POMERANIA MIESIĘCZNIK SPOŁECZNO-KULTURALNY | ROK ZAŁOŻENIA 1963 | CENA 7,00 zł | NR 9 (589) | WRZESIEŃ 2024 BEZPŁATNY DODATEK KASZUBSKOJEZYCZNY www.miesiecznikpomerania.pl rok ks. hilarego jastaka 9770238904906 W GDAŃSKU ODSŁONIĘTO POMNIK LECHA BĄDKOWSKIEGO FOT. SŁAWOMIR LEWANDOWSKI POMERANIA NR 9 (589) | WRZESIEŃ 2024 NAJÔ UCZBA. Edukacyjny dodôwk nr 9 (179) 3 Poznaliśmy laureatów konkursu literatury kaszubskiej RED. 4 Wiôldżé swiato na koscersczi zemi RED. 6 Dwie potężne nawałnice, UFO i „zaginiony" spływowicz GRZEGORZ SCHRAMKE 10 W Gdańsku odsłonięto pomnik Lecha Bqdkowskiego SŁAWOMIR LEWANDOWSKI 14 „Gryf" za film ö Jastaku DM 16 Czilenôsce dni z żëwim jazëka a kulturą PAUELWICZIŃSCZI 18 Zagłabiony w żëwi kaszëbiznie Z Agnésg Obrëckg i Dagmarą Piór gôdô PAUELWICZIŃSCZI 20 W Pelplënie téż möga rozköscerzac kaszëbizna. Z ks. dr. Wiesława Szucg, direktora Katolëcczégö Liceum Collegium Marianum w Pelplënie gôdôł DARK MAJKÖWSCZI 22 Wakacyjne atrakcje „tam, gdze Kaszëb kuńc" VIOLETTA SLOMIŃSKA-BŁAWAT 24 Na wyrobiskach kościerskiego zagłębia. Zielona oprawa dla „kaszubskiego złota" ADAM GRZYBOWSKI 28 My, Kaszubi z Dębek, bardzo szanowaliśmy Księdza Jerzego WOJCIECH KSIĄŻEK 31 Gdyńskim szlakiem. Kochowo-Babie Doły. Część 1 ANDRZEJ BUSLER 33 Rzemieślnicze piwo na Straganiarskiej SL 34 Gdańsk mniej znany MARTA SZAGZDOWICZ 35 Smaki i aromaty Pomorza RAFAŁ NOWAKOWSKI 38 W 90. rocznicę powstania polskich placówek oświatowo-wychowawczych Macierzy Szkolnej w Trgbkach Wielkich. DARIUSZ DOLATOWSKI 41 Chcemë kaszëbsczi rewolucji w Internece Z Aleksa Czoskg i Jakuba Wöloszaka gôdô DARK MAJKÖWSCZI 44 Jak mój z mojq. Part 1 MATEUSZ BULLMANN 46 Czerwönoarmiscë swöjich mielë za nic ŁUKÔSZ ZOŁTKÖWSCZI 48 Nie je wôżné to, czego ni möga robie - wôżné je to, co móga Z Krësztofa Najdg gôdô TOMÔSZ FÓPKA 51 Co komu namienioné, tegö to nie minie KLEBBÓW MATIS 53 Z Kociewia MARIA PAJĄKOWSKA-KENSIK 54 LEKTURY DANIEL KALINOWSKI, RYSZARD SZWOCH 59 Ö czim przëbôcziwô gôrsc sztrgdowégö piôsku PD 60 Klëka 67 Sëchim paka uszłé TÓMK FÓPKA 68 To nie je w głowa do pöjacô OLGA KUKLIŃSKÓ Ministerstwo ; Spraw Wewnętrznych i Administracji ' ,< . Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego WOJEWÓDZTWO POMORSKIE gdański JglM i fundusz.. rn AiôS promocji wydawnictw l---^ GDYNIA moje miasto Numer wydano dzięki dotacji Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji. „Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/ów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji" Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury Zrealizowano ze środków Województwa Pomorskiego Dofinansowano ze środków Miasta Gdańska Dofinansowano ze środków Miasta Gdyni POMERANIA MIESIĘCZNIK SPOŁECZNO-KULTURALNY ADRES REDAKCJI ul. Straganiarska 20-23 / 80-837 Gdańsk tel. 58 301 9016 / 58 301 27 31 e-mail: red.pomerania@wp.pl REDAKTOR NACZELNY Sławomir Lewandowski ZESPÓŁ REDAKCYJNY Dariusz Majkowski (zastępca redaktora naczelnego) Aleksandra Dzięcielska-Jasnoch (sekretarz redakcji, Najô Uczba) Krystyna Sulicka Małgorzata Micał Bogumiła Cirocka Ludmiła Kucharska Bogdan Adamczyk (skład graficzny) KOLEGIUM REDAKCYJNE Piotr Dziekanowski (przewodniczgcy kolegium) Mateusz Bullmann Andrzej Busler Ewa Górska Stanisław Jankę Piotr Lessnau Wiktor Pepliński Danuta Pioch Edmund Szczesiak Bogdan Wiśniewski TŁUMACZENIA NA JĘZYK KASZUBSKI Dariusz Majkowski ZDJĘCIE NA OKŁADCE Gdańsk, 31 sierpnia 2024 roku: Odsłonięcie pomnika Lecha Bgdkowskiego. Fot. Sławomir Lewandowski WYDAWCA Zarzgd Główny Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego ul. Straganiarska 20-23, 80-837 Gdańsk DRUK Drukarnia Waldemar Grzebyta ul. Kossaka 108, 64-920 Piła Redakcja zastrzega sobie prawo do skracania i redagowania artykułów oraz zmiany tytułów. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść ogłoszeń i reklam. PRENUMERATA Z DOSTAWĄ DO DOMU! Koszt prenumeraty rocznej krajowej z bezpłatng dostawg do domu: 77 zł. W przypadku prenumeraty zagranicznej: 172 zł. Podane ceny sq cenami brutto i uwzględniajg 5% VAT. Aby zamówić roczng prenumeratę, należy: • dokonać wpłaty na konto: PKO BP SA 2810201811 0000 0302 0129 3513, OD REDAKTORA Przed kilkunastoma laty Zrzeszenie Kaszubsko-Pomor-skie podjęło się budowy pomnika Świętopełka Wielkiego. Trud się opłacił, bo monument pomorskiego księcia autorstwa Wawrzyńca Sampa od lat cieszy oczy gdańszczan i tłumnie przybywających do miasta turystów, skłaniając do przemyśleń na temat osoby księcia i jego związków z Kaszubami. W 2022 roku skwer oficjalnie nazwano imieniem Świętopełka Wielkiego, co również nie jest bez znaczenia. W tym roku 31 sierpnia gdańskie Główne Miasto wzbogaciło się o kolejny wyjątkowy monument, do powstania którego również przyczyniło się Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie. Pomnik Lecha Bądkowskiego stanął na skwerze u zbiegu ulic Minogi i Świętojańskiej, niemal po sąsiedzku ze skwerem pomorskiego księcia. Rzeźba, będąca wyrazem pamięci dla wybitnego Pomorzanina, bardzo skrupulatnie przedstawia jego sylwetkę, cechuje się dbałością o detale, a nade wszystko jest bardzo autentyczna, w czym zasługa toruńskiego rzeźbiarza Macieja Jagodzińskiego-Jagenmeera. Co warto podkreślić, uroczyste odsłonięcie pomnika Lecha Bądkowskiego wpisało się w kalendarz obchodów 44. rocznicy podpisania Porozumień Sierpniowych, a wśród gości był m. in. urzędujący prezes Rady Ministrów Donald Tusk. Sławomir Lewandowski Zarzgd Główny Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego ul. Straganiarska 20-23, 80-837 Gdańsk, podajgc imię i nazwisko (lub nazwę jednostki zamawiajgcej) oraz dokładny adres • złożyć zamówienie w Biurze ZG ZKP, tel. 500183 832 e-mail: prenumerata@kaszubi.pl Wydarzenia Fot. Biblioteka Miejska w Kościerzynie Ęm ZJOZD '&m *e i#I5ł SZEBOW 06,07^0^ POZNALIŚMY LAUREATÓW KONKURSU LITERATURY KASZUBSKIEJ W lipcu został rozstrzygnięty XXIV Konkurs Literatury Kaszubskiej i o Kaszubach organizowany przez Bibliotekę Miejską w Kościerzynie. Uroczystość wręczenia nagród odbyła się w trakcie XXV Światowego Zjazdu Kaszubów Po zapoznaniu się ze zgłoszonymi pozycjami komisja przyznała następujące nagrody i wyróżnienia: Literatura piękna dla dorosłych w języku kaszubskim: 1. Adela Kuik-Kalinowska, Leno ptôchë / Tylko ptaki, 2. Artur Jablonskji, Moje zvjornjenja - a ju svjat!, 3. Mateusz Titës Meyer, Jaczi nie bél. Literatura piękna dla dzieci i młodzieży w języku kaszubskim: Karolina Serkowska-Sieciechowska, Scygnąc miesądz. Literatura piękna i literatura faktu o Kaszubach / z Kaszubami w tle w języku polskim i w innych językach: Stasia Budzisz, Jak znikają Kaszuby; Daria Kaszubowska, cykl Saga Kaszubska: t. 1 Sztorm, t. 2 Zemsta, t. 3 Krew, t. 4 Walka; Gail Olsheski, Öpôwiescë z Kaszëb / The Kaszuby Stories. Wyróżnienia: Małgorzata Mosakowska, Bursztyniaki i wielka zmiana; Anna Prabucka-Firlej, Wojna oczami nastolatki. Wspomnienia Agaty Zofii Prabuckiej z lat 1939-1945. Książki edukacyjne - podręczniki i inne publikacje do nauki języka kaszubskiego oraz innych przedmiotów po kaszubsku: Joanna Ginter, Dariusz Majkowski, Ortograficzno-gramaticzny słowôrzk kaszëbsczégô jazëka ze wskôzama pisënku. Wyróżnienie: Eugeniusz Pryczkowski, Môtilk. Kaszëbsczé spiéwanczi dlô dzecy. Książki naukowe i popularnonaukowe oraz słowniki dotyczące Kaszub i kaszubszczyzny: 1. Daniel Kalinowski, Juwernota. Literatura kaszubska i studia kulturowe. 2. Grzegorz Schramke, Procëm Smatkôwi. Współczesna literatura kaszubska w latach 1981-2015. Wyróżnienia: Kamila Dombrowska, Strój kaszubski. Geneza - Przeobrażenia - Współczesność; Jan Hlebowicz, Polityka na ambonie. Środowisko księży „patriotów" w województwie gdańskim w latach 1950-1956. Przewodniki po Kaszubach i inne publikacje promujące region (w różnych językach): Henryk Jursz, Piotr Odya, Kolejowym bajpasem z Trójmiasta do Kartuz. Przekłady książek z dowolnej kategorii na język kaszubski, a także z języka kaszubskiego na język polski i inne języki: Wyróżnienia: Felicja Baska-Bo-rzyszkowska za przekład: Wiesław Nowicki, Wiersze gostomskie. Refleksje z kaszubskiej krainy / Gôstomsczé wiérztë. Refleksje z kaszëbsczi krôjnë; Bożena Ugow-ska i Stanisław Frymark za przekład: Gail Olsheski, Öpöwiescë z Kaszëb/The Kaszuby Stories. Przypomnienia i wznowienia. Dyplomy uznania dla wydawców: Instytut Kaszubski za publikację: Edvard Jelinek, Zapomniany zakątek słowiański. Kilka pierwszych spojrzeń na Pomorze Kaszubskie, red. Milos Reznik; Instytut Kaszubski za publikację: Alojzy Nagel, Poezja i proza kaszubska., red. Marek Cybulski, wstęp: Józef Borzyszkowski, Daniel Kalinowski, Marek Cybulski, seria Biblioteka Pisarzy Kaszubskich, t. 17. Edytorstwo. Dyplom uznania: Stowarzyszenie Turystyczne „Kaszuby Północne" Lokalna Organizacja Turystyczna za publikację: Naturalnie, Kaszuby Północne. Album fotografii przyrodniczej / Naturally, Northern Kashubia / Nôtëralnie, Norda, red. Barbara Mudlaff. RED. Pomerania nr 9 (589) / Wrzesień 2024 3 Kaszëbskó - Pômôrsczé Zrzeszenie i w rłMHW"^ Part Sëlëeëno _^ f>Wvit.V,KttKH GOf' WIOLDZE SWIATO NA KOSCERSCZIZEMI Na Swiatowim Zjezdze Kaszëbów w Köscérznie zeszłë sa tësące lëdzy, żebë swiatowac, pöczëc jednota, pösłëchac muzyczi i pogadać. Dlô wiele uczastników Zjôzd zaczął sa ju ob droga. W specjalny banie - Transcassubie - bawilë sa, spiéwelë i tańcowele. Czej wësedlë na kóscersczim banowiszczu, wzalë udzél w ôdkrëcym tôflë, co przëbôcziwô patrona latoségö roku, tj. ks. prałata Hilarego Jastaka, i dwa zjazdë Kaszëbów w Kóscérz-nie (pöprzédny béł tuwô w 2004 r.). Pózni rëgnalë do köscoła pw. Swiati Trójcë, dze ostała odprawiono mszô swiatô pöd przédnictwa kaszëbsczégö biskupa Arkadiusza Okroją. Pózni bëtnicë (je wiedzec nić blós ti, co przëja-chelë Transcassubią, ale i tësące lëdzy, co docer-lë autobusama, swój ima autołama, na kołach abó piechti) przeszłe pôraset méstrów pôd bina na parkingu midzë sz. Ogrodową i Pólsczégó Wojska. Tam przëwitelë jich nóprzód prowadzący rozegracja: Tatiana Slowi i Michół Bronk, a pótemu samórządów-cë i póliticë (burméster Kóscérznë Dawid Jereczek, marszôłk pómórsczëgó województwa Mieczësłôw Struk, pomorsko wojewoda Béjata Rutkewicz, mi-nysterka edukacje Barbara Nowackô). Przemôwiôł téż przédnik Kaszëbskó-Pómórsczégó Zrzeszeniô Jón Werowińsczi, chtëren pödzakówôł wszëtczim, co pómôgelë w organizacji Zjazdu, m.jin. dzysdniowému burméstrowi Kóscérznë i jego pöprzédcë Michałowi Majewsczému. Pödczorchnął téż, że wszëtcë Kaszëbi bë mielë biótkówac ó danié pözwë Via Cassubia ekspresowi drodze S6 ze Szczecëna do Gduńska. Pötemu bëło wraczenié nódgrodë pn. Bursztynowa Klëka, jaką dostôł wielelatny wójt gminë Lepińce 4 Pomerania nr 9 (589) / Séwnik 2024 KiZf.' Andrzej Lemańczik, öb sztërë kadencje przédnik lepińsczegó partu KPZ, udbödôwôcz m.jin. Festiwalu Pôlsczich i Swiatowëch Hitów pö Kaszëbsku. Na zakuńczenie oficjalnego dzéla Zjazdu östôł rozrzeszony XXIV Könkurs Lëteraturë Kaszëbsczi i ö Kaszëbach (wicy ó tim na str. 3). Po pisarzach, poetach i wëdôwcach kóscerską bina przejałë muzyczne karna. Wëstąpilë m.jin.: karno Młoda Kościerzyna, dzecë z Samorządowego Przedszkölô nr 7 w Köscérznie, Kapela Zgrywań-ce, Kaszëbsczé Karno Pieśni i Tuńca „Kościerzyna", laureatka Festiwalu Pölsczich i Swiatowëch Hitów po Kaszëbsku Ölga Tomaczkówskô, duet We Dwa Konie (Tomósz Fópka i Woj cech Złoch) a téż Pauel Nowak z Weroniką Kórthals i artista z Köscérznë Pauel Ruszkówsczi. Ökróm muzycznëch atrakcjów uczastnicë Zjazdu möglë téż kupie rozmajitoscë na Kaszëbsczim Jôr-marku, jic z dzecama do specjalny cónë dlô nômłod-szich zjazdowiczów, bic rekord w równoczasnym gra-nim na diôbelsczich skrzëpicach, cëskac w baszka abö grac w buczka. Do te Muzeum Kóscersczi Zemi przërëchtowa-ło specjalny wëstôwk namieniony ks. Hilaremu Ja-staköwi. Bëla téż leżnosc do pöznaniô specjalny edi-cje jigrë Monopoly - Monopoly Kaszëbë, zagraniô w nia i, mô sa rozmieć, do ji kupieniô (a terô może ja kupie w internetowi ksagarnie kaszubskaksiazka.pl). Je to dëbeltjazëköwô (kaszëbskó-pölskô) planszowô jigra, jakô pömôgô w ódkriwanim snôżotë Kaszëb, a téż kaszëbsczi kulturë i jazëka Kaszëbów. Czekawą udba mielë nôleżnicë rëmsczégö partu KPZ, chtërny wëbijelë ôb czas rozegracji leżnoscowé mönetë z póstacją ksaca Swiatopôłka i nôdpisa na wdôr pierszégö i latoségö Zjazdu Kaszëbów. Wzątk z nëch pamiątkowëch dëtków je namieniony na budowa pomnika Lecha Bądkówsczégö. Dzejało sa wiele, wiodro bëło pëszné, a kóscersczi Zjózd óstónie na długo w pamiacë uczastników. Za rok widzymë sa w Szëmôłdze. Red. Ödj. P. Wiczińsczi Astinsk«-ro»shU' Oltll/IM I I HOHH Pomerania nr 9 (589) / Wrzesień 2024 5 DWIE POTĘŻNE NAWAŁNICE, UFO I „ZAGINIONY" SPLYWOWICZ Tegoroczny XXXVIII Kaszubski Spływ Kajakowy „Śladami Remusa" trwał od 6 do 14 lipca, a jego trasa prowadziła rzeką Wdą od jeziora Fiszewo do osady Młynki. Wzięło w nim udział około osiemdziesięciorga uczestników (chętnych było więcej), w tym dwadzieścioro sześcioro dzieci i szkolnej młodzieży. Tradycyjnie spływaniu towarzyszyły różnego rodzaju imprezy kulturalne i sportowe. rfprfebc Nadszedł lipiec. Po dość kapryśnym, w dużej mierze chłodnym i deszczowym czerwcu pogoda w końcu poprawiła się. Do spływu pozostało już tylko kilka dni. - Tato, czy możemy pojechać w piątek? - usłyszałem. - W piątek? Przecież spływ zaczyna się szóstego lipca, w sobotę! - Tak, ale część osób przyjeżdża już w piątek. - Serio? - zdziwiłem się. - Serio. Franek pisał, że oni będą... Uśmiechnąłem się. Przyjaźnie zawiązane na poprzednich spływach chyba jeszcze bardziej się zacieśniły. Dzieciaki, a przynajmniej część z nich, były ze sobą w kontakcie także w roku szkolnym. A i teraz, widać, są ze sobą „na łączach". I to jest świetne w „Remusie". Tworzą go ludzie. Tak, trywialnie to brzmi, lecz z pełną odpowiedzialnością to napisałem. Bo tak jest w rzeczywistości. W dużej mierze przyjeżdża się na „Remusa" właśnie po to, by po roku znów się spotkać, pogadać, pospędzać razem czas. Z otwartymi ramionami wita się też nowe osoby. Pojechaliśmy więc w piątek. Na obozowisku w Li-puszu stawiliśmy się niemal jako pierwsi. Namiotów przybywało z wolna, jakby nieśmiało. Mimo wszystko przecież to sobota miała być tym dniem, kiedy zjedzie się większość. I też tym dniem, kiedy brać spływowa będzie mogła wziąć udział w XXV Światowym Zjeździe Kaszubów. Bo tak to było zaplanowane. Otwarcie spływu tradycyjnie odbyło się w sobotę wieczorem. Wciągnięto kaszubską flagę na maszt, odśpiewano pieśń Tam, gdze Wisła..., odczytano pierwszy fragment powieści Żëcé i przigôdë Remusa Aleksandra Majkowskiego. Komandor spływu Wojciech Kuc oficjalnie przywitał uczestników i przedstawił kadrę. A od niedzieli płynięcie. Wda jest urokliwa. Jej nurt to zwalnia, to przyspiesza. To przeciska się lasem, to znów rozpycha łąkami. I rzeka mocno meandruje. Szczególnie w swym górnym biegu potrafi dostarczyć kajakarzom dodatkowych emocji. Co prawda powalone drzewa są na ogół tak przycięte, by amatorzy wodnych wędrówek nie mieli zbyt dużych problemów z pokonaniem trasy, lecz czasem -ku uciesze bardziej wprawionych kajakarzy - naraz zza zakrętu wyłaniają się drzewne przeszkody, przy pokonaniu których trzeba się nagimnastykować. Do tego dochodzą tkwiące w dnie głazy, które potrafią zaskoczyć swą obecnością. A w tym roku także wysoki stan wody dorzucił swoje trzy grosze. Pod niektórymi 6 Pomerania nr 9 (589) / Séwnik 2024 XXXVIII Kaszubski Spływ Kajakowy „Śladami Remusa" -£► bowiem mostkami tak mało zostawało miejsca, że nie tylko trzeba było położyć się w kajaku, ale i także nieco go „podtopić", by przecisnął się pod belkami. I nie każdy na to poszedł. Część wolała dobić do brzegu i przenieść swą „jednostkę pływającą". Nie zawsze wszystko odbywało się gładko. Tym razem to młodzież musiała oddać hołd rzece. Raz Barnim chlupnął w wodę przy takim właśnie niskim mostku, raz Pascal - gdzieś bodaj przy zwalonym drzewie. Na nieszczęście dla tego drugiego rzeka zażądała dla siebie obiaty w postaci jego okularów. Bodajże i mała Pax „wodowała", ale to już chyba był efekt swoistego żarciku jej ojca. Jezior w tym roku było mało. Na szczęście, bo rzeka ciekawsza. Choć czasem, gdy zrywa się wiatr, a fala podnosi... A zatem tym razem chyba tylko Fiszewo, Lubiszewskie, Schodno i wchodzące w skład Jezior Wdzydzkich Radolne. Tak pomyślano trasę, że jeden z etapów skończyliśmy w Czarlinie, a następny zaczęliśmy już w Bąku. Minęło nas mozolne przemierzanie wód tzw. kaszubskiego małego morza, by w Borsku wpłynąć na Wdę (w zeszłym roku po Wdzydzkim pływaliśmy). Pogoda była nam łaskawa. Tylko jednego dnia, ostatniego, dopadł nas na wodzie deszcz. I to tylko przelotny, dość ciepły. A tak na ogół prażyło słońce. I dobrze, bo w wielu miejscach ocieniona drzewami, meandruj ąca rzeka dawała miły chłodek i summa summarum było super! Wieczorami za to aura potrafiła postraszyć. Pierwsza nawałnica zaczęła się dość niewinnie. Zapadał zmrok. Gdzieś w dali zaczęło się chmurzyć, niebo przecięła błyskawica. Spragnieni swojego towarzystwa spływowicze (był to bowiem wieczór po otwarciu spływu) niezbyt przejęli się nadciągającą burzą. Zdawało się, że nie będzie czymś nadzwyczajnym. A może w ogóle przejdzie bokiem? A tu nagle szarpnął wściekle wiatr i lunęło jak z cebra. Pioruny roz- szalały się. Gdzieś blisko uderzyło... Jeden z tropików wietrzysko rozdarło niemal na całej długości boku... A później, na trasie, widzieliśmy w pewnym miejscu w okolicy całkiem sporo świeżo połamanych lub powalonych drzew (nie zagradzały jednak rzeki). U nas więc nie było najgorzej. Druga potężna nawałnica rozpętała się 10 lipca, krótko po tym, gdyśmy rozłożyli się obozem w Czarnej Wodzie i wybrali do Wiela na spektakl Dwaj nieśmiali. Tomek, który został w obozowisku, opowiadał, że wiatr niemal przygniatał namioty do ziemi. Na szczęście strat nie było. Nie były to jedyne niezaplanowane wieczorne atrakcje. Siedzieliśmy sobie w kilka osób wtorkowego wieczoru (jeszcze w Lipuszu), gwiazdy już rozbłysły na niebie, spokój, cisza. Gawędziliśmy, żartowaliśmy z Lucy. W którejś chwili obróciła w bok głowę i zapytała zdziwiona: - Ojej, co to? W pierwszej chwili nie zareagowaliśmy. Potem... - O rany, co to jest? - Wow! Dziwne toto! - Nigdy czegoś takiego nie widziałem! - Na pewno to nie samolot. Ani dron! - Ale co? - Jejku, jakieś UFO! - UFO? No, co ty! - A co? - Ja się boję! - Ha, ha, uważaj, bo cię porwą! - To UFO! - Jakie UFO? Musi być przecież jakieś logiczne wytłumaczenie... W kilku innych miejscach obozowiska mniej więcej to samo, co u nas (a nawet więcej, bo padło też coś w rodzaju: „To samolot, który przelatuje przez mgłę tam gdzieś wysoko!"). Ktoś robił zdjęcia, ktoś inny kręcił filmik... Pomerania nr 9 (589) / Wrzesień 2024 Zdawało się, że tajemniczy obiekt nadlatuje od północy. Czy też północnego zachodu. Zmieniał kształt. Świecący punkcik, jakby gwiazdeczka, rozciągał się, potem rozrywał na dwie części, które nieco obracały się i nabierały sierpowatego kształtu, rozszerzały się, rozmywały. W tym czasie znów w środku pojawiał się punkt. Trochę to wówczas przypominało myśliwce typu TIE (tych złych) z Gwiezdnych wojen. Obiekt z początku jakby się do nas zbliżał, potem skręcił i po kilku minutach zniknął gdzieś na wschodzie. Następnego ranka Ignacy oznajmił, że poszperał w necie i to po prostu była wystrzelona z Gujany Francuskiej rakieta Ariana 6, która miała pewne problemy z jakimś silnikiem. Hmm... A może... całe to trąbienie o Arianie 6 to tylko takie mydlenie oczu przez „tych, którzy wiedzą"? Oczywiście oprócz tych nieplanowanych atrakcji, jak nawałnice czy UFO, były - poza, ma się rozumieć, spływaniem - i te zaplanowane. Oprócz zatem tradycyjnego czytania fragmentów powieści Aleksandra Majkowskiego w tym roku zorganizowano dla spływowiczów: występ Teatru Obrzędu Ludowego „Zaboracy", obchodzącego kilka miesięcy temu jubileusz 45-lecia istnienia; spotkanie z wójtem gminy Lipusz Mirosławem Ebertowskim; rejs statkiem Stołem II na Ostrów Wielki i tam piknik, m.in. z właścicielem dużej części tej wyspy Janem Navusem-Wy-sockim oraz autorem powieści Czego żąda czerwona piwonia Sylwinem Zaborskim (pseud. Włodzimierza Cegłowskiego), której akcja rozgrywa się właśnie na tym lądzie; tzw. spotkanie z „Pomeranią" (tym razem o piśmie opowiadali Edmund Szczesiak i Andrzej Busler); prezentację wydawnictw i pamiątek Księgarni Czëc oraz przybliżenie przez tegoroczną laureatkę Skry Ormuzdowej Małgorzatę Bądkowską współczesnego wzornictwa haftu kaszubskiego i jego historii; opowieść Andrzeja Buslera o patronie roku 2024 ks. Hilarym Jastaku; promocję książki Procëm Smatkôwi. Współczesna literatura kaszubska w latach 1981-2015 Grzegorza Schramkego; naukę i mi-niturniej gry w buczkę prowadzone przez Mikołaja Rydygiera (do dziś jeszcze czuję kontuzjowany nadgarstek, lecz wszystkie mecze nasza ekipa wygrała!); tzw. szachy wikingów dla dzieci i młodzieży; wyjazd do Wiela na wspomniany już spektakl Dwaj nieśmiali w wykonaniu miejscowej grupy teatralnej; opowieść prezesa Oddziału Kociewskiego Zrzeszenia Kaszub-sko-Pomorskiego w Pelplinie Bogdana Wiśniewskiego o Kociewiu; występ gawędziarki Aleksandry Dzię-cielskiej-Jasnoch, okraszony śpiewami kaszubskimi (w tym z jej akompaniamentem na ukulele); a ponadto zwyczajowe ogniska lub spotkania pod wiatą, gdzie gitary, harmonijka ustna i raz mandolina rozbrzmiewały w noc razem z piosenkami turystycznymi i kaszubskimi oraz szantami. Atrakcji było więc sporo. I - co bardzo cieszy -spływowa dziatwa i młodzież często i licznie w nich uczestniczyła. I to nie tylko biernie. Barnim i Zosia wsparli w wieczornym czytaniu Remusa, a na zakończeniu spływu młodzieńcza brać zaśpiewała stworzoną przez siebie przeróbkę pieśni Na jeziorze wielka burza o tegorocznym spływie i pewnych przeżytych na nim przygodach. Na tym „Remusie" jeszcze bardziej zgrała się ta ekipa i niech to się nie zmienia! A co ciekawe, właściwie nie „siedzieli" w telefonach! Co do przygód, to jeszcze o jednej trzeba wspomnieć. Była to sobota, ostatni dzień płynięcia. Niestety, sobota to też dzień, kiedy najczęściej na wodzie można spotkać... hm... pewne nieciekawe grupy. W tym troglodytów, których nie tylko nie powinno się wpuszczać na rzekę, lecz i na jakiekolwiek łono 8 Pomerania nr 9 (589) / Séwnik 2024 przyrody, bo nawet brakujące ogniwo w ewolucji człowieka patrzyłoby na ich zachowanie z niedowie-rzeniem i zgrozą... Płyniemy zatem z Czarnego do Młynek. Jeszcze nie było hałastry widać, a już słychać. Wśród rechotu i nieartykułowanych wrzasków też i te artykułowane, których nawet początkowych liter nie przystoi publikować w szanującym się piśmie. Potem zza zakrętu wyłonili się. Kilka kajaków sczepionych ze sobą, jeden płynący oddzielnie z załogą próbującą jakoś utrzymać się między brzegami, butelczyna z mocnym napojem wyskokowym, jakiś koleś w wodzie. Przemknęliśmy z małą Liii bokiem. Potem jeszcze mijaliśmy ze dwie grupki, choć ta pierwsza była typowo troglodycka. Gdy już większość z naszych odpoczywała na końcu etapu, a kajaki drzemały na kajakówce, naraz dało się słyszeć ryk syren i po chwili zastęp straży pożarnej wjechał na plac przy rzece. Po nim drugi i trzeci. Wszystkie z łodziami. Zaroiło się od strażaków. Szybko zwodowali jedną jednostkę. Ruszyli w górę rzeki... To dwie nasze spływowiczki zadzwoniły na 112. Wtedy, gdy minęły człowieka, który bez kamizelki, to zanurzając się, to wynurzając, płynął rzeką. Jak go niemal dogoniły, wdrapał się na brzeg. Mijając go, zapytały, czy wszystko w porządku. A on tylko jakoś tak błędnym wzrokiem spojrzał na nie i znów wlazł do wody i zaczął płynąć (choć raczej „płynąć"). Jego mijani nieco wcześniej towarzysze też byli już w gorszym stanie niż wówczas, gdy ja z Liii ich spotkaliśmy. Już dwie osoby taplały się w wodzie. I pytanie, czy byli pod wpływem tylko alkoholu... Akcja zakończyła się sukcesem. Ponoć wyłowili i zgarnęli ośmiu delikwentów... I nasza grupa, poza tym telefonem na 112, miała w całej tej akcji swój, nieco przypadkowy i humorystyczny, udział. Chodzi o Andrzeja „Leśnika". Wytrawny z niego kajakarz i tego dnia, jak nierzadko wcześniej, wysforował się daleko w przód (choć na szlak wyruszył jako ostatni). Na końcu etapu nikt się nie przejął, że go nie widać. Może poszedł powłóczyć się po lesie, może wybrał się w odwiedziny do leśniczego. Autokar nadjechał, a jego wciąż nigdzie nie było! Zatem przy okazji swojej akcji straż ruszyła i na jego poszukiwanie. A Andrzej? Jak wspominał potem: - Nacisnąłem na wiosła, bo nie odpowiadało mi to towarzycho na wodzie. Chciałem się od nich oddalić. Płynę sobie zatem, płynę. W pewnym momencie zorientowałem się, że chyba coś za długo płynę. W końcu zawróciłem kajak i ruszyłem pod prąd. Po chwili zobaczyłem jakiegoś człowieka na brzegu. „Daleko do Młynek?" - zapytałem. „Z dziesięć kilometrów" -odpowiedział. „Jeszcze dziesięć?! - pomyślałem - To ja dopiero przepłynąłem siedem?!". Podziękowałem mu, zawróciłem i pomknąłem z nurtem. Nie skojarzyłem, że facet miał na myśli dziesięć kilometrów... w górę rzeki. Bo przecież wtedy płynąłem w tamtym kierunku! W końcu dotarłem do Wdeckiego Młyna. Występ Zaboraków z Czyczków. Fot. Lucyna Matczyńska I wtedy coś mnie już tak ostatecznie tknęło. Przecież na porannej odprawie nie było mowy o przenosce! Zawróciłem. Pod prąd i pod wiatr ciężko się płynęło. Ale ciągnąłem twardo. Na nieszczęście nie miałem ze sobą telefonu, więc zadzwonienie do kogokolwiek odpadało. W pewnej chwili widzę na brzegu migające światła straży pożarnej. „Panie, panie! Prosimy do brzegu!" - zakrzyknął strażak. Podpłynąłem. Pomyślałem, że pewnie szukają kogoś z tych ochlapusów. A tu oni, jak się dowiedzieli, kim jestem: „Panie, pół powiatu pana szuka!" Ja zrobiłem wielkie oczy. Co? Jak? Przecież ja się nie zgubiłem! Dodać trzeba, że Andrzej zamiast planowanych siedemnastu kilometrów „zrobił" tego dnia pewnie coś pod czterdzieści. I zapewne będzie bohaterem wieczornych anegdot przez dziesięć kolejnych lat. Spływ się skończył. Kolejny za rok. Tym razem Brdą. Ja się wybieram. Moje chłopaki też. Żona i mała Liii również. Grzegorz Schramke PS A jeszcze dla wtajemniczonych: „I pamiętajcie o kamizelkach!" (i nie ma to nic wspólnego z tym troglodytą w wodzie).:) Pomerania nr 9 (589) / Wrzesień 2024 9 Wszyscy pamiętamy Lecha Będkowskiego jako człowieka z krwi i kości, niezwykle pragmatycznego, bardzo pomorskiego, bardzo kaszubskiego. Donald Tusk W GDAŃSKU ODSŁONIĘTO POMNIK LECHA BĄDKOWSKIEGO Do Gdańska pomnik Lecha Będkowskiego przyjechał 27 sierpnia przed południem. W ciągu kilkudziesięciu minut z pomocą dźwigu monument stanął na przygotowanym wcześniej postumencie u zbiegu ulic Minogi i Świętojańskiej, obok kościoła św. Jana i w sąsiedztwie siedziby głównej Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. W precyzyjnym ustawieniu pomnika w docelowym miejscu pomagał senator Kazimierz Kleina, który stał na czele Komitetu Budowy Pomnika. Młodzi słuchali go z uwagą - To jest coś niezwykłego. Jestem absolutnie wzruszony - mówił senator Kleina. - Podobnie jak wielu Kaszubów i Pomorzan czekałem na ten moment wiele lat. Jestem bardzo wdzięczny pani Sławinie Kosmulskiej, córce Lecha Bądkowskiego, że aktywnie włączyła się w tę inicjatywę, że potrafiła przekonać władze miasta do tego, aby pomnik jej ojca stanął w Gdańsku. Pomnik powstał z potrzeby serca, bo dla mnie i dla mojego pokolenia, dla wielu ludzi związanych z ideą kaszubską, Lech Bądkowski był postacią wyjątkową. Był naszym mistrzem, wprowadzał nas w poczucie regionalnej misji, ale zawsze też widział to w szerszej perspektywie -ogólnopolskiej, europejskiej - zaznaczył senator. Kazimierz Kleina przypomniał, że inicjatywa budowy pomnika Lecha Bądkowskiego zrodziła się już wiele lat temu. - Natomiast sama realizacja tego pomysłu zamknęła się w trzech-czterech latach - przypomniał. - Jesteśmy wdzięczni władzom miasta Gdańska, że przekazały teren pod pomnik, że uporządkowały skwer i zaplanowały dalszy rozwój przestrzeni wokół tego miejsca. W imieniu Komitetu Budowy Pomnika Lecha Bądkowskiego chciałbym również podziękować wszystkim, którzy wsparli budowę monumentu: władzom samorządowym województw pomorskiego i kujawsko-pomorskiego, Instytutowi Pamięci Narodowej, Zrzeszeniu Kaszubsko-Po-morskiemu, samorządom gminnym naszego regionu, a przede wszystkim dla mnie najważniejszym osobom - prywatnym darczyńcom, którzy hojnie wsparli tę inicjatywę. Chciałem także podziękować 10 Pomerania nr 9 (589) / Séwnik 2024 wszystkim społecznikom zaangażowanym w realizację pomysłu. Poczucie spełnionej misji ma również Sławina Kosmulska: - Ojciec nie miał szczęścia, aby zostać docenionym za życia, do czego przyczyniły się w dużej mierze komunistyczne władze, śledząc niemal każdy jego ruch, zakazując publikacji, spotkań autorskich czy wyrażania swoich poglądów. Niemniej w sierpniu 1980 roku stanął na wysokości zadania i pomimo ciężkiej choroby odegrał istotną rolę podczas negocjacji i podpisania Porozumień Sierpniowych. Miał również duży wpływ na struktury Zrzeszenia Ka-szubsko-Pomorskiego i choć nigdy nie pełnił pierwszoplanowej funkcji w tej organizacji, uznawany był za jednego z jej liderów. Był też wzorem dla młodych, którzy chętnie słuchali tego, co miał im do przekazania - wspominała Sławina Kosmulska. - Pomyślałam, że ojcu należy się jakieś wyróżnienie. Moim pomysłem była ławeczka, ostatecznie zrobił się z tego pomnik i to bardzo spektakularny. Oczywiście, że jestem dumna, szczęśliwa i bardzo się cieszę, ale jestem również lekko zażenowana rozmachem tej inicjatywy. Ojciec był bardzo skromnym człowiekiem i ten rozmach nawet nie pasuje do niego. Ale, jak powiedziałam, bardzo się cieszę z takiego uhonorowania mojego ojca - dodała córka Lecha Bądkowskiego. Pomnik przedstawia Lecha Bądkowskiego siedzącego w fotelu. W jednej ręce trzyma jedno z ważniejszych swoich dzieł - Pomorską myśl polityczną, w drugiej ma przygotowane okulary do czytania. W klapie marynarki widnieje natomiast przypinka z herbem Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. Jak dodaje córka działacza Sławina, pomnik doskonale oddaje postać jej ojca, zasiadającego w fotelu z epoki, z książką i okularami. Choć - jak przyznaje -brakuje wokół niego młodych ludzi, którzy tak chętnie słuchali tego, co miał im do powiedzenia. - Wierzę, że na ławkach, które w przyszłości staną wokół pomnika Lecha Bądkowskiego, będą zbierali się młodzi ludzie, żeby posłuchać nie tylko o tym, kim był mój ojciec, ale przede wszystkim o tym, co przekazywał za życia młodszym kolegom i koleżankom, a co dzisiaj wciąż jest aktualne - podkreśla Sławina Kosmulska. Odsłonięcie pomnika z udziałem premiera RP Uroczyste odsłonięcie pomnika Lecha Bądkowskiego nastąpiło 31 sierpnia, w 44. rocznicę podpisania Porozumień Sierpniowych, a więc wydarzenia, którego Lech Bądkowski, jako pierwszy rzecznik prasowy NSZZ „Solidarność" i jeden z sygnatariuszy, był postacią kluczową. W uroczystości na skrzyżowaniu ulic Minogi i Świętojańskiej wzięli udział: premier Donald Tusk, minister sprawiedliwości Adam Bodnar, minister infrastruktury Dariusz Klimczak, wojewoda pomorska Beata Rutkiewicz, marszałkowie województw pomorskiego Mieczysław Struk i kujawsko-pomorskiego Piotr Całbecki, prezydenci Gdańska Aleksandra Dulkiewicz i Piotr Grzelak, przedstawiciel rodzinnego miasta Lecha Bądkowskiego - prezydent Torunia Paweł Gulecki, senatorowie, posłowie oraz radni miasta Gdańska. Pierwszego przewodniczącego NSZZ „Solidarność" prezydenta Lecha Wałęsę reprezentowała żona Danuta. Obecni byli również Pomerania nr 9 (589) / Wrzesień 2024 11 - ' ?Ôł' ' R7 - My, Kaszubi, jesteśmy panu winni ogromną wdzięczność za to, że mobilizował nas pan do tego, abyśmy uporczywie pracowali nad obroną naszej odrębności - mówił prezes Jan Wyrowiński przedstawiciele Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskie-go z prezesem Janem Wyrowińskim na czele. Wśród gości honorowych była rodzina Lecha Bądkowskie-go - córka Sławina z mężem Sławomirem i córką Miłosławą. Na miejscu stawiło się 18 pocztów sztandarowych Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, w tym Zarządu Głównego ZKP oraz oddziałów w: Chmielnie, Chojnicach, Dębogórzu-Kosakowie, Gdańsku, Gdyni, Go-ścicinie, Jastarni, Kartuzach, Kolbudach, Kościerzynie, Lini, Lipnicy, Pruszczu Gdańskim, Sierakowicach, Słupsku, Stężycy i Wejherowie. Obecne były poczty sztandarowe województwa kujawsko-pomorskiego, miasta Torunia, X Liceum Ogólnokształcącego Dwujęzycznego im. Lecha Bądkowskiego w Gdańsku, Szkoły Podstawowej nr 1 im. Lecha Bądkowskiego w Luzinie oraz Klubu Studenckiego Pomorania. Świadkami uroczystości byli również mieszkańcy Gdańska oraz turyści. - Lech Bądkowski, gdyby był wśród nas, pewnie byłby bardzo zdziwiony tym, że powstał jego pomnik i powie to każdy, kto miał okazję poznać tego wybitnego człowieka - rozpoczął swoje wystąpienie premier Donald Tusk. - Do dzisiaj uważam za jeden z największych darów niebios to, że mogłem cieszyć się jego przyjaźnią. Wszyscy pamiętamy Lecha Bądkowskiego jako człowieka z krwi i kości, niezwykle pragmatycznego, bardzo pomorskiego, bardzo kaszubskiego. Kiedy spotykaliśmy się w jego pracowni przy Targu Rybnym albo w Wydawnictwie Morskim, gdzie pracowałem, a on redagował pierwszą gazetę „Solidarności" - „Samorządność" Premier wspominał także spacery, podczas których towarzyszył autorowi Odwróconej kotwicy: - Były to miesiące gorączki rewolucyjnej, tuż po strajku sierpniowym. Przestrzegał mnie: „Zawsze sta- wiaj zdrowy rozsądek przed jakąś ideologią i pamiętaj, żebyś umiał rozróżnić odwagę od brawury". Lech Bądkowski był absolutnie unikatową postacią. Przez całe swoje dorosłe życie wyjątkowego patrioty był wiernym zasadzie, która jest gdańską zasadą i każe nam, ludziom odpowiedzialnym za życie publiczne, działać odważnie, ale z rozwagą. Dzięki Lechowi Bądkowskiemu jako młody człowiek zrozumiałem, że w życiu publicznym kluczowa jest umiejętność połączenia odpowiedzialności, rozwagi, pragmatyzmu i odwagi. Mówił: „Jeśli w polityce masz możliwość zbudowania przestrzeni wspólnej i unikania odwetu, zemsty, bądź wspaniałomyślny". Nawet u kresu swojego życia podkreślał, że nadzieja jest ważniejsza i silniejsza od pewności: „Miejcie nadzieję, za nadzieją przyjdzie pewność, że będzie jeszcze demokracja, wolność, niepodległość". Nie byłoby „Solidarności", nie byłoby niepodległej Polski, nie byłoby pokojowego i bardzo odpowiedzialnego procesu budowy nowej Polski, gdyby nie Lech Bądkowski. Nikt sobie nie zdaje sprawy, ile dzisiejszy kraj zawdzięcza temu chłodnemu umysłowi i gorącemu sercu - podkreślał premier Donald Tusk. Dla Kaszubów, dla Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego Lech Bądkowski jest postacią ikoniczną. Nie tylko zbudował podwaliny działającej od ponad 60 lat organizacji, ale przy jego boku wyrosła generacja młodych ludzi, którym wpoił najważniejsze idee, w tymi ideę samorządności. - My, Kaszubi, jesteśmy panu winni ogromną wdzięczność za to, że mobilizował nas pan do tego, abyśmy uporczywie pracowali nad obroną naszej odrębności. Jednocześnie sprawiał pan, że czuliśmy się trochę lepsi, trochę dumniejsi z tego faktu - mówił Jan Wyrowiński, prezes Zrzeszenia Kaszubsko-Po-morskiego. - Chodziło panu o odbudowę samorząd- 12 Pomerania nr 9 (589) / Séwnik 2024 ' ności, o odbudowę tych pierwotnych więzi, które są między ludźmi, a które w sposób szczególny pan, panie Lechu, dostrzegłeś w Kaszubach. Że to wspól-notowość jest najważniejsza. To wspólne działanie, które było orężem w zmaganiu się z pruskim zaborcą. Wspólne działanie w kulturze, w wymiarze społecznym i gospodarczym czyniło Kaszuby czymś wyjątkowym. Szanowny panie Lechu, w 1956 roku, kiedy otworzyło się okno możliwości lepszego, społecznego działania, byłeś tym, który ponaglał i przymuszał działaczy kaszubskich, żeby się zorganizowali i łapali chwilę. Powstało zrzeszenie - najpierw Kaszubskie, potem Kaszubsko-Pomorskie. To było też dzieło twojego życia. Trwamy jako organizacja, której zależy na tym, aby Kaszubi trwali, żeby się rozwijali. Prezes ZKP nawiązał do innego, stojącego w pobliżu pomnika: - Cokół, na którym stoi Świętopełk Wielki nazywany przez nas kaszubskim księciem, oplata napis „Zrzeszonëch naju nicht nie złomie". Dzisiaj odsłaniamy pomnik człowieka równie zasłużonego dla Kaszub i Pomorza, który doskonale zdawał sobie sprawę z mocy, jakie niesie to zawołanie. Który tego świadom, udał się do strajkujących stoczniowców, aby ich w tym utwierdzić i wspomóc. Bo czyż ostateczne zwycięstwo „Solidarności" nie było jeszcze jednym dowodem na jego prawdziwość? Wszak dzięki temu, że byliśmy w tamtym Sierpniu i w stanie wojennym „zrzeszeni", mamy teraz wolną Polskę, której my, Kaszubi, czujemy się współgospodarzami - podkreślał Jan Wyrowiński. Marszałek Mieczysław Struk przypomniał z kolei, że w 2009 roku, w 25. rocznicę śmierci, Lech Bądkow-ski został patronem sali, w której obraduje Sejmik Województwa Pomorskiego. - Jednomyślnie, ponad partyjnymi podziałami wybrano Lecha Bądkowskiego. Mieliśmy nadzieję, że niejedna osoba, która w przyszłości zetknie się z tym miejscem, zaciekawi się i zada sobie pytanie, czego ten Bądkowski dokonał i co miał do powiedzenia - mówił marszałek Struk. - Od ćwierćwiecza funkcjonują w naszym państwie na nowo samorządy regionalne, a Kaszuby zjednoczono w granicach województwa pomorskiego. To było marzenie wielu ludzi zaangażowanych w ruch pomorski. Pomimo przyznania tym samorządom stosunkowo niewielkich uprawnień, ich dokonania, tak jak przewidywał Bądkowski, wydatnie wzmacniają polskie państwo i czynią jego instytucje w wielu obszarach efektywniejszymi, skuteczniejszymi - przypomniał marszałek. O związkach Lecha Bądkowskiego z Toruniem, przedwojenną stolicą województwa pomorskiego, mówił marszałek Piotr Całbecki: - Chcę wyrazić moją wdzięczność władzom Gdańska i województwa pomorskiego za ten dzień, kiedy tu, w centrum miasta, możemy uczestniczyć w ceremonii odsłonięcia pomnika Lecha Bądkowskiego. Dziękuję inicjatorom tego przedsięwzięcia z przewodniczącym Komitetu Budowy Kazimierzem Kleiną i prezesem Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskie-go Janem Wyrowińskim na czele, iż nie szczędząc wysiłków, zaangażowali wielu, którym postać Lecha Bądkowskiego jest bliska, i doprowadzili do budowy jego pomnika. Dla nas, mieszkańców województwa kujawsko-pomorskiego, to szczególny powód do dumy i wdzięczności za tak wyjątkowe uhonorowanie postaci Lecha Bądkowskiego, który przecież urodził się i do wybuchu drugiej wojny światowej spędził swoją młodość w Toruniu. Znaczenie Lecha Bądkowskiego dla Gdańska i regionu podkreślała również Aleksandra Dulkiewicz, prezydent Gdańska: - Cieszę się, że Lech Bądkowski przysiadł tutaj, na skrzyżowaniu dróg, i będę mogła go mijać kilka razy w tygodniu. Jest dla mnie bowiem wyrzutem sumienia. Wyrzutem sumienia, bo w Lechu Bądkowskim najbardziej cenię suwerenność myślenia i krytycyzm. Chciałabym bardzo zachować suwerenność myślenia, mimo nacisków z wielu stron, i krytycyzm, który pozwala nam wszystkim się doskonalić. Autorem pomnika jest toruński rzeźbiarz Maciej Jagodziński-Jagenmeer. W sierpniu 2023 roku jego praca została jednogłośnie wybrana jako zwycięska w konkursie na projekt. Decyzję podjęła komisja konkursowa, w skład której weszli przedstawiciele Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego - inicjatora i mecenasa budowy pomnika, a także wykładowcy z Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku, Warszawie i Wrocławiu, przedstawiciele Rady Miasta Gdańska oraz gdański architekt miejski. 0 Lechu Bądkowskim Lech Bądkowski to postać niezwykle ważna nie tylko dla Pomorza i Kaszub, ale także dla całej Polski. Pisarz, publicysta i dziennikarz, działacz opozycji. Wcześniej żołnierz, uczestnik kampanii wrześniowej, bitwy o Narwik, kawaler Orderu Wojennego Virtuti Militari piątej klasy. Lech Bądkowski był organizatorem życia społecznego. W 1956 roku współtworzył Zrzeszenie Kaszubskie (od 1964 roku Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie), w tej organizacji był aktywny do końca życia. Twórca idei ruchu regionalnego, szczególnie kaszubsko-pomorskiego, zrębów samorządności, który już w latach 70. widział przyszłą Polskę jako silną i regionalną. W sierpniu 1980 roku Lech Bądkowski jako pierwszy intelektualista znalazł się w Stoczni Gdańskiej im. Lenina, wspierając działaczy demokratycznej i niepodległościowej opozycji. Był negocjatorem 1 sygnatariuszem porozumienia gdańskiego, a potem pierwszym rzecznikiem prasowym NSZZ „Solidarność". Zmarł w 1984 roku, nie doczekawszy wolnej i samorządnej Polski. W roku 2000 został pośmiertnie wyróżniony tytułem Honorowego Obywatela Gdańska. Sławomir Lewandowski Pomerania nr 9 (589) / Wrzesień 2024 13 „GRYF" ZA FILM Ö JASTAKU Żuköwô, Tëchóm, Miszewkö i Banino - to w tëch môlëznach béł zôrganizowóny latosy Festiwal Kaszëbsczich Filmów. To ju sztërnôsti rôz chatny z całëch Kaszëb möglë potkać sa na pöspólnym öbzéranim nônowszich dokazów prezentëjącëch naja historia, kultura i wôżné pöstacje. Festiwal zaczął sa 16 czerwińca w Żukowie. Ötemklë gö uroczësto: burmésterka Żukowa Mariola Zmudzyńskó, direktórka Östrzódka Kulturę i Sportu Aleksandra Rogalewskô-Kania, przédnik Kaszëbskö-Pömörsczégö Zrzeszeniô Jón Wëro-wińsczi i udbödôwôcz tegö wëdarzeniô Eugeniusz Prëczköwsczi. Ten östatny wrócył do początków Festiwalu: - Jak jesmë zaczinelë, to bëlë taczé głosë, że kaszëbsczich filmów sygnie najedną abó dwie edicje. Jô bél wikszim öptimistą, bö wiedzôł jem, że archi-walnëch dokazów mómë dosc tëli. A do te ókôzało sa, że Festiwal ód samego zôczątku swójégö jistnienió pódskócół i wcyg pödskôcô do twórzeniô nowëch filmów. Pierszim festiwalowim usôdzka, jaczi móglë óbezdrzec uczastnicë wëdarzeniô, béł film „Kaszubscy Książęta". Stwörzëlë go Eugeniusz Prëczkówsczi (reżiséra) i Zbigniew Gruba (operator). Opówiódó ó dzejach dwuch dinastiów: Subislawiców, chtërny rządzëlë na wschódnym dzélu Pómórzó, i Grifitów -panowników na zópadze Pómórsczi. Wiele ódjimków do tegó filmu powstało ób czas rézë jego utwórców na Zôpadné i Przédné Pómórzé, a przede wszëtczim w Szczecënie. Drëdżi festiwalowi pökôzk béł 27 czerwińca w spódleczny szkole w Tëchómiu, dze prezentowóny béł film „Kaszubi" w reżiserie Marka Tribusa, chtëren stwórził ju czile dokazów ö nôrodnëch mniészëznach żëjącëch w pólsczim państwie. Je to czekawé wezdrze- 14 Pomerania nr 9 (589) / Séwnik 2024 XIV Festiwal Filmów Kaszubskich 9.00 - projekcja filmu tESM BANINO ftpumer nié z butna (utwórca je Górala) na kaszëbską kultura, lëteratura i dzejania, jaczé mają retac i piastować kaszëbsczi jazëk. Trzecy festiwalowi dzćń béł 4 lepińca w restauracje Mulk w Miszewku. Tuwö öbzérnicë möglë poznać nônowszi dokôz znónégö kaszëbsczégö reżisérë Piotra Zatonia „Tam, gdzie ptaki są farwné". Pökazywô ön m.jin. snôżé krôjmalënczi nordowëch Kaszëb, ale téż jich kulturową i jazëköwą rozmajitosc. Je to drëdżi dzél serii promujący naji región. Pierszi béł „Tam, gdzie kwitną malënë", jaczégö akcjô dzejała sa na we-strzédnëch Kaszëbach. Jeden z wôżnëch placów na Nordze pókazywôł jinszi prezentowóny w Miszewku usôdzk - film z serii „Skarbë Kaszëb" namieniony sanktuarium Matczi Bôsczi Królewi Mörza w Swôrzewie, autorstwa Eugeniusza Prëczköwsczégó. Festiwal skuńcził sa 7 lepińca w Baninie. Tego dnia w ti môlëznie dzejało sa czile kaszëbsczich wë-darzeniów. Ö 3 pö półnim ostała odprawiono mszô swiató w intencji patrona 2024 roku ks. Hilarego Ja-staka, późni bëłë rozrzeszoné könkursë „Uczimë sa jeden öd drëdżégó" i „Szpórt muszi bëc". A ób wieczór w banińsczi zalë kulturë béł pökôzk filmu „My trzymamy z Bogiem". Jego heroją je ks. Jastak, jaczégö żëcé przëbôcziwelë w filmie i późni jesz w Baninie gósce Festiwalu, pödczorchiwającë m.jin. jego zasiedzi dló biótczi z kómunizma: - Miôł ón wiôlgą rola dlô udostaniô samóstójnotë przez Polska. To on odprawił pierszą mszą swiatą dló sztrajkującëch gdińsczich stoczniowców, co zdecydowało ó przedërchanim sztrajku i jegó kuńcowim do-bëcym - gôdôł Jón Werowińsczi. - Ks. Jastak nimó tego, że nie dostół zgôdë swöjégö biskupa, dół sa na to, żebë wesprzeć stoczniowców. To miało dlô naju wióldżi znaczënk. Je to jedna z nôbëlnié-szich póstacjów w dzejach Gdini, Kaszëb, a téż i Pólsczi - dodół uczastnik gdińsczćgó sztrajku Jerzi Miotke. Reżiséra filmu „My trzymamy z Bogiem" Dariusz Walusiak óstół latosym dobiwcą rokroczno przëznôwóny nôdgrodë „Filmowy Gryf". Örganizatorama Festiwalu Kaszëbsczich Filmów bëłë: banińsczi part KPZ, Akademia Kaszubska, Restauracjo Mulk, Östrzódk Kulturę i Sportu w Żukowie, Gmina Żukowo i Spódlecznó Szkoła w Tëchómiu. Wórt dodać, że ób czas kôżdégô pókózku bëło téż jestku przëszëkówóné przez Koła Wiesczich Göspödëniów z Tëchómia, Miszewa i Papowa. DM Ödj. ze zbiorów EP Pomerania nr 9 (589) / Wrzesień 2024 15 CZILENOSCE DNI Z ŻËWIM JAZËKA A KULTURA Öd 2015 roku na zôczątku feriów w Szimbarku i Wieżëcë (jakô do 2023 r. bëła dzéla Szimbarku) ödbiwô sa Latnô Szkoła Kaszëbsczégö Jazëka, Kulturę i Historie Kaszub przërëchtowónô przez Kaszëbskô-Pömörsczé Zrzeszenie. Köżdô z dzesac edicjów tegô 2-tidzeniowégö kursu jedur-négö regionalnego jazëka w Polsce pökazëje, że je wiele lubötników najégô regionu, nié blós z Pomorza. - Udba przëszëköwaniô taczich warköwniów dlô lë-dzy z Pômörzô ë z dalszich starnów Pólsczi, chtërny mają chac i prawie ob lato czas wgłabic sa w kaszë-bizna, wzała sa m.jin. z tego, że jô jakö sztudéra béł na latnym kursu jazëka na pôłnim Europë. Tej jô sóm na sobie móm sprawdzone, że jak chtos sa dzćń w dzćń pôra tidzeniów uczi jazëka (nôlepi w jegö nôtëral-nym strzodowiszczu), to nen jazëk lżi człowiekowi do głowë wchödzy i ön zaczinô w nim mëslec - gôdô Łukôsz Grzadzëcczi, pomësłodôwca a köördinatór Latny Szköłë Kaszëbsczégó Jazëka, Kulturë i Historie Kaszub. I tak öd dekadë KPZ rëchtëje na westrzédnëch Kaszëbach taczé warköwnie, öb czas jaczich bëtnicë a bëtniczczi przez czilenôsce dni dërch mają leżnosc przestawać z żëwim jazëka a kulturą. To je ösoblëwie wôżné, żebë nen jazëk czëc nié leno öbczas lektoratów, le téż pöza nima. Bez lata przëjało sa, że uczast-nicë mają stara gadać ze sobą blós po kaszëbsku. Je to na zôczątku niemôłi jiwer, le pó czile dniach, czedë lepi sa pöznô jinëch kursantów, to jidze coróz lepi. Organizatorze mają wiedno stara, żebë nimö wëfulo-wónégö zajmama planu dnia, béł téż czas na wëmie- niwanié sa doswiôdczeniama i zbudowanie mócnégó, drësznégö karna. I to sa gwësno udôwô, bô w niżód-nym roku nie bëło jiwru z nalezenim chatnëch do uczastniczeniô w kaszëbsczi Latny Szkole. A są to lëdze rozmajitëch warków i z różnëch strzodowisz-czów: badérowie z pólsczich wëższich iiczbówniów, szkólné, animatorze, prôcownicë pômôrsczich insti-tucji kulturę abó prosto lubötnicë Kaszëb, Pómórsczi. 16 Pomerania nr 9 (589) / Séwnik 2024 pöpôłniô ödbiwają sa zćńdzenia, öbczas jaczich gôdô sa ö kaszëbsczi edukacje, historie, mitach a legeń-dach, lëteraturze, muzyce, kuńszce i jinëch öbrëmiach kulturë, ö deji i ôrtach dzejanió kaszëbsczich sto-wôrów, ö kaszëbsczich dzejarzach, ö geografie a rodzę Pomorza... Zćńdzenia te colemało baro długö dérë-ją, bô uczastnicë mają wiele pëtaniów, a czasto téż uwodzi i pózdrzatczi czësto jiné öd tëch, jaczé jidze uczëc öd lëdzy z bëna Kaszëb. Öbczas dzesątégö kursu Latny Szköłë bëła leż-nosc potkać sa z „kanadijsczim Remusa", tj. z Davida Shulista. Öpôwiedzôł nama ô swöji kaszëbsczi Stegnie, szukanim juwernotë i körzeniów, a téż ö stanie kaszëbsczégô jazëka pöstrzód pötómków Kaszëbów, jaczi w XIX stolatim rëgnalë za Wielką Wóda i za-mieszkelë w prowincji Ontario. Piaknym i baro skrë-szającym punkta latoségö programu béł téż wëstap Pauela Ruszköwsczégö z Köscérznë, chtëren w kameralny zalë KUL-u zaspiéwôł i zagrôł swôje snôżé frantówczi. Wcyg dérëją rozmöwë i analizë, co dali zrobić z tak wôżnym dla kaszëbiznë projekta, na jaczi ôrt go zmieniwac, co ödrzëcëc, a co ostawic, na czim sa skupie i co rozwijać. - Terô, pö dzesac latach, mómë ju potencjał na to, żebë öbczas latnëch feriów zrobić dwa razë Szkoła Kaszëbsczégö Jazëka: jeden kurs dlô tëch, co są ju barżi zaawansowóny, i drëdżi dlô tëch, co zaczinają sa uczëc kaszëbiznë. Równak më jesmë ógrańczo-ny noclegową bazą, tedë pökądka tuwö w Wieżëcë, w Kaszëbsczim Lëdowim Uniwersytece, gdze wszëtcë sa bëlno czëją, nie mdze wicy placów, to w köżdim kursu Latny Szköłë mdze mögło wząc udzél nié wiacy jak 30 lëdzy - klarëje köördinatór projektu. Möże rzeknąc, że dzesac lat minało jak jeden dzćń... Östałë snôżé wdôrë, wiele anegdoto w, za-rzeszëłë sa dobré relacje, czasa drëszbë. Niechtërny lëdze, jaczi przëjachalë do Wieżëcë, nie znające słowa pó kaszëbsku, dzysô uczą tego jazëka w spödlecznëch szkołach, jiny prowadzą jazëkóznôwczé badérowania abö sprôwdzają sa w spölëznowim dzejanim na rzecz kaszëbiznë. Mómë nôdzeja, że taczé „skrë" w wiele molach Kaszëb i świata rozpôlą wiôldżi ódżiń miłotë do kaszëbsczi möwë i kaszëbsczi zemie. Pauel Wiczińsczi Póstrzód przeszło czileset lëdzy, chtërny ukMczëlë latné kaszëbsczé warkównie, ökróm personów z róż-nëch starnów Pôlsczi, bëlë téż bëtnicë z Chinów, Cze-sczi, Japóńsczi, Niemiecczi, ze Słowenie, Ukrajińsczi i Americzi (USA). Lektoratë przez te wszëtczé lata dlô tak wëmô-gającégö karna prowadzëlë blós nôlepszi szkólny (nôzwëska wedle alfabetu): Tómk Fópka, Dark Maj-kówsczi, Jiwóna Makurôt, Janusz Mamelsczi i Danuta Pioch, a téż trzë absölwentczi kaszëbsczi etnofilologie na Gduńsczim Uniwersytece - Ana Cupa, Paulëna Gierszewskô (z d. Waserskô) i Joana Ginter (dwie slédné bëłë téż bëtniczkama uszłëch edicjów). Równak Latnô Szkoła to nie są blós warköwnie kaszëb-sczégó jazëka. - Ökróm lektoratu kaszëbsczégó jazëka, co je dzćń w dzćń, są téż wanodżi do placów, jaczć kóż-den, chto sa interesëje Kaszëbama, muszi na gwës ódwiedzëc, na przikłôd Wdzydze, Wejrowó a Oliwa. Z roku na rok më mómë stara, żebë urozmajicëc nen ju bókadny bédënk, tim barżi, że lëdze do naju wrô-cają na pöstapné edicje - gôdô Łukôsz Grzadzëcczi. Pö tëli edicjach pó prôwdze drago je nalezc plac na Kaszëbach, w jaczim naji dozdrzeniałi szkólôcë bë nie bëlë. Stałim punkta wëdarzeniô je téż czółenkowi spłiw Zbrzëcą. Latnô Szkoła to téż potkania z lëdzama, chtërny zajimają sa rozkóscerzanim a uczenim (warkówó abó spólëznowó) kaszëbiznë. To z nima wnetka kóżdégö Pomerania nr 9 (589) / Wrzesień 2024 17 ZAGŁABIONY W ŻËWI KASZËBIZNIE X Latnô Szkoła Kaszëbsczégö Jazëka, Kulturę i Historie Kaszub za nama. Jak wiedno najima göscama bëlë lëdze z rozmajitëch strón. Latoś uczastniczkama bëłë m.jin. Dagmara Piór ë Agnésa Öbrëckô z pôłniô Pölsczi. Gdze wa mieszkôta? Co wa robita w żëcym? Skądka wa pôchödzyta? Dagmara: Jô mieszkom ôd szóstego roku żëcô w Krakowie, gdze mój i starszi wëjachalë za robotą. Ale jô sa urodzëła we Gduńsku, a mëmka w Pucku, tatk zôs je z Malbórga, tej jô pochodzą czësto z nordë, a wëchöwała sa na pôłnim. W Krakowie jó skuńczeła architektura ë prowadza tam swoje projektowe bióro. Agnésa: Mieszkom w Bolesławcu, w dólnoszląsczim województwie. Dzysdnia robią jakö wespółörganizë-jącó szkolna. Möji starköwie pöchödzëlë z Kaszub, mieszkalë we wsë midzë Labörga a Wejrowa. Pö wojnie dżadek dostôł nakôz robótë na Dólnym Szlą-sku, në i tak raza z babczą zjachalë tuwó. Jak jô do nich przejeżdża, to öni nigdë nie gôdalë pó kaszëb-sku, nie przekazywalë tradicjów. Wiedno jô mëslała ö tim, dlôcze tak je. Pö Latny Szkole i zwikszenim wiédzë jô sa ju docygóm, czemu tak bëło. Skądka wa sa dowiedzałë ö Latny Szkole Kaszëb-sczégö Jazëka? Agnésa: Jô sa ö ni döwiedzała z Internetu, na Facebo-oku jô nalazła plakat. Na zôczątku jô nie bëła gwësnô, czë jakö persona spöza tegö regionu móga zapisać sa na nen kurs, czë mda sa kwalifikowała. Równak jô bëła gwësnô, że musza spróbować wząc w tim udzél. Dagmara: Öd 2017 roku jô kontaktowała sa z Kaszëbskö-Pömörsczim Zrzeszenim, szëkającë móżlëwótë zdalny nôuczi kaszëbsczégö jazëka. Në i sa udało, dzaka Tobie, Pauel, bo to z Tobą jó pisała. W 2022 roku jó ponowiła kontakt i dostała baro bókadné mejle, dzaka jaczim jô dobëła wiele wiédzë ó Kaszëbach. Pótemu przeszło wiadło, że je tako Lat-nó Szkoła, gdze mógłabëm sa zapisać a przëjachac sa póuczëc. Jak poszła nôuka kaszëbsczégö jazëka? Wa miałë rëchli z nim kontakt? Dagmara: Z kaszëbsczim jazëka jó miała do uczin-ku ód nómłodszich lat, temu że wszëtczé latné ferie jó spadzywała u starczi w Pucku. Tam starka z moją mëmką gôdałë blós pó kaszëbsku, tej jó bëła baro ósłëchónó z tim jazëka, le jó mia téż blokadę w jego użiwanim. Jó wëchówała sa w Krakowie, i jak jó przëjachała nazód dodóm, to użiwała różnëch „dzywnëch" słów. Lëdze mie sa tedë pitalë, co to znaczi, co jó so wëmëslëła, kó tak sa nie gódó. Jó mia nawetka tuwó jiwer, żebë zacząc gadać „jo". Jeżlë jidze o samą nóuka, to to bëła czëstô przëjemnosc, równak nie bëło mie super letko - mójim zdanim to je dradżi jazëk. Agnésa: W mójim przëtrófku to jó znała leno póje-dinczné kaszëbsczé słowa. Czedë më przëjéżdżalë na latné ferie do rodzeństwa mójich starków, to cotczi i wujowie wplątiwalë kaszëbsczé słowa w pólsczi jazëk. Czedë më jachalë nazód z feriów, jó bela 7 abó 8 lat stóró, jó pamiatóm, że to „jo" raza z sosterką to më colemało gôdałë. Jeżlë chódzy ö nóiika, në to bëło mie baro drago, co tu wiele gadać. Przede wszëtczim je nót przestawić ôrt mëszleniô, jak sa tegó nie zrobi, to je cażkó. Równak u mie je tak, że jim cażi, tim barżi rodzy sa we mie taczi górz, le zdrowi. Jó so rzekła: „ni musza sa tegó uczëc, jó chcą to robie". Ni móm może wióldżich ambicjów, robią to dló se. Le gwësno tuwó wrócą. I wezna udzél w kaszëbsczim kursu online, jeżlë taczi mdze. Co sa wama nôbarżi widzało w Latny Szkole? Agnésa: Lëdze. Wiedno pówtórzóm, że to lëdze są wórtnotą samą w sobie, to oni tworzą atmosfera jaczégös mólu. Baro mie sa widzało to, że chócó më z Dagmarą przëjachałë jako dwie nowicjuszczi z pół-nió Pólsczi, to jó nick nie czëła, że më jesmë gdzes tam z boku. Wszëtcë przëjalë naju serdeczno. Na zóczątkii mie sa nie widzało to naje wieczorne śpiewanie, baro. Zato musza rzeknąc, że pod kuńc tëch dwuch tidzeniów jó scwierdzëła, że to bëło nólepszé, co mogło bëc w tim wolnym czasu, bó jó sa ösłëchała z kaszëbsczim. Wanodżi téż bëłë bëlné. Jem personą, jako mó stara żëc aktiwno, lubią zwiedzać. Tak samo wëkładë, chócó może nié wszëtczé bëłë w óbrëmim mójich zajimnotów, le baro mie sa widzałë. Mëszla, że sama deja órganizowanió Latny Szkółë to je szos w dzesątka i je nót cygnąc to dali i rozwijać, bó to mó stolemny potencjał. Dagmara: Widzało mie sa, że bëło baro aktiwno i wielezortowó. Jem przënaconô do iiczastnictwa w historiczny rekonstrukcje, gdze robimë różné badérowania i żëjemë tak pózwóną żëwą historią. Tam më téż spiéwómë stóré piesnie, tej naje wieczorne spiéwë bëłë baro na plus, bó mëszla, że śpiewanie zbliżó lëdzy. Poza tim wszëtczé warkównie i wëkładë... ósoblëwie widzół mie sa nen o legendach i mitach, co gó prowadzył dr Grégór Schramke. Wszelczé podania, bajania to je cos, czim sa zajimóm, równak w jinszim zakresu, tim słowiańsczim, óglo-wópólsczim, a tuwó béł dzél czësto przëpisóny Kaszëbóm, tim barżi bëło mie to blisczé. Pó prôwdze jak jó wrócëła dodóm, do Krakowa, z Latny Szkółë, to jó poczęła taką pustka. Do dzysdnia móm tak, że so cos z tëch najich frantówków nóca pód nosa przë domôcëch czinnoscach. 18 Pomerania nr 9 (589) / Séwnik 2024 Agnésa Öbrëckô Dagmara Piór Jak wa wczasni pödtrzëmiwałë kontakt z Kaszëba-ma? Przëjéżdżałë na Kaszëbë? Czëtałë na na tema? Agnésa: Pôkąd żëło rodzeństwo starczi i starka, to jo - më jezdzëlë, do taczi wsë Böżépöle Wiôldżé, tam mieszkałë dwie sostrë möji ómë. Jak më jachalë na ferie, to leno tam do nich. Möże biéda bëła wiôlgô, le to bëłë nôbëlniészé wakacje. Nót bëło codzénno chödzëc za wódą do stëdni. Öni mielë trusë, tej më sa nima öpieköwalë. Z cotką wiedno më chödzëlë bez pöle zanieść wujkowi pôłnié na banowiszcze, gdze ôn robił. To bëłë ferie żëcégö. Nôstarszô sostra möji babczi mieszkô w Jastarnie, gdze më téż zazéralë, le rzadzy. Pózni, jakö dozdrzeniałô ösoba, jô zaczała jezdzëc na wczasë do Ustczi. Tedë jô chatno zwiedzała Słëpsk, czile lat za régą jô tam biwała i zastanôwiała sa, co mie tam tak cygnie. Jak starka bëła kol 90 lat stôrô, to mie rzekła, że prawie w Słëpsku ze starka bralë zdënk. Czedë babcza umarła dwa lata nazôd, to jô zdała so sprawa, sedzącë w ji mieszkanku na wsë, że öna nick wicy mie nie öpöwié, nie ödpöwié na niżódné pëtanié. Jô pöczëła tedë, że ta całô robota, żebë dozerac pamiac ö Kaszëbach w möji rodzëznie, spôdô na mie. Jeżlë chtos z naji familie sa za to nie weznie i më skuńczime ö tim gadac, to zagubimë swöje korzenie. Jô zaczała kupować i czëtac ksążczi sparłączoné z ną tematiką, równak nôwicy wiedze przeszło prawie na Latny Szkole. Dagmara: Wiedno jô to mówią i pöwiém to jesz rôz. Nigdë jô nie gôdała, że jem kraköwiónka, leno że mieszkom w Krakowie, a uradzała sa na Pömörzim i jem Kaszëbka. Jô czëła taką nieśmiałość, żebë tak gadac, równak dzaka Latny Szkole ni móm ju z tim jiwru. Môja rodzëzna dali mieszko na Kaszëbach. Möja mëmka mô tuwó brata, le ona sromiła sa tego póchödzeniô, bo za czasów kömunë nie wspierało sa jinszoscë, ódmiennoscë lëdzy. Mój wuja nigdë nie naucził sa kaszëbsczégó, nimó tego, że mieszkół w Pucku. Nie przëpóminóm so, żebë chtos z móji ro- dzëznë miôł stara zainteresować mie kaszëbizną. Mie je smutno, że jó sa obudzą w wieku 40 lat i ni móm za wiele möżlëwôtów, żebë ödswieżëc kontakt z żëwim jazëka, ni móm ju möżlëwöscë uczeniô sa kaszëb-sczégö ód mëmczi i starczi. Móji bracó nie czëją sa Kaszëbama i përzinka podśmiewają sa ze mie, że ta kaszëbską juwernota jó so wëmëslëła, równak prówda je tako, że głabók, w sarnim strzódku serca wiedno cos we mie kaszëbsczégö grało. Wrócyta za rok na Latną Szkoła? A może jesz na jinszi ôrt chceta ödkrëwac Kaszëbë? Agnésa: Wrócóm na 100 procent, nie wëöbrôżóm so feriów bez Latny Szkółë Kaszëbsczégö Jazëka. Jadące do Wieżëcë, jó nie wiedza, czego sa spódzewac, a pó pówroce tam stąd (tak jak to rëchli rzekła Dagmara) jó poczęła stolemną pustka. Jak jó ópówiódała tatkowi, jak bëło na Kaszëbach, to jó prosto płakała ë gódała, że to bëło nólepszé, co mogła dló se zrobić, tej w przińdnym roku, jeżlë żëcé mie pózwóli i wszëtkö mdze szło w dobrą starna, na gwës téż sa tam zameldëja. Dagmara: Öbrzészkówó, jeżlë nańdze sa dló mie plac. Wrócóm ju za sztót, w séwniku, do Wieżëcë na warkównie batiku (przëszëkówóné przez Kaszëbsczi Lëdowi Uniwersytet). Może je to kąsk pretekst, żebë tam jachac i potkać sa z dzéla lëdzy, jaczich jó pozna na Latny Szkole? Chcałabëm wniesc jaczis wkłód, weńc w jaczis projekt, wëkórzëstac swój fach, bó jako architekt colemało wëspółrobia z różnyma artistama, i wiém, że może cos bëlnégó raza stwórzëc. Może cos sa z tegô urodzy, baro mie na tim zanôlégô. Gwësno zapisza sa na kurs online kaszëbsczégó jazëka i mda robie cos w tim czerënku, żebë w przińdnoce wrócëc na Kaszëbë, w swoje rodzynné starnë. Może na eme-ritura, może rëchli... Rozmowa prowadzył a zapisół Pauel Wiczińsczi Pomerania nr 9 (589) / Wrzesień 2024 19 W PELPLENIE TEZ MOGA ROZKOSCERZAC KASZËBIZNA Z ks. dr. Wiesława Szucą, direktora Katolëcczégö Liceum Collegium Marianum w Pelplënie, gô-dómë m.jin. ô rozkôscérzanim kaszëbiznë na Kôcewim, ô dzejanim szkôłë i kôôedukacji. „Pomerania": Pötikómë sa z leżnoscë warköw-niów dlô piszącëch pö kaszëbsku, jaczé ödbiwają sa w Pelplënie. Zaczeka wiło naju, że prawie tuwö, w liceum na köcewsczi zemi, są prowadzone uczbë kaszëbsczégö jazëka. Ks. Wiesłôw Szuca: W uszłim szkółowim roku më wprowadzëlë taczé uczbë w naji szkole. Zajmë są prowadzone w dwuch klasach - pierszi i drëdżi. Raza bierze w nich udzél 38 uczniów. Nié wszëtcë są Kaszëbama, niejedny są z Köcewiô, ale interesëją sa kaszëbizną. Jô móm téż stara ô to, żebë öb czas ucz-bów kąsk gadać ö kócewsczi kulturze, pörównëwac ja z kaszëbską, szëkac tegö, co je pôdobné. Jak Köcewiôcë odbierają wprowadzenie kaszëbiznë do szköłë w Pelplënie? Je to dlô nich cos nowégö, ale mëszla, że dobrze to przëjimnalë. W drëdżi klasę na uczbë kaszëbsczégó chödzy 18 z 20 uczniów, z tego 12 Kaszëbów. W pierszi klasę wikszosc uczniów je z Köcewiô, ale öni téż są chatny do pöznôwaniô kaszëbsczégö jazëka. Wôrt pödczorchnąc, że sóm ks. direktór dôł sa na to, żebë zdac egzamin dôwający prawö do nau-czaniô kaszëbsczégô jazëka i östac szkolnym tegö przedmiotu. Zachacëła mie do tegö wastnô Felicjô Bôska--Börzëszkówskô. Jô sa do tegö egzaminu przërëchto-wół, zdôł i terô próbują wiédza przekazëwac mój im uczniom. W slédnëch latach w rozmajitëch kaszëbsczich konkursach wiele nôdgrodów dobiwôl uczeń Collegium Marianum Kasper Krzebietke. Łoni do finałów wchôdelë jegö młodszi drëszë. Badzeta zachacëwac młodzëzna do udzélu w taczich wëda-rzeniach? Jo. Wprowadzenie uczbów kaszëbsczégó to leno pierszi krok. Naji uczniowie badą na gwës wëstapöwac w konkursach recytacji, czëtaniô i wiédzë o Kaszëbach. A mój im rojenim je to, żebë më mielë maturańtów z kaszëbsczégó jazëka. }u czedës bél tu jeden zdówający, ale rëchtowól sa sóm, a terô mómë do te wikszé móżlëwótë. Fejn, że direktór Collegium Marianum mô taczé rojenia. Nie je to równak „nawrócenie" z östatnëch lat, bó kaszëbskô droga ks. Szucë zaczała sa wiele rëchli. Kö jes jednym z królów Klubu Sztudérów Kaszëbów Jutrznio. Môsz prówda, jem z tego baro buszny, ale musza rzeknąc, że moja przigóda z kaszëbizną zaczała sa 20 Pomerania nr 9 (589) / Séwnik 2024 Ks. Wiesłôw Szuca jesz w Kaszëbsczim Liceum w Brusach, dze uczëłë mie Felicjo Bôska-Börzëszköwskô i Wanda Czedrow-skô. Öne baro möcno zaszczépiłë we mie kaszëb-sczégö dëcha. Doma pö najćmu gôdała leno mëmka, jakô bëła z Gôchów, i u ni w familii wcyg sa użiwało i użiwó kaszëbiznë. W Wëższim Dëchöwnym Seminarium jô zarô sa zapisôł do klubu Jutrznio, dze mógł jem rozwijać kaszëbsczé zainteresowania, uczëc sa jazëka, m.jin. na wëkładach prowadzonëch przez Bożena Ugówską. Pisôł jes téż artikle pö kaszëbsku do „Zwónka kaszëbsczégö". Nie cygnie ce do te, żebë wrócëc do taczi robötë. Nić, ni móm ju na to czasu, ani też za baro mie do te nie cygnie. To ju östôwióm jinszim. Nie chcôł jes trafie na parafia na Kaszëbach? Chcôł jem, ale tuwó w Pelplënie tćż móga rozkósce-rzac kaszëbizna, tej ni ma co narzekać. Kąsk ódćńdzeme öd kaszëbsczich tćmów... Wiele direktorów möcno jiscy sa ö infrastruktura swójich szköłów. Tuwö zdôwô sa wszëtkö skuńczonć, blós zdające za iiczniama... Wiedno je co do póprawienió, ale nôwôżniészé je terô, żebë w dobrim stanie utrzëmac to, co mómë. Budink je wiôldżi, jak wa bë sa spödzéwelë jesz wiele wicy uczniów... Placu mómë dosc. Möżemë przejąć jesz rôz tëli młodëch lëdzy. I w internace, dze je przërëchto-wónëch 100 placów, a mieszko 50 knôpów, i w szkole, dze może sa uczëc kol 200 szkôlniôków. Collegium Marianum belo i wiera wcyg je zwónć przez niejednëch szkołą „prestiżową", z baro wëso-ką rówizną nauczaniô. Je tak do dzysô? Mëszla, że jo. Mómë ó to wiólgą stara. Pömôga-ją w tim môłé klasë, ósoblëwie w grëpach rozsze-rzonëch, w jaczich je leno pôra uczniów. W taczich warënkach lżi je szkolnym przekazać wiedza. Co apartni Collegium Marianum öd jinëch szköłów? Gwës katolëckósc. Dôwómë na to bôczenié. To nie je tak, że nie przëjimómë niewierzącëch, ale praktika pókazywó, że katolëcë czëją sa kol naju lepi. Religio je obowiązkowo, mómë póspólnć nóbóżeństwa, rôz na tidzćń klasowe msze swiatć... Kóżdi, chto sa do naju zapisywô, ó tim wić. Jedną z Twöjich decyzjów bëło ötemkniacé sztërë lata temu Collegium dlô dzćwczat. Béł rëchli krót-czi cząd, czej szkoła bëła kööedukacyjnô, ale rów-nak ob dłudżi czas to bćł plac leno dlô knôpów. Skądka to złómanić tradicji? Bćł na to corôz wikszi cësk ze stronë starszich, chtër-ny mielë córczi i chcelë, żebë sa u nas uczëłë. Jich ar-gumentë bëłë wedle mie baro logiczne. Budink szkôłë je dosc wiôldżi, żebë nalezc plac dlô wszëtczich chat-nëch. Z drëdżi stronë jem czuł głosë, że to zmnićszi lëczba chatnëch do dëchôwnégô seminarium, ale to sa nijak nie sprawdzëło. Tëli samo uczniów decydëje sa na wëbór kapłańsczi drodżi jak przed dopuszcze-nim dzćwczat do szkôłë. Jem gwës, że to bëła dobrô decyzjo. JÔ tćż wcyg pôdczorchiwóm, że to nie je szkoła dló ksażi, chóc wiele lëdzy tak mësli. Czedës pó prówdze Collegium Marianum bëło niższim seminarium, jaczć przede wszëtczim sztółtowało przińd-nëch kapłanów. Dzysdnia naji absolweńce trófiają na rozmajitć sztudia: medicyna, weterinaria, techniczne czerënczi, prawó, polską filologia i jinć. Skądka są uczniowie Collegium Marianum? W całi szkole je 85 uczniów. Przede wszëtczim z Kaszëb i Kócewió. W przëtrôfku knópów je to tak wnetka pół na pół. A żelë jidze ö dzćwczata, to wszët-czć są z Kócewió. Je to skutk tego, że całodobowi internat mómë leno dló knópów, i do szkółë zapisywają sa blós dzćwczata z ókólćgó Pelplëna. Gôdôł Dark Majköwsczi Tekst pówstół ob czas warkówniów dló piszącëch pó kaszëbsku, jaczć bëłë w dniach 8-9 czerwińca w Pelplënie. Östałë one udëtkówionć przez Mi-nysterstwö Bënowëch Sprów i Administracje. Pomerania nr 9 (589) / Wrzesień 2024 21 WAKACYJNE ATRAKCJE „TAM, GDZE KASZËB KUŃC" Wakacje, kanikuła, wywczasy, latné ferie... Przełom lipca i sierpnia, sezon ogórkowy w pełni! Życie kulturalne w miastach zamiera, a spragniona odpoczynku ludzkość ucieka w plener. Światek dziennikarski (napędzany potrzebami czysto merkantylnymi) w poszukiwaniu sensacji tudzież stworów z tej i nie z tej ziemi lub wody zapełnia łamy gazet rewelacjami o egzotycznych bestiach (krokodylach, pumach czy kangurach), które podążając za marzeniem o wolności, terroryzują pokojowo nastawione polskie miasta i wsie. Sezon ogórkowy w tym roku dla mnie, mieszkanki południowych Kaszub, praktycznie nie istnieje. Nie tylko dlatego, że ogórki raczej nie mają ochoty uraczyć mojej osoby jakimś szczególnym plonem, jak w ubiegłych latach. Swoją drogą nie jest to powód do zmartwienia - przynajmniej nie trzeba szukać kolejnych receptur na upychanie warzywnych krokodyli do słoików. Na południowych Kaszubach, czyli w Wielu (gm. Karsin) - urokliwej wsi nad krystalicznie czystym Jeziorem Wielewskim, sezon ogórkowy odwołano! Co prawda oficjalnego odwołania nigdy nikt nie ogłosił, ale od lat w wakacje na samym końcu (i jednocześnie początku - zależy, skąd patrzeć) Kaszub dzieje się wiele. Tak właśnie, dzieje się wiele w Wielu! Dzieje się dzięki prężnej działalności Domu Kultury pod wodzą dyrektor Justyny Piekarskiej, co skłoniło mnie do zdmuchnięcia kurzu ze służbowego „klaptopa" w celu sklecenia paru akapitów o wielewskim życiu kulturalnym. Początek wakacji, 23 czerwca, to noc świętojańska i przemarsz z czarownicą, konkurs wianków „Wiele--Wiónczi", poszukiwanie kwiatu paproci oraz nawiązujące do archaicznego kaszubskiego zwyczaju widowisko „Scynanié kani". Swoją drogą zastanawiam się, skąd ta czarownica w pielgrzymkowym Wielu, chyba że upolowano jakąś w pobliskim Karsinie słynącym z czarzélnic (podobno mieszkają w co drugim domu przy ul. Długiej - idąc od Wiela w stronę Czerska i podążając w drugą stronę takoż). Kolejne imprezy dla tubylców i przyjezdnych to: „Coolture Musie Live" 28 czerwca, następnego dnia - „Letnie Falowanie", a 7 lipca na scenie plenerowej - zachwycający koncert „Muzyka, szampan i miłość" w wykonaniu bydgoskiej Orkiestry Salonowej „Moderato" oraz solistów Opery Nova: Małgorzaty Krajewskiej (sopran) i Adama Zaremby (baryton). Przedostatni tydzień pierwszego miesiąca wakacji tradycyjnie poświęcony był kaszubskim spotkaniom z folklorem świata. Od 24 do 28 lipca odbywał się 22 Pomerania nr 9 (589) / Séwnik 2024 XI Międzynarodowy Festiwal Folkloru, otwierający się jak co roku przemarszem zespołów i koncertem inauguracyjnym w Wielu. Na estradach Wiela, Wdzydz, Brus, Czerska i Kościerzyny prezentowały się zespoły z Senegalu, Indii, Hiszpanii, Belgii, Ukrainy, Węgier, Estonii oraz oczywiście z Kaszub. Widownia w Wielu, pomimo wietrznej i deszczowej pogody, dosłownie pękała w szwach, a zmotywowani entuzjastycznym przyjęciem artyści porywali publiczność do spontanicznych reakcji, a nawet tańców w rytm egzotycznej muzyki. Wreszcie weekend 3-4 sierpnia i wydarzenie dla koneserów - wielbicieli pléstaniô, gôdczi, gadki, czyli gawędy: 47. Wielewski Turniej Gawędziarzy połączony z Jarmarkiem Sztuki Ludowej „Wiele Rzeczy" i warsztatami regionalnymi dla dzieci i dorosłych. Gawędziarze amatorzy rywalizowali w czterech kategoriach turniejowych: o Nagrodę im. Józefa Brzezińskiego (gawędy przygotowane przez dzieci i młodzież do 15. roku życia), o Nagrodę im. Józefa Bruskiego (gawędy wydane drukiem), o Nagrodę im. Wincentego Rogali (opowieści gawędziarzy spoza Kaszub i Kociewia, prezentujących dorobek swojego regionu), o Nagrodę im. Hieronima Derdowskiego (gawędy autorskie, niepublikowane). Wielewskie święto gawędy trwało dwa dni. W sobotę odbyły się przesłuchania gôdëszów z Kaszub i Kociewia, szkolonych m.in. przez mieszkankę Lubichowa Bogumiłę Fiałkowską, a także z Rzeszowsz-czyzny (ze wsi Nosówka w gminie Boguchwała) pod kierunkiem sędziwej już Stefanii Budy. Od siedmiu lat błyskotliwą i pełną humoru konferansjerkę w języku kaszubskim prowadzili Anna Gliszczyńska i Janusz Pryczkowski, a oprawę muzyczną zapewnił zespół Kaszuby z Wiela i Karsina. Niedziela była dniem laureatów. Tym razem podsumowanie turnieju odbyło się na binie - pod dachem gościnnego Domu Kultury, a nie na scenie plenerowej nieopodal jeziora (niestety organizatorzy turnieju nie mają wpływu na warunki atmosferyczne towarzyszące wydarzeniu). Koncert laureatów poprzedziły występy miejscowych zespołów folklorystycznych: Kaszuby z Wiela i Karsina pod kierownictwem Zbigniewa Studzińskiego oraz dziecięcej grupy tanecznej Maceszczi prowadzonej w Wielu przez Martę Dolną. Profesjonalnie przygotowane dzieciaki żywiołowo i z radością wykonały tradycyjne kaszubskie tańce. W tegorocznym konkursie dominowała młodsza i starsza młodzież. Słowa uznania należą się wszystkim młodocianym gawędziarzom, którzy odważnie, z wielką swadą i zacięciem umieli zaciekawić i nierzadko rozśmieszyć słuchaczy. Na podziw zasługują również opiekunowie artystyczni i rodzice gôdëszów - za umiejętność zaszczepiania w młodym pokoleniu szacunku dla rodzimej, ludowej kultury. O Nagrodę im. Wincentego Rogali rywalizowały doświadczone gawędziarki z Rzeszowszczyzny, a wśród nich znana doskonale wielewskiej publiczności Stefania Buda, której opowieści pełne życiowej mądrości raz śmieszą do łez, innym razem do łez wzruszają. Wreszcie wisienka na torcie. Na binie Domu Kultury ukazały się wielokrotne laureatki turnieju: Aleksandra Dzięcielska-Jasnoch i Olga Kuklińska, a po nich wkroczył debiutujący w Wielu Tomasz Fopke. Wszyscy troje gôdëszowie wywoływali salwy śmiechu, snując przezabawne facecje inspirowane osobistymi doświadczeniami i często ocierające się o intymność. Szczerze współczuję jurorom 47. Wielewskiego Turnieju Gawędziarzy: przewodniczącemu Grzegorzowi Schramkemu oraz Bożenie Ugowskiej, Felicji Baska-Borzyszkowskiej i Tadeuszowi Lipskiemu, którzy stanęli przed niezwykle trudnym zadaniem ocenienia 25 gawęd tak bardzo zróżnicowanych zarówno w treści, jak i nastroju. W turnieju im. J. Brzezińskiego pierwsze miejsce zajęła Aleksandra Fierek z Czerska, kolejne: Laura Brzezińska, Hanna Lipska i Szymon Szachta, a wyróżnienia otrzymali: Karolina Albrecht, Weronika Żmuda-Trzebiatowska i Ignacy Głodowski, który dodatkowo odebrał nagrodę specjalną - dla najmłodszego uczestnika. W konkursie im. J. Bruskiego na najwyższym stopniu podium znalazła się Anna Gliszczyńska, a następne miejsca zajęły: Olga Kuklińska, Krystyna Kamińska i Monika Mokwa. Żadnego zaskoczenia nie stanowiła pierwsza nagroda w konkursie im. W. Rogali dla Stefanii Budy, która - jak sama stwierdziła podczas koncertu finalistów - nigdy nie powtarza tej samej opowieści. Cudowny dar improwizowania i nadzwyczajna umiejętność przykuwania uwagi potoczyście prowadzoną narracją! Oto prawdziwa charyzma! Nagrody otrzymały też koleżanki pani Stefanii: Grażyna Cisek i Kazimiera Gaj dek. Na koniec - najważniejsza kategoria: Nagroda im. H. Derdowskiego. Grand Prix Turnieju Gawędziarzy otrzymała kaszubska ukulelistka z Czerska, czarująca białka z białczima krągłoscama leno w piatach i kolanach - Aleksandra Dzięcielska-Jasnoch. Miejsce pierwsze zajęła marząca o spokojnym śnie Olga Kuklińska, a drugie - wielewski debiutant Tomasz Fopke, który zapowiedział kolejne występy na turnieju. Trzymam za słowo, bo autoironiczna gawęda o żarłocznym brzëchu prosi o więcej. Po wręczeniu nagród i wysłuchaniu gawęd laureatów wielewską publiczność rozbawiły Kaszubskie Duo Artystyczne „We dwa konie", czyli Tomasz Fopke i Wojciech Złoch, oraz kabaret Kuńda, który zaprezentował najnowszy program „ZUS - biójta lós". Wszystkich miłośników południowych Kaszub serdecznie zapraszamy do gminy Karsin, a zwłaszcza do Wiela, gdzie nawet w sezonie ogórkowym życie kulturalne kwitnie z niebywałą intensywnością. Yioletta Słomińska-Bławat Pomerania nr 9 (589) / Wrzesień 2024 23 NA WYROBISKACH KOŚCIERSKIEGO ZAGŁĘBIA ZIELONA OPRAWA DLA „KASZUBSKIEGO ZŁOTA" Fakty nie przeczą. Spośród 10 872 udokumentowanych złóż piachu i żwiru 76 znajduje się w powiecie kościerskim. Dostarczają cenione przez wszystkich kruszywo, o którym z szacunkiem mówi się, że to takie nasze „kaszubskie złoto". Bo kruszywo - lokalny odpowiednik drogocennego kruszcu - jest surowcem niezbędnym dla budowniczych dróg i domów, użytkowników ogródków jordanowskich i placów zabaw. Jest surowcem na tynki, zaprawy, kleje i chemię budowlaną; kostkę brukową i wyroby żelbetonowe, beton i materiał do utwardzania dróg. Nic się nie marnuje; wszystko ma swoje praktyczne przeznaczenie. Także kamyki, kamienie i głazy, które pono w nadmiarze rodzi miejscowa ziemia. Z najmniejszych powstają gabionowe ogrodzenia i umocnienia, większe wykorzystano już dawno do budowy ołtarza w kościele pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Wąglikowicach; z innych są schody wiodące do świątyni, a największe głazy zdobią posesje indywidualnych odbiorców. Dla okolicznych mieszkańców praca w żwirowni i dla żwirowni to nie tylko pewny kawałek chleba, ale możliwość zdobywania zawodu i podwyższania kwalifikacji, a także realizowania własnych aspiracji. W Grzybowie na przykład jest to dla jednych rodzinne muzykowanie, dla innych - działalność w reaktywowanej nieopodal Ochotniczej Straży Pożarnej. Na dobry początek Rozmawiając przed laty z Danielem Gierszewskim, kościerskim leśniczym do spraw lasów niepaństwowych, słyszałam, że - niestety - dotąd nikt nie znalazł lepszej metody niż odkrywka na eksploatację złóż. Z punktu widzenia Zielonego Ładu żwirownie są więc złem koniecznym. - Skoro zaś, dla przykładu, zakład w Grzybowie więcej świerków sadzi niż wycina, postępuje zgodnie z zasadami planowej gospodarki i urządzania lasów - mówi Gierszewski, podkreślając, że nie ma mowy 0 jakiejkolwiek fuszerce odnośnie do prawidłowości czy składu gatunkowego nasadzeń. Chwalił nawet, że jest to wręcz modelowy przykład postępowania, choć zastrzegł przy tym - już jako radny - że czynniki społeczne powinny patrzeć na ręce tym, którzy ingerują w naturalne środowisko: - To zawsze skłania do rozważania wszelkich za i przeciw przy podejmowaniu decyzji odnośnie do kierunku prowadzenia prac wydobywczych, by 1 wilk był syty, i owca cała: lasów nam nie ubywa, a jednocześnie uzyskujemy surowiec nieodzowny w rozwoju okolicznych gmin. Ludzie mają zatrudnienie, a ponadto żwirownia jest dla nas ważnym Mediterranea Profesor Marcin Pietrzykowski. Fot. ze zbiorów prywatnych 24 Pomerania nr 9 (589) / Séwnik 2024 i pożądanym partnerem wielu społecznych przedsięwzięć. Szefostwo żwirowni w Grzybowie nie chciało jednak ani cieszyć się laurkami, ani spocząć na laurach. By solidnie udokumentować życzliwe opinie, nawiązano kontakt z profesorem Marcinem Pietrzykowskim, dziekanem Wydziału Leśnego na Uniwersytecie Rolniczym im. Hugona Kołłątaja w Krakowie. Do uzyskania najbardziej wiarygodnej odpowiedzi na pytanie, czy i jak wiele traci przyroda na tym, że człowiek zyskuje, zaangażowano środowisko akademickie. Pod hasłem „rekultywacja" naukowcy podjęli kwestię najwłaściwszego zagospodarowywania wyrobisk powstałych po wydobyciu kruszywa. Banalne z pozoru dla laika sadzanie choinek stało się punktem wyjścia do realizacji dalszych badań naukowych. Specjalnością prof. Pietrzykowskiego jest ekologia lasu i rekultywacja terenów poprzemysłowych. Ale nurtują go także kwestie określane mianem polityki zarządzania zielenią. Z jego pracą naukową i dydaktyczną wiąże się „zielona infrastruktura" na terenach zurbanizowanych. Wspiera to apelami: Nie sadźmy drzew byle gdzie!1. Dla małych żwirowni w pobliżu Kościerzyny rekultywacja terenów poprzemysłowych jest równie ważna jak dla kopalni na Śląsku czy w Bełchatowie. Nauka przywiązuje do nich tę samą wagę i stara się je równie energicznie wspierać. W tym celu tworzy się więc standardy rekultywacji. Oznacza to wychodzenie naprzeciw zapotrzebowaniu na różne kopaliny przy jednoczesnym łagodzeniu skutków zaspokania potrzeb cywilizacyjnych; pokazuje, jak budować kompromis między tworzeniem miejsc pracy a odtwarzaniem elementów lokalnego krajobrazu. Na co dzień mamy wciąż do czynienia ze sporą dowolnością i zjawiskiem „teoria sobie, praktyka sobie". Profesor stwierdza, że dopiero w ostatnich latach na masową skalę rozwinięto inżynierię ekologiczną z przewidywaniem długoterminowych skutków ingerowania i sterowania ekosystemem przy jednoczesnym zachowaniu walorów przyrodniczych. - Staramy się uczestniczyć w procesie planowania już na etapie udostępniania złóż oraz służyć radą i pomocą tam, gdzie coś wymaga poprawy - podkreśla prof. Pietrzykowski. - Tym samym odpowiadamy na głos opinii publicznej i lokalnych społeczności, wyrażany przez władze samorządowe, chcące, by w ramach istniejącego prawa zaspakajać ich interesy i potrzeby związane z miejscami pracy. Jednocześnie zaś dbamy o otoczenie i o to, by walory przyrodnicze nie ulegały dewastacji, a krajobraz degradacji. Z nami naukowcami dużo łatwiej uzyskiwać zamierzone cele. W wywiadzie udzielonym „Pomeranii" prof. Pietrzykowski podkreślił, że modelowe rozwiązania powinny się kojarzyć właśnie z Kaszubami: - Jest to możliwe dlatego, że wśród tych pagórków i jezior, przy takim jak tutaj morenowym ukształtowaniu terenu stosunkowo łatwo jest zalesiać wyrobiska czy budować zbiorniki wodne. I mówię o tym jako przyrodnik, a nie miłośnik przemysłu wydobywczego. Po prostu muszą z sobą współgrać racjonalne pozyskiwanie kopalin i dobra rekultywacja. Wizje (nie tylko) lokalne Profesora Pietrzykowskiego gościły nieraz renomowane uczelnie europejskie, amerykańskie i azjatyckie. Podczas podróży naukowych objechał, bez przesady, pół świata: z ekspedycjami dotarł do Chin i Gruzji; szlak jego wędrówek wiódł nad Bajkał, przez trzy morza i góry Kaukazu aż po amerykański park Yellowstone. Ale od kilkunastu lat trwale jest związany z okolicami Kościerzyny. Już pierwsza jego wizyta, która miała charakter ściśle naukowy, wiązała się z testowaniem w praktyce zagadnień, którymi zajmują się w Katedrze Inżynierii Biologicznej i Hydrologii Leśnej. Połączono więc to, co teoretyczne, z praktycznym i pożytecznym. Rychło też, korzystając z pracy prof. Pietrzykowskiego i jego zespołu, żwirownia w Grzybowie uzyskała coś na kształt „świadectwa moralności", z pieczołowitością rekultywując obszary, które uległy degradacji na skutek wycinki lasów i wydobywania kruszyw. Na tym jednak nie koniec. Korzystając z kopalin i dbając o dobrą rekultywację, można nie tylko odtwarzać, ale uzyskiwać określone efekty przyrodnicze. Nie „poprawia się" więc krajobrazu, ale minimalizuje skutki ingerencji w przyrodę. I to z myślą o wieloletniej perspektywie. Innym słowy, krajobraz nie jest rzeczą świętą; może, musi, a nawet powinien ulegać zmianom. Profesor ujął to tak: - Nieodzowną konsekwencją pozyskiwania surowców dla potrzeb gospodarki są wielkoobszarowe 'D(a 'Fana ffttwfa 'Majewskiego na rttti fcfyint} jfokszwsti cna i&atyp&u snis • s«jrt£«i5ltf ffytfyk'm Md / ' H bfeu wk tuw WtytiĄwttee, 17 ttf.r . . . u, v ł >' ; : K' ^ 'ił ;*4- v - \ « ...«••/> Dësze potworów Dësze potworów żëją w nas samëch. Mierzëc je trzeba dalszima ökö- licznikama stapnia i niemiarë. W statistikach są plamë je widzec jak nie cerpią tëch chtërny za nama stoją - doją pierś miaso sok białków. Świat dzeli sa na plasterczi smutku w składach pöwôdżi. Badérëjemë te pötwörë wëzérają z moczarów z mas z bloków. Strukturę z półmartwégô kodu. Miasnie zabów. Wielefarwné subiektë. Ökropiczno mółé ösobniczi z wiôldżima felama tribików. Gönią wzôjno symbolika samëch sebie. W stanie nieskuńczonym gruntowno anticypacjô pustczi. Pówrotë widów ni mogą chcec wracac. W pósadłosc dnia i corôz barżi martwą krewią słuńców zmrożone miaso zemi. Tak kórmi sa stóri Strach. Westrzódkama cemna przez widma pustëch pósowów włómania do gniózd anielsczich. Wëpôdô pódeńc. Łapie za puste jądra. Jich cénie i krewnëch rozpoznać w kóndignacji lëdztwa. W kostkach i punktach. Dësze potworów żëją w nas samëch. Stanë kwiatów We wnatrzu świata na zglëszczach czasu westrzód gruzgótów historii kwiatë wcyg nie wiadną. Dozdrzeniałé ökazë i embrionë paczków na skórze stalatów - miliardë gatënków kąsk smutnëch abö dëcht wieselszich. Niezabôtka na pölu bitwë abó róża wërosłô na betonie. Wszëtczé urmą rozsadłé przëkucniaté w borach rozlónefarwë na mapie. Głabinowé cénie szmërgają jak zaklaca. Pöd daba pamiac mödlącë sa nad zwłokama dôwnëch prakwiatów w pralasach niepögrzebónëch w se ni mögą sa pozbierać nawetk czej zbiéróné na kolanach. Same mają stara dożëc tak jak baro mogą. Chöcbë na grańce chtërna niegwësno przekroczą. Na pôpielëszczu świata stôrégö starają sa rodzëc nowi zbiérk wbijać semia w brzôd wtikac pestczi w kwiatë kwiatostanë rozrôstają sa zdłużą wielebôczné. Pôczestno wznôszają swoje szëje jak żirafë. Wësokópienné jak podniosłe murë pönad spiatrzonącemnosc kwitną tklëwie wczuloné w blónë. Nawetk czej pódwiadną stôré brodaté czej bólu dodô jim rządzecél cerpieniô jich dësze na przék staroce sa nie ódkwiatëją kwiatowe serca same w sobie wëlizóné rosą w głabinach móckó niepôkalóné ° nigdë nie zapadną sa pod zemia. Historiczné bëtë Historiczné bëtë wiera sąskuńczone. Prawie procëmno do póczątkującëch. Dradżé warënczi bëtowé. Dragô rzeknąc dlacze. Nimó wöjnë ze stracha Neptun utrzimôł trzëząb z mita. Toczi sa Kugla Czasu na krwistoczerwionym pólim. Heraldiczné Lwë przeżëłë tragiczny óbzérk swiata. Wëpasają sa. Z lotu ptôcha lecy prawie ósmô reno w serijnym stalatim. Historiczné bëtë jak môst stoją w trwałim stanie Sw. Dëcha winné żrą Bogu Czas. Jak körniczi niespôżëté nigdë nie przebëté z głabszą zawartoscą w se wëkrzikują historia. Tak jakbë drapieżny dzeń Tak jakbë drapieżny dzeń. Lwë lagną sa bez ôsoblëwégö znaku nibë. Öbrazë gardu kąpiące sa w wôni grzëwach w skórach słuńc. Sedzą pôrama jak plamë dzëczé naprocëm cywilizacji i naprzék nôtërze kuńczą jachtowac na lëdzkösc. Jakbë pöd kuńc świata a równak przed zôczątka wszëtczich sztërzëch cządów. Strzegą zdrzódłów na zómkówim Lwińcu. Lwim serca kôrmiąjazorë wölnëch wödów Neptuna. A Bóg nawetk dzeli sa z nima rządzëną. Ucelesnioné jakno gödła starżë. Jakno królowie zwierząt biôtkują sa z wôłka rozbójcama babą jagą z wawelsczim smoka. Jakno heroldowie wëchôdają z jamaszcz na tronë hartów dëchów bë strzéc Arché zapładniac deszcze w majestace w asysce mórzów w óbliczim widów Heliosa. W drapieżny dzeń Iwë znôwu jachtëją. W obronie z symbólama zła. Drą pësczi w tak jakbë drapieżny dzeń. Historio dëszë Bezdomócą rôz czedës ma dësza przezdrzałë niebiosa. Sóm Bóg jesz w zaświatach wëszarpôł ja za skrzidła i sprowadzył do stanu białoscë. Długó tresérowôł ja na sprawiedlëwą cobë w kuńcu wëpuscëc samą z módro-martwi strefë i óprzéc o moja cénia. Östa umëto zrazu ôkrëszëną śniegu i öbloklô w łacha cała wëszmërgniatô w świat tą samą slëżą jaką spłiwó miłoserdzé. I hewó stała sa mółim żiwiątka szlachującym blós za mną samą. Póle ji zemi przeżerała stonka wëcëskającë skôpicą kropków żëcô. Chödzëłë słëchë że ju jakno dzeckö miała zawał bez-serca. Bez-miłotë najadła sa piérwi strachu co kuszkôł po półmartwi twarze. W XXI stalatim zôs jesz barżi podupadła. Wszëtczé kómórczi stałë sa w ni nerwowe a szkelet szturmówóny przez pöszëdła smutków i zapalenia żëcégô a zalewające jawernota tpzw. zdrzélnikôwé sceczi. Przëdławionym głosa ni miała nawetk möcy öbronnëch bë pöskarżëc sa na niemoc. A czej kureszce często zamarła z przerażeniô wëmuczkówelë słabą niedojda. Zaprowadzënë sëną jak kam do szlachtowni dëszów zaaplikówenë gazë zgóńcze w jelita i dosercowi zastrzik smiercë i jesz w nôczulszé môle - cobë sa dokonało. Transgresjo. Ona stała sa ódtądka martwotą - dëcha sami sebie - lëstopadzëcą pötłëkłą i niewëdolną póchówóną w (bez)kuńcu przez grabiôrzi dëszów. Stolë-Mulkz mötila Je taczi môłi môl na mapach lëdztwa w tëłach ögrodu gdze światłość docérô pôd skóra cemna i smroku. Bë nicht nie böjôł sa sköchac. Bë snił nawetk ö cażczich marzeniach co doprowadzone do skutku öbrôcają sa w kolaże czerwionoscë i całów w zlepinë cepła w łachmanë lëstów. Na łónie słuńca w strąkach zeleni mieszko Stolë-Mulk z mótila. W brzëchu strzébrzné pörénczi. Zmartwëchpöwstôwają wąsewnice midzë insektama. Gëldzy sa wichrë. Garbusë drzewów w słojach wësadëją korzenie. Leżą w formie sëtëch kusów. Czorgają sa ślepo jak kretë. Same w se są pôrëszenim szlacha miłującëch i miłowónëch. Historią rozsadłą w céniach w lepińcach w nadżich dniach zachcéwô sa mulkóm rozscelac na rzék rozlewiszczach möczëc w żebrach Böga. Chto żiw - ôstôwô pogodzony lëpów smukniacym. Są dwa gatënczi. Dwa pierszé słowa i żabë równo do se sapią. Bë le sa nie wëkrëwawic smiertnoscą swoją. Pôdnôszô sa bezmiarowósc i krzik w jądrze nieba. Je möżno jic téż w starna przeńdzeniów czasu. Tam na dmuchników pażacach ö köżdi pôrze ôpöwiôdóné są nódzeje niosłé na grzëwach przez zeloné wiatrë. Te same ôgrodë wplotłé w miata. Westrzód wiôldżi miłotë môżno téż zbierać zagubione marwë tam-sam na fermie skrëszeniów w brzëchu lasu. Je to dosc baro môłi mól tak tej nótje wzerac dokładno dze mieszko Stolë-Mulk z mótila. mMi Wiérzta Stolë-Mulk z mótila dobëła przédną nôdgroda wpôeticczim konkursu„Liriczno na Kaszëbach" m. Wacława Pômôrsczégô Ana Różk Wiérztë Słowo jaczé chto ukôzczi w se mô jaczim strachom co dzeń muszi stanąć procëm jaczé mörnice bezgłosno rozdrapiwają renë jaczé marë köłowacaŁ öbezwładniwającë rozëm z czôrnym bóla rozriwającym mëslë starowno skłôdóné jak z miecha grëzeniô sëmieniégô na zbölałëch plecach kroczisz öb las dëchów chtërne bôjisz sa nazwać głosno słowö rôz wërzekłé nabiérô sztôłtu *** Tancëjącé z öbłada ögnisté tangö Wëdżinającë cało w ritm tam-tamów Jak szôlinc kracącë piruetë Nié dlô mie słodczé melodie liricznëch skrzëpiców Musza upadnąc zmarachôwónô Bë pödniesc sa Stanąć prosto Żdając na wëriwający sa normóm takt serca *** jeden na milion nié jeden westrzód milionów dopasowóny nié do kuńca ukuńczony z felama ödestôwający öd normë przemiérzô öceanë lëdzczich mëslów topiące sa w wezdrzeniach zascygnionëch czasa drifującë pöd prąd dmuchające w dzurowati żôdżel słoną wödą zapijô nadmurszałé skórczi busznotë sygnie stanąć na zberku bë... widzecdali *** swiat nëkô mu spöd stopów czas rozpłiwô sa w dôce midzë pôlcama przecékają brzątwienia za sztërk badze niebëtny za czas jaczis niedostapny zabëti nienazwóny przemôłczony pömidzë wałama zabôczeniô szamôtóny wichrama wspominków pôdążô wida szôlonym za mödrą farwą żëcégö Zuzana Gleszczińskó Wiérztë Kösmös Pöwiédz, czedë bądze lepi znôwu pierszô gwiôzdka i leno më corôz smutniészi jesmë Jak kosmiczny pich w rakach kosmitów absolutnëch szólińców Zdrzimë pö se i szczescé je jak kôméta jak supernowô pich i më. Tramwaj Tramwaj walący jak serce znikôza roga Jistno jak te Öczë rozwióné mëslama nipöcé Wseczëca I ten cepłi dotik raczi JakSłuńce w lëpincowi wieczór na piôszczëti Stegnie gdzes, gdze czëc leno Pustczi i Twój smiéch möcny i pöriwny zaczinający sztormë na musköwëch falach i strëdżi łez za tim, co nigdë nie bëło i nie mdze. Krzicz Jô w tim widza Tësąc niewëpôwiedzónëch dopöwiedzónëch sobie rozczarzënków pisónëch na piaclëni milnëch nót. W lëpincu grôł nama Miesądz i Gwiôzdë w twöjich Öczach pustëch öazë na pustinnëch licach. To je ju naj östatny krzik Mödłë. Mödrôczi Möja chëczjetam, gdze mëmka,tatk ögródk, łąka i könie. Gdze Jónk mô na buksach plamë, a môdrôczi stoją we wazónie. Gdze kuch szmakô jak uśmiech starczi na zdzarté kolano, jak słowa starka, chtërnëch nie trzeba klarować. Nie trzeba dolmaczëc że jô to „ja", a jo to „tak", bô to je proste jak Kaszëbsczé Nótë. W świece tam dalek sątaczi sami-nié-swöji Bögôdają tak samô leno nie rozmieją niżódnégô słowa. Zdrzą, nie widzą. Są głëchi, chôc czëją. Biorą wszëtkö bez żódnégö kontekstu i pitania. I tak skubią płatk po płatku Mödrôczi w möjim wazonie. " ! U '-mi iJ Pr tu S ) /? J 1 Mateusz Radzejewsczi Wiérztë Ópkaëdrôbka Czëjesz knôpku? Zôs wiodro w pölach umiérô. Östónie przë nim le dôka spiéwnô, ôblónô miesądza wida, jakö niebnô droga swiaconô biôłim mléka. Tak të östón sa przë mie, a möji smiercë wëzerôj. Nie maklôj mie terô zôgłówka! Wiera - ôna jesz dalek, hénë za lëpką köl krézu, z chtërny je twôja zybówka, riaja krzëwô drôbka ë möje wërë zarköwé. Ju dosc bëło ubëtku... słëchôj tërô co pöwiém. Głośno lecą warnë, sëpiączôrny górz w zapadłé gniôzda, gdze widzec - cëszë nót. Hewö ne diôbelsczé ptôchë rwią swiaté prôwdë z najich głów. Za köscelną lëtrą cygną przegrzechë, tapé jak gözdze w krziżowëch renach cerplëwëch bösczich rąk. Dzobama biją w kamë ukôzë letczégö sądu - złotégö bulôszka nowi pörządk. Zataconym wkół gnôta, chcëwim, cëchim lëcëpróm biôj gadôj aniółczku - precz do se! Pöchadôj złi drëchu! Letczi na dzys dzeń, pusti, a równak cażczi öb noc wieczną... jakô möra na umarłim dëchu. Baczë knôpku köchóny, żlë za pół stalata poznają cebie usmióné, twöje włôsné skarnie na majewim ödjimku, zgromicą wësok pönad swiatą gabą, tej smiercë dôj drôbka... niech zléze piaknô pani. Badze gwësno dobrotlëwô, weznie cebie hopka, zaniese gdze w domôcé blónë, chöcô drôbka takô krzëwô. pörénk jesz czilenôsce wiacy czësto sëwëch klatów na piersë, a pöd nima serce szerok rozpiaté ôd ucha do ucha, chtërnému przëbëło bicégö dlô lëdzy, a Öni jakjô z cëszą słuńca w oczach tak dzeń do dnia, pô môdri blewiązce nad uśpionym mörza ödchôdają na mól pôrenëch gwiôzd Swiati mól Spólił sa dodóm. Öd zbetku cygaretë jął sa palëc nóprzód kaladôrz brzëchati, śpiący pod gazetą, jak wuja pö półniu. Pakł nibë smök hëcąsamatóny piéck w jizbie starkówi ë wpódł w cénią dënicë, gdze jantar wëschłi żdół na stôré lëstë. Wszëtcë żëwi... widë - wcyg pôlącé. Nick sa doch nie stało! Nawetka zmiarzłô na kösc lodownica ucekła kömina w köżëchu blón. Öd zymku wpisóné terminé u doktora badą gdze w pamiacë, chöc w kômuda ögnia wzlecôł swiati mól. Kô dodóm swöje wiedno mómë w sercu w nórcëk dëszë mëslë uchöwóné. • *' -yy i Ódj. alexugalek (AdobeStock) 11; 1 Kornelio Garstka Polemika z miłotą Möże wôrt je stracëc, żebë barżi ceszëc sa z nalézeniô. Möże wôrt je ódeńc, żebë zapragnąć powrotu. Möże wôrt je tęsknic, żebë z niecerplëwöscą żdac na ponowne zeńdzenie Möże wôrt je uronić czile łez, żebë przekonać sa ö autenticznoscë wseczëca. Môże wôrt je cerpiec, żebë poznać prôwdzëwi szmak miłotë. A môże, często prosto - nie je wôrt kôchac. Ódj. romanets_v (AdobeStock) Mateusz Szuba Haiku pörénk pö mödlëtewniku wspinô sa muszka dmuchnik - z przedszkölô wëbiégają dzecë *** słuńcowi wieczórk -knôpiczk na stogu sana rechuje kłosë Haiku, jaczé dobëłë wëprzédnienié w konkursu Kaszëbsczich Môłëch Lëteracczich Förmów„Bielawa" m. Jana Drzéżdżona za 2024 r. M m -4V C'.*- ' ' s' h séiéJ , J| 1 * v * m lm 'M i . - ; . - * , ^ •: $ . ; - - , ; % M plilt# m MoM *: WMŚmŚé m M mmu Maksymilión Drewa Wiérztë Wanoga Letko je widzec kóżdą smierc Kôżdą pć> pierszi, nóm sztrzédny Leno lëczba, leno cyfra Leno rôz öczë są szklane Żëja i jem wcyg w tim pësznym kraju Ni môga w swiądze, miec w mëslach raju Nikogo tuwö dërch ni ma Le leno më jakö jesmë Ten Hades na Zemi Hades Chtërnégö köżdi zôzdroscy A möże bë tak wszëtkö odmienić A môże badze wiacy jak dëcht nic Bëlno je miec ôczë zamkłé Marzëc i sa nie öbudzëc Leno płënąc na te wałë Cażkó je samému wstać Wiedno kóżdi może so cos marzec Kóżdi doch chce so jakôs tuwô żëc Czë chtos jaczis sa naléze Na wszëtczé te nasze renë Abô ksądz tu witro przińdze Czë dzysô mómë pustą noc? Böli głowa, ôd mëslë, tak mëszla Mie böli snôżi sen, dżinie Wisłą „Dô sa" chtos miôł tuwö rzekłé Leno jak? Jak mómë leno piesnie Do użëtku, do robôtë rzecze Doch zrobić, co trza, usnąć znów Östawic slôdë na przód, i nazód I wstać, w kuńcu, pô tim wszëtczim żëc znów Nie badzemë, a jesmë tu Gdze chcemë, gdze nôbëlniészé I lëdze, i żëwót mój, twój Östawmë pórządk, mdze pëszno W kuńcu jem w tim richtich pësznym kraju I w kuńcu jesmë, po prówdze w raju Lina Miłota co wiedno nas sparłaczëła W strachu mie trzimô chöc je baro môłô Tak jak katastrofę ze skrów sa robi Tak mie całégö ödmieniô to w odżin Braknie mie kortów, raka - as krziżowi Gróm - wësok kôrta, chöc mielë rzekłé zdżiń Stegna ta cażkô jak wojna przez rzéczi Leno tuwö wiedno wôrto Öd ti chörobë jem gösca aptéczi Trzim sa snôżô möja kôrto Klebbów Matis JÔ? Znóm droga nie wiém dze jic kôrta dôwno nacéchöwónô czerënk czësto nieznóny chôc öd wiedno ten sóm wëdeptóny szérzawnô droga mienia sa w zapëzgloną stegna z dnia na dzeń nie merkôł jem tegô zazdrzóny dalek w wëdézowóną ôb noc planeta przińdnota i rojenia jistno mie wëzdrzałë tak czë jinak jem dzysô dwie rozdardżi za dalek i trzë kilométrë za flot do grëpë dwadzesce trzë lata za wiele namienił mie Bóg jednégö zëmöwégö dnia na przełómienim stalatów w pöwëpitëch czeliszkach mójich tatków Wiérzta wëprzédnionô nôdgrodą Rodzënë Kalinowsczich w IV Öglowôpôlsczim Pôeticczim Konkursu Jedny Wiérztë „Liriczno na Kaszëbach" m. Wacława Pômôrsczégô. 18 Taras Szewczenkö N.N. Słuńce zachôdzy, w górach cemnota, Ptôszkje ju cëchö i pole darni, Lëdze sa ceszą, kuńczą robota, A jô le wzéróm... i serca płëna W jeden sad cemny na Ukrajina. Płëna jô, płëna i rozmëszliwóm, I w sercu jakös so ödpöcziwóm. Póle i gradło, górë zesmroczoné, Niebo mu do se gwiôzda przërôczoné. Ö gwiôzdo, gwiôzdo! - łizë mie płëną. Jes tëju wzeszła nad Ukrajiną? Bruné tam öczë cebie szukają Na môdrim niebie? Jesz pamiatają? Niech lepi usną, jeżlë zabëłë. Żebë ö möjim kawlu nie czëłë. Skaszëbił Dark Majkôwsczi Pomnik Taraso Szewczenczi w Bôrodiance pö wënëkanim stamtadka rusczich żôłnérzów H ; I r Michôł Adóm Dereskewitz Korbańc Wincat Krëk, nen to nigdë nie bél babie-wiércą, bö nigdë wnet ni muszôl. Möże bëlo mu to namienioné, a może sa czims zarazyl, może to przez radio abó mobilną telefonia. Jak bë nie bëlo, wiedzôl wicy. W jegö żëcym przëszed taczi sztót, że pöd köżdim wnet obraza nacząl widzec impast, a pózdni téż płótno. Wôrt bë to bëlo jakoś nazwać, nick nie rozmialo sa schówac przed jegö wëzdrzatka a mëslą. Móm wiara, że prawie ön sóm sa nie rozmiôl przed sobą schöwac. Jeżlë bë tak użëc jegö öczów, nadczidniatëch do muszebnoscë noszeniégö brëlóv\/, wiera prosto bë bëlo öbarchniec öd precyzji wëzdrzatku a wielotë jôwnosców, chöc tak pö prôwdze to tegö nie je wiedzec. Slowa sa równak dosc krótko krewnią z czarama, bë möżna nima bëlo transpönowac chöc sztëczk Krëka bez sëjaniô jaczégös barchu. Wkól Wincata... chöc chto bë tak ö nim gôdôl, to prawie jidze ö Krëka... Në, tej wkól Krëka, chöcbë nie wiôl nawetka nôslabszi wiaterk, co sztót sa rëchalë lëstë, cos zdôwalo sa blészczec abö nëkac dzes pö sami grańce pöla widzeniégö, le doch nié z nim taczé sztëczi, nigdë nie dôwôl bôczeniégö na taczé zachë, jegö wëzdrzatk, jakbë doch wzati w szrufsztok Hefajstosa, wiedno östôwôl precëzyjno tam, dze miôl bëc. Öb lato czile lat nazôd jesma pilë appelwiéna krótkö lasu, tam öd Falkwegu, czë tam Topolowi gasë, udało sa nama sadnąc przë jednym ze stołów, co to ju bél zaśmiecony, a jesz mlodô gödzëna bëla. Jem sa jego bél zapitôl, czë ón téż mô widzóné ne... jak-jima-tam... ne wszëtczé bachë, czë to doch jô jem sami-wiéta-co do kuńca. Krëk öbrôcyl głowa, analizëjącë wëzdrzatk nowönadchôdającëch lëdzy, a pöcygnąl szlëber z budle, bö jesma równak pilë pö partizancku. Nié od razu ödrzeknąl. Zdrzôl dali nad möjim remienia w czerënku tamtëch, le jak nicht rozmiôl sa nie czikrowac. Kunc kuńców ódpöwiedzôl ë wejle, bëlno pamiataja jegó slowa. -To nie je tak, żejô nie widza tego, ö czim të gôdôsz, Reft. Jô prosto preferëja niezdrzenié sa na to, bo ni ma za czim. - Wej, të nigdë nie zazdrzôl, chóc na ugenblik? - jem sa dopitôl na placu, a Krëk ódrzeknąl równo flot. - Rôz. - Ë co tam bëlo? - Doch jo sóm. Diable, straszlëwie jem chcôl zrozmiec, ó czim ön mie tedë rzeknąl, le nie ódpówiedzôl mie na pitanié, baro długo nick nie gôdôl na na téma. Wiele sa walów ö sztrąd rozbiło, nigle, kuńc kuńców, mësma wrôcalë ob chtërna noc, skądësz, abó wiera barżi ód kógós... Në, unwichtich, je pózdnô jeseń, strzódk nocë, a ma jidzema wedle Grunwaldzczi Aleji, kurzima cygaretë a mólczima, ódpócziwóma po bëcym w zgwarze. Jaż ón narôz zaczinó gadać, opowiadać tamtą sytuacja. Pamiataja wszëtkö, kóżdé slowó. Jô bél dwadzesce, może dwadzesce dwa lata stôri. Świat bél zwëczajny nimó wszëtczégó, co jem ju tedë miôl widzóné, tej, jak wiera rozmiejesz, miało to plac czile ju lat nazôd. Jô stoi w gajiku ze swoją nenczasną frojleng. Bëlo dëcht za flot na taczé stanowisko, le doch baro jem chcôl, żebë ona ósta przënômni moją partnerką abó często białką, wejle, białką z ôrtu tëch, 20 z chtërnyma sa abö przeżiwô calé żëcé, abö pö chtërnëch sa nigdë nie scygô żalobë. Jem so czul szczeslëwi ë móg jem czësto sygnąc gwiôzd, a szwernót z könsekwencjama. Cos mie równak ubódlo, jaczi smatk mitczi jak dodenhemd, a cos jem dozdrzôl w nórce tegö, co je widzec öka, ë rôz jeden w żëcym jem sa dôl na wëzdrzatk. Stôl tam jô. Taczi, jaczégö môsz terô widzónégö. Téż jem prawie kurzil davidoffa, a mańtel miôl przemökniati. Mlodi jô jesz nie rozmiôl, le diable, dowiedzôl sa flot. Flot bëlo wiedzec, że to nie je to, a ji mdze lepi bez niegö. Prawie bez mie. Pö prôwdze, da so rada. Le czasama wrôcaja tam, cobë bëc gwës... Abö cobë mlodi jô zrozmiôl. Abö to jaczé wampirizmë. Möże móm strach, że jem so tedë z czims rozminął ë terô möga to blós öbzerac, abó strach, że czej jem so przez nen sztëczk czasu czul pana wszëternôstka, tej jô tak przestawił gwiôzdë a jinszé partë firmamentu, że ona sa sta kömetą, co to sa może objawie chöc na sztërk, a zacmic wid a rozëm. Möże dlôte tam wrôcaja, żebë nen świat sa nie rozpôd abö prosto nie rozmieja ji nie kóchac, a wiémë, doch jô a öna, a mlodi jô czëja to w nym mómence, czej mie widzy. Wszëtcë wiémë, że tak je lepi. Ach, diable z pieklą, czej umrza, spôlta mie a pich w jaczim kórbańcu zaköpta w nym gaju, wiera chtos tedë wëmësli negö nieudowödnialnégö satelita a wëpuscy gö na orbita, dze sa mda móg bezpieczno mijać z ną kometą. Abó prosto kracëc wkól negó centrum grawitacji, chtërno mô spieklony numer PESEL. Dopôlóną cygareta cësnąl na gewego ë zniknął, jak to wiedno rozmiôl robie. Wëzdrzalo to sztërk, jakbë sa öbrócyl, bë skracëc, le pö prôwdze to chłop sa często rozplënąl w nocë, dzes midzë widama dwuch loternów. Jó stojôl jesz sztërk, dokurzającë camela, a pózdni jem wrócyl dodóm. Në, a z Krëka to ma so czile razów minalë, jaż w kuńcu pószed tam, skądka colemalo sa ju nie wrôcô. Pöchöwalë më gö, lë niestetë ni mógł jem niżódnëch pichów wsëpac do kórbańca a tak dali, lejem wząl paczka davidoffów, wlożil ja do tasczi ë zaköpôl w gajku, chtërnégö jem szukôl tidzeniama. Wej, effigio, rzeknąl bë Krëk abö przënômni wëjasnil, dlôcze nót to rzeknąc jinaczi. Në, jakbë nie bëlo, świat sa nie skuńczil, chöc nic nie je taczé jak czedës. Pö prôwdze nie wiém, czë Krëk östôl nym satelitą, czë blós krëjamną möcą, co barni kösmös przed chaösa. Nie wiém, czë rozmiôl ji nie köchac. Wejle, Krëk, nen to, szwernót, östawil pö sobie wiele pitaniów. Jedno doch wiém. Wiém, że jem w richtich placu zaköpôl na taska. Wiéta wa, skądka? Czej jem ju uklepôl zemia nad taską z davidoffama, jô sa wëprostowôl a chcôl zakurzëc, ë dozdrzôl jem, że chöc nie bëlo ni sztëczku wiatru, wszadze wkól mie rëchalë sa lëstë, a téż jem gwës, że cos na mie blészczalo z nórta mójégó pöla widzeniégö. 24/04/24 Słowôrzk: kórbańc - glëniany zbónk do arbatë, cole- mało z wëmalowónyma kwiatama appelwién - plattdeutsch Appelwien, hoch- deutsch Apfelwein - cydr dodenhemd - pd. Dodenhemd, hd. Toten- hemd - smiertelnô kószla frojlena - pd. Frolein, hd. Fraulein - dzé- wcza, brutka geweg - pd. Gahweg, hd. Gehweg - dreptôk laterna, pd/hd. Laterne - latarnio szrufsztok, pd. Schruuvstock, hd. Scraub- stock- jimadło, scyskôcz ugenblik, pd. Ogenblick, hd. Augenblick - ökamërgnienié unwichtich, pd./hd. unwichtig - niewóżny Słôwk Förmella Môje kaszëbsczé mëslowé barabónë (dzél 1) Jesz za bënla czasto zazérôł jem do ksążków Pawła Jasenicë, chtëren w jednym ze swöjich dokazów napisôł, że miôł szczescé do profesora, co baro lubił digresje. W swöjich wëkładach gadac miôł sztudéróm ö utwórstwie jaczichs dwuch wiera francësczich pisarzów. Wëszło równaktak, że kôrbił przede wszëtczim ö tim, co dzejało sa w jich czasach, to je malowôł „dzejowé spödlé". Jasenica wspömnął tej, że wëszła z tegö późni ksążka ö francësczim cesarzu Napoleonie III. Czasa je tak, że jidze sa prostą Stegną, ale czë wiedno wôrt je tak robie? Jakbë tej-sej człowiek nie zlôzł z drodżi, jaką jidze, bë öbaczëc, cëż tam dali je zataconé, to wiele mögłobë gö ominąć. Mögłobë to bëc cos lëchégö, bö mógłbë na przëmiar dostać jednégö w łep abö téż uzdrzec cos baro piaknégö, ö czim jesz ni miôł w żëcym czëté. Temu téż jakbë czasa zdarzëło sa kömu, abö nawetka mie w tim teksce, zlezc përzna z prosti drodżi, to szköda bë bëło na te barabónë nie jic. Tak sa skłôdô, że naje mëslë téż nas zamanówszë na te përdëgónë cygną i chcemë le pözwölëc jima jic swöjim tura. Niech mają ta swöja pöjuga i przë ti leżnoscë möże dzaka nim duńdzeme öb czas naji mëslowi wanodżi do môla, gdze pötkô nas cos fejnégö. Z mëslowima wanogama, tak jak z tima lesnyma, biwô tak, że czasa na jaczés szlachë baro długo nie wlôżómë, ale chłoscą one nas do se i czëjemë bënowi cësk, bë zôs na nie wlezc i przëbaczëc so to, co dôwno nie ",?// ",V// S // //^// Fef-Lote widzóné. Czasa téż lepi je sa pöspieszëc, bö möże sa okazać, że, jak to gôdôł ksądz Jón Kaczkówsczi, je ju późni, jak sa nama wëdôwô... Terô to, że jem i czëja sa Kaszëbą, je gwësné. Ale prówda je tako, że przódë lat nie bëło to taczé pewné, że bada miôł w se kaszëbską swiąda. Wëchôdô to przede wszëtczim z tego, że jem czims, co wedle niechtërnëch wiera nie jistnieje, to je Kaszëbą z Trzëgardu. Ökróm tegö cësk na to miałë téż czasë, w jaczich béłjem szcząkra. Ale chcemë le zacząc ód początku... Jak wiele dzôtków, tak téż jô za knôpa chatno słëchôł ópöwiesców möji ómë Fracëszczi. Dzysô móżno bë bëło nagrac ja i bëłobë z tegö wiele nowi wiédzë do spichrza naji pamiacë. Nie zapisywôł jem tego, co góda, na papiorze, ale na szczescé dosc tëli ostało mie jesz w głowie i tej-sej chacy mie, bë do tego wrócëc, bó ji pöwiôstczi bëłë nié blós cekawé dlô môłégö dzecka, ale ökôzałë sa dlô mie pierszą uczbą kaszëbsczégö jazëka. Jo. Tegö prawie jazëka, jaczi znaja öd môłégö, ale chtërnégö przez lata lateczné jem nie użiwôł. Urodzył jem sa w Gdini, w czasach, jaczé dzysô nazéwómë, że bëło to „za kömunë". Przez wnetka wszëtczé lata uczbë w spódleczny szkole mieszkôł jem w bloku 22 wëbudowónym w szescdzesątëch latach XX stalata na Redtowsczi Place. Swiat wëdôwôł sa dosc prosti. Starszi doma gôdelë do se i do mie po polsku. Blós pölaszëzna bëła użiwónô i w szkole, i we wszëtczich placach, z chtërnyma jem sa tedë w Redłowie stikôł. Kaszëbiznë nie bëło czëc dëcht nigdze. Leno w baro malinczim i żôrotnym mieszkanku möji ómë öd stronë tatka, do chtërny rôd jem wiedno przëjéżdżôł, czuł jem kaszëbską gôdka. Terô gwësno zdrza na to wszëtkö jinaczi i móm ta swiąda, że to prawie midzë jinszima tam przënacyłjem sa do naji rodny möwë i tam zacza sa möja uczba ji. Przódë równak zdrzôł jem na to jinaczi, bö béł jem jesz szcząkra, a möje pözdrzatczi z tego czasu sztôłtowóné bëłë tim, co jem tedë widzôł i czuł wkół se. A bëłë to czasë, w jaczich kaszëbizna uznôwónô bëła blós za gwara abó co nôwëżi dialekt pölsczégö jazëka. Cos jak zepsëti pölsczi z niemiecczima słówkama i jaczimas dzywnyma „łe" i „głe". Drëdżim płaca, gdze miôłjem leżnosc uczëc kaszëbską gôdka, bëłë Słôwczi köle Kartuz. Tam i starcë, i pökölenié mójich starszich kôrbiło w naji mowie. Mieszka tam i dërch mieszko familio móji mëmczi, chtërna, dëcht czësto jinaczi jak doma z tatka, kôrbia ze swöjima starszima, bracyną i sostrama pö kaszëbsku. Bëłë to dejade leno sztótë i pö wrócenim nazôd do Gdini béł jem dali w swójim zwëczajnym niekaszëbsczim świece. Grańca midzë dwuma swiatama bëła tej widzec östro. Kaszëbë to blós wies i lëdze, co z ni pöchôdają, a miasto to ju często cos jinszégö. Na zycher nié Kaszëbë. Temu téż chöc rozmiôł jem wiele, co bëło gôdóné pö najému, tej równak sóm nie czuł jem niżódny pötrzebë gôdaniô pö kaszëbsku. Nibë jem wiedzôł, że móm kaszëbską familia, ale swiat, w jaczim ona na codzeń funksnérowa, béł czësto jinszi ód tegó, w jaczim sóm jem żił i wëdôwôł sa przez to czësto cëzy. Jakno szkólôk, co chódzył do redłowsczi spódleczny szköłë, ni miół jem tej, to je w ösmëdzesątëch latach XX stalata, wnetka niżódny kaszëbsczi swiądë. Pierszą rzeczą, jakô mie baro zdzëwia, wnetka jak ödkrëcé Americzi, bëło uczëté (abó móże przeczëtóné - tero ju nie pamiatóm) zdanie, że Gdinió, to je moje rodné miasto, wërosło z KASZËBSCZI wsë. Bëło to dló mie czims często nowim a nawetka dzywnym i dało mie kąsk do mëszleniô. Jakuż to je, że ta Gdinió, w jaczi żëja i sa ucza, a w jaczi kaszëbiznë nie widzółjem wnetka nigdze, mô kaszëbsczé korzenie?! Ökózało sa tedë, że swiat nie je taczi prosti, jak sa przódë wëdówół... Jedurnym wiera mola w mójim rodnym miesce, chtëren kójarził mie sa z kaszëbską mową, bëło biédné mieszkanko ómë Fracëszczi. Plac, gdze sa öno miescëło, przënólégôł do parafii Mółi Kack. W tim téż kóscele Christusa Króla jesz za rządów towarzësza Gerka óstół jem óchrzcony. Miliłbë sa równak ten, co bë mëslôł, że béł jem w ti swiatnicë czastim gósca. Dëcht czësto ópaczno. Temu, że umarłi ju w 1965 r. ópa Adóm póchówóny óstół na smatórzu kol órzłowsczi parafii Matczi Bósczi Bolesny, óma wiedno tam prawie chodzą do kóscoła i przë ti leżnoscë ódwiedzywa grób chłopa. Jakno knópiczk colemało w weekendë ród jezdzył jem do starczi Fracëszczi i tedë mógł jem poznać różné cekawé historie z ji żëcégö a na mszą jachół jem z nią mët do Örzłowa i ódwiedzywół grób starka. * * * Óma moja urodzą sa w 1923 r. w wiele-dzecny familii Pétków w Jekmucë kole Półaczëna (teró je to gmina Somonino, kréz kartësczi). Z tegó, co pamiatóm, to jesz za ji dzecnëch lat, jaczis, chóc wiera nié za dłudżi czas, rodzëna ji mieszka téż w Szponie, chtëren dzysó słëchô gminie Nowó Karczma w köscérsczim powiece. Zdebło późni równak Pétcë przecygnalë do Kamélë (teró gmina Somonino, kréz kartësczi), gdze zamieszkelë ju na dłëżi. Tam prawie starka Fracëszka spadza swoje młodé lata, tamstądka téż w 1948 roku ■ wëprowadza sa do Gdini. Z tą téż prawie wsą spartaczone są ji nôstarszé pöwiôstczi, chtërnëch rôd jem słëchôł pöznôwającë przë leżnoscë kaszëbską möwa. Wiém z nich midzë jinszima, że niedalek Kamélë miesca sa Nowô Wies, gdze, ju Niemcë mieszkelë, i gdze collbuda stoja. Chödzy tuwö na zycher ö Przëwidzką Nową Wies, co przed II światową wöjną przënôléga do Wölnégö Miasta Gduńska i mogła tam stojec wacha graniczny starżë. Widzymë tej, że rodzëna möji starczi mieszka richtich kole grańce PöIsczi z Frejsztata, a tak pö prôwdze to Kaméla, Jekmuca i Szpón leżą w jednym ökölim, to je w môlu, gdze partaczą sa grańce powiatów gduńsczegó, kartësczégö i köscérsczégö. Eżlë ju piszemë ö wsach z tëch strón, tej bédëja, bë przëzdrzec sa përzna barżi karcę tegö dzéla naji rodny zemi. Jidze tam nalezc cos cekawégö i apartnégö. Hewö w nym ökölim, a tak richtich to köle wspómnióny ju rëchli Przëwidzczi Nowi Wsë leżi malinko môlëzna zwónô... Roztoką. W pierszi chwile jidze sa përzna wërzasnąc. Kö doch jeżlë ö ti prawie Roztoce mëslôł Méster Jón Trepczik, że ji bróm sygają kaszëbsczé grańce, to öznôczô to, że je görzi, jak jesmë mëslelë. Wëzdrzi to, jakbë Kaszëbskô zmniészëła sa jaż tak möcno i strach pömëslec, co mdze z nią późni. Ökôzało sa dejade, że na szczescé nie je jesz tak lëchö i kaszëbsczé grańce wiera w tim môlu sa jesz nie kuńczą, a przënômni, że to nié o ti Roztoce mëslôł Trepczik, czej pisôł „Zemia Rodną". Pózwa Roztoka w ódniesenim do ti wsë je zresztą sztëczno stworzono przez specjalną komisja, co zajima sa prawie wëmëszliwanim nazwów môlëznów. Tak pó prôwdze to rëchli sedlëszcze to zwóné bëło Dépendôl, co pöchödzy z niemiecczégö Tiefenthal, to je öd głaböczi dolëznë. Ale jakbë chto chcôł zrobic kömus szport i pokazać „kuńc kaszëbsczi zemi" w Roztoce, to ökróm köpicë smiéchu nick lëchégö bë sa wiera nie stało. Jak jem ju nadczidł, mëmka mojego tatka Fracëszka bëła z dodómu Pétka. Jeżlë westrzód Tczëwôrtnëch Czetińców tego tekstu są lëdze, co czëtelë möje lëteracczé dokazë, to nôzwëskö to möże bëc jima ju znóné... Jo. Tak prawie zwôł sa jeden z przédnëch bohaterów möji nié za wiôldżi pöwiescë, co ukóza sa pod titla Pamigtko pö mördorzu1. Pétków Alfred zwóny Alim je w ni dôwnym partizana Krëjamny Wojskowi Organizacji „Pómórsczi Grif", co zaró pó skuńczenim wójnë na Kaszëbach jakno szandara wstąpił w rédżi milicje. Co z tego weszło, to tuwó nie je wórt pisać, leno bédëja zazdrzec do wspömnionégó wëżi dokazu, ale pódsztrëchnąc musza, że nie je gwësno przëtrófka to, że nosył on jistné nôzwëskö, co familio móji ómë. Skórno ju zeszlë jesmë na nôzwësköwą Stegna, wôrt póswiacëc w tim molu kąsk uwódżi nózwësku, jaczé nosy jinszi bohater jednego z mójich dokazów. Chódzy o niemiecczégö óficéra z czasów pierszi światowi wöjne Fraca Kapanke, zwónégó Kapóną. Póstacjó ta ód początku do kuńca je wëmëslonó (Herusz Derda bë rzekł, że jó Wama nałgół...) i ni ma personë, jakó mógłabë bëc dló ni wzorca. Za to nôzwëskö je prôwdzëwé i przëzwëskó téż. O chłopie, co zwół sa prawie Kapanke, a na chtërnégö gôdelë Kapóna, prawia mie czedës prawie starka Fracëszka. Móga sa terô milëc, ale zdówó mie sa, że mieszkół on w Kamélë przed wójną i ob czas ni trzimół z Niemcama. Z archiwalnëch registrów jidze sa za to óglowó wëdowiedzec, że to mést nié za czasté nôzwëskö wëstapówało w óbeńdach krézów gduńsczegó, kartësczégö i kóscérsczégó. Dosc tëli jem donëchczas pisół ó ómie Fracëszce, ale musz je téż wspómnąc 1 Ten i jinszé moje prozatorsczé dokazë jidze przeczëtac w wëdóny w 2017 roku przez Kaszëbskö-Pömörsczé Zrzeszenie ksążce pt. Wiinderwaffe i jinszé Fef-Lotë. 24 ö öjcu möjegö tatka - Adamie. Urodzył sa on w :912 r. w Góraczënie. Jak widzymë, nie bëło to za dalek öd Kamélë i jesz dzysô ne wsë słëchają jedny gminie. Z rodzynnëch ópówiesców wëchódó, że czej mój przińdny stark béł młodi, to mieszkôł w przënôlégającëch do góraczińsczi parafii Ramlejach. Ö ti slédny wsë wiele razy miôł jem czëté, téż dzaka temu, że jedna z möjich cotków pöchôdô prawie stamtądka. Mieszka öna raza z dzecama a möjima półsostrama w Słówkach, ale wiém, że tej sej jezdzëlë óni prawie do Ramlejów. Jó za to niżódnëch żëjącëch krewnëch w ti wsë ni miół i przez dłudżi czas ni miół jem tam bëté. Dopierze czilenósce lat temu, przë leżnoscë jedny z rodzynnëch uroczëznów, pöjachôłjem tam pierszi rôz w żëcym. Tedë to cotka, co z tego ókóló pochodzą, pókóza mie plac, gdze przódë lat Förmellowie mieszkelë. Nicht sa wiera za baro nie zdzëwi tim, że terô są w tim mólu blós pustczi. Ni ma siadów po dôwnëch budinkach. Öd czedë tam tak wëzdrzi, nie wiém, bó móji starszi przez lata lateczné w to ókólé nie jezdzëlë, ale wórt bëło tam kureszce trafie. Terôzka ju wiém, skądka zóczątk rodno mója rózga mó... * * * Fracëszka Pétka i Adóm ód Fórmellów óżenilë sa wiera w 1948 r. i mni wiacy w tim czasu przecygnalë do Gdini. W 1950 r., pó kole dwuch latach mieszkanió wiera gdzes w óbeńdze Môłégö Kacka, wprowadzëlë sa do malinczégö mieszkanka, co miescëło sa pód ustrzeszim dodomu, co stojół na sztrasë Lidzczi. Nie bëlë gwësno jego gwóscëcelama i muszelë płacëc miéwcóm arada. Jesz w piacdzesątëch latach uszłégó stalata budink ten kupilë wespół z lokatorama państwo Prabuccë. Lëdze ti bëlë gwôscëcelama tegó dodomu przënómni do czasu smiercë móji starczi, to je do 1997 r. Spartaczono je z nima jedna smiésznô zmiłka, na jaką dzysó móże zdrzec ze szpórta, ale wëchódó z ni téż to, że tej- sej zańc móże na prôwdzëwé mëslowé barabónë. Móżlëwé je to nawetka tej, czej sa zdôwô, że mëslimë rozëmno a tikô sa to nié blós dzôtków... Nie wiém ju terô, kuli miół jem tedë lat, ale wiera gdzes kole dzesac abó përzinka wiacy, czej uczuł jem ód starczi, że Prabuccë póchôdelë z Brus. Gwësno pózwa ta nie bëła mie w tim czasu znónó, ale zaró przeszło do móji szadi głowë „wëdolmaczenié", ö jaczi to plac chódzy. Ö wsë Brusë, co mni wiacy w tim czasu, to je w 1988 r. stówała sa miasta, ni miół jem czëté. Bëło to doch za dalek. W te stronę jesmë z familą nie jezdzëlë, a ókróm tegó môlëzna ta przënóléga jesz do bëdgösczégö województwa, co bëło tej dló knópiczka z Gdini wnetka kuńca świata. Z drëdżi równak starnë jakąś wiedza o świece jem ju tedë miół. Midzë jinszima wiedzół jem, że nôzwëska czasa póchôdałë ód pozwów môlëznów, w chtërnëch lëdze żëlë. Wiedzół jem ju tedë, że w dôwnëch Presach je gardzëk o mionie Prabutë i doszedł jem do wëdbë, że Prabuccë muszelë póchadac prawie stamtądka. Prówdac czuł jem wërazno, że óma góda Brus z „b" na początku a nié Prus, ale na to téż nalózł jem „wëdolmaczenié". Wiedzół jem, że starka Fracëszka gôdô pó kaszëbsku, a pólsczi jazëk kąsk kaléczi, temu téż mëslôłjem, że pewno Brusy to pó kaszëbsku to, co pó polsku Prusy. I wszëtkö mie tej sztëmówało. Prabuccë wedle mie pöchôdëlë z Prabut, chtërne leżą prawie w Presach, to je nibë w Brusach. Dopierze w pózniészich latach, czej mója wiédzó ó świece wkół mie sta sa wiakszó, wëdowiedzół jem sa na zycher, o jaczé to Brusë chódzy i na jaczé mëslowé barabónë jakno mółi knóp jem zaszedł. Nawetka i terô wórt ópasowac, bó czasa cos nama wëzdrzi, że to móże bëc tak, a późni ókazywó sa, że je często jinaczi. Ale tak to ju je w naszim cażczim grzesznym żëcym, że tam-sam letko jidze z richtich drodżi zeńc na jakąś milnica. ) Justina Pranszke Zëma öb lato W kuńcu przeszło upragłé lato. Słuńce grzeje corôz mócni, a świat czarëje swöjima farwama. Wkół kwitnie żëto, kwiatë... wszëtcë są jakbë barżi szczastlëwi, a nôbarżi dzôtczi - lato to doch czas ódpóczinku öd szköłë. Möżna terôzka całima dniama bëc buten i zajëmac sa blós jigrama... Dzecë w Leśnym Môlu dobrze sa znają. Kö ni ma jich tu za wiele, a tak sa skłôdô, że colemało wszëtcë są ze sobą krewny. Czej przëchôdô czas latnëch feriów, od rena do wieczora są raza w grëpie. Dorna ni ma jich bëlno widzec. Nawetka po se richtich nie posprzątają, le flot gnają buten, temu jich mëmë mają jesz wicy robötë. Zosza całima dniama lóprëje pö wsë. Mô czworo rodzeństwa. Tatk czasto ja prosył, bë pomogła w gospodarstwie, ale ona wiedno blós gôda: „Są wakacje". Sôda na köło i jacha sama w świat... Kö dzecë i tak niechatno sa z nią bawią. Nosy stôromódné lómpë, a doma ni mô nawetka kómputra i swöjégö telefonu. W Leśnym Môlu béłjesz jeden knôp, chtërnému nicht nie pozwolił sa raza bawić. Nicht nawetka ö nim za wiele nie wiedzôł, ale wszëtcë wöłelë na niegö Purcel. Je ön kąsk grëbszi niżle reszta, a bez to pómalni sa rëszô. Nicht nigdë nie chcôł gö miec w swójim karnie. Knôp nen czasa szpacérowôł pö drodze i przëzérôł sa, jak jiny sa bawią, chöc przez wikszosc czasu sedzy doma i grô przë kómputrze. Nie czerëje sa za niczim. Nawetka jak mëma wöłô gö na pôłnié, pëskuje i traktëje ja jak służka. Nôwiakszim prowadéra je tuwö Môrcën -jegö wszëtcë lubią. Mô bögatëch starszich - mają trzë autółë, nônowszé telefónë, firmowi öbleczënk, zagraniczne parfimë, elektriczny délokulôk i basen w checzach... Môrcën mô wszëtkö i wiedno mô przë se ful dëtków. Jak chtos jegö słëchô, tej kupiwô mu cos słodczégö. Môrcën mô so fejn... nick ni muszi robie. Nawet tasza nosy za niegö Kazëk. Nierôz Môrcën rzucô mucą i temu, chto ja pierszi przëniese nazôd, pözwôlô przez sztót pograć na swöjim telefonie. Köle böjiska mieszkô starszô białka -wastnô Jiréna. Dzecë nazéwają ja stôrą Jirką. Ni mô öna swôji familie i möże dlôte mô w sobie wiele żëcznoscë do wszëtczich cëzëch dzôtków, chtërnëch widëje pöd swöjim ökna. Wiedno sa usmiéchô i dërch czestëje bómka a dobrim słowa. Na świata nawetka rëchtëje köżdému darënczi, ale Môrcën wiedno to wërzucô i gôdô, że to bële co. Bez to jiny téż tak robilë... blós le Zosza nierôz rzekła do Jirczi pôra słów, le z tego Môrcën téż sa smiôł, a chto nie smiôł sa z nim, ni mógł późni sa z nim bawić... A bawić sa w grëpie doch je fejn! A tim barżi z Môrcëna... Östatno równak wastny Jirczi nie bëłö widzec. Cëż sa z nią stało? Nicht z dzôtków nijak sa tim nie zainteresowôł... Kö czim bë sa tu jiscył, czedë wkół tëli śmiechu. To prawie Tómk béł méstra ód szpórtów. Wëmëslôł co sztót jaczés jiné psotë. Östatno wëpuszczëlë owce z zôgrodë pana Józwë. Jak to bëło smiészné, czedë sóm za nima gonił w ta i nazót... Wies je cëchô, spokojno i bógató w snôżota rodë. Temu téż do Lesnégó Môla przëjéżdżô wiele turistów i cëzëch dzecy. Na wczasë przëjachôł téż tam ze starszima knóp Karól - jezdzył ón na wözyku inwalidzczim. Pódjéżdżôł ön do böjiska i z daleka wzérół jak tutészé dzecë sa bawią... Chto wié -wiera miôł nôdzeja, że pöznô chóc nowëch drëchów. Nicht na niego równak nie zwrôcôł uwôdżi. Ko ó czim bë z taczim gôdôł? Chto bë chcół miec z taczim cos do czënieniô? 26 Nié dosc, że na wözyku, to jesz rudi. Karól trzimôł w race öłówk i zesziwk. Rozmiôł ön piakno céchöwac - twörził projektë autołów i czej tak przëzérôł sa dzecóm, nen öłówk mu spôdł na zemia. Niebörôk ni mógt gö pödniesc, a Ala - chöc widza co sa stało -odwrócą głowa. Lato dopisowało, a dnie - chöc dłudżé -dlô wszëtczich bëłë za krótczé. Pöspólné jigrë i psotë, jaczé wëmiszlëlë, dôwałë wiele redotë. Jednégö dnia, czej znôwu wszëtcë spötkelë sa na böjisku, słuńce nôgle schowało sa za cemnyma blónama. Möcno zawiało zëmnym lëfta. Nasta cemnosc i zaczął padac sniég. Wszëtkö wkół w pôra minut bëło zamiarzłé. Dzecë pözérałë na se z niedowierzanim. Zrobiło sa tak zëmno, że nawetka w kurtkach i grëbëch jakach nicht ni miôłbë chacë na jigrë buten. Jak tak nôgle przeszła zëma? Wtim stana midzë nima pöstacjô, chtërna wëdrza jak janiół, chöc szlachöwa téż baro za supermena, jaczégö znelë z bôjczi. Öblekłô w biôłé buksë, dłudżi biôłi mańtel, z rakawicama i skrzidłama unôszôł sa w lëfce. Zëmnym zdroka zdrzôł na dzecy i w kuńcu rzekł: - Zle sa dzeje w waji wsë... Köżdé z waju mô zëmné, zamiarzłé öd złëch uczinków serca. W Leśnym Môlu ju dôwno ni ma słuńca. Bez waji nie mdze ju lata! Świat mdze pökrëti loda. - Co?! Jak?! Më nie chcemë zëmë! - wöłałë przelakłé dzecë. - Nié? Je na to blós jedna rada - odrzekła ukôzka. - Jakô? - zgódno zapitelë. - Köżdi mô w se supermôc. Jeżlë ja ödkrëje -ödczarëje świat... blós le ta supermöc möże uretac latné ferie... To rzekł i żdżinął. Jak mëslisz, ö jaczi supermöcë gôda dzywnô pöstacjô? Co bë miało zrobić köżdé z dzecy? Baczë, żebë téż w Twöjim ökölim nie nasta zëma öb lato... 27 Adóm Hébel Udwig Lëft mazôł widok nad prażącym sa asfalta. Przechôdający przez ödkrëti dzél miasta lëdze co czile kroków stôwelë, czażkó dichelë, rechöwelë, czë lepi sa zmuszëc i przëspieszëc kroku w strona céni, czë stac tak i zbierać möc do ösoblëwie tegö dnia dradżi robötë musklów. Sëchi pich i gasti mók miészałë sa w lëmiącą substancja na tëli złoslëwą, że ledwie scartô, zôs pökriwała całą skóra. Wnet wszëtcë, jakbë zgodno bëlë sztël, nie witelë sa, a jich zdrok zdówół sa gadać: „jo, ni ma co kraftu marnować na gódka w taką hëc". Wnet wszëtcë, bó za budinka na sąsedny sztrase dało sa czëc flabrotanié stojący w céni kontenera białczi. Oblekło w szëköwny kléd jasnomödri farwë, z tiulowim doła ë przeswitiwającym sztofa na ji grëbëch remionach. Zadzarti nos i zadzarté, wëmödelowóné, farwöwóné na blond włosë. - Të smiészno wëzdrzisz z tim wëpiatim slôdka. Jakbë köt srôł. „Do kögö öna gôda?" - mëslelë so ti, co zdrzelë na to ösoblëwé widzawiszcze. Dopierze, czej doczwördelë sa dali, uzdrzelë adresata ji słów. Chłop w biôłi köszlë z pödwiniatima rakawama. Zdżibłi, ze slôdka profesjonalno wësëniatim do tëłu dwigôł tił autoła, pód chtërnym leżôł wërzasłi zmiartélc. Ten béł jak köt, co wölôł östac w céni jak wezdrzec na swöjich wëbôwców. A chłop stojôł i dwigôł pójôzd bez słów, leno stakającë ód czażaru, jaczi dwigôł, żebë nie pözwólëc na przëgniecenié zmiartélca. - To nie jidze słëchac, jak të stakôsz. To pewno ód tëch cygaretów, chto wié, wiele të tegö kurzisz. A twój wuja umarł na płëca. Ale co to cebie, óstawisz mie samą i so umrzesz, a ze zarka jesz badze dim szedł. Chłop podniósł głowa w strona białczi, ale jego munia nic nie wërôża, leno ból i ucemiaga. - Co, të bë pewno chcôł, żebë jó ce pomogła? Möwë ni ma! Mój ójc bë nigdë móji mëmie nie kôzôł dwigac. Chłop to muszi bëc chłop, jô bë chcała póczëc, że jó móm richtich chłopa, a nié taczé bële co. Jô nie znaja drëszczi, co bë ji chłop kôzôł dwigac. Chto bë tak co robił? Në, twój ójc, ten jo, ten to bë nic nie robił całi dzén, le żebë wkół niego wszëtkö bëło robione. A terô, jak sa cebie zakola robią, to të nawet wëzdrzisz jak ón. To ju nie je do wzéraniô. Lëdze nie pódchódelë do kontenera, chóc tam bëła upragłô céniô. Wólelë jic drëgą stroną sztrasë i z daleka zdrzec na scena. Jima bëło szkoda chłopa, ale téż wiedzelë, że chłop to muszi bëc chłop i kąsk żól ti białczi, że wszëtcë widzą, jak ten ji so nie dôwô radë. - Nie boli cebie w krziżach? Jak boli, tej gadôj, a nié, të dërch sztël sedzysz, nic nie gódôsz, a pózni cë co paknie i szpital. Pamiatósz jak to bëło z tim jelita? Nic nie robił, nie robił, a w kuńcu operacja muszół miec, a jó pół roku muszała twóji dietë piłować a te twoje nëczi tolerować. Ale ón doch nie rzecze, że go co boli, jaż ón padnie. Co, jó móm tego knópa spód kółów wëcygnąc? Jó móm nowi kléd óblekłi, tu je sóm pich, a jesz jaczi olej tu ceknie, to nie pudze wëprac. „To nie pudze wëprac... to nie pudze... to nie pu... to nie... tonie... tonie". Tak ön sa tedë czuł. Lëftu nie szło złapać, jakbë jegö gastosc nie pözwöliwa na dostanie sa do płëców. Napiaté muskle dërgótałë, a żëłë, jak pöwrozë öwijałë jegö łiszczącé möklëzną race. - Fuj, të jes zmökłi. Z taczim je sromöta dze jic, ön smierdzy, a köszla jaż żôłtô pöd pôchama. Ale jemu to wcale nie wadzy, on bë tak chöc do kóscoła szedł. Metal wbił sa w skóra pôlców. Chłop riknął z bólu. Wezdrzół na czikrëjącëch pö drëdżi stronie sztrasë lëdzy i cziwnął barkama, cobë mu chto pomógł. Lëdze spuscëlë głowë w dół i przëspieszëlë kroku. Öni doch chcelë jic do céni. -Ale nawet möwë ni ma! Nie je cë sromóta lëdzy prosëc? Në jo, bo sóm nie rozmieje. Za czim jo cebie móm, jak to i tak muszi lëdzy prosëc, żebë cos bëło bëlno zrobione. Zmiartélc zgrużdżił sa jesz barżi i zaczął cëchó płakać. - Widzysz të, të gó môsz wëstraszoné tim krzikanim! Mój ópa dwa pôlce stracył i nawet nie zmerkôł, dopierze doma widzôł, że mu jich felëje, a të, stôri chłop, sa skaléczisz i ju bleczisz. Ten zmiartélc so biédny muszi w strachu sedzec, chto wié, czë on czego ni mô złómóné. Ale co to cebie, twoje problemë nôwôżniészé i całi świat muszi wiedzec, że princa cos boli. Chłop poczuł öbcążenié w jednym punkce krapla, na wësoköscë dólnëch żebrów. Jakbë całi czażór öpiarł sa ó ten plac. Race sa zrobiłë zëmné i zaczałë mrowie, nodżi sa stałë mitczé, przed óczama sa zrobiło cemno, a delikatny wiaterk, prôwdzëwi abó udbóny, chłodzył jak zapuszczono na ful klimatizacjó. Leno ten punkt, w jaczim sa skupił całi jego czażór. Czażór autoła, skwarzącego słuńca, zmiartélca pód kółama, zdroku przëtrôfkówëch lëdzy, czażór białczi, ji niezdetronizowónégó ojca i elegancczich chłopów ji wszëtczich drëszków, ta masa gromadzëła sa, jakbë chcą zatrzëmac krążące elektronë, zamienić je na gasti mużdż. Przed öczama cemno. A późni pönumrowóné widczi. 1, 2, 3, 4, 5, zamknij dwiérze, odemknij dwiérze, zgłosë awario. - Ta gwińda mô za môłi udwig na nas wszëtczich - rzekł tego dnia z usmiéwka mili i porzgdny chłop jaczis szczestlëwszi białczi w goscyńcu. - Të czuł. Biôj trapama, a wez te trajôtrë, të chłopie nie mdzesz te dwa piatra z nama jachôł, jak tu placu ni ma. Nógle nazód poczuł hëc, dapny lëft, zdrok lëdzy i czażczi, charczący oddech swóji białczi. W punkce krapla, w jaczim czuł czażór, cos chrupnało, a nen czażór zlecół pó kragach jak ódcató ód mócowniów gwińda. Autół z trzóska spódł na zmiartélca. Ten leno jąknął z bólu, pó czim leżół bez przëtómnoscë. Chłop wëwrócył sa do tëłu i zazybółjak biegunë kólibiónczi. Lëdze, jaczi donëchczós nerwowo czikrowelë, pó czim ódwrôcelë zdrok, terô nie zdrzącë na szaseja, przebiégelë szréj w plac tragedie. „Chto bë pómëslôł, że to sa w tim placu wëdarzi?" „Tak cos mógło wszadze bëc, ale tuwó?" „To temu, że chłopów do wojska nie bierzą". „Jo rozmieja, sobie krzél niszczëc, ale co temu béł winowati ten zmiarti knóp? Jak on gó mógł pód tim autoła zabić?" „Ten sa za niczim ani za nikim nie czerowół". Przechódający baro sa zaangażowelë we wspiarcé białczi, jako widza upódk swojego chłopa. - Co jo w nim widzała? Ön wiedno taczi béł. Östawic wszëtkó, bö ön je nôwôżniészi, a że ön drëdżému krziwda zrobi, to jemu to nie przeszkôdzô. A tu je tëli lëdzy zeszłëch, kóżdi bë pomógł, ale co z tego, jak ón nawet nie rozmiôł póprosëc? W czerwińcu wëszła smarą ksgżka GaiI Olsheski (Ölszewsczi) Öpöwiescë z Kaszëb/The Kaszuby Stories. Promocjo tegô dëbeltjazëköwégö dokazu, znónégö wiernym czetińcóm „Stegnë" (wszëtczé öpöwiôdania, jaczé sq w ksążce, ukôzałë sa nôprzód w najim czgdniku), bëła 24 czerwińco w Muzeum Kaszëbskö-Pömörsczi Pismieniznë i Muzyczi we Wejrowie. Przëjachofa autórka, tfómacze: Stanisfôw Frymark i Bożena Ugöwskô, a téż wiele lubötników naji lëteraturë. Zachacywómë najich Czëtinców do czëtaniô ny czekawi publikacji, jakô powstała za Öceana, ale wiele dlô se nalézg w ni téż Kaszëbi, co żëjg w pölsczim państwie... Dark Majköwsczi Przedsłów do Öpôwiesców z Kaszëb Gail Olsheski w swöjich öpöwiôdaniach pökazywô żëcé i uszłota kanadijsczich Kaszëbów, ale ne tekstë mają wiôldżi znaczënk téż dlô kaszëbsczi spölëznë mieszkający w Europie. Öpisënczi sërégö i dradżégó żëcô, jaczé je biôtką ö przedërchanié, möżemë letkö przërównac chöcle do tekstów Anë Łajming, chtërna wspöminô dzecné lata na pôłnim najégö regionu. Jistné są wszelejaczé zwëczi, jaczé wëjéżdżający za wiôlgą wöda lëdze przekôzelë pösobnym pökölenióm. Pusté noce, wieselé, uwôżanié do zemi, möcnô wiara, zażiwanié tobaczi i jazëk - to wszëtkö parłaczi te dwie daleczé krôjnë. Tim barżi möżemë bëc rôd, że öpöwiôdania Olsheski möżemë czëtac téż pö kaszëbsku dzaka roböce Staszka Frimarka i Böżenë Ugöwsczi. Nôprzódka bëłë öne publiköwóné w pismionie „Stegna", a terô są przistapné w jedny ksążköwi publikacji. Wôrt tu dodac, że donëchczas usôdzczi ti autórczi wëchôdałë pö anielsku i w tłómaczenim na pölsczi. Pôradzesąt lat dowsladë wëszła smarą pierszô autorsko ksążka ti utwórcczi Where the Cherries End Up (Toronto 1978), wëdónô téż pö pölsku jakö Co się stanie z wisienkami (Warszawa 1985). Gail Olsheski öpisywô przédno świat kanadij- sczich Kaszëbów w połowie XX wieku. Lëdze w ji tekstach wcyg jesz mocno trzimają sa dôwnëch tradicji, ale je ju czëc wiater pözmianów. Jak gôdô jeden z herojów Frank Ritza: „znajemë nasza kultura, bo przez östatné sto lat më żëlë i öddichelë tim, co sa tu wëdarzëło, i nie ostała öna donądka skażono żódną jiną kulturą. Ale wnetka jinszé kulturę badą sa do nas wcëskac i tej nasza zadżinie". Taką swiąda mają téż jinszé pöstacje z öpöwiôdaniów. Widzą, że przed jich öczama przemijô wiele sprôw, jaczé donëchczôs bëłë swiaté i przëjimóné przez wszëtczich. Wezmë na to „Samötnégö wilka" Stańcława... Jegö cwiardé waranie w chëczë, wkół jaczi chodzą na jachta wilczi, zgarda dlô wëgödë i dëtków bédowónëch mu przez cezyńców, bëłë dlô jegö domôków symböla kaszëbsczégö möcnégö dëcha i wiérnotë tradicjóm. Kuńc kuńców Stańcłów przëgniotłi chöroscą przedôwô równak swöja zemia i zmieniô sa w Stanley'a, a krótko przed nim ucékô slédny samotny wilk, „stôri, umiarti, wënierzchłi ód głodu abö chërë". Jesz barżi kómudnó je historio starka z öpöwiôdaniô Stół. Jego heroja je przedstôwiony wnetka jak pöstacjô ze strzédnowieköwëch żëwótów swiatëch. 2J U W s Gail Olsheski Prôwdzëwi patriarcha nié le dIô swöji familie, ale całi kaszëbsczi spölëznë. Zwëkłą codniowösc - dragą robota, mödlëtwa, köntaktë z lëdzama, a nawetka jedzenie - rozmiôł zmieniać w cos wôżnégö i misticznégö. Wszëtkö dlô niegö bëło cëdowné i swiaté: „Miôł dtudżé, öbrodné pöla, a te bulwë przechöwiwóné w mitach, pöchödzëłë z pölów, przez niegö örónëch, a przez jegö könie wëgnojonëch. To bëłë swiaté bulwë, kö jegö pöla bëłë mu jak ögród Getsemani, gdze gôdôł z Bóga, ze wdzacznoscą dzakówół Mu za wszëtczé próbë, jaczé muszół znaszać i zgôdzôł sa ze swöjim kawla. Meditowôł, modlił sa i spiéwôł". Kaszëbskô zemia w Kanadze je tu przërównónô do biblijny Swiati Zemi. Jistno öpisywają swöja krôjna Kaszëbi w Europie. Jakno pierszi robił tu ju Florión Cenôwa, późni Hieronim Derdowsczi, Aleksander Majköwsczi, a pö nich jinszi usôdzcë. To póstapny przikłôd kulturowi blisköscë, jakô przetrzimała réza przez öcean i piac pököleniów żëcégö dalek öd se. Stark z öpöwiôdaniô Olsheski dożił równak wiôldżi zmianë w swöji spölëznie i familie. Uwôżanié, jaczé miôł wszadze wkół za swöja dobroć i chac do pömöcë, nie przedërchało do pöstapnégö póköleniô. Jegö wnuczi nijak sa ju za nim nie czerëją. Mają gö za cëzégö człowieka, chtëren przëchôdô w niedzela, żebë jima zawadzać i brac jich jedzenie. Je to brzôd jich ódéndzeniô ód kaszëbsczi tradicji, ód pradôwnëch zwëków i wiarë („Miast mödlëtwë przed jedzenim przeklinelë jeden drëdżégó"). Öni nie mëslą ju ö jinëch, leno 0 samëch se. Te kulturowe zmianę jidą równak pömalë 1 w połowie XX wieku wikszosc bohaterów öpisywónëch przez Gail Olsheski jesz mó stara żëc jistno jak jich prastarkówie. Jedną z nôwôżniészich wórtnotów je dló nich dobro pöspólnotë. Czëją sa dzéla kaszëbsczi spólëznë i chcą do ni wnaszac jak nówicy. Białka, jakô rozmieje bëlno szëc, rëchtëje ruchna dló köżdégö, chto o to prosy, kóżdi gósc muszi dostać darënk na óddzakówanié, a na wiesołach bawią sa i spótikają wszëtcë, setczi Kaszëbów: „Kaszëbsczé wiesela ód pókóleniów mało co sa zmieniwałë, króm tegó, że rozegracje stôwałë sa corôz wiakszé. Më nie öpuszczëlë niżódnégó wieselégó. Ani nicht w naszi spólëznie". Lëdze trzimają sa téż raza w nieszczescach. 31 f Czej widzą z daleka pôlącą sa chëcz, na skarniach mają łizë, bö kögös z nich trafiło nieszczescé. Są téż zrzeszony ob czas jinëch żëcowëch tragediów, wëpôdków i pogrzebów. Wszëtczich parłaczi téż pamiac ö dôwny migracji jich starków. Wspominają mörską réza, wiedzą, skądka pochodzą, i z pököleniô na pökölenié öpöwiôdają ö warënkach żëcégö jich tatków w pierszich latach po zamieszkanim w Kanadze. Kôrbienié ö tëch czasach, ó kawlach swójich familiów mają za öböwiązk. Starszi rozmieją wiele razy prawic ö tëch samëch wëdarzeniach, ö lëdzach, placach, historii. A dzecë łapią kóżdi zwak i „köżdé zdanié nëch méstrów dôwnégó jazëka". Kaszëbiznë młodi lëdze uczą sa nôtërno, jak „wëcégö wilków za öknama". Centrum żëcégö ti spölëznë je głabökô religijność i köscół - „grawitacyjnô ös" pöspólnotë. To tuwö zbierają sa w wôżnëch chwilach swiatowaniô, na zéndzenia z Böga w swiatnicë óblôkają nôlepszé ruchna, w nym môlu dzeją sa nôwôżniészé wëdarzenia w jich żëcym: chrzest, pierszô kömóniô, żeńba i pögrzéb. To je jich „dëchöwé dodóm". Tak stôri lëdze, jak i môłé dzecë roją, że objawi sa jima Böżô Matka, co je wedle nich nówikszim szczescym, w checzach wiszą różańce i swiaté öbrazë, módlëtwa towarzi jima köżdégö dnia przë robóce, jedzenim, w wolnym czasu. Böhatérą ópówiódaniów Gail Olsheski są nié blós lëdze, ale téż kanadijskö-kaszëbskô zemia. Je kóchónó przez mieszkańców, bo czëją dzaka ni „szmaka pósódanió swojego môla", ale biwô téż czasto nielëtoscëwô. Ösoblëwie je to widzec w przëtrôfku dzecy. Öbrôz dzôtków jidącëch do szkółë ob zëma budzy wespółczëcé czetińców: „Wikszosc dardżi szłë tëła, cobë óstri wiater nie cął jich po skarniach. A téż żebë nie ödmrozëc pôlców, jaczé późni gódzënama bë piekłë i bez pół dnia nie dôwałë czëcô. Öb droga namiarzłé rzasë na jich oczach sklejiwałë sa tak, że ledwo mögłë widzec. Bënë szalów cepłô fuchtnosc óddichaniô téż zaró scynała sa w lód, a czej w szkole scygałë chustë, bëłë one sztiwné, pokąd nie roztajałë i nie wëschłë". Jesz barżi bolesne są ópisënczi dradżi robötë w lese. Ju dzesaclatny knôpi muszą dwigac cażczé bóle drzewa przeklinające swój kawel i chutkó tracące dzectwó. Ta zemia uczi ódpówiedzalnotë, niepłakanió, nienarzékanió (kó pöprzédné pokolenia miałë jesz górzi) i - jak niżódna jinszô - rozmieje odebrać młodość. Wiele placu w dokazach Olsheski je namienioné białkom. Kaszëbczi są cwiardé, mócné, dopasowóné do sërëch warënków, w jaczich żëją. Pisarka na czekawi ôrt öpisywô je ósoblëwie przë leżnoscë wieselnégó tańcowanió, dówającë bôczenié przédno na móc jich remionów: „to bëłë białczi żeniałé, remiona miałë möcné ód noszenió dzecy, wëgniôtaniô casta na chléb, rëchtowaniô môltëchów w grôpach z lónégó żelazła i rąbieniô drzewa, jaczim pôlëłë w blatach. Jich remiona wëbiérałë pola bulew, dojiłë krowë i czerzniałë masło. Tima remionama szorowałë pódłodżi, nosëłë drachtë wódë ze stëdni, wiészałë i zjimałë pranié z linów. To bëłë białczi, chtërnëch mócné remiona nigdë bë sa nie póddałë na taneczny binie, kó wiakszosc z nich mia jesz do urodzenió piać abó szesc sztëk dzecy i czekało na nie wiele lat rakówanió. Na wieselny binie do tańcowanió jich remiona pód gubówónyma rakówama snóżich bluzków zdówałë sa bëc miatczé i letczé, ale bëłë to remiona Kaszëbków". Dokazë Gail to nié blós dokumeńt z żëcégó kanadijsczich Kaszëbów w pół. XX wieku i rëchli, ale téż opowieść o póspólnoce najich kawlów i mócë tradicji, a téż uniwersalno historio ó biótce człowieka z rodą, bółdzama i próbama óderwanió ód kórzeniów. A do te je to czekawó i snóżô lëteratura... 32 Eugeniusz Prëczköwsczi Nieznóné piesnie Sztefana Bieszka Jaż sa prosy, bë kureszce chtos wzął sa za bëlné zbadérowanié lëteracczégö doróbku nôstarszégö z karna Zrzeszińców Sztefana Bieszka (1895-1964). Kö tak pö prôwdze znóné le są jegö sonetë wëdóné z piersza w 1975 r.; a późni kąsk poszerzone1. Timczasa je ju dobrze wiedzec, że Sz. Bieszk béł brzadnym utwórcą. Dosc tëIi jego doróbku móżemë poznać w jedny z knégów „Pro memoria"2. Są tam przëkładë dokôzów pisónëch po niemiecku, a tej pó polsku, në i pö kaszëbsku, w jaczim to jazëku mô nôwicy napisóné, a co jesz nie je wszëtkó ödkrëté. Taczim przekłada są piesnie naskribloné i skömpónowóné do dramaticznégó dzeta ks. Leona Heyczi „Agust Szlóga". Rzecz bëła jesz wëdónô przed wöjną, czej bëła baro popularno i ród ödgriwónô, prziktadowó w Swiónowie3. Pó wojnie bëła wznowiono le róz4. Równak nigdze ni ma wiadła, że powstałe do ni spiéwë, chtërnëch autora je Sztefan Bieszk. Tako hewó jedna złączono skłódka z piać spiéwama, włósną raką przez Bieszka spisónyma, zachowa sa w spódkówiznie pó 1S. Bieszk, Sonety kaszubskie, Gdańsk 1986. Öb. téż.: Jan Trepczyk Aleksander Labuda, Jan Rompski, Stefan Bieszk, Franciszek Grucza, Feliks Marszałkowski, Poezja Zrzeszyńców, öprôc. H. Makurôt, T. 8, Gdańsk 2013. 2 Pro Memoria Stefan Bieszk (1895-1964), red. J. Borzyszkowski, Gdańsk 2013. 3 Zdrzë: E. Pryczkowski, Swiónowskô nasza Matinkó. Dzieje parafii i sanktuarium oraz cuda Królowej Kaszub, Banino 2016, s. 150 4 L. Heyke, Agust Szlóga. Szołobulka, Kartuzy 1935; L. Heyke, Szółóbutki Agust Szlóga Katolina, Gdańsk 2002. ks. prał. Francyszku Grëczë. Na skłódka leża dëcht utaconó w całownym maszinopisu dzeła Heyczi, w jaczim ju na pierszi stronie może dozdrzec wiele różniców z tim, co je wëdrëköwóné w ksążkach. Wiera może sa docëgac, że sóm autor naniósł te zmianę. Równak gwës wórt bëłobë to szerzi znanalizérowac przez bëlnégö biografa wiôldżégó dëchöwnégö Młodokaszëbë, na co nen - a ösoblëwie kóżdi czetińc - dërch żdaje. Pierszó śpiewka „Czej słunuszkó" je do słów autora „Szlódżi", co tak pó prówdze nen szpëtóczel ódmikają. Bieszk napisół do ni muzyka. Co je w taczich przëtrôfkach muszebné, pódszëkówół kąsk szlabizë, żebë ritm lepi sztëmówół. Pósobné sztëczczi są ju w całoscë przez wiôldżégö Zrzeszińca napisóné. Są to: „Nieprôwda, nié prówda" w ritmie krôköwiaka, balet „Warcó ju Szlóga", „Széper" i „Szewc". Wiera może bëc tak, że leno w papiórach ks. Grëczë zachöwałë sa te rzecze. Ko gwës je dostół Heyka ód Bieszka, ale nen zaró na początku wöjnë zdżinął, a zbiorę pó nim szłë w znikwienié5. W nëch pismionach pó ks. F. Grëczë nalózł jem jesz jeden baro wórtny lëstk z pieśnią kóscelną pó polsku. Wiera bëła napisónó na prośba prałata, bó bëła wetkłó w scenarnik widzawiszcza „Sakramenta święte", chtërnégó autorstwo gwës może przepisać ks- Grëczë- Kó je nen tekst pó polsku, ale są w nim bënë kaszëbsczé słowa, jak „kmótr", co wskózywają brewiter, że napisół to ks. Grëcza. Je baro móżlëwé, że je to 5 Zdrzë: M. Bobkowska, J. Belgrau, Ks. dr Leon Heyke duszpasterz, wychowawca i poeta kaszubski, Banino-Kościerzyna 2015. C-CTH^» <3 M+ĄAC*. . , # JiW J1: fjt&UZJL ^'n yfc /WLO /fCA^HI -iAŁA "ićsidi. 5*-^ .ST® *«4» «*•<=». jN'wccAe^j 5^*»® • of -v«-ervoo<.«-Ł£ /*.« ic* • fyr&tattze^ i t £*Jk. mJ*-* &X* l Łt e SulazmJO Z . d^J^ileU^ mj({t ł ^ yL - fł«>| t xl ^vo-fc" le jedurny egzemplér ti spiéwë, terô szczestlëwie zretóny. W tim môlu wôrt nadczidnąc ö dwuch jinszich snôżich pieśniach köladowëch Bieszka napisónëch w rodny möwie. Chódzy o: „Ni ma arbardżi" i „Cësznô noc". Nalôzł jem je w rakópismionie w zbiorach po Kaszëbsczim Królu, Karolu Kreffce. Spiéwë te bëłë prôwdac rëchli znóné. Kö na pierszô je ju wëdrëköwónô w 1982 r. w „Kaszëbsczich kóladach i gödowëch śpiewach"6. Leno tam nalazła sa fela, chtërna nijak nie dozwôlô na rozeznanie znaczënku. Kö zamiast słowa „arbarga" je tam użëtô „arbaga". Pitôł jem wiele lëdzy, cëż to je. Bez skutku. A chódzy ö goscyńc. Ko „arbarga" wzató z jazëka niemiecczégó, prawie je kaszëbsczim „góscyńca", abö „karczmą". Pod taczim titla „Ni ma góscyńca" jô ögłosył nen tekst w „Dlć> Was Panie"7. Późni pöjawiłë sa öne téż 6 Kaszëbsczié kolędë ë godowé spiéw, zebrał Władysław Kirstein, Gdańsk 1982, s. 98. 7 Dlô Was Panie. Köscelny śpiewnik, öprôc. w bieszkówim - le jinszim - rakópisu w „Pro memoria. Stefan Bieszk"8. Na felnô „arbaga" bëła czile razy powtórzono, ö czim jó ju tej sej nadczidôł znajôrzóm kaszëbsczi spiéwë. Téż z marnym skutka9. Równak dzys wiémë na gwës, jaczi je bëlny titel. Kö möżemë östac przë ti zabôczony ju czësto w słowiznie Kaszëbów (żlë w całoscë bëła czedëkölwiek użiwónô?) „arbardze", równak lepi bë wiera bëło tam dac kaszëbsczé słowö „goscyńc". Tak czë jinak öbie Bieszköwe spiéwë są baro snôżé. Wôrt je achtnąc i pódskacac do jich spiéwaniô w gwiôzdköwi czas. Sztefan Bieszk je baro piakną pöstacją w kaszëbsczi lëteraturze a rësznoce. Béł bëlno wëuczony, znôł köl piac jazëków. E. Pryczkowski, Gdańsk 2006. 8 Pro Memoria Stefan Bieszk (1895-1964), red. J. Borzyszkowski, Gdańsk 2013, s. 441 i 443. 9 Zdrzë np.: W. Frankowska, Kolędowanie na Kaszubach. Dzieje kolęd na Pomorzu od XVI do XXI wieku, Warszawa 2015, s. 400. fC'Aaji* -o+tł&nUaj 5TuA o. /tvvv»v«.! ^oajt| ^ (m-Ł^o enoCKjl , y- Ci**iio cc H .' ^'l^^'ip • l r ^ -.....t.....r? o V^Wlfl. t 'rtVU-4Z<^ dLLo '?<ŁH*vĆ ^ /W^VŁŁ-VC- 'C Wf.UXM.iC ^ VtoAcT łCfl- . /ĆU/6£4U> J^fe ;fe; .«jŁL..3BK.sf, K .' -*=t i ł nu t=T i n 5>| ' * ----------v ..»•••.*•--••"'3: -.-tkj..; \ ..... \ t,z_^— 0iŁ««'(i«- we1Xieijfë /rimil, LUbiuJfe fjU iX ( K<)YO ,VfX, ^ lAtD 2 ^-Ł^X. iA- 2L' 44Aij(^fiL. f i (= ite 4 ICjłlr. t^i*JJ.ZAf «tAi ?a. e«.£l Z&uhICAAA. i^da. mv. t^a3t ft s Choć urosłi w niemiecczim jazëköwim i kulturowim kragu, jakuż snôżo naucził sa rodny möwë. Tam piakno ja pöznôł, że rozmiôł pisać przesnôżé sonetë a jinszé dokôzë lëteracczé, ösoblëwie spiéwë a dramatë. Béł dlô Zrzeszińców autoriteta wszelczégö ôrtu, w tim - co jaż baro möże dzëwöwac - w sprawie pisënku. Bez wątpieniô béł méstra kaszëbsczi pismieniznë. A kö żëcé baro gö do-swiôdczało. Urodzony na wënëkanim, wrócył na klin tatczëznë, tej zôs wënëkóny do Zamösca. Pö wojnie zgardzony przez system. Żił i umarł w biédze. Za żëcégö jegö dokôzë nie bëłë achtnioné, pö smiercë zac pö zacu wlôżô na niwizna nôbëlniészich utwórców kaszëbsczi pismieniznë. Nieprôwda, nié prôwda Nieprôwda, nié prôwda! Gusce nie jiscë sa. Nié wszëtkö procëmné, krôsnia pömöc niese. W lasu je szëmöt wichru i szoru, Leśny udibô biédnégö w böru. Hej la la, hej la la... Nié wszëtkö je lëchö, uwieseli Wiła, Kaszëbeczka köchô, snôżkô Tina miłô. Nielitny sadza wpichô za krôtë, Mô sprawiedlëwą pokuta za to-Hej la la, hej la la... Uceszë sa, ceszë no nieszczescé minie. Më cë jesmë drëszë, Kaszëbstwö nie zdżinie. Zawdë na swiece miłosc pöpierôj, Nijak ze smatka drëżstwa zawierôj. Hej la la, hej la la... Po dniach dobrëch, jednëch, muszą przińc i cemné - Wiedno köle biédnëch, jesmë dobri, drëmny Pö dniach dobrëch, jednëch, muszą przińc i cemné - Wiedno köle biédnëch, jesmë dobri, drëmny. 35 . El .o ('« Siocj* i'tmA. B,i ioiU> ----- K>ft *---*— w.tU pEjĘ •> / / r v-[ $ p] 3f J' ^ | Cjtwco ju Sł1o«J* •*- cł.8k.X*-«J-t d.v*> cA-itj ^ cWoc^-Uj ^ T jod iru. ( tocŁomocc.' ^r©e/*jj &. f ajl Mviciiv i r<'-^o UiT*. ( ^ < Xo 3® -»«. f~o bi, -(t^i b*vo f 3 ow snife. jł. smwcij' ć£ę ^u- s« smut^ '. fiłieszcti^cM nv«^ ó , jfcoa. r«Vi# leps*ć> UVO<>k. D/TA t-f-t- r, ( :' >, t, * * y-^-1 6 *....*• .-*- • . 1 -—— ., m ..t-*- , ~~t /f öUrvw_Ł - 2-a. +0 ba, *«. "+o-fa>ą ti^.- fot*^ZX *. ^ 3 kaftn® f*M Sna-ct' - Jipc*x?.KR "pir^'K^'te tw , "fe-isi Ł* srtć-cé".. 3 . —1 • ...■..: ~ •-•..•........... -....... ..... 1 M ou\rt z**™ |Vc -s ? v' - - ■ ? ■•■ j t * - 1 r': fiłlftl'f. łtfflUMA*.. iilJUK. t $ut-. futrj't £Ł#4* t' kta**** <^UjUA, SUnh* * i' c r i Ł=yr ;l > j-teK i i J' 14- i 1 O , ftX CC/w/k*. oti^iA '■ %«hf ■ t t •« V ; i •' J»|J J S -' JI- -m -J| A ^|VUAU\ SAAAAÉ*. VfK - Kn'tTKa^ # S^%v bo *-4vyj JL 7 u {/* ., 4-I^CJs ^ /K4*. i -? «^lo - >■ uf^ » ^ fe-A__JU " '■ ëf AVUUAL *U V..... ' ą....... _ \" " V- V" A*' - - t!*- /K*'» • =3 v^' t.....i-| Ni ma arbardżi (goscyńca) Ni ma arbardżi a ni ma! Józef pönëkô osełka. Buten je cemżô a zëma, Muszi dlô Pannë Mariji Nalezc chlewik, stodółka. Nie płacze, Józef zjiscony! Rzecze Marija Panienka. Bóg ju to mô namienioné, Kadë Jego Służebnica Narodzy jegó Synka. I narodzył sa na sztrëji Zbôwca a Król, jak ubódżi! Ötemkłë niebiesczé kraje, Redoscë môłnie a pöku Aniołów biôłé rédżi. Cësznô noc Damiła Noc, bielëłë rzmë Wësok łiskałë gwiôzdë Słowö Bóżé bëło rzekłé, Narodzone ö dwanôsti. U -S-a-śJł—żuŁ. U i»bu£ica * trzeoh odsłonach Uf* j m ey . Auguat —zl wga — gburk —umka ]««o —lb-rtryna dzewka w«d*«y fjr&aeoKay ± i u Sroka aadowy sióga Loeny Wista losowy Baba ICroanlota Ledze P i o r a z 6___Łflrłldal Jedne stronę laa»z drodze nórt Sziógowe oheoze. lae. /Loasy ô przopoinl m eon,! Cze£ j -s klczonle proe^t/ Cze? Doatate pełnl»a dali 1« klozi4»ne móŁoe proa nłenazartyt "* " '------ tatk ona ozy a stworę _ ................... ...... A jak tuwe radzee? Czoj Jooham w zópole»i w eklflpl* oałot A laaa nierocbej»bo ponsofcy Jo|Tem bo a* ao napasto.a mechu mechu»abo pópasae to dra przez prawa* /zewie/ Jez po____ _______ J6az /uanit* 1 zaobrapn^Ł/ w--------------------- obzoraj^oe se króani^-Ccej uzdrzy Ousta#lotko podobódo/ ..B. n,f IH P»« J' krwi 1 zo aaro«?Bo niewo aeló mie weaoozy króaniok kożde al moce beo J lmu póhmSc- /wow epiku aaroozy/ JoiJó Jem SzlógalCoaz to-----caaz to ohoć* — /hom»aroozy i api/ Kó J