POMERANIA MIESIĘCZNIK SPOŁECZNO-KULTURALNY | ROK ZAŁOŻENIA 1963 ' CENA 5,00 zł | NR 7-8 (577) | LIPIEC - SIERPIEŃ 2023 LIT TLE W wĘdrówki 2 GUNTEREM GRASSEM X.U/osla\v K MATEUSZ KLEBBA det o rwód Stan Łacyńskó-pólskó-kaszeb: SŁOWOR GRZEBIZr www.miesiecznikpomerania.pl rok antoniego abrahama XXXVII KASZUBSKI SPtYW KAJAKOWY SIADAMI REMUSA W tym roku spływ kajakowy zainaugurowano w sobotę 1 lipca w Czarlinie, na polu namiotowym Gdańskiej Stoczni „Remontowa" im. J. Piłsudskiego. Fot. Sławomir Lewandowski u rem^4 "0" \ Avinia. Słupia- W da it|j brskiego POMERANIA 3 Klucz do miasta po raz drugi w rękach Kaszubów RED. 4 Dni Abrahamowe w Gdyni - gra miejska, tablica historyczna i wystawa oraz Srebrna Tabakiera Abrahama RED. 6 Dwie wieże, prosto jak ód Tolkiena ŁUKÓSZ ZOŁTKÓWSCZI 10 Kaszubska i pomorska książka na rynku w Kościerzynie SL 12 Rekordowo frekwencjo, a na binie rzgdzeła Sanah RED. 14 Częsta kaszebsczeaó słowa RED. 16 Kaszebe w uczbówniku do niemiecczegó jazeka Z Philipa Mierzwg gódół DARK MAJKÓWSCZI 18 Skromny w żecym, wióldżi w dzejanim ŁUKÓSZ ZOŁTKÓWSCZI 20 O biografistach stolemnego Antoniego Abrahama (1869-1923) JÓZEF BORZYSZKOWSKI 24 Nas rqbiq GRZEGORZ ROZKWITALSKI 26 Miejsce wielkiej historii i bogatej kultury DARIUSZ MAJKOWSKI 30 Szkolnictwo pruskie na wsi gdańskiej w świetle dokumentów z 1763,1845,1872 i 1877 roku DARIUSZ DOLATOWSKI 33 Szczęściarze z granicznego Strzebielina ANDRZEJ JANUSZ 36 Żeglarze, przypływajcie do Pucka! SL 38 Najsilniejsza latarnia na Bałtyku SL 39 50 lat gdańskich dzielnic. Jak Szadółki stały się Jasieniem SŁAWOMIR LEWANDOWSKI 42 Gdańsk mniej znany MARTA SZAGZDOWICZ 43 Smaki i aromaty Pomorza RAFAŁ NOWAKOWSKI NR 7-8 (577) | LIPIEC-SIERPIEŃ 2023 46 Pociqgiem na brzeg Bałtyku RAFAŁ NOWAKOWSKI 50 Maria Socha PIOTR SCHMANDT 53 Janka pó islandzku DARK MAJKÓWSCZI 54 Akcja osadnicza Rady Miasta Gdańska na Wyżynie Gdańskiej (1753 - ok. 1780) DARIUSZ DOLATOWSKI 56 Kaszubski działacz społeczno-narodowy i polonijny, krzewiciel polskiej kultury i oświaty. Ksiqdz Robert Karol Pluta-Prqdzyński (1878-1930). Pro memoria w 145. rocznicę urodzin DARIUSZ DOLATOWSKI 58 Kaszebsczi spikrz pamiace PAULENA WASERSKÓ 59 „Żece mie pódskócó do pisanió" TOMÓSZ FÓPKA 62 Dwa wółe za jednego konia MATEUSZ BULLMANN 64 „W Dabinie móme wszetkó" FELICJO BÓSKA-BÓRZESZKÓWSKÓ 66 Żece jak filmowi scenarnik. Historio Michała Szimczika ŁUKÓSZ ZOŁTKÓWSCZI 70 Epitafium dla Ewy Kownackiej ARTUR JABŁOŃSKI 72 Z Kociewia MARIA PAJĄKOWSKA-KENSIK 73 Lektury DANIEL KALINOWSKI 75 Gódzenkówó rozmajitosc PD. 76 Klęka 81 W najich szkołach 83 Sechim paka uszłe TÓMK FÓPKA 84 To nie je w głowa do pójacó ÓLGA KUKLIŃSKÓ Ministerstwo ! Spraw Wewnętrznych i Administracji Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego WOJEWODZTWO POMORSKIE gdański gKYĘp , fundusz GDAŃSK wydawnictw GDYNIA ntoje miasto Numer wydano dzięki dotacji Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji „PuM/te/o wyraża jedynie poglądy autora/ów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji" Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury Zrealizowano ze środków Województwa Pomorskiego Dofinansowano ze środków Miasta Gdańska Dofinansowano ze środków Miasta Gdyni POMERANIA MIESIĘCZNIK SPOŁECZNO-KULTURALNY ADRES REDAKCJI ul. Straganiarska 20-23 / 80-837 Gdańsk tel. 58 301 90 16 / 58 301 27 31 e-mail: red.pomerania@wp.pl REDAKTOR NACZELNY Sławomir Lewandowski ZESPÓL REDAKCYJNY Dariusz Majkowski (zastępca redaktora naczelnego) Aleksandra Dzięcielska-Jasnoch (sekretarz redakcji, Najó Uczba) Krystyna Sulicka Małgorzata Micał Bogumiła Ci rocka Ludmiła Kucharska Bogdan Adamczyk (skład graficzny) KOLEGIUM REDAKCYJNE Piotr Dziekanowski (przewodniczgcy kolegium) Mateusz Bullmann Andrzej Busler Ewa Górska Stanisław Jankę Piotr Lessnau Wiktor Pepliński Danuta Pioch Edmund Szczesiak Bogdan Wiśniewski TŁUMACZENIA NA JĘZYK KASZUBSKI Dariusz Majkowski ZDJĘCIE NA OKŁADCE Publikacje ksigżkowe laureatów XXIII Konkursu Literatury Kaszubskiej i o Kaszubach Costerina 2023 Fot. Sławomir Lewandowski WYDAWCA Zarzgd Główny Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego ul. Straganiarska 20-23, 80-837 Gdańsk DRUK Wydawnictwo „Bernardinum" Sp. z o.o. ul. Biskupa Dominika 11, 83-130 Pelplin Redakcja zastrzega sobie prawo do skracania i redagowania artykułów oraz zmiany tytułów. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść ogłoszeń i reklam. PRENUMERATA Z DOSTAWĄ DO DOMU! Koszt prenumeraty rocznej krajowej z bezpłatng dostawg do domu: 55 zł. W przypadku prenumeraty zagranicznej: 150 zł. Podane ceny sq cenami brutto i uwzględniają 5% VAT. Aby zamówić roczng prenumeratę, należy: • dokonać wpłaty na konto: PKO BP S.A. 28 1020 1811 0000 0302 0129 3513, OD REDAKTORA Wyniki badań Biblioteki Narodowej określającej stan czytelnictwa książek w Polsce w 2022 roku nie napawają optymizmem. Jeśli wierzyć wynikom, to jesienią 2022 roku lekturę co najmniej jednej książki (papierowej lub cyfrowej) zadeklarowało zaledwie 34 procent badanych w wieku co najmniej 15 lat. Wynik na tym samym poziomie zarejestrowany został przed rokiem. ■ Nie zmienił się również odsetek osób czytających rocznie siedem i więcej książek (7 procent ankietowanych). Warto jednak nadmienić, że (pominąwszy rok 2020, który z powodu pandemii COVID-19 był pewną anomalią) odsetek czytelników książek nie zmienia się w sposób istotny od 2015 roku. Co nie zmienia faktu, że czytelnictwo w Polsce, przynajmniej w statystykach, prezentuje się marnie. Powód? Żyjemy w czasach zdominowanych przez wieczny pośpiech, większość z nas woli sięgnąć po smarifon i przeczytać krótką, zazwyczaj spersonalizowaną informację w serwisie newsowym, która niewiele wnosi do naszego życia, a w dodatku często jest kalką informacji zapożyczoną z innego serwisu internetowego. Niestety, internetowe treści często napisane są zdawkowo, chaotycznie, a zdarza się, że informacje w nich zawarte są po prostu nieprawdziwe. Książka, w przeciwieństwie do większości informacji wylewających się z Internetu, jest prawdziwa, choć historia w niej zawarta prawdziwa już być nie musi... Ot, taki paradoks. Targi Książki Kaszubskiej i Pomorskiej Costerina (relacja ifotorelacja na stronach „Pomeranii"), które odbyły się 1 lipca w Kościerzynie, były sposobnością do zapoznania się z książkowymi nowościami, do spotkania się z autorami i okazją do zapytania o prawdziwość historii spisanych na papierowych kartkach. Warto czytać książki! Sławomir Lewandowski POMERANIA Zarzgd Główny Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego ul. Straganiarska 20-23, 80-837 Gdańsk, podajgc imię i nazwisko (lub nazwę jednostki zamawiajgcej) oraz dokładny adres • złożyć zamówienie w Biurze ZG ZKP, tel. 500 183 832 e-mail: prenumerata@kaszubi.pl Wydarzenia KLUCZ DO MIASTA PO RAZ DRUGI W RĘKACH KASZUBÓW Drugie Gdańskie Dni Kaszubskie zainaugurowało 8 czerwca podniesienie na maszt kaszubskiej flagi na Górze Gradowej, z której rozciąga się piękny widok na Śródmieście. Niespełna dwa kilometry dalej na wyspie Ołowianka rozpoczął się w tym czasie Jarmark Kaszubski, na którym odwiedzający mogli zapoznać się np. z kaszubską muzyką. W ramach Kaszebe Musie Festi-val wystąpiły zespoły i wokaliści: Dresze, Rybacka Orkiestra Dęta z Jastarni, Kiev Office, Zespół Pieśni i Tańca „Sierakowice", ZPiT „Gdańsk", Slavko The Violinist, chór Scherzi Musicali, Zespół Tańca Ludowego „Neptun" oraz Zofia Muchowska. W przerwie pomiędzy występami odbyły się rozmowy z kaszubskimi twórcami i animatorami kultury. Jarmark Kaszubski był także okazją do zapoznania się z rybackim rzemiosłem, regionalnym rękodziełem i kuchnią, a także z literaturą i historią Kaszub i jego mieszkańców, także tych mieszkających na przestrzeni wieków w Gdańsku. W poznaniu kultury pomagały także wystawy poświęcone wybitnym Kaszubom oraz spacery śladami kaszubskimi po Gdańsku. W ramach Gdańskich Dni Kaszubskich zorganizowano również spotkanie otwarte w salonie Domu Uphagena, gdzie rozmawiano o „Postaciach gdańskiego pogranicza". Dyskusja, której moderatorem był Marek Adamkowicz, kierownik Muzeum Poczty Polskiej w Gdańsku, a uczestnikami historycy dr Leszek Molendowski z Muzeum Gdańska oraz dr Krzysztof Korda, dyrektor Miejskiej Biblioteki Publicznej w Tczewie, oscylowała wokół rodzącej się pod koniec XIX i na początku XX wieku świadomości regionalnej wśród mieszkańców Gdańska, Kaszub i Pomorza. Był to okres, w którym tworzyły się organizacje społeczne i polityczne występujące publicznie w obronie interesów rdzennej ludności. Na ich czele stali wybitni polscy i kaszubscy działacze. Głównym punktem trzeciego dnia Dni Kaszubskich był Fischmarkt oraz symboliczne wręczenie Kaszubom kluczy do grodu nad Motławą. W południe uczestnicy parady, jak przed rokiem, przeszli w barwnym i głośnym korowodzie pod drzwi Dworu Artusa, gdzie klucze do miasta prezesowi Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego Janowi Wyrowińskiemu wręczył Piotr Borawski, zastępca prezydenta Gdańska ds. przedsiębiorczości i ochrony klimatu. Fischmarkt to wydarzenie zainspirowane wielowiekową tradycją targów rybnych w Gdańsku, sięgającą XIV wieku. Ideą przyświecającą organizatorom jest odtworzenie tej tradycji, dlatego na Targu Rybnym odtworzona została wioska rybacka, zadbano również o odpowiednią inscenizację - przypłynięcie łodzi rybackich, wyładunek ryb, pokaz tradycyjnych strojach przy użyciu historycznych sprzętów i narzędzi. Kaszubi zawitali również na scenie Malarnia Teatru Wybrzeże. Wystąpiła tam grupa teatralna Zymk z kaszubskojęzyczną sztuką Splotło słoma, muzycz-no-teatralnym widowiskiem z elementami pantomimy. Główną jego tematyką jest roczny cykl obrzędowy oraz rytuały powiązane z życiem człowieka. Warto również odnotować, że w trakcie Gdańskich Dni Kaszubskich znajdująca się przy Targu Rybnym restauracja Mercato oferowała specjalnie przygotowane kaszubskie menu, o którym więcej pisze w swoim artykule Kaszubskie menu na Gdańskie Dni Kaszubskie Rafał Nowakowski (strony 43-45). RED. Pomerania nr 7-8 (577) / Lipiec-Sierpień 2023 3 4\ DNI ABRAHAMOWE W GDYNI GRA MIEJSKA, TABLICA HISTORYCZNA I WYSTAWA ORAZ SREBRNA TABAKIERA ABRAHAMA Choć Gdynia jako miasto do setnych urodzin dopiero się zbliża (będzie je obchodzić w 2026 roku), to swoją historią mogłaby obdarować niejedną polską miejscowość. W gdyńskie bogactwo historyczne wpisują się również sylwetki dawnych mieszkańców, ludzi zasłużonych, a także wydarzenia, które budowały nie tylko mit miasta z morza, ale przede wszystkim jego podwaliny. Postacią, której pamięć od lat jest szczególnie pielęgnowana przez gdyńskich Kaszubów, jest Antoni Abraham. W tym roku 23 czerwca minęło 100 lat od jego śmierci. Ten kaszubski działacz społeczny i propagator polskości Pomorza, nazywany królem Kaszubów, był także wielkim orędownikiem budowy portu morskiego w Gdyni. Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie rok 2023 ogłosiło Rokiem Antoniego Abrahama, przychylając się tym samym do wniosku oddziału gdyńskiego ZKP. Miasto Gdynia i jego mieszkańcy na wiele sposobów utrwalają pamięć o tej niezwykłej postaci, która położyła bezcenne zasługi dla tożsamości miasta. Gra miejska „Sekretna Gdynia Abrahama" Uroczystości poświęcone Antoniemu Abrahamowi rozpoczęły się w Gdyni 17 czerwca grą miejską „Sekretna Gdynia Abrahama", przygotowaną przez ZKP Gdynia, Kaszubskie Forum Kultury i Wyższą Szkołę Administracji i Biznesu im. Eugeniusza Kwiatkowskiego. Partnerami były: miasto Gdynia, Muzeum Miasta Gdyni, Inne Szlaki i Księgarnia Kaszubsko-Pomorska CZEC. Ceremonii otwarcia dokonali, wspólnie z przewodniczącą Rady Miasta Gdyni Joanną Zielińską, główni twórcy gry: Michał Miegoń (Inne Szlaki i Muzeum Miasta Gdyni), Adam Labuhn (WSAiB i ZKP Gdynia) oraz Andrzej Busler (Kaszubskie Forum Kultury i ZKP Gdynia). Na 76 uczestniczek i uczestników gry czekało na trasie w Śródmieściu wiele punktów wraz z aktorami w strojach z epoki Antoniego Abrahama. Na mecie w Kaszubskim Forum Kultury przygotowano nagrody dla wszystkich rywalizujących. Tablica historyczna na Oksywiu Dzięki współpracy wielu osób i podmiotów - w tym Andrzeja Buslera, prezesa Rady Północnych Oddziałów Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego - na oksywskim cmentarzu stanęła kolejna historyczna tablica, tym razem nawiązująca do panteonu pamięci Pomerania nr 7-8 (577) / Lepińc-Zelnik 2023 Ważna rocznica Marynarki Wojennej. Upamiętnia ona polskich marynarzy i ich okręty, które nie powróciły ze służby na morzu w trakcie II wojny światowej. Idea stworzenia takiego memoriału, pomników chwały polskich marynarzy, narodziła się kilka dekad temu w środowisku oficerów Marynarki Wojennej II Rzeczypospolitej. Inicjatorem upamiętnienia polskich okrętów zatopionych podczas II wojny światowej byli niegdyś kpt. mar. Jan Gosk oraz kmdr Julian Czerwiński. To oni opracowali koncepcję i konsekwentnie realizowali założenie kompozycyjne polowego ołtarza na ścianie zabytkowego kościoła św. Michała Archanioła na Oksywiu. Wszystkie tablice - różnorodne, w oryginalnej plastycznie formie - łączy łacińska sentencja: Mersis in bello („Zatopionym w boju") z wkomponowanym znakiem krzyża, nazwami okrętów i datami zatopienia. Obecnie pełny opis historii nawiązującej do panteonu pamięci Marynarki Wojennej znalazł się także na usytuowanej obok oksywskiego kościoła tablicy. - Historia zatacza koło, bo o współpracę w przygotowaniu tekstu poprosiłem Aleksandra Gośka, wicedyrektora Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni, syna głównego inicjatora powstania panteonu kilka dekad temu kapitana Jana Gośka, który spoczywa na przykościelnym cmentarzu - mówi Andrzej Busler. Oficjalne odsłonięcie tablicy miało miejsce 17 czerwca po Mszy św. w intencji Antoniego Abrahama i jego małżonki Matyldy. Uroczystości rocznicowe i wystawa na placu kaszubskim Program uroczystości w setną rocznicę śmierci króla Kaszubów obejmował także złożenie kwiatów pod jego pomnikiem na placu Kaszubskim w Gdyni 23 czerwca. Oprawę muzyczną zapewnił chór Dzwon Kaszubski pod dyrekcją Stanisława Ładziaka. Wydarzeniu towarzyszyło otwarcie kolejnej części plenerowej wystawy „Serce Gdyni - plac Kaszubski i jego mieszkańcy w dawnej fotografii", przygotowanej z inicjatywy Marcina Scheibego przy współpracy ZKP Gdynia, Kaszubskiego Forum Kultury, Wydawnictwa Region, Księgarni CZEC, firmy BORSKI oraz Rady Dzielnicy Śródmieście. Rocznicowe uroczystości odbyły się w scenerii udekorowanej kaszubskimi flagami ulicy Świętojańskiej. Uczestniczyli w niej m.in. senator Sławomir Rybicki, poseł Marek Rutka, przewodnicząca Rady Miasta Gdyni Joanna Zielińska, gdyńscy radni Anna Szpajer i Zenon Roda oraz delegacja Rady Miejskiej Żukowa na czele z Mariolą Żmudzińską. Srebrna Tabakiera Abrahama Z kolei 24 czerwca w Szkole Podstawowej nr 43 na gdyńskim Pogórzu odbyła się uroczystość wręczenia medali Srebrna Tabakiera Abrahama. Nagroda jest przyznawana od 1994 roku przez gdyński oddział Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego osobom i instytucjom działającym na rzecz Kaszub i Pomorza. Do- Miejska Pierwszy > tychczas to prestiżowe wyróżnienie otrzymało przeszło osiemdziesięcioro laureatów. Kapituła medalu podczas obrad 11 maja postanowiła w tym roku nagrodzić Andrzeja Buslera, Marcina Scheibego oraz redakcję kaszubską Radia Gdańsk. - Nagroda w moim mateczniku, czyli Gdyni, to podwójna radość. Ma ona szczególną wartość, bo została przyznana przez moje koleżanki i kolegów. My, Kaszubi, jesteśmy bardzo oszczędni, jeśli chodzi 0 emocje i komplementy, bo takie mamy charaktery. Otrzymać nagrodę od najbliższych, to na Kaszubach największa wartość - powiedział Andrzej Busler, szef Kaszubskiego Forum Kultury oraz wieloletni prezes gdyńskiego oddziału ZKP. Radości z otrzymania Tabakiery nie kryła także Tatiana Slowi, kierownik redakcji kaszubskiej Radia Gdańsk. - Jestem dumna z całej redakcji. To docenienie kilku dekad pracy wielu pokoleń dziennikarzy. Natomiast z Radiem Gdańsk jest tak, że Kaszubi musieli trochę sami popracować nad sobą, tak żeby nie być przedmiotem czyjejś opowieści, tylko żeby podmiotowo opowiadać o sobie, w swoim języku, chociaż niekoniecznie, najważniejsze, że ze swojej perspektywy. Cieszę się, że ta perspektywa została doceniona. Jesteśmy z mikrofonami w różnych miejscach, tam, gdzie dzieje się coś ważnego. Ta nagroda to dla nas dmuchnięcie w skrzydła - podkreśliła laureatka. Historia audycji w języku kaszubskim w Radiu Gdańsk sięga pierwszych emisji „Magazynu kaszubskiego" pod koniec lat 80. ubiegłego wieku. Przez lata tematykę kaszubską na antenie tworzyli między innymi: Dominik Sowa, Leszek Szmidtke, Alicja Szczypta, Damroka Kwidzińska, Anna Cupa, Tatiana Slowi, Izabela Ulenberg, Magdalena Kropidłowska, Bernadetta Węzeł, Maciej Bandur, Tomasz Urbański, Karolina Serkowska, Michał Bronk, Marika Jelińska oraz tworzący obecnie zespół Robert Groth, Piotr Lessnau 1 Adam Hebel. Red. Pomerania nr 7-8 (577) / Lipiec-Sierpień 2023 5 DWIE WIEŻE, PROSTO JAK ÓD TOLKIENA To dwie sostrzane widokowe wieże w betowsczim krezu, jacze są krótko kol se. Tak jak czasa w familie, je midze nima letechnó riwalizacjó. A może sosterczi pógódzec i weteczec midze nima turisticzną Stegna? Dló nech widoków pó prówdze je wórt. Z wieże gbur unie wepatriwoł Nicht wnet nie wie, dokądka go zaprowadzy droga, pokąd nie dóńdze do celu - to cytat z „Panowni-ka piestrzeniów" (The Lord of the Rings) Johna Ronalda Reuela Tolkiena, a konkretno z dzelu „Dwie wieże" (The Two Towers). Na mesl przeszedł mie nie bez przetrófk. Raza z Kazym, fótorepórterą, me so udbele przeńc szlach midze dwiema widokówima wieżama w betowsczim krezu. Jedna je w gminie Betowó, a konkretno na Szemrece, a dregó w gminie Techómie, w Piósznie na Górze Lemana. I to prawie tam, kol ti dredżi, je póczątk naji reze. Stalowo wieżo w Piósznie mó 23 metre i stoji na górze, jako wznószó sa 220 m n.r.m. Chatno ópówiódó ó ni Klemas Leman. Je na swójim gbur-stwie. Raza z Kazka trafilesma prawie na czas, czej góspódórz rozpólół w chlebówim piecu i rechtowół sa do pieczenió brótów. Jego chleb je znóny w ókólim. Muszime póczekac. Czasu nie chceme zmudzec, tej wspinóme sa na wieża. W 2020 r. postawiła ja gmina Techómie na molu pierszi, drzewiany, jaką webudo-wół Klemas. Wiodro snóże. Kąsk wieje, ale świecy słuńce. Krójmalenku nie przesłóniwają blóne. Pówa-łowóny teren, jezoro, w jaczim skrzą sa parmienie słuńca, a pó dredżi stronie wioska Gotów. Też udba miewce gburstwa. Pódzywióm nótera. Chóc nie jem tuwó pierszi róz, jó be mógł tak zdrzec bez kuńca. Tej- 6 Pomerania nr 7-8 (577) / Lepińc-Zelnik 2023 Latnó wanoga „Lemanówka" Wioska Gotów sej czeja charakteristiczne klikniace migawczi w apa-race. Znaczi Kazy óbócził a ódjimnął cos cekawegó. Raza szukóme na widniku wieże na Szemrece. Rów-nak ni móżeme ji nalezc. Schódóme tej pó wąsczich trapach. Na dole mijóme ustawione w redze gburscze sprzate. Ne dówniesze, na konia. - Robota na nich wspominają ósoblewie starszi z ódwiedzającech. Starkówie ótrokóm ópówiódają: „Taką maszina do seczenió jem miół. A twoja bab-cza snopczi za nią wiązała" - gódó Klemas Leman, chteren czekół na nas na dole. Zagadeja gó ó wieża. Chłop zaczinó opowieść: - Pamiatóm jesz ta na Szemrece. Poprzedniczka ti rozebróny w 2016 r. Widoczi z ni óstałe mie w pa-miace. Późni sa zawaleła i tak leżąc ostała. A jó w głowie wcyg miół nen krójmalenk. Lata lecałe. Z gbur-stwa wzątku za wiele nie beło. Człowiek muszół meslec ó jinszi udbie na zóróbk. Padło na agroturi-stika. Moja zemia je snóżo położono. Wcyg jem sa równak zastanówiół, jak to turistóm pokazać. Tec nólepi z góre. Leman postanowił postawie u se wieża. Plac miół, móc też, a drzewo ód se z łasa. - Na zóczątku ledze, łagodno gódając, klepele sa w głowa. Twierdzele, że robie w polu mie sa nie chce, to jem so udbół wieża budować. Ne i chto be do taczegó mółegó Piószna miół na wczase przejachac -wspóminó. Czej w 2000 r. stanała drzewianó konstrukcjo, chutkó stała sa miestną atrakcją. Klemas cygnie dali swoja opowieść ó wieże: - Przechódzele i ledze z Piószna, żebe na ókóle wzerac z góre. Media ód mojego nózweska nazwałe nen plac. Doch chudzy nicht ó Górze Lemana ni miół czete. Nie leno wkół Piószna ledze gódele ó wieże. Czej chtos pitół ó cekawinczi kół Betowa, to ókróm zabet-ków pódówele i gburstwó u Lemana. Powstałe też filme. - Wdarza so ósoblewie jeden z nich. Kąsk szpór-towny. Ópówiódół ó tim, że na gburstwie w Polsce je tak lechó, że gbur so wieża webudowół, żebe z ni wezerac, czede weńdzeme do Unie, bó tej ju badze lepi - śmiejące sa, pówiódó nasz rozmówca. Krótko pó tim, jak stanała wieża w Piósznie, pojawiła sa ta na Szemrece. I nick w tim dzywnegó. Bó jak nie wezweskac tego, że na góra mó 256 m n.r.m. Je nóweższó nie leno w betowsczim powiece, ale na całim Zópadnopómórsczim Pójezerzim. - Meszla, że perzinka mie zózdroszczele - wiesoło gódó Leman, u jaczegó czile lat późni pojawiła sa pó-sobnó atrakcjo - wioska Gotów. A w planach góspódórz miół muzeum. To równak do dzys nie powstało, ale z udbe Klemas nie rezygneje i wcyg gromadzy ekspónate, a nech mó ju dosc teli. Za widok nicht dętka nie mdze brół Móme legótka óbaczec te ekspónate, a i Leman serdeczno róczi. Prowadzy do góspódarsczegó budinku. Tam uzdrzec można wszelejacze sprzate. - Wszetcze są z tego gburstwa. Tuwó móme, jeden na dredżim, drabiniaste wóze - zaczinó opowiadać miewca. Kol nich je widzec draszmaszina a seczkarnia, na jaczi uchowała sa tóbleczka z nópisa „Butów Vórpommern". Je wiedzec, że nie jidze tuwó ó nasze pómórscze Betowó, a to z niemiecczi Meklembur-gie-Przednegó Pómórzó. Naprocem wozów widzec je fótoscanka z dzurą na munia. Przedstówió czarownica. Z boku można przeczetac „Zlot Czarownic 2006". Nie je to niżóden eksponat, a pamiątka pó ód-biwający sa na Górze Lemana bez wiele lat rozegracji. Zjeżdżałe, a pó prówdze zlatiwałe sa, na nia czarownice z rozmajitech molów w Polsce. U góre, pod daka, ustawione są sanie. - One są też stądka - tłomaczi nama Klemas. -Zrobile je w Piósznie. Tej sygó pó jinszą z zachów. - Tu móme kórc z webitima znakama pócwierdzającyma miara - gódó i pókózeje znaczi. - A tej na race pódsuwó do ódji-manió defle. - Miałe drzewianą podeszwa, a przódk óbiti skórą. Noseło sa je pó gburstwie. Ne akurót są malincze, dló dzecka - klareje dali. Mój zdrok przecygają leżące na pólece, kąsk w pichu, dwa identiczne krziże. Pitóm ó nie Klemasa. , - Krziżi sa nie werzucó. Jó nalózł je w nym gburstwie i tak óstałe. Z tełu pó niemiecku je zapisónó módletwa „Ojcze nasz". To muszi bec pamiątka pó póprzednech miewcach. Ó póspólnym żecym Kasze- pomerania nr 7-8 (577) / llpiec-slerpień 2023 7 Latnó wanoga & & ■ *** & 1111 bów i ewanielików w Piósznie wiele jem czuł ód star-czi - ódpówiódó mie chłop. Na sznekrowanim za coróz to jinszima ekspóna-tama a słechanim ópówiesce Lemana me be mógle spadzec czas do wieczora. Chceme równak jesz za-zdrzec na dregą wieża, tej chceme ju wińc buten. Na kuńc jesz na sztót zazeróme do sklepu. - Dówni wchódzeło sa do niego z jinszi stronę. Me zamurowele to weńdzenie i wekule nowe. Wejsca jesme nie zrobile prostonórtnegó, a łąkowe. Architektoniczno łączi sa z łakówim sufita sklepu - gódó Klemas Leman. Wechódające, pitóm ó jego pózdrzatk na turi-sticzną Stegna, jaką można be weznaczec midze wie-żama. - To dobro udba. Za wiele robotę z tim be nie beło. Droga ód jedny do dredżi wcyg je użiwónó bez miest-nech ledzy. W naddówku do mie można pódjachac autoła wnetka pod samą konstrukcja. Webierając sa na Szemreca, muszółbe óstawic pójózd na parkingu i kawółk jic piechti - gódó gbur z Piószna. Kórbime jesz chwila ó kołowi reze na wieża. Leman miół róz czedes u se wepóżeczalnia kółów. Pi-tóme ó nia. - Równak beł z tim jiwer. Ó koła chtos muszi dbać, dawać do serwisu. A to kómus w drodze cos sa stało... Ledze z Piószna mają koła u se, a turi-sce w wikszim dzelu przejeżdżiwają ze swójima. Tej jesme póniechele - ódpówiódó nasz rozmówca. Latoś Lemanowie ódemkle kawiarenka. Prowa-dzy ja Andżelika Leman, senowó Klemasa. - Sóm jem chudzy meslół, żebe z czims taczim regnąc. Zajimac sa tim miała moja białka, ale umarła - rzecze Klemas. Wchódóme do dosc remnegó lokalu z komin- ka. Na scanach dele z namalowónyma módłama z kaszebsczegó wesziwku. - Jak jem poznała mojego chłopa, to ju gódół, że cos taczegó chcółbe odemknąć. Robił za grańcą, żebe zarobić na wekuńczenie - klareje nama Andżelika. Odwiedzający gburstwó turisce baro czasto pitają ó cekawe mole w ókólim. - Wspóminóm tej ó Szemrece i widokowi wieże, jakó na ni stoji. Są tim wiadła zaskókłi, a jesz barżi tim, że ód nas je do ni kol trze kilometre. Równak feleje przede wszetczim óznakówanió. Fejn be beło, czejbe pówstół jaczis folder z atrakcjama, jacze są kol Piószna. Można też na trasę umieszczec kóde QR z wiadła, mapą - bedeje białka. Przejeżdżający do Lemanów baro zaskókłi są i tim, że za wchódanie na wieża nicht detków nie bierze. - Baro wiele ledzy przechódó do mie i pito, wiele kószteje zwiedzanie. Ósoblewie ny z wiakszich miast są zdzewiony, że nick za to nie bierzeme. „Wszadze muszi płacec" - gódają. A jak pódczorchiwają, czasa widok wcale nie je wórt wedónegó dętka. U nas obżerać można darmók, póleżec na trówie. Nicht nikogo nie wenekó - deklareje Lemanka. W przińdnosce chce wepóżeczac piknikowe kosze i jaczes mate. Tak żebe mógł pósedzec na swieżim lef-ce. Tero mó stara ó „Lemanówka" - bó tak pózwele kawiarenka. Pódówó w ni kawa a arbata, kompot z malenów, a do te kuch. Nóczascy młodzowi, sernik abó z jabkama. - Meszla nad domówima półniama, zaprawama i kwasnyma gurkama. Jak to sa udo, zanólegó ód wio-dra i ód tego, co mie w ogrodzę urosce - gódó Andżelika. „Lemanówka" je ódemkniató dzeń w dzeń, ókróm póniedzółków, ód gódz. 11 do półnió do 7 wieczór. 8 Pomerania nr 7-8 (577) / Lepińc-Zelnik 2023 Latnó wanoga Do dwuch wież, reza tam a nazod Raza z Kazka chceme sa webrac na Szemreca, i tak jak tolkienowsczi hóbbice ódwiedzec dwie wieże. A droga jidze w przódk i w przódk, \ Skąd sa zaczała, kąsk za proga - \ I w dól przede mną wcyg na wschód \ Ajó le za nią - tak, jak móga... - przepóminó mie sa cytat z „Panownika piestrzeniów". Me też na zócząt-ku jidzeme na wschód. „Na pierszi krziżówce w lewo, a późni w prawo" - pamiatóme wskóze góspódarzi z Piószna. Ten dzel reze je prosti. Czej wchódóme w las, nie jesme ju taczi gwesny. Prowadzy nas znak, kąsk strepiałi, ale dó sa ódczetac, że prowadzy w do-brim czerenku. Wątplewóte móme na póstapny krziżówce. Ód główny drodżi ódchódzy bócznó. Chwila są zastanówióme, cze wórt reskirowac. Kuńc kuń-ców decydejeme, że nie. Jidzeme barżi wedeptónym szlacha. Krójmalenk sa zmieniwó. Nópierwi witałe naju chójczi swójim szema a póchą jiglenów. Terózka coróz czascy widzec je buczi. Tej-sej mrowiska, prze jaczich uwijają sa malincze, baro póżeteczne ówade. Czim wiacy jich w lese, tim je ón zdrowszi - góda-ją leśny. Dówni jich sedzbe grodzele drzewianyma płotkama. Te napótkóne mrowiska nie są ju tak zabezpieczone. Tak obżerające sa wkół, dochódóme do spichu Szemrece. Redosc, że jesme nie zbłądzele, ale czekó na naji jesz dłudże wspinanie. Na górze móme chwila na ódetchniace. Stojime kol postawiony w 2020 r. (trze miesądze późni jak na Górze Lemana) stalowi konstrukcje wesoczi na 21 metrów. Do przeńdzenió móme jesz 86 trapów, żebe z widokowego tarasu ro-zezdrzec sa pó ókólim. Widok często jinszi jak u Lemana. Tuwó móme przed óczama przede wszetczim drzewa. Ósoblewie buczi apartnią sa jasnieszima lestama. Jistno jak w Piósznie zdrzime za dregą wieżą. Równak ni móme wióldżi nódzeje. Pozbawił ji naju Klemas Leman, gódające, że czedes sostre sa widzałe, ale terózka ju nie. „Czej besme miele lornetczi, tej be bełe wiksze szanse" - gódóme z Kazym, ale cechszim głosa. Na wieże nie jesme sami. Na szpacera z psama z Rekówa webrele sa turisce z Amsterdamu. Zagadeja ó jich ódwiedzene. - Me bele tuwó czile lat slóde, ale tej ni można beło weńc na wieża. Terózka nazód jesme w Rekówie i me ni mógle nie przińc na Szemreca. Widoczi sa snóże, ósoblewie czej, jak dzys, wiodro dopiseje. Do te na cechósc i nen spokój. Można sa oderwać ód wióldżegó miasta i prost ódpócząc - gódają zgodno. Pitóm, cze czele ó Górze Lemana, jako je trze ki-lometre ód negó placu. Są zaskókłi. - Nick ó ni nie wierne. To le trze kilometre stądka? - dopiteją. A późni dodówają: - Wiadło ó atrakcjach w ókólim móme z infórmacyjnech tóflów, jacze są ustawione na trasę. A ó dredżi widokowi wieże nick tam nie beło. Żegnóme sa z turistama i schódzyme z tarasu. Na sztót naji humor i piakno placu pseją lampione, jacze widzyme na gałazach. Chtos muszół je puscec z leżnote roczezne. Pierszi, dredżi, je i czwiórti. Raze me naliczele piac. Puszczanie lampionów a balonów w niebo to móda óstatnech lat. Fejn to wezdrzi, robi wrażenie, le zabócziwóme, że gdzes czedes one spadną... Ne akuratno zlądowałe na mól prze wieże. Wrócóme na Góra Lemana. Kazk kąsk maru-dzy, że nie lubi jic tam a nazód ną samą drogą. Przed sztóceka doch ja widzół. W Piósznie chwila jesz kórbime z Lemana i ódjeżdżiwóme z póchnącym, wejatim prost z pieca bróta chleba. Stegna krótechnó, kóndicyjno mało wemógającó, a do te można jesz sadnąc prze kawie a kuchu. Nólep-szó udba na spadzenie wolnego czasu. Równak cze sa udo półaczec dwie wieże turisticznym szlacha? Z nym pitanim zwónia do burmestra Betowa Riszarda Sylczi i wójta Techómia Jerzego Lewi Czedrowsczegó. - Jak nóbarżi jakno gmina jesme zainteresowóny stwórzenim taczi trasę. Muszałabe powstać w póroz-mienim z gminą Betowo, bó do ni słechó Szemreca. Meszla, że postawienie óznakówanió nie je wióldżim koszta, i udó sa to zrobić jesz w nym sezonie - gódó Lewi Czedrowsczi. Podobno gódó i burmester Betowa: - Czedes jesme sa ju nad tim zastanowiele. Terózka wrócyme do tego. Mda ó tim gódół z wójta Techómia. Łukósz Zołtkówsczi Ódj. Kazmierz Rolbiecczi Pomerania nr 7-8 (577) / Lipiec-Sierpień 2023 9 KASZUBSKA I POMORSKA KSIĄŻKA NA RYNKU W KOŚCIERZYNIE W sobotnie popołudnie 1 lipca poznaliśmy wyniki XXIII Konkursu Literatury Kaszubskiej i o Kaszubach „Costerina" 2023. Jury konkursu - przewodnicząca prof. Danuta Stanielewicz, Bogumiła Cirocka, Iwona Makurat i dr Grzegorz Schramke - spośród zgłoszonych 50 tytułów wybrało te najlepsze. Zanim jednak w budynku Biblioteki Miejskiej im. ks. Konstantego Damrota w Kościerzynie uhonorowano laureatów, na kościerskim rynku odbyło się coroczne święto książki, czyli Targi Książki Kaszubskiej i Pomorskiej „Costerina" 2023, w których wzięli udział pisarze, przedstawiciele wydawnictw i oczywiście miłośnicy książek. Organizatorem obu wydarzeń jest kościerska biblioteka. - Mamy grono stałych wystawców, którzy co roku przyjeżdżają do Kościerzyny i dbają o to, aby literatura kaszubska i pomorska się rozwijała. Jesteśmy biblioteką miejską, wiemy, jakie książki są chętnie czytane, dlatego zaprosiliśmy pisarzy z Pomorza i Kaszub reprezentujących również powieść obyczajową, co - jak można dzisiaj zaobserwować - spotkało się z zadowoleniem czytelników. W tym roku na targach są też książki psychologiczne, przewodniki, a także obfita i ciekawa oferta dla dzieci i dorosłych - mówi Justyna Kujach, dyrektor Biblioteki Miejskiej w Kościerzynie. Przy okazji święta książki dyrektor Kujach podzieliła się danymi dotyczącymi czytelnictwa: - Statystyki naszej biblioteki pokazują, że w stosunku do marca zeszłego roku czytelnictwo wzrosło o 24 procent, dlatego gdy ktoś mówi, że jest kryzys czytelnictwa w Polsce, odpowiadam, że na pewno nie w Kościerzynie. Na tegorocznych targach również widzimy duże zainteresowanie czytelników, co pokazuje, że tradycyjna książka nieprzerwanie cieszy się popularnością. Fot. Sławomir Lewandowski Wydawnictwo ^ 10 Pomerania nr 7-8 (577) / Lepińc-Zelnik 2023 Literatura -ł (trzymała nagrodę Dyrektora Biblioteki mie TEGOROCZNE NAGRODY IWYROZNIEF Literatura piękna dla dorosłych w języku kaszubskim 1. Artur Jabłoński za Drobjine, 2. Stanisław Jankę za Bene buten, 3. Stanisław Frymark za Zwiercadło Remusowegó świata, Dzel 2: Uróstanie Literatura piękna dla dzieci i młodzieży w języku kaszubskim nagród nie przyznano Literatura piękna i literatura faktu 0 Kaszubach lub z Kaszubami w tle w języku polskim i w innych językach 1. Tomasz Słomczyński za Sopoty, 2. Jacek Krenz za Latem w Jastarni, 3. Małgorzata Mosakowska za Białego Dzika. Pomorskie legendy pani Małgosi Książki edukacyjne - podręczniki i inne publikacje do nauki języka kaszubskiego oraz innych przedmiotów po kaszubsku 1. Danuta Pioch, Roman Drzeżdżon za Kaszeb-sczi dló wszetczich, 2. Mateusz Klebba za Łacyń-skó-pólskó-kaszebsczi słowórz grzebizne, 2. Piotr Dziekanowski za Przyrodę na Kaszubach / Roda na Kaszebach, 3. Anna Gliszczyńska, Aleksandra Gliszczyńska za Bycio herbu Kasztan. Bycio za oceanem / Betk za wiólgą wódą Książki naukowe i popularnonaukowe oraz słowniki dotyczące kaszub 1 kaszubszczyzny 1. Hanna Obracht-Prondzyńska za Małe miasta pomorskie w procesie metropolizacji, 2. Bożena Ugow-ska za Detal i panoramę - o twórczości kaszubskiej Stanisława Pestki, 2. Michał Hinc za Próbę komunistycznej rewolucji rolnej w powiecie wejherowskim i puckim w latach 1945-1956, 3. Adela Kuik-Kali-nowska za opracowanie Z Austrii na Kaszuby. Korespondencja Ferdinanda Neureitera do literatów i regionalistów kaszubskich, 3. Piotr Abryszeński za Politechnikę Gdańską 1968-1980. Portret społeczno -polityczny, Wyróżnienie: Barbara Kąkol za Kcze-wo. Szkic do dziejów miejscowości do 1989 roku; 1W POSZCZEGÓLNYCH KATEGORIACH: Mirosław Kuklik za Półwysep rybaków. Ludzie oraz półwysep rybaków. Praca; Michał Hinc, Adam Lu-bocki, Mateusz Szuba za Historię Kaszubów na jeden wieczór Przewodniki po Kaszubach i inne publikacje promujące region (w różnych językach) 1. Miłosława Borzyszkowska-Szewczyk i Marta Turska za redakcję książki Wędrówki z Gunterem Grassem. Literacka kartografia miasta. Przewodnik, wyróżnienie: Muzeum - Kaszubski Park Etnograficzny im. Teodory i Izydora Gulgowskich we Wdzydzach za Little worlds Przekłady książek z dowolnej kategorii na kaszubski, a także z kaszubskiego na polski i inne języki 1. Wojciech Myszk za Marija nają Póstrzednicz-ką w drodze do nieba / Maryja naszą Pośredniczką w drodze do nieba - z polskiego na kaszubski, 2. Dariusz Majkowski za Przyrodę na Kaszubach / Roda na Kaszebach - z polskiego na kaszubski, 3. Anna Gliszczyńska za Podania kaszubskie / Kaszeb-scze podania - z kaszubskiego na polski, wyróżnienie: Anna Hebel za Żecejak nudle - z polskiego na kaszubski Przypomnienia i wznowienia Dyplom uznania: Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie za Ó panu Czórlińsczim, co do Pucka pó sece jachół; Region za sześć powieści Jana Piepki: Purtkowe Stegny, Hanesk, Szumiące wrzosy, Dzierzby w głogach, Cisza, Komu przypisano miłość...; Instytut Kaszubski za monografię Jan Bilot. Twórczość kaszubska Edytorstwo Dyplom uznania: Aleksandra Kucharska, Katarzyna Fiszer i Wydawnictwo Bernardinum za Smaki Gdańska Nagroda Dyrektora Biblioteki Miejskiej w Kościerzynie Daria Kaszubowska Pomerania nr 7-8 (577) / Lipiec-Sierpień 2023 11 REKORDOWO FREKWENCJO, A NA BINIE RZĄDZEŁA SANAH Ód 13 lat w Lepińcach pójówiają sa młodi lubótnice spiewanió pó kaszebsku, chterny na binie w tuwóteszi szkole wekónywają rozmajite dokaże przetłómaczone na kaszebsczi jazek. ii kaszubski festiwal ilskich i światowych V PRZEBOJÓW LIPNICA 2023 4^ Latosy Kaszebsczi Festiwal Pólsczich i Swiatowech Hitów beł 26 maja i miół rekordową frekwencja. W piać wiekowech kategoriach zaśpiewało jaż 64 uczastników. - Baro drago beło nama wskazać nólepszich, bó rówizna beła wesokó, ósoblewie w nómłodszi i nó-starszi kategorie - rzekła ób czas pódrechówanió przedniczka karna óbsadzecelów Weronika Kórthals--Tartas. - Nóbarżi zapamiatóm westape dwuch dobiwcz-ków: w kategorii kl. 5-6 - Darii Tebóre, a w karnie uczniów weżispódlecznech szkółów - Natalii Brzo-zowsczi. Wedle mie wszetkó w nich beło belne i do se pasowało: webór dokazu, jego wekónanie i kaszebi- zna. Óglowó wórt pódczorchnąc, że kaszebsczi jazek beł ób czas tego festiwalu baro dobri, co je brzada robotę szkólnech z dzecama, ale też i tłómaczeniów, chterne pózwólałe nie blós óddac tekst spiewe, ale też ji ritm - dodówó jiny z jurorów, Dark Majkówsczi. Natalio Brzozowsko dobeła pierszi plac w swój i kategorii, a do te jesz specjalną nódgroda Przed-niczczi Komisji Óbsadzecelów. - Jeżdżą na kónkurse zrzeszone ze śpiewa ód wiele lat, ale pierszi róz jó wzała udzel w festiwalu, dze je musz śpiewać pó kaszebsku. Donechczós jó beła blós na „Rodny mowie", ale czim jinym je recytacjo, a czim jinym śpiew. Dlóte beła jem mocno ze-stresowónó - pódczorchiwó Natalio, jako je uczenką I Óglowósztółcącegó Liceum w Kóscerznie. Specjalne weprzednienia za tłómaczenia dostele latoś: Iwóna i Wójk Makuratowie, Aleksandra Dza-celskó-Jasnoch i Robert Kloskówsczi. Ten sledny, szkolny kaszebsczegó w Kółczegłowach, przerechto-wół jaż czilenosce przełożenków, bó wiele jego uczniów chcało brac udzel w ti edicje Festiwalu. - Me bele tuwó pierszi róz. Chatnech beło tak wiele, że jó muszół zrobić przezerk w szkole i naja be-nowó komisjo webrała pó trzech nólepszich w kóżdi kategorie - gódó Kloskówsczi. Wikszosc dzecy webrało so spiewe, jacze chce wekónac, a szkolny tłómacził je na kaszebsczi, a tej-sej miast przełożenków robił adaptacje znónech XIII KASZUBSKI FESTIWAL feOLSKICH f ŚWIATOWYCH PRZEBOJÓW Pł^iW,,PN,CA 2023 hśś' \Z w 12 Pomerania nr 7-8 (577) / Lepińc-Zelnik 2023 Muzyka tekstów, wprowadzające do nich dzeleczi kaszebsczi kulturę, a ósoblewie leterature. Wezme na to szteczk spiewóny przez Sanah i Dawida Pódsadło Ostatnia nadzieja, miół w Lepińcach titel Remusowi jiwer i za-czinół sa tak: Miół pod nosa czórny wąs Rozdówół blewiązczi Rozmajite ksążczi Nen błagający zdrok Chcół webawic ja Gnół A wszetkó to co miół To ksążczi i ta kara I prówdzewó wiara Be lecec tam gdze ptóch A słowo tej ji dół Wszetkó to, co móm Wszetkó to, co móm To ta nódzeja, że żece mie pózbieró Dzysójida sóm Dzysó jida sóm Ju nie mda wzerac Złe deche le ostawiać Jó sa zarzekóm, ucekóm Dosc móm namienienió Za czim meslec, czekac I tak sa nick nie zmieni A Marcjanna gódała Óstatnó umieró nódzeja Żele jidze ó repertuar, to latoś ju ód nómłodszich ka-tegóriów góra miałe dokaże spiewóne przez Sanah, to je Zuzana Irena Grabowską, polską spiewócz-ka i skrzepkórka. Nie są to równak usódzczi letcze do wekónanió, dlóte wiele uczastników nie dało so z nima rade. Jiwrów ni miała za to Natalio Brzozowsko, chterna webrała sa frantówka Bójka. - Jó sa dała na śpiewa Sanah, bó lubią ji wekóna-nie wierztów, do jaczich sama rechteje aranżacje. Do te je to dokóz z przesłanim. Ne i jó wiedzała, że nie mda miała jiwru z akómpaniamenta - gódó dobiwcz- ka z kóscersczegó ÓL, chterna przej achała do Lepińc z keyboarda i sama sobie akompaniowała na binie. Natalio doda jesz, że wóżnym argumenta za Bójką beło dló ni to, że rechli ji nie śpiewała i nie znała pó polsku: - Dzaka temu nie mieszałe mie sa słowa w dwuch jazekach. W artisticznym dzelu ób czas latosegó Kaszeb-sczegó Festiwalu Pólsczich i Swiatowech Hitów westąpile uczniowie z Zespołu Szkółów w Lepińcach, a na zakuńczenie Paweł Ruszkówsczi, dobiwca tech miónków sprzed pora lat. W czasu, czej Paweł grół i spiewół, óbsadzecele (ókóma wspómniónech, Weróniczi Kórthals-Tartas i Darka Majkówsczegó, beła w komisji jesz Paulena Kózyczkówskó) długo óbradowele, chcące sprawiedliwie otaksować wszetczich uczastników. Kuńc kuń-ców lesta dobiwców wezdrzi hewó tak: Kategorio spódlecznech szkółów, kl. 0-1: 1. Fausti-na Prądzyńskó ze ZS w Bórowim Młenie, 2. Marta Ceszińskó ze Sp. Sz. w Lubnie, 3. Klara Makurót ze Sp. Sz. nr 4 w Kóscerznie; weprzednienia: Agata Bielicko i Amelio Gawin ze Sp. Sz. w Seleczenie, Lena Bartków ze Sp. Sz. w Kółczegłowach Kategorio spódlecznech szkółów, kl. II-III: 1. Agata Wnuk-Lepińskó ze Sp. Sz. w Stednicach, 2. Maja Zblewskó ze Sp. Sz. w Seleczenie, 3. Hana Kossak Główczewskó ze Sp. Sz. w Szlachecczim Brzeznie; weprzednienia: Jón Maliszewsczi ze ZS w Lepińcach, Małgorzata Jester ze Sp. Sz. w Lubnie Kategorio spódlecznech szkółów, kl. IV-VI: 1. Dario Tebóra ze Sp. Sz. we Wióldżim Pódlesu, 2. Roksana Głodowskó ze ZS w Skórzewie, 3. Zuzana Reszka ze ZS w Lepińcach; weprzednienia: Zofió Białowąs ze ZS w Lepińcach, Nadio Krauze ze ZS w Bórowim Młenie, Agata Półczińskó ze ZS w Lepińcach, Zuzana Kamińskó ze Sp. Sz. w Szlachecczim Brzeznie Kategorio spódlecznech szkółów, kl. VII-VIII: 1. Amelio Werra ze Sp. Sz. w Stednicach, 2. Olga Tomaczkówskó ze Sp. Sz. w Skórzewie, 3. Magdalena Pluto Prondzyńskó i Milena Stanisławskó ze ZS w Lepińcach; weprzednienie: Macej Jester ze ZS w Techómiu Kategorio weżispódlecznech szkółów: 1. Natalio Brzozowsko z I ÓL w Kóscerznie, 2. Lucjo Żabińsko z I ÓL w Kóscerznie, 3. Agata Wan-toch-Rekówskó z Katolecczegó ÓL w Chónicach; weprzednienie: Aniela Makurót i Szczepón Makurót z I ÓL w Kóscerznie Óbsadzecele przeznele też specjalną nódgroda za nólepszą kaszebizna ób czas westapu. Dostele ja Aniela i Szczepón Makuratowie. Órganizatorama Kaszebsczegó Festiwalu Pólsczich i Swiatowech Hitów bele: ZS w Lepińcach, Muzeum Kaszebskó-Pómórsczi Pismienizne i Muzyczi we Wej-rowie, Samorząd Gminę Lepińce i Koło Wiesczich Góspódeniów Lipniczanka. Mediowi patronat nad Fe-stiwala trzimół miesacznik „Pomerania". Red. Pomerania nr 7-8 (577) / Lipiec-Sierpień 2023 13 CZĘSTA KASZEBSCZEGO SŁOWA Nóstarszi kaszebsczi konkurs recytatorsczi „Rodno mowa" ódbeł sa 52. róz. Wióldżi finał tradi-cyjno beł w Sedzbie Gminowegó Óstrzódka Kulturę, Sportu i Rekreacje w Chmielnie, dze óbsa-dzecele 3 czerwińca słechele uczastników, a dzeń późni bele tuwó wracziwóne nódgrode. - }u wicy jak 10 lat jem w komisje óbsadzecelów. Jak co roku je to wiólgó częsta rodny mówe. Baro dzakuja organizatorom za przerechtowanie konkursu, za scenografia, jako je zrzeszono z patrona latosegó roku Tóną Óbrama - gódó Bożena Ugówskó. Wórt dodać, że nad biną ostała rozwieszono wiólgó karta m idze woj nowego Pómórzó i cytat Óbrama: „Nie zdżinieme, czej utrzimóme wszetkó, co naje, i cosme pó najich starkach dostele w sposobie". Óbsadzecele (ókróm Bóżene Ugówsczi bele nima: ks. Jón Perszón, Tomósz Fópka, Karolena Keler i Dark Majkówsczi) pódczorchiwele przede wszet-czim wiólgą robota szkólnech kaszebsczegó jazeka, chterny rechtowele swój ich uczniów w wolnym czasu, słechele jich prób recytacji, szukele pasownech tekstów. Ju pó konkursu dló nich (i dló starszich recytatorów) beło specjalne zeńdzenie, ób czas jaczegó jurorze gódele, na co wórt dac wiksze boczenie, co poprawie w póstapnech latach. A jak so latoś dówele rada recytatorze? - Nóswóbódni recytowele nómłodszi uczastnice. Je to też nóbarżi drago do óbsądzenió kategorio, bó niwizna je baro werównónó. Óglowó chceme pa-miatac, że tuwó są ti nólepszi z nólepszich, co dobele pierszi mól w pówiatowech eliminacjch. Ób czas fi- nału w Chmielnie ju prakticzno nie zdórzó sa jaczes połaszenie. To też swiódczi dobrze ó szkólnech, chterny mają stara ó swoja kaszebizna - uczą sa, jeżdżą na kurse, metodiczne i jazekówe konferencje. To Paweł Wittbrodt Finał 52. 14 Pomerania nr 7-8 (577) / Lepińc-Zelnik 2023 Wedarzenia Kornelio Garstka Michół Móga Marta Lidzbarsko wszetkó je czec ób czas westapów jich uczniów na bi-nie - pódrechówuje Ugówskó. Óbsadzecele pódczorchiwele też, że widzy sa jima coróz czastsze wezweskiwanie utwórstwa dzysdnio-wech pisarzów i poetów. Me jesme ród, że pójówiałe sa też tekste z najegó miesacznika. Wezme na to do-biwczka w kategorii dozdrzeniałech Marta Lidzbar- DOBIWCOWIE 52. EDICJE Przedszkola i kl. o 1. Miłosz Hebel (ZSP nr 1 w Leżenie), 2. Paulena Kupper (Sp. Sz. w Lesech Jamach), 3. Kornel Abramówsczi (Przedszkółowe Óddzele kol Sp. Sz. nr 6 w Kóscerznie); weprzednienia: Zuzana Petk (Przedszkole nr 6 w Labórgu), Stanisłów Żmu-da-Trzebiatowsczi (Sp. Sz. w Szlachecczim Brzez-nie), Pioter Kwaśny (Sp. Sz. nr 6 w Gdinie), Zuzana Cynkel (Sp. Sz. w Starzenie), Melanio Deja (Przedszkole „Wesołe przedszkolaki"), Agata Szreder (Sp. Sz. w Resko wie). Nódgroda przednika chmieleńsczegó partu KPZ dló nómłodszi recytatorczi - Paulena Kupper. Nódgroda Wójta Gminę Chmielno dló nómłodsze-gó recytatora - Stanisłów Żmuda-Trzebiatowsczi. Nódgroda za nólepszą recytacja dokazu Alojza Nógla - Zuzana Petk. Klasę 1-3 spódlecznech szkółów 1. León Makurót (Sp. Sz. nr 4 w Kóscerznie), 2. Magdalena Dunst (Sp. Sz. w Chwaszczenie), 3. Aleksandra Madalińskó (Sp. Sz. w Chłapówie); weprzednienia: Martina Mikuckó (Sp. Sz. Sostrów Zmartwechwstónków we Wejrowie), Aleksandra Hóhn (Sp. Sz. w Swórach), Natalio Lipsko (Sp. Sz. w Nókle). Klasę 4-6 spódlecznech szkółów 1. Nikodem Zinkel (Sp. Sz. w Starzenie), 2. Szemón skó recytowała felieton Óldżi Kuklińsczi Za czim wcyg zaczenac ód nowa? Winszejeme wszetczim laureatom i organizatorom, jaczima bele: GÓKSiR w Chmielnie, chmie-leńsczi part Kaszebskó-Pomorsko Zrzeszenió i Samorząd Gminę Chmielno. Red. Daleczi (ZKiW w Szlachecczi Kamieńce), 3. Liliana Lubeckó (ZSP nr 3 w Kóscerznie); weprzednienia: Amelio Steinka (Sp. Sz. w Miechucenie), Alicjo Kostuch (KPZ part Przewidz), Temóteusz Hóhn (Sp. Sz. w Swórach). Klasę 7-8 spódlecznech szkółów 1. Agata Bószke (Sp. Sz. w Swórzewie), 2. Milena Koska (ZSP w Kaszebsczi Dabnice), 3. Wiktorio Kamińskó (Sp. Sz. nr 4 w Kóscerznie); weprzed-nienie: Weronika Żmuda-Trzebiatowskó (Sp. Sz. w Szlachecczim Brzeznie). Nódgroda za nólepszą interpretacja klasyczny kaszebsczi poezji - Robert Stencel (Sp. Sz. w Trzepowie). Nódgroda za nólepszą recytacja dokazu ó religijny temiznie - Weronika Żmuda-Trzebiatowskó. Weżispódleczne szkołę 1. Kornelio Garstka (I ÓL we Wejrowie), 2. Michół Móga (II ÓL w Chónicach), 3. Wiktorio Cybula (Zrzesz Warkowech i Óglowósztółcącech Szkółów w Kartuzach); weprzednienie: Mateusz Jażdżew-sczi (ÓL w Kóscerznie). Dozdrzeniałi 1. Marta Lidzbarsko, 2. Agneszka Tusk, 3. Paweł Wittbrodt. Nódgroda za nólepszą recytacja dzeleka ksążczi Żece i przigóde Remiisa Aleksandra Majkówscze- gó - Agneszka Tusk. Pomerania nr 7-8 (577) / Lipiec-Sierpień 2023 15 P. Mierzwa KASZEBE W UCZBOWNIKU DO NIEMIECCZEGO JAZEKA Philip Mierzwa ód dzecnech lat je zrzeszony z Kaszebama, chóc wikszosc żecó mieszkół w Niemcach. Dzysdnia robi w edukacjowi wedówiznie Klett Polska. Niedówno dzaka jego starom w nónowszim uczbówniku do uczbe niemiecczegó jazeka z serii Genau! plus pójawiłe sa też materiałe ó Kaszebach. Gódóme z nim ó tim projekce i ó jego rechleszich dzejaniach zrzeszonech z kaszebizną. „Pomerania": Do kogo są czerowóne uczbówniczi Genau! plus? Philip Mierzwa: One są dló młodzezne z bran-żowech szkoło w, liceów i techników, jako uczi sa w Polsce niemiecczegó jazeka. Jak sa tam nalezle Kaszebi i kaszebizna? Me - to je wedówizna Klett - jesme robile aktualizacja slednegó, piątego tomu ti serii i tam je tako jednostka, chterna sa zwie Landeskunde. To je taczi krójoznówczi part, dze są rozmajite teme. W jednym rozdzelu beło cos taczegó, że uczniowie sa uczele, jak opowiadać ó Polsce w niemiecczim jazeku. Jó ódpówiódół za ta publikacja i pómeslół jem, że wórt be beło tu dodać cos ó Kaszebach, bó ten region je wiedno w mójim sercu. Prosył jem autorka tego partu, żebe zrechtowała materiół na tema Kaszebów, a późni jem gó dofulowół i zredagówół. Ksążka trafiła do Ministerstwa Nórodny Edukacji i jem baro ród i buszny, że recenzence dobrze ja przejimnale i ni miele niżódnech zastrzegów. Co konkretno dowiedzą sa ó Kaszebach uczniowie z tego uczbównika? Nen dzel zrzeszony z Kaszebama zaczinó sa ód ópówiódanió dzewczaca, jacze beło na Helsczim Półóstrowie, dze jemu sa widzałe krójmalenczi, kul- l.Sarahs Lieblingsfilm istein polnischer Film. 2.Sarah und ihre Eltern haben Urlaub auf einer Insel gemacht. 3.Die Kaschuben sind eine Volksgruppe in Polen. 4.Alle polnischen Kinder lemen in der Schule Kaschubisch. 5.Die Kaschuben vermitteln ihre Kultur auch in einem Museum. 6. Der Film „Pulp Fiction" wurde mit kaschubischen Untertiteln gezeigt. 2 A Ordne die Titel den Bildern zu. " Przyporządkuj tytuły do zdjęć. Kaschubische Flagge • Hela • Kaschubische Schweiz • Kaschubische Stickerei 16 Pomerania nr 7-8 (577) / Lepińc-Zelnik 2023 Wedowiedzó tura i jazek, jaczegó słechało, badące na pókózku kaszebskójazekówi wersji swojego lubótnegó filmu Pulp fiction. Westrzód zadaniów dló uczniów je midze jinszi-ma dopasowanie titlów do szterzech ódjimków. Na jednym je fana z grifa - jó swiądno webrół taką, bó późni uczniowie mają sznekrowac i dóńc do te, że prówdzewó fana Kaszeb je jinszó - czórno-żółtó. Je też ódjimk z Helu, kaszebsczi wesziwk i Kaszebskó Szwajcario. Młodzezna muszi też przerechtowac plakat abó prezentacja na spódlim wiadłów nalazłech w Interne-ce. Mają sa dowiedzec ó grańcach i stolece Kaszeb, edukacji, muzyce, leteraturze, jestku i wesziwku. Wóżne je też zadanie zrzeszone z przedstawienim statusu kaszebsczegó jazeka. Zanólegało mie, żebe uczniowie wiedzele, że je to jazek chroniony przez prawo pólscze i mi-dzenórodne. Ten uczbównik to nie je Wasza pierszó robota zrzeszono z kaszebizną. Jó pa-miatóm chócle artikle w łu-żicczim pismionie „Rozhlad", jeden nawetka jesme ópisy-wele w „Pomeranie". Czede sa u Was pojawiło to zaczeka wie-nie nają kulturą i jazeka? Mój ójc przecygnął na Kaszebe w 1996 roku - nóprzód do Strze-bielinka, a pótemu do Gniewina. Jak jó do niego przejeżdżół, to miół jem do uczinku z Kaszeba-ma, z kaszebsczim jazeka. Beło to dló mie dosc normalne. Ledze czele sa tam Kaszeba-ma, czuł jem kaszebsczi wkół. Moja cotka gódała, że za dzecka jó użiwół wiele kaszebsczich słów ób czas zabaw z dzecama. To beł ten póczątk. A późni woźnym sztóta bełe slawisticzne sztudia na uniwersytece w Lipsku. Jó je zaczął w 2013 roku. To beła zópadnó slawistika ó profilu polonistycznym a też rusycystika. Me tam miele krajoznówcze zajmę i jesme mógle so webrac tema - je webrół prawie Kaszebe. Opówiódół jó tej ó jazeku, przeniósł jem rozmajite materiałe. To wszetczich zadzewówało, bó jó beł tam jedurnym, chteren miół pó prówdze kontakt z żewim jazeka kaszebsczim. I tak sa za-czała moja przigóda - jó tam óstół taczim znajórza ód kaszebizne - miół jem prezentacje, pisół jem dokaże na tema Kaszeb, westapówół na konferencjach w Niemcach i w Pradze. Licencjacczi dokóz jem napisół ó kaszebsczi juwernoce kol pisarczi Ane Łajming i urodzonego we Gduńsku architekta i żło-biarza żedowsczegó póchódzenió Franka Meislera, autora pomników Kindertranspórtów. On nie beł Kaszebą, ale miół w se jaczis ort kaszebsczi juwer-note. Jó czeja to samo. Jem mocno spartaczony z tim regiona i zanólegó mie na nim. A magistersczi dokóz jó napisół ó standarizacji kaszebsczegó jazeka. Chcą gó czedes przetłómaczec z niemiecczegó, bó meszla, że je wóżny i wórtny. Je wiedzec, że minało ju 5 lat i doszło czile nowech sprów, ale to można dofulo-wac. Jesce też jezdzele na Kaszebe, dze bela leżnose do lepszego póznanió jazeka. W 2017 roku beła wemiana sztuderskó z Kaszebama, órganizowónó przez Kaszebską Jednota, i jó sa na nia zgłosył. To mie wiele pomogło. Późni jem zapitół dr Justine Pómiersczi z Gduńsczegó Uniwersytetu, cze móga przejachac na staż - w óbremim Erasmusa je tako móżlewóta. Ona sa zgódzeła, jó przejachół w 2018 roku i brół jem udzel w zajmach kaszebsczi etnofilo-logii. Dzaka temu naucził jem sa dosc dobrze gadać pó kaszebsku, bó rechli to bełe leno jaczes póje-dinczne słowa, zdania. Wiele dało to, że sztuderowie kórbile midze sobą i ze mną pó kaszebsku -bele tam Gracjón Fópka, Szemón Heland, Agata Grenwald... A jak jesce trafile do łużicczegó „Rozhladu"? Na uniwersytece w Lipsku je jedurny Institut Sorabisticzi w Niemcach i tam jó miół z nima piersze kóntakte. W redakcji wi-dzele też mój niemieckójazekówi articzel w pismionie „Silesia Nova". Jó tam ópublikówół skróconą wersja mojego licen-cjacczegó dokazu. Zabedowele, żebe jó pisół ó tim, co dzysdnia sa dzeje na Kaszebach. To bełe tekste ó kaszebsczi muzyce [Zedne Kaśuby bźez muziki?, „Rozhlad" 2020, nr 2], ó kaszebsczi etnofilologii, czej beł jiwer z tim, cze badze ótemkłi nowi rocznik [Kónc za kaśubsku etnofilologiju?, „Rozhlad" 2018, nr 11], i tekst, jaczi óstół zrecenzowóny w „Pomeranii" - óglowó ó kaszebsczi juwernoce [Wjacore identity pola Kaśubow: Żane Kaśuby bjez Pólskeje a źana Polska bjez Kaśubow, „Rozhlad" 2018, nr 1 ]. Pó skuńczenim sztudiów w 2018 roku jó wejachół na stałe do Pólsczi i muszół jem sa perzna na nowo odnaleźć. Mieszkół jem we Warszawie, czetół jem ó tim, co sa dzejało na Kaszebach, ale beło to mni jak rechli. Ostatno zós wrócóm do kaszebsczich sprów. Tej uczbównik z serii Genau! plus to nie je Wasze sledne słowo? Na gwes nie. Zanólegó mie, żebe pókazewac Kaszebe i kaszebsczi jazek i klarować, że je to cos wórtnegó. Tero wespółdzejóm ze stroną instagramówą „O języku" i rechteja dló nich articzel ó Kaszebach. Oni mają kol 20 tes. óbzerników, tej trafi to do wiele ledzy. Gódół Dark Majkówsczi Carla Tkadlećkova E. Danuta Machowiak (Deutsch im Bewf) Amadeusz Lipczak (Deutschtroining) Nicole Krohn-Nadarzyński (landeskunde) Genau! Język niemiecki dla szkół branżowych, techników i liceów Podręcznik Pomerania nr 7-8 (577) / Lipiec-Sierpień 2023 17 SKROMNY W ŻECYM, WIÓLDŻIW DZEJANIM W Miesczi Bibliotece w Betowie 15 maja Bożena Ugówskó promowała ksążka Detal i panorama - o twórczości kaszubskiej Stanisława Pestki. Powstała na spódlim ji doktoratu. I 1^1 fil - Jak chtos ni mó wolnego czasu, to niech so dołożi robotę. Tak belo i w mójim przetrófku. Czas przeznaczony na pisanie bel wiedno kradli. Doktorsczi dokóz dosc długo jem pisała. Złożeło sa na to i wiele warkówi robotę, i dragótów w żecym priwatnym - ópówiódała autorka promówóny publikacje. Ód zóczątku wiedzała, że chce pisać ó Pestce. - Je dló mie baro wóżną póstacją. Jó chcała sa zmierzec z jego dokazama i kąsk wefulowac luka. Rechli mało chto pisół ó jego poezje - rzekła na spótkanim. Pestka nie napisół wiele wierztów. Ukózałe sa le trze jego póeticcze tomiczi: Południca (1976), Wizre e duche (1986) i Wieczorny widnik (2002). - Nie jidze ó wielena, a ó to, jacze one są. W nich tak pó prówdze kóżde słowo mó swoje ódniesenia. Czim wiacy jó czetała jego dokaże, tim lepi jó je roz-miała - tłómaczeła Ugówskó. Nim zaczała pisać doktorat, poznała sa z Pestką. - Pierszi róz jem gó spotkała w checze Pómórańców w mój ich sztudencczich czasach. Me tam róczele rozmajitech kaszeb-sczich dzejarzów i utwórców. Jednym z nich bel prawie Pestka. Nót je pówiedzec, że Pestka nie rozmiół piakno opowiadać, czarzec słe-chińców. Gódół dosc monotonno, nameszliwół sa nad kóżdim słowa. Ópówiódół ó historie Kaszeb, ó mitach. Me, sztuderowie, pó całim dniu robotę prze checze i wanogów ób czas wieczórnech zeńdzeniów miele leszt na lżesze kórbiónczi. Chtos rzekł nawet-ka, że na co dzysdniowim młodim znac kaszebską archajizna. Pestka sa straszno rozgórził. A beł baro spokojnym człowieka. Pamiatóm, że ódpówiedzół, że ti, chterny nie znają uszłote, nie mdą miele prziń-dnote. Ceskóny badą wiatra jak pich. Ne słowa zrobiłe na mie wióldże wrażenie i jó zaczała gó barżi słechac - wspominała swoje piersze zeńdzenie ze Stanisława Pestką autorka doktoratu ó jego utwórstwie. Późni póspólnech widzeniów a gódków beło wiacy, jaż do wedowiedze, jaką zrobiła z nim do doktoratu. - Raza me bele jurorama we Wielu na turnieju gadeszów. Czasa jó gó późni wiozła do Brus, gdze mieszkała jego mema i sostra. Ób droga dosc teli ópówiódół mie ó se i swójim dzejanim. Jó pómeslała, że muszi to wszetkó zapisać i opublikować. Z tim to równak letko nie beło. Pestka miół ósoblewe stil bece. Wstójół kol dwanó-sti, a nólepi robiło mu sa w noce. Tej nóprzód 18 Pomerania nr 7-8 (577) / Lepińc-Zelnik 2023 Z betowsczich stron me kórbile wieczorama telefóniczno, a późni, czej z leżnosce stanu zdrowió coróz górzi sa czuł, jó mu przerechtowiwa pitania na kórtkach, a ón mie na nie ódpisywół - ópówiódała Ugówskó. - Baro sa z ti wedowiedze cesza. Pestka nie dopuszczół do swojego świata wnet nikogo z butna. Mało ó se gódół. A tede ópówiedzół ó rzeczach, jacze chudzy nigdze nie óstałe zapisóne. Jednym z pitaniów, jacze Ugówskó zadała Pestce, beło to ó mało żeczne przejace jego póeticczich do-kazów: Czemu nie promówół swójich tomików i nie próbówół ódpówiedzec na obwinę? Kó wetikale mu słowiarstwó, użiwanie neologizmów, historizm, ódnie-senia do mitologie, jacze mało chto rozmieje. - Rzekł mie, że wedle niego to nie beło brekówne. Jeżle chtos poezje nie rozmieje, to żódne tłómaczenia nick nie dadzą, a jeżle ja zrozmiół, to nick tłómaczec ni muszi. Gódół, że nie pisze dló wszetczich, ni muszi bec bez wszetczich zrozmiałi. Jeżle mdze jeden człowiek abó dwóje ledzy, chterny zrozmieją, co pisze, to jemu to sygnie - wspominała na promocje Bożena Ugówskó. Ópówiedzała i ó jego gazetniczi robóce. Ó tim, że jak w żecym mało gódół i cażkó beło z niego cos wecy-gnąc, tak w pisanim nie dół tego poznać. - Jego dokaże tikałe sprów pómórsczich i kaszeb-sczich. Późni, czej robił w Wójewódzczim Dodomie Kulturę we Gduńsku, to czascy pisół wedowiedze z le-dzama, jaczi zajimele sa kulturą. Z leżnote warku Stanisłów Pestka jezdzył do do-domów kulturę na całech Kaszebach. Ó nich pisół w swójich dzennikach. Jak gódała w Betowie Ugówskó: - Jedne chwólił, jinsze pónekiwół do robotę. Pisół z miona, nózweska, gdze beło dobrze, a gdze lechó, a ledze nick nie robile. Dzaka nym wejazdóm i kontrolom Pestka dowia-diwół sa ó rozmajitech pisarzach, żłobiarzach, dzeja-rzach. I jak rzekła autorka promówóny ksążczi ó nim: - Rozmiół snóżo namalować słowa pórtrete nech ledzy prze jich robóce, z jich charaktera i utwórczą pasją. Stanisłów Pestka potrafił i ostro pisać ó niejednech sprawach. Autorka doktoratu ó jego utwórstwie tak ó tim ópówiódała w betowsczi bibliotece: - Tacze felietóne nóczascy pódpisywół Kreban z Milachówa. Przebócziwóm so jeden z nich. To beło w czasu, czede Kócewióce zarzucele KPZ, że promuje leno swójich, a jich zaniedbuje. Pestka na to prosto napisół, że niech sa wezną do robotę, a nie leno gó-dają. Jak mdą robile teli, co Kaszebi, bohaterowie jego artiklów, to ón ó nich też napisze. Tacze rzecze pisół w letko satiricznech felietonach. Stanisłów Pestka dwa raze beł przędnym redaktora cządnika „Pomerania". - Trzeba pamiatac, że w czasach kómunisticz-nech to nie beło tak, że kóżden mógł wedawac gazeta. Nóprzód muszół sa westarac ó papiór. A pó prówdze to gó weżorgac. Baro czasto tim, chternegó w ti sprawie wesyłele, beł Pestka. Meszla, że dostówół gó bez swój mirny charakter. Nie reagówół na zaczepczi, wiedno wesłechół tego, co mu klarowele, a tej spokojno rzekł swoje. Pestka pówtórzół, że ón dló Kaszeb je w sztadze wszetkó zniesc, wesłechac. Późni puscy to bóka i mdze dali gódół i robił swoje - tłómaczeła Bożena Ugówskó. Na promocje ji ksążczi nie zafelało pitania ó mi-łota Stanisława Pestczi do psów: Bómbe i Krasczi. Tak ó nich ópówiódała: - Bómba wspóminóm jesz z czasów pierszich tur-nierów gadeszów, czej ósta jem przeróczonó do robotę w komisje. Pestka za baro sa nie przejimół jaczimas kónwenansama. Bómba beł jego drecha w rezach. Czej ódwiedzół Wiele, prócownice miele ju dló tósza przerechtowóne miska z wódą i jestku. A Bómba jak-be nigde nick szedł na nen plac, za kotara, i tam se-dzół. Czej chcół welezc buten, to szedł, a tej spokojno wrócół. Zweczajny tósz, nie żóden rasowi, ale jem dbe, że czasa rozmiół Pestka lepi niżle niejeden człowiek. Żle jidze ó Kraska, to wiedno gódół, że nen sóm gó nalózł. Pestka lubił dłudże szpacere. Webrół sa róz z Zaspę, gdze mieszkół, do sedzbe Kaszebskó-Pómórscze-gó Zrzeszenió. Czej wrócół, a szedł piechti, przeczepił sa do niego jaczis tósz. Beło to ju pó smierce Bómbe, a wasta Stanisłów też miół ju swoje lata, i za baro nie chcół nowego zwierza. Specjalno chódzył midze bu-dinkama, bócznyma ulecama. Tósz sa równak nie dół weprowadzec w póle. Ne i tak ju óstół. Kraska umarła, czej Pestka beł w Americe. Wiadło dała mu sostra, u jaczi tósz w tim czasu beł pod opieką. Uchówół sa baro wzreszający lest do ni, w jaczim Stanisłów dzaku-je sostrze za opieka nad Kraską. Wspominające człowieka, ó jaczegó dokazach napisała doktorat, Ugówskó czile słów rzekła m.jin. ó jego skrómnosce: - Za wiele w żecym nie brekówół. Je taczi wspómink jego sena, jaczi w młodech latach przejeż-dżół do Gduńska i tej czasa nocowół u ojca. Pestka w tim czasu mieszkół sóm w wenajimónym mieszka-nim. Ni miół tam prakticzno żódnech statków. Cos ce-płegó jódł w miesce, a że baro lubił wadzone rebe, to je nóczascy miół u se doma. Jedle je tej na gazece, jaką sa pótemu werzucało do smiecy. Syn, Dark, scwierdzył, że miało to swoje dobre stronę, bó ni muszół ómewac. Jak gódała autorka, Pestka je wcyg osobą, jaką mu-szime ódkrec. - Mało kogo z butna dopuszcziwół do se, beł baro zamkłi. Jó w swóji ksążce pókózała leno dzelek jego żecegó i dzejanió. Wiele ó nim może weczetac z jego poezje. Je tako wierzta „Do senecznika". Meszla, że można ja szerzi interpretować, nie leno rodzeznowó. Dló mie to przesłanie, jacze Stanisłów Pestka óstawił nama wszetczima. Żebe me nie zabóczele ó korzeniach, ó tim, skądka jesme, ó ledzach, chterny przed nama miele stara ó tradicja, jazek. To je bogactwo strón, w jaczich żejeme, i naju samech. W se móme pierwióstk wszetczich pókóleniów, jacze chudzy bełe przed nama, i ten muszime przekazać dali - rzekła na zakuńczenie promocyjnego pótkanió Bożena Ugówskó. Łukósz Zołtkówsczi Pomerania nr 7-8 (577) / Lipiec-Sierpień 2023 19 Antoni Abraham. Grafika Ryszarda Stryjca ze zbiorów prof. Józefa Borzyszkowskiego 0 BIOGRAFISTACH STOLEMNEGO ANTONIEGO ABRAHAMA (1869-1923) W Wyższej Szkole Administracji i Biznesu w Gdyni odbyło się sympozjum pt. „Lekcja z Antonim Abrahamem". Organizatorami wydarzenia były Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie, Gdyński Ośrodek Doskonalenia Nauczycieli oraz WSAiB, a jednym z prelegentów prof. Józef Borzyszkowski, którego referat publikujemy. Trwa już piąty miesiąc A.D. 2023 - Roku Antoniego Abrahama, któremu chyba my pierwsi poświęcamy osobną konferencję, sympozjum. Niemniej trzeba pamiętać, że jego sylwetkę, życie i dokonania - poza biografami, o których za chwilę - prezentowano w referatach na niejednej konferencji czy też osobnej uroczystości rocznicowej lub pomnikowej. Sądzę, że nie zgrzeszę, mówiąc, iż Antoni Abraham, nazywany królem polskim lub królem kaszubskim, a przez Tadeusza Bolduana spopularyzowany jako apostoł narodowej sprawy, jak nikt inny z grona najwybitniejszych Kaszubów został wpisany w nasze i przede wszystkim polskie dzieje nad Bałtykiem; niemal tradycyjnie przywoływany z okazji rocznicy symbolicznych zaślubin Polski z morzem. Żaden z wielkich synów Kaszub, a tym bardziej kaszubskiej Nordy, nie zyskał ze strony mu współczesnych i potomnych tylu wyrazów uznania i pamięci, które można sprowadzić do stwierdzenia, że jest on dzięki nim obecny wśród nas nie tylko jako postać historyczna, ale i mitycz- na! On jeden spośród Kaszubów patronuje znaczącej w społeczności zrzeszonej nagrodzie, jaką jest Srebrna Tabakiera Antoniego Abrahama! On jeden doczekał się aż czterech autorskich opracowań biograficznych w postaci samodzielnych druków, czego nie zaznali tacy koryfeusze sprawy kaszubskiej, jak Aleksander Majkowski, Jan Karnowski i inni! Stąd też, w sytuacji, kiedy z wyjątkowym natężeniem czcimy i przypominamy tego stolema polskiej sprawy narodowej na Kaszubach, przy prezentacji najnowszej jego biografii pióra poseł Teresy Hoppe, dzięki której m.in. stanął jego wielki pomnik na placu Kaszubskim w Gdyni, chcę przypomnieć, zwrócić Państwa uwagę na sylwetki wcześniejszych biografi-stów A. Abrahama; nie mniej, a może też skądinąd mniej lub więcej zasłużonych dla świętej ziemi ka-szubsko-pomorskiej i samej kaszubszczyzny. Jak Państwo się domyślają, idzie mi o przypomnienie takich postaci, jak dr Władysław Pniewski (1893-1940) i red. Tadeusz Bolduan (1930-2005), 20 Pomerania nr 7-8 (577) / Lepińc-Zelnik 2023 Rok Antoniego Abrahama 1 Abrahama Kaszubi nazywali także królem polskim. Również Niemcy przezywali go Polnischer Kónig. a także przywołanie żyjącego wśród nas prof. kapitana ż.w. Daniela Dudy... i oczywiście poseł Teresy Hoppe. Sylwetki - biogramy Władysława Pniewskiego i Tadeusza Bolduana i bohatera naszego sympozjum znalazły się m.in. na kartach Słownika biograficznego Pomorza Nadwiślańskiego. Obaj pierwsi biografiści zasłużyli na opinię wyjątkowo zasłużonych dla Kaszub, Gdańska i Pomorza postaci! Szczególne zasługi dla poznania i udokumentowania życia i dokonań Antoniego Abrahama przypisać trzeba Władysławowi Pniewskiemu, pionierowi na drodze badań i promocji tego króla Kaszubów. Pamiętamy go jako profesora Gimnazjum Polskiego Macierzy Szkolnej w Gdańsku, zarazem językoznawcę i historyka literatury, badacza kaszubszczyzny. Pochodził z Wielkopolski, syn szewca, filomata; studiował filozofię i teologię na Uniwersytecie Jagiellońskim, filozofię we Wrocławiu i filologię na Uniwersytecie Poznańskim. W 1925 r. otrzymał dyplom dra filozofii i pełne kwalifikacje nauczyciela szkół średnich, łącznie z tytułem profesora... Od 1924 r. pracował - uczył języka polskiego w Gdańsku, obok gimnazjum - także w Polskich Szkołach Handlowych. Napisano o nim, że był człowiekiem niezwykle pracowitym w działalności pedagogicznej, naukowej i społecznej. Z jego publikacji, najważniejszych w dziejach literatury i kultury Kaszubów, polecam Państwu obok „Gryfa" (IV seria) trzy jego monografie, można rzec pionierskie: - Przegląd literatury kaszubskiej, Gdańsk 1929 (nadb. z R.G., t. II i III za lata 1928 i 1929); - antologię Morze polskie i Pomorze w pieśni. Zebrał, ułożył oraz słowem wstępnym i objaśnieniami zaopatrzył dr Władysław Pniewski, staraniem i nakładem TPNiSz w Gdańsku, Gdańsk 1931 - z drzeworytami i okładką Stanisława Brzęczkowskiego (o którym też warto tu nad morzem częściej pamiętać). Już tu można przypomnieć, że Brzęczkowski należał do najbliższych współpracowników Pniewskiego jako redaktora najciekawszej może - nie tylko od strony graficznej - IV serii „Gryfa" (wraz z „Gryfem Kaszubskim") z lat 1931-1934, wspieranego m.in. przez Jana Karnowskiego, - publikację Krzysztof Celestyn Mrongowiusz 1764-1855. Księga pamiątkowa, pod red. Władysława Pniewskiego, wyd. TPNiSz, Gdańsk 1933. W ich kontekście trzeba widzieć broszurową biografię Antoni Abraham (1869-1923). Wielki patriota z ludu kaszubskiego. Życie i zasługi w dziele dostępu Polski do morza i uświadomienia narodowego ludu kaszubskiego, Warszawa 1936. Nakładem Polskiego Związku Zachodniego. Polecam! Bez wątpienia Pniewski w swym zamiłowaniu do morza, Kaszubów i kaszubszczyzny, idealizując bohatera, stworzył mocne fundamenty pod jego historio-graficzną i mityczną biografię. Charakteryzując jego postać i zasługi - niejako w podsumowaniu - m.in. stwierdził (cytując nierozpoznanego Starego Michała z Obczyzny do „Gazety Gdańskiej" w 1913 r.): Widziałem go już na własne oczy. W teraźniejszych ciężkich czasach jest on największym działaczem na niwie narodowej na Kaszubach. Jest to chłop mocny i silny, do 2 metrów wysoki, dłoń majak lew, plecy jak niedźwiedź, a głos piorunujący! Zaś tabakierka jego jest tak wielka, że tabaka z niej starczyłaby dla nas na cały rok. Na głowie ma polską czapkę (maciejówkę) i kij dębowy jak drąg. Wędrując po naszych kaszubskich okolicach, agituje, naucza, pisze i rozdaje „Gazetę Gdańską" i książki. A wszędzie, gdzie przyjdzie, jest jak w domu, każdy go lubi, każdy rad słucha i chętnie go widzi (dz. cyt., s. 33). Dalej czytamy: Kochał swój szczep, ale z myślą o całej ojczyźnie. Nie uznawał t. zw. dzielnicowości, zwalczał ją stanowczo, żądał jednak sprawiedliwego i równego traktowania swych ziomków najbliższych z wszystkimi Polakami. Zwalczał też wszystkich szkodników społecznych i narodowych. Z tych samych przyczyn nie czuł sympatii do ludu mojżeszowego [...]. Walczył całe życie z Niemcami, wrogami polskości, ale nie był szowinistą [...]. Był z przekonania demokratą, bo jakże inaczej, ale zwalczał wszelkiego rodzaju walkę klasową, dla prawdziwej inteligencji zaś był pełen uszanowania. Żałował tylko, że sam jest niewykształconym prostakiem. Z miłością Ojczyzny związana była w nim ściśle wiara katolicka, wiara żywa, wyznawana nie tyle ce-remonjałem, ile uczynkami. „Pluskiew" kościelnych nie cierpiał. [...] Abrahama jeszcze za życia nazywano „królem" Kaszubów1. I rzeczywiście, był on, może nie królem, ale Pomerania nr 7-8 (577) / Lipiec-Sierpień 2^23 21 Rok Antoniego Abrahama prawdziwym hetmanem Kaszubów, w dodatku hetmanem zwycięskim. Jemu zawdzięczamy głównie, że nad Bałtykiem rozbrzmiewał mimo groźnego ucisku pruskiego język polski i język kaszubski. On to wygrał walnę bitwę z Bismarckiem, Gossle-rem, Jagowem, Winterem i całym legjonem germańskim na Kaszubach północnych o polskość ludu kaszubskiego. On to stoczył w r. 1919 drugą zwycięską walnę rozprawę pod Paryżem z Lloyd Georgem o przyłęczenie ziemi pomorskiej do Polski. On to wreszcie w kraju ubiegał się o port gdyński - i port ten stanęł u stóp śmiertelnych szczętków na Oksywiu" (dz. cyt., s. 34-36). W „dopełnieniu", swoistym posłowiu, Władysław Pniewski stwierdził: Antoni Abraham był przywódcę ludu kaszubskiego na wybrzeżu, skromnym ale dzielnym, wielkim i zwycięskim. Nie był jednak przywódcę, ani działaczem jedynym. Obok niego i razem z nim działali w drugiej połowie XIX i na początku XX wieku inni patrjoci kaszubscy, jak Józef Czyżewski z Gdańska, również nazywany królem kaszubskim, który Abrahamowi w pracy narodowej wzorem był i nauczycielem; Pokorniewski i Szulc z Gdańska, Tomasz Rogala z Kościerzyny, Antoni Miotk z Pucka, Klebba z Kosakowa i wielu, wielu innych, nie mówięc na tem miejscu wcale o przywódcach i społecznikach z inteligencji (tamże, s. 37). Jedynie Antoni Miotk i Józef Klebba doczekali się podobnych biografii jak Antoni Abraham. Miotk za sprawą rodziny; Klebba dzięki Tadeuszowi Krzysztofowi z Rewy... Jak wiemy, Pniewski zginął w Stuttho-fie - rozstrzelany wraz z innymi działaczami polskimi w marcu 1940 roku. Ekshumowane w grudniu 1946 r. jego prochy spoczęły na cmentarzu Zasłużonych na Zaspie! Kto z nas pamięta o jego grobie? Siłą rzeczy do opracowania Władysława Pniew-skiego sięgać musieli, czerpiąc zeń obficie, kolejni biografiści Abrahama. W tym gronie nie śmiem szerzej przypominać postaci red. Tadeusza Bolduana, głównego twórcy niepowtarzalnego czasopisma „Ka-szebe", współtwórcy ZKP, autora monografii Nie dali się złamać. Spojrzenie na ruch kaszubski 1939-1995, Gdańsk 1996. Jego, jak sam napisał, popularna praca o Abrahamie Apostoł narodowej sprawy, wydana w 1970 i 1974 r., szybko została wyczerpana. Stąd poproszono go o wydanie III. Wybrał poszerzone wydanie, uwzględniajęce sytuację, w jakiej żył i działał na rzecz odrodzenia państwa polskiego wybitny na Kaszubach agitator! Wybrał wersję poszerzoną, choć niewiele przybyło nowych materiałów źródłowych. Podstawę pozostaję nadal prasa oraz relacje ustne, a zatem źródła najmniej wiarygodne, wymagające na dobrą sprawę konfrontacji ze źródłami pisanymi, których jednak prawie nie ma. Zastanawiające, że człowiek wszechobecny na Kaszubach pozostawił po sobie niewiele trwałych k A Dr Władysław Pniewski (1893-1940) śladów dla przyszłych biografów. To, co o nim pisano za jego życia, było mieszaniną prawdy i fikcji (dz. cyt., s. 5). Polecam wnikliwą lekturę wstępu i opowieści T. Bolduana o A. Abrahamie, krytycznego wobec legendarnego obramowania, jakim ozdobił ją Pniewski. Bolduan postuluje: Dopiero rzetelna biografia o charakterze naukowym, której z pewnością doczekamy się w przyszłości, ukaże sylwetkę Abrahama w pełnym wymiarze na szerokim tle epoki, w jakiej wypadło mu trudzić się dla ojczyzny. Czas dopisuje do życiorysów legendę i nieustannie ją upiększa, ale czas oczyszcza również życiorysy z legendy lub oddzielają od prawdy, prawda bowiem pozostaje wartością nadrzędną, zatem dążenie do jej ustalenia jest obowiązkiem każdego z nas! (dz. cyt., s. 6). Można by powiedzieć, że powyższe refleksje nieobce są kolejnym biografistom Antoniego Abrahama! Wolność słowa jeszcze tu nie zginęła, póki my żyjemy! Oboje - zarówno prof. zw. kpt. ż.w. Daniel Duda, autor broszury Antoni Abraham. Kaszubski Król, Puck 2017, wydanej w 97. rocznicę Zaślubin Polski z Morzem w Pucku, a tym bardziej poseł Teresa Hop-pe, autorka najnowszej biografii - nie powiedzieli, jak sądzę, ostatniego zdania, z którego część najnowsza pani Teresy zapewne tu dziś padnie. Tadeusz Bolduan w swojej opowieści przytoczył wiersz Andrzeja Wachowiaka, działacza Polskiego Związku Zachodniego w Gdyni, napisany w 10. rocznicę śmierci „mocarza znad Bałtyku", w którym autor może nieporadnie, ale szczerze zrymował w balladzie główny wątek legendy jego życia... Daniel Duda przytoczył go również, ale jako Hymn Szkoły Podstawowej im. A. Abrahama w Poł- 22 Pomerania nr 7-8 (577) / Lepińc-Zelnik 2023 Rok Antoniego Abrahama czynie, napisany niby na uroczystość w 2007 r. wręczenia tej szkole sztandaru... Zanim go przytoczę, trzeba przywołać Tadeusza Korthalsa, który do słów Wachowiaka skomponował melodię Hymnu Szkoły Podstawowej im. A. Abrahama w Połczynie. Tadeusz Bolduan na koniec rozdziału Ostatnia droga napisał: Wątek wersalski zdominował legendę o życiu i pracy „Antka znad Bałtyku", legendę, która dziesięć lat po śmierci Abrahama była już mocno osadzona w świadomości społeczeństwa polskiego, tego na Pomorzu i tego w głębi kraju, które interesowało się losami ziem nadmorskich. W opinii Kaszubów Abraham utrwalił się jako Stołem - przykład potęgi ducha, wzór poświęcenia dla ojczyzny w najtrudniejszych dla niej czasach. I takim wciąż pozostaje, chociaż historia zapisała po nim już wiele innych bohaterów godnych najwyższego szacunku w naszej pamięci (dz. cyt., s. 89). Polecając obie biografie naszego stolema - Pniew-skiego i zwłaszcza Bolduana, z jego myślą skierowaną pod adresem przyszłego autora biografii naukowej -mamy dziś szansę bliższego zapoznania się z trudami na tej drodze i portretem Abrahama zawartym w najobszerniejszym dotąd poświęconym mu i pięknie wydanym dziele Teresy Hoppe, zatytułowanym Antoni Abraham (1869-1923). Zarys biografii, wydanym przez ZKP, Gdańsk 2022. W tym zarysie obok biografii równie bogata jest cz. II Upamiętnienie postaci Antoniego Abrahama, którą w kolejnym wydaniu wzbogaci zapewne informacja o dzisiejszym sympozjum. Jest tam też m.in., obok omówienia publikacji Pniewskiego, Bolduana i Dudy, ballada Andrzeja Wachowiaka, którą chciałbym zamknąć moje refleksje... (Pani Teresa przytoczyła równie cenny wiersz L. Rop-pla.) Kończąc, wyrażam nadzieję, że z czasem wśród twórczej dziś młodzieży kaszubskiej znajdzie się ktoś, kto przestudiuje dokładnie prasę - choćby „Gazetę Gdańską" i „Pielgrzyma", a i „Gazetę Grudziądzką" - i wynotuje to, co napisano tam o Antonim Abrahamie, jak i równie skrupulatnie przestudiuje akta archiwalne, niestety, głównie pisane gotisch schriftem - po niemiecku, ale także historiografię... Kolejnym moim marzeniem jest upamiętnienie także owych pierwszych biografistów Abrahama - stolemów w każdym calu: Władysława Pniewskiego i Tadeusza Bolduana, których obecność i nieobecność wśród nas dziś odczuwam niemal na co dzień. Na rzetelny szkic biograficzny zasługuje też ks. Teofil Bączkowski (1838-1924) - proboszcz mechowski w latach 1872-1901! Potem emeryt. Warto wyjaśnić, z jakich powodów... A oto ballada A. Wachowiaka: Kiedy radzono po wojnie nad światem, Kiedy nad Polską radzili w Wersalu, Ktoś do podwoi zamczyska zapukał, Stanął przed Radą, Polak w każdym calu. Zdumieni patrzą po sobie Francuzi, Amerykanie, Anglicy, wodzowie I pytające wlepili weń oczy: Co też ten Polak nam powie? A on skłoniwszy się Radzie powiedział: Przepraszam, że wejść się nie waham, Przychodzę tutaj od braci Kaszubów, A imię moje Antoni Abraham. Idę od morza słynnego z bursztynów, Kędy władali lechiccy królowie, Kędy krew naszą toczyli Krzyżacy, Kędy lud wierny gnębią Germanowie. Idę, by w polskiej mej rodzinnej mowie Światu powiedzieć o krzywdzie Kaszubów, Którzy z Polonią przysięgli żyć razem I którzy nigdy nie łamią swych ślubów. Przy Matce-Polsce biją serca nasze, Z Macierzą naszą chcemy być złączeni, Bo być nie może Kaszubów bez Polski Ani bez Kaszub naszej polskiej ziemi. Z Polską żyjemy, bez Polski giniemy, Nie damy sobie wydrzeć naszej chluby, Bośmy Polacy, bo tylko przy Polsce Nigdy do zguby nie przyjdą Kaszuby. Gdy tak powiedział i wąsa poprawił, Poszum się zrobił na wersalskiej sali: Obcy po sobie patrzeli zdumieni A Paderewski i Dmowski płakali. I otoczyli Abrahama kołem, Ściskali jego spracowane dłonie I podziwiali to serce gorące, Które miłością do Ojczyzny płonie. Takim to cudem polskie orły białe, Jako ziem polskich prawdziwe dziedzice, Objęły władztwo nad modrym Bałtykiem I osłoniły kaszubskie ziemice. I lud kaszubski, a z nim Polska cała Czci Abrahama jako bohatera, Jak czci żołnierza, co dla Polski żyje, I gdy potrzeba, za Polskę umiera. Cześć Ci pośmiertna, wielki Abrahamie! Cześć Ci od Kaszub po srebrne Tatr szczyty, Cześć Ci i sława za wolność Kaszubów! Cześć Ci za Bałtyk Ojczyźnie zdobyty!". józef borzyszkowski Pomerania nr 7-8 (577) / Lipiec-Sierpień 2023 23 Cierpię, ów wspomniawszy czas Złe, strzeliste, leśne hale Wraca strach, co rzekł już pas Śmierci szpon, co był o cale Więc dla dobra, które przyniósł Las opiszę, nie łżąc wcale. Walter Moers, Wielki Las NAS RĄBIĄ Operator harwestera, kończąc drugie śniadanie, głęboko westchnął: „Jo, wej". Po chwili zapadł w drzemkę pod rozłożystym dębem. Korona tego sędziwego okazu emanowała aurą, niejako przemawiała do zakamarków podświadomości śpiącego. W Borach Tucholskich jest miejsce - malowniczy leśny parów - utrzymywane w tajemnicy przed osobnikami ludzkimi, gdzie system informacyjny przekazuje coraz bardziej przygnębiające sygnały z całej Polski. Najnowszy brzmiał: „Naszych mordują!". Ludzkość to jednak potęga niszczenia. Czemuż rżną te drzewa dostałe? Nie dość im sosen rzędowo sadzonych w obrębach leśnych, nie dość szybko rosnących topoli na gruntach uprawnych? Nie dość! Nie dosyć im genetycznych mutantów do wielokrotnego cięcia? O, czemuż nie dają spokoju leśnym weteranom? Wszak puszcza to nie działka uprawna! Wszystkożer-ny przemysł wchłania naszych puszczańskich braci, dziewiczych, swojskich. Oprawcy podnoszą siekiery na dąbrowy w matuzalowym wieku. Trwożne olaboga rozlega się we wszystkich zakątkach kraju. Głosy rozpaczy biegną po łączach międzykorzennych od bukowo-jodłowo-jaworowo-grabowych starodrzewów Puszczy Karpackiej po przedzieloną murem Puszczę Białowieską, od uratowanych lasów Gór Izerskich po Puszczę Notecką: „Nas wycinają, nas wyrąbują, las tną, aż wióry lecą!". Szpaler Wielkich Koron, któremu podlega wspomniany system informacyjny, od lat debatuje, jak powstrzymać ten żarłoczny proceder. Tu, w głębokim jarze, zgromadzono omszałe sploty korzenne, aby w dwójnasób wykorzystać wiedzę staruszków. Otóż to rzecz ważna, żeby nie pozostawać biernym, by wiedzy wielowiekowej pod korcem nie trzymać. Obowiązkiem naszym jest gruszek w popiele nie zasypiać. Pobudka. Plan jest taki, aby wśród ludzi znaleźć tych, którzy nas poprą. Trzeba przekonać ludzkość, żeby powstrzymała globalne zmiany klimatu. Niech się wycofa z maniakalnego betonowania przestrzeni. Niech zmieni metody przemieszczania się, wstrzyma loty ponad chmurami, zaprzestanie produkcji oceanu plastikowych śmieci i masowej hodowli zwierząt. Niech się zmityguje i ograniczy emisję gazów cieplarnianych. Wtedy powrócą wiekowe puszcze, skupiska stanowią- 1 Peter Wohlleben, Sekretne życie drzew, Kraków 2016. ce gęstwę chroniącą glebę i wodę, może znowu będzie się dało odetchnąć normalnym, świeżym powietrzem. Aby wyłonić ekipę dywersantów do realizacji powyższych zamierzeń, Szpaler Koron powołał Siatkę Wywiadowczą. Zaangażowano do niej najbardziej dynamicznych przedstawicieli kolczastej robinii, oznaczonej już przez starego Linneusza jako Robi-nia pseudoacacia, a przez tutejszych Ziemian zwanej grochodrzewem, potocznie akacją. Robinia to wszak gatunek inwazyjny, rozprzestrzenia się błyskawicznie. Polecenie Wielkich Koron było jednoznaczne: należy rozesłać instrukcje po kraju - niech wywiadowcy wyszukują osoby podatne na perswazję. Powinny one lubić wędrówki po ostępach leśnych i odpoczynek nad wodą wśród trzcin i oczeretów, wśród drzew poszumu. Jeśli już muszą pływać, to kajakiem po meandrujących rzekach, jeśli latać, to po cichu, na skrzydłach paralotni, unosząc się w termicznych kominach. Służby specjalne mają nauczyć swoich przedstawicieli inwigilacji spodziewanych sojuszników i przechwytywania danych. Przed nami gąszcz roboty. Złożony system leśnej komunikacji nie polega tylko na przekazywaniu feromonów drogą powietrzną, wiadomości wysyłane są także przez korzenie, które łączą w sieć wszystkich sąsiadów. Wędrują drogą zarówno chemiczną, jak i elektryczną, i to z prędkością centymetra na sekundę. Korzenie sięgają daleko, nawet na odległość dwóch średnic korony drzewa. Podziemne odnogi sąsiadów krzyżują się, poprzez zrosty umożliwiają przekaz danych. Gdy brakuje powiązań korzeni, wspomagają je grzyby transmitujące sygnały chemiczne. Grzyby opanowały tę technikę już miliony lat temu. Cienkie strzępki plechy przenikają glebę i oplatają ją bardzo gęstą siatką. Naparstek takiej gleby może zawierać kilka kilometrów strzępków grzyba. Całe lasy oplecione są taką siecią niczym podziemną pajęczyną1. Tam, pod ziemią, trwa nieustanny dialog ich mieszkańców. Fale dźwiękowe generują inne, magnetyczne. Te z kolei, przekształcane w elektromagnetyczne, mogą być transmitowane na znaczne 24 Pomerania nr 7-8 (577) / Lepińc-Zelnik 2023 Przyroda odległości. Tak skompresowane informacje trafiają do stacji przekaźnikowych i docierają do centrów przetwarzania. Dzięki obróbce cyfrowej wiadomości stają się zrozumiałe dla Szpaleru Koron. On podejmuje decyzje, co z tą wiedzą zrobić. Rozwój komunikacji cyfrowej ludzi, którym przyszło wśród nas żyć, nam też ułatwia porozumiewanie się, bo ich zakopane w ziemi światłowody przeplatają się z korzeniami. Wystarczy, że zdrewniałe wypustki agenta oplotą kabel przesyłający informacje, a utworzona w ten sposób cewka przechwyci wiadomości od człowieka. Nasi informatycy opracowali algorytmy błyskawicznie analizujące zakodowane komunikaty. Zadaniem wyszkolonych agentów terenowych jest zebranie jak największej liczby danych źródłowych. Wpięci do linii przesyłowych, bez przerwy nasłuchują, czatują na nowinki mogące zainteresować centralę. Oto sygnał wyłowiony niedawno przez tajnego agenta o kryptonimie TK21, rosnącego u stóp Łysicy w Puszczy Jodłowej. Ludzki komunikat przetłumaczony na nasz język brzmiał: „To takie proste, naturalne, właściwe i potrzebne być starym, umierającym drzewem - być tym, co nigdy nie umiera, lecz przyobleka się jedynie w inne, niezliczone i zachwycające formy życia"2. Ależ piękne epitafium dla kończących życie staruszków. W wilgotnym powietrzu, wśród młodszych następców, być powalonym na zawsze w miejscu, gdzie się wyrosło. Stanowić pożywienie dla mchów, porostów, paproci. Być domem dla owadów, osłoną dla płazów, wtapiać się stopniowo w glebę, użyźniać ją. Jak słodko być kłodą - piastunką siewek. Odrodzić się w nowych drzewach. Trzeba odnaleźć nadawcę tej wypowiedzi. Odpowiednie dyrektywy zostały wysłane do sieci robinii w całym kraju. Po pewnym czasie inwigilator zakorzeniony przy magistrali światłowodowej na skraju Borów Tucholskich, oznaczony symbolem CSW23, przejął intrygującą wiadomość. Udało się ustalić, że pochodzi od promieniującej dobrem dziewczyny, autorki tekstu na konkurs literacki. Szpaler uznał, iż trafia się wspaniała okazja, by przekazać swoje idee młodym, wchodzącym w życie osobnikom ludzkim. Może to pokolenie odstąpi od zapędów zabójczych dla planety? Na pospiesznie zorganizowanej naradzie postanowiono zamienić tekst początkującej literatki na manifest napisany w stylu należącej do pokolenia jej prababci pisarki, która sławiła piękno ojczystej przyrody i była znawczynią dziejów z lubością opisywanej ziemi. Korzenie robinii bezpośrednio skontaktowały się z korzeniami drzew na cmentarzu w Żninie, na którym pochowano pisarkę. Konkursowy tekst powinien zawierać frazy podobne do tych jej autorstwa: Mroźne mgły snuły się po Wilnie, sinymi smużkami przeplatały gałęzie starych drzew [...]; Kiedy las stanie cichy w słonecznym pożarze I wierzchołki swym jodłom przecudnie rozzłoci, Kiedy dębom stuletnim zaśmieją się twarze [...]. Zauważono też walory wiersza, w którym poetka zachwyca się pięknem bajecznego pejzażu: Wiatr gorący, co w letnie południe Białym brzozom warkocze rozplata. Te melodje, dzwoniące tak cudnie Z dalekiego przywołał mi świata. Pono las je odwieczny pamięta. Pono znają je polne skowronki. Pono żyje w nich ziemi moc święta, Co rozkwita w konwalje i dzwonki. Zrodziła się nadzieja, że dobro zwycięży, jak w Wierszach z Żywego Drzewa: [... ] Wróg w pyle się czołgał zdeptany jak płaz, Zwycięzcom wiatr szumiał i kłaniał się las. - Ukazując zagrożenia dla naszego istnienia i pisząc w jej stylu, powinniśmy dotrzeć do czytelnika - debatowano. - Ludzie przykładają wagę do literatury pięknej, skoro umieścili granitową księgę na grobie pisarki. Na dodatek wytypowana młoda osoba ma nazwisko identyczne jak nasza autorka3. - Przygotować akcję podmiany tekstu na konkurs podczas transmisji światłowodem! - postanowiono. - Agent CSW23 ma być w pogotowiu! Jutro ostatni dzień zgłaszania tekstów. Szumi las... ma czasĄ. - Ej, czerownik! Je lechó. Pod Świekatowa łeżeca werwała kabel. - Do rzecy z taczim bejzla! Bierz remtota i jedzema uzdrzeć5. Przez niedomkniętą szybę zdezelowanej nivy słychać szum powietrza. Kierowca rzuca okiem na siedzącego obok szefa, gdy ten mówi do telefonu: - Dyrektorze, przecięliśmy światłowód. Grzegorz Rozkwitalski Fot. Grzegorz Rozkwitalski ! Wojciech Eichelberger. 'Nie podaję wprost nazwiska, aby zaintrygować Czytelnika. 1 Jan Izydor Sztaudynger. ' Przekład: Grzegorz Schramke. Pomerania nr 7-8 (577) / Lipiec-Sierpień 2023 25 MIEJSCE WIELKIEJ HISTORII I BOGATEJ KULTURY Nadole to piękna wieś w gminie Gniewino na brzegu Jeziora Żarnowieckiego. W 1938 roku odwiedził ją prezydent Ignacy Mościcki, w okresie PRL zmieniła się za sprawą budowanych elektrowni wodnej i jądrowej. Dzisiaj jest ważnym punktem na mapie kaszubskiej kultury dzięki m.in. skansenowi oraz Zespołowi Folklorystycznemu „Nadolanie". Legendy i historia Nadole i inne miejscowości leżące w pobliżu Jeziora Żarnowieckiego pojawiają się stosunkowo często w kaszubskich legendach. Jedna z nich - o królewnie, którą trzeba przenieść na rękach, aby wybawić zaklęty zamek - występuje nawet w kilku wersjach. Związana z tą opowieścią Zamkowa Góra jest doskonale widoczna z każdego miejsca w Nadolu, ale bliżej wioski leży Stolemowa Góra, gdzie według legend znajduje się grób stolema - jednego z olbrzymów, które kształtowały kaszubski krajobraz. O nim pisał badacz kaszubszczyzny z Krakowa Stefan Ramułt, przytaczając opowieść, według której stołem z Nadola był tak wielki, że mógł podać róg z tabaką do ręki olbrzyma mieszkającego na drugim brzegu Jeziora Żarnowieckiego. Właśnie z tym wielkim akwenem związane są losy kaszubskiej wioski. Jezioro należało niegdyś do dóbr klasztoru w Żarnowcu, później do prywatnych właścicieli. Jednym z nich był Augustyn Konkol pochodzący ze Strzelna. W 1907 roku wybudował on w Nadolu oberżę, do której przyjeżdżało wielu turystów, a zwłaszcza gruźlicy, gdyż uważano wioskę za miejscowość leczniczą. Po śmierci Konkola Jezioro Żarnowieckie przeszło w ręce jego syna - również Augustyna, ale w rzeczywistości za gospodarzenie wzięła się jego żona Jadwiga. Jak podaje Józef Borzysz-kowski w książce Nadole. Przeszłość wsi w pamięci jej mieszkańców, Konkolowie mieli sześć kutrów, sześć mniejszych łodzi żaglowych i kilka łodzi wiosłowych. Do ich domu przyjeżdżało wielu znamienitych gości, wśród nich był również król Kaszubów Antoni Abraham, który przekonywał mieszkańców, że powinni walczyć o polskość tych terenów. Przyniosło to efekt w 1920 roku, kiedy wytyczano zachodnią granicę Rzeczypospolitej. Początkowo miała ona przebiegać przez środek jeziora, ale ostatecznie decyzję zmieniono - całe jezioro i 50-metrowy pas przybrzeżny oraz Nadole przydzielono Polsce. Wpływ na to miała postawa mieszkańców wsi, którzy podpisywali listy poparcia dla przyłączenia do II Rzeczypospolitej. Do dzisiaj ich potomkowie są z tego bardzo dumni: - Ledze ó tim pamiatają. Dló mojego pókólenió to beło baro woźne, ale i młodi wiedzą ó tim, jaczi-ma patriotama belejich przodkowie. Jesme z tego baro buszny1 - mówi sołtys Nadola Jadwiga Warmbier. 1 Ludzie o tym pamiętają. Dla mojego pokolenia to było bardzo ważne, ale i młodzi wiedzą o tym, jakimi patriotami byli ich przodkowie. Jesteśmy z tego bardzo dumni. 2 6 Pomerania nr 7-8 (577) / Lepińc-Zelnik 2023 Region I dodaje, że mieszkańcy przechowują także w pamięci postać zdrajcy, który nie podpisał listy poparcia, a w 1939 roku wywiesił nazistowską flagę i donosił okupantom na swoich sąsiadów Szczegóły tej historii można poznać ze wspomnianej książki Józefa Bo-rzyszkowskiego. Ważnym wydarzeniem w okresie międzywojennym była wizyta w Nadolu prezydenta Ignacego Mościckiego. Działo się to w 1938 roku. Augustyn Konkol osobiście popłynął po głowę państwa. Przystań udekorowano girlandami i postawiono piękną bramę powitalną. Podczas tej wizyty właściciel Jeziora Żarnowieckiego otrzymał Złoty Krzyż Zasługi, a Józef Struk i Juliusz Patok - krzyże brązowe. Pierwszego września 1939 roku zaczęła się II wojna światowa. Tego samego dnia Niemcy wkroczyli do Nadola od strony Toliszczka. Próbowali aresztować Augustyna Konkola, ale ten umarł 9 września w Wejherowie, zanim hitlerowcy zdołali go złapać. Jego żona wywiozła najcenniejsze rzeczy do Wejherowa. Ich dom przejęli Niemcy. Nazwę wsi zmieniono na Pechingen. Zniszczono przydrożne krzyże, powołano zarządców jeziora i majątku Konkolów. Niektórzy mieszkańcy zostali wyrzuceni z ojcowizny i musieli pracować jako parobcy. Wielu mężczyzn wcielono do niemieckiego wojska, część z nich przeszła potem do polskiej armii. Wojna skończyła się we wsi 10 marca 1945 roku. Od strony Brzyna weszła Armia Czerwona, która zajęła Nadole bez żadnych walk. Nowa władza oznaczała zmiany dla wielu mieszkańców. Jadwiga Konkol nie odzyskała swojej własności, bo jeszcze w 1945 roku jezioro stało się własnością państwa. Część nadolan spróbowała szczęścia w sąsiednich wioskach, które przed wojną były niemieckie, a teraz znalazły się w Polsce i można było otrzymać tam ziemię. Komuniści zarzucali niektórym Kaszubom, że są Niemcami, i zmuszali do upokarzających tłumaczeń. Jadwiga Konkol przypominając różne koleje losu mieszkańców tej ziemi, napisała tak: Od 1920 roku pięć razy zmieniałam narodowość i obywatelstwo. Jestem Ka-szubką. Najpierw byłam zapisana przez Niemców jako Niemka, po lutym będąc w Swarzewie, zostałam Polką, w Nadolu zapisali mnie znowu jako obywatelkę Niemiec i dopiero po przyłączeniu wsi do Polski zostałam ponownie Polką. W czasie okupacji prawie wszyscy znajomi zostali obywatelami Niemiec, ja do końca byłam Polką. Po II wojnie, choć Polką być nie przestałam, niektórzy znowu okrzyczeli mnie Niemką. Wydaje mi się, że co do mojej kaszubskości nie mogło być nigdy wątpliwości. Kaszuby nigdy nie przyjdą do zguby2. Centra kultury W czasach PRL-u najważniejszym wydarzeniem dla nadolan była budowa Elektrowni Wodnej „Żarnowiec" w sąsiednim Czymanowie. Prace przygotowawcze zaczęły się w czerwcu 1972 roku i drastycznie zmieniły okolicę. Powstały drogi dojazdowe, bocznica kolejowa, wycięto lasy, rozebrano niektóre gospodarstwa... Sama budowa ruszyła oficjalnie 1 czerwca 1973 roku. Niektórzy mieszkańcy Nadola zostali zmuszeni do sprzedaży swojej ziemi, która była potrzebna w celu zrealizowania tak wielkiej inwestycji. We wsi powstały m.in. baraki dla pracowników, którzy przy- k t * 2 Cytat za: J. Borzyszkowski, Nadole, Gdańsk 1977, s. 35. 3 On się urodził w Polanowie. Mieszkał w tych barakach dla pracowników elektrowni. To było wówczas normalne, że wiele dziewcząt wychodziło za mąż za chłopaków, którzy przyjechali tu do pracy. Pomerania nr 7-8 (577) / Lipiec-Sierpień 2023 27 -§- Region jechali budować elektrownię. Zmieniły się też zwyczaje mieszkańców, poszerzył się znacząco krąg ich znajomych. Józef Borzyszkowski zanotował w swojej książce Nadole. Przeszłość wsi w pamięci jej mieszkańców, że dziewczęta z Nadola mają wielkie powodzenie. Potwierdza to dzisiejsza sołtys, która wyszła za mąż za pracującego dla elektrowni Zdzisława Warmbiera. - Ón sa urodzył w Polanowie. Mieszkół w tech barakach dló robotników. To beło wnenczas normalne, że wiele dzewcząt ożeniło sa z knópama, co tu przejachele do robotę3 - opowiada pani Jadwiga. Nadolanie zyskali dzięki budowie możliwość zdobycia dobrze płatnej pracy w pobliżu miejsca swego zamieszkania, ludzie zarabiali, wynajmując pokoje robotnikom, rolnicy sprzedawali im jaja, ziemniaki czy mleko. W roku 1982 ruszyła inna potężna inwestycja - Elektrownia Jądrowa „Żarnowiec" z siedzibą w Nadolu. Oznaczało to dla wioski kolejne zmiany. Dotychczasowe baraki zmieniły się w całoroczne domy zamieszkane do dzisiaj. Powstał również wielki hotel. - Jó w tim hotelu robiła 14 lat. Tam beło wszetkó! Me ni muszele do miasta jachac. Doktór tu beł, den-tista, ginekolog, dwie pielagniarczi... Beła też restauracjo, kawiarnio, króm i kinowó sala. Do dzysó pamiatóm pierszi film w tim kinie. To beło „Wejście smoka" z Brucem Lee. Jó to obżerała sztere raze. Ledze zjinech wiosków przejeżdżele do naju, do tego hotelu. To beło prówdzewe centrum kulturę4 - wspomina Jadwiga Warmbier. W budynku znajdowały się też sala gimnastyczna, fitness club, klub bilardowy, siłownia, gabinet masażu. Wokół hotelu powstało pełnowymiarowe boisko piłkarskie, boisko do koszykówki, piłki siatkowej, garaże, kryty kort... Odbywały się tu nawet msze święte. Ksiądz z parafii w Gniewinie odprawiał je w jednej z hotelowych sal (wikariat w Nadolu, który funkcjonuje do dzisiaj, istnieje dopiero od 2004 roku). Elektrownia jądrowa ostatecznie nie powstała, m.in. na skutek społecznych protestów. Wielkie nakłady, jakie poniesiono na jej budowę, przepadły. Hotel w Nadolu działał do 2002 roku, a w miejsce pracowników pojawiali się w nim turyści. Niestety, po jego zamknięciu błyskawicznie z budynku zaczęły ginąć cenne rzeczy, elementy metalowe, kafelki, instalacje itd. Ruiny upodobali sobie miłośnicy paintballu, a w 2011 roku część konstrukcji się zawaliła i podjęto decyzję o wyburzeniu. Dzisiaj nie ma po hotelu prawie żadnych śladów. W Internecie w serwisie YouTu-be można znaleźć interesujący filmik o ostatnim mieszkańcu tego miejsca Leonardzie Żybińskim (ht-tps://www.youtube.com/watch?v=TxPVdKulm6I). W 1987 roku został otwarty we wsi skansen. Ochroną konserwatorską objęto tradycyjną zagrodę wiejską z XIX wieku. Obecnie znajduje się tutaj domostwo z zabudowaniami gospodarczymi. Poza tym zwiedzający mogą obejrzeć studnię, piwnicę, wozownię, gołębnik, kierat, pasiekę, wędzarnię i piec chlebowy. Częścią skansenu są zrekonstruowana chata rybacka, remiza i scena. Obecnie nosi on nazwę Zagroda Gburska i Rybacka. Wchodzi w skład Muzeum Ziemi Puckiej im. Floriana Ceynowy. Co roku w skansenie odbywa się m.in. Nadolski Festyn Folklorystyczny „Krancbal". Wśród głównych jego celów - oczywiście oprócz dobrej zabawy - jest promocja kaszubskiej twórczości ludowej. Przyjeżdżają rzeźbiarze, hafciarze, wikliniarze, pszczelarze, rogarze, przedstawiciele dawnych rzemiosł i ginących zawodów. Na scenie występują zespoły folklorystyczne, kaszubskojęzyczne kabarety, koła gospodyń wiejskich z własnym programem artystycznym. Organizatorzy dają też możliwość obejrzenia, a nawet dotknięcia pracujących dawnych urządzeń. Ambasadorzy kultury kaszubskiej W 2004 roku przy Kole Gospodyń Wiejskich w Nadolu powstał Zespół Folklorystyczny „Nadolanie". W ciągu prawie dwudziestu lat działalności stał się prawdziwym ambasadorem gminy Gniewino i całych Kaszub. Początkowo występowało w nim tylko osiem osób. Zespół szybko się rozrastał i obecnie liczy kilkudziesięciu członków, a większość to dzieci i młodzież. Nadolanie mają w swoim repertuarze głównie utwory w języku kaszubskim, ale śpiewają też po ukraińsku, polsku, a nawet po żmudzku. Do tej pory ukazały się ich dwie płyty. Poza tym zespół wziął udział w nagraniu płyty pt. Bójka na głose. Od 2007 roku „Nadolanie" należą do Rady Chórów Kaszubskich i wraz z chórami z całego regionu przygotowują oprawę muzyczną podczas odpustowych mszy świętych w Swarzewie i na Kalwarii Wej-herowskiej. Śpiewają i tańczą również na corocznych zjazdach Kaszubów. Poza tym biorą udział m.in. w noworocznym koncercie w Żarnowcu, imprezach organizowanych przez Muzeum Ziemi Puckiej w Nadolu, „Czarnym weselu" w Muzeum Wsi Słowińskiej w Klukach, konkursie kolęd kaszubskich i spotkaniach chóralnych w Pierwoszynie i Dębogórzu, konkursie „Jantarowi Bot" w Kosakowie oraz różnych biesiadach, festynach, koncertach charytatywnych na terenie Kaszub oraz w całym kraju. Wystąpili także w filmie Kamerdyner wyreżyserowanym przez Filipa Bajona. Należy również podkreślić ich aktywny udział w życiu kulturalnym Nadola - są nieodłącznym elementem większości wiejskich uroczystości. Dorobek „Nadolan" był wielokrotnie doceniany i nagradzany. Zespół jest m.in. laureatem nagrody Skra Ormuzdowa. Kierownikiem i dyrygentem jest Ilona Kowalczyk, prezesem Jadwiga Warmbier. 4 Pracowałam w tym hotelu 14 lat. Tam było wszystko! Nie musieliśmy jeździć do miasta. Lekarz tu był, dentysta, ginekolog, dwie pielęgniarki... Była też restauracja, kawiarnia, sklep i sala kinowa. Do dzisiaj pamiętam pierwszy film w tym kinie. To było Wejście smoka z Bruceem Lee. Oglądałam to cztery razy. Ludzie z innych wiosek przyjeżdżali do nas, do tego hotelu. To było prawdziwe centrum kultury. 28 Pomerania nr 7-8 (577) / Lepińc-Zelnik 2023 Region A jak doszło do powstania zespołu? - Waldemar Szczypior, późniejszy dyrektor Centrum Kultury, Sportu, Turystyki i Biblioteki w Gniewinie, zaproponował stworzenie Koła Gospodyń Wiejskich w Nadolu. Kiedy już ono powstało, dziewczyny przygotowywały się do Powiatowego Przeglądu KGW, gdzie miały między innymi coś zaśpiewać. Waldek stwierdził, że dobrze sobie radzą, więc warto stworzyć też zespół muzyczny. Najpierw w repertuarze miały tylko kilka utworów, na przykład A me jesme naszi, Kaszebscze jęzora. Moja ówczesna dyrektorka z Niepublicznego Przedszkola w Kostkowie Małgorzata Wojciechowska powiedziała mi: Słechój, Ilonka, może te be nama pomogła? Znajesz sa na tim, fejn spiewósz. Za bardzo nie chciałam, bo dużą barierą był dla mnie wtedy język kaszubski. Trochę byłam z nim osłuchana, ale nie wszystko rozumiałam. Dałam się jednak namówić - wspomina Ilona Kowalczyk. Postać dyrygentki jest niezwykle ważna dla całego zespołu, co podkreśla dr Tomasz Fopke, założyciel Rady Chórów Kaszubskich: - Jej energią, pasją działania i wytrwałością można by obdzielić kilku szefów innych zespołów. Wital-ność Ilony najłatwiej dostrzec w tempach wykonywanych przez Nadolan utworów. Mimo mijających lat - oni wciąż nie zwalniają... Jadwiga Warmbier przyczynę ciągłego rozwoju zespołu podsumowuje jednym zdaniem: - Ilona nama pówtórzó: abó robime dobrze, abó wcale. W Nadolu mieszka także świetna kaszubska ga-wędziarka i malarka Małgorzata Wojciechowska. Większość swojego życia poświęciła edukacji dzieci i młodzieży. Po przejściu na emeryturę aktywnie uczestniczyła w życiu publicznym. Była współini- cjatorką powstania zespołu „Nadolanie". Kaszubsz-czyznę promowała również, działając w Grupie Ka~ baretowo-Teatralnej Uniwersytetu Trzeciego Wieku w Gniewinie „Alebabki". Uczestnicząc w zajęciach plastycznych prowadzonych przez Teresę Marzec na Uniwersytecie Trzeciego Wieku, odkryła swoją pasję malarską. W styczniu 2019 roku jej prace pokazywano w Muzeum Piśmiennictwa i Muzyki Kaszubsko--Pomorskiej w Wejherowie. Wystawa jej dzieł nosiła tytuł „Jesień życia pędzlem malowana". W Nadolu mieści się również siedziba stowarzyszenia Moje Stronę, które wydało wiele książek związanych z kaszubszczyzną, przygotowało wystawy o interesujących obiektach w gminach Gniewino i Wejherowo, a na swojej stronie internetowej www. mojestrone.pl stworzyło bazę informacji o kaszubskiej kulturze, języku i przyrodzie. Jak na jedną wioskę, to naprawdę sporo. Niewiele jest miejsc na Kaszubach, gdzie dzieje się tak dużo. Jadwiga Warmbier ma nadzieję, że nie zabraknie chętnych do udziału w bogatej ofercie kulturalnej. Niestety, dorośli mieszkańcy coraz rzadziej mają czas, żeby uczestniczyć w licznych imprezach. Nadzieją pozostają dzieci, które są zawsze chętne do wspólnej zabawy, śpiewu, a nawet pracy. Dariusz Maikowski Reportaż powstał w ramach projektu „Obrazem i słowem - malarska i literacka promocja gmin Gniewino i Wejherowo" dofinansowanego przez Europejski Fundusz Rolny na Rzecz Rozwoju Obszarów Wiejskich. Został opublikowany pierwotnie w książce Obraza i słowa. Kaszebskó we wierztach, ópówiódaniach, reportażach i malen-kach, Nadole 2023. Pomerania nr 7-8 (577) / Lipiec-Sierpień 2023 29 SZKOLNICTWO PRUSKIE NA WSI GDAŃSKIEJ W ŚWIETLE DOKUMENTÓW Z1763,1845,187211877 ROKU W 2023 roku mija 260. rocznica zredagowania i wydania dokumentu oświatowego, jakim był Koniglich-Preussisches General-Land-Schul Reglement (Królewsko-pruski regulamin generalny dla szkół wiejskich), który wprowadzono do szkół na terenach zajętych po rozbiorach, m.in. na Pomorzu Gdańskim. Regulamin wprowadzał powszechny obowiązek szkolny dla dzieci w wieku od sześciu lat (chociaż można było już posłać dziecko do szkoły po ukończeniu piątego roku życia) do ukończenia czternastego roku życia. Rok szkolny trwał od 25 września do 15 kwietnia. W porze zimowej tygodniowa liczba godzin lekcyjnych wynosiła 30, a lekcje odbywały się codziennie rano i po południu. Jedynie popołudnia w środy i soboty były wolne od nauki. Latem lekcje odbywały się w wymiarze dziewięciu godzin tygodniowo, które przeznaczano na powtarzanie wiadomości uzyskanych w zimie. Do zadań nauczyciela - który miał być człowiekiem pobożnym, niezajmującym się wykonywaniem niegodnych zawodów (np. muzykowaniem na weselach i prowadzeniem wyszynku), wykazującym się sprawnością w nauczaniu i wychowaniu pobożnego chrześcijanina i wiernego poddanego, nienadużywającym stosowania kar cielesnych (w przypadku większych przewinień o wymiarze kary decydował proboszcz jako lokalny inspektor szkolny) i dającym dobry przykład uczniom - należało uczenie pamięciowe religii, czytania, pisania i liczenia z posiadanych przez uczniów podręczników. Dla biednych dzieci kupowano podręczniki za gminne lub kościelne środki, pod warunkiem przechowywania książek przez nauczyciela w szkole. W przypadku, gdyby uczeń nie osiągnął wystarczających kompetencji w znajomości zasad wiary, liczenia i czytania oraz udzielania prawidłowych odpowiedzi na pytania, nauczanie miało być przedłużane. Nauka była płatna, a koszty pokrywali rodzice lub opiekunowie, którzy płacili kary w przypadku nieposyłania dzieci do szkoły (naukę dzieci ubogich i sierot opłacano z kasy gminnej lub kościelnej). Wysokość opłat zależała od rodzaju przekazywanej uczniowi wiedzy i umiejętności. I tak za każde dziecko w zimie, dopóki nie nauczyło się czytać, rodzice i opiekunowie płacili sześć fenigów, jeśli nauczyło się już czytać - dziewięć fenigów, a jeśli nauczyło się czytać i liczyć - po jednym groszu tygodniowo. W miesiącach letnich opłaty ze względu na niepełny Dla biednych dzieci kupowano podręczniki za gminne lub kościelne środki. wymiar godzin nauczania zmniejszano. I tak, gdy za dziecko płacono sześć fenigów, to latem cztery, gdy dziewięć fenigów, to latem sześć, a gdy jeden grosz, to latem osiem fenigów. Szkoła była wizytowana dwa razy w tygodniu przez proboszcza (pastora lub kaznodzieję), który sprawował funkcję lokalnego inspektora szkolnego, nadzorowanego przez superintendenta wizytującego co roku szkoły, i egzaminował uczniów oraz urządzał konferencje dokształcające dla nauczycieli. Zajęcia w zimowej porze odbywały się od św. Michała do Wielkanocy, we wszystkie dni tygodnia w godzinach 8-11 oraz po południu od 13 do 16 z wyjątkiem śród i sobót. W porze letniej zajęcia odbywały się we wszystkie dni tygodnia po południu przez trzy godziny - ze względu na to, że uczniowie pomagali rodzicom w pracach rolnych. Wtedy to z reguły nauczyciel powtarzał wiadomości zdobyte przez uczniów w porze zimowej. Aby umożliwić dzieciom uczęszczanie do szkoły, regulamin nakazywał zatrudnić we wsi pastucha lub ustalić kolejność pasania bydła przez dzieci. W zasadach nie zostały przewidziane żadne ferie, a szkoła sama miała ustalić wolny czas dla uczniów. Z reguły była to godzina wolnego po każdej lekcji w porze zimowej i tylko pół godziny wolnego w porze letniej. Prócz nauczania dzieci do zadań nauczyciela należało też prowadzenie w niedziele godzinnych zajęć powtórkowych z czytania z Nowego Testamentu lub innych budujących chrześcijańskiego ducha książek oraz ćwiczenia pisania poprzez przepisywanie tekstów z Pisma Świętego. Poza tym przed i po południu, szczególnie gdy pełnił funkcję zakrystiana lub organisty, uczestniczył z dziećmi w śpiewaniu psalmów i pieśni kościelnych, będących ważnym elementem wychowania religijnego i kształtowania pobożności, recytowaniu tekstów biblijnych oraz wspólnie z proboszczem w katechizacji. Regulamin uzupełniło powszechne prawo krajowe z 1794 roku, które regulowało obowiązek szkolny, patronat nad szkołami i finanse oraz nakładało na gminy obowiązek utrzymania szkół elementarnych. Funkcje 30 Pomerania nr 7-8 (577) / Lepińc-Zelnik 2023 Edukacja lokalnych inspektorów szkolnych, odpowiednio do wyznania, zostały powierzone duchownym ewangelickim (superintendentom) i katolickim (dziekanom). Kolejne uregulowania prawne dotyczące szkolnictwa w Prusach Zachodnich i regencji gdańskiej wprowadzono w życie w 1825,1845,1872 i 1877 roku. Władze 11 grudnia 1845 roku wydały ordynację szkolną (Die Schulordnung), która wprowadzała po raz kolejny powszechny obowiązek szkolny od szóstego do czternastego roku życia (chociaż dziecko mogło rozpocząć naukę już po ukończeniu piątego roku życia, a w uzasadnionych przypadkach proboszcz sprawujący jako inspektor szkolny nadzór pedagogiczny nad szkołą w porozumieniu z nauczycielem mógł przedłużyć uczniowi naukę o rok lub dwa lata). Tworzyła też w miejsce parafialnych wyznaniowe szkoły ludowe (elementarne). Rok szkolny rozpoczynał się po wakacjach w sierpniu lub wrześniu i trwał do Wielkanocy. Był podzielony na dwa semestry, z których każdy kończył się egzaminem: od Wielkanocy do św. Michała i od św. Michała do Wielkanocy. Nieusprawiedliwione opuszczanie szkoły lub złośliwy stosunek rodziców lub opiekunów do obowiązku szkolnego skutkował nałożeniem kary pieniężnej w wysokości czterech fenigów za każdy dzień absencji. Nauczyciela traktowanego jako urzędnika państwowego zatrudniał zarząd szkoły, a zatwierdzały go na stanowisku władze regencyjne (zezwalające mu też na podjęcie dodatkowego zajęcia). Jego uposażenie finansowe i materialne regulowały królewskie podstawy szkolnictwa pruskiego z 1736 roku Principia re-gulativa, które zapewniały mu służbowe mieszkanie, 50 talarów w gotówce, pastwisko dla przynajmniej dwóch sztuk bydła, ogród przydomowy i miejsce na założenie sadu, drewno opałowe do ogrzewania domu i szkoły, grunt uprawny, zabudowania gospodarcze, 12 szefli żyta, 2 fury siana, 2 fury słomy oraz zwolnienie z podatków państwowych i komunalnych. Dzieci mogły być karane przez nauczyciela tylko w ramach kary rodzicielskiej. W przypadku przekroczenia przez niego tych ram prawnych dyscypliny szkolnej odpowiadał dyscyplinarnie. W każdej szkole istniał zarząd szkolny nadzorowany przez proboszcza jako przewodniczącego i lokalnego inspektora szkolnego podlegającego inspektorowi powiatowemu (z reguły superintendentowi) egzaminującemu w swym obwodzie szkolnym nauczycieli i uczniów. Szkoły otrzymywały statut opracowany przez landrata i zatwierdzony przez władze regencyjne. Ich majątkiem zarządzały kasy szkolne. Ministerstwo Oświaty, Wyznań i Medycyny 15 października 1872 roku wydało postanowienia ogólne i instrukcje dotyczące urządzania, zadań i celów pruskich szkół elementarnych, uzupełniające ordynację szkolną z 1845 roku (Allgemeine Bestim-mungen uber Einrichtung, Aufgabe und Ziel der pre- VoIksschule m iftf T i J /* **/___ Ąjt/8j--fte/łstis-- hat ihrc Yolkssdiulpflicht crfiillc. Sic hat im icuccn Jahr am Unterricht dci S, Jahrgangs teilgenommen und wird mit nachstchendcm Zcugnis aus der Volkssdiulc cntlassen: . Fuhrung: 11. Leistungen: Leibcscrachung tv'r- Deutsch: t) mutfcHiJi rj— b) •chrtfiUdh • —— Geschichte Ttt— Erdkunde /ĄmA i) SpieK— b) Musik T1' Zeidhncn und Wcrkcn V Hauswirtschaft: ■ 111. Bemerkungen :•— Rcchncn und Raumlehre bchritt '-- >otatu fyjM/uoĄ/r £ fiau ' /i) \ / / r 4or ihrŹ*f 4 / <&>'**- /9M. <4 "fiAi*. Świadectwa szkolne mieszkanki Błotni Irmgardy Falkiewicz z domu Zarzyckiej (archiwum domowe wnuczki Tamary Stajniak) ussischen Volksschule). Zgodnie z nimi wśród typów wiejskich szkół elementarnych zwanych ludowymi (Volksschule) były szkoły wieloklasowe, z dwoma nauczycielami i z jednym nauczycielem, które mogły być albo jednoklasowe, albo przedpołudniowe. Były też szkoły parytetowe, w których nadzór wyzna- pomerania nr 7-8 (577) / llpiec-slerpień 2023 31 Edukacja Tygodniowy program nauczania w szkole jedno- i wieloklasowej Przedmioty Niższy Średnio zaawansowany Zaawansowany Szkoła jednoklasowa Szkoła wieloklasowa Szkoła jednoklasowa Szkoła wieloklasowa Szkoła jednoklasowa Szkoła wieloklasowa Religia1 4 4 5 4 5 4 Język niemiecki 11 11 10 8 8 8 Rachunki z początkami geometrii 4 4 4 4 5 6 Rysunki - - 1 2 2 2 Historia, przyroda, geografia - - 6 6 6 6 Śpiew 1 1 2 2 2 2 Gimnastyka dla chłopców; robótki ręczne dla dziewcząt - 2 2 2 2 2 Razem 20 22 30 28 30 30 1W 1939 roku w miejsce religii na obszarze Wolnego Miasta Gdańska wprowadzono lekcje uświadomienia narodowosocjalistyczego. 1W 1939 roku w miejsce religii na obszarze Wolnego Miasta Gdańska wprowadzono lekcje uświadomienia narodowosocjalistyczego. niowy sprawował proboszcz jako lokalny inspektor szkolny, a do szkoły mogły uczęszczać dzieci wyznania katolickiego i ewangelickiego. W szkole jednoklasowej, występującej najczęściej, jeden nauczyciel w tej samej klasie edukował jednocześnie uczniów wszystkich roczników objętych obowiązkiem szkolnym (Schuljahren 1-8). Liczba uczniów w takiej szkole nie mogła przekroczyć 80. W szkole wieloklasowej były trzy i więcej izb lekcyjnych. Gdy liczba uczniów przekroczyła 120, to tworzono szkołę trzyklasową, w której na trzecią klasę przeznaczano tygodniowo 12, na drugą 24, a na pierwszą 28 godzin dydaktycznych. Każda ze szkół musiała być wyposażona w niezbędne pomoce naukowe, takie jak podręczniki, globus, linijka, cyrkiel, mapy ścienne Niemiec, prowincji zachodniopruskiej i regencji gdańskiej oraz Palestyny, ilustracje do prowadzenia zajęć z wiedzy o świecie, liczydło, Biblię i śpiewnik (w szkołach ewangelickich), alfabet z drewna lub kartonu służący do nauki czytania i pisania. Każdy z nauczycieli prowadził dziennik lekcyjny z listą obecności uczniów, kronikę szkolną i sporządzał sprawozdanie z działalności edukacyjnej oraz plany lekcyjne oparte na programie nauczania. Uczniowie zobowiązani byli do posiadania: elementarza, książek do nauki religii (zależnie od wyznania), Biblii, śpiewnika, zeszytów na lekcje rachunków, kaligrafii i ortografii, tabliczki łupkowej z rysikiem i gąbką, linijki, cyrkla. Każda ze szkół była podzielona na trzy oddziały (stopnie) uwzględniające wiek i poziom wykształcenia uczniów: niższy (Unterstufe), średnio zaawansowany (Mittelstufe) i zaawansowany (Oberstufe). W przypadku, gdy szkoła miała cztery klasy, tworzono dwa stopnie średnio zaawansowane, a gdy sześć klas, to każdemu stopniowi przypisywano dwie klasy. Przejście na kolejne stopnie i ukończenie szkoły następowało na podstawie pozytywnie zdanego egzaminu, który organizowano na koniec każdego z dwóch semestrów (na Wielkanoc i na św. Michała). Władze oświatowe regencji gdańskiej 18 listopada 1877 roku wydały instrukcję dla lokalnych inspektorów szkolnych, w której przedstawiły listę ferii i dni wolnych od nauki w elementarnych szkołach wiejskich. Zgodnie z nią popołudnia we wtorki, piątki i soboty miały być wolne od nauki. Zajęcia we wtorki i piątki były zazwyczaj przeznaczone dla przygotowujących się do konfirmacji. Ferie szkolne ustalono w następujących terminach: a. bożonarodzeniowe - od 24 grudnia do 2 stycznia włącznie (jeśli wypadała w ten dzień niedziela, to w poniedziałek); b. wielkanocne - od środy (jeśli wypadało w ten dzień zakończenie roku szkolnego, to we wtorek) w Wielki Tydzień do wtorku po zakończeniu Wielkanocy włącznie; c. zielonoświątkowe - od soboty poprzedzającej święto do wtorku po święcie włącznie; d. letnie i jesienne - sześć tygodni, przy czym letnie mogły trwać cztery tygodnie, a jesienne dwa, lub też po trzy tygodnie letnie i jesienne. Wakacje letnie względnie czas wolny przeznaczony na pomoc w żniwach miały się rozpoczynać 24 lipca. Przy tym w miarę możliwości należało unikać wyjątków. Dariusz Dolatowski 32 Pomerania nr 7-8 (577) / Lepińc-Zelnik 2023 SZCZĘŚCIARZE Z GRANICZNEGO STRZEBIELINA Wydarzenia krwawej jesieni na Kaszubach i całym Pomorzu zebrały straszliwe żniwo. Tysiące obywateli polskich, którzy narazili się Niemcom, zostało skazanych na niezwłoczną likwidację. Wśród przeznaczonych do tego księży katolickich, nauczycieli i urzędników państwowych i samorządowych znaleźli się także funkcjonariusze straży granicznej i pracownicy urzędów celnych. Trzeba było mieć wiele szczęścia, aby nie zostać zamordowanym, gdy należało się do tych grup zawodowych. Mieli je dwaj mieszkańcy Strzebielina. Jednym z nich był Jan Mrug. Do kaszubskiego Strzebielina przybył on z wielkopolskiej wsi Jer-ka, tam się urodził (1892 r.) i tam uczęszczał do szkoły powszechnej. Podobnie jak wiele innych dzieci w Wielkopolsce, brał udział w strajku szkolnym w obronie mowy ojczystej. W miejscowości tej pruscy nauczyciele wykazywali się wyjątkowo gorliwością w wykonywaniu swych obowiązków, z tego też względu nienawiść do nich była szczególnie wielka. Udział w strajku był dla Jana szczególną lekcją patriotyzmu. Po ukończeniu szkoły powszechnej kontynuował naukę w Diener-Aus-bildungs - Institut we Wrocławiu, gdzie uzyskał kwalifikacje hotelarza. Gdy wybuchła I wojna światowa, został zmobilizowany. Otrzymał funkcję adiutanta arystokraty Clemensa von Brentano di Tramezzo, taki przydział wynikał pewnie z jego kwalifikacji zawodowych. Rodzina, z której pochodził Brentano, miała korzenie włosko-bawarskie, wywodziło się z niej wielu wybitnych artystów i znanych w Niemczech działaczy politycznych. Clemens znajdował się w służbie dyplomatycznej Bawarii. Mimo - wydawałoby się bezpiecznej - adiutantury u boku dyplomaty Jan Mrug w czasie wojny był dwukrotnie ranny. Wydarzenia wojenne legły u podstaw przyjaźni między oficerem a jego podwładnym. Po zakończeniu wojny 11 listopada 1918 roku Jan wrócił do domu, by po kilku tygodniach 27 grudnia pójść do powstania wielkopolskiego. Po jego zwycięstwie rozpoczął służbę w straży celnej i jako jej funkcjonariusz trafił do Strzebielina. Większość jego kolegów w tutejszej placówce, tak jak i on, pochodziła z Wielkopolski. Nabór do tej formacji prowadziła Dyrekcja Ceł w Poznaniu, a każdy kandydat na funkcjonariusza przed podpisaniem kontraktu wykazać się musiał wykształceniem co najmniej podstawowym, znajomością poprawnej polszczyzny, matematyki, być narodowości Pomerania nr 7-8 (577) / Lipiec-Sierpień 2023 33 Wspomnienia polskiej i wyznania rzymskokatolickiego1. Uposażenie strażników było bardzo niskie i niewystarczające na utrzymanie rodziny2. Z tego też względu, a także z powodu choroby Jan zrezygnował ze służby w formacji. Za swoje zasługi wojenne otrzymał Medal Powstania Wielkopolskiego i Medal Niepodległości. W hierarchii polskich odznaczeń Krzyż i Medal Niepodległości zajmowały drugie miejsce po orderze Virtuti Militari. Osobie odznaczonej nie tylko przynosił zaszczyt i splendory, ale także uprawniał do szeregu przywilejów, m.in. zniżki kolejowej czy pierwszeństwa przy ubieganiu się o pracę3. Po zakończeniu służby Jan Mrug ożenił się z Józefą z domu Tomczewską, pochodzącą również z Wielkopolski - z Dalewa. Kaszubskie Strzebielino musiało się spodobać Janowi, gdyż małżonkowie zakupili tam gospodarstwo poniemieckie wraz z zabudowaniami, obejmujące 10 ha gruntów ornych, 10 ha łąk i 10 ha lasów. Środki na ten cel pochodziły głównie z posagu Józefy. Oboje włączyli się aktywnie w życie społeczne wsi. Urządzili w swoim domu salę bankietową, w której organizowano zabawy taneczne, występy teatru amatorskiego, uroczystości i zebrania. Obszerny i pięknie utrzymany ogród był również miejscem tego typu uroczystości. Małżonkowie działali w organizacjach społecznych, byli inicjatorami ich powstawania w Strzebielinie. Józefa prowadziła Koło Gospodyń Wiejskich, a jej mąż kierował grupą teatralną, działał w kółkach rolniczych i organizacjach spółdzielczych (wchodził w skład Zarządu Banku Kaszubskiego w Wejherowie). Wraz z kierownikiem szkoły Cho-dupskim zakładał w Strzebielinie Polski Związek Zachodni. Małżonkowie dochowali się dzieci: dwóch synów Jana i Antoniego oraz córki Teresy. Dom państwa Mrugów był otwarty, zaprzyjaźnili się z Wresa-mi (właścicielami dużego majątku w Strzebielinie), Chodupskimi, często bywał u nich także doktor A. Jagalski. Jan utrzymywał bliskie kontakty z właścicielem majątku w Chynowie von Blochem, który odwiedzał go później po wojnie, w czasie, gdy poszukiwało go NKWD. Mrugowie organizowali obchody świąt państwowych. Jan zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństwa, jakie niosła jego działalność w pobliżu granicy z Niemcami w obliczu zbliżającej się wojny. Przed wkroczeniem Wehrmachtu do Strzebielina zdążył wraz z Chodupskim zniszczyć całą dokumentację PZZ. Gdy żołnierze niemieccy zajęli Strzebielino bez jednego wystrzału, dla niego jako patrioty i żołnie- rza był to szok. Bardzo szybko został aresztowany i przewieziony do wejherowskiego więzienia, gdzie wielokrotnie go przesłuchiwano i torturowano, chcąc wydobyć od niego informacje o działalności PZZ. Po jego aresztowaniu Józefa niezwłocznie skontaktowała się z Clemensem von Brentano i prosiła go o pomoc w ratowaniu męża. Posiadał on kontakty z najwyższymi dygnitarzami III Rzeszy. Interwencja arystokraty prawdopodobnie uratowała życie Janowi. W momencie, gdy więźniów wyprowadzono z cel i wsadzano do samochodów mających ich zawieźć do Piaśnicy, po Jana przyszło dwóch nieznanych mu funkcjonariuszy SS, którzy wyprowadzili go na ulicę i kazali iść do domu. Niedługo później po całą jego rodzinę przyszli żandarmi z Luzina. Mrugowie zostali aresztowani, a następnie wysiedleni do Generalnego Gubernatorstwa w okolice Lublina - do Wygnanowa i Czemiernik nad Bugiem. Tam rodzina przeżyła okupację, a Jan utrzymywał ją, pracując w majątku Raczyńskich i w majątkach okolicznych księży. Gdy dookoła szalał hitlerowski terror, on swoją postawą i przez zapoznawanie z literaturą i poezją patriotyczną wychowywał swoje dzieci na równych sobie patriotów. Po wkroczeniu Armii Czerwonej udali się do rodziny w Poznaniu, a po otrzymaniu pomocy od niej niezwłocznie skierowali się do Strzebielina. W Gdańsku zostali ogołoceni z całego ruchomego majątku przez żołnierzy NKWD. Gdy wrócili do Strzebielina, swoje gospodarstwo zastali w stanie opłakanym4. Jan Mrug odbudował je i szczęśliwie na nim gospodarzył do swojej śmierci w 1957 roku5. Podobnie przedstawia się historia życia Franciszka Antkowiaka, który był w okresie międzywojennym kierownikiem Urzędu Celnego w Strzebielinie. Także i on pochodził z Wielkopolski, a dokładnie z Karśnic w powiecie śmigielskim, gdzie się urodził 23 maja 1892 roku. Po ukończeniu szkoły powszechnej w swej rodzinnej wsi naukę kontynuował w tamtejszej szkole rolniczej. W 1913 roku został powołany do służby wojskowej, po wybuchu I wojny światowej trafił na front zachodni. W bitwie pod Verdun został ranny w nogę, co dla żołnierza wielkiej wojny było prawdziwym szczęściem. Jego bratu Janowi szczęścia zabrakło, poległ w tej bitwie. Po zakończeniu wojny Franciszek zgłosił się w Poznaniu do Dyrekcji Urzędu Celnego i zadeklarował chęć pracy jako celnik. Po przeszkoleniu został skierowany do pracy w granicznym Strzebielinie. Wkrótce został kierownikiem tamtejszego Urzędu Celne- 1 P. Kozłowski, Straż Celna zapomnianą formację graniczną II Rzeczypospolitej - dyslokacja jednostek granicznych w 1926 r., „Problemy Ochrony Granic", biuletyn nr 50 (2012), s. 7-34. 2 Tamże. 3 Tenże, Kawalerowie Krzyża i Medalu Niepodległości w Straży Granicznej IIRP, „Biuletyn Ośrodka Szkolenia" nr 1-2/2012, Koszalin 2012, s. 245-272. 4 Wywiad z Teresą Koss, córką Jana Mruga, przeprowadzony 11 września 2015 r. 5 Więcej zobacz: A. Janusz, Strzebielino 1316-1945. Historia kaszubskiego zaścianka rycerskiego, Gdynia 2016. 34 Pomerania nr 7-8 (577) / Lepińc-Zelnik 2023 Wspomnienia Franciszek, rok 1968. Ze zbiorów rodziny Kossów Jan Mrug i Franciszek Antkowiak byli szczęściarzami, bo przeżyli dwie wojny Mimo to pierwszy z nich został umieszczony przez Barbarę Bojarską na liście ofiar mordu piaśnickiego9, a błąd ten został wielokrotnie powtórzony Andrzej Janusz go, kierował nim do wybuchu II wojny światowej. W dniu 5 września 1921 roku poślubił Leokadię Pie-lowską z Luzina. Rodzina, z której pochodziła, znana była z patriotyzmu, a jej ojciec Antoni był murarzem i właścicielem przedsiębiorstwa budowlanego. Dziełem jego kielni są dworzec kolejowy i poczta w Luzinie. On także był budowniczym tamtejszego pomnika Wolności. Franciszek jako kierownik Urzędu Celnego należał do elity gminy Luzino, aktywnie działał na rzecz społeczności lokalnej. Był sekretarzem Towarzystwa Powstańców i Wojaków6. Dostatnie życie jego rodziny przerwała napaść Niemiec hitlerowskich na Polskę. W ostatnich dniach sierpnia 1939 roku został zmobilizowany i znalazł się w szeregach załogi obrońców Westerplatte. Po siedmiu dniach bohaterskiej obrony trafił do niewoli. Uwięziony został w Victoria Schule w Gdańsku, a stamtąd przewieziono go do KL Stutthof. Gdy bliski był już wycieńczenia, zauważył go znajomy Niemiec. Przed wojną często jako handlowiec przekraczał on granicę w Strzebielinie i dlatego znał Antkowiaka. Okazało się, że działalność „handlowa" była przykrywką dla rzeczywiście wykonywanej, która polegała na utrzymywaniu kontaktów pomiędzy komórkami różnych organizacji niemieckich w Wolnym Mieście Gdańsku i Prusach Wschodnich a Rzeszą Niemiecką. Ten SS-man zareagował na widok Dziadka spontanicznie: „A co Pan tu robi?". Po czym załatwił Dziadkowi natychmiastowe zwolnienie, pora była najwyższa, bo Dziadek był chudy jak kościotrup i wycieńczony, a także chory7. Po uwolnieniu z obozu został wywieziony na roboty do Rzeszy. Po zakończeniu wojny Franciszek Antkowiak pracował w Urzędzie Celnym w Gdyni. W 1952 roku przeszedł na emeryturę, zmarł 17 marca 1982 roku w Wejherowie. Franciszek miał czterech braci, ich losy były równie powikłane. Jak to już wiemy, Jan poległ w bitwie pod Verdun. Józef w 1940 roku został wywieziony przez sowietów z Hajnówki na Sybir i tam zaginął bez wieści. Władysław przeżył obie wojny światowe (całe życie był leśnikiem). Stanisław wraz z rodziną również z Hajnówki trafił na Sybir, udało się im wstąpić do armii generała Andersa, przeszli z nią cały szlak bojowy łącznie z bitwą o Monte Cassino, w 1947 roku wrócił do Polski8. 6Fikus Stefan, Historia wsi Luzino i okolic w latach 1871-1985, Gdańsk 1992, str. 250. 7 Piekarski Jerzy, Spisane według rękopisu sporządzonego przez Petronelę, Janinę Piekarską z domu Antkowiak w okresie luty 2010 r. (Jelenia Góra) - wrzesień 2010 r. (Lębork), maszynopis w posiadaniu autora. 8 Tamże. 9B. Bojarska, Piaśnica, Gdańsk 1989, str. 85. Pomerania nr 7-8 (577) / Lipiec-Sierpień 2023 35 ŻEGLARZE, PRZYPŁYWAJCIE DO PUCKA! Nad polskim morzem niewiele jest tak urokliwych miejsc jak Zatoka Pucka. Małe Morze, jak mówią o tym akwenie Kaszubi, to także idealne miejsce do uprawiania sportów wodnych. Wewnętrzną część zatoki szczególnie upodobali sobie kitesurferzy, choć na wodzie nie brakuje również tradycyjnych żagli. Z myślą o nich budowana jest w Pucku nowa marina, a po prawdzie można już zacząć używać czasu przeszłego, inwestycja jest bowiem na ukończeniu i jej otwarcie zaplanowano już na lipiec - trzy miesiące przed terminem, o czym poinformował w czerwcu główny wykonawca Grupa NDI. - Port jachtowy będzie potężnym impulsem rozwojowym dla naszego miasta. To jest nasz priorytet i dążymy do tego, aby inwestycja została zrealizowana. Nowoczesna marna jest dla nas bardzo ważna, bo otworzy nowe możliwości przed nami. Liczymy, że przyciągnie wielu żeglarzy, ożywi turystykę i zwiększy dochody mieszkańców i budżetu miasta - mówiła w 2019 roku w wywiadzie dla miesięcznika „Polska na Morzu" Hanna Pruchniewska, burmistrz Pucka. Dzisiaj można już cieszyć się z pierwszych efektów inwestycji. - Projekt rozbudowy mariny w Pucku był konsultowany w mieście od 2015 roku. Czekaliśmy ponad sześć lat na to, żeby wbić pierwszą łopatę na placu budowy. Staraliśmy się, aby uzyskać wszystkie niezbędne pozwolenia na rozbudowę. Wiedzieliśmy, co może dać naszemu miastu, i to nas motywowało - mówi Hanna Pruchniewska. Wiemy, że mamy olbrzymi potencjał, fantastyczną Zatokę Pucką, którą należy wykorzystać. Znaleźliśmy też wykonawcę, który bardzo solidnie zabrał się do pracy. Myślę, że świetnie się nam współpracuje. Chcemy, żeby port służył przede wszystkim rekreacji oraz oczywiście rybakom. Puck zawsze był otwarty ku zatoce. To będzie dla nas duży impuls gospodarczy. Budowa części falochronu północnego czy stałego pomostu połączeniowego o długości 180 metrów wraz z trzema pomostami pływającymi dla jachtów - to tylko niektóre prace, które złożyły się na inwestycję realizowaną przez NDI w Pucku. Wykonano elementy w konstrukcji hydrotechnicznej, w tym 36 Pomerania nr 7-8 (577) / Lepińc-Zelnik 2023 Norda Projekt końcowy z pełną infrastrukturą osłonową. Źródło: Biuro Projektów Wuprohyd nabrzeże zamykające, pomost dojściowy oraz falochron północny, a następnie dostarczono i zamontowano pomosty pływające do kotwiczenia jednostek pływających. Roboty hydrotechniczne to przede wszystkim pogrążenie ścianki szczelnej, stanowiącej podstawę konstrukcji pomostu oraz falochronu, wykonanie żelbetowej nadbudowy oraz narzutu kamiennego, a także robót czerpalnych. Dla wykonawcy wyzwaniem była również konieczność koordynacji robót z różnych branż na stosunkowo małym obszarze w miejscowości turystycznej. Konieczne było dostosowanie harmonogramu prac i dostaw materiałów do ruchu turystycznego, stąd ograniczenie transportów w okresie letnim i wykonanie głównych robót narzutowych i czerpalnych w okresie zimowym. Pozostały już tylko ostatnie roboty wykończeniowe, które realizowane będą jeszcze w lipcu, w tym położenie nawierzchni z kostki oraz montaż wyposażenia hydrotechnicznego. Nowa marina prezentuje się okazale. Na pomostach zainstalowano postumenty do poboru energii i wody, stanowiska ze sprzętem ratowniczym, drabinkami oraz knagami cumowniczymi. Wybudowano aż 98 nowych miejsc cumowania dla jachtów i białej floty. Warto przypomnieć, że pierwotna koncepcja mariny różniła się od ostatecznej, której kształt dosko- nale już widać. Na pewnym etapie wątpliwości budził koszt, a także wielkość oraz rozmach inwestycji. W styczniu 2015 roku władze miasta rozpoczęły więc konsultacje, w których uczestniczyło kilkudziesięciu fachowców: żeglarze, kapitanowie żeglugi wielkiej, technicy, inżynierowie. W efekcie tych rozmów zdecydowano się zmniejszyć liczbę miejsc postojowych w marinie oraz wycofać się z pewnych elementów projektu, aby inwestycja stała się realna do wykonania. Co istotne, po zaproponowanych zmianach koszt inwestycji zmniejszył się dwukrotnie: z 80 min zł do 40 min zł. Blisko 84 procent kosztów kwalifikowanych pokryło dofinansowanie z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego. Należy też dodać, że widoczny efekt prac to dopiero pierwszy etap większej inwestycji. W planach jest dokończenie budowy falochronu północnego oraz przedłużenie falochronu wschodniego, a także budowa falochronu zachodniego (osłonowego). Zapewnią one dostateczną ochronę basenu Rybackiego i mariny jachtowej przed nadmiernym zafalowaniem. To, że bardzo potrzebne są te inwestycje, potwierdzają choćby skutki sztormu w grudniu 2016 roku. Wówczas stacjonujące w marinie jachty oraz motorówki zostały uszkodzone, część pod naporem fal zatonęła. Znacznemu zniszczeniu uległa również infrastruktura portowa. SL Pomerania nr 7-8 (577) / Lipiec-Sierpień 2023 37 Norda NAJSILNIEJSZA LATARNIA NA BAŁTYKU Latarnia morska pełni funkcję znaku nawigacyjnego dla jednostek pływających. Niegdyś były to żaglowce, potem parowce, a dzisiaj nowoczesne statki naszpikowane elektroniką i prowadzone przez sygnały GPS z portu do portu. Postęp cywilizacyjny, choć mogłoby wszystko na to wskazywać, nie zagraża latarniom. Cytowany przed laty na łamach „Pomeranii" (nr 11 z 2011 r.) Aleksander Krężałek, najstarszy stażem latarnik z latarni morskiej w Rozewiu, mówił: Dla marynarza świadomość, że gdzieś tam niedaleko jest ląd, na którym stoi latarnia morska i błyska światłem, mimo wszystko daje pewien rodzaj poczucia bezpieczeństwa, którego nie dadzą żadne systemy satelitarne używane na statku. Rzeczywiście, światło nadawane z blizy jeszcze przed zmrokiem pojawia się na horyzoncie, a zanika dopiero, gdy niebo widnieje. Czyni żeglugę bezpieczną, a ludzi morza uspokaja. Jedną z najbardziej znanych i zarazem najstarszych morskich latarni polskiego Wybrzeża jest bliza zlokalizowana na przylądku Rozewie, która w ubiegłym roku obchodziła swoje 200. urodziny. Z tej okazji Poczta Polska wydała okolicznościowy znaczek pocztowy przedstawiający latarnię, zaprezentowano też wówczas książkę poświęconą Leonowi Wzorkowi, pierwszemu polskiemu kierownikowi latarni morskiej Rozewie. Biografia Leona Wzorka, napisana przez jego prawnuczkę, nieprzypadkowo zbiegła się w czasie z 200-leciem latarni. Wiosną 2022 r. upłynęło 100 lat od objęcia przez niego jako pierwszego Polaka w historii stanowiska kierownika obiektu. Leon Wzorek, bosman Polskiej Marynarki Wojennej, został skierowany do obsługi latarni po zakończeniu służby na ORP Pomorzanin. Pierwszym polskim latarnikiem w Rozewiu został dokładnie 1 marca 1922 r. Rosnąca od tego czasu popularność latarni jako celu wycieczek letników i młodzieży szkolnej była w znakomitej mierze zasługą jego gościnności i słynnych umiejętności gawędziarskich. Po wybuchu II wojny światowej latarnik spodziewał się aresztowania, jednak nie opuścił stanowiska, w myśl zasady, którą wpajał również turystom: dopóki choć jeden polski okręt pływa po Bałtyku, latarnia musi świecić. Osadzony w więzieniu w Pucku, potem w Wejherowie, brutalnie torturowany, nikogo nie wydał, a w nocy 31 grudnia 1939 r. został rozstrzelany w Lasach Piaśnickich. Nai»ilnlcfsia latarnia na BaltulffB olriuma RAiwt tm. Icrun-•tciesA Jak jo* donosifUmy. dnio 30 bm, odbędzie tię w Rozewiu podniosła uroczystość Badania jednej i najpilniejszych latarni na Bałtyku imienia Stefana ŻerotnaMego, w której m e udzwl reprezentant Rządu Minister Prze myaJu I Handlu p. Zarzycki. Szczegółowy program zostanie ustalony przez Starostę Mor Btóego w porozumieniu z Kotnisarecro w Gdyni, Rozewie leży na wysokim braegu, w pobB hi znajduje *ię Lisi Jar, gdsi« w roku 1598 wylądował król Zygmunt III. Za dawnych poiakich czasów została wybudowana pierw latarnia morek a. po której pozostały tylko r«»5Jri fundamentów. Za ezmów nienwc kiefa zostaj* wybudowana nowa latarnia mor. »k«, Jedna i najsilniejszych na Bałtyku (6 maj. świec), której Iwiatt© jest widriaoc w promieniu 60 km. Ze sssesytu łatami rozłącz* ti« piękny widok na wybrzeże- W tym roku przypada inna rocznica związana z latarnią morską w Rozewiu. Pewną uroczystość 90 lat temu zapowiadała „Gazeta Gdańska" (nr 144 z 27 czerwca 1933 r.): Jak już donosiliśmy, dnia 30 bm. odbędzie się w Rozewiu podniosła uroczystość nadania jednej z najsilniejszych latarni na Bałtyku imienia Stefana Żeromskiego, w której weźmie udział reprezentant Rządu Minister Przemysłu i Handlu p. Zarzycki. Legenda głosi, że Stefan Żeromski mieszkał w jednym z pokoików latarni, pisząc słynną powieść Wiatr od morza. W rzeczywistości pisarz jedynie kilkukrotnie zwiedzał tę rozew-ską budowlę, a powieść napisał w Warszawie. Niemniej by uwiarygodnić tę historię, autor legendy latarnik Leon Wzorek zaaranżował w niej pokój Żeromskiego, w którym pisarz miał rzekomo mieszkać i tworzyć. Tym sposobem postać Żeromskiego na stałe związała się ze słynną latarnią. Z początkiem tego roku Towarzystwo Przyjaciół Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku, które opiekuje się latarnią, przystąpiło do remontu obiektu. Odrestaurowano wnętrze oraz odnowiono elewację zabytku. SL 38 Pomerania nr 7-8 (577) / Lepińc-Zelnik 2023 Szadółkij Fot. Sławomir Lewandowski JAK SZADOŁKI STAŁY SIĘ JASIENIEM Pięćdziesiąt lat temu, 1 stycznia 1973 roku, w granice administracyjne miasta Gdańska włączono tereny podmiejskie, m.in.: Osowę, Wysoką, Nowy Świat, Firogę, Klukowo, część Rębiechowa, Matarnię, Bysewo, Kokoszki, Smęgorzyno, Kiełpino Górne, Karczemki, Kiełpinek, Jasień, Szadółki, Rębowo, Zabornię, Łostowice, Ujeścisko, Zakoniczyn, część wsi Kowale i Maćkowy. W obszar Gdańska włączono tego dnia również Wyspę Sobieszewską (Sobieszewo, Orle, Świbno, Przegalina i Górki Wschodnie). W sumie - 31 osad i wsi. Zdecydowana większość gdańszczan Szadółki kojarzy dzisiaj niemal wyłącznie z zakładem utylizacyjnym usytuowanym po zachodniej stronie trójmiejskiej obwodnicy. Owszem, wysypisko śmieci, jak potocznie mówi się o tym miejscu, znajduje się na Szadółkach, ale zajmuje tylko niewielki ich fragment. Pozostały obszar dawnej wsi, która w 1973 roku stała się częścią Gdańska, to dzisiaj wielkie osiedla mieszkaniowe tudzież jednorodzinna zabudowa usytuowana w cieniu kilkupiętrowych bloków, podobnie jak na blokowiskach z tzw. wielkiej płyty, zbudowanych z prefabrykowanych elementów, choć pewnie lepszej jakości niż te pamiętające czasy PRL-u i - co należy przyznać - nieco ładniejsze. Charakterystyczny dla osiedli zbudowanych w dawnej wsi Szadółki jest niezrozumiały pęd do budowania miejskich zasieków - płotów, murków, bram i szlabanów, które niekoniecznie pozytywnie wpisują się w krajobraz miasta, ale - co istotniejsze - niejednokrotnie zmuszają mieszkańców do nadkładania drogi, a zmotoryzowanym gościom przyjeżdżającym w odwiedziny do krewnych czy znajomych psują dobry humor, o ile nie stracili go wcześniej, stojąc w długim korku na jednej z ulic dojazdowych. Nowi lokatorzy tej części miasta słysząc, że mieszkają na Szadółkach, mocno się oburzają. „Mieszkamy na Jasieniu!" - taką odpowiedź zazwyczaj można usłyszeć z ich ust. Oczywiście są również i tacy, którzy doskonale zdają sobie sprawę z tego, że dzisiejsza ul. Jabłoniowa to główna droga przebiegająca przez daw- ną wieś Szadółki. I choć od kilku lat administracyjnie ta część Gdańska położona jest w granicach dzielnicy Jasień, to wbrew urzędniczym protokołom wciąż są to Szadółki. W swojej książce Od Gyddanyzc do Wielkiego Gdańska Andrzej Januszajtis pisze: W 1333 r. Krzyżacy nadali wieś Schederwicz szpitalowi Św. Ducha, do którego należała do 1850 r. W XVII wieku nazwę zapisywano jako Schiddelkau, Schedelkau i Schiittelkau, a w 1739 r. jednorazowo Szadolkie. Wojciech Kętrzyński zinterpretował to w 1879 r. jako Szadółki, co po wojnie urzędowo zatwierdzono. Pierwotną nazwę rekonstruuje się dziś w postaci Szczedrkowo - od imienia Szczedryk (Teodoryk). Ośrodek dawnej wsi był u zbiegu obecnych ulic Jabłoniowej i Stężyckiej. W 1819 r. funkcjonowały tu dwie gospody i dwie kuźnie, a w 10 domach mieszkały 204 osoby. Autor odnotowuje również fakt, że w 1886 roku na terenie wsi Szadółki funkcjonowały szkoła i dwie cegielnie. Słowa historyka potwierdzają dziś drogowskazy pokazujące, gdzie znajduje się serce Szadółek, i nieliczne już zabudowania pamiętające czasy, kiedy granice Gdańska zaczynały się kilka kilometrów dalej. Szadółki można podzielić na część mieszkalną i przemysłową. Ta pierwsza zlokalizowana jest przede wszystkim w sąsiedztwie wspomnianej ul. Jabłoniowej. Do części przemysłowej, oprócz powierzchni magazynowych zlokalizowanych po zachodniej części obwodnicy Trójmiasta, zaliczyć należy również wspomniany zakład utylizacyjny. Skoro jesteśmy po- pomerania nr 7-8 (577) / llpiec-slerpień 2023 39 50 lat gdańskich dzielnic nownie w tym miejscu, to niestety nie da się nie wspomnieć o uderzającym odorze, który wciąż wydobywa się ze składowiska odpadów Może już nie tak często, jak to miało miejsce jeszcze kilka lat temu, ale wciąż zdarzają się dni, kiedy smród drażni nozdrza mieszkańców nie tylko w okolicy, ale także tych mieszkających w dalszej odległości. Przyczyną jest po prostu nie najlepsze położenie zakładu utylizacyjnego. Nie mam tu na myśli bliskości miasta, bo to miasto samo zbliżyło się do Szadółek. Składowisko położone jest na wzniesieniu i jeśli spojrzymy na to miejsce z perspektywy kilku kilometrów, to zobaczymy, że góruje nad częścią Gdańska, co szczególnie przy zachodnich wiatrach ułatwia rozprzestrzenianie się nieprzyjemnych zapachów. Jest jednak nadzieja, że fetor wkrótce przestanie męczyć nosy gdańszczan, ponieważ na terenie zakładu utylizacyjnego powstaje nowoczesna elektrociepłownia, której zadaniem będzie przekształcanie odpadów w czystą energię i ciepło. Nowoczesna spalarnia śmieci Składowanie to ostatni element piramidy gospodarki odpadami, ten najmniej pożądany, który my, mieszkańcy, powinniśmy minimalizować na tyle, na ile jest to możliwe, choćby poprzez dokładną segregację. Niestety, największy problem - zarówno w Gdańsku, jak i w skali całego kraju - stanowią odpady resztkowe, zwłaszcza te, które stanowią pozostałość po procesie sortowania, czyli nienadające się do recyklingu. Ilość odpadów komunalnych produkowanych w Polsce z roku na rok rośnie, tym samym problem staje się coraz bardziej dotkliwy, zarówno ze względu na uciążliwości z tym związane, jak również koszty ich zagospodarowania. Rozwiązaniem tego problemu może być termiczne przekształcanie odpadów. W całej Europie funkcjonuje obecnie blisko 500 takich zakładów, zwanych popularnie spalarniami. Instalacje te działają z powodzeniem już od wielu lat i stanowią znaczące ogniwo w systemach energetycznych i gospodarki odpadami komunalnymi. Są wyposażone w wysokosprawne systemy oczyszczania spalin, co sprawia, że są najbardziej przyjazne środowisku, pomimo że utylizują odpady zawierające całą masę niebezpiecznych związków. Spalarnie muszą spełniać najbardziej rygorystyczne normy emisyjne, nieporównywalne do norm emisyjnych dotyczących elektrociepłowni węglowych czy gazowych. Powstająca w Gdańsku spalarnia - o czym nie wszyscy wiedzą - musi spełnić najwyższe wymogi środowiskowe spośród wszystkich instalacji termicznego przekształcania odpadów w Europie i na świecie. Szacuje się, że w wyniku procesu spalania otrzymamy rocznie 109 GWh energii elektrycznej i 509 TJ energii cieplnej, która zasili gdański system ciepłowniczy. Energia elektryczna z kolei trafi do krajowej sieci elektroenergetycznej. Ilość energii elektrycznej wystarczy na pokrycie wszystkich potrzeb energetycznych instytucji publicznych działających na terenie Gdańska, wliczając w to jednostki oświatowe, transport publiczny (tramwaje), gospodarkę wodno--ściekową, oświetlenie uliczne itp. Obiekt, który będzie funkcjonował pod nazwą Port Czystej Energii, ma rozpocząć pracę już w przyszłym roku. Dwór Rębowo U zbiegu ulic Jabłoniowej i Przywidzkiej usytuowany jest XIX-wieczny dwór Rębowo, będący świadkiem istnienia dawnej wsi o tej samej nazwie, która - podobnie jak Szadółki - w 1973 roku znalazła się w granicach Gdańska. Jak można przeczytać w wydanej przez Fundację Gdańską w 2012 roku Encyklopedii Gdańska, podawana powszechnie informacja o pierwszej wzmiance o Rębowie z roku 1294 jest nieporozumieniem, chodziło bowiem o wieś w Słup- 40 Pomerania nr 7-8 (577) / Lepińc-Zelnik 2023 50 lat gdańskich dzielnic skiem, w gminie Potęgowo. Faktycznie po raz pierwszy miejscowość o nazwie Rambow została wspomniana w 1334 roku jako granicząca z Kowalami, Szadółkami i Zakoniczynem. Nazwa wsi w kolejnych stuleciach przyjmowała różne formy: 1400 r. - Ram-baw, 1624 r. - Rembowo, 1789 r. - Rambau. W tym samym źródle można przeczytać o konfliktach granicznych z Szadółkami, które trwały do 1802 roku, i o tym, że w XVII wieku ówcześni właściciele sprzedali połowę wsi za 750 marek sąsiednim Szadółkom. W 1939 roku na terenie majątku Rębowo pracowali więźniowie obozu koncentracyjnego Stutthof. Po II wojnie światowej funkcjonowała tu spółdzielnia produkcyjna, do końca lat 80. XX wieku - Państwowe Gospodarstwo Rolne (PGR). Po dawnej wsi, która w 1885 roku liczyła 3 domy i 78 mieszkańców, a w 1923 roku 12 gospodarstw domowych i 68 mieszkańców, praktycznie nie ma śladu. W jej miejsce systematycznie powstaje nowa zabudowa, przede wszystkim mieszkaniowa, choć najbardziej znanym dzisiaj obiektem w Rębowie jest park handlowy z charakterystyczną białą, smukłą latarnią morską. Należy chyba przyzwyczaić się do myśli, że za kilka lat dwór Rębowo całkowicie zniknie z krajobrazu Gdańska. Po pożarze w październiku 2022 roku zostały po nim zgliszcza, choć i przed tragicznym zdarzeniem dwór także nie był w najlepszym stanie. W latach 90. XX wieku nowy właściciel, spółka z branży winiarskiej Weinhaus Jakob Gerhardt Polonia, planował wprawdzie rewaloryzację dworu i parku, ale na planach się skończyło, a dzisiaj powoli wyburzane są pozostałe wolno stojące obiekty położone na terenie zespołu dworsko-parkowego. W ich miejscu ma powstać kolejne osiedle mieszkaniowe. Należy mieć tylko nadzieję, że przez przypadek buldożery nie zniszczą również do końca zabytkowego dworu Rębowo, choć przykład pobliskiego dworu Zakoniczyn dobitnie pokazuje, że można bezkarnie niszczyć tego typu zabytki, nawet będące pod ochroną konserwatorską. Tramwaj i kolej pod nosem Do granic Szadółek kilka lat temu dojechał pierwszy tramwaj. Stało się tak za sprawą budowy tzw. Nowej Bulońskiej, która ostatecznie została nazwana aleją Pawła Adamowicza. Oprócz aut nową drogą pojechały także tramwaje z Migowa do węzła tramwajowo--autobusowego Ujeścisko i dalej tzw. torem odstaw-czym do nowo wybudowanej Szkoły Podstawowej nr 6 zlokalizowanej na granicy Zakoniczyna, Rębowa i Szadółek. W tym roku oddano do użytku kolejny odcinek linii tramwajowej ze wspomnianego węzła Ujeścisko w kierunku al. Vaclava Havla, dzięki czemu skrócił się czas przejazdu w kierunku Śródmieścia. Jeszcze kilka lat temu w planach była rozbudowa linii tramwajowej wzdłuż ulicy Jabłoniowej. Po aktualizacjach Dyrekcja Rozbudowy Miasta Gdańska informuje o budowie ulicy Nowej Jabłoniowej z pełnym uMm •ze Szadółek powstało osiedle Dwór Rębowo. Widok od frontu na zrujnowany zabytek, jeszcze przed pożarem Fot. Sławomir Lewandowski uzbrojeniem, w klasie ulicy zbiorczej o przekroju dwie jezdnie po dwa pasy ruchu, w tym jeden w każdym kierunku jako buspas. Trasa ulicy: od skrzyżowania ulicy Nowej Bulońskiej Północnej [al. Pawła Adamowicza] z ulicę Warszawską do skrzyżowania Jabłoniowej z Przywidzką (dowiązanie do koncepcji przebudowy Węzła Szadółki). W planie jest także przystanek PKM Południe, jednak i ten projekt jedynie zbliża się do granic Szadółek. Jak na razie najbliższa stacja planowana jest w sąsiedztwie węzła integracyjnego Ujeścisko (skrzyżowanie ulic Warszawskiej, Jabłoniowej i al. Adamowicza). Sławomir Lewandowski Pomerania nr 7-8 (577) / Lipiec-Sierpień 2023 41 Gdańsk mniej znany U progu miasta Po dwóch latach przerwy ponownie otwarte zostały progi Zespołu Przedbramia ulicy Długiej, czyli Wieży Więziennej i połączonej z nią Katowni. Do 2021 roku przez 15 lat mieściło się tu Muzeum Bursztynu, a obecnie - nowa wystawa czasowa o odbudowie miasta po wojnie „Gdańsk piękniejszy niż kiedykolwiek". Z wizytą u kata Zanim wejdziemy do środka, przyjrzyjmy się temu wyjątkowemu obiektowi. Spacer rozpoczynamy od strony Bramy Wyżynnej. Mury kryją ślady historii, która sięga 1410 roku. Początkowo Katownia pełniła funkcję bramy przedniej. Przypominają o tym zachowany gotycki łuk z pozostałościami herbów. Uważne oko dostrzeże gdańskie dwa krzyże (jeszcze bez korony), a z drugiej strony - krzyż krzyżackiej komturii. Ponadto po bokach w ścianach wyraźnie odznaczają się pozostałości baszt. W XVI wieku, gdy pojawiła się nowa Brama Wyżynna, ulokował się tu miejski kat. Nadbudowano piętro z salą przesłuchań, a dawne pomieszczenia na działa zaadaptowano na cele więzienne. Nosiły nazwy Abel i Mord Kaina, Zając oraz Lis. Budynek uzyskał poddasze z czterema szczytami udekorowanymi rzeźbami gdańskich żołnierzy i... bezgłową postacią. Według legend pewien mężczyzna przekazał wrogom klucze do miasta, a gdy sprawę odkryto, został stracony przez ścięcie głowy. Fasadę ozdobiono w XIX wieku elementami Bramy św. Jakuba, którą wówczas rozebrano. Gdański barbakan Łącznik między Katownią i Wieżą Więzienną zwany jest szyją. Zobaczymy tu wmurowane w ścianę lapidarium elementów z rozbieranych w XIX wieku fortyfikacji. Z drugiej strony wiszące kajdany przypominają o funkcjach więziennych Przedbramia. Od XVI do XIX wieku znajdowało się tu kilkanaście cel, a nawet podziemne lochy. Warto zwrócić uwagę na mury budynku. Łatwo dostrzec, że był wielokrotnie przebudowywany. W początkowym okresie istnienia chronił, niczym barbakan, dostępu do Gdańska. Zobaczymy tu zarówno średniowieczne cegły, jak i późniejsze holenderki. Są mniejsze, jasne - dotarły do Gdańska jako balast na statkach z Niderlandów. O dziejach obiektu dowiemy się więcej na pierwszym piętrze łącznika na wystawie „Od bramy do Muzeum. Krótka historia Zespołu Przedbramia". Po prawej stronie wchodzimy do wieży, zachowały się tutaj nawet oryginalne drzwi z XVII wieku! Piękny Gdańsk Wnętrza wieży zachwycają mrocznym klimatem dawnego więzienia. Na ścianach i odrzwiach zachowały się inskrypcje wykonane przez przebywających tu skazańców. Na pierwszym piętrze przetrzymywano przez ostatnie dni życia przeznaczonych na śmierć... Wyżej więziono żołnierzy. Surowo karano ich za nie-spełnianie obowiązków. Za spanie podczas nocnej wachty groziło w okresie wojennym rozstrzelanie. Warunki były bardzo surowe. Ludzie przebywali tu w ciemnościach, marznąc na słomianych barłogach. Od maja tego roku Muzeum Gdańska prezentuje w Wieży Więziennej wystawę czasową „Gdańsk piękniejszy niż kiedykolwiek". Pokazuje ona skalę zniszczeń miasta w 1945 roku, które szacowane są na 90 procent. Przybliża także idee, które rodziły się w głowach architektów, jaki ma być nowy Gdańsk. Po wojnie zastanawiano się, czy przenieść centrum miasta nad morze lub pozostawić część ruin jako świadectwo okrucieństwa wojny. Część wystawy poświęcona jest również ludziom, którzy podnieśli miasto z gruzów. Artystom, architektom, ale i zwykłym gdańszczanom. To im zawdzięczamy piękno Gdańska. Podsumowaniem wystawy i największą atrakcją tego miejsca jest możliwość wspięcia się na sam szczyt i podziwiania cudownej panoramy Drogi Królewskiej. Tu nie ma wątpliwości: Gdańsk - piękniejszy niż kiedykolwiek! Marta Szagżdowicz Fot. Marta Szagżdowicz 42 Pomerania nr 7-8 (577) / Lepińc-Zelnik 2023 KASZUBSKIE MENU NA GDAŃSKIE DNI KASZUBSKIE Jedzenie to nie tylko strawa zaspokajająca głód, ale i uczta dla ciała, zmysłu smaku i węchu, no i przede wszystkim dla wzroku. To sposób budowania pozytywnego nastawienia do życia. Choć teoretycznie, zdaniem naukowców, istotą kuchni regionalnej są potrawy reprezentatywne dla regionu, to w praktyce osoby prowadzące przedsięwzięcia gastronomiczne uciekają się do stosowania najprostszego chwytu psychologii społecznej, jakim jest dodanie słowa kaszubski, kaszubska do każdej, nawet najbardziej głupio dobranej potrawy. Przykładami niech będą pierogi kaszubskie, pizza po ka-szubsku, halibut prosto z kutra. Dania zarówno obce tradycyjnej kulturze kulinarnej regionu, jak i często stanowiące standard same w sobie - takie jak pizza. Standard uniwersalny dla całego świata, oczywiście często nazbyt swobodnie interpretowany, ale standard. Z tą swobodną interpretacją jest tak, że Włosi zirytowani odchodzeniem od korzeni wprowadzili w życie system oceny i sekowania tych zakładów gastronomicznych, które z kanonu ich kuchni robią coś zupełnie niezrozumiałego. Dlaczego więc nie spotykamy się z podobnym zjawiskiem w naszym regionie? Dlaczego klasyczne formy przygotowywania i podawania śledzia do posiłku zostały wyparte przez rolmopsy pływające w ceglastoczerwonej oleistej cieczy? Dlatego, że o nie nie dbamy, dlatego, że zbyt zachłystujemy się nowoczesnością i tym, co powiedzą w telewizji bądź podadzą do wierzenia w sieci? Pewnie tak. Zbyt mało dbamy o to, by spisać dziedzictwo przodków w zakresie szerszym niż kilka potraw, nie poszukujemy ich w restauracjach, barach. Pozwalamy na ich wypieranie przez dania obce lub zbyt swobodnie interpretowane. Za niezwykle cenną należy więc uznać inicjatywę podjętą przez Zrzeszenie Ka-szubsko-Pomorskie, które po ubiegłorocznym sukcesie w czerwcu tego roku zorganizowało kolejne Gdańskie Dni Kaszubskie przybliżające mieszkańcom multikulturo-wego Gdańska i gościom z całego świata kulturę kulinarną regionu. Realizowane to jest przede wszystkim przez publiczną dyskusję o kuchni kaszubskiej na głównej scenie imprezy, a w tym roku zostało wsparte przez kolejną ważną inicjatywę. Jak powiedział mi Łukasz Richert, jeden z organizatorów imprezy, w trakcie jednego ze spotkań z przedstawicielami hotelu Hilton, którego częścią jest restauracja Mercato, obok pytań o wsparcie Fischmarktu, który odbywa się w bezpośrednim sąsiedztwie hotelu, padło pytanie o możliwość przygotowania specjalnego menu oddającego esencję kuchni regionu. Co ważne, propozycja nie spotkała się z odmową, a wręcz odwrotnie. Ekipa pod wodzą szefa kuchni Dominika Karpika przystąpiła do intensywnej pracy przy selekcjonowaniu dań i po dyskusji i pewnych korektach wstępnego pomysłu przygotowała zestaw, który może dać pojęcie o istocie kuchni kaszubskiej. Oczywiście główną rolę w menu odgrywały śledź i kartofle. Śledzia podano nam w formie sałatki z jabłkiem i cebulą pokrytej muślino- pomerania nr 7-8 (577) / llpiec-slerpień 2023 43 Smaki i aromaty Pomorza --j7q^ wym, lekko podbijanym sosem śmietanowym aromatyzowanym kawą zbożową z dodatkiem odrobiny słodu dla dodania wykwintności. Przepis ten został zapisany w Mechelinkach przez Annę Kaskulę, która w wejherowskim szpitalu jeszcze przed wojną rozpoczęła naukę zawodu kucharki. Dzięki jej córce Zofii Wysockiej cieszę się oryginalnymi zeszytami pełny- mi ciekawych przepisów. Pozostałe to kopie, więc oczywiście te pożółkłe strony traktuję ze szczególną atencją. Generalnie, z racji zapisania przepisu w jednej z rybackich wiosek, jest to autentyczny kawał historii, który jesteśmy w stanie zlokalizować w kategorii miejsca, ale i czasu. Nie byłoby takiego menu, gdyby nie sztipa śmietanowa z cebulą podana ze śledziem i pulkartoflami. Klasyka, która choć nie jest kojarzona z konkretnym miejscem powstania, to jednak do dziś sprawia, że każdy, kto pamięta lata przed fast foodem, każdorazowo spojrzy na taki talerz z sentymentem. Mówiąc o kartoflach, należy wspomnieć o zupie dziadówce przygotowanej na maślance z dodatkiem mąki żytniej. Zupa została podana na talerzu, który posypano apetycznie zarumienionymi kostkami wykrojonymi z kartofli i podobnie zarumienionymi kawałkami boczku. Dla niewtajemniczonych pewne wyjaśnienie. W trakcie podgrzewania węglowodanów zawartych w kartoflach dochodzi do reakcji chemicznych, których wynikiem jest karmeli-zacja, a jej efektem jest piękny złoty kolor (jeżeli danie nie zostanie zbyt długo przetrzymane na ogniu). Karmelizacja, czyli słodkość, a słodkość oznacza przyjemność. Dziecko, które zaczyna jeść to, co dorośli, nie będzie amatorem ostrej papryki, kwaśnej kapusty lub musztardy, ale napoje słodzone wypije zawsze. Jedząc takie kartofle z zupy zawierającej jeszcze mąkę, naraziłem się mojej doktor, ale mam nadzieję, że ten numer „Pomeranii" nie wpadnie w jej ręce. Zapomniałem dodać, że kostki boczku zawierają tłuszcz, który jest idealnym nośnikiem smaku. Z jednej strony uczta dla satysfakcji smakowej w mózgu, z drugiej strony prosta droga do konieczności spożywania leków na podwyższony poziom cholesterolu. Ukłonem w stosunku do mieszkańców południowej części regionu był żuchel, który mieszkańcy reszty kraju nazywają nie wiedzieć czemu babką ziemniaczaną, gdy wszyscy wiedzą, że na Kaszubach są kartofle. Potrawa obroni się sama (maślanka lub kwaśne mleko były tylko dodatkiem) bądź stanowić będzie doskonałe uzupełnienie dań z duszonymi mięsami, grzybami. Ta, którą przygotowano, była ciekawa o tyle, że kucharze podzielili boczek na bardzo drobną kostkę, więc można powie- 44 Pomerania nr 7-8 (577) / Lepińc-Zelnik 2023 Smaki i aromaty Pomorza dzieć, że smaku wędzonki nie brakowało w żadnym z kęsów babki, której kosztowałem. Ta forma przypadła mi bardziej do gustu niż ta, w której kawałki tłustego boczku lub słoniny wprowadza się do masy w dużych kawałkach. Gdańskie Dni Kaszubskie to swego rodzaju święto kultury kaszubskiej, a w tym kaszubskiej kultury kulinarnej. Nie było w domach kaszubskich święta bez kucha lub leguminy. Kucharze na szczęście nie poszli na łatwiznę. Legumina była majstersztykiem cukierniczym. Z jednej strony spoista, z drugiej w pełni plastyczna, bez wyczuwalnych grudek żelatyny. Idealnie gładka i równa w smaku, pozbawiona najmniejszego nawet ziarenka źle rozmieszanego cukru. No i ozdobiona szo-donem cytrynowym posypanym specjalnie przygotowanymi wiórkami ze skórki cytrynowej, które wybuchały smakiem w ustach. Ktoś zapyta, co to jest szodon i skąd ta francusko brzmiąca nazwa na Kaszubach. Odpowiedź jest prosta. Szkolnictwo gospodarcze, które wystartowało w latach międzywojennych i trwało do czasów Bieruta, sprawiło, że nasze babcie były nauczane podstaw dobrego prowadzenia gospodarstwa domowego, a więc i kuchni. Jednym z elementów kursu było wykonywanie legumin i szodonów. W istocie baza jest taka sama, jajeczna. Szodon wyróżnia się dodatkiem wina lub cytryny. Kontrast smaków zachowujący się w ustach przez cały czas przełykania, przerywany wyłącznie wybuchami cytrynowego aromatu zawartego w wiórkach cytryny, pozostanie na długo w mojej głowie. Ktoś może zapytać, co jest interesującego w tych daniach. Przecież wielu robi podobne każdego dnia, każdego tygodnia. Odpowiem tak: istotą szlachectwa potrawy jest najczęściej nie smak, ale sposób podania. Człowiek zaczyna jeść oczami. Jest to rzecz potwierdzona przez naukowców, znacie ją z własnego doświadczenia. O ileż różna jest zupa dziadówka będąca beżową cieczą, w której być może jest coś, co lubimy, od tej, którą pokazałem na zdjęciu, gdzie podpieczone kartofelki uśmiechają się kokietująco do głodnego. „Weź mnie" - mówi każdy z kawałków. Wiem i rozumiem, że żyjemy w wielkim pośpiechu i często tylko dania prefabrykowane są naszym pożywieniem. Cóż może być pięknego w mrożonych potrawach lub nawet tych zakonserwowanych w słoikach? Jeżeli zwrócicie uwagę na zdjęcia, zobaczycie, że każde z dań zostało przygotowane bez pośpiechu, z pewną celebrą. Kuchnia regionalna i prosta może być piękna, problemem jest to, że zbyt często w warunkach barowych, które są doświadczeniem większości turystów, tempo obsługi nie pozwala na skomponowanie talerza. Łyżka frytek, łyżka surówki i na to odgrzewany kawałek ryby przygotowany poprzedniego wieczora. Stos tłuczonych kartofli i górka śledzia w śmietanowym sosie wyjętego z dużego wiadra. Chochla kaszy, chochla szmurowanego mięsa w sosie i jeszcze górka pruskich buraczków. Tak, najemy się tym, sam niejednokrotnie jadam takie rzeczy dla smaku, ale czy się cieszę? Smakuje mi, ale - podobnie jak pewien polityk - nie cieszę się z takiej polityki. Odrobina wysiłku, a to samo danie będzie eleganckie. Gdańskie Dni Kaszubskie i set menu kaszubskie w znanej gdańskiej restauracji udowodniły, że jest to w zasięgu ręki każdego kucharza, w zasięgu ręki każdego z nas gotujących w domu. Po prostu przyjmijmy, że jedzenie to nie tylko strawa, ale i uczta dla ciała, zmysłu smaku i węchu, no i przede wszystkim dla wzroku. Podsumowując, wrócę jeszcze raz do Łukasza, który powiedział mi, że uważa, iż ten projekt jest wielką wygraną. Fakt, że w eleganckiej restauracji dało się sprzedawać dania prostej kuchni kaszubskiej, oznacza, że warto było, że można zainteresować gości tym, co autentycznie nasze. Wygrało Zrzeszenie, rozpoczynając skuteczny program promocyjny, który powinien być kontynuowany w kolejnych latach, może przy udziale innych lokali. Wygrała restauracja, która ekskluzyw-nością dań zaskoczyła wszystkich - gości, krytyków, Zrzeszenie, a może i siebie samą. Warto dodać, że restauracja uczestniczy w programie promowania historycznych smaków Gdańska. Czy jednak, niezależnie od tego, że trwają spory o to, czy Gdańsk był i jest kaszubski, warto zajmować się tą częścią historii? Czy nie lepiej poświęcić się temu, że gdański stół nie istniałby bez zaopatrzenia żywnościowego z Kaszub? Biorąc pod uwagę szeroki kontekst, warto było promować kuchnię kaszubską w Gdańsku. Rafał Nowakowski Pomerania nr 7-8 (577) / Lipiec-Sierpień 2023 45 POCIĄGIEM NA BRZEG BAŁTYKU Nadeszły wakacje. Na Kaszuby, nad morze zjeżdżają się liczni turyści z całego kraju. Będą jeść halibuta prosto z kutra, ostro zaprawianą papryką zupę rybną, pizzę i frytki. Większość dotrze tu samochodami, odstawszy swoje w korku przed bramkami na bursztynowej autostradzie. Kilkadziesiąt lat temu przyjeżdżali pociągami z różnych stron Polski. Fronty wojny polsko-bolszewickiej wrzały jeszcze, gdy w 1920 roku we Lwowie utworzono firmę turystyczną Orbis. Choć w pierwszym okresie działalności jej aktywność koncentrowała się na terenie Małopolski, ale w tym samym dziesięcioleciu firma rozszerzyła swą aktywność na obszar całej Polski, by w 1928 roku uzyskać status narodowego biura turystycznego, które rok później przeniosło się do stolicy. To właśnie Orbis i równolegle Gromada kształtowały styl turystyki powszechnej okresu dwudziestolecia międzywojennego. Dlaczego mówię o turystyce powszechnej? Odpowiedź jest prosta - arystokrację, posiadaczy ziemskich, przemysłowców stać było na to, by na Wybrzeże przyjechać automobilem lub motorówką lux-torpedą Strzała Bałtyku (protoplastka dzisiejszego IC Kaszub). Ludzie ci zamieszkiwali w eleganckich hotelach, pensjonatach bądź posiadali własne wille, więc byli obsługiwani tak, jak odbywało się to co dnia w ich domach. Naturalne było więc zjadanie wielodaniowych wykwintnych posiłków, naturalne były rauty, ba - mówiło się, że wielkie państwo wychodzi z rautu w warszawskim Bristolu, dorożką dojeżdża na Dworzec Gdański i odjeżdża z butelkami szampana nad morze, do Gdyni lub na Hel, by spędzić na hulankach kolejny dzień lub kilka i wrócić do domu, nadal popijając szampana, również lux-torpe-dą bądź samolotem, który kursował z Gdyni do Warszawy. O takich ludzi nie chodzi, ich i tak kuchnia lokalna nie interesowała. Oni żyli w innym świecie. Grupą, która nas interesuje, są osoby z klasy średniej, drobniejsi urzędnicy, nauczyciele i inni o podobnym statusie społecznym. To z myślą o nich Polskie Towarzystwo Księgarni Kolejowych „Ruch" SA wydało w 1926 roku Przewodnik po polskiem Wybrzeżu autorstwa krakowskiego geografa Józefa Staśki. Autor pokusił się o udzielenie w nim „wskazówek dla wycieczek". Każdy wyjeżdżający nad polskie morze powinien przygotować się na pewne niewygody co do mieszkania i aprowizacji. Najprzód należy zabezpieczyć sobie stalą kwaterę na dany miesiąc lub na cale wakacje, najlepiej zamówić już wczas na wiosnę, potem dopiero myśleć o ułożeniu sobie czasu na letnisku. Na miejscu zaś wreszcie rozpatrzyć się w planie wycieczek. Jeżeli na wywczasy wybiera się liczniejsza rodzina, nie można zapominać o zapasach żywności, lepiej zabrać ze sobą na bagaż, aniżeli być skazanym na brak ich już na miejscu. Rodzina, gospodarująca sobie na letnisku sama, czyni najlepiej. Przy małej stosunkowo pracy nie tylko, że oszczędza grosza, przez co zapewnia sobie i dłuższy pobyt i uprzyjemnienie sobie tego pobytu, ale także wyucza przytem ludność kaszubską gotować takie potrawy, jakie letnikom smakują. Kuchnia polska usuwa w ten sposób zwolna braki kuchni niemieckiej i kaszubskiej, do których trudno się nam przyzwyczaić. Opłaci się brać ze sobą nietylko kawę, herbatę, cukier, lecz i mąkę, kaszę (której gdzieniegdzie nie znają na wybrzeżu) i groch. Naczynia dostanie się na miejscu od gospodyni; drzewo, sól, ziemniaki się kupi; po tłuszcze, mięso i masło z nabiałem posyła się członka rodziny w głąb kraju gdzieś na wieś najlepiej, a jeśli się mieszka na Helu, ma się jeszcze codziennie ryby do wyboru - i troska aprowizacyjna na letnisku znika. Ale broń Boże obładowywać się wycieczkowcom różnemi kiełbasami, chlebem etc., a potem maszerować po kraju, gdzie co parę kilometrów gospody wszystkiego mogą dostarczyć. Najlepiej wycieczki urządzać pieszo, nie mając nic w ręku, chyba jedynie 0 ligo Popierania Turystyki w ***** Dyrekcji Oler. Kolei Pońs»wov*W Poznaniu wraz k Zor*qdem i Komendą Grodzką lwiątku organizuje w dniach ad 8—11 lipca 1939 roku POCIĄG POPULARNY ■GDYNI „Strzelcy nad Morzem" i SrmpttukA* 2. Ł z Poznania do Po.naw odl 8. V8, 39 około «ad*< 21* Po i non prx|^ 11. V8. 39 około gadj. 4* CENA BIIETU » *«(«»¥ * **»w"s»tt»r!Wrt1K « i» efancinaow i Wa&irilalsse *»feupi»nie karl uczestnictwa x£<§&«yguie » ctoliciu pociągu paptóareeg© do skutku E DWA PNI W SŁOŃCU Popierania Turyiiyld D,,. Okre* Kolei PaAjtw, w Pomtimu organizuje w dniach od 22-25 lipca 1939 roku WYCIECZKĘ POCIĄGIEM POPULARNYM 0 z Poznania do feaneft d*i« 52. VIL 39 #od*. Po*nań prsyf. dnia 25. Vii, 39 jjod*. 4* tf tmiote *mif Hbtorm strat 8- P. : t tluCeefc « GDYNI Certa bilału wynosi 16« uumsfl; vr«a4nMu« kupno biletów o dojściu do tkutku poii«»u oopularmao! 46 Pomerania nr 7-8 (577) / Lepińc-Zelnik 2023 Wakacje nad morzem Na tegoroczny urlop Jedziemy wszyscy nad morze! Tłumny zjazd z całej Polski do kąpielisk nadmorskich ZfcmtM Polskim o wiete i clinie iityi ie Morzem sezonie jest p o w s z t ~ w latach strzesze tury* >iera.m się w rui wycieczki Podrśi nad uvif/e jest jednak Z certtftstH kraju i kresów daleki, i kc ^towna, a ebeć ce? t»- dróży jest tardsso atrakcymy, wrze cież wC/iit jest z a pe wapnic szcze»»I«« troskliuci cpMd organizacyjne* /c ny wszystkich Zada* Koman; ry styki. lllu/szi, i, .Wszelka ;ii«r wypoczynkowym, to zk."tVj MintsterMwo Lid/e Popierania Tu- k w zakresie k r » t - . • « j,t iaaicti pobytów nad morzem, inicjatywę społeę^jp nnku Liga P, T. ma ofc*>* wązać z odpowiednio wypracowanym planem przewozów k o ! c j o w y c n t przystosowaniem jej cio zaktlw Sci taborowych i przewozowych PKP. Do przewozów tych oiusi być lei przywiązana możliwie tania. sprawna i celowa obsługa lu-rys[«vi. Na ^Dfii Morza" do Gdyni Jeśli chodzi o rttcli wycie-e z k O w y wymicawj należy (A-siustc od HfiB t, Wp Owi JMoraa. ikiatcajacydt po Jctłfcnascie tysięcy turystów. W tym roku 1>to te przy padną na U — J9 czerwca, przyczyni skierowanych będzie w tym eza&U do Otlyni M pociągów po" jtularnych ze zniżką 75 proc.,Tuż po tyci] Uniach odbędzie sic w dniu 30 czerwca Kongres Eucharystyczny w Gdyni, na który przybędzie oko- ło 2» pocisków popularnych. IHa przybyszów z prowincji przyznana zo*tatu na te 2 zjazdy zniżka indywidualna za kartami i;cześlfiictwa z ustępstwem 66 proc,, na podstawie której paplypic Tak dzii wygląda mata włesta ryhackt sprzed W. laskę, lub mapę. Przyda się też kompas i lornetka. Jeśli wybiera się na wycieczkę pieszą większa ilość osób, to najwyżej można zabrać do plecaka coś do picia, a już i to będzie ciężyło ogromnie. Stykając się z ludnością miejscową nie należy nigdy traktować jej z góry ani obchodzić się z nią brutalnie. Często wśród ubogich ludzi, mieszkających w jakiej wiosce za lasami odnajdziemy szczątek daw- Wnętrze wagonu utrzymane w fas* cnyin tonie, dzięki oryjeinalnym ofcno^n umieszczanym w dachu, dostarczającym wicie światłu f estetycznemu u-rzpiUcu^u — .oprawia ómrdzo dodatnie wrażenie. Wagon obliczony Jest na W cią-dma, miefeea te zarniema-ne są na wygodne kaii4fnv, wrtfessctOft© wzdłuż wagonu, W środku anaWuie sic? stół rozsuwany f sześć lekkich krzesełek, PonadUo w wagonie znajduje si^ szafa eia ubratiia, w^ietkiie pod fóżkartii -a* fn.eszczojio szuitady na .pościel f przed* miotv osobistego użytku, w ścian ia obudowana jest szafka - stolik, zaopatrzona w odpowiednią kuchenkę spirytusowa — umożliwiająca prawa-j-- zenie ,fwfa.sne£o" gospodarstwa w czasie podroży, w osobnym 4>rj:cuzia-o ltaźd«i c«ny należy doliczyć p® 1-JO 2l dziennie od osoby, S t a c j e w yia i d owe: Stacje sjftęchłufc j Urmkim t-Mr6w tóriż Po HI* A Waiswwt 17.00 1H.20 J 21,50 JR.20 f 15.40 13,00 Pr*'sitak iaso 1320 ; MM MM 17.00 13.00 • Horwlysgc?* | k. Pińska !&jQfł mm i 13 60 17 JO 18-80 13,00 Klonowo 1 k. Lidzbarka 14.60 13.41) 173! 15.00 1220 9m Kruszwica 1SJ0 ] 1.411 19.00 14,20 6.ao 34 .m Leo&ia 14.60 13 XK1 10JWI 1030 13.80 MifcuJic&yn 17 .m f&KO 11.00 36.00 2%M m.m Pod brodzie 20,00 17.20 19.20 20 cm 20.00 14.20 ■ Sieraków 18-20 i 5 .00 \ 20.40 14J0 4.00 17,40 Skalite €.m 17.40 j 14,60 i BM 13,60 13,60 1 Zajrórz 15M HM 9M ! 14.60 18.00 14 .m >m m\. Mm. -urn -'W-. II*1'" * jrrk atyckim z bogatym Gdańskiem jako centrum. Choć Orbis sto lat temu był mniej luksusowy niż ten, który część z nas pamięta, to jednak wskazówki Józefa Staśki zastąpiły teksty propagujące turystykę powszechną, które zaczęły się pojawiać w połowie lat 30. ubiegłego wieku, gdy powstała Liga Popierania Turystyki. Ta afiliowana przy Ministerstwie Komunikacji organizacja turystyczna wykazała się w ciągu kilku lat działalności rzeczywiście intensywną aktywnością. Sprawiła, że mieszkańcy małych miejscowości, a nawet gmin lub sołectw, jeżeli zebrali się w odpowiedniej wielkości grupę turystyczną popieraną przez sołtysa, mogli po raz pierwszy w życiu wsiąść do pociągu i pojechać na jedną z proponowanych wycieczek. Dokąd wyjechać? Ulgi wyjazdowe i pobyty ryczałtowe Ligi Popierania Turystyki Nad morze. Od 1 lipca obowiązują 50 proc. zniżki kolejowe przy wyjazdach do 23 nadmorskich miejscowości, gdzie LPT zorganizowała tanie pobyty ryczałtowe. Oto miejscowości, gdzie można spędzić tani urlop: Mechelinki, Rewa, Gnieżdżewo, Ostrów, Pier-woszyń, Tupadły, Puck, Swarzew, Wielka Wieś, Chła-powo, Jasne Wybrzeże, Osłonino, Heł, Jastarnia, Jastrzębia Góra, Jurata, Kuźnica, Orłowo, Rozewie. Ceny kart uczestnictwa LPT zł 44 oraz 46 - zależnie od odległości. Ceną tą objęty jest również kupon zaliczeniowy, wartości zł 35, którego równowartość potrącana będzie z rachunku za pobyt w pensjonacie. „Jedziemy" nr 28 z 1939 (tygodnik wydawany przez Ligę Popierania Turystyki) Ze względu na to, że wycieczki organizowano tak, by miejsca w pociągu popularnym były w pełni obsadzone, działalność ta była niezwykle rentowna dla PKP. Zapełnione pociągi zatrzymywały się wyłącznie w miejscach bunkrowania parowozów, a więc dojeżdżały na miejsce szybciej niż pociągi kursowe, które często były w znacznym stopniu puste. Zorganizowane centralnie rozdzielanie kwater w miejscowościach wypoczynkowych wiązało się także z zapewnieniem wyżywienia zatwierdzonego w centrali w Warszawie. Centrala rozliczała także kupony będące podstawą do uzyskania szeregu świadczeń promowanych przez państwo, które dbając o wypoczynek Polaków, cieszyło się całkiem interesującą zyskownością przedsięwzięcia, nad którym miało pełną kontrolę. Czy wyobrażacie sobie w takiej sytuacji żonę rybaka szykującą letnikom skierowanym na kwaterę przez Ligę Popierania Turystyki zupę z fląder z pul-kartoflami? Nie, tak być nie mogło, osoby prowadzące pensjonaty musiały podporządkować się narzuconym przez centralę w Warszawie jadłospisom warszawskim, czyli uniwersalnym, a przede wszystkim stosować się do zatwierdzonych budżetów na utrzymanie letnika. To, czy w trakcie dnia letnik ze swoich środków zakupił sobie rybę w jednej z lokalnych wędzarni, gdy mówimy o pobycie w jednej z 23 miejscowości Wybrzeża, to już inna sprawa. Dobrym pytaniem jest to, czy nie posiadając indywidualnego transportu, a będąc zdanym na działania organizatora, wczasowicz miał na to szansę... W 1939 roku szczególnie popularne były wycieczki nad morze, do Gdyni i innych miejscowości Wybrzeża, bo w obliczu zbliżającej się wojny ówczesna doktryna polityczna chciała pokazać, że od morza odepchnąć się nie damy i jesteśmy dzielni, i nie oddamy ani jednego guzika z żołnierskiego płaszcza. Popularne do Gdyni „Nie damy się odepchnąć od morza" Pod tym hasłem odejdzie ze st. Warszawa- Wileńska w dniu 14 lipca o godz. 20 m. 20 pociąg popularny do Gdyni i powróci na tę samą stację w dniu 17 lipca o godz. 5 m. 20. „ Gdynia to reduta Polski nad Bałtykiem " Cena karty kontrolnej, ważnej na przejazd w obydwie strony w wagonach turystycznych z miejscami do leżenia, wynosi tak w pierwszym, jak i w drugim pociągu zł 21.70. 48 Pomerania nr 7-8 (577) / Lepińc-Zelnik 2023 Wakacje nad morzem Najmilszy urlop — nad morzem! Wielki sezon tanich pobytów w 23 letniskach Wybrzeża Od 1 uca obowiązują SO procentowe zniżki kolejowe i>rzv wyjazdach do 23 nadmorskich miejscowości, edz-ie LPT zorganizowała tanie pobyty ry-c?aftowe 0 <>%«! *^01W^ »»■ T. ■ pozy tura w przystani Żeglugi Polskie; na moks Prezydenta, , Załatwienie tej forniabto&ci uchroni wszystkich od zbędnych kłopotów na jakie m-rtóna sle narazić ortiijaiac obowiązujące przepisy. Karty uczestnictwa Ligi Popierania Turystyki do nabycia w przedstawicielstwach LPT na wszystkich większych stacjach kolejowych, w biurach podróży Francocoi, Qrbis> Wa-iens Ute Cook oraz w Związku Pro" paoady Turystyczne! m. $t» Warszawy.. ul. Wierzbowa 8, Przepustki nadgraniczne dla turystyki karpackiej wydawane są bez specjalnych trudności Większość wyjeżdżających na urlopy na Hucutszczyaswę nie zaopatruję się w przepustki do strefy n a d-£ r a )t 1 c 2 n e i, co powoduje przy zwiedzaniu pasma Czarnohory, Kuk tria i in. utrudnienia, gdyż organa Korpusa Ochrony Pogranicza zmuszone są takich turystów zatrzymywać j nie dopuszczać na szlaki turystyczne pogra-»ic2Jie. Cbcac uniknąć straty czasu ł przy- krości zawracania z obranego kierunku wycieczki, należy przed wyjazdem zaopatrzyć się w twoim przedzie starościńskim w przepustkę z wymienieniem miejscowości. .Przepustka ważna jest łącznie r. dowodem osobistym i jest wydawana bez specjalnych ograniczeii. Urzędnicy państw, legitymują się legitymacjami służbowymi. Do kart kontrolnych na te pociągi włączone są kupony uprawniające do bezpłatnego zwiedzenia portu gdyńskiego motorówką, przejazdu statkiem do Jastarni i z powrotem oraz zwiedzania miasta pieszo z przewodnikiem. „Jedziemy", 9 lipca 1939 r. Cotygodniowe zestawienia pociągów popularnych publikowane w tygodniku „Jedziemy" wskazywały na to, że organizowano wyjazdy nad morze z każdej niemal dużej stacji węzłowej. Bywało tak, że do miejscowości docelowej, na przykład do Gdyni, przychodziło ich kilka jednego dnia. Każdy z innej części kraju. Czy wyobrażacie sobie, że turyści, którym zorganizowano nocleg w Hotelu Turystycznym przy ulicy Rybackiej 1 (dziś to miejsce już nie istnieje), szukali zaraz odpowiedniego do swojego statusu lokalu? Nie, oni korzystali z tego, co organizator zaplanował i przygotował, a co było wliczone w cenę karty kontrolnej. Jedno z ogłoszeń z tygodnika „Jedziemy" mówi, że hotel potrafił obsługiwać nawet tysiąc osób jednorazowo, a więc kilka pociągów. Czy kuchnia przygotowywała dla takiej liczby osób dania a la carte, czy raczej była odwzorowaniem kuchni wojskowej, która za naturalne uznawała przygotowanie kilkuset posiłków jednorazowo? Posiłków, które musiały przypaść gustom gości, a dodatkowo być zrozumiałe dla urzędników koordynujących program w zarządzie LPT w Warszawie. Aby podkreślić, jak bardzo skomplikowane było sprzedawanie kaszubskiego jedzenia letnikom, należałoby odwołać się do ogłoszeń publikowanych w „Gazecie Kartuskiej" lub „Gazecie Puckiej", w których pytano o osoby do pracy znające kuchnię warszawską. Słyszeliście coś o pociągach campingowych? W końcu lat 30. Liga Popierania Turystyki zaproponowała turystom nowość, jaką były wycieczki wagonami campingowymi, które miały docierać na obszary pozbawione infrastruktury noclegowej i gastronomicznej, ale posiadające istotne walory turystyczne. W przypadku Kaszub były to na przykład Miechucino dla zainteresowanych odwiedzinami nad Jeziorem Raduńskim, rejon Mirachowa (może groty, może Szczelina Lechicka) i Dzierżążno dla zainteresowanych wycieczką do jaru Raduni. Mówiąc o wagonach campingowych, musimy ponownie zburzyć mit żywienia się letników pod strzechą. Wagony (w 1939 roku było ich 10) były bowiem tak urządzone, aby jadący nimi mogli prowadzić własne gospodarstwo podczas wycieczki, a czas poza przejazdami poświęcać wyłącznie na zwiedzanie lub rozrywkę. Prasa pisała o tym, że wiele osób wykorzystuje wygodne wagony z możliwością spania, za które płaci się niską, zryczałtowaną cenę, do przejazdów docelowych na normalny pobyt w pensjonacie. Co ciekawe, proceder ten uprawiali głównie przedstawiciele klasy średniej, podczas gdy oferta pociągów campingowych była kierowana do sfery pracowniczej. Polak nie byłby jednak sobą, gdyby nie próbował oszukać systemu... Rafał Nowakowski Pomerania nr 7-8 (577) / Lipiec-Sierpień 2023 49 MARIA SOCHA Na Kaszubach, w miastach większych i mniejszych, na wsiach, wszędzie, gdzie mieszkają ludzie, spotkać można osoby nieokupujące pierwszych stron gazet, rzadko obecne w portalach internetowych, jedynie niekiedy aktywne lub piszące coś sporadycznie w mediach społeczno-ściowych. Ich życiorysy są interesujące i warte upamiętnienia. Jedną z takich osób jest Maria Socha, całe życie mieszkająca w Rumi i związana z rodzinnym miastem również poprzez pracę zawodową i inne rodzaje aktywności. Dom rodzinny Maria Socha pochodzi z tradycyjnej rodziny, od pokoleń żyjącej w różnych częściach Kaszub. Rodzice pani Marii związali swoje losy z Rumią. Jej życie stanowi geograficzną kontynuację owego wyboru. Rodzina Sochów pochodzi z powiatu kartuskiego. Dziadkowie pobrali się w roku 1905. Jan, urodzony w 1871 roku, podczas I wojny światowej służył w wojsku. Zwolniony z armii na początku roku 1918 na skutek poważnej choroby nabytej podczas działań wojennych, zmarł w rodzinnym domu w sierpniu tego samego roku na grypę zwaną hiszpanką. W listopadzie zmarła jego żona Julianna, urodzona w roku 1880. Ich dzieci znalazły się pod opieką rodziny, a odziedziczone po rodzicach 10-hektarowe gospodarstwo nie przyniosło sierotom odpowiednich dochodów, za co winę ponosili krewni. Ojcem Marii był Bernard Socha, urodzony 21 sierpnia 1915 roku, pochodzący z Gliniewa. Zdobył zawód ślusarza, złożywszy egzamin czeladniczy przed Izbą Rzemieślniczą w Bydgoszczy w kwietniu 1938 roku. Po II wojnie światowej w latach 1946-1949 zatrudniony był jako cieśla i ślusarz w Towarzystwie Gdynia - Ameryka Linie Żeglugowe SA. W kolejnych latach pracował w kilku zakładach na terenie Rumi. Od 1972 roku - w strukturach gdyńskiego portu; w roku 1975 -w Sekcji Eksploatacyjnej ZPH „Textilipex" Portowej Składnicy Wełny w Gdyni; wcześniej zaś, od 1963 roku, w Pionie Technicznym Wydziału Robót Mechanicznych gdyńskiego portu. Na emeryturę 50 Pomerania nr 7-8 (577) / Lepińc-Zelnik 2023 Sylwetka przeszedł z końcem roku 1978. Do końca czynnego życia zawodowego był związany z Zarządem Portu Gdynia. Warto dodać, że jest autorem wynalazku, który w 1977 roku dopuszczono do użytku. Było to usprawnienie hamulca kół w wózkach dwukołowych konstrukcji stalowej. Niezależnie od wymienionych etatów, w miejscu zamieszkania Bernard prowadził niewielki zakład ślusarski. Potrafił wykonywać ozdobne, kunsztowne płoty, bramy i inne podobne wyroby metalowe. Matką Marii była Stefania z domu Krampa, urodzona 21 stycznia 1924 roku w Sopieszynie, gdzie jej rodzice posiadali gospodarstwo rolne. Miała ośmioro rodzeństwa. Wnukiem jej siostry Jadwigi jest Rafał Rompca, lider zespołu Fucus łączącego w swojej twórczości elementy kaszubskie z muzyką korzeni - między innymi celtycką i bałkańską. Stefania była, jak wiele kobiet w minionych dziesięcioleciach, osobą potrafiącą piec smakowite ciasta, w tym torty, dbać o porządek w domu, dodatkowo szyła i wyczarowywała na drutach swetry, szaliki, skarpetki. Maria, urodzona w Rumi 22 kwietnia 1948 roku, miała dwóch braci: Kazimierza urodzonego w 1950 roku i Eugeniusza urodzonego dwa lata później. Pedagog Życie zawodowe Marii Sochy w całości wypełnione było wychowywaniem najmłodszych pokoleń rumian, co było zgodne z wykształceniem: zawód pedagoga wybrała od razu po wkroczeniu w dorosłość. Po zakończeniu edukacji w Publicznej Szkole Powszechnej w Rumi-Ja-nowie uczęszczała do Liceum Pedagogicznego w Wejherowie i tam zdała maturę w roku 1967. Później systematycznie poszerzała swoją wiedzę pedagogiczną. W latach 1977-1979 dokształcała się w Studium Przedmiotowo-Metodycznym w Gdańsku na kierunku matematycznym. Do Studium Wychowania Przedszkolnego Maria Socha uczęszczała w latach 1982-1984. W 1987 roku ukończyła Studium Wychowania Przedszkolnego zorganizowane przez Oddział Doskonalenia Nauczycieli w Gdańsku. Rok później otrzymała świadectwo ukończenia kursu doskonalenia zawodowego w zakresie studium organizacji i zarządzania dla nauczycieli - kierowniczej kadry oświatowej, organizowanego przez ten sam oddział. Wreszcie w roku 1996 ukończyła kurs doskonalenia zawodowego nauczycieli w Centrum Edukacji Nauczycieli w Gdańsku „Twórcze kierowanie placówką przedszkolną". Najwcześniejsze doświadczenia pedagogiczne pani Marii związane są z matematyką, której uczyła starsze klasy szkoły podstawowej. Od września 1981 roku do końca sierpnia 1985 roku była nauczycielem, od września tegoż roku do końca lipca roku 1987 - zastępcą dyrektora w Przedszkolu nr 2. Od 1 sierpnia 1987 roku do końca maja 1991 roku pracowała jako dyrektor w Przedszkolu nr 7. Maria Socha 1 czerwca 1991 roku została dyrektorem Przedszkola Samorządowego nr 2 w Rumi. Z karty oceny pracy z 1997 roku wynika, że dyrektor i pedagog w sposób szczególny dbała o prawidłowe warunki rozwoju dzieci, o estetykę pomieszczeń i zapewnienie najnowszych pomocy dydaktycznych. Z jej inicjatywy rodzice przedszkolaków uczestniczyli w warsztatach regionalnych. O działalności pani Marii na stanowisku dyrektora świadczy fakt, że systematycznie wzrastał nabór dzieci do przedszkola nr 2. Z kolei wspomniana karta oceny pracy wskazuje również na bardzo dobrą współpracę placówki z gminą i związkami zawodowymi. W roku 1997 upłynęła pierwsza kadencja Marii Sochy na stanowisku dyrektora. Zgodnie z prawem oświatowym po wizytacji przedstawicieli Kuratorium Oświaty w Gdańsku, które wystawiło najwyższą ocenę pracy, i po pozytywnej opinii rady pedagogicznej Zarząd Miasta Rumi zdecydował o przedłużeniu kadencji dotychczasowej dyrektor bez ogłaszania konkursu. Dzieci z przedszkola kierowanego przez panią Marię miały możliwość, oprócz zajęć przewidzianych w programie, uczyć się języka angielskiego, tańca, rytmiki, uczestniczyły również w zajęciach z gimnastyki korekcyjnej. Placówka współpracowała z poradnią psychologiczno-pedagogiczną i logopedą. Jak podkreśla pani Maria, przedszkole musi zaspokajać zainteresowania i potrzeby dzieci; najlepiej jednak urządzone przedszkole na nic się nie zda, jeśli zabraknie w nim prawdziwych wychowawców nie tylko o bogatej wiedzy, lecz także podchodzących z cierpliwością i wyrozumiałością do dziecięcych słabości, a nade wszystko angażujących się w to, czym żyje wychowanek, o czym myśli, co sprawia mu radość, co go zasmuca. Dzieci w przedszkolu powinny czuć się niemal jak w domu, a wychowawczynie, na ile to możliwe, zastępować matkę. W procesie wychowywania dziecka dla pani Marii ważne było zaszczepienie pewnych ideałów i pozytywnych wzorców zachowań przy zrozumieniu indywidualnych potrzeb. Nie było to możliwe bez bliskiej współpracy z rodzicami. Liczba dzieci uczęszczających do przedszkola w tamtym czasie wynosiła około siedemdziesięciorga. Praca na stanowisku dyrektora przedszkola wiązała się oczywiście z troską o sprawy finansowe Pomerania nr 7-8 (577) / Lipiec-Sierpień 2023 51 Sylwetka i organizacyjne placówki. Przykładem może być zainstalowanie podczas kadencji pani dyrektor nowoczesnego systemu antywłamaniowego. Piastując swoje stanowisko, pani Maria aktywnie współpracowała z instytucjami powiatu wejherow-skiego, co potwierdza podziękowanie z Wejherow-skiego Centrum Kultury z roku 1988 za przybliżanie kultury najmłodszym wychowankom. Maria Socha przeszła na emeryturę 31 grudnia 1998 roku, w oświacie przepracowawszy łącznie trzydzieści lat. Radna Co sprawiło, że osoba piastująca bardzo absorbujące, odpowiedzialne stanowisko dyrektorki przedszkola zdecydowała się na udział we władzy samorządowej? Po latach wspomina, że pasja społecznikowska, chęć wpłynięcia na funkcjonowanie i wygląd najbliższej okolicy oraz rodzinnego miasta. W wyborach do rad narodowych, które odbyły się 19 czerwca 1988 roku, a więc krótko przed przemianami politycznymi w Polsce, Maria Socha wybrana została w okręgu wyborczym nr 13 na radną Miejskiej Rady Narodowej w Rumi. Sprawowała także społeczną funkcję ławnika Sądu Rejonowego w Gdyni. Pasje Człowiek żyje nie tylko dla siebie. Dla Marii rodzina - najbliższa, ale i ta dalsza - stanowi dar, który bardzo sobie ceni. Syn Adam założył już własną rodzinę, ma żonę i córkę. Chyba nie ma człowieka, który nie miałby jakichś pasji i zainteresowań. Niekiedy tylko brak jest czasu na ich realizację, bo praca, bo obowiązki domowe, a wreszcie potrzeba zwyczajnego, nieaktywnego odpoczynku. Jednak podczas wizyty u pani Marii byliśmy z żoną świadkami jej koncertu akordeonowego. Ów instrument, tak charakterystyczny dla Kaszub, tych dawniejszych i całkiem współczesnych, towarzyszy jej od wczesnych lat, kiedy to przygotowując się do pracy pedagoga, opanowała tajniki gry. A akordeon jest instrumentem trudnym, wymagającym znakomitego słuchu muzycznego, dobrej koordynacji ruchowej i, co tu kryć, talentu. Praca w pięknym ogródku z zielonym dywanem trawy, ogródku pełnym drzew i kwiatów, który wymaga stałej troski i pielęgnacji, zajmuje jej wiele czasu. Książki, nieco szperania w Internecie, a jeszcze trzeba zobaczyć w telewizji, co dzieje się w najbliższej okolicy, w Polsce i na świecie... Nie można nie wspomnieć o zamiłowaniu do gry w szachy, którego efektem jest dyplom za zajęcie I miejsca na XI Mistrzostwach Międzywojewódzkich ZNP w szachach w roku 1979. Na tych samych mistrzostwach zajęła II miejsce w turnieju tenisa stołowego. Sympatycznym, pozbawionym sztampy dopełnieniem wizerunku może być notka o niej zamieszczona w „Gońcu Rumskim" (nr 9/116, 1995r.) w cyklu „Rumskie who is who": znak zodiaku - Byk zawód — nauczyciel pełnione funkcje - dyrektor Przedszkola Samorządowego nr 2 hobby - szachy, dobry film zwierzęta domowe -piesek Tina największe szczęście według mnie - to zdrowie najbardziej ceniona cecha u innych - życzliwość, poczucie humoru, uczciwość cecha, której u innych nie lubisz - kłamstwo, cwaniactwo, zazdrość marzenia prywatne - przeżyć wspaniałe wakacje na Hawajach ulubiony polityk - nie mam ulubionego największy autorytet - moja mama ulubiona potrawa - kurczak pieczony z pieczarkami, pstrąg smażony w śmietanie ulubiony aktor - Bożena Dykiel ulubione kwiaty -frezje ulubione kolory - zieleń i czerń co się najbardziej podoba w Rumi - piękne położenie miasta, niska zabudowa, zieleń co nie podoba się w Rumi — chodniki nierówne, rozkopane ulice Rumia to miasto - z którym jestem związana od urodzenia. Jakie dziś, po 28 latach, padłyby odpowiedzi? Plany na przyszłość? Pani Maria chciałaby, aby zdrowie dopisywało, wtedy można skupić się i na rozmaitych obowiązkach, których nigdy nie brakuje, i na drobnych przyjemnościach, które sprawiają, że życie nabiera barw. Maria Socha, jak każdy, ma swoje troski i radości. Obdarzona jest, też jak niemal każdy, pamięcią 0 przodkach, o rodzinie, o minionych latach. Patrzy w przyszłość nie bez odrobiny niepewności, ale 1 z optymizmem. Zwyczajny niezwyczajny życiorys osoby, która żyje w trudnym, ale i ciekawym czasie. W trudnym, ale i ciekawym miejscu Kaszub. Piotr Schmandt 52 Pomerania nr 7-8 (577) / Lepińc-Zelnik 2023 Leste SILISTY JANKA PÓISLANDZKU Do naji redakcje napisół kaszebsczi dzejórz i pisórz Marión Jelińsczi, chteren zaczekawił sa tekstama Stanisława Janczi. W lesce stoji tak: Szanowny Panie Redaktorze, „Głosy z przeszłości", które dla „Pomeranii" nr 4 i nr 5 z br. przygotował Stanisław Jankę, bardzo mnie zainteresowały. Autorzy niektórych listów byli mi znani i zachowała się korespondencja od nich u mnie. Oryginalne pismo prof. Gerarda Labudy z 2000 r. pisane po kaszubsku, podobnie jak list prof. Abdona Stryszaka są ciekawym świadectwem minionych lat. Wskazują one, jak ważny dla tych ludzi nauki był język kaszubski. W przypadku doktora Jana Drzeżdżona pismo -skierowane także do mnie - związane jest z Jego planowanym opracowaniem, które ukazało się jako książka pt. Współczesna literatura kaszubska 1945-1980 (trafiła ona do wielu bibliotek na świecie) [Marión Jelińsczi wesłół nama skane nech lestów]. Nie wiedziałem, że Arnór Han-nibalsson z Islandii interesował się Kaszubami, a w tym naszym językiem. Stanisław Jankę napi- Stanislaw Jankę: Vió sprekeldinn I dimmu rjóórinu rikir naeturfrost undir blindu auga himinsins i heimi fullum af myrkri snarkar fc>ó ełdur varpar Htill maóur meira spreki a bałió um skamrrwinna stund Hkja gneistarnir eftir leiftrandi stjornum i heimi fuiium af myrkri. Stanisław Jankę, fasddur „Vió sprekeldinn" er ur 1956, er kasjiilinskt skald. Ijódabók hans „Ju nie jem Hann yrkir a kasju&insku, moteimikiem", sem kom ur i sem er minnihlutamal i heruó- Gdańsk 1987. unum umhverfis Gdańsk i Jerzy Wieluński og Pólandi. Guómundur Danielsson islenskuóu. Skan tłómaczenió wierzte Ódżin w noce w islandzczim pismionie „Dagskrain" sał wiersz po kaszubsku, który pod tytułem „Dagskrain" opublikowano po islandzku w grudniu 1987 r. i może pomógł przy tym A. Hannibalsson? Pozdrawiam serdecznie, Marian Jeliński Lest je adresowóny do przednegó redaktora, ale zajimóm sa ód czile lat utwórstwa Stanisława Janczi, tej chcółbe jem ódpówiedzec na pitanie ó tłóma-czenie ópublikówóne w „Dagskrain". Wierzta, ó jaczi wspóminó Marión Jelińsczi, to Odżin w noce, a ukózała sa w ksążce Ju nie jem motelnikem w 1983 roku. Hewó nen usódzk w dzysdniowim pisenku: Na czórnym smużkii zgrablalim ód zemna pod zaslepłim nieba w cemny kule świata póli sa ódżiń a moli człowiek pódkłódó zeschłe wietwie na szterk skre udają gwiózde w cemny kitle świata Na islandzczi jazek przełożił ta wierzta Gudmun-dur Danielsson wespół z Jerzim Wieluńsczim. Ostała ópublikówónó 3 gódnika 1987 roku w numrze 922 pismiona „Dagskrain", wedówónegó w Selfos w Islandzczi, pod titla Vid sprekeldinn. Okróm usódzku pojawił sa tam też krótczi biogram Stanisława Janczi. Wórt dodać, że na sama wierzta beła też tłóma-czonó na italsczi (przez Jerzego Wieluńsczegó) i ukózała sa w stremianniku 1988 roku w miesacz-niku „La Nosa Varsej" jakno Un fuoco di notte. Żele chtos chcółbe wicy przeczetac ó translacjach tekstów Stanisława Janczi na ceze jazeczi, rócza do artikla w „Stegnie" nr 2/2020 „Janka dolmaczony" (pismiono je też przestapne w internece: http://skarb-nicakaszubska.pl/wp-content/uploads/2022/02/ste-gna_czerwiec_2020-1 .pdf). Dark Majkówsczi Pomerania nr 7-8 (577) / Lipiec-Sierpień 2023 53 AKCJA OSADNICZA RADY MIASTA GDAŃSKA NA WYŻYNIE GDAŃSKIEJ (1753-OK. 1780) Druga połowa XVIII wieku w dziejach Wyżyny Gdańskiej upłynęła pod znakiem szeroko zakrojonej akcji osadniczej przeprowadzonej przez Radę Miasta Gdańska na zalesionym obszarze znajdującym się w zachodniej części dzisiejszej gminy Trąbki Wielkie, graniczącej z gminą Przywidz. Jej przebieg jest porównywalny z akcją osadniczą przeprowadzoną przez magistrat gdański w XVI wieku na należących do niego Żuławach Gdańskich, które zniszczyły powodzie. W historiografii zdarza się, że mylona jest z pruską akcją kolonizacyjną przeprowadzoną na tym obszarze, która jednakże odbyła się dopiero po zakończeniu akcji gdańskiej i przejęciu Pomorza Gdańskiego przez państwo pruskie. Powstała wówczas wieś sołecka Błotnia i jej wybudowania, które w wyniku reform administracyjnych weszły w skład wsi: Postołowo, Cząstkowo, Graniczna Wieś i Pawłowo oraz leśniczówka Pruska Karczma. Las, w którym przeprowadzono akcję osadniczą, był do drugiej połowy XVIII wieku nieza-mieszkaną częścią obszaru leśnego z rycerskim majątkiem rozciągającym się między granicami Mierzeszyna, Zaskoczyna, Granicznej Wsi, Cząstkowa, Olszanki i Drzewiny i tak zwanego Szerzawa (Ritter- und Waldgut im Waldgebiet Schirsau). Po raz pierwszy na kartach historii wymieniono go 21 stycznia 1324 roku, kiedy to Jan de Schmusschow (identyfikowany z Janem z Jankowa) otrzymał od zakonu krzyżackiego na ■*< -' /" - "i. h alei i x w *, \ł' ° y >.• .■ l>lti t.' i'. : >>\ > •/ \s : >v- 1' ■ . ■.< ' - £ >\\\\: Ł;'»' Ł V> , ' ' . ł> ' ..." ■ • s:-.- . "y !' | » | J ^ ~ - I ; ; ) V / 1 ' / .....m . K I ki' r '*> i) , J&UjCC- . n" ' ■ . ' . • • • : , " r.n s. TT' -A - :• 1^ UlLc Fot. Archiwum Państwowe w Gdańsku (sygn. 300, MP/527) 54 Pomerania nr 7-8 (577) / Lepińc-Zelnik 2023 Historia zamku w Gniewie nadanie 23 łanów „in campo Sirschow" z 10 latami wolnizny, czyli zwolnienia od służb i powinności na rzecz zakonu; ziemię tę nabył on drogą zamiany z Johannem de Spar-row. Po nabyciu terenu w 1593 roku przez Radę Miasta Gdańska i wydzierżawieniu w 1600 roku mieszkańcom wsi Pruszcz majątek nazywany był też zamiennie: Sirschow, Schirsau, Schirsnau, Schersnau lub Prausterwald. W jego sąsiedztwie przy drodze do Gdańska funkcjonowało osiedle karczmarskie (Krug; Taberna Pruszcensis; Taber-na Pruscensi; Prauster Krug), w którym mieszkał też strażnik leśny. Współcześnie jest to osada leśna Pruska Karczma w obrębie wsi Graniczna Wieś i na obszarze leśnictwa Sobowidz (do 1977 roku nadleśnictwa) i nadleśnictwa Kolbudy Do majątku szerzawskiego należało też pierwotnie wybudowanie Danziger Hau- oder Streitwald. W jego sąsiedztwie znajdowało się jezioro zwane początkowo Dużym (Grosse See), a później Prausterkruger See (współcześnie: Bronisława). Od północno-zachodniej strony graniczył on z lasem należącym w czasach krzyżackich do majątku Borzęcin, który w 1537 roku został sprzedany mieszkańcom Juszkowa, a później - po kolejnej sprzedaży rodzinie Patzke i karczunku w 1797 roku - stał się jako wybudowanie Gischkauer Wald (Gischkauer-Gebiet; Gischkauergebiet; Gi-schkau Pustkowie) częścią Błotni. Toczące się od XVI do XVIII wieku w sąsiedztwie Gdańska i jego posiadłości wojny, prowadzone (mimo zakazu przez Radę Miasta Gdańska i właścicieli) w sposób rabunkowy wyręby, kradzieże drewna dokonywane przez miejscowych i żuławskich chłopów oraz szlachtę z sąsiednich wsi, wypasy bydła i trzody chlewnej, obowiązkowe dostawy drewna (tzw. deputaty) na potrzeby urzędników miejskich, duchownych i nauczycieli, wykorzystywanie drzew do celów budowlanych i obronnych, prywatne (szlacheckie) i zakonne (jezuici w kluczu czapielskim) osadnictwo oraz odbywającą się za zezwoleniem miejskim szkodliwą produkcję przemysłową węgla, żelaza, smoły, szkła, potażu w leśnych budach i „hutach", szczególnie w szerzawskim (pruszczańskim) i malentyńskim lesie, doprowadziły do znacznej degradacji lasów na Wyżynie Gdańskiej. Nie zaradziło temu oddanie od końca XVII wieku lasu szerzawskiego, malentyńskiego i warczańskiego wraz ze znajdującymi się na ich obszarze karczmami i gospodarstwami strażników leśnych pod administrację każdorazowego dzierżawcy gospodarczego dworu miejskiego w Warczu i ochronę podlegających mu trzech strażników leśnych (Waldknechte; później pod-leśniczowie) będących też karczmarzami, którzy niejednokrotnie sami byli uczestnikami kradzieży drewna z powierzonych sobie lasów. Rada Miasta powzięła też decyzję, aby zatrudnić miejskiego nadleśniczego, któremu powierzono by zalesienie zniszczonych lasów. W 1734 roku Rada Miasta Gdańska powołała specjalną komisję, która miała ocenić stopień i skalę zniszczeń lasów wyżynnych, a następnie zleciła wykonanie ich pomiarów granicznych. Okazało się, że las szerzawski jest największy pod względem powierzchni i liczy 2200 morgów pruskich. W 1753 roku radni powzięli decyzję, aby zniszczone lasy, których nie można było odnowić, wydzierżawić na pięć lat i przeznaczyć je do użytku rolniczego z obowiązkiem budowy gospodarstw, na co dzierżawcom przyznano za darmo drewno pochodzące z tych lasów. Akcja rekultywacyjna i osadnicza prowadzona w okolicy Warcza, Mierzeszyna i Pawłowa trwała do około 1780 roku, a jej wynikiem było powstanie na południowej i południowo-zachodniej granicy Pruszczańskiego Lasu Błotni i należących do niej później pustkowi nazwanych Brauns-dorfer Gebiet: Lehmberg (der sogenannte Leim-berg), Rotfliess, Seebruch (Seeberg), Dominken, Danziger Hauung (oder Streitwald). Większość z nich otrzymała nazwy nawiązujące do nazwisk strażników leśnych lub ich dzierżawców, np. Do-mi(e)nken, czy też, jak w przypadku Rotfliess, pochodzące od nazwy dopływu rzeki Kłodawy. Nowe siedliska zostały wydzierżawione na 30 lat, a dzierżawcy i ich następcy otrzymali dziedziczne kontrakty gruntowe w zamian za uiszczenie opłaty za nabycie i opłacanie corocznych podatków. Pierwsza informacja wymieniająca nowe osady (zwane nowymi koloniami: Neue Land, Neusiedlungen lub Neusassereien) pochodzi z wykazu dochodów katolickiej parafii w Skarszewach z 9 lipca 1755 roku. Zapisano w nim, że na leśnym terenie należącym do miasta Gdańska w okolicy wsi Pruska Karczma z inicjatywy gdańszczan powstały w ubiegłym roku (czyli w 1754) nowe kolonie, które weszły w skład parafii skarszewskiej i były zwolnione z należności na jej rzecz: In sylva ejusdem Villae extrui fece-runt Gedanenses novas Colonias anno proximo elapso, ąuas exemptas a dationibus Jurium Paro-chialium esse voluerunt. W październiku 1753 roku J.G. Patzer wykonał pomiary, mapę i plan Pruszczańskiej Karczmy i jej najbliższej okolicy, a w 1770 roku na polecenie władz miejskich obszar ten został wymierzony i opisany przez Johanna Christiana Hadriana. Dariusz Dolatowski Pomerania nr 7-8 (577) / Lipiec-Sierpień 2023 55 KASZUBSKI DZIAŁACZ SPOŁECZNO-NARODOWY I POLONIJNY, KRZEWICIEL POLSKIEJ KULTURY I OŚWIATY. KSIĄDZ ROBERT KAROL PLUTA-PRADZYŃSKI (1878-1930). PRO MEMORIA W145. ROCZNICE URODZIN Robert Karol Pluta-Pr ądzyński urodził się 4 listopada 1878 roku we wsi Ciemno koło Bytowa w gburskiej kaszubskiej rodzinie Józefa Pluty-Prądzyńskiego i Rozalii z domu Chamier-Gliszczyńskiej (z pochodzenia była Niemką i dopiero później nauczyła się języka kaszubskiego). W latach 1890-1895 kształcił się w biskupim progim-nazjum Collegium Marianum w Pelplinie, a następnie w gimnazjum klasycznym w Chełmnie, gdzie uzyskał w 1899 roku maturę. W latach 1900-1903 kształcił się w seminarium duchownym w Pelplinie, w którym 22 marca 1903 roku został wyświęcony na kapłana. W dzień później w Parafii pw. św. Michała Archanioła w Linowie odprawił swą mszę prymicyjną. W kwietniu 1903 roku młody neoprezbiter rozpoczął pracę duszpasterską jako wikariusz w Parafii pw. św. Wita w Rogoźnie. Jeszcze w tym samym roku został przeniesiony do Parafii pw. św. Krzyża w Tczewie, gdzie pracował jako wikary do 1909 roku, po czym objął kurację w Parafii pw. Matki Bożej Królowej Świata w Kisielicach koło Iławy. W czerwcu 1910 roku ksiądz Robert Prądzyński na mocy prezenty prezesa naczelnego prowincji za-chodniopruskiej i kanonicznej instytucji otrzymanej od biskupa chełmińskiego został przeniesiony z kuracji w Kisielicach i zatrudniony jako proboszcz parafii mierzeszyńsko-przywidzkiej. W czasie pracy duszpasterskiej kontynuował rozpoczętą w 1903 roku działalność w Towarzystwie Naukowym w Toruniu i w założonym w 1905 roku stowarzyszeniu społecz-no-oświatowym Straż, które szerzyło m.in. oświatę wśród ludu poprzez popularyzację czytelnictwa polskich książek i czasopism. Za prezentą władz regencyjnych i biskupiej instytucji kanonicznej 3 czerwca 1912 roku został przeniesiony na urząd proboszcza w Parafii pw. św. Marii Magdaleny w Ugoszczy koło Bytowa, skąd przybył wikary ksiądz Johannes Aeltermann. W Ugoszczy od początku wyróżniał się jako przywódca duchowy miejscowej ludności kaszubskiej. Wzbudzał w niej przede wszystkim poczucie świadomości narodowej, a w swej pracy duszpasterskiej w wygłaszanych dla niej polskich kazaniach i na lekcjach religii często powtarzał: „Bóg rozumie tylko po polsku". Po zakończeniu I wojny światowej jako prezes Rady Ludowej na powiat bytowski aktywnie walczył o przyłączenie ziemi bytowskiej do Polski, organizując liczne wiece i opracowując propolskie rezolucje, statystyki, wykazy imienne Kaszubów zamieszkałych na tej ziemi, a czujących się Polakami, i petycje wysyłane do Wersalu i Międzysojuszniczej Komisji Granicznej, w których domagano się włączenia tej ziemi do Polski. Niestety działania te były nieskuteczne, gdyż stała się ona częścią Rzeszy Niemieckiej. Po tej aneksji, usankcjonowanej postanowieniami konferencji pokojowej w Paryżu i Komisji Międzysojuszniczej w Berlinie, zorganizował akcje protestacyjne w miejscowościach, w których była większość polska, i skierował wniosek do Rady Ligi Narodów z prośbą o zorganizowanie plebiscytu na tym terenie. W maju 1920 roku był współorganizatorem marszu na Bytów, w którym przebywała Międzynarodowa Komisja Graniczna, pokazując jej, jak liczna jest społeczność polska. W późniejszym czasie proboszcz z Ugoszczy, uznawany przez ludność za doradcę i inspiratora wszelkich przedsięwzięć, nieszukającego zaszczytów lub rozgłosu, oraz wybawcę z osobistych kłopotów, angażował się w działalność społeczną i narodową miejscowej Polonii, współorganizując Związek Pola- 56 Pomerania nr 7-8 (577) / Lepińc-Zelnik 2023 Sylwetka /ry u. o i nc iriftzfl silił 'ł rowas Mr- i3. ków na powiat bytowski oraz polskie organizacje i towarzystwa: Polsko-Katolickie Towarzystwo Szkolne, Towarzystwo Śpiewu i Polskie Towarzystwo Teatralne. Dzięki niemu swą działalność wznowiło Towarzystwo Czytelni Ludowych i powstał Bank Ludowy. Niewątpliwie współpracował też w swym spo-łeczno-narodowym dziele z sekretarzem Związku Polaków, bratankiem Teofilem Plutą-Prądzyńskim, co zaowocowało utworzeniem w 1923 roku pierwszej na ziemi bytowskiej polskiej Drużyny Harcerskiej im. Tadeusza Kościuszki. Angażował się też w działalność na rzecz polskich dzieci, organizując dla nich naukę języka polskiego i wysyłając je na kolonie letnie do Polski (Dalki koło Gniezna). Owocem jego działalności oświatowej było otwarcie prywatnych szkół polskich z bibliotekami. Pod koniec życia, będąc zagrożony aresztowaniem przez władze niemieckie, wycofał się z czynnej działalności społecznej i politycznej. Zmarł w piątek 11 lipca 1930 roku w Ugoszczy i został pochowany na miejscowym cmentarzu parafialnym. Jego pogrzeb przerodził się w manifestację patriotyczną, na której kazanie okolicznościowe w języku polskim (co było precedensem na tej silnie zgermanizowanej ziemi) wygłosił administrator apostolski w Pile ksiądz Maximilian Kaller (późniejszy biskup warmiński). Jak napisał w swym raporcie konsul polski z Piły dr Kazimierz Szwarcenberg-Czerny, zgon jego był dotkliwą stratą dla sprawy polskiej na Kaszubach. Niestety na nagrobku nie umieszczono napisu „Bądź dumny, że jesteś Polakiem", choć takie było życzenie zmarłego, a jedynie zdawkowe informacje biograficzne. Nie udało się też nadać szkole w Ugoszczy jego imienia. Natomiast w kościele pw. św. Marii Magdaleny umieszczono poświęconą mu tablicę pamiątkową. Dariusz Dolatowski Źródła: • Wł. Szulist, Zasłużeni księża diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, „Koszalińsko-Kołobrzeskie Wiadomości Diecezjalne" 1976, nr 2, s. 58-59. • H. Mross, Ks. Karol Robert Pluta-Prędzyński (1878-1930). Proboszcz w Ugoszczy, „Koszalińsko-Kołobrzeskie Wiadomości Diecezjalne" 1981, nr 3, s. 91-93. • Walczyliśmy o Bytów. Wspomina Alfons Wysocki, oprać. K. Ostrowski, „Pomerania" 1978, nr 5, s. 12-13. K. Ostrowski, Droga przez Ugoszcz, „Pomerania" 1979, nr 1, s. 3-4. • W. Skóra, Kaszubi i słupski proces Jana Bauera w 1932 roku. Z dziejów polskiego ruchu narodowego na Pomorzu Zachodnim, cz. 1, Słupsk-Poznań 2016. Pomerania nr 7-8 (577) / Lipiec-Sierpień 2023 57 KASZEBSCZISPIKRZ PAMIACE Janusz Gerat Stanisłów Jutrzenka Trzebiatow-sczi urodzył sa 9 lepińca 1936 roku w Chó-nicach. Póchódzy z zasłużonego dló Pólsczi pómórsczegó szlachecczegó rodu. W 1939 roku rodzena Trzebiatowsczich raza z trzelat-nym tej Janusza ósta wenekónó z Chóniców. Nie minałe artiste doswiódczenia zrzeszone ze straszlewą wojną, z Warszawsczim Pówsta-nim, z hitlerowsczim koncentracyjnym lagra, z przeżecym Pruszków Lager. Pó wojnie, raza z rodzeną, przeszedł nazód do Chóniców, gdze skuńcził Óglowósztółcące Liceum, a pótemu w roku 1954 wejachół do Krakowa za sztu-diama na Akademii Piaknech Kuńsztów. Tam też, w Krakowie, żeje, robi i twórzi. Jego utwórstwó to malarstwo, żłobine, plakat, medalierstwo, architektura, scenografio i poezjo. Dokaże Artiste, chternech je wiacy jak 3000, może óbzerac bódój w dzewiac muzeach na całim świece. Jego proce bełe pókazywóne w wicy jak 30 państwach, a leczba westówków jego usódzków to ju je przez pół tesąca. DOCH BEZ ROZWIJU NI MA KUNSZTU, TEŻ TEGO LEDOWEGÓ Jó chcół bec wiedno krodzy nótere, ji póznówa-nió przed malowanim obrazów, chterne są mójim kuńszta, co jidze w czerenku synteze i widu. Studia robione prosto buten w Pilecach, na tech przidczich górach, to je moje pósobne zbliżanie sa do Bółtu. [...] Czekawó, a nawet-ka kąsk smiesznó, je zabawa Trzebiatowsczegó w ledowe malowóne jójka. Przez miłota do ro-dzynny zemi pówstówałe kaszebscze. Jó miół stara dac nowe rozmienić kaszebsczegó we-sziwku, a nie leno przenoszenie Gulgówsczich z jich wesziwkama. Jó tak do kuńca sa nie gódza z udbą skłódaniegó kaszebsczegó modła odbitego wedle reglów ledowech łowicczich knepków abó jinech. Czej jó tak meslół, żebe stwórzec co nowego z drobnotów użetech w przeózdóbia-nim, też w wesziwku, jó doszedł do przekóna-nió, że może sprawie często nową wórtnosc, jedurną, taką, co póprowadzy w strona abstrakcyjnego kuńsztu. Z óskrobinów ód rebów, pomału zmieniające farwa, może stwórzec nową forma szlachującą za abstrakcyjnym kuńszta. [...] Z miłote do rodzynny zemi jó nawółiwół do kaszebsczegó przeózdóbianió, do wesziwku, ale jó próbówół w ti materii szekac novum, rozwijać ta temizna, te pódrobnote tradicyjnegó zdobienió. Doch bez rozwiju ni ma kuńsztu, też tego ledowegó. [...] Dzysdnia na kuńszt Kaszebów ju ni może wzerac z póz-drzatku słomianech bótów i skansenu. Me mii-szime wzerac przez zwenedżi w kuńsztach we-sok stojącech, to je w czestim kuńszce. Móme wiele utwórców, co wiele wnószają do pólscze-gó i europejsczegó kuńsztu. Tego kuńsztu przez wióldże „K" pisónegó. [...] Artista? Może jo, ale jó tuwó apart wzeróm na to słowo i gódóm ó utwórce, do jaczich jó sa chcą zapisewac. Wedle mie, i tak je, utwórca nie jidze na emeritura, utwórca jidze na smatórz. Gódele prócownice MKPPiM we Wejrowie w sewniku 2022 roku w Muzeum Janusza Trzebiatowsczegó i Chónicczim Centrum Kulturę w Chónicach, w Krakowie i w Checze „Trzebia-tówka' w Trzebuni. 58 Pomerania nr 7-8 (577) / Lepińc-Zelnik 2023 „ŻECE MIE PÓDSKÓCÓ DO PISANIO" Z Aną Rocławską-Musałczik, zawółóną muzyczką młodego pókólenió, utwórcką a bedowniczką kaszebsczi muzyczi, gódó Tómk Fópka1. Wastnó póchódzy z muzyczny wejrowsczi familie. Starszi - churmestrowie. Śpiewające sostre. A do te chłop, Błażej Musałczik, je kóncertejącym organistą. Je to tak, że sóm mól - Wejrowó - miół cesk na Wastne rozwij? Jak sa ukłódała Wastne włósnó muzyczno darga? A w rodzynnym żecym? Tuwó też muzyka „rządzy"? Tak je. Pochodzą z familie, dze muzyka ód pókóle-niów je głównym warka. Mój stark Feliks zajimół sa muzycznym wechówanim, bel szkolnym ód muzyczi, grół na skrzepicach a ópracowiwół aranżacje na różne instrumentalne składe. Ób czas póspól-nech rodzynnech zetkaniów śmiejeme sa, że to prawie pó mój im starku jem erbówała „bakcyla" do usódzanió muzyczi, do aranżowanió. Móji rodzyce, Ewa i Mark Rocławsce, są dirigentoma, chternech meszla, ni musza przedstawiać, w całosce wejrow-sczim czetińcóm. Ód lat są zrzeszony z churalisti-ką, tata robi w Muzyczny Akademii m. Stanisława Móniuszczi we Gduńsku, mema - w Państwowi Muzyczny Szkole m. Friderika Chopina we Wejro-wie. Moja sostra Małgorzata je operową spiewócz-ką, na stałe mieszko w Niemcach. Je zrzeszono z tamecznym muzycznym strzodowiszcza, robi w Óperowim Teatrze we Flensburgu. Nómłodszó sostra, Karolena, chócó sztudereje prawo w Poznaniu, nie ódcynó sa ód muzycznech kórzeniów i resz-nó bierze udzel w muzycznym żecym Poznania. Mój chłop Błażej to też je muzyk - organista, co kóncer-teje w Polsce a za grańcą, na co dzeń je zrzeszony z Óliwską Archikatedrą we Gduńsku. Wejrowó na gwes we wióldżim dzelu usztółto-wało moją artisticzną darga, bó to tuwó jem sto wiała piersze muzyczne kroczi, w óglowósztółcącech szkołach a we wspómnióny PSM I stapnia. Wiedno ze sentimenta sygóm do nech wspominków. Tuwó też jesme założele Zespół Wokalny Art'n'Voices, co jego sedzba je wcyg w Muzeum Kaszebskó-Pómór-sczi Pismienizne a Muzyczi. W rodzynnym żecym muzyczne temate sa prze-plótiwają óbczas zetkaniów a rozmówów. To nie ji-dze ód te weprzińc, tec teli muzyków prze jednym stole... Móme równak stara przede wszetczim celebrować to, że udowo sa nama chócó na chwila sa zetkac do grepe, tej samo to ju nie je pieńdzama do zapłacenió. Ceszime sa sobą. A muzyka je pasją, tede cażkó ja zamekac w ramach ód - do. Muzyką sa żeje kóżdegó dnia. Je Wastnó pianistką, usódzką muzyczi, chiir-mesterką - co z te je nówóżniesze dló Wastne? Co je w całosce w tim wórt achtnienió? Czego Wastnó wemógó ód se a ód jinech? Wiedno pówtórzaja, co moje artisticzne żece sa tak muszało ułożec, co jem pósobicą kuńcza nópier-wi instrumentalne sztudia, tej churalne, to je di-rigentura, temu cobe kureszce pódrechówac to sztudiama z kompozycje. Dzaka temu óbczas móji samóstójny utwórczi proce znaja skópicą muzyczny leterature, też instrumentalny i churalny. Nick, leno brac a kórzestac z tego. Do te jesz robią jakno pianistka ze spiewókama w Muzyczny Szkole II stapnia m. Friderika Chopina we Gduńsku, tej też wokalno leteratura nie je mie cezó. Kompozytor przede wszetczim muszi miec co do rzeknienió, a muszi to robie na nóbarżi przezer-ny ort. To, że graja a spiewia w Art'n'Voices, daje mie bókadne szechte nowech rozrzeszenków, ud-bów. Tak tej moje żece mie pódskócó do pisanió. Jaczi wark je mie nóbleższi? Kompozycjo, ale nie potrafiła bem żec bez granió na fortepianie i bez churalnegó świata. We Wastne żecopisu gwesno woźny plac mó wspómnione Wokalne Karno Art'n'Voices, dló jaczegó Wastnó twórzi, w jaczim spiewó. Może to rzec, co „ Arteni" są Waszim, z Tomasza Chiłą, za-wółónym dirigenta, dżezowim skrzepka a Wastne drecha ód szkółowech latów - artisticznym dzec-ka? No artisticzne dreszstwó tikó sa też churu Cantores Veiherovienses... Wasta to uchwecył na czekawi ort, równak cos w tim je. Jo, Art'n Voices jesme założele póspólno z Tomasza a Julianną Stin, badące jesz na sztudiach w Muzyczny Akademii we Gduńsku. Donech-czós w karnie śpiewie też Mateusz Warkusz, co beł z nama w „Artenach" ód zóczątku. Czej jesme za-kłódele to karno, jesz jesme dokładno nie wiedzele, w jaką muzyczną starna regnieme, równak jesme czele, co budejeme cos, co nie mdze leno sztuder-ską zabawą. Jem ród, co tak sa dzeje, i chócó są w karnie różne pózmiane, trudne sztóte - wcyg nama sa udowo rozwijać dzejanie oktetu. Jesme ju dzel zwenegówele, a jesz móme wielno póspólnech udbów. Tero prawie rechtejeme III edicja Festiwalu ArteFonie a robime nad nową płitą. Cantores Veiherovienses to je chur, co gó założił mój tata, a tero prawie Tomósz Chiła je jego dirigen- 1 Ódjimczi a skópicą jinech wiadłów jidze nalezc na: https://roclawska-musialczyk.pl Pomerania nr 7-8 (577) / Lipiec-Sierpień 2023 59 Muzyka ta. W „Cantoresach" jem spadzeła kąsk mojego dze-cyństwa, bó rodzyce mie czasto zabierele na próbę churu. Pódswiądno jem ta muzyka wcyga w se. Tero, jakno pianistka, czede leno móga, móm stara towarzec prze fortepianie Cantores Veiherovienses. Ana Rocławskó-Musałczik - badące młodą muzyczką cze muzyka...? Je Wastnó przestójnicz-ką emancypacje w muzyce? Jak zaznaczec, pód-czorchnąc sebie nótama? Jem za tim, cobe w muzyce nie dzelec utwórców na białczi i chłopów, ale prosto rozmióc achtnąc belną muzyka. Absolutno nie czeja sajakós „lepszo" temu, co jem białką-kómpózytorką, chócó wiem, że wiele ledzy może tak sobie meslec. Wiem też, że czedes białczi bełe dosc mocno ucemiażone w swój im utwórstwie, nie leno muzycznym, tej peszno, co tero sa białkom óddówó jich utwórczą przenóleżnosc. Nie lubią równak tak wanożec ód kraju do kraju. Muzyk cze muzyczka - to mie je na jedno. Barżi mie boli to, że na swój órt weszczerzó sa a na utróp bierze zort, muzyczny stil, co nen kompozytor reprezentuje. Móm na mesie tech utwórców, co swią-dlewie sygają do tradicyjny muzyczi i ni mają te strach. Jó też do tego karna przenóleża, chócó to może werkówac wszelejak. Bem wola ó tim nie pisać, ale podnieść głos za ótemkłoscą w pódejscym do kompozycje. Teróczasnó muzyka to je ta, co pówstówó tuwó a tero. Chceme to achtniwac, a nie le taksować... „Secze" Wastnó całima pókóskama, jak zboże, woźne nódgrode. Dirigence, chiire, instrumen-talisce jidą na miónczi za Wastne usódzkama, co są achtniwóne w świece i prosto... módne. Jacze z tech nódgrodów, wekónaniów dałe Wastnie nówikszą ucecha? Wszetcze są wóżne, bó zagwesniwają nas, co ji-dzeme w belnym czerenku. Dwie nósledniesze są ósoblewim weprzednienim: Nódgroda ZAIKSU dló kompozytora młodego pókólenió roku 2021 wraczonó óbczas Gale Friderików a Pomorsko Nódgroda Artisticznó. Cesza sa z nich baro. Bez wątpienió wóżnó je też Nódgroda Fonograficzny Akademii Friderik 2021 za Album Roku - Teróczasnó Muzyka, co ja jesme dobele zez Śpiewnym Karna Art'n'Voices. Jidze to dozdrzec desza w muzyce? Czemu ona je tako ósoblewó, apartnó? Wiera nie mda óriginalnó, żle powiem, że muzyka potrafi óddac to, czego czasto sa nie dó werzeknąc słowama. Muzyka dló kóżdegó je czims jinym, kóż-di ja póstrzegó jinak, co jinegó w ni lubi. Zarizykiija powiedzenie, co bez muzyczi świat be beł pusti, tej nie je wiedzec, jak me be czurzele a żele. To je niesamowite, ale nimó te, co je ona nie-do-uzdrzenió, Serce Andantino eon espressivo*=66 fespress. sł.: Ewa Warmowska muz.: Anna Rocławska-Musiałczyk (2018*) fespress 5 mp dolce mp rfolcc mm mp dola " * [>» "* „ ' r: JT 1 jó s3 nim dze - 12. jó s2 nim dze - la, to mó-je je pró - wdzg-wi skórb. nie wiedno je achtniwónó - ji móc je stolemnó. Dló mie, jakno kómpózytorczi to je dodówkówi rum, dze czas płenie często jinaczi. To je modło kreówa-nió czasu - jakno utwórce, jakno wekónówce. Óbrócóme sa w jinym medium. Czasa je szkoda, co tak chutkó z niego welóżóme... W ópublikówóny niedówno w sece gódce z Esterą Stebnicką2 zdródzó Wastnó krate-wate swego kómpózytorsczegó rzemiasła. Może Wastnó rzek-nąc, jak sa usódzó dokóz na zamówienie? Skąd-ka je temat, iidba na wekónówców? Jak sa twórzi pod ceska czasu i mające skópicą jiny robotę? Utwórstwó, chternegó kompozytora je dló Wastne nóbleższe a czemu? Kóżdi z kompozytorów pódchódó do procesu twórzbe jinaczi. Nie ledóm zdródzywac drobno-tów, móga rzec ó systemie, jaczi jem so werobia i jaczi donechczós mie sztemuje. Komponowanie dzela na trze parte: prekómpózycja, gwósną kompozycja (abó główną) a edicja. W pierszim parce przerechtowiwóm sa do napisanió pod konkretne zamówienie, to je tzw. łów, jachta pódskócenków, inspiracjów bez słechanie, óbzórczi, szukanie nie le w muzyce, ale też w jinech kuńsztach. Pó tim parce robią sobie czile dniów wolnego ód zebróne-gó materiału i pósobno zaczinóm główną robota - usadzenie planu fórme i komponowanie. To je 2https://www.youtube.com/watch?v=2a_G5mGishw 6o Pomerania nr 7-8 (577) / Lepińc-Zelnik 2023 Muzyka tak pó prówdze nókrotszi part. Nódłeższi a nóżim-czeszi je nen sledny - edicjó. Jak zapisać cos, co sobie człowiek ubrzątwił? Na jaczi ort, cobe jiny wiedzele, ó co mu szło? Je to ale żimcze, wiera dló kóżdegó kompozytora. Chteren z kompozytorów je mie blisczi? Ni móm jednego uledónegó, ale bez wątpienió wied-no wrócóm do swójich dwuch przednech mestrów: Witolda Lutosławsczegó a Arvo Parta. Rozemno wespółrobi Wastnó w czile óbremiach, tak artistnech jak też - órganizacyjnech. Belne wniosczi ó udetkówienie, projekte dofinanso-wóne a zrobione, w tim chócle Festiwal ArteFo-nie. Chceme rzec kąsk wicy ó tim dzejanim, gwe-sno nie-letczim... Dolebóg, je żimkó, ale tak to ju je, że w Polsce ókróm becó artistą je nót bec też na swój ort menadżera. Wie ó tim wnetka kóżdi z nas, muzyków, artistów. Je to nieletcze, bó wierne, jak beła i je udetkówiwónó kultura. Wiedno na umiartim kunuszku w pirami-dze pótrzebów gospodarczego a ekonomicznego świata. Coróz drażi je udostac detczi, cobe sygło na kószte zrechtowanió festiwalu, nawetka tacze-gó, co to je malisa dopierku, jak ArteFonie. Jednak nóbarżi boli to, czej órganizejesz koncert, wedarze-nie, na jacze dodówkówó je frijny wstąp, i nie jes w sztadze doprzińc z promocją do wikszegó karna ledzy. Szkoda, że ledze ni mają w sobie taczi chace ódpócziwanió, to je spadzywanió wolnego czasu na kulturalnech „eventach". To sa pomału zmieniwó, ale przed nama je jesz baro długo darga. Cobe leno móców sygło... Nie chceme zabóczec ó Wastny robóce jakno szkolny. To je uczba z gduńską młodzezną... Jo, ód wicy jak 11 lat, w Zrzeszi Muzycznech Szkółów we Gduńsku-Wrzeszczu. Ód roku ju na pół etatu jem jakno pianistka w klasy solowego śpiewu. Ta robota je mie pómócnó w usódczich dzejaniach. Czasa nie zdówóm sobie do kuńca z tego sprawę, co ókróm dzelenió sa pasją z młodzezną, robią też nad sobą. Je Wastnó przędną kaszebską utwórcką, aran-żerką churalny muzyczi, a co sa z tim rzeszi... bedowcką kaszebizne. Spiewią Wastna pó kaszeb-skii ód Londinu pó... nasza Remia, dze óbczas Midzenórodnegó Festiwalu Religijny Muzyczi m. ks. Stanisława Órmińsczegó ód lat Wastne kaszebskójazekówe utwórstwó je chatno wekó-nywóne a tamstądka „wewózywóne" bez chiire w świat. Belo Wastnie z kaszebizną pode drogą? Dze jidze nalezc kaszebscze nóte Ane Roclawsczi--Musalczik? Jem sa urodzeła we Wejrowie i chócó nie znaja kaszebsczegó, czeja powinność, cobe ta tradicja rozwijać w swóji muzyce. Je na nią rum, jak Wasta zmerkół, w muzyce churalny, ale nie leno. Cesza sa, co Muzeum Kaszebskó-Pómórsczi Pismie-nizne a Muzyczi we Wejrowie w roku 2022 we-dało dwa moje zbierczi churalnech kómpózycjów w kaszebsczim jazeku3 [...]. Jesz róz za to dzakuja. Slednym, nóswieższim wedanim kompozycji z kaszebsczim akcenta je zbierk nótów na caril-lon wedówizne Mareka Kunicczegó Ars Musica. Są tam dokóze pólsczich a zagrańcznech utwór-ców. Cesza sa, co jó tam dołożeła swoja cedżełka - miniatura ópiartą na temace jedny z ledowech melodiów - „Rebóka". Mdące autorką wikszegó dokózu „Ósme piesniów z Knedżi Kóheleta", dobiwcką a óbsądzecelką czile kómpózytorsczich konkursów robionech bez wspómnione wejrowscze muzeum, rzeczece-że: Jak sa robiwó z kaszebsczim jazeka? Je to letko pisać kaszebską muzyka? Kóżdi jazek je apartny i jine muszi bec pódejsce do twórzenió muzyczi zanóleżno ód jazeka, w jaczim przeszło nama twórzec. Kaszebsczi, chócó je „me-lodijnym" jazeka, bó mó w se dosc teli ósoblewech spółzwaków, to jednak w całosce nadówó kompozycje jiny wemiór, mie sa zdówó jesz głabszi. Trzeba sa wsłechac, cobe zrozmióc zamkłosc wespiewi-wóną w nym prawie zorce jazeka, co biwó nieletcze. Jinaczi mdze mówił wasta Tomósz Fópka, jinaczi Sławomir Bronk, a jesz jinaczi wastnó Danuta Sten-ka. Ta zjinaka biideje jednak ta snóżą, niezwekłą kultura i sprówió, co jazek brzemi żewó a farwno. Mie sa wiedno parłaczi z taką legendowóscą, bój-kówóscą, ucartą bez krejamnota; ale też z czims pastoralnym4, jasnym a rustikalnym. Dló mie klimat kaszebsczegó brzemienió dówó wióldże utwórcze móżnosce. Na gwes pódskócó. To sa może zdawać, co cezy, nie-Kaszebi chatni sygają pó kaszebską kultura niżle sami Kasze-bi... Nie je to tak? Jak w całosce przechłoscec do przestówanió z kaszebską kulturą? Kó to je zgodno z rzeklana: „ceze chwólita, swojego nie znaj eta". Jem też zmerkała, co cezyńcowie czascy sygają pó kaszebscze utwórstwó. Może to je dló nich pódskócenk a weprzednienie za jednym? To be muszół sa jich spetac. Co be sa równak nie dzejało, wiedno je nót bec ótemkłim a nigde nie gadać: nie. Tej-sej jidze sa zadzewówac. Tak jak w żecym, nigde nie je wiedzec, co przeniese pósobny dzeń. To je wórt dac mu leżnosc. Na kaszebsczi z pólsczegó wedowiedza przełożił Tomósz Fópka 3 Są to: Midze nieba a zemią -10 utworów na chór dziecięcy a cappella do słów Ewy Warmowskiej w języku kaszubskim (2021) a Suita Kaszubska - utwory kaszubskie na chór mieszany i jednorodny żeński (dziecięcy) (2022). 4 Pastoralny, rustikalny - partaczony ze wsą. Pomerania nr 7-8 (577) / Lipiec-Sierpień 2023 61 Mal. W. Dłubakówsczi Wszetcze nordowe pówióstczi mają w se cos prówdzewegó. Nie róz pówstówają na spódlim jaczich wspominków. Prówdzewą skarbnicą taczich je dló mie jeden starszi chłop, Amandus. Tim raza historio je ópiartó prawie na jego gódce. Z tim, że ta wnetk caló je prówdzewó. DWA WÓŁE ZA JEDNEGO KONIA Kózk cażkó robił na swój im gospodarstwie. Letko mu nie szlo, jak nikomu w tech czasach. Kuńczela sa wojna, wszetczi miele za sobą cażczi, straszny a biedny czas. Przeszłe Niemce, bela okupacjo, wszetcze te leche sprawę, tede zós przeszłe Rusce. Nie belo równak nógórzi. Kózk miól jesz swojego konia! Móg robie, móg póle obrabiać. Tak też belo tego dnia. Chłop zaprząg kóniczka do wóza a wejachól na droga, chcól dojachac blós szteczk na swoje lączi. Wiele nie ujachól, czede dozdrzól, że jaczis ledze, też z zaprzaga, jidą mu na procem. Tamti szle stroname drodżi, a westrzódka dwa konie, często pómalinku. Zaró chłop rozeznól równak, że to nie są konie, le wole, a jidący z nime ledze to rusczi żołnierze. - Ne pómalinku, prr prrr - rzek Kózk do swojego konia - może nas nie zahókną. Chłop wekrącyl a zjachól z drodżi, tak żebe przepuszczec tamtech. Ti przezerale sa chłopu, minale gó, a czede Kózk chcól ju letko ódetchnąc, ódezwale sa równak za jego krzebta. Wlose podniosłe sa Kaszebie pod mucą. Żołnierze zabedowale mu, żebe mienił swojego konia na jich dwa wółe. Chłop nie chcól, tlomaczil, że jego jisc je słabi, nie dó rade cygnąc jich wozu. Tlomaczil, prosyl, ale ti w kuńcu kózale mu przeprządz konia do 62 Pomerania nr 7-8 (577) / Lepińc-Zelnik 2023 Nordowe pówióstczi — jich wozu. Rzekle mu jesz, że muszi bec ród, bó za jednego słabego konia dostówó dwa mocne wółe, richtich pasowne do robotę. Co belo robie? Chcąc nie chcąc chłop ze smutną munią zaró zawrócyl dodóm z tim swójim nowim zaprzaga. Dorna wszetkó rzek białce a pókózól zwierzata. - Co jó tero zrobią?! Wółe są upiarte, pómaleczcze! - stakól. - Nie smucę sa, chłopie - kłarowa mu białka - oni doch mógle ce wzyc tego naszego konia a nick nie dawać. Mógle ce ustrzelec prze tim. Nie je lechó! Wezkój zrobi jima fejn plac w chlewie a bądze dobrze. Kózk póslechól bialczi, swoja slebną miól baro belną, robotną, a jesz wiedno potrafiła mu jacze mile slowó rzeknąc. Wole trafile do chlewa, a chłop miól nima robie w polu. Za jaczis czas Kózk zaprząg swoje zwierzata a regnąn w póle. Miól do zóra-nió jeden sztek. Robił so spokojno ód rena, a pómaleczku. Belo dosc ceplo, a czede sluneszkó wzeszło wesok, z trów podniosłe sa gze. Ówade zaczale grezc wółe, a chłopu belo coróz barżi drągó je spokojno prowa-dzec. W kuńcu stało sa to, czego Kózk miól strach. Wółe sa zgzele! Przestale slechac góspódórza. Tak może sa stac, czede pógrezle zwierzata są zbolałe a ni mogą ju strzemac. W kuńcu te dwa reszele a werwale sa chłopu. Nekale pó polu, pług skókól zewslade, a za nim gónil rozgórzony góspódórz. Tak sa sta, że na westrzódku póła belo blotko. Wółe wczadzele prosto w ta wóda! Skrele sa przed gzame tak, że belo widzec blós glowe. Pług też wcygnale za sobą. Jak Kózk to uzdrzól, tede lze do oczu same mu naszle. Sód prze błotku a wzeról na te swoje wółe, a felowalo mu nawetka słów. Nie wiedzól, co robie. Zwierząt nie belo jak wenekac, za nima nie szlo wlezc, a na żod-ne wołanie one nie dowalę obachtu. Ósta-wic jich też doch ni móg. Sedzól dali. Jedna gódzena, dregó gódzena. Wółe stojale derch w wodze a sa nie reszale. W kuńcu góspódórz przemk ócze. Zbudzela gó białka. - Kazmierz! Ocknij sa! Ceż tu sa sta?! - Co? Co? - chłop ótemk ócze. - Te spisz? - Mie to sztócek wzalo. Ceż je? - To jó sa pitaja: Ceż je? Jó ce przeniosła polnie. Te spisz. Gdze są wółe?! - białka nawetka jich nie uzdrzala. - Kó prawie dlóte jó tu sedza! Zdrzi doch na blotko! - Jezes Marija! - zakrzikla kobieta - Ceż jima? - Zgzele sa! Wnekale w wóda a tak stoją, ju mdze przeszło dwie gódzene. Biese! Tfó! Kózk zlapól sa za głowa rakame a żólil, narzekól a jiscól sa. Białka gó weslecha, a w kuńcu rzekła spokojno, jak wiedno, tak: - Kó jima sa ni ma co dzewic. - Jak? Co te gódósz? - A jak te be miól tu często nadżi drep-sac w sluneszku a gze be ce żarle? Te be też w wóda abó w jaczi krze sa schówól - usmia sa. - Co te mie tu prawisz - stakól jesz chłop - jó doch móm robota. Co jó móm zrobić? One jesz pług ze sobą wcygnale! - Ha! Na dredżi róz mdzesz wiedzól, żebe wieczór abó z rena z nime wechadac. Wid-zysz, te so benómni odpoczął. - Wez mie ju nie gadój przek, joke? - Nie jiszcze sa, chłopie! To sa wszestkó dó. Tak jak one włazie, tak one muszą winc. Tak ona gó pócesza, że w kuńcu Kózk za-cząn z nią powiadać a sa smióc. Czas ucekól. Minalo ju czile gódzyn, ód czede wółe ucekle w wóda, czej w kuńcu sa reszele a welazle na trówa. Stanale spokojno a żdale, co dali. Chłop zdążil jesz dokuńczec zaplanowóną robota. Wółe ju óstale w jego gburstwie, a chłop w kuńcu sa z nime dogódól. Je wiedzec, że lepi robilobe sa mu kóniame, ale czase bele cażcze; Dówól prówda swóji białce, że muszi sa ceszec z tego, co sa mó. „Bóg dól dzeń, Bóg dó rada" - wiedno mu góda. A przeszed czas, że Kózk zós móg bec buszny ze swóji póre mócnech koni. Mateusz Bullmann Pomerania nr 7-8 (577) / Lipiec-Sierpień 2023 63 „W DABINIE MÓME WSZETKO" A wszetkó za sprawą zbieraniegó materiału ó mikrotopónimii. „Za taką wiadą nót je jachac do naju Dabine. Tam je w maju nóbóżeństwó kol figurczi, a jesz do te jacze snóże" - uswiądni-wele mie na komunijny uroczestosce Ninczi Majkówsczi w Dzemiónach ji gósce. „Móżeme jachac zaró, chóc witro, bó jezdzeme tam za mleka" - róczele Jiwóna i Gregor Wesocce. „Dabina 3 km" - czetóm na wizrze prze chónicczi drodze. Za sztót jesme na placu, gospodarze są prze swójim: Mórcen w chlewie, a tatk Jan na pódwórzim ópiarti ó wóz, jaczi rechtowół do zwózczi balów. Zazeróm do chlewa, a tu często jiny óbrózk niż ten, jaczi znaja czedes z Łubiane, Grzebówa abó Redu-nia. Wszetkó zmechanizowóne. Mórcen z jaczima przerządama prze wemionach jedny z 60 krowów. Dosc głośno za sprawą maszine do dojenió. Swójizne dodówó jaskuleczka, co prawie welótiwó z chlewa. - Tu jich je wiele, mają gniózda u pósowe. Z mu-chama ni móm jiwru, ni ma tu żódny, bó one je baro lubią - óbjasniwó góspódórz. Schódóme sa wszetce kol tate Jana i, jak to je na Kaszebach, ókózało sa, że skądka to ju chutni sa zna-jeme. Wspóminóm naszińców dzemińskó-reduń-sczich stronów, a góspódórz óbznajmiwó: - Za 10 minutów mdze nóbóżeństwó kol krzi-ża. Na Kaszebach sa wszetkó zaczinó ód módletwe, a tej... dali pógódóme. - A to majewe nie je prze figurce? - pitóm za-dzewówónó. - U nós prze krziżu. Je jich w naszi wse jaż sztere. Jeden je Mikółajczi-ków, a przebócziwó ó wióldżi tragedii: dwuch bracynów, młodech knópów, sa utopiło na Lipnie, i na to zdarzenie gó póstawile. Jinszi krziż zrobił Józef Knitter w 1974 roku, a stówiół gó Mórcen Pron-dzyńsczi. To beł drzewiany krziż. Tero na jego molu stoji żelazny kriż postawiony przez Romana Kupiecczegó. - Ten Knitter - dopówiódó je den ze senów Jana - nasz molowi cesla i kółodzej, zrobił też sobie Bożą Maka, bó.... nie chcół bec górszi. Zajimó sa nim dzysó jego wnuczka Gabriela Datta. Kórbiónka schódó na wspómink ó uznónym Knittrze, co beł nadzwekówny. Zjódł frisztek i zaró szedł do warkówni, tak też robił pó półnim. Wójtk pamiató te jego miotłę, a drewniano kara ód niego je jesz na szopie. A ó historii krziżów dopowiedzą nóm na dredżi róz i pódeprzą sa zapisónyma tek-stama. Krziż Lemańczików zaró prze budinku, z góre na dół óbstrojony żółtima bibułkówima kwiata-ma. W módletewnym karnie rodzena, sąsedze, starszi i dzece. Je naju dosc teli. Prowadzy Mórcen, a śpiew cygnie Tómk Knopik. Klęczący nóbleżi krziża dzece i młodzezna sa naróz wesztramówała i głośno ódmówile Loretańską Letanija. Ódspiewele jesme m. jin. „Pó górach, dolinach" i jine marijne pieśni a na kuńc „Wszystkie nasze dzienne sprawy". Rozzeróm sa wkół. Na stodole bióło pómalowóne dele z nópisama. - Te dele są z tech drzewów, też z naszi lepe, co óstałe obalone ób czas nawałnice - óbjasniwó Mórcen. To be beło buten szeku, cobe nie wlezc na arbatka abó kawa do góscynnegó dodomu Lemańczików. Tata Jan, jego białka Mario, senowie Mórcen i Wójtk ni mają żódnegó jiwru z pódanim mi-krotopónimicznech pozwów w swóji miescowósce i ókólim. Z zapisónech jich dwadzesce nóbarżi mie sa uwidzałe: Cegańskó Kapa, Wepnidupa, Pragniącz-ka, Szczajewó. A ju ósoblewie szpósownó je ta Zelonó Niedzela - 'las sadzony za komuna'. - Me tu w Dabnice móme wszetkó - dopówiódó mama Mario - gwiżdżów, muzykańtów - wanożą 64 Pomerania nr 7-8 (577) / Lepińc-Zelnik 2023 Reze pó Kaszebach w czas Godów pó wse, a czasto są u nos doma tacze piakne kóncerte. Podają prze leżnosce nózweska muzykańtów, z legendarnym Leona Sprawką na przodku, nóukówców, co zbierele materiale do monografii ó Dzemiónach i ókólim, a bele z półniowech Kaszeb. Ópówiescóm prze stole góscynnech Lemań-czików ni ma kiińca. Wójtk ópówiódó szpóse ó gółabiach. Wórt be belo nawetka spisać te humóre-sczi jego malinczi córeczczi ó gołąbkach, co sa z nima tak fejn zdreszeła. Wiele dowiadejeme sa ó rebach i prawie be jesme sa nauczele wadzec krowę miaso. Kuńczime też opowieść ó krziżach. - Ten nasz postawiła moja babka, Anastazjo Le-mańczik, włóscecelka tego gburstwa, póchódzeła z Redunia ód Senóków. Majewe nóbóżeństwó je u nas w kóżdą niedzela prze jinym krziżu. Zaangażo-wóny są wszetce, wiele ledzy. Śpiew prowadzy mama abó nasz Tómk, chteren też czasa przegró. Mórcen pamiató i je na nich bez przerwe ód czasu swojego przejacó do Pierszi Kómónii swiati - pówiódó Wójtk. - Wa tu wszetce fejn gódóta pó kaszebsku, a jak to je z młodzezną? - pitóm góspódarzów. - Me baro chceme, żebe tak beło. Równak, co jó tero widza, to je tak, że czej oni jesz chodzą do szkołę, to gódają pó polsku, ale jak skuńczą szkoła i są doma, midze nama, gódają pó naszemu. Ceszime sa, że nasze dzece chodzą w szkole na kaszebsczi - gódó Jan i róczi dzótczi do kórbiónczi z nama i chwóli sa, że mó 15 wnuków, bó trzech senów i dwie córczi mają pó troje. Gódóme ó kaszebsczim w szkole. Starszi z biichą informują ó dokazach dzótków, a Dominika, Olka, Agneska, Karola, Natalka nieśmiało cziwają głowa-ma, iigwesniwające, że jedna z nich dostała szóst- ka, bó przezna sa, że znaje letania na pamiac, jinó recetowa wierzta na kaszebsczi konkurs, a Karolka chce zacząc chódzec na uczbe kaszebsczegó ód tego roku. Óbiecałe, że pozdrowią swoje belne szkolne ód kaszebsczegó: Agnesa Kantak a Iza Zóbrocką. - A nie chceta Wa módletwów i piesniów na majewe pó kaszebsku? - pitóm nieśmiało. - A gwesno, że chceme. Pódeslijce je leno tu, a me nasze dzótczi przeprefujeme. Pitóm prze leżnosce ó uroczestosc 100-lecegó dzemiańsczegó kóscoła, bó pamiatóm, że weswiacył gó ks. bp Kónstantin Dominik, na jaczegó beatifikacja wiedno żdają Kaszebi. Mórcen chiitkó przenószó nó-nowszą publikacja: Me trzimóme z Bogd. Przeczetóm doma, ale natechstopach wertują kórtczi i na stronie 52 widza ódjimk Słedzi Bożego ksadza biskupa Dominika. Jem gwesnó, że wórt jic szlacha dabinióków. Kaszebizna je w pałacu, jaczim je szkoła (a to beł óstatny zwónk, cobe ja retowac), ale tero nót je ja też sczerowac pod dodóm. Leno sparłaczenie taczegó dzejanió dó brzód. Felicjo Bóska-Bórzeszkówskó Pomerania nr 7-8 (577) f Lipiec-Sierpień 2023 65 • •• ¥ ZECE JAK FILMOWI SCENARNIK. HISTORIO MICHAŁA SZIMCZIKA Jego żece to materiół na czile sensacyjnech filmów. Michół Szimczik ucekół z niemiecczich lógrów, bił sa jakno partizana i jakno żołnierz w pólsczim wojsku. Pó II światowi wojnie ósedlił sa w Betowie. Wszetkó zaczało sa 26 gódnika 1909 r. Tej to w Nieświeżu, sedzbie znónegó magnacczegó rodu Radzy-wiłłów urodzył sa Michół Szimczik. Jego ójc Eliósz bel prawosławny, memka Stefanio Marzejkó to beła katoleczka. - Rodzena starczi twierdzeła, że zdenk Stefanii to mezalians. Póchódzeła ze szlachtę, a ożeniła sa z gbura. Równak i ón miół szlacheccze korzenie. Le beła to biednieszó familio, jako sama robiła w polu -ópówiódó Bógusłów Szimczik, syn Michała. Tak jak ójc, swoje warkówe żece sparłacził z wojska. Młodi, Michół i Stefanio, przed żeńbą spisele in-tercyza. - Zapisele w ni też, w jaczi wierze mdą wechówiwóne dzece. Tacze iigóde czasto zawierele w mieszónech małżeństwach. Umówile sa, że czej mdze syn, óstónie prawosławnym, a czej córka, badze katoleczką. Tak sa i stało - gódó Bógusłów. I jesz do-pówiódó: - Wszetcze świata óbchódzele podwójno. Nóprzód ne w obrządku łacyńsczim, a tej w bizantij-sczim. Michół pó skuńczeniu nieswieżczegó gimnazjum bez sztere lata robił w budowlano-drzewny firmie. Tej w łżekwiace 1932 r. zgłosył sa do wojska, be ódsłużec obowiązkową służba. To z armią sparłacził wnetka całe swoje żece. W 1934 r. zaczął nóuka w Pódóficer-sczi Szkole. W 1939 r. óstół zastapcą dowódcę kólórzi, to je rozpóznanió. - Kóżden półk miół u se óddzel ód zwiadu, rozpóznanió. Ójc nigde ó tim doma nie gódół. Dopierze późni, czej jem sóm zaczął służec w wojsku i czetac na ta tema, jem sa dowiedzół, że na wepósażenim miele szpecjalne koła. Robione bełe w Radomiu. Miale mól na flinta i szersze ópóne. Całosc beła tak zrobiono, żebe nick tam nie szrewótało - klareje Bógusłów Szimczik. Ób czas biótk w sewniku 1939 r. Michół Szimczik bił sa pod Lubelsczim Tomaszowa. - Ze zdrzódłów wiem, że bełe dwie bitwę pod nym miasta. Ójc walcził w pierszi i tej óstół reniony, i dostół sa do niemiecczi niewole 20 sewnika 1939 r. Jego pluton póddół sa dzeń późni - gódó mój rozmówca. Chudzy starowno schówele broń a sprzat, tak żebe sa nie dostół w race wroga. - Pó wojnie ójc ódszukół jednego ze swójich pód-władnech i raza pójachele na nen mól. Niczego rów- nak nie nalezle. Nie je wiedzec, cze ni mógle trafie na skriwka, cze chtos ja rechli opróżnił - zastanówió sa Bógusłów. W niemiecczi niewole Michół Szimczik óstół osadzony w Stalagu XVII A niedalek Wiednia. Tej przeniesie gó do Tirolu. Czasu nie tracył. Czej szedł do robotę, bóczno sa wszetczemu przezerół, a tej cechówół mapa ókólegó. Beła brekównó do uceczczi, jaką planowół. Nen cechunk w rodzeznowim archiwum uchówół sa do dzys. - Ójc zaznaczół na nim wse a miasta, drodżi, rzeczi i móste. Ne bełe może i ósoblewie pilowóne, tej meszla, że chcół je omijać. Na gwes baro wóżnym wiadła na mapie bełe wszelejacze rzme z zaznacze-nim jich wesokósce. To z nich mógł bóczno przeze-rac sa, co dzeje sa w ókólim. Sóm jem sa w wojsku zajimół topografią i jakno fachówc móga rzeknąc, że jem pod wrażenim dokładnosce ti mape zrobiony ób czas wójne. Pó latach, tak dló se, jem przerównół ja z nyma teróczasnyma. Wszetkó sa zgódzało ze skalą. Dozwólała dokładno ókreslec dalekósce midze móleznama - klareje mój rozpówiódócz. 66 Pomerania nr 7-8 (577) / Lepińc-Zelnik 2023 WSPÓMINCZI Michół Szimczik ucekł raza z dwuma jinszima chłopama. Kórzestele ze zrobiony chiidzy mape. Chóc przerechtowele so zapasę jedzenió, nie sygło to na długo. Muszele so jakós radzec, ale letko to jima nie szło. Doszle jaż na Słowacja. Tam jich równak zła-pele i przekózele nazód do Austrii. - Nie beła to jego jedurnó próba ucekniacó. Kuńc kuńców ojca przeniesie głabi w Niemce, do Traben -Trabach, a tej do Kóhn. W sewniku 1940 r. jakno Biółoruska z zwólnile gó z lógru - gódó Bógusłów. Nakózele mu jic do mola óstatnegó zameldowa-nió. Tej Michół szedł do Warszawę. - Stawił sa u szandarów. Dló póretanió zdrowió zatrzimele gó w bólece dló wójnowech inwalidów. W nym czasu skóntaktowół sa ze Związka Zbrojny Biótczi [Związek Walki Zbrojnej], jaczi późni prze-mianowele na Krajewą Armia - ópówiódó Szimczik. Stamtądka Michół Szimczik wrócył do swojego rodzeznowegó gburstwa i zajimół sa robotą w polu. Mało wiele je wiedzec ó jego konspiracyjnym dze-janim. Kąsk rozwidniwó to nama relacjo Mauricegó Draczińsczegó, brata Stanisławę, przińdny slebny Michała. Draczińsczi na zóczątku mało dreszno wzerół na wreje Szimczika. Jesz barżi zaskókłi beł, czej Michała mianowele szefa nieswieżczegó AK z pseudo-nima „Grzemót". Mauricy tak ópiseje przesyganie: Osobiście byłem zaskoczony tę uroczystą chwilę. [...] Miałem wętpliwości co do takiego wyboru. Przecież w Nieświeżu było dużo o wiele bardziej odpowiednich ludzi. Negó samego dnia, 3 stecznika 1942 r., przesa-ga przed Szimczika złożił też Draczińsczi. Ód negó czasu widzele sa jesz czascy. Pótikele sa, be wemienic sa wiadłama chóc le ó ledzach, chterny dogódele sa z Niemcama. Jednym z nich beł niejaczi Żakewicz. Jedna Biółoruska doniosła, że do niego baro czasto Wilejó w Betowie w 1975 r. Stanisława i Michół Szimczikówie dzelą sa opłotka Icu." 5% OJoHfin RRP5TBBT OBBues qOS.tHUERM oHuttscmuuo le Emiio Ofinurnw 08»p!>s?tsib o TawaweG o 3tf%, prsdm 1 jy 0BBum,ci> owflujwtz " ■ oobaeluch MOLU8SUCM <>«•*« 0 O SptTtHli MM oDhhubukb .fc Ć o N ł Karta zrobiono przez Szimczika Vw0i \j-uM t*-r-ejA-atM. u UH ■v^A>cAł i-j -/9'9y do // s/c r, "W <-* r (I j/^ r Na dredżi stronie kartę Szimczika są zapisóne leżnosce ji pówstanió, mól i data przechódają esesmanowie. Nie mogłem w to wszystko uwierzyć, tym bardziej że znałem starego Żakiewicza i często widywałem go w niedzielę, gdy wraz z córkami i synkiem szli do kościoła farnego na mszę. Był katolikiem i, w moim przekonaniu, patriotę. Postanowiłem przekazać te informacje dowódcy AK Michałowi Szymczykowi. Michał na tę wiadomość zareagował podobnie jak ja. Mimo wszystko obiecał, że postara się sprawdzić te rewelacje. Po upływie tygodnia dowiedziałem się, że sprawa została częściowo zbadana przez Kazimierza Krawczenkę. Wstępne ustalenia potwierdziły te szokujęce wiadomości. [...] Okazało się, że pan Żakiewicz, kamieniarz z zawodu, okazał się człowiekiem łasym na podarunki esesmanów, które wcześniej zostały zrabowane Żydom - czetóme we wspominkach Draczińsczegó. Ód niego wieme cos wicy ó dzejanim nieswieżczegó AK. Zaangażowale sa w pomóc Żedóm. Ukriwele jich, przekózywele jima żewnosc. Jeden z nóbarżi strasznech wspominków Draczińsczegó parłaczi sa z rozstrzelanim pólsczi inteligencji. Naszym oczom ukazał się straszny widok. Dół długi na 10 metrów, szeroki na 2 metry był wypełniony ciałami pomordowanych ludzi, przysypanych ziemię. Z brzegu wystawała ręka jednego z zamordowanych, tak jakby próbował się ratować... Nieopodal leżały onuce, całe zakrwawione, widocznie oprawcy wycierali sobie nimi ręce. [...] Nie mogłem się modlić, zdołałem się tylko przeżegnać. Serce podeszło mi do gardła - pisze Mauricy. Niejednym z ny gehenne udało sa uceknąc. Jednym z nich ópiekówół sa Draczińsczi. Chłop ópówiedzół mu swoja historia, chterna też Pomerania nr 7-8 (577) / Lipiec-Sierpień 2023 67 WSPÓMINCZI 1948 r. w Kluczewie. Pierszi z lewi Michół Szimczik może przeczetac we wspomnieniach Draczińsczegó: Dowieziono nas na rozstrzelanie autem. Wszyscy musieli leżeć twarzą do podłogi. Pilnowało nas 2 Niemców z gotowymi do strzału karabinami. Doprowadziło mnie nad grób dwóch milicjantów i oddali Niemcowi. Ten ponaglał mnie, abym się rozbierał, cięgle trzymając karabin gotowy do strzału. Miałem chaos w głowie. Widziałem wokoło grobu stojących policjantów białoruskich - dobijali leżących w grobie. Niemiec ciągle wo- łał, abym się rozbierał „Schnell, schnell". Postanowiłem nie dać się zastrzelić. Przypomniałem sobie mego małego synka. Zobaczyłem mamę, Stasię, ojca. Wszystko widziałem jak w kinie. Zdjąłem marynarkę i stojąc tuż przed Niemcem zarzuciłem ją na karabin zbrodniarza. Uciekłem szybko w krzaki. Raptem przeskakując przez strumyk w zagajniku poczułem straszny ból w prawej ręce - tak jakby ktoś zdzielił mnie młotem. Zachwiałem się, kule gwizdały mi naokoło, upadłem na ziemię. Uciekłem dalej przez gaj. Jakieś 200 metrów przez drogę. Wpadłem do żyta jeszcze niezżętego. - Ójc nigde nie gódół za wiele ó tim, co robił ób-czas dzejaniegó w AK. Wdarza so leno jedna historia, jaką ópówiódół. Raza z drechama rozbrojele niemiec-czi pósterunk. Może ni ma w tim nick dzywnegó, le oni wszetce miele le jeden pistol. Karabine weżłobile so z drewna i z taczima atrapama reszele na Niemców - wspóminó Bógusłów Szimczik. Raza z wkroczenim Czerwiony Armie w Nieświeżu pojawiło sa NKWD, a Michół Szimczik óstół aresztowóny. - Na historia ójc dosc czasto ópówiódół. Czej sedzół w prize, do miasta na przepustka przejachół jego drech, oficer NKWD. Czej kórbił ze swoją matką ó tim, co nowego je czec, dowiedzół sa ó zatrzi-maniu mojego ojca. „Pajdzie pod stienku" [Pudze pod scana] - uczuł oficer ód matczi. Nick nie rzekł, le włożił na se mundur i poszedł do sedzbe NKWD. Ókózało sa, że je nóstarszi stopnia. Nawrzeszczół na wszetczich i rzekł, że rozstrzelać wiedno można, a ón znaje oskarżonego, wie ó jego dzejanim i muszebne je jego przesłechanie w sztabie. Wepisół brekówne dokumente i tak wedostół mojego ojca. Raza doja-chele jaż do Lublina. Tam oficer prost rzekł do tatka: „Twórzi sa pólscze wojsko, zacygnij sa jakno chatny. Jidz na front. Abó zdżiniesz, abó przeżejesz, ale do Nieświeża ju nie wracój. Czekó tam na ce kula w łeb, a w nólepszim przetrófku biółe niedzwiedze". Tak sa rozeszle, a ójc szedł do wojska - pówiódó Bógusłów. Michół Szimczik służił jakno wódca plutonu łącznosce w 3 Półku Letczi Artilerii. Równak jego AK-ówscze dzejanie nie dało ó se zabaczec. Czej biótkówele sa ó Kołobrzeg, nalezle gó oficerowie Wojskowi Informacji. Jednak za baro sa jima nie widzało aresztowanie swojego żołnierza. Czej sa ugwesnile, że mają przed sobą Michała Szimczika, pówiedzele: „Słechój! Me ce nie nalezle, a te nas nigde nie widzół". - Czetając rozmajite publikacje na tema Kraje-wi Armie, natrafił jem na wiadło, że AK miało stara wprowadzać swójich ledzy na tacze stanowiska. Chcele miec informatorów - to jedno, a pó dredże chrónile nóleżników AK. Jem dbe, że to prawie z taczima pótkół sa tej mój tatk - tłomaczi mój rozmówca. Michół Szimczik bojowi szlach zakuńcził w Berlinie. W 1946 r. óstół zdemóbilizowóny i trafił do Beto-wa, gdze ju mieszkała jego sostra ze swój im slebnym. Zabedowele mu robota prze organizowaniu Pówiato- 68 Pomerania nr 7-8 (577) / Lepińc-Zelnik 2023 WSPÓMINCZI jłodynt/cniud«c* jłi. wy sławieniu /dy *<>>•/ St&UL>&t W Koło Oddział Woj. Nazwisko Imię Dała urodzenia Stopień wojskowy tófrtu/ł*&*'£/ X- '. ' v /3ydvfit Js .......... <£?•( Przewodniczący ZwJozku Osadn. Workowych $ j O K ^ ^ O*?*. l»sV» wi Kómende Urzadu Fizycznego Wechówanió i Wojskowego Przespósobienió. Na sedzba przerechtowóny beł budink prze dzysdniowi sz. Młińsczi, gdze rechli miescył sa Państwowi Repatriacyjny Urząd. Czero-wónó bez Szimczika komenda dostała m.jin. 215 pór niemiecczich purgów. Przekózele je do Pedagogicznego Liceum i Państwowego Gimnazjum a Liceum w Betowie. Michół Szimczik do dyspozycji miół też dwa konie i wóz, żebe mógł jezdzec pó ókólim. Czekawe są jego wspóminczi z czasów dzeja-nió w betowsczim krezu. Nalezc jidze tam ópisenk wzajemnech spóleznowech relacjów. Pisół m.jin.: Powiat bytowski był wówczas zasiedlony przez miejscową ludność polskę, która w pewnym procencie nie była zadowolona z osadników z ziem centralnych, jak i repatriantów, twierdząc: To są ziemie kaszubskie i my sami je zasiedlimy. Znaleźli się i tacy, którzy prowadzili szeptaną propagandę, że byli właściciele tych ziem wrócą i trzeba będzie je zostawić. Jednak z biegiem czasu stopniowo stabilizowało się życie, zaczęli napływać osadnicy z województw centralnych, jak również z sąsiednich powiatów: z Kościerzyny, Kartuz, Chojnic oraz repatrianci przybyli z terenów ZSRR. W maju 1947 r. do powiatu bytowskiego skierowano przesiedleńców w ramach akcji W, przeważnie ludność ukraińską z województwa rzeszowskiego, lubelskiego i krakowskiego. Wspóminó i ó miestnech ledzach -Kaszebach: Z tej grupy zaraz po wyzwoleniu można było odróżnić, która z rodzin należała do Związku Polaków w Niemczech, ponieważ zachowywały one z pokolenia na pokolenie swój język kaszubski i mimo prześladowań nie straciły więzi z polskością. Ludność ta po wyzwoleniu mówiła językiem polsko-kaszubskim i była zadowolona z wyzwolenia spod hitlerowskiego jarzma. W 1950 r. zaczinó robie w Rolnym Banku w Betowie. Miescył sa prze renku w budinku, w chternym dzys je óddzel Pekao SA. - Pó 4 latach óstół zwolniony. Wiera chtos so przepómnął AK-ówscze dzejanie ojca - klareje mój rozpówiódócz. Wcyg dówało ó se znac. Czej w jedna z woj no-wech roczeznów w Pówiatowim Dodomie Kulturę zórganizowele westówk, swoje odznaczenia dół i Michół Szimczik. Westrzód nich Strzebrzny Medal „Zasłużony na Polu Chwały" i strzebrzny Krzyż Za-słedżi i Krziż Walecznech AK. Nen óstatny organizatorowie kózele mu wząc nazód. - Ójc do mie zazwónił. Służił jem ju jakno war-kówi żołnierz. Jem mu ódpówiedzół, że ni mó sa czego wstidzec i niech gó óstawi - gódó Bógusłów Szimczik. Jinszim raza, czej Michół robił jakno szpektór w wedzelu rolnictwa i leśnictwa w Prezydium Powiatowi Nórodny Rade, pómijele gó prze pódweżkach wepłate. - Na pótkanim weszeznów czetele nózweska i gódele, wiele komu dac. Czej przeszedł czas na nózweskó ojca, przednik rade rzekł: „A temu stóremu akowcowi nick". Wiem to ód swiódka negó zdarzenió - ópówiódó mój rozmówca. Michół Szimczik umarł w 1986 r. Póchówele gó w Betowie raza z jego białką, też konspiracyjną dzejórką. Na jich pomniku stoji napisóne: Tu spoczywają żołnierze AKpseud. Kropka i Grzmot. Łukósz Zołtkówsczi Pomerania nr 7-8 (577) / Lipiec-Sierpień 2023 69 EPITAFIUM DLA EWY KOWNACKIEJ Uroczystości pogrzebowe dr Ewy Kownackiej odbyły się 20 czerwca 2023 roku w kościele Najświętszej Marii Panny we Władysławowie oraz na cmentarzu parafialnym. Była doświadczoną pedagożką, socjo-lożką etniczności, teolożką i katechetką, nauczycielką akademicką i nauczycielką języka kaszubskiego. Pracowała w szkołach podstawowych w Chłapowie i Władysławowie, a od 2010 roku także w Kaszubsko -Pomorskiej Szkole Wyższej w Wejherowie. Należała do Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego oddział w Jastarni i Stowarzyszenia Ziemia Pucka. Poniżej drukujemy pożegnanie Ewy Kownackiej wygłoszone przez Artura Jabłońskiego. — Eva! Ledze przeszłe... Te rzeczesz: — Acz sa stało? Wonji yjedno przechódale. V szkole, v kóscele, na Kaszebskó-Pómórskji Szkole Veższi, v starostvje. Czasa zachódale też do móji checze. Czego to sa czlovjek vszetkjegó wod njich nje dovjedzól... Neże! A chto to richtich przeszed? Musza sa jima lepjiprzezdrzec... — Eva... Me przeszłe sa z tobo woddzakóvac!... Patrz! Wszyscy tu są: starosta i wicestarosta, członkowie zarządu, przewodniczący Rady Powiatu i powiatowi radni, burmistrzowie Władysławowa i samorządowcy różnych szczebli, rektor, kanclerz, dyrektorzy, profesorowie i nauczyciele... Komendant Powiatowej Straży Pożarnej, prezes szpitala w Pucku i dyrektorka Powiatowego Urzędu Pracy, księża i siostry zakonne, Twoje przyjaciółki i przyjaciele z Władka, ze Swarzewa, Czarnego Młyna i całego powiatu, z Kaszub, o, nawet ze Śląska przyjechali: i z Górnego, i Dolnego. Jest Krzysiek, Kaśka, Ola i Maciek - wszyscy twoi uczniowie! Patrz, ile przyszło osób, które jako dzieci trzymałaś do chrztu! Są Ania, Karolina i Bartek, taka piękna rodzina. Ewa! Ale skąd Ci przyszło do głowy, żebym to ja żegnał Cię przed Twoim ostatnim rejsem? Ani nie znałem Ciebie najdłużej, ani najlepiej... A poza tym, nie wiesz Ty, jak ja mam płacz zaraz blisko? A w ogóle co mam powiedzieć w kilku słowach, jak o Tobie by mógł książkę napisać? Poczekaj, Ewa. Widziałaś, jak ładnie żegnaliśmy Cię na Facebooku? Posłuchaj: Nie wiem, jak będzie wyglądał mój kaszubski świat bez Ciebie. Przewodniczką mi byłaś po ziemi nieznanej, gdy się z Polski przyjeżdża zupełnie przypadkiem... Dr Ewa Kownacka była dla studentów i absolwentów Kaszubsko-Pomorskiej Szkoły Wyższej w Wejherowie nie tylko wspaniałym nauczycielem akademickim, ale przede wszystkim bliskim przyjacielem, który zawsze miał czas na szczerą rozmowę. EWA KOWNACKA ^ » 14 06 /S tójćl3 t,h Ewo, byłaś naszym kapitanem... Dziękujemy za krótką, ale wspaniałą przygodę w murach słupskiej uczelni (na kaszubskiej podyplomówce), dziękujemy za Twój uśmiech i nieskończoną miłość do Nordy, którą chciałaś zarazić nas wszystkich. Kto nie znał Cię, pani Ewo... kogo nie uczyłaś? Z kim nie współpracowałaś? Komu nie składałaś życzeń na urodziny? Choćby krótkim: najłepszości. Z kim nie korespondowałaś? Nie znajdziesz takiej osoby. Ewa Kownacka kochała ludzi. Kochała pomagać innym, nie oczekując nic w zamian. Zapamiętam Ewę jako osobę niezwykle empatyczną, uśmiechniętą. Była dobrą duszą w naszej lokalnej, władysławow-skiej społeczności. Ewa była bardzo inspirującą osobowością. Była wyrazista i silna. Ewa była nieocenioną, wszechstronną i serdeczną kobietą. Była oddanym dła samorządu powiatowego człowiekiem. Jak Ty jednałaś sobie tych wszystkich ludzi? Ja myślę, że to przez tę Twoją szczerość. I pewnie przez to, że nikogo nie oceniałaś. Twoje zaangażowanie w życie społeczności Kaszub, a przecież i Śląska, okazywałaś nie tylko podczas wieloletniej pracy w samorządzie, Zrzeszeniu Kaszubsko-Pomorskim, Stowarzyszeniu Ziemia Pucka, jako nauczyciel w dwójce czy na wyższej uczelni. Tak było już, gdy stawiałaś pierwsze kroki 70 Pomerania nr 7-8 (577) / Lepińc-Zelnik 2023 Pożegnanie w szkole w Chłapowie, i potem, gdy studiowałaś. Ty, Tomek i Leszek redagowaliście „Zdaniem Młodych", tę gazetę we Władysławowie, już jak tylko powstał Komitet Obywatelski „Solidarność" w 1989 roku. Dla Władysławowa - dla miasta i tej parafii -zrobiłaś bardzo wiele. A ostatnie dwadzieścia pięć lat poświęciłaś całemu powiatowi puckiemu - temu najbardziej morskiemu powiatowi ze wszystkich. Starosta Jarosław Białk chciał, żebym i od niego Cię pożegnał. Zrobię to jego słowami. Jarek napisał: Była doświadczonym pedagogiem, socjologiem etniczności, teologiem, nauczycielem akademickim i nauczycielem języka kaszubskiego. Była ambasadorem Kaszub w Polsce i za granicą. Swój doktorat poświęciłaś maszoperiom, rybackim spółdzielniom z Półwyspu Helskiego. Nie mogłaś zajmować się innym tematem, skoro rodzina Twojej mamy była właśnie stamtąd: z Jastarni, z Boru. Filmy o tej ziemi i morzu, które powstały z Twojej inspiracji i z Twoim udziałem, Ewo, pokazywali w Czechach, Polsce, a przez Internet poszły na cały świat te wszystkie historie „w sieci zaplątane". Myślisz, że zapomniałem o Twoich książkach o parafii w Jastarni oraz o pielgrzymce naszych rybaków na odpust świętych Piotra i Pawła do Pucka? Setki, a może nawet tysiące egzemplarzy trafiły do naszych rąk i są w naszych domach. Wiesz, profesor Marcin Pliński, rektor KPSW w Wejherowie, napisał mi w liście, żebym nie zapomniał dziś wspomnieć, jak ważną osobą byłaś dla kierowanej przez niego uczelni. Ludzie powinni wiedzieć, że w ciągu trzynastu lat pracy akademickiej zrecenzowałaś 123 prace licencjackie, wypromowałaś 87 licencjuszy oraz byłaś promotorem 9 magistrów. Opiekowałaś się studenckim socjologicznym Kołem Naukowym „Rodno Zemia". Swoje doświadczenie starałaś się przekazywać na organizowanych w powiecie konferencjach dla nauczycieli. No i zobacz, znowu wracamy do samorządu... Serce włożyłaś w budowanie relacji z samorządowymi partnerami powiatu puckiego. Doceniają to Ślązacy z powiatu gliwickiego oraz Żmudzini w partnerskim regionie Skuodas w Litwie. W 2018 roku z rąk marszałka województwa pomorskiego otrzymałaś nagrodę Radna na Medal, a w 2021 roku zostałaś wyróżniona medalem marszałka województwa śląskiego „Zasłużony dla Województwa Śląskiego". Nie było spotkania tych wszystkich samorządów bez Twojego udziału. A jak w starostwie wybierali osoby na wyjazd w delegację, to mówili: „Jedzie bus i Ewa w pakiecie". Los Cię nie oszczędzał jakoś szczególnie. Tyle było niepotrzebnych strat, które poniosłaś i które Cię tak bardzo dotknęły... Nagłe i niespodziewane odejścia bliskich, a także te momenty, kiedy okazywało się, że nie każdy z nas był zawsze wobec ciebie szczery. Wszystko to sprawiło, że mogłaś czuć się coraz bardziej samotna i chora. W końcu nie byłaś człowiekiem z żelaza czy innego marmuru. Wiesz co, Ewa? Kiedy przyszła ta wiadomość, że leżysz w szpitalu na oddziale nefrologii, jedna z Twoich przyjaciółek, wiedząc, że zawsze oddana byłaś Kaszubskiej Królowej, która trzyma straż nad całym morzem, zaprosiła każdego, kto mógł, do Swarzewa na chwilę modlitwy o Twoje zdrowie. Ksiądz, który odprawiał Mszę Świętą, trzykrotnie wymieniając intencję, raz się pomylił i wezwał do modlitwy za „matkę Ewę". Ale czy na pewno się pomylił? Trochę przecież byłaś taką matką każdej i każdego z nas. Sprawiedliwą, inspirującą, wymagającą. Wiadomość o Twojej śmierci w dniu Twoich sześćdziesiątych pierwszych urodzin spadła na wielu jak grom z jasnego nieba. Jedna z naszych koleżanek, ta, która pisze teraz reportaż o Kaszubach, między innymi o wypędzonych z Półwyspu Helskiego, którymi przecież i Ty się zajmowałaś wraz ze swoimi studentami, napisała do mnie na Messengerze: Miałam się z Ewą spotkać na kawę już kilka razy i zawsze było coś... Jaki szok przeżyłam... Bo gdyby nie Ewa, to bym nie napisała najlepszego kawałka mojej książki... Gdyby nie Ewa, gdyby nie Jej bezinteresowne zaangażowanie w Stowarzyszeniu Ziemia Pucka i te wszystkie dwadzieścia lat w zarządzie naszej organizacji, to nie wiadomo, jak mogły potoczyć się losy Radia Kaszebe. Pewnie i starosta, i przewodniczący rady - gdyby tu stali zamiast mnie - powiedzieliby, że gdyby nie Ewa w zarządzie powiatu, to mogłoby nie być wielu ważnych inwestycji... wyremontowanych dróg, szkół, szpitala... służących wspólnocie mieszkańców naszej Nordy. Ewa! Myślę, że każda z tych osób, które tu przyszły się z Tobą pożegnać, że wielu tych, którzy nie mogli być tu dziś osobiście, mogą powtórzyć tę frazę „gdyby nie Ewa" i zakończyć ją czymś dla siebie szczególnie ważnym. Dziękuję Ci, każdy z nas może to teraz powiedzieć, że dzięki Tobie nie utknęliśmy na licznych mieliznach. Wszystko, co możemy, Ewo, zrobić dla Ciebie, to mieć Cię na zawsze w naszych sercach. Proszę, jedź na morze, tak jak to kochałaś, i nie miej nam za złe, że płaczemy. Jo sa chcół dzisó przezdrzec V Mól im Morzu Szor wuzdrzec Le to sa nje dó Za snódkó A jesz na merga Z vjerzchu A bo bene Dzisó to nje pudze. Bóg zapiać Evka e Wostani z Boga! Władysławowo, 20 czerwca 2023 roku Artur Jabłoński Pomerania nr 7-8 (577) / Lipiec-Sierpień 2023 71 4- Z Kociewia FELIETON W lehe; dróty pr&wadsfyO do- Pr^y^Cer^kw W tej miejscowości leżącej na południowym Kociewiu warto się nie tylko zatrzymać. Regionaliści z Pomorza wiedzą, że na miejscowym cmentarzu na wieki spoczął dr Florian Ceynowa. Tu do dziś ożywia ducha dobrych działań dla oswojonej przestrzeni. Zrzeszeńcy nieraz zapalają światełko wdzięczności. Miejscowa szkoła nosi jego imię i promieniuje edukacją regionalną, co już nieraz chwaliłam. Latoś radosnym wydarzeniem stało się święto parafii. Gdy pierwszy raz przeczytałam nowe opracowanie - Przysiersk. Dzieje wsi i parafii w 200-lecie kościoła św. Wawrzyńca (2023) - pomyślałam: „Ma Przysiersk szczęście, a przy okazji też wszyscy, którzy z tą miejscowością kojarzą dzieje swoich przodków i obecną życiową przestrzeń". Zachętą i zarazem zobowiązaniem są przytoczone we wstępnej części książki słowa papieża Franciszka: Prawdziwie odkrywamy świat jedynie wtedy, gdy podążamy razem z innymi, dzień po dniu. Dlatego parafia jest ważna, bo jest miejscem, w którym idąc za Chrystusem, spotykamy się [...] ludzie różnych pokoleń i różnych kontekstów kulturowych. Z okazji jubileuszu zostały opisane dzieje wspomnianej parafii wpisane w dzieje wsi. Świetna, sugestywna i starannie graficznie opracowana książka może być, nie tylko dla regionalistów, obrazem pomorskiej kultury. Opracowana na podstawie wiarygodnych źródeł historia jest inspiracją i zaczynem dla wspólnotowych działań obecnego proboszcza, ks. dra Przemysława Szulca. Współczesne formy ożywionych i różnorakich działań parafii są bardzo krzepiące i godne naśladowania. Wiele się dzieje w Parafialnym Domu Kultury. Wspomniana książka ma charakter faktograficzny. Podziwiać można przywołanie wielu źródeł, choćby dokumentu z czasów króla Jana III Sobieskiego. Rzetelnie i zarazem ciekawie przedstawione losy kociewskiej parafii mogą stać się dobrą lekturą, do której warto wracać. Przywołanie ważnych miejsc, niepospolitych postaci oraz stare fotografie skłoniły uczestników spotkania promującego wydawnictwo i wystawę „Przysiersk na starej fotografii" do ożywionych rozmów i poszukiwania niby zatartych śladów, a przecież ciągle waż- Edukacja regionalna nie musi być poważna ani smutna. nych. Współczesne działania parafialnej wspólnoty na rzecz pomnażania dobra dają nadzieję, przypominają, że rozwój, ale z poszanowaniem tradycji, jest bardzo sensowny. Autorom tekstów, poszukiwaczom materiałów archiwalnych, redaktorowi i wszystkim sprzymierzeńcom dzieła - wielkie gratulacje. Z wielką przyjemnością po przestudiowaniu całości mogłam napisać, że ta niezwykła książka powinna znaleźć się w każdym domu w tej parafii i być czytana wielokrotnie. Muszę się tu pochwalić, że właśnie w Przysiersku miałam zaszczyt zaczynać swoją nauczycielską karierę. Tu rozmaite szkolne wiedzo, że trza siać, choc wiater rozwiwa ziarna... Na szczęście wiele z nich pada na dobry grunt. I dzieje się. I tak powstają sztygi. Na okładce słownika kociewskiego widnieje sztyga, bo sam Bernard Sychta mówił, że stare słowa, w których przyczaiła się oswojona rzeczywistość, trzeba zbierać jak za-ostałe na polu kłosy. I zbieramy. Cieszymy się nimi. Takim słowem jest pujek, czyli kot. Tyle samo, co na sąsiednich Kaszubach - pujk. W Brzeźnie Wielkim jest Szkoła Podstawowa im. Bernarda Janowicza. Kiedyś podczas świętowania zachęciłam, by zrobić konkurs na tekst o pujku. I powstały ciekawe i bardzo ciekawe prace „Tam dom twój, gdzie kot twój". Jedne sensacyjne, inne wzruszające. Warunkiem było użycie gwaryzmów. Już planuję kolejne pomysły, może o i kurónku. Edukacja regionalna nie musi być poważna ani smutna. W nowych formach jest szansa na ocalenie tego, co niby minione, a ważne jest nadal. U progu lata jeszcze niespodzianka. W zabytkowym kościele (zalewanym przez powodzie), nazywanym w Świeciu nad Wisłą starą farą, odprawiono Mszę Św., by uczcić tu liczącą się obecność ks. dra Mariana Miotka. Wrócił na swoje Kaszuby, ale tu dobrze Go pamiętamy. Przywiózł nam ciekawą swoją książkę - Recepcja kaszubskich przekładów Biblii. Przed laty gościłam księdza na zajęciach z dialektologii, by dodać blasku kaszubszczyźnie, teraz egzemplarz książki mogę przekazać następcy Krzysztofowi Kołatce, kiedyś mojemu doktorantowi prowadzącemu na UKW w Bydgoszczy językoznawstwo kulturowe. Maria Pająkowska-Kensik 7 2 Pomerania nr 7-8 (577) / Lepińc-Zelnik 2023 LEKTURY PRZED BRAMĄ fg W w -w w ^ Tomasz Słomczyński ZAJCOWO GÓRKA m 0 § * ♦ ■iii Tomasz Słomczyński, Zdjcowó górka, Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie, Gdańsk 2019 Opowiadanie współczesnych baśni jest bardzo trudne. Jak się przebić przez kolorowe i krzykliwe wiadomości w smartfonie i jak przyciągnąć uwagę do historii tekstowej, nie zaś animacji obrazkowej w Internecie? Jakimi środkami przedstawić wydarzenia? Za pomocą dawnych, klasycznych figur znaczeniowych, które mają głębokie osadzenie w tradycji, czy raczej dzięki elementom nowoczesnej, szybkiej narracji, z realiami dzisiejszej sytuacji cywilizacyjnej, które nie będą tworzyły jakiegoś czasowego dystansu między przedstawianym światem a doświadczeniem i wrażliwością czytelników? Przed tego typu wyzwaniami stanął także Tomasz Słomczyński, który od kilku lat wrasta w kaszubską przestrzeń kulturową, co przynosi ze sobą jego intensywną działalność dziennikarską, a także pisarską. I właśnie w ramach tego drugiego aspektu powstała baśniowa opowieść Zajcowo górka, która wyszła drukiem w 2019 r. nakładem Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. Współczesną baśń Słomczyńskiego czyta się po kaszubsku bardzo dobrze, w czym duża zasługa Stanisława Jankego, który przełożył oryginalny zapis z języka polskiego. Od strony wydawniczo-komunikacyjnej jest to kolejna propozycja tekstu dla młodego, kaszubskojęzycznego czytelnika, która - wraz z książkami dla dzieci autorstwa m.in. Danuty Stanulewicz, Stanisława Jankego, Janusza Mamelskiego, Romana Drzeżdżona czy Aleksandry i Dariusza Majkowskich - tworzy serię wydawnictw sprofilowanych i mających za zadanie zachęcić do czytania po kaszubsku najmłodszych. Jednakże od strony tematycznej Zajcowo górka ma w sobie czynnik nietypowy w kaszubskiej literaturze dla dzieci: tematykę śmierci. Zestawienie dziecięcej wrażliwości i tak „twardej" rzeczywistości, jaką jest śmierć, wymaga odwagi artystycznej i pewnego typu empatii dla emocji czytelniczych, które się pojawiają przy opisie granicznych doświadczeń każdego człowieka. Narrator pisząc dla młodego czytelnika, nie powinien zanadto akcentować biologiczno-naturali-stycznego aspektu śmierci. Nie powinien również rozmywać się w me-taforyczno-onirycznym opisie, który może swoją uniwersalnością znaczyć wszystko i nic. Pośrednia droga w budowaniu opowieści o śmierci uzależniona jest jeszcze od innych czynników, wśród których liczą się i wiek odbiorcy, i rodzaj zastosowanych technik artystycznych. Na wszystkie wspomniane tutaj czynniki zwracał uwagę Słomczyński, budując swoją baśniową historię rozgrywającą się gdzieś w środkowej części Kaszub, w obecnych czasach, w których wciąż manifestują się pradawne postacie z ludowych wierzeń oraz zjawy zawieszone pomiędzy wydarzeniami sprzed kilkudziesięciu lat a tym, co staje się teraz. Zajcowo górka składa się z 19 krótkich rozdziałów, w których pojawiają się główny bohater Tómk, jego matka i ojciec. Zarysowany został ważny dla chłopca czas przechodzenia z beztroskiego dzieciństwa w okres nastoletni. To moment skomplikowany przez to, że rodzina przeprowadza się z Gdańska do Sopotu, co przecież będzie skutkowało zmianą szkoły. Ponadto nowy dom jest zupełnie inny niż ten, w którym chłopiec spędził pierwsze lata życia: jest stary, tajemniczy i ma piwnicę, w której Tómk odnajduje przedwojenne jeszcze rzeczy świadczące o niemieckiej przeszłości domu i jego mieszkańców. Szczególnym zainteresowaniem obdarza bohater niemieckojęzyczną książkę przygodową, której co prawda nie rozumie w przekazie słownym, jednakże ilustracje w niej zawarte są na tyle czytelne, że staje się ona dla niego bramą do innego wymiaru rzeczywistości. Innego typu przejściem jest dla Tómka miejsce wypoczynku na Kaszubach - jezioro Brodno Wielkie, które uwielbiają jego rodzice, a on sam irracjonalnie się obawia. Ów lęk jest oswajany, zarówno chłopiec, jak i jego rodzice pracują nad tym, aby zwalczyć obawę i dokonać Pomerania nr 7-8 (577) / Lipiec-Sierpień 2023 73 - » T f Lektury rzeczy wydawałoby się tak prostej, jak zdobycie umiejętności pływania. W połowie opowieści okazuje się, że chłopak przeczuwał, do jakiej bramy doprowadzi go woda... Z kilku powyższych zdań o Zajcowi górczi można by wywnioskować, że to historia realistyczna, dotycząca wydarzeń sprzed czterdziestu lat. Tak jednak nie jest i sygnałów na metaforyczny wymiar rzeczywistości pojawia się sporo. Oto już w wyborze stylu narracji, jaką zastosował Słomczyński, widać częste i konsekwentne sięganie do poetyki snu, aby zarysować wewnętrzny świat lęków i marzeń Tomka. To bowiem, co umyka w życiu codziennej rutyny, ujawnia się w stanach półsnu, zwidzeń i przypuszczeń, których doświadcza chłopak w domu czy w otoczeniu natury. Ponadto już w jego zwykłym doświadczeniu egzystencji występują momenty, które wytrącają go z racjonalnego oglądu rzeczy. Jakim bowiem cudem w ty-lekroć oglądanej przez niego książce pojawiają się nowe elementy? Kto je napisał? Czy Tómk trzymając w ręku książkę, śni czy istnieje naprawdę? Do tego dochodzi jeszcze kwestia Borowej Ciotki, Borowca i Hermusa, istot z kaszubskich podań i legend, które pojawiają się w świecie Tómka... po jego śmierci. Okazuje się bowiem, że chłopak chcąc pokonać swój lęk przed wodą i udowodnić ojcu, że jest silnym, niemal dorosłym mężczyzną, tak nieszczęśliwie skoczył do wody, że stracił życie. Jego dalsze „życie", to trwanie pomiędzy światem ziemskim, który on widzi, ale jest przez innych nierozpoznawalny, a światem pozaziemskim, którego istnienia się domyśla, ale jeszcze go nie doświadczył. Tómk dzięki Borowej Ciotce i Borowcowi dowiaduje się, że przed nim kolejna brama do przejścia. Powinien pożegnać się ze znanym mu wymiarem i skierować się w inną rzeczywistość. Jednakże nie powinien dokonywać tego sam, lecz w towarzystwie zagubionych istot: dwójki żydowskich dzieci zabitych w czasach II wojny światowej, które za pomocą rysunków w wertowanej przez Tómka książce dają mu znak, że można z nimi się skontaktować. Baśniowość opowiastki Słomczyńskiego realizowana jest więc wielowymiarowo, tak przez fantastykę rodem z ludowych opowieści kaszubskich, jak i przez narrację „korzenną", tzn. taką, która odkrywa znaki historii we współczesnej rzeczywistości. Owa „korzenność" polega na coraz pełniejszej autoanalizie bohatera, który mierzy się z własnymi ograniczeniami na poziomie psychologii, otwiera się na dziedziczoną tradycję wierzeń regionalnych oraz na nieswoją, obcą przeszłość w przestrzeni własnego domu. Najważniejsze dla Zajcowi górczi jest odkrycie własnego ist-nienia-nieistnienia bohatera, kiedy przychodzi mu w pełni pożegnać się z rodzicami i światem, w którym spędził kilkanaście lat życia. Powzięcie decyzji, że musi odejść, nie oznacza w opowiastce Słomczyńskiego czegoś negatywnego. Wręcz przeciwnie, Tómk pozwala w tym momencie swym rodzicom zapomnieć o nim i żyć dalej. Co więcej, pomaga uwolnić się zagubionym istnieniom żydowskich dzieci z przestrzeni ich bólu i śmierci. Zmarły staje się wówczas przewodnikiem dla innych zmarłych. Współczesna baśń Słomczyńskiego zilustrowana została za pomocą prac rzeźbiarskich Ireny Brzeskiej. To bardzo dobra decyzja autorów i wydawców, gdyż prostota, a jednocześnie sugestywność figur Brzeskiej nadaje opowieści walor plastyki i odsyła do świata folkloru dziecięcego, w którym postaci, kompozycja czy kolorystyka są bardzo silne i sugestywne w przywoływaniu sensów. Sfotografowane i umieszczone w tekście baśni rzeźby Brzeskiej nadają całości wydawnictwa specyficzną hieratyczność, odwzorowując jakiś zaginiony, zasłonięty wymiar rzeczywistości, który jednak czasami się ujawnia. Dużym walorem Zajcowi górczi jest jej czasowe osadzenie, co nie znaczy, że wszystko w narracji udało się bardzo dobrze. Po skończonej lekturze chciałoby się na przykład, aby jeszcze więcej eksploatowano motyw lat osiemdziesiątych XX wieku i czasów końca PRL-u. Kilka scenek w baśni Słomczyńskiego, ukazujących słuchanie Radia Wolna Europa czy odsłaniających realia życia codziennego wśród produktów z Pewexu lub domy z modną wówczas boazerią, to fragmenty bardzo urokliwe. Co do tematyki baśni, aż się prosi, aby jeszcze bardziej rozwinąć wątek żydowski, który zaistniał w opowiastce nieco skrótowo i z wątpliwym uzasadnieniem. Oczywiście książka dla dzieci nie jest najlepszym miejscem, aby ukazywać problematykę żydowskiej obecności na Pomorzu lub Kaszubach, lecz z drugiej strony wywołana została przez narratora utworu bardzo ważna kwestia, którą warto jednak przedstawić nieco głębiej. Także i w sferze psychologii postaci, zwłaszcza ojca i matki głównego bohatera, nie do końca wiadomo, jak poradzili sobie ze stratą syna. Baśniowa opowieść mogła tutaj przynieść ze sobą trochę więcej treści w tym zakresie... Wspomniane przed chwilą czynniki nie są dużą wadą dla współczesnej baśni Słomczyńskiego, to raczej dostrzeżenie możliwości tworzenia nowych utworów. Trzeba bowiem docenić to, że autor Zajcowi górczi potrafił na nowo podejść do tradycji kaszubskiej i przedstawić nie wiejskiego pastuszka, lecz miejskiego ucznia, przywołać nie patriotyczne walki polsko-kaszubskie z żywiołem niemieckim, lecz także patriotyczne, lecz w jakże innym duchu, spory polityczne na linii zwykli obywatele PRL-u a rządy socjalistyczne. Chciałoby się takich utworów przeczytać dużo więcej. Daniel Kalinowski 74 Pomerania nr 7-8 (577) / Lepińc-Zelnik 2023 Roda GODZENKOWO ROZMAJITOSC Chto nie je ród, czej dozdrzi gódzenka! Prówdac na Kaszebach je to pózwa nie jednego gatenku, a całi rodzezne - Coccinellidae, do jaczi rechujeme u nas póradzesąt ortów. Nóbarżi popularne są dwakropczi (Adalia bipunctata) i sedemkropczi (Coccinella septempunctata), a w slednech latach letko trafie też cezyńca - azjatka (Harmonia axyridis). Dzysó do naszi kuchnie dostele me swieżi koper z ogródka ód sąsódczi. Zaró jął jem szekówac ma-łosłone gurczi. Czej jem sa wzął za mece dila, uczuł jem, że sa lepi do raczi. Ne jo, jem pómeslól, pewno zele je ful szeców, jaczi wedzelają miodną spadz. Dló sprówdzenió jem pótrząsł kópra. Pó prówdze na blat spadło wiele mółech zelonech kropeczków. Żebe w nech roscenach żęła jako gódzenka, pewno jaż teli tego paskudztwa be nie dało. Jedna sedemkrop-ka przez całi dzeń zjódó nawet 240 szeców. Ne pó szteruszku westrzód wepadłegó na blat ówadztwa dozdrzół jem mółą, chiitką pónarwa. Ta nie zmudza czasu, le żarła szece jedna za dregą. Bóczno jem sa na nia przezdrzół, a żebe bec gwes, ódjimnął ja móbilką a pówiaksził óbróz na ekranie dló lepszego óbezdrze-nió. Jo, to beła pónarwa sedemkropczi. Tako larwa, nim duńdze do ódjinaczenió w dozdrzeniałą forma, też łapczi szece, zjódó jich wnet trze tesące. Pónarwe kleją sa z mółech żółtech jajeczków. Meme-gódzenczi skłódają je na roscenach, na jaczich żeją kolonie szeców. Larwę ju z pierwsza mają błeskó do jóde. Kó nie je to dló nich leno zdrzódło biółtka, wódę a energie. Z szeców gódzenczi bierzą też trejące alkalojide, jacze kumuleją w swójich całach dló ódstraszanió drapieżników. Czejbe równak jaczi nimó to miół na nie aptit, pr iszczą w left spray ze swój i kr wie a pirazene, jaczi mó mócką pócha i sprówió, że wróg niechó jedzenió. Czej na dredżi dzeń jem pókózół ódjimk pónarwe sedemkropczi znónemii fotografowi kaszebsczi rode Kazmierzowi Rolbiecczemu, ten przesłół mie swoje fótczi, jacze zrechtowół w swójim ogrodzę na siewie. Na slewówech wietwiach szece miałe sa dobrze. W dzelu pewno temu, że pilowałe jich mrów-czi. Prówdac nie darmók, tec za piłowanie pasłe sa Szece na siewie. Wacha trzimają mrówczi. Dló nich szece są jak karno ówców abó bedła, a one jakno jich pasturze spadzą. Na czile ódjimkach dało też widzec larwę gódzenczi. Ni miałe strachu mrówków, bó te jich nie re-szałe na skutk alkałojidów. Kó bele jine ód móji, ti, co spadła z kopru. Modło jasnech plachceczków wera-zno dokazniło, że to bełe pónarwe azjatczi. Na jednym z ódjimków dało widzec też forma dozdrzeniałą ti gódzenczi. Na kiińc wórt doszmergnąc, że azjatka mó rozmajitą wielena kropków. Może ni miec żódny, a może nawet i dwadzesce trze. P.D. Pónarwa sedemkropczi Azjatka. Ta tu ni mó kropków, kó letko trafie i taką z wiele kropkama Sedemkropka Pónarwa azjatczi Pomerania nr 7-8 (577) / Lipiec-Sierpień 2023 75 tJileka KÓSÓKÓWÓ. „JANTAROWI BOT" DLÓ NADOLANÓW W Checze Nordowech Kaszebów 3 czerwińca beł XXI Festiwal Mórsczi Spiewe „Jantarowi Bot", to je konkurs dló amatorsczich churowech i wókal-no-instrumentalnech karnów a też dló solistów. Organizatora je part Kaszeb-skó-Pómórsczegó Zrzeszenió Dabó-górze-Kósókówó. Udzel w festiwalu wzało szesc karnów i jedna solistka. Wszetce wekónele pó trze marinisticz-ne spiewe, a benómni jedna muszała bec w kaszebsczim jazeku. Óbsadzecele (Paweł Nodzak, Ana Padee i Ana Paturej) przeznele nód-grode i weprzednienia. W kategorii wielepókóleniowech karnów pier-szi plac dostało karno „Nadolanie", a dredże „ Ko sako wianie". Ókróm tego weprzednienie za nóczekawsze wekónanie kaszebsczi pieśni trafiło do „Nadolanów", a weprzednienia dló akómpaniatorów do Tadeusza Kór-thalsa, Łukasza Junga i Dawida Babi-żewsczegó. W kategorii dzecnech karnów ex aequo dredżi mól dobełe „Jantar-ki" z Mostów i „Dębogórskie Kwiatki" z Dabógórzó, trzecy - wokalno-instrumentalne karno z Dabógórzó, a weprzednienie „Kaszubskie Minion-ki" z Pogórza. Red. MIESZKAŃCY LUBIANY W TELEDYSKU ZESPOŁU FUCUS Członkowie Zrzeszenia Kaszubsko--Pomorskiego w Łubianie oraz uczniowie tamtejszej szkoły wzięli udział w nagraniu teledysku do piosenki zespołu Fucus. Nagranie odbyło się w Muzeum Kolejnictwa w Kościerzynie. Piosenka nawiązuje do corocznych Zjazdów Kaszubów, dlatego aktorzy ubrani w różnorodne stroje kaszubskie tańczyli i bawili się w pociągu oraz na peronie kolejowym, nawiązując do pociągu Transcassubia, który co roku zawozi Kaszubów na Zjazdy. To była dla nas dobra zabawa i cenne doświadczenie związane z nagrywaniem kolejnych scen. Premiera teledysku odbyła się na youtube.com 23 czerwca, a piosenka z naszym tańcem zostanie zaprezentowana również na scenie - w sobotę 8 lipca podczas Zjazdu Kaszubów w Kartuzach. Anna Cupa BETOWO. SEMINARIUM Ó RZÓDCZICH CHÓROSCACH „Mój komputer musk" - taczi beł titel seminarium, jacze ódbeło sa 18 czerwińca w Betowie. A dodówkówe hasło dopówiódało, że je to zeńdzenie „nie blós dló szpecjalistów". Potkanie ostało zrechtowóne przez fundacja „Platynowa Drużyna", jako dzejó też reszno na Kaszebach, i miało przebliżec wiadła ó dzejanim musku a nerwowego układu, co je ósoblewie wóżne dló neuro-logiczno chórech, w tim na rzódcze chórosce. Fundacjo zajimó sa szerok pómóganim chórim dzecóm a jich starszim. Wiele ó ji dzejnoce można sa dowiedzec z ji starne www.platynowa-druzyna.pl. Jak gódała [pó polsku, tłóm. na kaszebsczi autór notczi] przedstówcz-ka fundacji Małgorzata Skweres-Kuch-ta, wórt robie tacze seminaria, bó nimó swóji nazwę tpzw. rzódcze chórosce ti-kają sa wiele ledzy: Móme w Polsce kole 3 meliónów ledzy chórech na rzódcze chórosce. A te są wszelejacze, gódó sa nawetka ó 10 tesącach taczich chóro-sców. Ni ma dosc szpecjalistów, feleje medicynów. To je wóżnó tema. Ledze, co chorzeją na rzódcze chórosce, są jak-be ókóma systemu pomoce. Szukanie za diagnozą, a tede za retenka, zabijó psychiczno. Me, starszi, móme stara wspierać sa wzajemno i podpowiadać. Pó diagnozę, czede czetósz, co zdaje twoje dzeckó w przińdnoce, i to nieda-leczi, to cażkó nawetka óddechac. Późni sa człowiek z tim óswójiwó, bó muszi. Pó prówdze słowa starszich, co ju przez to przeszłe, to sa baro wóżne rade. Szu-kó sa. wszadze ti pomoce. Szukó sa też nowiznów w medicynie. Za grańcą. Leno ta nódzeja biwó złudnó. Trzeba baderowaniów, żebe przetestować me-dicyne, musz je zebrać karno pacjentów. Tech chórech je mało, a to waró. To wszetkó badze warało, nim nen lek trafi do ledzy. Jeżle ón óglowó badze dzejół. A tej, cze mdze refundowóny, a cze te mdzesz miół szczesce mieszkać w państwie, gdze badze refundacjo. Me, jakno fundacjo, móme tacze dwie niwe dzejanió. Pierszó je to rzódkó chórosc CLN2. Ona je związónó z mół-im karna ledzy. Starszi dzecy chórech kóntakteją sa i zadówają nama pitania. 76 Pomerania nr 7-8 (577) / Lepińc-Zelnik 2023 Klęka -f- Ódj. ze zbierów EP weprzednienia - Milena Gónczaren-kó i Wiktor Krampa. KI. VII-VIII spódlecznech szkółów: 1. Mateusz Schuttenberg, 2. Urszula Cempa, 3. Lena Lawrenc i Blanka Gruba. Specjalną financową nódgroda ufuńdowóną przez przedstówców familie Alojza Nógla dostele Szemón Schroeder i Mateusz Schuttenberg. Órganizatorama konkursu bele: Publiczno Biblioteka Gminę Szemółd, Muzeum Kaszebskó-Pómórsczi Pis-mienizne i Muzyczi we Wej rowie i Powiatowe Starostwo we Wej rowie. Red. TECHÓM. ROZRZESZENIE KONKURSU DLÓ SZKÓLNECH W spódleczny szkole w Techómiu, w gminie Żukowo, óstól rozrzeszony II Konkurs dló Szkólnech „Uczime sa jeden ód dredżegó". Wzale w nim udzel szkolny, jaczi tworzą multimedialne didakticzne pomoce: wszelejacze aplikacje, filmiczi i jine móderne formę pómógające ób czas robotę w szkole. Muszime wechadac do najich uczniów z nowóczasnyma metodama nau-czanió kaszebsczegó jazeka. Najim za-danim je urechlec niejedne zjawiszcza - pódczorchiwała direktorka techóm-sczi szkole i metodicznó konsultantka kaszebsczegó jazeka kol Gdińsczegó Óstrzódka Doskónalenió Szkólnech Elżbieta Preczkówskó. Órganizatorama konkursu bele: Gdińsczi Óstrzódk Doskónalenió Szkólnech, Kaszebskó-Pómórscze Zrzeszenie Part w Baninie i Spódlecz- Me móme stara jima pomóc. Gódóme, jacze są móżlewóte. Dregó niwa to naji minióstrzódk na Kaszebach, w Bórzete-chómiu, gdze robime z dzecama z roz-majitima chóroscama. Ti młodi ledze to naszi „platynowi skauci", bó me nie chceme derch gadać ó ti niefulsprawno-sce, ale chceme dobewac sprawnosce. Mateusz Bullmann SZEMÓŁD. RECYTOWELE DOKAŻE NÓGLA W sledny dzeń maja w Publiczny Bibliotece Gminę Szemółd miona ks. dr. Leona Heyczi bel Krezowi Re-cytatorsczi Konkurs Utwórstwa Alojza Nógla. Jego cela je pópularizowanie leteracczegó urobku pisarza i póete zrzeszonego z szemałdzką zemią, a też piastowanie kaszebsczegó jazeka. Westąpiło raza kol 30 uczastników pódzelonech na sztere wiekowe kategorie. Óbsadzecele (Kazmierz Herman - przednik szemałdzczegó partu Kaszebskó-Pómórsczegó Zrzeszenió, Agata Grenwald i Dark Majkówsczi z Muzeum Kaszebskó-Pómórsczi Pismienizne i Muzyczi we Wejrowie) wesłechele wierztów i prozę w jich wekónanim i wskózele dobiwców. Niżi je jich lesta. Przedszkola i kl. 0-1: Szemón Schroeder, 2. Rozalio Cząstka i Hubert Hebel. Kl. I-III spódlecznech szkółów: 1. Mario Hebel, 2. Natan Ókóń, 3. Karina Gónczaren-kó; weprzednienia - Milena Pran-szke i Nela Katulskó. W ti kategorie blós dwie uczastniczczi zdecydowałe sa na recytacja prozę, a nie wierztów, i dostałe za to specjalną nódgroda. Bele to Zofio i Helena Schuttenberg. Kl. IV-VI spódlecznech szkółów: 1. Amelio Meyer, 2. Agata An-driskówskó, 3. Aleksandra Dampc; Pomerania nr 7-8 (577) / Lipiec-Sierpień 2023 Protokół latosy edicje „Uczime sa jeden ód dredżegó" Na konkurs na nócekawszą metoda aktiwizejącą i pomóc didakticzną do wezweskanió na uczbie kaszebsczegó jazeka szkolny nadesłele 10 próców w dwuch kategoriach: Kategorio I. Pomóc metodicznó sparłaczonó z jazeka, kulturą, historią Kaszeb w rozmajitech nowó-czasnech aplikacjach (genially, wor-dwall, learning apps, padlet, itp.) Kategorio II. Pomóc metodicznó zrechtowónó ze swój ima szkółow-nikama i nagrónó jakno filmik raza z kómeńtarza (instrukcją i breków-nyma pómócama). Óbsadzecele w składze: Jerzi Stachursczi (przednik komisji), Eugeniusz Preczkówsczi i Woj cech Jankówsczi (nóleżnice), ósoblewie zdrzele na poprawność kaszebsczegó jazeka w pisenku i mowie, czekawóta i przemeslnosc proce, wezweskanie technicznech móż-nosców, wielena fórmów przekazu 1 óriginalne udbe. Pó óbezdrzenim próców przeznele tacze hewó mole: W kategorii I: 1 mól ex aequo - Celina i Leszk Arendt, Joanna Ginter (fundator nódgrode: Jan Werowińsczi); 2 mól - Weronika Mierzwińskó i Gretka Walasek; 3 mól - Mikółój Ridiger W kategorii II: 1 mól - Weronika Cenowa, 2 mól - Katarzena Butowskó, Olga Kuklińskó, 3 mól - Henrika Kolka, Monika Kubiszók; weprzednienie Anna Hebel nó Szkoła w Techómiu, a partnerama: Muzeum Kaszebscze w Kartuzach, Óglowi Zarząd KPZ i Farwny Świat. Red. REMIÓ. ZEŃDZENIE Z TEREZĄ HÓPPE 13 czerwińca w Miastowim Dodo-mie Kulturę w Remi beło zeńdzenie nóleżników remsczegó partu Kaszeb-skó-Pómórsczegó Zrzeszenió. Jego gósca beła Tereza Hóppe z Gdinie, autorka niedówno wedóny publikacji ó Tónie Óbramie Antoni Abraham (1869-1923). Zarys biografii. Przednik remsczegó partu Józef Lanc przedstawił pózeszłim biografia autorczi i ópówiedzół ó ji rozmajitech dzejaniach, pódczorchiwając zaanga- 77 -Ąr- Klęka żowanie w rozwij kultu Bożego Słedżi bp. Kónstantina Dominika i szukanie wszelejaczich zdrzódłów zrzeszonech z Tóną Óbrama. Pó wesłechanim wekładu Józefa Lanca uczastnice pótkanió mógle kupie ksążka i udostac dedikacja Tereze Hóppe. Na zakuńczenie zeńdzenió nowi nóleżnice partu dostełe swoje legitima-cje, a przednik ópówiódół ó planach dzejaniegó na nóbleższe miesące. Red. KARTUZE. NÓDGRODA DLÓ RISZARDA SYLCZI Ódj. am W piątk 23 czerwińca Óglowi Zarząd Kaszebskó-Pómórsczegó Zrzeszenió miół swoje zeńdzenie w Żale Miastowi Radzezne w Kartuzach. Westrzód temów bele sprawę zrzeszone z or- ganizacją XXIV Światowego Zjazdu Kaszebów. Ostała też przejimniató decyzjo ó tim, że wespół z tidzenika „Zawsze Pomorze" KPZ mdze rok w rok przeznawac specjalną nódgroda dló wójta, burmestra, prezydenta, starostę abó marszółka z Pómórzó, chteren może bec przikłada dló jinech samórządórzów w óbremim robotę dló kulturę najegó regionu, pópulari-zacji kaszebsczegó jazeka i budowanió kaszebskó-pómórsczi juwernote. Pierszim laureata óstół burmester Betowa Riszórd Sylka. Nóleżnice Zarządu webrele gó jednomeslno, pód-czorchiwające jego zaangażowanie w uczba kaszebsczegó jazeka we wszet-czich szkołach w gminie, wedówanie ód czile lat kaszebsczich ksążeczków i słechawiszczów dló dzecy ó przigó-dach Betka, wspieranie Kaszebsczegó Karna Pieśni i Tuńca „Bytów", jacze dzejó kol Betowsczegó Centrum Kulturę, a też trzech fólklorowech karnów w szkołach. Do te ób czas rządów Ri-szarda Sylczi w Betowie bełe zórgani-zowóne trze wóżne kaszebscze urocze-stosce: Światowi Zjózd Kaszebów, Dzeń Jednote Kaszebów i Kaszebscze Diktando. Gard beł też pierszim, w chternym óstałe zamóntowóne debeltjazekówe pólskó-kaszebscze drogowe tófle. Jakno jedurny samorząd Betowó miało też uresznione wespół z Pomorską Akademią w Słepsku pó-diplomówe sztudium dló przińdnech szkólnech kaszebsczegó jazeka. Szerszą lestą zasłegów burmestra może nalezc na starnie www.kaszubi. pl, a me dzakujeme Riszardowi Sylce za jego robota dló kaszebizne. To pó prówdze belny przikłód dló jinech! Red. WEJHEROWO. KONKURS TULPY Już po raz XVII w Muzeum Piśmiennictwa i Muzyki Kaszubsko-Pomor-skiej w Wejherowie odbyło się rozstrzygnięcie konkursu haftu kaszubskiego klubu Tulpa działającego przy Zrzeszeniu Kaszubsko-Pomorskim w Wejherowie, które jest organizatorem przedsięwzięcia. W tym roku towarzysząca konkursowi wystawa została wzbogacona okolicznościową ekspozycją prac Teresy Domnik i Mirosławy Dargacz. Fot. www.muzeum.wejherowo.pl Te związane z klubem haftu kaszubskiego „Tulpa" hafciarki, które obchodzą w tym roku jubileusz 25-lecia pracy twórczej, swoją oficjalną działalność rozpoczęły w 1998 r. od kursu haftu u wybitnej wejherowskiej hafciarki i animatorki kultury kaszubskiej Anny Konkel (1923-2008). Są laureatkami wielu konkursów hafciarskich, m.in. w Wierzchucinie (konkurs haftu szkoły puckiej), w Wejherowie oraz ogólnopolskiego konkursu w Lini. Ich prace cechuje wyważony, harmonijny układ kompozycji oraz biegłość warsztatowa. W tegorocznej edycji konkursu udział wzięło łącznie 13 hafciarek. Komisja konkursowa odnotowała wysoki i wyrównany poziom zaprezentowanych haftów. Już od kilku lat obserwuje się ozdabianie haftem kaszubskim odzieży i drobnej galanterii, natomiast duże obrusy stołowe czy bieżniki są wypierane przez formy i przedmioty bardziej użytkowe. Uważamy, że powyższy trend jest pozytywny i, w naszym przekonaniu, mocniej podkreśla kaszubską odrębność kulturową, którą warto zamanifestować strojem. Zapraszamy do zwiedzenia ekspozycji. Źródło: www.muzeum.wejherowo.pl LENIÓ. SWIATO KASZEBSCZEGÓ WESZIWU 15 czerwińca w Gminowim Dodo-mie Kulturę w Leni beło uroczeste pódrechówanie XXVIII Óglo-wópólsczegó Konkursu Kaszebsczegó Wesziwu m. Edmunda Szemikówsczegó i ótemkniace pókón-kursowegówestówku.Doóbezdrzenióbeło 118 usódzków zrechtowónech przez dzece i 240 dokazów zrobionech przez dozdrzeniałech. Do organizatorów (GDK w Leni) trafiłe wesziwczi rozmajitech szkółów: 78 Pomerania nr 7-8 (577) / Lepińc-Zelnik 2023 Klęka -§- wdzydzczi, wejrowsczi, żukówsczi, bórowiacczi, pucczi, techólsczi, słepsczi, gduńsczi i wesziwk czepcowi. Otaksowała je komisjo, w jaczi bełe latoś: Elżbieta Ball-Szymroszczik (etnografka), Ewa Gilewskó (kustosz Etnograficznego Muzeum we Gduń-sku), Benita Grzenkówicz-Ropela (starszi kustosz Muzeum Kaszebskó -Pómórsczi Pismienizne i Muzyczi we Wejrowie), Tereza Hirsz (przedniczka Komisje Kulturę i Póuczene Radzezne Gminę Lenió), Jadwiga Sommer (nó-leżniczka Komisje Kulturę i Póuczene Radzezne Gminę Lenió). Jak czetóme w kómunikace komisji, taksejące usódzczi óbsadzecelczi dówałe boczenie na pasowne farwe elementów i modłów, óriginalnosc kómpózycjów, rówizna technycznegó wekónanió, użece nóternech materiałów i wekuń-czenie proc. Niwizna beła baro wesokó i werów-nónó. Wiele beło złotnicowech weszi-wów, jacze są baro dradze do wekónanió. Czasto nie są one ju blós tradicyjne - na czepcach, ale na przikłód też na mółi galanterii: pasykach, taszach itd. Też w nym farwnym wesziwie coróz wicy je z kóżdim roka użetkówech fór-mów, wesziwków na seczenkach ijinech dzelach óbleczenku. Fejn, że pójówiają sd też wesziwórczi z butna Pómórzó, bó to pócwierdzenie, że konkurs po prów-dze stół sd óglowópólsczi - gódó Benita Grzenkówicz-Ropela. Lesta dobiwców XXVIII Óglo-wópólsczegó Konkursu Kaszebsczegó Wesziwu może nalezc na internetowi starnie GDK w Leni: http://gdklinia.pl. Red. SZEMÓŁD. POTKANIE Z POEZJĄ PIEPCZI W Samórządowim Centrum w Szemółdze 13 czerwińca beł Powiatowi Recytatorsczi Konkurs Poezji Jana Piepczi. Nen leterat, urodzony i póchówóny w póblesczim Łebnie, je baro achtniony w swój i rodny gminie, czego dokaza je prawie to wedarzenie. Wzało w nim udzel kol 40 uczastni-ków, chterny recytowele tacze wierzte jak: Kwiótczi, Mrówczi cze Moje stronę. Óbsadzecelama bele: wedówca Ja-rosłów Ellwart, przednik molowego partu Kaszebskó-Pómórsczegó Zrze-szenió Kazmierz Herman i przed-stówca wespółórganizatora konkursu - Muzeum Kaszebskó-Pómórsczi Pismienizne i Muzyczi we Wejrowie - Dark Majkówsczi. W kategorii przedszkólów i kla-sów 0 dobeł Szemón Schroeder, w klasach 1-3 spódleczny szkołę nólepszó beła Milena Pranszke, dre-gó Oliwio Garzombka, a trzecy Natan Ókóń. Weprzedniony óstele: Martina Bójkę i Magdalena Szweda. We-strzód uczniów kl. 4-6 dobeła Agata Andriskówskó przed Zuzaną Funk i Oliwią Bójkę. Weprzednienie óbsa-dzecele przeznele Wiktorii Sypion, a przednik KPZ w Szemółdze dół jesz specjalną nódgroda dló Mateusza Pionka za nólepszą lesócką kasze-bizna. W kategorii kl. 7-8 pierszi mól zajimnął Szemón Rzeszewicz, dredżi Blanka Gruba, trzecy Martina Ptach, a weprzednienie dostół Mateusz Schuttenberg. Winszejeme wszetczim dobiwcóm i uczastnikóm! Red. GDYNIA. SPOTKANIE Z HENRYKIEM GANOWIAKIEM W Kaszubskim Forum Kultury 31 maja odbyło się spotkanie z Henrykiem Ganowiakiem, członkiem Szarych Szeregów, wieloletnim pracownikiem Morskiego Instytutu Rybackiego w Gdyni, osobą mocno zaangażowaną w życie społeczne tego miasta. Bohater spotkania urodził się 1 sierpnia 1932 roku w Gdyni. Opowiadał o swoim dzieciństwie, o atmosferze w mieście przed wybuchem wojny oraz o swych losach w czasie okupacji. Henryk Ganowiak w 1939 roku, wraz z matką i bratem, został wysiedlony i trafił do Krakowa, gdzie jako młody chłopak zaangażował się w działania Szarych Szeregów, w ramach tzw. małego sabotażu. Z humo- rem wspominał różne akcje, w których brał udział, podkreślając, że jako dzieci nie uważali tego za przejaw bohaterstwa, a po prostu jako okazję, aby dokuczyć w jakiś sposób niemieckim okupantom. Przypomniał również sylwetki osób, z którymi zetknął się w czasie działalności w Szarych Szeregach, szczególnie pochodzących z Gdyni, i apelował o ich upamiętnienie. Następnie Henryk Ganowiak opowiadał o latach powojennych i edukacji w Prywatnym Męskim Gimnazjum Ojców Jezuitów w Orłowie, a po maturze w 1950 roku w Wyższej Szkole Handlu Morskiego w Sopocie. Uczestnicy spotkania dowiedzieli się także, jak wyglądało funkcjonowanie Przedsiębiorstwa Połowów Dalekomorskich „Dalmor", w którym pracował kilkanaście lat, i brał udział m.in. w eksperymentalnych rejsach na łowiska zachodniej Afryki, Morza Norweskiego i Morza Barentsa. Najdłużej Henryk Ganowiak pracował w Morskim Instytucie Rybackim. Wspominał ludzi, których tam poznał, ciekawe wydarzenia i rozwój MIR-u. Na zakończenie bohater spotkania opowiedział o swojej fascynacji kaszubszczyzną. Jest członkiem Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego i Instytutu Kaszubskiego. Na kaszebską stegnd wprowadzał go m.in. prof. Józef Borzyszkowski, który napisał niedawno interesujący artykuł o Henryku Ganowiaku (ukazał się w „Pomeranii" nr 3/2023). Zachęcamy do lektury! Red. Pomerania nr 7-8 (577) / Lipiec-Sierpień 2023 79 Klęka SWIÓNOWÓ, STAJSZEWÓ. TRZE DEKADE ZRZESZENIÓ W SWIÓNOWIE SwiónowsczipartKaszebskó-Pómór-sczegó Zrzeszenió 18 czer wińca swia-towół swoje 30-lece. Zaczało sa ód msze swiati w sanktuarium Matczi Bósczi Królewi Kaszeb. Dredżi dzel tego wedarzenió beł ju w Spódlecz-ny Szkole w Stajszewie. Tam przed-nik KPZ Jón Werowińsczi wracził legitimacje nowim nóleżnikóm, bełe żeczbe dló swiónowsczich Kasze-bów, westap Młodzeznowi Dati Ór-kestre z Łapaleców i karna Modre Zwónczi ze Spódleczny Szkołę w Mirochówie. Nie zafelowało też przebócze-nió historii partu. Hewó wejimk prezentacji, jaką uczele uczastnice uroczezne: Oddział Zrzeszenia Kaszubsko -Pomorskiego w Sianowie powołano w dniu 31 lipca 1993 roku w obecności: 1. Zbigniewa Bigusa - prezesa oddziału ZKP w Kartuzach, 2. Renaty Mistarz - członka Zarządu Głównego ZKP, 3. Eugeniusza Pryczkowskiego - członka Klubu Studenckiego „Pomorania". Zebranie prowadził Benedykt Karczewski. W wyniku wyborów powołano Zarząd oddziału: Prezes - Andrzej Kobiela, sekretarz - Maria Wenta, skarbnik - Tadeusz Gołąbek, członkowie: Bogdan Gruba, Franciszek Szwaba. W wyniku dyskusji uzgodniono nazwę oddziału: Sianowski Oddział Zrzeszenia Kaszu bsko-Porno rskiego z siedzibą w Koloni. Nazwę tę nadano ze względu na funkcję i znaczenie Sianowa - Sanktuarium Matki Boskiej Królowej Kaszub dla całej społeczności kaszubskiej. Ustalono zakres działania oddziału: 1. Wzbogacenie oprawy Mszy świętej o treści kaszubskie (język kaszubski w liturgii), a szczególnie mszy odpustowych; 2. Nauka języka kaszubskiego w szkole i poza nią; 3. Organizowanie spotkań towarzyskich przy udziale sołectw i władz gmin na terenie działania oddziału sianowskiego. Po kilku zebraniach oddział liczył 31 członków. Ób czas rozegracji beł też rozegróny turnier buczczi i óstałe pódrechówóne trze szkółowe kónkurse: malowanió na skle „Sianowski skarb", kaszebsczegó wesziwu „Kaszuby nitką malowane" i leteracczegó „Poetyckie podróże po Kaszubach". Red. KARTUZE. PROMOCJO OBRAZA I SŁOWA We strzoda 7 czerwińca w Kaszebsczim Muzeum w Kartuzach beła promocjo ksążczi wedóny przez Stowóra Moje Stronę Obraza i słowa. Kaszebskó we wierztach, ópówiódaniach, reportażach i malenkach. Ji autorama są: Mateusz Bullmann, Róman Drzeżdżón, Pioter Dzekanowsczi, Tomósz Fópka, Adóm Hebel, Stanisłów Janka, Dario Kaszebówskó, Matis Klebba, Kristina Lewna, Dark Majkówsczi, Eugeniusz Preczkówsczi i Bożena Ugówskó. Inspiracją dló jich tekstów bełe obrazę Alicje Serkówsczi. Prawie ji malen-czi na płótnie i na szkle dało óbez-drzec w kartesczim muzeum. Artistka ópówiódała ó swóji utwórczi robóce, a późni leterace rzekle ó swój ich do-swiódczeniach zrzeszonech z pisa-nim wierztów abó ópówiódaniów na spódlim obrazu. Przedniczka Stowóre Moje Stronę Aleksandra Majkówskó kórbiła ó roz-majitech dzejaniach, jacze doprowa-dzełe do wedanió promówóny ksążczi. Beł też czas na czetanie dzeleków prozę i wierztów z Obraza i słowa. Na zakuńczenie wszetce uczastnice promocji dostele ksążka i mógle udo-stac autografe ji autorów. Red. KARTUZY. TĘSKNOTA I ZAUROCZENIE KASZUBAMI 16 czerwca w Muzeum Kaszubskim w Kartuzach odbył się wernisaż malarstwa Pawła Jasińskiego pt. „Wspomnienia z kaszubskich jezior". Na wystawie zaprezentowano kilkadziesiąt prac artysty. Jednym z ulubionych motywów malarza jest kobieta, często o nierealistycznie dużych rozmiarach. Jej też poświęcona jest znaczna część prac prezentowanych na wystawie. Inne obrazy przedstawiają naturę. Jak sam artysta podkreślił, jest to połączenie jego wspomnień z dzieciństwa. Paweł Jasiński, gdy pierwszy raz zobaczył Kaszuby, czuł się jak w domu, gdyż pejzaże przypominały mu jego tereny (rodzinne strony). Artysta wychowywał się nad Jeziorem Rożnowskim. Kluczem do zrozumienia prac Jasińskiego jest tęsknota, tajemnica, wspomnienie artysty emigranta zauroczonego Kaszubami. Słowo na temat twórczości artysty podczas wernisażu wygłosiła Anna Świątkowska: Paweł Jasiński maluje pejzaże, architekturę miast, kwiaty, kobiety. Wybiera tematy zwyczajne, ale maluje w sposób niezwykły. Za pomocą subtelnej palety barw, gry świateł, w niedopowiedzianych konturach i formach buduje niepowtarzalny nastrój i sprawia, że codzienność staje się poezją, a otaczający nas świat kolorową krainą łagodności. Na obrazach Pawła Jasińskiego możemy podziwiać rzeczywistość w wielu wymiarach. Ma się wrażenie, że to rzeczywistość zawieszona gdzieś w przestworzach, na granicy nieba i ziemi, pomiędzy jawą i snem. Wrażenie to potęguje wykorzystanie technik pozlotniczych w wielu przedstawieniach malarskich. I tak jak złoto na średniowiecznych obrazach tablicowych i na ikonach symbolizowało inny, nie - ziemski, duchowy świat, tak też u Pawła Jasińskiego plamy, okruchy złota rozrzucone jakby mimochodem na powierzchni płócien odbierają dosłowność przedstawianej rzeczywistości i zanurzają ją w innym wymiarze. Źródło: www.muzeum-kaszubskie.pl 8o Pomerania nr 7-8 (577) / Lepińc-Zelnik 2023 W nagrodę za naukę kaszubskiego do Szczecina i do Niemiec Uczniowie z VII i VIII klas ze szkół w Łubianie, Kaliskach i Skorzewie pojechali na pięciodniową wycieczkę na Pomorze Zachodnie i niemieckie Pomorze Przednie. Była to nagroda za ich wieloletnią i zaangażowaną naukę języka kaszubskiego. W Niemczech trasa obejmowała miasta leżące w dzisiejszym regionie Mecklenburg-Vorpommern (Meklemburgia-Pomorze Przednie). Uczniowie zwiedzali tereny, na których w średniowieczu były siedziby słowiańskich plemion, w tym te ziemie, gdzie przez setki lat rządzili książęta z dynastii Gryfitów i gdzie znajdowało się Księstwo Pomorskie. W wycieczce, oprócz uczniów ze szkół podstawowych w gminie Kościerzyna, wzięła udział młodzież ucząca się języka kaszubskiego w I Liceum Ogólnokształcącym w Kościerzynie. Uczestnicy dotarli na półwysep Arkona, gdzie znajdował się średniowieczny ośrodek kultu słowiańskiego boga Świętowita, oraz do Parku Narodowego Jasmund z przepięknymi kredowymi klifami. Podążając śladem dawnych książąt pomorskich, zwiedzali miasta Stralsund oraz Greifswald (Gryfia). W Stralsundzie byli w Oceanarium, a w Greifswaldzie odwiedzili Uniwersytet, w którym na początku XX wieku studiował pisarz kaszubski Aleksander Majkowski. Byli też w Pommersches Landesmuseum (Muzeum Pomorza) w Greifswaldzie. W Szczecinie zaś zwiedzili Zamek Książąt Pomorskich i schron z czasów II wojny światowej oraz popłynęli w rejs po Odrze. h.O W NAJICH SZKOŁACH NA Tl Zfc&jj ó«i koj VI w J PMttakrSETLĄT f 2014 ats Wyjazd był okazją do poznania miejsc historycznie związanych z Kaszubami, ale także do integracji młodych ludzi uczących się języka kaszubskiego. Szkoły chcą organizować tego typu wyjazd studyjny co 2 lata, tym samym nagradzając uczniów, którzy przez całą edukację w szkole podstawowej uczęszczają na lekcje języka kaszubskiego. Wyjazd został w większości sfinansowany z subwencji, którą otrzymuje gmina z tytułu nauczania języka kaszubskiego. Dziękujemy organowi prowadzącemu za możliwość wyjazdu oraz realizowania w ciekawy sposób podstawy programowej języka kaszubskiego. Anna Cupa, Mariola Zaborowska, Iwona Makurat Dobra zabawa na festynie „Kaszebe show" w Łubianie Dobra zabawa, wspólne tańce i śpiewy oraz konkurencje literackie - tak w tym roku bawiliśmy się podczas festynu szkolnego „Kaszebe show". Imprezę wspólnie zorganizowali Zespół Kształcenia w Łubianie i miejscowe Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie, które na ten cel pozyskało dofinansowanie z gminy Kościerzyna. Przed widzami wystąpili najmłodsi uczniowie szkoły, prezentując piosenki i tańce, które poznali podczas całego roku szkolnego. Gościem specjalnym była Kaszubska Influencerka, czyli Karolina Stankowska, która porwała widzów do tańca i wspólnego śpiewania. Punktem kulminacyjnym festynu był finał projektu „Kaszebe show", w którego ramach uczniowie szkoły i członkowie Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego poznawali biografie pi- Pomerania nr 7-8 (577) / Lipiec-Sierpień 2023 81 -f- W najich szkołach sarzy kaszubskich oraz brali udział w warsztatach muzycznych i teatralnych. Efekty pracy przedstawili podczas festynu w formie happeningu. Podczas prezentacji widzowie m.in. tworzyli tablicę z życiorysami pisarzy, a następnie uzupełniali kartę pracy o twórcach kaszubskich. Wszyscy uczestnicy zostali nagrodzeni, losując cenne nagrody, takie jak: wejściówki do kina Remus w Kościerzynie, vouchery na rejs statkiem z Przystani u Grzegorza we Wdzydzach oraz bony na pizzę w restauracji Lubiany Dom Celebrytów w Łubianie. Uczestnicy festynu mogli też skorzystać z atrakcji sportowych i historycznych przygotowanych przez druhów i druhny z 23. Drużyny Harcerskiej im. Remusowa Kara w Łubianie oraz grupę rekonstrukcyjną Niflheim. Na festynie nie zabrakło zjeżdżalni dla dzieci, stoisk z pysznym ciastem i kiełbaskami oraz atrakcji przygotowanych przez uczniów, jak tor przeszkód, fotobudka czy malowanie twarzy. Dziękujemy wszystkim za wspólną zabawę! Anna Cupa Gdinió. Konkurs Wiedze ó Regionie 13 czerwińca w Zespole Hótelarskó-Gastronomicznech Szkółów w Gdini beł finał VIII Wojewódzczegó Konkursu Wiedze ó Regionie. Nóukówim partnera tego wedarzenió je Węższo Szkoła Turisticzi i Hotelarstwa we Gduńsku, a honorowi patronat nad kónkursa trzi-mią: Marszółk Pómórsczegó Województwa, Kuratorium Póuczene we Gduńsku, Pomorsko Regionalnó Turi-sticznó Organizacjo, Prezydent Miasta Gdinie, Kaszeb-skó-Pómórscze Zrzeszenie Part w Gdinie i Kaszebscze Forum Kulturę Ódj. A. Biisler Ób czas finału uczastnice muszele rozrzeszec test wiedze ó pómórsczim województwie, a późni przedstawić w formie multimedialny prezentacji webróny mól w regionie. W komisji óbsadzecelów bele: Jan Zacharewicz (prezydent Weższi Szkołę Turisticzi i Hotelarstwa), Jolanta Głodowskó (szkolno historii i kaszebsczegó jazeka w Spódleczny Szkole nr 26 w Gdinie), Andrzej Busler (prezes Kaszebsczegó Forum Kulturę), Bógdón Donke (wiceprezes zarządu Pómórsczi Regionalny Turisticzny Organizacje). Spómidze 10 finalistów webrele oni troje laureatów. Pierszi mól udostała Nikóla Bronk z Zespołu Weżigimnazjalnech Szkółów w Serakójcach, dregó beła Karolena Jankówskó z I Óglowósztółcącegó Liceum we Wej rowie, a trzecy Macej Groth z I Óglowósztółcącegó Liceum w Kartuzach. Red. Waró modernizacjo tpzw. kartesczegó bajpasa - banowegó objazdowego turu z Gduńska do Kartuz przez Gduńsk Kókószczi i Stórą Piła, w bieżenach dównech banowech leniów nr 234 i 229. Na ódjimkii budowa nowego póżdówku Gduńsk Kókószczi. Ódj. Sławomir Lewandowsczi 82 Pomerania nr 7-8 (577) / Lepińc-Zelnik 2023 FELIETON Sechim paka uszłe 5 %maha/ na/ makcu Miała Wa czejs szmaka na maka? Nie ten kwiat, leno to, co pod „złoti-ma łakama" produkują: mak-do grezenió, mak-do surpanió, mak-do lizanió i tak dali. Mówią, co tak-cos tej-sej na przeczyszczenie żótu je nót. Czede pó miesącu wcy-ganió zdrów salótków z warzewów a leftu jesta głodny jak wilk - konieczno muszi zjachac z drodżi. Pód-jachac pod gódającą scana a zamówić. Nólepi wszetkó maxi. Oni i tak zapitają, cze mó bec pówiakszone. Na tóblecy to żerce wezdrzi, jakbe to nie szło ugrezc, tacze stolemne. Czej mósz to w race - tej fritkama to muszisz dofulowac, bó tego wnetka ni ma widzec. Do pópicó dówają cos w plastikówim topuszku ze słomką do pósur-panió. Możesz też szteczk kurczeca kupie do pódzegwienió. Nie wiedzec czemu, oni to zwią czikena abó hotłinksa. Tam colemało wszetkó je hot, maxi a w promocji. Jesz nólepi so jaką aplikacja na móbilka scygnij, co cebie mdze punkte za to smiecowe żerce rechówa, a mdzesz miół swieżechne wiadło, co je dzysó tańsze. Leno nie gadój do scane pó naszemu. Jem czedes przeka-sno zamówił pó kaszebsku, a tej muszół skópicą zeżgrzec, co jem tego nie zamówiół. Tam, w tim óczenku (bó oni tam w óczenku sedzą, kaseją detczi a przejimają zamówienie naróz) - sedzół jaczis chłop, co to ón ledwo pó polsku kórbił, a co dopierze pó kaszebsku... A jesz jem nie rzeknął, co to je tako wigóda, że ni muszi z autoła welażac, leno wkół ta buda óbjachac a do scanów a óczenków gadać. I odbierać w tutkach bez ruta swojego autka w dół spusconą. Może tede perzna ódjachac i tam to na boku wczeszczec a popie. Jak jes eleganti a z białką i dzecama - możesz nawetka do bena wlezc. Je nót pódeńc do molu, dze je „order" na-pisóne. Żódnegó órdera ce na pierś nie przewieszą, leno możesz tak pócórnąc pólca w to, na co mósz chac, a zapłacec. Bó „order" znaczi pó amerikańsku „zamówię". Tak mie dzece rzekłe, a one uczone w szkołach jazeków są. Czej za-płacysz - z maszinczi weleze kwitk z numra, co na niego ópasowac muszi, bó ón na taczi tóblecy weswiecony mdze. Tej muszi pódeńc do tombaku a wząc, co jes zamówił przez maszina. Tam, dze są ne hotłinkse - może sobie dolewać a dolewać - co leno pachórz strzimie. Sódósz do stolika... i zaró wiesz, co ce to nie mdze szmaka, bó tam jaczi słabi kónsumeńt sedzół. I naswinione mó. Z czikenów sa skruszeło to, czim one óbelnione bełe. Stolik je unuzlóny, a pod nim be sa karno kaczków, pilów abó gułów użewiło, teli tego dobrego spadło. Możesz to próbować czeszczec, równak to może kąsk zbawić, a zemnegó makżercó sa nie je. Grezesz te fritczi z kaszebsczich polów na Ukrajinie a czikene z kurnika w Kentaky pod Kóscerzną... I jes pón, bó na całim świece mają to samo. Nawetka w Ameri-ce! Białka gwesno zamówi co jinegó, bó one tak mają, że wiedno co jinegó muszą spróbować. Te sa maczisz rzetelno z zestówka ze wsą w pozwie, a ona muszi wząc lode abó salótka... To je buten szeku! Tec to pice je tacze, co wszetkó rozpuscy, nawetka zarostowóną szruwa, co ja mdze mógł ódkracec bez klucza. Ale białeczczi tak ju mają, że wcyg próbują - temu ten świat do przodku jidze, bó wcyg co nowego dló nich je wemeszlóne. Nie dój Boże jic z buksama pó tech szesc dolewkach. (To trzeba bene zrobić, bó buten wszetkó je zabetonowóne a kamere mają). Co tam je za swiniarejó pódzejóne!! Kó to wezdrzi, jakbe chto ó żece walcził! Leno czemu ze spadłi-ma buksama...? Ne pisuare są często niepotrzebne - oni i tak pó kachelkach doją. I to jesz tak, jakbe to jaczi hepening na nólepszi chłopsczi mókń wesziwk beł. A ne kabinę?? Prosto może jic sa w muszle utopie, bó sadnąc sa na gwes nie dó... Jó sa pitóm, co to je za tóczel trafie z „dwójką" do biółegó ucha???! Perzna uwódżi i... plóms! Dze tam! Oni tam jacze tuńce z wiszącą lóną we-stwórziwają! Jesz be miół pó wszetczim sa podetrzeć. Jo, ale czim? Papioru ni ma. Nawetka tam, dze sa race meje, ni ma papierzanech raczników, leno... dmuchawa. Ne kó to je mie baro potrzebne...! Jak taką rzec umec a jesz pod dmuchawa pódsadzec...? Człowiek be beł nawetka czasa kulturalny, ale to sa, dolebóg, prosto - nie dó... Tómk Fópka Ale białeczczi tak ju mają, że wcyg próbują - temu ten świat do przodku jidze, bó wcyg co nowego dló nich je wemeszlóne. Pomerania nr 7-8 (577) / Lipiec-Sierpień 2023 83 To nie je w głowa do pójacó FELIETON Jimra/, w Coigó-jimra/ Sedza so na trówie, gwesno mda zaró leżeć to na jednym, a za sztót też na dredżim boku. Ostrożno perzinka ótmikóm ókó, na niebie widza blós jedna mótą blónka. Praga, jaczi dówno nie beło. Óglowó jimra, wiólgó jimra... i tak prawie mó bec! Je idealno! Lepi bec ni może i nicht ani nic nie je w szta-dze mie tego zepsec. To je prawie moja udba na nóbleższi czas - nic nie robie, nudzec sa. Pómeslita gwesno, że nie je to baro ambitny i mą-dri plan na całe lato, i nie słechó sa tim głośno chwalec, a tim barżi specjalno ó tim pisać. Jimra nie je dló kóżdegó. Nie kóżdi rozmieje se-dzec bezczinnie. Tego też trzeba sa nauczec, cobe miec z tego redota, a nie leno werzute semienió, wedle mie, bezpodstawno. Chtos be mógł rzeknąc, że przikrzenie sa to grzech, le jó nie jem z nim zgódnó. Zgnilstwó - to je grzech, le jimra? Nie! Procemno! Ona je ledzóm baro brekównó. Ni móm niżódnech wątplewótów. Jeżle całi rok wkół naj musk mu-szi dzejac na 100%, abó nawetka wiacy, tej wełaczec gó nie je tak letko. Wórt je to robie pómalinku, żebe gó nie pópsowac. Lato i urlope to je prawie na to nólepszi czas. Nóprzód można wewalec zegark - cobe nen szczestlewi czas tak chutkó nie nekół. Ób lato można żec ritma słuńca abó, jak niechterny radzą - ritma żołądka (nalezc czas na frisztek, półnie i wieczerza, czede móme chac, a nie leno, czej móżeme). Czede tak so dali leża na trówie, nie wadzy mie nawetka sąsód, chteren ód rena do noce jezdzy masziną do kószenió, bó trówa u niego muszi miec leno dwa centimetre (nie wiacy!), nie wadzy mie sąsódka, chterna westówió głosniczi w oknie i słechó muzyczi na ful, zniosą też nech ledzy, co remótają czijószkama ób chodnik kole mojego ogródka czilenósce raze ób dzeń. Nick nie je w sztadze zepsec tak baro weczekóny jimre. Pó czile dniach taczegó „ódcacó" ód co-dniowi chutkósce, naj musk wchódzy w jinszą faza dzejanió. Wedle uczałech nólepsze udbe przechodzą do głowę prawie ób czas nicniero- bienió. Tej we łbie kureszce je plac na cos nowego i świeżego. Nie wied-no na meszlenie ó robóce, szkole, sprzątanim, warzenim, platowanim i tak dali. Ni miele wa tak czedes, żebe z jimre so pómeslec: „A może be tak...?". Tede prawie mudzenie czasu przechódzy w póstapnąfaza -dzejaniegó. Tej nie je to równak czas stracony! Prówda? ■ Niechterny ób czas wióldżi jimre rozmieją nawetka zrobić chutczi remont, umec okna, napisać ksąż-ka, weczeszczec ógródk. Jinszich jimra pchó do żecowech zmianów (w miłoce, w robóce). Nie je to, je wiedzec, czas bezczinnosce, jak be sa mogło wedawac. Procemno. Nie dójta so wgadac, że mudzenie to je cos złego. Nie w tim czasu! A jeżle kómus jimra nie służi, sygnie ób lato właczec so radio abó zdrzelnik - tej nama sa ce-snienie pódniese. Lubótnice adrenaline i móc-nech wseczeców badą szczestlewi. Nen gorący (nie leno przez wiodro) latny sezón je bógati w rozmajite wedarzenia. Swoja jimra na jeden dzeń można przerwać chócbe z leżnote Zjazdu Kaszebów w Kartuzach. Jeżle kómus jesz pó tim nie sygnie atrakcjów, tej na Kaszebach gwesno jimrotno ób lato nie mdze. Badą też i taczi ledze, co muszą prawie w tim czasu óbjachac całą Polska - ód lewa do prawa. Leno zważójta - jeżdżą chutkó, a potkać ich można na rozmajitech dniach gardów i wsów e jinszich rozegracjach. Óglowó badą wszadze, jaż do rujana, bó taką mają misja do wekónanió. Muszą przekonać tech jesz nienameszlonech i przekupić nas wszetczich, czim sa dó. Ze mną jima nie mdze letko szło. Na 800 plus jesz ni móm zasłużone, na kredit 2% ni móm gwósne-gó wkładu, tej za wiele oni mie óbiecac ni mogą. Żdaja za czims wiacy. Tak pó prówdze mie kupie można leno za... bómczi, nólepi żelczi, a tego jesz żódnó pówóżnó póliticznó partio ni mó w swójim programie. Ceż zrobić... Wszetczim nie dogódzysz. Nie dóm so ti móji weczekóny jimre niczim zepsowac. Olga Kuklińskó Nóprzód można wewalec zegark -cobe nen szczestlewi czas tak chutkó nie nekół. ób lato można żec ritma słuńca abó, jak niechterny radzą - ritma żołądka. 84 Pomerania nr 7-8 (577) / Lepińc-Zelnik 2023 a Polska Filharmonia Bałtycka im. Fryderyka Chopina w Gdańsku GDAŃSKIE LATO MUZYCZNE 2023 150 muzyków / 73 wydarzenia Koncerty symfoniczne, kameralne, organowe i recitale pianistyczne 30/06-22/08 66. Międzynarodowy Festiwal Muzyki Organowej w Oliwie 9/07- 20/08 18. Cysterskie Lato Muzyczne w Żarnowcu 1 -4/08 Muzyka w zabytkach starego Gdańska 5/07-23/08 18. Międzynarodowy Letni Festiwal Muzyczny Słowo i muzyka u Jezuitów w Jastrzębiej Górze 6/07-17/08 Koncerty organowe w Jastarni 22-30/07 Chopin nad wodami Motławy w Polskiej Filharmonii Bałtyckiej 22/07-12/08 41. Międzynarodowy Festiwal Organowy w Stegnie 24/07-13/08 Koncerty z okazji Jarmarku św. Dominika w Gdańsku 5,12, 18/08 Koncerty symfoniczne z udziałem Orkiestry PFB 24/08 Plenerowy koncert Orkiestry PFB w ramach Międzynarodowego Festiwalu Mozartowskiego Mozartiana W Polska Filharmonia Bałtycka im. Fryderyka Chopina w Gdańsku Instytucja Kultury Samorządu Województwa Pomorskiego SPONSOR STRATEGICZNY PFB Energa grupa dnia GŁÓWNY SPONSOR PFB MECENAS KULTURY PCE Polska Grupa Energetyczna Nadbałtyckie GZrKul,urv MICHOŁ SZLAgA www.nck.org.pl Cassubie fiksum-dyrdum Redenió. Zóczątk. # 41 CENTRUM ŚW. JANA / ST. OOHN'8 OENTRE ŚWIĘTOJAŃSKA 50,§DAŃSH WySTAWA OTWARTA OD 1 LiPOA DO 13 SIERPNIA PONIEDZIAŁEK - SOBOTA. SODI. 10.00-18.00 NIEDZIELA, gODZ. 14.00-18.00 [: 30 CZERWCA 2023 R. §001.19 WSTĘP woiwy Nadbałtyckie Centrum Kultury Gdańsk Instytucja Kultury Samorządu Województwa Pomorskiego prestiż trojmiasto.pl