Rok XXIV Nr 242 (7479) KOSZALIN, SŁUPSK. Sobota, niedziela, 1, 2 listopada 1975 r. Cena 2 zł MIĘDZY VI l sekreto>7 KC PZPR Edw&»4 Gierek onryjqł nrzebywa jqeG* go w Polsce 'no czel^ deleqa cii t qdowej zastępcą prze-worlnirzgeeoo Radv Ministrów ZSRP Iwona Archipowa. W sootkoniu uczestniczyli Jan Szydlak I Franciszek Kaim, Obecny był ambasador ZSRR w Polsce Stanisław Pi-łotowicz. Przedmiotem rozmowy były problemy stale zacieśniajqcej się wszechstronnej współpracy gospodarczej miedzy obu brat nimi kraiami, zwłaszcza w dziedzinie przemysłu ciężkiego, w tym hutnictwa. Zakończona wizyta Dobiegła końca oficialna wizyta przyjaźni, jaka złożył w Polsce Dremier r*qdu Sociali stycznej Republiki Rumunii M"n i Manescu. Na warszawskim lotnisku Okecie rumuńskieao gościa pożeanał premier Piotr Jaroszewicz. Święto Algierii Z okazji święta narodoweao Alai^skiej Republiki ludowo-Demokrntycznpi. orzyoadaiace go w dniu 1 1'stooada. prze wodniczacy Rady Państwa Henryk Jabłoński wystosował deD»sze qratulacvjnq do orze-wodnir^nceao Rody Rewolucyjnej Republiki Huarj Buine-dien&t Jubileusz W PKiN w Warszawie odby ło się uroczyste posiedzenie Rady Naukowej Badań lqdro wych w Świerku. Ta największa w kraju placówka naukowo-badjwcza skupiajqca ponad 600 uczonych obchodzi jubileusz 20-Iecia swego Istnienia. Instytut dysponuje dwoma reaktorami atomowymi, 7 których większy ,,Maria" — dzieło polskich uczonych, in •iynierów i robotników - osiąga włośnie tzw. moc użytkowa. Oznacza to, że reaktor spełnia już swe normalne funkcje naukowe i produkcyjne. Rozmowy W fMinisterstwie Handlu Za qranicznego l Gospodarki Morskiej w Warszawie odbyły sie polsko-szwedzkie rozmowy w sprawie zawarcia umowy rządowej dotyczącej prawa u-prawiania rybołówstwa przez polskie statki rybackie na obszarze szwedzkiej strefy rybołówczej. Debata Komitet Polityczny Zgromadzenia Ogólnego NZ 'kontynuuje debatę nad punktami po rzqdku dziennego sesji dotyczącymi wstrzymania wyścigu zbrojeń I rozbrojenia. Z Hiszpanii W Madrycie podano oficjał nie. że ksiqżę Jan Karol Bur boński przejął tymczasowo o-bowiazki szefa państwa, podobnie, jak podczas poprzed niej choroby gen. Franco w lipcu 1974 r. A. Sadat w USA Prezydent Egiptu Anwar Sadat kontynuuje podróż po Stanach Zjednoczonych. Z Chi caao udał się on do Houston, qdzie zwiedzi amerykański o-środek badań kosmicznych. W Pekinie Kanclerz RFN H, Schmidt zakończył oficjalna cześć wizyty w Pekinie podpisaniem porozumienia o żealudze mor skfef ! komunikacji lotnicze! Nnstqplła t«t wymiano not w sprawie utworzenia mie«*a nef knmisji gospodarczej RFN — ChRL. Po zakończeniu roz mów H. Schmidt udał się w podróż po kraju. niczego Jednak w życiu nłe osią gajgc ani dla siebie, ani dla społeczeństwa, ci, których życie i praca uwieńczone zostały sukcesami na wielu płaszczyznach. Najboleśniejsze jednak sq zaw sze wspomnienia, o tych, który byli dopiero naszą nadzieją, o których pasmo życia zostało nieoczekiwanie przecięte... Droga fest nasza pamięć o Zmarłych. Naidroższą jednak czcią I pa mięciq otaczam, tych, którzy n<« zrwahali się stanąć w o- bronie Świętej Sprawy \ złożyć swe życie na OUa«zu Ojczyzny. Pamiętamy i pam-ętać będzie my po wsze czasy o milionach umęczoi./ch i zabitych Polaków " hitlerowskich ażniach o tych którzy padli ofiarą faszystowskiego terroru. Chylimy głowy przed tymi, którzy zginęli w wal ce z wrogiem na rozlicznych drogach wiodgcych do Wolnej Polski, jakże często daleko od rodzinnych stron. Z krwi i ofiary najwyższej, z cierpień i walki Ynilionów zrodzi ło się nowe życie, powstała Polska Ludowa. My, którzy prze żyliśmy i ci, co przyszli po nici., realizujemy testament tych, którzy odeszli na zawsze: budujemy Polskę - państwo sprawiedliwości społecznej, u-macniamy pokój i przyjaźń mię dzy narodami. Pamiętać będziemy o żołnierzach Polski Ludowej I o tych tysigcach jej bojowników, którzy oddali swe życie, umacnia-jgc zręby ludowej państwowości. Stało się już piękng narodową tradycją, że w Dniu Zrnai łych pamiętamy o tych 600 tysiącach poległych żołnierzy i o-ficerów Armii Radzieckiej, których mogiły rozsiane są po ca łej Polsce. To oni przynieśli wyzwolenie Polsce i innym krajom Eurony. W czarnvch dniach hitlerowskiei okwoacii byli na sza nadzieją. Pamięć o nich będzie nam zawsze droga! Przechodząc w Dniu Święta Zmarłych przed pomnikami pamięci narodowej, wspomnijmy chociaż na chwilę i tych nieznanych nam bliżej ludzi, którzy wciąż jeszcze w różnych stronach świata giną w walce o wolność, fprowiedliwoić, postęp społeczny ! pokój między narodami. Cześć ich pamięci ty*. „Dfkobraz- (CSRS) Zmarli i żywi tworzą wspólnie historię. To nasza przeszłość i teraźniejszość, które się ze sobą wiecznie splatają. To nasz dzień wczorajszy i dzisiejszy. To wreszcie my sami, którzy tak bardzo pragniemy być inni, ory-ginolniejsi i lepsi od poprzedników... ma dyplom technika — ekonomisty ! pracuje w Wurt«. Nc tak, to jest rzeczywiście duże wydarzenie ostatniego okresu. W 1974 r. skończyła liceum ekonomiczne, zdała maturę, ma określony zawód, zarabia na siebie. Żeby tak powiedzieć prawdę, to zarabia nie tyle na siebie, co na «wó.fe łaszki- Do domu oddaje symboliczne 500 zł. Żona jej zawsze mówi: spróbuj utrzymać się za te pieniądze — zobaczymy, czy ci się uda. Ja nie mówię już o mieszkaniu, opłaceniu światła i gazu, praniu — tylko o samym życiu. Ale niech będzie, jest młoda, potrzebuje się ubrać zresztą w domu przecież biedy me ma. Ostatecznie cztery osoby z sześciu w rodzinie pracują, a co cztery pensje, to nie jedna, albo nawet dwie. U nas nie ma żadnego porównania z tym niedawnym okresem, kiedy na czworo Uczących się jeszcze dzieci musieliśmy zarobić my sami — rodzice. Ja tak sobie porównuję sytuację obecna i tymi latami, kiedy nie pracowśła jeszcze ani Jola, aail Jacek On zaczął zarabiać w 1972 roku. Skończył wtedy zasadniczą szkołę budowlaną i poszedł do roboty, W tym roku, w lecie, zmienił zakład, przeszedł do przedsiębiorstwa typowo budowlanego. Jako zbrój arz~betoniarz zarabia dobrze — nawet bardzo dobrze. Chyba najwięcej z nas wszystkich w domu: przynosi po pięć tysięcy miesięcznie. A po południu uczy się dalej w' technikum budowlanym: W tym roku powinien je skończyć. Matura. A potem może studia — marzy o architekturze. Cóż, jeżeli tylko zda, niech idzie do tego Szczecina. Śmiejemy się z żoną, że już przygotowuje plany willi, którą sobie prtyszłosci wybuduje. Ale to wcale nie jest nierealny Pomysł: Jacek jest pracowity Najlepszy dowód, że i w Prący są z niego zadowoleni, i w szkole, i jeszcze mnie ^a działce pomoże. A nasz garai, to prawie sam zbudował. ......' (dokończenie na itr. 6) _ , . : . ' -• . , . . . j « » j .. _ Dzień Zmarłych. Dzień pamłę cl o tych, którzy odeszli i dzień zadumy dla nas, żyjących. Le ą pospołu, w mogiłach i grobowcach. Nieznrni i wielcy. Ci, co próbowali swoich sił, Co u mnie nowego? Właściwie nie *łę »pecja!ni« ni* zmieniło. Tyle, że dzieci podrosły. Czwórkę wychować niełatwo — a teraz dwoje starszych już pracuje. To znaczy jest tak: Strona 2 MAGAZYN G/os Pomorza nr 242 A Obrady wojewódzkiej konferencji największej, bo liczącej 280 tys. członków i kandydatów - organizacji partyjnej województwa katowickiego, która z udziałem, I sekretarza KC PZPR, E. Gierka odbyła się 27 października br. - zainaugurowały nowy, końcowy etap kampanii przed VII Zjazdem PZPR. Do końca II dekady listopada konferencje takie odbędą się we wszystkich 49 wojewódzkich organizacjach partyjnych. Zadaniem Ich jest dokonanie wyboru instancji wojewódzkich, oraz delegatów na Zjazd, którzy wraz z 249 delegacjami, wybranymi na konferencjach zakładowych, reprezentować bedq ponad 2,5-milionowq rzeszę polskich komunistów na VII Zjeździe partii. 'X ■ A Rok obecny - 1975 - jest Międzynarodowym Rokiem Ko biet. Podsumowaniem osiggnięć kobiet i ich organizacji w świecie w minionych latach i wytyczeniem zadań na najbliższą przyszłość zajął się w Berlinie Światowy Kongres Kobiet, w którym uczestniczyło 2 tysiące delegatek ze 140 krajów wszystkich kontynentów. Było to zatem forum najbardziej reprezentatywne z dotychczasowych zgromadzeń ruchu ; kobiecego. Główna konkluzja tego spotkania, to konieczność dalszej akty wizacji „piękniejszej połowy" ludzkości. Stanowi to myśl przewodnią dwóch podstawowych dokumentów końcowych Kongresu: apelu do kobiet całego świata oraz - deklaracji, skierowanej do parlamentów, rządów, ONZ i światowej opinii publicznej. Równość w społeczeństwie, w obliczu prawa i w życiu - można osiągnąć jedynie w warunkach pokoju, demokracji, niezależności narodowej i postępu społecznego -stwierdzają te dokumenty. ▲ O tym, kto chce realizować i realizuje te cele świadczy opublikowany ostatnio w Nowym Jorku referat sekretarza generalnego ONZ na temat realizacji programu dekady rozbrojenia {1970-1980 r.). proklamowanej na XXIV sesji Zgromadzę nia Ogólnego NZ. Podkreśla się w nim potrzebę osiągnięcia powszechnego i całkowitego rozbrojenia. Załączone do referatu oświadczenia rządów większości państw — członków ONZ — dowodzą, że światowa wspólnota krajów socjalistycznych utrzymuje wiodącą rolę w procesie odprężenia, zahamowaniu a następnie powstrzymywaniu wyścigu zbrojeń. ▲ Świadczą o tym także docierające do opinii publicznej £ oficjalne optymistyczne komunikaty z rokowań: radziecko-ame rykańskich w sprawie ograniczenia ofensywnych zbrojeń stra- jjg| tegicznych (SALT) oraz wiedeńskich rozmów państw - stron — uczestników Układu Warszawskiego i NATO. Q A Prasa światowa podkreśla, iź rewizyta w USA kosmo- Jg nautów radzieckich - załogi .Sojuza, która spotkała się z załogą statku Apollo na kosmicznej orbicie, dowodzi zacieśnia- m ma współpracy naukowo technicznej obu wielkich mocarstw w dziedzinie podboju kosmosu. Komentatorzy amerykańscy fil dodają, że ostatni sukces ZSRR - tj. lądowanie radzieckich laboratoriów naukowo-technicznych na Wenus — jeszcze bar- B9 dziej tę współpracę umacnia. * H a W miejscowościach nadgranicznych Sahary hł«pański«j wprowadzono godzinę policyjną, Ulice miast graniczących i Marokiem patrolowane są prze?; wojsko w obawie przed wejściem na terytorium Sahary Hiszpańskiej uczestników „marszu pokojowego". Na zdjęciu: czołg patrolujący ulice miasta El Ałun. CAF — AP — telefoto A W tym samym czasie, kiedy cały cywilizowany lwiąt, mimo wielu piętrzących się przeszkód i trudności, w miarę konsekwentnie kontynuuje politykę odprężenia i utrwalania poko ju złowrozbnym por^rym echem odbiła się dokonana niedaw no w s.hRl eksplozja bomby wodorowej. Niepokoi budzq rów niez wydarzenia na Bliskim Wschodzie - m. in. krwawe zajścia w Bejrucie, marsz Marokańczyków na Saharę Zachodniq, oraz terror i zbrodnie w Chile i Hiszpanii. A W Hiszpanii — mimo protestów postępowej opinii publicznej świata po ostatnich egzekucjach, nadal trwajq masowe aresztowania i prześladowania patriotów. Korespondenci prasy zachodniej stwierdzają. że jest to tym bordriej nieookoiccy objaw, iż przecież szef reżimu, generał Franco, schodzi juz z areny politycznej. Następcq jego, jak się mówi w kolach politycznych Zachodu, ma być księże Juan Carlos, wnuk ostatniego króla Hiszpanii. W zwiqzku z trwajqcq chorobq gen. Franco — już obecnie Juan Carlos, przejqł tymczasowe obowiqzki szefa państwa. Świat oczekuje liberalizacji życia w tym kraju i do puszczenia do rzqdćw sił postępowych. Juan Carlos de Bourbon następca gen. Franco. BRATERSKA WSPÓŁPRACA Podpisanie polsko-rumuńskich dokumentów Wczoraj w gmachu Prezydium Rządu nastąpiło podpisanie polsko-rumuńskich dokumentów. Premier Piotr Jaroszewicz i premier Manea Manescu w podpisanym protokole z rozmów oficjalnych potwierdzili pozytywną ocenę do-r tychczasowych wyników i kierunków polsko-rumuń-skiej współpracy gospodarczej, naukowo-technicznej, a także postępu w rozwoju specjalizacji i kooperacji pro dukcji przemysłowej. Dokument wyznacza główne kierunki i płaszczyzny dal- szego rozwoju współpracy między obu krajami. W obecności premierów obu krajów podpisane zostały także dokumenty o współ działaniu rńiędzy Polską i Rumunią w poszczególnych dziedzinach: porozumienie o współpracy między Minister stwem Nauki, Szkolnictwa Wyższego i Techniki a Krajową Radą do Spraw Nauki i Technologii SRR w dziedzinie nauki i techniki na lata 1976—80 oraz protokół o wzajemnej wymianie towarów w roku przyszłym. (PAP) V Wizyta ministra J. Olszewskiego we WłoszecEj W INTERESIE OBU KRAJÓW POSIEDZENIE RADY WOJSKOWEJ ZJEDNOCZONYCH SIŁ ZBROJNYCH W Bukareszcie, zakończyło się kolejne posiedzenie Rady Wojskowej Zjednoczonych Sił Zbrojnych i narada kadry kierowniczej poszczególnych rodzajów sił zbrojnych państw Układu Warszawskie go pod przewodnictwem naczelnego dowódcy Zjednoczo nych Sił Zbrojnych marszałka Związku Radzieckiego Iwana Jakubowskiego. Podsu mowano wyniki szkolenia operacyjnego i bojowego Zjednoczonych Sił Zbrojnych ustalono zadania na 1976 rok oraz rozpatrzono zagadnienia będące przedmiotem wspólnego zainteresowania państw Układu Warszawskiego. (PAP) Portugalia: Skomplikowana sytuacja LIZBONA. Sekretarz generalny KC Portugalskiej Partii Komunistycznej Al-varo Cunhal w przemówieniu wygłoszonym dó zał»gi jednego z zakładów przemysłowych Portugalii zaapelował do społeczeństwa o szczególną czujność ze wzglę du na knowania pozostałych w kraju elementów faszystowskich. Cunhal oświadczył, iż istnieją dowody na to, że osoby zamieszane w nieudana próbę prawicowego przewrotu z marca br. znów działają w kraju, próbując tworzyć komórki terrorystyczne. Organizacje związkowe w regionie Lizbony — wystąpiły z apelem, wzywają- cym masy pracujące o zachowanie czujności w związku x możliwością podjęcia przez reakcję ataku na rewolucję-. 3 Doniesienia agencyjne mó wią o napięciu utrzymują cym się w armii. Będący w opozycji do naczelnego dowództwa żołnierze okupują główny arsenał w Lizbonie na znak protestu przeciwko planom demobilizacji 8 proc armii portugalskiej. W arsenale zgromadzona jest broń wycofana z byłych kolonii portugalskich w Afryce. Żołnierze uważają, że redukcja wojsk powinna być przesunięta na dalszy termin z powodu nanietej sy tuacji politycznej w kraju. (PAP) RZYM. W dniach 28—31 ubm. przebywał we Włoszech minister handlu zagraniczne go "i gospodarki morskiej PRL Jerzy Olszewski. W cza jie pobytu w Rzymie min. Olszewski został przyjęty przez premiera Włoch Aldo Moro oraz złożył wizytę mi nistrowi spraw zagranicznych Mariano Rumorowi. W toku rozmów z ministrem handlu zagranicznego Włoch Ciriaco de Mitą dokonano oceny dwustronnych stosunków gospodarczych w ostatnich latach. Wyrażono zadowolenie z szybkiego wzrostu obrotów handlowych i rozwoju kooperacji przemy słowęj w roku bieżącym. Mi nistrowie stwierdzili jednocześnie, że potencjał gospodarczy obu krajów pozwala na dalszy rozwój współpracy gospodarczej. W toku wizyty podpisano umowę miedzy rządem PRL i rządem Republiki Włoskiej o współpracy gospodarczej w latach 1975—1979 oraz wie loletńi program współpracy gospodarczej, przemysłowej naukowej- i technicznej.- Sfinalizowano także poro-' zumienie w sprawie udzielania Polsce przez stronę włoską kredytów na zakupy W latach 1975—1979 dóbr inwe stycyjnych na sumę 30.0 milionów dolarów, jak również półproduktów, głównie wyro bów chemicznych i hutniczych, wartości 2,5 min dolarów. Włochy udzielą Polsce kredytu finansowego na roz budowę przemysłu węglowego, w wysokości 150 milionów dolarów — w związku x tym stocznie włoskie zbudują również dla Polski dwa statki handlowe. Kredyt finansowy jest powiązany i wieloletnimi dostawami węgla z Polski do Włoch. (PAP) Delegacja DRW zakończyła wizytę przyjaźni w ZSRR Radziećko-wietnamska deklaracja podpisana przez sekretarza generalnego KC KPZR — Leonida Breżniewa i I sekretarza KC PPW — Le Duana na zakończenie. pobytu delegacji wietnamskiej w ZSRR określa podstawowe zasady pogłębienia wszechstronnych związków między dwiema bratnimi partiami i narodami, ich ścisłej współpracy w budowie socjalizmu i komunizmu, w powszechnej walce o pokój, niezawisłość narodową, demokrację i socjalizm. Podczas wizyty delegacji wietnamskiej, oprócz deklaracji podpisano porozumienie o udzieleniu Demokratycznej Republice (Wietnamu pomocy gospodarczej i protokół o wynikach koordynacji planów narodown-gospo-darczych Związku Radzieckiego i DRW na lata 1976—* —1980. (PAP) Zagraniczne inwestycje w Egipcie NOWY JORK. Przebywający z oficjalną, „ wizytą w Stanach Zjednpczonych prezydent Egiptu Anwar Sadat spotkał się z członkami klubu ekonomicznego w Nowym Jorku. W czasie spotkania zwrócił się on z apelem do obecnych tam biznesmenów o „zastrzyk kapitałów" dla gospodarki Egiptu, która potrzebuje inwestycji i specjalistów. Mówiąc o uchwalonej w ubiegłym roku w Egipcie u-stawie o ochronie zagranicznych inwestycji, Sadat podkreślił, że daje ona inwestorom liczne gwarancje, przywileje i zapewnia im specjał ny status. Zagranicznym in- westorom — powiedział pre-, zydent — nie grozi nacjonalizacja ani wywłaszczenie. „First National Citj Bank of New York" poinformował o otwarciu w Kairze swego oddziału. Jest to czwSrty wielki amerykański bank« mający swą filię w Egincie. Występując na posiedzę- ^ niu rządu egipskiego, pośwtó conym założeniom nowego | planu gospodarczego, mini' ster planowania, Ibrąhim Iiilmi Abd er-Rahmań o-świadczył, że przewiduje się iż w przyszłym roku inwestycje zagraniczne W EgiP cie wzrosną o 60 proc." ^ porównaniu z obecnym po" ziomem. (PAP) DOLORES IBARRURI: WZRASTAJĄ WPŁYWY PARYŻ. Przewodnicząca Komunistycznej Partii Hiszpanii, Dolores Ibarruri w wywiadzie dla „lTIumani-tć Dimanche" wyraziła głęboką wdzięczność spolecznoś ci międzynarodowej za powszechny ruch solidarności * patriotami hiszpańiklml. Solidarności tej dowiodły od bywające się na całym świe cie wiece i demonstracje pro testu, których uczestnicy zde cydowanie domagali się. by położyć kres reżimowi faszy stowskiemu — podkreśliła Dolores Ibarruri. Przewodnicząca KP Hiszpanii- mówiła o rosnących wpływach Partii Komunistycznej w swym kraju, w tym także,. wśród wierzą- KP HISZPANII cych. Podkreśliła ona wagę tego zjawiska w kraju o dużych tradycjach religijnych. (PAP) Książę Juan Carlos de Bo urbon po raz pierwszy przewodniczył posiedzeniu rządu Jako pełniący obowiązki szefa państwa. Omawiane były rezultaty rozmów, jakie przedstawiciele Hiszpanii ' przeprowadzili w sprawie Sa hary Zachodniej z wysłannikami rządów Maroka, Mauretanii i Algierii. (PAP) — To Jest r, pewnością hiszpańskie biuro podróiy. „MORNING STAR" (W. BRYT.) xi TH FRANCJA: WALKA Z PORNOGRAFIĄ H. BANASIAK PARYŻ. Rząd francuski postanowił zahamować falę pornografii i przemocy, zalewającą ekrany kin. Sekretarz stanu do snraw kultury Michel Guy oświadczył na posiedzeniu Rady Ministrów, że z przedstawicielami przemysłu kinematograficznego zostały uzgodnione posunięcia mające na celu ograniczę nie wyświetlania i realizacji tego rodzaju filmów. Przygo towano w związku s tym kartę „o samodyscyplinie za wodowej". Kartą przewiduje że filmy pornograficzne, bru talne lub perwersyjne, nie bedą pokazywane szęrokim kręgom publiczności w 40f największych kinach francus kich. Projekcja filmów będzie mogła odbywać sie jedynie na seansach specjał nych. Równocześnie nastąp-' zniesienie reklamy filmów pornograficznych. (PAP) Apetyt rekordzisty BONN. Rekordzista świata w rzucie młotem Walter Schmidt (RFN) ma stale wilczy apetyt. Ostatnio uiawnił dziennikarzom kilka szrze-gÓTów swej „diety", która — jak twierdzi — pozwala mu utrzymać wysoką formę i rzucać młotom na odległość 79,30 m. Schmidt zjada m. in. dziennie "sześć steków, od sześciu do Ośmiu jajek dwa kilo owoców i pije osiem litrów mleka or as cztery litry soków owocowych. (PAP} Odzyskała odciętą dłoń TOKIO. Pani Umeno Na' kamaki (71 lat), mieszkanka Tokio, uległa nieszczęśliwe' mu wypadkowi: maszyna do krajania mięsa odcięła & dłoń Zespół chirurgów z.do' łał przyszyć odciętą dłoń' Szanse na pomyślny wy.nifc operacji były jednak nikłe. Jednakże krążenie krwi ^ dłoni powróciło do stan1-1 normalnego i pani Nakartia' ki może już poruszać palca' mi, dłoń jednak nadal nozb* wioną jest czucia. (PAP) !3Jo* Pomorza nr 242 MAGAZYN Strona I W CENTRUM UWAGI CZŁOWIEK, SPOŁECZEŃSTWO, NARÓD Przemówienie premiera PIOTRA JAROSZEWICZA na Konferencji Wojewódzkiej PZPR w Warszawie (skrót) Dotychczasowy przebieg przygotowań do VII Zjazdu partii — stwierdził Piotr Jaroszewicz — kampania, dyskusja przedzjaz-dowa potwierdzają, że linia partii uchwalona na VI Zjeździe została uznana przez klasę robotniczą i cały naród za własną, że jest ona przez społeczeństwo polskie popierana i pomyślnie wcielana w życie. W dziejach budowy socjalistycznej Polski lata pomiędzy VI i VII Zjazdem zajmą szczególne miejsce. Przyniosły nie notowany dotychczas dynamizm rozwojowy służący człowiekowi pracy i jego dobru, otwarcie kraju ku przyszłości i myślenie kategoriami jutra. Nigdy jeszcze nie zrobiliśmy tak Wiele w tak krótkim czasie! Partia włączyła miliony Polek i Polaków w nurt twórczej pracy nad pomyślnym kształtowaniem teraźniejszości i przyszłości kraju. W pracy, w działaniu krzepły jej więzi z klasą robotniczą i całym społeczeństwem. Od VI Zjazdu Komitet Centralny zbierał •ię 18 razy na plenarnych posiedzeniach, lajmując się problematyką o węzłowym znaczeniu dla bieżących i perspektywicznych potrzeb kraju i obywateli. Nadrzędnym celem pracy partyjnej i państwowej był i pozostaje człowiek, społeczeństwo, naród. Partia tak inspirowała pracę rządu, centralnej i terenowej administracji, aby praktyka życia państwowego służyła ulep-, szaniu warunków bytu społeczeństwa, pełniejszemu zaspokajaniu materialnych i du-chowych potrzeb i dążeń narodu, aktywi-| racji ludzi pracy. Trzymaliśmy się kon-I iekwentnie tego kursu. Przeprowadzona w tym 5-leciu regulacja i podwyżka płac objęła 11 min osób •utrudnionych w gospodarce. Niezależnie •d tego następował wzrost wynagrodzeń t tytułu zwiększania wydajności pracy, indywidualnych awansów i przeszeregowań. W pełni zrealizowany został program socjalny uchwalony na VI Zjeździe i I Krajowej Konferencji PZPR. Milion 125 tys. polskich rodzin wprowadziło się do nowych mieszkań. Przeszło 6,5 miliona młodzieży chodzi do szkół. Są to fakty wymierne i sprawdzalne, słu-łące wszystkim i każdemu. Stały się one możliwe dzięki energii, z jaką rozbudowujemy i unowocześniamy nasz potencjał gospodarczy, dzięki rzetelnej i coraz lepiej organizowanej pracy. Pozwoliło to na osiągnięcie przez Polskę dzi-siątego miejsca w światowej tabeli producentów przemysłowych, na rozszerzenie naszych stosunków handlowych z zagranicą. Podkreślając, że wszystkie zadania postawione przez VI Zjazd i I Krajową Konferencję Partyjną zostały w Polsce wykonane i przekroczone, premier powiedział, że godny szacunku wkład w dorobek partii i kraju wniosła Warszawa i stołeczne województwo. Komitet Centralny, Biuro Polityczne partii i towarzysz Edward Gierek — oświadczył Piotr Jaroszewicz — wysoko cenią polityczną i organizatorską działalność warszawskiej organizacji i instancji partyjnej, które wnoszą wiele do tego, aby stolica dawała świadectwo postępowi i dynamizmowi socjalistycznej Polski. Mówiąc o trudnościach i brakach w codziennym życiu, premier stwierdził, że coraz skuteczniej je przezwyciężamy. Biuro Polityczne i rząd podjęły duży wysiłek aby wydatnie zwiększyć zaopatrzenie rynku w IV kwartale br. ale chcielibyśmy kierować jeszcze więcej towarów na rynek. Premier zwrócił się do wszystkich zakładów produkujących towary na rynek z ape lem o maksymalne zwiększenie produkcji towarów rynkowych, uzyskanie w br. dodatkowej produkcji rzędu 3—5 mld zł w skali kraju. Szukamy wspólnie dróg ujawnienia i spo żytkowania rezerw, poprzez usprawnianie °rganizacji i wzrost wydajności pracy, oszczędność materiałów i surowców — posiedział dalej Piotr Jaroszewicz. Szczególną rangę nadajemy jakości i dobrej organizacji pracy. Pragniemy kontynuować wysiłki mające celu utrwalenie nowoczesnej organizacji j^acy we wszystkich dziedzinach. Dokonaliśmy w życiu państwowym i gospodarczym ^ielu doniosłych i ważnych reform. Obecnie zadanie polega na tym, aby usprawniać działanie wszystkich instytucji naszego życia i wszystkich kadr. Niemało uwagi * Wysiłku wymaga też jeszcze prawidłowe ^ształtowanie zasad współżycia między judźmi, socjalistyczna postawa i kultura lch wzajemnego odnoszenia się do siebie. Mamy zdrową, prężną gospodarkę. Przy ®obrej robocie nas wszystkich potrafimy skutecznie łagodzić występujące napięcia, nie hamując, lecz utrwalając osiągnięte tempo rozwoju kraju. Tę słuszną politykę partii umiemy, jak pokazuje życie, właściwie i konsekwentnie realizować, mobilizując w tym celu wszystkie siły społeczne, ale trzeba też umieć bronić tej polityki przed wszelkimi na nią napaściami, przed plotką i wszelkim kłamstwem. Konieczna tu jest odpowiednia postawa każdego członka partii, każdego patrioty. W planach na przyszłe pięciolecie doniosłe miejsce zajmuje stolica. Jej perspektywy zostały skonkretyzowane w uchwale Biura Politycznego KC PZPR i rządu, zawierającej program rozwoju na lata 1976—1980. Realizacja tego programu będzie jednym z najważniejszych sprawdzianów postawy społeczeństwa stolicy i województwa warszawskiej organizacji partyjnej. Jestem głęboko przekonany — oświadczył premier — że klasa robotnicza Warszawy i stołecznego województwa, wierna swoim tradycjom rzetelnej pracy dla budowy socjalistycznej ojczyzny, że inteligencja i rolnicy nie zawiodą pokładanych w nich nadziei i jak mówił o tym tow. Edward Gierek ambitny program rozwoju i unowocześnienia produkcji wykonają bez reszty. Biuro Polityczne i towarzysz Edward Gierek oczekują, że stołeczne województwo warszawskie pod kierownictwem swojej organizacji i instancji partyjnej będzie tak pracować, tak organizować zbiorowy wysiłek, ażeby wykonać i przekroczyć wszystkie zadania społeczno-gospodarcze tego roku, aby zamknąć pomyślnym bilansem obecpą pięciolatkę i przygotować mocne pozycje wyjściowe do realizacji zadań pięciolecia, że w nowy rok 1976 wejdziemy z pełnym utrzymaniem dynamiki — bez strat. Mówiąc o polityce zagranicznej naszego państwa, Piotr Jaroszewicz stwierdził, że opieramy ją na niezłomnych, wypróbowa-. nych zasadach proletariackiego internacjonalizmu, na najlepiej pojętych interesach Polski Ludowej — mocnego ogniwa socjalistycznej wspólnoty. W umacnianiu wszystkich krajów tej wspólnoty, w zacieśnianiu ich jedności i zgodnego współdziałania widzimy jeden z najważniejszych warunków zhudowania soc jalizmu w naszym kraju i pomyślnej reali zacji wszystkich naszych zamierzeń. W ożywiającym nas dążeniu do pokoju i bezpieczeństwa, do silnej i powszechnie szanowanej Polski, do dobrobytu i ludzkiego szczęścia, naszym głównym oparciem jest przyjaźń i sojusz ze Związkiem Radzieckim. Z KPZR — partią Lenina, z narodami radzieckimi łączy nas wspólnota ideowa, peł na zgodność celów i dążeń. Nasza partia i państwo będą ze wszech miar rozwijać i pogłębiać przyjaźń pomiędzy narodami Pol ski i ZSRR, rozwijać i nasycać konkretną treścią współpracę z ZSRR w gospodarce, nauce i technice, kulturze i oświacie, we wszystkich dziedzinach życia. Będziemy wnosić wkład w zacieśnianie jedności całej socjalistycznej wspólnoty, w umacnianie U-kładu Warszawskiego i RWPG. Ważną przesłanką naszego rozwoju i powodzenia naszvch zamierzeń na bliższą i dalszą przyszłość jest postęp w międzynarodowym odprężeniu, nadanie mu charak teru trwałego i nieodwracalnego. Naród Pol ski. z zadowoleniem powitał sukces. KBWE widząc w konsekwentnej realizacji jej u-chwał najważniejsze zadanie, a jednocześnie przesłankę zbudowania trwałych stosun ków pokojowego współistnienia krajów o od imiennych ustrojach. Odnosimy to zarówno do Europy, jak i do innych kontynentów Do politycznego I militarnego aspektu odprężenia. Na zakończenie P. Jaroszewicz powiedział że organizacja warszawska przychodzi na VII Zjazd partii z dużym dorobkiem materialnym i duchowym, z poczuciem dobrze spełnianego partyjnego i obywatelski? go obowiązku, a jednocześnie — ze świado mością, że coraz większe i trudniejsze cze kaja ja zadania. Biuro Polityczne Komitetu Centralnego naszej partii, towarzysz Edward Gierek o-sobiście, są przekonani — oświadczył premier — że zadaniom tym sprostacie, że dos konaląc treść, styl i metody part,vinego dzi? łania, zacieśniając żywa-wież z klasa robot niczą i inteligencją, rolnikami i całą ludnością stołecznego województwa, wniesiecie godny Warszawy wkład w urzeczywistnienie uchwał, jakie przyjmie VII Zjazd Pol skiej Zjednoczonej Partii Robotniczej; (PAP) CHŁOPCY W ZIELONYCH KASKACH Tu rozpoczyna słę od budowlanego abecadła, a kończy się na samodzielnej pracy. Absolwenci Zasadniczej Szkoły Budowlanej, należqcej do Kombinatu Budowlanego w Kołobrzegu, sq cenionymi pracownikami wielu budów, ale zanim podejmq samodziel nq pracę muszq przejść wszystkie stopnie wtajemniczenia w obranym zawodzie. Szkoła kształci fachowców w specjalnościach: murcrz, tynkarz, betoniarz, zbrojarz, posadzkarz, malarz, elektromonter, mechanik maszyn bu dowlanych monter wewnętrznych instalacji budowlanych oraz - od niedawna - monta żysta elementów prefabrykowanych. Potrzeby na tych o-statnich poważnie wzrosły ze względu na rozwój budownictwa w oparciu o elementy wy twarzane przez kołobrzeskq „fabrykę domów". Nauka w Zasadniczej Szkole Budowlanej nie jest łatwa, ale jej ukończenie i podjęcie samodzielnej Drący rlaje dużo satysfakcji. Można Drzecież później o niejednym budyń ku powiedzieć: „to jest mój dom". Tekst i zdjęcia: JERZY PATAN « ■ bi i i a b 15 Strona 4 MAGAZYN G/os Pomorza nr 241 DNI FILMU RADZIECKIEGO (Inf. wł.). Organizowane corocznie w listopadzie Dni Filmu Radzieckiego cieszą się niezmiennym powodzeniem na Wybrzeżu Środkowym. Wiele razy w ciągu ostatnich lat legitymowaliśmy się największą liczbą widzów w Polsce. Również w tym roku Centrala Wynajmu Filmów w Koszalinie Drzygotowała interesujące tytuły obrazów radzieckich, które powinny znaleźć wielu zwolenników. Inauguracja Dni nastąpi 3 listopada w kinie „Kryterium" w Koszalinie oraz w „Polonii" w Stupsku. Koszalińscy widzowie obejrzą w tym dniu „Blokadę" Michaiła Jerszowa, film opowiadający o oblężeniu Leningradu. Natomiast w Słupsku zostanie pokazana bardzo dobra komedia radziecko-włoska „Niezwykłe przygody Włochów w Rosji" Eldara Riazanowa. Filmy radzieckie będą wyświetlane przez cały miesiąc we wszystkich kinach obu województw. Będą to najnowsze obrazy, których do tej pory nie oglądano w poszczególnych miejscowościach. Wśród najciekawszych tytułów znajdują się m. in. „Był sobie drozd", „Yuriko — moja miłość". „Kalina czerwona", „Swój wśród obcych, obcy wśród swoich", „Zapamiętaj imię swoje". Ponadto, jak co roku. Centrala Wynajmu Filmów organizuje konkurs rysunkowy dla dzieci pod hasłem „Film radziecki w oczach dziecka". Prace należy nadsyłać do końca grudnia na adres CRF w Koszalinie. Dobre tradycje ma także konkurs fotograficzny w naszej gazecie, w którym mogą wziąć udział wszyscy Czytelnicy. (kon) HANDEL I GASTRONOMIA W SOBOTĘ I NIEDZIELĘ W SŁUPSKU... W sobotę sklepy z artyku łami przemysłowymi będą nieczynne, natomiast placów ki handlu art. spożywczymi — prowadzące sprzedaż mleka — będą otwarte jak w każdą niedzielę. Ponadto w sobotę dyżurują sklepy: PHS przy ul. Ki lińskiego (stare „Delikatesy") od godz. 12 do 18, PHS przy ul. Obrońców Wybrzeża (godz. 7 dc 13), pawilon WSS „Supermarket" — od godz. 14 do 18 oraz sklep WSS nr 88 przy ul. Kilińskiego (od godz. 9 do 14). W sobotę, od godz. 9 do 14, będą czynne kwiaciarnie. 2 listopada (niedziela): skle py spożywcze, sprzedające mleko, będą otwarte jak w każdą niedzielę. Ponadto w dniu tym dyżurują: „Delikatesy" przy ul. Zawadzkiego (od godz. 10 do 14) oraz pawilon handlowy WSS „Supermarket" — od godz. 14 <ło 18. Zakłady gastronomiczne w sobotę i niedzielę będą otwar te w takim samym czasie jak zawsze, (wir) ...I W KOSZALINIE W sobotę sklepy ogólnospożywcze będą otwarte od godz. 7 do 9. „Delikatesy" nr 3 (ul. Zwycięstwa 148) peł nią dyżur w godz. 12—10, „Delikatesy" nr 4 (ul. Wasilewskiej) — w godz. 10— —14, zaś megasam (ul. Drzy mały) — godz. 10—14. Na 2 bm. przewidziano po ranną sprzedaż pieczywa i mleka, jak w każdą niedzie lę, a także wyznaczono kilka placówek dyżurujących: „De likatesy" nr 1 (ul. Zwycięstwa 94) — godz. 14—18 oraz „Delikatesy" nr 2 (pl Bojowników PPR) — 10—14. Ustalono także dodatkowe kursowanie autobusów miejskich. W Dniu Zmarłych (1 bm.) kursować one będą na okrężnej trasie z przystanku przy stacji obsługi samochodów przy ul. Findera (w godzinach od 8 do 18). ulicami 4 Marca, Zwycięstwa 1 Maja i z powrotem na ul. Findera, (el) GMINA ŚWIDWIN W CZOŁÓWCE DOSTAWCÓW ZBOŻA (Inf. wł.) Już tylko kilka dni dzieli nas od terminu pełnego rozliczenia się rolników Środkowego Wybrzeża z tegorocznego planu dostaw zboża. Sprawa wywiązania się z przyjętych zadań w skupie zboża w pierwszej dekadzie listopada była jednym z głównych tematów gmin nych konferencji partyjnych, a także zebrań aktywu wiejskiego. W meldunkach i zobowiązaniach podkreśla sdę, że przedterminowa realizacja dostaw ziemiopłodów świadczy o obywatelskiej postawie gospodarzy tegorocznych Cen tralnych Dożynek. X LAT ODDZIAŁU ZLP Rośnie liczba gmin w województwie koszalińskim, które z nadwyżką wykonały już roczne pla-,ny skupu zboża. Do Bie-siekierza dołączyła gmina Świdwin, której rolnicy do starczyli prawie 4.100 ton zboża, przekraczając plan sprzedaży o około 400 ton. Następne przodujące w skupie zisrna gminy — to Karlino. Pomianowo i Tychowo. Znacznie zmniejszo no zaległości w dostawach w gminie Będzino oraz w Rogowie. Z tej gminy w ciągu kilku dni dostarczono do. magazynów ponad 200 ton zboża. Które punkty skupu mia ły ostatnio dużo dostawców ziarna? Najwięcej było ich w rejonie białogardz kim, który wyraźnie przoduje w tej kampanii w województwie. Około 150 ton zboża zakupiono ostat nio od rolników gminv Szczecinek, Drawie 130 ton z terenu gminy Darłowo Te stosunkowo wysokie dostawy znacznie poorawi ły ogólny bilans skupu ziarna i obecnie realizacja całorocznego planu wzrosła do 84 proc. Jednak zaległości w sku pie zbóż są nadal wysokie. W niektórych gminach jak np. w Brzeźnie i Swie szynie sięgaj^ one kilkuset ton ziarna. Zwlekają ze sprzedażą plonów również rolnicy z okolic Koszalina. W gminie Barwice około 50 rolników zalega z dostawą ponad 130 ton zboża. Okazuje się. że w gminach najbardziej zadłużonych w sprzedaży ziarna niewiele się robi, aby zwiększyć tempo omłotów zboża. A warunki do przy spieszenia tei kampanii są korzystne. Rolnicy dysponują obecnie czasem i pra com omłotowym sprzyja także dobra pogoda. («) „PAŹDZIERNIK LITERACKI" DOBIEGŁ KOŃCA (Inf. wł.) Przez cały miesiąc odbywa ły się w różnych środowiskach województw koszalińskiego i słupskiego spotkania członków Oddziału Związku Literatów Polskich z czytelnikami. Od było się ich 140. Spotkania i dyskusje w klubach i świetlicach wiejskich, w domach kultury i bibliotekach, wzajemna wymiana myśli i sądów o literaturze współczesnej — taki jest mniej więcej profil imprez organizowanych od sześciu lat pn. „Październik Literac ki". Projekt poświęcenia jednego miesiąca w roku sprawom literatury i twórców regionu Pomorza Środkowego od samego początku spotkał się z uzna niem obu zainteresowanych stron — pisarzy 1 ich czytelników: — Jest to dla nas wyjątkowa okazja — mówi prezes Zarządu Oddziału ZLP Czesław Kuriata — do spotkania się z ludźmi nie tylko stale bywającymi na wieczorach autorskich, ale także z tymi którzy nie śledzą na co dzień spraw współczesnej literatury, dla których spotkanie z nami bywa nawet pierwszym żywym kontaktem z pisarzem. Jest to też dla nas wyjątkowa okazja dająca szansę podyskutowania z tymi właśnie ludźmi a także z aktywem kul turalnym wielu gmin, miast i miasteczek. „Październik Literacki'' jest więc dla nas pracowitym i owocnym miesiącem - owocnym w nowe kontakty, w spotkania z interesującymi nas, także jako pisarzy, ludźmi. „Październik Literacki" dobiegł koń ca. W ub. czwartek odbyły się: sesja literacka (referaty wygłosili dr Stanisław Telega i dr Feliks Fomalczyk), spotkanie literatów z wojewodą koszalińskim, Janem Urbanowiczem, z przed stav^icielami władz słupskich i z władzami miasta Koszalina oraz wieczór poezji w wykonaniu aktorów BTD-Ten całodzienny cykl spotkań, kończąc ..Październik Literacki", zainaugurował jednocześnie obchody 10-lecia istnienia Oddziału ZLP. Czekają więc na nas jeszcze zapowiadane z okazji tych obchodów sesje poświecone literaturze i krytyce literackiej, czekaia, podobne do prezentowanego w czwartek w WDK Koszalinie, wieczory poezji i prozy. głoszony też został, reaktywowany trzech latach, konkurs literacki, (wmt) Komunikat ZUS W związku z wejściem w życie od 1 listopada 1975 r. ustawy z dnia 23 października 1975 r. w sprawie świadczeń pienlęż nych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa, w dniach od 3 do 29 listopada 1975 r. wprowadzone beds) w Oddziale ZUS w Słupsku dodatkowe dyżury przy telefonach nr nr 69-49 i 51-32, w godzinach od 6.30 do 7,30 i od 15.15 do 16.15. PRZYGNIECIONY W WYKOPIE (Inf. wł.) Tragiczny wypadek zdarzył sdę w Bytowie Majster produkcji pomocniczej Przedsiębiorstwa Budownictwa Rolniczego — 38-letni Jan S. w głębokim wykopie wskazywał robotnikom, jak mają założyć szalunek wokół ścian wykonu. Podpórki podtrzymujące stojący nad wykopem silos, wvp^łn;ony częściowo żwirem, załamały się < silos stoczył się do wykopu po obsypującej się ziemi i przygniótł majstra, który poniósł śmierć na miejscu. (hz) POD KOŁAMI CIĘŻARÓWKI (Inf. wł.) Pomiędzy miejscowościami Morty 1 Lębork, samochód ciężarowy 1elcz z PKS w Gryficach, najechał na siedzącego na jezdni 22-letniego Eutreniusza D. Działo się to wieczorem i zanim kierowca zdążył wyhamować pojazd. mężczyzna znalazł s;ę pod jego kołami. W wyniku odniesionych ran zmarł on w szpitalu w Lęborku. (hi) Pomnik dla słonia „Ziggy" 6.5-tonowy słoń zdechł w wieku 58 lat w ogro dzie zoologicznym w Brook-field (stan Illinois — USA). Fakt ten zmartwił bardzo gru pę stałych bywalców ZOO, którzy zaczęli zasypywać dyrektora ogrodu dr Petera Crowcrofta setkami listów 1 domagając się... pomnika dla Ich telefonów wzn'eslenl.a ulubieńca. Dyrektor obiecał wielbicielom ..Ziggy" utworzenie specjalnego funduszu, na który będzie można wpłacać datki na budowę pomnika. (PAFf s CMENTARZE WOJENNE PAMIĘĆ 0 NICH WIECZNIE ŻYWA Szeregi jednakowych krzyży, jednakowych grobów, kamienne tablice z setkami i tysiącami nazwisk, pomniki ozdabiane wciąż kwiatami i wieńcami. Cmenlaiie wojenne Tu śpią snem wiecznym Ci. którzy oddali swe życie za najdroższą nam sprawę, za wolność Żołnierze Ludowego Wojska Polskiego i Armii Czerwonej. Cmentarzami wojennymi, zarówno żołnierzy radzieckich, jak i polskich opiekują się przedsiębiorstwa gospodarki komunalnej, harcerze młodzież szkolna, niektóre zakłady pracy. Trwałe porządkowanie i upiększanie miejsc pamięci narodowej, jakimi są cmentarze oraz ekshumacją i przenoszeniem szczątków do kwater cmentarnych zajęto się energicznie w 1967 roku Prace te nadal trwają między innymi w Wałczu i Zieleniewie. Na wszystkich cmentarzach wojennych są oomniki symbolizujące braterstwo broni żołnierzy radzieckich i polskich, naszą wieczną o nich pamięć. Na grobach żołnierzy kwitną czerwone róże, ocieniają je drzewa i krzewy, ozdabiają żywopłoty Palą się wieczne znicze, oświetlone są pomniki. Wciąż, choć minęło już 30 lat od zakończenia wojny rodziny w kraju i za granicą poszukują poprzez Polski Czerwony Krzyż ł ministerstwo swoich bliskich. W ustaleniu tożsamości poległych wydatnie pomagają okresowe komisje zbrodni hitlerowskich, Wojskowy Instytut Historyczny oraz wła- dze komunalne. Pomagają matce znaleźć grób syna, miejsce, gdzie zginął z bronią w ręku Nazwisko zostaje wyryte na tablicy. Coraz mniej jest Nieznanych Żołnierzy. Cmentarze wojenne powiększają się nadal. Grzebie się bowiem na nich zwłoki żołnierzy ekshumowane z grobów znajdowanych w lasach na polach. W maju br. przy wykopach pod ogrodzenie stadniny w Białym Borze natrafiono na zwłoki dwóch żołnierzy radzieckich. Znaleziono przy nich granaty, amunicję, pieniądze, medal wojskowy, strzęoki papierów, Szczątki żołnierzy pochowano na cmentarzu w Białym Borze. 28 października dokonano ekshumacji i odbył się uroczysty pogrzeb z wszystkimi honorami wojskowymi na cmentarzu wojennym w Szczecinku. W uroczystości wzięli udział liczni mieszkańcy Szczecinka i przedstawiciele Armii Radzieckiej. Godzi się wsnomnieć o mało znanym cmentarzu w okolicach miejscowości Krągi (gmina Sil nowo), Snoczywaja tu oficerowie radzieccy (250 osób) zamordowani w bestialski soosób orzez hitlerowców Powiązano ich kolczastym drutem i żywcem zakopano Obok spoczywają żołnierze kampanii wrześniowej, którzy zmarli w oflagu. Nie zapomnijmy dzisiaj o grobach Nieznanych Żołnierzy. Niech ołomyki świec będą dowodem naszej pamięci i wdzięczności za ich młode życie oddane za wolność. MARYLA WRONOWSKA 9 W JESIENNYM PEJZAŻU Fot. Jerzy Patan ■ ■■!■■■■■ ■■■■■■■■■■■■ Dzisiejsza wieś tak bardzo niepodobna jest do dawnej, że nawet trudno znaleźć obrazowe i efektowne porównanie. Zmiany, które tam się dokonują, cyfry i wykresy dokumentują dosadnie, ale sucho. Zawód rolnika staje się coraz bardziej skomplikowany i mało przypomina dawne zajęcie, które dla wielu młodych oznaczało smutną konieczność pozostawania na wsi tylko dlatego, że tam się urodzili. Nowoczesne rolnictwo potrzebuje młodych i wykształconych rolników, którzy mogą w krajobraz wsi wprowadzić postęp, nowe technologie, nowoczesność. Ze statystyk wynika jednak, że pewna grupa nawet tych wykształconych, młodych rolników co roku opuszcza wieś. Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedzi na to pytanie szukaliśmy podczas redakcyjnej dyskusji, oddając głos przedstawicielom młodego pokolenia, które niewątpliwie w najbliższej przyszłości nadawać będzie barwę i ton temu, co nazywamy nowoczesnym rolnictwem. Redakcja: — Jak się żyje na wsi, jaka jest ta współczesna wieś? Zbyszek: — Teraz nie wyobrażam sobie życia w mieście. Nie potrafię, choć przecież mieszkałem pfzez parę lat w Koszalinie, przywyknąć do ruchu i ha łasu, do nerwowego tempa życia. Do miasta jeżdżę po zakupy i staram się stamtąd jak najszybciej wracać. Na wsi taniej się żyje... Wiesiek: — ...taniej, być może, ale na pewno znacznie nudniej. Wieczorami Wojciech Pankau. lat M. kawaler, mieszka w Wy-townie wraz z rodzicami, którzy maja niewielkie przydomowe gospodarstwo. Absolwent Technikum Kol niczego w Słupsku, odbywa staż agrotechnika w miejscowym pegeerza. Jeat przewodniczscvm wiejskiego koła ZSMW. we Włynkowie ni® ma co robić. Dla niektórych jedyną rozrywką powszechnie dostępną na wsi Jest picie piwa czy wina przed sklepem. Mało Jest innych możliwości spędzania wolnego czasu. Wojtek: — Przesada, możliwości Jest wiele, trze ba je jednak znaleźć, bo najprościej iść na łatwiznę Wielu młodych ukończyło szkołę średnią lub zawodo wą, mają przecież jakieś zainteresowania. Mogliby sami spróbować walczyć z nudą, tak jak u nas. Sami wyremontowaliśmy klub. Czy tylko należy cze kać na „kogoś" kto ma pobudzać zainteresowania i prowadzić pracę kulturalną i oświatową? Ania: — Mówisz tak, bo pracujesz w pegeerze i po pracy masz wolny czas. Możesz zorganizować sobie jakąś rozrywkę, pójść do klubu na spotkanie, czy nawet pojechać do miasta, na koncert lub do teatru. W gospodarstwach indywidualnych rolnicy, nie mają tyle wolnego czasu. Zawsze jest coś do zrobienia. Ale nie narzekam. Lubię wieś,, choć kiedy pytają mnie dlaczego pozostałam w gospodarstwie, nie potrafię dać przekonywającej odpowiedzi. Red.: — Mówicie o pewnych faktach bardzo emocjonalnie. Spróbujcie chłód no ocenić korzyści i wady życia na wsi. Ania: — Ja uważam, że na wsi coraz lepiej się żyje. W moim domu jest centralne ogrzewanie, woda, będzie łazienka. Inni rolnicy też tak robią. Jeden na drugiego patrzy i myśli: dlaczego mam żyć gorzej, niż sąsiad. Wiesiek: — Zależy jaka wieś, Jak rolnicy widzą przyszłość, to inwestują, remontują domy, obejścia. We Włynkowie co trzeci rolnik ma już ciągnik. Coraz lepiej się pracuje i wygodniej żyje. Ale jest też wielu takich, co mają dwa, trzy hektary, gospodarują tradycyjnie, nie patrzą w przyszłość, bo mówią: dookoła nas pegeerów skie pola i tak nas wykupią... Zbyszek: — Pewność Jutra ważna Jest dla każdego. Pracuję w pegeerze i nie mam się czego obawiać. Moim zdaniem, w takim kombinacie jak Sy-cewice warunki życia są już lepsze niż w mieście. Bo mieszkanie wygodne — za darmo, zorganizowana opieka nad dziećmi, stołówka, przydomowy ogródek, dobre zarobki, świeże powietrze, a mój syn dodałby jeszcze: rosół z wiejskiej kurki. Wojtek: — Nie wszystkie wsie są takie jak Sycę wice. Chciałbym, żeby w Wytownie zaopatrzenie sklepów było lepsze, bo po bardziej atrakcyjne towary trzeba jednak jeździć do miasta. A z pekaesami różnie bywa. Ale nie zamieniłbym wsi na miasto. Z wielu względów. Przede wszystkim dlatego, że po odbyciu stażu będę miarł tu sporo możliwości otrzymania ciekawej pracy w zawodzie, którego się wyuczyłem. Z moich dotychczasowych obserwacji wynika, że jeśli młodzi ludzie wykazują się inicjatywą, są pracowici, zależy im na tym co robią, to mają rów nież otwartą drogę do a-wansu, zaspokojenia ambicji. Zbyszek: — No i liczy się jeszcze ta swoista więź między ludźmi, jaka może wytworzyć się tylko na wsi. W bloku w mieście ludzie żyją obok siebie wiele lat i wcale się nie znają. Na wsi... Ania: ...wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą, co też nie zawsze wychodzi na dobre. Życie na wsi ma wady i zalety, ale zmiany na korzyść są wyraźne. Wojtek: — Moim zdaniem wręcz kolosalne, tak jak w przemyśle. Im większe gospodarstwo, tym wię ksza mechanizacja prac. Zbyszek: — Ale mimo te go, tempo życia jest spokoj niejsze a praca bardziej urozmaicona niż w fabryce na taśmie. Tvt Wiesiek, codziennie robisz to samo, w tej samej hali, przy tym samym warsztacie. A ja stale coś innego. Wiesiek: — Moja praca mnie nie nudzi, robię to cze go się nauczyłem w szkole, Zgadzam się, że na wsi wie le się zmieniło, ale tam gdzie mieszkam, nie ma dla mnie pracy w wyuczonym zawodzie. Red: — Zawód rolnika staje się coraz bardziej złożony. Pokutuje jeszcze gdzie niegdzie przekonanie, że rolnikiem może być każdy, że można się tego nauczyć poganiając ojcu konia podczas orki, czy w czasie innych prac polowych... Wojtek: — Nie wyobra- Wiesław Chudy, lat 18. Codziennie dojeżdża do pracy w Słupskim Zakładzie Przemysłu Maszynowego Leśnictwa, jest. tokarzem, ukończył szkołę zawodową. Mieszka we Włynkowie, z matka, która ma 3,5-hekt,arowe gospodarstwo i bratem, który iak on dojeżdża do pracy w Słupsku Pomaga matcc w prowadzeniu gospodarstwa. Zbigniew Pędziwiatr, lat 28, żonaty, dwoje dzieci, mieszka w Sycewicach. Z zawodu kierowca-mecha-nik. pracuje w pogotowiu technicznym Kombinatu PGR, Ukończył zasadnicza szkołę przyzakładowa dla pracujących. przez wiele lat mieszkał 1 pracował w Koszalinie. Od pięciu lat na stałe związany jest ze wsią. Anna Ignatowska z Char-nowa, razem z matka prowadzi 12-hektarowe gospodarstwo. Ukończyła zasadnicza sskołę skórzana 1 przez Jakiś czas dojeżdżała do pracy w słupskiej „Alce". Od czterech lat zajmuje się wyłącznie gospodarstwem, uczy sie w zaocznym technikum rolniczym, należy do koła ZSMW. płos Pomorza nr 242 M A Strono 9 praw? Zresztą przykłady można mnożyć. Oczywiście ta wiedza zdobywana w szkole musi być podbudowana długoletnim doświadczeniem bo wbrew pozorom rolnictwo jest trudnym zawodem. Ania: — Masz całkowitą rację. Wychowałam się na wsi, całe życie pomagałam rodzicom, ale dopiero teraz, gdy odpowiedzialność spoczywa na mnie, spostrzegłam jak wielu rzeczy nie wiem. I między innymi dla tego zapisałam się do zaocznego technikum. Podczas wykładów widzę dopiero jak duża jest różnica między tym, czego nauczyłam się przy rodzicach, a tym jak być powinno. Wiesiek: — Ale nie wszy scy młodzi rolnicy mogą skorzystać z możliwości ucze nia się zawodu rolnika w szkole. Często się zdarza, że gdy syn przynosi świadectwo ukończenia szkoły rolniczej, traci prawo głosu w sprawach gospodarstwa, bo ojciec jest starym gospo darzem i uważa, że jajo nie może być mądrzejsze od kury. Wojtek: — Typowy przy kład, z podobnym spotkałem się w środowisku moich szkolnych kolegów. Kil ku chciało zaraz po maturze samodzielnie gospodarować i założyć zespół rolniczy. Liczyli na poparcie rodziców, ale sie zawiedli. Usłyszeli ,.co wy tu iakieś nowości chcecie robić, nie ma to jak być panem na swojej zagrodzie". • Zbyszek: — Dziwę się, że tak szybko się zniechęcili, żarn sobie nowoczesnego rolnictwa bez Wiedzy zdobytej podczas regularnej nauki. Mówiliśmy o zmianach w rolnictwie. Sądzę, że były one możliwe tylko dzięki nauce. No bo, który rolnik na przykład sam zde cydowałby się na stosowanie nowych technologii u- Przedstawione tu poglądy młodycli są przyczynkiem do toczącej się dyskusji na temat życia na wsi i pracy W rolnictwie teraz i w przyszłości. Są niejednokrotnie osobiste, poparte indywidualnym doświadczeniem życiowym, ale w niektórych kwestiach zyskują wagę uogólnienia. Dyskusję zapisali: ANNA ZALEWSKA WALDEMAR PAKULSKI Zdjęcia: I. WOJTKIEWICZ przecież mogli zwrócić się o pomoc do służby rolnej, wiąć ziemię w dzierżawę, kredyt bankowy i próbować swoich sił. Ania: — I też by się zawiedli, bo z pomocą służby rolnej wcale nie jest tak, jak sobie wyobrażasz. Może gdzie indziej jest inaczej, ale ja nie spotkałam się z żadnym zainteresowaniem moimi planami mo dernizacji i rozbudowy gospodarstwa. Wręcz przeciw nie, byłam nawet zniechecó na. Chociaż wszyscy dobrze wiedzieli, że po śmierci taty, było nam ciężko. Red.: — Nasuwa się więc pytanie, kto na wsi jest sojusznikiem młodych rolników? Zbyszek: — Jest ich wielu. Na przykład my — zbie raliśmy zboże sycewickimi bizonami na chłopskich polach w Bruskowie Wielkim. Myślę, że przykłady pomocy pegeerów dla rolników można znaleźć w każdej wsi. Ania: — Zgoda, ale kiepsko działają kółka rolnicze. Bez wydeptywania ścieżek do kierownika, niewiele się tam załatwi. Nasze kółko ma za mało sprzętu i chyba nie bardzo umie zorganizować sobie robotę. Wojtek: — Nie zapominajmy o ZSMW, który prze cież pomaga rolnikom. Organizuje zespoły młodych rolników, pomaga im w uzy skaniu karty praw młodego rolnika, która upoważnia, na mocy decyzji wojewody (tak jest na przykład w wo jewó.dztwie koszalińskim) do pierwszeństwa W zakupach materiałów budowlanych i maszyn rolniczych. Ania: — To zależy jaka organizacja. W naszym kole większość stanowią koledzy pracujący w mieście, których gospodarka nie interesuje. Dla kogo. jako przewodnicząca koła* mam założyć zespół młodych. Dla siebie? Wiesiek: — Tych organizacji i instytucji, które po winny pomóc młodym jest dużo, ale najczęściej pracują tak, żeby im było wygodnie, a nie rolnikom. Red,: — Czy w takim ra zie możecie planować z odpowiednim wyprzedzeniem swoje życiowe kariery? Wojtek: — 'Ta mogę. Chciałbym skończyć studia rolnicze. W tym roku nie powiodło mi się, ale za rok znowu będę próbował. Po studiach wrócę na wieś. Wiesiek": — JiS nie wrócę na wieś. Swoją przyszłość widzę w mieście, co nie znaczy, że Już teraz chcę zamieszkać w Słupsku... Zbyszek: — ...aha, chodzi ci o rosół z dobrej ku- ryl Ania: — Jest to nie do pogardzenia, ale serio i bez żartów — Ja chciałabym postawić swoje gospodarstwo na wysokim poziomie. Choćby na przekór tym, którzy namawiają moją matkę do zamiany gospodarstwa na rentę. Myślę o specjalizacji w hodowli. Realizacja moich planów jest jednak uzależniona od wielu spraw. Na razie trochę brak mi odwagi porywać się na takie duże przedsięwzięcie. Wiem jakie są kłopoty z materiałami budowlanymi, z za- kupem urządzeń do wyposażenia chlewni, z fachów* cami budowlanymi- W mie ście podobno można zlecić remont odpowiedniej firmie usługowej i jechać na urlop. Przydałoby się coś takiego i na wsi. Red.: — Całe szczęście, że powiedziałaś „podobno"... Spróbujmy jednak podsumować: kto i co, według was. może wpłynąć na podejmowanie przez młodzież pracy w rolnictwie nie z konieczności — jak dawniej, ale ze świadomego wyboru? Wojtek: — Upieram sie przy swoim — wprowa.-dzanie coraz powszechniej nowych technologii, wydaj nych. wieloczynnościowych maszyn, mechanizacji — słowem wszystkiego, co U-czyni pracę rolnika lżejsza, mniej żmudna a jednocześnie zwielokrotni plony. Zbyszek: — To jedna strona medalu, druga zaś to dalsze ułatwianie życia na wsi, a więc mieszkania na poziomie, dobrze zaopa trzone sklepy, zorganizowa na opieka nad dziećmi, przychodnia lekarska i den tysta. Ania: — Zapomniałeś po wiedzieć o organizowaniu zbiorowych wyjazdów do kina „Milenium"! Ja widzę inne problemy, z pozycji rolnika indywidualnego. Przede wszystkim potrzebne sa sprawne, lepsze jakościowo, powszechnie dostepne i różnorodne usługi dla rolników. Bez tego nie może być mowy o specjalizacji gospodarstw Konieczna jest również o-pieka i doradztwo ze strony służby rolnej i innych specjalistycznych związków i organizacji. Wiesiek: — Zgadzam »ię z tobą, ale ze zbiorowych wyjazdów do kina. nie ma co żartować, są potrzebne. Ja też upieram się przy swoim — młodzi na wsi mają takie samo prawo do kulturalnej rozrywki, zaba wy, kina, teatru — jak ci w mieście. Tego jeszcze w niektórych wsiach brakuje. Strona 6 MAGAZYN G/os Pomorza nr 242 MIĘDZY VI A Vii Z3AZDEM (dokończenie ze str. 1) Materialnie nam się rzeczywiście bardzo poprawiło w ostatnicłi czterech latach. Garaż budowaliśmy latem tego roku. Samochód kupiliśmy wcześniej... zaraz... chyba przed trzema laty. Moskwicz, stary typ, ale bardzo dobry stan. Tylko muszą od razu zastrzec, że samochód nie jest z samej mojej — podwyższonej, co prawda — pensji, lecz z... truskawek. Tak, prowadzimy z żoną działką od dawna. A na te truskawki zdecydowaliśmy sią jakieś 5 lat temu. Wyszło dobrze: starczyło nie tylko dla siebie, na weki, ale i na sprzedaż. Zebrany grosz, do tego pożyczka z kasy zapomogowo-pożyczkowej — i można było kupić wóz. U nas, w Fabryce Mebli, sporo osób tak kupuje samochody. Na-gza kasa bogata — obraca wkładami, idącymi w miliony Złotych. Pożyczki ludzie biorą przeciętnie po 25 tysiący. X spłat dużych — po tysiąc albo i więcej miesięcznie — też się nie boją, toteż kupić mogą rzeczy więcej luksusowe. Na przykład meble. U mnie w domu — pani widzi — cały pokój od nowa umeblowany. Nie tak dawno wstawiliśmy ten nowy segment, stół, fotele, kanapę narożną, kupiliśmy nowy dywan, zasłony, firanki, telewizor marki beryl — ekran 24 cale. No, powiedzmy, że mnie, jako fachowca — stolarza ten segment kosztował taniej, niż by trzeba zapłacić za niego w sklepie, bo kupowałem tylko materiał, a robocizna była moja, ale i tak wymiana mebli i remont całego mieszkania wyniósł mi kilkadziesiąt tysięcy. Bo niech pani spojrzy: parkiet — mozaika lakierowana — zamiast dawnej podłogi z malowanych na czerwono desek. Na ścianach tapety. A boazeria w przedpokoju? — przecież też jej nie było. Więc powiedzmy sobie szczerze: czy mogliśmy myśleć o takich domowych inwestycjach jeszcze parę lat temu? Nie mogliśmy, chociaż cały czas oboje z żoną pracujemy. Żona Jest z zawodu gastronomlkiem. Kiedy przyjechaliśmy dó Ko Bzalina 20 lat temu, żona zaczęła pracę w koszalińskiej gastronomii, potem dość długo pracowała w handlu, a teraz znów wróciła do swojego wyuczonego zajęcia, ale już w innym „pionie' — Funduszu Wczasów. Jest zastępczynią kierowniczki jednego z domów wczasowych w Mielnie. Taka u niej jeszcze zmiana w ostatnich latach, że 3aepiej trochę ze zdrowiem, bo przedtem mocno chorowała na korzonku i 1 jeszcze muszę powiedzieć o sobie Jui mówiłem, te jestem stoiarzecm-mebl arzem. W moim ijfachu pracuję 28 lat, i tu, w fabryce, od 1954 roku. przedtem byłem bezpośrednio na oddziale, od czterech fiat jestem w kontroli międzyoperacyjnej. Dużo sdę u nas [dyskutowało, żeby kontrola wewnętrzna w zakładzie fcyła niezależna — żeby po prostu kontrolujący nie był tak bardzo, jak dotąd, zainteresowany w tym, żeby zakład dawał jak największą ilościowo produkcję — bez specjalnego zwracania uwagi na jakość. A jakość jest teraz najważniejsza. Niezależna, podporządkowana na przykład tylko jednostce nadrzędnej kontrola wewnętrzna z pewnością działać mogłaby skuteczniej. Zaraz podniosłaby się jakość wyrobów. Taki jest mój wniosek na przyszłość — to chciałbym zmienić w mojej — i nie tylko mojej pracy. W moim zawodzie bardzo wiele się już zmieniło i jeszcze się zmieni. Ot — weźmy choćby te segmenty. Są na wysoki połysk, prawda? Ale to nie jest wcale tradycyjny fornir, tylko... papierowa okleina, imitująca słoje drewna. Do tego idziemy. Weźmy komplety kuchenne: one już są prawie całe z płyt i tektury, a nie z drewna. Drewniane meble się kończą. I bardzo słusznie, bo przecież trzeba oszczędzać surowiec. Na takie płyty idzie wszystko — najmniejsza gałązka się nie zmarnuje. Nowe technologie są ekonomiczniejsze. Pani się dziwi, że ja się tyle rozwodzę o zakładzie, produkcji? Wie pani, człowiek całe lata, a to w radzie robotniczej, a to w egzekutywie zakładowej o niczym innym nie mówił, to się i orientuje. Jak już się nabierze takiego nawyku, żeby zajmować się nie tylko własną działką i domem, to trudno się odzwyczaić... Ostatnie dwie kadencje działam w Radzie Miejskiej, w Komisji Zdrowia, Zatrudnienia i Ochrony Środowiska. Mój teren, to osiedle Północ. Tam mieszka wielu pracowników z naszego zakładu. Czym się zajmujemy? Różnymi sprawami: porządkiem na przykład. I widocznie jakiś pożytek z tego mojego „rajcostwa" jest, skoro, właśnie za działalność społeczną w Radzie Miejskiej dostałem w roku 1972 moje pierwsze w życiu odznaczenie państwowe: Srebrny Krzyż Zasługi... Taki jest mój osobisty dorobek ubiegłego czterolecia. Ale nie opowiedziałem jeszcze o dwójce mtodszych dzieci Marek uczy się w zasadniczej szkole górniczej. Właśnie przyjechał na jesienną przerwę w nauce, żeby nam pomóc w zakończeniu zbiorów z działki, w wykopkach. Myślę, że dobrą wybrał szkołę: zawód górnika ma zawsze przyszłość, cieszy się uznaniem w społeczeństwie, daje dobre zarobki. Teraz Marek ma za darmo internat, umundurowanie, a nawet otrzymuje niewielkie wynagrodzenie uczniowskie, tak że ma własne pieniądze na drobne wydatki. Jeśli skończy z pozytywnymi ocenami szkołę zasadniczą, pójdzie do technikum górniczego. Grażyna • też uczy się w szkole średniej: w Technikum Chłodniczym w Gdyni. Mieszka w internacie. Jest teraz w trzeciej klasie, co znaczy, że dostała się do tego technikum przed trzema laty. Jej przyszły zawód też uważam za dobrze wybrany. Przecież potrzeba specjalistów z tej dziedziny. Budujemy coraz więcej chłodni — bez nich trudno sobie wyobrazić nowoczesny przemysł spożywczy. Tak, jestem zadowolony z moich dzieci i z tego, co całej mojej rodzinie przyniosły ostatnie lata. Co planuję na następną „rodzinną" pięciolatkę? Zawsze oboje z żoną pragnęliśmy zapewnić wszystkim dzieciom co najmniej średnie wykształcenie zawodowe. Jola już je osiągnęła. Teraz myśli o wyższych studiach — zaocznie pragnie dalej studiować ekonomię lub prawo. Proszę bardzo. O planach Jacka — maturze i również studiach wyższych — architekturze — już mówiłem. Marek i Grażyna muszą skończyć szkoły średnie. Cóż więcej można planować? Może któraś z córek w najbliższych latach wyjdzie za mąż? Może zostanę dziadkiem? To wcale nie byłoby źle — chociaż zapowiedzieliśmy dzieciom, że o założeniu rodziny mogą myśleć dopiero po uzyskaniu całkowitej samodzielności i kiedy będą mieć własne mieszkania. To już wystarczy za cel na najbliższe lata. A jeśli jeszcze przekroczą nasz pierwotny „program minimum" i zechcą zdobywać dyplomy uczelni wyższych — starczy nam wszystkim zajęcia na znacznie dłużej niż do 1980 roku. I dobrze. Nie jesteśmy przecież jeszcze tacy starzy — my — z pokolenia czterdziestolatków— Z JANEM CHYŁĄ stolarzem z Koszalińskiej Fabryk! Mebli rozmawiała JEOFIA BANASIAK „WIWAT MAZOWSZE"! O „Mazowszu" wiadomo już chyba wszystko. Nazwę za wdzięczą folklorowi centralnej Polski i muzyce, która stała się niegdyś natchnieniem Cho pina. Początkowo w repertuarze zespołu były właśnie ma zowieckie rytmy, melodie i stroje. Obecnie jest ich o wie le więcej - z ponad 30 regio nów Polski. Powołała Je do życia pasja dwojga ludzi: Tadeusza Sy-gietyńskiego I Miry Zimiń-skiej-Sygietyńskiej. Sygietyński stworzył nowq formułę scenicz nq pokazania ludowych pieśni i tańca, której zespół pozo stał wierny do dzisiaj. Zimiń ska nadała .Mazowszu" wspa nialy sceniczny szlif, a także wyeksponowała ludowe stroje. Wywodzq się one wprost z polskiej wsi, sq tkane i szyte przez ludowe artystki, niektóre kupiono od wiejskich kobiet. Zespół posiada 1217 kompletów strojów ludowych złożonych z ponad 14 tysięcy elementów. Jeżdżqc po świecie „Mazowsze" wozi skrzynie ważqce blisko 4 tony. Po 25 latach aktywnej dzia łalnośoi liczby określajqce ilość koncertów I widzów sq imponujqce. Wystarczy wspom nieć, że przez ten czas obejrzało „Mazowsze" przeszło 8,5 min ludzi na 2768 koncertach I Często nazywane jest amba sadorem kultury polskiej. Zespół zawiózł i przybliżył polski folklor 30 krajom świata. W niektórych występował kilkakrotnie. Tekst | zdjęcia CAF w ZBIGNIEW PORĘBSKI Przybyłem do Lublin* z początkiem wielkiej ofeniywy zimowej, która zmiotła Niemców z ziem polskich na zachód od Wisły. Wróciłem tu po pięciu latach obdarty i zawszony, ale upojony świeżą wolnością i niespożytą młodością swych 26 lat. Pod koniec 1939 r. opuściłem Lublin dość gwałtowni^ szczęśliwym tylko trafem unikając aresztowania. Wyszedłem z miasta w tym co miałem na sobie I wróciłem tak samo. Może uboższy w odzienie, ale bogatszy w życiowe doświadczenia. ' Zamieszkałem u szkolnego kolegi, ów koleżka miał skarb nieoceniony — worek mąki. Przyrządzaliśmy z niej kluski kładzione i to było przeważnie główne menu — popijane często gęsto ziemniaczanym bimbrem, którego w owym czasie w Lublinie nie brakowało. Trzeba było jednak rozejrzeć się za jakąś pracą. Niewiele wtedy umiałem. Ciotka moja powiedziała: Chcesz pracować? Przejdź się do redakcji „Głosu Ludu", słyszałam od znajomej, że szukają tam pracowników. Poszedłem pod koniec stycznia. Miałem wątpliwości, czy mnie zechcą przyjąć, traktowałem to raczej jak chwilową przygodę, nie przeczuwając, że potrwa ona całe życie. Gdy zaszedłem na Bernardyńską, gdzie się wówczas mieścił komitet PPR i jego organ prasowy — trwała tam właśnie przeprowadzka redakcji. Wszystkie ważniejsze instytucje szczebla centralnego były w tym czasie w trakcie wędrówki za wojskiem i translokacji do Łodzi lub prawobrzeżnej Warszawy. Nic z tego — pomyślałem sobie. Kazano ml jednak zgłosić się do redaktora Wohla. Ten przyjrzał mi się uważnie i powiedział krótko: — Zakładam tu oaclział „Głosu Ludu" i nie mam ludzi, bo wszyscy wyjeżdżają. Przynieście mi jutro coś własnoręcznie napisanego, na jakikolwiek temat... Przyniosłem spory elaborat o tematyce historycznej, chyr t>a 6 Kościuszce I insurekcji warszawskiej. Egzamin wypadł pomyślnie. Zostałem przyjęty. Tak stałem się dziennikarz skim czeladnikiem. Póki robiliśmy jednokolumnową mutację, pracy było stC •unkowo niewiele. Trwało to jednak krótko: dwa lub trzf tygodnie. Któregoś dnia wezwał nas naczelny I powiedział! stajemy się samodzielną gazetą, wojewódzkim organem Polskiej Partii Robotniczej. Czeka nas wzmożony wysiłek. W tej chwili najważniejszą sprawą jest odpowiedni tytuł dla dziennika. Czy macie jakieś pomysły? Propozycji było sporo, ale I tak sprawę rozstrzygnął Wohl, którego zdaniem nowa gazeta powinna była nosi£ nazwę: „Sztandar Ludu". Nikt nie oponował , chociaż nie-; którzy uważali, że nazwa brzmi nieco pompatycznie. Ja byłem zdania, że nie tytuł jest ważny lecz jakość. Wartość i poczytność gazety zależy od sposobu redagowania. Ba, al« jak tu redagować gdy cały zespół liczył kilku ludzi! PrócJ naczelnego, sekretarki i gońca było nas troje reporterów.- To była twarda szkoła dziennikarska. Każdy z nas pracował za trzy lub cztery osoby, każdy reprezentował kilka działów redakcyjnych będąc jednocześnie: reporterem, publicystą, adiustatorem, korektorem, redaktorem dyżurnym w drukarni I diabli wiedzą kim jeszcze... często gońcem. Bo telefony szwankowały, dalekopisów nie mieliśmy, a biuletynom agencyjnym daleko było do doskonałości. Pracowałem do późna w nocy, często pełniąc dyżury W drukarni. A ponieważ własnego mieszkania nie miałem, sypiałem najczęściej w redakcji na stosach gazet lub na biurku. Obiady jadałem w stołówce partyjnej obok redakcji, a śniadania I kolacje... Różnie z tym bywało, nierzadko zastępował je papieros lub szklanka piwa. Praca była ciężka ale ciekawa. Samemu trzeba byłd wgryzać się w dziennikarskie arkana. Pierwszy reportaż zrobiłem w fabryce drożdży, pierwszy wywiad przeprowadziłem z dowódcą okręgu wojskowego generałem Buko-jemskim, pierwsza recenzje teatralną napisałem ze sztuki# G/os Pomorza nr 242 MAGAZYN Strono 7 Jednym z bardziej pa-tjonujacycn zajęć ie^t iek-1ura wv.ii'nień prasowych, w których dyrektorzy czy kierownicy określonych instytucji ustosunkowują się do głosów krytyki, jakie na łamach tych organów prasowych były ferowane w stosun ku do kierowanych przez nich instytucji. Otóż coraz rzadziej spotyka się postawą tzw. totalnej konsekwencji, która polega na tym, że wyjaśnienia, przeważnie bardzo długie, przy użyciu wypracowanej w starożytnej Grecji metody sofistycznej. mia ły właściwie wyjaśniać — Że po pierwsze — krytykujący nie miał racji, po drugie — jeżeli miał rację, to instytucja była bez winy, a po trzecie — jeżeli nawet trzeba go przeprosić, to zaniedbania wynikały z przyczyn obiektywnych. Ale tego rodzaju „wyjaśnienia" są często niebezpieczne. Dlatego postawa konsekwentna, twarda, polegająca na negowaniu wszystkiego, jest coraz rzadsza. Za obserwować można natomiast inną taktykę, o wiele trudniejszą do zwalczenia 1 o wiele bardziej niebezpieczną. Jeżeli bowiem w Pierwszym przypadku można jakoś przezwyciężyć u-Pór i ową drewniana konsekwencję w obronie, to w drugim wypadku właściw;e człowiek staje się bezradny. Jest to bowiem metoda dzię kowania za krytykę i pota-kiwanie.Niczym się tu właściwie nie ryzykuje. Przeczytawszy krytyczną notkę o instytucji czy zakładzie, którym się kieruje, należy przede wszystkim zastosować szereg komplementów Pod adresem pisma, postawy obywatelskiej tego, który krytykuje, podziękowanie za krytykę i zapewnienie, że w stosunku do winnych wyciągnie sie konsekwencja o-taz wnioski na przvszłość. ... Oczywiście, często mamy do czynienia z bardzo rzeczowymi odpowiedziami na krytykę ł z konsekwencja- mi, które są wyciągane. Tu jednak chciałem skoncentrować się wokół pseudozałat-wień. Dodatkowo trzeba powiedzieć. że owe skwapliwe, pozytywne odpowiedzi na krytykę najczęściej formuło wane sa przez ludzi, którzy nie są pewni swoich kompe tencji ani swoich kwalifikacji Rzeczowe podejście do kryty ki nie polega na tym, by każ dy skwapliwie przytakiwał każdemu. Krytyka może być bowiem uzasadniona i nieuzasadniona, a godzenie się na krytykę nieuzasadniona jest w istocie rzeczy takim samym błedem, jak zwalcza nie krvtvki uzasadnionej,, ho powoduje wypaczenie rzeczywistego obrazu sprawy. Tylko dziecko może przeprosić za coś i tym samym zlikwidować sprawę. Nikt nie ma gwarancji, na wet człowiek najlepiej przygotowany i przykładający się do swojej pracy, że -wszelkie jego decyzje, wszel kie jego rozstrzygnięcia zaw sze będa sprawdzały się w praktyce. Od marginesu błędu i ryzyka nikt nie może się uwolnić, zaś próba działalności bez tego marginesu jest niczym innym jak zwyk łym rutyniarstwem, polegającym na stałym i kurczowym. trzymaniu się bezpiecz nyeh schematów działania, a- więc jest elementem posta wy konserwatywnej. Przejdźmy tu do innej kwestii. Rozpowszechnione jest przekonanie, iż w przypadku stwierdzenia błędu, pomyłki, niedociągnięcia w praktycznej realizacji jakiegoś działania — powiedzenie o tym głośno narusza ąuto-rytet człowieka działającego, a więc lepiej jest. tak wymanewrować sytuację, by błąd naprawić, po cichu. Jest to stanowisko, które sprawdza się tylko w jednym przypadku: gdy ktoś popełnia błędy stale, mówiąc inaczej, gdy ktoś nie nadaje się na zajmowane przez siebie stanowisko. W przypadku natomiast odpowiedzialności między kwalifikacjami, kom petencją, umiejętnościami człowieka a charakterem stanowiska, stwierdzenie, że ta czy inna decyzja wymaga korektur wzglednie, że. rzeczywistość tak sie zmieniła, iż wymaga innego podejścia do realizacji określonych zadań, nie tylko nie przynosi nikomu uszczerbku, lecz po prostu: jest zwykłym, normalnym elementem dzia^-łalności ludzkiej. Prof HENRYK JANKOWSKI — Dziś na zebraniu szczek niesz na mnie ze dwa razy, żeby nie mówili, że .tłumię krytykę. Rys. G. Andrłanow („Krokodyl") Z początkiem jesieni Paryż przeżył nieli chą sensację, która przypominała w swoich zarysach dawne lata, kiedy to ludzie pióra zwykli, byli pojedynkować się o byle głupstwa (chyba, że chodziło o kobietę...). Otóż pewnego słonecznego popołudnia do kafejki mieszczącej się w pobliżu redakcji znanego tygodnika — szczegół ten jest o tyle istotny, że klientela tej ka fejki składała się w głównej mierze z redaktorów tegoż tygodnika — wpadł jak bomba młody dziennikarz, zbliżył się do naczelnego redaktora, który właśnie popijał whisky (wiadomo, że w paryskich kafejkach najmniej jest kawy) i, po krót kiej aczkolwiek ostrej wymianie zdań, zdzielił szefa stojącym w zasięgu ręki syfonem z wodą sodową. Nie chcąc dopuścić do interwencji sił porządku — dziennikarze tego nie lubią z zasady — koledzy zabrali szefa do pobliskiego ambulatorium i czynili starania, aby uspokoić zbyt krewkiego kolegę. Mimo tych starań, sprawa stała się głośna, choć opinie w samej kwestii były podzielone, skoro na drugi dzień redaktor naczelny konkurencyjnego pisma oświadczył na falach eteru, że „jeśli w dyskusji z kolegą redakcyjnym nie można już używać syfonów, to dziennikarstwo we Fran cji przeżywa rzeczywiście poważny kryzys". Żarty żartami, ale faktem jest, że owo autentyczne zdarzenie stało się początkiem dość szerokiej dyskusji na temat sytuacji prasy, i to nie tylko w jednym z krajów zachodniej Europy. Gdy „kaczka" wierzga Nazwiska protagonistów syfonowej wymiany zdań nie są tu istotne. Ważne jest, aby czytelnik dowiedział się, iż obaj panowie pracowali w znanym tygodniku sa tyryczno-politycznym „Le Canard Enchai ne". Spór wziął się stąd, że młodszy redaktor był właśnie napisał tekst na temat sytuacji w Portugalii, który to tekst ukazał się ze znacznymi skrótami, dokonanymi przez szefa bez wiedzy autora. Pozornie sprawa rzeczywiście błaha, ale nie w „Canard Enchaine" bowiem w tej redakcji obowiązuje ponoć od przeszło pół wieku zasada, że żaden tekst nie może u-lec wewnętrznej cenzurze. Został zatem złamany zwyczaj, który powodował, że na łamach tygodnika ukazywały się sprzeczne opinie, co z kolei powodowało ogromną popularność pisma. I dalej — owa popu larność we „wszystkich niemal środowiskach miała taki skutek dla pisma, że od samego początku jego istnienia nakład sla le wzrastał, aby dojść obecnie do blisko 400 tysięcy egzemplarzy. To batdzo dużo jak na tygodnik czarno-biały, ukazujący się na ośmiu stronach bez żadnej krwistej sensacji, ani golizny. Wysoki nakład pisma stał u źródła jego niezależności, bowiem założyciele „Le Canard Enchaine" postanowili, że pismo istnieć będzie bez reklamy, uważając przy tym nie bez racji, że reklama — główna podstawa materialnej prosperity kapitalistycznej prasy — jest źródłem ko rupcji wszelkich druków, jest dźwignią wszelkich nacisków na linię pisma. Afera z syfonem spowodowała, że zaczęto zadawać sobie pytania czy rzeczywiście ów ty godnik jest aż tak niezależny, jak o sobie mówi. Reklamy co prawda nie ma nadal, ale mogą znaieźć się inni możnowładcy, którzy chętnie płacą okrągłe sumy, aby owa „uwiązana kaczka'" przestała wierzgać. Bo przecież wiadomo, że dziś wydawanie pisma, tym bardziej bez wpływów z anonsów handlowych i mimo wysokich nakładów (a może paradoksalnie dlatego?) jest imprezą nader koszto\vną, jeżeli się pamięta, że w ciągu ostatniego roku cena papieru gazetowego podniosła się na ryn kach światowych o sto procent i więcej. Dwa i pół raza drożej Od kilku lat w wielu redakcjach gazet francuskich, belgijskich, włoskich czy angielskich wybuchają strajki zespołów dziennikarskich żądających udziału nie t3'lko w ewentualnych zyskach wydawnic twa, ale także w ustalaniu linii politycznej pisma. I tak np. jeden z popularniejszych dzienników belgijskich „La Librę Belgiąue" został trzy lata temu wykupio ny przez potentanta prasowego, właścicie la kilku innych tytułów, a wśród nich po południówki o skrajno-prawicowym profilu. Zespół redakcji „La Librę Belgiąue" obawiał się, że nowy właściciel narzuci' pismu nową, bardziej prawicową Unie, co byłoby sprzeczne z jego tradycjami-dzień nika liberalno-burżuazyjnego. W chwili, gdy ogłoszono, że dziennik przechodzi w inne ręce, zespół utworzył coś w rodzaju komitetu redakcyjnego, który wywalczył sobie pewne prawa dotyczące utrzymania linii gazety. Podobne komitety, o większych jeszcze prerogatywach powstały, „we Francji czy Włoszech. gdzie odtąd' przedstawiciele dziennikarzy zasiadają w; radach nadzorczych i uczestniczą przy po dziale zysków. Zachowanie linii gazety jest sprawą na der istotną nie tylko z punktu widzenia politycznego czy tradycji dziennikarstwa danego kraju. Zmiana linii bowiem pocią ga za sobą ucieczkę poważnej części starych czytelników. A ta ucieczka jest u-łatwiona z jednej strony wzrostem konkurencji ze strony radia i telewizji (do których przechodzi poważna część funduszy reklamowych dotąd przeznaczonych dla prasy drukowanej), z drugiej zaś wzro stem ceny gazety. W ciągu mniej więcej ostatnich piętnastu lat cena jednostkowa gazety wzrosła dwa i pół raza. Decyzje w tej sprawie nie są związane tylko ze wzros tem cen papieru gazetowego, czy przecho dzeniem reklamy do bardziej popularnych pod względem zasięgu środków masowego przekazu, lecz również tym, że w ciągu ostatnich czterech lat globalne sumy prze znaczone na reklamę handlową mają stałą tendencję spadkową, co jest ściśle związa: ne z recesją gospodarczą w rozwiniętych krajach kapitalistycznych. HENRYK KURTA której tytuł wyleciał mi z pamięci, wiem tylko, że autorem i głównym aktorem była Stefania Grodzieńska. Pisało się Wszystko: satyry antyhitlerowskie, sprawozdania z ważnych konferencji i zjazdów, felietony, krótkie opowiadania, krytyczne informacje i kronikę miejską. Dużą satysfakcję stanowiła świadomość, że z tym co ukazało się w „Sztandarze" liczyli się poważnie wszyscy. Któregoś dnia w marcu wychodząc z redakcji spostrzegam na murach pobliskiego kościoła Bernardynów większą niż_ zazwyczaj ilość nekrologów. Były tam nazwiska przeważnie młodych ludzi, wymienione stopnie wojskowe i ^Więzła informacja „poległ pod Kołobrzegiem" lub „zginął śmiercią żołnierza w Kołobrzegu". Z każdym dniem nazwisk tych przybywało. Setki lublinian, o których wiadomo jUż było, że z wojny nie wrócą. W samym Lublinie i okolicy często wybuchały krótkie 8trzelaniny, a w jednej z nich tuż obok redakcji postrzelony został nasz księgowy. Zdarzały się jednak przypadki groźniejsze, zwłaszcza we Wsiach i miasteczkach Lubelszczyzny. Dochodziły wiadomości o napadach na posterunki milicji i o różnych skrytobójczych porachunkach. Niedaleko Lublina podczas zabawy tanecznej wrzucono przez okno na salę granat ręczmy. ■■Na peryferiach miasta odkryto późną wiosną masową yiogiłę ludzi zamordowanych przez hitlerowców. Byłem 5-dynym dziennikarzem który uczestniczył w ekshumacji £włok i przekazał bliższe informacje do wiadomości publicznej. To ponure wydarzenie poruszyło całą społeczność miejską, wiele osób szukało swoich bliskich. Jednak-tylko dwie osoby udało się zidentyfikować. Pracując w „Sztandarze Ludu" byłem przez jakiś czas ^rawozdawcą sądowym. Ba. ale nie na „pyskówki" cho-pło sie wtedy. Sprawy, którym sie przysłuchiwałem, mda posmak grozy, a wyrokami najczęściej była kara •niierci. Rozpatrywane tam były wyłącznie przestępstwa wojenne. Nie żałowałem ludzi skazywanych na powieszenie. Zasłużyli sobie na swój los. Ale z rozpraw takich nie wychodziło się w lekkim nastroju. Latem 1945 roku było nas już więcej. Ludzie powracali z wojsika, z ukrycia, z zagranicznych tułaczek. Niektórzy z trudem i nie bez oporów przyswajali sobie nową rzeczy wistość polską, nową, ociosaną ledwie z grubsza, władzę ludową. Czas był bogaty w wydarzenia i na to, co się wtedy przeżywało w pół roku, obecnie nie wystarczy 5-latka. Po pół roku czułem się już na tyle dziennikarzem, iż mogłem sobie pozwolić na zmianę szefa i miejsca pracy. Przeszedłem do lubelskiego oddziału PAP współpracując jednocześnie z rozgłośnią Polskiego Radia. Pierwszym kierownikiem lubelskiego oddziału „Polpres-su" był Czesław Gamla. Bardzo młody człowiek, który prosto z czołgu przesiadł się za redakcyjne biurko. Zawsze po godny, szeroko uśmiechnięty, życzliwy dla ludzi. Oddział agencji mieścił się w gmachu, który po wyprowadzeniu się historycznej Krajowej Rady Narodowej — stał się siedzibą władz wojewódzkich. Miało się więc pod ręką najważniejsze instytucje, i co ważniejsze stołówkę z bufetem. Stosunki w redakcji były koleżeńskie i miłe, a zespół zgrany. W rozgłośni radiowej nie spotykało się zawodowych •dziennikarzy, prawie wszystkie role odgrywali tu za nich aktorzy. Miałem styczność z jednym z nich, pełniącym funkcję redaktora programowego. Nazywał się Robert Mrongowius. Bardzo kulturalny pan w średnim wieku, któremu bardziej do twarzy byłoby w eleganckim garniturze z muszką niż w ppłwojskowym, półcywilnym kusym ubranku. Gdy wszedłem do jego pokoju biurowego, obrzucił mnie ciekawym spojrzeniem małych, bystrych oczu i z półuśmiechem otworzył boczną szafkę biurka, wyj mując butelkę z kieliszkami. W ten miły sposób nie przyjmowano mnie już nigdy później w żadnej instytucji, do jakiej kiedykolwiek los mnie skierował w charakterze petenta. Inną osobliwością lubelskiej rozgłośni Polskiego Radia w roku 1945 była forma wypłaty honorariów, której też później nigdy i nigdzie nie spotykałem. Wypłacano należność natychmiast po wygłoszeniu przed mikrofonem przyjętego tekstu. Ze mną po raz pierwszy odbyło się tak: — Ma pan coś dla nas gotowego? — spytał kierownik działu programowego. — Nie, najpierw chciałem się zorientować w możliwościach. — Ach, możliwości są duże, bo po prostu nie mamy materiałów prócz naturalnie różnych grafomańskich „kobył". Brak natomiast krótkich, - treściwych reportaży, felietonów, rzeczowych informacji lub komentarzy. Czy może pan coś z tych rzeczy od razu tu u nas machnąć? Z miejsca wstawi się to do programu, a autor bezpośrednio po odczytaniu otrzymuje honorarium. Niewielkie wprawdzie, ale... — Owszem mogę — odrzekłem szybko. Była to bowiem bardzo ponętna propozycja dla człowieka o permanentnie pustej portmonetce i niezbyt pełnym, wygłodzonym po wojnie żołądku. Trudno zliczyć i przypomnieć wszystkie obsługiwane wówczas imprezy, tym się różniące od dzisiejszych, że każ da niemal była nowością w państwie stawiającym pierwsze kroki na drodze reform społeczno-politycznych i gospo darczej odbudowy. Jak trudna to była droga, ten kto jej nie przeszedł, nie uwierzy. Dziennikarz, który wrócił z frontu lub partyzantki, napotykał na niej większe niebezpieczeństwa niż na wojnie. Bo tam wiedziało się kto jest wróg, a kto sprzymierzeniec. Tu zaś szło się często po omacku. Obecnie po trzydziestu latach patrz? na te wydarzenia! jak na wyblakłą lecz pełną ekspresji fotografię, byłby z tego pasjonujący utwór sceniczny lub powieść, którą byi może jeszcze napiszę. Strona 8 MAGAZYN G/os pomorza ot 24% KARTKI Z WARSZAWY EPITAFIUM (Od naszego korespondenta) Pamięć ludzka jest zawód-■a, a czas goi rany. Umarli nie rzucają cienia. Wchodzi się do nich przez Bramę Sw. Honoraty na starych Powązkach, jak wchodziło się tędy, ctwsze jednako z boleścią, >d 185 lat. Pamięci ukochanych, drogich, bliskich wybawili żywi sarkofagi, strzeliste pomniki, kaplice kute w ieiazie, kamieniu i marrriu-ze. Szczątki dawnej świetnoś -i rodów, wyrażającej się prze :ież w owym stylu, pozosta-y do dziś. Powiadają znów •:y sztuki, że ta część Powązek jest najprawdziwszym mu eum, zabytkiem, który trzeba chronić V restaurować. Temat pojawił się jakoś nagle, bez specjalnych okazji, 'aczęto mówić, że je$t bra-iem poszanowania tego miej .-co zwożenie tu wycieczek, właszcza dzieci szkolnych. Ze mentarz jest miejscem wiecz lega spoczynku wielkich, za-łużonych, znanych z historii choćby dlatego nie wolno rozwalać na gonitwy dziecia <ów pomiędzy grobami, które rozsypują się jak popiół. I rów nocześnie zaczęto się zastanawiać, jakimi sposobami i nakładem można podjąć restaurowanie najstarszej części cmentarza powązkowskiego. Zabytki skruszałe przez c~as. Katakumby, groby i kaplice przy kościele, pochodzące z początków XIX wieku, prawie wszystkie strojne w pomniki, ołtarze. Aleja Zasłużonych z czasów prawie że niedawnych, założona w roku 1925. Nazwiska Reymonta, Limanowskie go, Rodziewiczówny, Jaracza, Gojawiczyńskiej, Dąbrowskiej, symboliczny grób prezydenta Warszawy z lat 1934-39, cywilnego komisarza obrony Warszawy we wrześniu 1939 -S. Starzyńskiego. Nazwiska znanych działaczy, twórców, naukowców, polityków. Rozsy pujący się marmur i kamień, potrzaskane gdzieniegdzie w czasie wojny, zrujnowane w czasie powstania, nigdy nie odnawiane, zapomniane, są jedynymi świadkami przeszłości pokoleń warszawskich w dwóch blisko stuleciach. Smutny jest dzień Zmarłych w tej części Powązek. Tu nie tak gęsto płoną znicze i ludzi mało. Ci, co mieli pamiętać o swoich Zmarłych dawno już odeszli, lub żyją w innych stronach, I dla nich grób jakiegoś przodka jest także zabytkiem w ogóle, niewartym pamięci, może po prostu z braku czasu, z niemożności odbycia tak dalekiej podróży na kilka godzin. Za Bramą Św. Honoraty panuje dostojna cisza. I przed nią nie ma takiego zgiełku handlarek kwiatami, jak przed wejściem na Cmentarz Komunalny, daw ny Wojskowy. Ile jest takich zapomnianych, niszczejących zabytków na polskich cmentarzach, ile wspaniałych dzieł sztuki kamieniarskiej, kowalskiej czeka na odkrycie, zinwentaryzowanie, dokumentację? Ileż wiedzy dostarczają zabytki archi-tektoniczn .< cmentarnych kaplic, rzeźby, nagrobki, czy wreszcie epitafia na płytach. Nie wolno przejść obok nich obojętnie, one nie mogą po prostu zginąć. Są bowiem do wodem naszej kultury. BRONISŁAWA WYSZYŃSKA TYSIĄC ADDYCJI „MATYSIAKÓW" ; Kronikarz zapisał: 15 grud ni a 1956 roku, godz. 20.35 w programie II Polskiego Radia nadano pierwszy odcinek powieści radiowej MA TYSIAKOWIE. Minęło blisko 19 lat i oto zapisujemy następna kartę historii najpopularniejszej w Polsce rodziny. 25 października 1975 roku o godz. 19.30 w programie II Polskiego Radia nadany został tysięczny odcinek sa?i rodu Matysiaków. Kiedy będziecie czytać te słowa, spółka autorska, najbar dziej systematyczna, najlepiej zorganizowana i naj-Wytrwalsza we współczesnych dziejach pisarstwa Jerzy Janicki, Dżennet i Sta- nisław Stampflowie oraz Władysław Że sławski zdjęli z maszyny dwudziestosześcio tysięczna pięćsetna kartkę maszynopisu, po to, aby przystąpić do nagrania tysiąc pierwszego odcinka. Czy wszyscy lubią Matysiaków? Na pewno nie wszyscy, bo nie wszyscy dają się zaczarować tym mi-tem-niemitem. Na pewno nie magnetyzują młodych, ale dla średniego i starszego pokolenia, dla tych wiernych 4 milionów radiosłucha czy, dla tego czteromiliono-wego przyjacielskiego kręgu ludzi stali się nie tylko bardzo bliskimi, stali się instytucją! Świadczy o tym blisko półtora miliona listów, które otrzymali Matysiakowie dotychczas. Matysiakowie nie zasklepili się w formie. Ciągle się zmieniają. Idą krok w krok z codziennością. W rodzinie Matysiaków, podobnie jak w każdej rodzinie, ciężar problemów przesuwa się na młode pokolenie. Zmieniają się problemy, zmieniają się sprawy codzienne, z roku na rok powstaje właściwie nowa powieść, o rodzinie, o kraju, tylko poczucie solidarności, rodzinne uczucia", tylko miłość zostaje taka sama, jak zawsze. I w tym tkwi odpowiedź dla tych, którzy pytają: „a co będzie w 2000 odcinku?..." JERZY ŁAŃCUT a p 5 M a a a to* 3 M M a pomniki przyrody 0 KAMIENIACH INACZEJ Głaz narzutowy (erratyczny)', to oficjał na nazwa dużego kamienia z epoki lodowca. Dla większości ludzi głaz narzutowy jest po prostu zwykłym kamieniem, bez najmniejszych cech atrakcyjności. Często stanowi on nawet przeszkodę nie do pokonania przy uprawie roli bądź też pracach zalesieniowych. Jako „twór przy rody nieożywionej" uznawany jest — gdy na to zasługuje — la pomnik przyrody. Bywa wtedy prawnie chroniony i figuruje w rejestrach urzędowych. W rzeczywistości jednak stanowi przedmiot zainteresowania niemal wyłącznie naukowców skupionych w Muzeum Ziemi Polskiej Akademii Nauk. Dla nich głaz nie jest tylko tworem przyrody nieożywionej, on żyje swoją historią, historią Ziemi, jest jej dziejów dowodem i obrazem. Dla nas po prostu szare kamienie, dla nich — granity (grubo i drobnoziarniste), piaskowce, gnejsy... Posiadają „ory ginalne kształty", są „dziwnie ułożone" ł mają „ciekawą strukturę". Kamień może być rzeczywiście niezwykle interesującym obiektem — przekonałam się o tym w czasie poszukiwań prowadzonych z pracownikiem Muzeum Ziemi w Warszawie, mgr Danutą Chodko-wską. A ileż przy tym zaznałam satysfak cji... bo przecież Pomorze Środkowe to obszar obfitujący w głazy. Tu znajduje się największy w Polsce głaz polodowco-wy tzw. „Trygław" (Tychowo koło Białogardu) o obwodzie około 51 m 1 większość okazałych, chociaż już mniejszych głazów pozostawionych przez lodowiec da leko od miejsca pochodzenia. Większość i nich to granity skandynawskie. Niektóre, jak ten tychowski, posiadają własne nazwy (,.Drewniany Kamień" koło Uliszek), inne otoczone są legendami, jak np. niewielki co prawda (około 8 m obwodu) głaz położony nad jeziorem Trzynik w pobliżu Kołobrzegu, z wyrytym w obwódce, trudno już czytelnym na pisem zawierającym nazwiska i datę, dane świadczące o miejscu rozstania ko- chającej 1 wiernej właścicielki majątlrtl t nowo poślubionym małżonkiem, którego nigdy już nie miała ujrzeć. Są znaki na jednym z największych głazów (około 17 m obwodu) leżącym w polu, obok małego dębczaka w miejscowości Kłodzino ko ło Świdwina. Głaz ten złożony jest jakby z trzech oddzielnych bloków Ma wysokość około 2 metrów i mocno wydłużoną i wygładzoną płaszczyznę. Są i takie głazy, które oprzeć musiały się budowniczym granitowych dróg 1 fundamentów. Ślady wierceń pozostały na głazie położonym wśród kępy drzew W polu PGR Tychowo koło Sławno. Jakiemuś „szczęśliwcowi" udało się odłupać prawdopodobnie około połowy okazałego głazu w lesie koło Studzienic. Pozostało około 15 m obwodu; i to już zostanie, bo głaz chroni teraz prawo. Są wreszcie i takie, o których istnień W dowiedziano się przypadkowo. Leżą w gęstych zaroślach, nad jeziorami, porośnięto mchami i porostami, przysypane ziemią. Sterczą wśród zabudowań gospodarskich. Osłonięte, czasem wręcz niewidoczne „za* walidrogi". Bardzo często naziemna, widoczna część głazu stanowi tylko niewiel ką część całości. A ile jest ich jeszcze nieujawnionych? Rozejrzyjmy się. Głazy — twory przyrody nieożywionej — żyją! W pamięci, w historii, w legendzie. INŻ. HANNA PISZCZEK Zdjęcis autorki Ma „swój" głaz rolni czka Genowefa Pialik w Łozicach Starych, koło Bobolic. Jakby z trzech oddzielnych bloków nałożonych na siebie ręką olbrzyma. W części tylko wyglądający z ziemi. O 17 metrach obwodu. Tajemniczy głaz w Kłodzi* nie koło Świdwina (na zdjęciu Dotychczas Nikita Michałków (młodszy brat Andrieja Michał kowa-Kanczałowskiego) znany był kinomanom jedynie jako ale tor („Chodząc po Moskwie"). Obecnie debiutuje pełnometrażowym filmem fabularnym pt. „Swój wśród obcych, obcy wśród swoich". Jest to film przygodowo-sensacyjny osadzony w realiach, historycznym tle ł rewolucyjnej atmosferze lat dwudziestych. W wielu momentach reżyser świadomie sięgnął do pastiszu lubianych przez młodzież gatunków: westernu, filmu kryminalnego i przygodowego. Zaproponowana przez Mi-chałkowa formuła filmu zaskoczyła widzów, wywołując lawinę listów krytycznych i pełnych zachwytu. Podzielone opinie mieli również krytycy filmowi, dlatego też myślę, że najlepiej zrobią kinomani, jeżeli sami wy robią sobie opinię. Film jest jednym z ubieąających się o miano „filmu listopada". A oto tytuły pozostałych pozycji premierowych: Niezwykłe przygody Włochów w Rosji; Yurico - moja miłość; Blokada cz. I I H; 'a I mój pies; Syndykat zbrodni; Samotny detektyw McQ; Tomcio Paluch; Znikąd donikąd; Koncert dla outsidera; Pamiętne lato oraz „Noce ł dnie" cz. I i II. Oprócz wymienionych filmów premierowych, w konkursie uczestniczą wszystkie inne obrazy wyświetlane w kinach województw koszalińskiego i słupskiego. Propozycje Czytelników (wyłącznie indywickialne i po jednym filmie) można nadsyłać na adres redakcji, koniecznie z dokładnie i czytelnie podanym imieniem, nazwiskiem, adresem I dopiskiem „film listopada". Dużym ułatwieniem dla Czytelników jest zamieszczo ny poniżej kupon konkursowy, który uprawnia do nabycia Jednego ulgowego biletu pod warunkiem, że wypełniony kupon pozostawi się w kasie kina. Prosimy jedynie, by nie wpisywać - jak to się zdarza - tytułu filmu, na który Czytelni cy dopiero się wybierają. Oprócz wspomnianych biletów ulgowych, które już są pre mią dla uczestników plebiscytu, na wszystkich głosujących czeka 11 atrakcyjnych nagród. Główna - to roczny karnet dla 2 osób do kin w całym województwie, koszalinianie mogą się ubiegać o taki sam karnet — dla 1 osoby - do kina „Kryterium". Poza tym ufundowane są trzy portrety gwiazd ekranu i 6 bonów książkowych, wartości 100 zł każdy. Zapraszamy wszystkich do udziału w plebiscycie, a na zgłoszenia czekamy do końca listopada. (kon) KUPON KONKURSOWY - „FILM LISTOPADA" Tytuł filmu Imią ! nazwisko widza ....... Adres ............................. Kupon uprawnia do nabycia ulgowego biletu. Wafay do 30 listopada. Na zdjęciu: Scena z filmu „Swój, wśród obcych, obcy wśród swoich", © ULGOWE BILETY I 11 PREMII DLA CZYTELNIKÓW • „NOCE I DNIE". - KANDYDATEM REDAKCJI G/os Pomorza nr 242 MAGAZYN Strona 9 ' §1111 liii! 5 MINUT Z DIANĄ ŁOZIŃSKĄ URODZIŁAM SIĘ W TEATRZE £ w stysseitia Diana Łozińska występuje na scenie Bał tyckiego Teatru Dramatycznego już od pię du sezonów. Tę doświadczonq aktorkę pa Więtamy z ról w „Nim zapieje kur", ze Sztuki Arbuzowa „Mój miły, stary dom", z uKramu z Piosenkami", „Rybki na czworo", uBollady o tamtych dniach": - Z tego wyliczania wychodzq niechcący •orne niemal komedie. Może dlatego, że bardzo je lubię?... Bo moją dewizą, w teatrze I w życiu jest: „śmiej się ze wszystkich, do wszystkich i ze wszystkiego". To Lwięta dewiza dzięki której chyba wytrzymuję tak długo w teatrze... . «■ A dokładnie: jak długo? — Na to pytanie niełatwo w moim przypadku odpowiedzieć: należę do tych aktorów, którzy urodzili się w teatrze. Po Prostu pochodzę z aktorskiej rodziny. Urodziłam się niemal na scenie - w okresie, gdy moja matka grała Dianę w „Fantowym". Imię Diana zaplanowane przez rodziców: dziewczynka miała być Dianą a chłopca nie chciano wprawdzie unieszczęś Hwiać Imieniem Fantazego. ale niewiele brakowało. I tak właściwie już od samego Imienia z dramatu Słowackiego się zaczęło Wprawdzie był potem czas, gdy nieco odeszłam od teatru I sceny: kończyłam liceum plastyczne, potem trzy lata studiów na WSP I potem... egzamin do szkoły ak- torskiej. Z tej szkoły zresztą chciano mnie wylać, tylko wcześniej, namówiona przez kolegów, zdałam egzamin eksternistyczny i tak oto zostałam aktorką. - Czyli jednak wróciła pani do miejsca urodzenia? — Bo teatr rzeczywiście ma Jakieś bakcyle. Czy to będzie aktor, czy człowiek pracujący za kulisami,.. Jest jakaś magia, dzięki której żywy teatr wygrał walkę nawet z uczącą wygodnictwa telewizją. Czar kurtyny, moment gongu rozpoczynającego przedstawienie, Iwiatła... Bo ja wiem, co Jeszcze? - A czy po tylu latach kontaktu z teatrem, moie pani określić zmiany, która w sztuce teatralnej zaszły? — Zmiany? W jakiś sposób teatr przemle nlł się z korzyścią dla widza. Kończy się już chyba epoka eksperymentu, wracamy do tradycyjnego teatru, ale właśnie po eksperymencie teatrowi pozostała jedna istotna nowa cecha: prowokacja do myślenia, do dyskusji. I to jest to, co się zmieniło Mnie natomiast zawsze sprawiał I sprawia najwięcej satysfakcji teatr „robio ny na żywo", czyli: tak jak to zostało napisane przez autora. Brałam na przykład udział w paru wystawieniach „Moralności pani Dulskiej", w paru Interpretacjach „Dam I huzarów" — na tradycyjnych In- scenizacjach ludzie szaleli. To talcia o czymś świadczy, prawda? - A widz? Czy widz takie się zmienił? - Bałtycki Teatr Dramatyczny jest moim dziesiątym teatrem. Mam więc za sobą sporo sezonów I sporo kontaktów z widzami różnych czasów. Widz się zmienił, ale na niekorzyść: rozpanoszył się przez bezpłatne bilety. Bo inaczej idzie się do te atru z własnej woli i za własne pieniądze a inaczej i z inną ochotą „na darowany" bilet. - Pani Diano, scena Bałtyckiego Teatru to jedno. Ale przecież widzowie znają panią także z innej działalności. - Chodzi o „Trzy miłości" czyli ballady Bułata Okudżawy? Od dwóch sezonów jeździmy wraz z Ewą Nawrocką z tym właśnie programem po obu naszych województwach. I okazuje się, że nadal iest na „Trzy miłości" zapotrzebowanie. W u-biegłym tygodniu prezentowałyśmy ten program na V Tczewskich Spotkaniach Te atralnych. Były dwa przedstawienia - dla młodzieży i dla dorosłych, widzów. Obydwa skończyły się bisami. Sprawiło to nom zrozumiałą satysfakcję. - Ale „Trzy miłości" to teł jeszcze nie wszystko. Słyszałam o konsultacjach, o współpracy z dawnym powiatowym''domem Kultury w Koszalinie, o współpracy z WDK? - No tak, to Już trwa od pięciu sezonów, czyli od czasu, gdy przyjechałam do Koszalina. Dotąd ciągnęłyśmy tę robotę z Elżbietą Kisielewską. I mam zamiar ją kontynuować. Uważam, że tak wspaniały pomysł Jak konkurs recytatorski „Ptaki ^ I ptaszki polne" to najwłaściwszy sposób przyzwyczajania najmłodszych do teatru, do żywego słowa. Inicjatywa przepiękna I chyba jedyna w Polsce. Jak przy niej nie współpracować? Jak nie cieszyć się, gdy siedmiolatki zaczynają nie tylko recytować, ale także interesować się teatrem I sztuką teatralną w ogóle? Mam dużą satysfakcję z tej najwłaściwszej chyba formy upowszechniania teatru. Notowała: W. TRZCIŃSKA Na zdjęciu: Diana Łozińska z synem. Do skarpetek Są ludzie, którzy wydają się być skazani na telewizją do tego stopnia, ze ma się wrażenie niemal całkowitego pozbawienia ich prywatności. Oglądam ich i słucham przy różnych okazjach, czasami i niespodziewanych. Nie dotyczy to, rzecz jasna, ludzi zawodowo czy raczej etatowo tu zatrudnionych, choć niekiedy sprawiedliwie dziz lą oni swój czas i zdolności między różne mass media. Z jednej strony — to dobrze. Szkoda byłoby na przykład ukrywać Karola Małcużyńskiego tylko w „Trybu-nie Ludu" czy Mieczysława Rakowskiego wyłącznie w „Polityce". Wiele naturalności, autentyzmu zyskują te programy, w których coś zawsze mądrego ma do powie-dzenia Józef Zieliński, dyrektor naczelny budowy kozie-nickiej elektrowni. Z drugiej zaś strony ogarniają mnie czasami wątpliwości co do kompetencji niektórych osób przywoływanych przed kamerę w chwilach niezupełnie odpowiada-jących ich rzeczywistym zainteresowaniom albo, co chyba jest sprawiedliwszą refleksją, zbyt często w stosunkowo krótkich odstępach czasu. Zdarzało się i zdarza w ciągu trzech, dwóch a nawet jednego dnia widzieć te same osoby z pełną swobodą wypowiadające się na temat zgoła różnych spraw. Filmu, teatru, muzyki, literatury i sportu. Sprawa jest nie tyle delikatna co niejednoznaczna. Nig dzie przecież nie jest powiedziane ani napisane, że głoszenie opinii należeć winno tylko do wąskch specjalistów, tak jak nikt zrównoważony nie będzie nalegał na powierzenie losów ludzkości fizykom czy matematykom albo literatom przy całym bezwzględnym szacunku dla ich wiedzy, pracy i jej efektów. Jeżeli jednak stawiam.tę sprawę na porządku jednego dnia to z, pewnego przesytu, spowodowanego niezbyt racjonalnym „gospodarowaniem" ciekawymi, mądrymi, utalentowanymi członkami naszego społeczeństwa. Programów prezentujących ich było i jest dużo, przy czym obowiązuje pewna kolejność czy gradacja aż, jak się zdaje, do całkowitego wywłaszczenia człowieka ze wspom nianej już prywatności. „Wszystko za wszystko", „S&m na sam", „XYZ", a dopiero co narodziło się „100 pytań", zainaugurowane generalnym rozpoznaniem i tak już zna nego Witolda Filiera. Program ten zdobył uznanie u wielu tych widzów, którzy mogli wytrwać do niedzielnej północy. Przyznaję, oglądałem fragmenty, a to z kilku powodów, z których dość istotny, moim zdaniem zdarzył się w momencie kiedy zapytano red. Filiera o fryzurę te związku z nową sytuacją, nową żoną i czymś tam jeszcze. Pytanie o to kto z kim, gdzie i kiedy należy do żelaznego repertuaru ciekawostek o posmaku nie zawsze najtaktowniejszym, chociaż uprawianym i tolerowanym. Mimo to nie wydaje mi się najbardziej wskazane takie „rozpracowywanie" człowieka które zmienia się w szczególny, bo publiczny rodzaj plotkowania, nie zaroszę rni-mo intencji, nieszkodlhoie zabawnego. W tym programie wszyscy się na to zgodzili, łącznie z bohaterem wieczoru. Ja zgłaszam votum separatum, (zetem) Nie ulega wątpliwości — zaprezentowaliśmy w okręgu Neubrandenburg wszystko to, co można nazwać najbardziej wartościowe w dorobku kulturalnym obu naszych województw: koszalińskiego I słupskiego. Przede wszystkim — co najbarwniejsze i najbardziej atrakcyjne dla naszych przyjaciół z NRD: ruch amatorski. Zespoły folklorystyczne, młodzieżowe zespoły taneczne, sztuka ludowa i prace plastyków amatorów — wszystko to budziło ogromne zainteresowanie. Warto też podkreślić, że z równie serdecznym przyjęciem spotkał się w Neubranden-burgu bogaty w tradycje Zespół Pieśni i Tańca z Bytowa, jak ł znacznie od niego młodszy I mniej doświadczony „Diabaz" z Drawska. „Przebogata kolorystyka kostiumu, żywe rytmyĄ dużo dobrego tańca I doskonale wykonanej ludowej muzyki" — pisali nasi koledzy z „Freie Erde". A na wystawie sztuki ludowej, zorganizowanej przez koszaliński Wojewódzki Dom Kultury i eksponującej prace twórców z obu województw, zwiedza- jący długo zatrzymywali się przed rzef bami, haftami, malarstwem na szkle. Pisaliśmy już także, że bardzo dużym zainteresowaniem cieszyły się wystawy indywidualne artystów plastyków, że przez całe dziesięć dni to zainteresowanie nie tylko nie słabło, ale coraz bardziej się potęgowało. Za wystawami, które z takim zainteresowaniem przyjęto, poszły więc zakupy prac, doszło do jeszcze szerszego nawiązania kontaktów pomiędzy naszym środowiskiem plastycznym a plastykami z okręgu Neubrandenburg. Gdy ostatniego dnia w Biurze Organizacyjnym sumowano wyjątkowo dokładnie zbierane informacje o frekwencji na wszelkiego typu imprezach I wystawach organizowanych w ramach Dni Przyjaźni i Kultury Polskiej w NRD, okazało się, że widzów było ni mniej ni więcej, tylko 46 tysięcy. Chociaż przygotowano bogaty blok imprez, sami organizatorzy — a powtarzam to za ich własnymi oświadczeniami — nie spodziewali się aż takiego zainteresowania. Być może, wzięło się ono z róż- norodności propozycji: od wystawy książki dziecięcej i ekslibrisów po kon cert połączonych orkiestr symfonicznych Koszalina i Neubrandenburga. Następna podobna prezentacja dorobku kulturalnego województwa koszalińskiego odbędzie się w okręgu Neubrandenburg za cztery lata. Wcześniej — za dwa lata — będziemy gościli naszych, przyjaciół u nas. Wypadałoby więc przytoczyć tu parę słów pożegnania. Wypadałoby, ale gdy odjeżdżaliśmy z Neubrandenburga, nikt z nikim się nie żegnał. Bo chociaż na kolejne Dni Przyjaźni trzeba poczekać, to jak się okazuje, czas pomiędzy nimi zostanie wypełniony systematycznymi spotkaniami środowisk plastycznych i muzycznych, zespołów amatorskich i zaprzyjaźnionych szczególnie mocno po ostatnim wojażu szkół muzycznych, kontaktami placówek kulturalnych z poszczególnych miejscowości i częstymi roboczymi wizytami. Dlatego właśnie mówiono nam nie „do widzenia", ale ,do prędkiego zobaczenia", (wmt) Fot. J. PATAN PO WIZYCIE W NEUBRANDENBURGU DO PRĘDKI EGO ZOBACZENIA... Strona 10 MAGAZYN KBIMBMBBaBEmSHBSSSS* tmhWMumam m / / ^Moim obowiązkiem jest milczenie" — oświadczył dziennikarzom w październiku 1956 roku Karl Doenitz, opuszczając więzienie Spandau w Berlinie, Przypomnijmy: na mocy testamentu Hitlera z 30 kwietnia 1945 roku Doenitz został jego następcą, mianował siebie prezydentem Rzeszy i przez 9 dna sprawował te funkcję. Ostatni fuehrer III Rzeszy nie dotrzy mai jednak „obowiązku milczenia" i wkrótce wydał pamiętniki pt. „10 lat ł 20 dini" — o swej wojskowej karierze i działalności jako głowy państwa. Cieszą się one do dziś znaczną poczytnością w RFN i już choćby dlatego warto zapoznać się i nam z wyznaniami fuehrera 9 dni. Kariera brunatnego pirata Niemal od początku kariery wojskowej w 1911 roku pasjonował się wojną podwodną i ostatnie dwa lata I wojny światowej przesłużył w łodziach podwodnych na Morzu Śródziemnym. W paździer niku 1918 roku koło Malty została zatopiona łódź, która dowodził Doenitz. On sam dostał się do niewoli i w cbozie angielskim przesiedział do lipca 1919 roku. W pamiętnikach napisał, że było to ■dla niego wydarzenie, o którym trudno mu zapomnieć i z którym niełatwo się pogodzić. Do armii powrócił na stanowisko dowódcy niszczyciela, a w 1924 roku dostał przydział do Sztabu Marynarki Wojennej w Berlinie. Tu Doenitz zaczął przejawiać zainteresowanie polityką i został zwolennikiem Adolfa Hitlera. „Jesteśmy robakami w porównaniu z nim" — oświad czył na wiecu w Berlinie w 1934 roku. Awanse Doenitza po szczeblach kariery służbowej szły równolegle do wzrostu wpływów NSDAP i kiedy w 1935 roku Hitler zakwestionował wojskowe klauzule wersalskie, Doenitz otrzymał zadanie odrodzenia niemieckiej floty podwodnej. W momencie rozpoczęcia II wojny światowej dowodził flotą, która robiła wrażenie niepokonanej przez długi czas. Wymowny jest następujący bilan«: sojusznicy stracili ogromna liczbę 5150 okrętów o wyporności 21 570 720 ton, z czego flota podwodna Doenitza zniszczyła 2828 jednostek o ogólnej wyporności 14 687 321 ton Wojna przegrana pod Stalingradem W styczniu 1943 roku Doenitz objął, po wielkim admirale Rzeszy, Rederze, stanowisko naczelnego dowódcy niemieckich sił morskich, a w kilka tygodni póź niej rozbicie 6 armii pod Stalingradem zwiastowało początek końca Niemiec hitlerowskich. „Chciałbym powiedzieć, jak' doszedłem do wniosku, że przegraliśmy wojnę. Rozgromienie armii niemieckiej pod Stalingradem bezwarunkowo bardzo mocno o-słabiło nasze położenie. Nie było już co liczyć na opanowanie Rosji. Odwrót na froncie wschodnim był nieunikniony. Rachuby Hitlera na pokojowe uregulowanie stosunków z Anglią przy pomocy niemieckiego zwycięstwa w Rosji wzięły w łeb — pisze Doenitz. — W maju 1943 roku nastąpił przełom w wojnie podwod- nej. Przedsięwzięcia obronne obniżały efektywność naszych łodzi podwodnych, które do tej Dory działały niezawodnie. Wreszcie, kiedy latem 1944 roku wojska sojusznicze koalicji antyniernieckiej przeprowadziły desant w Normandii i zdołały otworzyć drugi front przeciwko nam w Europie zachodniej — stało się jasne, że przegraliśmy wojnę. Co mieliśmy wówczas robić? Wiedzie liśmy, że na konferencji w Casablance w styczniu 1943 roku sojusznicy wyrazili zgodę jedynie na bezwarunkową kapitulację Niemiec. Dla nas oznaczało to np. poddanie Stalinowi 3,5 min wojska które tym czasie walczyło w Rosji. W stosunku do wojska, bezwarunkowa kapitulacja oznacza pozostanie na włas nych pozycjach w charakterze jeńców, po uprzednim złożeniu broni. Taka sytuacja była dla nas nie do wytrzymania. (...) Tak więc, w tamtych czasach, nie było innego wyjścia, jak kontynuacja wojny". „Podła zdrada" 21 lipca 1944 roku, nazajutrz po zama chu na Hitlera i próbie dokonania prze wrotu, Doenitz wystąpił w radio z apelem do ludności Niemiec ze słowami: „Przestępczy spisek w celu pozbawienia życia naszego ukochanego wodza rtapeł nia nas dziś świętym gniewem i bezgraniczną nienawiścią". Mówił dalej o „bezmyślnej maleńkiej klice generałów", którzy nie mają nic wspólnego z pełną męstwa .armią niemiecką, zaś próba dokonania przez nich przewrotu była „podłą zdradą Fuehfera i narodu niemieckiego". W tym przemówieniu, bardziej niż w licznych innych z owego okresu, wyszła na jaw istota ideologii politycznej Doenitza, jego przeżycia i nadzieje. Nie ma w tym jednak niczego, co mówiłoby o człowieku, który zrozumiał, że wojna jest przegrana i poważnie szukał jakiegoś wyjścia. Jego zdaniem, nic wówczas nie wiedział o eksterminacji i ciemiężeniu narodów przez państwo hitlerowskie, choć z pewnością był dobrze poinformowany choćby o niewolniczej pracy więźniów z obozów koncentracyjnych w dokach por tów wojennych. „To, o czym dowiedziałem się w 1945 roku, po kapitulacji i w 1946 roku na temat nieludzkiej strony systemu narodowo--socjalistycznego, wywarło na mnie głębokie wrażenie. Z całą jaskrawością ujrzałem złowieszcze oblicze tego systemu i zmienił się mój stosunek do państwa, które stworzył ten system" napisał obłudnie Doenitz w swych pamiętnikach. Popłoch przed chaosem „Hitler zamknął się w swym bunkrze w Berlinie — kontynuuje wyznania Doenitz. — Nie można już było nawet mówić o jakimś konsekwentnym kierowaniu. Takie położenie budziło we mnie trwogę. Niemiecki front wschodni pod naciskiem Rosjan przesunął się tak daleko na zachód że żołnierze i ludność cywilna byli w stanie... jedynie ucieczką ratować się w tych rejonach Niemiec, które już były lub miały zostać wkrótce okupowane przez wojska an glo-amerykańskie. Istniała możliwość przerwania wojny na drodze kapitulacji sił zbrojnych. Kapitulacją powinien dowodzić jeden człowiek. Gdyby np. jeden dowódca skapitulował, a inny uznał, że powinien kontynuować działania bojowe — powstałby chaos". „W kwietniu 1945 roku sztab Naczelnego Dowództwa Sił Zbrojnych Niemiec znajdował się w Rheinsbergu. a ja ze swym sztabem stanąłem w Ploen — kontynuuje wyznania Doenitz, — Rozkazy Hitlera otrzymywałem z Berlina przez radio, jednakże dowodzenie z izolowanego bunkra w Berlinie nie było możliwe. Ta sytuacja napawała mnie niepokojem o naibliższą przyszłość Niemiec. Potem nagle, 30 kwiet nia, otrzymałem z bunkra Fuehrera radiogram, zawiadamiający o tym, że Hitler wyznaczył mnie na swojego następcę i że powinienem natychmiast podjąć wsze1k?e decyzje, jakich będzie wymagała sytuacja" Doenitz — jedynym kandydatem Trzeba stwierdzi?, że na pierwszy rzut oka ten wybór był zadziwiający i najbardziej ze wszystkich zaskoczył samego Doenitza. Być może był on pomyślany jako nagroda za konsekwentną lojalność — albo Jako policzek, wymierzony armii lądowej, którą Hitler winił za przegraną wojnę, Jednakże ta decyzja nie była pozbawiona logiki, jak to się na pozór wydawało. Stopniowo odpadali inni kandydaci: Goe ring i Himmler zostali uznani za zdrajców. Goering przysłał Hitlerowi pismo z powiadomieniem, że obejmuje władze. Himmler starał się o nawiązanie kontaktu z dowództwem anglo-amerykańskim. Hitler kazał aresztować jednego i drugiego. Goeb bels, był nie do przyjęcia dla sił zbrojnych. Bormann pozostawał jeszcze w cieniu. Doenitz natomiast cieszył się zgodną „niezaszarganą reputacją". Marzenia o krucjacie przeciwko ZSRR Kiedy Doenitz otrzymał od Hitlera nominację na następcę, nie wiedział, że ten już nie żyje. Z miejsca wystosował' odpowiedź: „Mój Wodzu! Moja wierność wobec Pana pozostaje niewzruszona. Podejmę wszelkie kroki, aby poprawić pańską sytuację w_ Berlinie. Jeśli los nakaże mi jednak pokierować niemieckim imperium — jako następcy przez pana wyznaczonego — będę prowadzić tę wojnę do końca, godnego niepowtarzalnej bohaterskiej walki narodu germańskiego". Następnego dnia o 10 wieczorem, już do otrzymaniu wiadomości o śmierci Hitlera, ale nie znając jeszcze jej okoliczności, wystąpił przez radio z orędziem do narodu. Potwierdził wiadomość podana przez lektora radiowego o śmierci dyktatora Następnie mówił: „Fuehrer wyznaczył mnie na swego następcę. Świadom w pełni odpowiedzialności, właśnie dlatego biorę na siebie w tym okrutnym czasie przewód nictwo nad narodem niemieckim. Moje pierwsze zadanie polega na tym, żeby uratować niemieckich mężczyzn i kobiety od zniszczenia przez napierające wojska bolszewickiego wroga. Jedynie dla osiagniecia tego wyłącznego celu walka zbrojna będzie kontynuowana. Dopóty, dopóki Anglicy i Amerykanie beda przeszkadzali w osiągnięciu t^go celu, musimy dalej walczyć i bronić sie również przed nimi". 2 maja TT fuehrer TTT Rzeszy wv Ul fi * a IBBSBSOBI WOJEWÓDZKIE PRZEDSIĘBIORSTWO TURYSTYCZNE w Koszalinie! ul. Pawła Findera 115 uprze/nile imtormufe WSZYSTKICH ZAiNTERESOWANYCH wynajmem kwater i prowadzeniem stołówek na terenie woj. koszalińskiego ie od 1 października 1975 r. POSIADA WYŁĄCZNOŚĆ W ZAKRESIE: A prowadzenia Biur Zakwaterowań oraz wery- B flkacjl kwater prywatnych pod względem Ich przydatności do celów zakwaterowania I zaliczania do właściwej kategorii; A zawierania umów z osobami fizycznymi prowadzącymi stołówki oraz weryfikacji stołówek pod względem ich przydatności do świadczenia usług żywieniowych dla wczasowiczów I turystów; A wydawania opinii organom administracji państwowej o przydatności stołówek do świadczenia usług żywieniowych oraz stawiania {j wniosków o cofnięcie zezwolenia na ich pro wadzenie w razie naruszenia przepisów regulujących zasady prowadzenia stołówek. Zawarte dotychczas I nadal obowiązujące umowy i kwa-terodawcami oraz osobami prowadzącymi stołówki WPT Koszalin przejmuje od innych jednostek gospodarki uspołecznionej, w terminie do 30 listopada 1975 r. na drodze cesji. K-2951 II ' ■====■===■ I: FIATA 185 v — kuplę. Słupsk, te lefan 77-54. G-7100 SAMOCHÓD warszawę 225 sprzedam. Jan Okupski. Mścice 30 koło Koszalina. G-7101 RESTAURACJA „Valencja" w Mielnie, Chrobrego 14 przyjmuje zgłoszenia na bankiety, wesela i przyjęcia okolicznościowe. G-7098 SZCZENIAK Jamnik szorstkowłosy, czarny podpalany zginął S października w okolicy placu Gwiaździstego. Za zwrot psa wynagrodzę. Koszalin. Stalingradzka 4. G-7102 BIURO Matrymonialnie ..Apollo" Słupsk, Garncarska 5 poleca usłu gi. G-7099 W dniu 29 października 1975 roku zmarła w wieku 48 lat JADWIGA SUWAŁA długoletnia pracownica Fabryki Maszyn Rolniczych w Darłowie Wyrazy głębokiego współczucia RODZINIE składają DYREKCJA. RADA ZAKŁADOWA I PRACOWNICY Z głębokim żalem zawiadamiamy £e dnia 30 października 1975 r. zmarła w wieku 28 lat TERESA MICHNIEWICZ nieodżałowana, wzorowa pracownica Zespołu Opieki Zdrowotnej w Bytowie Wyrazy serdecznego współczucia Rodzinie składają DYREKCJA, RADA ZAKŁADOWA ł ZAŁOGA ZOZ w BYTOWIE DNIA SI PAŹDZIERNIKA 1975 ROKU ZMARŁ' w wieku 73 lat Towarzysz Sztuki Drukarskiej JÓZEF PYŹLAK maszynista typograficzny tft. pracownik Prasowych Zakładów Graficznych w Koszalinie W Zmarłym utraciliśmy cenionego pracownika, wzorowego wychowawcę młodzieży i dobrego Kolegę Wyrazy głębokiego współczucia RODZINIE składają TOWARZYSZE SZTUKI DRUKARSKIEJ Wyprowadzenie zwłok nastąpi w dniu 3.XI.19ro r. o godz. 13 z kostnicy cmentarnej w Słupsku W dniu 29 października 1975 roku zmarł na posterunku pracy JÓZEF B0RCIUCH długoletni pracownik b. Powiatowego Zarządu Dróg Lokalnych w Kołobrzegu. W Zmarłym tracimy ofiarnego i cenionego pracownika. Cześć Jego Pamięcil DYREKCJA REJONU DFÓG PUBLICZNYCH W BIAŁOGARDZIE, KIEROWNICTWO i RADA ZAKŁADOWA BYŁEGO POWIATOWEGO ZARZĄDU DROO LOKALNYCH w KOŁOBRZEGU oraz KOLEDZY i WSPÓŁPRACOWNICY Strona 12 MAGAZYN G/os Pomorza nr 243 Nastały jesienne chłody 1 nie ma rady - mieszkania trzeba ogrzewać. Za szczęśliwi ca uważamy posiadacza centralnego ogrzewania. Ma zapewniona we wszystkich pomieszczeniach równomierną temperaturą a nade wszystko '„spada mu z głowy" codzien, ne noszenie z piwnicy węgla i rozniecanie w piecu ognia, gdy nie jest to ogrzewanie etażowe. Jest to niebagatelna zaleta takiego systemu ogrzewczego, jeśli tylko funkcjonuje bezawaryjnie. Głów-nq zaś jego wadq jest to, że powietrze — wskutek słabego ł czyn Zdról; Olga BIELECKA , ul. Okopowa 12/311, 78-100 x łobrzeg: Ewa GOUSZEW:- — ul Bolesława Chrobrego m 3, 78-460 Barwice. m Nagrody zostaną wysłane P° tą. lqcznej emisji audycji esperan-ckich aż 502 godziny - a wie® więcej niż połowa - przypadało na pozycje programowe głośni Polskiego Radia - war* szawskiej i adońskiej Z Warsz<3 wy esperantyści słuchali 3 rCT ry dziennie półaod7;inVC!. audycji w bliskim sobie język''' a oonadto 3 kilkuminutowym pozycji objętych nroaramem " godniowym. Z Gdańska - 2 rC3 ry w miesiącu po kwadrans'®* Odrębnq pozycię stan 0^3 radiowe kursy esoeranta, Pr/\ wodzone w minionym rc>" przez stacje Muritiba, Soroca--^ ) Bratysława. Clermont-Ferrand Snbodpll; łarrny czas em'* trwał 85 godzin. Warto wspomnieć o nadawany^ przez różne lokalne rozałr»';n'. uniwersyteckie w Stanach 7'fJ' , noczonych kursach pani ^ J o także kursach radiowych . Wielkiej Brytanii, przygoto^^ nych przez „Grupę 5" na onl-wersytecie w Essex. (RO) G/os Pomorza nr 242 MAGAZYN Strona 13 mm .r >\ „POMORZANIE" Przedstawiamy grupę muzyczna . Pomorzanie" z Biało-9Qrdu, znana publiczności z Cz^stych koncertów w woje-Wództwie koszalińskim i za 9rcmica „Pomorzanie" działa J*? przy Oddziale Wojewódzkiego Domu Kultury w Białogardzie Tutaj znaleźli właściwego opiekuna i dob^e wa-runki do aracy, Zespól wystę Puie w składzie: lanus? Wnuk """ fortepian, orqanv elektrycz-j1,® . Janusz Wilczyński - so-''sta, gitara. St^an Bakas -9'trra. Henryk Tarasewicz -9itaro basowa, Ąndr7ei KreD- sztul - perkusja, kierownik ze S|3ołu. Progr-n zesnołu °Party jest na utworach 1 gatunku pop musie orzy rów ^'esnym wykorzystaniu e!e-^"itów dynnmiW i melodyki 'ak charakterystycznych dla ^konawcćw rhytmu and bluesa czy rocka. „Pomorzanie" s°r dwukrotnym laureatem O-9°lnoDalskieqo Festiwalu Ze-sPołów Amatorskich w Jele- niej Górze, koncertowali kilkakrotnie w NRD, nagrywali także swoje utwory w Polskim Radiu. - Wszyscy pracujecie zawodo wo i muzykowanie traktujecie jako dodatek, pewne uzupełnienie waszych osobistych za 'nteresowań — rozmawiam z ' wiedzę w je- dziedzinie 'dobyłem' w szkolnym krótkofalowców.Jednoc/eśnie |?u jj. Vv?łem domowa rad:ostacię. Po zda-^ specjalistycznego ezgaminu. otrzy-™ l'"cencię ' tego czasu orzy ,a,niku spędzam wiele wspaniałych ™zin. Re? w?tflędu na bariery Jelitowe ^ es? . 5 poro?umieć 7 lny (kolor) 18.15 Wielka Gra — teleturniej 19.15 Dobranoc: Wieczorynka 19.30 Dziennik (kolor) 20.20 Bajka dla dorosłych 20.30 „Rodzina Whiteoaków" — ode. I filmu seryjnego prod. kanadyjskiej (kolor) 21.20 Niezapomniane melodie — program rozrywkowy (kolor) 21.50 Wiadomości sportowe 22.10 „100 pytań do Czesława Niemena" 23.00 Zakończenie programu PROGRAM II 14.00 Program dnia 14.05 Magazyn lotniczy 14.35 Niedziela z filmem 15.35 „Tomasz Mann" — film dek. prod NRD z cyklu: „Czas i ludzie" 15.40 Tańczy E. Głowacka (ko lor) 17.10 Filmy Jana Rybkowskie-go: „Spotkanie w^pajce" — fabularny film proif polskiej 18.25 Sprawozdawczy magazyn sportowy 19.15 Dobranoc 19.30 Dziennik (kolor) 20.20 „Uprowadzenie z seraju" — fragm. opery W A. Mrtzar»a 21.15 ..Człowiek i środowisko" 22.05 „Urzekło nas morze" — prosr^m estradowy (kolor) 23.05 Zakończenie programu PONIEDZIAŁEK - 3,XI PROGRAM I TVTR: 12.45 Chemia — 1. 7 13.25 Botanika — 1. 7 15.55 NURT: (Nauki polityczne) — Rola obozu socjalistycznego w procesie odprężenia. 16.40 Obielt tyw — program województw 17.00 Dla dzieci: Zwierzyniec 17.40 Echo stadionu 18.05 .,11 października — poniedziałek" — film prod. radz. z serii — „Dzień po dniu" 19.00 Szare na złote — Mam pomysł 19.20 Do branoc: Dziwne przygody Koziołka Matołka 19.30 Dziennik 20.20 Teatr Telewizji — Wsiewo łod Wiszniewskij: „Tragedia optymistyczna" 21.50 Panorama 22.50 Wiadomości sportowe. PROGRAM II 16.40 Sprechen Sie Deutsch — .T. niemiecki — 1. i kursu pod stawowego 17.10 Polski film dokumentalny 18.05 Spotkanie z Armienią — film APN i węgier skiej TV 18.35 Piosenki znad egzotycznych mórz 19.00 Kronika Pomorza Zachodniego 19.30 Dziennik 20.20 świat — Obyczaje — Polityka 20.50 Zagranic-ńy film dokumentalny: „Kraj Doniecki" — film prod. radź. TV 21.20 24 godziny 21.30 „Tatrzań ska Jesień": tańczy zesnół „Bul i Niadaros" Nigeria) 22.00 NURT (Matematyka) 22.30 J. angielski w nauce 1 technice — powtórz. 1. 5 Wtorek - 4 xi PROGRAM I TVTR: 6.00 Chemia — 1. 7 6.30 Botanika — 1. 7 13.45 Matematy ka — 1. 62 14.30 Mechanizacja rolnictwa — 1. 38 10.00 „Rodzina Whiteoaków" ode. I filmu ser. prod. kanadyjskiej (pow.) Dla szkół: 9.00 Program dla naj młodszych — Matematyka — kl. I 11.05 Wvchowanie plastycz ne — kl. VII—VIII — Malarstwo, cz. III 12.00 Historia — kl, VIII (W latach kryzysu) 16.40 Obiektyw — program województw 17.00 Nie tylko dla pań 17.25 Tuzin — teleturniej 17.50 Studio TV Młodych 13.45 Fakty — Opinie — Hipotezy: „Zwierzę ta na zamówienie" .19.20 Dobranoc: Barbapapa 19.30 Dzien- nik Przypominamy, radzi- my 30.25 „Wielka przemiana" — ode. II filmu ser .prod. radzieckiej 21.35 Interstudio 22.20 Wieczorny gość: A. Janowska 23.10 Wiad. sportowe PROGRAM II 16.11 Slim John — J. angielski — 1. 5 — kursu podstawo wego 16.45 Malarstwo i f n — malarstwo polskie 17.25 Teatr TV W. wiszniewskij: „Tiagedia optymistyczna" (powtórzenie) 19.00 Kronika Pomorza Zachodniego 19.30 Dziennik 20.20 Wtorek melomana: Sonatę A-dur W.A. Mozarta gra J- Olejniczaka — E. Varesc: „Offrandes" 21.00 24 godziny 21.10 Spotkanie ze sztuką 21.45 Klub Filmowy: „Trylogia o Maksymie" — cz. I: „Młodość Maksyma" — film fab. prod. radzieckiej 23.25 Sprechen Sie Deutsch — J. nie miecki — 1. 1 (powtórzenie) ŚRODA - 5 XI PROGRAM I TVTR: 6.Ofl Matematyka — 1 62 6.30 Mechanizacja rolnictwa — l. 38 12.45 Uprawa roślin _ 1. 6 13.25 M°ch0.nta rolnictwa - 1. ? 9™ przemiana" — ode II filmu ryineso nrod. radz. Dla s 9.00 Chemia — 1 11.05 Hi- storia kl. VII 15.50 NURT (Nauczanie początkowe ro^terra tyki) - Karty logiczne 16.40 Óbioktvw - program województw 17.00 Dla dzieci: Co to jest?" 17 30 Losowanie Małego Lotka 17.40 Informacje. Towary Propozycje 17.50 Bolero Ravela gra... 18.05 Poligon 18.30 Sprawozdawczy magazyn sportowy 19.20 Dobranoc: Piaskowy dziadek 19.30 Dziennik 20.20 Kino Interesujących Firnów „Myśl i serce" — cz. I filmu fab. pio dukcji radz. 21.30 Czym żyje świat 22.20 Wiadomości sportowe PROGRAM II 16.10 J. francuski — 1. 6 kursu I stopnia 16.45 Dla młodych widzów: „Szkoła wynalazców" 17.15 Poradnia Młodych 17.45 „Czerwone wino" — ode. I fil mu ser. prod. CSRS 19.00 Kro nika Pomorza Zachodniego 19.30 Dziennik 20.20 Wielcy ludzie a muzyka — M. Gogol 21.10 Rada Pedagogiczna — Testy w szkole 21.45 24 godziny 21.55 .Spotkanie z górami" ?2.25 NURT (Pedagogika) 22.55 Slim John — J. angielski — powtórzenie 1. 5 CZWARTEK - 6 XI PROGRAM I TVTR: 6.00 Uprawa roślin — 1. 6 6.30 Mechanizacja rolnictwa — 1. 3 13.45 Historia — l. 6 14.30 Uprawa roślin — l. 45 Dla szkół: 9.00 J. polski — kl I lic. 10.00 „Myśl i serce" — powtórz. I części filmu fab. prod. radz. 12.30 Decyzje piętnastolatków 15.05 Matematyka w szkole — Ułamki - cz. IV 16.40 Obiektyw — program województw 17.00 Dla młodych widzó^n EfcrW J bratkiem 18.10 Program pubiW styczny 19.20 Dobranoc: kowane kwiaty" — 19.30 nik 20.20 Przypominamy, radz*" my 20.25 Film seryjny p^°', NRD z cyklu: „Telefon «• . 21.30 Pegaz 22.35 Wiadomość sportowe PROGRAM II 16.30 J. rosyjski — 1. • *ur»jj podstawowego 17.00 Na rynk® świata - Befama 17.30 Olk«£ — moje miasto 17.55 „Przytin° rze": Domy i Ludzie 18.30 .. dzie z piorunami" — nim P „ francuskiej z serii — ... r0 i serce"- cz. II filmu fab- P g dukcji radz. 2130 22.40 Gospodarność t Ja r wiad. sportowe 23.25 Info cje — Towary — Propozy PROGRAM II 16.15 J. angielski w oa"ceza' technice — 1. 6 kursu dl y, awansowanych 16.50 To^< ^ stwo Wiedzy Powszechnej , $ Dziś ? jutro naszei szkoły j „Telefon 110" - film ser P'gł,o NPD (oowt-Srzenie) 1825 ratn-ium 75" - Transport" szlaki 19 00 Kronika Po"1" Zachodniego 19 30 Dziennik „Most" - badania Dnds' a^jr,y w balneologii 20.50 24 2°-wA* 21 00 warszawa — 21.30 ..Peters" - film fab_ P radz. 23 10 NURT (Nauki j, tyczne) — powtórzenie 23.w | rosy iskl — powtórzenie !• kursu podstawowego. TEI,EAVI^TA r>«T ^ B1E MOZt.TWOSC zmian PROGRAMIE! ccmmmrMr—iimMu—L—mg—maga——MgłaM—tm-nr in»aia»i — Co pan nam chciał zakomunikować, pa nie Pawłowski? Taksówkarz odchrząknął. — No, że tego... że właśnie odwiozłem wte dy na Narbutta pasażera... — To znaczy kiedy? Pamięta pan dzień, dćitej? — Skądże. Tylu pasażerów wożą... W jaki sposób mógłbym spamiętać, kiedy kogo gdzie zawiozłem. Owszem, pamiętam, że na Narbut ta, ale kiedy to było, to w żaden sposób nie powiem. Wiem tylko, że to był jakiś cudzoziemiec. Gadał ze mną po niemiecku, a ja szwabską mowę rozumiem, bo w czasie wojny u bauera pracowałem. -- Jak wyglądał ten pasażer? — spytał Down ar. — Elegancki był gość. Wysoki, ładnie ubra ny, przystojny, nosił ciemne okulary. — Miał jakiś bagaż? — Bagaż? Zaraz, zaraz, niech sobie przypomnę... — Taksówkarz pogładził się po czarnych wąsikach — Chyba miał. Chwileczkę... Ja na bagaż pasażera zawsze zwracam uwagę. Tak z przyzwyczajenia. O ile mnie Pa mięć nie zawodzi, to miał taką niewielką, płaską walizeczkę. Jak to teraz modne. — Poznałby pan tego człowieka? — Bardzo wątpię. Wieczór był. Ciemno. Ciemne okulary. Chyba bym go nie poznał. — Czy w ostatnich dniach zawoził pan kogoś na Narbutta? — Nie. N:e pamiętam, żebym miał kurs w tamtym kierunku. Na tym rozmowa się skończyła. Downar za notował jeszcze adres Eustachego Pawłowskie go oraz numery jego wozu, pochwalił go za spełnienie obywatelskiego obowiązku i na po żegnanie uścisnął twardą, spracowaną dłoń. — Niewiele to nam daje —• mruknął, wra cając do swoich papierów. TELEWIZOR W NAPRAWIE St ZYGMUNT ZEYPLER-ZBOROWSKE fmmm i FACHOWIEC («) — Ja natomiast mam dla ciebie interesującą wiadomość — uśmiechnął się z triumfalną miną Olszowski. — Co takiego? — Odcisk palca wskazującego, pozostawio ny na czarnej walizeczce jest identyczny z odciskiem palca wskazującego, znalezionym na poręczy kanapy w Aninie. — Bomba! — wykrzyknął Downar — To znaczy, że już teraz bez żadnych wątpliwości łączymy te dwie sprawy. Chyba, że oyłby to jakiś niezwykły przypadek. — Ten pokój w Aninie robił takie wraże nie jakby bardzo dawno nie był sprzątany. Linie papilarne na poręczy kanapy mogły się dość długo przechować. — Oczywiście — zgodził się Downar — Nie ma to jednak większego znaczenia. Najważniejsze jest to, że obie sprawy łączy postać właściciela czarnej walizki. Warto by zrobić chociaż pobieżny przegląd cudzoziemców prze bywających obecnie w Warszawie. — Bardzo wielu naszych rodaków mówi dobrze po niemiecku — zauważył Olszewski — Tą taksówka mógł jechać Polak, który chciał uchodzić za cudzoziemca. Downar pokiwał głową. — Nie można oczywiście wykluczyć takiej ewentualności. Ale taksówkarze na ogół mają dobre oko, na kilometr poznają zagraniczne go gościa. Najazutrz pojawił się w komendzie sierżant Matraś. — Doholowałem Edwarda Witelskiego, oby wateiu majorze — oznajmił z dumą. — Gdzież on jest? — Czeka na korytarzu. — No to, dawajcie go tu. Szybko. im Rys. Zb. OlesińskI (t.d.D.) „Gło* Po^orto" - ->oc?o«#l Po^1' f?»doqu|» Kolea^"1 jl l(budyr* 1", *04 TffK»ło'-v ?7 re *!T>» drlolnTn "*OC7 ??*> r* t cy fiocj r*d 0 ?4? W '®d 01 «cv*cl dr'ol ^^4 9S Ą?!*cof tr\.w ?0 (w r)7'eń) fwecrc>'?>nr) drial ( •ja^cio ful io" rjeqo '0) ?3 deo-»*?c<*nr Oddriol 'edflpfrcP * o'oc 2 0 ?•> ?Qi lei 8'u,c r k!eac ^A/v'ic*wo P'T«o«v»no - vii c'orJe'0 ?"»o 7* Koł/o'"* ??? Oi Wo'ot\ o - O1 rl otSI-ocr-o - ł< "■oc/^o - ■"'4 iryylT-ula U*7® . dv r>roi dzioi'v 'ł'7ed«t^,,"0, A/vdnvv"tcł^c) i?c,^v 0ra«e - ciosko -°o*vło Ptorico ?7o 75 ^° ł?aWn co^łroio ?40 ?7 Tłocione P'ostów — frag. książki M. Wal 22.20 Kołysanki i ballady Jazzowe 23.05 Koncert gwigzi *•>•59 Koniec programu i hymn. Program nocny ^'sd.; 0.01, l.oo, 2.00, 3.00, 4.0 1 5.00 ■Ooo Początek programu 0.11— UQ Program nocny z Gdańska. PROGRAM II 4.30, 5.30, 6.30 , 7.30, 8.30, łl-30; 13;-30, 21.30 i 23.30 5-27 Początek programu 6.10 kalendarz radiowy 6,15 Mozaika Polskich melodii 6.35 Wia-. ^orności sportowe 6.40 Dzień do 'y muzyko 7.35 Poranek z mu-yką polską 8.35 „Inżynier Ma ek - __ reportaż 8.55 Chwila guzyki 9.00 Z nagrań Polskiej £kiestry Kameralnej 9.30 'J ai'tki ze starego albumu" — n„°ntaż literacki 10.00 A. Berg: 1'^uita liryczna na kwartet ^nyczkowy' 10.30 „W stawisku" v- fraSm. prozy J. Iwaszkiewicza 10.55 K. Szymanowski — v . koncert skrzypcowy op. 61 •oO Motywy ludowe w twór-Zosci kompozytorów polskich /•40 „Ucieczka" — słuch, fan-"Styczno-naukowe 11.57 Sygnał -5su i hejnał 12.10 Śpiewa K. żostek-Radkowa 12.30 Muzyka '■»°spels i spiritual 13.00 a. Owo-— kwartet fortepianowy Es j,Ur op 87 13.40 ,,Requiem dla v^:nionych" — reportaż 14.00 ^•'A. Mozart — „Requiem d-V0'1 . 15-30 Radiowy Teatr dla zlsci i Młodzieży — „Gdy żeniona gwiazda spada" — dowie" śpiewają Moczulskiego 7.15 Polityka dla wszystkich 7.30 Pieśni nieba i ziemi 8.3 Powracająca melodyjka 9.P „Werble dla Rancas" — ode. pow.. 9.10 Gra zespół M. West-brooka 9.25 Program dnia 9.3 Życiorysy mikrofonem pisane — aud. 9.50 Romantycy saksofo nu 10.20 Gawęda 10.30 Romantycy fortepianu 10.50 Weteran nowoorleańskiego jazzu 11.20 Żv cie rodzinne — mag. 11.50 W. A. Mozart: ,,Requiem" (i) 12.30 Mozart — słuch. dok. 12.55 W. A. Mozart — „Requiem" (2) U Romantycy piosenki 13.45 „Suity życia" gra S. Ciarkę I4.0r> Wariacje na temat adagio z Concierto D. Aranjuez 14.45 Za kierownicą 15.10 Świngle Sin-gers śpiewają Bacha 15.50 Soul w stylu sweet 16.15 „Koty to dranie" — słuchów. 16.45 Gra E. Deodato 17.05 „Werble żałobne dla Rancas" — ode. pow, 17.15 Blues lat 70-tych 17.4:1 Aud. E. Elbanowskiej 18.00 Z nagrań A. Schweitzera — utwo ry organowe Bacha 18.40 Saksofon w stylu funky 19.00 Sp e warny poezje 19.15 Książka ty godnla 19.35 Nastroje, zwierzenia, rytmy — mag. 21.50 Opera tygodnia: J. Ilayan: „Niewierność oszukana" 22.00 Fakty dnia 22.C8 Gwiazda siedmiu wie czorów — Barbara 22.15 ,,i_: Don" — ode pow. 22.45 Śpiewa O. Sullivan 23.00 Wiersze T. Kubiaka 23.05 Ballady Maryli Rodowicz 23.15 Jazzowe spiritualsy braci Adderley — aud. 23.45 pr0 gram na niedziele 23.50 Na dobranoc śpiewa F. Purim 24.00 Koniec programu i hymn. NIEDZIELA *luch 16.00 Koncert chopinow- ski' " . . - — -T------ i# — z nagran A. Rubinsteina ,30 „Czata" 17 00 Teatr PR — ^ lJdio Współczesne: „Rozstanie .drzewem" — słuch: 17.30 U- °FV kompozytorów współcze-. *8.00 Śpiewają chóry stu ^fięki.e 18.35 Fel. okolicznościo A* 18-45 Dzieła G. Crtimba 19.30 ^Matysiakowie" 20.00 J. S. 5-'— Wielka msza h-moll Recital T. Zylis-Gary na i-stiwalu Flandrylskim 23.35 h;r">!?a do ciszy" 24.00 Koniec °gramu i hymn. ^Rogram iii wl')d. 5.00 i 6.00 ingresem przez świat: 7.00, 8.00, :3n* 15.00, 17.00 1 19.30 ju 57 Początek programu 8.05 . elodie-pr.zebudzanki 7.00 „Skal 8.27 Początek programu 5.35 Zapraszamy do warszawy — aud. słowno-muz. 6.10 Kalendarz radiowy 6.15 Mozaika polskich mel. ludowych 6.35 Wiadomości sportowe (i.40 Dzień do bry muzyko 7.35 Felieton literacki 7.45 Muzyka 8.25 Zawsze w niedziele — f^i- 8.35 Radio-problemy 8 45 Motywy ludowe w twórczości kompozy torow polskich 9.00 Magazyn literacki 9.30 Na barokowych organach Bazyliki w Leżajsku gra J-Chwedczuk 9.30 Tygodniowy przegląd prasy 10.00 Rozmaitości muzyczne — aud. 10.30 „Tym samym pociągiem" — opow;ad. Cz. Kuriaty 11.00 Studio Młodych 11.40 Zagadka historyczna 11.57 Sygnał czasu i hejnał 12.05 Muzyka 12.35 Zagadka literacka 13.00 Poranek symfoniczny z nagrań Orkiestry PR i TV w Krakowie 14.00 „Kalendarz półstuletni 1750—1800" — aud. 15.30 Radiowy Teatr dla Dzieci i Młodzieży — Scena Współczesna: „Jeszcze o mnie usłyszysz" — słuch, 16.15 Tu horoskop reklamowy 16,30 Koncert chopinowski 17.00 Warszawski Tygodnik Dźwiękowy 17.30 Medium czyli magazyn miłośników sztuki słuchowej 18.00 Muzyka 18.35 Felieton aktualny 18.45 Kabarecik reklamowy 19.00 Teatr Polskiego Radia — „Gn:ew Achilla" — słuchów. 20.00 Muzyka 20.30 D. Mitropoulos dyryguje Nowojorska Orkiestrą Syrii foniczną 21.00 Wojsko, strategia, obronność 21.15 Piosenki żołnierskie 21.30 Siedem dni W kraju i na świecie 21.50 Muzyka 22.00 Lokalne wiadomość,. sportowe 22.10 Koncert Chóry PRiTV we Wrocławiu — utwory anonimowe polskiego Renesansu 22.30 Osiągnięcia światowej fonografii — aud. 22.35 Zespół wokalny „The King's Sin-gers" na Festiwalu Flandryj-skim 24.00 Koniec programu i hymn. PROGRAM I Wiad.: 6.00, 8.00, 9.00, 10.00, 15.00, lfi.00, 10.00, 20.00, 21.00 i 23.00 8 ml Melodie na niedzielę 6.05 Publicystyka międzynarodowa 6.10 Kiermasz pod kogutkiem 7.06 Fala 75 7.16 Informacje o Programach PRiTV 7.21 z nagrań Polskiej Kapeli pod dyr F. Dzierżanowskiego 7.30 Moskwa z melodią i piosenką 8.15 Melodie sprzed lat 9.05 Wiad sportowe 9.10 Chwila muzyki 9.15 Radiowy Magazyn Wojskowy 10.05 Jazzowy koncert 10.25 Muzyka ll.oo Radiowy Teatr dla Dzieci Młodszych: „Wyspy sied miu Gwiazd" _ cz. II słuch 12.05 W samo południe 12.35 Koncert niedzielny 13.00 „Buki tego nie powiedzą" — reportaż 13.30 Jedziemy, jedziemy sze rokim gościńcem 14.00 Recital z pauzą — a. German 14.10 Tygodniowy przegląd prasy 14 20 Recital z pauzą — A. German 14.30 „w Jezioranach' 15.00 Muzyka 16.06 Teatr Polskiego Radia: „Narodziny Nowego Swia-ta ~ cz- V słuch. dok. 16.51 Mu zyka 1715 Studio Młodych _ Radiokurier _ 18.00 Komunikaty Totalizatora i wyniki regional nych gier liczbowych 18.08 Echa Jazz Jamboree 18.53 Dobranoc-onane10 i® Przy muzyce o sporcie 20.05 Dyskusja na tematy międzynarodowe 20.20 Muzyka 20.40 Spotkanie z pisarzem — J j Szczepańskim 21 05 Poezja śpiewana 21.30 „Pamiętasz była jesień.. " — mag 22.30 Rewia piosenek 23.05 Ogólnopolskie wiad sportowe 23.20 Koncert przf północą 23.59 Koniec programu i hymn. program nocny Wiad.: 0.01, 1.00, 2.00, 3.00, 4 ' i 5.00 0.00 Początek programu 0.11— 5.00 Program nocny z Warszawy. program II Wiad.: 4 30 5.30, 6 30, 7.30, 8.30, 11.30, 13.30, 21.30 i 23.30 .'ROGRAM iii Wiad.: 8.00 Ekspresem przez świat: 8.00, 10.30, 15.00, 17.00 i 18.30 8.57 Początek programu 8.05. Meliodie-przebudzanki 7.00 Bossa nova pó polsku 7.15 Polityka dla wszystkich' '7.30 Posłuchajmy jeszcze raz 8.35 „Listopadowa ballada" Ó.00 „Werble żałobne dla Ranc2ś"'— ode. pow. 9.10 Dwie wersje tematu „Pensativa" 9.25 Program dnia 9.30 Gdy się mówi A... — gdy sie mówi przyjaźń — aud. 9.50 Pieśni nieba i ziemi 10.20 Z ha grań E Piaf 10.40 Gawęda 10.59 Wiers-ze śpiewane 11.15 Wielkie recitale 12.05 „Niebieski krzyż" — ode. V słuchów., dok. A. Sudlitz 12.30 Muzycy w. hołdzie muzykom 13.00 Nie trzeba słów — seat 13.20 Ballady ze spektaklu „Pożegnanie z bronią" śpiewają L. Kamburowa i M. Tariwierdijew 14.05 Peryskop 14.30 Nie trzeba słów — wokalizą 14.45 Za. kierownicą. 15.10 Muzycy w hołdzie muzykom 15.50 Zapraszamy do studia — aud. 16.15 Magazyn 16.45 Złote przeboje s- Wondera 17.05 „Werble żałobne dla Rancas" — ode., pow. 17.15 Antologia piosenki francuskiej 17.40 Magazyn 17.55 Powracający, temat' „Ciało i dusza" 18.30 Ofiara — słuchowisko 19.00 Muzycy w hołdzie muzykom 19.35 K^tharsln — nowa płyta Cz. Niemena 20.00 Zamek — pole bitwy — gawęda 20.10 Jazz i samotność — a-ud. 20.50 Dialog mistrza Polikarpa ze śmiercią 21.10' Muzycy w hołdzie muzykom A 21.50 Opera tygodnia — J. Haydn: „Niewierność oszukana" 22.00 Fakty dnia 22.08 Gwiazda siedmiu wieczorów — Barbara 22.15 Studio Teatralne Programu III: A. Wampiłow — „Dwadzieścia minut z aniołem" 23.00 To już historia — XX Krakowski Festiwal Jazzowy 23 45 Program na poniedziałek 23.50 Na dobranoc śpiewa G. Stevens 24.00 Koniec programu i hymn. KOSZALIN ADRIA — Noce 1 dnie. cz. I (polski, I. 15) — sobota, g- 16 30 i 19.15; niedziela: 11. 13.30, 16.30 i 19;15; poranki — sobota, g. 11 i 13 — Winnetou i Apanaczl (jugosłowiański) pan. KRYTERIUM (kino studyjne) — Sz.czury Paryża (francuski) — g. 17.30 i 20; poranek — niedziela. g. 12 — Historia iółtej ciżemki (polski) ZACISZE — Królewskie marzenie (USA. 1. 15) — R. 17.30 i 20; w niedzielę o KOdz. 15 ,. — Doktor Judym (polski, 1, 15); poranek — niedziela, g. 12 _ — Przygody HuCka Finna (radziecki) pan. MUZA — Ulzana — wódz A-paczów (NRD) — sobota, g. 11, 17.30 i 20; niedziela — 17.30 i 20; poranek — niedziela, g. 11 — Weronika (rumuński) MŁODOŚĆ (MDK) — Rzeczpospolita babska (polski) — g. 17.30 — poranki — niedziela, g. 11 i 13 — Wystawa psów (polski) SŁUPSK MILENIUM — Noce i dnie (polski, 1. 15) sobota, g. 17 i 20; niedziela — 14, 17 1 20; poranek — niedziela, g. 11.30 — Old Su-rehand (jugosłowiański) POLONIA — Jak zdobyć prawo jazdy (francuski. 1. 15) — g. 16, 18.15 i 20.30; poranki — niedziela, g. 11.30 i 13.45 — Prywatne życie Śherlocka Holmesa (angielski) » * « BARWICE — Swobodny oddech (węgierski. 1. 15); poranki — sobota i niedziela — Weronika w kraju czarów (rumuński) BIAŁOGARD BAŁTYK — Król, dama, walet (RFN, l. 18); porańki — sobota i. niedziela — Trzy orzeszki dla Kopciuszka (czechosłowac ki) ĆĄPITOL — Czerwone i białe (polski, 1. 15); poranki — sobota i niedziela — Dzieci lwicy z buszu (angielski) BIAŁY BOR — Rajdowa sympatia (czechosłowacki, 1. 15) — Poranki (1 i 2 bm.) — Dzielny szeryf Lucky Lukę (francuski) BOBOLICE — Romanca o zakochanych (radź , 1. 15) pan.; — poranki (1 i 2 bm.) — W dr o- INO dze na Kasjopeję (radziecki) pa noramiczny BYTÓW ALBATROS — Strach (polski, 1. 15); poranki (112 bm.) —• Polska gola (polski) DOM KULTURY — Love story (USA, 1. 15); poranek — nie dzieła — Tajemnica Toli (polski) CZAPLINEK — Pygmalion XII (NRD, 1. 15); poranki (1 i l bm.) — Małpka (polski) CZARNE — Dziele grzechu (polski, 1. 18); poranki 1 i 2 bm) — Wujaszek Czarodziej (węgier ski) pan. CZŁUCHÓW — Miłość szesnastolatków (NRD, 1. 15); poranki 1 i 2 bm.) — Królewna i osiołek (polski) DAMNICA — Ned Kelly (angielski) — g. 19 DĘBNICA KASZUBSKA — Dzielny wojak Rosolino (jugosł.-włoski) — g. 18 DARŁOWO — Drogi me*czyzn (czechosłowacki, 1. 15); poranki (1 i 2 bm.) — O królu Popielu (polski) DEBRZNO PIONIER — Bilans kwartalny (polski, 1. 15); poranek — niedziela — Kaśka i Baśka w dyskotece (polski) KLUBOWE — Umrzeć z miłości (franc., 1. 15); poranek — niedziela — Zimorodek (radziecki) pan. DRAWSKO POM. — Bąd* ■ nim szczęśliwa (radziecki) pan. — poranki (1 1 2 bm.) — Drukowane kwiaty (polski) GŁÓWCZYCE — Spalony las (rumuński, 1. 15) — g. 1# GOŚCINO - Nona (bułgarski, 1. 15); poranki (l i 2 bm.) — Żłotorogi 'jeleń (radziecki) pan. KALISZ POM - Awans (polski. I. 15); poranki (1 i 2 bm.) — Ślepy pelikan (radziecki) KARLINO — Me ma róży bez ognia (polski, I. 15); poranki (1 1 2 bm.) — Kochajmy syrenki (polski) KĘPICE — Przerwana pieśń (bułgarski); poranki (1 i 2 bm.) — Jeszcze mnie popamiętasz (ra dziecki) KOŁOBRZEG WYBRZEŻE — Koncert dla outsidera (NRD, 1. 15); poranki (1 i 2 bm.) — Cyrk (radziecki) KALMAR — Flip i Flap w Legii Cudzoziemskiej (RFN); poranek — niedziela — Przygody Misia Yogi (USA) Fot. CAF — TASS [wystawy KOSZALIN MUZEUM ARtHEOLOGICZNO--HISTORY CZNE: Muzeum przy ul. Armii Czerwonej 53 — Wystawa etnograficzna pn. „Jamno i okolice" oraz „Zabytki świadkami naszej hUtorii". ♦ Ul. Bogusława II 18 — i.Ty-stawa prac honorowych laureatów nagrody SARP ora» — „Exlibris marynistyczny". Muzeum czynna codzienni* (oprócz poniedziałków) od godz. 10 do IS; we wtorki w godz. 12—18. KLUB MPiR — Salon wystawowy .KONTAKTY" — wystawa fotogramów pod nazwą „Kobieta polska" oraz — Wystawa książek o tematyce techniczne.! — czynna codziennie w godz 9—21 SA! ON WYSTAWOWA nW • (ul Piastowska) — Wystawa malarstwa Czesława Tumielewi-cza z Gdańska, Wystawa czynna codziennie z wyj poniedziałków w godz od 12 do 20 SŁUPSK MUZEUM POMORZA ŚRODKOWEGO — Zamek Książąt Pomorskich — otwarte w godzinach in—16 i) Dzieje i Kultura Pomorza Środkowego: 2) Ogólnopolska wystawa grafiki, malarstwa • rze?bv amtorskiej rzemieślników cechowych MŁYN ZAYfftOWY — czynny w godz ifl—16 Kultura ludowa Pomorza Środkowego KI.UKI: Nagroda Słowińska — otwarta w godz 10—Ifi Kultura materialna i sztuka Słrawlticów. SlMOł l)'/INO — Muzeum Przy rodnlcze SPN — olwarle w godzinach od 10 do 18 BRAMA NOWA - GAIERIA PSP — czynna w godz. od U do 18. 1) Salon wystawowo-ban-dlowy, 2) „Tworzywa sztuczne — Ustka 75" — wystawa pople-nerowa KLUB MPiK — Podoiynkowa wystawa rolnicza BWA — Baszta Obronna — otwarta w godz 10—16. Malarstwo, rzeźba i rysunek grupy plastyków trenczyńskich (CSRS) KOŁOBRZEG MUZEUM Oręfta Polskiego — 1) Wieża Kolegiaty — „Dzieje oręża polskiego na Pomorzu Zachodnim"; 2) Kamieniczka przy ul. Emilii Gierczak — „Dzieje Kołobrzegu". Wystawy czynna we wtorki i niedziele od godz. 14—19; w środy • czwartki piątki i soboty w godz. 8—13.30 Ponadto ekspozycja czołgów samolotón f samochodów wojskowych (obok kamieniczki przy uiicy E. Gierczak). MAŁA GAI ERIA Domu Kul tury — Wiolonczelistyka światowa w fotografii ze zbiorów Jana Radzimińskiego z Poznania Wystawa czynna w godz. od 1! do 20. BYTÓW MUZEUM ZACHODNIOKA SZURSKIE (Zamek) — Wystawa pn ,Wvstawa nabytków Mu ze urn" czynna codziennie * godz 10—15 11 óc? poniedziałków W soboty wolne od pracy czyn na w godz 11 —19. ŚWIDWIN DOM KULTURY — Wv*tawa grafiki Jana Macha z Czechosłowacji ^ SŁAWNO SALON WYSTAWOWY nomu Kultury — Wystawa fotograficy na pod nazwa „Kobieta w fotografii" — czynna w goda. od 17 do 20, PIAST — To Ja zabiłem (T»»l-i ski. 1. 15) LĘBORK FREGATA — Dzielny szeryf Lucky Lukę (francuski) oraz Mściciel (USA, l. 18); poranek — niedziela: Orzeszek (zestaw bajek prod. polskiej) ŁEBA v — Anatomia miłości (polski. 1. 15); poranek — niedziela — Klaun Ferdynand MIASTKO — dziś kino nieczynne: od niedzieli <— Miasto w czerni (węgierski. 1. 15); poranek — niedziela: Ani słowa 0 futbolu (radziecki) MIELNO — Ostatni nabój (rumuński); poranki (1 i 2 bm.) Na Dzikim Zachodzie (polski) NOWA WIES LĘBORSKA — Wielka nadzieja białych (USA, 1. 18) pan. oraz — Zapamiętaj imię swoje (radziecki) POLANÓW — Godzina za godzina (polski, 1.. 15); poranki (1 1 2 bm,.) — Przygody gąski Bal binki (polski) POŁCZYN ZDRÓJ PODHALE — Człowiek w dzl-ezy (USA. 1. 15) pan. GOPLANA — Żeglarz znad Dunaju (węgierski); poranek niedziela —■ Kot w butach (ja-, poński) PRZECHLEWO — Zdradziecki* gry miłosne (czechosłowacki, 1. 15) SIANÓW —- Homolkowie na urlopie (CSRS, 1. 15); poranki (1 i 2 bm. — Wyspa złoczyńców (polski) SŁAWNO — Niespokojne morze (radziecki) pan.; poranki (1 1 2 bm.) — Michaś przywołują świat do porządku) (RFN) szczecinek DOM KULTURY — g. 15 3# -i Kiedy leeendy umieraja (USA)J g. 17.30 i 20 — Krótkie wakacja (włosiki. 1. 18); poranki — niedziela, g .11.15 i 13. — Bitwa 0 Kozi Dwór (polski) Świdwin WARSZAWA — Kamo — ostał nia misia (radziecki) pan.; poranki (1 i 2 bm.) — Skrzydlate marzenia (polski) MEWA — Koniec wakacji (polski) » * « , USTKA — W te dni przed- wiosenne (polski, 1. 15) — g. 18 1 10; poranek — niedziela, g. 12 •— Ziemia faraonów (USA) USTRONIE MORSKIE — Grzech Antoniego Grudy (polski, I, 15): poranki (1 i 2 bm.) — Pippi w kraju Taka Tuka (szwedzki) ZŁOCIENIEC — Ten trzeci (NRD, 1. 15); poranki (i i 2 bm.) — Pułapka w delcie Dunaju (rumuński) KOSZALIN niedziela na falach średnich 188,2 i 202,2 m oraz UKF 69,92 MHz 9.Ó0 Felieton literacki H. Tji-vor-Piotrowskiego 9.05 ..Dialog o początkach naszej współczesności" — słuch. Cz. Kuriaty 11.00 Koncert życzeń 22.00 Wiadomości sportowe i wynikli losowania „Gryfa" KOSZALIN W PBOGRAMIE OGÓLNOPOLSKIM Program II ns UKF R9.9? MHz sodz. 18.30—21 00 — Ogólnopolski muzyczny program stereofoniczny .. yrĄ*! J 9 9 I - Rybie mięso jest taacikie zdrowe! jpza d-i Strona 16 MAGAZYN G/o* Pomorza nr ZĄ1 NAMMomm. Magdalena Zawadzka §il ...................Ji! Któż nie pamięta Basi -hajduczka z filmowej adaptacji powieści Sienkiewicza ,,Pan Wołodyjowski"? Ta roia przyniosła przecież Magdzie Zawadzkiej w 1970 roku tytuł najpopularniejszej aktorki w wielu plebiscytach oraz „Złotą Maskę" i tytuł „Gwiazdy Filmowego Sezonu" na przeglądzie w Łago- wie. Zanim jednak przyszedł ten szczyt popularności, Mag dalena Zawadzka zrealizowała wiele wcale nie mniej ciekawych ról. W filmie Magda Zawadzka zagrała majqc 17 lat -był to spory epuod w „Spot kaniu w Bajce" reż. J. Ryb-kowskiego. Następnie rozpoczęła studia w warszawskiej P\A«ST i jeszcze zanim je ukończyła wystąpiła w kilku filmach. Od 1966 roku Magdalena Zawadzka jest aktorką warszawskiego featru Dra matycznego, gdzie stworzyła szczególnie udane kreacje w sztukach: „Mądremu biada", „Meteor", „Sceneria zimowa", „Życie jest snem", „Spazmy modne". Gra także Zawadzka stale w teatrze telewizji: nasi Czytelnicy pamiętają zapewne jej role w „Makbecie", w „Poskromieniu złośnicy", „Zabusi", „Moralności pani Dulskiej", „Gospodzie .pod Krąlową Gęsią Nóżką", w „Cezarze i Kleopatrze". Role te pamięta się jako interesujące propozycje kreowania postaci dramatycz nych, często jako nowe próby interpretacji.- Nic więc dziwnego, że przyniosły jej one wiele wyróżnień — m. in. dwukrotnie „Złotą Maskę" .„Expresu Wieczornego" (rok 1967 i 1971). Nie ulega jednak wątpliwości, że - po grywanych przede wszystkim młodych i beztroskich współczesnych dziewczynach — dopiero rola Basi Wołodyjowskiej dała młodej aktorce pełne pole do popisu. I- dopiero zestawiając tę właśnie rolę z fascynującą telewizyjną Lady Makbet czy romantyczną księ żniczką w Calderona „Życie jest snem" otrzymujemy pełny obraz aktorskich możliwości Magdaleny Zawadzkiej -aktorki o dziewczęcej urodzie i o dojrzałym, świadomym możliwości warsztacie, (wmt) PS. Sylwetkę Magdaleny Zawadzkiej zamieszczamy na życzenie Katarzyny Sienkiewicz z Koszalina. | WtADZA MA RACJĘ Nadzór budowlany w Mediolanie odrzucił projekt grobu rodzinnego na miejscowym cmentarzu z adno tacją: „Schody do krypty są za wąskie. W budynkach, które służą dłuższemu przebywaniu ludzi, schody muszą mieć co naj mniej jeden metr szerokości". WPADŁ — Dlaczego się pan nie żeni? — Nie ma głupich. — Tak, rzeczywiście. Któ ra chciałaby wyjść za pana... USPRAWIEDLIWIENIE —• Czy świadek jest żonaty? — Nie, panie sędzio! Ja tylko tak głupio wyglądam Strach przed zamiataczem Na Filipinach około 9 t.ys. ludzi z wyrokami skierowano do uprzątania ulic. Okazało się, że to znakomity pomysł. Więźniowie na wolności sprawują się doskonale. potrafią sprzątać szybko i fa chowo. Prym wiodą recydywiści o charakterystyczne,) fizjonomii. Po sprzątnięciu skazani pilnują porządku na ulicach. Przechodniom o-dechriewa się śmiecić pod ponurym spojrzeniem skazańca — stróża czystości. (PAX) ©Mci me DOTYKAĆ EKSPONATÓW wmmś& y Myśli, refleksje, myśli... A Nic nie robić, lub wszystko robić na raz — dwie metody, ten sam rezultat... (A. Malraux) A To, że nieobecni nigdy nie mają racji wcale nie oznacza, że obecni zawsze ją mają... A Dyplomacja opiera się na dwóch zasadach: u-mieć słuchać, umieć nie słyszeć... (S. J. Perse) A Skandale obyczajowe oburzają nas do tego stop nia, że chcielibyśmy dowiedzieć się wszystkich szczegółów... (P. Halen) A Mężczyźni nie powinni źle się wyrażać o kobietach — one robią to dużo lepiej... (P. Halen) A Podobno szczęściem można się zarazić jak chorobą. Ale jakoś nigdy nie widać epidemii... (G. Ne-veux) A Miasta powinny być budowane na wsi, gdzie przecież jest znacznie zdrowsze powietrze! (H. Mon-nier) A Nie ma nic straszniejszego od prawdy, która nie jest prawdą... (Gogol) A Zgadzam się na to, aby mieć przykrości przez kobiety, ale nie przez tę samą... (A. Capus) (zw) Telewizja w Sydney- zor ganizowała licytację, z któ rej dochód przeznaczony został na Domoo dla ludno ści zniszczonego przez tajfun australijskiego miasta Darwin. W sumie zebrano 21.200 dolarów. Atrakcją R cytacji był... niewolnik sprzedawany za 40 dolarów. Był nim Gary Thomas, z zawodu barman, który wystawił swą osobę NSEWOLNIK NA LICYTACJI na sprzedaż w charakterze niewolnika na okres jednego tygodnia Thomas i jego ananimowy „pan" jesz cze się nie spotkali. W każ dym razie „niewolnik" zapewnił, że gotów jest wykonać wszvstko, czego od niego się zażąda. RADA DLA KIEROWCÓW * • , f' W wiedeńskiej gazecie się, czy nie lepie] pospace „Der Kurier" ukazała się rować przez p:ęr minut, porada drogowa- „Automo niż pozostawać martwym biliści powinni zastanowić przez całe życie"... W SZKOCJI Lekarz niezadowolony z hondrarium pyta pacjenta: — To dla mnie, czy dla służącego? — Dla obu! — słyszy od powiedź. (wybrał z.w.) U LEKARZA Okulista do pacjenta, któ ry cierpi na wadę wzroku: Ile rzędów liter widzi pan na tablicy? — Jaka tablica? „00" Znany na całym świecie autor „kryminałów", który stworzył postać sławnego komisarza Maigreta — Ge orges Simenon, został mia nowany Honorowym Korni sarzem Policji Paryskiej. Jego numer służbowy — „00~". Jesienny wiatr Fot. I. Wojtkiewicz N. Samochin Znowu sobota i znów muszę iść do sklepów. Przez pięć dni uwolniony jestem od tej powinności a w sobotę rano czeka na mnie w przedpokoju duża siatka na zakupy i przypięta do niej kartka z wyliczeniem co i ile koniecznie trzeba kupić. Ostatnich wskazówek udziela mi żona już w progu. — Kupisz ciólęce nóżki na galaretkę'. 'Nóżki bierz u Toni, która ma kiosk koło sklepu warzywnego. Jak będzie nieświeże dodawać, to powiesz: „Och, Toniu, czerriu takie dajesz? Znajomych przestałaś poznawać, czy jak?" Za/pamięta,leś? — Zapamiętałem! — Tak — ciągnie żona — w dziale mleczarskim dziś pracuje Lusia. Od razu ją poznasz — tęga taka, włosy farbowane, oczy rnalut kie. Lusia niedawno rozwiodła się » mężevn. Powiesz jej komplement a ona da ci świeże masło. — Nie. pouńem komplementu — upieram się — Nie umiem robić ta kich rzeczy. — Rzeczywiście — zgadza się żo na. — Komplement ci nie wyjdzie... Słuchaj! Powiedz jej anty-kom.plemeni: „Coś ostatnio, Lusiu, żle wyglądasz, schudłaś''. , — Dobrze, dobrze — uspokajam żonę. — Co powiedzieć w dziale mrożonek? CZARNA SOBOTA — W mrożonkach to proste. Tam pracuie Natalia Kuzminiczna. Trze ba je.j przekazać pozdrowienia od. Anfisy Pietrowny. Wtedy ci wybie rze lepszą kurę. — To wszystko? — pytam. — No to już idę... — Dokąd?! — wykrzykuje żona. Jak możesz i fajką? Po tej fajce można cię poznać z daleka. — Przecież w sklepie nie będę palić, schoioam. ją do kieszeni. — Wszystko jedno — mówi żona. — Mogą zobaczyć przez okno. Weź paczkę ' siewierów1' — wczoraj ślusarz zostawił. I zdejm kapelusz Też masz pomysły — iść na zakupy w kapeluszu! Jeszcze byś założył binokle... Nałóż beret. ...Wreszcie jestem gotów. W wytartym berecie, zaciagając się ślusarskim siewierem: podchodzę do sklepu warzywnego, obok którego sprzedaje cielęce nóżki Tonią. Koło jej kiosku — niewielka kolejka. Pierwszy stoi nasz sąsiad, docent Ziatiew. Starą czapkę ma nasuniętą na oczy Okulary zostawił docent w domu. Skłoniwszy na bok głowę mówi uprzejmie: — Czemu mi pani, droga Toniu, daje te nogi a ja mam dla pani po zdrowienia od Anfisy Pietrowny... Wszystko pomylił! „Taak, drogi sąsiedzie — mówię do siebie to myśli, stając na końcu kolejki — to nie pańska mechanika kwantowa. To coi bardziej skomplikowanego..." Tłum. S. Z. P 0 tf 0 ii $ h n a en a ® a ® ■ 1 H 1 B a b a