina w Elblągu, przystanie w Rybinie w Osłonce na rzece Szkarpa-wie czy prężnie rozwijająca się marina w Błotniku w gminie Cedry Wielkie. Samorządy budowały infrastrukturę w ramach projektów wspieranych przez pieniądze z UE. Celem był rozwój turystyczny i - co za tym idzie - gospodar- czy regionu. Całość kosztowała ok. 140 min zł. - W pierwszych latach przepłynęło wodami Pętli około 20 tys. żeglarzy. W kolejnych sezonach liczba ta zwiększyła się ponad sześciokrotnie - podkreśla Zbigniew Ptak, były starosta nowodworski, pomysłodawca i współtwórca programu Pętli. Ta sama idea przyświeca planom budowy nowego szlaku. Chcą współpracy Samorządy z Warmii I Mazur oraz Pomorza podpisały niedawno list intencyjny dotyczący stworzenia . nowego, W latach 2010-2014, powstało łącznie 16 obiektów żeglarskich, np. porty w Krynicy Morskiej, Kątach Rybackich, Braniewie kompleksowego szlaku łączącego akweny Pojezierza Iław-sko-Ostródzkiego, Kanału Elbląskiego, Delty Wisły i Zalewu Wiślanego. Powstać mają nowe mariny, przystanie, pomosty cumownicze, miejsca noclegowe, punkty gastronomiczne. Szlak ten byłby jednym z największych w Polsce i w Europie. - Już teraz można przepłynąć z Gdańska do Ostródy. Natomiast na trasie tej nie ma możliwości zatankowania paliwa, zdania ścieków itd. To jedno. Druga kwestia, nawet jeśli ktoś się zdecyduje na tę trasę, to obecnie szlak oferuje jedynie... widok na brzegi rzek i kanałów. Tymczasem region jest pełen atrakcyjnych miejsc - dawnych dworów, kościołów, historycznych budowli hydrotechnicznych, średniowiecznych zamków, miejsc unikatowych pod względem przyrodniczym. Każdy taki kulturowy element powinien być zagospodarowany, przedstawiony w spójnej ofercie, a turysta- wodniak powinien mieć szansę zatrzymać się przy większości atrakcji. Te z kolei powinny być spięte komunikacyjnie, np. za pomocą tras rowerowych, wypożyczalni jednośladów czy konnych bryczek. My turystę musimy spowolnić, zainteresować. Zatem tak jak w przypadku Pętli Żuławskiej, nowy szlak może stać sięgospodar-czym pulsatorem rozwoju bazy noclegowej, lokalnych atrakcji, gastronomii. Do tego potrzebna jest spójna oferta -tłumaczy Rak. Program na szybko? - Nasze porozumienie ożywi ten teren, pozwoli także na rozbudowę bazy żeglarskiej i turystycznej - mówił w czasie podpisania listu intencyjnego w Buczyńcu (na trasie Kanału Elbląskiego) Jacek Michalski, prezes Stowarzyszenia Żuławy i burmistrz Nowego Dworu Gdańskiego. Zbigniew Michalak, burmistrz Ostródy oraz prezes Związku Gmin i Powiatów Kanału Elbląskiego i Pojezierza Iławskiego, dodawał, że utworzenie szlaku pozwoli całemu regionowi zaistnieć na mapie turystycznej Polski i Europy. Zaznaczmy, przygotowanie programu Pętli Żuławskiej, a następnie zdobycie środków Żeglarski Szlak Kulturowy Delty Wisły, Zalewu Wiślanego, Kanału Elbląskiego i Pojezierza Iławskiego zapewni szeroką sieć śródlądowych połączeń. Będą dwie, główne osie: Gdańsk, Elbląg, Miłomłyn, Ostróda (szlakiem rzek Pętli Żuławskiej, a następnie Kanału Elbląskiego) i dalej do Iławy. Druga będzie wiodła szlakiem: Gdańsk, Tczew, Gniew, Nowe. Obie połączą szlaki rzek Nogat (przez Malbork) i Tuga (przez Nowy Dwór Gdański). Będzie również pełny dostęp do Zalewu Wiślanego i położonych na jego wybrzeżu portów. i realizacja projektów budowlanych zajęła blisko dekadę. Zdaniem Ptaka, obecnie tempo prac może być szybsze. Po stworzeniu programu kolejnym punktem działania będą starania o środki unijne. Trudno natomiast szacować, ile kosztowałaby budowa nowego szlaku. Należy założyć, że byłyby to koszty o co najmniej 50 proc. wyższe od tych, które wydane zostały na Pętlę Żuławską. - Mamy niemal 40 samorządów i powiatów zdecydowanych na współpracę. Wspierać ideę chcą Narodowe Muzeum Morskie w Gdańsku, Muzeum Archeologiczne w Elblągu, Politechnika Gdańska czy Wody Polskie. To daje bardzo duży potencjał, dużą sprawczość -podkreśla Ptak. - Uczestników jest wielu, bo ożywienie dróg wodnych oraz otwarcie na Bałtyk daje duże możliwości na rozwijanie turystyki wodnej na tym rozległym obszarze. Beneficjentami będą na pewno samorządy, które na pewno będą chciały realizować poszczególne przedsięwzięcia związane z turystyką i kulturą. A Wody Polskie też będą chciały uczestniczyć w podziale tego tortu inwestycyjnego - podkreśla Andrzej Winiarski, dyrektor Wód Polskich w Gdańsku. ©® tGG.6840.2.14.2022 BURMISTRZ MIASTA DARŁOWO informuje, że w siedzibie Urzędu Miejskiego w Darłowie na tablicy ogłoszeń wywieszono na okres 21 dni wykaz nieruchomości, w którym umieszczono działkę gruntu numer 78/92 o powierzchni 0,0480 ha, położoną w obrębie ewidencyjnym numer 0010 m. Darłowo przy ulicy Józefa Chełmońskiego 2, przeznaczoną do sprzedaży w drodze przetargu ustnego ograniczonego do właścicieli nieruchomości przyległych. Informacje szczegółowe można uzyskać w siedzibie Urzędu Miejskiego w Darłowie - Referat Gospodarki Nieruchomościami i Planowania (pokój nr 27) oraz telefonicznie pod nr 94 355 12 07. Spółdzielnia Mieszkaniowa „Korab" w Ustce 76-270 Ustka ul. Grunwaldzka 10, tel. 59 8144-081 informuje, że na stronie internetowej Spółdzielni www.smkorab.pl został ogłoszony przetarg nieograniczony na: Wykonanie termomodernizacii elewacji zachodniej budynku mieszkalnego wielorodzinnego przy ul. Wróblewskiego 6 w Ustce - ETAP I Termin składania ofert do dnia 8 marca 2023 r. do godz. 9.30 Zainteresowanych zapraszamy do pobrania informacji o przetargu oraz SIWZ ze strony Spółdzielni www.smkorab.pl i ZŁOM kupię, potnę, przyjadę i i odbiorę, tel. 607 703 135. ' USŁUGI HYDRAULICZNE, tel. 607 703 135. ] SPRZĄTANIE strychów, i garaży, piwnic, wywóz starych i mebli oraz gruzu w big ' bagach, 607 703 135. 6 Głos Dziennik Pomorza Czwartek, 2.03.2023 POLSKA i ŚWIAT KRÓTKO KRAKÓW Aktor Jerzy S. skazany W środę przed krakowskim Sądem Rejonowym odbyła się rozprawa Jerzego S. Znany aktor, który był oskarżony o prowadzenie w stanie nietrzeźwości, nie stawił się w sądzie. Jerzy S. w połowie października potrącił na al. Mickiewicza w Krakowie 44-letniego motocyklistę. Jechał dalej, bo - jak tłumaczył potem na miejscu policji - nie zauważył kolizji. Kiedy został zatrzymany, badanie wykazało, że ma 0,7 promila alkoholu w organizmie. Podczas posiedzenia sędzia Tomasz Rut- KOSMOS kowski odczytał wyjaśnienia aktora. Wskazywał on m.in., że 17 października wypił trzy, cztery lampki wina do obiadu. Jerzy S. ostatecznie dostał 12 tys. zł zł grzywny i 3-letni zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych. Prokurator Bartłomiej Le-gutko zgodził się z obroną co do nieposzlakowanej opinii aktora, ale - uzasadniając wniosek o wyższą karę - podkreślił, że nawet osoby znane, o nieposzlakowanej opinii, muszą ponieść karę. PAP Spotkanie Wenus i Jowisza Obecne dni to najlepsza pora, by obejrzeć bliskie spotkanie Wenus i Jowisza na niebie. Takie zbliżenie planet na nieboskłonie astronomowie nazywają koniunkcją albo złącze-niem.Obie planety są teraz widoczne wieczorem nad zachodnim horyzontem jako dwa bardzo jasne punkty świetlne. GDAŃSK Dzieci operowane przez robota Pierwsze w Polsce operacje u dzieci z wykorzystaniem robota da Vinci wykonano w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym w Gdańsku. Pacjentki wwieku4,6ii7latczująsiędo-brze. Szpital podał, że były to dwa przypadki onkologiczne: torbiel nadnercza i guz w trzonie trzustki. Zoperowanoteż dziecko z wadą układu moczowego w postaci wodonercza wskutek zwężenia połączenia moczowodu z miedniczką nerkową. Ordynator Kliniki Chirurgii i Urologii Dzieci i Młodzieży UCK, prof. Piotr Czau-derna, cytowany w przesłanym komunikacie, zaznaczył, że chirurgia robotyczna daje wiele korzyści. - Pozwala na przykład na dużo bardziej precyzyjny sposób operowania - ocenił, oprać. WS | PAP TALLIN - To naprawdę zły czas, by rozmawiać o tej kwestii. Chyba wszystkim polityka i wybory mieszają się z wojną w Ukrainie, a to napraw-dę de podejście -powiedziała w rozmowie z telewizją ERR Katri Raik, burmistrz położoną przy granicy z Rosją Narwy, komentując pian wystawienia w estońskim mieście rosyjskiego czołgu zniszczonego przez siły zbrojne Ukrainy. Wystawiony na placu Wolności w Tallinie czołg budzi kontrowersje również w estońskiej stolicy. 99 Chyba wszystkim polityka i wybory mieszają się z wojną w Ukrainie, a to naprawdę złe podejście Katri Raik, burmitrz Narwy, była szefowa MSW Estonii Prezydent Warszawy zawiesił byłego ministra. Korupcja w tle Anna Nagel Katowice/Warszawa Rafał Trzaskowski podjął decyzję o zawieszeniu w pełnieniu obowiązków sekretarza miasta Włodzimierza Karpińskiego. Jest on podejrzany o korupcję, a sąd zdecydował o jego aresztowaniu. Podejrzany o korupcję Włodzimierz Karpiński - sekretarz miasta stołecznego Warszawy, były prezes miejskiej spółki MPO i były minister skarbu w rządzie PO i PSL - trafi na 90 dni do aresztu - zdecydował sąd, uwzględniając wniosek prokuratury. Obrona zapowiedziała zażalenie na zastosowanie aresztu. Karpiński nie przyznaje się do winy. W ocenie pełnomocnika podejrzanego mierzy się on „z pomówieniami współ-podejrzanych". Wcześniej w śląskim wydziale Prokuratury Krajowej Karpiński, który wyraził zgodę na podawanie swojego nazwiska w pełnym brzmieniu, usłyszał zarzut przyjęcia korzyści majątkowej w kwocie blisko 5 min zł. Na początku lutego m.in. podobny zarzut w tym samym śledztwie usłyszał już b. wiceminister skarbu Rafał Baniak (on również zgadza się na podawanie nazwiska - PAP). W tej sprawie łącznie podejrzanych jest 14 osób. - Włodzimierz K. jest podejrzany o przyjęcie prawie pięciu mi- /'' i | S 111 mi i Urzędnik miał przyjąć około 5 min korzyści majątkowej. Włodzimierz Karpiński nie przyznaje się do winy lionów złotych łapówki w związku z procedurą wyłaniania firm, które uczestniczą w procesie odbioru śmieci na terenie Warszawy - poinformował po zakończeniu posiedzenia sądu w sprawie aresztowania Karpińskiego naczelnik śląskiego wydziału Prokuratury Krajowej w Katowicach prok. Tomasz Tadla. Dodał, że wśród 14 podejrzanych w tej sprawie są osoby, które odpowiedzą za różne przestępstwa, w tym udział i kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą. - Natomiast na tę chwilę można powiedzieć, że sfinalizowano pewien etap tej sprawy, która dotyczy również wręczania i przyjmowania korzyści majątkowych, a także powoływania się na wpływy w różnych instytucjach samorządowych —powiedział prok. Tadla. Jak relacjonował naczelnik, kwota korzyści majątkowej (blisko 5 min zł), którą - według śledczych - miał przyjąć Karpiński, „to kwota odpowiadaj ąca zarzutom, które były już wcześniej stawiane Rafałowi B. (Baniakowi - PAP), a także innym osobom". - W popełnianiu tych licznych przestępstw brało udział kilkanaście osób (...). Sprawcy, aby moc popełniać te przestępstwa o charakterze korupcyjnym, wymyślili dość osobliwy mechanizm, który polegał na wystawianiu kilkudziesięciu faktur poświadczających nieprawdę między kilkunastoma podmiotami zlokalizowanymi na terenie całego kraju. Te fikcyjne faktury umożliwiły generowanie środków, które w części trafiały również do Włodzimierza K." - tłumaczył prokurator. Wniosek prokuratury o aresztowanie Karpińskiego rozpatrzył we wtorek późnym wieczorem Sąd Rejonowy Ka-towice-Wschód. - Sąd w pełni zaakceptował wniosek prokuratora o tymczasowe aresztowanie, podzielił wszystkie nasze argumenty i zastosował tymczasowe aresztowanie na okres 90 dni - poinformował Tadla. Jak mówił, w tej sprawie nie tylko zachodzi obawa matactwa, ale wręcz - w ocenie śledczych - podejrzany już podjął działania noszące znamiona matactwa. Uwzględniając wniosek o areszt, sąd kierował się także - jak mówił prokurator - wysokim prawdopodobieństwem popełnienia zarzucanego mu czynu i zagrożeniem surową karą. - Ważna była również - ocenił prokurator - konfiguracja wieloosobowa, która w tej sprawie występuje. PAP KO: Zablokowaliśmy wypłatę dotacji z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju dla dwóch spółek Aleksandra Rebelińska Warszawa Chodzi o 55 min zł dla spółki 26-latka oraz 123 min zł dla białostockiej firmy - poinformowali w środę posłowie KO Dariusz Joński i Michał Szczerba. Posłowie Koalicji Obywatelskiej wrócili do sprawy dwóch dotacji przyznanych w ramach konkursu NCBiR „Szybka ścieżka - innowacje cyfrowe". Pierwsza z dotacji, opiewająca na 55 min zł, została przyznana firmie o kapitale 5 tys. zł założonej 10 dni przed ostatecznym terminem składania wniosków, przez niespełna 30-latka w mieszkaniu prywatnym. Wniosek firmy otrzymał najniższą możliwą ocenę dopuszczającą do finansowania. Druga budząca podejrzenia posłów dotacja - w wysokości 123 min zł - została przyznana na projekt dotyczący „cyber- bezpieczeństwa podmorskiego" białostockiej spółce, która w ostatnich dwóch latach wykazywała straty. Posłowie zapowiedzieli, że zawiadamiają o tej sprawie prokuraturę oraz Europejski Urząd ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych (OLAF), czyli unijny organ, który monitoruje wydawanie funduszy z UE. Posłowie KO przedstawili także sieć powiązań między spółkami, które otrzymały dotacje z NCBiR a Partią Republi- kańską. Graf rozpoczyna się od szefa Partii Republikańskiej Adama Bielana, który - jak mówią - „negocjuje to, że to Jacek Żalek zostaje wiceministrem funduszy i polityki regionalnej", nadzorującym NCBiR. „Od wielu miesięcy to Jacek Żalek ustala wszystkie kwestie kadrowe w NCBiR" - wskazują posłowie KO. 22 lutego Centralne Biuro Antykorupcyjne rozpoczęło kontrolę w NCBiR. PAP Głos Dziennik Pomorza Czwartek, 2.03.2023 POLSKA I ŚWIAT • 7 Prezydent Węgier chce jak najszybszego wstąpienia Finlandii i Szwecji do NATO Karolina Wrońska Budapeszt KatalinaNovak wezwała v parlament kraju do ratyfikowania akcesji obu państw do Sojuszu. Posłowie rozpoczęli w środę debatę nad wnioskiem rządu w tej sprawie. „Moje stanowisko jest jednoznaczne: w obecnej sytuacji przystąpienie SzwecjiiFinlandii do NATO jest uzasadnione. Wierzę, że Zgromadzenie Narodowe podejmie jak najszybciej mądrą decyzję!" - napisała prezydent Węgier w mediach społeczno-ściowych. „Jest to złożona decyzja, niosąca za sobą poważne konsekwencje, dlatego konieczne jest jej dokładne rozważenie"-dodała. Rząd przedłożył w parlamencie wniosek o ratyfikację akcesji w lipcu ubiegłego roku, ale od tego czasu ciągle przesuwano glosowanie w tej sprawie. Premier Viktor Orban poprosił posłów koalicji Fidesz-KDNP 0 poparcie wniosku Finlandii 1 Szwecji, jednak stwierdził, że niektórzy z nich nie byli zbyt entuzjastycznie do tego nastawieni. Powodem miało być to, że „państwa te rozpowszechniają rażące kłamstwa na temat naszej demokracji i rządów prawa". Dwa kraje nordyckie złożyły wnioski o przyjęcie do NATO w maju 2022 roku po agresji Rosji na Ukrainę. Węgry to ostatni obok Turcji kraj Sojuszu, który nie zatwierdził jeszcze przyjęcia Finlandii i Szwecji do NATO. PAP Prezydent Katalina Novak podkreśliła, że decyzja Węgier jest złożona i „niesie za sobą poważne konsekwencje" Wypadek w Grecji. „Pierwszy i drugi wagon przestały istnieć Karolina Wrońska Ateny Co najmniej 36 osób ginęło, a 85 zostało rannych w zderzeniu pociągu towarowego z pociągiem pasażerskim, do którego doszło w odległości 380kilometrów od Aten. Co najmniej 25 osób jest ciężko rannych - poinformowała agencja AR „Pierwszy i drugi wagon przestały istnieć, trzeci wypadł z szyn" - powiedział greckiej telewizji Słoi Costas Agorastos, gubernator regionu. - „To była potworna noc". „Usłyszeliśmy huk, wagon zaczął się obracać. Zaczęła się panika. Kable, ogień. Ogień pojawił się natychmiast. Parzył. Był z prawej i z lewej" - powiedział BBC 28-letni Stergios Minenis, któremu udało się wydostać przez okno. Inny pasażer opisał, jak okna „znienacka eksplodowały". Zdaniem Agorastosa dwa pierwsze wagony spłonęły. Wielu spośród 350 pasażerów, którzy znajdowali się w pociągu, było studentami wracającymi po długim weekendzie do domu. Według greckich mediów jest to „najtragiczniejszy wypadek kolejowy, jakiego Grecja kiedykolwiek doświadczyła ". Dwa szpitale w regionie Lari-ssy zostały postawione w stan gotowości. Także szpitale wojskowe w Salonikach i Atenach Greckie władze zmobilizowały około 150 strażaków i 40 karetek pogotowia. Dźwigi i sprowadzeni ratownicy starali się podnieść przewrócone wagony były w razie potrzeby „w pogotowiu" - poinformowały władze. Lżej ranni zostali przetransportowani do Salonik. Po wschodzie słońca do akcji został włączony ciężki sprzęt. Przyczyna katastrofy nie jest znana. „W Grecji doszło do tragicznego zderzenia pociągu pasażerskiego z towarowym. Składam najgłębsze kondolencje premierowi Kyriakosowi Mitso-takisowi i wszystkim, którzy stracili bliskich" - napisał na Twitterze szef polskiego rządu Mateusz Morawiecki. Grecki nadawca SKAI pokazał materiał filmowy wykolejonych wagonów, poważnie uszkodzonych z wybitymi szybami i gęstymi kłębami dymu kłębiącymi się w powietrzu, a także gruzu rozrzuconego po drodze. Widziano ratowników z latarkami w wagonach w poszukiwaniu uwięzionych pasażerów. Po wschodzie słońca do akcji został włączony także ciężki sprzęt. Przyczyna katastrofy na razie pozostaje nieznana „W wagonie panowała panika, ludzie krzyczeli" - powiedział telewizji SKAI ewakuowany młody mężczyzna. Władze zmobilizowały około 150 strażaków i 40 karetekpogo-towia. Dźwigi i ratownicy zostali zaangażowani, aby spróbować podnieść przewrócone wagony. Wyrazy współczucia z powodu katastrofy kolejowej w Grecji złożył w środę w mediach społecz-nościowych minister infrastruktury Andrzej Adamczyk. Polskie środowisko transportowe i kole-jowe łączy się w bólu z najbliższymi ofiar i poszkodowanymi -dodał. PAP 1 iiuim? f tmw* mmmm uimti 1 iiuim? f tmw* PYTAJ VM KIOSK** prasWcH ISM-1 oN*cłl Zdrada w Jałcie czyli V rozbiór Polski sssHi 0010754010 8 Głos Dziennik Pomorza Czwartek, 2.03.2023 pod PARAGRAFEM WŚRODKU Mucha plujka w kryminalistyce. Okazuje się, że ta muchówka bywa w niej niezastąpiona, str. 10 Ulica Szpitalna w Krakowie. Na przestrzeni lat sporo się na tej uroczej uliczce wydarzyło... str. 11 ZA TYDZIEŃ Życia nie ocalili, godność stracili. Żydowscy policjanci Mieli tropić szmuglerów, pilnować porządku, kierować ruchem. Żydowską policję w gettach Niemcy wykorzystali do pomocy w Zagładzie. KRÓTKO WSPOMNIENIE Rocznica śmierci Chandlera Zbliża się 26 marca - kolejna rocznica śmierci Raymonda Chandlera (zmarł w1959r. w La Jolla), współtwórcy gatunku kryminalnego zwanego noir. Najbardziej znanym bohaterem jego powieści jest samotny i cyniczny prywatny detektyw Philip Mar-lowe, który niestrudzenie tropi zło w Los Angeles. Jest przykładem krystalicznie uczciwego człowieka, choć lubiącego kobiety, alkohol i papierosy, i który wieczorami, zgorzkniały, rozgrywa sam ze sobą partie szachów. Is POLICJA.PL Uwaga: oszustwo na Blika Policja przestrzega przed tzw. oszustwem na Blika. „Hej mam sprawę jesteś?... Opłacisz mi coś Blikiem? Ja Ci odeślę, bo mi coś nie działa". Takie prośby o podanie kodu Blik coraz częściej stają się sposobem działania oszustów. „Przestrzegamy, aby nie podawać wygenerowanego kodu Blik bez potwierdzenia np. telefonicznego, czy to faktycznie nasz znajomy prosi o pożyczkę" - czytamy na portalu Policja.pl. bb W KINACH Krwawy Czyściciel z Iranu 3 marca do polskich kin wejdzie, a raczej wpełznie „Holy spider", thriller kryminał w reż. Ali Abbasiego, wyprodukowany w kooperacji duń-sko-niemiecko-szwedzko-francuskięj i nagrodzony m.in. Złotą Palmą. To historia seryjnego mordercy, który w Iranie w 2000 r. zabijał pracownice seksualne w Meszhe-dzie pod pretekstem oczyszczania miasta. Choć akcja filmu rozgrywa się w Iranie, ten mroczny film nawiązuje do wybitnych amerykańskich klasyków gatunku, takich jak „Taksówkarz" Scorsesego i „Zodiak" Finchera. W rolach głównych Mehdi Baje-stani i Zar Amir Ebrahimi. mg Lublin 1916 r. Szubienica już czeka na krwawych kochanków ,/■ , * ** r "J* Wieniawa, wówczas jedno z biedniejszych przedmieść Lublina, ul. Przy Stawie, początek XX w. To w takiej scenerii zbrodniczy kochankowie zaplanowali wydarzenia w Trojaczkowicach Małych Mariusz Gadomski redakcja@polskatimes.pl Jesienią 1915 r. Lublinem, w którym swoje porządki zaczynali robić nowi okupanci - Austriacy, wstrząsnęła wieść o straszliwej zbrodni. Trzy siostry zostały bestialsko zabite we śnie. Morderca roztrzaskał im głowy uderzeniem siekiery. Czwarta leżała obok łóżka - miała szeroko otwarte oczy. Na miejsce zbrodni natychmiast przybył nowy szef policji w Lublinie, austriacki rotmistrz Hugo Essenberger. Poczynione przez niego spo- strzeżenia pozwoliły na aresztowanie w ciągu 48 godzin sprawców zbiorowego zabójstwa. Nowy porządek Wielka Wojna wywróciła dogórynogami porządek panujący na ziemiach Kongresówki, które po rozbiorach przez ponad wiek podlegały imperium carskiemu. 30 lipca 1915 r. do Lublina wjechali triumfalnie ułani z 5 Szwadronu Legionów Józefa Piłsudskiego, opromienieni zwycięstwami nad wojskami rosyjskimi w bitwach pod Kraśnikiem i Jastkowem. Witano ich owacjami, na Krakowskim Przedmieściu kobiety powiewały z balkonów chustkami. Szwadron Piłsudskiego walczył po stronie Austriaków i to oni byli prawdziwymi zwycięzcami. Jako okupanci twardo egzekwowali prawo do rządzenia. Wprowadzony przez nich system daleko idących ograniczeń, rekwizycji, zajęć i przymusowych dostaw dotkliwie uderzał w Polaków. Jesienią 1915 r. utworzono w Lublinie stolicę nowo powstałego generał-gubematorstwa. Siedziba mieściła się w pałacu Lubomirskich. W rękach Austriaków znalazły się m.in. sądy i policja. Nowa władza rychło zerwała z carskimi zwyczajami. Ochrona ładu i porządku publicznego na zapleczu frontu stała się jednym z kluczowych zadań wojska i poliq'i. Proste śledztwa nie ciągnęły się już miesiącami, a sądy polowe surowo karały winnych. Na czele lubelskiej policji stanął komendant żandarmerii okręgowej, rotmistrz Hugo Essenberger. Jednym z pierwszych śledztw, jakie prowadził, była sprawa morderstwa siedmioosobowej rodziny. Skatowani toporkiem 7 października 1915 r. o godz. 7.15 wieczorem do szpitala Sza- rytek w Lublinie przyjechał konnym wozem gospodarz ze wsi Trojaczkowice Małe. Przywiózł rannego - swojego sąsiada. U Mikołaja Marczyka lekarze stwierdzili ciężkie obrażenia głowy w wyniku ciosów zadanych - jak stwierdzono - „twardym narzędziem o ostrych krawędziach". Najbardziej zmasakrowana była głowa. Talde rany mogły być skutkiem dotkliwego pobicia. Woźnica poinformował, że cała rodzina Marczyka - żona, teściowa i cztery córki - została w nocy zamordowana przez nieznanych sprawców. Ciąg dalszy na str. 10 Głos Dziennik Pomorza Czwartek, 2.03.2023 POD PARAGRAFEM • 9 NIEZBĘDNIK CZYTELNICZY rekomendujei Bożydar Brakoniecki (Tadeusz Żarek Bernhard flchner 5S Do Rzymu, a tam czeka... denat Śledztwo, największe wyzwanie w karierze inspektor Petry Delicado, zawiedzie ją z Barcelony do Rzymu. Tam nieoczekiwanie przypadnie jej w udziale denat, który przez pięć lat spoczywał w spokoju, najwyraźniej pogodzony z losem. Alicia Gimenez-Bartlett, „Nikt nie chce wiedzieć", wyd. Noir Sur Blanc, Warszawa 2023, cena 45 zł Nigdy nie odkryjesz prawdy Pewnego dnia do prokuratury zgłasza się Antoni Madej. Twierdzi, że jest seryjnym zabójcą prostytutek. Chce rozmawiać tylko z Gabrielą Sawicką. Robi wszystko, by oskarżono go o te morderstwa. Prokurator od początku nie wierzy w jego winę. Diana Brzezińska, „Nie odkryjesz prawdy", wyd. Otwarte, Kraków 2023, cena 49,90 zł Gdy wszystko sypie się w pył... Blum jest właścicielką zakładu pogrzebowego, szczęśliwą żoną, troskliwą matką dwóch dziewczynek. Nagle idylla zamienia się w koszmar. Jej mąż, policjant, ginie w wypadku. Na jej oczach Mark zostaje śmiertelnie potrącony, a sprawca ucieka z miejsca zdarzenia. Bernhard Aichner, „Mściciel-ka", wyd. Sonia Draga, Katowice 2023, cena 44,90 zł m&m |Mnm Warszawa jako miejsce niesamowite Podnosząca się z ruin Warszawa i nieposkromiona dzika natura, miejscy szarlatani i puszczańskie magiczne obrzędy. Zazdrość, nienawiść, miłość i bezlitosna walka o miejsce na szczycie. Trzy zbrodnie i trzy śmierci. Czy łączy je tylko opera? Sylwia Stano, „Opera na trzy śmierci", wyd. Znak,, Kraków 2023, cena 49,90 zł BRZEZIŃSKA Honoriusz Mond szaleje w Krakowie W Krakowie dochodzi do serii wyjątkowo brutalnych zbrodni. Ktoś naśladuje jednego z najokrutniejszych morderców wszech czasów. Zabójstwa przypominają wynaturzone dzieła sztuki. Honoriusz Mond musi zmierzyć się z tą tajemnicą, nim oprawca dopadnie kolejną ofiarę. MaxCzornyj, „Inkarnator. Honoriusz Mond", t. 3, wyd. Filia, Poznań 2023, cena 47,90 zł Zapomnijcie o tamtym koszmarze Osiem lat temu starszy brat Sharlah May Nash zatłukł na śmierć ich pijanego ojca. Teraz 13-letnia Sharlah jest gotowa, by rozpocząć nowe życie. Dziewczynka wkrótce zostanie adoptowana przez emerytowanego profilera FBI Pierce'a Quincy'ego i jego partnerkę Rainie Conner. Lisa Gardner, „Krok za tobą", wyd. Albatros, Warszawa 2023, cena 44,90 zł Oto nadchodzi apokalipsa. Gdzie szukać pomocy? Kolejne ciepłe lato, kolejna historyczna fala upałów. Jednak tym razem życie Didrika i jego rodziny radykalnie się zmienia. Rozległe obszary północnej Szwecji ogarniają pożary... „(...) Wózek dziecięcy stoi porzucony w rowie. Dym jest teraz tak gęsty, las i niebo tak zasnute, że omal go przeoczyłem. Stoi zwrócony rączkami do drogi, jakby ktoś zamierzał wejść do lasu, ale się rozmyślił. Budka jest złożona, poznaję materiał, widzę detale, koniakową skórę na rączkach, pod wózkiem małą białą poduszkę z suwakiem, która w razie czego staje się pokrowcem przeciwdeszczowym łatwym do wyjęcia i naciągnięcia na ten konkretny model. I to wszystko. Biała tablica DalaEnergi, połyskujące złociście opakowanie po herbatnikach na pomalowanej na niebiesko przy-czepce rowerowej, wciśnięte między kankę na mleko a płaski kamień z napisem RODZINA JANZON. To tutaj zostawiłem ich trzy kwadranse temu. Góra godzinę. Hamuję, wyłączam silnik, zeskakuję na ziemię. Wołam CAROLA, potem CAROLA, VILJA, a na koniec tylko HALO, wiele razy krzyczę HALO. W odpowiedzi słyszę jedynie cichy szelest drzew, odległe syreny, a w tle wyczuwalny uporczywy ton: dudnienie. Głuchy pomruk. Ogień. Wołam znowu. Krzyczę, wrzeszczę. Stoję przy wózku, dotykam gondoli, czuję pod palcami gładki, antyalergiczny materiał, nakrycie i kocyki zniknęły, ale widzę małą żółtą szmacianą lalkę, którą Zack kupił w tamtym sklepie dla niemowląt, Becka zawsze wtyka w nią nos, kiedy zasypia, dlatego nazwaliśmy ją Ki-nolka, podnoszę ją i przyciskam do twarzy, wdycham zapach ulanego mleka i snu, po czym znowu krzyczę na cały głos. HALO. Przecież mówiłem ci, żebyś poczekała. Ale nie ma w tym złości ani rozczarowania, że ona -one - zostawiły mnie tutaj samego, tylko wstyd, że to ja je nagle zostawiłem, po prostu czmychnąłem, a przecież powinienem był powiedzieć o swoim planie z czterokołow-cem,.bałem się jednak, że ona się nie zgodzi albo zacznie się kłócić czy psioczyć, i że znowu skończy się tym, co zawsze, łatwiej było po prostu to zrobić. Poszły dalej. Byliśmy w drodze do Ovanmyry i one poszły dalej, może coś zobaczyły, może czegoś się przestraszyły i po prostu uciekły. Z nieba spada wirujący płatek sadzy. Rzucam Kinolkę z powrotem do wózka, zdejmuję gondolę, składam podwozie i przenoszę wszystko do przyczepy, a potem wsiadam znów na ąuada i ruszam w kierunku, w którym prawdopodobnie poszły. Po kilku minutach wyłania się krajobraz, przez dym dostrzegam zarysy domów, kościół, boisko do piłki nożnej, jest przeraźliwie cicho i pusto, chyba przegapiłem tablicę z nazwą, to musi być Ovan-myra, wołam więc znowu CAROLA, chociaż ledwie słyszę własny głos przez huk silnika, CAROLA, potem HALO, przed kościołem widzę autobus. Naprawdę. Zwyczajny poczciwy autobus kursowy na jałowym biegu, na tabliczce widnieje napis NIE KURSUJE, a obok autobusu stoi pryszczaty dwu-dziestoparolatekw kombinezonie i czapce z jakimś logo, nie ma maseczki, pali papierosa, jakby to była najbardziej naturalna rzecz pod słońcem, mamrocze coś przez walkie-talkie, a kiedy hamuję przy nim, obrzuca mnie ponurym, nerwowym spojrzeniem i wskazuje na płonący las na horyzoncie. - Widział pan tam kogoś więcej? - przekrzykuje skumulowany warkot naszych pojazdów, a ja kręcę głową. -A pan widział może kobietę, blondynkę? - pytam go. - Z niemowlęciem. Ale on mnje nie słucha, gada dalej przez walkie-talkie. W autobusie widzę garstkę ludzi, słyszę szczekanie psa, płacz dziecka, wrzeszczę więc znowu CAROLA, ale dziecko musi być starsze od Becki, ona nie umie mówić, a to raz po raz woła tata. Starszy mężczyzna, około sześćdziesiątki, staje w drzwiach, jego okolona białymi włosami twarz jest czarna od sadzy, biała plama po maseczce, pod pachą laptop, w dłoni reklamówka Systembolaget, krzyczy, widział pan czarnego psa? berneńczyka?, płaczące dziecko pokazuje się w oknie, to ruda dziewczynka z nadwagą, w koszulce z jednorożcem i tęczą, jej buzia to różowa od krzyku i płaczu kulka, woła do mnie przez szybę tata, a ja tylko gapię się na nią tępo. JENS LILJESTRAND Szwedzki pisarz, dziennikarz, krytyk i badacz literacki. „Jeśli nawet wszystko się skończy" to powrót autora do literatury pięknej. Jego debiutem literackim był zbiór opowiadań „Paris-Dakar" (2008 r.). - Kobieta, blondynka? -powtarzam. - Z malutkim dzieckiem? I z nastolatką? Facet w czapce z logo wzrusza ramionami. - Nie sposób każdego zapamiętać. Mieliśmy dwa autobusy. Pierwszy odjechał pół godziny temu. - Ale chyba musicie mieć jakąś orientację, kogo wozicie? -Wskazuję na walkie-talkie. -Z kim pan rozmawia? Może oni coś wiedzą? Kręci głową z ważną miną chłopaka, który został awansowany na boga. - Kierownictwo akurat prowadzi ewakuację w okolicy Mory. Chcą, żebym tam dojechał. Starszy mężczyzna wciąż stoi w drzwiach, w skupieniu przysłuchuje się rozmowie. - Sprawdził pan w Óstb-jórce? - pyta życzliwie. - Byliśmy tam wcześniej -odwarkuję. - Tam nie ma już żywego ducha. - Nie widział pan po drodze psa? - kontynuuje niewzruszenie. - Czarnego, berneńczyka? - Chodzi o moją żonę -mówię i nienawidzę swojego głosu. - Moją żonę i moje dwie córki. Naszego syna jacyś ludzie zabrali do Rattvik. -No to ma pan szczęście. -Facet w czapce odzywa się pogodniejszym głosem. -Za siedem minut jadę do Rat-tvik. - To niemowlę - powtarzam jak katarynka. - Ma trzy miesiące. Ona wciąż gdzieś tu jest. -Albo może jest już w Rat-tvik - wzdycha dwudziesto-parolateki pieczołowicie gasi papierosa na ziemi. - Ludzie próbują się tam dostać na wszelkie możliwe sposoby. Dziś rano widziałem gościa z gromadą ludzi upchniętych w motorówce, to znaczy on miał swoje dzieciaki i rzeczy normalnie w samochodzie, ale na przyczepie ciągnął łódź i w niej siedziały chyba ze trzy rodziny, wyglądało to na kompletnie chore. - Telefon mi padł. Trzeba wezwać pomoc. Helikoptery. Cokolwiek. - Nie możemy śledzić ludzi - powtarza kierowca. - Szefostwo powiedziało, że mamy zabrać każdego, kto chce, do Rattvik. Albo jedzie pan z nami, albo zostaje. Ma pan pięć minut. - Podnosi jedną dłoń z rozłożonymi palcami, a drugą sięga po kolejnego papierosa. Przestanę oglądać porno w internecie. Mijam Óstbjórkę i wracam, na tablicy jest napis PCHLI TARG ŚWIEŻE ZIEMNIAKI, myślę, że powinienem częściej się odzywać do mamy i taty, przestać się wściekać na Vilję, uważniej słuchać paplaniny Zacka, czytać Becce więcej książeczek z obrazkami, stać się lepszym synem i ojcem, być dla nich, ale tak prawdziwie. Droga wznosi się nieco i nieoczekiwanie skręca w prawo, wycinka, opuszczone podwórko, trzy dni w tygodniu będę jadł tylko we-gańskie rzeczy. Ona nigdy by czegoś takiego nie zrobiła. To nie do pomyślenia, żeby ona i Vilja zostawiły wózek, całą drogę do Ovanmyry niosły Beckę na rękach, potem wsiadły do autobusu i pojechały do Rattvik, nie zostawiając żadnej wiadomości u ludzi na placu przed kościołem, co miesiąc będę przekazywał darowiznę na rzecz Stowarzyszenia Ochrony Przyrody, Amnesty Save the Children. Ona nigdy by mnie tak nie zostawiła. Nawet gdy wszystko się skończy, skupia się w istocie wokół wielkiego dylematu kryzysu klimatycznego: ludzie mają tylko jedną planetę, ale każdy człowiek ma tylko jedno życie. A teraz jeszcze to: rodziny gubią się w chaosie, jaki powstaje, a planowana podróż do Tajlandii staje się płonnym marzeniem. (...)". um miy minw Si| Jens Liljestrand, „Nawet jeśli wszystko się skończy", wyd. Sonia Draga, Katowice 2023, cena 49,90 zł 10 • POD PARAGRAFEM Głos Dziennik Pomorza Czwartek, 2.03.2023 Mariusz Grabowski ENTOMOLOGIA SĄDOWA Entomologia ma swoje zastosowanie także w kryminologii: pozwala określić czas śmierci człowieka na podstawie wieku owadów żywiących się tkanką. W roli głównej występuje mucha plujka (Calliphora vomitoria). Nie igrajcie z bionomią Okazuje się, że czas zgonu można precyzyjnie obliczyć na podstawie czasu trwania okresu larwalnego tych owadów. Niestety, badania oparte na stadium poczwarki, w którym larwa przeobraża się w dorosłego owada, są bardzo ograniczone. Mimo to stadium, trwające połowę całkowitego czasu rozwoju, jest ważnym czynnikiem przy ustalaniu daty śmierci metodą entomologiczną. Obecność poczwarek w okolicy jest ważnym źródłem informacji o przebiegu czasowym kolonizacji ciała. W ciałach odnalezionych w pomieszczeniach na poczwarki czy dorosłe osobniki natrafia się m.in. przy drzwiach, szybach okiennych. „Entomolog sądowy przed zgłoszeniem raportu końcowego musi stworzyć jak najbardziej kompletny obraz wynikający z dostępnego materiału. To przede wszystkim połączenie ustalonych śladów i informacji o bionomii odnalezionych owadów (dział biologii zajmujący się związkiem organizmów roślinnych i zwierzęcych z ich otoczeniem)" - dopowiada Krzysztof Pochwicki w opracowaniu „Gdy owady zdradzają przestępcę". Pomocna matematyka Przy wstępnym ustalaniu daty śmierci metodą entomologiczną uwzględnia się praktycznie wyłącznie ilość larw much w różnych stadiach rozwoju. W tym miejscu do gry niespodziewanie włącza się również matematyka. Szybkość rozwoju larw dość precyzyjnie wiąże się z ilością ciepła, czyli ze średnią temperaturą. Poprzez zastosowanie stosunkowo prostych wzorów obowiązujących w odniesieniu do konkretnych gatunków czas śmierci można ustalić z dokładnością do 1-2 dni. Do takiego samego wyniku można dojść także za pomocą analizy uśmierconych larw. W tym przypadku jednak entomolodzy nie odwołują-się już do wzorów, ale swe szacunki opierają na wielkości i stopniu rozwoju czerwi. I jeszcze jedno: Calliphora vicina odgrywa szczególnie ważną rolę jako dowód w miesiącach zimowych, w mniejszym zaś stopniu latem. Aż dziw, że ilość zabójstw w obu tych porach roku jest podobna. Plujkę pospolitą (Calliphora vicina) pierwszy opisał Jean Baptiste Robineau-Desvoidv w 1830 r. RZEŹ SPRZED WIEKU DO DZIŚ BUDZI GROZĘ U STUDIUJĄCYCH AKTA SPRAWY Lublin 1916 r. Stryczek już czeka na krwawych kochanków Ciąg dalszy ze str.8 Powiadomiono policję; rotmistrz Essenberger na wieść, że ofiarami zbrodni były kilkuletnie dzieci, osobiście zaangażował się w śledztwo. Zanim powołana przez niego grupa dochodzeniowa dotarła na miejsce kaźni, Mikołaj Mar-czyk zmarł w szpitalu na skutek odniesionych ran. Widok w mieszkaniu był naprawdę porażający. Wjednej izbie leżały we krwi zwłoki Amelii Marczykowej i jej matki Marii Poleszczakowej. Obie kobiety miały roztrzaskane czaszki. W drugim pomieszczeniu znaleziono zmasakrowane ciała czterech córek Mar-czyków: Stanisławy, Marianny, Władysławy i Janiny. Od rana w obejściu panowała nienaturalna cisza. Wreszcie zaniepokojeni sąsiedzi zastukali do mieszkania. Drzwi nie były zamknięte na klucz. Po odkryciu, że żona gospodarza, jej matka i dziewczynki są już martwe, zajęto się Mikołajem Marczykiem, który dawał słabe oznaki życia. Jeden z gospodarzy zaofiarował się odstawić go do szpitala w Lublinie, gdzie tamten zmarł. Narzędziem zbrodni okazał się znaleziony pod ławą toporek, używany w czasie wojny przez piechotę rosyjską. Były na nim wyraźne ślady krwi. Stwierdzono także, że mieszkanie zostało doszczętnie splądrowane. Zapewne sprawcy szukali gotówki i innych wartościowych przedmiotów, a może żywności. Trwała wciąż wojna i w tamtych okrutnych czasach zabijano nawet dla kawałka chleba. Znała zabójców? Ze względu na rodzaj użytego narzędzia, w pierwszych godzinach śledztwa policja podejrzewała, że sprawcą zbrodni jest dezerter z rosyjskiej armii. Jej niedobitki po przegranej bitwie pod Kraśnikiem grasowały na całym obszarze dawnej guberni lubelskiej, dopuszczając się licznych morderstw, gwałtów, rabunków i kradzieży. Podobnych przypadków jak w Trojaczkowicach było wówczas sporo. Policja i sądy miały z bandami mnóstwo roboty. Wyłapywanych przestępców przykładnie karano. Np. 3 kwietnia 1916 r. w Krasnymsta-wie odbyło się publiczne wykonanie wyroków śmierci na przywódcach najgroźniejszych grup. Austriacy powiesili trzech rozbójników na gałęziach lipy. Tzw. „Drzewo wi- sielców" do dziś stoi w pobliżu komendy straży pożarnej. Jeszcze w latach 80. XX w. żyli ludzie, którzy pamiętali tę wstrząsającą egzekucję. „Ilustrowany Kuryer Codzienny" w wydaniu z 2 czerwca 1916 r., powołując się na publikację niemieckiej gazety „Berliner Tageblatt" podawał we sensacyjnym tonie, że „w czasie od października 1915 r. do końca kwietnia 1916 r. wydarzyło się w Królestwie, na obszarze pozostającym w zarządzie austryackim, 300 napadów rabunkowych, mordów i zamachów (...)• Rabusie tworzą najczęściej zorganizowane bandy, do których należą przeważnie chłopi, rosyjscy zbiegowie wojskowi i zbiegli jeńcy. Banda składa się zwykle z 20 do 30 ludzi, uzbrojonych w karabiny, znalezione na pobojowiskach". Głos Dziennik Pomorza Czwartek, 2.03.2023 POD PARAGRAFEM • II izyta gubernatora gene-alnego Hansa von Beselera 3 grudnia 1916 r. w Lublinie zy wśród obecnych jest rotmistrz Essenberger? W całej sprawie było jednak kilka rzeczy zastanawiających. Nie stwierdzono np. żadnych śladów włamania. Wyglądało więc na to, że Marczykowie z własnej woli wpuścili mordercę do mieszkania, nie mając pojęcia o jego zamiarach. Snuto domysły, że mógł on udawać żebraka lub inwalidę, żeby wzbudzić litość gospodarzy. Uwagę rotmistrza Essen-bergera zwrócił fakt, że Stanisława, najstarsza córka Mar-czyków, jako jedyna z sióstr nie leżała w chwili śmierci w łóżku. Poza tym miała szeroko otwarte oczy. Nie mogła więc, jak młodsze rodzeństwo, zginąć w czasie snu. Najprawdopodobniej zbudziła się, wstała i wówczas zobaczyła sprawcę. Proces dedukcji śledczych wyglądał zatem następująco: gdyby to był nieznajomy napastnik 13-letnia dziewczynka zapewne próbowałaby uciekać przed nim albo zaczęłaby krzyczeć. Jeśli zabójca dopadłby ją i zadał cios, to ciało nie leżałoby przy łóżku, ale w pewnym oddaleniu. Marczykówna mogła nie zdążyć uciec, albo strach do tego stopnia ją sparaliżował, że nie stawiała napastnikom oporu. Nie można było jednak wykluczyć i takiej wersji, że znała sprawcę i nie spodziewając się po nim złych zamiarów, nie podjęła żadnej próby obrony... zasłaniające domy sprzyjały ucieczce. Brnący po nieutwardzonej nawierzchni żandarmi trzymali zatem dłonie na rękojeściach karabinów. Zatrzymanie i przetransportowanie do aresztu Woźniaka i Goraj-czykówny przebiegło jednak spokojnie. Żeby dzieci nie wydały Proces pary pary kochanków oskarżonych o zbiorowe zabójstwo odbył się w trybie doraźnym 19 października 1915 r. w Sądzie Okręgowym w Lublinie, przemianowanym kilkanaście dni wcześniej na sąd wojenny przy Komendzie Obwodowej. Wśród publiczności nie było kobiet. „Władze zezwoliły przysłuchiwać się rozprawom jedynie mężczyznom" - informował „Głos Lubelski" w numerze 290 z 1915 r. W toku przewodu sądowego ustalono, że Józef Woźniak i Aniela Goraj czykówna zamordowali 7-osobową rodzinę Marczyków w celu czy- ninę" - podawał korespondent „Ziemii Lubelskiej" w numerze 352 z 1915 r. Oboje na szubienicę Po zabiciu całej rodziny zbrodnicza parka splądrowała mieszkanie. Zabrali ubranie Amelii Marczykowej, wiedząc, że są w nim zaszyte pieniądze. Pod podszewką palta było ukrytych 190 rubli. Ponadto ukradli kożuch, buty i kilka funtów sadła. Józef Woźniak przyznał się do winy. O zamordowaniu siedmiu osób mówił wyzutym z emocji tonem. Z kolei Aniela Gorajczykówna zaprzeczyła wszystkim zarzutom. Podczas składania zeznań wyraźnie się denerwowała i często podnosiła głos. O godz. 5 po południu sąd ogłosił wyroki. Oskarżeni zostali skazani na kary śmierci przez powieszenie. Woźniak przyjął wyrok ze spokojem. Gorajczykówna zareagowała wybuchem płaczu. Była na Lu-belszczyźnie jedną z czterech I IVO)NA SMATOHA IVYIVR0CIL4 DO GÓRY NOGAMI PORZĄDEK PANUJĄCY NA ZIEMIACH KRÓLES-TUA KONGRESOWEGO. ATROFII ULEGŁY TEŻ ZASADY MORALNE. Trop na Wieniawę Przyjęto ostatecznie, że zbrodni dokonał ktoś, kto w nocy z 6 na 7 października 1915 r. przebywał u Marczyków z wizytą. Mogły to być dwie albo nawet trzy osoby. Gospodarze utrzymywali bowiem przyjazne stosunki z pewną parą z Lublina. Stanowili ją mężczyzna w wieku zbliżonym do Mikołaja Mar-czyka i nieco młodsza odeń kobieta. Policji nie zajęło wiele czasu ustalenie i powiązanie ze sobą kolejnych faktów. Trop wiódł na jedno z przedmieść Lublina - Wieniawę. Tam podejrzana para miała zamieszkiwać. Poznano ich nazwiska; byli to 48-letni Józef Woźniak i jego kochanka Aniela Gorajczykówna, lat 37. Sto lat temu Wieniawa stanowiła gęste skupisko drewnianych, walących się domków, zamieszkiwanych głównie przez ubogą ludność żydowską. Była tam synagoga, cmentarz i łaźnia. Wiek wcześniej w jednym z domów na Wieniawie mieszkał Ja-akow Icchak ha-Lewi Horowic, czyli Widzący z Lublina. Krążyły o nim legendy, że czyta w przeszłości, przewiduje przyszłość, a także „widzi" ludzi lub zdarzenia w najodleglejszych miejscach, np. to, co działo się na dworze austriackim. Mroczne przesmyki między zabudowaniami i ogródki sto rabunkowym. Przyszli do nich z wizytą, zaś w ramach „gościńca" przynieśli wódkę, żeby uśpić ich czujność. Woźniak tylko udawał, że wychyla kielichy do dna. Po zakończonej późną nocą libacji Gorajczykówna została w mieszkaniu, a jej kochanek poszedł z Marczykiem spać do stodoły. Tam kilka razy uderzył go w głowę obuchem siekiery, po czym lekko zastukał do drzwi domu. To był umówiony znak dla wspólniczki. Chociaż oboje zachowywali się cicho, pukanie zbudziło jednak żonę i teściową gospodarza. W odpowiedzi na zdziwione -miny kobiet, wyjaśnili, że jednak zdecydowali się iść do domu. Gorajczykówna wyszła pierwsza, ale zaraz zawróciła z ganku, mówiąc, że deszcz pada i że „będą więc musieli pozostać u nich do świtu". Czekali aż Marczykowa i jej matka ponownie zapadną w sen. Potem Woźniak zamordował obie ciosami siekiery. Zostały dziewczynki. Bali się, żeby dzieci nie wydały ich policji. Weszli do drugiego pomieszczenia, przyświecając sobie lampą naftową. „W tejże chwili obudziła się 13-letnia Stanisława Marczykówna, którą Woźniak ogłuszył uderzeniem obucha, a gdy dziewczynka skonała, zamordował jeszcze razem śpiących troje młodszych dzieci: Marjannę, Władysławę i Ja- kobiet, które w pierwszym okresie okupacji od 1 września 1915 r. do końca 1916 r. zostały skazane przez austriackie sądy na karę śmierci za morderstwa. Skazanych prosto z sądu odstawiono do więzienia, które mieściło się na Zamku Lubelskim. W dwie godziny później na dziedzińcu zamkowym kat wykonał podwójną egzekucję. Najpierw na szubienicy zawisł Woźniak, a kwadrans po nim jego wspólniczka. Bonnie i Clyde Aniela Gorajczykówna była na Lubelszczyźnie jedną z czterech kobiet, które w pierwszym okresie okupacji, tzn. od l września 1915 r. do końca 1916 r., zostały skazane przez austriackie sądy na karę śmierci za popełnione morderstwa. Dwóm z nich zamieniono potem szubienicę na długoletni pobyt w ciężkim więzieniu. Dwie pozostałe (w tym Gorajczykówna) nie miały tyle szczęścia. Zaplanowane zbiorowe zabójstwo rodziny Marczyków należy do najbardziej ohydnych morderstw, jakie kiedykolwiek popełniono na Lubelszczyźnie. Nawet po ponad stu latach budzi grozę. Gorajczykówna i Woźniak byli niczym Bonnie i Clyde. Słynna amerykańska para kochanków dopuściła się licznych zbrodni prawie 20 lat później niż para z Wieniawy. KARTKA Z KALENDARZA/ PITAWAL KRAKOWSKI Stanisław Przybyszewski i Dagny Juel - najgorętsza para młodopolskiego Krakowa Obyczajowe tajemnice ul. Szpitalnej Pod koniec XIX w. funkcjonowały tutaj min. kawiarnia Marii Pluteckiej, Sebastiana Rogalskiego. Jana Zaremby oraz snobistyczny lokal o nazwie Caf e-Restaurant du Thćatre, czyli sławny Paon Ferdynanda Turlińskiego. „Właśnie w jednym z tych lokali poznało się dwoje młodych ludzi. Byli to: licząca lat 17 kawiarniana kasjerka panna Fritzi Tekla Reistatten rodem z Brna oraz jej krajan, niedawno przeniesiony do Krakowa porucznik Robert Heytmanek Edler von Kronwart" - przypomniał niedawno Michał Kozioł na portalu Kraków.pl. Pan porucznik z taborów Nie wiadomo, dlaczego ten 23-letni oficer szlacheckiego pochodzenia służył w mało prestiżowej formacji, czyli taborach. Jednak nawet w taborach, nazywanych wówczas „trenem", obowiązywała tak zwana „kaucja". Oficer, który chciał się ożenić, musiał zdeponować pewną kwotę gotówki. Kaucja, którą często fundowali rodzice narzeczonej, była gwarancją, że przyszła rodzina oficera będzie żyła na odpowiednim poziomie, którego - zwłaszcza w przypadku niższych stopni - nie gwarantowała oficerska gaża. Jednak najwyraźniej rodzice pięknej panny Fritzi nie byli dość bogaci, aby zafundować przyszłemu zięciowi kaucję. W tej sytuacji młodzi postanowili odebrać sobie życie i oczywiście spocząć we wspólnym grobie. W tym celu udali się do Hotelu Krakowskiego w celu dokonania wspólnego samobójstwa. Jednak w praktyce ich czyn okazał się wręcz tragikomiczny. „Porucznik, posługując się swoim służbowym rewolwerem kalibru dziewięć milimetrów, oddał do ukochanej Fritzi dwa strzały. Jeden był niecelny. Drugi „przeciął skórę na wierzchu głowy po stronie lewej, na długości kilku cm, nie sprawiwszy żadnej ważniejszej kontuzji". Większym, choć nie całkowitym sukcesem zakończyła się próba samobójstwa. Jak zanotowano, strzał oddany został »poniżej serca; kula pozostała w klatce piersiowej^' - pisze Kozioł. Snobistyczna kawiarnia Jednak nie tylko owe krwawe wydarzenia uczyniły ul. Szpitalną sławną. To tutaj funkcjonował otoczony opinią wręcz skandaliczną, wspomniany już wyżej lokal Cafe-Restaurant du Theatre. Chętnie zaglądał do Paonu sam mistrz Stanisław Przybyszewski wraz z piękną małżonką panią Dagny. Jak po latach wspominał Marian Krzyżanowski: „Przybyszewscy obydwoje królowali w Paonie, a koło wielbicieli otaczało ich stale. Turliński, który początkowo udzielał dość chętnie kredytu, stawał się coraz ostrożniejszy. Mimo to zawsze znalazł się ktoś, kto z radością zapłacił za to, by tylko »mistrz« miał coś do wypicia. Coraz to więcej gości nawiedzało kawiarnię Turlińskiego, stawała się ona coraz modniejsza". Urządzenie sali było milsze, bardziej nastrojowe niż w innych podobnych lokalach krakowskich - dywan na podłodze, lampki z abażurami na stolikach, a przede wszystkim chęć zobaczenia Przybyszewskiego i jego urodziwej Norweżki ściągały coraz więcej gości i to nie tylko z Krakowa, ale również przejezdnych z Warszawy czy Zakopanego. TT 12 PO GODZINACH Głos Dziennik Pomorza Czwartek, 2.03.2023 Ludzie nie potrafię przegrywać z honorem i doszukuję się konspiracji Edyta Górniak w Pomponiku o kontrowersjach wokół polskich preselekcji do Eurowizji Fot. Adam Jankowski Z ŻYCIA GWIAZD W TELEWIZJI KRZYZÓWKA NR 35 Krzysztof Rutkowski sprzedaje pałac Słynny detektyw zarabia nie tylko na kryminalnych śledztwach, ale również handluje nieruchomościami. Ostatnio powiedział w „Super Expres-sie", że sprzedaje XVII-wiecz-ny pałac na Dolnym Śląsku. Ma on 70 pomieszczeń na trzech kondygnacjach, a do tego park i dwa stawy rybne. Rutkowski chce za niego 10 milionów złotych. Edyta Pazura ma dobry kontakt z pasierbicą Słynny aktor Cezary Pazura był trzykrotnie żonaty. Owocem jego pierwszego związku jest córka Anastazja, która ma obecnie 35 lat, czyli dokładnie tyle samo, co jego obecna żona Edyta. Ostatnio jeden z internautów zapytał ją, jakie ma relacje z pasierbicą. „Mamy dobry kontakt" - odpowiedziała Edyta. Sara James miała zabieg Wokalistka robi karierę w Polsce i w USA. Ostatnio musiała przyhamować ze względu na problemy zdrowotne: w połowie miesiąca przeszła operację. - To był mały zabieg, podczas którego miałam wycinany trzeci migdał, który jest przy nosie - powiedziała w serwisie Jastrząb Post. Dzięki temu piosenkarka będzie miała bardziej „otwarty" głos. Niebawem zobaczymy Sarę w programie „MasterChef Junior", w którym będzie jurorką oceniającą kulinarne popisy dzieciaków. (GZL) Fot. Jarosław Jakubczak Benefis Jadwigi Barańskiej i Jerzego Antczaka TVP Kultura, 18:05 Benefis małżeństwa artystów: Jadwigi Barańskiej - niezapomnianej Barbary Niechcicowej i pięknej hrabiny Cosel, oraz Jerzego Antczaka - znakomitego reżysera teatralnego i filmowego. Gambit, czyli jak ograć króla TVP 2, 20:50 Spokojny z natury kustosz imponującej kolekcji obrazów ekscentrycznego lorda Shabandara, Harry Deane (Colin Firth), ma dość podłego szefa. Wymyśla plan zemsty za doznane krzywdy. Życie na kredycie 2 TTV HD, 22:00 Drożyzna i galopujące ceny spędzają sen z powiek Polakom. W trudnej sytuacji znaleźli się również bohaterowie „Życia na kredycie", którzy w pierwszym sezonie na oczach widzów postanowili zrobić finansowy rachunek sumienia. Jak potoczyły się ich losy? Służące Polsat, 22:10 Wzruszająca historia o świadkach zmieniających się czasów Lata 60. XX w. Skeeter (Emma Stone) wraca do domu po studiach dziennikarskich. Udaje jej się namówić do zwierzeń czarnoskórą służącą, Aibileen ((Viola Davis). Ujawniona prawda o życiu czarnych służących wstrząsa społecznością. Poziomo: 3) film w reżyserii Pawła Pawlikowskiego, 10) stopień w wojsku, 11) taśma z podziałką, 12) żółta dla lidera Tour de Po-logne 14) szczególny sposób żywienia, 15) uśpienie przed operacją, 16) część stroju ludowego, 19) od Trzech Króli do Środy Popielcowej, 23) potrzask, pułapka, 27) tkanka pod korą drzewa, 28) ptak z rodziny sikor, skojarz z drzewem iglastym, 29) afrykański kraj z Kilimandżaro, 30) świadomie wprowadza w błąd, 33) dawna jednostka objętości ciał sypkich, 37) jeden z trzech rodzajów literackich, 38) człowiek chorobliwie skąpy, 39) Juliusz, rzymski władca, 40) dawne polskie biuro podróży, 41) magazynuje energię elektryczną. Pionowo: 1) centralny punkt koła, 2) przepływa przez Kijów, 3) czarna owca w rodzinie, 4) część karabinu u wylotu lufy, 5) silna karta w grze, 6) „Matka ... od aniołów", film Jerzego Kawalerowicza, 7) instrument podobny do skrzypiec, > 8) jest na bezmięsnej diecie 9) epidemia czarnej ospy, 1 2 ■ 3 4 5 6 7 ■ 8 ■ 9 10 ■ ■ ■ ■ ■ 11 ■ ■ 12 13 ■ ■ ■ 14 ■ ■ ■ ■ 15 ■ ■ ....... ■ 16 17 18 ■ ■ ■ 19 20 21 22 ■ ■ 23 24 25 26 ■ ■ ■ ■ 27 ■ ■ ■ ■ 28 ■ ■ 29 ■ ■ ■ i? ■ ■ ■ 30 31 32 33 34 35 36 ■ ■ ■ ■ ■ ■ 37 38 ■ ■ ■ ■ I ¥ 7 ■ ■ ■ ■ 39 ■ ■ 40 ■ ■ 41 [_ ■ ■ 13) nad kukułczym gniazdem", film Milośa Formana, 17) imię Pugaczowej, rosyjskiej piosenkarki, 18) główny składnik powietrza, 20) roślina o kolczastych liściach, 21) struś z Ameryki Południowej, 22) ludowy taniec wielkopolski, 24) Tadeusz, prezenter teleturnieju „Jeden z dziesięciu", 25) rzymska bogini łowów, 26) tulipan, aster lub róża, 30) małżonka upartego zwierzaka, 31) uczucie przerażenia towarzyszące np. horrorom, 32) bogatka lub czubatka, 34) ma zwrot, kierunek i wartość, 35) np. Nike z Samotraki lub Grupa Laokoona, 36) staroświeckie względy, grzeczności. 13)..... nad kukułczym gniazdem", film Milośa Formana, 17) imię Pugaczowej, rosyjskiej piosenkarki, 18) główny składnik powietrza, 20) roślina o kolczastych liściach, 21) struś z Ameryki Południowej, 22) ludowy taniec wielkopolski, 24) Tadeusz, prezenter teleturnieju „Jeden z dziesięciu", 25) rzymska bogini łowów, 26) tulipan, aster lub róża, 30) małżonka upartego zwierzaka, 31) uczucie przerażenia towarzyszące np. horrorom, 32) bogatka lub czubatka, 34) ma zwrot, kierunek i wartość, 35) np. Nike z Samotraki lub Grupa Laokoona, 36) staroświeckie względy, grzeczności. ROZWIĄZANIE NR 34 p A R 0 B E K ■ W ■ T U R Y s T K A 0 ■ E ■ I ■ R U I N A ■ Z ■ T ■ R ■ p A S I E K A ■ E ■ N I E B 0 R A K Y ■ 0 ■ G • W A K A T ■ K ■ N ■ I ■ T E R M I N A L ■ G A L A R E T K A ■ V ■ E ■ - T A B E L A ■ Y ■ U ■ N M I Ę T U S ■ R ■ N ■ B A K A R A T ■ T ■ A ■ A R M A T K A ■ S ■ M a E P A K L 0 N F A R A 0 N 0 ■ 0 ■ ■ T I ■ E ■ ■ K T A R C Z A G Ę S T w A 0 ■ 0 ■ ■ C L ■ P ■ s ■ M 0 N T E R A p E T Y T E ■ K ■ ■ U R ■ K * P ■ K R A M ■ Z RASZACZ ■ T R A Ł ROZWIĄZANIE NR 34 HOROSKOP Wodnik (20.01-18.02) Nie oglądaj się dzisiaj na innych. Horoskop dzienny wyraźnie zapowiada, że z wszystkim obowiązkami musisz poradzić sobie w pojedynkę. Ryby (19.02-20.03) Mów głośno o tym, co Ci doskwiera i budzi Twoje zastrzeżenia. Horoskop na dziś mówi, że jasne stawianie sprawy wyjdzie wszystkim na dobre. Baran (21.03-19.04) Horoskop dzienny na czwartek wyraźnie zapowiada, że przy podejmowaniu decyzji oprzesz się dzisiaj w dużej mierze na opinii innych osób. Byk (20.04-20.05) Trudno Ci będzie przełknąć gorycz małej porażki, jakiej dzisiaj doświadczysz. Horoskop dzienny radzi porozmawiać o tym z kimś życzliwym. Bliźnięta (21.05-21.06) Znajdź po południu więcej niż zazwyczaj czasu dla swoich najbliższych. Horoskop na dziś mówi, że to znacząco poprawi relacje między Wami. Rak (22.06-22.07) Jeśli masz zamiar komuś dzisiaj pomagać, horoskop dzienny na czwartek wyraźnie radzi nie przekraczać granicy, za która jest wścibstwo. Lew (23.07-22.08) Ludzie będą dzisiaj pod dużym wrażeniem tego, co uda Ci się osiągnąć. Horoskop dzienny wróży, że niektórzy pozazdroszczą Ci sukcesów. Panna (23.08-22.09) Horoskop na dziś zapowiada, że nie uciekniesz przed koniecznością podjęcia się zadania, za którym nie przepadasz. Lekko nie będzie... Waga (23.09-22.10) Nie składaj obietnic, z których nie będziesz w stanie się wywiązać. Horoskop dzienny na czwartek mówi, że rzucanie słów na wiatr to zły pomysł. Skorpion (23.10 - 21.11) Będziesz dzisiaj kopalnią dobrych pomysłów. Horoskop dzienny ostrzega, że ktoś może próbować przypisywać sobie ich autorstwo. Strzelec (22.11-21.12) Wokół Ciebie sporo będzie się działo. Horoskop na dziś zapowiada, że niektóre wydarzenia mogą przyprawić Cię o lekki zawrót głowy. Koziorożec (22.12 -19.01) Wyróżniać Cię będzie otwartość na potrzeby innych osób. Horoskop dzienny na czwartek mówi, że nikomu nie odmówisz wsparcia. Głos Głos Dziennik Pomorza Czwartek, 2.03.2023 ZBLIŻENIA • 13 Budynki sypafy się jak domki z kart. Naukowcy z Krakowa chcą pomóc w odbudowie Turcji Bartosz Dybała Wiele budynków w Turcji powstało przed2000rokiem. co oznacza, że nie spełniają one najnowszych, bardzo restrykcyjnych norm sejsmicznych, opracowanych przez Turków po wielkim trzęsieniu ziemi z 1999 roku - mówi nam prof. Arkadiusz Kwiecień z Wydziału Inżynierii Lądowej Politechniki Krakowskiej Po tragicznym trzęsieniu ziemi w Turcji czas na odbudowę tego, co zostało zniszczone. Szacuje się, że trzeba też wzmocnić ok.600tys. budynków na wypadek kolejnych silnych wstrząsów. Turcy otrzymają w tym zakresie wsparcie z Politechniki Krakowskiej? Wspólnie z prof. Andrzejem Szaratą, dziekanem Wydziału Inżynierii Lądowej Politechniki Krakowskiej, wystąpiliśmy do szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów z propozycją pomocy Turcji. Czekamy na odpowiedź ze strony polityków. Przy wzmacnianiu budynków i odbudowie tych zniszczonych można zastosować technologię polimerowych złączy podatnych, którą od lat rozwijamy na Politechnice Krakowskiej . Dzięki niej budowle będą bardziej odporne na trzęsienia ziemi. Naczym polega ta technologia? Pomiędzy kruche elementy budynków, czyli na przykład pomiędzy ściany murowe i kolumny żelbetowe, wstawiamy polimerowe złącza. Mówiąc bardzo obrazowo: sklejamy te elementy ze sobą podatnym materiałem, przenoszącym równocześnie duże siły i duże deformacje. Kruche części budowli nie lubią dużych deformacji, do których dochodzi w czasie trzęsień ziemi, i nie są na nie odporne. Dzięki polimerowym złączom pozwalamy bezpieczniej odkształcać się konstrukcji budynku podczas wstrząsów. Zwiększamy wówczas jej szansę na przetrwanie. Co się dzieje zbudynkiem w czasie trzęsienia ziemi? Jego konstrukcja - pod wpływem poziomych sił bezwładności, generowanych przez trzęsienia ziemi - próbuje się wychylić w różne strony. Jeżeli jest zrobiona z materiału kruchego, np. muru lub betonu, to niewielkie wychylenie powoduje przekroczenie wytrzymałości ścian i kolumn żelbetowych. W przypadku tak ekstremalnego trzęsienia ziemi jak to w Turcji efekt może być taki, że w wyniku powstania dużych uszkodzeń budynek nam się po prostu złoży. Polimerowe złącza mogą temu zapobiec, ponieważ konstrukcja budynku staje się bardziej cią-gliwa i tym samym wytrzymała na wstrząsy. Jakiesą dowody naich skuteczność? Polimerowe złącza podatne badaliśmy w ramach międzynarodowego zespołu, w skład którego wchodzili naukowcy m.in. z Turcji, Grecji, Włoch oraz Macedonii Północnej, czyli z krajów, gdzie jest duże ryzyko wystąpienia trzęsień ziemi. Stworzyliśmy konstrukcję budynku w skali rzeczywistej z zastosowaniem polimerowych złączy i ustawiliśmy ją na stole sejsmicznym, który generował bardzo duże wstrząsy. Budynek nie uległ zawaleniu pomimo powstałych uszkodzeń. Świadczy to o wysokiej skuteczności technologii, opracowanej przez pracowników Politechniki Krakowskiej. Wracając do Turcji, to władze tego kraju poinformowały z początkiem lutego, że wydano nakazy aresztowania ponad 100 osób, zaangażowanych wbudowębudynków, które zawaliły się podczas ostatniego trzęsienia ziemi Jakie błędy mogli popełnić tureccy budowniczy, inżynierowie, architekci? Niektóre bloki składały sięjakdomkizkart... Trudno to ocenić, nie będąc na miejscu. Faktem jest jednak, że wiele budynków w Turcji powstało przed2000 rokiem, co oznacza, że nie spełniają one najnowszych, bardzo restrykcyjnych norm sejsmicznych, opracowanych przez Turków po wielkim trzęsieniu ziemi z1999roku, do którego doszło w Izmirze. Pod kątem tychże norm dobiera się odpowiednie materiały budowlane i układ zbrojenia budynku, abymiałon szansę przetrwać trzęsienie ziemi - oczywiście, nie bez jakichkolwiek uszkodzeń. Bloki mieszkalne, które powstały przed2000 rokiem, nie speł- Polacy chcą pomóc odbudować to, co zostało zniszczone niają nowych norm. Trzeba też pamiętać, że Turcja nie jest krajem zbyt bogatym. Tanie budownictwo, z niskiej jakości materiałów, nadal jest tam na porządku dziennym. Efekt jest taki, że później takie budynki podczas trzęsienia ziemi ulegają zawaleniu. Nic w tym dziwnego, szczególnie gdy weźmiemy pod uwagę, że to ostatnie trzęsienie przekroczyło ponad dwukrotnie spodziewane poziomy wstrząsów. Zniszczenia w Turcji są ogromne. Pomoc z politechniki możeokazać się niezwykle istotna. Fakty są jednak takie, że ludzie muszą przecież gdzieś mieszkać tu i teraz. Możliwe, że znów będziemy mieli do czynienia z budowaniem bloków, niespełniających norm sejsmicznych. Pamiętam potężne trzęsienie ziemi, do którego doszło w Nepalu. Ludzie odbudowywali tam swoje domy z tego, co mieli pod ręką. Podobna sytuaq'a może mieć teraz miejsce w Turcji. Miejmy jednak nadzieję, że nowe budynki będą spełniać najnowsze normy sejsmiczne. To niezwykle istotne. Słyszałem w mediach o burmistrzu jednego z tureckich miast, w którym zadbał on o to, aby normy sejsmiczne były bardzo przestrzegane podczas budowy budynków i żaden z nich się nie zawalił. W Małopolsce trzęsienia ziemi raczej nam nie grożą, choć w przeszłości się zdarzały. Czy my też mamyjalaeś normy sejsmiczne, zgodnie z którymi trzeba projektowaćibudować budynki? Nie tylko Małopolska, ale również cały nasz kraj znajduje się na terenie, który jest uważany zaniesejsmiczny. Oczywiście, wprzeszłości trzęsienia ziemi się zdarzały, np. na Podhalu w2004 roku. Wstrząsy były jednak na tyle niewielkie, że i uszkodzenia budynków były małe. Mówimy o drobnych pęknięciach tynków, ścian, zwaleniu się kilku kominów. W Polsce mamy ponadto dwa obszary: Legnicko-Głogowski Okręg Miedziowy (LGOM) oraz Górnośląskie Zagłębie Węglowe, gdzie znajdują się tereny górnicze. W momencie ich eksploatacji może dojść na przykład do zawału tunelu górniczego. Wówczas będziemy mieli do czynienia ze wstrząsem, który będzie oddziaływał na budynki na powierzchni. Dlatego zgodnie z zaleceniami inżynierów budynki na tych terenach powinny posiadać pewne zabezpieczenia na wypadek takich zdarzeń, projektowane zgodnie z instrukq'ą Instytutu Techniki Budowlanej. W Polsce nie ma natomiast żadnych noirn sejsmicznych, zgodnie z którymi powinno się budować budynki, bo nie są potrzebne. Powiedział pan profesor, że w Turcji powszechne jest słabe jakościowo, taniebudownic-two. A jak jest z jakością naszego rodzimego? Dużo mówi sięotzw. patodeweloperce. Mieszkańcy niektórych nowych bloków, także w Małopolsce, narzekają na cienkie ściany, przez które wszystko słychać, spękania, podtopienia podziemnych garaży. Jest aż tak źle? Jak w każdej dziedzinie są dobre i złe rozwiązania. Wszystko zależy od ludzi. Jeżeli będą robić wszystko zgodnie z projektami, przepisami, wytycznymi, jakość budownictwa będzie bardzo dobra. Zdarzają się, oczywiście, sytuacje, w których z powodu oszczędności lepszy jakościowo materiał jest zastępowany tym gorszej jakości. Wówczas możemy mieć do czynienia z sytuacjami, które pan opisał. Ale trzeba też pamiętać o tym, że czasami budowniczy, inżynierowie oraz projektanci pewnych sytuaqi nie są w stanie przewidzieć. Przykładem niech będzie Trzebinia. Trudno było przewidzieć, że będą się tam tworzyć zapadliska, zagrażające pobliskim budynkom. Tam też możecie państwo pomóc? Nasza technologia nie jest panaceum na wszystko. Jeśli dojdzie do zapadliska pod budynkiem, nic nie jesteśmy w stanie zrobić. Wtedy trzeba ratować ludzi i odbudować to, co zostało zniszczone w innym, bezpieczniejszym miejscu. Natomiast w budynkach uszkodzonych, ale stabilnie stojących, możemy zastosować naszą technologię. Wracając jeszcze do polskiego budownictwa: niektórzy eksperci z branży budowlanej twierdzą, że nowe osiedla będą wymagały prac modernizacyjnych zdecydowanie szybciej niż te, które w czasach komunizmu były budowane z wielkiej płyty. Takie przykłady mamy m.in. w krakowskiej Nowej Hucie. Jaka jest pana opinia? Na studiach uczono mnie, że budynki z wielkiej płyty były projektowane tak, aby przetrwały 50,70 lat. Życie pokazało, że wytrzymały o wiele dłużej. Mieliśmy do czynienia z przypadkami, gdy wblokach z wielkiej płyty dochodziło do wybuchu gazu. Uszkodzeniu ulegały jeden, dwa elementy, w najgorszym wypadku jedna kondygnacja. Ale nie powodowało to zawalenia się całej konstrukcji, poza nielicznymi wyjątkami. W przypadku wielldej płyty jest tak, że gdy jeden z elementów budynku zostaje uszkodzony, jego funkcję przejmuje inny. Dlatego budynek nie rozsypuje się jak domek z kart. Po- dobnie jest w przypadku nowoczesnego budownictwa. Mówię o tym, które jest realizowane zgodnie z wytycznymi. Jak wspomniałem, wszystko zależy od ludzi i tego, czy zastosują się oni do obowiązujących przepisów. Rozpoczęliśmy od tego, że w Turcji można wykorzystać opracowaną przez państwa metodę złączy polimerowych. A jak jest z zastosowaniem tej technologii na naszym rodzimym poletku? U nas też dochodzi do ekstremalnych zjawisk, np. powodzi, w wyniku których budynki ulegają zniszczeniu. Po powodzi konstrukcja budynku może być osłabiona i wówczas faktycznie możemy zastosować naszą technologię. Jeżeli doszło do popękania ścian, sklejenie ich na sztywno, czyli np. poprzez zaprawę cementową, spowoduje, że za jakiś czas znów dojdzie do spękań. Dlatego, że łączymy sztywnym materiałem dwa elementy kruche. Gdy zastosujemy złącza polimerowe, konstrukcja budynku będzie dużo bardziej elastyczna, a w efekcie bardziej wytrzymała na czynniki zewnętrzne. Opracowaną przez nas technologię wykorzystaliśmy już np. w przypadku budynku na terenie województwa świętokrzyskiego, który w wyniku osiadania bardzo popękał. Zastosowaliśmy tam złącza polimerowe i efekty były zadowalające. W2006 roku wykorzystaliśmy również opracowaną na PK technologię w przypadku betonowej, mocno popękanej płyty na wejściu do portu lotniczego w podkrakowskich Balicach. Tam również byliśmy zadowoleni z efektów. ©® NASZ ROZMÓWCA prof. Arkadiusz Kwiecień 14 • INFORMATOR Głos Dziennik Pomorza Czwartek, 2.03.2023 E Jak zamieścić ogłoszenie drobne? Telefonicznie: 94 347 3512 Przez internet: ibo.polskapress.pl W Biurze Ogłoszeń: Oddział Koszalin: ul. Mickiewicza 24,75-004 Koszalin, tel. 94 347 3512 Oddział Słupsk: ul. Henryka Pobożnego 19,76-200 Słupsk, tel. 59 848 8103 Oddział Szczecin: * Al. Niepodległości 26/U1,70-412 Szczecin, tel. 914813 310 Nieruchomości KUPIĘ garaż murowany, tel. 535-480-794. Handlowe SPORT I REKREACJA ROWERY używane tanio 508-436-420. Motoryzacja OSOBOWE KUPIĘ A do Z skup-skupujemy każde pojazdy, płacimy nawet za wraki, oferujemy najwyższe ceny, 536079721 AUTO skup wszystkie 695-640-611 stronaZDROWIA czytaj stronazdrowia.pl Finanse biznes KREDYTY, POŻYCZKI POŻYCZKI 699186581 Zwycięstwa 140 Zdrowie ALKOHOLIZM - esperal 602-773-762 Usługi AGD RTV FOTO NAPRAWA RTV, wszystkie typy, anteny, bezpłatny dojazd, tel. 94/3457461. PRALKI naprawa w domu. 603775878 BUDOWLANO-REMONTOWE MALOWANIE dachów 788-016-988 REMONTY całościowe, 731627 916 GK Towarzyskie SŁODKA Asia, 663-092-135. Minister Rozwoju i Technologii OBWIESZCZENIE Na podstawie art. 49 § 1 i 2 ustawy z dnia 14 czerwca 1960 r. Kodeks postępowania administracyjnego (t.j. Dz. U. z2022 r. poz. 2000, z późn. zm.), art. 11 f ust. 3 i 6 ustawy zdnia10kwietnia2003r.oszczególnychzasadachprzygotowaniairealizacjiinwestycji w zakresie dróg publicznych (t.j. Dz. U. z 2023 r. poz. 162), a także art. 72 ust. 6 w zw. z art. 72 ust. 1 pkt 10 ustawy z dnia 3 października 2008 r. o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz o ocenach oddziaływania na środowisko (t.j. Dz. U. z 2022 r. poz. 1029, z późn. zm.), Minister Rozwoju i Technologii zawiadamia, że wydał decyzję z dnia 10 lutego 2023 r., znak: DLI-II.7621.29.2021.AZ.19(EŁ), uchylającą w części i orzekającą w tym zakresie co do istoty sprawy, a w pozostałej części utrzymującą w mocy decyzję Wojewody Zachodniopomorskiego Nr 1/2021 z dnia 12 stycznia 2021 r„ znak: AP-4.7820.219-4.2020.JR, o zezwoleniu na realizację inwestycji drogowej pn.: „Rozbudowa drogi wojewódzkiej nr 152 na odcinku Świdwin - Połczyn Zdrój". Z treścią ww. decyzji z dnia 10 lutego 2023 r. wraz z załącznikami oraz aktami sprawy można zapoznać się w Ministerstwie Rozwoju i Technologii w Warszawie, ul. Chałubińskiego 4/6, we wtorki, czwartki i piątki, w godzinach od 9:00 do 15:30, po wcześniejszym umówieniu się telefonicznie pod numerem telefonu (022) 323 40 70, jak również z treścią ww. decyzji (bez załączników) - w Biuletynie Informacji Publicznej Ministerstwa Rozwoju i Technologii pod adresem: https://www.gov.pl/web/rozwoj-technologia/obwieszczenia-decyzje-komunikaty (od dnia 2 marca 2023 r.), oraz w urzędach gmin właściwych ze względu na przebieg drogi, tj. w Urzędzie Miasta Świdwin, Urzędzie Gminy Świdwin oraz w Urzędzie Miejskim w Połczynie Zdroju. Data publikacji obwieszczenia i treści decyzji: 2 marca 2023 r. Muzyka nie z tego świata, lecz z wieczności Maestro Runę Bergman, pierwszy dyrygent filharmonii Małgorzata Klimczak Szczecin Symfonia nr 9 Mahlera zabrzmi w piątkowy wieczór w Filharmonii im. Karłowicza. Orkiestrę symfoniczną poprowadzi Runę Berg-mann. - Ta muzyka nie pochodzi z tego świata, a z wieczności -tak o wielkiej Symfonii nr 9 Gu-stava Mahlera powiedział jeden z największych dyrygentów wszech czasów, Herbert von Karajan. To ostatnia wielka symfonia romantyczna, a zarazem ostatnia w pełni ukończona symfonia kompozytora; dzieło monumentalne, napisane na ogromny skład orkiestrowy, jednocześnie zakorzenione zarówno w tradycji be-ethovenowskiej, jak i stawia- jące krok naprzód ku nowej estetyce. To także muzyczne epitafium genialnego kompozytora, który tworząc swoje dzieło, przeczuwał nie tylko, że jego życie dobiega końca, ale także, że nadchodzi kres ery romantycznej, w której duchu tworzył. Symfonia nr 9 to więc podwójne pożegnanie, z jednej strony w wymiarze czysto ludzkim, z drugiej - w wymiarze artystycznym. Utwór powstał dwa lata po krytycznym dla Mahlera roku 1907, kiedy to zmarła jego ukochana córka, stracił stanowisko dyrektora i głównego dyrygenta Opery Wiedeńskiej, a lekarze zdiagno-zowali u niego nieuleczalną i bardzo poważną chorobę serca. Koncert będzie 3 marca o godz. 19, bilety w cenie 35-45 zł. ©0 Niedziółka, Wieniawski, Moniuszko i Karłowicz Anna Czerny-Marecka Słupsk Jeden z najpiękniejszych koncertów skrzypcowych będzie można usłyszeć w Polskiej Filharmonii Sin-fonia Baltica. Wieczór 10 marca nosi tytuł „Muzyczne wspomnienia". Zacznie się tradycyjnie o godzinie 19. Usłyszymy II Koncert skrzypcowy d-moll Henryka Wieniawskiego, Tańce góralskie z opery „Halka" Stanisława Moniuszki i Rapsodię litewską op. 11 Mieczysława Karłowicza. Zwłaszcza koncert d-moll będzie wydarzeniem muzycznym, ze względu na nieprzemi-jające piękno melodii, wirtuozerię i emocjonalność. Jak pisali krytycy, w tym właśnie dziele objawił się nowy Wieniawski. Zmienił on bowiem podejście do relacji solisty i orkiestry, budując między nimi dialog, miast pola konkurencji (jak w I Koncercie). Odszedł też od popisów wirtuozowskich jako celu samego w sobie, podporządkowując je wyrazowi muzycznemu. Pisano także, że jak nigdy wcześniej wniknął w duszę skrzypiec. Solistą będzie Wojciech Niedziółka, najwyżej sklasyfikowany Polak 16. Międzynarodowego Konkursu Skrzypcowego im. Henryka Wieniawskiego. Skrzypkowi towarzyszyć będą orkiestra Polskiej Filharmonii Sinfonia Baltica w Słupsku pod batutą Szymona Morusa. Bilety w cenie 45,40 i 35 zł do nabycia w kasie filharmonii i na portalu Biletyna.pl. ©® r|y Wojciech Niedziółka jest studentem I roku Akademii Muzycznej w Łodzi, w klasie prof. Łukasza Błaszczyka POGODA