Pracpwifa pora ta naszą polska . //'-aww:1 V • GEOf FOMiilZA &®faAMSZ9r WSZYSTKICH krajów; ŁĄCZ&E SIĘ t 16 ŚTRCM Prezydent Portugal# składa wizytę w Polsce Rok XXIV Nr 213 (7450) KOSZALIN, SŁUPSK. Piątek, sobota, niedziela — 26, 27, 28 września 1975 r. Cena 2 *ł fil Indonezji — Chętnie porozmawiałabym t panią ale do piętnastej nie mogę odejść od maszyny, bo wr cztery, ją obsługujemy i jeśli mnie zabraknie, to będzie luka. Kiedyś to by nie było takiego kłopotu, bo miałam ręczna pracę, która wykonywałam tylko na swoje konto. Teraz jest brygada... A po pracy? Bardzo się spieszę po mała do przedszkola, no i starsze dzieci w domu bez obiadu... Idziemy razem do przedszkola,. szyb ko, bo Agnieszka już czeka. Czerwona kokarda we włosach, umorusana buzia ręce 'i ubranie, bo przedszkolne podwór ko wysypane jest brudnym piachem, kokieteryjny trzepot rzęs i głośny cmok W mamifiy policzek ~ to cała Agniesz ka. Upewnia się,leszcze czy mama kupi tę obiecana rano biała, gumową rybkę i już gotowa jest do odbycia codziennej trasy, Trasa wiedzie przez Lczne sklepy, w których trzeba poczynić naj niezbęriniejsze ja kupy. Cały czas w naj większym pośpiechu, bo tam, w raiesz kaniu na osiedlu Lęborskim, czekają pozostali dom-ownjcy..Wprawdzie zsw-sze coś tam sobie znajdą w lodówce, ale jednak wszyscy niecierpliwie czekają na obiad.. W szkole, do; .której dzieci chodzą,. n;e gotuje się obiadów, a kupować dla' wszystkich, w zakładowej stołówce po prostu' się nie opłaci, No. i mąż woli jadać w domu, W domu można taniej ugotować, raz lepiej, raz gorzej, ale zawsze to i dla Agnieszki starczy i na kolację czy śniadanie rcoż na coś odgrzRć. Po obiedzie trzeba zro bić przepiórkę, trochę" posprzątać, z dziećmi porozmawiać, uzupełnić zakupy, coś tam do jutrzejszego obiadu przygotować... I tak w kółko — od piątej rano do późnego wieczora, dzień podobny do dnia... Codziennie mnóstwo drobnych kłopotów niezmordowanie dostarczanych przez czwórkę dzieci z których najstarsze liczy dwanaście, naj młodsze zaś sześć lat. A to Agnieszką ma katar, a to Boguś rozbił brodę, a to Dorotka tonie we łzach nieszczęśliwa, bo w sklepach nie ma białych pod kolanówek, a ona musi je mieć akurat na jutro, Nic więc dziwnego, że pani Wanda Grabiec, która od ośmiu lat pra cuje w kołobrzeskiej „Maronie" przychodzi do pracy z głową nabitą różnymi domowymi sprawami. & —- Dzień, który najmilej wspominam? W tym roku? Czy ja Wiem... Chy ba święto kobiet. Potrzebny jest w pra cv taki uroczysty dzień — wszyscy są mili, . pogodni,.. To nie znaczy, że w .powszednie dni atmosfera w naszym za kładzie jest. „ciężka". Nawet jak człowiek przychodzi rano „podminowany" domowymi kłopotami, drobnymi niepo wodzeniami czy konfliktami małżeński mi, może sie odprężyć i rozpogodzić w gronie serdecznych koleżanek i życzliwych zwierzchników. Ale ósmego mar ca to coś zupełnie innego... W ,.Maronie" pracuje znacznie więcej kobiet niż mężczyzn, nic więc dziw nego-, że ,','i 'śY-ięto pań jest dniem, zupeł nie wyjątkowym. Wszyscy mają uroczyste m^ihy.. rozdają szczególnie, miłe uśmiechy. Są kwiaty, teraz nawet każ da dostaje osobny. Nie tak jak dawniej gdy na. całą brygadę przypadał jeden goździk, a jak brygada była większa — to najwyżej dwa. Śą też upominki, wy stępy -artystyczne, tańce, lampka wina }. szczerze brzmi — nikt w to nie wątpi — toast prezesa „za zdrowie pań". Z całą pewnością nie są to tylko kur tuazyjne życzenia. Prezes wie przecież najlepiej ile kłopotów jest w zakładzie gdy pracownice chorują. (dokończenie na sir. S) mm t: WARSZAWA" (PAP). Na zaproszenie I sekretarza KC PZPR Edwarda Gierka —= wystosowane w imienia najwyższych władz PRL — 27 bm. przybywa do Pol skf z wizyta oficjalna Prezydent Republiki Portugal skie? generał Francisco da Costa Gomcs. (dokończenie na str. 2) Spotkanie Todorow - Honecker Pierwszy sekretarz Ko mi tetu Centralnego SED Erich Honecker przyjął przebywającego z wizytą w NRD członka Biura Politycznego K.C BP&, premie ra UtR Stańko Todcrowa. SALT W Genewie odbyło się ko lejne spotkanie delegacji ZSRR i USA, uczestniczących w rozmowach w spra wie ograniczenia ofensyw- .. ^ ....... _ ......... i jest złota, rozświetlona słońcem mieniącym się ńja żasnuwających pola i sady nitkach „babiego lata" zezwala spokojnie zebrać plony Całorocznej pracy rolnika: ziemniaki, buraki cukrowe, kukurydzę... Pogodny początek tegorocznej jesieni szczególnie raduje sadowników. Owoce o tej porze dojrzewające są najbardziej cenione. Dobre warunki zbioru gwarantują, że zimowe jabłka i gruszki sż do ukazania się wiosennych nowalijek cieszyć będą nasze oczy i podniebienia. Fot CAF — Zbraaiecki ńycb zbrojeń strategicznych Obrady OPEC W czwartek rano wznowi la obrady w Wiedniu nad zwyczajna konferencja ministerialna 13 państw człon kowskich OPEC (Organizacji Krajów Eksportujących Ropę Naftową). Omawiana jest kontrowersyjna sprawa nowej podwyżki cen ro py naftowej od 5 do 10 proc. W. Brytania opuszcza Singapur OsUtni okręt brytyjski opuścił wojskową bazę morską tego kraju w Singa purze. Baza ta została osfa teeznie zlikwidowana. Singapur, od prawie 150 lat służył Anglii jako wiel ka baza wojskowa. Zaborcze plany Izraela Wojska indonezyjskie po raz pierwszy wzięły udział w walkach związanych z kryzysem w Tiraorze portugalskim. Indonezja oskar iyła żołnierzy Rewolucyjnego Frontu Wyzwolenia Wschodniego Timoru o przekroczenie granicy dzielącej wyspę na część porta ralską i indonezyjską. Na zachodnim brzegu rzeki Jordan izraelskie wła dze okupacyjne zamierzają zbudować trzy miasta, obli czone na 25—30 tys. ludności. Prócz tego Izrael pla nuje utworzyć system o-bronny wokół Jerozolimy. Do systemu tego wejdzie 10 zmilitaryzowanych osied li. Prasa jordanska podkreś la, że plany te zmierzają do trwalej aneksji okupowanych terytoriów arabskich. Timor — interwencja CZYTAJ STU i Esr*. Jacek M*elłs&*wKtt Strona Ź MAGAZYN Głos Pomorza nr z ją ©śłarcssnlła YGODMIA G. Ford A Na odbywającej się w Nowym Jorku XXX sesji zwyczajnej Zgromadzenia Ogólnego Narodów Zjednoczonych rozpoczęła się w poniedziałek debata generalna, w której zabierają gtos przedstawiciele poszczególnych krajów. Debatą zaplanowano na 3 tygodnie. W pierwszym dniu debaty głos zabrał sekretarz stanu USA, Henry Kissinger koncentrując zasadniczą uwagę na próbie mach związanych z utrwaleniem pokojUf umocnieniem bezpieczeństwa narodowego oraz zahamowaniem wyścigu zbrojeń. H. Kissinger przedstawił poglądy i zamierzenia Stanów Zjednoczonych dotyczące stosunków Wschód - Zachód, rozwoju stosunków wewnątrz sojuszu zachodniego, działań politycznych i dyplomatycznych zmierzających do rozwiązania konfliktów regionalnych, poprawy I rozszerzenia warunków międzynarodowej współpracy gospodarczej oraz umacniania prawa międzynarodowego w stosunkach międzynarodowych. Wystąpienie ministra spraw zagranicznych ZSRR A. Gromykl na forum Zgromadzenia Ogólnego NZ relacjonowaliśmy obszernie w środowym numerze „Głosu . Tutaj warto zaznaczyć że przemówienie szefa radzieckiej dyplomacji wywołało szeroki oddźwięk prasowy świadczący o zainteresowaniu światowej opinii kolejnymi ważkimi pokojowymi propozycjami ZSRR. Dotyczą one, jak wiadomo, konkretyzacji I utrwalenia procesu odprężenia tak owocnie zapoczątkowanego w Helsin ^Szczególnej wagi nabiera zwłaszcza ta część przemówienia radzieckiego ministra spraw zagranicznych, w której mówił on o logice rozwoju procesów odprężeniowych zakładających z całą ostrością „konieczność powstrzymywania wyścigu zbrojeń". A Wiadomość o kolejnym zamachu na życie prezydenta Forda wstrząsnęła opinią publiczną w Stanach Zjednoczonych. Prasa radio i telewizja, oprócz szczegółowych opisow wydarzenia, przynoszą liczne komentarze i sugestie co do środków, jakie należy podjąć na przyszłość. Przede wszystkim wysuwa się postulaty ograniczenia publicznych wystąpień zarówno prezydenta, jak i czołowych osobistości, wzmocnienia ochrony prezydenta oraz zmiany ustawodawstwa w zakresie posiada nla i nabywania broni palnej. W San Francisco jedynie czuj- r.ość i refleks przypadkowego widza uratowały iyc.e Pr«Y«"ta' Służba ochrony prezydenta od czasu zamordowania Kennj d/ego została znacznie wzmocniona i 430 do 13TO ludzi. Prezydent podróżuje w specjalnym wicie odpornym na kule, zawsze przed nim jodzie flrupa ogw tów ochrony, agenci znajdują się również na formie z tyłu samochodu. Przed przybyelem prezydenta 60 Jakiejkolwiek miejscowości prowadzi się ! 21 nic wszystkich podejrzanych. Niemniej « « J * »£ Srrah lane Moore była przesłuchiwana, tymczasowo zatrry -Sa, ole zwolniona, mimo że w torebce miała. Jak sl< obecnie okazuje, nabity rewolwer kalibru 44 (11 mm>" Gazety kreowały na bohatera 33-Ietniego Olive_ra S.pple, Inwalidę, uczestnika wojny wietnamsk.ej, który znajdując s ę w tłumie zauważył stojącą obok niego kobietę "branąp « sku Kiedy prezydent wyszedł z hotelu, kobieta ta wyjęła i to, rebki silnie błyszczący przedmiot. Sipple krzyknął^..rewollw«£ I złapał tę kobietę za rękę. W ułamek sekundy później padł strzał, jak wiadomo, na szczęście niecelny. A We wtorek po południu odbyło się w Lizbonie pierwsze posiedzenie rządu premiera Jose Pinheiro de Aze-vedo. Przede wszystkim dyskutowano na nim sprawę obsadzenia 30 stanowisk sekretarzy stanu. Komisja Polityczna Portugalskiej Partii Komunistycznej w opublikowanym komunikacie wskazuje na konieczność szybkiego wprowadzenia w życie programu szóstego rządu tymczasowego, zwłaszcza jeśli chodzi o energiczną walkę z reakcją oraz podjęcie odpowiednich kroków w celu utrwalenia PA/obód demokratycznych w całym kraju. Premier de Azevedo Ponad 200 tyi. hutników \ metalewców przeprowadziło w Portugalii powszechny Jednogodzinny strajk ostrzegawczy. Protestowali oni przeciwko sabotowaniu przez przedsiębiorców decyzji ministerstwa pracy, które zobowiązało tych ostatnich do zawarcia nowej umowy zbiorowej zaspokajającej postulaty metalowców. Centrala związkowa Intersindical poparła strajkujących i wydała oświadczenie, określające dzień te^o strajku jako dzień zjednoczenia szeregów ludu pracującego. A Przedstawiciele wielu państw w przemówieniach wygłaszanych w debacie Zgromadzenia Ogólnego NZ nawiązują do sy-tuacji na Bliskim Wschodzie. Minister spraw zagranicznych Gro myko jeszcze raz podkreślił konieczność wznowięma genewskiej konferencji pokojowej z udziałem wstystkich zainteresowanych stron, w tym również Organizacji Wyzwolenia Palestyny. Minister Grornyko przypomniał, ii problem palestyński stanowi nieodłączną część globalnego uregulowania sytuacji na ' Bliskim Wschodzie. Radziecki minister przypomniał ponownie pryncypialne stanowisko ZSRR I postępowej opinii publicznej świata, Iż dla ustanowienia sprawiedliwego i trwałego pokoju na Bliskim Wschodzie konieczne jest wycofanie wojsk Izraela ze wszystkich ziem arabskich okupowanych od 1967 roku I zagwarantowanie słusznych praw arabskiego narodu Palestyny. Jak wiadomo, w tym tygodniu £gip!>t podpisał, a Izrael jedynie parafował protokół prozumienia między tymi obu państwami dotyczący tymczasowego wycefanią wojsk Izraelskich x Półwyspu Synajskiego. Egipsko-izraelskie porozumienie spotkało się t krytyką ętęścl łwiata arabskiego, przede wszystkim Syrii, która równocześnie zacieśnia kontakty z Jordanią. Król Jordanii Husajn we wtorek przybył do Damaszku. Rozmowy Husajna 1 przywódcami syryjskimi dotyczyły sytuacji, jaka wytworzyła się na Bliskim Wschodnie po porozumieniu egipsko-łzraelskim. W. BUDZIŃSKI Z OBRAD XXX SESJI ZGROMADZENIA OGÓLNEGO NZ WYSTĄPIENIE MINISTRA STEFANA OLSZOWSKIEGO Polska nadal będzie działać na rzecz odprężenia i pokoju światowego NOWY JORK (PAP). W kolejnym dniu debaty generalnej na XXX sesji Zgromadzenia Ogólnego Narodów Zjednoczonych, wystąpił m; in. przewodniczący delegacji polskiej, minister spraw zagranicznych PRL, Stefan Olszowski. / Minister spraw zagranicznych PRL w swym przemówieniu poruszył najaktualniejsze zagadnienia sytuacji międzynarodowej podkreślając, iż stopniowo pogłębiają się w niej procesy odprężenia, zaś coraz większa liczba rządów wzmaga wysiłki na rzecz zapewnienia trwałe fo pokoju i bezpieczeństwa na świecie. Nawiązując do powstania ONZ i oceniając 30 lat Istnienia tej organizacji minister S. Olszowski 0-świadczył, ii udało się przy bliżyć realizację celów, które nakreślili założyciele ONZ. Od okresu napięć i zimnej wojny świat przechodzi do okresu odprężenia, które 0-bejmuje coraz to nowe sfery stosunków międzynarodowych, i do coraz szerszego stosowania w praktyce zasad pokojowego współistnienia. Mówca podkreślił, że po raz pierwszy od 30 lat nigdzię na świecie nie trwa żaden o twarty zbrojny konflikt mię dzypaństwowy . Bardzo obszerny fragment swego wystąpienia minister spraw zagranicznych £RL poświęcił "historycznemu zna czeniu KBWE. Stwierdził, iż KBWE wywiera doniosły •wpływ nie tylko na Europę, ale »a całą sytuację między narodową. Największy wkład jaki może wnieść Europa do pokojowego rozwoju świata, to przekształcenie jej w region pokoju i pokojowej współpracy. Rozładowując napięcie w Europie, na styku dwóch naj potężniejszych ugrupowań wojskowo-politycznych, powoduje się umocnienie pokoju i bezpieczeństwa na ca łym świecie. Minister Olszowski podkreślił, że akt końcowy KBWE wyrażą pełne popar ci£ państw europejskich dla ONZ. Fundamentalne znaczę nie dla pokojowej przyszłoś ci Europy mają w szczególności zasady Integralności terytorialnej i nienaruszalności granic, oznaczające wy rzeczeftie $ię raz na zawsze wszelkich roszczeń terytorialnych, które w przeszłości rodziły napięcia, konflikty 1 wojny. W dalszym ciągu swego przemówienia, minister spraw zagranicznych PRL 0-rńówił postanowienia KBWE w dziedzinie stosunków eko nomicznych, wymiany kultu ralnej I innych kontaktów. W duchu tej konferencji I w trakcie jej trwania — 0-świądczył minister S. Olszow ski — zostało osiągnięte porozumienie między rządami PRL i RFN na temat dalszej normalizacji, stosunków wzajemnych w oparciu o u kład z 7 grudnia 1970 r. Po rozumienie to stwarza podstawy do dalszego rozwoju stosunków między obu państwami i stanowi wkład w umocnienie odprężenia w Europie. Zdaniem ministra Olszow skiego postanowienia zawar te w akcie końcowym KBWE stanowią wielkie wspólne zwycięstwo wszystkich jej uczestników, wszystkich sił opowiadających się za poko jowym współistnieniem, oraz przybliżają perspektywę u-tworzenia systemu ogólnoeuropejskiego bezpieczeństwa zbiorowego. Wiele uwagi w swym przemówieniu poświęcił min. Olszowski problemom rozbrojenia oraz inicja tywom krajów socjalistycznych w tym Związku Radzieckiego w tej dziedzinie. Wyraził przekonanie, że obec na sytuacja z jednej strony narzuca konieczność poszuki wania istotnego postępu w dziedzinie rozbrojenia, a z drugiej stwarza możliwość osiągnięcia takiego postępu, ONZ — najważniejszemu forum negocjacji wielostronnych przypada specjalna rola w wypracowaniu skutecz nych środków powstrzymania wyścigu zbrojeń. Minister S. Olszowski wska tał z kolei na utrzymujące PREZYDENT PORTUGALII SKŁADA WIZYTĘ W POLSCE (dokończenie ze *tr. 1) Gościowi towarzyszyć będzie grupa wybitnych przed •tawicieli portugalskiego życia politycznego. Zapowiedziane zostały rozmowy, któ re prowadzić będą Edward Gierek i Francisco da Costa Gomes. Program przewiduje również spotkania towarzyszących prezydentowi osób z przedstawicielami polskiego życia politycznego i państwo wego. Z żywą uwagą i sympatią śledzi społeczeństwo naszego kraju wydarzenia w Portugalii zapoczątkowane obaleniem 25 kwietnia- 1974 roku przez Ruch Sił Zbrojnych półwiekowej niemal dyktatury wojskowo-faszy- stowskiej. Portugalia wstąpi łą na drogę przemian demo kratycznych, dekolonizącji, dążenia do rozwoju stosunków z wszystkimi krajami, a szczególnie z państwami od których przez lata była odizo lowana — a więc socjalistycz nymi oraz z krajami Trzecie go Świata. Istotną rolę w procesie dokonujących się przemian odgrywa Portugal ska Partia Komunistyczna. Wizyta Edwarda Gierka w Lizbonie — pierwsza złożona w stolicy Portugalii przez przywódcę socjalistycznego pąństwa, — miała ogromne znaczenie dla otwarcia szerokich perspektyw w stosun kach między obu państwami. Wiele miejsca w rozmowach zajmą sprawy rozwo- ju stosunków dwustronnych — zarówno politycznych jak i gospodarczych oraz z innych dziedzin. Przypomnijmy, że oba państwa nawiązały w ub. r. stosunki dyplo matyczne i wymieniły amba sadorów; zainaugurowane zostały konsultacje obu MSZ Problemy realizacji posta nowień europejskiej „Wielkiej Karty Pokoju" i najważ ndejsze zagadnienia międzynarodowe zajmą — jak należy przypuszczać — poczesne miejsce w zapowiedzianych w Warszawie rozmowach. Ze strony portugalskiej weźmie w nich udział grupa towarzyszących prezy dentowi czołowych przedsta wicieli Ruchu Sił Zbrojnych, VII RUNDA ROKOWAŃ 19 PAŃSTW W WIEDNIU EUROPA CZEKA NA KONKRETY Dziś 26 bm. w barokowej sqli redutowej wiedeńskiego Hofburga przedstawiciele 19 państw rozpoczynają siódmą rundę rokowań w sprawie wzajęmnftj redukcji sił zbrojnych i zbrojeń w Europie środkowej. Rokowania te toczą się prawie dwa lata, mają za sobą 76 posiedzeń plenarnych I wielką ilość spotkań nieformalnych. Główny szkopuł wynika z upierania się Zachodu przy nierealistycznej koncepcji przeprowadzenia „asymetrycznych" redukcji, Jej punktem wyjścia są tzw. nierówności I dysproporcje potencjałów NATO i Układu Warszawśkięgo, wy liczone całkowicie dowólnie na podstawie porównań liczebności samych tylko sił lądowych^ pomijając tak ważne składniki potencjałów zbrójnych jak lotnictwo i jednostki wyposażone w br
. Instytut Inżynierii Środowiska powstał ^ na bazie kilkunastu zaledwie studentów grupującego kierunku „instalacje sanitarne" wchodzącego w skłać. _ b. Wydziału Budownictwa Lądowego). Chodzi także W o to, że instytuty te kształcą inżynierów o specjalnościach najbardziej z punktu widzenia rozwoju gospodarki regionu pożądanych.
Instytut Inżynierii Środowiska — w tym przypadku nazwa jest wystarczająco komunikatywna Studia w tym instytucie, a także w Instytucie Budownictwa cieszą sie największym „wzięciem" wśród młodzieży ubiegającej się w tym roku o przyjęcie na WSInż. Instytut Konstrukcji i Eksploatacji Maszyn z kolei prowadzi m. in. tak ważne dla gospodarki regionu kierunki, jak maszypy i urządzenia rolnicze oraz maszyny i urządzenia dl a przemysłu spożywczego.
Jedną ze specjalizacji rozwijanych pr?».z Instytut Konstrukcji i Eksploatacji Maszyn- jest również chłód nictwo. Fachowców w tej dziedzinie szczególnie pilnie poszukują: gospodarka morska (nie tylko rybo-. łówstwo) i przemysł spożywczy. Wspomniany instytut działa więc wielokierunkowo, elastycznie dostosowują jąc profil kształcenia do aktualnych i przyszłych potrzeb. W mig doceniło to Zjednoczenie ..Spomasz'' , oferując swój udział w pokrywaniu kosztów
W październiku na WSTnż, rozpocznie sie finanso-wany przez „Spomasz" kurs przygotowawczy (tzw semestr zerowy) dla 60 pracowników przedsiębiorstw H podległych temu zjednoczeniu.
KIERUNEK
aa
m
Naukową pasją naszego rozmówcy
jest problem stosowania metod matematycznych w ekonomii. Doc. dr Ludwik Cendrowski ma w tej dziedzinie znaczny dorobek. Niedawno ukazały się drukiem dwie jego prace — „Opty malizacja problemu produkcyjno-tran sportowego" i „Programowanie dynamiczne w produkcji przemysłowej". Na stępna — „Przykłady modeli ekono-,j metrycznych" — jest obecnie w druku.
- Czy mógłby Pan bliżej scharakteryzować swoje publikacje?
- Proszę bardzo. Pierwsza z nich for mułuje makroekonomiczny model pro-dukcyjno-transportowy i zawiera propozycje praktycznych rozwiązań. Są to jednak rozwiązania dość uciążliwe; mam tu na myśli pracochłonność obliczeń. Obawiam się, że przy obecnej jakości maszyn cyfrowych długo jeszcze nie będzie mógł być wykorzystywany w oraktyce. Za to druga może znaleźć powszechne zastosowanie — i to już niedługo — w procesie organizacji pro dukcji. „Programowanie dynamiczne w
| produkcji przemysłowej" zawiera bo-wiem omówienie wielu zagadnień wy , stepujących w zakładzie produkcyjnym ' — od mikroekonomicznych poczynając a na skomplikowanych problemach koń cząc. Poszczególne problemy sformuło wane są w postaci wzorów. Podane są ;j też ich rozwiązania, które ilustrowane są przykładami liczbowymi. Natomiast trzecia ukazuje sposoby budowania mo deli ekcńcmetrycznych i ich rozwiązy-
wania przy pomocy różnych metod.
Przydać się ona powinna przede wszyst kim młodym pracownikom naukowym, którzy chcieliby pójść w tym kierunku, to znaczy stosować metody matematyczne w ekonomii.
— Czy wśród praktyków — mam na myśli ludzi kierujących produkcją — obserwuje Pan zainteresowanie metodami matematycznymi?
— To kwestia dość delikatna. Otóż byłem w co najmniej dziesięciu większych zakładach przemysłowych nasze go regionu. Dyrektorzy tych przedsiębiorstw i ich zastępcy do spraw ekono micznych w rozmowach wyrażali dość żywe zainteresowanie. W zasadzie każ dy zakład posiada dane niezbędne do ustalenia takimi właśnie metodami, jak zorganizowany powinien być proces produkcji, by zadania mogły być wykonywane w sposób optymalny. Każdy z nich dysponuje także środkami na wdrożenie metod matematycznych. Wy daje mi się, że najbardziej konkretnie podchodzi do tej sprawy — jak dotąd — dyrekcja słupskiego „Famarolu", któ ry ma wkrótce być wyposażony w o-środek elektronicznej techniki obliczeniowej.
— Jest Pan również autorem podręcz rika akademickiego.
— Owszem. Zaczęło się od tego. że z inicjatywy miedzy innymi doc. dra inż. Jerzego Białkowskiego, który doszedł do porozumienia z dyrekcją Stocz
ni „Ustka", uczelnia nasza postanowiła
pomóc technikom zatrudnionym w tym orzedsiębiorstwie w podejmowaniu stu diów zaocznych. W lutym tego roku uruchomiono w Ustce punkt konsultacyjny (nawiasem powiedziawszy obecnie uruchamia się drugi, w Słupsku, dla pracowników tamtejszych zakładów.). Słuchacze tego punktu po pomyślnym ukończeniu pierwszego semestru mogą być przyjęci na drugi rok studiów. No i wyłoniła się koniecz ność opracowania odpowiedniego podręcznika matematyki. Tak oto powsta ły „Wybrane zagadnienia z matematyki", -których cześć pierwszą, wydana przez naszą uczelnię wspólnie ze słups kim Uniwersytetem Robotniczym, mamy przed sobą. Druga ukaże się w paź dzier-niku.
— Jest to dość szczególny podręcznik...
— Nie można było zapominać że adresuje się go do odbiorcy, który kon takt z ławą szkolną stracił dziesięć albo i wiecej lat temu. To kwestia nie tylko dystansu w czasie, ale również ja kości ówcześnie wykładanej matematyki. St?d zamysł, żeby „Wybrane zagad nienia" wyłożyć opowiadariowo. w spo sób umożliwiający samodzielne opanowanie materiału. Sądzę, że mi się to udało.
—- Co eh?ba można uznać za niebagatelny sukc?s dydaktyczny.
Dziękujemy za rozmowę.
m m m m
Nie tak dawno słupska Wyższa Szkoła Pedagogiczna słynęła wśród studenckiej braci jako uczelnia, w której zdobycie miejsca w „akademiku" nie było problemem. Podobnie odczuwali to przybywający do Słupska nauczyciele akademiccy: niejeden z nich jeszcze nie zdążył wygłosić pierwszego wykładu, a już był posiadaczem mieszkania.
Przypominając to, rektor WSP — Jego Magnificencja doc. dr Zbigniew Żechowski podkreśla, że dobre warunki lokalowe należą, niestety, do przeszłości. Deficyt miejsc w domach studenckich u progu nowego roku akademickiego dosięgnął liczby 400, przy czym pogłębia go fakt, że ulokowanie nowo pozyskanego pracownika naukowo-dydaktycznego w „akademiku" jest coraz częściej jedyną możliwością. „W szwach trzeszczą" również pomieszczenia dydaktyczne i inne. Już w roku ubiegłym część zajęć trzeba było prowadzić w Młodzieżowym Domu Kultury, a także... w sali Bałtyckiego Teatru Dramatycznego
Mimo tych trudności słupska Wyższa Szkoła Pedagogiczna uruchamia w roku akademickim 1975/75 jeszcze jeden kierunek studiów. W systemie stacjonarnym (dziennym) podejmuje go 33, zaś w systemie zaocznym 3fi słuchaczy.
Nowy kierunek uruchomiono na Wydziale Pedagogicznym (prócz nie.no uczelnia posiada wydziały: Humanistyczny i Maternatyczno-Przyro-dniczy). Co ciekawe — jest to kierunek nienauczycielski. Zwie się: pedagogika ze specjalizacją w zakresie pracy kulturalno-oświatowej. Jego zadaniem jest. kształcenie pracowników dla potrzeb placówek upowszechniania kultury.
— Kierunek ten '— mówi doc. dr Zbigniew Żechowski — jest zupełną nowością. Nie ma jeszcze ściśle sprecyzowanego programu, a jedynie jego ramy. Ale na to jest trochę czasu, ponieważ program studiów na Wydziale Pedagogicznym jest w pierwszych dwóch latach wspólny dla wszystkich kierunków. Dopiero na trzecim roku zaczyna się specjalizacja trwająca dalsze dwa lata.
Okazuje sie, że władze województwa słupskiego obiecują sobie po nowym kierunku studiów coś więcej niż zwyczajny „zastrzyk" wysoko kwalifikowa nych kadr dla. placówek kulturalno-oświatowych. Tematem co najmniej części prac magisterskich jego absolwentów mają być proccsy kulturowe zachodzące na obszarze Pomorza Środkowego, szczególnie, zaś kwestia odbioru dóbr kulturalnych. Liczy się tu przede wszystkim na zamieszkałych w małych miastach i wsiach studentów zaocznych, którzy mogą dostarczyć najwięcej wniosków pomocnych dla ukształtowania właściwego modelu terenowych -placówek kulturalno-oświatowych.
Strono 6
MAGAZYN
G/os Pomorza nr 213 ]
(dokończenie ze str. 1)
— Musieliśmy przewidzieć i ubezpieczyć się przed sytuacją, gdy nagle, z powodu choroby, nie stawi się do pracy kilka osób — mówi Krystyna Kulczak, wiceprezes do spraw technicznych. Stworzyliśmy więc niewielki dział, w którym pracuje sią bez udziału maszyn, przez który przechodzi większość nowo przyjmowanych pracownic, mimo że są one przygotowane do obsługi automatów. To nasza rezerwa na wypadek nagłych luk personalnych na taśmie. Oczywiście takie „przerzuty" wywołują wiele niezadowolenia, odbijają się niekorzystnie na zarobkach, ale jest to jedyne wyjście, bo średnio miesięcznie około sześćdziesiąt osób przynosi kilkudniowe zwolnienia lekarskie z powodu swojej czy dziecka niedyspozycji.
Osoby zatrudnione w zakładach produkujących artykuły spożywcze muszą zdrowe przystępować do pra cy. Tu wymogi są znacznie większe niż w innych zakładach, stąd też wynika potrzeba otoczenia pracowników troskliwą opieką lekarską. W „Maronie" lekarz zakładowy zatrudniony jest od niedawna. I chociaż przyjmuje tylko pięć razy w tygodniu po jednej godzinie dziennie, wielkie to jednak udogodnienie dla pracowników.
— Dzięki temu oszczędzamy wiele czasu — mówi pani Wanda, dla której dzień jak sama twierdzi, powinien trwać przynajmniej o pięć godzin dłużej. — W miejskiej przychodni są zawsze kolejki, a książeczkę zdrowia często trzeba uaktualniać. Teraz wszystkie te sprawy załatwiamy w zakładowym gabinecie lekarskim. No i pomoc w razie choroby, czy jakąś poradę też można w nim uzyskać. Przydałoby się jeszcze, żeby przynajmniej raz w tygodniu w zakładowym gabinecie przyjmował ginekolog. Myślę, że mniej by u nas ludzie chorowali, zwłaszcza w okresie letnim, gdyby w zakładzie była lepsza wentylacja. Jak jest za gorąco, to robi się sztuczne przeciągi, popija zimną wodę z kranu i stąd biorą się różne choroby, mnożą się zwolnienia lekarskie. Niektórzy narzekają, że lekarz niechętnie daje zwolnienia, nawet jak ktoś, jest mocno przeziębiony, inni, że nie uznaje zwolnień wydawanych przez lekarzy z przychodni. Czasem to nawet się nie dziwię, że tak jest, bo niektórzy ludzie sprytnie nadużywają zwolnień, a to się niekorzystnie odbija na produkcji. W sumie jednak mamy dość dobrą opiekę lekarską. Gorzej jest natomiast, gdy Agnieszka nagle zachoruje. Wtedy telefonują z przedszkola, muszę zwolnić się z pracy l iść z dzieckiem do lekarza w przychodni. Tam przyjmują tylko do południa i zawsze są ogromne kolejki.
Podobne kłopoty nękają wiele matek pracujących w „Maronie". Chciałyby, żeby w żłobku i przedszkolu
był stały lekarz pediatra, izolatka, gdzie nagle niedysponowane dziecko mogłoby pod fachową opieką przebywać nim skończy się dzień pracy, żeby w przedszkolach wykonywano dzieciom obowiązkowe szczepienia. Byłyby to wielkie udogodnienia, pozwalające spokojniej i lepiej pracować.
Pobożnych życzeń, jak te dotyczące organizacji opie ki lekarskiej nad dziećmi, kobiety z „Marony" mają znacznie więcej. Chociażby w związku z pracą na dwie zmiany. W ich zakładzie praca zaczyna się o godzinie 5.00 a kończy o godz. 22.00, oczywiście nie we wszystkich działach. Znaczna część kobiecej załogi ze względu na dzieci może, pracować tylko przed południem. Nie ma bowiem żłobków ani przedszkoli pracujących na dwie zmiany, mało tego, rano nie ma dyżurnych wychowawczyń w przedszkolach, dzieci — wiele z nich, gdy mamy muszą zdążyć do pracy na piątą czy szóstą rano — pozostają pod opieką... palacza
Wiele młbdych pracownic nie może się dokształcać, bo szkoły wieczorowe, jak nazwą sugeruje, rówńięż prosperują tylko na jedną, popołudniową zmianę. W zakładzie produkcyjnym trudno jest tak zorganizować robotę, żeby wszyscy chętni mogli pracować tylko przed południem. Siłą rzeczy wielu maszyn nie można w pełni wykorzystać, trzeba ograniczać wielkość produkcji.
Dziennie produkuje się w „Maronie" 7 ton słodkich różności — galaretek, batonów, wafli, drażetek itp. — smacznych, poszukiwanych na rynku. Coraz więcej, przy malejącym zatrudnieniu. W ostatnim czasie bowiem w większości działów znacznie zmodernizowano produkcję, utworzono ciągi technologiczne, skrócono drogi transportowe produktów od maszyny do maszyny, co w sumie uczyniło pracę o wiele lżejszą niż dawniej. Nie wszędzie jednak udało się wyeliminować ciążką pracę fizyczną — w ciągu ośmiu godzin część pracowników musi przerzucić szuflami ponad tonę surowców. Gdy doda się jeszcze, że temperatura przy ich stanowiskach pracy jest. bardzo wysoka, że wiele maszyn bardzo głośno pracuje, że w niektórych pomieszczeniach unosi się w powietrzu pył to okaże się, że praca w „Maronie" wcale nie jest taka lekka, jakby się mogło wydawać, zważywszy na profil produkcji.
— Wszelkimi sposobami staramy się polepszyć warunki pracy — mówi Krystyna Kulczak — i z pewnością nikt nie zakwestionuje twierdzenia, że w naszym zakładzie wiele zmieniło się na lepsze. Nadal jednak wiele jest spraw wymagających nowych rozwiązań. Mechanicy i konstruktorzy ciągle pracują nad systemem łączności między maszynami, by makśymal nie wyeliminować ręczne przenoszenie surowców. Szu kamy sposobu wyciszenia pracy maszyn, bo hałas naj bardziej wszystkich męczy. Nakładki na uszy nie zda ły egzaminu — są źle skonstruowane, pracownice nie chcą ich stosować. Z kolei wkładki do uszu uniemożliwiały słyszenie czegokolwiek a pracownice przy ma szynach muszą się jednak ze sobą kontaktować. W całym zakładzie zakładamy obecnie mechaniczną wenty lację. W najbardziej upalnych miesiącach — w lipcu i sierpniu przeprowadzamy remonty maszyn i urządzeń, a pracownicy przebywają w tym czasie na urlopach wypoczynkowych. Staramy się również wczuć w sytuację zatrudnianych tu kobiet, zwłaszcza żon i matek, którym na pewno nie jest łatwo godzić pracę zawodową z domowymi obowiązkami. Jeśli trzeba, bez kłopotów udzielamy bezpłatnych urlopów dajemy wolne dni, czy przepustki na załatwienie spraw ro-s dzinnych.
To dobrze, że w wirze codziennych problemów zwią zśnych z utrzymaniem rytmicznej i nie kwestionowanej pod względem jakościowym produkcji, znajduje się czas i metodę, by po ludzku rozwiązywać ludzkie sprawy, że nie kolidują ze sobą interesy pracowników i zakładu. Dobrze też, że rada zakładowa dokłada wszelkich starań, by drobnymi może, ale czasem bar dzo istotnymi poczynaniami ułatwić życie pracującym na dwóch etatach.
— Nie udało nam się wprawdzie zorganizować zakładowej stołówki, mimo że załoga domagała się o-biadów na miejscu — mówi Bronisława Urban, prze wodnicząca Rady Zakładowej jedna z nielicznego już grona pracujących w „Maronie" prawie od początku istnienia zakładu — ale wprowadziliśmy pracowników do jadłodajni międzyzakładowej, prowadzonej przez WSS „Społem" i pokrywamy część kosztów. Có raz więcej osób korzysta z tej stołówTki, tym bardziej, że można stamtąd zabierać obiady dla członków rodzi ńy. W przyszłości na terenie zakładu zamierzamy wprawdziś Otworzyć kiosk spożywczy ale niezależnie Od tego już wkrótce postaramy się, by każdy mógł kupić na śniadanie przynajmniej kanapkę. Wszystkim chętnym, a jest ich wielu, udostępniamy zakładową pralnię i suszarnię. Już w przyszłym roku uruchomimy nad jeziorem niewielki ośrodek wypoczynkowy z lekkimi domkami kempingowymi, pomyślany jako miejsce sobotnio-niedzielnego wypoczynku dla całych rodzin. Zabiegamy również o wydzielenie specjalnego pokoju, w którym w razie nagłej niedyspozycji pracownice mogłyby chwilę odsapnąć. Staramy się też dostarczać rozrywek — kupujemy bilety do kina, teatru, organizujemy wycieczki po kraju i zagraniczne, przejażdżki wodolotem, różne imprezy towarzyskie w zakładowym klubie. W sumie nie ma tego wprawdzie zbyt wiele, ale — jak sądzę — stanowi częściową rekompensatę za trudy dnia codziennego. Czeka nas jesz cze wiele pracy, by trudy te zmniejszyć, ale zakładowi muszą pomóc inni, mający wpływ na zmniejszenie kłopotów pracujących kobiet.
ANNA ZALEWSKA
—**«■
MIECZYSŁAW MOZDYNIEWiCZ
Zadaniem drugiej fazy walk nad Bzurą było przebicie się polskich sił, zgromadzonych na obszarze ograniczonym od północy rzeką WTisłą a od wschodu i południa rzeką Bzurą, do rejonu Warszawy i na prawy brzeg Wisły.
Dnia 12 września wieczorem gen. T. Kutrzeba wstrzymał natarcie w rejonie miejscowości Piątek, Wzgórz Celestynow-skich, Łęczycy i nakazał wycofanie w ciągu nocy z dnia 12 na 13 września wszystkich sił grupy operacyjnej gen. Knóll-Kownackiego na północny brzeg rze ki Bzury. 16 września o świcie grupa operacyjna stanęła w rejonie na zachód od drogi Sochaczew — Wyszogród.
16 września rano 17 DP otrzymała zadanie dowódcy grupy operacyjnej, gen. Knoll-Kownackiego, nacierać na nieprzyjaciela i sforsować rzekę Bzurę na odcinku Sochaczew — Chodaków, w łączności z 25 DP na lewym skrzydle i 14 DP na prawym skrzydle.
Oko w oko z czołgami
Początkowo natarcie rozwijało się zgodnie z planem. Otrzymałem nawet meldunek z 3 Kompanii 63 Pułku Piechoty, która meldowała, że wkroczyła do Sochaczewa. Lecz około południa dowódca 69 Pułku Piechoty zameldował mi, że prawe skrzydło 14 DP prawdopodobnie zostało rozbite. Potwierdzili to wkrótce rozbitkowie z 55 Pułku Piechoty, napływający do
mego miejsca postoju w miejscowości Rybno. Później otrzymałem zawiadomienie od gen. T. Kutrzeby o zaatakowaniu 14 DP przez znaczne siły pancerne (1 Dywizja Pancerna) i rozkaz działania 17 DP na korzyść atakowanej 14 DI^ — o ile sytuacja na to pozwoli.
Nakazałem wstrzymanie natarcia ha całym moim froncie, 69 Pułkowi poleciłem zagiąć swe skrzydło w kierunku południowym. 20 czołgów podeszło Od południa pod miejscowość Rybno, gdzie znajdowało się dowództwo dywizji, bronione przez 1 Baon 70 Pułku Piechoty. Czołgi te nie ośmieliły się zaatakować Rybna, a po ostrzelaniu ich przez 1 Batalion 17 PAC (działa 105 mm) wycofały się w kierunku południowym. Aż do godzin wieczornych nie wiedziałem, że mniej więcej w tym samym czasie został zaatakowany przez niemiecką 4 Dywizję Pancerną mój sąsiad z lewej strony — 25 DP. Czołgi niemieckie zajęły dwór Ruszki. Sztab 25 DP zmuszony został do wycofania się do dworu Giżyce. 60 Pułk Piechoty zajął pozycje na zachód od dworu Ruszki i utrzymał je aż dó zmroku.
Przygotowując się do wojny obronnej z Niemcami wiedzieliśmy dobrze o zagrożeniu, jakie może stanowić broń pancerna, pospiesznie przez nich rozbudowywana. Istniał więc plan przezbrajania naszych pułków kawalerii na pułki pancerne. Zdawaliśmy sobie sprawę, że Polski
nie było stać — ze względu na ograniczony potencjał przemysłowy i stain budżetu — na szybką realizację planu przezbrajania. Prowadzono natomiast prace zmierzające do rozbudowy broni przeciwpancernej. Dysponowaliśmy bardzo dobrymi działkami przeciwpancernymi, produkowanymi przez zakłady mieleckie na licencji Boforta.
Niestety, również ze względów budżetowych znaczna część tych działek była eksportowana do Anglii. Dysponowaliśmy także ręczną bronią przeciwpancerną polskiej produkcji. Były to rusznice przeciwpancerne, w które zaopatrzony był (po jednej sztuce) każdy pluton piechoty. Było to za mało i dlatego w walkach z czołgami nie odegrały one większej roli.
Klęska „czarnych husarow"
A teraz kilka słów na temat walk pod Ruszkami. Dnia 16 września weszła do akcji ściągnięta spod Warszawy niemiecka 4 Dywizja Pancerna, przeprawiając się przez Bzurę w rejonie Żuków — Zarzecze. Czoło tej dywizji stanowił pułk pancerny SS-Leibstandarte „Adolf Hitler" W czasie walk pod Adamową Górą pułk ten zadał duże straty naszej 25 DP i za-jał dwór Ruszki. Część tych sił skierowała się w kierunku południowym i została zatrzymana przez naszą 6 Baterię 17 PAL. Walka trwała dwie godziny.
G/os Pomorza nr 213
MAGAZYN
Strona 7
Rozmowa z dr. EUGENIUSZEM SZKOPEM ordynatorem Oddziału Nerwic Szpitala Wojewódzkiego w Słupsku
— Panie doktorze, mam przed sobą kilka liczb, poda nych dziennikarzom w kwietniu br. na konferencji zor gamzowanpi prz*?. .v»*!*'-ra zdiowia. Ilustrują one zasiąg problemu. Co piąte łóżko szpitalne w Polsce jest, mówiąc potocznie, „łóżkiem psychiatrycznym". 120 tys. cho rych rocznie przyjmuje się do szpitali psychiatrycznych. 2 proc. ogółu ludności zasięga porady w psychiatrycznym lecznictwie otwartym i w poradniach odwykowych, u 10 proc. wszystkich pacjentów, zgłaszających się rlo lekarzy różnych specjalności, rozpoznaje się choroby i ra burzenia psychiczne. A równocześnie żadna chyba choroba, z wyjątkiem raka, nie wzbudza tak wielkiego popłochu w najbliższym otoczeniu chorego, wokół żadnej nie pokutuje tyle mitów, przesądów, prtestarzałych wyobrażeń...
— Istotnie, stosunek społeczeństwa do chorych psychicznie jest nieprzyjazny. Dość potocznie mówi się prze cięż „wariat", „dom wariatów", „wariackie papiery."Dziw ność chorego psychicznie wzbudza lęk w otoczeniu. A równocześnie, w pierwszym etapie choroby, rodzina pac jenta absolutnie nie jest sprzymierzeńcem lekarza. Per spektywa „domu1 wariatów"przeraża i zawstydza...
— To zapewne ogromnie utrudnia kurację? Przynosi choremu dużą szkodę?
— Kiedy pada rozpoznanie, lub choćby tylko uzasadnione podejrzenie choroby psychicznej, z reguły rodzina pacjenta dąży za wszelką cenę do udowodnienia — komu? — że nastąpiła pomyłka. Zaczynają się wędrówki z chorym do najrozmaitszych specjalistów, tymczasem stan chorego pogarsza się. Uporczywym chowaniem gło wy w piasek, brakiem zaufania do lecznictwa psychiatrycznego niejedna rodzina doprowadziła chorego do skrajnego stanu fizycznego i psychicznego. Zdumiewające, że bierze się to ze specyficznej „troski o dobro.." Jeżeli nawet chory psychicznie znajdzie się już w szpitalu, rodzina w pierwszym okresie dąży do wypisania go, do zmiany zakładu, do skrócenia pobytu. A gdy już ct-tatecznie zaakceptuje się formy leczenia, gdy chory — p«j kuracji szpitalnej — zostaje wypisany do domu, rodzina korzysta skwapliwie z byle pretekstu, żeby zanie chać podawania leków I wizyt kontrolnych w poradni... Trudno sobie wprost wyobrazić, żeby w jakiejkolwiek innej chorobie, weźmy gruźlicę, grypę, zapalenie płuc, cokolwiek — żeby zatem w innej chorobie najbliższe otoczenie chorego tak zawzięci* działało na. jego szkodę, jak ma to miejsce w chorobach psychicznych. W do brej wierze, czy złej — jest to dla chorego bez znacz® nia.
— Tymczasem, Jak się zdaje, postawa najbliższego oto-
czenia. zaufanie do lekarza I metod terapii, życzliwość 1 zrozumienie potrzeb chorego liczy się w schorzeniach psychicznych znacznie bardziej niż w innych?
— Powiedziałbym, że w psychiatrii — dla terapii wszystkie te czynniki mają znaczeni* niemal decydująca. Chciałbym to nawet z naciskiem podkreślić. Mądra opieka rodziny, łagodność, umiejętność perswazji, życzli wość i takt w postępowaniu z chorym zapobiegłyby w wielu przypadkach powrotom do zamkniętych zakładów .psychiatrycznych.
Trzeba też jednak otwarcie powiedzieć, że nierzadko rodzina w następnej i dalszych fazach choroby, „zasma kówu.je" w pobycie chorego w szpitalu, uwalniając się od kłopotliwych konieczności okazywania życzliwości, cierpliwości i sprawowania opieki. Jest to typowy porządek rzeczy: wpierw zżymać się i protestować, potem — pozbywać się ciężaru. Zwłaszcza, gdy pacjent jest rencistą. No, bo szpital jest bezpłatny, choremu niczego nie brak, a renta wspiera budżet rodzinny. Przykro o tym mówić, ale trzeba, gdyż takie postawy zdarzają się wcale nierzadko.
— Panie doktorze, powróćmy jeszcze do poruszonej już kwestii lęku przed szpitalem psychiatrycznym, obja wianego nie tylko przez rodziny, lecz i przez pacjentów na początku choroby. Być może jest to czymś uzasadnione, niekoniecznie nawet czymś racjonalnym?
— Czyż u nas potocznie mówi się: szpital psychiatryczny? U nas przeważnie mówi się: dom wariatów, a przyzna pani, że to nie brzmi zachęcająco czy uspo-ka-qjaco Jest to uzasadnienie dalekie od racjonalności, lecz pamiętajmy, że w końcu nie tak dawno, bo w wie ku XIX uwolniono pacjentów szpitali psychiatrycznych od kajdan... Wracając zaś do współczesności: nie ma, naturalnie, mowy o kajdanach ani o staroświeckich me todach uspokajania pobudzonych pacjentów, niemniej — połowa naszych placówek zamkniętego lecznictwa psychiatrycznego zorganizowana jest jeszcze dość tradycyjnie, przy czym o tradycjach zdecydowały ustawiczne braki kadrowe, głównie średniego personelu medyczne go, ta powszechna bolączka całej służby zdrowia. A zatem wielkie sale, gdzie jedna osoba może nadzorować 20 chorych naraz, gdy do sal mniejszych' potrzeba było by np. pięć nadzorujących osób. A zatem kraty w oknach, drzwi bez klamek, rygory dotyczące spacerów itp. Jest to niewątpliwie przykre dla pacjentów, ten niemi ły „haracz", siłą rzeczy wkalkulowany w całość niezbęd nej skądinąd kuracji. Obecnie jednak dąży się, w myśl zresztą zaleceń Instytutu Psychoneurologicznego, do zmia ny form organizacyjnych oddziałów i zakładów psychia trycznych, do zapewnienia pacjentom o wiele większej swobody. Nasz słupski oddział np. nie ma żadnych krat i żadnych drzwi bez klamek, spacery są dowolne, dys kretny nadzór stosuje się w koniecznych przypadkach
i tak aby nie drażniło to pacjenta. Nasi chorzy mają zu pełną swobodę korespondencji, uzyskują też, gdy pozwą Ja na to ich stan, prz<--nustki okresowe w celu zobaczenia się t rodziną czy załatwienia swych ważnych spraw po za obrębem oddziału.
— I co?
— I nic. Z punktu wid-zenia podejścia lekarskiego nie widzę różnic między oddziałem psychiatrycznym a somatycznym. Co prawda, szokuje to niekiedy nawet ludzi skądinąd związanych z medycyna. Uważam, że nowoczesna organizacja oddziałów i szpitali psychiatrycznych może walnie przyczynić się do zwalczania uprzedzeń społeczeństwa wobec tych placówek. A zarazem — i uprzedzeń samych pacjentów oraz osób opiekujących się ni"->i.
— Mówiliśmy Już, panie doktorze, 4e cierpliwe, życzli we podejście do chorego jest niezbędnym warunkiem pomyślności kuracji, zarówno w przychodni, w szpitalu, jak i w domu. Zwłaszcza w warunkach domowych — zrozumienia potrzeb chorego, zrozumienia istoty choroby i terapii, życzliwości — nie zastąpi żaden specyfik farmaceutyczny. Ostatnie więc pytanie, z tego wypływa jące: w jakim stopniu lub też w jakim sensie atmosfera rodzinna wywiera wpływ nie tylko na leczenie, lecz i na ujawnianie się czy wręcz powstawanie zaburzeń psychicznych?
— Chorobotwórcze czynniki źle funkcjonującej rodziny zdają się nie ulegać wątpliwości. Potwierdzają to m. in. najnowsze badania amerykańskie, przeprowadzone w oparciu o bardzo szeroki materiał. Z praktyki odpowiem najkrócej: życzliwość, pogoda, harmonia są w stosunkach międzyludzkich czymś nieocenionym, są bez wąt pienia podstawową rękojmią zdrowia psychicznego spo leczeństwa, we wszystkich możliwych relacjach.
Rozmawiała: CZESŁAWA CZECHOWICZ
imm
tt* 4 * * *- ^
Na turystycznej trasie z Biskupca do Reszla stanęło nowe ciekawe muzeum. U wejścia wita gości ogromny kamień młyński. 160 eksponatów młynarstwa wietrznego znalazło schronienie w starym wiatraku „holenderskim'" w Besi (woj. olsztyńskie). Odbudowa „holendra" trwała siedem lat. Dziś na uczęszczanym wakacyjnym szlaku wiatrak jest atrakcyjnym miejscem odpoczynku, tym bardziej, że mieści - prócz muzeum - jeszcze kawiarni? i szaszlykarnię.
Na zdjęciu: wiatrak - muzeum w Besi.
CAF - Moroz
KOLONIA KOSMICZNA W ROKU 2000
Zbudowanie stacji kosmicznej, mogącej pomieścić 10.000 ludzi jest już w zasięgu obecnych możliwości technicznych. Do takiego wniosku doszła grupa 23 profesorów i techników, któ rzy na polecenie amerykań skiego uniwersytetu Stanford i NASA problem ten zbadali.
Tego rodzaju stacja Sos miczna, która poruszałaby się na orbicie położonej w równej odległości od Ziemi i Księżyca, (koszt jej zbudowania wyniósłby około 100 miliardów dolarów), .mogłaby zostać skonstruowa na do końca tego stulecia.
<5)
ł -.>AV
Niemcy zostali pobici. Stracili 22 czołgi, około 30 motocykli i wycofali się do pozycji wyjściowych sprzed natarcia.
Naoczny świadek, korespondent wojenny 4, Dywizji Pancernej W. Reibig,. w książce pod tytułem „Schwarze Husaren Panzer in Poien" (wydana w Dormstadt w 1341 r.) wspominał:
„...na, przesiece leśnej ujrzałem nagle 'działo... Co to? Na lewo ode mnie ogłusza jący wybuch i huk... Boże! Celny pocisk te czołg dowódcy drugiego plutonu. Przekleństwo! Gdzie stoi drugie działo! Zanim jednak zdążyłem, wpaść na jakąś myśl —■ czołg otrzymał drugi pocisk, a na prawo ode mnie w tej samej chwili wystrzelił słup ognia z jednego z czołgów mojego plutonu.
Pociski wybuchają naokoło, kurz nas otacza. Rozpoczyna się piekielna symfonia. Znowu wybuch, i trzask, tuż obok mnie. Teraz, już nie patrząc nawet, wiem ie to celny pocisk. Gorąca fala uderza mnie przez lewy otwarty luk. Broń, pokrywa wieżyczki i wszelki sprzęt wiruje w powietrzu i łom.oce po moim czołgu. Tu nie ma, już nic do uratowania. Ognisty słup pomału opada na czołg... Powoli wycofujemy się aż do drogi. Kurzawa i gęsty dym płonących stert osłaniają nas przed okiem przeciwnika i ułatwiają zbiór kę na skrzyżowaniu dróg w Ruszkach... Zapada wieczór... Zgiełk bitwy zamiera. Śmierć zażądała ofiar, więc leżą najlepsi spośriófl mego plutonu f, mojej kompanii pod Mokrem, pod Warszawą, na pobojo-
i rm---pi~' ■ nim ~i»i nr II will mmi w......II—........—II—innu.........
toisku koło Ruszefc, w Piotrkowie..."
A oto relacja dowódcy 6 Baterii 17 PAL, kpt. Ludwika Głowackiego:
„...Od dowódcy dywizjonu dowiadują się, że dziś nasza armia forsuje Bzurę. Otrzymuję ustny rozkaz... Jest godzina 11.30... „Panie kapitanie — piechota mówi, że w Ruszkach są Niemcy". Krótko zawiadamiam oficera ogniowego: „Czołgi!" Wydostaję się na strych i z okna obserwuję przedpole... Na stokii zabudowań kolonii Janów i dalej, prawie aż do samego folwarku Sokole, widzę jakieś rozrzucone pstrokate kształty... W tej samej chwili uwagę m.oją przykuło dziwne zjawisko. Ożyło nagle całe przedpole. Poruszyły się te nieruchome cielska niby zwie rząt... Błysk zrozumienia strasznej prawdy. Czołgi! Całe masy brunatnych czołgów... Najwyższy czas żeby zacząć strzelać, Pierwsza seria ustopniowana. U stop niowanie 100 m.etrów. Celownik 2800. Telefonista melduje: wystrzał. Pierwsze dwa za krótkie, trzeci na wysokości celu, czwarty długi. Ruch czołgów prostopadły do płaszczyzny strzału. Daję serię zbieżną na celownik 3000 m. Przenoszę kierunek w prawo o 10 tysięcznych... Krzyczę w słuchawkę: „te same dane! Dwa razy!" Czołgi zatrzymują się, zawracają i próbują ukryć się za folwarkiem. Seria pada między dwoma, falami. Następują dalsze komendy. Zmieniam kolejno kierunki — 20, 50, 100 tysięcznych. Zmieniam celownik bliżej. Dwieście, sto metrów. Strzelać szybciej" — krzyczę do aparatu. Po-
ciski zagradzają drogę czołgom. 'Ale wciąż zbliżają się. Słychać nieustanny ogień karabinów maszynowych na całym froncie.
Jakaś artyleria strzela... Ogień baterii trwa cały czas. Pociski są celne. Niektóre wybuchy wzniecają pożary. To palą się czołgi. Nie chcę wierzyć oczom... Czołgi zawracają i uciekają. Podaję natychmiast tę radosną wieść żołnierzom baterii. Moi chłopcy cisną się na strych do okienka. Następuje odprężenie.
Na skraju lasu widzę grupę ludzi z lornetkami. Obserumją pole. Oceniam, że to musi być dowódca. Nie omyliłem się. Jak różnićj się dowiedziałem, był tam SS-O-bergruppenfuehrer Sepp Dietrich ze swym sztabem. Obserwował bezradnie niezrozumiały dla niego pogrom podległego mu pułku pancernego SS-Leibstandarte „A-dolf Hitler". Przenoszę na nich ogień. Ale nie trafiam. Pośpiesznie wsiadają do samochodów i znikają w lesie...''
Ostatni marsz
Przed wieczorem dnia 1<5 września zostałem wezwany na odprawę do dowódcy grupy operacyjnej, gen. Knoll-Kownac kiego. Generał przedstawił sytuację. Jedyną szansę przeprawy przez Bzurę i przebicia się do Puszczy Kampinoskiej przez okrążający nas pierścień wojsk pan cernych generał Knoll-Kownacki widział; w wykorzystaniu nocy, kiedy broń pancerna jest ślepa. Nagły nocny atak może przynieść powodzenie. Zapanowała cisza.
Nikt nie zabierał głosu. Otrzymaliśmy polecenie pozostawienia wszelkich taborów — z wyjątkiem wozów bojowych, amunicyjnych i żywnościowych — i ruszenia w kierunku przeprawy na Bzurze.
Niestety rozkaz ten był spóźniony (powinniśmy byli otrzymać go najdalej w godzinach popołudniowych). Nim rozkaz przekazałem dowódcom pułków, a ci dowódcom batalionów, noc miała się ku końcowi. Szansa bezpowrotnie mijała.
Sformowałem dwie kolumny, z których jedną miałem ja dowodzić, a drugą mój zastępca, płk Smolarski. Po zniszczeniu akt sztabowych wyjechaliśmy z Rybna, aby dołączyć do swych kolumn, które spodziewaliśmy się napotkać na wyznaczonych miejscach marszu.
Po dojechaniu do Juliampola zatrzymałem samochód. Był już świt, przenikliwa cisza wczesnego poranka. Wszędzie ślady większej ilości czołgów...
Obserwując przedpole w kierunku miej scowości Bibliampol nie zauważyliśmy najmniejszego ruchu. Mając nadzieję, że kolumna może znajduje się już na nakazanej osi marszu, ruszyliśmy. Po ujechaniu kilkuset metrów nagle z kartofliska wyskoczyli ukryci w nim Niemcy. Kierowca próbował zawrócić samochód, ale było już za późno. Wpadłem do niewoli. Tegoż dnia od godzin rannych Niemcy rozpoczęli koncentryczny atak na zgromadzone między Wisłą a łukiem Bzury wojska armii „Poznań" i „Pomorze".
Opr. TADEUSZ GASZTOLD
Strono 8
MAGAZYN
Głos Pomorza nr 213
CO DALEJ Z KINEM TUDYJNYM?
|
t.. ■ li
Koszalińskie potęgą w filmie jest i basta — powtarzano kiedyś na nąra-dach i akademiach, iftiejeaen wspomina lata sześćdziesiąte kiedy w festiwalach filmów polskich i radzieckich wskaźnik frekwencji i liczba seansów (w porównaniu z liczbą mieszkańców) zaliczane były do najbardziej imponujących w kTaju.
Także dzisiaj Wybrzeże Środkowe chlubi się większą niż w innych regionach ilością miejsc w kinach (na 1000 mieszkańców przypada tutaj 26 miejsc) W 1974 r. kina obecnych województw koszalińskiego i słupskiego odwiedziło 5 milionów widzów, a więc ponad 120 tys. więcej niż w 1973 r.
Tematem zapewniającym Koszalinowi miejsce na łamach prasy centralnej i czasopism kulturalnych są jednak od trzech lat Międzynarodowe Spotkania Filmowe „Młodzi i film". Nieźle owa impreza służy splendorowi województwa i... dobremu samopoczuciu jej organizatorów. Obowiązuje więc już z żelazną konsekwencją celebrowany rytuał pozytywnego wypowiadania się na jej temat, zaś między strofami owych wypowiedzi nierzadko słyszy się panegiryki pod własnym adresem Krzepi to, choć szczypta krytycznej refleksji zapewne by tu nie zaszkodziła.
A jak wygląda codzienność obcowania z filmem?
Próżna zgodzić się i opinią, że choć upowszechnianie kultury filmowej pozostawia jeszcze sporo do życzenia, to jednak poczynania w tej mierze cechuje obecnie większa różnorodność i dynamika poczynań. Jeśli w 1973 roku tylko 5 kin dawnego województwa koszalińskiego prowadziło seanse studyjne. to w 1975 r. już 14 kin wprowadziło dni studyjne — nie licząc oczywiście jedynego (i wówczas, i dziś) kina z peł nym programem tego rodzaju, a mianowicie „Kryterium" przy WDK w Ko szalinie. Okazjonalne 1 sporadyczne niegdyś prelekcje wprowadzające, wygłaszane w kinach państwowych, dziś są niejako chlebem powszednim — z góry zaprogramowanym, choć realizowanym nie bez trudności.
Staraniem Wojewódzkiego Zarządu Kin pojawiły się specjalne plakaty, sygnały filmowe, wywieszki w kinach,
wyodrębnione "kąciki studyjne. Ustalono kwartalne programy projekcji w każdym zainteresowanym kinie, utworzono zespół lektorów, usprawniono obieg kopii, własnym sumptem opracowano liczne wprowadzenia, przygoto wano ankiety sondujące opinię widzów Ciągle jednak spora część bywalców kin nie bardzo orientuje się, na czym powinien polegać filmowy ruch studyj ny. Jest to rezultat wieloletnich zaniedbań.
W naszym systemie upowszechniania kultury kina z programem studyjnym zajmują istotne miejsce. Udostępniając czołowe osiągnięcia kinematografii róż nych krajów (no i oczywiście Polski), przybliżają widzowi dzieła o wybitnych walorach społeczno-politycznych, obyczajowych i artystycznych, nie zawsze mogące liczyć na masową widownię. Przede wszystkim takie, które powinny w pierwszym rzędzie trafić do odpowiednio przygotowanych widzów. Wyrobienia i znajomości rzeczy wymagają bowiem obrazy Bergmana, Arrabela, Viscontiego, Bunuela czy Antonioniego.
W repertuarze studyjnym znajdują się także pozycje młodych kinematografii tzw. Trzeciego Świata, zupełnie nie znanych w Polsce, posługujących się odmiennymi konwencjami i optyką spojrzenia filmowego. Są to zazwyczaj obrazy wartościowe, odważne4dostarcza jące wiedzy o złożonych problemach obszarów, które reprezentują. W sumie — kino realizujące program studyjny umożliwia wzbogacenie wiedzy o twór czości filmowej i jej uwarunkowaniach Choć w koszalińskich placówkach stu dyjnych dużo już się zmieniło, wiele jeszcze pozostaje do zrobienia. Nie za bardzo wiadomo bowiem, w jaki sposób rozszerzyć zainteresowanie szerszych kręgów widzów filmem ambitnym, ale niełatwym w odbiorze: jak kształtować i programować repertuar, '■óry w przeciwieństwie do serwowane go w zwykłych kinach jest ustalany zależnie od stopnia edukacji filmowej samego kierownika takiej placówki by sprzedać bilety 1 zadowolić ludzi?
Jasne, że kina prowadzące działalność studyjną nie obędą się na dłuższą metę bez patronów i aktywu społecznego. Mogą to być — jak w nie-
Którycfi InnycK województwacK — rady artystyczne związane z nauczycielstwem i społecznym ruchem kulturalnym. Szczególnie w małych miejscowoś ciach kino i film stwarzają ruchowi spo łecznemu dużą szansę zaspokojenia po trzeb kulturowych,, kształtowania różnych form aktywnego uczestnictwa w kulturze. Niestety, jest to do tej pory szansa nie wykorzystana. Wiele zależy tu od postawy młodzieży, a zwłaszcza ZMS — inicjatora i głównego realizatora zna.nego w kraju programu „Z fil mem na ty". Część absolwentów oraz uczestników tzw. małych akademii filmowych mogłaby czynnie uczestniczyć w pracy kin studyjnych, prowadzić pre lekcje i dyskusje, co wydatny odciążyłoby nieliczny zespół lektorski. Niestety, chociaż prowadzona przez ZMS i WDK Mała Akademia Filmowa w Ko szalinie rozpoczęła trzeci już sezon, wy puszczając kilkudziesięciu absolwentów w żadnym kinie nie udało się dotąd spożytkować wiedzy tej grupy młodych ludzi.
W ramach znanej alkc.1l „Z filmem na ty" koszalińskie instytucje kinematograficzne (WZK i CRF) podpisały z ZW ZMS porozumienie dotyczące tzw. ;zetemesowskich premier miesiąca''gwa rantujące młodzieży pracującej możliwość oglądania wybranych pozycji filmowych na ulgowych zasadach — nie mówiąc o licznych imprezach towarzyszących (quizy, spotkania i aktorami, twórcami itd.) oraz odpowiedniej Infor macji (prelekcje wprowadzające).
Sojuszników trzeba szukać także wśród domów kultury 1 różnych klubów środowiskowych. Co bowiem ude rza, to zadziwiające ubóstwo stosowanych przez te placówki form uczestnic twa w kulturze filmowej. Czasem o-kazjonalne spotkanie z aktorem filmowym, równie rzadko — prelekcja połączona z dyskusją. Zakurzone fotosy gwiazd 1 zepsuty projektor, to jakże często jedyne ślady obecności filmu _ w takiej placówce. Na terenie województw koszalińskiego 1 słupskiego dzia ła zaledwie 6 dyskusyjnych klubów fil mowych, a to nie wymaga komentarza I chociaż DKF w Sławnie skupiający dzieci i młodzież sizikolną, jest ewenementem w kraju, niewiele fakt ten może wpłynąć na ogólną ocenę sytuacji
Istniejącą lukę w samym Koszalinie będzie się starał wypełnić istniejący przy Wojewódzkim Zarządzie Kin klub ,Antyk". Już wkrótce organizowane tu będą systematycznie,.filmowe wieczory dyskusyjne", na które złożą się znaczące premiery, monograficzne przeglądy filmów wybitnych polskich reżyserów, prelekcje, spotkania z twórcami, quizy.
Spoglądając na dotychczasowy dorobek trzeba powiedzieć, że choć zrobiono już niemało, potrzeby w dziedzinie upowszechniania kultury filmowej są daleko większe. A możliwości? Postęp byłby z pewnością wyrainiejszy, gdyby nie fakt, że w niejednej zainteresowanej instytucji znajdują się ludzie, którzy na każdą propozycję odpowiadają „nie". Częściowo dlatego, że nie lubią brać na siebie odpowiedzialności, częściowo zaś — żeby uchronić się przed dodatkowym zajęciem.
JERZY RUDZIK
jUasz®
pomniki
"przyrody
JEZIORA WAŁECKIE
Dwa duże jeziora rynnowe ciągną s!ę od granic Wałcza przez tereny niezwykle malownicze i urozmaicone.
.Jezioro Raduń - położone w bezpośrednim sąsiedztwie Wałcza wzdłuż szosy Wałcz — Człopa przewidziane jest w najbliższych latach do Intensywnego zagospodarowania turystycznego, szczególnie wcinający się na długości ponad 1 km półwysep, do którego doprowadzono drogę utwardzoną. W pobliżu miasta znajduje się Ośrodek Przygotowań Olimpijskich. Wyznaczono stałe tory wioślarskie (kajakowe). W sezonie turystycznym dodatkową atrakcję stanowi statek spacerowy pływający po jeziorze.
Wzdłuż południowego brzegu Jeziora oraz przy szosie Wałcz - Człopa spotyka się liczne punkty widokowe. Brzegi jeziora są pochyłe, miejscami strome, porośnięte drzewostanami mieszanymi w większości średnich klas wieku. W wielu miejscach występuje starodrzew dębowo-bukowo-jesionowo-sosnowy z licznym I. dobrze rozwiniętym podszyciem I podrostem dębowo-bukowym.
W lasabfl komunalnych i GKKFiT znajduje się stadion sportowy oraz wiele Innych urządzeń przeznaczonych jednak wyłącznie dla sportowców zorganizowanych.
Ze względu na walory krajobrazowe I położenie jezioro Raduń wraz z przyległymi lasami włączone zostało do siec! projektowanych stref chronionego krajobrazu, by spełniać funkcje zaplecza wypoczynkowo-rekreacyjnego głównie dla mieszkańców Wałcza.
Jezioro Bytyń Wielki - to duże (powierzchnia 877 ha) jezioro rynnowe położone na wysokości 113 m npm, w terenie niezwykle atrakcyjnym l zróżnicowanym. Wysokie, suche brzegi jeziora oraz jednej z trzech wysp (powierzchnia 3 ha) stwa rzajg doskonałe warunki do wypoczynku. Jezioro wraz z przyległymi terenami repre
zentuje środowisko przyrodnicze bardzo dobrze zachowane, mało zniekształcone. Wody jeziora są czyste i bogate w ichtiofaunę. Bogactwo roślinności wodnej i nawodnej, szczególnie w pasie przybrzeżnym stwarza wyjątkowo dogodne warunki lęgowe dla niezliczonych mas ptactwa wodnego i błotnego (kaczki, perkozy, bociany, i inne). Otaczające jezioro wzniesienia i pagórki morenowe porastają drzewostany bukowe, sosnowe, olszowe, i mieszane z udziałem dębu, w podszyciu występują m. In. dąb, jarzębina, buk, brzoza, jałowiec. Wąwozy i jary, miejscami urwiste brzegi, piękne parki w okolicznych miejscowościach (Próchnowo, Na-kielno, Drzewoszewo) z licznymi pomnikowymi okazami wielopiennych buków, dębów, daglezji,modrzewi i innych - stanowią dodatkowy element urozmaicenia krajobrazu. Nie opodal Nakielna, na południowym brzegu jeziora znajduje się torfowisko „Trzęsacz" ze stanowiskami rzadkich reliktowych roślin - projektowane jako rezerwat przyrody,
Jezioro Bytyń Wielki, podobnie Jak Jezioro Raduń, włączone zostało do stref chronionego krajobrazu. Ze względu na nieprzeciętne wartości przyrodnicze, do zagospodarowania turystycznego przeznaczono tylko część południowo-wschodniego brzegu jeziora wyłączając jednocześnie znaczną część obszaru z jakiejkolwiek penetracji turystycznej. Wybitne walory rekreacyjne i rewalidacyjne jeziora i jego okolic mogą i powinny być wykorzystane, jednakże w sposób zapewniający spełnienie podstawowych wymogów ochrony przyrody. Szczególną ochroną winny być otoczone partie przepięknych, dorodnych drzewostanów na zachodnim brzegu, jeziora, stanowiska roślin chronionych i miejsca lęgowe wielu gatunków ptaków.
Warto się zatrzymać nad jeziorem Bytyń.
Koniec stanu
wyjątkowego
Na rozległych obszarach walki o noieoczesność to sztuce coraz częściej widoczne przesilenie się, zniechęcenie, a nawet wręcz powiedziawszy niechęć do czynu zbrojnego. Jarosław Iwaszkiewicz w swoim wywiadzie dla LITERATURY powiedział że „wracamy do moll i dur". Wszędzie wracamy, nie tylko w muzyce. Nowoczesność toyrażana łamigłówkami językowymi, formalnymi; nowoczesność jako literatura rozumiana przez system znaków, kodów itp. nowinek technicznych przestała znaczyć cokolwiek, zresztą mało kiedy znaczyła. Poetom wiersze rymowane wolno było składać i wydawać dopiero po o-siągnięciu określonego progu wieku, — lub też w uznaniu ich wyjątkowych zasług dla całokształtu naszej li-
tCTOitlLTJJ,
Ba, był taki okres, kiedy rymowanie. pogardliwie ochrzczone kataryniarstwem^było fatalnie widziane p*zez koryfeuszy literatury, szamanów poezji i osobiście Stanisława Barańczaka t czcigodnego pogrobowca wszelkich awangard i ariergard. Jak zwykle w takich przypadkach walczono czynnie metodami nie zawsze chwalebnymi, ale z radością, ale w imię postępu. Proszę wszak zauważyć, że postęp był czymś czym co prawda walczono, czym szermowano, ale dłoń zagończyków nie była zbyt wprawiona do tego oręża, toteż zdarzały się kompromitujące wpadki, upadki za ciosem. Krótko mówiąc wtajemniczeni w nowoczesną literaturę stworzyli coś w rodzaju skan senu, tyle że niedostępnego dla szerokiej publiczności. Łacno też okazało się, że skansen obrasta pajęczyną struk turalizmu, kisi się we własnym sosie i stało się, że zawołano: powietrza! Poeci wyszli na spacer ł dostrzegli świat rzeczy, zdarzeń i przedmiotów w całej swej okazałości. I przy star'■li w niemym zdumieniu. Ileż to razy zdarzało mi się z tych łamów pisać o poetyckim bełkotliwym gaworzeniu. Ileż to razy rzucając na szalę dobre imię pisałem, że nie rozumiem o co idzie Iksowi lub też co chciał wyrazić Igrek swą mową alchemiczną, pokrętną. Mową, która z trudem już nie do serca, ale nawet do rozumu trafiała.
Ostatnim z szermierzy bełkotu okazał się pan Kucner. Mieczysław Kucner, który w Wydawnictwie Łódzkim o-publikował dziełko pt. EWOLUCJA POEZJI. Dla kogo rzecz ta została wydana dociec trudno. Dla krytyków? Dla fizyków? Dla biologów czy poetów? Tak się składa, że interesuję się matematyką i fizyką teoretyczną, więc przez tekst pana Kucnera udało mi się przebrnąć, ba, u-dało mi się nawet zadziwić kilkoma fragmentami po to, aby zapytać siebie w kompletnym zdumAeniu, po co? Przy całej wielkiej mądrości i wiedzy p. Kucnera jeśli chodzi o fizykę cząstek elementarnych i zagadnień termodynamiki peszy trochę czytelnika „Ewolucji poezji" wsypa Autora na str. 54 gdy pisze... „zasadniczym rysem czy też dominantą poezji Przybosia jest dynamika, rodowodu której szukać, należy w hasłach futuryzmu europejskiego. Recepcją tych haseł na gruncie polskim są nie wątpliwie przybosiowskie trzy „mmiasto, masa, maszyna". Pomijając już „rodowód dynamiki" w myśl zasady _ dajmy spokój drobiazgom!, przypomnijmy, że
trzy „m" na gruncie polskim są niewątpliwie PEIPERÓW SKIE, co. łatwo można sprawdzić w piśmie pt. ZWROTNICA z roku 1922. Książka p. Kucnera jest chyba ostatnim drukiem ukazującym się w epoce stanu wyjątkowego w literaturze polskiej.
Wracają zatem poeci do radości stwarzania świata, do radości pierwszego nazioania po polsku, czyli w języku powszechnie zrozumiałym i powszechnie używanym. Eksperymentowanie bowiem w tkance tak wrażliwej jak język prowadzi do jej zdegenerowania. Do raka. A przeciwko temu schorzeniu nie znaleziono jak dotąd skutecznego lekarstwa. Eksperymentatorzy więc odchodzą, język pozostaje.
SAS
RZEZBA ~ NIESPODZIANKA
Ostatnio gości, którzy chcieli zwiedzić wieżę Eiffla oczekiwała dodat kowa atrakcja. O brzasku 27-letni Miguel Horn ustawił pod wieżą swą olbrzymią, mierzącą pięć metrów wysokości rzeźbę, wykonaną w drzewie powalonego przez uderzenie pioruna cedru. Ponieważ dzieło to, z wyglądu przypominające totem indiański, ważyło tonę, w jego przetransportowaniu po mogli rzeźbiarzowi przy jaciele.. Zdaniem Hor-na statua symbolizuj® poszukiwania braterstwa między ludźmi o-raz stawia pytanie Odnośnie przyszłości: czy, będzie ona spokojna, czy też pełna beznadziej ności. Dzieło zresztą nazwano: „W poszuki-. waniu swego oblicza".
Zakłopotane otrzyma-' niem takiego podarku władze miejskie Paryża zdecydowały się osta tecznie go przyjąć. Jed nak posąs* przetranspor towano do Lasku Vin-ćennes we wschodniej części Paryża. |
fnż. HANNA T. PISZCZEK Zdjęcie: M. Metkowski
Cłos Pomorza nr 213
MAGAZYN
Strona
t
Z WIDZENIA 1 ZE SŁYSZENIA
POKAŻCIE MNIE
T)
Poznaliśmy się na którymś kołobrzeskim Festiwalu. Patrzyłem jak wraz z po mocnikiem pchał kamerą niemal od jednego do drugiego końca estrady, fotoreporterzy ustępowali mu drogi z szacunkiem i trochę ze strachem. Po transmisji ocierał spływające potem czoło,
Bartłomiej Czerwiński, jeden z 40 operatorów kamer warszawskie
■ v,_.. ><••" <*3?
U"1 T,*°* "
«— Pamiętasz twój debiui w tej roli?
Tak, dokładnie na prima aprilis.
— I jak poszło?.
— Chyba nieźle, skoro mija ósmy role mojej pracy z kamerą.
im.; Jesteś zatem seniorem.
— Ó nie, jest grupa starszych wiekiem i stażem kolegów, ale i młodych jest już sporo.
— Czego się wymaga od operatora?
— Żeby umiał przekazać to, czego życzy sobie redaktor, reżyser, realizator. Że by umiał podrzucić plan.
— Słucham?
— Zakomponować czysty plari. Jeśli to program publicystyczny, na przykład rox mowa, interesująco dla widza pokazać roz mówcę. Jeśli to program muzyczny —
przekazać grupę instrumentalistów, solistę albo instrument w chwili, gdy nadchodzi jego „moment muzyczny". A w trakcie przedstawienia teatralnego pomagać widzo wi w skupieniu uwagi na najważniejsźym właśnie fragmencie sztuki. Wybór rodzaju planu należy do realizatora, kompozycja do operatora.
— Czyli operator musi po łrochu znai się na wszystkim —- muzyce, teatrze, bal*
eie, sporcie.
— W zasadzie tak. Raczej nie do pomyślenia jest, aby operator na żądanie realizatora „pokaż mi Deynę" odpowiadał „zaraz a który to?" Chociaż sportowcy bywają czasami tak umorusani, że i znaw ca ma kłopoty z identyfikacją.
— Czy zawsze widzisz realizowany włai ni* program w całości, w pełnym jego kształcie?
— Raczej nie, zawsze korzysta się przecież z kilku kamer. Jest również inny
powód. Kiedyś większość programów, na przykład spektakle teatru TV, była prze kazywana na żywo, w trakcie stawania się. Teraz nagrywamy fragmentami, odcinkami, jak w filmie,
t- Chyba wygodniej?
— Tak, ale kiedy program szedł od razu na antenę, to wszyscy odczuwaliśmy jakąś dobrą tremę, spięcie, skupienie, żeby wszystko od początku do końca dobrze wyszło. Teraz czuję się trochę rozluźniony. Można przecież coś powtórzyć, oczyścić.
— Mimo to, co mówisz, nie sądzę, łeby od operatora nit wymagano refleksu?
— To jasne. Wystarczy, że wysiądzie Jedna albo dwie z trzech kamer i wtedy czynne kamery błyskawicznie, niezauważalnie dla widza muszą przejąć Jej funkcję.
— Jakiś programy najchętniej realizujesz?
— Artystyczne, stwarzają możliwość l konieczność dania z siebie jak najwięcej inwencji. No bo tam, na planie dużo się dzieje.
— Na przykład, rozbawia się festiwalowa publiczność...
— No właśnie. Przy czym kamerowanie Jest tym przyjemniejsze im reakcja, zabawa jest naturalniejsza.
— Hm, odnoszę wrażenie, te publiczność również nauczyła się „grać" do kamery. A propos: czy bywacie usilnie pro szeni przez widzów, żeby ich pokazać?
— Kiedyś częściej, teraz rzadziej. Ale przychodzą panowie...:
«— Nie panie?
— Nie, panowie. Przychodzą i proszą „pokażcie mnie, żona się ucieszy".
— I co, pokazujecie?
Nie ma reguł. Za wyjątkiem tych, które popsułyby nastrój przekazu. Redakcja może sobie życzyć, żeby coś pokazywać bardziej, a coś mniej dostojnie. Pozostańmy przy piosenkach: jeśli na estra dzie idzie szlagier to wiadomo, że publicz ność przyjmie go entuzjastycznie. Jeżeli idzie coś poważnego, to pewnym ryzykiem jest pokazywanie widza, któremu a-kurat przyjdzie ochota pomachać do żony czy cioci.
~ Czy tą jakieś reguły czasowe trwania jednego kadru?,
— Nie, to zależy od okoliczności.
— Czy to męcząca praca?,
— Ma swój stopień męczenia, ale c^y specjalny? Czasami w studio bolą oczy, po operowaniu ruchomą kamerą — ręce. Ale zdrowie trzeba mieć, żeby wytrwać na zimnie, deszczu, wietrze do końca programu. Tobie wygodniej.
— Kończysz urlop. Oglądałeś program telewizyjny?
Sam powiedziałeś, że byłem na urlopie.
— Co Cię w pracy czeka, jakie programy?
— Jeszcze nie wiem, dowiem się na 2—3 dni wcześniej. Ale czy wiesz, że to chyba pierwszy prasowy wywiad z operatorem?
— To pomachaj
pierwszej okazji...
mi ze studia przy
Rozmawiał: Z. MICHTA Fot. J. Patao
(
DRAMATYCZNE DZIEJE
rr
BITWY
POD
GRUNWALDEM"
Zimą bieżącego roku w Muzeum Narodowym w Warszawie przez pięć godzin trwała skomplikowana operacja zawieszenia, po ko lejnej konserwacji, wielkie go płótna Jana Matejki „Bitwa pod Grunwaldem". Malowidło waży prawie to nę, zaś jego wymiary wynoszą: dziesięć metrów na pięć. Na linach żeglarskich, centymetr po centymetrze, pod czujnym okiem specja listów windowano obraz na główną ścianę w Sali Matę jkowskiej.
Po wojnie obraz fylfio trzy razy opuszczał stolicę: eksponowano go w Poznaniu, Pradze i — w ubiegłym roku — w Moskwie, na wielkiej" wystawie z o-kazji 30-lecia PRL. Nie zawsze jednak wiódł on żywot tak spokojny. W latach II wojny światowej był ścigany, bezdomny, stale zmieniał miejsce pobytu. Jego dzieje są tak nieżwyk łe,: że można by na ich podstawie zrealizować dra mat sensacyjny. Sądzę, że notatki do jego scenariusza wyglądałyby mniej więcej tale...
Najpierw zbliżenie kamery na obraz. Kłębowisko ludzkich ciał i spienionych koni. Realizm 4 ekspresja. Wszystkie tony barw — od agresywnie ostrych po łagodne pastele.
Takim jawiło się wielkie mu polskiemu malarzowi owe zwycięstwo odniesione 15 lipca 1410 r. na Polach Grunwaldu, w którym woj ska polskie, litewskie, ruskie i czeskie pod wodzą Władysława Jagiełły rozgro miły armie krzyżackie. Było ono triumfem Słowiańszczyzny, zagrożonej i zjed noczonej przeciwko współ nemu wrogowi — z krzyżem na płaszczach i mieczem przy boku. I chociaż działo się to przed wiekami, chociaż obraz odtwarza jący tamten fragment dzie jów został namalowany w 1878 r. — widać jego wymowa w dniach II wojny światowej była tak aktualna, że znalazł się on na liście dzieł kultury, które hitlerowcy pragnęli w pierwszej kolejności zniszczyć.
Jest 31 sierpnia 1939 r. W
warszawskiej sali wystawo wej, zwanej „Zachętą", zbie rają się kustosze. Miasto ro zedrgane niepokojem. Karty mobilizacyjne. Nawet najwięksi optymiści wiedzą, już, że wojna jest nieuchronna. Zapada decyzja: ratować obrazy Matejki, przede wszystkim „Bitwę pod Grunwaldem"! Na razie trzeba ją zdjąć ze ściany.
Następnego 'dnia' — Eie«» dy „Bitwę pod Grunwaldem", nawiniętą na wielki wał, obszytą ceratą składa się w skrzyni wyłożonej azbestem, mocuje wieko i sporządza protokół konserwatorski — na Warszawę spadają pierwsze bomby.
O świcie T września, po
mozolnych staraniach obraz opuści stolicę i zacznie swój wojenny exodus. Towarzyszą tej trumniastej skrzyni — załadowanej na konną platformę, Jadącą w kierunku Lublina zatłoczoną szosą, którą posuwa ją się oddziały wojskowe i cywilni ucieknierzy z miasta — ludzie, którzy nie chcą opuścić Matejkow-skich płócien: kustosz muzeum i dwóch młodych malarzy.
Spośród konwojentów Ma tejkowskiego obrazu dwóch młodych malarzy nigdy już nie powróci do Warszawy — znaleźli śmierć pod bom bami w śródmieściu Lublina. Trzeci, chociaż stary i schorowany, — uczyni przy pomocy miejscowych,
wszystko, by zabezpieczyć obrazy. Pierwszą ich kryjówką są podziemia gmachu muzeum lubelskiego. Skrzynie obudowuje się deskami, tworzącymi ladę, na której lokuje się przeróżne paki. Dla bezpieczeń stwa kryjówki — zbyt wie le osób widziało ten niezwykły transport — organizuje się wielką mistyfikację. W biały dzień młody porucznik, ostentacyjnie głośny, zwracając na sie bie uwagę przygodnych świadków — dopilnowuje załadowania na platformę ogromnej skrzyni —■ tyle, że pustej. Po wyjeździe r miasta zostanie wyrzucona.
Pozorowane wywiezienie „Grunwaldu" z Lublina by ło krokiem nadzwyczaj przezornym. Hitlerowcy po zajęciu Lublina coraz częściej zaglądają do gmachu muzeum. Zaczyna się grabież dzieł sztuki. Wypytują współpracowników muzeum czy nie wiedzą, gdzie znajduje się obraz Matejki „Bit wa pod Grunwaldem".
Gestapowiec Theohald Diesel jest bardziej konkretny. Usadowiwszy się w Muzeum Narodowym w Warszawie, rozpoczyna formalne śledztwo w sprawie Matejkowskich dzieł, które zniknęły z „Zachęty". Przesłuchania pracowników nie dają żadnych rezultatów. Nie pomagają ani groź by, ani przemiennie stosowane zachęty: gwarancja bezpieczeństwa osobistego,
umożliwienie wyjazdu za granicę, przyznanie... obywatelstwa III Rzeszy. Wów ezas za wskazanie kryjówki „Bitwy pod Grunwaldem' 'okupant wyznacza na grodę: dwa miliony marekl Minister Goebbels jest jeszcze bardziej hojny — podnosi wysokość nagrody do gumy dziesięciu milionów
marek. Bezowocnie!
%
Wiosną 1941 r. obraz Jest inowu w niebezpieczeństwie. Niemcy nakazują Po lakom opuścić mieszkania znajdujące się w gmachu muzeum. W tej sytuacji z podziemi muzeum ciężką skrzynię wynoszą zaufani ludzie i lokują ją przejścio wo w pomieszczeniach gospodarczych, znajdujących" się na terenie posesji Opuś d Je następnie wraz z prze prowadzką ludzi i ukryta zostanie w Taborach Miejskich w pobliżu elektrowni Wykopano tam ogromny dół. Skrzynię przed wilgocią zabezpiecza się papą, za sypuje ziemią. Wszystko to odbywa się nocą, przy zachowaniu wszelkich środków ostrożności i w niebywałym pośpiechu. Do dat kowym zabezpieczeniem kryjówki Jest wybetonowanie podwórza i wyłożenie go kMnkierem.
17 października 1944 r. Na podwórcu Taborów Miejskich nieprzebrane tłu my. Dzieci szkolne, żołnierze polscy, kierownicy po w stałego w Chełmie Polskie go Komitetu Wyzwolenia Narodowego. Atmosfera od świętności. Światła reflek torów filmowych. Robotnicy — na oczach zgromadzo nego tłumu — zaczynają dokopywać się ukrytych skarbów. „Robi się zupełnie cicho — wspomina obecna przy tej uroczystości pisarka Helena Boguszewska, Słychać tylko oddechy pra cujących... Ruch łopat, ciąg le odgarniających ziemię, coraz bardziej obnaża kształt olbrzymiej paki... Deski przegniły z Jednego końca, więc do uczucia ulgi dołącza się niepokój: w Jakim stanie będzie „Grun wald".
15 listopada 1944 roku
przyjeżdża do Lublina, o-czekiwany tam z ogromną niecierpliwością, światowej sławy specjalista, konserwa tor moskiewskiej Galerii Tretiakowskiej — prof. A-leksy Rybników. Przez dwa tygodnie, przy pomocy pol skich specjalistów, oczyszcza dzieła Matejki z pleśni prowadzi dokładne badania, regeneruje fragmenty obra zów. Po tych zabiegach mo gą one już spokojnie czekać na pełną konserwację.
T sierpnia 1945 r. obrazy Matejki jadą do odbudowa nej ze zniszczeń sali w gma chu warszawskiej „Zachęty". Tam też dokonuje się ostateczna konserwacja dzieł. Czeka Je jeszcze jedna przeprowadzka — zawianą w Sali Matejkow-skiej Muzeum Narodowego Tam właśnie wszyscy, któ rzy odwiedzają nasz kraj, mogą Je obejrzeć.
TERESA FELOWSKA
Strona 10
MAGAZYN
G/os Pomorza nr 213
podstępny w rozmowie ł ironiczny. Roz mowa z nim miała następujący przebieg.
/
iminmiiiimiiniiiiraiimniminiiiiiiiiinniiiinnri^r
Nie cierpią na wyrzuty sumienia, korzystają z protekcji tajnych służb Zachodu i zbijają na gwałcie ogromne fortuny. Nazywają ich „komiwojażerami śmierKi" lub „handlarzami śmiercią". Główną ich klientelę stanowią wielkie syndykaty przestępcze, bandy neofaszystów i wszelacy dyktatorzy. Nie wstydzą się swej profesji, ponieważ nawet ponury rozgłos pomaga im reklamować to war. Twierdzą, że produkcja broni wręcz sprzyja rozwojowi gospodarki i handlu międzynarodowego. Przecież przynosi dochody i daje możliwość eksperymentowania... Jeśli ktoś zamierza dokonać przewrotu — sprzedają mu stare „wyroby" i zapełniaja składy unowocześnionym „towarem". Sa wiec nawet stymulatorem postępu technicznego.
Brytyjski pisarz Timothy Greeri uważa, że wielkich handlarzy bronią nie Jest wielu — najwyżej ośmiu. Najważniejszego z nfch nazywają w „branży" Samuelem Cummingsem, ale nikt nie zna^ jego prawdziwego nazwiska. Realizuje on około 90 proc. poufnych zamówień na broń i jest właścicielem firmy „Interarm".
Katalogi firmy posiadają zadziwiająco szeroki asortyment — od rewolwerów do samolotów mirage. Reklamowy prospekt informuje, że jest ona w stanie w ciągu 24 godzin uzbroić 40 dywizji! Nieco więcej czasu, bo 72 godziny, potrzebne są na uszycie dla tej armii mundurów pożądanego koloru, lecz firma dysponuje „gotowymi sortami w tradycyjnym, ale niezwykle praktycznym kolorze ochronnym".
Maurizio Chieracd z mediolańskiej gazety „Storia Illustrata" zdołał ustalić sporo szczegółów z życiorysu Cum-mingsa, a nawet spotkać się z rekinem „handlarzy śmiercią". Szukając go, zwiedził liczne jego siedziby i zakłady rusznikarskie oraz składy broni, ale w Europie 1 w USA nie mógł go przez dłuższy czas znaleźć, bo za każdym razem był w rozjazdach w innym miejscu.
Samuel Cummlngs i jego „interes1^
Cummlngs pochodzi z Filadelfii ! w młodości pasjonował się grą w rugby. W 1973 roku został obywatelem Księstwa Monaco. Zdobył to obywatelstwo przy pomocy przemyślnej operacji prawniczej, którą dziś nazywają „przypadkiem Cummingsa". Operacja ta pozwoliła mu zapuścić kurtynę na działalność w szeregach amerykańskiej służby wywiadowczej CIA, a w gruncie rzeczy — poprzez formalne przejście „w stan spoczynku" — aktywniej kontynuować poprzednią _ działalność w spokojniejszych warunkach.
W CIA Cummlngs zajmował się Bliskim Wschodem, a następnie pracował w Japonii w czasach wojny koreańskiej. Zawsze lubił mieć do czynienia z bronią. Zamiłowanie to powróciło już po oficjalnym zamknięciu rozdziału jego życiorysu pt. „Agent CIA". Zajął się bronią, żeby nią handlować. Handlować z każdym bez wyjątku.
^ "Cummings posiada zbrojownie' w Aleksandrii 1 Londynie, w miastach' Belgii, Portugalii i Szwecji, w Singapurze i Bejrucie. W siedmiopiętrowcu w Manchesterze umieścił te śmiercionośne narzędzia, które nie zmieściły się Już w jego londyńskich pakamerach.
Wielbi kaliber
43-letni obecnie Cummlngs pierwsze przedsięwzięcie w handlu bronią zrealizował w 1953 roku. Zakupił od policji panamskiej 7 tys. karabinów za 25 tys. dolarów, których... nie posiadał. Miał
jednak klienta w Afryce, który następnego dnia wręczył mu 50 tys. dolarów. Od tamtej pory rosła jego popularność we właściwych kręgach, a równolegle z nią — konto bankowe.
W 1958 roku nabył od armii brytyjskiej już 600 tys. karabinów po 28 centów za sztukę. Po pewnej modyfikacji sprzedał te karabiny po 25 dolarów amerykańskiemu trustowi domów towa rowych dla ochrony przed bandytami. Od tamtej pory Cummings stał się oficjalnym dostawcą firmy.
Cummings twierdzi, że handluje z każdym, ale pierwszeństwo mają dykta torzy, ponieważ „szybko zwracają kosz ty handlowe",
_ „Londyńskie biuro, w którym wresz cie udało mi się odnaleźć Cummingsa, wygląda bardzo solidnie' i wcale nie pachnie prochem — pisze włoski dzień nikarz. — Cummings nie pije, nie pali, jest bardzo zrównoważony oraz elegancki w sposobie bycia. Tchnie spoko jem, pogodą ducha i życzliwością, a przecież..."
„Niech pan się przyzna — mówi po kilku wymienionych wzajemnie zdaniach Cummings — że uważa mnie pan za jednego z tych, co handlują wojną. Niech pan posłucha, ja nigdy w życiu nawet nie oglądałem wojny. A tylko z tego powodu, że handluję karabinami wcale nie czuję odpowiedzialności za jakiekolwiek bezeceństwa.Nie, nie mam żadnego poczucia winy, ani wyrzutów moralnych, kiedy sprzedaję broń, nigdy nie interesuję się jej przeznaczeniem. Dalsze dzieje broni pozostają tajemnicą nawet dla mnie".
„Ludzie muszą jeść i strzelać"
Cummings jest szybki. Również w roz mowie/Uprzedzając pytanie dziennikarza włoskiego, sam poruszył ten temat Jego zdaniem obroty firmy nie są wy górowane i „uczciwie mieszczą się w granicach obrotu wytwórni sławnych samochodów „Alfa-Romeo".
Cummings świadomie podał przykład koncernu samochodowego w czasach o becnej „naftowej" polityki. Podkreślił, że dochody jego firmy zapewne nie o-siągają tych z interesu naftowego, ais również nie nękają go bessy — kryzysy gospodarcze. Każda sytuacja ekonomiczna oznacza nowe zamówienia. NaJ więcej dochodu dostarczają kryzysy po lityczne.
„Tak' samo — stwierdził boss wielkiego biznesu śmierci — jak ludzie wszędzie jedzą, równie wszędzie muszą strzelać. Myśliwi — do zwierząt, ale jest ich coraz mniej w krajach cywili zowanych. W innych krajach jest więcej chętnych do nabycia moich towarów. Nie pozbędę się swojego interesu. Proponowano mi 50 milionów dolarów za firmę, ale poprosiłem, żeby nigdy nie powtarzano rozmów na ten temat.."
Poczucie dobrze spełnionego obowiązku
W londyńskim barze „RitzH przy uli cy Picadilly włoski dziennikarz spotkał się z Robertem Thorpem, byłym majo rem armii brytyjskiej, właścicielem koncernu pralniczego. Na podstawie do konanych sondaży włoski dziennikarz nie wyklucza, że może właśnie w „pra| niczym interesie" dokonuje się największych prywatnych transakcji w dziedzinie narzędzi zagłady ludzi.
Ma* Thorpe ma 60 lat, pali słabe papierosy ale bardzo aromatyzowane,Nie pachną prochem. Sam o tym powiedział redaktorowi Chieracciemu. Dzień nikarz zauważył, że boss firmy pralni-czo-zhrojeniowej jest bardzo przebiegły.
„Panie Thorpe, jak można określić 3
pański zawód?" 3
M
„Pan ma gotową odpowiedź — hand 53
larz śmiercią. Panu taka definicja od- EJ
powiada..." Ej
„Rzeczywiście. I żadnych wyrzutów j-j;
sumienia?" £3
„Moim zdaniem pan nieprawidłowo
formułuje pytanie. Zapewne. chodziło 3
panu o to, czy w naszym fachu ludzie 3
powodują się jakąś racją i dlaczego B
właśnie siedzą w tej brudnej robocie. £
Na taką formułkę mogę odpowiedzieć, EJ
że sam nie wiem. Robię w tym mtere SI
sie ; sam nie wiem dlaczego. Nie po- j-»j
trafię niczego innego robić, a tu mam 3
pragmatyczne poczucie dobrze spełnio- 3
nego obowiązku. Ej
„A czy to prawda, że w staraniach 3
o zbyt towaru musi się pan uciekać do 3
metod — delikatnie mówiąc — niemo- Ej
ralnych?". 3
„To fakt Kwestia ceny. Mam do czy -I
nienia z dyplomatami, a oni często pod 3
bijają ceny własnych usług". 3
„Jakie podarunki wchodzą w rachu *3
bę w stosunkach z nimi?", 3
„Zapewniam pana, że nie długopisy. 3
Przed kilku laty zamówiłem u kuśnie- 3
rza 100 futer z norek z dostawą sukce- 3
sywną, na określoną miarę. Nie znałem **
gabarytów tych, dla których miały,być 3
przeznaczone. Wręczyłem dokładnie 129 3
takich i innych podarunków", SI
„I zawsze było za co?"
„Zawsze, bez pudła. Nie tylko z futrami, bo to właściwie tylko margines. Pan miał na myśli łapówki pieniężne. Zawsze odpowiednie kwoty deponuję w pewnym banku szwajcarskim z zastrzeżeniem, że wypłacić należy po 0-trzymaniu mojego sygnału, czyli po sfinalizowaniu kontraktu,- kiedy sam podjąłem należne pieniądze".
„Czarny bernardyn'!
i jego interesy
Pewien rozżalony na szefów pilot 0-powiedział dziennikarzom w barze, jak to robił złote interesy w latach pięćdziesiątych. Latał dniami i nocami czarterowym samolotem do Konga z bronią dla Czombego. Zresztą nie tylko dla niego. Zawsze był tam, gdzie stro ny walczyły lub przygotowywały się do działań zbrojnych. Szef studiował sytuację polityczną i kierował samoloty.
Następnego dnia pilot powtórzył dziennikarzom swe wyznania, uzupełniając je o szczegóły. Zapytali go na wstępie o zarobki. Oświadczył, że były bardzo wysokie. Prawdziwe bogactwo leży w handlu bronią. „Nazywali mnie ■czarnym psem latającym z góry Świę tego Bernarda". Czarnym, bo tamte ra towały ludzi, a ja woziłem śmiercionoś ne narzędzia.
Pamiętam jak to było w 1946. Na starej Dakocie latałem z Grecji do Pa lestyny. Nafaszerowany bronią, lądowałem na pustyni przy wyłączonych światłach. Znacznie później dowiedziałem się, że moimi klientami byli założyciele izraelskiego mocarstwa. Mnie jest wszystko jedno: liczy się zarobek"
Początkowo dziennikarze nie ujawniali nazwiska „czarnego bernardyna". Ostatnio podali do wiadomości, że był nim niejaki Denard, Włoch o obywatelstwie USA, zamieszkały w Londynie. Podali dopiero wtedy, kiedy został aresztowany przez policję. Wybierał się z Londynu na Bliski Wschód samo lotem naf as zerowanym. karabin'ami. Nie posiadał żadnych dokumentów osobistych, ani listów przewozowych. W aresz cie przypomniał sobie własne personalia. Tego samego dnia przedstawiciel ambasady USA w Londynie zaoferował policji kaucję za jego uwolnienie. Mimo-przeszkód Denard wyszedł na wolność. Zadziałały dźwignie mocniejsze, niż dyplomatyczne klauzule.
ALOJZY KALINOWSKI
CAF - Rybczyński 3
v*\ M
H iiraiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiniinniiniiiiiiniiiiiiiiiiiiin 3
BARAN 21.3.-20.4.: Jeżeli dotąd unikałeś nadmiaru wrażeń i okazji do ożywionych spotkań towarzyskich - możesz sobie teraz pofolgować. Ostatni kwartał tego roku sprzyjać też będzie twoim podróżom i innym formom zmia ny miejsca.
BYK 21 .fl.~21.5.: Czeka cię jakaś przykrość, zawód ewentualnie niemiła zwłoka w spełnieniu oczekiwań. Nie daj się wyprowadzić z równowagi, bo to niczego nie poprawi. Najlepiej zrobisz zachowując dobrą minę do złej gry jakby nic nie zaszło.
BLIŹNIĘTA 22.5.-21.6.: Skończył się okres wakacji. Osobom urodzonym w trzeciej dekadzie maja i w początku czerwca usilnie przypominamy, że pora wrócić do normalnego toku zajęć. Inaczej w listopadzie natkną się na trudności nie do pokonania.
RAK 22.6.-22,7.: Obecne bardzo pomyślne prognozy dla
urodzonych w znaku Raka sięgają daleko poza rok bieżący. Jest więc okazja do podjęcia zadań ambitnych i długotrwałych. Obok tego - do uporządkowania spraw dotąd nie dokończonych.
LEW 23.7.-23.8.: Nieoczekiwane spotkanie wprowadzi
trochę zamętu do uregulowanego trybu życia Lwów, ale większość potrafi szybko opanować sytuację.
PANNA 24,8.-23.9.: Zastanawiasz się czy warto Jeszczs
w tym roku inicjować zmiany w pracy? Sądzimy, że właś- 3
ciwy moment nie zależy od kalendarza, lecz od tego czy 53
sprawa dojrzała i czy okoliczności jej sprzyjają. 3
M M
WAGA 24.9.-23.10.: Dla Wag, które z podniesioną gło- 3
wą przeszły przez tegoroczne trudności, niepowodzenia i 3 rozczarowania - los przygotował zadośćuczynienie. Wkrót- 3 ce spełni się jedno z ich najsilniejszych pragnień. 3
M M
SKORPION 24.10-22.11.: Spotka cię nieprzyjemność, Ja- jj
kiej mogłeś się najmniej spodziewać. Nie wyniknie jednak 3 z przypadku, lecz okrężną drogą c!a ci znać, że popełniasz 3 nieuświadomione błędy w stosunkach z otoczeniem. Przyj- 3 tnij to jako ostrzeżenie i zastanów się nad swoim postępo- 3 waniem. 3
3
STRZELEC 23.11.-21.12,: Dla większości Strzelców ostatni p kwartał w roku, to mówiąc obrazowo, czas zbierania owo- 3 ców - w pracy, nauce, sprawach osobistych, Na wszelki 3 wypadek przypominamy, że pieczone gołąbki nie przylecą 3 same do gąbki. i 3
M
KOZIOROŻEC 22.12.-20.1.: Cierpliwość, opanowanie I 3
wytrwałość Koziorożców, które pomogły im przetrwać sie* 3 dem miesięcy złej passy, przydadzą się i teraz, kiedy karto 3 zaczyna się odwracać. Pierwszym zwiastunem poprawy p^* S winna być dobra wiadomość o bliskie'} osobie. 3
WODNIK 21.1.-18.2.: Czekają cię teraz spokojniejsze ty- 3
godnie, które powinieneś obrócić na osobiste obrachunki S z minionymi' miesiącami, kiedy nieustająca aktywność nie 3 zostawiła czasu na pogłębioną refleksję. Nie u wszystkich 3 Wodników efektowne sukcesy opierały się na solidnym 3 podłożu. Trzeba było sobie uświadomić, żeby nie mnożyć 3 błędów. g
RYBY 19.2.-20.3.: Największym urokiem wakacyjnych 3
£2 przygód jest ich... nietrwałość. Przypominamy o tym Rybom, 3
S* które chciałyby kontynuować przelotne flirty, narażając się 3
;K na rozczarowanie. 3
Haiiiiiiiiiiiiiiiiiiiimmiiiiiniimnniiiiiiiiiiniiiimu
Głos Pomorza nr 213
MAGAZYN
Strona li
SEKS, ALKOHOLIZM
W OCZACH MŁODZIEŻY WIEJSKIEJ
Członkowie studenckiego koła naukowego przy klinice psychiatrycznej Pomorskiej Akademii Medycznej podjęli badania nad proble-rńami wychowania seksualnego dziewcząt ze środowiska małomiasteczkowego i wiejskiego oraz — ostatnio podczas obozu naukowego, zorganizowanego w Cerkwicy — nad społecznymi determinantami zachowania seksu alnego w społeczeństwie wiejskim. Okazało się, że w środowisku wiejskim trudno mówić o wychowaniu seksualnym. Spośród 119 dziewcząt, które uczestniczyły w ankiecie, tylko 9 było poinformowanych o niektórych problemach życia seksualnego przez matki (nigdy nie czynił tego ojciec). Większość (38) uzyskiwała informacje — jak same stwierdzały — bardzo powierzchowne, w zasadzie nie wyjaśniające niczego, od niewie le wiedzących koleżanek, 36 ankietowanych otrzymało je z książek i tylko jedna od lekarza.
„Bezbożne i niemoralne"
Członków studenckiego koła naukowego psychiatrów Interesował również stosunek dziewcząt do przedmałżeńskiego życia płciowego. Spośród 119 badanych tylko 21 uznało je za normalne, 13 określiło je jako możliwe, pod warunkiem, iż partner jest kandydatem na męża. Zdecydowanie negatywnie odniosło się 76, tłumacząc to najczęściej lękiem przed
niepożądaną ciążą, 31 obawiało się negatywnej 1 opinii publicznej, 25 — porzucenia przez partnera — przyszłego męża. 15 uznało je za niemoralne.
Podejmując badania ankietowe dotyczące determinantów zachowań seksualnych rozszerzono ich zakres na o-soby starsze. Okazało się, że wśród osób starszych mieszkających na wsi jest zdecydowanie więcej zahamowań obyczajowych niż wśród mło dzieży. Pewna grupa osób nie chciała w ogóle rozmawiać o problemach seksualnych twierdząc, iż sama rozmowa jest — jak określano
— „bezbożna" i niemoralna.
Negatywny był stosunek badanych do przygodnych przeżyć. Całkowicie wrogi do kontaktów z prostytutkami. Warto odnotować zgodną odpowiedź kilku żon notorycznych alkoholików: „Lepiej, żeby miaL przyjaciółkę
— niż żeby chodził do knajpy". Także starsi mieszkańcy wsi zgadzali się, iż ko nieczne jest wychowanie seksualne młodzieży i że w ten sposób można uniknąć wielu tragedii. Odpowiadający na ankietę nie potrafili jednak określić, kto to powinien uczynić. Często u-żywano określeń: „Myśmy nie wiedzieli, a jakoś sobie radziliśmy. A więc — i Oni sobie poradzą..,".
Warto dodać, li szczeciń-«cy psychiatrzy w toku pro-
wadzonych badań stwierdzili na wsi tak u starszych, jak i młodzieży wiele nerwic na tle seksualnym.
Kto jest pijakiem?
Młodzi psychiatrzy ze Szczecina podjęli także badania naukowe dotyczące o-ceny uświadomienia młodzieży w sprawie skutków nadużywania alkoholu i innych środków uzależniających. Uzyskano rezultaty zmuszające do zastanowienia i jak najszybszego wyciągnięcia praktycznych wniosków wychowawczych. Okazuje się, że młodzi chłopcy nawet 14—15-letrti już o-trzymują piwo w wiejskich sklepach i nie uważają go za alkohol.
Zdaniem wielu ankietowanych, jeśli ktoś normalnie codziennie chodzi do pracy i równocześnie pije, nie jest alkoholikiem. Miano alkoholika otrzymują osoby pijące po kilka dni bez przerwy i opuszczające wtedy pracę.
Jeśli opinia społeczna wsi jest na przykład bezlitosna dla panien z dziećmi (jedna z kobiet stwierdziła w rozmo wie z psychiatrami, iż obawiając się tzw. wstydu, musiała wygonić z domu niezamężną córkę z dzieckiem), to okazuje wiele pobłażania pijakom. Gdy chciano zabrać na przymusowe leczenie jednego z mieszkańców wsi, codziennie pijącego alkohol, cała rodzina interweniowała U naczelnika gminy stwierdzając, iż pije, ale jest spokojny i dlatego nie jest alkoholikiem. Większość badanych przyznawała, że alkohol szkodzi, ale nie potrafiła określić, w jaki sposób. I to również potwierdza pilną konieczność rozwijania szerokiej akcji uświadamiającej,
JERZY KUBIAK
4-listna koniczyna przynosi ponoć szczęście, cóż więc można powiedzieć o 11-listnej, którą znalazła Tammy Alberts z Holstein w amerykańskim stanie Lowa! Dotychczasowy „rekord" należał do koniczyny o 10 listkach znalezionej w 1966 r, w Anglii.
CAF - UPI
0 0 (9 i i 1 ■
m m b B i
WCZASY ZA GROSIK
Kryzys doskwiera, więc w prasie zachód nieeuropejskiej nie brak oryginalnych propozycji turystyki oszczędnościowej. Hindu ski ekspert Maharishi Mahesh Yogi zapra sza na kurs „transcendentalnych medytacji", który wprowadza w metodykę wyob cowywania się z pełnej stresów szarej powszechności i zapewnia „uszczęśliwiający pobyt urlopowy w pozaziemskich strefach dwa razy dziennie". Ekspertem od turystyki ekonomicznej jest również Austriak, dr Mayr, który reklamuje „gwa rantowane kuracje odchudzające w uroczym pensjonaćiku w Tyrolu". Za jedne 214 szylingów dziennie (za tę sumę można w komfortowym hotelu jeść pić i popuszczać pasa) pensjonariusze korzystają przez 3 tygodnie z jednostajnej diety cud: na śnia danie szklanka mleka, czerstwa bułka ■(sprzed 3—5 dni) i butelka wody mineralnej, na drugie śniadanie, — napar z głogu, na obiad — to samo co na śniadanie, na podwieczorek — napar z głogu, na ko lację — znów bułka i napar z głogu, przed snem — łyżeczka soli gorzkiej na przeczyszczenie.
Nie tylko cholesterol
a
Poczta udowodniła, że przyczynq otyłości nie musi być tylko cholesterol. Z „Głosu Wybrzeża" (nr 157) wynika, że wystarczy nadać paczkę, by „spuchła'''ona nad mia rę nie mówiqc o czym innym. Tak stało się - pisze gazeta gdańska z jednq pacz kq nadanq koło Nowego Targu, która po szesnastu dniach doszła do Gdyni cięższa o 4 (dosłownie: cztery) kilo. Jest to tym godniejsze podziwu, że z przesyłki rgi nęły po drodze spodnie. Widocznie Poczta Polska zatrudnia także cudotwórców...
II Wiedział, gdzie zabłądzić
B
,,Express Wieczorny" w numerze 175 opu blikował zdjęcie bociana w asyście dwóch pielęgniarek. Z podpisu wynika, że „bo-ciek zabłqdził" na... Oddział Położnictwa ZOZ w Łosicach w woj. Biała Podlaska". I spróbujcie nie uwierzyć, że bociany przy noszą dzieci.
JUZ JESIEŃ!
Duży wybór artykułów jesiennych
poleco/ą
sklep? Przedsiębiorstwa Handlu Odzież)
99
<1
na terenie województw koszalińskiego I słupskiego.
ZAPRASZAMY WIĘC DO SKLEPÓW PHO „0TEX" i WSZYSTKIM KLIENTOM ŻYCZYMY UDANYCH ZAKUPÓW
/
W dniu 21 września 1975 roku zmarł tragicznie
ZENON ROMAN
pracownik Zakładu Budowlano-Remontowegro Handlu 1 Usług „Budrem" w Koszalinie.
Wyrazy głębokiego współczucia RODZINIE
składają
DYREKCJA, RADA ZAKŁADOWA,
POP i WSPÓŁPRACOWNICY
K-2597-0
FIATA 1500 nowego — sprzedam. „SPOŁEM" WSS w Koszalinie
Wiadomość: Koszalin, tel. 246—ni poszukuje pokoju sublokatorskie-
godż. 16—18. G-6257 go dla absolwentki wyższej uczel
"T7TZ7-„ „ _ :-= TT n1. Zgłoszenia przyjmuje dział
BONY PeKaO — kupię. Koszalin, spraw pracowniczych WSS, tel.
tel. OZ—*3._G-625S 277—41 wew. 226. G-6258
BONY PeKaO — kupię. Koszalin,
tel. 273—82. O-6287 PRZYJMĘ pomoc domową. Fran-
---ciszek Sawicki, Koszalin, ul. Łu-
OSOBA samotna wynajmie pokój tyków 11. G-6259
t używalnością kuchni (może być ____________________________
małżeństwo członkowie spółdziel- ZAPISY na kursy radiowo-tele-
ni) w Słupsku. Płatne * góry co wizyjne, kreślarskie, kosmetycz-
najmńiej za 1 rok. Telefon 72—2r ne> kucbarsko-kelnerskie. kroju
wewn. 387, godz. 10—18. G-6283 j szycia dziewiarstwa. bhp, ję-
— ~ --'--zyków: rosyjskiego, niemieckie-
POSZTJKTJJł? Ba okres roku sa- angielskiego szwedzkiego —
modzielnego mieszkania w Kosza przyimuje ..Oświata" Koszalin,
linie, w nowym budownictwie: ul. Jana z Kolna 10. tel 250-35
dwa pokoje, kuchnia, łazienka, oraz Ośrodek Kursowy Kołobrzeg
najchętniej umeblowane. Kosza- Cyrankiewicza 6. Liceum Ekono-
lin, ul. Traugutta 10 C m 12. miczne. pokój 119, tel. 22-31. go-
G-6260 dżina »—15. K-2530-0
UWAGA ROLNICY!
Hodowcy Gęsi
Nowe atrakcyjne ceny skupu gęsi na umowy A PODWYŻSZONA CENĘ tj. 36 zł za t kg uzyskacie f jeśli dostarczycie do. punktu skupu
GĘSI BIAŁE
P0DSKUBANE NA 3-4 TYGODNIE PRZED DOSTAWA
W TERMINIE USTALONYM W UMOWIE
JEDNOCZEŚNIE INFORMUJEMY, ie wzrosła cena o 3 ii 4 za 1 kg za gęsi dorosłe z selekcji $
4
WARTO WIĘC PAMIĘTAĆ o podskubie gęsi i terminowej f dostawie ▼
Wszelkich informacji na ww. temat udzielają:
ZAKŁADY DROBIARSKIE w SŁAWNIE,
ul. Gen. K. Świerczewskiego 105 tel. 30-76 wew. 13.
jutKi kasa
♦
K-2595-0 4
<4>»- v>
Strona 12
MAGAZYN
G/os Pomorza nr 213
Polacy
w życiu Ameryki
Z okazji obchodów 200.
rocznicy ogłoszenia niepod ległości Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, Poczta Polska wprowadziła do obiegu 5 znaczków pocztowych oraz blok. Na znaczkach, pokazujących u dział Polaków w życiu Ameryki przedstawiono: 1 zł — przybycie pierwszych Polaków na kontynent ame rykański w 1608 r. na pokładzie żaglowca „Mary and Margaret", 1,50 zł — hutę szkła zbudowaną przez
Polaków w 1608 r. 2,70 zł — Heleną Modrzejewską, wielką polską aktorkę, któ ra od 1877 r. występowała głównie w Stanach Zjednoczonych. 4 zł ■— Ka
zimierza Pułaskiego, 8.40 zł — Tadeusza Kościuszkę, Na trzech znaczkach o war tości nominalnej 4,90 zł. l^ażdy, wydrukowanych w formie bloków przedstawiono bohaterów walk o niepodległość Stanów Zjed noczonych: G. Washingtona pierwszego prezydenta Sta nów Zjednoczonych oraz polskich bohaterów narcdo wych, Tadeusza Kościuszkę i Kazimierza Pułaskiego.
Znaczki projektował arty sta grafik Tadeusz Micha luk. Nakład — od 2,5 do 10 min sztuk każdej wartości. Koperty pierwszego dnia obiegu stemplowane były, jak zwykle, okolicznościowym kasownikiem.
W listopadzie czarnodruk
Na wniosek Zarządu Głównego PZF minister łączności podjął decyzję o wydaniu czarnodruku z o-
r» h M&I
: WCH UQiL.P"»* nek — niedziela — wiensa, większa, największa (polski)
KĘPICE — Płonąca ta.ięa (radziecki); poranek — niedziela
— Samochód (polski)
KOŁOBRZEG
WYBRZEŻE — Synowie szeryfa (USA, 1. 15) pan.; poranek
— niedziala — Junga z Floty Północnej (radziecki) pan.
DOM KULTURY — Człowiek z cudzym mózgiem (francuski. 1. 15); od soboty: Kochan kowie roku I (CSRS, 1. 15) oraz (w piątek) — Korzenie prawdy (radziecki) — w ramach dni filmu studyjnego , .
PIAST — Spragniona miłości (bułgarski, 1. 15)
LĘBORK
FREGATA — Przęciw KingO-wi (jugosłowiański) oraz — Szczęśliwego Nowego Roku (franc., 1. 18); ponadto (Od ni» dzieli) — Taka ładna dziewczyna (francuski, 1. 18); poranek — niedziela — Jeszcze mnie popamiętasz (polski) — zestaw bajek
• * *
ŁEBA — Dzień szakala (angielski, 1. 15) oraz — Gappa (japoński) pan.; od soboty Dom lalki (ąng.-francuski, 1. 15) Oraz
— Pamiętne lato (radziecki); po ranek — niedziela — Porwanie królewny (polski) — zestaw ba
jęk
MIASTKO — piątek I sobota
— kino nieczynne; od niedzieli — Ucieczka przez pustynię (francuski, 1. 15)
MIELNO
HAWANA — Love story (USA, 1. 15); o< soboty — Szczury Paryża (francuski)
FALA — Ktoś czyha na moje życie (CSRS, 1. 15) pan,; poranek — niedziela — Kaśka i Baś ka w dyskotece (polski)
• * •
NOWA WIES LFBORSKA —
♦a "Angielski. 1. ItTWan.: od so Fort lotniczy (USA, L /Sł oraz botv: ,T*»reniJab Johnson ~, Wybacz i zegnaj (ranziee-
1. 15) pan.; poranek — niedzle ki, !■ 15)
POLANÓW — Monolof (ra-dzięcki) oraz (w piątek) Sklep z modelkami (USA, 1. 15) — w ramach dni filmu studyjnego
la — Old Surehand (Jugosłowiański) oan.
CAfiTOL — Bad* z nim szczęśliwa (radziecki): poranek — ni"rtziela — Drukowane
kwiaty (polski)
* * *
BIAŁY BOR — Bilans kwartalny (polski. 1. 15): noranek
— niedziela — Pierścień księżnej Anny (polski)
BOBOLICE — Ojciec chrzestny (USA, 1. 18) oraz (w piątek) — Panna z dziećmi (CSRS 1. 15) — w ramach dni filmu studyjnego: poranek — nie-rtzMa — Kochajmy syrenki (pol ski)
BYTÓW
ALBATROS — Grzech Anto-nieeo Grudy (polski, 1, 15); po ranek — niedziela — Szeryf licho (polski)
DOM KITT,TTTł?V _ Opowieść
w czerwieni (polski, 1. 15) ♦ * •
CZAPLTNEK — Dziele errze-ehu (nolski, 1. 18): poranek — nleHTi«ia — Słoń i strusiątko (polski)
CZŁurnOw — Dzieje *rze«
chu (polski, 1. 18); poranek — niedziela — Weronika w kraju czarów (rumuński)
DAMNICA — Pociąg pancerny (radziecki. 1. 15) pan. — g. 18
DĘBNICA KASZUBSKA — Aferzysta (radziecki. I. 15) pan.
— g. 18; w niedziele seans dodatkowy g. 16; poranek — niedziela, g. 14 — Tomcio Paluch (polski)
DARŁOWO — Siadem czarnowłosej dziewczyny (Jugosłowiań skl, 1. IR)
DRAWSKO POM. — Miłość szesnastolatków (NRD, 1. 15); poranek — niedziela — Polska, gola! (Dolski)
GŁÓWCZYCE — Drogi mężczyzn (CSRS, 1. 15) — g. 19
GOŚCINO — Pułapka na £re--erała (jugosłowiański, 1. 15);
POŁCZYN ZDRÓJ
PODHALE — Dzieje grzechu (polski, l. 18)
GOPLANA — Granice miłości węgierski, 1. 15) oraz (w piątek) —' Pasażerka (polski, 1. 15) pan. — w ramach dni filmu studyjnego; poranek — niedzie
la — Telegram (radziecki)
• * *
PRZECHLEWO — Wódz Prusów (radziecki) pan.; poraaek — niedziela — Postrach Teksasu (polski)
STA NO w — Jutro będzie za późno (CSRS, 1. 15); poranek — niedziela — Na rabunek (radziecki)
SŁAWNO — Ostatni nabój (rumuński); poranek — niedzi# la — Cztery serca (radziecki)
SZCZECINEK
DOM KULTURY — Jeremy (usą, 1. 15)
Świdwin
warszawa — Pułapka W deleię Duijaju (rumuński) oraz
— Ten trzeci (NRp, i. 15): pora pek — nie<ł*i»la — Krążek w hrfnc (radziecki)
MEW a — Wesoły romans (ra dziecki) pan.
• * *
USTKA — Mola wolna — mo Ja miłość (polski) pąn, — g. 18 I 20: poranek — niedziela. Z. 12
— Pan Wołodyjowski (polski) pan.
USTRONIE MOKSKTE — Grzeszna natura (włoski, 1. 15); poranek — niedziela — Dzieci Don Kichota (radziecki)
ZŁOCIENIEC — Zhrodnia w klubie t»nisowvm (włosko-Jugosłowiański, I. 18): poraneTf — niedzieli — Ani słowa o futbo* lu (radziecki) pan, _____i
Strona 16
MAGAZYN
G/os Pomorza nr 2)3
;fcS:.:£S:
Gąbin powiedział o tym: Czuł bym się jak ostatnia siuja, gdybym wtedy pozostał na uboczu".
Dopiero po wyzwoleniu Francji Gąbin wznowił pracę w filmie, Poczqtkowo było mu bardzo ciężko. Nieobecność w kraju spowodowała, że la pomniano 6 nim i właściwie musiał zaczynać wszystko na nowo, Torując sobie drogę na ekrany przeżył Jean dramatyczne chwile, momenty zwat pień. Był jednak człowiekiem silnego charakteru i przezwyciężył kryzys. Trwało to długo Dopiero w latach pięćdziesiątych znowu wywalczył sobie utraconq pozycję artystycznq, przekonujqc kolejnymi kreacjo mi, że jest jednym z najwybit niejszych aktorów francuskich. Znakomity aktor zaczyna zdobywać laury na festiwalach filmowych. Dwukrotnie Staje się laureatem nagrody aktor skiej na festiwalu w Wenecji. W 1951 r. otrzymuje jq za rolę
niewidomego maszynisty w fil rnie „Noc jest- moim królestwem", zaś w 1954 r. za rolę szefa gangu w obrazie Jacqu esa Beckera „Tóuchez pas au grisbi".
Gąbin grywa w różnych fit mach: dramatach, obrazach gangsterskich, kryminalnych, obyczajowych. N;e wszystkl# można zaliczyć do dzieł wvbit nych, ale na pewno zawsze na uwagę zasługuje kreacjo aktora. Mimo wieku wciq? i*st on czynny zawodowo i ciągle zachwyca widzów. Filniogra-fia Gąbina obejmuje ponad sto tytułów, Do najbardziej znanych w Polsce filmów należą m. in. Kot, Klan Sycylijczyków, Narkotyk, Nędznicy, Minuta zwierzeń, Towarzysze broni, Śmierć na klęczkach, Rrkiny finansjery. fkon)
Ps. JEANA GABiNA dedykujemy księgowym t Zakładu Budowlano-Montażowego w Lęborku. O aktorze Bruno Q'Ya już pisaliśmy.
M. STRAIIL
Hugo, mój przyja-
CIEL, z łat szkolnych, zaczyna mi powoli cizia łać na nerwy. Ilekroć go spotkam, bez przerwy mu szę wysłuchiwać jego skarg i biadolenia.
- Wyobraź sobie, mój drogi - skarżył się tym razem Hugo - że wszyscy, którzy ze mnq rozpoczynali pracę w na szej instytucji, już dawno a-wansowali, a ja nic. Nawet nie jestem jeszcze referentem. Oczywiście, wszystko przez to, że pozwalam sobie czasem mieć inne zdanie niź mój szef. A to kacyk jakich mało i bardzo tego nie lubi.
Głupie gadanie - pomyślą łam sobie. - Przy odrobinie wyczucia i subtelności można sobie dać radę z każdym sze fem. Nawet z urodzonym, sa-trapq. Mnie się to zawsze u-daje. Mój biedny przyjaciel Hugo - pomyślałem - Jert prawdopodobnie absolutnym fajtłapą. Sam ńie naieżę do
ludzi, którzy tak tańczq, jak im szef zagra i chwała Bogu, doszedłem już do stanowiska kierownika działu, mimo że często nie zgadzam się ze zdaniem szefa. Mam już taki przykry charakter, że lubię się często sprzeciwiać.
Kiedyś na przykład szef mó wi: - Po posiedzeniu kierownictwo zakładu wpadnę do
was, da magazynu, Robicie wszak spis zapasów wyrobów ze stali prawda?
A ja na to: - Czy sqdzicie, towarzyszu, dyrektorze, że sami nie damy sobie rady? Jesz cze by tego brakowało, żeby wysoko kwalifikowane kadry kierownicze trawiły czas na takie drobnostki".
No i mimo mego sprzeciwu dyrektor r»ie przyszedł do ma garynu.
Albo taka sytuacjo: dyrek-
tor wygłasza referat a potem mówi: - Zdaję sobie sprawę z tego, towarzysze, że mój referat był trochę być może, rozwlekły, ale...
A ja protestuję:-W żadnym wypadku nie mogę się z tym zgodzić. Odniosłem raczej wrażenie, że był wręcz za krótki, bo na wszystkich twa rzach obserwowałem duże za-
interesowanie, A patrzeć u-
miem dobrze. Gdybym był pochlebca, to powiedziałbym, że towarzysz dyrektor był w doskonałej formie.
Kiedyś, gdy była mowa o dyscyplinie pracy, dyrektor czy tajqc sprawozdanie, przekart-kował kilka stron, jak. gdyby w nich nie było nic istotnego.
~ Przepraszam — wyrwałem, s!ą - towarzysz dyrektor ©pui cl! kilka kartek.
• Ach, głupstwo, - powie-
dział - tam były ogólne zalecenia dotyczqce punktualności. A ponieważ w naszym zakładzie te sprawy wyglądają dobrze, nie czytałem tego
- No z pewnością z punktualnością jest bardzo dobrze w kierownictwie zakładu sprostowałem, - ale czy mażemy być w pełni zadowoleni z takiego stanu rzeczy, gdy SińzeJ i Kinzel co drugi dzień obijajq się po korytarzu, za miast pracować?
Dyrektor nie był zbyt zadowolony z mojego sprzeciwu. Na drugi dzień zawołano mnie do działu kadr. Czyżby dyrektor chciał mnie ukarać za moje wieczne sprzeciws?
Ale kierownik działu kadr powitał mnie z uśmiechem:
- Chciałem tylko zawiadomić was, że zaproponowano wam przyjęcie stanowiska naczelnika. działu. Zgoda?
Jak z tego widać, mimo ca łej różnicy poglqdów, mój szef i ja potrafimy jakoś ni«źl« współpracować.
"Sum. T, Kubik
Na marginesie ostatnich wy borów Miss Świata w San Solvadorze dziennikarze pod kreślajq, że Finka Anne Poh-tarn zdobyła tytuł nie tylko dzięki nie kwestionowanej u-rodzie, ale również - kondy-
cji sportowej. Trzy poważne jej konkurentki nie wytrzymały fizycznie i zemdlały w cza sie przeglqdu. Inna straciła przytomność po ogłoszeniu werdyktu..mi
słynnym kabarecie Mouiin Rouge, śpiewał piosenki, grał w teatrzykach bulwarowych Paryża.
W filmie debiutował GĄBIN w 1930 roku a obraz nosił ty tuł „Każdy ma szansę" (Cha-cun se chance). Była to nieudana operetka co na szczęście nie zaważyło na dalszej karierze młodego aktora. W dalszym ciqgu powierzono mu role w filmach, W latach trzydziestych Jean Gąbin stał się — obok Michele Morgan -» czołowym aktorem francuskiego realizmu poetyckiego, stwa rzajac niezapomniane kreacje w filmach Jeana Renoira. Mar cela Came i Juiiena Duvivie ra. Międzynarodową sławę
przyniosła mu rola w filmach „Towarzysze broni" oraz „tu dzie za mgła", „Bestia ludzka", „Brzask" i „S.O.S.".
W 1940 r. Gąbin wyjechał do Ameryki, do Hollywood. Tam jednak nie odniósł specjalnych sukcesów, może dlatego, że w Ameryce byli aktorzy o prezentowanym przez niego typie aktorstwa, Po za graniu w dwóch obrazach Jean zrezygnował z dalszej, wqt-pliwej zresztq kariery w Amery ce. W 1943 r, aktor zaciqgnqł się do sił morskich Wolnej Francji i pełnił służbę drugiego mechanika na tankowcu „L'Enorme". Trzynaście lat później, w wywiadzie opublikowanym przez „Cinemonde",
Jadący przez ulice Mediolanu przedstawicie! firmy ubez pieczeniowej zauważył w pew nym momencie staruszkę, sto jącą bezradnie no jezdni wśród pędzących pojazdów. Zatrzyma! wóz, wysiadł, podprowadzi! ją na przystanek tramwajowy i odruchowo rów nież wsiadł. Pozostawiony na środku jezdni samochód przez godzinę blokował ruch kołowy, dopóki nie ściągnęła go policja, pozostawiając w zamian słony mandat.
Najdroższy gol
Fachowcy twierdzą, że najdroższym golem w dziejach piłki nożnej jest strzał, oddany ostatnio do bramki w Augsburgu (RFN) przez 14--letniego napastnika. Strzał był tak potężny, że piłka przerwała siatkę bramki i rozbiła umieszczoną nad boiskiem tablicę wyników. Super nowoczesna tablica kosztowa ła 32 tysiące marek.
Odbfcla w Jesiennej kałuży
fot CAP - Rybczyński
JEGO PRAWDZIWE nazwisko brzmi AIEXIS MONCORGE. Urodził się 17 maja 1904 roku w Menel w pobliżu Paryża. W młodości przeszedł szkołę tysioca zawodów, był gońcem, tragarzem, sprzedawcą w sklepie, murarzem. Mcjqc tego dość zaczqł układać tek st« do piosenek i sam je wy konywał, Wreszcie w 1923 r. jego ojciec aktor rewiowy, zwerbował Jeana do „Folies Bergere." Jednakże tam 19-let ni chłopak początkowo był tyl ko statysta. Stopniowo zaczęto powierzać mu coraz większe role. Gąbin został praw dziwym aktorem rewiowym, o-peretkowym, występował w
Światła odblaskowe
Na pustynnych drogach, a raczej bezdrożach emiratów arabskich w Zatoce Perskiej wprowadzono nakaz zakładania świateł odbłyskowych... wielbłądom, które stanowią j coraz większe zagrożenie dla ruchu samochodowego. Do końca tego roku 5 tysięcy „okrętów pustyni" zostanie wy posażonych w tokie światła.
NAJKRÓTSZE OPOWIADANIE
NAWRÓCONY GRZESZNIK
PICASSO
ZA 5 DOLARÓW
Rys. „Rchac"
Właściciel salonu dzieł sztu ki w Reno (USA) nabyt niedawno kilka starych litografii. Za jędnq z nich zapłacił pięć dolarów. Wkrótce potem okazało się, że jest to on/ginalne dzieło Pabla Picassa, które oceniono "na 3 tysiące dolarów.
Szwajcarski dziennik „Neue Zurcher Zeitung" ogłosił konkurs z nagrodamri na najkrótsze opowiadanie na temat „Petent przy okienku". Pierwsze miejsce zajął następujący
tekst: „Człowiek podsiedl do okienka i powiedział: -Chciałbym... - Człowiek w o-kienku przerwał mu: - Następne okienko!
Biblioteka miejska w Oxfor dzie ogłosiła 3-tygadniowq amnestię dla tych wszystkich, którzy w tym okresie zwrócq nie oddane we włcściwym ter minie wypożyczone książki. Da rowanie kary odniosło pożądany skutek. Książki zaczęły masowo wracoć na bibiiotecz ne półki. Wśród nich znalazła się i taka, którą wypożyczono przed... 57 łaty.
Fotomontaż Zb. Olesińskiega
ŻART MURARZY
Na płocie okalającym teren j budowy nowego obiektu w po f bliżu Białego Domu, robotni | Cy namalowali postać zmysło ę wej dziewczyny, odzianej w I skąpy kostium bikini w kolo- ? rze pomarańczowym. O ile | jednak mierzącą ponad 7 | metrów postać namalowana | jest farba olejną, bikini wyko | nano farbą rozpuszczalną w | .'wodzie. Pewnej nocy spadł | ulewny deszcz i „twórca" te- | go dzieła Bill Newman, spo- | dziewał się, że dziewczyna u- | każe się oczom gapiów w ca- | łej swej krasie. Do tego jed- j nok nie doszło, ponieważ po- J bjiskie drzewa dobrze chroni- 1 ły malowidło przed dostępem | wody.
Dowcip murarzy spotkał się j jednak z gwałtownq reakcją \ ze strony amerykańskich akty ) wistek ruchu feministycznego, | uważajqcych, że cały ten fakt | jest poniżajqcy dla kobiet. | Przedstawiciel władz, który wy a raził na malunek zgodę, zo- 1 sta? zasypany lawinq iistów 1 protestujqcych.