BEZPŁATNY DODATEK KASZUBSKOJEZYCZNY POMERANIA MIESIĘCZNIK SPOŁECZNO-KULTURALNY | ROK ZAŁOŻENIA 1963 | CENA 7,00 zł | NR 3 (584) | MARZEC 20241 WWW.MIESIECZNIKPOMERANIA.PL ROK KS. HILAREGO JASTAKA 9770238904906 POMERANIA NR 3 (584) | MARZEC 2024 3 Mniejszości narodowe i etniczne sq siłq Polski, a nie jej słabością. RED. 4 Rocznica zaślubin Polski z morzem SL 6 Lëteratura w biôtce ze Smatka. Z dr. Grégöra Schramką gôdómë ö jegö nônowszi publikacje Procëm Smatkôwi. Współczesna literatura kaszubska w latach 1981-2015 DARK MAJKÖWSCZI 11 Zielona gmina Lubichowo i jej ambasadorka SL 12 Jinaczi spisënk, jinaczi sondaż P.D. 14 Na rézë mało chto jachôł, robilë na gburstwie LUKÔSZ ZOŁTKÖWSCZI 17 Kaszëbsczi wësziwk w Warszawie Z Anq Miszczôk gôdelë ANIELA i SZCZEPÓN MAKURÔT 20 Poezja JAN WESPA 21 Wanda Rogalewska, laureatka Benefisu Dojrzałości. Z laureatką VII Gdańskiego Konkursu Poetyckiego dla Seniorów w ramach cyklu Benefis Dojrzałości rozmawia DOMINIKA GŁOWIENKA 24 Żëcé chutkö nëkô... Z profesora Jerzim Trédra gôdómë ö jegö kaszëbsczi i nôuköwi drodze Z ARCHIWUM „POMERANII" 27 Sztefón Bieszk - méster zrzeszińców EUGENIUSZ PRËCZKÖWSCZI NAJÔ UCZBA. Edukacyjny dodôwk nr 3 (175) 35 Smaki i aromaty Pomorza rafał nowakowski 38 „Zrzesz Kaszëbskô" a „Klëka". Szkic porównawczy. Część II piotr schmandt 46 Łóżko królewiónczi mateusz bullmann 48 Tata kupił koza, to je ö kartësczim szërmëclu tómk fópka 51 Wachtôrka pamiacë anaglëszcziNskô 52 Kaszëbsczi Spikrz Pamiacë paulëna waserskô 53 Z Kociewia maria pająkowska-kensik 54 Książkowe nowości regionalne iwona joć 56 LEKTURY daniel kalinowski, jan kulas 59 Roda. Z Bëtowa wözëlë jaż do Gduńska p.d. 60 Klëka 67 Sëchim paka uszłé tómk fópka 68 To nie je w głowa do pöjacô olga kukuńskó 30 Kaszubi w procesie berlińskim 1847 roku ANDRZEJ JANUSZ 32 Krzyż Rybacki ANDRZEJ BUSLER 34 Gdańsk mniej znany MARTA SZAGŻDOWICZ Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji Ministerstwo Kultury I Dziedzictwa Narodowego WOJEWODZTWO POMORSKIE GDYNIA moje miasto Numer wydano dzięki dotacji Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji. „ft/W/tor/a wyraża jedynie poglądy autora/ów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji" Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury Zrealizowano ze środków Województwa Pomorskiego Dofinansowano ze środków Miasta Gdyni RABAT DLA CZYTELNIKÓW „POMERANII" A NOOiW' MlfcSĄI)/ SCYGNĄC MIESĄDZ Karolina Serkowska-Sieciechowska CENA PO RABACIE 25,00 ZŁ j « örtagraficzna gramjitiezny słowarzk • kaszëbsczégôJSzëka ORTOGRAFICZNO- GRAMATICZNY SŁOWÔRZK Dariusz Majkowski Joanna Ginter CENA PO RABACIE 25,00 ZŁ byao ^HfcRBU KASZTAN' W dawnym bytcwtfc | i BYCIO HERBU KASZTAN W DAWNYM BYTOWIE Anna Gliszczyńska CENA PO RABACIE 12,00 ZŁ f) r.UGMMt^/. tiOi^RKK i OJ WIELKI SŁOWNIK N POLSKO--KASZUBSKI Cv & Tam V T-U WIELKI SŁOWNIK POLSKO-- KASZUBSKI T-U Eugeniusz Gołgbek CENA PO RABACIE 38,00 ZŁ PROCEM SMATKÔWI WSPÓŁCZESNA LITERATURA KASZUBSKA Grzegorz Schramke CENA PO RABACIE 38,00 ZŁ i Etf9tnłu«l «Vyci*Owski Môtilk MOTILK. KASZËBSCZÉ SPIÉWANCZI DLÔ DZECY Eugeniusz Pryczkowski CENA PO RABACIE 25,00 ZŁ POMERANIA MIESIĘCZNIK SPOŁECZNO-KULTURALNY ADRES REDAKCJI ul. Straganiarska 20-23 / 80-837 Gdańsk tel.58 301 9016/58 301 27 31 e-mail: red.pomerania@wp.pl REDAKTOR NACZELNY Sławomir Lewandowski ZESPÓŁ REDAKCYJNY Dariusz Majkowski (zastępca redaktora naczelnego) Aleksandra Dzięcielska-Jasnoch (sekretarz redakcji, Najô Uczba) Krystyna Sulicka Małgorzata Micał Bogumiła Cirocka Ludmiła Kucharska Bogdan Adamczyk (skład graficzny) KOLEGIUM REDAKCYJNE Piotr Dziekanowski (przewodniczgcy kolegium) Mateusz Bullmann Andrzej Busler Ewa Górska Stanisław Jankę Piotr Lessnau Wiktor Pepliński Danuta Pioch Edmund Szczesiak Bogdan Wiśniewski TŁUMACZENIA NA JĘZYK KASZUBSKI Dariusz Majkowski ZDJĘCIE NA OKŁADCE Grzegorz Schramke. Fot. Archiwum prywatne WYDAWCA Zarzgd Główny Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego ul. Straganiarska 20-23, 80-837 Gdańsk DRUK Wydawnictwo „Bernardinum" Sp. z o.o. ul. Biskupa Dominika 11, 83-130 Pelplin Redakcja zastrzega sobie prawo do skracania i redagowania artykułów oraz zmiany tytułów. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść ogłoszeń i reklam. PRENUMERATA Z DOSTAWĄ DO DOMU! Koszt prenumeraty rocznej krajowej z bezpłatng dostawg do domu: 77 zł. W przypadku prenumeraty zagranicznej: 172 zł. Podane ceny sg cenami brutto i uwzględniajg 5% VAT. Aby zamówić roczng prenumeratę, należy: • dokonać wpłaty na konto: PKO BP S.A. 28 1020 1811 0000 0302 0129 3513, OD REDAKTORA Grzegorz Schramke to urodzony w Brusach badacz literatury kaszubskiej, pisarz, publicysta związany również z miesięcznikiem „Pomerania", współzałożyciel kaszubskiego periodyku „Zymk", a także nauczyciel języka kaszubskiego. Wydana pod koniec ubiegłego roku nakładem wydawnictwa Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego monografia „Procëm Smatkówi. Współczesna literatura kaszubska w latach 1981-2015" to pokłosie pracy doktorskiej, którą Schramke obronił w 2020 roku. Przeredagowana na potrzeby wydawnicze monografia autorska Grzegorza Schramkego to, jak napisał w posłowiu prof. dr hab. Daniel Kalinowski, „ważne osiągnięcie kaszubistyki". Profesor podkreśla, że „Pracę napisał Kaszuba, który doskonale opanował rodzimą mowę, potrafi od wewnątrz przedstawić zagadnienia literackie bez ich egzotyzacji czy poczucia kulturowej opresji. Schramke snuje opowieść wyważoną, precyzyjną i inspirującą do własnych lektur". O publikacji „Procëm Smatköwi. Współczesna literatura kaszubska w latach 1981-2015" z jej autorem rozmawia Dariusz Majkowski. Zapis rozmowy publikujemy na łamach marcowej „Pomeranii". Sławomir Lewandowski Zarzgd Główny Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego ul. Straganiarska 20-23, 80-837 Gdańsk, podajgc imię i nazwisko (lub nazwę jednostki zamawiajgcej) oraz dokładny adres • złożyć zamówienie w Biurze ZG ZKP, tel. 500 183 832 e-mail: prenumerata@kaszubi.pl Wydarzenia MNIEJSZOSCI NARODOWE I ETNICZNE SĄ SIŁA POLSKI, A NIE JEJ SŁABOŚCIĄ SPOTKANIE MARSZAŁKA SEJMU Z PRZEDSTAWICIELAMI MNIEJSZOŚCI NARODOWYCH Dnia 19 lutego tego roku z inicjatywy marszałka Sejmu RP Szymona Hołowni odbyło się w parlamencie spotkanie z przedstawicielami strony mniejszościowej Komisji Wspólnej Rządu i Mniejszości Narodowych i Etnicznych. Jak zauważyli przedstawiciele organizacji mniejszości narodowych i społeczności posługującej się językiem regionalnym, pierwszy raz od 2005 roku, tj. od utworzenia komisji, marszałek Sejmu zaprosił ich na rozmowy o polityce mniejszościowej państwa. - Mniejszości narodowe i etniczne są siłą Polski, a nie jej słabością - podkreślił marszałek Hołownia na początku spotkania. Zaznaczył przy tym, że jest gotowy do dialogu z członkami komisji, który pomógłby tworzyć wspólną i integralną Rzeczpospolitą. Przedstawiciele organizacji mniejszości podnieśli kwestie problemów w relacjach między ministerstwami a mniejszościami i społecznością kaszubską, braku w Sejmie posłów wybranych z list mniejszości i niewywiązywania się przez Polskę z postanowień ratyfikowanej przed piętnastoma laty Europejskiej karty języków regionalnych lub mniejszościowych. Sporo czasu poświęcono potrzebie zbadania skuteczności nauczania języków mniejszościowych i języka regionalnego w szkołach. Organizacje pozarządowe zwracały uwagę na fakt, że budżet państwa na nauczanie tych języków kieruje do samorządów coraz większe środki finansowe, a nie przekłada się to na efektywność nauczania. Konieczna jest ewalu-acja organizacji oświaty mniejszości i dopiero po jej przeprowadzeniu należy dokonywać reform w systemie. Wskazywano na straty, jakie w funkcjonowaniu mniejszości wywołały regulacje prawne wprowadza- ne w latach minionych bez konsultacji i w dużym pośpiechu. Rozmawiano również o obecności języków mniejszościowych i regionalnych w mediach publicznych oraz o sposobach przedstawiania w nich wielokulturowej tradycji Rzeczypospolitej. Członkowie komisji podkreślali, że każda z reprezentowanych społeczności ma swoją specyfikę. Część spotkania poświęcona była zatem zmianom demograficznym w kontekście spisów powszechnych. - Województwo pomorskie, na co zwrócili uwagę nasi reprezentanci, odznacza się wyjątkowością, choćby ze względu na fakt, że teren Kaszub nie ulega depopulacji, a jest obszarem ciągłych ruchów migracyjnych. Można się zatem spodziewać, że w najbliższych latach, na skutek chociażby budowy elektrowni jądrowej, kopalni soli potasowych i lokalizacji dużych inwestycji koncernów międzynarodowych, zmiany w strukturze etnicznej regionu przyspieszą. Konieczne będzie więc dostosowanie polityk publicznych tak, aby każdy, niezależnie od obywatelstwa, mieszkaniec Kaszub mógł na równych prawach korzystać z nauki języka regionalnego w szkołach - mówił Łukasz Grzę-dzicki, członek Komisji Wspólnej Rządu i Mniejszości Narodowych i Etnicznych oraz członek Zarządu Głównego Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. Marszałek Hołownia zadeklarował, że Kancelaria Sejmu z większą uwagą będzie monitorowała i konsultowała zagadnienia odnoszące się do projektów aktów prawnych regulujących kwestie mniejszości oraz języka kaszubskiego. Wyraził też chęć kontynuowania dorocznych spotkań z członkami komisji oraz zainteresowanie dalszą współpracą. RED. Pomerania nr 3 (584) / Marzec 2024 3 W naszej kaszubskiej tożsamości to, co się stało 104 lata temu w Pucku, zajmuje niezwykle ważne miejsce. - Nigdy dosyć powtarzania, że to dzięki Kaszubom Polska wróciła nad morze - słowa wypowiedziane przez prezesa Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego Jana Wyrowińskiego wybrzmiały na koniec uroczystości rocznicowych w Pucku, wzbudzając gromkie owacje zebranych. Prezes Jan Wyrowiński w trakcie wystąpienia. Fot. Sławomir Lewandowski ROCZNICA ZAŚLUBIN POLSKI Z MORZEM W tegorocznych obchodach 104. rocznicy symbolicznych zaślubin Polski z morzem wzięli udział m.in. wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz, minister edukacji Barbara Nowacka, minister rodziny, pracy i polityki społecznej Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, senator RP Kazimierz Kleina, wojewoda pomorska Beata Rutkiewicz oraz gospodarze uroczystości: burmistrz Pucka Hanna Pruchniewska i prezes ZKP Jan Wyrowiński. Uroczystości rozpoczęły się tradycyjnie na Starym Rynku w Pucku od wystąpienia pani burmistrz i prezesa Ligi Morskiej i Rzecznej kpt. Z.w. Andrzeja Królikowskiego. Goście i mieszkańcy wzięli udział w Mszy Świętej w kościele pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła, a następnie przeszli do puckiego portu, gdzie odbyły się główne wydarzenia rocznicowe. Choć ze sceny zlokalizowanej w porcie rybackim przy okazji każdej rocznicy słyszymy wiele wzniosłych słów związanych z wydarzeniami sprzed ponad wieku, to ich wydźwięk wciąż nie dość dostatecznie słyszany jest poza Puckiem i Pomorzem, pomimo prób „unarodowienia" tego święta przez lokalne władze samorządowe i oczywiście Zrzeszenie Kaszub-sko-Pomorskie. Wydawałoby się, że setna rocznica, do której tak starannie wszyscy się przygotowywaliśmy, zostawi większy ślad w świadomości Polaków. Niestety, szerszym echem rozniosły się gwizdy pod- czas wystąpienia prezydenta RP Andrzeja Dudy niż kontekst samej uroczystości. Symboliczny akt zaślubin Polski z morzem to mimo wszystko wciąż bardziej temat lokalny niż ogólnonarodowy, choć -jak wspomniał prezes Jan Wyrowiński - były lata, kiedy o tej rocznicy zapominano lub przeszkadzano w jej obchodzeniu. Dzisiaj nikt nie zapomina o dacie 10 lutego 1920 roku, w czym zasługa samorządowców i członków zrzeszenia. W tym roku także słyszeliśmy wiele mów z ust zaproszonych gości, które - miejmy nadzieję - będą inspiracją do działania, aby akt powrotu Polski nad Bałtyk był równie doceniany także w głębi kraju. Minister edukacji Barbara Nowacka podczas tegorocznej uroczystości powiedziała m.in.: - Bałtyk, jego plaże, miejscowości nadmorskie, rybactwo wpisują się w tożsamość wspólnoty lokalnej i wspólnoty narodowej, a w tej tożsamości pobrzmiewają także echa dążeń do wolności. Dlatego takie wydarzenia, jak rocznica zaślubin Polski z morzem, muszą znaleźć swoje należne miejsce w edukacji -podkreśliła. Czy za tymi słowami pójdą czyny i w programie nauczania znajdzie się więcej miejsca na temat przemarszu Błękitnej Armii generała Józefa Hallera przez Pomorze? Na uwagę zasługują również słowa wicepremiera, szef MON Władysława Kosiniaka-Kamysza: 4 Pomerania nr 3 (584) / Strëmiannik 2024 Wydarzenia - Nie byłoby odrodzenia, przyjścia i zanurzenia pierścienia generała Hallera w morzu bez ludu kaszubskiego. Jak wspominał prezydent Stanisław Wojciechowski w 1923 roku, nie byłoby powrotu Polski nad morze bez piastowskiego ludu kaszubskiego. Chylę czoło z wdzięczności w imieniu Rzeczypospolitej przed waszymi przodkami. Przed tymi wszystkimi, którzy Pomorze do polskości zanieśli. Pamiętamy i będziemy wierni również tej tradycji, której wy pięknie dziś towarzyszycie. Wicepremier podkreślił, że morze jest niezwykle ważnym szlakiem handlowym, transportowym oraz jest bardzo ważne dla bezpieczeństwa Rzeczpospolitej w tak skomplikowanej rzeczywistości, w tak niebezpiecznych czasach, jak obecne. - Nie będzie i nie ma tego bezpieczeństwa bez silnej Marynarki Wojennej, z której jesteśmy dziś dumni nie tylko dlatego, że tak pięknie się prezentuje, ale i dlatego, że ma wysokie zdolności operacyjne, które muszą i będą podnoszone, bo to jest wyzwanie naszych czasów, ochrona wybrzeża, infrastruktury krytycznej, szlaków komunikacyjnych. To podstawowe zadanie dla Marynarki Wojennej, z którego będzie się wywiązywać - zapewnił szef MON. Minister rodziny, pracy i polityki społecznej Agnieszka Dziemianowicz-Bąk podkreśliła z kolei, że wydarzenia sprzed 104 lat niosą za sobą głębokie znaczenie historyczne oraz inspirują do refleksji na temat naszej narodowej tożsamości. - Zaślubiny Polski z morzem to nie tylko fakt historyczny i geograficzny o ogromnym znaczeniu. To przede wszystkim wielki symbol jedności, solidarności i odrodzenia niepodległego państwa - oceniła. Warto też pamiętać o tym, co powiedział w Pucku prezes Jan Wyrowiński: - To jest prawda i tej prawdy się trzymajmy. To Kaszubi sprawili, że nie trzeba było przeprowadzać plebiscytu na Kaszubach. To ich głosy na polskich posłów do parlamentu Rzeszy były jednym z argumentów przekonujących tych, którzy wtedy rządzili światem i decydowali o tym, w jaki sposób będzie on zorganizowany, że tutaj powinna być Polska. Potem różnie bywało. I w czasie drugiej RP, i w PRL. Nie doceniano nas. Traktowano z wyższością. Dopiero zwycięstwo „Solidarności" sprawiło, że Kaszubi stali się prawdziwymi gospodarzami tej ziemi. W naszej historii to, co się stało sto cztery lata temu w Pucku, zajmuje niezwykle ważne miejsce. To jeden z fundamentów naszej tożsamości, ale również ważne jest to, co się stało w Polsce w 1980 roku, kiedy powstała „Solidarność". Chciałbym przywołać jeden fakt. Pierwszym księdzem, który odprawił Mszę Świętą dla strajkujących, był ksiądz Hilary Jastak, Kaszuba z Kościerzyny, który został ogłoszony przez Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie patronem roku 2024. Chciałbym przywołać także fakt, że zarówno w Stoczni Gdańskiej, jak i Stoczni Gdyńskiej w większości pracowali Kaszubi. I to Pomerania nr 3 (584) / Marzec 2024 Wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz. Fot. Sławomir Lewandowski ^ mmmmm jS S wSiT HflMII oni, nie chwaląc się, byli jednym z elementów tego, co było nowe. I to oni również walczyli o wolność dla całej Polski i możliwość życia w Polsce. Przypomnijmy to sobie dzisiaj nad polskim morzem -zakończył prezes ZKP. SL Honorowa warta przy pomniku generała Józefa Hallera. Fot. Sławomir Lewandowski LETERATURA W BIOTCE ZE SMATKA Z dr. Grégöra Schramką gôdómë ö jegö nônowszi publikacje Procëm Smatkówi. Współczesna literatura kaszubska w latach 1981-2015. Twoja ksążka powstała na spödlim doktoratu. Miôł ôn titel Współczesna literatura kaszubsko-języczna w latach 1981-2015. Dlôcze w wersje do drëku dodôł jes słowa „Procëm Smatkówi"? Grégór Schramka (pol. Grzegorz Schramke): Udba dodaniô przedtitla weszła od direktórczi wëdôwiznë Kaszëbskö-Pömörsczégö Zrzeszeniô Anë Dunst. Nie pamiatóm ju, czë to prawie jô ten tu wëmëslił, czë nié. Le zdôwô mie sa, że jô. Fejn nawlékô i do naji lëteraturë, i do ji öbgôdaniów, jak chöc do Jana Drzéżdżona i jegö ksążków Piętno Smętka. Z problemów kaszubskiej literatury regionalnej lat 1920-1939 i pöwiescë Twarz Smętka. Në i, sa rozmieje, arcëdokazu Żëcé i przigôdë Remusa Aleksandra Majköwsczégö. Tim mójim titla chcą téż pokazać, że kaszëbsczi utwórcowie bez swöje tekstë. usôdzanié poezje, prozë, do-kazów na bina, dolmaczeniów - procëmią sa dzejaniému Smatka. Zmienił jes też słowo „kaszubskojęzyczna" na „kaszubska". Wëchôdało to z tego, że jak jô zaczinôł robie przë mójim doktorace, a bëło to ju lata lateczné (smiéch), mój tedë promotor prof. Jerzi Samp mie rzekł, że lepi dac „kaszëbsköjazëkôwô". Szło ö to, żebë uceknąc ôd rozmajitëch diskusji ö tim, czim je kaszëbskô lëteratura. A doch nót pamiatac, że w uszłoce bëłë rozmajité pözdrzatczi na to, chto przënôleżi do ti lëteraturë: leno ti, co piszą pö kaszëbsku, czë téż taczi lëdze, jak chöc wej Augustin Necel czë Gunter Grass. Żebë to wszëtkö so lepi uswiądnic, nót chóc le wspómnąc, że bëła téż pôzwa „literatura kaszubsko-pomor-ska". Dzysdnia tego jiwru ju wiera ni ma i je wie-dzec, że „literatura kaszubska" to lëteratura pi-sónô w kaszëbsczim jazëku abö w jaczims jegö dialekce, jak je to na przëmiar w prozę Artura Jabłońsczegó. Jesz jedno przërównanié do doktoratu. Napisôł jes w nim wiele wicy ö lëteraturze przed roka 1981. W ksążce je ö tim cządze dosc tëli wëcaté. Prôwda. Jak jô pisôł doktorat, jô miôł tam wiôldżi, köl stostronowi dzél pt. „Historia literatury kaszubskojęzycznej do 1981 roku". Prof. Tadeusz Linkner, chtëren béł mójim drë-dżim promotora, rzekł, żebë jô skrócył te sto strón. Jô mu ödpöwiedzôł, że jem sa przë tim baro narobił i jô bëm chcôł to óstawic. Tej on odrzekł, że móga, ale recenzentom może sa to nie uwidzec. I pó prôwdze, w recenzjach bëłë taczé uwôdżi, że ten dzél na tegö ôrtu dokôz je za dłu-dżi. Dlôte przë roboce wkół ksążczi, ob czas jaczis gôdczi z Aną Dunst, më udbalë, bë zrobić zachtny skrócënk tegö rozdzélu, a późni jô napisza drëgą ksążka. Ta drëgô mô bëc ö wczasniészich latach w historii kaszëbsczi lëteraturë. Tej wëzwëskóm ten nieskrócony dzél. Tam, w ti pösobny ksążce, badą öpisóné dokazë, jaczé powstałe przed roka 1981, nawetka jeżlë wëdelë je późni. Wezmë na to chöcbë Urwónę śpiewa Jana Rómpsczégó... Weszła w roku 2021, ale powstała ób czas II światowi wôjnë. Jinym przikłada je Ewanielskô spiéwa Aleksandra Labudë. Öna téż ukózała sa pó roku 1981, ale ostała napisónô rëchli. 6 Pomerania nr 3 (584) / Strëmiannik 2024 W ËDO WIEDZÔ Jak të bë w jednym zdanim rzekł, co nalézemë w ksążce Procëm Smutkowi? Öpisywóm całosc naji lëteraturë lat 1981-2015 i, na jaczis ôrt, przed tim cząda i po nim, to je proza, poezja i dramat, a do te móm dzél ö dolma-czënkach (z kaszëbsczégö i na kaszëbsczi). Sa wić, że dolmaczënczi z cëzëch jazëków nie przënólégają do naji lëteraturë, ale doch mają cësk na ji rozwij. Wëklaruj nama czasowe grańce, jaczé sa pöjôwiają w twöji ksążce. Nôprzód ta kuńcowo -2015. W doktorace i ksążce jô öpisôł dokazë napisóné do roku 2015, z tim, że chóc krótko, ale öbgôdiwóm téż te, co powstałe po tim roku. Szło ô to, bë czetińc téż chóc cos wiedzôł ö tim, co sa dzejało w naji lëteraturze pö öbgôdiwónym beze mie czą-dze. Sa rozmieje, że w Procëm Smatkôwi je tëch dopöwiesców wiacy jak w doktorace, bo ksążka je zrobiono pó nim, i tak tej są w ni nadczidniaca, co sa tikają tëch czësto nônowszich lëteracczich wëdarzeniów. Na przëmiar, jak gôdóm ö doka-zach fantasy pö kaszëbsku, to dodôwóm jesz, że pô roku 2015 ukôzało sa Pôd ôka Jastrë i Droga wôlnëch lëdzy. Dlôcze zaczinôsz öd 1981 roku? Mô to cos pöspólnégö z tim, że Jón Drzéżdżón skuńcził na roku 1980 swoja historia lëteraturë? Jo. Dzysô mómë ju publikacja Adelë Kuik--Kalinowsczi i Daniela Kalinowsczégö Kaszëbskô lëteratura. Wëzdrzënë, ale jak jô zaczinôł doktorat, tej më öd tëch wiakszich, synteticznëch dokazów mielë: Regionalizm kaszubski Andrzeja Buköwsczégö, jaczi öpisôł lëteratura do roku 1939, a tak pö prôwdze, w różnëch dopöwiescach, do 1945, Jana Drzéżdżona Piętno Smętka. Z problemów kaszubskiej literatury regionalnej lat 1920-1939 i Współczesna literatura kaszubska 1945-1980, bëła jesz Ferdinanda Neureitra Historia literatury kaszubskiej wëdónô w roku 1982. Bëłë téż jaczés jinszé rzeczë, jak artikle, wprowadzenia do ksążków, pökönferencyjné materiale, monografie, jak chóc ta ö Karnowsczim Cezarego Obracht-Prondzyńsczegó itd. Felowało równak synteticzny ksążczi, chtërna bë bëla ö dzysdniowi kaszëbsczi lëteraturze. I jô chcôł to zrobić. Ten rok 1981 jakno początkowo cezura möjégö doktoratu wzął sa prawie z tegö, że jô chcôł cygnąc historia dali, po tim, co zrobilë Bukówsczi i Drzéżdżón. Jaczi konkretno pöecë i pisarze są tej pierszima, chtërnëch öpisywôsz? Zaczna öd tegö, że są ópisóny w móji ksążce ti, co zadebiutowelë wiele rëchli, ale piselë téż pö roku 1981, jak Stanisłôw Pestka i Jón Piepka. 80. lata XX wieku to je czas, czedë mocno wchôdają utwórcë „pókôleniô-77", chtërny dosc tëli „namiészalë" w kaszëbsczi lëteraturze. Je wie-dzec - pözytiwno. Są to m.jin.: Jón Walkusz, Jerzi Stachursczi, Stanisłôw Janka, Jaromira Labudda, Jerzi Łisk. Są to lëdze rodzony w 50. latach XX wieku, pod kuńc 40. abó na początku 60., a debiutowelë oni w roku 1977 abó kąsk rëchli czë późni. Pótemu mómë pokolenie tëch, co za-czinalë publikować ju pó PRL-u, w 90. latach. Przikłada je tu Ida Czajinó, Artur Jabłońsczi abó Robert Żmuda-Trzebiatowsczi. Tej pósobny, tak tej ti, co lëterackó pöjawilë sa ju w najim stala-ce, jak Tomósz Fópka, Hana Makurót czë Ka-rolëna Serkówskó. Kuńcza na tëch nómłodszich (w 2015 roku), jak Adóm Hébel, Mateusz Meyer czë Gracjana Pótrëkus. W nëch ópisywónëch latach bëło wiele utwórców. Powstało wnetk 3 tësące tekstów póeticczich, póraset prozatorsczich. Jo nie chcół wëbrac leno tëch lepszich, a jinëch óstawic. Chódzëło mie ó to, żebë pokazać całosc lëteraturë, ale je wiedzec, że nie dało sa ópówiedzec ó kóżdi wiérzce. Ö jednëch utwórcach je napisóné mni, o jinszich wicy, co wiele razy bëło zanôleżné ód te, jak jich dokazë bëłë czekawé i öriginalné. Chcół Pomerania nr 3 (584) / Marzec 2024 7 W ËDO WIEDZÔ rzy Stachurski (197A) Lata 70. XX wieku były dla literatury kaszubskiej znaczącym okresem. Przyniosły jej bowiem pewne ożywienie, a także, co najważniejsze, w drugiej połowie tej dekady pojawiła się - jako efekt ogłoszonych w „Pomeranii" dwóch konkursów literackich - niemała, kolejna już w historii tei literatury, grupa młodych pisarzy kaszubskich. Stali się oni nadzieją nie tylko na dalszy rozwój tegoż piśmiennictwa, ale i na to. by jego ciągłość nie została przerwana. Laureat głównej nagrody w kategorii poezja pierwszej edycji wspomnianego konkursu Jerzy Stachurski ogłosił już w 1980 r. swój debiutancki tomik wierszy po kaszubsku Té pokazëją na mnie, o czym napomknięto w poprzedniej części tej pracy. Rok później ukazała się książka poetycka Jana Walkusza, który zajął drugie miejsce w obu edycjach tych zmagań literackich, zatytułowana Kańta nôdzejë. W tymże samym roku drukiem wyszedł tomik Krystyny Muzy Marnota, uplasowanej najpierw na trzecim, a następnie na pierwszym miejscu. Niewiele później, bo w 1983 r., do grona tych młodych poetów debiutujących książkowo dołączył wyróżniony w pierwszej edycji konkursu Stanisław Jankę zbiorkiem wierszy pt. Ju nie jem motélnikem, natomiast na książkę poetycką drugiej z wyróżnionych, wówczas nastoletniej Jaromiry Labuddy, trzeba było poczekać do 1986 r., kiedy to ukazała się jej Kôrba cëchotë. Tymże młodym twórcom otwarto również łamy „Pomeranii". Oprócz utworów pozyskanych w obu edycjach konkursu1, kolejne wiersze jego laureatów można znaleźć w dalszych numerach pisma2. Nie tylko utwory poetyckie (warto dodać, że wartościowe literacko) wymienionych laureatów ukazywały się w „Pomeranii". Z kaszubskoję-zycznych tekstów literackich Jan Walkusz opublikował na łamach pisma także Gadki mściszewickie3. Jak wyjaśniał we wstępie do nich, są to zbierane przy różnych okazjach\ lecz obrobione literacko humoreski z rodzaju 1 Wiersze Jerzego Stachurskiego, Jana Walkusza, Krystyny Muzy i Jaromiry Labuddy ukazały się już w numerze 5 „Pomeranii" z 1977 r. jnp. ), Stachurski, '"może zabierzesz..., '"Ostaw mnie w twojëch rękach..., *•'teoczë..., "'lëstë..., "'wiaterzawieje..., tamże, s. 2-3], natomiast Stanisława Jankego w numerze 6 |S. Jarike, Remusów miech, Niezelganô mowa, Obrôzk, PustÔ noc. Nie puszczajme w nie-pamianc, Odpoczink, Naszô radosc, tamże, s. 2]. 2 Np. lana Walkusza w numerze 8 -Pomeranii" z 1981 r. [J. Walkusz. Wspomink. Woianié. Rzeknij. Odińdzenie?. Lunatik. tamże, s. 52!, Krystyny Muzy w numerze 6z1978 |K. Muza, **'wëcygómë ręce.... Przed spikem, Të jes bëdzczim bogem. A te weniôsz morsczim piós-kem. Kaszëba, nié - Kaszëba, tamże. s. 281, Stanisława Jankego w numerze 4 z 1983 [S. Jankę. '"Smulisz zomknióny..., Bogowie zrobili moltech..., tamże. s. 161, Jaromiry Labuddy w numerze 12 z 1983 [I. Labudda, "'cziéj dostónę w darënku witrzészi dzén.... "'Nie wôrto nôparto stônac przed sobq..., "'czernidlem nieba runimë wiérztë..., tamże, s. 22]. I ). Walkusz, Gadki mściszewickie, „Pomerania" 1984, nr 3, s. 34-35; nr 6, s. 33-35. * Tamże, s. 34. tych, jakie funkcjonują w przestrzeni kulturowej Kaszub, a dotyczą najczęściej zmyślonych lub ewentualnie w punkcie wyjścia prawdziwych, lecz niejednokrotnie wyolbrzymionych do granic absurdu zdarzeń, których bohaterami są głównie - postrzegani jako niezwykle naiwni i niemądrzy - mieszkańcy wsi Tuszkowy czy Gnieżdżewo (w mniejszym zaś stopniu Swornegaci czy właśnie Mściszewic)5. W „Pomeranii" Walkusz zamieścił zaledwie kilka Gadek.... Gadki mściszewickie, „Pomerania" 1984, nr 3 gm —l| • Gadki mściszewickie Jan Walkusz Jaromira Labudda (ok. 1977) Jeszcze przed debiutem książkowym Jaromiry Labuddy w „Pomeranii" ukazała się jej sztuka teatralna pt. Klucz6. Po ponad dwudziestu latach ten rymowany utwór został zamieszczony również w zbiorze Domôcô bina. Dzewiac dramów do jigrë. Wëbiór z nônowsczi kaszëbsczi lëteraturë (2006). Najwięcej jednak tekstów literackich spośród autorów z przedstawianej grupy opublikował w „Pomeranii" Stanisław Jankę. Już w roku 1980, a więc jeszcze przed omawianym tu okresem, ogłosił krótki tekst prozatorski Strëch1. Niedługo potem zaś podobnej objętości opowiadania Sta-rëcha, Łączi i Zęck*. Akcja ich wszystkich rozgrywa się na wsi. w czasach współczesnych publikacji tekstów albo nieco wcześniejszych (Dawidow-sci z utworu Łączi dźwiga już nen ósmi krziża wspomnienia z czasów (J. PatockJ, Fjigle gnjéźdżmkjich gburóv. Za stôrëmi pcevjôstkami napjisôł wuj Wrëk, Gdęńsk 1920: ibskich na tle kultu/y ludowej ks. B. Sychty i opracowane] W świetle dnia. Anegdoty i bajki z Kaszub, ia. Gôdczi i bójczi z Kaszëbsczi. Ze Siowôrza Zëchtë, oprać, i adaptacje w j. pol. Grzegorz |. Schramke. nowszych część tekstów w: E. Laska, Tuszkdwsczé przëtrôfczi, lipusz (zap. między 2011 a 2013J. 35. nr 5.S. 23-30. :-52: Tenże, Lqczi, Zęck, „Pomerania" 1981, nr 2, s. 29-31. jem, żebë téż ti, co nie wëdelë swöjégö zbiérku, a publiköwelë w cządnikach i antologiach, sa na-lezlë w ksążce, np. Alicjo Scziba, dzysô Dzerżôk, abö Łukôsz Jabłońsczi. Skörno tak wiele w twöji ksążce je dokazów i autorów, brëköwny je indeks nôzwësków, bö wiera dosc tëli czetińców nie mdze czëtało do-razu całoscë, a sygnie pö ksążka, żebë nalezc wiadła 0 jaczims pisarzu, pöece abö dokazu. Móm taką swiąda. Indeks nôzwësków je zrobiony i jem dbë, że - jak wiedno taczé rzeczë -baro sa przëdô. Ni ma, prôwdac, indeksu wszët-czich dokazów, ale je bibliografio, chtërna mô cziledzesąt strón i jidze w ni nalezc wszëtczé öpisywóné tekstë. Na zôczątku naji gôdczi jes rzekł 0 dwuch promotorach swójégö doktoratu. Miôł jes leżnosc wespółrobic z prof. Jerzim Sampa i prof. Tadeusza Linknera. Jo, to dosc niezwëczajnô sytuacjo. A parłaczi sa to ze smiercą prof. Sampa. Ön béł môjim pier-szim promotora. Béł téż promotora môjégö magistersczégö dokazu. A prof. Linkner tedë recenzenta. Tak tej, jak jô kuńcził studia na pólsczi filologie, prof. Samp mie zabédowôł pisanie doktoratu. Jô nôprzód chcôł jic na swoje, bë ju sóm na se robie. Późni, czej jô przecygôł do Wiôldżi Britanie, më sa wstapno ugôdalë z tim doktorata i tedë téż öbgôdalë téma. A jak jô ju nazôd zamieszkôł na Kaszëbach, tej to ju szło. A późni prof. Samp ódeszedł. I po prów-dze to jego ódéfidzenié bëlo dlô mie wiôldżim zasköczenim. Bo nawetka prof. Samp béł ti mëslë, że badze z nim wszëtkó dobrze. Pamiatóm to jak dzys. Më sa tedë pötkalë. To béł zymk 2014 roku. Tedë téż prof. Samp mie zabédowôł, żebë jô skaszëbił jegö pówiôstczi, co pózni bëłë wëdóné jakno Gduńsk. Baśniowo stolëca Kaszub. Jô sa zdzëwówôł, bó doch ön bë mógł zrobić to bëlno sóm. I jem mu to rzekł. Le ön chcôł, bë jó to zrobił. Tej jem sa zgódzył i niedługo pótemu jem przedolmacził pierszi z tekstów, zdôwô mie sa, że brawada Teza, môłpa i kôstczi. Ten dolmaczënk sa widzół Profesorowi, jaczi do te rzekł mie, że ón bë chcół, cobë to prawie tak bëło robioné. Öb lato më sa widzelë östatny rôz. A ju w nowim akademicczim roku jednego dnia prof. Linkner mie rzekł, żebë jó sa nie jiscył, bó jakbë co, to ón mie przejmie ód prof. Sampa jakno doktoranta. Jó sa zdzëwówôł. Nie wiedzôł jem tedë, że z prof. Sampa je lëchó. I jak wiész, umarł ón 16 gromicznika 2015 roku. Jem wdzaczny, że tej prof. Linkner mie wzął do se, bó doch pó smiercë jednégó promotora bódój nieróz je tak, że doktorancë muszą zaczënac ód nowa. Sóm znaja taczi przëtrôfk. Wórt téż rzek-nąc, że tak pó prówdze pod oka prof. Linknera pówstół wikszi dzél mójégó doktorsczégö dokazu. 8 Pomerania nr 3 (584) / Strëmiannik 2024 WËDOWIÉDZÔ Ida Wenta, z położonej na środkowych Kaszubach Kamienicy Szlacheckiej, w momencie ogłoszenia w „Tatczëznie" swych pierwszych utworów Ewa i Kain169 była studentką filologii polskiej Uniwersytetu Gdańskiego. Wiersze jej, jako laureatki nagrody im. Romana Wróblewskiego, przyznawanej młodym, dobrze zapowiadającym się twórcom literatury kaszubskiej, ukazały się następnie w „Pomeranii" nr 2 z 1993 r.170 Na łaniach tego miesięcznika gościła w latach 90. jeszcze kilka razy171. Periodyk ten zamieścił również jej adaptację sceniczną baśni Hansa Christiana Andersena jako Dzewcza ze sztrechólcama172. Wiersze poetki drukowały w omawianej dekadzie także inne pisma, np. „Norda"173. Ida Czaja w krótkim czasie stała się w kręgach kaszubskich twórczynią rozpoznawalną i cenioną. Była już wówczas znaną i wielokrotnie nagradzaną recytatorką (np. na konkursie „Rodno Mowa"). Została też najmłodszą autorką, której utwory zamieszczono w antologii Domôcé słowo zwęczné opracowanej przez Jerzego Tredera i Justynę Treder (dziś Pomierska) i opublikowanej w 1994 r. W tym samym roku ukazał się debiutancki tomik WjérSZtë z heftu „Spjewë Mtdeszczi' $&&& rjsws;as? , JÉ I. Wenta, Ewa, Kain. „Wjitrzniô. lëteracai dodôwk do Tataanë" (1990), nr4, |s. 2], .Tatufena" 1990, nr 6. Nd. i. C/aiënÓ, Śpiewa o bojenim, Ewa, Spiëwa o zwgtpienim, Mania Magdalena, Nôdzejo, Ksęiëc, Miesac. .Pomerania" 1993, nr s. 12-13; Taż, Kolęda, .Pomerania" 1993, nr 12, [s. 4-51; '• Oajirrô, Ballada o apartny diôbeinicë, .Pomerania" 1995, nr 4, s. 32. Np. I. Gajénó. lesz jedno proroctwo, Śpiewa o chëczë, Spiéwa o najim niebie, Spiéwa o darënku nieba. .Pomerania* 1993, nr laplaclô bôjai Hansa Christiana A S, nr 13, (s. 7J; I. Czaja, Córka Kajim dług Ida Czajinë, „Pomerania' .Norda" 1999, nr 8, [s. 7). Dwa lata później, mianowicie w 2015 r., Myszk w XVI edycji tego konkursu zdobył wyróżnienie za, również utrzymane w konwencji onirycznej, opowiadanie Świat dobëcô. Ukazało się następnie w pokonkursowej antologii Poc- tym samym tytułem*96. Myszk jest ponadto autorem m.in. krótkich, humorystycznych opowiastek Kunc żëcô oraz Môli przëtrôfkA97 (notabene wydanych pod wspólnym tytułem Gôdczi), które można znaleźć w „Zymku 5", a także ciekawie ujętego w formę gawędy tekstu Pôwiôstka, opartego na biblijnej opowieści o pierwszych ludziach*'8. Ten pochodzący z Kościerzyny prozaik dość mocno związał się ze „Stegną", gdzie zamieści! m.in. Céchunkw oraz drukowane w dziewięciu odcinkach opowiadanie Widzól jô ja wczora, widza ja i dzysô50°. Póki co, autor Kuńca żëcô nie wydał autorskiego tomu opowia- Pdań. Z innych jego prac warto wspomnieć choćby o opracowanych razem z Felicją Baską-Borzyszkowską cenionych podręcznikach do nauki języka kaszubskiego w szkole średniej501. Wśród wyróżniających się pod względem aktywności w „Zymku" osób są też Anna Maria Bartkowska (ur. 1982 r.; obecnie Różek) oraz Alicja Skiba (ur. 1984 r.; obecnie Dzierżak). Pierwsza z wymienionych zadebiutowała w „Pomeranii" już w roka 2000 lirykami Totus Tuus i ***Wezna Ce tam...so2, potem publikowała m.in. w „Ôdrodzie"503. W „Zymku" pierwsze teksty poetyckie zamieściła w zeszycie trzecim, z 200/, r. Potem utwory - wiersze oraz dwa obrazki sceniczne (jasełka) - drukowała w kolejnych, poza piątym i siódmym, Anna M. Bartkowska almanachach „Zymk", także tych ogłoszonych po 2015 r. Różek w 2021 r. k. Świat dobëcô [w:J Świat dobëci (6, s. 53-54. Kaszëbskô 1 'Źëjö krótko jak mdtil..., "'Co 11. Uwaga: Mylnie w aasopljn artkdwskó, ""Blgdza ciasö r „ Syzyf, Snid, Quo vadis Don "Dokędka jisc, gdze: 1 pd tim, Bójka, „Ódroi W roku 2017 ukôzała sa Kaszëbskô lëtera-tura. Wëzdrzënë Daniela Kalinowsczégö i Adelë Kuik-Kalinowsczi. Czim sa apartni ta publikacjo od twój i? Jak j ó uczuł, że ukôże sa ksążka Kalinowsczich, to jć> so pömëslôł: „Matizernoga!. To möże óznaczac, że to, co jô pisza, badze wtórne'. Ale jak jem ja przeczëtôł, to jô sa doznôł, że je plac i dlô môjégö doktoratu, i dlô jich publikacji. Dokôz Kalinowsczich öbjimô kaszëbską lëteratura öd ji zôczątku. Pödzelony je „gniôzdowö". Mómë rozdzéle: „Głosë piszącëch białków", „Utwórcë lëdowi i niewarköwi", „Piesniodzeje domôcoscë" itd. Mój spódlowi pódzél to: pöezjô, proza, dramat i dol-maczënczi. Wiele pisza ó nurtach pöeticczich, temati-ce, ôrtach, dzecny lëteraturze. Wicy móm téż dzélów interpretacjowëch, dôwóm wëjimczi wiérztów, tej-sej całé usôdzczi z interpretacjama. Móżna bë bëło rzek-nąc, że czasto wchôdóm w sóm tekst. Dosc tëli pisza téż ö öbtaksowaniach. W publikacji Kalinowsczich nie bëło na to wszëtkó placu, bö seriô Kaszëbsczé Va-demecum mô swoje ógrańczenia. Jô mógł to zrobić. Są póspólné rzecze, bo doch piszemë ó ti sami kaszëbsczi lëteraturze, ale mëszla, że köżdi, chto przeczëtôł ksążka Kalinowsczich, może przeczëtac téż möja i jesz wiele sa dowiedzec. Jo, to są j inszé ksążczi. Öbëdwie mogą stac kol se na pólëcë i nie badą sa grëzłë (smiéch). Musza równak pówiedzec, że wiele sygóm ösoblëwie do prof. Daniela Kalinowsczégö, chtëren baro möcno sa zajimô dzysdniową kaszëbską lëteraturą. Jô muszôł wëzwëskiwac jegö recenzje, óbgôdania itd. Czasa z nim wchodzą w diskusja, to je zrozmiałé, ale czasto doch nić. Ön napisôł wiele wôrtnëch, mądrëch rzeczi. Jo, to bë bëło czësto lëchó öminąc tegö znajarza lëtera-turë! Wiele tej razy nalézeta w mój i ksążce zdania, jaczé sa zaczinają na ôrt: „Kalinowski napisał o tym dziele...". „Zgodzić się należy z Kalinowskim, że...". Wórt tu dodać, że w przëtrôfku dramatu pöwtôrzóm chócle jegö pódzćl na dramaturgia spólëznowó-óbëczajową, historiczno-juwerno-tową, etnograficzną i ta dlô szkółów. Je on baro mądrze zrobiony, tej ni ma za czim gó zmieniwac na moc. A co widzysz jinaczi? Dze jes wszedł w jakąś diskusja? Na przëmiar Kalinowsczi zdrzi jinaczi na zbiérk Czôrny kléd Idë Czajiny. Dosc ostro gó óbtaksowôł. A mie ta póetickó ksążeczka sa wi-dzy. Wedle mie to baro dobri zbiérk. Ösoblëwie lubią w nim cykel wićrztów o ópim, póreszce tak dosc te usódzczi w Procëm Smatköwi öbgôdiwóm. Chcemë jesz rzeknąc ö graficzny stronie twöji nowi ksążczi. Ona baro mie sa widzy. Je piakno zrobiono, a to dzaka przede wszëtczim Anie Dunst i Mace-jowi Östoj a-Lnisczému, chtëren łómół Procëm Smatköwi. Jô miôł zabédowac jaczé ódjimczi. Pomerania nr 3 (584) / Marzec 2024 W ËDO WIEDZO Nie wiedzôł jem, jak wiele je jich nót. Jak jem sznëkrowôł w swój ich zbiorach za czekawima zdjacama, miôł jem téż stara, żebë dodać dosc tëli jinszich skanów, jak chóc wej öbkłôdków i cze-kawëch strón z westrzódka tëch öpisywónëch ksąż-ków czë wëjimków z gazétów. Wiele czasu mie to zajało, baro pömöglë téż sami kaszëbsczi utwórcë, chtërnëch jô prosył ö wësłanié ödjimków do möji ksążczi, ôsoblëwie Róman Drzéżdżón, chtëren na rozmajité rozegracje jezdzy z aparata i robi pëszné ödjimczi, a téż Wëdôwizna Region. Zebrôł jem raza wiacy jak 320 skanów, napisôł, dze jô bë widzôł je wstawić (bö ö to mie prosëlë), i wësłôł do wastë Maceja. Tak pö prôwdze jô mëslôł, że badze z tëch möjich rzeczi wëzwëskónëch möże köl 30-40, a pökôzało sa, że do drëku szłë wnet wszëtczé, a do te Macéj Östoja-Lnisczi dodôł jesz ôd rezerwöwëch graficznëch materiałów. Do te téż bëło dołożone wiele skanów ód wëdôwców ksążczi - Kaszëbskö-Pömörsczégö Zrzeszeniô i Institutu Kaszëbsczégó. Jak jô dostôł pierszą próbka składu, rzekł jem do se: „wow!". A tej nót bëło jesz dosłac jaczé skanë, bë wëfulowac jaczé luczi. Raza je w mój i publikacji kól 500 rozma-jitëch ilustracjów, w tim niejedne ôsoblëwie cze-kawé. Na przëmiar Jaromira Labudda przesłała mie ódjimk z czasów swojego debiutu. Jistno ks. Jón Walkusz, jaczi do te jesz pora jinszich, téż nadzwëköwëch, przësłôł. Wôrt jesz dodać, że ksążka je w całoscë farwnô. Jo, to téż mie baro uceszëło. Na zóczątku bëła gódka, że może sa dó ja zrobić w dzélu w far wie, a w dzélu czórno-biółą, ale kuńc kuńców ta farwa je w całi ksążce. Jem baro ród. Wspömnął jes ju pôra lëdzy, co pömöglë w pöwstanim twój i ksążczi - utwórcowie, chtër-ny wësłelë ödjimczi, Macéj Östoja-Lnisczi, co złómół ksążka, Jerzi Samp i Tadéusz Linkner -promotorze doktoratu. Chto jesz miôł wiôldżi cësk na powstanie Procëm SmatkôwP. Bogumiła Cërockô, chtërna zajimała sa redakcją i korektą ksążczi, Ana Dunst z Wëdówi-znë KPZ i recenzencë doktoratu: prof. Jón Walkusz i prof. Adela Kuik-Kalinowskó, a téż recenzent ksążczi - prof. Daniel Kalinowsczi. A nówiacy to zawdzacziwóm mój i familie, jakô muszała strzëmac to moje pisanie i felënk czasu dló nich. Bëlë téż jinszi żëczlëwi lëdze, co mie mocno wspiéralë, m.jin. prof. Motoki Nomachi i dr Justina Pómierskó. Utwórcowie nić róz wëséłalë mie swoje ksążczi, téż w czasu, czedë jó béł na cëzëznie i ju tedë z mëslą ö doktorace rëch-towół antologia Skrë usôdzkôwi môcë, a jaczich jô ni miół w swój ich zbiorach - Stanisłów Pestka, ód jaczégó jo móm nadzwëk miłą mie dedikacja w jego „chmurnikach" (béł jem tedë w Szkocje), Stanisłów Janka, Wanda Lew-Czedrowskó, Éwa Warmówskó, Féliks Sykora, Wacłów Pómórsczi i jinszi. Na kuńc chcemë kąsk odeńc öd twoji ksążczi i przeńc do stojiznë kaszëbsczi lëteraturë w slédnëch dekadach. Jesmë zrobilë pökrok czë stojimë w placu? Na gwës kaszëbskô lëteratura sa rozwijó, a chutkó ód kuńca 70. lat XX wieku. „Pókólenié-77" zrobiło wiele dobrégö. Jak to napisół Jón Drzéżdżón, czëlë oni potrzeba weńscó z dównégó, casnégó pójacó regionalizmu i stwórzenió szerszego kulturowego rëmu. I doch nić leno oni. Tak tej ta naja kaszëbskô lëteratura rozszerzëła sa i ji dzćl móckó poszedł w starna uniwersaliznë. Na przëmiar W stolëcë chmurników Stanisława Pestczi bë mogło powstać w kóżdim jazëku na świece i bëc czekawć dló czetińców. Mómë coróz to nowé lëteracczé gatënczi - fantasy, kri-minalnó pówiesc, horror i jinszć. Dobre je to, że pó kaszëbsku pisze wiele lëdzy i że mają dze publikować, chócle w „Stegnie" abó w „Zymku". Wióldżi je rozwij dzecny lëteraturë ód czasu jak kaszëbsczi jazëk trafił do szkółów. I to ju nie są leno legendë, bójczi, ópówiódania, ale rozmajitć. Są to tćż colemało dobre ksążczi, jaczć dzecóm sa baro widzą. Ten pókrok je mocno widzec w poezje i prozę. Równak jeżlë jidze ó dramat, je górzi. W latach 1981-2015 drëka sa ukózało kól 80 tekstów na bina, przede wszëtczim ju po roku 2000, ale 90% z nich to są dokaże dló szkólnëch teatrzików - np. jasełka. Wiele dobrego robi tu tero Adóm Hebel i Teater Zymk, ze starszich dokazów mómë tćż np. Roczëzna Stanisława Janczi i pôra jinëch, ale w przërównanim do dramatu przed 1981 roka je górzi jak bëło. Dobrze, że są taczé wëdarzenia jak Zdrzadnió Tespisa, że Daniel Kalinowsczi napisół ksążka Kaszëbsczi teater, ale to wcyg za mało. Z jinszich rzeczi, żebë ju tak óstawic dokaże na bina, bë sa chcało tćż np. wiacy ksążków dló młodzëznë i - bë tak óglowó rzeknąc - taczi lżészégö órtu beletristiczi. Na zakuńczenić chcą dodać, że ksążka Procëm Smatkôwi nie je leno dló uczałëch. Je napisónó tak, żebë kóżdi, cnto chce sa czegoś dowiedzec o kaszëbsczi lëteraturze i weznie ta ksążka, mógł w ni nalezc cos dló se. Wóżnć bëło dló mie, żebë ji jazëk nie bćł cażczi dló czetińca i z wiele strón dostówóm głosë, że to sa udało. Gôdôł Dark Majkówsczi 10 Pomerania nr 3 (584) / Strëmiannik 2024 Kociewie ZIELONA GMINA LUBICHOWO I JEJ AMBASADORKA Przed nami uroczystość wręczenia Skier Ormuzdowych za 2023 rok, zaplanowana na 12 kwietnia. W ubiegłym roku natomiast jedną z laureatek była pani Bogumiła Fiałkowska, która została doceniona za wielkie bogactwo dokonań dla promocji Kociewia i Pomorza. To osoba zaangażowana między innymi w prowadzenie zespołu Lubichowskie Kociewiaki oraz pracę edukacyjną z młodzieżą przy konkursach prozy i poezji kociewskiej. Zajmuje się również promocją wydawnictw kociewskich, a także organizuje spotkania z działaczami lokalnej społeczności. Korzystając z gościnności wójta Lubichowo Andrzeja Toczka, zapytaliśmy zarówno o naszą laureatkę, jak i o miejsce, które poprzez artystyczne działania od lat promuje, bo - jak powiedział gospodarz gminy Lubichowo w rozmowie z „Pomeranią" - pani Bogumiła to osoba, którą można określić mecenasem Kociewia. - Dzięki jej ciężkiej pracy powstał regionalny zespół Lubichowskie Kociewiaki, który działa pod patronatem Gminnego Ośrodka Kultury w Lubichowie - mówi Andrzej Toczek. - Dzieci i młodzież rozwijają swoje talenty, a dodatkowo promują Kociewie. Pani Bogumiła to nie tylko formalna opiekunka zespołu, ale przede wszystkim duchowa. Ma bardzo dobry kontakt z młodymi ludźmi, poświęca im mnóstwo czasu. Widzą to również rodzice, którzy mocno wspierają jej działalność. Pani Bogumiła jest wyjątkowa i jedyna w swoim rodzaju. Bardzo się cieszę, że dostrzegło to także kolegium i redakcja „Pomeranii" i że mogłem towarzyszyć pani Bogumile przy wręczaniu jej tytułu Skry Ormuzdowej. Gmina Lubichowo ma charakter rolno-turystyczny, liczy 6,7 tys. mieszkańców. Pod względem wielkości jest na trzecim miejscu w powiecie starogardzkim (za gminą Starogard Gdański oraz gminą i miastem Skarszewy). Na terenie nadleśnictw Lubichowo i Kaliska zlokalizowane są 23 jeziora oraz rzeka Wda, co czyni tę część Kociewia unikatową. - Z uwagi na nasze bogactwo przyrodnicze postanowiliśmy promować się jako „Lubichowo - Zielona Gmina Kociewia" - podkreśla wójt. - Naszą turystyczną perełką od lat jest, położona nad jeziorem, miejscowość Ocypel, z dużą, blisko pięćsetmetrową piaszczystą plażą, dwoma pomostami, promenadą i z zagospodarowanym na potrzeby turystów terenem rekreacyjnym. Wójt podkreśla, że samorząd nie poprzestaje na turystyce. - Korzystamy z możliwości, jakie stoją obecnie przed samorządami. Rozwijamy się, modernizujemy lokalne drogi, przy okazji budując ciągi pieszo-rowe-rowe, które zapewniają bezpieczną komunikację niezmotoryzowanym mieszkańcom - zaznacza Andrzej Toczek. - Modernizujemy również sieci kanalizacyjno--wodociągowe, udało się zmodernizować trzy stacje uzdatniania wody. Skanalizowane jest już osiemdziesiąt procent gminy. Ciekawym projektem było stworzenie przed kilkoma laty Klubu Dziecięcego „Maluszek" dla trzydzieściorga maluchów. W żłobku - bo tak można też powiedzieć o tym miejscu - dzieci mogą zostać pod opieką wykwalifikowanej kadry, a w tym czasie dorośli mogą pracować bądź poszukiwać pracy. Co istotnie, całomiesięczna opieka nad dzieckiem przy początkowym dofinansowaniu pomogła bardzo zminimalizować koszty takiej opieki. Wójt wspomniał również o dawnej linii kolejowej nr 218, która przebiegała przez gminę. Choć infrastruktura kolejowa została rozebrana wiele lat temu, to gmina wciąż jest zainteresowana przejęciem tego terenu na własne potrzeby. - Niestety, obecnie nie ma szans na objęcie tego terenu. Jak się dowiedzieliśmy, ta linia kolejowa to strategiczny szlak na wypadek wojny, przeznaczony w przypadku jej wybuchu do odbudowy. Liczymy jednak na to, że w przyszłości ten teren zostanie własnością gminy, co otworzy nam nowe możliwości do jej zagospodarowania - dodaje wójt Toczek. Gmina Lubichowo stawia na szeroką współpracę na rzecz rozwoju Kociewia. - Wydaje mi się, że wszystkie samorządy Kociewia robią bardzo dużo, aby nasz region obecny był w świadomości Pomorzan i - szerzej - Polaków. Może brakuje nam takiej reklamy, jaką mają nasi sąsiedzi Kaszubi, jednak wspólnie robimy wszystko, aby się pokazać z jak najlepszej strony, bo mamy się czym chwalić - mówi Andrzej Toczek. - Nasz region jest równie piękny, co Kaszuby. Co roku jesteśmy obecni w Gdańsku na Jarmarku Świętego Dominika, a obowiązkowym punktem wpisanym już na stałe do kalendarza Kociewia są coroczne Plachandry. SL Wójt Andrzej Toczek oraz Bogumiła Fiałkowska, laureatka Skry Ormuzdowej za 2022 rok JLJUUfjyS Pomerania nr 3 (584) / Marzec 2024 11 JINACZISPISËNK, JINACZI SONDAŻ O ôglowim spisënku z roku 2021, ösoblëwie ö tim, jak pökazëje kaszëbską spölëzna, badze pisóné jesz niejedno a wedle rozmajitëch pözdrzatków. W slédnym czasu swoja analiza przërëchtowôł Etnotank Kaszëbsczégô Institutu (KI). Wôrt przëzdrzec sa téż na spisënköwé wëniczi na spödlim sondażu, jaczi w 2022 r. usadzył KI raza z Fundacją Institut Rënköwëch i Spölëznowëch Badéro-waniów (pol. Instytut Badań Rynkowych i Społecznych, IBRiS). Autora etnotanköwégö raportu je szef KI, prof. Cezari Öbracht--Prondzyńsczi. Na pôradzesąt star-nach analizëje slédny öglowi spisënk, szukające ödpöwiescë na pitanié, jak a wedle czegö jegö wëniczi wëzdrzą jinaczi jak spisënku z roku 2002, a ösoblëwie jinaczi jak spisënku z 2011. Spôdkw2021 r„ czej przërów-nómë wielënë kaszëbsczich iden-tifikacjów i użiwaniô rodny möwë 10 lat dowsladë, badéra parłaczi z szëka robieniô spisënków. - W roku 2011 mielë më spisënk reprezentatiwny, a leno w dzélu gmin pełny - tłómaczi prof. Öbracht-Prondzyńsczi. Wskazëje, Ze nié wszadze spisënk z 2011 pö prôwdze udało sa przepro-wadzëc reprezentatiwno. Kö to nie je jedurnô leżnosc zmianów midzë wë-nikama z 2011 a 2021. - Slédny spisënk béł samö-spisënka. Czë wszëtcë równo dobrze sobie z nim pöradzëlë? - pitô. I pôdpôwiôdô, że möże niekö-nieczno. Tec nôwiakszi spôdk ka--szëbsczich deklaracjów dało widzec w karnie lëdzy lëchö wësztôłconëch. - Tak sobie mëszla, czë abë niższô rówizna technologicznego wësztôłce-niô nie bëła leżnoscą, że prawie w tim karnie samöspisënk sprawił wiakszé jiwrë, a nieprosto internetowo stegna dlô niejednëch bëła za dragô? Jinégó tłómaczeniô dragö szëkac dlô tak wiôldżegö spôdku deklaracjów w karnie, w jaczim pierwi bëło jich nôwiacy - dbô przédnik KI. Badéra ósoblëwie przëzérô sa na 19 gmin, w j aczich w 2011 r. wiacy j ak 20% lëdzy gôdało pö kaszëbsku. Leno we dwuch w 2021 r. widzymë procentowi rost kaszëbieniô (Sëlëczëno a Lepińce). W jinëch wszadze spódk. - W tim karnie nalézemë gminë Lëpusz a Dzemiónë, ôbëdwie z köscersczégö powiatu. To wëraznô NÖRODNO-ETNICZNÉ DEKLARACJE 2011/2021 Dóné wedle etnotank.pi PUCCZI LABÖRSCZI M. GDINIÔ WEJROWSCZl' WMU ■1,19% "2'3% H M.S0PÖT -9,05% mŚm -0,29% BËTOWSCZI -2,67% KARTESCZI mm -20,41% KÖSCERSCZI -0,41% -1,12% -10,75% CHÖNICCZI -2,61% V E G E N D A różnica w bezwzgladnëch lëczbach 9 R70/ różnica w ödniesenim ^"£,□//0 do lëczbë mieszkańców^ JAZEKOWE DEKLARACJE 2011/2021 Dóné wedle etnotank.p 1 PUCCZI LABÖRSCZI -7,07% WEJROWSCZl -2858 -3999 +273 -0,86% -2,51% KARTESCZI STiMl -14,26% GDUŃSCZI KÖSCERSCZI -0,17% CHÓNICCZI +0,04% +0,08% 1,12% -1,89% L E G E N 0 A różnica w bezwzgladnëch 1 lëczbach 1 SQ0/ różnica w ódniesenim " 1,03 /0 do lëczbë mieszkańców, V. J 12 Pomerania nr 3 (584) / Strëmiannik 2024 Naja spölëzna NÖRODNO-ETNICZNÉ DEKLARACJE 2021 W0JEW0DZTWA Dóné wedle etnotank.pl ZÔPADNOPÖMÔRSCZÉ 714 j PÖMÖRSCZÉ 174741 i WARMINSKÖ-MAZURSCZÉ 231 i LUBUSCZÉ 86 f KUJAWSKÖ-PÖMÖRSCZÉ mii WIÔLGÖPÖLSCZÉ 439 f MAZOWIECCZÉ 1347 f PÖDLASCZÉ 57 t DÖLNOSLĄSCZÉ 284 f ŁÓDZCZÉ 172 i LUBELSCZÉ 65 f LEGEND t i rost spôdk ÓPÓLSCZÉ SLĄSCZÉ SWIA™RZESCZE 66 4 406 i LVy . PÓDKARPACCZÉ MflŁOPOLSCZE 305 f 32 \ znanka dżinieniô kaszëbsczi möwë na pôłniowim kraju ji ögarniacô. }inaczi je z gminą Żuköwö. Tam mómë efektë rëszny suburbanizacji. Widzymë to wedle ro-stu lëczbë mieszkańców jaż ö 17 tësący. To pöcygnało zniżenie odsetka kaszëbiącëch, w naddôwku jesmë swiôdkama spôdku w bezwzgladny lëczbie, to je jaż ö wiacy jak 2,6 tësący. Jesz jinaczi je w gminie Czôrnô Dąbrówka, gdze lëdzy w 2021 r. mieszkało zdebło mni jak w 2011 r. Tam spôdk kaszëbieniô syg-nął jaż köle pöłowë. Wedle baro chutczi asymilacji? Nié, to bë bëło ale za chutkö... barżi to, że w 2011 r. lëchô statisticznô estimacjô sprôwiała wëższi öd prôwdzëwégö ödsetk gôdającëch w rodny möwie, nen ödsetk nie béł reprezentatiwny - prawi Cezari Öbracht-Prondzyńsczi. Socjolog wskazëje na rozmajité czekawinczi spartaczone m.jin. z jazëköwima deklaracjama biał-ków a chłopów. - U chłopów w przërównanim z roka 2011 gódó pö kaszëbsku mni ó 18,7%, a u białków ó 16,3%. W 2011 westrzód kaszëbiącëch mielë më 47,4% białków, a w 2021 - 48,1%. To zdebło szlachuje za paradoksa. Tec w karnie lëdzy, co deklarëją kaszëbską identifikacja ódsetk białków letko spódł, a westrzód kaszëbiącëch jidze w góra - gódó prof. Öbracht-- Prondzyńsczi. Badéra dôwô bóczënk téż na kaszëbską młodzëzna. Tu identifikacjów juwernotë widzelë më w 2021 r. 36 tës. (0-19 lat), në leno 14 tës. podało, że kaszëbi. - Czej przërównómë z 20 tësącama, jaczi sa uczą rodny möwë w szkołach, wëchödzy, że nié wszëtcë uczący zadeklarowelë użiwanié kaszëbsczégó -wskazëje przédnik KI. To leno wëjimczi z raportu etnotanku. Baro cekawó jawią sa téż wëniczi spisënku na spödlim sondażu, jaczi rok pó nim przeprowadzëlë KI raza z IBRiS na zlecenie Marszôłkówsczégó Urzadu Pömörsczégö Województwa. An-ketérzë zapitelë 6,6 tës. mieszkańców pömörsczégö województwa m.jin. o jich związczi z subregionalna (Kaszëbë, Köcewié itd.). Pitelë w kóżdim powiece pó 300 lëdzy, a we Gduńsku i Gdinie pó 500. Tu wórt nadczidnąc, że tak wësok próba je czi-l le razy wiakszó jak w wiele badéro-waniach óglowópólsczich, temu zdôwô sa bëc baro reprezentatiwnô. - Më pitelë: „żlë Wë czëjece związczi z jaczims subregiona pömórsczégö, prosymë pokazać, chtërne scwierdzenié ópisywô Wasza relacja. To nie je pitanié o identifikacja, juwernota, le ö związczi". 4098 lëdzy ódpówiedzało, że môje z Kaszëbama. To je jaż 62% wszëtczich anketowónëch w całim województwie. Czejbë to proporcjonalno przerechówac, wëchödzy, że 1,4 min lëdzy, co mieszkają w pómórsczim. To nie óznóczó, że wszëtcë czëją sa richtich Kaszëbama, równak jakbë nie zdrzec, lëczba dôwó do mëszleniô. Më zapitelë téż ó to, chto użiwô kaszëbsczégó. Z nëch 62% - 15% zadeklarowało, że kaszëbi. To proporcjonalno wëchödzy köl 213 tës. lëdzy - gódó Cezari Öbracht-Prondzyńsczi. Na przëmiar w bëtowsczim powiece, wedle sondażu KI i IBRiS, kaszëbi 22% z tëch, co mają związczi z Kaszëbama. To pó proporcjonalnym przerechówanim dówó lëczba kol 11 tës., jednako wedle spisënku (2021 r.) pó kaszëbsku gôdô tam leno 7,2 tës. lëdzy. Różnica sygó 4,8 tës., to je 35%! Ko bëtowsczi pówiót nie óbrazëje bëlno negö zjawiszcza óglowö w pómórsczim. Tec różnica sondaż - spisënk w całim województwie to 125 tës., a to je jaż 69%! Jak to rozmieć? - Spisënk je państwowi, publiczny a póliticzny. Naje badérowanié nié, sondaż béł nieoficjalny. To wóżnó różnica. Lëdze jinaczi sa pókazëją w nëch różnëch sytuacjach - klarëje prof. Öbracht--Prondzyńsczi. Na kuńc rócza do przeczëtaniô w internece całégó raportu Etnotanku. Ko i tam nie nalézemë ódpówiescë na wszëtczé pitania. Jo, na gwës analiticë badą mielë jesz wiele do robötë! P.D. Pomerania nr 3 (584) / Marzec 2024 13 NA RÉZË MAŁO CHTO JACHOŁ, ROBILE NA GBURSTWIE W wikszim karnie zaczalë sa pötëkac pöd kuńc 80. lat XX wieku. Tej bëło jich kol dwadzesce. Dzys Stowôra Tëchómsczich Seniorów (pol. Stowarzyszenie Tuchomskich Seniorów) mô kol sto nôleżników i je jedną z nôstarszich w bëtowsczim krézu. W 1988 r. Zygmunt Bórowsczi usadzył köło Pölsczégö Związku Emeritów, Rencystów i Inwalidów w Tëchómiu. Przédnika béł do 1992 r. - Pö nim nastól Pioter Wozniak. Czerowół kola do czasu, jak skuńcził 90 lat - gôdô Sztefa-niô Łączköwskô-Malczewskô, chtërna seniorom w Tëchómiu szefowała ód 2003 r., a prowadzëła kóło prawie po Wozniaku. Dzys je wiceprzédniczką. Wspóminó, że uszłé czasë nijak sa mają do dzy-sdniowëch: - Terózka mómë wiele wicy möżlëwötów na dostanie dëtków. Dówni wszëtkó wëzdrzało wiele skromni. Dzél najich skłódków szedł do rejonu w Bëtowie, a téż do óddzélu w Słëpsku. Dló naju ju tak wiele nie óstówało. Czej jo ostała przédniczką - ópówiódó dali - ni miała jem za wiôldżégö doswiôdczeniô w czero-wanim pózarządowima órganizacjama. Pamiatóm, że jo sa potkała z wójta Jerzim Lewi Czedrowsczim i mu rzekła, co jô bë chcała zrobić dló starszich. Uwidzała mu sa moja udba. Tak zaczało sa móje wespółdzeja-nié z gminą, jaczé waró do dzysó. Do organizacje dołącziwelë nowi lëdze. - Mogą rzeknąc, że w nym czasu, czej jem zaczała szefować seniorom, zaczała sa u nas rodzëc klasa emeritów. Chudzy robilë w urzadach, w szkole, tej na emeriturze mielë wiacy wólnégó czasu - gódó Sztefa-nió. A tej dopówiódó: - Jakno urzadnicë bëlno znelë sa na przepisach, to dopómógało w prowadzeniu koła emeritów. Wspomnieć tuwó musza chócle Iréna Wrońską z Urzadu Gminë w Tëchómiu, jako prowa-dzëła całą naja dokumentacja. Późni dołączëłë do ni Julio Wrzesyńskó i Bernadeta Kaszëbówskó. W nym czasu, tj. kol 2000 r„ tëchómsczi emericë zaczalë jezdzëc na wanodżi. - Pierszą më zrobilë jesz przed wstąpienim Pólsczi do Europejsczi Unie. Chudzy baro mało z najich nôleżników gdzes wëjeżdżiwało. Wiele robiło na gburstwach, a tam niżódnégó chorobowego ani urlopu nicht nie weznie - rzecze Łączkówskó-Malczewskó. Jich pierszą réza do Jeleni Górë, wspóminó przekasno: - Më nié wszëtkó przemëslelë. Wanoga warała trzë dni. Ökôzało sa, że jeden dzćń to béł dojózd, drëdżi - powrót. Tej östôł nama le jeden na zwiedzanie. Póstapné wanodżi më robilë ju dłëgszé. Terózka órganizëją ób rok jedna 5-dniową i czi-le jednodniowëch dló nëch, chtërny ni mogą jachac na dłëgszą. Tak seniorze ódwiedzëlë m.jin. Gduńsk, Torń, Malbórg, Elbing, Szimbark. Rokroczno jeżdżą téż do Darłówka, nad mórze. 14 Pomerania nr 3 (584) / Strëmiannik 2024 Spölëzna Dzejanié tëchómsczich emeritów to nié leno rézë. Örganizowelë téż kulinarne wieczorë. - Zaskökło mie, że chudzy wiele najich nôleżni-ków sromało sa swöjich ukrajińsczich körzeniów. Jô mëslala nad tim, co bë zrobic, żebë to zmienić. Udbała jem so, że möżna spróbować bez kuchnia. Zajmë dlô naju pöprowadzëłë kuchôrczi z Ukrajinë. Baro sa to wszëtczim uwidzało. Pöstapné bëłë ö kaszëbsczim jedzenim, a nawetka italsczim - wspöminô möja rozmöwniczka. - Pönému rozwinała sa ukrajińskó impreza Watra, na chtërny béł m.jin. prezydent Aleksander Kwasniewsczi, i sromöta minała - dodôwô. W 2010 r. pöwstôł chur seniorów Sami Swöji. - Spiéwómë przede wszëtczim pö polsku, ale kaszëbsczé frantówczi téż mómë. W najim repertuarze są i ne napisóné bez naja przédniczka, Éwa Kalisz. Dobiwómë na rozmajitëch konkursach - z buchą prawi Łączkówskó-Malcze wskô. W 2016 r. powstała Stowôra Tëchómsczich Seniorów. - Öd dłëgszégö czasu jesmë ö tim mëslelë. Naja decyzja przëspieszëło rozpadniacé sa Pölsczégö Związku Emeritów w Bëtowie. Më dostelë wiadlo, że badzemë słëchelë do partu w Słëpsku. Dlô naju to béł jiwer. Wszëtkö załatwiać, a do te składać dokumentë, më bë muszelë tam. Nié wszëtce mielë auta czë nawetka prawo jazdë. Stowôra to béł dlô naji retënk, żebë sa nie rozpadnąc. Pamiatóm, że jegó statut jó pisała z Lesława Göłąba, jaczi w nym sarnim czasu pisôł taczi dló Stowórë seniorze.pl [fakticzno: Stowarzyszenie „SENIORZYBYT0W.pl" - dop. red.] -wspöminô Sztefaniô. Westrzód seniorów béł strach, czë dadzą rada z papiorama, z ksagówöscą. - Baro nama pomogła Janina Kerlin, chtërna bez wiele lat bëła sekretarza w gminie - chwóli ja moja rozmówniczka. Powołanie do żëcégó stowórë przede wszëtczim usprawniło jich dzejanié. - Jakno zarząd më sa spótikelë nómni róz na ti-dzćń. Jesmë ömôwielë bieżącé sprawë, planowelë na przińdnota, dzelëlë midzë sobą zadania. Do te wszëtczé dëtczi - czë to z 1%, czë ze skłódków -mielësmë dló se. Lżi bëło nama starać sa ö jaczés dofinansowanie - tłomaczi Łączkówskô-Malczewskô. Jakno stowôra zörganizowelë m.jin. szkolenie dló wólontérów, w jaczim udzél wzało 80 lëdzy, i to nie leno dozdrzeniałi, ale téż młodzëzna. Témą bëła opieka nad seniorama, a gôdka bëła téż o tim, jak pögödzëc sa z tim, że mó sa swoje lata, jak nie bëc óbcażenim dló blësczich. Öd czile lat seniorze pótikają sa w Gminowim Östrzódku Kulturę, gdze mają mól dló se. - Rëchli më wszëtkó trzimelë w swójich checzach. Më sa pötikelë a to w GÖK-u, a to w Centrum Midzënórodnëch Pótkaniów w Tëchómiu czë w bibliotece. Wcyg u kógós, bez niczego swojego. Z tego, co terô mómë, baro sa ceszimë - klarëje wi-ceprzédniczka. Jistno jak jinszé organizacje emeritów, jiscą sa braka chatnëch do czerowanió stowórą. - Jesmë corôzka starszi. Éwie Kalisz jidze na 81. rok, jo móm 77 lat. Zastanôwiómë sa, chto prziń-dze na nasz plac. Më bë chcelë jich przërëchtowac do dzejanió, pódzelëc sa wiédzą - gôdô Łączkowskó-Malczewskó. Stowôra Tëchómsczich Seniorów mó kol 100 nôleżników. Słëchac mogą do ni lëdze, chtërny mają wiek emeritalny (60 dló białków i 65 dló chłopów) abó są inwalidama (bez wiekowego ógrańczenió). Czej chtos skuńczi 85 lat, stówo sa hónorowim nôleżnika, zwolnionym ze skłódków. Nóstarszą nóleżniczką je Heléna Bruskó, jakô uszłégö roku skuńczeła 100 lat. We władzach stowôrë są: Éwa Kalisz (przéd-niczka), Stefanio Łączkówskó-Malczewskó (wice-przédniczka), Bernadeta Kaszëböwskô (sekretera), Bogumiła Prondzinskó (skarbniczka) i, jakno nóleż-niczczi, Bogumiła Ryngwelskó i Julio Wrzesyńskó. Tëchómsczi seniorze swoje 35-lecé swiatowelë w gódniku uszłégó roku. Na uroczëznie z ti leżnoscë pójawilë sa wnetka wszëtczi nóleżnicë. Łukósz Zołtkówsczi Pomerania nr 3 (584) / Marzec 2024 15 PRZEKAŻ 1,5% PODATKU NA ROZWÓJ I PROMOCJĘ JĘZYKA KASZUBSKIEGO Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie jest organizacją pożytku publicznego i zbiera środki z tytułu odpisu 1,5% podatku dochodowego. Na podstawie Uchwały nr 17/2023 Rady Naczelnej Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego z dnia 2 grudnia 2023 r., środki z odliczenia 1,5% podatku dochodowego za 2023 r., pozyskane przez Zrzeszenie, przeznaczone będą w 2024r. na rozwój i promocję języka kaszubskiego, szczególnie poprzez działalność Akademii Bajki Kaszubskiej. Przekazanie 1,5% Zrzeszeniu jest niezwykle proste. Wystarczy wypełnić odpowiednią rubrykę w rocznym zeznaniu podatkowym i wpisać nr KRS: 0000228279. Dziękujemy! W 2024 roku J „Pomerania" w cenie 7 zł zaprenumeruj „POMERANIĘ" na 2024 rok z dostawą do domu, a otrzymasz CIEKAWĄ KSIĄŻKĘ ' •„ i it. i-^v' gpEtll Ilość egzemplarzy każdej pozycji książkowej jest ograniczona. Decyduje kolejność zgłoszeń. m t ■D] i-^v' 16 WYSTARCZY ZŁOŻYĆ ZAMÓWIENIE W BIURZE ZARZĄDU GŁÓWNEGO ZRZESZENIA KASZUBSKO-POMORSKIEGO 16 Pomerania nr 3 (584) / Strëmiannik 2024 KASZËBSCZIWËSZIWK W WARSZAWIE Podbije kaszëbsczi wësziwk czedës świat? Jak nasze kwiatë nalazłë sa we warszawsczim pałacowö--ögrodowim zespole, co sa zwie Łazienki Królewskie? Na te i wiele jinszich pitaniów ödpöwié nama Ana Miszczôk, laureatka konkursu Anioły Rzemiosła i dobiwczka Öglowöpölsczégö Konkursu Kaszëbsczégö Wësziwku - Lëniô 2023. Czim sa zajimô laureatka Aniołów Rzemiosła? Ana Miszczôk: Jô jem wësziwôczką, zajimóm sa wësziwka złotim, tak zwóną złotnicą. Sama téż projektëja wzorë, na spödlim tëch stôrëch. Szukóm taczich, jaczich ni ma w tôblëcach, le dbóm wiedno, żebë ta wprowôdzónô bez mie nowöczasnosc möckô sedzała w tradicje. Prowadza téż czasa warsztatë i kursë. A skądka takô udba, żebë zając sa wësziwka? Jô mëslała ö tim östatno i sama nie wiém, to jakös tak przeszło do mie samö. Przez 20 lat realizowała jem sa jakno mëmka. Takô robota nie je za baro efektowno. Në tej, czej möje nômłodszé dzeckö szło do zerówczi, tej jô uzna, że to ju je czas. Wëszëwac jô rozmia z dodomu, a jak do tego nalazła jem lecónka, że w Köscérznie badze kurs, tej mie zaswiécëło w głowie: „A möże kaszëbsczi wësziwk?". Nôprzódk béł żuköwsczi, bö ön wszadze je, ale pózni, czej jô zaczała sama wëszëwac i pöznawac wiacy szköłów, to przëpa- sowa mie nôbarżi złotnica i wdzydzko szkoła, jaczi jô sa ucza öd półsostrë möji starczi, chtërna mieszka prawie we Wdzydzach. Öna nie żëje ju czile lat, a tedë, jak jô do ni jezdza, to öna ju bela kol dzewiącdzesąt lat stôrô, a wcyg wësziwa. Jak terô tak rechuja, to mögła öna bëc nawetka szköłowniczką wastnë Tédorë Gulgöwsczi. Z tą złotnicą to téż bëło czekawö. Jô baro chcą, ale bëło mało lëdzy, jaczi rozmielë wëszëwac na nen ôrt. I tak jô zaczała sznëkrowac: a to chtos béł, ale ju nie żëje, abö nie chce uczëc. Kureszce udało mie sa na-lezc kontakt do wastny Indżi Mach, chtërna mieszko pöd Bëtowa. Jô zwönia do ni bezmała dwa lata, żebë ja przekonać do uczeniô. W kuńcu sa zgôdza, jeżlë badze nas wiacy jak jedna. Tej jachałë trzë, ale do dzy-sdnia leno jô to robią. Przez te lata zebrało sa gwësno wiele dobëców. Jak Wë bë muszelë wëbrac nôwiakszé, to jaczé bë to bëło? Pomerania nr 3 (584) / Marzec 2024 17 W ËDO WIEDZÔ - Sama móm ja robione. Jak wëbuchła wôjna na Ukrajinie, do möji drëszczi przëjacha białka, chtërna robi taczé pupczi, Öksana Salnikowa z Kijowa, z córkama. Przëjachałë malińczim auta z trzema taszama, z czegö w dwuch béł ji warsztat. W pödzace za göscëna zrobią nama warköwnie z robieniô taczich pupków - gôdô Ana Miszczôk Jô jem baro ród, że môje kaszëbsczé wësziwczi nalazłë sa tuwô w taczim piaknym môlu jak Łazienczi. Me, Kaszëbi, jesmë baro buszny z naji kulturë i zwëków, chtërne chcemë niesc dali w świat, bë jinszi lëdze téż môglë sa tim ceszëc i redowac, bo to je czasc naszi pôlsczi kulturë. I tu jô ju zaczała gadać pö polsku. Ledze tak na mie wzérelë..., le jô so pömësla, że tuwö nicht nie znaje kaszëbsczégö, tej nie badze tak lëchö. Na bankece pódeszedł do mie jeden chłop i gôdô: Wiéce co? Jô jem z Rédë. I jak jô uczuł ten kaszëbsczi, to mie sa tak cepło na sercu zrobiło. Chcemë jesz pogadać ö Waszi codniowi roböce. Jak wiele czasu zajimô taczi wësziwk? Taczi liwk to mni wiacy 70-100 gödzënów. Co zna-czi, że codniowi robötë to badze ze trzë tidzenie. To bë miało kosztować pasowno, ko doch 160 gödzyn to je normalny etat, le nigdë sa za to tëli nie dostónie. Dlôte jô wöla robie taczé mniészé rzeczë, torebczi czë biżuteria, chtërne sa baro dobrze przedówają i terôzku, przed swiatama, wszëtkö mie sa wëprze-dało. Dwa lata nazôd w lëstopadniku naszła mie takô iidba: Co jakbë pszczołom [taczi mótiw wësziwku -dop. red.] dac skrzidła taczé rëmné? Në tej jem zrobią. Nôprzódk bëłë pszczołę, późni ważczi, a późni to ju le polecało... I to téż robią techniką złotego wësziwku (bajorek), złotnicą, a te skrzidełka to takô technika 3D. Möżna bë rzec: stôrô tradicjô jidze raza z módernotą. To téż sa baro komisji w Aniołach Rzemiosła widzało. Prosëlë ó jedna rzecz na wëstôwk w Łazienkach. Jo chcą torebka, a oni, że jich öwadë To bëło w uszłim roku. Jak jô zaczina wëszëwac, to dló se, ko doch téż nié za tim, żebë to w szu-flôdze leżało, tej udbała jem właczëc sa w Stowóra Lëdowëch Utwórców (Stowarzyszenie Twórców Ludowych). Żebë sa tam dostać, w ankece nakôzelë wëpisac swoje dobëca. Jakno że jó ni mia ni-żódnëch, jó umësla chóc w jednym konkursu wząc udzél. Nóprzód jó zrobią proca do Lëni i tam jó udosta pierszą nódgroda. Në, a na jeseni jô wëstar-towa w konkursu Anioły Rzemiosła w Warszawie i tam prawie jó bëła jaż w finale, a to ju bëło prestiżowe wëdarzenié. To bëło wiôldżé achtniacé dló mie.Takô redota mnie towarzëła... i taczé wseczëcé docenienió. Jó tam tak z przëtrófku bëła. Drëch wësłôł mie link z dopiską Ania, spróbuj, tej jó pömësla: „Jaczis konkurs, cos tu trzeba zrobić...". Le na szczescé nie bëło nót nick nowego, leno ódjimk jima wësłac i anketa wëfulowac. Jak jó dosta ten mail z wiadła, że jem w finale, to nie chcą jem zrazu wierzëc. Co sztërk jó sa jisca, że on zniknie abó co... Ale ón nie zniknął, tej jó jacha do ti Warszawę. Bëło nas tam ósemnôsce sztëk lëdzy, pó szesc w kategorie, a kóżdi bëtnik to jinszó ósobówósc, kóżdi miół cos do rzekniacó. Cało gala je robiono w taczi atmosferze jidzenió nazód do udbë mecenatu: główno nódgroda w kóżdi kategorie to bëło 60 tësący złotëch. Na galë w Łazienkach Królewskich jó chcą rzeknąc pora słów pó kaszëbsku, w czim dopomogła mie wastnó Iwóna Makurót. A co We tam dokładno rzeklë? 18 Pomerania nr 3 (584) / Strëmiannik 2024 WËDOWIÉDZÔ IIMSiS Sëiissit H3^§" "£r .-tÉilPjltl s_~L - &A Sk m | *śm y I baro interesëją. Przërzesza jem tej pszczoła do taszë i miast jednégö dokazu jô mia dwa. Jaczé jinszé rakodzeło je na lësce Waszich zaintere-sowaniów? Taczé tradicyjné to kösziczi z körzeniów chöjnë. Wastnô Regina Białk z naszégö KGW nas tego ucza. Do te robią kwiatë z papioru. Malëja téż kąsk na szkle, makramë, filcëja na sëchö, próbować bada na mokro, pupka z pörcelanë móm robione, na kursu witrażu nawetka czedës jć> bëła. Le specjalizëja sa w wësziwku, a tamte jinszé to leno rozmieja robie. Króm héklowaniégö to robią wnet wszëtkö. Bö héklo-wac jô sa nie nauczëła za młodégö, a terô nie chcą za baro szerok jic, le sa specjalizować. Në i jesz malarstwa jô nie próbówa, ale to sa jesz öbôczi, człowiek ödkriwô te talentë nie wiadomo skądka. Jesce rzeklë, że wôżné bëło dlô Was zapisanie sa do Stowôrë Lëdowëch Utwórców. Dlôcze? Jô chcą sa pöddac ocenie profesjonalistów. Czë to je lëdowé, czë téż nié, bö jô robia chöcbë złotnica jina-czi jak wszëtcë jinszi na Kaszëbach. Kö jak jem östa zaakceptowónô i w Lëni, i w Stowôrze, to wiém, że jo. A jaczi je Wasz ulubiony wzór? Jaczis kwiat? Nôbarżi lëdóm farwné gózdzyczi, do te lelije, i to tëli z żuköwsczégó, a z wdzydzczégö lëdóm kaszëbsczi łeb, taczi nówiakszi mótiw. Czim rzadzy cos je spötikóné, tim barżi mie sa widzy. Jo baro rzódkó robia jaczis wzór wiacy jak rôz. Lubią całi czas robie cos nowego. Téż lubią to, że tero widza jaczés modło w tôblëcach wësziwu, a jakno dzeckó jó gó widza w wësziwku półsostrë móji starczi. Taczi sóm ułożënk, le jinszé kwiatë. I téż szukóm tëch starszich mötiwów. Lubią jesz wëszëwac bajorka, to je przë użëcym taczi specjalny nitczi abó drótu zakrąconégó w spirala. Jak Wë widzyce przińdnota wësziwku? To je baro jasno przińdnota. Ju w czasu, czej jó zaczi-na, bëło widzec pókrok. Je wiele lëdzy, chtërny wëszi-wają czë to złotnicą, czë wdzydzką szkołą. Wiele biał-ków ózdóbió swoje óbuca, ale i chłopi téż zaczinają strójic sa w kaszëbsczé kwiótczi. Jakbë chtos chcôł zacząc swôja przigöda z wësziwka, to może do Was przińc? Może. Jaczis czas temu zazwonia do mie jedna białka, chtërna chcą sa wëwiedzec, jak przerësowac wzór na aksamit. Më sa ugódałë. Chóc nie wësziwa dotądka, baro chcała zacząc. Öd razu wzała sa ódwóżno za liwk, bo chcą miec swój strój tzw. swietlëcowi. A nie felëje Wóm praktikantczi? Në, felëje, bö jak dwa razë ob rok óbsziwóm ógniarzóm pagónë, to je baro wiele robötë. 2-3 tidze-nie, cobë óbszëc czile jednostkom mundurë. Tuwó téż óbsziwóm bajorka i złotą nitką. Mëslice, że pöwstónie czedës szkoła Anë Miszczôk? Hmmm... Móże czedës pówstónie. Materiałë ju sa gromadzą. Ju są móje wzorë. Jó nie użiwóm tóblëców, leno móje kompozycje. Gôdelë Aniela i Szczepón Makurót, uczniowie ögl0wösztôłc4.cégö Liceum w Köscérznie Pomerania nr 3 (584) / Marzec 2024 19 MAŁŻAŃSKA ZWADA Uż od dawjen dawna ma człek to do siebie, że zawdi chce bić czyściutańki jak ten janiółek w niebie. A jak znandzie do zwadi jaka tam prziczyna, to na drugégo zawdi zwali cała wjina. Take só co po zwadach nawet sia dobrzi czujó, ale ji só take co na zdrowju to 'odczujó. Bo czam bi óny sobje żicie 'urozmajiceli, żebi do zwadi prziczynku nić szukeli. Tak w pewny wsi zwadliwe małżaństwo sobje żiło, rzadko óne kedi wew zgodzie zez sobó było. 'O byle tam cajstwo nieraz mniandzi niami poszło, a uż do wadzania zawdi u nich doszło. Raz to u njich dóma ciche dni nasteli, że aż sómsadi sia dziwoweli. To pewnoć na burza sia 'u njich zanosi, bo ji sóm czas aż sia sóm 'oto prosi. Aż tu ci poszło 'o tego jejich głupsićgo barana, i to zara 'od samiutkćgo ryna. A mniał ón ci wełna jak ten dach na chałupsie, nić wjedział co zaszło, bo to zwierze głupsie. Kedi po jedzaniu chłop tobatki zażół, stónd nić zowónd naraz sia 'odważół: „Dziś bandzim golić barana żebiś wiedziała, banda golół, ti bandziesz trzimała". Ale Wersia mu prandko ta mówka przerwała, ji zez wjćlgim jimpetam tak mu powiedziała: Słuchaj jano stari ti czasam lewa ranka w kropelnicy nić maczał, boś ti naparawda uż zgłupsiał ji zmajaczał. Słiszał to świat żebi golić barana, uż ti zwadi szukasz 'od samego ryna. Lepsi biś 'ogolół sobje to wstrantne brodzisko, bo wiglóndasz jak pod kościełam stare dziadzisko. Nić bandzim strzic barana! przi tam aż nogó tupnęła, ji to z takó złościć, że aż czerwona sia zrobjiła. Tego to staramu bóło uż za wiele, a miślóc sobje uż zaczina sia wesele. Jak nić huknie Wersi do samego 'ucha, golić bandzim ji basta zgriwajónc z siebie zucha, Uż ji Werónka żadnego hamunku nić mniała, co jano jeji dełba strzeliło staremu wygarniała. Że aż sómsiadi ze za płota sia przisłuchiweli, jak te stare a głupsie 'o barana sia spsićreli. Uż wjidzi stari, że krzikam z nió nic cie dokona, to może zimna woda w beczce Werónka przekona. Chwiciół jó w łapska jak w klyszcze do beczki pakuje, z nadziejo że woda na nió poskutkuje. Aleć po 'uszy bóła wodó zalana, wciónż óna słoje - nić bandzim strzic barana. Uż ji chłop pod przisiengó 'utopić 'obiecuje, óna choc z wodi eszcze palcami w góra pokazuje. Topsieło sia babsko, ale twardo przekonana, że tak naprawda nić należy strzic barana. Uż ji chłop baby przekonać dali nić próbował, zabjół barana ji skóra jego wygarbował. Bo prziszed do tego rozsóndnćgo przekonania, że uż nima zdrowja do takćgo sia wadzania. Jan Wespa SŁÓMNIANNE WJECHCIE Dawnymi czasy tak uż wew zwiczaju bóło, że słómnianne wjechcie w butach sia nosiło. Zez żitni słómi wjechcie w chodaki wkładeli, żebi nogi suche ji ciepło zawdi mnieli. Chłop sia nić krampował czasam słóma wiłaźiła za to jak 'u pana blamarza wjćlga bóła. Zara po wsi całi ludzie rozgadeli że 'u dziedzica słóma wew cholewie wjidzieli. Raz to przed kościół brika psiankna zajechała a w ni jaśnie państwa rodzinka prawje cała. Wew wjćlgim skupsieniu zez ni wisiadajó łaskawim 'okam na wszitkich spoglóndajó. Wtam stónd nić zowónd gawjedź śmićcham wibuchniła że aż jaśnie pani sia zaczerwjaniła. Wszitke 'oczi na dziedzica skierowane byli przecia to 'o niego słomka przi kropaku 'obaczyli. Nawet jakiś śmniałek na głos całi woła że przed kościół zajechała zez słómo stodoła. Jak też pańske mniny od razu sia zrzedłi przez głupsia słomka wstidu sia najedli. Przez suma cała dziedzic só wełbje sumuje bo na czci ji honorze to barzo 'ujmuje. A choc mniał głowa jano 'od paradi za to kićszań groszam wipchana postanowjół sia jak przistało na wjelgćgo pana. To też zara po kościele do karczmi wszitkich zwołuje dużi bukłak psiwa uż wszitkim funduje. a choc psiwsko psićli a pana chwalili to jednak 'o ti słomce równak nić zapomnieli. Jan Wespa Utwory napisane w formie wierszowanej w gwarze kociewskiej 20 Pomerania nr 3 (584) / Strëmiannik 2024 WANDA ROGALEWSKA, LAUREATKA BENEFISU DOJRZAŁOŚCI Z zawodu matematyk i informatyk, z zamiłowania - poetka. Mama czworga dzieci z etatem pani domu i etatem społecznika. Jest kobietą pracującą, żadnej pracy się nie boi - mówi o sobie Wanda Rogalewska, laureatka VII Gdańskiego Konkursu Poetyckiego dla Seniorów w ramach cyklu Benefis Dojrzałości. O swoim życiu i pasji rozmawia z Dominiką Głowienką. Proszę opowiedzieć coś o sobie. Skąd Pani pochodzi? Gdzie się Pani wychowała? Urodziłam się po wojnie w Wołkowysku. Przed drugą wojną światową były to ziemie polskie, później Związku Radzieckiego, a teraz należą do Białorusi. Tam żyłam i dorastałam szczęśliwa, w otaczającym mnie bogactwie przyrody oraz pięknych warunkach naturalnych i ekologicznych. W 1958 roku razem moja rodzina opuściła nasz dom i wyjechaliśmy do Polski w ramach repatriacji. Trafiliśmy do Pucka, gdzie zostaliśmy bardzo życzliwie przyjęci przez mieszkańców. Byłam zauroczona architekturą, do dziś wspominam piękny kościół gotycki, śliczny ryneczek i port rybacki. Z nostalgią wracam także do krótkiego okresu, kiedy uczęszczałam do szkoły podstawowej w Pucku. Ostatecznie zamieszkaliśmy w odbudowującym się po drugiej wojnie światowej Gdańsku, w którym jestem zakochana do dziś. Uwiodła mnie przepiękna architektura gotycka, malownicze kamieniczki ulicy Mariackiej czy Długiej z Ratuszem Głównego Miasta, gdzie kiedyś z chórem nauczycielskim miewaliśmy koncerty. W tym mieście kontynuowałam edukację - w liceum ogólnokształcącym i na Uniwersytecie Gdańskim; osiągnęłam tu kolejne szczeble awansu zawodowego i rozwijałam swoje pasje artystyczno-literackie. Pomerania nr 3 (584) / Marzec 2024 21 Nasze rozmowy Jak wspomina Pani Wołkowysk? To miasto ma bardzo bogatą historię. Od dziesiątego wieku Księstwo Wołkowyskie było najeżdżane, grabione, pustoszone, palone i wielokrotnie odbudowywane. Wcześniej nie znałam przeszłości swojej rodzinnej miejscowości. Zaczęłam się nią interesować z racji moich spotkań poetyckich, by móc opowiedzieć czytelnikom o miejscu, w którym się urodziłam. Jestem dumna ze świetnej przeszłości mojego miasta. Przyznam, że kiedyś trudno mi było wracać do wspomnień powojennych, do lat szkolnych. Z upływem lat zmieniła się moja perspektywa. Wróciły wspomnienia dotyczące fantastycznych lat dzieciństwa, kiedy mama prowadziła cudowny, rodzinny dom z bogatą kuchnią pomimo niedostatków w sklepach, ogród z warzywami, klomby z różnymi kwiatami, a szczególnie niezapomniany las wysokich dalii po obu stronach ścieżek. W wierszach często nawiązuje Pani do młodości, dzieciństwa. Tęskni Pani za tamtym okresem, za swoim dawnym domem? Tęsknotę i wspomnienia opisałam w różnych wierszach, między innymi Imieniny 2014 lub Rzeka dzieciństwa, w eseju Dom rodzinny Polska. Są to utwory, w których wracam pamięcią do lat dzieciństwa. Chciałabym powiedzieć beztroskich, jednak niezupełnie, ponieważ zostały obarczone bagażem doświadczeń powojennych w polskim mieście za żelazną kurtyną. W pamięci odgrzebuję chwile radosnych zabaw, przepojonych zapachem i barwą kwiatów, traw, zadbanego ogrodu, okalającej łąki oraz kąpieli w rzece z zaporą i wodospadem, płynącej obok domu. Nie wracam do niepokoju i niepewności tamtego czasu. Skąd u Pani takie zamiłowanie do poezji? To dobre pytanie, na które nie ma jednej odpowiedzi. Tak naprawdę zaczęło się już w szkole podstawowej, kiedy nauczycielka stwierdziła, że mam zdolności muzyczne. Z racji dobrego słuchu, wyczucia rytmu i dobrego głosu brałam udział w uroczystościach szkolnych, przygotowywałam różne utwory i śpiewałam, uświetniając te akademie. Mama chciała uczyć mnie gry na pianinie, jednak w tamtych czasach trudno było kupić instrument, przez co nie mogłam się dalej rozwijać w tym kierunku. Umiłowanie do muzyki realizowałam w chórach trójmiejskich. Później pracowałam w domu kultury, gdzie jako instruktorka informatyki prowadziłam zajęcia dla młodzieży. Tu właśnie zaprzyjaźniłam się z klubem literackim. Uczęszczałam na ciekawie prowadzone wieczory autorskie. Było to moje pierwsze oficjalne spotkanie z poezją, głębsze zainteresowanie. Kiedy zaczęła Pani pisać wiersze? Co sprawiło, że ujrzały światło dzienne? Pierwsze próby podejmowałam w liceum. Byłam osobą refleksyjną, wracałam pamięcią do różnych spraw, tematów. Zadawałam sobie mnóstwo pytań natury filozoficznej, egzystencjalnej. Zaczęłam zapisywać swoje przemyślenia w formie wierszy. Chowałam prace do szuflady, nie zdając sobie sprawy, że kogoś zaciekawi moja twórczość i będzie chciał ją czytać. Dopiero w domu kultury, gdzie zaczęłam uczestniczyć w spotkaniach literackich, słuchać poezji, spotykać się z ludźmi piszącymi, rozwijałam swój talent. Pomogli mi w tym przyjaciele. Na swojej drodze spotykałam dobre duszki, które otwierały przede mną drzwi do świata poezji, literatury, malarstwa. Napotykałam ludzi ciekawych, twórczych, będących inspiracją dla mojej twórczości. Dzięki nim po raz pierwszy zaprezentowałam w Gdańskim Towarzystwie Przyjaciół Sztuki wiersze wydane w ramach „Biblioteki Rękopisów" przez GTPS, wydałam swoje pierwsze tomiki wierszy - Impresje liryczne, Smak upiornego trunku i W świat pewności innej, miałam wieczory autorskie, po których wszystko nabrało tempa. Co według Pani sprzyja procesowi twórczemu, a co go utrudnia? Inspiracja jest zawsze zagadką. Nigdy nie wiadomo, co mnie poruszy, zachęci do sięgnięcia po pióro. Lubię trzymać długopis w ręce. Czasami wystarczy jedno słowo, które usłyszę, jedna myśl lub temat, z którym płyną moje skojarzenia, emocje lub filozoficzne przemyślenia, ubieram je w słowa i przelewam je na papier. Zatrzymuję czas w kadrze i tak powstają wiersze. Co powiedziałaby o swojej poezji? Cieszy mnie niejednoznaczny odbiór mojej poezji, a to wniosek z rozmów z ludźmi po wielu spotkaniach poetyckich. Wiele tematów, które poruszam w swoich tekstach, nie starzeje się, wręcz nabierają innych znaczeń w nowej rzeczywistości. Czasami są odpowiedzią na niepokojące zarówno mnie, jak i moich odbiorców tematy, nurtujące nas pytania. W wierszach oddaję swój stan emocjonalny, swoje refleksje, uczucia i spostrzeżenia, jednak unikam dosłownej analizy twórczości i interpretowania jej. Nie przepadam za pytaniem, „co autor miał na myśli". Kojarzy ' mi się z lekcjami w liceum. Ważniejsze jest dla mnie to, jak ktoś odczytał mój utwór i co z niego wyniósł. Była Pani nauczycielką matematyki, razem z uczniami wystawiała spektakle matematyczne, do których sama pisała Pani scenariusze. Jak udało się Pani połączyć tak różne na pierwszy rzut oka dziedziny, jak nauki ścisłe i dramat? W życiu podejmowałam się wielu różnych prac. Byłam kasjerką w aptece, księgową w biurze projektowym przemysłu okrętowego, informatykiem programistą, brałam udział w programach społecznych i wolontariatach. Aż zawędrowałam ponownie do szkoły, tym razem w charakterze nauczyciela i konsultanta w zakresie matematyki w Centrum Edukacji Nauczycieli. Mój program autorski i utworzenie klasy matematycznej stworzyły dobre warunki do realizacji tego przedmiotu w szerszym zakresie, niż przewidywały podstawy programowe. „Dobre słowo", czyli inspiracja między innymi działaniami Ziuty Sławuckiej, 22 Pomerania nr 3 (584) / Strëmiannik 2024 Nasze rozmowy _2__ {?oLdv(jay'diUi Jestem Jesienią J = 116 k bym by ła two ją jak bym by która propagowała nauczanie poprzez teatr, zaowocowało spektaklami matematycznymi. Z początku nie wiedziałam, jak się za to zabrać. To ona zaprosiła mnie do Rumi na warsztaty z młodzieżą, by ukierunkować moje poszukiwania. Napisałam scenariusze i razem z uczniami wyreżyserowaliśmy kilka spektakli. Zaprezentowaliśmy je na deskach Teatru Kameralnego w Sopocie, otrzymaliśmy wyróżnienie w przeglądzie wojewódzkim. Jest Pani laureatką tegorocznej edycji Benefisu Dojrzałości - konkursu poezji dla seniorów, w którym spośród nadsyłanych wierszy wybiera się kilka i z pomocą muzyków z filharmonii przerabia się je na utwór muzyczny. To spore osiągnięcie. Jak zaczęła się Pani przygoda z tym konkursem? Dowiedziałam się o nim od jednej z koleżanek. Zapoznałam się z zasadami i... wysłałam wiersz. Zaintrygowała mnie wizja muzycznej interpretacji utworów. Bardzo się ucieszyłam, gdy dowiedziałam się, że wiersz Jestem jesienią został nominowany do wykonania na koncercie galowym siódmej edycji Benefisu Dojrzałości 2023. Muzykę napisał Michał Ciesielski, a z orkiestrą wykonał Przemysław Radziszewski podczas koncertu w Polskiej Filharmonii Bałtyckiej. Jak wyglądała praca nad wierszem? Podobała się Pani aranżacja? Niestety, nie brałam udziału w procesie tworzenia. Po raz pierwszy usłyszałam wykonanie razem z publicznością podczas koncertu galowego. Było to dla mnie nowością i zaskoczeniem. Z ciekawością słuchałam tego na żywo i cierpliwie czekam na płytę z nagraniem. Bardzo chciałabym odtworzyć to wydarzenie, tcwia&u o lM.k*0AM. ud dotyk fljbu rtvi'a<ćU, Avv« ,'J-Ćtftc ,Vi-£ ywi-w Ć, Ł6U u,CL' /wOmw iö-ivé-vt ęfc iri&t-o.- cbttpyC 1 u-ölc«iP /y\tkië }(3MCstj/U^ éu,LOs _Zi A, /wlë- rm-ćLh% p?Vv<&vw* ftO-dóC-^O.' t ,Vv.4/.<^£U-£, AU?,/ 0 posłuchać, jak pięknie orkiestra gra muzykę napisaną do mojego wiersza. Pragnę na nowo poczuć emocje, które czułam tamtego wieczoru. O czym opowiada Jestem jesienią? Jak powinniśmy czytać ten utwór? Szczerze mówiąc, trudno mi powiedzieć, co było inspiracją do wiersza. Jestem jesienią z racji upływających lat... Pięćdziesięcioletnia osoba czuje się dojrzała, spełniona i wydaje się jej, że życie powoli dobiega kresu. Później okazuje się, że ma sześćdziesiąt, siedemdziesiąt i więcej lat, a życie trwa i tworzy nowe możliwości. Od wielu czynników zależy, jak ułożą się nasze losy. Czas na emeryturze to kolejne etapy przeplatane radościami i smutkami natury zdrowotnej bądź rodzinnej. To okres wyciszenia lub twórczości, powrotu wspomnieniami do minionego - niezapomnianych, wyjątkowych przeżyć. I tak trwa we mnie jesień życia. Planuje Pani dalej pisać? Może wyda Pani tomik? Wydałam już kilka tomików poezji. Uwieńczeniem mojej twórczości literackiej byłby kolejny. Wena twórcza drzemie w każdym z nas, czasami się budzi, a wtedy chcę zatrzymać w kadrze pewien moment, sytuację lub obraz życia. Pomaga mi to wyciągać wnioski na przyszłość, obserwować, co obecnie się dzieje, i przewidzieć, co może z tego wyniknąć. Teraz segreguję wiersze, poprawiam i układam tematycznie, aby zbiór był gotowy do wydruku, więc pozostaje oczekiwać na dobrą chwilę. Być może na sponsora, który zauroczony moją poezją, filozoficznym spojrzeniem na wędrówkę po życiu zdecyduje się wydać mój kolejny tomik. Pomerania nr 3 (584) / Marzec 2024 23 2 łżëkwiata minie 9 lat öd smiercë, a 14 łżëkwiata 82 lata öd urodzeniô prof. Jerzégó Trédra, bëlnégö kaszëbsczégö jazëkóznajarza. Przëbôcziwómë wëdowiédza z nym wiôldżim uczałim, jakó bëła publikówónô pierszi rôz w nr. 7-8/2012 najégó pismiona. ŻËCÉ CHUTKÖ NËKÔ... Z profesora Jerzim Trédra gôdómë ö jegö kaszëbsczi i nôuköwi drodze, Radzëznie Kaszëbsczégö Jazëka, a téż ö tim, za co dostôł pasa öd tatka. Latos [2012 rok - dop. red.] Profesor mô baro „roczëznowi" rok. 70 lat öd urodzeniô, 20 öd östaniô nadzwëköwim, a 10 zwëczajnym profesora. Swiatëjece to jakös ösoblëwie? Żëcé tak chutkö nëkô wprzódk, że człowiek zabiwô ö taczich sprawach. Nawetka jem nie pamiatôł ö tëch nôukôwëch roczëznach. Ale 70. geburstach gwës je wôżny? To prôwda. Chöcle dlôte, że to öznôczô przendzenié na emeritura. 30 séwnika kuńcza swöja robota na uczböwni. Niejedny mają strach, że to badze téż kuńc Waszi robötë dlô kaszëbiznë... Nié. Tuwö jesz baro wiele móm do zrobieniô i wierzą, że Opatrzność dô mie jesz përzna czasu na dokuńczenie czile rzeczi. Nówóżniészą dlô mie sprawą je słowôrz kaszëbsczi frazeologii. To je pewno spóźnione ju ö 40 lat, ale Kaszëbi baro gö brëkują. Materiale są ju dôwno zebróné, terô musza je wpisać do kómputra wedle leksykögraficznëch zasadów. Béł taczi ösoblëwi moment, taczi dzćń, öd jaczégó Wë bë móglë rechówac swója kaszëbską droga? Taczégô jednégó dnia nie bëło. Jem na pewno Kaszëbą ód urodzenió - z tatka Władégó z Bukowa i mëmczi Stazji z Mlińsczich z Parczewa, rodzonëch w 1898 r. i uroslëch w parafii Serakójce. Na początku lat trzëdzestëch XX wieku, szëkającë robötë w Gdi-ni, móji starszi z familią przecygnalë do Biôli Rzéczi (dzys dzél Rëmi). I tu jem sa urodzył, na sarnim poł-niowim kraju tzw. Móstowëch Biotów, jakno nómlod-szi w wieledzecny rodzëznie samëch knópów. Belo to w czasu, czej ju wnet rok tërwala wójna Niemców ze Sowietama. Nôstarszé moje wspominkowe óbrózczi tikają ny wöjnë, jak ju Ruscë gnelë Niemców z Gdi-ni, Rëmi, Bióli Rzéczi i Rédë na zôpôd. Gódelë mie późni, że przë naszi chëczë, zbudowóny na błotach, stojałë wiôldżé kanónë: jak strzélnalë z jedny, tej chał-pa sa zapoda na jedna strona, jak walnalë z drëdżi, tej ona sa prostowa. Jaczim dzecka béł Jerzi Treder? Chëba nógórszi jem nie béł. Jó béł nómłodszi... Tej gwës rozpuszczony? Nié. Przódë na kaszëbsczich wsach nie bëło za baro rozpuszczanió. Starszi bëlë óbiektiwny, bez taczégó i Ł—---- M-m\% M ókazëwaniô emócjów jak to je dzysó: moje kochanie, mój nosku, moja żabko... A pasa czasa dało? lo. Pamiatóm, że róz dało téż niesprawiedlëwie. Tatk, jak przeszło co do czego, to specjalno nie badół sytuacji. Chtos nas óskarżił, że jesmë bëlë na pachce, chóc to nie bëła prówda, ale tatk wiele nie zdrzół, le rżnął... Ale ö tim më chutkó zabôcziwelë. Tak po prówdze doma nie bëło za wiele fizycznego kóranió. W co bawilë sa knôpi w tim czasu? Nówicy bëło granió w bala. Pamiatóm, że wiele jem lótół pó lasach czë łąkach ze swójima drëcha-ma, m.jin. më lubilë jic na miónczi z tzw. kulrama, tj. pöpichającë zakrzewionym dróta cażką óbrącza ód koła cażórowégó auta. Nówicy naszich rozmajitëch grów knópiczich ódbiwało sa w Rëmi na lotnisku (dzys je tam wiôldżé ösedlé), gdze wiele dzecy i mło-dzëznë z całego ökölégö pasło krowë, ówce i kózë. Tam téż bëłë bónkrë, i më w nich i w zemi nalôżelë patrónë i proch. Tej to bëła „zóbawa"! Na szczescé nikomu sa nic pöwôżniészégö nie stało. Doma gôdało sa pö kaszëbsku? lo. Na pewno do czasu jidzenió do szkółë gódół jem le pó kaszëbskii, chóc pólsczi jem muszół gwësno czëc w kóscele i ód starszich bracy, jak oni sa uczëlë czëtac i recytowac. Radia doma nie bëło, bo dopierze na początku 50. lat nasza ulëca zelektrifiköwelë. Pamiatóm z młodoscë i czasów studiów, że mëmka góda barżi pó kartësku, czej tatk „dopasowół" swoja kaszëbizna do nordowi, rëmsczi. Pólsczi béł dló mie cëzym jazëka. 24 Pomerania nr 3 (584) / Strëmiannik 2024 Z archiwum „Pomeranii" Nikomu ta Wastë kaszëbizna wnenczas nie za-wôdzała? Wezmë na to, w szkole? Nie pamiatóm, żebëm miôł z ti przëczënë jaczé problemë czë przikroscë, a më mielë rozmajitëch szkólnëch, téż nié-Kaszëbów. Nicht mie nie bił, nie öbrôżôł, ale szkólny do nas nie gôdelë pö kaszëbsku ani ö kaszëbsczich sprawach. Dzysô to mie dzëwuje, bö doch taczi np. Hubert Góra, bëlny polonista w liceum, chtërnému wiele zawdzacziwóm, na pewno rozmiôł gadać pö kaszëbsku. Abö Böleslôw Bieszk - z ti familii, gdze bëlë téż Ferdinônd i Sztefón. Mało tego - Paweł Szefka, roda ze Strzebielëna, znóny muzyk (griwôł na wiele instrumentach), fólklorista, etnograf i pisôrz, béł wëchówawcą möji klasë przez 4 lata, a ö kaszëbsczich sprawach më jesmë nie gôdelë (ökróm grónëch Gwiżdżów). Pö taczich szkólnëch mógłbë sa spödzewac, że cos nama ô Kaszëbach rzeką. Gdze tej zbudzëła sa u Was kaszëbskô swiąda? Zaczeka wienié Kaszëbama, nôwicy lëteraturą i jazëka, przeszło dopierze w 1959 r., czej jem öbezdrzôł w wejrowsczim Pówiatowim Domu Kulturë wëstawa dokazów kaszëbsczi lëteraturë. Na ny wëstawie kupił jem so Lecha Bądköwsczégô Zarys historii literatury kaszubskiej i ód razu przeczëtôł. Kąsk późni, w 1962 r., bratowo, wejrowskó biblotekarka, namówiła mie do udzélu w konkursu „Czytamy książki pisarzy Wybrzeża". Napisół jem rozprówka na téma: Scharakteryzuj wybraną postać powieściową ze środowiska kaszubskiego na podstawie przeczytanej lektury; nade wszëtkö bëło w ni o ksążce Hanesk Jana Piepczi. Do-stół jem za to nódgroda. Béł to ju czas, czej jem pó maturze rok robił jakno szkólny pólsczégö jazëka w Cechöcënie (dzys Réda) i szëköwôł sa na studia na Wëższi Szkole Pedagogiczny we Gduńsku, chtërne jem zaczął w rujanie 1962 r. Na trzecym roku napisół jem articzel Gwara kaszubska w utworach Augustyna Necla, wëgłoszony w 1965 r. w Lubienie na óglowópólsczim zjezdze młodëch lingwistów. Rok późni na podobnym spótkanim miół jem referat Nazwy miejscowości powiatu wejherow-skiego. Z ny drëdżi robötë „ulagła sa" moja magistersko proca Toponimia powiatu wejherowskiego (1967), chtërna jem przerobił, ulepsził i wëdrëkówôł 30 lat późni. W 1973 r. jem obronił doktorską proca Toponimia byłego powiatu puckiego (drëk: 1977). Jesce bëlë „rozriwköwim" sztudérą? Nié. Jô nie mieszkôł w akademiku i blós czasa jem óstówół na jaczé imprezë. Tej më szlë do Żaka, a nôwiakszé przestapstwó to bëło, czej më za naje skrómné pieniądze wëpilë w karnie budla jaczégös rieslinga. To bëło taczé tóné, ale dobré wino. Kąsk imprezów miało plac w akademiku, ale jo mało brół w tim udzél. Jem wiacy czasu póswiacywół wnenczas na harcerstwo. Më mielë wiele czekawëch zbiorków, obozów, akcjów. Dopierze w ösmëdzesątëch latach jo so dół z tim póku, czej zós zaczało mocno wchadac „czerwone" harcerstwo. A chudzy nie bëło czerwone? Wraczenié Medalu Stolema, 1983 r. Öd lewi: Jerzi Treder, Jón Drzéżdżón i Édwôrd Bréza Téż kąsk bëło, ale jakno dzeckó jem na to nie zdrzół, a późni, jak jô béł instruktora, to më mëslelë, jak zrobić dzecóm a sobie zóbawa, a nić pólitikówac. Harcerstwo to bëło móje drëdżé żëcé. W nim jó téż póznół swoja białka. Jak to sa stało, że jesce warköwö zajimnalë sa kaszëbizną? Czedë w 1973 r. jo obronił doktorską proca, jesz nick nie wskazywało na to, że w wikszoscë bada badérowôł kaszëbsczi jazëk. Jakno młodi doktór nóuk humanisticznëch, zajimający sa jazëkówiadnyma prob-lemama, w tim pólsczima dialektama i kaszëbizną, przëróczony jem óstół w 1974 r. do komisji szëkujący nowi kaszëbsczi pisënk. Udba takó weszła ód piszącëch pó kaszëbsku, czej pora z nich (np. A. Nódżel, J. Piep-ka, L. Roppel) ostało przënôleżnikama Związku Lëte-ratów Pólsczich, a mielë wspiarcé w osobie Lecha Bądkówsczégó, tej prezesa partu lëteratów we Gduńsku. Kaszëbsczi pisórze bëlë w ti sprawie mocno pódzelony: jedny trzimelë sa przedwójnowégó pisënku Roppla, jiny „cygnalë" za pisënka „Zrzeszë Kaszëbsczi", jesz jiny szlë za poprawionym przez Sztefana Bieszka pisënka „Zrzeszë", a bëlë jesz czësto w tim pogubiony, piszący na wszelejaczi ort. Nowi pisënk óstół uchwólony ju w kuńcu 1974 r. i je óbrzészköwi do dzys, bo zmianę z 1996 r. (lëtrë „o", „u" i „a") są, może tak rzec, czësto kösmeticzné. Robota przë normówanim kaszëbsczi ortografii, a tej późni prowadzone mnodżé robötë przë tzw. werifikacji rozmajitëch kaszëbsczich ksążk (np. A. Łajming, J. Drzéżdżona, A. Browarczik, J. Ceynowë, K. Muzë, S. Fikusa, P. Szefczi, J. Walkusza) przesą-dzëłë gwësno ö tim, że jô östôł kaszëbistą. W nen czas doznôł jem so, że na niwie rodny kaszëbsczi mówë je baro wiele do zrobienió i że to je robota baro czekawó i wëmôgającô głabóczich öglowëch studiów. Chto to mó zrobić, jak nié uczałi Kaszëbi?! W nen czas szukół jem ju dobri témë rozprawę habilitacyjny i dosc chutkó jem zdecydowół, że badze nią kaszëbskó frazeologio szerok widzónó, bo ujimónó na spódlim pólsczi frazeologii lëteracczi i dialektalny, a téż zópadnosłowiańsczi. Na zôczątku swöji nôuköwi robötë piszece ö kaszëbsczim dialekce. To skutk cenzurë czë dopierze pö latach jesce doprzëszlë do te, że je to jazëk? Pomerania nr 3 (584) / Marzec 2024 25 Z archiwum „Pomeranii" Z Maceja Mieczniköwsczim i Danutą Stenką, Bëtowö 2010 r. To wëchôdało öglowô z pózdrzatku, jaczi dominowôł tej w pölsczi nóuce. Czej jem dzejôł w komisji zaji-mający sa pisënka, tej wszëtcë uczałi w Pölsce piselë, że je to dialekt, nôbarżi apartny, ale równak dialekt. Skórno möje autoritetë tak pödôwałë, tej i jô stojôł jem jesz na taczim stanowiszczu. A skądka sa wzało taczé mëslenié uczałëch? Béł to i je stôri pôzdrzatk, wëgłoszony ju w 1875 r. przez profesora Akademii Kraköwsczi Lucjana Malinowsczégö, późni powtórzony - gwësno le dlô pölsczi „racji stanu" - przez jegô ucznia, wiôldżégö lingwista Kazmierza Nitscha, chtëren w 1901 r. badół möwa Lëzëna, dali przez slawista Zdzysława Stiebera i karno Atlasu językowego kaszubszczyzny i dialektów sąsiednich (t. I-XV, 1964-1978). Nowo diskusja ô tim zaczała sa ód zdanió Alfreda Majewicza z 1986 r., chtëren wprowadzył do ti diskusji termin etnolekt. Kóżdi etnolekt je osobnym ôrta dogôdiwaniô sa w spölëznie. Nen termin dowół leżnosc ominąć storą - i póliticzną! - spiérka: jazëk czë dialekt, widzóną blós w kriteriach lingwisticznëch. Tej möżemë na sprawa jazëköwégö statusu kaszëbi-znë zdrzec nié leno lingwisticzno? Chcemë pamiatac, że w naszi tradicji, czej rozsądzy-wómë, czë jakąś mowa uznać za dialekt czë jazëk, nie decydëją blós lingwisticzné kriteria. Je jesz chócle pólitika - jak je nôród, to je jazëk, a jak go ni ma, tej dali muszimë szëkac kriteriów, np. kulturowëch: a je Biblio przetłomaczonó na ten jazëk? A czë je ón uczony w szkołach? Kaszëbsczi ni miół wnen-czas ani Biblii, ani nie béł uczony w szkołach, ni miôł gramaticzi, słowôrzów normatiwnëch. Nie bëło dodôwköwëch argumentów, chtërne sa parłaczą z termina jazëk. Dzysdnia to wszëtkó je, a w 2005 r. nawetka Sejm uznół w ustawie, że kaszëbizna je regionalnym jazëka. Jak widzyce przińdnota tegö jazëka? Ten formalno nowi status kaszëbiznë ötmikô przed nią wiôldżé perspektiwë, ale wcale nie przesądzywó 0 ji przetërwaniu w nowëch i dradżich czasach. Widzy mie sa pózdrzatk wëpówiedzóny przez bëlnégó pölsczégö lingwista Stanisława Urbańczika: „Przyszłość pokaże, czy naród tak mało liczny może na stałe ponosić wielki ciężar związany z utrzymywaniem 1 pielęgnacją literackiego języka, który będzie przydatny i wystarczający w małym kręgu ludzi i spraw". Upódł przekóz rodny mówë w familiach i mie sa wëdôwô, że nie udo sa gó odbudować, chëba że dzecë ze szköłë przińdą i zaczną uczëc swój ich starszich kaszëbsczégö. To je równak baro wątplëwé. Je tej jaczi retënk? Jak nószerzi edukować w szkołach. Jeżlë badze to robione w taczim stapniu jak dzys, to ni ma retënku dlô kaszëbiznë. Tu muszi bëc tegó wicy. Czej badze sa uczëc kaszëbsczégó 30-40% dzecy, to je nódze-ja. Szkólnëch aktiwnëch mómë kól 300. To téż je za mało. Jakbë jich bëło 3 tësące, to wnenczas sami szkolny mogą „cygnąc" kaszëbsczi jazëk. Co mëslice ö Radzëznie Kaszëbsczégö Jazëka (RKJ)? Je öna nama brëköwnô? Skörno Sejm uchwólił, że kaszëbizna je regionalnym jazëka, to baro dobrze, że za tim szło powołanie RKJ. Skórno państwo wzało na se jaczés óbówiązczi wedle kaszëbiznë, to muszi bëc chtos, chto to öbzérô i pöprôwiô. Tej dobrze, że pówsta RKJ. Wë bëlë do ni rôczony. Dlôcze tej nie jesce ji nôleżnika? Bó nicht mie nie rzekł, jak ta radzëzna mdze funkcjonowa. Co óna badze mia do gódanió, chto ji mdze słëchôł, kógó óna mdze słëchała, a téż jaczé karno rôczimë do wespółdzejanió. Chto tej miôłbë wchadac do RKJ? W radzëznie muszą bëc przédno uczałi, w pierszim dzélu lingwiscë, ale muszi téż bëc szersze karno - ti, co sa zajimają edukacją, kulturą. Równak decydëjący głos miôłbë bëc przë specjalistach. Jó jem zabédowôł, że nie badącë nóleżnika, móga wëstapówac jako ekspert, ale dopierze w óstatnym czasu pierszi róz RKJ zgłosëła sa do mie z prośbą o ekspertiza w sprawie zapisywanió labializacji. Decyzje radzëznë ni muszą bëc pódjimóné ob czas tidzenia czë miesąca, ale muszą bëc przemëslóné. Równak za wiele nie chcą kritikówac. RKJ je młodo, ji nôleżnicë ni mają jesz pasownégö doswiódczenió, ale pómalë jidze do lepszego. Tej co jima doradzywôce? Wicy słëchac, wicy przemëszlac i ostrożno pódjimac decyzje. Jeżlë nie mdze chutkó pódjató decyzjo kuńcowó w jaczis sprawie, to kaszëbizna na tim tak zaró nie stracy. Ösoblëwie jeżlë jidze o słowizna, to lepi je jaczis czas póczekac, co dobadze, a nić to dekretować z górë. Gôdôł Dariusz Maikówsczi 26 Pomerania nr 3 (584) / Strëmiannik 2024 SZTEFÓN BIESZK - MÉSTER ZRZESZIŃCÓW Pöeta Sztefón Bieszk, chtërnégö snôżé dokazë wëdóné östałë w tomiku pöd titla Sonety kaszubskie, napisôł nëch sonetów równo sztërdzescë. Tëli sa ukôzało w zbiérku wëdónym w 1986 r.1. Jednôsce lat rëchli sa ukôza pierszô wersjo, w jaczi bëło jich ö szesc mni. Józef Börzëszköwsczi napisôł, że pierszé z nich powstałe na wënëkanim Bieszka w Zamóscu, dze zamieszkôł w séwniku 1934 r.2.1 tak wiera bëło, chöc möżemë ju dzys na gwës rzec, że póczątk pisaniégô béł jesz na Kaszëbach przed nym séwnika. Kö pierszim soneta bëła „Szmelta", napisónô jesz pö polsku (zdrzë: zeszli numer „Pomeranii"). Nawiązywa do rodnëch strón ojca Sztefana, Ferdinanda. Pierszim (może jednym z pierszich) ji czetińca bel klerik Fran-cyszk Grëcza, równak dopierze w rujanie 1935 r. Równo rok chutczi Bieszk skriblił do Grëczë, że „Małusz" i „Stołpa" jesz nie bëlë skuńczonć. Mómë tej ju terô gwësnota, że ne dwa sonetë zainspirówóné bëlë wano-gą, jaką bracyni Bieszcë, Sztefón i ks. Kazmiérz, ódbëlë pó Kaszëbach, ösoblëwie w Göwidlënie i na rzéce Sztołpie (pól. Słupia) dzaka róczbie i za sprawą klerika Grëczë w lepińcu 1934 r. Zresztą prawie nen „Małusz" zadedikówóny béł przińdnemu dolmaczowi Biblii na kaszëbsczi. Drëszba ta bëła coróz mócniészó. Ju ód drëdżégö lëstu Bieszk zwrócó sa do klerika Grëczë Ksądz abó Ksążk (pól. Księżyk), chóc czasa zdórzó mu sa jesz eksperimentowac z „Wa" czë „We". Dopowiem, że Małusz (dzysó Małsz) je znónym jęzora położonym za Sëleczëna, pó chtërnym czółen-kama wanożëlë Bieszcë. Kąsk dali bëła przed wojną grańca z Miemcama. A za nią téż mieszkelë Kaszëbi, le pód cëzyma rządama, ó jaczich Bieszk mëslół a pisół w „Małuszu", jak dowiadiwómë sa z jegó lëstu, że bëlë jesz bëlniészim i möcarniészim lëda. Małusz Księdzu Gruczy z Gowidlina Ongi zmierzyło się wędrowne wiosło Na dumnym z tobą żywiole - daremnie. I Stołpa wesoła zakpiła ze mnie Gdy jej dziewicza woda mnie poniosła. 0 witaj z dala mi Małszu bławatny! Mocarne na jałowych brzegach rosło 1 z duszę plemię jak twój bezmiar wzniosłą Hołd i miłości uścisk ślę wam bratni. Całuję tę ojczystą ziemię szarą. Nieurodzajnym wdziękiem upojony, Że obdarzyła mnie swą lichą wiarą. I tą wzgardzoną ludu jej pokorą. Obym był tyle godny jak stęskniony W ciszy spoczywać ubogiego boru. (Zamość, zimą 1934) 1 S. Bieszk, Sonety kaszubskie, Gdańsk 1986. 2 Tam, s. 56. Sztefón Bieszk Pomerania nr 3 (584) / Marzec 2024 27 Z dzejów kaszëbsczi rësznotë 0 >V'*: -C& • ' ftrL^fyr^' 7'^ * " % fyz&Z • ' atw, ■ :iht? #-tC< i- / 'to*K? ^ £--^' g| .. ^ ji< <*$■ •*-3# 4 *'> » %" éf A <>'«-.ł ■ -f2£- /<• /' Juéh^; i&6 #!•* '> •>€ ^ ,^Wt ?%***■ Wfr&~£. 'y% ■laawi^— •. . ■>-»H!*ł £-c~^<'fótsj VL» Ąn>t*t /("*' <*& 'MfëJ / JfcfO /■#** rt&ĆL. ~&eoU■*-/ t' ** 'A'^ f*W\ sy-E Hewö sélaja drodżému Ksążkówi nen sonet, ö chtërnym jem ju pisôł łoni. Móm gö pisóny z mëslą ö Ksadzu i dniach gówidlińsczich, czej jesmë z Prałata so wanożëlë pö mökrim szlachu w nëch stronach, od wajégö Göwidlëna jaż hewö pö grańce prësczé, dze mieszko nôbëlniészi ôrt Kaszëbów. Ö tim jem mëslôł piszący na drëgą zwrotka. Baro bëm chcôł umieć pisać wiersza kaszëbsczim, jak Wa wszëtczi z negó nórtu wajégö, öd chtërnëch je wëszłi ful nôlepszich pisarzów najich östatnëch, jak na Trójca z „Zrzeszë" i Waj Sëchta, i jinszi, ale i nen chuch ödrodë i pierszi pö Wöjkasënie (Sławószińsczegó) dëcht kaszëbsczi ôrt pismieniô. Jem jednak ti dbë, że jô piszący pö polsku pierszi möga scągnąc uwôga Pölôchów i spölszczonëch Kaszëbów na waj a sprawa, órądz pi-saniô pö najému i je téż wiôlgô, że móm pisać za tëch do naszińców po pölaszému. Baro dzakuja Ksążkówi za snôżi ôbróbk z kaszëbsczim pózdrowienim. Môja wasta przełożono sa pita, pô chtërnému je to pisanie, gwësno pö czesczému? Muszół jem ji öbznôjmic czile słów kaszëbsczich z ny karteczczi. Ale ten widoczk z negó jęzora je pëszny! Nie jesmë mielë szczescégô ani z najim wanożenim wëcmanim (raza) pö Kaszëbach lata, (żesmësa rozeszlë w Kartuzach jak wilk i lës), ani z fótografiama nëch hénë bôżimaków kôle Tuszków. Mie sa nie udało zrobić z tëch błónów obróżka dobrego! Sczerëja waja uwóga na nowé pismô ô Kaszëbach, co wëchôdô w Chónicach jako dodatk do „Dzennika Chönicczégó" pod tituła „Zabory", w chtërnëch mogę -*• 1— t? NÉiffc :/ f--' Ą m/f ^UcJ'^eS .<• 1/tM ■» thfit ^rrf tA i tą .*,,?M:»\; _ -J *'cut»« pi««*li imc >. scal iłRi,tjjKł. &A»ji| Si'ł »*ń Égh^ , : A «#*PW l'i «SSÖB^H |M>®-> '**' ' ' • ■ •UJso '^P^# iłjkź. " !&>'** ' "* ł - '.' V'.?-/ „, . . p ;♦ CliaL^pi^ls . '»* V»-j? ''jluji* ■«S A;^, .,,. : ."-'.4 C^MUL Łeuci< siZ&rTJ /'i ^" '^--% >"^»v-t' sh.M*c MTH. 4t Z 4*<tt ônatny wiecwrzi Pôn j«*«s timart na fcrzuu /.. \ iiarthew ,/ I zM wechtKrrur trôwtf. I 4 * tó«r » - pdkrztw* J \ł ch«w. \ li É Pr jKUem* stanem'faktycznym.- odnośnie Gdań-w" - nigdy sie nie pogodzimy. Po ctyjfej stronie ;est iększa racia stanu — po naszej Narodu Polskiego, cv Gdańska, ściślej hitlerowskiej partii narodowo— łćjallstycznej kierowanej przez Berlin? 'ileż* to już odbyło sic manifestacyjnych zebrań. • ••*■••• —i-i.s.i. -v -prawie Gdańska? Ileż .walono? Do przeszłości s Wisły i Gdań! >3 w ouj>c.w;ecii'it.| u....... -i........,, . . éisw: patrzy wlec w przyszłość z wsarą t ufnością | ♦ y^krue ńa pewno błędów, popełnianych względem . s'.rain-.CY ujścia Wisły. Owiana rycerskim duchem, i śreisio pójcae w życie łamiąc po drodze wszelkie ; przeszkody, 0/ piąć stę coraz wyżej, wnosząc równo- ; tsaśnie gmacli te »s -i ^ ii to dobitnych rezolucyj ............ -- r-------- ii należą tuż - Zja2d Akademików Pomorzan w To-| runki w dniach 19 i 20 c/erwca r. t.b,, zjazd dele-!: galów Polskiego Związku Zachodniego w Bydgoszczy i i wiele innych manifestacyj na terenie ziemi po-i morskiej. Wie-k: i zdrowy ośrodek młodzieży aka- i demkkiej ..... Poznań ...... również niejednokrotnie ii protestuje prteciw polityce zarówno Gdańska wobec ii Polski jak i odwrotnie. Jeszcze w pamięci świeżo i i! mamy ostatni ogólne-akademicki wiec w dniu 12 . ji listopada oraz ogólny wiec w dniu 14 listopada r.ub. skie; polityki wobec Gdańska. Zetrzeć trzeba głowę hydrze, na cztery wiatry przepędzić włodarzy Gdań sks. wcielić go w grimce Szplstej. Ma ratusz** gdańskim nie swastyka, łecz Orzeł Polski dumnie i wyniośle łopota* musi W głosie Narodu Polskie go dż.vięczy nuta, żądająca żelaznej woli 1 żelaznego o osiągniecie celów — Sfr 6 Z dzałalnosce Tow. uegródków Dzałkuewech w Wejherowie W medzlą dnia 24 stycznia tegue rok m> sale i! Paałszci ji tech co Se nale/le w tym trudnym oue-Rade Miejsc! uedbelo se walne zebrani Tc w. tlegród- i! łożeni, i» ntmiele rebuete ani młeszkoni. Dzatkóv.. ków Dzałkuewech ji Małech Uesedli w Wejherowie, ij cóm pön burmistrz lei boro dząkuewoł za Jkh ro-Zebrani ro/pueczął prezes pon JankuewszCi przewi- ii buete dio pueprawieni weglądu clzałk. a w* kuńcu tanim p. burmistrza Bolduana, ksędza Wegeiewszcl- ii rotdöi dyplome tym dzalkówcom co bele uerizne-gue, p. pueste Matuęlaka. jinspektora Głębiccigue , czony na konkursu Cle guedznie 7 wieczór pön ji jinech, ij burmistrz Bołduan zamknął zebrani « przewodńiczijcśgue zebiorii webrełe p. bur i Bolduana, a na sekretorza p. kierownika Ko- ij burmistrz Bokiu. ij krzeku na czesc Puelszci, Prezydenta, Marszałka ji uedspiewanim pieśni „Serdeczna Matko". zdani zrobionym za czas ued założeni Clegródl do końca roku 3937, wek<>zM jak wiele trudność* muszöł sobie zadać, żeiHt Uegrödcl doprowadzec do tegue stanu w jacim uene są dopićie. Puetym zdo-wale sprowuezdania skarbnik ji guespedorz. Towa-rzestwue puesödö majątk wórtosce 7.896,47 zł. D/.ał-ków je 86. baraków 68 ji 9 domków murowonech. Towarzcstwue dokupielo na bardzo kueraestnech warunkach 20 mórg zćmi, gdze będą nowy dzołci. Sprawuezdani w jimieniu kuemisji rewizyjny skłndół kierownik Główny Kase Miejsc! p<">n Józef Kreft ji wniós ue udzieleni „absolutorium" dl > staregue zarządu, co wszesce jednogłośnie ućh\v">lelt'. Puetym nedbełe sq webuere do nowegue zarządu. Prezesem : pu.e róz piąty ustoł webróny' R-n JANKUEWSZCI. i Tëch dredzich 8 członków zarządu webrano przez 'j tajny głosowani, a uestele nitna: pp. Vekii, Grebba, j Kwidzińszcl, Koewatekl. Drewa Paweł* Matiasek, Dop- : ka ji Kitowszci. Pon pueseł Matusiok w bardzo gise-r^ccch słowach puedrąkowöi (>anu Jankuewszcimu ts jegue bezjiteresowny pueswieceni se dłf>! sprawę Uegródków ji jich mieszkańców, irzeba miec pue |i prówdze guełąbi serce, zaznaczŚ pon pueseł; żebe | z tac im wioldam werzeczenimsą słejich pi ów - pue- i swiącec se, dl.v slejéch Młznéch ji miec c?ąsto jii I! za to wiele zgrezote. Pón Jankuewszcł doprowadzał ii do tegue, że wejherowszcl Dzaki uetrzemate pier- ji 4 premie w zeszłym roku. Pftn burmistrz Bolduan i i słôjs n jeszcze jedna pata! Czarnockiej w ton wesoło raprasza — Bassara. boć to w polskiej ziemi! W pierwszą parę go unosi — segue \ > kuescoła, ii TANIO ft DOBRZE KUPUJE SIĘ / 'y'OWO OT w AK ry^ SKŁADZIE | gatantcrji ciamskie), Kir?! i tteis>oi«*o© AGNIESZKA SIKORSKA Wejherowo, ul. Sobieskiego 14. I POLECHM: biellirę clépłij ś jedwabn.t. .i.tiiiika l;rt*le R«.*a»-U s!,.'c- i'; u«. 1, fartuchy i wszelkie towary krélltie. M«;s.Wie kos?.u!« I skarpetki, nisz wleks innych pak'V';.yęli artykułów, ii wybór! W Kartuzach ji w Pucku szukome rnło-; dech Kaszebów co be chcele przejqc agen-łurę „KLECI" w tech miastach. Kaszub, dlatego wszystko, co działo się w Polsce, stanowiło zasadniczy punkt odniesienia. Zamieszczono np. duży tekst arcybiskupa Józefa Teodorowicza (nr 15 z 15.08.1938 r.) poświęcony rocznicy cudu nad Wisłą. Teodorowicz był arcybiskupem obrządku ormiańskiego i rezydował we Lwowie - trudno o lepszy przykład traktowania przez wejherowskich redaktorów Polski jako nierozdzielnej, choć złożonej z różnych elementów, całości. Idea Polski mocarstwowej nie mogła nie uwzględniać pragnienia odzyskania Gdańska. Franciszek Krajnik z Poznania w tekście zatytułowanym Uderzmy w czynów stal! (nr 2 z 25.01.1938 r„ przedruk z „Biuletynu Pomorskiego" nr 9) zauważa, iż W obecnej chwili „sprawa Gdańska" stanowi kwestię palącą. Z konkurencyjną „Zrzeszą" łączy „Klëka" świadomość niedostatecznego doceniania Kaszubów przez administrację państwową. W tekście „Smutno prôw-da" (nr 7 z 15.04.1938 r.) można przeczytać, że „Pôrę razy wskôzëwalesme na to, że Kaszebi do dziś dnia nie dostele tego, ci jim so nôléże'. Ze świadomości zapóźnienia cywilizacyjnego Pomorza wynikał konkretny postulat przedstawiony w odredakcyjnym artykule Potrzeby kulturalne Pomorza (nr 18 z 1.10.1938 r.). Zwraca się w nim uwagę na brak wyższej uczelni na Pomorzu, co jest niesprawiedliwe tym bardziej, że nie brakuje kadry naukowej zdolnej zorganizować miejscową uczelnię wyższą. Wymienia się chociażby środowisko toruńskie wydające „Roczniki", „Fontes" i „Zapiski Towarzystwa Naukowego w Toruniu" czy ośrodek oo. redemptorystów na toruńskich Bielanach. Natomiast bazę materialno-duchową stanowiła Książ- nica Miejska im. Kopernika, licząca wtedy około 140 tysięcy tomów. Redakcja propagowała również czytelnictwo (nr 19 z 15.10.1938 r.), zachęcając do zapoznawania się z książkami mającymi na celu kształtowanie dobrego Polaka i chrześcijanina. Wymienić należy chociażby O pracy jenerałowej Jadwigi Zamoyskiej, Akcję Katolicką wobec komunizmu ks. Karola Pękali czy Światło wiekuiste a ziemskie ciemności Fryderyka Wilhelma Foerstera. Losy Kaszubów na przestrzeni wieków W tekście P. Szefki poświęconym spotkaniu Kaszubów z marszałkiem Edwardem Rydzem-Śmigłym (nr 1 z 8.12.1937 r.) pojawia się obraz Kaszubów jako monolitu i opoki, na której mogła oprzeć się Polska od najdawniejszych czasów. W słowach autora nie ma miejsca na światłocienie, wahania, krytyczne uwagi w odniesieniu do pomorskiego ludu: Nie było wypadków w historii Pomorza czy Kaszub, by decyzja powzięta - zgubę przynieść miała. Historia ziemi i ludu ją zamieszkującego to także losy i specyfika miejsc. W tekście Kartëski klôsztor" (nr 6 z 1.04.1938 r.) przedstawiono zarys dziejów duchowego centrum środkowych Kaszub, z kolei w tym samym numerze pisma inżynier Witold Hubert zastanawia się, Gdze bôł port Władesławów? Historyków i językoznawców od dawna nurtowała kwestia pochodzenia nazwy Kaszubi. Także redakcja „Klëczi" tekstem S. Gulgowskiego zatytułowanym Kaszubi (nr 7 z 15.04.1938 r.), stara się odpowiedzieć na tak ważne pytanie. Na łamach „Klëczi" obecny był zdolny, obiecujący historyk - dwudziestodwuletni Gerard Labuda. Pomerania nr 3 (584) / Marzec 2024 39 Piśmiennictwo Robert d'Harcou *t — Dyktatura hitlerowska a katalioy w Niemoseełi WDZYDZANA CZAR POLSKIEGO MORZA W artykule O nazwie Helu oddaje się on rozważaniom na wymieniony temat nie tylko na podstawie źródeł średniowiecznych, ale też swobodnie porusza się po świecie badaczy XVII-wiecznych, o wiek późniejszych i sobie współczesnych. Historia Kaszubów i ich ziem to nie tylko sprawa przeszłości. Przy okazji wystawy na deptaku w „Sopotach", niedaleko tamtejszego Domu Kuracyjnego, Leon Roppel w artykule Auch Zoppot Urgermanisch? (nr 15 z 15.08.1938 r.) polemizuje z wizją niemieckich organizatorów przedsięwzięcia, którym wszystko na Pomorzu kojarzy się wyłącznie z niemczyzną i jej misją cywilizacyjną: Miłośnik Pomorza będzie na wystawie tej próżno szukał śladów słowiańskości. Nie ma ich, jedynie sama nazwa Sopot wskazuje, że ci, którzy kiedyś to miasto nazwali po słowiańsku, tu byli. Losy Kaszub i ich specyfika duchowa nieodłącznie związane są z chrześcijaństwem, a w zasadzie z katolicyzmem, stąd w „Klëce", oprócz wielu informacji dotyczących Kościoła katolickiego w Polsce i na świecie, nie mogło zabraknąć odniesień do historii regionu rozumianego jako szczególnego rodzaju namiastka „Państwa Bożego", gdzie dzięki staraniu możnych i maluczkich realizowała się idea ziemskiej pielgrzymki ludzi do Boga. W artykule Wejherowska Kalwaria (nr 5-13 z 26.03.1939 r.), oprócz fotografii przedstawiających niektóre kalwaryjskie kaplice, zamieszczono wiele zdań świadczących o stosunku redakcji do „świętych gór" i szacunku, jakim darzyła długą i chwalebną historię miejsca. Największą chlubę Wejherowa jest bez wątpienia Wejherowska Kalwaria zwana też powszechnie Kaszubską Jerozolimą. [...] Wejher, prawdopodobnie za doradą swego przyjaciela 'io wytpie Sorka, w mcłyrn jeziorze zamierzchłych czasaęh stał Księcia gr Nc ■•■■ei.y grodu przepiękne zorzi U is-30 bramy kaszubski lud. 02'S-afecxme kochał jq lud ubogi jsowoc czerpał 7. pałacu wrót. -rana piękno jak klejnot drogi. 'A' Vc;:ubskie>| ziemi mieszka |«| ród. rodzinne * ?'sez pękny, świeży liliowy kwiat? 5c~39«*e doli dzieoę wyśnione... v Wdzydzang cieszył się świat. wszvwo ziemskie, spotkało cios "oćiiem^ych wrogów wszak ono ko * -: ' r-Towoik. nieczysta siły t>* » >«• • spokojnym brał •kr* i.,d w,pomoc, mu przeszkodziły - «- "cc> snopy złych strzał. żz Sark 3 3-c-s roitiocy im nie « S-ać * rłośd srogiej w ss ąrod zniszczyć, z złej woli >rkę zawołał swq, e|. Tam w ciemne ii nom zgubę ilq. Lubię re pola, łqki i lasy, Lubię tu mieszkać po wszystkie czasy Od morza płynie tu rześki wiew" i „Córko moja, Wdzydzano droga, Odkqd twej matki tu nastał grób Nas tu otaczo ta siła wroga Więc się gotową na drogę zrób. Lecz będziesz mogła z tęsknoty twojej Ten lud odwiedzać raz na sto lat"... I odjechali w dalekie strony. Smutek, tęsknota weszła do chat Minęły długie i liczne lata 0 możnym Sarku zaginqł słuch. Niejedna nowa powstało chata 1 nowych czasów panował duch. Koło Gołunia przemożny Siołem Swój ogromny zbudował gród; Przebywał stawy, wielki ten olbrzym. Rzeki, jeziora przebywał wbród. Polujqc w lesie w ciemnej gęstwinie Zaszedł syn jego nad pięknq loń. Gdy odpoczywał w kwiotów krzewinn I miłq wchłaniał białych róż woń. To ujrzał w świetle pełni księżyca Przecudny orszak, w nim lilii kwiat; Cudna dziewica tak ga zachwyc", Że drogi mu wydał się świat. Dziewczę io wkoło łagodnym okiem Rozsiewa tęskny i rzewny żal. Do brzegu dąży swym lekkim krokiet Przomaw*a cicho do srebrnych fal. Złotq rozecrka ie muska czule, Cz«ka chwileczkę - w tynj srebrna łódź: No burdę perły, na maszcie łiyie, lodz.ą kseruje sędziwy -.vodz Wtrćd dźwięku He?ów 1 złotych rogów 02;#v:;3 wy odo do łocfc *». : *v cc do procc* Tonie jeziora cicho jęknęły. Ku jego brzegom wnet fala szłc Cudne postacie wgłęb się wsunęr, Sfolem ów młody wdziękien Mile olśniony o niej wciqz Zbiera lud z całej rej okoiic Pałacu szukp przez kilka dr d2:e Kopią szerokie i długie rowy. Głębokie studnie prowadzq w giqb Woda zalewa, tworzy staw nc*. Tak więc pod Knieja 1 pce r.s®; -Gdzie umajona kwitnęła błor Szyba rozlewnej głębokie; wca Gdzie młody Stołem łzy tęskne roi Ku słońcu fcile uśmiechy ślą; Próżno wgłqb ciemnq on wzrokiem Głęboko zamki Wdzydzany i> •- lad brzeg jeziora, co v ryje zapodły, podzieir folem ow codzień tęsl Książę Stolemów w p Pożegnać musiał jezii Boć w cichym Po jogo procy, pc jego znoju Wspaniała wodna powsloła ó* On już n.e wzdycha, bo śr, * , Siisko Wdzydzany czarownych * Gdy lud kosz^bsfci. ^o-ezdżco r Aleksandra Kęsowskiego, opata oliwskiego, i na mocy zezwolenia biskupa włocławskiego Gniewosza z dnia 9 czerwca 1649 r. wznosi od 1651 r. począwszy Kalwarię na wzgórzach otaczających nowy gród od południa, zwany Wolą Wejherowską. Obecność języka kaszubskiego Mowa kaszubska jest dla redaktorów „Klëczi" ważnym, właściwie najważniejszym elementem spajającym miejscową społeczność i chroniącym ją przez wieki przed germanizacją. Niemniej należy zwrócić uwagę na sformułowania typu: polskiej gwary, i gwara polska pozostawała, kamienie gwary kaszubskiej (nr 1 z 8.12.1937 r., tekst P. Szefki Twierdzą nam będzie każdy próg, Tak nam dopomóż Bóg. Na łamach pisma występują teksty kaszubskie, choć procentowo ich obecność można oszacować w przybliżeniu na 30-40 procent w stosunku do tekstów polskojęzycznych. Pisownia obowiązująca w „Klëce" tak bardzo różni się od promowanej przez zrzeszeńców i również od obowiązującej obecnie, że wśród kaszubskich purystów uchodzić dziś może za zabytkowe kuriozum. Należy jednak pamiętać o kontekście historycznym (asymilacyjne skłonności redaktorów) i braku powszechnie akceptowanych norm pisowni pod koniec lat trzydziestych ubiegłego stulecia. Oto w tekście Na kolandze (nr 2 z 25.01.1938 r.) czytamy: Chteżbe kuel nas nie kuelędował. Wszetce znale ten zweczoj e wszetce też gue lubile. Odredakcyjne życzenia dla czytelników, w olbrzymiej większości Kaszubów, drukowane były w rodzimej mowie, co niewątpliwie stwarzało pewnego 40 Pomerania nr 3 (584) / Strëmiannik 2024 Piśmiennictwo SM&sr«c?al $y ubogich pastuszkach zawitali bogacze z da- i po sogatyc! :zków f On osładzoł wszystkich • rac w«e-ć? Sog męćzy M z «a$u rosmnciała sj«Vo#a»o chryjtwsowo, przychodziły iudy i narody, by uczestnicz ye w synostwie Bożym. Dzisioi liczba wyznawców Chrystusa obejmg,e «*1 , »!k, mil.onow sobie synów |ednego Ojca niebieskiego, krórzy w myif (ego przykazań „społem się miłują"- Tekby sądzić należało po nastrojach gwiazdkowych. kiedy wszędzie rozlegają się rzewne melodio sławiące cud ncd cudy, największe dzieło miłości. Zdawaćby s,ę mogło, że świat cały stanowi jedna wielką, kocbcjjcjcą się rodzinę. 9 A iednok ;est inaczej. Trwoją wojny i grabieże, azieią się niezliczone n zyski i strejk-, popełnia na porządku dziennym s paczojq ducha, co ośw biają serco, co tętnić o.._.. .....„ , „ zaciskają pięść chrześcijańską rękę, która miała błogosławić. Tak się w świecie dzieje, bo mało jest prawdziwego ducha chrześcijańskiego. Inaczejh-świat wyglądał, gdyby owe setki milionów „chrze<-: jan" szczerze i dogłębnie przeżywały pamiątkę > c rodzenia Syna Bożego. Jokby to pięknie było wśród łudżkoy,. całej, gdyby zamiast rozrzewniać się tylko przy choince pod wpływem me lady j gwiazdkowych, stosować Nie byłoby wówczas chyba ani bswobocta,'ani woM-klasowych, ani rewołueyj społecznych, ani sporo,v i napad/, istnieją wy-różne podłości i fałszs, sne zbrodnie, które wymiął bliźniego, wyzię- icyj.. Smu o zwłaszcza przed w n i < k « pływają. Gdyby chrześoinr.jt dziś u żłóbka wcielonej Miłe-niem i przekonaniem, z laką s z takq ufnością i wiarą, jak to kiedy:- tsc stuszkowift i królowie - *poleczeńs:wa ws?y rody całe zrozumiałyby i dziś wołań usposobię • Prostotq :zymli po I n»y skorzystajmy 2 Gdy gromadzić się będzie by łamać iię opłatkiem i i; wjazdowych rozważi i orzy stole wigilijny wać kolędy pr,:y ro; ; naszych brodach. - Jak le feeJr "y ocszi kne sO JANKA mgsfze oima widzec. STAZJA — Oni to pewno, matink -sac ós Gwiazdki. — Pewno jo, dzewko. Oo Gwiazdki? ..... A c c$ za Gwiczdke? ST AZJA - We wse godają, że n< z Jan! Ala złerr zrobiło. jech t£NA • A!e, S i AZJA — A ie to co łakigo? SOJAN — No, nie. Kiej jobe beł tobą, len> - «*£? kawaler bełbe za Gwiozdkę, ro bem bel ja: t»&szsy 2 'ego. (Ogólny śmiech). LrNA — Jon, mój kawaler?! Ho, hc, ha .. 30JAN — A 10 wicij nie? SOiANKA — AI& :e. Każde dzowczę sę smie: WIADK Gwijjjz iiétm wprzódfc i ąwii SOiANKA lu tok ćMki ilNA — ?a?srowdze, Włc: WŁADK — Doisbag : izba * checzach gbura Sojana. Wieczór. Bojan *** rt 3 i! ^ k u przy piecu no ławie i wiąże sieć. sto ta go kies 2 czka, prątek drewniany S>e*-fir.c„ mała laseczka. Obok ojca siedzi Stazja r,<*-ero >v ręku Bojcnka układo rzeczy w skrzyni. r *«-czę?c służebne Lena i Marjanka siedzą na sto-ł.«2kach i skrobią bulw©. W czasie tych zo- Witaj Jezuniu, w)»aj kachcnie, O pożądany od wieków Panie. Z Koszeb w szopie stojeme Pokłon Tobie dojeme. Przed Tobą czołem Bijema społem. chwila pobożnego milczenia). BOJAN Rozkłada steć}. — Jak tam je tak, kiej i® abo tę sec dzis dowiąz... Razu w Pucku lepszi SOJANK A Na wejłe, chłopie. Te jes sę jiscił, ises ô beł skyńcził. SOiAN — Ja, nespróźno. Za wolą Boską będą »_i > re(je (Ogląda się). Chfo wie. MARJANKA — Nie słechira za lebag" ju downo żid w miechu nió: WŁADK — Kiej niós, tej niós. STAZJA - A mogłobe ona ju tak chutirska bw tu? Długo* to le je, ga ono sę szła do Jasków oblakac! (Na dworze ujadają psy. Słychać gwsj danie. Dziewczęta porywają się z siedzeń;. STAZJA — Jenal Ona je rzetelno tu! WŁADK (ucieka do matki). A nie rzek ja BOJANKA — Czoglęta, < stronę. (Marjanka i Lena ustawiają na bok i rozsypując w popłochu ziemniaki). MARJANKA - Lena, zdrzeeme noju grop (Marjanka i Lena zdejmują zapaski i zbierają niaki. Pomaga im Stazja}. BOJANKA — Ale dzewuse! Nie gz • Jesta wa obarchnicłi. (do Bojana) A te, chłopie, tę swoją sec też s gdze! BOJAN I* Stazja, ton wicork i weniese na górę Oni priińdą STAZJA —• Jobe tero bo oni tam mogą bec. (Z si GWIŻDŻ (uchyla drzw wa, paniq Gwiozdkę widz BOJAN (podchodź, do Gwiżdżą) ona jaż je? Je ona zdaleka? GWIŻDŻ - Jaż ze Gduńsko. BOJAN — Kiej ona jaż ze Gduńska je, ko Wezte ałinku, nie szła bez dom ii dolatuje głos dzwonka) staje w proguj. Chceta A skądkaż le niech ( zińdze GWIŻDŻ (wchodzi z wielkim, Leno te, nenko, tatku, dzece broń, 80 tu przebiegnie dzeki koń. Będze skokoł i wewijoł I te mołi dzece pozabijół. BOJANKA - Czuł te, Władku? GWIŻDŻ - Aho. 10 on je. N,«thl« jo go napiszę. (Wyjmuje listę i pisze). A może on też, panko, pocerz? BOJANKA - On na zimku na m zacznie chodzec. To be beto lecho, kiejbe on cerza nie potrofił. GWIŻDŻ A boł on posłeszny cały rok, na gduńsko Gwiozdka je baro zło*) % tetic-gs, 8yro*»o, Słubice rodzaju więź między pismem a jego odbiorcą. I tak w numerze wielkanocnym (nr 7 z 15.04.1938 r.), na którego pierwszej stronie, oprócz wizerunku zmartwychwstałego Chrystusa, znajduje się zdanie Wesołe nam dzeń dziś nastôł..., pojawia się tekst: Wszetkim Szanownëm Czetelnikóm, Abonentom i Przëjacelom „Klëki" skłodômé serdeczne żëczenia Wesołego Alleluja. Redakcjo i Administracjo. Także po kaszubsku napisany jest artykuł zamieszczony w tymże numerze, a odnoszący się do obyczajowości ludowej - Degus. Do obyczajowości ludowej nawiązuje również strona tytułowa letniego numeru z wierszem Kaszeb-ski dożynki (nr 13 z 15.07.1938 r.), którego początek brzmi tak: Pstrô Kasza prawie bęksa związała, Przez to piwem sę całô oblała. Redakcja z satysfakcją odnotowywała przejawy trwania i rozwoju języka kaszubskiego. W artykule W niedzlę reno... (nr 9 z 15.05.1938 r.) pojawia się informacja, że Rozgłośnia Pomorska Polskiego Radia w Toruniu nada audycję pt. Każdy pue sueje-mu, w której wystąpią Tabaczników Gust i Deniców Tóna; całość opracowana została przez nich osobiście (pod pseudonimami kryli się B. Kullas i Bianga). Tóna i Gust zadomowili się zresztą na falach rozgłośni, tworząc coś na kształt „Wesołej Kaszebskiej Fali" (nr 15 z 15.08.1938 r.). Ciekawostką jest staranie redakcji, aby teksty kaszubskie, publikowane na łamach „Klëczi", jawiły się czytelnymi dla osób niemówiących po kaszubsku. I tak pod wierszem Gduńsci zwony Franciszka Sędzi-ckiego (nr 23 z 25.12.1938 r.) pojawia się wytłuszczony nagłówek Uwagi w sprawie pisowni. Można więc dowiedzieć się, że Podwójne „o" wymawia się jak długie „o" - „ę" wymawia się jak an („n" nosowe), „i" nie zmiękcza (pomorskie twarde i). Nie zabrakło również minisłowniczka: grzępa - wzgórze, dooka (na półn. doeka albo dueka) - gęsta mgła morska, komudni -ponury, renk - poranek, gwyśnie - na pewno. Wydarzenia krajowe i polityka międzynarodowa Odnotowując wydarzenia krajowe, znaczące dla Kaszubów, redaktorzy „Klëczi" nie zapominają o kształtowaniu poglądów czytelników. Oto P. Szefka w tekście Twierdzę nam będzie każdy próg, Tak nam dopomóż Bóg (nr 1 z 8.12.1937 r.), wychodząc od ślubowania Kaszubów w obecności marszałka E. Rydza--Śmigłego w dniu 10 listopada 1937 r. (delegacja liczyła dziewięćset osób!), opisuje zalety i niezłomność Kaszubów stojących zawsze wiernie przy Ojczyźnie. Dowodem na to może być chociażby [...] zakup 11. ciężkich karabinów maszynowych i sztandaru dla miejscowego garnizonu. W szanującym się piśmie o ambicjach również informacyjnych powinno znaleźć się miejsce na kronikę. I tak czytelnicy mogli się dowiedzieć (nr 1 z 8.12.1937 r.) o nadaniu przez Prezydenta RP Złotego Krzyża Zasługi ks. prałatowi Edmundowi Rosz-czynialskiemu z Wejherowa, co odnotował „Monitor Polski" z 1 grudnia 1937 r. W tym samym numerze znalazła się informacja o Chrześcijańskim czynie PJ. Roli Gumińskiego, kupca, który przekazał największą spośród dotychczasowych „Samarytan" ofiarę na pomoc bezrobotnym z Wejherowa - 500 zł, sumę w istocie znaczącą. Pomerania nr 3 (584) / Marzec 2024 41 Piśmiennictwo W ogóle tematyka miejscowa obecna była stale na łamach pisma, które szczegółowo informowało czytelników wejherowskich o tym, co dzieje się w ich mieście. Przykładem może być relacja Z dzałalno-sce Tow. Uegródków Dzałkuewech w Wejherowie (nr 2 z 25.01.1938 r.). Z kolei w Kronice (nr 7 z 15.04.1938 r.) zamieszczono informację, iż Fundusz Pracy przydzielił miastu Wejherowo kredyt w wysokości 5000 zł na zatrudnienie bezrobotnych w okresie przedświątecznym. Oprócz informacji o zdarzeniach jednostkowych obecne są również te dotyczące funkcjonowania regionu. Rozkład jazdy pociągów ważny od dnia 15-go maja 1938 r. dotyczy m.in. tras Wejherowo - Gdynia, Wejherowo - Zamostne, Reda - Puck. Pomorze w rozumieniu „Klëczi" nie ogranicza się, rzecz jasna, do Kaszub, stąd w dziale „Wiadomości z Pomorza" (nr 4 z 29.01.1939 r.) pojawiają się informacje o rozbudowie Kanału Bydgoskiego, odnalezieniu na torfowisku pod Świeciem doskonale zakonserwowanego szkieletu dzika sprzed 700 lat czy eksporcie 50 tysięcy ton zboża przez port gdyński dzięki nowemu elewatorowi zbożowemu. Także wydarzenia międzynarodowe obecne były na łamach „Klëczi". W przywołanym wyżej pierwszym numerze z grudnia 1937 roku można przeczytać o pilotach ze słynnej niemieckiej eskadry Czerwonego Barona - Manfreda von Richthofena, założonej podczas pierwszej wojny światowej, którzy, nie chcąc brać udziału w walkach na froncie hiszpańskiej wojny domowej, uciekli swoimi samolotami do Czechosłowacji. Nie brak w piśmie informacji neutralnych ideowo, swego rodzaju ciekawostek kulturalnych, obyczajowych lub naukowych, choćby takich, jak o Estońskim Instytucie Badań Surowcowych (nr 5-13 z 26.03.1939 r.). „Klëka", relacjonując poważne wydarzenia międzynarodowe, zazwyczaj nie wahała się zająć jednoznacznego stanowiska, nie tylko w sprawach światopoglądowych. Oto w artykule Koniec ponurej historii (nr 3 z 22.01.1939 r.), komentującym wojnę domową w Hiszpanii, redakcja wprawdzie dostrzega winy obu stron, jednak konkluzja jest czytelna: Jedni i drudzy stosowali represje. Tak przemaglowano Hiszpanię. Ciężki walec wojny wyciskał z niej wciąż krew. Nie chodzi nam tu o korzyści Niemiec czy Włoch w razie wygranej jen. Franco, lub o straty Francji czy Anglii. Chodzi o to, że pomimo wszystko bolszewizm zostaje w Hiszpanii zduszony. W 1939 roku coraz częściej pojawiają się charakterystyczne wiadomości z Niemiec. Dział „W sieci" (nr 4 z 29.01.1939 r.) informuje o masowych rewizjach gestapo na berlińskich plebaniach i o kłopotach tamtejszej gospodarki, całkowicie skierowanej na potrzeby zbrojeniowe, czego efektem są choćby kawa na kartki i problemy z zaopatrzeniem rynku w tłuszcze i owoce. Wieści z Niemiec nie dotyczą jedynie odległych terenów nad Łabą czy Renem. Konfrontacyjne na- JERZY BANDROWSKI W WEJHEROWIE Móm u tedz- chorych »9 z*ą'p?ze- który ciąłyl ku świetnej mian# nojgorsjo bywa w *rrw. poezji pofskśej. To scmo Czes.,. Cze- — A jak sit? podoba jcy paec; romantyczni cytują wcsąż Wejheipwo* Matc*Mrifa» i Midcfigeieze. o him — Mało wychodzę, aie zauważy- Schillera lub Goethego. W ogolę, łem hł dużo pięknych rzeczy' Atmo- powtarzam, o Dera orskim dcło~> Częściowo, h j. o ite by mówić o kiedy indziej. A zresztą fok moło drugiej strony ciągnie mnię i inłere" — Czy mistrz ma zamiar dłuższy soje „krej" t. j. bezpośrednie zopie- czas zabawić w Wejherowi.? cze Wejherowo. Nie znam. Doiej — Viatores sumus ..... odsc eci z wspomni anta historyczne. Zdaje się, mistrz, wzruszywszy rcm;c że tu są ogromna złoża za- Cóż ja wiem? Ale prwdssośsc • pom niań ego życia polskie- do wiosny zostaną. go, przez nikogo nie tykane. O 'pracę i plony zap yccc : • Nie wiem jak do tych skarbów przy- — Przed paru tygoŚB'cm> ; > r. • stąpić. Nie orientuje się jeszcze, czyłem wielką powieść p ».• <"• = ze szukam. Niestety nie wiadomo mi w Człowieka". Jest to po -Misie u; nic o jakich zbiorach publicznych talna, dalszy ciąg mego „Pctcc>. ?c duchowo, przy pomocy rożnych sko- pan wie, pracuję "ad wykończ; i-- jarzeń, rozważań i rozmyślań. Cza- cyklu poe?|i morskich. Mam •?: sem jedno słowo kaszubskie, jeden oczywiście pewne inne roboty, jakiś ruch czy spojrzenie Kcszeby to się potem pokaże. wywołuje u mnię całą moc refleksyj — A co jest prawdy w pogte-2-ć — Zajmuje się mistrz Kaszubami? jakoby mistrz zamierzał pisać po^isir Morskich poniekąd znam i lubię, o Wejherowie? Tu mistrz uśmiechnął s<ę. Mistrz uśmiechnął się, wzruszył r:j- — To są ziółka. Panie, kwiatuszki mionami, zapalił papierosa ; rz^.;1 powiadam panu. Ale gdy się ich Proszę pano. Jest prawdą, bliżej pozna i /.rozumie, człowiek gdziekolwiek byłem, starałem się zaprzestaje się irytować i zaćzynci się wsze „utrwalać przemijającePrze-śmioć. Bo w gruncie rzeczy — to mijające, to pierzchnące, Łyc-e, dzieci, dzieci, owszem, czosem nie- któ e ucieka. Obowiązkiem c • . lądowych Kaszubów t. j. gburów nie śmiercią, z przemijał em, znam. Przypuszczam, że miło mi be- utrwalanie życia, lecz ja rc s dzie pozneć. Z wielką przyjemnością robiłem świadomie. Ty c-;. t:-: czytam Derdowskicgo. Prawdziwy przede wszystkim ze poeto, o którym niejedno dałoby się zdrowie a także poc. -ąc - - - powiedzieć. wspomnieniami z ezcsów ■ ?.-.c — Co mistrz sądzi o charakterze bytu na Elu, gdz-e o * jego twórczości? Wejherowo sprawie «3 -- s w — Moim zdaniem odpowiedział 0,3 m'cs,Q ba.c2. . •... , . .-s m-:trz po krórkim namyśle - Derdo- • «P0«c0|ne, a r* r-.- - - : , : . wsM jést ćzys'ej krwi kaszubskim .ro- SP®*°N' Sam " iô -c cs,c~ * manłykiem i w i ego utworach są Wierszs. że z - koszybłkici. któro może oy się była " por 3*-~ ~ stroje panujące w III Rzeszy sięgają terenów znajdujących się w bezpośredniej bliskości Kaszub. W rubryce „Wiadomości z Gdańska" (nr z 29.01.1939 r.) można przeczytać o nękaniu wdowy Szulcowej przez senat gdański po tym, jak kobieta oświadczyła, że nie zgadza się, aby jej dzieci przeniesione zostały z polskiej szkoły do zakładu niemieckiego. Równie alarmująco brzmi informacja, że w pewnej gdańskiej szkole uczeń zganiony został za pozdrowienie „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus", ponieważ w tak świętym jak szkoła miejscu należy witać się słowami „Heil Hitler!" Na koniec tych znamiennych informacji zamieszczona została notka, która osobom wierzącym w rozmaite znaki dać mogła wiele do myślenia - 22 stycznia [...] koło północy spadł we Wrzeszczu meteor, oświetlając silnym, białym blaskiem ulice. Po pewnym czasie zjawisko zgasło. Coraz trudniejsze życie codzienne Polaków w Niemczech i w Gdańsku miało jednak i jaśniejsze barwy. Oto w ostatnią zimę dwudziestolecia międzywojennego odbył się Wieczorek towarzysko regionalny Braci Pomorskich w Gdańsku (nr 5-13 z 26.03.1939 r.): Wśród mnóstwa zabaw i wieczorków zabawowych, które się odbyły na terenie gdańskim w tegorocznym karnawale aż do chwili żałobnej wieści o zgonie Ojca św. Piusa Xl, zasługuje na wyszczególnienie wieczorek kulturalno-towarzyski organizacji Braci Pomorskich, urządzony w Domu Polskim w Gdańsku, w środę 8 lutego. Warto nadmienić, że na wieczorku zaprezentowano Hymn Braci Pomorskich autorstwa Franciszka Sędzickiego. .v>i załem. Cu-liwo, gorzsj z ć nie mogłem, dofcądbyzwró- 42 Pomerania nr 3 (584) / Strëmiannik 2024 Piśmiennictwo Literatura piękna i jej twórcy Tak jak w przypadku „Zrzeszë Kaszëbsczi", tutaj również mamy do czynienia z początkami literackimi później uznanych regionalistów i twórców kaszubskich. Paweł Szefka w tekście Rorate Coeli... (nr 1 z 8.12.1937 r.) w poetyckiej, niemal onirycznej formie opisuje nabożeństwo roratnie i szczególną w nim rolę kapłana. Więcej jest tu niewielkich form, jakby stworzonych do umieszczenia na skromnych objętościowo łamach pisma. Leon Roppel, wybitny poeta i publicysta kaszubski, tu publikujący pod pseudonimem literackim Piętów Tona, w humorystycznej powiastce Jadam i Ewa (nr 6 z 1.04.1938 r.), zaczynającej się od słów Zrazu Jadam béł szczeslëwy w raju!, przedstawia daleką od chrześcijańskiej ortodoksji i współczesnej nam poprawności politycznej wersję pierwszych kontaktów między obiema płciami. Roppel w ogóle często pojawia się na łamach pisma. Jego opowiadanie Kukówka (nr 15 z 15.08.1938 r.) pisane jest barwną kaszubszczyzną, nawiązującą do lokalnego kolorytu kulturowego. Poezja obecna w „Klëce" najczęściej ma charakter podniosły - patriotyczny bądź religijny. Wiersz podpisany Sfan, a zatytułowany Na Wejrowski Kalwarji (nr 7 z 15.04.1938 r.), nawiązuje do licznych przykładów „oswajania" realiów Ziemi Świętej poprzez przeniesienie tematyki nowotestamentowej w przestrzeń rodzimą, kaszubską: [...] Swjęty Józef, Maryja ijiny kaszebski niewiaste, W sercach mjele wiôldzi ból, jakbe łeste, Łzami i wonnyma olejkama Swjęty Cało namascele, Ji do cemnégo grobu słejigo Mistrza położele. Warto przytoczyć jeszcze ostatnią zwrotkę wiersza, choćby aby przekonać się, jaka intencja przyświecała twórcy całości: Ale Chrystus zbawca swjata, oną moc szatana Złômôł i zmartwychwstôł dnia trzecégo z rana. Wjęc Kaszebi zato Panu Bogu radosc okózele I w Akcji Katolecki wszetce sę złączele. Na łamach pisma obecna jest jednak również literatura najwyższych lotów, gdy mowa o twórczości kaszubskojęzycznej. W odcinkach drukowano najgłośniejszy poemat Hieronima Derdowskiego, opisujący niezwykłe przygody dzielnego pana Czorlińskie-go. I tak, dla przykładu, w drugim roku działalności „Klëczi" (nr 9 z 15.05.1938 r.) można się dowiedzieć, Jak święty Mnichoł z Borzeszkow Smętka gonieł po człochowścim i choniccim krejsu i jacie ten straszne rzecze westworzoł. Jak właściwie każde pismo (organ zrzeszeńców czynił tak samo), „Klëka" drukowała powieści w odcinkach. Ciekawostką jest, że przynajmniej jedna z nich dotyczyła spraw wyłącznie pomorskich: oto w poczet twórców drukowanych w „Klëce" włączony został Jan Ryszard Rąbca, autor opowieści Odejście Mszczuja I. W sposób interesujący opisuje np. wzruszającą rozmowę Mściwoja z umierającym Święto- RZEZ KASZËBOW W GDUŃSKU {Ciqg dalszy) Jak kuńsk serca bdzeta misie Pomodliła so w koscele To Gduńsk białkę wom udzeli E siub bądze pc nicdzeli. Stôry białczy narzekajq Że szczesca łone nie mojq Al© w Gduńsku szczescy znajdą 2 dziarnym chłopa do dom zajdq. Nasi tę so trocho zabawile o po obezdrzeni różinoscy, jak iny Von Płocko po rozkaze i złym usmiecho do so godajac w swe klasnął poje z tym co weszle z wiéldziin fcm pospiecha znaczy do zapalenia smoły daje. Bucho wnei łodzin w koceiku płomienia za nim wnet dredzi a Irzeci z za dziurów. w tim straszny głos „Gmewe" w wrzask so n wechódo wojskłe z za bram e z za morów. Straż chce łuspokoić to co so dzeje lecz wojskłe żelozny seme iu na ntq bije e mcrdeje, jak portok so śmieje, ze wszëslczëch stron świata ju na smierc ją ■: Wrogowie łom!q, niszczą mura, brom o óitech rycerzy wid.?q tak v rńęcj* >ka łoc T.önëch szed spac so położec, Kramarze swe krome zamkle na spuste ktoś zbrojny po miesce zaczął som krqiec; potem łodszed w stronę basztę słowianszczy, ale nie usnął, bo josny wid polił, e wszed też do soli wieldzi - ni panszczy gdze Komlur Plocke so w mSslcch mozolił. Tę Graffiancone, komtura doradca przez 2łego podpszepły odbiera okropne, gôdo, be Plocke, przyszły miasta władca za Mistrza działoł trwale, nie pochopnie, żebe dia sprawę mistrza Fenchtwangena, dla panowania zokone w Kaszëfcach jegłe wojskłe lud webiło e wëgna, żebe tud żył przed mm w strachu e w dybec Von Plocke rozwożą, wie, że w miesce wiele je kupców ze stron tak daleczëch Więc Plocke usłuchał Włocha^s'rog.ego/ e dół po rozwodzę łokropny rozkaz gduńską e polską wemordowac załogę a te ten tak sztroszny, nielödrczy nakaż kozoł bił led-i każdą żëwą nogę bft wëbic tę wszëstką ludność błogolszą, »valq na resztę parobków miejszczscn ledzy spiącech 8 kupców spokójnech, szabnech e do wieszczech; r przeiéwie płyn?» Cze płomień koscołów, budynków m:es2cre rozświetlił jasno to krwi tergowssko, to korni u r von Pbcks wś^ód swoich dworz; przez łokno weidrzoł na swe widowisko. pełkiem II (nr 13 z 15.07.1938 r.). Rąbca obecny jest częściej na łamach „Klëczi", np. w kolejnym numerze (nr 14 z 1.08.1938 r.) zamieszczono jego nowelkę pt. Odwiedzam Cię, córko, w Gdańsku... Na łamach „Klëczi" zaistniał Józef Ceynowa, twórca aktywny później przez długie dziesięciolecia w literaturze kaszubskiej i dla niej wielce zasłużony Pisywał również po polsku, a dzięki jednemu z archiwalnych egzemplarzy pisma (nr 14 z 1.08.1938 r.) można zapoznać się z Wdzydzaną, poematem napisanym Na podstawie opowiadań ludu z okolicy Wdzydz. Ceynowa przez jakiś czas obecny był cyklicznie na ostatniej stronie pisma, chociażby za sprawą mi-nipoematu Miejsko rewa (nr 19 z 15.10.1938 r.) czy Rzezi Kaszëbów w Gduńsku (nr 4 z 29.01.1939 r.). Nie była jednak owa strona zarezerwowana wyłącznie dla niego, skoro w kolejnym numerze (nr 20 z 1.11.1938 r.) zamieszczono „balladę kaszubską" Pawła Szefki zatytułowaną Wieżeca i Ostrzeca. Był to kącik, z którego korzystał też choćby Franciszek Sędzicki, np. w ostatnim roku funkcjonowania pisma zamieszczono jego wiersz Dooka (nr 3 z 22.01.1939 r.). Ważnym wydarzeniem było opublikowanie fragmentów Gwiozdki ze Gduńska ks. Bernarda Sychty (nr 23 z 25.12.1938 r.), dramatu opisującego m.in. obyczaje bożonarodzeniowe, do czego pretekstem są realia domu kaszubskiego gospodarza Bojana. Częścią kaszubskiej kultury duchowej, powiązaną niejednokrotnie z literaturą poprzez tekst towarzyszącej pieśni, są tańce. „Klëka" zamieściła cykl artykułów J.K. Kotłowskiego poświęconych tańcom kaszubskim, zawierających również zapis nutowy. Jeden z najbardziej ekspresywnych tańców nosi nazwę Dżek (nr 19 z 15.10.1938 r.). Pomerania nr 3 (584) / Marzec 2024 43 Piśmiennictwo Znaczącym wydarzeniem w życiu kulturalnym Wejherowa końca lat trzydziestych był pobyt w mieście „na rekonwalescencji" Jerzego Bandrowskiego, literata, dziennikarza i tłumacza, brata Juliusza Kade-na-Bandrowskiego6. Autor rozpoczął w Wejherowie pracę nad powieścią morską. Napisał też specjalnie dla uczniowskiego pisma „Świt" powiastkę Radża z Wejherowa. Początkowo mieszkał w redakcji miejscowego czasopisma (prawdopodobnie chodzi o „Klëka"). Pisarz nie miał środków na utrzymanie, stąd pomoc miejscowych redaktorów. Później, dzięki interwencji burmistrza T. Bolduana, otrzymał pokój i wyżywienie w Miejskim Domu Starców. Zachowały się prasowe ślady pobytu pisarza w gościnnym mieście, chociażby artykuł-wywiad Edwarda Ogórka Jerzy Bandrowski w Wejherowie (nr 2 z 1939 r.), w którym Bandrowski odpowiada m.in. na pytania, co przywiodło go do Wejherowa, jak się tu czuje, jakie są jego plany literackie. Inny wywiad z pisarzem poświęcony jest Dzisiejszemu Lwowu (nr 3 z 22.01.1939 r.). W „Klëce" zachowały się również stricte literackie ślady wejherowskiego epizodu Bandrowskiego. Przykładem jest wiersz Morze paruje (nr 3 z 22.01.1939 r.), zaczynający się strofą: Tego, bracie, nie zobaczysz w lecie, i w największą gorączkę nie ujrzysz, nie wyczytasz też w żadnej gazecie, jak się w zimie woda z morza kurzy. [...] w twórczości poetyckiej klëkowcy realizowali swe cele dzięki trzem poetykom. Pierwsza związana jest z ludowością i autentyzmem, a więc odniesieniem w stronę tradycji przodków, stanowiącej gwarancję ciągłości pokoleniowo-historycznej. Z kolei druga koncepcja, o cechach estetyki romantyzmu, zasadza się na krzewieniu wartości patriotycznych przeżywanych w najbliższym otoczeniu domowym oraz w rozumieniu ogólnopaństwowym. Trzecia poetyka związana jest z historyzmem, który z jednej strony przywodził do literatury bardzo dawne, a z drugiej strony bardzo aktualne związki polityczne pomiędzy Kaszubami a Polską, co miało w rozumieniu klëkowców cementować relacje pomiędzy dzielnicami II Rzeczypospolitej, a później Polski powojennej. W każdym ze sposobów wyrazu pozostawili poeci „Klëczi" po sobie utwory, które na stałe weszły w skład dawnej i współczesnej tożsamości kaszubskiej7. Język wypowiedzi Jak w każdym czasopiśmie, język wypowiedzi uzależniony jest od tematyki i rodzaju tekstu. Dzisiejszego czytelnika zaciekawić mogą archaizmy językowe. Np. w tekście zatytułowanym Pikietowanie sklepów żydowskich nie jest przestępstwem (nr 2 z 25.01.1938 r.) czytamy: Onegdaj Sąd Okręgowy w Kielcach [...]. Jednoznacznie i mocno brzmią sformułowania dotyczące historycznych zaszłości polsko-niemie- Nr 5-13 — fiok Ui 26 marca **3? Cenc 30 ą, ö&CeJ&ct ckich: W 18-tą rocznicę wyzwolenia Torunia spod jarzma pruskiego (nr 2 z 25.01.1938 r.) czy [...] po 150 latach ciężkiej niewoli pruskiej, Pomorze powróciło pod panowanie prawowitego właściciela - Rzeczypospolitej Polskiej (ten sam artykuł). „Klëka", jako pismo inspirowane naukami Kościoła katolickiego, zdecydowanie potępia wszelkie przejawy aktywności wolnomularskiej. W artykule Edwarda Ogórka Czym jest wolnomularstwo? (nr 9 z 15.05.1938 r.) padają określenia w rodzaju: mamy tu do czynienia z wrogiem nieuchwytnym prawie; Wolnomularstwo jest międzynarodową, głęboko zakonspirowaną sektą; Czy nie sprytnie pomyślany „geszeft"? Jednak głównym zagrożeniem dla państwowości polskiej i trwających przy niej Kaszubów są Niemcy, odwieczny wróg ludów żyjących nad Łabą, Odrą i Wisłą. Franciszek Schroeder w artykule o wiele mówiącym tytule Niewdzęczny gosce (nr 13 z 15.07.1938 r.) pisze: Za okôzôną opiekę i dobrą goscenę, niewdzęczny gosce -jakima są Niemce w Polsce, pokôzele swoje nie-dzwiedzy łape (chodzi o całokształt działalności aktywistów mniejszości niemieckiej w roku 1938). W podobnym duchu zakończony jest artykuł Otwórzmy oczy (nr 5-13 z 26.03.1939 r.), skądinąd w rzeczowy sposób, na podstawie danych statystycznych, przedstawiający specyfikę i stan posiadania, jak również prawa mniejszości niemieckiej w Polsce. Z Prusakiem można rozmawiać tylko po Grunwal-dzku, a nie po monachijsku - brzmi konkluzja. Zupełnie innym językiem pisane są artykuły na- 6 O. Podolska, Kalendarium życia kulturalnego i literackiego Wejherowa w dwudziestoleciu międzywojennym, Wejherowo 2010, s. 259. 7 A. Kuik-Kalinowska, dz. cyt., s. LXVIII. 44 Pomerania nr 3 (584) / Strëmiannik 2024 Piśmiennictwo wiązujące chociażby do konkretnych zagadnień związanych z funkcjonowaniem kaszubszczyzny i ludzi, którzy nią (i z niej) żyją. Klemens Derc w tekście Sztuka i lud. Na marginesie zagadnienia sztuki ludowej na Kaszubach (nr 18 z 1.10.1938 r.), nawiązując do publikacji znakomitej etnograf Bożeny Stelmachowskiej, odnosi się do kwestii związanych z twórczością ludową, nie unikając przy tym starannego, nieco patetycznego języka właściwego międzywojniu; pisze m.in.: Nie motywy ludowe stawiam za wzór do kopiowania przyszłym twórcom, lecz sposób powstawania ludowej twórczości. Otoczmy się tym żywotnym światem, jakiego pełne jest życie wieśniaka, zainteresujmy się zjawiskami przyrody jak oni się interesuję, tworząc klechdy i baśnie, tłumacząc sobie każde zjawisko. Zważywszy na ideowy profil pisma, nie dziwi obecność języka religijnego, nawiązującego do najlepszych i najbardziej charakterystycznych wzorów polskiej homiletyki. Ks. Antoni Liedtke, tak później zasłużony dla zachowania i odzyskania przez Polskę nie tylko Biblii Gutenberga, ale też wielu innych bezcennych zabytków, prawdziwy kustosz kultury narodowej, w artykule Na święto miłości (nr 23 z 25.12.1938 r.) pisze: Głęboka kryje się mądrość wychowawcza w pięknych obrzędach naszego Kościoła. Całoroczna jego liturgia jest świeżym zawsze i niewyczerpanym źródłem najwznioślejszych przeżyć religijnych, które duszę naszą ściślej łączą z Chrystusem. ronika regionalr Czcigodni Jubilaci 25 l,;v, W roku 19Ut w dniu 29 u't'sw seminarium peipłinskiego w kcedrze pe!pHń»Jćej święcenia >. -o ostatni kurs przedwojenny. ;; Dodatkowo 0 twórców Biegó tata, biegó Przecëskô sa przez las Ażebë kóze wlëmic To muszół odpiąć pas! Za łasa kóza stoji Chto jiny ja tam doji Jak tatka óbôczëła To dali ucékała! Czej tata gonił koza Odpoczął jaczis czas W jedny race trzimół buksë A w drëdżi trzimół pas! Widzy kóza tatka, Jak w race trzimół pas Jak buksë z niego spadłe Ön brzëch miół jak ten bas! Czej kóza sa zegzała Na tatka sa uwzała Swoje rodżi nadstawiała Z całą mocą go bódała! Jak ona gó bódnała Trzë métrë on lecół Dwa zabë ón so wëbił Ko na kamień ón trafił! Buksë przë tim zgubił, Bó w race trzimół pas Ażebë cebie, kozo Jasny piorun trząsł! Na lëpë cësnie sa pitanié: Je to bëlnô wizytówka miasta? Taczi tekst? W całoscë - je to śpiewa, jaką chcemë sa chwôlëc? Rzeknie chtos: to nie je himn, cobë przë tim na bacznosc stawać. Melodio za to wpódó w uszë i noga sama chódzy. Tak jak sa lëdzóm widzy disco polo i żódny muzyczny puriscë z dzy-sdniowëch ku-kuks-klanów póprawnoscë nie zakóżą lëdzóm dobrze sa bawić przë frantówce „Plastikowa biedronka"18 i jinëch. I znają to. Temu wróża ti udbie dobëcé. Tomósz Fópka 16 B. Sychta, Słownik gwar kaszubskich na tle kultury ludowej, Wrocław - Warszawa - Kraków, 1967-1976, t. II, s. 222-223. 17 Słowa spisóné z platczi karna Kaszuby z Kartuz, nagróny w roku 1997 18 https://www.youtube.com/watch?v=-LLf9RNcByk. 50 Pomerania nr 3 (584) / Strëmiannik 2024 WACHTORKA PAMIACE Wastna Danka Gleszczińską z Zôpcenia wiedno bëło widzec z ödjimköwim aparata. Przemikała midzë lëdzama i chwatkö zapisywała w cyfrowi pamiacë flot nëkającé sztótë żëcégö na Gôchach. Późni przebierała, wëbiérała a słała swöje dokaże do nëch, co sa ji udało uchwëcëc. Nié do wszët-czich szło, bo wej, jak öbdarzëc ödjimka taczégö dudka, żôłtobrzëszka czë krogulca? Dragô bë bëło téż mailować ze słuńca, co chatno, na nadzwëköwö snôżi ôrt, rozmiało sa chöwac za zôp-ceńsczima stawama. Tej te ödjimczi wadrowałë do kaladarzów, na kônkursë czë na spölëznowi portal i tim spösoba ceszëc mögłë całą urma lubötników kaszëbsczi nôtërë. Dudczi wiera ösoblëwie köchałë wastna Danka i ji domôctwö w Zôpceniu. Stôrô jabłonka, jakô rosła na pödwörzim, na wiele lat stała sa jich dodoma. Pewno widzałë sajimatéż te ödjimczi. Wastnô Danka wiedno żdała na te ptôchë. Jabłonka téż. Równak jaczis czas temu skrzidlati drëszë mielë ju na wiedno zabaczëc drodżi na gôsczé përdëgónë... Jô chcała wësłac jesz pôra ôdjimków z najégô zćńdzenió wczorô. Późno ju, a móm tego wiele. Na dodôwk jesz jiwer, bô pô öbiedze wiater zwrócył pień jabłónczi z wëtrëpa i wiera dudk östawił gniôzdo... A sedzała dudköwô ju wiacy jak trzë tidzenie na jôjkach i wëzdrzało za tim, że mdze drëdżi lęg i tu takô katastrofa! - pisała tej zajisconô. - Jem zwöniła ju do pôra ornitologów, przëzérała sa, robiła ódjimczi smutnym dudkom i pewno przińdze sa tero nama óddzakówac... Ni móga dac wiarë. Jaż żól mie serce scyskô... Ju nie bada jich wiacy widzec przez okno... Ökróm przirodë ji uwóga przëcygałë téż materialne dokazë lëdzczégö dzejaniô, jaczé tak samó chatno ödjimała. Bezustôwno, przez lata... I wëszłë z tegö fotograficzne zôpisczi pözmianów wëzdrzatku wsë. A jeżlë dodac do tegö stôré szklane klisze, filmöwé blónë a ödjimczi ji tatka, jaczé miała w swöji kolekcje, tej fötografka z Zôpcenia stwörzëła bëlną kronika dôwnégö i dzysdniowégö Zôpcenia. Rozmiała téż wiele ö tëch budinkach, placach öpöwiedzec. A to dzaka swöji mëmce i ji baro dobri pamiacë. Wastnô Danka zdążëła zapisać wspöminczi mëmczi ö dôwnym żëcym w ji rodzynny wsë - ösoblëwie ö budinkach, ö tim, jak sa zmieniałë, chto gdze mieszkôł, co gdze bëło... A bëło tegö wiele: szkoła, poczta, köscół, plebanio, trzë karczmë, kuzniô, strażnica, nawetka mödniarsczi zakłôd! Bëło ö czim öpöwiadac... Në prawie, opowiadać to öna rozmiała jak urodzono gadëszka. Snôżô, môlowô kaszëbizna Wastny Danczi, ji nisczi cepłi głos, do te fest pri-za humoru i czekawé historie ö lëdzach, placach sprôwiałë, że möżna ji bëło słëchac gödzënama. Öna téż chatno sa dzeliła tą wiédzą z jinszima. I ni miała strachu mikrofonu. Temu słechińcowie Radia Koszalin möglë czasa pösłëchac piaknégö pöwiôdaniô ö tim, jak sa dôwni rëchtowało swiéce, robiło wiń-ce na Wszëtczich Swiatëch, szëköwało do nich kwi-atë z krëpë i pötłëkłëch kuglów, jak późni czasa z tich wińców i swiéców pöwstôwałë ógniszcza na Pomerania nr 3 (584) / Marzec 2024 51 Zćńdzenić w Zôpceniu w 2019 roku. Ód lewi: Ana Gleszczińskó, Danuta Gleszczińskó i Iréna Lew-Czedrowskô. Ödj. am grobach abó jak sa wróżëło w andrzejczi. Na radi-owëch wałach pöpłënała téż opowieść o grobie żół-nérza z zôpcehsczégö smatarza, jaczi ód lat dozérała. W archiwach óstóną ji piakné wspóminczi ó tatku -Adamie Szëprice - człowieku o wiele taleńtach i wiele warkach. Jo, tak prawie bëło... A tero tak drago mie je zgódzëc sa z tim, że ju wiacy nie zazwónia abó nie napisza do Wastny Danczi i nie zapitóm: Möże terô nagrómë co 0 Jastrach? Ö nich mëjesz ni mómë nick rzekłé. Zarô badą, lëdze bë môglë pôsłëchac, jak to pierwi wëzdrzało... Jô przejada, jo? Czedë? Jo, jo... jô wiém, że lepi pó półnim. Uśmiechną sa przë tim, bo bëlno wiém, że Wastnó Danka nie lëdô reno wczas wstajac. A ona wiera ödpöwié: Mie tam je doch za wiele w tim radio! Öni mie pewno mają ju dosc. I głośno sa przë tim zaśmieje, bo na gwës wié, że je często na ôdléw. Kuńc kuńców i tak sa zjawia, sadniemë so przë stole w pańsczi jizbie, wëpijemë arbata i dóm sa wcygnąc w ji öpöwiescë... Minie jedna gödzëna, drëgô. Czas badze jachac nazód, chóc żól, bó ostało jesz tak wiele niezapisónëch w cyfrowi pamiacë wspominków... Bóg zapłać za te wszëtczé potkania, za köżdé słowo i kóżdi ódjimk. Do iizdrzenió... Wastno Dankó. Ana Gleszczińskó KASZEBSCZISPIKRZ PAMIACE PÖSOBNÉ HISTORIE W SPIKRZU Na starnie Kaszëbsczégö Spikrza Pamiacë pökôzałë sa nowé wspôminczi, chtërne trzimô Muzeum Kaszëbskô-Pömörsczi Pismieniznë i Miizyczi we Wejrowie. Westrzód nich öpöwiescë ö mörach, zabiegach robionëch köle chrzczonëch dzecy, sposobach na dobrą żeńba, a téż karach za słëchanié radia Wölnô Europa. Białka, co rôd ö tim wszësczim opowiedzą, to Brigita Michalewicz, chtërna robi jakno krôwczka. Szëje i wësziwô, co lubi bez kuńca. Ju jak mia 9 lat, to zaczała sa uczëc tegö kuńsztu. Kaszëbsczi wësziwk, chtëren béł pierwi przëözdobą tôflôków, serwetków, przenôszô na ruchna (köszle, sëczenczi, mańtle), a przë tim twörzi swöje môdła. Ja absolweńtką kaszëbsczi etnofilologii na Gduńsczim Uniwersytece. W latach 2013-2019 bëła przédniczką Kaszëbskó-Pömörsczégö Zrzeszeniô Partu w Chmielnie, bez co wiele razy brała udzél w przërëchtowanim finału nôwiakszégö Recytatorsczégö Konkursu Kaszëbsczi Lëteraturë „Rodnô Möwa", chtëren köżdégö roku je w Chmielnie. Rëchli, jakno dzeckö, późni panna, téż bëła uczastniczką tego konkursu. Öpöwiescë przistapné na stronie: https://www.spichlerzkaszubski.pl/ CHTO BADZE RZĄDZYŁ DOMA... No to bëło patrzoné. Rôz - jak sa swiéce pôlą, dwa - kto kôgô ôbrócy, kto badze rządzył doma. Jak dzéwcza knôpa obeszło, to knôp rządzył doma, ale jak knôp dzéwcza. obszedł, młodi [...] młodą obszedł, to ona rządzą doma. [...] Świece, jak sa płomienie pôlëłë tak spokojno, to badą miele spôkójné żëcé, ale jak one tak drgałë, [... ] to sa badą kłócëlë na gwës. Abô jesz jak młodô panna [...] weszła z kôscoła i zaczął welón trzepotać, gdzes tam sa rozwiéwôł, to téż nie bëło dobré małżeństwo. Nawet z môjich obserwacji widza, że to sa gdzes tam sprôwdzô. Dzél öpöwiescë Brigitë Michalewicz Gôda Paulëna Waserskô 15 gromicznika 2023 roku w gôrczu. Ödj. Katarzëna Szulc 52 Pomerania nr 3 (584) / Strëmiannik 2024 Swat v\ie/ btiy%aX/, taJo coy v\le/ d^aZo-.. Mówiono tak u nas, gdy działo się coś niezwykłego, co trudno było pojąć. Zastanawiam się, czy tak dziwiliby się stare ludzie, gdyby usłyszeli, że bandzie fajrowany Światowy Dzień Kociewia na początku lutego. Jeszcze nieraz dziwi mnie, że życie wpisuje mnie już do wspomnianej grupy, ale po tylu latach działań „dla Kociewia" nie dziwię się, że bliżsi mi Kociewiacy (nie chce się przyjąć uroczysta nazwa Kociewia-nie) też chcą świętować z rozmachem swoją regionalną tożsamość, a nawet nadrobić stracony czas. No i działo się, przed świętem (10 lutego) i po... Najpierw w Skarszewach, w zamku joannitów, dwudziestolecie Lokalnej Organizacji Turystycznej „Kociewie". Zatrzymaliśmy się „przy żniwie" i przy „robotnikach", których zastęp rośnie. Wielu gości rozmaitych, smaczny poczęstunek, miłe upominki. Wszystkim na Kociewiu znani Mirosław Molier i Piotr Kończewski jako zacni, zasłużeni przewodnicy w kociewskiej sprawie. Walna chwalba im się należy za tzw. całokształt. Srodze ważnym punktem programu był pokaz edukacyjnych filmików, o rżniwach, tyż o uczbie, przygotowanych w ramach srodze ważnego projektu LOT-u Kociewie. Oprócz zaprezentowanych gościom i tyż tym istym, co grali. Pozostałe filmiki można ściągnąć z internetowej chmury. W edukacji regionalnej ciekawe przykłady ukazania fragmentów minionego świata. Po niezwykłym spotkaniu z radością wędruję stecką w przyszłość... Że warto było rozsiewać iskry kultury regionu, przekonałam się (nie do wiary, że już dwudziesty ósmy raz) w Szkole Podstawowej im. dra Floriana Ceynowy w Przysiersku. Zrealizowana z rozmachem rozbudowa ważnej na mapie powiatu świeckiego szkoły, promieniującej na okolicę regionalnym wychowaniem, uświetniona została Konkursem Wiedzy o Kociewiu „Mój Region Moją Małą Ojczyzną". Wzięli w nim udział uczniowie z Bukowca Pomorskiego, Przysierska, Gruczna, Lipinek, Świecia... W programie artystycznym nie zabrakło też korkarza, a na stołach smakowitych pómelków, jako że wszystko działo się w tłusty czwartek. Pómelków nie zabrakło też we Wiągu, gdzie Magdalena Potulska jako przedstawicielka Powiatowego Zespołu Doradztwa Rolniczego w Świeciu zorganizowała spotkanie gospodyń z Biechówka, Bochlina, Bukowca, Białego, Wiąga...Aż czternaście grup zajmowało się gotowaniem brukwiónki, smażeniem karbónady, pómelków, ruchanków... Wcześniej dr Izabela Chudzyńska z Politechniki Bydgoskiej zaciekawiła nas swoją prelekcją o turystyce kulinarnej. W największym mieście na Kociewiu, czyli Tczewie, też się działo. W Fabryce Sztuk - wystawa prac kociew-skich twórców. Równolegle - ciekawe plansze jako wstęp do gier upowszechniających dziedzictwo kulturowe. Podczas ferii odbyły się tam liczne spotkania młodych. I o to chodzi. Nowe formy do ważnych treści, jako że - zdaniem poety - trzeba z żywymi naprzód iść, [...] Przeszłości ołtarzy nie burzyć, troszczyć się o nie, pamiętać... i sensownie tworzyć nowe dobro. Też poznawać piękno z sąsiedztwa, a nawet z daleka. O przenikaniu kultur myślałam podczas obserwacji warsztatów pisania ikon w Tczewie. Świadectwem kultury polskich Kresów była uroczystość poświęcenia ikon w tczewskiej farze. Światełko nadziei, woń kadzidła, modlitwy o Bożą łaskę i bizantyjski chorałowy śpiew m.in. w języku staro-cerkiewno-słowiańskim. Studiujący filologię polską pamiętają jego zawiłości. Teraz dodawał mocy moim przeżyciom. Jedna ze wspomnianych ikon stała się moim skarbem i obrazem kulturowych odniesień i zobowiązań wobec polskiego dziedzictwa kulturowego. Ikonę tę napisał Ryszard Walkowski, który konsultuje ze mną szportowne kociewskie pogaduszki, jeszcze nieze-brane. Jak ważny jest zapis tekstu, a jeszcze pewniejszy wydruk, myślałam podczas święta w Piasecznie, gdzie mamy najstarsze sanktuarium maryjne na Pomorzu i gdzie czuwa Królowa Pomorza - Matka Boska Piasecka. Była uroczysta Msza Święta, złożenie kwiatów na grobie niezwykle zasłużonego dla nas Jana Ejankowskiego. Potem spotkanie uczniów, samorządowców, regionalistów Muzeum Polskiego Ruchu Ludowego. Gmina Gniew pięknie wpisała się w regionalne świętowanie. Bogdan Badziong zatrzymał nas w swej prelekcji historycznymi odniesieniami m.in. do tekstu pieśni, w której zachowało się wyraźne przywołanie Kociewia. Natomiast temat - „Kociewie dzisiaj" - był bardzo przyjemną dla mnie powtórką od stecki do drogi, też naukowej, na której początku była dawno, dawno temu wyprawa do Piaseczna. Maria Pająkowska-Kensik Wielu gości rozmaitych, smaczny poczęstunek, miłe upominki. Pomerania nr 3 (584) / Marzec 2024 53 KSIĄŻKOWE NOWOŚCI REGIONALNE Autor: Błażej Ciarkowski Tytuł: Danuta i Daniel Olędzcy. Architektura na miarę możliwości Wydawca: Uniwersytet Łódzki Rok wydania: 2023 ISBN: 978-83-8331-220-0 Architektura na miarę możliwości Książka, wydana w serii u „PRL. Biografie", jest po części wspomnieniem zanotowanym przez autora. Jej bohaterami są Daniel (1925-1991) i Danuta (ur. 1927) Olędzcy, architekci, których wiele projektów (także tych, których byli współautorami) zrealizowanych zostało na terenie powojennego Trójmiasta. Autor publikacji najpierw krótko przywołuje losy jej bohaterów przed i po wojnie (urodzony w Poznaniu Daniel Olędzki był synem inspektora celnego w Wolnym Mieście Gdańsku, który z żoną Rosjanką i dziećmi mieszkał w Gdyni, ojciec Danuty zaś, z d. Sorgo wieki ej, był urzędnikiem gminnym w Nowogródku), a następnie skupia się na karierze zawodowej małżeństwa. Daniel Olędzki był autorem i współautorem takich projektów, jak osiedle Stare Przedmieście w Gdańsku, Gdańska Dzielnica Mieszkaniowa, pomnik Obrońców Wybrzeża w Gdańsku, Teatr Wybrzeże i Opera Bałtycka w Gdańsku, Teatr Muzyczny w Gdyni, Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni. Danuta natomiast jest m.in. współautorką gdańskiego falowca przy ul. Obrońców Wybrzeża - najdłuższego budynku mieszkalnego w Polsce, Domu Technika w Gdańsku, seminarium duchownego w Olszynie, autorką budynku Technikum Tworzyw Sztucznych w Gdyni czy Centrum Sportu Akademickiego Politechniki Gdańskiej. Autor: Dariusz Jacek Olszewski-Strzyżo wski (red.) Tytuł: Bursztyn. Wczoraj -dziś -jutro. 2023 (wyd. 2) Wydawca: Akademia Wychowania Fizycznego i Sportu, Gdańsk Rok wydania: 2023 ISBN: 978-83-66894-11-2 Pierwsze wydanie tej monografii ukazało się w 2018 r. na okoliczność Mistrzostw Świata w Poławianiu Bursztynu w Stegnie w powiecie nowodworskim. Drugie zostało uzupełnione i poprawione. Przedstawia niezwykłe znaczenie jantaru w kontekście promocji walorów turystycznych Pomorza i innych regionów Polski. Autorzy zebranych w niej artykułów patrzą na złoto Bałtyku z czasem zaskakujących punktów widzenia. Opisany został m.in. stan dzisiejszego kształcenia w zawodach rzemieślniczych bursztyniarzy czy zupełnie niewykorzystany na Mierzei Wiślanej potencjał biznesowy tego surowca. Stadion Polsat Plus Arena w Gdańsku wskazano jako przykład „bursztynowego" symbolu Gdańska i Pomorza. Interesujące wydają się analiza poezji Małgorzaty Wątor, która stanowić może nową propozycję rozwoju turystyki na Kaszubach z wykorzystaniem walorów kulturowych twórczości poetki, oraz propozycja adaptacji nadbałtyckich fortyfikacji np. na bur- Autor: Edyta Lichy Tytuł: Kociewie w obiektywie, t. 2 Wydawca: Bernardinum Rok wydania: 2023 ISBN: 978-83-8333-139-3 Ten album fotograficzny miłośnik przyrody wertować będzie w tę i z powrotem, konkludując, że to człowiek jest częścią natury, a nie odwrotnie. Nie sposób nie odnieść wrażenia, że zwierzęta i roślinność same dopraszają się uwagi wrażliwej na jej piękno Edyty Lichy, z pasją uwieczniającej w kadrze środowisko powiatu starogardzkiego, w którym mieszka. To, co nam wydaje się powszednie, w obiektywie fotografki okazuje się czymś wyjątkowo urokliwym. Czymś, co w zestawieniu z głębokimi komentarzami pod zdjęciami zmienia się w czystą poezję, tak jak choćby stok grodziska Owidz, który wzrok artystki bacznie lustrował pewnej wczesnej nocy, a jej emocje znalazły wyraz w następujących słowach: Wkraczając w przestrzeń Grodziska Owidz, czujesz się, jakbyś przeszedł przez magiczne lustro. Las, który otacza Grodzisko, szum rzeki w dole i wschodzący księżyc wyostrzają zmysły tak bardzo, że słyszysz bicie własnego serca. Autor: Grażyna Patryn, Jórg Petzold Tytuł: Z Krokowej do Pucka. Historia i opowieści kolejowego szlaku Wydawca: Copernicus--Vereinigung, Munster Rok wydania: 2023 ISBN: 978-3-924238-61-2 Dwujęzyczna, polsko--niemiecka publikacja sztynowe muzea. irektywie TOMU Grażyna Patryn 8. Jörg Petzold Z KROKOWEJ DO PUCKA Hm on* : • wwści kolejowego szlaku VON KROCKOW NACH PUTZIG Geschichte und Geschichtas wttlang des Schiemmwegea 54 Pomerania nr 3 (584) / Strëmiannik 2024 KSIĄŻKOWE NOWOŚCI REGIONALNE 0 uruchomionej w 1903 r„ nieistniejącej dzisiaj, linii kolejowej 263 z Krokowej do Pucka. Jedynym śladem po niej jest dziś ścieżka rowerowa z Krokowej do Swarzewa, oddana do użytku w 2011 r. Czytelników zainteresuje nie tylko tekst, w którym nie brakuje wspomnień i fachowych informacji, ale też zaprezentowana dokumentacja oraz umieszczone na końcu książki zestawienia, dotyczące m.in. zakłóceń w funkcjonowaniu linii kolejowej, liczby pasażerów w ciągu roku w latach 1903-1919, liczby sprzedanych biletów w latach 1909-1912 czy rozkładów jazdy od 1905 do 1990 r. Autorzy zabierają czytelników w podróż, gdzie więcej historycznej prawdy niż fantazji, do miejsc, których już nie ma, do czasów zapomnianych, których pogłos w rytmie żelaznych kół tej wspaniałej lokomotywy na trwale wpisał się w pamięć Krokowskiej Ziemi i tych wszystkich, którzy ongiś ją słyszeli. Autor: Szczepan Rajski Tytuł: Bitwa o szkołę Wydawca: Bernardinum Rok wydania: 2023 ISBN: 978-83-8333-145-4 Ta wydana na zlecenie Urzędu Gminy Subkowy w powiecie tczewskim publikacja poprzez wywiady i refleksje prezentuje historię wieloletnich starań lokalnych włodarzy, nauczycieli i działaczy o nowy budynek gminnej szkoły podstawowej. Autor wprawdzie skupia się na problemach lokalnej oświaty, ale jego 1 jego rozmówców słowa zataczają koła o wiele szersze. Sygnalizują, z jakimi trudnościami inwestycyjnymi w oświacie przez lata borykały się te polskie samorządy, których roczne budżety przedstawiały się i dalej przedstawiają skromnie. O tym, że dzieło budowy „bezpiecznej do bólu" szkoły było wielkie, często ponad siły i możliwości finansowe lokalnej społeczności, świadczy ta publikacja, uwieczniająca krok po kroku podejmowane w tym kierunku wysiłki. W przytaczanych przez autora wypowiedziach różnych osób po odniesionym sukcesie czuć satysfakcję i dumę. Nikt nie narzeka. I o zmęczeniu wieloletnim problemem prawie już zapomniano. Autor: Zbigniew Studziński Tytuł: Zespół Pieśni i Tańca „Kaszuby". Wiele - Karsin 2001-2020 Wydawca: Region Rok wydania: 2023 ISBN: 978-83-7591-889-2 Wydawnictwo zrealizowane na zlecenie Urzędu Gminy Karsin, którego bohaterem jest zespół regionalny powstały w 130. rocznicę urodzin Wicka Rogali (1871-1958). Jego założycielami byli państwo Studzińscy: Urszula, nauczycielka muzyki i śpiewu, oraz Zbigniew, również nauczyciel muzyki, mandolinista i skrzypek. Utworzyli zespół po przejściu na emeryturę, nie chcą tracić kontaktu z kulturą kaszubską i relacji z ludźmi. W bogato przeplatanej zdjęciami publikacji autor chronologicznie przedstawia działalność grupy oraz opinie o niej różnych osób, w tym ze środowiska wielewsko-karsińskiego. Osobny rozdział poświęca zespołom występującym podczas międzynarodowego festiwalu folkloru w Wielu oraz aktywności gminnego oddziału Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. Na końcu zamieszcza indeks nazwisk osób związanych z zespołem. Autor: Karolina Babicz-Kaczmarek (red.), Katarzyna Kreft (red.), Agnieszka Wołowicz-Biń-kowska (red.) Tytuł: Brodwino. Najpiękniejsza dzielnica Sopotu Wydawca: Muzeum Sopotu Rok wydania: 2023 ISBN: 978-83-61385-35-6 Publikacja traktuje o sopockim osiedlu mieszkaniowym, wybudowanym w latach 70. XX w. na terenie ogrodniczym w zachodniej części doliny Kamiennego Potoku. Inicjatorami jego wzniesienia byli członkowie Nauczycielskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, a adresatami inwestycji - młode rodziny, których potrzeby mieszkaniowe były w tym okresie bardzo duże. Po wprowadzeniu stanu wojennego osiedle, w skład którego wchodzi 17 dziesięcio-piętrowych wieżowców, stało się areną działalności opozycyjnej. Praca została oparta na bogatych materiałach archiwalnych oraz prasowych, zgromadzonych w wyniku kwerend bibliotecznych i prezentowanych na czasowej wystawie pod tym samym tytułem w Muzeum Sopotu. Cennych informacji dostarczyli sami mieszkańcy, którzy z chęcią udostępniali prywatne dokumenty, fotografie, a także snuli wspomnienia o swoim osiedlu. Iwona Joć III nft WOJEWÓDZKA I MIEJSKA 111 I I I BIBLIOTEKA PUBLICZNA _ IM. JOSEPHA CONRADA mmJ -J KORZENIOWSKIEGO I W GDAŃSKU [BITWA o szkołę r-O-, rn LEKTURY RESZTKI EDENU Gréta Wątór, Zélnik/ Małgorzata Wątor, Ogród, Instytut Wydawniczy „Świadectwo", Bydgoszcz 2022 Dlaczego człowiek zakłada ogród? Czy z potrzeby posiadania piękna? A może dla dobrego samopoczucia, że oto opanował naturę? Czego szukamy w ogrodzie? Odblasku wielkiego, kosmicznego i boskiego porządku? Zapewnienia sobie materialnych korzyści z tego, co wyrośnie? Ważne pytania o świat-ogród i jego sens padają w drugim tomiku poetyckim Małgorzaty Wątor Ogród/Zelnik, wydanym w 2022 roku w Bydgoszczy. Pytania są zadawane w języku polskim i kaszubskim, co układa się na podwójną kompozycję zbioru, w którym zawarte są niejako osobne opowieści, choć podane w podobnym poetyckim obrazowaniu i zbliżonym intelektual-no-duchowym nastroju. Część zatytułowana Zelnik to dziesięć wierszy zapisanych w dwóch wersjach językowych, które związane są z symbolicznie i egzystencjalnie przedstawionymi figurami ogrodu. Od strony świata roślin czego tutaj nie ma: niesmiertelniczi (pol. rozchodnik ostry), rabarber (rabarbar), bluszcz (bluszcz), kôprzëwa (pokrzywa) czy kléwer (koniczyna). Już jednak samo zestawienie wskazuje, że są to rośliny o zapomnianych nieco lub nieoczywistych znaczeniach. W większości można je kojarzyć z przestrzenią wiejską, nie zaś z miejskimi lub klasztornymi hortulusami. Wątor nie prowadzi jednak czytelników do bezpiecznej, pastoralnej sfery „wsi spokojnej, wsi wesołej". Już w pierwszym liryku zbiorku, po przywołaniu rozchodni-ka (zwanego też nieśmiertelnikiem) - rośliny w tradycyjnych ujęciach literackich i kulturze ludowej łączonej z symbolem wieczności i ochrony przed gradem - podmiot przyznaje: Nie wierzą ju w nick albo Póóbudzëłam sa/Bez wiarë w Boga. Podobnie jest w innych utworach. Rabarbar wcale nie wiąże się ze świeżością i ożywieniem, chaber zaś nie jest obrazem piękna, tylko przywołuje zapach pleśni. Jeden z najbardziej popularnych symboli literackich ogrodów - bluszcz, zanimizowana forma żeńskiej miłości, artystyczna figura mocy przenikającej zewnętrzne przeciwności, jest w ujęciu Zelnika rośliną niebezpieczną. W doświadczeniu podmiotu bluszcz nie do końca wiąże się ze zjawiskami pozytywnymi, raczej nieco osacza, niosąc ze sobą obcość, która nie jest stanem przyjemnym: Chwôcył môje mësië / Ë nick nie wi-dzôł / Czëdë ë jô nick nie widzała. Bardzo znaczące są również istoty zamieszkujące kaszubski zielnik: Kania, Kuka, Strzyga, Jastrzebóg, Topielica, Szylińc, Żenik, Zaborowy. Wszystkie one są powiązane z naturą, ale niekoniecznie prowadzą do poczucia mocy i bezpieczeństwa, a bardziej do niepewności i obawy. O ile w pierwszym tomiku poetyckim Wątor prasłowiańskie i kaszubskie bóstwa zdawały się wyzwalać i prowadziły w przestrzeń zadomowienia, o tyle w ujęciu Zelnika półboskie istoty są raczej nieprzeniknione w swym działaniu i zarówno umożliwiają wejście w głębszą relację z przyrodą, jak i wywołują w człowieku wrażenie własnej małości. Druga część tomiku Małgorzaty Wątor zatytułowana Ogród jest wyłącznie polskojęzyczna. W mniejszym stopniu dotyczy typowego, wydzielonego płotem ogrodu wiejskiego, a bardziej prowadzi ku założeniom sztucznego, miejskiego porządku przestrzennego. Tym razem za ogród należałoby uznać rozległe terytorium Gdańska z różnymi jego parkami, placami czy zaułkami, w których widać rękę ludzką upiększającą ulice czy domy. Dwadzieścia wierszy tej części tomiku układa się w rodzaj przewodnika po mieście, w którym zieleń roślin sąsiaduje z szarością zabudowy, elementy natury z artystycznym konceptem. Nie jest to poetycki bedeker i wierszowany opis rzeczywistych 56 Pomerania nr 3 (584) / Strëmiannik 2024 miejsc rozgrywania się wielkiej historii, to raczej punkty pamięci podmiotu literackiego, który wywołuje z przeszłości lub ze swych prywatnych doświadczeń obrazy czy asocjacje. Trochę w tym działaniu przekory, jakiegoś utajnionego dialogu z gdańską „literaturą korzenną", a więc figurami artystycznymi rodem z Guntera Grassa (postać szczurzycy) lub zachwytami dawnym Gdańskiem formułowanymi w prozie polskojęzycznej przez Stefana Chwina czy Pawła Huellego. Wątor nie jest jednak zainteresowana relacjami intertekstualnymi, nie dąży do tworzenia literatury z literatury, nie jest przejęta chęcią budowania wzniosłych figur tożsamości gdańskiej. Co prawda wiersze z Ogrodu tworzą rodzaj trasy, której miejscami godnymi odwiedzenia są m.in.: Her-barium Gedanensis, Żabianka, Park Schopenhauera, Park Steffensa, Jaśkowa Dolina, Ogród Rothenburgów, Park Uphagena, Ogród Maryli czy Góra Pięciu Braci. Ale owe miejsca nie wywołują metafor, nie podtrzymują mitów, a raczej kierują uwagę czytelniczą w stronę świata wewnętrznego podmiotu. Tutaj zaś panują ironia, dystans i prowokacja. Oto w wierszu Herbarium Gedanensis w Szpitalu u Grassa podmiot przyznaje: Na kolanach u Grassa / Jadłam żeberka; w utworze W Parku Schopenhauera: Namiętnie przyciskałyśmy do siebie / Nasze ciała / Tonęły w pocałunkach // Gdy wyszłyśmy z klatki / Chłopcy nie gwizdali; w Górze Pięciu Braci w parku Oruńskim oświadcza zaś: Nie robię sobie wyrzutów z powodu nadwagi / Nie muszę być jak Atena z mitologii greckiej / Ani jak Perfekcyjna Pani Domu. Tego typu zdania w znaczący sposób określają przeciwstawianie się poetyckiej wolności podmiotu literackiego z tradycyjnym traktowaniem ogrodu jako miejsca duchowej kontemplacji czy egzystencjalnego uspokojenia. Wątor gdańskie parki czy przestrzenie natury traktuje dość bezceremonialnie, są jej potrzebne, aby mogły się zamanifestować pamięć, doświadczenie, asocjacja lub marzenie. Wszystkie owe stany są ze sobą wymieszane, raz wywołując stany pozytywne, innym zaś razem ukazując swoje negatywne konotacje. Ogród objawia się zatem jako miejsce niepoddawane specjalnemu plewieniu, w którym wyrastają raz kwiaty, a innym razem chwasty. Wiersze kaszubskie i polskie w Zelniku / Ogrodzie napisane zostały ze swoistą nieufnością wobec materii języka czy nawet własnego doświadczenia. Podmiot literacki nie wchodzi w rolę ogrodnika, kogoś, kto wprowadza porządek i ład w chaotyczną przestrzeń natury. To raczej obserwator i przechodzień, który na chwilę tylko zatrzymuje się przy danej roślinie, aby w istocie poprzyglądać się własnym wspomnieniom i skojarzeniom. Wątor oczekuje od czytelników, że zdobędą się na wysiłek interpretacyjny i nie będą poszukiwać w jej wierszach semantycznych szarad literackich, a spróbują wejść na drogę kapryśnej wyobraźni, w której buduje się alternatywny wobec rzeczywistego świat doświadczenia. Sporo w nim znaków zapytania, sporo również aluzji, które związane są z wątkami autobiograficznymi, postsekularnymi, ekologicznymi, a nawet motywami homoseksualnymi. Nie wszystkie są jednakowo umieszczone w kaszubskiej i polskiej części zbiorku. Poczucie kryzysu wartości, niewiary w jednolitość kultury i nieufność wobec języka opisu pojawia się w każdej kompozycyjnej cząstce zbioru. Nie jest to jakaś odmiana nihilizmu, raczej pesymizm poznawczy czy agnostycyzm, wywołany bez dramatyzowania jako oczywistość współczesności. W kaszubskiej części tomiku szczególnie frapująco wygląda przywołanie świata spirytualnego, który poddany został specyficznej krytyce i zobrazowany nie tylko w ujęciach baśniowo-naiwnych, ale również w kontekstach demoniczno-numino-tycznych. Postacie z ludowych wierzeń i podań potrafią w opisach podmiotu wierszy przerazić, irytować i wywoływać poczucie dyskomfortu. Natomiast z wyczuciem i inspirująco zaistniał jedynie w części polskojęzycznej tematyczny czynnik homoseksualny. Występuje on nienachalnie, w krótkich rzutach obrazu poetyckiego czy lirycznego westchnienia. Nie po to, aby szokować czy wywoływać aurę obyczajowego skandalu. To raczej głos zaznaczający nieheteronorma-tywną seksualność jako doświadczenie współczesności i próba wydobycia się ze sfery kulturowego przemilczenia, aby ukazać jeszcze jedną stronę ludzkiego bytu. Zelnik/Ogród Małgorzaty Wątor to nawiązanie do tradycyjnego toposu literackiego świata-ogrodu. W dawnych epokach literaci chcieli w eksploatowaniu tego toposu odwzorować przekonanie, że życie ma sens i można ów porządek zaprowadzić w zaplanowanych do wzrostu roślin miejscach. Kontemplacja ogrodu dawała wrażenie, że człowiek panuje nad światem... Ale jak jest dzisiaj, w XXI wieku? Czy świat-ogród cokolwiek jeszcze wyraża? Czy czasem nie jest obrazem sentymentu? Co obecnie można w ogrodzie odnaleźć? Autentyzm życia czyjego imitację i pozorne bogactwo? Obcowanie z drugim zbiorkiem poetyckim Małgorzaty Wątor pozwala na niektóre przynajmniej z zadanych pytań odpowiedzieć. Daniel Kalinowski Pomerania nr 3 (584) / Marzec 2024 57 Lektury Z TCZEWA DO OPER ŚWIATA Ryszard Karczykowski Wyśpiewałem życie | '^1 m s y Ze śtviato\vej stawy tenm R«m»vbyu Krzysztof Korda i J.iuusz Landowski Ryszard Karczykowski, Wyśpiewałem życie, Tczew 2023 Wyśpiewałem życie to wywiad rzeka ze światowej sławy tenorem Ryszardem Karczykowskim. Z wybitnym i płodnym artystą rozmawiali twórcy i animatorzy kultury dr Krzysztof Korda i Janusz Landowski. Już na wstępie należy przyznać, że mamy przed sobą pracę w pełni profesjonalną, umiejętnie i ciekawie napisaną oraz solidnie wydaną. Promocja tej niezwykłej książki odbyła się w mieście rodzinnym jej bohatera - Tczewie, w Miejskiej Bibliotece Publicznej. Bardzo sympatyczną okolicznością promocji była obecność profesora Ryszarda Karczykowskiego wraz z małżonką Elżbietą oraz wielu jego przyjaciół i sympatyków. Autorzy książki Krzysztof Korda i Janusz Landowski (syn śp. Romana Landowskiego, wybitnego pisarza i poety) opowiadali, jak doszło do inicjatywy jej przygotowania i napisania. W sumie cały projekt rozpisano na dwa lata. Zakończył się pełnym sukcesem. Dodajmy, że realizatorem i koordynatorem projektu było Towarzystwo Miłośników Ziemi Tczewskiej (istniejące od 1970 roku). O promocji publikacji pisano w biuletynie informacyjnym miasta Tczewa „Panorama Miasta". Podkreślono m.in. bliskie związki Ryszarda Karczykowskiego z grodem Sambora oraz przyznane mu honorowe obywatelstwo miasta Tczewa (2005 r.). Wysoką zaletą książki o Ryszardzie Karczykowskim jest sposób prowadzenia rozmowy przez autorów. Dzięki ich umiejętnościom i dużej wiedzy o kulturze i muzyce czytelnik zyska obfitą, inspirująco podaną porcję wiedzy o samym panu Ryszardzie i jego najbliższym środowisku, kulturze muzycznej. Nierzadko mamy możliwość pewnego rodzaju przemieszczania się po słynnych teatrach, operach, scenach Europy i znacznej części świata. Być może przydałyby się jeszcze dwie-trzy mapy z artystycznych podróży śpiewaka. Dobrym przykładem jest dołączona do książki mapa Japonii, gdzie słynny tenor występował w dwunastu miastach: od Sapporo przez Tokio i Osakę po Okinawę. Rozmowy autorzy zapisali w czterech rozdziałach: Młodość, Na światowych scenach, Ponownie w Polsce, Sentymentalnie o rodzinnym Tczewie. A Tczew był i jest małą ojczyzną bohatera publikacji. Jeśli mi czegoś zabrakło, to może bliższej i pełniejszej informacji o Ryszardzie Karczykowskim jako menedżerze oper narodowych w naszym kraju. Ale książka zawiera również cenny Aneks, gdzie w istocie pomieszczono interesujące, swoiste „podaneksy", a mianowicie: Ryszard Karczykowski. Ważniejsze występy za granicą (a było ich naprawdę dużo), Uczelnie - współpraca (zagraniczne i krajowe), Ważniejsze nagrody i odznaczenia, Wzmianki w literaturze oraz Spis wydanych płyt Ryszarda Karczykowskiego z ich kolorowymi wizerunkami, co zapewne dla melomanów najważniejsze. W tym miejscu warto też podkreślić, że Krzysztof Korda i Janusz Landowski mieli szeroki dostęp do bogatego archiwum rodzinnego, z którego zresztą obficie i z należytą starannością korzystali. Z tej też przyczyny znaczna część książki powstała w domu Ryszarda i Elżbiety Karczy-kowskich w Warszawie. Dobrym zabiegiem wydawcy okazało się zamieszczenie wizerunków autorów na przedostatniej stronie książki. Naturalnie zewnętrzna kolo- rowa strona okładki należy do bohatera. Autorom udało się tu pomieścić encyklopedyczny wizerunek Ryszarda Karczykowskiego. Po obszernej porcji wiedzy czytelnik otrzymuje tutaj sympatyczne i treściwe ABC życia i dorobku pana Ryszarda. Książka Ryszard Karczykowski. Wyśpiewałem życie liczy 304 strony i pod każdym względem została starannie wydana. Średnie i starsze pokolenie może być ukontentowane czytelną i stosunkowo dużą czcionką, co w czasach współczesnych nie jest standardem. Nieco młodsze pokolenie bardziej doceni zamieszczonych w książce blisko 200 zdjęć (różnych formatów), w większości kolorowych. Wszystkim może spodobać się twarda kolorowa oprawa. Książka nie tylko robi dobre wrażenie, ale i zachęca, aby jak najszybciej się w niej zagłębić. Może jeszcze warto zwrócić uwagę na dwie kwestie. A mianowicie, że Ryszard Karczykowski mógł zamieszkać w każdym miejscu przez siebie wybranym w różnych częściach Europy i świata. A jednak powrócił do źródeł w Polsce. Autorzy celnie to spuentowali: Ryszard Karczykowski urodził się, wychował i uczył w nadwiślańskim Tczewie, tu wracał do rodziców, a obecnie chętnie odbywa wizyty sentymentalne (ostatnio w 2022 i 2023 roku). Dopowiedzmy: urodził się 6 kwietnia 1942 roku w Tczewie jako jedynak w tradycyjnej rodzinie kolejarskiej. Po drugie, godny uwagi jest także pewien wymiar biografii naukowej Ryszarda Karczykowskiego, który w 1998 roku uzyskał belwederski tytuł naukowy profesora sztuk muzycznych. Nie można też pominąć jego dorobku jako dyrektora artystycznego Opery Krakowskiej oraz dyrektora artystycznego Teatru Wielkiego - Opery Narodowej w Warszawie. Dwoma zdaniami puentując prezentowaną tutaj książkę, można skonstatować: po pierwsze, doczekaliśmy się profesjonalnej i solidnej publikacji, a przy tym interesującej i wartościowej; po drugie, książkę o Ryszardzie Karczykowskim naprawdę dobrze się czyta i to jest jej niezwykle mocny atut. Jan Kulas 58 Pomerania nr 3 (584) / Strëmiannik 2024 Roda Z BËTOWA WÖZËLË JAŻ DO GDUŃSKA Bawi leno pôranôsce tidzeniów, a na zymku karpë puszczają dłudżé na szesc i wiacy metrów wietwie. Tak chutkô mało co rosce w naszich stronach. Nie je dzywno, że piérwi lëdze mielë go za magiczną roscëna. Dzysô na Kaszëbach chmiél zwëczajny, Humulus lu-pulus, sadzą dlô zdobë, tec jesz wiacy trafimë dzëwégö. Ten drëdżi ród rosce na mökrim, tj. krótko rowów, w lagach, na ólsach, blëskö rzék a jezór. Trafimë chmiél téż tam, gdze mieszko abó mieszko! człowiek, gdze zemia je barżi öbrodnô, a jego szadé ódnóżczi (Słownik gwar kaszubskich ks. Sëchtë pódôwô jesz na to czekawé słowo „lécczi") mają co chwëcëc i na czim dwigac sa do słuńca. Na zymku z karpów wëchôdają młodé ódnóżczi, co jedny dobë mogą wëdłużëc sa jaż ó czilenósce centimétrów. Chmiél je rozdzélnopëł-cowi - konkretno roscëna je abó białgłowsczégö ortu, abó chłopsczégó. To óznóczô, że nie na kóżdim badzemë mielë sziszczi (leno na białgłowsczich). Za to wnet kóżdi móckó trzimó sa żëcó. Wié ö tim, chto próbówół sa gó pözbëc jakno chwasta. Ta jegó móc i chutczé roscenié wietwiów bëłë wiera leżnoscą, wedle jaczi w dôwnëch czasach Słowianie usadzëlë swoja wiara w witalną, seksualną doga chmielu. Szlacha nëch wierzeniów béł zwëk óbwiązywanió młodi na zdënku chmielowima ódnóżkama. To miało brzadowac wiele dzecama. Na siebie spiéwelë téż: „Żebës të, chmielu, pó szachach nie lôzł, to bës nie robił z dzéwczątków niewiast". Ta baro stóró piesnió je znónó nić le na Kaszëbach. Jaczims pómiana ti downy chmielowi magie je téż lëdowô etimôlogiô nazwë Chmielno. Wedle ni beńla a brutka, co nieszczestlëwó założëlë kóchba, pó smiercë pöchöwelë pó dwuch stronach kóscoła. Chmiele, co wërosłë z jich serców, chutkó zrzeszëłë sa nad kóscelnym daka. Zdó sa równak, że zdrzódła pözwë Chmielno, a pewno téż jiny kaszëbsczi wsë: Chmieleńc (dzysó wejrowsczi pówiót) - bëłë czësto jiné. Pözwë bódój póchódzëłë ód uprawë chmiélu, jaczégó sziszczi brelë do chmiéleniô piwa. Nen zwëk béł wiera starszi öd kóscołów. Pötemu wióldżim ódbiércą kaszëbsczich szisz-ków béł Gduńsk, dokądka zwózëlë je na przeda-nié nawet z Bëtowa. W jednym dokumence z 1560 r. wstawilë dzélëk ô szôłtësu z pódbëtowsczi wsë Dąbié. W nym czasu ten urząd trzimôł Jerzi Kro-fej, öjc znónégö lëtersczégó prédra Szëmóna Kro-feja. Czëtómë, że miół ön öbrzészk wózëc fóra z chmiéla z bëtowsczégó zómku jaż do Gduńska. W tim czasu we Gduńsku dzejało kole 150 browarów. Dzysó, prówdac, czile firm warzi na Kaszëbach piwo, kó sziszczi kupiają ju nié z Kaszëb. P.D. Pomerania nr 3 (584) / Marzec 2024 59 tfilëka WARSZAWA. BUCZKARZE W MINYSTERSTWl E SPÖRTU TURISTICZI Czidlôk z merka Kaszëbsczi Lidżi Buczczi dostôł wiceminyster sportu Ireneusz Ras, jaczi goscył przédnika ti organizacje Jarosława Örliköwsczégö. Na pötkanim przedstôwca resortu zapöznôł sa z historią i rozwija ti kaszëbsczi discëplinë ë zagwësnił ö aktiwnym wspiarcym ji dalszégö pókroku. - Nasz prioritet na nôblëższi czas to je stworzenie całowny sztrategie rozwiju buczczi, jakô uwzgladni ji tra-dicyjny charakter ë möderné trendë w spörce - pödrechöwôł potkanie Ja-rosłôw Örliköwsczi. Miköłôj (Miklôsz) Ridiger, zrzeszony z buczką wnet öd zôczątku ji ödrodë, dodôwô, że terô sportowi dzejarze robią nad projekta, jaczi umöżlëwi organizacja turniérów dlô dzecy i ustnëch bez całi rok. Gromicznik to béł téż czas pierszégö latoś turniéru w Halową Buczka w Brusach (24.02). Za to w Lëzënie, dze w roku 2017 ta discëpli-na sa odrodzą w nowim wëdôwku, uczastnicë zajmów w Gminnym Östrzódku Sportu, Rekreacje i Tu-risticzi ób czas feriów pöznôwelë ji regle i próböwelë swöjich möców w grze. Direktór obiektu Pioter Klecha zapôwiôdô powstanie pierszi dzecny sekcje w buczka. - Jô móm nódzeja, że to mdze pierszi krok, jaczi późni rozköscérzi ten spört w dzecnym wëdôwku na całé województwo - przekónywó Pioter Klecha i dodôwô, że pómóc w tim mögą sztrukturë Pómórsczich Lëdowëch Spörtowëch Karnów (pól. Ludowe Zespoły Sportowe, LZS). 60 Rozgriwczi w buczka buten plano-wóné są na strëmiannik, nowé karna mógą dołącziwac do Lidżi w aprilu (łżëkwiace). Adom Hebel LUZINO. DOROCZNE SPOTKANIE ZRZESZEŃCÓW W piątkowy wieczór 9 lutego w czytelni biblioteki gminnej na Kukówce spotkali się członkowie Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego Oddział w Luzinie. Celem zebrania było podsumowanie dokonań i ocena działalności Oddziału w ubiegłym roku. Prezes organizacji Alicja Klinkosz przedstawiła i omówiła poszczególne wydarzenia oraz przedsięwzięcia. Znamienną rolę w duchowym życiu naszego społeczeństwa pełnią [...] msze święte z czytaniami w języku kaszubskim odprawiane w każdą ostatnią niedzielę miesiąca o godz. 9 w kościele pw. św. Wawrzyńca. Czytania z Pisma Świętego systematycznie przygotowują członkowie ZKP, Koło Gospodyń Wiejskich, Stowarzyszenie Pro Bono, Regionalny Teatr Dramatyczny i Chór „Lutnia", który dodatkowo ubogaca nabożeństwa swoją śpiewającą obecnością. Za przychylne podejście do obecności języka kaszubskiego w kościele (a także za udostępnienie salki w nowej plebanii na tradycyjną już „pokościelną" kawę) złożono serdeczne podziękowania ks. Michałowi Świeczkowskiemu. Z aplauzem zebranych spotkała się odpowiedź ks. proboszcza, że to przecież oczywiste, że Kościół jest [...] przede wszystkim dla wiernych. Wymieniono również inne działania Zarządu, w tym czynne uczest- pomerania nr 3 (584) / strëmiannik 2024 nictwo w cokwartalnych Radach Naczelnych, obecność na szkoleniach tematycznych organizowanych przez Zarząd Główny, udział w delegacjach z pocztem sztandarowym na licznych uroczystościach zrzeszeniowych na terenie Kaszub i Pomorza, z których najważniejszy był wyjazd autokarem na XXIV Światowy Zjazd Kaszubów w Kartuzach. Jednak największą i jednocześnie najważniejszą imprezą w naszym Oddziale było przygotowanie i przeprowadzenie Regionalnej Bitwy Kulinarnej. Jak to wszystko wyglądało, można się było przekonać, oglądając slajdy ilustrujące poszczególne wydarzenia, konsumując przy tym kiichë i liczne przysmaki przyniesione przez gości, m.in. znakomity chleb posmarowany smakowitym smalczykiem. Przedstawiono również plany na przyszłość, z uwzględnieniem sugestii i propozycji wysuwanych przez obecnych członków ZKP. [...] RK LABÓRG. FÖTOGRAFICZNÔ SZPACÉRA PO WDZYDZCZIM MUZEUM W Miesczi Publiczny Bibliotece w Labórgu 29 gromicznika béł wernisaż wëstôwku ódjimków Wójcecha Köwalsczégö. Na fotografiach jidze obezdrzec drzewianą architektura z Muzeum - Kaszëbsczégö Etnograficznego Parku we Wdzydzach. Öb czas pótkanió wëstąpiło Regionalne Karno „Frantówka" z Labórga, jaczé zaśpiewało czile kaszëbsczich piesniów. Uczastnicë wësłëchelë téż öpöwiesc ö załóżcach wdzydzczégö muzeum, Té-dorze i Izydorze Gulgówsczich, wëgło-szoną przez dr Aleksandra Majkowską. Atrakcją bëła prezentacjo przëdze-niô z pömöcą mötowidła. Nen kuńszt pokazywała mésterka tegö fachu Heléna Kulaszewicz (pol. Kulasie-wicz). Fotografie möżemë obżerać w labórsczi bibliotece do kuńca łżëkwiata. Red. TËCHÓMIÉ. OPOWIEDZĄ Ó HEROJACH „POMORSCZEGÖ GRIFA" - Jô wiedzôł ö dwuch partizanach „Grifa" mieszkaj ącëch w Tëchómiu abö ökölim. Terô jesmë sa dowiedzelë ö pösobnëch - gôdô szkólny historie w Zrzeszë Szköłów w Tëchómiu Janusz Juchniewicz. W nym prawie môlu östôł ôtemkłi wëstôwk namieniony partizanóm. Łoni Muzeum Stutthof ögłosëło projekt „Gryf Pomorski. Zapomniani bohaterowie". W jegö öbrëmim do szkoło w, jaczé sa do niego zgło-sëłë, östałë przesłóné materiałë na wëstôwk ô partizanach na Pömörzim i multimediowé pömöce do wëzwëska-niô na uczbach. - Jô pömëslôł ö tim, żebë rozszerz-wic projekt i zapöznac z nim nié blós uczniów, ale i mieszkańców. Dlôte na wëstôwku pójówiają sa informacje ó partizanach „Grifa" z Tëchómia i wsów w ôkölim - gôdô Janusz Juchniewicz. Wëstôwk jidze óbezdrzec w tëchóm-sczi szkole. Ł.Z. GDINIO. GŁOS KASZËBÓW W ARCE Radzëzna Kaszëbów przë klubie Arka Gdiniô S.A. to pöwöłóné pod kuńc gromicznika karno lëdzy, co mają miec stara ö kaszëbską tożsamösc i oprawa w trakce meczów żôłto-mödrëch. Operacyjny Direktór klubu Paweł Bień gódó, że gdińsczć karno pod no- wim zarząda chce bëc blëższé lëdzóm i jich juwernoce. - Arka znaczi Kaszëbë i jó tego jinaczi nie widza - pödczôrchiwô. -Më chcemë bëc kluba stądka, Gdiniô wërosła na kaszëbstwie. Kaszëbsczi charakter klubu mdze pökôzóny 17 strëmiannika na meczu z Ödrą Öpölé. Jistno jak łoni w ókólim Dnia Jednotë Kaszëbów pojawią sa kaszëbsczé muzyczne wątczi, transpa-rentë ë pökôzk grë w buczka. Do Radzëznë są rôczony aktiwiscë i ekspercë na rozmajitëch kaszëbsczich gónach, chtërny nie tacą swój i sympatie do Arczi Gdinie. Strzód nich to do Kristiana Andrisköwsczégó, załóżca Akademie Nożny Balë Cassubian i buczkowégó dzejarza. - Nowi miéwca Arczi Gdinie rocził mie i jinëch Kaszëbów, cobë twórzëc Radzëzna. Jô mëszla, że to je fejn udba, bö wiele Kaszëbów sa z tim karna utożsamiwó. Kristión Andriskówsczi dodôwô, że biótkuje ö to, cobë kaszëbizna i sport sparłaczëc i na ten métel docerac do lëdzy, tej rewitalizowac nasz jazëk nié leno przez muzyka czë kulturalne wëdarzenia, ale téż przez fizyczną ak-tiwnosc i sportowe emocje. Ökróm Radzëznë Kaszëbów wëszëznë Arczi pówółiwają do żëcô jistné gremium do sprawów zdrowiégö ë téż módernëch technologiów. - Më chcemë, cobë kibicowie mielë do dispózycje aplikacja i bëlë w stałi łączbie z kluba. Chcemë sa wsłëchiwac w jich głos - pówiôdô Paweł Bień. Kaszëbsczi mecz Arczi Gdinie z Ödrą Öpölé mdze 17 strëmianni-ka o 12.40 na sztadionie przë sztrase Ölimpijsczi. Adom Hébel KASZËBË. RËGNAŁA „RODNO MOWA" Öpubliköwóny je ju regulamin 53. Recytatorsczégö Konkursu Ka- Ödj. am szëbsczi Lëteraturë „Rodno Mowa". Örganizatorama konkursu są: Wójt Gminë Chmielno, Gminowi Östrzódk Kulturę, Sportu i Rekreacje w Chmielnie, chmieleńsczi part Kaszëbskö-Pömörsczégö Zrzeszenió i Öglowi Zarząd KPZ. Jak wiedno, ob droga do wiôldżégö finału, jaczi badze w dniach 1-2 czer-wińca, musz je przeńc eliminacje w szkołach (do 20 łżëkwiata), w gminach (do 10 maja) i w powiatach (do 20 maja). Regulamin wespół ze wszëtczi-ma brëköwnyma doparłacznikama nalézeta na starnie www.chmielno. naszgok.pl lub pod linkiem https:// chmielno, naszgok.pl/n,53-konkurs--recytatorski-literatury-kaszubskiej--rodno-mowa-chmielno-2024?fbclid= IwAR25A2NZUUIH4G07w3GYEm8 g9avqlEVT4dYtwL7zu_45hAPuqcH bJ35NzY. Rôczimë do udzélu w latosy „Rodny Mówię". Red. KOCIEWIE. ŚWIĘTOWANO W CAŁYM REGIONIE 10 lutego obchodzimy Światowy Dzień Kociewia. Święto ustanowiono na pamiątkę wydarzeń z XIX wieku. Na Pomorzu trwała wówczas wojna francusko-pruska. Oddziały polskie walczyły przeciwko zaborcy. Podpułkownik Józef Hurtig raportował BjgfotaWiW-WBMiffto* jjgi . Gniew ■■■Osiek : f&' O widz ■ jfflfew PrlnlinM W Pomerania nr 3 (584) / Marzec 2024 61 Janowi Henrykowi Dąbrowskiemu, że wysyła „patrol ku Gociewiu". Ten właśnie fragment oficerskiego listu z 10 lutego 1807 r., wysłany z Nowego nad Wisłą, jest pierwszym historycznym zapisem nazwy regionu Kociewie. Na pamiątkę tego wydarzenia w roku 2007 ustanowiono dzień 10 lutego Światowym Dniem Kociewia. Pelplin Odbyło się tu uroczyste otwarcie wystawy „Kociewiacy", która powstała w roku 2023 w ramach projektu „Dziedzictwo Kociewia". Osiek W ramach obchodów święta „Kociew-ska Familija z Pinczyna" zaprezentowała przedstawienie pt. „Wesele na Kociewiu". Kaliska Koła gospodyń z terenu gminy Kaliska przygotowały pyszne potrawy i swojskie pączki. Gwarą i śpiewem zaprezentował się zespół „Lubichowskie Kociewiaki". Starogard Gdański W gminie Starogard Gdański zorganizowano konkurs plastyczny pt. „Moje Kociewie". Nadesłano nań ponad 165 prac. Gwarnie, smacznie, kolorowo, tanecznie, muzycznie i wesoło było m.in. w Galerii Neptun, gdzie zaproszono do budowania chaty kociew-skiej. Występowały zespoły regionalne: Kapela Kociewska z Zespołem Pieśni i Tańca „Kociewie Retro", zespół regionalny „Fefernuski" i trio Jacka Sadowskiego Piaseczno Lokalne władze, uczniowie i mieszkańcy oddali hołd zasłużonym Ko-ciewiakom: Janowi Ejankowskiemu i Teofilowi Watkowskiemu na cmentarzu w Piasecznie. Tczew W Fabryce Sztuk w grodzie Sambora zaprezentowano wystawę pt. „Bocian i Jaś". Zobaczyć tam można m.in. rzeźby, malarstwo na szkle, zabawki, garncarstwo, meble ludowe, stroje i hafty. Wystawa prezentuje dzieje regionu, folklor i gwarę kociewską. Bobowo Masa atrakcji czekała na osoby, które zdecydowały się pojechać do Bobowa, gdzie nie brakowało występów artystycznych, regionalnych przysmaków, konkursów oraz zabaw. Jednym z kulminacyjnych punktów programu była Kociewska Familiada. Szeroki wachlarz inicjatyw i pomysłów promujących Kociewie pozwolił zaprezentować region szerszej grupie odbiorców. Wszystkie inicjatywy odbywały się z udziałem i przy zaangażowaniu działaczy i sympatyków oddziałów kociewskich Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego w Tczewie, Pelplinie i Zblewie. Tomasz Jagielski GDUŃSK. Ö PISMACH BĄDKÓWSCZÉGÓ Myśl polityczna Lecha Bądkowskiego PCK! rorJakt}.-. Sławlny 8jdkovv'.kii>j-KosmuKkioj % I w H W zalë „Niebo polskie" kol sz. Augustińsczćgó Tl gromicznika bëła promocjo ksążczi Myśl polityczna Lecha Będkowskiego. Redaktorką ti publikacje je Sławina Kösmulskô, a zebróné w ni óstałë publicysticzné pisma i wëpöwiescë jednego ze za-łóżców Kaszëbskó-Pömörsczégö Zrzeszenió. Polityczne i historyczne pisma Lecha Będkowskiego, mojego ojca, nie sę powszechnie znane. Śmiem twierdzić, że często nie są doceniane przez tych, którzy je przeczytali - napisała we wstąpię do ksążczi Sławina Kösmulskô. Wëdanié publikacje je jednym z wëdarzeniów, jaczé mają przëbaczëc Bądköwsczégö 40 lat po jego smiercë (umarł 24 gromicznika 1984 r.). Öb czas promocje we Gduńsku 0 tekstach Lecha Bądköwsczégó, jegó pózdrzatkach na samórządnosc i ó deji regionalizmu gôdelë: Grzegorz Grzelak, Aleksander Hall, Mario Mrozyńskó 1 Sławina Kósmulskô. Örganizatorama wëdarzeniô bëlë: Wojewódzko i Mięsko Publiczno Biblioteka m. Josepha Conrada Körzeniowsczégö we Gduńsku, Fundacjo m. Arkadiusza Rëbicczégó i Fundacjo „Samorządność" m. Lecha Bądköwsczégö. Red. BYTONIA. WYZWANIA I SZANSE ZESPOŁÓW REGIONALNYCH Przedstawiciele 30 pomorskich Zespołów Pieśni i Tańca (ZPiT) spotkali się 24 lutego w Bytoni na Kociewiu, aby się bliżej poznać i nawiązać stałą współpracę. Ogromna pasja, duma z reprezentacji regionu, ekspresja oraz radość ze spotkania w takim gronie -te emocje zdominowały spotkanie. Mieliśmy okazję wymienić się spostrzeżeniami i przedyskutować również wyzwania, którym muszą stawiać czoło regionalne zespoły pieśni i tańca. Wynikiem dzisiejszych dyskusji jest zaplanowanie kolejnego spotkania jesienią w Sierakowicach, zawiązanie rady zespołów regionalnych, stworzenie bazy pomorskich festiwali i przeglądów oraz bazy kontaktowej ZPiT. Pojawiły się nowe pomysły na finansowanie bieżącej działalności, wzajemną współpracę, organizację festiwalu wojewódzkiego, wsparcie projektowe, pozyskiwanie strojów oraz promocję działalności. Spotkanie to już zaowocowało wzajemnymi zaproszeniami do udziału w festiwalach oraz przeglądach i mamy nadzieję że ze wsparciem Zrzeszenia dalsza współpraca będzie intensywna i owocna. Łukasz Richert 62 Pomerania nr 3 (584) / Strëmiannik 2024 Klëka H GDUŃSK. KAROLËNA KELER PRZEDSTÓJNICZKĄ WÖJEWÔDË Pömörskô Wojewoda Béjata Rutkiewicz 23 gromicznika powołała troje swôjich nowëch przedstójników. Są nima: Anita Richert-Kazmierskô, chtërna badze sa zajimac dzejania-ma zrzeszonyma z pólitiką ds. familie i spölëznową, Grzegorz Szczuka, jaczi mdze Przedstójnika Pömörsczi Wöjewödë ds. Göspödarczich i Öbëwatelsczi Spölëznë i - co je öso-blëwie wôżné dlô Kaszëbów - Karolëna Keler, jakô ostała Przedstójniczką Pömörsczi Wöjewödë ds. Nôrodnëch i Etnicznëch Mniészëznów. Westrzód zadaniów ti östatny je zmöcniwanié dialogu midzë wszëtczima nôrodnyma i etnicznyma mniészëznama a téż stara ö uchowanie i rozwij kaszëbsczégö jazëka. We wëdowiédzë dlô pismiona „Kurier Bytowski" ö swöjich planach realizacji funkcje Przedstójniczczi Pömörsczi Wöjewódë Keler gôdała tak: Społeczność kaszubska stanowi najliczniejszą grupę, która podlega pod moje działania. Chciałabym, by przy nowej trasie S6, nazywanej kaszubską, stanęły dwujęzyczne tablice. Z kolei w kontekście ostatniego spisu chciałabym, by pojawiły się też w tych gminach, które takie polsko-kaszubskie tablice mogą postawić u siebie. Przyjrzeć się trzeba finansowaniu języka kaszubskiego, a także dyskryminowaniu uczniów, którzy nie mają polskiego pochodzenia, a chcieliby uczęszczać na lekcje rodnej mowy. Teraz nie mają takiej możliwości. Pilną sprawą jest wyjaśnienie, dlaczego w świetle prawa trzy roczniki studentów etnofilologii kaszubskiej nie mają uprawnień do nauczania języka kaszubskiego. Wiem, że tu rozmowy się już toczą. W tym momencie także studia podyplomowe z kaszubskiego są jedynie na Uniwersytecie Gdańskim, należy pomyśleć, czy nie mogłyby organizować ich także inne jednostki, jak chociażby Uniwersytet Pomorski w Słupsku. Jeśli mowa o mniejszościach narodowych, to przyjrzeć się należy prawu pracy w odniesieniu do chociażby Ukraińców. Wiele jest tu do zrobienia. Pomyśleć też należy o uchodźcach wojennych, zwłaszcza w kontekście dzieci i ich adaptacji w życiu codziennym. Karolëna Keler je szkolną, wice-przédniczką Kaszëbskö-Pömörsczégö Zrzeszeniô i karna do sprôw öswiatë przë Przédny Radzëznie KPZ, przédniczką partu KPZ w Słëpsku, direktórką spödleczny szköłë nr 2 w Słëpsku. Ököma te je bëlną kaszëbską gadëszką i radiówczką. Wicy ö nowi przedstójniczce Pömörsczi Wöjewódë möżeta przeczëtac w wëdowiédzë z nią, jakô bëła ôpubliköwónô w „Pomeranie" w numrze 9/2023. Donëchczas Béjata Rutkiewicz miała piac przedstójników, chtërny za-jimelë sa m.jin. öchroną krëjamnëch införmacjów i integracją kómbatanc-czich ökrażów. Red. GDAŃSK, WIEŻYCA. LETNIA SZKOŁA JĘZYKA KASZUBSKIEGO CZEKA Karolëna Keler - przedstójniczka Pömörsczi Wôjewôdë Rozpoczęła się rekrutacja na 10. edycję Letniej Szkoły Języka Kaszubskiego, Kultury i Historii Kaszub, czyli 14-dniowy intensywny kurs, podczas którego uczestnicy poznają język kaszubski lub doszlifują go pod okiem profesjonalnej kadry nauczycieli. Osoba biorąca udział w kursie będzie miała możliwość dołączyć do grupy początkującej, w której jest sposobność uczenia się języka od podstaw, lub do grupy o stopniu zaawansowanym. Jednak zajęcia z języka kaszubskiego to nie będzie wszystko. Pod- Hi £ctnui hf/tołajęzyka kA^uhkicye WIEŻYCA . 1 ■ 1* LIPCA 202« R. fEB czas 2-tygodniowego kursu zostaną zorganizowane liczne warsztaty, projekcje filmowe, spotkania z ciekawymi ludźmi zaangażowanymi w rozwój kaszubszczyzny oraz wycieczki, dzięki którym uczestnicy poznają niezwykłą i wyjątkową kulturę, historię i tradycję regionu. Wśród atrakcji przewidziane są m.in.: spływ kajakowy Zbrzycą, połączony z poznawaniem twórczości literackiej Stanisława Pestki, zwiedzanie kaszubskich muzeów i ważnych miejsc pamięci Pomorza. Zapisy trwają do 14 czerwca. Formularz zgłoszeniowy znajdziecie na stronie https://kaszubi.pl/news/ view/rekrutujemy-na-10-edycje-let-niej-szkoly-jezyka-kaszubskiego. Kurs będzie się odbywał w dniach 1-14 lipca w Kaszubskim Uniwersytecie Ludowym w Wieżycy. Cena dla osób korzystających z noclegu - 1600 zł, a dla pozostałych - 900 zł. Program obejmuje 120 godzin kursu (teoretycznego i warsztatowego) oraz wyjazdy studyjne; w cenie kursu jest wyżywienie, opłaty za autokar i bilety wstępu. Zapraszamy w imieniu organizatora, czyli Zrzeszenia Kaszubsko-Po-morskiego. Źródło: www.kaszubi.pl GDINIÔ. WOŹNO PUBLIKACJO O MARSZU SMIERCË W Kaszëbsczim Forum Kulturę 21 gromicznika bëła promocjo drëdżégö wëdôwkii ksążczi Janinë Graböwsczi Marsz Śmierci. Ewakuacja piesza więźniów KL Stutthof i jego podobozów. 25 stycznia - 3 maja 1945, dofulowóny po latach przez Agnieszka Kłës (pól. Kłys) i Môrcëna Owsyńsczegó (pól. Owsiński). Publikacjo ostała wëdónô przez Wëdôwizna Region i Muzeum Stutthof w Sztutowie. Po przëwitanim góscy przez przédnika KFK Andrzeja Buslera nową ksążka zaprezentowôł Môrcën Pomerania nr 3 (584) / Marzec 2024 63 Owsyńsczi, chtëren pödczorchiwôł, że w monografii je wëzwëskónëch wiele nowëch, donąd niepubliköwónëch re-lacjów z priwatnëch zbiorów i kolekcji, a téż rezultatów terenowëch badéro-waniów. Dołączone są dzesątczi nowëch ilustracjów i ödjimków. Dzéla publikacji je 11 wiôldżich kartów i czi-lenósce planów môlëznów, przez ja-czé szlë sôdzownicë ób czas Marszu Smiercë. Red. Ödj. R. Gleinert WEJROWO. KONKURS DLÔ LËTERATÓW I TŁÓMACZÓW Muzeum Kaszëbskó-Pómórsczi Pis-mieniznë i Muzyczi (MKPPiM) mó ogłoszone ju 25. Öglowöpölsczi Lëte-racczi Konkurs m. Jana Drzéżdżona. Uczastnicë mogą wësłac swoje dokazë w trzech kategoriach: öpöwiôdanié abó eséj po kaszëbsku, póeticczi usódzk abó dokóz na bina. Konkursowe tekstë je nót wësłac do 9 zélnika 2024 roku w sztërzech egzemplarzach na adres MKPPiM (sz. Zómkówó 2a, 84-200 Wejrowó). Na kuwerce muszi bëc dopisënk: Konkurs m. Jana Drzéżdżona. Drob-notë są w regulaminie na starnie: https://www. muzeum, wejherowo. pl/d/aktualnosci/komunikaty/xxv--ogolnopolski-konkurs-literacki-im--jana-drzezdzona/?cat=10. Rozrzeszenié 25. Öglowópólsczégó Lëteracczégó Konkursu m. Jana Drzéż-dżona je pianowóné w séwniku. Wëda-rzenié je udëtkówioné przez Minystra Bënowëch Sprów i Administracje a téż przez Wejrowsczi Pówiót. Red. WEJROWO. KÔRBIÓNCZI Ö GRZËBACH W sedzbie Muzeum Kaszëbskö-Pómórsczi Pismieniznë i Muzyczi we Wejrowie 15 gromicznika bëła promocjo ksążczi Mateusza Klebbë Łacyńskó-pólskó-kaszebsczi słowórz grzëbiznë. Wëdarzenié zaczało sa ód gód-czi z autora prowadzony przez Darka Majköwsczégó, chtëren gó pitół ó robota wkół słowarza, o potkania z infórmatorama, co pamiatają dôwné kaszëbsczé pôzwë grzëbów, a przede wszëtczim ó znaczenie grzëbiznë w żëcym i kulturze Kaszëbów. Matéusz Klebba ópówiódół téż 0 swójich pierszich pödskacënkach do napisanió słowarza, to je o póspólnym zbiéranim grzëbów z ópą. Przëbôcził lëdzy, chtërny pómóglë w pöwstanim promöwóny publikacje, m.jin. Romana Drzéżdżona, Bożena Ugówską 1 Danuta Stanulewicz. W drëdżim dzélu promocje uczastnicë wspóminelë swoje wa-nodżi do łasa, ópówiódelë ó swójich lubótnëch gatënkach grzëbów i téż szpörtowné historie z grzëbama zrzeszone. Nóczascy powtórzonym zda- nim bëło: „Rëbë i grzëbë, to tak cos je dló Kaszëbë". Red. KARTUZË. PROMOCJO KSĄŻCZI Ö KARTËSCZICH OFIARACH WÖJNË W dniu 29 gromicznika w Kaszëbsczim Muzeum w Kartuzach bëło autorsczé zeńdzenie z Moniką Tomkiewicz, autorką ksążczi Zbrodnia pomorska 1939 roku w powiecie kartuskim. Publikacjo je brzada m.jin. kwerendów w krajewëch i zagrańcznech archiwach i mó bëc swójnym prowadnika po molach pamiacë w kartësczim krézu. Öpisywó przédno eksterminacja zrobioną przez Niemców ód séwnika 1939 roku do zóczątku 1940 roku. Öb czas promocji ó swoji ksążce ópówiedzała autorka, chtërna zaczała wëstąpienié ód pódzakówaniégó di-rektórce Barbarze Kąkól za to, że Kaszëbsczé Muzeum zgódzëło sa ostać wëdôwcą ny publikacje. Pótemu Alicjo Bieniek, córka Władisława Jakusza-Göstomsczégó, zastrzelonego przez hitlerowców w ka-lisczich lasach, gódała ó swójim ojcu, chtërnégó nigdë ni miała leżnoscë poznać. W artisticznym dzélu wëstąpi-ło karno Drëszë (Joana Góstkówskó, Michół Mantaj, Jakub Klemensiewicz i Hubert Półoniewicz). Red. 64 Pomerania nr 3 (584) / Strëmiannik 2024 SŁEPSK. OBRONIONY DOKTORAT O PIEPCE '!» li Prof. Adela Kiiik-Kalinowskô i dr Jarosłôw Ellwart. Ödj. D. Kalinowsczi W slédnëch miesącach Kaszëbi zwëskelë czile nowëch doktorów humanisticznëch nôuków, ösoblëwie w öbrëmim lëteraturoznajôrstwa. Pösobnym uczałim, chtëren öbrónił swój doktorsczi dokôz, je Jarosłôw Ellwart, znóny na Kaszëbach autór prowadników i wëdôwca (miéw-ca wëdôwiznë Region). Témą jegô badérowaniów bëłë prozatorsczé dokaże Jana Piepczi („Człowiek na pograniczu. Proza Jana Piepki"). Disertacjó powstała pöd czerënka prof. Adelë Kuik-Kalinowsczi, po czi-lelatnëch doktorancczich sztudiach na Pömörsczim Uniwersytece w Słëpsku. Recenzentama doktorsczégö dokazu bëlë: prof. Mariô Pająkówskó-Kensik i prof. Jón Perszón. Winszëjemë dr. Ellwartowi i mómë nôdzeja, że badze leżnosc do przeczëta-niô ksążczi na spódlim jego doktoratu. Red. MĘCIKAŁ. WIECZÓR POD ZNAKIEM KOLORÓW XIII Wieczór Kaszubski odbył się w Szkole Podstawowej w Męcikale 22 lutego. Tym razem spotkanie miało tytuł „Farwë", czyli kolory. Jak co roku było wiele atrakcji. Wieczór rozpoczął się od odczytania legend o kolorach, napisanych przez uczniów. Czytali je zaproszeni goście: prezes Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego Jan Wyrowiński, sekretarz miasta i gminy Brusy Mariola Rodzeń, przewodnicząca Rady Rodziców Anna Kłopotek i przedstawicielka rodziców Joanna Szczęsna. Były również konkursy. Jeden polegał na wskazaniu kaszubskiej nazwy kwiatów z wzorów haftu kaszubskiego. Kolejny na rozpoznaniu po smaku lub dotyku warzyw i owoców oraz podaniu ich kaszubskiej nazwy. Najważniejszą częścią wieczoru była prezentacja pięknych i bardzo pomysłowych kwiatów kaszubskich wykonanych przez uczniów i ich rodziny. Można było też poznać swoją przyszłość, która ukryta była w „babeczce z wróżbą". Nie zabrakło oczywiście wspólnych śpiewów w kaszubskim języku oraz nauki piosenki o kolorach z książki Aleksandry i Dariusza Majkowskich Ucz sa jazëka z kaszëbsczima nótama. Tego wieczoru w naszej szkole panowała atmosfera bardzo kaszubska, ale też bardzo wesoła i rodzinna, bo nie ma nic piękniejszego niż podziwianie dokonań swoich dzieci. Serdeczne podziękowania należą się wszystkim uczniom, rodzicom, nauczycielom i pracownikom szkoły, którzy pomogli w organizacji spotkania. Dziękujemy także rodzinom uczniów, mieszkańcom Męcikała oraz tym, którzy tego dnia byli z nami. Podziękowania składamy również na ręce naszych sponsorów, państwa Joanny i Rafała Szczęsnych, oraz Warsztatom Terapii Zajęciowej za wsparcie i serce okazane naszej szkole. Rodzicom dziękujemy za przygotowanie poczęstunku. Serdecznie zapraszamy na wieczór kaszubski w przyszłym roku. Anna Rożek BÓRZESTOWÓ. ZENDZENIE Z ŁUKASZA RICHERTA •T-- t o Ödj. z archiwum Remusowégö Kragu Nôleżnicë Remusowégö Kragu w Bórzestowie mielë swoje zćń-dzenié 9 gromicznika. Po tradicjo-wim zaspiéwanim himnu tego karna i wësłëchanim wëjimka ksążczi Aleksandra Majkówsczégö Żëcé i przigödë Remusa wëstąpił direktór Bióra Öglowégö Zarządu Kaszëbskö-Pömörsczégö Zrzeszeniô Łukôsz Richert. Öpöwiedzôł ön ö wszeleja-czich pödjimiznach órganizowónëch, prowadzonëch abö financowónëch przez KPZ, m.jin. ó Zjazdach Kaszë-bów, Kaszëbsczim Diktandze, Ra-dzëznie Kaszëbsczégö Jazëka, in-ternetowi starnie www.kaszubi.pl, konferencjach dlô szkólnëch i Latny Szkóle Kaszëbsczégö Jazëka. Łukôsz Richert rzekł téż ó rozma-jitëch zrzeszeniowëch wëdôwiznach, w tim ö miesaczniku „Pomerania", uczbównikach do kaszëbsczégó jazëka, słowarzach, planszowëch jigrach i ksąż-kach pisónëch pó kaszëbsku abö tika-jącëch sa kaszëbsczich sprôw. Red. Pomerania nr 3 (584) / Marzec 2024 65 LIPNICA. WYSTĘPY GAWĘDZIARZY Już po raz siódmy do Lipnicy zjechali młodsi i starsi gadkarze, by rywalizować ze sobą i podpatrywać mistrzów w Konkursie Gawędziarskim im. Józefa Bruskiego. W tym roku: 23 lutego, w Zespole Szkół w Lipnicy odbyła się jego siódma edycja. Wystartowało 26 uczestników w trzech kategoriach wiekowych. Pojawili się tak debiutanci, jak i ci, którzy na lipnickiej scenie nieraz już występowali. - Poziom był wysoki, choć wciąż zdarzają się uczestnicy, którzy bardziej recytowali, niż prezentowali gadki. By stać się dobrym gawędziarzem, trzeba doświadczenia. Dobrze więc, że jest taki konkurs, na którym można szlifować swój warsztat - mówił Dariusz Majkowski, który wraz z Ireną Lew Kiedrowską i Justyną Stolt-man oceniali rywalizujących. - Baczną uwagę zwracałem przede wszystkim na warstwę językową. Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem poziomu znajomości języka kaszubskiego, zwłaszcza w kategorii klas VII-VIII - dodał. W kategorii dorosłych zadebiutował Bogdan Rymon Lipiński, nauczyciel języka kaszubskiego z ZS w Lipnicy. - Postanowiłem spróbować swoich sił. Od dziecka jestem związany z Lipnicą, chciałem się też zaprezentować i od tej strony - mówił Rymon Lipiński. - Swojej gawędy nie zapisałem, wcześniej jedynie przemyślałem, co i w jakiej kolejności powiedzieć. Mówiłem z głowy. Opowiadałem jeden dzień z życia Klasyfikacja VII Konkursu Gawędziarskiego im. Józefa Bruskiego w Lipnicy KI. IV-VI: 1. Aleksandra Fierek, 2. Zuzanna Reszka, 3. Tymoteusz Hóhn; wyróżnienia: Nadia Bujak, Sebastian Stoltman. KI. VII-VIII: 1. Nadia Krauze, 2. Karolina Albrecht, 3. Kacper Kryger; wyróżnienia: Weronika Zmuda Trzebiatowska, Weronika Rudnik. Dorośli: 1. Olga Kuklińska, 2. Aleksandra Dzięcielska-Jasnoch, 3. (ex aequo) Joanna Jester, Bogdan Rymon Lipiński. Nagroda za najlepszą autorską gawędę: Aleksandra Dzięcielska--Jasnoch. na Kaszubach w dawniejszych czasach. Bez smartfonów i komputerów. Lekki stres się pojawił. Pomogło mi jednak wcześniejsze prowadzenie różnych imprez sportowych - dodał. ŁZ Znikwiony przez sztorëfnë mörsczi sztrąd w Lëbiatowie (gm. Choczewo) Ödj. Sławomir Lewandowsczi ©J ■* (jburrfcćrjôdas Jedzenie. Bez niegö je-smë głodny, słabi. Je nama zëmno. Różné są jego zortë. Cepłé, zëmné, letné. Rozmajice pôdóné. Różni-scejadłé. Pöpijóné, niepöpijóné. Bödôj sétmë sekundów sygnie, cobë jestku zeszło ôd gabë do żótu. Nôprzódka muszi je równak ugrëzc, przedzegwic. A jesz chutczi stwörzëc, przërëchto-wac: umëc, spulowac skórka, zagrzôc, zagotować, uszmórowac, upiec... Kuli sa człowiek namarachuje, cobë taką biédną pulka do pötemaniô sa dostać. Pôle muszi wëgnojëc, zaôrac, przebrónowac, rédżi ucygnąc, bulwë do sadzeniô przebrać, mulszczi wëszmërgnąc, kła oberwać, na wóz/przëczepa załadować, w kôsze nasëpac, skôrznie öbuc, w réga bulewczi cëskac a przëdeptiwac. Zabrónowac letkö. I czekac, jaż wzeńdze. I zelëska wërwac. A kureszce za maszi-ną bulwë zbierać. Abö hôka wëbierac jak naszi starëszcë, na kolanach. Donëchczôs pamiatóm, jak szmakô jedzenie öbczas szköłowégö bulew wëbiéraniô. Sznëka, pączk z lukra cepłim mléka, harbatą pöpiti... Mmmm. A pôłnié öbczas dra-szowaniô? Miód w gabie! A przë żniwach? Taką legumina człowiek tej wsurpniwô miks! A zós ja-czi je dobri. A kapusta kiszono z gurką... Mómë ju wëbróné. Do sklepu, mitë je zladowóné. Swiéżëchné bulewczi muszi do grôpa wstawić, wodą zalôc. Zagotować. A z dapera môta wa pulczi jadłé? To je taczé wiôldżé grôpiszcze (kesel), bëlno zamkłé, co ropa w nim na bulwë dapi. Bez to sa chutczi uwarzą a smaczniészé są. Skórka sa pulëje a solë nasëpie. I zjé. Pomału, bo görącé, jaż pôli w lëpë, jazëk, pôdniebia. A bulwówó zupa, a fritczi? Nie je wiedzec czemu na kartofelzupa gôdają dża-dowskô zupa. Co nibë ja dżadze jedzą...? Ko dżadze zabów ni mają, a tam są skwarczi do dzegwieniô. Fritczi kol nas doma sa pöjawiłë, czej jem miôł lat -nôsce. Pamiatóm, co po reformie Wilczka rëgnałë rozmajité budczi z jedzenim i kol nas w Chwasz-czënie téż jeden chłop z wąska miôł kurczata piekłé a fritczi. Co më tam sa nachódzëlë za dzecka... Na lodë téż. Równak to wszëtkö kóształo. Tej mëma rzekła, co nama taczé fritczi doma zrobi, i ódtądka nôlepszé fritczi a kartoflónka, i z nieba wzaté pro- Na gburstwie sa nick nie zniszczi. Wszëtkö je wëzwëskóné. Czego człowiek nie spötrzebuje - chowa zeżgrze. sto... plińce - robią w piątczi mëma. A më nie darwelë po budach lażac. Ta-czé bulwë möże tej warzëc, zupa z nich robie, fritczi a plińce, salôtka a jiné smaczczi, w tim czipsë. A zaczało sa ód te, co prësczi kajzer sprowadzyłje, cobë letkô dlô żôłniérzów strawa robie. Tóną a prostą. Pisze ö tim w swóji pówiescë DerButt (pol. Turbot, kasz. Dno) nôbarżi znóny Kaszëba - Gunter Grass. Öd bulwowego pola w Bësewie zaczinô sa téż jego Die Blechtrommel (pól. Blaszany bębenek). Jem przeszedł pewno całą ópisóną „bulwową droga", temu pewno mie one tak szmakają. Z gburstwa wiedno mie sa téż wrë-czi parłaczą. I wszëtczé robôtë z nima. Öd sadze-niô aplégrów, co jem je na patentrégrze w koszu ód sąsada Lejbrandta przewiózł. Kórzónczi muszi zmöczëc a w piósku unuzlac, nigle sa w zemia wsa-dzy, chutczi pôlcama dzura zrobiwszë. Czej réga je świeżo ucygnionó, zemia je mitkô - jidze to letko. Gorzi, czej w glënie uschłi przińdze robie... Za czile tidzeniów je robota ze zelëska. Hakówanié. Muszi ópasowac, cobë nie pódcąc kórzónk a sa w szpera nie zadzóc. Krziże bolą i race. Barżi bolą jesz przë wrëków zerzinanim. W trzë rédżi sa jidze z óstrim noża a rznie, jaż midzë czikca a pierszim pôlca je rena ödcësnionô. Jarmuż jidze na grëpa, na wóz, a bez rozdrôbniôcz do sylosa na kiszonka. Wrë-czi jak to wrëczi - sëpie sa z wóza do mitë, z ja-czi na karze ob całą zëma a jesz w zymku sa je wozy dlô krów. Chutczi muszi je z piôsku wëklepac a óbczechlac z korzonków i nédżi piôsku. Knadżi ród grëzą wrëczi w kumach. Öd te jich mlékö je taczé „wrëkówaté" w szmace. Lëdze téż ród zjedzą zupa z wrëka, na gasym miasku. Na gburstwie sa nick nie zniszczi. Wszëtkö je wëzwëskóné. Czego człowiek nie spótrzebuje - chowa zeżgrze. A w kuńcu człowiek téż te zwierzątka zjé. I buczę, i krowë, i kurë, i trusë, a całą chodzącą po oborze reszta. Miastowima ekologiczne miaskó, mleko, masło a jaja sprzedó. Konika na wanóżka towarzëstwö oócygnie. Dzecëska z bloków przejadą kota, psa mujkac a smukac. A göspódëni wëstawi na stół jedzenie... Tómk Fópka Pomerania nr 3 (584) / Marzec 2024 67 Zcu wiele; dobré$&? Za wiele möżlëwötów wëbiérku to téż möże bëc jiwer, z chtërnym pötikô sa corôz wiacy lëdzy, ôsoblëwié tëch młodszich. Wëzwanim môże sa tej--sej stac wëbiérk jestku w restauracje czë titel filmu do öbezdrzeniô ôb wieczór. Za wiele je tegö dobrégö. Chtos bë rzekł: jô chcôłbë miec leno taczé jiwrë w żëcym. A jô prawie nié! Nie le-dóm pödejmöwaniô decyzjów, nie lubią wëbierac, przebierać. Cos, co dlô jinszich je nôdgrodą, dlô mie ja barżi karą i maką. Podobno podejmowanie wôżnëch decyzjów je znanką dozdrzeniałoscë. Jim człowiek je starszi, mądrzészi, tim chudzy i Iżi przechódzy mu wëbiérk. Chudzy i Iżi - möże niechtërnym, bö mie wiera nié. Gwësno jaczi psycholog bë nalôzł odpowiedz na ta moja niechac, równak nie mda drążëc,dochadac, chto wié, co bë z tegô dló mie weszło. Czasa zdaja sa nawetka na ślepi los, bële za wiele nie analizować. Pierwi më mielë wëbiérk midzë jedną a drëgą rzeczą w krómie-bó wiacy nie bëło abô më ni mielë dëtków, tej jiwru téż nie bëło. Czôrné abö biôłé i kuńc, bô jinszëch farwów nie bëło. Dzysô je tegô jaż za wiele. To sa nazéwô wölnoscą wëbiérku, chöc z ti wôlnotë môżna czësto stracëc rozum. Przë môłëch sprawunkach wchodzą, bierzą, wëchödza. Za wiele sa nie öbzéróm. Przë tëch wiakszich nôprzód szëkóm, czëtóm, sprôwdzóm, pórównëja, mëszla, nie spia. Cëż wëbrac, żebë bëło nôlepi? Wëdôwô sa, że jim wiacy mómëjinförmacjów i drobnotów, tim chudzy cosjidze wëbrac, a je pö prôwdze procëmno. Im mni wiész, tim môsz mni wątplëwötów. Za wiele införmacjów sprawiô, że jidze sa w tim wszëtczim zatacëc. Chcesz dobrze, wińdze jak wiedno.Nigdë nie jem téż gwësno swöjégö wëbiérku, bö gdzes möże cos lepi, tóni? Czi-lenôsce aplikacjów w möbilce, drëdżé tële rozmajitëch kartów w briftasze- bële cos ugiac, lepi kupie, nie stracëc. Dzysô wëbierk parłaczi sa z prôwdzëwą strategią, z rëchôwanim nié leno cyfrów, ale i rozmajiëch pónktów. To nie je dlô mie. Żóden ze mie Napoleon. I nie je to sprawa chcëwötë. Kupowanie nie dôwô mie jaż taczi wiôldżi redotë, żebë zrównoważëc stracony czas i pora wiacy sëwëch klatów na głowie ód rëchôwaniô wszëtczich prómócjów, kodów, zniżków. Chóc wiém, że dlô niechtërnëch je to prôwdzëwô sztuka i sa w tim nawetka méstrama. Jó jesz nié. Poza tima mni cekawima wëbiérkama w krómach, są na szczascy jesz jinszé, barżi cekawé lëżnotë do pódjimanió wóżnëch decyzjów. Prawie w łżëkwiace taczi czas nadeńdze. Czas wëlacjów. I chóc niedówno më wëbieralë tëch nówóżniészich z nówôżniészich, tej zôs móżemë wëbrac. Tim raza lëdzy nama blëż- Lëdze nie są ju taczi macköwati. Wiedzą, co sa jima nôleżi, co je zrobione za pöspólné dëtczi, doch nié za dëtczi wójta, radnégö czë burméstra. szich, a nawetka nôblëższich, zza miedze, zza płota, zza scanë: radnëch, wójtów, burméstrów. Z tima më sa, chóc z ti lëż-notë, kureszce móżemë potkać, bo przez czile slédnych lat oni nié wiedno mielë dló zwëkłëch lëdzy czas. Je wiedzec-bëlë zarobione, umączone prawie naszi-ma sprawama. Przez piać lat robilë, co môglë, żebë nama dzysô wëbiérk midzë nima uproscëc. Jeżlë mómë głosować na dobrëch i jesz lepszich, tej może nie je to taczi wióldżi jiwer? Może ku reszce tego dobrego je za wiele, le w dobrim znacze-nim? Prawie jak w krómach. Ni muszimë ju wëbierac leno midzë czórnym a biółim, a są jesz jinszé farwe - kureszce. Tak mie po ti szari zëmie felëje farwów: zelonëch, żôłtëch, pstrokatëch. Leno zaczim do tëch wëlacjów przińdze, je jesz ta cało welacjowó kampanio. Chóc i w tim dzejanim përzna sa zmieniwó na lepsze. Na przëmiar ni móm widzóné tëli tëch wióldżich wëlacjowëch plakatów na budinkach i płotach z wëstrojonyma kandidatama na ódjimkach. Wójtowie, burméstrowie ë jinszi startëjący w tëch miónkach nalezlë jinszi, cekawszy sposób zachacbë -internet. I mie sa to widzy! Mni papióru jidze późni do smiecy, mni plastiku z tëch wióldżich banerów trafi do lasu, czej porwie je wiater, a kol mie wiedno fest wieje i nierôz më zbiéralë z ogrodów dzéle cała jaczégö kan-didata. Mni, po prówdze naprzikrzanió je wiele mni. Wórt je dotrzeć do lëdzy jinaczi i oni (kandidacë) to rozmieją. Dzysó nie sygnie leno przejachac do jaczis wsë i sa pokazać, pókôrbic, scësnąc raka, ótëmknąc jakąś droga czë most, wëpic coc i zjesc. Lëdze nie są ju taczi mackówati. Wiedzą, co sa jima nóleżi, co je zrobione za pöspólné dëtczi, doch nié za dëtczi wójta, radnego czë burmëstra. Nie zabóczëlë téż, co jima bëło rzekłé, öbiecóné, piac lat dowslôdë: czë chodnik je zrobione, lapë nowi stoją, dzurë w asfalce zdżinałë? Terô möżemë rzeknąc: sprôwdzómë! Fejno téż, że je widzec, wëstrzód starszich, wiele wiacy młodëch kandidatów i kandidatków. Wësztôł-conëch, robótnëch, z nowima udbama na przind-nosc. Są i taczi ód sportu, kulturę, edukacje, muzyczi, gburzenió, a też ód budowanió i rechówanió. Po prówdze ód wszëtczëgó. Za wiele tego dobrego - żebë sa nama ód ti dobrocë w głowach nie pómachtało. Jak jem pisa na zóczątku, nie ledóm wëbierac, czej je zawiele móżlëwótów, le we łżëkwiace zrobią wëjątk. I chóc zós bada przed wëbierka długo mëszlëc, chódzëc, kombinować, rozgrëzac, bo w cemno krziżika na kógums przeca nie postawia, to wiém, że czasa (róz na piac lat) wórt je wëzweskac ta możność. Bo jak nie tero, tej czedë? Ölga Kuklińskó 68 Pomerania nr 3 (584) / Strëmiannik 2024 Liczba egzemplarzy każdej pozycji książkowej jest ograniczona. Decyduje kolejność zgłoszeń. ^MCOWOGO^ 0 0 „.»»>■ wi",v nssiim'* 0a^K»^W KASltBSCZ L> .,,,sz gou5£ 21' 'T^sh^ mieszkom. Dërch cygło mie do wiôldżich gardów. Nicht z möjégö ökölégö nie béł w sztadze pokazać mie, co je dobrégö w żëcym na wsë. Do miasta bëło piatnósce kilometrów, a téż, co to je za miasto, gdze wszadze możno dóńc piechti? Tak czë jinak, wiedno jó jem béł zózdrosny ó to, że chtos mieszko w gardzę. Jó jem czuł sa górszi a barżi prosti ód tëch miastowëch. Nerwés mie robiło żëcé lëdzy na wsë. Pludrë, zazéranié wszadze, wcyg warający strach przed tim, co lëdze rzekną. To je taczi óglowi óbróz tego, co jó jem czuł, czej béł môłim knópa. Przede wszëtczim to, co robiło mie nerwés, tak na mie dzejało, że ostało w móji pamiacë. Złosc to doch je möcné ë podług mie nôwôżniészé wsëczëcé, jaczé, dobrze wëzwëskóné, może bëc przëczëną wiele dobrego kól lëdzy. W möjim żëcym na wsë bëłë równak sztótë, jaczé jó móm spamiatóné barżi ód jinszich. Sztótë, do chtërnëch dzysó wrócóm. Nié wiedno bëłë to mileczné sztërczi żëcégó, ale gwës je to, że wiedno warałë krótkó. Në ë te sztótë, chtërne pamiatóm nóbarżi, partaczą sa z doznanim. Jidze ö zmôdżi. Ö wónienié, szmaka, słëchanié... Te sztótë nie są öglowim malënka. Nie są subiektiwną opinią. To są krótczé wëjimczi, chtërne jó pamiatóm baro dokładno. BIós óne raza mogą stwórzëc jaczis, jesz barżi subiektiwny ë wëbiórczi, óbrôzk dzecnëch latów mółégó Aleksa. Prawie dopierze terô, czej ód wiele lat jó mieszkom w wióldżim gardzę, jó móga rzeknąc, że te sztótë stwórzëłë nowi óbróz mójich dzecnëch lat. Obróz dobri, ful wseczëców ë doznaniów. Obróz czasto jinszi ód tego, jaczi jó miół, czej czerowała mną blós złosc. Terô to ju nie je leno moja złosc z dzecnëch lat na zachowanie lëdzy. To je szczescé, że mógł jem czegós słëchac abó szmakac. To je urzas przed stratą kogo abó czegós, co sprówió, że ten sztót je tak dobri. Në ë w kuńcu to je nostalgio, bo jó wiém, że to ju nigdë nie wrócy taczé, jaczé tedë bëło. Le jó jem ród, że ju jó jem dozdrzeniałi do tegó, żebë przëbaczëc sobie łońscze wspóminczi, cobë przeżëc to jesz róz. Blós w głowie. A może nie blós w se...? Może jó nie jem sóm w mëszlenim, że czej czasa cos sa wspóminó baro genau, ze wszëtczima szczegółarna, tej sa zdówó, że nawetka je czëc szmaka abó pócha z tamtego czasu. Jó tak móm ë prawie nen dokóz je rézą po doznówanim dzecnégó czasu. Jó mëszla, że wiedno, czej jó bada chcół wrócëc do tamtëch sztërków z mójégó żëcégó, bö zwëczajno, pó lëdzku tęsknią, sygnie, że przëbôcza so to, co móm tuwö napisóné. Zwaczi ze wsë. Abö ö reakcje lëdzy na zwaczi Zwónë na wsë biłë czasto. Ö pół szósti pö półnim co dzeń na wieczorną msza, a w niedzela ó dzewiąti reno na ódswiatną msza ë ó pół jednósti do półnió na sëma. Béł jeden kóscół ë dwa zwönë. Na msza wółół jeden, ale czej biłë dwa - nawetka na msza - tej bëło wiedzec, że chtos z naszich umarł. Chutkö bëło wiedzec chto, chöcle ksądz nie gôdôł ö tim na mszë. Lëdze gôdelë. Starszi wiedno wiedzelë ö kögö jidze, czej na przëmiôr chtos rzekł, że umarła ta öd Lesniôków. „Aaa, doch jo! Ona ju nie chödzëła". Abö: „Jo, to ta, co ji syn sa łoni pówiesył, jo jo, öna tego nie strzimała". Tej nie bëło nót miec wicy wiadłów, bć> kóżdi ju so wszëtkö ułożił. Nôlepi, czej jedna nié tak stôrô białka umarła na przëmiôr w bölëcë. Tej möżno bëło pötkac köl krómu nôwikszé pludrë ze wsë, co stojałë w casnym köle ë cëchö gôdałë midzë sobą. Möżno bëło uczëc, jak gôdają; „Öna mia operacją. To białczëné sprawë bëłë". Dlô młodégö knôpa gôdanié pö cëchu, że przëczëną smiercë bëłë „białczëné sprawë", kôzało mëslëc, że to muszi bëc pö prôwdze sromöta bëc białką i umrzéc na białczëné sprawë. Co to są te białczëné sprawë? Czej jô jem sa spitôł möji mëmczi ö to, to móm so dowiedzóné, że czej bada wikszi, to sa dowiém. Në ë jem sa dowiedzôł! Wcyg jô ni möga zrozmiec, dlôcze taczé słowa jak na przëmiôr jôjnik czë macerzëna są zakôzónë. Srom, je wiedzec, nie gôdô sa, że białka mô srom. Białka ma rzëc, czasa mô piersë, a nawetka zdarziwô sa, że mô cos „tam na dole", ale doch ni ma sromu ë łechtaczczi. A fee! To doch je sromóta! Terô jô żałuja, że ni móm sa möji mëmczi spitónë ö „chłopsczé sprawë". Möże to dlôte, że nigdë jô jem nie czuł, żebë jaczi chłop umarł na „chłopsczé sprawë". Na wsë czasto téż bëło czëc syrena. Takô, co wöłô ögniarzów do pożaru. Syrena wëła öb lato nawetka czile razy öb dzeń. Czej chtos béł tedë na wsë (czëtôj: na westrzódku wsë, köl przédny sztrasë), mógł öbaczëc, jak wiele ögniarzów wënëkiwô z môlowi karczmë ë lecy do ögnia. Öni ju ugaszëlë dzysô niejeden ödżin, ten bënë se, co gö sa zagasziwô piwa. Terô ti ögniarze pöjadą zalôc wódą trôwa czë stodoła, a późni, ti herojowie, w tim cëgu gaszeniégö, znôwu wlewać badą w se piwo, żebë fejrowac udóną biótka z ognia. Ob wieczór żdac badze na nich slédnô biôtka z ögnia. Tim, co mô białka w oczach, czej ön taczi umączony przëchôdô dodóm. Tedë je cos taczégö, co w ksążkach dlô ögniarzów nazéwają gaszenim ögnia ógnia. Ön badze öbriwôł razë w głowa, tak, jak gasy sa trówa - uderziwającë w nia szpecjalnym ögniowim sprzata - a w tim czasu ognie w ji oczach pömalë badą znikać. Jaż do póstapnégó gaszeniô pragnieniô. Zwaczi, jaczé bëło czëc blós öb lato, to głosë óżniwku. Maszinë bëło czëc öd wczas reno do pózny nocë. To nié blós trekrë ë kómbajnë, ale téż draszmaszina, chtërna chödzëła blós do pôłnia (tak to przënômni pamiatóm). Lubił jem jachac na öżniwk z wują. Sedzôł jô tedë raza z nim w öranżowim kombajnie ë wzérôł, jak zböżé wpôdô pöd noże. Bëło tedë tak głośno, że nie dało sa nawetka gadać ze sobą. To bëło pö prôwdze fejn, bo jô nigdë nie lubił za wiele gadać. W zélniku w całi wsë dało sa téż czëc draszmaszina. Ji zwak przëbôcziwôł mie głosë waszmaszinë doma. Le draszmaszina to bë musza bëc wiôlgô waszmaszina, co wcyg ustówionó je na wirowanie. Draszmaszina chödzëła blós reno. Pó półnim nie bëło ji czëc. A może tak mie sa blôs zdówało, czej jó béł dzecka...? Doch pó półnim téż sa zwózëło zbóżé z póló. A może nie bëło komu robie pó óbiedze na draszmaszinie, bo chłop na przëmiar béł ógniarza. Zwaka, jaczi jó baro lubił, béł grzëmót. Czej zaczinało sa łiskac, tej wiedno jó jem słëchôł skądka ë jak mocne badze uderzenie. Fejn téż bëło rechöwanié, jak dalek ju je gromówka. Sygło zaczënac rechówac pó łisku, a kuńczec na grzëmöce. Tëli, wiele wëszło, óznóczało wiele kilometrów ód mie je chaja. Dało sa téż wëapartnic, czedë grom w cos trząsł. Burgót béł tedë głosniészi ë taczi östri, jakbë cos pakało. Czedë piorën w nick nie trząsł, tedë bëło czëc blós pómión. Öb zëma na wsë bëło cëchö. Nawetka psë jakbë mni szczekałë schówóné w chlewach abö zmiarzłé w swójich budach. Nôgłosni bëło ób czas zëmöwëch feriów. Tedë më wszëtcë, co lubilë sniég, sedzëlë jesmë do póznégö wieczora buten. Bëło co robie, ale blós tedë, czej śniegu bëło dosc. Chócle wiera wiedno na ferie béł sniég. Tak jó to przënómni pamiatóm. Chödzëlë jesmë na górka i stamtądka zjeżdziwało sa na tim, co chto miół. Czim wëżi w góra, tim bëło na ni głośni. Bëło doch nót mocno do se wrzeszczec, dłëżi piszczec ób czas zjéżdżaniô ë wicy stakac pó wlézenim na góra. Wicy zwaków nie pamiatóm. Pôch, jaczi dzeckö pamiató nóbarżi. To je pôch smiercë, sznapsu ë ögnia Póchë dzecnëch lat na wsë wnetka wiedno spartaczone są z jaczimas wëdarzeniama. Na przëmiar miodnó pócha liliów. Czëc ja bëło blós na pogrzebach. A möże bëło czëc w jinszich môlach, ale mie parłaczi sa ona leno z pógrzebama? Czej chtos umarł, to jego cało w tremie leżało doma, a wkół bëło wiele liliów. Miodnó pócha óstówała doma jesz na wiele dniów pó póchówanim nieböszczëka. Jó pamiatóm, że ta dosc piaknó pócha, takô miodnó jak cażczé parfimë ómë, czësto nie pasowa do smutnégö czasu, jaczim bëło óddzakówiwanié sa z kimś z familie. Ob czas pusti nocë na sztót póch kol chëczë sa zmieniwó. Tedë wiedno liliów nie bëło tëli, a köl nieböszczëka stojało wiele statków zjedzenim. Lëdze jedlë ë spiéwelë. Zczasa, czej wrócóm do tëch wspominków, zastanówióm sa, co barżi miodno póchnało: lilie czë umarłi człowiek, jaczi ju zaczinół sa psëc. Na pusti nocë béłtéż sznaps. Wiele sznapsu. Jinaczi póchnie sznaps w budle, a jinak ten w dzélu przetrawiony, co wëchódó z gabë ób czas spiéwanió. Ten drëdżi póch béł zmieszony zjedzenim. Póch sznapsu w budlë mie sa wiedno widzół, béł óstri, parłacził on mie sa z czims baro czëstim, móże z bólëcą... Sznaps ju wëpiti ë jego póch, chtëren wëchódó z gabów, do dzysó mie sa lëchó parłaczi. Möże dlôte, że w köżdi wikeńd ë w köżdé swiato doma béł sznaps. Sznaps ë gösce. Nié rôz téż bëłë sztridë, czej gösce wëszlë. Sztridowelë sa starszi. Reno, pö taczi rozegracje, w całi chëczë bëto czëc nen pôch sznapsu ë jedzeniô. Czôrné statczi żdałë na umëcé, a chëcz na swiéżi lëft. Kwiatë, möże sa zdawać, że wiedno, mni abö barżi, wöniają fejn. To dzewusë wiedno lubiłë na wsë wąchac kwiôtczi ë robic so z nich krutë ë wiónczi. Jô pamiatóm jeden pôch, jaczi, chöcle nie béł przijemny, to dobrze mie sa parłaczi. Nen pôch bëło czëc na zôczątku czerwińca, czej zarô miałë zacząc sa latné ferie. Tak wöniła wiôlgô bóma, co kwitła na bióło, përzinka jak bes abö kasztan. Wiele tegö rosło köl mie na wsë ë wiedno, czej jô miôł köl tegö krza chödzoné, to jem czuł pôch szczaniégö zmieszony ze stôrima smiecama. Chöc nie bëło to dobré wseczëcé, ten pôch dôwôł mie nôdzeja na to, że chutkó badą latné ferie. Terô wiém, że na roscëna nazéwô sa smardzëna, ë to nie je bóma, le dosc wiôldżi czerz. Mój jeden z lubötnëch pôchów téż je spartaczony z latnyma feriama. Może to dzywné, ale do dzysó lubią to, jak woni moja skóra pó ógrzanim słuńca. Taczi póch je cepłi ë spartaczony z leżenim nad jęzora pó wëlézenim z zëmny wödë na górącé. Czej stuńce pódó na skóra, óna sa robi cepłó, a ropa, co z ni uchódó, woni szczescym ë mira. Jeseń na wsë woniała ogniska. Pôlëło sa tedë lëstë ë trówa, a w popiół wkłódało sa bulwë, żebë na drëdżi dzeń je zjesc. Spôloné lëstë wóniałë baro specyficzno. Përzna drapiącô ë téż dosc przijemnô pócha rozchôdała sa na wsë jakö zôpówiesc zëmë ë öddzaköwaniô sa z cepłim lata. Jeseń to téż wiedno béł póch grzëbów. Jô nôbarżi pamiatóm zapiekóny w prodiżu chléb z sera ë z grzëbama zebrónyma w lese. Grzëbë rëchli sa warzëło w wódze, co dôwało taczi nié do kuńca fejn póch. Późni piekło sa te warzone grzëbë na panewce z cebulą. Baro jo jem lubił to, jak woniała piekło cebula. To bëła zôpöwiesc czegós pó prówdze dobrego do jedzeniô. Chléb béł kładłi w prodiżu pólónym oleją, na to szłë grzëbë z cëbulą i na kuńcu sztëczk sera. To bëło piekłé, a mëma wiedzała, że zjestku je fardich wiera pó tim, jak w chëczë wszadze ju bëło czëc pôcha cekłégó sëra z grzëbama. Në ë z cëbulą, je wiedzec. Jedurnó pôcha, jakô parłaczi mie sa z zëmą w dzecnëch latach, to je dim z kominów. Nicht tedë nie gódół o smogu, bëcym ekó, bio ë tak dali. Kóżdi pólił w piecu doma tim, co miôł. Pólëło sa wagla, drzewa ë, je wiedzec, smiecama. Nicht tedë nie wëwózył smieców ód lëdzy, tak bëło blós w miastach. To mieszkańcowie wëwózëlë smiecë do taczégó szpecjalnégó mola za wsą kol lasu. Nen plac béł uprzistapniony przez gmina (tak przënômni mie sa zdówó). Nazéwôł sa wësëpiskó smieców. Le tam wërzucało sa blós smiecë, co jich nie dało sa spalëc. Na przëmiar popiół abó plastik. Ale tedë tego plastiku bëło mało. A przënómni plastiku, jaczégö nie dało sa spalëc. Czekawé je to, że terô, czej mëszla ó tim, jaczi dló mie béł nen póch z kominów, tej dragó je mie rzec, czë béł mileczny, czë równak lëchi. Ön prosto béł. To béł dzél zëmë. Tej zëma na wsë woniała dló mie neutralno. Z jinszich pôchów, jaczé bëło czëc, czej jô béł môłim dzecka, a chtërny nie są spartaczone z niżódnym cząda roku, to je to, jak wónił ópół do autoła. Jo jem wiedno lubił z ójca jachac na CPN. Nawetka nie bëło tedë nót wëchadac z autoła, żebë dobrze czëc nen póch. Zdówó mie sa, że kóżdi wiś, jak to woni. Tak dzywaczno, że czasa jaż głowa bolała. Chëcz móji ómë téż wiedno woniała tak samo. Bëło tam czëc cos jakbë swiéżo zrobione pranié, sëszony brzód ë mój lubótny-anys. Óma wiedno mia taczé żółte, w rozmajitim sztółce bómczi o anysowim szmaku. Jich póch do dzysó parłaczi mie sa leno z tą ómą. Ómą Paulëną. Nawetka ona, ji skóra ë ji ruchna, wöniłë dlô mie anysa. Szmaka, to je żëcowô biôtka ö należenie receptë Z möjich dzecnëch lat nôbarżi pamiatóm szmaka szokölôdë. Ale nié taczi, co ja (czasa) möżno bëło kupie w krómie. To béł szokölôdowi raritas möji młodoscë. Robiłë ja moje starszé półsostrë. Szmakała përzna jak szokölôdowi blok. Bëła równak barżi mlécznô, në ë öna nie bëła cwiardô jak blok, ale przëbôcziwała pózniészą „Nutella", jeżlë jidze ö konsystencja. Nicht równak nie jôdł ti szokölôdë z chleba. Bö za czim? Ta szmaka parłaczi mie sa nié blós z dzecnyma latama, ale téż z zôbawą ë niejiscenim sa ö nick. Ne, möże leno ö to, czë sygnie szokölôdë dlô wszëtczich. Żebë zrobić szokólóda, möje półsosterczi muszałë miec: mlékö w proszku, masło, kakaö ë nie wiém co jesz. Nigdë nie udało mie sa zrobić jistny szokölôdë, chöc wiele razy jô móm ö to stara. Wiedno szmaka bëłô szlachöwnô, ale nié takô sama. Dërch czegoś mie tam felało. Jć> nie jem gwës, skądka sa wzął nen fëlënk w szmace. Le móm trzë hipötezë. Pierszô: dodôwczi czedës robiło sa jinaczi. Gwës mlékö bëło jinszé. Abó kakaö... Möże möje półsostrë dôwałë do ti szokölôdë margarina, a nié masło? Ale czej bë dodać margarina, tej to bë bëła czësto jinszô szmaka. Doch jô wiém, jak szmakô margarina, bö öna bëła tóńszó ód masła, tej möja mëma kupiwała blós ja. Masło z krómu szmakało bëlno. Bëło jaż miodné. Ë drodżé. Tej, czej móm je jadłé, to blós köI kógós jinszégó doma. Kol mie czasa më jesmë mielë masło ód gbura. To masło mie często nie szmakało. Wóniło krową ë mléka ód ti krowë. Krómöwé masło ë mlékó mie szmakałë, bó nie wóniłë gówna, le jich póch béł taczi, jakbë komuś udało sa óddzelëc w czasu produkcje póch gburstwa ód szmaczi. Wrôcającë nazód do szokölôdë mójich półsostrów, tej może dlóte jó ni móga dzysó znôwu pöczëc ti sami szmaczi, bó prawie lëdzkô szmaka sa zmieniwó. Gdzes jó móm czedës czëtóné, że szmaka zmieniwó sa co sédmë lat. Tej ód tego czasu mie sa ju czile razów ona zmieniła ë szokölôda sprzed wiele lat, czej jó béł mółi, szmakała mie jinaczi jak terô. Nigdó jó téż ni móm widzóné, jak moje półsostrë robiłë ta szokólóda. A móże móm widzóné, ale tego nie pamiatóm. Wiém, że to bëło nót długó mieszać łëżką abó taką drzewianą kulą do trapanió casta. Mniészó z tim. Tero jidze mie ó trzecą hipoteza, dlócze mie wcyg nie udôwô sa tak zrëchtowac ti szokólôdë, żebë szmakała jistno jak cziledzesąt lat nazód. Móże moje półsostrë dôwałë jaczis dodówk, ó chtërnym jó nie wiém. Móże jidze o jaką aroma abó bóg jeden wié o co jinszégó. Ta möja biôtka o należenie szmaczi z dzecnëch lat je fejn sama w se. Jó tero wiém, że czejbë mie sa w kuńcu udało nalezc richtich recepta ë zrobić jistną szokólóda, tej jó bë nie czuł satisfakcje. Nawetka jó bë czuł żól, że to ju je kuńc szukaniô ë jó jem gwës, że to nie bëłobë tak, że ód tego czasu czasto jó bë robił na szokólóda doma. Na tim jednym udónym razu bë sa skuńczeło, a robienie ë próbowanie bë bëło ju buten szëku, bó doch gwës wëléze bëlno, tak jak je nót. Dlóte jó mëszla, że nigdë nie spitóm mójich półsostrów, jak one robiłë na szokólóda. Jinszą szmaką béł anys. Jó móm ó nim ju rëchli pisóné, ale jeżlë jidze o jego specyficzną szmaka, to jó ni muszół sa jiscëc ó to, że dló mie nie sygnie. Nicht, ókróm mie ë móji ómë, nie lubił anysu. Nicht nie chcół ód mie jednego, czej miółjem dostóné całą tuta ód ómë. To bëło pó prówdze piakné wseczëcé, miec cos blós dló se, co mie szmakó. Knópi dzywaczno na mie wzérelë, czej jó ób czas pauzë w granim w bala, miast sëgac pó „czipsë", brół jem te żółte bómczi ë nima dodówółjem so mócë do dalszi jigrë. Z rniodnëch rzeczów to téż pamiatóm kwiôtczi öd żôgówczi. Te biôłé z tëch pókrzëwów, co nie bolało, czej jich sa tikało. Uriwało sa ne kwiôtczi ë susało w gabie. Szmakało jak miód abó cëczer. Do dzysô tak móm, że jô baro lubią piekłą cëbula ë wórzta. Möja mëma robiła czasa na wieczerza cos, co podług mie je nôlepszim môltëcha na świece, jeżlë jidze ö chutkósc robieniô ë szmaka. Sygło wząc resztczi wörztë, pörznąc ja na sztëczczi, wrzëcëc na panewka. Późni dodówało sa cebula. Wiele cëbulë. To wszëtkö bëło szmórowóné tak długö, jaż cebula zrobi sa miatkó. Na kuńc nót je dodać cos, co sprôwiô, że kóżdi môltëch je dobri, a nen jidealny. Jidze ö tomatenzós. Czej wórzta z cebulą dobrze zmieszają sa z tim tomatenzósa, tej możno je jesc. Z chleba, je wiedzec, bó pó sami wôrzce człowiek doch nie badze najadłi. Nen môltëch möja mëma nazéwała „wörztą pó cegańsku". Jô jem czekawi, czë cëgóni pö prôwdze tak jedzą. Jeżlë jo, jô wiera móm w swöji krëwie cëgansczé genë. Môltëchë, chtërne rëchtowała möja mëmka, wiedno bëłë prosté. Nié wiedno smaczné, ale mniészô z tim. Dorna ni mielë jesmë wiele dëtków. Możno rzec, że czasa nawetka ni mielë jesmë czësto dëtków. Wiedno równak bëłë bulwë, jôjka ë mözdrëch. To sygło möji mëmce do zrobieniô pôłniô. Jôjka w mözdrëchöwim zósu. Chto tegö nie znaje, chce pierszi rzëcëc kama. To bëło zjestku na piątk. Jô dzysô, pö tëli latach, nie jem w sztadze przëbaczëc so, jak szmakałë te jójka, ale baro dobrze pamiatóm szmaka bulwów z mözdrëchöwim zósa. Jó nôbarżi lubił, czej mëma dôwała wiele mözdrëchu do zósu. Tedë to dopierze szmakało. Östri zós z bulwama. Tak so mëszla, czej to pisza, dlôcze jô tedë ni miôł udbë jedzeniô bulwów z samim mözdrëcha? Doch to bë mie tedë gwës szmakało! Në jo, ale w tim môltëchu szło prawie o te jójka, żebë bëło cos, czim sa możno najesc, czej nie bëło, abó czej ni mögło bëc miasa na pôłnié. Dotik ë zdrok - to je to, czegö bëło tak wiele, że jaż niewiele pamiatóm Jeżlë jidze o dotik ë ó zdrok, a barżi wë-zdrzatk czegós, to mëszla, że nie bëło rzeczów, co jó bë zapamiatół jako mileczné. Bëło jinaczi, w drëgą starna. Czej dzysô dotikóm rozmajitëch rzeczów, tej czasa przëbôcziwô mie sa jaczés wëdarzenié z dzecnëch lat. Na przëmiar, czej czasa dotikóm bómów, tej przëbôcziwô sa mie, jak race lëmiłë sa ód żëwicë abó jak jesmë z drëchama nalëmialë nosczi ód klonów na gwôsné nosë. Në, może je jedna rzecz, jaczi ód dzecnëch lat jó nie lubią tëkac. Jidze mie ó wata. Czej sa miało sëché racë ë tikało sa watë, to bëłó dló mie cos nié do strzimanió. Ë tak mie ostało do dzysó. Piakné krójmalënczi, blónë na niebie, słuńce, co zapódó nad jęzora, gradowe niebo, grzëbë w lese, to je wszëtkó, co za dzecnëch lat bëło dló mie normalne, a dopierze dzysó, czej jada nazód na wies, te wszëtczé rzeczë ë zdarzenia są dló mie snôżé ë téż smutné a nostalgiczne. Jó wiém, że to prawie dlóte, że czedës to jó móm widzóné czasto, a nié ókazjonalno, ë bëło to dló mie normalne, że jó dzysó ni móm dôwóné na to bôczënku. Ni miółjó niżódnëch mócnëch wseczëców wżerające na np. grzëbë w lese, tej nie ostało to w móji pamiacë. Jinaczi kol mie je ze zwakama, szmakama, póchą, to je ze zmógama, co budzëłë tedë we mie rozmajité wseczëca. Jó to pamiatóm prawie dlóte, że nie warało to wcyg, le bez krótczi sztócëk ë bëło dló mie, jako dló möłégö knópa, czims baro woźnym. To prawie dzaka wseczëcóm udówó mie sa pamiatac ë wracac ze wspóminkama do dzecnëch latów. Leno żebë powstało wseczëcé, muszół óstac rëszony chócle jeden ze zmógów. Tak prawie utwórził sa wspómink. Kristina Lewna Jak na spöwiedzë - Julma ju! - rzekła stôrô Bieszköwô do se i szla so sadnąc blëżi piécka. Doma bél jiwer. Wszëtkö bugrowalo, jaż dzywno, że ta malinko chëcz sa nie rozpadła öd tegö wszëtczégö. Zawisc krążëla w nëch scanach i nie chcą wëlezc ani przez okno, ani przez dwiérze. - Żebë të zdechła jesz dzys! - wrzeszczą Wala na swoja bratową, chtërna nie östôwa ji dlëżnô i dôwa kontra. Wadzeniégö nigdë nie bëlo dosc. Jak nié ta, tej ta. - Jistny cyrk! - mëslëla stôrô i mödlëla sa, żebë blós chutkö zëma sa skuńczela, tej Wala bë rëszëla w szuling i stôlbë sa chóc jako taczi spokój. Zëma jednak wlekła sa, a ji kuńca nie bëlo widzec. -Te dwie so öczë wëdrapią! - gôda sąsôdka do Bieszköwi i usmiéwa sa letkö pöd nosa. Widzec bëlo, że czëje z tegö jôchtu wiôlgą éra. Doch przebiegła do pórtë, żebë sa dowiedzec, co je lóz. - Nie wëdrapią, nie wëdrapią! - uspököja Bieszköwô i uriwa téma, żebë nie bëlo, że na swöjich lëchö gôdô. Zarô téż nawróca pöd dodóm, bö ji sa przëbôczëlo, że mô cos włączone: - Platizer! - zawoła i nëka rën. Sromöta ji bëla wiôlgô, ale na swöjich nie mdze lëchö gôda. Mia so to przërzeklé i tegö sa trzima. Wala mia wiôldżi żôl do Bieszköwi, że ta ji zabroniła sa żenić. Mia kawalera i nawetka dzeckó, ale stôrô chutkó kôza dzeckö strëchöwi öddac, a ja ötrzima doma. - Nie mdzeta mia z czegö żëc! - dërch czëla Wala. - Ön ce östawi dlô jinszi, förszniészi. Dzecy mô pewno wicy! To je taczi lózbuksa. Wala uwierzëla. Pö urodzeniu ödda knôpa swöjému kawalerowi i jich drodżi sa rozeszlë. Nie chcą żódnëch widzeniów, żódnëch prôw, nic. Sëmienno pödpisa kwitë i sta sa jakbë öd nowa Walą sprzed porodu. - Panna - pisa we wszëtczich papiorach -panna bez dzecy! Terô mô sztërdzescë lat i dali je panną. Z jednym wëjątka, że mieszko z brata i bratową, chtërna czëje do ni pretensje ö wszëtkö: za wiele wödë je spuszczone, za wiele prądu wëpôloné, za czôrno je w kąpnicë... i tak bë móg wëliczac wcyg. Wala sa bróni, ale tej je jesz görzi, bö ji bracyna wiedno stoji po stronie swöji bialczi, „parchati dżérë", jak ja nazwa. Nie je letko to dwoje przegadać, bo bracyna nawetka je taczi na bicé, a na to Wala ni móże so pözwölëc. Nie chce miec rozczidli glowë czë zlomióny raczi, to bë bëlo za wiele. Czëje górz w se i wiôlgą nimöc. Czedës to ji tak nie robiło, ale terô, czim je starszo, tim wicy mô w se zloscë i jadu. Nawetka łapie sa na tim, że möglabë swöja bratowa, „parchatą dżéra", zapchnąc knypa abo seczerą ja gwizdnąć w dezmar. Jednak, czej te mëslë ja nachôdają, tej jidze w swöja jizba i chutkó zakriwô głowa zôglówka, żebë je ödnëkac. Nie je mórdarza. Nie mdze szlachtowa „parchati dżérë", chöc to bë rozrzeszëlo ji wszëtczé strapienia. - To je twoja wina! - gôda Wala do Bie-szkówi. - To je blós twoja wina, bo të chcą miec na starosc dzéwka do ópieczi nad sobą! Të nie dba ö mie, le żorga o se a ó swöjégö synka-góspódarza. Ale mie z niegö göspödôrz! Chutkó mu sa to wszëtkö sprzikrzëlo. Nie dół radë, a ta jegö „parchatô dżéra" do robötë sa nie nadôwô. - Nie wërapiôj! Je doch pöst! Lëdze mają sa férowac kąsk lepi jak wiedno! - Nie wëjeżdżôj mie tu z pósta, le sa przëznôj jak na spówiedzë, co të so mia udbóné! - Të tak na mie trzasniesz, a jô ju nie pamiataja wszëtczégö. Jem stôrô i tëli! - Ale czedës të nie bëla stôrô i tej të mia möc: „Më mdzemë mielë dobrze köl naszégö Sylwa. Ön je möcny. Uzdrzisz!". Tak të dërch gôda. A ön je parch taczi sóm jak jego białka. A jô? Gdze jô jem? Wezdrzë terô na mie i rzecze, na wiele lat jô wëzdrza? Në gadôj! Nie chcesz wzerac! Nie chcesz gadać! Të wiész dobrze, że na wicy niżlë móm. Wëzdrza na zgorzkniałą stôrą panna, chtërny nicht nie chce. Mój cuch ju ödjachôl i wicy nie wrócy. Ale to je twöja wina. To przez ce! Bo dzysô jo bë mögla so żëc jak pani, a nié jak szur köl piécka z „parchatą dżérą" za dwiérzama. Öna na mie pölëje, jak na dzëwé zwierza. Dërch cos robią nié tak. Kóżdégó dnia na mie wzérô, żebë mie dac kontra. - To mają lëdze jesz górzi! - rzekła stôrô i zglosnila telewizor, w chtërnym lecôl ji ulubiony program „Familiada". Wala wëcygla wticzka z gniôzdka i rzekła, że terô mdą gôdelë i stôrô, chöc nie chce, tej niech sa zmuszi. -Zaczniemë öd bôjczi. Öd bôjczi ö smöku - rzekła Wala, chtërna sadła so tak krótko mëmë, że ta jaż czëla sa niepóraczno, jakbë ja ugniotą na ny zófie, co doch dwie personë letkö bë pömieszczëla, ale terô, w tim mómence, zófa sta sa jakbë za krótko. Stôrô rzekła, że witro pögôdają, co Wala tak znerwówalo, że rzekła, że zarô czims rzucy w nen telewizor i mdze kuńc. - Sedzë! - przëtrzima stôri raka, bó ta chcą sa pödniesc i wlączëc swoja „Familiada". -Mdzesz slëcha bôjczi ö smöku, chtërnégö widzôl blós môli knôp i alarmöwôl swöja calą rodzëzna, żejetaczi stwór w jego jizbie, ale ani jegö mëma, ani tatk mu nie wierzëlë, a czim barżi starszi nie wierzëlë, tim wikszi stówól sa smók. Urós tak baro, że trzeba bëlo odkurzać jizbë, wkródając sa przez okna i dwiérze, bó wszëtkó wëfulowiwalo cało gadzënë. Jednak dërch góspödëni twierdzëla, że wszëtkó graje, jaż smók sa zerwól i na swójim puklu uniós calą chëcz. Czej chłop przëszed dodóm, zocz i I blós wiólgą dzura, chtërna pó chëczi ósta. Zacząn sa jiscëc. Lóz do sąsadów i rozpitiwól, a ti rzetelno gôdalë, co sa sta. Nëkól tam, gdze miól zaczwórdac smók z jego budinka, białką i sëna. Zóczil jich. Smók bél baro wióldżi. Zmalôl dopiérku, czej ón i jego białka przëznalë, że smóczi jistnieją. - Co to mó bëc? - Bieszkówó rzekła, bó nijak nie rozmia, pó co ta ji to opowiedzą. - Të nigdë nie przëzna i pewno nie przë-znósz, że w naszich checzach je smók! -odezwa sa Wala. - Smók, co zjódó nas ju ód czile lat. Taczi, chtëren wësusô wszëtkö, co dobré w lëdzach. Je naszą chówą. Kół nas sa nigdë nie gódalo nic lëchégó prosto w ślepia. Wszëtkó bëlo sztël, sztël, jakós to doch mdze? Ale jak? - pitóm sa ce - to mdze? Chto to wszëtkö mó załatwić, chto mó pó ce posprzątać? -Jo doch jem czëstô, a nie świnia tak baro! Móże mie sa zdarzi përzna sykólnąc, ale to doch stórim lëdzóm tak jidze! - broniła sa Bieszkówó. - Jo gódóm ó twójim rozrzesziwanim problemów. Ze mną të so róz-dwa póradza. Jó mia ósmenósce lat. Bëla mlodó. Od ce zależno. Chutkó cë szlo pódjacé w móji sprawie decyzje, ale terô të nick nie gódósz. Teró jes sztël. Góspódórz twój Sylwó nick nie zdobél, blós le ósmë gódzyn do robótë i dodóm we wëro. To wszëtkó. Nawetka płotu ón nie je w sztadze dwignąc. Wzérô na mie, alejo nie mda tego robiła. Móm go w rzëcë! - Mie je słabo! Dój mie Amol! - krzëcząco zapiszcza stóró. - Nie dóm cë żódnëch kroplów! Na litosc ju mie nie nabierzesz! Przëznôj, że smók tu je! -Jo go nie widza! - rzekła stóró. Stanisłôw Janka Bładny ödżin Wëjimk z wikszi całoscë Köl mie na początku bëło słowö -„aaszkanié", a jô tej sedzôł na topku. A nënka jakbë do rimu gôdała: - Robi aaszku, knôpku. - Aa, ju je - jô wëstakôł. Pötemu jô ajkôł naszégö pieska Aza. - Ön cë nick nie zrobi. -Ale ön möże zrobić ham! - Nié, knópku, ni miéj urzasu. Më mieszkelë na ustrzechu, a tamö bëłë aczipaczi. Gwiôzdë swiécëłë na niebie - a to robiłë aniółcë. Tatk przewiózł bulwë z pola i je arföwôł w sklep. - Nasz Ksaderk je atiti, mô sa rozmieć -pösłëszny - nënka miała rozesmióną gaba. Do nas przeszła sąsôdka pöżëczëc sklónka cëkru, a pö sztërku wëszła. - Widzała të, Gnésa, jak öna rozezdrziwała sa?! - óma rzekła do nënczi. - Je to ale babica. Köl naszich sąsadów öbagniła sa öwca, ale nôpierwi óna bëła bagnicą. Czë temu, że öna chödzëła wedle bagna? Nënce na rakach wërôstiwałë bardawice, óma je zarzekała słowama: - Co jô widza, niech przëbiérô, a czegö jó nie widza, niech zdżinie. Znôu ópa Bernadis kôzôł te bardówczi smarować kurzim gówna, ale jedno i drëdżé nick nie pömôgało. Nënka jachała do notariusza z jaczima papiórama. Notariusz chcôł ja kusznąc w raka, ale nënka ja chutkó i ostro ód jego gabë ódsënała. - Jakbë to bëło, czejbë on moja raka z tima bardawicama kuszkôł?! Jó bë mu zbrzëdła mët z wszëtczima białkama. - Nen notariusz to je bawibiôłk - wczidół sa w gódka nënczi tatk. - Jó gó ni móga słëchac, jak on bebloce i sa sieni, czej ón jakąś białka uzdrzi. Nënka co jaczis czas gôdała wiérztk o jaczims bélë i jaczis bélce, ale kim oni bëlë, tego jó nie wiém. To szło tak: - Jedze béla z fórą sana, wedle młëna po kolana, a ta bélka, dobro białka, uwarzëła mu dwa jajka, a ten béla dobri dzód, oba jajka smacznie zjódł. - Te słowa „béla" i „bélka" - gódół tatk - mogą pöchödzëc ód Bëlôków, chtërny mieszkają nad Bółta i zamiast lëtrë „eł" użiwają lëtra „el", ale na gwës jó tego nie wiém. Béł przë ti gódce młënôrz Klajszmit: - Ko jó jem ód Bëlôków, ale taczich slów më nie znajemë. - To të jes Bëlabél - smiôł sa ópa. - Më o taczich jak të gódelë: - Béla, bél, trząsł głową w dél. - Ale jesz są Bëlëbónowie - młënôrz rzekł spokojno, a sa niegórził-ti mieszkają blëżi Gdinie, w Rëmi na nen przëmiar. Jó tego słëchôł, a sa bawił bërczka - knąpką na nitce. Jó pócygół nitka, pópuszczół ja, a knąpka krącëła sa jak óbarchniałó. -To robi bë, bër, bër-wëszczérzała sa óma. Kól nas w Mutkówie bëło jesz jedno krëjamné słowo: kibitka. Më, dzecë, krzikelë: - Pudzesz do kibitczi! Po latach jó sa dowiedzół, że kibitka to béł wóz, chtërnym w Ruskach, jesz za cara, wiezie sódzowników, colemało na Syberia. Skądka taczé słowö w naszi Kaszëbsczi?! Nasze Mutköwö leżało köl jęzora Błochówkö, a nad tim jęzora czasa köl wieczora swiécył sa bładny ödżin. Gôdelë, że nen ödżin to je dzéwcza, co szło na zéndzenié z knôpa, chöc starszi ji to zakôzelë. - Jô nie jida do knôpa, le za wödą -dzéwcza łgało, a ters öno jakö bładny ödżin prowadzëło zaköchónëch na ustrona, namôwiało jich do grzechu, a pötemu topiło w błocę. Z ökna naszi chëczë bëło widzec, jak kol dzesąti przed pôłnim Klarka jachała ze swójich pustków na Bórczku do biblioteczi w Mutkówie. Ona ta biblioteka prowadzëła przez wiele lat, jesz za panna. Ona miała stara, żebë wszëtczé ksążczi bëłë obłożone szarim papióra - a nié żebë bezwstidno mieniłë sa farwama. - Czemu wë to robice? - spitôł sa ji jeden czetińc. - Bez tegö papióru öne bë bëłë zarô unuzlóné. - Jo, jo, jo - wëszczérzôł sa nen chłop. -Wszadze le ta szarota i kómuda. Bracyna Klarczi, Sztefón, béł czerownika Klubu Gbura, do chtërnégö sa schödzëła młodzëzna z Mutköwa i ökölégö, ale öni colemało nie bëlë gburama. Biblioteka i klub bëłë do se przëległé i miałë dwiérze, chtërnyma sa chödzëło tuwö i tamö. Czasa öni sa zastapiwelë - rôz öna szła robie kawa dlć> klubowiczów a przedawac miodzëzna, a rôz ön wëpöżiczôł ksążczi. Sztefónk miôł trim do céchunków i malënków. Wiôldżima lëtrama céchöwôł afisze i plakatë - wszëtkö köl niegö miało môch i bëło widzałé. - Jak jô sa nalôzł na tim świece? - jć> sa rôz spitôł nënczi. - Böcón przëlecôł na zymku öd mörza i cësnął cebie mie na klin, na szërtuch - öna odrzekła. -A nie przeniosła go czasa warna?! -tatk sa wtrącył i sa zasmiôł. - Jidzë lóz, Tédór- wadzëła na niegö nënka. -Të wiedno co plestôsz! Ale tatk nie szedł lóz. - Trzeba jemu pöwiedzec prówda - tatk béł upiarti. -Jegö wërwała z jednégö môla dzecołapka. - Dôjże pöku, bö chwôca jakąs ködra i ce nią walna. - A pamiatôsz të, jak nasz Ksaderk miôł trzë latka a krzikôł na böcóna: - Kle, kle, kle, böcónku, cëż të môsz w ógónku?! Malowóné dzecątkö, zesrónégö knôpka! - A jidzë, të brzëdôlu jaczis! Ale tatk nie szedł. - A ters ön tamö, gdze böcónë brodzą, bödarzi rëbë, tak ön ju je stôri - tatk gôdôł corôz głosni. - Szandarzë gö czedës schwôcą za to bödarzenié i dadzą jemu sztrôfa. - Kö je stóri, czej ön mô terô szesc lat! - nënka jaż krzikała. - Sztrôfa téż trzeba płacëc, jak sa wadzy rëbë wądką. - Ale bödarzenié to je co görszégö - tatk nie ustapówół- bö rëbë sa kłuje östrima szpicama i tak pö prôwdze je niszczi. To je cos bestialsczégö w uprocëmienim do malinczégö hôczëka. Jô bödarził köl rzéczi i na rzéce Rogôlëcë, chtërna płënała köl naszi öbörë. Gdzes sto métrów w góra ti rzéczi stojôł młin, a w nim młënarze Klajszmit i Trôwicczi mielëlë zböżé na biôłą i prostową mąka, krëpë i ötrabë. Öni mielë kómbinézónë, czôpczi i gabë öbsëpóné mąką. Z ti mączi óma piekła dló nas wszëtczich chléb. Po upieczenim gó gôdała i rozdówała, a sa śmiała: - Nen dló Labudów, nen dló Fórmelów... i tak wiele razy. Nënka róz przë tim rzekła do tatka: - A të możesz sobie wdarzëc, jak Ksaderk béł ódchówańca, to on nómili chléb jódł. - On gó barżi susół niżle jódł - poprawił nënka tatk. - Z tim chleba to on je za tobą. Të jes chle-bównika i bulwównika, a jesz do tego të wiele miasnëjesz. -Jak kóżdi chłop - óma dostrzegła. - Jo musza jic z buksama - rzekł ópa. - A biéj, biéj - wczidała óma Böléska. - Të bë mógł ju w kuńcu wëwalëc to gówno z szituza. Ono ju stoji tak skópicą, że pódchódó pod sama dzura do sranió. Jesz gó chtos słodka dotknie i sa uczapie. - A gdze jo móm to gówno wëwalëc? - Në të nie wiész?! Na kara. A tej z nim jachac w póle i rozdrzëcëc. -Jô nie wiém, czë óno sa nadówó na póle. W usódzku je ful gówna, ale i raza z nim ful gazétów, chtërnyma më sa wëcérómë. - A co gazétë szkodzą, one wszëtczé zgniją w zemi raza z tą wiedzą i propagandą... Të ju jidzë z tima buksama, bo jesz w nie co pópuszczisz - rzekła óma i móchnała szerok raką. Tej tatk jesz dodół: - Na roscenié bulwów nólepszó je jaucha. - A na gurczi nólepszó je człowieczónka -rzechótół ópa. Tatk mie wësłôł do baru z kanką pó piwo. Bufétnica nópierwi lała z kranu piwö z szëma do kufla, a z niego do kanczi. Ji biôłé, nabrzëmiałé piersë, chtërne sa wëcëskałë z dekoltu, wëzdrzałë, jakbë bëłë przecaté równo na pół. - Të, knôpku, so mëslisz... - óna sa odezwała, a jó sa urzasł, że óna póstrzegła mój zdrok na ji piersach - të mëslisz - óna gódała dali - czemu jo nie leja piwa prosto do kanczi. A temu, żebë jó wiedzała, wiele jo do kanczi wlała i wiele jó móm za to wzyc dëtków. Kufel to je moja miara. W barze sedzelë sami chłopi. Pilë piwo z kuflów i kórnus z môłëch czeliszków, i gôdelë a gódelë. Tamo bëło gówórno jak kol pszczołów w plecónce. Bufétnica wadzëła sa z jednym pitą ó to, że ón chcół kórnus, ale bez przëgrizczi. - Pó co mie zgrizka?! - krzikół pita. - Raza z kórnusa trzeba kupie zgrizka, taczé są przëpisë, ni ma na to radë - głośno wsódzała mu do głowë bufétnica. Jeden chłop pił piwó tak chcëwó, że to piwskó z szëma zaczało jemu scekac za kószla. - Të czapa jeden co jes, nie rozmiejesz të bëlno pic?! - wadzył na niego jegö drëch. - Czemu tuwó ni ma muzykańtów?! - krzikół jeden napiti starëszk. - Przed wojną oni tuwó wiedno bëlë. Bez muzyczi świat je pusti. Naróz do baru weszło dwuch milicjantów. Nen starëszk scësził sa, a jiny mët z nim. To tak wëzdrzało, jakbë lëdze bójelë sa władzë. Ti milicjancë rozsedlë sa kol jednégó stolika, bufétnica jima przeniosła piwó i pó jaczims czasu wszëtkö wrócëło do tego, co bëło - znóu rozlégôł sa głośny gówór. I tej jó prawie rëgnął z kanką piwa dodóm do tatka. Pô drodze jô wsadzył pôlc do piwa i gö tej öblizôł. Mie sa zrobiło gorzko w gabie i jô öd tego jaż sa zdrugnął. Czej pöstapnégö dnia z krwie tatka zeszło piwo, tej ön mie pósadzył na „mëga" i më rëgnalë w długą. „Mëga" bëła mniészô öd eshaelczi, tej më ledwo na ni sa we dwuch miescëlë. „Mëga" téż jachała cëszi i tak letkö pöpiardiwała. Nasze włosë öd ti jazdë zawiéwało na slôdë. Jô öbjimôł tatka w pół i czuł na jegö krzebce móklëzna. Czej më bëlë dali öd wsë, tej më głośno krzikelë i spiéwelë, a kö I i be I ë głowama. Më tak przejachelë pólnyma drogama i stegnama nawkół całé Mutkówó. Jô béł buszny, czej köl drodżi stojôł jaczis mój drëch. „Öni są mie falszëwi" - jô so mëslôł a smiôł sa pod nosa. - Co wa tak jezdzyta jak Mark pó piekle -odezwała sa nënka, chtërna stojała midzë brómką do naszégö domôctwa a drogą. - Më jedzemë szëkac szczescô - ódczidnął tatk. - Jo, jo, wa gö prawie nalézeta jak zëma na zymku... Ksaderku, nie je tobie zëmno? - Nié, nënkö, mie krzebt tatka grzeje - jô sa głośno rozesmiôł i jô miôł swiąda, że to pö prôwdze bëło szpörtowné. - Za czilenôsce lat, czej Ksaderk badze dwadzesce lat stôri, tej më pöjedzemë, köżdi na swöji „mëdze", nawkół swiata. Jô sa ucesził: - To ale badze jazda. Tatk golił sa dwa razë w tidzeniu - wiedno w kuchni. Swöje gölëwadło ón miół w drzéwiany kastce, a czej ja ótemkł, tej miół przed sobą szpédżelk. Tatk sa golił abó brzëtwą, czej ón sa nie spiesził, albo gólëtką, czej sa spiesził. Czej ón sa golił, tej ón wszëtczich nëkôł z kuchni, le jó mógł ostać, ale jó nick ni muszół gadać. Jó baro lubił zdrzec, jak tatk mókrim pazelka pöcérôł ókragłé mëdełkó, a tej tim mëdlił so gaba i w kuńcu zaczął pómalinku scënac swoja zarosłosc. Róz ón cziwnął na mie pólca, że jó miół pódeńc. A czej jó do niego przeszedł, tej ón namëdlił pazia moja gąbka, wëcygnął z gölëtczi żiletka, ódwrócył w moja strona zdrzadełkó i rzekł: - A ters të sa ogóle. I jó tak jak ón zaczął pómalinku sa gölëc, a gólëtką bez żiletczi scëgac biółą, medianą pienizna. Czej jó tak to robił, jó jaż z redoscë wzdichół i wiesoło pórzkół z zadowólenió. Tatk wiele czëtôł Ewanielia i ó ni rozmiszlół, ósoblëwie w niedzela. Czej më sedzelë przë stole i jedlë kucha - jak sa kol nas gódiwało: plóck z wrzodama - tej starszi pilë kawa, a jó arbata z wszechmatczégö zeló. Tatk rozwóżół: - Pón Jezës pó zmartwëchwstanim przeszedł przez scana wieczernika. On miół tej taczé cało, co bëło i miasné, i dëchöwë jak lëft. Czej On w jinym mólu jódł z apósztołama rëbë, kó tej On miół i gaba, i jódną górdzel, i żołądk, i flaczi. A czej On przepódł, zdżinął apósztołóm z oczu, to gdze to zjadłé, przeżwóné jestku ostało? - Të wiedno, Tédorku, muszisz filozofować - jiscëła sa nënka, a tej dodała z zadzëwöwanim: - Co jó za chłopa dostała. Czë të wiész, że sa z cebie we wsë lëdze podśmiewają?! - A niech sa podśmiewają! - zniósł sa tatk. -Jó sobie tegó nie bierzą do głowë. To bëło lato. Wuja Kazmiérz Szëprit wzął mie róz na banof w Fikakówie, gdze ón béł prowadnika w czerwony czópce z czórnym daczka. Wuja béł dosc tëli sëti i czasama cażkó dichół, czej ón przestówiół przesuwnice. Ön nié leno czerowół cugama, ale téż zapólół i gasył lapë w semaforach, zamikół i ótmikół zastówk przed drogą, a téż sprzedówół bilietë. Ze swoją białką, Haną, oni ni mielë dzecy, tej ón nómili chcół bëc ze mną, ón czuł sa jakbë jó béł jego synka. -Të jes ajka knópk, a taczich jó baro lubią, a nié tëch rozbleków, co wszëtkö nawkół se rozwólają. Szëpritowie mieszkelë w banowim budinku na piatrze, dëcht nad samą diżurką prowadnika a nastawnią przesuwniców. Tej wuja miôł krótko dodóm. Jak ön béł w robóce, tej białka jemu przënôszała pôłnié w trzech môłëch triglach - w jednym bulwë, w drëdżim zós i miaso, w trzecym gasti griz z krëzbulama. Ön sadnął za swójim biórka w diżurce, zjął czopka, przeżegnôł sa i zaczął jesc jak najati. Tak chutkó, jakbë chtos mu chcôł to jestku wzyc. Mie cotka zaprowadzëła do jizdebczi, gdze sa sprzedôwało bilietë przez öczenkö i tamö na môłi stół óna mie postawiła talerz z ańtopa i téż griz z krëzbulama. - A jak chtos przińdze kupie biliet, co tej? -jô sa spitół. - Nicht nie przińdze, cudżi tu jadą rzôdëchno. Pierszi przëjedze za sztërë gödzënë. Czej jô ju to pôłnié zjôdł, tej jô podszedł do taczi szafë, w chtërny régą za régama bëłë zawieszone kartonowe, prostokątowé bilietë, jak wëtłómaczëła cotka Hana, z wëdrëköwónyma numrama i mólama, dokądka za nie rézownik może jachac. Pod óczenka do jich sprzedôwaniô bëło köło z żelazła z dzurama do wkłôdaniô dëtków abó bilietów. Czej sa tim köła zakrącëło, tej kasjéra dostôwôł pieńdze, a rézownik biliet. Kol samégö banofu, po drëdżi stronie drodżi, wuja miôł ögród, gdze rosłë swiatojanczi i agrest, warzëwa, jabka, krëszczi i slëwë, tamö téż w szarëch klôtkach bëłë biôłé trusë. Öne wiedno wëcygałë pësczi za czims do jedzeniô. Czasa wuja mie pözwôlôłjima dawac lëstë kapustę i marchiew. - Jô bë jesz chcôł chöwac göłąbczi - gôdôł wuja - ale jô ni móm tuwó placu na gółabnik, gdze jô bë mógł je trzëmac... Lëchi lëdze nie lëdają zwierzatów, a jô móm óblubioné wszëtczé stworzenia - ón pódczorchnął. Jegö żëcé toczëło sa ód banowi służbë, pó zmudzenié doma i robota w ogrodzę - blós w niedzela białka hóknała go pod remia i oni ódswiatno óblokłi szlë do kóscoła. Czej ón miół diżur, ón wiedno baro długó zdrzół na cudżi, chtërne z Mutkówa jachałë w jiné môle na świece. Od tegó zdrzenió w nórcëkach jego oczu pökôzywałë sa kapczi łzów, one swiécëłë sa jak rosa na lëstach kobiercu. Cotka Hana miała wiólgą stara o swojego chłopa. Roz jo czuł, jak óna rzekła do ómë: - Böléskö, chłopa trzeba bëlno óbsłużëc. Óma sa roześmiała, ale cotka bëła baro pówóżnó. Kol nas doma bëła jesz praóma Martësza, nënka ómë. Öna bëła na penzji kol ómë i ópë. Colemało óna sedzała na stołku z szeroczima ópiarcama, bëła oblokło na czórno jaż pó szëja, jakbë wiedno żëła w żałobie i wcyg trzimała różańc a sa mödlëła - óna cëchó rëszała gabą. Czej óna chcała wstać i përzna sa przeńc, tej óna mie prosëła: - Pödôj mie le, knópku, mója pócecha staroscë. Jó tej ji przënôszôł z nórta palëca. Nógórzi z nią bëło w nocë. Ona wiedno ódeckniwała kól trzecy gödzënë, a tej dali ni mogła spac. Wołała, żëbë chtos do ni przeszedł i ju pomógł ji sa oblec. Do ni przëchôdała óma, a czasa nënka. - Spice jesz, spice, to je za wczas na wstôwanié - one ji gôdałë. - To chóc dójta mie różańc, żebë jó pó darmóka nie leżała. Ópa Bernadis béł ti dbë, że óna budzëła sa w nocë, bo óna za dnia drzemała. Praóma miała ód cażczi robötë na gburstwie cwiardé i pópaconé race, a jesz do tegó pökraconé przez rejmatiz. Ona czasto gódała: - Chłopi mają lepi ód białków na tim świece. Oni pó robóce jak ti królowie sedzą na ławelnicach, zéwają i blós körunë póprówiają na łepach, a białczi wcyg cos mają do robötë - ód rena do nocë. Óma gódała do nënczi: - Öna budzy sa ó trzecy w nocë, a to je lëchô gödzëna - ta nôleżi do purtka, w uprocëmnienim do trzecy pö pôłnim, chtërna mô öblubioné sóm Pón Jezës. - A nie gadôjce tak! - zniosła sa nënka. Jak praóma cos bolało, tej öna gôdała: - Jô bë ju chcała umrzéc. Czemu ta biôłô pö mie nie przëchôdô?! Co jô ters móm na tim swiece?! Jô tak w tim Mutköwie sedza jak jaczi toczk w stôrim délu. Czë Pón Bóg wzął mie w zabët? Praóma czasto czëła abö widzała gödło. To chto - wedle ni - klepôł na ökno, chöc tamö nikögö nie bëło, to zédżer w ji jizbie stanął, chöc niedôwno ön béł nakracony -to wszëtkö bëłë znaczi, że chtos umiéró abö umrze. Ji wszëtczé gödła sa spełniwałë. - To dësza möja dała gödło - praóma gôdała baro pöwôżno. Czej jô sa urodzył, tej do nas przeszła sąsôdka Ostrowsko. Praóma cziwała tej głową, a czej sąsódka szła dodóm, tej nënka ómë rzekła: - Öna jemu zadała dzëwötkama óczama, a ta je czażkó zniesc, ale jô dała rada. - A möżece wë sobie wdarzëc - nënka gôdała do praómë - czej Ksaderk béł przëpiersnika, tej ón wiele płakół i trzeba go bëło wcyg hopkac. Równak czej ón zaczął jeblotac, to to chlëchanié jemu często przeszło. Na jeseń i w zëmie praóma sa czasto jiscëła, że ona mó zëmné nodżi. Wiedno przed spanim ona gódała: - Naléjta do kruka gorący wódë i włóżta mie go pód nodżi. Tej-sej ona gódała: - Mie dzys w gnótach łómie, to mdze witro padół deszcz. Praóma Marësza lubiła opowiadać, jak to Szwédzë bëlë w Kaszëbsczi. Dzéwczata tej sa chówelë w piecach do pieczenió chleba w ogrodach. Ona gódała, że Szwédzë chutkó sa nauczëlë gadać pó kaszëbsku, a oni wółelë: „Ana, Jinka, wëłazta le! Szwédzë są ju dówno na mórzim". Tak one wëlazłë, ale dorazu wlazłë w sama szwedzką łapica. - Ti brzëdole, swiniórze jedny, co oni bëlë -praóma wadzëła na Szwedów. Wszëtcë doma gódelë ö praómie Marcëszi: - Ale milnotë ona jesz ni mó, chóc óna ju je dzewiacdzesąt trzë lat stóró. Praóma, ópa i óma nazéwelë sa Labudama, a tatk, nënka i jó Fórmelama. Czej óma chcała ópie szpórtowno dożréc, tej śpiewała: - Labuda, Labuda, na kózłowim różku, gdzeż je lepi, jak kól nënczi w łóżku. Sąsód Józwa Östrowsczi rzekł do ópë, czej nen ze mną stojół przed naszą checzą: - Labuda, wlézë w buda, a nie badzë paskuda. - Chto to je paskuda? - jó sa spitół ópë. - To je chtos dló jinëch przikri - ón odrzekł i zaró wëtłómacził: - Më tak do se gôdómë do smiéchu, më wipkujemë. Jinym raza, czej Östrowsczi spitół sa ópë: -Jak të sa miéwôsz? - Bulwë zléwósz - chutkó odrzekł ópa i sa smiół. - To sa ódpówiódó: Bóg zapłać. Wa Labudowie jesta wiecznyma wësmié-wajkama. - Ale jó téż jem z doma Labudka - śmiała sa nënka. Mie bëło dzywno, czej chtos ze wsë gódół na óma Labudzënô. To mie jakós apartno brzëmiało. Nënka czasa śpiewała: - Labuda, biéj w buda. Labudószk mó czerwony czijószk... W niedzela óma na to ödspiéwiwała: - Dzysó je niedzela, bö tancëje Fórmela. Czej komu szło lëchö, tej w Mutkówie na to gódelë: -Temu szło w Labudową. Czej chtos dorazu zaczął gadać ó czims jinym, tej pöwiôdelë: - Jó tak, a ón wiedno jidze w Labudową. Czej chtos kógós ód se ödnëkiwôł, tej gódół: - Lepi żebë të szedł w Labudową. »5« w 2 Eugeniusz Prëczkôwsczi a • r •• Spiewe Królewiónka muz. Tadeusz Dargacz Chcemë wësok stawiać szosë -Zómk zapadłi dwigac śmiało, Królewiónka tulëc do se, Kuszkac ji lubötné cało. Dlô ni twörzëc drëszné kradżi, Brzątwic lëdzy w jedna zgoda. Krok köżdëchny robie ładżi -Le do przodku! Choć przez woda. Ref. Le wnet zmörë staną w drodze Co złi człowiek trzimô w race. - To nôgörszi w żëcym wrodzë Zdatny zniszczëc wszelczé chacë. Chöcbë strach tej zazdrzôł w öczë, Abö z trëdu môłkłë nodżi, Nëkac trzeba wrodżé möcë, Bö je wôrt przekraczac prodżi! Bë miec tatków zemia żëwą Wôrt chöc żëcé öddac całé, Żebë w pôrze z rodną möwą Bëłë jak nen zómk wspaniałi. Ref. Le wnet zmörë... Môltëch muz. Jerzi Stachursczi Ö pörénk przed uczbą w szköle Frisztëk nót je spóżëc. Tej sa trzëmac möcny wôlë! - Le pödpôłnik möże. Köżdi sztërk w tim czasu wôżny -Lubi bëc spadzony Przë robôce! Tej zjesc pôłnié Czej pół dnia minione. Ref. Dzakówac za môltëch trzeba, Boje dragô urobiony. Z piersza bëcé! - Tej kąsk chleba, A i post niech mdze achtniony. Le pö szkole - z podwieczorka, Lekcjów ôdrôbianim -Bëlno w checzach kol wieczorka Pomóc przë sprzątanim. Po wieczerze - dzeń kol kuńca -Wesprzeć w uczbie mniészich, Żebë nowi parmień słuńca Béł jesz kąsk piakniészi. Ref. Dzakówac za môltëch trzeba... 16 Rechôwanié Wiodro muz. Yurk Hinz Chcemë chwatkô rëszac: rôz, dwa! Brac sa w grëpie do robötë, W troje jidze dzejac co dnia, A chöc w sztërzech köl sobötë. A czej möżno tej chöc pö piac Pömöc drëdżim wiedno zaniesc, Wespół rozpôlëwac w se chac, Zasłużëc - jak w szkole: - Na szesc! Ref. Z lëtrą, lëczbą sa wëchöwac-Przeżëc Iżi tej żëcô czasë; Bô jak możesz kąsk rechöwac Przede wszëtczim rechuj na se! Chto ful piersą chcôłbë dożëc Sédmë-, ösmë- lat dzesątków Skratnosc dobrze w sebie dobëc Köle piątków i köl świątków. Solo gitara Ref. Z lëtrą, lëczbą sa wëchöwac... Czej ju dzewiac zédżer bije Czas spóczinku je póczątka. Niech sa ob noc piakno snije. - To je żëcé na dzesątka! Ref. Z lëtrą, lëczbą sa... muz. Tadeusz Dargocz Co je zasóné w köżdim börénku Na zymku - Dobré czë lëché - wërôstô chwatkö Öb latkö. Jak farwë tadżi czasa sa mieni Wjeseni, Brzôd rôd öddôwô w mądroscë sëmie Przë zëmie. Ref. Czej wichrë pchają w chëcz niezgoda, Człowieka rwią za wszelczé kuńce, Le w sercach wiedno je pogoda Po kóżdi szladze wińdze słuńce. Wiodro je bënë w nas do spóczinku Öd zymku. Dobroć rozwijô w dëszach bogato Przez lato. Chto seje wiater - z grzmóta przegonią Jesenią, Dze bezpiek w sercu stąd cepło płënie Chóc wzëmie. Ref. Czej wichrë... 17 muz. Tadeusz Dargacz Milsze je na świece bëcé, Czedë co dzeń, w köżdim côlu - Gödné blëznému dac żëcé! -Stôwiô sa na pierszim môlu! Ref. Dawac öd se, czej le möżna, Dobrim dzelëc sa, bez krziku. Lepi w biegu zwëskac përzna Niżlë szczescé szëkac w spiku. Udbë pödjëmac za régą, Niech chwat z bëlnym mödła wińdze, Nie żdac dërch le za zwënégą - Öna rôz na gwës doch przińdze. Ref. Dawac od se. Jak je drago - czas sa wlecze, A i tak przez krótczi le sztërk Na ti zemi mómë chëcze. - Piakny tej niech pô nas je merk. Ref. Dawac od se. Michôt Adóm Dereskewitz Jô mëslôl że jes regnen jô mëslôl że jes regnen jô meslôl że to deszcz; że szëmöt je za ökna że möże to gwiôzdospôd jô mëslôl że odkupią za priza cygaretë cos czegö ju ni ma aböjô wiera nie wiém pö prôwdze jô miôl téż strach, strach że to je potop, że równak möje miono je piolën, że jô nie snil. jeżlë sen przińdze nazôd nôdzeja móm że krzëkwë nie uzdrza w nim ni arków: że nie wpadna w glabinë - 03/02/24 Klebbów Matis Wiérztë * * * Żëcé pisze nama scenarniczi procëm naszi wôlë nikwi nôdzeja a równak co sztót wzérôsz w möbilka öczama dzecka wierzisz, że jesz napisze i rozzybie biegas ôd zégra dniów pöwëbije mëslë z ramów i znôu dwa serca jednym ritma rëgną w świat piszące scenarnik pöd titla żëcé Wieczorne rojenie Aczejbë tak miôł pözamknąc dzeń w dniu i letkö dac sëpac Grzeni piôsk wöczë usnąć i spac snienim bibiątka czasa le ödecknąc cëchö zachlëchac a pötemu wrócëc do krôjnë rojeniów dze wszëtkö je krótkö le nick ni möże ömaklac raką Niechö spia do witra chtërno nie przeszło jesz Nie chcą dézowac ô bëlniészim wczora le dzeń w dniu pözamknąc na wiedno Lëstopadnik We wszëtkö móm zwątpioné nic nie rozmieja rzniony na swiat jak nen kam nie wiém dze móm jic Tesknia za môłima bótama prowadzenim za raka za wagônikama z chleba Jida swöjim szlacha móm strach skła w brëlach le grëbszé nick nie widza Mateusz Szuba wierzba bezlëstnô powiewają na wietrze bruné włosë wiesołi psôk wszarim parku robi sa cepło nad Pisma Swiatim cëchö zaczinô padać deszcz pôłniô - przed dwiérzama do domu żdże kot Haiku wschód słuńca -robotnik stôwiô rësztowanié pöczątk dnia -wid wdaleczim oknie Haiku ukôzałë sa po polsku w karnie na Facebooku „Warsztaty Haiku ABC". Dzakuja za pômöc jegô nôleżnikóm. Sylwio Amielańczik Wiérztë Gwiôzda z nieba Świat pö zôpadze słuńca nabrôł sztôłt möjich rojeniów. Nad jęzora na drzéwianym mösce znikądka ë od razu ököma mie dzyrskó, z piaknym usmienim na muni ukôzëjesz sa të twöja całô twórz smiéjkô sa ögnisté wezdrzenié szukô möjégö wezdrzeniô widza nacéchunk twöji figurë, remión, szëji ë głowë baro wërazno jak widzy sa ö szarku jesz przed przińdzenim nocë. Żarnowiecczé Jezoro sklëni sa slôdë za twöjima plecama złotim łiska sztótama wid miesądza öswiécô tôfla jegö wôdë w zdrzadle jezora przëzérô sa las i sycënë lëft niese pôcha mökri zemi i roscënów pies szczekô wdôlë a jô móm delikatno chwôconé twôje lico. Wnenczas prawie to sa wëdôwô mój zdrok robi sa jakbë przëkrótczi ni mómju richtich widzóné twöja postać rozmazywô sa i stôwô niewidzałô. Malôrka nôtëra chutkö zachlastuje dotądköwą szarą wieczerzëną jawa wsôdzô szëchta barżi cemnëch farwów na nordowé kaszëbsczé zemiszczé ters je wszëtkö czôrno öbuté i môłczi smrok ödpłënął ë przepôdł jazgot psa ulecôł i dżinął. Noc nastôwô. Czôrnô cëszëna przeczidô roda i wiodro nawetka głabia jezora jaż do dżiblëcë przeczidôë naju jem wërzasłô w gardle mie zaschło nick ni móga rzec dërżącyma rakama ostro trzimia twója skarnia cobë czôrnô cëszëna nie chcą szmërgnąc sa na ce a zabrać. Granatné niebo widzy moje zajiscenié i zdrzi z zadbą na mie w ny chwilë blós öno znô möje mëslë i laczi móm wzaté całé niebo na pomóc, tak czëja óno cyskó na zemia deszcz spôdającëch gwiózdów co mają miono łizów swiatégö Wawrzińca wiólgó krëjamnô jasnota zlóżó z nieba i nadcygó do naju jem ôczarzonô snôżotą negö widzawiszcza. Cemnica mô strach jasnoscë nie jidze z nią na miónczi spökójno ödsuwô sa i ödchôdô hénë le skądka przeszła. Lëft je gasti öd widu gwiôzdów co mają leconé na zemia całi wszechswiat merkô na na gala gwiôzdów jô téż móm zmerkóné, chca jedna złapać blós no na gwës musza pömëslec żëczba. W sztërku czedë mëszla widza jak të wëproszczony stojącë raza ze mnąjes zajati rechöwanim jasnëch gwiôzdów uśmiechom sa do cebie usmiéwka dôwnëch lat widza ce tak samö przezérno i dokładno jak przed ódeńdzenim smroku. Ters całi łiszczisz łiska spôdającëch gwiôzdów wëzdrzisz baro legötno twój powid ökriwô mie a uprowódzó rôd pôddôwóm sa twöjému kuszeniu moje cało, czëcé i zmadżi chcą sa z tobą zapoznać naje wezdrzenia w kuńcu pótikają sa. Timczasa starowné niebö cëchö szëptô mie do ucha niech nie mësli żëczbë ju dosta jes swója gwiôzda w darënku ód żëcô je krótko cebie ë łiszczi, ona je twoja nicht nie mdze miôł ji cë zabróné namienienié nie zezwoli ceszë sa ną gwiózdą. Zrozmia jem, të jes moją gwiôzdą i wëcygóm do ce raka. Cepłé łizë skrëszeniô stanałë w oczach pomału płëna mółą strużką jaż do nórtów lëpów jazëka chca usënąc kapczi ótemknała jem szerok lëpë a të zamknął jes moje lëpë zachcéwnym kuska. Niebo óbjimnało ce i mie serdecznym uscësnienim przëcyskó naju krodzy do se ni mogą rozeznać uscësnieniô nieba ód uscësnieniô twöjégô niżóden żëjący człowiek nie je w sztadze ë nie rozmieje zmierzëc naji blëzotë. Mia jem rojoné długuchenkó ö taczi bliżë. Teró jem wiarë ë jem ugwësnionô snienia sprówdzają sa a swiati Wawrzińc dopómógó lëdzóm sëpiącë łizë na zemia. Lôtającé wspöminczi Ödsztëkiwóm szëflôda z ji westrzódka jakfarwné mötile wëlôtają ösobisté ë priwatné wspöminczi. Kömink grzeje cëdownym cepła cyskô widzałosc na całą jizba wiesoło trzaskô ödżin i wcyg szëmarzi jazëczi ögnia tanuszkują jak snieżënë buten pajiczënka céni przesuwô sa pö scanie. Sedzymë w łóżku ö pół cemku nodżi mómë spiarté ö podłoga köl stopów jistno jak plëta pö chilawicë leżą rozrzucone naje ruchna pödëszëna wöni pôchą jakô sa nie narzucô ögrzóny lëft ökriwô naju jak cepłô deka cała są bezpieczne. Wezdrzenim öbjimôsz möja munia wzérôsz jesz niżi szëji na remiona a jesz niżi na piersë ë brzëch móm dostóné ce w zadzëwowanié to jidze uzdrzec widzënk białczënégö cała mani ce łaszczëwim blôskniacym mujkôsz wszëtczé jegö dzéle je wiele w tobie czëłoscë le nié wiedno dôwôsz to widzec pó se czëłota twoja ôznôczô dlô mie blëzota, utulenie a mir rozskrziwô pöriwny deszcz kusków, grzëmöt dichaniów i dotknieniów atmosfera robi sa jaż gastô öd intimnëch doznaniów rozkólibóny miłotnym pieszczenim dërchómë z zachcéwnym dialoga uscësnieniów twôje pôlce cekną czëłotą zrëchë raków pókazywają niewëpôwiedzoné słowa wsłëchuja sa w na gôdka lëdzczégó cała to prôwdzëwé misterium. Drzewko żôli sa jesz kąsk gódzynnik bije dwadzesce sztërë razy cała leżąters pod pierzëną wëgrzóną lubnym szôla z ödczëcym ubëtnoscë ödżin gaśnie za całą chwila. Cemnica wjizbie. Noc czëjącé bicé zégra zazérô przez ôkno nie widzące nick pito z czekawoscą cëż to bëłë za ödgłosë? Blós cëszëna ji ôdpöwiôdô ë zwaczi möjégô ë twöjégö dichaniô. Cëchösc wjizbie Cemno wjizbie. Usmiéwóm sa do łakötnëch, lôtającëch wspominków co jak môrë furgają wjizbie dze scanë są kroniką dzejów najégô romansu a pösowa jegö swiôdka. Usmiéwóm sa do łakôtnëch, lôtającëch wspominków co płëną jak wała muzyczi do möji głowë a uszów, a pözdzesąwcopku. Rôz przëblëżająsa rôz odsuwają précz Jô bë chca schwatac lôtającé wspôminczi zamknąć zôs w szëflôdze to je dradżé do poradzeniégö to mili je niemöżebné Pömału niechatno zasztëkiwóm pustą szëflôda. Wspöminczi dali lôtają malëjącë piakné usmienié na möji skarni Karolëna Serkôwskô-Secechöwskô Zespołowe nótë (dlô RZPiT „Kaszëbë" z Kartuz) 1. To je kôszla, to wësziwk, to je kabôt, a to liwk.' To je czitel, to je gorset, to są buksë, a to skörznie. Ref. Są to buksë, skôrznie, czitel, gorset, kabôt, liwk, to je köszla, to wësziwk. 2. To akördión, a to mrëczk, to bazuna, to je dmuszk. Ref. Akôrdión, bazuna, dmuszk i mrëczk. Są to buksë, skörznie, czitel, gorset, kabôt, liwk, to je kôszla, to wësziwk. 3. To są naje diôblé skrzëpczi, zastąpią perkusje wszëtczé. Ref. Diôblé skrzëpczi, perkusjo, akördión, bazuna, dmuszk i mrëczk. Są to buksë, skörznie, czitel, gorset, kabôt, liwk, to je köszla, to wësziwk. 4. To je wiosło, to je séc, A to je rëbacczi tuńc. To je polka, to köseder, a to je karno „Kaszëbë". Ref. Köseder, a to polka, wiosło, séc, to karno „Kaszëbë", pieśń i tuńc, diôblé skrzëpczi, perkusjo, akördión, bazuna, dmuszk i mrëczk. Są to buksë, skörznie, czitel, gorset, kabôt, liwk, to je köszla, to wësziwk. To je białka, to je chłop, cotuńcejącałi rok! 27 Adóm Hébel Zemia bôgów i. Tegö dnia, czej wszëtkö sa zaczało, zbudzëło mie słuńce kukające przez ökno. Jô wstôł z drzewianëch wërów i ödemkł dwiérze. Tą razą jizbë möji kôtczi nie zala dënëga widu, le jasny półsmrok tunelu z pajiczënë. Bogowie rozscélëlë ta mitką sztora, cobë mie pöprowadzëc. Wiedno tak robią, czej wëbiérają człowieka, a mie, zdrzącë na mój wiek, wëbrelë tegö dnia do zjisceniô miodnego öbrzészku miłotë- Bënë kököna bëło cepli jak buten, temu wezwóny nigdë nie öblôkelë na se nic i szlë drogą wëżłobioną w biôłi materie, jakô öblëmiwała pödwörza naji ösadë. Sztëczk dali sztorë pajiczënë sa rozwiarłë, ödsłoniwającë brzôd, chtëren dobri bögöwie delë nama, cobë sa pökrzésëc. W Dnie Czëtaniów më dostôwómë do lekturë stôré pismienia ö minionym świece, czej człowiek jôdł trëcëzna i umiérôł. Nierôz sa trafił tekst z pakétów, do jaczich dôwny człowiek ladowôł długö trzimiącą, ale niezdrową jôda. Nawet nôstarszi z jesz niewezwónëch nie pamiatelë, co znaczą pözwë składników öpisónëch na „kartonach", jak te farwné pakunczi bëłë przez minionëch lëdzy nazéwóné. Ale téż sa trôfiałë jiné tekstë, jaczé pökazywałë nama uszłi, dzëczi swiat, nigle przëszlë bögöwie. Człowiek sóm muszôł zagwësnic jôda, czasto niewolniczą robotą, a czej béł głodny, tej prosto zabijôł drëdżich. To sa nazéwało „wójnë". Wiele mómë czëtaniów ó wojnach, o dejach, jaczé są słowama, co mają zakrëc prôwdzëwi zgrôw do mórdarztwa. Bogowie haléwają nama tekstë pisóné przez najich öjców ö tim, co znaczëło chörzëc. Terô chöri lëdze trôfiają do bögów, dze są uprôwióny. I piselë przódë téż ó tim, jak jinaczi rozmielë słowö „miłota". Nie szło, jak dzysô ö zblëżenié jednégö bëhla z jedną brutką, cobë nasze plemia rosło, le ö przewiązanie, zniewolenie, spëzglenié i uzależnienie. Zwiksziwającé cerpienié, czej drëgô ösoba ödchôdô abö umiérô. Bögówie naju nauczëlë bëc öd tegó wölny. Je to ale dobrze, że terô jô mógł zjesc zdrów brzôd, chtërnégó sok cekł pö móji brodze i kapôł na stopë, drepcące pó mitczim tëpichu pajiczënë bögów. Wiele nie minało, a sztora biółi materie sa rozwiarła prowadzące mie w pósobny kóritórz. Czile zókratów we wąsczim rëmie często mie pogubiło, jo ni miôł anungu, w jaczim placu pódwórzó naji ösadë jó tedë béł. Letczi, dniowi wid równomierno przebijół sa przez puszësté scanë pajiczënë. W kuńcu jô trafił do kómörë, a za mną zamkło sa przeńdzenie. Jô sztót żdôł zdrzącë na dënëgującą sztora. Jednym raza na scanie zrobią sa cemniészô plamka, jako rosła, a w kuńcu sa sta skałą, przez jaką przecësna sa póstacjô- Jô zarô póznôł Runa pó ji riżich włosach i munie dzeusa, co dzyrskó wëchôdô na potkanie z nieznónym-Jó nigdë nie mëslôł o ni jakno wëznaczony przez bogów do zjednaniô ze mną, ale czej podeszła blëżi i jem poczuł pôcha ji skórë, a ji môłé piersë zetknałë sa z mójim torsa dotikającë delikatno dwuch punktów cała, jó béł czësto fardich. -Tedë bogowie öbdarzëlë nas sobą... - jó szepnął dërżącym głosa. Runa odwrócą głowa, jakbë jesz za czims żda i nasłëchiwa. -Coje?-jó spitół. - Bogowie mają jiny cél dló mie - wskôza raką na rozdzerający sa puch i wëcérający zeza skałë kóritórz. - Oni mie prowadzą dali. Czej chcą zjednaniô lëdzy, tej scélą na zemi wicy pajiczënë, cobë bëło dze sa köchac. Jô to nierôz móm robione. Tedë... biôj dali w swója strona, tam - cziwna głową w procëmną strona, dze téż sa robił tunel-Zarô téż pajiczëna z dołu i górë zrôstała sa tworzące scana midzë nama. W dolnym parce möjégö brzëcha wszëtkö sa scëskało. Jô szedł dali ödpichającë wałujące scanë tunelu i w kuńcu jem uzdrzół, jak köritôrz sa robi szerszi, a rozproszonego widu je wicy. W kuńcu jô stanął w jizbie, na jaczi westrzódku klëcza z piatama öpiartima ö slôdk obrócono plecama brutka. Ji włosë bëłë zagarniaté do przodku pć> prawi stronie, dzaka czemu jô uzdrzôł czôrny pieprzik na ji szëji- Tak jô pöznôł, że bogowie delë mie niewërzekłą łaska stwörzeniô nowégö żëcô prawie z nią! - Mina! To jô, Ajdi. - Ajdi! - miono dóné przez naszich dobrëch bögów płënało z ji lëpów jak sok z nôlepszégö brzadu, chtërnym jesmë darzony w latné dnie. - Jô jem ród, że urodzysz moje dzeckó. -Tima słowama jô skrzëwił ji snôżą munia. Jo, nicht nie zdrzół tak na te sprawë. Jó czuł bënë se, że jem bógóm winowati to, że muszimë rozkóscerzac nasze plemia i że te dzecë, stôri lëdze i drëdżi bróny przez nich z naji ösadë dostôwają plac w jinëch molach. Dlô drëdżich kókón z pajiczënë bogów béł leno świata ucechë, a nie felało taczich, co wątpilë, że białka brëkuje tëch rituałów, cobë dzeckó urodzëc. -Jó mëslół, że bogowie delë mie Runa, ale kôzelë ji jic w jiną strona. Czekawé, kogo dostónie? - Runa? Oni ja zaprowadzą w jiny plac - to gôdającë legnała sa i rozłożëła nodżi. - Czemu? - Oni do ni prowadzëlë rozmajitëch beńlów i nigdë ji sa nie udało urodzëc. Öna je skażono. Jistno jak Gurt ni mógł niżódny dac żëcégö, pamiatósz? Jegó téż wëprowadzëlë. - Dobrze, że bogowie mają dIô nich plac i dadzą jima sa młodzëc. - Tedë co, zaczinósz? - pókóza pólca swój klin. - Bo jeżlë nama dówają jestku, obleczenie na zëma i chronią naju przed dzëczim świata, tej pewno téż dozérają chórëch, doch jo? - mie to nie dówało póku i czuł jem potrzeba pókazywaniô wdzacznoscë za łasczi i budzeniô ti wdzacznoscë w drëdżich. - Móże jo, móże nié. Tero liczi sa co jinégö. -Przëblëżëła mója głowa do swöjégö brzëcha. Mój oddech sa zrobił dërżący, jó wdichół cepło ji cała. To wszëtkó przerwół głośny pisk. - Runa! - krziknała Mina. Ma sa zerwa z wëscélony pajiczënë i biegła rozdzérającë sztorë w czerënku, skądka przeszedł zwak. Pod mitką, puszëstą szëchtą pajiczëna bëła lëmiącô i mócnô. W kuńcu ma stana na wëloce z pajiczënowégö tunelu. Butnowi wid, tak konkretny w przërównanim do negó przemikającégö przez sztora biółi materie nóprzód nas oślepił. Dopierze pó sztërku ma dozdrza, jak óblekłi w biôłé szatë, wëższi o dwie głowë jak më bogowie stoją wkół wërzasłi Runë zazdrzony w stojącégó plecama do nas. Dwuch w kapucach i z módrima larwama stojącëch nóblëżi brutczi chwëcëło ja i wëprowadzëło za wierzeje naszi ösadë. Nen, chtërnégó krzebt më widzelë, podniósł z zemi żółtą, óznóczającą wëższé bóstwó larwa i ja założił. - Ona widza skarń boga! Nicht ni móże przeżëc jich póczestnégö wëzdrzatku! - czej jem to gódół, sërce mie skókało do gôrdzelë. - Öna żëje... - zacza Mina - ale je wërzasłô, jakbë uzdrza... - Co robimë? - Muszimë abó ja zabrać, abó sa doznać, co tam je! II. Ma wëbiegła na podwórze i chłód pörénka uderził w naje wënagóloné cała. Jesma dobiegła do scanë, pó czim jó ostrożno wëkuknął przez wësoką, półödemkłą pórta na butnowi świat. Ze strachu jem ödsköknął, jaż mie Mina musza scygnąc nazôd pöd scana. Tam bëłë bómë! I to nié jak w ösadze, pójedinczé, le jedna przë drëdżi, niedôwającé sa zrechöwac! Naprocëm stojôł jakbë blaszany budink na kołach, z öknama pö jedny stronie- Budink mrëczôł. Pö drëdżi stronie, w wikszim parce bez óknów, bëłë trzë pôrë dwiérzów. Jedne bëłë ódemkłé. Jô zöcził grëpa lëdzy, gwës zabrónëch téż z pajiczënë, bö nicht ni miôł na se szatów, a doch nie bëło cepło- Bóg chutczim kroka pódeszedł, zacharczôł w jich niezrozmiałim jazëku i zamknął dwiérze. Ödeszedł kąsk dali- - Terôzka! - syknął jem do Minë i ma pönëka do dwiérzów. Bëłë ustawione wësok, ale doczepiony béł do nich pödjôzd. Jô nie sfórtowôł sygnąc do klëczczi, bö Mina scygna mie pöd kołowi budink. - Póczekój, niech sa öbrócy. - Môsz prówda. Bogów może rozgorzeć naja czekawósc. Bóg w żółti larwie zawółół tego, co béł krótko nas. Dopierze jem zmerkôł, że dali cygnie sa całô réga blaszanëch chëczów na kołach. Ta, pod jaką ma bëła schówóny, sa trzasła, ale téż grzała- Ma wlazła przez dwiérze, a tam bëła czësto cemnô jizba zasztopónô lëdzama- Nigle ma zamkła dwiérze, jesma nie zmerka nikógó z naji ösadë. - Skąd wa jesta? - pitała jich Mina, czim nie dała mie spëtac, co to za dzywnó pócha w ti cemny jizbie. - Z ösadë, jesmë dzecama bogów. - Dëcht jak ma. - cziwała głową moja towarzëszka. - Ale z jiny, wiozą naju po taczich placach, ódmikają dwiérze, bierzą pósobnëch i te jizbë sa przemieszcziwają na kołach. - To autołë! - zakrzikna Mina, jakbë so co przëbôczëła. - Na Dniu Czëtaniô bogowie delë nama ksążka ó tim, jak przed bógama człowiek znikwił lëft autołama. Dopierze bogowie öczëszczëlë zemia. -Tedë czemu tero nima jeżdżą? - z cemnicë doszło do naju ostrożno postawione pitanié. - Gwës mielë w tim cél - jó krótko rzekł. -Möżeta sa nastąpić? Ma bë téż sadnała. - Czażkó, jesmë spëzglony. - Docz bogowie waju mają spëzgloné? - Żebë më sa nie pögubilë. Poprowadzą naju pó swójim swiatim miesce i tam letko sa zazdrzec. Temu më mdzemë szlë w rédze i nie zgubimë drodżi. Wtim szczaknało w dwiérzach. Ma z Miną sadnała na kucającëch lëdzy, a wszëtczich naju oślepił wid. Bóg w módri larwie wcygnął w nozdrë lëft, zaswiécył czims pod nasze nodżi, wzął zaostrzony czij i nabił na niego cos leżącego w nórce. Szaro grëpka włosów z ódstówającym powrózka przesuwała sa w strona bóga. - To je szur - szepną Mina - bogowie naju chronią przed nima, przódë bez jich pömöcë më czasto przez nie chörzëlë. Do dwiérzów podeszło dwóje jinëch bógów w mödrëch larwach i jedna chwëcëła zakrëtą łiszczącą rakawicą jednego z sedzącëch lëdzy. Ten wstôł, a za nim wszëtcë w rédze szlë jak jedna znija buten. Jó pócygnął Mina w nórt, dze nie dało sa nas dozdrzec w cemnicë. Jeden z dozérającëch pódcygnął szlauch i zaczął oblewać lëdzy dëszącëch sa wódą chilającą jima do gabów. Tedë pódeszedł jeden z nich z budlą, z chtërny kuńca wëchódała róra. Pócygnął klëczka w tim sprzace, a z rórë poszedł módro-czerwóny ódżin. Ma, óbjimniati w nórce zdrza, jak płom liże wiéchrzëzna jizbë. Öbswietliwôł téż westrzódk pómieszczenió, ale bóg ödwrócył zdrok. Czej ma bëła przekönóny, że zdżiniema spôlony tim ögnia, płom sa zmiésził do módrégö jazëczka na kunôszku, a w kuńcu zniknął. Bogowie charczelë do se, pó czim jeden kózół odemknąć drëdżé dwiérze, jaczima wprowadzył umëtëch wëbrónëch, a dwiérze do naji jizbë zamknął. Jeżlë stojący autół mrëczôł i sa trząsł, tedë jadący wëł i wëwrôcôł naju ód scanë do scanë. Czej chëcz na kołach sa zatrzima, dwiérze sa ödemkłë. Ma z Miną wëskökna wëmiarzłi i öbiti i podeszła do rédżi zrzeszonëch powroza lëdzy. - Waju téż bögöwie wëbrelë? - ppita białka z niegasnącym, letkö krzëwim usmiéwka. -Jô długö żda za tim sztóta. Öd naju wiedno bierzą riżich. Terô bögöwie jich mają pököchóné. Jak ta hénë - cziwna dwuma, zrzeszonyma ze sobą rakama za płot, dze më dozdrzelë prowadzoną Runa. - Chutkö! - jem zawółół, ale Mina mie zatrzima. - Ma ni möżema tak prosto wlezc. Pój, tam bóka wchôdają bogowie. Pökôza flastrowóną dróżka prowadzącą za winkel budinku, w jaczim terô bëła nasza drëszka. Ma pobiegła zdżibającë sa midzë krzama i tak doszła do dwiérzów. Bënë łiszczącô podłoga odbija wid wpôdający bez szklaną pósowa. Czej cos z przodku kóritarza sa rëszëło, ma skrącëła w dwiérze pö lewi stronie i wkarowa do jaczi jizbë. Cepłi fucht uderził w naje cała i nozdrë. Zajiscëło nas szëmarzenié dobiegające za cenką scaną. Tamstądka szła ropa. Wkół jizbë stojałë łôwczi, na jedny z nich bëłë pöłożoné szatë bogów. -Tam są wënagölony. Jak jich uzdrzimë, tej zdżiniemë - jô szepnął. - I tak zdżiniema za to, co móma zrobione -krótko odpowiedzą - dali mósz do nich taczé uwôżanié, pó tim, co zrobilë Runie? - Ko möże... chcelë dlô ni dobrze, le më jesz tego nie zrozmielë? - Öblakôj to - pökôza na ruchna. Biôłi sztof i mödré larwë pôchniałë tak, jak póchnie dzeń, czej wiele bogów przëchôdô naju ódwiedzëc z jôdą. Szatë bëłë baro luzné i za dłudżé, ale ma stojące na pôlcach próbówa rëszac sa tak jak oni. Sztëk dali cemny kóritôrz krącył i w szerszi, lepi óbswietlony, zonie budinku ma mina maszérëjącégö boga. Béł téż w módri larwie. Öbzérôł naju sztót, jakbë próbówół so przëbaczëc, chto më jesmë. Mina wnet sa wëwrócëła o sztof cygniony za sobą, ma przëspiészëła kroku i doszła do placu, dze mógł kracëc w prawo abó lewo. Pó prawi stronie ma uzdrza, jak wprowódzają człowieka do jizbë. -Tam może bëc Runa! -scwierdzëła Mina. Pó prówdze tak bëło, bógówie wëpro-wadzëlë ja, wëriwającą sa i jeden z nich trzimôł ja mocno, a drëdżi wkłół ji cos w remia, pó czim Runa sa sta spokojno, jakbë spa stojące na nogach. Ma poszła za nima i stana przë dwiérzach do jizbë, do chtërny ja wprowadzëlë. Przez ruta jesmë widzelë óbróz, jaczi zapamiatóm na całé żëcé. Na wërach leża jistwa z głową wiôldżégö robóka, długą, czórną, slëzgą. Charczała cos w jazëku bógów. Ale ji skóra bëła lëdzkô! Pó sztërku jô zrozmiół, że ta skóra je dló nich jakbë óbleczenim, nałożonym na cało, a stopë i dłonie nierëszno zdobiłë jich pótë, z jaczich wëróstałë niżi gwôsné stopë i dłonie! Dopierze Mina uswiądniła mie, co stojący wkół wërów bógówie bez larwów i kapuców wëzdrzą jistno! Taczi je prawie jich óbróz! -Temu nie pókazywają sa nama jinaczi jak czësto zakrëti! - Ale dze, Mino? Doch jich óbróz może naju zabić, bo to je niezemskó snóżosc... -jô bezrozëmno pówtórzół słowa wiele razy uczëté w naji osadzę. Mina machna raką i przëblëżëła sa do rutë. - Öni ce mogą uzdrzec - jó zmerkół. - Wid je nólepi widoczny ócemnicą, a z cemnégö nie jes widzony! Jó to widza na Dniu Czëtaniów w jaczi knédze. - Wezdrza na szklany statk wiszący pod pósową dówający wid, jak zarzekłi na dróce płomiszk. Jó podniósł Mina tak, cobë óna sygnała do widu, ta go chwëcëła i wërwała. Ślepiący łisk tak nas wërzasł, że ma spadła na zemia. Mininó dłóń bëła pórenionó, a szklano kugla pakła- W kóritarzu bëło cemno. Moja towarzëszka zagrëzała lëpë w bólu, a jó zdrzącë bez ruta widzół, jak znerwówóny zgaszenim widu bógówie cos midzë sobą charczelë, ale nie przeriwelë tegö... czegös, co tedë robilë. Leżący robôk z lëdzką skórą charczôł wiedno głośni. W kuńcu przëprowadzëlë przed niegö zybiącą sa nieswiądno Runa- Wtim robôk głośno syknął, a z jego klina wëstrzélëła kolczasto znija, jakô sa wbiła w piegowatą szëja brutczi- Ta leno staknała i ódemkła szerok öczë- Wąż schöwôł kölce i wslëzgnął sa z paskudnym, smarëjącym zwaka w lëdzczé cało. Zarô téż skarń Runë zacza sa wgłabiwac, jakbë cos öd westrzódka ja żgrzało. W kuńcu przë zwaku pakającëch gnôtów z dzurë wëszła miészô głowa robôka, dlô jaczégö to, co ostało z czaszczi naji znajemny brutczi, stało sa kapucą chroniącą delikatną, czôrną, łiszczącą skóra. Rzëgöwinë, chtërne chilnałë z zamkłi w larwie gabë rozsmarowałë sa po móji brodze i nosu. Czej jô ödrëchöwö chcôł ja zeblec, Mina gwësnym chwëta za nadgôrstk mie zatrzima. - Garniemë! - rikna. Ma sajdała pó szeroczi, równy podłodze. Jedne dwiérze sa ödemkłë zarô przed nama, ale to, co w nich stanało, zarô téż bëło wëpchniaté nazôd möjim czidniacym w jich wiéchrzëzna. Buten bósy, w za dłudżich szatach, ma gna drogą, nie obżerające sa za se. Dopierze po dłëgszim sztóce Mina naju zatrzima: - Droga je wëdreptónô przez te jich całé autołë. Pudą abó pojadą tądka. Muszima zlezc na bok. - A czej pótkóma zwierza? Minie wiele czasu, nigle jaczi bóg przińdze nama pomóc. - Ajdi! - mócno mie popchną, że jô bë sa wnet zwrócył - oni nama nie pomogą! Nie widzôł të, do czego öni brëköwelë Runa? Żebë to cos... dzeckó tëch... jistwów mógło w ni zamieszkać. - A skądka wiész, że to bogowie? - jo nie dówół póku. - Może sa za nich przezebleklë i ja pórwelë? Ko oni bë nie dôwelë nama jestku i placu do zamieszkanió... - Dówają nama wszëtkó, żebë më przeżëlë, bö naju brëkują, ale to nie znaczi, że nas dozérają i chcą dló nas dobrze! -Tedë chto naju dozérô i chce dobrze? - Nicht. III. Mina głośno wdichała lëft, wërazno czëła ból krëwawiący raczi. Jô miół strach dotëkac negö placu, tim barżi, że wëzérało z niegó szkełkó, a ona nawet nie chcała zdżibac pólców. W kuńcu ma dobiegła do rëjnów przedbósczi ósadë, tero zamieszkóny przez dërdza. Czej jesma szła chutczim kroka midzë szarima budinkama, z jaczich óknów zdrzół na nas smrok gnijącëch bënów, jó jedną razą uczuł pacniacé w blacha, chrzaszczenié i urwóny krzik towarzëszczi, a winkla óka jem dozdrzół, jak ji cało lecy w dół. Stojała w kulë tak głabóczi, że na wiéchrzëznie zemi miała remiona. Sztót rëchli w tim placu bëł blaszany kwadrat, jaczi widzec nie strzimôł ji czażaru. Jó pomógł Minie wëlezc i jesma sa rozezdrza pó lózym, zamieszkónym przez ptôchë w koronach niezrechöwónëch bómów, placu. Z daleka dało sa czëc wëcé jaczich dzëczich zwierzatów. Nógle dołącził do nich znóny nama zwak autoła bógów-robôków. - Pój, tam je wicy taczich kulów! - Jó wskózół na podwórze otoczone kamianyma budinkama. Rechówa jesma, że w dzurze mdze dosc placu do nas dwóje. Bëła ma ale zdzywiony, czej blachę nie pókriwa dërdza, a pódniesenié ji nie bëło möżlëwé! Na jednym ji kuńcu béł jakbë piestrzeń óbjimniati czims, co jak jem sa późni naucził, nazéwô sa kłódką. Ta na szczescé dała sa rozwalëc pora czidniacama kamienia. Pödnôszającë metalowe dwiérze w zemi, jesma wpuscëła wid do rëmu, do jaczégó sa dało zlezc pó dróbce, chtërna téż öbszczadzëła dërdza. Ökróm môłégó plachcu, do jaczégö wpôdôł wid, całosc bëła nieprzemikło cemnó- - Stój tuwó, jô spróbują cos nalezc - jô nakôzôł Minie i maklającë lëft przede mną jem mierził rum pódzemny jizbë. Bëła tak wiôlgô, jak chëczë w naszi osadzę, przë scanach bëłë pölëce z blachë. Udało mie sa wëmaklac czile blaszanëch cylindrów. Jó pódeszedł z nima do rozwidnionego placu. Z óbrôzków i opisów wëchódało, że to je stôrodôwné jestku. - To dobrze, bo jem głodno - uceszëła sa Mina. -To je jestku, pójaczim sa chorzeje i umiérô. Chcesz to ödmëkac? - Móżema téż z głodu umrzeć - zripóstowa, po czim nierenioną raką próbówa scësnąc statk, cobë sa ódemkł. -Tu muszi bëc jaczé nôrzadło-scwierdzëła pókazywającë smroczną głabia jizbë. Jô przeniósł czile cwiardëch zachów i wëmaklóny kóc, jaczim jem ja ókrił. Walcowati przedmiot zakuńczony szkełka zdôł mie sa dosc möcny, cobë nim rozbić blaszaną skörëpa. Chwëcył jem gó möcni, przesuwające luzny sztëczk. Ze szkełka pökôzôł sa wid! Sczerowóny w dalszi dzél jizbë dół nama dozdrzec stół, zapas jôdë, a na boczny scanie téż ksążczi. Na procëmny scanie bëłë zawieszone dłudżé przedmiotë z rórką po jedny stronie, a szerszim zakuńczenim pó drëdżi. Na westrzódku wëchôdała z kóżdi z nich raczka, przë jaczi wëstôwôł metalowi póluszk. Pasowało nama, cobë gó pócygnąc trzimiącë dłonią raczka, ale niżóden wid sa nie zapôliwôł. Jó chutkó pódeszedł do ksążków. Jedna z nich wëzdrza, jakbë nie bëła ksążką, wëcygnął jem ja z pölëcë i uzdrzôł raczno napisóné „Moje biôtczi z pasożëtama". Jem odemknął i sczerowół wid na kôrtczi zapisóné modrą tińtą. - Pömöżë mie to rozczëtac - jem przëwółôł Mina. - Ödraczné pismo. Jó nigdë tak czego nie czëta, ale chcema spróbować. -Przewrôcała kôrtczi, a dali bëłë, téż raką robione céchunczi. Waże szlachującé za tim, jaczi wiózł w Runa, jakbë przekrojony na pół człowiek z dzywnyma sztôłtama bënë i w kuńcu malënk bogów! Nigdze nie bëlë tak nazéwóny. Mina scwierdzëła, że dIô dôwnëch lëdzy pozwą tëch jistwów bëło słowo „pasożët". Knéga ópisywa bluznierstwa o zabijanim bogów i traktowanim jich jak zagróżba- Kropla krëwi kapna z Mininy renë, jako sa zós ódemkła i wëpuszczëła jasniészą strużka płënu na bruną wiérzchëzna skórë. - Muszima wëcygnąc to szkło. Ono kroji moja raka ód westrzódka - zmerka Mina. Chutczim rëcha wëcygna óstri sztëczk, pó czim przëłożëła raka do lepów głośno óddichającë. - Co jesz czëtają stórodówny? - spita sama sebie i podeszła do pölëcë wskazywającë, cobë jô tam zaswiécył. - Jó nie wiém, czë to je dobrze czëtac, to nie są ksążczi ód bógów. - Prawie muszi w nich bëc cos wôżnégó, jeżlë oni jich nama nie dówają. Widzysz, że jaczis człowiek napisôł cos czësto jinégö, jak to co nama halają do ósadë. Öni przed nama ukriwają prówda. - Czejbë tak bëło, tej bë nama często nie dôwelë tekstów, a równak w swóji dobroce chcą dzelëc sa z nama wiedzą. Mina skrzëwiła gaba w bólu. Ma nalazła czile pósobnëch zachów, jaczé swiécą, a chtërne późni jesma nazwa pó stôrodôwnému taszlapama. Mina wczëtiwa sa w tekstë ó ópatriwanim renów, co téż z móją pómócą zrobiła. Dowiedzą sa téż, jak ódżin rozpalëc. Człowiek, chtëren tu mieszkôł, chcôł sa gwës ótoczëc wiédzą potrzebną w dzëczim świece bez dozéru bógów. Kó na jich łaska ni mógł rechówac, czej cëskôł w jich strona bluznierczé słowó „pasożëtë". W notérkach - móżlëwé, że pisónëch przez niegó - pisół, jak pójawilë sa na zemi, zaczalë zabierać lëdzczé cała, a w kuńcu nauczëłë sa niewólëc lëdzy w pajiczënie i dawać jima mieszkać w „chowach, jak öwce". - Spróbujma nalezc droga dodóm - jć> zabédowôł, czej wiater z górë gwizdôł nieżëczno, a taszlapë zaczałë niedrëszno mërgac. - Jak öni uzdrzą twöje renë, tej cë pömögą. - Ajdi! Jô wöla umrzéc tuwó, jak bëc öwcą tam! Mie zdzëwiło, że öna tak baro przeżiwô öpisóné historie, chöc jesz przed sztóta czësto nie wiedzała, co znaczą słowa zapisóné na tëch rwącëch sa w pôlcach bruno-żôłtëch kôrtkach. - Ale jô nie chca, żebë të umarła. Jô bë östôł sóm i cerpiôł ni mögącë nikömu ö möjim cerpienim rzec. Mina chca cos pöwiedzec, ale stamiała z ödemkłą gabą. Jô sóm téż znierëszniôł mëszlącë nad tim, co jô miôł wëgłoszoné. Bö w ösadze nicht nigdë tak nie gôdôł. Biwało nama smutno, czej na przëmiar bogowie przeniesie sztof, z jaczégö czile lëdzy robiło szatë na zëma, a jeden z nich béł przez nich zabróny i trzeba bëło za niegö szëc. Ale nigdë nikomu nie bëło czażkó temu, że chtos umiérô, abö nie cerpielë temu, że chtos urodzy dzeckó jinému. A tedë jô wiedzôł, że jô bë nie przeżił, czejbë Mina z kögum jinym, jak jô... I nie wiém czemu, mie zaczało bëc dzywno gadac ö tirn, jakbë jô chcôł, cobë to östało leno nasze - möje i Minë. Ma sa zblëżëła do se, jô öbjimnął ji talia, pömujkôł włosë, ale nié temu, cobë zacząc öbrzad miłotë wëznaczony przez bögów, leno temu, żebë ugwësnic Mina, że jô JEM. To słowo zaczało cos jinégö znaczëc. Zaczało znaczëc. Prosto. Wëjimk wikszi całoscë Aleksandra Dzacelskô-Jasnoch Żëcé i przigödë chudégö człowieka gôdka przërëchtowónô na latosy Konkurs dlô Gadëszów m. Józwë Brusczégö w Lepińcach Lëdze mają to do sebie, że chcą bëc taczima, jaczima nie są. Ti, co mają krąconé włosë, bë chcelë miec prosté, a ti, co mają prosté -zaplôtają i wëkrącają na wszëtczé ôrtë. Tim, co mają mödré öczë, sni sa miec cemné, a ti z cemnyma slépiama wzérają rozmarzonym zdroka za jasnyma. I tak je gwësno ze wszëtczim, në jo, bö takô je lëdzkô nôtëra. I zôs ti, co mają wiacy köchónégö cała czasto bë chcelë miec gö mni, a ti chudi chöc rôz w żëcym bë chcelë ważëc wiacy! Gôdóm terô z gwôsnégö doswiôdczeniô, bö jem bëła całé żëcé tak chudô jak terô. Në, ökróm krótczégö czasu jakno baro môłé dzeckö, co jesz sa ze slôdka nie rozmiało pödniesc, le krótko pö tim, jak jem nen swój cażczi dzecny slôdk podniosła, tej zaczało sa żëcé chudégö człowieka. W kaszëbiznie na chudégö można rzec tak: zmiarti, umiarti, óbmiarti, biedny, cenczi, wëschłi, sëchi, scenczałi, spudlałi, pizdrowati... Në, zarô sa pö prôwdze czëja lepi na dëszë... Abö sa gôdô, że chtos je chudi jak möra czë sköczk na swiati Jan i że to skóra a gnôtë... Wiedno jem czëła tak: „të za mało jész", „të gwësno nick nie żrész", „a wezkôj so negó piircla, to na gwës badze cebie wiacy", „muszisz cos zjesc, bó ce wiater zdmuchnie", „muszisz przeńc na moja kuchnia, tej zaró ca dofutrëja", „të sa zmiescysz midzë kroplama deszczu"... Zapamiatôjta terô jedna mądrość. Na świece są dwa ôrtë lëdzy. Nen pierszi to taczi, co weźmie leno głaböczi oddech na dzélu ze słodczim w kromie i zaró je pakati, a nen drëdżi to taczi, co wcygnie kilo fritków, trzë tutë chipsów, dopije litra coli i wcyg je chudi jak nen póle. I nen drëdżi ôrt to jem jô. Mój chłop na mie zdrzi i jak Boga kóchóm, gódó czasama: - Cebie lepi óblakac niżle futrowac... On sa ze mie jesz śmieje, że mie jidze scygnąc do jizbë na zwak ódmikóny tutë z jedzenim, jak jaczégö pujka. Róz óstawił sztëczk kucha w lodownicë na talerzu z nódpisa: „nie jédz mie". Gódzëna późni uzdrzół pusti talerz z nódpisa: „nie badzesz mie gódół, co móm robie". Czedës jeden drëch rzekł tak: -Wëstrzegój sa psów. A jo do niego: - A dlócze? - Bó lubią gnôtë. Gwësno dlóte jak jem bëła na szpacérze w zëmówé ferie nad jęzora Gwiózdë, to na mój widok zlecałë sa trzë psë i niekónieczno w pókójowëch zamiarach... Tak tej ju mëszla, że to nie bëła złoslëwósc, le dobro rada z unikanim nëch psów. Nié na darmó gódó sa, że chtos zdrzi jak pies w gnót. Żëcé chudégó nie je letczé. Do te jesz wszëtcë, co mają wedle swóji udbë za wiele kilogramów bë mie wiedno chcelë co óddac. A Marija Józef! Jô móm bëlną rada dló wszëtczich, co mëszlą, że mają za wiele cała - wëstrzegôjta sa leno tego, co robi was „wiakszima". To je zdrzadłów, wógów i ódjimków. Spróbujta jesz jaczi fejn dietë - na przikłód: móta chac na sztërë purcle w Tłësti Czwiórtk? Zjédzta trzë, jakbë nie zdrzec, to téż jako dieta. Jó téż jem na diece. Jaczi? Obrotowi. Gdze sa obrócą, tam cos zjém. Lëdze, wiém, że pó mie nie je widzec, le jó pó prówdze kóchóm jesc! To, że jem chudo, nie óznóczó, że jem niedożëwionô! Jak ksądz Sëchta zapisół: „Zmiartélc je nieróz zdrowszi jak ten grëbuszk". Jém zdrowó, a to, co wcygóm z talerza pömidzë ósmą wieczór a drëgą w nocë, to ju le midzë Bóga a mną. Czedës mie w prôcë rzeklë: - Të môsz taszémca! Wcyg jes w żercym, a widzec tegó ni ma! A wa wiéta, jak to je z tima taszémcama? Przeszedł chudi Czópiewsczi do doktora (może i Brusczégö?) i gódó: - Doktorze, jem gwësno chóri. Ko jém za sztërzech, a nick nie tëja. Doktór zlecył badania i na póstapny wizyce gódó: - Wë móce taszémca. Proszą sa nie jiscëc, dó sa wëlékówac. Nót je leno pic dzeń w dzeń mlékó, a jesc jednego kuszka. Pó tidzeniu Czópiewsczi jidze nazód do przechodni i staka: - Doktorze, to wszëtkö na nick. -Tej pijce terô samo mleko. Czile dni minało. Czópiewsczi pił blós mleko, taszémc wëlôzł buten i pitô: - A kuszk gdze? Gódają, że prówdzëwó białka muszi miec jaczé krągłoscë. Jó je téż móm. W kolanach a piatach. Baro chudo Mariczka zez Brus bëła sąsadką móji cotczi. Róz gódóm do cotczi: - Wiéce, Mariczka so chłopa nalazła. I to jesz doktora ód rentgena! A óna do mie: - Në jo, leno on jeden mógł w ni co dozdrzec... A më, chudi lëdze, mómë wiele do zaóferowanió. Lata lateczné nosymë te same obleczenia, bó jidze sa wcyg zmiescëc (jesmë ekologiczny), zmiescymë nasze chudé raczczi w kóżdą dzura, bë cos wëcygnąc abó przekracëc (jesmë prakticzny), kóżdé sedzenié w autobusu abó fligrze nama pasëje, bó nie brëkujemë wiele placu (jesmë „wszadzewlazłi" - stórókaszëbsczé słowo). Në i jak nas nie kóchac? I jak sa zapitómë chudëch, czë lubią jesc, to dzewiac na dzesac ódpöwié, że jo (jesmë wiedno nienażarti...)! Niechtërny gódają, że jedzenie to nóbarżi niesprawiedlëwó rzecz na świece. W gabie trzimósz póra minut, w żołądku pora gödzënów, a w brzëch i biodra jidze na lata. Le nié u chudëch. W znóny spiéwce czëc je tak: „taczi grëbi, taczi chudi möże swiatim bëc, taczi jô i taczi të möże swiatim bëc" - jeżlë tak sa mô sprawa z duńdzenim do szczescô wiecznego, tej ni ma co sa jiscëc, a bëc szczeslëwim, czë sa mô 50, 100 czë 150 kilo. Ölga Kuklińskó Drëch czë wróg? gôdko przërëchtowónô na latosy Konkurs dlô Gadëszów m. Józwë Brusczégô w Lëpincach Dożdelë jesmë dzywnëch czasów. Żëjemë w świece, w chtërnym prôwdzëwô abö jinaczi, wrodzono, inteligencjo, pötikô sa z tą jinszą, przez lëdzy wëmëszloną, sztëczną inteligencją.Te potkania biwają rozmajité. I tak pö prôwdze jesz nie wiém, czë na sztëcznô inteligencjo to je nasz drëch czë barżi równak wróg? Nie wiém jak wa, le jó tak pó prówdze përzna sa tëch wszëtczich nowötów techno-logicznëch a jinszich cëdôków böja - w ti kwestie jem strachöblëwô. Tuwó cos klikną, tej-sej cos włącza i zaró jem tam, gdze bëc jó nie chcą, a niechtërnëch rzeczi sa copnąc nie dó. Ni móm téż doma żódnégö grôpkömixa, leno stôré panewczi i grôpczi, ni móm nawetka tego robota, chtëren jezdzy i za lëdzy sprzątô. I to nié dlôte, że jem chitrô, to wszëtkö pö prôwdze je dlô mie za baro skömpliköwóné, chöc wiedno sa ucza, żebë tak czësto nie östac z tëłu. Na przemiar dosta jem latoś ód Gwiôzdora taczi piakny, baro mądri smart watch - pó naszemu zégark. I tedë zaczało sa dló mie prôwdzëwé piekło. Dzys ju wiém, że w nym zegarku sedzół sóm purtk! Nóprzód on mie zaczął gadać, kuli jó musza zrobić kroków na dzeń, żebë bëc fit. Przez pierszi tidzeń mie sa to nawetka widzało, że chtos mie tak cwiardo pilëje. Tej jó robią wkół chëczë pôra tësaców kroków dzeń w dzeń, jaż mia jem wëdeptóné wiôldżé koło, a mój tószk wzérôł na mie dzywnyma slépiama i mëslôł, że jem czësto óbarchniałó. Późni nen zégark kózół mie chódzëc coróz wiacy i wiacy, żebë „zrzucëc" to, co jó mia zeżarté na Gödë. Czej bëło lëché wiodro, jó chodzą bënë pó jizbach, a familio sa leno pita, cze jó ju jem doszła do Tëchómia i nazód. Wszëtkö sa równak skuńczeło, czej w jedna niedzela on mie pórechówół, że za dwa zjedzone w sobota purcle, jó móm lezc jaż do Bëtowa! Në, tego bëło za wiele! Szmërgnała jem negó smart watcha w nórcëk i móm so przërzekłé, pód Bóga, że nigdë ju tegó dióchła do raczi nie wezna! Czej bada chcą jic, to puda, czej bada chcą leżeć, to sa legną, a czej mie przińdze chac na purcla - to gó zjém i kuńc. Jó jak jó, le mój sąsód, baro bógati chłop, taczi „kaszëbsczi Carrington", baro lubi ne wszëtczé móderné gadżetë i całą chëcz mó tim naszpiköwóné, ale taczim prówdzëwim hita je jegó lodownica. Mó ze dwa métrë, gódó, swiécy, a nawetka graje, a czej w nocë człowiek pó cëchu chcôłbë cos chutuszkó zeżgrzéc, tej ona włączi alarm na całą buda! Takô to je czarzelnica! Sąsód mó téż elektriczną bróma i żëbë wlezc dodóm muszi podać kod i zéwiszcze, chtërno sóm so wëbrôł, żebë sa chronic przed kradzélcama. Leno ón to zéwiszcze wëbierôł na trzezwó, żebë letko bëło je spamiatac, a kradzélcowi procëmno - drago odgadnąć.Wiéta, jak to późni z tima zéwiszczama, kódama je... jidze cos zabaczëc, pómachtac i robi sa cyrk. Në i nen mój sąsód, czedë róz wrócół dodóm w nocë ód drëcha, lechó wpisół kod do brómë i muszół pódac jesz to całé zéwiszcze, leno nie rozmiół tedë gadać wërazno, bó béł kąsk „umączony". Nodżi mu sa udżinałë, a jazëk gódół jinaczi jak głowa chcą. Znajeta gwësno nen stan organizmu? Tej sąsód gódó nôprzód cëchö do ti brómë: - ...aczi - udżi - ij... - Bróma: lëché zéwiszcze, spróbuj jesz rôz! Sąsód, cati mökri, gôdô përzna głosni: ...aczi - udżi - ij ! - Bróma: lëché zéwiszcze, pödôj dobré abö włączi sa alarm! Chłop sa fest wërzasł, bö doma bëła jegö białka i wiedzôł, czim to grozy, tej zebrôł wszëtczé möce, scësnął nodżi i gôdô głośno i wërazno: - Taczi dłudżi dżibczi czij! Wpuscë mie dodóm, të diôble! - Bróma: możesz wlezc! Witôj doma! Sąsôd odetchnął, chóc na krótko, bó doma ju żda na niego białka, chtërna zbudzył trzôsk z ti lodownicë, bó chłop chcół zjesc so jesz sztëczk wórztë. Widzyta, z tą technologią nie je tak prosto. Czej gôdómë ju ó kradzélcach, tej prawie jeden taczi wëlôzł na wólnosc pó dzesac latach w sódze, a sedzôł za kradzéż autołów, i chcół sprawdzëc, czë ón nie zabócził swöjégó fachu. Uzdrzół snóżi, nowi autół na parkingu i pömëslôł, że to je prawie dobri sztërk: abó ten japóńsczi, abó żóden. Leno przez dzesac lat ne japóńscze auta téż sa kąsk zmieniłë i czej ón ju jakoś do niego wiózł, zamknął dwiérze i chcół ödpalëc mótór, tej autół zaczął, jak ta bróma, gadać: - Witój, zapnij pasë ë pódój trasa. Włączóm lokalizacja! Kradzélc sa wërzasł, zaró béł pod sódzą i chcół, żebë gó wpuscëlë nazód, bó ugwësnił sa, że w tim fachu to ón ju za wiele dëtków nie zarobi. Tak so mëszla, że pó prówdze leno w sôdzë przed tima nowi ma technolog i ama i aplikacjama jidze sa jesz schówac. Në, bó óbóczta, dówni, czej szkólók nie poszedł do szköłë, to starszi wiedzelë o tim za czile dniów abó nawetka na kuńc semestru, në wiera, że chtos gó na wsë miół widzóné i dół dodóm znac. Mój starszi bracyna prawie tidzeń wëchödzył reno do szkołę, ale do ni nie trófiół i nicht ó tim tak zaró nie wiedzół, bó mie ón miół bómkama przekupione. Dopierze pó tidzeniu szkolno zazwónia zmartwiono do mëmczi, czë ón ju je nazód z bölëcë zdrowi. A dzysó? Starszi ju piać minut pó ósmi wiedzą, że jich dzeckó nie przeszło na uczbë, bó jima nen elektroniczny dzénnik doniese. Nawetka spokojno ni można jic na wagarë, bó nas te wszëtczé cëzé satelitë mają namierzone. Le prówda je takô, że sami jesmë taczi kawel so zrëchtowelë. A wiéta, że taczégó cëzégö agenta to wa móta nawetka u se doma. Jo! To prawie je nen mółi robót, co jezdzy wama pó chëczë i sprzątó, a tak pó prówdze to ón zbiérô nié leno smiecë z délów czë tëpicha, ale waje wszëtczé krëjamnotë. Ön przeca wié ó waji wszëtkö: chto robi doma nôwiakszi chléw, chto i gdze mô kuszczi zeżarté, bó tam je nôwiacy krëszinków, chto mô skrëté czôrné stréfle pód wëra i jesz wiacy. A jeżlë ón je chińszczi produkcje, to jo nie chcą wiedzec, co ón jesz rozmieje zrobić. On mó waji z górë na dół zeskanowóné na gwës. A taczé to mółé i niepozorne, nie dójta sa zmilëc. Taczi są nógórszi. Widzyta, wszëtkó mô swóje dobré i lëché stronë. Jô jesz nie jem przekónónó do tëch wszëtczich nowinków i ti całi sztëczny inteligencje, ale wiém jedno: drëcha wórt trzëmac krótko se, le wroga - jesz blëżi. I z tim was óstówia...