CZAS WIELKICH WYZWAŃ Giiganci Dziś specjalny dodatek GIGANCI Polska Press Jak radzimy sobie z najważniejszymi problemami gospodarczymi • Przemysł • Energetyka € Rolnictwo POLSKA PRESS 2022 Piątek 2.12.2022 Nr 280 (4828) Nakład: 15.500 egz. www.gp24.pl Cena 4,90 zł (w tym 8% VAT) Historia. Wojskowe obozy internowania miały złamać morale niepokornych str. 18-19 Dyrektor zwolniony od zaraz. W Słupsku posadę stracił szef Zarządu Infrastruktury Miejskiej str. 3 Nr ISSN 0137-9526 Nrindeksu 348-570 46 9 770137 952053 Zniszczone czołgi to dla niego już codzienność. Codzienność, która z etnologa zrobiła wojennego reportera tygodnik regionów - str. 14 Nasze małpki i nasz cyrk codzienny Coraz częściej kupujemy alkohol w butelkach o pojemnościach mniejszych niż pół litra. To zaczyna niepokoić ekspertów tygodnik regionów - str. 14 O panu doktorze, który kapsle zbierał tygodnik regionów - str. 19 STAKO)) 0010669778 AKCJA CHARYTATYWNA ^EMKA DZP INVEST KI E RECCY DRUGA STRONA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 2.12.2022 TYDZIEŃ Z NASZĄ GAZETĄ SOBOTA • O tym jak pies z kotem w jednym stali domu PONIEDZIAŁEK • Sportowy24: Wieści z ka-tarskich boisk piłkarskich WTOREK • Strefa Biznesu: Spróbujemy oszczędzić na świętach ŚRODA • Strona Zdrowia: Zrzeszot-nie kości, czyli osteoporoza CZWARTEK • Pod paragrafem: Śpij spokojnie, ORMO czuwa! HHB ZAMÓW PRENUMERATĘ: tel. 94 3401114, mail prenumerata.gdp@polskapress.pl, na stronie prenumerata.gp24.pl PIĄTEK • Puls i Tygodnik Regionów. Teksty ze znakiem jakości Kalina Jędrusik jest dla mnie inspiracją. Jej odwaga i temperament mi imponują Małgorzata Klimczak Rozmowa Z Małgorzatą Iwańską, aktorką grającą główną rolę w szczecińskim spektaklu „Droga pani Kalino", poświęconego Kalinie Jędrusik. 3 grudnia w Teatrze Polskim będzie można zobaczyć spektakl „Droga Pani Kalino". Przedstawienie ma już kilkanaście lat, ale nic nie traci na aktualności. Tak, pierwsze spektakle grałam w Zamku Książąt Pomorskich, potem w Teatrze Polskim, trochę z nim jeździłam na występy gościnne, a potem był moment przerwy. Po jakimś czasie Zamek zaproponował mi wystąpienie w spektaklu wspólnie z innymi aktorkami, z którymi miałyśmy śpiewać piosenki Kaliny Jędrusik. W związku z tym wróciłam do Zamku, zagrałam ze trzy swoje spektakle i wtedy runął strop Zamku, a cała moja scenografia została zasypana. Potem przyszła pandemia i pomyślałam, że to już koniec z Kaliną. I nagle przyszło zaproszenie na występ gościnny, więc dyrektor mojego Teatru Polskiego stwierdził, że wracamy z tym przedstawieniem do repertuaru. Trafiliście w punkt, bo znowu się zrobiła moda na Kalinę. Pojawił się film o niej, a w księgarniach kolejne książki. Książek o Kalinie ukazało się sporo, napisał o niej m.in. Dariusz Michalski, którego miałam okazję poznać w Szczecinie, kiedy opowiadał o niej na Zamku Książąt Pomorskich. Podczas tego spotkania zaśpiewałam kilka piosenek Kaliny. Nie miałam wtedy scenografii i musiałam szybko coś zorganizować w teatrze. Po tym programie spotkaliśmy się na wspólnej kolaqi i dużo rozmawialiśmy o Kalinie. Pan Dariusz widział wiele spektakli o niej, ale nie widział mojego i powiedział, że jak będę grała, to on chętnie przyjedzie zobaczyć. Zawsze miałam takie marzenie, żeby z tym spektaklem wystąpić w Kalinowym Sercu w Warszawie. To jest miejsce na Żoliborzu obok domu Kaliny, które stworzyła Fundacja Artystyczna im. Kaliny Jędiusik. Jak wszystko dobrze pójdzie, to zagram tam Małgorzata Iwańska: - Nikt nie potrafi powiedzieć, czemu jeszcze jeden talent został tak zmarnowany spektakl 5 lutego w dniu urodzin Kaliny. Jak się narodził pomysł stworzenia tego spektaklu? To do mnie samo przyszło. Na mojej drodze stanęła Żywią Karasińska-Fluks. Ona zaproponowała mi spektakl, w którym miałabym przedstawić Kalinę Jędrusik. Napisała scenariusz „Droga Pani Kalino" i wyreżyserowała ten spektakl. Teraz czuwa nad nim z innego wymiaru, bo w sierpniu od nas odeszła. Kocham ten spektakl, daje mi wiele radości i satysfakcji. Dzięki niemu poznałam' wielu wspaniałych ludzi, którzy znali Kalinę. Miałam okazję z nimi rozmawiać o tym, jak oni to moje przedstawienie odbierają, czy jak odbierają mnie w tej roli. Co panią najbardziej fascynuje w Kalinie Jędrusik? Kalinabyłakobietą bardzo inspirującą. Powoduje, że człowiek zaczyna myśleć o różnych rzeczach, próbuje winny sposób spojrzeć na pewne sprawy. Co mnie fascynuje? Jej odwaga do życia, jej temperament. To, że w czasach niełatwych do prezentowania otwartości umysłu, innego spojrzenia, miała odwagę prezentować własne zdanie. Koleżanki mówiły o Kalinie: „piękna a oczytana, seksowna, a nosi słownik filozoficzny, silna, lecz wątła jakbrzózka targana przez wiatr". Odbieramy Kalinę jako osobę prowokującą, a onabyła też delikatna, pełna empatii, pomagała ludziom. * Scenariusz mojego spektaklu spodobał mi się właśnie dlatego, że Żywią umieściła w nim różnorodność Kaliny. Nie tylko to, jak była postrzegana, ale jaka była naprawdę. Miała tatę pedagoga, więc nic dziwnego, żebyła oczytana i inteligentna. Tak, była ciekawa świata, ale też niepokorna, więc w szkole różnie bywało. Na pewno tata rozbudził wniej ciekawość, otwartość na życie niekoniecznie według ogólnie przyjętych reguł. Myślę, że miał ogromny wpływ na to, jak ona podchodziła do pewnych spraw. W jej rodzinie sporo się działo, Kalina też przeżyła wojnę jako dziecko, więc to wszystko miało wpływ na jej życie. Wiele rzeczy wywarło piętno na jej postrzeganie oświata. Kalina Jędrusik najwięcej grała w kinie i teatrze na przełomie lat 50. i 6o. XX w. Potem grała mniej, a jednak została zapamiętana. Na czym polega jej fenomen? Zastanawiałam się nad tym. Kiedyś przeczytałam w Iluzjonie, że „o Kalinie mówi się z nostalgią, ze wzruszeniem, otaczając ją kultem w najlepszych słowach, tylko nikt nie potrafi już powiedzieć, dlaczego jeszcze jeden talent został takbezmyślnie i głupio zmarnowany" Wiele osób twierdzi, że jej najlepszą rolą była Józefina Polan w serialu „Hotel Polanów i jego goście", czyli dojrzałej kobiety. Tak, ale kiedy zagrała w „Ziemi obiecanej", też już nie była młodziutka, a to też rola, w której została bardzo zapamiętana. Do tej roli trzeba było wiele odwagi i świadomości. Myślipani, żebyła samotna? Myślę, że tak. Dlatego, że też jestem kobietą. Kalina przywiązywała dużą wagę do swojego znaku zodiaku i powiedziała kiedyś: „cieszę się, że jestem wodnikiem, bo wodnik to niezależność i otwarty umysł". A niezależność kosztuje i dlatego była samotna. Na co pani kładzie szczególny nacisk, grając tę postać? Żywią napisała scenariusz tak, że ten spektakl i bawi, i wzrusza. Chciałabym, żeby spektakl zostawił widza z jakąś refleksją. Żeby Kalina pozostała niejednoznaczną postacią. KALENDARIUM 2 GRUDNIA 1789 Podczas obrad Sejmu Czteroletniego w Warszawie odbyła się „czarna procesja", nazwana tak od koloru ubiorów jej uczestników. Przedstawiciele 141 miast koronnych, pod przewodnictwem prezydenta Warszawy Jana Dekerta, wystąpili do króla Stanisława Augusta Poniatowskiego z petycją o przywrócenie i rozszerzenie przywilejów miejskich. Postulaty zostały częściowo uwzględnione przez Sejm Czteroletni i włączone do Konstytucji 3 Maja. 1805 Bitwa pod Austerlitz znana, jako Bitwa Trzech Cesarzy. Jedna z najważniejszych batalii wojen napoleońskich. Z jednej strony wojska napoleońskie, naprzeciwko nich -sprzymierzone przeciwko Francuzom siły Austrii i Rosji. Bitwa została wygrana przez Napoleona i otworzyła mu drogę do budowania potęgi cesarstwa w Europie. 1942 Na uniwersytecie w Chicago ukończona została, pod kierunkiem włoskiego fizyka En-rico Fermiego, budowa pierwszego reaktora jądrowego i dokonana - udana próba rozszczepienia jądra atomowego. 1946 Stany Zjednoczone i Wielka Brytania podpisały w Nowym Jorku porozumienie o utworzeniu amerykańsko-brytyj-skiej strefy okupacyjnej w Niemczech, tak zwanej Bi-zonii. Porozumienie weszło w życie l stycznia 1947 roku. W kwietniu 1949 roku do Bi-zonii została przyłączona okupacyjna strefa francuska i powstała Trizonia.-1956 Oddział Fidela Castro wylądował na Kubie, rozpoczynając rewolucję kubańską. Zbrojne walki przeciwko dyktatorskim rządom generała Fulgencio Batisty zakończyły się l stycznia 1959 roku. Batista i inni przywódcy reżimu uciekli z kraju. 16 lutego 1959 roku Fidel Castro objął stanowisko premiera. 15 kwietnia 1961 roku proklamował socjalistyczny charakter rewolucji kubańskiej. 1980 Edward Gierek został usunięty z Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej i obarczony odpowiedzialnością za kryzys. POGODA NA WEEKEND Piątek rc -3°C Słońce Około 3 godzin w ciągu dnia Uwaga Zachmurzy się pod wieczór, możliwe są mgły Sobota 0°C TC Niedziela 3°C Słońce Sobota pochmurna yfoy.y Uwaga •/A /• Z chmur, które towarzyszyć nam będą cały dzień, spadnie deszcz Słońce Nie ma na nie szans. Uwaga Prognozowane są opady deszczu, momentami mogą być intensywne zw? Michał Elmerych GWARDIA UMIERA, ALE NIE PODDAJE SIĘ* W Tledy w 1974 roku polska reprezentacja piłkarzy jechała na finały X Weltmaisterschaft wNRF, towarzyszyła im piosenka grupy skifflowej No To Co. Refren owego .H. ^Łutworu brzmiał: „Po zielonej trawie piłka goni, albo my wygramy, albo oni, albo będzie dobrze, albo będzie źle piłka jest okrągła, a bramki są dwie." To było takie wyznanie kibica drużyny, która wprawdzie zdobyło złoto igrzysk olimpijskich, ale do finałów awansowała po tym jak na Wembley wydarzył się cud i Peter Schilton puścił pod brzuchem piłkę po strzale Jana Domarskiego, a Jan Tomaszewski też skapitulował tylko raz i to po strzale z rzutu karnego. Trochę to niesamowite, że mecz założycielski polskiej kadry bardziej przypominał to co działo się w fazie grupowej finałów w Katarze niż to co w1974roku zrobili Polacy na zachodnioniemieckich stadionach. A może to po prostu dowód nato,żemy heroiczną obronęmamywe krwi? W niedzielę, kiedy staniemy przeciwko mistrzom świata z Francji, zanim jeszcze kopniemy piłkę, zaśpiewamy „dał nam przykład Bonaparte jak zwyciężać mamy". Taki to paradoks, że natchnienia, by pokonać Les Bleus, szukać będziemy w naukach cesarza Fran-cuzów. Z jakim skutkiem? Może przewrotnie z takim, że Paul Pogba, zanim spakuje się i pojedzie do domu, będzie miał szansę przypomnieć słynny cytat Pierre Cambronne'a z bitwy pod Water-loo:„Lagardęmeurt,maiselleneserendpas"*. Oby...©® Głos Dziennik Pomorza Piątek, 2.12.2022 nasz REGION REGION Z miasteckiego ratusza policjanci w kajdankach wyprowadzili mężczyznę. Okazało się, że jest poszukiwany do odbycia kary sześciu miesięcy więzienia. Policjanci wiedzieli, że poszukiwany mężczyzna przebywa poza granicami kraju. 30-la-tek przyjechał jednak w końcu do Miastka. Funkcjonariusze namierzyli go, a kiedy przyszedł do ratusza załatwić jakąś sprawę, został zatrzymany. ANG DYŻURNY GŁOSU Alek Radomski tel. 510 026 884 Na Czytelników „Głosu Pomorza" czekamy w redakcji | w Słupsku przy ul. H. Pobożni nego 19 oraz pod adresem ^ poczty elektronicznej 2 alarm@gp24.pl Zapomniał, że co za dużo, to niezdrowo? Straci! pracę Grsegorz-Hilarecki Słupsk Jarosław Borecki, wieloletni szef Zarządu Infrastruktury Miejskiej w Słupsku nie kieruje już tą kluczową miejską instytucją. Został natychmiastowo zwolniony przez prezydent miasta. Powodem jest konflikt interesów między jego dodatkowymi zajęciami zarobkowymi a wydawanymi w imieniu miasta decyzjami ZIM. - Osobiście chciałam przedstawić decyzję, która była trudna do podjęcia - tymi słowami Krystyna Danilecka-Woje-wódzka, prezydent Słupska, rozpoczęła wczoraj spotkanie z dziennikarzami. - 30 listopada został rozwiązany stosunek pracy z dyrektorem Zarządu Infrastruktury Miejskiej, panem magistrem inżynierem Jarosławem Boreckim. Tę decyzję musiałam podjąć po kilkutygodniowej analizie pisma radnej Renaty Stec dotyczącego możliwości naruszenia artykułu 30 ustawy o samorządzie. Była to dla mnie bardzo trudna decyzja, ponieważ Zarząd Infrastruktury Miejskiej jest jednostką niezwykle ważną w strukturze miasta. W cztery lata tej kadencji zrealizowaliśmy inwestycje za kwotę 250 milionów złotych siłami jej pracowników pod bardzo dobrym kierownic- Jarosław Borecki, były już dyrektor Zarządu Infrastruktury Miejskiej w Słupsku twem Jarka Boreckiego. Ta decyzja wynika z zakazu ustawowego łączenia pracy w samorządzie terytorialnym z innymi zarobkami, do których ma prawo dyrektor jednostki. Ale te dodatkowe zajęcia dyrektora, jak się okazało, są w sprzeczności z jego obowiązkami służbowymi. Radna Stec tłumaczy, że o dodatkowych zajęciach dyrektora ZIM na budowach w Słupsku od dawna w mieście było wiadomo. Wielokrotnie pisał o tym „Głos". Dlatego napisała oficjalne pismo i zapytała o te sprawy prezydent Dani-lecką-Wojewódzką. Zapytała też o kwestię wyjść dyrektora Boreckiego w czasie godzin pracy w ZIM na prywatne budowy. I czy było to dokumen- towane oraz odliczane z dyrektorskiej pensji. - Nie chodzi tylko o sprawę inwestycji deweloperskiej przy ulicy Szczecińskiej, gdzie dyrektor ZIM wydawał decyzję o przyłączeniach do sieci miejskiej, a potem pracował tam prywatnie jako inspektor nadzoru. Są też inne podobne przypadki. Moim zdaniem powinna to zbadać prokuratura - uważa Stec. Zapytaliśmy prezydent, czy to było zwolnienie dyscyplinarne? Odpowiedziała: - Było to rozwiązanie umowy w trybie natychmiastowym. Na wczorajszej konferencji Danilecka-Wojewódzka podkreśliła, że pracownicy miasta mają prawo dorabiać, nawet nie muszą tego zgłaszać. Ale nie może to stać w sprzeczności z ustawą o samorządzie. Od wczoraj obowiązki dyrektora ZIM pełni Tomasz Orłowski, wcześniej wicedyrektor tej jednostki. Drugim wicedyrektorem będzie od stycznia Alina Szpanowska-Karaś, która wygrała konkurs (była jedynym kandydatem; pracowała w Gdańsku w Wodach Polskich, a wcześniej w starostwie w Słupsku). Przypomnijmy, że niedawno informowaliśmy o skazaniu Boreckiego przez słupski sąd na karę grzywny po wypadku na budowie w Przewłoce, gdzie był inspektorem nadzoru w ramach swojej prywatnej działalności. Wyrok jest nieprawomocny. Pisaliśmy też o aferze światłowodowej pod słupskim ringiem, za którego budowę w imieniu miasta odpowiadał. Zbudowany tam został nielegalnie kanał teletechniczny i położony światłowód, co naraziło miasto - zdaniem prokuratury - na wielkie straty, bo nie zostało mu za to zapłacone. Zarzuty w tej sprawie zostały już postawione prezesowi spółki, która z nielegalnego kabla korzystała. Sprawa trwa. Natomiast po doniesieniu Słupskiej Inicjatywy Obywatelskiej SIO! prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie światłowodów pod ponad 40 innymi ulicami miasta i możliwym narażeniu miasta na straty z tego tytułu. ©® Bezpłatna kolonoskopia dla pacjentów z Pomorza Piotr Mirowicz Region Rusza program bezpłatnych badań przesiewowych w kierunku wykrywania raka jelita grubego. Organizatorem akcji jest Narodowy Fundusz Zdrowia. Jak poinformował Mariusz Szymański z pomorskiego NFZ, program bezpłatnej profilaktycznej kolonoskopii przeznaczony jest dla osób w wieku od 50 do 65 lat lub dla osób z przedziału wiekowego od 40 do 49 lat w przypadku wcześniejszego rozpoznania nowotworu jelita grubego u najbliższych krewnych pacjenta. Dodał, że na badanie, które trwa od 15 do 40 minut, nie jest potrzebne skierowanie, a jego wykonanie jest możliwe również w znieczuleniu. W województwie pomorskim z bezpłatnej kolonoskopii będzie można skorzystać w 18 placówkach. Na tej liście znalazły się dwie placówki w Słupsku: Wojewódzki Szpital Specjalistyczny oraz Klinika Salus. Natomiast w Bytowie usługa będzie dostępna w Szpitalu Powiatu Bytowskiego. Umowy z wyłonionymi w trakcie konkursu placówkami obowiązywać będą do 30 listopada 2027 roku. Rak jelita grubego jest drugim po raku płuca nowotworem wśród wszystkich zachorowań w polskiej populacji. Jest to trzeci najczęściej wykrywany nowotwór wśród kobiet i czwarty wśród mężczyzn. PAP USŁUGI POGRZEBOWE w Słupsku HERMES, ul. Obrońców Wybrzeża i (całodobowo), tel. 59 842 84 95, 604 434 441. Winda i baldachim przy grobie. tiDCS HADES, ul. Kopernika 15, całodobowo, tel. 59 842 98 91,601663 796. Winda i baldachim przy grobie. KALLA, ul. Armii Krajowej 15, tel. 59 842 8196,601928 600 - całodobowo. Pełna oferta pogrzebowa. 7 ZIELEŃ ■ SŁUPSK m ZIELEŃ SŁUPSK Zakład Pogrzebowy, ul. Kaszubska 3A, tel. 502 525 005 - całodobowo. Pełna oferta pogrzebowa. HERMES, ul. Obrońców Wybrzeża i (całodobowo), tel. 59 842 84 95, 604 434 441. Winda i baldachim przy grobie. AKCJA CHARYTATYWNA Wo/fD WORTHINGTON INDUSTRIES ęOUNADOa^ (i; POLIPOL internotional sofa fWindoi^ specjalisci od szkła DOŁĄCZ DO NASZEJ AKCJI DOŁĄCZ DO NASZEJ AKCJI t DOŁĄCZ DO NASZEJ AKCJI X 4 • WYDARZENIA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 2.12.2022 Nic 12 milionów, a 20 tysięcy złotych dla bliskich kobiety, która zmarła na nowotwór Leszek Wójcik Pomorze Szpital kliniczny nr 2 Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego musi zapłacić zadośćuczynienie za brak informacji o stanie zdrowia pacjentki. Mąż kobiety zapowiada, że złoży w Sądzie Najwyższym skargę kasacyjną. Spadkobiercy zmarłej Joanny Witkowskiej mają otrzymać od szpitala w Szczecinie 20 tys. zł. Nie są to pieniądze za błędy w stawianej przez lekarzy diagnozie - o co walczyli mąż i nastoletnia córka kobiety - ale za brak rzetelnej i podanej w przystępny sposób informacji ojej stanie zdrowia. W pozostałymi zakresie Sąd Apelacyjny w Szczecinie, który zajmował się sprawą dotyczącą przebiegu choroby onkologicznej kobiety, oddalił powództwo jej bliskich. Sąd nie przyznał racji powodom - mężowi zmarłej na raka piersi Joanny Witowskiej i jej 14-letniej córce - którzy twierdzili w odwołaniu od decyzji sądu I instancji, że lekarze szpitala klinicznego nr 2 PUM zbyt późno wykryli u pacjentki chorobę nowotworową. - Pomimo ewidentnych objawów - podkreśla Marek Witowski. Zdaniem męża, opiekujący się jego żoną onkolodzy i radiolodzy nie wykonali niezbędnych badań (np. palpacyjnych i mammografii), co spowodowało wykrycie raka w piersi już w zaawansowanym stanie. - Choć Joasia regularnie przez lata przychodziła na wizyty u specjalistów - dodaje. Mężczyzna przypomina, że Joanna Witowska była w grupie ryzyka osób zagrożonych rakiem piersi - jej mama zmarła na nowotwór sutka. Dlatego już w 2002-roku, mając 24 lata, zarejestrowała się w poradni genetycznej na Pomorzanach. Jednak mąż zapewnia, że przez kolejnych trzynaście lat nie zostały jej wykonane podstawowe badania. To dlatego sprawa trafiła do Sądu Okręgowego w Szczecinie -jeszcze z powództwa Joanny Witowskiej. Proces trwał Mąż zmarłej na raka piersi Joanny Witowskiej i jej córka twierdzą, że lekarze szpitala zbyt późno wykryli nowotwór aż siedem lat i zakończył się oddaleniem pozwu. Witowska nie doczekała się finału. Zmarła po przejściu sześciu operacji i kilkunastu cykli chemio- i radioterapii. Po otrzymaniu uzasadnienia wyroku mąż i córka złożyli w sądzie apelację. Domagali się od szpitala ponad 12 min zł zadośćuczynienia. - Nie możemy się pogodzić z tym, że Joasia zmarła - tłuma- czy pan Marek. - Naszym zdaniem, mogła wciąż z nami być. Wdowiec uważa, że zbyt późno pacjentka została skierowana przez lekarzy na mammografię, czyli w momencie kiedy guz miał już cztery centymetry wielkości. Diagnoza była druzgocąca: rak lewej piersi w stanie zaawansowanym 3 stopnia z przerzutami do węzłów chłonnych. - Po analizie materiału do- Noclegownia dla bezdomnych jest dla panów. Ogrzewalnia przyjmuje także panie Andrzej Gurba Region Noclegownia prowadzona przez Miejsko-Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej w Miastku wydłużyła godziny przyjmowania bezdomnych. W mieście działa także ogrzewalnia prowadzona przez Chiześcijańską Misję Społeczną Teen Challenge. Teraz z noclegowni MGOPS przy ulicy Konopnickiej można skorzystać od godz. 16 do 8, a więc o cztery godziny wcześniej. Przypomnijmy, że w styczniu i lutym obiekt działał całodobowo. - Teraz jednak nie mamy pieniędzy, aby opłacić dodatkowo pracownika, stąd na razie nie ma całodobowego funkcjonowania - mówi Magdalena Stankowiak, kierownik Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Miastku. W noclegowni bezdomnym poza miejscem do spania zapewnione są ciepłe posiłki. Placówka może przyjąć maksymalnie 25 osób (z dostawkami). Obecnie korzysta z niej kilkunastu bezdomnych. Noclegownia przeznaczona jest wyłącz- nie dla mężczyzn. Warunkiem przyjęcia jest przestrzeganie trzeźwości. W Miastku działa także ogrzewalnia dla bezdomnych, którą prowadzi Chrześcijańska Misja Społeczna Teen Challenge. Mieści się w budynku przy ulicy Maczka 10. Mogą skorzystać z niej zarówno mężczyźni, jak i kobiety. W tej pla- cówce pomocy nie odmawia się również osobom będącym pod wpływem alkoholu. - Ogrzewalnię prowadzimy od trzech lat. Bezdomni mogą ogrzać się, odpocząć, umyć się, zjeść posiłek. Przy wyjściu dajemy im paczki żywnościowe, ubrania - mówi Zbigniew Urbaniak, prezes CMSTC w Miastku. Ogrzewalnia utrzymywana Zima dla bezdomnych jest najtrudniejszym okresem, ale wielu z nich nie chce korzystać z noclegowni jest wyłącznie przez stowarzyszenie przy wsparciu darczyńców. Żywność zdobywa m.in. z lokalnych marketów. Placówka wykracza poza standardowe działania dla tego typu miejsc. - Bezdomny nie jest dla nas kreską w tabelce. Zawsze widzimy w nim człowieka, któremu należy pomóc. Staramy się wyrwać ich z bezdomności. Rozmawiamy z nimi, zachęcając do zmian w życiu. I czasami udaje się - tak jak ostatnio z jedną parą. Podjęli pracę, zmieniają swój los - cieszy się Karol Dzedzej, kierownik ogrzewalni. Placówka czynna jest w godz. 20-6, ale już niedługo bezdomni będą mogli skorzystać z niej od godz. 18. Pomieści około 20 osób. W budynku ogrzewalni w godz. 11-13 dla bezdomnych otwarty jest dodatkowo punkt, w którym mogą otrzymać kanapki, porozmawiać z opiekunami. Karol Dzedzej za pośrednictwem „Głosu" zwraca się z prośbą: - Potrzebujemy ciepłej odzieży i obuwia dla mężczyzn. Z góry dziękujemy za wsparcie. ©® wodowego sąd nie ma podstaw, by nie wierzyć zeznaniom złożonym przez świadka przed sądem okręgowym - zawyrokował jednak sędzia Dariusz Rystal. - Twierdził on, że wykonywał podczas wizyt Joanny Witowskiej badania pal-pacyjne, a mammografia nie była obojętna dla zdrowia pacjentki. Zdaniem sądu, brak jest podstaw, by twierdzić, że personel szpitala popełnił błąd diagnostyczny. - Wcześniej rzeczywiście były w piersi torbiele - stwierdził sędzia. - A zmiany nowotworowe mogły się rozwinąć później, po 2014 roku. Powódka miała rzadką mutację genów, których w Polsce wówczas nie badano. To oznacza brak winy szpitala. Pan Marek przyznaje, że czuje żal. Zapewnia, że zrobili z żoną wszystko, by się zabezpieczyć przed najgorszym. - Choć tak wcześnie się zgłosiliśmy do specjalistycznej poradni i żądaliśmy wykonania badań, nie zrobiono nic. Zostałem sam z córką. Serce mi pęka - Joasia była taka piękna - opowiada. Po ogłoszeniu wyroku Marek Witowski zapowiedział, że złoży w Sądzie Najwyższym skargę kasacyjną. Poradnia genetyczna, do której znosiła się Joanna Witowska, kierowana była przez prof. Jana Lubińskiego, światowej sławy genetyka - stojącego obecnie na czele Międzynarodowego Centrum Nowotworów Dziedzicznych w Szczecinie prowadzącego badania mające na celu wykrycie i objęcie opieką lekarską rodzin, w których występują nowotwory. Badania genetyczne pozwalają wykryć zagrożenie nowotworowe na kilka lub kilkanaście lat przed pojawieniem się objawów klinicznych, zwiększając przez to szansę całkowitego wyleczenia. W przypadku wystąpienia zachorowań na nowotwory wśród krewnych można zasięgnąć porady w Onkologicznej Poradni Genetycznej (OPG). Podczas procesu w Sądzie Okręgowym w Szczecinie był powołany na świadka. ©® REGION MIASTKO Kilka ulic na osiedlu Zatorze zyska nowe nawierzchnie. Został rozstrzygnięty przetarg na ich położenie. Na ten cel samorząd ma zapewnione aż 95 procent dofinansowania z rządowego Polskiego Ładu. Łączne koszty prac wyniosą nieco ponad dwa i pół miliona złotych. Za nieco ponad dwa min zł wykonane będą w ciągu dziewięciu najbliższych miesięcy przebudowy fragmentów ul. Pałuckiej, Polnej i Podlaskiej. Pojawią się nowe nawierzch- nie asfaltowe i częściowo chodniki. Ponad 500 tys. zł kosztować będzie budowa osiedlowej drogi wewnętrznej w rejonie ulicy Koszalińskiej, która połączy się z drogą wojewódzką nr 206. Pojawi się tam nowe oświetlenie. - Zatorze przez lata było inwestycyjnie zaniedbane. Teraz co roku są tam prowadzone drogowe inwestycje dotyczące nawierzchni asfaltowych i chodników. Niedawno zakończyła się przebudowa ul. Leśnej - mówi radny Dariusz Zabrocki. ANG 0010683986 „Zamknęły się ukochane oczy, Przestało bić najdroższe serce. Spoczęły na zawsze spracowane ręce. Ty żyjesz, choć martwe masz powieki. Bo w naszym sercu trwać będziesz na wieki" Z głębokim żalem zawiadamiamy, że 29 listopada 2022 r. odszedł w wieku 82 lat śtp Stefan Mróz Ceremonia pogrzebowa odbędzie się 3 grudnia 2022 r. na Starym Cmentarzu. Wystawienie o godz. 10.00, wyprowadzenie o godz. 10.30. Msza żałobna odprawiona zostanie w dniu pogrzebu w kościele pw. św. M. Kolbego o godz. 8.30. Prosimy o nieskładanie kondolencji. Zamiast kwiatów prosimy o datek na Słupskie Hospicjum. O czym zawiadamia pogrążona w smutku Żona i Rodzina REKLAMA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 2.12.2022 REKLAMA • 5 0010676209 IKONA WYGOOY W TWOIM TELEFONIE li5 Aplikacja IKO ułatwia codzienne sprawy, nie tylko bankowe: • płać Blikiem i przelewaj na telefon • kupuj bilety komunikacji miejskiej, płać za parking czy autostradę • korzystaj z ubezpieczeń np. AC/OC, domu, podróży • wymieniaj waluty online -Bonk Polski dzień dobry Pobierz IKO z oficjalnego sklepu z aplikacjami, w Twoim telefonie. www.pkobp.pl, infolinia: 800 302 302 brak opłat dla numerów krajowych na terenie kraju; w pozostałych przypadkach opłata zgodna z taryfg operatora, +48 81 535 60 60 opłata zgodna z taryfą operatora. Aplikacja IKO stanowi usługę bankowości elektronicznej. Bilety komunikacji miejskiej i opłaty parkingowe sq usługami dostępnymi w wybranych miastach i realizowanymi przez operatora aplikacji moBILET. Usługa opłaty za autostrady świadczona jest za pośrednictwem PKO BP Finat. PKO Bank Polski działa jako agent ubezpieczeniowy. Szczegółowe informacje o ubezpieczeniach, w tym o ograniczeniach i wyłączeniach odpowiedzialności Ubezpieczyciela znajdują się w Ogólnych Warunkach Ubezpieczenia poszczególnych produktów dostępnych na www.pkobp.pl. Szczegóły dotyczące funkcji IKO dostępne są na iko.pkobp.pl. 6 • MOŻE NASZE MORZE Głos Dziennik Pomorza Piątek, 2.12.2022 BAŁTYK GOSPODARKA MORSKA Nowy statek badawczy - Am-ber Cecilia - podniósł polską banderę. Ponad 60-metrowy wielozadaniowy statek badawczy Am-ber Cecilia o pojemności 1310 BRT będzie służył m.in. do prac geotechnicznych, geofizycznych, serwisowych na rzecz powstających morskich farm wiatrowych. Jednostka została kupiona przez prywatnych polskich inwestorów. Oprócz polskiego armatora i biało-czerwo-s nej bandery statek jest w 100 1 proc. obsadzony polską załogą 2 i obsługiwany przez polskie 2 agencje, urzędy i podmioty cer-2 tyfikujące. *0 equinor *«* K Polenergia SPOTKANIE INFORMACYJNE NA TEMAT PROJEKTÓW MORSKICH FARM WIATROWYCH W celu kontynowania dialogu z lokalną społecznością oraz zapewniania dostępu do aktualnych informacji w sprawie realizacji projektów morskich farm wiatrowych MFW Bałtyk II oraz MFW Bałtyk III wraz z infrastrukturą do wyprowadzenia mocy, spółki realizujące oba projekty-polska Polenergia oraz norweski Equinor, zapraszają mieszkańców miejscowości Pęplino, Lędowo i Duninowo w Gminie Ustka, Bruskowo Wielkie, Bruskowo Małe i Wielichowo w Gminie Słupsk oraz wszystkich zainteresowanych na spotkanie informacyjne, które odbędzie się: 7 grudnia 2022 roku w godzinach 16.00-19.00 w sali konferencyjnej Urzędu Gminy w Ustce, ui. Dunina 24. We wskazanych godzinach, przedstawiciele spółek udzielą informacji na temat zamierzeń inwestycyjnych, harmonogramu projektów i odpowiedzą na pytania mieszkańców. Spotkania będą organizowane cyklicznie, w ramach lokalnego punktu informacyjnego. Szczegóły organizacyjne na temat spotkań dotyczące m.in. osób z ograniczoną mobilnością, można uzyskać pod numerami telefonów: 510 536 001 - Olga Sadowska oraz 516 494 751 - Magdalena Klera-Nowopolska. Wpłyną statki o długości czterech boisk piłkarskich oprać. Łukasz Kamasz Pomorze W Porcie Gdynia trwa pogłębianie akwenu do 16 metrów. Całość, prowadzonych w systemie ciągłym, prac powinna się zakończyć w rok. Pogłębienie akwenu umożliwi zawijanie do Gdyni znacznie większych jednostek, a to z kolei przyczyni się do kolejnego w ostatnich latach wzrostu przeładunków. Projekt realizują dwa podmioty. Za pogłębianie akwenów wewnętrznych Portu Gdynia oraz przebudowę nabrzeży w porcie odpowiada Zarząd Morskiego Portu Gdynia S.A. Natomiast za pogłębianie toru podejściowego odpowiedzialny jest Urząd Morski w Gdyni. W ramach umowy zostaną zrealizowane m.in.: przebudowa akwenów wewnętrznych Portu Gdynia do głębokości 16 metrów wraz z budową i rozbiórką umocnienia dna, zabezpieczenie rurociągów podwodnych dla potrzeb przebudowy akwenów wewnętrznych do głębokości 16 metrów, przebudowa umocnienia dna stanowiska prób na uwięzi przy Pirsie III dla potrzeb przebudowy akwenów wewnętrznych do głębokości 16 metrów, przełożenie kabli podwodnych akwenów wewnętrznych Portu Gdynia. - W ramach tego zadania, wykonane zostaną prace czerpalne do głębokości 16 metrów, a także umocnienia przy newralgicznych nabrzeżach - mówi Tomasz Wawrzyński, kierownik działu budowli hydrotechnicznych ZMPG. -Składową tego projektu jest również przełożenie kabli podwodnych pod dnem kanału portowego oraz umocnienie m * Pogłębienie portu ma umożliwić zawijanie tu znacznie większych statków, a co za tym idzie, zwiększenie przeładunków nad rurociągami paliwowymi w Awanporcie. W tej chwili jesteśmy w czwartym miesiącu realizacji prac, przed nami dokładnie rok do zakończenia terminu umownego. Prace przebiegają zgodnie z harmonogramem i założeniami. Po zakończonych przebudowach nabrzeży - Norweskiego, Słowackiego, Włoskiego oraz Portowego - skróceniu Północnej Ostrogi Pilotowej rozpoczęte zostały prace polegające na wykonaniu robót czerpalnych na całej długości Kanału Portowego do docelowej głębokości 16 m. Pogłębione zostaną również baseny III, IV oraz V. Wykonywane są również umocnienia dna przy nabrzeżach oraz nad rurociągami paliwowymi zlokalizowane w dnie w rejonie Awanportu, a także przekładane są kable teletechniczne przebiegające pod dnem kanału portowego. Wykonawca - belgijska firma JanDeNul - rozpoczął prace w lipcu 2022 roku. Zakończył już usuwanie obiektów potencjalnie niebezpiecz- nych i rozpoczął prace czerpalne przy nabrzeżach oraz związane z tym umocnienie dna. Obecnie pod dnem kanału portowego prowadzony jest przewiert mający na celu przełożenie podwodnych kabli teletechnicznych. Na placu budowy na terenie całego portu pracuje każdego dnia około 100 osób, pięć ekip nurkowych oraz liczny sprzęt pływający. Realizacja zadania ma na celu umożliwienie obsługi znacznie większych jednostek - o długości nawet do 400 m, co w znaczny sposób przyczyni się do zwiększenia przeładunków w Porcie Gdynia. - To odpowiedź na dynamiczny rozwój rynku przewozów - informuje Port Gdynia. Inwestycja pozwala również uzyskać dodatkowe efekty, wśród których za najważniejsze uznać można zmniejszenie negatywnego oddziaływania na środowisko i skrócenie czasu przewozu ładunków w łańcuchu transportowym. ©® 0010679613 ZAPRASZAMY na wyjątkowe prelekcje dla Srebrnego Pokolenia Super Babcia Magdalena Jakubiec-Ciechańska Wojtek Husakiewicz Teresa Lipowska Dołącz 8 grudnia o 10:00 w Internecie: www.i.pl/forum_seniora forumiA senii ra Głos Dziennik Pomorza Piątek, 2.12.2022 ARTYKUŁ REKLAMOWY • 7 Sprawdzony od pokoleń sposób na mocny kręgosłup i sprawne kończyny: WYJĄTKOWA MASC POMAGA UWOLNIĆ STAWY OD BÓLU I DOLEGLIWOŚCI! To Twoja szansa na ratunek Chłodząca maść na stawy i mięśnie była znana i polecana już przez naszych dziadków. Pomaga przywracać sprawność nogom i rękom, a także wzmacniać i prostować plecy. Usuwa z ciała sztywność i ból. Każdy, kto użył jej choć raz, potwierdza: dla tego środka nie ma spraw beznadziejnych! Czy i Ty chcesz wreszcie stanąć na nogi? Już wkrótce możesz znowu cieszyć się życiem bez dyskomfortu. Tylko teraz możesz wypróbować ten niezwykły przepis ZA DARMO. Błyskawiczna ulga dla Twoich stawów Formuła, która pomaga usuwać ze stawów ból i zwyrodnienia, znów stała się dostępna na naszym rynku. To sprawdzony i niezawodny sposób, który sprawia, że -»• nogi mogą odzyskać elastyczność •» ręce być sprawniejsze -*■ a plecy prostsze. Już 2,3 miliona osób zyskało szansę na zmniejszenie bólu w plecach, nogach i ramionach! Tak działa środek, który już od kilkunastu pokoleń pomaga odzyskiwać ludziom sprawność. A zdaniem wielu, swoją mocą przewyższa nowoczesne metody! Uzdrawiająca moc tradycji Przyjemny chłodek rozlewający się po opuchniętych kończynach i natychmiastowa ulga. Takie jest działanie maści, która już ponad 80 lat temu była niezbędnikiem w każdej domowej apteczce. A teraz została dodatkowo wzmocniona! „Codziennie odnotowujemy przypadki zmniejszenia stanów zapalnych w kolanach, artretyzmu, rwy kulszowej i bólów na całej długości kręgosłupa" - mówią z podziwem eksperci. „Ludzie odzyskują radość z chodzenia, biegania, modlitwy na kolanach i pielenia w ogrodzie, bo ta receptura jest jak prawdziwa woda życia. Wlewa zdrowie i ukojenie w łokcie, kolana, biodra czy bark". A teraz może uwolnić od łamania, rwania i pieczenia w kościach także Ciebie! JS 0- % Bi Tradycyjna receptura chłodząco-kojąca stawy świętuje swój wielki powrót. Z tej okazji przekazujemy 100 darmowych opakowań maści, która wspiera zmniejszenie zwyrodnień, utrwalonych kontuzji oraz bólu po ciężkich wypadkach. Jedno z tych opakowań może być Twoje! Mentha piperita j5 specyfiku, już w średniowieczu znany był jako doskonały środek na rany. Miętą pieprzową z kolei ratowano obolałe miejsce na ciele. Szałwia lekarska miała wręcz status wyjątkowego antidotum przeciwko stanom zapalnym. Jej nazwa podchodzi od ła- >- cińskiego słowa salvare - „ratować". To mówi samo za siebie. sa/wa officinaiis Regulamin - rglmnprmcjpk.com ar Sprawdzona metoda, gdy chcesz szybko zmniejszyć ból Ogromna popularność maści kojącej nawet ciężkie stłuczenia i obrzęki nie jest zaskoczeniem. Natomiast jej receptura może być inspirowana zapiskami pochodzącymi już ze... średniowiecza. „W tamtych czasach ludzie nie mieli oczywiście do dyspozycji nowoczesnych terapii ani profesjonalnych gabinetów. A jednak dożywali późnych lat, ciesząc się sprawnością. Wszystko dzięki I mądrości czerpanej z natury" -tłumaczy ekspert ds. schorzeń reumatycznych. I tak wyciąg z kory dębu angielskiego, zastosowany w tym Quercus robur % Skuteczność tej formuły zachwyca nawet niedowiarków Im trudniej Ci się poruszać, tym szybciej zadziała Ta wyjątkowa metoda pomaga przywrócić sprawność! Jako naukowiec początkowo byłem co do niej sceptyczny, teraz jednak polecam ją każdemu, kto pyta mnie o ratunek. Spec. Tomasz Kowal, spec. ds. ortopedii W końcu coś, co mi pomogło! Posmarowałam dół pleców i kolana - ból zmniejszył się jeszcze tego samego dnia. Nazajutrz mogłam chodzić. A potem okazało się, że chrząstka w moich stawach zaczęła się odnawiać. Niesamowite! Janina, 821., Piaseczno ^ & Tradycyjna maść kojąco-chłodząca pomoże Ci: Zredukować ból i łamanie w nogach ♦ Szybko zmniejszyć obrzęki i opuchliznę ♦ Poprawić sprawność w nogach i rękach ♦ Zmniejszyć rwę i podagrę ♦ Zminimalizować pieczenie w stawach ♦ Zniwelować migreny wywołane dysplazją ♦ Zlikwidować strzelanie w kolanach i łokciach przy zginaniu oL Jb Już dziś zaproś sprawne życie do swojego domu Jednym z największych problemów współczesnej nauki jest postępująca le-kooporność. Nowoczesne, agresywne środki nierzadko przestają działać lub po prostu szkodzą. Stąd zwrot w stronę tradycyjnych receptur, które polecali już nasi przodkowie. Chłodząca maść na stawy jest tego najlepszym przykładem. Oferujemy ją każdemu, kto chce wieść piękne, zdrowe, aktywne życie. Bez łupania, rwania i pieczenia w kościach. Chcemy, żeby korzyść z tej maści odnieśli wyłącznie ci, którzy naprawdę jej potrzebują. Dlatego zrezygnowaliśmy z wszelkich pośredników. Tej maści nie dostaniesz w żadnym sklepie. Wyślemy Ci ją bezpośrednio do Twojego domu. Dodatkowo przesyłamy pakiet 100 darmowych opakowań. Jeśli chcesz otrzymać jedno z nich, na dole strony znajdziesz kontakt". Tradycyjna kojąca maść może postawić Cię na nogi - zadzwoń po nią! Pierwsze 100 osób, które zadzwonią do 16.12.2022 r., otrzyma 100% REFUNDACJI OD PRC Zadzwoń:67 350 70 68 Pon.-pt. 08:00-20:00, sob. 08:00-20:00. Zwykłe połączenie lokalne bez dodatkowych opłat. Zadzwoń i zamów produkt do przetestowania ZA DARMO! 8 • PROMOCJA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 2.12.2022 AKCJA SPECJALNA ŚWIĘTA Z DOBRĄ ENERGIĄ Projekt charytatywny na rzecz seniorów Zawirowania na rynku energii zapowiadają trudną zimę. W tej sytuacji szczególną opieką trzeba otoczyć ludzi starszych. To czas, by pomyśleć o wspólnocie, skupić się na jej potrzebach. Pokażcie, jak działacie na rzecz seniorów! Grudzień to wyjątkowy miesiąc, to powolne wchodzenie w nastrój świąt. Przygotowując się do Bożego Narodzenia, większość miast ozdabiała w tym czasie ulice i rynki przepięknymi iluminacjami. Były naprawdę imponujące! Chcąc wybrać te najbardziej okazałe, od lat proponowaliśmy zabawę - świąteczny plebiscyt na najpiękniej rozświetloną miejscowość w Polsce. Energooszczędny sprzęt AGD, który trafiał do zwycięzców, przekazywany był na cele charytatywne. Dziś wszystko się zmieniło, święta będziemy przeżywać w innej atmosferze. Kryzys energetyczny wywołany napaścią Rosji na Ukrainę postawił nas wszystkich w niezwykle trudnej sytuacji. I choć coraz bardziej rozumiemy potrzebę Wspólnie pomóżmy seniorom przetrwać zimę oszczędzania, próbujemy zmieniać dotychczasowy styl życia, pamiętajmy, że ze skutkami tak potężnych zawirowań nie wszyscy sobie radzą. W szczególnie trudnym położeniu znaleźli się seniorzy. Mimo wielu doraźnych działań, uruchamianych dopłat, wielu starszych ludzi nie potrafi się w tym kryzysowym czasie odnaleźć. - Dlatego chcemy stanąć po ich stronie, razem wspierając słabszych. Zawsze możemy zrobić coś dla innych, nawet coś prostego, zwyczajnego. Wspólnie z gazetami należącymi do Polska Press Grupy proponujemy udział w projekcie dobroczynnym, w którym zyskają aktywne organizacje z każdego województwa - mówi Justyna Kruszewska, dyrektor marketingu z Energi z Grupy ORLEN, będącej patronem akcji „Święta z dobrą energią". Nasz cel Do udziału w tym charytatywnym projekcie zapraszamy m.in. samorządy, organizacje pozarządowe, fundacje i instytucje społeczne, które realizują autorskie pomysły narzecz starszych mieszkańców, promując zwiększanie efektywności energetycznej. Zapraszamy do prezentowania rozwiązań poprawiających komfort życia i pomagających dostosować się do wyzwań związanych z rosnącymi kosztami utrzymania. Jeśli więc troska o środowisko, konieczność oszczędzania wody i energii, proekologiczne działania przynoszą konkretne oszczędności i dają seniorom wymierne korzyści, zgłoście się! Inicjatywy zostaną zweryfikowane przez kapitułę, a następnie poddane pod głosowanie wśród naszych Czytelników. Pomysły, które uzyskają największe poparcie, zostaną wsparte finansowo -łączny budżet to 200 tys. zł. W każdym województwie przyznamy trzy wyróżnienia: •l miejsce: 6000 zł, •2 miejsce: 4000 zł, • 3 miejsce: 2500 zł. Na zgłoszenia czekamy do 15 grudnia. Szczegóły znajdziecie na głównej stronie serwisu lokalnego. ©® ft Święta z dobrą energią PARTNER AKCJI Energa | grupaEDEEI MAREIAŁ INFORMACYJNY EMKA S.A. 2110422244 PROMOCJA lad &EMKA Skorzystaj ze specjalnej oferty na sprawozdanie roczne. Zamawiając je teraz zamiast 50 zł zapłacisz tylko 30 zł! www.emkasa.pl Głos Dziennik Pomorza Piątek, 2.12.2022 9 POLSKA i ŚWIAT ŁÓDŹ - Winnych zbrodni agresji, zbrodni wojennych przeciwko ludzkości i ludobójstwa należy absolutnie pociągnąć do pełnej karnej odpowiedzialności. Tylko w ten sposób możemy przywrócić pokój w Europie i zapobiec aktom agresji w przyszłości - powiedział prezydent Andrzej Duda, otwierając dwudniowe posiedzenie Rady Ministerialnej OBWE w Łodzi, j PAP Ukaranie winnych zbrodni wojennych jest niezbędne dla zapewnienia pokoju w Europie teraz i w przyszłości Andrzej Duda prezydentRP Polska musi stawiać na energetykę odnawialną Oprać. MR Warszawa - Dzisiaj energetyka odna-wialna leży w najlepiej pojętym Interesie państwa polskiego. Chcemy odejść od węglowodorów kupowanych od Rosji-powiedział premier Mateusz Morawiecki. Szef polskiego rządu uczestniczył w czwartek w Kongresie Polskiego Kapitału. Podczas swojego wystąpienia odniósł się m.in. do kwestii związanych z energetyką. - Wierzę, że we współczesnym świecie musimy poszukiwać tego, co jest akceptowalne społecznie, co chroni środowisko naturalne, ale jednocześnie daje szanse szybkiego rozwoju -zaznaczył Mateusz Morawiecki. Dodał, że „dziś nowa energetyka, zasady ochrony środowi- - Polska ma szansę być beneficjentem odtwarzania łańcuchów dostaw po pandemii - uważa premier ska, energetyka odnawialnależą w najlepiej pojętym interesie państwa polskiego, które przecież nie ma węglowodorów w wystarczającej ilości". Nie wykluczył, że to, co okazało się „przekleństwem przez dekady, może być naszym błogosławieństwem". Mateusz Morawiecki stwierdził, że „nie tylko chcemy odejść od węglowodorów kupowanych od barbarzyńskiego agresora, jakim się okazała Rosja". - Nie chcemy też kupować węglowodorów od całkiem „przyzwoitych państw" nas otaczających, ale takich węglowodorów, które są bardzo drogie i jednocześnie one wszystkie też zanieczyszczają środowisko -powiedział. Morawiecki odniósł się też do sytuacji gospodarczej panującej w Polsce i na świecie. - Kryzys to jednocześnie jest pewna szansa. Nie można - jak to się mówi w biznesie często -przespać kryzysu. Kryzys daje możliwości wyjścia z ciosem z tych tarapatów, w które wpadliśmy. Ja właśnie w taki sposób postrzegam te nasze polskie szanse, żebyśmy dobrze zrozumieli, odczytali trendy, które są wokół nas - powiedział. - Musimy bardzo mocno postawić na badania, na rozwój, na naukę, na wdrożenia. To coś, co staraliśmy się robić od lat. Za- równo w wydatkach absolutnych, jakiwprocencie liczonym w stosunku do PKB, mamy najwyższe nakłady na badania i rozwój w historii III Rzeczypospolitej - dodał. Zdaniem premiera kluczowe jest również „zapraszanie" zagranicznego kapitału do Polski, o co rząd Zjednoczonej Prawicy zabiega od lat. - Przyciągamy supernowoczesne korporacje globalne, które tutaj, u nas transportują swoją technologię i my uczymy się przez osmozę, a jednocześnie wchłaniamy polskie rozwiązania, zaangażujemy polskie małe i średnie przedsiębiorstwa, które przy okazji rosną, eksportują, tworzą wartość dodaną dla swoich właścicieli - powiedział. W oęenie premiera „Właśnie w takim sprzężeniu zwrotnym" jest szansa na wyjście z tych wszystkich kryzysów. - Myślę, że Polska może być beneficjentem nearshoringu, beneficjentem odtwarzania łańcuchów dostaw po C0VID-19, po tym pewnym trendzie globa-lizacyjnym, który się zarysował - oświadczył premier. Jak zaznaczył szef rządu podczas swojego wystąpienia, „polityka może określić w bardzo brutalny i okrutny sposób całą naszą rzeczywistość". - Mając nadzieję na to, że nie tylko Ukraina obroni swoją suwerenność i integralność terytorialną, ale także że Rosja za swoją brutalną i bestialską politykę zostanie ukarana oraz że za parę miesięcy, może parę kwartałów najdalej wyjdziemy z tego trudnego politycznie czasu, trzeba koncentrować się na tym, co jest tym trendem przyszłości - podkreślił Morawiecki. PAP ARTYKUŁ REKLAMOWY MUMIO rewelacyjnie wspomaga walkę z uciążliwymi STAWAMI Ta cudowna substancja z Himalajów może usprawniać tkankę stawową Tysiące Polaków zaufało właściwościom znanym od 5 tys. lat Twoje stawy stały się dziwnie sztywne? Nawet proste ruchy sprawiają kłopot? Kolana, biodra czy kręgosłup nie są już tak sprawne jak kiedyś? w Polsce na reumatoidalne zapalenie stawów choruje ponad 1,8 milionów osób. Choroba ta powoduje skrócenie życia o około 6 lat u mężczyzn i około 5 lat u kobiet. Polscy naukowcy potwierdzają! „Niedobór witamin, może powodować zbyt małą produkcję kolagenu, oraz niszczyć konsystencję mazi stawowej, a to zmniejsza jej „lepkość" i zdolność do powstrzymywania tarcia. Jak dowiedziono stosunkowo niedawno, niedobory witamin powodują nadmierną aktywność osteoklastów, usuwających z kości stare tkanki i powodujących tym samym degenerację, sztywność i dyskomfort stawów" - podaje - jeden z Uniwersytetów Medycznych. Unikalny biostymulator bogaty w witaminy i minerały zwany MUMIO przynosi realną nadzieję na poprawę bez względu na wiek. JOLANTA RADKOWSKA, L. 73 CZUJĘ SIĘ JAK „NOWO NARODZONA" Wkrótce miało być wesele córki -więc czekało mnie dużo obowiązków, a ja byłam po operacji biodra. Musiałam się układać w łóżku w specjalny sposób, aby biodro mi nie dokuczało. Trzy miesiące moja noga była opuchnięta w kolanie i stopie a położenie się na biodrze pooperacyjnym było zabronione. Chodziłam ciągle o kulach. Aby polepszyć mój stan sprawności zaczęłam interesować się nowinkami w prasie i oglądać różne programy o zdrowiu. W zaufanej specjalistycznej gazecie znalazłam artykuł o mumio do smarowania na stawy. Postanowiłam sprawdzić jak to działa. Zakupiłam preparat z mumio w aptece. Pani magister mówiła, że ludzie bardzo sobie go chwalą. Smarowałam mumio - okolice biodra. Ach jak pięknie pachniało, zupełnie inaczej niż wszystko co znałam. Te zabiegi spowodowały zmniejszenie przykrych dolegliwości i szybsze dojście do formy. Dzięki specjalistycznym składnikom w preparacie poczułam się znacznie lepiej niż zakładałam. Wcześniej zazdrościłam wszystkim, że mogą czuć się sprawnie, teraz i ja czuję się jak „nowo narodzona". Dziękuję losowi, że trafiłam na ten skuteczny preparat do smarowania z mumio, służy teraz mi i całej mojej rodzinie. Próbowałem już prawie wszystkich dostępnych maści na kolana. Byłem przygnębiony bo nic nie przyniosiło efektów. Normalnie nie spróbowałbym już nowości, ale ten krem polecił mi mój zaufany przyjaciel dietetyk, który dużo buszuje po intemecie. Gdy zastosowałem i posmarowałem moje ciało w miejscach dyskomfortu nie mogłem uwierzyć, tak to szybko zadziałało. Już po kilku posmaro-waniach mogłem bez skrępowania ruszać nogami i siąść swobodnie ze skrzyżowanymi nogami. Już nie czułem takiego dyskomfortu. To mumio to cudo, polecarf)! TOMASZ KOWALCZYK, L 63 MAM PROBLEM Z KOLANAMI Od wielu lat mam problemy z kolanami. Starałem się temu zapobiec, stosując różne maści i tabletki. MAŁGORZATA STAROSTECKA SPRAWDZONE METODY SĄ NAJSKUTECZNIEJSZE PO KILKU DNIACH Ml PRZESZŁO Jestem emerytowanym psychologiem. Od lat pracuję ze schorowanymi pacjentami. Jakież było moje zdziwienie gdy spotkałam jedną z moich pacjentek w restauracji kroczącą rześko po schodach. Pamiętałam, że miała ona duże problemy z poruszaniem się. Zdziwiona zapytałam o zdrowie i skąd taka sprawność. Pani Marta odpowiedziała mi tylko, że jest to zasługa mumio i kwasów ful-wowych, zawartych w nim w dużej ilości. Ponieważ nie jestem już młoda i sama chciałabym wzmocnić swoje stawy, chrząstki i kości zainteresowałam się poleconym mi przez Panią Martę mumio. Zastosowałam pięknie pachnący balsam na moje stawy. Dodatkowo przeczytałam w literaturze specjalistycznej, że mumio odmładza stawy i może znacznie przedłużyć ich sprawność, żywotność i funkcjonalność. U mnie mumio zadziałało według opisów, a moje stawy czują się świetnie. nie 10 • POLSKA I ŚWIAT Głos Dziennik Pomorza Piątek, 2.12.2022 Przywódca Państwa Islamskiego w Syrii został wyeliminowany Andrzej Grochal Damaszek Przywódca Państwa Islamskiego Abu al-Hasan al-Ha-szimi al-Kuiajszi został zabity podczas operacji przeprowadzonej przez bojowników Wolnej Armii Syryjskiej. Informację przekazało oficjalnie Dowództwo Centralne Stanów Zjednoczonych (CENTCOM). Do operacji zbrojnej miało dojść jeszcze w październiku. - Śmierć Abu Hasana al-Ha-szimiego al-Kurajsziego jest kolejnym ciosem dla ISIS. Ta operacja została przeprowadzona przez Wolną Armię Syryjską wprowincjiDarawSyrii -podał w komunikacie płk Joe Buccino, rzecznik CENTCOM. Jak dodał, mimo śmierci swojego lidera, Państwo Islamskie pozostaje zagrożeniem dla regionu, aUSAipartnerzy nadal są skupieni na pokonaniu dżiha-dystów. Jak powiedział przedstawiciel sił zbrojnych USA cytowany przez Reuters, nie wzięli w niej udziału amerykańscy żołnierze. MATERIAŁ INFORMACYJNY KONGRESU 590 Państwo Islamskie straciło w tym roku już dwóch swoich liderów, nadal pozostaje jednak zagrożeniem O śmierci swojego lidera Państwo Islamskie poinformowało na Telegramie. W wiadomości podano, że zginął „walcząc z wrogami Boga". To już drugi lider ISIS, który zginął w2022 roku. Zmarły Abu al-Hasan al-Haszemi al-Kuraj-szi przejął stery organizacji po śmierci Abu Ibrahima al-Ha-szemiego al-Kurajsziego, który wysadził w powietrze siebie i swoją rodzinę w lutym podczas amerykańskiego nalotu w północno-zachodniej Syrii. PAP Prokurator robiła przecieki ze śledztwa na potrzeby kampanii? Mariusz Parkitny Warszawa/Szczecin Szczecińska prokuratura chce postawić zarzuty znanej prokurator. Śledczy twierdzą, że to Ewa W. przekazała niejawnie informacje zatrzymanemu przez CBA urzędnikowi warszawskiego ratusza. Prokuratura Regionalna w Szczecinie skierowała do Sądu Najwyższego wnioski o uchylenie immunitetów dwóm warszawskim prokuratorom. - Wnioski zostały skierowane w toku śledztwa dotyczącego ujawniania osobom nieuprawnionym informacji z prowadzonych postępowań karnych. Wnioski dotyczą Ewy W., prokuratora Prokuratury Rejonowej Warszawa Mokotów i Małgorzaty M., prokuratora Prokuratury Rejonowej Warszawa Żoliborz w Warszawie - wyjaśnia Marcin Lorenc z Prokuratury Regionalnej w Szczecinie. Zarzut, jaki zamierza prokurator przedstawić Ewie W., dotyczy nakłonienia w lipcu 2020 r. w celu osiągnięcia korzyści Władysław Ortyl: Czas putinowskiej agresji przerwał relacje gospodarcze i trzeba je na nowo odbudować Gościem studia i.pl podczas odbywającego się w Rzeszowie Kongresu 590 był Władysław Ortyl. marszałek województwa podkarpackiego. Rozmawialiśmy m.in. o wsparciu województwa dla walczącej Ukrainy, finansowej, materialnej i humanitarnej pomocy. Marszałek województwa podkarpackiego uczestniczył w otwarciu wydarzenia. Mówił o potencjale gospodarczym Podkarpacia, jego innowacyjności oraz o tym, co sprawia, że jest to idealne miejsce do organizacji Kongresu 590. - Podkarpacie jest regionem innowacyjnym. Ma oczywiście tę innowację zapisaną w swoim DNA. Jest ona ważna, jeżeli chodzi o rozwój, o przyszłość naszego Podkarpacia i ojczyzny. Wiemy, że czas putinowskiej agresji przerwał systemy kooperacyjne i relacje gospodarcze. Trzeba je na nowo uruchomić. Już myśleć o tym momencie, kiedy wojna się zakończy i nadejdzie czas odbudowy - powiedział marszałek Władysław Ortyl. - Dziś wiele firm stoi przed problemami i wyzwaniami jest też wiele przedsiębiorstw, które interesują się ŁĄCZYMY WSZYSTKICH 7. EDYCJA KONGRESU 590 RZESZÓW/PODKARPACIE 17-18 LISTOPADA 2022 Podkarpaciem właśnie z racji tej potencjalnej odbudowy. Cieszę się bardzo, że podczas Kongresu 590. możemy się spotkać w gronie znakomitych ekspertów i że firmy, które odgrywają istotną rolę w procesie rozwoju gospodarczego §ą tu obecne. Myślę, że parlamentarzyści, ministrowie, politycy, radni, samorządowcy będą mogli wsłuchiwać się w to, co jest istotne dla przyszłości. Marszałek podkreślał, jak istotne jest, że Andrzej Duda, Prezydent RP pod trzymał ideę wręczania Nagrody Gospodarczej Prezydenta RP właśnie podczas Kongresu 590., odbywającego się na Uniwersytecie Rzeszowskim, gdzie spotykają się biznes, gospodarka, przemysł i nauka. W studio rozmawialiśmy, jakie działania podejmuje województwo na rzecz walczącej Ukrainy. - Po pierwsze, jest to pomoc humanitarna, konieczna już od pierwszego dnia rozpoczęcia wojny. 24 lutego ruszyła wielka aktywność samorządu. W tej pomocy humanitarnej mieszczą się też działania związane z zaopiekowaniem się uchodźcami, którzy znaleźli się po naszej stronie, szczególnie w województwie podkarpackim. Druga grupa to działania gospodarcze, które mają charakter przyszłościowy. Trzeba bowiem na nowo odbudować relacje gospodarcze naszych firm z Ukrainą - podkreślił Władysław Ortyl, marszałek województwa podkarpackiego. osobistej dla niej, Michała D. -ówczesnego dyrektora Biura Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Urzędu m.st. Warszawy - i Małgorzaty M., pełniącej funkcję Zastępcy Prokuratora Rejonowego Warszawa-Żoliborz do niedopełniania obowiązków służbowych poprzez przekazanie osobom nieuprawnionym, m.in. Michałowi D. informacji z toczącego się postępowania, a także niedopełniania obowiązków służbowych i zaangażowania się w działalność polityczną poprzez m.in. formułowanie wobec Michała D. sugestii o medialnym wykorzystaniu bezprawnie uzyskanych informacji w toczącej się w2020 r. kampanii wyborczej Rafała Trzaskowskiego. Czyn Małgorzaty M. jest ściśle związany z zarzutami, jakie zamierza prokuratura przedstawić Ewie W. Dotyczy niedopełnienia obowiązków służbowych i przekazania osobom nieuprawnionym informacji z prowadzonego postępowania. Tłem zarzutu, który prokuratura zamierza przedstawić Ewie W., była kampania prezydencka oraz dwa wypadki komunikacyjne warszawskich autobusów, które stały się przedmiotem debaty publicznej latem2020 r. W pierwszym wypadku, który miał miejsce nieopodal mostu im. Grota-Roweckiego pod koniec czerwca2020 r., zginęła jedna osoba. Kierowca autobusu został oskarżony o prowadzenie pojazdu po zażyciu narkotyków. Część opinii publicznej za brak skutecznego nadzoru nad realizacją przewozów ob^dniała prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego, równocześnie kandydata na urząd prezydenta kraju. Drugi wypadek był w lipcu 2020 roku przy ul. Klaudyny. Kwestia ewentualnego pozostawania przez kierowcę pod wpływem substancji odurzających stała się przedmiotem zainteresowania opinii publicznej. To właśnie w takich okolicznościach Michał D., dyrektor w stołecznym ratuszu, wykorzystując swoją znajomość z prokurator Ewą W. wyraził wobec niej za pośrednictwem komunika-tora internetowego oczekiwanie, że niezwłocznie poinformuje go ona o ustaleniach śledztwa w zakresie wyników badań krwi i moczu na obecność narkotyków u podejrzanego. „Ewa muszę wiedzieć o krwi pierwszy. Znaczy po Tobie" - pisał do Ewy W., jak wynika z zabezpieczonego przez prokuraturę nośnika cyfrowego należącego do Michała D. - Z uwagi na fakt, że Ewa W. nie była referentem tej sprawy, a nawet nie toczyła się ona w jej jednostce, zwróciła się ona do znanej jej osobiście prokurator, pisząc: ..) a tak serio Mał-goś zależy mi na inf o wynikach krwi. Top secret oczywiście. Da się?". Uzyskiwane etapami informacje o wynikach śledztwa Ewa W. przekazywała Michałowi D., pisząc m.in. „dawaj do RT zanim dotrze z innego źródła". Prokurator Ewa W. pisała następnie do Małgorzaty M., od której uzyskała informacje: „Gosieńka RT jest Twoim dłużnikiem - a ja trzy razy bardziej" - wyjaśnia prok. Lorenc. Materiał dowodowy w tej sprawie uzyskany został w ramach śledztwa prowadzonego przez Prokuraturę Regionalną w Szczecinie. ©® WYTNIJ I POKAZ W APTECE 0010676493 ^---- ) MUMIO MED97 na skórę wokół KOLAN, BIODER, PLECÓW BALSAM Z ŻYWICĄ SKALNĄ Zawiera ponad 97 witamin i minerałów 1 ......... Zasilamy naturą od 1998 Tylko najlepsze produkty NR1 NA STAWY BEBEHERAT KOMOREK MUMIO MED97- -Zawiera ponad 97 witamin i minerałów 2 poziom x TKANKOWY Dla szybkiej realizacji podaj w aptece: KOD BLOZ 7088863 Posiada wysoką zawartość kwasu fulwowego, który jest naturalnym regeneratorem komórek. Nie czekaj na cud! Tylko pierwsze 100 osób, które zadzwonią do 02.01.23 otrzymają specjalną zniżkę! Liczba produktów na promocji jest limitowana. Zamów: 33 476 26 67 - dostępny W APTEKACH u farmaceuty (dostępny w hurtowniach farmaceutycznych), oraz sklepach zielarskich • sklep internetowy www.asepta.pro Tworzymy wyjątkowe i nowatorskie produkty specjalnie dla Ciebie i Twojej rodziny. Nasze kompozycje tworzymy używając roślin i ziół znanych od wieków. KOSZALIN, SŁUPSK, SZCZECIN • tygodnik r Regionow Piątek, 2.12.2022 POMORZE Po małpki z wódką sięga dziennie kilka milionów Polaków sir. 12-13 KOSZALIN Dziennikarz w środku wojny. Jak żyje się w Kijowie? str. 14 POMORZE W 1982 roku komuniści zapędzili opozycjonistów w kamasze str. 16 POMORZE Trzy miesiące wyjęte z życia - historia działacza związkowego str. 17 vV # Co piwosz wyrzuca, to pan doktor podnosi. Bo kapsle lubi. Pasjami Paweł Nowakowski, stomatolog z Koszalina, w swoich klaserach umieścił zamkniętą w zakrętkach historię piwowarstwa i koszalińskiego browaru Brok str. 18 12 UWAGA, PROBLEM Głos Dziennik Pomorza Piątek, 2.12.2022 Do nieba, do pieklą. Dyskretna Do wyboru, do koloru, do smaku. Małpki kuszą z półek sklepów nie tylko monopolowych. Kuszą skutecznie... Sylwia Lis Słupsk Kolorowe małpki wirują w oczach. Cudowny lek na najtrudniejszy poranek. Wódeczka sama wpada do kieszeni Orzechówkę, mali-nówkę czy cytrynówkę codziennie kupuje kilka milionów Polaków. Zwykły dzień w zwykłym sklepie osiedlowym czy to w Słupsku, czy w Koszalinie, czy w Stargardzie zaczyna się podobnie. Sprzedają się bułki, serki, jogurty na śniadanie, papierosy, piwo i tzw. małpki. - Są dwie pory dnia, gdy idą jak świeże bułeczki. To wczesny poranek, tak między godziną 6 a 7, a potem około godziny 16, po pracy - mówi pani Mariola ze sklepu w Słupsku. Poranek Beaty Serce bije jak opętane, głowa rozpada się na milion kawałków. Beata budzi się z myślą, że wieczorem znowu przegięła, dwa kieliszki za dużo. Ale jest siódma i musi się zbierać. - Mamo! Mamo! - do łóżka Beaty wskakuje 10-letnia córka. - Wstawaj! Chcę śniadanie, pierwszą mam plastykę, me mogę znowu się spozmc. Dziś będziemy rysować panią jesień. Beata powoli wstaje, kręci jej się wgłowie, na czole pojawiają się krople potu. Przeczytała już mnóstwo artykułów na temat alkoholizmu i wie, że to nie zwyczajny kac, lecz zespól: abstynencki. - Cholera, oby przeżyć ten dzień - mruczy pod nosem. Drżącymi rękoma robi kanapki, pomaga córce włożyć kurtkę. Nie przebiera się, na flanelową piżamę zakłada puchową kurtkę i już wie, że jej cierpienia niedługo się skończą. Jeszcze tylko parę minut. Wsiadają do samochodu. - Kasiu! - zwraca się do córki. - Chyba nie masz do szkoły soku. Zatrzymam się przy sklepie i szybko kupię. Najbliższy sklep osiedlowy omija, była wnim wczoraj, po co sprzedawczyni ma myśleć, że klientka ma problem. Staje przy innym, kilka kilometrów od domu. Bierze sok pomarańczowy dla córki. W oczach migają małe buteleczki z wódką. Na sam widok robi się jej lepiej. Wybiera smakową. Chowa do kieszeni. Cofa się, bierze jeszcze jedną. Na później. Odwozi córkę do szkoły. Siada wygodnie w samochodo- wym fotelu. Sięga do kieszeni. Otwiera buteleczkę wódki o smaku wiśniowym i wypija kilka łyczków. Oddycha z ulgą. Ciepło rozlewa się po całym ciele. Ręce przestają drżeć, lęk mija. Poranek Janka - Hej Heniek! Zatrzymaj się na stacji benzynowej - krzyczy Janek, od 15 lat w budowlance. - Nie wziąłem śniadania. Kupię sobie tylko hot-doga. Heniek wie, że o żadnego hot-doga tu nie chodzi. Zatrzymuje się na stacji, bo Janek to jego najlepszy pracownik, dużo pije, ale na jego miejsce nikogo nie znajdzie. Janek biegnie na stację, jakby się paliło. Dla niepoznaki kupuje bułkę z parówką, rozgląda się, czy Heniek nie patrzy. Prosi o trzy małpki. Na jednej nie przetrwa tego dnia. Dwie wsuwa do kieszeni spodni, jedną trzyma w dłoni. Biegnie do toalety. Jednym przechyleniem wypija całą zawartość. Teraz może pracować. Początki jakieś takie niegroźne Te poranki to już przeszłość? Beata i Janek niedawno skończyli ośmiotygo- dniową terapię w ośrodku stacjonarnym na Pomorzu. Teraz wspierają się w grupie AA. Czy wrócą do picia? - Nie mam pojęcia - mówi Beata. - Dla mnie liczą się 24 godziny. Tyle nie będę pić, a potem następne. A Janek? - Trudno nie pić, gdy cała budowlanka pije -przyznaje. - Musiałem zmienić pracę, bo bym popłynął. Mówi Beata: - Dopiero na terapii uzmysłowiłam sobie, że alkohol towarzyszył mi niemal od zawsze. Od podstawówki. Starsze koleżanki kupowały piwo i potem wypijałyśmy je w cztery. Potem dyskoteki i eksperymenty z drinkami. Nieco później poznałam chłopaka, romantyczne wieczory i nawet się nie zorientowałam, że pijemy niemal codziennie. Potem była wpadka i szybki ślub. Mąż za chlebem wyjechał do Norwegii. Ja zostałam z dzieckiem. Wszystko mnie przytłoczyło. Obowiązki, samotność. Wieczorami, gdy córka już spała, chciałam odczuć ulgę. Najpierw jedna lampka wina, potem dwie, aż w końcu cała butelka. Z czasem i ona mi nie wystarczała. Mąż zaczął coś podejrzewać, wieczorami nie odbierałam tele- fonu, rano kiepsko wyglądałam. Przyjechał kiedyś niepo-dziewanie, nie zdążyłam wynieść butelek, a było ich sporo - wszędzie ukryte. Jasno postawił sprawę: terapia. I tak miałam sporo szczęścia. Zazwyczaj, gdy kobieta ma problem z alkoholem, to mąż odchodzi. W Polsce mamy zbyt łatwy dostęp do alkoholu, jest wszędzie, na stacjach benzynowych i w małych sklepikach. Te małpki to jakieś przekleństwo, to takie zachęcenie do picia, gdy człowiek rano cierpi, widzi na półkach te kolorowe alkohole w małych buteleczkach... A to wyzwalacze, bardzo trudno powstrzymać się od zakupu. Potem już ciąg gotowy. Omijam miejsca, gdzie jest alkohol, ale u nas to bardzo trudne. Mówi Janek: - W moim domu alkohol był zawsze. Ojciec pił. Też zresztą budowla-niec. Gdy miałem jakieś trzynaście lat, pomagałem mu na budowie. Chciał być dobrym kumplem, po pracy częstował mnie piwem. Jakiś czas później bez piwa na budowie nie wyobrażałem sobie pracy. Dodawało mi odwagi, nabierałem jakiejś dziwnej siły i czułem się dorosły. Skończyłem podsta- wówkę i dołączyłem na stałe do ojca. Na budowie wszyscy piją. Kilka lat później ojciec zmarł, spadł z rusztowania. Oczywiście był pijany. Ożeniłem się, pojawiły się dzieci. Żona robiła awantury, że po pracy przychodzę nietrzeźwy. Nic mnie to nie obchodziło. Przełom przyszedł później. Córka zachorowała, trzeba było jechać do szpitala, była noc, a ja pijany... Karetka przyjechała za późno. Córka zmarła. Mam olbrzymie poczucie winy, gdybym był trzeźwy, może by żyła. Od tej chwili powiedziałem, że nie tknę alkoholu. Takie małe, takie niebezpieczne Trudno powiedzieć, ile w Polsce dziennie sprzedaje się małpek, czyli wódek w małych butelkach. Ze statystyk wynika, że może to być nawet trzy miliony! Tak można wnioskować chociażby z nowego podatku. Od 1 stycznia 2021 roku tzw. opłatą małpkową zostały objęte napoje alkoholowe właśnie w opakowaniach o ilości nominalnej napoju nieprzekraczają-cej 300 ml. Nowa opłata wynosi 25 zł od litra stuprocentowego alkoholu sprzedawanego w takich buteleczkach. Przykła- Głos Dziennik Pomorza Piątek, 2.12.2022 UWAGA, PROBLEM • 13 szklana małpka ciągnie w naló dowo oznacza to l zł od 100-mi-lilitrowej małpki wódki 40 proc., 2 zł od 200-mililitrowej małpki wódki 40 proc.*i 88 groszy od 250-mililitrowej małpki wina 14 proc. Pieniądze z opłaty trafiają w 50 procentach do gmin, a w 50 procentach do Narodowego Funduszu Zdrowia na edukację, profilaktykę oraz świadczenia w zakresie opieki psychiatrycznej i leczenia uzależnień. Wysokość tego podatku, który trafia do gmin w regionie słupskim, jest zaskakująco wysoka. Tylko do słupskiej kasy w tym roku wpłynęło blisko milion złotych! Do budżetu Bytowa - 280 tysięcy złotych. Te kwoty świadczą o tym, że sprzedaż małpek jest olbrzymia, a to niepokoi terapeutów. Małpki są zbyt tanie, łatwo dostępne, poręczne. Łatwo schować je w kieszeni czy torebce. Nie sprawiają wrażenia tak niebezpiecznych jak litrowa wódka. A to bardzo złudne... - Łatwiej je ukryć, można szybko wypić w drodze do domu i mieć złudzenie, że nikt nie zauważy, nawet mąż czy żona - mówi Agnieszka Ciechanowska, specjalista terapii uzależnień ze Słupska. - Popyt na małpki jest spory, bo można mieć złudne poczucie kontroli: „to tylko małpka", „taka mała ilość, „tylko jedna małpka, więcej nie". Czasem ludzie kupują alkohol w małych butelkach, bo po prostu na większą nie mają pieniędzy, ale też wtedy, kiedy w uzależnieniu spada tolerancja na alkohol. Nie trzeba napić się dużo, by poczuć się lepiej. Spożycie grozi wszystkim Alkoholizm to ciężka choroba. Dotyka nie tylko chorych, ale ich otoczenie, nie tylko to najbliższe. Z najnowszych badań Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych (PARPA) wynika, że nadużywanie procentowych trunków dotyczy ponad 2,5 miliona Polaków. Z kolei 700-900 tysięcy osób w kraju jest uzależnionych od alkoholu. W rodzinach z problemem alkoholowym żyje 3-4 miliony osób, w tym 1,5-2 miliony dzieci. - Alkoholizm jest chorobą bardzo demokratyczną, dotyka zarówno ludzi młodych, jak i ludzi w podeszłym wieku, wykształconych i tych, którzy zakończyli edukację na poziomie gimnazjum czy szkoły podstawowej, ludzi o wysokim statusie materialnym, jak i tych biednych, zarówno kobiet i mężczyzn. Nie ma reguły - podkreśla Agnieszka Ciechanowska. Czy są różnice w uzależnianiu się w zależności od płci? - Kobiety uzależniają się szybciej, ponieważ ciało kobiety składa się w mniejszej części z wody, a w większej z tkanki tłuszczowej - odpowiada terapeutka. - Nasze organizmy produkują również mniej enzymu odpowiedzialnego za rozkład alkoholu. Skutek? Jeżeli kobieta i mężczyzna wypiją tyle samo, to u niej stężenie alkoholu we krwi będzie wyższe. I dłużej będzie go metabolizować. Nie bez wpływu na taki stan rzeczy są również kobiece hormony płciowe, z którymi alkohol wchodzi w reakcję, przyczyniając się do- datkowo do efektu opisanego powyżej. Mimo tej zależności, terapeutka nie obserwuje nagłego wzrostu liczby kobiet alkoholi-czek. - Pracuję od lat z taką samą liczbą kobiet i mężczyzn -mówi. - Kobiety piją z tego samego powodu, co mężczyźni: nie radzą sobie ze sobą, z emocjami, lękami, przepracowaniem, stresem, obciążeniem i obowiązkami. Współczesne alkoholiczki to często kobiety wykształcone, dobrze sytuowane. Świetnie radzą sobie w życiu, osiągają sukcesy. Często większe niż inne kobiety, bo więcej pracowały, były bardziej zdeterminowane. Z zawodowych doświadczeń Agnieszki Ciechanowskiej wynika, że jest jeszcze jedna różnica między uzależnieniem męskim a żeńskim. - Kobiece trzeźwienie jest trudniejsze, często skazane na samotność, brak akceptacji otoczenia, rodziny. Polecam świetną książkę trzeźwiejącej dziennikarki Bożeny Snelli--Mrozik „Piekło nie ma dna". To rozmowy z kobietami, które autorka poznała na odwyku i w grupach Anonimowych Alkoholików. Przykładnie dbającymi o dzieci, lekarkami, prawniczkami, menedżerkami, które sięgnęły dna, chociaż ich znajomi i rodzina nie mieli o tym pojęcia. „Jedna z moich rozmówczyń, kiedy zapytałam ją, co mogłaby określić swoim dnem, powiedziała, że piekło go nie ma, a kiedy piła, czuła się tak, jakby była wpiekle" - napisała we wstępie do książki Bożena Snelli-Mrozik. Niestety, wyjście z tego piekła czasem graniczy z cudem - kończy terapeutka. ©® JAK PIJĄ POLACY (DANE PARPA) Osoby pijące najwięcej alkoholu nie stanowią jednolitej grupy. Badania pokazują dużą różnicę między piciem mężczyzn i kobiet. ! tak: największe spożycie alkoholu występuje w grupie kobiet, które mają 18-29 i 30-39 lat, w grupie panien, wśród kobiet mających wyższe wykształcenie, mieszkanek miast powyżej 50 tys. mieszkańców, pań uczących się, będących gospodyniami domowymi, wśród pracujących jako pracownice umysłowe bez wyższego wykształcenia, a także wśród kobiet zajmujących stanowiska samodzielne, niedeklarujących się jako wierzące i praktykujące, dobrze oceniających swoją sytuację materialną. Wśród mężczyzn największe spożycie alkoholu występuje w grupach wiekowych 30-39 i 40-49 lat. Mają wykształcenie zasadnicze zawodowe, zajmują stanowiska szeregowe, są robotnikami niewykwalifikowanymi, mieszkają w miastach o wielkości 50-500 tys. mieszkańców. Także wśród panów rozwiedzionych, niedeklarujących się jako wierzący i praktykujący, źle oceniających swoją sytuację materialną. MATERIAŁ INFORMACYJNY KONGRESU 590 MATERIAŁ INFORMACYJNY KONGRESU 590 Tomasz Siwak: Polska na tle Europyjest bardziej zabezpieczona energetycznie Podczas Kongresu 590, gościem studia i.pl był wiceprezes zarządu ds. handlowych w Enea Tomasz Siwak, który wyjaśniał, od czego zależy bezpieczeństwo energetyczne krajów Unii Europejskiej. Jego zdaniem Polska jest pod tym względem w lepszej sytuacji niż wielu naszych zachodnich sąsiadów. Musimy jednak stawiać na dalszy rozwój -m.in. poprzez budowanie elektrowni jądrowych. Tomasz Siwak, wiceprezes zarządu ds. handlowych w Enea, pytany był m.in. 0 kwestię bezpieczeństwa energetycznego Polski i innych państw europejskich. - Globalny kryzys spowodowany wojną na Ukrainie wywrócił wszystkie dotychczasowe ideologie i wartości, promowane chociażby przez Unię Europejską. Co prawda przyspieszył pewne procesy, ale pokazał też, jakie były popełnione poważne błędy, jak np. zaufanie do biznesu prowadzonego z Rosjanami 1 postawienia na ich paliwa -stwierdził. Dodał, że dziś Niemcy „wrócili do węgla brunatnego i kamiennego". - Urucha- miają elektrownie, kopalnie, kupują węgiel na całym świecie, gdzie tylko mogą go kupić, bo swoje złoża dawno temu wyczerpali. Gdyby nie to, mieliby bardzo poważny problem dotyczący bezpieczeństwa energetycznego -mówił Siwak. W trakcie rozmowy poruszono również temat możliwości ograniczenia konsumpcji energii przez obywateli poszczególnych krajów. Tomasz Siwak wskazał, że „wszystko, co jest nam podawane z informacją, że bez tego nie możemy żyć (urządzenia elektroniczne - red.), powinniśmy przesiewać". - W większości te rzeczy nie są nam potrzebne, a ich produkcja też wymaga zużycia energii - mówił. Zdaniem Siwaka Polska pod względem bezpieczeństwa energetycznego prezentuje się na tle innych krajów całkiem dobrze. - W naszym kraju 70 proc. energii jest produkowane z naszych zasobów lokalnych, czyli z węgla. W związku z tym nas ta sytuacja związana z wojną na Ukrainie tak mocno nie dotknęła. A nie dotknęłaby nas jeszcze bardziej, gdybyśmy nie zamrozili nowych ścian, chodników i szybów w kopalniach i ta produkcja byłaby płynnie prowadzona. Wówczas nie musielibyśmy szukać węgla za granicą -mówił. Gość studia i.pl wskazał, że w kontekście miksu energetycznego dziś myśli się przede wszystkim 0 energii atomowej. - Jest to energetyka zeroemisyjna 1 bardzo wydajna. Myślę, że w przyszłości zapewni nam to podstawy miksu energetycznego. Polska potrzebuje w podstawie funkcjonowania od 15 do 20 GW w źródłach energii. Oznacza to, że te źródła muszą cały czas pracować, abyśmy mieli w każdym gniazdku w Polsce wystarczające napięcie, abyśmy mogli w każdym momencie się do niego podpiąć - wyjaśniał Siwak. Dezinformacja w energetyce. Wojciech Dąbrowski: Nie zabraknie nam energii. Trzeba konsekwentnie walczyć z fake newsami Podczas Kongresu 590 w Rzeszowie, w studiu i.pl. rozmawialiśmy m.in. o dezinformacji w branży energetycznej. Wojciech Dąbrowski. prezes zarządu PGE Polska Grup Energetyczna: Rosja chce zaburzyć poczucie bezpieczeństwa nie tylko w Polsce, ale w całej Europie. Trzeba konsekwentnie walczyć z fake newsami, które pojawiają się w przestrzeni publicznej. - Rosja próbuje przerzucić odpowiedzialność za kryzys energetyczny, który wywołała napadając na Ukrainę. To ona odpowiada za kilkukrotny wzrost cen węgla, gazu czy ropy - podkreślał Wojciech Dąbrowski, prezes zarządu PGE Polska Grupa Energetyczna. I dodał, że to właśnie Putin chce zaburzyć poczucie bezpieczeństwa nie tylko społeczeństwa polskiego, ale również europejskiego, dlatego rozsiewa dezinformacje. - To działania, które mają doprowadzić do wywołania lęku wśród społeczeństwa, a w konsekwencji nawet zamieszek, bo dzisiaj Rosji chodzi o to, aby wywołać taki zamęt wśród firm, nie tylko polskich - dopowiada prezes zarządu PGE Polska Grupa Energetyczna i apeluje, aby nie tylko sięgać po sprawdzone informacje, ale też wyłącznie takowe przekazywać - Trzeba konsekwentnie walczyć z fake newsami, które pojawiają się w przestrzeni publicznej. Zapewniał, że energii nie zabraknie i zaznaczył, że rząd polski podjął już szereg działań, które mają na celu złagodzenie skutków tego kryzysu. Podkreślił również, że najlepszym sposobem walki z dezinformacją jest edukacja. - Jako branża energetyczna walczymy, przekazując informacje m.in. poprzez nasze kampanie edukacyjne - zaznaczał Wojciech Dąbrowski. W studiu i.pl rozmawialiśmy również, dlaczego właśnie branża energetyczna stała się celem ataków dez-informacyjnych. Prezes apelował też do wszystkich klientów PGE, aby przede wszystkim rozsądnie korzystali z energii. 14 • NA WŁASNE OCZY Głos Dziennik Pomorza Piątek, 2.12.2022 Widzi i opisuje. Relacje idą w świat. Dziennikarz na pierwszej linii frontu Joanna Krężelewska Koszalin "jfest tam. gdzie spadają rakiety. Choć pochodzi z Koszalina, mieszka w Kijowie i nie wyjechał, gdy Ukrainę najechali Rosjanie. Piotr Andru-sieczko relacjonuje wojenną rzeczywistość. I wierzy, że Putin zostanie pokonany. - Nigdy nawet przez chwilę nie miałem poczucia, że Ukraina upadnie. Nie wierzyłem jednak, że wojna pod naporem rosyjskiej armii szybko się skończy. Patrzę na walkę Ukraińców od 2014 roku i wiem, że ich opór będzie długotrwały - podkreśla dr Piotr Andrusieczko. Kim jest? Etnolog, politolog, dziennikarz i publicysta. Redaktor naczelny „Ukraińskiego Żurnału", związany z grupą reporterską „Outriders". Został Dziennikarzem Roku 2014, a doceniono go m.in. za profesjonalizm relacji z Ukrainy, które ukazywały rzeczywiste oblicze konfliktu z Rosją. W Koszalinie chodził do trzech podstawówek -„„ósemki", „czwórki" i „szesnastki". Jest absolwentem n Liceum Ogólnokształcącego im. Wł. Broniewskiego. W 1990 roku wyjechał na studia do Poznania. Od 2013 roku mieszka w Kijowie. Był na Majdanie, na Krymie, od początku relacjonuje agresję Rosji na Ukrainę. - W Kijowie mieszkam w jednej z centralnych dzielnic - mówi. - Jeśli porównamy go do miast, które znajdują się pod bezpośrednim, codziennym ostrzałem, to jest tu w miarę bezpiecznie. Widzę jednak z balkonu dym po uderzeniach pocisków czy ślady po rakietach ukraińskiej obrony przeciwlotniczej, która próbuje zestrzelić i zestrzeliwuje rakiety lOsyjskie, a w ostatnich tygodniach również drony. I wciąż pamiętam Kijów z początku wojny, kiedy był miastem wymarłym. Kilka miesięcy temu w stolicy Ukrainy zapanował chaos. Rosyjska armia dotarła na obrzeża miasta. Bez przerwy słychać było wymianę ognia, a rosyjskie grupy dywersyjne próbowały się wedrzeć do Kijowa. - Z tej perspektywy wydaje mi się, że teraz jest bezpieczniej - uściśla korespondent. -W ostatnich tygodniach największy problem sprawiła październikowa seria uderzeń rakietowych w infrastrukturę energetyczną. Dotąd wyłącze- Piotr Andrusieczko spotkał się z mieszkańcami Koszalina w Koszalińskiej Bibliotece Publicznej Zdjęcie z obwodu charkowskiego - wrzesień 2022 r. nia prądu mogły następować trzy razy dziennie po cztery godziny w ramach harmonogramu. Po ostatnim uderzeniu żadna rozpiska już nie obowiązuje. Brak prądu niesie problemy z bieżącą wodą, ogrzewaniem i łącznością komórkową - opisuje dziennikarz. Ludzie jednak starają się żyć w miarę możliwości normalnie. Szkoły W'większości działają w systemie mieszanym - część zajęć odbywa się online, część stacjonarnie. Wszystko zależy od tego, czy dana placówka ma schron. - Pracują markety, kawiarnie i restauracje. To może budzić w Polsce zaskoczenie. Jak to, jest wojna, a tam działają lokale gastronomiczne? Tak i to jest bardzo ważne, bo Ukraina ma ogromne problemy gospodarcze, a będzie miała jeszcze większe. Każde miejsce pracy jest istotne, gdyż przynosi wpływy do budżetu. To jest dnigi front walk, gospodarczy, obok wojennego. I na tym froncie Ukraina też musi wygrać -tłumaczy Piotr Andrusieczko. W Kijowie mieszka dziś około trzech min ludzi. Kiedy rozlegają się syreny alarmowe, życie się zatrzymuje. - Można mówić o pewnej formie przyzwyczajenia do niebezpieczeństwa. Już nie każdy biegnie do schronu. Ludzie czekają przed sklepami, aż zagrożenie się oddali i będą mogli wrócić do codziennych obowiązków. Mato swoje tragiczne konsekwencje. W październikowym ataku na centrum miasta zginęli ludzie jadący do pracy - opisuje korespondent wojenny. Kijów opuszcza często. Od obwodu sumskiego po mi- kołajowski. Od lwowskiego po Donbas - Piotr Andrusieczko jeździ wszędzie tam, gdzie trwają walki. - Od końca sierpnia obowiązuje duże embargo informacyjne. Dziennikarze nie są dopuszczani do linii frontu. Jest to związane jest z kwestiami bezpieczeństwa i planowaniem akcji. Właśnie pod koniec sierpnia, kiedy nasze oczy zwrócone były na Chersoń, przeprowadzono potężne działania w obwodzie charkowskim. Były trzymane w tajemnicy - mówi dziennikarz. - Rozumiem lo- gikę dowódców ukraińskich, kontrola przepływu informacji jest kwestią wrażliwą, bowiem za tym realnie stoją ludzkie życia. Jednym z wrażliwych i wyjątkowo trudnych tematów jest przymusowy wywóz Ukraińców do Rosji. Portal Dzieci Wojny, utworzony przez ukraińskie władze w celu poszukiwania zaginionych nieletnich oraz ich sprowadzenia do kraju, informuje o ponad siedmiu tysiącach dzieci wywiezionych przez Rosjan. - Trudno jest dokładnie ustalić liczbę przymusowo deportowanych oraz ich dalsze losy. Ogólna liczba ofiar tego procederu nie jest znana. Monitoringiem ich danych zajmuje się ministerstwo do spraw reintegracji tymczasowo okupowanych terytoriów Ukrainy -wskazuje Piotr Andrusieczko. -Rozmawiałem z rodzicami dziewczynki z obwodu charkowskiego. Zgodzili się na jej wyjazd do Rosji. Miała odpocząć od wojny. Nie widzieć jej okrucieństwa, nie słyszeć ostrzałów artyleryjskich. Miała spędzić trzy tygodnie nad Morzem Czarnym. Kiedy terytoria te zostały wyzwolone przez Ukraińców, stracili kontakt z córką. Co będzie dalej? - Rosja gra bardzo silnie, żeby osłabić jedność Zachodu. Zawsze to robiła i będzie dalej grać na osłabienie i podział. Najłatwiej robić jej to w Europie. W Unii Europejskiej mamy słaby element - Węgry Viktora Orbana, który popiera Rosję. Przykładem może być zapowiedź zablokowania fUnduszu 18 min euro pomocy dla Ukrainy. Jednak wszelkie działania militarne powodują natychmiastową odpowiedź. Po serii październikowych ostrzałów rakietowych nie tylko USA, ale też Hiszpania czy Włochy przyspieszyły' pomoc wojskową i wsparcie ukraińskich si\ obrony przeciwlotniczej. Kolejne działania militarne Rosji, skierowane przeciw ludności cywilnej, sprawią, że pomoc będzie kontynuowana - przewiduje dziennikarz. I podsumowuje: - Każda wojna ma swój koniec. Nie znam odpowiedzi na pytania, jak długo potrwają działania militarne i na jakich warunkach się skończą. Dziś widzę ogromną wolę walki Ukraińców. Nie zmieniły tego ostrzały rakietowe, nie zmienia brak prądu. Przeciwnie. To wzbudza jeszcze większą wściekłość. ©® Głos Dziennik Pomorza Piątek, 2.12.2022 MATERIAŁ INFORMACYJNY 15 MATERIAŁ INFORMACYJNY MINISTERSTWA KULTURY I DZIEDZICTWA NARODOWEGO Szanowni Państwo, z początkiem grudnia wchodzimy w czas oczekiwania na Święta Bożego Narodzenia i nadejście Nowego Roku. W polskiej kulturze to czas wyjątkowy. Wypełnia go unikalne przemieszanie tradycji chrześcijańskich z dawnymi ludowymi zwyczajami, a często też z praktykami o rodowodzie zapożyczonym, które na tyle mocno splotły się ze zwyczajami polskimi, że dziś traktujemy je jako część naszego dziedzictwa, naszej kultury. Jednym z takich obyczajów jest tradycja wręczania prezentów, której źródła sięgają średniowiecza, a nawet antyku, choć w Polsce tak naprawdę zakorzeniła się dopiero w XX w. W tym roku okres oczekiwania na Święta Bożego Narodzenia jest inny niż zazwyczaj. Nie zapominamy, nie możemy zapominać, że tuż za naszą granicą jest wojna. Rosja napadła na niepodległą Ukrainę. Giną żołnierze, giną cywile i dzieci, niszczone są domy, budynki, place zabaw. Wojna na Ukrainie pokazuje, jak kruche są dobra materialne, jak łatwo można nas pozbawić tego co posiadamy. Jest ciosem dla samozadowolenia świata zachodniego, obnaża jego zaniechania i kryzys kultury globalnej, przywołuje - po raz kolejny - pytania o sens nadmiernej konsumpcji. W konfrontacji z wojną okazuje się, że wszelkie dobra są warte tyle, na ile możemy ich użyć dla pomocy naszym sąsiadom, na ile możemy się nimi podzielić. Dlatego w tym szczególnym okresie namawiam Państwa gorąco do refleksji nad prawdziwym znaczeniem Świąt Bożego Narodzenia, nad nauką i przesłaniem, które z nich płynie. W obdarowywaniu nie chodzi o wartości materialne, o mnogość i pomnażanie rzeczy. Ważna jest intencja obdarowującego, ważny jest symbol, ważne jest zaproszenie do wspólnego wigilijnego stołu. Życzę Państwu zdrowych, spokojnych i rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia, życzę, aby prezenty, które Państwo dajecie i te, które otrzymacie - były dobrze przemyślane i sprawiły Wam wiele prawdziwej radości. Prof. Piotr Gliński Wiceprezes Rady Ministrów, Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego PREZENTOWNIK KULTURALNY Bilety na wydarzenia artystyczne, vouchery i karty podarunkowe, płyty muzyczne, roczne karty wstępu do muzeów, albumy i książki, oryginalne gadżety, a dla dzieci gry edukacyjne, książki i maskotki - to propozycje świątecznych upominków z oferty polskich instytucji kultury. Prezentowane tu zestawienie to nie tylko inspiracja i podpowiedz dla tych, którzy chcą podarować swoim bliskim nietuzinkowy upominek, ale także zachęta do bezpośrednich wizyt w muzeach, teatrach, operach i filharmoniach, do sięgnięcia po książki i płyty ze znakiem najwyższej jakości, wreszcie do aktywności edukacyjnej. Chcemy, aby polska kultura w najlepszym wydaniu towarzyszyła Państwu nie tylko w okresie Świąt Bożego Narodzenia. Kulturalny prezent może być doskonałą inspiracją do noworocznych postanowień i planów oraz zachętą do codziennego kontaktu z kulturą. Bilety i vouchery Bilet otwarty - Polska Opera Królewska Karnet roczny - Muzeum Narodowe w Krakowie Karta widza - Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski Bilet roczny - Muzeum Narodowe w Warszawie ® polska OPF.RA królewska DYREKTOR ANDRZEJ KLIMCZAK VOUCHER Podaruj bliskim na Święta niezapomniane chwile w Polskiej Operze Królewskiej 'V, fi «*ir "**5* H, więcej informacji na: www.opcrakroIcwjiika.pl $ -v)> * Bilet otwarty - Polska Opera Królewska \ W IM, Hn Gadżety Kolekcja odzieży „Mazowsze" Kolekcja odzieży zaprojektowanej i uszytej w pracowniach krawieckich Państwowego Zespołu Ludowego Pieśni i Tańca „Mazowsze" z haftami zaczerpniętymi ze scenicznych kostiumów zespołu. Kalendarz Kalendarz zrywak Narodowego Centrum Kultury został wzbogacony ciekawostkami językowymi na każdy dzień. Filiżanka Filiżanka z motywem Muzeum - Zamku w Łańcucie o pojemności 200 ml. Pendrive „Dziwny ogród" Poręczny pendrive w kształcie karty kredytowej z nadrukiem fragmentu obrazu „Dziwny ogród" Józefa Mehoffera z Galerii Sztuki XIX Wieku Muzeum Narodowego w Warszawie. Zakopiny Zakopiny to gustowne przypinki inspirowane twórczością Zofii Stryjeńskiej, przygotowane przez Muzeum Tatrzańskie im. dra Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem. Poduszka ozdobna Haft dekoracyjny wykonano-złotą nicią z dbałością o właściwą reprodukcję oryginalnego monogramu pochodzącego z arrasów z kolekcji Zygmunta Augusta z Zamku Królewskiego na Wawelu. Dla dzieci Gra „Monopoly. Chopin" Gra przygotowana przez Narodowy Instytut Fryderyka Chopina stawia przed graczami perspektywę zbudowania od podstaw muzycznego imperium kompozytora. Książka „Muzeum zachwytów" „Muzeum zachwytów" to książka, która pokazuje mikro- i makro-kosmos Muzeum Łazienek Królewskich w Warszawie. Gra typu memory Gra pamięciowa składa się z kart przedstawiających rysunki Alfonsa Długosza, artysty i twórcy Muzeum Żup Krakowskich Wieliczka. Karty pokazują dawnę prace górnicze. Zestaw zabawek Kalimba Kolekcjonerski zestaty zabawek inspirowany obiektami z galerii^tałych Muzeum Narodowego w Warszawie. Książki i albumy i te „Najpiękniejsze w Skarbcu. Pamiątki królewskie" Album prezentuje najcenniejsze i najważniejsze pamiątki historyczne ze Skarbca Zamku Królewskiego na Wawelu. „Mistrzostwo ikonograficzne starowierców" Publikacja przygotowana przez Muzeum Podlaskie w Białymstoku przedstawia staroobrzędowe szkoły, warsztaty i tradycje ikonograficzne. „XX+XXI wiek. Galeria Sztuki Polskiej" W albumie zaprezentowano ok. 200 wybranych dzieł z nowej wystawy Muzeum Narodowego w Krakowie. Powiększenia ukazują istotne szczegóły, fakturę prac. „Ogrody Zamku Królewskiego" \ \ Pięknie wydany album Zamku Królewskiego w Warszawie był wielokrotnie nagradzany w prestiżowych konkursach. "Cantique de Noel" 1II Najnowsza płyta zespołu „Mazowsze", zawierająca kolędy z różnych stron świata, śpiewane w oryginalnych językach, ale w mazowszańskim stylu. „Chopin. Bruce Liu" Płyta Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina z nagraniami konkursowymi Bruce'a Liu, fenomenalnego zwycięzcy ostatniego Konkursu Chopinowskiego. „Norwid / od.nowa" Płyta Narodowego Centrum Kultury jest zapisem koncertu upamiętniającego 200. rocznicę urodzin Cypriana Norwida przypadającą w 2021 r. Prezentowany powyżej wybór to fragment szerszej oferty instytucji kultury, która jest dostępna na stronie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego kultura.gov.pl J6 PAMIĘTAMY! Głos Dziennik Pomorza Piątek, 2.12.2022 N ie podoba ci się Polska Ludowa? Wybieraj: mundur albo więzienny drelich Rajmund Wełnie Szczecinek Jesienią 40 lat temu Polska Ludowa przymusowo wcieliła do wojska opozycjonistów. W listopadzie tego roku w rocznicę branki odsłonięto pamiątkowy kamień w Budowie. Wzorce władze polskie komunistyczne, jak zwykle, czerpały ze wschodu, gdzie zamor-dystyczny system duszenia wszelkich prób oporu wygląda tak samo, gdy panował tam car, bolszewicy czy Putin. Z lekcji historii pamiętamy brankę do armii rosyjskiej, jaką zarządzili zaborcy w styczniu 1863 roku. Siłą wyciągnięto nocą z domów osiem tysięcy męż--tczyzn uznanych za element niepewny i nieprawomyślny. Była to bezpośrednia przyczyna wybuchu powstania styczniowego. Branki polskie Po ostatniej wojnie pobór do wojska stał się stałym punktem represji w Polsce Ludowej. W latach 40. i 50. do pracy w kopalniach kierowano w ramach zastępczej służby wojskowej tysiące wrogów klasy robotniczej. W kamasze - aż do roku 1980 - kierowano także alumnów z seminariów duchownych. Dlaczego? Za sprzeciw wobec nieuznawania seminariów za szkoły wyższe. Premier Józef Cyrankiewicz tak to argumentował w roku 1959: „Ze względu na wysoce niewłaściwą atmosferę panującą w seminariach duchownych, jak również wywołującą kategoryczny sprzeciw postawę społeczną młodego duchowieństwa, minister oświaty i Urząd do Spraw Wyznań sprawować będą nadzór nad wyższymi i niższymi diece-zjalnymi i zakonnymi seminariami duchownymi". Strona kościelna zaprotestowała, więc klerycy zaczęli otrzymywać powołania do wojska. W sumie do roku 1980 i powstania Solidarności mundury założyło blisko trzy tysiące przyszłych księży, których skoszarowano w kilku jednostkach, m.in. w Szczecinie - Podjuchach. „Bilety" do MON-u, jak na-1, zywano w PRL-u pobór do armii, wręczano także masowo studentom relegowanym z uczelni po marcowych zamieszkach 1968 roku. Każdy zresztą protest wobec władz ..komunistycznych kończył się w podobny sposób - tak było po krwawych zamieszkach na Wybrzeżu w roku 1970 czy po protestach robotniczych w roku 1976. Internowani w armii Po sprawdzone metody sięgnięto też po wprowadzeniu stanu wojennego (grudzień 1981 r.). Jesienią 1982 Sejm PRL rozwiązał wszystkie związki zawodowe, oczywiście także NSZZ Solidarność, od blisko roku po 13 grudnia działającą w podziemiu. Do obozów internowania trafiło około 10 tysięcy osób z opozycji. Komuniści obawiali się jednak kolejnych protestów po decyzji parlamentu i wobec zbliżających się rocznic wprowadzenia stanu wojennego i utworzenia Solidarności. Pozostałych na wolności opozycjonistów postanowili więc ulokować w wojsku. Warto tu wspomnieć, że masowy pobór nawet 250 tysięcy działaczy związkowych do Ludowego Wojska Polskiego rozważano w resorcie obrony jako alternatywę wobec stanu wojennego i intemowań. Ktoś jednak najwyraźniej sprawę przemyślał, bo taka liczba uzbrojonych opozycjonistów w koszarach mogłaby się skończyć powstaniem i nawet LWP mogłoby wypowiedzieć posłuszeństwo. W sumie pod pretekstem ćwiczeń i powołań w listopadzie 1982 roku do armii wcielono ponad 1700 osób wytypowanych przez Służbę Bezpieczeństwa. Oczywiście o żadnych ćwiczeniach i podnoszeniu umiej ętno-ści bojowych rezerwistów nie było mowy. Wcielonym - często schorowanym i niezdatnym do służby - nie wydano w więk-szościprzypadkównawetbroni. Upadlanie, szykanowanie Komunistyczna branka trwała trzy miesiące. W tym czasie dawano im do wykonania absurdalne i katorżnicze zadania w rodzaju kopania rowów i transzei, a następnie ich zakopywania w warunkach zimowych. Nadzór nad nimi sprawowali najczęściej specjalnie wybrani oficerowie, najwierniejsza gwardia komunistów w i tak mocno zindoktry-nowanej armii. Nie było naturalnie mowy o przepustkach czy odwiedzinach rodzin. Takich karnych jednostek dla niepokornych władze komunistyczne utworzyły w sumie 13 -w naszym regionie oprócz Budowa także w Czarnem, Unie-ściu i Trzebiatowie. - Wysyłano tam ludzi z drugiego końca Polski, poddając ideologicznemu praniu mózgów - mM lUkMLi M »Vvh / *<■ -m. Koszary w Budowie - drewniane poniemieckie baraki o Robienie takich pamiątek było karalne m*. msze *} W Tfłft "V W€i twgsMgtfuw im s x\ vm. ^ „, r~JM mmmwi Ba* •ssssjsfsss" "r Przed kościołem garnizonowym w Budowie odsłonięto w tym roku tablicę upamiętniającą internowanie członków i sympatyków Solidarności 1 mówi Andrzej Adamczyk, szef Stowarzyszenia „Chełminiacy 1982" zrzeszającego osoby internowane w wojsku m.in. w jednostce w Chełmnie. - Im mundur wojska polskiego, jak na ironię noszącego wówczas miano ludowego, kojarzył się bardziej z więziennym drelichem - dodaje wiceprezes Instytutu Pamięci Narodowej Karol Polejowski. Za kościołem w Budowie nie pozostał już ślad po drewnianych poniemieckich barakach, wktórych ulokowano opozycję. Jednostka wojskowa istnieje jednak do dziś, w latach 80. była bazą 68. Pułku Czołgów Średnich. W Budowie kompanię rezerwistów z branki trzymano w kompletnej niemal izolacji, rozpuszczając wśród innych żołnierzy i cywilów z sąsiedztwa informację, że w barakach trzymani są kryminaliści i narkomani. To uczucie odcięcia od społeczeństwa podkreślają do dziś wszyscy, którzy spędzili tam te trzy zimowe miesiące. Kilku rezerwistów trafiło przed oblicze wojskowego prokuratora za wykonanie pamiątek ze związkowymi emblematami i napisami „stalag - Budowo" czy Wojskowy Ośrodek Odosobnienia. W 36. Łużyckim Pułku Zmechanizowanym w Trzebiatowie przetrzymywano 64 związkowców, głównie z Trójmiasta i Pomorza. Warunki bytowe w koszarach mieli stosunkowo dobre, a czas spędzali na musztrze, zajęciach politycznych, kopaniu i zasypywaniu dołów. Po odebraniu im po rewizji krzyża, podjęli protest głodowy, co z kolei zaowocowało zarzutami próby wywołania rozruchów w jednostce wojskowej. W tym samym pułku, ale wUnieściu, „służyło" 70 osób. Itu przełożeni zapewniali rezerwistom z branki kopanie rowów, musztrę i obowiązkowe oglądanie Dziennika Telewizyjnego. Zawykonywaniegadżetówupa-miętniających pobyt w wojskowym obozie internowania kilku osobom postawiono zarzuty „rozpowszechniania fałszywych wiadomości mogących wyrządzić poważną krzywdę interesom PRL". Było to tak absurdalne, że nawet ówczesny sąd w Koszalinie uniewinnił oskarżonych. W jednostce w Czarnem koło Szczecinka, gdzie stacjonował 28. Pułk Czołgów, ulokowano 80 działaczy z Polski centralnej iwschodnięj. Imzkolei kazano... wycinać las. Warunki zakwaterowania i wyżywienia były wyjątkowo złe, tak fatalne, że żołnierze żywili się w kuchni polowej. Plan dziennych zajęć uzupełniały pogadanki z oficerami politycznymiiwieczomy Dziennik Telewizyjny. ©® PS. Pisząc ten artykuł, korzystałem z informacji z książki „Podeptana godność. Pobór do wojska jako ukryta forma internowania 1982-1983" Marty Marcinkiewicz, wydanej przez IPN Szczecin. Głos Dziennik Pomorza Piątek, 2.12.2022 PAMIĘTAMY! • 17 Tak, tak, tato, wiemy, że było ciężko. A wy wiecie? Pewnie nie. To przeczytajcie Rajmund Wełnie Szczecinek Rozmowa ze Zbigniewem Grucą, działaczem związkowym, który został przymusowo wcielony do wojska w Budowie Złocieńcu podczas komunistycznej branki jesienią1982roku. Jakie nastroje były wśród działaczy Solidarności w niespełna rok po wprowadzeniu stanu wojennego? Nie da się ukryć, że kiepskie. Większość z nas została internowana już 13 grudnia 1981 roku i wciąż przebywała w odosobnieniu. Szalały represje, a ubecja miała na oku tych, którzy jeszcze byli na wolności. Takich jak ja, bo - choć w pewnym okresie byłem przewodniczącym Solidarności w kopalni Bogdanka w Łęcznej - nie zostałem internowany. Oficjalnie działalność związków zawodowych była zawieszona dekretem o wprowadzeniu stanu wojennego, ale jesienią 1982 roku Sejm PRL-u przegłosował rozwiązanie wszystkich organizacji związkowych. Zbliżała się także rocznica wprowadzenia stanu wojennego i władze szykowały się na masowe protesty. Postanowili je rozbić w zarodku i wysłać do wojska wszystkich, którzy mogli stawić jakiś opór. Kiedy otrzymał pan powołanie na ćwiczenia rezerwy? Miałem wówczas 30 lat, żona, dwójka dzieci. Oczywiście, jak prawie każdy w PRL-u, zasadniczą służbę wojskową w swoim czasie odbyłem. Dwa lata w kamaszach, gdzie dosłużyłem się kaprala. Na ćwiczenia rezerwy nigdy nie byłem wzywany, bo górników władze od pracy starała się nie odrywać. Aż nagle w październiku dostaję wezwanie do Wojskowej Komendy Uzupełnień w Lublinie i bilet do jednostki w Budowie na Pomorzu Zachodnim. Mówię, że nie mogę służyć, bo jestem schorowany i mam owrzodzenie żołądka i dwunastnicy. Do tego uszkodzony kręgosłup, no po prostu niezdolny do służby wojskowej. W WKU nie chcieli tego słuchać, nie skierowali na żadne badania lekarskie. Powiedzieli tylko, że mam jechać do Budowa, a tam mnie zbadają i zdecydują, co dalej. Cóż było robić, spakowałem się, pożegnałem z rodziną i pojechałem. f Zbigniew Gruca na jubileuszowych uroczystościach w Budowie w listopadzie tego roku I jak pana powitano w tutejszej jednostce? Od razu po zameldowaniu się chciano mi wydać mundur, ale mówię, że go nie założę, bo jestem chory i proszę mnie najpierw zbadać, bo nie nadaję się do wojska. W odpowiedzi słyszę: „Przebieraj się i nie dyskutuj, jak ci się coś nie podoba, to wzywamy WSW (Wojskowa Służba Wewnętrzna, żandarmeria w ówczesnym Ludowym Wojsku Polskim - red.) i lądujesz na dzień dobry w areszcie na 48 godzin". Dobę spędziłem na bramie w cywilnych ciuchach, aż wreszcie wzywa mnie dowódca jednostki na rozmowę w cztery oczy. Mówi mi - „Przebieraj się pan, bo jak nie, to dzwonię do wojskowej prokuratury i za odmowę służby wojskowej wylądujesz na dwa lata w więzieniu. Po co ci to? Chcesz skrzywdzić siebie i rodzinę?". Odpowiadam: „Obywatelu pułkowniku, jestem jeszcze w cywilu i się nie przebiorę w mundur, bo jestem chory". Na co on, „dobrze wyślemy pana na badania, ale proszę założyć mundur". Po dwóch dniach byłem już w wojskowym szpitalu w Wałczu i faktycznie dość dokładnie mnie przebadali, bo gdybym symulował, to od razu trafiłbym do więzienia. Potwierdziły się schorzenia, jakie miałem z cywila. Chcieli mi podać jakieś leki i z powrotem do jednostki skierować, na co ja, że nie nadaję sięw tym stanie do służby. Rozmowa ze ścianą. Został pan w szpitalu czy wypuścili pana do domu? A gdzie tam... odesłali mnie z powrotem do Budowa z całą dokumentacją medyczną. Powiedzieli, że nie zwolnią mnie do domu, mam siedzieć w jednostce i nie robić problemów. Inni wezwani na ćwiczenia mieli chodzić na zajęcia, a ja siedzieć na czterech literach. Itak było, faktycznie siedziałem w baraku i z nudów zbierałem karaluchy, które biegały po sali. Było nas w sumie 74 rezerwistów, wszyscy z kartą w opozycji. Byliśmy odizolowani od reszty żołnierzy z zasadniczej służby. W sali ze mną byli koledzy z Kielc, Lublina, Radomia, Świętego Krzyża. Generalnie wszyscy z dnigiego końca Polski rzuceni gdzieś do zielonego garnizonu. Co jakiś czas przychodził oficer polityczny i robił nam pogadanki o socjalizmie. Zmuszano nas też do oglądania Dziennika Telewizyjnego. Pamiętam, jak ucieszyliśmy się, gdy podali informację o śmierci Leonida Breżniewa (wieloletni sekretarz Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego - red.). Mnie dodatkowo odwiedzili kilka razy esbecy z Warszawy. Przesłuchania były kuriozalne, bo nawet nie chcieli dowiedzieć się czegoś konkretnego o działalności w opozycji. Mówiłem, że Wałęsa jest super, oni kiwali głowami i tyle. Długo to trwało? W sumie trzy miesiące, wypuścili nas jakoś na początku lutego 1983 roku. Mieszkaliśmy cały czas w tych poniemieckich, drewnianych barakach, które stały za dzisiejszym kościołem garnizonowym (dziś nie ma po nich śladu, to pozostałość po nazistowskim Ord-nungsburgu, w którym m Rzesza kształciła fanatyków -red.). Warunki były, jakby to powiedzieć, ciulowate. Kąpiel raz w tygodniu pod prysznicami, za które robiła rura z nawierconymi otworami. Ale i tak mieliśmy lepiej niż w innych wojskowych ośrodkach odosobnienia, gdzie potrafili ludzi trzymać w zimie w namiotach. Do tego paskudne jedzenie. Większość kolegów skierowano do absurdalnych i ciężkich prac. Zasypywali jakieś czołgowe transzeje na poligonie drawskim. Jednego dnia kopali rowy, a drugiego je zasypywali. O żadnym szkoleniu wojskowym nie było mowy, nikomu nie wydano też broni. Ja już wcześniej swoje w armii odsłużyłem, więc wiedziałem, czego się spodziewać po LWP, ale byli wśród nas i tacy, którzy w wojsku byli pierwszy raz. Dla nich ta „służba" była naprawdę ciężka. I na tym się skończyło? Większość po trzech miesiącach wróciła do domów, ale z każdego plutonu po jednej niepokornej osobie - w tym mnie - odesłano do wojskowej prokuratury w Koszalinie. Przesłuchiwali nas pod kątem działalności opozycyjnej, bo znaleźli przy nas solidarnościowe plakietki i inne gadżety robione z nudów w Budowie, ot, takie pamiątki z wojska. Zagrożenie: od trzech do siedmiu lat więzienia. Po tygodniu przewieźli nas do cywilnego więzienia w Szczecinku i trochę posiedzieliśmy, do 10 marca. Koniec końców i nas puścili do domów. Miał pan potem jeszcze jakieś problemy z ówczesną władzą? Oczywiście, nie zaprzestałem -działania w podziemnej Solidarności. Kilka razy stawałem przed kolegiami do spraw wykroczeń i dostawałem do zapłacenia nie po kilka, ale po kilkadziesiąt tysięcy ówczesnych złotych. Raz, gdy jechałem do pracy na kopalnię, milicja znalazła w moim samochodzie bibułę (tak nazywano nielegalne, wydawane w drugim obiegu gazetki, książki, broszury - red.) i skonfiskowano mi to auto. Nie liczę, ile razy zatrzymywali mnie na 48 godzin. I taka „zabawa" trwała praktycznie do końca istnienia PRL-u. Dziś mam 70 lat i cieszę się, ż£ mogę o tym wszystkim opowiedzieć w wolnej Polsce. Choć przyznam, że młodych to coraz mniej interesuje. Owszem, w gronie działaczy dawnego Regionu Środkowowschodniego Solidarności często się spotykamy, wspominamy dawne czasy internowania. Miło jest też spotkać się z kolegami, którzy doświadczyli tamtej branki do wojska. Ale to już historia, szczególnie dla nowych pokoleń. Mam wnuka, który ma 27 lat, i jak mu opowiadam, to nie wierzy w to, co się działo. A jeszcze bardziej go dziwi, że w sklepie nie można było kupić papieru toaletowego. Pyta: „To czego używaliście w toalecie?". Mówię mu, że szukałem gazety z Jaruzelskim. Co tam zresztą, dwu-dziestolatkowie... Moja córka, która w stanie wojennym chodziła do drugiej klasy podstawówki i coś tam pamięta, słucha tych opowieści trochę z niedowierzaniem. „Tak, tak, tato, wiemy, że było ciężko". 18 • LUDZIE Z PASJĄ Głos Dziennik Pomorza Piątek, 2.12.2022 Zakapslowana historia browaru Tak,to ja koUk^t' -••d Jeden z najstarszych koszalińskich kapsli Duma kolekcjonera - klaser z kapslami podarowanymi przez podróżniczkę Beatę Pawlikowską Krzysztof Marczyk Koszalin Jeżeli zobaczycie na plaży szanowanego stomatologa podnoszącego coś z piasku, nie kiwajcie z politowaniem głowami. Bo on wzbogaca właśnie swoją kolekcję kapsli. A przy oka^i sprząta. jt^aweł Nowakowski z Koszalina jest stomatologiem. O wiele dłużej zaś - kolekcjonerem. Kapsle zaczął zbierać w 2002 roku, gdy miał dziewięć lat. - Dlaczego taki wybór? Bo były dostępne. Leżały na ziemi, chodnikach, w parkach. I były za darmo. Chciałem coś zbierać, ale nie miałem pieniędzy na jakieś figurki czy karty kolekcjonerskie - opowiada nasz rozmówca. Kapsle najpierw zbierał do puszki. Potem rozkładał je na półeczce. Na urodziny dostał od mamy pierwszy klaser. Skarb ze Śląska Jak dociera do tych najbardziej pożądanych, konkretnych kapsli? - Część można znaleźć bardzo łatwo, na przykład jadąc do Mielna. Niemieccy turyści przywożą tego dość dużo i zostawiają na plaży. Przy okazji można w ten sposób ją posprzątać. Przywożę też egzemplarze z zagranicznych podróży, moi znajomi również mi coś ze swoich wyjazdów przynoszą. Kolejna opcja to wy- miana, na przykład za pośrednictwem strony internetowej crowncaps.info. Kolekcjonerzy z całego świata prezentują tam swoje zbiory, można umówić się na wymianę egzemplarzy, które są powszechne w danym kraju - mówi Nowakowski. Kapsle zwykle leżą w ziemi, często w błocie. Jest więc sporo zabawy z renowacją. - Dwa lata temu byłem na wakacjach na Śląsku, w okolicach miejscowości Miedzianka - wspomina kolekcjoner. - Niedaleko była kiedyś kopalnia miedzi. Brat zbierał minerały, a ja w jakimś rowie znalazłem ogromną liczbę kapsli. Jak się później okazało - w to miejsce ktoś w latach 90. wyrzucał śmieci z baru. Po tych 30 latach wiele z nich siłą rzeczy było nadgryzionych zębem czasu. Zabrałem się więc za wielkie czyszczenie, odrdzewianie. Ja stosuję specjalną mieszankę kwasów: fosforowego i solnego. To jednak bardzo mocny środek, którym przez nieuwagę można uszkodzić kapsle. Dlatego zazwyczaj stosuje się zwykły odrdzewiacz, tzw. fosol. Do tego mydło, szczotka czy benzyna, jeśli trzeba pozbyć się naklejek. Ogólnie jest sporo pracy. Jego kolekcja liczy ponad pięć tysięcy sztuk i cały czas rośnie. Najstarszy kapsel, który posiada, ma sto lat i pochodzi z Niemiec. Pokrywał butelkę z wodą sodową. Co ciekawe, firma, która ją wyprodukowała, istnieje do dziś. Epitafium po Broku Nie ma już natomiast koszalińskiego Broka, do którego kapsli pan Paweł czuje szczególny sentyment, bo to od nich zaczął swoje zbieranie. Z jego nakrętek można wręcz odczytać historię branży piwowarskiej Koszalina. Choć pierwsze kapsle koszalińskiego browaru pochodzą z 1874 roku, to dopiero w latach 90. XX wieku - pod nazwą Brok - przeżywał okres największego rozkwitu. Zawojował wówczas całe Wybrzeże. - Do Broka należały wtedy jeszcze browary w Połczynie-Zdroju i Słupsku - zaczyna opowieść kolekcjoner. - Produkowali ogromne ilości piwa, które było bardzo popularne, zdobywało nagrody. Producenci się tym chwalili, umieszczali osiągnięcia na etykietach. Reagowali też na ważne wydarzenia. Gdy w 1991 roku do Koszalina przyjechał Jan Paweł II, wydano z tej okazji specjalne piwo „Pielgrzym". Jako pierwszy w kraju Brok wprowadził promocje na kapslach, ze specjalnym kodem lub nagrodą gwarantowaną. Dziś to jest standardem, wtedy nie. Pamiętam loterię „Miliard od Broka", jeszcze z czasów sprzed denominacji złotówki. Oni już wtedy robili takie konkursy. Można było szukać specjalnych liter pod kapslami. Był także festi- wal Brok'n Roli. Mieli swój balon, który latał na Koszalinem i regionem. W jednym z konkursów można było wygrać motocykl marki Harley David-son. Wtedy nikt inny nie organizował w Polsce promocji z takim rozmachem. Marketing, jak na tamte czasy, był niesamowicie nowoczesny i rozwinięty - zachwala Nowakowski. Niestety, na przełomie lat 90. i 2000 cały ten dorobek został zaprzepaszczony. Słupski browar zamknięto w2001roku, koszaliński - w tym roku. Ostał się jedynie browar w Połczynie-Zdroju, ale ma nowego właściciela. Poszukiwany: kapsel Brok Czarni Wracając jednak do koszalińskich zakrętek. Pierwsze malowane kapsle (bo są jeszcze wytłaczane) stosowane w polskim browarze koszalińskim nawiązywały do przedwojennej tradycji. Zachowano nawet litery, mimo że była to pozostałość po nazwie niemieckiej. W późniejszych latach tę symbolikę (litery „AB") kontynuowano. Dopiero w latach 90. XX wieku kapsle zaczęły zyskiwać zbliżony do współczesnego wygląd, z nazwą „Brok". - Zakrętki z charakterystycznym paskiem były bardzo długo stosowane, ta grafika mocno się utrwaliła w świadomości konsumentów - mówi Paweł Nowakowski. - Staram się mieć wszystkie kapsle Nie tylko zakrętki od piwa są w kolekcji Loterie Broka przecierały marketingowe szlaki Broka, kiedykolwiek je wyprodukowano, ale wiem, że jeszcze kilku sztuk mi brakuje - dodaje. Puste miejsca w klaserze to wiedza, że gdzieś tam istnieje jakiś kapsel z danej serii, a kolekcjoner go nie ma. Zwykle te luki dość szybko się wypełniają. - Jeśli komuś coś się trafi, znajdzie gdzieś stary kapsel na strychu czy w szufladzie, to proszę o kontakt - apeluje kolekcjoner. - Marzę o kapslu Brok Czarni. Wyemitowano go, bo koszaliński browar miał być swego czasu sponsorem koszykarskiej drużyny Czarni Słupsk. Do finalizacji transakcji jednak nie doszło, a kapsle nigdy nie trafiły na butelki. Większość z nich została wyrzucona. Wiem, że ktoś jednak trochę tych kapsli zachował, bo pojawiły się ogłoszenia w interne-cie, ale szybko zniknęły. Widziałem tylko zdjęcia tych kapsli - opowiada koszalinianin. Kontakt z Pawłem Nowakowskim: Galeria kapsli butelkowych na Facebooku, tel. 601 493 403. ©® FELIETON, RECENZJE • Głos Dziennik Pomorza Piątek, 2.12.2022 ARTYKUŁ REKLAMOWY KSIĄŻKI Nieumarłe Ewa Zgrabczyńska Wydawnictwo Znak. Rozwinięcie tytułu: „Na ratunek Iwom, tygrysom i innym czworonożnym przyjaciołom". Od wydawcy : „Czworonożnym bohaterom tej książki użyczyły tytułu Nieumarłe -słynne tygrysy cudem uratowane na granicy polsko-białoruskiej z koszmarnego transportu śmierci przez Ewę Zgrab-czyńską, dyrektorkę poznańskiego zoo. Podobne interwencje stały się poniekąd znakiem firmowym, pasją i powołaniem tej niezwykłej kobiety, która miłość do zwierząt łączy z walką o ich prawa i dobrostan". Ostatnia z opisanych akcji to ratowanie zwierząt z ogarniętej wojną Ukrainy. Książka cenna, ciekawa i pełna emocji. Niech wygrywa dobro. (MARA) Fontanny milczenia Ruta Sepetys * FONTANNY MILCZENIA la. Wydawnictwo Znak. Rozwinięcie tytułu: „Miłość w cieniu dyktatury". Od wydawcy: „Madryt, 1957 rok. Dyktatura generała Francisca Franco skrywa niejeden mroczny^sekret. Tymczasem zagraniczni turyści i biznesmeni, skuszeni obietnicą słońca, wina i szybkiego zarobku, napływają do Hiszpanii. Wśród nich jest 18-letni Daniel, syn potentata naftowego, który z rodziną przyjeżdża do Madrytu. Ma nadzieję, że dzięki obiektywowi aparatu nawiąże więź z krajem, w którym urodziła się jego matka. Fotografia i przeznaczenie stawiają na jego drodze Anę". Książka Amerykanki przegrywa z dziełami Zafona i Cabrego o dyktaturze Franco. (MARA) Finlay Donovan nadchodzi ElleCosimano FINLAY rtotto" DOM/AM yuza Tom pierwszy cyklu. Od wydawcy: „Życie Finn, samotnej matki dwójki dzieci i niespecjalnie poczytnej pisarki, pogrążone jest w chaosie. Książka nie chce się napisać, były mąż zwolnił opiekunkę do dzieci bez uprzedzenia, a rano jej córeczka poszła do przedszkola z włosami przyklejonymi do głowy taśmą montażową. Kiedy Finlay omawia fabułę swojego nowego thrillera przy lunchu z agentką, omyłkowo zostaje uznana za płatną zabójczynię. Jednak" zbrodnia w prawdziwym życiu i w fikcji literackiej to zupełnie coś innego." Nareszcie coś zabawnego, wybuchy śmiechu podczas lektury możliwe. (MARA) TO, CO RADZI GOŹDZIKOWA BABSKIE GADANIE Anna Czerny-Marecka Goździkowa mieszkała pod numerem siódmym i bardzo chwaliła sobie jeden z popularnych medykamentów na ból głowy. Miała dużą siłę przekonywania, więc tłumy jej znajomych i znajomych znajomych waliły do aptek, prosząc o „to, co radzi Goździkowa". Jednak w pewnym momencie nasza bohaterka zniknęła z reklam. Całkiem prawdopodobne, że odeszła z tego świata po przyjęciu zbyt dużej dawki leku. A może uzbierawszy miliony, odpoczywa teraz na jakiejś egzotycznej wyspie? Nie wiem, nieważne. Jej nazwisko w mojej pamięci zostanie na zawsze. Bo jest genialnym uosobieniem zjawiska zwanego owczym pędem. Opanował on obywateli jak Polska długa i szeroka. Bez względu na przekonania polityczne, płeć, kolor skóry czy wiarę. Stado ludzkie gna szybko, nie to, co prawdziwe owieczki na halach, które podskubują sobie trawkę spokojnie, a formują szyki dopiero, jak pasterskie psy je zaganiają. - To bohater! - orzekają in-ternety w mediach społeczno-ściowych i w ciągu minuty są setki polubień. Kto, co, dlaczego? No bo X tak ogłosił, więc musi tak być. Zaraz, a co wiesz o tym bohaterze? No walczy z (tu proszę sobie podstawić cokolwiek, lista jest wszak długa). Ale konkretnie? No walczy, nieważne, nie mam głowy do tego, nie babram się w polityce. Hm, rzeczywiście nie trzeba wiedzieć, co się lajkuje? Tak! Widzę po Facebooku, że to wiedza zbędna. Wystarczy podejrzeć, kto już polubił, i dołączyć do tego grona, żeby pokazać, że też się jest w grupie, że trzyma się rękę na pulsie. Niektórzy są bardziej wy-rywni i postanawiają zamieścić także komentarz. Najlepiej ostry, dosadny, koniecznie z emotkami i wykrzyknikami. I raczej ogólnikowy, no bo nie może się wydać, że po-sta się nie przeczytało poza tytułem i kilkoma zdaniami za-jawki. Zwłaszcza kiedy cały tekst jest dostępny jedynie na płatnej platformie i szkoda paru złotych, żeby tam wejść. Poza tym czasu brak, posty lajkuje się szybciutko i masowo, a teksty czyta długo i jeszcze trzeba pomyśleć. A także, żeby mieć pełen ogląd sprawy i na przykład dokonań chociażby tego ogłoszonego wcześniej bohatera, należałoby wejrzeć w to, co mówi 0 nim druga strona. Uff, ile to roboty i jakie męczące. Co prawda liczni dziennikarze zrobili co trzeba i ich ustalenia są dostępne, ale, ludzie, litości, nie każcie mi tyle czytać! I w ten sposób naszą publiczną przestrzeń opanowały szybkie i nieprzemyślane opinie, a tak zwane autorytety pojawiają się równie błyskawicznie, jak znikają. Bo wgłębienie się w temat mogłoby sprawić, że zaczniemy wątpić 1 się wahać. A tu trzeba przecież kolejnego łajka dać. ©® Przełomowe odkrycie uczonych z Cambridge w walce z nietrzymaniem moczu AKCJA PRODUCENTA - PULA PRODUKTÓW ZA 0 ZŁ „Ta metoda wspomaga usuwanie nawet 97% przyczyn nietrzymania ff Max Randall, Cambridge moczu, łagodzi problem szybko To był szok. 173 kobiety, które jako pierwsze w historii skorzystały z nowego odkrycia specjalisty ds. urologii Maxa Randalla, nie mogły uwierzyć w to, co widzą. Po około 30 dniach kobiety twierdziły, że preparat wspomógł je w walce z problemem z nietrzymaniem moczu. Udało im się to bez żadnych innych preparatów czy ćwiczeń. Spektakularna metoda brytyjskiego uczonego może mieć nawet 97% skuteczności. Kobiety twierdzą, że pokonały wysiłkowe nietrzymanie moczu, nawet podczas dużego wysiłku. Zredukowały parcie na cewkę moczową, co spowodowało o 93% rzadsze wizyty w łazience. Zmniejszyły nadwrażliwość pęcherza i wydłużyły czas między wizytami w WC. A także wzmocniły mięśnie dna miednicy, dzięki czemu możliwe jest dłuższe wytrzymanie z pełnym pęcherzem. Okiem eksperta: Wiele osób niesłusznie sądzi, że nietrzymanie moczu to typowo kobiecy problem. Owszem, dwukrotnie częściej przytrafia się on paniom, ale dotyczy też mężczyzn! Poza tym wielu lekarzy nie potrafi wskazać przyczyn dolegliwości. Nie wiedzą, że za nietrzymanie moczu odpowiedzialne sq osłabione mięśnie dna miednicy. Chorzy na własną rękę biorą różne witaminy, nieznane suplemanty, próbują ćwiczyć. To nic nie daje, a w tej sytuacji trzeba działać szybko, ponieważ problem będzie tylko się pogłębiał. Dla przeciętnego człowieka wydaje się to niemożliwe A jednak. Trzeba tylko wiedzieć, jak pobudzić ciało do działania. Max Randall: „Odkryliśmy naturalne substancje aktywne, które mogą oddziaływać na poziomie nanokomórkowym i wspomagać opóźnianie podziału telomerów w komórkach. Komórki mogą starzeć się ponad 9-krotnie wolniej. Organizm ma szansę automatycznie minimalizować problem nietrzymania moczu. Te substancje mogą wzmocnić mięśnie dna miednicy i zmniejszyć nadwrażliwość pęcherza. Dzięki temu nietrzymanie moczu może zostać zminimalizowane po ok. 4 tyg. Aby metoda była dostępna dla każdego, wprowadziłem ją w postaci aktywnych, biostymulujących tabletek". „Szok i frustracja" Nie spodziewałem się, że to spotka akurat mnie. m Żyję zdrowo,nie palę, waga w normie - a jednak straciłem kontrolę nad swoim pęcherzem. Na spodniach pojawiały się plamki, było mi okropnie wstyd! Chciałem iść dó urologa, zrobić coś z tym jak najszybciej, ale termin dostałem na 3 miesiące wprzód. Zacząłem szukać, trafiłem na tabletki biostymulu-jące. Dosyć szybko widziałem pierwsze efekty. Później zapomniałem o proble- ; mie! \ Edward (64 lat), Piotrków Trybunalski \ Odkrycie Randalla wchodzi na rynek Formuła jest dostępna wyłącznie w sprzedaży telefonicznej. Ilość opakowań promocyjnych jest ograniczona - decyduje kolejność zgłoszeń. zawalcz z nietrzymaniem moczu za darmo! r^woń teraz p*0DUKTY gratis ta CZBkaią! m 1 Pierwszym 100 osobom, które zadzwonią do 05.12.2022 r., przysługuje specjalna zniżka 100%! Otrzymasz wówczas preparat spec. ds. urologii Randalla za 0 zł! Zadzwoń: 91 300 34 16 Od pon. - niedz.: 8:00-20:00 (Zwykłe połączenie lokalne bez dodatkowych opłat) £ LU O |— -21 LU :e 20 ROZRYWKA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 2.12.2022 RECENZJA Ta jesień nie musi być ponura A to dzięki Janice Kapłan, autorce „Dzienników wdzięczności", przewodniku po - jak sama pisze - „świecie wdzięczności pełnego ciepła, humoru i wnikliwości". O pani Kapłan wiemy, ze jest dziennikarką i byłą redaktorką pisma „Paradę". To daje nam jako taki wgląd w jej osobowość. Pewnej sylwestrowej nocy Kapłan obiecała sobie, że od tej pory „będzie odczuwać wdzięczność i dostrzegać pozytywną stronę wszystkiego, co przytrafia jej się w życiu". „Dzienniki" to spisany owoc tej iluminacji. Wdzięczność = sukces * Kapłan należy do tej grupy ludzi, którzy uświadomili sobie, że zmiana nastawienia da jej moc kształtowania własnego samopoczucia, niezależnie od okoliczności. Rzecz, wydawałoby się stara jak świat i zwykle traktowana wzruszeniem ramion, ale dzisiaj, przy marketingowych możliwościach, posiadająca zupełnie nowy wymiar. Bazując na swoich „doświadczeniach i szeroko zakrojonych badaniach", Kapłan zgłębia bowiem dobroczynny wpływ wdzięczności na każdy aspekt życia, w tym małżeństwo i przyjaźnie, finanse i ambicje zawodowe oraz zdrowie i sprawność fizyczną. Okazywanie wdzięczności to sposób na życiowy „sukces". Pozwala rano wstać, wypić kawę, iść do pracy, zastępuje an-tydepresant i jest „cudownym" lekiem na całe zło rzeczywistości. „Wykrzycz wdzięczność" Ten etyczno-filozoficzny woluntaryzm najwyraźniej coś w sobie ma, skoro od 2015 r. blisko 400-stronicowa książka Kapłan -tylko w Stanach - wydawana była kilkakrotnie. Zdrowy rozsądek ^podpowiada, rzecz jasna, że to przecież zwykłe pseudonau-kowo-psychologiczne i korporacyjne ględzenie, ale obserwacja kariery autorki skłania do wniosku, że jest w tym coś więcej. Mianowicie co? Proste remedium, mające przekonać czytelników, że oto posiedli sposób na udane życie. Wystarczy kupić książkę, przeczytać i „być wdzięcznym" „Dzienniki" zaopatrzone są w poradnik na każdy dzień tygodnia. Np. we wtorek zadanie brzmi; „Przyłącz się", w piątek „Daj coś z siebie", a w sobotę „Głośno wykrzycz swoją wdzięczność". Czy to coś daje? Nic, od głośnego krzyku nic się przecież nie zmieni. Oprócz tego, że przyłączysz się do tych, co „zrozumieli sekret" bycia szczęśliwszym od innych. Panom dziękujemy Kapłan pojmuje wdzięczność jak stan umysłu, będący w ciągłej pozytywnej relacji ze światem. Jest wdzięczna zawsze, sobie, wszystkim, światu, na okrągło. Trochę to męczące, ale najwyraźniej działa, a przynajmniej daje tyle energii, by machnąć książkę. A potem objeżdżać Amerykę przy jej promowaniu. Ale jest jeszcze coś. Swój poradnik autorka kieruje jedynie do kobiet, mężczyzn traktując najwyraźniej jako tych niezdolnych do wdzięczności. Wynika z tego konsekwentnie, że do mężczyzn Janice Kapłan nie czuje wdzięczności. A to bardzo niewdzięczne. (grab) >i¥Ą # . ;j82^ Dzienniki wdzięczności Jak jeden rok fanice Kaplan Janice Kaptan, „Dzienniki wdzięczności", wyd. Rebis, Poznań 2022, cena 54,90 zł WIEŚCI NIE Z TEJ ZIEMI MACIEJ KURZAJEWSKI Oświadczył się Pudelek wytropił, że popularny prezenter udał się w listopadzie do Nowego Jorku, aby wziąć udział w słynnym maratonie. Nieoficjalnie towarzyszyła mu Katarzyna Cichopek. Ito ponoćwNowym Jorku Ku-rzajewski oświadczył się swej koleżance z pracy. To oznacza, że para ma zamiar wziąć ślub w niedalekiej przyszłości. - Nie komentuję takich spraw - powiedział prezenter „Faktowi". DODA Nie jest z Jowisza Choć niedawno piosenkarka uczestniczyła w programie „12 kroków do miłości", w którym szukała dla siebie partnera, okazało się, że znalazła go dopiero po zakończeniu show. Obecnie Doda odpoczywa z Dariuszem Pachutem w Wietnamie. „Miłość nie potrzebuje publiczności, a publiczność nie powinna potrzebować detali z mojego życia prywatnego. (...) Przecież niczym nie różnię się od innych zakochanych kobiet. Nie jestem z Jowisza ani z Saturna - powiedziała Doda w „Party". JOANNA OPOZDA Lepiej się maluje Podczas jednej z ostatnich sesji pytań i odpowiedzi z fanami na Instagramie, jeden z internautów zapytał aktorkę: „Poprawiałaś coś w swojej urodzie czy jesteś w stu procentach naturalna?". Opozda w odpowiedzi zamieściła swe zdjęcie z młodości i odpisała: „Tu mam 17 lat. Nic nie poprawiałam. Teraz lepiej się maluję". Potem aktorka opublikowała fotografię z sesji zdjęciowej z 2009 roku., Jeszcze takie znalazłam. Więc mam nadzieję, że raz na zawsze rozwieję wszelkie wątpliwości" - podsumowała. TOMASZ STOCKINGER Pomaga, ile może W zeszłym roku aktor poinformował, że ma nową ukochaną -Katarzynę. Kilka dni temu gruchnęła wiadomość, że para się rozstała. Stało się tow dramatycznych okolicznościach: tydzień temu Katarzyna prze- Anna Lewandowska nie zawsze brylowała na światowych salonach, pochodzi z niezbyt bogatej rodziny szła w poznańskiej klinice poważną operację ratującą życie. - Jesteśmy w stałym kontakcie, wiedziałem o chorobie. Nie wiem, skąd biorę siły na to wszystko, sam miałem poważną operację dwa i pół roku temu. Pomagam, ile mogę - zapewnia Stockinger w „Na Żywo". Osoby bliskie Katarzynie twierdząjednak, że nie może ona liczyć na wsparcie Stockingera. WIKTORIA GĄSIEWSKA Jest profesjonalna Młoda aktorka była do niedawna związana ze swym kolegą po fachu - Adamem Zdrój-kowskim. Pod koniec zeszłego roku ich drogi się rozeszły. Teraz jednak spotkali się ponownie na planie filmu „Święta ina czej". Wideoportal zapytał Gą-siewską, jak jej się pracowało z dawnym chłopakiem. - Myje-steśmy bardzo profesjonalni i ja też zawsze bardzo na to zwracam uwagę, żeby być przede wszystkim profesjonalna. Więc super - odpowiedziała aktorka. ANNA LEWANDOWSKA Nie miała na bilet Żona naszego słynnego piłkarza dziś wiedzie luksusowy żywot, ale w młodości cierpiała biedę. Kiedy ojciec zostawił rodzinę, obowiązek jej utrzymania spadł na matkę. - Nie mieliśmy z bratem najłatwiejszego dzieciństwa. Kiedy zostaliśmy sami, mamie trudno było utrzymać dom, mnie i brata. Mieszkaliśmy wtedy w Podkowie Leśnej, miałam 14 lat. Pieniędzy brakowało na wszystko. Mówiłam koleżankom, że nie pojadęznjmidokina,bome mam za co kupić biletu. To był ciężki czas. I wtedy pomógł nam brat mamy. Wyremontował nasz niewykończony dom, opiekował się naszą trójką-zdradza w „Zwierciadle". Cele-brytka dzisiaj nie utrzymuje kontaktu z ojcem Bogdan Stachurski jest operatorem filmo-wym i pracuje w TVP. ALICJA BACHLEDA-CURUŚ Nie wypuści syna: Trzynastoletni syn aktorki Henry wychowuje się w Los Angeles. Byłto jedenz warun-ków wysokich alimentów ze strony jego ojca - Colina Farre-lla. Niestety: teraz okazuje się, że trzynastolatek chciałby studiować w Polsce. - Opolskich szkołach filmowych i teatralnych mówi się na całym świecie. Widzi, że to wielki prestiż móc studiować w Polsce. Dlatego swoje studia chce podzielić na polskie i amerykańskie. Ale zanim to nastąpi, chciałby przyjechać na wymianę do szkoły średniej o profilu filmowym - zdradza znajomy polskiej aktorki w „NaŻywo". Plany te nie podobają się Farre-llowi, który chce z synem podtrzymywać dobry kontakt. -Colin nie chce, żeby Henio wyjeżdżał. Mają doskonały kontakt. Wie, że takie rozstania często niszczą relacje - mówi informator tygodnika. HOROSKOP Wodnik (20.01-18.02) Horoskop dzienny mówi, że sporo czasu poświęcisz dzisiaj na większą troskę o siebie oraz swoje potrzeby. Ryby (19.02-20.03) Będą się dzisiaj w Tobie odzywać przywódcze instynkty. Horoskop na dziś radzi studzić nieco te zapędy... Baran (21.03-19.04) Dzień będzie okazją do zdobywania wiedzy i doświadczeń. Horoskop dzienny na piątek mówi, że ta „szkółka" przypadnie Ci do gustu. Byk (20.04 -20.05) Horoskop dzienny zapowiada, że podejrzliwość oraz nieufność wobec znajomych będą Ci towarzyszyć niemal przez cały dzień. Bliźnięta (21.05-21.06) Horoskop na dziś mówi, że możesz spodziewać się informacji, która zakłóci nieco Twoje plany na najbliższe dni. Zrobi się trochę nerwowo. Rak (22.06 -22.07) Przed Tobą dobry czas na poprawę relacji łączących Cię z osobami z bliskiego otoczenia. Horoskop dzienny na piątek radzi korzystać z tej okazji. Lew (23.07-22.08) Nie ulegaj dzisiaj pokusie wydania pieniędzy. Horoskop dzienny mówi, że zbliżające się święta Bożego Narodzenia to jest dobra wymówka. Panna (23.08-22.09) Życie trochę Cię zaskoczy, ale horoskop na dziś wróży, że przyjmiesz te zmiany ze spokojem z zrozumieniem. Waga (23.09-22.10) W piątek lub sobotę spodziewaj się gości. Horoskop na dziś radzi jakoś na ich wizytę się przygotować... Skorpion (23.10-21.11) Horoskop dzienny wyraźnie zapowiada, że na progu weekendu oddasz się słodkiemu lenistwu i zajęciom, które przyniosą Ci radość. Strzelec (22.11-21.12) Nie bagatelizuj niepokojących sygnałów, jakie wysyła Ci ostatnio Twój organizm. Horoskop na dziś radzi zareagować jak najszybciej. Koziorożec (22.12 -19.01) Będą Ci zatruwać życie czyjeś drobne uszczypliwości. Ale horoskop dzienny radzi nie szukać w związku z tym okazji do zemsty czy odwetu... Głos www.gp24.pl www.gk24.pl www.gs24.pl Redaktor naczelny Przemysław Szymańczyk. Z-cy red. nacz.: Marcin Stefanowski, Wojciech Frelkhowski, YnonaHusaim-Sobecka. Prezes Makroregionu PiotrGrabowski. Dyrektor biura reklamy oddziału Ewa Żelazko. Dyrektor marketingu Robert Gromowski. Redakqa.SŁUPSK, ul. Henryka Pobożnego 19, teL59848S100, redakqa.gp24@polskapress.pl. KOSZALIN, ul. Mickiewicza24, teL94M73552.redakqigk24@polskapress.pl. SZCZECIN. ALNiefxxjlegtośti26/U1,teL914813300.redakqa£s24@polskapress4l. Druk Polska Press Oddział Poligrafia, 85-438 Bydgoszcz, ul. Grunwaldzka 229. POLSKA PRESS GRUPA Wydawca PolskaPressSp.zo.o. ul. Domaniewska 45,02-672 Warszawa, tel. 2220144 00, fax: 22 2014410 Redaktor naaelnyDorota Kania P3C DyrektorartystycznyTomaszBocheiiski, Dyrektor marketingu. Rzecznik prasowy Wojciech Paczyński wojciech.paczynski@polskapress.pl, Dyrektor kolportażu Karol Wlazło jŚ Rfc. Agencja AIP kontakt@aip24.pl mmmmiii"! ©® - umieszczenie takich dwóch znaków przy Artykule, w szczególności przy Aktualnym Artykule, oznacza możliwość jego dalszego rozpowszechniania tylko i wyłącznie po uiszczeniu opłaty zgodnie z cennikiem zamieszczonym na stroniewww.gp24.pl/tresci i w zgodzie z postanowieniami niniejszego regulaminu. Głos Dziennik Pomorza Piątek, 2.12.2022 KRZYŻÓWKA • 21 lwowski andrus rozgrywka arcy-mistrzow mówienie bez sensu ,zdrowe' warzywo indiański znak rodowy mieszka w Bagdadzie pionowa ściana grani rosół lub krupnik T Olga Boznańska pokój zakonnika przemawia na wiecu wysoki^ ostry dźwięk T wiązka słomy uprawiany dla zdrowia wartka w sensacyjnym filmie warzyw; na talerzu skala barw T~" walna bitwa pora wakacji Donald z filmów Disneya T T T T uroczysty strój podpora chromego 15 im starsze, tym lepsze fartuch ochronny rzeźba Michała Anioła damski strój plażowy chmara pszczół słomian-ka „Zbrodnia i powieść Dostojew-skiego 20 stan w USA senior rodu dawny irzyrząd o mielenia ziarna 22 w filmie szukał miliona plażowy but duma-sowski muszkieter brydżowa wziątka rodzaj krzywej skaliste wybrzeże morskie T 24 cenny kamień ozdobny sztuczny pierwiastek węgierska potrawa napój owocowy z lodem rozbija się o izbicę T „Rambo - pierwsza film USA najdłuższa rzeka Francji T T filmowy obywatel T krasomówczy polot, zacięcie niewygodne łóżko na dysku komputera T księga liturgiczna 21 smezna pantera centrum Londynu imię Dan> kowskiej szybow-niczki wyrabia kilimy głos . myszki T gad z Komodo reguła, zasada na okaziciela 14 dekret cara Rosji modląca się postać T ssak górski miara grubości desek namaszczenie biskupa centralny punkt 23 rodzaj werandy drobiazgi wytworna kobieta afrykański kraj T kupowane w aptece I koziołek z kreskówki t:— 10 wśród chrześcijan bulwy kolo-kazji saperski sznurek T założył wawelski gród T postać w powieści „Dziewczęta" z Nowolipek płynie przez Bydgoszcz —r~ pasza dla trzody mamona forsa T ordynus ij&i ■ wśród sztućców cicha rzeka antylopa z Afryki, kanna ~~r~ rzadkie imię kobiece 26 Wojciech, reżyser £_ siła rozpędu 25 piłkarze z Mediolanu dymi na Sycylii Lauda, kierowca T Nicole, aktorka z filmu dżiny dawny Hiszpan ~~r~ □recka Bogini Księżyca zamek błyskawiczny 17 wypiera skalpel mały nietoperz T T polny kwiat broń drzew-cowa t:— ryba mulis-tych jezior talon na zakupy powóz konny w Kościele protestanckim: instytu-cja dobroczynna T T 12 T imię Lindy, aktora z filmu „Psy" rzecz bez znaczenia T~ pies myśliwski staropolska pani dawny budow-laniec instytucja finansowa włókno z kazeiny owad, karaczan ptak z Afryki, szyszak ściana wieńcząca budynek rzymska bogini świtu ekstrakt kawy zbożowej deska okrąglaka przynosi szczęście mały przewód elektryczny T T 19 T T Bregovic z estrady T dawny żaglowiec norweska ryba największe miasto w Kanadzie port w Algierii pospolity chwast filmowy detektyw z lizakiem T dawna nazwa jamnika drobny węgiel 27 grecka potrawa 16 smaczny twarożek sojowy 11 anglosaska miara powierzchni T grupą kolesiow, kamaryla koteria dyletant, nieuk w szkielecie ryby wrog Cezara anagram kota) —J— 18 element mechanizmu zegarowego sS kowbojskim T T formacje piłkarski sanitarka ssak morski Z 13 ułatwia przelewanie płynu do butelki upowszechnianie wiedzy 28 konstrukcja na rowery, kwiaty fabuła utworu literackiego drzewo - producent syropu 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 VI3AZ O03O3I9OM N3U33H 010$0"łllAI :3INVZVlMZOH Litery z pól ponumerowanych od 1 do 28 utworzą rozwiązanie - myśl Józefa Bułatowicza. VI3AZ O03O3I9OM N3U33H 010$0"łllAI :3INVZVlMZOH 22 ZBLIŻENIA/OGŁOSZENIA DROBNE Głos Dziennik Pomorza Piątek, 2.12.2022 AKCJA EWAKUACJA BEZCENNYCH DZIEŁ SZTUKI Z UKRAINY DO POLSKICH MUZEÓW NARODOWYCH Sztuka musi uciekać przed wojną AnnaChlebus Polska/Ukraina Do Poznania trafiła cenna kolekcja obrazów Jacka Malczewskiego ze Lwowa. Polacy angażują się też w zabezpieczanie zbiorów na Ukrainie tak, by nie trzeba było ich przewozić Lista zbrodni wojennych Rosjan wydłuża się z każdym dniem -zalicza się do nich także niszczenie dzieł sztuki, świątyń i miejsc pamięci rozsianych po całej Ukrainie. To jawne pogwałcenie konwencji haskiej wyrządzające krzywdę dziedzictwu kulturowemu nie tylko danego kraju, ale i całej ludzkości. - Mamy obowiązekje chronić, bo to nie tylko świadek przeszłości, ale i nośnik pokoju dla przyszłości - mówi Audrey Azoulay, dyrektor generalna UNESCO. Nie sposób jednak dziwić się uciekającym przed bombardowaniami ludziom, że ocalając życie nie myślą o dzieła sztuki, które jak świat światem gubią się w wojennej zawierusze pokryte mrokami historii. Do Muzeum Narodowego w Poznaniu trafiła kolekcja obrazów Jacka Malczewskiego z Lwowskiej Narodowej Galerii Sztuki Na szczęście istnieją organizacje, które o nich pamiętają, a co więcej - nie pozwalają im kurzyć się w bezpiecznych, zamkniętych na cztery spusty skrzyniach, a pozwalają ludziom cieszyć nimi oko. Jest o co walczyć - dla przykładu, podczas drugiej wojny światowej z Polski zrabowanych zostało ogółem około 516 tysięcy dzieł sztuki o wartości szacunkowej 11,14 miliarda dolarów -aliczbytedotycząwyłączniekra-dzieży udokumentowanych. Podczas kampanii wrześniowej płonęły także na potęgę książki -biblioteki i czytelnie straciły wtedy 90 proc. swoich zbiorów. T^kilos spotykaprawiekażdy kraj ogarnięty wojną - nic więc dziwnego, że polskie muzea i instytu-q'ekulturalnelicznieiczynnieza-angażowały się czynnie w zabezpieczanie dzid sztuki z Ukrainy. W ramach tej akcji drogocenna przesyłka prosto z Lwowskiej Narodowej Galerii Sztuki trafiła do rąk Muzeum Narodowego w Poznaniu. Wypełniona była ona po brzegi obrazami Jacka Malczewskiego, z których zorganizowana została wystawa „Idę w świat i trwam". To bardzo paradoksalne, że akurat na tego artystę padło. - Jego twórczość będąca świadectwem i krytyczną analizą burzliwej i dramatycznej historii Polski, współcześnie sama staje się świadkiem doświadczającym barbarzyństwa wojny - mówią organizatorzy. -Symbolicznie podróż tych obrazów jest jak wojenna tułaczka w poszukiwaniu bezpiecznego schronienia, zupełnie jak ta Ukraińskich uchodźców. W kontakcie z ukraińskimi instytucjami są także m.in. Biblioteka Narodowa, Narodowe Centrum Kultury, Archiwa Państwowe, Instytut Literatury, Teatr Wielki, Polski Instytut Sztuki Filmowej czy Filharmonia Narodowa. - Na samym początku wojny zaoferowaliśmy swoją pomoc naszym ukraińskim kolegom i koleżankom z branży w przechowywaniu czy katalogowaniu dzieł sztuki. Na razie jednak na szczęście nie było takiej potrzeby - mówi Katarzyna Mieczkowska, dyrektor Muzeum Narodowe w Lublinie jest zawsze otwarte na tego typu współpracę. Polskie organizacje pomagają nie tylko u siebie - szczególnie angażują się w zabezpieczanie zbiorów na miejscu tak, aby nie trzeba było ich przewozić. Dzięki takim działaniom zabytkowe elewacje osłaniane są rusztowaniami ochronnymi, rzeźby owijane kocami i wełną mineralną, witraże zabezpieczane płytami OSB, a obrazy okładane oddychającymi tkaninami i deponowane w kasach ogniotrwałych. Instytucje mają też potężny zapas gaśnic, środków chemicznych, folii ochronnej masek przeciwgazowych, filtropochłaniaczy i apteczek. Samo Centrum Pomocy dla Kultury na Ukrainie, organizacja powołana do życia dzień przed wybuchem wojny, wysłało 111 transportów z materiałami zabezpieczającymi o łącznej wartości ponad miliona euro. Kolejne transporty będą organizowane zgodnie z potrzebami komunikowanymi przez stronę ukraińską. ©® E Jak zamieścić ogłoszenie drobne? Telefonicznie: 94 347 3512 Przez internet: itxi.polskapress.pl W Biurze Ogłoszeń: Oddział Koszalin: ul. Mickiewicza 24,75-004 Koszalin, tel. 94 347 3512 Oddział Słupsk: ul. Henryka Pobożnego 19,76-200 Słupsk, tel. 59 848 8103 Oddział Szczecin: Al. Niepodległości 26/U1,70-412 Szczecin, tel. 914813 310 RUBRYKI W OGŁOSZENIACH DROBNYCH: ■ NIERUCHOMOŚCI ■ FINANSE/BIZNES ■ HANDLOWE ■ NAUKA ■ MOTORYZACJA ■ PRACA 1 ZDROWIE i USŁUGI 1 TURYSTYKA 1 BANK KWATER l ZWIERZĘTA i ROŚLINY, OGRODY MATRYMONIALNE RÓŻNE KOMUNIKATY i ŻYCZENIA /PODZIĘKOWANIA i GASTRONOMIA i ROLNICZE i TOWARZYSKIE Nieruchomości MIESZKANIA-SPRZEDAM 3-P0K z aneksem, 54m2.512275793 MIESZKANIA-KUPIĘ MŁODE małżeństwo po ślubie kupi mieszkanie w Szczecinie nr tel: 697-481-013. LOKALE UŻYTKOWE-KUPIĘ 50M2 250tys. zł gotów. 602470401 GK GARAŻ do wynajęcia, ul. Karłowicza Koszalin, 602-217-220. KUPIĘ garaż murowany, tel. 535-480-794. 0010680574 GARAŻE Blaszane r "S BRAMY Garażowe V PRODUCENT KOJCE dla Psów Najniższe CElŃY Róine wymiary Transport cały kraj Montaż Dogodne SUITY 94-318-80-02 58-588-36-02 59-727-30-74 www.konstal-garaze.pl 91-311-11-94 95-737-63-39 512-853-323 POŚREDNICTWO OMEGA WYCENY OBRÓT SŁUPSK, UL. STARZYŃSKIEGO 11 tel. 59 841 44 20; 601 654 572; www.nieruchomosci.slupsk.pl omega@nieruchoniosci.slupsk.pl Motoryzacja OSOBOWE KUPIĘ A do Z skup-skupujemy każde pojazdy, płacimy nawet za wraki, oferujemy najwyższe ceny, 536079721 AUTO skup wszystkie 695-640-611 TŁUMIKI, katalizatory, złącza. Czekaj Zbigniew. Koszalin, Szczecińska 13A (VIS). Tel: 501-692-322. SKUP-AUT wszystkie, 534-983-031. ZATRUDNIĘ Wyjtdi de prasy w opiee*? w NiemeieeH atóriytih, *41 §t§ ni Zdrowie NEUROLOGIA SPEC. Neurolog. NFZ. Bez kolejek. Codziennie. Koszalin, 605-284-364. ALKOHOLIZM - esperal 602-773-762 Usługi AGD RTV FOTO 59/8430465 Serwis RTV, LCD, plazma PRALKI naprawa w domu. 603775878 BUD0WLAN0-REM0NT0WE CYKLINOWANIE bezpyłowe 504308000 INSTALACYJNE HYDRAULICZNE, tel. 607703135. PORZĄDKOWE CZYSZCZENIE dywanów, kanap, foteli 889-571-282. SPRZĄTANIE strychów, garaży, piwnic, wywóz starych mebli oraz gruzu w bigbagach, 607-703-135. Zwierzęta ODDAM za darmo małe kotki, 94/311-13-41. Matrymonialne PAN pozna Panią, 507-424-834. Różne STARE książki - skup 881-934-948 ZŁOM kupię, potnę, przyjadę i odbiorę, tel. 607703135. Rolnicze MASZYNY ROLNICZE KUPIĘ ciągniki, przyczepy, maszyny "rolne. Tel. 535135507. ZWIERZĘTA HODOWLANE KURKI młode, odchowane oraz kury roczne sprzedam tel. 785-188-999 stronaZDROWlA stronazdrowia.pl czytaj CUD Głos Dziennik Pomorza Piątek, 2.12.2022 SPORT 23, PIŁKA NOŻNA AWANS Z GRUPY JEST, ALE CO DALEJ? W1/8 FINAŁU NA POLAKÓW CZEKAJĄ MISTRZOWIE ŚWIATA Nie ma euforii po awansie Piotr Janas redakcja@polskapress.pl Reprezentacja Polski pierwszy raz od 1986 roku awansowała do fazy pucharowej mistrzostw świata. Mimo to wielkiej radości w polskim obozie nie widać. Dotrwają czy nie dotrwają? Może Arabia Saudyjska coś pomoże, a może Meksyk jakąś kartkę złapie albo da sobie strzelić gola? Wszystkie te myśli kołatały się w głowie każdego polskiego widza, który śledził mecz z Argentyną. A przynajmniej każdego, kto był na stadionie 947 w Doha. Dziennikarze ze swoich stanowisk mają bardzo dobrą widoczność, a na dodatek każdy ma na biurku ekran, na którym może śledzić przekaz telewizyjny wraz z powtórkami. Połowa z nas na tym ekranie miała jednak włączony mecz Saudyjczyków z Meksykiem i analizowała, co musi się stać, żeby mimo porażki i bardzo słabej gry naszych udało się oszukać przeznaczenie i wywalczyć awans. Kalkulacje, co w danym momencie jest ważniejsze, szybkie sprawdzanie w przepisach, wzajemne podpowiedzi. - Czyli co, na tę chwilę liczba strzelonych bramek decyduje? - Ale w tej statystyce też jest po równo: my mamy dwie, Meksyk dwie. - Nie, nie panowie, teraz decydują kartki, mamy zapas dwóch na tę chwilę. - Trzech, bo Meksykanie dostali kolejną z Arabią! - Znowu dwóch, bo patrz, co się dzieje... W tamtym momencie sędzia Danny Makkelie wręczał Grzegorzowi Krychowiakowi żółty kartonik. Już dawno nie widziałem takiej jedności na trybunie prasowej. Wszyscy wszystkim starali się pomóc jakoś te matematyczne równania rozwiązywać w czasie rzeczywistym, ale jest w tym wszystkim też coś smutnego. Chyba nikt zwyczajnie nie wierzył, że Robert Lewandowski i spółka będą w stanie sami cokolwiek zaproponować, strzelić Polscy piłkarze cieszyli się z awansu do fazy pucharowej mundialu, ale o euforii nie mogło być mowy. Styl naszej gry pozostawia mnóstwo do życzenia bramkę kontaktową, jakoś się odgryźć. To była gra na zasadzie: jakimś cudem musimy dowieźć dwubramkową porażkę do końcowego gwizdka. W tym samym czasie Meksykanie wychodzili z siebie, wal- czyli jak lwy, a bramkarz Arabii Saudyjskiej uwijał się jak w ukro-pie. To on jest cichymbohaterem reprezentacji Polski i jednym z tych, którzy najmocniej przyczynili się do tego, że zagramy w Vs finału mistrzostw świata. Nasi piłkarze czekali na boisku na zakończenie rozgrywanego równolegle drugiego spotkania w naszej grupie, bo tam było nieco więcej doliczonego czasu. Tak jak i my ucieszyli się, kiedy wybrzmiał końcowy gwizdek, wzajemnie sobie gratulowali, ale nie było jakiejś wielkiej euforii. W strefie rozmów z mediami także zachowywali zimne głowy. Mówili, że się cieszą, ale iclj. miny zdawały się mówić co innego. Może Wojciech Szczęsny był nieco bardziej uśmiechnięty, ale w końcu mało kto obronił dwa rzuty karne na jednym mundialu, w tym jednego bitego przez samego Leo Messiego. W czwartek kadrowiczę głównie odpoczywali. Rano odbyły się zajęcia dla zawodników, którzy nie grali z Argentyną, lub rozegrali mniej niż 45 minut. Po ostatnim takim rozruchu selekcjoner Michnie-wicz podszedł do dziennikarzy porozmawiać i pożarto-wać, ale ta luźna forma nie przez wszystkich żurnalistów została zrozumiana i dobrze odebrana, dlatego tym razem zrezygnował z tej formuły. Szkoda, bo mam nieodparte wrażenie, że tu środowisko dziennikarskie samo sobie zaszkodziło. Trzech trzecioligowców zdobyło listopad Maurycy Brzykcy sport@gs24.pl Poznaliśmy laureatów listopadowego etapu plebiscytu „Piłkarskie Orły". Sześciu zawodników ma na koncie po 2 punkty, ale tytułem najlepszego strzelca będzie musiała podzielić się trójka graczy. Polska Press wspólnie z Polskim Związkiem Piłki Nożnej i Ministerstwem Sportu i Turystyki oraz Muzeum Sportu i Turystyki prowadzi plebiscyt „Piłkarskie Orły". Jego celem jest wyłonienie najlepszych strzelców i strzelczyń w krajowej piłce. Aby rywalizacja była w pełni miarodajna gole na poszczególnych poziomach ligowych oraz w rozgrywkach pucharowych mnożone są przez odpowiedni współczynnik - Partner SU ulatf Liny TOP LISTOPADA STRZELEC POMORZA ZACHODNIEGO Bartosz Kizyulofik Pogoń H SzcMcin Bartosz Kizyulofik Pogoń H SzcMcin Pogoń nSzczecin Damian Dąbrowski 1 Pogoń Szczecin Ekstraklasa KamilGrosicki 1 Pogoń Szczecin Ekstraklasa 1 Pogoń Szczecin Ekstraklasa Luka Zahovic W listopadzie aż sześciu zawodników zgromadziło na koncie tyle samo punktów Ranking Partner Strategiczny Patronat Honorowy fftPl Ministerstwo yĘaffi Sportu i Turystyki np. każda bramka strzelona w PKO Ekstraklasie to 2 punkty, a w III lidze -1 punkt. W sierpniu najlepszymi strzelcami w naszym regionie byli zawodnicy drugoligowej Kotwicy Kołobrzeg: Grzegorz Goncerz oraz Paweł Łysiak, we wrześniu najlepszym okazał się Szymon Kapelusz (trzecioli-gowy Świt Szczecin), a w październiku Kamil Grosicki (eks-traklasowa Pogoń). W listopadzie sporo rozgrywek zakończyło się (m.in. ekstraklasa, m liga), stąd nie końca miarodajne jest te ostatnie 30 dni. Zwycięzców wybrać trzeba, więc zerknęliśmy w zestawienie listopada i wychodzi na to, że z największą liczbą punktów miesiąc zakończyło aż sześciu zawodników, w tym aż pięciu z nich gra dla Pogoni Szczecin (pierwszego zespołu w ekstraklasie bądź rezerw w III lidze). Partner Merytoryczny Po dwa punkty (i dwie bramki) na koncie mają trzecio-ligowcy: Bartosz Krzysztofek i Mateusz Bąk (Pogoń II Szczecin) oraz Oleh Synytsia (Świt Szczecin). Po dwa punkty (pi? jedynym golu) mają zawodnicy pierwszej drużyny Pogoni: Damian Dąbrowski, Kamil Grosicki oraz Luka Zahović. Zdążyli oni trafić do siatki w listopadzie, jeszcze przed startem mundialu w Katarze. Gdy jednak zawodnicy mają równą liczbę punktów i nie wy-stępują na tym samym poziomie rozgrywkowym, o końcowej kolejności strzelców decyduje liczba bramek. A po dwie mają Krzysztofek, Bąk oraz Synytsia i to oni zwyciężyli w listopadzie. Wśród piłkarek wygrała Klaudia Miłek z Górnika Łęczna^ (pięć goli i 10 punktów zebranych w listopadzie). Patronat Medialny POLSKIE RADIO TVP SPORT 24 • REKLAMA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 2.12.2022 ZAPRASZAJĄ! 10.12.2022 w godz. 900 - 1300 Ustawmy w domach żywe choinki ! Ck°£&Sa każdego Szanowni Mieszkańcy ! W tym roku, w ramach akcji prosimy o przywiezienie odpadów elektronicznych lub elektrycznych - tzw.„elektrośmieci" w ilości co najmniej 2 kg, makulatury w ilości 2 kg lub szkła w ilości 2 kg, a w zamian otrzymacie Państwo jedno drzewko świąteczne* lub jedną zgniatarkę* do butelek. UWAGA: dostarczenie większej ilości odpadów nie jest równoznaczne z otrzymaniem większej ilości drzewek świątecznych - jedno drzewko lub jedna zgniatarka na gospodarstwo domowe 14 2 kg -LUB 1 4 = 2 kg *, --LUB- 1 A = 2 I ni * ilość drzewek i zgniatarek ograniczona PSZOK ul. Bałtycka 11A w Słupsku Piątek, 2.12.2022 cy_c mh' ' !V i ''■* iU V / 3 ^raar •:;j^ • . ;i_ .-v j;. :V i£&f9 '. : . «tv r'v -***1 ^-Vi >■ j- HU - ,1 • -i- * ss * ' I j: ~ :j&\ ;.; ;r- .. ;-ł-V ®F WOJNA Gen. Roman Polko: Putin już wielokrotnie udowodnił, że nie cofnie się przed żadną podłością str. 3 SPOŁECZEŃSTWO Katar płaci, Katar dzieli, Katar rządzi. Co się dzieje poza boiskami? Seks tylko po ślubie i zakaz picia piwa str. 9 TEMAT NUMERU Adwent. Czas oczekiwania na Boże Naradzenie str. 4-5 PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 2.12.2022 Dorota Kania, redaktor naczelny Polska Press ARTYSTYCZNA NADZWYCZAJNA KASTA P olscy artyści, w przeciwieństwie do swoich zagranicznych kolegów, nader często komentują sytuację polityczną w naszym kraju. O ile zagraniczne gwiazdy zabierają głos podczas wyborów czy też bardzo istotnych wydarzeń publicznych, to w Polsce sytuacja jest całkowicie odmienna - praktycznie nie ma miesiąca, by aktorzy czy też reżyserzy nie zabierali głosu w ocenie sytuacji politycznej. Jest to o tyle ciekawe, że gdy przed laty (w 2012 roku, zaczasówrzą-dów PO-PSL) zostały zmniejszone koszty uzyskania przychodów, artyści bardzo szybko przeszli nad tym do porządku dziennego, mimo że dla wielu twórców ta decyzja skutkowała potężnymi konsekwencjami finansowymi, m.in. musieli zaciągać kredyty na zapłatę podatków. Limity te zostały zwiększone w 2017 (za rządów Zjednoczonej Prawicy), ale część artystów nie chciała tego zauważyć, tylko w dalszym ciągu kierowała niewybredną krytykę pod adresem rządów PiS, a zwłaszcza wobec prof. Piotra Glińskiego, wicepremiera, ministra kultury i dziedzictwa narodowego. Ostatnie tygodnie przyniosły kolejne „popisy" przedstawicieli artystycznej nadzwyczajnej kasty. Nie będę pisała o apelu „autorytetów" w sprawie wspólnej listy opozycji - to temat na osobny komentarz, tym bardziej że nie brakuje tam nazwisk znanych aktorów, którzy na swoich profilach w mediach społecznościowych nader chętnie „zawieszają" osiem gwiazdek i wulgarne napisy. W cytowaniu artystów utożsamiających się z poglądami opozycji lub niezadowolonych z obecnych rządów palmę pierwszeństwa zyskuje koncern RASP (Ringier Axel Springer Polska), wydawca ni.in. portalu onet.pl, dziennika „Fakt" czy tygodnika „Newsweek". To właśnie tam ukazały się dwa wywiady, które dokładnie odzwierciedlają poglądy nadzwyczajnej artystycznej kasty. Olgierd Łukaszewicz wyznaje kłamliwy pogląd suflowany przez opozycję, że będzie Polexit i twierdzi, że Jarosław Kaczyński „dobrze zapamiętał nauki leninowsko-stalinowskie", gdyż okazał się „mistrzem w robieniu propagandy", jak również „ciężko pracuje nad świadomością mas, wspaniale zohydzając im Unię Europejską". Warto przypomnieć, że aktor (znany m.in. z odtwórcy jednej z głównych ról - obok Jerzego Stuhra w „Seksmisji") był związany z partią „Wiosna" Roberta Biedronia oraz z „Nowoczesną" i bezskutecznie startował w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Słabo więc wygląda jego tylko li „społeczne" zatroskanie o bytność Polski w Unii Europejskiej - raczej jest to działalność polityczna obliczona na konkretny efekt w postaci miejsca w parlamencie polskim, a jeszcze lepiej europejskim. Kolejnym krytykiem polskiej politycznej rzeczywistości okazał się Bogusław Linda, co dla wielu wielbicieli jego twórczości było zaskoczeniem, chociaż swoją sympatię dla opozycji Linda wyrażał już wcześniej - m.in. biorąc udział w kampanii poparcia Rafała Trzaskowskiego w wyborach prezydenckich. Teraz aktor - przy okazji 30-lecia wejścia na ekrany filmu „Psy", mówi o „braku demokracji" i obraża wyborców PiS mówiąc, że są „sfrustrowani, zakompleksieni, niepotrafiący powiedzieć słowa w obcym języku". Wygląda na tylko, że aktor za bardzo utożsamił się z postacią, którą odgrywał, czyli byłego funkcjonariusza komunistycznej Służby Bezpieczeństwa: słowa Lindy w wywiadzie są jakby wprost wyjęte z raportów SB na temat Polaków. Mówiąc najoględniej: szkoda. Jędrzej Lipski, zastępca redaktora naczelnego „Dziennika Zachodniego KRAJOBRAZ PO BITWIE, A W PERSPEKTYWIE SIŁACZKA K rajobraz postpande-miczny, wojna, kryzys, inflacja, Komisja Europejska, KPO, reparacje i kampania wyborcza. Wszystko to toczy się równolegle w czasie rzeczywistym, zaprząta naszą uwagę, zmienia się jak w kalejdoskopie, przyprawiając światłe umysły o niemały zawrót głowy. A tymczasem, w tle wielkiej polityki, za plecami wszystkich zainteresowanych dokonał się akt zdrady. W województwie śląskim, w trakcie przesiadania się z jednego samolotu do drugiego, marszałek województwa Jakub Chełstowski ogłasza akt secesji, wypowiada posłuszeństwo partii, z której się wywodzi, zrywa wszelkie dotychczasowe sojusze wywracając scenę polityczną województwa niemal do góry nogami. Wywraca i... odlatuje do Kataru na mun-dialowe mecze. W tej krótkiej chwili, pomiędzy Egiptem a Katarem, bo stamtąd wrócił i tam Chełstowski odleciał, dokonał się całkowity przewrót pałacowy. Odwołano władze samorządowe województwa, powołano nowe, zawiązano nowe sojusze, wybrano nowych przewodniczących. Wszystko w świetle kamer, na oczach nieprzypadkowo obecnych posłów opozycji. Minęło kilka dni, teoretycznie po tamtym tumulcie opadł kurz. Można spróbować pokusić się o wstępne analizy. Zatem... Cały rokosz, nie tylko Chełstowskiego, bo trzeba do tego dołożyć jeszcze trzech radnych, był drobiazgowo i w wielkiej tajemnicy przygotowywany. Nie były to na pewno decyzje, które podjęto w ciągu kilku dni, a nawet tygodni. Wszystko zostało zaaranżowane w taki sposób by, jak tylko można, oddalić od siebie piętno zdrady. I faktycznie, niemal się udało. Środowiska polityków Zjednoczonej Prawicy wydały się aż za bardzo zaskoczone sytuacją. Milczące telefony, brak reakcji, komentarza na gorąco, wywoływały ponure wrażenie. A druga strona nie zasypiała gruszek w popiele. Szum medialny, jaki podniósł się w lokalnych mediach, zwłaszcza opozycyjnych, finansowanych zresztą przez samego marszałka, sprawiał wrażenie dobrze przygotowanego spektaklu. Wiemy już, że pierwszy szok po tych wydarzeniach minął. Teraz gorączkowo trwa obliczanie bilansu zysków i strat. Kto może stracić, kto zyskać, kogo można spisać na straty, a kto, na ten krótki czas, stanie się ważniejszy od innych. Ten krajobraz po bitwie jest krajobrazem bardzo smutnym. Dlaczego? Dlaczego akt zdrady wywołuje w elitach jakiekolwiek dylematy. A wystarczy zastosować w praktyce imperatyw kategoryczny. Przestać szukać drugiego dna, wytłumaczenia, czy, co gorsza, usprawiedliwienia. Nie warto też dawać ponosić się niezdrowej sensacji i ciekawości, prowadzącej nas na manowce chorej wyobraźni. Zdradził i już. Nieważne za ile, nieważne co dostał. To nieistotne. Honor nie ma ceny. W tym miejscu warto pochylić się nad kondycją ducha narodu. Ów, opisywany pokrótce przykład „zdrady elit", jest, niestety, dowodem na trwały upadek obyczajów politycznych, których, po utracie n RP, wciąż jeszcze nie odbudowano. Nie twierdzę, że nie próbowano. Owszem, ale casus Chełstowskiego pokazuje, że się nie udało. Osobiście, źródło owej porażki upatruję w pozostałościach po PRL-u, w ciągle żywym i mającym się dobrze eksperymencie społecznym wyhodowania „nowego człowieka". Podstawową jednostką społeczną jest w dalszym ciągu ów, wyhodowany w Europie Środkowo-Wschodniej, słynny już homo sovieticus. Nie zniknął w urnie wyborczej 1989 roku, nie przywalił go padający mur berliński, nie spłonął ogniem piekielnym... Ma się dobrze, żyje, rozwija się, ewoluuje. Jest, jak się okazuje, najtrwalszą pozostałością po PRL-u. I podwaliną postpe-erelowskiej rzeczywistości. Niezniszczalną hybrydą. Tq dzięki niej Polska stała się nagle „państwem, tylko teoretycznie". Jedyną trwałością są zniszczenia, jakie dokonały się w ciągu 45 lat istnienia PRL-u. W tak krótkim czasie zniszczono tradycję, zatruto historię, permanentnie zabijano wolność, intelekt, niezależność. Wynarodo-wiano, kłamano, zniewalano, poniżano, mordowano, burzono. W miejsce wartości, takich jak: Bóg, Honor, Ojczyzna, wprowadzono odpowiednio cwaniactwo, kłamstwo i zdradę. Orlęta lwowskie wyparł z naszej świadomości Pawka Morozow, a lwowską szkołę matematyczną zastąpiło 300 procent normy. I tyle. Brak inteligencji, warstwy politycznej, klasy średniej, ustroju społecznego opartego na tradycjach i wartościach kulturowych wypływających z chrześcijaństwa, wielowiekowej spuścizny i dorobku naszych przodków, państwa silnego i opiekuńczego, silnej gospodarki... Krajobraz po bitwie. A w perspektywie Siłaczka. 99 ,LA GAZZETTA DELLO SPORT" O GRZE REPREZENTACJI POLSKI lVojciecb Szczęsny byl najlepszy na boisku, choć Polska przegrała. Cały naród powinien postawić mu pomnik, by mu podziękować Głos Dziennik Pomorza Piątek, 2.12.2022 PULS • 3 Panie generale, uważa pan, że Polska powinna przyjąć od Niemiec systemy obrony powietrznej i przeciwrakietowej Patriotirozmieścić je na terenie naszego kraju? Zdecydowanie tak. Do Sojuszu NATO wstąpiliśmy po to, aby budować kolektywne zdolności obronne na terenie Polski. Do tej pory nie słyszałem przeciwwskazań, kiedy kupowaliśmy nowe systemy obronne, kiedy przybywali Amerykanie z amerykańską baterią Patriot, która w Polsce stacjonuje. Nagle ni stąd ni zowąd słyszę jakieś absurdalne głosy, że to niepotrzebne. Przypominam, że program Wisła nie jest jeszcze zrealizowany, potrzeba na to parę lat - program Wisła, czyli krótko mówiąc kupno ośmiu baterii Patriot. Nie tak dawno zginęło dwóch polskich obywateli od rakiety prawdopodobnie S-300. Może stąd ostatnio dużo mówiło się o potrzebie wzmocnienia polskiego systemu obrony powietrznej. Więc gest, jaki wykonała niemiecka minister obrony, zresztą krytykowana w swoim własnym rządzie za to, że wyszła przed szereg, jest jak najbardziej pozytywnym gestem, bo wzmacnia naszą obronę. Nie tylko obronę przed zbłąkaną być może raldetą systemu obrony powietrznej Ukrainy. Przecież te systemy, którymi dysponuje Rosja, to systemy starego typu i można sobie wyobrazić sytuację, kiedy Rosjanie utracą kontrolę nad innymi rakietami, które mają zasięgi 1000 km i zagrażają europejskim państwom Sojuszu. Polski rząd sugeruje, żeby systemy Patriot przekazać Ukrainie. Z kolei niemieckie MSZ twierdzi, że Ukraina nie należy do NATO i nie można tego zrobić. Jak wygląda w takim razie rzeczywistość? Pierwsza odpowiedź ministra Błaszczaka na propozycję Niemiec o przekazaniu nam systemu obrony powietrznej i przeciwrakietowej Patriot była najlepsza, z entuzjazmem przyjął tę propozycje, podziękował. Nagle pojawiły się jakieś głosy, które coraz trudniej mi zrozumieć. Otóż ten system nie może stanąć na Ukrainie przynajmniej przez najbliższe miesiące. On jest najlepiej obsługiwany przez niemieckich żołnierzy. Gdybyśmy nawet teoretycznie mieli przeszkolić Ukraińców, to zajęłoby to wiele miesięcy, a i tak ich doświadczenie byłoby mniejsze niż obsługi niemieckiej. To pierwsze sprawa. Po drugie - to system amerykański, system, który jest chroniony, jeżeli chodzi o kwestie Sojuszu NATO, bo jest też systemem natowskim. Więc pewne elementy należałoby odinstalo-wać z tego systemu, w Ukrainie działałby on w oderwaniu od pozostałych. Kolejna kwestia: czy systemy Patriot są ROSJA ROZUMIE TYLKO JĘZYK SIŁY - Putin już wielokrotnie udowodnił, że nie cofnie się przed żadną podłością - mówi gen. Roman Polko, były dowódca GROM, były zastępca szefa BBN Dorota Kowalska Ukrainie najbardziej potrzebne? Odpowiedź brzmi -nie. Dlaczego? Ponieważ rakiety typu Iskan-der w Ukrainie są na wyczerpaniu. Ten system, który oferują Niemcy, pozwala na działanie sektorowe, chodzi głównie o zwalczanie rakiet balistycznych. Wtedy ten system jest najbardziej efektywny. Koszt rakiety systemu Patriot, to około 5 milionów dolarów. Jeżeli byłby on wykorzystany przeciwko tym zagrożeniom, które mamy dzisiaj w Ukrainie, to zwalczałby rakiety warte setki tysięcy dolarów - to się kompletnie nie opłaca. Tymczasem Niemcy dali Ukraińcom chociażby systemy IRIS-T, systemy dookólne, które działają na zasięgu do 40 km, są nowoczesne i całkiem nieźle radzą sobie z zagrożeniami w Ukrainie. Jeżeli coś można by dać Ukrainie, to więcej chociażby brytyjskich CAMM-ów. Krótko mówiąc, dać im więcej systemów obrony powietrznej bardzo krótkiego i krótkiego zasięgu. One w zupełności poradziłyby sobie z rakietami manewrującymi typu Kalibr czy z dronami irańskimi, które dzisiaj są największą zmorą i największym źródłem zniszczeń w Ukrainie. Czyli próbuje pan powiedzieć, że systemu Patriot na terenie Ukrainy po prostu nie opłacałoby się używać? Dokładnie tak. Zamiast jednej baterii Patriot, która byłaby nieefektywnie wykorzystana, lepiej byłoby dostarczyć Ukraińcom systemy dookólne obrony powietrznej, które zdecydowanie skuteczniej radziłyby sobie z atakami, które są prowadzone przez Rosję w tej chwili. W Ukrainie Rosjanie wykorzystują taktykę masowych uderzeń tanimi, starymi rakietami, do których naprawdę szkoda byłoby używać baterii Patriot służących głównie do zwalczania pocisków balistycznych - poza tym, jak już mówiłem, one działają sek-torowo, a nie dookólnie. Gen. Polko: Rosjanie są mistrzami prowokacji, będą robili wszystko, aby zaogniać relacje polsko-ukraińskie Jak pan myśli, co stało się w Przewodowie? Myśli pan, że Rosjanie będą coraz częściej atakować tereny przy granicy z Polską? Na 100 procent nie wiemy, co tam się stało, postępowanie trwa. Wiemy, że spadła rakieta S-300 systemu obrony powietrznej, ale Rosjanie również atakowali Ukraińców rakietami S-300 działając zresztą nieefektywnie, ponieważ to drogie rakiety i uderzanie tym systemem na cele powierzchniowe jest po prostu bezsensowne. Natomiast postępowanie trwa, nie wiem, czyja to rakieta. Rosjanie są mistrzami prowokacji, lubią prowokować i z pewnością będą robili wszystko, aby w jakiś sposób zaogniać relacje polsko-ukra-ińskie we wszystkich obszarach: od militarnego po trollo-wanie w sieci po to, aby budować w Polsce narrację, która jest budowana, że oto Ukraińcy odbierają nam pracę, od- bierają dodatki. Te prowokacje Rosjanie realizowali od momentu, kiedy Putin doszedł do władzy, żeby wspomnieć chociażby o wysadzeniu własnych budynków mieszkalnych z ludźmi po to, aby uzasadnić brutalne rozprawienie się z Czeczenami, o truciu dziennikarzy, truciu opozycjonistów, zniszczeniu składu amunicji w Czechach, amunicji, która miała trafiać na Ukrainę, o naruszeniu przestrzeni morskiej, powietrznej. Słyszeliśmy na początku wojny o prowokacjach zdemaskowanych przez Amerykanów. Prowokacjach, które miały rozpocząć tę wojnę. No cóż, to pokazuje barbarzyński kraj, który posługuje się strategią, taktyką, sztuką nie tyle wojskową, co terrorystyczną i stąd też niczego nie można wykluczyć. Uważa pan Rosję za kraj terrorystyczny? Zdecydowanie tak. Trudno mówić o sukcesie operacyjnym armii rosyjskiej. Rosjanie przegrywają na polu bitwy, więc teraz nie uderzają w cele wojskowe, zaledwie 3 procent uderzeń rakietowych, które przeprowadziła Rosja, były atakami na obiekty wojskowe, reszta na obiekty cywilne. Sam szkoliłem żołnierzy chociażby podczas misji w Iraku z międzynarodowego prawa wojennego użycia broni. Jedną z podstawowych zasad jest zakaz uderzenia w obiekty cywilne, to jest zbrodnia, nie można przeprowadzać uderzeń w muzeach, w miejsca kultu religijnego, czy obiekty infrastruktury krytycznej. Taka wiedza to abecadło każdego żołnierza. Więc w tym przypadku tu nie mamy do czynienia z żołnierzami. Kiedy patrzę na Siergieja Surowikina i na jego życiorys -to złodziej, uczestnik puczu Ja-najewa, człowiek do wynajęcia. Zresztą Rosjanie mają mnóstwo nieformalnych agent, które jak mafia opanowują kolejne rynki, czy to w Afryce, czy na innych obszarach: grupa Wagnera, Kady-row, ludzie wyciągani z więzień. To pokazuje upadek moralny tej drugiej armii świata, która na szczęście została przez oligarchów rozkradziona. Ponieważ Putin nie potrafi wygrać tej wojny na polu walki, uderza w infrastrukturę cywilną, zabija cywilów. Świat jest jednak trochę bezradny wobec tego, co dzieje się w Ukrainie, patrzy. Świat nie jest bezradny, tylko konformistyczny. Organizacje międzynarodowe już dawno powinny się obudzić. Dla mnie było porażające, kiedy widziałem w pierwszych dniach wojny OBWE, które powinno się zaangażować w obserwację tego, co się dzieje, a ono uciekało z Ukrainy, zanim się jeszcze rozpoczęła wojna. To pytanie: po co oni są? Organizacja Narodów Zjednoczonych w sytuacji, kiedy mordowani są ludzie, tóedy jest zagrożenie chociażby zniszczenia elektrowni atomowej, powinna wysłać tam żołnierzy, którzy służą w ramach tej struktury. Urzędnicy ONZ powinni być w gorących punktach tego konfliktu po to, żeby swoją obecnością po pierwsze - blokować działania Rosjan, po drugie - dawać świadectwo. Myśmy nieraz podczas misji wjeżdżali między strony konfliktu z nadzieją, że do błękitnych beretów nie będą strzelać i jakoś na szczęście nie strzelali. Ci ludzie mają wpisane w swój zawód, że właśnie wtedy, kiedy jest kryzysowo, kiedy jest niebezpiecznie, nie tylko mogą, ale mają obowiązek ingerować, wjeżdżać między strony w rejony zagrożone po to, aby nieść konkretną pomoc, do której zostali powołani. Można działać jak holen- derscy żołnierze w dawnej Jugosławii, kiedy doszło do masakry w Srebrenicy, zginęło 8000 cywili, bo oni działali zgodnie z procedurami i nic nie robili, a można zadziałać jak Kanadyjczycy, którzy, jak sami mówili, stoczyli w byłej Jugosławii największą bitwę od czasów n wojny światowej. Jak pan myśli, jaki jest najbardziej prawdopodobny scenariusz tego, co będzie się działo wUkrainie? Zasoby rakietowe armii rosyjskiej kończą się. Putin robi z siebie gołąbka pokoju, żeby doprowadzić do zamrożenia wojny. Wszystko po to, aby wykorzystać ten czas na przeszkolenie poborowych, których chce zaciągać do armii. Po drugie, chce pozyskać broń właśnie z Iranu, z Chin, z Korei Północnej, bo to są jego najwspanialsi dzisiaj sojusznicy. Gratuluję towarzystwa, Kim się cieszy! Faza ogniowa wojny będzie słabła, będą prowadzone działania na wyczerpanie przeciwnika. Ukraina nie prowadzi działań odwetowych. To jest trudna walka dla Ukrainy, kiedy wobec niej stosowane są barbarzyńskie ataki terrorystyczne, niszczone są szpitale, elektrownie, a Ukraina nie idzie w tym kierunku. Rosyjscy obywatele nie odczuwają tego, co muszą przeżywać ukraińscy cywile. W dłuższej perspektywie mam nadzieję, że ofensywa ukraińska doprowadzi do odzyskiwania kolejnych terenów. Bo chociaż część ogniowa tej wojny będzie dużo słabsza, to jednak ta wojna wciąż bęclzie się tliła. Najlepsze, co można zrobić, to odizolować całkowicie Rosję od Ukrainy, dając jej gwarancje bezpieczeństwa w granicach, które miała wtedy, kiedy była jeszcze niepodległa, przed 2014 roku. To jest jedyna gwarancja pokoju. Jakiekolwiek ustępstwo wobec Purina, danie mu poczucia sukcesu, zwycięstwa, sprawi, że ludzie na Kremlu pomyślą, iż coś jednak w tej wojnie udało się dla Rosji zdobyć. Takie ustępstwa będą zachętą do tego, żeby przygotowywać kolejne agresje, kolejne ataki, na zasadzie: „Popatrzcie, ten Zachód jednak się nas boi, my jesteśmy mocni, a to, co robimy, słuszne". Krótko mówiąc, trzeba po prostu Rosji te tereny odebrać siłą? Zdecydowanie tak. Rosja rozumie tylko język siły. Tak było przez wieki, to jest zapisane w kodzie genetycznym Rosjan, a Putin już wielokrotnie udowodnił, że jest zbrodniarzem, bandytą, który nie cofnie się przed żadną podłością i dla którego wszellde konwencje, postanowienia międzynarodowe nie mają żadnego znaczenia. 4 • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 2.12.2022 Prof. Strzałkowska: Kluczem do przeżywania Adwentu jest to, że z jednej strony cieszymy się w naszym sercu, cieszymy się z naszymi bliskimi, z tego, że Pan przychodzi PROF. BARBARA STRZAŁKOWSKA: W ADWENCIE CZEKAMY NA KOCHAJĄCEGO BOGA, KTÓRY PRZYJMUJE NAS Z NASZYMI GRZECHAMI I SŁABOŚCIAMI Jako chrześcijanie wierzymy, że Ten, który przychodzi, jest nam życzliwy, chce dzielić z nami nasze życie, nasze radości i nasze trudy. Jest Tym, który wybawia nas z grzechu, ze śmierci i wyprowadza ku życiu. Zatem kluczem do zrozumienia czasu Adwentu jest pojęcie właśnie tego radosnego oczekiwania - mówi prof. Barbara Strzałkowska, biblistka i teolog z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego Anita Czupryn Co tak naprawdę znaczy słowo „adwent"? Adwent to znaczy przyjście. Czekamy na przyjście Chrystusa, na to przyjście, które co roku upamiętnione jest w Boże Narodzenie. Upamiętniamy wówczas przyjście Boga na świat, Boga, który stał się człowiekiem. Przyjście w Adwencie ma też inny wymiar, który dotyczy naszego życia i oczekiwania • na przyjście Chrystusa, który w teologii nazywamy paru-zją, czyli w czasach ostatecznych. Można by powiedzieć, że to oczekiwanie wpisane jest w istotę chrześcijaństwa. My wszyscy jesteśmy w drodze do domu Ojca, wiemy, że nasze ziemskie życie ma swoje ograniczenia i wszyscy czekamy na spotkanie z Bogiem, który przychodzi, który nas kocha i chce z nami być. Myślę, że to jest kluczowe - to oczekiwanie nie ma znamion nerwowości, nie jest oczekiwaniem z przerażeniem. To ma być radosne czekanie na przyjście Pana. Przecież jako chrześcijanie wierzymy, że Ten, który przychodzi, jest nam życzliwy, chce dzielić z nami nasze życie, nasze ra- dości i nasze trudy. Jest Tym, który wybawia nas z grzechu, ze śmierci i wyprowadza ku życiu. Zatem kluczem do zrozumienia czasu Adwentu jest pojęcie właśnie tego radosnego oczekiwania. W naszym czekaniu na Pana Jezusa nie powinno być niczego nerwowego, żadnej trwogi z tego powodu, że oto zbliża się. Wielu jednak widzi w Adwencie analogię do Wielkiego Postu, Adwent kojarzy się im z pokutą, nie z radością. Jak to pogodzić? Głos Dziennik Pomorza Piątek, 2.12.2022 PULS • 5 Na pewno przygotowanie naszych serc i naszych domów na spotkanie z Panem może wiązać się z jakiegoś rodzaju postanowieniami, z pragnieniem nawracania się, ale czas Adwentu jest zupełnie inny niż czas Wielkiego Postu. Nie chodzi tutaj o wyrzeczenia, ale o podkreślenie tego, co jest istotą nadziei chrześcijańskiej. Czekamy na kochającego Boga, który przyjmuje nas, z naszymi grzechami i słabościami, który przychodzi, by nas z nich wybawiać. Jeśli tego chcemy. Pamiętajmy, że Jezus, kiedy nauczał w czasie swojej działalności publicznej, mówił: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci, którzy się źle mają". Siadał z grzesznikami, celnikami. Przychodzi też do nas, w jakiejkolwiek kondycji byśmy się nie znajdowali, przynosząc nam wielką nadzieję. Naszym zadaniem jest na tę nadzieję się otworzyć. Jeśli w taki sposób zrozumiemy nasze oczekiwania adwentowe, że oto przychodzi do nas Ten, który daje nadzieję, miłość, wszystko co dobre, który przychodzi nas wybawić, to myślę, że ta pedagogika, która może kiedyś mocniej akcentowana była w Kościele - pedagogika pewnego lęku - powinna zostać zastąpiona przez prawdę Ewangelii. Chrystus przychodzi, aby nas wybawić. Oczywiście, kiedy czekamy na ważnego gościa, dobrze jest się przygotować, przygotować swoje serce, swój dom. Dobrze jest być gotowym. Ale nie czekajmy na Pana Boga jak na kata, który przychodzi, bo to zupełnie nie ma nic wspólnego z Ewangelią. Trzeba na nowo odkryć tę prawdę o tym, że Ewangelia oznacza Dobrą Nowinę. Mówi pani o przyjściu, ale Adwent rozumiany jest też jako czuwanie. Mamy pozostawać czujni. Jak w tym kontekście widzieć to czuwanie? Tak jak czekamy na kogoś, kto ma przyjść do naszego domu; kiedy bardzo czekamy na takiego gościa, to przygotowujemy się, przygotowujemy potrawy i kontekst spotkania. Myślę, że dokładnie tak trzeba też czekać na Pana Boga, który przychodzi do nas w gościnę, chce dzielić nasze radości i nasze trudy, chce po prostu dzielić z nami nasze życie, wchodzić w nie. Tak bardzo nas miłuje, chce być tak blisko nas, że staje się jednym z nas. W czasie Bożego Narodzenia, kiedy będziemy przeżywać tę prawdę, niezwykłe jest to, że Bóg, Stwórca świata, staje się człowiekiem, bezbronnym dzieckiem. Jest w tym niesamowita prawda bliskości i miłości Boga do człowieka. To adwentowe oczekiwanie ma właśnie wymiar prze- ogromnej nadziei. Jest przepiękny wiersz księdza Jana Twardowskiego, „Czekanie". Można go odnieść do tego adwentowego czasu. „Popatrz na psa uwiązanego przed sklepem/ o swym panu myśli/ i rwie się do niego/ na dwóch łapach czeka/ pan dla niego podwórzem, łąką lasem domem/ oczami za nim biegnie/i tęskni ogonem/ pocałuj go w łapę/ bo uczy jak na Boga czekać". Piękny wiersz! Jest w nim coś poruszającego. Takie powinno być -symbolicznie oczywiście -czekanie na Pana w wymiarze chrześcijańskim. Oczywiście, dobrze jest przygotować serce na to spotkanie, a zatem iść do spowiedzi... O to właśnie chciałam zapytać: jak się przygotować? Dobrze więc jest pójść do spowiedzi. Dobrze jest uczestniczyć w pięknych liturgiach adwentowych, zwłaszcza w roratach. Nie jest to łatwe, bo trzeba wstać bardzo rano, ale jest w tym pewien symbol, że jeszcze w ciemności idziemy do kościoła, ale tam, ze świecą ro-ratnią czekamy na światło, które przychodzi. Dobrze mieć w domu wieniec adwentowy i cztery świece, które zapalamy w każdym tygodniu, bo czas Adwentu wyznaczają cztery kolejne niedziele. Te tygodnie przygotowania są tym czasem, od którego w dużej mierze zależy, jak potem przeżyjemy Boże Narodzenie. Być może dlatego wielu kojarzy się ten czas z jakimiś praktykami pokutnymi, bo to przygotowanie może wiązać się z pewnym trudem. Ale z drugiej strony to jest przygotowanie na piękne spotkanie; na nadzieję, która przychodzi; na światło, jakie wkracza w nasze życie, choćby było ono spowite w różnych ciemnościach. Przypomina mi się utwór pani Antoniny Krzysz-toń, kiedy śpiewa zdanie, które sobie w Adwencie często przywołuję: „Jest takie czekanie, które już jest spotkaniem". W jakimś sensie my przecież nie udajemy, że Pana Boga nie ma, że On dopiero przyjdzie. Wiemy, że On jest. Adwent ma nam też przypominać o potrójnym przyjściu Pana Jezusa. Jak to rozumieć? Po pierwsze, przypomina nam o Bożym Narodzeniu, które upamiętnia to, co zdarzyło się już ponad dwa tysiące lat temu w Betlejem: o przyjściu Pana do człowieka. Przypomina nam także o tym, że dziś Jezus przychodzi do naszego życia, w tych okolicznościach, w jakich żyjemy. A w końcu jest PRZYJŚCIE PANA JEST DARMOWE. PRZYCHODZI, BO NAS KOCHP, CHCE NAS lUYBAlTIĆ NIE MUSIMY SOBIE IVŻADEN SPOSÓB NA PANA BOGA ZASŁUŻYĆ też wymiar, w teologii nazywany eschatologicznym, czyli ten, który dotyczy przyjścia Pana u końca czasów. Jako chrześcijanie przeżywamy wszystkie trzy wymiary. Codziennie w modlitwie „Ojcze nasz" modlimy się, choć nie wiem, czy zupełnie świadomie: „Przyjdź Królestwo Twoje". Czekamy na to, żeby Pan Jezus przyszedł, choć czasem zastanawiam się, czy gdyby rzeczywiście zapytać ludzi, czy chcą, aby Pan Jezus przyszedł już dzisiaj, to czy tego by chcieli, czy raczej może powiedzieliby: „Oj, może za chwilę, mamy tu jeszcze, na tym świecie, dużo do zrobienia". Dobrze się zastanowić w Adwencie nad tym, jak my czekamy i czy czekamy. I - co najważniejsze - na Kogo czekamy. To jest też czas, który ma nas uwrażliwić również na to, by dostrzec Pana Jezusa w drugim człowieku - w sąsiedzie, koleżance z pracy, złośliwej pani w „Żabce"? Dobrze to pani zauważyła, rzeczywiście tak jest. Myślę, że kiedy spodziewamy się przyjścia kogoś ważnego, to chcemy tę naszą radość dzielić też z innymi. Kluczem do przeżywania Adwentu jest to, że z jednej strony cieszymy się w naszym sercu, cieszymy się z naszymi bliskimi, z tego, że Pan przychodzi, że On dla naszego życia ma Dobrą Nowinę i to jest źródłem naszej radości i pociechy, ale zarazem, kiedy On faktycznie przemienia nasze życie i faktycznie jest źródłem pociechy, to jest czymś naturalnym, że radosnymi wiadomościami chcemy dzielić się z innymi. Chcemy świadczyć o tym, że to rzeczywiście nadaje sens naszemu życiu. Dobrze jest w czasie Adwentu dzielić się przede wszystkim radością wiary z innymi. Radością tego oczekiwania. A oczywiście za tym dzieleniem radością wiary musi iść zawsze praktyka życia, bo może ktoś inny potrzebuje jeszcze czegoś innego, zanim będzie mógł się ucieszyć tą samą nadzieją, która jest naszym udziałem, może potrzeba mu po prostu pomóc w jakichś bardzo ludzkich wymiarach. Przed Bożym Narodzeniem są różne akcje, w które można się włączyć - dzielenie ma to do siebie, że kiedy dzielimy się radością, miło- ścią i dobrem, to one zarazem pomnażają się w nas. Czyli dzielenie staje się mnożeniem. Jak pani patrzy na imprezy w Adwencie - wszystkie te firmowe wigilie, zakładowe śledziki, koleżeńskie spotkania opłatkowe, które organizowane są przecież w czasie Adwentu? Odpowiem na to - nie bądźmy już takimi pury-stami! Wiadomo, że w święta nikt się ze swoimi pracownikami nie spotka, zostawiając swoich bliskich. Jeżeli więc takie spotkanie jest w pracy zorganizowane przed świętami - to dobrze! Radziłabym jednak nie nazywać go wigilią, bo to konkretne określenie wieczoru poprzedzającego dzień świąteczny, więc ten zostawmy już dla konkretnego dnia - ale nazywajmy je na przykład spotkaniem opłatkowym. Przecież dobrze jest w tych kontekstach, w których jesteśmy w świecie - w pracy, w rozmaitych grupach, w których funkcjonujemy - spotkać się i dzielić radością i dobrem, które ten czas niesie. Z pewnością dzielenie radości nie zaszkodzi nikomu, wręcz przeciwnie, myślę, że ono też buduje miłą i dobrą atmosferę i może stać się elementem przygotowania nas na to, co przyjdzie i co będzie pełnią radości w same święta. Nie prezenty, ale spotkania są istotą tych świąt. Spotkania rodzinne i... ... spotkania rodzinne i przede wszystkim spotkanie z Panem Bogiem, który potrafi te nasze, czasem niełatwe, rodzinne relacje przemieniać, a przede wszystkim nas przemieniać, abyśmy mogli z cierpliwością, miłością, taką, jak On ma do nas, dzielić czas z innymi. Nie zapominajmy o tym, że w Bożym Narodzeniu chodzi o Boże Narodzenie, a w Adwencie - na czekanie na Tego, który przychodzi, czyli na Pana Boga. Ten wymiar jest absolutnie najważniejszy; on warunkuje też te wszystkie inne, radosne aspekty, które w święta przeżywamy. Adwent kończy się 24 grudnia, a kiedy zaczyna? Czy jest to 1 grudnia, czy pierwsza niedziela grudnia, czy może sobota, przed pierwszą niedzielą? Adwent zaczyna się nieszporami poprzedzającymi pierwszą niedzielę nowego roku liturgicznego. Zaczynamy zatem nowy rok liturgiczny i od razu przypominamy sobie to, co najistotniejsze. Można by powiedzieć, że tak jak w Nowy Rok robimy sobie różne postanowienia, tak i Adwent przypomina, że póki żyjemy na tym świecie, mamy czas i sposobność, żeby zaczynać od nowa. Adwent w Kościele katolickim wprowadzono w IV wieku. Jak on był wówczas praktykowany? Rzeczywiście, wiemy, że wprowadzono go wtedy, kiedy ostatecznie ustalono datę przeżywania Bożego Narodzenia. Mamy bardzo skąpe informacje o tym, jak wyglądał wówczas ten święty czas oczekiwania na Boże Narodzenie, niewiele wiemy o liturgiach tego czasu. Wiemy jednak, że taki czas oczekiwania na przyjście Pana był. Wiadomo, że w czasie Adwentu przypominano teksty proroków Starego Testamentu, wśród których najważniejszy jest prorok Izajasz. On nie tylko zapowiada przyjście Mesjasza, ale przywołuje rozmaite okoliczności, także niełatwe losy Izraelitów i nadzieję, jaką w tych trudnych czasach przynosił im Pan Bóg. To oczekiwanie na wybawienie staje się w sumie istotą Adwentu i istotą naszego życia chrześcijańskiego. Adwent w tym znaczeniu zawsze ma też ten wymiar mocno i konkretnie odnoszący się do naszego życia. Ten czas jest po to, żeby sobie to uświadomić. Czy Adwent to jest też dobra pora do nawrócenia? Zawsze jest dobra pora do nawrócenia. Ale Adwent w szczególności jest takim czasem, w którym dobrze jest znaleźć chwilę, żeby zastanowić się nad naszym życiem i zastanowić się nad tym, czym jest wiara w naszym życiu. Kim jest dla naszego życia Pan Bóg? Jeśli jest On -a jest - nadzieją dla naszego życia, Kimś, kto nadaje temu życiu sens - to wtedy, myślę, takie uświadomienie jest najlepszą okolicznością do tego, żeby się nawracać; żeby zmienić sposób myślenia. Żeby przygotować w ten sposób dla Niego miejsce w swoim sercu. Wrócę jeszcze do tych przygotowań. Mają one dwa wymiary - ten wewnętrzny, o którym pani mówi, ale również i zewnętrzny, do którego należy na przykład sprzątanie, wymiatanie, mycie. Ile by niebyłomemówotym, że Pan Jezus przyjdzie sprawdzić, czy w domu są umyte okna... ... gdyby tylko o to chodziło, to wszyscy mielibyśmy te okna czyste. Oczywiście, ale przygotowania dotyczą również tego, że my sami też się lepiej czujemy, kiedy nasza zewnętrzna przestrzeń jest wysprzątana, wymyta, uporządkowana. Oczywiście, takie porządkowanie przestrzeni nam również jest potrzebne. Ono jest też pewnym symbolem porządków, które dokonujemy wewnętrznie. Od wielu lat mam w domu wieniec adwentowy. Staram się każdego dnia Adwentu zapalić świecę danego tygodnia, otwieram wtedy Pismo Święte i myślę sobie, że teraz mam te 10 czy 15 minut - a każdy z nas jest chyba w stanie wysupłać tyle czasu dla Pana Boga dziennie - i jest to ten czas, by usiąść w ciszy, pomyśleć, popatrzeć na światło. Czas listopadowo-grudniowy nie jest najłatwiejszy, bo w ciemności wszystko wydaje się trudne, ale to światło świecy adwentowej jest symbolem tego światła, które przyjdzie od Bożego Narodzenia. Pamiętamy, że od tego momentu dni będą już coraz dłuższe, taki jest też symbol daty Bożego Narodzenia, że oto rodzi się Syn Boży, Bóg Wcielony i od tego momentu dni dla nas stają się coraz jaśniejsze, dnia przybywa. Kiedy patrzę na świece adwentowe, czytam Słowo Boże, to próbuję swoje życie przygotować na przyjście Pana. Nie oszukujmy się - to Pan Bóg przychodzi do nas pierwszy, nie jest tak, że jakimś perfekcjonizmem ani w zewnętrznym, ani w wewnętrznym tego słowa znaczeniu zasłużymy na przyjście Pana. Nie. Przyjście Pana jest darmowe. On przychodzi, bo nas kocha, bo chce nas wybawić. Nie musimy sobie w żaden sposób na tego Pana Boga zasłużyć, ani czystymi oknami, ani perfekcjonizmem w życiu duchowym, bo to zupełnie nie o to chodzi. CV < Barbara Strzałkowska Biblistka, teolog, dr habilitowana nauk teologicznych, profesor Instytutu Nauk Teologicznych Wydziału Teologicznego UKSW. 6 • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 2.12.2022 W zdecydowanej większości Mikołaje przeszli do historii jako męczennicy. Przypatrzmy się sylwetkom niektórych z nich - czasami będzie to wycieczka w czasy na wpół legendarne, czasem pouczające podanie, wypis z historii, a niekiedy lekcja pokory. Historię św. Mikołaja z Miry znają wszyscy. Według średniowiecznych zapisów żył na przełomie III i IV wieku, choć pierwsze zapiski o nim pochodzą z VI wieku. Miał być biskupem Miry (dzisiejsza Turcja) i zasłynął cudami oraz pomocą biednym. Przez wieki był jednym z najbardziej czczonych świętych w Kościele katolickim i w kościołach wschodnich. Największe sanktuarium świętego Mikołaja z Miry znajduje się we Włoszech - w mieście Bari. Współczesna baśniowa postać Świętego Mikołaja, wzorowana na św. Mikołaju z Miry, jest wykorzystywana w kulturze popularnej w czasie świąt Bożego Narodzenia. Mikołaj I Wielki Ten święty ma poczesne miejsce w gronie Mikołajów. Urodził się prawdopodobnie ok. 820 w Rzymie jako syn Teodora, członka wpływowego później rodu Colonna. Karierę duchowną rozpoczął za czasów papieża Sergiusza II, z kolei papież Leon IV wyświęcił go na diakona. W roku 858, jako pierwszy z papieży został koronowany, a zaraz potem sformułował twierdzenie, że „papież jest zastępcą Chrystusa na Ziemi i zwierzchnikiem Kościoła niepodle-gającym sądowi". Do historii pobożny Mikołaj przeszedł też za sprawą głośnego konfliktu z Focju-szem, patriarchą Konstantynopola. Focjusz w encyklice do patriarchów Wschodu ostro skrytykował bowiem coraz bardziej rozprzestrzeniający się na Zachodzie dodatek do Symbolu Wiary - Filioąue, a chrześcijan używających go oskarżył o herezję. Dwieście lat potem skończyło się to Wielką Schizmą. Mikołaj Gross Ten niemiecki błogosławiony chlubi się tytułem męczennika Kościoła. Był działaczem związkowym i członkiem chadeckiej Partii Centrum. Jako przeciwnik narodowego socjalizmu został aresztowany po nieudanym zamachu na Adolfa Hitlera w lipcu 1944 r. Wcześniej torturowano go w więzieniach Kolonii, Frankfurcie nad Menem, Ravensbriick i Berlinie. Koniec jego życia wyznaczył 15 stycznia 1945 r. trybunał narodowy, wydając wyrok śmierci. Powieszony został NIE TYLKO BISKUP Z MIRY. CZYLI POCZET ŚWIĘTYCH MIKOŁAJÓW Martyrologium Rzymskie, imponujący spis świętych chrześcijańskich, oprócz św. Mikołaja rozdającego prezenty, wymienia, w zależności od edycji, od siedmiu do 23 innych świętych o tym imieniu w więzieniu w Berlinie-Plótzensee, jego ciało spalono, a popioły rozrzucono po nawadnianych polach. 7 października 2001 r. Mikołaj Gross beatyfikowany został przez papieża Jana Pawła II. Mikołaj z Flue Święty średniowieczny, uznawany nie tylko za mistrza medytacji i mistyki, ale także za symbol pokojowego rozwiązywania konfliktów. Oprócz tego nosi dumny tytuł patrona Szwajcarii. Ponoć w 1446 r. brał udział w bitwie pod Ragaz, w której Szwajcarzy pokonali wojska austriackie. Mając 50 lat, rozstał się ze swą małżonką za jej zgodą, wyrzekł się świata i został pustelnikiem. Osiadł w dolinie Melchthal w pobliżu Ranft. Tam też wybudował maleńką chatę i kapliczkę, a dokumenty kanonizacyjne uczą, że przez 19 lat jego pożywieniem była wyłącznie Eucharystia. W roku 1481, gdy wybuchła wojna domowa w Szwajcarii, wystąpił w roli mediatora i uratował jedność kraju. Od tego wydarzenia nadano mu tytuł „Ojca Ojczyzny". Jego relikwie znajdują się w Konstancji, Lucernie i Fryburgu. Mikołaj Tavelić Kolejny święty męczennik ze średniowiecza, tym razem rodem z Dalmacji. Zgodnie z Martyrologium urodził się w Szybeniku, w 1365 r. wstąpił do zakonu franciszkanów, a następnie, na skutek prośby Grzegorza XI, udał się do Bośni jako duszpasterz. Po 12 latach powędrował dalej, by ostatecznie trafić Mariusz Grabowski do Ziemi Świętej, gdzie opiekował się miejscami kultu oraz przybywającymi pielgrzymami. Dnia 11 listopada 1391 r. udał się do meczetu w Jerozolimie, aby - jak podaje legenda - głosić słowo Boże. Tam został pobity, a zaraz potem skazany na śmierć. Wyrok został wykonany 14 listopada niedaleko Bramy Dawida. Tego też dnia obchodzone jest jego wspomnienie liturgiczne. Mikołaj Janssen Ten XVI-wieczny kapłan z Holandii zaliczany jest do grona męczenników z Gor-kum. Zostali zamordowani 9 lipca 1572 r., ze względu na swe przywiązanie do papiestwa i wiarę w obecność Chrystusa pod Postaciami Eucharystycznymi, w holenderskim mieście Gorkum. W sumie kalwiniści pojmali i zabili wówczas: 11 franciszkanów, jednego dominikanina, augustianina, dwóch norbertanów i czterech księży diecezjalnych. Zostali, w tym Janssen, beatyfikowani w 1675 r. przez papieża Klemensa X, a kanonizowani w 1867 r. przez papieża Piusa IX. Mikołaj Clairet Francuski błogosławiony męczennik, ofiara antykatolickich prześladowań okresu Rewolucji Francuskiej. Został aresztowany w Paryżu, a następnie przewieziony do klasztoru karmelitów i 2 września 1792 r. zamordowany przez sfanatyzowany tłum. Św. Mikołaj Clairet był jedną z ofiar tak zwanych ma- sakr wrześniowych, w których zginęło 300 duchownych. Znalazł się w grupie 191 męczenników z Paryża beatyfikowanych przez papieża Piusa XI17 października 1926 r. Mikołaj Konrad Jeden z dwóch w tym gronie kapłan grekokatolicła. My-koła Konrad ukończył filozofię i teologię w Rzymie, święcenia uzyskał w 1899 r. Potem był nauczycielem w szkołach średnich w Brzeżanach i Trembowli, a od 1930 r. wykładał w Lwowskiej Akademii Teologicznej. Zamordowali go funkcjonariusze NKWD, gdy wracał od chorej kobiety, której udzielał sakramentu ostatniego namaszczenia. Został beatyfikowany przez Jana Pawła II27 czerwca 2001 r. we Lwowie w grupie 27 nowomę-czenników greckokatolickich. Mikołaj z Longobardi Naprawdę nazywał się Mikołaj Saggio i był włoskim duchownym, zmarłym w 1709 r. w Rzymie. Był niezwykle pobożny, czynił cuda i papież Franciszek kanonizował go 23 listopada 2014 r. Mało kto jednak wie, że św. Mikołaj Saggio był minimitą, konkretnie oblatem Zakonu Braci Najmniejszych. Zakon różni się od swego pierwowzoru - zakonu franciszkanów - większą surowością: w 1501 r. wprowadzono w nim tzw. czwarty ślub (łac. vita qu-adragesimalis), wymagający abstynencji od świeżego mięsa, ryb, jajek, masła i mleka. Inny minimita, błogosławiony Kościoła, Mikołaj Barre, Współczesna baśniowa postać świętego Mikołaja, wzorowana na św. Mikołaju z Miry, to wpływ amerykańskiej popkultury na cały świat zapisał się w dziejach jako założyciel Zgromadzenia Sióstr od Dzieciątka Jezus i twórca wielu bezpłatnych szkół. Mikołaj Steno Ten XVII-wieczny duński biskup, błogosławiony Kościoła, zasłużył się też na innych polach: był znakomitym geologiem i anatomem. Po odbyciu studiów, zgodnie z ówczesnym zwyczajem, wyjechał w podróż po Europie i większość życia spędził następnie we Włoszech (tam też dokonał konwersji z protestantyzmu na katolicyzm). W zakresie geologii Steno udowodnił, że część skał powstaje na drodze tzw. sedymentacji, czyli że są to skały osadowe. Sformułował także, obowiązujące do dziś, cztery podstawowe zasady stratygrafii: zasadę pierwotnie poziomego położenia warstw skalnych, ciągłości obocznej warstw, zasadę superpozycji oraz zasadę następstwa gatunkowego. Z kolei w zakresie medycyny Steno zajmował się głównie poznaniem systemu mięśniowego człowieka. Mikołaj Cehelski Duchowny greckokatolicki, męczennik, błogosławiony Kościoła katolickiego. Święcenia kapłańskie Mykoła Cehelski przyjął w 1925 r., przez wiele lat pracował na wiejskiej parafii jako proboszcz, aż wreszcie został aresztowany przez komunistów. Stało się to 28 października 1946 r. W styczniu 1947 r. skazano go na 10 lat więzienia. Zesłany został do obozu w Po-tmie w rosyjskiej Mordowii. Był więziony w nieludzkich warunkach i zmarł z wycieńczenia w 1951 r- Beatyfikował go we Lwowie Jan Paweł II27 czerwca 2001 r., podczas swojej pielgrzymki na Ukrainę. *** Prócz wymienionych wyżej Mikołajów mamy też innych, m.in. bł. Mikołaja Alber-gati, który w XV w. brał aktywny udział w przygotowaniach do unii z Kościołem Greckim; św. Mikołaja Bui D c Th z Wietnamu, zamordowanego za wiarę w roku 1839 r.; bł. Mikołaja Bunkerd Kit-bamrunga, zmarłego w aurze świętości w 1944 r.; bł. Mikołaja Rolanda, pedagog i założyciel Zgromadzenia Sióstr od Dzieciątka Jezus w Reims i bł. Mikołaja Factora, XVI-wiecznego kompozytora i malarza, a ponadto doradcę bł. abpa i wicekróla Juana de Ri-bery. Każdy z nich zasługuje na chwilę naszej uwagi. Głos Dziennik Pomorza Piątek, 2.12.2022 PULS • 7 Sezon na jarmarki bożonarodzeniowe trwa w najlepsze Stragany pełne rękodzieła i wypieków, pachnące choinki i atrakcje dla dzieci. Świąteczne kiermasze cieszą się dużą popularnością, a wiele z nich zyskuje uznanie poza granicami kraju Aleksandra Szatan Tradycja jarmarków bo-żonarodzeniowych przybyła do nas z Niemiec i Austrii. W1294 roku pierwsze stragany pojawiły się na wiedeńskim rynku. Dziś jarmarki świąteczne w stolicy Austrii organizowane są niemal na każdym placu, a tym najpopularniejszym pozostaje Wiener Christkindl-markt na Placu Ratuszowym. Tegoroczna edycja rozpoczęła się 19 listopada i potrwa do 26 grudnia. Najstarszy kiermasz bożonarodzeniowy w historii Niemiec to Jarmark Striezelmarkt w Dreźnie (organizowany jest od 1434 roku). W tym roku słynny Jarmark Struclowy odbywa się już po raz 588. Rozpoczął się 23 listopada i potrwa do 24 grudnia. Można tu podziwiać m.in. bożonarodzeniową piramidę z regionu Rudaw, natomiast miłośnicy słodkich wypieków koniecznie powinni skosztować tradycyjną drezdeńską struclę „Dresdner Christstollen". Dużym uznaniem cieszą się jarmarki w czeskiej Pradze. Centrum przedświątecznej rozrywki jest Rynek Staromiejski, gdzie co roku przywożona jest wielka choinka. Ale jarmarkowych atrakcji należy także szukać m.in. na Placu Wacława u podnóża Muzeum Narodowego, czy na największym średniowiecznym placu w Europie - Placu Karola. Z praskich jarmarków bożonarodzeniowych z pewnością nikt nie wyjdzie głodny. Warto tu spróbować szynki, kołacza, miodu pitnego czy pierników. Można licytować słynne wrocławskie kubeczki Świąteczne jarmarki na dobre rozgościły się także w naszym kraju. Do tych najbardziej tłumnie odwiedzanych należy jarmark we Wrocławiu. Nie dziwi jego stałe miejsce w rankingach Si Wrocławski jarmark jest na liście najciekawszych tego typu wydarzeń na świecie na najpiękniejsze jarmarki świąteczne w Europie. W 2018 brytyjski The Guardian wymienił Wrocław na liście 10 europejskich miast na najlepsze przedświąteczne odwiedziny. Zachwyca się nim także amerykański serwis „The Huffington Post" . Ostatnio wrocławski jarmark został sklasyfikowany na dziewiątym miejscu na liście najciekawszych świątecznych wydarzeń na świecie. Zestawienie przygotowała międzynarodowa agencja turystyczna Planet Cru-ise. W tym roku jarmark bożonarodzeniowy we Wrocławiu rozpoczął się 18 listopada, a zakończy 31 grudnia. Jest okazały, nie ogranicza się tylko do jednej przestrzeni. Jarmarkową infrastrukturę znajdziemy na Rynku, ulicy Świdnickiej, ulicy Oławskiej, a także Placu Solnym, gdzie stanął m.in. trzypoziomowy bajkowy domek z tarasem widokowym i wieżyczką z podświetlanym zegarem. Stąd można podziwiać panoramę jarmarku, wypić gorącą czekoladę, grzańca lub poncz (także bezal- koholowy). Oczywiście w specjalnych kubkach, które mają już grono wiernych fanów. Od 2008 roku charakterystycznym elementem jarmarku we Wrocławiu jest ceramiczny kubeczek w kształcie buta, który co roku ma inny kolor, grafikę, charakterystyczny napis i aktualną datę. O tym, że nie brakuje miłośników legendarnych wrocławskich bucików, świadczy chociażby fakt, że tegoroczna specjalna charytatywna licytacja zestawu 21 kubeczków (wyprodukowanych od 2008 do 2022 roku i dodatkowo 6 kubków, które pojawiły się podczas kilku poprzednich edycji jarmarku) przekroczyła już kwotę 4 tysięcy złotych. Internetowo można je licytować jeszcze do 21 grudnia. Kubki i napoje można kupić w kilku lokalizacjach na jarmarku bożonarodzeniowym: na Placu Solnym w trzypoziomowym domku z zegarem na wieży, w „Świątecznym Wiatraku" i Domku z tarasem widokowym w Bajkowym Lasku, w „Domku Pod Krasnalem" przy pomniku Fredry, w „Domku Kominkowym" na pierzei północnej rynku. W Bajkowym Lasku, na najmłodszych gości jarmarku czekają przepiękne bajki. Wśród nowości jest dwupoziomowy domek z fabryką prezentów. Na parterze przez ogromne okna, będzie można podziwiać jak pod czujnym okiem Mikołaja pracują elfy, by zdążyć na czas z prezentem dla każdego. Dwa jarmarki w Katowicach. Ten na Nikiszu ma jui 15 lat W tym samym dniu, co we Wrocławiu, rozpoczął się jarmark na katowickim rynku (potrwa jednak nieco dłużej, bo do 8 stycznia 2023 roku). Na katowickim jarmarku nie tylko zrobimy zakupy, ale jest też możliwość skorzystania z innych atrakcji. Wiktoriańska karuzela, bożonarodzeniowa szopka wykonana ze słomy, drewniany pociąg, do którego będzie można wejść, by pooglądać sceny z polskich bajek - to tylko niektóre z nich. Nowością jest Mini Park Świateł. To teren z rozświetlonymi figurami bożonarodzeniowymi. Zaś na Placu Teatralnym, podobnie jak w ubiegłym roku, stanęło koło widokowe - tzw. młyńskie koło. Będzie ono dostępne do 26 lutego. Jest jeszcze jeden jarmark w Katowicach, który cieszy się ogromną popularnością, czyli „Jarmark na Nikiszu". To zdecydowanie największy jarmark dzielnicowy, który już dawno rozmachem i zainteresowaniem mieszkańców wyszedł poza granice swojej dzielnicy. W tym roku czeka nas 15. edycja „Jarmarku na Nikiszu" i choć jak zwykle odbywać się będzie tylko przez jeden weekend (9-11 grudnia) to organizatorzy spodziewają się wielu odwiedzających, którzy przybędą na Nikiszowiec z różnych części Katowic, regionu oraz Polski, a nawet z zagranicy. Warto, bo znajdziemy tu stragany z najwyższej jakości rękodziełem i sztuką użytkową. Krakowski jarmark bożonarodzeniowy znalazł się wśród najciekawszych europejskich targów świątecznych, do których odwiedzenia w tym roku zachęca „The Times". Tegoroczna edycja jarmarku w Krakowie wystartowała 25 listopada i potrwa do 1 stycznia 2023 roku. Gośćmi są kupcy z Litwy, Ukrainy, Słowacji i Węgier, którzy sprzedają m.in. wędliny, sery i kiełbasy, chleb, biżuterię z tkanin i drewna, rękodzieło z lnu i wełny, upominki, ceramikę itp. Świątecznymi kiermaszami może pochwalić się także Warszawa. 26 listopada rozpoczął się jarmark na Podwalu na Starym Mieście (potrwa do 6 stycznia przyszłego roku). NaMię-dzymurzu Piotra Biegańskiego (od Placu Zamkowego do ul. Wąski Dunaj) ulokowano świąteczne stragany z wyrobami rękodzieła artystycznego i regionalnego rzemiosła. 10 i 11 grudnia jarmark odbędzie się na Bazarze Różyckiego. Znajdzie się na nim około 40 stanowisk handlowych. Gdańsk w konkursie na najpiękniejszy jarmark w Europie Jarmark bożonarodzeniowy w Gdańsku postrzegany jest jako jeden z najpiękniejszych w Polsce. Jego bajkowa, świąteczna atmosfera urzeka mieszkańców Trójmiasta i turystów. W tym roku gdański jarmark po raz kolejny został nominowany w konkursie o tytuł „Eu-ropean Best Christmas Market (to jedyny polski kandydat w konkursie). Głosy będzie można odda-wać poprzez portal www.christ-mas.ebdest.in od 25 listopada do 8 grudnia (można oddawać jeden głos dziennie z jednego IP). W 2019 Jarmark Bożonarodzeniowy w Gdańsku, jako jedyny wPolsce, dzięki głosom internautów zajął trzecie miejsce. Tegoroczną edycję świątecznego kiermaszu zainaugurowano 18 listopada (potrwa do 23 grudnia). Na ten czas uliczki historycznego centrum Gdańska zamieniły się w świąteczne miasteczko. Wśród tegorocznych jarmarkowych nowości jest ogromny, świetlny napis „JARMARK", który ustawiony został w sercu Targu Węglowego i jest znakomitym miejscem do wykonywania pamiątkowych fotografii. Podobnie jak niezwykłe, anielskie skrzydła z Anielskiego Zakątku na ul. Tkackiej. W Poznaniu Jarmark Świąteczny otwarty został 19 listopada na Międzynarodowych Targach Poznańskich. Plac Powszechnej Wystawy Krajowej zamienił się w magiczne miasteczko Świętego Mikołaja i ta świąteczna atmosfera potrwa aż do 23 grudnia. Zaś najbardziej świąteczną ulicą w Polsce jest słynna Piotrkowska w Łodzi. Stanęło tu kilkadziesiąt pięknie udekorowanych i oświetlonych domków handlowych wypełnionych po brzegi świątecznym asortymentem. Jarmark będzie czynny do 23 grudnia. AUTOPROMOCJA - L 0010679826 Zaprząg św. Mikołaje A 9 OZNACZ SANIE św. Mikołaja swoim logo i sprezentuj dzieciom piękne Święta Monika Burchardt monika.burchardt^potskapress.pl tel. 500 324 451 8 • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 2.12.2022 Popołudniową porą, l grudnia 1947 roku roku, do karczmy Pod Zaporą w Zabrzegu wszedł kapitan Henryk Flame, psedo-nim Bartek. Nie wiedział, że to ostatnie chwile jego życia. Niepokonany w boju, legendarny partyzant Podbeskidzia, którego znali niemal wszyscy na żywieczczyźnie, został skrytobójczo zamordowany na osobisty rokaz Bolesława Bieruta. Pilot eskadry i NSZ W kampanii wrześniowej, jako pilot 123 eskadry myśliwskiej przydzielonej do Brygady Pościgowej, Henryk Flame, bronił nieba nad Warszawą przed samolotami wroga, l września w okolicach Zakro-czyna doszło do pierwszej bitwy powietrznej 0 wojny światowej, w wyniku której maszyna kpr. Flame została zestrzelona, a on sam od tej pory znajdował się w dyspozycji prezydenta Warszawy, Stefana Starzyńskiego. Z 6 na 7 września 123 eskadra została wycofana z Warszawy na podlubel-skie lotniska, a 17 września jej żołnierze przekroczyli granicę rumuńską. W tym czasie Henryk Flame dostał prawdopodobnie przydział do nowo sformowanej Eskadry Rozpoznawczej operującej na linii Lwów-Zaleszczyki. Po 17 września został zestrzelony przez Rosjan w okolicach Stanisławowa po czym zorganizował z luźnych grup żołnierzy z rozbitych jednostek konwój, który pod koniec września przekroczył granicę z Węgrami. Na Węgrzech Flame wraz z innymi żołnierzami został internowany i osadzony w tymczasowym obozie, z którego jednak szybko uciekł. Po powrocie do okupowanej Polski podjął pracę jako maszynista na kolei w Czechowicach. Założył organizację HAK podległą AK, która zajmowała się wywiadem i sabotażem. Na przełomie roku 1943 i 1944, zagrożony dekon-spiracją i aresztowaniem, wraz z podkomendnymi uciekł do lasu, gdzie zorganizował samodzielny oddział partyzancki operujący w podbeskidzkich lasach. Zauważony przez dowództwo NSZ otrzymał propozycję wejścia w raz z oddziałem w szeregi tej organizacji,i w październiku 1944 roku został zaprzysiężony na żołnierza NSZ. 12 lutego 1945 roku Czechowice zostały wyzwolone przez Armię Czerwoną, a Flame, realizując zalecenia dowództwa NSZ, ujawnił się, i wraz z oddziałem, zachowując konspiracyjne struktury, oddał się do dyspozycji „władzy ludowej" i wbrew protestom miejscowych komunistów, objął stanowisko komendanta miejscowego komisariatu MO. W dalszym ciągu realizując wytyczne dowództwa NSZ, Flame obsadził swoimi ludźmi komisariat i podległe mu jednostki, a także gromadził wokół siebie ludzi opozycyjnie nastawionych do komunistów gromadzić jednocześnie broń przygotowując się do nieuchronnej konfrontacji z komunistami. W kwietniu 1945 roku, kolejny raz, jak za okupacji niemieckiej, zagrożony dekonspiracją i aresztowaniem, Flame uciekł ze swoimi ludźmi w pobliskie lasy. Od tej pory Flame zaczął występować jako „Bartek" odtwarzając oddziały partyzanckie VII Okręgu Śląsko-Cieszyń-skiego NSZ rozpoczynając tym samym „drugą konspirację,,. Od maja 1945 roku do lutego roku 1947 Henryk Flame stał na czele największego zgrupowania niepodległościowego na Śląsku Cieszyńskim, którego liczebność, w szczytowym okresie, wynosiła ponad 300 dobrze uzbrojonych i umundurowanych żołnierzy. Składające się z kilku oddziałów zgrupowanie przeprowadziło łącznie około 340 akcji zbrojnych. Prowadził bezwzględną walkę z nowym okupantem i szybko stał się legendarnym dowódcą, do którego masowo przyłączały się różne mniejsze oddziały i grupy zbrojne. Siał strach wśród komunistów i aparatu bezpieczeństwa, a społeczeństwo, w dowód uznania za jego zasługi i opiekę nad ludnością, zaczęło nazywać go królem. Defilada 3 maja 1946 roku. Wisła Największą i najgłośniejszą operacją kapitana Flamego było jego wkroczenie ze swoimi żołnierzami 3 maja 1946 roku do Wisły i przeprowadzenie tam uroczystej defilady wojskowej z okazji święta konstytucji. W mieście zajętym przez partyzantów ludowe wojsko, po rozmowie z nimi, zostało w koszarach i przyglądało się maszerującym w szyku żołnierzom, a funkcjonariusze MO i UB zabarykadowali się od środka. Informacja o tym bezprecedensowym wydarzeniu dotarła do samego prezydenta Bieruta, który nakazał natychmiastowe rozprawienie się z „bandą Bartka". Ciało kapitana Henryka Flamego, zastrzelonego strzałem w plecy 1 grudnia 1947 roku ZAMORDOWANY NA ROZKAZ BIERUTA 75 lat temu, w karczmie „Pod Zaporą", w Zabrzegu zastrzelony został legendarny dowódca Zgrupowania Partyzanckiego Narodowych Sił Zbrojnych, kpt. Henryk Flame, pseud. „Bartek' Opracował Jędrzej Lipski IVE WRZEŚNIU1946R, IV WYNIKU UBECKIEJ PROWOKACJI, OKOŁO 160 ŻOŁNIERZY ZGRUPOWANI J ' „BARTKA"ZOSTAŁO WYWIEZIONYCH I ZAMORDOWANYCH Operacla Lawina Wszelkie próby penetracji agenturalnej oddziałów NSZ prowadzone przez placówki lokalne UB nie przynosiły większych efektów, poza aresztowaniem pojedynczych żołnierzy NSZ. W ramach operacji MBP pod kryptonimem „Pająki", polegającej na stworzeniu prowokacyjnej, kierowanej przez agentów UB organizacji pod nazwą Śląskie Siły Zbrojne (ŚSZ), trafiono w połowie 1946 r. na ślad Franciszka Wąsa, którego pozyskano do współpracy z tą organizacją. To on wskazał Henrykowi Wendrowskiemu, drogę do sztabu Zgrupowana NSZ na Podbeskidziu. Zdrajca Wendrowski Autorem całej operacji likwidacji żołnierzy NSZ o kryptonimie „Lawina" był Henryk Wendrowski były oficer AK, następnie funkcjonariusz organów bezpieczeństwa i wywiadu PRL. W latach 1941-1944 w VIII Okręgu Polskiej Organizacji Zbrojnej „Racławice", a następnie w szeregach Armii Krajowej. W lecie 1944 r. został zatrzymany przez Sowietów i zgodził się na współpracę z kontrwywiadem wojskowym „Smiersz". Karierę w organach bezpieczeństwa rozpoczął 25 września 1945. W tym czasie był bardzo aktywny i odnosił znaczne sukcesy w penetracji i likwidacji powojennej partyzantki antykomunistycznej m.in. Narodowych Sił Zbrojnych. Był także autorem operami zamordowania kpt. Henryka Flamego, pseud. Bartek. Transporty śmierci Spotkanie Wendrowskiego z „Bartkiem" miało miejsce na Baraniej Górze 7 sierpnia 1946 r., Zdrajca dostarczył sfałszowane instrukcje dotyczące planowanego przerzutu całego zgrupowania na Zachód, gdzie pod okiem Amerykanów partyzanci mieli przejść odpowiednie szkolenie i wrócić do kraju, żeby prowadzić dalszą walkę z komuną. Na początku na jakiś czas mieli zatrzymać się na Ziemiach Odzyskanych, żeby walczyć z tamtejszymi oddziałami Werwolf-u. Flame od razu zgodził się na tę propozycję i rozpoczął przygotowania do przerzutu swoich ludzi. Żołnierze -ochotnicy lub ci, którzy byli „spaleni" w terenie - mieli być przerzucani w czterech etapach (po około 60 ludzi) amerykańskimi samochodami Studeba-ker. Niczego nieświadomi żołnierze mogli zabrać ze sobą jedynie broń krótką. Pozostałe ciężkie uzbrojenie miało być przerzucone później. Wszelkie dalsze relacje oparte są na zeznaniach świadków oraz prawdopodobnie jedynej osoby z transportów, której udało się uniknąć losu innych w dołach śmierci. Do skutku doszły trzy transporty. Dziś już wiemy na pewno, że były co najmniej dwa miejsca masowych mordów. Jedno znajduje się w okolicach wsi Barut, na pograniczu dzisiejszych województw opolskiego i śląskiego, a drugie niedaleko Łambinowic. Smutny koniec Wymordowanie najlepszych partyzantów przez UB było dla Zgrupowania NSZ dowodzonego przez Henryka Flamego ciosem, po którym nie mogło się już podnieść. Resztki oddziału na czele z „Bartkiem" ujawniły się w ramach akcji amnestyjnej w 1947 r. Dopełnieniem tragicznych losów tego oddziału była śmierć jego dowódcy. 1 grudnia 1947, o godz. 23 Do skrytobójczego zamachu na Flamego doszło w restauracji „Pod Zaporą" w Zabrzegu pod Czechowicami/Tego dnia po raz pierwszy „Bartek" nie założył ryngrafu. Całe popołudnie spędził ze znajomymi w restauracji. Dochodziła godzina 23,1 grudnia 1947 roku, gdy naglepadły strzały. Kule trafiły Henryka Flamego w plecy. Chwilę później już leżał bez ruchu w kałuży krwi obok krzesła na którym siedział. Strzał oddał funkcjonariusz MO Rudolf Dadak, który stał w drzwiach z karabinem w ręku z lufą skierowaną do pokoju, w którym siedział Flame. Zbrodnia ta nie została nigdy ukarana, a jej sprawca jako „psychicznie chory" po roku wrócił do pracy w MO. Winnych mordu na kpt. „Bartku" i jego podkomendnych nigdy nie ukarno. Osądziła ich jedynie historia. A pamięć o bohaterach przetrwała. Dla naszej wolności. Cześć i chwała bohaterom! Głos Dziennik Pomorza Piątek, 2.12.2022 PULS • 9 KATAR PŁACI, KATAR DZIELI, KATAR RZĄDZI Kibice? Zawsze można ich wyprodukować. Piwo? Najlepiej je wylać. Seks? Najpierw zaświadczenie o małżeństwie. Nie takich mistrzostw chcieliście? A kogo to obchodzi? Rafał Musiol dionach pod namiotami, by w ostatniej chwili całkowicie jej zakazać. Małe z pianką pozostało dostępne jedynie w lożach VIP-owskich gości FIFA. Oraz w strefach kibica, gdzie butelka kosztuje w przeliczeniu 63 zł, czyli i tak o 10 zł mniej niż w hotelu. Kibicebyliisą wściekli. Co jednak miał powiedzieć sam Budweiser, który za mundialowe partnerstwo zapłacił 75 milionów dolarów. Browar ogłosił, że nie-sprzedany trunek trafi do kraju, które zdobędzie mistrzostwo, po czym przeszedł do ofensywy i zamierza przelać na konto FIFA 38 procent kwoty kontraktowej. Gaszenie ognia... siłą Katar w swojej bezkompromisowej polityce pozostaje kon- sekwentny, a FIFA zdecydowanie go wspiera. Pożary gaszone są siłą: kapitańskie opaski „One Love" zostały spacyfikowane groźbą żółtych kartek, treningowe koszulki Duńczyków z hasłami związanymi z prawami pracowników uznane za „niezgodne technicznie", możliwość mieszkania w jednym pokoju hotelowym dziennikarza i foto-reporterki, niebędących małżeństwem, zablokowana ze względu na „poszanowanie praw organizatora mistrzostw", a transparenty o niezrozumiałej treści są konfiskowane prewencyjnie, podobnie jak emblematy ukraińskie (temat wojny naszych sąsiadów został zresztą z mundialu wyrugowany niemal w stu procentach). Jednocześnie jednak nie ma konsekwencji za prezentowanieflagi rosyjskiej na bucie kameruńskiego piłkarza Gaela Ondoua'a, wywieszenie w serbskiej szatni mapy z włączonym w jej granice Kosowem czy obrzydliwego transparentu chorwackich fenów skierowanego do bramkarza Kanadyjczyków Milana Borjana, nawiązującego do jego dziecięcej ucieczki przed wojną na Bałkanach. Cały świat oglądał za to protest irańskich piłkarzy w milczeniu słuchających hymnu swojego kraju (szybko złamany groźbami wobec rodzin) czy gest niemieckich reprezentantów zasłaniających usta. Generalne jednak wielkich protestów nie widać i nie słychać, a FIFA - zgodnie ze swoją genetyczną hipokryzją - W W Ttiokumentalnym se-M M /rialu Netflixa „Ta-■ /■ / jemniceFIFA"znala-■/ ■/ zła się bardzo wy-W W mowna scena. Has-V W san Al Thawadi, sekretarz generalny katarsłaej delegacji walczącej o mundial, ostentacyjnie ociera łzy i wspomina: - Gdy wygraliśmy, byłem szczęśliwy i w euforii, ale szybko zamieniło się to w depresję. Padliśmy ofiarą podłego ataku. Z każdej strony, przeciwko nam i krajowi. Ocierało się to o rasizm... Korupcja na przystawkę Ten moment słabości nie wzrusza. Kulisy wyboru Kataru (a także Rosji 2018) są znacznie bardziej wstrząsające niż łzy Ka-tarczyka. Stosy banknotów zmieniających właścicieli, oszustwa, brak lojalności wszystkich wobec wszystkich, zabawa wpo-licjantów i złodziei, poczucie całkowitej bezkarności oraz wszechdojmująca hipokryzja FIFA - tak wyglądał przedsmak mundialu 2022. Na drugiej szali miał jednak leżeć arabski koloryt, otwarcie na nową kulturę i -przede wszystkim - nieskończone zasoby gotówki, która działa na wyobraźnię szefów światowej piłki, tak jak nic innego we wszechświecie. Wisienką na torcie miała być przychylność katarskich szejków do zawierania kompromisów, czyli tworzenia „oaz", wktórych religijno-obyczajowe nakazy w dość szerokim spektrum ustępowałyby miejsca obyczajom europejskich kibiców. Ofiary na budowach Nieograniczone finanse były potrzebne nie tylko do zdobycia mistrzostw. Katar potrzebował ich także, by tenmundial zbudować. I to w dosłownym sensie dotyczącym właściwie całej infrastruktury, od stadionów po hotele. Czasu było mało, ale zasady proste. Kluczem okazał się system kafala, w którym zatrudniony zagraniczny pracownik od momentu podpisania kontraktu nie może opuścić kraju bez zgody pracodawcy. To współczesne niewolnictwo w połączeniu z powszechną biedą w sąsiednich krajach, pozwoliło Katarczykom na realizację większości zamierzeń, chociaż część z nich, jak na przykład miejsca noclegowe dla kibiców, zakończyła się powstaniem rozwiązań, które w normalnych warunkach uznano byzaprowi-zorkę. Sasa* Przyznanie mistrzostw świata Katarowi od początku wzbudzało emocje. Z czasem kontrowersje nie tylko nie ucichły, ale jeszcze przybierają na sile Najistotniejszy byłjednakko-lejny problem wizerunkowy, tym razem tragiczny. Chodziło o ofiary na placach budów, raporty mówią nawet o 6,5 tysiącu takich przypadków. Efektem byłopodsycenie nastrojów, zpro-pozycjami bojkotu turnieju włącznie. O sprawie przypominali kibice na całym świecie, wywieszając transparenty, stanowczo zareagowali też sponsorzy kilkunastu reprezentacji, a koszulka duńskiej reprezentacji stała się już symbolem. Nawarzyli za miliony Tuż przed rozpoczęciem mistrzostw wybuchła kolejna bomba. Rodzina królewska najpierw postanowiła schować punkty sprzedaży piwa na sta- Kibice też musieli zrezygnować z wielu przyzwyczajeń. Z tego powodu atmosfera turnieju jest zgoła odmienna od poprzednich powtarza, że nie należy mieszać sportu z polityką. Za to przemówienie Infantino (Czuję się Katar-czykiem, Arabem, Afrykaninem, gejem, niepełnosprawnym i pracownikiem migrującym") przeszło do historii najbardziej abstrakcyjnych występów. Takiemu impregnowaniu na uczucie wstydu trudno się jednak dziwić, bo ten mundial pokazuje, że kupić, a właściwie wyprodukować można nawet kibiców. Jeden z takich przebierańców został zresztą bohaterem polskich mediów i w nagrodę dostał koszulkę od samego Roberta Lewandowskiego... Taki właśnie jest ten mundial w Katarze. To mistrzostwa, które da się oglądać, ale nie sposób się nimi cieszyć.©® Zapowiadane przez Katarczyków kompromisy w dużej mierze pozostały tylko na papierze. FIFA ma problem, ale ich wspiera • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 2.12.2022 W Tews z ostatniej środy: « „Łowcy cieni" z Central-M nego Biura Śledczego Po- m licji zatrzymali trzy Polki ■jposzukiwane Europej-1 ■ skimi Nakazami Aresztowania przez włoski wymiar sprawiedliwości. Zorganizowaną polsko-włoską grupę przestępczą wykryli funkcjonariusze Mazowieckiej Krajowej Administracji Skarbowej oraz Centralnego Biura Śledczego Policji. Jej członkowie mieli wykorzysty-wać rachunki bankowe polskich firm do prania pieniędzy. Działali na terenie Polski i Włoch. - Jej członkowie tworzyli spółki i wystawiali nierzetelne dokumenty, które potwierdzały fikcyjne transakcje. Wystawione faktury pro forma pozwalały uniknąć konsekwencji podatkowych, a jednocześnie potwierdzały przepływ środków finansowych na rachunkach bankowych poszczególnych firm - informuje Justyna Pasieczyńska, rzeczniczka prasowa Krajowej Administracji Skarbowej. Grupa przestępcza miała liczyć co najmniej 30 osób. Według śledczych współpracowała z wywodzącą się z Kalabrii 'Ndranghetą, uznawaną obecnie za najpotężniejszą organizację przestępczą we Włoszech. Członkiniami grupy były, zdaniem służb, także trzy Polki wwieku od 44 do47lat. Kobiety miały zasiadać w zarządach fikcyjnych firm, których rachunki służyły do transferu pieniędzy należących do grup przestępczych. - Były poszukiwane Europejskimi Nakazami Aresztowania przez włoski wymiar sprawiedliwości w związku z podejrzeniem udziału w grupie przestępczej i prania pieniędzy - wyjaśnia Iwona Jurkiewicz, rzeczniczka Centralnego Biura Śledczego Policji. Jak opisuje, w akcji brali udział policjanci z grupy „łowców cieni" CBŚP wspólnie z mazowiecką Krajową Administracją Skarbową, przy wsparciu Biura Międzynarodowej Współpracy Policji Komendy Głównej Policji. Sam proceder prania pieniędzy wykryto dzięki międzynarodowej współpracy służb w ramach projektu ICAN (Interpol Cooperation Against 'Ndrang-heta). Funkcjonariusze skar-bówki kontaktowali się z oficerem łącznikowym polskiej policji w Rzymie oraz funkcjonariuszami włoskich służb celnych, czyli Guardia di Finanza. - Wymiana informacji pozwoliła ustalić, jak działała grupa przestępcza - zaznacza Pasieczyńska.-Gotówkęz banków w Polsce wypłacały tylko tak zwane zaufane osoby. Jedna z zatrzymanych kobiet przyznała się, że wypłaciła z banku ponad 15 milionów euro. Gotówkę przekazywała kurierom, którzy w Włoszech rozliczali się z organizatorami procederu. Dwóch z nich zatrzymano w drodze powrotnej do Włoch. W samochodzie, którym podróżo- wali, było blisko 500 tysięcy euro-opisuje. W trakcie akcji zabezpieczono mienie podejrzanych o wartości niemal 12 milionów euro, w tym cztery wille znajdujące się w nadmorskich i górskich kurortach, samochody, motocykle, biżuterię i luksusowe zegarki. - W tym roku policjanci CBŚ z grupy „łowców cieni" ustalili już miejsca przebywania trzydziestu pięciu poszukiwanych -mówiła w październiku po-dinsp. Iwona Jurkiewicz. Dwudziestu sześciu w Polsce, dziewięciu poza granicami naszego kraju. Wśród przestępców zatrzymanych ostatnio przez „łowców cieni" był między innymi mężczyzna podejrzewany o handel bronią, podżeganie do pobicia, kiwanych na podstawie Europejskich Nakazów Aresztowania. Jeden z mężczyzn był ścigany od grudnia 2020 roku, drugi - od początku 2021 roku. Takich przypadków są dziesiątki Ale dwie historie, w których pojawiają się „łowcy cieni", to gotowe scenariusze na trzymający w napięciu thriller. Kajetan P., zabójca i Krzysztof W., konwojent, który w biały dzień odjechał spod banku furgonetką wypełnioną po brzegi gotówką. Obaj zatrzymani przez specjalne grupy śledczych. Takie grupy powstają zawsze, kiedy sprawy są bulwersujące, trudne, prestiżowe. Te takimi były. Morderstwo młodej nauczycielki włoskiego na warszawskim Żoliborzu wstrząsnęło nawet starymi, policyjnymi wyjadaczami. Może dlatego, że ciało 30-letniej studentów, którzy biegali po uczelni w tiszertach i dżinsach, zakładał koszule i twee-dowe marynarki. Inteligentny i oczytany. Skończył dziennikarstwo i filologię klasyczną na Uniwersytecie Warszawskim. Prowadził portal „Książę i żebrak", publikował w roczniku „Meander" Polskiej Akademii Nauk, gdzie zamieszczono jego wiersz poświęcony Hannibalowi Lec-terowi, bohaterowi filmu „Milczenie owiec" i książki Thomasa Harrisa. Postacią Lectera był zresztą zafascynowany. Prowadził wykłady i prelekcje, takie jak np. „Znaczenie samodyscypliny dla wewnętrznej wolności człowieka, czyli problem woli w myśli starożytnej oraz chrześcijańskiej", „Claudius Claudia-nus oraz Rutilius Namatianus -ostatni pogańscy poeci Cesar- - między Rzymem a Hannibalem Lecterem". W drugim „Jak być dobrym mięsożercą", Kajetan P. zastanawiał się, czy człowiek jadający mięso chociaż raz w życiu nie powinien zabić swo-jego obiadu własnoręcznie. W trzecim „Słowo o kanibalizmie" pytał: „Cóż jest takiego złego w zjedzeniu ludzkiego mięsa?". I odpowiedział: „Gdybyśmy pominęli chrześcijańską doktrynę, jaka jest moralna różnica między zjedzeniem kur-czakaaczłowieka? Żadna". Teksty nie zostały opublikowane, więc Kajetan P. przeniósł się do działu społecznego. Tu też niczego mu nie puścili, zniechęcony wrócił na studia. Kajetan P. stażował także w innych redakcjach: „Gazecie Studenckiej", „Res Publice Nowej", studenckim piśmie „PDF". V ŁOWCY CIENI" NIGDY NIE ODPUSZCZAJĄ. ODNAJDĄ KAŻDEGO „Łowcy cieni" to najlepsi, z najlepszych, odporni na stres fajterzy. Ich zadaniem jest poszukiwanie przestępców, którzy na listach poszukiwawczych zajmują najwyższe miejsca. Żmudna robota, czasami ściga się takiego człowieka przez wiele miesięcy, ale oni nigdy się nie poddają Dorota Kowalska płatną protekcję. Poszukiwano go najpierw na podstawie listu gończego wydanego w lipcu 2021 roku, potem na podstawie Europejskiego Nakazu Aresztowania wydanego w marcu2022 roku przez Sąd Okręgowy w Warszawie. - W Warszawie wpadł mężczyzna poszukiwany od czerwca 2021 roku na podstawie listu gończego wydanego przez Sąd Okręgowy w Lublinie w celu odbycia kary 8 lat pozbawienia wolności. Był to efekt współpracy „łowców cieni" i policjan-tów z zarządu w Warszawie CBŚ. Podczas akcji policjanci znaleźli przy zatrzymanym i zabezpieczyli sfałszowane dokumenty tożsamości i kilkadziesiąt tysięcy euro - mówiła PAP rzeczniczka Centralnego Biura Śledczego. Na Dolnym Śląsku policjanci z CBŚ przy wsparciu „łowców cieni" zatrzymali dwóch poszu- kobiety zostało potwornie okaleczone: głowę odcięto od ciała. Podejrzenia padło na 27-letniego Kajetana P. To on odwiedził nauczycielkę, a potem wsiadł do taksówki z torbami ociekającymi krwią. Kiedy taksówkarz zwrócił mu uwagę, miał powiedzieć, że wiezie w torbie świeże mięso. Ciało zataszczył do mieszkania, które wynajmował z dwoma studentami i próbował spalić. Kiedy na miejscu pojawili się strażacy, dokonali makabrycznego odkrycia, ale P. już nie było. Uciekał przed policją przez prawie dwa tygodnie. W 2016 roku śledczy zatrzymali go na Malcie. \ KimbyłKajetanP.? Mieszkał w Warszawie, choć pochodził z Poznania. Porządna rodzina. Matka Kajetana P. była znanym prokuratorem. On sam uchodził za kulturalnego, miłego. Podobał się koleżankom z roku, bo w przeciwieństwie do innych stwa Rzymskiego" i „Świat zmysłowy jako iluzja". Niby normalny facet, z szerokimi horyzontami. Nie siedział tylko w książkach. Pisał o sobie, że ma dobrą kondycję fizyczną i jest odporny na stres. Chwalił się swoimi umiejętaościami redaktorskimi i zdyscyplinowaniem. Pracował w bibliotece na Woli, ale w 2013 roku pojawił się na stażu w „Polityce". Rozmawiał z wicenaczelnym i szefem działu kultury. W dziale kultury zaproponował trzy teksty. „Wydawały się przemyślane od strony zawartości, choć raczej monotonne pod względem tematyki - uznaliśmy je wtedy za wyraz szczególnych zainteresowań, a poglądy za dość osobliwe. W końcu wszystkie trzy konspekty na różne sposoby odnosiły się do historii kanibalizmu" - wspominała dziennikarka „Polityki". Pierwszy nosił roboczy tytuł „Słynni smakosze Wcześniej „Fakt" podawał, że próbował swoich sił w Polskiej Agencji Prasowej. Ambitny, młody człowiek. Morderca? Kryminolodzy, psychiatrzy mówili krótko: „To przedziwna, nietypowa sprawa". Kajetan P. był zafascynowany zbrodnią w literaturze antycznej. - Mam wrażenie, że ten człowiek żył, żeby czegoś takiego dokonać. Zbrodnia była po prostu celem jego życia - stwierdził prof. Brunon Hołyst, kryminolog. -Albo jest psychicznie chory, albo jest psychopatą. Ma jakiś obłędny świat wyobraźni, szalone myśli trafiły do szalonej głowy - dodał. W jego działaniu brak logiki. Morderstwo dokładnie zaplanował. Do ofiary przyszedł z narzędziem zbrodni, zabił, odciął głowę od ciała. Potem zachowywał się jednak zupełnie irracjonalnie. Po co pakował szczątki do sportowych toreb, wiózł je taksówką do wynajmowanego mieszkania? Przecież wszędzie zostawiał po sobie ślady, narażał się na to, że zostanie złapany. Bardzo metodyczne było za to działanie konwojenta -Krzysztofo W. Jego skok na 8 milionów w gotówce, to prawdziwy majstersztyk, perełka. W każdym razie ta kradzież przejdzie do historii polskiej kryminalistyki i pewnie będą się o niej uczyć w szkole policyjnej w Szczytnie. W lipcu 2015 roku Krzysztof W., konwojent, pracownik firmy ochroniarskiej, wykorzystując moment nieuwagi kolegów, odjechał furgonetką pełną pieniędzy. Potem porzucił auto i przepadł. Ale swój skok musiał planować latami, z najdrobniejszymi szczegółami. Zatrudniając się w firmie ochroniarskiej, posługiwał się cudzą tożsamością. Zmienił wygląd. Zaczął nosić brodę, okulary, głowę zgolił na łyso. Przytył - tak naprawdę nie był już Krzysztofem W., którego znała rodzina i znajomi. Był świetnie przygotowany do zadania, jakie miał do wykonania. W pracy nigdy nie zdejmował z rąk rękawiczek, tak by nie zostawić nigdzie swoich odcisków palców. Nie spieszył się, cierpliwie czekał na swój dzień. W firmie pracował prawie rok, najpierw został zatrudniony w Łodzi, potem przeniósł się do Poznania. Wyczekał odpowiedni moment, wsiadł do furgonetki i odjechał. Historia tak nieprawdopodobna, że konwojent stał się natychmiast bohaterem internetu, co ciekawe użytkownicy sieci gratulowali mu pomysłowości i życzyli powodzenia. „Nieźle to wymyślił. Pozazdrościć sprytu!" - pisali. Ale nic nie trwa wiecznie, nawet dobra passa. Konwojenta także zatrzymano w 2016 roku w Łodzi. Spędzał dzień w domu, z rodziną. Był szczuplejszy, niż w lipcu 2015 roku. Nie nosił brody ani okularów. Na głowie miał całkiem bujną czuprynę. Wrócił do starego życia, bo z zawodu nie był ochroniarzem, ale krawcem. Do zatrzymania obu mężczyzn stworzono specjalne grupy śledczych. - Zawsze, gdy sprawa jest poważna, powstają specjalne grupy dochodzeniowo-śledcze, w ich skład wchodzą właśnie funkcjonariusze operacyjni i dochodzeniowi. Grupom nadawane są kryptonimy, które są tajne - tłumaczy mi jeden z policjantów. Takie grupy liczą około dziesięciu osób, zależnie od powagi sprawy. Oficerowie operacyjni zajmują się współpracą z agentami, informatorami, zazwyczaj działają w terenie. Ci dochodzeniowi są fachowcami od dokumentowania sprawy, zbierania dowodów, poszlak. Grupą zawsze kieruje doświadczony śledczy. Specjalne grupy dochodzeniowo-śledcze powstały przy sprawie zabójstwa gen. Głos Dziennik Pomorza Piątek, 2.12.2022 PULS • 11 Marka Papały, zabójstwa małżeństwa Jaroszewiczów czy słynnego gangu „obcinaczy palców", ale powstają tak naprawdę przy każdej dużej sprawie, niekoniecznie dotyczącej osób publicznych. Śledztwo w sprawie zabójstwa gen. Papały prowadził na początku wydział zabójstw Komendy Stołecznej Policji. Policjanci, nawet jeśli świetni w swoim fachu, byli nieprzygotowani do sprawy takiego kalibru. Potem przejęła ją Komenda Główna Policji, w której utworzono właśnie specjalną grupę dochodzeniowo-śledczą, której nadano kryptonim Generał. Hipotez stawianych przez grupę „Generał" najbardziej wiarygodna była jednak ta, że gen. Marek Papała dowiedział się czegoś, co mogło czynić go niebezpiecznym albo sam wmieszał się w jakieś nieczyste interesy. Jakie? Jedna z hipotez przyjmowana przez prokuraturę mówiła, że sprawa ma swój początek w latach 80. Wtedy Służba Bezpieczeństwa, szukając dodatkowych źródeł pieniędzy, zaczęła produkować i przemycać do Szwecji amfetaminę. Po 1989 r. wyrzuceni z resortu esbecy przejęli biznes na własny rachunek. Papała mógł odkryć, że osoby z nimi związane zajmowały nadal ważne stanowiska państwowe. Może chodziło o inne brudne Takie grupy oczywiście ściśle współpracują z prokuraturą. W przypadku Kajetana P. i konwojenta Krzysztofa W. współpracowały nie tylko z nią, ale także z tak zwanymi grupami pościgowymi. Utworzył je w 2002 roku gen. Adam Rapacki, twórca Centralnego Biura Śledczego, który podpatrzył takie wydziały w Niemczech i pomysł przeniósł na rodzimy rynek. Grupy pościgowe działają w każdym województwie, tworzy je kilku świetnych policjantów, którzy nie prowadzą śledztw, ale skupiają się wyłącznie na szukaniu ludzi. Są elo-kwentni, kontaktowi, ich praca polega głównie na rozmowach ciem. Ustalanie miejsca pobytu poszukiwanego trwa czasem miesiącami, a kiedy już odszukają człowieka, akcję jego zatrzymana trzeba perfekcyjnie przygotować. Może dlatego to robota dlatwardzieli. Zatrzymali już setki osób w kraju i za granicą, choćby MariuszaSz., pseudonim Kenes, członka gangu przemycającego kokainę. „Kenes" ukrywał się 12 lat, ale został wreszcie namierzony w Hiszpanii. Bo dla tropiących nie ma spraw przegranych. Za Krzysztofem W., konwojentem „biegali" doskonali śledczy. O szczegółach śledztwa nikt nie chciał rozmawiać. Wiadomo, że wszystkie tropy pra- skich wpisanych na listę dziedzictwa kultury UNESCO. Ale przed grupami pościgowymi trudno uciec nawet wytrawnym przestępcom. Śledczy dokładnie prześledzili drogę ucieczki Kajetana P. Wiedzieli, żebyłna terenie Niemiec, potem przedostał się do Włoch. W końcu promem na Maltę. Prawdopodobnie przygotowywał się, by przedostać się do północnej Afryki. NaMalcie zameldował się w hotelu. Był ostrożny. Unikał korzystania z dobrodziejstwtechnologii, ale używał zarówno telefonu, jak i intemetu. Nie był niewidzialny. To wystarczyło ludziom z grupy pościgowej. Stanek mieli w Berlinie, tam również pomógł im monitoring na dworcu. Po przejrzeniu wielu godzin nagrań byli już w stanie wyłapać Kajetana P. z tłumu. Wiedzieli, jak się porusza, w jaki sposób się zachowuje, na co zwraca uwagę. Ważną rolę w ich działaniach odegrał tzw. oficer łącznikowy przy Ambasadzie Polskiej w Berlinie, który był ich przewodnikiem i załatwiał wszystkie formalności. Potem mogli polegać na miejscowych fiink-qonariuszach z Rzymu (Kajetan P. uciekał przez Włochy) i Malty, których znali z racji ich zaangażowania w Europejską Sieć Współdziałania Zespołów Po- Kajetana P. dopadli policjanci z poznańskiej grupy pościgowej. Ci policjanci nigdy nie ujawniają swojej tożsamości i wizerunku (zdjęcie zrobiono w roku 2016) było przynajmniej kilka. Jedną z pierwszych, była ta o udziale w zabójstwie męża, Małgorzaty Papały. Była pierwszą osobą, która znalazła się na miejscu zbrodni. Brali pod uwagę także inne ewentualności: porachunki policyjne, porachunki służb specjalnych, zemstę kogoś z rodzinnych stron. Najbardziej forsowana wersja i chyba interesy? Potem w śledztwie pojawiła się osoba Edwarda Mazura, Ryszarda Boguckiego, Andrzeja Z., pseudonim Słowik, wreszcie złodzieja samochodów - Igora M., pseudonim Patyk, który miał zabić gen. Marka Papałę. Wszystkie te hipotezy sprawdzała właśnie grupa do-chodzeniowo-śledcza „Generał". PRZED GRUPAMI POŚCIGOWYMI TRUDNO UCIEC 'NAWET IVYTRAIVNYM PRZESTĘPCOM. BO KAŻDY ZOSTAWIA PO SOBIE JAKIEŚ ŚTADY z otoczeniem poszukiwanego, analizie faktów, łączeniu w całość wydawałoby się mało istotnych szczegółów. Świetnie się sprawdzają, odnoszą sukcesy. Są też „łowcy cieni", policjanci z elitarnej, tajnej komórki utworzonej w 2011 roku w Centralnym Biurze Śledczym Policji. Tutaj także trafiają najlepsi z najlepszych, odporni na stres fajte-rzy. Ich zadaniem jest poszukiwanie przestępców, którzy na listach poszukiwawczych zajmują najwyższe miejsca. Szukają także tych, którzy, jak Kajetan P., uciekli z Polski i ukrywają się za granicą. „Łowcy cieni", podobnie, jak funkcjonariusze z grup pościgowych, pracują 24 godziny na dobę, siedem dni W tygodniu, często pod przykry- wadziły do Łodzi, tam siedzibę miała firma ochroniarska, w której zatrudnił się poszukiwany. We wrześniu ubiegłego roku policjanci zatrzymali cztery osoby, w tym policjantów, zamieszane w sprawę kradzieży. W styczniu wpadł konwojent, a właściwie krawiec. Kajetana P. dopadli policjanci z poznańskiej grupy pościgowej. Sprawdzona ekipa. Współpracowali właśnie z „łowcami cieni" i z jednym funkcjonariuszem działającym w ramach sieci Enfast, europejskiej sieci zajmującej się tymi poszukiwaniami celowymi. 27-letni bibliotekarz był całkowicie zaskoczony. Został zatrzymany w stolicy kraju Valetcie, w pobliżu zabytkowych wrót miej- - Gdy wyjeżdżaliśmy z Polski byliśmy tydzień za nim. We Włoszech dystans skrócił się do trzech dni, z hotelu na Malcie wymeldował się trzy godziny przed nami, adokonsulatu tunezyjskiego dotarliśmy 20 minut po jego wyjściu. Potembyło błyskawiczne zatrzymanie - opo-, wiadali potem „łowcy cieni". Jak działają? Jak planują swoją pracę? W przypadku Kajetana P. poszukiwania zaczęli od przeglądania monitoringu na Dworcu Centralnym w Warszawie. Nagrania naprowadziły ich na pociąg, którym poszukiwany udał się do Poznania. W tym mieście również przejrzeliśmy monitoring z dworca i ustalili, że mężczyzna wyjechał do Berlina. Następny przy- szukiwań Celowych ENFAST (European Network Fugitive Active Search Teams). Dzięki niej policjanci z różnych krajów, zajmujący się ściganiem przestępców mogą się ze sobą kontaktować bezpośrednio i wymieniać się informacjami. Kiedy pojawili się na Malcie nie upłynęły nawet 24 godziny i Kajetan został złapany. Był bardzo zdziwiony, ale zachowywał się spokojnie, nie był nerwowy, nie kombinował. Nie okazywał emocji. „Łowcy cieni" i członkowie grup pościgowych to najlepsi z najlepszych. Ich praca bywa żmudna, czasami poszukiwanego ściga się wiele miesięcy, ale oni nigdy nie odpuszczają. Dopadną każdego. 12 • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 2.12.2022 ) l komentarz tygodnia 30 LISTOPADA 2022, DOHA, KATAR Polska przegrywa z Argentyną 0-2. Byłoby gorzej, gdyby nie nasz bramkarz. Po tym, jak obronił strzelanego przez Messiego karnego, komentujący w radiowej Jedynce sprawozdawcy zasugerowali, by rodzice nienazwanych jeszcze dzieci dawali im na imię Wojciech. Najwyraźniej zapomnieli o imieniu Szczęsny, spolszczonej wersji imienia Feliks. kMM KmmSKfk ■SB* "ĘSE&' 30 LISTOPADA 2022, WASZYNGTON, USA, po raz setny zapłonęły światełka na amerykańskiej Narodowej Choince. Nikt już chyba nie pamięta, że kiedyś, zgodnie z tradycją, drzewka ubierano w Wigilię. Dziś w sklepach święta zaczynają się 2 listopada. 29 LISTOPADA 2022, KIJÓW, UKRAINA. Kijowianie są zaradni. Sklep może działać bez 28 LISTOPADA 2022, OSTRAWA/VRESINA, CZECHY, z zoo uciekł kangur Dobby.Policja prądu, byle tylko wcześniej udało się jakoś naładować telefony. Rosyjskie ataki podejrzewa, że nowej drogi życia może szukać w Polsce. Dlaczego akurat u nas? Nie na infrastrukturę energetyczną zmuszają Ukraińcó do szukania różnych rozwiązań. wiadomo. W każdym razie, gdyby ktoś zobaczył kangura, niech dzwoni +420736 538120