s JHI ON ć: i 5 str. 7 „WYBIERAMY FILM ROKU" Świąteczne malowanie str. 9 HOROSKOP PRAWDĘ Cl POWIE rtr. 12 str. 5 Bytowski rybak porzuca wiosła . - LUDZKIM GŁOSEM \fct f HmBI uSu&iiS 14M Roi w roku drzewko, które Jerzy się światłem, pachnie żywicą, tworzy swoiście cudowny i niepowtarzalny nastrój. Przy stole zasiada rodzina, na stole zjawia jq się smakołyki i frykasy. Wtedy właśnie, bardzie] niż kiedykolwiek w roku, uświadamia my sobie, wspaniałe piękno życia rodzinnego. Świat tak się zmienił, tak się szalenie ucywilizował, i* wtpółcjtftinl nie nazbyt m&gą w błogim ©dpręteniu. o co tiajwałniejtz* — wswim r«zem s najbliższymi, mtksU «łe ttolu. Codzienność &c*a, obowiq*tó I obowiązki, pro oo I proco, nfe to nazbyt łaska we dla iycia rodzinnego. Żyjemy w biegu; zdaje się w coraz większym biegu. Żyjemy wedle jakiegoś schematu, zdaje się, że ten schemat musi nami rzqdzić od rana do nocy, Podda |emy się tym prawom z pewnq lubościq, a życie w rodzinne w coraz większym stopniu układa się pod dyktando abowiqzków zawodowych I ftpoł«cirtych. Ś ncd tyiw htrtomener* doby współczesnej łamię tobie głowy uczeni * socjologii, psychologii, } tanydl iłyicypłlnacK, (dokortae^Jo m itr. $ — Dofcft fo&ftfy mSHc&tm, f» «£» sMąWI fomUU ftdąrktiwk i POLSKIE WIGILIE <- - •*1$. I ' \ ufj ib!i War |P^CŁfrAIŁn/a!M WSSSTfffiU wit KUMO*. ŁĄCZOM SIĘ f Strona Z MAGAZYN Głos Pomorza nr 28% J Gospodarska wizyta PIOTR JAROSZEWICZ W ZAKŁADACH GASTRONOMICZNYCH NA WOLI Premier Piotr 'Jaroszewicz odwiedzi! wczoraj nowo wzniesione zakłady gastronomiczna w Warszawie, na Woli. Jest to jedna i największych tego typu fabryk w kraju dająca dziennie 18 ton gotowych wyrobów kulinarnych. (PAP) LAOS Lud decyduje HAŃOI. Wczoraj w Vien iiane rozpoczyły jię obrady pierwszej sesji Najwyższego Zgromadzenia Ludowego, ot ganu ustawodawczego utworzonego niedawno w Laosie. Sesji przewodniczy szef pań stwa laotańskiego Soupha-nouvong, który jest jednocześ nie przewodniczącym Zgromadzenia. (PAP) ARGENTYNA Sytuacja wyjaśniona BUENOS AIRES. W Argentynie przezwyciężona zosta ł& groźba ogólnokrajowego kryzysu spowodowana buntem grupy oficerów lotnictwa. W poniedziałek wieczorem w Buenog Aires prezydent Argentyny Maria ; Esfela Peron wygłosiła przemówienie radiowo-telewizyj-ne. Wyraziła ona zadowolenie, że podczas tych zajść nie doszło do rozlewu krwi. a równocześnie podkreśliła, że dołoży wszelkich starań, aby w przyszłości uniknąć podobnego niebezpieczeństwa. Pani Peron wygłosiła prze mówienie wkrótce po tym, gdy zbuntowani oficerowie złożyli broń i przekazali przedstawicielom władz dwie ^ ostatnie, okupowane bazy lot " nicze. Przywódca rebelii an-" "tyrządowei gen. brygady, Orlando Capellini, został a-resztowany wraz z innymi oficerami. Wynegocjowane warunki poddania się grupy zbuntowanych oficerów nie zostały opublikowane. (PAP) INDIE Ziemia dla bezrolnych LONDYN. W ramach realizacji programu przemian spolecz.no-ekonomicznych, o-głoszonego przez rząd indyj ski 1 lipca br., tylko na terytorium związkowym Delhi przekazano 800 hektarów ziemi bezrolnym chłopom. 8 tys. działek przekazano pod budowę domów dla naj biedniejszych. Podano do wiadomości, że do końca br. wszystkie ziemie pozostające w dyspozycji władz terytorium związkowego Delhi zostaną przekazane bezrolnym chłopom. (PAP) I TRWAJĄ NARADY AKTYWU PARTYJNEGO I GOSPODARCZEGO Jak jeszcze lepiej gospodarzyć Wczoraj w 15 województwach odbyły się narady aktywu partyjnego i gospodarczego, poświęcone omówieniu najważniejszych zadań wynikających z postano wień VII Zjazdu PZPR. W toku narad, w których uczestniczą członkowie kierownictwa partii i rządu, podkreśla się szczególną wa- gę utrzymania dotychczasowego wysokiego tempa życia społecznego i gospodarczego kraju już od pierwszych dmi 1978 r. Uczestnicy obrad zastanawiają się nad możliwościami zagospodarowania wszystkich rezerw zarówno w prze myślę, jak i rolnictwie. Równolegle z wojewódzkimi naradami aktywu partyjnego — odbywają się tak te pozjazdowe narady kierowniczego aktywu -partyjno-politycznego okręgów wojskowych i poszczególnych rodzajów sił zbrojnych. (PAP) Portugalia Nowi członkowie Rady Rewolucyjnej LIZBONA. Minister spraw wewnętrznych Portugalii, Vascb Almeida da Costa oraz minister do spraw terytoriów zamorskich, Victor Crespo mianowani zostali we wtorek nowymi członkami Rady Rewolucyjnej. Zajmą oni miejsca wiceadmirała Antonio Rosa Cou-tinho oraz Carlosa Almady Contreirasa. Na posiedzeniu portugalskiej Rady Rewolucyjnej o-mówiono sytuację polityczną w kraju. Premier Jo«« Pin-heiro de Azeyedo przedstawił członkom Rady przebieg rokowań z przedstawicielami trzech czołowych partii politycznych na temat reorganizacji rządu tymczasowego. Poinformował on rów nież o podjętych przez rząd decyzjach ekonomicznych i finansowych. Rada Rewolucyjna zaapro bowała decyzje rządu. (PAP) RWPG: Wspólne przedsiębiorstwo Pierwsze w krajach RWPG wielostronne przedsiębiorstwo międzynarodowe zaczę ło działać w 7ielonej Górze. Jest nim zakład serwisu tech nicznego Międzynarodowego Zjednoczenia Gospodarczego Aparatury Jądrowej — „In teratominstrument". Pozosta je on na własnym rozrachun ku, posiada osobowość praw ną oraz dysponuje własnymi środkami trwałymi i obroto wymi. Od stycznia podobny ład serwisowy zjednoczenia rozpocznie pracę w Związku Radzieckim. Następny powstanie w NRD. Doświadczenia organlzacyj ne, prawne i finansowe zebrane w trakcie działalności tych niewielkich organizmów gospodarczych zostaną wykorzystane przy powoływaniu przyszłych, dużych jednostek międzynarodowych w krajach RWPG. (PAP) RADA BEZPIECZEŃSTWA ONZ Weto dla interwencji Indonezji w Timorze Wschodnim NOWT JORK. Rads Bezpieczeństwa uchwaliła jedno myślnie' rezolucję wzywającą rząd Indonezji do niezwłocznego wycofania wszystkich wojsk indonezyjskich z Timoru Wschodniego. Rada zwróciła się również do sekretarza generalnego ONZ, aby w trybie pilnym wysłał swego specjalnego przedstawiciela do Timoru Wschodniego w celu zbadania sytuacji na miejscu oraz nawiązania kontaktów z wszystkimi zainteresowanymi stronami. (PAP) Chiny: Amnestia dla kuomintangowców PEKIN. W Pekinie o- gloszono kolejną amnestię, obejmującą byłych kuomin tangowskich członków aparatu partyjnego i administracyjnego oraz wojsko- wych w randze od naczelnika powiatowego lub do-* wódcy pułku wzwyż. Chętnym zezwala się na wyjazd na Tajwan, (PAF) Rysie grasujq w Beskidach W nadleśnictwie Ujsoły w Bieskidzie Żywieckim grasu ją rysie, wyrządzając wiele szkód wśród zwierzyny leśnej. Tylko w ostatnich dniach zabiły one pięć owiec oraz cztery sarny, Zdaniem służby Wilcza godzina policyjna RZYM. W niewielkiej wiosce włoskiej Casamaina di Lucoli wprowadzono godzinę policyjną w związku ze stadami wilków, które pojawiły się w okolicy. Wioska położona jest w odosobnionym zakątku pasma, górskiego Abruzzów i drapieżniki, które ośmiela głód, zbliżają się do osiedli ludzkich. Mieszkańcy wioski ustalili, że po godz. 17 dzieciom nie wolno opuszczać domów, a osoby dorosłe, wychodąc na dwór powinny mieć przy sobie broń palną. (PAP) Laureatka nagrody im. Rudolfa VaIentino RZYM. Znana z wyświetlanego u nas „Kabaretu", znana aktorka Liza Minnelli otrzymała nagrodę im. Rudolfa Valent.ino — gwiazdy filmu niemego. Uroczystość wręczenia odbyła się w rodzinnej miejscowości Valentino — Lecee, na południu Włoch. Nagroda przyznawana jest corocznie. Jej laureatami byli m. in, Elisabeth Taylor, Richard Burton, Sophia Loren. Liza Minnelli, kręci obecnie we Włoszech film pt. -Sprawa czasu", którego reżyserem jest jaj ojciec Vincente Minnelli. (PAP) leśnej jest to „dzieło" szczególnie groźnych ry*i samotników. Myśliwi otrzymali zezwolenie na odstrzał tych szkód ników gospodarki łowieckiej. (PAP) Koniec wiedeńskiego dramatu ALGIER. Wczoraj terroryści, którzy w niedzielę na padli na siedzibę OPEC w Wiedniu, uwolnili w Algierze resztę zakładników i zło żyli broń. Wśród zakładników znajdowali się ministrowie bądź wyżsi urzędnicy x Arabii Saudyjskiej, Iranu, Kuwejtu i innych członkowskich krajów OPEC. W związku z incydentem w Wiedniu sekretarz generalny ONZ Kurt Waldheim złożył w Nowym Jorku o-świadczenie, w którym surowo potępił akcję terrorystów. (PAP) ANGOLA „Gulf OH" wycofuje się z Kabindy NOWY JORK. Amerykański koncern „Gulf Oil" xa-przestał wydobywania ropy naftowej w angolskiej prowincji Kabinda, znajdującej się pod kontrolą rządu Lu-. dowej Republiki Angoli. O decyzji tej poinformował za rząd koncernu. Personelowi amerykańskiemu „Gulf Oil" nakazano opuszczenie Angoli. „Gulf Oil" podał również do wiadomości, iż nie wypłaci rządowi angolskiemu należnej mu sumy 95 min dolarów z tytułu podatków i procentów od zysków. Suma ta powinna być — zgod nie ze zobowiązaniami podjętymi przez „Gulf Oil" — wypłacona do 81 grudnia 1975 r. (PAP) :........* A W Lipiecku (Federacja Rosyjska) odbyło się seminarium przedstawicieli Komsomołu i Federacji Socjalistycznych Związków Młodzieży Polskiej (FSZMP). Omówiono zagadnienia socjalistycznego współzawodnictwa oraz rozwój patronatu noa ważnymi obiektami gospodarczymi. Uczestnicy seminarium pj1* bywali w zakładach przemysłowych, gdzie zapoznali się z doi wiadezsniami pracy Komsomołu. A Rządy ZSRR 1 Republiki Irackie] zawarły w Bagdadzie p® rozumienie o współpracy gospodarczej i technicznej. Porożu* mienie oceniane jest w Iraku jako jeszcze jeden warny kro* w kierunku dalszego umocnienia i rozszerzenia stosunków ra-dziecko-irackich. Radzieckie organizacje wezmą udział w budowie zapory Hindia na Eufracie, w pracach irygacyjnych na powierzchni ok. 40 tys. hektarów oraz w poszukiwaniach zło* ropy naftowej. A Na zaproszenie prezydium Związku Komunistów Jugo* sławii przybył do Belgradu członek Biura Politycznego, sekrs tan KC Francuskiej Partii Komunistycznej, Roland Leroy. A Przewodniczący KC KP Chin, Mao Tse-Tung, przyj-w Pekinie prezydenta Demokratycznej Republiki Wysp Swię* tego Tomasza i Książęcej Manuela Pinto da Costa. Prezyden przebywa z oficjalną wizytą w Chinach od 21 bm, « A W Związku Radzieckim kontynuuje oficjalną wizytę minister spraw zagranicznych Węgier Frigyes Puja. Rozmowy j0^® prowadzi on w Moskwie dotyczą stosunków dwustronnyc oraz problemów międzynarodowych w tym zagadnień porusiO" nych na ostatniej naradzie ministrów spraw zagranicznych państw socjalistycznych w stoiicy ZSRR. A Europejskie kraje socjalistyczne są największym zagrĄ* nicznym odbiorcą produktów przemysłu francuskiego. Z ogol* nej liczby otrzymanych przez firmy francuskie w 1975 r. zO* mówień na europejskie kraje socjalistyczne przypada 22 proC< czyli więcej niż na jakąkolwiek inną grupę państw. A Izrael ponownie dokonał prowokacji wobec Libanu. podaje agencja Reutera, dwa izraelskie samoloty wojskowe naruszyły we wtorek przestrzeń powietrzną Libanu. PrzeleClO" ły one nad stolicą tego kraju - Bejrutem. * -Współcześni architekci też bywają znudzeni projektowaniem zwykłych konwencjonalnych domów. Nić dziwnego, że holenderski architekt Piet Blom postanowił wymyślić coś całkiem nowego. Efekt jest interesujący, ale czy funkcjonalny? CAF — AP — TELEFOTO \ UKRADLI PREZENT GWIAZDKOWY NOWY JORK. 7 6-letni Randell Norrup z Las Vegas w stanie Nevada, przeznaczył oszczędności całego Życia — 27 tys. dolarów — ja ko prezent gwiazdkowy dla swoich 6 dorosłych dzieci. Sumę podzielił na 6 części, następnie owinął w ozdobną folię aluminiową i schował w jakimś zakamarku, aby dzieci zbyt wcześnie nie do wiedziały się o niespodzian- Muzeum marionetek RZYM. W Palermo (na Sy cylii) czynne jest międzyna rodowe muzeum marionetek. Mieści się ono w zabytkowym Palazao Fatta. Podsta- ce. Tymczasem najbardziej domyślni okazali się złodzie je, których do tej pory nie zdołano ująć ani nawet zidentyfikować. Nocą zakradli się do mieszkania Norrupów i wynieśli co tylko się dało, a przede wszystkim sześć pa czuszek zawierających 27 tys. dolarów. Od j achali starą niewielką ciężarówką, która również była własnością pa . na Randelia. (PAP) wa zbiorów są lalki włoskie, ale ekspozycja będzie wzbogacona kukiełkami z europej skich krajów socjalistycznych oraz z państw azjatyckich (w tym x teatrów cieni). (PAP) Niewdzięczny pies LONDYN. Olbrzymi -kilogramowy dog Ą* okazał wdzięczności sędzie' mu Robertowi Lymgery ści angielskiej miejscowo Bedford, który uratował rt1 życie. Sędzia uchylił werdykt sądu niższej stancji, skazujący psa y uśpienie za ataki na Poj* janta, dwóch chłopców i* ła. Po zakończeniu postSP wania sędziemu zaprezenJ wano „oskarżonego", ^.11 nosi wdzięczne imię „Kai\ ' Lumbery, chcąc pogłas^ psa wyciągnął ku niemu kę, ale „Kalif" będąc ^ docznie w złym nastr°J ugryzł go. (PAP) Qh$ Pomarto nr 287 MAGAZYN Strona 8 ' T .1.., (dokończenie na str, 1) Fakty te paa'ajq zazwyczaj, gdy socjologia zabiera s.ę do sumowania wniosków z wzrastającego zjawiska rozwodów; zjawiska jeszcze tak nie dawno niebyłecjo, a dziś sta jqcego się powszednim. Prawo do rozwodu stało się już faktem, zyskało prawo c>bywo telstwa jako norma społeczna i moralna nawet w opinii Wszelkiego rodzaju tradycjonalistów. Oczywiście rozwody są wytyczane przez tradycjona listów jako argument koronny na okoliczność rozprzężenia, zar>iku więzi rodzinnych, osłabienia poczucia współodpowiedzialności w małżeństwach ro^kładu moralnego itd. Czy *ak jest w rzeczywistości? alarmiśc! raczej nie Mają racji Cywilizacja współczesna charakteryzuje się m. in. tym kształtuje nowe cechy czło wieko. Domaga się od człowieka koncentracji swych sił na wykonywanej pracy zawodowej, domaga się od czło Wieka ciaałego samoW^kmo lenia swoich umiejętności, zwiększonej ruchliwości, Cywi 1'zacja współczesna - nazywana naukową i techniczną - w sposób dotychczas nieznany rozwija ludzkie aspiracje osiągania sukcesu życiowego, wybijania się ponad przeciętność, osiągania pozycji, autorytetu i cierpliwego gromadzenia życiowego dorobku. Czas pracy się zmniej sza, czas po pracy rozszerza się, ale nikt nie może ustalić, ile współczesny — przecięt nie wykształcony i pracujący na przeciętnym stanowisku kierowniczym — poświęca cza su na pracę po pracy. W domu człowiek chce odpocząć, albo zamyka się w oddzielnym pokoju i pracuje. Zamyka się przed rodziną i przed dziećmi, z książką, z projektami, z narzędziami do majsterkowania, z kawą lub tylko głową pełną problemów Zastanówmy się tylko: w ilu domach z najbliższego otoczenia, mniejsze lub większe księgozbiory stały się główny mi lokatorami. Zastanówmy się też: w iluż to domach telewizja, chociaż, posiada tak wielką siłę atrakcyjną, zwana bywa złodziejem czasu. Cywilizacja uszczupla czas rodzinny. Wolne soboty są jakimś wyjściem, ale czy wolne soboty mogą zrekompensować czas zabierany przez cywilizację na spełnianie się współ czesnych ludzkich aspiracji? Szybko zmieniają się czasy, obyczaje - zmianom podlega życie także w rodzinie. Przy skrzącej się choince, przy sto le z jadłem - nie sposób wyz być się tych refleksji. Rodzina jest przecież dla człowieka równie ważną wartością, co i jego aspiracje zawodowe. Ro dżina jest ogniskiem, w którym wzajemna miłość daje człowiekowi siły do pracy, sa tysfakcję osobistą i poczucie tworzenia najszlachetniejszych ideałów, przekazywania ich pokoleniu dzieci. W dniach świątecznych kie rujemy więc myśli i najlepsze życzenia szczęścia do pol skiej rodziny. Zabieganej, za pracowanej, ale coraz częściej spełniającej swoje marzenia. Bo dziś cele rodzinne i cele społeczne są identycz ne. Szczęście każdej polskiej rodziny jest polskim najważniejszym celem. JERZY KOCHAŃSKI Sjk a* O* U/ Si/ A A Ak, A Afc łŁ M fjp fg* * % * * * święta powinien być śnieg Domaga k? tego przecież tradycja. A my Polacy, kochamy tradycje, choć nie zaroszę w pospiechu współczesnego życia mamy czas Je hołubić, pielęgnować, podtrzymywać, Przekazywać dzieciom. Na święta ustawia 1vy w swoich domach choinki, nieważne. CZV te plastikowe, czy tc prawdziwe. Przygotowujemy wigilijną kolację. Na stole kładziemy jedno nakrycie więcej. Dla te-kogoś, kto może zapukać do naszych ^rzwi, czeka miejsce przy sto^e. Święta Bożego Narodzenia to przede wszystkim *ivięto rodziny, pełne poczucia wspólnoty najbliższych. czułości dla tych, którzy mo-Są się znaleźć w drodze, w potrzebie, któ-r~y w taki wieczór nie powinni być osamotnieni. Jedno nakrycie więcej — czeka tradycyjny symbol ludzkiej życzliwości W grudniowy, przedświąteczny dzień 0 wigilijnym gościu, niespodziewanym, c}'oć oczekiwanym opowiada Janina Kusto. — Rodzina moja była liczna, siedmio-r° dzieci, rodzice oraz dziadek. Przygotowania zaczynały się na kilka tygodni ^r Polanicy i Kudowie 0raz wielu innych atrakcyjnych miejscowościach. 'Spoczywa na tzw. wcza-•ach świątecznych, zorga- nizowanych przez Ogólnokrajową Spółdzielnię Turystyczną „Gromada", ponad 2 tys. rolników i pracowników instytucji obsłu gujących rolnictwo. Dla zorganizowania wcza sów rodzinnych w okresie świąt i Nowego Roku „Gro mada' wykorzystała również swoje 2 nowe hotele „Polonez" w Łomży i „Kor moran" w Olsztynie gdzie w komfortowych warunkach wypoczywa ok. 200 osób. (PAP) PRZYSZŁA I POSZŁA... Przybyła prawie w terminie.' Postraszyła, wiatrem zawiała, śniegiem posypała, mrozem dmuchnęła. No i poszła sobie... A już kolejarze i drogowcy szykowali się do 'usilniejszej pracy, już dzieci zanudzały ro dziców by kupie ( lub tylko przygotować do sezonu) łyżwy i sanki, już zaczęliśmy tra dycyjnie martwić się o to, że za mało jest u nas lodowisk a nieostrożni saneczkarze szusują wprost na jezdnie ... Już cieszyły nas biało-czarne barwy zimy, skrzenie się śniegowych płatków oraz fakt że w myśl przysłowia, ądy Barba ra po wodzie, to Gody po łodzie,.. A jednak! Kapryśna Pani Zima za nic ma kalendarz, mądrości ludowe i naszą tęsknotę za mną, surową lecz tak piękną i nie-rozdzielnie z Gwiazdką związa ną porą roku. Gdy piszemy te słowa ieszcze u nas sztormowa, mokra, grypowa jesień. Ale nie traci my nadziei. Może jutro przyjdzie?... Zdjęcia: JERZY PATAN i JÓZEF PIĄTKOWSKI * * * Strona 4 MAGAZYN Cios Pomorza nr 297, WIĘCEJ, SZYBCIEJ, LEPIEJ PRZEDE WSZYSTKIM SZEROKA SFERA DZIAŁANIA Przewodniczący Wojewódzkiego Komitetu FJN w Koszalinie — Józef Ma-ciehowski mówi o aktualnych zadaniach ogniw FJN po VII Zjeździe: — Na poniedziałkowej wojewódzkiej naradzie aktywu partyjnego i gospodarczego w Koszalinie powiedziałem, że podobnie jak po VI Zjeździe naszej partii, tak i teraz, po jej VII Zjeździe czujemy, jak krew nasza prędzej pulsuje w żyłach, jak nieznanego dotąd tempa nabiera wszechstronny rozwój kraju — w tym i województwa koszalińskiego. Jesteśmy z tego dumni bo są to przecież rezultaty działania całe go społeczeństwa, działania podjętego w imię jedności celów całego narodu. — W swoim wystąpieniu na VII Zjeź dzie towarzysz Władysław Kozdra powiedział m. in„: „Z jeszcze większym zapałem i energią wcielać będziemy w życie wskazania VII Zjazdu partii. Wcielać je będziemy razem z sojuszniczymi stronnictwami politycznymi — ZSL i SD — zespolonymi i zjednoczony mi we Froncie jedności Narodu, w pracy na rzecz realizacji wytyczonego przez VII Zjazd celu: budowy rozwiniętego społeczeństwa socjalistycznego". Również na poniedziałkowej naradzie I sek retarz KW podkreślił rolę i znaczenie komitetów FJN w realizacji oczeku- jących nas zadań. Zdajemy sobie sprawę z tego, że zadania te będą ilościowo, a przede wszystkim jakościowo i poczty. W dniach przedświątecznych słupskie urzę dy pocztowe przyjmowały codziennie około 50 tys. kartek i listów. Drugie tyr le, a nawet więcej — opusz czało Słupsk. Pracownicy poczty dwoją się i troją. Poczta roznoszona jest dwa razy dziennie, a paczki — ze względu na to, iż są to najczęściej przesyłki żywnościowe — nawet trzy ra zy- Dla ł wielu pracowników poczty święta trwają tylko jeden dzień. W drugi dzień świąt doręczane będą wszystkie przesyłki ekspr® sowe, w wolną sobotę sluZ ba doręczycielska pracuj® jak każdego innego dnią*_ Znacznie więcej pracy niz zwykle mają również pa* nie z międzymiastowej* Szczyt zamówień rozmó^ zamiejscowych przypada na dwa ostatnie dni przed świętami. Jeżeli średni0 każdego dnia jest ich ok* 3,5 tysiąca, to w tych dniach prawie o 900 więcej Stanowisk w międzymiasto wej jest 28 — wszystkie muszą być obsadzone. Mimo to okres czekania na P° łączenie jest wydłużony* Większość „panienek z mi? dzymiastowej" część świąt spędzi przy telefonach. (maj) INFORMATOR ŚWIĄTECZNY HANDEL Dzisiaj, tj. 24 brn. cals sieć detaliczna czynna będzie do godz. 17 (w Słupsku — do 16) We wszystkich miastach wyznaczono sklepy spożywcze dyżurujące do godz. 19. Przy pominamy że w Koszalinie dyżur pełnia Delikatesy" nr l sklep WSS nr 68 przy ul. TC. Gierczak. w Słupsku zaś — Supermarket, pawilon na Za-torzu i ..Delikatesy" W pierwszy dzień świat wszystkie s'i"py beda meczyn ne, w drugi zaś — 26 bm. — otwarte będą w godzlrijch r.-an nych jak w każda niedziele sklepy spożywcze wyzna-zonę do sprzedaży ml^ka i pieczy wa W Koszalinie dyturuia ..Delikatesy" nr 3 (w godz. !*—131 i ..Delikatesy nr 1 (w godz. 13—17). GASTRONOMIA Dzisiaj, tj. w środę zakłady gastronomiczne w Koszalinie otwarte sa do godz. 16 a w Słupsku do godz 17. (. Metro" i ..Fronoiszkanów" do 191) W Koszalinie .Bałtyk" organizuje wieczór wiff'1'lfiy. W ńierwsszy ń świat dy żuruJa: w Koszalinie — res-stauracje Ratuszowa" 4 .Brv za" oraz kawiarnie .Muszelka" i „Ewa", zaś w Słupsku — restauracja „Piracka", bar ..Piracki" i kawiarnia ..Czai' * W drugi dzień świat. tj. ^ piątek czynne beda wszystk'® lokale gastronomiczne, z WY" jatkiem tych które 25 bm. P£ nćły dyżur. KOMUNIKACJA MIEJSKA Dzisiai komunikacja mieis!;'_ czynna będzie do godz. 18 (w Lęborku do 17). Nieco dłufcei kursować beda autobusv na 1in:ach podmiejskich w SłuP' sku. W pierwszy dzień świąt k° rr. unikacie nieczynna. W piątek. 26 bm. w Ko*?-' linie komunikacja nreiska 1 podmieiska nieczynna. " Słupsku, Szczecinku i r.eboj' ku autobusy kursować od godz. H według ro^-ła" niedzielnego. USŁUGI Dzisiaj placówki usługoWe czynne sa do godz. 16. W szalinie zakłady naprawcze Arged i ZUHiT - do 17, tej samej godziny .Połmozbyt' przy ul Knlazlewicza w SłuP' sku. 25 bm. sieć usłu«r"wn P'e cynna. W oiatek bm 'warte, beda zakłady fotog'fI" ficzne. dyżuruiace warsztat naprawy telewizorów, itacj® benzynowe, (par) Bfof Fomoria nr 187, MAGAZYN Strona 13 iS f ' : * ił ii hm ^ ^ ^ ^ ^ ^ /(V ^ ŻEŃSKA KOPANA Jeszcze w liceum mój protesor od wuefu zwykł mawiać, że nasz sport zgu bi dwie rzeczy; „świństwo zwane tartanem" i „dzień w którym kobiety zaczną kopać piłkę". O ile jego awersję do tartanu wytłumaczyliśmy tym, że właśnie na tym tworzywie inny zawodnik pobił rekord profesora w biegu plotkarskim, to z kopaniem piłki przez kobiety, sprawa nadal była niejasna. Dopiero po maturze dowiedzieliśmy się, że pro fesorem kierowały względy estetyczne i niemiły mu był widok faulujących i umazanych w błocie dziewcząt. W kilka lat później obej rżałem, w niedużym odstępie czasu,. pierwszy mecz piłki nożnej kobiet i bieg zawodniczek na 1500 metrów. Bardziej estetyczne wydało się mi... to pierwsze widowisko. Jednak dłu gie przebywanie w kręgu kibiców piłkarskich i ich argumenty, że piłka nożna Jest typowo męskim sportem i wara od futbolu kobietom, sprowadziło mnie na pozycje zachowawcze Jeśli chodzi o żeński futbol Kilka dni temu idąc na rozmowę z żeńską drużyną piłki nożnej, działającą f>rzy koszalińskim „Kaze-u" byłem więc raczej bar dziej telewizyjnym fanem Minusem niż Plusem. Nastawiłem się na „nie" i na-' Wet Bardotka jako środko wy napastnik nie przekonałaby mnie do żeńskiego futbolu. Rozmowa odbyła się w czasie treningu „futbol-kazeLek" w sali gimnastycznej przy ulicy Morskiej. — Co wy w ogóle wiecie o piłce nożnej? — Dużo. — Kto jest na tych zdję ciach? (pokazuję zdjęcia kilku zawodników koszalińskiej Gwardii) — Mila, Pałka, Małecki. — Gdzie gra Cruyff? — W Barcelonie — (odpowiada zgodny chór głosów). — Co to jest pozycja spalona? (Tu już są wątpli wości). — Ile meczów rozegrałyście do tej pory? — Pięć, w tym trzy wygrałyśmy. — Największy sukces? — Czwarte miejsce na turnieju w Gdańsku. Właśnie tam przegrałyśmy ze Szczecinem 1:2. — Od kiedy trenujecie? — Od lipca bieżącego roku. — Jesteście sekcją ogniska TKKF „Kazel". Czy Wszystkie pracujecie w „Kazelu"? -r Nie. Nasza sekcja jest dostępna dla wszystkich. Al# wiele z nas pracuje w produkcji, przy taśmie. — Jakie są wasze barwy fclubowftl — Żółto - brązowo - białe — Czy wasi chłopcy przy chodzą na mecze? — Jasne. W ogóle mamy wielu kibiców. Wyjaśniamy, że przeciętna wieku w drużynie wynosi około 18 lat. Również, zamieszczone obok zdjęcia drużyny powinny chociaż w części wyjaśnić skąd bierze się zainteresowanie me czami. Rozmowę przerywa nam trener drużyny, Janusz Ko walkowski, ' który rozpoczyna ćwiczenia. Krótki slalom z piłką, strzały z woleja, główkowanie. W ciągu godziny dziewczęta trenują kilkanaście elementów techniki piłkarskiej. Zajęciom przygląda się sam prezes ogniska TKKF „Kazel", inż. Marian Stelter. * — Dlaczego akurat żeńska piłka nożna? — A dlaczego by nie? — Rekreacja to przede wszystkim badminton, węd kowanie, zabawa w siatkówkę, wycieczki, itp. To są sporty rekreacyjne odpowiednie również dla dziewcząt. Ale piłka? — Mamy w ognisku 160 osób. Uprawiamy także inne sporty. Uważam jednak, że rekreacja kończy się w momencie narzucenia komuś, co ma robić, w co się bawić. Jeśli dziewczęta chcą kopać piłkę, to proszę bardzo. — I nie ma pan nic przeciwko kopaniu piłki przez młode dziewczęta? Czy to jest estetyczny widok? — Owszem. Jeśli jest dobre boisko, ładna pogoda i gra fair — to z chęcią obserwuję dziewczęta--futbolistki. ~ Ale futbol Jest/ w opinii wielu obserwatorów brutalną grąt — Przepisy nic o tym ^ nie mówią. Np. piłka ręczna jest sportem o wiele Ę bardziej urazowym niż nożna. Asfaltowy boisuo czy parkiet, duża szybkość rozgrywania akcji, ostre wejścia, szybki lot piłki — wszystko to stwarza więcej niebezpieczeństw niż futbol. A nikt nie lamentuje, że szczypiorniak nie J jest dla dziewcząt. Są dyscypliny niedopuszczalne dla kobiet. Ale nie zaliczam do nich futbolu. — W piłce nożnej obowiązują badania lekarskie? — Jak i w każdym innym sporcie. Cała druży- , na przeszła takie badania i lekarze nie widzą żadnych przeciwskazań co do uprawiania futbolu. Trening zakończył . się. Dziewczęta szybko doprowadziły do porządku fryzury. Tylko leżące obok piłki przypominały, że przez półtorej godziny pochłonięte były treningiem w ,;typowo męskim sporcie". Kapitan drużyny i bramkarka udzielały jeszcze instrukcji najmłodszej napastniczce. Okazuje się, że wszystkie trzy są siostrami. Danka, Elżbieta i Mariola Okońskie pozazdrościły sławy swemu bratu — Mirosławowi Okońskiemu, piłkarzowi koszalińskiej Gwardii, reprezentantowi Polski juniorów. Czy 1 one będą w przyszłości reprezentantkami kraju w... piłce nożnej. Panowie, nie chcę was straszyć, ale wszystko jest możliwe. Piłka jest okrągła a płeć słaba (?) uparta. EDMUND BUREL Na zdjęciach: piłkarki „Kazelu" wraz z wychowawcami na treningu i na wspólnym, „rodzinnym" zdjęciu. Fot. J. Piątkowski Stachanow czy Casanova? Oto sprzeczność, która roz dziera J. S. z Bytomia. Jak i inne osoby płci obojga a stanu wolnego, które zabrały dotqd głos na poruszony przez J. Lovella temat - „Dla czego się nie żenią" w „Życiu Literackim" (nr 50) poskarżył się on krakowskiemu reporterowi: .....trudno jednocześnie wykazywać się wykluczającymi się wzajemnie postawami Stachanowa i Casanovy... Zaczyna dość wcześ nie wysiadać kondycja seksu alna... Zaś wymagania dobrze odżywionych (mimo braku mięsa) partnerek zdecydowanie rosną. W „Kobiecie i Życiu", „Przyjaciółce", „Zdro wiu" itp. domagają się stosunków z orgazmem, pieszczot przed i po, kwiatów... I to od mężczyzny po 8 godzinach pracy, 2 godzinach dojazdu do niej, 2 godzinach zebrań, a jeszcze pranie, sto łówka, ewentualnie chałturka. Kawaler bywa >ciężko przerażony". Subtelny zapach i duża pienisfość-to zaleły nawego mydła „NADINA" POLLENA K-375/B Dysproporcje „Młodziutki#, bo ledwie wykluwające się, osiedle Su-chanino w Gdańsku przeżywa autentyczną inwazję myszy" - alarmuje „Głos Wybrzeża" (nr 281). Jeśli lokatorzy nie dadzą sobie sami rady z nieproszonymi gośćmi - radzi gazeta - trzeba będzie ogłosić pospolite ruszenie wszystkich trójmiejskich kotów Szczególnie pomocne okazać się może - konkluduje „Głos" - sopockie osiedle Przylesie, gdzie dla odmia ny w piwnicach notuje się nadmierne pogłowie kotów... (kr) ZARZĄD WOJEWÓDZKI ZWIĄZKU OCHOTNICZYCH STRAŻY POŻARNYCH WOJEWÓDZKA KOMENDA STRAŻY POŻARNYCH oraz PAŃSTWOWY ZAKŁAD UBEZPIECZEŃ ODDZIAŁ WOJEWÓDZKI w Koszalinie przypomina/cy ż# najczęstszą przyczyną połarów w określ# iwiątecznym są pozostawione b#z dozoru zapalone świeczki na choinc# Zwróćcie szczególną uwagę na zabawy dzieci. JEDNOCZEŚNIE PRZESYŁAMY Mieszkańcom województwa koszalińskiego życzenia Wcsolych Świąt. K-3394 łeeeeeeeeeeeeaeeeoeoeeeaeeeeeeeeecseeeeeeeeaeeeeeeeeeeeeeeeeeee Jh mówi Na 967. grę wpłynęło 45.935 zakładów. Ogółem stwierdzono 3998 wygranych, w tym z sześcioma trafieniami i pięcioma tra fieniami z liczbą dodatko wą brak, z pięcioma trafieniami 15 po 1.148,— zł, z czterema trafieniami — 337 po 51 zł, z trzema tra fieniami — 3646 po 5 zł. Wygrane z pięcioma tra fieniami stwierdzono: 10 w woj. szczecińskim, 2 w woj. koszalińskim i 3 w słupskim. Fundusz na główną wygraną gry bieżącej wynosi 480.000,— z! Kolejne losowanie odbędzie się w niedzielę tj. 4176 r. w sali Urzędu Wojewódzkiego w Szczecinie, o godz. 12. K-3422 W dniu 23 grudnia 1975 roku zmarł w wieku 40 lat Iow. ZYGMUNT SMUCZYflSKI długoletni pracownik administracji naczelnik gminy Łebień. W Zmarłym tracimy dobrego towarzysza i wzorowego pracownika. Wyrazy głębokiego współczucia RODZINIE składają KIEROWNICTWO, RADA ZAKŁADOWA. KZ PZPR oraz PRACOWNICY URZĘDU WOJEWÓDZKIEGO w SŁUPSKU państwowej - W dniu 20 grudnia 1975 roku zmarła nasza długoletnia, emerytowana pracownica PAULINA KOZŁOWSKA Wyrazy głębokiego współczucia RODZINIE przekazują DYREKCJA, RADA ZAKŁADOWA i PRACOWNICY ZJEDNOCZENIA BUDOWNICTWA WODNEGO I MELIORACJI w KOSZALINIE . Strona 14 MAGAZYN Okt Pomortm w » SPORT • SPORT • SPORT 9 SPORT II LIGA KOSZYKAREK W CZOŁÓWCE TABELI — BEZ ZMIAN Kos^ykarki II ligi rozegrały w ubiegłą sobo-tę i niedzielę ko lejne spotkania mistrzowskie rundy rewanżowej. W czołówce tabeli nie zaszły żadne zmiany. Pozycje lidera utrzymały ko-szykarki poznańskiego Lecha, wygrywając oba mecze z AZS Gdańsk Niespodzianka była porażka Włókniarza Pabianice ze Ślęzą we Wrocławiu. Koszykar ki SZS AZS Koszalin, mimo po rażki (w pierwszym meczu) z Pomorzaninem, nadal utrzymały trzecią pozycję. Oto aktualna tabela: Loch 22 44 1428—1214 Włókniarz 22 40 1478—1128 AZS Ko«z. 22 56 1341—1316 Sprotavia 22 34 1258—11.81 Sleza 22 34 1268—1285 Zagłębie 22 3.1 1318—1265 AZS Gdańsk 22 29 1268—1326 Unia 22 28 1120—1308 Widzew 22 27 1191—1476 Pomorzanin 22 M 1139—1400 Oto aktualna tabela: W rozgrywkach nastąpi przerwa. Trzecia kolejka rundy rewanżowej rozegrana zostanie 10 —11 stycznia. (sf) O puchar Davisa Tenisiści USA ciężko walczą • o awans do czwartej rundy pu charu Davisa w strefie północ- Tenisiści Indii prowadza 2:8 z noamerykańskiej. W Meksyku Filipinami w rozgrywanym w Amerykanie zmierzyli się z groź. Manili ćwierćfinale pucharu Da nym zespołem gospodarzy. Po v:sa w strefie wschodniej. Pier czterech grach stan meczu 2:2. wszego singla wygrał Menon, W trzecim dniu najpierw Ame który w trzech setach pokonał rykanin Gottfried uporał się z mistrza Filipin Domingueza 6:2, Meksykaninem Larą J:«, 6:2, 6:4, 6:J. W drugiej grze Mu ker S:8, 8:6, 6:1, a następnie wyszli jea pokonał Cruza 3:6, 6:4, 6:3, na kort najlepsi gracze swoich 3:6, 6:4, zespołów — Meksykanin Rami-rez i Amerykanin Connors. Rywalizacja o trzeci decydujący punkt trwała tak długo, ie mecz przerwano z powodu zapadających ciemności. Ramirez znajduje sie w korzystniejszej sytuacji. Spotkanie Ramirez — W "Brasilii zakończył się ćwierćfinał pucharu Davisa stre fy południowoamerykańskiej Tenisiści Brazylii pokonali Peru 5:0. Mandarino wygrał z A-cuną 6:1, 6:3, 7:5, a Kirmayer Connors zostan:e wznowione zwyciężył Maurtuę 6:1, 6:4, 6:1. przy stanie 2:6, 6:3, 6:3. 2:3. SIATKARKI ZNP KOSZALIN DRUGIE W Warszawie odbyły się ogólnopolskie finały w piłce siatko wej kobiet Związku Nauczycielstwa Polskiego, Duży sukces odniosły siatkarki ZNP Koszalin, które w finale zajęły drugie miej sce, Koszalinianki pokonały drużyny Białegostoku I Świdnicy oraz uległy zdobywczyniom pierwszego miejsca, zawodniczkom Warszawy. Tegoroczne finały były jui szóstymi z rzędu. Siatkarki koszallń skie uczestniczyły we wszystkich, zawsze zajmując medalowe po rycje, (ebe) A. Szymanowski — piłkarzem roku W plebiscycie czytelników katowickiego „Sportu" na najlepszego piłkarza roku 1975, zwyciężył reprezentacyjny ■ obrońca, piłkarz krakowskiej Wisły — Antoni Szymanowski. Drugie miejsce zajął Grzegorz Lato, a trzecie Ąndrzej Szarmach. "Warto przypomnieć, te 'Antoni Szymanowski Jest także laureatem „Złotych butów" oraz zwycięzcą plebiscytu na najlepszego piłkarza Krakowa. Tak więc obrońca Wisły odnotował wiele sukcesów 1 zdecydowanie pokonał swoic-h kole gów z reprezentacji. PO DWÓCH RUNDACH W KLASIE REJONOWEJ SIATKARZY Walczący w słupsko-koszaliń-skiej klasie rejonowej siatkarze (sześć zespołów) zakończyli Już XI rundę rozgrywek. W o-statnim meczu najsilniejszej grupy ,,A" zespół AZS WSInż. Koszalin pokonał MZKS Ustka 3:0. Po dwóch rundach tabela grupy „A" przedstawia się następująco: AZS WSInt. Koszalin 18:1 MZKS Ustka 16:4 SZS AZS Słupsk 10:10 MZKS Darłowo 10:10 Orkan Budzistowo . 4:16 LZS Grot Bonin 1:18 Do zakończenia rozgrywek po zostały jeszcze dwie rundy. Rozpoczną się one w styczniu. Zwycięzcy (po czterech rundach) wezmą udział w rozgryw kach o awans do II ligi. Aktualnie największe szanse mają koszalińscy akademicy, którzy w drugiej rundzie nie prze grali ani Jednego spotkania. (eb«) KOSZALIN ADRIA — 24 bm.: g. 13.45 — Tomek Sawyer (USA); g. 11 I 16 — Zagłada Japonii (japoński, 1. 15) pan.; 25 i 26 bm.: g. II i 13 — Tomek Sawyer; g. 15.30 17.45 i 20 — Zagłada Japonii / KRYTERIUM (kino studyjne) — 24 bm, — nieczynne; 25 i 2fi bm.; Piaf (francusko-amerykań-ski, 1. 15) — g. 17 30 i 20; poranek — 27 bm.: W drodze na Kasjopeję (radziecki) pan. — g. 12 ZACISZE — 24 hm.: nieczynne; 25 i 26 bm.; Sugarland ex-press (USA. 1. 15) pan. — g. 17.30 i 20; poranek (2fi bm.) — g. 12: Błąd szeryfa (NRD) pan. MUZA — Synowie szeryfa (USA, 1. 15) pan.; poranki — g. 11 (25 bm.): Szeryf Długie Ucho (polski); (26 bm.): Czło-wiek-orkiest.ra (francuski) pan. MŁODOŚĆ (MDK) — kino nieczynne SŁUPSK MILENIUM — Miłość bywa zbrodnia (włoski, 1. 15) — g. 16, 18.15 i 20.30; poranki (25 i 2fi bm) — g. 11.30 i 13.45: Czarodziejskie dary (NRD) POLONIA — 24 bm.: nieczynne; 25 i 26 bm.; Policja przygląda sie (włoski, 1. 15) — g. 18, 18.15 i 20.30; poranki — 25 i 26 bm.; g. 11.30 i 13.45 — Dzielny szeryf Lucy Luce (polski) • * • BARWICE — 24 bm.: Gra złudzeń (włoski, 1. 15 (25 i 26 bm.) Kamo .— ostatnia misja (radziec ki) pan.; poranki — 25 i 26 bm.: Ani słowa o futbolu (radziecki) pan. BIAŁOGARD BAŁTYK — Flip i Flap w legii Cudzoziemskiej fRFN); po ranki: 25 bm.: Pogromca zwierząt (rumuński); 26 bm.; Kaś* ka i Baśka w dyskotece (polski) CAPITOL — Zaklęte rewiry (polsko-czechosłowacki, 1. 15) t poranki (25 i 26 bm.): Pożyteczne śmigło (polski) BIAŁY bOr — Aresztuje ełe przyjacielu (ang., 1. 15); od 26 bm.: Złoto dla zuchwałych (Jugosłowiański) pan.; poranki (25 i 26 bm.): Motyle (polski) OŃYSIAWY KOSZALIN MUZEUM ARCHF.OT.OGTC55NO--H1STORYCZNE: Muzeum przy ul. Armii Czerwonej 53 — Wystawa etnograficzni) pn. „Jamno i okolice" oraz „Zabytki świadkami naszej historii". * Ul. Bogusława II 15 — Wy stawa pn. „Ikony" ze zbiorów Muzeum Zamkowego w Łańcucie — czynna codziennie z wyjątkiem poniedziałków. SALON WYSTAWOWY BWA (ul. Piastowska tl) — Wystawa 20-letniego dorobku artystycznego koszalińskiego Okręgu ZPAP — czynna codziennie x wyjątkiem poniedziałków w godz. od 12 do 20 SALON WYSTAWOWY Klubu MPiK: Wystawa pn. „Trzydzieści lat ochrony zabytków na Pomorzu Srodkowym»\_ SALON WYSTAWOWY WDK. — Wystawa pokonkursowa pla-Itykó w-amatorów — malarstwo INO BOBOLICE ~ Och. laki pan szalony (ang.. 1. 15); od 26 bm.: Węgierski magnat (węgierski) pan,; 26 bm. film studyjny: Matka Joanna od aniołów (polski, 1. 18); poranki (25 i 26 bm) Polska gola (polski) BYTÓW ALBATROS — Nie osiadaj się teraz (ang., 1. 18); od 2fi hm.; To jeszcze nie miłość (NRD. 1. 15); 25 bm. film studyjny: Nagi mężczyzna na stadionie (NRD, 1. 15); poranki (25 i 26 bm.): PTzeciw Kingowi (jugosłowiański) KINOTEATR - Wspaniały interes (franc., 1. 15); od 26 hm.: Śmiercionośny ładunek (USA. 1. 15) pan.; poranki (25 i 26 bm.) Śniadanie na biwaku (zestaw bajek prod. polskiej) CZAPLINEK - Mściciel (USA 1. 18) pan.; od 26 bm.: Na przy . kład Józef (NRD, 1. 15); poranki (25 i 26 bm.): O królu Po-pielu (polski) CZARNE — Nieuchwytny mor derca (włoski, 1. 18) pan.; od 26 bm.: Awans (polski. 1. 15); poranki 25 i 26 bm.): Wydra pana Grahama (angielski) CZŁUCHÓW — Lady Caroline^ Lamb (ang.. 1. 15) pan.; od 26* bm.; Linia (polski, 1. 15); poranki (25 i 26 bm.): Adaś i Ola (czechosłowacki) DAMNICA — Ojciec chrzestnv (USA. 1. 18) — *. 19; 25 bm. — kino nieczynne DĘBNICA KASZUBSKA — Y-17 (bułgarski, 1. 15) — g. 18; — 25 hm. — kino nieczynne DARŁOWO — Noce i dnie, ez. II (polski. 1. 15) nan.; 25 hm. film studyiny: Celuloza (po^ki); poranki (25 i 26 bm.):- Niezawodni przyjaciele (rumuński) DEBRZNO KLUBOWE — Dziewczvna * la ska (ang., 1. 15) pan.; od 26 bm.j St.rach (polski, 1. 15) PIONIER - Człowiek w dziczy (USA, 1. 15) pan.; 15 bm.j kino nieczynne; od 28 bm.: Romanca o zakochanych (radz., 1. 15) pan.; poranki (25 i 28 bm.): Kochajmy «yrenkl (polski) • * • DRAWSKO POM. — Woe« f dnie, cz, I (polski, 1. 15) pan.j poranki (25 i 26 bm.): Lalka Agnieszki (polski) GŁÓWCZYC* — PiM httwye* utworów (USA, 1. II) — B- 19: — poranki (25 i ZS bm.): g. 14 — Uwaga żółw (radziecki) GOŚCINO — Jeremiah Joha- son (USA. 1. 15) pan.; od 26 bm. Dowódca armii radziecki) pan.; poranek (26 bm.): Miś na morzu (polski) KAI.ISZ POM. — Zew krwi (ang., ■ 1. 15); 25 bm. — kino nieczynne; od 26 bm.: Porwanie (francuski, 1. 15); poranki (25 i 18 hm.): Pippi w kraju Taka-Tu-ka (szwedzki) KARLINO — Dziej* grzech n (polski. 1. 18); poranek, 26 bm.: Jezioro Starej Sowy (NRD) KĘPICE — Zeznania komisarza policji przed prokuratorem republiki (włoski, 1. 15) pan.; — 25 bm. — kino nieczynne; 26 hm.: Koniec wakacji (nolski); poranki (25 i 26 bm.): Kupujemy wóz strażacki (NRD) KOŁOBRZEG WYBRZEŻE — Noc# ! dnie. cz. II (polski. 1. 15) pan.; poranki (25 i 26 bm.): Tomcio Paluch (francuski) KALMAR - Zaklęte rewiry (polsko-czechosłowacki, 1. II) — g. 17 i 19.30; (25 i 28 bm.) seanse w godz. 15, 17 i 19.30; 28 bm.i film studyjny — Pod gwiazdą f ryąijską (polski); poranki (15 1 26 bm.) — g. 11: Nowe przygody „Nieuchwytnych" (radziecki) PIAST — Cezar ! Rozalia (franc., 1. 15); od 26 bm.: Miłość szesnastolatków (NRD, A. 15) LĘBORK FREGATA — Zuzanna i zaczarowany pierścień (NRD) ŁEBA — Śmierć na zakręeit (NRD. 1. 15) pan. — Koniec wakacji (polski); ponadto, od W bm.: W poszukiwaniu miłości (ang., 1. 15) MIASTKO — Yuriko — moja miłość (radzlecko-japoński); 25 i 26 bm-: kino nieczynne MIELNO — 24 i 25 bm.: „Bri-tannic" w niebezpieczeństwie (ang., 1. 15); 26 bm. — kino nie czynne; poranki (25 i 26 bm.)i Cudowna lampa Aladyna (francuski) NOWA WIE9 LĘBORSKA — Dzieje grzechu (polski. 1. 18) •-raz — Front wyzwolenia (pol-■kl); >4 bm. dodatkowo: Klan Sycylijczyków (franc., 1. 15) POLANOW — Tajemniczy blondyn w czarnym bucie (tr„ 1. 15); od 28 bm.: Słodki dom (belgijski); 26 bm. — film studyjny: Człowiek w pięknym krawacie (franc., 1. 15); poranki (25 i 26 bm.): Kropka, kropka, przecinek (radziecki) pan. POŁC1TN >XAf PODHALI — Szczary Puyti (francuski); od 88 bm.i AniP went (USA, 1. II) pan. GOPLANA — do M tan i SjM dzia z Teksasu (USA, 1. 18)! W 28 bm.: Noc na Karlsstajnlf (czechosłowacki) oraz (od 28 bm] — Doktor Judym (polski, 1. 28 bm. — film studyjny: Tnj staną (włoski, 1. 18); poranki nieczynne MŁYN ZAMKOWY — Otwarty w godz. 10—16; 25 bm. — nla czynny KI,U KI: Zagroda Słowińska — Kultura materialna 1 sztuka Słowińców. Czynna w godz, lt —16; 25 bm. — nieczynna BWA: BASZTA OBRONNA — czynna w godz. 10—16; — Wystawa pn. ,,XX-lecie ZPAP Pomorza Środkowego" — 25 bm. — nieczynna KLUB MPIK — nieczynny brama nowa: Galeria PSP — czynna w godz. 12—18. SMOŁDZINO: Muzeum Przyrodnicze SPN — nieczynne WDK (ul. Pawła Findera 3) — wystawa dorobku Słupskiego Towarzystwa Fotograficznego w 1975 r. Czynna codziennie w go dżinach 18—20, KOŁOBRZEG MUZEUM Oręia Polskiego — 1) Wieża kolegiaty — „Dzieje or«ia polskiego na Pomorzu Zachodnim; z) Kamieniczka przy ul. Emilii Gierczak — „Dzieje Kołobrzegu" Wystawy czynne we wtorki 5 niedziele od godz. 14—19; w rody, czwartki, piątki i soboty w godz. 8—13.S0, Ponadto ekspozycja czołgów, samolotów 1 samochodów wojskowych (obok kamieniczki przy ulicy E. Gierczak) MAŁA GALERIA Domu Kultury — wystawa malarstwa (pastele) artysty-plastyka Kazimierza Rajkowskiego. Czynna codziennie w godz. 18—10, BYTÓW MUZEUM ZACHODNIOKA-SZUBSKIE (Zamek) — Wystawa pn. „Wystawa nabytków Muzeum" — czynna codziennie w godz. 10—18 prócz poniedziałków W soboty wolne od pracy czynna w godz. 11—19 SŁAWNO SALON WYSTAWOWY Domu Kultury — Wystawa akwarel Ryszarda Lecha — czynna codziennie w godz, od 17 do £0, - Za co mam panó przepić szać? To był zupełnie prawid. łowy bodiczekl... L •— Tak. Wprawdzie dessoi trochę pozaele rał ślady, ale nie stwierdzono żadnych odcisków tej rękawiczki ani na grobie Kraw czyków, ani w miejsca gdzie znaleziono zwłoki. Na rękawiczce odciski palców nie notowane w naszych kartotekach 1 oczywiście denata. — Stąd wniosek, te rękawiczkę po prostu znalazł —- powiedział Grygo. — Myślenie ma kolosalną przyszłość — sa cytował Kłosowski — normalny i do tego elegancki mężczyzna nie chowa znalezionej rękawiczki do kieszeni, tylko kładzie ją gdzieś w widocznym miejscu. Tylko w jednym wypadku ją chowa. Jeśli wie, do kogo zguba należy. Macz rację, Wojtku —- powiedział CzerwiA skl podnosząc głowę znad papierów, które przeglądał — denat musiał wiedzieć czyja to rękawiczka i odruchowo ją schował. Jest to Jakiś ślad dla nas. Z ekspertyz wy nika niezbicie, że krew na grobowcu rodzi ny Krawczyków Jest krwią denata. Tam zo stał uderzony, a następnie przeniesiony czy raczej zawleczony po ziemi do miejsca, w którym go znaleziono. Czy zwróciliście uwagę na fakt, że na najbliższych grobach nie było w ogóle kwiatów? Morderca pozbierał je. by przykryć nimi swoją ofiarę i przez to opóźnić odnalezienie zwłok. — Czyli, to wskazuje, że zamordowany za skoczony został przez mordercę przy grobie Krawczyków. — Tak. Na płycie grobowca są odciski pal ców denata oraz inne liczne niezidentyfikowane. — Nie mamy jeszcze wyników sekcji zwłok? — Doktor Witkowski dzwonił, że najdalej za godzinę prześle je do nas. Punkt wyjścio wy naszych poszukiwań musi stanowić grób tataZUŁA MIŁC-ZlSMSI»«Kfi mMD CHOTMNIHi (8) Krawezyków 1 to Jest zadanie dla ciebie, Wojtku. — Dobrze mieć szefa dbającego o swój per sonel — powiedział Kłosowski skłaniając głowę w stronę Czerwińskiego. — I ja tak myślę. Zatem zaczniesz od kan celarii cmentarza. — Tak, wiem Potem wizyta u jakichś tam Krawczyków Itede, tylko, uczciwie mówiąc, wolałbym te rozmowy zaczynać w momencie kiedy poznamy imię i nazwisko denata. — A może poczekasz aż morderca nękany wyrzutami sumienia, sam się do nas zgłosi? — zapytał niewinnie Romek. — Złe by to nie było — powiedział marzycielsko porucznik Kłosowski. — Ale dotąd nie ma jeszcze takich zwyczajów — Czerwiński upił łyk kawy —- tak jak powiedziałem Wojtek zajmie się grobow cem rodziny Krawczyków, a ty Romku włączysz się do służby operacyjnej i zacz-, niesz prowadzić obserwacje „zbieraczy". — Tak jest wodzu! — I jeszcze jedno! Sprawdźcie meldunki o osobach zaginionych. — Pamiętałem o tym — porucznik Kłosow ski układał papiery na swoim biurku — ale nie ma się ich oo spodziewać weześnlej nli driś wieczór, lub jutro rano. — W porządkn! — Ta wolna sobota, to ml dziś potrzebna iak psu drugi ogon — Kłosowski ze złością zamknął szufladę biurka. — Nie dość, że żal patrzeć jak inni odpoczywają to w dodat ku nic nie załatwisz. Wszystkie biura i urzę dy zamknięte. — Można jednak popatrzeć na ludzi, któ rzy przychodzą na cmentarz — podpowiedział I^omek. — Bogdan! Jak on wreszcie nie pójdzie do szkoły oficerskiej to ja wyląduję w Pruszko-wiel Ry». Zb Olesiński (c.d.n.) „Glot Pomorza* - dziennik Pofskiej Zjednoczonej Partii Ro-botn/iczej. Redaguje Kolegium — ■ul. Zwycięstwo 137/139 (budynek WRZZ) 75-604 Koszalin Telefony: ■centrala 279-21 (łączy ze wszystkimi działami), r.acz. redaktor 226-93, z-cy nacz. red.: 233-09 242-08, sekr. red.: 251-01 publicyści: 243-53, 251-57, 251-40, dział reporterski: 245-59, 233-20 dział'miejski: 224-95, dział sportowy: 233-20 (w dzień) 246-51 (wieczorem), dział łączności z czytelni kam i: 250-05. Redakcja nocna (ul. Alfreda Lampego 20) 248-23 depeszowy: 244-75, Oddriat redakcji w Słupska - pfac Zwycięstwa 2 (I piętro) 76-201 Słupsk, teł. 51-95. Biuro Ogłoszeń Koszalińskiego Wydawnictwa Prasowego - ul. Pawła Findera 27 a, 75-721 Koszalin, teł. 222-91. Wpłaty na prenumeratę (miesięczna - 30,50 zł kwor ta Ina - 91 zi, półroczna — 182 zł roczna - 364 zł) przyjmują urzędy pocztowe, liitonosze oraz oddziały delegctury Przedsiębiorstwa Upowszechnienia Prasy « Książki. Wszelkich informacji o warunkach prenumeraty udzielają wszystkie placówki „Ruch" • poczty. ^ Wydawca Koszalińskie Wydawnictwo Prasowe R5W ,,Prasa — Książka — Ruch" ul. Pawia Findera 27a, 75-721 Koszalin centrala telefoniczna 240-27. Tłoczono Prasowe Zakłady Graficzne Koszalin, ul. Alfreda Lampego 18. Nr indofcsu 35024, Głos Pomorza nr 287 MAGAZYN Strona 3 mmm wmu,,wMM''w®§r9VB8M mum nnwi mi l v *••••-» ł& m0i wm, m- a,' '.«%&» Jki&> ."'J&k* Ą4&l. . "* * - ' ife '«fe :.. .eJlSsik <£ .'i&»* «w*te> iljpW , i^UkXl l21k' .4 Autor b. oficer kampanii wrześniowej, a następnie ^cichociemny" przerzucony do kraju w roku 1944 w Kieleckie, b. więzień hitlerowskiego obozu w Mauthausen powrócił do kraju po 25-Ietnim pobycie w Ameryce Łacińskiej Oto jak wspomina polską Wigilię na równiku. zrobiona jest z cedru w kształcie stylizowanego indiańskiego rancza z bambusowym dachem. Zona już od miesiąca maluje figurki. Jest wiąc, prócz uświęconych zwyczajem, krakowiak i krakowianka w barwnej spódniczce, rozwianej w piruecie oberka, pasiasta łowiczanka z kobiałką pełną już zapomnianych przez nas przysmaków. Z boku wartę trzyma skrzydlaty husarz, a w głębi czuwa z „rozpylaczem" Jędruś — partyzant. Przed żłobkiem nasi żołnierze wszystkich broni niosą zdobyte wraże sztandary. Indianie w czerwonych poncho klęczą na boku, jest nawet czarne poncho banity szczepu Salasako. Zwierząt kupa z naszej puszczy: podpierając się długim ryjem klęka tapir w przykładnej _ zgodzie z lampartem, groźna puma z białą górską kozicą i rogaty byk za nimi. Niedźwiedź wspina się po bambusowym maszcie, na którego szczycie, nad stajenką — ranczem powiewa biało-czerwony proporzec. Dzień dobiega końca, wszystko gotowe do Wigilii, czekamy w podnieceniu pierwszej gwiazdy. Wreszcie po krótkim, kolorowym zmierzchu zapada noc i stajemy wokół wigilijnego stołu. Zasiadamy do wieczerzy. Zupy — by zadość było zwyczajowi — są trzy, cytrynowa z ryżem i jakieś inne naszych pań kombinacje barszczowo-bananowe, w charakterze półmiska z rybami występuje pudełko sardynek, maku, którego uprawa w tym kraju jest wzbroniona, nie ma, natomiast kluski, kompoty i inne smakołyki tradycyjne stwarzają prawdziwą Wigilię. Strucle i babki, które pieczone na cedrowych kłodach właśnie doskonale się udały, choć bez maku, dopełniają znakomicie ceremonii. Przysłana jeszcze wczoraj przez Manuela, naszego indiańskiego sąsiada, beczułka guarapo zastępuje z powodzeniem szlachetne trunki; t.o sfermentowanyw sok z trzciny cukrowej, wstępny produkt do wyrobu białego rumu, świństwo obrzydliwe, ale nasze panie jakimiś magicznymi sposobami doprawiły go na wino i pić można... A nawet trzeba. Oto w melodię kolędy wrywa się gwałtownie jakże nam dobrze znany szum ulewnego deszczu. Cristal wadi w skały naszego tarasu. Drga cały dom i z nim światła świeczek, kujawianka wywraca się w szalonym •. piruecie, niedźwiedź zjeżdża po bambusie w tłum Indian, którzy padają z przestrachu. Noc z przygodami Zalęknione psy podnoszą alarm — to znak widoczny niebezpieczeństwa. Cristal wzbiera gwałtownie i nigdy w takich wypadkach nie ma pewności, czy nie wyskoczy ze skalistego łożyska i nie porwie nas wraz z domem do Amazonki. Szybki, krótki rekonesans z latarniami potwierdza obawy, gasimy światła i w gumowych płaszczach wychodzimy wyżej w góry, zabierając ze sobą do przygotowanych zawsze worków co cenniejszy dobytek. Wśród ulewnego deszczu i czarnej jak piekło nocy nie widać nic, latarnie nie pomagają i choć znamy na pamięć każdy wykrot, wspinaczka jest uciążliwa i niebezpieczna. Musimy pokonać prawie trzysta metrów bardzo stromej, wąskiej, skalistej ścieżki, wykutej zygzakiem nad przepaścią. Śliskie skały grożą na każdym kroku katastrofą, wiążemy nasze żony na linach i tak krok za krokiem wspinamy się do przygotowanej na taki wypadek ranczy, zawieszonej wysoko na skalistym urwisku. Tu już Cristal nam nie grozi, nasłuchujemy, czy nie zadzwoni metalicznym echem blaszany dach walącego się naszego domu. Wreszcie deszcz nagle ustaje. Czarne niebo rozbłyska miliardem gwiazd, nasłuchujemy, Cristal nie zdraaza bardziej wrogich zamiarów, wracamy wiec znów przy pomocy lin do domu, gdzie stwierdzamy, że szalona ta rzeka strzaskała nam tylko bambusowy wodociąg. Miota się jeszcze i grzmi, rzucając na skały wielopiętrowe fontanny spienionej wody, której pył sinawą chmurą przysłania dom. Jesteśmy już, przynajmniej na dz:siaj, poza niebezpieczeństwem. Za chwilę choinka iuż zapalona. T gdy świeczki mają się już dopalić, ognisty mazur w d .vie pary, pod rytm groźnych wodospadów kończy tę egzotyczną noc wigilijną. ALEKSANDER STPICZYNSKI Seledynowe niebo płonie żarem rozpalonego słońca, którego promienie spadając wprost z zenitu obezwładniają ciało i roztapiają myśl. Tropikalny upał tamuje oddech W najgłębszym nawet cieniu bujnej zieleni, pnącej, się po stromych stokach wysokich gór. Duże jaskrawoczerwone kokardy kwiatów wabią barwne motyle, zielone papugi obsiadły okap bambusowej werandy i pogwizdują slowi-czymi trelami. Dzień wigilijny... Tak wygląda u nas — jesteśmy w pełni lata na równiku. Palma — p.o. choinki Najważniejsza — choinka. Z tym kłopot jest niemały. &ie ma u nas w puszczy drzew .iglastych, wykopaliśmy zatem z Andrzejem gęsto rozrośniętą palmę. Jej rozłożyste liście układają się na różowym cedrowym suficie w przepiękne koronkowe wachlarze. Na smukłych, harmonijnymi łukami wygiętych łodygach, w przemyślnie z drutu zrobionych lichtarzykach, czekają wieczoru kolorowe świeczki, Tuż pod sufitem sreorzy się Orzeł, wycięty z niklowanej blachy. Poniżej, na kolorowych sznurkach wśród białych i błękitnych z bibułki wyciętych łańcuchów zwisają wdzięcznie przeróżne zabaweczki. Pod choinką stoi szopka; Któż nie pamięta "Wigilii' swej młodości? ftJroc-zysty moment łamania się opłatkiem, radość spędzenia tego wieczoru w gronie najbliższych i nieodzowne przy takiej okazji .Wspomnienia: o podobnych uroczystościach W latach dzieciństwa i o tych, którzy nigdy już opłatkiem się dzielić nie będą. Następnie tradycyjna wieczerza: Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby powyższa scenka odgrywała się gdzieś nad Wisłą czy Wartą, ale opisany staropolski rytuał odtwarzano rokrocznie w światowej stolicy motoryzacji, nad rzeką de-troicką stanowiącą granicę między USA fr Kanadą. Dom mego dzieciństwa Niepozorny, obity imitacją czerwonej cegły Somek jednorodzinny przy ulicy Lamont był prawdziwą ostoją tradycji ojczystej, bardziej niż podobne domostwa polonijne w tej robotniczej dzielnicy dwumilionowego Detroit. Była to głównie zasługa mojej Babci, córki młynarza spod Skierniewic, która wyjechała do Ameryki w 1910 r. Była to polska gospodyni, żona i matka starej daty; za swoją misję życiową uważała prowadzenie Wzorowego polskiego domu na ziemi Waszyngtona, wychowanie dzieci na porządnych ludzi i zaszczepienie im zamiłowania do oj-jezyste.i kultury i mowy. Efekt był taki, że rnój Ojciec, który urodził się w Nowym SJorku i nigdy Polski na oczy nie widział, posługiwał się tak czystą polszczyzną, iż Wpędzał w kompleksy nawet Polonusów u-irodzonych w kraju. W tym domu radio było permanentnie nastawione na odbiór polskiej audycji nadawanej przez jedną z miejscowych rozgłośni. Polskie gazety i książki... Tu, pod bacznym okiem Babci, po raz pierwszy poznałem baj-& Krasickiego, wiersze Fredry i Konopnie- Jak wykazały przeprowadzone wśród Polonii ankiety, Wigilia należy do tradycji, które najdłużej się utrzymują na emigracji. Z upływem czasu jednak i ten zwyczaj ulega pewnemu rozwodnieniu. Kurczy się liczba czasochłonnych potraw, a także osób przy stole; część młodszych członków rodziny ulega wszechobecnej indoktrynacji anglosaskiej (szkoła, środki masowego przekazu, reklama), która dzień 24 grudnia przeznacza głównie na ostatnie przedświąteczne zakupy i przygotowania. Ale czasem bywa inaczej. „Wżeniony" w moją rodzinę wujek, członek emigracji powojennej, wzbogacił tę uroczystość tradycyjną staropolską nalewką, która odtąd skutecznie wyparła serwowaną dotychczas whisky! A ciocia rodem z b. kresów wschodnich, która także „wżeniła się" w nasze grono wiejlijne,, rozszerzyła jadłospis o pierożki z kapustą i grzybami. Gdy zaś dziadkowie odeszli na zawsze, tradycję wigilijną przejęła i kontynuuje do dziś ich córka. Ale pewne obce naleciałości są nieuniknione. Tak więc choinką mojej młodości zawsze była sosenka (oszczędny anglosaski pragmatyzm utrzymywał, że świerki i jodły zbyt szybko się obsypują). Drzwi wejściowe zdobił wianek z ostrókrzewu, będącego głównym anglosaskim symbolem 'wi ecznym. Sandacz uchodził w Detroit za najlepszą rybę i chyba dlatego zawsze królował na stole wigilijnym zamiast szczupaka, o którego kiej. Kultywowano dawne obyczaje 1 tradycje kulinarne, obchodzono imieniny zamiast urodzin, W dniu 6 stycznia nad drzwia mi pojawiała się wypisana kredą formułka K4-M + B; smażono pączki i faworki w Tłusty Czwartek. Ale szczególnie uroczystą opra wę miała zawsze Wigilia. Życie koryguje menu było znacznie trudniej, czy karpia, który nie cieszy się najlepszą renomą w Ameryce. Natomiast prawdziwie zachwianie tradycji spowodował przed kilkunastu laty miejscowy biskup, a może nawet sam papież (dokładnie już nie pamiętam jak to było), znosząc obowiązek poszczenia w wigilię. Dziadkowie już wówczas nie żyli (bo do tego nigdy by nie dopuścili!), a więc w tym też roku pojawiły się na stole skądinąd typowe polskie, acz nieadekwatne do okazji szynka i kiełbasa. Ale w następnych latach wszystko jakoś wróciło do normy> Spotkanie w Dębnie Ze śpiewaniem kolęd nie szło nam najlepiej. Zasiadałem do pianina i nieudolnie brzdąkałem, chcąc podtrzymać melodię, ale nie wszyscy znali słowa W sumie nie wychodziło i musiał nas wyręczać - Gramofon. Prawdziwą ucztą dla ducha była natomiast pasterka w kościele św. Floriana. Chór kleryków z miejscowego Polskiego Seminarium Duchownego (instytucja ta istnieje do dziś w miejscowości Orchard Lake pod Detroit) po mistrzowsku wykonywał wszystkie mniej lub bardziej znane kolędy polskie. Kazanie •też wygłaszano wyłącznie w języku polskim. Szczególny nastrój tego, wieczoru udzielał się tłumom wypełniającym po brzegi tę okazałą, neogotycką świątynię polonijną. Mimo pewnych modyfikacji jakie .zarzucają realia amerykańskie, mogłem stwierdzić, jak nieznacznie Wigilie mojej młodości odbiegały od ojczystego pierwowzoru, gdy przed paru laty po raz pierwszy uczestniczyłem w wieczerzy wigilijnej „kraju przodków"' — a było to w Dębnie Lubuskim w obecnym województwie gorzowskim. Ale już w wieku 7—8 lat zrozumiałem, że nie Wszystkim moim rówieśnikom było dane zaznać niepowtarzalnego uroku tradycji wigilijnej. Wielu z nich również wypełniało ten wieczór domysłami o tym co też im przyniesie tej nocy Santa Claus lub gapili się W te lewizor. Ich rodzice wyklejali w tym czasie ściany przedpokoju czy -aloniku otrzymanymi kartkami świątecznymi (a otrzymanie i wysłanie 200 i więcej sztuk jest zupełnie normalne), lub krzątali się wokół indyka, który miał się stać główną atrakcją w dniu Bożego Narodzenia. Łamiąc się wigilijnym opłatkiem, zawsze mi ilch było trochę żal. ROBERT STRYBEL Strona 6 MAGAZYN Głos Pomorza nr 287 y'" .y.-M Najstarszy z bytowskich rybaków, 72-letni Kaszub, Antoni Łącki fńówi, że już nie ma zdrowia do tego zawodu. Tyle już lat minęło; tyle deszczowych wiosen i wietrzy-stych jesieni, a on w swojej drewnianej łódce tkwi wśród szarpanych wiatrem toni bytowskich jezior. Skarży się, że kiedy zimą podczas połowów pod lodem bierze w ręce mokrą sieć, to jakiś zaziąb od niej przenika mu gdzieś do wnętrza, aż do samych kości. .1 — Łącki tylko tak mówi — śmie Je się dyrektor bytowskich rybaków. Tadeusz Zaborski, — ale kiedy ryba idzie to tak się zapala do roboty, jak by miał 20 lat. Tylko, że wtedy lepiej mu nie Wchodzić w drogę... — Jo, jo — kiwa głową Łącki — lak ono i jest. Jak się widzi, że ryba bandze, to trza robie, nie gadać. Tę uwagę Antoni Łącki adresuje Wyraźnie do swoich pomocników, członków brygady „Osieki Bytow-«kie", którą kieruje od wielu lat i to, jak powiadają, twardą ręką. Sam jednak lubi sobie pogadać przy robocie i to głośno. Kiedy stoi, lekko pochylony, na swojej małej łódce tzw. trzeciówće i dyryguje pracą swoich czterech rybaków, którzy siedzą w dwóch skrajnie płynących łodziach ciągnących ćieć — przywlokę, to wodą niesie się jego donośny głos aż do wsi, tia której skraju tuż nad jeziorem stoi jego dom. Rybacy żartują, że na szczęście jedenaścioro wnucząt Łąckiego już nie zna kaszubskiej gwary. Dlatego malcy bez zgorszenia mogą słuchać dziadkowych pokrzykiwań. Bo Łącki w czasie rybaczenia w słowach nie przebiera. Zwłaszcza jeżeli rybacy zaczynają ciągnąć sieć nie po jego myśli, lub kiedy nocą niezbyt precyzyjnie odczytują sygnały Jakie Im daje latarką ze swojej trzecio wki. Ale ostatnimi czasy i Łącki mityguje się coraz częściej. Nie bardzo ma na kogo pokrzyczeć — ludzi do roboty w rybackim fachu jest coraz mniej. Dawniej był to zawód wśród bytowskich Kaszubów pierwszy. Ziemie tu nigdy nie były dobre, przemysłu nie było, więc piękne, choć trudne do rybaczenia jeziora przyciągały młodych mieszkańców tej okolicy. Dziś, nikt z młodych nie kwapi się do zawodu rybaka. Ot, żeby daleko nie szukać, weźmy na przykład rodzinę Łąckich. Ma on wprawdzie same córki, więc to nie jest robota dla nich, ale choćby zięciowie. Owszem, jak latem wezmą urlopy w bytowskich zakładach to przyjadą, pomogą. Ale żeby na stałe? Co to, to nie! W innych rodzinach rybackich, w innych wsiach — wcale nie jest lepiej. W ostatnich latach liczba rybaków bytowskich skurczyła się do 36. Wśród nich zdecydowaną większość stanowią starzy Kaszubi, tu urodzeni i wychowani, rozkochani, jak Łącki, w swoim zawodzie, zauroczeni pięknem bytowskich jezior. Młodych na palcach można policzyć. Łąckiego pesymistycznie nastraja ta sytuacja. Jego zdaniem nic dobrego z niej dla bytowskiego rybactwa wyniknąć nie może. — Kiedy łodzie wypływają na połów — mówi — w każdej musi być przynajmniej jeden mądry rybak. (Według Łąckiego mądry rybak, to taki, który zna dobrze swój zawód). Tymczasem coraz częściej brakuje nawet po jednym mądrym na łódź. Toteż łodzie obsadzone wyłącznie wynajętymi we wsi pomocnikami nierzadko wracają do przystani pu- ste. A jak Łęcki wtedy klnie (po kaszubsku, oczywiście), to lepiej nie wspominać. Sytuacja kadrowa w bytowskich brygadach jeziorowych, co potwierdza również dyrektor Zaborski, jest rzeczywiście krytyczna. Na pięć bry gad, jakie posiada bytowski zakład słupskiego Państwowego Gospodarstwa Rybackiego — w Sominach, Ja sieniu, Osiekach, Brzeźnie i Głębo-kiem, ani jedna nie ma zapewnione go dopływu nowej, młodej kadry. Młodzi absolwenci zasadniczych szkół rybackich na ogół nawet nie chcą słuchać, kiedy im się proponuje pracę po odbyciu praktyk. Z reguły odchodzą do lepiej płacących i stwarzających lepsze warunki przedsiębiorstw lub spółdzielni rybołówstwa morskiego. Miejscowa młodzież, chociażby i dzieci tutejszych rybaków — pomagają rodzicom w rybaczeniu dopóki nie podrosną. A potem odchodzą do miasta. Ale prawdę mówiąc, niezbyt wiele Państwowe Gospodarstwo Rybackie może zaoferować im za ciężką pracę, której smak poznają w ojcowskich łodziach od dzieciństwa. Okoliczne zakłady przemysłowe lub pań stwowe gospodarstwa rolne dają nowoczesne mieszkania z łazienkami i centralnym ogrzewaniem, wypoczynek w zakładowych ośrodkach i dziesiątki innych przywilejów pracowniczych, których im PGRyb. zapewnić nie może. Oni gotowi są żre zygnować nawet z wielu tych. oferowanych im przez inne przedsiębiorstwa przywilejów. Ale z mieszkań zrezygnować nie mogą. To jest warunek podstawowy. No i tam, gdzie mieszkań nie zapewniono na skutki nie trzeba było długo czekać. Taka np. brygada „Jasień" już dziś praktycznie przestaje istnieć. Od wielu lat, na skutek braku miesz kań nie przyjęto tam ani jednego nowego rybaka, a od starych trud- no wymagać aby wszyscy mieli tak fenomenalne zdrowie i siły jak Antoni Łącki. Dyrektor słupskiego Państwowego Gospodarstwa Rybackiego mgr J Latanowicz wyraźnie unika tego tematu. Powiada, że przyszłość bytów skiego rybactwa to nie brygady je ziorowe, lecz nowoczesne ośrodki pstrągowe. To prawda, że oprócz 5 brygad jeziorowych bytowski Zakład Rybacki posiada już 4 ośrodki hodow lane, nastawione dotychczas na pro dukcję karpia — w Malewie, Oso-wie, Żelicach oraz w Swierzenku (gdzie równocześnie przygotowuje się narybek siei i pelugi), a obecnie rozpoczyna dynamiczną rozbudowę ośrodków pstrągowych. Stoimy właśnie nad brzegiem jeziora Gwiazdy. Niewiarygodnie przeźroczysta woda łagodna lin'a brzegowa w połączeniu z leśnym krajobrazem pobrzeża czyni z tego zakątka krainę niezwykle urokliwą, niemal bajkową. Rybakówka nazywa się Borowy Młyn. Tuż obok brzegu, w miejscu gdzie dotychczas przepływał niewielki ciek wodny, teraz zmierza ku tafli jeziora dwoma kolistymi odnogami nowo zbudowany kanał pstrągowy — duma dyrektora Zaborskiego i zalą żek przyszłego „mocarstwa pstrągo wego" jakim ma być, według wypowiedzi dyrektora Latanowicza, Zak ład Rybacki w Bytowie. Kanał o równie czystej jak jezioro wodzie poprzecinany wieloma mostkami — śluzami już zarybiony „palczakami" pstrąga wprost roi się od małych, szybkich jak pociski ryb. Duma dy rektora Zaborskiego, który sam kie rował pracą doraźnie zmontowanej brygady budowlanej jest w pełni uzasadniona. Przy pomocy kilkunastu łopat, jednego ładowacza do o-bornika oraz kilku ^aertek — dziesię ciu ludzi w ciągu bardzo krótkiego czasu zbudowało obiekt, jakiego nie powstydziłoby sie niejedno renomowane przedsiębiorstwo budowlane. Powód do dumy jest tym większy, że budowa całego obiektu kosztowała tylko milion złotych, a po całkowitym zarybieniu i zainsta lowaniu w pobliskim jeziorze tzw, sadz, ośrodek pstrągowy w Borowym Młynie będzie dawał rocznie około 40 ton pstrąga handlowego. Według zapewnień dyrektora Latanowicza ze słupskiego PGRyb., podobne jak w Borowym Młynie ośrodki pstrągowe mają powstawać wkrótce w Bytowskiem jak przy słowiowe grzyby po deszczu. Obok już istniejącego ośrodka w Nożynie, w niedługim czasie budowane będą podobne w Jamrzynie, na rzece Skotawie (80 ton rocznej produkcji), w Jutrzence (także 80 ton) oraz w Miastku (30 ton). W sumie więc, we dług powyższych wyliczeń bytowski Zakład Rybacki będzie produkował 250 ton pstrąga rocznie. Czyli więcej niż budowany obecnie największy w Polsce ośrodek pstrągowy w Golicach koło Niedalina (120 ton) łącznie ze znanym z dobrych wyników podkoszalińskim ośrodkiem w Mokrem (50 ton). — Kto będzie w tycłi ośrodkach pracował — pytam. i- Tu, w Borowym Młynie — od powiada dyrektor Latanowicz — członkowie rodzin brygady jeziorowej z Brzeźna. W pozostałych obiek tach także łatwiej nam będzie znaleźć ludzi do pracy w ośrodkach hodowlanych niż w brygadach jeziorowych. \ Słucham tej wypowiedzi z mie-1 szanymi uczuciami. Dla mnie brzm! ona jak wyrok na bytowskie rybactwo łodziowe. Jeżeli rozwój gospodarki rybackiej na tym terenie dalej pójdzie w tym kierunku, t0> bliski jest czas, kiedy z rybaćkieji łodzi wysiądzie ostatni Kaszub, któ rego nikt na bytowskich jeziorach już nie zastąpi. Przedsiębiorstwo rybackie oczywiście będzie nadal wykonywać swoje plany produkcyjne, dostarczając więcej niż kiedykolwiek pstrąga tęczowego. A wtedy dotychczasowym zjadaczom płoci, okoni, leszczy tylko pstrąg po zostanie. Smaczny jest z pewnością, ale innej rybki też by się chciało— Zapada wczesny zimowy zmierzch, W zagrodzie Antoniego Łąckiego w Osiekach Bytowskich na płocie suszą się rybackie sieci. Całe podwórko pełne jest kołowrotów, wioseł i innych sprzętów rybackich. — Wyjdzie pan w tym miesiącu na jezioro — pyta Łąckiego dyrek* tor Zaborski. — Jeszcze nie, lód za cienki. Jak: zgrubieje to wyjdę. — W październiku — dyrektor wyraźnie chce sprowokować Łąckie go do wyjaśnień — lodu nie było i też pan nie wypłynął. — W październiku — odpowiada spokojnie Łącki — jak żyję 72 lata nie łowiłem i łowił nie będę. — Dlaczego — dziwi się inż. And rzej Marczyński, młody ichtiolog po Wydziale Rybackim olsztyńskiej Akademii Rolniczej, przebywający od kilku miesięcy w bytowskim Zakładzie Rybackim na tzw. praktyce stażowej. — Bo w październiku liście opadają — mówi cicho Łącki, a widać, że skryta wesołość aż w nim kipi — i. ryby się boją. Wtedy nie ma po co wypływać. W tym momencie młódy inżynier kapituluje. Przypomniał sobie bowiem co rybacy mówią o Łąckim. On rzeczywiście w październiku nigdy do łodzi nie wsiadł. Za to w listopadzie, a najpóźniej w początkach grudnia zawsze meldował o wykonaniu rocznego planu, a bywa ło, jak np. trzy lata temu, ż& sam ze swoją brygadą ratował plan całego bytowskiego Zakładu Rybackiego. Dyrektor Zaborski, który zna" Antoniego Łąckiego od 12 lat nigdy mu ża ten „pusty" październik słowa nie powiedział. I stary rybak wie, że jest to wyraz szacunku dla jego przyzwyczajeń, a więc i dla tradycji rybackiej bytowskich Kaszubów. Ale równocześnie Łącki się martwi, bo wie także, że tradycja ta ginie bezpowrotnie. Czy rzeczywiście musi zginąć? WIESŁAW WISNIEWSKI Zdjęcia autora Ł. Mk •A* Ni/ \Ł> \l/ Sil/ <0/ %$£ ^ 2* widzenia Dziś, w 1980 roku Koniec listopada, początek grudnia zaznaczyły się w telewizji obfitością i różnorodnością programów publicystycznych nie tylko bilansujących dokonania ostatniego pięciolecia. Byłby to zabieg zbyt łatwy, zbyt prosty, byłby przeciw nowym praktykom życia politycznego. Wymagamy od siebie nie tylko spojrzenia wstecz, ale i rzeczowej, krytycznej analizy postaw, wymagamy wyciągnięcia wniosków, służących zbudowaniu projektu wcale nie odległej przyszłości. Sądzę, że temu celowi służył na przykład niedzielny cykl najnowszych „chwil wspomnień", retrospektywny na tyle, na ile unaoczniał i uświadamiał ogrom przemian aktualny zaś wtedy, gdy ludzie zaproszeni do studia egzemplifikowali trwałość ugruntowanych w tym czasie przekonań 0 trudnych do wyczerpania możliwościach kreacyjnych polskiego społeczeństwa. Motyw przewodni tych prezentacji i rozmów: „co by było, gdyby nie było roku 1971, 1972 i następnych" prowokował do przemyśleń nie tylko studyjnych, także i całkowicie prywatnych. Była to bowiem w pewnym stopniu weryfikacja faktów i wydarzeń, w jeszcze większym, jak sądzę, odskocznia do formułowania stanowiska potrzebnego dziś, jutro. Ta najnowsza „chwila wspomnień", pozornie tylko czy formalnie nawiązująca do poprzednich edycji (angielskiej 1 polskiej), obejmująca okres najświeższy naszego życia była godna uwagi również z innego powodu. Tamte „chwile wspomnień" przywracały pamięci obrazy wielkich konfliktów, wielkich destrukcji, ukazywały świat i Polskę bądź to wplątaną w niszczące wojny, bądź z najwyższym trudem leczącą ciężkie rany w niej odniesione. Teraz zaś w sporni naliśm.y okres pokoju i spokoju, czas wielkich, twórczych działań, niezakłóconych wrogimi zewnętrznymi wpływami. Był to obraz Polski budującej się i budowanej, kraju w tym działaniu zjednoczonego, jednomyślnego. Sięgnęła również telewizja po formę już sprawdzoną I swego czasu bardzo, jeżeli nie najbardziej popularną: po programy zatytułowane „Forum". Poczet ministrów biorących w nim udział stanowił niewątpliwie reprezentatywny przekrój społecznych zainteresowań i oczekiwań. Za pośrednictwem dziennikarzy rozmawiali oni z telewidzami rzeczowo, bez zbytniego patosu. Rozmawiali — jeśli mogę się tak wyrazić — przede wszystkim jako kierownicy kompetentni, bardzo dobrze poinformowani nie tylko o tym co w ich resorcie się dzieje, ale zorientowani również w tym jakie społeczne skutki powoduje ich działalność, jakim potrzebom sprostali, a co jeszcze jest do zrobienia. Nie wiem czy za pięć lat telewizja sięgnie do tych programów, aktualność może zdominować Sprawy czasu przeszłego, minionego. Sięgnąłbym jednak chętnie, choćby fragmentarycznie po to, aby uzmysłowić sobie z jakiego rodzaju kłopotami borykaliśmy się wówczas (to znaczy przy końcu 1975 roku), a z jakimi teraz (to znaczy przy końcu 1979 roku). Nie chcę przez to powiedzieć, że byłyby to kłopoty nieporównalne, że byłyby to kłopoty całkiem nowe, zrodzone z zaspokojenia jednych potrzeb, rozbudzenia drugich. Swego czasu „chwyciliśmy" bowiem aforyzm mówiący o tym, że skoro spełniają się najS—ielszź marzenia to byłby czas, aby zaczęły się spełniać. nieśmiałe. Po tak dużej fali rozmów o sprawach Polaków (a byi przecież i tak zatytułowany cykl), po dniach współuczestnictwa w obradach VII Zjazdu partii nadchodzą dni tradycyjnie podporządkowane pewnemu biologicznemu rytmowi. Przecież nie są to dni bezczynności, sarnouspóko-jenia. Zbyt dobrze zdajemy sobie sprawę z wagi czasu mającego służyć lepszemu, sprawiedliwemu życiu i współ życiu. Kończy się okres, rok zachęcający-do patrzenia w następny z przekonaniem o niezniszczalności, Owocności dobrze rozpoczętej pracy, (zetem) p/os Pomorza nr 287 MAGAZYN J Strona ^ |fJestem głęboko zdumiony, że dane mi było wejść w tak zażyły kontakt X dziko żyjącym ptakiem I odczuwam to jako coś dziwnie uszczęśliwiającego - jak gdyby przez ten fakt unieważnione zostało w drobnej cząsteczce wygnanie z raju". (Konrad Lorenz - „Opowiadania o zwierzętach") LEKTURA POD CHOINKĘ T Opiekujmy się zwierzętami, nie czyńmy im krzywdy, ponieważ,., są dla nas użyteczne, W ten najczęściej sposób — utylitarny, praktyczny — argumentujemy na ■ scz poprawnych kontaktów ze zwierzętami. Podkrei nie „służebności" jest na pewno zabiegiem praktycznym, gdy idzie o zachęcenie do przyzwoitego obchodzenia się 2 psem,-koniem, kotem, świnią (gdyż np. za skórę skaleczonej taniej płacą w skupie). Jakże jednak ubogie byłyby ludzkie potrzeby duchowe i duchowe możliwości, gdyby jedynie ów wzgląd użyteczności kształtował płaszczyznę naszego ob rwania ze zwierzęciem, gdyby człowieka w związku z przyrodą na nic więcej nie było stać .Gdyby go nie było stać na bezinteresowność. Na szczęście wielu spośród nas wie, że j,est inaczej. Wielu bowiem, poprzez zajmowanie się zwierzętami, „uczestnictwo" w ich życiu, opiekę — odczuwa głębsze związki z całym otaczającym go światem przyrody. Ukazała się niedawno w przekładzie polskim książka prof, Konrada Lorenza pt, „Opowiadania o zwierzętach", Znakomity uczony, laureat nagrody Nobla, twórcą nauki, porównawczej o zachowaniu się zwierząt, pisze ml, in. w przedmowie: V „Im więcej człowiek wie o żywej rzeczywistości natury, tym głębiej i trwalej ona go wzrusza (...) Jeszcze więcej niż w innych działach nauki o życiu odnosi się to do tej dziedziny badań, której poświęciłem pracę całego życia — do badań nad. zachowaniem się zwierząt. Owo badanie wymaga tak bezpośredniej zażyłości z żyjącym stworzeniem, a również tak nadludzkiej cierpliwości obserwatora, że nie wystarczyłoby samo teoretyczne zainteresowanie się zwierzęciem, aby podtrzymać wytrwałość, gdyby nie miłość, która właśnie w zachowaniu się człowieka i zwierzęcia potrafiła także dostrzec coś pokrewnego, co już przeczuwała". Opowiadania prof. Lorenza (autora kilku głośnych na całym świecie książek o problemach człowieka, środowiska i cywilizacji) napisane są z ogromną werwą i poczuciem humoru, przepełnione miłością do świata natury i szacunkiem dla wszelkich jej form. Wnikliwość ■wybitnego badacza w połączeniu z talentem 'pisarskim sprawiają, że np. opowiadanie o „życiu rodzinnym" w ba nalnym, zdawałoby się, akwarium, gdzie ,,nic się nie dzie je",, pochłaniamy z zapartym tchem niczym najprzedniej sży kryminał. Dzieją się tam bowiem rzeczy mrożące krew w żyłach... Obyczaje godowe kawek również wpra wiają czytelnika w zachwyt i zdumienie. Wiele utartych pojęć w toku tej lektury pryska, np. pojęcie o zwierzętach „dobrych" i „złych". - Dowiadujemy się, że wilk nie jest aż tak bezwzględnym i podłym drapieżnikiem, jak fama głosi, natomiast synogarlica, ów symbol łagodności, zachowuje się w pewnych sytuacjach jak najbardziej wyrafinowany morderca. Podobnie inny symbol łagodności, samiec czyli kozioł potrafi rozdzierać brzuchy nawet „kobietom" i „dzieciom" swego gatunku, jeśli nie mogą uciec.. A przysłowiowa, za wzór stawiana pracowitość pszczół? „Pszczoły i mrówki", owe symbol łagodności, samiec czyli kozioł potrafi rozdzierać ■więksżóść dnia na dolce far niente, tylko wówczas nie Widzi się tych obłudników, ponieważ — gdy nie pracują t— siedzą w swych budowlach". Cytowane zdanie jest zarazem próbką kapitalnego sty-tu „Opowiadań o zwierzętach", w których cały rozdział poświęcony jest psu, co niewątpliwie zainteresuje miłośników najpopularniejszego w hodowli^ domowej zwierzęcia, lecz zarazem... wzburzy kynologów i innych zagorzałych „psich rasistów". Pisze bowiem prof. Lorenz: >,Wartość, jaką dziś.posiada Dies dla człowieka, jest wartością czysto duchową, jeśli abstrahować od paru nielicz ttych zawodów, jak myśliwi i policjanci. To, co twój pies może ci dać, podobne jest do tego, co mi daje dziki zwierz, towarzyszący mi w lesie: przywrócenie bezpośredniej więzi z wiedzącą rzeczywistością natury, jaką utracił człowiek cywilizowany. Do tego potrzebny jest jednak pies. który nie jest wybrykiem mody, lecz żyjącym zwierzęciem, nie jest sztucznym produktem ani triumfem umiejętności hodowania form. lecz naturalnym stworzeniem z nie wypaczoną duszą. Tę zaś posiadają sirestety nieliczne psie rasy, a już bynajmniej nie te, które kiedyś stały.się,modne i .z tego.powodu hodowano ije ze szczególnym. uwzględnieniem zewnętrznego idealnego kształtu". Bardzo, bliska w stylu, klimacie i podejściu do świata Ływej przyrody jest również wydana niedawno książka Hanny Jurczak — Gucwińskiej pt: „Zwierzęta w moim domu". Autorka, wieloletni i zamiłowany etolog, pra-jeownik naukowy wrocławskiego zoo, z ogromnym ^ nakładem sił i starań, często; podejmuje się, z koniecz- 990 ności, roli „matki zastępczej" wobec niemowląt licznych gatunków, porzuconych lub osieroconych przez zwierzęce matki naturalne. Przewinęły się więc przez dom państwa Gucwińskich zwierzaki najbardziej egzotyczne: surykat-ka, małpiatki, i małpy, lamparty,, tygrysy, ptaki, wąż boa struś emu — i zawsze towarzyszyły im najzupełniej swoj skie psy i koty. W ciągu dwóch lat p. Gucwińska wychó wała... osiem tygrysów sumatrzańskich, którym nawet w dorosłym już życiu został nawyk dopraszania się, aby wziąć je na ręce... Książka Hanny Gucwińskiej obfituje w liczne ciekawostki dla tych, którzy po prostu „tylko" lubią różne zwierzęta i ihteresują się nimi. Na czym polega taniec węży w takt piszczałki, jaki drapieżnik najtrudniej znosi kontakt z człowiekiem, co to znaczy, gdy mały piesek odpędza od miski wielkiego lwa w zoo, czy i o ile zwierzęta w zoo tęsknią do wolności i tak dalej, itp. Nietrudno w tej. lekturze barwnej i potoczystej, a miej scami .wręcz sensacyjnej przez samą wymowę faktów, odczytać to. co może. najważniejsze, bo stanowiące o sen , sie i wartości całego ..przedsięwzięcia: wkład autorki do badań nad zachowaniem się zwierząt. Z badań tych zaś wynika coraz bardziej niezbicie, że wiele zwierząt — w każdych warunkach — potrzebuje życzliwego kontaktu i opiekuńczego stosunku ze strony człowieka. Że liczne zwierzęta, najbardziej z pozoru tępe, rozpoznają ludzi indywidualnie i przywiązują się do nich. Że zwierzęciu, podobnie jak wszystkim, „nagim małpom", by tym razem użyć wyrażenia zoologa, Desmonda Morrisa, oprócz jedzenia, snu, ruchu i mikroklimatu potrzebny jest przy jazny klimat psychiczny. Potrzebny tak bardzo, że nie tak rzadkie są wypadki, iż silny stress psychiczny sprowa dza na zwierzę śmierć. Amatorzy hodowli czworonogów, ptaków i rybek znaj dą też w obu książkach, liczne praktyczne wskazówki, któ re im pomogą lepiej rozumieć ulubieńców. Kłopoty z utrzymywaniem czystości w domach, gdzie bytuje z nami pies, kot ,czy morska świnka, zbledną, gdy H. Guewiń ska wyjawi, że małpiatki galago, aby się poruszać po ścianach,. nieustannie zwilżają kończyny własnym moczem, zaś. ładne niebieskie kleksy, którymi ptaki śpiewające po spożyciu gron czarnego bzu ozdobiły wszystkie meble i zasłony w domu prof. Lorenza, nie dały się absolutnie, usunąć... Czyli prozaiczne kłopoty. Niestety, nie ma radości i sa tysfakcji bez kłopotów i trudów. Obie piękne książki o zwierzętach, pisane przez naukow rów, prz.e.d każdym czytelnikiem odsłaniają wiele szcze gółów i osobliwości świata przyrody organicznej. Przez tó nasz. związek z tym światem pogłębia się, uzyskuje inny wymiar. Obcując ze zwierzętami chętnie i świadomie stajemy się — może — mniej ślepi, mniej głusi, mniej zarozumiali, bogatsi o ten szacunek, jakiego nabieramy — poznając — dla innych form życia, bogatsi o jeszcze jedno poznanie. Albowiem, jak pięknie to wyraził pisarz angielski F. Lester, jest jeszcze coś za drzwiami naszego mieszkania, za jego Oknami, na zewnątrz — xcoś, na co powinniśmy uważać i czekać... CZESŁAWA CZECHOWICZ (Konrad Lorenz, „Opowiadania o zwierzętach", Wyd. Literackie Krabów, cena 25 zi; Hanna Jurczak — Gucwiń ska, „Zwierzęta w moim domu", PWN, ceua 50 zł), * 3* & * *• % * % % * * & * * * NNOt WlGlim POMfr W /W, MAi/ ~ mvSKt MIJA mtQ£Y-ŁłSC/E s * w Rys. E, Temenko Łyżka, nóż widelec i talerz towarzysza nam przy codziennych posiłkach, Te powszednie przedmioty, przy okazji świątecznej biesiady przy rodzinnym stole potraktujmy nieco odświętnie}. Za sługują na to w pełni. ŁYŻKA: należy do przedmiotów, które nie majq swojego wynalazcy. Jest stara jak świat. Za pierwszq łyżkę służyła czlowie kowi jego własna dłoń, później pewnie jakiś korzeń w kształcie kopyści, aż wreszcie na wyższym stopniu cywilizacji - łyżka drewniana. Łyżki polskie, szczególnie te z magnackich i szlacheckich stołów stano -iły rzecz cennq, pilnie strzeżona przez właściciela. Srebrne, pozłacane lub tylko cynowe były prawdziwymi dziełami sztuki, dzięki rzeźbion,m ornamentom, wykonanym u nasady czerpa ka, na wypukłej jego stronie, na trzonku. Często ozdabiano je umoralniającymi sentencja mi. Przywłaszczenie łyżek po biesiadach było „nieobyczaj-nościq gminną". Nie w każ dym domu podawano ^ościo wi łyżkę. Musiał więc na wszelki przypadek nosić własna, u pasa w skórzanym ■pokrowcu lub mniej wytwornie - za cholewq. Kształt łyżek ulegał pewnym niewielkim zmianom. Mieszczanie XVII i XVIII wieku używali łyżek drewnianych - cisowych, bukszpanowych i z trzemieli-ny, a także srebrnych. Chłopi posługiwali się drewnianymi, własnej roboty. W XIX wieku rozpowszechniły" się łyżki blaszane,. a także droższe, platerowane. NÓŻ: jeść w prostej linii potomkiem narżędżra'" robionego w zaraniu dziejów' z ' łupanego kamienia, potem z twardego drewna, zwierzęcego żebra, wreszcie brqzu i żelaza. - W obecnej postaci pojawi! się już dawno ale pracowity swój żywot pędził tylko w kuchni. Był „kapuśny" do siekania kapusty, „chlebny" — nie używany do niczego poza krojeniem chleba. Tytuł „stołowy" otrzymał nóż dopiero w XVII wieku, gdy zajął zaszczytne miejsce przy biesiadnym stole. Nóż podobnie jak widelec, a dawniej i łyżkę trzeba było przynosić z śobq. Każdy szlachcic dbały o dobre imię eleganta przyby wał na ucztę ze swoimi „no-żeńkami" czyli, nożem i widelcem w specjalnym, piek-nie zdobionym futerale. Nawet na królewskich stolach noże i widelce dawano jedynie cudzoziemcom. Dopiero za Augusta II Mocnego wcho dził powoli w magnackich domach zwyczaj użyczania gościom noży i widelców gospodarza. Umiejętność posługiwania się nożem przy stole stanowi- już wtedy miarę „gładkości manier" jedzącego, Oblizywanie noża od po czqtku uchodziło za rzecz szpetnq. Kształt noża mewie le się zmienił. Te, którymi po sługujemy się dziś podobne ser do'siedemnastowiecznych, tylko mniej ozdobne, skromniejsze i -dużo tańsze*/ WIDELEC: ukazał się na stołach dopiero w XV wieku. Czy jest, jak chcq niektórzy, wynalazkiem włoskim - trudno dociec, choć Włosi zaczęli ao używać najwcześniej. Drugie zaszczytne miejsce, przed Francjq i Niemcami, przypada nam. Już na dworze Zyg munta Starego znane były grabki do rozbierania mięsiwa, Magnaci usiłujqcy naśla dówać królewskie obyczaje p óbujq również posługiwać się widelcem, ale prędko , za rzucają tę ; >bawę, jako „zby teczne ceregiele". „Łyżka, byle poręczna" wystarczy im w zupełności. Dopiero w XVII wieku widelce zaczynają się upowszechniać. Majq początkowo tylko „dwa kły", później ukazujq się zbytkowe, trójzębne. Tymczasem we Francji widelec uważany jest za qłupi wymysł, który utrudnia jedzenie. Duchowieństwo francuskie uważa, że dary boże do ust godne sq nosić tylko dłonie. Palcami jadała Anna Austriaczka, matka Ludwika XIV, a sam Ludwik XIV uważający się za ideał wzniosłych cnót i umiejętności ba, nawet za bóstwo' t^ż dopiero w 20 roku życia zaczął posłuąiwać się widelcem i nie bardzo mu to wycedziło. TALERZ: porcelanowy znany był w Chi nach już w VII wieku, to znaczy wtedy gdy nasi przodkowie jadali jeszcze z glinianych mi sek. W Europie zjawił się stosunkowo późno, dopiero pod koniec XV w, przywiezio ny z Chin lub Japonii przfez portugalskich żeglarzy. (Sama nazwa „porcelana" pocH.o dzi od portugalskiego p o rce I I a - muszla), Porcelana w Europie została wynale zioną w początkowych latach XVIII w. przez Johanna Fried richa Bdttg? a, do dziś nazy wana porcelaną saską. W Pol sće pierwszą wytwórnię porcelany założył w 1790 r. w Korcu książę Józef Czartoryski. Jednakże długo jeszcze nie jada sit, na1 tak ćennej zastawie. Chłopi i rzemieślni cy używają glinianych misek i drewnianych talerzy, w. domach zamożniejszych mieszczan i szarej braci szlacheckiej posługiwano się talerzami ć-'nowymi., magnaci' jadali na srebrze lub farfurach. Te far fury czyli fajanse pochodziły z wytwórni, która już. w 17y8 r założyła w Białej Pod łaskiej księżna Anna Radziwił łp.wa. Pięknie malowane, kolorowe, znalazły uznanie tak że. zg granicą. Pod koniec XVIII w farfury. upowszechnia ją się ! tanieia, talerze kup u je się na tuziny.. W. XIX w. powstają liczne manufaktury wytwarzające porcelane. Talerze i inne naczynia stołowe tanieją, pospolicieją. Talerz od wieków jest taki sam — okrągły. Ostatnio dopiero wchodzą w użycie ^alierże prostokątne lub o innym, nawet nieregularnym kształcie. Najważniejsze jedna k by to, co nabieramy z talerza, łyżką i wiedelcem prry pomocy noża było smaczne i szło nam na zdrowie, (Wg M, ZiełkowskisJ „§kqd my to znamy?" - Dzieje przedmiotów codziennego u* żytku), S:rona 8 MAGAZYN G/os Pómorza nr 287 a jednej z wystaw był taki obraz: w ano go „Sen Konia". Obraz był bar poetycki,- rozedrgany, romantyczny. C ok wisiała praea tej samej autorki - ronicz-na, nie pozbawiona sarkazmu, oy smutna. Zatytułowano ją próżnie: „Spis rolny". Czy te prace za <*.. -.awialy bardziej od innych? Może i."'.: — a może i nie. Zdaje się, że nie one mnie zafascynowały, co ich 3rka — mieszkanka wsi odległej o :anaśeie kilometrów od Kołobrzegu. I :> jechałam do Dygowa. Dygowie nie trzeba było długo :ać: Jadwigę Sieklicką znają tu yscy. Jeśli nawet nie z malowania, 5 tego, że od sporego już czasu pro ;zi miejscową świetlicę. Mieszka w . ..udnym, murowanym domku — na daszu. — Dziwi się pani, że mnie znają? się wszyscy znają — jak to na wsi. .ko że Dygowo to nie taka prawdzi- wieś. Kiedyś jeździłam do wuja na ś. Teraz w Polsce wieś się zmienia, -ie nie ma już traktorów, kombaj-r w, samochodów? I ludzie się zmienią — przyjmując a miejskiego trybu :.ia nie zawsze to, co dobre Czasem t tylko modny kostium z krempliny... ' Pani Jadwiga urodziła się w Warsza \ e. Jak sama mówi, już wcedy nau-c yciele radzili, żeby kształetfa się w kierunku artystycznym: r .. i '' ' — Ojciec owszem, lubił, .gdy malowałam. Zresztą — najchętniej robiłam jego porterety. Ale żebym miała zostać „pacykarzem" nigdy by się nie. zgo dził. Tak to się wtedy mówiło: „pacy karz". Zabawne, prawda? A potem by !a wojna. Czas bardzo ciężkich przeżyć. Dla mnie także były one tragiczne. Długo nie mogłam się z nich otrząsnąć. Malować zaczęłąm, gdy mieszkałam w Połczynie. Te pierwsze szkice, to odległe czasy — gdzieś pięćdziesiąte lata: — Nie wyobraża sobie pani, jakie to było nieporadne. Zaczęłam od ma'yc"n rysuneczków, których sama przed sobą się wstydziłam. Wiedziałam, że to było złe.'A potem szło mi coraz lżej. Zdarzyło się, że Teresa Skórowa zoba czyła kilka moich prac, zabrała do Ko szalina. I potem była już ze mną w stałym kontakcie. Podobno pani Skóro wa nie będzie już pracowała w koszalińskim WDK, bo wyjeżdża do Słupska. To wielka szkoda. Takie ma my do niej zaufanie... Pocieszam, że nadal prawdopodobnie Teresa Skórowa nie straci kontaktu ze swymi podopiecznymi. Mówię o prejek cie międzywojewódzkich plenerów i wy staw, o planach współpracy właśnie w tej dziedzinie amatorskiego ruchu: — To bardzo dobrze — poprawia się humor mojej rozmówczyni. — My na tych plenerach spotykamy się od lat. Nie tylko po to, żeby spokojnie malować. Ważne jest, że możemy zobaczyć, co robią inni, jak posunęii się do przo du przez miniony rok. O, widzi pani ten kicz? Przyglądam się obrazkowi: srebrzyste brzozy, jakieś jeziorko,błękit nieba, sta ranne i dokładne kładzenie farby... Jest jednak i tu jakiś nieuchwytny nastrój — ten sam, który zupełnie już wyraźnie widoczny jest w wiszących na tej samej ścianie „Sianokosach". Sianokosy, jakby przed burzą — kładąca się przed wiatrem trawa, ledwo naszkicowane postacie ludzkie, zdenerwowane konie: — W ogóle lubię malować przyrodę. Może dlatego, że chcę w swoim malar stwie uciec od ludzi? Nie dlatego, żebym ludzi nie lubiła. Ale czasem mam ich po prostu dość. Widziała oani ten mój obraz „Spis rolny"? Rzeczywiście pracowałam kiedyś przy spisie. Ale to nie o to chodzi. Na obrazie jest stara kobieta obierająca przed char.ą ziemnia ki. Obok — dziadek troskliwie trzyma prosiaka. To jest jeden plan. Obok*, na innym planie — stoi nowoczesny dom, zamożny. A przy nim Indzie — jakby zawieszeni w próżni. Oni pracowali, tworzyli byt lepszy niż ich rodziców i są teraz pomiędzy tym co sta re i nowe. A na dole, na pierwszym planie — samochód. Bez marki, bo nie o to chodzi. I wokół tego samochodu cała rodzina — pieści go, głaszcze... To jest nowy fetysz. Czy bardziej wartościowy od dawnych? Czy rzeczywiście powinien być w centrum zainteresowania? Widzi pani? Chociaż jestem ro-mantyczką i maluję na przykład „Sen konia", czasem bywam złośliwa. Ale tyl ko po to, żeby zwrócić uwagę innych na coś, co mi się w świecie i w ludziach nie podoba. Panią Jadwigę odwiedziłam na chwi lę przed jej wyjściem z domu. Jakieś pilne do załatwienia świetlicowe spra wy... — Miałuję tylko w święta i w czasie urlopu. Bo malowanie daje mi odprężę nie, pozwala zapomnieć o codziennych sprawach. A gdzie na to znaleźć czas w normalnym życiu? Moja świetlica, to nie tylko osiem godzin. To i owo trze ba załatwić przed południem. A poza tym — trzeba się przygotować do pra cy. Najchętniej pracuję z młodzieżą i dziećmi. Bardzo je lubię. Chociaż czasem młodzi ludzie są bardzo bezmyślni i trzeba z nimi wojować. Najczęściej dzieje się jednak tak., że mąciwody za czynają mi pomagać więcej niż inni. To prawdziwa satysfakcja. Oni i kółko plastyczne dla dzieci, które prowadzę od kilku juz lat. Muszę powiedzieć, że są na wsi bardzo zdolne dzieci. W ogó le wydaje mi się, że dzieci są teraz zdolniejsze niż dawniej. Może dlatego, że życie się zmieniło? Rozmawiamy o tej świetlicowej pracy długo, dłużej może niż o malarstwie. I coraz bardziej mi się zaczyna wydawać, że moja rozmówczyni ma nie jedną pasję a dwie. Malarstwo i właś nie tę świetlicę. I młodzież, która do niej przychodzi. — Mam także i swoje marzenie. Du żo czytam, nawet bardzo dużo. Najchętniej ó krajach, do których chciałabym kiedyś pojechać. Zdaję sobie spra wę, że chyba będzie to niemożliwe, ale pomarzyć mi przecież wolno, prawda? W ub. roku miałam pojechać na plener do NRD i tak się złożyło, że nie mogłam. Może ta okazja już się nie powtórzy? A w ogóle — jeżdżę na wszystkie plenery. To dla mnie jedyny sposób urlopowania i jedna z nielicznych możliwości spotkania się z ludźmi, których zajmuje to sirro, co mnie. Znów wróciłyśmy do plenerów. Mówimy o tym, jaką satysfakcję sprawia zdanie koleżanki: — Poszłaś dalej ode mnie; o tym, jakie wspaniałe dyskusje prowadzi z nimi na plenerach Aleksan dra Sieńkowska, plastyczka z Koszalina: — Nas nie uczono malować, ale prze cież my malujemy tylko dla własnej przyjemności i tylko dla własnej potrzeby. Ja na przykład jeszcze nigdy nie sprzedałam swojej pracy, chociaż miałam propozycje. Po prostu — niechętnie rozstaję się ze swymi obrazami tak bardzo są one malowane dla mnie a nie, dla innych. Nawet gdy ktoś 'z przyjaciół czy znajomych prosi "mnie chociaż o kopię. Tylko parę obrazów dałam swoim najbliższym. I tylko tym, którzy zdają sobie sprawę, że darowuję im coś dla mnie najdroższego. • * » Na ścianie małego pokoiku wiszą tylko dwa obrazy. Reszta — nie wróciła jeszcze z wystawy. Zgodnie obok siebie — obraz zatytułowany „Sianoko sy" i widoczek znad Parsęty, który autorka przed chwilą obdarzyła niechlubnym epitetem: kicz. Oba są chyba równie lubiane — jak bardziej i mniej udane dziecko. Ich autorka wyj muje teraz pewnie odstawione na co dzień pędzle i sztalugi. Nadeszły świąteczne dni i znów jest trochę czasu na malowanie... WALENTYNA TRZCIŃSKA „WYBIERAMY FILM ROKU" $ „Ziemia obiecana" — kandydatem redakcji # Cenne nagrody dla Czytelników W roku trwania naszego konkursu wzięło w nim udział kilka tysięcy mieszkańców obu województw. 11 razy wybieraliśmy najlepszy „film miesiąca", obecnie trwa jeszcze plebiscyt grudniowy. Wielkie szanse ma w nim film produkcji polskiej, „Zaklęte rewiry", Janusza Majewskiego. Czytelnicy zadecydują, czy wpiszemy go na listę trzynastu zwycięskich tytułów (w kwietniu wybieraliśmy także najlepszy film produkcji radzieckiej). Oto tytuły znajdujących się już na tej liście: Ziemia obiecana; Jeremy; Romanca o zakochanych; Rozmowa; Linia; Dzień szakala; Kalina czerwona; Noce i dnie; Deps; Najemnik; O-statni seans filmowy; Dzieje grzechu. Wśród Wymienionych znajdują się cztery filmy polskiej produkcji, gdyby w grudniu zwyciężyły „Zaklęte rewiry" (wskazuje na to dotychczasowa korespondencja od Czytelników), będzie ich 5. Wybór „filmu roku" na pewno nie będzie sprawą łatwą. Redakcja postanowiła „postawić" na „Ziemię obiecaną" Andrzeja Wajdy, który to film zdobył już wiele nagród za granicą. Do tej pory głosowanie odbywało się dwojako; Czytelnicy zostawiając w kasach kina kupon zamieszczony W „Głosie" otrzymywali bilety ulgowe i mieli zagwarantowany udział w losowaniu nagród, albo przysyłali kupony i kartki pocztowe (z dopiskiem „film miesiąca") bezpośrednio na nasz adres. Tym razem będzie inaczej. Wyłącznie Redakcja przyjmuje kupony i kartki od Czytelników. Termin — do 20 stycznia przyszłego roku. Nie zmieniło się tylko jedno: nadal podajemy wyłącznie jeden tytuł filmu, głosujemy indywidualnie, czytelnie wpisując imię, nazwisko i adres. O nagrodach, jakie będą ufundowane dlą uczestników plebiscytu, poinformujemy osobno. Będą bardzo atrakcyjne i zupełnie inne niż dotychczas. Przy wybieraniu „filmów miesiąca" nasi współorganizatorzy fundowali: roczny karnet do kin w całym województwie dla 2 osób (WZKin.); karnet do kina „Kryterium" na cały rok dla 1 osoby (kino „Kryterium"); 3 portrety gwiazd ekranu (CRF); 5 bonów książkowych, wartości 100 zł każdy (Wydział Kultury Urzędu Wojewódzkiego w Koszalinie); 1 bon wartości 100 zł (ZW ZMS w Koszalinie). Ponieważ wielu Czytelników zawsze miałoby chęć brać udział w plebiscycie, a już wygrali którąś z nagród, postanowiliśmy je zupełnie zmienić. Nasz całoroczny konkurs, który już kończymy, miał na celu upowszechnienie kultury filmowej i zachęcenie Czytelników do oglądania najbardziej wartościowych filmów. A takie właśnie zwyciężały w comiesięcznych plebiscytach. Pomagali nam w nich kierownicy kin, dla których Redakcja ufundowała specjalne nagrody: 1000 zł i 2 cenne wydawnictwa książkowe. Zostana one wręczone po podsumowaniu całorocznych wyników konkursu, w styczniu. Wtedy też, na dużej imprezie przygotowywanej przez kino „Kryterium" w Koszalinie, otrzymają nagrody zwycięzcy konkursu pn „Wybieramy film roku". Warto jeszcze wspomnieć, że wymienione kino organizuje (od 17 stycznia) przegląd wszystkich „filmów miesiąca". Zachęcamy do ich obejrzenia i czekamy na kartki od Czytelników. (kon) , , KUPON KONKURSOWY „FILM ROKU" Tytuł filmu ............................................................7................:.n; Imię I nazwisko widza Adres Kupony prosimy nadsyłać na adres „Głosu Pomorza" do 20 stycznia 1976, z dopiskiem na kopercie „Film roku". Spotykają się co rok 7 grudnia pod pom nikiem Adama Mickiewicza pa krakowskim Rynku. Są wśród nich robotnicy i urzędnicy, inżynierowie i lekarze, naukowcy i rzemieślnicy... Są sędziwi emeryci i kilkunastoletni uczniowie. W torbach, na wózkach, wynajętymi dorożkami przywożą swe dzieła, owoce benedyktyńskiej pracy całego roku — misternie klejone z tysięcy części, błyszczące wszystkimi kolorami tęczy słynne krakowskie szopki. Stulecie tradycji Zaczęło się to przed stu niemal laty. W czasach, gdy nie było jeszcze fabryk domów i elementów wielkopłytowych, przed- stawiciele czcigodnego cechu murarzy zimą nie mieli nic do roboty. A że żyć było trzeba, tradycyjnie zajmowali się przedstawianiem jasełek. Od czasu werdyktu biskupiego 1783 roku, zakazującego przedstawień jasełkowych w kościołach, widowiska te wyjść musiały na ulicę. Ich scenerią była szopka. I oto w końcu ubiegłego stulecia mistrz murarki, Michał Ezenekier, zbudował szopkę, w której skopiował elementy krakowskich budowli. Dzieło mistrza Michała spodobało się, zaczęli to naśladować inni i tak powstała krakowska szopka — w miniaturowej formie i w bajecznych kolorach zaklęta architektura najpiękniejszego z polskich miast. Mijały lata, zmieniały się pokolenia, jed- nak tradycja budowania krakowskich szopek trwała, przekazywana z ojca na syna. Są dziś w Krakowie całe rody szopkarzy i nierzadko pod pomnikiem Mickiewicza sta ją do konkursu jednocześnie dziadek, ojciec i syn. Nie do skopiowania Owe konkursy także już mają długą i bogatą tradycję. W 1936 roku ówczesny dyrek tor Muzeum Historycznego miasta Krakowa, interesujący się wszystkimi przejawami specyficznego miejskiego folkloru, zorganizował pierwszą wystawę szopek i autorom najpiękniejszych wręczył symboliczne nagrody. Od tej chwili konkursy organizowano rokrocznie i tak szybko stały się tradycją, że gdy tylko minęła hitlerowska oku pacja, w grudniu 194-5 roku na miejscu, gdzie stał zburzony przez Niemców pomnik Wieszcza, znów pojawili się szopkarze. Obecnie co roku do konkursu staje ponad stu wystawców. Choć wszystkie szopki budowane sa według podobnych wzorów, choć elementy architektoniczne są te same: wieże Mariackiego Kościoła, maszkarony i attyki_ Sukiennic, kopuły wawelskiej Katedry, każda szopka jest inna, niepowtarzalna, każda ma swe własne proporcje, własny styl. Wielcy mistrzowie, tacy jak Jan Malik, Stanisław Paczyński, Jerzy Gillert, tworzą całe szkoły, mają uczniów i naśladowców. Ale choć każdy z nich szopki buduje od lat kilkudziesięciu, co rok każde wystawiane dzieło jest inne. Ślusarz, Stanisław Paczyński, zdobywca niejednej nagrody w konkursie, powiada, że nieraz proszono go o kopię którejś z szopek. Chciano je kupić do Stanów Zjednoczonych i do Kanady, musiał odmawiać, gdyż żadnej ze swych prac nie potrafił powtórzyć. Każda szopka była inna. Emerytowany urzędnik Jan Malik od kilku już lat w konkursie zdobywa pierwsze miejsce. Powiada, że to dlatego, iż n,L wiele czasu, spaceruje po Krakowie, obserwuje domy, kościoły, pałace i potem dostrzeżone to tu, to tam w noc sylwestrową odżywają w kolorowych dziełach. Co roku ze swą szopką odwiedza Dom Rencistów i tam, w noc sylwestrową, przedstawia przez siebie napisane i wyreżyserowane jasełka. Tymczasem wszystkie szopki spod pomnika Mickiewicza wędrują do wspaniałej gotyckiej sali w Klasztorze Franciszkanów, gdzie przez kilka tygodni trwa ich wystawa. Odwiedzenie tej wystawy to obowiązek każdego mieszkańca Krakowa, a już dzieci byłyby niepocieszone, gdyby rodzice zapomnieli zabrać je któregoś roku „na szopki". BOGNA WERNICHOWSKA G/os Pomorza nr 287 MAGAZYN Strona 9 GRAŻYNA MICHALSKA MÓWI; Grażyna Michalska jest »>odkryciern" reżysera Janu sza Nasfetera i gwiazdą je go filmów. Była u nas na Hi Międzynarodowych Spotkaniach Filmowych •.Młodzi i film" prezentując Najnowszy film J. Nasfetera »Moja wojna, moja miłość". Grażyna jest uczennicą II klasy Liceum Ogólnokształcącego w Piastowie. — Czy marzyłaś o filmie? — Chyba każdy w pewnym wieku o tym marzy. Należałam do Klubu „Re-lax", deklamowałam, otrzy bywałam nagrody. Przyjechała do nas Polska Kronika Filmowa, kręcili reportaż o mieście, pokazali rów &ież nasz klub. I to było Pierwsze zetknięcie z kame rą. Miałam 12 lat, kiedy w »Expressie Wieczornym" u^ kazało się ogłoszenie, że re żyser Nasfeter posztikuje dwu dziewczynek do fil-tou. Nie miałam żadnych Nadziei na otrzymanie roli, ale interesowała mnie kamera. Pojechałyśmy z babcią do Warszawy razem z... Pięcioma tysiącami innych * * dziewcząt, o wiele ładniejszych ode mnie. Traf chciał że pan Nasfeter wybrał mnie do jednej z głównych ról w „Motylach". To były moje najprzyjemniejsze wa kac je. — Po pierwszej roli przy szły następne... — Już podczas kręcenia „Motyli" pan Nasfeter powiedział mi, że zagram w „Nie będę cię kochać". Jestem najbardziej emocjonalnie związana z tym filmem, jego bohaterka bardzo przypomina mnie i mo je przeżycia. Anka obraca się w takim samym środowisku jak ja, ma te same kłopoty. Chętnie chodziłam na plan i ciężko było mi się rozstać z bohaterką. Rola była trudna, ale dobrze rozumiałam Ankę. Nie mogę tego powiedzieć o Elce z filmu „Moja wojna, moja miłość". — Oglądaliśmy Cię także w „Ziemi obiecanej" Andrze ja Wajdy. Jak się czułaś grając z tyloma wspaniały mi aktorami? — Grałam dziewczynę nie będącą zupełnie w moim typie, ale starałam się zrozumieć jej nieporadność. Bardzo mi pomagał pan Zapasiewicz i sam reżyser, zresztą wszyscy byli serdeczni. Odtwarzana prze ze mnie postać jest mało znacząca, ale mogłam obserwować jak pracują najlepsi aktorzy. Atmosfera panująca na planie spra wiała, że czułam się zupełnie swobodna. Pan Wajda nie narzucał mi interpretacji roli, pozwalał mi samej proponować. — A później zaangażował Cię jeszcze do teatru... — Wystąpiłam w „Sprawie Dantona" w Teatrze Powszechnym w Warszawie. Świetnie się tam czułam. W teatrze jest * taki spokój, wszyscy pomagają sobie. Natomiast na planie filmu pracuje się prędko, bo szkoda każdej chwili i dlatego panuje nerwowa atmosfera. Nie jest mi trudno skoncentrować się, ale muszę mieć chwilę ciszy. — Jak się czujesz w roli gwiazdy filmowej? Koleżanki pewnie Ci zazdroszczą? — Do gwiazdy jeszcze mi daleko, po prostu film jest moją przygodą, która się może szybko skończyć. A koleżanki nie tylko mi zazdroszczą, ale nawet do kuczają. Takiej reakcji nie spodziewałam się. Może przyczyna tkwi w tym, że miasto jest małe i wszyscy się znają? Staram się zjednać sobie koleżanki, tłuma czę im, że granie w filmie nie jest czymś nadzwyczaj nym. To ciężka praca, naprawdę. Nie wiem, czy zostanę prawdziwą aktorką. Trochę mnie to nęci, ale jednocześnie myślę o pracy nauczycielki. Na wybór mam jeszcze trzy lata. Zobaczymy. Może okażę się tylko „cudownym dzieckiem", jak wiele moich po przedniczek. — Widać z tego, że jesteś realistką. A jak odpoczywasz? O czym marzysz? — Lubię samotność, dlatego dobrze odpoczywam w lesie, gdzie można pomarzyć. Godzinami mogę też siedzieć nad ciekawą lektu rą. A marzy mi się dom, gdzie byłaby cisza, spokój, miłość dokąd chętnie wracałabym po pracy. — Skoro już o pracy mo wa, to opowiedz o swojej ostatniej roli. — Radziecki reżyser Jurij Ozierow zaproponował mi rolę w „Komunistach". Trochę się jej bałam, bo sporo tam pirotech niki, z którą nie oswoiłam się mimo filmu „Moia woj na, moja miłość". W „Komunistach" jest scena wyglądającą dość groźnie. Wa li się dom, pełno pyłu, odłamków, ja wybiegam z pło mieni i krzyczę. Na szczęście obyło się bez wypadku. To mój ostatni film czy będzie następny, nie wiem. — Życzę Ci tego. Dziękuję za rozmowę! — Dziękuję. Rozmawiała: WANDA KONARSKA Na zdjęciu: Grażyna Michalska z Januszem Nasfeterem. Fot. J. PIĄTKOWSKI ł|V Postanowiliśmy — "ta niedziela Padzie dla nas. Żadnego sprzątania, Radnego prania i żadnej pracy. Przed południem miłe lenistwo, no ^oże obejrzymy w TV „Stare ki-no", później spacerkiem na dobry °biad. Weźmiemy sanki, bo śniegu Nasypało i hajda na świeże podetrze — rodzinnie, spokojnie i do orze... śniadaniu komenderuję: 1 ^ziemy na spacerek. Żona obiecuje szybko się ubrać, ja wyjmuję ze Schowka sanki, ale nasze dziecko .c°ś się nie kwapi. Siedzi przed telewizorem i nerwowo obgryza pa-^okcie. — Tyle razy cię prosimy — mó-łagodnym głosem pamiętając, p jesteśmy na luzie, a poza tym ^zeba z dzieckiem bardzo pedagogicznie., Tak przynajmniej radziła ^ani nauczycielka na ostatniej wywiadówce. Najnowsze badania ^skazują — powiedziała — że dzie c* są coraz bardziej nerwowe i frustrowane. Przyczyna jest jedna. RODZICE. Nie mają żadnych kwali • liJacji, nie czytają najnowszych po ^Pcji z zakresu psychologii dziecka. potrafią pomóc w kłopotach. DZIECI ZOSTAJĄ SAME ZE SWO *Ml KŁOPOTAMI. Musicie państwo to wszystko przemyśleć — po Siedziała na zakończenie pani nau ^zycielka. Szkoła nie potrafi bez Współudziału rodziców pomóc dzie c*om. Pamiętając zatem o tych naukach tolarny z żoną ambicję wychowywać nowocześnie i skutecznie) pro- łagodnie: nie obgryzaj paznokci! "— Nie mówi się nie obgryzaj —-Opowiada nasza pociecha i patrzy ^adal tępo w telewizor. ^ sukurs przychodzi mi żona i Pf?si zachęcająco: — Pobawimy się nieżkami, co, może bałwana ulepi — Bałwana mamy już w szkole — odwarkuje dziecię. — Nie pójdę z wami, bo mam robótkę zrobić na poniedziałek. Czy chcecie żebym do stała dwóję...? Które z rodziców pragnie, by jego dziecko dostało dwóję? Toteż pytam nieco zatroskanym i współczującym głosem — tak jak radzi- — No to trudno — decyduję — pójdziemy ną spacer, a później zro bisz sobie te pięć centymetrów. — Ja tego nie potrafię zrobić — płacze dziecko. Nie zdążę a pani po wiedziała, kto nie zrobi pięciu centymetrów — dwója. — Wytłumaczysz pani, że nie po- SZYBCIEJ BO DOSTANĘ DWÓJĘ... ła wychowawczyni (proszę państwa wszystko jest ważne nawet intonacja głosu) — Go masz zrobić na po niedziałek? — Pięć centymetrów na drutach, o tutaj są druty, a tutaj wełna, wzór musi być taki: jedno oczko w prawo, jedno w lewo i nie można się pomylić... — Czy to zadanie domowe dała wam pani w sobotę — pytam już nieco zirytowany, ale jeszcze spokojny. — Nie, w piątek. Ale nie miałam drutów, wełny, wszystko kupiłam w sobotą. trafiaś zrobić, że za trudne *- bagatelizuję problem. — No pewnie, tobie nie dadzą dwói! — Dziecko już histerycznie wykrzykuje. Teraz już łzy lecą na całego. Żona się wzrusza, całuje dziecko, ja trzaskam drzwiami i wychodzę do drugiego pokoju. Słyszę jednak jak wśród łkań nasze dziecko powtarza: Pani powiedziała, ze rodzice muszą pomóc... Myślę sobie, mała szantażystka, ale pełen winy i skruchy wracam i mówię: —■ Pokaż jak się to robi, to ci pomogę. Słowo się rzekło... Oczko w prawo, oczko w lewo. A robótki wcale nie przybywa. Żona radzi: może wziąć grubsze druty. Dzwoni do przyjaciółki. Są druty. Zaczynamy od nowa. Oczka spa dają jak zaklęte. Czuję, że ciśnienie podnosi mi się niebezpiecznie. Jeszcze chwila a spiorę bachorka, bo choć to niepedagogiczne — przy niesie ulgę. Zmieniam żonę przy robótce. Nawet już wprawy nabyłem. Idzie mi coraz lepiej, ale dziecko wcale nie jest zadowolone. — Przecież mówiłam, że to ma być szalik, a ty co rpbisz: krawat? — A dlaczego nie może być krawat — pytam pełen trwogi. — Pani jutro powie: albo robimy krawaty, albo szaliki i dostanę dwóję, zobaczysz. Choć wiem, że to nie jest pedagogiczne podejmuję próbę mediacji. Jeśli pani postawi ci dwóję, to wówczas pójdę do szkoły i wytłumaczę, że razem z mamusią nie potrafimy robić na drutach. — To dopiero będzie. — Dziecko już wyraźnie sobie kpi. — Do tej pory nie nauczyliście się robić na drutach, a w szkole? Przecież chodziliście do szkoły — pyta prowokująco. Dziecko jest bardzo skrupulatne. Co chwila przynosi linijkę i mierzy dzieło. Wreszcie jest te upiorne pięć centymetrów. — Nie nadciągaj — denerwuje się dziecko — ma być swobodne pięć centymetrów... Była to niedziela dla dziecka. Cza sy się zmieniły. Jakże dobrze nowoczesna szkoła wpływa na rodziców. Uzupełnia luki w praktycznym, życiowym wychowaniu. Przysięgam, że wówczas kiedy chodziłem do piątej klasy, albo nie było robótek, albo po prostu robiliśmy to wszystko w szkole, nie w domu. vip * & * $ * * * TYLKO DLA BIBLIOFILÓW Ód czasu Adama i Ewy nie wymyślono bardziej praktycznego (i... mniej zobowiązującego! co godne podkreślenia) prezentu, niż książka, Dajemy jq z okazji i Sez okazji, pod choinkę i pod poduszkę nl by upominek od gwiazdki... r laki mamy wybór - pytam naczelnego dyrektora Państwowego Instytutu Wydawniczego w Warszawie - Andrzeja Wasilewskiego. - Ogromny! Jest naprawdę w czym wybierać, jako że każdego roku Oddajemy do księgarni, lekko licząc, bez mała 300 tytułów. O w grudniu przekazujemy Czytelnikom 6300 pozycję wydawniczą, począwszy od 1946 roku... - Widzę tu na biurku „Baś nie"... Czyżby to Andersen..,? - Oczywiście! Prawdziwy rarytas edytorski. Trzy tomy, pięk nie ilustrowane przez trzech grafików: Stannego, Strumiłłę ł Jaworowskiego. Nakład tylko35 tysięcy egzemplarzy, w cenie 350 złotych Część nakładu zdą tymy wysłać do największych miast: Warszawy, lodzi i Poznania, resztę rozdysponujemy już po Nowym Roku, gdy driJk w całości zostanie zakończony. - A co poleca Pan ponadto? - Oto pierwsze, dwujęzyczne - polskie i rosyjskie wydanie „Poezji" 5- Jesienina w nakładzie -20 tys. egzemplarzy. Oto „Fale przyboju" - Nagroda Nobla zą rok 1974 - Eyvin da Johnsona. Oto dalsze książeczki z serii „Aforyzmów": G. B. Shawa, Karola Irzykowskiego, Czechowa. Oto nowe, dwutomowe wydanie znakomitego „Ulissesa" - Jamesa Joy-ce'a. Polecam również „Opisanie świata" Marco Polo, „Koniec rozdziału" Johna Galswor thy i „Cesarzową" Norberta Frydra... - I... - ! na koniec jeszcze świetne gawędy zawarte w „Pamięt niku Dorożkarza Warszawskiego*' - Gotlieba Langnera, z lat 1832-1857... - Ciego możemy oczekiwać z PIW w roku przyszłym? - Również 300 tytułów; książek z serii „ceramowskiej", j«d nej z 30 jakie wydajemy, książek, biografii wielkich ludzi, książek z .Biblioteki Myśli Współczesnej", Kluby Interesującej Książki, serii „Aforyzmów", warszawskiej „Syrenki", książek z „Biblioteki Poezji ł Prozy", nie mówiąc już o tytułach wznawianych, czy przez naczonych iak „Baśnie" na pre zenty... Króths miówiąc - rok 1976 już w... drukarniach. - Zatem przejdźmy „poślizgiem" do roku 1977.,.? - Bardzo proszę. „Podróże do Włoch" - J. Iwaszkiewicza, zna ne m. in. z amów tygodnika „Kultura". „Łowcy antyków" — Evy Lorenz, o sensacyjnych kradzieżach dzieł sztuki, „Anoda i katoda" - M. Wańkowicza, „Wyznaję, że żyłem" -Pablo Nerudy, której to książce nie wahałbym się dać przy miotnika sensacyjna! Z serii „Biblioteka Myśli Współczesnej" ukaże się „Człowiek i ko srnos" - R. Caldera. Już teraz zwracam uwagę na znakomita tłumaczenie dzieła A, Toćąu®" vi Ile - „Demokracja amerykan ska". którego doczekaliśmy się po 120 latach od chwili jego napisania. I na razie tyle zapowiedzi, Myślę, że nasi Czytelnicy będą usatysfakcjonowa ni. Dziękuję za rozmowę 1... pre zenty, które znajdziemy w księgarniach. Rozmawiała: BRONISŁAWA WYSZYŃSKA $trcna 10 MAGAZYN Ctos Pomorza nr 287 Z POZNANIA DO TOKIO Z Poznania do Tokio wiedzie dróga sukcesów wielu polskich piosenkarek. Na Światowym Festiwalu Piosenki w stolicy Japonii śpiewały już (z powodzeniem) Urszula Sipińska i Zdzisława Sośnicka, teraz kolejna młoda piosenkarka Magda Bielecka wybiera się tam na występy, Ranga tokijskiego Festiwalu ciągle rośnie, wzrasta także konkurencja.' W 1970 roku zgłoszono do konkursu 540 piosenek, w cztery lata' później już 1300, Z ogromnej ilości kom pozycji zgłoszonych w tym roku jury zakwalifikowało do festiwalu ponad 40, Wśród nich jest także polska piosenka - „Nigdy v>. piątek'' z muzyką Aleksandra Maliszewskiego i słowami Lecha Konopińskiego, którą śpiewa właśnie Magda Bielecka. U nas piosenka ta utrzymuje się na wysokich miejscach listy przebojów. Magda Bielecka, chociaż jest młodą artystką, ma już ha swoim koncie wiele sukcesów. Zaczynała śpiewać w trzyosobowym zespole „Magdalenki", który na VIII Festiwalu Piosenki Radzieckiej zdobył główną nagrodę. Potem występowała sama i na Ogólnopolskim Festiwalu Pieśni Zaangażowanej w Katowicach w 1972 r. uzna-ha została za najlepszą solistkę. Pracowała wówczas w Za- debiut na XIII Festiwalu Piosen- dwie kontuzje, pozostałaby w kładach Przemysłu Bawełniane- ki Polskiej w Opolu. Teraz Mag sporcie do dziś. A tak zyskała igo w Żarach, potem występo- da Bielecka wybiera się do To- piosenka. Na wyniki Festiwalu wała w zespole estradowym kio. Wojsk Lotniczych „Eskadra", na Jest ambitna, zdolna i pra-festiwalu w Połczynie „wyśpię- cowita. Zanim zajęła się pio- wała" kolejną nagrodę. Dalej senkarstwem, uprawiała sport - ni o jej dobrą pozycję była praca w Studio Sztuki doszła nawet do tytułu mistrzy-Estradowej w Poznaniu i nagro- ni Polski w skokach na trampowa ministra kultury i sztuki za linie akrobatycznej i gdyby nie ■ ■ w Tokio przyjdzie jeszcze poczekać, ale wszyscy, którzy Mag dę Bielecką słyszeli, są spokoj- DANUTA ORLIK CAF-STASZYSZYN fjS 1000 WIERSZY 0 JUDO „CZARNE" 30 SEKUND JAPOŃSKIEGO JUDO W pierwszym odcinku przedstawiliśmy starożytny, bogaty ' fodowód judo. Dziś. w drugim odcinku o tym jak japoński j sport zaczął podbijać świat i jak powoli przestaje być czysto japońskim. ' I Przez wiele, wiele lat walczyli Japończycy, aby uczynić fludo sportem olimpijskim. W 1956 roku udało się im dopro-iwadzić do pierwszych oficjalnych Mistrzostw Świata. Odbyły się' one w Tokio i oczywiście wszelkie możliwe tytuły zagarnęli Japończycy. W 1959 roku na następnych MŚ w Tokio, japońscy judocy po raz pierwszy zetknęli się z nazwiskiem.— Anton Geesink. Zdobył on wówczas brązowy me-jdal.- Czy przypuszczali wówczas, że Holender dokona rze-fczy według nich nieprawdopodobnej?... Zbliżał się rok 1964 i po wielu zabiegach na Igrzyskach .Olimpijskich w Tokio judo po raz pierwszy uznano za dyscyplinę "olimpijską. Miał to być kurtuazyjny gest pod adresem, gospodarzy,, którym z góry przyznawano wszystkie tytuły. _ •W lżejszych" wagach' Japończycy byli rzeczywiście nieza-S?rożeni. Ale cała Japonia czekała na występ w kategorii [wszechwag, kategorii w ich mniemaniu najważniejszej. Wal-jczył. w niej ulubieniec „Kraju Kwitnącej Wiśni", znakomity jechnik — Kaminaga. Pierwszy szok przeżywają Japończycy w eliminacjach. Ka-Sninaga ulega Geesinkowi. Jednak ówczesny regulamin przewidywał taką ewentualność, że pokonany zawodnik może j6 potkać się w finale, jeśli jego pogromca wygra wszystkie jnąśtąpne walki. Geesink nie poszedł „na łatwiznę", pokopał wszystkich rywali i tym samym dał szanse Kaminadze |5toczenia walki finałowej. Finał oglądała cała Japonia. Gdy po kilku minutach jbeesink złapał Japończyka w morderczy uchwyt i zaczął go trzymać, wszyscy wstrzymali oddech. Oglądający walkę cesarz wstał z miejsca. Wyjaśniamy, że trzymanie jest jednym z chwytów i jeśli zawodnik przez 30 sekund nie może uwolnić się od tego, przegrywa przez tzw. ippon (przegra-jia przed czasem, odpowiednik nokautu w boksie). Przez 30 sekund Kaminaga był bezradny. Geesink wygrał przez ippon i został mistrzem olimpijskim. To było rzeczywiście najgorsze 30 sekund w dziejach japońskiego judo. Geesink walczył jeszcze do 1967 roku i wycofał się niepokonany.. Holenderski olbrzym (198 cm wzrostu i około 120 kg wagi) jako pierwszy przełamał hegemonię Japończyków. Później tron w najcięższej wadze objął jego rodak — ftuska. Sukcesy w judo zaczynają również odnosić Francuzi, zawodnicy radzieccy, NRD i Polacy, Ale o tym w następnym odcinku. M. in. przypomnimy o tym jak w 1923 roku prof. Piasecki pisał o japońskim marynarzu, który rzucał na ziemię dwa razy cięższymi prze-jciwmikanii. Było to w Gdyni i jest to pierwsza wzmianka p judo w języku polskim. Potem przyszły czasy Wójcika, foeniawy. Jarernczaka, Ząjkowskiego, Tałaja itp,., EDMUND RUREU 88 Cjt«j -lecie Q ...zoologowie europejscy podali, że w najbliższych d latach trzeba liczyć się z całkowitym wyginięciem na Hi naszym kontynencie aż. 20 gatunków zwierząt. Dotyczy to m. in. białego i brązowego niedźwiedzia, bobra, orła, r/sia < chomika i alpejskiego kozła skalnego. '...15 lat temu, na terenie województw koszalińskiego i słupskiego zarejestrowano o-koło 40 zabytkowych wiatraków. Pozostało ich zaledwie kilka — przeważnie murowanych, zwanych popularnie „holendrami" oraz jeden drewniany w okolicach Białogardu. Ten ostatni obiekt jest w kraju jedną z najoryginalniejszych budowli tego rodzaju. Z Więc jednak nie udało się. Długo nie mogłam zdecydować się na otwarcie grubej, szarej koperty z pieczątką poznańskiego uniwerku. Przyszła dzisiaj w porannej poczcie. Od Gośki wiedziałam, ze zwykła niebieska koperta oznacza zawiadomienie o przyjęciu na studia, gruba — zwrot papierów. Jestem zrozpaczona, nie wiem co z sobą począć. * * * Ciągle nie mogę się pozbierać. Jacek pociesza mnie jak może, ale jemu łatwo, on dostał się na to swoje wymarzone ora wo. Stara się przy mnie o tym nie wspominać. Nie chcę mu psuć radości, spotykam się z nim teraz rzadziej. * * * Kończą się wakacje, coś trzeba postanowić. Rodzice chcą, żebym przez ten rok odpoczęła i poduczyła się do przyszłych egzaminów. Zbuntowałam się, chcę pracować... uczyć się... bo ja wiem, zająć się czymkolwiek. I tu zaczyna się pro biem — co ja właściwie umiem robić, dziewczyna z maturą, bez zainteresowań. To dziwne, dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego Ż3 poza muzyką i kinem nie interesuje mnie nic innego. Straszne! * * * Ojciec „uruchomił" wszystkie możliwe sprężyny. Chce dla swojej córeczki załatwić „ciepłą" posadkę. Mogę więc zostać kultur alno-oświatową w jednym przed siębiorstwie, biuralistką a nawet... sekretarką ważnego dyrektora. Nie przyjmę żadnej z tych propozycji. Postanowiłam sama znaleźć sobie odpowiednie zajęcie. Dosyć mam protekcji. Jeszcze pamiętam uśmiechy szkolnych kolegów, poparte stwierdzeniem — „...no, Agacie to pójdzie jak z. płatka... z takimi starymi". Teraz im wszystkim udowodnię, że -sama też nie zginę. - * * * Poszłyśmy dzisiaj z Gośką do Wydziału Zatrudnienia. I wreszcie znalazłam coś dla siebie. Że też wcześniej o tym nie pomyślałam, przecież zawsze lubiłam dzieci! Otóż będę pracowała w przedszkolu. Boję się, że na początku będzie trudno, nie mam przecież specjalistycznego wykształcenia. Bardzo liczę na pomoc koleżanek. Już za tydzień — start. * # * Uff, jakoś to przeżyłam! Dzisiaj rano biegłam do tej mojej pierwszej pracy z duszą na ramieniu. Kierowniczka przyjęła mnie w swoim gabinecie. Nie ułatwiła mi zadania. Sucho życzyła mi powodze nia i oddała pod opiekę jednej z wychowawczyń. Ta oprowadziła mnie po przedszkolu. Wspaniałe. Bawialnie urządzone jak w bajce. W stołówkach, umywalniach i ubikacjach pełno miniaturowych urządzeń Jest tu sala do' zajęć rytmicznych z fortepianem. Nie spodziewałam się, że nasze przedszkola są tak wyposażone. Wśród wychowawczyń jestem najmłodsza. Na pierwszy rzut oka wszystkie są bardzo miłe. Szczególnie moja opiekunka, pani Sz.^bardzo mi pomaga. Opowiada o dzieciach, uczy zabaw i piosenek. Poradziła mi również żebym poczytała sobie psychologię rozwojową i trochę pedagogiki. Nigdy nie sądziłam, że dzieci są tak wymagające, a praca z nimi wymaga wciąż nowej inwencji i przede wszystkim ciągłej uwagi. # * * Przez cały tydzień przyglądałam się zajęciom w różnych grupach. Dzieciaki są przemiłe, choć niektóre rozbrykane. A zajęcia? Zależnie od prowadzącej są bardziej lub mniej ciekawe. Szczególnie podobały mi się zajęcia w grupie starszaków. Skrzętnie zanotowałam sobie wszystkie te formy, które wprowadzała wychowawczyni, absolwentka Liceum dla Wychowawczyń Przedszkoli. Dzieci są do niej bardzo przywiązane. Nie wiem czy ja potrafię kiedykolwiek pracować tak dobrze jak ona. * * * Dzisiaj po raz pierwszy samodzielnie prowadziłam zajęcia. Przydzielono mi gru pę starszaków. Byłam okropnie stremowa na- W kilku momentach czułam w głowie całkowitą pustkę. Ale zdaniem hospitator-ki debiut wypadł dobrze. Pewnie powiedziała tak przez kurtuazję. Ja nie jestem z siebie zadowolona. Postanowiłam iirzy-gotowywać sobie codziennie szczegółowe konspekty zajęć. # * * Dostałam dzisiaj pierwszą w życiu pett sję. Z niedowierzaniem patrzyłam na 500--złotowe banknoty. Moje własne, ciężko zarobione pieniądze. Kupiłam rodzicom drobne prezenty, sobie skórzany pasek, resztę oddałam mamie. * * * W pracy idzie mi coraz lepiej. Cłio-, ciąż muszę przyznać, że do domu wracam skrajnie zmęczona. Co . mnie najbardziej fascynuje to fakt, że jestem lubiana przez moich wychowanków. # * • Dzisiaj wprowadziłam wymyśloną przez siebie zabawę. Całkowity sukces. Dzieci bawią się wspaniale. * * * Minęły już trzy miesiące od czasu kiedy rozpoczęłam pracę. Dzisiaj jestem pewna, że dokonałam słusznego wyboru-Mama się pewnie zmartwi, ale... żegnaj biologio! Za rok będę zdawała na pedagogikę. * * * Nareszcie się doczekałem. Dzisiaj Wigilia — najwspanialszy dzień ze wszystkich dni w roku. Pomijając już półmisek najsmaczniejszych na świecie pierogów t kapustą i grzybami na wigilijnym stole — atmosfera była cudowna. Po kolacji zakomunikowałam rodzicom o zmianie swoich planów. O dziwo, przyjęli to w miarę spokojnie. Największą jednak niespodziankę sprawił mi Jacek. Przyszedł wieczorem. Mamie wręczył bukiet kwiatów mnie — tomik Jasnorzewskiej-Pawlikowskiej. Cudowny chłopak. Studia zupełnie go nie zmieniły. Mój młodszy brat, Gucio, bardzo nie lubi, jak ja sobie myślę. On zaraz się złości i mówi, że ja sobie myślę o zło tych migdałach. A to wcale nie jest prawda, bo myśli się tylko o niebieskich migdałach. A ja to nie mam cza su myśleć o żadnych migdałach —ani złotych ani niebieskich. Ja teraz myślę, gdzie by tu kopać. Ba najważniejsze, to zacząć w dobrym miejscu. Gucio jest ciekawy, czemu mi potrzebne miejsce i ja mu chyba o tym wszystkim powiem. No bo nawet taki przedszkolny średniak też może pomóc w kopaniu. A jak potem dostaniemy nagrodę, to nie będziemy musieli dawać nikomu obcemu. Gucio to nie wie, ale Piotrek mi już wszystko dokładnie powiedział. Nawet w Koszalinie było kiedyś takie stare miasto, ja,k jest w Toruniu. I wtedy różni ludzie zakopywali całe garnki z pieniędzmi, nawet ze złotymi kopiejkami. Najpierw zakopali a potem umarli. I teraz te wszystkie skarby leżą w ziemi. Jak się je odkopie, to trzeba koniecz- nie iść do muzeum, bo za takie stare pieniądze nic nie można kupić, tylko trzeba dostać nagrodę. A za nagrodę to się kupi ciężarówkę star. Resztę można oddać biednym ludzioin. Gucio mówi, że najwięcej biednych to jest ną pustyni, bo tam nie ma nic do jedzenia, tylko piasek i wielbłądy. Nasza mama to od razu zapytała czym my chcemy kopać. Do tego potrzebna jest duża łopata, a łopaty zostały na Mazurach. To nic nie szkodzi. Teraz u nas jest straszny mróz i Piotrek mówi, że nawet ziemia zamarzła. Razem z tymi skarbami. Ale jak przyj dzie lato, to na Mazurach też możemy sobie kopać. Tam kiedyś było morze, bo wszyscy tak mówią. A jak było morze, to na pewno jakieś okręty mu siały zatonąć. Na okrętach też kiedyś były skarby. A nasza mama to mówi, że nawet taki stary okręt jest skarbem. I że nawet większą nagrodę mo żna dostać za gliniane garnki niż za złote kopiejki. W muźeum to chyba w ogóle- wszystko jest. potrzebne, Byle tylko było stare. Piotrek ma stary zegar, ale on jest jeszcze dobry i do muzeum nie biorą. Ja myślę, że Pic trek powinien iść 'zapytać naszego wujka Jula. On pracuje w muzeum, to na pewno się zna na starych zegaT kach. Ale Piotrkowi jest szkoda. Jak ja tylko znajdę ten stary statek, to od razu polecimy z Guciem do wujka Jula. i mu wszystko pokażemy. W ogóle to tak sobie myślę, że najlepiej to wujka zabrać ze sobą na zury. My kopiemy, a on od razu patrzy. I wtedy mówi: kopcie, kopcie. Bo on na. pewno wie, w którym miejscu trze ba zacząć. Taki człowiek z muzeum to wszystko wie najlepiej. Sam nie kopie, bo wykopałby wszystko i już nic nie można by było odkryć. A tak, to można dostać nagrodę. min G/os Pomorza nr 287 MAGAZYN Strona 11 Król na czele wojska W okresie świąt i Nowego Koku odżywa wiele legend, których bohaterami sq królowie. Przypomnijmy dwie wybrane partie z dawnych lat, naprzód o królu, który szedł Pio czele śwej armii i zginął Walecznie. Był to czarny król. 1.e4 e5 2.Sf3 dó 3.Gc4 f5 4.d4 Sf6 5.Sc3 e:d4 6.H:d4 Gd7 7,Sg5 Scó 8.Gf7+ Ke7 świat pośredni między duchowym a fizycz nym. pełny ciał astralnych; 57) członek drużyny sportowej, złożonel z byłych graczy; 59) wynik dzielenia: 61) w kinie, w telewizorze; 63) napój lubią ny przez dzieci. Ułożył: „BUK" Rozwiązania — koniecznie * dopiskiem: „KRZYŻÓWKA NR 791" — prosimy nadesłać do redakcji w Koszalinie w terminie tygodniowym. Do rozlo sowania wśród Czytelników: 1 bon towarowy wartości 1 tys. złotych oraz 10 bonów książkowych po 50 zł. ROZWIAZANIE KRZYŻÓWKI NR T89 ALKOHOL WROGIEM RODZINY I SPOŁECZEŃSTWA NAGRODZENI Za prawidłowe rozwiązanie krzyżówki nr 789 5 bonów książkowych po 100 zł, ufundowanych przez Społeczny Ko mitet Przeciwalkoholowy Oddział Miejski w Słupsku wył O sowall: Leszek Ciak — ul. Harcerzy 13/2 84-300 Lębork; Małgorzata Wysmyk — ul. Marchlewskiego 3/80, 78-200 Słunsk; Krystyna Penc — ul. Radomska 7/1. 78-100 Kołobrzeg Bożena Sndzik — ul. Żukowa lfib/7, 78-400 Szczecinek: Jola Skrzypa — ul. Mickiewicza 10/10, 78-520 Złocieniec. Pozostałe bony ksiaikowe po 50 zł: Jerzy Cybulski — ul. Wojska Polskiego 6*. -78-610 Jastrowie, Irena Petrus — 76-039 Biesiekierz: Leszek Sam bor — ul. Kwiatowa 2, 77-200 Miastko: Danuta Kalita — ul. Jedności Narodowej 19a. 76-100 Sławno: Tomasz Koteeki — ul. Zwycięstwa 161/3 , 75-605 Kosza lin. Nagrody wyślemy poczta. Mamy już poza sobą ge neralne sprzątanie załatwianie zakupów, gotowanie i pieczenie na kilka dni świątecznych i wolnych od pracy zawodowej. Pozo stało nam jeszcze przyrządzenie tradycyjnej wieczerzy wigilijnej. Ale przedtem dla pań domu musi znaleźć się czas na zrobienie nanicure, odżywczej ma sęczki na twarz, a przede wszystkim kąpieli. Zrelaksowane w dobrych humorach, bez podkrążonych od zmęczenia oczu odwzajemnią się rodzinie miłym, pogodnym nastrojem. Przed krótkim odpoczyn kiem panie zażywają orzeź wiającej kąpieli, dokładnie zmywają twarz, nakładają na nią odpowiednią do ro dzaju cery maseczkę i z kompresem na oczach kła dą się na pół godziny. Mu szą też wypocząć nogi. Uło żone więc będą na poduszkę Zwiniętą w rulon aby stopy znajdowały się wyżej, niż reszta ciała. Nie można zapominać ó rękach, na których zapew Jeżeli brud nie ustąpi prze suwamy pod paznokciami nawiniętą na zapałkę watkę zwilżoną w wodzie utle nionej. Dokładnie osuszone ręce smarujemy tłustym kremem albo gliceryną. Po odpoczynku znowu myje- | my je w letniej wodzie i | robimy nanicure. Pozostać jeszcze makijaż. ? Wszystkie dziwactwa pod § tym względem minęły zu- 1 pełnie. Policzki powinny f być bardzo subtelnie zaró- 1 żowione, łuki brwi łagod- | ne, w kolorze włosów, po- | wieki umiejętnie cieniowa- | ne raczej na niebiesko, li- | liowo lub śliwkowo. Przy | samym brzegu górnych rzęs i m,ożna położyć delikatną f granatową kreskę. Usta ;i błyszczące i wyraźnie zary | sowane. Święta i dni wolne od pracy mogą być wspaniałym relaksem. Wysypiamy się, co drugi dzień -panie aplikują sobie odżywczą maseczkę, dbają o ręce i z całą rodziną wychodzą jak najczęściej na dotleniające spacery. Pichcenie w kuch ni, domowa krzątanina nie pochłania już tan dużo cica su, jak zazwyczaj. Na przy gotowania posiłków korzy stamy z zapasów świąteczr nych. Wszyscy staramy się w tym okresie zapomnieć o sprawach trudnych, o troskach i kłopotach. Przy rzeknijmy to sobie i — naj bliższym (az) Numizmałyb Nasilające się pracesy Inflacyjne w czasie pierwszej Wojny światowej i po niej spowodowały nie tylko zniknięcie z obiegu drobnej, srebrnej monety ale coraz więcej miast Pomorza Środko wego nawet przedsiębiorstw handlowych, fabryk i osób fizycznych wydawało bony pa- pierowe z niemiecka zwane notgeldami. Z reguły określa ny był termin ważności ich zastępczy kursowania, po upływie które go, wydawcy zobowiązali się wymienić je na pieniądz pow szechnie obowiązujący. Gwałtownie postępująca inflacja pozbawiała je jednak często wartości jeszcze przed wprowadzeniem do obiegu. Dziś bony te stały się cie kawym materiałem kolekcjonerskim ze względu na boga ty materiał ilustracyjny. Wydawcy przeważnie zamieszcza li na bonach ciekawe obiekty i interesujące widoki swoich miast. Wiele tak utrwalonych obiektów nie zachowałó się do dzisiaj, co ilustruje e-mitowany w roku 1921 bon miasta Koszalina wartości na minalnej 75 fenigów z ówczesnym widokiem na koszalińską katedrę. Z lewej strony zabytku widoczńf jest nie istniejący już ratusz, a obok rzad kamieniczek. Bon ten wydano w serii składającej się z 6 sztuk. Podobne były emitowane w Słupsku, Darłowie, Kołobrzegu i Szczecinku, gdzie na jej^ nej stronie umieszczono hel** miasta na drugiej stronie widoki interesujących obiektów miejskich. o. mnr Na zdjęciu: bon miasta Ka szalina z roku 1921, Lód śkuwa już jeziora i jeśli mroźna aura utrzyma się przez kilka dni, jest nadzieja, że pokryją się one dostatecznie grubą powłoką lodową, umożliwiającą połowy na wędkę. Połowy pod lodem mają na Pomorzu Środkowym wielu zwolenników. Z nadzieją oczekują ońi na tegoroczny sezon, ubiegłej zimy bowiem wskutek bra ku bezpiecznej pokrywy lodowej na jeziorach wędkowanie było niemożliwe. Nim wkroczymy z wędką na lód, warto przypomnieć kilka podstawowych zasad bezpieczeństwa. A więc przede wszystkim nie wolno wcho dzić na lód, jeżeli jego gru bość nie osiągnęła 5 cm, w pełni zaś bezpieczna gra nica grubości zaczyna się powyżej 10 cm. Pamiętać też należy, że przy temperaturach powietrza dodatnich wytrzymałość tafli lodowej zmniejsza się o kilkadziesiąt procent, a przy długotrwałej odwilży nawet kilkakrotnie. Na cienkim lodzie niebezpiecz ne jest przebywanie w grupach po kilka osób, blisko siebie. W ogóle jednak, że względów bezpieczeństwa niewskazane ss samotne wyprawy na lód Na lodowej tafli czyhają też inne pułapki. W niektórych jeziorach występują denne źródła, w tym miejscu lód jest słaby. Należy też zwracać uwagę na przeręble wykute przez in- nych wędkarzy. Niebezpieczeństw — nie wymieniliśmy ich wszystkich — jest wiele a żadnego lekce ważyć nie wolno. Noto- pod Lodem wane w ubiegłych latach tragiczne wypadki są aż nadto wystarczającą przestrogą. Wybierając się w zimie na ryby należy się odpowiednio ubrać w odzież lekką, nie krępującą ruchów, ale ciepłą. Szczegół nie szybko marzną nogi. Najlepiej chronią je przed zimnem buty filcowe lub ocieplane, grube skarpety. Najgorsze zaś są gumiaki. I jeszcze jedna praktyczna rada: jeśli lód pokrywa śnieg warto przypiąć narty. Ułatwiają one poruszanie się i zmniejszają niebezpieczeństwo wpadnięcia pod lód. Wygodne są także saneczki do przewożenia wędkarskiego majdanu. W zimie łowimy tylko na wodach Polskiego Zwiąż ku Wędkarskiego, jeziora PGRyb. są bowiem w tym czasie wyłączone z wędkarskich połowów. Pozostaje więc niewielp zbiorników, stan posiadania PZW jest przecież niewielki. W przeręblach łowimy na błystkę podlodową, mormyszkę i na wędkę spławikową. Wędkarze z Pomorza Środkowego w tym czasie najchętniej ło- wią okonie na nałe błystki, rzadziej szczupaki. Mniejszym powodzeniem cieszą się połowy płoci leszcza i innych białych ryb, chociaż na białe czy czerwone robaczki można mieć dobre wyniki. O sprzę cie, przynętach i technice połowu napiszemy w kolejnym kąciku wędkarskim. (par) Na zdjęciu: najprzyjemniejsza chwila dla wędkarza — ryba już w garści. CAF — Uchymiak Sfrona 12 MAGAZYN Cfos Pomorza nr 287 „'Jeśli ktoś poddaje się magii 'gwiazd oznacza to, że rezygnuje z wolnej woli i rozsądku". Taka myśl znalazła się między innymi w oświad czeniu, podpisanym przez 186 wybitnych uczonych amerykańskich, w tym — osiemnastu laureatów Na grody Nobla. Do publicznego potępienia astrologii, której kapłanów nazywają wprost „szarlatanami", skłonił ich niepokój o to. jak głosi ten d-okument. że coraz bardziej ma. sowe wzięcie mają niezliczone prze powiednie i horoskopy, publikowa ne nawet na łamach poważnych dzienników i czasopism, a także liczne wydawnictwa, które stają się nosicielami obskurantyzmu. Czy gwiazdy wpływają na twój Sos? Prawie co drugi dorosły obywatel Republiki Federalnej Niemiec wierzy lub uważa za możliwe — jak twierdzi tygodnik „Der Spie-gel" — że gwiazdy mają wpływ na jego życie. Ciągnie, z tej wiary zyski około 500 zarejestrowanych w RFN i niezliczona liczba działających „dziko" astrologów, wróżących z gwiazd. 'Astrologia to milionowy interes. Czasy kryzysu — to czasy jej wiel kiego boomu, gdyż jest, zdaniem „Frankfurter Allgemeine Zeitung" „niezwykle żywotną branżą". Astro lodzy, ludzie, którzy zawodowo lub z zamiłowania opanowali sztukę przepowiadania przyszłości ze Słoń ca, Księżyca i planet, z konstelacji Raka, Byka, Strzelca i wszystkich innych znaków zodiaku, służą politykom i menadżerom, artystom i gospodyniom domowym, zakochanym i porzuconym. Typują konie na wyścigi, korzystne transakcje, na giełdzie i numerki totalizatora, •wskazują konstelację korzystne dla inwestowania kapitałów, przewidują strajki i wyniki wyborów. Gwiazdy wiedzą wszystko — twierdzą adepci tajemnej sztuki ich odczytywania. Pod koniec 1974 roku astrologowie w RFN przepowia dali obywatelom RFN to, co każdy potrafiłby przepowiedzieć: „Koszty i wydatki wzrosną". Trzeba liczyć się z „pożarami i eksplozjami bomb". „Należy oczekiwać skutków kryzysu — 1,5 miliona bezro- botnych". Wszystko to się sprawdzi ło, podobnie jak przepowiednia, że „w RFN nie należy się liczyć z atakiem radzieckim ani z innymi niebezpieczeństwami wojny"... Natomiast jeśli idzie o pogodę, astrolodzy zapowiadali na rok 1975 niezwykle deszczowe lato, zwłaszcza lipiec i sierpień. Jak wiadomo, było to nie tylko w Niemczech Zachodnich „lato stulecia", Od Babilonu do III Rzeszy Wyznaczanie ludzkich losów przez astrologów jest rzemiosłem, sięgającym jeszcze czasów Babilo nu, gdzie kapłani odczytywali z gwiazd zsyłane przez bogów plagi takie, jak: wojny, zarazy, nieurodzaje czy klęski żywiołowe. Astrologia babilońska przekształciła się, pod wpływem filozofii greckiej, w naukę o prawach rządzących we wszechświecie i ich wpływie na ży cie ziemskich śmiertelników. Czytanie z gwiazd uważano wówczas za „królową nauk", a astrologia była przedmiotem studiów w szkołach filozofów. • Biblię astrologii — Czteroksiąg — napisał Ptolemeusz w drugim wieku naszej ery. Astronom, z któ rego teorią geocentrycznej budowy wszechświata, obracającego się wokół Ziemi, rozprawił się ostatecznie dopiero Mikołaj Kopernik. Zhellenizowany Egipcjanin pozostawił po sobie astrologiczną spuści znę, która służy jego następcom po dziś dzień. Jak wówczas Mars jest siewcą zła, Saturn — zwiastunem nieszczęścia, Wenus — miłości, Jupiter -- obfitości. Naiwnej wiary w gwiazdy nie zdołała zniszczyć ani podważyć, ani astronomia, ani fizyka kwantowa i można by sądzić, że Słońce, planety i gwiazdy kręcą się wokół Ziemi. Gwiazdy i giełda Metody, wywodzące się od Ptole meusza, znalazły jednak dzisiaj zastosowanie zgodne z wymogami XX-wiecznego świata. Przykładem tego jest Fridoli Nauer, zachodnio-niśmiecki astrolog — specjalista od spraw giełdowych. Twierdzi on, że w czasie trzydziestoletnich studiów odkrył on kosmiczne prawa, zgodnie z którymi przebiegają niektóre zjawiska na giełdach światowych. Nauer utrzymuje, że znaki zodiaku nie znsezą nic w przepowiadaniu tendencji giełdowych i że opra cował nowoczesną metodę, polegają cą na prognozowaniu z konstelacji pięciu planet — Plutona, Neptuna, Uranu, Saturna i Jupitera, dzięki którym można wyjaśnić i przewidzieć zjawiska zachodzące na Ziemi. Ma około stu stałych klientów — Niemców, Szwajcarów, Amerykanów. Pobiera za każdym razem jed norazową, stosunkowo niską opłatę 100 marek, a jeśli jego przepowied nia przyniesie klientowi zysk, o-trzymuje zeń 10 procent. W 70 pro centach — twierdzi astrolog — jego przepowiednie się sprawdzają... Horoskop Hitlera na zamówienie Abwehry Używanie horoskopów w polityce nie wyszło bynajmniej z mody w XX wieku. Walter Schellenberg, o-statni szef hitlerowskiego wywjadu opowiada w swoich pamiętnikach, że zamówił u najznakomitszego a-, strologa III Rzeszy niepomyślny ho roskop Hitlera, który zamierzał po kazać Himmlerowi, żeby skłonić go do podjęcia tajnych rokowań poko jowych z aliantami. Astrolog ten — pisze Schellenberg — przepowiedział „wydarzenia 20 lipca 1944 roku, chorobę Hit lera w listopadzie 1944 i jego śmierć w J1945 roku". Ale Himmler zareagował całkiem inaczej, niż o-czekiwał szef wywiadu. Popadł w fatalistyczną wiarę, że choroba i śmierć Hitlera i tak doprowadzi do zmiany kierownictwa politycznego w Rzeszy. Nie tylko Himmler, ale również Hitler i Goebbels wierzyli w magią astrologii. Przyczynił się do tego szwajcarski astrolog, Karl Ernst Krafft, adrnirator fuehrera, który 2 listopada 1939 roku wysłał do Kancelarii Rzeszy list z ostrzeżeniem, że między 7 a 10 tego miesiąca dokonany zostanie na niego zamach. Astrolog w brytyjskim wywiadzie Wieczorem 8 listopada, w piwnicy, w której z udziałem Hitlera od bywało się zebranie .nazistowskiej partii NSDAP wybuchła bomba pod łożona przez stolarza Georga Else-rą. Wówczas jeden z adiutantów Hitlera przypomniał sobie o liście i pokazał go fuehrerowi. Ten polecił Goebbelsowi nawiązać kontakt z astrologiem, który miał od tej po ry czuwać nad horoskopem Hitlera i zawiadamiać go o wszystkich waż niejszych wydarzeniach, zapowiadanych przez gwiazdy. Nie pozbawionym pikanterii jest fakt, że inny astrolog, Louis de Wohl, urodzony prawdopodobnie na Węgrzech, od 1940 roku pracował w angielskim wywiadzie wojskowym i z jego polecenia obliczał, jakie horoskopy stawia Hitlerowi najprawdopodobniej Krafft. De Wohl po latach powiedział, że nie miał bynajmniej zamiaru prze- konania rządu brytyjskiego do ast-trologii, ponieważ t0 by mu się nie udało, ale niezwykle ważne było zorientowanie się, jakich rad może u-dzielać Hitlerowi Krafft. Po spektakularnej ucieczce Rudolfa Hessa do Anglii, 10 maja 1941 roku. astrolodzy niemieccy — jak stwierdza „Der Spiegel" — popadli w niełaskę ponieważ kierownictwo hitlerowskie było przekonane, że o wskazanie mu najwłaściwszego terminu ucieczki zwrócił się również do... znawców gwiazd. Goethe: pijany kapitan czy tępy Negr? „Astrologia jest sztuką interpretacji" — twierdzi jeden z czterech redaktorów, wydawanych corocznie w RFN kalendarzy astrologicznych pt. „Lorcher" Prónay. Do jakiego stopnia — udowadnia przeklinany przez astrologów dyrek tor branży tekstylnej, a zarazem cie szący się sukcesami pisarz — Ludwig Reiners. W wydanej przez siebie książce pt. „Czy naprawdę powiedziały to gwiazdy?" — opowiedział m. in. o tym, jak to zwrócił się osobno do dwóch astrologów, prosząc ich o horoskop dla jednego i tego 'samego, nieznanego, jak im powiedział człowieka. Jeden interpretator gwiazd na podstawie ich konstelacji stwier dził, że musi to być syfilityćzny, ponury, rozpity kapitan, który zatonie wraz ze statkiem. Drugi był zdania, że w grę wchodzi tępy, epileptyczny Negr, którego pożrą dzikie zwierzęta. Horoskop, przedłożony obu mistrzom przez Reinersa należał do... Johanna Wolfganga Goethego... 'Astrolodzy nie przejmują się jednak takimi omyłkami. W grudniu 1973 roku pracujący dla koncernu prasowego Springera astrolog Ge-nuit zapowiedział na łamach „Bild am Sonntag", że lato 1974 będzie „suche i gorące". Było to jednak, jak siię okazało, najbardziej deszczo We lato stulecia. W tym samym horoskopie, mówiąc o piłkarskich mistrzostwach świata, nie dostrzegł żadnych wpływów gwiezdnych, które — jak się potem okazało — doprowadziły jednak do zwycięstwa za-chodnioniemieckiej jedenastki. Paskudne potknięcie zdarzyło mu się przy horoskopach dla Willy Brandta i Georgesa Pompidou, którym przepowiedział na rok 1974 „owocną współpracę polityczną"; Kanclerz RFN opuścił swój urząd, francuski prezydent — ziemski glob. Prawdy dawno odkryte Nie sprawdziła się też prognoza na temat zdrowia Brandta, który w marcu miał cierpieć na schorzenia dróg oddechowych. „Można podejrzę wać — pisał wówczas tygodnik ,,Der Spiegel". że Genuit w przypadku kanclerza zamiast na „Bliźnięta" i „Wenus" — zdał się na starą mądrość chłopską, że katar zawsze powraca. \ Ówczesnemu ministrowi finansów, Helmutowi Schmidtowi radził Genuit w swym horoskopie, żeby ,,raczej wycofał się" z polityki, gdyż ma zagrożone serce i system krążenia. Tym czasem Schmidt został kancle- rzem, a o jego sercu nie słychaf, że Schmidtowi to grozi. Komu jednak nie grozi? Miał też springerowski astrolof swoje sukcesy, chociaż niezwykle u-bogie. Bo i bez horoskopu można było przewidzieć pod koniec 1973 fo ku, że w 1974 „Izrael będzie mial trudny rok", że przewodniczący CDU Helmut Kohl" ma sporo przeciwników", że „Brandt nie zostanie prezydentem Bundesrepubliki i będzie nim Scheel" (wiedziano już 8 tym od października), że „stanowisko prezydenta Nixona jest w najwyższym niebezpieczeństwie" (było to już po aferze Watergate). Wielkie odkrycie Bucheli Żeby ułatwić sobie odwrót z fałszywych wróżb astrolodzy używają specyficznego jeżyka. W ich horoskopach nic nie jest „na pewno" i dominuje w nich „być może". Tak więc kalendarz astrologiczny „Lorcher" zapowiadał obywatelom RFN na rok 1975 nie „czasy pełne troski", ale „raczej pełne troski". Nie powiedział, że należy oczekiwać zmian w rządzie, ale że „nie są one wykluczone". Język taki jest niezbędny w tym rzemiośle, ponieważ „język gwiadz jest niezwykle wieloznaczny". Przy tym każdy astrolog i każda „szkoła astrologiczna" posługuje się własnym, specyficznym językiem. Zdarza się przy tym, że dwa, uk~a żujące się jednocześnie kalendarze astrologiczne zawierają sprzeczne prognozy. Tak właśnie było w u-biegłym roku. kiedy jeden z nich wróżył Niemieckiej Republice Demokratycznej „tendencję do strat", a drugi — „rozwój uwieńczony sukcesem". Pytyjska mowa astrologii dodaje atrakcyjności jej horoskopom w oczach prostej klienteli, ponieważ jest wieloznaczna i tajemnicza. Nawet typowanie zwycięskiego konia na wyścigach w tym języku nabiera kosmicznego wymiaru. Czy w tej sytuacji mogą odnieść skutek apele do rozsądku i racjonalizmu, wystosowywane od czasu do czasu przez przedstawicieli świata nauki, sprzeciwiających się klanowi czytających z gwiazd „szarlatanów"? Dotychczas się to nie udało i gwiezdny totoletel- funkcjonuje coraz lepiej, zwłaszcza dzisiaj, gdy wiele krajów ogarnęły kryzysowe zjawiska. A przecież — jak stwierdza tygodnik „Der Spiegel" — najpewniejszą i zawsze prawdziwą prognozą astrologów jest stwierdzenie, że „przyszłość jest niepewna" i że — jak głosi kalendarz słynnej bońskiej wróżki Bucheli — „żyjemy w pełnych sprzeczności czasach". ALOJZY KALINOWSKI a a. aiv Vi i- BARAN 21.3.-20.4.: Dobry początek roku po niezbyt wypoczynkowych świętach. Spróbuj skupić się na sprawach zawodowych, w wielu kwestiach konieczne będzie przygotowanie gruntu do poważnych zmian. Koniec tygodnia przedłużeniem nastroju sylwestra. byk 21.4.-21.5.; „Wszystko dobre, co sie dobrze kończy" — a wszystko wskazuje na to, że i Twoje kłopoty weszły na prosta., prowadzącą do rozwiązania. Uwaga na obowiqzki poza pracą, po.chtaniajq one zbyt wiele czasu i energii Komuś bliskiemu przydałaby się odrobina opieki i czułości BLIŹNIĘTA 22.5.-21.6.: Osoby spod znaku Bliźniąt wchodzą w nowy ro.k na fali powodzenia, Przy niewielkich staraniach, i rozsądnych posunięciach da się ruch tej fali utrzy- mać. Lekkie zachmurzenie nad horyzontem spraw zawodowych, i tu przyjdzie jednak wiatr, który chmury rozpędzi. RAK 22.6,-22,7.: Dobry początek roku zwiastuje dobry rok! Więcej optymizmu w sprawach uczuć i realizmu w sprawach obowiązków zawodowych, Niespodzianka finansowa! lew 23.7.-23.8: Pierwszo dekada minie bardzo spokojnie, niemal urlopowo Staraj się wykorzystać ten czas do prawdziwego odpoczynku, Ożywienie towarzyskie w końcu tygodnia będzie miało większe znaczenie, niżby się zdawać mogło Więcej czasu dla siebie i bliskich. PANNA 24.8.-23.9.: Więcej konsekwencji i cierpliwości w dążeniu do celu, Nie zważaj na kłopoty - ma trudności nie do przezwyciężenia. Środek tygodnia przyniesie kłopoty, nad rozwiązaniem których będziesz musiał popracować, W pobliżu masz kogoś, kto gotów jest pospieszyć Ci z pomocą. WAGA 24.9,-23.10,: Usłyszysz propozycje, która w pierwszej chwili wzbudzi twoją nieufność Możesz jq jednak przyjąć śmiało, zachowujac dyskrecję, póki nie skończą sie pertraktacje. Spróbuj być mniej zamknięty wobec osób Ci bliskich. SKORPION 24.10.—22.11.: Nieoczekiwane poparcie ułatwi ci załatwienie delikatnego problemu. Bądź jednak dyskretny-szanuj cudzy takt i bezinteresowność. Uważaj z wydatkami! STRZELEC 23.11.-21.12.: Kilka dni „szalów" i powodzenie towarzyskiego. Zabawa nie powinna jednak przesłonić obowiązków, uważaj, byś nie napytał sobie kłopotów, Każdy wyjazd w tym okresie będzie bardzo udany. KOZIOROŻEC 22.12—20.1.: W Twoje uczucie wkradnie się trochę zamieszania: zazdrość, irytacja, niepewność. TrzefcO Ci więcej spokoju i optymizmu, Nieporozumienia trwać będą krótko i miną bez śladu. WODNIK 21.1,-18.2.: Tydzień pod znakiem nowości, No-we obowiązki mogą okazać się ciekawymi i wcześniej niż się spodziewasz przyniosą owoce. Osoba, której winien jesteś dług wdzięczności, wkrótce poprosi Cię o pomoc. Ni® powinieneś się ociągać ani minuty. • RYBY 19,2.—20.3.: Nie zaniedbuj znajomych mniej atrakcyjnych, lecz od dawna liczących się w Twoim życiu. Tero* właśnie jest więcej czasu dla nadrobienia towarzyskich zaległości, Odczuwalna poprawa w Twoich finansach będzie miłym akcentem początku roku. >1/ 23.45 Program dnia 23.50—24.00 Na dobranoc śpiewa Ł. Prus. PIĄTEK PROORAM 1 Wiad.: 8.01 ,1.00, I.Ofl, 8.00, 4.00, 8.00, 8.00, 9.00, 10.00, 16.00. 19.00, 21.00, 23.00. 8.06 Graj kapelo, graj od ucha — polskie pieśni i tańce ludowe 5.30 Świąteczna mozaika mu zyczna 6.05 „Biały cały świat" — śpiewa S. Kozłowska 6.10 Kiermasz pod Kogutkiem: świą teczne obyczaje 7.05 Informacje O programach PR i TV 7.11 „Przyszliśmy tu po kolędzie" — pastorałki 1 kolędy ludowe 7.30 Moskwa z melodią i piosenką 8.05 Święta w nowym domu — aud. 8.20 Szopka krakowska 8.45 Dixieland zawsze modny 9.05 Koncert dla najmłodszych 9.30 „A ja sobie gram na gramofo nie" — reportaż literacki 10.05 Nowości radiowego studia JO.30 Kolędy 11.00 Radiowy teatr dla Dzieci Młodszych: .Opowieść o dziadku Krabacie 1 złym mły narzu Koradzieju" — słuchów. 11.38 Na lazzowych estradach •wiat* ta >0 ,,Oczarowanie" 1 ln ne prseboja apraed lat u.io święta towarzyskie — aud. roz rywkowa 14.00 Gwiazdy polskich " •etrad 18.00 Koncart tyczeń 16.08 Premiera: „Śpiewaczka" — 6*u ch o wis ko wg jednoaktówki K. Hillera 16.30 Przeboje z dyskotek 17.00 Maryla i chłopcy — magazyn Studia Młodych 18.00 Świąteczne wizyty przyjaźni 18.53 Dobranocka 19.15 Wspomnienia pod choinką — aud. 20.05 Franciszek Lehar: operetka „Piękny jest świat" 21.50 „Atma" — gra grupa M. Urba niaka 22.00 Godzina szakali — aud. 23.05 Ogónopolskie wiadomości aportowe 23.20—23,59 Pia senkl z gwiazdka PROGRAM NOCNY 0.00 Początek programu 0.0G Kalendarz Kultury Polskiej 0.11 Koncert iyczeń od Polonii dla rodzin w kraju 0.31—o.00 Pro-^ gram nocny z Gdańska PROGRAM II wiad.: 4.30. 5.30. 6.30, 7.33. 8.S0. 11.30, 13.30. 23.30. 5.27 Początek programu 535 Zapraszamy do Warszawy; War szawskie kuranty 6.10 Kalendarz .Radiowy 6.i5 świąteczna rnoząi ka melodii ludowych 6.35 Tema ty ludowe w twórczości kompo zytorów polskich 7,^5 Z twórczości Janów Straussów 8.35 Przy jednym stole — aud. 8.55 J. Serafin gra na siedemnastowiecznych organach kościoła farnego w Kazimierzu 9.20 „Po lowanie na tygrysy" — fragm. książki Cami 9.40 Muzyka bale towa Czajkowskiego 10.05 „Praw dziwy wolski bajer" — reportaż literacki 10.30 Sceny z oper 11.25 „Bliźniak" — słuchowisko fantastyczno-naukowe wg Gieba Anfiłowa 11.57 Sygnał czasu i hejnał 12.10 Obywatel Mały Ksią żę — aud. 13.10 Legendarny skrzypek polski B. Hubermart interpretuje Beethovena 14.09 Haendel: sonaty na skrzypce, klawesyn i violę da gamba 14.28 Chwila przemija czyli apologia Ambrożego Grabowskiego — mag. literacko-muzyczny 15.30 Radiowy Teatr dla Dzieci i Młcj dzieży: „Ostatnie okrążenie" — słuchów. K. Radowicsa 16.19 Spotkanie pod metronomem -i aud. 16.40 Fragmenty recitalu pianisty kanadyjskiego Johna Hendricksona 18.00 „Wizerunek człowieka rudego" — fragm. pow. H. Walpole I8.20 Chick Corea i jego zespół 18.35 Pieś ni Schuberta śpiewa M. Price. przy fortepianie J. Lockhart 18.45 Mini-drama-reklama — a tuj 19.00 Dzieła Strawińskiego pod dyr. kompozytora 19.30 Premiera miesiąca: Pust-iki" — siu. chowtsko 20.10 Kolędy różny cą narodów 20.50 H. Schulz: orato rium „Historia nareizln Jez'ti«a'» 12.45 Wiadomości sportowe 21.59 Wspomnień czar — gwiazdy e-strad i teatrzyków PROGRAM III Wiad.: 5.00 , 6.00. Ekspresem przez świat: 7. JO, 8.00, 10.30, 17.00, 19,33, 8.5T Początek programu 6,05 Melodie-przebudzanki 7.00 Solo na kantelach, cytrze i cymbałach 7.15 Kto nie zna Barano wa — aud. 7.30 i 8.35 Świąteczne rytmy (I i II) 9,00 ..Właści wy moment" — ode. pow. 9.10 Muzyczny kulig 9.25 Program dnia 9.30 Mój jeden dzień (1): Olimpijczyk — aud. 9.50 Wariacje na tematy Bacharacha 1C.29 Mój jeden dzień (II): Nareszeia w Warszawie — opowiada J. Krasoń 10.30 A. Vivaldi: „Pory roku" (I) 10.55 Starofrancuskie leolędy i pastorałki 11.20 A. Vi valdi: „Pory roku" (II) 11.45 Na dzieje polskiego jazzu — „Spisek Sześciu" 12.00 Mój jeden dzień (III). Wielka gra pana Fe liksa — reportaż 12.15 Nadzieja polskiego jazzu 12.30 Klub pre. zenterów — prowadzi P. Kamiń ski 13.00 Mój jeden dzień (IV); Sprawa Janka Kowalskiego — — aud. 13.00 Kronika zespołu „Genesis" 14.05 Mój jeden dzień (V): Kompozytor i dyrygent W. Michniewski — aud. 14.35 Oklaski dla I. Hayesa i5.00 Jazz do zabawy 15.20 Klub prezenterów — prowadzi P. Kaczkowski 15.50 Rock do tańca 16.15 Mój jeden .dzień (VI): Dzień pod szczęśli wą gwiazdą — aud. 16.45 Jazzma rri, grają S. Wondera 17.05 ,.Wła sciwy moment" ode. pow. 17.15 Spotkanie z K. Bacewiczem 17.45 Mój jeden dzień (VII): No we mieszkanie — reportaż 18.00 Kantata „Na Boże Narodzenie" A. Honeggera 18 30 M. Jackson śpiewa kolędy 19.00 ..Wielkie wygrane" — ode. 3 19.35 Klub prezenterów — prowadzi J. Pta szyn-Wróblewski 20.05 „Tańc.zace płatki śniegu" — gra I. Tomita 20.30 Ze starej szopki 20.50 Ilu strowany Magazyn Auto:ów 21.50 Opera tygodnia G. Ve rdi i: „Luiza Miller" 22.00 Fakty dnia 22.08 Gwiazdy siedmiu wieczorów — ,Novi Singers" 22.15 Wi® czorne spotkanie z zespołem „The Manhattan Transfer" 22,4.5 To stare, dobre tango 23.00 Mi łosr.e pieśni Hafiza 23.05 ..Nał większy koncert Jazzowy świa ta" (II) 23.45 Program na sobotę 23.50—24.00 Na dobranoc śpiewa M. Grechuta. pza d-4 Strona 16 MAGAZYN Gbs Pomorza nr 28% — No. — zapytała niecierpliwie mama otwierając drzwi — wiesz już a kogo Ju-rel- będzie zdawać fizykę? — Tak. kochanie, wiem. U komputera. Mama zmarszczyła czoło, na którym w dniach egzaminów pojawiało się niemało nowych zmarszczek. — Czekaj, czekaj! Chyba gdzieś słyszałam to nazwisko. Czy ten Komputer nie jest przypadkiem krewnym Borysa Gie-orgijowicza? — Chyba nie. Raczej jego „żiguli" i to bardzo daleki. Rzecz w tym, że komputer to maszyna. Mama pomilczała chwilę, próbując wziąć się w garść i zapytała niezwykle uprzejmie: — Kochanie, czy uważasz mnie za idiotkę? — Nie, dlaczego — ostrożnie odpowiedział tata. — Nic takiego nie mówiłem. — To dlaczego chcesz mi wmówić, ie Jurek będzie zdawać fizykę u „żiguli"? — Kto ci mówił o „żiguli"? — wykrzyknął tata. — Mówiłem ci o komputerze. A komputer t,o taka maszyna, taki elektronowy egzaminator, taki duży _ duży arytmometr. Jasne? Mama zacisnęła wargi i do samej kolacji nie otwierała ust. —- No dobrze — powiedziała przy herbacie — Niech będzie arytmometr. Ale od razu pytam, czy masz zamiar znaleźć do niego dojście, czy znów to zrzucisz na mnie? Tatka zakrztusił się i długo łapał oddech. — Czy ty chociaż rozumiesz, co mówisz? Do kogo mam szukać dojścia? Do tej góry żelaza? — j Tak — twardo powiedziała mama — do tego żelaza, bo to żelazo zadecyduje o losie Jureczka. — Ciekawe, jak ty sobie wyobrażasz przyjacielskie kontakty z maszyną elektronową? Może mam ją zaprosić do knaj-py? Mama uśmiechnęła >się sardonicznie. — Oczywiście, knajpa, to pierwsze co e! przyszło do głowy! Jak masz ochotę wypjć, to powiedz. Nie chowaj się za plecy maszyny. — A ty co proponujesz? — Ach, masę rzeczy! Przejawić elementarne zainteresowanie dać coś na pamiątkę... — A po co maszynie prezenty? Możesz mi to wytłumaczyć? — Jafc nie prezent, to części zapaecwe. Wszyscy właściciele maszyn, których znam zajmują się tylko zdobywaniem części. Mogą być potrzebne komputerowi jakieś deficytowe detale — anody, katody, elektrody — wiem przecifź... Na przykład pół litra oleju maszynowego wysokiej jakości może przecież wziąć ten twój elektrono-, wy przyjaciel? Tata wybiegł do łazienki, zamknął drzwi od wewnątrz i puścił zimny prysz-' nic... — A nie mówiłam! — triumfalnie powiedziała mama wieczorem następnego dnia, który wypełniony był skomplikowanymi rozmowami telefonicznymi. — On jest rzeczywiście jego kuzynem! — Kto — słabym głosem zapytał tata. — Borys .Gieorgijewicz. — Czyim? — jeszcze ciszej zapytał tata. — Komputera... Tata nie pytał o nic więcej. — Jasna rzecz, że nie samego komputera, tylko tego, kto nim kieruje. Opera-tera. Ożenił się ze szwagierką tony Borysa Gieorgijewicza ze strony jej pierwszego męża i zgadza się nam pomóc. Więc postaraj się o szkło reflektorowe i tylny most. — Nie wiedziałem, że komputer ma reflektory i tylny most — powiedział tata, który już stracił umiejętność dziwienia.się. — To nie dla. komputera tylko dla Borysa Gieorgijewicza — łaskawie, jak dziecku wyjaśniła mama, — I jeszcze potrzebny jest Bułhakow i Evelyn Vaugh. — Nie sądziłem, że Borys Georgijewicz zachwyca się Bułhakowem. — Bułhakow i Vaugh dla operatora, męża szwagierki żony Borysa Gieorgijewicza ze strony jej pierwszego męża. Bardzo wykształcony młody człowiek. — Czy mogę zadać jeszcze jedno pytanie, kochana? Jak zamierza właściwie działać mąż szwagierki żony Borysa Gieorgijewicza ze strony jej pierwszego męża? Nauczy komputer pisać ściągaczki? — Coś ty! Na ściągaczki teraz bardzo się uważa. Po prostu tak zaprogramuje maszynę, że cały czas będzie zapalać Jurkowi ,,bardzo dobrze". Jasne? Bezbłędnie zaplanowana operacja „K«»-puter" nie udała się w ostatniej chwiM i tak bzdurnego powodu, żrs nie wypada e nim nawet wspominać w czasach rewolucji naukowo-technicznej: nie udało. *ię dostać Bułhakowa. Tłum. S.Z. <* Seks i telewizja Zbyt dług<« wonie przed telewizorem Jest szkodliwe dla seksu —. twierdzi zachodnionie-miecki psychoterapeuta Raphael Ler.ee, W wywiadzie, udzielonym redakcji pisma „Medlzln Heute", stwierdził on, te oglqdajqc telewizje ..ludzie trwonig swoje uczucia. obdarzając nimi sztucznych bohaterów i bohaterki ze szklanego ekranu". Jego zdaniem, małżonkowie powinni o-glqdoć telewizję najwyżej trzy razy na tydzień. EMERYT a* eięsci zeę&r# ta poczekaniu, Ceny 40vrfttartcew&n* ś fcfkffif Jfamot twMMlff Różne • Moja rodzinę składa sie z ojca, matki i mnie. Jó jestem najmłodszy. • Maja mama rabi na drutach wyprawkę, która zostanie ofiarowana pierwszej sierotce, jaka sie urodzi w Boże Narodzenie. • Kiedy jest s'łisko, mój dziadek nie wychodzi, boi się zło mać nogę, rękę ezy inny ezłorek. • Dziecko miało dziurę w spodniach, dzięki czemu moż na było zobaczyć, le pochodzi z biednej rodalfty, • Otopta M d*S»cBe*» wtatadiiefetaf m~ ćany. *. IL} A WILLIAM FRIEDKłN {„Francuski łgcznik") zaan gazował do swego nowego filmu „Silenee of łhe North" (Milczenie Północy) Ellen Burstyn, zdobyw czynię Oscara 75, Film o-powie o trudnej egzysten cji rodziny zamieszkującej na północnych krańcach Kanady. A SZTUKĘ Johna Boyn-tona Priestleya „Skarb' przenosi na ekran Sam-son Samsonow (,/Tragedia optymistyczna"). Będzie to sarkastyczna przypowieść o ludzkiej zachłanności pokazanej na przykładzie grupki awanturników, owładniętych gorączka złota. Tytuł filmu: „Bieszeneje zołoto'1 (Szalone złoto). Idealny mqi Angielska popołudnlów-ka „Daily Mirror'' ogłosiła konkurs na odpowiedź na następujqce pytanie: „Proszę scharakteryzować najtrafniej I najkrócej idealnego męża". Pierwsza nagrodę zdobyła czytelniczka zo odpowiedź: „Idealny mqż to taki, który wierzy, że poślubi! idealną żonę". ■ John Wayne Patrząc rui" potężną, sprężystą sylwetkę aktora w filmie „Samotny detektyw McQ" (na ekranach!) nie chce się wierzyć, że „nieśmiertelny kowboj" ma już 68 lat. John Wayne, a właściwie Marion Michael Morrison, urodził się 26 maja 1907 r. w Winterret w stanie Iowa, USA. Jeden z największych aktorów amerykan skiego kina, także producent i okazjonal nie reżyser, karierę filmową rozpoczynał w latach 20-tych jako statysta i kaskader. Pierwszą dużą rolę otrzymał w 1930 roku w filmie „The Big Trail" Raoula Walsha. Momentem przełomowym w karierze Wayna była rola Ringo Kida w arcydzie le i klasycznym już westernie Johna For da „Dyliżans", dzięki której od razu znalazł się na czele listy najbardziej kasowych gwiazd i pozostał na niej nieprzer ioanie przez 30 lat. Oglądaliśmy ten słyn ny western z 1939 r., przypominała go te lewizja. Największe sukcesy Johna przypadają na lata 1939—1958. Co oznacza rok 1939 w jego karierze już wiemy, dr u ga data dotyczy ostatniego czystego su- perwesternu, jakim było „Rio Bravo"Ą Howarda Kawksa. I ten film Czytelnicy powinni także pamiętać. Co robił Wayne pomiędzy tymi dwoma westernami? Grywał, i to sporo, angażowany przez znakomitych reżyserów, u-bóstkiiany przez publiczność. Jego filmo grafia obejmuje do chwili obecnej ponad' 200 tytułów. Postacie odtwarzane przez aktora zaw sze budziły sympatię i zwyciężały w wal ce z przeciwnościami losu. Jego bohaterowie byli autentyczni, bez względu na to. czy nosili mundur żołnierza, strój koivbo ja, ni-eskazitelnego szeryfa, czy poszukiwacza złota. Kreacje Wayna sprawiały, że widzowie od pierwszej chwili utożsamiali się z bohaterami oglądanych filmów, podziwiając ich nieustraszoność, John nigdy nie zawiódł widowni, od jego bohaterów zawsze emanuje ciepło, po ich stronie zawsze jest racja. Lata po nakręceniu „Rio Bravo" również były „tłuste" dla wielkiego Johna. Zdobył sobie tak ustaloną pozycję, że w Hollywood nie wyobrażano sobie westernu bez Wayna. Nazwislco to stało się magnesem przyciągającym tłumy, a o to przecież chodzi producentom. Tej popularności zawdzięcza John dobrą koniunkturę i wiele ról. Za najwybitniejsze westerny w tym drugim etapie jego kariery uważane są: 1959 — „The Horse Śoldiers", 1960 — „The Alarno" (w jego własnej reżyserii), 1961 — „W kraju .Ko manczóio", 1962 — „Człowiek, który zabił Liberty Valence'a"; „Jak zdobyto Dzi ki Zachód", 1967 — „El Dorado", 1970 — „Rio Lobo". Nie wszystkie z wymienionych tytułów znamy, jest ich jednak kil ka, toteż możemy stwierdzić, że nie zm.ie nił się typ bohatera odtwarzanego przez Wayna. I < laki jest też wielki kowboj w kryminalnej historii o samotnym detektywie McQ . Mimo zmiany kostiumu pozostał naszym' ulubieńcem. (kon) PS. Mam nadzieję. U WONIE KRAJ M Korzybia. o której »