POMERANIA MIESIĘCZNIK SPOŁECZNO-KULTURALNY | ROK ZAŁOŻENIA 1963 CENA 5,00 zł | NR 5 (575) | MAJ 2023 | WWW. MIESIECZNIKPOMERANIA. PL ROK ANTONIEGO ABRAHAMA CZYM JEST NASZA KASZUBSKA LETNIA SZKOŁA? 10 dni (od poniedziałku do piątku) intensywnego kursu, na którym uczestnicy poznają kaszubski lub doszlifowują go pod okiem profesjonalnej kadry nauczycieli. Osoba biorąca udział w kursie może dołączyć do grupy początkującej i uczyć się kaszubskiego od podstaw lub do grupy zaawansowanej. W ramach Letniej Szkoły organizujemy wycieczki, podczas których poznacie niezwykłą i wyjątkową kulturę, historię i tradycję regionu. Wśród atrakcji przewidujemy m.in. spływ kajakowy Zbrzycą, zwiedzanie muzeów kaszubskich i ważnych miejsc pamięci Pomorza. IVcv Przewidziane są warsztaty (m.in. tańca ludowego oraz rękodzielniczne), projekcje filmowe, spotkania z ciekawymi • ludźmi zaangażowanymi w rozwój kaszubszczyzny. Cena: 1400 zł Miejsce: Kaszubski Uniwersytet Ludowy w Wieżycy Termin: 11-23 lipca 2023 roku Program obejmuje: -120 godzin kursu (teoretycznego i warsztatowego) - wyżywienie i nocleg - wyjazdy studyjne (wraz z autokarem i biletami Projekt zostat zrealizowany dzięki dotacji Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji (Q 58 30127 31 (0) kaszubi.pl (§D proieKty@kaszubi.pl 3 XXXVII Kaszubski Spływ Kajakowy Śladami Remusa KOMANDOR WOJCIECH KUC 4 Wstępne wyniki NSP dotyczgce społeczności kaszubskiej SL 6 Wóżnó pomóc dló szkólnech DM 8 „Harry Angel" i „Wicker Man" po kqpanim w zemnym zótorze Bółtu ADÓM HEBEL 9 Ławeczka dla gdańskiego bówki MAREK ADAMKOWICZ 10 Król Kaszubów ANDRZEJ BUSLER 14 Uczniowie wcyg mie zaskakiwajg Z Anq Gleszczińskg gódó ŁUKÓSZ ZOŁTKÓWSCZI 18 Trzydzieści lat mszy świętych z liturgig słowa w języku kaszubskim w Śródmieściu Gdańska JERZY NACEL 20 List MARIAN JELIŃSKI 21 Głosy z przeszłości cz. II STANISŁAW JANKĘ 22 Wacław Pomorski. Czas przemyka jak złodziej DANUTA MARIA SROKA 29 Z kroniki rodzinnej Ignacego Bryxa. Niezwykłe przygody - niezwykłe pamigtki piekarza z Wgbrzeźna ADAM GRZYBOWSKI 34 Gdańsk mniej znany MARTA SZAGZDOWICZ POMERANIA NR 5 (575) | MAJ 2023 NAJÓ UCZBA. Edukacyjny dodówk nr 5 (167) 35 Smaki i aromaty Pomorza RAFAŁ NOWAKOWSKI 38 Abisyńczik a Włoch z Jeleńsczi Hete DARIO KASZEBOWSKO 40 Wiólgó historio w mółi wse DARK MAJKÓWSCZI 44 Helena Bruskó z dodomu Maczekówskó. Za robota w Americe memka kupiła dwie krowę ŁUKOSZ ZOŁTKÓWSCZI 46 Ni może sa zamekac. 50 lat „Kóleczkówianów". Z Tadeusza Dargacza, czerownika Kaszebsczegó Regionalnego Karna „Koleczkowianie", rozpówiódó TÓMK FÓPKA 50 Harcersko przigóda. Part I MATEUSZ BULLMANN 52 Z Kociewia MARIA PAJĄKOWSKA-KENSIK 53 „Nie umiera ten, kto trwa w pamięci żywych...". Irmgard Piłasiewicz (1941-2023) IRENEUSZ PIŁASIEWICZ 54 Mrok i blask kosmosu. Widowisko Kaszubski kosmos DANIEL KALINOWSKI 57 Lektury PIOTR SCHMANDT, JERZY NACEL 59 Celebrice, co padzg chudzy jak ferrari PD. 60 Klęka 67 Sechim paka uszłe TÓMK FÓPKA 68 To nie je w głowa do pójacó ÓLGA KUKLIŃSKÓ Ministerstwo ! Spraw Wewnętrznych i Administracji Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego WOJEWODZTWO POMORSKIE GDYNIA moje miasto Numer wydano dzięki dotacji Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji „Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/ów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji" Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury Zrealizowano ze środków Województwa Pomorskiego Dofinansowano ze środków Miasta Gdyni POMERANIA MIESIĘCZNIK SPOŁECZNO-KULTURALNY ADRES REDAKCJI ul. Straganiarska 20-23 / 80-837 Gdańsk teL 58 301 9016/58 301 27 31 e-mail: red.pomerania@wp.pl REDAKTOR NACZELNY Sławomir Lewandowski ZESPÓŁ REDAKCYJNY Dariusz Majkowski (zastępca redaktora naczelnego) Aleksandra Dzięcielska-Jasnoch (sekretarz redakcji, Najó Uczba) Krystyna Sulicka Małgorzata Micał Bogumiła Ci rocka Ludmiła Kucharska Bogdan Adamczyk (skład graficzny) KOLEGIUM REDAKCYJNE Piotr Dziekanowski (przewodniczgcy kolegium) Mateusz Bullmann Andrzej Busler Ewa Górska Stanisław Jankę Piotr Lessnau Wiktor Pepliński Danuta Pioch Edmund Szczesiak Jan Wiśniewski TŁUMACZENIA NA JĘZYK KASZUBSKI Dariusz Majkowski ZDJĘCIE NA OKŁADCE Panorama Głównego Miasta w Gdańsku Fot. Sławomir Lewandowski WYDAWCA Zarzgd Główny Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego ul. Straganiarska 20-23, 80-837 Gdańsk DRUK Wydawnictwo „Bernardinum" Sp. z o.o. ul. Biskupa Dominika 11, 83-130 Pelplin Redakcja zastrzega sobie prawo do skracania i redagowania artykułów oraz zmiany tytułów. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść ogłoszeń i reklam. PRENUMERATA Z DOSTAWĄ DO DOMU! Koszt prenumeraty rocznej krajowej z bezpłatng dostawg do domu: 55 zł. W przypadku prenumeraty zagranicznej: 150 zł. Podane ceny sq cenami brutto i uwzględniają 5% VAT. Aby zamówić roczng prenumeratę, należy: • dokonać wpłaty na konto: PKO BP S.A. 2810201811 0000 0302 0129 3513, W bieżącym numerze również relacja z promocji nowej książki pomocniczej do nauki języka kaszubskiego autorstwa Danuty Pioch i Romana Drzeżdżona „Kaszebsczi dló wszetczich". Jak przekonuję autorzy, książka będzie przydatna zwłaszcza na drugim i trzecim etapie nauczania i ma za zadanie wspierać przede wszystkim kształcenie komunikacyjne. Więcej o książce na stronach 6-7. W majowym numerze rozpoczynamy prezentację laureatów Skry Ormuzdowej za 2022 rok (strony 14-17). Na początek rozmowa z Anną Gliszczyńską, regiona-listką zaangażowaną w propagowanie języka i kultury kaszubskiej, a także nauczycielką języka kaszubskiego. Sławomir Lewandowski POMERANIA Zarzgd Główny Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego ul. Straganiarska 20-23, 80-837 Gdańsk, podajgc imię i nazwisko (lub nazwę jednostki zamawiajgcej) oraz dokładny adres • złożyć zamówienie w Biurze ZG ZKP, tel. 500183 832 e-mail: prenumerata@kaszubi.pl Po niemal dwóch latach po przeprowadzeniu Narodowego Spisu Powszechnego Ludności i Mieszkań Główny Urząd Statystyczny opublikował wstępne wyniki w zakresie struktury narodowo-etnicznej oraz języka kontaktów domowych. Niestety, na ostateczne dane musimy jeszcze zaczekać, niemniej jednak już te wstępne wywołały dużo emocji nie tylko na północy Polski, ale i na Śląsku. Na łamach „Pomeranii"prezentujemy cząstkowe, interesujące naszą społeczność wyniki w zestawieniu z danymi zebranymi w poprzednim spisie, przeprowadzonym w roku 2011, oraz obszerny fragment odnoszącego się do nich stanowiska Zarządu Głównego ZKP z 22 kwietnia br. OD REDAKTORA POD PATRONATEM „POMERANII" XXXVII KASZUBSKI SPŁYW KAJAKOWY ŚLADAMI REMUSA Tegoroczny spływ Śladami Remusa, bohatera powieści Aleksandra Majkowskiego, zacznie się 1 lipca 2023 roku, a zakończy 9 lipca. Będzie prowadzić rzekami Trzebiochą i Wdą oraz po jeziorach wdzydzkich, a następnie Kółkiem Jezior Raduńskich, uważanym za perłę krajobrazu Kaszub, oraz rzeką Radunią. Głównym organizatorem jest Klub Turystyczny Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego „Wanożnik", a współorganizatorem - Stowarzyszenie Kajakowe „Wodniak" w Gdańsku. Patronat medialny sprawuje redakcja „Pomeranii", dzięki której w 1986 roku ten szczególny spływ, wymyślony przez dra architekta Janusza Kowalskiego, zaistniał. Komandorem spływu będzie Wojciech Kuc. Spływ Śladami Remusa jest kaszubski nie tylko z nazwy i z przebiegu trasy, ale przede wszystkim z połączenia przygody wodniackiej z bogatym regionalnym programem kulturalnym na lądzie. Tradycyjnym spoiwem jest codzienne czytanie fragmentów powieści Aleksandra Majkowskiego Żece i przigóde Remusa w języku kaszubskim i w przekładzie na język polski. Uczestnicy płyną na kajakach własnych bądź wypożyczonych od organizatorów i z własnym wyposażeniem biwakowym. Na miejsca startów (z wyjątkiem etapów zaczynających się na biwakach) uczestników zawiezie, a po zakończeniu etapu (jeśli jego meta nie wypadnie w miejscu biwakowania) odwiezie wynajęty autobus. Biwaki są planowane w dwóch miejscach: pierwszy na polu namiotowym ośrodka Gdańskiej Stoczni Remontowa w Czarlinie nad jeziorami wdzydzkimi, a drugi - w ośrodku Bachus w Chmielnie nad jeziorem Kłodno. Przeniesienie się z biwaku na biwak nastąpi 4 lipca. Obydwa ośrodki oferują posiłki i są wyposażone w urządzenia sanitarne. W sobotę 8 lipca przewidziany jest wyjazd do Kartuz na XXIV Światowy Zjazd Kaszubów. Szczegółowe informacje o etapach płynięcia, programie lądowym, terminie zgłoszeń, wysokości opłat, a także regulamin i formularz zgłoszenia znajdą się 1 czerwca br. na stronie internetowej www.kaszubi. pl/part/wanoznik/index. Osoby, które uczestniczyły już w spływach remusowych, otrzymają niezbędne informacje zbiorowym e-mailem. Komandor Wojciech Kuc kontakt: wojciech-kuc27@wp.pl Pomerania nr 5 (575) / Maj 2023 3 WSTĘPNE WYNIKI NSP DOTYCZĄCE SPOŁECZNOŚCI KASZUBSKIEJ W kwietniu Główny Urząd Statystyczny opublikował wstępne wyniki Narodowego Spisu Powszechnego Ludności i Mieszkań 2021 w zakresie struktury narodowo-etnicznej oraz języka kontaktów domowych. Jak podał GUS, przynależność do kaszubskiej wspólnoty lub narodowości zadeklarowało w spisie z 2021 roku prawie 177 tys. osób, posługiwanie się zaś językiem kaszubskim - 87,6 tys. osób. Przedstawione wyniki, najbardziej interesujące z punktu widzenia społeczności kaszubskiej, wielu Kaszubów rozczarowały, przede wszystkim dlatego, że w odniesieniu do wyników spisu z roku 2011 mniej osób zadeklarowało przynależność do kaszubskiej wspólnoty lub narodowości, wówczas były to bowiem 233 tys. osób (więcej o 56 tys. niż w 2021 roku). Także mniej (o 20,5 tys.) osób potwierdziło posługiwanie się językiem kaszubskim (108,1 tys. w roku 2011). Czy to oznacza, że przez 10 lat liczba Kaszubów zmalała? Zanim posuniemy się do takiego stwierdzenia, trzeba pamiętać, że wciąż opieramy się na niepełnych danych spisowych. Z drugiej strony należy wziąć pod uwagę inne czynniki, które mogły wpłynąć na taki, a nie inny wynik. Dotychczasowe wyniki przedstawione przez GUS, choćby w kwestii mniejszości śląskiej, także nie są dla Ślązaków zadowalające i różnią się znacząco od tych sprzed dekady. Przyszłość Kaszub zależy od Ciebie! Pódój, że gódósz po kaszebsku. Spisze sa! www.spis.gov.pl 0 gus KSfiaSH?' % S5EE225 - To są wyniki w tym sensie pełne, że co do wielkości ogólnych nie powinny ulec zmianie -mówi Zbigniew Pietrzak, rzecznik prasowy Urzędu Statystycznego w Gdańsku. - Należy jednak pamiętać, że są to dopiero dane dla kraju. Musimy jeszcze poczekać na dane z podziałem na województwa i na informacje wynikowe w wybranym zakresie dla powiatów, co jest ujęte w ramowym harmonogramie udostępniania wyników spisu z 2021 roku zamieszczonym na stronie GUS. Dane spisowe publikowane są sukcesywnie. Zbigniew Pietrzak dodaje, że w stosunku do spisu powszechnego z 2011 roku obecnie w skali kraju mamy ubytek o blisko 25 procent osób deklarujących przynależność do kaszubskiej wspólnoty narodowościowo-etnicznej, a w posługiwaniu się językiem kaszubskim w kontaktach domowych ubytek o 19 procent. - Warto jednak zauważyć, że jeszcze większy spadek ludności w kwestii przynależności do swojej wspólnoty odnotowali Ślązacy. Tutaj mówimy 0 trzydziestoprocentowym spadku - zaznacza rzecznik. W podobnym tonie wypowiada się prof. Cezary Obracht-Prondzyński, socjolog, antropolog 1 historyk. Zwraca też uwagę na fakt, że długi czas oczekiwania na ostateczne wyniki nadweręża zaufanie Polaków do organizatora spisu. - Po opublikowaniu danych dotyczących spisu generalnie jesteśmy zaskoczeni. Mieliśmy inne oczekiwania. Spodziewaliśmy się, że w stosunku do spisu z 2011 roku wyniki się poprawią i to zarówno te dotyczące języka, jak i tożsamości. Tymczasem spadły i to, powiedziałbym, dość drastycznie - mówi prof. Cezary Obracht-Prondzyński. - Spadły nie tylko w społeczności kaszubskiej, ale i innych mniejszościach. Podobnie jest chociażby u Ślązaków. Dlaczego tak się stało? Tego nie wiemy. Przyczyny mogą być różne. To, na co chcę mocno zwrócić uwagę, to brak pełnych danych. Jak to jest możliwe, że po tak długim czasie wciąż nimi nie dysponujemy? Ten brak rodzi różne, często sprzeczne interpretacje wyników cząstkowych. Powiem wprost: nie załamujmy rąk. Jednocześnie jednak stawiajmy pytania. Mamy 1.04. - 30.06.2021 roku w JO!/TAK! Jójem Kaszeba 4 Pomerania nr 5 (575) / Mój 2023 Narodowy Spis Powszechny 2021 prawo żądać ze strony GUS wyjaśnień, skąd takie dane. Ale pytajmy też siebie, czy wzorzec ka-szubskości, który do tej pory funkcjonował, jest na przyszłość. W stanowisku Zarządu Głównego Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, którego fragment publikujemy poniżej, władze zrzeszenia także nie kryją rozczarowania, że na ostateczne wyniki trzeba wciąż czekać: Ubolewamy nad tym, że pomimo zastosowania przez GUS w spisie nowoczesnych narzędzi informatycznych nadal nie otrzymaliśmy danych opisujących sytuację w poszczególnych gminach, gdyż dopiero one pociągają za sobą możliwość skorzystania z uprawnień przewidzianych w ustawie o mniejszościach oraz języku regionalnym. Wciąż zatem opieramy się na cząstkowych, a więc niepełnych danych spisowych. Tak naprawdę dyskusję należałoby rozpocząć po otrzymaniu ostatecznych wyników, do których można będzie się odnieść w sposób kompleksowy. Analizując wstępne wyniki spisu, a za kilka miesięcy ich ostateczny rezultat, trzeba również wziąć pod uwagę to, że badania spisowe sprzed dwóch lat zostały wy- Stanowisko ZG ZKP z dnia 22 kwietnia 2023 r. wobec ogłoszenia wstępnych wyników NSP 2021 (fragment): [...] Spis powszechny jest obecnie jedynym narzędziem pozwalającym na urzędowe ustalenie liczby osób deklarujących przynależność do społeczności kaszubskiej i używanie języka kaszubskiego w domach. Dane opisujące tożsamość mieszkańców są danymi wrażliwymi i ich zbieranie przez administrację publiczną zawsze było dla administracji zadaniem niełatwym i rodziło szereg wątpliwości u wielu osób spisywanych. Mogą one być istotne i pomocne przy konstruowaniu polityk odnoszących się wobec kultury i języka kaszubskiego. Dane te powinny być przedmiotem analizy zarówno przez władze publiczne, jak i instytucje naukowe, media i oczywiście organizacje pozarządowe, które w swoją misję wpisały idee ruchu kaszubskiego. Jako Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie oczekujemy od GUS rychłego upublicznienia pełnych i szczegółowych danych ze spisu 2021 r., gdyż te wstępne wyniki zawierają niepokojące dla nas sygnały W tym miejscu należy jednak dostrzec fakt, że owe 176 tysięcy osób wykonało ten dodatkowy wysiłek i zamanifestowało swoją ka-szubszczyznę. Chcemy więc podziękować tak tysiącom Kaszubów, którzy tego dokonali, jak konane zupełnie inną techniką niż miało to miejsce w 2011 roku. Zmieniła się także Polska i świat. Kroczący postęp cywilizacyjny, który dla jednych oznacza nowe perspektywy rozwoju, inni postrzegają jako zagrożenie dla dotychczasowego porządku. W jednym i drugim przypadku może to mieć określone skutki, także dla wyników przeprowadzonego w 2021 roku spisu. Prof. Cezary Obracht-Prondzyński ma jeszcze inne spostrzeżenia na ten temat. - Powody spadku liczby osób przyznających się do kaszubskiej tożsamości mogą być różne. Jednym z nich może być ten, że w 2011 roku klimat społeczny był zupełnie inny. Kaszubskość była czymś ciekawym, innym, atrakcyjnym. Ta inność była traktowana jako coś pozytywnego. Dziś jesteśmy w sytuacji, gdzie od kilku lat bycie innym, z jakiegokolwiek powodu, nie jest traktowane pozytywnie. To może być jedna z przyczyn, z których ludzie nie zrobili tego kolejnego kroku i nie wybrali w formularzu kaszubskiego czy to języka, czy tożsamości - podsumowuje prof. Obracht-Prondzyński. ■ SL i setkom aktywistów, którzy brali udział w promowaniu spisu i pomagali w pokonywaniu przeszkód, jakie przy wypełnianiu spisu można było napotkać. Dziękujemy także wszystkim organizacjom i instytucjom, które uczestniczyły w prokaszubskiej kampanii spisowej, także tym, które promowały inne warianty odpowiedzi niż te sugerowane przez Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie. Różnorodność identyfikacji tożsamościowych Kaszubów jest faktem. Dobrze, że w konstruktywnym wielogłosie różne kaszubskie organizacje docierały do środowisk, które chcą reprezentować. Mamy też nadzieję, że w twórczym dialogu będzie nam dane wspólnie przeanalizować pełne wyniki spisu i we współpracy oraz wzajemnym szacunku wypracować działania, które odwrócą ów niekorzystny trend, jaki pokazały opublikowane wyniki. Niezależnie od wstępnych wyników spisu oraz wątpliwości i pytań, jakie one wywołały, wiemy, że działania dążące do utrzymania i rozwoju języka, kultury i tożsamości kaszubskiej wymagają wytężonej pracy i ogromnego wysiłku każdej osoby, która chce się w sprawy kaszubskie angażować. Wierzymy, że tak prowadzone już działania, jak i te, które uda nam się wdrożyć w przyszłości, zapewnią Kaszubom i językowi kaszubskiemu nie tylko przetrwanie, ale i stabilny rozwój. Pomerania nr 5 (575) / Maj 2023 5 WOŻNÓ POMÓC DLÓ SZKÓLNECH W szkole w Mójuszu 19 łżekwiata bela promocjo pómócniczi ksążczi do uczbe kaszebsczegó jazeka Kaszebsczi dló wszetczich. Ji autorama są Danuta Pioch i Róman Drzeżdżón. Danuta Pioch pódpisywó swoja ksążka. Ódj. P. Wiczińsczi Ób czas promocji beła leżnosc do kupienió rozmajitech kaszebsczich ksążków. Ódj. P. Wiczińsczi dodómie, molu zamieszkaniegó, warku i ódpóczinku, ksężkach, góspódze cze sprzątaniu. Prze kóżdi uczbie są pólete: napisze, pódsztrechni, pósłechój, powtórzę, przeczetój - co dówó szkolnym móżlewósce zrobienió czwiczenków ze szkółownikama. Je to pó prówdze dzaka symbolom baro czetelne. Kóżdi szkolny a szkółownik wie, że powtarzać równo sd pamiatac. I tak je w ny ksążce - prze nowim te-mace je przebóczenie z póprzednegó. Je to pó prówdze belnó udba. Szkolny też wiedzę, że nie wiedno letko je dzysd-niowech szkółowników zachacec do uczenió sd kaszebsczegó, a ósoblewie, czej uczbe są na ósmi cze dzewiąti godzenie uczbówi. Dlóte w ny ksążce można nalezc rozmajite strzódczi przekózu - je muzyka, nóte, tekste piosnków, geógrafne kórte, wiadla z historii, óbrózczi i cos, co mie sa ósoblewie a nóbarżi widzy - leteraccze tekste pasowne do tematu i niedradże do zrozmienió dló ódbierców. W nym wedarzenim wzale udzel przedno szkolny z wszelejaczich strón Kaszeb. Nie je to nick dzywne-gó, bó prawie oni brekują wcyg nowech publikacjów, jacze pomogą jima w robóce z dzecama, młodzez-ną i dozdrzeniałima uczniama. Zeńdzenie zaczało sa ód winszowaniów dló autorów werzekłech przez wójta gminę Serakójce Tadeusza Kobiela, przednika Kaszebskó-Pómórsczegó Zrzeszenió Jana Werowiń-sczegó i Jolanta Szlagór z Pómórsczegó Kuratorium Póuczene. Późni wiceprzedniczka KPZ Karolena Keler ópówiedzała ó promówóny ksążce. Pó szpór-townym przedstówienim umiejatnosców Danutę Pioch i Romana Drzeżdżona wskózała czile wórt-notów ti publikacji: We wstąpię móżeme przeczetac, że je to pomocniczo ksążka do II i III dzelu sztółce-nió. Ód pierszich tematów, taczich jak „Ó kaszebsczi gódce", móżeme wekórzestac pódpówiedze, jak wemawiac kaszebscze letre, późni jak pó kaszebsku użewac werazów z rozmaijtech tematów: ó rodzeznie, 6 Pomerania nr 5 (575) / Mój 2023 Edukacjo "f Autorze czetają wejimk swóji ksążczi. Ódj. P. Wiczińsczi W artisticznym dzelu westąpile uczniowie Spódleczny Szkołę w Mójuszu. Zaprezentowele czi-le scenków zamkłech w promówóny ksążce, bele też spiewe i tuńc z kaszebsczima fanama. Przerechtowałe jich szkolne kaszebsczegó jazeka: Lucyna Łagóda, Barbara Warmówskó i Irena Brzustewicz. Jednym z dzeleków tego westapu belo póspólne śpiewanie „Kaszebsczich nótów". Do zabawę uczniowie roczele znajórza i lubótnika tego dokazu Romana Drzeżdżo-na, a późni jesz czilenósce góscy. Ó swóji publikacje rzekle też autorze. Ta ksążkaje dobro dló tech, co zaczinają sa uczec kaszebsczegó abó ju perzna gó znają i chcą swoja wiedza pógłabic, nólepi na szpórtowny ort. Powstała na spódlim tekstów, jacze me pisele do „Naji Uczbe" - dodówku do miesaczni-ka „PomeraniaPódzel robotę bet taczi, że jó pisół scenczi, dialodżi, tej-sej wierztczi i niejedne zadania, a Danka Pioch to obrobią gramaticzno i ortograficzno, żebe to sa dało wezweskac w nauczanim w szkole. Jó miół stara, żebe te tekste bełe dzysdniowe. Są wiadła ó historii, najich ksążatach i pisarzach, ale wiele je też w nich kómputrów, internetu, spóleznowech mediów -pódczorchiwó Róman Drzeżdżón. Móme nódzeja, że ksążka sa przedó. Ó tim, że je brekównó, me czele ju rechli, czej ji dzele ukazywałe sa w „Naji Uczbie". Zanólegało nama, żebe zabedowac komunikacyjne nauczanie jazeka, ale chutkó sa ókózało, że sama słowizna to za mało, i musz je dodać kąsk gramaticznech wskózów jak nóproscy pódónech - doda Danuta Pioch, chterna dzakówała też wszetczim, co miele udzel w pówstanim ksążczi i przerechtowanim ji promocji. Człowiek sóm mało znaczi, ale jak je westrzód mądrech, robócech ledzy, to może zrobić wiele. A wkół mieje wiele taczich chatnech do pomoce na kóżdim kroku - gódała. Na kuńc autorze sami ódegrele jedna ze szpór-townech scenków, jako pójówió sa w ksążce. Temą belo zeńdzenie szandare i szoferczi, chterna złómała czile drogówech prów. Późni jesz beła leżnosc do pószmakanió belnegó swójsczegó jedzenió, kuluarowe gódczi nie blós ó promówóny ksążce i udostanie wpisenków ód Danutę Pioch i Romana Drzeżdżona. Ksążka Kaszebsczi dló wszetczich jidze kupie m.jin. w internetowi ksagarnie www.kaszubskaksiazka.pl. dm Ód prawi sedzą: T. Kobiela, J. Szlagór, J. Werowińsczi, D. Pioch, R. Drzeżdżón i K. Keler. Ódj. am Tuńc z fanama. Ódj. am Pomerania nr 5 (575) / Maj 2023 7 „HARRY ANGEL" I „WICKER MAN" PÓ KĄPANIM W ZEMNYM ZÓTORZE BÓŁTU Nagłówk je wzati z recenzje zóstapce szefredachtora portalu Filmweb Łukasza Muszińsczegó, jako ópisywó scenarnik na zerial audio pod titla „Jo". Historio osadzono we fikcyjny kaszebsczi wse Beka dobeła weprzednienie w konkursu Empik Story Go. Szemón Grot Zadzewówanió zwenegą nie tacy autór dokazu Szemón Grot. - Do mie zwóniła białka, jako mia ódkazac wiadło, ale jó sa rozłącziwół, meszlące, że ona mie chce jaką fótowóltajika sprzedać - gódó Szemón z rozbrojiwa-jącą szczeroscą - późni jó dostół mejl ód Empiku, ale jó móm jich kórta, i meszlół, co to jaczi SPAM. Weszło na to, że nie. Scenarnik, jaczi pówstół na spódlim szkicu pówióstczi, ókózół sa nóczekawszi wedle óbsądzenku partnere konkursu - portalu Filmweb. W recenzje Łukasza Muszińsczegó czetóme ó dokazu jakno ó „gastim kaszebsczim warze z kriminału, folkowego horroru i psychologicznego thrillera", a dali, że to je „ful zwrotów akcje, rozgriwającó sa na zber-ku sniku i jawernote, ópówiednió ó potworach w ledzczi skórze". Kriminał z elementarna ópówiednie grozę zaczinó sa mórdarztwa spartaczonym z urzniacym głowę. Dokaże wskazywają, że zbrodnio mogła miec charakter rituału. Szan-dara muszi wząc w arad jizba w góscyńcu we wse Beka, jako coróz barżi sa stówó nieżecznym i wefulowó-nym krejamnotama móla. Beka to je, może rzec miniuniwer-sum, w jaczim Szemón Grot ósadzywó historie swójich bohaterów. Tak beło w pówióstce „Stark", jaką jidze przeczetac na portalu biersztuba.com. Ten tekst też je kónkursowim doka-za i, zgodno z regulamina leteracczich miónków, beł jinspirowóny prozą Howarda Phillipsa Lovecrafta, znóną z mitologie Cthulhu. - Jó chcół stwórzec gastą klima, perzna jak z Nowego Orleanu, kąsk tacze vodoo pó kaszebsku -ópisywó smroczny świat mieszkańców Beczi autór. To, a też przeniesenie nech betnech w filmówech produkcjach za Wiólgą Wódą mótiwów na domóce podwórze ósoblewie achtnale redachtorowie Filmwe-bu, jaczi dele apartne weprzednienie prawie Szemó-nowi Grotowi. To je wórt dodać, że konkurs Empik Story Go miół też kategoria pówióstczi, ale tam kaszebsczemu lete-ratowi sa nie udało do-bec niżódnegó placu ani weprzednienió, chóc jak zdródzó - sóm weżi óceniwół swoja proza jak scenarnik zerialu audio. Nódgrodą za pierszi plac w kategorie zerialu audio je produkcjo na spódlim nadesłónegó tekstu. Tego sa zwenegówac nie udało, ale autór nie ukriwó, że ród przejim-nie bedenk stwórzenió słechawisz-cza „Jo". Adom Hebel 8 Pomerania nr 5 (575) / Mój 2023 ŁAWECZKA DLA GDAŃSKIEGO BÓWKI Brunon Zwarra - pisarz, którego twórczość w znacznej mierze ukształtowała wyobrażenia o Gdańsku z czasów Wolnego Miasta. Świadek historii i strażnik pamięci o przedwojennych gdańskich Polakach. Niebawem jego pomnik stanie na Biskupiej Górce - zapowiada Stowarzyszenie „Ławeczka Brunona Zwarry". Pomysł oddania hołdu autorowi m.in. Gdańszczan i Wspomnień gdańskiego bówki pojawiał się jeszcze za jego życia. Nie chodziło wtedy, rzecz jasna, o pomnik, ale o odznaczenia państwowe. On jednak stanowczo odmawiał. Po śmierci pisarza w sierpniu 2018 r. chęć podziękowania za wszystko, co zrobił dla rodzinnego miasta, wzięła jednak górę. - Mamy ogromny dług wdzięczności w stosunku do pana Brunona - mówi Krystyna Ejsmont, prezeska Stowarzyszenia „Biskupia Górka", a zarazem członkini Stowarzyszenia „Ławeczka Brunona Zwarry". - Dzięki jego książkom wiemy, jak nasze miasto wyglądało przed wojną, jak toczyło się życie w naszej dzielnicy. Przedstawił to obrazowo zwłaszcza w pierwszym tomie Wspomnień gdańskiego bówki. Pani Krystyna zwraca uwagę, że pisarstwo Brunona Zwarry to zdecydowanie coś więcej niż zachwyt nad historią lokalną: - Przy każdej okazji podkreślał, że najważniejszą dla niego sprawą jest zachowanie pamięci o ludziach, którzy wbrew wszelkim przeciwnościom walczyli o polskość Gdańska. A ponieważ on sam był taką osobą, to planowany pomnik będzie upamiętnieniem nie tylko jego, lecz także społeczności polskiej w Wolnym Mieście Gdańsku. O tym, jaki kształt będzie miał pomnik, zadecydowano w konkursie, który został rozstrzygnięty pod koniec marca br. Spośród jedenastu zgłoszonych projektów wybrano propozycję Wiesława Kwaka, rzeźbiarza, malarza i rysownika z Suchej Beskidzkiej, absolwenta Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. Jury, obradujące pod przewodnictwem dr. hab. Macieja Aleksandrowicza, prof. ASP w Warszawie i dyrektora Centrum Rzeźby Polskiej, a składające się z przedstawicieli Stowarzysze- nia „Ławeczka Brunona Zwarry", Rady Miasta Gdańska, Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie i Gdańsku, Politechniki Gdańskiej oraz Gdańskiego Zarządu Dróg i Zieleni, uznało, że wybrany do realizacji projekt cechują wysokie walory artystyczne i że zdecydowanie wyróżnia się on pod względem rzeźbiarskim. Jak podano w uzasadnieniu, zwycięska praca odznacza się poprawnymi proporcjami zarówno detalu głowy, jak i całej postaci. Sylwetka została bardzo dobrze osadzona, z właściwym wyprofilowaniem ciężaru wynikającego z zaproponowanej - ciekawej i nonszalanckiej zarazem - pozy. W połączeniu z charakterem ubioru wyrażona została prawda o bohaterze upamiętnienia. Zgodnie z planami pomnik zostanie wzniesiony przy ul. Biskupiej 33. W pobliżu tego miejsca, przy ul. Biskupiej 2, stała do końca II wojny światowej kamienica, w której Brunon Zwarra spędził pierwsze lata życia. Marek Adamkowicz BRUNON ZWARRA (19 Urodzony Gdańsku, pochodził z rodziny kaszubskiej. Udzielał się w życiu społeczności polskiej w Wolnym Mieście Gdańsku m.in. jako członek Klubu Sportowego „Gedania". W sierpniu 1939 roku wyjechał do Gdyni, gdzie po zajęciu miasta przez Niemców został aresztowany. Więzień obozów w Nowym Porcie, Stutthofie i Sachsenhausen, z którego w 1942 r. został zwolniony. Po wojnie prowadził działalność rzemieślniczą. Za namową Mariana Pelczara, dyrektora Biblioteki Gdańskiej PAN, zajął się dokumentowaniem życia Polaków w Wolnym Mieście Gdańsku oraz ich losów tuż po wybuchu wojny. -2018) 1 JEGO DZIEŁO Rozgłos przyniosły mu publikacje Gdańsk 1939 oraz Wspomnienia gdańskiego bówki. Za te drugie otrzymał w 1998 r. nagrodę Pro Libro Legendo, przyznawaną przez bibliotekarzy województwa gdańskiego książce, którą powinno się przeczytać ze względu na jej wybitne walory artystyczne i poznawcze. Decyzją prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza Muzeum Gdańska prowadzi od kilku już lat projekt reedycji dzieł Brunona Zwarry Dotychczas ukazały się książki: W gdańskiej twierdzy (2020), Gdańsk 1939 (2021) oraz Gdańszczanie (2022), natomiast do druku są przygotowywane Wspomnienia gdańskiego bówki. Zwycięski projekt pomnika Brunona Zwarry autorstwa Wiesława Kwaka Fot. Dorota Kołpak/GZDiZ Pomerania nr 5 (575) / Maj 2023 9 KRÓL KASZUBÓW W tym roku, 23 czerwca, minie sto lat od śmierci Antoniego Abrahama. Jego działalność urosła przez kolejne dekady do rangi legendy, wyrazistego symbolu związanego z przyłączeniem Pomorza do Polski w 1920 roku. Ta idea była w czasach zaboru pruskiego jak piękny sen, który jednak się spełnił. Śledząc życiorys Antoniego Abrahama, zauważamy, że był związany z wieloma miejscami na Kaszubach, m.in. Zdradą, Bolszewem, Sopotem, Oliwą oraz Gdynią. To ostatnie miasto jest do dziś mocno kojarzone z postacią kaszubskiego trybuna. Z pewnością jest to związane z jego ostatnimi latami życia (1920-1923), które spędził w Gdyni, miejscem jego wiecznego spoczynku na Oksywiu oraz współcześnie z ostatnimi dekadami, podczas których za sprawą Zrzeszenia Kaszubsko-Pomor-skiego Oddziału w Gdyni i Kaszubskiego Forum Kultury pamięć o tej postaci jest szczególnie pielęgnowana. Wyrazem tego jest m.in. pomnik Antoniego Abrahama na placu Kaszubskim w sercu dawnej Gdyni oraz coroczne Dni Abrahamowe, podczas których miasto dekoruje kaszubskimi flagami główną ulicę Świętojańską. W tym czerwcowym czasie od blisko trzech dekad wręczane są Pomnik Antoniego Abrahama na placu Kaszubskim w Gdyni. Fot. Andrzej Busler 10 Pomerania nr 5 (575) / Mój 2023 Rok Antoniego Abrahama także medale Srebrna Tabakiera Abrahama - osobom i instytucjom zasłużonym swą działalnością dla Kaszub i szerzej - Pomorza. Gdyńscy Kaszubi dbają także o miejsce spoczynku Antoniego Abrahama - w ostatniej dekadzie dzięki ich staraniom we współpracy z prof. Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku dr. hab. Tomaszem Sobiszem i miejskim konserwatorem zabytków w Gdyni dr. hab. inż. arch. Robertem Hirschem nagrobek tej zasłużonej postaci został poddany renowacji. Wykonano także prace związane z umocnieniem terenu wokół grobu, a w pobliżu oksywskiej świątyni stanęły tablice z biogramem kaszubskiego bohatera. W pielęgnowanie pamięci o Antonim Abrahamie włączały się także: Wyższa Szkoła Administracji i Biznesu im. Eugeniusza Kwiatkowskiego w Gdyni, Szkoła Podstawowa nr 6 im. Antoniego Abrahama, I Akademickie Liceum Ogólnokształcące w Gdyni, Cech Rzemiosła w Gdyni, Młodzieżowa Drużyna Pożarnicza im. ks. A. Muchowskiego, chóry Dzwon Kaszubski i Gdyński Chór Kameralny, Zespół Pieśni i Tańca „Gdynia" oraz firmy Stal-Complex i CZEC. W obecnym rocznicowym roku w Gdyni odbyła się uroczysta inauguracja Roku Antoniego Abrahama (piszemy o tym w obecnym numerze), a na maj zaplanowano uroczyste posiedzenie Rady Naczelnej ZKP. Czerwiec przyniesie kolejne wydarzenia w tym mieście: grę miejską związaną tematycznie z patronem i uroczystość wręczenia Srebrnych Tabakier. Po wakacjach w WSAiB odbędzie się konferencja naukowa poświęcona Abrahamowi, której partnerami będą Akademia Pomorska w Słupsku (Szkoła Doktorska) oraz Instytut Kaszubski. Dla uczniów pomorskich szkół podstawowych przygotowano kilka konkursów plastycznych oraz wiedzy o patronie. Trwają także prace zmierzające do stworzenia muralu przedstawiającego Abrahama w przestrzeni miejskiej. Pierwsze lata i sprawa polska Antoni Abraham urodził się 19 grudnia 1869 roku w Zdradzie koło Pucka. Do szkoły powszechnej uczęszczał w Mechowej. W wieku szesnastu lat rozpoczął swą wędrówkę po Kaszubach, imając się wielu zawodów - pracował m.in. na roli, w cementowni, jako furman oraz przedstawiciel handlowy firmy Singer. Aspektem powszechnie znanym jest propolska działalność Antoniego Abrahama w czasach zaboru pruskiego, agitowanie za powrotem Polski nad Bałtyk na wiecach i spotkaniach, wzniecanie nastrojów propolskich wśród ludności kaszubskiej i wlewanie w jej serca nadziei na obalenie pruskiego zaborcy. Antoni Abraham nie był człowiekiem wykształconym, posiadał jednak dar wygłaszania płomiennych przemów okraszanych często zręcznym dowcipem i puentą, a czasem lekką złośliwością budzącą tych mniej aktywnych na polu społecznym i narodowym. We wspomnieniach Abraham zachował się jako wysoki, postawny mężczyzna o wielkich, silnych dłoniach i mocnym basowym głosie. Urodził się w czasach zaboru pruskiego, nie mógł więc pamiętać wolnej Rzeczypospolitej, która utraciła swą niepodległość blisko sto lat wcześniej. Skąd więc ta żarliwa propolska postawa? Publicysta Gilbert Chesterton głosił tezę, że prawdziwym patriotą jest człowiek niezupełnie zadowolony ze swojej ojczyzny, ale gdy wróg ją zniewala, wyobraźnia utożsamiają z rajem. Prawdopodobnie tak widział Polskę Abraham - jako wyczekaną krainę sprawiedliwości i równości społecznej. Kolejnym ważnym aspektem są wartości wyniesione z domu rodzinnego. Był katolikiem, a lata jego dojrzałości przypadły na okres najbardziej ostrej działalności pruskiego kulturkampfu zwalczającego Kościół katolicki. Swe życie wypełnił ogromnym trudem społecznym, graniczącym w sferze duchowej z mistycyzmem religijnym rozwijanym na polskim podłożu narodowym. Można zadać pytanie, dlaczego ten prosty człowiek wyzwolił w sobie tak potężny ładunek dobroci i nieustannie starał się go przekazywać innym. Zrodzony i umierający w biedzie, obramował swój życiorys wiernością sprawie polskiej oraz swym poglądom. Poświęcił wiele: życie rodzinne, dostatek ekonomiczny, zdrowie oraz wolność, spędził bowiem dziesiątki dni w pruskich więzieniach. Wątek wersalski Wiosną 1919 roku los wielu ziem polskich ważył się na konferencji pokojowej w Wersalu. Pierwszoplanową postacią na Kaszubach był wówczas niewątpliwie Aleksander Majkowski - lider młodo-kaszubów, forsujący zbrojne odzyskanie Pomorza. Na skutek jego konfliktu z Narodową Demokracją, przeciwną takiemu rozwiązaniu, Naczelna Rada Ludowa odrzuciła kandydaturę Majkowskiego. Do Paryża zaplanowano wysłać przedstawicieli zgłoszonych przez północnokaszubskie rady ludowe popierane przez dr. Józefa Wybickiego. Delegacja składała się z działaczy ludowych: Antoniego Abrahama, wówczas z Oliwy, Tomasza Rogali z Kościerzyny, Mieczysława Marchlewskiego z Grudziądza i Antoniego Miotka z Pucka. Skład ten został ustalony ostatecznie za sprawą Franciszka Kręckiego i prawdopodobnie w konsultacji z Aleksandrem Majkowskim. Wyprawa Kaszubów do Wersalu urosła przez dziesięciolecia do rangi legendy. Prusacy starali się nie dopuścić do przedostania się wymienionej czwórki poza granice. Do Paryża dotarł Antoni Abraham wraz z Tomaszem Rogalą. Legenda głosi, że dotarli do Francji na piechotę, w rzeczywistości było inaczej. Ciężkim zabiegiem okazało się z pewnością przekroczenie granicy w okolicy Grudziądza i tutaj istnieje kilka hipotez, według których Abraham i Rogala wędrowali w żebraczych ubraniach oraz przeprawiali się wojskowymi okopami. Nie to Pomerania nr 5 (575) / Mai 2023 11 Rok Antoniego Abrahama Tadeusz Bolduan TRYBUN KASZUBÓW O Antonim Abrahamie pisał przed laty m.in. Tadeusz Bolduan jest jednak najważniejsze. Faktem jest, że szczęśliwie znaleźli się w Warszawie, gdzie w Ministerstwie Spraw Zagranicznych 13 kwietnia 1919 roku wydano im paszporty. Zaopatrzeni we francuską wizę dotarli pociągiem przez Kraków, Wiedeń i Bazyleę do Paryża 18 kwietnia. Ich argumentem za polskością Pomorza były przywiezione cztery roczniki „Gryfa" - pisma młodokaszubów, książka adresowa z Gdańska na rok 1914, w której zakreślono blisko 10 tys. nazwisk o polskim brzmieniu oraz - co najważniejsze - rezolucje mieszkańców różnych miejscowości Pomorza, rad ludowych, domagających się przyłączenia do Polski. lak wspomniano wcześniej, pobyt w Francji to epizod w życiu Abrahama, który najbardziej obrósł w legendy. Trzeba dodać, że byłyone wówczas bardzo potrzebne w tych niełatwych i przełomowych czasach na Pomorzu. Do dziś nie jest jednoznacznie stwierdzone, komu kaszubska delegacja przedstawiała dowody polskości Pomorza. Szczególnie w dziełach dziennikarzy spotykamy często nazwiska czołowych polityków europejskich tych czasów: Thomasa Woodrow Wilsona, Davida Lloyda Georgea oraz Vittoria Emanuela Orlanda. Sam Abraham po powrocie z Francji opowiadał i dawał do zrozumienia, że rozmawiał z bardzo ważnymi osobistościami politycznymi różnych mocarstw. To wystarczyło, aby dać początek legendom, które lud kaszubski tworzył na własny użytek i z potrzeby dowartościowania politycznego. Publicyści ową legendę bezkrytycznie powielali i upiększali w swych opracowaniach. Jak zatem faktycznie przebiegał pobyt delegacji kaszubskiej we Francji? Sięgnąwszy do źródeł, zauważymy, że Antoni Abraham i Tomasz Rogala po przybyciu do Paryża zostali przyjęci w biurze Komitetu Narodowego Polskiego, gdzie opracowano plan ich spotkań oraz postulaty, które mieli przedłożyć niektórym pomniejszym działaczom politycznym i dziennikarzom. Z czołowych polskich polityków z pewnością nie rozmawiali z Romanem Dmowskim, natomiast przyjął ich Ignacy Paderewski. Spotkali się także z delegatem Komitetu Narodowego Polskiego przy rządzie francuskim Erazmem Piltzem oraz z marszałkiem Ferdinandem Fochem. Pewne jest to, że delegacja kaszubska wspólnie ze Ślązakami i Mazurami za pośrednictwem delegacji polskiej, a zwłaszcza Erazma Piltza, przedstawiły swoje dezyderaty w Komisji do Spraw Polskich pod przewodnictwem dyplomaty francuskiego Julesa Cambona. Dnia 22 kwietnia Rada Najwyższa przyjęła poprawki niezbyt przychylnego sprawie polskiej Lloyda Georgea do sprawozdania Cambona, polegające na wprowadzeniu plebiscytu w powiatach na prawym brzegu Wisły i na Warmii oraz przekształceniu Gdańska w wolne miasto pod kontrolą Ligi Narodów, dodajmy - poprawek bardzo niekorzystnych dla sprawy polskiej. Doszło do ostrego sporu. Cam-bonowi odebrano prawo do dalszego rozpatrywania kwestii granicy polsko-niemieckiej, a sprawę przekazano Komisji do Spraw Wschodniej Granicy. Abraham i Rogala spodziewali się już wówczas, że pewna część Pomorza przypadnie Polsce, jednak ogólny kształt pozostawał dalej niewiadomą, a śledząc postawę polityków brytyjskich popierających Niemców, patrzeli z pewnością z niepokojem na ostateczny werdykt komisji. Dlatego próbowali działać przy pomocy polityków polskich i na własną rękę skontaktować się z kilkoma ambasadami oraz redakcjami, przedstawiając polskie sprawy -niestety, bez większego skutku. Na mocy traktatu wersalskiego 28 czerwca 1919 roku część Pomorza miała powrócić po przeszło stu latach w granice Polski. Ostatecznie stało się to po ratyfikacji traktatu przez wszystkie strony w styczniu 1920 roku. Stolicę województwa pomorskiego niejako zastępczo ustanowiono w Toruniu. Gdańsk stał się Wolnym Miastem w zdecydowanej większości pod wpływami niemieckimi. w odrodzonej polsce Antoni Abraham powrócił do miejsca swego zamieszkania w Oliwie, która nie znalazła się w granicach Polski, a następnie 10 sierpnia 1920 roku osiadł w Gdyni, znajdując lokum dzięki życzliwości rodziny Skwierczów w ich domu przy obecnej ul. Starowiejskiej 30. Z tego względu tę checz do dziś określamy popularnie domkiem Abrahama. Mieszkając w Gdyni, Abraham aktywnie włączył się w życie społeczne, ciesząc się wielkim mirem wśród rodzimej ludności. 12 Pomerania nr 5 (575) / Moi 2023 Rok Antoniego Abrahama p § «p . * • | ■ i *śą Antoni Abraham (1869-1923). Ze zbiorów Muzeum Kaszubskiego w Kartuzach Wszedł do Rady Gminnej i pracował u boku swego przyjaciela wójta Jana Radtkego. O państwie polskim miał idealistyczne wyobrażenie i dlatego u kresu jego życia powrót macierzy nad Bałtyk z jego udziałem był dla niego równoczesnym triumfem i porażką, bo przecież młode, odradzające się państwo nie mogło tych idei spełnić. Jako pierwszy Pomorzanin 2 maja 1922 roku otrzymał z rąk prezydenta RP Stanisława Wojciechowskiego Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski. Do końca życia był wierny swym ideałom. Wyszedł z ludu i z ludem pozostał, a lud się odwdzięczył, tworząc zbiorowo historię, wynosząc Abrahama na szczyt w swym środowisku i utrwalając jego żywot częściowo zgodnie z prawdą, a częściowo według swych marzeń i tęsknot, co nie zmienia faktu, że była to postać niezwykła, wielce zasłużona dla sprawy polskiej na Kaszubach. Antoni Abraham zmarł po ciężkiej chorobie 23 czerwca 1923 roku. Jego pogrzeb stał się wielką manifestacją Kaszubów i przyjaciół zmarłego z różnych części Polski. Spoczął 27 czerwca na pięknym oksywskim cmentarzu, który wybrał kilka tygodni przed swoją śmiercią. Wątek wersalski zdominował legendę o życiu i pracy Antoniego Abrahama. W pamięci Kaszubów Abraham utrwalił się jako stołem - przykład potęgi ducha, prawości i bezgranicznego poświęcenia dla ojczyzny w najtrudniejszych czasach -tej większej, polskiej, i tej małej, kaszubskiej. Do dziś nazywany jest zaszczytnym mianem Króla Kaszubów. Andrzej Busler Przygotowując artykuł, korzystałem z książki Tadeusza Bolduana Trybun Kaszubów. Pomerania nr 5 (575) / Maj 2023 13 UCZNIOWIE WCYG MIE ZASKAKIWAJA Órmuzdową Skrą latoś ostała weprzednionó m.jin. Ana Gleszczińskó - felietonistka, radiówczka, pisórka a szkolno kaszebsczegó. Ana Gleszczińskó: Ne jo, tej ód czego be zacząc? „Pomerania": Nólepi ód początku. Kaszebsczi zna-jesz z dodomu? Prówda. Le nie belo tak, że starszi do nas gódele. Mema i tatk z nama, dzecama, wiedno rozmówiele pó polsku. Zmieniwało sa to, czej na rozmajite roczezne zjachala rodzena. Tej ód razu w kórbiónce z nima przechódzele na kaszebsczi. Tede dzece nie sedzałe ze starszima. Me miele swój plac gdzes z boku. Ale kaszebizna me czele i gdzes bene ostała. W spódleczny szkole zakazywele gadać w rodny mowie? Z mójich młodech szkółowech lat pamiatóm, że w lepińsczi szkole kaszebizna czec beło wiedno. Prawie nie na liczbach, ale róz w tidzeniu Zbigniew Ste-dzyńsczi prowadzył regionalne kółko. Ju w IV klasę pierszi róz jó wzała udzel w kaszebsczim konkursu. To beła Rodnó Mowa. Jó recytowała tekst Jana Patocka „Nólepi doma". Do dzys to pamiatóm. Wióldże przeżece? A jak! Dló mółegó dzewczątka? Pamiatóm wnetka wszetcze moje westape. A trocha tego beło. Dopier-ku tero tak so wdarza, wiele to ju lat minało... Jazek jes miała z dodomu, ale co z czetanim, leteraturą? Jak Te sa uczeła do nech konkursów? Leteratura?! Pierszi słowórz jem dostała, a tak pó prówdze to wegrała, w szósti klasę spódleczny szkole. Z biblioteczi w Lepińcach pamiatóm ksążka Tadeusza Lipsczegó Remusowi króm. Wypisy z literatury kaszubskiej. A dzys rokroczno widza autora we Wielu. To je przeżece. Późni w race wpadło mie Domóce słowo zwaczne. Czej jó przeczetała wstąp prof. Jerzego Tredra, tej mie sa dopierku wszetkó pómachtało. Wemówiac muszół często jinaczi jak kol nas na Góchach. Jeżle jidze ó jazek, z czasa wszetkó sa póukłódało w głowie. Wiele mie dało regionalne kółko, na jacze jem chódzeła w spódleczny szkole. Zbigniew Stedzyńsczi grół na skrzepicach, a me jesme spiewele: „Mój tata kupił koza", „Kaszebscze jęzora", „Gdze sa pódzała moja checz". Wszetkó z głowę. Me ni miele tekstów, a ó czims taczim jak ksero nicht nawetka nie meslół. Pó szkole w Lepińcach strzednó w Betowie. To czas Twójich nówikszich zwenegów. Jó beła nóleżniczką karna Młodzieżowa Scena Rapsodyczna, jacze dzejało prze betowsczim dodomu kulturę. Prowadzeła je Elżbieta Pacyno. To brzadny czas. Pod ji oka jó cwiczeła do rozmajitech konkursów. Ale nigde ni miała jem szkolnego, chteren be dówół boczenie na moja wemówa. „Na głoska muszi rzeknąc tak, a na tak". Tak so terózka zastanówióm, jak to z nym szekówanim beło. Meszla, że to „w pranim wechódało". W Chmielnie jó przeszła wszetcze kategorie ód spódleczny jaż pó dozdrzeniałech. Ne i Wiele. Jem werosła z nech dwuch szkółów. Prawie ó to chcół jem zapetac. Ókróm recytacji piersze westape na binie to gódczi. Ti, chterny znają Twojego ojca, wiedzą, że mó cos z gódkarza. Mó, mó. Cos z gadesza w nim sedzy (śmiech). Mosz to pó nim? Pewno jo, ale nadczidna, że w móji familii wiele je taczich, chterny prze ro-dzeznowech pótkaniach plestają. Ópówiódają historie ze swojego żecegó i je wiedzec, że kąsk ód se dołożą. Ne, doch to muszi brzmieć (śmiech). Tacze ópówióstczi ód malińkósce wiedno bełe krótko kol mie. Późni jó brała z nich cos dló se i na tim spódlim jó twórzeła swoje gódczi. Nicht mie nigde nie rzekł, jak je pisać abó gadać. To samo wechódó, a czasa ód wiedno je bene. 14 Pomerania nr 5 (575) / Mój 2023 Órmuzdowe skre 2022 Tej przeszedł czas na Wiele. Nóprzód Zbigniew Stedzyńsczi namówiół starszich, żebe jó tam westąpiła. Tatk sa zgódzył i mie tam zabrół. Jó gódała dokóz ks. Jarosława Babińscze-gó „Cotka". Jem zajała tej III plac. Wdarza so, że tej uczastników óbtaksowiwele m.jin. prof. Jerzi Treder i Stanisłów Pestka. Wiele to dló mie prówdzewó szkoła gódkarstwa. Nie beło letko mie, młodemu dzewczątku, jic na miónczi z Józwa Roszmana, ks. Romana Skwierczą cze Haliną Wrezą. Ze swoją autorską gódką jó pój achała tam dwa lata późni, w VIII klasę spódleczny szkołę. Powstała na spódlim historie, jaką jem uczeła ód mojego tatka. Młodi knóp raza ze starka pójachele do młina. Knóp miół kupie w kromie kafeszrót (bónkawa). Le krómówó nie baro potrafiła pó kaszebsku, a knóp pó polsku. Tako dosc tipówó historio, jak sa Kaszeba z Pólócha nie rozmieją. Z gódkama jó westapówała w rozmajitech placach. Na przikłód na milenialną Józefa Brusczegó jó gódała m.jin. w Czastochówie na konkursu pt. „Sacrum w literaturze polskiej" a w Półczenie Zdroju na Ogólnopolskim Turnieju [Sztuki Recytatorskiej i Poezji Śpiewanej] im. Skamandrytów. Westrzód jurorów beł ju nieżejący Kresztof Kolberger. Pó konkursu pódeszedł do mie i prost rzekł, że nick z tego kaszebsczegó nie rozmieje, ale to, jak jó to pówiedzała a pókózała, dozwólało mu zrozmiec, ó co szło. Uczec tacze słowa ód taczegó aktora, to sa pamiató na lata. Nech konkursów, nódgrodów, weprzednieniów zebrało sa skópicą. Zadzewówało to nawetka komisja egzaminacyjną na sztudia. Pó strzedny szkole jó so udbała jic na germanistika do Poznania. Na maturalnym swiódectwie ókróm ócenów, bełe też wepisóne moje dobeca, jó miała je też spisóne osobno. Jeden z profesorów beł nima baro zacekawiony. Tak pó prówdze to nóbarżi póku nie dówół mii nen kaszebsczi. Wedle niego zajimanie sa nim nijak nie pasowało do młodech. Kureszce rzekł do białczi, chterna zadowala pitania z niemiecczegó, że ón mie weznie na pólonistika. Tak sa równak nie stało. Nie. Ale tak do częsta jó sa z nią nie rozeszła. Filologie, i na germańsko, i polsko, bełe w jednym budinku. Pierszó na czwiórtim i piątim piatrze, a ta dregó na trzecym. Na czwiórtim roku sztudiów na tófle z ógło-szeniama jem nalazła wiadło, że Dialektologiczne Koło Nóukówe róczi do se chatnech do wespółrobie-nió z nima. Czim te sa tam zaj imała? Sóm Zakłód Dialektologie badół wiólgópólscze gwarę. Twórzele korpus wiólgópólsczich gwarów z rozmajitech wsów. Na zóczątku móji robotę u nich jó wpisywała słowa do kómputra. Z czasa jem zaczała jezdzec pó wsach z kwestionariusza óprócowónym bez profesora Jerzego Serocuka [Sierociuka]. Na sztót jes zabeła ó kaszebiznie? Gdze tam. Dialektologiczne Koło wiele mie dało w rozwiju móji kaszebsczi swiąde. Prof. Serocuk przenószół mie baro wiele ksążków. Tej jó poznała dokaże prof. Edwarda Breze, pierszi róz jem miała w rakach kaszebsczi słowórz Bernata Zechte. W nym czasu jem zaczała regularno czetac „Pomerania". Nie wdarza so, cze miele ja w uniwersytecczi ksążnice. Jó zamówiała ja bez Empik. Scygele mie ja z Gduńska do Poznania. Baro przedatne bełe ankete, z jaczima jó jez-dzeła pó wsach Wiólgópólsczi. Profesjonalno óprócowóne, w drobnotach zbierające słowizna. Jó zabierała je ze sobą na Kaszebe i baderowała naja rodną słowizna, ósoblewie na Góchach. Brzada je tekst „Przeobrażenia leksyki kaszubskiej na terenie wsi Lipnica i Borzyszkowy (powiat bytowski) w obrębie leksyki pola tematycznego WESELE". Udało mie sa też uchwecec rozkłód germanizmów w Wiólgópólsce i na Kaszebach. Z materiałama, jaczi jó pózebrała i óprócowała w óbremim Koła, jem jezdzeła późni na rozmajite jazekóznówcze konferencje. Swój magistersczi dokóz Te napisała ó Bólesu Jaż-dżewsczim. Chudzy, na konferencje, jem wiele pisała ó germa-nizmach w jego Wspomnieniach kaszubskiego gbura. Jó postanowiła to wszetkó zebrać do grepe. Do dzys móm w swóji bibliotece ksążka Jażdżewsczegó z pódsztrichniatima wszetczima germanizmama. Pó sztudiach wrócósz w rodzeznowe stronę i robisz jakno szkolno w Lepińcach. Można szpórtowno rzeknąc, że trze kroczi ód dodomu. Krótko pónemu jó przecygnała do dodomu Andrzeja, mojego chłopa, ale niewiele dali. (śmiech). W spódleczny szkole w Lepińcach jem zaczała uczec jesz na sztudiach. Jó miała uczbe w gimnazjum z niemiecczegó jazeka. Meslałas równak i ó kaszebiznie. Mało wiele jó wiedzała ó samim jazeku. Jem znała gó, ale doch nigde sa nie uczeła na uczbach. Pojawił sa kurs robiony bez Akademia Warkówegó Sztółcenió ze Gduńska. Zajmę prowadzeła Bożena Ugówskó. To beł mój pierszi kontakt z kaszebsczim jakno usyste-matizowónym jazeka z reglama pisenku, wemówą... Jó beła dbe, że skórno gódóm w rodny mowie, tej ja znaja. Ókózało sa, że nóuka sa dopierze zaczinó. Na nen kurs chódzele nie leno szkólnowie, ale też samórządówce regionalisce. Wiele z nich widza do dzysó zaangażowónech w przerechtowiwanie kaszeb-sczich wedarzeniów abó na nich óbecnech. Pó kursu pódiplomówe sztudia i uczbe. Jak tej to wezdrzało? W nym czasu kaszebsczi ju beł w spódleczny szkole. Felowało gó w gimnazjum. Le czile szkólnech miało uprawnienia do nauczaniegó. Jó zaczała prowadzec zajmę z gimnazjalną młodzezną. Szkółownice znele jazek, bó abó sa gó chudzy uczele, abó czele ód star- pomerania nr 5 (575) / maj 2023 15 Órmuzdowe skre 2022 ków, starszich. Równak i tak ód zóczątku jó wprowó-dzała gó jakno cezy. Jem przeniosła wszetcze meto-diczne wskóze tikające nowi słowizne i gramaticzi w niemiecczim i przełożeła na kaszebsczi. Dzys to je powszechne, a tej tak nie do kuńca. W nym czasu wiele uczbówników zbudowónech beło tak, jakbe dzece ju jazek znałe. Pamiatóm, że jó brała rozmajite tekste, a tej korektor w górsc i jem wemazywała słowa, jacze późni muszół uzupełnić. Tero w kóżdim uczbówniku cos taczegó nalezeme. Móme wiele wiacy pómóców do uczenió. Może nie teli, jak me be chcele, ale je w czim webierac. Baro lubią uczec kaszebsczegó. Widza, jak dzece sa starają, i nen łisk w oku, czej cos sa jima udo, czej dobadą jaczis plac w konkursu. Wedle spisenku z 2011 r. gmina Lepińce mó nówiakszi procent mieszkańców, jaczi na codzeń gódają pó kaszebsku. Je tej lżi uczec? Jó to czeja, że wiele gódó a rozmieje, le nie jem gwesnó, cze czeją to uczniowie. Sedzy w nas to, że nópierwi pówieme cos pó polsku, bó może chtos nie zrozmieje jinaczi. A może wórt ód razu kaszebic, jeżle chtos nie zrozmieje, to nama to powie. Na Góchach, jistno jak wszadze, muszi zachacewac do uczbów. Przechódają szkółownice i pitają: „Wastnó, a na co mie to je?" Co ódpówiódósz? Ni można sa na to gorzeć. Tak samo mie pitają, na co jima matematika, biologio cze chemio. Ucza w spódleczny szkole, a to jesz za mółe dzece, żebe wiedzałe, co jima w żecym sa przedó. A meszla, że pó prówdze nicht tego nie wie. Starszi barżi swiąd-no webierają. Dzecóm ódpówiódóm, że żeją na Kaszebach, tej wórt znac nen jazek. Może tego teróz-ka nie widzą, ale czej wejadą gdzes dali, óbóczą, jako to je wórtnota. I czasa tak je. Pó latach móji uczniowie wesełają mie ódjimczi chócle spód Kaszebsczegó Dodomu we Gduńsku z pódpisa, że uczele sa ó nim na uczbach. Jinszim raza proszą ó przetłómaczenie żeczbów na kaszebsczi. Widzec, że gdzes to zórno w nich je. Ni ma sa co ószekiwac, nie we wszetczich puszczi ono kło, wedó brzód. Tim barżi cesza sa, czej widza młodech, jaczi uczele sa jazeka w szkole, a dzys są kaszebsczima dzejórzama. Dosc móckó jes sa włączeła w órganizowóny w Lepińcach Festiwal Pólsczich a Swiatowech Szla-grów. Ód zóczątku jó beła dbe, że to baro belnó udba do uczenió jazeka, ale też jego pópularizowanió. Na zóczątku dzece miałe kąsk wątpię wotów. Bó jak tero śpiewać hite jich idolów pó kaszebsku. Dzys tako mesl nawetka do głowę jima nie przechódó. Edith Piaf po kaszebsku? A czemu be nie. Kaszebsczi nie je ju dló nich czims apartnym. Stół sa dló nich jazeka taczim sarnim jak wszetcze jinsze. To dló mie nówikszó zwenega negó festiwalu. Rzekną wiacy, chóc jakno szkolny drago mie to przińdze, dzys chu-dzy zaśpiewają mie pó kaszebsku jak pó niemiecku. A szkoda, bó ten dredżi to też snóżi jazek. Wórt rzeknąc, że festiwal je jedurnym taczim na Kaszebach, a uczastników na nim nie feleje. Wiem, że niejedne szkołę mają tak wiele chatnech, że muszą organizować eliminacje, żebe webrac nech, jaczi pojadą do Lepińc. Widza to i u se. Zgłószają sa też dzece, jaczi na uczbe kaszebsczegó nie chodzą, ale chcą zaśpiewać. Festiwal to dló mie też wezwanie. Uczniowie przenószają tekste, a nie je tak łatwo przetłómaczec niejedne słowa, ósoblewie z młodzeznowi gwarę. Ne, jak napisać pó kaszebsku „ty dzbanie"? Bó doch nie jidze ó zbón, a ó głepelca. Raza z nima słechóm tego, co je jich uledónym gatenka. Pó 13 edicjach móga pówiedzec jedno - uczniowie wcyg mie zaskakiwają. Ókróm festiwalu je Konkurs Gódków m. Józwe Brusczegó. Udba Twoja jakno gódkarczi? Z tim beło kąsk jinaczi. Zbliżała sa 110. roczezna urodzenió Brusczegó. Na potkaniu zarządu partu Kaszebskó-Pómórsczegó Zrzeszenió w Lepińcach me meslele nad tim, jak upamiatnic wedarzenie. Ód se jó rzekła, że można zrobić konkurs gódków. Miała sa ódbec le jedna edicjó. Udba chweceła. Latoś me miele szóstą edicja. Startować mogą wszetce ód spódleczny szkołę pó dozdrzeniałech. Ód zóczątku me miele stara ósoblewie ó młodech. Tej ni miele niżódnegó taczegó konkursu. Dopierze późni we Wielu zrobile kategoria do 16 lat. Pó sobie wiem, jak wiele czasu derowało, nim jó mogła jic na miónczi z wióldżima gadeszama. Jak bókadne do-swiódczenie dówało słechanie jich na binie. A gdze młodi miele zaczenac? Z tą meslą jesme regnale, żebe szkółownice kąsk óbele sa z biną, z nyma wrażenia-ma, czej wszetce na nas zdrzą i nas słechają. To le szesc edicjów, a widza, jak rówizna rosce. Ód pierszi, gdze tak pó prówdze me miele recytacja, bó doch plestanió ni ma na uczbach ani kaszebsczegó, ani pólsczegó. A dzys? Móme modulowanie głosa, kontakt zdrokówi ze słechińcama, je ju ta letkósc w gódanim. Może jesz uczastnice kąsk za baro trzimają sa tekstu, ale je czas, żebe tego sa nauczec. Weprzednionech bez sromóte śmiało można wesłac do Wiela. Jem tego gwesnó. Wórt tuwó wspómnąc leno ó Emilie Szeszce, jako w Lepińcach zaczinała, a terózku dobiwó na Turnieru Gadeszów. Cesza są też z autorsczich gódków pisónech ósoblewie bez szkółowników. Le z nima je jiwer. Jaczi? Tak tero meszla. Co zrobić z tima, chterny udba mają, napisać potrafią, ale za baro nie chcą abó nie ledają westapów na binie. Jich gódka rzeknie drech. Autorsko gódka je? Je. A komu dac nódgroda? Temu, chto napisół, cze temu chto plestół? Pó połowie? Na gwes (śmiech). Z kónkursama ju tak je, że pó czasu wszetkó wechódó. Badzeme muszele barżi pómeslec ó autorach ópówiódaniów. 16 Pomerania nr 5 (575) / Mój 2023 Órmuzdowe skre 2022 MAStO' Ókróm szkołę wespółrobisz z Radia Koszalin... Rechteja dló nich audicje ó cekawech kaszebsczich wedarzeniach, zwekach a ledzach. Mosz też czas na pisanie leterature dló dzecy. Te jes óżewiała maskotka Betowa. Nigde mie to nawetka bez mesl nie przeszło. Zazwónił do mie burmester Betowa Riszórd Sylka. Rzekł, że mają pupulka i chcelebe do ni stwórzec jakąś legenda. Żebe opisać, jak to sa stało, że Betk herbu Kasztan zjawił sa w miesce. Tej jednego bohatera Te ju miała. Tak pó prówdze dwóje. Betk to je wiedzec, a dredżim beła wieszczówka Ana. Ó ji przigódach jó ópówióda-ła swójim dzecóm na dobranoc. Miół bec jeden dzel, a zrobiło sa setme. Czej jó opisała Betowó, pojawiła sa mesl, żebe wesłac Betka w reza pó jinszich gminach. Jaż kureszce w óstatnym tomie welądowół w Americe. Dzeleczi z serie pójówiałe sa latoś na Kaszeb-sczim Diktandze, recytowóne bełe na Rodny Mowie, w Góstkówie zrechtowele konkurs wiedze. Na boku óstówiając murale z nim i Betkóbuse [pózwa miesczi komunikacje w Betowie]. Cesza sa z ti belny promocje i miasta, i ópówió-daniów, le za to ju ódpówiódó Miesczi Urząd. Baro mie je mileczno, a równoczasno jem zasromionó. Pódchódają do mie dzece, proszą ó wpis i chatno gó dówóm, ale nie czej a sa niżódną pisarką. Tak nóbarżi to cesza sa, że dzecóm sa widzy, a szkólnowie wezweskują pówióstczi na uczbach. Konkurs z Góstkówa to baro dobro iidba. W ksąż-kach za wiele faktów ni ma. Tej-sej pójówiają sa póstacje, wse, kąsk historie a geografie. Rechtejąc sa do niego, dzece muszą zgłabiac wiedza ó gminach w betowsczim krezu, a dzaka temu lepi póznówają swoje ókóle. Wiem też, że na zajmach z kaszebsczegó piszą swoje przigóde Betka, prowadzą gó pó molach wórt-nech óbóczenió. Sama jem rechtowała pupkówi teater ópiarti na serie. To wiele dało dzecóm. Na uczbach czasa mie ódpówiódałe całima zdaniama ze scenar-nika. Tacze dzejanie jazekówó baro rozwijó. W głowach óstówó wiele słowów, frazów. Równak nówiacy w rozwiju zweskałe dzece, chterny rechtowałe audio-book, jaczi je dodówka do ksążczi. Nie beło to tacze letcze. Muszół czetac nie leno poprawno, ale pomału, dokładno. Czej na zóczątku jó jich poprawiała, jem miała strach, że zrezygneją, ale strzimele mie i moje sztrófówanie (śmiech). Dosc teli me gódele ó udbach na przenacenie młodech w szkołach do uczbów. Wedle Ce czego dzys feleje kaszebiznie? Przede wszetczim zajmów dló dozdrzeniałech, chterny czasto baro be chcele nauczec sa chócle czetac, a ni mają taczi móżlewóte. Latoś Te ostała weprzednionó Órmiizdową Skrą. Z gratulacjama zazwóniła do mie dreszka. Nie do kuńca jó wiedzała, ó co ji jidze. Rozwidniło sa, czej rzekła ó nódgrodze. Jó beła baro zaskókłó. Wiadło ó ni skłoniwó do wezdrzenió w uszłota na swoje dzejanie. Musza rzeknąc, że jem nie robiła wszetczegó sama. Jó miała kol se ledzy, chterny mie dopómógle. Chócle prze Festiwalu Pólsczich a Swiatowech Szla-grów dzys mało wiele robią, angażeją sa jinszi. Jist-no, jeżle jidze ó Konkurs Gódków w Lepińcach. Nie czeja, żebe Skra beła leno dló mie. Je dló wszetczich, jaczi raza ze mną dzejają na kaszebsczi niwie. Gódół Łukósz Zołtkówsczi Pomerania nr 5 (575) / Maj 2023 17 TRZYDZIEŚCI LAT MSZY ŚWIĘTYCH Z LITURGIA SŁOWA W JĘZYKU KASZUBSKIM W ŚRÓDMIEŚCIU GDAŃSKA Trzydzieści lat temu, dokładnie 23 kwietnia, ówczesny prezes Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego Stanisław Pestka przeciął wstęgę, co symbolizowało otwarcie Domu Kaszubskiego w Gdańsku przy ulicy Straganiarskiej. Uroczystość tę poprzedziła Msza Święta, która odbyła się w pobliżu w odremontowanej kaplicy (dawnej zakrystii) kościoła św. Jana. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że tego dnia odbyła się tam pierwsza Msza Święta z liturgią słowa w języku kaszubskim odprawiona w Śródmieściu Gdańska. Nabożeństwo celebrował ówczesny arcybiskup gdański ks. dr Tadeusz Gocłowski w asyście ks. Stanisława Bogdanowicza oraz księży Kaszubów - Marka Adamczyka i Władysława Szulista. Ze wzruszeniem wspominał ks. Adamczyk odczytanie Ewangelii po kaszubsku, której tekst dostarczył mu Eugeniusz Gołąbek. Ciekawym akcentem tego wydarzenia było sfilmowanie uroczystości przez Sky Orunia - pierwszą niezależną stację TV w Polsce (w ramach emitowanego przez nią programu „Credo"). Przypomniał nam o tym dziennikarz i kompozytor Antoni Filipkowski, zaangażowany w tworzenie pomorskiej publicystyki. Pierwszą Mszę św. z liturgią słowa po kaszubsku zawdzięczamy ówczesnemu prezesowi gdańskiego oddziału ZKP Zbigniewowi Jankowskiemu oraz Tadeuszowi Itrichowi, którzy zabiegali u abp. Gocłowskiego o wyrażenie zgody na jej organizację. Wspierała ich w tych zabiegach niestrudzona Izabela Trojanowska. Po paru miesiącach odprawiania (odtąd co miesiąc) Mszy św przez ks. Marka Adamczyka liturgię zaczął sprawować ks. Waldemar Naczk, który towarzyszył Wspólnocie Kaszubów u św. Jana przez następnych kilkanaście lat. Przez długi okres nabożeństwa wzbogacała śpiewem i graniem Aleksandra Białk, stopniowo wprowadzając religijne teksty w języku kaszubskim. Przygotowanie liturgii na nabożeństwa oraz organizację odbywających się po mszy spotkań w Domu Kaszubskim zawdzięczaliśmy Eugeniuszowi Pryczkowskiemu i jego żonie Elżbiecie. W końcówce roku 1996 pałeczkę przejął od nich Zygmunt Stenka, który przygotowywał odpowiednie teksty liturgiczne po kaszubsku, udostępniając je również wiernym. Nieco później dołączyła do niego Hildegarda (Ela) Iwan jako współorganizatorka naszych spotkań. To właśnie Ela zachęciła nieodżałowanej pamięci dra Jerzego Koszałkę, aby poprowadził to wielkie dzieło (nie waham się użyć tego słowa) przez wiele lat, a które zaczęło się 30 lat temu. Dziękujemy Ci, Jurku! Ukazanie się w 1998 roku modlitewnika Me trzimóme z Boga autorstwa Eugeniusza Gołąbka i Eugeniusza Pryczkowskiego pozwoliło nam jeszcze pełniej uczestniczyć w najświętszej ofierze. Pojawienie się kopii jerozolimskiej tablicy z kaszubskim tekstem Modlitwy Pańskiej (około 2003 roku) sprawiło, iż śpiew jej tekstu wybrzmiał jeszcze donośniej. W roku 2007 ukazał się lekcjonarz To je słowo Boże który na kaszubski przełożył Eugeniusz Gołąbek. Napisał wówczas we wstępie: Niech Boże Słowo óblokłe w kaszebską mowa przeniese bókadny brzód. Kiedy lubiany i szanowany przez wszystkich ks. Waldemar Naczk objął probostwo w Wocławach na Żuławach, celebransem mszy został ks. dr Leszek Jażdżewski, mianowany przez abp. Sławoja Leszka Głódzia kapelanem Kaszubów. Oprócz comiesięcznych nabożeństw po kaszubsku zawdzięczamy mu organizację pielgrzymek do miejsc sakralnych na Kaszubach i Pomorzu. Zwiedzaliśmy z nim również inne ważne miejsca związane z historią naszego regionu. Uroczystość związana ze srebrnym jubileuszem kaszubskich mszy odbyła się w maju 2018 roku w kościele św. Jana, gdzie w oprawie Chóru Politechniki Warszawskiej nastąpiło odsłonięcie tablicy pamiątkowej w kaplicy, w której odbyła się pierwsza Msza św. z liturgią słowa w języku kaszubskim. Minionych pięć lat obfitowało w wiele wydarzeń. Po śmierci naszego „prowadnika" Jerzego Koszałki staraliśmy się tak zorganizować, by kontynuować comiesięczne msze kaszubskie. Wskutek katastrofy budowlanej w kościele św. Mikołaja i zmiany organizacji nabożeństw w kościele św. Jana zostaliśmy poproszeni do uczestniczenia w nabożeństwach w kaplicy kościoła oo. Dominikanów. Tam też w pomieszczeniach słynnej „Gór- 18 Pomerania nr 5 (575) / Mój 2023 Rocznice Kościół pw. św. Jana Fot. Sławomir Lewandowski ki" przez kilkanaście miesięcy spotykaliśmy się przy kuchu i kawie, niekiedy też uczestniczyliśmy w ciekawych prelekcjach. Częstym celebransem nabożeństw był dominikanin o kaszubskim rodowodzie ojciec Kamil Burandt. Po powrocie do kościoła św. Jana kontynuowaliśmy nasze msze święte, choć czasami z przeszkodami, które pomagał nam przezwyciężyć prezes Oddziału Gdańskiego ZKP Wojciech J. Konkel. Z powodu różnych perturbacji (związanych również z epidemią COVID-19) nasze spotkania po Mszy Świętej w Tawernie Mestwin zostały zawieszone. W takich okolicznościach spotkaliśmy się z serdeczną propozycją oblatów, a szczególnie dyrektora Oblackiego Centrum Edukacji i Kultury ks. Marcina Szaforsa, by nasze nabożeństwa odbywały się w kościele św. Józefa w Gdańsku. I tak już od grudnia 2021 roku w każdą drugą niedzielę miesiąca spotykamy się o godz. 10 na Mszy św. odprawianej w części z liturgią słowa w języku kaszubskim w kościele Braci Oblatów. Tak jak od wielu już lat, częstym celebransem tych nabożeństw jest kapelan Kaszubów ks. kanonik dr Leszek Jażdżewski, który głosi kazania w naszej rodnej mowie. Staramy się również jako Wspólnota Kaszubska uczestniczyć w uroczystościach świątecznych braci oblatów, a miłe spotkania po Mszy św. w Herbaciarni u Oblatów są comiesięcznym akcentem naszych nabożeństw. Cieszymy się, że od kilku miesięcy Wspólnotą kieruje Patrycja Skalińska, która zawsze może liczyć na naszą pomoc i wsparcie. Oprawę medialną (fotograficzną) od kilku lat przygotowuje Halina Piekarek. Również zespół pocztu sztandarowego często uczestniczy w naszych uroczystościach. Od wielu lat organizujemy coroczne uroczystości w Kolegiacie Staroszkockiej, poświęcone Słudze Bożemu bp. Konstantynowi Dominikowi, modląc się o Jego rychłą beatyfikację. Doceniając duże zaangażowanie niektórych uczestników naszych nabożeństw, np. w czytaniach mszalnych czy w modlitwie wiernych, tak w czasie minionym, jak też obecnie, należy wspomnieć chociażby: Genowefę Jadwiszczak, Angelikę Hejmowską, Hildegardę Iwan, Teresę Juńską-Subocz, Wojciecha J. Konke-la, Jerzego Koszałkę, Bogusię Kowalską, Bożenę Lachowską, Jerzego Nacla, Teresę Nowakowską, Halinę Piekarek, Józefa Plata, Elżbietę i Eugeniusza Pryczkowskich, Franciszka Richerta, Łukasza Richerta, Patrycję Skalińską i Zygmunta Sten-kę. Wszystkim, którzy swoim zaangażowaniem i umiejętnościami uświetniali nasze nabożeństwa - serdeczne „Bóg zapłać". Dnia 16 kwietnia 2023 roku w kościele św. Józefa w Gdańsku odbyło się uroczyste nabożeństwo, celebrowane przez kapelana Kaszubów ks. kanonika dra Leszka Jażdżewskiego, podczas którego dziękowaliśmy Bogu za minione 30 lat odprawiania mszy świętych z liturgią słowa w języku kaszubskim. Oprawę muzyczną przygotował zespół Kaszubki z Chwaszczyna, który również po Mszy Świętej dał koncert tradycyjnych pieśni kaszubskich. Następnie w Herbaciarni u Oblatów odbyło się spotkanie, w którym wspominaliśmy minione 30-lecie. Wydaje się, że to krótki okres, lecz wiele obrazów ucieka z pamięci, tym bardziej należy je przypominać, bo przecież i one stanowią o naszej tożsamości kaszubskiej i stałej obecności Kaszubów w Gdańsku. Jerzy Nacel Pomerania nr 5 (575) / Maj 2023 19 siU5TY ś.p KAZIMIERA HINS • *m mum m Szanowny Panie Redaktorze, zastanawia mnie, czy Kazimiera była pierwszą instruktorką w kółku hafciarskim w Żukowie w 1926 r.? Dane z kopii maszynopisu Dzieje nowożytne klasztorów norbertańskich w Żukowie (F. Okroy, Toruń 1951) trafiły do mojego opracowania pt. Haft kaszubski szkoły żukowskiej - przeszłość i współczesność. Materiały monograficzne (M. Je-liński, wyd. Region - Skarbnica Ziemi Żukowskiej, Gdynia 2006). W1926 r. w Żukowie - kolebce kaszubskiego haftu - zorganizowano kółko hafciarskie. Instruktorkę była w nim żukowianka Kazimiera Hinc (Okroy, 1951, s. 131). Hafciarki zbierały się raz na tydzień w jednym z lokali gospody Gleinertów. Gotowe prace przedkładały tam do oceny, otrzymywały też kolejne zamówienia. Hafty dobrze wykonane zostawiały w lokalu, aby przebywający w nim goście mogli je obejrzeć i ewentualnie zakupić (Okroy, 1951, s. 258). Na szerszą skalę siostry Ptach zaczęły zajmować się haftem w roku 1928. Pracowały w regionalnym zespole hafciarek pod patronatem ks. Bernarda Gołomskiego z Żukowa (https:// www.zukowo.pl/Dzieje_hafciarstwa_w_latach_ 1920-1939,2 ll#sub_mid). W książce pt. Dzieje klasztorów norbertańskich w Żukowie (Franciszek Ksawery Okroy, Rost -Skarbnica Ziemi Żukowskiej, Żukowo 2010) na s. 109 jest zapis: W Żukowie, jako kolebce stylu kaszubskiego, zorganizowano ognisko haftu kaszubskiego w 1926 roku. Pierwszą instruktorkę została Hinc, żukowianka, która blisko 10 lat kierowała pracami. Brakuje zatem imienia Kazimiera. Hafciarka Helena, urodzona w 1927 r., a od 1937 r. mieszkająca w Żukowie, pamięta, że Kazimiera Hinc uczyła tu religii, a może też w domu haftowała? Ta nauczycielka religii jest też znana innej starszej żukowiance i jej siostrze, ale o hafcie w jej przypadku one nie wiedzą. Podobne dane przekazał starszy żukowianin mający dom w pobliżu jej dawnego miejsca zamieszkania, a pamiętał, że ona mówiła po polsku. On też 3 stycznia 2023 r. wskazał jej grób na cmentarzu w Żukowie, za co mu bardzo dziękuję. Okazało się, że na grobowcu jest zapis Kazimiera Hins (zm. w 1971 r.). Kobiety, które znały ją jako nauczycielkę religii w Żukowie, nie widziały specjalnego problemu w zapisie na- zwiska Hinc czy Hins. Dotarłem zatem do trzech świadków pamiętających Kazimierę. Zapewne ks. Franciszek Laffont urodzony w Królewcu, który był proboszczem w Żukowie w latach 1907-1934, miał z katechetką Hins bliższe kontakty. Ona mówiła po polsku i może miało to znaczenie także, jak chodzi o haftowanie? Zofia Ptach mówiła po kaszubsku i pewnie lepiej haftowała, stąd jak chodzi o hafty, bardziej cenił ją ks. Gołomski, który był proboszczem w Żukowie w latach 1934-1939. Robert Ptach, ojciec Zofii, w 1909 r. był współzałożycielem Banku Ludowego w Żukowie, a ks. Franciszek Laffont był proniemiecki. Wydaje się zatem, że sporo te osoby dzieliło. Nie wiem, czy żukowianka Kazimiera Hinc, a nie Hins, to były dwie różne osoby? Wydaje się jednak, że jest to kwestia zapisu nazwiska, w którym ostatnia litera jest różna. Pewnie oficjalna wersja była Hins, taka jak widoczna jest na grobowcu. Moja żona Alicja mieszkająca od dłuższego czasu w Żukowie dawniej haftowała i była nauczycielką religii w szkole w innym mieście. Może ktoś z Czytelników „Pomeranii" potrafi lepiej opisać powyższe problemy istotne dla historii kaszubskiego hafciarstwa w Żukowie. Pozdrawiam serdecznie, Marian Jeliński 20 Pomerania nr 5 (575) / Mój 2023 GŁOSY Z PRZESZŁOŚCI CZ. II W moim domowym archiwum znajduje się dwanaście segregatorów z korespondencją, z setkami listów od krewnych, przyjaciół, znajomych i nieznanych ludzi, głównie z Kaszub i Pomorza. Teksty te są pisane po polsku, angielsku, kaszubsku, niemiecku, rosyjsku i ukraińsku. Postanowiłem zaprezentować w „Pomeranii" najbardziej charakterystyczną korespondencję od uznanych osób, które już nie żyją, a pisały do mnie od 1978 do 1999 roku, czyli w XX wieku. W kwietniowym numerze „Pomeranii" opublikowałem część pierwszą tych zbiorów. Teraz prezentuję część drugą i ostatnią [w listach zachowano pisownię oryginalną - red.]. Stanisław Jankę Niederalm, 10.1.1991 Szanowny Panie Stanisławie! Dziękuję Panu uprzejmie za list z dnia 16.12.90 i tylko proszę o wybaczenie, że wcześniej nie odpisałem. Ja też posiadam tylko zeszyty „Druha" zachowane w Bibliotece Gdańskiej PAN (w formie mikrofilmu). Ten jeden przykład „Bardzeńskich vergli" [autorstwa Leona Heykego], który opublikowałem w „Historii literatury kaszubskiej", wziąłem z kopii „Druha" znajdującego się w posiadaniu Edmunda Kamińskiego. O ile wiem, ma on tylko ten jeden egzemplarz. Pier- wotnie kiedy zestawiłem „Historię literatury kaszubskiej", zwróciłem się co do „Druha" do Biblioteki Narodowej w Warszawie i otrzymałem odpowiedź: „nie zachował się na terenie Polski". Byłem wtedy bardzo dumny, że udało mi się wygrzebać przynajmniej jeden numer. W międzyczasie okazało się, że Biblioteka Gdańska PAN posiada co prawda nie komplet, ale jednak kilkanaście numerów. Ja też mam do Pana sprytnego i przedsiębiorczego dziennikarza wielką prośbę, mianowicie: W związku z nowym wydaniem naszej historii literatury udało mi się mniej więcej rozwiązać wszystkie problemy z wyjątkiem jednego: W jakim roku (jeżeli już nie dniu) umarł Jan Bianga, kolejarz z Luzina, współpracownik „Klęki". Urodził się 8 kwietnia 1913 i podobno już nie żyje. Starania (albo i niestarania) Nagła i Kamińskiego nie dały rezultatu. Wiem, że jest Pan prawdziwym dziennikarzem, który nie pracuje wyłącznie za biurkiem, ale jedzie w teren, co podziwiam - jak to już Panu osobiście powiedziałem. Z tego powodu ośmielam się Pana obarczyć tym problemem. Na dziś łączę najlepsze życzenia na Nowy Rok i serdeczne pozdrowienia Ferdinad Neureiter Ferinand Neureiter (1928-2007) - austriacki językoznawca, działacz i historyk literatury kaszub- pomerania nr 5 (575) / maj 2023 21 Wspomnienia skiej. Wydał Kaschubische Anthologie (1973) i Geschichte der Kaschubischen Literatur. Versuch einer Zusammentassenden Derstellung (1978, 1991). Polska wersja pierwszego wydania tego dzieła ukazała się jako Historia literatury kaszubskiej. Próba zarysu w 1982 roku w przekładzie Marii Boduszyńskiej-Borowikowej. Mierzeszyn, 25.07.1990 Szanowny Panie Stanisławie! Od Pana Wojciecha Kiedrowskiego dowiedziałem się, że Pan pisze słowo wstępne do mojego tomiku [Na uboczu nieba, Gdańsk 1990, w moim układzie i z moim wstępem - S.J.]. Bardzo się z tego cieszę, bo przecież jest Pan sam znakomitym poetą i potrafi najlepiej ocenić te moje chłopskie wiersze. Gdyby interesowały Pana moje nagrody uzyskane w konkursach poetyckich, to jest ich b. wiele. Są to przeważnie nagrody główne i specjalne uzyskane w kon[kursach], ogólnopolskich. Myślę, że nie to będzie Pana interesować, a przede wszystkim treść i forma moich wierszy. Należność za opracowanie posłowia proszę wraz z kopią przesłać na mój adres. Pieniądze natychmiast prześlę pocztą. Z ogromnym szacunkiem Zygmunt Bukowski Zygmunt Bukowski (1936-2008) - poeta, rzeźbiarz, rolnik. W 1983 r. założył w swoim gospodarstwie w Mierzeszynie na Kociewiu galerię swoich rzeźb i izbę regionalną. Jest autorem dziesięciu tomików poetyckich. Jego imię nosi Szkoła Podstawowa w Czerniewie. [1990] Staszku! Jó meszla, że te ni mósz zabete ó witrzeszim Twójim autorsczim wieczorze w Lesniewie. Na 13.00 (pierszą) z dzecama starszich klasów, a tej ó 17.00 (piąti) ze starszima ledzama (dzeuse też bądą). Polnie do Ce me móme zrechtowóne. Ó pól pierszi (12.30) PKS z Wejrowa do Lesniewa. Frac [Franciszek Okuń] Franciszek Okuń (1949-2017) - kolejarz, muzyk, działacz kaszubski, przez wiele lat związany z Leśniewem, a później z Luzinem. Założyciel i pierwszy prezes oddziału Zrzeszenia Kaszubsko--Pomorskiego w Leśniewie. Członek i kierownik kaszubskiego zespołu śpiewaczego Levino w Lęborku. Jego imię nosi Pomorski Przegląd Kolęd Kaszubskich w Lęborku. Gdańsk, dnia 25 sierpnia 1991 Szanowny Panie Stanisławie! Jest mi niezmiernie przykro, że nie doszło do spotkania (16 VIII 91) u mnie w domu. Tak się bowiem niefortunnie złożyło, że akurat oglądałem w telewizji pożegnanie papieża na podkrakowskim lotnisku, a żona w tym samym czasie była poza domem, robiąc zakupy. A szkoda, mogliśmy przy tej okazji trochę jeszcze porozmawiać na interesujące tematy. Wobec powyższego i nawiązując do mego listu z dnia 21 lipca br. przekazuję niniejszy materiał archiwalny sprzed już 50 lat do dowolnego wykorzystania. Ponieważ udało mi się ten materiał prasowy „IKC" [„Ilustrowany Kurier Codzienny"] z wykonanymi zdjęciami z pogrzebu Józefa Piłsudskiego przez koszmarne lata hitlerowskiej okupacji i panowania rządów komunistycznych zachować, tym bardziej teraz, w zmienionych warunkach politycznych byłoby rzeczą niewybaczalną, jak sądzę, dokumenty te zniszczyć, bo nie będą one już mnie przydatne. Ponadto jeszcze załączam kilka wycinków prasowych p. redaktor Izabelli Trojanowskiej, która w przeszłości b. interesowała się sprawami gdańskiej Polonii. Z wyrazami szacunku Gerard Knoff Gerard Knoff (1914-2003) - kolejarz w Wolnym Mieście Gdańsku i w okresie powojennym, działacz Polonii gdańskiej, lekkoatleta i piłkarz Klubu Sportowego Gedania, więzień obozu koncentracyjnego Stutthof. Mieszkał w Gdańsku-Oruni. Berlin, 23.12.92 Lubótny Wasto! Bóg zapłać za Waji sledny grebi lest z Waste ksążecz-kama, z chternech jem so jak wiedno baro uredowół. Prze leżnosce kómpletowanió dónech ó s.p. [Janie] Drzeżdżonie, jem ódkrił, że Waste drek „Kół kuńca wieku" jó ju móm, choc jó nie wiedzół gdze. Proszą mie webaczec powtórną prośba. Mimo ti przekrosce móże bec Wasta zycher, że wszetkó, co Pón pisze pó kaszebsku, mdze przez mie semiennie wepisóne do słowórza pómórsczegó. Wepisza w nóbleższim czą-dze nowe dló mie weraze. Jó nie zdradza tajemnice nadczidając, że do slednegó czasu coróz to nowe słowa jó wepiseja z dokazów s.p. Jana Drzeżdżona, a to nie le weraze zapóżeczone. Ón, jak e Wasta, czerpie z pełnego zdrzódła swi mówe, chterna je zdrów i bogato. Je wiedno dló mie wióldżi dzyw, jak fejn ón, nie gódając w checzach pó swojsku, potrafił zachówac systema swi rodny mówe. Wiólgó dzaka Wama też za dóne ó pólsczich do-kazach sp. Drzeżdżona. Jó nadczidna, że w midzecza-su ju móm w bibliotekach tu sóm wszetkó (prawie) weszukóne, co mie je potrzebne prze ukłódanim nekrologu [Jana Drzeżdzona]. Móm nawetka perzna wicy nalazłe jak Wasta pódół, ale wejął jem też e jego artikle, wejimczi. Jó móm nódzeja, że Wasta to nie górzi. W kóżdim raze mie baro pomógł prze tim. Pisół wojewoda Józk [Bórzeszkówsczi], że wasta Samp mó też dóne ó Janie przesłać, ale jem ti dbe, że w ti chwile ju sóm sobie dóm rada. Jak Wasta pana Sampa uzdrzi, to niech mu rzeknie, że ju niech sa dali nie maczi prze zbieranim materiałów. Serdeczne pózdrówczi e zdrowaś! Waii Friedhelm Hinze z Berlina 22 Pomerania nr 5 (575) / Moi 2023 Wspomnienia Friedhelm Hinze (1931-2004) - niemiecki językoznawca, kaszubista, slawista, specjalizował się też w językach bałtyckich. Wydał pięciotomowy słownik Pomeranishes Worterbuch, który oparł na pisarstwie kaszubskim Friedricha Lorentza. Warszawa, 14 lutego 1993 Drogi Staszku, Dziękuję Ci za bardzo miły list. Nie wszystkie takie były [po konwersji z wyznania katolickiego na ewangelicki], choć wszyscy uważają się za chrześcijan. Ty jako jeden z niewielu wyraziłeś swą radość - tak miło, ładnie i po ludzku. Podziwiałem zawsze Twoją wiarę i łączący się z tym serdeczny stosunek do ludzi. Mimo wszystko niewielu takich jak Ty spotkałem. Dziękuję Ci. Również dziękuję Ci za przesłane egzemplarze „Pielgrzyma" bardzo interesujące. Jest to pismo na wysokim poziomie. Szczerze mówiąc, zaskoczyło mnie. Wywiady red. Marzeny Woźniak bardzo ciekawe. Ks. bp Jan Szlaga mówi rzeczy bardzo interesujące i prezentuje szerokie horyzonty widzenia spraw biblijnych. Szczególnie mnie zafascynowały sprawy dobra i zła, czasu jako kategorii teologicznej, a szczególnie te nawiązania do literatury. Poza tym zainteresował mnie bardzo Twój reportaż „Wspólnota krzyża". To niezmiernie ciekawe. Poza tym bardzo zręcznie uchwyciłeś istotę problemu i znakomicie ją spuentowałeś w trzech zdaniach zakończenia. Serdecznie pozdrawiam Czarek Leżeński Cezary Leżeński (1930-2006) - pisarz, dziennikarz, doktor nauk humanistycznych, podpułkownik Wojska Polskiego, autor ponad 30 książek, w tym dla dzieci i młodzieży, kanclerz Międzynarodowej Kapituły Orderu Uśmiechu. Sopot, dnia 7 III 1995 r. Szanowny Panie Stanisławie! Wczoraj otrzymałem b. miłą wiadomość od pana Bogusława Liberadzkiego - ministra Transportu i Gospodarki Morskiej o nadaniu mojej skromniej osobie medalu Zasłużony Pracownik Morza. Gdyby to Panu nie sprawiło kłopotu, to bardzo proszę o dołożenia tego wyróżnienia do mego dorobku zawodowego w biografii, którą Pan był uprzejmy napisać. Jako typowy szczur lądowy bardzo sobie cenię ten komplement. Wiem, że wnioskodawcą nagrody był Gdański Urząd Morski z siedzibą w Gdyni - instytucja, z którą od wielu lat prowadzę niekiedy b. ostrą polemikę na tematy ochrony brzegów Półwyspu Helskiego, klifu w Jastrzębiej Górze, przystosowania małych portów dla celów współczesnej funkcji turystycznej, sportów wodnych itp. Cieszę się niezmiernie, że przeciwnik docenił poziom merytoryczny moich opracowań, no i... nieustępli- wość w ochronie tych naturalnych wartości - głównie krajobrazów kaszubskiego brzegu. Z wyrazami szacunku i przyjaźni Bruno Wandtke Bruno Wandtke (1936-2010) - inżynier architekt, urbanista, ekolog, społecznik, mieszkaniec i miłośnik Sopotu. [Poznań] 25 I 97 Waspanowi Jankę dzakuja za ksążka „Klechdy kaszubskie"; jó je chutkó przeczetół, wiele znónech gódk ona mie przebóczeła - tej tak, jak je ópówiódół mie ójc ze strón ód Mirochówa i Kamianny Góre. W mój i ksążce ó Leżenie je opowieść ó budowanim lezeńsczegó kóscoła. Wióldże Bóg zapłać, wiele dobrech dni w Nowim Roku Gerard Labuda Gerard Labuda (1916-2010) - profesor, historyk mediewista, Kaszuba urodzony w Nowej Hucie koło Kartuz, w dzieciństwie i wczesnej młodości związany z Luzinem, gdzie spoczął po śmierci na miejscowym cmentarzu. Luzinianie w podziękowaniu za jego dorobek naukowy i życie wznieśli mu pomnik. Jest autorem wybitnych biografii św. Stanisława, św. Wojciecha, Mieszka I, monografii Kaszubi i ich dzieje. Pod jego redakcją ukazało się kilka tomów Historii Pomorza. Puck, dnia 28 VI 1997 Szanowny Kolego! Z przyjemnością dowiedziałem się z Kolegi listu, datowanego 25.06.97, że ktoś odważył się na opracowanie biografii śp. ks. doktora Leona Heykego. Proszę nie wycofać się z tego cennego zamiaru. Ja miałem to szczęście w życiu, że w roku szkolnym 1938/39 byłem uczniem księdza Heykego w I klasie Państwowego Gimnazjum w Kościerzynie. Ksiądz Heyke był nośnikiem wprowadzania nowości do praktyk szkolnych. Między innymi jako katecheta gimnazjalny odprawiał już msze święte twarzą obrócony do wiernych. Był bardzo przystępny dla każdego. Ja byłem przestraszonym uczniakiem. Według ocen nauczycieli uczyłem się dobrze, ale byłem małomówny. Rozeznał u mnie to nieodżałowany ksiądz Heyke. Interesował się postępami mojej nauki. My pozostali jeszcze przy życiu byli uczniowie ks. dr Leona Heykego winniśmy zachować o swoim budzicielu wdzięczną pamięć - a szczególnie w modlitewnej pamięci. Życzę Koledze pomyślnego startu w podjętej pracy biograficznej, a przede wszystkim zadowalającego finiszu. Stanisław Cygiert Stanisław Cygiert (1925-2000) - doktor nauk weterynaryjnych, wieloletni członek Zarządu Głównego Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, prezes oddziału ZKP w Pucku. Pomerania nr 5 (575) / Maj 2023 23 Wspomnienia Wejherowo, 14 IV 98 Szanowny Panie Redaktorze, Bardzo dziękuję za pięknie napisany i pomysłowo wydany [folder] „Lipusz". Gratuluję. Pracuję w pocie czoła nad bedekerem [wejherow-skim] (około dwustu nowych haseł). Moim ostatnim odkryciem jest Zenon Kosnowski, śpiewak operowy, sławny na Zachodzie. A w naszym mieście o nim głucho (absolwent wejherowskiego LO). Obecnie, dzięki uprzejmości p. nadleśniczego [dr. inż. Janusza Mikosia], zdobywam wiedzę o zwierzynie łownej, rezerwatach i najwyższych wzniesieniach wokół Wejherowa (do hasła Lasy wejherowskie). Zwracam się do Pana o łaskawą pomoc w następujących] sprawach: 1) Proszę uprzejmie skorygować (jeśli są nieścisłości) i uzupełnić swoje hasło w I wydaniu. 2) Hasło Gmina Wejherowo prosiłabym uzupełnić o nazwiska sołtysów. Może jeszcze coś istotnego? 3) Chciałabym wprowadzić hasło „Nasza Gmina". Prosiłabym o charakterystykę pisma (krótka synteza). Niestety, od dawna nie miałam Pańskiego pisma w ręku. W naszej dzielnicy nie ma tego tytułu w kioskach [miesięcznik „Nasza Gmina" był kolportowany jedynie na terenie wiejskiej gminy Wejherowo]. Proszę słówkiem napisać, czy Pan się zgadza (termin: najpóźniej do października). Serdecznie pozdrawiam Regina Osowicka Regina Osowicka (1930-2014) - dziennikarka, publicystka, popularyzatorka wiedzy o Wejherowie i cmentarzu leśnym w Piaśnicy. Była autorką książek Bedeker wejherowski (parę razy wznawiany), Leksykon wejherowian, Wejherowo w anegdocie, Piaśnica. Miejsce martyrologii i pamięci (kilka razy wznawiana). Na skwerze jej imienia wejherowianie w 2015 roku umieścili ławeczkę pomnikową z postacią Reginy Osowickiej. Gdańsk, dnia 28.06.1998 Drogi Panie Staszku. Przede wszystkim uprzejmie dziękuję za spowodowanie przysłania mi monografii Góry [autorstwa Jana Drwala, Wacława Odyńca, Jerzego Tredera], którą z satysfakcją przeczytałem, przywołując zarazem wspomnienia z dziecięcych podróży do Góry, do ks. [Hieronima] Gołębiewskiego. Z ogromnym zainteresowaniem przeczytałem też biografię ks. Heykego Pańskiego pióra. Uważam ją za bardzo dobrą, w pełni obiektywną, szczególnie i zarazem czytelną. Mogę tylko pogratulować. Drobne uwagi zaznaczyłem na kartkach maszynopisu (teraz to się nazywa wydrukiem komputerowym), które poddaję pod Pańską rozwagę. Nie ma tam uwag merytorycznych, a jedynie interpunkcyjne, które można, ale można też przejść nad nimi do porządku dziennego. Pozwalam sobie załączyć krótką opinię o Pańskiej pracy dla Pana i ewentualnie, gdyby była potrzebna, dla wydawcy. Proszę o potraktowanie jej absolutnie bezinteresownie. Niederalm, 1o.1.1991 Szanowny Panie Stanisławie ! Dziękuję Panu uprzejmie za list z dnia 16,12.90 i tylko proszę o wybaczenie, że wcześniej nie odpisałem. Ja też posiadam tylko zeszyty "Druha" zachowane w Bibliotece Gdańskiej PAN (w formie mikrofilmu). Ten jeden przykład 'Bardzeńskich vergli' , który opublikowałem w 'Historii Literatury Kaszubskiej* wziąłem z kopii "Druha" znajdującego się w posiadaniu Edmunda Kamińskiego. O ile wiem, ma on tylko ten jeden egzemplarz. Pierwotnie kiedy zestawiłem 'Historię Literatury Kaszubskiej' zwróciłem się co do "Druha" do Biblioteki Narodowej w Warszawie i otrzymałem odpowiedź "nie zachował się na terenie Polski". Byłem wtedy bardzo dumny, że udało mi się wygrzebać przynajmniej jeden numer. W międzyczasie okazało się, że Biblioteka Gdańska PAN posiada co prawda nie komplet ale jednak kilkanaście numerów. Ja też mam do Pana jako sprytnego i przedsiębiorczego dziennikarza wielka prośbę, mianowicie: W związku z nowym wydaniem naszej historii literatury udało mi się mniej więcej rozwięzac wszystkie problemy z wyjętkiem jednego: W jakim roku (jeżeli już nie dniu) umarł Jan Bianga, kolejarz z Luzina, współpracownik "Kl&ki". Urodził się 8 kwietnia 1913 i podobno już nie żyje. starania (albo i nie-starania) Nagła i Kamińskiego nie dały rezultatu. Wiem, że Pan jest prawdziwym dziennikarzem , który nie pracuje wyłącznie z biurka, ale jedzie w teren, co podziwiam - jak to Panu już osobiście powiedziałem. Z tego powodu ośmielam się Pana obarczyó z tym problemem. Na dziś łęczę najlepsze życzenia na Nowy Rok i / serdeczne pozdrowienia List Ferdinanda Neureitera Bardzo serdecznie dziękuję za Pana sympatyczny artykuł o moim ojcu. zamieszczony w „Naszej Gminie". Cieszę się z przypomnienia mieszkańcom gminy mojego ojca, szczególnie martyrologicznej części jego biografii. Dziękuję również za zwrot zdjęć, a zatem dotrzymanie słowa, co dzisiaj jest zjawiskiem rzadkim. Łączę serdeczne ukłony Pański Tadeusz Bolduan Tadeusz Bolduan (1930-2005) - dziennikarz, publicysta, działacz kaszubsko-pomorski, redaktor naczelny dwutygodnika „Kaszebe", „Dziennika Bałtyckiego". Autor uznanych książek: Gryf - godło Pomorza, Trybun Kaszubów. Opowieść o Antonim Abrahamie, Nie dali się złamać - o Zrzeszeniu Kaszubsko-Pomorskim, Burmistrz - o swoim ojcu, burmistrzu Wejherowa Teodorze Bolduanie, Nowy bedeker kaszubski. Puławy, 6 stycznia 1999 r. Szanowny Panie Redaktorze. Dziękuję za przesłanie mi 11-12 numeru „Pomeranii" z ubiegłego roku [z tekstem „Wspomnienie wejherow-skich stron"]. Ile razy mam w rękach to pismo, wzbudza ono moje prawdziwe zainteresowanie i silne uczucia. Niestety nie nadążam z czytaniem regularnym. Miło mi, że i moje wspomnienia się tam nadały, choć w takiej trochę niedopracowanej formie je Państwo otrzymali. Nie na dyskietkach! Całemu Zespołowi Redakcyjnemu dziękuję. Serdecznie też życzę, żeby zagłębianie i ukazywanie pomorskiego, kaszubskiego świata było dla Re- 24 Pomerania nr 5 (575) / Mól 2023 Wspomnienia dakcji nadal fascynujące, a dla szerokiego środowiska pożyteczne. Z wyrazami szacunku Teresa Bornus PS Urocze są dla mnie „Wigilijne ópówióstczi" Brygidy Bulczak. Teresa Bornus (1912-2010) - bibliotekarka, córka Ignacego Żylicza, absolwenta Królewskiej Akademii Rolniczo-Weterynaryjnej w Kopenhadze, dzierżawcy majątku ziemskiego, domeny państwowej w Górze w powiecie wejherowskim. Rekowo Górne, 28.12.1999 Szanowny Drechu Redaktorze, Na wstępie pragnę podziękować za życzenia świątecz-no-noworoczne, za egzemplarz miesięcznika „Nasza Gmina". Zaskoczyło mnie mile dawno napisane wspomnienie „Kolędnicy w Zbychowie", zilustrowane pięknym żłóbkiem z Bolszewa, zamieszczone w świątecznym numerze Waszego pisma. Widać, że moje amatorskie pisanie może się przydać. Zachęciło mnie to do napisania w języku kaszubskim całokształtu obrzędów gwiazdkowo-noworocznych na Lesókach. Może zechce ten zbiór wydrukować „Pomerania", „Norda" czy inne pismo. Byłbym bardzo wdzięczny, gdyby te wspomnienia ukazały się drukiem. Wiem, że Drech ma szersze znajomości i możliwości niż ja z mym słabym zdrowiem. Życzę wszelkiej pomyślności w 2000 roku B. Bork Bolesław Bork (1923-2017) - nauczyciel, poeta i pisarz kaszubski, dokumentalista i historyk, autor licznych monografii wsi gminy Szemud i Wejherowo. Wśród jego rzeczy literackich znajdują się: Twierdzą był im każdy próg: opowieść historyczna, Lesóccze pówióstczi e jine dokóze. Zache ze stóri szafę REBACCZI ŚWIAT LEONA GÓLLE Jednym z nólepszich żłobiarzów z Kaszeb, a też szerok znónym w świece, na gwes beł León Gólla z Wióldżi Wse. Widzałi nen utwórca ukóchół so rebacką tema, co dzywne nie je, kó bez wiela lat zajimół sa ón robotą na morzu. Je to dobrze widzec w wiela setkach jego żłobinów, co przedstówiają rozmajite, zaklate kuńsz-towną raką w drzewie, scenczi rebacczegó żewóta, np. wechódanie bota na łów, óprówianie rebów, opłakiwanie smierce rebóka. Latoś fejrejeme 100. roczezna urodzenów Leona Gólle, temu też z ti leżnosce Muzeum Puc-czi Zemi szekuje westówk a wiele edukacjowech projechtów. rd Pomerania nr 5 (575) / Mai 2023 CZAS PRZEMYKA JAK ZŁODZIEJ Wacław Pomorski urodził się 16 września 1939 r. w Kamienicy Szlacheckiej koło Kartuz. Był artystą rozmiłowanym w swoim mieście i ziemi kaszubskiej, co wyrażał nie tylko w grafikach, ale również w rysunkach, malarstwie i poezji. Był człowiekiem wolności, działaczem społecznym i politycznym. Całe dorosłe życie spędził w Bytowie. Zmarł 16 stycznia 2021 r. w wieku 81 lat. Wspomnienie Wacława Pomorskiego zdecydowanie należy rozpocząć od poezji, wiersza z 2000 r., który został opublikowany w „Brulionie Literackim Oddziału Związku Literatów w Słupsku Ślad - 4": Zakotwiczenie czas zmyka jak złodziej w pomroce lat gubi trofea ani się obejrzę jak zdam rachunek z urobku życia dobrze że jest się na kim zakotwiczyć w dwójkę - lżej raźniej dryfować raźniej dobijać do brzegu... Bytów, 15.01.2000 r. Poeta „Solidarności" Wacław Pomorski był niezłomnym Kaszebą - byto-wianinem, autorem tomików wierszy, człowiekiem pomorskiego renesansu, animatorem społecznym, twórcą ekslibrisów. Był człowiekiem zwyczajnym i niezwyczajnym. Był zawsze gotów do rozmowy, miał duszę magika i ogromne serce. Odnajdywał się zarówno w literaturze, jak i sztuce. Szczególnie upodobał sobie ekslibris w grafice, w której wykreował własny styl; tworzył w sposób mocno zindywidualizowany. Każda odbitka z linorytu była inna, różniła się od pozostałych barwą, siłą nacisku czy niekontrolowanym poruszeniem dłoni artysty, który podczas procesu twórcze- go oddziaływał na dzieło, czasami w sposób niekontrolowany. Wacław Pomorski był nie tylko utalentowanym rytownikiem i poetą, ale również nauczycielem, instruktorem plastyki i działaczem. Tuż po powstaniu NSZZ „Solidarność" zaangażował się w działalność związkową. We wrześniu 1980 r. wszedł w skład Prezydium Tymczasowej Komisji Koordynacyjnej, a następnie został wiceprzewodniczącym Międzyzakładowej Komisji Koordynacyjnej NSZZ „Solidarność" w Bytowie. Dzień po wprowadzeniu w Polsce stanu wojennego, 14 grudnia 1981 r., zamieścił w swoim miejscu pracy kontrowersyjny jak na ówczesne czasy plakat wzywający do zniesienia stanu wojennego i uwolnienia internowanych działaczy „Solidarności". Tego samego dnia milicja obywatelska przeprowadziła z nim rozmowę dyscyplinującą. Dwa dni później został zatrzymany i osadzony w areszcie komisariatu MO w Bytowie. Po uwolnieniu Wacław Pomorski nie zaprzestał działalności antykomunistycznej. Utrzymywał kontakty z działaczami „Solidarności" z Gdańska, Słupska i Szczecina. Pod pseudonimem pisał artykuły, które ukazywały się na łamach prasy podziemnej, zajmował się drukiem nielegalnych wydawnictw, uczestniczył w manifestacjach, a także mszach za ojczyznę w kościele św. Brygidy w Gdańsku. W kwietniu 1983 r. przy bytowskich drogach pojawiały się hasła „Solidarność wita" czy „PZPR=Kryzys", które nieustępliwie malował właśnie on. Trzeba pamiętać, że w latach osiemdziesiątych XX wieku jakiekolwiek działanie skierowane przeciwko władzy ludowej czy sprzeciwienie się jej były surowo zakazane. Po odmowie wykonania dekoracji na akademię z okazji 40-lecia powstania MO i SB Wacława Pomorskiego ponownie ukarano. W kwietniu 1989 r. wszedł w szeregi Komitetu Obywatelskiego „Solidarność" w Słupsku, a pół roku później był już organizatorem Komitetu Obywatelskiego „Solidarność" w Bytowie. Wcześniej współpracował z podziemnym pismem „OKO" wydawanym przez Międzyregionalną Komisję Koordynacyjną Pomorza Środkowego Kosza-lin-Słupsk. W latach 1989-1990 pełnił funkcję redaktora „Biuletynu Bytow-skiego", w latach 1991-1993 natomiast - przewodniczącego Regionalnego Ru- Wacław Pomorski KA/ZEB/KÓ M I Ł O T A 26 Pomerania nr 5 (575) / Mój 2023 Sylwetka chu Komitetu Obywatelskiego „Solidarność" w Słupsku. W wyborach samorządowych w roku 1998 uzyskał mandat radnego. Za zasługi w dokumentowaniu i popularyzowaniu historii Polski w stanie wojennym oraz działalność związkową i opozycyjną został uhonorowany Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, który wręczono mu 23 sierpnia 2007 r. Literackie drogi społeczne Po transformacji systemowej w Polsce Wacław Pomorski nie zaprzestał działalności społecznej. Łączył ją z literaturą i sztuką, odnajdował się również w edukacji, która stała się dla niego wartością nadrzędną. Jako pedagog i mistrz pióra związał się na wiele lat z bytowskimi szkołami, a od roku 1975 tworzył i uczył w pracowni plastycznej Miejskiego Domu Kultury w Bytowie. Był instruktorem plastyki, wprowadzał dzieci i młodzież w meandry sztuki i zarażał swobodą wypowiedzi. Należał do Związku Literatów Polskich, był laureatem Międzynarodowego Konkursu na Exlibris organizowanego przez Muzeum Narodowe we Wrocławiu. Prowadził Klub Literacki „Wers", który skupiał wielu lokalnych twórców. W 1976 r. Wacław Pomorski debiutował na falach radiowych, a w roku 1978 na łamach prasy. Jego W drodze do jasnych stron Baltic 1989 pierwszy tomik poezji pt. W drodze do jasnych stron został opublikowany przez Wydawnictwo Literackie „Baltic" w 1989 r. Potem pojawiły się kolejne publikacje: Strony obecności (1996), Imię Boga mojego (1996), Maranatha (1999). W 2000 r. opublikował dzienniki, które pisał podczas stanu wojennego: W cieniu komuny. Zapiski na gorąco, 13 lat później ukazał się tom Z cienia komuny. Zapiski na gorąco. W 2003 r. opublikował trzeci tom tryptyku poezji chrześcijańskiej pt. Czas gasnącego słońca, a dwa lata później ukazał się pierwszy tom jego wierszy wydany w języku kaszubskim pt. Kaszebskó milota. W 2012 r. wydał tomiki W stronę światła i Życie - nurt rzeki, a w roku 2013 Wiersze z dna serca. Tomiki poetyckie Wacława Pomorskiego wzbogacają grafiki, w których uważny czytelnik może ujrzeć cały kosmos. Dla kolegów po piórze opracowywał niezwyczajne ekslibrisy, które zostały zaprezentowane m.in. w „Brulionie Literackim Ślad" nr 3. Swoje prace często prezentował na wystawach indywidualnych i zbiorowych oraz podczas spotkań autorskich. Jego wiersze i prace plastyczne ukazywały się również poza granicami Polski, m.in. w magazynie „Exodus" w San Francisco. Wśród licznych wyróżnień, odznaczeń i listów gratulacyjnych odnaleźć można Srebrną Sztalugę Klu- pomerania nr 5 (575) / maj 2023 27 Sylwetka A hm _ kto drugtm !atła od Mtbie"...j (AdamAsnyk bu Artystów Plastyków im. Stefana Morawskiego, której Wacław Pomorski był laureatem. Wigilia u Marii Dąbrowskiej z Adamem i Ewą Wacława Pomorskiego poznałam wiele lat temu w słupskiej bibliotece. Potem kilkakroć spotkaliśmy się na Gochach, na zjazdach organizowanych przez Fundację Naji Goche, którego liderem od wielu lat jest niezłomny Kaszeba Zbigniew Talewski. Poeta przyjeżdżał rokrocznie do Słupska z ukochanego Bytowa na „Wigilie u Marii Dąbrowskiej", które były organizowane w latach 2010-2017 przez Miejską Bibliotekę Publiczną im. Marii Dąbrowskiej w Słupsku. Spotkania integrowały środowiska twórcze całego powiatu słupskiego. Liczna grupa regionalistów, poetów, prozaików, bibliotekarzy i czytelników spotykała się przy wspólnym stole, by zaprezentować swoją twórczość, przypomnieć dzieła Marii Dąbrowskiej, podzielić się dobrym słowem i połączyć talenty literackie ze sztuką: muzyką, formą teatralną czy recytatorską. Przy choince zasiadała grupa młodzieży. Młodzi recytowali wiersze, prezentowali fragmenty utworu Marii Dąbrowskiej Boże Narodzenie, śpiewali kolędy w języku polskim i kaszubskim. Czasami ktoś opowiedział o dworku w Russowie, o świętach swego dzieciństwa czy pre- Bibliografia zentach przygotowywanych przez bliskich. Na spotkaniach pojawiali się Marian Majkowski, Zygmunt Flic, Mirosław Kościeński, Zbigniew Babiarz-Zych, Jolanta Nitkowska-Węglarz. Podczas wigilijnych spotkań powstawał kolorowy łańcuch integracyjny, którym otulano choinkę. To były dobre lata. Szkoda, że tak łatwo skreślono to wydarzenie z kalendarza imprez literackich w Słupsku. W moich zbiorach prywatnych znajduje się oryginalne dzieło artysty, które nabyłam podczas spotkania na Gochach. Jest to odbitka wykonana techniką linorytu na odwrocie historycznego plakatu wyborczego z 1989 r. Artysta odcisnął na skrawku plakatu „czarny raj": Adam i Ewa ukazani są w mrocznej relacji z wężem i rajskim drzewem, które przestaje chronić łakomego człowieka. Ludzkie stopy toną w korzeniach i czarnej smucie, choć promień nadziei oświetla ich przytulone ciała. Wąż owija konar silnego drzewa, bezwstydnie kusi. Motywy roślinne mieszają się tu z ludzkimi słabościami. Grzech wymyka się spod kontroli, przybija dusze zastygłe i nagie ciała. Pamiętam moment nabycia owego dzieła, dobroduszne spojrzenie artysty i jego okazałą siwą czuprynę. Wierzył w Boga Piękno kaszubszczyzny w dużym stopniu ukształtowało osobowość twórczą Wacława Pomorskiego. Sprostał on również wyzwaniom edukacyjnym, potrafił dotrzeć do młodego widza i ucznia, godził formy artystyczne i literackie w taki sposób, by opowieść o sztuce zaciekawiała i wzruszała odbiorców. Potrafił świetnie łączyć malarstwo, grafikę czy rzeźbę z poezją. Był wrażliwy na przyrodę, dostrzegał ludzkie problemy i rozpoznawał pragnienia, stąd w jego twórczości umiłowanie świata, natury, człowieka i Boga. Zdecydowanie był indywidualistą z duszą społecznika. O duchowej egzystencji człowieka skazanego na odwieczną walkę dobra i zła pisał Jan Towarnicki, recenzując tomik Wacława Pomorskiego W stronę światła. Podjął próbę odnalezienia przedstawionego przez autora świata, w którym odnaleźć można znaki piękna i brzydoty, miłości i nienawiści, wiary i niewiary. W wierszach odczytuje promienność, otuchę, wiarę i pokój. Taki właśnie był Wacław Pomorski -niezłomny Kaszeba z Bytowa. Danuta Maria Sroka • Dąbrowa Jerzy, Ślad - 3. Poezja, fragmenty prozy i recenzje członków, kandydatów i sympatyków Oddziału Związku Literatów Polskich w Słupsku, Słupsk 2000. • Krzyż Wolności i Solidarności. Lista osób odznaczonych, online: https://odznaczeni-kwis.ipn.gov.pl/persons/view/60f-c205a-80a4-47bf-8288-5533c665f370, dostęp: 8.02.2023. • Mach Małgorzata, Zmarł Wacław Pomorski: działacz Solidarności, artysta plastyk i poeta, online: https://ksiazki.wp.pl/ zmarl-waclaw-pomorski-dzialacz-solidarnosci-artysta-plastyk-i-poeta-6598505475189728a, dostęp: 10.03.2023. • Nowotnik Małgorzata, Słowo wstępne, w: W. Pomorski, Maranatha, Bytów 1999. • Pomorski Wacław, Zakotwiczenie, w: Ślad - 4. Poezja, fragmenty prozy i recenzje członków, kandydatów i sympatyków Oddziału Związku Literatów Polskich w Słupsku, red. J. Dąbrowa, Słupsk 2000. • Towarnicki Jan, Płomiennym słowem, w: W. Pomorski, W stronę światła, Bytów 2012. 28 Pomerania nr 5 (575) / Mój 2023 Z KRONIKI RODZINNEJ IGNACEGO BRYXA NIEZWYKŁE PRZYGODY - NIEZWYKŁE PAMIĄTKI PIEKARZA Z WĄBRZEŹNA Nie ma już w Płużnicach pałacu nazywanego zamkiem1. Budynek został zrujnowany podczas działań wojennych, po czym go rozebrano i z cegieł dobudowano część starostwa. Park uległ dewastacji. Nie ma też nikogo, kto pamiętałby, gdzie stała studnia, do której w pierwszych dniach września 1939 roku wrzucił dwa zabytkowe kolty sekretarz tamtejszej gminy. Należały do jego ojca Ignacego Bryxa, gdy służyły mu za oceanem. * § fi* 3# USS Oregon. Fot. Library of Congres Za chlebem Ignacy Bryx imał się w Ameryce różnych zajęć. Nawet takich „westernowych", jak pilnowanie granicy w Te-xasie między USA a Meksykiem, poszukiwanie złota i szeryfowanie w Newadzie - wspomina jego wnuczka2. Należał do ok. dwuipółmilionowej rzeszy emigrantów, którzy od połowy XIX wieku do wybuchu pierwszej wojny światowej wyjechali do Stanów Zjednoczonych z podzielonej zaborami Polski3. W przypadku młodego piekarza były to podróże za chlebem. W dosłownym znaczeniu. O przebiegu kariery zawodowej Ignatza Bryxa (bo tak zapisano jego personalia w dokumentach imi-gracyjnych) zdecydowały różne zbiegi okoliczności, w tym mała i wielka polityka na kontynencie amerykańskim. jednak zasadnicze znaczenie miał fakt, że będąc 14-letnim półsierotą, rozpoczął terminowanie u mistrza piekarskiego Franciszka Grygorowicza w Gołubiu. Po tym zaś, gdy 1 stycznia 1886 roku zdał egzamin u cechmistrza Zahemfelda w Brodnicy, podjął pracę jako czeladnik w Wąbrzeźnie u pana Asche-ra z pensją trzech marek tygodniowo. 1 Płużnice - wieś w woj. kujawsko-pomorskim. Pierwsze dokumenty dotyczące miejscowości pochodzą z 1400 r. Więcej: J. Marcinkowski, Płużnickie historie, online: http://pluznickiehistorie.pl/wsie/pluznica/ [dostęp 1.12.2022], 2 G. Bryx-Bączkowska, Portret przez trzy epoki. Opowieści z Wąbrzeźna, Wąbrzeźno 2022, s. 11. 3 Wszyscy jesteśmy emigrantami, red. N. Bloch, online: https://ckzamek.pl/media/files/Wszyscy_jestesmy_migrantami_EXZ4kcL.pdf, s. 27 [dostęp 9.11.2022], Pomerania nr 5 (575) / Maj 2023 29 Sylwetka Przychodziło się na godzinę 22 i zaczynało od na-rąbania drzewa, co zabierało cztery godziny. Potem pieczenie: od 240 do 350 bochenków chleba oraz bułek, na które szło około 150 kilogramów męki. Do domu wracał następnego dnia w południe4. Bryx poznał też piekarnie w Radzynie i Grudziądzu oraz uczył się wyrabiania pierników w największych toruńskich fabrykach: tej najstarszej, znanej na całym świecie, istniejącej od 1760 roku Gustawa Wessego oraz w nowo powstałym zakładzie Hermanna i Oskara Thomasa przy Rynku Nowomiejskim 4. Stabilizacji zawodowej młodego czeladnika towarzyszyło założenie rodziny. W Dobrzyniu pojął 24 czerwca 1891 roku za żonę Julię Zaleską, córkę ławnika miejscowego Sądu Grodzkiego. Na oblubienicy zrobił ponoć wrażenie tym, że miał zawsze zapięte wszystkie guziki od tużurka i to zaważyło, że babcia przyjęła jego oświadczyny - napisała Gabriela Bryx-Bączkowska. Jednak do pełni szczęścia brakowało im pieniędzy. By zapewnić najbliższym dostatnie życie, pan Ignacy wyruszył w świat. W Berlinie zrobił papiery mistrzowskie, a w Antwerpii nawiązał kontakt z działem personalnym belgijskiego armatora Red Star Line (Societe Anonyme de Navigation Belge-Americaine). Statki RSL od dwudziestu lat utrzymywały regularne połączenia z USA i Kanadą5, a z końcem XIX wieku armator zaczął inwestować zarówno w nowe jednostki, jak i w budynki na Rijnkaai. Służyły one przede wszystkim jako centrum odprawy i kontroli pasażerów trzeciej klasy6, a także tym, których zdyskwalifikowali Amerykanie, odsyłając do Europy na koszt przewoźnika7. Bryx zaokrętował się jako piekarz i gdy po raz pierwszy zszedł z pokładu na Elis Island, pokonał bez trudu surowe przepisy imigracyjne. W Nowym Jorku, nie znając angielskiego, o pomoc zwrócił się do policjanta w języku niemieckim8. Miał szczęście. Mundurowy nie tylko zrozumiał cudzoziemca, ale skierował do dobrze już zorganizowanych w USA niemieckich związkowców. Ci zaś po tygodniu znaleźli mu zatrudnienie. Miał szczęście. Polskich piekarni nie było, nad czym utyskiwał jeszcze dwa lata później tygodnik „Zgoda", organ Związku Narodowego Polskiego9. W 1895 roku w Nowym Jorku było około 700 piekarzy. Pracowali po 12 godzin dziennie, a w soboty o dwie godziny dłużej. Jeszcze dwa lata wcześniej przeciętny tydzień pracy liczył 108 godzin, co oznaczało po 16 godzin od poniedziałku do piątku, 23 godziny w sobotę i 5 godzin w niedzielę. Wielu piekarzy spało więc na zapleczu na łóżkach zrobionych ze szmat. Cierpieli na reumatyzm i „astmę piekarzy" wywołaną alergenami występującymi w życie. Dokuczały im także inne dolegliwości związane z bardzo ciężkimi warunkami pracy10. W „Dzienniku Chicagowskim" tłumaczono przewrotnie, że w Nowym Jorku piekarze nie chcą pracować w nocy, ponieważ ciepłe bułeczki szkodzą zdrowiu konsumentów11. Jednak naprawdę dopiero strajkami wywalczyli sobie znaczną poprawę warunków wykonywania zawodu. Na odbywającej się w Cleveland krajowej konwencji związkowców, zrzeszającej w USA 20 tys. piekarzy, uchwalono podjęcie starań, by od 1 maja 1898 roku wprowadzono ośmiogodzinny dzień pracy. Gdyby zaś właściciele piekarń na to nie przystali, zamierzano ogłosić strajk generalny12. Na lądzie i na wodzie Ścieżka kariery Ignacego Bryxa musiała więc być bardzo stroma i wyboista. Przy tym Gabriela Bryx-Bącz-kowska, badając dokumenty i opierając się na rodzin- 4 Jak piekarz z Wąbrzeźna z Hiszpanami wojował, „Słowo Pomorskie" 23.05.1937. 51. Maculewicz, O wyjątkowym muzeum, czyli Red Star Line, online: http://www.maculewicz.net/blog/o-wyjatkowym-muzeum-czyli-red-star-line/ [dostęp 7.11.2022], RSL była jedną z firm należących do International Navigation Company prowadzonej przez American Line. 6 Wcześniej badania lekarskie przeprowadzane były niezależnie od warunków pogodowych pod wiatami na nabrzeżu. 7 The Red Star Line buildings, online: https://redstarline.be/en/page/red-star-line-buildings [dostęp 8.11.2022], 8 Jak piekarz z Wąbrzeźna z Hiszpanami wojował, dz. cyt. 9 Przegląd prasy polskiej w Ameryce, „Zgoda" 14.10.1897, s. 1-4. 1013 stycznia 1886 r. utworzono ogólnokrajową organizację Narodowy Związek Piekarzy Niemieckich. Nowy Jork stał się siedzibą Krajowego Komitetu Wykonawczego, a oficjalnym organem - dziennik „Deutsche-Amerikanische Baeckerzeitung" który później zmienił nazwę na „Bakers Journal" i ukazywał się zarówno w języku angielskim, jak i niemieckim. Zob. Unions The baking industry in the state of New York, online: http://www.wardbakingcompany.com [dostęp 1.12.2022], 11 „Dziennik Chicagowski" 20.06.1899. 12 „Dziennik Chicagowski" 6.05.1897. 30 Pomerania nr 5 (575) / Mój 2023 Sylwetka 1 nych wspomnieniach, odkryła, że dziadek Ignacy wyruszył do Ameryki nie sam, lecz w towarzystwie brata Bolesława. Mierzący 2,16 m wzrostu wielkolud uciekał przed poborem, chcąc uniknąć losu swego dziadka porwanego do gwardii cesarskiej. Stwierdziła też, że w Stanach mieszkali już stryjeczni bracia Ignacego - synowie Jana Bryxa: Jan, Ignacy i Andrzej. Profesor Marek Bryx, brat pani Gabrieli, będąc w Nowym Jorku, próbował się czegoś dowiedzieć o ich losach. Niewiele zyskał, ale przywiózł wino o nazwie Bryx produkowane w Albany nad Oceanem Spokojnym. Właściciele firmy Bryx Wine, bracia Bryan i Alex, zachęcają: Naszym celem jest tworzenie wyjątkowych win z wyjątkowych winnic, aby dzielić się nimi z rodzinę, przyjaciółmi i Tobą! Więc zapewne w takiej atmosferze ten wątek rodzinnej sagi Bryxów czeka również na zbadanie. Faktem jest, że pod koniec XIX wieku, gdy zabrakło pracy w wyuczonym zawodzie, przybysze starali się jakoś urządzać życie w różnych zakątkach USA. Trzeba też wierzyć na słowo Ignacemu Bryxowi, gdy opowiadał, że szukając szczęścia na Dzikim Zachodzie, wszedł w posiadanie owych wspomnianych koltów utopionych później w płużnickiej studni. Albo jak szukając jakiegokolwiek zajęcia, znalazł pracę na transportowcu St. Thomas płynącym do Santiago i Hawany na Kubie. Nie spodobało mu się, więc po powrocie do portu brooklyńskiego w Nowym Jorku zmienił statek, lecz niebawem i z niego zrezygnował. Jednak pozostał na morzu. W 1898 roku wybuchła wojna hiszpańsko-amerykańska, więc Ignacy Bryx zgłosił się na ochotnika do marynarki wojennej. Jako piekarz trafił ponoć na okręt Oregon13, noszący przydomek Bulldog of the Navy. Pełnił na nim również służbę zapasowego palacza i brał udział w największej bitwie morskiej tej wojny, stoczonej 3 lipca 1898 roku u wybrzeży Kuby. Zakończyło ją zniszczenie hiszpańskiej eskadry karaibskiej (znanej też jako Flota del Ultramar). Santiago skapitulowało 7 lipca, 25 lipca Amerykanie zajęli hiszpańską wyspę Puerto Rico, a wojna skończyła się 12 sierpnia 1898 roku i Bryx zwolnił się z US Navy. Na krótko wrócił do zawodu oraz do swojego poprzedniego szefa i mistrza w Nowym Jorku, po czym wreszcie trafił na łono rodziny, pozostawionej w dalekiej Europie. Okazało się jednak, że w czasie jego nieobecności żona prowadziła zbyt wystawny tryb życia i z przesyłanych jej pieniędzy nie zaoszczędziła nic, co by mogło służyć rozpoczęciu samodzielnego interesu. Pobyt w domu trwał więc bardzo krótko i jesienią 1899 roku Ignacy Bryx znowu trafił do Antwerpii. Tam zaokrętował się na ss. Friesland należący do znanej mu już dobrze Red Star Line. Do Nowego Jorku dopłynął 7 listopada i przez kolejne lata był pierwszym mistrzem przy piecu i kierownikiem piekarni przy Fifth Avenue. Niedługo po 14 września 1901 roku, gdy Theodo-re Roosevelt został prezydentem USA, Brix otrzymał obywatelstwo amerykańskie. Zapewne z tym wiązała się także jego kariera i aktywna działalność w związku zawodowym zrzeszającym kilkaset tysięcy piekarzy, którego był nawet sekretarzem generalnym. Przybysz z Wąbrzeźna dołączył do miejscowej diaspory, z czasem angażując się m.in. w działalność w Towarzystwie Sokołów, I Legionie WP Krakusów dowodzonym przez majora Robaczyńskiego. Najważniejsze jednak były związki z Rzymskokatolicką Parafią pw. św. Stanisława Biskupa i Męczennika, która istniała na Manhattanie od 1872 roku. Nabożeństwa odprawiano początkowo co tydzień w kościele niemieckim OO. Franciszkanów14. Trzy lata później, przy ulicy Henry ego 318, wybudowano tymczasową drewnianą świątynię, w której 18 grudnia 1875 roku odprawiono pierwsze nabożeństwo. Następną siedzibą parafii był budynek zboru po-prezbiteriańskiego przy Santon Street, w którym polska parafia miała siedzibę aż do roku 1901. Pozbyła się go po wyczerpującym finansowo procesie z właścicielami obiektu. Jak informował tygodnik „Ameryka", koszty parafii wyniosły 4 tys. dolarów, a długi -13 tys. dolarów. Rozsypującą się ruinę chciało kupić za 65 tys. dolarów towarzystwo linii tramwajowych15. Gospodarka finansowa księdza proboszcza była zawsze na cenzurowanym. Kwestionowano jego inicjatywy wydawnicze16 i wytykano sposób prowadzenia Domu Emigracyjnego. Dziś pamięta się jednak, że dopiero podjęcie obowiązków duszpasterskich przez ks. Jana Henryka Strzeleckiego zahamowało parokrotne zmiany siedziby i proboszczów. Za czasów ks. Strzeleckiego nie tylko wzniesiono - istniejący do tej pory - kościół przy Siódmej Ulicy. Założono także spisy chrztów, pierwszej komunii, bierzmowania, ślubów i pogrzebów. Zachowały się dwie księgi, w których zapisywano personalia ofiarodawców. Dotarł do nich prof. Marek Bryx, wnuk Ignacego, gdy przed kilkoma laty starał się zweryfikować kolejną legendę związaną z losami dziadka. Głosi zaś ona, że dwie stare panny zapisały Ignacemu Bryxowi dwie kamienice, a on przekazał ten spadek na rzecz polskiej parafii pod budowę kościoła św. Stanisława Biskupa Męczennika. Jednak jedynym materialnym świadectwem z tamtego okresu jest sfatygowana odznaka z napisem: „Nowy York Św. Wincenty a Pau- 13 Raport kpt. Charlesa Clarka z listą załogi nie zawiera nazwiska Brixa. Zob. Roster of the Crew of the Battleship Oregon, online: https:// www.spanamwar.com/oregoncrew.htm. Zdjęcia załogi: https://www.loc.gov/resource/det.4al4652/. 14 Najstarsza i jedyna na Manhattanie polska rzymskokatolicka parafia, online: https://www.stanislauschurch.us/ historia/&cd=2&hl=pl&ct=clnk&gl=pl [dostęp 1.12.2022]. 15 „Ameryka" 31.07.1897. 16 „Ameryka" 21.08.1897. Pomerania nr 5 (575) / Maj 2023 31 Sylwetka lo członek". O sowitej darowiźnie ani śladu, chociaż skrupulatnie odnotowywano każdego dolara składanego przez wiernych na ofiarę. Miałem nadzieję, że przy sposobności bardzo uroczyście obchodzonego jubileuszu 150-lecia parafii w maju 2022 roku odkryto jakieś informacje o zasłużonych dla niej parafianach, do których Ignacy Bryx niewątpliwie należał. W tej sprawie parokrotnie usiłowałem nawiązać kontakt z obecnym proboszczem. Pisałem też do redaktora nowojorskiego „Nowego Dziennika", prosząc o pomoc w dotarciu do jakichkolwiek dokumentów czy archiwaliów. Bezskutecznie. Poprosiłem więc o wskazówki o. dra Krzysztofa Wieliczkę OSPPE, który przed laty, od 1990 roku, był wikariuszem, a następnie najmłodszym proboszczem najstarszej parafii na Manhattanie. Organizował obchody jej 125-lecia, był więc cień nadziei, że przy tej sposobności dokładnie spenetrował kościelne archiwa. Ojciec paulin do moich poszukiwań odniósł się z ogromną życzliwością, jednak poinformował mnie, że przeglądając zapiski historyczne kościoła św. Stanisława Biskupa Męczennika, nie zetknął się ani z osobą Ignacego Bryxa, ani nie znalazł zapisków ks. prałata Henryka Strzeleckiego. Powrót taty Do żony, dzieci i matki Barbary Ignacy Bryx powrócił, tym razem już na dobre, w 1904 roku. W Wąbrzeźnie przy ul. Chełmińskiej 30 kupił piekarnię i przebudował ją według amerykańskich standardów. Tutaj wyrabiane były firmowe wypieki -pierniki pomorskie i nadzwyczaj smaczne chrupiące bułeczki. Zgodnie z obowiązującym prawem Cechu Piekarzy w Wąbrzeźnie musiał zdawać dodatkowo egzamin w Toruniu ze swych umiejętności, chociaż był mistrzem w zawodzie. Na tej podstawie z dniem 14 października został przyjęty w poczet piekarzy wąbrzeskich. Z księgi cechu wynika, że był jego aktywnym członkiem i pełnił m.in. funkcję skarbnika. Włączył się także w nurt miejscowego życia społecznego. Zmobilizował go do tego między innymi ks. prałat Ksawery Połomski, proboszcz miescowej parafii, mówiąc: Jak ty, braciszku, byłeś tak blisko biskupa, to u mnie będziesz w radzie parafialnej. Tymi słowami nawiązał do koneksji łączących jego parafianina z polskim duszpasterstwem w Nowym Jorku. Jak nas widzą... To, czego nie udało się uzyskać drogą oficjalną, dostarczył niezawodny Internet i amerykański bloger, który spacerując po Manhattanie i opisując różne ewenementy, dotarł również do kościoła św. Stanisława17. To z jego wpisów można dowiedzieć się, że w tym czasie, gdy polski piekarz ponownie znalazł się w Nowym Jorku, parafia służyła już tysiącom pol- skich imigrantów nie tylko jako miejsce kultu, ślubów i pogrzebów. Była także miejscem integracji społecznej, a konieczność budowy nowego kościoła wynikała nie tylko z kiepskiego stanu technicznego obiektu, grożącego zawaleniem. Także z faktu, że w okolicach Santon Street zaczęło przybywać miejsc przestępczości i rozpusty. W październiku 1900 roku proboszcz Strzelecki skarżył się reporterowi „New York Timesa", że wielokrotnie prosił policję o zlikwidowanie okolicznych domów publicznych. Jeden z nich znajdował się nawet drzwi w drzwi z kościołem, wpływając demoralizująco na mieszkających w tej dzielnicy przyzwoitych mężczyzn, kobiety i młode dziewczyny. Kapłan argumentował, że w takim otoczeniu jest niemożliwe prowadzenie działalności duszpasterskiej. Dziennikarz napisał, że ksiądz skapitulował, nie mogąc sobie poradzić z tym, że jego parafianie są obrażani, a dzieci narażane na niebezpieczeństwo zgubnych wpływów. Stwierdziwszy, że jego dotychczasowe wysiłki idą na marne, postanowił przeprowadzić się do dzielnicy, w której zło nie będzie się aż tak bardzo panoszyć. Kojarząc daty i fakty, można stwierdzić, że właśnie w tym momencie swą hojnością popisał się Ignacy Bryx. Jeszcze w tym samym 1900 roku rozpoczęto bowiem budowę nowego kościoła przy 104-106 Saint Marks Place. Jak skomentował to amerykański bloger, najwyraźniej nie obnoszono się tam tak bezwstydnie ze złem. Epilogiem tej historii była zresztą nie tylko nowa świątynia. Jak informował „Dziennik Chicagowski", ks. Strzelecki wytoczył sprawę inspektorowi policyjnemu Crossowi o zaniedbywanie przez niego obowiązków i lekceważenie skargi proboszcza na mnożące się w najbliższej okolicy kościoła domy publiczne: Ks. Strzelecki o wszystkiem doniósł policyjnemu kapitanowi Herlihy, lecz widocznie domy te były pod pro-tekcyą policyi. [...] Arcybiskup Corrigan, do którego udał się o poradę ks. Strzelecki, widząc, że nie można rozpędzić rozpustników, polecił ks. Strzeleckiemu przenieść kościół w inne miejsce, co też uczyniono. Tymczasem inspektor Cross znajduje się w opałach i prawdopodobnie utraci posadę18. Świątynię zaprojektował Arthur Arctander i po dziś dzień jego dorobek twórczy jest najbardziej kojarzony właśnie z tym ceglanym, neogotyckim budynkiem. Zaproponował prostą konstrukcję z wykończeniami z kamienia i terakoty, pięknymi gotyckimi detalami i smukłą otwartą dzwonnicą, wspierającą wysoką, pokrytą gontem wieżę. Kamień węgielny wmurowano 27 maja 1900 roku, niecały rok później - 3 maja 1901 roku - została odprawiona pierwsza Msza Święta, a 19 maja kościół poświęcili Michael Augustine Corrigan, od 1885 roku arcybiskup metropolita Nowego Jorku, oraz arcybiskup John Murphy Farley, wikariusz general- 17 T. Miller, The 1901 St. Stanislaus Bishop & Martyr Church - 104-106 St. Marks Place, online: http://daytoninmanhattan.blogspot.com/2011 /09/1901 -st-stanislaus-bishop-martyr-church.html [dostęp 1.12.2022]. 18 Z Nowego Jorku, „Dziennik Chicagowski" 31.03.1903. 32 Pomerania nr 5 (575) / Mój 2023 Sylwetka ny administracji archidiecezji Nowego Jorku, który 15 września 1902 roku został wybrany na arcybiskupa Nowego Jorku. Najprawdopodobniej to właśnie z nim Ignacy Bryx był w bliskich stosunkach, nobilitujących go tak bardzo w oczach proboszcza z Wąbrzeźna. Z początkami działalności kościoła na Manhattanie związane są także wydarzenia, których nie znajdzie się w jego oficjalnej historii, choć w tamtych czasach trafiały na pierwsze strony czołowych dzienników amerykańskich i w prasie polonijnej od Nowego Jorku po Chicago (z tygodniowym opóźnieniem także w Savannah)19: Gdy 8 października 1901 r. w bogato udekorowanej zielenią i kwiatami świątyni o godz. 15 rozpoczęły się uroczystości ślubne Zofii Dulapy z 38-letnim budowniczym fortepianów Antonim Kawińskim i organy zagrały marsza weselnego, a przyszła panna młoda i pan młody przechodzili pod girlandami z róż, drzwi kościoła otworzyły się z hukiem. Dwóch policjantów krzyknęło „Stać! Zatrzymać się! Nie wychodź za niego!", a za nimi wbiegła kobieta z dwojgiem dzieci. Chodziło o to, że Kawiński „zapomniał"poinformować oblubienicę, że od dwóch lat jest żonaty. Dalszy ciąg zdarzenia nastąpił na posterunku policji przy Piątej Ulicy. Do tłumu gości weselnych dołączyli dorożkarze wynajęci przez Kawiń-skiego, żądając pieniędzy. Niedoszły pan młody tłumaczył, że zostawił żonę, bo ciągle narzekała, a Zosię kocha i chce być z nią szczęśliwy. Dodał przy tym, że potrzebuje pieniędzy, narzeczona ma 2000 dolarów, a jej rodzina jest bogata. Zakończył zaś: „Zrobicie ze mną, co chcecie, nic mnie to nie obchodzi. Możecie mnie zamknąć!". I policja spełniła jego życzenie. Na łamy gazet trafił również opis incydentu, do którego doszło 25 lipca 1903 roku. Prasa polonijna przedstawiła wydarzenie jako incydent podczas zebrania Towarzystwa św. Krzyża. Doszło do nieporozumienia między jednym z członków tej organizacji a proboszczem, który polecił kościelnemu wezwać po-licję. Doszło do rękoczynów sprowokowanych przez detektywa Cohna. W jego następstwie poszkodowany Polak wytoczył policjantowi proces o pobicie20. Według relacji prasy amerykańskiej jeden z wiernych, 28-letni Aleksander Grzeszczyk, pracujący jako zarządca w zakładzie elektrycznym, niezadowolony ze sposobu zarządzania finansami parafii, podszedł do ołtarza, gdy ks. Strzelecki celebrował nabożeństwo, i obrzucił go wyzwiskami. Próby uspokojenia napastnika nie poskutkowały, więc sprowadzono trzech policjantów Doszło do bijatyki, którą zrelacjonował „New York Times"21. Zajście zakończyło się dopiero po przybyciu i interwencji kolejnych stróżów prawa. W opisie wydarzenia znalazła się też informacja, że sprawca incydentu był prominentnym działaczem Socjalistycznej Partii Pracy Ameryki (Socialist Labor Party of America). Czas pokazał, że jednak już wtedy poważnie niepokojono się o finanse parafii. Po śmierci księdza Strzeleckiego w grudniu 1918 roku jego następca stwierdził, że według jednych źródeł brakowało 302 tys. dolarów22, inne zaś podały kwotę 225 tys. dolarów23. Tak czy owak - niebotyczna kwota. Czy wiadomości o tym dotarły do Wąbrzeźna i Ignacego Bryxa? Nie wiadomo. Absorbowały go rodzina, piekarnia, sprawy cechu. Aż do 13 stycznia 1936 roku. Wówczas to, mając 68 lat, postanowił odejść z zawodu. Sprzedał piekarnię i kupił 22-hekta-rowe gospodarstwo „na Młynku", trzy kilometry od Wąbrzeźna. Szczęśliwie przeżył wojnę i czasy okupacji i w wieku 89 lat zmarł w Wąbrzeźnie 14 kwietnia 1957 roku. Posłowie Sala wypełniona po brzegi, salwy śmiechu, urocze anegdoty i niekończące się rozmowy w kuluarach. Tak miejska biblioteka zainaugurowała w czerwcu 2022 roku Dni Wąbrzeźna. Pretekstem było spotkanie z wąbrzeźnianką Gabrielą Bryx-Bączkowską24, która opisała rodzinną historię w książce pt. Portret przez trzy epoki. Opowieści z Wąbrzeźna. Umieściła w niej nie tylko swoje memuary, ale także obszerne fragmenty pamiętnika swojej matki Marii Bryx oraz familijne historie przypominane przez siostry pani Gabrieli i innych członków rodziny. Osobny rozdział stanowi diariusz z wyprawy wodniackiej ojca autorki - Stanisława Bryxa, który w 1924 roku wraz z kolegami łodzią żaglową przepłynął Wisłą z Krakowa do Bydgoszczy, a może nawet do Gdańska (ta rodzinna historia wymaga jeszcze doprecyzowania). Ze wspomnień autorki wyłania się jeszcze jedna nietuzinkowa postać, czyli jej babka Helena, kobieta bardzo przedsiębiorcza i społeczniczka. Wspomniano też Romualda Wasilewskiego, którego ślub z Bryxówną w 1924 roku sparaliżował życie miasta, a to za sprawą wyśmienitych gości z Warszawy i samego premiera Wincentego Witosa, którego zobaczyć przyszły tłumy wąbrzeź-nian. Drogę do kościoła młodej parze musiała torować policja! Dla mnie jednak najciekawszą postacią okazał się Ignacy Bryx, którego odkryłem, przeglądając przedwojenne numery „Słowa Pomorskiego" i nawiązując następnie kontakt z jego wnukami: panią Gabrielą i Markiem Bryxami, którym dziękuję za współpracę. Adam Grzybowski 19 Wedding stopped in church, „New York Tribune" 30.09.1901; Arrested at the altar, „The Washington Post" 30.09.1901; Found husband at altar, „The Morning News" 8.10.1901. 20 „Tygodnik Polski Ameryka" 8.08.1903, online: https://chroniclingamerica.loc.gov/lccn/sn83045274/1903-08-08/ed-l/seq-l/. 21 Curses Priest at Altar. Socialist Fights Six Detectives in Polish Church, „New York Tribune" 26.07.1903.22 Z 22 T. Miller, dz. cyt. 23 Najstarsza i jedyna na Mahattanie polska rzymskokatolicka parafia, dz. cyt. 24 (ak), Książka jak ciepłe bułeczki, online: https://wabrzezno-cwa.pl/artykul/ksiazka-jak-cieple/1323043 [dostęp 1.12.2022]. Pomerania nr 5 (575) / Maj 2023 33 -f- Gdańsk mniej znany Spacer z Mikołajem Kopernikiem W Toruniu 550 lat temu przyszedł na świat Mikołaj Kopernik. Z tej okazji Senat RP ogłosił kanonika i badacza patronem roku 2023. Gdańsk również świętuje, wielki astronom bywał bowiem nad Motławą i to właśnie tu świat po raz pierwszy dowiedział się o jego heliocentrycznej teorii. Z półek pasjonatów Spacer zaczynamy przy ulicy Wałowej, gdzie w PAN Bibliotece Gdańskiej przygotowano wystawę „Wokół Słońca i Księżyca. Teoria kopernikań-ska z perspektywy gdańskich księgozbiorów historycznych". Tablice przed budynkiem zachęcają, by wejść do środka i zobaczyć cenne zbiory, które na co dzień ukrywane są przed promieniami słonecznymi. Wśród nich jest tekst Narratio prima Georga Joachima von Lauchena zwanego Retykiem, w którym zapowiedział tezy Mikołaja Kopernika. Tekst wydała w Gdańsku drukarnia Franza Rhodego w 1540 roku. Wcześniej Retyk odwiedził astronoma we Fromborku i przekonał, by spisane ręcznie dzieło De revo-lutionibus orbium coelestium wydać drukiem. Stało się to w 1543 roku w Norymberdze. Tymczasem nad Motławą już od trzech lat uczeni zaczytywali się w tekście Retyka, który doczekał się aż pięciu wydań. Na wystawie możemy zobaczyć także słynne dzieło De revolutionibus, jego drugie wydanie opublikowane w 1566 roku w Bazylei. Zdobył je Bartłomiej Keckermann, wybitny uczony gdański, profesor filozofii w Gimnazjum Akademickim. Egzemplarz przetrwał do dziś w bibliotece przy Wałowej, a o właścicielu przypominają dopiski na karcie tytułowej. Keckermann wychwalał Kopernika, ale i zastrzegł: Niechaj nie wchodzą tu nieznający geometrii. Oprócz tego na wystawie cieszą oko stare, opasłe księgi ze zbiorów słynnych gdańszczan. Są świadectwem zainteresowania astronomią zacnych obywateli Gdańska. Nie zabrakło także dzieł Jana Heweliusza. Ponad czasem Wyszedłszy z biblioteki, zwróćmy uwagę na pobliskie I Liceum Ogólnokształcące. W 1964 roku otrzymało ono imię patrona dzisiejszego spaceru. Przypomina o tym tablica jeszcze z dawnej epoki, zawieszona na fasadzie od strony Wałów Piastowskich. „Dziennik Bałtycki" relacjonował, że patrona wybrali sami uczniowie. Szkoła uczciła Rok Mikołaja Kopernika nowym sztandarem, zaprojektowanym przez profesora gdańskiej Akademii Sztuk Pięknych Wojciecha Sęczawę. My tymczasem, chcąc dowiedzieć się więcej o Koperniku, przenosimy się na Górę Gradową. Tutaj samorząd województwa pomorskiego prezentuje wystawę plenerową „Kopernik ponad czasem". Przybliża ona postać astronoma ze szczególnym uwzględnieniem jego związków z różnymi miejscami naszego województwa. By trafić do młodych odbiorców, teksty napisano w formie krótkich postów. O pobycie Mikołaja w Gdańsku przeczytamy m.in.: Pamiętam to jak dziś, czerwiec 1504, mieszczanie gdańscy składali hołd wierności królowi Aleksandrowi Jagiellończykowi #wspomnienia #działo_się. Tutaj, w kościele NMP, czas spędzam w ciszy i spokoju, zajmując się sprawami duchowymi. Trzeba robić swoje #kanonik. Post został polubiony przez Łukasza Watzenrodego, biskupa warmińskiego, a prywatnie wuja Kopernika. Prócz Gdańska astronom odwiedził też Malbork, Sztum, Kwidzyn. Wystawa ukazuje go jako lekarza, kartografa, stratega, administratora, ekonomistę. Tajemnica Mikołaja Na koniec poznamy go jako kochanka albo - jak chcą niektórzy - dobrego przyjaciela lub po prostu krewnego. To w Gdańsku przy ulicy Mariackiej mieszkała Anna Schilling. Wcześniej przebywała we Fromborku, gdzie spędzała czas z Mikołajem jako jego gospodyni. Ich relacja na tyle zaniepokoiła biskupa Jana Dantyszka, że nakazał Annie opuścić Frombork. Rozstanie nie było proste. Nie znamy uczuciowych rozterek Anny i Mikołaja, ale wiemy, że połączyła ich śmierć - oboje odeszli w 1543 roku. Marta Szagżdowicz 34 Pomerania nr 5 (575) / Mój 2023 Olga Kuklińskó EDUKACYJNY DODOWK DO „POMERANII", NR 5 (167), MÓJ 2023 Projekt dlo klasę IV (2 uczbówe gódzene) Dzel 79. Morzece Bliza W maju kureszce można sa webrac na jakąś dłegszą wanoga. Wórt je rechli perzna sa do ni przerechtowac, miec fejn udba i belny plan. Na Kaszebach je wiele ceka-wech placów do óbzeraniegó, a z niechternyma parłaczą sa też krejamne legende. Tim raza regnijme na wanoga szlacha mórsczich blizów. - Tatku, móga wząc ze sobą kórta Pómórzó? Dostół jem ja ód wuj e nageburstach i prawie dzysó móga ja wezweskac. - Jo, możesz, chóc w móbilce też móme fejn kórta z wszelczima drobnotama naji wanodżi. - Tatku, te wez swoja kórta w móbilce, a jó swoja. Óboczime, chto chudzy trafi w webróny plac - prawił chutkó do ojca Hubert. - Niech tak mdze. Mosz te belno wszetkó spakówóne do rubzaka? Jestku, pice, apteczka? Wszetkó je? - dopitiwół tatk ótmikające dwierze ód auta. - Móm wszetkó, a nawetka jesz wiacy. Móżeme jachac prosto nad morze! - Nie tak prosto. Pójedzeme, le zgodno z nają trasą. Wzerój na swoja kórta, przed nama cziledzesąt kilometrów drodżi, a późni pudzeme ju na nogach, bó do Nórodnegó Parku ni można wjachac autoła. - Wiem, przeca sóm móm webróną droga na Czółpiń-ską Duna, a późni do blize. Hubert i jego tatk dojachele na jeden z nadmórsczich parkingów, wepakówele rubzaczi z auta i regnale Stegną przez dune Słowińsczegó Nórodnegó Parku. W nen majowi dzeń słuńce ju fest grzało, a nadmórsczi wiater nie beł taczi mocny. Belne wiodro na wanoga. Dokładno tak, jak chcół Hubert, chteren sóm sebie nazewół turisticznym prowadnika. Prawie to beł jego wesniony wark w przińd-noce. Znół ju wiele kaszebsczich stegnów pó krezach: betowsczim, kartesczim i kóscersczim, tero chcół też belno poznać nadmórscze stegne, a ósoblewie Słowińsczi Norodny Park. Hubert i tatk regnale szlacha dlo barżi wprawionech wanożników, chcele jic dłeżi i óbezdrzec jak nowiacy, żebe na kuńcu duńc do morsczego sztrądu. W drodze Hubert robił ódjimczi i notatczi ó roscenach, chterne widzół (nowiacy beło rozmajitech nadmórsczich trówów). Czej pó dwuch gódzenach wolnego marszu doszle ju na sztrąd, bele zaczarzony snóżim piegleszcza. -1 jak? Wórt beło sa tak zmarachówac, synku? - spitół ójc. - Ale jo, tatku. Dówno jem ni miół widzóne taczegó krójmalenku. - Pó krótczim ódpóczinku muszime jesz duńc do blize, przed nama dwa kilometre marszu - dodół, popijające wóda tatk. - Dóm rada, chóc wedle móji kórte to mdze nawetka perzna wiacy - weszeptół Hubert, obżerające swoja kórta. Czej widzec beło ju bliza, Hubert dostół jakbe wiacy moce w nogach i zaczął biegnąc. Tatk ni miół ju teli chace i szedł kąsk pómali. Przed blizą żdała ju rega ledzy, chterny też chcele wlezc na góra. Raza z nima żdół też prówdzewi prowadnik nadmórsczich wanogów ze Słowińsczegó Parku. Tej Hubert beł ród, że mdze mógł gó wesłechac. Czej pómalinku wszetce weszle na góra pó baro wąsczich trapach, uzdrzele snóżi krójmalenk. Hubert beł szczestlewi. Robił ódjimczi i słechół, co prawi prowadnik, chteren ópówiedzół turistóm ó robóce latarnika i historie blize. Na kuńc wspómniół też ó kaszebsczi legendze spartaczony z Bółta. Wedle ni w Bółce żeją snóże mórscze pannę -Morzece. Nóbarżi znele je rebóce, chterny płiwele swójima kutrama pó morzu. Morzece to deche pótopionech dzewczat, chterne żeją na dnie morza i manią czekawech swójim śpiewa, a czej one spiewałe, tej morze piakno szemiało. Wezdrzałe jak snóże pannę z rebima ógónama w molu ledzczich nogów i bełe óblokłe w sznure koraleno-wech pócorów. Czej prowadnik kórbił ó ti legendze, Hubert wzerół prosto w mórscze wałe i próbówół so weóbrazec ne Morzece. - Zdówó mie sa, że chtos tuwó nama perzna „ódpłenął" -rzekł szpórtowno prowadnik, zdrzące na Huberta. - Jo, perzna jem sa przeniósł w nen zaczarzony mórsczi świat kaszebsczich legendów. Na gwes zrobią ó Morzecach belną notatka z móji wanodżi. Wórt je znac nie leno ka-szebską roda, ale też i tacze snóże legende. Prawie ó to mie jidze w najich wanogach pó Kaszebach. Chcą poznać cze-kawe place i krejamne historie, żebe późni też korbie ó nich turistóm. - Widza, że z cebie badze belny kaszebsczi prowadnik -uczuł Hubert na kuńc zwiedzaniegó blize. Hubert i jego tatk wrócele dodóm umączony, le szczestlewi i ju zaczale rechtowac sa do póstapny wanodżi. Tim raza do blize w Rozewim. Jesta czekawi, cze Hubert óstónie czedes prowadnika pó Kaszebach i mdze prawił turistóm ó Morzecach? Pó prówdze kóżdi móże bec wanożnika, a mój to je baro dobri czas na wanoga szlacha póstaców z rozmajitech kaszebsczich legendów. Belnech wanogów! Cele uczbe: • wprowadzenie pówióstczi ó Morzecach, • bogacenie i rozwijanie słowizne spartaczony z morza i wanożenim, • poznanie pozwów molów na Kaszebach, • rozwijanie umiejatnosce czetanió tekstu ze zrozmie-nim, • rozwijanie jazekówech umiejatnosców; NAJÓ UCZBA, NUMER 5 (167), DODOWK DO „POMERANII" 1 PROJEKT DLÓ KLASĘ IV Pódrobne cele Uczeń... • rozmieje ópówiedzec, ó czim je pówióstka, • cechuje malenk Mórzece do klasowi galerie kaszeb-sczich dechów, • twórzi udba gwósny klasowi wanodżi, • czetó kórta Kaszeb; Metode robotę kórbiónka i zadówanie petaniów, robota z teksta i kórtą Kaszeb abó atlasa, plasticznó robota (wekónanie malen-ków), robota w kamach nad kórtą wanodżi Formę robóte indiwidualno, raza z klasą, w kamach Didakticzne materiale tekst ópówiódanió, kórtczi, móbilczi abó kómputre z dostapa do internetu, kórta Kaszeb (abó atlas geograficzny), ódjimczi z Czółpina CYG UCZBE 1. Szkolny kórbi z uczniama ó rezowanim (czwiczenie swobodny kórbiónczi): • Co dówó wanożenie? • Jak sa do niego je nót przerechtowac? • Gdze w slednym czasu uczniowie bele na wano-dze, co z ni pamiatają? 2. Szkolny pitó szkółowników, jak sa nazewó naje morze i jacze mole nad Bółta znają. Wórt je w tim placu wezweskac fizyczną kórta pómórsczegó województwa i kórta Kaszeb w skale 1:150 000 z fejn óznaczonyma blizama i jinszima placama na sztrądze Bółtu. 3. Czede szkólóce sa wepówiedzą, szkolny rozdówó jima tekst pówióstczi i dówó boczenie, be uczniowie pódsztrichnale słowa spartaczone z ópisenka mola wedarzeniów, a póstapno czetó tekst głośno. 4. Pó wesłechanim tekstu i wetłómaczenim cezech sło-wów, szkolny zadówó pętania do tekstu: • Chto je bohatera (Hubert i jego tatk)? • Gdze i w jaczim czasu dzeje sa akcja pówióstczi (w Słowińsczim Nórodnym Parku, w maju)? Wórt je odnaleźć Czółpino na korce. • Jaką legenda póznówó knóp (ó Mórzecach)? 5. Szkolny róczi uczniów do głośnego czetanió werazów sparłaczonech z ópisenka mola (np. dune, snóże pie-gleszcze). Może tero pokazać szkólókóm ódjimczi z Czółpina, jacze są dodówka do scenarnika. Ódjimczi mogą bec wezweskóne m.jin. do ópisenku krójmalenku. 6. Szkolny prosy, abe uczniowie nalezle w teksce ópisenk Mórzeców i pódsztrichnale gó ołówka. Na spódlim negó wejimka mdą rechtowac malenk Mórzeców i krótką notatka ó nech póstacach do zesziwku: 8. Szkolny dzeli szkółowników na karna, w chternech mdze tworzony projekt pod titla: „Klasowo wanoga". Nóprzód karna robią „burza musków", abe webrac plac i udba na swoja wanoga. Czej szkólóce ju wiedzą, jaczi mdze cel jich wanodżi, szkolny rozdówó „Kórte wanodżi" do wefulowanió (dodówk do scenarnika). Wórt je w tim zadanim pózwólec uczniom na wezweskanie móbilków abó kómputrów. Można skórzestac z cze-kawech aplikacjów dló wanożników, np. aplikacje Państwówech Lasów „Ód Bółtu pó Kaszebe". Malenk autorstwa Łucje Sedlecczi. 9. Pó zakuńczenim robóte nad kórtama klasowech wa-nogów, kóżde karno przedstówió całi klasę swoja udba na wanoga. Zrzut ekranu z aplikacji na móbilka. Mórzece (mórscze pannę) - to deche pótopionech dzewczat, chterne żeją na dnie morza i manią czeka-wech swójim śpiewa, a czej one spiewałe tej morze piakno szemiało. Wezdrzałe jak snóże pannę z rebi-ma ógónama w molu ledzczich nogów i bełe óblokłe w sznure koralenowech pócorów. % 7. Na spódlim notatczi uczniowie rechteją malenczi Mórzeców. Mogą wezweskac uledóną technika pla-sticzną. Na zakuńczenie zadanió szkolny doczepió proce do „Klasowi galerie kaszebsczich dechów". Olga Kuklińsko mieszko w Jezerzim (gm. Kółczegłowe), szkolno kaszebsczegó i pólsczegó jazeka w Spódleczny Szkole w Lubnie. 2 NAJÓ UCZBA, NUMER 5 (167), DODÓWK DO „POMERANII" PROJEKT DLO KLASĘ IV k6rta klasowi wanodżi R li Kobzie w<5+3pów, bilie+ów, jeę+k-u, noc.ledżi (kuli nc15 \o md ze kó<5z+ae)-- Brekówne wepóęażenie, ęprza+e, dokumen+e (co mu9zi9z wzqc)- NAJÓ UCZBA, NUMER 5 (167), DODÓWK DO „POMERANII" 3 PROJEKT DLÓ KLASĘ IV Krójmalenk, jaczi rozcygó sa z blize w Czółpinie Na Czółpińsczi Dunie. —" PRZED NAMI WYDMA CZOŁPIŃSKA. TA WYRÓŻNIAJĄCA Się KRAJOBRAZOWO, ROZLEGŁA FORMA TERENU JEST BARDZO INTERESUJĄCA M.IN. ZE WZGLĄDU NA UROZMAICONĄ RZEŹBĘ SWOJEJ POWIERZCHNI. W JEJ OBRĘBIE FRAGMENTY DWÓCH TYPÓW WYDMOWYCH 7BIOROWISK ROŚLINNYCH PRZEPLATAJĄ SIĘ Z POWIERZCHNIAMI POZBAWIONYMI ROŚLINNOŚCI. BIAŁYMI NAZYWAMY TAKIE POSTACIE WYDM, KTÓRE UTWORZONE SĄ PRZEZ DWA ODPORNE NA ZASYPYWANIE GATUNKI WYSOKICH TRAW, POSPOLITĄ - PIASKOWNICĘ ZWYCZAJNĄ I RZADSZĄ ■ WYDMUCHRZYCĘ PIASKOWĄ. MIĘDZY ŹDŹBŁAMI TYCH TRAW POWIERZCHNIA GRUNTU POZOSTAJE ODKRYTA I PIASEK WYDMOWY, KTÓRY MOŻE BYĆ JESZCZE PRZEMIESZCZANY PRZEZ WIATR, JEST WYRAŹNIE WIDOCZNY. WYDMY SZARE PORASTA ROŚLINNOŚĆ W TYPIE NISKIEJ MURAWY, W KTÓREJ DOMINUJE GĘSTO KĘPKOWA TRAWA -SZCZOTUCHA SIWA. GRUNT POKRYWA TU MNIEJ LUB BARDZIEJ ZWARTY K08IERZEC POROSTÓW I MSZAKÓW ORAZ CIEMNOSINA WARSTEWKA GROMADZĄCEJ SIĘ PRÓCHNICY. POWIERZCHNIA TAKIEJ WYDMY ZOSTAJE UTRWALONA I RUCH ZIAREN PIASKU USTAJE.POŁACIE WYDMOWE POZBAWIONE ROŚLINNOŚCI NAZYWAMY WYDMAMI RUCHOMYMI. W ICH OBRĘBIĘ PIASEK PRZEMIESZCZA SIĘ SWOBODNIE DZIĘKI CZEMU RZEŹBA POWIERZCHNI OBFITUJE W RÓŻNORODNE, NIETRWAŁE MIKROFORMY. WŚRÓD TAKICH WYDM WYSTĘPUJĄ RÓWNIEŻ, WYRAŹNIE WZNIESIONE PONAD PRZECIĘTNY POZIOM, POKRYTE ROŚLINNOŚCIĄ, STOŻKOWATE PAGÓRKI LUB KOPCE ZWANE OSTAŃCAMI. SĄ TO FORMY, KTÓRE NIE PODDAŁY SIĘ NISZCZĄCEMU DZIAŁANIU WIATRU, PONIEWAŻ WYSTĘPUJĄCA W ICH WNĘTRZU GĘSTA I SKOMPLIKOWANA SIEĆ ORGANÓW PODZIEMNYCH ROŚLIN, WIĄŻE I UTRZYMUJE PIASEK W MIEJSCU. ■\ \ ' vmiAwm -V vi i *«'i > mmwMiM m m -.V T* f r WmM MASKOWNICA ZWYCZAJNA Am^ophilo w THE CZOŁPIŃSKA DUNE Aheid of us, the Ciołplnska Dune. Thls landscape-distinguishable, large terrain form is very fnteresting mainiy due to Its diversifled sculpuire of ihe earth's surface. Withln Its preclncts, the fragments of two types of dune plant assembiages interlace with the surfaces lacklng plants communides at all. White dunes constltute such forms of dunes that are created by two covering-up resistant species of high grasses, the common one beach grass (Ammophila) and a more rear one lymme grass. Between the blades of these grasses, the surface of the ground remains open and the dune sand, which can still be translocated by the wind, is clearfy visible. Grey dunes are covered with plants communities of the type of a Iow green sward, in whłch densely tuft grass dominates a species of grass Corynephorus canescens. The ground u covered here with more or less compact carpet of lichcns and bryophyta as welł as dark-blue layer of gathering humus. The surface of such a dune becomes Consolidated and the movement of sand corns ceases.Dune tracts iacking plants communities are called the moving dunes. Wlthin thelr preclnct, the sand tramlocates easily, by dlnt of which, the sculpuire of the earth's surface abounds with various, impermanent mlcro-forms. Among such dunes, there also exist cone-\h.ipcd hummocks or mounds called nronadnocks (Inselbergs) consplcuously raised above the average level and covered with plants communities. These are the forms, whkh did not surrender to the derrołishing activity of the wind because of the existence of dense 3nd complex network of underground plants - ln their interior, that ties and hołdi the sand łn the spot. Odj. Aleksandra Dzacelskó-Jasnoch KRAJOBRAZY WYDMY CZOŁPIŃSKIEJ NAJÓ UCZBA, NUMER 5 (167), DODÓWK DO „POMERANII" FORMĘ WEPOWIESCOW KLASĘ Vll-Vlli Joana Ginter Justina Pómierskó_^ Dzel 9. Ona je baro dresznó. Charakteristiko Czwiczenia z teksta 1. Przeczetój tekst pt. Krómówó z naji wse. Dój bóczenk, kuli je akapitów i dlócze prawie teli. Jacze wejimczi be sa mógłe nalezc w ópisenku póstace, a czego tikają sa zaóstałe wiadła? Wstąp Chto to je? Rozwiniace Jak ona wezdrzi? Jako ona je? uledóne zajaca Jacze są ji znanczi charakteru? usposobienie Co rozmieje robie? umiejatnosce Zakuńczenie Co ó ni meszla? Krómówó z naji wse Wastnó Lena je nenką móji nólepszi dreszczi Julie. Je wiacy jak szterdzesce lat storo i pół żecó robi w kromie, dlóte w naji wse wszetce ja znają. Raza z familią - chłopa i trzema córkama - mieszko w checze kol łasa. Ona je nisko i dosc mulchnó. Mó jasne włose, jacze wiedno spinó w czucz. Ji lica są colemało werazno pómalowóne - ósoblewie ócze: szare i wiedno pódczorchniate czórnyma rzasama i brewiama. Farwą, jako sa nóbarżi widzy wastnie Lenie, je wiera różewó: ona je czasto oblokło w róż i blós w robóce nosy módri fartuch. Julie nenka je baro robócó. Nie je leno zweczajną krómową, le sama czereje geszefta, a ókróm te dozeró wszetczegó doma: zajimó sa kuchnią i pórządkama, a ósoblewie ji miłecz-nym ógroda. Zelnik to nówiaksze zamiłowanie ti białczi: ona znaje wiele gątenków kwiatów i zelegó i pó prówdze mó do nich szek. Loni dobeła nawet pierszi mól w gminnym konkursu na nópiakniesze przechecze. Ledze lubią wastna Lena, bó je baro dresznó i żecznó. Mó wiesołe usposobienie i je wiólgą óptimistką. Ona sa tak letko nie póddówó, bó je wetrwałó. Wastnó Lena belno rechuje, co je baro brekówne w robóce w kromie, gdze wcyg je nót łiczec towór i detczi. Czasa nama z Julią tłómaczi, jak cos nie rozmiejeme z matematiczi. Je widzec, że je mócnó w głowie. Z memą Julie móm baro dobri kontakt. Czasa chodzą do ni na półnie - je dló mie kąsk jak cotka. Móm nódzeja, że w przińdnoce bada do ni perzna podobno - abó przenómni Julio mdze wnet jak ona. Bóczenk: uwódżi pó lewi starnie tekstu to wskóze charakteristiczi na przińdnota. Szkółownik muszi spostrzec, że ókróm ópisenku póstace wiele je ó tim, jacze ona mó: uledóne zajaca (znaje wiele gatenków kwiatów i zelegó i mó do nich szek), umiejatnosce (belno rechuje, tłómaczi z matematiczi), usposobienie (robócó, dresznó i żecznó, mó wiesołe usposobienie, je wiólgą óptimistką). W pódrechówanim je óbsąd ód autora wepówiesce. Szkoła belnegó pisanió Charakteristika to ópisenk póstace wzbogacony ó wiadła tikające sa benowech znanków ósobe: ji legótków (za-interesowaniów), umiejatnosców (intelektu), uspósobienió (jak chtos sa sprawuje w rozmajitech sytuacjach). W ti wepówiesce ópisejeme charakter póstace, a czasto też ji pózdrzatk na świat, system wórtosców (co je dló ni wóżne) i relacje z jinszima ledzama. W charakteristice nót je dac óbsąd, jacze są mocne i/abó leche stronę ópisywóny persone. Czede piszesz charakteristika, westrzegój sa „werechówónków" - nie pódawój kol se wszetczich pósobnech znankówników zrzeszonech z tą póstacą, le webierze blós czile nówóżnieszich znanków i opisze je dokładno z przikładama. • Cotoznaczi, że wastnó Lena je robócó? Ona sama czereje geszefta, a ókróm te dozeró wszetczegó doma: zajimó sa kuchnią, pórządkama i ji milecznym ógroda. • A dlócze ona je mócnó w głowie? Wastna Lena belno rechuje i je w sztadze szkółową matematika tłómaczec dzecóm. 2. Przerechtuj w zesziwku spisenk znankówników, jacze mogą bec brekówne do charakteristiczi. a) Pódczorchnij w teksce wszetcze znankówniczi, jacze ópisywają wastna Lena. Wepisze je w czile kamach. b) Dofuluj tabela pódóną niżi słowizną. Znanczi uspósobienió Znanczi charakteru Znanczi rozemu Znanczi wseczeców aktiwny, brójny, chitri, dzyrsczi, głupi, gospodarny, inteligentny, ksobny, mądri, nie znó sa na szpórtach, óbmeslny, óbszcządny, ódwóżny, ópanowóny, pówóżny, przemeslny, redosny, skromny, smutny, spokojny, szpórowny, sztridow-ny, utcewi, wiesołi, zwątpiałi, żeczny aktiwny, brójny, chitri, dzyrsczi, głupi, gospodarny, inteligentny, ksobny, mądri, nie znó sa na szpórtach, óbmeslny, óbszcządny, ódwóżny, ópanowóny, pówóżny, przemeslny, redosny, skromny, smutny, spokojny, szpórowny, sztridow-ny, utcewi, wiesołi, zwątpiałi, żeczny NAJÓ UCZBA, NUMER 5 (167), DODÓWK DO „POMERANII" 5 FÓRME WEPÓWIESCÓW KLASĘ VII-VIII Ódpówiesce dló szkolnego: Znanczi uspósobienió Znanczi charakteru Znanczi rozemu Znanczi wseczeców aktiwny, brójny, nie znó sa na szpórtach, ópanowóny, pówóżny, spokojny, sztridowny, wiesołi chitri, dzyrsczi, gospodarny, ksobny, óbszcządny, ódwóżny, skromny, szpórowny, utcewi głupi, inteligentny, mądri, óbmeslny, przemeslny redosny, smutny, zwątpiałi, żeczny Ódpówiesce dló szkolnego: Przikładowe dzelekówe czwiczenia do charakteristiczi Zdrzódła do pisanió charakteristiczi póstace w szkole są ósoblewie lekture. Czej szkótownice póznówają kaszebską leteratura, muszą prze ti leżnosce analizować i óceniwac zachowanie herojów. Zweskiwanie wiedze ó człowieku nót je zrzeszać z bezustówną robotą nad bógacenim słowizne i rozwijanim umiajatnosce udokazniwanió swóji opinie. 3. Wskaże w teksce wiadła ó tim, jaczim knópa beł Gustk z bójczi A. Nagła Snieżelc. Kol pódónech zdaniów tika-jącech sa zachówanió knópa wpisze pózwe znanków jego uspósobienió i charakteru, na jacze to zachowanie wskazeje. Jedny ledze miele baro nipócegó knópela. Ón nie słechół doma starszich, a w szkole nie słechół szkolnych. Nie pómógłe niżódne napomnienia. Nicht ni mógł dac mu rade, ani złoscą, ani dobrocą. Gustk, tak beło jego miono, brojił wszadze, dze le sa dało. Doma tłukł rute i zdrzadła, i szólczi, w szkole rwół uczniom i uczenkóm jich zsziwczi. Malinczim dzótkóm niszcziłjich bawidła, ptószkóm niszcził gniózda, a tószóm bude. Nicht ju nie wie-rził w to, że czedes z Gustka werosce belny człowiek. A jednak stało sa jinaczi. Jednego dnia w zemie spadło bókadosc śniegu i bórence ulepile tej stolemnegó snieżelca, chteren miół i głowa, nos, usze, race i nodżi. Na głowa snieżelca knópi wsadzele wióldżi, czórny czópk. To nie widzało sa Gustkówi. Ón ódczidł race i nodżi snieżelcowi i zemkł jego czópk. Ale w noce, czej nipóceusz cwiardo spół, tej nógle gó chtos szturnął. Czej ón ódeckł, tej uzdrzół przed sobą snieżelca, z toporka w race, chteren rzekł: - Jó ce, wszónie, ódczidna paje i szpere, tak jak te mie zrobił. Knóp jął wrzeszczec. Zbudzele sa tatk i nenka, chterny jale prosec snieżelca, żebe dół knópu póku. Snieżelc przestół na to, a Gustk muszół przerzec, że ju wicy nikomu niżódny krziwde nie zrobi. I tak z wióldżegó nipóceusza werósł baro belny człowiek. Zdrzódło: J. Labbuda, Zórno mówe, s. 64. Jedny ledze miele baro nipócegó knópela... Znanczi uspósobienió i charakteru 1. Ón nie słechół doma starszich, a w szkole nie słechół szkolnych. 2. Nie pómógłe niżódne napomnienia. 3. Nicht ni mógł dac mu rade, ani złoscą, ani dobrocą. 4. Gustk, tak beło jego miono, brojił wszadze, dze le sa dało. 5. Doma tłukł rute i zdrzadła, i szólczi, w szkole rwół uczniom i uczenkóm jich zesziwczi. 6. Malinczim dzótkóm niszcziłjich bawidła, ptószkóm niszcził gniózda, a tószóm bude. Przikładowe ódpówiesce: 1. nipócy, 2. niepósłeszny, 3. nóparti, uparti, 4. brójny, 5. psotny, psotlewi, 6. nieuwóżny 4. Ułożę zesadzone zdania, w jaczich udokaznisz kóżdą znanka Gustka. Wezweskój słowa: bó, tej, dlóte, temu, że, z ti przeczene. Przikłód: Gustk je nipócy, bó ón nie słechó doma starszich, a w szkole szkolnych. 5. Zagrójta w gra „Ó kógum je gódka?". Niech kóżdi z waji przeszekuje 4 znankówniczi, chterne mdą cha-rakteristiką webrónegó drecha abó webróny dresz-czi z wajegó karna (abó webrónegó heroje szkółowi lekture). Pótemu przedstawiła swoje wepówiesce drechóm, żebe oni zgadiwele, o kógum je gódka. Przikładowe temate weprocowanió - charakteristiczi Jako jó jem - moje redote i smutczi Moja dreszka / Mój (pół)bracyna / Moja krówcka / Naj szandara / Doktór z naji bólece Cekawi człowiek z mojego ókólegó v. - teróczasny stołem Uledóny heroja ze szkółowi ksążczi do kaszebsczegó / z kaszebsczi lekture dr Joana Ginter polonistka i absolwentka kaszebsczi etnofilolo-gie. Robi w Instituce Pólsczi Filologii na Gduńsczim Uniwersytece, a też jakno szkolno w Uniwersytecczim Óglowósztółcącym Liceum we Gduńsku. dr Justina Pómierskó didaktik pólsczegó i kaszebsczegó jazeka, czerownik pódiplomówech sztudiów „Nauczanie języka kaszubskiego" na Gduńsczim Uniwersytece. 6 NAJÓ UCZBA, NUMER 5 (167), DODÓWK DO „POMERANII" UDBA NAUCZBA Mikółój Ridiger_ Kaszebscze majewe Je to bedenk uczbe, chterna można póprowadzec kole ka-pleczczi Matczi Bósczi, jako je krótko szkołę (może bec też kóscół). Wórt be beło przerechtowac kwiótczi, cobe złożec pod kapleczką, a czej je leżnosc, to nawetka ja weczeszczec. Jak póprowadzec kaszebscze majewe? 1. Zaśpiewać Chwólta łączi ustrojone. 2. Odmówić Litanio loretańsko do Nóswiatszi Mariji Pannę*. 3. Odmówić Módletwa ó rechłą beatifikacja Słedżi Bożego Ks. Biskupa Kónstantina Dominika. 4. Zaśpiewać Pó górach, sodlenach. Może też bec Kaszebskó Królewó* abó jinszó śpiewa do Matczi Bósczi pó kaszebsku. * Módletwe a pieśń óznóczóne gwiózdką może na-lezc w kaszebsczich módletewnikach, np. Me trzimóme z Boga. Kaszebsczi mółi módletewnik Eugeniusza Gołąbka i Eugeniusza Preczkówsczegó (Banino - Gduńsk 2014). Chwólta łączi ustrojone Chwólta łączi ustrojone, Góre, sodlene zelone, Chwólta ceniste gajiczi, Zdroje i przewijne rzeczi. Co jigró z morza wałama, W lefce kolibie skrzidłama, Chwólta z nama Panią świata, Ji i nasza dłóń wińc splótó. Bósczich dokazów kóruna, Nad aniołe weweższonó; Paneje na zemi, w niebie, Nie zgardzy nama w potrzebie. Wdzacznym strużków szemarzenim I ptószków słodczim kwilenim, To, co czeje i co żeje, Niech z nama sławi Marija. Tłom. Felicjo Bóska-Bórzeszkówskó, Kresztof Jadroch Plater-Zólewsczi. Mikółój Ridiger mieszko w Brusach, absolwent kaszebsczi et-nofilologie, wiceprzednik partu KPZ w Brusach i szkolny kaszebsczegó jazeka w spódlecznech szkołach. Pó górach, sodlenach Pó górach, sodlenach rozlegó sa zwón, Anielscze witanie ledztwu głosy ón. Ave, Ave, Ave Marija Zdrowaś, Zdrowaś, Zdrowaś Marija! Bernatka dzeweczka szła za drewka w las, Aniół ja prowadzy, Bóg so webrół czas. Ave, Ave, Ave Marija Zdrowaś, Zdrowaś, Zdrowaś Marija! Ta sertną módletwa szepcą lepe ji. Badzece zdrów Wastkó, łasków dodójce. Ave, Ave, Ave Marija Zdrowaś, Zdrowaś, Zdrowaś Marija! Kórny móji prośbie ódpówiesc dójce, Kógum jesce Wastkó, nie tacece mie. Ave, Ave, Ave Marija Zdrowaś, Zdrowaś, Zdrowaś Marija! Klęczący Bernatce rzekła Wastnó tej: Nieskalóne prawie póczace jó jem. Ave, Ave, Ave Marija Zdrowaś, Zdrowaś, Zdrowaś Marija! Nóswiatszó Gwiózdeczkó, w rój prowadzce nas Dze wieczną szczestlewósc Bóg nama tam dó. Ave, Ave, Ave Marija Zdrowaś, Zdrowaś, Zdrowaś Marija! Ttom. Felicjo Boska-Bórzeszkówskó, Kresztof Jadroch Plater-Zólewsczi. Módletwa ó beatifikacja Słedżi Bożego Ks. Biskupa Kónstantina Dominika Boże w Trójce Jedurny! Waszą chwałą są wszetcze Wasze zjiscenia, a nówidzalszi w nich je równak człowiek, cedowno stworzony i jesz cedowni odkupiony. Kórno Was prosyme, przedójce so chwałę przez postawienie na wółtórzach Waszego słedżi, biskupa Kónstantina Dominika, a nóm bez to dóce nowego i gwesnegó prowadnika ób droga do Waszego dodomu. Dójce nóm na łaska, be przecziństwó Waszego Słedżi, Biskupa Dominika, w najich potrzebach beło znanką achtniacó bez Was nadzwekównosce jego zwekównosce. Chteren żejece i królejece na wieczi wieków. Amen. Zdrzódło: Módletwa ó beatifikacja biskupa Kónstantina Dominika (karno na Facebooku). NAJÓ UCZBA, NUMER 5 (167), DODÓWK DO „POMERANII" 7 WIERZTA Weronika Mierzwińskó 0 J Ku pisze Czej dresze chcą pówanożec, Cos do brzuszka muszą włożec. Dlóte czas ódwiedzec króm, Żebe jestku wząc dodóm. Pujk ju wórzta w kószik włożił, Aczipaka kuch dołożił. Zós alpaka bierze sok. Prze pólece wióldżi tłok. Tu są bulwę, tam malene. Pujk jich szukół trze gódzene! Wióldżi króm dresze nalezle, W mnieszim poszło be to pradzy. Czede webierzą ju wszetkó, Tej do kase pudą chutkó I za kupisze zapłacą. Jóda wezną, detczi stracą. Mai. Greta Walasek Weronika Mierzwińskó sztuderka kaszebsczi etnofilologie, w przińdnoce widzy sa jakno szkolno rodny mówe. Greta Walasek sztuderka kaszebsczi etnofilologie. Zajimó sa ma-lenkama do kaszebsczich ksążków i cządników. 8 Redakcjo: Aleksandra Dzacelskó-Jasnoch / Korekta: Bożena Ugówskó / Projekt i skłód: Damian Chrul 28 ODMIAN MARCHWI, 20 GATUNKÓW SAŁAT ćh <........ Roman Klebba w swojej książce Z Klanina w świat -między Gdańskiem a Gdynię przywołał wiele wspomnień. Co dla mnie istotne, opisał również sprawy ocierające się o pożywienie, albowiem bez nasion i sadzonek nie byłoby ogrodu i sadu, a co za tym idzie - nie byłoby słoików pełnych przetworów czy też worów pełnych grochu lub fasoli. Pierwsze ze wspomnień, które niezwykle obrazowo przedstawił, dotyczy rodzinnego ogrodu. Klebba pisał o nim tak: Wszystkie ogrodowe rośliny były od Hozakowskiego z Torunia, od którego brifka (listonosz) przynosił dwa razy do roku kolorowe katalogi. Te katalogi były nie tylko ofertę kupiecką, przedkładającą klientom wielorakość drzew, krzewów, warzyw i kwiatów. Były też jakby podręcznikami, z których Kaszubi i Kaszubki przyswajali sobie polskie nazwy tych roślin, choć wiele z nich do dziś zatrzymało dawne nazwy kaszubskie lub niemieckie. Kim był ten Hozakowski? Odpowiedź jest stosunkowo prosta, bo znamy jego życiorys. Ale chyba powinno zacząć się nie od tego, że był synem Bolesława i Marii z Mikoszewskich, ale od tego, że niejako urodził się po to, by zostać ogrodnikiem, bo jego ojciec był niewątpliwie pionierem branży nasienno--handlowej na Pomorzu. Już w 1885 roku rozpoczął działalność pierwszej firmy handlującej nasionami w Toruniu. Po ukończeniu gimnazjum Bronisław Hozakowski odbył dwuletnią praktykę w firmie ojca, by posiadając podstawową wiedzę, udać się w podróż po firmach z branży nasiennej w kraju i poza jego granicami. Podróż trwała niezwykle długo, ale skutkowała tym, że przejmując w 1919 roku firmę po śmierci ojca, był już doskonale obeznanym z fachem profesjonalistą. Wkrótce okazało się, że firma B. Hozakowski, Skład i Hodowla Nasion, Zakłady Ogrodnicze była jedną z największych i najprężniejszych w II RP. Handel nie dawał wystarczającej satysfakcji, więc Hozakowski założył w 1922 roku zakłady ogrodnicze specjalizujące się w hodowli cyklame- Pomerania nr 5 (575) / Maj 2023 35 Smaki i aromaty Pomorza nów, hortensji, gloksynii, chryzantem, dalii, gladioli, ale również w pracach doświadczalnych, prowadzonych we współpracy ze Stacją Doświadczalną Pomorskiej Izby Rolniczej w Kończewicach k. Chełmży i w majątku Złotniki Kujawskie k. Inowrocławia. Wszystko to sprawiło, że szybko zaoferował własne odmiany buraków pastewnych, marchwi, cebuli, buraków ćwikłowych, pomidorów, pietruszki, rzodkiewki. Firma Hozakowskiego znana była z niezwykle skutecznej logistyki. Przesyłki z zamówionymi nasionami lub sadzonkami nadchodziły niezwykle szybko i w dobrym stanie. W składach firmy znajdowały się też liczne narzędzia ogrodnicze, a także ówczesna chemia ogrodnicza znanych europejskich producentów. Uboczną działalnością był handel indyjską herbatą, a także tulskimi samowarami. Lektura katalogów każe nam powiedzieć, że oferta potężnych markę-tów budowlano-ogrodniczych nie jest wystarczająco ambitna. Torebki z nasionami wiszą na jednym-dwóch stosunkowo niewielkich regałach, a dział „Ogród" to obszar będący znikomym elementem całości. W przypadku Hozakowskiego mówimy o 132 stronach katalogu jubileuszowego wydanego w 1935 roku. Wróćmy jednak do Kłanina. Nasza Mama, robiąc zamówienia dla siebie, włączała też zapotrzebowania dla sąsiadek, a że była po szkole gospodarczej u pelplińskich sióstr, więc tym samym znała się dużo lepiej na uprawie kwiatów i gemiizów (warzyw) od innych kłanickich białk (kobiet). Nie było wtedy Internetu, więc zamawiający wyrywał z katalogu przygotowany druk zamówienia, wpisywał swoje typy i oddawał listonoszowi. Mijały dwa, trzy dni, a listonosz taszczył już w torbie opakowania z nasionami lub sadzonkami. Było to w pełni możliwe i realne, bo w przeciwieństwie do Kongresówki, Pomorze odziedziczyło po powrocie do RP doskonale zorganizowaną sieć kolejową, która pozwalała przesyłać paczki i listy w tempie, którym dziś szczycą się firmy kurierskie. Gemiize, gemiiznik, to i dziś warzywa, warzywnik. Nasz gemiiznik mieścił się między ostatnimi rzędami drzew po prawej stronie stodoły, tuż za ulami. Był ogrodzony niskim płotem, a od nordy osłaniały go danki, pod którymi rosła też leszczyna i szachelbery (agrest). Agrest, jakże ważny składnik kaszubskiego menu, występuje w katalogu w dziewięciu odmianach podstawowych i pięciu odmianach w pozycji „agrest sztamo-wy". Potrzebny był do zakwaszania innych dań bądź do spożycia w formie kompotu. Leszczyna zaś była źródłem orzechów będących dodatkiem do ciast i innych potraw w okresie zimowym. Dobrze się przechowują, więc leszczynę pielęgnowano z dużą cierpliwością. Zwróćcie też uwagę, jak dobrze wyedukowani byli gospodarze. Od północy, od wiatrów znad morza, warzywnik osłonięto choinkami, które jednocześnie zatrzymywały ciepło płynące z południa. Choć do morza jeszcze kilka kilometrów, to jednak racjonalny gospodarz zadbał o stworzenie odpowiedniego mikroklimatu dla roślin. Przy przednim płocie był długi rząd malin, a na końcu były posadzone potrawnice (truskawki). [...] W gemiiz-niku sadzono lub siano radiski, sałatę, groszek cukrowy, bónk szparagowy i wysoki oraz szczypiorek i cebulę, ka-rotę (marchew), dyl (koper), pory i zelery, wszystko to, co mama do drónka potrzebowała. Czy dacie wiarę, że w katalogu Hozakowskiego można było wybierać radiski spośród 14 gatunków? Czy wiecie, że w katalogu Hozakowskiego można było wybierać wśród 28 odmian marchwi, 16 odmian cebuli i szczy-pioru, 20 gatunków sałat? Przykłady obszerności oferty (ennikafóuirnj na rok Wl^Of łłęDObriA NAS/ON *. AM ŁADY OGttODHICZE 36 Pomerania nr 5 (575) / Moi 2023 Smaki i aromaty Pomorza można mnożyć. Ważne przy tym jest to, by pamiętać, że wszystko działo się w kraju, który ledwie kilkanaście lat wcześniej wrócił na mapy po jednej wojnie, a druga już czaiła się na granicy. No i oczywiście tomaty, gurki i ćwikłę. Tomatów Hozakowski oferował 16 gatunków. Lepiej było z ogórkami, bo tych było aż 35 gatunków, przy czym najdłuższy wśród standardowych miał osiągać długość nawet 70 cm. W kącie ogrodu był rabarbar i chrzan. Kapustę, kalafiory, kalarepę, roznekohl (brukselkę), marchew zimową oraz wreci (brukiew) do gęsiny sadzono na poletku przylegającym do łąki. Tam była bowiem lepsza ziemia. Tata mawiał na nią „humus". Brukiew Hozakowski był gotów sprzedawać w pięciu gatunkach. Podobna liczba odmian dotyczyła brukselki, która w katalogu była nazywana kapustą różyczkową, i jarmużu. Przewyższa je kalarepa z dziewięcioma odmianami. Przewyższa to z kolei kalafior, który występuje w 15 gatunkach. Podobnie kapusta, którą odnotowałem aż w 21 gatunkach. Osobnym elementem oferty handlowej Bronisława Hozakowskiego były kwiaty, których różnorodność była szokująca, gdy myślimy stereotypowo o ofercie liczącej sobie około 100 lat. Podobnie - drzewa owocowe. W tekście znajduje się fragment dający nam, żyjącym w XXI wieku, wiedzę o tym, skąd w rejonie na północ od Luzina tyle sadów: Ogrody mieli i do dziś mają wszyscy kłaniccy parcelanci. Sady te wprowadzał nasz Tata, zamawiając w tamtych czasach co roku setki szczepów od „Hozakowskiego" z Torunia, nie tylko dla sąsiadów, ale także dla gburów z okolicznych wsi. Tak np. powstały sady śliwkowe w Werblini. O tym, jak istotne były te zakupy, dającfe w perspektywie możliwość zarobkowania, świadczą kolejne słowa: Ze zbytem owoców nie było kłopotu. Owoce sprzedawano na Półwyspie, w Jastrzębiej Górze lub w Gdyni, a poza tym suszono je oraz wekowano. Wekowanie było nowością, a szkła „Wecka" sprowadzano z Lauenburga. Bieda z nędzą przezierająca z wielu wypowiedzi o Kaszubach czy może jednak całkiem poważne bogactwo oferty handlowej, zdającej się zupełnie naturalną w kontekście wysoce uporządkowanego i racjonalnego podejścia do życia w czasie pruskich, niemieckich związków z Pomorzem w okresie przed I wojną światową? Związków, które w przeciwieństwie do Kongresówki na południu przynosiły nowoczesność i obecność w elitarnym klubie społeczeństw prących do przodu, odkrywających nieznane czasem sfery świata. Zapytacie być może, z jakiego powodu poruszam temat nasion i jaki ma on związek z jedzeniem. Odpowiedź jest prosta. Wiele opracowań dotyczących kuchni kaszubskiej wskazuje na to, że jedną z jej głównych cech była samowystarczalność, czyli umiejętność zapełnienia spiżarni własnego gospodarstwa wiejskiego we wszystkie elementy, które pozwolą zamknąć cykl życia, a ono wcale nie zaczyna się 1 stycznia, a wtedy, gdy pierwszy wóz z satysfakcjonującymi zbiorami trafia do stodoły. To do tego momentu liczony jest przednówek i od tego momentu zaczyna się odliczanie czasu do kolejnego przednówka. Nie ma co się oszukiwać, właśnie od nasion, które kupiły gospodynie, zależało to, czy w micie, sklepie znajdzie się wystarczająco dużo produktów, które pozwolą na przyrządzenie posiłków. Wielu powie, że to błędny tok myślenia, bo przecież można było odkładać garść grochu lub fasoli do posadzenia w kolejnym sezonie. Można, ale czy w ten sposób można było działać w przypadku każdej rośliny? Czy matka doglądająca domu i sporej gromady dzieci miała czas na pozyskiwanie nasion pietruszki, brukwi, marchwi? Czy realne było doprowadzanie tych roślin do wydania nasion? Raczej nie, więc działalność ludzi takich jak Hozakowski była bardzo na rękę naszym przodkom. Oczywiście im gorsze nasiona, im gorsze sadzonki, tym plon mniejszy. Dziś, gdy podaż grochu, fasoli, kartofli ratowana jest dostawami z Chin albo zeszłorocznymi zapasami (sądząc po wyglądzie zwiędłych kartofli), dotrwanie do końca przednówka jest łatwiejsze, lecz należałoby zapytać, czy cena, którą płacimy w sklepie, jest adekwatna do wartości otrzymywanych produktów. W większości nie. Nie patrzymy na paragony, a paragony są dowodem na to, że warto wzorem lat ubiegłych zakupić nasiona odpowiednio efektywnych gatunków roślin. Warto je siać, sadzić, pielęgnować i korzystać z tego, że jeżeli mamy balkon, to kilka doniczek obsianych pożądanymi warzywami da sporo satysfakcji. Jeszcze bardziej ma to uzasadnienie w przypadku osób posiadających ogrody, które często są zmieniane w miejsca relaksu i wypoczynku. Zielona trawa, zgrabnie przycięty żywopłot odgradzający gospodarza od świata, miejsce na grilla, ba, czasami nawet basen, ale brak grządki z pietruszką, koperkiem. Wolimy cieszyć się posiadaniem nieskazitelnego ogrodu i płacić duże pieniądze za kilka gonionych listków. Rafał Nowakowski Roman Klebba, Z Kłanina w świat - między Gdańskiem a Gdynię, wyd. Instytut Kaszubski, Muzeum Miasta Gdyni, Gdańsk-Gdy-nia 2014 Pomerania nr 5 (575) / Mai 2023 37 ABISYŃCZIK A WŁOCH Z JELEŃSCZIHETE To beło tak... Jich dwuch poznało sa we wczasnym młodectwie, jesz przed wojną, a ód tego sztóta oni grele razajaż do smierce. Grele na zabawach tanecznech we wse, na rozmajitech rozegracjach, wieselach... „Te jes z Abisynii, a te jes z Włochów" - chtos róz zaszpórtowół, a ta pózwa do nich przelnała i ostała do smierce. Czedes bele tak znóny na Kaszebach, że nawetka wóżne leste przechódzełe na miono „Abisyńczik" miast Jan Hinc, a „Włoch" miast Władisłów Greba. Jan Hinc urodzył sa w roku 1909 w Jeleńsczi Hece jakno syn Fraceszczi, z dodomu Frankówsczi, i Leona Hinców. Ód dzecka ón kóchół muzyka. Chatno słechół frantówków, chterne śpiewała jego memka. Późni ón spiewół je swójim dzecóm, a te dzece swój im dzót-kóm, i dlóte dzysó jego wnuczi, a nawetka prawnuczi, znają wiele dówno ju zabetech w świece stórech frantówków, taczich jak „Legiony, my biedne legiony!" abó „Słoneczko świeci nad zachodem, dziewczę choodzi w polu za ogrodem" i jesz wiele jinszich. Mółi Jónk ni miół móżlewósce, be uczec sa profesjonalnego granie-gó na jaczim jinstrumence, ale czej ón beł kąsk starszi a zarobił swoje piersze detczi, ón kupił so pierszą harmonia. I sóm naucził sa na ni grac. Retenk ód cedowny figurę Jan Hinc ni miół letko w żecym. Czej ón beł knópa a miół blós jednósce lat, jego tatk umarł. To beł rok 1920. Memka ostała sama z dzecama, a na gburstwie wtenczas letko nie beło, dlóte ona chutkó wzała so dredżegó chłopa. Leno nowi chłop nie beł dobri dló swóji białczi ani też dló swójich paserzbów. Ón beł dló nich tak lechi, że nawetka wiele lat późni, ób czas dredżi wójne, dół wiedza miemiecczim władzom, be oni wzale paserzba do Wehrmachtu. Jan beł tede ju dozdrzeniałi, a nawetka miół ju swoja familia. Nie chcół ostawiać swóji białczi Zofii i swójich dzecy. Nie chcół biótkówac sa pó miemiecczi starnie. Dlóte zrobił so bónker na łączeszczu za grepą kamów. Hene ón żdół, jaż nógórsze minie. Równak stało sa tak, że chóc Miemce gó nie wzale do Wehrmachtu, to trafił na muszowe robotę w głąb Rzesze. To beł baro dradżi czas. Jan robił dló mie-miecczich bauerów przez wiele dłudżich miesaców. Robota beła cażkó, a jestku leche. Czede kiireszce przeszedł kiińc wójne, Jan baro chcół wrócec nazód do se, na Kaszebe. Le wanoga nie beła tako letko. Cawnó Europa beła w pówójnowim chaosu. Jan nie znół drodżi dodóm, tej szedł i szedł piechti przez wiele tidzeniów. Czej ón ni miół ju moce a niżódny nódzeji, naróz nalózł w polu złómóną figurka Mariji Królewi z Dzecątka na rakach. „Póprowadzece mie dodóm!" - ón sa modlił. A Marija wesłechała jego prosbe. Ta figurka je w checzi Hinców pó dzys dzeń na taczim specjalnym placu na pólece midze jinszima swiatima sztaturkama. Marija je westrojonó w kled, chteren zrobiła a snóżo weszeła Zofio - Janowa białka. Jo, moja memka miała talent do taczich robót-ków. Wszetczegó ona sa nauczeła sama. Szeła nama ruchna, wiazła na szpicach swetre, jaczi, weste, robiła wesziwczi na chustach a serwetach. Taczich cepłech rakawiców, jacze memka zrobiła tatkowi, ni miół nicht jinszi w ókólim! - ópówiódó mie Jan Hinc, nómłodszi syn Jana „Abisyńczika" Hince. Zofio i Jan miele szesc 38 Pomerania nr 5 (575) / Mój 2023 WSPÓMINCZI Zdenk Zofii Złoch i Jana Hince W Jad i słów „Włoch" Greba (pierszi z lewi) griwół na skrzepicach, a Jan „Abisyńczik" Hinc (pierszi z prawi) grół na harmonii i nożnym babnie dzecy. Letko nie beło. Trzeba beło wiele sa narobić, be so jakós dac rada. Jó pamiatóm, jaczi dobri chleb mema piekła! A na Góde piekła młodzowi kuch. I dló naju, dló dzecy - szneczi z jabkama, pósepóne cekra. Jó do dzysó pamiatóm nen szmak! Tak pó prówdze wtenczas beła wiólgó bieda. Tej tatk doróbiół swójim granim - wspóminó mój rozpówiódócz. Jak Abisyńczik pótkół Włocha To beł rok 1935 abó 1936. Czas, czede prawie beła italskó-abisyńskó wojna ó kolonie z rozkazu Musso-liniegó. Wszadze sa ó tim gódało a też pisało w gazetach, kó hene bełe straszne mórde a masakrę na ledzach. Timczasa na Kaszebach we wse Dolmierz w gminie Szemółd beło wiesele, dze do tańcowaniegó grało dwuch drechów: Jan Hinc a Władisłów Greba. Jan grół na harmonii i na nożnym babnie, a Władisłów - na skrzepkach. Czede wszetce ju so perzinka wepile a belno sa bawile, chtos zapitół: A skądka je tech dwuch dióbłów, co tak piakno nama grają?! Na to jeden z gósców zaszpórtowół: Nen je z Abisynii, a nen je z Włochów! To beło doch buten szeku, a równak tak do nich przelnało, że ód tego sztóta oni sami na se też gódele nie jinaczi jak „Abisyńczik a Włoch". Oni bele tak znóny a tak jich lubile, że jednego razu ledze zrobile jima koronacja! Pó prówdze, oni bele królama muzyczi! Do dzysó żeją ledze, chterny jich pamiatają, a wspominają, jak fejn sa bawile ób czas jich graniegó. Oni pótkele sa richtich przepódka. Mój tatk ucził sa grac na harmonii, a że szło jemu belno, jaczis znajomi mu rzekł: „Tu niedalek mieszko taczi knóp, chteren gro na skrzepcach. Wezta załóżta kapela!". To szło prawie ó tego Władisława. Mój tatk beł ód niego ó trze lata młodszi, ale tak sa dogódele, że sparłaczeła jich dreszba na cawne żece, nawetka żele późni mój tatk założił rodzezna i miół białka i dzece, a Włoch beł kawalera - wspóminó Jan, syn Jana Hince. Oni grele na biesadach, na wieselach, wszadze, dze chto jich rócził. W Góde chódzele z Gwiózdkama. Czase bełe tacze, że za zópłata kóżdi dówół, co mógł: a to miaso, a to wórzta, a to jaja, a to gas, a to trze kila mączi. To beła bieda, dlóte kóżdó rzecz redowała. Oni so nawetka zrobile taką przespiewka: „Abisyńczik z Włocha grają, to za miaso, a bez gnóta!" - spiewó Jan ze smiecha. Abisyńczik i Włoch grele raza przez wiele lat, jaż do póznech lat ósmedzesątech, a nawetka i dłeżi, bó doch wiedno grele na rozmajitech uroczeznach w swójich familiach. Nożny baben, jaczi Jan Hinc miół zrobiony sóm z kózli skórę, óddół do muzeum. Dzysó syn ju nie pamiato do jaczegó. Ale nigde nie óddół swój i harmonii. Wiele ledzy przechódzeło do niego uczec sa graniegó na jinstrumentach, a ón nikomu nie ódmówiół uczbe. Dreszba Hince a Grebe ostała przerwónó dopierze przez smierc. Władisłów umarł pierszi - 13 gromicznika 1992 roku. A ju dwa miesące późni - 13 łżekwiata - umarł Jan. Smierc tatka to beło dló naju wióldże zaskoczenie. Jo, tatk kąsk chórzół, ale czuł sa dobrze. A jesz na mójim geburstachu, pod kuńc stremiannika, ón grół a szpórtowół. I nawetka wepił czeliszk sznapsu. Naróz, przed Jastrama, ób czas gódczi z nama, ón zaczął tracec móc. Mego flot wzdle do bólece, ale nie beło retenku. Tatk umarł. Ledze gódele, że to Włoch wezwół drecha do se do Nieba. Felowało jemu drecha do graniegó - ópówiódó mie Hinc. Pó tatku ostało jemu wiele pamiątków: ódjim-czi, nagrania frantówków na płatkach CD, materiał ó Gwiózdkach zrobiony dló „Rodny zemi", a też, co może i nówóżniesze: harmonio. Jan, syn „Abisyńczi-ka", bierze ja czasa w race i gró frantówczi, chternech naucził sa prawie ód swojego tatka... Dario Kaszebówskó Pomerania nr 5 (575) / Maj 2023 39 WIÓLGÓ HISTORIO W MÓŁI WSE Strzebielink to mól mocno wpisóny w nónowszą historia Pólsczi. Ób czas wójnowegó ustawu, ód 13 gódnika 1981 roku do 23 gódnika 1982, kómunisticzne weszezne zrechtowałe tu lódżer dló internowónech. Wespół beło tu trzimónech wicy jak 500 opozycjonistów. Pierszim internowó-nym beł póznieszi prezydent Lech Kaczińsczi, trafił tu też przińdny premiera Tadeusz Mazowiec-czi i wiele jinech ledzy, chterny pó tim, jak skuńcził sa w Polsce komunizm, rządzele kraj a jakno minystrowie, parlamentarzisce abó samórządówce. Żece w lógrze Aresztowania opozycjonistów zaczałe sa nocą 13 gódnika 1981 roku. Wnet w kóżdim przetrófku szło to wedle jednego modła: klepanie na dwierze, żele nicht nie ótmikół, jich rozwólanie, tej-sej próbę cegaństwa (np. wgadiwanie sedzącym bene, że klepią jich znajomi z robotę). Czej ju szandarowie weszle bene, dówele krótczi czas na obleczenie sa i wepro-wódzele internowónegó. Czasa doma óstówałe blós mółe dzece, jaczima późni zajimele sa sąsedze. Dló zatrzimónech zaczinało sa nowe żece. „Po dwóch godzinach jazdy, z błądzeniem, zakopywaniem się w śniegu, podjechaliśmy pod wysoki mur. Przy wejściu napis: Zakład Karny Oddział Zewnętrzny Więzienia w Wejherowie w Strzebielinku. Dookoła wysoki szary mur, na rogach wieżyczki strażnicze, reflektory, karabiny. Mój opiekun prowadzi mnie do jakiejś sali. Robią mi zdjęcia z trzech stron, biorą odci- ski wszystkich palców i obu dłoni"1. Na zatrzimónech żdałe 16-persónowe cele, niegwesnota tego, co mdze witro, i strach ó familia. Dopierze trzecegó dnia mó-gle napisać lest do swój ich blesczich i dac wiadło, dze są. Je wiedzec, ó wszetczim rodzezne sa ni mógłe dowiedzec, bó w lógrze beła ostro cenzura korespondencji, w lestach bełe wesztrichnione dzele, jacze nie widzałe sa weszeznóm. Chutkó powstała systema nawzójny komunikacji midze internowónyma, a nawetka lógrowó poczta ze sztaplama robionyma z gume z bótów. Beło to woźne ób czas órganizowanió póspólnech akcjów, np. głośnego spiewanió, czej beł musz webrac lesta piesniów i zapisać słowa niejednech z nich. To śpiewanie stało sa wóżnym rituała zamkłech w Strzebielinku. Cole-mało wekónywele religijne i patrioticzne dokaże, ale nie felowało też usódzków, jacze miałe bec weszczergą z komunistów, a ósoblewie z generałów zrzeszonech J. Mur, Dziennik internowanego grudzień 1981 -grudzień 1982, Gdańsk 2014, s. 23-24. 40 Pomerania nr 5 (575) / Mój 2023 Historio w Wojskowi Radzeznie Nórodnegó Retenku (pólscze: Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego; WRON), zwóny pógardlewó Wroną. Hewó jedna z nich: Z tamtej strony Wisły kąpała się Wrona, Ani robotnicza, ani zjednoczona. Choć przemalowana, chwilowo czerwona, Sierp ma zamiast dzioba, młot zamiast ogona. Niech no spłynę śniegi, niech przyjdzie ku wiośnie, Powiesimy Wronę na najwyższej sośnie. Łotrom ku przestrodze, dzieciom dla nauki, Nie rozdziobią Polski - Wrony ani kruki. Śpiew przebócziwół też przeżeca internowónech ób czas aresztowanió i pókazywół wiara w dobece. Przemiara może bec hewótnó „przeróbka" znóny kólade: Wśród nocnej ciszy dekret wychodzi, wstańcie koledzy, bo SB chodzi. Czym prędzej się ubierajcie, żonę, dzieci pożegnajcie, zanim was skuję. Przyszli, zabrali, z domu i pracy. Nim się spostrzegli - bracia rodacy. Jak wściekłe jeździły wozy, zapełniły się obozy internowanych. Nie płaczcie matki, nie płaczcie żony, my mamy prawdę dla swej obrony. Przyjdzie czas - znów prawda wróci, naród z siebie pęta zrzuci i oswobodzi. Jeden z internowónech, Tadeusz Szczudłowsczi, stwórził nawetka karno churzistów. Zamkłi w Strzebielinku miele też stara ó swoja psychiczną i fizyczną kóndicja - prowadzele jazekówe kurse i wekłade, ór-ganizowele sportowe rozegracje. Wechódzeła też raczno przepisywónó lógrowó gazetka „Nasza krata. Gryps powszechny NSZZ Solidarność". Nódpis na sledny starnie dredżegó numra óbznajmiwó: „Numer zamknięto 23 XII 81, redakcję zamknięto 13 XII 81". Lógrowe rekolekcje Dló wiele ledzy wóżnó bela sprawa kontaktu z ksadza. Pojawił sa ón na placu dosc chutkó, bó ju dzeń przed wileją 1981 roku, ale internowóny jesz rechli dbele ó swoje dechówe żece. Moli krziż zrobile so ju pierszegó dnia z lestwów ódklejonech ód stołu, a na delach werwónech spód matraców usódzale wizeren-czi Matczi Bósczi. Kóżde reno dzeń zaczinele pieśnią „Kiedy ranne wstają zorze". Internowóny ótmikele okna, żebe nawzój se czec, i wespół - wierzący i niewierzący - spiewele. Jak gódają, beło to ekstremalne doswiódczenie, bó temperatura buten dochódała do -20 st. Celsjusza, a ogrzewanie w celach beło baro słabe. Wieczorama wekónywele Marijne spiewe. Wcyg też cesnale na weszezne lógru, żebe sprowa-dzełe jima ksadza. Kuńc kuńców jich kapelana óstół ks. Tadeusz Błońsczi. Jego pierszim zadanim beło przekonanie zamkłech w Strzebielinku ledzy, że pó prówdze je kapłana. Internowóny miele strach, że może to bec jaczis agent bezpieczi. We wnet kóżdi cele beł jistny scenarnik. Ksędz wchódzył raza z klawisza-ma, komendanta, ubeka, a na kóritarzu stojół zomówc. Piersze pitanie beło: „Jes ksędz? To pokaże papióre". I ón wecygół dokument ód biskupa Lecha Kaczmarka z gduńsczi diecezji na pócwierdzenie, że je ksadza2 -wspóminó w gódce z ks. Mariana Miotka Andrzej Drzecymsczi [wszetcze pólskójazekówe wepówiedze tłómacził autór - dop. red.]. Pó zakuńczenim pózytiwny „werifikacji" swojego kapelana internowóny prosele ó msza we wileją Godów. Rechli dostele zgoda na kupienie mółech danków, jacze weózdobile tim, co miele pod raką. Lógrowe weszezne nie dałe równak zgóde na odprawienie póspólny Eucharistie dló wszetczich. Ks. Błońsczi chódzył tej ód cele do cele i odprawił czilenósce mszów. Biskup dół mu prawo do udzelenió óglowi absolucji, to je grepówegó rozgrzeszenió. Je ono prak-tikówóne colemało w przetrófku zagróżbe żecegó. Do tero móm przed óczama ta scena w cele zmieniony 2 Być chrześcijaninem. Andrzej Drzycimski, online: https://telewizjattr.pl/dzien/2017-01-0I/33714-andrzej-drzycimski.html [dostęp 29.04.2023], * . Chcieli zabić pamięć Chcieli zabić nadzieję Ób czas latosech obchodów Dnia Jednote Kaszebów w Gniewinie pod tóflą w Strzebielinku przednik KPZ Jón Werowińsczi i wiceprzedniczka Bożena Ugówskó złożele kwiate z blewiązką z nódpisa: „Kaszubom, bohaterom Solidarności -Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie" Pomerania nr 5 (575) / Maj 2023 41 Historio w kapleca. Strażnik sedzący w dwierzach, trzimający klucze... Scenerio nie do ópisanió. I ksądz gódó: „jesta jak na polu póbitwe. Nie je wiedzec, co z wama badze. Dostówóta ógłowę absolucja". Mejesme tej so uswiąd-nile, żepóprówdze nie wierne, jak to sa skuńczi - gódó Andrzej Drzecymsczi. Ks. Błońsczi przejachół nie blós z dechówą pó-cechą, ale też z darenkama ód ewanielicczegó i ka-tolecczegó kóscoła z Dusseldorfu. Baro to poprawiło weżewienie internowónech. Wilejó w lógrze bela tej nie nógórszó, ale baro gradzył wszetczim strach ó blesczich. Naje familie bele w baro dradżi sytuacji. Me tuwójesme so dówele rada, dostówelepomóc, a oni do kuńca nawet nie wiedzele, co sa z nama dzeje. Jich wilejó beła wiele drażeszó jak naja. Taką gwiózdka zafuńdowół nama generół Jaruzelsczi - gódó jeden ze strzebielinkówców, dzysdnia przednik Kaszebskó--Pómórsczegó Zrzeszenió Jón Werowińsczi Woźnym wedarzenim dló internowónech bele wiólgópóstne rekolekcje przeprowadzone przez ks. Edmunda Piszczą, chteren nawiedzy! zatrzimónech trze raze - nóprzód jakno profesor pelplińsczegó Weższegó Dechównegó Seminarium, późni jako biskup nominat, a sledny róz jakno pómócniczi biskup chełmińsczi diecezji, do jaczi słechół Strzebielink. Rekolekcje warałe cali dzeń, a dechówny rzekł star-żnikóm, że óstówó ób noc, bó nóuczi są zaplanowóne jesz na witro. Weszezne lógru nie wiedzałe, jak sa zachówac. Pó czile telefonach ódrzucele jego prośba. Ks. Piszcz sa równak nie póddół, pójachół do Wej-rowa, dze spadzył noc, a reno ó gódz. 8 żdół przed portiernią, żebe cygnąc rekolekcje dali. Dechówny pómógół też na jinszi órt. Przekazywół wiadła. Beło to nieprawne, bó ksaża ni mógle nick przejimac ód internowónech. Timczasa bp Piszcz brół wszetkó, co mu dówele, i wkłódół do kófra, jaczi beł wefulowóny lestama. Przed wińdzenim óstówiół gó na portierni i gódół: „proszą piłować, bó to je baro wóżne". I szedł do komendanta „czesti". Czede ten gó pitół, cze mó kol se jaczes kórtczi ód internowónech, mógł rzek-nąc, że nie. Gódające ó religijnech praktikach w lógrze, wórt jesz wspómnąc ó procesji z leżnosce Bożego Cała 10 czerwińca 1982 roku. Internowóny wemuszele na weszeznach zgoda na ji organizacja, sztere wółtórze przerechtowół Antón Szemkówsczi, historik i malórz zrzeszony z Tornia, a monstrancja póżecził proboszcz gniewińsczi parafii. „Był to chyba pierwszy i jedyny w Polsce wypadek odbycia uroczystej procesji z czterema stacjami w pudle3". wóżne pamiątczi Minało ju 40 lat ód czasu, czej lódżer ópuscele sledny internowóny. W 1983 roku w Strzebielinku pówstół Dodóm Spóleznowi Pomoce. Ód starne drodżi downy obóz beł zarosłi krzama. Me chcele ten plac jakós odnowie, upamiatnic. Ód 2011 roku jesme órganizo- 3 J. Mur, Dziennik internowanego..., s. 185. wele w gódniku msze za ójczezna i potkania w kóscele. W 2014 roku w zelniku óstół zórganizowóny wióldżi zjózd ledzy trzimónech w Strzebielinku. Internowóny przeszekówele pamiątkową tófla, starostwo weremón-towało dreptók i parking. Ód te czasu nen mól je belno ekspónowóny - gódó dzysdniowi proboszcz z Gniewina ks. Marión Miotk. Potkania dównech internowónech ódbiwają sa regularno w zelniku. Wiele je ób czas nich wspominków, przede wszetczim ó tech, co ju umerle. Naje pokolenie ódchódó, ale chceme jak nówicy przekazać póstapnym - pódczorchiwó Andrzej Drzecymsczi, chteren w 2022 roku rzekł ób czas zjazdu internowónech: Parłaczi naju dzysó pamiac ó tim molu, dze sedzele raza póznieszi senatorowie, póselcowie, prezydent Lech Kaczińsczi i premiera Tadeusz Mazowiecczi, ale też ledze, co nie rozmiele nalezc swojego placu w ój-czeznie. Stójnym pónkta rokrocznech zjazdów je mszo swiató w kóscele pw. sw. Józefa Rzemiasnika w Gniewinie. Proboszcz Marión Miotk je zwóny przez internowónech kustosza pamiątków pó strzebieliń-sczim lógrze. Trzimó ón m.jin. krziż z pódpisenkama wszetczich ledzy badącech tuwó we Wiólgą Sobota 10 łżekwiata 1982 roku. Tego dnia ódwiedzył jich pómócniczi biskup gnieznieńsczi diecezji Jón Nowak. „Dobrze się złożyło, bo właśnie w tym czasie w kaplicy montowano ponaddwumetrowej wysokości krzyż z surowego drewna, otoczony w górnej części drutem kolczastym, z wbitym brzeszczotem włóczni i spływającą z boku białą tkaniną, tworząca jakby postać. Projekt tego robiącego wielkie wrażenie krzyża opracowali dwaj koledzy Tadeusz Szczudłowski i Jan Ko-ziatek, i wykonali go w obozie wspomagani przez nas i więźniów4". Ób czas wspómniónegó zjazdu internowónech w 2022 roku Andrzej Drzecymsczi pód-czorchiwół, że swoje pódpisenczi na krziżu óstawile 42 Pomerania nr 5 (575) / Mój 2023 Historio Inowrocław 6.12,2016 PROTOKÓŁ PRZEKAZANIA OBRAZU MATKI BOSKIEJ STRZEBIEL1ŃSK1EJ W dniu 6 grudnia 2016 roku, za zgodą Biskupa Polowego gen. bryg. dr Józefa GUzdka (L.dz. 1666/CMpar/2016) parafia wojskowa pw. Św. Barbary i Św. Maurycego w Inowrocławiu, reprezentowana przez proboszcza ks. ppłk dr Tomasza Skupienia, przekazuje ww. obraz parafii pw. św. Józefa Rzemieślnika w Gniewinie, na ręce proboszcza ks. Mariana Miotk. Świadkami niniejszego przekazania byli: mjr Marek Pawlak; Mariusz Bolewicki (parafianie). Dokument sporządzono w trzech egzemplarzach na trzech stronach. Podp^Mbkózującego Wro® Podpis przyjmującego k~(,: l f Świadkowie: m.jin. Lech Kaczińsczi i Arkadiusz Rebicczi, chterny zdżinale w 2010 roku w prezydencczim fligrze, jaczi rozbił sa pod Smoleńska. Óbedwa te wedarzenia parłaczi dniowo data - 10 łżekwiata. Weszezne lógru nie zgódzełe sa na weniesenie tego nadzwekówegó krziża buten, a przed Gódama 1982 roku dzes zdżinął. Pójówiałe sa informacje, że wzął gó jeden ze starżników, ale nikomu sa nie udało tego pócwierdzec, a tim barżi nalezc krziża. Tadeusz Szczudłowsczi zrobił jego kopia, jakó do dzysó je w Instituce Nórodny Pamiace. Óriginał dłudże lata wszetce miele za zadżiniony, nalózt sa przez przetrófk. Ódkriłgó w 2009 roku wikariusz z Kostkowa, ks. Miro-słów Wensersczi. Człowiek, jaczi trzimół krziż przez te lata, przekózół gó do najegó kóscoła - gódó ks. Miotk. Krziż wcyg je w gniewińsczi plebanie i tameczny proboszcz stówió gó w póczestnym molu w swiatnice ób czas uroczestech nóbóżeństwów w intencji interno-wónech. Dregą wórtną pamiątką pó lógrze je Strzebieliń-skó Madonna. To kopio obrazu Matczi Bósczi Czasto-chówsczi usadzono przez Antona Szemkówsczegó. Nad póstacjama Mariji i Jezesa są słowa: „wiara, nadzieja, miłość", a niżi: „prawda, godność, równość". Pó lewi i prawi starnie óstałe wmóntowóne w rame szteczczi kólcategó drótu z wplotłima bióło-czerwó-nyma fanama. Óbróz póswiacył w lógrowi kaplece bp Piszcz 9 maja 1982 roku. Dokóz miół trafie do Ma-riacczegó kóscoła w Torniu, ale herarcha z Pelplina przekónół internowónech, żebe gó óstawile w Strze-bielinku, jaż wszetce z niego wińdą. Pó zamkniacym lógru Madonna trafiła do garnizonowego kóscoła we Gduńsku, a późni do wojskowi parafii w Inowrocławiu. Na swójim zjezdze w 2014 roku interno- 4 Tamo, s. 138-139. wóny zdecydowele, że chcą przekazać óbróz parafii w Gniewinie. Pó udostanim zgóde polowego biskupa Pólsczegó Wojska Józefa Guzdlca, ks. Marión Miotk 6 gódnika przewiózł dokóz Antona Szemkówsczegó do gniewińsczi plebanii. Dzysdnia ó lógrze w Strzebielinku przebócziwają ksążczi, pamiątkowo tófla, rokroczne zjazde internowónech... Umieró równak coróz wicy swiódków tego tragicznego cządu w historii Pólsczi. Ti, co jesz żeją, mają głabók w pamiace pózwa mółi kaszebsczi wse, dze bele zamkłi za biótka z kómunisticznyma weszeznama. Pódczorchiwó to Jón Werowińsczi, chteren rzekł ób czas jednego ze zjazdów: Czede naju tu wiezie, me nijak nie wiedzele, że je na Kaszebach tako wies. Dzysó na słowo Strzebielink w kóżdim z naju ódżiwają wspóminczi i parłaczime so nen mól z wszelejaczima wedarzeniama i ledzama. Wórt roz-kóscerzac na całim Pómórzim pamiac ó tim, że krótko naju dzejała sa wiólgó historio. Dark Majkówsczi Pomerania nr 5 (575) / Mai 2023 43 A /V ZA ROBOTA W AMERICE MEMKA KUPIEA DWIE KROWĘ Robiła w karczmie, szeła a wesziwała. Miała sa sztółcec, ale werzasła sa dradżi uczbe. W stremianniku Helena Bruskó z dodomu Maczekówskó skuńczeła 100 lat. Helena Bruskó urodzeła sa 24 stremiannika 1923 r. w Lórińcu, piakno położony wse na półniowech Kaszebach, bez jaką przepłiwó rzeka Wda. Mój ójc na-zewółsa Pauel Maczekówsczi, a mema Ewa, z dodomu Doczik. Me miele gburstwó, a do te karczma połączoną z króma. Jesme wenajmówele też jizbe - zaczinó swoja ópćwiesc Helena Bruskó. Do karczmę a krómu za-zerele nie leno miestny ledze, ale i z ókólegó. Sama jó też tam robiła, a równoczasno jó szeła ruchna dló se i rodzene. Czej jem uczeła zwónk, jaczi óznóczół, że chtosje bene, jó szła sprzedawać, a tak - pod masziną. Dosc teli jem wesziwała i kaszebsczich, i rozmajitech jinszich modłów - gódó moja rozpówiódóczka. Dwuch ji bracynów ostało ksadzama. Ona też miała sa dali sztółcec. Baro zanólegało na tim mojemu wujowi, też dechównemu. „A co, te chcesz bez całi czas weszewac? To je dodatkowo robota, ona jesc nie dó" - wcyg mie pówtórzół. Jó równak nie chcała. Może kąsk jem sa werzasła. W Gdinie, gdze bez jaczis czas jó mieszkała, w drodze do kóscoła jem óbóczeła, jak sztudeńt swóji dreszce klareje jaczes zadanie. Tego beło czile strón. Jó pómeslała, że nigde nie bada w sztadze tego pojąc. I zrezygnowałam, na móc doch mie na te sztudia nie zacygną. Pónemu uczełam sa krawiecczegó fachu - wspóminó Bruskó. W ji rodzeznowim dodomu wiele gódało sa ó reze za chleba Ewe Doczik, nenczi Helene. Do Americzi pójachała raza ze swójim bracyną. Robiła tam bez ósme lat. W nym czasu w Europie webuchła I światowo wojna. Mema zarobione detczi przesilała dodóm, żebe wspomóc swójich starszich - ópówiódó Helena. W Americe Doczik beła opiekunką dzecy u bógatech ledzy. Ju tej muszół ópasowac. Grasowałe karna rabuszników. Pilowele, czej zamożny miewco-wie wejachale, tede, krótko późni, zwónile do checzów i gódele, że prawie z nima rozmówiele i przeszłe uprawie ceknący kran abó zrobić jinsze drobne robotę. Czej leno na sztót sa jich óstówiało samech, ókródele checz. Ewa Doczik z Americzi przewiozła walizka pieniadzy. W Polsce tej beł czas zmianę walutę i za to wszetkó, co zarobiła, mema kupiła dwie krowę - gódó mie Bruskó. Jakno dzeckó mółó Lena lubiła cos spsocec. Jednego razu starszi pójachele do Kóscerzne na sprawunczi. W checze ostało moje rodzeństwo, jaczim jó sa miała opiekować - zaczinó Helena, a tej cygnie opowieść dali: Me miele taczegó wióldżegó ogra. Jó wiedno miała gó strach. Ale tej udbałam so, że pojada na nim do swóji dreszczi. Jem włożeła sle i pójachałam do Wa-glekójc, gdze mieszkała. Czej jó wróceła do konia, ten skóknął, czej jó na nim ju sedza, a jó z niego spadła. 44 Pomerania nr 5 (575) / Mój 2023 Z półniowech Kaszeb Jem miała wiele szczescó, że tede na mie nie depnął. Le jak tero na niego wlezc? Niedalek stojół płot z drążków. Pó nich mie sa udało wsadnąc na najegó ogra i bezpieczno przejachac dodóm. Nicht sa ó móji reze nie dowiedzół. Moje rodzeństwo też nikomu nic nie pówiedzało. Przepóminó so i jinszą historia. Kąsk sa usmiechó, nie wie, cze ja rzeknąc, ale zachaconó kórbi: To beło ób czas okupacje. Z sostrą me jachałe na kołach do kógós w ódwiedzene. Nie pamidtóm ju dzys, chto to beł. To beło kol 18 kilometrów. Czej me jachałe nazód, jesme pótkałe białka z dzecka, chterny sa zgubile. Tej me szle raza. Chóc jem znała droga, to równak pó cemku nie bełam ji gwesnó. Nógle jesme uczele, że chtos jedze wóza. Jó rzekła do rezowech dreszków, że niech jedze chto chce, ale mu-szime zapetac ó droga. W naddówku las, w jaczim me bele, nazewół sa Głechi Bór. Ókózało sa, że drogę jachół młodi knóp, chternegó jó znała, bó baro czasto przechódół do najegó krómu. Wskózół nama droga. Czej jó rozpetiwała ó droga, moje dreszczi szłe dali. Pó cemku ni mogłam na nie trafie. Jó głośno wołała. Tej ódezwałe sa pse leśnego. Kureszce jem potkała moje towarzeszczi i me szłe za szcze-kanim. Przechódzełesma bez łączi. Pó cemku to nie beło za mądre. Strach nawetka meslec, co be beło, czejbe ókózałe sa podmokłe. Leśny weprowadzył nas na droga. Pó sztóceku ódłączeła sa białka z dzecka, bó ju poznała ókóle. Me z sostrą też przeszłe dodóm, całe szczesce, że ani Niemce, ani wachtórze nas nie złapele. Dzeń pónemu w karczmie pojawił sa leśny. Ód razu mie póznół i rzekł, że wieczór jó u niego beła. Nie przeznałam sa. Kąsk może ze strachu, kąsk ze wstedu. A ón prost rzekł: „To tejes beła" - kuńczi opowieść moja rozmówióczka. W karczmie ódbiwałe sa rozmajite uroczezne. Jeż-le wiesele miała miestnó pora, tej u nas na zale ledze leno sa bawile, a żebe cos zjesc, szle dodóm do młodech - wspóminó Bruskó. Za sztót dodówó: Czej bełe ii nas tuńce, grało karno z Lórińca, dwaji braca z ro-dzene Weisów. Dówni wicy sa śpiewało. Sama do dzys chatno so cos zanóca. „Jeszcze ja malutki, jeszcze ja nie urósł, jeszcze bym na wroga szabelki nie uniósł, ale gdy urosnę, do wojska przystanę, będę Polsce służył, ułanem zostanę" - spiewó. Pó chwili przepómniała so jinszą frantówka: „A pod tą lipą śliczna Pomorzanka, która swe włosy czesała. Król się o niej dowiedział, w cztery konie przyjechał. Pokochaj że mnie, śliczna Pomorzanko, a pojmiesz króla za męża. Ona króla nie chciała, tylko Jasia wołała. O Jasiu, Jasiu, Jasiu, Jasiu-leńku, wybawże mnie z tej niedoli...". Ój, jó zabóczeła, jak to szło dali - gódó Helena. A tej dopówiódó: Czedes spiewele i czej pióra skubele, i czej kapusta rznale do beczków. W ji wspominkach z dównegó żecó w Lórińcu nie zafelowało i zweków, w nym gwiżdżów, jaczich dzece miałe strach. Czej karno wpadło do karczmę, to tak jem sa werzasła, że chłopom, chterny w kartę grele, jó pod stolik wskóczeła - wspóminó ze smiecha Bruskó: W sylwestra ledze robile so rozmajite szpórte. Do dwierzi przewiązele konia. Czej reno chtos chcół wińc buten, ódmikając je, widzół wióldżi kóńsczi łeb. A na Jastre knópi degówele dzeuse. Jednego razu jem sa przed nima w sklepie w beczce schowała. Nawetka wiek przed degówanim nie chronił, i niejedna starszo białka jałowca dostała. Wiele śmiechu prze nym zweku beło - ópówiódó Helena. Ó wójnowech czasach mało wiele chce gadać. Niemce nie bele taczi lechi, górszi bele Rusce. Przed nima dzeuse muszałe ale nogawic. Nóczascy bez rzeka w las - krótko iicynó gódka Bruskó. Ji ójc, jakno że miół karczma, czasto jezdzył pó towór, dzel z tego óstówiół ledzóm ukriwającym sa przed hitlerówcama. Pó II światowi wojnie jizba u nich wenajmówół leśny z miestnegó nadlesyństwa. Najął i tak ju óstół. - Helena Bruskó sa śmieje i dopówiódó: Me sa óże-nile w 1946 roku. Pó czasu slebny dostół robota w Kra-marzenach, i tam me przecygnale. W drodze jesme przejeżdzele bez Techómie. Baro mie sa widzała na wies. Jó pówiedzała ó tim chłopu, ale leno tak... Ju w Kramarzenach jednego dnia przeszedł z robotę i rzekł, że dostół robota w Techómiu. Ne i jesme sa przeprowadzele do to wse. To beł póczątk lat 50. Zamieszkele naprocem dównegó banowiszcza. Z tego czasu póchódają pier-sze ódjimczi w rodzeznowim albumie. Na tim akurót jem z chłopa i swoją nóstarszą córką Kristiną. Zrobiony je prze stawie kol młena - rzecze Helena. Dzys ani stawu, ani młena ju dówno ni ma. Chóc pó nym óstatnym óstałe mure, a budink przerobile na mieszkania. Na jinszim ódjimniacym je widzec robotników nadlesyństwa Techómie. Jistno na póstapnech. Robile je z leżnote rozmajitech uroczeznów, m.jin. Białczenegó Dnia. Tej Helena Bruskó bierze jinszą fotografia. Na wszetcze zdrzi bez ókulórów, bez ni-żódnegó problemu rozpóznówó ledzy. Pamiató jich miono a nózweskó, wspóminó rodzena, dzece. Do ti, chterna wzała w raka, białka letko sa usmiechó, czej gódó: To też robotnice nadlesyństwa, ale nie wszetczi. Jem tuwó i jó raza z chłopa. Dló zabawę me weszle na energeticzny słup i tak sa dele sfotografować. Dzeń mijół za dnia, rok za roka. Helena Bruskó warkówó nie robiła. Zajimała sa doma i wechówanim dzecy. Brusczi miele też malincze gburstwó, a na nim, je wiedzec, wiedno beło cos do zrobienió. Dożdała sa 4 dzecy, 8 wneków i 12 prawneków. 24 stremiannika óbchódzeła 100. roczezna urodzeniegó. Z ti leżnote ódwiedzył ja wójt Techómia Jerzi Lewi Czedrowsczi raza z przednika Rade Gminę i szółteską Bogumiła Ringwelską. Ókróm snóżich żeczbów, kwiatów a darenków nie zafelało wspominków. Jubilatka ód-wiedzełe też dreszczi. Dzeń późni Bruskó fejrowała geburstach z rodzeną, w tim z Terezą Soból z Betowa, swoją 92-latną sostrą. Łukósz Zołtkówsczi Pomerania nr 5 (575) / Maj 2023 45 NI MOŻE SA ZAMEKAC. 50 LAT „KÓLECZKÓWIANÓW" Z Tadeusza Dargacza, czerownika Kaszebsczegó Regionalnego Karna „Koleczkowianie", rozpówiódó Tómk Fópka. W tim roku (2023) karnu webije pół stolata dzeja-nió. To nie mdze żódnó nowizna tacze petanie: Jak to sa zaczało? Wszetkó sa zaczało w roku 1973 dzaka kółeczko wsczemu stolemówi, Franceszkówi Maj-kówsczemii. To ón beł udbódówcą i załóżcą karna. Konieczno chcół, cobe to beło kaszebscze, regionalne karno, chócó nie beł Kaszebą z gnóta [z póchó-dzenió]. Nóprzódka muszół nalezc człowieka, co je póprowadzy ód muzyczny starne. Tuwó nalózł Jerzego Czelińsczegó, szkolnego ód muzyczi w spódlecz-ny szkole w Kóleczkówie. Tede zbierół do grepe kapela i śpiewne karenkó. W Kóleczkówie i w Bójanie dzejałe muzyczne zespole, co griwałe na zabawach i wiesołach. I tuwó prawie wasta Franceszk szukół chatnech do kapele. Z dwuch karnów zebrół raza 8 muzykeńtów. Do śpiewu zgłosełe sa białczi, co mieszkałe w Kóleczkówie a w Bójanie. Raza 10 osób. Nóprzódka karno cwiczeło w Spódleczny Szkole w Kóleczkówie. Późni w lokalu Klubu RSW1 Prasa -Książka-Ruch w Kóleczkówie. Jak jes trafił do karna, co Cebie przechłosceło? Ód małosce jem baro lubił muzyka i konieczno jem chcół sa nauczec grac na akórdió-nie. Dló dzewiaclatnegó knópa tata kupił 32-basowi akórdión i na nim jem zaczął moja przigóda. Rok późni me ju z tatą pó zabawach a wiesołach grele. Pora lat minało, czede óbczas jedny zabawę w Kóleczkówie pódeszedł do nas wasta Franceszk a zabedowół, cobe me nie chcele przestąpić do kapele kaszebsczegó karna, co ono do-pierku je w robóce. Pó krótczim nameszlenim trzech z nas sa na to dało (akórdión, perkusjo - dióbelscze skrzepi-ce a trąbka). Jesme sa zgódzele na eksperi-meńt - tak to w nym czasu beło pózewóne. Do te jem beł wiedno cekawi różnech muzycznech zortów. Jem czasto w radio słechół melodiów ledowech śpiewów, a to mie sa baro widzało, chócó kaszeb-sczich w tim czasu beło w radio malinko abó wnetka wcale... Jem so mekcył, cobe bec nóleż-nika taczegó karna, i to sa prawie zjiszczało. Miół jem 17 lat, tej to beła jedna wiólgó cekawósc, jak sobie z tim póradza. Z czasa - a dzaka familijnemu, kar-nowemu tchnienimii żeczlewósce - jem sa miks stół jednym z karna. Jako z karnowech artisticznech wanogów abó jaczi z koncertów zaóstałe nóbarżi w Twóji pamiace? To beł jeden z zagreńcznech wejazdów. W czerwiń-cu 1997 roku przeszła róczba na Fólklorny Festiwal do Neustadt Holstein w Niemcach. Óso-blewe wedarzenie. Jesme tam pótkele karna z całi Europę a Africzi. Wielno różnech kulturów: tuńców, śpiewów a muzyczi. Uce-szele jesme sa towarzestwa karnów z Francje, Finlan- 1 Robotnicza Spółdzielnia Wydawnicza Prasa-Książka-Ruch, stworzono w roku 1973 państwowo, polsko wedówizna, nówikszi w nym czasu prasowi koncern w Westrzedno-Wschódny Europie (https://archiwum.mswia.gov.pl/pl/aktualnosci/2791,Sprawozdanie-z-likwidacji-majatku-bylej-Polskiej-Zjednoczonej-Partii-Robotniczej.html). 46 Pomerania nr 5 (575) / Mój 2023 Muzyka Ódj. z archiwum karna „Koleczkowianie die, Biółoruse, Wągrów, Turcje, Macedonie, Kenie a góspódarzów, Niemców. Baro belno przeszekówóny festiwal z różnyma rozegracjama a na zakuńczenie -tuńc wecmanim uczastników. Jesta fólklornym karna, co bierze sa nie le za folklor, ledową muzyka, ale kórzistó z moderny regionalny muzyczi. Czemu a do kogo utwórstwa sygóta nóczaszczi? Te sóm twórzisz muzyka. Te dokózczi, np. „Śpiewne kwiótczi" do słów Eugeniusza Precz-kówsczegó, mają wzace na Kaszebach... Pó mojemu - ni może sa zamekac leno na folklor i ledową muzyka. Je baro wiele dzysdniowech utwór-ców (autorów tekstów i muzyczi), temu móme stara do repertuaru brac też teróczasną regionalną muzyka. Móme w naszi „kaszebsczi muzyczny skrzeni" dokóze Eugeniusza Preczkówsczegó, Jerzego Stachur-sczegó, Witosławe Frankówsczi, Jerzego Liska, Tomasza Fópczi a z nieżejącech: Jana Piepczi a Antoniego Sutowsczegó. Jem baro ród, co muzyka do „Spiew-nech kwiótków" sa ledzóm widzy. Mógłbe Te pódac a „służbowo" póprzedzelec nó-leżników karna? Kapela: Tadeusz Dargacz (akórdión, śpiew), Agata Naczka [Naczke] (trąbka, śpiew), Dominika Peliksze (skrzepice, śpiew), Jerzi Palach (klarnet), Riszórd Pótrekus [Potrykus] (dióbelscze skrzepice, śpiew) a Tóna [Antoni] Grinhólc (kontrabas). Śpiew: Bogumiła Krupińskó, Danuta Magrejón (Magrian), Monika Fórnalek [Fornalik], Trudka Freiberg, Magdalena Waserskó, Kinga Krauza, Iwóna Kwidzyń-skó a Ewelina Krauza [Krauze]. Śpiew a tuńc: Beata Ókroy, Aleksandra Hewelt, Małgorzata Hewelt, Marta Pótrekus [Potrykus], Weronika Pótrekus [Potrykus], Dario Wasylewskó [Wasilewska], Paulena Hewelt, Patrik Pótrekus [Potrykus], Adam Ókroy, Mórcen Hewelt, Paweł Hewelt a Mateusz Lieska [Lieske]. Jak Wa fejrejeta swoja „piacdzesątka"? Wiem ó warkówniach, dze róczita instruktorów spoza gminę... A piersze gratulaceje Wa ju bódój dosta ód... pómórsczegó wójewóde? Móme stara gódno swiatowac 50-lece karna. Dlóte przerócziwóme ledzy, co sa znają na kaszebsczim jazeku i jego wemówie, na spiewanim - uczime sa jego techniczi, a instruktor ledowegó tuńca zwrócó nama uwóga na poprawność stórech tuńców a też nowech chóreógrafnech układów. Pro wda. Prze leż-noce Festiwalu Wiólgópóstny Piesnie w Czelnie, prze naszim zadzewienim, jesme dostele gratulaceje i pamiątka naszego jebleuszu. W Waszich regach jem zmerkół młodech ledzy. Co, w stolecym internetu zachacywó młodech do muzykowanió w regionalnym karnie? Może jesta barżi „Cooleczkówianie"? Wiem, że dzysdnia je to ale żimkó udostac młodech ledzy do regionalnego karna. Kol nas są to colemało młodi z tzw. bezpóstrzednegó marketingu, to je jedny dredżich zachacywają, chócó je też dosc teli familiów z pókólenió na pokolenie. To ceszi, że młodech kol nas nie feleje. Móme stara, cobe nóleżnice karna brele na próbę swoje „póceche", cobe ód nómłodszich lat „namikłe" spiewanim a muzykówanim. Je nama ką-synk do dzewu, co te dzece sa peszno bawią. Co niejedny szpórtowno przerównywają Cebie do papieża Jana Pawła II a Adama Małisza, bó óbadwaji jesz za żecó miele swoje pómniczi. Tadeusz Dargacz też je ódlóny w bronksu. Jak do te doprzeszło, że może Ce uczec a óbaczec ób noc i w dzeń, i bez całi rok, we wejrowsczim parku? 2 Je to slednó póżdówka Szlachu Kaszebsczich Nótów we Wejrowie. W parku m. Aleksandra Majkówsczegó, często krótko Muzeum Kaszebskó-Pómórsczi Pismienizne a Muzyczi - na łowce sedzy sztatura Kaszebe z akórdióna. Kol nie sedzy piesk a stoji bikska z piwa. Pó wcesniacym jedny knąpe w basach instrumentu - Kaszeba gró i spiewó „Kaszebscze nóte". W óstatnech latach ostało dodóne jesz czile gódowech śpiewów pó kaszebsku. Pomerania nr 5 (575) / Maj 2023 47 Muzyka To beł przetrófk. Jednego dnia zazwónił do mie Artur Weszecczi z prośbą ó potkanie. Óbczas rozmowę mie wewidnił swoja udba. Chcółbe pósadzec na łowce we wejrowsczim parku, na Szlachu Kaszebsczich Nó-tów, autenticznegó grającego Kaszeba. Tede póprosył mie, cobem założił akórdión a zaczął grac, a ón robił ódjimczi. Późni jesz róz zazwónił a zaprosył mie na zeńdzenie z kólegama-artistama, co rzekle, co mdze łóz. Kąsk jem beł ód se, równak poczuł jem sa acht-niony. Jem sa nie spódzół, co ta grającó sztatura mdze jaż tak do mie podobno.. .2 Jaczi z wekónywónech bez karno dokózków nópa-sowni óddówó jego charakter. Tako muzyczno wizytówka karna to je...? „Żebe wrócył ten czas" i może jesz prawie „Śpiewne kwiótczi". Jacze Wa mota kasete a płite nagróne donechczós? W roku 1998 jesme nagrele dwie kasete: Na kaszeb-sczi ort i z kóladama Biegójta, pastuszce. Krążczi CD też bełe dwa: Kaszebscze pieśni - Pieśni regionu Kaszub (2000) a Piakne Kaszebe (2010). Ni mota strachu aktorsczich pódjimów. Nóleżi do nich słechówiszcze, co beło nagróne óbczas akcje „Bójka na głose" Rade Kaszebsczich Churów. Je to tak, co teater rozwijó estradowech artistów? Je w dzelu dofulowanim artisticznech móżlewósców kóżdegó, chto chóc perzna zetknął sa z estradą. Je też sprawdzenim móżlewósców kóżdegó artiste pósobno. Do te karno wzało udzel we filmówech pódjimach. Jesme bele róczony do filmu „Popiełuszko. Wolność jest w nas", dze nóleżnice karna bele statistama óbczas msze za ójczezna, a we filmie „Gdynia, miasto z morza" jesme grele a tuńcowele óbczas zabawę w karczmie. Osobnym, binowim doswiódczenim bełe pospólne kóncerte z karna „Kwartet jazzowy Jarka Śmietany" jak też i z karna „Fucus" z Wejrowa. Je kaszebizna letko do spiewanió? Sztridejeta Wa sa ó wemówa cze cwek słów? Kaszebsczi jazek w całosce nie je prosti. Sztuderejeme gó, czej na próba zazdrzą do nas ti, co sa na nim belno znają, cobe przegadać wątplewósce a rozrzeszec tókle z jazeka. Tej-sej sa zdórzają kłopóte z wemówą, a też nie wieme do kuńca, co poeta miół na mesie. Kóżdó tako rozmowa dówó nama wicy wiedze. Czasa je prze tim baro wiesoło... Tuńc pómógó cze przeszkódzó w spiewanim? Co tuńc mó w całosce do robotę w karnie? Tuńc w ledowim karnie je dofulowanim. Śpiewanie w tuńcu pómógó, bó tuńc je werażenim obróżka na binie. Śpiewanie óbczas tuńca czeni gó drażeszim, równak na szczesce móme śpiewne karenkó. Jedna z Waszich artisticznech wanogów wecygnała Was jaż na Syberia, 3 tesące kilometrów ód do-domu. Jakbe Te mógł jaczi krótechny wspómink... Póczątk ti przigóde beł jesz óbczas Festiwalu Dźwięków Północy w Gduńsku. Karno ostało poproszone, Ódj. am cobe póspólno z karna „KrAsota" z Nowosybirska dało muzyczny pókózk na nym festiwalu. I tak powstała udba, cobe me weregnale na XX Festiwal Syberyjski w Nowosybirsku. To szło baro flot. Nale-zle sa dobrzińcowie i 27 rujana jesme reszele baną w 4,5-dniową reza na Syberia. Gwesno to beła przigó-da żecó dló kóżdechnegó z nas. Czej me ju dojachele, trzeba beło kupiac nazótne biliete. Zrobiło sa kwaśno, bó czej jem pódeszedł do kase, cobe zapłacec, kasjerka mie rzekła, co te papierowe detczi, co jem kupił w Polsce, tam na molu są niewóżne. Piersze, co mie tej do głowę przeszło: A jene, mó sa ta historio pówtó-rzec? Dolebóg jo, biliet w jedna strona? Białka w kase nie dała so nijak wgadac, nie chcą też detków dló se. Jem zapitół: W jaczi waluce musza zapłacec? Odrzekła, co w dolarach. Jem pózebrół całe karno a przedstawił, jak sprawa wezdrzi. Wińsce beło jedno. Jesme zrobile dolarową kolekta póstrzód nóleżników karna i za to ópłacele biliete nazót. Uff... Czej jesme bele ju znowu w Polsce, weszło na to, co te piersze bedowóne detczi też bełe wózne... Taczi me miele przetrófk zaró pierszegó dnia. Sóm festiwal beł stolemnym, wie-lewórtnym pódjima, dze jesme pótkele karna z róż-nech nórceków Syberie a z Kazachstanu. Jaką Te be dół dorada nyma, co dopierze zaczinają na estradze a binie? Ó czim je musz pamiatac? Nówóżniesze je wiedzec, co sa chce przekazać, i zrobić to tak, cobe jaż ódżin szedł, z pasją; cobe obżerający wiedzele - co mają odebrać w spiewanim a tuń-cowanim. Są „Koleczko wianie" w Twój im żecym? A priwat-no, kol Tadeusza Dargacza doma? To je óczewidne. Czej sa je 50 lat nóleżnika w karnie, a ód 35 lat jego czerownika - je ono wszadze doma a priwatno w mójim żecym. Wiele robią nad reper-tuara, organizacją wejazdów na westape - to zajimó niemało czasu namienionegó familii. W tim molu chcółbem pódzakówac móji białce Elżbiece za zroz-mienie, cerplewóta, werozemiałosc óbczas mójich krótszich a dłegszich nieóbecnosców doma. Mota belno udokumeńtowóne swoje dzeje w kronikach. Kuli to strón wedó z 50 lat? Karno mó swoja historia udokumeńtowóne na tesącach strón w 12 kronikach. Przekózół jem je 48 Pomerania nr 5 (575) / Mój 2023 Muzyka do Muzeum Kaszebskó-Pómórsczi Pismienizne a Muzyczi we Wej rowie. Pósobnó, trzenóstó kronika rozpóczinó pósobny dzel dzejanió karna. Komu je nót pódzakówac w miono karna? Jakno czerownik „ Kółeczko wianów" bem chcół pódzakówac przede wszetczim wszeternóstczim nóleż-nikóm, co jem mógł na nich wiedno liczec, co są parót na odłożenie priwatnech sprawów dló belnote karna. Dzakuja wszetczim, co robią dló naszi sprawę, cobe me mógle fąksnerowac bez przeszkodo w. Dzakuja też Wójtowi Gminę Szemółd a direktorowi Gminowegó Centrum Kulturę, Spórte a Rekreacje w Szemółdze. Póprosył jem na órądz Waszi „piacdzesątczi", cobe póra ósobów napisało czile słów. A czego sóm czerownik żeczi karnu a sobie? Wszetczim nóleżnikóm karna żecza, cobe ta pasja, jaką żeją - nie zgasła, a niech nie zabócziwają, kuli re-dote dele jinym na różnech binach w Polsce a za greń-cą. Sobie bem żecził spokojny robotę z karna i cobe belo nas wcyg wicy do dozeranió rodny kaszebsczi kulturę. Żele nańdą sa nowi przestój nice Waszego kuńsztu, cobe gó chcele ószmakac - dze Was jidze nalezc? Serdeczno róczime w kóżdi piątk ó pół sódmi wieczór do Centrum Muzycznego w Czelnie. Czego żeczą „Kółeczkowianom"? Kaszebsczemu Regionalnemu Karnu „Koleczkowianie" żecza serdeczno, be tak jak spiewó wpiesnie ks. Pepliń-sczegó, „wrócył nen czas", czej w checzach na co dzeń, nie leno ód świata - rozbrzmiewała kaszebskó mowa i muzyka. Dzakujące za rozkóscerzanie regionalnech piesniów teróczasnech kompozytorów, proszą ópamiac ó nóstarszich ledowech pieśniach, chterne też brekują naszi pamiace i uwódżi. Wasce Tadeuszowi żecza karna wiedno zapólonegó do póspólny robotę - be Waji deja ukózywanió snóżote kaszebsczi muzyczi wcyg przenoszą wióldżi brzód e redosc. prof. dr hab. wltosława Frankówskó baderka a óżiwcka kaszebsczi muzyczi Cobe Wama sa chcalo chcec. Cobe w Waszich regach beło wielno młodzezne. Cobe sta ledzy chcało Was obżerać a słechac. Kureszce, belno sa bawita tak ze sobą, jak i tim, co robital Ilona Kówalczik czerowniczka karna „nadolanie" z nadola „Koleczkowianie" są jednym z niewiele karnów fólklo-ristcznech, co pó prówdze mają cesk na rozwij kaszebsczi kulturę. Nie stałe sa skansena i nie ódtwórzają leno tego, co powstało nómni pół wieku temu, ale derch wnószają nowe - i to belne - szteczczi do skórbca kasze-bizne. To ósoblewie je zasłega przednika karna Tadeusza Dargacza, chteren je sóm coróz barżi znónym artistą. Je belnym kómpózytórą. Sóm werósł w snóżi domócy kaszebsczi kulturze, ful śpiewu a muzyczi, wmikł mócenkó w rodny folklor. Przez to czeje gó nólepi i je prówdzewie belnym kreatora kaszebsczegó kuńsztu. Złoti jebleusz karna to je też złoti czas utwór-stwa kaszebsczi muzyczi. Dargacz je ji woźnym przed-stówcą. Jesz wiera narodzy sa wiele belnech rzeczi, jesz pówstóną piakne szteczczi, jesz sd w jaczims dzelu rozwinie nasza kultura ópiartó na jazeku kaszebsczim. Równak no karno „Koleczkowianie" dló przińdnote mdze tim, co z fólkloristicznech karnów wiera wniese (wniosło) nówicy. dr Eugeniusz Preczkówsczi historik, szkolny, autor tekstu m.jin. piesnie „Śpiewne kwiótczi" Ód piać dekadów karno „Koleczkowianie" uprzistap-niwó dló świata muzyka, tuńc a kaszebsczi jazek. W swójim repertuarze sygó do zdrzódłów ledowi muzyczi, a przede wszetczim do programów swech koncertów i płit CD włącziwó utwórstwó teróczasnech kaszebsczich utwórców (m.jin. Jerzego Liska, Antoniego Sutowsczegó, Eugeniusza Preczkówsczegó, Tadeusza Dargacza). W repertuarze karna są też dokaże zjinech muzycznech zortów jak: pop (śpiewa, balada, spiewónó poezjo) czejazz (z udzela zawółónech jazzo-wech muzyków). To wszetkó sa zbieró na stil „Kólecz-kówianów" - co je nie do pówtórzenió. Wasze dokaże są wiedno wekónywóne z pasją a wrazlewótą. Je w nich czec ritm żecó mieszkańców kaszebsczi zemi, a w lete-racczi szechce odbijają sd farwe: jezór, lasów a polów. 50-lece Karna to je też Wasz zbierny óbróz (portret), co je wpisóny do skórbca kaszebsczi kulturę. Jego historia twórzełe wszetcze pokolenia solistów, tuńcórzów, muzyków, a też ósobów i institucjów, co je wspierałe. Ósoblewósc półstolata jistnienió Waszego Karna twórzi spartaczenie Waszi pasje, trimu a robócosce nó-leżników Karna „Koleczkowianie" i jego wielelatnegó filara, czerownika Karna Tadeusza Dargacza - kompozytora, akórdioniste, spiewóka. Z leżnote Jubileuszu 50-lecó dzejanió przejimnijta moje sertne gratulaceje a żeczbe wszelejaczich dobeców w dalszi robóce. Jerzy Stachursczi utwórca leterature a muzyczi kaszebsczi Pomerania nr 5 (575) / Mai 2023 49 Mal. W. Dłubakówsczi HARCERSKO PRZIGODA Part 1 To ju nie ód dzys starszi biótkują sa, żebe dzece nie sedzele blós prze kómputrach a telefonach. W kórbiónkach czasto je ó tim, jak wecygnąc mlodech z checzów. Wszetkó dó sa zrobić, le nie je to proste. A czedes doch belo jinaczi. Tak jak w ti pówióstce. Może jesz nie je tak lechó? Mój syn dostól dzys beszet ó harcersczim latowiszczu, na chterne może jachac. Uceszil sa, a jó mest jesz barżi. Tómk, Rómk a Arek to bele belny dresze. Ód mólegó chówale sa raza, a tero miele równo pó dwanósce lat. Ju dlugó wszetczi trzeji bele w swóji wse w harcerstwie. Wiedno wszadze belo jich ful, zdówa sa, że nigde nie bele medech, a prawie tam mógle ta swoja móc weladowac. Czede przechóda lato, jezdzele na harcerscze latowiszcza. W jaczis las abó nad jezoro na harcersczi lódżer - „obóz". Tak belo też tim raza. Pójachale nad wióldże jezoro. Czasa biwale gdzes dali, le tim raza óstale na Kaszebach. To nie belo woźne, wóżne belo to, że pójachale raza a rechówale na snóże przigóde. Ju na zaczątku, pierszegó dnia, stało sa cos cekawegó. Do jich leże (stanice) przeszedł jaczis cezy. Starszi chłop. Prosto óblokli, muszól to bec chtos molowi. Zbiegłe sa tej wszetczi na placu raza z jich harcmestra. - Niech bądze póchwólony Jezus Christus - rzek nen cezy. - Na wieczi wieków - ódrzek jich kómeńdańt. - Na wieczi - ódrzekle knópi. Człowiek wecygnąn z tasze wadzone wagórze. - Jó tak tu do was zaszed spetac, cze wa chceta kupie rebe? - A co to za rebe pón mó? - spitół harcmester a óbezdrzól je. - Skądka pón mó tacze snóże wagórze? - A tu z jęzora - ódrzek nen a głową pókózól na wóda świecącą krótko midze bómame - świeże. - Jó widza, że fejn, le taczim mólim knópóm prawie wadzono reba, jó meszla, nie szmakó - usmiól sa harcmester. - Jó be móg ułowić a przenieść też świeżą. 50 Pomerania nr 5 (575) / Mój 2023 Nordowe pówióstczi - Kó jó panu rzeka, że me tu móme swoje jestku dló tech knópów. Me nie brekujeme nick dokupiac. Ni móme też ósoblewie detków na tak cos. Pón mu-szi jic dali petac. - Tej nic. Z Pana Boga! - ódrzek nen chłop a szed za bróma, a dali w swoja strona. - Chto to bel? - Co to bel za człowiek? - Czemu me ni mógle kupie tech rib? Zaró pósepale sa pętania mlodech ledzy. Harcmester rozgonił jich do swójich zajac. Równak za sztót spótkól sa z naszime trzema znajómkame, co bele tego dnia weznaczony do kuchnie, a prawie skrobale bulwę. Tede ta tema przeszła nazót. Chłop rzek j ima tak: - Widzyta wa, to jezoro nóleżi do taczegó człowieka, me móme z nim ugódóne, że sami móżeme Iowie w nim rebe. A ten tu strech, co bel przelazli, mie sa widzy, że to bel dzewi łówca, „kłusownik". Wieta, chto to taczi je? - Jo, me wierne. I ón ni może tu Iowie rib? - Jó meszla, że nie. Jó be tak cze tak nie kupił, bó jak jem rzek, detków nó to ni móm, a móżeme sami Iowie, ale ód zlodzeja, dzeczegó jachtórza, tim barżi nie kupime. Knópi pówzerale pó se. Ju jednemu a dredżemu cos w głowie zaszamarzelo. Czede óstale sami, pierwszi zacząn Tómk: - Ale to be belo, jak me be tego dzeczegó jachtórza chwacele! - Jak chwacele? - spitól Rómk - Normalno! Jak to gódają....na gorącym uczin- ku! - Me be mógle zawezwać tede szandarów - dodól Arek - a może be dostale nódgroda za tak cos. - Chceme miec ócze szerok ótemkle, może sa dowieme czegoś. Tak też robile. Arek próbówól dopetac jesz harcmestra. Wiele sa nie dowiedzól, blós to, że tacze rebe jak tamten przeniós, łowi sa na pupe. To je linka, co mó co sztek hóczi a plewóczi z korka abó czegoś, co sa na wodze unószó. Rómk z Tómka miele stara wiele chódzec nad jezoro a tam cos dozdrzec. Też wiele nie zdzejale, ale w krzach krótko jich lógru nalazle stóre, le jesz dobre, proste czółno. W kuńcu, jednego dnia, z daleka dozdrzele, jak chtos plewie a ceskó cos w wóda. Bele w ten czas wszet-czi nad jęzora. Harcmester zawólól do sebie Areka a pókózól mu, że tam prawie ten kłusownik zaklódó ne pupe, ó chternech rechli mu tlomaczil. Czede knóp pógódól z drechame, oni ju wiedzele, co dali robie. - Póplenieme a wecygnieme mu te hóczi. Rebe dóme naszemu komeńdańtowi, ón mdze ród, a do-stónieme nódgroda! - Może dó nama nową sprawnosc? - Cos na pewno! Żdale jak wszetczi usną. Czede to sa stało, cecho pószle nad wóda, w krze, tam gdze Tómk z Rómka nalezle to stóre czółno. Na nim chcele póplenąc w plac, gdze w dzeń bel widzec nen dzeczi jachtórz. Belo równak za cemno, a oni ni miele taszlape. - Muszime żdac, jak to sa zacznie robie jasno. - Kó tej me nie zdążime óbrócec, nim sa reszta zbiidzy. - Jo! Póplenieme, jak ju sa szaro mdze robiło. Żdale dali. W kuńcu cemnica zrobiła sa jakbe mni cemnó. - Teró je czas! - rzek Tómk. Wsedle w czółno a póplenale. Ni miele wiosła, a muszele so radzec sztachetą óderwóną z plota a rakame. Szlo jima pómalinku. Czede bele na glab-szi wodze, dostale perzna strach, tej na kuli mógle, flot dostale sa prosto na dredżi, snódczi brzeg, a wedle niego cesnale w strona, gdze spódzewale sa nalezc linka z hókame. Udało sa jim! Pewno dlugó be szukale, ale widno zrobiło sa ju barżi, a plewaczi ód pupów bele zrechtowóne z biólegó stiropianu, to jima pomogło. Arek zacząn webierac linka. Zaró pojawił sa pierwszi hók. Bel pusti. Knóp równak rzek do dre-chęw: - Zdówó mie sa, że cos muszi bec dali. Nie jidze letko. Arek wecygól, a Tómk zwijól linka na strona, żebe sa nie spląta. W kuńcu w czółnie pojawił sa pierwszi wagórz. Knópi zasmiele sa głośno. Miele wióldżi kłopot, żebe reba zdjic z hóka. Wagórz bel doch slesczi a rechlewi. Muszele nalezc nó to jaczi knóf. W kuńcu udało sa. Wagórz zacząn tóńcowac na westrzódku. Rómk dostól jego strach a zazybół czółna. Dresze muszele jego uspókójec, żebe nie wpasc w wóda. Cygnale linka dali a zdjale z hóków jesz trze wagórze. - Chceme zarzecec pupe nazót, nen kłusownik nawetka sa może nie mdze domógól, co sa stało. Tak też zrobile a pówioslowale nazót do sebie. Wszestkó zajalo jima perzna za wiele czase, a może za dlugó żdale w noce na wid. Tak cze ji-nak harcmester bel ju na nogach a widzól, jak przeplenale. Muszele gasto sa tlomaczec, co robile, skądka miele czółno. Dostale kare, równak nie bele tacze straszne, a wagórze pószle do zupe. Przed ji-nyme knópame bele buszny. Pewno dłóte iidba, żebe zainteresować sa tim dzeczim jachtórza, nie zwior-nala jima często z głów. Mateusz Bullmann Tekst z niechternyma znankami nordowi kaszebizne Pomerania nr 5 (575) / Maj 2023 51 "S- Z Kociewia FELIETON Vctw v\£/ narracje/ utracone;... Świat idzie w inną stronę - słyszę w radiu słowa i zaraz chcę, muszę zaprzeczyć. Gorączkowo przywołuję znanych mi czułych narratorów. Tacy piszą też w „Pomeranii". Bez zakorzenienia wiele naszych poczynań nie miałoby sensu. Tylko chwilowe zaspokojenie potrzeb. Bez jamrowania i jadowienia się podam ważny przykład, że nie wszystko przemija w rodzinnej tradycji, pięknie się osadza. W tym roku w czasie wielkanocnym moja dorosła już wnuczka spytała szczerze, czy były w tym roku w rodzinnym domu Boże Rany. Udało mi się przed laty ożywić u nas ten stary zwyczaj wielkopiątkowy zapamiętany z dzieciństwa. Gałązki agrestu lub róży miały swój dzień. A w tym roku w kamjiń zabaczyłóm. Samo przypomnienie - tak z dobrej woli - bardzo mnie ucieszyło. To ci prezent niezwykły, że ona pamięta. Samo pytanie - wiosenną radością, że będzie czułym narratorem, wspominającym, że kiedyś w Wielki Piątek... i babcia zapomniała. Kolejna radość to życzenia świąteczne, takie prawdziwe, na kartce od dawnej mojej magistrantki z Tucholi, której działania regionalne były mi kiedyś bliskie. Ile to już lat minęło, a ona pamięta. - Kartka jest ważna - mówią starsi. -Można ją wśród dekoracji postawić i cieszy wiele razy - dodają. Nie przemija „z wiatrem", jak SMS-y. Powinnam chyba żarliwiej się modlić, by starczyło mi czasu na pełne uporządkowanie zbioru - listów, dedykacji, kartek. A przechowuję je od wielu ważnych osobistości. Bywają też niespodzianki. Na przykład niedawno nadszedł list z Wejherowa. Bardzo ciekawy, świadczący, że jednak ktoś czyta moje felietony, tak bardzo osobiste. Pisze ktoś z Kaszub, felietony są „Z Kociewia", tym bardziej to cieszy. Wkrótce od- piszę na ten list. Odpowiedź nie może być banalna. Listy utrwalają fragmenty rzeczywistości, mają też swoje życie. Wśród ważnych mam listy od ks. Franciszka 'Kameckiego, znanego nie tylko w naszym regionie. Długa nieśpieszna rozmowa podczas tegorocznego wielkanocnego spotkania z nim umocniła mnie „w wierze" i w tym, że warto rozmawiać, jeśli zdarzy się okazja, by wyjść poza zdawkowe „Co słychać?" Potrzebny jest dar czasu i obecności, by pokrzepić się uwagami mądrego duszpasterza przy rozchwianym obecnie obrazie naszego Kościoła. Kopia wybranego z tomików wiersza była załącznikiem serdecznym do listów, które wysyłam do koleżanki z czasów studiów w Gdańsku. Taki wybrany wiersz pozwala, wręcz zachęca do kilku powrotów do myśli i spraw zatrzymujących nas w biegu, może niepotrzebnie pośpiesznym. Jeszcze coś o uczbie, na którą nigdy nie jest za późno. Uniwersytety Trzeciego Wieku. Kolejny raz miałam okazję przedstawić w Świeciu nad Wisłą temat bogactwa kulturowego naszego kujawsko-pomorskiego województwa. Kujawskie przywoływki lub przywołówki są już wielką osobliwością w Szymborzu, a na Kociewiu chodzenie po dyngusie... czy jeszcze zostało? Robi się ciepło i kolorowo, gdy snują się wspomnienia o uciechach dzieciaków szukających w ogrodzie, w stodole słodyczy od zająca. I już nieważne - czy u nas były pisanki czy kraszanki... Ważne są kolorowe obrazy polskiej tradycji i kształtowania świadomości. W ogólne zwyczaje wpisują się rodzinne starania. Na przykład u nas baranki z masła i to w ulepszonym kształcie (z maślanym runem) krążą po rodzinie i sąsiadach, a drewniana foremka ma już swoje lata. Byle szczęśliwie... do następnej Wielkanocy. Maria Pająkowska-Kensik Kartka jest ważna - mówią starsi. - Można ją wśród dekoracji postawić i cieszy wiele razy. 52 Pomerania nr 5 (575) / Mój 2023 Pożegnanie .NIE UMIERA TEN, KTO TRWA W PAMIĘCI ŻYWYCH..: IRMGARD PIŁASIEWICZ (1941-2023) Irmgard Piłasiewicz z domu Gołuńska, ale i tak wszyscy wołali Irenka. Bardzo nie lubiła swojego imienia nadanego w czasie okupacji hitlerowskiej, bo przypominało Jej czasy wojny, przez którą Jej dzieciństwo nie było radosne i beztroskie. I tak już zostało na zawsze, do końca życia. Skąd przyszła? - darmo śledzić kto pragnie, Gdzie uszła? - nikt jej nie zbada. Jak mokry jaskier wschodzi na bagnie, Jak ognik nocny przepada... Ireneusz Piłasiewicz Nasza Mama, Siostra, Babcia, Ciocia i Prababcia urodziła się w Gdańsku, tutaj też poznała swojego męża Zenka, tu urodziła swoje ukochane dzieci. Kochająca Mama Mariusza oraz bliźniaków Irka i Mirka, pieszczotliwie nazywanych przez nią Maluchami, doczekała się pięciorga wnucząt oraz dwóch prawnuków. Drzwi jej domu dla nikogo nie były nigdy zamknięte, dla nikogo. Nigdy nikomu nie odmówiła pomocy, umiała współczuć i dzielić radość, a że miała nieprzeciętne zdolności kulinarne, Jej dom był zawsze pełen gości. We wspomnieniach bliźniaków - Siłaczka. We wspomnieniach wnucząt - Babcia Irka, wesoła, tro- skliwa; martwiła się o nie przez całe życie. We wspomnieniach rodziny i przyjaciół cudowny Człowiek przez duże C, potrafiła przyciągać do siebie ludzi. Pod Jej czujnym okiem wychowało się mnóstwo dzieci. Kiedy tylko było trzeba, dawała im dach nad głową i otaczała je opieką, oferując im całe swoje serce, tak jak swoim dzieciom. Nie ma chyba domu wśród nas, bliskich, w którym na święta nie leżałby obrus robiony Jej własnymi rękami, nie wisiał aniołek z włóczki albo nie stał kor-donkowy krochmalony koszyczek. Całe życie w każdej wolnej chwili dziergała na szydełku i drutach. Nasza Irena była po prostu Dobrym Człowiekiem - dla ludzi, dla zwierząt, dla wszystkich... I kochała śpiewać. Zwłaszcza ukochaną Świteziankę. Będziemy za Tobą tęsknić. Wszyscy I już żadne gołąbki nie będą tak samo smakować... Mamo. Pomerania nr 5 (575) / Maj 2023 53 I BLASK KOSMOSU WIDOWISKO KASZUBSKI KOSMOS, FUNDACJA POMYSŁODALNIA, WEJHEROWO, 17 WRZEŚNIA 2022 R. Artystyczne widowiska plenerowe odgrywane na Kaszubach nie pojawiają się zbyt często. Brakuje nieco tradycji grania tego typu form, nie ułatwiają organizacji takich zdarzeń wysokie koszty prezentacji, jakie trzeba przeznaczyć na przygotowanie przestrzeni gry, zapewnienie uczestnikom bezpieczeństwa, wynajęcie sprzętu nagłośnieniowego czy świateł. Jeśli już widowiska plenerowe się pojawiają, to przy okazji innych większych wydarzeń kulturalnych, podczas obchodów dni jakiejś miejscowości, gminy czy powiatu. Albo podczas uroczystości dożynek, pokopek lub innych wydarzeń kultury ludowej, kiedy działania teatralne służą jako element rozrywki muzyczno-tanecznej. Oczywiście to nic nagannego, że w realiach kulturowych dzisiejszej wsi lub miasta pojawiają się widowiska folklorystyczne, i nic złego, że teatralizuje się życie i obyczaje przeszłości. Takie prezentacje mają swoją wierną publiczność i ich wykonywanie ma duże znaczenie w kształtowaniu identyfikacji kulturowej widzów. Jednakże artystycznych, a więc autorskich i oryginalnych propozycji widowisk plenerowych nie można na Kaszubach odnaleźć zbyt dużo. Od kilku lat prezentuje swojego Remusa Teatr Snów, a jakiś czas temu w podobnej konwencji i tematyce pokazywał swoje sztuki Teatr Młodych Gotów. Wciąż jednak brakuje zakrojonej na dużą skalę propozycji wielkoformatowej, powstającej nie dla jednego, okazjonalnego wykonania, lecz z powodu potrzeby artystycznej i oddolnej inicjatywy grania wielokrotnego i w różnych miejscach. To, co można było zobaczyć w foyer wejherow-skiej Filharmonii Kaszubskiej późnym wieczorem 17 września 2022 r., pozwala mieć nadzieję, że o artystycznych widowiskach jednak się myśli i to dosyć intensywnie, przekuwając ideę na działanie w postaci półtoragodzinnego wydarzenia teatral-no-muzyczno-wizualnego o tytule Kaszubski kosmos. Takie miano wywołuje maksymalistyczną skalę prezentacji czy też odsyła do jakiejś wielkiej artystycznej syntezy, lecz kiedy uświadomić sobie, ile różnych zespołów i osób wzięło udział w owym przedsięwzięciu, wówczas tytuł widowiska przestaje niepokoić. Za koncepcję, reżyserię i scenariusz Kaszubskiego kosmosu jest odpowiedzialny Piotr Wyszomirski, muzykę skomponował Mateusz Noskowiak, choreografię przygotowała Monika Leśko-Mikołajczyk, kostiumy zaś Alicja Gruca. W powstaniu widowiska uczestniczyły również osoby troszczące się o maszyny teatralne (Robert Florczak), scenografię (Karol Formela, Magdalena Olszewska), działanie światła i słyszalność dźwięku czy też wykonanie pieśni. Wśród wykonawców zaistnieli członkowie różnych grup artystycznych, tak teatralnych, jak i tanecznych, z wieloletnim doświadczeniem i względnie nowi. Całość widowiska wyprodukowała Fundacja Po-mysłodalnia, która za współproducenta miała Filharmonię Kaszubską. Patronat honorowy objął marszałek województwa pomorskiego Mieczysław Struk. Przeciętnego odbiorcy sztuki dalsze pozycje na liście partnerów, sponsorów czy patronów medialnych już raczej nie interesują, jeśli jednak ktoś miałby ochotę je poznać, szczegóły odnajdzie w okolicznościowym programie widowiska, objaśniającym jeszcze jedną siłę sprawczą wydarzenia - twórczość Józefa Chełmowskiego. Dzieła Chełmowskiego jako wizualne źródła dla rozwiązań plastycznych widowiska okazały się bardzo produktywne. Wiele z zarysów jego rzeźb czy malarstwa odnalazło swoje miejsce w wejhe-rowskiej prezentacji Pomysłodalni, przynosząc ze sobą ludowo-surrealistyczną wrażliwość i frapującą wizję czegoś bardzo rodzimego i kaszubskiego, a jednocześnie archetypicznego i uniwersalne- Całość widowiska wyprodukowała Fundacja Pomysłodalnia. 54 Pomerania nr 5 (575) / Mój 2023 Recenzja —b go. Jednakże jeszcze ważniejsza od konkretnych rozwiązań w pracach Chełmowskiego jest jego strategia i ambicja przedstawienia praw wszechświata. Wiadomo, że rzeźbiarz i malarz z Brus robił to na własny rachunek - dyletancko, ale i w przekonaniu słuszności swej drogi - próbując odzwierciedlić w malarstwie, rzeźbie czy pismach całość doświadczanej rzeczywistości. Wykonawcy Kaszubskiego kosmosu przygotowując swoją propozycję, myśleli podobnie. Postanowili pokazać najdawniejsze i bliższe współczesności składniki kultury w kilku metaforycznych sekwencjach, które niekoniecznie w porządku realistycznym wskazują na ważne wydarzenia czy postacie związane z duchowością wypracowaną na Kaszubach. Widowisko Pomysłodalni zrealizowane było w konwencji teatru ulicznego, choć główne działania premierowej ekspozycji odbyły się wewnątrz budynku. Pierwsze sceny rozpoczęły się na zewnątrz Filharmonii Kaszubskiej z towarzyszeniem nastrojotwórczej muzyki i były to ekspozycje maszyn teatralnych wraz z pojawieniem się niektórych postaci scenicznych. Później wszystkie grupy występujących aktorów znalazły się już wewnątrz budynku, by instalować jednocześnie elementy scenografii. Odbywało się to ze świadomością formy teatralnej, nie zaś tylko jako konieczne czynności przygotowania miejsca wydarzeń. Już wtedy dało się zauważyć dopracowaną choreografię grup performerów i wykorzystanie narracji, jaką nadaje muzyka. Nie chcąc odbierać przyszłym widzom radości oglądania widowiska, warto w tym miejscu wspomnieć jedynie o kilku ważnych węzłach kompozycyjnych, bez szczegółowej analizy każdej z jego części. Pierwszym ważnym tematycznie wydarzeniem Kaszubskiego kosmosu były sekwencje prehistoryczne, ukazujące walkę stolema i smoka. Szczudlarze, którzy się tutaj pojawili, sugestywnie odegrali fantastyczne postacie, wykorzystując nie tylko pomysłowe wizualnie stroje, ale również dbając o pantomimiczny wymiar swoich kreacji. Drugie wydarzenie widowiska odwoływało się do odmiennej przestrzeni. Pojawił się oto świat ludzi, którzy przeżywali swe graniczne momenty egzystencji. Najpierw przedstawiono poetycki akt narodzin, nie do końca jednak radosny, gdyż obok dziecka zwykłego na świat przychodzi także inne, Pomerania nr 5 (575) / Maj 2023 55 "f~ Recenzja rodzące się z piętnem wieszczego. Jak pokazują to aktorzy widowiska, pierwsze będzie miało życie radosne, drugie - pełne dramatów. Odmiennie spędzone dzieciństwo naznacza również losy młodości i dojrzałości. Widać to w trzecim punkcie opowieści widowiska, kiedy odgrywana jest scena miłości dziewczyny i chłopaka wieszczego. Piękno wzajemnego zauroczenia podkreślają tonacja muzyki i jasne kolory przedstawienia. Związek młodych ludzi zostaje jednak brutalnie zerwany przez rodzinę, która nie chce dopuścić do związku z outsiderem, chłopakiem, który jest jakimś zagrożeniem dla poukładanego świata. Czwarty „energetyczny" punkt widowiska to wesele nieszczęśliwie zakochanej dziewczyny z wybranym jej na męża chłopakiem. Ta część spektaklu wyraźnie nawiązuje do niektórych elementów tradycyjnego kaszubskiego wesela, choć powstała ona nie dla walorów etnograficznych, a dla ukazania atrakcyjnych obrazów ludowych. Piąta część widowiska to zerwanie z nastrojem weselnym. Na scenę wbiega odrzucony przez społeczność chłopak wraz z grupą agresywnych postaci, próbując porwać pannę młodą. Ich wysiłki nie przynoszą efektu, ponieważ zjawia się nowa siła sankcjonująca społeczne prawa - Kościół katolicki, który upostaciowiony został w spektaklu przez figurę księdza. W kolejnej części Kaszubskiego kosmosu zbiorowość ludzi zostaje doświadczona suszą i widmem głodu. W takich okolicznościach jedyną metodą zaradczą jest kaszubski rytuał ścinania kani. Bez słów, za to sugestywnymi scenami pantomimicznymi pokazano w przedstawieniu, jak o wszelkie zło oskarża się nieszczęśliwą dziewczynę, która stała się ofiarą przesądów. Nie dochodzi jednak do jej zupełnej przegranej, wrażliwość i wolność uwalnia się z osaczenia. Kolejne sekwencje scen widowiska są odwołaniem do świata chrześcijańskiego. Pojawia się pochód pielgrzymów podążających do wejherowskiej kalwarii, lecz zamiast tradycyjnych feretronów widać lustra, w których odbijają się emocje i myśli pielgrzymujących. Póź- niejsza scena wskazuje, że okazywanie religijności nie zawsze jest akceptowane, Co więcej - jawne praktykowanie swojej wiary wywołać może wręcz militarną walkę. Ostatnie sekwencje widowiska to najsilniejszy chyba element estetyczny wydarzenia. Ukazane tutaj zostały śmierć i obrzędowość z nią związana. Realizatorzy skierowali się ku istniejącym wciąż na Kaszubach praktykom pustej nocy i w teatralnych obrazach, wydobywając z nich znaczenia uniwersalne, ukazali znaki lęku i nadziei, jakie towarzyszą śmierci. Ostatnim obrazem spektaklu jest wędrówka ludzkiej duszy ze świata żywych ku zaświatom i aniołom, tak bardzo przypominającym te, które rzeźbił i malował Józef Chełmowski. Jak można łatwo zauważyć, widowisko Kaszubski kosmos nie zostało zrealizowane w porządku przyczynowo-skutkowym. Mamy więc tak historię miłosną, jak i opowieść etnograficzną, tak sceny odnoszące się do elementów kaszubskiego świata wartości tradycyjnych, jak i obrazy oryginalne, będące efektem wyobraźni realizatorów. Całość opowiedziana w spektaklu za pomocą ruchu scenicznego, tańca, muzyki z nośnika elektronicznego i utworów wykonywanych na żywo tworzy sugestywne wydarzenie, które ogląda się jak teatralizację archetypu czy zdramatyzowaną narrację mitu początku. Kaszubskość, jeśli nie liczyć niewielu zdań wypowiadanych z offu, zaistniała w ujęciu Pomysłodalni jako rzeczywistość wieloznaczna, atrakcyjna i żywotna. Aż się prosi, aby widowisko miało swoje nowe odegranie nie tylko w Wejherowie, ale i także w innych miastach Kaszub, Pomorza, Polski, a nawet całej Europy. Twórcy widowiska znaleźli bowiem język wyrazu, który nie potrzebuje tłumaczeń tekstu literackiego, nie wymaga dodatkowych komentarzy językoznawczych czy etnograficznych, a manifestuje się przez powszechnie zrozumiałe obraz i dźwięk, ruch i taniec. To wyrażenie emocji, która rodzi się na Kaszubach, ale która jest zrozumiała dla ludzi w każdym zakątku świata. Daniel Kalinowski Kaszubski kosmos nie został zrealizowany w porządku przyczynowo --skutkowym. 56 Pomerania nr 5 (575) / Mój 2023 rO-n m LEKTURY ROK 1939 -WEJHEROWO NA KRAWĘDZI POKOJU I WOJNY NA KARTACH POWIEŚCI Wejherowo ma szczęście do rozmaitego rodzaju monografii, opracowań, syntez, wspomnień, pamiętników. Miasto o interesującej historii i żywej roli kulturotwórczej cieszy się zasłużonym zainteresowaniem wielu badaczy i kronikarzy dziejów. Niewiele powstało, jak dotąd, pozycji beletrystycznych, które opisywałyby gród Wejhera jako centrum wydarzeń i swoisty mikrokosmos. Cechą szczególną książek już istniejących, a opisujących losy konkretnych bo- haterów w przestrzeni miasta, jest to, że właściwie za każdym razem akcja powieści jest bardzo ściśle związana z Wejherowem. Specyfika miasta wprost warunkuje zachowanie bohaterów. Szalenie istotne jest również, że dla autorów książek, których akcja dzieje się w owej konkretnej przestrzeni, losy głównych postaci stanowią niejako pretekst do ukazania dziejów Wejherowa, jego dnia codziennego, realiów topograficznych, obyczajowych, narodowych. Nie inaczej jest w książce Dawida Wasiniewskiego. Autor ze -szczególnym pietyzmem odnosi się do realiów historycznych końca II Rzeczypospolitej, przebiegu kampanii wrześniowej na ziemi wejherowskiej i początku niemieckiej okupacji, ze zbrodnią piaśnicką włącznie. Historia przez niego opisana jest jakby olbrzymim freskiem, panoramą Wejherowa w roku 1939, z ważną cezurą - po wojennym wrześniu wszystko jest już inne. Książka jest siedemsetstronicową powieścią, jednak trudno ją sklasyfikować jako gatunek. Autor stara się uwiarygodnić przekaz historyczny poprzez przypisy wyjaśniające rozmaite realia polityczne, geograficzne, społeczne, obyczajowe, jednak historia obecna jest nieustannie w obrębie akcji. Zabytki, sklepy, kawiarnie i wszechobecny tenis, nie tylko w wejherowskim wydaniu, wszystko to sprawia, że czytelnik zanurza się w życiu międzywojennego kaszubskiego miasteczka, choć Wasiniewski zabiera go także w podróż do Warszawy na tenisowy mecz Polska - Niemcy w Pucharze Davisa. Przy tworzeniu tak wielkiej objętościowo książki nieuniknione były drobne pomyłki, np. szpital wejhe-rowski prowadzony był nie przez siostry zmartwychwstanki, a szarytki. Nie deprecjonuje to ogromu pracy Wasiniewskiego. Nie ma historii bez ludzi i relacji między nimi, skomplikowanych zarówno w czasie pokoju, jak i - tym - bardziej - w sytuacji granicznej, podczas wojny, gdy każdego dnia dokonywać muszą ważnych wyborów. Fejga, Włodek i Kurt doświadczają zarówno życia w pokoju, jak i wtedy, gdy rozpoczyna się wojna. Jacy to bohaterowie? Interesujący jest zabieg autora, mający na celu ukazanie odmienności trojga głównych bohaterów od przyjętych wtedy stereotypów narodowościowych. Oto bowiem Fejga, dziewczyna o typowym żydowskim imieniu, córka Żyda i Kaszubki (czy było to w tamtych realiach możliwe?) chodzi do szkoły sióstr zmartwychwstanek i czuje się Polką, choć kocha ojca i lubi z nim przebywać. Włodek, Polak, nie pochodzi „stąd", jest adoptowanym „dzieckiem syberyjskim" i chyba nie odczuwa szczególnego związku z historią miasta i ziemi. Interesują go nowinki techniczne, tenis i... Fejga. Kurt z kolei, Niemiec, Dawid Wasiniewski, Byliśmy niewinni, Wydawnictwo DW, Wejherowo 2023 Pomerania nr 5 (575) / Maj 2023 57 Lektury którego ojciec jest aktywnym krytykiem porządku powersalskiego, mówi bez żalu, że lepiej zna język polski niż niemiecki i całkowicie rozumie, że po roku 1920 z wejherowskiego rynku zniknął pomnik Wilhelma I. Oczywiście wybuch wojny i terror, który po nim nastąpił, musi zweryfikować postawy bohaterów, z których każdy był nieco „pomiędzy". Odmiennie potraktował Wasi-niewski Kaszubów, dom kaszubski, kreowany na swego rodzaju zaścianek (w pozytywnym znaczeniu), w którym wszystko jest bezpieczne, klarowne i oczywiste. Kaszubi mówią wyłącznie po kaszubsku, nawet z Polakami napływowymi, mają jednoznaczny stosunek do Niemców Aktywność literacka twórców z Kocie-wia, poza bogatą twórczością publicy-styczno-literacką, zwłaszcza w sferze i niemieckiego zagrożenia, są bardziej zbiorowością, monolitem niż żywymi ludźmi z możliwymi wadami, zaletami i cechami charakterystycznymi. Tej indywidualizacji trochę zabrakło, zwłaszcza że międzywojenni Kaszubi nie byli społecznością jednorodną, włącznie ze spojrzeniem na rolę i stan ówczesnej tożsamości kaszubskiej. Ich język jest starannie opracowany, krystaliczny, poprawny według dzisiejszych standardów, co jeszcze podkreśla owąjednowymiarowość. Warto jednak docenić zamiar autora, który odmalował społeczność kaszubską ze starannością i wielką sympatią. Byliśmy niewinni jest książką, którą można czytać przede wszystkim jako opowieść o trojgu młodych lu- prozy, obfituje również w listę wielu nazwisk w gronie piszących wiersze. Dorobek wierszopisarski pokolenia starszego proponuje tczewski almanach poezji pt. Po drugiej stronie horyzontu. Do tej grupy autorów należy również Mieczysława Krzywińska i jej zbiorek Nuta zmierzchu. Nie sposób wymienić tu wszystkich twórców poezji, nie można jednak nie wspomnieć o człowieku niezwykłym: Romanie Landowskim. Roman Landowski (1937-2007), bogaty duchem, długoletni naczelny redaktor „Kociewskiego Magazynu Regionalnego", był także pisarzem ze znacznym dorobkiem i regionalistą dużego formatu. W roku 2017, w 10. rocznicę śmierci Romana Landowskiego, ukazała się pięknie, albumowo wydana książka Poezje. 462 utwory zebrane z jego twórczością poetycką. Z okazji piątej rocznicy swego powstania Tczewskie Koło Literatów im. Romana Landowskiego we współpracy z Miejską Biblioteką Publiczną im dziach, wplątanych w wielką historię, która zmienia ich życie wbrew nim samym. Nie ma tu podziału na historię i niezależnego od niej człowieka. Bohaterowie książki nie funkcjonują poza zastanym światem, są jego fragmentem, drobnymi cegiełkami. Można odnieść wrażenie, że Wasi-niewski, powołując do życia Fejgę, Włodka i Kurta oraz liczne postacie drugoplanowe i opowiadając o ich losach, niejako wykorzystuje ludzkie smutki, radości i dylematy, aby ukazać proces historyczny, opisać ów walec dziejów, który sprawił, że stan niewinności człowiek zostawia za sobą. Że niewinność zaczyna należeć do czasu przeszłego. Piotr Schmandt A. Skulteta w Tczewie wydało zbiór utworów Pod kociewskim niebem. W tym tomiku, liczącym 75 stron, czytelnik znajdzie różnorodne tematycznie wiersze, również te przepełnione miłością do małej ojczyzny. Wśród utworów 24 autorów oprócz wierszy, które dominują, znajdziemy krótkie utwory pisane prozą - bajki dla dzieci, opowiadania (nie tylko dla wędkarzy), a nawet fragment romantycznej powieści. W tym almanachu znajdziemy również krótki opis publikacji Jana Kulasa pt. Droga Jana Kasprowicza nad polskie morze, w której autor cytuje wiersz poety Podhala z Księgi ubogich: Rzadko na moich wargach -Niech dziś to warga ma wyzna -Jawi się krwią przepojony, Najdroższy wyraz Ojczyzna. Barwne ilustracje Tadeusza Kret-kowskiego przyciągają wzrok. Przedstawia w nich ilustrator konkretne miejsca występowania fauny i flory kociewskiej krainy. Jerzy Nacel WSPÓŁCZESNA TWÓRCZOŚĆ POETYCKA KOCIEWIA POD KOCIEWSKIM NIEBEM Pod kociewskim niebem, almanach Tczewskiego Koła Literatów im. Romana Landowskiego, Tczew 2023 58 Pomerania nr 5 (575) / Mój 2023 Roda CELEBRICE, CO PADZĄ CHUDZY JAK FERRARI Pewno sa jesz dó. Jo, żle prawie wa kupiła majewą „Pomerania", móżeta pódezdrzec kaszebscze sokółe z jich młodima. Czej pisza ten tekst, je trzecó dekada łżekwiata. Se-dza wigódno w zeslu z kómputra na kolanach. Wiózł jem na starna peregriunus.pl, na jaczi dó pódzerac, co sa prawie weprówió w cziledzesąt gniózdach sokołów (Falco peregrinus) w Polsce. W pómórsczim województwie kamerczi zdrzą na piać z nich, to je we Gduńsku, Gdinie, Redze, Wejrowie a Słepskii. Wszet-cze na wesoczich kominach, bó prawie tam lubótnice sokołów usadzele szteczne gniózda. Le w jednym latoś ni ma ptóchów, tim we Wej rowie. W póóstałech ptóche są, a jesz wóżniesze, że są też jaja, dwa w Słepskii, pó sztere w Gdinie a Gduńsku i jaż szesc w Redze. Ne, ni ma co sa dzewówac, skórno w Redze ojca je ptóch, jaczegó na-zwele Kaszub! Za póra dni z jajów weki ej ą sa pizglata, w gniózdach mdą dozdrzeniewac bez piać tidze ni. Nim welecą v-» Wrócenie sokołów na Kaszebe i do Pólsczi to lubótników, ósoblewie lesnech a jachtarzów. i w świat, na nodżi dostóną óbrączczi, żebe lżi beło je późni badać. Spróbiijta, może jesz sa wama udo je óbaczec doma. Na Kaszebach żeje zdebło wiacy sokołów. Kó tak jak te z miesczich gniózdów, wiera wnet wszetcze są pósobnikama ptóchów, jacze lubótnice negó gatenku jale sprowadzać w latach 70. XX w. ze Skandinawie, Szkocje a z Niemców. Ód te czasu żejącó swobodno populacjo wcyg zmócniwó sa ptóchama z hódow-lanech óstrzódków. Na Pómórzim je taczi jeden, , nen w Nadlesnieństwie Szczecenk. Sokółe óprze-| stałe sa u nas lagnąc w latach 50. a 60. XX wieku. Prawie tede iiżiwele DDT. Trecezna, jak chcele ledze, uśmiercała ówade, kó te późni bełe żarte przez ptóche, na jacze pólowałe sokółe. DDT sprówiało, że jich jaja abó ni miałe skórepczi, abó tak cenką, że nie strzimiwała do weklecó. Tak jesme stracele nasza rodną populacja. Nawet dzysó, wiele lat pó zakózanim DDT, grebizna skórepk nie wróceła do downy wórtosce, kó sy-gnie, żebe na świat przechódałe pizglata. Pierwi sokółe lubiłe łase. Dzysó nólżi ji-dze je pódzerac w miastach, czej łowią w loce jine ptóche. Ób zema to ósoblewie gółabie, na zymku, ób lato a na jeseń do jich menu trófió wiele jinech gatenków. Czej drapież-niczi uderzają na nie z góre, lecą nawet 300 km/h. Leno młode sokółe to prówdzewi wadrowie. Mło-dzezna lótó, szukające za partnera a ubetnym płaca na gniózdo. Dozdrzeniałe póre ród sedzą na jednym placu, gdze dobrze znają teren a zweczi swójich ófia-rów. P.D. Pomerania nr 5 (575) / Maj 2023 59 cSKIeka GDINIÓ. PROMOCJO KSĄŻCZI LAGROWI LUDZIE wydawnictwo j££ Region Ódj. N. Drążek W Kaszebsczim Forum Kulturę 14 łżekwiata ódbeła sa promocjo ksążczi Lagrowi ludzie i zeńdzenie z ji autora, dr. Mórcena Ówsyńsczim, chteren je czerownika Nóukówegó Dzelu Muzeum Stutthof. Pó przewitanim góscy przez przed-nika gdińsczegó partu Kaszebskó--Pómórsczegó Zrzeszeniegó Fraceszka Gursczegó z autora ksążczi gódół ji wedówca Jarosłów Ellwart z Regionu. Mórcen Ówsyńsczi rzekł m.jin. ó tim, jak pówstówała ksążka, i ópówiedzół ó herojach, jaczich żece ópisół. Westąpił też ks. Tadeusz Kó-secczi, downy proboszcz z Óksewió, chteren ób czas II światowi wójne bel zamkłi w lógrze Stutthof. Lagrowi ludzie to opowieść ó kaw-lach, a osobie wie pózmianach, jaczich doswiódczele ledze zamkłi w Stutthofie. Red. WIELE. Ó „KASZUBACH" W DODOMU KULTURĘ W sobota 1 łżekwiata beła promocjo ksążczi Zbigórza Stedzyńsczegó pt. Zespół Pieśni i Tańca Kaszuby. Wiele - Karsin 2001-2020. Publikacjo je óprócowanim ópisejącym historia a dzejanie negó muzycznego a tanecznego karna. Autór (równo-czasno czerownik i wespółzałóżca -raza ze swoją białką Urszulą - „Kaszub" i) ópisół cząd ód pówstanió karna jaż pó czas przed pandemią Covid-19. W ksążce może óbaczec wiele ódjimków, jacze są doka-za resznegó dzejanió lubótników kaszebsczi pieśni i tuńca z Wielo i Kórsena. Ób czas promocji, chterna miała mól we wielewsczim Dodomu Kulturę, historia karna przebleżił Zbigórz Stedzyńsczi, a w artisticznym dzelu westąpiłe „Kaszuby" Wiele - Karsin. Beł też czas na gratulacje, pódzakówa-nia i wpise autora do ksążczi. Bedejeme publikacja wszetczim, chterny intereseją sa dzejanim kaszeb-sczich karnów pieśni i tuńca. Órganizatorama promocji beł Do-dóm Kulturę miona Jarosza Derdow-sczegó we Wielim a Gmina Kórsenó, z wójta Romana Brunką [Brunke]. Ksążka ostała wedónó przez Wedo-wizna Region z Gdini. Aleksandra Dzacelskó-Jasnoch WEJROWÓ. MUZYCZNO Ó ÓLIWSCZI KATEDRZE W piątkowi wieczór 14 łżekwiata w se-dzbie Muzeum Kaszebskó-Pómór-sczi Pismienizne i Muzyczi beł ju 75. koncert z cyklu „Spotkania z muzyką Kaszeb". Miół ón titel „Katedra", a prowadną temą wedarzenió beła archikatedra w Ólewie - mól wiecznego ódpóczinku pómórsczich ksążatów, wóżny muzyczny óstrzódk. Ób czas koncertu bełe zaprezentowóne na ór-ganowim pózytiwie (specjalno sprowadzonym do Muzeum na ta leżnosc) webróne kompozycje z „Gduńsczi tabulaturę (1591)" i „Óliwsczi tabulaturę (1619)". Ókróm instrumentalny muzyczi uczastnice mógle też wesłe- 6o Pomerania nr 5 (575) / Mój 2023 Klęka -§- chac ópisenk nawiódenów katedre przez Remusa - heroja dokazu Aleksandra Majkówsczegó, dówne kóscelne piesnie spiewóne na Pómórzim w XIX wieku a też usadzone późni religijne piesnie w kaszebsczim jazekii do słów Alojza Nógla, Aleksandra Labudę, Eugeniusza Preczkówsczegó, Bernata Sechte i Jana Walkusza skómpóno-wóne przez Witosława Frankowską, ks. Edwórda Hinza, Wiesława Wasy-lewsczegó i Antona Zoła. Ób czas koncertu westąpile: Aleksandra Kucharsko-Szefler (sopran), Monika Macejewskó (sopran), Alicjo Wejer (sopran), Hanna Des (órgane), Zbigniew Jankówsczi - narrator, Witosława Frankówskó (órgane, słowo ó muzyce). Alicjo Dampc GDUŃSK. KOL ZDRZÓDŁÓW KULTURĘ Óstół rozrzeszony konkurs „Jawor -u źródeł kultury" órganizowóny przez Radio Gdańsk. Konkurs mó promować ledową kultura Pómórzó i uczestnic artistów, chterny zbógacywają naja spódkówizna, budeją jawernota i pia-steją tradicje. Latoś beła dregó edicjó. Óbsadzecele zeszłe sa 17 łżekwiata i webrele dobiwców spómidze wnet 40 zgłoszeniów. Jurorama bele: Sonio Klein-Wrońskó, Weronika Kórthals, Paweł Zagańczik, Macej Łeszkewicz i prezes Radia Gdańsk Adóm Chmie-lecczi. Nódgrode bełe przeznówóne w trzech kategoriach. Niżi lesta dobiwców. Fólklorowe karna: Kaszebscze Karno Pieśni i Tuńca „Bytów"; weprzed-nienia - Regionalne Karno Pieśni i Tuńca „Kaszuby" z Kartuz, Karno Pieśni i Tuńca gminę Pruszcz Gduń-sczi „Jagódki", Karno Pieśni i Tuńca „Gdańsk", Kócewskó Kapela „Fefernu-ski". Solista: Mario Gósz; weprzednie-nie - Kazmierz Gruenholz. Rakódzeło i ledowi kiińszt: Jón Drzeżdżón; weprzednienia - Janina Delewskó, Marta Ósyńskó i pośmiertne weprzednienie dló Leszka Bacz-kówsczegó. Dobiwcowie i weprzedniony westąpią ób czas dwuch koncertów: 14 maja w kóncertowim sztudiu Radia Gdańsk i 21 maja w Kóscerznie. Ju dzesąti róz w Pucku óstół zórga-nizowóny konkurs „Pó kaszebsku w McDonaldze". Je ón czerowóny do dzecy z przedszkólów i spódlecznech szkółów a też do młodzezne. 22 łżekwiata prezentowało sa przed óbsadzecelama 101 uczastników, chterny muszele przede wszetczim pokazać, że rozmieją swobodno dogadać sa pó kaszebsku. Ta leczba baro naju ceszi i ceszi też to, że dzece mają z kóżdim roka wikszę pójuga w gó-danim pó kaszebsku, w dzelenim sa swójima zainteresowaniama, rozmieją z pasją opowiadać ó tim, co dló nich je czekawe. A to je derżeń i cwek tego konkursu. Nie jidze tu ó to, żebe sa nauczec tekstu na pamiac - gódó jeden z óbsa-dzecelów Adóm Hebel. Jinszim cela je pókózanie dze-cóm, że kaszebizna nie je zamkłó leno w szkole abó dodomie kulturę, ale może towarzec też jima w molach i sytuacjach, jacze parłaczą sa jima z roze-gracją i redotą. Konkurs órganizeje Jack Chó-dakówsczi, miewca 9 restauracjów w pómórsczim województwie i lubót-nik kaszebsczegó jazeka i kulturę. Niżi lesta dobiwców X edicje „Pó kaszebsku w McDonaldze". Nómłodszi Mestrowie Kaszebsczegó Jazeka: 1. Ignac Cenowa, Red. GDUŃSK. KONKURS Ó KASZEBSCZICH BRAWADACH I LEGENDACH W Spódleczny Szkole nr 82 m. prof. Jana Czochralsczegó we Gduńsku -Klekówie ódbeł sa XI Finał Wóje-wódzczegó Konkursu „Baśnie i legendy kaszubskie". Patronat nad kónkursa trzimó Pomorsko Kurator Póuczene Dobiwczka kategorii kl. 5-8 J. Majkówskó. Ódj. am Kwm. Karno „Bytów" i Jón Drzeżdżón badą przedstówcama Pómórzó ób czas óglo-wópólsczegó finału konkursu „Jawor - u źródeł kultury" w Kelcach 17 i 18 czerwińca. Red. PUCK. ROZMIEJĄ KÓRBIC PÓ KASZEBSKU 2. Antón Wittbrodt. Przedszkólóce: 1. Nela Zynkel, 2. Zuzana Cynkel, 3. Ewa Bószke i Marta Madalińskó; Kl. I-IV spódleczny szkole: 1. Zuzana Ladach, 2. Monika Kupc, 3. Martina Kowalewsko i Julio Szenszeckó; K1. V-VIII spódleczny szkole: 1. Joana Majkówskó, 2. Małgorzata Majkówskó, 3. Pola Kórthals; Weżispódleczne szkołę: 1. Małgorzata Migówskó i Kornelio Garstka, 2. Inga Wrona, 3. Lidio Bószke. Pomerania nr 5 (575) / Maj 2023 61 -f- Klęka Małgorzata Bielang. Jednym z do-brzińców je Kaszebskó-Pómórscze Zrzeszenie, jaczegó przedstówcą ób czas finałowi uroczezne 3 łżekwiata beł direktór Bióra Łukósz Richert. W plasticznym konkursu dobele: kl. I-III - 1. Helena Pakuła (Katolec-kó Sp. Sz. w Słepsku), 1. Maja Lis (Sp. Sz. w Gówidlenie), 2. Julio Wojtowicz (Sp. Sz. w Górze), 3. Alicjo Kowalsko (Sp. Sz. nr 47 we Gduńsku); kl. IV-VI - 1. Aleksandra Kaszebówskó (ZSP nr 2 w Kóscerznie), 2. Maja Bunik (ZSP nr 2 w Kóscerznie), 3. Maja Kómósyń-skó (Sp. Sz. nr 17 w Gdinie); Kl. VII-VIII - 1. Aleksandra Skiba (Sp. Sz. nr 18 w Gdinie), 2. Agata Póbłockó (Sp. Sz. „Prymus" w Kóscerznie), 3. Zuzana Stablewskó (III STO Gduńsk). W konkursu wiedze dobele: Kl. IV-VI - 1. Pioter Rozenau (Ka-toleckó Sp. Sz. w Słepsku); Kl. VII-VIII - 1. Amelio Wierzbickó (Sp. Sz. „Fregata" we Gduńsku), Lena Religó (Sp. Sz. nr 8 w Gdinie), Olaf Pódkówsczi (Sp. Sz. nr 8 w Gdinie), Maja Ówarzany (Ka-toleckó Sp. Sz. w Słepsku). Całownó lesta dobiwców i weprzednionech nalezeta na starnie Spódleczny Szkołę nr 82 we Gduńsku (www.sp82.edu.gdansk.pl). Red. LEZENO. BABLOWANIE SA ÓDRÓDZÓ 62 W Leżenie dredżi róz pó czile dekadach pauzę przed rezurekcją w Ja-strową Niedzela przez wies przeszłe bablownice. Karno zgruchniate przez Mórcena Praga przemaszerowało spód kóscoła pw. Matczi Bósczi Różeńcowi do kóscoła sw. Wawrzińca i nazód. Zwek bablowanió póchódó ód fracyszkańsczich i dominikańsczich praktików budzenió ledzy na pierszą Mszą Swiatą w Jastrową Niedzela. Na Kaszebach sa stół baro pówszed-ny, cobe późni, w XX stolecym za-dżinąc. 25 lat nazód nen zwek reak-tiwówół w Jastarnie Sztefón Kónka. Tradicjó nie je równak zakorzeniono leno na Helsczim Półóstro-wie. Ksądz Bernat Zechta w swójim słowarzu pódówó pod zewiszcza „bablowanie" krótką noterka ó Fra-cylku, jaczi w Leżenie bablowół. Czej jem sa tego dowiedzół z reportażu w telewizje, jó udbół ódrodzec ten zwek - klareje Mórcen Praga i dopówiódó, że je ród z tego, co pó pierszim roku, czej przeszło dwuch bablowników, praktika sa rozrosła i tero wespół z nim pószle aktorze teatru Zymk. Ju łoni pódeszedł do naju chłop, kol 70 lat stóri i pówiódół nama ó tim, jak przóde sa bablowało. Latoś ledze wezerele z óknów, cziwele nama i naju pózdrówiele - dodówó. Na dredżi rok bablownice planeją przeńc wicy sztrasów w Leżenie, może też bec tak, że pódzelą sa na karna, cobe ógłosec Zmartwychwstanie w jak nówicy placach ti remny wse. Adom Hebel GDUŃSK. KASZEBSCZE DNIE PRZEDSZKÓLÓKÓW Pomerania nr 5 (575) / Mój 2023 Ódj. z facebookowegó profilu Przedszkóló nr 6 W łżekwiace we gduńsczim przed-szkólim nr 6 kół sz. Dulina ób czile dni dzece póznówałe kaszebską kultura. Słechałe legendów ó stwórze-nim Kaszeb i doznałe sa kąsk ó Grifie - symbolu najegó regionu. Uczełe sa też ó symbolice farwów w kaszebsczim wesziwku, widzałe, jak są tworzone glenióne zbónczi, i same je farwówałe. Nie zafelowało też uczbe śpiewów. Przedszkólóczi nauczełe sa trzech frantówków: „Kaszebscze nóte", „Wele-wetka" i „Hej tu u nas na Kaszebach". Óbzerałe też ledowe ruchna i tańco-wałe szewca. Wespół ze swójima starszima usa-dzełe Kaszebsczi Nórcek, w jaczim są do óbezdrzenió rozmajite dokaże ledo-wegó kuńsztu, chterne dzece halałe ze swój ich do domów. Przedszkólóczi z „szóstczi" pótkałe sa też z Aleksandrą Majkowską, autorką kaszebskójazekówech ksążków dló dzecy, m.jin. Werónczi w przedszkolu. Dzótczi słechałe dzeleków tego do-kazu, a na wdór zeńdzenió dostałe kaszebscze farwówónczi. Dzakujące za potkanie, wraczełe pisórce zrechto-wóne przez se serce z kwiótkama z kaszebsczegó wesziwu. Red. BÓRZESTOWÓ. Ó SZTRAJKACH W KASZEBSCZICH SZKOŁACH W piątk 14 łżekwiata w bórzestowsczi szkole zeszłe sa nóleżnice Remusowe-gó Kragu. Przędną temą pótkanió beła ksążka Strajki szkolne na Kaszubach w latach 1906-1907, jaczi redaktorama są Bógusłów Breza i Kazmierz Kleina. Klęka Ódj. z archiwum Remusowegó Kragu Óbadwaji przejachele na potkanie i ópówiódele ó publikacji, ji pówstówa-nim i jiwrach ze zdrzódłama, w jaczich szukele materiałów. Jak rzekle, sprów-dzele m.jin. szkółowe kroniczi i artikle w gazetach. Jak sa ókózało, nówicy pi-sele ó sztrajkach w cządniku „Gazeta Gdańska", dze Kaszebów przedstówiele jakno belny przikłód pólsczegó patrio-tizmu. Jak gódół Bógusłów Breza, nie je to dzywne, bó prawie w najim regionie protestów procem rosnący germanizacji w szkole beło nadzwek wiele. Niemców to dzewówało, be zdówało sa jima, że na Kaszebach ledze ni mają ju póczecó pólsczi nórodny przenóleż-note. Kazmierz Kleina pódczorchiwół, że wcyg jesz je wiele do ódkrecó w sprawie sztrajków z początku XX wieku. Mó nódzeja, że dzaka ksąż-ce mdze wiksze zainteresowanie tą sprawą i udo sa nalezc nowe zdrzódła. Pósobne zeńdzenie Remusowegó Kragu badze 12 maja, a gósca mdze przędny redaktor „Pomeranie" Sławomir Lewandowsczi. Red. TCZEW. NA PIERSZIM MOLU SPISENK. ZEŃDZENIE ZARZĄDU KPZ Nóleżnice Óglowegó Zarządu Kaszeb-skó-Pómórsczegó Zrzeszenió zeszłe sa 22 łżekwiata w piakno zrewitalizo-wóny sedzbie Miesczi Publiczny Bibliotece m. Aleksandra Skulteta, jaczi direktora je wielelatny nóleżnik KPZ Kresztóf Korda. Ódj. J. Cherek Beło to dredże potkanie Zarządu ób czas ti kadencji. Óstół m.jin. przejimniati plan robotę a też meri-toriczny i financowi sprawózdenk za 2022 rok. Nóbarżi gorąco diskusjó beła wkół wstapnech rezultatów Nórod-negó Powszechnego Spisenku ógło-szonech przez Przędny Statisticzny Urząd (Główny Urząd Statystyczny). Wejimczi stanowiszcza przejimniate-gó przez Óglowi Zarząd w ti sprawie nalezeta na stronach 4-5 tego numra „Pomeranie". Westrzód jinech temów, ó jaczich gódele nóleżnice Zarządu w Tczewie, beła m.jin. budowa pomnika Lecha Bądkówsczegó we Gduńsku. Red. WEJROWÓ. WEKŁADE Ó WEJHERACH I KRÓLACH KASZEBÓW 14 łżekwiata w Ksążnice prof. Gerata Labudę we Wej rowie robotnik Muzeum Kaszebskó-Pómórsczi Pismienizne i Muzyczi Adóm Lubócczi wegłosył wekłód pt. „(Nie)zwykła kariera rodu Wejherów w Prusach Królewskich". Na taczi órt óstałe ótemkłe óbchóde 380. roczezne pówstanió Wejrowsczi Wole. Równoczasno beł to pierszi wekłód z cyklu „Wejherowo na kartach historii", w jaczim robotnice Muzeum i róczo-ny przez nich gósce mdą opowiadać ó wszelejaczich sprawach sparłaczonech z historią Wejrowa. Jinszi przedstówca MKPPiM Mateusz Szuba prezentowół 21 łżekwiata referat ó „kaszebsczich królach". Słechińcowie doznele sa ó tradicje aszubscy nadówanió tego titla i póznele bio-grame niejednech póstacjów, jacze tak bełe nazewóne. Bele to m.jin. Hieronim Derdowsczi, Tomósz i Wincat Rogala, Józef Gniech, Wiktor Grul-kówsczi, Karól Krefft, ks. Wincat Dą-browsczi i ks. Hilari Jastak. Red. KARTUZE. SZUKAJĄ PAMIĄTKO W PÓ MEKÓWSCZICH Kaszebscze Muzeum mó stara upamiatnic Elżbieta i Fraceszka Mekówsczich, mieszkańców Kartuz, chterny dbele ó kulturalny rozwij tego miasta. Elżbieta uczeła granió na klawirze i akórdionie, a Fraceszk beł muzyka i malarza, chternegó obrazę wiszą we wiele kartesczich dodomach. Muzeum w 2024 roku mó zapla-nowóne westówk namieniony tim póstacjóm. Chcące zebrać pasowne materiałe, direktorka Barbara Kąkól zrechtowała 19 łżekwiata zeńdzenie dló wszetczich, co znele Mekówsczich abó mają ó nich jakąś wiedza. Pója-wile sa m.jin. sąsedze z sz. Gduńsczi, Pomerania nr 5 (575) / Maj 2023 63 i- Klęka dze mieszkele Elżbieta i Fraceszk, jich downy uczniowie i familio. Niejedny wzale ze sobą wórtne pamiątczi i obrazę, jacze trafią na westówk. Żele chtos z najich Czetińców mó jaczes zache, papióre abó chócle wspóminczi zrzeszone z Mekówsczi-ma, wórt przekazać je do Kaszebsczegó Muzeum. Red. GÓWIDLENO. KÓNOPNICKÓ PÓ KASZEBSKU W niedzela 2 łżekwiata w Aule Spódleczny Szkole MegaMoc-ni w Gówidlenie brzemiałe dzec-ne spiewe ze zbioru Zygmunta No-skówsczegó „Cząde roku" do wierztów pólsczi póetczi Marii Kónopnicczi. Skaszebiła je Paulena Waserskó: To bele krótcze wierztczi dló nómłodszich z wielnyma zdrobnieniama. Dosc proste do tłómaczenió, ale jó musza piłować, żebe w kaszebsczi wersji pasowałe do melodii - żebe wezme na to, zgódzała sa leczba szlabizów - pódczorchiwó tłómaczka. Hewó krótczi przikłód ji robotę, wejimk z wierzte Gówniól (pól. Żuczek) Welózl gówniól na slunuszkó w zelonym mańtelku. - Nie bierz doch mie za krzidelka, mój mili knópiczku (...) Dokaże wekónywele uczniowie Niepubliczny Muzyczny Szkole I stopnia w Gówidlenie i juniorscze karna Kaszebsczegó Zespołu Pieśni i Tuńca Serakójce. Za wokalne przerechtowanie ódpówiódół Sławomir Bronk, a za choreografia i akompaniament Natalio Bigus. Red. TORUŃ. NAGRODA DLA BADACZY Z inicjatywy gremiów naukowych miasta Torunia oraz środowiska samorządowego województwa kujawsko-pomorskiego została utworzona Nagroda im. Profesora Stanisława Salmonowicza, wybitnego naukowca i autora felietonów, które przez kilka lat ukazywały się regularnie w „Pomeranii". Nagrody będą przyznawane polskim badaczom, którzy opublikowali wyróżniającą się wysoką wartością naukową pracę z dziedziny historii prawa, historii ustroju, historii kultury lub historii najnowszej. Wniosek o przyznanie nagrody mogą złożyć: rektorzy działających w Polsce uczelni wyższych, dyrektorzy Instytutu Historii, Instytutu Historii Nauki oraz Instytutu Nauk Prawnych Polskiej Akademii Nauk, dyrektor Wydziału II Historyczno-Filozoficznego Polskiej Akademii Umiejętności i pre- zesi działających w Polsce towarzystw naukowych. Kapituła oceni zgłoszone publikacje pod względem ich poziomu merytorycznego, oryginalności tematu, stopnia nowatorstwa podjętych badań oraz ich znaczenia dla historiografii regionu kujawsko-pomorskiego. Wręczenie nagrody nastąpi w listopadzie. Fundatorem jest Samorząd Województwa kujawsko-pomorskiego (nagroda ma charakter pieniężny i wynosi 20 tysięcy zł). Cieszymy się, że w ten sposób został uhonorowany nasz wieloletni felietonista i mamy nadzieję, że dzięki konkursowi jego imienia pojawią się godni następcy prof. Salmonowicza. Red. KARTUZE. POEZJO I KONKURS WIEDZE NA STO LAT MIASTA Z leżnosce 100-lecó gardowech prów Kartuz tamecznó Miastowó i Powiatowo Publiczno Biblioteka wespół z Towarzestwa Lubótników Kartuz [Towarzystwo Miłośników Kartuz] zorganizowała konkurs wiedze ó Kartuzach i Turnier Jedny Wierzte. Na miónczi w tech dwuch wydarzeniach szło wespół 63 uczastników. 1 łżekwiata dobiwcowie prezentowele w bibliotece swoje dokaże i ódebrele nódgrode. Za nólepsze óbsądzecele uznele wierzte Magdalene Cymerman-Cyra (pierszi mól), Martę Goluch (dredżi mól) i Karolene Stankówsczi (trzecy mól). W tesce wiedze ó Kartuzach uczastnice biótkówele sa w dwuch kategoriach. Westrzód uczniów spódlecznech szkółów pierszi mól miała Weronika Tusk, dredżi Kata-rzena Hejmanowskó, a trzecy Martina Reszka. W starszi kategorie dobeła Roksana Mielewczik przed Nikodema Warmówsczim i Wiktorią Wesserling. Red. WOJEWÓDZTWO POMORSKIE. HYBRYDY CORAZ BLIŻEJ Zarząd Województwa Pomorskiego 25 kwietnia zatwierdził wyniki przetargu na dostawę czterech tzw. hybryd, tzn. dwunapędowych, tj. elektryczno -spalinowych, zespołów trakcyjnych, które będą wozić pasażerów na Pomorzu. Pojazdy wyprodukuje firma Ne- Piosenki (Izicci^c ze zbioru /> pilili"ta * PORY ROKU d«i *l«m \laril Konopnicki^ kiwiiliskiiit pr/rklnil/ir Pmilim M <,>iri>kii'j III-/Iliów ir \ic|Hll>lic/liej S/kol\ ls|. u (louiillinic Grupy J u morskie KZPiT Slaunmir Bronk |H-/,\^«ilouaiił(- uukwliM-Nalalia Higtis i-liomigrafla. akont|Kiiiiaiiirnl III. \uia S/ktil> pMritUwottrj Ui-rfaMom! u (im Ódj. facebookówi profil Niepubliczny Muzyczny Szkołę I st. w Gówidlenie Maria Konopnicka tKaszubach Ódj. www.biblioteka.kartuzy.pl 64 Pomerania nr 5 (575) / Mój 2023 Klęka ^ wag SA. Pierwsze pociągi pojawią się na torach w połowie przyszłego roku. Pojazdy będą mieć do 65 m długości, posiadać co najmniej 135 miejsc siedzących oraz jedną parę drzwi na każdy człon pojazdu. - O ostatecznym wyborze producenta zdecydowało przede wszystkim kryterium czasowe. Newag zadeklarował dostarczenie pierwszego pojazdu w terminie 16 miesięcy, a drugiego - 17 miesięcy. Kolejnym kryterium, jakie zadeklarował zwycięzca, było wyposażenie pojazdów w zewnętrzne drzwi do kabiny maszynisty - mówi marszałek województwa pomorskiego Mieczysław Struk. Nowoczesne zespoły trakcyjne będą przystosowane do potrzeb osób z niepełnosprawnościami, w tym do przewozu wózków inwalidzkich, a także będą w nich miejsca przeznaczone do przewozu rowerów. Pojazdy będą wyposażone m.in. w klimatyzację, monitoring wewnętrzny i zewnętrzny, dostęp do bezprzewodowej sieci Wi-Fi, nowoczesny system informacji pasażerskiej, jak również defibrylatory AED. Hybrydy będą osiągać prędkość eksploatacyjną 160 km/h w trakcji elektrycznej oraz 120 km/h przy wykorzystaniu silnika spalinowego. Zakup nowych pojazdów dofinansowany zostanie z Polskiego Ładu, w ramach którego województwo pomorskie otrzymało 65 min zł na realizację tej inwestycji. Źródło: www.pomorskie.eu WARSZAWA. PROMOCJO ALBUMU Ó REBACZENIM 16 łżekwiata w Klubie Wojskowi Techniczny Akademie na warszawsczim Bemowie beła prezentacjo fotograficznego albumu Barwy Kaszubskiego Rybołówstwa. Usadzył gó fotografik Marión Renkewicz. Woźnym dzela promocji beł pókózk ódjimków, kórbiónczi ó publikacji i wekłód wegłoszony przez autora. Do stolece Pólsczi przejachało też karno Nadolanie, jacze zaśpiewało czi-lenósce kaszebsczich piesniów (m.jin. „Kaszebe, Kaszebe", „Kaszebe wołają nas", „Koza" i „Kulczi u móji Julczi"), pókózało mieszkańcom Warszawę naje tuńce (kowala i szewca) i próbowa- ło jich nauczec, a też kąsk przebliżeło jima kaszebscze tradicje i muzyczne instrumente. Red. BÓRZESTOWÓ, STAZECA. EDUKACJOWÓ REZA Sztuderowie I roku etnofilogie kaszeb-sczi na Gduńsczim Uniwersytece pójachele 3 łżekwiata na westrzed-ne Kaszebe. Nóprzód w Bórzesto-wie pótkele sa z Bruna Cerocczim, chteren ópówiedzół jima ó dzejanim Kaszebskó-Pómórsczegó Zrzeszenió cziledzesąt lat dowslade i początkach recytatorsczegó konkursu Rodno Mowa. Pókózół też stanica Zrzeszenió i tłómacził ji symbolika. Woźnym Ódj. am dzela pótkanió beła gódka ó dzejanim Remusowegó Kragu w Bórzestowie i przezeranie jego kroniko w. Późni sztuderze etnofilologii pójachele do Stażece na zeńdzenie z Wandą Lew-Czedrowską. Tuwó przędną temą kórbiónczi beło Kaszebscze Dik-tando i kaszebskó edukacjo w uszłoce i dzysdnia. Wanda Lew-Czedrowskó pókózała tez swoja kolekcja dokazów kaszeb-sczegó kuńsztu (nie blós ledowegó) i dała czile wórtnech doradów dló przińdnech szkólnech najegó jazeka. Red. BYTÓW. NOWE MEBLE W MUZEUM Pracownia konserwatorska Muzeum Zachodniokaszubskiego w Bytowie właśnie zakończyła renowację dwóch starych drewnianych pomorskich mebli. Jeden już trafił na etnograficzną ekspozycję na parterze domu zakonnego, to szafa ubraniowa z 1842 roku. Na datę wykonania wskazuje malunek. Mebel ma zamykane na klucz drzwi. Wydaje się, że przechowywano w nim rzeczy bardziej drogocenne. - Taka szafa stała w bogatszym domu - mówi dyrektor muzeum, dr Tomasz Siemiński. Drugim meblem jest skrzynia, również malowana we wzory kwiatowe. Jak wynika z malunku, jest młodsza o kilkanaście lat. Wymagała większego zaangażowania ze strony konserwatora, bo deski, z których ją zbudowano, były bardziej zniszczone. Niestety, nie wiadomo, kto wykonał meble. Nie ma na nich żadnej sygnatury ani podpisu zdradzającego twórcę. Najpewniej wykonano je na Pomorzu, DZIELNICA BEMOWO Barwy Kaszubskiego Rybołowstwa gg Wojskowa Akademia Techniczna ul gen. S. Kaliskiego 2Sa 16 kwietnia 2os mfc. godz. is.oo " wykł;id MARIANA RYNKIEWICZA oraz występ zespołu folklorystycznego NadolajH Wstęp wolny Szczegóły na: ft] * II| - 1 ({) bemowo.um.warszawa.pl y ffNioHAW&K,to° O bemowowarszawa f~. KT411«pi Pomerania nr 5 (575) / Maj 2023 65 -4- Klęka ale trudno wskazać konkretne miejsce. Pozyskaliśmy je w ubiegłym roku. Jak nam powiedziano, ich poprzedni właściciel znalazł je pod Bytowem - dodaje Tomasz Siemiński. www.kurierbytowski.com.pl CZARNA DĄBRÓWKA, POTĘGOWO. ŚCIEŻKA PRZEZ LAS I DWIE GMINY Gmina Czarna Dąbrówka wspólnie z gminą Potęgowo i Nadleśnictwem Łupawa chcą wytyczyć nowy szlak, który połączy ścieżkę nording walking „Spacerową" w gminie Czarna Dąbrówka ze ścieżką dydaktyczną „Łupawskie Megality" w gminie Potęgowo. - Rozpoczęliśmy od Pergoli, miejsca spotkań wędkarzy łowiących pstrągi na pobliskiej Łupawie. Przejście do tzw. parkingu kamiennego, przy drodze wojewódzkiej 211, jest niezwykle ciekawe. Trasa często zbliża się do rzeki, po czym wchodzi na górki i wzgórza, skąd rozciągają się piękne widoki na doliny, łęki i bagniska. Po drodze starodrzew i powalone kłody, których nikt już nie sprzątnie, ponieważ rejon wzdłuż rzeki Łupawy jest wyłączony z działalności gospodarczej. Działają tu tylko wszechwładne siły natury - czytamy w relacji z wycieczki, w której w marcu wzięli udział przedstawiciele gmin Czarna Dąbrówka, Potęgowo i Nadleśnictwa Łupawa, na terenie którego ma powstać łącznik dwóch już istniejących szlaków spacerowych. - Zgodnie z porozumieniem kawałek połączenia wykona gmina Potęgowo, a resztę - znacznie dłuższą część - my. W Podkomorzycach dwie ścieżki zostałyby połączone. Stamtąd można by również dojść do oddalonych o ok. 1,5 km Karwieńskich Mokradeł [13-kilometrowej ścieżki edukacyjnej „Karwieńskie Uroczyska", której częścią jest m.in. „Rosiczkowy trap" - przyp. red.], niezwykle urokliwego miejsca urządzonego przez Nadleśnictwo Łupawa. Spięcie tych wszystkich ścieżek i atrakcji przyrodniczych ułatwiłoby ich odwiedzanie. Cała sieć ciągnąca się wzdłuż Łupawy mierzyłaby ok. 10 km - mówi Jan Klasa, wójt Czarnej Dąbrówki. W.R., www.kurierbytowski.com.pl Tczewsko starówka z renka i wieżama kóscołów pw. Pódweższeniegó Swiategó Krziża i pw. Sw. Stanisława Kóstczi. Dali Wisła i móste: banowi i drogowi, ten dredżi je ób czas modernizacji Ódj. Sławomir Lewandowsczi r Pomerania nr 5 (575) / Mój 2023 FELIETON Sechim paka uszłe -f- Nópóc^e^nle^O Letf ro--d