STEGNA BEZPŁATNY DODATEK KASZUBSKOJEZYCZNYI POMERANIA MIESIĘCZNIK SPOŁECZNO-KULTURALNY | ROK ZAŁOŻENIA 1963 CENA 5,00 zł | NR 12 (581) | GRUDZIEŃ 20231 www.miesiecznikpomerania.pl rok antoniego abrahama z okazji świąt Bożego Narodzenia składamy naszym Czytelnikom moc najpiękniejszych życzeń, czasie nikt nie będzie smutny ani samotny, radość zmienią się wszystkie trudy i troski. Zdrowia oraz ciepła rodzinnego, udanego sylwestra i spełnienia marzeń w nadchodzącym 2024 roku Skry Ormuzdowe 2023 Do 10 stycznia 2024 r. można zgłaszać kandydatów do Skry Ormuzdowej za rok 2023. Nagroda ta jest przyznawana od 1985 r. przez kolegium redakcyjne i zespół redakcyjny „Pomeranii" - za szerzenie wartości zasługujących na publiczne uznanie, pasje twórcze, propagowanie kultury kaszubskiej i innej pomorskiej, działania bez rozgłosu, przezwyciężanie trudnych środowiskowych warunków, społeczne inicjatywy w dziedzinie kultury. Kandydatów do Skry Ormuzdowej 2023 (z krótkim uzasadnieniem dokonanego wyboru) można zgłaszać listownie na adres redakcji „Pomeranii" (ul. Straganiarska 20-23, 80-837 Gdańsk z dopiskiem „Skra Ormuzdowa 2023") lub mailowo na adres: red.pomerania@wp.pl. Fundusz Stypendialny im. Izabelli Trojanowskiej Do 10 stycznia 2024 r. będą przyjmowane wnioski o przyznanie Stypendium im. Izabelli Trojanowskiej na rok 2024 dla młodych osób podejmujących pracę w zawodzie dziennikarza, pochodzących z Kaszub i szczerze zaangażowanych w działania na rzecz rozwoju swojej małej ojczyzny. Wnioski można składać listownie na adres redakcji „Pomeranii" (ul. Straganiarska 20-23, 80-837 Gdańsk z dopiskiem „Fundusz Stypendialny" 2024) lub mailowo na adres: red.pomerania(a)wp.pl. Prosimy o dołączenie do wniosku materiałów dokumentujących dotychczasową pracę dziennikarską. O stypendium mogą się ubiegać osoby zajmujące się tematyką regionalną i mające pewien dorobek dziennikarski. 3 Żdajeme na horror MATEUSZ BULLMANN 4 Kaszubski mecz po raz ósmy w Ergo Arenie RED. 6 Wóżnó kóżdó sztriszka PAWEŁ WICZIŃSCZI, DARK MAJKÓWSCZI 9 Derdowsczi na nowo KAROLENA SERKÓWSKÓ-SECECHÓWSKÓ 10 Bogusław X - książę postury nadzwyczajnej... DANUTA MARIA SROKA 12 Wemagac ód se Z Danutg Pioch gódó DARK MAJKÓWSCZI 14 Nówóżniesze je póznówanie ledzy ŁUKÓSZ ZOŁTKÓWSCZI 16 Muzyka, taniec i kolędnicy. Rozmowa z Judytq Kroskowską, dyrektorką Gminnego Ośrodka Kultury w Sierakowicach DARIUSZ MAJKOWSKI, KAROL MARSZK I DOMINIKA PŁOTKA 18 Wejrowó pó II światowi wojnie i dzejanie Bernata Szczasnegó MICHÓŁ HINC, ADÓM LUBÓCCZI 22 Wspomnienie o prof. Brunonie Synaku TERESA HOPPE 24 Wiesław Sarnecki (1931-2007). Zapomniany mistrz chodu sportowego KRZYSZTOF KOWALKOWSKI 28 Gdyńskim szlakiem. Wielkokacka historia. Renowacja kapliczki św. Józefa ANDRZEJ BUSLER 30 50 lat gdańskich dzielnic. Piękne pola, straszny dwór i mleczarnia SŁAWOMIR LEWANDOWSKI 34 Gdańsk mniej znany MARTA SZAGZDOWICZ POMERANIA NR 12 (581) | GRUDZIEŃ 2023 NAJÓ UCZBA. Edukacyjny dodówk nr 10 (172) 35 Smaki i aromaty Pomorza RAFAŁ NOWAKOWSKI 38 List 39 Wyjątkowy dzień PIOTR SCHMANDT 44 Jachta we szterzech MATEUSZ BULLMANN 46 Wespsziewac Jastarną. Rebaccze nóte TÓMK FÓPKA 49 Kaszebsczi spikrz pamiace PAULENAWASERSKÓ 50 Sybirscze slade nie przińdą do zabóczenió EUGENIUSZ PRECZKÓWSCZI 52 Pomiędzy edukacją a klasyką. Zdrzadnió Tespisa 2023 DANIEL KALINOWSKI 54 Z Kociewia MARIA PAJĄKOWSKA-KENSIK 55 LEKTURY DANIEL KALINOWSKI, JAN KULAS 59 Roda. Tanne to niekónieczno jedlena PD. 60 Klęka 67 Sechim paka uszłe TÓMK FÓPKA 68 To nie je w głowa do pójacó OLGA KUKLIŃSKÓ Ministerstwo ! Spraw Wewnętrznych i Administracji Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa f&i Narodowego WOJEWODZTWO POMORSKIE gdański Fundusz GDAŃSK promocji wydawnictw GDYNIA moje miasto Numer wydano dzięki dotacji Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji.,.Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/ów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji" Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury Zrealizowano ze środków Województwa Pomorskiego Dofinansowano ze środków Miasta Gdańska Dofinansowano ze środków Miasta Gdyni POMERANIA MIESIĘCZNIK SPOŁECZNO-KULTURALNY ADRES REDAKCJI ul. Straganiarska 20-23 / 80-837 Gdańsk tel. 58 301 9016 / 58 301 27 31 e-mail: red.pomerania@wp.pl REDAKTOR NACZELNY Sławomir Lewandowski ZESPÓL REDAKCYJNY Dariusz Majkowski (zastępca redaktora naczelnego) Aleksandra Dzięcielska-Jasnoch (sekretarz redakcji, Najó Uczba) Krystyna Sulicka Małgorzata Micał Bogumiła Cirocka Ludmiła Kucharska Bogdan Adamczyk (skład graficzny) KOLEGIUM REDAKCYJNE Piotr Dziekanowski (przewodniczący kolegium) Mateusz Bullmann Andrzej Busler Ewa Górska Stanisław Jankę Piotr Lessnau Wiktor Pepliński Danuta Pioch Edmund Szczesiak Bogdan Wiśniewski TŁUMACZENIA NA JĘZYK KASZUBSKI Dariusz Majkowski ZDJĘCIE NA OKŁADCE Gdańska Wigilia Fot. Dominik Paszliński / www.gdansk.pl WYDAWCA Zarzgd Główny Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego ul.Straganiarska 20-23, 80-837 Gdańsk DRUK Wydawnictwo „Bernardinum" Sp. z o.o. ul. Biskupa Dominika 11, 83-130 Pelplin Redakcja zastrzega sobie prawo do skracania i redagowania artykułów oraz zmiany tytułów. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść ogłoszeń i reklam. ? OD REDAKTORA Wielkimi krokami zbliża się koniec roku, który w naszym kaszubsko--pomorskim kalendarzu obfitował w wiele wydarzeń - wspomnę tylko te największe, jak Światowy Zjazd Kaszubów, który w lipcu odbył się w Kartuzach, Walne Plachan-dry w Pelplinie czy Jarmark Kaszubski w Gdańsku. W listopadzie z kolei już po raz ósmy uczestniczyliśmy w Kaszubskim Meczu w gdańsko-sopockiej Ergo Arenie. Zważywszy na rekordową w tym sezonie frekwencję (ponad 8 tys. kibiców), także to wydarzenie należałoby oznaczyć kategorię największych. Gros widowni stanowiły dzieci, młodzież oraz opiekunowie z kaszubskich szkół, którzy przybyli na Ergo Arenę za sprawę swojego uczestnictwa w konkursie plastycznym w ramach akcji „Aktywne Kaszuby", zorganizowanym przez Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie oraz Stowarzyszenie Trefl Pomorze. Mecz koszykówki był okazję do wręczenia nagród laureatom VIII edycji konkursu, którego tematem był tegoroczny patron roku ZKP - Antoni Abraham. Także w listopadzie poznaliśmy laureatów XXII Dyktanda Kaszubskiego zorganizowanego w Chmielnie, a w słupskim ratuszu zaprezentowano wystawę „Księżę się żeni! Ślub Bogusława X i Anny Jagiellonki", którę poprzedzono prelekcję z udziałem pomysłodawcy tego wydarzenia Zbigniewa Talewskiego z Fundacji Naji Goche. O wspomnianych listopadowych wydarzeniach piszemy na łamach grudniowej „Pomeranii". Sławomir Lewandowski PRENUMERATA Z DOSTAWĄ DO DOMU! Koszt prenumeraty rocznej krajowej z bezpłatng dostawg do domu: 55 zł. W przypadku prenumeraty zagranicznej: 150 zł. Podane ceny sg cenami brutto i uwzględniajg 5% VAT Aby zamówić roczng prenumeratę, należy: • dokonać wpłaty na konto: PKO BP S.A. 28 10201811 0000 0302 0129 3513, POMERANIA Zarzgd Główny Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego ul. Straganiarska 20-23, 80-837 Gdańsk, podajgc imię i nazwisko (lub nazwę jednostki zamawiajgcej) oraz dokładny adres • złożyć zamówienie w Biurze ZG ZKP, tel. 500183 832 e-mail: prenumerata@kaszubi.pl Wedowiedzó ZDAJEME NA HORROR „To może się udać" - i udało sa! Film Słówka Pódwójsczegó z Rede ó taczim prawie titlu beł pre-zentowóny na latosym Gdińsczim Filmówim Festiwalu. To pomogło w jego promocji e dokózce dało leżnosc poznać nowech ledzy ze świata filmu. Przed nim tero robota midze jinyma nad kaszebsczim hórrora. film Sławka Podwojskiego Film Słówka Pódwójsczegó to dokument, chteren ópówiódó historia Michała z Gdini. Człowieka, jaczi chce żec z projektowaniegó e szecegó farwnech, afri-kańsczich ruchnów. Zakóchół sa w Tanzanii, nalazłi tam przez przetrófk sztof z modła przebócziwającym herb jego gardu dół zóczątk pierszim óbleczenióm. Naprocem temu stówó równak to, co Michół tak baro pókóchół - tanzańscze „pole, pole", co óznóczó tameczną filozofia żecegó. Partnera strategicznym filmu je miasto Gdinió. Wórt nalezc jego zópówiesc w internece e sprawdzec, gdze można gó óbezdrzec. Wicy ó udzelu w festiwalu e planach na przińdnota rzekł nama autór filmu. Jak te ódebrół udzel w gdińsczim festiwalu? Słówk Podwójsczi: Festiwal w Gdini to pó prówdze swiato pólsczi kinematografii, dlóte uczastnictwó w nim jakno utwórca to osobie we przeżece. To leżnosc do pótkanió sa z jinyma dokózcama, zarzeszenie nowech kontaktów i, co nówóżniesze, óbezdrzenie nóczekawszich pólsczich filmów. Jaczi beł odbiór twojego filmu? Film óstół przejati baro belno, ó czim może swiad-czec fakt, że biliete na pókózk rozeszłe sa na długo przed seansa. Pó filmie beła baro czekawó kórbión-ka z góscama. To prawie tacze potkania utwórce z óbzernikama są nówóżnieszim parta filmówech festiwalów, dówają nama gwesnota, że wórt je rech-towac filme. W czim może ce pomóc udzel w festiwalu? Tak pó prówdze jó pó festiwalu chcół jednego. Żebe pomógł w organizacji jak nówikszi leczbe pókózków. I to sa udało. Piersze seanse są prawie órganizowóne. Móm nódzeja, że jak nówicy ledzy mdze miało móżlewóta óbezdrzec nen film na kinowi sale. Ókróm tego żdajeme jesz na decyzja czile organizatorów festiwali w Polsce i na świece. Nad czim robisz tero? Robią nad krótkómetrażowim filma ó czilenóscelatny ekologiczny aktiwistce. To historio, chterna jó rozwijół w Szkole Wajdę. Ob czas uczbe udało sa zrealizować próbną scena, w jaczi zagrele Pola Król i Pioter Głowac-czi, a na dodówk dobec pitching (prezentacjo filmowego projektu) na festiwalu „Młodzi i film" w Kószalenie, chternegó nódgrodą belo dostanie sa do dredżegó partu programu „30 minut" w Sztudiu Munka. Coróz wiksze są szanse na zrobienie tego filmu. W twójim utwórstwie pójówió sa też kaszebizna. Wiem, że je udba na kaszebsczi horror... Jo, raza z Pauela Pódolsczim i Łukasza Laskówsczim móme udba, żebe filmama ópówiedzec na atrakcyjny ort cos ó naszim regionie, kulturze cze wierzeniach. „Przed świtem" to nowóczasnó reinterpretacjó tego, co w naszim regionie nóbarżi fascynejące i krejamne. Ósoblewie kultura kaszebskó splotło óstónie z popularnym filmówim zorta, jaczim je horror. Pi-sóne przez nas scenariusze opowiedzą historie dzejące sa dzysdnia, jacze mają zagwesnic óbzernikóm wiele emócjów, a prze leżnosce przenacec do póznanió Kaszeb. Udba uwidzała sa Kaszebskó-Pómórsczemu Zrzeszeniu, chterno óbjało nasz projekt swójim patronata. Na napisanie scenariuszów skłódających sa na nen kaszebsczi triptik udało sa nama udostac sztipendium Marszółka Pómórsczegó Województwa i ju zaró tekste mdą fardich. A późni, móm nódzeja, że filme. Gódół Mateusz Bullmann Ódj. ze zbierów S. Pódwójsczegó Pomerania nr 12 (581) / Grudzień 2023 3 KASZUBSKI MECZ PO RAZ ÓSMY W ERGO ARENIE! Rekord frekwencji, zwycięstwo koszykarzy Trefla Sopot, wręczenie nagród laureatom konkursu plastycznego i wspaniała zabawa na trybunach Ergo Arena. Tak w skrócie można podsumować ósmy Kaszubski Mecz, organizowany z inicjatywy Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, Stowarzyszenia Trefl Pomorze oraz klubów spod znaku Trefla. Od rozgrywek 2015/2016 raz w sezonie uczniowie uczący się języka kaszubskiego w ramach finału konkursu plastycznego „Aktywne Kaszuby" przyjeżdżają bowiem do gdańsko-sopockiej hali. Wyjątkowe spotkanie zostało rozegrane 11 listopada, w Narodowe Święto Niepodległości, dlatego po prezentacji odśpiewano Mazurek Dąbrowskiego oraz Hymn Kaszub. Przy dopingu rekordowej w tym sezonie liczby kibiców, których było 8420, Trefl Sopot pokonał Legię Warszawa 77:69 (18:12, 24:20, 18:19, 17:18) w meczu 8. kolejki Orlen Basket Ligi. Dużą część widowni na trybunach stanowiły dzieci uczące się języka kaszubskiego, a wśród nich - wspomniani na wstępie uczestnicy konkursu plastycznego zorganizowanego przez Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie oraz Stowarzyszenie Trefl Pomorze. Tematem tegorocznego konkursu był patron roku ZKP - Antoni Abraham. Z blisko 600 prac, wykonanych w przeróżnych technikach przez uczniów 150 szkół z terenu województwa pomorskiego, jury w składzie: Janusz Benesz (Trefl Pomorze), Karol Makurat („Zawsze Pomorze"), Lucyna Radzimińska (Zarząd Główny ZKP), Anna Dunst (ZG ZKP) i Łukasz Richert (ZG ZKP) nagrodziło kilkanaście prac. A wybór nie był łatwy. Różnorodność, pomysłowość i zaangażowanie małych i starszych artystów sprawiły duży trud komisji konkursowej. Niemniej udało się, a laureaci i wyróżnieni odebrali dyplomy oraz nagrody przed i w trakcie Kaszubskiego Meczu. RED. Fot. Paweł Wiczyński 4 Pomerania nr 12 (581) / Gódnik 2023 Wydarzenia Autor: Damian Jereczek (SP w Lisich Jamach) Autorka: Zofia Andryskowska (SP w Wilanowie) Autor: Ignacy Kohs (SP w Pucku) Autorka: Maja Kreft (SP nr 2 w Kartuzach) Autor: Ignacy Formela (SP w Miechucinie) WYNIKI VIII EDYCJI KONKURSU PLASTYCZNEGO „AKTYWNE KASZUBY KATEGORIA 1:1. Zofia Andryskowska (SP w Wilanowie); 2. Damian Jereczek (SP w Lisich Jamach); 3. Karolina Kloskowska (SP w Zalesiu). Wyróżnienia: Marta Bulczak (SP w Miechucinie), Ignacy Formela (SP w Miechucinie). KATEGORIA II: 1. Ignacy Kohs (SP w Pucku); 2. Maja Karczewska (SP w Prokowie); 3. Jakub Mazur (SP nr 2 w Żukowie). Wyróżnienia: Aleksandra Gut i Martyna Płoska (Pozytywna SP w Gdańsku), Mieszko Stenka (Mała Szkoła w Szopie). KATEGORIA III: 1. Maja Kreft (SP nr 2 w Kartuzach); 2. Zuzanna Rompa (Liceum Służb Mundurowych w Pucku); 3. Amelia Nowaczyk (SP im. M. Zaruskiego w Pucku). Wyróżnienia: Dąbrówka Borowska (Mała Szkoła w Szopie), Maria Struck (SP nr 2 we Władysławowie), Izabella Mazur (Publiczna SP w Pomieczyńskiej Hucie); Nagroda Specjalna Trefla: Julia Freda (ZSP w Nowym Klinczu). Pomerania nr 12 (581) / Grudzień 2023 5 WÓŻNÓ KÓŻDÓ SZTRISZKA W sobota 18 lestopadnika do Chmielna z wszetczich strón Kaszeb zjachele ledze, cobe biótkówac sa w XXII edicje Kaszebsczegó Diktanda „Królewiónka w Pałacu". Organizatorze zadbele ó to, żebe uczastnice miele jak nólepsze warenczi do przelewanió swóji wiedze ó kaszebiznie na papiór, a do te mógle wzyc udzel w artisticznech zajmach i wszelejaczich warkówniach. W ta stolemną pódjimizna włączełe sa dzesątczi ledzy, chterny na szczesce w wikszosce miele ju doswiódczenie w rechtowanim kaszebsczich konkursów: - Chmielno je znóne przede wszetczim z recyta-torsczegó konkursu Rodno Mowa. Móme tej doswiódczenie, ale Kaszebscze Diktando belo wez-wanim. Uczastników belo wiele, bó jaż 184. Baro pómógle nama dobrzińcowie, szkoła [Spódlecznó Szkoła m. majora Henrika Sucharsczegó - dop. red.] i Dodóm Kulturę w Chmielnie - klarowała Joana Kónkel, przedniczka Kaszebskó-Pómórsczegó Zrze-szenió Part w Chmielnie. Uroczezna ótemkniacó Diktanda w sportowi zale chmieleńsczi szkołę zaczało swój im westapa Karno Piesnie i Tuńca „Chmielanie", jacze ju wnet badze swiatowało 40-lece swojego dzejanió i je prówdzewim amabasadora tak Chmielna, jak i całech Kaszeb. Roze-gracja prowadzele gazetnice kaszebskójazekówech programów Radia Gduńsk: Tatiana Slowi i Robert Groth. To na jich pólet ostała wprowadzono stanica Kaszebskó-Pómórsczegó Zrzeszenió, jaką wniósł tradicyjno Bruno Cerocczi, a późni beł zaspiewóny „Kaszebsczi marsz" Hieronima Derdowsczegó. Uczastników Diktanda i óbzerników przewitele gospodarze: wójt Gminę Chmielno Michół Melibru-da i ju wspómniónó przedniczka tamecznego partu. Żeczbe belnegó pisanió przekózała w miono Óglowe- gó Zarządu KPZ jego wiceprzedniczka Bożena Ugówskó. Pótemu beł czas na óbgódanie technicz-nech drobnotów zrzeszonech z kónkursa. Wiadła na ta tema przekózałe: Danuta Pioch, przedniczka komisje óbsadzecelów, i Justina Pómierskó, przedniczka programowi radzezne czerenku kaszebskó etno-filologió na Gduńsczim Uniwersytece. Tero ostało leno regnąc do weznaczonech placów, wzyc kórtka i długopis, ne i napisać bezzmiłkówó diktando. Letcze? Nie do kuńca. Kó jistno chcele zrobić wszetce z wnetka 200 uczastników latosy edicje diktanda. Niejedne kategorie miałe nadzwek wiólgą konkurencja, ósoblewie tikó sa to młodech ledzy z kl. 4-6 spódlecznech szkółów. Co trzecy uczastnik pisół prawie w tim karnie. Prze taczi konkurencje kóżde dodówkówe kropczi nad „e", kóżdó sztriszka w lechą strona, a nawetka jeden rozczidnik za mało, mógł zakuńczec nódzeje na dobece i titel Mestra Pisenku. A tekste bełe dosc wemógające. - Rówizna je wiedno wesokó, bó tu trófiają ti nólepszi, i tekste dló nich przerechtowóne ni mogą bec belejacze. Ukłódające je Justina Pómierskó i Joana Ginter starają sa, cobe tak je dopasować do ni-wizne młodszich, strzednech i też starszich, żebe nie 6 Pomerania nr 12 (581) / Gódnik 2023 Wedarzenia bełe dló nich za letcze. Latoś te tekste dló ustnech bełe z poematów Ó panu Czórlińsczim, co do Pucka po secejachół Hieronima Derdowsczegó i z Dobrogós-ta i Miłosławe Leona Heyczi, a tam je wiele taczi słowizne, chterna może bec nieużiwónó na co dzeń i nieznónó. A jak sa słowa nie znaje, to óstówó zdać sa na jazekówe „czece". Letko nie beło, ale w pierszim etapie dwóje uczastników napisało bez zmiłczi -rzekła Danuta Pioch, przedniczka juri. Pó tim, jak swoja robota skuńczele piszący, do robotę wzale sa prawie óbsadzecele, jaczich beło 16. Muszele oni bóczno przeczetac proce i wskazać nólepszich, co westąpią we wióldżim finale konkursu. W tim czasu uczastnice diktanda mógle wezweskac rozmajite aktiwnote bedowóne jima przez organizatorów. Bełe „Legendy chmieleńskie" prezentowóne przez młodzeznowe teatrowe grepe i westap Kaszebsczegó Karna ze Spódleczny Szkołę w Kóżeczkówie. Gósce miele też móżlewóta kupie-nió czekawech ksążków zrzeszonech z Kaszebama i snóżich swójoracznech werobinów, a też szma-kanió jóde przeszekówóny przez Koła Wiesczich Góspódeniów. Dzaka wielnym atrakcjom czas chutkó minął i drago beło zmerkac, czede kol mikrofonu pojawiła sa przedniczka komisje trzimającó w race kórtka, z jaczi przeczetała 61 numrów, za jaczima tacele sa finalisce. I jesme miele powtórka z pierszegó partu - ledze chatny do dobecó szle pisać pósobne tekste, a pótemu ledze chatny do wskózanió nólepszich szle je sprawdzać. I tim raza w czasu taksowanió tekstów pójawiłe sa atrakcje. Grała Młodzeznowó Dato Órkestra z Łapaleców prowadzono przez Woj cecha Hewelta, chterny szeroczi repertuar óbjimół klasyczne marsze i szlagre rozegracjowi muzyczi, jak „YMCA" autorstwa Village People. I zós na binie stojała Danuta Pioch, a kol ni przednik Kaszebskó-Pómórsczegó Zrzeszenió Jón Werowińsczi, gospodarze z Chmielna i udbódówczka nówikszegó na świece konkursu kaszebsczegó pisenku - Wanda Lew-Czedrowskó. To prawie oni wraczi-wele bókadne nódgrode dobiwcóm i weprzednionym w kóżdi kategorie. Za regą wchódele na bina nólepszi uczastnice. W tim karnie beła Lucjo Sedleckó, chterna dała so nólepi rada westrzód uczniów kl. 4-6. - Tekst nie beł dradżi, ale beła mócnó konkurencjo - ópówiódała. Też pódzakówała tim, co ji pómógle sa przerechtowac: - Mójim szkolnym je Robert Kloskówsczi i ón mie ucził pisenku ób czas uczbów, a doma dodówkówó moja cotka Olga. W karnie uczastników z weżispódlecznech szkółów dobeł Adóm Szmaglik. - Jem z I Óglowósztółcącegó Liceum w Kóscerznie. Naja szkoła zajała całe podium w swój i kategorii. Przerechtowała mie wastnó Jiwóna Makurót - gódół laureat. - Pierszi tekst beł dosc krótczi, leno piać zdaniów, ale z czile słowama mógł bec jiwer. Ókózało sa, że ni móm niżódny fele ókróm jedny interpunkc-jowi. Kąsk zdzewił mie temat, zrzeszony z Muzeum Ceramiczi, a nie np. z poezją Heyczi abó Derdowsczegó. W finale tekst beł ju wiele dłegszi, tej wicy beło móżlewótów zrobienió felów, ale beł prosti. Jó miół trze zmiłczi. Spódzewół jem sa, że badze barżi drago - dodół Adóm Szmaglik. Pomerania nr 12 (581) / Grudzień 2023 7 Wedarzenia Ódj. P. Wiczińsczi Westrzód dozdrzeniałech pierszi plac miół Pioter Kówalewsczi. - Nie beło wedle mie baro dradżich słów. W kaszebiznie jó móm jiwer z pisanim „e" i „e", i meszla, że jó mógł miec jacze fele zrzeszone z za-pisanim tech letrów w dobrim mólu. Baro w belnym pisanim pómógó ósłechanie z jazeka i czetanie pó kaszebsku - klarowół. Nólepszą spómidze warkówó zajimającech sa kaszebizną beła latoś szkolno z Kaszebsczi Dabnice Ana Wróbel, chterna rzekła: - W pierszim etapie me pisele tekst ó Dniu Jed-note Kaszebów w Chmielnie, a w dredżim wejimk z Dobrogósta i Miłosławe ks. Leona Heyczi. Nen pierszi dzel jó napisała bez niżódny fele. To beł tekst dzys-dniowi i jó z nim so belno dała rada. Górzi beło z tim póeticczim, chteren pówstół przed II światową wojną. Ana Wróbel i Paulena Bielawa dostałe też specjalne nódgrode ufundowóne przez stażecczi part KPZ za bezmiłkówe napisanie tekstu w pierszim dzelu Diktanda, a Mario Hebel za estetika. Tradicyjno Kaszebscze Diktando stało sa leżnoscą do pódczorchniacó znaczenku maturę z kaszebscze-gó jazeka, jako nieprzeriwno ód 2005 roku je na lesce dodówkówech przedmiotów Centralny Egzaminacj-owi Komisje. Ód latosegó roku dobrzińcką nódgrode dló nólepszegó abiturienta ostała Katarzena Sza-lewskó, córka Gregora - udbódówócza i fundatora tego weprzednienió. Latoś egzamin dozdrzeniałote z kaszebsczegó nólepi napisół Paweł Stoltmann z Be-towa, chteren za swoje dobece dostół 5 tes. zł. Rezultate XXII Kaszebsczegó Diktanda Spódleczne szkołę klasę I-III: 1. Ksenio Zabórowskó (ZSP Lubiano); 2. Michalena Kropidłowskó (ZSP Lubiano); 3. Emilio Jakusz (Sp. Sz. w Szlachecczim Brzeznie); Weprzednienia: Aleksander Gajacczi (Sp. Sz. w Kaleskach Kóscersczich), Aniela Pa-żontka-Lipińskó (Sp. Sz. w Szlachecczim Brzeznie). Spódleczne szkołę klasę IV-VI: 1. Lucjo Sedleckó (Sp. Sz. w Kółczegłowach); 2. Zofió Drewczińskó (Sp. Sz. w Skórzewie); 3. Julio Dułak (Sp. Sz. w Lesech Jamach); Weprzednienia: Mario Reszka (Sp. Sz. w Pódlesu), Paulena Bielawa (Sp. Sz. w Trzepowie). Spódleczne szkołę klasę VII-VIII: Witosława Dzemińskó (ZSP Skórzewó); 2. II mól - Kamila Pioch (Sp. Sz. w Mójszu); 3. Oliwio Okrój (Zrzesz Sztółcenió w Łubianie); Weprzednienia: Roksana Głodowskó (Sp. Sz. nr 4 w Kóscerznie), Dominika Gneba (Sp. Sz. w Lesech Jamach). Weżispódleczne szkole: 1. Adóm Szmaglik (I ÓL w Kóscerznie); 2. Antonina Rolbieckó (I ÓL w Kóscerznie); 3. Aniela Makurót (I ÓL w Kóscerznie); Weprzednienia: Kornelio Garstka (I ÓL we Wejrowie), Monika Wenta (I ÓL w Kartuzach). Ustny: 1. Pioter Kówalewsczi (Somonino); 2. Paweł Stoltman (Betowó); 3. Rafół Gółąbk (Warszawa); Weprzednienia: Adóm Lubócczi (Lezeno), Tereza Klasa (Serakójce). Warkowi: 1. Ana Wróbel (Kaszebskó Dabnica); 2. Karól Krefta (Techómie); 3. Agata Grenwald (Smólno); Weprzednienia: Olga Kuklińskó (Lubno), Henrik Klasa (Serakójce). - Ta matura to ewenement na skalę kraju. Nagroda musi być na tyle wysoka, żeby sama w sobie stała się motywacją dla młodych osób, które przystępują do tej matury. Mój tata powtarzał, że maturzyści powinni się bić o jak najlepszy wynik. Teraz to się udało i mamy pierwszy raz w historii 100 procent z matury z języka kaszubskiego. Zachęcamy do powtórzenia tego w przyszłym roku - gódała Katarzena Szalewskó. Pich emócjów ópódł, a symbol gospodarza Kaszebsczegó Diktanda - stolemny drzewiany tintownik z gasym pióra weżłobiony przez Czesława Birra - óstół przekózóny przedstówcóm chónic-czegó partu KPZ: przednikówi Włodzemierzowi Łangówsczemu i Janinie Kósedowsczi, chterna zagwesniła, że konkurs w przińdnym roku mdze równo udałi jak w Chmielnie. Paweł Wiczińsczi, Dark Majkówsczi Kaszebscze Diktando je udetkówione ze strzód-ków Minystra Kulturę i Nórodny Spódkówizne póchódającech z Funduszu Promocje Kulturę. 8 Pomerania nr 12 (581) / Gódnik 2023 DERDOWSCZI NA NOWO Ekskluzywne wedanie ksążczi Hieronima Jarosza Derdowsczegó pt. Ó panu Czórlińsczim, co do Pucka po secejachół, przerechtowóne przez Kaszebskó-Pómórscze Zrzeszenie w 2022 roku, promówóne beło w I Óglowósztółcącym Liceum z Dwajazekówima Óddzelama miona Hieronima Derdowsczegó w Kartuzach. Na zeńdzenie, chterno miało plac dredżegó ruja-na, przeszło dosc teli góscy zaczekawionech regio-nalizma. Potkanie zaczało sa prze muralu, jaczi je na boczny scanie szkołę, a óstół zrechtowóny z leż-nosce 100-lecegó tego oświatowego mola, chterno mdze w 2027 roku. W póniedzółkówi wieczór nópierwi ódspiewóny óstół „Kaszebsczi Marsz" prze akómpania-mence Regionalnego Karna Pieśni i Tuńca „Kaszuby" z Kartuz. Pótemu, pó przewitanim ze-szłech tego dnia ledzy przez wicedi-rektora kartesczegó liceum, Witolda Wójewódka, czile zdaniów ó sarnim muralu i dzej aniach z nim sparłaczonech rzeknął latosy absolweńt szkołę, ma-turańt kaszebsczegó jazeka, Mirosłów Miotk. Mural je udbą samech uczniów. Na ten cel zweskele detczi w parce z projekta Akademio Młodego Samorządowca (Akademia Młodego Samorządowca) zjiscywónegó przez słepską Fundacja LEX HUMANA. Malowizna wekónół Patrik Łukaszuk. Mó to bec odwołanie do Kaszeb, historii szkołę i gardu. Na muralu są na przedno modre i zelone farwe, chterne przebócziwają kaszebscze łase i jęzora. Jego strzódkówim punkta je nówóżnieszi zabetk miasta, to je karteskó kolegiata. Ókróm tego widzec je na nim herb szkołę i szlachóta Hieronima Derdowsczegó. Dalszi cyg uroczestosce derowół w szkolny aule. Tam weswietlony beł film, chteren narzesziwół do zbliżającego sa jubileuszu liceum, w jaczim beła gód-ka też ó patronie mola. Późni óbzernice mógle óbaczec przedstówienie pod titla „Ó panu Czórlińsczim" w wekónanim uczniów szkołę, a też z góscynnym udzela RKPiT „Kaszuby" z Kartuz. Scenarnik do niego usadzeła jedna z uczenków pierszi klasę ti szkołę wespół ze swoją szkolną kaszebsczegó jazeka (niżi pódpisóną). Tak pówsta opowieść ó rebóku. W gódnikówim dodówku do „Pomeranii" -„Stegnie" jidze ten scenarnik przeczetac. Ó opowiedzenie, jaczi beł autór ksążczi, a też ó deklamacja dzela jego dokazu poproszony óstół kaszebsczi dzej orz i pisórz Tomósz Fópka. Zrobił to w swój im sztilu, to je szpórtowno. Nowe wedanie dokazu ó panu Czórlińsczim je tak apartne z pózdrzatku na dołożone do tekstu gra-ficzi Wawrzińca Sampa, żłobiarza, grafika, ilustratora ksążków, a też utwórca pomników i pamiątkówech tóflów. Ó tim człowieku, jego ósoblewim talence i wspaniałosce malenków wepówiódół sa szkolny plasticzi, a też historii kuńsztu, Zenón Sapała. Gra-ficzi Sampa szło też óbzerac we wikszim fórmace umólnione na stojakach. Na bina weszedł też sekretera Zarządu Kaszebskó-Pómórsczegó Zrzeszenió, Łukósz Ri-chert. Pódzakówół ón wszetczim, co sa przeczenile do zórganizowanió świata, a też dół publikacja Derdowsczegó przedstówcóm weszeznów, lubótnikóm kaszebizne, dzejarzóm. Je ona belnym, kólekcjonersczim wedanim poematu ó Czórlińsczim. Je w ni tekst óprócowóny przez Eugeniusza Gołąbka, dopasowóny przez niego do teróczasnech wskózów kaszebsczegó pisenku; korektą publikacji zajała sa Bogumiła Cerockó. Do ksążczi dodóny je audiobook, w jaczim lektora je Tomósz Fópka. Nagranie poematu z 1880 roku dereje wicy jak sztere gódzene. Zjiscone je ono w studiu Tadeusza Kórthalsa. Karolena Serkówskó-Secechówskó Pomerania nr 12 (581) / Grudzień 2023 9 BOGUSŁAW X - KSIĄŻE POSTURY NADZWYCZAJNEJ... Relację związaną z wydarzeniem dotyczącym życia księcia Bogusława X Wielkiego rozpocznę od książki Czesława Kuriaty pt. Bogusław X. Poemat historyczny. Autor przedstawia w niej postać księcia jako bohatera licznych ludowych opowieści. Ongiś śpiewano o nim pieśni, jego życie otoczone było wieńcem legend i baśni, zbrojne zaś i dyplomatyczne zmagania o prawa dynastyczne do księstwa oraz walka o wolność ludu były i są zaczynem do tworzenia rycerskich poematów. Tak przedstawia księcia Wojciech Myślenicki w poemacie Czesława Kuriaty1. Idźmy dalej! W czwartek 23 listopada br. w słupskim Ratuszu Miejskim odbyło się wydarzenie związane z życiem Bogusława X. Data jego śmierci była przyczynkiem do tego, by właśnie rok 2023 na Zamku Książąt Pomorskich w Szczecinie poświęcić jednemu z najwybitniejszych przedstawicieli pomorskiej dynastii książęcej - Bogusławowi X Wielkiemu. Dokładnie 500 lat temu odszedł władca wybitny, książę z rodu Gryfitów, który zasłużenie otrzymał przydomek Wielki. Bogusław X zaznaczył się wszak silnymi związkami z Polską, zarówno politycznie, jak i poprzez ożenek z córką króla polskiego Kazimierza IV Jagiellończyka, Anną Jagiellonką. Zmarł 5 października 1523 roku w Szczecinie. Książę się żeni! Pomysłodawcą wydarzenia w Słupsku był Zbigniew Talewski z Fundacji Naji Goche (Słupsk/Borowy Młyn). Inicjatywę wsparło wiele podmiotów: Stowarzyszenie Dziedzictwa Pomorza im. Bogusława X, Zamek Książąt Pomorskich w Szczecinie, Urząd Miejski w Słupsku oraz Miejska Biblioteka Publiczna im. Marii Dąbrowskiej w Słupsku. W ramach owej imprezy historycznej w słupskim ratuszu zaprezentowano wystawę „Książę się żeni! Ślub Bogusława X i Anny Jagiellonki". 1 Cz. Kuriata, Bogusław X. Poemat historyczny, Poznań 1980, s. 49-61 2E. Rymar, Rodowód książąt pomorskich, Szczecin 2005, s. 389. Dokładnie 2 lutego 1491 roku w nowym zamku w Szczecinie odbył się ślub księcia Bogusława X z rodu Gryfitów z Anną Jagiellonką, córką polskiego króla Kazimierza IV Jagiellończyka i Elżbiety Austriackiej. Anna poślubiła Bogusława X, mając zaledwie 14 lat. Była drugą żoną pomorskiego księcia, a ich małżeństwo przyczyniło się do umocnienia związku Polski z Pomorzem. lak pisze Edward Rymar w publikacji pt. Rodowód książąt pomorskich, Anna urodziła ośmioro dzieci. Była kobietą wielkiej urody i cnót. Pierwsza żona księcia, Małgorzata Brandenburska, która - z wielu powodów - nie cieszyła się jego uznaniem, zmarła bezpotomnie w roku 14892. W roku 2021 na Zamku Książąt Pomorskich w Szczecinie odbyły się obchody 530. rocznicy wielkich zaślubin Bogusława X i Anny Jagiellonki. Przygotowano wówczas wystawę, która później odwiedziła Słupsk. W bieżącym roku - jak już wcześniej wspomniano - mija 500 lat od śmierci księcia. Wystawę przygotowano z ogromnym pietyzmem, wykorzystano w niej wiele cennych źródeł, m.in. dokument z roku 1491, którym urzędnicy dworscy i miasta pomorskie potwierdzają zapisy o zabezpieczeniu posagu, wiana i rocznej pensji dla Anny Jagiellonki. Ów 10 Pomerania nr 12 (581) / Gódnik 2023 Wydarzenia dokument znajduje się w zbiorach Archiwum Głównego Akt Dawnych w Warszawie. Koncepcję projektową wystawy przygotowały Jolanta Rybkiewicz i Renata Zdero we współpracy merytorycznej z Barbarą Igiełską i Damianem Gareckim. Teksty wystawiennicze opracowała dr Marzena Maria Głodek. Na planszy tytułowej wykorzystano autorską grafikę Bogusław i Anna Andrzeja Maciejewskiego z zasobów Zamku Książąt Pomorskich w Szczecinie3. Wystawa wtajemnicza widza w okoliczności zawarcia wspaniałego dla rodu Gryfitów związku małżeńskiego, przybliża sylwetki Bogusława i Anny, relacjonuje przebieg uroczystości weselnych na nowym zamku w Szczecinie i wspomina o iście królewskim posagu Jagiellonki. Ekspozycję dopełniają materiały ikonograficzne. Wydarzenia w słupskim ratuszu zapoczątkowało wystąpienie wiceprezydenta miasta Słupska Marka Golińskiego, następnie głos zabrał Zbigniew Talew-ski, który zaprezentował wizerunek Bogusława X. Zbigniew Talewski przypomniał o pomniku książęcym, który stanął przed Zamkiem Książąt Pomorskich w Słupsku w roku 2010. Była to inicjatywa Fundacji Naji Goche. W zamyśle pomnik Bogusława X miał podkreślać słowiańską i kaszubską tożsamość Słupska. Jak pisze Edward Rymar, Bogusław X urodził się prawdopodobnie w Słupsku. Pomnik księcia został wykonany w Autorskiej Pracowni Rzeźby i Odlewni Brązu Roberta Sobocińskiego ART Product w Poznaniu. Podczas uroczystości Zbigniew Talewski przypomniał o prywatnych fundatorach owego pomnika, poinformował, że spora część środków pochodziła od zacnej rodziny Żmuda-Trzebiatowskich, która ongiś otrzymała dobra od Bogusława X. Dobrze wyrośnięty Bogusław Po wystąpieniu Zbigniewa Talewskiego głos zabrał Tomasz Częścik, doktorant Instytutu Historii Uniwersytetu Pomorskiego w Słupsku. Przedstawił on postać Bogusława X w sposób nietuzinkowy, rozpoczynając swój wywód od opisu postaci księcia, zaczerpnięty z kronik Tomasa Kantzowa, pomorskiego kronikarza urodzonego w 1505 roku. Według Kantzowa Bogusław X był „postawy nadzwyczajnej, dobrze wyrośnięty", miał słabość do pięknych szat i koni, miał również słabość do kobiet. Był człowiekiem wielkiego ducha, choć umysł miał mniej bogaty, nie władał łaciną. Kronikarz pisze o wadach księcia, jedną z nich określa jako „gachostwo", czyli uganianie się za kobietami, drugą - która objawiła się w podeszłym wieku - było popędliwe traktowanie doradców. Tomasz Częścik odniósł się również do owianego tajemnicą dzieciństwa Bogusława X oraz jego relacji z rodzicami, Erykiem II i Zofią. Po śmierci męża księżnej Zofii zarzucano, że otruła swego męża i trzech synów, Bogusław X i Anna Jagiellonka. Reprod. Zamek Książąt Pomorskich w Szczecinie Bogusława zaś miało ocalić to, że podaną mu przez matkę kromkę zatrutego chleba zjadł pies. Nie zawsze stosunki Bogusława X z matką były złe. Z jednej strony takie zapiski kronikarskie zaskakują, z drugiej zaś dają świadectwo woli kronikarza (dobrej lub złej), który po latach dokumentował wydarzenia. Pielgrzymka w animacji Podróż Bogusława X do Ziemi Świętej opisał Martin Dalmer z Kołobrzegu, książęcy notariusz, sekretarz i podskarbi. Podczas podróży prowadził on dziennik, w którym zapisywał istotne etapy tej podróży. Obszerną relację przedstawił również Tomas Kantzow. Książę wyruszył ze Szczecina w połowie grudnia 1496 roku z całym oddziałem rycerskim na wyprawę włoską króla Maksymiliana Habsburga. Podczas podróży Bogusław X odesłał swoje wojsko na Pomorze i w Innsbrucku podjął decyzję o podróży do Ziemi Świętej4. Wyprawa obfitowała w wiele przygód. Książę wraz ze swoją świtą odwiedził m.in. Rzym', Wenecję, Florencję, Norymbergę, Rodos, Cypr i Jerozolimę. Zdarzało się, że podróżował incognito, innym razem witano go z należnymi honorami. Obdarowywał i był obdarowywany. Ta podróż, która zakończyła się w roku 1498, w istocie przyniosła wiele pozytywnych efektów dla Pomorza. Po niezwykle interesującym wystąpieniu Tomasza Częścika zaprezentowany został film pt. Wielka podróż Bogusława X w reżyserii Kasi Zimnoch i Pawła Kleszczewskiego. Jest to pierwszy film animowany, który odnosi się do historii książąt pomorskich. Przedstawia w sposób niezwykle nowatorski wprawę pomorskiego księcia Bogusława X wraz z towarzyszami do Ziemi Świętej. Obraz pokazuje postacie historyczne: papieża Aleksandra VI Borgię, króla Maksymiliana I Habsburga, Albrechta Durera, Mikołaja Kopernika i wiele innych. Danuta Maria Sroka 4 Rymar, Edward. Wyjście z zaścianka, czyli o podróży Bogusława X do Niemiec, Włoch i Ziemi Świętej raz jeszcze (Suplement 3). In.: Studia z Dziejów Średniowiecza, nr 20, 2016, s. 151.156. 3 Informacje pochodzą z plansz wystawienniczych ekspozycji „Książę się żeni! Ślub Bogusława X i Anny Jagiellonki". Pomerania nr 12 (581) / Grudzień 2023 11 WEMAGAC OD SE Ób czas warkówniów dló piszącech pó kaszebsku, jacze bełe w dniach 28-29 rujana w Gminie Serakójce, jich betnice pótkele sa m.jin. z Danutą Pioch, szkolną i direktórką szkołę w Mójszu. Gódele z nią ó uczbach kaszebsczegó jazeka i funksnerowanim mółech szkółów. Hewó zapisenk dzela ti rozmowę. Jesce direktórką jedny z mieszich szkółów na Kaszebach. Robi sa w nich jinaczi jak w tech wióldżich? W taczi mółi szkole jak w Mójszu wóżne je to, jak udo sa dobrać karno pedagogów i jinech robotników. I meszla, że me móme to karno pó prówdze belne. Wszetce ze sobą wespółdzejają i rozmieją sa ze sobą dogadać. Westrzód minusów taczi mółi szkołę je to, że czej wchódóme w rozmajite pódjimizne, to kóżdi mó tech zadaniów wicy - rozkłódają sa one na mni ledzy. To nólepi uczi, że muszime sa wspierać. Jak chtos cygnie cos dodówkówegó, to za to ódpówiódó, ale jinszi zaró pitają: „W czim ce pomóc?" A doch je wiedzec, że nawet nóbarżi dradże zadania lżi je robie, czej dzejóme raza. Ze szkólnyma je tak, że nie robią na swoje dobro, a miarą najegó profesjonalizmu je to, cze naszi szkołownice dobiwają w konkursach, olimpiadach, cze sa dostówają do dobrech szkółów, a przede wszetczim, cze so radzą w żecym. Robime tej na zwenedżi jinech, a jeżle tim jinszim pó prówdze dobrze jidze, to znaczi, że szkolny beł belnym mestra. I jó móm w ti szkole taczich mestrów. A jak je ze szkólnyma kaszebsczegó jazeka? Tej-sej czejeme, że móme krizys: że jich feleje, że szkołę -nawetka te nówiksze - mają jiwer, żebe jich nalezc. A wa, w mółi szkole, mota belno wesztółcone i fejn znające jazek: Lucyna Łagóda, Barbara Warmówską, Irena Brzustewicz. Jak w Mójszu dówóta so z tim rada? Dló mie kaszebizna to baro wóżny dzel dzejanió szkołę, tej próbują zagwesnic jima jak nólepsze warenczi. Wiem, że jakno direktórką ódpówiódóm za dobranie kadrę. Nóprzód tej przezeróm sa, chto je „na renku", meszla ju wprzódk ó tim, że jedna abó dregó dreszka za pora lat pudze np. na emeritura, tej w tim czasu próbują dzejac, zachacewac. Meszla, że móm tu dobre doswiódczenie. A nówóżniesze je wedle mie uwóżanie dló szkólnech. Móm stara jima dzakówac, chwalec za wszetkó, co dobrego zrobile, doceniwac jich, nadgradzac, żebe wiedzele, że są sprawiedlewie traktowóny. Czede muszime, to so pógódóme też ó tim, co nie graje... Ale to je bez sztridów, szkalowanió. Prosto szukóme rozrzeszenió sytuacji. Wiele razy móm czete, że w mółech szkołach na wse lżi je uczec kaszebsczegó, bó dzece jesz w dzelu znają gó z dodomu. Je to prówda? Kąsk jo, bó dzece są colemało ósłechóny z kaszebizną, kó starszi jesz we wiele familiach gódają pó najemii. Leno ód dzecy ju tego nie wemógają, tej tech nómłodszich muszime uczec gódanió pó kaszebsku wnet ód zóczątku. Tuwó zaró powiem, że nie zmusziwóme do tego. Móme taką filozofia, żebe zachacewac do pókóchanió wszetczegó, co je wóżne w najim regionie. A tej pókózywóme, że jedną z nówóżnieszich wórtnotów je tu jazek. Móga rzeknąc, że ód 1997 roku, czej me zaczale w Mójszu uczec kaszebsczegó, wiedno beło tak, że uczniowie 12 Pomerania nr 12 (581) / Gódnik 2023 Edukacjo gódele lepi abó górzi po kaszebsku, czej kuńczele u naju uczba, ale jak młodzezna sa pod wieczór spótikó, to równak gódają midze sobą po kaszebsku. Czej dozdrzeniewają, tej lepi rozmieją, co me jich uczele, i mają sa do czego copac. Ód Mójsza chceme przeńc na całe Kaszebe. Je to pro wda, że móme jaczis krizys ze szkólnyma kaszebsczegó jazeka - z jich leczbą i umiej atnoscama? Taczich krizysówje póra. Zaczna ód tego, że mało jaczi szkolny zgódzó sa przepisać leno do kaszebsczegó, bó to może bec baro krecho i cenkó linio. Sygnie, że starszim sa co nie uwidzy, dzece przeniosą rezygnacje, i może sa rozpadnąc jedno karno, może dredże i trzece... W mieszi szkole to może óznaczac stracenie robotę przez szkolnego. Dlóte ledze chcą miec zabezpieczenie i uczec jesz czego jinszego. Kaszebsczi wcyg podłego werifikacji. Jeżle szkolny nie mdze rozmiół zaczekawic dzecy, to one ódeńdą. To ni muszi bec wiedno wina szkolnego, ale czasto tak biwó. A co z rówizną nauczanió? Tu wiele zanólegó ód tego, cze sami szkolny żeją tim, czego nauczają. Jak sa gódó: „Nie zapóli jinszich ten, co sóm sa nie póli". Dzece są mądre. One chutkó zmerkają, cze ten szkolny robi z muszu (bó chcół tego direktór abó wójt), cze pó prówdze wierzi w to, co robi. A jak szkolny je pózytiwno nakrącony, to rechli abó późni „nakrący" też dzece. Chceme wrócec do ti codniowi werifikacji szkólnech ód kaszebsczegó. Skórno w jinech przedmiotach ji ni ma, to może ti „naji" są (abó z czasa badą) tima nólepszima? Wedle mie w przerównanim do jinszich gwesno ni móme sa czego sromie. A jesz do te dochódó interdiscyplinarnosc szkólnech ód kaszebsczegó. Fizyk muszi dobrze fizyka znac, chemik - chemia, szkolny ód rechunków - rechunczi, a szkolny ód kaszebsczegó: historia, geografia, leteratura, muzyka... Do te je prowadnika wanogów. Brekównó je wiólgó wiedzo. Tim barżi czeja żól, że niejedny szkolny miast belno sa do ti robotę przerechtowac, meszlą blós ó tim, żebejaknómieszimkószta dostać zaswiódczenie, że mogą uczec w szkole. Jó - jakno direktórka - wola kógós, chto pówóżno pódchódó do swóji robotę i misji. Żele szkolny mó późni wemagac ód uczniów, to nóprzód muszi wemagac ód samego se. Jak wiele dzecy uczi sa w szkole w Mój szu? Raza z przedszkólim móme tu 106 dzecy. A kuli chódzy na uczbe kaszebsczegó? W klasach 1-8 blós dwóje sa gó nie uczi. Nie zmusziwóme nikogo, ale klarejeme, że detczi na kaszebsczi są wóżne dló utrzimanió tak mółi szkole jak naja. Wiera, jakbe me nie uczele tu kaszebsczegó, to naji mieszkańce be muszele jezdzec na uczbe dze jindze. Starszi mieszkańce włączają sa w żece szkołę? D. Pioch. Odj. am To prawie wiedno tak je, że w mieszich wsach tako wespółrobóta j e wikszó, bój esme bleżi se i wnet wszetce sa znajeme. Tej-sej na imprezach órganizowónech przez szkoła feleje nama placu, tak beło np. w sledny dzeń starko w. Tero na szczesce móme ju sportową sala, tej meszla, że wszetce sa zmieszczą. Mota też wspiarce mólowech pódjimców? Jo. W Gminie Serakójce je wiele rozmajitech pódjimiznów: mieszich i wikszich. Me móżeme so wemeszlac wiele rozmajitech rzeczi, a dobrzińce wiedno sa należą. Dostónieme detczi na nódgrode, na cos do jedzenió itd. Mota so m.jin. wemeszlone gminowi konkurs pisanió pó kaszebsku. Tu może mółe sprostowanie. Wemeslele ten konkurs przed latama serakówsczi zrzeszińce, ale jego kóórdinacją zajimóm sa jó, a ód tego roku ódbiwó sa ón w naji szkole, bó wióldże szkołę są tak „nabite", że ledwo mieszczą swój ich szkółowników i braknie salów. Latoś ju beła 21. jego edicjó. Bierzą w nim udzel dzece ze spódlecznech szkółów i młodzezna z weżispódlecznech. Rok w rok je wesokó frekwencjo, eliminacje są ju w szkołach, a nólepszi trófiają do nas [wicy ó latosym konkursu piszeme w Klece]. Jesce też oficjalnym przedstówcą wójta Gminę Serakójce do sprów kaszebsczich. Trófiają są Wóm urzadowe pisma pó kaszebsku? Móme tacze przetrófczi. I jak ledze piszą, że chcą ódpówiedze na swoja sprawa pó kaszebsku, to jich prośba je spełniono, a jó pileja tego, żebe beło to rzetelno zrobione - dobrą kaszebizną bez zmiłków. PlTANIA ZADOWÓL DARK MAJKOWSCZI Pomerania nr 12 (581) / Grudzień 2023 13 NOWÓŻNIESZE JE PÓZNÓWANIE LEDZY Udba na warkównie dló piszącech pó kaszebsku je prosto - potkanie młodech z ju doswiódczo-nyma w warku ledzama. Równak cze dló uczniów strzednech szkółów je to cos interesejącegó? Jak oni na to zdrzą? To pitanie zadówóme setme młodim uczastnikóm rujanowech warkówniów, jacze ódbełe sa w Serakójcach w dniach 28-29 rujana. Jich droga do póznanió kaszebsczegó beła rozmajitó. Le Karól Marszk z Serakójc jazek póznół doma. - Starszi gódele midze sobą i do naju dzecy też. Nigle jem szedł do szkołę, to w mój i gódce kąsk beło pólsczegó a kąsk kaszebsczegó. Ne dwa jazeczi zlałe mie sa w jeden. Czasa beło smieszno, bó dopierze w szkole jem sa dowiedzół co to je „staw". Wiedno to beło błotko - gódó Karól. I jesz dodówó: - Czej jó zaczął chódzec na uczbe rodny mówe, to mie sa wszetkó z jazeka weklarowało. Wikszosc młodech swoja przigóda z kaszebizną zaczała w spódleczny szkole. Czasa bez przetrófk. - W pierszi klasę zapisała mie memka, tej za wiele do gódanió jem ni miała. Doma pójówiałe sa leno pójedincze kaszebscze słowa jak szneka cze jo. Uczbe baro mie sa widzałe, a do te kaszebizną zainteresowół sa mój stark. Jezdzył ze mną na rozmajite kónkiirse i tak gó to wcygnało - ópówiódó Oliwio Ziegert z Wióldżegó Pódlesó. Poznać kultura i jazek chcała ji dreszka Kinga Syl-ka z Nowi Cziszewe. - Mieszkom na Kaszebach, tej wórt cos ó nich wiedzec - rzekła Kinga. I jak pódczorchiwó, miłota do Kaszeb ji nie minała. Młodech do nóuczi przechłoscec może jesz cos. - W móji rodzeznowi wse, Czeczkówach, dzejó teater Zabórace [Teatr Obrzędu Ludowego „Zabo-racy" - dop. red.] prowadzony bez Danuta Miszczik. Jem zaczął do niego chódzec, czej jó miół kol dzewiac lat i tak bez piać lat. Wiele mie to dało - gódó Szemón Kroplewsczi. Karól Marszk zrobił gwiózdczi. - Udba weszła ze szkołę, ale me wszetkó sami zrobile. Raza z drechama me sa spótikele, rechtowele stroje i tekste. Le jesme chódzele dzeń pradzy, jak sa nóleżi, a to temu, żebe nie potkać jinszich karnów. To je wiedzec, że dałobe z tego sztrid, a i pewno me be sa chwecele - z usmiewka rzecze Marszk. Prawie jistno miała jego dreszka z Piizdrowa. - To beło tak. Moja szkolno kaszebsczegó Janina Mielewczik wzała mie i jesz dwie dreszczi, żebe me sa przerechtowałe na przezerk kóladowech karnów. Me sa pókózałe jakno Trzej Królowie. Nastapnegó roku nicht nie chcół westąpic, a mie tego felowało. Tej jó wzała swoja sostra i kuzynka, a do te jinszich z ro-dzene i me sami sa przerechtowele. Ju nie jakno Królowie, a Stóri i Nowi Rok. Jesme chódzele ód checze do checze. Nasze memczi kąsk sa krzewiłe, że chtos powie, że robime to dló detków. A dló naju to beło przepómnienie i óżewienie tego zweku i prosto super zabawa - gódó Dominika Płotka. Ani ona, ani Karól ni miele móżlewóte uczenió sa kaszebsczegó w strzedny szkole. Ókróm nich wszetczi młodi iiczastnice warkówniów chodzą na uczbe. - Zdebło nie pasowałe mie zajmę. Jó chcała to ju cesnąc, ale ostateczno chodzą. Meszla nawetka ó tim, żebe napisać z kaszebsczegó matura, a późni jic na etnofilologia - pówiódó Oliwio Ziegert. - Jó ó tim czerenku nie meszla, ale pisząc kaszebską matura, chcą sa sprawdzec - rzekła Kinga Sylka. Obie uczą sa w Óglowósztółcącym Liceum w Kóscerznie. Uczniama Kaszebsczegó Óglowósztółcącegó Liceum w Brusach są Szemón Kroplewsczi, Tomósz Różecczi i Mikółój Knitter. Dló tego slednegó to ro-dzeznowó tradicjó. - Do KOL chódzele moja memka, sostra i cotka - gódó Miklosz. - Jó na zóczątkii jem meslół ó szkole mundurowi w Chónicach. Namówiła mie kuzynka. Gódała, że na gwes nie mdze mie sa przikrzeło i badze fejn - mówi Szemón. - I jak, je fejn? - dopitej a. - Je super - wiesoło ódpówiódó Kroplewsczi. Na warkówniach dló piszącech jakno jediny z karna młodech je ju dredżi róz. - Piersze, na jaczich jem beł, ódbełe sa w Chónicach ób czas Zdrzadni Tespisa. Obżeranie dokazów na binie beło fejn, ale to potkanie je czekaw- 14 Pomerania nr 12 (581) / Gódnik 2023 Warkównie dló piszącech pó kaszebsku sze. Me mógle sa spotkać i poznać wiele ledzy, chter-ny dzejają dló kaszebizne, a czasto są mało znóny -gódó Szemón Kroplewsczi i dodówó: - Nie je leno tak, że czekawech ledzy ódwiedzywóme. Na uczbach w szkole me czetele tekste Romana Drzeżdżóna. Kąsk 0 nim jesme wiedzele. A tu je jednym z uczastników warkówniów. Me mógle gó poznać i swobodno z nim pogadać. - Potkanie z nim belo czekawe. To baro mi-leczny człowiek - dopówiódają Tomósz i Miklosz, drechówie Szemóna. - Warkównie mie zadzewówałe. Jem meslół, że to mdze często teóreticzne potkanie. Badzeme sedzec w zale i pisać. A tu je prakticznó wiedzo. Jeżdżenie 1 póznówanie ledzy, gódanie z nima. To je cos baro czekawegó i meszla nólepszegó w gazetnym warku -prawi Tomósz Różecczi. Za szterk dodówó: - Jó sa nie spódzewół, że w Serakójcach óbócza teli kaszebsczich akcentów. Kol nas mało je placów, gdze np. nad dwierzama do krómu wisy napis pó kaszebsku, że sa do niego wchódzy i wszetczi tam gódają pó kaszebsku. To pókózeje, jaką stara ó jazek mają ledze stądka. Swójim pózdrzatka na warkównie dzeli sa też Miklosz. - Cesza sa, że móga óbaczec, jak kaszebskó kultura wezdrzi ód westrzódka, pósłechac kąsk jin-szi kaszebizne niżle kol naji. Fejn też pókórbic ze swójima równolatkama. Z Kóscerzne do Brus nie je dalek, a doswiódczenia ze szkółów są rozmajite -gódó Knitter. Pócwierdzywają to Oliwio i Kinga z kóscersczegó liceum: - Z knópama z KOL me mógle sa wemienic doswiódczenim, zapetac, jak u nich wezdrzą uczbe. A cze warkównie w Serakójcach mógłe bec czekawe dló młodech z serakójsczi gminę? - Jó znała wszetczich ledzy, jaczich me pótkele. Ale terózka jem óbóczeła jich z często jinszi stronę. Chudzy jó ni miała leżnote poznać udbe na dzejanie BAT-u. Czemu np. wespółrobią z Ribeną, a nie z jakąś światową secą krómów, jak meslą ó spóleznowim dzejanim - ópówiódó Dominika Płotka. Podobno mesli ji drech. - W dredżi klasę strzedny szkołę jó beł w firmie BAT na praktikach. Jó póznół kąsk ledzy z ni. Wi-dzół sa z miewcama, ale to beło tacze wskózanie, co móm robie. Terózka me mógle pósłechac, jak to sa stało, że założele firma - rzecze Karól Marszk. I dodówó: - W nech warkówniach dló mie nówóżniesze je potkanie z ledzama. Cesza sa, że jem mógł poznać uczastników, jaczi baro móckó żeją kaszebizną. Kóżdi z nich mó na nia swój pózdrzatk. Wszetce gódają pó swojemu. Móm okazja pósłechac kaszebizne z norde i z półnia. Na móżlewóta doceniwó też Dominika Płotka. - Musza rzeknąc, że ju dówno nie gódała pó kaszebsku jaż teli. Czede jem sa kąsk ósmieleła, do częsta namkłe jó miała na to, cze robią jaczes fele. Cesza sa, że móżeme so pósedzec i pókórbic. Fejn też, że ó wszetkó można zapetac i to nie je wstid. Na przikłód zastanówiało mie, jak rzeknąc pó kaszebsku „hej" na powitanie. W karnie me mógle sa raza nad tim zastanowić - gódó Dominika i cygnie dali: - Chcą pisać matura z kaszebsczegó i wiem, że są uczbówniczi, wskóze. Na warkówniach jó leno rzu-ceła hasło: „materiale do nóuczi" i ód razu wszetczi zaczale rozmajite wemieniwac. Jedna, dregó strona j internetowo, chtos rzekł, że czekawe tekste nalezesz w „Pomeranie". Abó że jakós ksążka je czekawó, a jó nick ó ni nie wiedzała... Warkównie dałe mie wiele ódwódżi w gódanim pó kaszebsku i taczi energie do dzejanió. - Jó tego doswiódczeła pó spótkanim z Bigusama, miewcama BAT-u. Jeżle czegoś móckó chceme i kol tego robime, to wszetkó udó sa nama udostac -dopówiódó Oliwio Ziegert. - Me meslele ó tim, żebe u nas w KOL zrobić mural. Lepi sa wzeró na cos farwnegó, a nie leno biółe scane. Ókózało sa, że młodi z Serakójc ju taczi w szkole zrobile. Me gódele z nima ó tim i tero móme jesz wiakszą legóta, żebe miec taczi u se - rzecze Szemón Kroplewsczi. Jak pódczorchiwają, warkównie dałe jima nie leno leżnota do póznanió dzejarzów, ale przede wszetczim udbe do dzejanió i wikszą ódwóga do rozkóscerzanió kaszebizne. Tero przed nima jesz jedno zadanie. Napisanie, a czasa pomóc w redagówanim tekstów z warkówniów. Łukósz Zołtkówsczi Pomerania nr 12 (581) / Grudzień 2023 15 MUZYKA, TANIEC I KOLĘDNICY Z Judytą Kroskowską, dyrektorką Gminnego Ośrodka Kultury w Sierakowicach, rozmawiamy o codziennej działalności prowadzonej przez nią placówki, o Kaszubskim Zespole Pieśni i Tańca Sierakowice oraz o kolędnikach. Rozmowa odbyła się podczas trwających w dniach 28-29 października warsztatów dla piszących po kaszubsku, dofinansowanych przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. Jedna z ich uczestniczek Dominika Płotka przedstawiła niektóre wypowiedzi Judyty Kro-skowskiej w formie „kaszebsczegó rapu". Fragmenty jej pracy prezentujemy w tekście. „Pomerania": Czym zajmuje się na co dzień GOK w Sierakowicach? Judyta Kroskowską: W wielkim skrócie powiedziałabym, że kulturą i rozrywką. Nasza działalność sprowadza się do tego, co widać na zewnątrz, czyli organizowania różnorodnych wydarzeń, głównie artystycznych i rozrywkowych, oraz do tego, co dzieje się na co dzień w samym GOK, czyli działalności edukacyjnej, głównie mam tu na myśli sekcje stałe. Czym zajmują się te sekcje? Przede wszystkim muzyką i tańcem. Przeważają sekcje nauki gry na instrumentach. Jest też Młodzieżowa Orkiestra Dęta, klub sygnalistów myśliwskich oraz oczywiście Kaszubski Zespół Pieśni i Tańca Sierakowice. Ten ostatni jest starszy niż sam GOK, bo ośrodek ma czterdzieści lat, a zespół czterdzieści trzy. Zespół to nasza najliczniejsza grupa, która od ubiegłego roku powiększyła się o grupy juniorskie, to jest dzieci od czwartego do czternastego roku życia. Ważnym aspektem naszej działalności na polu edukacji regionalnej jest również stała ekspozycja ukazująca historię i tradycje naszego regionu. Odwiedzają ją liczne grupy, zazwyczaj szkolne. Przygotowujemy dla nich lekcje muzealne czy warsztaty związane z kaszubską kulturą i rękodziełem. Jidzeme óbaczec! Ceż tuwó dla Kaszeb może nówiacy znaczec? I nalazła - fejn rzecze, obrazę, dokaże... Chlebczi iiseszone, zela, zboża, platizerczi Stroje, przebranie, rzecze óstawione „Przeniosą to tuwó, bó na smierc zmarnieje, Może jesz sa kómus badze widzało Chtos to óbezdrzi, dó redote niemało, Desza Pańsczima łaskama óbseje. Bó nólepi jak sa nasza desza ze szczescegó śmieje". Kreją kaszebską desza zebróne tam skarbe; Niezależno ód sztółtu, fórme, cze barwę. Zespół Sierakowice niedawno świętował swoje czterdziestolecie. W jakiej jest obecnie kondycji? Jubileusz przypadł nam na 2020 rok, czyli okres licznych obostrzeń związanych z panedmią. Obchody nie były więc tak huczne, jak byśmy chcieli, ale udało się nam zorganizować otwartą, plenerową zabawę taneczną przy muzyce ludowej. Na scenie w tym dniu zaprezentowali się - a później wspólnie bawili - zarówno ówcześni, jak i byli członkowie zespołu z mojego pokolenia i starszych. Towarzyszył nam również zaprzyjaźniony zespół góralski, bo na zabawie urodzinowej nie może przecież zabraknąć znajomych. A jeśli chodzi o dzisiejszą kondycję zespołu, to muszę powiedzieć, że jesteśmy na etapie sporej wymiany pokoleniowej. Członkowie, którzy stanowili trzon zespołu, pokończyli szkoły średnie, studiują, pracują i coraz mniej czasu mają na próby. W ich miejsce pojawiło się duże grono nastolatków, którzy powoli się wdrażają, uczą się i rozwijają swoje talenty. Trudniejszą sytuację mamy z kapelą. Kształcimy instrumentalistów w naszych sekcjach. Osoby, które mają grać w zespole Sierakowice, uczą się za darmo, ale niestety, gdy się już nauczą, to dość szybko nam „odtruwają", bo podobnie jak tancerze - wchodzą w dorosłość i nie mają już tyle czasu co uprzednio lub szukają występów tam, gdzie się za nie płaci, a my tego nie praktykujemy. Z tym problemem musimy się zmierzyć, bo coraz trudniej jest nam zebrać kapelę. Jeszcze na występy jakoś to się udaje, ale już na próby nie zawsze. Naszym małym sukcesem jest inicjatywa, która zrodziła się dość niedawno, ale wierzę, że przerodzi się w budowanie zespołu wielu pokoleń. Przy okazji czterdziestolecia GOK skrzyknęli się i wystąpili byli członkowie. Stwierdziliśmy, że skoro udało się nam spontanicznie zebrać osiem-dziewięć par, to trzeba to wykorzystać, i od października spotykamy się raz w miesiącu. Częściej nie jesteśmy w stanie, bo mamy różne obowiązki zawodowe i rodzinne, ale to kolejny krok w stronę rozbudowy zespołu. Kto prowadzi zespół Sierakowice? Choreografem jest Irena Warmowska, a za muzykę odpowiada Witold Treder, grupy juniorskie zaś prowadzą Natalia Bigus i Sławomir Bronk. Le tańcowac jesz so chce Może te dołączisz, he? Jeżle równak wolisz miec póku Też je plac: w órkestrowim fraku wez sa óblakój i wiedno grój Kaszebizna póznawój! 16 Pomerania nr 12 (581) / Gódnik 2023 Kultura Siedziba GOK-u wydaje się niewielka. Władze gminy planują coś zmienić w tej kwestii? Może i niewielka, ale jaka przyjazna. A odpowiadając poważnie - w Sierakowicach trwa budowa nowego wielofunkcyjnego centrum kultury z zapleczem scenicznym, dużą widownią, salą lustrzaną... Wkrótce zatem będziemy mieli znacznie większe możliwości. Nasza obecna siedziba ma także wiele plusów. Nie jest odpowiednia na przykład do organizowania koncertów, spektakli czy konferencji, ale w codziennej działalności edukacyjnej potrzebujemy wielu małych pomieszczeń. I to nam ten budynek zapewnia. Przejdźmy do przeglądu grup kolędniczych, który od lat jest jednym ze znaków rozpoznawczych Sierakowic. Tradycja Gwiazdek jest w naszej gminie rzeczywiście żywa. Mamy sporo grup, które nie biorą udziału w przeglądzie, ale w dzień Wigilii naprawdę kolędują od domu do domu. Są to grupy autentyczne, które nie powstały na potrzeby jakichś występów, tylko kultywują dawne tradycje, łącznie z tym, że się czasami pobiją, gdy inni kolędnicy wejdą na ich teren. Robią to, co przekazali im ich dziadkowie i ojcowie. Każda z nich jest inna. Niektóre przygotowują co roku nowe dialogi, inne ograniczają się do wygłupów i zaśpiewania jednej czy dwóch kolęd. Optymistyczne jest to, że - jak mówią sami kolędnicy - ludzie bardzo chętnie ich przyjmują. Na ogół sami ich zapraszają do siebie i z tego, co mówią, całą Wigilię - od południa do północy - mają zajętą. Sierakowickie przeglądy kiedyś odbywały się w remizie, później na sali gimnastycznej, a teraz „wyciągnęliśmy" je na Jarmark Bożonarodzeniowy, który odbywa się w centrum wsi, na rynku. Naturalnym miejscem występowania gwiazdek jest przecież właśnie plener. W tym roku udało nam się pozyskać środki z Narodowego Instytutu Dziedzictwa na warsztaty dla tych grup. Sami kolędnicy zgłaszali nam, że mają duży problem ze słomianymi płaszczami Gwiazdorów, które z biegiem lat się zużywają, a oni nie wiedzą, jak je zrobić. Z tego zrodził się pomysł, by zorganizować dla naszych depozytariuszy tej tradycji warsztaty tak aby sami potrafili wytwarzać potrzebne stroje i rekwizyty. Jesienią tego roku odbyły się więc warsztaty plecenia płaszczy ze słomy, wytwarzania papierowych masek oraz rzeźby w drewnie. Bardzo się cieszymy z tego, że te grupy się „wkręciły" w nasze warsztaty, bo w ich efekcie powstały naprawdę ciekawe rekwizyty. Tam sa bile. Mie gódele, Że prówdzewe bitwę bełe... Bó to sa nijak pógódzec nie dało, Jak jaczes karno swoja grańca przechódało. Fejn, że gwiózdczi do dzysdnia jesz chodzą I redosc niesą we wileja ledzóm. A ledze za nima zdrzą i czekają, A tak pó prówdze barżi słechają, Bó je czec, czej jidze ju gwiózdka. Doch wiedno przechódzy z trzóska. A co z przeglądem teatrów Kaszebskó Bina? Kiedyś rzeczywiście odbywał się u nas taki przegląd, ale z każdym rokiem zainteresowanie słabło, zgłaszało się coraz mniej grup teatralnych mimo wielu naszych zachęt, stąd odeszliśmy w końcu od organizowania przeglądu. Marzy mi się stworzenie kaszubskiego teatru u nas w GOK-u. Próbujemy, ale do tego potrzebni byliby instruktorzy mieszkający w pobliżu. Mam nadzieję, że ktoś taki się wkrótce pojawi, a nowa scena pozwoli na godną prezentację efektów takich prac. Tekst przygotowali: Dariusz Majkowski, Karol Marszk i Dominika Płotka Pomerania nr 12 (581) / Grudzień 2023 17 Burmester Wejrowa Bernat Szczasny WEJROWÓ PÓ II ŚWIATOWI WOJNIE I DZEJANIE BERNATA SZCZASNEGÓ 19 gódnika 2023 r. je 30. roczezna smierce woźnego kaszebsczegó dzejarza i pólitika, Bernata Szczasnegó. Donechczas nie beło ó tim za wiele czec, a wórt wspómnąc negó zasłużonego dló kaszebizne człowieka. Dlóte 19 gódnika w Muzeum Kaszebskó-Pómórsczi Pismienizne i Muzyczi we Wejrowie badze wekłód przerechtowóny bez Kresztofa Sławsczegó, autora nówiakszi nóukówi biografie Szczasnegó. W tim placu me chcele przebaczec dzel jego biografie tikający sa początków póliticzny robotę, czej zaró pó zakuńczenim II światowi wójne, beł burmestra Wejrowa. Nen tekst je perzna zmienionym dzela ksążczi Dzieje Wejherowa na jeden dzień, tej wspómnióny urzadnik nie je głównym bóhaterą, ale barżi tła, bó jesme sa kóncentrowele na historie całego miasta, a nie blós jedny póstacje. Stremiannik 1945 r. to jeden z wóżnieszich cządów w historie Kaszeb w XX stolatim. Procem wcyg żewech dbów nie beło tede wezwólenió, juwerno jak w całi Polsce. Me sa skupime na Wejrowie, rów-nak jistno beło na całech Kaszebach. Pó prówdze ó trzecym miesącu 1945 r. móżeme rzeknąc blós to, że gwesno skuńczeła sa niemiecko okupacjo. Czerwono Armió pó przełómanim frontu pojawiła sa w miesce 11 stremiannika, a na dredżi dzeń So-wiece zórganizowele tuwó wojskową komendantura z majora Skórodubówa na przodku, i to 12 stremiannika je iiznówóny za ostateczny kuńc niemiecczi okupacje miasta. Co wóżne, Rusce zdecydowele sa zainstalować na komendantura w róteszu, timczasowó óstówiające miescze władze bez sedzbe. Bez to co nómni czile tidzeniów rządzący garda dzelele biórowe jizbe z robótnikama powiatowego starostwa na pier-szim piatrze budinku starostwa. Do opuszczonego bez Sowietów rótesza mógle sa przenieść w łżekwiace 1945 r. Co czekawe, ulecą 12 Stremiannika je wcyg we Wejrowie, chóc znaczenie ji pozwę je jinsze - ju nie ódnosy sa do wedarzeniów z roku 1945, le z 1999. Na data zbiegó sa wej z przestąpienim Pólsczi do NATO. Ó zmianie cweku pózwe zdecydowele na zeńdzenim Rade Miasta. Móżeme sa zastanawiać, co be zrobile, czejbe data wstąpienió Pólsczi do Nordowóatlanticczegó Sojuszu beła jinszó chóc ó dzeń... Urszula Kliszowiak tak zapamiata wkroczenie czerwonoarmistów do grodu Wejhera: W pierszi grepie Sowietów, jaczi weszle do naszego sklepowego schronu bele trzej dobrze odnoszący się do nas Rusce, jaczi szukele ukriwajęcech sa niemiecczich żółnerzi. Równak pó nich weszła dzekó bańda, dló chterny nick nie beło swiate: rabówele, niszczele, pódpólele, gwółcele; traktowele Wejrowó i ókóle jako niemieccze zemie1. Sowiece nie rechówele sa z pólsczima władzama i często jak chcele, kórzistele z materiałowech, infra-strukturalnech i ledzczich zasobów, jacze tuwó nalezle. Dramaticzną sytuacja Wejrowa pógłabiwałe warające biótczi ó Gdinia, Gduńsk, a też derejące do pier-szich dniów maja 1945 r. biótczi ó ódbice Helsczegó Półóstrowii z niemiecczich rak. W stremiannikii 1945 r. Miesczi Zarząd beł w sztadze uresznic blós dwie piekarnie na dzewiac jistniejącech w miesce. Reszta ostała zajató bez wojsko, jacze rekwirowało też wiele zbóżó i mączi. 'U. Kliszkowiak, Ze smutkiem patrzyłam na wyjazd w wagonach towarowych..., [w:] Gdańsk 1945. Wspomnienia 50 lat później, Gdańsk 1997, s. 127. l8 Pomerania nr 12 (581) / Gódnik 2023 Historio i Sowiecczi Wójnowi Komendant Miasta major Skórodubów (dredzi ód lewi) w towarzestwie burmestra Bernata Szczasnegó W -taczich dradżich warenkach pojawił sa Bernat Szczasny. 17 stremiannika 1945 r. Óbewatelsczi Komitet udbół powołać oficjalne władze mające zarządzać tak miasta, jak i mórsczim kreza (przed wojną, jak też czile lat pó wojnie, jistniół mórsczi krez - połączony wejrowsczi i pucczi). Ju tede dzejele zgodno z socjali-sticznyma dejama - webróny miele bec przede wszet-czim przedstówce klasę robotników. Wejątczi zrobile leno dló bełech sódzowników koncentracyjnego lagru Stutthof. Szczasny spełniół nen dredżi warenk. Młodi 1 ful energie (miół tede 25 lat) w czile dniów zebrół całi personel i zaczął dzejanie. Baro czekawi je jeden z pierszich sprawózdenków burmestra Szczasnegó, jaczi skarżił sa na trudną wespółrobóta z Sowietama: W tim czasu ókóma Miesczegó Zarządu jistniała też Wójnowó Rusko Komenda ó baro szeroczich kompetencjach. Wespółrobóta z nią belo zgodno, le czasa pówstówałe rozbieżnosce, np. w przetrófku mieszkań zajatech bez Pólóchów pó Niemcach wesedlonech do lagru [...]. Niemało jiwrów sprawiło zakwaterowanie radzecczegó wojska w gardzę. Pó kapitulacje Niemców stosenk Rusczi Kómende do Niemców zmienił sa i Komendant weznacził dló niemiecczi mieszezne niemiecczegó burmestra, prze czim spótkół sa z mocną opozycją ze stronę pólsczich organów i w kuńcu miiszół z tego zrezygnować2. W latach 1945 i 1946 miasto intensywno ódbudowiwele i miele stara wepósażec w utracony sprzat szkółowe i kulturalne mole. We Wejro-wie bełe to m.jin. Dodóm Kulturę i Kuńsztu, a też Pedagogiczne Liceum i Gimnazjum. Przez czile póstapnech lat nie udało sa odemknąć kómunikacyjnech sparłaczeniów brekównech do za-gwesnienió dostaw i przewozu ledzy do robotę. Jak wezdrzała robota pierszegó powój nowego burmestra? Chceme zacząc ód te, że czasa je drago óddzelec mitologizowanie póstacje ód prówdzewech 2 Archiwum Państwowe w Gdańsku, Miejska Rada Narodowa i Zar 31 III 45 r. Zarządu Miejskiego, Wejherowo, 31 III 1945 r„ k. 14-15. 3 Burmistrz w obozowym drelichu, „Dziennik Bałtycki" 1985, nr 79. Wejrowsczi rótesz na pocztowi kórtce z czasów II światowi wójne. Ze zbiorów A. Lubócczegó zdarzeniów. Dejade w sztere dekade pó pówółanim Szczasnegó na kómisaricznegó burmestra na star-nach gazetów ópisele sprawa lechegó óbleczenku pólitika. Wedle gazetnika w pierszich tidzeniach urzadowanió Szczasny bódój miół bec óblokłi w lagrowi drelich. To może bec przesada, le je móżlewe, że jego obleczenie nie beło dopasowóne do pówódżi urzadu, jaczi tede piasto wół. Burmester w lagrowim drelichu? A równak jo! Dopierze wizyta wójewóde Ókacczegó zmobilizowała wejrowsczich mestrów jigłe i León Frankówsczi skrojił Bernatowi Szczasnemu pasowny ancuch. Nie przestojało, be szef miasta wcyg miół tak leche obleczenie3. Burmester Bernat Szczasny miół stara jak nóchu-dzy zlikwidować skutczi okupacje, zaczinające ód za-rządzenió z 25 stremiannika 1945 r., w jaczim nakłódół na mieszkańców óstri óbrzeszk natychmiastowego useniacó wszelejaczich nódpisów, szildów, afiszów, pozwów uleców itd. w niemiecczim jazeku. Óbówiązka wejrowianów beło też óbczeszczenie sztrasów, pódwórzów i zniszczonech mieszkaniów, a przede wszetczim uresznienie swójich warkówniów, tak be miasto jak nórechli wróceło do normalnosce, chóc do tego stanu beło jesz dalek. Wnenczas nie beło czasu na przerobienie wójnowi traume. Gard i ledze muszele wrócec do cawny ekonomiczny aktiwnosce. [ Miejski w Wejherowie, 43/3, Sprawozdanie za okres od 12 III do Pomerania nr 12 (581) / Grudzień 2023 19 Historio Budink powiatowego starostwa we Wejrowie przed spólenim w 1970 r. Ze zbiorów MKPPiM Jistno jak w całim kraju, tak też we Wejrowie sy-stematiczno bełe niszczone wszelejacze spóleznowe i póliticzne sełe, jacze kómunisce miele za zagróżba. Dlóte przedstówcowie lokalnech sztruktur Pólsczegó Ledowegó Stronnictwa (PLS; pól. Polskie Stronnictwo Ludowe) ni miele móżnosce normalnego dze-janió. Kómunisce chcele dobec i utrzemac władza, stosejące terror wedle dzejarzów wejrowsczi ledowi resznote. We Wejrowie je 32 nóleżników PLS, jaczi ód chwile wstąpienió nie chodzą, na zeńdzenia i na zeńdzeniach sa nie udzelają. Lokal PLS jistnieje, ni-żódnech zebraniów sa nie órganizeje4. W cządze we-lacjów do Ustawodawczego Sejmu (stecznik 1947 r.) wejrowsczi Urząd Bezpieku (UB) donószół, że w sprawózdawczim cządze ostało zatrzimónech pre-wencyjno 50 ledzy, nóleżników PLS i procempaństwówi element5. Te przikłade belno pókazeją, jak baro niszczące bełe dzejania Pólsczi Róbótniczi Partie (PRP) i UB. Skuńczeło sa to masowim ódpłiwa i óprzestanim dzejanió przez nóleżników PLS. Z dnia na dzeń ledówce stele sa mółim stronnictwa bez wpłiwu na póliticzną jawernota pówójnowegó Wejrowa. Tipówą sztrategią tejczasnych komunistów beło pómalne przejmowanie majątków i wpłiwów. Tak też sa stało w tim przetrófku. Ucek Stanisława Mikółajczika do częsta rozsądzył ó kawlu ledówców. 29 smutana 1947 r. w lokalu PLS we Wejrowie ódbeło sa órganizacjowe zeńdzenie, gdze webrele nowi zarząd, zanóleżny ód komunistów. Dzeja-rze PRP werazno bele z niego ród i scwierdzele, że: ukónstituówół sa nowi zarząd PLS, a władze póweższegó trzimają kontakt z naszą organizacją, informujące naju ó kóżdim wóżnieszim dzejanim. Wórt je wspómnąc, że w tech niespókójnech czasach zdżinała stanica wejrowsczegó dzelu PLS. Móżlewe, że ostała schówónó i beła trzimónó w nieznónym molu. Dopierze w smutanie 1990 r. mieszkańc Gduń- ska, chteren zwół sa Mikołaj czik, sledny chórążi stronnictwa, przewiózł stanica do Wejrowa. Szczasny jakno burmester baro belno so radzył. Kontrola z połowę 1948 r. nie pókózała niżódnech felów, co pócwierdzó protokół: Burmester, badące jesz w młodim wieku (29 lat), dówó so rada w robóce i dostateczno dobrze trzimó dozer nad administracją, finansama i gospodarką gardu. Jego dozer nad pódjimiznama i zakładama miasta je też trzimóny bez wemówczi. Pómógó mu w ti robóce dobrze znający samorząd teritorialny Prowadnik Miesczi Nórodny Rade, a też czile webitnieszich nóleżników Zarządu Miasta, Prezydium i Rade. Nimó tego nad burmestra zaczałe sa pojawiać czórne blóne, a jego zwenedżi ni miałe zna-czenió. W 1948 r. kómunisce, rechtejące sa do Sparłaczeniowegó Kongresu i pówółanió do jistnie-nió Pólsczi Zjednóny Róbótniczi Partie (PZRP), prze-prowadzele wióldże kadrowe „czestczi" w aparace partie i administracyjnym na rówiznie centralny, ale też wójewódzczi, powiatowi, gminowi i - je wiedzec - miesczi, tej też we Wejrowie. Nową kómunisticzną partia miele twórzec nóleżnice PRP i PSP (Pólsczi Socjalisticzny Partie). Wedle propagandę beło to dozdrzeliwanie robócech rzmów do sparłaczenió. A tak pó prówdze PRP brutalno marginalizowała i pódpórządkówiwała nóleżników PSP swój im potrzebom. Partijnó dokumentacjo je wefulowónó charakteristikama nóleżników partie, jaczich chcele usenąc abó óstawic. Hewó zdanie tikające sa burmestra: Szczasny Bernat - sympatik PSP, pobożny Kaszeba, żałuje, że je w PRP. Póddóny taczemu osądowi ni mógł sa czec bezpieczno. Partijne władze corózka barżi niedowierno przezerałe sa jego wójnowi uszłoce, w tim betnosce w resznoce oporu i powójnowim blesczim relacjom z dechównyma. Ó kawlu gospodarza Wejrowa zdecy-dowół gduńsczi komitet PRP w rujanie 1948 r., tak-sejące gó tima słowama: Póbóżnik, tipówi mieszczuch, óstówający w dresznech stosenkach z kiera. Nie je to wstid dló egzekutiwe Powiatowego Komitetu we Wejrowie, że Szczasny je ji nóleżnika, że mó póczestnosc burmestra miasta? Pó czile dniach skritikówóny wejrowsczi par-tijny komitet usenął Szczasnegó i starosta Jana Óderowsczegó z regów PRP. Óbedwuch chłopów zniewóżele, óbskarżele ó dreszenie sa z kiera, óbszarnikama, nielojalność procem partie, a też uleganie burżuazyjny mieszczańsczi ideologie. Procem dzesątków jinszich dzejarzi przetomnech w PRP cze PSP pówstówałe szlachówne óbskarżenia, automaticzno skózejące jich na póliticzną banicja. Szczasny beł popularnym pólitika, a jego zepchniace w póliticzne niebece nie beło tacze proste. Przekónół sa ó tim komitet PRP dzejający prze 4 Archiwum Państwowe w Gdańsku, KW PPR, 2598/17, Informacja KP PPR dla KW PPR w Gdańsku, Wejherowo 9 I 1947 r„ k. 37. 5 Instytut Pamięci Narodowej, Gd 0046/199 t. 1, Sprawozdanie dekadowe PUBP za okres od 14 do 24 I 1947 r., Wejherowo 24 I 1947 r„ k. 118. 20 Pomerania nr 12 (581) / Gódnik 2023 Historio Miesczim Zarządzę. Jego robotnice stanale w jego obronie tak skuteczno, że burmester nie óstół ódwółóny ób czas zeńdzenió. Powiatowi Komitet, czerejące sa wskózama płenącyma z województwa, nie chcół równak niechac ti sprawę. Czile dniów późni welowanie ostało powtórzone i tim raza nie beło dobre dló gospodarza Wejrowa. Werzucele gó z PRP. Leno sprawą czasu beło odwołanie gó ze stanowisz-cza burmestra, nimó tego, że miół dobrą opinia, a za swoja robota w 1947 r. dostół Strzebrzny Krziż Za-słudżi. W gromiczniku 1949 r. Bernat Szczasny pod ceska wielostronnech ataków zrezygnowół z urzadu. Pierszi pówójnowi burmester Wejrowa je blós jednym z tesąców przetrófków łómanió karier w mio-no póliticznech princypiów kómunisticzny partie. Zuchternosc komunistów beła ju wnenczas tak wiólgó, że dele so póku z wszelejaczima dzejania-ma na pókózk. Bele gwes, że leno oni mają cos do gódanió i bezwzgladno mużdżele wszetczich, jaczich miele za zagróżba. Łżelstwó i ószekaństwó stałe sa spódłecznyma nórzadłama uprówianió póliticzi w pówójnowi Polsce, w powójnowim Wejrowie. Wnetka, w 1950 r„ weszedł w żece ustów znoszący urzade wójtów, starostów, prezydentów i burmestrów. Óstele oni zastąpiony przez przedników prezydiów nórodnech rad. Ten stón sa zmienił dopierze w czasach Trzecy Rzeczpóspóliti, czede reaktiwówełe ne urzade. W pierszi połowie lat 50. Wejrowó i jego miesz-kańce wiele stracele. Zlikwidowóne óstałe Katoleckó Stowóra Młodzezne i związczi harcerscze. Umesłe dzecy i młodzezne miół sztółtowac pówółóny i kóntrolowóny bez partia Związk Pólsczi Młodzezne (pól. Związek Młodzieży Polskiej, ZMP). Gospodarka trafiła pod centralne czerowanie. W związku z odnaisziemem zwłok Ś. p. Teodorc-Romana Bolduana byłego długoletniego burmistrza miasta Wejherowa zamordowanego w roku 1930 przez zbirów Hitlerowskich odbędzie się w czwartek, dnia 17 października 1946 r. o godz KIDO od kaplicy „Pifata" uroczysta eksportacja zwłok i złożenie w sali Miejskiej Rady Narodowej. Dnia 18. !0. br. o yodz. 8.30 uioczysta Msia Św. żałobna za spok > duszy ś. p. Zamordowarigo odprawiona zostanie w kościele parafialiu m, po czym nastąpi odprowadzenie i pożegnani^ przy „Bramie Jerozolim skiej", skąd konwojowane delegacją honorową samochody przewi . ; /włoki do Kościerzyny — miasta rodzinnego. Na smutne te abrzędy zaprasza obywateli Zarzqd Miejski miasta Wejherowa Burmistrz (—) Szczęsny Miejska Rada Narodowa m. Wejherowa Wiadło ó pógrzebówech uroczeznach Tedora Bolduana. Ze zbiorów MKPPiM Szczasny timczasa, nimó stratę stanowiszcza i werzucenió z partie, nie óprzestół dzejanió. Całi czas robił prze Powiatowi Nórodny Radzeznie we Wejrowie (tegóczasny odpowiednik starostwa), gdze trzimele gó na etace m.jin. w Wedzelu Komunalny i Mieszkaniowi Góspódarczi. Pó czile latach (1955, a kuńc kuńców 1956) dożdół sa rehabilitacje i wrócył do póliticzi, dzejające w Powiatowi Nórodny Radzeznie, a późni też w Wójewódzczi. Ókróm tego prowadzył szerocze dzejanie na rzecz kaszebi-zne. Beł m.jin. póczatnika rozmowę nt. usadzenió organizacje zrzeszający Kaszebów. Beł też jednym z ojców Kaszebsczegó Zrzeszenió, jacze przesztółceło sa w jistniejące pó dzysdzeń Kaszebskó-Pómórscze Zrzeszenie. Tak dla Wejrowa, jak i dló całech Kaszeb je to baro wóżnó póstacjó, ó jaczi wórt je pamiatac. Michół Hinc, Adóm Lubócczi Z pólsczegó skaszebił Adóm Lubócczi Pomerania nr 12 (581) / Grudzień 2023 21 WSPOMNIENIE O PROF. BRUNONIE SYNAKU W grudniu przypada dziesiąta rocznica odejścia do wieczności śp. prof. Brunona Synaka. Poznałam go w Ratuszu Staromiejskim w Gdańsku na walnym Zjeździe ZKP. Wśród zaproszonych gości znalazł się przedstawiciel z Finlandii, który przemawiał po angielsku i nikt nie rozumiał jego wystąpienia (były to lata osiemdziesiąte XX wieku). Po chwilce do przemawiającego podszedł młody mężczyzna, inteligent w okularach, i całe przemówienie skandynawskiego gościa tłumaczył bezpośrednio na język kaszubski. Zaskoczenie i szok! Okazało się, że tą osobą, biegle władającą językami angielskim i kaszubskim, jest dr hab. Brunon Sy-nak, nauczyciel akademicki Uniwersytetu Gdańskiego. Wkrótce potem Brunon Synak, dotąd na niwie kaszubskiej mało aktywny, zaczął się pokazywać na posiedzeniach Zarządu Głównego ZKP, przychodził często w trakcie zebrania, przeważnie w brązowym golfie, siadał gdzieś z boku i notował coś w swoim notatniku. Pod koniec debaty zawsze zabierał głos, trafnie podsumowując lub komentując obrady tego gremium. Bardziej znaną postacią stał się w 1995 r., kiedy jako prorektor UG ujawnił prawdę o Aleksandrze Kwaśniewskim, kandydującym na stanowisko prezydenta RP, że nie posiada on stopnia magistra, gdyż nie dokończył całego procesu edukacyjnego wymaganego do uzyskania tego tytułu. Wystąpienie pro- rektora UG Brunona Synaka było wówczas szeroko komentowane w mediach jako odważny głos pomorskiej uczelni w tak istotnej i bulwersującej sprawie. W trzy lata później prof. Brunon Synak zgodził się kandydować na prezesa ZG ZKP, wybory wygrał i pełnił tę funkcję przez dwie kadencje w latach 1998-2004. Pierwsza jego kadencja obfitowała w kilka bardzo ważnych wydarzeń. Jednym z nich było zorganizowanie w 1999 r. I Zjazdu Kaszubów w Chojnicach dla uczczenia historycznego faktu, jakim było zjednoczenie ziem zamieszkanych przez Kaszubów w jednym, nowo utworzonym województwie pomorskim. Zjazdy Kaszubskie, zainicjowane przez prezesa Brunona Synaka, były powtarzane co roku w innej miejscowości i okazały się strzałem w dziesiątkę. Służyły one zintegrowaniu rozproszonej i dość zobojętniałej społeczności kaszubskiej i stały się okazją do nobilitacji języka kaszubskiego, prezentacji dorobku kulturalnego, intelektualnego, poznawania historii tego regionu. Cytując klasyka, można powiedzieć, że po tym wydarzeniu Kaszubi wyprostowali plecy i podnieśli głowy, a Zjazdy Kaszubów, które im w tym pomogły, wpisały się na stałe do kalendarza imprez ZKP. Drugim bardzo ważnym wydarzeniem podczas tej prezesury była Kaszubska Pielgrzymka Tysiącle- 22 Pomerania nr 12 (581) / Gódnik 2023 Wspomnienie cia do Ziemi Świętej w 2000 r. Wzięło w niej udział około 500 osób. Pielgrzymce przewodniczył prezes ZKP Brunon Synak, a opiekę duchową nad nią sprawował metropolita gdański arcybiskup Tadeusz Gocłowski. Ważnym akcentem tej pielgrzymki było umieszczenie i odsłonięcie w kościele Pater Noster w Jerozolimie tablicy z kaszubskim tekstem modlitwy Ojcze nasz. Było to wydarzenie historyczne, uznane za pierwszy transfer kaszubskiej wersj i Modlitwy Pańskiej poza granice Polski. Od tego momentu Polacy zwiedzający Jerozolimę zatrzymują się przy tej tablicy na chwilę refleksji i modlitwy. Na zakończenie pierwszej kadencji prof. Brunon Synak w znaczący sposób przyczynił się do nadania podniosłej rangi uroczystości odsłonięcia pomnika Antoniego Abrahama na placu Kaszubskim w Gdyni. Dzięki jego staraniom tę uroczystość swoją obecnością zaszczycili: marszałek Sejmu RP Maciej Płażyń-ski, wicemarszałek Senatu RP Donald Tusk, dowódca Marynarki Wojennej admirał Ryszard Łukasik, marszałek województwa pomorskiego Jan Zarębski, wojewoda pomorski Tomasz Sowiński i bardzo wielu pomorskich samorządowców i innych ważnych osobistości. Było to należyte oddanie hołdu i czci zasłużonemu działaczowi kaszubskiemu Antoniemu Abrahamowi. Władze miasta i mieszkańcy Gdyni poczuli się dumni z takiego przebiegu uroczystości, a gdyński oddział ZKP doczekał się od władz miasta lokalu na swoją działalność. W drugiej kadencji swej prezesury prof. Brunon Synak znowu podjął się bardzo ważnej misji, jaką było zorganizowanie pielgrzymki Kaszubów do Ojca Świętego Jana Pawła II. Mottem tego wyjazdu była intencja błagalna o przyspieszenie procesu beatyfikacyjnego biskupa Konstantyna Dominika. Do Stolicy Apostolskiej drogę pielgrzymom torował bp pelpliń-ski Jan Bernard Szlaga. Audiencja papieska odbyła się w Sali Klementyńskiej Pałacu Apostolskiego i była ostatnią specjalną audiencją grupową, jakiej Jan Paweł II udzielił podczas swego pontyfikatu. Delegacja kaszubska wręczyła papieżowi dar - wyhaftowany portret biskupa Dominika oraz przedstawiła prośbę ludu kaszubskiego o rychłą beatyfikację tego Sługi Bożego. Tę prośbę w przejmującym przemówieniu w języku kaszubskim przedstawił Ojcu Świętemu prof. Brunon Synak. W odpowiedzi pielgrzymi usłyszeli, że kult, jakim otoczony jest Sługa Boży Konstantyn Dominik, nosi znamiona cudu. Te słowa na drugi dzień opublikowały media włoskie, a w wersji polskiej przedstawił je watykański dziennik „L'Osservatore Romano". Warto było pojechać do Stolicy Apostolskiej, żeby usłyszeć takie słowa od „naszego" Ojca Świętego, zwłaszcza że były to ostatnie słowa Jana Pawła II skierowane do Kaszubów. Podczas tej pielgrzymki w Bazylice i na placu św. Piotra w Watykanie mocno wybrzmiały akcenty kaszubskie: w strojach, pieśniach i dialogach. Informowały o tym polskie media w Warszawie, także TVP w wiadomościach wieczornych. Mając pełną świadomość, że życiorys, przebieg pracy zawodowej, dorobek naukowy etc., etc. prof. Brunona Synaka są szczegółowo przedstawione w Wikipedii i innych publikacjach, w tym wspomnieniu przywołuję tylko te wydarzenia, których tam nie ma, a są one szczególnie ważne, gdyż wpisują się w pejzaż przemian, jakie na przełomie tysiącleci dokonały się w świadomości i obywatelskiej dojrzałości Kaszubów. Niekwestionowanym kreatorem tych przemian był również prof. Brunon Synak. W działaniach na rzecz kaszubszczyzny był niestrudzony i niezwykle skuteczny. Zapamiętaliśmy go jako człowieka skromnego, pełnego empatii, budzącego zaufanie i szacunek. Szkoda, że tak szybko nas zostawił. W tym roku miałby osiemdziesiąt lat. Teresa Hoppe Pomerania nr 12 (581) / Grudzień 2023 23 WIESŁAW SARNECKI (1931-2007). ZAPOMNIANY MISTRZ CHODU SPORTOWEGO Pana Wiesława Sarneckiego miałem okazję poznać pod koniec lat 70. ubiegłego wieku, ale nasza znajomość trwała tylko kilka lat i w zasadzie była przelotna. Podczas naszych spotkań i rozmów nie poruszaliśmy jakoś specjalnie tematyki dotyczącej jego sportowych osiągnięć, mimo że miałem możliwość zapoznać się z częścią jego kolekcji pucharów. Do podjęcia się napisania biografii Wiesława Sarneckiego skłoniły mnie obrazujące jego sportowe osiągnięcia pamiątki (ponad 50 dyplomów i notatki prasowe), które szczęśliwie trafiły w moje ręce. Pisząc ten tekst, skupiłem się jednak głównie na karierze sportowej Wiesława Sarneckiego, bo dziś poza bardzo wąskim gronem ludzi zajmujących się chodem sportowym jest on zapomnianym mistrzem. Na szczęście powstały publikacje, w których osiągnięcia sportowe Sarneckiego i wielu innych chodziarzy są wymienione. To głównie one posłużyły mi do napisania tego biogramu. Ponadto przy pisaniu pomocne były wspomniane dyplomy Wiesława Sarneckiego i notatki prasowe. Szczególnie cenne są najstarsze dyplomy pochodzące z pierwszych lat jego kariery (od 1952 roku). Pozwoliły choć w przybliżeniu opisać przebieg pierwszych sportowych startów Sarneckiego z czasów, gdy mieszkał on w Płocku. Wiesław Sarnecki w latach 1954-56 był członkiem Zrzeszenia Sportowego „Stal" Koło Sportowe „Płock". W Gdańsku, według informacji Komisji Statystycznej Polskiego Związku Lekkiej Atletyki (PZLA), najpierw został członkiem klubu Doker Gdynia (1956). Następnie w latach 1956-1958 był członkiem klubu sportowego AZS Gdańsk, a w latach 1959-1968 -Pocztowego Klubu Sportowego Konradia Gdańsk. W latach swojej sportowej kariery wywalczył 10 medali podczas mistrzostw Polski. Wszystko to w ogromnym skrócie zostało przedstawione w dalszej części tego artykułu. Kilka uwag dotyczących niniejszego tekstu. W latach 1952-1968, gdy Wiesław Sarnecki startował, rekordy Polski w chodzie uznawano jedynie podczas rozgrywania zawodów na bieżni stadionu. Natomiast rekordowe wyniki osiągane podczas startów na szosie nazywano „najlepszym wynikiem". Osiągane wyniki sportowe oraz dystans, na jakim rozgrywano zawody, podawane są w zapisie stosowanym w cytowanej tu wielokrotnie Historii chodu sportowego w Polsce w latach 1945-1970. Wobec czego czas 10;51,2 to 10 minut 51,2 sekundy, a czas 1:23;56,3 to 1 godz. 23 minuty 56,3 sekundy. W zawodach rozgrywanych na stadionie pokonywany dystans w chodzie na bieżni podawano w metrach, np. 10.000 m, a na szosie w kilometrach, np. 10 km, ale w cytowanych notatkach prasowych zachowano oryginalną pisownię podawanych czasów i dystansów. I jeszcze jedna uwaga. W tekście nie podałem przypisów z uwagi na ich wielość, co przy tak skróconej biografii utrudniałoby czytanie. Życie prywatne i praca zawodowa Wiesław Sarnecki urodził się 21 października 1931 roku we wsi Niszczyce, wówczas w gminie Zągoty, dziś w gminie Bielsk w pow. płockim, woj. mazowieckie. Jego rodzicami byli robotnik Piotr Sarnecki i Kazimiera z Zębickich. Brak informacji, czy Wiesław miał rodzeństwo. Nie wiadomo też, kiedy rodzina wyprowadziła się do Płocka, ale tu przed wybuchem wojny młody Wiesław ukończył jedną klasę szkoły podstawowej. Jego ojciec został powołany do wojska przed wybuchem II wojny światowej. Nie powrócił z niej do domu. Wiesław Sarnecki jeszcze w 1958 roku pisał, że nie zna losów ojca. W czasie wojny rodzina została wysiedlona do Skarżyska-Kamiennej. Po odzyskaniu Wiesław Sarnecki - ok. 1952-1953 roku Fot. arch. Orange Polska SA 24 Pomerania nr 12 (581) / Gódnik 2023 Sylwetka niepodległości Sarnecki powrócił do Płocka i podjął dalszą naukę w szkole podstawowej. Swoją pierwszą pracę zawodową podjął 12 marca 1948 roku w Płocku w Rejonowym Urzędzie Telekomunikacyjnym, gdzie był robotnikiem telefonii dziennie płatnym, co oznacza, że nie była to praca stała i w każdej chwili mogła być przerwana przez zakład pracy bez żadnych konsekwencji. Jednocześnie kontynuował zaocznie lub wieczorowo naukę w szkole podstawowej. W jego charakterystyce z 1958 roku zapisano, że ukończył sześć klas szkoły podstawowej i jedną klasę szkoły zawodowej. Tu warto także dodać, że w charakterystyce, z której pochodzą te informacje, napisano też, że Sarnecki nie należy do partii. Jest też w jego aktach pracowniczych zaświadczenie noszące datę 12 listopada 1960 roku, wystawione przez Zasadniczą Szkołę Zawodową w Płocku. Napisano w nim, że Wiesław Sarnecki był uczniem trzyletniej Publicznej Średniej Szkoły Zawodowej w Płocku i ukończył w latach szkolnych 1948/49, 1949/50 i 1950/51 klasę wstępną, pierwszą i drugą. Akta szkolne tej szkoły zostały przesłane do Dyrekcji Okręgowej Szkolenia Zawodowego w Warszawie w 1952 roku. Dnia 1 maja 1950 roku Wiesław Sarnecki został zatrudniony na czas nieokreślony na stanowisku montera w Rejonowym Urzędzie Telekomunikacyjnym w Płocku. Dnia 15 listopada 1951 roku został powołany do odbycia służby w jednostce wojskowej 2412. To podczas lekkoatletycznych mistrzostw tej jednostki, rozegranych w miejscowości Czerwony Bór w dniu 12 czerwca 1952 roku, został mistrzem w biegu na 400 m z czasem 1 min 5 sek oraz wicemistrzem w skoku w dal (II m) z wynikiem 480 cm. Czy był to pierwszy poważniejszy kontakt Wiesława Sarneckiego ze sportem, czy też startował już w zawodach sportowych wcześniej? Nie pierwszy i nie ostatni to znak zapytania w jego biografii. Wspomniana tu jednostka wojskowa nr 2412, to wówczas 1. Berliński Pułk Artylerii stacjonujący w Garwolinie, wchodzący w skład 1. Warszawskiej Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki. Po odbyciu służby został zwolniony z jednostki 27 sierpnia 1953 roku i podjął ponownie pracę w macierzystym zakładzie. W 1956 roku Wiesław Sarnecki, telemonter w Powiatowym Zarządzie w Płocku, na własną prośbę i za porozumieniem zakładów został z dniem 15 marca 1956 roku przeniesiony do Wojewódzkiego Zarządu Łączności (WZŁ) w Gdańsku. Tu podjął pracę w Rejonowym Urzędzie Telekomunikacji, początkowo na Centrali Automatycznej Gdańsk, a następnie w dziale konserwacji końcowych. Tu kontynuował uprawianie sportu, o czym w dalszej części tego artykułu. Dnia 1 września 1957 roku starszy monter kontraktowy Wiesław Sarnecki podpisał stałą umowę o pracę jako pracownik przedsiębiorstwa Polska Poczta, Telegraf i Telefon w Rejonowym Urzędzie Telekomunikacji w Gdańsku. W dniu 20 kwietnia 1961 roku zawarł związek małżeński z Leokadią z domu Kłoczko. Z małżeństwa tego 24 listopada 1963 roku urodziło się jedyne ich dziecko, córka Ewa. W dniu 15 stycznia 1970 roku został awansowany na stanowisko nadzorcy; 12 lipca 1973 roku otrzymał dyplom „nadany w dowód uznania za 25-letnią ofiarną pracę w resorcie łączności". Natomiast kolejne stanowisko pracy Sarneckiego to, od 20 lutego 1976 roku, monter sieci w jednostce organizacyjnej Oddział Utrzymania Sieci Gdańsk--Nowy Port. W dniu 1 października 1979 roku Sarnecki był pracownikiem Wojewódzkiego Urzędu Telekomunikacyjnego - Urzędu Telekomunikacji Wrzeszcz. Oczywiście nie zmieniał zakładu pracy, to zakład pracy zmieniał swoje nazewnictwo i struktury organizacyjne. Taką znaczącą zmianą organizacyjną było przekształcenie z dniem 1 stycznia 1992 roku przedsiębiorstwa Poczta Polska, Telegraf i Telefon w dwie niezależne spółki: Poczta Polska SA i Telekomunikacja Polska SA. W tej drugiej Sarnecki z dniem 1 kwietnia 1992 roku otrzymał stanowisko telemontera w Oddziale Sieci Miejscowych Rejon Wrzeszcz. W tym oddziale Wiesław Sarnecki pracował do emerytury, na którą przeszedł 31 października 1996 roku. Wiesław Sarnecki zmarł 24 stycznia 2007 roku w Gdańsku. Jego żona Maria zmarła 12 września 2009 roku. Oboje pochowani są na cmentarzu Srebrzysko. Kariera sportowa Jak już wspomniałem, w pierwszym okresie swojej sportowej kariery Sarnecki w latach 1954-1956 był członkiem Zrzeszenia Sportowego „Stal" Koło Sportowe „Płock". Startował w zawodach w różnych konkurencjach lekkoatletyki. Potwierdzają to dyplomy będące w moim posiadaniu. Dotyczą one osiągnięć w takich konkurencjach jak skok w dal, bieg. na 400 m, 800 m, 1000 m, 1500 m, 2000 m, 3000 m i 5000 m oraz bieg przełajowy na 3000 m. Brak w tej bogatej kolekcji z tego okresu jakiegokolwiek dyplomu związanego z chodem sportowym aż do końca 1955 roku. Wiesław Sarnecki po podjęciu pracy w Gdańsku kontynuował uprawianie sportu. Według informacji Komisji Statystycznej Polskiego Związku Lekkiej Atletyki (PZLA) najpierw został członkiem klubu Do-ker Gdynia (1956). Następnie w latach 1956-1958 był członkiem klubu sportowego AZS Gdańsk. Brak jednak dokumentów określających daty przynależności do tych klubów. W AZS Gdańsk początkowo uprawiał kilka dyscyplin. Dopiero w 1956 roku zainteresował się chodem sportowym i znalazł się w czteroosobowej reprezentacji Polski pocztowców w chodzie na zawody w Szwajcarii. Niestety nieznany jest wynik przez niego osiągnięty. Wiadomo, że od tego czasu Sarnecki zaczął specjalizować się chodzie sportowym. Pierwszy sukces osiągnął 5 sierpnia w Tczewie w Wojewódzkiej Spartakiadzie Łączności w chodzie sportowym na dystansie 10 km, gdzie uplasował się na I miejscu z czasem 49; 19,4 min. Następny start Pomerania nr 12 (581) / Grudzień 2023 25 Sylwetka Sarneckiego miał miejsce podczas III Spartakiady Łączności w Olsztynie, która odbyła się w dniach 9-12 września 1956 roku. Sarnecki zajął I miejsce w chodzie sportowym na 15 km z czasem 1:30;42 godz. Osiągnięcie to zostało sfilmowane i pokazane w kinach całej Polski w Polskiej Kronice Filmowej 39/56. Z kroniki dowiadujemy się, że oprócz Polaków w spartakiadzie startowali także zawodnicy z ówczesnej Republiki Czechosłowackiej i Niemieckiej Republiki Demokratycznej. W dniach 30.09-2.10.1956 roku podczas XXXII Lekkoatletycznych Mistrzostw Polski Seniorów rozgrywanych w Zabrzu na stadionie Górnika Zabrze Sarnecki zajął III miejsce (brązowy medal) w chodzie sportowym na 50 km z czasem 5:23;25 godz., ustanawiając tym samym swój rekord życiowy. Trzeba pamiętać, że wówczas zawodnicy byli etatowymi pracownikami swoich zakładów pracy, a nie sportowymi stypendystami. Musieli wykonywać swoje obowiązki zawodowe, tak że na sportowe treningi mogli sobie pozwolić dopiero po zakończeniu pracy. W tych warunkach osiągali wspaniałe na ówczesne czasy rezultaty. W 1956 roku Wiesław Sarnecki uczestniczył w jedenastu zawodach sportowych, w tym jednych zagranicznych (Szwajcaria). Pierwszy start Sarneckiego w 1957 roku miał miejsce 10 lutego w warszawskiej hali AWF podczas Ogólnopolskich Halowych Zawodów Lekkoatletycznych, gdzie w chodzie na 10 000 m zajął I miejsce z czasem 52;57,0 min. Już 7 kwietnia Sarnecki wystartował w ogólnopolskich zawodach w Gdańsku--Wrzeszczu w chodzie, które były rozgrywane na stadionie (wówczas pisano: boisku) AZS. Zwyciężył na dystansie 10 000 m rezultatem 48;26,2 min. Podczas drużynowych mistrzostw Wybrzeża o Puchar Gdańskiego Okręgowego Związku Lekkiej Atletyki (GOZLA) w dniu 16 czerwca w chodzie na dystansie 5000 m Sarnecki zajął II miejsce z czasem 25;22,4 min. Już 23 czerwca w VII Akademickich Mistrzostwach Polski w lekkiej atletyce na stadionie CWKS Legia Sarnecki zajął III miejsce w chodzie na 10 000 m z czasem 51;05,4 min, a 11 lipca w chodzie godzinnym na szosie do Warszawy zajął II miejsce, pokonawszy w ciągu godziny trasę o długości 12 279,5 m. W dniu 15 września 1957 roku Wiesław Sarnecki zdobył złoty medal mistrzostw i tytuł mistrza Polski w chodzie na dystansie 20 km. Zwyciężył wynikiem 1:42;43,8 godz. Na uwagę zasługuje progres wyników sportowych. Najlepszy wynik Sarneckiego na 15 km w 1956 roku to 1:30;42 godz., w 1957 roku na tym samym dystansie to już 1:19;52,6 godz. W1958 roku bohater tego artykułu startował w dwunastu różnych zawodach wyłącznie w chodzie sportowym na dystansach 5 km, 10 km, 15 km i 20 km. Wśród jego sukcesów wówczas odniesionych należy wymienić dwa brązowe medale mistrzostw Polski w chodzie na 10 km i 20 km oraz srebrny medal w chodzie na dystansie 10 km w Międzynarodowych Akademickich Mistrzostwach Polski rozgrywanych w Krakowie. Kraków 1958, Wiesław Sarnecki na II miejscu podium. Fot. ze zbiorów autora Nie są znane przyczyna i termin zmiany klubu przez Sarneckiego. Źródła podają, że od 1959 roku był członkiem Pocztowego Klubu Sportowego „Konradia". Być może spowodował to fakt, że trenerami w Konradii zostali byli świetni zawodnicy w chodzie sportowym Franciszek Szyszka, a po nim Jerzy Hausleber, którzy wcześniej reprezentowali AZS Gdańsk. W nowym klubie w 1959 roku startował w dziesięciu różnych zawodach wyłącznie w chodzie sportowym. Startował na dystansach 3 km, 5 km, 10 km, 15 km i 20 km. Podkreślić należy szczególne jego osiągnięcia: ustanowienie nowego rekordu Polski w dniu 18 października podczas zawodów w Sopocie w chodzie na 5000 m rezultatem 21;56,0 min oraz zdobyte medale mistrzostw Polski - srebrny na dystansie 10 000 m i brązowy na 20 km. W 1960 roku Sarnecki startował w trzynastu różnych zawodach w chodzie sportowym, w tym raz za granicami Polski. Rozgrywane były na dystansach od 3 km do 20 km. Największymi sukcesami sportowymi w tym roku były: zdobycie srebrnego medalu mistrzostw Polski w chodzie na 20 km oraz zajęcie VI miejsca w chodzie na 15 km podczas IX Międzynarodowych Zawodów Listonoszy w Opatii (wówczas Jugosławia). W opracowanej lekkoatletycznej tabeli Wybrzeża Sarnecki znalazł się w 1960 roku na II miejscu w chodzie na 10 km i 20 km, w obu dystansach za Franciszkiem Szyszką. 26 Pomerania nr 12 (581) / Gódnik 2023 Sylwetka Reprezentacja Polski na IX Międzynarodowych Zawodach Listonoszy w Opatii, 1960 rok. Wiesław Sarnecki stoi w środku. Ze zbiorów B. Barbużyńskiego W 1961 roku Sarnecki był uczestnikiem dwunastu imprez sportowych, w których wystartował w chodzie na dystansach od 3 km do 20 km. Największym jego sukcesem osiągniętym w tym roku było zdobycie brązowego medalu na mistrzostwach Polski seniorów, rozegranych w Nowej Hucie, w chodzie na dystansie 20 km. W 1962 roku Sarnecki startował w ośmiu zawodach sportowych, w tym w jednych zagranicznych - X Międzynarodowych Mistrzostwach Listonoszy w Monachium, podczas których uzyskał IV miejsce w chodzie na 15 km. W Polsce tradycyjnie startował w chodzie na dystansach od 3 km do 20 km. Na mistrzostwach Polski seniorów rozegranych w Warszawie uplasował się w chodzie na 20 km na drugim miejscu, zdobywając srebrny medal i tytuł wicemistrza Polski. Sezon 1963 roku był wyjątkowy dla Wiesława Sarneckiego pod względem aktywności. Uczestniczył aż w 17 zawodach, z czego dwie imprezy były w obsadzie międzynarodowej. Startował na dystansach od 5 km do 20 km, z czego sześć startów było na 10 km, sześć na 20 km, cztery na 5 km i jeden na 15 km. Najważniejszy był chyba start w mistrzostwach Polski seniorów, gdzie w chodzie na 20 km Sarnecki zajął I miejsce z rekordem kraju. Niestety, w niejasnych dziś okolicznościach klub zawiesił dalsze starty Sarneckiego. Nie jest znany jednak okres, na jak długo to nastąpiło. W następnych latach do 1968 roku Sarnecki startował już okazjonalnie i tylko w resortowych zawodach łączności. Wiesław Sarnecki pod koniec lat 50. i na początku lat 60. należał do czołówki chodziarzy nie tylko na Wybrzeżu, ale także w Polsce. W trakcie swoich występów sportowych wielokrotnie ustanawiał rekordy życiowe. Podsumowując jego sportowe osiągnięcia, należy przypomnieć, że w swojej sportowej karierze wywalczył 10 medali podczas mistrzostw Polski. Klasyfikuje go to na 27. miejscu wśród wszystkich 126 medalistów mistrzostw Polski zrzeszonych w klubach Pomorskiego Okręgu Lekkiej Atletyki w latach 1946-1995. Dodać należy, że pozostali zawodnicy klubu Konradia w mistrzostwach Polski w latach 1959-1971 zdobyli tylko siedem medali. Wiesław Sarnecki był dwukrotnie mistrzem Polski w chodzie na 20 km w 1957 i 1963 roku, wicemistrzem w chodzie na 10 km w 1959 roku i w chodzie na 20 km w latach 1960 i 1962. Był także pięciokrotnym brązowym medalistą: w chodzie na 20 km w latach 1958, 1959 i 1961, w chodzie na przełaj w 1958 roku oraz w chodzie na 50 km w 1956 roku. Dnia 23 sierpnia 1963 roku w Bydgoszczy podczas mistrzostw Polski ustanowił najlepszy wynik w Polsce w chodzie na 20 km - 1:32;08,2 godz. (wówczas w chodzie sportowym nie mówiono o rekordach Polski). Aby pokazać, jak wartościowe były osiągnięcia sportowe Wiesława Sarneckiego, należy napisać, z kim konkurował w okresie swojej kariery. Byli to m.in. Jerzy Hausle-ber, Franciszek Szyszka, Jerzy Łoskoczyński, Edmund Paziewski, Bolesław Michoń czy Eugeniusz Ornoch. Krzysztof Kowalkowski Pomerania nr 12 (581) / Grudzień 2023 27 WIELKOKACKA HISTORIA. RENOWACJA KAPLICZKI ŚW. JÓZEFA Wielki Kack - dawniej samodzielna wieś, a od 1953 roku jedna z gdyńskich dzielnic, która od wieków jest silnym matecznikiem kaszubszczyzny. Na jej obszarze znajdziemy wiele obiektów wpisanych do rejestru zabytków. Doświadczamy tego szczególnie, poruszając się jedną z głównych arterii miasta ul. Wielkopolską i skręcając w ul. Źródło Marii. Już po kilkudziesięciu metrach odsłania się przed nami zupełnie inny świat bogaty w ceglaną zabudowę. To bardzo charakterystyczny obszar widniejący w rejestrze zabytków jako układ ruralistyczny dawnej wsi Wielki Kack, nad którym góruje przeszło stuletni kościół pw. św. Wawrzyńca. Na obszarze Wielkiego Kacka znajdziemy wiele ciekawych, zabytkowych obiektów mówiących o historii tego miejsca. Są wśród nich sakralne kapliczki i krzyże zwane na Kaszubach Bożymi Mękami. W ostatnich kilkudziesięciu latach ze względu na rozbudowę dzielnicy mocno zmieniał się jej układ przestrzenny, a dawne kapliczki pozostały w dużej części przy rozbudowanej i modernizowanej kilkakrotnie ulicy Wielkopolskiej. Jednym z takich obiektów jest kapliczka św. Józefa, która przed laty, na skutek rozbudowy wspomnianej ul. Wielkopolskiej i dobudowy jej drugiej nitki, znalazła się w pasie rozdzielającym obie jezdnie. Z jednej strony uniemożliwiało to dojście do niej, a z drugiej sprawiało, że (szczególnie zimą) kapliczka była narażona na niekorzystne warunki, które przyspieszały jej degradację. Patron Dlaczego dawni mieszkańcy Wielkiego Kacka ustawili kapliczkę św. Józefa i co kierowało ich wyborem? Tego niestety nie wiemy. Możemy jednak domyślać się źródeł tej motywacji, prześledziwszy krótką charakterystykę patrona. Święty Józef - małżonek Marii z Nazaretu, tradycyjnie nazywany jej Oblubieńcem, opiekun Świętej Rodziny, święty Kościoła powszechnego, uznany za patrona chrześcijańskich małżeństw, rodzin oraz ludzi pracy i dobrej śmierci, częstokroć porównywany do Abrahama. Kościół katolicki ukazuje św. Józefa jako wzór takich cnót, jak posłuszeństwo Bogu, wiara, pracowitość, męstwo, sprawiedliwość, czystość, piękna miłość, skromność, ubóstwo i milczenie. Jest wzorem męstwa oraz paradygmatem ojcostwa. Historia Kapliczka powstała najprawdopodobniej pod koniec XIX wieku, odnajdujemy ją na mapach z 1907 roku. Wówczas znajdowała się na początku wielkokackiej wsi przy głównym szlaku drogowym Sopot-Wiczli-no. Odchodziła od niej brukowana droga do Małego Kacka i Kolibek, a z drugiej strony dwie polne drogi. Pierwsza wiodła na pola uprawne i łączyła się z ul. Starochwaszczyńską przed kościołem (obecnie ul. Źródło Marii). Druga prowadziła w kierunku Wysokiej i Osowej (ul. Wesołą i dalej przez Lisią Górę). W międzywojniu opiekę nad kapliczką sprawowała 28 Pomerania nr 12 (581) / Gódnik 2023 Gdyńskim szlakiem Kapliczka św. Józefa po renowacji Fot. Magdalena Śliżewska, UM Gdynia rodzina Mierzejewskich. W 1935 roku w pobliżu kapliczki budowano szosę. Ślad po tych i kolejnych pracach był zauważalny - nawierzchnia szosy się podniosła, a kapliczka została niżej. W 1945 roku Wielki Kack znalazł się w centrum silnych walk pomiędzy Niemcami a Armią Czerwoną. Dawne, historyczne centrum wsi u zbiegu obecnych ul. Wielkopolskiej i Źródło Marii .zostało w większości zniszczone. Ostała się jedynie jego część od strony wielkokackiej świątyni pw. św. Wawrzyńca, która dziś jest wpisana do rejestru zabytków. Los nie oszczędził niestety kapliczki św. Józefa. Jej spora część legła w gruzach, a sama figura świętego została doszczętnie zniszczona. W dość szybkim tempie wielkokacka społeczność ją odbudowała, wykorzystawszy zachowane fragmenty sakralnej budowli, co zauważamy na zdjęciach z 1946 roku. Obiekt nieznacznie zmienił wygląd - dolna, dawnej oszklona kondygnacja została zamurowana, a w górnej ustawiono mniejszą figurę świętego. W latach 80. ubiegłego wieku na skutek budowy drugiej jezdni ul. Wielkopolskiej kapliczka znalazła się na wysepce pomiędzy dwoma pasami, a jej dolna część kondygnacji - pod ziemią. W Roku Jubileuszowym z inicjatywy byłego proboszcza wielkokackiej parafii ks. Ryszarda Kwiatka kapliczka została odnowiona, a koszty tych prac pokryła parafianka Anna Niewie-działa. Prace wykonali wówczas Edmund Gojtowski i Ryszard Jabłoński. Kapliczka w nowym miejscu W 2023 roku w ramach przebudowy ul. Wielkopolskiej konieczna była zmiana usytuowania kapliczki. Prace przeprowadzono w ramach projektu „Utworzenie węzła integracyjnego transportu publicznego przy przystanku Pomorskiej Kolei Metropolitalnej Gdynia Karwiny - faza 1". Nadzór i prace konserwatorskie pełniła dyplomowana konserwator zabytków Izabela Huk-Malinowska, a wykonawcą prac zabezpieczających i przeniesienia była Firma Budowlano-Drogowa MTM SA. Roboty prowadzono w kwietniu i maju 2023 roku. Nie należały one do najłatwiejszych. Przy próbie przeniesienia okazało się, że kapliczka jest w bardzo złym stanie technicznym, jednak dzięki doświadczeniu konserwator Izabeli Huk-Malinowskiej udało się szczęśliwie zakończyć przedsięwzięcie. Nowa lokalizacja kapliczki to zbieg ulic Wielkopolskiej i Starodworcowej, zaledwie kilkadziesiąt metrów od dawnego miejsca, co sprawia, że jest bardziej dostępna i mniej narażona na niekorzystny wpływ ruchliwej drogi. Należy dodać, że wiele działań związanych z ostatnią renowacją kapliczki podjęła Rada Dzielnicy Wielki Kack, która w przyszłości planuje dalsze prace związane z zagospodarowaniem terenu wokół wielkokackiego zabytku. Dnia 26 listopada br. odbyła się uroczystość odsłonięcia kapliczki po renowacji w nowym miejscu. Uczestniczyli w niej mieszkańcy, a władze miasta reprezentowali wiceprezydent Gdyni Michał Guć oraz radni Anna Szpajer i Zenon Roda. Gospodarzami i organizatorami uroczystości byli przedstawiciele Rady Dzielnicy, Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskie-ego Oddział w Gdyni - Koło Wielki Kack oraz Kaszubskiego Forum Kultury. Poświęcenia kapliczki dokonał kolejny proboszcz tutejszej Parafii pw. św Wawrzyńca - ks. Jarosław Piotrowski. W drugiej części uroczystości w wielkokackiej Przystani zaprezentowano instalację rzeźbiarską autorstwa prof. Tomasza Sobisza. Słowo o postaci i twórczości artysty, związanego z Akademią Sztuk Pięknych w Gdańsku, wygłosił prezes KFK Andrzej Busler. Wspominając dzieje wielkokackiej kapliczki św. Józefa, łatwo zauważyć, że z jednej strony jest ona miejscem kultu chrześcijańskiego, a z drugiej to symbol i świadectwo historii dawnych pokoleń mieszkańców Wielkiego Kacka, niezwykle mocno związanych z kaszubszczyzną. Andrzej Busler Pomerania nr 12 (581) / Grudzień 2023 29 Łostowice, widok na ulicę Świętokrzyską. Fot. Sławomir Lewandowski PIĘKNE POLA, STRASZNY DWÓR I MLECZARNIA Pięćdziesiąt lat temu, 1 stycznia 1973 roku, w granice administracyjne miasta Gdańska włączono tereny podmiejskie, m.in.: Osowę, Wysoką, Nowy Świat, Pirogę, Klukowo, część Rębiechowa, Matar-nię, Bysewo, Kokoszki, Smęgorzyno, Kiełpino Górne, Karczemki, Kiełpinek, Jasień, Szadółki, Rębo-wo, Zabornię, Łostowice, Ujeścisko, Zakoniczyn, część wsi Kowale i Maćkowy. W Gdańsku znalazła się tego dnia również Wyspa Sobieszewska z miejscowościami: Sobieszewo, Orle, Świbno, Przegalina i Górki Wschodnie. W sumie -31 osad i wsi. Gdańsk-Południe, gdańskie południe, południowe dzielnice lub po prostu: przy obwodnicy. Określeń na najszybciej zaludniającą się część Gdańska jest wiele. Do tego dochodzi nowomowa narzucana przez deweloperów w postaci nazw dziwnych i dziwniejszych, takich jak Lawendowe Wzgórze, Pięć Wzgórz czy Słoneczne Wzgórza, które powoli wypierają rdzenne i historyczne nazewnictwo. Pisałem już o tym w dwóch poprzednich artykułach (Miasto budowane za miastem, „Pomerania" nr 1/2023, Jak Szadółki stały się Jasieniem, „Pomerania nr 7-8/2023). Odpowiednie nazewnictwo tej części Gdańska, które wprawdzie wprowadza czasami niemałe zamieszanie, to jednak najmniejszy problem, jaki dotyka mieszkańców. Są dużo większe powody do zmartwień, do których można zaliczyć przede wszystkim brak odpowiedniej do potrzeb infrastruktury drogowej, wciąż ubogą liczbę obiektów sportowych, przeludnione szkoły i najbardziej zauważalny urbanistyczny chaos, od którego mogą boleć oczy i za który odpowiadają nie tyle deweloperzy, co obowiązujące prawo i brak szczegółowych zapisów w „Miejskim planie zagospodarowania przestrzennego". Dlatego niektórzy chcąc cieszyć się domem z ogrodem, muszą zaakceptować, że tuż za płotem mają nie jednego czy dwóch sąsiadów, ale kilkunastu lub kilkudziesięciu stłoczonych w kilkupiętrowym bloku. Łostowice To jakie było i jakie jest południe Gdańska? Zacznijmy od bodaj największej terytorialnie dawnej pod-gdańskiej wsi - Łostowic. Jeszcze kilkanaście lat temu Łostowice, znane wcześniej jako Schónfeld, charakteryzowały się - jak wskazuje niemiecka nazwa - połaciami pięknych pól. Dzisiaj zdecydowaną część tych terenów zajmują osiedla mieszkalne, które na początku trzeciego tysiąclecia najpierw stopniowo, a w ostatnim pięcioleciu wręcz lawinowo zaczęły powstawać. Pisząc o Łostowicach, na wstępie trzeba wyjaśnić jedną rzecz. Otóż cmentarz Łostowicki, największa gdańska nekropolia, nie ma nic wspólnego z Łosto- 30 Pomerania nr 12 (581) / Gódnik 2023 50 lat gdańskich dzielnic wicami! Ta myląca i często powtarzana nazwa powstała przez nieporozumienie. Tu należy cofnąć się do lat powojennych. Ulica, przy której położony jest cmentarz, nazywała się przed wojną Wonneberger Weg (Droga ku Ujeścisku bądź Droga Ujeściska). Tuż po wojnie nazwę ulicy zmieniono - nie wiedzieć czemu - na Włostowicką, która przyjęła się ostatecznie jako Łostowieka. Zawiniła urzędnicza niefrasobliwość lub brak wiedzy. Co gorsza, pobliski rozrastający się cmentarz komunalny, którego zalążkiem był cmentarz św. Franciszka z Asyżu w Emaus przy ul. Kartuskiej, zaczęto nazywać Łostowickim! Na to, że nazwa jest błędna i wprowadza niemałe zamieszanie w topografii, nikt chyba już nie zwraca uwagi. Łosto wice mają również ciekawą kartę historii, której skrawki można wciąż odnaleźć pośród coraz rzadziej zarośniętych krzakami łostowickich wzgórz. Mowa o Wzgórzu Luizy (niem. Luisenberg), które usytuowane jest pomiędzy dzisiejszymi ulicami Niepołomicką i Kampinoską. Na nieco zarośniętym krzewami i drzewami wzniesieniu stał niegdyś wysoki żeliwny krzyż na betonowej podstawie. Znalazł się tu w 1817 roku na pamiątkę żołnierzy Landwery (Ochotnicza Milicja Zbrojna), którzy zginęli w walce o Gdańsk. Miejsce postawienia monumentu nie jest przypadkowe. Rok 1813 to schyłek panowania Napoleona Bonaparte w Europie, czego najjaśniejszym dowodem była klęska Wielkiej Armii w bitwie narodów pod Lipskiem w dniach 16-19 października. Nieco wcześniej, wiosną i latem tego samego roku, toczyły się walki o Gdańsk, który na mocy pokoju podpisanego 9 lipca 1807 roku w Tylży miał status Wolnego Miasta i znajdował się pod protektoratem Prus i Saksonii, choć faktyczny protektorat sprawowała nad nim Francja. Kolejna fala wojen napoleoń- skich nie ominęła zatem Gdańska. W czasie oblężenia miasta przez Rosjan i wojska Fryderyka Wilhelma III w Łostowicach, w tutejszym dworze, znajdowała się kwatera dowódcy wschodniopruskiej Landwery, hrabiego majora Ludwiga von Dohn-Schlobittena. Oddział przezeń dowodzony składał się z dziewięciu batalionów piechoty, dwóch pułków kawalerii i batalionu artylerii polowej, w sumie osiem tysięcy żołnierzy z ośmioma działami. Prusacy pojawili się pod Gdańskiem 1 czerwca 1813 roku, a już 10 czerwca weszło w życie 75-dniowe zawieszenie broni, stąd dopiero pod koniec sierpnia, po wznowieniu działań wojennych, mogli wziąć udział w walkach o Gdańsk. Z terenu Łostowic landwerzyści atakowali Oruńskie Przedmieście i Zaroślak, co m.in. odnotowali kronikarze przy dacie 10 października. Pomnik na Wzgórzu Luizy powstał trzy lata po tych wydarzeniach. Na samym krzyżu, otoczonym metalowym ogrodzeniem o neogotyckich formach, wymienionych jest dziewięciu oficerów Landwery, wśród nich major Ludwig von Dohn, który zmarł już po zajęciu Gdańska w wyniku odniesionych ran lub wycieńczenia organizmu. Krzyż przetrwał niemal 150 lat. W połowie lat 70. XX wieku został zniszczony przez wandali. Połamane fragmenty udało się ocalić i dzisiaj można je zobaczyć przy wejściu do oddalonego o kilkaset metrów kościoła św. Judy Tadeusza Apostoła. Jeszcze kilka lat temu na granitowej podstawie krzyża można było zobaczyć podstawę żeliwną, jednak w obawie przed zniszczeniem także i ją przeniesiono do parafii zarządzanej wówczas przez ks. kanonika Mieczysława Pikora. Na wzgórzu wciąż stoi jednak granitowa podstawa, która pozostaje żywym świadectwem niezwykłej historii Łostowic. Szkoła Podstawowa nr 86, której patronuje prof. Jerzy Samp. Fot. Sławomir Lewandowski Pomerania nr 12 (581) / Grudzień 2023 31 50 lat gdańskich dzielnic Wspominając o Łostowicach, nie można zapomnieć o tamtejszej szkole podstawowej. Przedwojenny budynek zbiorczej szkoły powszechnej spłonął w 1945 roku podczas działań wojennych. Tymczasowe nauczanie zorganizowano w prywatnym domu przy ulicy Świętokrzyskiej. W 1955 roku rozpoczęto przy ulicy Wielkopolskiej budowę nowej szkoły, którą oddano do użytku dwa lata później. W 2017 roku -z okazji 70-lecia działalności placówki - nadano jej imię profesora Jerzego Sampa. Od tego momentu każdego roku 23 marca, w dniu urodzin autora m.in. Legend gdańskich, celebrowany jest Dzień Patrona. Od Zankoczyna do Zakoniczyna Historia tej dawnej wsi sięga XIV wieku. Po raz pierwszy nazwa odnotowana została w 1334 roku jako Zan-koczyn, następnie Zamkoczin (1402), Czackenczin (1438), potem także Zankenczyn lub Zankenschin, w 1874 roku zniemczona na Zankenzin. W 1942 roku nazwę wsi zmieniono na Zangen, gdyż hitlerowskim władzom poprzednia nazwa wydała się za mało germańska. Po 1945 roku nawiązano do etymologii słowiańskiej nazwą Zakoniczyn. Granice dawnej wsi sięgają na zachodzie od tzw. gdańskich Kowal (osiedle Świętokrzyskie) i Rębowa (ul. Przywidzka), po Szadółki (ul. Jabłoniowa) na północy i Łostowice (ul. Świętokrzyska) na południu. Wschodnia granica z Ujeściskiem przebiega na wzgórzu przed kościołem św. Ojca Pio. Jeszcze dwie dekady temu idąc w górę ulicą Wie-życką, mijało się dawne zabudowania mieszkalne i gospodarcze, pamiętające świetność tutejszego Państwowego Gospodarstwa Rolnego (PGR). Nieco dalej z niewielkiego wzniesienia na skraju dawnego parku dostrzec można było XIX-wieczny dwór. Choć niewielkich rozmiarów, jego bryła dominowała nad sąsiadującą zabudową. Dwór Zakoniczyn powstał na fundamentach poprzedniego dworku. Do rodziny Wendtów - ostatnich właścicieli majątku - należał ponad 60 lat. W 1880 roku jako właściciel figuruje Eugen von Wendt. Jego potomek Max von Wendt był w czasach Wolnego Miasta Gdańska (do 1929 roku) naczelnikiem obwodu Łostowice, obejmującego pięć okolicznych gmin. Ostatnim właścicielem majątku był Artur von Wendt. W okalającym dwór parku można znaleźć grób, w którym prawdopodobnie pochowano zamordowanych przez czerwonoarmistów lub zabitych w wyniku nalotu wiosną 1945 roku właścicieli przedwojennego majątku. Prawdopodobnie, gdyż niektóre przekazy mówią, że pochowani są tam okoliczni mieszkańcy. Po II wojnie światowej dwór Zakoniczyn wraz z parkiem stał się częścią wspomnianego PGR-u. Gdy na początku lat 90. XX wieku likwidowano PGR-y, dwór lata świetności miał już dawno za sobą. Zdewastowany obiekt wraz z podupadłym parkiem przez lata upaństwowienia uległ znacznej dewastacji. Przez kolejne ćwierć wieku dewastacja trwała i... trwa. Zaniedbany, odarty z tynku, z powybijanymi szybami pałac chyli się coraz bardziej ku upadkowi. Żal patrzeć, jak piękne korynckie pilastry, kamienne wazy i ceramiczne ornamenty, które przetrwały półtora wieku, niszczeją przy biernej postawie właściciela i służb konserwatora zabytków. Obecnie straszny dwór, jak mówią okoliczni mieszkańcy, stoi w cieniu zabudowy wielorodzinnej, niefortunnie usytuowanej w najbliższym jego sąsiedztwie, odbierając mu wszystkie dotychczasowe atrybuty. Choć nowy-stary właściciel - przedsiębiorstwo Budowlane „Górski" - nabyło nieruchomość 2004 roku i zobowiązało się do jej rewitalizacji w ciągu czterech lat, do tej pory obiekt nie doczekał się odnowy. Warto przytoczyć kilka zdań na temat dworu, które znalazły się w oficjalnym gdańskim kalendarzu na 2014 rok: Aktualnie zabytek, który znalazł wreszcie prywatnego właściciela, przedstawia żałosny widok. W ogóle nie zauważymy tu ręki nowego gospodarza ani też śladu zabiegów remontowo-konserwatorskich. W założeniu miały zaś powstać apartamenty przypominające o dawnym splendorze tego miejsca. Oby tylko nie skończyło się na tablicy informującej o istnieniu dworu, przytwierdzonej do jego fasady... Od wydania kalendarza minęło 10 długich lat. Tablica informacyjna nadal jest w dobrej kondycji, niestety reszta obiektu ma się zdecydowanie gorzej. Żal, bo przy dobrej woli właściciela mógłby być przecież prawdziwą perełką Zakoniczyna. Należy jeszcze dodać, że zespół dworsko-parko-wy, w skład którego wchodzą: dwór, wieża trafostacji z 1910 roku, park dworski z ogrodem użytkowym, stawem, układem ścieżek oraz zachowanym starodrzewem, został w 2018 roku wpisany przez Pomorskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Gdańsku do rejestru zabytków. Ochroną objęto także historyczny układ komunikacyjny - północny odcinek drogi dojazdowej do zespołu z zachowanymi reliktami alei oraz odcinek historycznego traktu komunikacyjnego, łączącego wieś Kowale z wsiami Ujeścisko i Szadółki. Pozostały obszar Zakoniczyna przez długie dekady zajmowały jedynie pola i wrzosowiska, chętnie odwiedzane - z uwagi na dziką zwierzynę - przez myśliwych. Podobnie jak w przypadku sąsiednich Łostowic, wszystko zaczęło zmieniać się na początku tego wieku. Na polach zbudowano ulice i bloki mieszkalne. Wzdłuż ulicy Wieżyckiej powstała najpierw zabudowa jednorodzinna, a następnie wielorodzinna. Zniknęły popegeerowskie zabudowania. Większości ulic patronują postacie związane z Marynarką Wojenną II Rzeczypospolitej: Kazimierz Porębski, Jerzy Świrski, Józef Unrug, Wacław Kłoczkowski, Michał Borowski, Aleksander Dulin oraz Konstanty Biergiel, któremu niestety współcześni zmienili nazwisko na Bergiel. W gronie patronów jest także Stanisław Dąbek, dowódca Morskiej Brygady Obrony Narodowej 32 Pomerania nr 12 (581) / Gódnik 2023 50 lat gdańskich dzielnic i Lądowej Obrony Wybrzeża. Nie licząc ulicy Wieży-ckiej, której nazwę można uznać za historyczną, trudno wyjaśnić, jak w gronie admirałów, komandorów, dowódców i kapitanów znalazł się żyjący na przełomie XVI i XVII wieku Andrzej Huenefeld, drukarz, wydawca i księgarz, przyjaciel Jana Heweliusza. W lutym 1980 roku Zakoniczyn zapisał się również na kartach kryminalnych. Ofiarę morderstwa -jak pisze w swojej książce Skorpion Krzysztof Wójcik - znaleziono przy gruntowej drodze z Łostowic do Zakoniczyna, wzdłuż której rosły wierzby (ul. Wieży cka). - To zabiłeś swoją żonę? - dopytywał referent, wstukując na maszynie kolejne litery. - Wiem, że żona została zamordowana, bo przecież rano widziałem ją na skarpie w Zakoniczynie, ale ja jej nie zamordowałem - bąkał jerzy. Jak się okazało po kilku latach, sprawcą morderstwa nie był mąż ofiary, ale Paweł Tuchlin - seryjny zabójca z Pomorza nazwany Skorpionem, który atakował idące samotnie kobiety i zadawał im ciosy młotkiem w głowę. Zamykając opowieść o Zakoniczynie, warto wspomnieć jeszcze jedną rzecz. Gdański propagator historii prof. Andrzej Janu-szajtis w artykule z 2002 roku (miesięcznik „Nasz Gdańsk") przywołuje jezioro, którego ślad zachował się w postaci łąki rozciągającej się od mostka w ciągu ulicy Świętokrzyskiej (u zbiegu z Karkonoską) aż po Szadółki i Rębowo. Dawne jezioro Gowidlino (nazwa pochodzi z 1338 roku), długie na prawie 800 metrów i szerokie na 250 metrów, zdaniem autora mogłoby być doskonałym zbiornikiem retencyjnym, tym piękniejszym, że naturalnym. Po kilku latach w tym miejscu faktycznie powstał duży zbiornik retencyjny Świętokrzyska II. Wprawdzie nowy akwen nie jest tak duży jak Gowidlino, ale i tak ma imponujące rozmiary i - co ważne - oprócz swojej funkcji przeciwpowodziowej, podobnie jak położony bliżej Rębowa zbiornik Świętokrzyska I, służy rekreacji. Oba zbiorniki łączy Potok Oruński. Maćkowy i ślad dawnej mleczarni Przez ostatnie dziesięciolecia Maćkowy znane były przede wszystkim dzięki Spółdzielni Mleczarskiej „Maćkowy", która przez blisko cztery dekady była największym dostawcą mleka i produktów mlecznych na rynek Gdańska i Pomorza. Działalność zakończyła w 2017 roku. Na początku stycznia br. wyburzono ostatni znajdujący się na jej terenie obiekt - komin. Wkrótce w tym miejscu powstanie osiedle mieszkaniowe, nie pierwsze na tym terenie. Od kilku lat w Maćkowych powstaje zabudowa wielorodzinna. Scenariusz jest ten sam, jak w przypadku Łostowic i Zakoniczyna. Najpierw stopniowo, a następnie lawinowo. Kto dawno nie jechał ulicą Starogardzką, ten może mieć problem, aby rozpoznać dawne Maćkowy. Historię Maćkowych tworzy m.in. Obóz Karny SS i Policji (Strafvollzugslager der SS und Polizei Dwór Zakoniczyn. Fot. Sławomir Lewandowski Danzig-Matzkau) przy obecnej ul. Starogardzkiej. Wybudowany został na terenie zakupionym w maju 1939 roku przez Senat II Wolnego Miasta Gdańska z myślą o założeniu na nim ośrodka turystycznego. Po wizycie w Gdańsku Heinricha Himmlera, który uznał, że miejscowe siły SS są za słabe i należy je wzmocnić, plany zmieniono i w czerwcu tego samego roku podjęto decyzję o budowie obozu o przeznaczeniu koszarowym (SS-Kaserne Danzig-Matzkau). Funkcję koszar pełnił do października 1940 roku, następnie był obozem przejściowym dla tzw. Litauen-deutsche (uchodźców niemieckich z Litwy). We wrześniu 1941 roku zadecydowano o przeniesieniu tu z KL Dachau części obozu karnego SS i policji. Była tu jedna z wielu filii KL Stutthof, w której jednorazowo mogło być osadzonych do 2500 osób. Trafiali tam również najgorsi zbrodniarze III Rzeszy, a także żołnierze Wermachtu, członkowie struktur SS i policji, którzy popadli w niełaskę, m.in. skazani za kradzieże, dezercję, niedopełnienie obowiązku, sprzeciw wobec przełożonych, homoseksualizm i inne. W lutym 1945 roku więźniów ewakuowano pod Norymbergę oraz do Mosbach, a do Maćkowych zwożono zatrzymanych i weryfikowanych przez NKWD. W kolejnych latach mieściły się tam m.in. magazyny amunicyjne i materiałów wybuchowych wojsk Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego i jednostek milicji oraz hotel pracowniczy Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacji. Dzisiaj na terenie danego obozu i w jego sąsiedztwie powstają osiedla mieszkaniowe. Sławomir Lewandowski Bibliografia: • Encyklopedia Gdańska, Gdańsk 2012. • Historia Gdańska, tom III/2: 1793-1815, red. Edmund Cieślak, Gdańsk 1993. • Januszajtis Andrzej, Gdańskie ABC. Ł - jak Łostowi-ce, „Nasz Gdańsk", nr 13/2002. • Januszajtis Andrzej, Od Gyddanyzc do wielkiego Gdańska, Gdańsk 2011. • Kalendarz gdański 2014, Gdańsk 2013. • Wójcik Krzysztof, Skorpion, Warszawa 2018. Pomerania nr 12 (581) / Grudzień 2023 33 Gdańsk mniej znany Grudniową porą ruszamy do kościoła św. Mikołaja. W świątyni od 2018 roku trwają prace ratunkowe zapobiegające katastrofie budowlanej. Dzięki systemowi radiowego opomiarowania, który nieustannie monitoruje ruchy bryły świątyni, możemy czuć się tu bezpiecznie. Mikołajowe niespodzianki Od 10 grudnia można podziwiać kaplicę św. Józefa. Znajduje się ona pod wieżą, a więc jej historia sięga XIV stulecia. Podczas prac konserwatorskich odkryto wielobarwne freski. Okazało się, że sklepienia i ożebrowania zdobią motywy roślinne, a nawet kwiaty. Wspaniale prezentuje się tutaj również fresk zwany Scala Salutis (Święte Schody) z 1425 roku. Przedstawia w centrum Boga Ojca, a po Jego bokach Chrystusa i Maryję prowadzącą zwykłych ludzi. To wyjątkowe ukazanie, że modlitwy wiernych kierowane są przez Matkę Boską ku Chrystusowi i dalej ku Bogu Ojcu. Świątynia pełna jest cennych zabytków, takich jak monumentalny ołtarz z XVII wieku czy organy z 1755 roku (starsze od oliwskich!), ale i wyjątkowych ciekawostek. Warto zwrócić uwagę na potężny barwny parasol stojący w prezbiterium. To Umbraculum - dar papieża Piusa XI z 1928 roku, ofiarowany w momencie nadania kościołowi tytułu bazyliki mniejszej. Zupełnie zapomniany parasol odkryto zawinięty w dywan w krypcie kościelnej w 2019 roku. Marta Szagżdowicz Detale w przybliżeniu Choć po czasowym zamknięciu kościół św. Mikołaja jest ponownie otwarty, nadal nie możemy podziwiać go w pełnej okazałości. Cała nawa południowa jest wyłączona z użytkowania. To właśnie tam zaobserwowano spękania i zapadnięcie się posadzki. By ratować kościół przed zawaleniem, skonstruowano drewniane rusztowanie. Podpiera ono uszkodzone sklepienia. Będąc na miejscu, nie możemy wejść do tej przestrzeni. Zachęcam jednak, by dzisiejszy spacer odbyć wirtualnie. Kościół św. Mikołaja wziął udział w projekcie Fundacji Wirtualizacji Narodowego Dziedzictwa Kulturowego. Dzięki temu na stronie maryjny.org możemy podziwiać jego wnętrze. Architektura i zabytkowe wyposażenie zostały sfotografowane i nagrane przy wykorzystaniu najnowszych technologii. Na portalu zobaczymy gigapanoramy sferyczne HDR, czyli zdjęcia panoramiczne obejmujące pełny widok 360 stopni w poziomie i 180 stopni w pionie w rozdzielczości ponad miliarda pikseli! Umożliwia to stanięcie oko w oko z rzeźbami z belki tęczowej czy ołtarza, ale także pozwala przyjrzeć się misternym konstrukcjom utrzymującym nawę południową. U patrona kupców Powstanie kościoła zawdzięczamy dominikanom. Dotarli oni do Gdańska w 1226 roku. Na miejscu Hali Targowej stał wtedy kościół św. Mikołaja (jego fundamenty zostały odsłonięte w podziemiach hali w 2001 roku i są ogólnodostępne). Książę Świętopełk Wielki przekazał świątynię kaznodziejom. Wzniesiona została pod koniec XII wieku na styku szlaków handlowych, a jej patron czczony był jako opiekun handlujących, żeglujących i podróżnych. Biskup Mikołaj żył dziewięć stuleci przed św. Dominikiem, ale w Gdańsku pozostał na zawsze związany z dominikanami. Po zniszczeniu kościoła przez Krzyżaków w 1308 roku zakonnicy nie poddali się i wznieśli obecny kościół Świętego Mikołaja. Do najstarszych części należą zakrystia, prezbiterium i dolna część wieży. Powstawały one z pozostałości ruin klasztoru, który stał pierwotnie w tym miejscu. W ostatnich latach dominikanom udało się przeprowadzić liczne prace konserwatorskie. Została nimi objęta również zakrystia. Ojcowie zachęcają, by zwiedzać tę przestrzeń przed i po nabożeństwach. Można tu zobaczyć m.in. oryginalne gotyckie drzwi z XV wieku. 34 Pomerania nr 12 (581) / Gódnik 2023 EDUKACYJNY DODÓWK DO „POMERANII", NR 10 (172), GÓDNIK 2023 Natalia Bigus Klasę „0" i przedszkola Dzel 4. Kaszebscze zwaczi. Przerechtowania do Códów. Cele uczbe Poznawcze: • poznanie inhibicyjno-incytacyjnech (hamowanie -pobudzanie) czwiczeniów, poznanie kaszebsczi godowi spiewe, poznanie nowech zwrotów w ka-szebsczim jazeku; Realizacjo tematu: 1. Zabawa: Pieczeme pierniczczi. 2. Czwiczenie oddechowe. 3. Czwiczenie emisyjno-dikcyjne. 4. Prezentacjo i nóuka kaszebsczi godowi spiewe pt.: Spot kół zając pieska. Sztółcące: • umiejatnosc weczecó zmianów w muzyce, sztółtowanie chutczegó reagówanió na muzyczne sygnałe, doskonalenie słechówó-rechówi kóórdinacje, rozwijanie umiejatnosce przemieszcziwanió sa w przestrzeni, doskonalenie poprawny emisje i intonacje głosu, sztółtowanie prawidłowi postawę ucznia, sztółtowanie muzyczny pamiace, sztółtowanie póczecó esteti-czi reszanió sa, sztółtowanie muzyczny weóbraznie, sztółtowanie koncentracje i uwódżi; Wechówawcze: • rozwijanie umiejatnosce wespółdzejanió w karnie i w porze, sztółtowanie wetrwałosce w pókónywanim dragótów, pobudzenie ódpówiedzalnote za powierzone zadania, sztółcenie nawzójnegó szóno-wanió sa; Metode robotę ekspozycje, analiticzno-percepcyjnó, problemówó- ódtwórczó, problemówó-analiticznó Didakticzne pomoce pianino, kaszebskó godowo śpiewa pt.: Spótkół zając pieska, nóte ze scenarnika PLAN ZAJMOW Wstąp: 1. Przewitanie na muzycznym sygnale. 2. Zapoznanie uczniów z temata zajmów. 3. Marsz wstapny w metrum 4/4. 4. Czwiczenia gimnasticzno-rozgrzewające muskle raków i nóg: a) „przezeblókóme sa za kucharzów", b) „to, co kuchórz brekuje". Pódsemówanie: 1. Zabawa: Óbzdobiwóme danka. 2. Przebóczenie ó czim beła mowa na zajmach. 3. Pożegnanie na muzycznym sygnale. MERITORICZNY DZEL (30 min.) 1. Przewitanie na muzycznym sygnale (0, 5 min.). Szkólóce stoją na swójich molach sczerowóny skarnia-ma w strona szkolnego. Szkolny wito uczniów, śpiewające melodiczny zwrot: Dobri dzśń, a oni ódpówiódają, śpiewające: Dobri dzśń. 2. Zapoznanie uczniów z temata zajmów (0, 5 min.). Szkólóce stoją na swójich molach sczerowóny skarnia-ma w strona szkolnego. Na dzyseszich zajacach przerechtejeme sa do Godów. Jak meslita - co badzeme brekówele? Szkolny kórbi ze szkólókama na temat Godów (óbremie: śpiewanie kóladów, pieczenie pierniczków, zdobienie danczi itp.). 3. Marsz wstapny w metrum 4/4 (5 min.). Szkólóce póresziwają sa pó obwodzę koła, wekónejące pósobicą zgodno z muzyką: marsz w kole bieg w „rozsepce" marsz w kole podskok pó całi sale marsz w kole Czwiczenie wekónywóne je prze akómpaniamence szkolnego. NAJÓ UCZBA, NUMER 10 (172), DODÓWK DO „POMERANII" 1 KLASĘ „O" I PRZEDSZKOLA 4. Czwiczenia gimnasticzno-rozgrzewające (2,5 min.). Uczniowie stoją w „rozsepce" pó całi sale. a) „przezeblókóme sa za kucharzów" Zanim upieczenie kuszczi, muszime sa pasowno oblec. Fartuch, czopka kucharsko... b) „to, co kuchórz brekuje" - uczniowie na akcent w muzyce kładzą „na stole" (w weóbraznie) misczi, łeżczi, wałk - brekówne do przerechtowanió casta, Czwiczenie wekónywóne je prze akómpaniamence szkolnego. 5. Zabawa Pieczeme pierniczczi (6 min.). Uczniowie sedzą w kole, sczerowóny skarniama do westrzódka kota. Kóżdi ze szkólóków mó przed sobą miska (w weóbraznie) i wkłódó do ni produkte, jacze są brekówne do upieczenió pierniczków. Uczniowie pówtórzają za szkolnym (w kaszebsczim jazeku): - Sz.: mąka - U.: mąka i na akcent w muzyce wrzucają produkt do misczi, - Sz.: ceczer- U.: ceczer i na akcent w muzyce wrzucają produkt do misczi, - Sz.: miód - U.: miód i na akcent w muzyce wrzucają produkt do misczi, - Sz.: masło - U.: masło i na akcent w muzyce wrzucają produkt do misczi, - Sz.: jójka - U.: jójka i na akcent w muzyce wrzucają produkt do misczi. Pó włożenim wszetczich produktów do misczi, szkółownice podwijają rakowe i pókazeją: - zagniótanie casta, - wałkowanie casta, - wecyskanie rozmajitech sztółtów w cesce prze pomoce fóremków, - przekłódanie pierniczków na blacha, - włożenie blachę do bratnika i ustawienie hece i czasu. Czwiczenie wekónywóne je prze akómpaniamence szkolnego. 6. Czwiczenie oddechowe (2 min.). Uczniowie pódchódają do szkolnego i zjimają fartu-che, kucharscze czópczi i na akcent muzyczny, zgodno z muzyką gróną przez szkolnego, zdmuchiwają z sebie resztczi mączi i cekru. Czwiczenie wekónywóne je prze akómpaniamence szkolnego. 7. Ćwiczenie emisyjno-dikcyjne (2 min.). Szkólóce stoją na swójich molach. Pówtórzają za szkolnym. Spo-tkół za-jąc pie-ska, itd. 8. Prezentacjo i nóuka kaszebsczi godowi spiewe pt.: Spótkół zając pieska (6 min.). Uczniowie sedzą na swójich molach sczerowóny skarniama w strona szkolnego. Szkolny prezenteje godową śpiewa. Spó-tkół za-jąc pie-ska, co gnół dro-gą w las. Tonie je ta ste - gna, cy - nfi, co to Kró - la je! Czwiczenie wekónywóne je prze akómpaniamence szkolnego. 9. Zabawa Óbzdobiwóme danka (3,5 min.). Szkółownice ustówiają sa w kole sczerowóny skarniama do westrzódka koła. Na westrzódku „stoji danka" (w weóbraznie). Uczniowie „trzimają w rakach óbzdobe na danka". Uczniowie chodzą pó całi sale zgodno z muzyką gróną przez szkolnego. Czede pojawi sa: - akompaniament w rejestrze wiolinowim (wesocze zwaczi) - szkólóce stoją na palcach i wieszają óbzdobe na nóweższich wietewkach danczi, - akompaniament w rejestrze strzednym - szkólóce wieszają dankówe óbzdobe na weżawie swojego pasa, - akompaniament w rejestrze basowim (niscze zwaczi) -szkólóce wieszają óbzdobe na nóniższich wietewkach danczi. Czwiczenie wekónywóne je prze akómpaniamence szkolnego. 10. Przebóczenie ó czim beła mowa na zajmach (1,5 min.). Szkółownice sedzą na swójich molach sczerowóny skarniama w strona szkolnego. Co me póznele dzysó na zajmach? Toczi sa kórbiónka szkolnego z dzecama na temat zajmów. 11. Pożegnanie na muzycznym sygnale (0, 5 min). Szkólóce stoją na swójich molach sczerowóny skarniama w strona szkolnego. Szkolny żegnó sa z uczniama, śpiewające melodiczny zwrot: Do uzdrzenió. Uczniowie ódpówiódają, śpiewające: Do uzdrzenió. Do - u zdrze - nió. Tłómaczenie: B. Ugówskó. 9 Czwiczenie wekónywóne je prze akómpaniamence szkolnego. Natalia Bigus instruktor i choreograf juniorsczich karnów w Kaszebsczim Karnie Śpiewu i Tuńca „Sierakowice" ze Serakójc. Jakno muzyk i instruktor tuńca spe-cjalizeje sa w pólsczi ledowi tematice, le przede wszetczim w ukóchónech Kaszebach. Szkolno ritmiczi a sztółcenió słechu. 2 NAJÓ UCZBA, NUMER 10 (172), DODÓWk DO „POMERANII" KLASĘ II-III SPÓDLECZNY SZKOŁĘ Monika Kubiszók 2 uczbówe gódzene Z pomócą dló Cwiózdora - szukóme krósniatów. Cele uczbe: s przebóczenie znankówników, • rozwijanie - słowizne spartaczony z gódowima robótama, dobieranie pasownech słów do tekstu z lukama, wekónanie plasticzno-techniczny proce, rozwijanie jazekówech umiejatnosców, rozwijanie umiejatnosce wespółdzejanió w karnie, sztółtowanie wetrwałosce w pókónywanim dragótów; Metode proce indiwidualnó proca nad zadaniama, proca z teksta, pla-sticzno-technicznó proca Didakticzne pomoce: miona uczniów pó kaszebsku zapisóne na ósóbnech kórtkach, znankówniczi zapisóne na ósóbnech kórtkach, elemente muce dló krósniat, lest do Gwiózdora z lukama, szmatka do kurzów, poszewka, pódeszka, szruwa, szruwnik i drewno, ugótowóne jójka, óskubóne jójka, no-żik abó widelca, majonez, farwiónka z kuglą, knąpa, nitka, jigła, interaktiwne robotę, kórte proce, trimino Cyg uczbe 1. Szkolny wito sa z uczniama i ópówiódó, że Gwióz-dór prosył gó, żebe jemu weszekac nóbelniesze krósniata. Dlóte dzys na uczbie szkolny muszi jich webrac i zrechtowół pora rozmajitech zadaniów, żebe sa dowiedzec, chto jaczi je. Krósniata mdą też brekówac pozwów i dzys mogą je dostać. 2. Szkolny wieszó na tóblece miona szkółowników i przekładowe znankówniczi na ósóbnech kórtkach (Kórta proce 1). Pótemu szkolny wezweskuje Wordwall, żebe pokazać, jacze robotę jich żdają. Późni szkólóce pósobicą pódchódają (pó 1 abó 2 ósobe), loseją na kole fortunę numer ód 1 do 10. Kóżdemu z nich je przepisóne zadanie spartaczone z szekówaniem sa do Godów. Kod QR do kota fortunę w Wordwall. Robotę: 1. Weceranie kurzów (brekówne materiałe: szmatka do kurzów). 2. Zakłódanie pószewczi na pódeszka (brekówne materiałe: poszewka, pódeszka). 3. Krącenie szruwe (brekówne materiałe: szruwa, szruwnik, drewno). 4. Skubanie jójków (brekówne materiałe: ugótowóne jójka). 5. Dzelenie jójków na pół i dekorowanie majoneza (brekówne materiałe: óskubóne jójka, nożik abó widelca, majonez). 6. Malowanie kuglów (brekówne materiałe: farwiónka z kuglą) 7. Pisanie z pamiace -10 słów (gwiózdka. danka, daren-czi, kugla, kólada, szpeć, Jezes, Gwiózdór, gódnik, pasturz). 8. Przesziwanie knąpe (brekówne materiałe: knąpa, jigła, nitka). 9. Szukanie kaszebsczich słów (Kórta proce 2). 10. Ukłódanie trimino (Kórta proce 3). Czej szkółownik skuńczi welosowóne zadanie, pódchódó do tóblece, na jaczi są z jedny stronę przerzeszone kórtczi z mionama uczniów, a z dredżi stronę kórtczi z ódwróconyma do tófle znankównikama wskazejącyma na jich charakteristiczne znanczi. Szkolny ódkriwó webróną przez ucznia kórtka ze znankównika i doczepió kole kórtczi z jego miona. Szkolny dówó też kóżdemu szkólókówi elemente, z chternech uczniowie rechteją muce dló krósniat. Przikłód miona, znankównika a wezdrzatku muce Frac ROZGARNIATI i ▲ Frac ROZGARNIATI NAJÓ UCZBA, NUMER 10 (172), DODÓWk DO „POMERANII" 3 KLASĘ II-III SPÓDLECZNY SZKOŁĘ 3. Uczniowie dofulowują tekst z lukama (proca indiwidualnó). A Drodżł Gwiózdorze! ^ J Wszetce szkołownice klasę.......................mdą belnyma............................................Me dzys iistalele, że nóbarżi do jich mionów paseją pózwe: V Oni wszetce złożele dzys ..................................., że mdą wiedno fertich niesc pomoc Gwiózdorowi, rechtowac ..................................................., a też ó jinszich gódowech .......................................... w swojicłi checzach pamiatac. Darenczi, chteme dostele, mdą chatno nosec i dbać, be ................................................jazeka nie zabec. A że to je prówda, co jo pisza, oni sa tuwó podpisele: przerzeczenie, darenczi, zwekach, (numer klasę), da, kaszebsczegó, krósniatama 4 NAJÓ UCZBA, NUMER 10 (172), DODÓWK DO „POMERANII" KLASĘ II-III SPÓDLECZNY SZKOŁĘ 4. Na zakuńczenie uczbe szkolny prosy, żebe chatny uczeń przeczetół głośno lest do Gwiózdora. Zachacywó też wszetczich, żebe sa przedstawile swójim drechóm nowima mionama. Óbrózczi w scenarniku są wezweskóne z programu Canva. Kórta proce 1 NÓLEPSZI BUSZNY SKRETI ROZGARNIATI ZARADNY CHUTCZI PÓJATNY DŻIBCZI FRECHÓWNY MOCNY WIESOŁI ZABÓCZLEWI UMÓRDOWÓNY SKRETI BOJĄCY UPIARTI CZEKAWI PRZEMESLNY ÓBMESLNY SAMÓSTÓJNY ROBÓCY UTCEWI Kórta proce 2 Danka Sister Kuch Rain Blume Chair Hoffnung Erde Mountain Aniółk Kugla Window Pupe Wogel Boat Reba Kum Czep Katze Scarf Apple Gwiózda Lińcuch Hund Dog Stadt Kugelschreiber Headphones Mag Danka Zelony Kórta proce 3 o. rD: i l /k". J l A-J yv Moj Czerwińc Lepińc Zelnik P W S C P S N P W S C P S N P W S C P S N P W S C P S N 1 2 3 4 5 1 2 1 2 3 4 5 6 7 1 2 3 4 6 7 8 9 10 11 12 3 4 5 6 7 8 9 8 9 10 11 12 13 14 5 6 7 8 9 10 11 13 14 15 16 17 18 19 10 11 12 13 14 15 16 15 16 17 18 19 20 21 12 13 14 15 16 17 18 20 21 22 23 24 25 26 17 18 19 20 21 22 23 22 23 24 25 26 27 28 19 20 21 22 23 24 25 27 28 29 30 31 24 25 26 27 28 29 30 29 30 31 26 27 28 29 30 31 Sewnik Rujan Lestopadnik Gódnik P W S C P s N P W S C P S N P W S C P S N P W S C P s N 1 1 2 3 4 5 6 1 2 3 1 2 3 4 5 6 7 8 7 8 9 10 11 12 13 4 5 6 7 8 9 10 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 14 15 16 17 18 19 20 11 12 13 14 15 16 17 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 21 22 23 24 25 26 27 18 19 20 21 22 23 24 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 28 29 30 31 25 26 27 28 29 30 23 24 25 26 27 28 29 30 30 31 Nie zabócze! 19 stremiannika - Dzeń Jednote Kaszebów 15 zelnika - Swiato Kaszebsczi Fane 7 sewriika - Dzeń Kaszebsczi Edukacje Auton Olga Kuklińskó Kaladórz przerechtowóny w programie Canva. Redakcjo: Aleksandra Dzacelskó-Jasnoch / Korekta: Bożena Ugówskó / Projekt i skłód: Damian Chrul TO BYŁY LUKSUSOWE RZECZY, JAK NA TAMTE CZASY O POTRAWACH NA ŚWIĄTECZNYM STOLE W ŁYŚNIEWIE SIERAKOWICKIM Wydawana w Kartuzach „Gazeta Kartuska" 8 października 1936 roku pisała o wielu kwestiach, między innymi społeczno-oświatowych: Następnie omawiano sprawę przystąpienia wszystkich 9 placówek, istniejących w parafii, do przysposobienia rolniczego. W tej sprawie zabierali głos druh Kostuch i ks. prezes Burczyk, który przedstawił korzyści, jakie daje przysposobienie rolnicze, stawiając za wzór Łyśniewo, które otrzymało I nagrodę, a Sierakowice II. Kierownictwa poszczególnych placówek obiecały zająć się organizacją p.r. z całą energią. Ta chęć działania wrosła chyba w serca i umysły mieszkańców Łyśniewa, bo i dziś tamtejsze Koło Gospodyń Wiejskich jest wyjątkowo aktywne i daje się poznać z intensywnej pracy. Naturalnym więc krokiem było oparcie bożonarodzeniowego tekstu na rozmowach o tym, co panie pamiętają z domu rodzinnego, jak przeżywają okres przygotowań, co jest dla nich pewnym elementem przygotowań świątecznych. Linia komunikacji elektronicznej Gdańsk - Łyśniewo Sie-rakowickie była nieco rozgrzana w ostatnich dniach, bo konsultowałem stare pomysły na święta w XXI wieku. Przytoczę kilka, które mnie najbardziej poruszyły. Marzena Dawidowska napisała: Pamiętam, jak babcia Monika piekła na święta Bożego Narodzenia orzechy z marchwi, pachniały cynamonem i były lekko ostre w smaku, chyba od pieprzu. Robiła tego spore ilości. Były słodzone miodem. Każda osoba autentycznie związana z Kaszubami pamięta orzechy dla dzieci, orzechy dla uciechy, orzechy marchwio-we. Przecież pokolenia dzieci i młodzieży, a często i całkiem dojrzałych osób czekały i nadal czekają na ten moment, gdy babcia po wielu wymówkach wyjmie w końcu dzieżę do zarabiania ciasta, marchewki, korzenne przyprawy, miód. Ten moment można porównać do komentarzy Tomasza Zimocha do wyścigów narciarskich z udziałem Justyny Kowalczyk. Nikt tak jak on nie potrafił podnieść napięcia jeszcze przed startem. Nikt poza babcią, która miała ten dar w rękach. Babcia rządzi kuchnią, tłum patrzy i czeka, głośno przełykając ślinę. Słychać opadający kurz. ..Iw tym momencie rozlega się ten dźwięk. Dźwięk pierwszego przyciśnięcia składników ciasta. Stopery włączone jak przy biegu Ireny Szewińskiej, bo lata doświadczenia pozwalają odliczyć czas do możliwości wykradzenia pierwszych, jeszcze gorących orzechów z babcinego pieca. Nikt, kto nie czekał na ciepłe, pachnące orzechy mar- chwiowe mimo ryzyka oberwania ścierką od babci, która przeznaczyła je na choinkę i do spożycia w okresie świątecznym, nie wie, czym jest czekanie na wymarzoną zdobycz. Dziwię się ludziom, którzy jedzą suche serniki z przemysłowej produkcji. Ja uwielbiam sernik wilgotny, pełen rodzynek, położony na cieniutkiej warstwie kruchego ciasta. Wielu nazywa go krakowskim, jeszcze więcej osób poszło w złym kierunku i dodaje do sernika budyniów i innych sztucznych mas, chcąc uzyskać coś perfekcyjnego, gdy perfekcja to długotrwałe ucieranie twarogu z masłem. Ja to musiałem robić jako dziecko 50 lat temu, ale lubiłem to robić, bo co chwilę zanurzałem palec w masie serowo-jajecznej i pakowałem go do ust. Marzena Dawidowska opisuje to taje: Babcia robiła sama twaróg i masło, jaki pyszny był sernik z takiego twarogu - maślany z dużą ilością rodzynek i żółtek. Ciekawostką jest to, że choć wiele osób twierdzi, iż w centralnej części regionu rodzynek nie było, kolejna osoba powołuje się na danie z rodzynkami. Babcia Marzeny robiła też makowiec, klasyczne ciasto na Boże Narodzenie: Babcia piekła makowca zawijanego z drożdżowego ciasta z bakaliami i lukrem. Dodawała do masy makowej jakiś alkohol, chyba rum. Choć mak zmienia smak strucla, to jednak strucel makowy jest bardzo podobny do stolli, która jest wypełniona wyłącznie owocami pijanymi od rumu lub araku. Stolla to ciasto charakterystyczne dla kuchni będącej pod wpływami niemieckimi, co było niewątpliwym doświadczeniem Kaszub. Stollę robią w Bukowinkach w domowym gospodarstwie i w jednej z piekarń w Lęborku. Szkoda, bo to tradycyjne ciasto regionu. Dla mnie wigilijna wieczerza nie może obejść się bez ryb, choć muszę powiedzieć, że Marzena Dawidowska zaskoczyła mnie szczupakiem, którego nigdy w tym dniu nie jadłem, ba - nawet nie słyszałem o takim zwyczaju. Pomerania nr 12 (581) / Grudzień 2023 35 - Smaki i aromaty Pomorza Obowiązkowo ryby gościły na stole. Przeważały smażone na maśle, ale również w zalewie octowej. Najlepszy był szczupak, do dziś go uwielbiam. Szczupak zawsze świeżo złapany, z dużych sztuk robiło się klopsy Na stole wigilijnym nigdy nie zabrakło zabielanej zupy rybnej, babcia podawała ją z kluseczkami lanymi, ale na samych żółtkach. Ciekawostką jest występowanie sztandarowego dla Kaszub klopsa jako formy podania mięsa, a także to, że zupę rybną robiono z kluseczkami na samych żółtkach. Warto bowiem pamiętać, że w większej części Kaszub spożycie jajek ograniczano do zera bądź ze względu na sprzedaż do miasta, bądź przez gromadzenie zapasu do wypieku ciast. Jajko jako odzwierzęce źle było widziane w trakcie adwentowego poszczenia. Był jednak i śledź: Również śledzie solone, takie w całości z ikrę lub mleczem w środku. Były podawane z cebulką, pieprzem i olejem, oczywiście po wcześniejszym wymoczeniu. Czy święta mogły się obyć bez brzadu? Raczej nie. Marzena pisze: Również zupa brzadowa z owoców, które suszyło się latem, gościła na stole. Święta nie obywały się również bez paczek od rodziny, która wyjechała za granicę: Moja babcia przed Bożym Narodzeniem dostawała paczki z Niemiec i z Francji. W tych paczkach oprócz ubrań były artykuły żywnościowe, takie jak rodzynki, orzechy i inne bakalie, pomarańcze, cytryny, mandarynki, banany, ziarna kawy, ale białe, niepalone, paliło je się na blaszce we westfalce, również czekolada mleczna oraz kakao. Święta u babci pachniały tym wszystkim, to były luksusowe rzeczy jak na tamte czasy. A co z choinką? Marzena wspomina, że dziadek przywoził choinkę z lasu na saniach dopiero we Wigilię, przeważnie była w śniegu i lodzie i tajała dopiero w izbie. Stroiło ją się ozdobami ze słomy, czerwonymi jabłkami, cukierkami i ciasteczkami. Niewątpliwie okres świąt Bożego Narodzenia w powszechnym rozumieniu związany jest z zabiciem świni. Jej mięso dzielono na części. Jedna część uzupełniała wcześniej przygotowane zapasy zimowe, a druga przeznaczana była do okazjonalnego, świątecznego wyrobu wędlin, mięs pieczonych i wędzonych, wyrobów podrobowych. Większość z nas sentymentalnie podchodzi do domowych wędlin, wspomina pachnące dymem szynki, w uszach ma dźwięk łamanego na kawałki pęta kiełbasy. Wielu, gdy przymknie oczy, widzi wędzarnię na podwórzu rodzinnego domu. Nie, nie taką nowoczesną, dobrze skrojoną, wyposażoną w elementy ze stali nierdzewnej i kontrolery pozwalające dozować dym za pomocą aplikacji zapisanej w smartfonie. Ale są też inni. Tacy jak Kasia Theus, mieszkanka Sierakowic, należąca do koła w Łyśniewie. Ona czeka na coś innego: Jak co roku, gdy zbliża się zima, myślę już o robieniu zakwasu ze świeżych buraków. Każde mięso lubi dodatki, a między innymi swojskie buraki. Według mnie dobrym wyborem będą szczególnie te o podłużnym kształcie, mają one wyjątkowy smak i intensywny kolor. Jest to ważne, bo dzięki temu barwa zakwasu jest wtedy bardziej intensywna. Do mojego zakwasu dodaję bardzo dużą ilość czosnku, najlepiej jakby był to nasz swojski, polski czosnek, gdyż tylko ten nada odpowiedni smak i aromat. Dla głębi smaku i wyrazistości dodaję też liść laurowy i ziele angielskie. Można dodać również korzeń chrzanu, ale ja go nie dodaję. Zalewam to litrem wody, do której dodaję łyżkę soli kamiennej. Po połączeniu wszystkich składników w szklanym dużym słoiku (lub kamionce) proces fermentacji trwa około 7 dni. Po tym czasie zakwas można rozlać do mniejszych szklanych butelek (wyparzonych) i wstawić do lodówki. Dobrze przygotowany zakwas może stać w lodówce nawet kilka tygodni. Używam go nie tylko do barszczu na Wigilię, serwuję go też domownikom po kieliszku dziennie. Wigilijny barszcz przygotowany z dodatkiem takiego wcześniej przygotowanego zakwasu ma wyśmienity, głęboki smak. Do barszczu dodaję także suszone grzyby, które co roku sezonowo zbieram w naszych kaszubskich lasach. Najlepsze do tego są suszone podgrzybki, mają najintensywniejszy smak i aromat. 36 Pomerania nr 12 (581) / Gódnik 2023 Smaki i aromaty Pomorza Buraczki Kasi Theus pewnie przydałyby się w trakcie przygotowań świątecznych, które pamięta Iwona Labuda: U mnie święta były pięknym, rodzinnym, bajkowym czasem. W małym gronie, boja, siostra i rodzice. W wigilijny ranek tata przynosił choinkę. Do dzisiaj pamiętam ten zapach... Ja z siostrą ubierałam drzewko, a rodzice w kuchni przygotowywali jedzenie. Zawsze dwanaście postnych potraw. Królem wigilijnej kolacji był karp faszerowany pieczarkami w puchu jajecznym. Pierogi i uszka z kapustę, barszcz, zabielana słodko-kwaśna zupa rybna. Pstrąg smażony, pstrąg w galarecie, pstrąg w occie, krokiety, bigos z grzybami, które tata zbierał jesienią w kamie-nickim lesie. Obowiązkowo na naszym stole gościły także śledzie w cebulce i na słodko z rodzynkami. Nie obyło się bez sałatki warzywnej i kompotu z suszu. W święta zajadaliśmy się także mięsem - zrazy wołowe, pieczeń, kurczak pieczony. Nie brakowało ciast, takich jak piernik, sernik, biszkopt z owocami i galaretką, pleśniak. Hitowym smakołykiem świątecznym było ptasie mleczko, czyli ciasto na zimno na maśle roślinnym, polane galaretką. Z rozrzewnieniem wspominam, jak po kolacji rodzice drzemali, a my z Dorotą budowałyśmy sobie domki dla lalek pod choinką i zagryzałyśmy orzechy, jakiż to był cudowny czas... Okazuje się, że był jeszcze jeden nieodzowny element przygotowań świątecznych. Nie wspomniałam, że przed kolacją wigilijną obowiązkowo między rodzicami była kłótnia „nie wiadomo o co". Tę tradycję ja również kultywuję - przyznaje Iwona. Nie żebym był za wojnami i awanturami, ale chcąc być szczerym, większość z nas przyzna, że ta tradycja wynikająca z kumulacji napięć związanych z przygotowaniami świątecznymi jest wstępem do gremialnego darowania sobie win i zgodnego świętowania Wigilii Bożego Narodzenia. Renata Reiter wspomniała o grzańcu z kaszubskiego wina na lokalnych owocach, które KGW podaje gościom odwiedzającym stoisko na Jarmarku Bożonarodzeniowym w Sierakowicach. Nie mam dopracowanego przepisu na wina, ponieważ robię je na oko - takie najlepsze. Mam galon o pojemności 25 l. Wsypuję do niego owoce z własnego ogrodu i sadu. Owoce przeróżne - śliwki, wiśnie, czarna porzeczka, agrest, truskawki, jagody, maliny. Przykład: na galon 25 l wsypuję 4 kg wiśni wypestko-wanej, następnie przegotowuje się 10 l wody i w niej rozpuszcza ok. 4-5 kg cukru, zależnie od preferencji i to też zależy, ile się da cukru, boja lubię półsłodkie, a jak dam mniej, to będzie półwy-trawne. Nie dodaję drożdży fermentacyjnych, owoce same w sobie zaczną pracować - bąbelkować. Drożdży nie dodaję dlatego, że nie lubię, jak mnie głowa boli na drugi dzień przy dłuższym posiedzeniu. Bardzo to logiczne, wszak pierwsze na liście śliwki są tak bogate w naturalne drożdże, że one same są wystarczającym aktywatorem procesu fermentacji. Z drugiej strony jesteśmy na Kaszubach, które do dziś żyją (po babciach i mamach) w kulcie jak największej zaradności i samowystarczalności. Trudno, by kaszubskiej gospodyni miało się coś zmarnować. Dlaczego miałoby tak być z owocami? Na Kaszubach mamy kilka winnic, a przy wielu starych domach widać winorośl. Trochę mnie zdziwiło, że nie ma mowy o klasycznym winie. Co roku zbieram owoce ciemnego winogrona. Proporcje mniej więcej 4-5 kg/25 l galon. Wody 10 l i do tego rozpuścić Następnie o-mawia.no sprawo przystąpienia wszystkich 9 placówek, istniejących w parafii, do przysposobienia rolniczego. W tej sprawie zabierali glos druh Kostuch i ks. prezes Burczy!;, który przedstawił korzyści, jakie daje przysposobienie rolnicze, stawiając za wzór Łyśniewo, które otrzymało 1 nagrodę, a Sierakowice i!. Kierownictwa poszczególnych placówek obiecały zająć się organizacją p. r. z całą energią. z 6 kg cukru. Do winogron też nie dodaję drożdży, ponieważ owoce te na swojej otoczce mają szczep naturalnych drożdży, dlatego owoców tych nie myję nigdy do wina. Mam to szczęście, że zbierane są daleko od ulic i wsi. Wina przyrządzam sezonowo od lipca do września. Mam miejsce o temp. 20 stopni i one tam sobie dojrzewają i plumkają. W okolicach listopada i grudnia zaczynam filtrację przez pieluszki tetrowe kilka razy (pieluszki mają szerokie zastosowanie). Oczywiście smakuję, degustuję. No i rozlanie do butelek zostawiam na drugi dzień, bo głowa i kolana odmawiają mi posłuszeństwa. Podobnie robię inne wina z różnych owoców. Łączę smaki typu truskawka - jagoda, truskawka - malina, pychota. Na dziś lubuję się w winie o smaku czarnej porzeczki. Ciemny, głęboki, przypalany kolor, a smak wyjątkowy, nieporównywalny do innych. Nie piłem jeszcze grzańca o smaku czarnej porzeczki, ale z opowieści wynika, że koniecznie muszę tego smaku spróbować. Nie mogę opuścić jarmarku w Sierakowicach, na którym wystawiać się będzie KGW z Łyśnie-wa. Czym przyprawić grzańca, który ratuje zmarzniętych gości festynu? No cóż, to, co mi zostaje w butelkach, wlewam do garnka - wino śliwkowe, wiśniowe itd. Dodaję goździki, imbir, cynamon. Zago-towuję, a przed podaniem klientowi dorzucam pomarańcze itd. Namawiam do odwiedzenia jarmarku w Sierakowicach, gdzie pewnie spotkacie Gwiazdkę, ale również jarmarków i festynów w innych miejscowościach. Spotykając się z licznie zgromadzonymi ludźmi, cieszmy się świąteczną atmosferą i nasiąkajmy magią świąt. Wraz ze słoikami pełnymi smakołyków, ciastkami i pierniczkami zabierzmy też życzliwość ludzi, którzy zaangażowali się w przygotowanie tego wszystkiego, co nas jako odbiorców cieszy. Wesołych świąt! Rafał Nowakowski Pomerania nr 12 (581) / Grudzień 2023 37 ^ LISTY Tczewórtny Wasto Redaktorze, artikel zatitlowóny „Oddała atmosfera pustech no-ców", chteren dló „Pomeranii" nr 9 (s. 26) z latosegó roku przerechtowół Łukósz Zołtkówsczi, je baro czekawi. Za pustonocne piesnie wzała sa Aleksandra [Kutrzepa - przyp. red.] rodzeznowó związónó z Łączim na Góchach, a to mie baro ceszi. Bódój na Góchach meszlą, że pó kaszebsku Bogu na chwała be ni miół śpiewać, a ó łaceznie jakbe miele zabóczone. Autór artikla napisół, że: „...piesnie óstałe przetłóma-czone na kaszebsczi". Jak je czec, kaszebscze śpiewanie na zóczątku muzykównegó dokózu nie je dłudże, a szkoda. Pieśń Tczewórtny Wasto Marianie Jelińsczi, baro dzakuja za mileczne słowa tikające mojego artikla „Oddała atmosfera pustech noców". To je prówda, że na piątce przedolmaczonech ostało leno czile pierszich strofów pieśni spiewónech ób czas pustech noców. Nama, Kaszebóm, to szmakó za wiacy. Równak zrozmiec muszime też artistka Aleksandra Kutrzepa, chterna nie je spiewócz-ką. Barżi zanólegało ji na muzyczny stronie negó znónegó kaszebsczegó zweku, jaczim są puste noce. Znając miłota do muzyczi, w nym kaszebsczi, familii Drążkówsczich, z chternech póchódzy Kutrzepa, móżeme bec gwesny, że jesz wiele nama pókóżą a dadzą do słechanió. Wasto Marianie, kąsk ze smutka musza rzeknąc, że w nym twierdzenim, że „na Góchach meszlą, że pó kaszebsku Bogu na chwała be ni miół śpiewać", perzinka prówde je, i jesz wiele móme do zrobieniegó, żebe w kóscele, a przede wszetczim na lepach, beło ti spiewe wiacy. Ale nie je też z tim tak nógórzi. Pisząc ó pógrzebówech pieśniach, chcą tuwó nadczidnąc ó wióldżi stracę, jaką Góchówie w óstatnym czasu przeżele. Meszla ó smierce w gromiczniku 2022 r. Sztefana Bórzeszkówsczegó (sena) i w stremianniku 2023 r. Sztefana Bórzeszkówsczegó (ojca). Raza prowadzele różańce za zmarłech. Ze starszim Sztefana pótkół jem sa z leżnote rechtowanió mojego magistersczegó do-kazu tikającegó zweków na Góchach. Wiele mie tede spiewół ze stóregó śpiewnika ks. Szczepana Kellera. (Piesnie z niego wezweskała Aleksandra Kutrzepa). Bełe to nie leno dokaże pogrzebowe. Pamiatóm i te wekónywóne w dodomu młodi przed jachanim na zdenk do kóscoła. Ód negó czasu baro mie zanólegało, żebe utrwalec na melodia. z platczi [Pusto noc nagróny przez Aleksandra Kutrzepa Quartet - przyp. red.] zatitlowónó „Zmarły człowiecze" jakbe mia le jedna zwrotka w wolnym przełożenku na kaszebsczi. Tak be wskazywół tekst z ksążczi ks. Jana Perszona. On je na starnach 526-527 jego ksadżi zatitlowóny Na brzegu życia i śmierci. Je czec, że Daniela Drążkówskó snóżó spiewó pó kaszebsku i to wiera ledze latoś w Lasowim Teatrze we Gduńsku póstrzegle? Może tatk Aleksandre le przełożił dwie zwrotczi niejednech pustonocnech piesniów, a be sa przedało wicy tego dolmaczenió. Z pózdrówkama, Marión Jelińsczi V Lister rw-c ALEKSANDRA KUTRZEPA QUARTET Ni móm równak muzycznego wesztółcenió. Udało sa to dzaka dzejaniu Rafała Fóremsczegó, chteren raza z Teatra Kana realizeje projekt Wkół Tradicje. Zadanim je utrwalenie dównech piesniów a gódka ze spiewókama. Raza sa pótkele, a efekta je nagranie, jaczegó dzys można pósłechac na youtubówim karnólu (https://www.youtube.com/watch?v=_ BV234G6aIo). Sztefón Bórzeszkówsczi zaczął też uczec piesniów a melodie swojego sena, rechtejąc gó na swój plac. Tak be pewno sa i stało. Nicht sa nie spódzół, że w młodim wieku ódeńdze nópierwi syn, a pó nim ójc. Raza z nima odeszło też śpiewanie z Kellera na Góchach. Móm nódzeja, że udo sa jesz wrócec do nech piesniów i uswiądnic wszetczich ó jich wórtnoce. Jesz róz baro dzakuja za mileczne słowa i selaja żeczbe wszetczegó belnegó. Łukósz Zołtkówsczi 38 Pomerania nr 12 (581) / Gódnik 2023 WYJĄTKOWY DZIEŃ Deszcz lał niemiłosiernie przez całą noc. Jako podręcznikowa meteoropatka odczuła zmianę pogody - ze słonecznej i niemal parnej poprzedniego dnia na burzową. Odczuła bardzo dotkliwie, jak zawsze. Już wieczorem głowa rozbolała ją wściekle. Nauczyła się żyć ze swą przypadłością, zwykle rozpoczynającą się w nocy. Wstawała wtedy rano, mrużąc oczy i zaciskając zęby. Jechała do szkoły z żołnierską zawziętością oraz przekonaniem, że ból, połączony z niewyspaniem, nie może nią rządzić. Tego poranka nie miała rozpocząć lekcji ani spędzić w szkole kilku godzin, dłużących się niemiłosiernie. Cały dzień miała jej wypełnić szkolna wycieczka. Słyszała w nocy, jak krople mocno biją w parapet. Ból głowy sprawił, że te dźwięki wydawały się niemal torturą. Gdzieś koło piątej odgłos zaczął łagodnieć, wreszcie przed szóstą parapet mógł odpocząć. Na myśl o znalezieniu się w autokarze pełnym dzieci przeszedł ją dreszcz, a ból w skroniach spo-tężniał nagle. Wstała z zaciśniętymi zębami, był już czas. Wzięła dwa mocne - jak mówiła jej babcia -proszki i weszła pod prysznic. Gorąca, odrobinę za gorąca woda choć na chwilę pozwoliła nieco zapomnieć o bólu rozlewającym się od głowy po całym ciele. Dobre i to. Potem mocna czarna kawa z łyżeczką cukru, najzwyklejsza fusiara, i kromka chleba z serkiem homogenizowanym. Po chwili namysłu jeszcze jedne proszki, kremo-wo-zielony plecak na ramię i głośny jak tupot mew zgrzyt klucza w drzwiach frontowych. Rozpoczął się dzień. Trudno jechało się rowerem po asfalcie pełnym kałuż o nieregularnych kształtach, mokrym i nieprzewidywalnym. Jeszcze gorzej, gdy trzeba było zjechać na chodnik. Modliła się w duchu, żeby stary grat nie sprawił jej niespodzianki, żeby nie wjechał w nią inny rowerzysta ani szaleniec na elektrycznej hulajnodze, wreszcie - żeby dzień minął jak najszybciej. Właściwie jako rowerzystka nie miała na co narzekać. Odkąd władze Gdyni postanowiły, zgodnie z duchem czasu, dopieścić cyklistów kosztem właścicieli samochodów, jej kilkukilometrowa droga do szkoły stała się o niebo bezpieczniejsza. Z początku nie zauważyła słońca, które niespodziewanie wychyliło się zza chmur i zaczęło wprowadzać własne porządki, przeganiając trzypiętrowe cumulonimbusy, gdzie pieprz rośnie. • Przed kremową elewacją szkoły stał już autokar. Wysoki, błyszczący, srebrzysto-pomarańczowy, z wielką i z daleka dostrzegalną nazwą firmy przewozowej. Na parkingu, przy zamkniętych jeszcze wejściach do autokaru, kłębił się wielobarwny tłumek dzieci i dorosłych. Już ich słyszała. Przemieszane głosy dziewczynek, chłopców, mam i tatusiów. Niby uodporniła się już dawno na szkolne hałasy, ale owa odporność widać Pomerania nr 12 (581) / Grudzień 2023 Opowiadanie dotyczyła tylko gwaru w klasie i na korytarzach. Zdawała sobie sprawę, że gdy podjedzie tam i zatrzyma się przed autokarem, jej uszy jeszcze bardziej i dotkliwiej będą wchłaniać wszystkie te dźwięki towarzyszące gorączkowemu oczekiwaniu na wyjazd. Nad tłum wyrastała głowa pani Amelii o krótko ostrzyżonych platynowych włosach. Jej twarz o władczym wyrazie zdawała się mówić bezgłośnie: ja czuwam! Obok niej stała wierna kopia matki, pyzata Melania, wpatrzona w nią czujnie. Na Anetę od razu rzuciła się Justyna, matema-tyczka. Wyściskała przybyłą, jakby nie widziały się kilka miesięcy. Na przegubach jej dłoni zachrzęściły bransoletki, a wypchana torba w barwach tęczy ugodziła Anetę w biodro. Scenie tej nieśmiało przyglądał się pan Stanisław, wdowiec, ojciec Maurycego, na którego ramieniu opierał rękę. Maurycy, gdy kilka sekund wcześniej Aneta dojechała na miejsce, postąpił krok do przodu. - Lubisz panią Anetę, prawda? Myślałeś, że już nie przyjedzie? Chłopiec zza grubych szkieł, bardzo podobnych do tych, jakie posiadał ojciec, nie odrywał wzroku od wychowawczyni. - Tato, przecież to wychowawczyni. Nie mogła nie przyjechać. Lubię, ale ty stosujesz przeniesienie. Ostatnio czytałem o czymś takim. Nagle przed speszonym panem Stanisławem i jego synem zatrzymał się Kilian, goniony przez Oliyiera uzbrojonego w chlebak zmieniony w śmiercionośną broń trzymaną przez myśliwego za cienki pasek. Bliźniacy krzyczeli rozdzierająco. - Chłopcy, przestańcie - szeptała słabym głosem pani Krystyna. - Bo będę musiała powiedzieć tatusiowi i tatusiowi będzie smutno... - Daj spokój, Kryśka - roześmiał się Czarek, szczupły wuefista, który znał matkę Kiliana i Oliyiera jeszcze z piaskownicy. - Oni mają naprawdę dobry czas na setkę, szkoda, żeby sflaczeli, a jak się trochę pogonią, to będą potem spokojniejsi w autokarze. Czaisz bazę? - Dlaczego pan Cezary mówi „czaisz bazę"? Przecież jest nauczycielem - zdziwiła się Natalia, która dopiero co dołączyła do klasy, osoba pisząca wiersze i dbająca o swoją nienaganną polszczyznę. Patrzyła na nauczyciela zza grubych szkieł w rogowej oprawie, modnej w latach sześćdziesiątych ubiegłego stulecia (bardzo lubiła piosenkę Okularnicy). - Kochana - z politowaniem odparła Aniela i wypuściła nosem powietrze, co spowodowało delikatny ruch kolczyka wpiętego w prawe skrzydełko narządu węchu. - Ty dopiero usłyszysz, jak on mówi. Ale wielu słów nie zrozumiesz, on używa jakiegoś dziwnego slangu. Może tak się mówiło, jak sam chodził do szkoły? Weronika, a ty co tak znowu czytasz, że nosa nie wyciągasz znad książki? - Przepraszam, nie dosłyszałam. Mówiłaś do mnie? - Co czytasz?! - wrzasnęła Aniela, aż stojący opodal Maurycy nie na żarty się przestraszył. Bardzo źle znosił krzyk. - Małgorzatę Borkowską. Taka znana benedyktynka. Pisze o klasztorze w Żarnowcu. W końcu tam jedziemy. - Weronika znacząco spojrzała na Anielę. Tymczasem Aneta, oswobodzona z serdecznego uścisku swojej przyjaciółki, stanęła jak wryta. Na miejscu kierowcy dojrzała niewyraźną postać, zamazaną przez światło padające na panoramiczną szybę. Rozpoznała jednak. Nie było żadnych wątpliwości. - Proszę o uwagę. - Donośny głos pani Amelii przeciął powietrze. - Zapraszamy wszystkich do autokaru. Właściwie takie rzeczy powinna ogłaszać Aneta jako organizatorka eskapady. Przyjęło się jednak, że nieformalne przywództwo na wycieczkach, w których brała udział Melania, sprawowała jej energiczna mamusia. • Około ósmej korek w stronę Wejherowa oczywiście był, ale nie za duży. W autokarze huczało jak w ulu. Dzieci przekrzykiwały się, co chwila próbując, w ramach zacieśniania więzi interpersonalnych, opuszczać wyznaczone miejsca. Było to surowo zabronione i nauczycielki, wraz z panią Amelią i panem Stanisławem, usiłowały temperować nieletnich pasażerów. Jedynie matka Kiliana i Oliyiera siedziała z nosem niemal przytkniętym do smartfonu, a Czarek śmiał się z dyktatorskich zapędów większości dorosłych. Autokar zatrzymał się na parkingu przed pałacem w Krokowej. Przez automatycznie otworzone drzwi z przodu i pośrodku zaczęły przeciskać się dzieci, pomagając sobie łokciami. Pierwsza jednak wysiadła Aneta. Kiedy cała klasa znalazła się już na parkingu i stanęła w cieniu drzew (choć słowo „stanęła" nie było tu na miejscu; poszczególni członkowie grupy poruszali się na różne strony jak osy w gnieździe), Aneta była już gotowa do krótkiego wprowadzenia na temat historii pałacu i rodu von Krockow-Krokowskich. Przygotowała się profesjonalnie, jak to ona, korzystając z Internetu i własnej, całkiem pokaźnej biblioteczki. Żadne stadia migreny nie mogłyby sprawić, żeby nie zaprezentowała się... właśnie profesjonalnie. Jedynie na moment straciła panowanie nad sobą. Swoje miejsce opuścił bowiem także kierowca. Stanął za dziećmi, wsparł dłonie na biodrach i patrzył na mówiącą Anetę. Nie dałoby się powiedzieć, że jego twarz ROZJAŚNIŁ uśmiech. To nie był dobry uśmiech. Weronika słuchała w napięciu. Pod pachą trzymała opasłe, jak na młodą osobę, Dzieje Krokowej i okolic. Obok niej stał Maurycy. Pomyślał właśnie, zerkając na obwolutę książki, że gdyby on ją projektował, dałby mniejsze litery i mniejszą fotografię zamku. No, ale może się nie znał, chciał przecież zostać psychologiem klinicznym. 40 Pomerania nr 12 (581) / Gódnik 2023 Opowiadanie Weroniki trzymał się również, gdy zwiedzali przyzamkowe muzeum. Dużo wiedziała. Jego tato starał się trzymać Anety, a pani Krystyna i Czarek rozmawiali nieco zbyt głośno, co wzbudziło zdziwienie Natalii, której wprawdzie za bardzo nie interesowały skomplikowane dzieje pomorskiego rodu, ale nauczono ją, że w takich miejscach należy zachowywać się odpowiednio. W dodatku pani Krystyna nigdy głośno nie rozmawiała; prawdę powiedziawszy, w ogóle mało rozmawiała. Skądinąd nauki kindersztuby, co właśnie się uwidaczniało, nie pobrała większość dzieci, do tego jednak młoda poetka zdążyła się już przyzwyczaić. Żadnych spostrzeżeń nie miała natomiast Aniela. Jej uszy pieścili bowiem, za pośrednictwem słuchawek, starzy, dobrzy Siouxsie and the Banshees. Aktywni w czasach, gdy mówiło się „czaić bazę". Na Natalii, z początku obojętnej, wielkie wrażenie wywarła postać Luizy von Krockow, propagatorki edukacji dla dziewcząt, o której głośno zrobiło się przy okazji wydania publikacji autorstwa hrabiny. Jak dobrze byłoby być taką hrabiną! I mieć u boku, na przykład, pana Cezarego w charakterze hrabiego... • Ceglany średniowieczny kościół w Żarnowcu otoczony był grobami. „Prawie jak w Anglii" - pomyślała Aneta, wielbicielka wyspiarskich seriali kryminalnych. Jak u ojca Browna lub w hrabstwie Midsomer. Tyle że tam kościoły zbudowane były z piaskowca, ale żarnowiecki był tak samo stary, jak te angielskie sprzed epoki Henryka VIII. Głowa niemal wcale już jej nie dokuczała i nawet nie przeszkadzał za bardzo chaotyczny rytuał wysia- dania z autokaru. Tym razem dzieci, przynajmniej ich część, zainteresowane były budynkiem, gotyckim i nieco tajemniczym, bardziej niż wcześniej żółtokre-mową elewacją krokowskiego pałacu. - Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. - Donośny głos zakonnicy w jednej chwili zdominował gwar głosów dziecięcych i sprawił, że zrobiło się cicho. - Jestem benedyktynką z tutejszego klasztoru i mam na imię Aniela. Siostra Aniela. - Oh my gosh! - westchnęła imienniczka zakonnicy i znacząco przewróciła oczami obwiedzionymi ostrą fioletową kreską, co zainteresowało stojących obok niej Kiliana i Oliyiera, którzy rywalizowali między sobą o jej mroczne gotyckie wdzięki. Maurycy, słuchając opowieści zakonnicy, równocześnie zaczął liczyć dachówki świątyni; stali bowiem przed bocznym wejściem, dookoła mając nagrobki, które z kolei zainteresowały Anielę, choć, jak na jej gust, były zbyt współczesne. Wuefista Czarek zapomniał zdjąć czapkę po wejściu do świątyni i dopiero otrzymawszy kuksańca od Justyny (która wprawdzie nosiła tęczową torbę i starała się zakumplować z uczniami na maksa, ale wyniosła z domu określone zasady), zdjął z głowy bejsbolówkę z napisem „Make America Great BRI-TAIN Again". Barokowe wyposażenie kościoła zaciekawiło niewiele dzieci. Pan Stanisław z Maurycym zachwycali się ołtarzem, chrzcielnicą i Pietą, a Natalia wyobraziła sobie siebie w biało-czarnym cysterskim habicie na chórze, zapłakaną, ponieważ ojciec oddał ją siłą na Bożą służbę, podczas gdy ona zakochana była śmiertelnie w dzielnym rycerzu z pobliskiego majątku, któ- Ujście rzeki Piaśnica. Fot. Sławomir Lewandowski Pomerania nr 12 (581) / Grudzień 2023 41 Opowiadanie ry i tak później zginął, również śmiertelnie, w jakiejś ważnej bitwie. Weronika co chwila zerkała do przewodnika, a nad całością grupy czuwała niezawodna pani Amelia. Dopiero skarbiec otworzył dziecięce serca na historię i sztukę. Nawet Kilian i Olivier, ku radości mamy, w skupieniu oglądali paramenty i bogato haftowane drogocenne ornaty. Nie wiedziała tylko, że przy każdym eksponacie zastanawiali się, ile można by na takim cudeńku zarobić, gdyby wystawić je na Allegro. Tymczasem Aniela była w siódmym niebie. Już pół godziny wcześniej stwierdziła, że habit jej imienniczki jest całkiem cool i właściwie sama mogłaby tak chodzić ubrana, zwłaszcza na jakieś gotyckie zaduszki, a listopad niedługo, i zrobiłaby furorę, a taki Death czy nawet Half De Ville, choć obaj starsi od niej o całe trzy lata i tuż przed maturą, w końcu spojrzeliby na nią nie jak na dzieciaka. I te krużganki! Jak bardzo korespondowały z Zamczyskiem w Otranto, które ostatnio pożyczyła jej Elizabeth Bathory, w domu i szkole posługująca się personaliami Marty Burczyk. Gdy wracali do autokaru, stał przed nim kierowca. Aneta wiedziała, że stoi tam dla niej. • Dębki! To dopiero była atrakcja! Wprawdzie spora część dzieciaków miała już za sobą egzotyczne wakacje przy basenie z niebieskimi kafelkami w Tunezji czy innym Egipcie (taka Melania była z rodzicami na wycieczce objazdowej po Toskanii, a Maurycy co parę dni oglądał zdjęcia z wyprawy śladami hrabiego Draculi, którą odbył wraz z ojcem, nie mówiąc już o szkolnej wycieczce do Berlina z poprzedniego roku, w której uczestniczyła cała klasa), ale Dębki miały w sobie coś, co przyciągało. Nie wiadomo, co prawda, jak działał ów fenomen, jednak jego istnienie jawiło się niezaprzeczalnym faktem. Poza tym w Dębkach miał być obiad. A chipsy i cola już się skończyły. Niewiele dzieci chciało jeść zdrowe produkty, które w kilku plecakach spoczywały w zapomnieniu. Maurycy - tak, Maurycy zjadł miks marchewkowo-ogórkowy, ale Maurycy był z serii limitowanej. Zanim jednak młode i te nieco starsze żołądki zaczęły pochłaniać zamówiony dla nich obiad, oczom wszystkich ukazało się ujście Piaśnicy, za każdym razem nieco inne, nieco inaczej rzeźbiące leniwie płynącą wodą piaszczyste brzegi. Przy ujściu zaczął padać deszcz. Właściwie deszczyk. Tylko część wycieczki miała parasole. Taka Melania, na przykład, od razu dostała od mamy różową parasolkę z wizerunkiem Barbie, co wzbudziło wśród innych dzieci mieszaninę konsternacji i wesołości. Melania tak jednak była z niej dumna, że nie przejmowała się nawet - cokolwiek głupawymi - docinkami Kiliana i 01iviera, którzy chcieli w ten sposób zaznaczyć, że mają zupełnie inny gust, co miało z kolei przynieść im rozmaite korzyści w relacjach z Anielą, gustującą w entourageu skrajnie odmiennym od preferencji pani Amelii. Ciała pedagogiczne z przerażeniem zauważyły podczas obiadu, że zestawy dla dzieci w postaci nuggetsów z ziemniaczanym puree i marchewką dobre były jakiś rok wcześniej, tymczasem dzieci przestawały być dziećmi i obiad pożarły w kilka minut, chciwie rozglądając się za możliwością dokupienia repety. Co też wielu uczyniło. Właściwie tylko Natalia uznała, że zjadła cokolwiek za dużo, ale ona była tak wiotka, że trudno było przypuścić, żeby jadała cokolwiek oprócz kwiatu konwalii. Dębki. Fot. Sławomir Lewandowski 42 Pomerania nr 12 (581) / Gódnik 2023 Opowiadanie -f- Justyna zamówiła coś wegańskiego, a Anecie w ogóle nie chciało się jeść i oddała swoją porcję wiecznie głodnemu Cezaremu. Cały czas miała przed oczami kierowcę. Marcin szedł z nimi do ujścia Piaś-nicy, a podczas posiłku usiadł naprzeciwko niej. Nic nie mówił, nawet nie patrzył jej w oczy, ale był. To wystarczało. Na koniec udanego przystanku w Dębkach - udanego również dlatego, że szybko przestało padać i nawet zamoczono kończyny w Bałtyku - społeczność klasowa rzuciła się na pamiątki. Mimo zakończenia sezonu otwarte były jeszcze dwie budki z akcesoriami okołomorskimi rodem z Chin. Magnesy, chustki, pocztówki, breloczki, ręczniki, koszulki, wszystko to czekało głównie na szkolne wycieczki, których trochę się jeszcze pojawiało. Kilian i Olivier, ku przerażeniu mamy, która zaraz zadzwoniła do męża, kupili sobie sztuczne tarantule. Kilka dziewcząt nabyło magnesy i pocztówki, a Weronika żałowała, że takie miejsca zazwyczaj nie oferowały folderów z historią danej miejscowości. Aniela, ku swojemu zaskoczeniu, znalazła na wieszaku, pośród innych, ciemnofioletową koszulkę z napisem „No Mercy". Nie kupiła jej jednak. Miała już dwie z takim napisem. • Przed wejściem do skansenu, dosłownie w momencie przyjazdu autokaru, pojawił się pan Robert. Tak o nim mówił dyrektor szkoły, który znał muzealnika od lat. - Dobri dzeń, witójta w snóżim Nódolim. Jesta trafile do Gbursczegó i Rebacczegó Domóctwa, dzelu Muzeum Pucczi Zemi - niemal krzyknął. - Wa miele wiele szczescó, że tu jesta przejachele, póznóta czile kaszebsczich zweków i zachów, jaczich użiwele na co dzeń i w świata. Moje miono to Robert. Móga gadać pó kaszebsku? Wszetkó rozmiejeta? Jak badze musz, to przetłómacza na pólsczi. Dzieci, których z początku postać i żywa gestykulacja pana Roberta niezbyt zainteresowały, ponieważ cały czas duchem były jeszcze w Dębkach, zamilkły. Coś tam wprawdzie słyszały o kaszubskim, niektóre mamy nawet opowiadały, że z kolei ich mamy znały kilka słów po kaszubsku, ale jednak egzotyka. No to posłuchają. Tak, chcą. Pan Robert się ucieszył. Co prawda nie dopuszczał do siebie myśli, że dzieci nie zaciekawi kaszubszczyzna. - Wieta wa, dze jesta? - W Nadolu. - Weronika nie dopuściła, żeby ktoś wyprzedził ją z odpowiedzią. Inne dzieci powtórzyły za nią. - Je wiedzec, że w Nódolim, belno, ale wieta, co to za budinczi? Co je tuwó pó lewi, pó prawi, do czego je... Niemal całej klasie zagroda kojarzyła się z czymś w rodzaju osady Hobbitów. Wszystko było dla nich nowe. I dach pokryty strzechą, i mur szachulcowy, i wyposażenie chaty. Studnia, piwnica, wozownia, gołębnik, kierat, pasieka, wędzarnia i piec chlebowy - o wszystkim tym pan Robert opowiadał po kaszubsku, ale jakimś cudem większość rozumiała prawie wszystko. - No i, pani profesor, dzieci grzeczne, ładnie słuchają - szepnął Marcin stojący blisko Anety. - Pani profesor musi mieć talent pedagogiczny i dobry wpływ na uczniów, nie ma co gadać. - Profesorem można grzecznościowo tytułować począwszy od liceum, ale pan chyba nie uczęszczał -syknęła. - Aj, aj, aj, jak mądra. Ciekawe, czy byś się tak wywyższała, jakby ktoś ze szkoły się dowiedział. - Drań - szepnęła Aneta. I zadrżała na całym ciele. - Owszem, ale jaki słodki... Kilian i 01ivier musieli wszystkiego dotknąć, ale muzealnik był nad wyraz tolerancyjny. Natalia z narastającym zdziwieniem skonstatowała, że być może i jej przodkowie mieszkali w podobnej zagrodzie. A Maurycy zauważył, że pani Aneta jest smutna. Na koniec, gdy muzealnik zapytał, czy są jakieś pytania, część dzieci odruchowo spojrzała na Weronikę. Weronika nie zawiodła. - Czy są u pana do kupienia jakieś broszury 0 skansenie? • Aneta nalała sobie kieliszek primitivo. Dzień miał się ku końcowi. Po bólu głowy zostało jedynie wspomnienie. Do następnego razu. Jeszcze podczas ostatniego postoju zadzwoniła do swojego biura turystycznego. Zapytała, którzy kierowcy będą obsługiwali jej wycieczkę. Pracownica zasłaniała się przepisami RODO, ale po starej znajomości zgodziła się podać imiona. Żaden z nich nie miał na imię Marcin, zresztą z biurem nie współpracowała firma przewozowa, która obsługiwała szkołę podczas wycieczki, która się właśnie kończyła. Niby prawdopodobieństwo nie było duże, ale - jak się właśnie przekonała - świat jest mały. Zdecydowanie zbyt mały. Przy drugim kieliszku wyliczyła, że do końca roku szkolnego zostało już tylko dziewięć dni. Za jedenaście wsiądzie na gdyńskim dworcu autobusowym do autokaru, który powiezie Justynę i ją do Paryża. To nic, że w toaletach na stacjach benzynowych będą kolejki jak w stanie wojennym do mięsnego i że nogi ścierpną. Rozprostuje się podczas zwiedzania. Muzeum d'Orsay, Luwr, Montmartre, Wersal, Chambord! 1 właściwie dobrze, że kolejny raz zobaczyła Krokową, Żarnowiec i Nadole, nawet te przereklamowane Dębki. Gdy się jedzie w daleki świat, zawsze dobrze wiedzieć, skąd się przyjechało. Może kiedyś sama wybrałaby się w taką trasę, bez dzieci i całego grona dorosłych. Choć na przykład taki Maurycy jest całkiem sensowny. Gdyby Maurycy mógł teraz poznać jej myśli, powiedziałby, że zastosowała przeniesienie. Piotr Schmandt Pomerania nr 12 (581) / Grudzień 2023 43 jachta we szterzech Czase są tero dzywne a derch coróz barżi. Wszeljacze prawo a przepise rządzą naszim świata, też tim mólim, krótko nas. Biwó nawetka, że zabrónió sa chówac dzece tak, jakbe chcele nenka z ojca. Z tim biótkują sa jachtórze, co ni mogą uczec dzótków, skądka sa miaso doma bierze. Przóde belo jinaczi. Dzys tatk z nenką, co jachteją, mogą sena cze córka wzyc ze sobą co nóweżi szpacerą do łase. Tak jak w ti pówióstce. Pioter derch mórzil swojego ojca, żebe nen wząn gó w kuńcu na jachta. Knóp bel ju czilenósce lat stóri a doch czul, że to je dosc, żebe ju sa uczec. Pewny bel, że jak dozdrzenieje, to mdze jachtórza jak jego tatk a ópa. Timczasa wcyg czul: - Te doch wiesz, knópie, że jó ni móga! Prawo zabrónió. - Glupe prawo - ódpówiódól mlodi - w jinech krajach można chódzec na jachta, jak sa ni mó 18 lat! - Kó w jinech można - gódól nó to tatk Jan a sa pódsmiewól - móżeme jic w las pósznekrowac, gdze zwierzena sa krący. Pioter lubił chódzec w las. Czasto webierele sa raza, a to, żebe wecknąc za dzekame, a to, żebe szekac za belnym kozia abó bika. To wszestkó knóp kóchól, ale belo mu lechó, czede ju za tim dzeka cze bika ójc szed ju sóm. Nie rozmiól, dlócze ón ni móg jic na jachta raza z nim. Tacze ód czile lat bele dzywne przepise, a nie belo nó to żódny rade. Beniel pówzeról za okno. Bel ju gódnik, snóże wiodro. Cygnalo, żebe weregnąc buten. - Ne dobrze, tatku, jó rozmieja. To może chóc sa webierzeme ze zdrzelówką? - Dzysó mó bec śnieg na noc. Jak napadó, to witro pudzeme pó ponowię wzerac za szlachame, jo? -Jo! Pónowa to swieżi śnieg, na chternym je widzec kóżdi szret zwierzene. Belny jachtórz może z tego czetac jak z ótemkli ksążczi. Dowzerac sa, jaczi zwierz je na placu, w jaką strona wanożi a na jaczi Stegnie można na niego dożdac. Tacze prawie wiodro Jan z Piotera dostale na dredżi dzeń. Belo jesz cemno, czede ti dwaji wstale. Óblokle sa ceplo, bó trzimól dosc mocny mróz. Nie wzale ze sobą, jak sa rzekło, niżódny flintę. Zó to miele zdrzelówką a tasza z arbatą, domówim chleba, co robiła nenka, a wórsztą z dzeka a z jelenia. Tak przerechtowóny wsedle w auto a pójachale w las. Tam ójc ju miól umeszlone kazalnica, na chterny sądną. Czede ójc z sena sa na nia wdrapale, z cemnice pómalinku robił sa szark. Jan wecygnąn topczi a wiol arbate, ulamól pó szteczku wórszte, bó doma friszteku 44 Pomerania nr 12 (581) / Gódnik 2023 Nordowe pówióstczi nie jedle. Timczasa szark ju sa rozjaśnił, wechódalo sluneszkó. Tero ju można belo sa belno rozeznać, gdze są. Jan nen plac miól w pamiace, ale Pioter ósoblewie sa interesowól a wezeról przez óczenkó. Przed sobą widzól szeroką polana, a dali pola. Wszestkó to belo dosc gasto póprzecate greńcame, na chternech rosie drżón, brómbre, slewe, brzózczi a wszeljacze krze. Zwierzene nie belo jesz widzec. Ójc na spokojno wepil arbata a dopierze tede pówzeról buten. - Móme ju reno - zacząn prawic - dzeczi ju zaszłe w las, tech me tu pewno nie uzdrzime. Nóchudzy dożdajeme sa sórn. Czede wechódają sórne? - Cali dzeń a w noce! Co pora gódzyn wechódają. Tero prawie reno też be muszele sa pókózac -ódpówiedzól syn. - Kuli sórn me móżeme tero uzdrzec? - A skąd jó to móm wiedzec? - Pómeszle. - Acha! Kó na zema sórne zbierają sa w rudle. Pewno nie windze jedna, ale czile. - Baro dobrze! A co one jedzą? - Óóóó, sórna to je smakószka! Ona webieró blós tacze zela, co lubi. - Dobrze! - Widzysz, tatku, jó doch wszestkó ju wiem, a na jachta ni móga jic! - Pamiatój, że jachtórz uczi sa cale żece! Jesz sa dożdżesz, chóc pó prówdze jó be sa ceszil też, jeżle jó be móg ce brac ze sobą na jachta. Sórne dlugó sa nie pókazywale, ani żódne jine zwierzata. Jan sa dzywil. - Wiesz te co, senie! Jó meszlól, że to tu je gwesny plac, że me cos uzdrzime. - To czemu nick sa nie pókózalo? - Kó to je wszeljak na jachce, może bec leche wio-dro, może w jiną strona zwierzena cygnąc, może bec spłoszono, a może... -Co? - Może chtos ókróm nas tu jachtowac. - Kó to be belo wpisóne w ksążka. - Jó nie meszla ó ledzach. Mogą bec wilczi prawie w tim ókólim. Tede może tak bec, że zwierzena je przepłoszono. - Je kol nas wiele wilków? - Leczbe jó ce nie pódóm, ale dosc jo. Te doch wiesz, że kol Rómka zażarle psa na podwórku. - Jo, blós sama głowa ósta, a kol Plechtów dwie owce prze samech checzach zabile. - Jo, to je pro wda. - Meslisz, że one tu są? - Tego nie wiem, biwają na pewno. - Ówele, tam cos sa reszó - pókózól raką Pioter. Jan pówzeról przez zdrzelówka a tede ja pódól senowi. - Z tech krzów jidze bik - rzek cecho. Pó prówdze. Pioter widzól, jak z gastwe pókózól sa belny bik. Na głowie miól snóżi winc. Knóp pórechówól, że bel to dwanóstók. To znaczi, że pó kóżdi stronie na wincu miól szesc galazów. Jeleń skuból trówa a co sztócek robił czile szretów. Prze tim ójc z sena óbzerale gó przez jaczis czas a nick nie gódale. W kuńcu bik pódreptól pómalinku wedle scane wesoczegó łase. - Piakny bik, co? - Jooo - uceszil sa Pioter - pudzeme za nim? - Móżeme spróbować! Tak óbedwaji zeszłe ze swój i rozezdrzelnice. Pómalinku szle za bika. To bela belnó leżnosc, żebe pókózac młodemu, jak sa pódchódó zwierzena. Z ta-czim bika nie je letko. Chłop z knópa szle jaczis sztek drodżi za nim, a czede zwierz stówól a sa óbzeról, to oni też stówale a sa nie reszale. Szlo jima dobrze. Doszle w kuńcu w tacze gaste krze. Tam jeleń sa za-trzimól. Oni na niego sa wzerale, ale w kuńcu Jan dozdrzól, że ze stronę cos sa reszelo. Przezdrzól sa, a w kuńcu rzek do ucha senowi: - Cecho, odwrócę sa pómalinku w prawo, tam stoji wilk. - Jooo, jó wida - pó jaczims sztóce ódrzek Pioter - ón też wzeró za tim bika. - Tak to wezdrzi. Bik reszil w przódk. Ójc z sena za nim, a jak sa zaró domógale, wilk równo z nima. - Widzysz, tatku? - Jo. - Ón nas nie czeje? - Jó meszla, że czeje baro dobrze. - To czemu nie wiornie? - Meszla, że on rechuje, że me tego bika strzelime, a dló niego też cos óstónie. Wilk je chitri. Szle tak jesz, ale ód raza Jan chwacyl Piotera za remiona a zatrzimól. - Wzerój terózka w lewo, wzerój porządnie. - Jo, widza - rzek pó jaczims czasu Pioter - dredżi wilk. Ceż je? - One jidą z dwuch strón do tego jelenia, takjakbe bele na jachce. - Ni mają strachu przed name a jachteją prze nas? - Mie sa zdówó co jinegó, one sa nauczele, że me pewno dostónieme tego jelenia, a óstawime pó nim pótroche. Mdą tede mógle to zjesc. - Co teró? - Teró jó meszla, że me móme ju dosc na dzyse widzóne, tej chceme sa wecopac a remac dodóm. Tak skuńczela sa ta przigóda ojca a sena. Pioter bel baro szczeslewi a ród z tego, co widzól, a co sa nauczil tego dnia. Wszetczim ó tim ópówiódól. Tatk bel równak barżi zameszlony. Jeden drech ópówiódól mu, jak ustrzelił sórnia, a jak do nie przeszed, to stroną sedzól wilk a na niego warczil. Teró chłop nie wie-dzól, cze te dwa wilczi żdale na resztczi cze zaró be sa wzale za tego bika, pó tim jakbe jachtórz do niego strzelił. Tego nie wiedzól. Mateusz Bullmann Tekst z niechternyma znankama nordowi kaszebizne Pomerania nr 12 (581) / Grudzień 2023 45 wespsziewac jastarną. rebaccze nóte Pani" Marie Bószke a dwie pó polsku autora En-gelbrechta Szomórga: „Hen, daleko w świecie" a „Gdzie tylko w krąg". Śpiewają: Antoni Kónkel Toni, Pioter Muza, Klaudiusz Narkówicz, Pioter Pieper, Celestina Pieper, Marta Gwardzek, Barbara Muża, Edwórd Muża, Michół Kóhnke i Sztefanió Struck. Grają: Edwórd Muża (gitara), Pioter Muza (wiolonczela) a Michół Kóhnke (órgane i akórdión). Piesnie te raza z jinyma webrzmiałe też óbczas wspómniónech roczeznowech uroczestosców. Beł przerechtowóny specjalny spiewniczk. Jastarnice spsziewią Pieśń o naszi Jastarni, Co nad Wióldżim Morza leżi Mieszkają tu rebóce w ni, Co swoje jadra w morze stówiają Mie je tak teszno za Wióldżim Morza Mieje tak teszno za morza... Prawie weszła płatka pt. Rybacka kronika dźwiękowa, jaką wedało jastar-niccze Kaszebskó-Pómórscze Zrzeszenie1, co latoś fejrowało swoje 40-lece. Nalezeme na ni setme ópówiódaniów w trzech zortach mówe: z Boru, Jastarnie a Kusfeldu. Mówią: Róman Czogalla, Izydor Kónkel, Jerzi Kóhnke, Mieczesłów Szombórg, Stanisłów Kónkel a Zenón Dettlaff. Do tego je piać piesniów: „Rebók w dóce" Mariana Selina, „Jó w Jastarni urodzony" Antoniego Lisakówsczegó, „Swarzewskó nasza 1 https://radiokaszebe.pl/unikalne-dialekty-rybakow-z-polwyspu-helskiego-nagrano-i-wydano-na-plycie/ 46 Pomerania nr 12 (581) / Gódnik 2023 Muzyka psziakno a chatno, colemało na jeden, dwa głose („Swórzewskó nasza Pani", „Gdzie tylko w kręg"), z towarzenim instrumentów a z pódzela na biał-czene a chłopscze głose. Jak piszą na óbkłódce platczi: Na płycie silnie wybrzmiewa [...)] ważny element życia rybaków helskich - niezachwiana wiara w Boga i całkowite zawierzenie Mu. Rozsądne i odważne podejmowanie codziennych zadań przeplata się tu z duchowością, zamiłowaniem do muzyki i-śpiewu. Pierszi róz snóże rebaccze spiewe pó kaszebsku ukózałe sa na jedny z kasetów wedónech pod kuńc uszłegó wieku (Hej, rebóce - piosenki ludowe z Jastarni i Półwyspu Helskiego). Chatno do jastarnicczich-rebacczich-mórsczich dokazów sygó prof. Witosława Frankówskó, órganizejąc swoje „Zetkania z muzyką Kaszeb" we wej-rowsczim muzeum. Rebaccze piesnie brzemiwałe też w Helu, óbczas Midzenórodnegó Latowegó Festiwalu Kulturę a Kuńsztu, jaczi bez 20 lat (do 2022 roku) robił zawółóny spiewók, prof. Dariusz Paradowsczi. Pó kaszebsku je spiewóne też na Metropolitarnym Festiwalu Piesnie Religijny, jaczi wicy jak 20 lat órganizeje Wawrzińc Wawrzi-niók (Stowarzyszenie Miłośników Gminy Jastarnia SPIEWE KASZEBÓW Z JASTARNI i Rozwoju Turystyki „Półwysep"), a dze osobno nódgrodzywóny je śpiew pó kaszebsku. Strzód rebacczich frantówków nóchatni wekónywóne są też: „Jem jó rebók"2, „Żeglórz" a „Hej, morze, morze" (wiera nóbarżi znóne), „Pieśń ó Jastarni", „Jastarnio", „Melodio fal", „Rebók" cze „Rebóce, rebóce". Rebaccze piesnie są na płitach karnów z kraju. Są to m.jin.: „Levino" z Labórga, „Fucus", 2Tómk Fópka, Szlachama jednego rebdka, „Pomerania" 2013, nr 5, s. 42. Pomerania nr 12 (581) / Grudzień 2023 47 Muzyka „Stołem" z Chwaszczena, „Kościerzyna", „Bytów", „Kaszubianki" z Wióldżi Wse, „Nadolanie", „Re-dzanie", „Kaszuby" z Kartuz. Zawółóny churmester prof. Mark Rocławsczi óprócowół 10 rebacczich piesniów na różne churowe składe w śpiewniku Rebóce ód Wióldżegó Morza, bedowónym uczastnikóm wejrowsczegó Festiwalu Piesnie ó Morzu, a jego córka, przednó dzysdniowó kómpózytorka kaszebskó Ana Rocławskó-Musałczik stwórzeła „Suita Kaszeb-ską". Dló rebacczi muzyczi nalózł sa też plac na doktorsczi płice Kaszebe according to Cezary Paciorek / podług Cezarego Pócórka, dze może uczec dżez. Rebaccze nóte, piesnie ó morzu jidze nalezc we wikszosce śpiewników, w tim autorsczich: Jana Trepczika, ks. Antoniego Peplińsczegó, Wacława Kirkówsczegó, Jerzego Stachursczegó cze Edmunda Lewańczika. Nówicy nalezeme jich w dwuch śpiewnikach: Pieśni z Kaszub pod redakcją Leona Roppla i Władisława Kirsteina a Kaszubski Śpiewnik Domowy pod red. Witosławe Frankówsczi. Strzód bóżónków rebacczich, mórsczich nóchatni ledze spiewią kólada Jana Trepczika „Szemi morze, szemi bór"3. Spiewe do nóbarżi „mórsczi" Matczi Bósczi Swórzewsczi zebrół w 1996 roku w ksążecz-ce U stóp Swarzewskiej Pani Woj cech Czerwińsczi. Przędnym usódcą spsziewów ó Jastarnie óstówó Marión Selin. Strzód jastarnicczich spiewóków baro wóżny mól mają Jadwiga a Michół Kóhnke. Może jich uczec, raza z Kristiną Wesocką z Helu, na piątce Spiewe Kaszebów z Jastarni, wedóny przez Radio Kaszebe. W ksążeczce do ni beło napisóne m.jin.: Nóbarżi snóże i znóne spiewe ó morzu powstałe w Jastarni, weprzedniającym sa centrum ti kulturę, z wielnyma churama i órkestrama. Nicht tak nie spiewó - tak ó jastarnicczich spiewókach ju pod kuńc XIX wieku pisół w ksążce „Obrazki rybackie z półwyspu Helu" tameczny proboszcz, ks. Hieronim Gółabiewsczi. Jastarnickó wespiewa Selina beła uznówónó za wzorcową, temu też prze robóce nad piątką Morze, co ja dozerała W. Frankówskó - kónsultowół jazekówe sprawę z wekónówcama, w tim z przińd-nym rektora Muzyczny Akademie we Gduńsku, prof. Riszarda Minkewicza („Pieśń ó naszi Jastarni"). Krótko przed smiercą Selina w roku 2016 Muzeum Kaszebskó-Pómórsczi Pismienizne a Muzyczi we Wejrowie raza z gdińsczim Regiona wedałe ksążka jemu namienioną pt. Piesniórz rebacczegó żewóta, dze jidze nalezc jego dokaże. W óstatnym cządze do karna wespiewującech Jastarnia dołącził pochodzący z tego miasta Jakub Klemensewicz, jaczi raza z Dominika Kisela póswiacele rebókóm, co swój grób nalezle w morzu, habd zghpmk kmztibśt 9, Jem |6 rebok Wet?? o naszej Jastarni i&> Kt KRONIKA swoja piata pt. Cassubia - live at Sfinks 700 (2021). Jak piszą na stronie krómu Serpent.pl: Debiutancki album trójmiejskiego duetu tworzonego przez saksofonistę Jakuba Klemensiewicza oraz pianistę Dominika Kisiela jest próbą przetworzenia historii małej kaszubskiej społeczności z Jastarni zapisanych przez jednego z ludowych twórców Mariana Selina, dla którego najwyższym sensem tworzenia był zapis otaczającego go świata i ludzi oraz ich prostego, lecz bogatego w doświadczenia życia. Według muzykologów twórczość nordowych artystów wyróżnia się na tle pozostałych Kaszub swoją liryką oraz kierunkiem melodii, przypominającym kołysanie fal, a one same nazwane są pieśniami morskimi. Chócó naszich rebóków je wcyg mni i ceze, wskutk uniowech limitów, rebe trófia-ją na nasze stole, wcyg pówstówają nowe dokaże mórscze, rebaccze. Morze pódskócó do pisanió, kómpónowanió. Óstówó wezgódką. Pójużnym żewioła, jaczi może kóchac i miec gó strach. A muzyką może óbjimnąc wszetkó... Tomósz Fópka 3 Wniosk autora artikla z wielelatny prakticzi w spiewanim a óbsądzywanim w konkursach. 48 Pomerania nr 12 (581) / Gódnik 2023 KASZEBSCZISPIKRZ PAMIACE Biogram: Anna Wódniczók urodzą sa 10 lepińca 1949 r. w rodzynny wse Kadzemierz kol Kósókówa, gdze mieszko do dzysó. Spódlowe wesztółcenie dobeła w Spódleczny Szkole w Remi i Kadzemierzu. Chcała bec szkolną, ale ósta na gbiirstwie. Szła za uczenka do krówcczi i weucza sa warku. Szeła chłopscze an-cudżi, jaczi, mańtle i jine. Chodzą do Zawodowi Rolniczi Szkole w Pucku, gdze nólepi ze wszetczich zda egzamin. Jak beła 55 lat storo, szła na emeritura. Ród słecha na wekłade prowadzone w óbremim Uniwersytetu III Wieku w Remi, gdze też śpiewa w churze. Dzysdnia spiewó w kaszebsczim churze z Remi „Rumianie", co jego dirigentką je Marzena Graczik. Czile razów wzała udzel w konkursu Mester Belnegó Czetanió, gdze niejeden róz dosta plac na podium. Ódjimk: Paulena Waserskó mama, wez mie, jo bAdA żil chóc na jedny nóżce [...] Tej, w ti dredżi wojnie światowi, tu bele dwa fronte, nówiksze strzelanie, nówiksze walczi tu przez Kadzemierz, Dabógórze, w czerenku Óksewió. Jak sa wojna zacza i jak sa skuńczela, też dredżi front tu szed. I mój brat bel ranny. [...] Tej noga jedna urwónó często, na skórze tilkó wisa ód kolana, a dregó ód kolana na dól rozszczepiono caló. I ón gódó: Mama, wez mie, jó bada żil chóc na jedny nóżce. A że tata bel w niemiecczim wojsku, wzale gó żólnerze do se, i stamtąd oni gó wzale do [...] Danii, do Kópenhadżi, i tam ón bel pól roku w gipsu. [...] On dwa lata zdżi-nąl bez siadu. Mama mia kuzynka w Helu. Ona mia żeniale wojskowego. Ten wojskowi przez Czerwony Krziż jakósgó nalóz i ón [brat] dredżim transpórta dzecy ze Szwecji przez morze przeplenęl. [... ] Tam ón chódzyl do szkole. Ónju bel dwa lata starszi i bel weższi wiele. I noga jedna ón miól całą, ta wzdłuż rozszczepioną [...]. I ón chódzyl, jajo be mu na głowie uleżą. Żóden zdrów człowiek tak nie chódzyl. Tańcowac, wszestkó, wszestkó ón mie nauczil. Tak belo u nas. Komentarz: Pólsczi Czerwony Krziż je dzela Midzenórodny Resznote Czerwonego Krziża i Czerwonego Pół-miesąca. To je organizacjo zrzeszono w nówik-szi óglowóswiatowi humanitarny resznoce, jedny z nóstarszich w historii ledzy. Do jego robotę nóleżi m. jin. Prowadzenie Krajowego Bióra Infórmacjów i Pószukiwaniów, chternegó cela je nalóżanie zadżi-nionech óbczas wójne i łączenie rodzenów. Mame ón nie póznól, tata ón póznól we Gduńsku, jak tatajachól za nim, i tatowa sostra. I tej ón takjidze, wzeró i konie ón póznól. Nasze konie ón póznól. Ón tak miól kocyk pod póchą zawiniony, i ten kocyk ón tak rzucyl w te dzece i gódó: Mój tata przejachól! I tej oni przejachele tu dodóm. Tero do szkole, co ón chódzyl, do Dabógórzó, ale zpierszą klasą, bó ón zabel pó kaszebsku, pó polsku gadać. Góda Paulena Waserskó 3 gromicznika 2023 roku w kadzemierzu Pomerania nr 12 (581) / Grudzień 2023 49 sybirscze slade nie przińdą do zaboczenio Dzaka starenkówi redaktora Woj cecha Czedrowsczegó w 1990 roku sa ukózałe Kolce syberyjskiej róży Edmunda Szczesaka i Stanisława Janczi. Nen zbierk óbjimó szesc reportażów ó syberijsczich kawlach Pómórzóków. Połowa z nich to bele Kaszebi, w tim umarłi łoni Jan Zielke ze Swórzewa. Jego wspóminczi - w wiele barżi poszerzony wersji - pójówiają sa w dokazu Wspomnienia kaszubskich Sybiraków, zredagówónech i wedónech 16 lat późni przez Eugeniusza Preczkówsczegó. W nym zbiorze je ju 20 wewiadów. Redaktor i wedówca wekózół, że w stremiannikii 1945 roku belo zesłóne na Sybir kol 5 tesący Kaszebów. Do ne czasu ó tim sa mało co le gódało, a jeżlebe jo, tej krejamkó. Jak to ujął syn jedny z sybiraczków, Irene Trowsczi z Rabószewa, dr Bogdan Nedoszitkó: „na ksążka przewrócą gódnosc tech ledzy". Z tego zbieru udbele so zweskac warszawsczi aktorze pod czerenka Marzannę GratF-Ószczepalińsczi i usadzele szpetóczel pt. „Moja dusza". Beł ón westa-wiony w Centrum Promocji i Edukacji Regionu w Szimbarchu w 2007 roku ób czas jednego ze Swiatowech Zjazdów Sybiraków, jacze do pandemii kóronowirusa w tim molu sa ódbiwałe. Tej sa skuńczełe. Też przez wzgląd na ódchódanie slednech Sybiraków na dregą wacha. Prówdac Kaszebi ju chutczi umierele. Kó oni bele bróny jakno ustny abó wnet ustny w 1945 roku. Brekówele jich tam do robotę. Rakówele jak niewolnice, umierele czasto i gasto. Do dzys bódój żeje le jedna Kaszebka - Sybiraczka. Je to Agnesa Mielewczik z Żukowa. Mó wnet 100 lat (1926 rocznik). Ji wspomnienia bełe w czile dzelekach wezweskóne w decht no-wim szpetóklu „Slade", tą razą usadzonym przez Antoniego Filepkówsczegó ze Gduńska, spiewóka i barda „Solidarnosce", a do te też aktora. Do projektu zaprosył aktorów: Violetta Seremak-Jankówską, Hanna Miskiewicz i Jarosława Tirańsczegó. Tekste w jazeku kaszebsczim czetół muzyk Tomósz Fóp-ka, co też dirigówół chura „Lutnia" z Lezena, jaczi to wprowadzył przesnóżi i przenóleżny do temizne nastrój. Bódój nómócniesze wrażenie - przenómni na mie - zrobią śpiewa „Ach Sybir nen". Nen dokóz 50 Pomerania nr 12 (581) / Gódnik 2023 Kunszt w kaszebsczim jazeku, chternegó piersze zrabe wiera bełe stworzone przez jednego z Sybiraków-Kasze-bów, jaczi trafił na Sybir wiera pó stecznikówim pówstanim abó pó I światowi wojnie, znankuje sa óriginalną i baro przemikającą cało melodią. Sledne słowa, belno przez „Lutnia" zaspiewóne (cze przez gduńską spólezna zrozmiałe? - tego nie je wiedzec) w dniach 15 i 17 sewnika w kóscele swiategó Jana, przemikają człowieka do bena. Hewó one: Szczeslewi ójc - ce smierc wzaju /1 mie nickgórzi nie je tu. / Le te mój mulku, z cebie ceń / Te w płaczkach toniesz w noc i w dzeń. / Z twich oczu płom wegasłi je / Tesknięcz-ka za mnę serce rwie. II W cerpienim tim go chwócył mróz liz bena żól mu scesnął glos, / Óstatnó z oczu weszła łza / Do nieba prosto desza szła. / Ach Sybir nen, przesniti krój, / W nim nigde nie zakwitnie mój. Dregó odsłona „Siadów" ódbeła sa w Żukowie. Za-nólegało na tim ósoblewie burmestrowi Woj cechowi Kankówsczemu. Kó jego memka, umarłą w 2021 roku, dotkł decht nen sóm kawel. W gminie Żukowo ne sprawę są derch żewe. Chto wie, cze stąd nie beło nówi-cy zesłóne. Kó z samego Skrzeszewa (stąd póchódzy i Urszula Kankówskó, i A. Mielewczik) beło wzatech jaż 16 dzewczat. Temu gódóne i spiewóne słowa, co Ód lewi: W. Kankówsczi i A. Filepkówsczi pódałe z bine Óstrzódka Kulturę i Sportu 8 rujana, trófiałe na ósoblewie podatny gruńt żukówsczich słe-chińców. - Dló nas ta historio je derch żewó. Me baro dobrze ja znajeme z bezpóstrzednech ópówiesców. Jem wdzaczny tim, co to póspisywele - pódsztrichiwół burmester Kankówsczi na kuńc przedstówku. Żukówsczi słechińce bele też w sztadze rozpoznać spisóne i czetóne wspomnienia Janinę Kwieceń, wiele-latny starostę kartesczi, chterna urodzą sa w nazódny drodze z Sybiru. Bełe też wejimczi z ksążczi Zofii Bla-dowsczi z Labórga Sybir na zawsze w pamięci i spiewe Filepkówsczegó do słów czerpónech midze jinszima z tomiku Ślady rusczegó póete Piotra Kótowa, skąd wzął sa titel całosce. Konsultanta szpetóklu beł prof. Francyszk Apa-nowicz. Pówiedzół ón ó nim, że widzawiszcze, dzaka doskónałim tekstom i muzyce, baro przejimó człowieka. Nadczidnął też, że historie te są jak niezagójonó rena, młodemu pokoleniu słabo znóne, tej niech nigde nie przińdą do zabóczenió. Me ju wieme, że nie przińdą! Eugeniusz Preczkówsczi A. Mielewczik Pomerania nr 12 (581) / Grudzień 2023 51 pomiędzy edukacja a klasyką. ZDRZADNIÓ TESPISA 2023 W dniach 4-5 listopada 2023 r. odbył się w Chojnicach Przegląd Teatrów Kaszubskich „Zdrzad-nió Tespisa". To już kolejna edycja tej inicjatywy, która w swych założeniach ma na celu ukazać aktualną kondycję artystyczną teatru kaszubskiego, umożliwić przepływ idei dramaturgicznych oraz wyczulić środowisko twórców i widzów na wartość działań teatralnych w języku kaszubskim. Także i tym razem głównymi organizatorami wydarzenia były Zrzeszenie Kaszubsko--Pomorskie oraz Chojnickie Centrum Kultury. Środki na realizację przeglądu pozyskano z dotacji Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Choć najważniejsze były spektakle czterech zespołów scenicznych, to trzeba zauważyć, że oprócz nich podczas przeglądu realizowane były również warsztaty, które prowadzili instruktorzy teatralni z Chojnic: Grzegorz Szlanga, Łukasz Sajnaj oraz Piotr Rutkowski. Jako pierwszy na przeglądzie pojawił się zespół teatralny z Kamienicy Szlacheckiej Wicherki prowadzony przez Teresę Wejer. Zespół pod tą nazwą działa już wiele lat i ma na swoim koncie kilkanaście premier sztuk granych w językach kaszubskim i polskim. Jednakże skład grupy co kilka lat się zmienia, gdyż to teatr szkolny, w którym panuje ciągła rotacja wśród wykonawców. Niektóre zatem premierowe przedstawienia Wicherków po kilku latach są „odświeżane" i wracają na scenę w nieco odmiennych aranżacjach. Tym razem widzowie zobaczyli prezentację pt. Diabelskie skrzypce, które w warstwie tekstowej są kolażem materiału etnograficznego i uzupełnień przygotowanych przez reżyserkę zespołu. Prosta fabuła pokazuje przygotowania do obrzędu nocy świętojańskiej, którą zamierzają aktywnie spędzić tak ludzie, jak i siły pozaludzkie. Te dwa światy wpływają na siebie i stąd możliwe jest przenikanie zwykłych mieszkańców w obręb działania sił nadziemskich i odwrotnie - istoty spoza rzeczywistości ludzi próbują wywrzeć na nich trwały wpływ. Tytułowe diabelskie skrzypce to przedmiot magiczny, którego działanie przekracza każdy wymiar. Kto dzierży ten instrument, może się uważać za szczęśliwca, gdyż podlega mu cały świat. Tego typu fabułę odgrywają młodzi aktorzy, którzy pierwsze szlify techniki mają już za sobą. Widać to zwłaszcza u szkolnych aktorek, które poruszają się po scenie z wyćwiczonym ruchem choreograficznym. Role chłopięce nie mają już tego uroku, ale i w ich przypadku widać, że adepci teatru nie są pozbawieni świadomości scenicznej. Zastosowane stroje oraz rola światła pozwalają zbudować atrakcyjne wizualnie przedstawienie. Szkoda, że w prezentacji zrezygnowano z narracji w języku kaszubskim. Być może wynikało to z zasugerowania się dawnymi realizacjami teatru dla dzieci, kiedy diabelskie skrzypce były ważnym motywem polskojęzycznych sztuk Natalii Gołębskiej czy Franciszka Fenikowskiego. Teraz wszakże mamy inną sytuację kulturową i warto bardziej zaufać kaszubskiej tradycji i poszukiwać w figurze diabelskich skrzypiec własnej ekspresji. Drugi spektakl przeglądu był skierowany do dorosłego widza i grany po kaszubsku przez grupę teatralną Seniorita z Zapcenia. Wrzaskliwa historia powstała na bazie humoreski Anny Łajming. Grają w niej głównie trzy aktorki. Niemal cała akcja rozgrywa się w przedziale pociągu relacji Męcikał - Chojnice, w którym dwie bardzo dobre znajome plotkują o swoim otoczeniu. Jedna z nich jest gadułą, nieprzerwanie rozpowiadającą o wydarzeniach wielkich i małych swego życia, druga z postaci jest bardziej skryta i powściągliwa. Obydwie utyskują na zmieniające się czasy i coraz gorszą kondycję moralną ich otoczenia. Kiedy do przedziału pociągu wchodzi żołnierz wracający z wojny polsko-bolszewickiej, kobiety nieco powstrzymują swoje komentarze, gdyż czują respekt przed obcym. Kiedy jednak okazuje się, że mężczyzna ma grube obyczaje, dostaje się również i jemu, i innym przedstawicielom rodzaju męskiego. Po przyjeździe do stacji końcowej okazuje się, że najżarliwiej krytykowana przez plotkarki dziewczyna czeka na peronie na żołnierza, który jechał z kobietami w tym samym przedziale. Pointa utworu polega na ukazaniu nieskrępowanej radości młodych ludzi, która widnieje niczym przeciwwaga dla zgorzkniałości i małostkowości starych kobiet. Prosta intryga scenariusza została dobrze ukazana przez obie aktorki. Figury plotkarek budziły wśród chojnickich widzów poruszenie, tym bardziej zasadne, że trafnie, choć nieco szarżująco odwzorowano dwa różne typy kobiet. Trudne zadanie miała aktorka, która odgrywała w zastępstwie rolę podchmielonego żołnierza. Na szczęście dla niej tekst opowiadania Anny Łajming jest na tyle czytelny i dowcipny, że nie wymaga wyjątkowych umiejętności aktorskich. Krótkie przedstawienie zespołu z Zapcenia przynosi ze sobą nadzieję, że w mateczniku dawnej grupy Teatru Beleco znowu odrodzi się pasja wystawiania sztuk w języku kaszubskim. Jako trzecie na przeglądzie wystąpiły Świetlicowe Babeczki z Cekcyna, które wystawiły przed chojnicką 52 Pomerania nr 12 (581) / Gódnik 2023 Teatr -f Spotkania teatralne Zdrzadnió Tespisa. Fot. Aleksander Fudali publicznością edukacyjną sztukę Jo mieszkam w Borach. Jest to specyficzny artystyczno-dydaktyczny montaż z informacjami o Borach Tucholskich jako cennej przestrzeni kulturowej. Widzowie oglądają więc wnętrze borowiackiego domostwa i zapoznają się z dawniej wykonywanymi zajęciami domowymi, porządkami rodzinnymi oraz zwyczajami ludowymi. Scena po scenie widać w wykonaniu cekcyńskiego zespołu, jak wyglądały dawniej pranie, pieczenie chleba, darcie pierza, sprzątanie czy wizyta gości. Wszystkie zaś opowieści snute są przez aktorów amatorów w gwarze borowiackiej. Twórczynie spektaklu kierują swoją sceniczną historię przede wszystkim do najmłodszego widza, któremu trzeba wytłumaczyć, gdzie znajdują się Bory Tucholskie i czym się one charakteryzują w wymiarze języka czy obyczaju. Widzom dorosłym narracja spektaklu może się wydać nużąca, gdyż jeśli chcą uzyskać więcej rzetelnych informacji merytorycznych, to kierują się oni do opracowań etnograficznych lub historycznych. Inną jednak sprawą jest to, że spektakl, który przywołuje borowiacką dawność, może być interesujący dla pokolenia 60+, które z chęcią wraca do dawnych realiów życia i odkrywa w przedstawieniu składniki egzystencji obecnie niemal już zapomniane. To, co propozycję Świetlicowych Babeczek może rozwinąć, polega na zadbaniu o artystyczny wymiar wypowiadanych kwestii, które nie muszą wcale być tak bardzo edukacyjne, a w zamian za to mogłyby się stać emocjonalne. To samo dotyczy aspektu wykonawczego, nad którym warto popracować, aby aktorzy i aktorki opowiadali o dawnym życiu w Borach w możliwie naturalny sposób. Jako ostatni zespół chojnickiego święta wystąpił Teatr Zymk z Luzina/Wejherowa z adaptacją Procesu Franza Kafki. Po wiosennej premierze („Pomerania" nr 10/2023) można się było spodziewać pewnych zmian i rzeczywiście tym razem inna aktorka odgrywała postać Leni oraz nieco inaczej grali również pozostali aktorzy zespołu. Owa „inność" polegała na większej pewności siebie w prowadzeniu roli, co uwidoczniło się zwłaszcza na przykładzie postaci Józefa K. (Roman Hinc), mecenasa Hulda (Daniel Kuptz) czy księdza (Roman Drzeżdżon). W realizacji, którą można było zobaczyć w Chojnicach, główny protagonista jest dynamicznym mężczyzną, zadziornie walczącym o swoje prawa i tym boleśniej odkrywającym, że przegrał szansę na sensowne życie. Z kolei Huld coraz wyraźniej staje się tyleż dobrotliwym starszym panem, ile zniecierpliwionym złośnikiem, mającym przyjemność w dręczeniu swoich klientów. Wreszcie kapelan coraz wyraźniej odkrywa nie tylko twarz głosiciela duchowych pouczeń, ale również pijaczka szukającego okazji, aby sobie na boku zaserwować kieliszek alkoholu. Najważniejszym osiągnięciem zespołu jest to, że bardzo dobrze czuje się w kaszubszczyźnie jako medium przekazu tekstu. Zarówno w Luzinie przy premierze, jak i w Chojnicach słychać było w kuluarach szepty, iż język kaszubski nie pasuje do tak nobliwego przykładu klasyki literatury powszechnej. Dobrze, że tak nie myślą aktorzy Zymku, gdyż nie powstałaby wówczas jedna z najciekawszych realizacji teatralnych ostatnich lat. Kaszubski kolejny raz okazał się operatywny, bogaty i sugestywny, a nade wszystko bardzo naturalny dla wszystkich aspektów Kafkowskiego świata, zarówno w jego wymiarze realistycznym, jak i metafizycznym, tak w użyciach z zakresu mowy potocznej, jak i języka prawnego. Ponad kwestiami językowymi są jednakże przed Zymkiem dalsze przestrzenie do wykorzystania w nowych prezentacjach: czarny humor oraz erotyka. Wykorzystanie tych właśnie czynników uczyni sceniczne dzieło kaszubskojęzyczne-go Procesu prawdziwie poruszającym. Zdrzadnió Tespisa 2023 jest już historią, warto jednak pamiętać, że to, co zagrano, i to, co wypracowano, nie zanika, tylko dalej istnieje w świadomości zespołów teatralnych i widzów, aby w odpowiednim momencie zabłysnąć... Daniel Kalinowski Pomerania nr 12 (581) / Grudzień 2023 53 4- Z Kociewia FELIETON C%ifrtV nie^t&nd/? Nie można się cieszyć, gdy na Kociewiu ktoś tak zapyta. Pytający dobrze wie, skąd jesteśmy, ale w ten bezpośredni sposób chce wyrazić swoje zdziwienie, a nawet zdenerwowanie, że robimy, postępujemy nie tak, jak należy. Co najmniej dziwnie, bo tutejsze ludzie wiedzo zawdy, co i jak... Uświadomiłam sobie, że obecnie to powiedzenie słychać już rzadko. Ujawnienie swojej tożsamości regionalnej jest pozytywnie odbierane przez tych, którzy coś znaczą, dodają blasku oswojonemu miejscu na ziemi. Bardzo mnie ucieszyło hasło „Jestem stąd", które widniało na plakacie Iwony Karolewskiej - naszej, bo z ziemi świeckiej - posłanki, która dostała się do nowego Sejmu. Tym bardziej się cieszę, że od dawna ważne są dla niej idee regionalne i w wielu wydarzeniach kulturalnych o regionalnym znaczeniu uczestniczyła. Zasłużone nazwisko staje się sztandarem w dążeniach innych zmierzających do sensownego celu. Muszę przy okazji wrócić do minionych obchodów 60-lecia „Pomeranii" (a chciałam napisać „kochanej" - bo tak jest). Podczas tego święta wiele nazwisk znaczyło dla mnie bardzo dużo. Na rozmaitych Steckach ustawiły się we wspomnieniach jasne, radosne obrazy spotkań, rozmów, dokonań, planów, nowych olśnień i inspiracji. Też wdzięczności. Na przykład z życia Kociewia - Bogumiła Fijałkowska, Gertruda Stanowska. W naszym regionie powszechnie znane. Regionaliści z tej części Pomorza muszą wiedzieć o Lubichowie, Zblewie, Pinczynie. W uroczystości nadania Skier Ormuzdowych uczestniczyli przedstawiciele tamtejszych samorządów i z dużą aprobatą (jak wieść gminna niesie) przyjęli rangę świętowania, i to w Ratuszu Staromiejskim w Gdańsku. Zakładam, że wszystkich świetnych Pomo-rzaków (oficjalnie Pomorzan) cieszą przykłady zasłużonych regionalistów stawiających zarazem drogowskazy na swojej życiowej drodze. Miałam szczęście poznać wielu. Dość długa litania powstałaby, gdybym miała wymieniać wszystkich ważnych. Duża część grupy to Kaszubi. Dlatego ucieszyłam się, gdy podczas zaduszkowych rozmów o rodzinnych korzeniach dowiedziałam się, że ważny przodek (wiem, że ważni w rodzinie są wszyscy) mojego śp. Męża był... z Kaszub. Musimy dokopać się do głębszych warstw. Tymczasem cieszą mnie m.in. wieści, gdy dorosły już wnuk chwali się, że wygrał w grze o Kaszubach. No i warto rozrzucać skry. Wielokrotnie już o tym pisałam. Też o tym, że na południowym Kociewiu, w Grucznie, późną jesienią odbywa się redyk. W tym roku był już siódmy, bo w Nadwiślańskim Parku Krajobrazowym jest teren przypominający Bieszczady. Za Świeciem w kierunku Gdańska jest też pasmo Czarcich Gór zwanych Diabelcami. Owce wrzosówki mają swoje zadanie. Pasąc się na stromych pagórkach, wyjadają trawę, którą trudno byłoby skosić. Zaprzyjaźnieni prawdziwi juhasi (w góralskich portkach z motywem parzenicy) opowiadają o góralskich zwyczajach i pokazują, jak przebiega redyk. Ponad sto osób uczestniczyło w niecodziennym wydarzeniu wśród kolorowej, ciepłej jesieni. Gwara podhalańska, pierogi z jagnięciną też były atrakcją. Siłą kultury polskiej - są jej odcienie regionalne - pisał kiedyś Melchior Wańkowicz. Warto się tego trzymać. Muszę jeszcze wspomnieć, że w listopadzie organizowany jest Festiwal Recytatorski im. Romana Landowskiego. Drogi recytatorów prowadzą do Tczewa. O tym wieloetapowym święcie napiszę w kolejnym felietonie. Wszystkim sympatykom Pomorza życzę, żeby Gwiazdor o nich nie zahaczył, a w kolejnym roku jak najwięcej jasnych dni, takich z nadzieją. A chto je stónd, to wji, że 6 grudnia do butów wkłada coś słodkigo (abo skroba-cze brojnym) Mikołaj, a w Wigilia przichodzi Gwiazdor... Tak zawdi było! Maria Pająkowska-Kensik Ujawnienie swojej tożsamości regionalnej jest pozytywnie odbierane... 54 Pomerania nr 12 (581) / Gódnik 2023 r-O-n flf LEKTURY POWTÓRKA Z PRZESZŁOŚCI Stanisław Janke MÓRZKULOWIE Stanisław Janke, Mórzkulowie, Muzeum Piśmiennictwa i Muzyki Kaszubsko-Pomorskiej w Wejherowie, Stowarzyszenie Pisarzy Polskich Oddział Warszawa, Warszawa 2021 Stanisław Janke to literat, który od kilkudziesięciu publikuje w dwóch językach: kaszubskim i polskim. Jego dotychczas wydana proza ukazuje tę właśnie specyfikę, pozwalając zarówno środowiskom kaszubskim, jak i polskim zapoznać się z oryginalną tematyką tradycji kulturowych Pomorza. W ostatnich latach pisarz zintensyfikował prace kaszubskojęzyczne, stąd też wydanie wyboru dawnych i nowych przykładów jego poezji pt. Kaszebskó dwigó sa w śpiewie (2018) oraz powieści pt. Ces/r (2020), Mórzkulowie (2021) i Bene buten (2023). Mimo jego wysiłków, aby wzbogacić stan posiadania literatury w rodnej mowie, nie widać, aby ta proza znacząco zmieniała jakościową postać kaszubszczyzny. Dlaczego się tak dzieje? Zastanówmy się chwilę nad tym, przywołując w analizie przedostatnią z jego powieści pt. Mórzkulowie. Owa mikropowieść Stanisława Jankego jest propozycją przygotowaną w języku kaszubskim, najbliższym mu - co zaznacza autor w różnych wypowiedziach prasowych - medium artystycznego nazywania świata. Znając wcześniejsze dokonania prozatorskie Jankego, jak tiskawice (1988) czy Żółti kam (2014), można się było spodziewać w 2021 roku jakiegoś wykształcenia się formy literackiej lub wypracowania oryginalnej fabuły. Nic takiego jednak nie nastąpiło. Mórzkulowie to utwór, który konserwuje osiągnięte już przez Jankego w jego utworach efekty i konwencje literackie, zaświadczając, że siła estetycznej bezwładności jest trudna do pokonania. Nie oznacza to jednak, że propozycję pisarza można bagatelizować. Z pewnością warto dostrzec w niej chęć skrótowego i wywoławczego opisu różnych aspektów tradycji kaszubskiej. Takie ujęcie może się spodobać nowym czytelnikom, wstępującym dopiero w przestrzeń kaszubskiej rzeczywistości, którzy zaczynają poznawać zawiłości historyczne czy etnograficzne tej części Europy. Dla nich właśnie może i wystarczy zarysować kilka faktów z dziejów Kaszub czy opisać wybrane akty kaszubskiej kultury ludowej. Jednakże dla bardziej wyrobionego czytelnika taki przykład utworu nie jest szczególnie poruszający. Chciałoby się wszak czegoś progresywnego, formalnie dopracowanego, czegoś przekraczającego osiągnięte już estetyczne pozycje. Skoro do takiej sytuacji Mórzkulowie nie prowadzą, wypada zaakceptować trzy główne wymiary mikropowieści. Po pierwsze - jako przykład epiki etnograficznej, po drugie - jako realizację prozy historycznej oraz po trzecie -jako dzieło paraboliczne. W każdym z przypadków są to bardziej szkice, próbki oraz wstępne redakcje motywów, kreacji postaci lub problematyki,. aniżeli skończone konstrukcje literackie. Pierwsze partie minipowieści Janke nasycił składnikami etnograficznymi. Nie są to passusy, które wynikają z własnych badań folkloru, tylko rodzaj beletryzowanych, a zatem uzupełnianych o elementy stylu artystycznego, opowieści ukazujących kaszubski świat wyobraźni ludowej. Pojawiają się więc istoty boskie, charakterystyczne dla światopoglądu przedchrześcijańskiego, czy też postacie fantastyczne znane z legend i podań, wśród których występują duchy, demony, byty przyjazne i wrogie ludziom. Przed oczyma czytelnika występują na przykład Borowa Ciotka, Borowe, krośnięta czy stolemy. Wszystkie one dużo pełniej zostały ukazane w opracowaniach etnograficznych Friedricha Lorenza czy Bernarda Sychty. W narracji literackiej Pomerania nr 12 (581) / Grudzień 2023 55 ~£- Lektury zaistniały na innej zasadzie aniżeli wskazanie na żywotność folkloru. Tutaj wplecione zostały w opis świata, w którym pierwsi ludzie żyjący w nadmorskiej krainie doświadczają częściowo tylko dla nich zrozumiałych mocy natury. Ponadto w powieści Jankego fantastyczne figury występują w scenach, które wskazują, jak wiele z dawnych wierzeń słowiańskich, a może pradawnych i plemiennych, pozostało jeszcze i wciąż funkcjonuje w tradycji kaszubskiej. Dzięki takiemu umieszczeniu motywów etnograficznych Morzkulowie jako miejscowy ród-etnos wyrastają na najznaczniejszą pod względem kulturowym grupę społeczną zasiedlającą Pomorze. Drugi wymiar znaczeniowy powieści Jankego związany jest z konwencją prozy historycznej, która swoją drogą bynajmniej nie ma w literaturze kaszubskojęzycznej wielu reprezentacji. Tego typu elementy estetyczne pojawiają się w późniejszych partiach utworu i można je dostrzec, kiedy zaznacza się w rzeczywistości świata przedstawionego średniowiecze. Oto po „dziejach bajecznych" przedstawionych przez Jankego w rozwoju powieściowej fabuły Morzkulowie napotykają odmienne wspólnoty etniczne z Zachodu i przychodzi im przyjąć inność religijną, odrębną kulturę i pismo. Na dziejowej scenie manifestuje się chrześcijaństwo z obcą początkowo dla bohaterów utworu sferą teologiczną i obyczajową. Później coraz większą rolę odgrywa dla nich cywilizacja Zachodu i nowe modele sprawowania władzy, poczucie przynależności i wykształcanie się poczucia wspólnoty. Dla tytułowej społeczności ważne stają się troska o wspólne dobro, konsolidacja i odpowiedzialny przywódca. Wschodniopomorski książę Barnim w ujęciu narracyjnym powieści staje się pierwszym wyrazicielem Morzkulów, tych, którzy na stałe są już osiedleni na ziemi pomorskiej i którzy siebie postrzegają jako gospodarzy tej krainy. Ich bytowanie nie jest już na poły fantastyczne, ale znajduje potwierdzenie w kronikach historycznych i aktach kolejnych władców, które stają się udokumentowaną historią. I wreszcie trzeba dostrzec trzeci aspekt Morzkulów, czyli semantykę utworu parabolicznego. W świetle tego typu odczytywania tytułowi Morzkulowie to alegoryczna figura Kaszubów. Nie występują oni pod własnym imieniem, ponieważ narratorowi zależało na skojarzeniu egzystencji ludzi i rytmów przyrody. Z takiego zaś powiązania najważniejszym żywiołem jest morze. Nie dziwi w takim układzie imię głównego bohatera utworu - Wóda. Właśnie jego losy ukazane zostały w minipowieści w całej rozpiętości czasowej, od narodzin aż do śmierci. Nie są to wszakże opisy szczególnie pogłębiające portret psychologiczny. Narratorowi bardziej tutaj zależało na ukazaniu jego umiejętności przeżycia i „pływania" po wzburzonych falach dziejów. Nie tylko zresztą chodzi w takiej narracji o jednego człowieka, Wóda jest everymanem, postacią wyrażającą specyfikę doświadczenia wielu ludzi Pomorza, bohaterem, który dzięki swojej elastyczności i sprytowi może wyjść cało z każdej opresji. Ponieważ ukazany został w świetle paraboli, nie należy może oczekiwać, że wszystko w jego doświadczeniu będzie logiczne, ważniejsze jest chyba narracyjne wskazanie na żywot kogoś, kto stale musi zachowywać czujność, ciągle zmuszony jest do manewrowania pośród większych sił przyrody lub innych systemów społecznych, ideowych czy narodowych. Wydawałoby się, że trzy zarysowane aspekty interpretacyjne minipowieści Morzkulowie to całkiem sporo jak na niewielkiej objętości dzieło. Nie do końca jednak tak można powiedzieć, czynnikiem dys-harmonii jest zaś swoisty pośpiech narracyjny. W minipowieści Jankego wywołuje się jednocześnie czynniki etnograficzne, wierzeniowe, historyczne i obyczajowe w niesfunk-cjonalizowanym nagromadzeniu, bez przekonującego przygotowania za pomocą kompozycji. Bogactwo kaszubskiej sfery symboliczno--obrzędowej czy realistyczno-men-talnościowej zostało w utworze jedynie muśnięte, niczym jakiś cytat lub wypis sporządzony z poczynionych wcześniej lektur. Nie tworzy to nastroju dla wydarzeń, nie pogłębia semantyki scen. Narracyjny pęd i podporządkowanie utworu czynnikowi fabuły sprawiło, że ani postacie ludzi nie przekonują w swoim działaniu, ani przywoływana sfera kaszubskiej kultury duchowej nie przejmuje swoją głębią. Tak ważne elementy sfery ideowej, jak mit ludzi morza czy pogłębiona charakterystyka et-nosu zagrożonego w swym tożsamościowym bytowaniu, nie zostały w przypadku Morzkulów estetycznie wyzyskane, a szkoda, bo Jankę potrafi przecież tworzyć przejmujące portrety ludzi i społeczeństw, co udowodnił w swoich wcześniejszych utworach. Pozostaje więc pozostać w przekonaniu, że czasem i pisarz wybitny chadza zdradliwymi dla niego ścieżkami, a Morzkulowie są tego przykładem. Daniel Kalinowski 56 Pomerania nr 12 (581) / Gódnik 2023 Lektury Teresa Hoppe, Antoni Abraham (1869-1923). Zarys biografii. Gdańsk 2022 Dobrze się stało, że ukazała się ciekawa i wartościowa książka Teresy Hoppe o Antonim Abrahamie. I warto podkreślić, że - jak trafnie zauważa sama autorka - jest to zarys biografii. Pani Teresa nie zamyka drogi światu naukowemu do podjęcia prac nad naukową monografią Abrahama. Ale jej książka jest znaczącym postępem w dostępie do wiedzy i niewątpliwie dobrze posłuży nowoczesnej promocji legendarnej i zasłużonej postaci, szczególnie w Roku Antoniego Abrahama. Jubileuszowy Rok Antoniego Abrahama, w stulecie urodzin bohatera Kaszub i Pomorza, jest znakomitą okazją do spotkań, dyskusji i debaty nad interesującą i wartościową książką Teresy Hoppe Antoni Abraham (1869-1923). Zarys biografii. Przy tej okazji należy wziąć pod uwagę Przedmowę napisaną przez Jana Wyrowińskiego, prezesa Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. Prezes zwrócił uwagę na rolę Antoniego Abrahama u boku wójta Gdyni Jana Radtkego podczas uroczystego powitania władz Rzeczypospolitej przy niezwykłej okazji otwarcia tymczasowego portu w Gdyni 29 kwietnia 1923 roku. Państwo polskie reprezentowali jego najwyżsi przedstawiciele: prezydent Stanisław Wojciechowski, premier gen. Władysław Sikorski, marszałek sejmu Maciej Rataj, marszałek senatu Wojciech Trąmpczyński, minister spraw wojskowych gen. Kazimierz Sosnkowski oraz kardynał prymas Polski Edmund Dalbor. Jan Wyrowiński zauważył również wymiar pragmatyczny książki Teresy Hoppe w pracy nauczycieli, szczególnie w nauczaniu języka kaszubskiego. Książkę autorka poprzedziła kilku-stronicowym wstępem. Prostolinijnie konstatuje, że bohaterem jej książki jest Antoni Abraham, który przez całe życie był budzicielem Kaszubów. Hoppe podkreśla jego rolę dla rozbudzania świadomości historycznej Kaszubów i ich przynależności do Polski. Stwierdza prosto i dobitnie, że Abraham zasłużył na miejsce w panteonie wielkich pomorskich patriotów walczących o niepodległość i polskość Pomorza. We wspomnianym wstępie autorka składa też kilka podziękowań, w tym szczególnie dla naukowców z Instytutu Kaszubskiego na czele z prof. Józefem Borzyszkowskim i prof. Andrzejem Romanowem. Dzięki ich zaangażowaniu, zauważa T. Hoppe, zyskała na znaczeniu faktografia historyczna książki, jak też jej wiarygodność. To ładny i niezwykle sympatyczny ukłon w stronę wybitnych historyków Pomorza. Czas, aby przybliżyć zawartość ściśle merytoryczną książki i jej znaczenie. Książkę Antoni Abraham (1869-1923). Zarys biografii zaprojektowano w dwóch podstawowych częściach, wraz z klasycznym zakończeniem oraz z trzema aneksami, jak też z bibliografią. Tu widać profesjonalizm i troskę o czytelnika ze strony pani Teresy. Część pierwsza książki, zatytułowana Antoni Abraham w walce o polskość Pomorza, ma charakter jakby części zasadniczej, liczącej 180 stron. A w niej na obszarze czterech rozdziałów T. Hoppe nakreśliła perspektywę historyczną ziem polskich nad Bałtykiem, rolę Kaszubów w od- zyskaniu suwerenności, genezę powrotu z „zaboru pruskiego do Polski", w tym udział delegacji kaszubskiej w konferencji pokojowej w Paryżu/ Wersalu w 1919 roku, kwestię zaślubin Polski z morzem (10 lutego 1920 roku). Autorka nie ukrywa rozterek i dylematów społeczności kaszubskiej u progu niepodległości w rozdziale zatytułowanym Wymarzona Polska a rzeczywistość. Z kolei w drugiej części książki (łącznie 50 stron) pt. Upamiętnienie postaci Antoniego Abrahama T. Hoppe w trzech rozdziałach przybliża czytelnikom ciekawsze i ważniejsze inicjatywy promocyjne A. Abrahama z lat dwudziestych i trzydziestych XX wieku, następnie w Polsce Ludowej, a także w III Rzeczypospolitej. Nie da się też ukryć, że mocną stroną książki jest solidne zakończenie, konsekwentnie eksponujące w biogramie naszego bohatera, jego niezłomne życie i heroiczne starania o zmianę otaczającej go rzeczywistości. Autorka przypomniała, że Antoni Abraham opuścił dom rodzinny w wieku zaledwie 16 lat. W okresie 54 lat swojego życia (zmarł 23 czerwca 1923 roku) wiele przeżył i doświadczył. I tu warto przywołać jedną z szerszych konstatacji T. Hoppe o jej (więcej - naszym) bohaterze, a mianowicie: Nie posiadał żadnego zawodu ani majątku, ale był bogaty duchowo. Przeszedł twardą szkołę życia, nauczył się pracowitości, zaradności i szacunku dla ludzi. Sporo również informacji przekazała nam autorka o najbliższej rodzinie bohatera, Antonim i Matyldzie Abrahamach. Przejmujący i nierzadko dramatyczny był los ich dzieci. W sumie tak jak różnorodna i skomplikowana była historia społeczności kaszubsko-pomorskiej, szczególnie w najtrudniejszych latach wojennych, tak też układały się poszczególne losy rodzinne. Na bliższe i nieco obszerniejsze dopowiedzenie zasługują także trzy aneksy książki T. Hoppe, mające Pomerania nr 12 (581) / Grudzień 2023 57 Lektury duże znaczenie dla całej publikacji, W pierwszym aneksie autorka przybliżyła duchowego mentora Antoniego Abrahama, tj. ks. Teofila Bączkowskiego, któremu zawdzięczał on mocno rozbudowaną świadomość narodową. W drugim aneksie pani Teresa omówiła pielgrzymki oliwskie na Kalwarię Wejherowską. Nie da się przecenić duchowego, religijnego i patriotycznego wymiaru tych pielgrzymek. Z kolei w trzecim aneksie autorka przytoczyła sławne kazanie ks. ppłka Józefa Wryczy, wygłoszone podczas Mszy Świętej w dniu zaślubin Polski z morzem w Pucku. Na zakończenie drugiej części publikacji T. Hoppe warto zwrócić uwagę na szczególne upamiętnienie Antoniego Abrahama w postaci monumentalnego pomnika w centrum Gdyni, na placu Kaszubskim. Rozmiary pomnika mówią niejako same za siebie: 4,5 m wysokości, waga 850 kg. Od inicjatywy budowy pomnika do jego odsłonięcia minęło ładnych kilka lat. Przypomnijmy, że powołano szeroki komitet społeczny pod przewodnictwem prof. Brunona Synaka oraz komitet honorowy na czele z zasłużonym marszałkiem Sejmu RP Maciejem Płażyńskim. Dopowiedzmy, że uroczyste odsłonięcie i poświęcenie pomnika miało miejsce 23 czerwca 2001 roku. Książka T. Hoppe Antoni Abraham (1869-1923). Zarys biografii została bardzo starannie wydana. Może też podobać się jej szata graficzna i - co najważniejsze dla czytelników - duża i czytelna czcionka. Książka jest ze wszech miar merytoryczna i ciekawa. Naturalnie nie zapominajmy, że nie może ona zastąpić biografii naukowej. Pani Teresa skromnie, już w tytule, napisała, że jest to zarys biografii. Ale książka została oparta na dobrej podstawie archiwalnej i szerokiej literaturze przedmiotu. Można niewątpliwie autorce pogratulować tej publikacji. Zajmie (więcej - zajmuje) ona ważne i godne miejsce po klasycznych publikacjach, tj. dra Władysława Pniew-skiego z 1936 roku pt. Antoni Abraham (1869-1923) - wielki patriota z ludu kaszubskiego: życie i zasługi w dziele odzyskania dostępu Polski do morza i uświadomienia narodowego ludu kaszubskiego; Tadeusza Boldua-na z 1989 roku pt. Trybun Kaszubów. Opowieść o Antonim Abrahamie. Lektura książki T. Hoppe o Antonim Abrahamie może i dziś być przykładną lekcją patriotyzmu, umiłowania małej ojczyzny oraz niezwykłej pracowitości, zaradności i poświęcenia dla szerszej społeczności kaszubsko-pomorskiej. Jan Kulas Poniższe zadania zostały zrealizowane w 2023 roku przez ZKP dzięki dotacji Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji: 1. Działalność bieżąca Zrzeszenia Kaszubsko--Pomorskiego w 2023 roku 2. Język kaszubski w „Pomeranii" - wydawanie czasopisma ze stronami kaszubskojęzyczny-mi „Naji Uczba" i „Stegna" 3. Po kaszubsku na YouTube 2023 4. Kurs języka kaszubskiego dla dorosłych 5. Spotkania piszących po kaszubsku 6. Skarbnica Kaszubska - kaszubski portal edukacyjny 7. Ogrody literatury 8. Warsztaty regionalne - Remusowa Kara 2023 9. Skarby Kaszub 10. Wydanie baśni Jana Drzeżdżona 11. Wydanie publikacji Współczesna literatura kaszubskojęzyczna w latach 1981-2015 12. Wydanie śpiewnika z kaszubskimi piosenkami dla dzieci 13. Letnia szkoła języka kaszubskiego, kultury i historii Kaszub 14. Akademia Bajki Kaszubskiej 2023 15. Działalność Rady Języka Kaszubskiego w 2023 roku - wydanie publikacji 16. Organizacja konferencji metodyczno-dydaktycznych dla nauczycieli języka kaszubskiego w 2023 r. 17. Wydanie kaszubskich opowiadań pod tytułem „Podróż w nieznane" debiut Karoliny Serkowskiej - Sieciechowskiej 18. Kaszebe Musie Festiwal - XI Festiwal Piosenki Kaszubskiej 19. Wydanie publikacji dla dzieci pt. Elementarz kaszubski 20. Wydanie Historii Kaszubów autorstwa Józefa Borzyszkowskiego 21. Spotkania Teatralne „Zdrzadnió Tespisa" 22. Warsztaty „Ó wesoczi niw!" 58 Pomerania nr 12 (581) / Gódnik 2023 Roda tanne to niekonieczno jedlena Ju jem meslół, że nalózł jem historiczno-rodną cekawinka. Kó rozmowa z jednym mądrim leśnym i sznekrowanie w stórim niemiecczim dialekce sprawiło, że... i W sewniku przewiózł jem ze Szczecena peszno wedóną przez Zómk Pómórsczich Ksążatów grebą ksążka pt. Eilharda Lubinusa podróż przez Pomorze. Lubinus, filozof, filolog, matematik a kartograf, wiera nóbarżi znóny je z mape z zóczątkii XVII wieku, na jaczi pókózół Pomorską (państwo Grifitów). Na jego kartograficznym dokazu ókróm herbów pómórsczi szlachtę, wezdrzatków miast i kartograficznego przedstówienió pómórsczich krójnów, dozdrzime też dłegszi łaceznowi tekst. To E. Lubinusa krótcze opisanie Pómórsczi a z nią sparłaczonech, wórtnech pamiace sprawów. Może dlóte, że je pó łaceznie, baro rzódkó beł kómentowóny (jinaczi jak sama mapa abó óbrózczi z miastama). Kó prawie w ti ksążce ze Szczecena nalezeme jego nónowszi tłómaczenk na pólsczi [Małgorzatę Cieśluk]. Chto ród szukó za wiadłama ó kaszebsczi rodzę, be miół doczetac ten tekst. Ne, kriticzno. Na przikłód w jednym placu stoji: W ogromnych lasach rosnę jodły, znakomite na maszty okrętów [...]. Jiwer w tim, że jedlena (Abies alba) na całim Pómórzim nie rosła jaż do XIX wieku, czej sprowadzele ja leśny i dzysó móme ji całe drzewóstane. Tej co, Lubinus nałgół? Niekónieczno. Może i sa nie znół na drzewach, kó wiera nie zmerkół, ó jaczim órce drzewa gódele abó pisele jego informatorze. W plattdeutsch, to je nordowim szeku niemiecczegó jazeka, a tim gódele na Pómórsce za czasów Lubinusa, nasza jedlena nazewele dann (wielnó leczba dannen). Kó jistne słowo, prówdac tej-sej, miele na chójna (Pi-nus sihestris) i dana (Picea abies). Mógle mieszać znaczenie z nieznanió, bó dana rosła leno na wschodzę (Ksążace Prese) abó w mółech grepkach w nor-dowech Niemcach, a jedlena nigdze, gdze gódele platta. Szlach tego je widzec też na Kaszebach. U naju dana (słowo wzale me prawie z platta) óznóczó Picea abies, ne tej-sej też jedlena, ó czim w swój im słowarzu nadczidnął Eugeniusz Gółąbk. Tej ó spuszczanim jaczegó drzewa w państwie Grifitów pisół Lubinus? - Na maszte brele wesocze, proste ódzymczi, co miałe jak nómni saków. Temu bó bez saczi nólżi wchódała bene tropizna. Nólepszó je tu chójna. Kó leno tako, co rosce na baro lechech zemiach. Ji drewno je elasticzne a mocne. Za taczima wzerele w dównech ókratowniach. Znóne bełe specjalne łase, skądka sprowódzele pasowne ódzymczi - gódó leśny Jarosłów Czarnecczi z Peszna. A na Pómórsce lechegó gruńtu beło skópicą. Do dzysó roscą na nim chójnowe łase. P.D. Ódj. K. Rolbiecczi Pomerania nr 12 (581) / Grudzień 2023 59 tfyleka WEJHEROWO, TAIPEI, ŚWIAT. WIADOMOŚCI Z LOCHÓW BURSZTYNOWEGO GRYFA. Mam przyjemność przedstawić ostatnie informacje o grze „Dungeons of the Amber Griffin" (Lochy Bursztynowego Gryfa). Obecnie trwają publiczne playtesty gry, które mają za zadanie przetestować mechaniki gry oraz pomogą nam wyłapać błędy. Po długich i ciężkich „bojach" możemy zaprezentować grę w nowym, świeżym wydaniu. Przenieśliśmy projekt całej gry z Unreal Engine 4 do Unreal Engine 5 (https://www.youtube.com/ watch?v=TGUdtPzF654). [...] W ramach playtestów przygotowaliśmy następujące tryby rozgrywki: 1. Samouczek - tryb gry, który ma za zadanie zapoznać graczy ze sterowaniem i podstawowymi mechanikami gry (takimi jak rozbrajanie pułapek i walka), 2. Tryb Muzyczny gry - gracze w rytm utworu zespołu Percival Schut-tenbach mają za zadanie pokonać umarlaki w celu zdobycia jak największej liczby artefaktów w jak najkrótszym czasie, 3. Tryb Łamigłówek - przygotowaliśmy podziemną kryptę, w której na graczy czeka seria zagadek logicznych, 4. Tryb Speedrun - podziemny tor wyścigowy, który jest wyzwaniem dla zręcznościowych maniaków, 5. Tryb Benchmark - skrawek jesiennej lokacji, w której gracze mogą przetestować swoje komputery z dużą ilością dynamicznego oświetlenia. [...] W nadchodzących tygodniach planujemy zaprezentować nowy zespół muzyczny, z którym zbudowaliśmy kolejną lokację do trybu muzycznego. Pragniemy promować rodzimą sztukę i wykorzystać potencjał naszych wspaniałych artystów muzycznych. Dodatkowo zapraszamy do obejrzenia ujęć z gry z trybu kampanii, która będzie dostępna w przyszłości: https://youtu.be/D3QoPAjaJb8. Przy okazji chcemy się pochwalić. Zgłosiliśmy grę do Taipei Game Show - Indie Game Award 2023, w którym udało nam się trafić do grupy finalistów w kategorii „Best Narrative", z czego jesteśmy bardzo szczęśliwi. Obecnie w grze dostępny jest język angielski, polski i kaszubski. Jest to pierwsza gra, która promuje język kaszubski na tak szeroką skalę. Kontynuujemy współpracę z Muzeum Piśmiennictwa i Muzyki Kaszubsko-- Pomorskiej w Wejherowie, w ramach której powstają kolejne treści w grze (już teraz mamy opracowane prawie 20 krótkich opowiadań - niektóre z nich dostępne są w książkach w grze). [...] Planujemy w połowie stycznia uruchomić zbiórkę na platformie Kickstarter. Następnie pragniemy udostępnić grę w trybie fabularnym w wersji Early Access. Wierzymy, że takie rozwiązanie umożliwi nam szerszy dialog z graczami, którzy mają znaczący wpływ na efekt końcowy produkcji i zapewni stabilne finansowanie produkcji gry. Tak więc zapraszamy do Lochów Bursztynowego Gryfa! Tomasz Rożyński GDINIÓ. PATRIOTICZNE PIESNIE W KFK Koncertu patrioticznech piesniów w wekónanim Karna Piesnie i Tuń-ca „Gdynia" w sedzbie Kaszebsczegó Forum Kulturę słechało cziledze-sąt ledzy. To zeńdzenie ze śpiewa w kaszebsczim i pólsczim jazeku beło 10 lestopadnika. - Na Kaszebach patrioticzne piesnie mało czede są zrzeszone z biót-ką i wojną, colemało pókazywają miłota do rodny zemi, peszny nótere, tradicji i jazeka, jaczi przekózele nama przodkowie - pódczorchiwół prowadzący zeńdzenie Dark Majkówsczi. I pó prówdze prawie ó tim spiewele nóleżnice karna „Gdynia" (tej-sej z pomocą uczastników koncertu, chter-ny ród włącziwele sa do wekónywanió znónech piesniów). Patrioticzne, gdińscze i rebaccze piesnie budzełe wiele emócjów - colemało bucha i redota, chóc czasa też teskniączka za dównyma Kaszebama. Karno Piesnie i Tuńca „Gdynia" je prowadzone przez Danuta Pochwalisz i Agnes Bradtke. Powstało w 1952 roku i ód te czasu wekónało wicy jak 3000 koncertów, w Polsce i za grańcą. Je woźnym dzela kaszebsczi kulturę w Gdinie. Red. WIERZCHUCINO. CZYTANIE PO KASZUBSKU I PROMOCJA KSIĄŻKI O ABRAHAMIE Dzięki inicjatywie zarządu Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego Oddział w Wierzchucinie przy współpracy z nauczycielami języka kaszubskiego odbyła się dziewiąta edycja Gminnego Konkursu Czytania w języku kaszubskim pod nazwą „Królewiónka 2023". Wydarzenie to miało miejsce 20 października w Wierzchucinie. We współzawodnictwie wzięły udział dzieci ze szkół podstawowych z gminy Krokowa, które z entuzjazmem prezentowały swoje umiejętności językowe. Organizacja konkursu miała na celu nie tylko uatrakcyjnienie, ale także popularyzację i rozwijanie języka kaszubskiego wśród najmłodszych. Jego głównym celem było sprawdzenie umiejętności czytania i budowanie pozytywnego stosunku do języka kaszubskiego. Wydarzenie było też okazją do nawiązania nowych znajomości mię- 6o Pomerania nr 12 (581) / Gódnik 2023 Klęka -f~ dzy uczestnikami, co buduje silne więzi między młodymi ludźmi z różnych szkół. Atmosferę uświetniała obecność pani Teresy Hoppe, autorki książki Antoni Abraham (1869-1923). Zarys biografii, oraz gości zaproszonych na spotkanie związane z promocją tej publikacji. Konkurs obejmował różne kategorie wiekowe, co pozwoliło dzieciom i młodzieży zaprezentować swoje zrozumienie i umiejętności w zakresie języka kaszubskiego. Wszyscy uczestnicy otrzymali pamiątkowe dyplomy, a także nagrody rzeczowe ufundowane przez Zrzeszenie Kaszubsko-Pomor-skie Oddział w Wierzchucinie, Starostwo Powiatowe w Pucku, Krokowskie Centrum Kultury w Krokowej, Bank Spółdzielczy w Krokowej oraz Nadleśnictwo Choczewo. To wsparcie z pewnością stanowi dodatkową motywację dla uczestników do dalszego rozwijania swoich umiejętności językowych oraz pielęgnowania dziedzictwa kulturowego regionu kaszubskiego. Spotkanie z Teresą Hoppe i promocja jej książki Antoni Abraham (1869-1923). Zarys biografii były niezwykłą okazją do poznania życia i działalności jednego z najwybitniejszych działaczy kaszubskich. Autorka (nauczycielka, przedsiębiorczyni, działaczka kaszubska, wiceprezeska Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, posłanka na Sejm VII kadencji) opowiedziała o swojej pasji do badania historii Kaszub i o tym, jak powstawała jej książka. Przedstawiła sylwetkę Antoniego Abrahama, jego rodzinę, edukację, zaangażowanie w ruch narodowy, a także wkład w kulturę oraz język kaszubski. Podkreśliła, że Antoni Abraham był nie tylko trybunem Kaszubów, ale też obrońcą polskości i demokracji. Zwróciła uwagę na fakt, że bohater biografii kiedyś odwiedził Wierzchucino. W książce jest też podrozdział dotyczący kamienia z tablicą upamiętniającą Antoniego Abrahama na placu Kaszubskim w Wierzchucinie. Spotkanie zgromadziło zainteresowanych czytelników i sympatyków ka-szubskości. Wśród przybyłych gości byli m.in. przedstawiciele władz, organizacji społecznych, kulturalnych oraz przyjaciele naszego Zrzeszenia. Na zakończenie była możliwość zakupu książki z autografem autorki. Zarząd ZKP Oddział w Wierzchucinie SŁEPSK. ZÓDESZNE ZWECZI I POEZJO 9 lestopadnika Akademiccze Ka-szebscze Koło i Doktorsko Szkoła Pómórsczegó Uniwersytetu w Słepsku zórganizowałe „Kaszubskie Zaduszki", to je wieczór namieniony kaszebsczim zódesznym wierzeniom, poezji i wspominkom. Prowadzele gó: Magdalena Kropid-łowskó, Tatiana Slowi i Andrzej Busler. Recytowele oni wierzte zrzeszone z przemijanim, ópówiódele ó dównech zwekach tikającech sa umierającech, pusti noce, pogrzebu, kontaktów z de-szama, wieszczich i ópich. Partneramapótkanióbele: Kaszebs-cze Forum Kulturę i pódjimzna CZEC. Red. TCZEW. NADWIŚLAŃSKIE SPOTKANIA REGIONALNE ' > 7 Po latach przerwy związanej z pandemią kociewscy regionaliści powrócili do Nadwiślańskich Spotkań Regionalnych. W tym roku tytuł konferencji to „Pogranicze. Kociewie - Powiśle - Żuławy" . Wszyscy prelegenci poświęcili tym zagadnieniom swoje referaty. Jakub Borkowicz przedstawił prelekcję pt. „Przestępczość przemytnicza na terenie Kociewia w latach 1920-1939". Opowiedział m.in. o tym, jak liczne bariery i różnice w cenach na styku granic Polski, Niemiec i Wolnego Miasta Gdańska sprzyjały działalności przemytników. Dr Michał Kargul wygłosił odczyt pt. „Wiele barw pomorskiej tożsamości - kontekst zrzesze- niowy", z kolei dr Przemysław Kilian zaprezentował wykład „Pogranicze kociewsko - borowiackie w badaniach empirycznych". Pytania oraz dyskusje w kuluarach ukazały potrzebę rozwijania wiedzy w tych dziedzinach. Spotkanie zostało zorganizowane 20 października przez Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie Oddział Ko-ciewski w Tczewie i Miejską Bibliotekę Publiczną w Tczewie. Tomasz Jagielski KARTUZE. Ó RÓMPSCZIM I KASZEBSCZIM NÓRODZE W Kaszebsczim Muzeum w Kartuzach 9 lestopadnika beła promówónó nónowszó ksążka dr. Artura Jabłońsczegó Naród: wspólnota wyobrażona. Jan Rompski do Kaszubów. Ó ti publikacji gódała z autora prof. Adela Kóżeczkówskó. Diskusjó beła nie leno ó sami ksążce, ale też ó tim, czim są Kaszebe i Kaszebi z pózdrzatku zrze-szińców, a ósoblewie Jana Rómpsczegó. Wiele beło też ódnieseniów do miasta, w jaczim beła promocjo. Jabłońsczi pódczorchiwół, że prawie w Kartuzach powstało w 1929 roku Regionalne Zrzeszenie Kaszebów i tuwó ób jaczis czas redagówele „Zrzesz Kaszebską". Przebócził też póstacja Mirchówa -heroja romana Rómpsczegó Urwónó śpiewa, chteren doswiódcził wóżny żecowi pózmiane w Kartuzach. Ksążka Naród: wspólnota wyobrażona. Jan Rompski do Kaszubów weszła smarą dzaka Wedówiznie Warszawsczegó Uniwersytetu. Jak czetóme na sledny starnie óbkłódczi: Publikacja stanowi analizę i rekonstrukcję tego, jak wyobrażał sobie naród kaszubski Jan Rompski (1913-1969) - pisarz, działacz narodowy, etnograf. Ten współzałożyciel grupy polityczno--literackiej Zrzeszińców narodową tożsamość kaszubską interpretował jako zespół cech z otwartego zbioru, obejmującego w szczególności: terytorium, język, kulturę, poczucie obywatelstwa. W tekst poświęconej mu publikacji autor wkomponował współczesne dyskursy tożsamościowe Kaszubów, tak by skonfrontować narrację Jana Rompskiego z dzisiejszym wyobrażeniem kaszubskiej etniczności. Na spódlim wiadła na www.muzeum-kaszubskie.pl Pomerania nr 12 (581) / Grudzień 2023 61 Klęka KARTUZE. SAKRALNO MUZYKA PÓ KASZEBSKU ri. ( assubia .Vacra Aartuzy H)2.i W lestopadniku w Kartuzach ódbeł sa III Festiwal Kaszebsczi Sakralny Muzyczi „Cassubia Sacra". Jego órganizatorama bele: Stowóra Discan-tus, Muzyczno Akademio m. Stanisława Móniuszczi we Gduńsku i Kartescze Centrum Kulturę. Wedarzenie zaczało sa 10 lesto-padnika w kartesczi kólegiace ód koncertu w wekónanim karna Schola Cantorum Katedre Kóscelny Muzyczi, dzejającegó prze Muzyczny Akademie we Gduńsku, jacze zaprezentowało muzyka krzeżacczegó zókónu na Pómórzim. 18 lestopadnika w Galerie Refektarz pierszi róz óstałe przed-stówione Poematy kaszubskie do słów Janusza Mamelskiego autorstwa Szemóna Sutora. Westąpile: Marzena Michałowskó (sopran), Sławomir Bronk (kóntratenór), Małgorzata Saj-na-Mataczińskó (fortepian) i Mecco-re String Quartet. Dzeń późni w tim sarnim molu Tomósz Fópka (bas--bariton) i Paweł Redel (fortepian) przedstawile Stworzenie świata Marka Raczińsczegó. Na zakuńczenie latosy Cassubia Sacra, 26 lestopadnika, Chur Discan-tus, dirigówóny przez Sławomira Bronka, i Patrik Dopke (órgane) wekónele dokóz Msza kaszubska Michała Sławecczegó. Medialny patronat nad III Festiwala Kaszebsczi Sakralny Muzyczi trzimała „Pomerania". Red. KÓSCERSKÓ HETA. KASZEBSCZI W KÓZYM RENKU Kaszebsczegó jazeka jidze sa uciec nie leno w młodech latach abó w szkole. Belnym przetrófka je Koło Wsowech Góspódeniów z Kóscersczi Hete ze swoją przedniczką Aną Miszczók, jacze dló swójich nóleżników i drechów przerechtowało kurs kaszebsczegó jazeka. Są westrzód nich gburze, szkolny, emerice, wesziwóczczi, muzyce, ale też muzealnik cze fligrowi pilót. Bez dzesac dwagódzenowech zetkaniów uczele sa gadać, czetac, pisać i... belno śpiewać w rodny mowie. I chóc czas uczbów teóreticzno ju sa skuńcził, to ti lubótnice kaszebi-zne dali sa pótikają. Ób czas dłu-dżich zemówech wieczorów w swój i sedzbie zwóny Kózym Renka mają chac óbzerac kaszebscze filme, a tej diskuterowac..., też pó kaszebsku! iwóna makurót Kursę kaszebsczegó jazeka prowadzeła Iwóna Makurót. Udetkówiła je Gmina Kóscerzna, a za realizacja ódpówiódało Koło Wsowech Góspódeniów w Kóscersczi Hece. ZAKOPANE. HAFT KASZUBSKI DOCENIONY W POLSCE 6 października w Teatrze im. St. I. Witkiewicza w Zakopanem odbyła się gala niematerialnego dziedzictwa kulturowego zorganizowana przez Narodowy Instytut Dziedzictwa. Tegoroczne wydarzenie związane było z jubileuszami 20-lecia Konwencji UNESCO w sprawie ochrony niematerialnego dziedzictwa kulturowego oraz 10-lecia Krajowej listy niematerialnego dziedzictwa kulturowego. Podczas uroczystej gali depozytariusze 34 elementów niematerialnego dziedzictwa kulturowego oraz 4 praktyk na rzecz ochrony tego dziedzictwa otrzymali decyzje Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego o wpisie na Krajową listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego oraz do Krajowego rejestru dobrych praktyk na rzecz ochrony niematerialnego dziedzictwa kulturowego. Wśród uhonorowanych niematerialnych elementów kultury znalazło się również hafciarstwo kaszubskie. W imieniu naszej społeczności decyzję Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz okolicznościową tablicę odebrały znakomite hafciarki Salomea Rzeszewicz (Chwaszczyno), Aleksandra Heimowska-Zadrożna (Gdańsk), Barbara Jaedtka-Walaszkowska (Wejherowo), Bogumiła Gregorczyk (Człuchów), Anna Przytarska (Tuchola). Panie są reprezentantkami licznego i szacownego grona twórców i kontynuatorów umiejętności hafciarskich. Wybrane zostały na przedstawicielki środowiska hafciarskiego przez kilkudziesięciu depozytariuszy tej dziedziny sztuki podczas konsultacji poprzedzających złożenie wniosku o wpis, ostatecznie także powyższy wniosek sygnowały. Podczas gali mieliśmy niezwykłą możliwość prezentacji i promocji haftu kaszubskiego - na zlecenie Narodowego Instytutu Dziedzictwa kilkanaście pań ozdobiło haftem kaszubskim pamiątkowe torebki wręczane następnie uczestnikom wydarzenia. Nad wykonaniem tego nie lada zlecenia -opracowanie i wykonanie 250 haftów (w różnych odmianach) - w ciągu kilkunastu tygodni pracowały członkinie zespołów hafciarskich w Chwaszczy-nie, Gdańsku i Wejherowie. Podkreślić należy, że spotkania z depozytariuszami organizowane przez Narodowy Instytut Dziedzictwa stwarzają doskonałą okazję do dyskusji na temat ochrony i promocji niematerialnego dziedzictwa kulturowego. Tegorocznemu wydarzeniu towarzyszyły prezentacje, wykłady oraz panel dyskusyjny. Uroczystości zakończył koncert grupy Trebunie-Tutki, muzykującej rodziny z Białego Dunajca. Kolejnego dnia uczestnicy wydarzenia mieli możliwość odbycia spaceru szlakiem obiektów architektury drewnianej i miejsc związanych z niematerialnym dziedzictwem Małopolski. Niematerialne dziedzictwo kulturowe to nasze tradycje, zwyczaje, obrzędy oraz umiejętności odziedzi- 62 Pomerania nr 12 (581) / Gódnik 2023 Klęka -f" czone po przodkach i przekazywane kolejnym pokoleniom. To żywe przejawy kultury, które społeczności uznają za swoje dziedzictwo kulturowe. Od 2013 roku Narodowy Instytut Dziedzictwa w imieniu Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego prowadzi Krajową listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego. Obecnie na liście znajduje się 85 zjawisk, w tym pięć z województwa pomorskiego: Haf-ciarstwo Kaszubskie Szkoły Żukowskiej, Kaszubska, Gwiazdka, Carillo-nowa Muzyka w Gdańsku, Tradycyjne Szkutnictwo Pucka oraz Hafciarstwo Kaszubskie (jako całość zjawiska). Krajowa lista, będąca jedną z form ochrony dziedzictwa kulturowego, jest spisem przejawów żywego dziedzictwa niematerialnego z terenu Polski. Lista ma charakter informacyjny i zawiera opis zamieszczonych na niej zjawisk, ich rys historyczny, informacje o miejscu występowania i znaczeniu dla kultywujących je społeczności. Ewa Gilewska, st. kustosz Oddział Etnografii Muzeum Narodowe w Gdańsku GDUŃSK. Ó DEJACH BĄDKÓWSCZEGÓ I NIE LENO 16 lestopadnika w Óliwsczim Róteszu Kulturę Fundacjo „Samorządność" miona Lecha Bądkówsczegó i Klub Tygodnika Powszechnego (part Trze-gard) przerechtowałe zeńdzenie z prof. Cezarim Óbracht-Prondzyńsczim, przednika Kaszebsczegó Insti-tutu. Gódka prowadzeła Ewelina Stefańskó, wiceprzedniczka fundacje „Solidarność", chterna pitała gósca ó teme spartaczone z samósprównotą Kaszeb i Pómórzó we widzę deji Lecha Bądkówsczegó. Profesor Óbracht-Prondzyńsczi gódół m.jin. ó znaczenim Kaszebskó-Pómórsczegó Zrzeszenió, chterno sztółtowało przińdną generacja dze-jórzi nie blós na Kaszebach, ale też w całi Polsce. Ne pokolenia weróstałe na filozofie Lecha Bądkówsczegó, a swoją robotą jich przedstówce niesie ne wórtosce dali. Rozmowa z przednika Kaszebsczegó Institutu tikała też pówstanió óbeńdowi samórządzene a dzejanió białków na regionalny niwie. Potkanie beło udetkówione przez Miasto Gduńsk. Paweł WicziŃsczi POMORZE. DETCZI DLÓ MŁODECH Óglowi Zarząd Kaszebskó-Pómórs-czegó Zrzeszenió mó ogłoszone nową edicja Mikrograntowegó Konkursu dló Młodech. Wniosczi mogą rech-towac wszelejacze młodzeznowe karna (też nieformalne), jacze zajimają sa sprawama najegó regionu. Kóżde tacze karno może zgłosec leno jeden projekt. Musz je to zrobić do kuńca 2023 roku na formularzu on-line, jaczi je na starnie: https://forms. gle/5CrvAJyfjPxlNmJy9. Benómni dwuch nóleżników zgłosziwającegó karna muszi miec 18-30 lat (w tim kóórdinatór projektu). W óbremim konkursu badze wedóne 3750 zł, a maksymalnó sema dofinancowanió jednego projektu to 750 zł. Zgłoszenia ótakseje specjalno komisjo usadzono przez KPZ na wniósk Zespołu ds. Młodzeznowi Póliticzi. Badze ona zdrzała m.jin. na innowacyjnota, óriginalnosc, rozmaji-tosc ókrażów, jacze są włączone w projekt, i danie bóczenió na pótrzebnote młodzezne, co dzejó w dechu kaszebskó-pómórsczi deji. Rezultate konkursu mdą ogłoszone do 15 stecznika 2024 r. Red. KRAKÓW. NAGRODA DLA PROF. OBRACHT-PRONDZYŃSKIEGO Tegorocznym laureatem Nagrody Rady Miasta Krakowa im. Stanisława Vincenza, przyznawanej za wybitne osiągnięcia w popularyzacji kultury Europy Środkowo-Wschodniej, jest prof. Cezary Obracht-Prondzyński. Uroczystość wręczenia nagrody odbyła się 21 listopada podczas VIII Kongresu Open Eyes Economy Summit w Centrum Kongresowym ICE Kraków. Patron nagrody - Stanisław Vin-cenz (1888-1971) jest szeroko znany w europejskiej kulturze i literaturze jako wybitny etnograf, eseista, filozof, ceniony pisarz. Był badaczem i wnikliwym znawcą kultury Huculszczyzny i Pokucia, organizatorem pierwszego zjazdu „małych ojczyzn" w szwajcarskim Vallamont i autorem koncepcji, zgodnie z którą nie tyle państwa, ile regionalne „małe ojczyzny" stanowią o więzi Europejczyków. Stanisław Vincenz był człowiekiem dialogu międzykulturowego i międzynarodowego oraz ważnym ideowym głosem dla porozumienia narodów Europy Środkowo - Ws cho dniej. Nagroda Rady Miasta Krakowa im. Stanisława Vincenza jest przyznawana od 2005 roku osobom zasłużonym dla popularyzacji kultury Europy Środkowo-Wschodniej. Prof. Cezary Obracht-Prądzyński dołączył do grona jej znakomitych laureatów, które tworzą: Tomas Venclova, Jiri Gruśa, Krzysztof Czyżewski, Emil Brix, Agnieszka Holland, Tatiana Tołstoj, Andrzej Stasiuk, Martin Pollack, Magda Vaśaryova, Serhij Żadan, Jacek Purchla, Jarosław Hrycak, Świetlana Alek-sijewicz, Krzysztof Penderecki, G. Csa-ba Kiss, Oleg Sencow, Wojciech Ornat i Oksana Zabużko. Źródło: www.kaszubi.pl WEJROWÓ. WSPÓMINK Ó PROF. LABUDZE 14 lestopadnika w Ksążnice m. prof. Gerata Labudę we Wejrowie bela promocjo ksążczi Zbigniewa Klotzke Prof. Gerard Labuda (1916-2010). Moje wspomnienia. Publikacjo je pódzakówanim za wspiarce i czi-lenósce lat wespółrobóte autora z profesora. Je w ni korespondencjo, cytatę, ódjimczi i żecopis prof. Labudę. Zbigniew Klotzke ób wiele lat za-jimół sa óbróbianim dzejów lezyńsczi zemi i kawlów Kaszebów na ti óbeńdze. Je ón autora czile ksążków, napisół m.jin. Bedeker Luziński i leksykon Ziemia luzińska. Znajomość z prof. Labudą - jak podczorchiwół na pótkanim - wiele razy pomogła mu weznaczec baderne czerenczi i udostac zdrzódłowe materiale, jaczich rechli nie znół [...]. Wedówizna Prof. Gerard Labuda (1916-2010). Moje wspomnienia ostała udetkówionó m.jin. ze strzódków. Muzeum Kaszebskó-Pómórsczi Pis-mienizne i Muzyczi we Wejrowie. Aleksandra Selickó (pól. Sielicka), skaszebił dm Pomerania nr 12 (581) / Grudzień 2023 63 -i- Klęka GDUNSK, SŁEPSK. TRZE NOWE DOKTORCZI Odj. T. Keler Lestopadnik beł brzadny dló nóuczi ó kaszebsczim jazeku i leteraturze. W tim miesącu swoje doktorscze rozprawę óbróniłe trze białczi. 16 lesto-padnika na Gduńsczim Uniwersytece beła publiczno obrona jazekóznajórsczi proce Karolene Keler „Językowo--kulturowy obraz życia codziennego mieszkańców Gochów na podstawie analizy rozmów z mieszkańcami gminy Lipnica", jaczi promotora beł prof. Mark Cybulsczi, a recenzentama prof. Halina Pelc (UMCS w Lublinie) i prof. Stanisłów Cygan (UJK w Kelcach). Ósme dni późni, to je 24 lestopad-nika, na Pómórsczim Uniwersytece w Slepsku „bróniłe sa" dwie doktoran-tczi, chterne pisałe swoje leteraturo-znajórscze dokaże pod oka prof. Adele Kuik-Kalinowsczi. Bejata Jankówskó usadzeła proca pt. „Miasta Kaszub. Reprezentacje i kreacje w literaturze kaszubskojęzycznej". Ji recenzentama bele: prof. Jowita Kacyńskó-Kaczmarek (Pómórsczi Uniwersytet w Slepsku), prof. Nicole Dołowi--Rebińskó (IS PAN) i ks. prof. Jón Perszón (UMK w Torniu). A Aleksandra Majkówskó napisała i obroniła rozprawa pt. „Kaszubskojęzyczna proza dla dzieci. Autorzy, tematy, artyzm". Recenzentczi to: prof. Jowita Kacyńskó-Kaczmarek, prof. Danuta Stanulewicz (Gduńsczi Uniwersytet) i prof. Mario Pająkówskó-Kensik (UKW w Bedgószcze). Winszejeme, żdajeme na weda-nie nech dokazów i na pósobnech kaszebsczich doktorów. Red. MÓJSZ. MŁODI PISELE PÓ KASZEBSKU Rok w rok w Spódleczny Szkole w Mój szu je órganizowóny Gminowi Konkurs Utwórstwa w Kaszebsczim Jazeku. 25 rujana beła ju 21. jego edi-cjó. Konkurs pólegó na napisanim gwósnegó dokazu na wskózóną tema. Latoś zgłoseło sa 17 uczniów z piać spódlecznech szkółów (w Gówidlenie, Jelonku, Królewsczi Kamieńce, Mój szu i Sp. Sz. nr 2 w Serakójcach) i5uczniówzZespółuWeżispódlecznech Szkółów w Serakójcach. Jich tekste óbsądzele: Sztefanió Bronk (nóleżnicz-ka Zarządu Kaszebskó-Pómórsczegó Zrzeszenió w Serakójcach), Danuta Pioch (nóleżniczka Zarządu Kaszebskó-Pómórsczegó Zrzeszenió w Serakójcach i direktorka Spódleczny Szkołę w Mójszu), Irena Brzustewicz (szkolno kaszebsczegó jazeka) i Lucyna Łagóda (szkolno kaszebsczegó jazeka). Niżi lesta dobiwców. KI. 4-6 spódlecznech szkółów: 1. Laura Karkówskó (Sp. Sz. w Jelonku), 2. Aleksandra Koszałka (Sp. Sz. w Jelonku) i Zofio Sela (Sp. Sz. w Gówidlenie), 3. Fabión Breza (Sp. Sz. w Mójszu), weprzednienie -Izabela Jelińskó (Sp. Sz. w Królewsczi Kamieńce). KI. 7-8 spódlecznech szkółów: 1. Amelio Jadreczka (Sp. Sz. w Gówidlenie), 2. Maja Teclaf (Sp. Sz. nr 2 w Serakójcach), 3. Natalio See-wald (Sp. Sz. w Jelonku). Weżispódleczne szkołę: 1. Dominika Płotka, 2. Patricjó Dawidowskó, 3. Nikóla Bronk. Red. LABÓRG. NÓDGRODE STRIJEWSCZEGÓ ROZDÓNE 24 lestopadnika w zale Labórsczegó Centrum Kulturę „Fregata" óstół rozrzeszony 38. Óglowópólsczi Lete-racczi Konkurs m. Mieczesława Strijewsczegó. Latoś do organizatorów beło wesłóne 180 zestówków usódzków - 99 w kategorie prozę i 81 w kategorie poezje. Otaksowała je komisjo: Kadz-mierz Nowóselsczi, Wójcech Bóros, Małgorzata Bórzeszkówskó, Tomósz Fópka, Daniel Ódija i Jerzi Stachursczi. Hewó lesta dobiwców: Nódgroda Grand Prix Marszółka Pómórsczegó Województwa - Mateusz Dudek (Gduńsk). Poezjo: 1. (nódgroda Burmestra Miasta Labórga) - Justina Katarzena Zychla (Żare), 2. (nódgroda Przednika Miesczi Radzezne w Labórgu) - Katarzena Zając (Ózymek [Ozimek]), Milena Gójny-Zbierowskó (Chorzów). Proza: 1. (nódgroda Starostę Labórsczegó Powiatu) - Urszula Sykóra (Gduńsk), 2. (nódgroda Przednika Radzezne Labórsczegó Powiatu) - Andrzej Chódacczi (Parczew). Nódgroda Burmestra Miasta Labórga dló utwórce z labórsczi zemi - Maksymilión Hałas (Kaszebskó Krapa). Nódgroda Óglowegó Zarządu Kaszebskó-Pómórsczegó Zrzeszenió -Adela Kuik-Kalinowskó (Słepsk). Nódgroda Partu KPZ w Labórgu -Dómnik Babas (Poznań). Weprzednienia Óglowegó Zarządu KPZ: Hana Makurót-Snuzek (Gduńsk), Matis Klebba (Remió). Dobiwczką Turnieru Jedny Wierzte ostała Justina Katarzena Zychla. Órganizatorama Óglowópólsczegó Leteracczegó Konkursu m. Mieczesława Strijewsczegó bele: Burmester Labórga i Mięsko Radzezna w Labórgu, Zarząd i Radzezna Labórsczegó Powiatu, Óglowi Zarząd KPZ, KPZ Part w Labórgu, Mięsko Publiczno Biblioteka w Labórgu, I Óglowósztółcące Liceum w Labórgu, Labórscze Centrum Kulturę „Fregata". Wszetcze nódgrodzone dokaże móżeta przeczetac na starnie labórsczi biblioteczi: https://www.biblioteka.le-bork.pl/files/download/897/XXXVIII--Konkurs-2023.pdf. Red. KROKOWA. DOKAŻE Z PIÓSKĆI, OGNIA I WÓDĘ Westówk „Szkło" je do óbezdrzenió na zómku w Krokowi. Utwórca - An-drij Petrowski z Wedzelu Artistnegó Szkła Lwówsczi Nórodny Akademie Kuńsztu twórzi w Pucku, a jego dokaże są inspirowóne wielnyma rezama pó świece, ale też ókólim. W remie pała-cowech jizbów pójawiłe sa brekówóne (użetkówe) szkła: patere, mise, ka-rafczi, ważone, ale też często artistne kompozycje geómetriczne, floristiczne i antropómórficzne. - Jó zbieróm inspiracje z rozma- 64 Pomerania nr 12 (581) / Gódnik 2023 Klęka -§- jitech krajów, wiele rezeja - klareje ar-tista. - Jó móm bete w Chinach, móm z tim zrzeszony jeden dokóz, móm bete w Nederlandach i też zrobił jem cos. Ale to nie darwó tak wezdrzec. Na Kaszebach jó weszedł z checze i uzdrzół czile jabków pod bómą, jich farwa i wónió tak zadzejałe, że jó zrobił kompozycja, co sa prawie zwie „Kaszebscze jabka". Jinszą lokalną inspiracją są me-duze z Pucka, jacze artista „zarzekł" w geómetricznech briłach. - Me wi-dzyme szkło leno w cwiardi formie - pówiódół Andrij Petrowski - a dló mie szkło nie je cwiarde, je micechne i cepłe. Przechódósz reno, mósz gorącą, płenącą masa. Z niczego twórzisz cos. Ale masa też nie je z niczego, le z zemi, to je piósku, z ognia i z wóde. Direchtórka Zómku w Krokowi Danuta Detlawa pódsztrichiwó, że spartaczenie historicznegó móla -rokokowego westrzódka i XIX-sto-latnech meblów z dzysdniowim utwórstwa to je dobro Stegna na ar-tistne dzejanie ópiarte na kulturowi spódkówiznie, co sa wpisywó w dzeja-nia Fundacje „Europejscze Potkania" Kaszebscze Centrum Kulturę, chterna je organizatora westówku. Ekspozycja ta może óbzerac do zóczątku stecznika. Adóm Hebel MACEKÓŁ. PÓETICKÓ REZA 24 lestopadnika w Spódleczny Szkole w Macekale beł XIV Regionalny Konkurs „Poetyckie podróże po Kaszubach". Óstół ón pódzelony tradicyj-no na dwie kategorie: recytacjo poezje w kaszebsczim jazeku i usódzanie poezje pó kaszebsku i pó polsku. Latoś dzece recytowałe usodzczi Eugeniusza Preczkowsczego, a wierzte pisałe na tema „Mój mól na zemi". W konkursu brele udzel uczniowie 14 spodlecznech szkółów z rozmajitech nórtów Kaszeb. Stworzone przez nich dokaże (raza 65) taksowele uczniowie Kaszebsczegó Óglowósztółcącegó Liceum w Brusach, a recytacje: Felicjo Bóska-Bórzeszkówskó i Weronika Kórthals. Udbódówczką i organizatorką leteracc-czich miónków je szkolno i poetka Ana Różk. Niżi lesta laureatów. Recytacje: Młodsze karno: 1. Kornelio Skóniecznó (Sp. Sz.w Swórach), 2. Michół Zmuda Trzebiatowsczi (Sp. Sz. w Brzeznie Szlachecczim), 3. Ana Fórmella (Sp. Sz. w Czeczkówach); weprzednienia - Aniela Pażontka--Lipińskó (Sp. Sz. w Brzeznie Szlachecczim), Zofio Januszewskó (Sp. Sz. w Macekale). Starsze karno: 1. Pioter Kala-czińsczi (Sp. Sz. w Leśnie), 2. Kaja Sza-da Bórzeszkówskó (Sp. Sz. w Swórach), 3. Barbara Jankówskó (Sp. Sz. w Zóle-sym); weprzednienia - Ana Kobus (Sp. Sz. w Dużich Chełmach), Jan Szeszka (Sp. Sz. w Swórach), Óliwió Gliszcziń-skó (Sp.S z. w Brusach). Usódzanie wierztów: Młodsze karno, kaszebsczi jazek: 1. Ana Fórmella (Sp. Sz. w Czeczkówach), Nikodem Mateszewsczi (Sp. Sz. w Macekale), 2. Hana Pepliń-skó (Sp. Sz. w Macekale), 3. Zofio Januszewskó (Sp. Sz. w Macekale); weprzed-nienie: Hana Januszewskó (Sp. Sz. w Macekale). Młodsze karno, pólsczi jazek: 1. Amanda Orzech (Sp. Sz. w Brusach), 2. Paulena Wałaszkówskó (Sp. Sz. nr 1 w Kartuzach), 3. Jakub Elmrich (Pózytiwnó Sp. Sz. we Gduńsku); weprzednienie - Francyszk Peplińsczi (Sp. Sz. we Wielim). Starsze karno, kaszebsczi jazek: 1. Rozalio Bratz (Sp. Sz. w Brusach), 2. Marcelina Teca (Sp. Sz. w Czeczkówach), 3. Natasza Miszewskó (Sp. Sz. w Lubni); weprzednienie - Agnieszka Bruskó (Sp. Sz. w Lubni). Starsze karno, pólsczi jazek: 1. Paweł Wegners (Zespół Publicznech Szkółów w Kónarzenach), 2. Lena Stanisław-skó (Sp. Sz. w Kónarzenach), 3. Aleksandra Piekarsko (Sp. Sz. w Brusach); weprzednienie - Feliks Dorszińsczi (Sp. Sz. w Leśnie). Dobrzińcama konkursu bele: Nadlesyństwó Przemuszewó, Nadlesyń-stwó Ritel, Nadlesyństwó Czersk, GS SCh w Brusach. Red. W PELPLINIE ROZMAWIANO 0 MOCY TRADYCJI W 1981 r. zostały zainicjowane Spotkania Pelplińskie, będące w latach 80. 1 90. XX w. niezwykłymi wydarzeniami, w czasie których przedstawiciele duchowieństwa i laikatu podejmowali wiele ważnych zagadnień z życia Kościoła i regionu. Byli znamienici mówcy, były autentyczne dyskusje licznie przybywającej do Pelplina publiczności. Wielu uczestników tych dwudniowych sympozjów do dziś wspomina ich niepowtarzalną atmosferę. Wielka była w tym zasługa inicjatorów: ks. rektora Jerzego Buxakowskiego i prof. Józefa Borzyszkowskiego. Inna jest sytuacja społeczna w kraju, inaczej też wygląda nasz Kościół diecezjalny, inne wreszcie wymogi stawia nam duszpasterstwo przełomu tysiącleci - tymi słowami bp Jan Bernard Szlaga uzasadnił w 2000 r. przekształcenie Spotkań Pelplińskich w Pelplińskie Spotkania Duszpasterskie. Po wielu latach postanowiono jednak reaktywować legendarne Spotkania Pelplińskie. W ten sposób narodziła się idea Areopagów Pelplińskich. Otwierając 24 kwietnia 2015 r. pierwszą ich edycję, bp Ryszard Kasyna powiedział: Ufam, że te spotkania będą w kolejnych latach kontynuowane i doczekają się publikacji materiałów na nich prezentowanych. Organizatorzy, czyli Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie, Wydział Teologiczny UMK oraz Kuria Diecezjalna Pelplińska, z wielkim impetem przystąpili do realizacji ważnej dla Pomorza inicjatywy. Należy podziwiać zaangażowanie ks. prof. Janusza Szulista, prodziekana Wydziału Teologicznego UMK, który jest spiritus movens pelplińskich sympozjów. Pomerania nr 12 (581) / Grudzień 2023 65 -S- Klęka „Moc tradycji. Historia w rozwoju idei" - tak brzmiał temat IX Areopagu Pelplińskiego, który odbył się 25 listopada br. w Bibliotece Diecezjalnej. Temat niezwykle ważny. Tradycja, etos, tożsamość i związane z nimi obyczaje i obrzędy - to pojęcia, które powinny być w centrum zainteresowania każdej wspólnoty: od narodowej aż po lokalne. Szczególnie w czasach, w których pojawiają się fałszywi prorocy wieszczący śmierć tradycji, traktowanej jak zbędny balast nadający się co najwyżej do lamusa. Bez tradycji i związanych z nią wartości, bez tego, co nazywamy pamięcią kulturową, człowiek współczesny prędzej czy później znajdzie się na manowcach. Zaprezentowane zostały cztery wykłady ukazujące zagadnienia szeroko pojętej tradycji w kontekście teologicznym, filozoficznym, kulturowym i socjologicznym. I tak ks. dr hab. prof. UKSW Jarosław Babiński w rzeczowy, przejrzysty i konkretny sposób mówił 0 wielu znaczeniach tradycji, skupiwszy się na jej teologicznym (tradycja jako niezmienne przekazywanie prawdy objawionej) i filozoficznym (tradycja jako poszukiwanie prawdy) zakorzenieniu. Ks. prof. dr hab. }anusz Szulist skupił uwagę słuchaczy na etosie wywiedzionym z tradycji i obecnym w życiu społecznym. Tradycja i etos wzajemnie się warunkują, a wypływające z nich normy i wartości tworzą człowieka. Referaty dr hab. Karoliny Kochańczyk--Bonińskiej oraz ks. dr. Grzegorza Mazura miały charakter bardziej szczegółowy. Pierwszy z nich dotyczył sporów dogmatycznych starożytnego Kościoła, drugi zaś tradycji według św. Tomasza 1 św. Augustyna w ujęciu ks. Franciszka Sawickiego - pelplińskiego filozofa o europejskiej renomie. Bliższe powszechnemu rozumieniu tradycji były bardzo interesujące przedłożenia dwojga referentów. Mirosława Molier mówiła o dawnych obyczajach adwentowych, bożonarodzeniowych, wielkopostnych i wielkanocnych wciąż obecnych (chociaż często w zmodyfikowanej czy szczątkowej formie) na Kociewiu. Ks. dr Marian Miotk wskazał na te elementy kultury duchowej i religijności, które kształtują tożsamość Kaszubów. Konferencję otworzył bp Ryszard Kasyna, a moderatorami dwóch jej sesji byli dr Bożena Ugowska i ks. prof. Janusz Szulist. Wszystkie dotychczasowe edycje Areopagów Pelplińskich dotykały spraw ważnych nie tylko na Pomorzu. Szkoda, że zainteresowanie nimi jest coraz mniejsze. Bogdan Wiśniewski POL Elf O tkend *S2&>. ORP Sokół, podwodny bót órtu Kobben, w lestopadniku pó cziledniowech dzejaniach zrzeszonech z przetranspórtowanim z PGZ Wójnowi Ókratownie w Gdinie, „zacumówół" kól Muzeum Wójnowi Marinarczi w Gdinie. Ód przińdnegó roku nowi muzeówi eksponat badze przistapny dló zwiedzającech. Ódj. Sławomir Lewandowsczi <=> * FELIETON Sechim paka uszłe —§- S^hdleYiie/ Za czim nama są szkolenia? Cobe so czego wicy doznać, nauczec - rzeczeta. Jacze one są? Dló ledzy a urzadowe. Te piersze fakticzno cos wnószają, te dredże są dlóte, cobe zrozmióc, co póliticS a urzadnice naczwarzele. Jem sa naszkólił i na tech, i na tech. Szkólenim póżetecznym je chócle ta-czi kurs na prawo jazdę. Jesz muszi rzec, co są szkolenia, warkównie, prakticzi, kurse, sztudia pódiplomówe cze prosto zajaca, zajime... Co-lemało za nie sa płacy. Biwó, że organizatorze dostają udetkówienie z butna i tej uczastnice nie płacą. Nówicyjejich za uniodetczi. Wiele z nich je często do nicze, tak jak dzel z czerenków darmówech sztudiów. Czej człowiek sóm za cos nie zapłacy ze swojego mieszka, nie achtniwó tego. I ti, co ce uczą, czej jima sóm nie płacysz (w tim rodzy-ce szkółowegó dzecka), mają ce w głabóczim uwóżanim, a słechają sa barżi warkówech związków, urzadników z gminę, powiatu a województwa i kuratorium - niżle cebie, też starszich dzecka, co to oni nóbarżi wiedzą, czego je nót uczec. Sedzy taczi póranóscelatny uczeń, sztudant, sztuderka i słechó, jak rozmajiti mą-drzele ód gótowanió wódę na cepło prawią -i zmudzy, trący czas. Jinaczi ten, co zapłacył sóm. Colemało dosc chutkó robi z tego użetk, tak cobe zarobić a cobe sa to, co wedół na szkolenie, uczba -mu copna. Pówieta, ale nie wszetce mają detczi na uczba. Tej niech jidą do robotę a przezarobią, abó wezną póżeczk, abó dostną sztipendium ód majatnech a rozemnech ledzy, co sami do czego ju doszle a tero pómógają młodszima. Do stowóre, prze parafiach, jinech publicznech. Za wiedza, umiejatnosce ledze, czej mdą potrzebne - zapłacą. Ceż to je za głupkówati przepis, co sa młodi muszi uczec do 18 lat?! Ni muszi! Sygnie, czej sa nauczi samego spódló: czetac, pisać a rechówac. Reszte nauczi sa sóm, w całosce tero, czej wszetkó je bez internete w móbilce przestapne. Czej ni mó do te głowę dzewcza cze knóp, bierze sa za robota. Czej mó, jidze dali sa uczec i za to płacy sóm. Dorazu ze szkółów a uczelniów Czej człowiek sóm za cos nie zapłacy ze swojego mieszka, nie achtniwó tego. wiater wedmusze szkólnech, co uczą niepótrzebnech rzeczi a prosto słabech we fachu, bó żóden direktór taczegó do robotę nie weznie. Gospodarka re-szi ostro do przodku, bó młodi ledze zamiast sedzec na swi szteroletro-wi, mdą robie interese, sznerdżi, czasa szachre-machre - i zarabiać, i kupiwac, i budować gospodarka a ji-nyma robota dawać. Za piarda białce, co rzeszi krute kwiatów, je potrzebne badanie przebiegu zmiennosce fąkcje, a chłopówi, co wozy chleb do krómów z piekarnie - prawa weższi fizyczi abó jiny zaawansowóny anielsczi. Czede ledze zaczną robie to, co je potrzebne jinym ledzóm, za robota wezną sa tesące sztaplowniczków a belecopisów w urzadach, co wcyg sedzą, derdają, klapią, kawe piją a kwaśno pierdzą w stółczi. Agencje rządowe, starostwa a jine bióra stóną sa sedzba-ma priwatnech firmów, co jich robota fakticzno je ledzóm potrzebno. Sztecznó inteligencjo przejimnie robota tech wesok sztudrowónech. I naróz wińdze na to, co móme sta nikomu niepótrzebnech wekładowc(k)ów, profesor(k) ów a jinech habilitowónech. Óstóną prówdzewe autoritete. Ti, co są mądri a potrafią. Czej ju wicy do rzeknienió mdą miele ledze robotę - tej zrobią pórządk z pólitikama a radnyma. Całe to towarzestwó zgnielców z Warszawę a Bruksele sa pózwólniwó, a w ten mól przińdze pora menedżerów a górsc urzadników, co mdą pilowele państwa, cobe jego óbewatelóm sa szkoda nie dzejała. Wjedinym samórządze, co je brekówny - gminie - bez ledzy webrónemu wójtowi, burmestrowi, prezydentowi pomagać mdze ra-dzezna, co w ni mdą sedzec ledze za darmo, bez dietów. Mdą doródzac, kóżdi na swójim polu dzejanió, w swójim wolnym czasu. A państwo skuńczi kureszce z tim zarabcziwanim pieńdzy swójim óbewatelóm. Ceż to je za pórządk, co sa ledzóm rabuje detczi, cobe późni jima je pó uwóżanim rozdawać?! Tak na chłopsczi rozem tóni wińdze nie brac ledzóm z moce, a ledze sami wedadzą na to, co je jima nót. Leno tej nie mdze państwowego rozdówanió dotacjów, zasyłków, wspómóżków a jinech 800+. Kuńdóm cyc sa urwie. Tomk Fopka Pomerania nr 12 (581) / Grudzień 2023 67 -4- to nie je w głowa do pojacó FELIETON Gódnik to czas żeczbów, swiatowanió, redowanió sa, a też dló niejednech szterk ódetchniacó, za-trzimanió, na chterny żdaje sa cati rok. Pó prówdze ód sewnika nen czas nama sa perzinka dłużił, bó wólnech ód robotę dniów za wiele nie beto, a jeżle bełe, to w sobota, tej redosc -g z tego żódnó. Ne, ceż zrobić, kaladórz nie rozmieje, że ób jeseń ledzóm mi- J[ nuta a gódzena ptenie jinaczi, kąsk pómalinku. Równak, żebe w gódniku, a tak pó prówdze jaż na jego kuńcu, ceszec sa ódpóczinka, nóprzód muszime do niego dożdac, jesz wszetkó so udbac, belno przerechto-wac, cobe ó niczim, ani ó nikógum, nie zabóczec w ti całi godowi gorączce. Chceme Góde przeżec w ubetku i zdrowim, a nie je to proste, czej muszime ze wszetczim zdążec, a do te jesz mó bec piakno, idealno, nólepi często jak z obróżka w zdrzelniku. Jesz górzi, jeżle meslime, że nicht tego wszetczegó nie zrobi lepi ód nas, kó me jesme niezastąpiony. Ókróm nas nicht nie je w sztadze z tim wszetczim sa werobic na czas, ulepić, uwarzec, westrojic, doprawić... Ne prawie, wórt je taczim bec - niezastąpionym? Czeła jem niedówno, że nógórzi w żecym mają ledze, chterny wiele rozmieją sami zrobić. Ne, jak to je? Skórno rozmiejesz so ze wszetczim sóm (abó sama) póradzec, to je z tobą jaż tak lechó? A może za wiele jes sa naucził i tero robisz za dwuch, trzech, abó nawetka szterzech. Jes te prawie jak nen baro módny (i drodżi) wszetkó robiący „grópkómiks". Prze nim z kuchni można wewalec jinsze sprzate: panewczi, żeliwne grópczi, piata. Ón so często sóm radży - taczi je mądri. Może i je w tim perzna prówde? Na rozmowie prze przejacym do nowi robotę, wedle doradów rozmajitech ekspertów, ni można sa tak zaró przeznac, że me wiele rozmiejeme zrobić, bó późni mdzeme muszele to robie sami. A wiera nie ó to nama jidze, żebe biegulkac ód rena do wieczora za całe kąsk mni weszkólone, a wiele barżi chitre, karno. Lepi dobrim sa dzelec pó szteczku. Taczi człowiek jak nen całi „grópkómiks" je baro brekówny, le też chutkó może bec wezweskóny i wecesniati jak cytróna. Mdze sa czuł nawetka weapartniony, le co mu z ti buche przińdze, czej jinszi mdą wied-no gwesny, że ón wszetkó za nich zrobi nólepi - przeca je niezastąpiony i ju to nieróz pókózół. Nólepi, czej nowi pracownik mó rzekłe prze pier-szim pótkanim, że ón jesz nie wszetkó potrafi, ale baro chutkó sa uczi - je taczi elasticzny i może robie czile rzeczi naróz, je wielezadaniowi (ang. multita-sking). Jó beła równak nóuczonó, żebe robie jedno, le dobrze, i to w żecym sygnie, bó jak cos je do wszetczegó... Je wiedzec, dzysó może to bec dló świata za mało. Może tej lepi (czasa, nie wiedno) zatrzemac dló sebie pora taczich brekównech umiajatnosców na czórną gódzena? Nie wszetce muszą zaró znac naje krejamne moce. Może to bec naszim asa, czej przińdze czas, żebe sa póchwólec. To je perzna tak jak z lechim człowieka: czej robi złe rzecze, ledze są do tego przenacony, równak czede zrobi cos dobrego, je z tego wióldżi trzósk, a czej nen wiedno dobri chóc róz zrobi cos złego, cało wies a gmina ó tim zaró wie i ni-gde nie zabóczi. Tak też i z tima naszima talen-tama. Tej może sygnie róz w roku zrobić dló całi familie nólepszegó godowego kucha, chóc przez całi rok nie rozmiejeme zrobić nawetka zwikłech kuszków. Kó mdze to tede wióldże swiato. Może nen, co całi rok nie rozmieje nawetka nożicz-ków w race belno chwecec, w nen piakny czas westroji danka? Może sa tede, prze ti leżno-sce okazać, że niezastąpione do ti póre memka cze starka mogą so równak kąsk ódetchnąc, bó w kuńcu chtos jinszi pókózół swoje umiajatnosce. Co wiacy - checz sa nama nie zawali, a Dzecątkó i tak sa narodzy, jak to sa dzeje ód stalatów. Może ni muszime bec wiedno niezastąpionyma, kó ó to jidze, że chtos mó pó nas przińc i też cos dló świata i ledzy zrobić. Nie lepi, nie górzi, prosto jinaczi, pó swojemu. Leno muszime mu na to pózwólec i jakós to strzemac. Tej żecza wszetczim, żebe nen piakny, chóc intensywny, gódnikówi czas upłenął w móżlewie spokojnym ritmie, a jaczis cedowny „grópkómiks" zastąpił wszetczich do ti póre niezastąpionech w jich rozmajitech óbrzeszkach, żebe mógle kureszce w ubetku i belnym zdrowim swiatowac. Olga Kuklińskó Czeła jem niedówno, że nógórzi w żecym mają ledze, chterny wiele rozmieją sami zrobić. 68 ZAPRENUMERUJ„ POMERANIĘ" NA 2024 ROK Z DOSTAWĄ DO DOMU, A OTRZYMASZ CIEKAWĄ KSIĄŻKĘ to jO ' :cl) ^^Icko- i "•,1 ;Ć Hordowe póvłióstcn 500 183 832 prenumerata@kaszubi.pl WYSTARCZY ZŁOŻYĆ ZAMÓWIENIE W BIURZE ZARZĄDU GŁÓWNEGO ZRZESZENIA KASZUBSKO-POMORSKIEGO ru W 2024 roku „Pomerania" w cenie 7 zł Liczba egzemplarzy każdej pozycji książkowej jest ograniczona. Decyduje kolejność zgłoszeń. * -w# XM>£óf% # i pUtcoW** o»m»8M"nB iltBSCU « Polska Filharmonia Bałtycka zaprasza w grudniu 1/12, 19:00 Koncert symfoniczny Maciej Kułakowski / wiolonczela George Tchitchinadze / dyrygent Orkiestra PFB W programie: E. Elgar, F. Liszt 3/12, 12:00 Koncert familijny - Elfy i muzyczna przygoda Golden Gate String Ouartet oraz Łukasz Jankowski / fortepian Aleksandra Kurnyta / instrumenty perkusyjne Malwina Gołębiowska / śpiew Karolina Biszczanik / śpiew Erwin Kornacki / śpiew W programie: piosenki o tematyce świątecznej 4,5/12, 9:15,11:30 i 13:00 Koncerty edukacyjne - Dziadek o orzechów Natalia Walewska / skrzypce Anna Bona / skrzypce Emilia Miechowicz / altówka Anna Śmiszek-Wesołowska / wiolonczela Maria Kielan-Yoshimoto / solistka baletu Gento Yoshimoto / solista baletu Milena Crameri / tancerka baletu Bogdan Smagacki / aktor W programie: P. Czajkowski 8/12, 19:00 Koncert symfoniczny - Mozart /Eterna Robert Kwiatkowski / skrzypce, dyrygent Iwona Hossa / sopran Aleksandra Stadniczenko / altówka Andrzej Wojciechowski / klarnet Orkiestra PFB W programie: W.A. Mozart 12/12, 19:00 Nadzwyczajny recital fortepianowy Bruce Liu W programie: J.Ph. Rameau, F. Chopin, M. Ravel, F. Liszt 15/12, 19:00 Zimowe marzenia Konstanty Andrzej Kulka / skrzypce Bassem Akiki / dyrygent Orkiestra PFB W programie: M. Ptaszyńska, M. Karłowicz, P. Czajkowski 31/12, 17:00 i 20:30 Koncert Sylwestrowy Iwona Sobotka / sopran Giorgi Sturua / tenor George Tchitchinadze / dyrygent Orkiestra PFB W programie: G. Verdi, G. Puccini, F. Cilea, A. Ponchielli, M. de Falla, R. Chapi, P. Sorozabal, F. Torroba, A. Lara, M. Peneila Polska Filharmonia Bałtycka im. Fryderyka Chopina w Gdańsku SPONSOR STRATEGICZNY PFB GŁÓWNY SPONSOR PFB MECENAS KULTURY Instytucja Kultury Samorządu Województwa Pomorskiego Energa grupa ehed PCE Polska Grupa Energetyczna