POMERANIA MIESIĘCZNIK SPOŁECZNO-KULTURALNY | ROK ZAŁOŻENIA 1963 CENA 7,00 zł | NR 1 (582) | STYCZEŃ 20241 232 500 -1- 179 685 ii ", ZRZESZENI* www.miesiecznikpomerania.pl ROK KS. HILAREGO JASTAKA '7 70238" 90490 61 NOWOŚCI WYDAWNICZE KASZUBSKA KSIĄŻKA KOD RABATOWY DLA CZYTELNIKÓW POMERANII W koszyku wpisz kod: POMERAN1A24 | Promocja trwa do 29 iutego 2024r. Nasza księgarnia jest beneficjentem programu własnego Instytutu Ksigżki "Certyfikat dla małej księgarni". Certyfikat dla małej księgarni Zamówienia telefoniczne 607-904-846 Zapraszamy na zakupy na: www.KaszubskaKsiazka.pl POMERANIA NR 1 (582) | STYCZEŃ 2024 3 Tożsamość regionalna. Perspektywy MICHAŁ KARGUL 6 Pan Janek - fotoreporter DANUTA MARIA SROKA 10 Dzesąti finał Méstra DARK MAJKÓWSCZI 12 Kaszubopedia je téż pò kaszëbskù . RED. 14 Historia mojej współpracy z „Pomeranig” to jest historia mojej przyjaźni z Wojtkiem Kiedrowskim Z Kazimierzem Ostrowskim rozmawia SŁAWOMIR LEWANDOWSKI 18 Kònkùrsë, historio i apartné słowa. Z Paùelã Stoltmannã gôdôł PAÙEL WICZIŃSCZI 20 Na zôczgtkù jô mia strach gadać pò kaszëbskù. Z Òlgq Kùklińskg gôdôłŁUKÔSZ ZOŁTKÒWSCZI 22 Wszëtkò przedôwajg, nigle na dobré sã òtemkng ŁUKÔSZ ZOŁTKÒWSCZI 23 List 24 Paweł Huelle. Zamierzał być pisarzem SŁAWOMIR LEWANDOWSKI 27 Rozmowa z Pawłem Huelle Z ARCHIWUM „POMERANII” 31 Paweł Huelle. Wiersze Z ARCHIWUM „POMERANII” 32 Pamięci prof. Brunona Synaka (1943-2013). Odważny i prawy człowiek oraz wybitny polityk JAN KULAS 34 Gdańsk mniej znany MARTA SZAGŻDOWICZ NAJÔ ÙCZBA. Edukacyjny dodówk nr 1 (173) 35 Smaki i aromaty Pomorza RAFAŁ NOWAKOWSKI 38 Wypełnianie białych plam - Leon Roppel w Organizacji Todt WALDEMAR ŚLIWIŃSKI 41 Nieznóny lëst Majkòwsczégò do Grëczë, w chtërnym jiscy sô na biédã EUGENIUSZ PRËCZKÒWSCZI 44 Godowi Jôrmark w Serakòjcach PAÙEL WICZIŃSCZI 46 Sylwestrowe szpòrtë MATEUSZ BÙLLMANN 48 Liederbuch fur Folksschulen. Niemiecczi śpiewnik dlô Kaszëbów TÓMK FÓPKA 52 Anna Gwiazda (1949-2023) RED. 53 Z Kociewia MARIA PAJĄKOWSKA-KENSIK 54 Ksigżkowe nowości regionalne IWONA JOĆ 56 LEKTURY DANIEL KALINOWSKI, BOŻENA HARTYN-LESZCZYŃSKA 59 Roda. Pùcczi Wik bãdze jak pierwi? P.D. 60 Klęka 66 W najich szkołach RED. 67 Sëchim pãkã ùszłé TÓMK FÓPKA 68 To nie je w głowa do pòjãcô OLGA KÙKLIŃSKÔ Ministerstwo ’ Spraw Wewnętrznych i Administracji Numer wydano dzięki dotacji Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji. „Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/ów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji" POMERANIA MIESIĘCZNIK SPOŁECZNO-KULTURALNY ADRES REDAKCJI ul. Straganiarska 20-23 / 80-837 Gdańsk Lei. 58 301 9016 / 58 301 27 31 e-mail: red.pomerania@wp.pl REDAKTOR NACZELNY Sławomir Lewandowski ZESPÓL REDAKCYJNY Dariusz Majkowski (zastępca redaktora naczelnego) Aleksandra Dzięcielska-Jasnoch (sekretarz redakcji, Najó Liczba) Krystyna Sulicka Małgorzata Mical Bogumiła Cirocka Ludmiła Kucharska Bogdan Adamczyk (skład graficzny) KOLEGIUM REDAKCYJNE Piotr Dziekanowski (przewodniczgcy kolegium) Mateusz Bullmann Andrzej Busler Ewa Górska Stanisław Jankę Piotr Lessnau Wiktor Pepliński Danuta Pioch Edmund Szczesiak Bogdan Wiśniewski TŁUMACZENIA NA JĘZYK KASZUBSKI Dariusz Majkowski ZDJĘCIE NA OKŁADCE Narodowy Spis Powszechny Ludności i Mieszkań 2021. Opr. Bogdan Adamczyk WYDAWCA Zarzgd Główny Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego ul. Straganiarska 20-23, 80-837 Gdańsk DRUK Wydawnictwo „Bernardinum” Sp. z o.o. ul. Biskupa Dominika 11, 83-130 Pelplin Redakcja zastrzega sobie prawo do skracania i redagowania artykułów oraz zmiany tytułów. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść ogłoszeń i reklam. PRENUMERATA Z DOSTAWĄ DO DOMU! OD REDAKTORA Narodowy Spis Powszechny Ludności i Mieszkań w 2021 roku przypadł na okres, w którym dominującym w społeczeństwie tematem było zagrożenie związane z pandemią COVID-19. Z tego też powodu zaplanowany pierwotnie na trzy miesiące spis z mocy ustawy przedłużono o kolejne trzy miesiące. Jak przekonywał wówczas ustawodawca, chodziło o zapewnienie możliwości zbierania danych od osób fizycznych objętych spisem powszechnym w miesiącach letnich 2021 roku, kiedy można było spodziewać się znacznego spadku liczby zachorowań, do czego bezpośrednio przyczynić się miały powszechne szczepienia przeciwko COVID-19. Na ostateczne wyniki przyszło nam czekać długo, choć zaprezentowane w ubiegłym roku przez Główny Urząd Statystyczny wstępne wyniki spisu w odniesieniu do Kaszubów okazały się dużym zaskoczeniem. Pierwsze, co rzuciło się w oczy, to spadek liczby deklaracji tożsamościowych w stosunku do poprzedniego spisu z 2011 roku aż o ponad 22 proc. O ponad 17 proc. zmalała z kolei liczba osób deklarujących, że posługują się językiem kaszubskim. Z uwagi na wzrastającą liczbę dzieci i młodzieży uczących się języka kaszubskiego, co można by powiązać choć częściowo ze wzrostem świadomości tożsamościowej (uczę się języka kaszubskiego, mówię po kaszubsku, czuję związek z kaszubszczyzną), liczyliśmy na poprawienie wyników z 2011 roku. Michał Kargul w prezentowanym na łamach „Pomeranii” artykule „Tożsamość regionalna. Perspektywy” komentuje: „Trudno dziś szacować, na ile te budzące emocje spadki są wynikiem zachodzących procesów społecznych, a na ile efektem zawirowań metodologicznych samego spisu”. Z pewnością potrzebna jest fachowa i wszechstronna analiza rezultatów spisu, która pozwoli zrozumieć, skąd wzięły się takie, a nie inne dane. W dalszej perspektywie zapewne trzeba będzie zastanowić się, co zrobić, aby wyniki kolejnego spisu powszechnego w kwestii kaszubskiej nikogo już nie zaskoczyły. Sławomir Lewandowski Koszt prenumeraty rocznej krajowej z bezpłatng dostawg do domu: 77 zł. W przypadku prenumeraty zagranicznej: 172 zł. Podane ceny sg cenami brutto i uwzględniajg 5% VAT Aby zamówić roczng prenumeratę, należy: • dokonać wpłaty na konto: PKO BP SA 28 1020 1811 0000 0302 0129 35 13, Zarzgd Główny Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego ul. Straganiarska 20-23, 80-837 Gdańsk, podajgc imię i nazwisko (lub nazwę jednostki zamawiajgcej) oraz dokładny adres • złożyć zamówienie w Biurze ZG ZKP, tel.500183 832 e-mail: prenumerata@kaszubi.pl Narodowy Spis Powszechny Ludności i Mieszkań 2021 TOŻSAMOŚĆ REGIONALNA. PERSPEKTYWY Wiosną zeszłego roku wybuchła burza medialna, gdy pojawiły się wstępne wyniki Narodowego Spisu Powszechnego z 2021 roku, które w odniesieniu do Kaszubów wyglądały fatalnie. Spadek liczby deklaracji tożsamościowych w stosunku do 2011 roku wyniósł bowiem aż ponad 22 proc., językowych zaś o ponad 17 proc. Trudno dziś szacować, na ile te budzące emocje spadki są wynikiem zachodzących procesów społecznych, a na ile efektem zawirowań metodologicznych samego spisu. Faktem pozostaje, że owe spadki dotknęły praktycznie wszystkie regionalne społeczności ze Ślązakami i Kaszubami na czele. Najpewniej jakaś część osób w 2021 roku złożyła po prostu inne deklaracje językowo-tożsamościowe niż dekadę wcześniej. Na pewno rolę odegrały czynniki naturalne: wymieranie najstarszego pokolenia i spadek liczby narodzin. Oba spisy przeprowadzono też przy pomocy całkowicie różnych narzędzi. Technika prowadzenia spisu w latach 2011 i 2021 była na tyle różna, że można mieć spore wątpliwości, na ile w tak delikatnej materii, jak poczucie tożsamości czy deklaracja językowa, udało się osiągnąć pełną porównywalność. To wszystko nie oznacza, że należy wyniki podane przez GUS deprecjonować, a odnotowane spadki lekceważyć. Spis dostarczył nam mnóstwo ważnych danych, o wiele bardziej szczegółowych niż przed dekadą. Należy po prostu uznać je za punkt wyjścia bez popadania w skrajny pesymizm, tym bardziej że gdy mowa o stosunkach procentowych, to mamy wręcz zaskakującą porównywalność z wynikami sprzed dekady. A zatem według ostatecznych wyliczeń GUS-u w 2021 roku mieliśmy w Polsce 179 685 osób deklarujących tożsamość kaszubską, aż o 52 815 osób mniej niż dekadę wcześniej (spadek o 22,23 proc.). Z tej grupy 166 839 zadeklarowało tożsamość kaszubską obok tożsamości polskiej (z tego 3216 kaszubską jako pierwszą). Znalazło się także 885 osób, które obok identyfikacji kaszubskiej zadeklarowały inną tożsamość niż polska. Jako pierwszą tożsamość kaszubską zadeklarowało 15 177 osób, z czego 11 961 określiło się tylko jako Kaszubi. I chyba ten wynik budzi największe zdziwienie. Wydawało się, że od ostatniego spisu w 2011 roku miało miejsce wiele wydarzeń, które powinny budować poczucie tożsamości narodowości kaszubskiej. Zaczęła prężnie działać organizacja skupiająca takie osoby, która przeprowadziła szereg głośnych i medialnych akcji. Osoby identyfikujące się tylko jako Kaszubi są także bardzo widoczne w internecie, momentami można wręcz odnieść wrażenie, że ich przekaz dominował, zwłaszcza w mediach społecznościowych. Tymczasem nastąpił tu nie tylko spadek w liczbach bezwzględnych (o 4439 osób, czyli ponad 27 proc. w stosunku do 2011 roku), ale także ich udział w grupie osób identyfikujących się jako Kaszubi. W 2011 roku osoby o tożsamości tylko kaszubskiej stanowiły 7,05 proc. ogółu Przyszłość Kaszub zależy od Ciebie! Podój, że doma gôdôsz po kaszëbskù. Spiszë sã! Pomerania nr 1 (582) / Styczeń 2024 3 Narodowy Spis Powszechny Ludności i Mieszkań 2021 Kaszubów. Dekadę później odsetek ten spadł do 6,66 proc. Co ciekawe, w spisie mamy także sporą grupę osób, które podały tylko polską tożsamość, ale zadeklarowały używanie w domu języka kaszubskiego. Włączając tę grupę, możemy sytuację kaszubszczyzny w spisie przedstawić jeszcze inaczej. Osób identyfikujących się jako Kaszubi lub deklarujących używanie kaszubskiego w kontaktach domowych mamy razem 191 504. Z tego zbioru najmniejsza grupa - 885 osób (0,46 proc.) - to osoby deklarujące tożsamość kaszubską obok innej, ale nie polskiej. Następnie mamy 11 720 osób (6,12 proc.) deklarujących tylko tożsamość polską, ale mówiących w kontaktach domowych po kaszubsku. Minimalnie większa, bo licząca 11 961 (6,25 proc.) osób grupa to osoby deklarujące tylko tożsamość kaszubską. Natomiast 166 839 osób (87,17 proc.) deklaruje tożsamość i kaszubską, i polską, z czego 3216 (1,68 proc.) osób zaznaczyło jako pierwszą tożsamość kaszubską, a 164 508 (85,09 proc.) w pierwszym wyborze zadeklarowało polskość. Co do kwestii językowych, to 89 198 osób zadeklarowało używanie języka kaszubskiego w domu. To oznacza spadek o 11 902 osoby (17,5 proc.) w stosunku do 2011 roku. Statystycznie wzrósł zatem odsetek ludzi mówiących po kaszubsku w stosunku do grupy identyfikujących się jako Kaszubi. W 2011 roku mówiący po kaszubsku stanowili 43,48 proc. ogółu Kaszubów. W 2021 było to już 49,64 proc. Niestety drastycznie spadła liczba osób mówiących tylko po kaszubsku: w 2011 roku 3800 osób, dekadę później 1777. Nastąpił tu aż 53-proc. spadek, który jednak nie powinien dziwić, gdyż oczywiste jest, że używanie tylko kaszubskiego deklarowały najpewniej głównie osoby starsze. Jako ciekawostkę można dodać, że równo 40 osób zadeklarowało, że w domu używa oprócz kaszubskiego innego języka niż polski Ciekawie wygląda kwestia wieku mówiących po kaszubsku. I tak w przedziale 0-9 lat mamy 6277 osób (7,04 proc.); 10-19 lat - 7804 (8,75 proc.); 20-29 lat - 10 220 (11,46 proc.); 30-39 lat - 12 364 (13,86 proc.); 40-49 lat - 12 529 (14,05 proc.); 50-59 lat - 13 498 (15,64 proc.); 60-69 lat - 14 486 (16,24 proc.); powyżej 70 lat - 12 020 (13,47 proc.). Dane te są... polem do wielu interpretacji. Wśród mówiących po kaszubsku osoby poniżej 40. roku życia to 41,11 proc. ogółu. Nie dziwi mniejszy udział grup w młodszym wieku w stosunku do tych najstarszych, ale na pewno nie potwierdza się katastroficzna wizja, że po śmierci tych, którzy kaszubskiego nauczyli się w domu przed załamaniem się przekazu pokoleniowego (teoretycznie byłaby to grupa 50+), kaszubski czeka po prostu wymieranie. Trzydziestolatków jest jedynie o niecałe 3 proc. mniej niż sześćdziesięciolatków. Istotniejszy spadek dotyczy dwóch najmłodszych grup (najmłodsze roczniki są, także na Kaszubach, dużo mniej liczne). Budzi tu się pytanie o skuteczność edukacji językowej w szkołach, którą w ostatnich dwóch dekadach przeszło kilkadziesiąt tysięcy osób . Tymczasem w grupach, które tę edukację przeszły (10-39 lat), mamy zaledwie 30 388 mówiących po kaszubsku. Można pokusić się jeszcze o inną statystykę. W grupie 10-12 lat znajomość kaszubskiego deklarowano tylko dla jednej trzeciej tych, którzy kaszubskiego uczyli się w 2021 roku. Czy to wynik fatalny? Raczej nie, bo z dużym prawdopodobieństwem podobna grupa uczniów w tym wieku deklarowałaby znajomość języka angielskiego. Postawić też należy pytanie, czy bez owej edukacji ten wynik nie byłby jeszcze gorszy. Jest to prawdopodobne. Z drugiej strony, zwłaszcza gdy mowa o najmłodszych, nie można wykluczyć, że ich większość to dzieci z domów, w których przekaz pokoleniowy trwa Znaków zapytania jest sporo, ale jedno można stwierdzić na pewno: odczuwamy pilną potrzebę ewaluacji edukacji kaszubskiej w szkołach i realnej oceny jej skuteczności. A także szerszej refleksji, jak owo nauczanie przekłada się później na używanie kaszubskiego na co dzień. W tym kontekście kluczowa wydaje się także inna informacja. Wśród podających tożsamość kaszubską w ostatnim spisie wykształcenie podstawowe (lub brak takowego) ma aż 22,35 proc. ogółu (pow. 13 r.ż.). Dla porównania: Ślązaków tylko 13,35 proc., Łemków 14,39 proc., a Litwinów 20,67 proc. Jeżeli natomiast chodzi o użytkowników języka kaszubskiego, dane są jeszcze gorsze. Wśród mówiących po kaszubsku wykształcenie podstawowe ma aż 27,01 proc. Dla porównania: wśród mówiących po litewsku to 25,23 proc., łemkowsku 16,92 proc., a Śląsku 15,49 proc. Ewidentnie gdy mowa o edukacji, wyzwaniem jest nie tylko kaszubska, ale edukacja szkolna na Kaszubach w ogóle. Warto też podać rozkład wieku w przypadku deklaracji osób, które identyfikują się z kaszub-skością. W przedziale 0-19 lat mamy 20,07 proc. całości, 20-39 lat - 26,51 proc. (a zatem osoby do 40. roku życia stanowią 46,58 proc. ogółu deklarujących tożsamość kaszubską). Osoby w przedziale 40-59 lat stanowią 28,51 proc. całości, osoby powyżej 60. roku życia to 24,9 proc. Teoretycznie na podstawie samych danych spisowych prognozować można, w perspektywie 4 Pomerania nr 1 (582) / Stëcznik 2024 Narodowy Spis Powszechny Ludności i Mieszkań 2021 kolejnych dwóch dekad, pewien spadek deklaracji kaszubskich, ale raczej kilkuprocentowy niż drastyczne tąpnięcie. Tuż przed świętami GUS opublikował także dane z podziałem na gminy i powiaty. I tak, jeśli chodzi o deklarowanie tożsamości kaszubskiej, to najwyższy wynik pojawił się w powiecie kartuskim - 37,39 proc. (55 330 osób), kościer-skim - 29,35 proc. (21 250) i puckim 25,99 proc. (23 329). Tylko te trzy powiaty przekroczyły 20 proc. deklaracji kaszubskich wśród ogółu mieszkańców. W liczbach bezwzględnych pomiędzy kartuski i kościerski wbija się powiat wej-herowski z 37 177 deklaracjami, które jednak stanowią tylko 16,55 proc. ogółu jego mieszkańców. Najbardziej kaszubska jest gmina Sulęczyno z 75,43 proc. mieszkańców deklarujących tożsamość kaszubską (4277 osób). Nieco mniej Kaszubów zadeklarowało się w gminie Lipnica, bo 71,92 proc. ogółu (3076), kolejne wyniki są już niższe: Stężyca 63,01 proc. (6911 osób), Jastarnia 54,66 proc. (1942) oraz Sierakowice 53,38 proc. (10 924). Jeśli chodzi o liczby bezwzględne, to najwięcej Kaszubów mieszka w Kartuzach, bo aż 14 474 (42,33 proc. mieszkańców), następne są Sierakowice z 10 924 osobami, gmina wiejska Puck z 8950 mieszkańcami (34 proc.), Kościerzyna z 8138 deklaracjami kaszubskimi (34,3 proc.) oraz Wejherowo z 7008 deklaracjami (14,8 proc.). Najwięcej osób po kaszubsku mówi w powiecie kartuskim - 25,14 proc. (37 206 osób), następnie w puckim - 15,23 proc. (13 668) i by-towskim - 9,38 proc. (7257). Ustawowe 20 proc. deklaracji przekroczyło 15 gmin (co dziwne, żadna z powiatu kościerskiego!). Przekroczenie tego progu daje prawo do wprowadzenia dwujęzycznych nazw miejscowości oraz języka kaszubskiego jako pomocniczego bez potrzeby konsultacji społecznych. Na podstawie danych spisowych do grona gmin, które tego jeszcze nie zrobiły (a wprowadziło te rozwiązania 27 gmin), dołączyć ciągle mogą gminy Krokowa, Jastarnia i wiejska Puck. Najwięcej mieszkańców deklaruje używanie kaszubskiego w gminach: Lipnica - 63,32 proc. (3263 osób), Sulęczyno - 62,73 proc. (3423), Sierakowice - 45,96 proc. (9406) oraz Stężyca -42,99 proc. (4715). W liczbach bezwzględnych najwięcej mieszkańców po kaszubsku mówi w Sierakowicach, następni są mieszkańcy Kartuz - 7975 osób (23,32 proc.), dalej gmina wiejska Puck - 5968 osób (23,35 proc.), Stężyca - 4715 osób oraz Żukowo - 4034 osoby (ledwo 8,51 proc.). Odnotować tu warto jeszcze jedną spisową informację. Bardzo dobrze widać „rozlewanie się” metropolii trójmiejskiej na sąsiednie gminy. Efektem jest dynamiczny wzrost liczby ludności powiatów okołometropolitarnych. W ciągu dekady (2011-2021) liczba ludności powiatu kartuskiego wzrosła o 23 proc. (28 039 osób) puckiego o 13 proc. (10 412), a wejherowskie-go o 12 proc. (25 055). Jednocześnie w innych powiatach wzrost jest niewielki: w kościerskim 0 2,7 proc. (1197 osób), chojnickim ledwo o 0,77 proc. (739 osób), a w bytowskim mamy nawet spadek o 1,03 proc. (ubyło 801 osób). Przyczyną jest przede wszystkim dynamiczna migracja wewnętrzna, której głównym motorem są osoby pracujące w metropolii, a na kaszubskich wsiach i w miasteczkach szukające przyjaznego 1 tańszego miejsca do mieszkania, w wielu miejscach liczbowo dominujące już nad miejscową ludnością. Działania mające na celu uświadamianie ich prowadzące do uszanowania, a może nawet włączania się w kulturę kaszubską, wydają się jednym z największych wyzwań, jakie stoją przed ruchem kaszubskim w najbliższym czasie. Na zakończenie warto podać także wyniki spisu dotyczące innych społeczności pomorskich. Znów najliczniejsi byli (po Kaszubach) Kociewiacy, aczkolwiek i tu miał miejsce duży spadek, bo odnotowano tylko 1773 deklaracje (w 2011 roku było ich 3065). „Najbardziej ko-ciewską” gminą jest miasto Skórcz, gdzie tożsamość kociewską zadeklarowało 3,67 proc. mieszkańców (129 osób). Następna jest gmina wiejska Starogard, gdzie taką deklarację złożyło 3,4 proc. mieszkańców (576 osób), trzecia zaś - gmina wiejska Skórcz (1,41 proc., 61 osób). W liczbach bezwzględnych najwięcej Kocie wiaków zadeklarowało się w gminie wiejskiej Starogard - 576, następnie w samym Starogardzie - 317, trzeci jest Tczew (201), czwarty Skórcz (129), piąty Pelplin (101). Jak chodzi o tożsamość borowiacką, to padło ogółem 610 deklaracji. Wśród gmin przoduje Cekcyn (1,87 proc. deklaracji, 126 osób), następne są Tuchola (1,48 proc., 297 osób) i Gostycyn (0,86 proc., 43 osoby). W liczbach bezwzględnych najwięcej Borowiaków zamieszkuje Tucholę, wspomniane 297 osób (48 proc. ogółu deklaracji!), a potem Cekcyn i Lubiewo - po 43 osoby. Natomiast 249 osób zadeklarowało w spisie tożsamość pomorską. Należy stwierdzić, że wszelkie działania, jakie zamierzamy podjąć w różnorakich tematach kaszubskich, powinny być poprzedzone dogłębną analizą danych z ostatniego spisu oraz wynikających z nich prognoz i rekomendacji. Mimo wszystko niosą one także pewne nadzieje, ale wiele wysiłku będzie wymagała ich materializacja. Michał Kargul Pomerania nr 1 (582) / Styczeń 2024 5 PAN JANEK - FOTOREPORTER Film Anny Czerny-Mareckiej i Stanisława Balcerzaka Pan Janek - fotoreporter to opowieść o życiu zawodowym Jana Maziejuka, fotoreportera z Jagodnicy związanego z Pomorzem Środkowym od 1956 roku. Premiera odbyła się 17 grudnia 2023 roku. Twórcy wybrali znakomite miejsce na to wydarzenie, a mianowicie Biały Spichlerz, siedzibę Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku. Ten film napisało życie jednego szlachetnego człowieka, który od dziesiątek lat funkcjonuje w tłumie Pomorzan po to, by utrwalać ich życie. Tworzenie filmu jest procesem złożonym, składa się z wielu etapów. A zaczęło się w Sali Lustrzanej pałacu w Damnicy, w której Jan Maziejuk został uhonorowany odznaką „Zasłużony dla Kultury Polskiej”. To właśnie wówczas dziennikarka „Głosu Pomorza” Anna Czerny-Marecka zaproponowała Janowi Ma-ziejukowi nagranie filmu o jego życiu. Zgodził się bez zbędnych dyskusji. Wcześniej chorował, szczególnie podczas pandemii, i ta groźna niedyspozycja spowodowała u wielu z nas przebudzenie. Trzeba się spieszyć kochać ludzi, nikt z nas bowiem nie jest nieśmiertelny. Anna podjęła wyzwanie, powstał znakomity dokument o życiu Jana Maziejuka, o życiu pełnym pasji, przygód i poświęceń. W tym filmie historia i teraźniejszość spójnie się przenikają, kadry nachodzą na siebie, są wycinkami rzeczywistości, trwania i przemijania. W efekcie wyłania się niebanalny obraz człowieka. Operator przekroczył w nim bariery zwyczajności, skonstruował obraz z elementami humoru i chęci życia. Jan pojawia się na ekranie i bez skrępowania wchodzi w rolę zawodowca, społecznika i fotoreportera. W mojej ocenie ów film można sklasyfikować jako reportaż społeczny, pokazuje bowiem realia życia Pomorzan po 1945 roku. Jan Maziejuk jest jak otwarta księga, nie ma nic do ukrycia przed interpretatorem. Jego reportaże fotograficzne to życie bez zbędnych ozdobników. Fotografie Maziejuka są wyimkami z życia prostych ludzi, dygnitarzy i artystów, organizatorów życia społecznego oraz obserwatorów kultury. Twórcy filmu wykorzystali ten atut, wiedzieli, co chcą powiedzieć o Janie Maziejuku, a dzięki temu widzowie dostali znacznie więcej, niż mogli się spodziewać. Tuż przed projekcją bulwary nad Słupią wypełniły się tłumem ludzi zmierzających do Białego Spichlerza. Sala wernisażowa im. Barbary Zielińskiej w mgnieniu oka zapełniła się gośćmi. Przyjechali ludzie z rozmaitych stron, sołtysi i artyści ludowi, dziennikarze i fotoreporterzy, samorządowcy i bibliotekarze, krewni i przyjaciele. W pierwszych rzędach usiedli członkowie rodziny Jana Maziejuka na czele z ukochaną żoną Alicją. Wnuk oznajmił, że jest dumny z dziadka, goście także wypowiadali się w sposób autentyczny. Opowieściom nie było końca. 6 Pomerania nr i (582) / Stëcznik 2024 Wydarzenia W filmie wystąpili ludzie, którzy współpracowali bądź nadal współpracują z Janem Maziejukiem: Alicja Maziejuk - żona, przyjaciółka i towarzyszka życia Jana, Jolanta Nitkowska-Węglarz - dziennikarka, publicystka, autorka książek popularyzujących historię Pomorza oraz baśni (Słupsk), Konrad Remel-ski - dziennikarz, autor licznych reportaży, powieści i książek dla dzieci (Miastko), Czesława Długoszek - publicystka, poetka i reportażystka, autorka książek 0 historii Pomorza (Objazda, gmina Ustka), Danuta Maria Sroka - regionalistka, bibliotekarka, publicystka, autorka książek dotyczących osadnictwa pomorskiego (Słupsk), Marcin Barnowski - dziennikarz, historyk, publicysta, autor książek o Pomorzu (Ustka), Czesław Cekała - ceniony fotograf (Słupsk), Sławomir Żabicki - fotoreporter, bibliotekarz cyfrowy, pasjonat Pomorza (Słupsk). Wielu mogło się jeszcze wypowiedzieć, ale film nie miałby końca, dlatego należało dokonać wyboru. Współtwórczyni filmu Anna Czerny-Marecka była wyraźnie zbudowana. Dziękowała za tłumne przybycie, opowiadała o kulisach powstania filmu oraz o znaczeniu fotografii dokumentalnej pana Jana. Techniczną stronę dzieła zaprezentował Stanisław Bal-cerzak z Record Studio Filmowe, który tak połączył obrazy - tkane życiem i twórczością Jana Maziejuka - by wzbudzały emocje u widza. Jego doświadczenie, pasja i wiedza oraz znakomita współpraca z Anną Czerny-Marecką stały się przyczynkiem do powstania świetnego obrazu dokumentalnego, obrazu pełnego wzruszeń i radości. Widownia biła brawo, skandowała, zdarzały się wybuchy śmiechu i łzy wzruszenia. Od ponad czterdziestu lat mieszkam w Słupsku 1 gdybym na tym zakończył, byłaby to najprostsza i naj- krótsza opowieść autobiograficzna - tymi słowami rozpoczyna się książka Jana Maziejuka wydana w roku 2014 Krekodaj (słupski). Publikację wydało Starostwo Powiatowe w Słupsku, z którym Jan Maziejuk współpracował przez wiele lat. Film rozpoczyna się również od tego zdania. W istocie oddaje ono charakter Jana, konkretny, prawy, bez zbędnych motywów zdobniczych. Przypomnijmy kilka faktów z jego życia. Jako fotoreporter dokumentował ludzkie losy, działania społeczne, polityczne, sportowe i kulturalne, dokumentował krajobrazy i wydarzenia religijne. Uwieczniał w kadrze przydrożne krzyże, rybackie chaty i chłopskie stodoły, czarne pola pod zasiew i opalonych żniwiarzy, klucze żurawi na niebie i gniazda bocianie. Jego uwadze nic nie mogło umknąć. Dziś jest cenionym fotografem, którego zdjęcia były nagradzane na wielu wystawach krajowych i międzynarodowych, publikowane w wydawnictwach zwartych Pomerania nr i (582) / Styczeń 2024 7 Wydarzenia czy periodykach. Bogate archiwum Jana Maziejuka stanowi cenne źródło wiedzy o regionie pomorskim, określa wyraźnie społeczne barwy minionych lat. Patrząc na zdjęcie, którego był twórcą, pan Jan potrafi określić czas, miejsce i sytuację, pamięta nazwiska bohaterów ujęcia i niejednokrotnie uzupełnia historię, wychodząc daleko poza ramy obrazu. Wydał wiele publikacji albumowych oraz katalogów wystawienniczych, również mnóstwo tekstów różnych autorów zostało wzbogaconych zdjęciami Maziejuka. Jego prace obecne są w Bałtyckiej Bibliotece Cyfrowej oraz na wielu innych portalach, korzystają z nich publicyści i naukowcy z dziedziny etnografii, socjologii, etnologii, antropologii kulturowej i społecznej, historii, regionalizmu itd. Jan Maziejuk od lat 50. XX wieku związany jest z Pomorzem, kocha pomorskie przestrzenie, wciąż je dokumentuje. Jego praca ma wpływ na rozwój nauki polskiej, obrazy fotograficzne zatrzymane w kadrze publikowane są bowiem w wydawnictwach naukowych dotyczących historii, antropologii kulturowej czy etnografii. W 2004 roku Jan Maziejuk i jego brat Henryk Maziejuk wydali książkę Jagodnica: ludzie, architektura, historia, wydarzenia. Ta znakomita publikacja opowiada o trwaniu i przemijaniu, opisuje ludzi i miejsca. Już sama okładka książki jest autentyczna, przedstawia bowiem dom babci Jaku-bowej w Jagodnicy, którego już nie ma, objawił się jedynie na akwareli Antoniego Dmochowskiego. Co to za objawienie! Mocne, przejmujące, dawne... Ale nie o tym chciałam pisać, moją uwagę zwracają szczegółowe opisy historyczne wsi, a mianowicie te związane z mieszkańcami Podlasia, pracą i symboliką religijną. Bracia Maziejukowie przyszli na świat w owej opisanej przez nich maleńkiej Jagodnicy. Henryk urodził się w listopadzie 1935 roku, Jan w maju 1938 roku, obaj przeżyli piekło drugiej wojny światowej, śmierć ojca i matki, głód i wędrówkę. Byli sierotami. Obaj też zasługują na miano reportażystów, ludzi niezwykle prawych i wartościowych. Wybrali różne miejsca do życia. Jan zamieszkał w Słupsku. W styczniu 1956 roku, przekonany przez działacza Związku Młodzieży Polskiej z Miastka, tzw. werbownika, podjął decyzję o wyjeździe na tzw. Ziemie Odzyskane. Werbownik wspominał o zagospodarowaniu tych ziem, a potem pozostawił Janka samego w drodze. Zniknął. Jan, bez grosza przy duszy, sam zawędrował w okolice Miastka. Początkowo pracował Pomerania nr i (582) / Stëcznik 2024 Wydarzenia jako robotnik budowlany w Grupie Budowlanej Państwowego Gospodarstwa Rolnego (PGR) Kamnica. Dostał do dyspozycji zdobycz wojenną: radziecki aparat fotograficzny Zorka. I tak właśnie rozpoczęła się przygoda Maziejuka z fotografią, która trwa do dnia dzisiejszego. Powoli pałeczkę przejmuje wnuk. Z Kamnicy Jan przeniósł się do Wołczy Wielkiej, tam pracował w transporcie budowlanym. Po likwidacji Grupy Budowlanej zamieszkał w Miastku. Wiele zawodowych lat spędził w lokalnej Fabryce Rękawiczek i Odzieży Skórzanej (FRiOS). Tu pracował i uczył się jednocześnie, działał w kulturze i udzielał się w sporcie masowym. I tak ukończył szkołę średnią. W młodości Jan Maziejuk był czynnym sportowcem i upowszechniał wiele form aktywności fizycznej. Pierwsze doświadczenie zdobył w LZS Orły. Przez kilka sezonów grał w siatkówkę w drużynie KS Start w Miastku. Tam też był prezesem Ogniska Miejskiego Towarzystwa Krzewienia Kultury Fizycznej (TKKF) Młodzieżowiec, potem Obrzeże. TKKF, działające przy Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej, popularyzowało sport masowy, kulturę fizyczną i rekreację. Takie były realia. W latach 1964-1972 przewodniczył Zakładowemu Ognisku TKKF w fabryce rękawiczek. Fotografią zajmuje się od 1956 roku. Już w PGR Kamnica był zatrudniony na etacie instruktora kulturalno-oświatowego, fotografował „ludzi dobrej roboty”, sporządzał ich portrety, dokumentował imprezy kulturalne, oświatowe i sportowe, przygotowywał gazetki ścienne i fotogazetki. Rolę zakładowego fotografa pełnił również w fabryce rękawiczek. Dokumentował tam wydarzenia związane bezpośrednio z produkcją oraz codzienne życie mieszkańców Miastka. W 1972 roku przeniósł się do Słupska. Początkowo pracował jako fotoreporter tygodnika zakładowego „Konfrontacje”, wydawanego przez Północne Zakłady Przemysłu Skórzanego „Alka”. Potem przeniósł się do środkowopo-morskiego tygodnika „Zbliżenia”, następnie pracował w „Głosie | Pomorza”. W latach 1987-1990 G pełnił funkcję prezesa Słupskie-go Towarzystwa Fotograficznego, które za czasów jego prezesury osiągnęło wiele sukcesów. Druga wojna światowa, śmierć rodziców, choroba, bieda czy przesiedlenie stały się przyczynkiem do tworzenia własnej wizji świata, potrzeby utrwalania codziennego życia, przemian społecznych i przemijania. Realny świat, sprawy trudne, bulwersujące czy zachwycające przedstawia tak, że nie sposób przejść obok jego fotografii obojętnie. Danuta Maria Sroka Pomerania nr i (582) / Styczeń 2024 9 DZESĄTI FINAŁ MESTRA Skùńczëła sã X edicjô Regionalnego Kònkùrsu dlô Czëtińców „Méster Bëlnégò Czëtaniô”. We wiôldżim finale, jaczi béł 15 gòdnika w sedzbie organizatora, to je Mùzeùm Kaszëbskò-Pòmòrsczi Pismieniznë i Mùzyczi, wzãło ùdzél kòl 100 ùczãstników. Przeszłe òni przez pôrã rówiznów eliminacjów, niejedny zaczãlë òd szkòłowëch, pózni biôtkòwelë sã w gminowëch i kùreszce w pòwiatowëch (w krézach: bëtowsczim, chònicczim, gduńsczim, kartësczim, kòscersczim, pùcczim, słëpsczim, wejrowsczim i w Gdinie). Wôrt dopòwiedzec, że w finale bëlë téż przedstôw-cowie dërszewsczégò i pruszkòwsczégò pòwiatu. Wespół na miónczi szło wnet 1300 ùczãstników. To òznôczô, że tëli lëdzy przeczëtało latoś jaczis tekst pò kaszëbskù. To je wierã nôwikszô zwënéga tegò kònkùrsu. Finalistów w szesc wiekòwëch kategoriach taksowate dwie komisje, a òbsãdzëcelama bëlë: Danuta Pioch, Wanda Lew-Czedrowskó, ks. Marión Miotk i przedstówcowie MKPPiM: Janina Kùrowskô, Agata Grenwald i Paùlëna Wãserskô. - Latosy, brzadny finał X edicje Kònkùrsu dlô Czëtińców „Méster Bëlnégò Czëtaniô” pòkôzôł, że westrzód dzecy, młodzëznë i dozdrzeniałëch je wiele lubòtników ksążków, a przede wszëtczim kaszëbsczégò jãzëka. W karnie ùczniów klasów 7-8 czëtanié trzimało sã wnet na jedny rówiznie. Wëstãpë ùczãstników wëżispòdlecznëch szkòłów pòkôzałë, że kaszëbskô mòwa mô swój môl nié leno w szkòle, ale przede wszëtczim doma. Z rokù na rok ùczãstnicë czëtają wiele lepi, co bëło widzec òsoblëwie w karnie dozdrzeniałëch - pòdczorchiwô Paùlëna Wãserskô. Uczniowie klas 1-2 spòdlecznëch szkòłów czëtelë wiérztë Stanisława Janczi. Nôlepi z jich przeczëtanim wiedzelë so radã: Hùbert Chą-dzyńsczi z Zespołu Szkòłów w Szlachecczim Brzéznie (1 m.), Alicjô Gòscëckô ze Spòdleczny Szkòłë w Tëchómiu (2 m.) i Zuzana Lubeckô ze Sp. Sz. nr 3 w Kòscérznie (3 m.). Wëprzédnioné w ti kategorie bëłë: Alicjô Michałkewicz (Sp. Sz. w Tëchómiu), Nadiô Bòrowieckô (Sp. Sz. nr 3 w Rédze) i Kaja Peter (Sp. Sz. w Strzebielënie). Uczniowie kl. 3-4 szlë na miónczi z dzélama ksążczi Aleksandrę i Dariusza Majkòwsczich Mòja pierszó Biblio. Nowi Testament. Pierszi mól dobëła Jadwiga Bòbkòwskô ze Sp. Sz. w Kaliszu, drëgô bëła Emilio Plata ze Sp. Sz. Zgromadzenió Sostrów Zmar-twëchwstaniô Pańsczégò we Wejrowie, a trzecó Dagmara Lis ze Sp. Sz. w Redkòwicach. Wëprzéd-nienia dostelë: Léón Makùrôt ze Sp. Sz. nr 4 w Kòscérznie, Emilio Sykórskó ze Sp. Sz. nr 2 w Ból-szewie i Milena Witos ze Sp. Sz. w Miechùcënie. 10 Pomerania nr i (582) / Stëcznik 2024 WËDARZENIA - Ùczãstnicë kònkùrsu w kategorie kl. 5-6 czëtelë Zajcową górkã Tomasza Słomczińsczégò. Do-biwcą òstôł Michôł Łëczkò z Zespòłu Sztôłceniô i Wëchòwaniô w Stãżëcë, a pòsobné môle ùdostałë: Zofiô Drewczińskô ze Sp. Sz. w Skòrzewie i Natalio Tëbòra z ZS w Bòrowim Młënie. Wëprzédnienia dostałë: Michalëna Marcyńskô ze Sp. Sz. w Chmielnie, Zofiô Dzenisz ze Sp. Sz. nr 4 w Rédze i Nataliô Swiątk Brzezyńskô z ZS w Szlachecczim Brzéznie. Na młodzëznã z kl. 7-8 żdałë dzélëczi Żëcégò i przigòdów Remùsa Aleksandra Majkòwsczégò. Nôlepi wiedzôł so z nima radã Stanisłôw Knitter (Sp. Sz. nr 4 w Kòscérznie), drëdżi môl ùdostôł Róbert Stencel (Sp. Sz. w Trzepowie), trzecy Agata Bòszke (Sp. Sz. w Swôrzewie). Wëprzédnioné bëłë: Juliô Szwichtenberg (Sp. Sz. w Czelnie), Nadio Kraùze (ZS w Bòrowim Młënie) i Juliô Dep-ka-Prądzyńskô (ZS w Szlachecczim Brzéznie). Uczniowie wëżispòdlecznëch szkòłów czëtelë dokôz Stanisława Janczi Łiskawica. Nôlepszô bëła Aniela Makùrôt (Òglowòsztôłcącé Liceùm w Kòscérznie), drëgô Wiktorio Cybùla (Zrzesz Warkòwëch i Òglowòsztôłcącëch Szkòłów w Kartuzach), a trzecô Joana Majkòwskô (II ÒL w Lãbòrgù). Wëprzédnienia dostelë: Antón Majkówsczi (Powiatowi Zespół Szkòłów nr 2 we Wejrowie), Oliwio Daleko (ZSZiOK w Kartuzach) i Michôł Mòga (II ÒL w Chónicach). Dobiwczka ti kategorie pòdczorchiwała, że dzélëczi Łiskawicë, jaczé mùsza przërëchtowac na kònkùrs, zachãcëłë jã do czëtaniô dali. - Baro mie sã ten dokôz widzy. Je czekawi i chcã gò przeczëtac całi - gôdô. Aniela Makùrôt bëła ze se rôd pò wëstãpie w finale, ale dobëcé bëło dlô ni niespòdzónką. - Jô czëła, jak bëlno czëtają jinszi, i wi-dzała, że kònkùrencjô je mòcnô. Jô miała nôdzejã na jakąs nôdgrodã, bò czëtanié szło mie dobrze, ale pier-szi mól dół wiele redoscë. Chcã jesz dodać, że wiôl-dżim przeżëcym dlô mie i dlô całégò karna ùczniów kaszëbsczégò w kòscersczim Liceùm je pòmòc w organizacji pòwiatowëch eliminacji „Méstra Bëlnégò Czëtaniô”, jaczé są prawie w naji szkòle. Pòmôgómë jinszim ùczãstnikóm, zapòwiôdómë, pòkazywómë, dzejic... To wiôldżéswiãtodlônajiszkòłë,aòsoblëwie dlô ùczniów kaszëbsczégò - rzekła nama Aniela. W kategorie dozdrzeniałëch szło na miónczi 11 ùczãstników. Pierszi môl dobëła Weronika Cenôwa (przedstôwczka kartësczégò pòwiatu), drëdżi béł Szëmón Heland (pùcczi pòwiôt), a trzecô Iwóna Makùrôt (kòscersczi pòwiôt). Wëprzédniony bëlë: Agnieszka Tusk (kartësczi pòwiôt), Ana Swistun (wej-rowsczi pòwiôt) i Paùel Wittbrodt (Gdiniô). - Ùdzél w kònkùrsu „Méster Bëlnégò Czëtaniô” béł dlô mie baro wôżnym egzaminã. Jakno ùstnô ni móm leżnotë wëstãpiwac na wielnëch kònkùrsach. Mògła jem spróbować to, czegò jem sã naùczëła w szkòle. Tekst nie béł prosti. Nót bëło dobrze gó so naczëtac, żebë gò richtich zrozmiôc. Tim barżi jem rada, że jô mògła mieć taczé zwënédżi. Ùwôżóm, że je to baro potrzebny kònkùrs i ceszã sã, że sama mògã do niegò téż zachãcëwac i przërëchtowiwac dzecë - gôdô Weronika Cenowa. Nôdgrodë w latosy edicje ùfùndowelë: MKPPiM we Wejrowie, Wejrowsczi Pòwiôt, WëdôWizna Kaszëbskò-Pòmòrsczégò Zrzeszeniô, Wëdôwi-zna Majkówsczi, Oficyna Czec, Urząd Miasta Betowa i Kaszëbsczi Institut. Wiôldżé Bóg zapłać dobrzińcóm, pòwiatowim kòòrdinatoróm kònkùrsu, organizatorom eliminacjów w gminach i szkołach. Òsoblëwô pòdzãka dlô szkólnëch, chtërny przërëch-towelë ùczniów do bëlnégò czëtaniô pò kaszëbskù. Do organizatora, to je do MKPPiM we Wejrowie, doszło téż czile wôrtnëch bédënków pòzmianów w regùlaminie kònkùrsu na przińdné lata. Jedną z nich bëła prośba ò rozdzelenié kategorie ùstnëch na warkòwò zajimającëch sã kaszëbizną i zaòstałëch. Ju terô je wiedzec, że óstónie óna zjisconó ju w latosy -XI edicje. Dark Majkówsczi Pomerania nr i (582) / Styczeń 2024 11 KASZUBOPEDIA JE TEZ PO KASZEBSKU W 2022 rokù rëgnãła internetowo starna kaszubopedia.pl. Je òna brzadã wespółrobòtë Kaszëbsczégò Institutu z Wojewódzką i Gardową Pùbliczną Biblioteką we Gduńskù. Na zôczątkù pojawiło sã tam kole 100 rozmajitëch zéwiszczów, colemało na spódlim tekstów òpùblikòwónëch w ksążce Gniazdo Gryfa. Słownik kaszubskich symboli, pamięci i tradycji kultury1. Nôkłôd ny pùblikacje, w jaczi na 744 starnach je wicy jak 400 zéwiszczów napisónëch przez jednôsce aùtorów, òb czile miesąców do czësta òstôł wëprzedó-ny. Równoczasno bezùstôwno pòjôwiałë sã bédënczi, żebë projekt rozwijać dali. I to prawie kaszëbòpediô je realizacją tëch bédënków. Ùdbòdôwôczã i starnë, i ksążczi je prof. Cezari Óbracht- Prondzyńsczi. - Czej jesmë wëdelë Gniôzdo grifa, jô so mëslôł, żebë tak chùtkò jak to sã dô, przenieść zamkłosc ti ksążczi do internetu. I to pòmalinkù jidze. Dzysô je wicy jak 200 rozmajitëch haseł - klarëje przédnik Kaszëbsczégò Institutu2. Wikszosc nëch zéwiszczów bëło we wspòmnióny pùblikacje, ale òstałë òne przez aùtorów prze-zdrzóné, dofùlowóné, a tam, dze bëło to brëkòwné, téż poprawione. Cziledzesąt hasłów je czësto nowëch. Zwikszëło sã téż karno lëdzy, chtërny rëchtëją tekstë. Do aùtorów Gniôzda grifa (Miłosława Bòrzëszkòwskô-Szewczik, Józef Bòrzëszkòwsczi, Witosława Frankòwskô, Daniél Kalinowsczi, Kata-rzëna Kùlikòwskô, Ana Kwasniewskô, Magdalena Lemańczik, Cezari Òbracht-Prondzyńsczi, Justina Pòmierskô, Tomôsz Rembalsczi, Milos Reznik) do-szlë nowi: Agnieszka Bednarek-Bòhdzewicz, Aleksandra Kùrowskô-Susdorf, Magdalena Sacha, Michôł Hinc i Bògùsłôw Bréza. Ò jich nôùkòwim ùróbkù i doswiôdczenim jidze przeczëtac prawie na kaszubo-pedia.pl. Nalézemë tam téż wiadła ò tim, czim mô bëc ta starna: Célã projektu bëło stworzenie kompendium wiédzë ò kaszëbsczich symbolach, mitach, pamiãcë, przedstawionym świece, przeswiôdczeniach i stereòtipach (jakno wôżny znance òpisywaniô grëpòwëch grańców: co je swòje, co je cëzé). Ostało zaplanowóné, że bãdze òno téż dôwało bôczenié na òsoblëwòscë etnicznëch, kùlturowëch i spòlëznowëch pòzmianów na (zmieniwa-jący sã) òbéńdze, najaczi mieszkô kaszëbskò spòlëzna. Badérowónô bëła téż tradicjô, w tim „wënalazłô tra-dicjô”, to je zesadzony i mający wiele rówiznów zbiér wôrtnotów i kùlturowëch zamkłosców, żëwi, wcyg re-interpretowóny, zmieniwny w czasu, ale równoczasno z wiele stójnyma elementarna (taczima są np. znanczi aùtostereòtipù). Zbiór, jaczi ból i wcyg je fundamenta zapëzglony kaszëbsczi juwernotë. Do tegò dochôdô wôżnô sprawa rozwiju institucjonalizacje kùlturë a téż 1 Gdańsk 2020 2Cytat z aùdicje w Radio Gdańsk z 19.12.2023 dejowi i artisticzny pluralizm, jaczi je widzec we wsze-lejaczich formach iitwórstwa. W òbrëmim projektu ostała przëjimniãtô historicz-nó perspektiwa, ale równoczasno je dóny bôczënk na taczéprzesztôłcenia kaszëbsczi kùlturë, jaczé zagwësni-wają ji atrakcyjnotd dzysdnia, i kreatiwnosc. Je téż boczenie na to, że kultura ta òstôwô rozmajitim, zmie-niwnym i zesadzonym zjawiszczã (mô wiele rówiznów, je hibridowó, kontekstowo etc.). 7 gódnika w gduńsczi filie Wójewódzczi i Gardowi Pùbliczny Biblioteczi kòl sz. Mariacczi bëło potkanie namienioné donëchczasnémù rozwijowi projektu, a òsoblëwie zôczątkòwi jegò kaszëbsczégò dzéla. Prof. Òbracht-Prondzyńsczi òpòwiôdôł ò tim, jak pòd kùńc 2022 rokù rodzëła sã ta ùdba: - Jô so pòmëslôł, że to bë mògło bëc téż pò kaszëbskù. Jem zazwònił do dr. Darka Majkòwsczégò i sã spitôł: Co wasta ò tim mësli? A dr Majkówsczi odrzekł, że to bë bëło bùten szëkù, jakbë kaszubo-pedia nie bëła téż pò kaszëbskù. I tej na zôczątkù 12 Pomerania nr i (582) / Stëcznik 2024 WINTERNECE 2023 zaczãła sã robota wkół stwòrzeniô kaszëbskòjãzëkòwi wersji. Dôł sã na to wspòmnióny Dark Majkówsczi, chtëren nôprzód skaszëbił interfejs brëkòwników starnë, biogramë aùtorów i informacje ò projekce. Późni zaczął tłómaczëc same hasła. Dzysdnia nëch zéwiszczów je na starnie 25: Aniół Kaszëb, Arkóna, Baszka, Biblioteka Kaszëbsczich Pi-sarzów, Bieszk Sztefón, Brusë, Czechowie i Kaszëbi, Dobrogòst i Miłosława, Hëta, Kamiané krãdżi, Kaszëbsczé kòlãdë, Kaszëbsczi Lëdowi Uniwersytet, Kaszëbskô droga, Krofey Szëmón, Król Kaszëbów, Legenda Bałtyku, Pankowie, Pòtrôwnica (malëna), Przëtómczi, Pùstô noc, Rodło, Sanktuaria na Rôczimë do czãstégò zazéraniô na kaszubopedia.pl. Jakno przëmiar tegò, co mòżeta tam nalezc, bédëjemë wëjimk z zéwiszcza namienionégò „Kaszëbsczim królóm”, wjaczim są wspòmnióny m.jin. patronowie rokù: łońsczégò (Tóna Ôbram) i latoségò (ks. Hilari Jastak). Jegò aùtorãje Józef Bòrzëszkòwsczi. Kaszëbsczi królowie Tim mionã ód II pół. XIX w. bëlë zwóny ledze, chtërny wëprzédniwelë sã w spòlëznowò-pòliticznym żëcym, wërôstelë nad môlową, a nawetka regionalną spòlëznã. Zwëk ten miôł pòczątk w cządze rządów prësczich królów - nie-miecczich césarzów, co mòżemë brac za merk jich cëzotë dlô Kaszëbów. Chcemë pamiãtac, że wnenczas z pòlsczich królów na Kaszëbach bëlno wspòminelë blós Jana III Sobiesczégò, a kultur-kampf wëlékarził Kaszëbów z pierwòszny lubnotë wedle prësczich królów, chtërnym bëlë wdzãczny m.jin. za ùwłaszczenié i pòwszedny rost dobroctwa. Kaszëbi pòkôzelë, że mielë i mają gwôsnëch królów, do jaczich pòdchôdają swójskò, kąsk szpòrtowno, ale z fùlnym ùwôżanim. Chcemë dac bôczenié, że pòjawilë sã òni czile wieków pò ksążãtach Kaszëb i Pòmòrzô, w cządze żëwëch rojeniów ò ùdostanim nazôd subiektowòscë i samòstójnotë, legendów ò śpiącym wòjskù w niejedny górze na Kaszëbach, a nawetka ò jedurnym królu mieszkającym pòd ze-mią, chòcle w òkòlim Lãbòrga. Ni mòżemë téż zabëc ò bëtnoscë na starnach pòwiescë A. Majkòwsczégò tak królewiónczi, jak i króla Wdzydzczégò Jęzora. Je znankòwné, że titel „kaszëbsczi król” do-stôwelë colemało dzejarze lëdowëch towarzëstwów. Bëlnyma jich przedstôwcama z przełómaniô XIX i XX w., nôbarżi wnenczas znónyma króla-ma Kaszëbów, bëlë: J. Czëżewsczi ùrodzony na Pòwislu, drëkôrz i spòlëznowi dzejôrz z Gduńska; T. Ôbram - apòsztół nôrodny sprawë z Sopòtu i Òliwë, a téż T. Rogala z Kòscérznë i W. Rogala z Wielô - piesniôrz z zemi jezór. Òsoblëwé acht-nienié i królewską pòczestnotã mô do dzysdnia T. Ôbram, przëtomny w legendze, na starnach historie i w niejednym mice, pódskacywónym m.jin. swiãtowanim zrzeszonym z roczëznama ùdostaniô Kaszëbach, Tóna Ôbram, Trojanowsko Izabella i Za-bëtczi kaszëbsczégò jãzëka. Òb czas gòdnikòwégò pòtkaniô we Gduńskù prof. Òbracht-Prondzyńsczi pòdczorchiwôł, że mësli ò stwòrzenim całégò karna tłómaczów, żebë kaszëbskô wersjô bëła w sztãdze chùtkò sã rozwijać, a wielëna zéwiszczów bëła szlachòwnô do nëch pò pòlskù. Przédnik Kaszëbsczégò Institutu dodôł téż, że w 2024 rokù chce zacząc robòtã nad anielską wersją kaszëbòpedii, żebë wiédzô ò Kaszëbach, najich symbolach, kùlturze, zwëkach i wôżnëch pòstacjach bëła przëstãpnô dlô lëdzy na całim świece. Red. samòstójnotë i Zdënkù Pòlsczi z Mòrzã. [...] Òkòma wëżi wspòmniónëch béł jesz kaszëbsczim królã wejrowsczi proboszcz i prałat ks. W. Dą-browsczi - tamtoczasny gòspòdôrz Kalwarie. Kaszëbsczich królów jesmë mielë téż westrzód zamòrsczi emigracje. Taczé miono miôł wej m.jin. H. Derdowsczi w Winonie i A.P. Kùrra w Chicago. Pòstãpną bòkadosc kaszëbsczich królów wi-dzymë dopierze pò II światowi wòjnie w cządze PRL. Tedë Klub Sztudérów Kaszëbów w Wëższim Dëchòwnym Seminarium w Pelplënie wëbiérôł i mascył swòjégò króla, do czegò tej-sej ógrańczało sã jegò dzejanié. Na próbã òżëwieniô robòtë Klubù dół sã wëbróny w 1956 r. W. Szulëst. Nôwikszé rów-nak ùwôżanié, dzãka gazétnikóm i swòji niezwëkło-scë, ùdostôł tej K. Krefta, przedwòjnowi przédnik Korporacje „Cassubia” w Warszawie, pò wòjnie krótkò kartësczi starosta i dzejôrz Kaszëbsczégò Zrzeszeniô, żëjący sómno w Òtominie - Lniskach, w zôkòlim Reduni, chtërnégò pòstacjã i legenda z pa-sownym distansã òpisałë nôprzód aùtórczi ksążczi Bedeker kaszubski - R. Ostrowsko i I. Trojanowsko a téż T. Bòlduan w Nowym bedekerze kaszubskim. Na skùtk towarzący mù królewsczi sławë tamtoczasné wëszëznë PZRP (Pòlsczi Zjednóny Robòtniczi Partie) bëłë w sztãdze miec za prôwdã przëpisywóné tej--sej Kaszëbóm mònarchisticzné zgrôwë. Na starnach kaszëbsczégò Bedekera òpisónô òstała téż pòstacjô T. Przewòsczégò z Lesna -młënarza i lëdowégò żłobiarza, przedstôwcë wiôldżi ricerskò-szlacheckò-zemiańsczi familie Rautendorf-Przewòsczich, bëlno dôwającégò so radã i w kapitalizmie, i w socjalizmie. Za to T. Bòlduan przëbôcził nôbarżi znónégò òd czasów pierszi „Solidarnoscë” kaszëbsczégò króla, jaczim òstôł wnenczas ks. dr H. Jastak - proboszcz parafii NSPJ w Gdinie, kapelan sztrajkùjącëch òkrãtowników w gòdnikù 1970 i zélnikù 1980 r. a téż nowégò związkù, dôwający w 70. i 80. latach schronią i wspiarcé dlô lëdzy òkrãżô òpòzycje gduńsczégò pòbrzegù. Ò nim to, za jegò żëcégò, na-piselë, że béł Semperfidelis Deo, Patriae, Ecclesiae et Cassubie. Taczé miono je pasowné dlô wszëtczich „królów” Kaszëbów. Pomerania nr i (582) / Styczeń 2024 13 HISTORIA MOJEJ WSPÓŁPRACY Z „POMERANIA” TO JEST HISTORIA MOJEJ PRZYJAŹNI Z WOJTKIEM KOROWSKIM Z Kazimierzem Ostrowskim, współzałożycielem oddziału Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego w Chojnicach oraz wieloletnim dziennikarzem „Gazety Pomorskiej” i „Pomeranii”, rozmawia Sławomir Lewandowski. Dwudziesty siódmy dzień stycznia 1957 roku. Pamięta Pan tę datę? Oczywiście, doskonale pamiętam tamten dzień. Wówczas w Chojnickim Domu Kultury odbyło się zebranie założycielskie miejscowego oddziału Zrzeszenia Kaszubskiego. Byłem prawdopodobnie najmłodszym uczestnikiem tego spotkania, bo miałem jedynie osiemnaście lat. De facto stałem się jednym z członków założycieli chojnickiego oddziału wówczas jeszcze Zrzeszenia Kaszubskiego. Jak to się stało, że młody człowiek znalazł się tamtego dnia w gronie osób zainteresowanych działalnością regionalną? 14 Pomerania nr 1 (582) / Stëcznik 2024 Nasze rozmowy Już w szkole średniej interesowałem się regionalizmem kaszubskim. Jako przewodniczący szkolnego kółka polonistycznego wygłaszałem referaty poświęcone Hieronimowi Derdowskiemu i Aleksandrowi Majkowskiemu. To było świadome i naturalne działanie, które doprowadziło mnie w tamto niedzielne przedpołudnie do Chojnickiego Domu Kultury. W tamtym okresie studiowałem i mieszkałem w Poznaniu, ale tego dnia akurat byłem w Chojnicach, co - jak wspomniałem na początku - pozwoliło mi współuczestniczyć w utworzeniu oddziału Zrzeszenia Kaszubskiego. Choć przez pierwsze lata, z uwagi na naukę, byłem mniej aktywnym członkiem, czasami nawet byłem wyłączony z bieżącej działalności oddziału, to w latach sześćdziesiątych mocno zaangażowałem się w pracę regionalnych struktur Zrzeszenia. Studiowałem później w Gdańsku, a będąc członkiem zarządu głównego, poznałem najważniejsze postacie tamtego okresu. Czułem się dobrze w tym środowisku. Dodam jeszcze, że na seminarium zgłosiłem się do profesora Andrzeja Bukowskiego i pisałem pracę magisterską 0 Janie Karnowskim, o jego twórczości literackiej w okresie międzywojennym. Gdański okres studiów zatem jeszcze bardziej pobudził mnie do działalności zrzeszeniowej. Pana aktywność na tym polu widoczna była nie tylko w chojnickim oddziale. Tak, to prawda. Już w 1958 roku zostałem delegatem na II Zjazd Delegatów Zrzeszenia Kaszubskiego, co było dla mnie wówczas dużą nobilitacją. W 1964 roku zostałem wybrany do Zarządu Głównego Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego 1 przez następne 40 lat - do 2004 roku - reprezentowałem oddział w Chojnicach we władzach Zrzeszenia. W latach 1980-1986 byłem - obok Wojciecha Kiedrowskiego - wiceprezesem ZKP, a następnie członkiem Prezydium. W tym czasie przyczyniłem się do powstania nowych oddziałów naszej organizacji, między innymi w Brusach, Czersku, Człuchowie, Lipnicy, Tucholi, utrzymywałem kontakty z Bydgoszczą i Toruniem. Jednym z ważniejszych przedsięwzięć w tym czasie były obchody trzechsetnej rocznicy odsieczy wiedeńskiej w Brzeźnie Szlacheckim i wybudowanie tam pomnika, w co byłem mocno zaangażowany. W Chojnicach z krótką przerwą byłem prezesem oddziału Zrzeszenia w latach 1977-2004, a potem przez dwie kadencje sekretarzem. W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, podobnie jak oddziały w Gdańsku i Wejherowie, prowadziliśmy działalność wydawniczą. Jestem autorem dwóch opracowań historii ZKP w Chojnicach wydanych na pięćdziesiątą i sześćdziesiątą rocznicę powstania oddziału Kaszubskim jesteśmy ludem i Kto Kaszubą rodem. W ostatnich latach zająłem się pisarstwem historycznym, głównie dotyczącym ziemi chojnickiej. Wróćmy jeszcze do genezy chojnickiego oddziału. To chyba nie był przypadek, że powstał tak szybko. Gdy w listopadzie 1956 roku tworzyły się struktury Zrzeszenia Kaszubskiego w Gdańsku i w Gdyni, silnie uczestniczył w tym, związany z Chojnicami, Bernard Szczęsny, późniejszy prezes Zrzeszenia. Znał w środowisku chojnickim wiele osób, które później od strony ideowej tworzyły nasz lokalny oddział. Wymienię choćby Albina Makowskiego, Juliana Rydz-kowskiego, Franciszka Pabicha i Stanisława Karpusa. Motorem działania był jednak Józef Osowicki. Myślę, że Bernard Szczęsny był tym, który zmobilizował środowisko chojnickich regionalistów do utworzenia oddziału już na początku 1957 roku. Praca oddziału przynosiła owoce, ale była również druga strona medalu. Mam na myśli zarówno cenzurę, która nie pozwalała na swobodną twórczość, oraz wszelkie ograniczenia stawiane przez władze w stosunku do niezależnych organizacji. Działalność chojnickiego oddziału to była regularna praca, choć byliśmy mocno ograniczeni, przede wszystkim przez panujący wówczas w Polsce ustrój. Nas nie interesowała polityka, ale polityka interesowała się nami. My chcieliśmy swobody kulturalnej, autonomii w prowadzeniu działalności, ale na to nie pozwalała ówczesna władza, dając temu niejednokrotnie wyraz. Musieliśmy tłumaczyć się z obecności z naszym sztandarem na pogrzebie Lecha Bądkowskiego w Gdańsku w lutym 1984 roku, na rocznicy zaślubin Polski z morzem w Pucku w 1985 roku, na której obecny byli również prymas Polski Józef Glemp oraz generał Wojciech Jaruzelski. Oczekiwano od nas także wyjaśnień, dlaczego poświęciliśmy nasz sztandar. Jako podmiot związany ze Zrzeszeniem Kaszubsko-Po-morskim byliśmy odrębnym ciałem i nie chcieliśmy się podporządkować, stąd takie sytuacje. To były trudne czasy, także dla mnie osobiście jako dziennikarza i kierownika oddziału regionalnego „Gazety Pomorskiej”, bo z każdego działania wykraczającego poza wytyczone przez władze granice trzeba było się tłumaczyć, a niekiedy ponosić konsekwencje. Pomerania nr i (582) / Styczeń 2024 15 - Nasze rozmowy Wybrał Pan zawód dziennikarza, bo...? Lubiłem to. Zacząłem od pisania korespondencji do „Ilustrowanego Kuriera Polskiego” w Bydgoszczy. Gdy inna bydgoska redakcja - „Gazety Pomorskiej” - szukała korespondenta w Chojnicach, zaproponowano mi, abym objął funkcję kierownika oddziału. Po kilkumiesięcznej pracy w bydgoskiej redakcji pod koniec 1966 roku przyjąłem tę propozycję. Oddział chojnicki obejmował powiaty sępoleński, tucholski i chojnicki. W 1975 roku po reformie administracyjnej i likwidacji powiatów zlikwidowano również oddział w Chojnicach. Wówczas redaktor naczelny „Gazety Pomorskiej” zaproponował mi etat publicysty. Miałem ten komfort, że mogłem pisać, mieszkając na co dzień w Chojnicach. Na początku lat dziewięćdziesiątych oddział został odtworzony i ponownie zostałem jego kierownikiem. Pracowałem w nim do emerytury w 1999 roku, w sumie w redakcji „Gazety Pomorskiej” przepracowałem trzydzieści trzy lata. Oczywiście cały czas byłem związany z „Pomeranią”. Jak wyglądał początek Pana współpracy z naszym miesięcznikiem? Trafiłem do „Pomeranii”, gdy była jeszcze biuletynem, a redaktorem naczelnym była Izabella Trojanowska. To były czasy, kiedy na każdy numer trzeba było zamawiać papier i oczywiście trzeba było mieć zgodę na jego druk. Pierwsze materiały wysłałem do redakcji w 1964 roku. Ze względów politycznych, bo tak trzeba to nazwać, biuletyn nie ukazywał się przez cały rok. W 1965 roku skontaktował się ze mną Wojciech Kiedrowski, który przejął od Izabelli Trojanowskiej funkcję redaktora naczelnego. Do druku wziął moją recenzję książki Walczący gryf Melchiora Wańkowicza. To był mój debiut na łamach ówczesnego „Biuletynu Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego”, który później za sprawą Stanisława Pestki zmienił nazwę na „Pomerania”. Wojciech Kiedrowski, z którym znałem się już dobrze z okresu mojego zaangażowania w działalność Zrzeszenia, podobnie zresztą jak z Izabellą Trojanowską, zaproponował mi wówczas stałą współpracę. Tak naprawdę historia mojej współpracy z „Pomeranią” to jest historia mojej przyjaźni z Wojtkiem Kiedrowskim. Wojtek inspirował, podsuwał tematy, zachęcał do pracy, a jak trzeba było, to ponaglał. Pisałem reportaże, artykuły publicystyczne, podsuwałem również informacje o bieżących wydarzeniach z ziemi chojnickiej. Przez szereg lat byłem członkiem kolegium redakcyjnego - to były już lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte. Mogę powiedzieć, że byłem dość mocno związany w tamtym czasie z „Pomera- nią”. Z okazji wydania w 1980 roku setnego numeru Wojciech Kiedrowski poprosił mnie o przygotowanie referatu „Pomerania” na tle czasopiśmiennictwa, który wygłosiłem na spotkaniu twórców literatury kaszubskiej w Gołuniu, a który ukazał się również w formie broszury. W latach siedemdziesiątych redakcja „Pomeranii” wspólnie z Zarządem Głównym Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego organizowała ogólnopolskie Spotkania Publicystyczne dla dziennikarzy interesujących się tematyką pomorską, kaszubską, morską... Przyjeżdżało na nie po dwadzieścia-trzydzieści osób z całego kraju. Odbyły się spotkania między innymi w Pucku, Władysławowie, w 1977 roku w Chojnicach. Ogłaszano wówczas rozstrzygnięcie konkursu na najlepsze publikacje, które potem były drukowane w „Pomeranii”. Dwukrotnie byłem laureatem tego konkursu. Moja współpraca z „Pomeranią” trwała ponad pół wieku, od 1965 do 2020 roku. Czy Pana zdaniem „Pomerania” w latach PRL-u spełniała oczekiwania czytelników? Zawsze z niecierpliwością czekaliśmy na „Pomeranię”, którą prenumerowaliśmy jako oddział. Ja również byłem i jestem nadal jej prenumeratorem, mam wszystkie numery od początku. Na pewno z uwagi na nieduży nakład liczba egzemplarzy, które docierały do Chojnic, nie była duża. Pismo krążyło więc po rodzinie, znajomych, podobnie zresztą działo się w innych partach. W ten sposób liczba czytelników była z pewnością kilkukrotnie wyższa niż nakład, choć z pewnością pismo nie trafiało do wszystkich. Czy „Pomerania” zaspokajała wówczas wszystkie potrzeby czytelników i środowiska kaszubskiego? Myślę, że pomimo iż „Pomerania” wypełniała swoją rolę, to w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych wciąż istniało duże zapotrzebowanie na informacje, jakąś szerszą formę integracji. Trzeba pamiętać, że żyliśmy w erze, w której nie było Internetu, regionalnej telewizji czy lokalnego radia. Tę pustkę informacyjną, jak wspomniałem, wypełniała „Pomerania”, ale niemal do końca lat siedemdziesiątych ukazywała się w cyklu dwumiesięcznym, dopiero od 1979 roku przeistoczyła się w miesięcznik, co czytelnicy przyjęli z zadowoleniem. To był też okres, kiedy znacznie poprawiła się komunikacja wewnątrz środowiska kaszubskiego. Za namową Edmunda Szczesiaka napisał Pan wstęp do publikacji, która ukazała się z okazji pięćdziesięciolecia „Pomeranii”. To bardzo merytoryczny, wnikliwy i zarazem interesujący tekst podsumowujący historię naszego 16 Pomerania nr i (582) / Stëcznik 2024 Nasze rozmowy pisma. Przytacza Pan wypowiedzi osób związanych z „Pomeranią”, które - jak powiedzielibyśmy dzisiaj - punktują redakcję za to, czego w piśmie nie ma albo czego jest za dużo. Izabella Trojanowska w jednym ze swoich artykułów twierdziła, że „Pomerania”, choć jest wizytówką ZKP, to jednak ma charakter elitarny, przez co nie trafia do szerszego społeczeństwa. Stanisław Pestka pisał z kolei, że „Pomerania” nie traktuje w dostatecznym stopniu problematyki współczesnej. Tadeusz Bolduan twierdził, że „Pomerania” powinna być bardziej uwspółcześniona w sprawach społecznych, powinna żyć tym, co się dzieje na Kaszubach, a nie tylko „literaturą”. Natomiast Feliks Marszałkowski dowodził, że pismo, które łączy członków Zrzeszenia, powinno jednak poszerzyć „kącik kaszubski”. Nie sposób nie zgodzić się z tymi opiniami, choć pochodzą z różnych okresów działalności redakcji. Dodałbym, że był okres, w którym „Pomerania” była zbyt monotonna i w pewnym sensie oderwana od spraw kaszubskich. Dzisiaj zaś słyszę głosy z bliskiego otoczenia, że „Pomerania” jest za bardzo kaszubska, że za dużo w niej języka kaszubskiego i kaszubszczyzny. Ja uważam, że dzisiaj „Pomerania” jest wyważona. Jest sporo odniesień do współczesności, do historii, do literatury, także do teatru. Również chętnie sięgam po „Stegnę”, którą uważam za bardzo potrzebne i wartościowe wydawnictwo. Czy reforma samorządowa z 1998 roku sprawiła, że Chojnice stały się w pełni kaszubskim miastem? Na to pytanie ciężko odpowiedzieć jednoznacznie. Z Chojnicami jest trochę tak jak z Gdańskiem. Gdy kilka lat temu decyzją ówczesnego prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza na rogatkach miasta stanęły tablice z nazwą „Gdańsk stolicą Kaszub”, to wielu gdańszczan nie przyjęło tego pomysłu z entuzjazmem. Nie wspominam już o głosach z innych rejonów Pomorza. W każdym razie nie wszyscy gdańszczanie czuli się związani z Kaszubami, co można wytłumaczyć tym, że część ludności po 1945 roku napłynęła z innych regionów i nie utożsamiała się z wcześniejszą historią miasta, podobnie jak ich potomkowie. Tak samo jest w Chojnicach, gdzie wielu mieszkańców nie uważa, aby Chojnice były kaszubskim miastem. Tutaj również mamy przewagę ludności napływowej. W latach powojennych dużo ludności przybyło z dalszych regionów, co więcej - w latach siedemdziesiątych, gdy Chojnice się uprzemysłowiły, ponownie napłynęła duża liczba ludzi, między innymi z Wielkopolski. Oni nie czują się Kaszubami. Pamiętajmy też, że już przed wojną nastąpiła duża wymiana ludności. Przed odzyskaniem przez Polskę niepodległości Chojnice zamieszkiwało około dziesięciu procent Polaków. Po 1920 roku większość rdzennych mieszkańców wyjechała w głąb Niemiec. Ich miejsce zajęli mieszkańcy powiatów kartuskiego, kościerskiego, ale również bardziej odległych stron. Część z nich zasymilowała się z miejscową ludnością. Po wojnie nie udało się tego zrobić, stąd duża część ludności nie czuje się Kaszubami. Nie wrośli w Kaszuby. Pana przodkowie to jednak Kaszubi. Czy język kaszubski był obecny w Pana domu rodzinnym? Moi rodzice pochodzili z parafii bruskiej -z Czyczków i Lubni. Wakacje spędzałem w Lubni u dziadków, potem u wuja - brata mojej mamy. Z kaszubszczyzną byłem osłuchany, ale niestety nie nauczyłem się na tyle, aby mówić płynnie po kaszubsku. Mój ojciec zmarł, gdy miałem cztery lata, nie wiem, czy rodzice rozmawiali ze sobą po kaszubsku. Moja mama ze mną i rodzeństwem rozmawiała po polsku, ale już ze swoim siostrami, które mieszkały również w Chojnicach, mówiła po kaszubsku, ale to była południowa kaszubszczyzna, dość spolszczona. Gdyby miał Pan porównać dzisiejszy stan kaszubszczyzny z tym sprzed trzydziestu, czterdziestu czy pięćdziesięciu lat, jak wypadłoby to porównanie? Jesteśmy na dobrej drodze? Niepokojące jest to, co pokazał ostatni spis powszechny z 2021 roku. Nie wiem, na ile przedstawione opinii publicznej dane są wiarygodne, ale jeżeli są rzetelne, to faktem jest, że o kilkadziesiąt tysięcy mniej osób zadeklarowało tożsamość kaszubską niż miało to miejsce w poprzednim spisie. Jest to trochę niezrozumiałe, tym bardziej że obecnie więcej dzieci i młodzieży uczy się języka kaszubskiego. W związku z tym nasuwa się kilka pytań: To jest trwała tendencja czy jednorazowe zdarzenie? Czy za słabo oddziałujemy na młodych ludzi? Nie potrafimy ich przekonać do naszej regionalnej kultury? Patrzę również na nasz chojnicki oddział, gdzie średnia wieku jest dość wysoka, brakuje młodych ludzi chcących czynnie włączyć się w jego działalność. Może za mało uwagi poświęcamy młodym ludziom? Może należałoby podchodzić indywidualnie do osób, które zainteresowane są ruchem kaszubskim? Na pewno jest to temat do rozważenia dla władz Zrzeszenia. Dziękuję za rozmowę. Pomerania nr i (582) / Styczeń 2024 17 KÒNKÙRSË, HISTORIO IAPARTNÉ SŁOWA Z Paùelã Stoltmannã, chtëren w rokù 2023 jakno pierszi w historii ùdostôł 100% pùnktów na maturze z kaszëbsczégò jãzëka, gôdómë ò jegò zainteresowanich, rzôdzczich kaszëbsczich słowach i planach na przińdnotã. „Pomerania”: W òstatnym czasu të dobéł w wiele kaszëbsczich kònkùrsach. Nôprzód dwa lata dowsladë të miôł pierszi plac w pòwiatowim bëtowsczim kònkùrsu Méster Bëlnégò Czëtaniô, łoni bëła nôdgroda za dobëcé w Kònkùrsu Wiédzë ò Pòmòrzim i w Kaszëbsczim Diktandze w karnie dlô ùczniów strzédnëch szkòłów, a latos titel nôlepszégò maturańta kaszëbsczégò jãzëka. Të béł téż krótkò dobëcô pierszégò placu w chmie-leńsczim diktandze w karnie dozdrzeniałëch. Jakô je krëjamnota tëch zwënégòw? Nie wiém, òd czegò tu zacząc. W mòjim dodomie to sã pò kaszëbskù tak richtich nie gôdało. Kąsk sã ùżiwało kaszëbiznë, ale barżi pò pòlskù sã kôrbiło. W jednym mòmence, czej jô béł w piąti abò szósti klase, jô sã zaczął interesować kaszëbsczim i sã gò ùczëc. Jô miôł taczé szczescé, że mój tatk ze swòjim rodzeństwa i mòją swiãti pamiãcë starką gôdelë pò kaszëbskù, mòże përznã pòlaszącë. Pò jaczim czasu, czedë jô béł ju w strzédny szkòle, wastnô Mariô Susko [szkòlnô Paùela - dop. red.] sã zapitała, czë jô chcã wząc ùdzél w kònkùrsu Méster Bëlnégò Czëta-niô. Jô sã zgòdzył i na powiatowi niwiznie dobéł pierszi môl, dali w finale we Wejrowie to mie sã ju tak nie iidało. Ale późni béł téż Kònkùrs Wiédzë ò Pòmòrzim. Mòja szkólnô zôs zabédowa mie ùdzél, tak tej jô so ùdbôł, że znôù spróbùjã, a mòże cos z tegò wińdze. I za drëdżim razã sã ùdało, chòc jô sã òsoblëwie nie przërëchtowiwôł, jistno jak do pòstãpnëch kònkùrsów. Pò prostu ùdało sã bez to, że jô sã kaszëbizną i Kaszëbama interesowôł, tej jem sã ùcził tegò jãzëka przez lata. A jak wëzdrzi twòja ùczba kaszëbsczégò? Të chòdzył na zajmë òd spòdleczny szkòłë? Nié, dopierze òd strzédny szkòłë [Òglowòsztôłcącé Liceùm w Bëtowie - dop. red.j. Na zôczątkù, w pierszi klase, mòją szkólną bëła Kristina Cyra, a pòtemù Mariô Suskô. Ale jak jô ju gôdôł, zainteresowanie kaszëbizną bëło rëchli. Chòc pamiãtóm, że jak w pierszi klase spòdleczny szkòłë mëma sã mie zapitała, czë jô bë mòże chcôł chòdzëc na kaszëbsczi, jem sã nie zgòdzył. Tedë kaszëbizna dlô mie bëła jakąs sromòtą, kòjarzëła sã mie ze wsą. To skądka wzãło sã ù ce to zaczekawienié kaszëbi-zną? Bò jô sã òd môłégò interesowôł historią. Za dzecka jô jesz mëslôł, że pò kaszëbskù to leno na wsë sã gôdô, że to gwara, sromòta i tak dali. Ale jô sã z czasã wëdowie-dzôł, że bëlë jaczis kaszëbsczi ksążãta, béł jaczis Der-dowsczi, Florión Cenôwa... I jô pòmëslôł: „Jak to je? To są ti sami Kaszëbi z ti wsë, co trzeba sã jich wstëdzëc?” 18 Pomerania nr i (582) / Stëcznik 2024 Nôdzeje kaszëbiznë Jô czuł, że të téż w wòlnym czasu zajimôsz sã szuka -nim rzôdczich kaszëbsczich słów. Łoni jô zmerkôł, że mój tatk i lëdze w jegò rodzëz-nie znają jaczés słowa, chtërnëch w słowarzu Zëchtë ani dze jindze ni ma. Nawetka mòja mëmka ùżiwô taczich słów, na przëmiar „môlc” - to je pò pòlskù „walec” [w słowarzach pòjôwiô sã fòrma „miôłcz” -dop. red.]. Abò „sznuwa” - to je „nos”, czë „nasmôrk”, co pò pòlskù znaczi „katar”. Móm téż jinszé słowò, chtërno wiele razy jem czuł i sã dzëwiã, że tegò nigdze ni ma - „wëgatunkòwac”. I co to znaczi? „Wëgatunkòwóné” mòże bëc cos, co stracëło swòjã wôrtnotã. Nierôz sã gôdô pò pòlsku, że szkólnyje „wypalony”. Tu téż mòżna ùżëc słowa „wëgatunkòwóny”. Le to sã nie tikô leno lëdzy. Mój tatk klarowôł mie to na przikładze rolnictwa, że jak sã sadzy jednã roslënã na jednym placu, to òna z kòżdim rokã mdze gorszo i gorszo. Trzeba zmieniwac ji plac, bò jinaczi z czasã òna bãdze wëgatunkòwónô. Abò jesz jinszi przikłôd: dzysdnia mało lëdzy richtich gôdô pò kaszëbskù, tej mòżemë pòwiedzec, że Kaszëbi są „wëgatunkòwóny”. Téż je taczé fejn słowò „mątewkòwac”, co òznôczô „mieszać” [znóné i notowóné w słowarzach je słowò „mątewka”]. Na przëmiar chtos mòże rzec, że „mù sã mątewkùje w głowie” abò że „cos mie sã pòmątewkòwało”, co òznôczô, że sã zmilił. A robisz spisënk taczich słów? Jô to móm zapisóné w swòji mòbilce. Ju wnetka trzë miesące sztudérëjesz historia na Gduńsczim Ùniwersytece. Co nôbarżi lubisz w historie? P. Stoltmann słëchô B. Ùgòwsczi òb czas wiliowégò zéńdzeniô kaszëbsczi etnofilologie Kaszëbsczé Diktando 2023. Òd lewi: R. Gòłąbk, A. Lubòcczi, P. Stoltmann, P. Kòwalewsczi, J. Wërowińsczi i W. Czedrowskô Mój lubòtny cząd historie to strzédné wieczi. Wiedno mie czekawiło, jak sã tedë czãsto zmieni-wałë grańce abò jak tedë żëlë prosti lëdze. A jeżlë jidze ò región, jaczi mie nôbarżi interesëje, to je to prawie Pòmòrzé. Òglowò historio wiedno bëła w mòjim krãgù zaczekawieniów, dlôte jô pòmëslôł, że to mdze czerënk dlô mie. Jô sã téż pò prôwdze za-stanôwiôł nad kaszëbską etnofilologią, na chtërnã jô dostał indeks za dobëcé pierszégò placu w Kònkùrsu Wiédzë ò Pòmòrzu. Jesz mëszlã, czë nie zacząc téż tegò czerënkù. Wiém, że të sã téż zapisôł do Karna Sztudérów „Pòmòraniô”. Jak cë sã tam widzy? Baro mie sã widzy. Westrzód pòmòrańców czëjã sã swójskò, jak doma - czegò mie felëje w sztudérsczim żëcym w Trzëgardze, dze dlô wiele kaszëbskòsc to je cos cëzégò. Na òstatnym potkaniu bëła welacjô i jô òstôł wëbróny do zarządu jakno gòspòdôrz chëczë w Łątczińsczi Hëce, co mie baro zdzëwiło. To je mój pierszi rok w „Pòmòranie”, tak tej nie wiém jesz, z czim to sã jé. Òbôczã, jak mdze dali, móm nôdzejã, że sã nie zawiodã. Westrzód twój ich drëchów a drëszków, òsoblëwie z Bëtowa, skądka pòchòdzysz, są téż ledze, co zdrzą na kaszëbiznã jak të i robią cos spartaczonego z jãzëkã abò kùlturą? W mòjim wiekù to jô za wiele nie znajã taczich lëdzy. Jedna drëszka z mój i klase z liceitm, co pòchòdzy z Gochów, bëlno rozmia gadać pò kaszëbskù i przez jaczis sztót sã zastanôwia, czë nie pisać maturę z kaszëbsczégò. Je téż rok starszo ode mie Zuzana Glëszczińskô, chtërna w rokù 2022 dobëła nôdgrôdã za nôlepszą matura z kaszëbsczégò. Móm téż jednégò drëcha kąsk młodszego jak jô, chtëren përznã sã in-teresëje kaszëbizną i Kaszëbama. Nôleżi òn nawetka do Kaszëbsczégò Karna Pieśni i Tuńca w Bëtowie. Òkróm nich nikògò nie znajã. Bëtowò to je òsoblëwi môl, bò tam są i Kaszëbi, i Pòlôszë, co przëjachelë pò drëdżi wòjnie z jinszich strón, i Ùkrajińcë. Wszëtkò je tu „wëmątewkòwóné”. Kaszëbów ni ma tak wiele jak w Wejrowie czë Kòscérznie. Môsz jaczé ùdbë, co robie w przińdnoce z kaszëbi-zną? Jô òd jaczégòs czasu mëszlã, żebë zacząc pisać ksążczi pò kaszëbskù, òpòwiôdania. Òsoblëwie jô bë chcôł napisać jakąś knéżkã z gatënkù fantasy. Òglowò próbòwôł jem cos ju pisac, le nigdë tak richtich jô sã za to nie zabrôł. Bãdã mùszôł sã za to kùreszce wząc. Jak jô ju rzekł, mòże za rok pùdã na etnofilologiã kaszëbską, jak mie dorôdzałë dr Justi-na Pòmierskô i dr Bòżena Ùgowskô, i òstónã pózni szkolnym kaszëbsczégò jãzëka. Gwësno téż zajmã sã barżi zbieranina tëch rzôdczich słów, bò jak tak wiele je jich w mòji rodzëznie, to na pewno je tegò wiãcy ù jinszich lëdzy. Chto wié, mòże czedës mdze tego tëli, że wëdóm jaczi słowórz? Gôdôł Paùel Wiczińsczi Pomerania nr i (582) / Styczeń 2024 19 NA ZÓCZĄTKÙ JÔ MIA STRACH GADAĆ PÒ KASZËBSKÙ Z Òlgą Kuklińską, szkólną kaszëbsczégò jãzëka w Lubnie i Suchorzu, gadëszką, aùtórką òpòwiôstków dlô dzecy i felietonów, gôdómë ò ji ùczenim sã kaszëbiznë, robòce z dzecama w szkòle i pisanim. Nôprzód chcemë rzeknąc czile słów ò tim, jak zaczãła sã twòja droga do nôùczi kaszëbsczégò. Ù ce doma nie gôdało sã pò naszémù. Prôwda. Jô nie czëła jãzëka ani doma, ani w szkòle. Le starkòwie gôdelë pò kaszëbskù. Starka ze stronë tatka pòchôdała z Gôchów, gdze do dzys lëdze na co dzéń kôrbią midzë sobą w rodny mòwie. Mòji star-szi równak ju nie ùżiwelë kaszëbiznë. To, że ùczã kaszëbsczégò, stało sã kąsk bez przëtrôfk. Drëszka, chtërna gò ùczëła w Lubnie, wzãła matczëny ùrlop. Chtos mùszôł jã zastãpic. Mie w nym czasu kùńczëła sã ùmòwa na ùczbã pòlsczégò. Żebë òstac dali w szkòle, jô mùszała sã naùczëc kaszëbsczégò, nie bëło jinszi radë. Direktór rzekł, że mùszã chùtuszkò zdać egzamin. Tak sã zaczãła twòja kaszëbskô stegna. Nigle jem pòszła na egzamin, jô sã zapisała na ùczbë jãzëka, jaczé prowadzył Dariusz Majkówsczi. Na pier-szich zajmach jem sadła kòl białczi z Pilëców, chtërna bëlaczëła. Niczego, co óna rzekła, jem nie zrozmiała. Tedë jô pòmëslała, że to nie je plac dló mie. Równak zajmów jes nie óstawiła. Ód Darka Majkòwsczégò më dostelë Mòjã pierszę Bibliã. Nowi Testament w obróżkach. To bëła moja pierszó ksążka, jaką jô pò kaszëbskù przeczëtała. Jô doszła do kùńca kùrsu z mëslą, że wszëtcë gôdają lepi jak jô. Zdała jem równak egzamin i mògła ùczëc. W teorie. Pamiãtóm wiôldżi strach przed ódezwanim sã pò kaszëbskù, lżi szło mie pisanie. Pò rokù, żebë sã doùczëc, jem zaczãła pòdiplomòwé sztudia na Pòmòrsczi Akademie w Słëpskù. Tej dopiérkù jô sã doznała, jak mało jesz wiém. Wiele szkólnëch pòdczorchiwô, że nie je letko młodëch przëcygnąc do ùczbów kaszëbsczégò a do te ùtrzëmac przë nich. Jak tobie sã to ùdôwô? Ù starszich i dzecy nôwikszi ùrzas béł, i wcyg je, sparłãczony z mëslą, że dodôwkòwé zajmë to mdze dlô młodëch za wiele. Przë dzysdniowim „wëpchó-nym” programówim spódlim za baro mie to nie dzywi. Jak wiedno pòjôwiają sã pitania: Na co mie to je? Co to nama do? Kóżdi szkolny mó to czëté, a òsoblëwie ód kaszëbsczégò. Naje zajmę nie są obowiązkowe. 20 Pomerania nr i (582) / Stëcznik 2024 Wëdowiédzô ~ Mùszimë sã starać wiele wiãcy i wnetka biôtkòwac sã ò szkòłowników. Przëcygnąc tegò, co chce malować, i tegò, chtëren lubi śpiewać. Lëgòtka w młodëch rosce, czej pò pier-szich ùczbach widzą, że w nôùce wiele je zabawë, pòznôwaniégò òkòlégò, a do te spiéw, tańcowanie, cekawé warkòwnie. Gòrzi je westrzód starszich. Ale i na to móm radã. Razã z nima wiele robimë przë kómpùtrach, twòrzenim filmów, dokazów na binã. Le prost rzekã, że lżi je mie przërëchtowac zajmë z pòlsczégò jãzëka. Chùtkò ùczniowie z Łubna zaczãlë startować w rozmaj itëch kònkùrsach. Na zôczątkù më mielë kómpleksë. Pòjôwiałë sã nawetka komentarze, że doch ni mómë niżódnëch szans w biôtkach z „kaszëbsczima” szkòłama. Pierszé nôd-grodë dałë dzecóm, a razã z nima i mie, wiarã w to, że nie jidze ò pochodzenie. Jidze ò chãc i cãżką robòtã. A jednégò i drëdżégò nama w Lubnie nie felëje. Wspòminôsz czasã start w pierszich kònkùrsach? Kòżdi to nowé doswiôdczenié. To je wiedzec, że nôle-pi pamiãtô sã ne pierszé. Mëszlã tuwò ò Kaszëbsczim Festiwalu Pòlsczich a Swiatowëch Szlagrów w Lëpiń-cach abò Kònkùrsu Kaszëbsczich Amatorsczich Filmów. W nym òstatnym nakrącony bez ùczniów z Łubna film „Bòrowô Cotka” dobéł pierszi plac. Pòtemù bëło ju nama lżi. Më wiedzelë, że wôrt sã próbować i w czëtanim, i w spiéwanim, i w recytacje czë ma-lowanim. Do dzys wspòminóm wiôlgą rozegracjã w Szlachecczim Brzéznie, jakô bëła promocją ksążczi Aleksandrę i Dariusza Majkòwsczich Ùcz sã jãzëka z kaszëbsczima nótama, gdze më prezentowelë „mitologiczne nótë” Na kònkùrsë nie wësyłôsz leno dzecy. Sama téż bierzesz w nich ùdzél. Na pierszi, w 2019 r., namówiłë mie Joana Jester i Ana Glëszczińskô. To béł turniér gadëszów we Wielu. Jô pòmëslała, że ju nôwëższi czas, cobë sã wëzbëc strachù przed gôdanim. Równak jem nie wiedzała, jak mie pùdze, tej nikòmù jô nie rzekła, że startëjã. Jes sã wzãła za gôdczi. Òkôzało sã, że jich napisanie a rzekniãcé to czësto co jinszégò. Przed wëstąpienim we Wielu jô òbzérała, jak robią to Ana Glëszczińskô, Karolëna Keler czë Józef Roszman - méstrowie w nym gatënkù. Kùreszce jem so rzekła, że nie jidze ò to, żebë robie to jak jinszi. Mùszi to zrobić pò swòjémù. Tekst w głowie miała jem ju dôwno. Jiwrë z nisczim rostã nie są mie cëzé. Tak powstała gôdka „Wiôldżé jiwrë môłi białczi” chtërna dała mie Grand Prix. Do dzys wiele lëdzy parłãczi mie prawie z nym tekstã. Mdze to pewno tako moja wizytówka (śmiech). Gódczi to równak nié wszëtkò. Jô sã sprôwdzëła wpisënkù òb czas Kaszëbsczégò Dik-tanda, chtërno bëło w Miastkù. Jem startowała razã ze swòją sestrzónką Łucją. Jô chcałam, żebë ji bëło weseli. Òbëdwie, w swòjich kategoriach, jesmë zajãłë drëdżi plac. Ùszłégò rokù më téż startowałë. Łucjô dobëła pierszi plac w kategorie klas IV-VI, a jo dostała wëprzédnienié. W finale jo pisała tekst, jaczégò nie ùdało mie sã przeczëtac przed Diktandã. Ceszã sã równak z nôdgrodë, bò pò prôwdze kònkùrencjô bëła wiôlgô. Mëszlã, że jesz w przińdnoce wëstartëjã, nié leno, żebë sã sprawdzëc w pisënkù, ale to je baro fejn rozegracjô z cekawima atrakcjama. Òstatno twòje dokazë jidze czëtac w „Pomeranie”. W dodôwkù „Najô Ùczba” są mòje didakticzné pòmòce. Tam dało przeczëtac òpòwiôdania dłô dzecy ò pòstacjach z kaszëbsczich wierzeniów. Pojawiło sã jich do grëpë dwadzesce. Baro lubiã nã tematikã. Kòżdô napisónô przeze mie òpòwiôstka je tak zbùdowónô, żebë jã mógł czëtac apart. Kòżdi mòże so wëbrac konkretną pòstacjã, jakô gò interesëje. Wszëtkò dzeje sã w dzysdniowëch czasach, żebë młodi czëtińc mógł sã z ùtożsamic z bòhatérama. Zanôlégało mie na pòkôzanim, że kaszëbsczé wierzenia to je cos cekawégò, atrakcyjnego dlô młodëch. Dzecóm baro widzy sã Klabaternik, Jablón, stolemë i jinszi. Jes mëslała ò zbiérkù ze swój ima tekstama? Rzetelnym Bògã powiem, że nié. Kònkùrencjô je tuwò dosc wiôlgô, a moje pisanie jaż taczé bëlné nie je. Terôzka wôżné je dló mie pisanie felietonów, jaczć téż pùblikòwóné są w „Pomeranie”. To je dló mie cos nowego. Nen gatënk wëmôgô kąsk jinszégò wezdrze-niô i pisaniô jak gôdka abò òpòwiôstka. Dôwô mie równak wiele redotë. Czejbë chtos rzekł mie jesz czi-le lat dowsladë, że mdã pisała i pùblikòwała cos pó kaszëbskù, jô bë nie dała temù wiarë. Gdzes w głowie móm ùdbã, żebë cos zabédowac dozdrzeniałémù czëtińcowi. Cos w barżi smrocznym klimace... Gódół Łukósz Zołtkówsczi Pomerania nr i (582) / Styczeń 2024 21 WSZETKO PRZEDOWAJĄ, NIGLE NA DOBRÉ Sà ÒTEMKNĄ Corôz wiãcy lëdzy zajimô sã robienim produktów w môłëch, tej-sej rodzëznowëch firmach. Pòtemù swòje rãkòdzeło pòkazywają na rozmajitëch internetowëch stronach. Majerowie z Gôł-czewa nawetka tôflë na płoce ni mają. - Czejbë tak bëło, më bë nie nadążëlë z robienim najich wërobinów - gôdô Łukôsz Majer. To, że më trafilë w dobri plac, czëjemë ju òd progù. Le nié ùszama, a nosã. Czim zajimają sã Majerowie z Gôłczëwa, wëdała charakteristicznô pôcha wãdzonégò miãsa. - Chùdzy wòrztë, jak wikszosc gbùrów, më robilë dlô se. Òd 2020 r. mómë rolniczy detaliczny hańdel -rzecze Łukôsz Majer. Familio Majerów rëchli prowadzëła gbùrstwò sczerowóné na chòwã swiniów. - Gospodarstwo je wnetka we westrzódkù wsë. Tej za baro më ni mòglë mëslëc ò tim, żebë sã rozbùdowac, miec wiãcy zwierzãtów w chlewie i wiãcy dëtków w miészkù - gôdô Majer. Baro lëché czasë przëszłë czile lat dowsladë, czej pò kraju rozkòscérził sã wirus ASF (afrikańskô chëra swiniów). - Na skùpach priz szedł òstro w dół. Më mùszelë pòmëslëc ò jinszim zôróbkù. Widzec bëło, że z chòwą na dłëgszi czas sã nie dô - rzecze ò zôczątkach Łukôsz. Padło na robienie wòrztów. Majer z wësztôłceniô je rólnikã. Doswiôdczeniô w miãsnëch wërobinach za wiele ni miół, leno tëli co doma. - W rodzenie równak są szlachtôrze i kôłbasnicë, cos pòdpòwiedzelë. Sóm jem spróbòwôł w 2014 r. -òpòwiôdô Łukôsz. I dodôwô: - To je wiedzec, że na zôczątkù leno dlô se. Nié wszëtkò sã ùdôwało. Z czasã mòje wërobinë jadła téż dalszô rodzëna. Chwôlëlë. Dało mie to wiarã w to, że mògã jic ze swójima wórztama dali. - W pòniedzôłczi wiezemë naje zwierzãta na szlachtowanić, tam są tćż badóny. We wtórczi przedôwómë miãso. Z tego, co nama óstónie, ro-bimë wòrztë. Tak jak to pierwi na gbùrstwach bëło, mómë starã, żebë wëzwëskac jak nôwiãcy miãsa. Tej robimë téż zylc - gôdô Łukôsz i dodôwô: -Nie kùpiwómë półtusz, ale chòwiemë swòje świnie i baro dbómë ò jich jestkù. Ni ma tu niżódnëch hòrmònów rostu ani jinszi chemie. Ti nie do-dôwómë do wërobinów. Jakòsc je tuwò nôwôż-niészô. Òd najich klijentów wiémë, że je to czëc w miãsu a wòrztach. Nie jesmë téż przekònóny do ju przërëchtowónëch przëprawów. Dodôwómë leno sól, pieprz, mejrónk, czosnik. I to wszëtkò do szmaczi. Niżóden recept, że na tëli miãsa tëli a tëli przëprawów, ù nas nie wisy. Czej rëgnãlë z przedôwanim, nie założëlë ani interne-towi starnë, ani fejsbókòwégò profilu. I tak je do dzysdnia. - Terózka nawetka ó tim nie mëslimë. Lëdzy i tak przëjeżdżiwô wiãcy, jak jesmë w sztãdze òbsłużëc -gódó Wiesława Majer, białka Łukasza. I tak pó prówdze je. Czasã są dnie, że òtmikają sã ó godzenie 8 reno i zamikają ó 10 do półnia, bó wszëtkò je wëprzedóné. Ta pòpùlarnosc kąsk jich zaskókła. Na zôczątkù mielë nôdzejã, że chòc rôz, në może dwa razë na mie-sąc, bãdą mielë klijentów. Terózka ótemkłi są tidzćń w tidzćń. Czile lat chùdzy òdwiedzëło jich karno gbiirów z Francji. Do Pòlsczi przëjachelë, żebë òbaczëc nowé ùdbë na zôróbk, jaczé mają naji gbùrzë. Pònemù Majerowie pòjachelë do Francji. - Pamiãtóm, że òb czas wiôldżégò rólnégò tôrgù zaskòkło mie, że wszëtczé wòrztë leżałë ù nich w koszach, jak ù naji brótë chleba. Czejbë w Pòlsce tak bëło, sanepid ód razu wszëtkò bë pòzamikôł. Në, ale klimat tam a tuwò je jinszi - wspòminô Majer. Na kùńc zazérómë do wãdzarni. - Mój slëbny sóm jã zaprojektowôł - gôdô Wiesława Majer. Łukôsz òtmikô dwiérczi. Bùten ód razu wëdo-stôwô sã dim. Zarôzka za nim jidze pôcha, jaczi jeżlë chtos wãdzył, nie dô sã zabaczëc, ani z niczim jinszim pòmilëc. Mileczno łekce nos i kùsy jedzenim. A jesz, czej sã zdrzi na ùwieszoné wòrztë... - Wãdzymë naturalno bùkòwò-ólszkòwim drzewã, czasã dlô szmakù dodówómë kąsk brzadowégò. Chòc za wiele gò ni mómë. Ceszã sã, czej chtos robiąc pòrządk, scynając drzéwiã w sadze, pamiãtô ò mie -gôdô Majer. Tej-sej zaòstôwało jim kąsk miãsa. Za wiele, żebë samémù zjedlë, a za mało na wërobinë. - Jesmë zaczãlë rëchtowac gòtowé pòrcje, taczé akùrôt na pôłnié - rzecze Wiesława. Tak kùpic mòżna ù nich pùlpetë, zrazë, żebra. Wszëtkò we wekach. Śmiało bë mòglë rozwinąć swój handel detaliczny, zatrudnić kógós do pòmòcë. - Je to ùdba do przemësleniô, ale w nôblëższim czasu tego nie płanëjemë. To bë mògło lëchò wpłënąc na jakòsc wërobinów, a ta je dló naju nówóżnićszó -gódają zgodno Majerowie. Łukósz Zołtkówsczi 22 Pomerania nr i (582) / Stëcznik 2024 SI LISTY Uwagi do artykułu z „Pomeranii” Przez zupełny zbieg okoliczności natrafiłam na miesięcznik „Pomerania” nr 9 (578), wrzesień 2023, w którym zamieszczono wywiad z dr Iloną Waszak przeprowadzony przez Piotra Schmandta na temat MIR-u. Jestem emerytowanym pracownikiem Zakładu Chemii Żywności i Środowiska (gdy mnie zatrudniano w 1976 roku, miał on nazwę Zakład Chemii i Technologii Żywności). W czasie czytania tego wywiadu nasunęły mi się pewne spostrzeżenia. Zdaję sobie sprawę, że w tekście, który częściowo zawiera historię MIR-u, nie sposób jest wymienić wszystkich nazwisk osób, które w sposób istotny przyczyniły się do jego rozwoju w trakcie minionych lat i wpłynęły na obecny kształt tej szacownej instytucji. Nie wyobrażam sobie jednak, żeby mówić o współ- pracy MIR-u z FAO i nie wymienić nazwiska dra Zbigniewa Karnickiego. Znam go osobiście, w pewnym okresie był kierownikiem zakładu, w którym pracowałam. Miałam okazję widzieć i wiedzieć, jakie są jego dokonania. W „Wiadomościach Rybackich”, numery od 5 do 10 z 2023 roku, można sobie tę działalność w pigułce przypomnieć. Brakuje mi również bardzo nazwiska pani prof. Henryki Dąbrowskiej, która poświęciła dr Ilonie Waszak dużo czasu i uwagi, kiedy jako młody pracownik została przyjęta do naszego Zakładu i wchodziła w nową dziedzinę badań. Pani dr Ilonie Waszak życzę wielu sukcesów w dalszej pracy naukowej i w życiu osobistym. Z poważaniem Iwona Barska PRZEKAŻ 1,5% PODATKU NA ROZWÓJ 1 PROMOCJE JEŻYKA KASZUBSKIEGO Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie jest organizacją pożytku publicznego i zbiera środki z tytułu odpisu 1,5% podatku dochodowego. Na podstawie Uchwały nr 17/2023 Rady Naczelnej Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego z dnia 2 grudnia 2023 r., środki z odliczenia 1,5% podatku dochodowego za 2023 r., pozyskane przez Zrzeszenie, przeznaczone będą w 2024r. na rozwój i promocję języka kaszubskiego, szczególnie poprzez działalność Akademii Bajki Kaszubskiej. Przekazanie 1,5% Zrzeszeniu jest niezwykle proste. Wystarczy wypełnić odpowiednią rubrykę w rocznym zeznaniu podatkowym i wpisać nr KRS: 0000228279. Dziękujemy! Pomerania nr i (582) / Styczeń 2024 23 PAWEŁ HUELLE. ZAMIERZAŁ BYĆ PISARZEM Po raz ostatni miałem okazję spotkać Pawła Huelle w grudniu 2022 roku w Ratuszu Staromiejskim przy ulicy Korzennej w Gdańsku, tuż przed uroczystością z okazji 65. urodzin pisarza i jednocześnie 35. rocznicy debiutu literackiego. Był bardzo podekscytowany tym wydarzeniem, co było doskonale widać w trakcie całego spotkania. W ratuszu zjawiłem się jako jeden z ostatnich, ale dzięki temu spotkałem jubilata w holu przed zamkniętymi drzwiami Sali Mieszczańskiej. Po drugiej stronie drzwi rozpoczęło się właśnie muzyczne preludium, Paweł Huelle według scenariusza miał wejść po kilku minutach. Korzystając z tego, że pisarz był przez moment na wyciągnięcie ręki, wymieniłem z Nim kilka zdań. Umówiliśmy się wstępnie na kolejny wywiad do „Pomeranii”, do którego ostatecznie nie doszło (poprzedni ukazał się 10 lat wcześniej, przedrukowujemy go w tym numerze). Huelle podpisał mi jeszcze swoją ostatnią książkę Talita, po czym wszedł w umówionym momencie do sali wypełnionej po brzegi publicznością. Na scenie rozmawiał z Krzysztofem Babickim, dyrektorem naczelnym i artystycznym Teatru Miejskiego im. Witolda Gombrowicza w Gdyni, oraz z Krzysztofem Czyżewskim - poetą i eseistą, prezesem Fundacji Pogranicze. Był szczęśliwy, opowiadał anegdoty, zdradził, nad czym właśnie pracuje, a w przypływie szczerości... wyznał nawet miłość obecnej na uroczystości prezydentce Gdańska Aleksandrze Dulkiewicz. Miło było patrzeć na pełnego energii pisarza, a tym bardziej słuchać jego elokwentnych wywodów. Po takim wieczorze wszyscy miłośnicy talentu Pawła Huelle oczekiwali kolejnej książkowej premiery. Tymczasem w grudniu ubiegłego roku przyszło nam Go pożegnać. Paweł Huelle spoczął w Alei Zasłużonych na gdańskim cmentarzu Srebrzysko. Prof. Stefan Chwin, pisarz i historyk literatury, w wypowiedzi udzielonej Polskiej Agencji Prasowej powiedział: Paweł Huełle był jednym z najwybitniejszych polskich pisarzy drugiej połowy XX wieku i tak będzie pamiętany. Twórczość Pawła należy powiązać 24 Pomerania nr i (582) / Stëcznik 2024 Pożegnanie ze zjawiskiem, które nazywam renesansem gdańskiej tożsamości. Nie sposób się nie zgodzić. Dzięki Huellemu, który na tło swoich historii chętnie wybierał rodzinne miasto, ożywały na nowo nie tylko śródmiejskie ulice, wrzeszczańskie podwórka i oliw-skie lasy, ale również dawne nasypy i wąwozy kolei kokoszkowskiej ze słynnym mostkiem Weisera. Przybliżał swoim czytelnikom powojenny Gdańsk podobnie, jak czynił to wcześniej Gunter Grass z przedwojennym Gdańskiem, który z bezimiennego niemieckiego miasta stał się dla wielu miastem żywym i gwarnym, z niepowtarzalnym miejskim folklorem, w którym obok Niemców żyli także Polacy i Kaszubi. Paweł Huelle nie poszedł jednak utartą przez Grassa ścieżką, choć tym, co jest wspólne dla obu pisarzy, co spaja i co jest rzeczą najważniejszą w twórczości Pawła Huelle, jest przyglądanie się Gdańskowi, Pomorzu, naszej lokalnej kulturze, wyniesionej następnie na wysoki poziom literacki. Huelle znalazł swój złoty środek, a był nim dialog z innymi autorami i ich książkami - z Gunterem Grassem, Bohumilem Hrabalem czy Tomaszem Mannem. - Książki Pawła Huelle bardzo często są dyskusjami z innymi książkami i z ich autorami. Paweł sam się do tego przyznawał. Wielokrotnie podkreślał, że taki rodzaj literatury, a więc twórcza polemika z innymi pisarzami, najbardziej go fascynuje. To jest ryzykowne pisanie, ale Paweł miał talent, to, co robił, było niezwykle twórcze - mówi Władysław Zawistowski, poeta i dramaturg. - Debiutancka powieść Pawła Weiser Dawidek to było bardzo twórcze rozwiniecie wątków Kota i myszy Grassa, tak mistrzowsko zrobione, że dostrzegł to i docenił sam autor. Jak wspomina Władysław Zawistowski, młodszego o kilka lat Pawła Huelle poznał w trakcie studiów na Wydziale Filologii Polskiej Uniwersytetu Gdańskiego: - Na gdańskiej polonistyce tętniło życie literackie. Wydawaliśmy między innymi pismo „Literaka”, do redakcyjnego grona po kilku latach dołączył również Paweł Huelle. Paweł pokazywał nam fragmenty tego, co pisał. Pisał dużo, jak się potem okazało - pisał bardzo dobrze. Potwierdził to wspomniany debiut w 1987 roku. Gdy książka trafiła do Wydawnictwa Morskiego, byłem jej wewnętrznym recenzentem. Pamiętam, że mieliśmy wówczas poczucie, że ta książka jest ważna. I tak było! Weiser Dawidek bardzo szybko zaczął zdobywać czytelników i okazał się najważniejszą polską powieścią lat osiemdziesiątych Po udanym debiucie były duże oczekiwania, aby Paweł Huelle napisał kolejną powieść. - W środowisku literackim funkcjonuje takie utarte powiedzenie, że pisarz jest tyle wart, co jego druga książka. Paweł bardzo się z tym męczył. Udany debiut oznaczał wielkie oczekiwanie. Z tego, co pamiętam, jego druga książka była bardzo grassow-ska i opowiadała o relacjach polsko-niemieckich. Paweł nie zdecydował się jej opublikować, nie wiem, czy ją ukończył. Minęło jeszcze trochę czasu i ukazał się Mercedes Benz. Z listów do Hrabala. 1 tak naprawdę to była druga powieść Pawła, przyjęta zresztą bardzo dobrze, świetnie się też sprzedawała. Ale to było zupełnie coś innego niż Weiser Dawidek. To była swoista ucieczka od problematyki grassowskiej, od kwestii wieloetniczności, spraw polsko-kaszubskich. To był ukłon w stronę prozy hrabalowskiej, ze specyficznym poczuciem humoru i z charakterystycznym widzeniem świata - podkreśla Władysław Zawistowski. Paweł Huelle pisał i wydawał również opowiadania oraz wiersze. - Opowiadania na czas przeprowadzki, Pierwsza miłość i inne opowiadania - to są naprawdę bardzo dobre teksty. Można tylko żałować, że pozostają w jakimś sensie w cieniu powieści. Paweł pisał też wiersze. Od tego zaczynał, choć był powściągliwy, nie afiszował się jakoś szczególnie ze swoją twórczością poetycką. Po jego śmierci sięgnąłem do pierwszego tomu jego poezji zatytułowanego, po prostu Wiersze. Przeczytałem te teksty z bardzo dużą radością czytelniczą. Mam poczucie, że gdy wówczas publikował swoją poezję, nie doceniliśmy tej strony jego twórczości. Paweł pisał wiersze frazą - ja to nazywam miłoszowską - czyli taką klasyczną, wystudiowaną, z metrum, rytmiką, pewnym porządkiem wewnętrznym. My wówczas pisaliśmy według paradygmatów awangardowych. Na klasyczne formy patrzeliśmy z dystansem. Ale po czterdziestu latach przeczytałem jego utwory z ogromnym uznaniem, żałując, że Paweł napisał tych wierszy niewiele - trochę w latach osiemdziesiątych, a potem na początku tego wieku - wspomina Zawistowski. Próbki poezji Pawła Huelle mogli doświadczyć również czytelnicy „Pomeranii”, o czym przypomniał mi Stanisław Jankę. Dwa wiersze opublikowane na łamach „Pomeranii” w czerwcu 1986 roku również przedrukowujemy na następnych stronach. Domeną Pawła Huelle były również eseistyka i publicystyka na wysokim poziomie erudycyjnym. Wykładał filozofię na ówczesnej Akademii Medycznej w Gdańsku. Wywierał duży wpływ na pomorską kulturę jako dyrektor oddziału TVP Gdańsk, redaktor lub współredaktor takich czasopism, jak „Tytuł” czy „Bliza”. Huelle okazał się również doskonałym dramaturgiem, czego dał wyraz, współpracując w tandemie z Krzysztofem Babickim. Pomerania nr i (582) / Styczeń 2024 25 - Pożegnanie - Nasza pierwsza wspólna realizacja miała miejsce w 1995 roku na Scenie Kameralnej Teatru Wybrzeże w Sopocie - wspomina Krzysztof Babicki. - To była także pierwsza sztuka Pawła zatytułowana Kto mówi o czekaniu?, w której grali między innymi Mirosław Baka, Dorota Kolak, Stanisław Michalski i Jacek Mikołajczyk. Kolejnym etapem naszej współpracy był Lublin i tamtejszy Teatr imienia Juliusza Osterwy, w którym pełniłem funkcję dyrektora artystycznego. Tam wystawiliśmy wspólnie trzy sztuki: Kąpielisko Ostrów, Sarmacja oraz Zamknęły się oczy ziemi. Potem był okres naszej najbardziej istotnej współpracy, kiedy Paweł został dramaturgiem w Teatrze Miejskim imienia Witolda Gombrowicza w Gdyni. Zdaniem dyrektora Babickiego, wspólnie z Pawłem Huelle udało się dokonać w gdyńskim świecie teatru wielkich rzeczy. - Sztuki Pawła były przedstawiane między innymi pod pokładem żaglowca Dar Pomorza, gdzie miejsc dla publiczności było niewiele, raptem sto dwadzieścia, więc zazwyczaj był komplet publiczności. Paweł nawet żartował, że stał się kasowym autorem. Za Idąc rakiem - adaptację powieści Guntera Grassa - odebrał gratulacje od samego autora, obecnego na premierze. Kolibra lot ostatni opowiada o ostatnich dwóch dniach spędzonych w Gdyni przed podróżą za ocean patrona naszego teatru. Żółta łódź podwodna traktuje o meandrach upadku brytyjskiego zespołu The Beatles. Kolejne przedstawienia to Znaczy kapitan na podstawie książki Karola Olgierda Borchardta i Kursk - sztuka wciąż będąca w repertuarze teatru, przedstawiająca obraz ostatnich dni marynarzy rosyjskiego okrętu podwodnego skazanych na śmierć w Morzu Barentsa. Wymienione przeze mnie sztuki cieszyły i wciąż cieszą się ogromnym zainteresowaniem widzów, niektóre grane były przez kilka lat. Do tych popularnych należy także ostatnia sztuka napisana przez Pawła na podstawie Jądra ciemności Josepha Conrada, której premiera odbyła się w kwietniu ubiegłego roku - wymienia Babicki. - Paweł był człowiekiem teatru, obecny był na próbach, co więcej - pisał też pod konkretnych aktorów. Był dramaturgiem, który na długo pozostanie w pamięci naszego zespołu. Już teraz czujemy, że będzie nam Pawła w teatrze bardzo brakowało - dodaje Krzysztof Babicki. Niezrealizowanym przez gdańskiego pisarza pomysłem pozostanie napisanie sztuki na przypadające na 2026 rok 100-lecie nadania praw miejskich Gdyni. - Razem z Pawłem założyliśmy, że musi to być komedia, aby skończyć z rocznicową smutą, żeby to było radosne święto. Powtarzał, że Polska to jest taki kraj, w którym komedie nie mają szczęścia, a przecież na deskach światowych teatrów, takich jak nowojorski Broadway czy londyński West End, komedie cenione są tak samo jak dramaty. Paweł miał poczucie humoru i pewnie przygotowałby coś niepowtarzalnego. Jestem jednak wierny tej idei i na pewno na stulecie przygotujemy komedię - zaznacza Babicki. Warto wreszcie przywołać opozycyjną przeszłość Pawła Huelle, o której wspomina Leszek Biernacki, fotograf i dziennikarz. - Paweł był aktywnym uczestnikiem wydarzeń sierpniowych 1980 roku na Wybrzeżu, włączając się w działalność NSZZ „Solidarność” poprzez pomoc w biurze informacyjnym związku, współredagując między innymi „Głos Wolny” wydawany w czasie I Krajowego Zjazdu Delegatów NSZZ „Solidarność”. W czasie Sierpnia ’80 Paweł był współtwórcą poczty rowerowej, wspierającej strajkujących w Stoczni Gdańskiej w kolportażu bibuły. Pamiętam, że specjalnie nie wyolbrzymiał swojej roli w tamtych wydarzeniach, dopiero po latach, także dzięki spotkaniom w gronie dawnych kolegów, uzmysłowiliśmy mu, jak ważną rolę wówczas odegrał - wspomina Leszek Biernacki. Paweł miał dobre serce, nie był obojętny na cierpienie drugiego człowieka. - Zadzwonił do mnie krótko po tym, gdy wybuchła wojna w Ukrainie - mówi Biernacki. - Koniecznie chciał zrobić coś konkretnego dla narodu ukraińskiego. To, co zakiełkowało w jego głowie, przerodziło się później w większą ideę. Wraz z byłymi działaczami pierwszej „Solidarności”, Niezależnego Zrzeszenia Studentów oraz Ruchu Młodej Polski zawiązaliśmy Komitet Solidarności Gdańsk--Zaporoże, którego celem jest pomoc dla rannych i okaleczonych dzieci z tamtejszego szpitala pediatrycznego. Na koniec jeszcze jedna historia. Kilka lat temu Andrzej Kowalczys, społecznik i wieloletni radny miasta Gdańska, wspomniał, że pracował przez krótki czas z Pawłem Huelle w Spółdzielni Usług Wysokościowych „Świetlik”. W latach osiemdziesiątych XX wieku spółdzielnia zatrudniała m.in. zwalnianych z państwowych przedsiębiorstw działaczy solidarnościowych. Swój krótki epizod miał w niej również Paweł Huelle. - Pamiętam, że po całym dniu pracy, który polegał na myciu okien w gdańskim Unimorze, w kilkanaście osób poszliśmy do baru Ikar na Zaspie. Paweł pracował dorywczo, nie był stałym pracownikiem Świetlika. W pewnym momencie zapytałem go, co zamierza robić w przyszłości. Bez zawahania odpowiedział, że zamierza być pisarzem. Uznanym pisarzem - wspomina Kowalczys. Paweł Huelle wkrótce został pisarzem. Znakomitym pisarzem! Sławomir Lewandowski 26 Pomerania nr 1 (582) / Stëcznik 2024 Przypominamy wywiad ze zmarłym w listopadzie 2023 roku Pawłem Huelle. Został opublikowany w „Pomeranii” nr 11/2012. LITERATURA, TO INTYMNY DIALOG Z CZYTELNIKIEM Z Pawłem Huelle, pisarzem, kierownikiem literackim w gdyńskim Teatrze Miejskim i redaktorem naczelnym kwartalnika „Bliza”, rozmawia Sławomir Lewandowski. Jaką rolę w teatrze odgrywa kierownik literacki? Jest od tego, aby czytać dziesiątki tekstów i doradzać dyrektorowi artystycznemu, co może się znaleźć w repertuarze. O tym, co ostatecznie będzie na scenie, decyduje jednak dyrektor. Czy zatem pomysł adaptacji powieści Guntera Grassa Idąc rakiem wyszedł od Pana? To była wspólna idea dyrektora artystycznego Teatru Miejskiego w Gdyni Krzysztofa Babickie-go i moja. Ale Krzysztof był głównym duchem sprawczym. To dość odważny zamysł, bo powieść nie jest łatwa w odbiorze, nie mówiąc już o przełożeniu jej na język teatru... Nie było to łatwe. Uznaliśmy jednak, że książka jest ważna dla gdynian. To tutaj przez długi okres okupacji cumował statek Wilhelm Gustloff jako baza szkoleniowa niemieckich marynarzy U-Bootów. Stąd wypłynął w swój ostatni rejs, zakończony przez trzy sowieckie torpedy. Powieść opowiada o korzeniach nazizmu i o tym, jak faszyzm odradza się we współczesnych Niemczech. Skąd wziął się w tym wszystkim Dar Pomorza? Chodziło o miejsce, które pozwoliłoby widzowi poczuć klaustrofobię okrętową. Z jednej strony mamy kapitana Marinesko na jego łodzi podwodnej, a z drugiej tonący statek z tysiącami pasażerów. Wnętrze Daru Pomorza idealnie pasuje do tej sztuki, jest przy tym bardzo offowe - jak to się dzisiaj mówi. Jak zareagował Gunter Grass na wieść o tym, że Teatr Miejski w Gdyni chce wystawić przekład jego powieści? Na początku była dość trudna przeprawa z agencją pisarza. Zanim udzielono licencji, zażądano szczegółowego opisu, streszczenia sztuki. Napisałem list do Guntera Grassa, w którym wyłożyłem nasze założenia i intencje. Gdy ten się dowiedział, że pracujemy z Krzysztofem Babickim w tandemie, sprawy potoczyły się już szybko. Nazwiska Pawła Huelle i Krzysztofa Babickie-go nie były zatem obce pochodzącemu z Gdańska nobliście? Krzysztof Babicki wiele lat temu wystawił, również w wersji offowej, bo grane w kamienicy Dolnego Wrzeszcza, słynne Wróżby kumaka, a ja z kolei byłem później głównym scenarzystą filmu o tym samym tytule. Poza tym kilkukrotnie miałem okazję spotkać się z Gunterem Grassem, również prywatnie. Czy autorowi Idąc rakiem podobała się sztuka oparta na jego powieści? Galowa premiera miała miejsce 29 czerwca 2012 roku. Gunter Grass przybył na nią z żoną, córką i wnukiem. Mimo że zazwyczaj jest powściągliwy w wyrażaniu emocji, nie krył wzruszenia. Przedstawienie bardzo mu się podobało. Choć jeszcze przed uroczystością zapowiedział, że nie będzie komentował spektaklu, to jednak po jego zakończeniu wygłosił krótką mowę. Co więcej, podszedł do każdego aktora i podziękował za występ. Podszedł również do mnie i powiedział: „Ofiarowaliście mi piękny prezent”. Wspomniał Pan o swojej znajomości z Gunterem Grassem. Czy można powiedzieć, że są to kontakty przyjacielskie? Nie mogę powiedzieć, że jesteśmy przyjaciółmi, Grass przyjaźnił się tylko z jednym polskim pisarzem - Bolesławem Facem. Choć, jak już wcześniej wspomniałem, spotykaliśmy się także prywatnie. Przede wszystkim Grass bardzo ciepło przyjął moją pierwszą książkę wydaną w języku niemieckim Weiser Dawidek, którą ciekawie skomentował, co dla mnie - wówczas młodego pisarza - było ważne. Z naszych spotkań w pamięci została mi jedna dość zabawna historia. Mieszkałem wówczas na gdańskim Ujeścisku. Pomerania nr i (582) / Styczeń 2024 27 Ą~ z ARCHIWUM Siedzieliśmy z Grassem przy stole, w bardzo dobrych nastrojach, jakiś zbieg okoliczności sprawił, że pokazywałem swoje zbiory - przedwojenne mapy Gdańska. Grass nad jedną z nich, taką, na której był Langfuhr - Wrzeszcz, dość długo dumał, po czym powiedział: „Słuchaj, Paweł, ja jestem pisarzem z Dolnego Wrzeszcza, a ty jesteś pisarzem z Górnego Wrzeszcza! Dla nas obu wystarczy miejsca w Gdańsku!”. Co zatem Gunter Grass powiedział o Pańskim książkowym debiucie? Krytyka polska i niemiecka pisała, że Weiser Dawidek to jest taki Blaszany bębenek. Tymczasem Grass, jako jeden z nielicznych, zrozumiał moją intencję. I był zaintrygowany tym, że młody pisarz z Gdańska, jakiś tam Huelle, prowadzi z nim dialog, odwołując się przy tym do jego książki. Weiser był bowiem świadomym nawiązaniem do Kota i myszy, zresztą mojej ulubionej opowieści Grassa. Mój debiut miał być dialogiem z niemieckim pisarzem pochodzącym z Gdańska, który musiał opuścić to miasto. Dla mnie ważny jest dialog książki z książką. Pisarze nie muszą porozumiewać się osobiście, mogą to czynić także poprzez swoje dzieła. Czy Weiser Dawidek jest powieścią biograficzną? W dużym stopniu jest to powieść autobiograficzna. Ale w świat realny, niemal topograficznie odwzorowany, wkracza nagle element niezwykły, jak gdyby nie z tego świata. To jest możliwe zwłaszcza w dzieciństwie, które Bruno Schulz nazywa magiczną epoką. Na tym polega chwyt tej opowieści. Chyba się udał, skoro książka zyskała serca wielu czytelników, także tych, którym realia powojennej Polski były zupełnie obce. Czy wykreowany przez pisarza świat musi mieć odzwierciedlenie w rzeczywistości, czy może być całkowicie zmyślony? Literatura jest sztuką wymyślania światów nieistniejących, które opierają się wszakże na światach realnych. Na tym polega magia literatury. Jeżeli powieść bądź opowiadanie są dobrze napisane, to uwodzą czytelnika, wprowadzają go w inną rzeczywistość. Wówczas nie jest ważne, do jakiego stopnia pisarz odwzorował rzeczywistość. Literatura jest sztuką uwodzenia i sztuką opowiadania historii. Nie żałuje Pan, że filmowa adaptacja Pańskiego debiutu została przeniesiona na Dolny Śląsk? Taką decyzję podjął reżyser Wojciech Marczewski. Miałem wprawdzie prawo interweniować, gdyby twórcy scenariusza drastycznie zmienili sens opowieści, ale nie musiałem tego robić. Swój udział ograniczyłem do sprzedania praw do ekranizacji książki. Zaufałem reżyserowi. Widziałem ten film ponownie, po latach. Broni się świetnie. Jak to się stało, że związał się Pan z kwartalnikiem „Bliza”? Idea wydawania takiego pisma w Gdyni zrodziła się trzy lata temu. W trójmiejskim pejzażu kulturalnym wypełnia ono istotną rolę, ale powoli, z mozołem, wspina się na piętro ogólnopolskie. Rzecz jasna, nigdy nie zapominając o punkcie wyjścia, którym jest i będzie Gdynia. Sam tytuł „Bliza” nawiązuje do tej tradycji. Gdynia zawsze mnie pociągała jako piękne, udane dziecko II Rzeczypospolitej, miasto wprost z morza, coś, co się nam, Polakom, naprawdę udało. No i nie ma tego historycznego garbu, który ciążył nad Gdańskiem. W Gdyni wszystko było polskie, kaszubskie - od początku. Mój dziadek Karol Huelle, inżynier, więzień Oświęcimia, współpracował przed wojną z ministrem Kwiatkowskim. Wprawdzie nie przy budowie Gdyni, ale przy realizacji Centralnego Okręgu Przemysłowego. Z Gdyni był dumny, lubił tu przyjeżdżać, ostatni raz odwiedził to miasto w 1938 roku. Kiedy więc pojawiła się możliwość wydawania kwartalnika dzięki mecenatowi miasta, nie wahałem się ani przez moment. Jak Pan, jako pisarz, redaktor naczelny i kierownik artystyczny w jednej osobie, patrzy na wypieranie tradycyjnej książki przez techniczne nowinki, np. audiobooki? Na pewno książka drukowana jest teraz zagrożona spadkiem do drugiej ligi. Ale nie umrze. Jakieś dziesięć lat temu moi młodsi koledzy - poeci i pisarze przed debiutem - zakładali w Internecie pisma literackie, mówiąc, że trzeba iść z postępem, że papierowa publikacja to przeżytek. Co się okazało po latach? Otóż każdy z nich marzył 0 tym, aby zadebiutować nie w sieci, ale w postaci drukowanego materiału. Bez książki na papierze czuli się mniej ważni, nie czuli się stuprocentowymi autorami. Rola książki maleje, czytelnictwo, szczególnie w Polsce, również nie ma się najlepiej. Chyba nie jest dobrze? Rzeczywiście nie jest najlepiej. Jako pisarz odczuwam to na własnej skórze, bo w końcu w dużej mierze żyję z książek. Ale cóż, to jest rewolucja 1 jej konsekwencje nie są przewidywalne. Znakomicie ujął to Zygmunt Bauman w swoich esejach o postnowoczesności i o Internecie: nie zdajemy 28 Pomerania nr 1 (582) / Stëcznik 2024 Z ARCHIWUM sobie sprawy, dokąd nas to zaprowadzi. Ale nie należę do klubu zrzędzących starców. Kiedy budowano pierwsze linie kolejowe w Europie, także pojawiało się wiele kasandrycznych głosów: nawet kury miały znosić mniej jaj ze względu na hałas i dym z lokomotyw. Czy korzysta Pan z dobrodziejstw Internetu? Nie mam konta na Facebooku, nie twitteruję, nie piszę błoga, bo zwyczajnie mnie to nie interesuje. Piszę dzienniki, ale do szuflady. Może za kilka lat ktoś to wyda. W ostatnim numerze „Bli-zy’ jest kilka świetnych tekstów na temat życia w sieci. Bardzo dobry esej napisał Piotr Czerski, pokazuje w nim różnice między moim pokoleniem a pokoleniem, które się wychowało w Internecie. Widzę te ogromne różnice, ale raczej jestem nimi zaciekawiony niż przygnębiony. Korzystam z poczty elektronicznej, wyszukiwarek, rozmaitych serwisów. To jest fantastyczne. Dzisiaj prawie każdy artysta, fotograf, muzyk czy pisarz ma swoją stronę w Internecie, konto na portalach społecznościo-wych. To pewien rodzaj reklamy. Nie obawia się Pan tego, że z powodu Pańskiej nieobecności w sieci pewna grupa odbiorców nigdy nie dotrze do Pana twórczości? Nie. Zupełnie. Gdybym zabiegał o maksymalną liczbę czytelników, pisałbym kryminały albo powieści grozy. Ewentualnie skecze erotyczne. Karol Marks twierdził w swoich zasadach dialek-tyki, że ilość przechodzi w jakość. Internet pokazuje, że tak jednak nie jest. Być za wszelką cenę zawsze i wszędzie, na każde kliknięcie - to oczywiście obsesja naszej cywilizacji elektronicznej. Ale nie mam takiej potrzeby. Wychowałem się z przekonaniem, że literatura, to bardzo intymny dialog z czytelnikiem. Ponadto, że aby coś osiągnąć - w sensie poznawczym - trzeba wykonać pewną pracę, włożyć w to wysiłek. Dostępność wszystkiego dla wszystkich w każdej sekundzie istnienia naszego świata, to jeden ze współczesnych mitów. Poza tym gdybym miał codziennie wypisywać na blogu, jakież to postępy zrobiłem w najnowszej powieści, czułbym się ni mniej, ni więcej jak prostytutka. To nie jest mój zawód. Ci, którzy chcą do czegoś dotrzeć - dotrą. Jak mówi Jezus w Ewangelii: kto ma uszy, niechaj słucha. Czy zdradzi nam Pan, o czym jest ta najnowsza powieść? Moja nowa książka dotyczy lat trzydziestych XX wieku, a jej akcja dzieje się przede wszystkim w Wolnym Mieście Gdańsku. Główny bohater jest mało znanym niemieckim kompozytorem. Pewnego razu dokonuje niezwykłego odkrycia, mianowicie odnajduje w antykwariacie w Budapeszcie niedokończoną partyturę opery Richarda Wagnera. Postanawia dopisać brakujące części, aby wystawić ją w Operze Leśnej, będącej po niemieckim Bayreuth drugim centrum wagnerowskim. W międzyczasie w Niemczech do władzy dochodzi Adolf Hitler, któremu twórczość Wagnera posłużyła do faszystowskiej propagandy. Mój bohater decyduje, że poczeka z ujawnieniem odnalezionej opery Wagnera do czasu upadku nowego reżimu. Jest optymistą, myśli, że ruch faszystowski szybko upadnie. To główny wątek tej książki. Żeby nie było nudno, zastosowałem w powieści kontrapunkt. Jest nim postać Kaszuby... zabawne, że narrator po latach nie może dojść do tego, jak się nazywał: Bieszk, a może jednak Bieszke, bo na pewno nie Bieszczański. Ta postać wprowadza czytelnika w świat, z którym zetknąłem się jako kilkuletnie dziecko. Miałem pięć, może sześć lat, gdy pierwszy raz pojechałem z rodzicami na Kaszuby. Słuchałem języka kaszubskiego i byłem oczarowany i nim, i tym wszystkim, co wokoło widziałem. To był dla mnie zupełnie inny świat Pomerania nr i (582) / Styczeń 2024 29 Z ARCHIWUM niż ten, który dotychczas znałem. Wątek pana Bieszka, czy też pana Bieszke, ale na pewno nie Bieszczańskiego jest ważnym punktem powieści. Czy zatem jedynie wspomnienia z dzieciństwa, tęsknota za minionym światem zadecydowały o sięgnięciu przez Pana po motyw kaszubski? Czy wpłynęły też na to inne czynniki? Kaszuby są stałym elementem mojego życia. I, jak podejrzewam, każdego, kto mieszka w Gdańsku, Sopocie czy Gdyni. Niemal każdego roku wakacje spędzałem na Pojezierzu Kaszubskim, miałem w szkole kolegów Kaszubów. Kaszubi są bardzo ważni, ponieważ w zmiennej historii Gdańska, Pomorza stanowią element ciągłości. .. Wszystko się zmieniało, a Kaszubi trwali tu zawsze. Z językiem i swoją kulturą. Ta trwałość pięknie jest też opisana w powieści Guntera Grassa Blaszany bębenek. Niedawno po raz kolejny oglądałem ekranizację tej książki. Ostatnia scena - jak w powieści - jest przejmująca. Babcia Oskarka, Koljaczkowa, mówi, żegnając wyjeżdżających do Niemiec: Ktoś musi tutaj zostać. Czy Pana zdaniem można dzisiaj mówić o modzie na Kaszuby? Nie nazwałbym tego modą. Mimo wszystko uważam, że kaszubski głos jest słabo słyszalny w Gdańsku, który reklamuje się jako stolica Kaszub. Turysta, który przyjeżdża do naszego miasta, musi naprawdę się wysilić, żeby mieć styczność z kulturą kaszubską. Owszem, ona jest osadzona w granicach miasta, my o niej wiemy, znamy ją, ale przybysz może być w Gdańsku przez dwa-trzy dni i wyjechać stąd bez wiedzy, że w Gdańsku są obecni Kaszubi i ich kultura. No i że korzenie naszego miasta - na długo przed wizytą Świętego Wojciecha i przed przybyciem pierwszych kupców niemieckich - są zdecydowanie kaszubskie. Bardzo pięknie pisał o tych sprawach Lech Bądkowski w Odwróconej kotwicy. Ta książka powinna być włączona do regionalnych programów edukacyjnych. Bądkowski jest Jasienicą Pomorza. Trochę pod jego wpływem napisałem kiedyś opowiadanie Dąb, które dzieje się w opactwie cystersów w Oliwie paręset lat temu. W powieści, nad którą teraz pracuję, Pan Bieszke, a może Bieszk, ale na pewno nie Bieszczański mówi po kaszubsku. To dla mnie trudne zadanie, mam świadomość ryzyka, korzystam ze słowników Sychty i Trepczyka, no ale i tak jakiś mądry Kaszuba będzie musiał to przejrzeć i poprawić. Chcę w ten sposób złożyć ukłon kulturze, w której wyrastałem. Która dała mi tyle wspaniałych przeżyć. Która jest dla mnie czymś tak istotnym, jak pochodzenie moich przodków, spolonizowanych Austriaków i Węgrów ze Lwowa. Kim dla Pana jest dzisiejszy Kaszuba? Na szczęście Kaszubi nie dali się zamknąć w skansenie. To jest wciąż kultura żywa. W którą stronę zdryfuje, tego nie wiemy. Jednak wciąż się rozwija. Kilkanaście lat temu byłem w Sierakowicach na festiwalu, na którym amatorski teatr wystawił sztukę Hanka se żeni. To było niezwykłe dla mnie doświadczenie. Nie władam językiem kaszubskim, więc musiałem mocno się starać, żeby zrozumieć, o co chodzi w tej sztuce, jednak zadziwiło mnie przede wszystkim to, że było mnóstwo świetnie reagujących widzów. Żaden skansen. Żywy, dowcipny, nieźle zrobiony teatr. W tamtym czasie byłem dyrektorem gdańskiego oddziału telewizji. Postawiłem sobie za cel, aby przynajmniej raz w roku nagrać jedną sztukę po kaszubsku. Niestety to się nie udało, nie miałem absolutnie zrozumienia w zarządzie telewizji. Wysocy urzędnicy pukali się w czoło, ponieważ traktowali to w kategoriach Cepelii. A to nie była Cepelia. To była żywa, autentyczna kultura. Dzisiaj, kiedy słucham Radia Kaszëbë - najczęściej w samochodzie - czuję, że jestem u siebie. Tak samo jak na korytarzu Uniwersytetu Gdańskiego, gdy z sali wychodzą studenci i lektorzy po zajęciach i mówią po kaszubsku tak, jak pamiętam z moich pierwszych wakacji w Sycowej Hucie, pod Kuescerzynę. Język kaszubski jest jednak w lepszej pozycji niż irlandzki, celtycki ghaeilge: wszyscy się go uczą, ale nikt na co dzień go nie używa. Jaki tytuł będzie nosić ta książka? I najważniejsze pytanie: kiedy będzie można ją przeczytać? Kiedy się ukaże, nie wiem, bo nie wiem, kiedy ją skończę. Tytuł powieści jest cytatem z Rainera Marii Rilkego, niemieckiego poety, który miał swego czasu związek z Oliwą, i brzmi Śpiewaj ogrody - Sange die Garten. Rilke był w Oliwie? Tak, pod koniec XIX wieku spotkał się tutaj ze swoją kochanką Louise Andreas-Salomé. W parku oliwskim, w altanie, którą wszyscy znamy, wspólnie napisali wiersz. To jednak niesamowite: jeden z największych poetów europejskich chodził sobie po Oliwie, po leśnych wzgórzach, skąd było widać morze, no i rozmyślał. Może przechodząc przez Stary Rynek Oliwski, słyszał kaszubskie przekupki, które oferowały mu świeże kwiaty? Tak, na pewno je słyszał. Dziękuję za rozmowę. 30 Pomerania nr i (582) / Stëcznik 2024 Z ARCHIWUM Wiersze zostały opublikowane na łamach „Pomeranii” nr 6/1986 Paweł Huelle Kaszuby Graf saniami przejechał i już go nie było, W pałacu gaszę światła, leśniczy na polanie Szuka miedzianej skuwki, w blasku sierpnia Odkryci szarym kurzem chłopiec i dziewczyna Schodzę w dół do jeziora i rozchylają paprocie, Rybacy smołują czółna, na ścierniskach ptaki Przygotowuje się wioska, szczególnie biedacy Liczą na poczęstunek zmarłej pani Konkel, Miejscowe diabły szydzą co wieczór z proboszcza, Chłopi jak zawsze omijają zbyt duże kamienie, Nadchodzi pora wyrębów, stuka o sosnę siekiera, Na bezludnym ostrowiu ktoś zauważył ognisko I tylko gdzieniegdzie zimą przemykają wilki Po których nie ma śladu w śniegu i w powietrzu. Nad tobą smutna ziemio pochylali się twoi poeci I w twardym języku którego nie mogłem zrozumieć Z czułością przemawiali do każdego źdźbła trawy Wspominając strumienie drzewa i jeziora I nazwy kwiatów zapamiętane z dzieciństwa. Jak Litwa byłaś ojczyzną niepogod a twoi książęta Nosili miecze i pięknie brzmiące imiona Po których nie pozostały zamki ani ogromne bogactwa Tylko cisza pagórków i podobizna w klasztorze. Kto ciebie porzucił twoją surową urodę Niósł ze sobą do miasta i nawet za oceanem Gdzie jeziora ogromne i domy dużo bogatsze Brzmiała stara piosenka o żeglarzu i świecy. Paweł Huelle Kaszuby * # * Graf saniami przejechał i już go nie było, W pałacu gaszą światła, leśniczy na polanie Szuka miedzianej skuwki, w blasku sierpnia Okryci szarym kurzem chłopiec i dziewczyna Schodzą w dół do jeziora i rozchylają paprocie, Rybacy smołują czółna, na ścierniskach ptaki Leniwie czochrają pióra i do pustej nocy Przygotowuje się wioska, szczególnie biedacy Liczą na poczęstunek zmarłej pani Konkel, Miejscowe diabły szydzą co wieczór z proboszcza, Chłopi jak zawsze omijają zbyt duże kamienie, Nadchodzi pora wyrębów, stuka o sosnę siekiera, Na bezludnym ostrowiu ktoś zauważył ognisko I tylko gdzieniegdzie zimą przemykają wilki Po których nie ma śladu w śniegu i w powietrzu. Pomerania nr i (582) / Styczeń 2024 3i PAMIĘCI PROF. BRUNONA SYNAKA (1943-2013) ODWAŻNY I PRAWY CZŁOWIEK ORAZ WYBITNY POLITYK O prof. Brunonie Synaku będą z czasem pisać książki i prace naukowe. W pełni sobie na to zasłużył. W swoim wspomnieniu pragnę jedynie przywołać pewne fakty i refleksje związane z profesorem - jako człowiekiem i przede wszystkim politykiem; podkreślmy - głównie politykiem Pomorza. I w ślad za Lechem Bądkowskim dodajmy: Wielkiego Pomorza. O profesorze Brunonie Synaku pierwszy raz usłyszałem podczas kampanii prezydenckiej w 1995 roku. Wówczas jako prorektor Uniwersytetu Gdańskiego ujawnił, że pretendent na prezydenta RP, lider SLD, nie ma dyplomu magisterskiego, ma za to kilka nie-zdanych egzaminów. Niewątpliwie wykazał się wtedy dużą odwagą oraz dążeniem do poznania prawdy. Ówczesne SLD długo to, niestety, pamiętało prof. Sy-nakowi. Był życzliwym i przyjaznym człowiekiem Poznałem profesora Brunona Synaka podczas pisania książki o dziedzictwie „Solidarności”. To były lata 1995-1996. Oczywiście spotykaliśmy się już w biurze Sejmiku Samorządowego Województwa Gdańskiego. Sejmik ten był jedynie namiastką samorządu wojewódzkiego. Ale już wtedy była okazja do dyskusji o docelowym kształcie systemu samorządowego w Polsce. Jednakże kwestia „Solidarności” i wizja ustrojowa samorządu terytorialnego w Polsce bardzo profesora Synaka interesowała. Miał w sobie coś z wizjonera. Kwestia „Solidarności” była dla profesora nie tylko wielką historią regionu pomorskiego, ale i zobowiązaniem na przyszłość. W tym kontekście książka pod moją redakcją 0 dziedzictwie „Solidarności” po pierwszych 15 latach bardzo go poruszyła. Zdecydowanie dopingował do zakończenia prac i jej wydania. A nie było to łatwe. Dr Krystyna Kmiecik-Baran przygotowała raport z badań Sierpień ’80. Co pozostało z tamtych dni w świetle badań ankietowych. Ja dokończyłem wywiady i rozmowy z elitą „Solidarności” (L. Wałęsa, B. Borusewicz, B. Lis, A. Pieńkowska 1 M. Krzaklewski) i światem nauki z Pomorza (w tym z prof. J. Borzyszkowskim, prof. M. Plińskim, prof. A. Polańską, prof. M. Latoszkiem oraz profesorami J. Erencem, G. Labudą i R. Wapińskim). Cenne były również wypowiedzi abp. T. Gocłowskiego i M. Pła-żyńskiego. Książka Sierpień 80. Co pozostało z tamtych dni? została wydana latem 1996 roku, za radą profesora - w Wydawnictwie Uniwersytetu Gdańskiego. Profesor też napisał recenzję wydawniczą. Pisał w niej m.in.: Jeszcze bardziej wyraziste staję się pytania o sens i dziedzictwo Sierpnia ’80, o losy idei „Solidarności”, o znaczenie jej etosu, o wpływ na dzisiejsze postawy, o przydatność sierpniowych doświadczeń w obecnej rzeczywistości. Jakże to wciąż bliskie i ważne. 32 Pomerania nr i (582) / Stëcznik 2024 Wspomnienie J Na prof. B. Synaka praktycznie zawsze można było liczyć, chociaż obowiązków mu nie brakowało. Dlatego też w przededniu 30. rocznicy wyboru kardynała Karola Wojtyły na papieża zaproponowałem profesorowi udział i wsparcie jego autorytetem kolejnej książki. O samej książce - Moje spotkania z papieżem Janem Pawłem II pod moją redakcją, która została opublikowana w Wydawnictwie Bernardinum w 2008 roku - można by dużo i długo mówić. Ale wspominając prof. B. Synaka i jego otwarcie na szczególnie ważne i wielkie tematy, trzeba odnotować jego znakomity tekst w tej książce pt. Jan Paweł II i Kaszubi. Profesor jasno konstatuje, że najbardziej znaczącym z punktu widzenia spraw kaszubskich było spotkanie podczas wizyty w Gdyni na Skwerze Kościuszki, w dniu 11 czerwca 1987 roku, kiedy papież bezpośrednio zwrócił się do licznie zabranych Kaszubów w sposób następujący: Drodzy Bracia i Siostry Kaszubi! Strzeżcie tych wartości i tego dziedzictwa, które stanowią o Waszej tożsamości. Kolejnym wydarzeniem o historycznym znaczeniu dla Kaszubów była wielka pielgrzymka Kaszubów do Ziemi Świętej w Jubileuszowym (2000 r.) Roku Chrześcijaństwa pod przewodnictwem abp. T. Goc-łowskiego i prof. B. Synaka jako prezesa Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. W tym doniosłym roku w Jerozolimie, w kościele Pater Noster, odsłonięto kaszubską wersję modlitwy Ojcze Naszl Pozostaje autorytet I WZÓR DO NAŚLADOWANIA 0 Brunonie Synaku jako człowieku i polityku można mówić tylko dobrze i bardzo dobrze. Niewątpliwie był wysokiej klasy człowiekiem i profesjonalnym politykiem. Był też dumny z naszego Uniwersytetu Gdańskiego. Do końca życia interesował się i troszczył o umiłowaną socjologię. Szczęśliwie pozostawił godnych i solidnie wykształconych następców. W realnej i fachowej polityce, głównie regionalnej, spędził prof. Brunon Synak pełne 12 lat. Zaczynał, jak dobrze pamiętam, od jesiennych wyborów 1998 roku do Sejmiku Województwa Pomorskiego. Kandydował wtedy z listy Akcji Wyborczej Solidarność (AWS). Jego i moimi szefami byli wtedy Marian Krzaklewski, Kazimierz Janiak i Jacek Rybicki. W kontekście dużego i realnego regionu pomorskiego profesor często podkreślał, że wielka reforma, a w szczególności budowa samorządu województwa umożliwiła pełne zjednoczenie Kaszubów w regionie pomorskim. W pierwszej kadencji Sejmiku Województwa Pomorskiego jesienią 1999 roku B. Synak został wybrany na jego wiceprzewodniczącego. Radził sobie całkiem dobrze i zyskiwał coraz większą sympatię i zaufanie. Postrzegano go coraz lepiej jako cenionego profesora 1 Kaszubę otwartego na inne społeczności Pomorza, tj. Kociewie, Powiśle, Żuławy i ziemię słupską. Ten uniwersalizm i partnerstwo profesora oraz jego talenty dyplomatyczne sprawiły, że po trzech latach dyskusji i sporów, przy wysokiej zgodzie, udało się na początku 2002 roku uchwalić nasze godło regionalne: herb w postaci gryfa pomorskiego (czarny gryf na złotym tle). Gryf pomorski rzeczywiście nas łączy. Nie można sobie wyobrazić samorządu województwa pomorskiego bez prof. B. Synaka. Gabinet przewodniczącego Sejmiku Województwa Pomorskiego (od jesieni 2002 r.), był dla wszystkich otwarty, w nim odbywały się bardzo ważne spotkania i dyskusje. To był pewien fenomen obywatelskiego poruszenia. Przejście profesora do struktury politycznej PO było czymś naturalnym, a nie ukrywał od pewnego czasu swoich sympatii dla Donalda Tuska i Pawła Adamowicza. Podkreślmy, że pełne dwie kadencje (2002-2010) był Brunon przewodniczącym sejmiku z rekomendacji PO. Powiem więcej: w moim przekonaniu był najlepszym przewodniczącym w całym ćwierćwieczu samorządu województwa pomorskiego. W kontekście tzw. wielkiej polityki dobrze pamiętam zaangażowanie prof. Synaka w sprawy europejskie. W Unii Europejskiej widział naszą wielką szansę. Jak mawiał, wpierw trzeba tam być, a potem zmieniać i wzbogacać. Bardzo mocno i konsekwentnie zaangażował się w referendum stanowiące o naszej przyszłości w Unii. Oczywiście najważniejszy był udział obywateli, albowiem o ważności referendum stanowiło przekroczenie 50-procentowej frekwencji. Nas, radnych, rozsyłał przewodniczący B. Synak po różnych częściach Pomorza. Mnie np. wysłał na Żuławy. Bardzo nas w tym trudzie wspierała Małgorzata Gładysz. Wyniki referendum (7-8 czerwca 2003 r.) na Pomorzu uzyskaliśmy kapitalne. W naszym regionie mieliśmy w skali kraju najwyższą frekwencję (62,79 proc.) przed tak dużymi regionami, jak Śląskie, Wielkopolskie, Mazowieckie i Małopolskie. W skali kraju ogólna frekwencja wyniosła 58,85 proc., a „tak” dla UE powiedziało 77,45 proc. obywateli, a więc ponad trzy czwarte głosujących (aż 80,25 proc. na Pomorzu). W wymiarze wielkiej polityki znaczącym faktem było kandydowanie prof. Brunona Synaka do Parlamentu Europejskiego w 2004 roku. My, samorządowcy, prawie wszyscy organizowaliśmy kampanię i wspieraliśmy, jak tylko to było możliwe, naszego profesora i przewodniczącego sejmiku. Prawie byliśmy pewni wygranej, ale w tych wyborach bardziej decydowało poparcie centrali partyjnej PO. Jedynka na liście wyborczej przyznana została Januszowi Lewandowskiemu i to głównie zadecydowało o jego sukcesie. Tu znowu wielką klasę pokazał nasz profesor: pogratulował zwycięzcy i zadeklarował wolę współpracy z pro-samorządowymi strukturami UE. I faktycznie, prof. B. Synak był wysoko szanowany i ceniony w Europejskim Komitecie Regionów. Gdyby jednym zdaniem wspomnieć i ocenić niezwykłą indywidualność prof. B. Synaka, powiedziałbym tak: bez reszty oddał się dziedzictwu Lecha Bądkowskiego i idei Wielkiego Pomorza oraz aktywnej integracji europejskiej. Najkrócej można rzec: dla wielu z nas był, jest i będzie autorytetem. Jan Kulas Pomerania nr i (582) / Styczeń 2024 33 -f- Gdańsk mniej znany Holocaust w Gdańsku 27 stycznia obchodzimy Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holocaustu. Został on ustanowiony w 2005 roku przez Zgromadzenie Ogólne ONZ. Data nawiązuje do momentu wyzwolenia obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau w 1945 roku. Ruszamy więc dziś szlakiem społeczności żydowskiej w Gdańsku. Przywracanie pamięci Zaczynamy na Wyspie Spichrzów. Pod koniec zeszłego roku przy Podwalu Przedmiejskim na wysokości hotelu Novotel ustawiono tabliczkę informującą, że miejsce to wiąże się z losami Żydów w czasie II wojny światowej w Gdańsku. Nie ma już budynków, które przypominałyby tę historię, a niestety teren wokół nadal pozostaje niezagospodarowany. A właśnie przy pobliskiej ulicy Owsianej (wówczas Mausegas-se, czyli ulica Mysia) stał spichlerz Czerwona Mysz. W lipcu 1940 roku z polecenia nazistów umieszczono w nim pozostałych w mieście Żydów. Budynek stał się swego rodzaju gettem. Fakt ten jest mało znany zapewne ze względu na niewielkie rozmiary miejsca odizolowania Żydów. Nie przypominało ono tych, które znamy z okupowanych polskich miast, w których zamykano kilka, a nawet kilkaset tysięcy ludzi. Spichlerz został przebudowany rękami Żydów i za ich pieniądze tak, by na pięciu piętrach utworzyć kilkuosobowe pomieszczenia. W piwnicach znajdowały się kuchnia, spiżarnia oraz sala modlitw. Na parterze mieściło się biuro gminy. Losy wojenne Choć propaganda niemiecka głosiła, że Gdańsk jest „wolny od Żydów”, na początku II wojny światowej było ich w mieście około tysiąca czterystu. Jeszcze kilka lat wcześniej Wolne Miasto Gdańsk zamieszkiwało około jedenastu tysięcy ludności wyznania mojżeszowego. Działali w 80 organizacjach, stowarzyszeniach, instytucjach. Żydowskich miejsc na planie miasta było wiele, dziś fasada kamienicy przy ul. Szerokiej 83 przypomina o działającym tu do 1938 roku teatrze. Zdecydowana większość Żydów uciekła z nazistowskiego Gdańska jeszcze przed wybuchem wojny. Prawdopodobnie władze zezwalały na dalszą indywidualną lub zorganizowaną emigrację po 1 września 1939 roku, by uniknąć kosztów związanych z deportacją. Poza tym nie chciano pozbywać się niektórych wykwalifikowanych specjalistów. Dzięki finansowej pomocy organizacji amerykańskiej Joint ponad pięciuset żydowskich gdańszczan udało się wyjechać z miasta jeszcze w sierpniu 1940 roku. Niedaleko getta na Wyspie Spichrzów znajdował się także żydowski dom starców. Mieścił się przy ulicy Stągiewnej, a do grudnia 1942 roku mieszkało w nim ponad stu pensjonariuszy. Większość z nich została deportowana do Generalnego Gubernatorstwa. Getto przy Owsianej zostało zlikwidowane latem 1943 roku. Żydzi gdańscy trafiali do obozu w Stuttho-fie, ale i innych miejsc kaźni. Co zagadkowe, z nieznanego powodu około dwudziestu osób pochodzenia żydowskiego pozostało w Czerwonej Myszy i doczekały w Gdańsku końca wojny. Nowa odsłona Ślady obecności Żydów na Głównym Mieście znajdziemy także przy ul. Bogusławskiego. Obok Teatru Szekspirowskiego ustawiona jest makieta Wielkiej Synagogi. Stała ona w tym miejscu od 1887 roku do maja 1939 roku, kiedy to została rozebrana przez nazistów. Spacer kontynuujemy, kierując się na ulicę Tkacką. Na fasadzie jednego z budynków w 2018 roku odsłonięto tabliczkę przypominającą, że mieszkał tu Frank Meisler. Opuścił Gdańsk w wieku 14 lat w ramach ratunkowej akcji wywożenia dzieci żydowskich do Anglii. Jego dzieło, pomnik Kindertransportów, zobaczymy na ostatnim przystanku naszej wędrówki przy Dworcu Głównym. Przez cztery łata czekał cierpliwie na zakończenie remontu dworca... Nareszcie powrócił na swoje miejsce, gdzie ustawiony został już w 2009 roku. Tekst i zdjęcia: Marta Szagżdowicz 34 Pomerania nr i (582) / Stëcznik 2024 Dzél 5. Kaszëbsczézwãczi. Karnawałowo zabawa. Céle ùczbë Poznawcze: • pòznanié inhibicyjno-incytacyjnëch (hamowanie -pòbùdzanié) czwiczeniów, pòznanié nowëch zwrotów w kaszëbsczim jãzëkù; Sztôłcącé: • ùmiejãtnosc wëczëcô zmianów w mùzyce, sztôłto-wanié chùtczégò reagòwaniô na mùzyczné sygna-łë, doskonalenie słëchòwò-rëchòwi kòòrdinacje, rozwijanie ùmiejãtnoscë przemieszcziwaniô sã w przestrzeni, doskonalenie poprawny emisje i intonacje głosu, sztôłtowanié prawidłowi postawę ucznia, sztôłtowanié mùzyczny pamiãcë, sztôłto-wanié pòczëcô esteticzi rëszaniô sã, sztôłtowanié mùzyczny wëòbraznie, sztôłtowanié koncentracje i ùwôdżi; Wëchòwawczé: • rozwijanie ùmiejãtnoscë wespółdzejaniô w karnie i w pôrze, sztôłtowanié wëtrwałoscë w pòkònywanim drãgòtów, pòbùdzenié òdpòwiedzalnotë za powierzone zadania, sztôłcenié nawzôjnégò szóno-waniô sã; Metodë robòtë ekspozycje, analiticzno-percepcyjnô, problemòwò-òdtwórczô, problemòwò-analiticznô Didakticzné pòmòce pianino, farwné szarfë - pò jedny dlô kòżdégò ùcznia, farwné balónë (w farwach kaszëbsczégò wësziwù) - pò jednym dlô kòżdégò ucznia, kapelusz, mazaczi - pò jednym dlô kòżdégò ùcznia PLAN ZAJMÓW Wstãp: 1. Przëwitanié na muzycznym sygnale. 2. Zapoznanie uczniów z tematã zajmów. 3. Marsz wstãpny w metrum 4/4. 4. Czwiczenia gimnasticzno-rozgrzéwającé mùskle raków i nóg: • „wëcérómë kùrze", • „rôczimë gòscy", Realizacjo tematu: 1. Czwiczenié òddechòwé: Dmùchómë balónë. 2. Zabawa: Wanożący kapelusz. 3. Zabawa: Tuńc z balónã. Pòdsëmòwanié: 1. Zabawa: Ùsmiechniãti balon. 2. Przëbôczenié ò czim bëła mowa na zajmach. 3. Pożegnanie na muzycznym sygnale. MERITORICZNY DZÉL (30 min.) 1. Przëwitanié na muzycznym sygnale (0,5 min.). Uczniowie stoją na swójich molach sczerowóny skar-niama w strona szkolnego. Szkolny wito szkólóków, śpiewające melodiczny zwrot: Dobri dzéń. Szkòlôcë òdpòwiôdają, śpiewające: Dobri dzéń. Do - bri dzéń do - bri dzéń do - o - bri dzéń. 2. Zapoznanie uczniów z tematã zajmów (0, 5 min.). Szkòlôcë stoją na swójich molach sczerowóny skar-niama w strona szkolnego. Na dzysészich zajmach przërëchtëjemë sã do karnawałowi zabawę. Co to je karnawał? Co nama je potrzebne na karnawałowim balu? Szkolny kórbi ze szkólókama na temat szëkòwaniô sã do karnawałowi zabawę, óbstroju itp. 3. Marsz wstãpny w metrum 4/4 (5 min.). Szkòlôcë pòrësziwają sã pò òbwòdze kòła, wëkònëjącë pòsobicą zgódno z mùzyką: marsz w kole biég w „rozsëpce" marsz w kole pòdskòk pó całi sale marsz w kole Czwiczenié wëkònywóné je prze akómpaniamence szkólnégò. NAJÔ LICZBA, NUMER 1 (173), DODÔWK DO „POMERANII" 1 KLASË „O" I PRZEDSZKOLA 4. Czwiczenia gimnasticzno-rozgrzéwającé (5 min.). Uczniowie stoją w „rozsëpce" pò całi salë. a) „wëcérómë kùrze" Szkòlôcë dostôwają farwné szarfë. Bãdą òne „szmat-kama" do wëcéraniô kùrzu. Szkòlôcë chòdzą pò salë zgódno z ritmã mùzyczi gróny przez szkólnégò. Cze-dë mùzyka zabrzëmi: - w rejestrze wiolinowim: uczniowie wëcérają kùrz z górnëch pòlëców, - w rejestrze strzédnym: uczniowie òdkùrzają parapetë, - w rejestrze basowim: uczniowie mëją pòdłodżi. b) „rôczimë gòscy" Szkòlôcë sôdają jeden za drëdżim, twòrzącë dłudżi „telefoniczny kabel". Szkólny sôdô za ùczniama i na plecach szkòlôka sedzącégò na kùńcu pôlcama wëklepùje ritm. Je to specjalny szifr, dzãka jaczémù gòsce bãdą mòglë przińc na karnawałową zabawã. Pòtemù szkòlôk przekazëje ten „szifr" sedzącémù przed nim drëchòwi abò drëszce, wëklepùjącë nen ritm pôlca-ma na jegò plecach. Ritm „przechôdô" òd szkòlôka do szkòlôka, jaż duńdze do ucznia sedzącégò na pòczątkù „telefonicznego kabla". Szkòlôk sedzący na pòczątkù, pò òtrzimanim „szifru" na swójich plecach, wëklaskùje gò. Jeżlë ritm òstónie poprawno wëklepóny, zabawã mòżna pòwtórzëc (zmieniwają sã ùczniowie sedzący na kùńcu i na początku „telefonicznego kabla"). Czwiczenié wëkònywóné je przë akómpaniamence szkólnégò. 5. Czwiczenié òddechòwé: Dmùchómë balónë (5 min.). Szkòłownicë pòdchôdają do szkólnégò i kòżdi z nich òtrzëmùje farwny balón (w farwach kaszëbsczégò wësziwù). Farwë balónów (ùczniowie pòznôwają pòzwë farwów w kaszëbsczim jãzëkù, a téż jich symboliczne znaczenie): - żôłti: słuńce - zelony: lasë - czerwony: krew - mòdri: jęzora - jasnomòdri: niebò - cemnomòdri: mòrze - czôrny: zemia. Szkòlôcë maszerëją pò salë zgódno z ritmã mùzyczi gróny przez szkólnégò. Na przerwa w mùzyce uczniowie zatrzëmùją sã i słëchają, jaką szkólny wëpòwié farwã. Uczeń, chtëren trzimô w rãce balón ti farwë, jaką wëpòwiedzôł szkólny, zaczinô w niegò dmùchac. Pò nadmùchanim baló-na szkólny zós zaczinó grac, a uczniowie maszerëją pó sale. Czej wszëtcë szkòłownicë nadmùchają swòje balónë, szkólny pòmôgô jima je zawiązać, a tej szkòlôcë òdkłôdają je w wolny plac (mògą bëc wëzwëskóné na jinëch zajmach do ùkłôdaniô prostëch modłów kaszëbsczégò wësziwù). Czwiczenié wëkònywóné je przë akómpaniamence szkólnégò. 6. Zabawa: Wanożący kapelusz (4 min.). Szkòlôcë sedzą w kole, zwrócony skarniama do we-strzódka koła. Szkólny wkłôdô jednémù ùczniowi kapelusz na głowa. Ć>b czas mùzyczi gróny przez szkólnégò, szkòlôcë przekłôdają kapelusz z głowę na głowa. Na paùzã w mùzyce ùczniowie „zatrzëmùją" wanożący kapelusz. Uczeń, chtëren w chwilë paùzë mó kapelusz na głowie, òdpôdô z zabawę. Zabawa cygnie sã tak długo, jaż óstónie leno jeden szkólók w kole. Czwiczenié wëkònywóné je przë akómpaniamence szkolnego. 7. Zabawa: Tuńc z balónã (4 min.). Szkòlôcë dobierają sã w pôrë i bierzą jeden z balónów, jaczé przë czwiczenim òddechòwim òdłożëlë na wolny plac. Szkòlôcë tańcëją z balónã ób czas mùzyczi gróny przez szkolnego. Na paùzã w mùzyce szkólny wëpòwiôdô w jãzëkù kaszëbsczim farwã balonu. Szkòlôcë, chtërny trzimają balón ti farwë, podrzucają gò, òbrôcają sã wkół sebie, łapią gò w rãce i òdpòwiôdają co symbòlizëje jegò farwa (utrwalenie wiadłów pòznónëch w czwiczenim òddechòwim). Czwiczenié wëkònywóné je przë akómpaniamence szkólnégò. 8. Zabawa: Ùsmiechniãti balón (4 min.). Szkòlôcë sedzą skarniama zwrócony w strona szkólnégò. Kòżdi ùczéń trzimó w rakach jeden balón i mazak. W ti zabawie zadanie ùczniów pòlégô na namalowaniu! ùsmiechniãti gąbczi na swójich balonach ób czas paùzë w mùzyce, ale maleją leno ti, chtërny mają balón farwë, jaką szkólny wëpòwié w kaszëb-sczim jãzëkù. Paùzë w mùzyce są baro krótczé, tak tej namalowanie całi gąbczi bãdze pòdzeloné na pôrã dzélów (np. pierszô paùza w mùzyce - szkólók zdążi namalować blós jedno òkò, a pòstãpnô paùza w mùzyce - drëdżé òkò pòd zastrzegą, że szkólny wëpòwié farwã, jaką mô jegò balón itd.). Czwiczenié wëkònywóné je przë akómpaniamence szkólnégò. 9. Przëbôczenié ò czim bëła mòwa na zajmach (1,5 min.). Szkòłownicë sedzą na swójich molach sczerowóny skarniama w strona szkolnego. Co më pòznelë dzysô na zajmach? Toczi sã kôrbiónka szkólnégò z ùczniama na temat zajmów. 10. Pożegnanie na muzycznym sygnale (0,5 min.). Szkòlôcë stoją na swójich molach sczerowóny skarniama w strona szkolnego. Szkólny żegnô sã z ùczniama, śpiewające melo-diczny zwrot: Do ùzdrzeniô. Uczniowie ódpówiódają, śpiewające: Do ùzdrzeniô. Do - ù zdrze - nió. Tłómaczenié: B. Ugòwskô. Natalia Bigus instruktor i choreograf juniorsczich karnów w Ka-szëbsczim Karnie Spiéwù i Tuńca „Sierakowice" ze Serakòjc. Jakno mùzyk i instruktor tuńca spe-cjalizëje sã w pòlsczi lëdowi tematice, le przede wszëtczim w ùkòchónëch Kaszëbach. Szkolno ritmiczi a sztôłceniô słëchù. 2 NAJÔ ÙCZBA, NUMER 1 (173), DODÔWK DO „POMERANII' KLASA IV SPÒDLECZNY SZKÒŁË Wérónika Mierzwińskô (1 ùczbòwô gòdzëna) Jak so radży Aczipaka i drëszë zëmq? - prôcaz wiérztą. Céle ùczbë • Wiédza Ùczéń... - ùtrwaliwô spòdlową słowiznã spartaczoną z zëmą, - òpisëje jistniczi za pòmòcą znankòwników; • Ùmiejãtnoscë Ùczéń... - słëchô czëtóny pòwiôstczi, - ùkłôdô zdania z wëszukónyma jistnikama, - czëtô ułożone zdania, - wëszukùje jistniczi w teksce; • Spòlëznowé kompetencje Ùczéń... - robi w karnie, - szukô schòwóné malënczi; Metodë prôcë prôca nad znaczenim wëbrónëch wërazów (metoda „pòkażë, co to je", „domëslë sã na spòdlim kontekstu"), czwiczenié słëchaniô ze zrozmienim (opowiedzenie ò czim je wiérzta, wëzwëskanié ji w kôrbiónce i òb czas wëkònywaniô zadaniów), prôca z krziżówką Didakticzné pòmòce wiérzta Zëmòwé pùrganié, wëdrëkòwóné òbrôzczi spartaczone z zëmą - jeden kòmplet òbrôzków na 5 szkòłowników (dostãpné do pòbraniô na Facebookù „Aczipaka"), stoper Bôczënk: uczniowie znają ju pòstac Aczipaczi i wëbróné wiérztë spartaczone z nym bohatera (ùkôzałë sã w slédnëch numrach „Naji Ùczbë"). Cyg ùczbë 1. Szkólny witô sã z ùczniama i pito jich, jaczé jistniczi rozmieją wëmienic, jeżlë jidze ò zëmã i zëmòwé aktiwnoscë. Jeden chãtny ùczéń zapisëje òdpòwiescë drëchów na tôflë, a szkólny mònitorëje pisënk. 2. Szkólny dôwô kòżdémù szkòlôkòwi tekst wiérztë Zëmòwé pùrganié i rôczi jich do słëchaniô. Czej bãdzeta słëchac wiérztë, pòdsztrichnijta jistniczi spartaczone z zëmą. Mòże bãdą to te same jistniczi, jaczé wa chùtczi pòdała? Zëmòwé pùrganié Zëma sã ju rozgòscëła, Swiat biôłim sniegã òkrëła. Wiele lodu, wszãdze smiotë. Z òdsniéżanim fùl robòtë. Cãżkò sã na kòle jezdzy, Piechti gwësno nie je prãdzy. Aczipaka wëjął płozë, Pùjk założëc je pòmòże. Jeżlë chcą dali wanożëc, Mùszą z kòła sónczi złożëc. Chùtkò z górë zjadą drëszë, Pùjk zawrzeszczi: „Z drodżi, mëszë!" Karą zajmie sã alpaka, Bò jã prosył Aczipaka. Tak sobie radzą òb zëmã, Czej szasëji widzec ni ma. NAJÔ LICZBA, NUMER 1 (173), DODÔWK DO „POMERANII' KLASA IV SPÒDLECZNY SZKÒŁË 3. Pò przeczëtanim wiérztë szkólny pitô, jaczé jistniczi szkòłownicë nalezlë. Czej ùczéń pòwié jeden wëbróny jistnik, szkólny przëpinô òdjimk negò jistnika na tôflë. Czej na tôflë pòjawią sã wszëtczé słowa, całé karno głośno czëtô jistniczi, a pòtemù zapisëje je w zesziwkach. 4. Szkólny dzeli ùczniów na karna. W jednym karnie ni mòże bëc wiãcy jak 5 szkółowników. Karna sedzą apartno. Szkòłownicë mają mieć zamkłé òczë. Szkólny chòwô pierszi zestôwk òbrôzków w salë. Kòżdi òbrôzk mùszi bëc schówóny w jinym placu. Czej schòwô, tej szkòlôcë òdmikają òczë. Szkólny róczi do se pierszé karno. Uczniowie mają 2 minutë, żebë nalezc wszëtczé schòwóné bez szkólnégò óbrózczi. Pó 2 minutach karno przëchôdô do szkolnego i pòkazëje, jaczé óbrózczi zebrało, a téż nazéwô óbrózczi pò kaszëbskù. Jeżlë karno nie naléze jaczégòs słowa, tej to słowo szkólny òdkłôdô na swoje biórkó. Tak długò pòwtôrzómë jigrã, jaż wszëtczé karna wezną w ni ùdzél. 5. Kòżdé karno sedzy apartno. Zadanim szkółowników je dopisanie do kòżdégò nalazłégò jistnika pó jednym znankòwnikù i ùłożenié zdaniów z tima słowama. Na kùńc zadaniô kòżdé karno głośno czëtô swòje zdania. Np. Śnieg - biółi Śnieg je biółi. / Śnieg mó biôłą farwã. Smiotë - wiôldżé To są pò prôwdze wiôldżé smiotë. Bôczënk: jeżlë wiémë, że szkòłownicë nie dadzą radë zrobić wszëtczégò sami, tej mòżemë pòspólno z nima dobrać do jistników znankòwniczi. Tedë karna bãdą leno ùkładac prosté zdania z tima słowama. Mòżna téż zrobić odwrotno -szkòłownicë dopisëją pò jednym znankòwnikù, a całô klasa ùkłôdô zdania. Malënczi w scenarnikù są aùtorstwa Grétë Walasek. Wérónika Mierzwińskô szkólnô kaszëbsczégò i pòlsczégò jãzëka w Niepùbliczny Spòdleczny Szkòle „AiB" w Baninie. Gréta Walasek zajimô sã malënkama do kaszëbsczich ksążków i cządników. 4 NAJÔ ÙCZBA, NUMER 1 (173), DODÔWK DO „POMERANII' KLASË IV-V SPÒDLECZNY SZKÒŁË Stwòrzë zëmdwą pòwidstkã Wez kòstkã do graniô i cësnij trzë razë. Kòżdi rzut to pòstãpny dzél twòji zëmòwi pòwiôstczi (pòstac, môl, wëdarzenié). Sprawdzę, jakô pòstac, môl i wëdarzenié są przëpasowóné do numra, chtëren widzysz na kòstce. Czedë cësniesz ju trzë razë, nacéchùj abò òpòwiédz swòjã zëmòwą historia (nôlepi smiészną). PIERSZI RZUT DRËDŻI RZUT TRZECY RZUT PÒSTAC MÔL WËDARZENIA r Roztôpiąjący sã Czëp lodowi górë Cëskanié w sebie • snieżélc sniéżónkama r - • Śpiący polarny Igloo Sniéżnica • miedzwiédz s___> r • Szczestlëwi Chtos mô • pingwin Twòja chëcz geburstag • s_^ r \ • • Twój sąsôd Zamiarzlé mòrze Wszëtkò zmieniwô • • wasta /%óz sã w lód _> r ' • • Wszëtcë są zamkłi • Twòja familiô Lodowi zómk w zómkù • • >_> • • • • Gôdającô snieżënka las Wszëtkò sã • • rozpùszcziwô <_^ Aùtórka: Òlga Kùklińskô. Kôrta przërëchtowónô w programie Canva. NAJÔ ÙCZBA, NUMER 1 (173), DODÔWK DO „POMERANII" 5 ÙDBA NAÙCZBà Lãbòrsczé nótë To je rôtësz to je pòczta to je kòscół Jakùba to są basztë Tu nasz papiéż tu je wieża Tu ricerskó karczma To mażoretczi z órkestrą to zamòżnëch Tu festiwal pëszny bieżi, bùdinczi są To je zeńda Jakùbów tu je biôtka ùtwórców Tu tańcëją i śpiewają Apostoła patrona ò nôdgrodã Strijewsczégò zespół Zemia Lãbòrskô Festiwal bieżi, browarniô leżi, z órkestrą, bùdinczi są, tu tank stoji, ten co broji, karczma je, tu mùzeùm, papież, wieża, stôri zómk, dôwny dómk, lãbòrskô „Kòruna", basztë, mùrë, rôtësz, pòczta, to je kòscół Jakùba. Co rok mómë, òbzérómë, festiwal bieżi, browarniô leżi, z órkestrą, bùdinczi są, tu tank stoji, ten co broji, karczma je, tu mùzeùm, papież, wieża, stôri zómk, dôwny dómk, lãbòrskô „Kòruna", basztë, mùrë, rôtësz, poczta, to je kòscół Jakùba. Lãbòrskô, Frantówka, Levino, patrona, nôdgrodã, co rok mómë, òbzérómë, festiwal bieżi, browarnió leżi, z órkestrą, bùdinczi są, tu tank stoji, ten co broji, karczma je, tu mùzeùm, papież, wieża, stóri zómk, downy dómk, lãbòrskô „Kòruna”, basztë, mùrë, rôtësz, poczta, to je kòscół Jakùba. Rzeka Łeba, wëzdrzi z nieba, Lãbòrskô, Frantówka, Levino, patrona, nôdgrodã, co rok mómë, òbzérómë, festiwal bieżi, browarnió leżi, z órkestrą, bùdinczi są, tu tank stoji, ten co broji, karczma je, tu mùzeùm, papież, wieża, stóri zómk, downy dómk, lãbòrskô „Kòruna", basztë, mùrë, rôtësz, poczta, to je kòscół Jakùba. "To je Lãbórg naj kòchóny, mòdrą krôjną czãsto zwóny!" 6 6 NAJÔ ÙCZBA, NUMER 1 (173), DODÔWK DO „POMERANII" UDBA NA UCZBA aùtórka: Mario Fórmela to są mùrë to lãbòrskô „Kòruna" to krzëżacczi stóri zómk to młënarza dôwny dómk Dnie Lãbòrsczé co rok mómë wiele na binie òbzérómë i téż mómë bëlné karna: Levino i Frantówka Tuwò płënie rzéka Łeba a tak Lãbórg wëzdrzi z nieba Lãbòrsczé nótë Zdrzódło 1. To je rôtësz 1. Maria Fórmela 2. to je poczta 2. Maria Fórmela 3. to je kóscół Jakuba 3. Urząd Miasta Lębork 4. to są basztę 4. Maria Fórmela 5. to są mùrë 5. Maria Fórmela 6. to lãbòrskô „Kòruna" 6. Maria Fórmela 7. to krzëżacczi stóri zómk 7. Maria Fórmela 8. to mtënarza downy dómk 8. Maria Fórmela 9. Tu nasz papież 9. Maria Fórmela 10. tu je wieża 10. Maria Fórmela 11. Tu ricerskó karczma je 11. Maria Fórmela 12. tu mùzeùm 12. Maria Fórmela 13. tu tank stoji 13. Maria Fórmela 14. a tu trafi ten, co broji 14. Maria Fórmela 15. To mażoretczi z órkestrą 15. Urząd Miasta Lębork 16. to zamòżnëch bùdinczi są 16. Maria Fórmela 17. Tu festiwal pëszny bieżi 17. Urząd Miasta Lębork 18. tu browarnió stóró leżi 18. Maria Fórmela 19. Dnie Lãbòrsczé co rok mómë 19. Urząd Miasta Lębork 20. wiele na binie òbzérómë 20. Urząd Miasta Lębork 21. To je zeńda Jakùbów Apostola 21. Urząd Miasta Lębork patrona 22. Biblioteka Miejska Lębork 22. tu je biôtka ùtwórców ò nôdgrodã 23. Urząd Miasta Lębork Strijewsczégò 24. Urząd Miasta Lębork i Andrzej 23. Tu tańcëją i śpiewają zespół Zemia Dąbek Lãbòrskô 25. Maria Fórmela 24. i téż mómë bëlné karna Levino i 26. Urząd Miasta Lębork Frantówka 25. Tuwò płënie rzeka Łeba 26. a tak Lãbórg wëzdrzi z nieba. Mario Fórmela póchódzy z Lëni, mieszkô w Lãbòrgù. Emeritowónô szkolno religii i kaszëbsczégò jãzëka. Autorka dokazów: Żëczbë, cytatë i pòzdrówczi pò kaszëbskù (Łęczyce 2020) i Chto le kaszëbsczi jãzëk dobrze znaje ten z nim òbjachac mòże wszët-czé kraje (Wejrowó 2022). NAJÔ LICZBA, NUMER 1 (173), DODÔWK DO „POMERANII1 Autorka: Òląa Kùklińs kô Kôrta przërëchtowónô w programie Canva. Chceta gwiôzdkã ? Przeczëtôj krótczi tekst ò kaszëbsczi gwiôzdce i spróbuj wëfùlowac krziżówkã pasowngma pòstacama, jaczé chodzą z gwiôzdką. Pòmòże cë w tim téż òdjimk z filmu, jaczi przërëchtowałë ò tim zwëkù dzecë ze Spòdleczny Szkòłë iu Kaszëbsczi Dãbnicë òb czas filmòwëch warkòwniów. U/ôrt je gò òbezdrzec iu internece pòd titlã „Gwiazdka z Dębnicą Kaszubskiej”. Gwiôzdka to ąòdowi kaszëbsczi zwëk. W) rozmajitëch dzélach Kaszëb nazéwô sã gò jinaczi: gwiżdże, gwiôzdczi, panëszczi, gwiôzdorë, kòzłë. lëdze przezeblokli za rozmajité pòstace chodzą ju òd adwentu, w Wilëjã Gòdóut, midzë Gòdama a INotuim Rokã, tu sglwestra, midzë INoimm Rokã a T rzema Królama, na zôpùstë. 1 G W I Ô Z D K A Westrzód pòstaców są: kóń, bòcón, pùrtk, kòminiôrz, miedwiédz, kòza, mùzgkańt, baba, dżôd, smierc, szandara, Gwiôzdór. Gwiôzdczi przëchôdają tańcëjącë a śpiewające przë ziuãkach Redakcjo: Aleksandra Dzãcelskô-Jasnoch / Korekta: Bòżena Ùgòwskô / Projekt i skłôd: Damian Chrul NIE ZABRANIAJMY NOWEGO, ALE DBAJMY O TRADYCJĘ Przewodniki turystyczne i literatura etnograficzna II RP po macoszemu traktowały kwestię pożywienia Kaszubów, których starano się raczej siłowo wprowadzić do odbudowanej po zaborach społeczności polskiej. Niestety, o okresie międzywojennym (a i wcześniejszym również) wiemy tyle, że mieszkańcy Rybaków żywili się przede wszystkim rybami, a pozostałą żywność sprowadzali z tak zwanego kraju, gdy wyprawiali się na targi rybne w większych miejscowościach nad Zatoką Gdańską. „Radosny” powrót Kaszub do Polski po II wojnie światowej i funkcjonowanie lokalnej kuchni w warunkach PRL-u nie sprzyjało kultywowaniu kultury jedzenia w stopniu, który pozwoliłby dziś jednoznacznie mówić o tym, jak to się na Rybakach jadało. Jedynymi, na których możemy liczyć, są mieszkańcy miejscowości na odcinku drogi między Władysławowem a Helem. Sposobem na uzyskanie odpowiedzi nie jest nawet książka wybitnego etnografa Longina Malickiego Pożywienie rybne Kaszubów wdzydzkich, albowiem dotyczy obszaru odległego o kilkadziesiąt kilometrów od Rybaków, którymi postanowiłem się tym razem zainteresować. Odpowiedniejszy jest tekst Anny Kwaśniewskiej O specyfice pożywienia rybaków kaszubskich, choć najlepsze są źródła żywe: mieszkańcy Rybaków. To oni, jeżeli czują się związani z tym, czego nauczyli ich rodzice i dziadkowie, są wiarygodnym źródłem wiadomości o zwyczajach żywieniowych tej specyficznej części Kaszub. To oni nie tworzą nowej historii tej kuchni, a wspominają to, co sami w dzieciństwie przeżyli. Nie oszukujmy się przecież, do końca lat 80. ubiegłego wieku gastronomia w tych miejscowościach widziana była przez pryzmat norm, które ustanowiono dla całego kraju, by kiełbasa krakowska smakowała tak samo w Krakowie, jak i w Pucku. Indywidualność i tradycja, której w tamtych latach nikt nie nazywał tradycją, bo i po co, były domeną domów rodzinnych. Okres zmian ustrojowych (i co za tym idzie - gospodarczych) namieszał wiele również w lokalnej gastronomii. Kuchnie warszawska, światowa, europejska zaczęły występować coraz to częściej, bo przecież w dobrym tonie było pojawić się w eleganckim hotelu lub pensjonacie w jednej z miejscowości Rybaków, a szczególnie w Juracie, która - podobnie jak przed wojną - stała się ulubioną miejscówką śmietanki towarzyskiej kraju. W ofertach lokali pojawiały się i pojawiają do dziś dania i produkty, które marketingowo są wiązane z regionem, ale w ocenie przedstawicieli rodzin rybackich nie zawsze są związane z regionem, a po prostu odpowiadają gustom go- ści z Warszawy, którzy zamówią lub kupią wszystko, co w nazwie ma słowo Kaszuby w dowolnej formie. Kiedy zastanawiałem się nad tym, o czym napisać do „Pomeranii” w styczniu, do głowy przyszły mi dwa obrazy z mojego życia. Gdy byłem dzieckiem, matka, która pracowała w stacji krwiodawstwa w Gdańsku, zabierała mnie na Hel, gdzie w ramach masowych akcji pobierania krwi od marynarzy z lokalnych jednostek budowano siłę polskiego krwiodawstwa. Oczywiście nie uczestniczyłem w tych procedurach i zazwyczaj trafiałem z kierowcą autobusu, którym przyjeżdżała ekipa, do portu w Helu, gdzie jedliśmy wspaniałe ryby z kawałkiem chleba. Nic skomplikowanego, żadnego garnirunku, ot - kawałek flądry lub steinbuta smażony na złoto w głębokim tłuszczu. Do tego chleb, który - z uwagi na okres, w którym tam bywałem - mógł być wypiekany wedle normy na chleb kaszubski. Czasami, choć sporadycznie, bo czemu psuć smak ryby, surówka z kiszonej kapusty. Drugi obraz wiąże się z moją pracą w budownictwie. W pewnym momencie moja firma została poproszona o roboty posadzkowe w kuchni jednego z ośrodków i na basenie innego. Robotę w pierwszym wykonywaliśmy w grudniu i mieliśmy poważny problem z powrotem w związku ze śnieżycą (będzie o tym jeszcze). Na majówkę wybrałem się do tego ośrodka i wielce się zdziwiłem, że w Juracie nie mogę zjeść ryby, bo są przeróżne dania światowe, ale nikt nie promuje lokalnych dań z ryb. Do drugiego trafiłem przed sezonem i zostałem potraktowany wodą z pietruszką i polędwicą w sosie z zielonego pieprzu w miesiącu, w którym masowo idzie belo-na, a także turbot. Pomerania nr i (582) / Styczeń 2024 35 •V Smaki i aromaty Pomorza Któregoś razu, już po 2010 roku, zimą wybraliśmy się z żoną aż do Helu. Niestety, była to podróż nieco bez sensu, bo nie znaleźliśmy miejsca, w którym sprzedawano by świeże ryby. W tej sytuacji, myśląc o napisaniu tekstu na styczeń, postanowiłem skorzystać z wiedzy swoich informatorów z Rybaków. Było to niezwykle racjonalne. Dowiedziałem się rzeczy, o których w żadnej książce kucharskiej nie piszą. Może będę pierwszy. Zacznijmy jednak od bardzo ważnej publikacji z czasu II RP, a mianowicie od książki wybitnej etnografki Bożeny Stelmachowskiej Zwyczaje rybaków polskiego wybrzeża Bałtyku. Autorka po przeprowadzeniu badań ankietowych w 1933 roku napisała: U rybaka jada się ryby zawsze. Rybak najwięcej jada ryby. Ryba jest najsmaczniejszym pożywieniem. Jeżeli są, jada się je codziennie. Najczęściej jada się ryby od października do kwietnia. Jest to dla rybaków polskich najgorszy czas. Wtedy mają najmniej zarobku i żyją wyłącznie ze szprotek, które gotują z cebulą i solą, lub smażą w szmalcu roślinnym z kartoflami. Zwyczaj jest u nas na Wigilję Bożego Narodzenia gotować węgorza z kluskami i śliwkami. W tym miejscu przerwijmy lekturę Stelmachowskiej i przejdźmy do tego, co napisała do mnie Ewa Struck. Warto przytoczyć jej słowa, bo ich autorka choćby z racji pochodzenia z Jastarni jest znawczynią tradycyjnej kuchni rybackiej, bo w takiej rodzinie się wychowała: Zima to specyficzny czas w miejscowościach na Rybakach. Każde pokolenie wyrastało na rybach, więc to oczywiste, że na zimę była ryba solona. Zatoka skuta lodem, więc przybrzeżny rybak zimą naprawiał swoje sieci, przygotowywał nowe. Nie łowił w tym czasie. W morze chodziły tylko większe kutry. Nie baliśmy się jednak zimy i to, czy droga była zasypana śniegiem u nasady półwyspu, czy też nie, nie miało większego znaczenia dla konsumpcji ryb - rybacy ryby preferowali, bo sami je łowili, nie musieli kupować, mieli je i doceniali. Ryby soliliśmy w odpowiednim czasie dlatego, że np. węgorz zimą nie występował, a do zasolenia wspaniale się nadawał, bo jest mięsisty i tłusty. Okres jesienny sprzyjał połowom śledzia, bo występował masowo, jest syty, a mieszkańcy dostawali sporą ilość od rybaków, a w kon- sekwencji śledzie trafiały do beczułek lub do tak zwanych kufli, czyli glinianych naczyń. Rybacy na półwyspie żyli tak, że byli właściwie samowystarczalni, z lądu nie potrzebowali wiele. Raz przywiezione kartofle, brukiew, marchew składowano w micie, kuli, piwnicy. No i te ryby. Po prostu żyło się na swoim skrawku ziemi, gdzie zawsze dużo pracy było, na okrągło. Z morzem. Z sieciami. To z tego sposobu życia wyszła tradycja spożywania ryb solonych i bardzo prosto przyrządzonych. Śledzie i szprotki marynowano w naczyniach zwanych terynami. Były na wyciągnięcie ręki, czy na obiad, czy na kolację. Każda rodzina robiła zapasy w kuflach lub beczkach, bo kiedy jest ryba, jest jedzenie, nikt nie chodzi głodny. Czy to węgorz, czy to flądra, śledź, szprotki, a w uroczyste dni łososie, każdy wariant był smaczny niezależnie od sposobu jego przyrządzenia. Wygląda na to, że przekonanie mieszkańców Rybaków wyrażone w zdaniu Ryba jest najsmaczniejszym pożywieniem. Jeżeli są, jada się je codziennie, zapisanym przez Stelmachowską niemal już wiek temu, jest aktualne. Dlaczego więc obecnie nie spożywa się ryb tak często? Odpowiedź Ewy Struck jest bardzo ciekawa: Obecnie żyjemy zupełnie inaczej, wszystko odbywa się w pośpiechu, nie ma wspólnoty takiej, jak kiedyś. Pamiętam, że gdy byłam mała, za oknem szalał sztorm, siedzieliśmy wszyscy razem w ciepłej kuchni, a tata przynosił nam podpiekane na wę-gliszkach, czyli zawartości paleniska letniej kuchni, ryby. Wszyscy czekaliśmy z niecierpliwością na otrzymanie swojej porcji. Każdy z nas miał swoją deseczkę, na której rozbierał rybę i konsumował ją bez przekładania na talerz. Wspominam te posiłki bardzo dobrze, choć jako młodsza od braci często miałam kłopot z podzieleniem ryby. Szczególnie dotyczyło to węgorza, który ma twardą skórę, którą ciężko przekroić nawet dorosłemu. Dlaczego więc obserwujemy odejście od spożywania ryb? Główną przyczyną jest zmiana nawyków: zamiast 3 razy w tygodniu ryba - 3 razy mięso. Odejście od rybołówstwa. Atrakcyjność innych zawodów, przełowienie ryb i wzrost ceny ryb tworzą z nich produkt luksusowy. No i dyskonty z zalewem wszelakiej żywności. W tym miejscu warto przywołać słowa Mirosławy Meyer, która w grupie „Jedzenie na Kaszubach” na popularnym portalu społecznościowym wskazała, że w okresie zimowym typowe danie obiadowe składało się z klasycznego odsolonego śledzia, podanego z krążkami cebuli, maczanką z dodatkiem loku, czyli zasolonej wody doprawionej na kwaśno, a czasem 36 Pomerania nr 1 (582) / Stëcznik 2024 na słodko-kwaśno, które spożywano w towarzystwie pulek, czyli kartofli gotowanych w łupinach. Przecież do wykonania takiego dania nie potrzeba żadnego wysiłku. Nawet kartofle obieramy już na stole, w trakcie jedzenia. Oczywiście wersja na bogato, czyli podawana ze śmietanowym sosem, potwierdza regułę, że przygotowanie klasycznego posiłku rybnego jest niezwykle proste i dostępne dla każdego, nawet największego abnegata kulinarnego. Ewa Struck przypomina: Nie zapominajmy o gorącej polewce rybnej albo przepieczonych na panewce kartoflach podanych ze śledziem opiekanym, marynowanym w occie. Niestety, nazbyt często zapominamy o takich prostych daniach, zastępując je śledziami po tajsku lub zrobionymi w inny niepopularny na Kaszubach sposób. Ludziom już się chce czegoś lepszego. Myślą, że z przerzucenia się na dania wybitne doświadczą lepszego świata. Ktoś, kto w restauracji podawałby najprostsze dania, nie będzie miał tyle pieniędzy, co ten, który poda je w sposób wyszukany i na dodatek użyje chwytających za serce nazw - zauważa Ewa. Jest w tym wiele racji, ale ja tęsknię za wolno gotowanym rosołem rybnym, choćby takim na delikatnym, odcedzonym wywarze rybnym na smacznym, tłustym węgorzu, kilku kulkach ziela angielskiego i jednym lub dwóch listkach bobkowych. Marzy mi się, by był podany w postaci klarownej cieczy z zanurzonym w niej kawałkiem rybiego białka, które dzięki wolnemu gotowaniu zachowało spoistość. Żadnych ziół, pomidorów, papryki i innych dodatków, które sprawią, że otrzymamy zupę o jakimś wyrazistym smaku, który niekoniecznie będzie smakiem ryby. A Ewa dalej snuje wspomnienia z domu rodzinnego: Pamiętam takie zupy, właściwie polewki. Robione na tym, co było w domu, pod ręką. Taka zupa doskonale zabezpieczała przed przeziębieniem i katarem po jeździe na sankach lub łyżwach w surowych warunkach nadmorskich. Wyobrażacie sobie wybiegane na lodzie i sankach głodne dzieci, które jadły na kolację solone ryby, popijając miętową ciepłą herbatą? W domu zawsze były też kartofle, a to świeżo ugotowane, a to te pozostałe z wczorajszego obiadu, więc z pewnością można było się najeść, a na dodatek na deser była zupa brzadowa. Wielu tego nie wie, ale połączenie polewki węgorzowej z suszoną śliwką było często elementem obiadu wigilijnego. Mimo wrażenia, że na Rybakach było zawsze biednie, to jednak ludzie tu byli racjonalni i doskonale znali się na uwarunkowaniach natury, a więc nigdy nie było tak, że na zimę Smaki i aromaty Pomorza > przygotowywali się w dowolnym momencie, lecz wybierali okresy roku, gdy ryby były najdorodniejsze, najtłustsze, a więc w efekcie najbardziej pożywne. Nikt więc nie jadł gotowanych chudych fląder, a kawałki węgorza wkładane na węgliszki nie miały przekroju grubszego ołówka, a były to solidne, tłuste kawałki solonego węgorza. Nie chodziło przy tym o luksusy, bo rzeczywiście nawet jeszcze w latach 80. ubiegłego wieku nie przelewało się, a mięso spożywano raczej wyłącznie w niedziele i święta, ale zawsze w tyle głowy musiała kołatać się myśl o tym, że półwysep może zostać przerwany przez morze, więc lepiej być przygotowanym na każdą ewentualność. Dziś, gdy internet jest pełen przepisów, w każdym punkcie sprzedaży gazet znajdziemy kilkanaście czasopism kulinarnych, a telewizja emituje na niemal każdym kanale jakiś turniej, rewolucje, łamanie przepisów i temu podobne wydarzenia - spróbujmy zwolnić. Zwolnić po to, by zrozumieć, że przyszłość będzie wspaniała, teraźniejszość bardzo dobra, ale żadna z nich nie zrealizuje się bez przeszłości, więc wyciągnijcie zeszyty po babci i zróbcie coś ze starych przepisów. Przede wszystkim takich, które mają na liście składników zaledwie kilka pozycji, co sprawi, że potrawa z ryby będzie smakować przede wszystkim rybą. Nie dajmy się skusić na pójście drogą kuchni pęsetowej i teksturowej, wypełnionej na dodatek ekstrawaganckimi metodami obróbki ryby ciekłym azotem lub innymi dziwnie brzmiącymi metodami. Zwolnić, czyli przypomnieć sobie dla przykładu taki sposób podawania polewek rybnych lub rosołów rybnych, który przewiduje ułożenie na środku talerza górki tłuczonych kartofli, co według księdza Bernarda Sychty miało rybakom kojarzyć się z leżącą w połowie drogi do Szwecji wyspą Born-holm, w związku z czym nazywali takie danie bornholmą. Dajcie mi wiarę, gotowałem już rosół z węgorza w grapce z 1897 roku. Obcowanie z historią, z prawdziwym dziedzictwem naszych przodków, tworzy zupełnie inny klimat spożywania posiłku. Życzę wszystkim doskonałych doświadczeń przy powrocie do korzeni kaszubskiej kuchni rybnej. Namawiam do dzielenia się swoimi wspomnieniami, gdybyście mieli coś ciekawego do dodania. Nie zabraniajmy tworzyć nowego, ale dbajmy o to, by to nowe miało oparcie w dobrze opisanej tradycji i doświadczeniach naszych przodków. Nie zapominajmy o nich. Rafał Nowakowski Pomerania nr i (582) / Styczeń 2024 37 WYPEŁNIANIE BIAŁYCH PLAM LEON ROPPEL W ORGANIZACJI TODT Na początek co nieco o sobie. Jedną z moich największych pasji jest kolekcjonerstwo. Przez kilkanaście lat udało mi się stworzyć trzy poważne zbiory tematyczne, na które składały się przede wszystkim stare fotografie, pocztówki i dokumenty związane z dziejami mojego rodzinnego miasta Rumi, Kaszub, a następnie Kociewia. Kilka lat temu zainteresowałem się kaszubską sztuką ludową, a najbardziej rzeźbami, malarstwem i tabakierkami. W tym ostatnim przypadku było to związane z pozyskaniem do mojego zbioru niezwykle rzadkiej, starej drewnianej tabakierki w kształcie tradycyjnego kaszubskiego rożka. Z literatury dowiedziałem się, że takie tabakierki nazywane były kawalerskimi. Miały one zwykle krótki żywot, gdyż przed pierwszymi tańcami weselnymi pan młody otrzymy- wał od ojca lub teścia tabakierkę rogową, którą mogli posiadać tylko mężczyźni żonaci i księża, a drewnianą łamał przy gościach obcasem „skórznia”. Tak się zachwyciłem tym ciekawym obiektem kolekcjonerskim, że sam zacząłem wyrabiać tabakierki kawalerskie z drewna bukowego i przywiezionego ze Szwecji jałowca. Zachęcony pozytywną oceną swoich wyrobów, postanowiłem pobić rekord w kategorii największa ta-bakiera tradycyjna na świecie. Pomogli mi w tym dwaj rzeźbiarze: Adam Lech z Rumi i Marian Adam Bach z Gdyni. W 2020 roku wykonana wspólnymi siłami z jednego kawałka drewna tabakiera w kształcie kaszubskiego rożka została wpisana do księgi Polskie rekordy i osobliwości, krajowego odpowiednika Księgi rekordów Guinnessa. Ma dokładnie 120 cm i jest wyższa od poprzedniej rekordowej tabakiery o 35 cm. Od tamtego czasu stanowi ona ozdobę siedziby Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego Oddział Rumia, do którego zostałem wkrótce przyjęty. Już jako zrzeszeniec postanowiłem skupić się wyłącznie na rozbudowywaniu zbioru materiałów dotyczących Kaszub. Wprawdzie mam ich sporo, w tym wiele unikatowych, ale wierząc w to, że w Rumi powstanie kiedyś placówka muzealna z działem kaszubskim, wciąż poszukuję następnych perełek do zbioru. Nadal więc bywam na giełdach kolekcjonerskich, corocznie na Jarmarku św. Dominika obserwuję aukcje internetowe krajowe i zagraniczne, dokonując zakupów. Najczęściej jednak pozyskuję kolejne eksponaty drogą wymiany ze znajomymi kolekcjonerami. W wolnych chwilach porządkuję kartony pełne f fi U* Geburtsort: Krcis icnstancL a-) verl1' gesdi., verwitwet nisaftoitio / Diensfbuch Yorname: 1 11 er 1 1 1 Berlin-Gęujiewald SlammJ ’ U.M-.t '1943 tS 3 (Biąenhandfgć Untcrsdirift des Inhabers) Pierwsza strona legitymacji Organizacji Todt Leona Roppla z umieszczonym przy dolnej krawędzi stemplem Auslander (cudzoziemiec) i adnotacją Pole (Polak) Repr. Waldemar Śliwiński 38 Pomerania nr 1 (582) / Stëcznik 2024 Sylwestra 1 • i a) Ta;/ des 1 Oherhaulcittmg Name mul Sil / des Hefrtebes Beginns der iHntet-neliiners 1 imion stempel) Beschaftigung oder dci 1 )icnststelle b> Art des Diensf/erh "> ■W 1 . '4 1 »•» %" / Unr.of.- ColłGl rd ' « A y Linhod TFT b >42 • /.’ ....... ryss 1 Freytag A.G. JU “ W de-rlassung Konigsberg (Pr.) /9*1 Ni! Bausieils ifcwe b a h>.ą. 0 a . 1 Uf > 1 s0 bW h \ J ................... : Igggj| (j ,k. A A« H'- j ’S.o.'A- * 1 1 z/ a. b *) Zu b: Angabe ob dienstverpflichtet( abgcordnet, freieingestellt Stammarbeiter, Stanimpersonal. Adnotacje potwierdzające zatrudnienie Leona Roppla w latach 1942-1944 Repr. Waldemar Śliwiński nabytych przed laty papierzysk, tworząc teraz osobny dział pamiątek po znanych działaczach i twórcach kaszubskich, takich jak Józef Ceynowa, Jan Karnowski, Alojzy Nagel, ks. Antoni Pepliński, Antoni Pie-per, Leon Roppel, Franciszek Sędzicki. Porównuję przy tym posiadane przeze mnie materiały z informacjami zawartymi w opracowaniach dotyczących poszczególnych osób, gdyż fascynuje mnie wypełnianie białych plam w publikacjach na ich temat. Ostatnio, szczegółowo przeglądając stare dokumenty, których duży karton kupiłem kilkanaście lat temu na jarmarku dominikańskim w Gdańsku, zwróciłem uwagę na legitymację Organizacji Todt znanego działacza kaszubskiego Leona Roppla. Chcąc się dowiedzieć czegoś więcej o jego okupacyjnych losach, zajrzałem do swojej biblioteczki i do Internetu. W wydanym w 1978 roku Bedekerze kaszubskim Róży Ostrowskiej i Izabelli Trojanowskiej pod hasłem Leon Roppel czytamy: Znamienną wymowę ma fakt, że w roku 1939 hitlerowcy spalili na rynku wejhe-rowskim niemal cały nakład jego świeżo wydanego zbioru opowiadań kaszubskich Na jantarowym brzegu. W okresie powojennym Leon Roppel kontynuuje pracę literacką [...]. I ani słowa o jego wojennych losach! Natomiast w Nowym bedekerze kaszubskim z 1997 roku, autorstwa Tadeusza Bolduana, jest następująca informacja: Podczas okupacji niemieckiej był księgowym w gdańskim przedsiębiorstwie budowlanym i pracował w tym zawodzie w różnych przedsiębiorstwach także po wojnie do 1957 roku. Z Wikipedii oraz kilku innych stron internetowych można się dowiedzieć tylko tyle, że za wschodnią granicą spędził lata wojny - pracował jako księgowy. Dlatego, pełen nadziei na uzyskanie szczegółowych informacji, nabyłem opracowanie Edmunda Kamińskiego O niezwykłym człowieku słów kilka. Leon Roppel (1912-1978) wydane w 2018 roku. Pan Edmund napisał: W okresie okupacji hitlerowskiej (1939-1945) Leon Roppel pracował początkowo jako robotnik i księgowy w przedsiębiorstwie budowlanym w Gdańsku u Wayssa i Freitaga. Ścigany przez Niemców, ukrywał się czas jakiś w Królewcu, na Łotwie i w Estonii. Ponieważ autor w przypisie powołał się na Słownik biograficzny Pomorza Nadwiślańskiego (t. 4, Gdańsk 1997), postanowiłem zajrzeć i do tej pracy. Tam pod hasłem Roppel Leon, do którego tekst przygotował prof. Józef Borzyszkowski, znajduje się taka informacja: Okupację hitlerowską przeżył jako robotnik i pracownik umysłowy - księgowy w firmach budowlanych na terenie Gd., Królewca, Łotwy i Estonii, dokąd umykał poszukiwany przez gestapo. Co ciekawe, Edmund Kamiński wymienił firmę budowlaną Wayssa i Freitaga, o której nie wspomniał Józef Borzyszkowski. Widać wiedział coś więcej, bo potwierdzenie zatrudnienia Leona Roppla w tej firmie znajduje się na zachowanej legitymacji. Z dostępnych w Internecie informacji wynika, że przedsiębiorstwo Wayss & Freitag AG miało dość liczne oddziały, można więc przypuszczać, iż przez tę firmę budowlaną, która wykonywała zlecenia dla Organizacji Todt, Leon Roppel skierowany został do pracy w OT właśnie. Równie prawdopodobne jest to, że wykonywanie prac przez tę firmę w grupie OT Russland-Nord, co dokumentuje Pomerania nr i (582) / Styczeń 2024 39 Sylwestra pierwsza od góry pieczątka, pozwalało Ropplowi skutecznie unikać spotkania z gestapo. Następnie sięgnąłem po „Biuletyn Fundacji Generał” Elżbiety Zawackiej (Toruń, rocznik XXIV: 2012, nr 62), w którym zamieszczone jest opracowanie Jana Szilinga pt. Pomorzanie w Wehrmachcie. Znajduje się w nim fragment dotyczący Organizacji Todt (s. 29): Wspomnieć należy również o wprzęgnięciu ludności polskiej przez okupanta do wysiłku wojennego na rzecz Trzeciej Rzeszy przez dobrowolną lub przymusową pracę w ramach Organisation Todt (OT). [...] Rekrutacja siły roboczej następowała: 1) przez przedsiębiorstwa, które otrzymywały do wykonania określone prace, 2) przez urzędy pracy (Arbeitsamt), 3) przez dobrowolne zgłoszenia. Stąd też rozróżnienie przynależności indywidualnej: OT-Angehórige oraz przynależności zbiorowej przez przynależność pracowniczą do przedsiębiorstwa OT-Firmenangehórige. Na Pomorzu Gdańskim występowały generalnie dwie pierwsze formy rekrutacji, przy czym znaczenie urzędów pracy wzrosło od 1942 r. Powodem tego była odmowa wielu Polaków przyjęcia III grupy DVL [niemiecka lista narodowościowa Deutsche Volksliste - przyp. W.Ś.], co skutkowało między innymi skierowaniem ich za pośrednictwem urzędów pracy do OT. Fakt kierowania Polaków do ciężkich robót przymusowych w Organizacji Todt w ramach zemsty za przeciwstawianie się zniemczeniu znajduje potwierdzenie także w książce Bolesława Borka Nad Sleżą. Zarys walk Kaszubów lesockich (Gdańsk 1978, s. 40). Czytamy tam: W każdej wsi znalazła się pewna grupa osób, przeważnie starszych kawalerów, którzy nie bacząc na decyzję ogółu, a także na konsekwencje listy [niemiecka lista narodowościowa Deutsche Volksli-ste] nie przyjęły. Osoby te zostały przeważnie skierowane do obozów lub do ciężkich prac prowadzonych przez OT [Organisation Todt]. W Słowie od recenzenta o wspaniałej książce Eugeniusza Pryczkowskiego pt. Strzał w plecy / Szos w chrzebt (III dzel, Banino 2023) prof. Andrzej Gą-siorowski napisał m.in.: Kaszubi przez dziesiątki lat po zakończeniu drugiej wojny światowej, w czasie której doświadczyli tak wiele tragicznych często doświadczeń, unikali przekazywania wiedzy o swoich przeżyciach z okresu okupacji. Wiem o tym sam najlepiej, ponieważ zbierałem relacje i wspomnienia z tego okresu od 1973 roku. Kaszubi - ale także szerzej Pomorzanie - niechętnie nie tylko sami pisali, ale także niechętnie wspominali o losach swoich, czy swoich rodzin, w okresie okupacji niemieckiej. Wynikało to przez wiele lat z obaw, że ówczesna komunistyczna władza może to wykorzystać przeciwko nim. To ostatnie zdanie w moim przekonaniu stanowi także wyjaśnienie, dlaczego Leon Roppel w czasach komunistycznych nie ujawniał zatrudnienia w Organizacji Todt. A były to przecież także prace w grupie tyłowej na obszarze Grupy Armii Russland-Nord, o czym świadczą wpisy w jego legitymacji, czyli wykorzystywane w działaniach wojennych przeciwko Związkowi Radzieckiemu. Zaraz po wojnie takie ujawnienie mogłoby skutkować wywiezieniem na roboty przymusowe w głąb Związku Radzieckiego, a w późniejszym okresie szykanami ze strony władz komunistycznych. Leon Roppel nie doczekał niestety czasów upadku PRL-u, kiedy mógłby bez obaw opisać swoje wojenne losy, a taka publikacja stanowiłaby niewątpliwie niezwykle interesującą lekturę. Mam jednakże powody przypuszczać, że w swoim środowisku faktu zatrudnienia w OT jako Auslander i Pole jakoś szczególnie nie ukrywał, choć też się tym nie chwalił. Daje to nadzieję, że w przyszłości poznamy przynajmniej jakieś wyrywki z życia Leona Roppla w latach okupacji niemieckiej. Waldemar Śliwiński W 2024 roku „Pomerania” w cenie 7 zł ZAPRENUMERUJ„ POMERANIĘ” NA 2024 ROK Z DOSTAWĄ DO DOMU, a otrzymasz CIEKAWĄ KSIĄŻKĘ Ilość egzemplarzy każdej pozycji książkowej jest ograniczona. ” Decyduje kolejność zgłoszeń. 500 183 832 ^i) prenumerata@kaszubi.pl WYSTARCZY ZŁOŻYĆ ZAMÓWIENIE W BIURZE ZARZĄDU GŁÓWNEGO ZRZESZENIA KASZUBSKO-POMORSKIEGO 40 Pomerania nr i (582) / Stëcznik 2024 NIEZNÓNY LËST MAJKÒWSCZÉGÒ DO GRËCZË, W CHTËRNYM JISCY Sà NA BIÉDà W łżëkwiace 2023 rokù minãła 30. roczëzna smiercë ksãdza prałata Francëszka Grëczë. Béł òn dolmaczã Ewanielii na kaszëbsczi jãzëk. Jakno pierszi zaczął odprawiać msze w rodny mowie. Miôł wiôldżé zasłëdżi kòle kòrunacji Matczi Bòsczi Swiónowsczi na Królewą Kaszëb. Jegò doróbk dlô kaszëbiznë je widzałi i corôz barżi achtniony. Równak nen tak baro zasłużony kapłan wëswiãcony w Pelplënie 4 czerwińca 1939 r., a pò II światowi wòjnie sparłãczony z diecezją gduńską, wcyg jesz żdaje na bëlniészé ùwenerowanié w kaszëbsczi spòlëznie. Kò prôwdac szkòła w jegò rodny Pòmieczińsczi Hëce mësli ò nadanim jegò miona, podobnie wëzdrzi w Bórkù Kamiannym kòl Sëleczëna. Taczé zdarzënczi wierã pòmògłëbë jesz lepi pòznac no żëcé a doróbk i docenic, jak wiele òn dlô rodny sprawë dokònôł. W 15. roczëznã smiercë ùkôza sã mòja monografio ò nim, dofùlowónô i wznowiono piãc lat późni. I wej-leno pò pòsobnëch 15 latach doszłë do mie kùreszce - znóné mie w dzélu za żëcégò ks. Grëczë - niechtërne materiale z jegò domôcëch zbiérków, w tim całi tekst nowelë Krziż, pierszi rôz wëdrëkòwóny w całoscë w gòdnikòwi (2023) „Stegnie”. Òsoblëwie równak wôrtné są ùchòwóné lëstë. Westrzód razã pôrãdzesąt lëstów òd Sztefana Biesz-ka (wierã nôwicy), Jana Rómpsczégò, Jana Trepczika, Roberta Kòlczi z Kartuz i czile jinszich, są téż dwa òsoblëwé lëstë: ód dra Friedricha Lorentza i dra Aleksandra Majkòwsczégò. Szkoda, że dzél spùscëznë pò ks. Grëczë je ju dzys wnet nieczëtelny. Dotkło to pó kąskù téż lëst Majkòwsczégò. Równak pó dłudżim dulczenim nad nim i badérowanim, ùdało gò sã wnet w całoscë rozczëtac, a kò gwës mòże ju wierã rzec, że jegò tresc sta sã ju nama terô znónô. Je szkòda, że ni ma lëstów w drëgą stronã - òd ks. Grëczë. Na gwës równak ùchòwôł sã lëst ks. Grëczë z 17 rujana 1936 r., jaczi - tak wskôzywô przëpiska - je w zbiórkach prof. Józefa Bòrzëszkòwsczégò1. Bëło to w czasu, czej ks. Grëcza zaczinôł rëchtowanié bëlnégò szpëtôklu ks. Bernata Zëchtë „Hanka sã żeni”, jaczi òdegróny béł w Kartuzach 28 zélnika 1937 r. Tej drëszba midzë młodim Grëczą a méstrã kaszëbsczim Aleksandra Majkòwsczim baro sã wzmogła. W lësce równak szło przede wszëtczim ò wëdanié romana Majkòwsczégò Żëcé i przigòdë Remùsa. Majkówsczi baro szónowôł ksãdza Grëczã, a pò prôwdze w tim tam czasu klerika Grëczã z pelplińsczégò seminarium. Czedë pierszi rôz sã zetklë, drãgò je dzys duńc. Mùszało to bëc wierã w pierszich latach sztudérsczich ks. Grëczë, kòl rokù 1935 abò i kąsk rëchli. Ks. Grëcza òpòwiôdôł nama ò zéńdzeniach z Majkòwsczim kòle jegò willë Erem w Kartuzach. Gôdôł, że bëlë w niegò zasłëchóny jak w wiôldżégò przédnika. Miôł wiôldżi aùtoritet2. Z jednégò taczégò zéńdzenia, co bëło w rokù 1937 (wierã pò kartësczim szpëtôklu „Hanka sã żeni”), ùchòwôł sã nawetka òdjimk, na jaczim klerik Grë-cza stoji slôdë za Majkòwsczim i ks. prał. Kazmiérzã Bieszkã, chtërnégò Majkówsczi téż baro pòwôżôł. Klerik Grëcza baro sã wprzigł w sprawã wëdaniô romanu Żëcé iprzigòdë Remùsa. To w tim temace pisôł do Majkòwsczégò 17 rujana 1936 r. W dotąd nieznó-nym lësce Majkówsczi òdpòwiôdô Grëczë, że sprawą zajimają sã téż dzejôrze z Tornia. Jak wiémë, chòdzëło ò stowôrã „Stanica” (Stowarzyszenie Miłośników Ka- 1J. Borzyszkowski, Aleksander Majkowski (1876-1938) bibliografia historyczna, Gdańsk - Wejherowo 2002, s. 610. 2 Ks. Grëcza lubił gadać ò Majkòwsczim. Czile razy bel jem słëchińcã tegò w jego plebańsczich checzach w Sopóce, dze czãsto jem biwół. Wdôrziwóm so téż jedno zéńdzenié w Kartuzach (bòdôj w Dodomie Kulturę, dze tej direktorką bela Barbara Pisark), na chtërnym ks. Grëcza w szerszim karnie gôdôł ò zéńdzeniach z Majkòwsczim. Na tim zéńdzenim na gwës béł téż Witold Bòbrowsczi. Bëła tam téż żëwô gôdka ò reformie pisënkù. Pomerania nr i (582) / Styczeń 2024 4i Z DZEJÓW KASZËBSCZI RËSZNOTË szubszczyzny „Stanica”), co pówsta 18 gódnika 1936 r. i chtërna to ostateczno wëdała roman Majkòwsczégò. Òsoblëwô bëła w ti sprawie rola Karola Kreffta, téż drëcha ks. Grëczë3. Czekawô je baro jicba Majkòwsczégò na swój finansowi stón. Béł ón dramaticzny w tim czasu, ale kó tu dowiadiwómë sã dosc dokładno, czemù tak bëło. Majkówsczi pisze prosto, że tak mù to sprawiło kartësczé starostwo, na chtërnégò przodze stojół tej Jerzi Czarnocczi, skôzóny w rokù 1937 za kradzélstwò na dwa lata sôdzë. Może rzec, że Majkówsczi, a przede wszëtczim kaszëbskô rësznota, mia tej wiele szczescégò dzãka taczim lëdzóm, jak ks. Francyszk Grëcza, a òsoblëwie wiceprzédnik „Stanice” Karol Krefft i gwësno téż przédnik ti stowôrë Édmùnd Jonas. W sztóce, czej Majkówsczi nie béł w sztãdze dëcht nick zrobić kòle wëdaniô swòjégò wiôldżégò dokôzu przez swòjã dëtkòwą żôrotnosc, to prawie òni sã zbrzątwilë i no dzeło wëkònelë. Chòc wnet wëbùchła wòjna i Remùs sã nawetka bëlno nie rozeszedł, dokôz nen przetrwôł, bë w przińdnoce stac sã nôbëlniészim dzełã kaszëbsczi lëteraturë. Hewò je całi nen szczestlëwie ùchòwóny lëst, z jaczégò ùdało sã dosc tëli wëczëtac. W môlu czësto nieczëtelnëch słów dôwómë znak /.../. Dopisczi są w kwadratowëch klamrach. Mómë téż ùterôczasnioné interpónkcjã i pisënk w kaszëbskòjãzëkòwim zakùńczenim lëstu. Eugeniusz Prëczkòwsczi Kartuzy, dnia 25 XI 1936 Wielebny i b. drogi Księże! Będziecie się gniewać na mnie, że tak długo na Wasze tak ważne doniesienie milczę. Może Drogi Ksiądz inaczej będzie patrzyć na to po moich następnych wywodach. Otóż naprzód do odezwy w sprawie drukarni: Mnie się wydaje, że aczkolwiek zima jest to najdogodniejszy czas na wydawnictwa, technicznie ona do żadnego urządzenia choćby najmniejszej drukarni najmniej się nadaje. Już sam opał /.../ zimą bardzo trudne do przeprowadzenia. Bo tu wchodzą w grę pieniądze, na których opłakaną, ale konieczną rolę my starsi się może pesymistyczniej zapatrujemy jak idealiści i młodzi, jak drogi Ksiądz. Przede wszystkim moja rola osobista jest obecnie co do spraw finansowych bardzo ograniczona, a nawet poniekąd niemożliwą, jak może Drogiemu Księdzu już po części wiadomo, już od dwóch lat rozpoczęła się nagonka na mnie - mająca źródło najistotniejsze w tutejszym starostwie - w celu obniżenia mi dochodów osobistych, ażebym ich nie miał użyć w celach wiadomych publicznych. Z tych przyczyn i na mocy poufnych uchwał czynników zakonspirowanych ujęto mi dochody lekarza naczelnego przy Ubezpieczalni, a dochody z urzędu lekarza powiatowego przez podstęp. W ten sposób okrągło 80% mego dochodu mi w b. krótkim czasie wzięto naumyślnie, konsekwentnie i podstępnie. Na szczęście nie należę do tych bosych, którzy tu z łatwością boso się wprowadzili i posiadam nieruchome obiekty w domu własnym. Postarano się, ażeby mi /.../ z banków odcięli wszelki kredyt, tak że w pewnych chwilach groziło mi niebezpieczeństwo paścia ofiarą spekulantów na cudze dobro. Mam wielkie trudności do I...I ażeby /.../ i aż ani chwili mnie wątpić, że mi się to nie podoba, /.../ tak, że ja jestem /.../, że obecnie finansowe wsparcie [z] mej strony jest niemożliwe, i żebyście po drugie wzięli takie przykłady postępowania przeciw mnie i wiedzieli, co was czeka, skoro jak to już teraz widać /.../ występować w życiu w obronie samego deptanego ludu kaszubskiego. Kto chce drugich do jakiej spółki angażować, sam musi najprzód wzorem płonąć / .../, a ponieważ w obecnej chwili do tego nie jestem w stanie, przeto - tylko z tego powodu - nie mógłbym spółki z nikim zakładać. Ale dla tego nie skręćcie [?], kochany księże, do rzeczy samej /.../. Zrobić ona się da. Tylko /.../ listę zaproponowanych panów, powtarzam sobie, co powyżej powiedziałem: kto chce zachęcić drugich, sam musi najprzód [być? świecie?] wzorem. A wśród ludzi jest i tak, jak niemieckie przysłowie mówi: Der Teufel sik... - immerarf den gronten Hafen. Diabeł /.../ zawyć na największą kupę /.../ - że jak inicjator da na wydawnictwo 1000 zł, to drugi zrazu da najwyżej połowę, a dopiero kiedy sprawa dobrze idzie, pośpiesza z więcej. Wydawnictwo, jakie mamy na myśli i finansowo /.../ świetnie pójdzie; najlepszy znak, że różni 3Zdrzë: E. Pryczkowski, Król Kaszubów. Karol Kreft, Banino 2016, s. 34-50. 42 Pomerania nr i (582) / Stëcznik 2024 Z DZEJÓW KASZËBSCZI RËSZNOTË f-lt ' ćA", / Z. y'A* . ... <- y*r ’"*/ ^ '^4 ■ '*ys &*? $£& WÉfesff'* 'Ł •-> ’-**+-ri *• /K ?•-*»«•:>l»4-iff% -*Arkr'U W** • ... . YT1'- v *2p -Mr.-f An. '..V • •- * ^4*- A •« ’#%,*. *y ■• v* ' j ■ .., ; ; -, ;.t. .^AjCpJgSi* ■ '-ŚC.*5 ' .Ff. r.^v:,- U- s? ST"' 'ifk 4 Ąjhjs'l, ’ńf' k yi ,. /'C f/u&fc, i.$§Ą -aWv-., ■ >5 ,"y>) tn 5fJ» Ż>4' ■< A *•?■*?? -, v '-pKrp* m, ~*..*j./r'M*A- ;’. A«—. V/'***, 4*«.?** . ■* .■ ^ wl,^, y** gjA^ 'rł*H\ ■V»vti. ‘*yi*.r- 2 “*’* ^ j irjplfjgj , ’ 4 */■. ^ **<<■ “sJifi. ■*5T*‘‘ Ą*.* . *vĄ t’**?*'^** . .-.. %■&,_ "*''*••• ■ »,/»*<• *-. ^ ■ . J>yjf ' - *9*. *; *****r &r$-Ai**Ąy <*M*f"* •:••-■•-•; 44«*,J£7C ^ *:A’ jih~*-++»-*"*** '^^7; >'v^w>^4= Ł . -^u «. A ^ pr, ,.„ • ^ ^ ^ •- ' ' *. /2*W4^. y ^>v> ^ ' / .. .,'. ^. • " ■ /•**~- ■>'-'TX, a /« ? , ■».- *»- .'*v-/ H/ ** y^5 •' ~: ; 4' «s ^ Wëbróné stronë lëstu A. Majkòwsczégò do F. Grëczë z 25.11.1936 r. -ł« w aferzyści próbują, Trepczyk, ale nie nasz T„ lecz inny J., tylko nie mają za sobą sił inteligentnych. Rebus sic stantibus4 może byśmy jeszcze kilka razy te sprawy zupełnie szczegółowo obmówili i po dojrzałym namyśle, po starannym doborze ludzi odpowiednich puścili się na sprawę. Ja sam się o kilka tysięcy postaram. A może by w kompanii z ks. Prałatem stawiliśmy [stanowilibyśmy?] oboje siłę podstawową wydawnictwa. Bo tu chodzi jeszcze o rzecz ważną, mianowicie o to, ażeby Urząd Skarbowy miłosnemu [?] przedsiębiorstwa ofiarnej [?] gardzieli nie przykręcił swoją śrubę śmiertelnie, o co bardzo łatwo, gdyż w obecnych stosunkach wpływowi ludzie mają ciężki interes w takim zabójstwie. Pod tym względem pomóc nam może dużo Toruń i ludzie, którzy się zabierają tam do tworzenia organizacji pomyślanej tak, że centrala byłaby w Tor., poszczególne koła zaś na prowincji niezależne od miejscowych władz administracyjnych. Ta ostatnia sprawa znajduje się obecnie in statu nascendi. Jeśli więc chcę czekać na dojrzenie sprawy i jej wykonanie odsunąć do wiosny, to jestem zdania, żeby w swoim zakresie pracować na wszystkich polach jeszcze dostępnych. A może wydaję Wam się, kochany Księże, optymistą, jeżeli twierdzę, że bez przerwy zrobiliśmy od r. 1914 do dzisiaj wprost olbrzymi postęp. Kilka rzeczy: ks. Sychta [Sychtę] drukuje w wielkiej ciszy [!] Bieliński, ważną pozycję burmistrza Tczewskiego objął nasz człowiek, jak mi wiadomo, bardzo czynny. Oczywiście, po utworzeniu organu, sprawa pójdzie zupełnie innym tempem, więc nie traćcie nadziei. Tern trudniej to, gdy widzimy, jak ideowych ludzi naszych się niszczy i stara się w naszej opinii zniszczyć. Mam na myśli Labudę. Pewnie od p. Marsz. [Marszałkowskiego] kochany ksiądz wie, co z nim zrobiono2. Jak już dzisiaj widać, został porządnie „włożony” w „Zrzesz”. Jak mi p. M. powiedział, mimo wszystko wyjdzie i to dzięki temu, że M. się sprawą zajął. Proszę was więc, miejcie sprawę drukarni na oku. Może w wakacjach Gwiazdkowych o niej bliżej porozmawiamy. Stędz [?] też miał kilka ofert dalszych. Zobaczymy też, co Toruniacy będą mogli pomóc. Sprawa organizacji u nich się - o ile rozumiem - rozbija na razie o drobne techniczne rzeczy. Miałbym też jeszcze prośbę. Otóż pragnę wyrazić Księdzu Prałatowi gorące podziękowanie za ówczesne kazanie na rynku, którym większe wrażenie na Kaszubów [Kaszubach?] zrobił, niżby kto sobie mógł wyobrazić. Nieprzyjaciele potrafili skrytykować wywody tylko o tyle, że „za bardzo” chwalono Kaszubów, „tak jakby sami wszystko zrobili”. Tu się zaś [?] rozmówić z p. Komarem z Torunia, zapytałem go, czy to nie Kaszubi sami podarowali połączenie Kaszub z Polską, albo czy to zrobił Kiliński albo Głowacki, albo czy Niemców na Kaszubach mieczem pobito? Stanęło na tem, że ks. Prałat, którego proszę serdecznie pozdrowić, otrzymał rację i istotnie „Kaszubi wszystko sami zrobili”. Jem ùdbë, że jesz wicy ò tëch sprawach pògôdómë, a nie górze sã, że sprawa kąsk spichóm na przëchòdny czas. Mie sã zdaje - może dlótegó, żem stari - że sprawa dodrzenieje jesz lepi. Z PÒZDROWIENIM KASZËBSCZIM, Aleksander Majkówsczi 4 Łac. „skoro sprawy przybrały taki obrót”. W prawie określa się w ten sposób wyjątek od zasady dotrzymywania umów. 5 W tym czasie Aleksander Labuda był bardzo nękany przez ówczesnego starostę kartuskiego. Brakowało mu środków do życia. W ich poszukiwaniu postanowił się przenieść do stolicy województwa - Torunia. W 1937 r. podjął pracę w Urzędzie Skarbowym. Działał w ZMK „Stanica”. Pracował nad zasadami pisowni kaszubskiej. Rezultat tych działań ukazał się w 1939 r. w Toruniu. 900 z 1000 egzemplarzy spalili hitlerowcy. Kilka przetrwało do obecnych czasów. Zob. Al-manach Biblioteki Publicznej Gminy Wejherowo w Bolszewie, red. J. Borchmann, B. Wiszowaty, Bolszewo 2011, s. 11. Pomerania nr i (582) / Styczeń 2024 43 GODOWI JORMARK W SERAKOJCACH Jak wiedno ód przez trzëdzescë lat, w Serakójcach 10 gòdnika béł Przezérk Kòlãdowëch Karnów. Tradicjô, chtërna swój zôczątk mia w rokù 1991, nimò kòmùdnégò i mroznégò wio-dra, przëchłoscëła na plac kòl kòscoła pw. Swiãtégò Môrcëna skòpicą lëdzy, co chcelë òbezdrzec pòkôzczi môlowëch gwiôzdków. W dobri frekwencje pòmògło téż dzejanié Gmi-nowégò Òstrzódka Kùlturë (GÒK) z Serakòjc, jaczi przërëchtowôł dlô mieszkańców òkòlégò i jinszich gòscy wiele atrakcjów i rozegracjów. - Dzysô ód rena do wieczora òdbiwô sã tuwò Godowi Jôrmark. Je to ju pòsobnô edicjô na swiéżim lëfce, a ji dzélã je XXXIII Przezérk Kòlãdowëch Karnów, na jaczim zaprezentëje sã òsmë grëpów, sztërë szkòłowé i sztërë, jaczich nôleżnikama są dozdrzeniałi. Nie są to wszëtczé karna, chtërne dzejają w naji gminie, bò nié kòżdô grëpa mô czas przińc tuwò w niedzelã i wëstãpic przed pùbliką, chòc w Wilëjã pó swójich 44 Pomerania nr i (582) / Stëcznik 2024 wsach wiedno chodzą òd chëczë do chëczë - góda di-rektórka GÒK Judita Kroskòwskô. Na wëdarzenim pòjawiłë sã: Gwiôzdka i Môłô Gwiôzdka z Jelónka, Gwiôzdka i Herodë z Gòwidlë-na, Gwiôzdka z Tëchlëna, Gwiôzdka ze Smólników, Gwiôzdka z Załkòwa i Gwiôzdka z Tëchlinka. Kòżdi z wëstãpów béł jedurny na swój ôrt, a òbzérnicë wierã bãdą długò je pamiãtac. - Pùblicznosc na naji przedstôwk wiedno żëwò reagùje, bò më jesmë baro rëszny - gôdô Mirosłôw Makùrat z tëchlinkòwi Gwiôzdczi. - Jak ód lat chòdzymë na te przezérczi, czë nawetka jak chòdzymë w Wilëją, to kòżdi wiedno naju przëjmùje i je baro rôd. Jô ju nie chòdzã w Wilëją, bò jem żeniałi, a mòja białka mie nie pòzwôlô - dodôwô z ùsmiéwkã. Kòżdé karno dôwało ze se wszëtkò i pò prôwdze òb czas wëstãpów bëło wiele energie. Diôbłë kòlcowałë swòjima widłama nodżi pòzeszłëch gòscy, chłop i baba tańcowelë z pùbliką i ze sobą, òstri i cwiardi szandara zgódno z lëtrą prawa wëstôwiôł sztrôfë, kòminiôrz wnetka nikòmù nie przepùscył i malowôł gãbë, a kóń chãtno brôł na sodło dzecë i rézowôł z nima pò całim placu. Nôwôżniészô pòstacjô - Gwiôzdór - mùsza miec tegò dnia bëlny hùmòr, bò dzecë dostôwałë leno bómczi, ale na wszelejaczi wëpôdk w prawi rãce trzimôł kòrbôcz ze słomë, a w lëfce tej-sej bëło czëc wòniã wrëków. Célã rozegracje, òkróm prezentacje prôwdzëwëch kòlãdników szerszémù karnu lëdzy, je zachãcywanié do twòrzeniô pòstãpnëch karnów i do piastowaniô tradicje. Gminowi Òstrzódk Kùlturë zjiscywô nen cél na rozmaj iti ôrt. - Pierszi rôz pòjawile sã ù naju knôpi z Załkòwa, a to dzãka temù, że më przërëchtowelë taczé warkòwnie, gdze òni swòjorãczno robilë mańtle ze słomë, rzezbilë głowë kònia, barana, kòzła czë bòcóna, a téż ùczëlë sã, jak wëkonac papiorowé larwë - klarëje Judita Kroskòwskô. - Wôrt wspòmnąc, że latos bëło czile knôpów, co sã skarżëlë, że òni sã do gwiôzdczi nie dostelë, bò [karna] mają swòje ùstaloné limitë, kùli tam mòże bëc lëdzy. To téż pòkazëje, że gwiôz-dka w naji gminie ceszi sã wiôldżim zaczekawienim - dodôwô direktórka GÒK. A co jesz żdało na lëdzy, co przëszlë 10 gòdnika na plac przë kòscele Swiãtégò Môrcëna? Wiôlgô kara-sela dlô dzecy, ògrzéwóny celt, gdze òdbiwałë sã rozmaj ité plasticzné warkòwnie, a wkół widzec (i czëc) bëło stojiszcza Kòłów Wiesczich Gòspòdëniów a téż lëdowëch artistów. Na binie bëłë kòncertë dobiw-ców Gminowégò Kònkùrsu Mikloszkòwi Frantów-czi w Mòjszu, a téż przédny gòdowi wëstãp Anë i Romùalda Spëchalsczich. Serakòjsczi Jôrmark zakùńcził sã bëlnym przedstôwkã dló dzecy i dozdrze-niałëch pt. „Akademio Wiesołégò Elfa”. Paùel Wiczińsczi Pomerania nr i (582) / Styczeń 2024 45 Mal. W. Dłubakòwsczi SYLWESTROWE SZPÒRTË Mómë nowi rok! Za namë sylwester, noc zabawë a szpòrtów. Chto wié, czë gdzes na Kaszëbach robią jesz bëlné wice jak przódë... Przëbôczta so, jak ób noc wëstôwialë brómë, wëprowôdzalë z pòdwórków wòzë a jesz jiné psotë robilë. Dzysë to bë sã gwësno skùńczëlo szandaramë. Je kòl waji w tëch czasach tak cos? Dôjta znać. A w ti pówióstce mdze o òsoblëwim szpórce, co czedës zdarzil sã pó prówdze. To bel prawie sylwester. Stach z Martą rëchto-walë wieczerza, bò spòdzéwalë sã dostać góscy. Stóri rok mielë zakùńczëc razã z sostrą Martę, Ùlą a z ji chlopã Edekã. W kuchnie ju warzëlo sã jestkù. Staszk stôwiôl na stół cos do wëpicô. Czas, żebë sadac, ju sã zbliżôl. Ze swòji jizbë wë-szed Staszków syn. - Tatkù, jô jidã! - rzek knóp, pó prówdze ju prawie bëniel. - Gdze cebie niese dzysë?! - Na wieś! - Panëszczi cë wpiorą! - Jô sã nie dóm chwacëc - zasmiôl sã knôp. - Ale zarô nazôt. - Kò, tatkù, jô bë jesz z knôpamë pò wsë pòlazyl. - Za czim? - Në wiész, jaczi szpòrt zrobilë mòże... - Jô ce, gòwniôrzu jeden, dóm szpòrtë! Wcale ce z dodomù nie wëpùszczã! - Tatkù, doch wszëtcë jidą! - Jo! Jidą, biédë narobią, a witro chłopi mdą mielë robòtã! 46 Pomerania nr 1 (582) / Stëcznik 2024 Nordowé pòwiôstczi - Rok w rok chodzą, tatkù... - Niech doch jidze! Ón je ju dosc stóri. Chcesz të, żebë sã z niegò śmiele? - odezwa sã z kùchnie nënka. - Aaaa, tedë biéj - zgòdzyl sã chcąc nie chcąc Stach. Knôp òblek sã a wëskòk bùten. Zaró za nim pòjawilë sã gósce. Dwie pôrë sadlë do stolë. Bëlo jima wiesol, a czas wiornąn chùtkò. Ò dwanósti pòwitalë nowi rok a rozeszlë sã. Gósce do sebie, dalek ni miele, przez plot, a Staszk z bialką spać. Knópa jesz nie belo. Pewno rëchtowôl z jinyma jaczé szpòrtë. Jegò òjc miôl blós nôdzejã, że òn nie mdze mùszôl reno szëkac za swòją bramą abò za czims. Rok rëchli wstawilë mù wóz w stów a cali mùszôl sã zmòczëc, żebë gò wëcygnąc. Stach nie wstôl za chùtkò, wëspôl sã dobrze. Dopierze tak sã zbùdzëlë z bialką, żebë do kòscola sfórtowac. Le nôprzód chlop wëzdrzôl przez òkna bùten. Brama stojala na swòjim placu, wóz téż wëzérôl slôdkã z wiatë. Wszëstkò na òbòrze zdôwa sã w pòrządkù. Chlop sã ceszil. Zjôd z bialką chùtczi frisztëk a szed do kòscólka. Czedë wrôcalë do chëczë, widzelë, że na wsy mlodi mają napsoconé. - Nas tak òminãlë? - dzëwila sã białka - To mie je dzywno, bó tak mëszlã, że tobie to bë ród co narobilë. - Czemù prawie mie ród? - Në nick nick, tak so blós mëszlã - pódsmiala sã białka. Wlezie w dóm, ale to równak Stachowi nie da pòkù, cop sã bùten a szed pówzerac pó pòdwórkù, czë pó prówdze wszëstkò graje. Trajôtrë, maszinë stojalë na swójim placu. Na kùńc równak gòspòdôrz wlôz pòd nã wiatã na wóz. Widzól ju doch, że nen tam bél, ale dopierze terózka doznôl sã, że wóz je, blós cali przódk ód niegò zdżinąn! Tegò z chëczë nie belo widzec! Felowalo przédnëch kòlów razã z diszlą. Tero ón sã znerwówól. Wnëkôl w chëcz a wëhërlëkôl ó tim bialce. Wczadzyl do jizbë sëna i jegò zbùdzyl. Nen równak nie bél do żëcô. Co belo robie? Sóm sã prze-zeblek z kòscelnëch ruchnów, wcygnąn na szpérë gùmòfilce a rëszil szëkac przódkù ód wòza. Wëzdrzôl na póle, nic. Pódreptól do stawù, téż nic. W kùńcu zaczepił gò sąsôd: - Stachu! -Co? - Mòjn! - Në niech bądze pòchwôloné! - Na wieczi! Wszëtczégò bëlnégò w nowim rokù. - Wzajemno! - Co të jes taczi nerwés? - A dôj pòkù, jô ni móm czasë! - òdrzek Staszk, a chcôl zwiornąc, ale sąsôd zatrzimôl gò slowamë: - Szukôsz të swòjégò wòza? - Kò żebë të wiedzôl - pòwzérôl na niegò Stach - të cos wiész! - Co jô mògã wiedzec?! Widzã, że të tak drist drepcesz tam a sam, to za czim të możesz szëkac dzysë jak bróma na swójim placu stoji - gódól nen chlop, ale ni móg smiéchù strzëmac. - Të môsz co widzóné! - Nié. Jô?! Jô bë doch cë zaró reno dôl znac. Mòże cë pòmòc szëkac, co? - Nié! Nie trzeba! - òdrzek Stach a szed w swòjã drogã. Szukôl dlugò. Nigdze nie bëlo żódnégò szlachù. Ju sóm nie wiedzôl, co gadać. Pó prówdze to bëlo normalne, taczé szpòrtë, ale żebë tak mù to schòwac mòcno, to ju bëlo za wiele. Wrócyl do sebie. Rzek wszëstkò swój i bialce, a sód. - Wiész të co, chłopie? Të dzys wòzã nie mdzesz jezdzyl doch! A nalezc ón sã mùszi! Wez lepi mie pòmòżë, bó jó tu móm z piątą kòmédiã! Nick sã nie chce pôlëc! Jó ledwo zupë zagrza. Dim dërch sã copie! Stach spróbówól, pó prówdze komin nie chcól cygnąc. Chlop zapôlil gazétã a wsadzyl jã w kòmin. Nibë përznã ją szarpa, ale to nie belo to, co bë mia bëc. - Wiatrë dzysë ni ma, może tam co sedzy? -rzek do bialczi. - Jó wińda òbaczëc. Gòspòdôrz stanąn sztëczk dali ód chëczë, żebë bëlno dak widzec a komin. Tak stojól a wzérôl dlugò. W kùńcu sã ùsmiôl, pòdrapôl pó głowie a nią pókrącyl. Z komina wëstôwôl przódk ód wóza! Diszla mùszala bëc wpùszczonô bënë w kòmin! - Jak ti czarce to zrobilë - rzek chlop sóm do sebie... Zgùba sã nalazla. Ju za sztócëk na pòdwórkù pojawił sã nen śmiejący sã sąsód przezeble-kli do robòtë. Terô sã przëznôl, że widzól gó ju dówno, ale nie chcól tak zaró gadać. Zó to chcól pomóc gò wëcygnąc. Nalôz sã téż szwad-żer a syn. Përzné bëlo kłopotu z tim wëcygnie-nim, ale to doch sã dało zrobić. Blós Staszk sã nie dowiedzól, jak nen przódk z diszlą ùdalo sã wsadzëc w kòmin. Mateusz Bùllmann Tekst z niechtërnyma znankama nordowi kaszëbiznë Pomerania nr i (582) / Styczeń 2024 47 LIEDERBUCH FUR FOLKSSCHULEN. NIEMIECCZI ŚPIEWNIK DLÔ KASZËBÓW Spiéwniczi dló dzecy są wôżné. W całoscë w szkole1, dze je ùczony jãzëk, lëteratura, historio nórodu. Òdkądka śpiew stół sã dzélã szkòłowégò programù -brëkòwné bëłë piesniôczi, spiéwniczi, ksążeczczi z nó-tama a tekstama piesniów, z jaczich szkólny bë mógł ùczëc ùczniów spiéwaniô. Piesniô je sparłãczenim mùzyczi i tekstu, jaczi je spòdlim dokazu. Mùzyka gò òbòniwô, swòją snôżotą przechłoscywô do wëkònaniô. Tekst niese mądrosc, mùzyka dôwô decha. Z pieśni jidze sã naùczëc, temù je òna wôżnô w szkòle, dze ùczba je nôwôżniészim zajãcym. Śpiewający ùczą sã kùlturë i jãzëka, w jaczim spiéwią. Kòżdi pòsobny państwowi system na Kaszëbach, jaczégò dzélã ód czasów prusczégò państwa je pòùczëna, edukacjo, wëzwëskiwô téż piesniã do propaństwòwi propagańdë. Cãżkò sobie wëòbrazëc, żebë dzôtczi w szkołach nie rozmiałë śpiewać państwowego him-nu. Równo, czë za kajzera, drëdżi Pòlsczi, Hitlera, kòmùnë czë demokracje. Nôwikszą mòc mô pòspólné śpiewanie w chùrach. Dôwô mòc zwielnionégò głosu a pòspólnosc dzejaniô. Jak je, a jak bëło ze szkòłowim spiewanim na Kaszëbach? Chcemë sã przëzdrzec ksążce do spiéwù, jaką kaszëbsczé dzecë znałë stolaté dowslôdë. Hewò je Liederbuch fur Yolksschulen (Śpiewnik dlô lëdowëch szkòłów) wrocławsczégò wëdowcë Ferdinanda Hir-ta z rokù 1914. Niemiecczi piesniôk pòchòdzy ze spôdkòwiznë pó kompozytorze, szkolnym Wacławie Kirkòwsczim ze Swiónowa. Kirkòwsczi, ùrodzony w 1931 r. w Starzenie, jak sóm zagwësniwôł w rozmowie ze mną, béł z niegò ùczony òbczas wòjnë. Titus Kamil Rolsczi, pochodzący z wielokùlturowi familie2, kaszëbsczi pòéta z Katowiców, czej jem zapòwiedzôł robòtã nad tim artiklã, napisół na Face-bookù: Taki śpiewnik dla szkół ludowych miał mój dziadek Siegmund Leo Kazuhowski2. Pismo w ksążeczce je frakturowé4. Wiôlgòsc 13 na 20 cm, 112 stron, stojący format pasowny do spiéwaniô, mit-kó szaro óbkłódka ze spisënkã zamkłoscë na ji 2, 3 i 4 starnie. Na pierszi starnie napisóné je, co mô służëc dzecóm ód szóstego do ósmégò rokù szkòłowi nôùczi5 i je pòdóné ministerialne prawné spòdlé òprôcowaniô. Je tam téż malënk dzecy, na chtërnym dzecë niesą ga-jik (der Hain) - je to przedjastrowi zwëk wprowôd-zaniô zymkù6. Co je bënë? Ze spisënkù òglowégò na drëdżi stronie òbkłôdczi jidze sã doznać, co są tam dwie czãscë: cwiczënkòwô Ùbungskurfius i spiéwnô Liederkurfius\ na 2, 3 głosë. W pierszim dzélu (s. 1) je gamòwé ćwiczenie w harmoniczny tonacji mollowi zaczãté ód a , a dali wchôdô wstãpiwającô skala dorickó, pasaż, harmónicznó triada. Zaznaczone są zwãczi prowadzące (Leitton) a półtónë. Tej pókózó-ny je dwagłos podpisóny słowa... Amen. Pósobno wëzwëskóny je biblijne zapëtanié z Jezësowi Pasje: Tod, wo ist Dein Stachel? Tod, wo ist Dein Sieg? (Smiercë, dze je cérzniô twoja? Dze dobëcé je?). Dali prowadzące tónë cwiczoné są na teksce prawdopodobno specjalno dopasowónégò7 refrenu patrioticzny piesnie pt. „Die Wacht am Rhein”8: Fest steht und treu die Wacht, die Wacht am Rhein! (Pewno a wierno trzimie starżą na Renie!9). Pósobno są cwiczën-czi colemało na 1, 2 głosë na tonacje: e-moll, d-moll, D-dur, A-dur, B-dur, Es-dur i g-moll. Tam-sam trafi sã trzëgłos. Wëzwëskóné są na zmiana dzélëczi religijne {Alleluja), patrioticzné, np. „Wie ein Stolzer Adler”10 (Jakno bùszny òrzéł), a lëdowé, np. kólibiónka „Die Bliimelein, sie schlafen schon” (Śpią ju kwiótuszczi), abó prosto ònomatopejowé tra la la. Próbòwóné są nôczãscy ùżiwóné tonacje, wëspółbrzmienia tercjowe a sekstowé, a pasaże (rozłożone akòrdë). Nen part śpiewnika zamikają mùzyczné przikładë na staccato, legato, triole a synkòpë. Drëdżi dzél piesniôka je tematiczno pòdzelony na 8 czãsców. Są to pòsobicą: Jahreszeitenlieder (spiéwë cządów rokù) - 19 piesniów, Morgen- und Abendlieder (rené a wieczórné spiéwë) - 9, Lieder des Frohsinns, der Freundschaft; Turn- und Marschlieder (spiéwë ò szczescym, drësz-stwie - co na dëchù pòdnôszają; pòd gimnastikã a do maszerowaniô) - 12, Heimat und Yaterland (wiôlgô i môłô òjczëzna) - 38, Weihnachtslieder (kòlãdë) - 5, Religiôses Leben (bòżónczi) - 11, Motetten (mòtetë) - 4 i Kanons (kanonë) - 5. Razã 103 piesnie. W spisënkù zamkłoscë na trzecy a czwiôr-ti starnie òbkłôdczi mómë pósobno ód lewi: numer 1 Przikłôd mùzycznëch nôrzãdlów do dzysdniowi szkòłë naléze m.jin. tuwò: https://muzykotekaszkolna.pl/ [dostãp 30.12.2023] 2 https://kalejdoskop.co.il/author/tytus-kamil-rolski/ [dostãp 30.12.2023] 3 https://www.facebook.com/photo?fbid=7372856986078505&set=a.405495806148026 [dostãp 30.12.2023] ,|https://pl.wikipedia.org/wiki/Fraktura_(kr%C3%B3j_pisma) [dostãp 30.12.2023] 5 Je to zsziwk C dlô szkółowników. Zestôwk mô w se trzë zsziwczi dlô ùczniów i jeden dlô szkólnëch 6 http://naludowo.pl/kultura-ludowa/wiosna-obrzedy-zwyczaje-ludowe/gaik-zielony-lato-lateczko-latorosiek-tradycja-wiosenna-po-marzannie-staropolski-obyczaj-dawniej-i-dzis.html [dostãp 30.12.2023] 7Nie je wskôzóné zdrzódło w spiéwnikù 8 https://pl.wikipedia.org/wiki/Die_Wacht_am_Rhein [dostãp 30.12.2023] 9 Wszëtczé tłómaczënczi są T. Fópczi 10 https://www.youtube.com/watch?v=Ncdg4d 1 foV0 [dostãp 30.12.2023] 48 Pomerania nr i (582) / Stëcznik 2024 spiéwë, rok szkòłowi (VI abò VII i VIII), alfabeticzno ùrégòwóné titułë piesniów i starnã w spiéwnikù. Je to baro prakticzno zrobiono rzecz, z jaczi czësto letkò jidze nalezc chòrankã, téż podług wiekù szkòłowëch wëkònôwców. Jaczé szlagrë nalôżómë w ksążeczce? To, co nôlepszé w niemiecczim kùlturowim krãgù bëło do rokù 1914 pòwstóné. Nótë są baro wërazno pòdóné w jednym, dwùch systemach, na 2, 3 głosë11 Wszët-czé sztrófczi tekstów są pòd nótama. Osóbno mùszi zmerkac na rzetelność i akùrôtnosc wëdowcë, żelë jidze ò aùtorów a bédënczi artikùlacyjné, agògiczné, dinamiczné. Są téż pòdóné mòżlëwé jiné tonacje do spiéwù. Są nawetkã przëpisë, jaczé sztrófczi -z 9 pòdpisónëch - mòże òpùscëc! („Das Lied vom FeldmarschaH”, s. 55) Wërazno aùtorzë mùzyczi są barżi achtniwóny òbez postawienie jich nôzwësków nad nótama z prawi stamë dokazu. Aùtorzë tekstów są pod pieśnią, z prawi stamë. Przë pełnëch mionach i nôzwëskach pòdóné są lata, w jaczich autorze żëlë i... kògùm bëlë, np. Joseph Haydn, 1732-1809, beriihmter Komponist in Wien (znóny ùsôdca mùzy-czi z Wiednia) - „Das Lied der Deutschen”12, s. 47. Prze pieśniach lëdowëch je to zaznaczone i pòdóné, skąd śpiewa je, np. Wesfallische Yolksweise (Lëdowô śpiewa z Westfalie) - „Abschied von der Heimat” E V. ‘JBcilMintljłsIicbcr. 7\). Ijciltflf 'Jlodjt, mm tm$m, ti m la. 3ron| »r»*« r, tH . »/ « ti fr:“ *>;g Ą t-% i U1 I * rr X * 7’. ! r. r V 1 37 Tf 1. Stił • Ic Siadu! \x-t . Ii • 0« 91acf)t! «1 • [<■« 2. StU * le Slarflt! £ict • (i 0C Siadu! .fjir ten erft 3. StU * le Siadu! • ti flC Siadu! Wat > tcS Sotyt, I I I i i f .! I jgpj=^ri 1. cm * fara ttiodjt 2. tunb ■ gc • madit; 3. o tnie lacfjt nur ba§ burd) ber Steb’ aitS v-V trau * te, borfi (Sn * get ,£>al bet • nem l)et • le giitt . £ I I U « ge 'Paar. lu * ja li • ct)en SDlutib, •troi • ber Stna» be tónt rs Inut ba urtS fdjtiigl im lot li - gen ©aar, fctjlaf’ tn Ijiimn.li - ictjer non fetn unb not): Kl)rijt,ber Sfteiuer, ift bte ret . ten »be @tunb’,(S%rtfC in bei ner ®e» l/ t J- ~ć- r i 1 ł T * fH y 1. 3iul)’, frfilaf i u l)imm ■ u - fdjer 2. ba! w, ber 3Iet ■ ter, ift ba! 3, burt! ffiljrifl, in bei * ner CMe - burt! SJło^r, Słfnrrtr In fBagrant, 1702 — 1848. 1818 in Ofeeniborf bel Ke, Ifapn xpaHn!”20 (Strzeżce, Boże, cara) - nijak jego a jego familie nie ùchrónił przez mòrdarzstwã kòmùnistów21. Jinym szlagrã z tego śpiewnika, jaczi tacy sã pód numrã 79, je „Die heilige Nacht” (Swiãtô noc)22, jaką jesz tegò samégò rokù (1914) żołnierze wrodżich ar-miów zaspiéwelë òbczas sztótu zgòdë22. W „Kommt nach Bethlejem!” (nr 81) Ferdi-nand Hirt pódówó, co je to Portugielische Melodie (portugalsko melodio), z czim sã pó sta latach ni mòże zgòdzëc. Zdrzódła pódówają, co aùtorã tekstu mòże bëc pórtugalsczi król Jan IV Szczestlëwi, równak aùtorã mùzyczi je John Francis Wadę. Chòdzy ó „Ade-ste, fideles”24, dokóz, jaczi tak wëzdrzi w óriginale (pierszó sztrófka i refren): Adestefideles25, laeti, triumphantes, venite, venite in Betlehem: natum videte Regem Angelorum! Venite, adoremus, venite, adoremus, venite adoremus Dominum. Kaszëbskô wersjo26 pierszi sztrófczi a refrenu je tako: Przëbądzeta, wierny27 Przëbądzeta, wierny z redotą, wieselim Do Betlejem pójta, dze rodzy sã Bóg Aniołów Króla ùzdrzec w kùmkù biójta Tej ùczestnic jic chcemë, Tej ùczestnic jic chcemë, Tej iiczestnic jic chcemë Jezëska! Niemiecczi tołmaczënk ze śpiewnika nóleżi do Friedricha Rankégò, a przedstôwiô sã tak: Herbei, o ihr Glaubigen, Fróhlich triumphierend, O kommet, o kommet nach Bethlehem! Sehet das Kindlein, Uns zum Heil geboren! O lasset uns anbeten, O lasset uns anbeten, O lasset uns anbeten Den Kónig, den Herm! gerMmutb Syirt5 -fiicberbudi fiir Solfsftfjulen, i Słeubeorbełhtttg ttadj bent aRiirtftcrłalsSrlaf) uom 10. 3anw.it 1914 SlusgaboCin brei (sdjiUetfjefien unb rinem rerljefl ^fir btei* bis atfjfftifige SdjHen Sriftcs £eft: ubcrfłufe 16 Je to szladżer „Wooden heart” z mùzyczny kòmédie pt. „G.I. Blues” Normana Tauroga z 1960 r. Presley slużil w amerikańsczim wojsku w Niemcach : https://www.youtube.com/watch?v=62lqHi6eNXw [dostąp 30.12.2023] 17 https://de.wikipedia.org/wiki/August_Heinrich_Holfmann_von_Fallersleben [dostąp 30.12.2023] 18https://www.youtube.com/watchJvHKk3UHlwzlc [dostąp 30.12.2023] 19 W spiéwnikù nie je pòdóné, co je z cyklu pieśni 20https://www.youtube.com/watch?v=-_rMxfNeNJQ [dostąp 30.12.2023] 21 https://wielkahistoria.pl/egzekucja-romanowow-zadna-rodzina-panujaca-nie-skonczyla-tak-brutalnie/ [dostąp 30.12.2023] 22 Historia „Stille Nacht”, pòd titlã „Die heilige Nacht”, i kaszëbsczé z nią spartaczenia jem dokładni ópisół w artiklu pt. Dwasta lat „Stille Nacht”. Przezérk kaszëbsczégò krewniostwa, „Pomerania” 2018, nr 2, s. 24-25 23https://dzieje.pl/aktualnosci/rozejm-bozonarodzeniowy-swiateczne-pojednanie-zolnierzy-w-1914-r [dostąp 30.12.2023] 24 https://pl.wikipedia.org/wiki/Adeste_Fideles [dostąp 30.12.2023] 25https://pl.wikibooks.Org/wiki/Kol%C4%99dy/%C5%82aci%C5%84skie:_Adeste,_fideles [dostąp 30.12.2023] 26https://www.youtube.com/watch?v=c-lsNMjb6ZY [dostąp 30.12.2023] 27 Aùtorã tłómaczeniô je T. Fópka 50 Pomerania nr i (582) / Stëcznik 2024 Mùzyka $!;,&,sbetifftes Serjridjttis Der fiieber 311 Slusgabe C $>M 3 (6. tos 8. 6$ul{a&r). <2< SibuIIoSt 1*‘U <3 VII u. VIII 9tm Jltunmn »»r b«m t»« .................................. 30 9? VII u. VIII 2IiiffrtM>n, |a rai[«t. Inni uns ttralUn ........ 78 ;it VI 9Ih , l()t Iittiwr, ftt|Ą imb fr*t................... 33 102 VII w. VIII 91« , tajjl 05e|anflt crfcftotllcn (Jtotton)........112 «7 VI’ »1. VIII 9tm b« 3«nenbj«lt................................... g« flO VII u. VIII Donttt brm &wnl.....................................118 19 VII u. VIII Dn« fmib (illll uoil ben SBihiWflt.................. 22 32 VI Do# 9Bfl>tbftit Ift b«* Bil U lift* Kult............ 33 69 VII u. VIII D»m Rni|er (»1 nttln n[lt* I!l»b (3Jtg)............. 60 60 VI Dtr nltf 91arbcU0|ln....................................51 :,*> VII u. VIII Tut 5t»bll«9 Itbtl rolłbcr (ftanon)....................Ul 9S VII u. VIII Dtr S *............'S\ 17 VJI u. VIII Die Iinben Cflftc ftnb erondit......................13 59 VII u. VIII Durd) gtlb unb 2iuĄtn!)aIIen.......................... 101 VI Grtradjl non Sdjlaf unb itaumen fftanon) .... lii 61 VI Gs brauft etn 9tuf tnie Dor.ntrljall............... >>2 60 VI Gs geljt fcci gcbftmpfter Drommel RIoiu . . . . .. 61 Co sã krëje w śpiewie nr 88 „Der Ambrosianische Lobgesang”, co ji tituł jidze przedolmaczëc jakno „Ambrozjańsczi kantik”? Pòdpòwiém, co żódnó procesjo z kóscoła nie wińdze bez tego himnu... To je „Te Deùm”28 (Was më, Bòże, chwôlimë). W spiéwnikù je pòdóné, co nótë a tekst pochodzą z katolëcczégò śpiewnika césôrczi Marie Terézë z Wiednia. Wëdôw-ca błãdno pòdôł rok wëdaniô ti ksążczi jakno 1774, bëło to dwa lata późni29. Slédny dokôzk, nr 101, jaczi jem nalózł w omówionym spiéwnikù, a jaczi dzysôdnia nôrëchli jidze potkać w tzw. lagrowëch (pól. obozowych) harcersczich śpiewnikach, to je „Morgenruf’ (Pòrén-kòwi zéw). Je to trzëgłosowi kanon w F-dur. Jego tekst je taczi: Erwacht von Schlaf und Traumen Der Kuckuck rufet laut: Kuckuck! Seht, in des Berges Baum en Die Sonne heli ausschaut. Kuckuck! Co sã przekłódó na nasze tak: Kiikówka, co sd biidzy ze snieniów a spikii - wòlô głośno: Kuklik! Sluńce świecy jasno, zdrzë Na górsczégò drzewa czep. Kuklik! Timczasã znajemë tã spiéwã jakno... „Płonie ognisko w lesie”30 z taczim pólsczim tekstã: Płonie ognisko w lesie, Wiatr smętną piosnkę niesie. Przy ogniu zaś drużyna Gawędę rozpoczyna. Czuj, czuj, czuwaj! Czuj, czuj, czuwaj! Najstarszy druh zawoła: Czuj, czuj, czuwaj! Czuj, czuj, czuwaj! Rozlega się dokoła. Czuj, czuj, czuj, czuj. Czuwaj! Czuwaj! Przestańcie się już bawić I czas swój marnotrawić. Niech każdy z was się szczerze Do pracy swej zabierze. Tak! Tak!... Najstarszy wilk zawoła: Tak! Tak!... Rozlega się dokoła. Tak! Tak!... Wiatr w lesie cicho gwarzy, Śpią wszyscy oprócz straży, A ponad śpiących głowy Rozlega się krzyk sowy: Puhu!... Wiatr w lesie cicho gwarzy. Puhu!... Rozlega się krzyk sowy. Puhu!.. Jakno aùtora melodie pòdôwô sã Jacopo Goffrodo Ferrari (1759-1842) - w spiéwnikù tego nie nalézemë. W pòdrechòwanim mùszi rzeknąc, co to je ale bëlny śpiewnik, jaczi wierã bëlno sã przëczëniwôł do ùmòcniwaniô niemiecczégò patriotizmù, téż na Kaszëbach. Główny akcent bó w ksążeczce je kładli prawie na patrioticzné spiéwë. Nie felëje téż religijnëch nótów - w protestancczim dëchù. Za-mkłosc je bëlno zesadzonô, i nótë, i tekstë. Je tuwò skòpicą pòzamùzyczny wiédzë. Śpiewnik je wigód-ny do spiéwaniô na głosë, jaczé są òprôcowóné bez ùdzywnieniów, z harmonią, z jaką szkòłowé dzecë są w sztãdze so pòradzëc. Je to przede wszëtczim dokùmeńt. Swiôdk nëch czasów z mùzycznym i lëte-racczim sztãplã, z jaczim letkò jidze sã zapoznać pò sto latach, mającë bogatszą wiédzã ò historii, jakô sã pózni wëdarzëła. Kąsk wadzy w czëtanim krój czcónczi, nen gòtik - równak do wszëtczégò jidze sã przënãcëc. Drobné zmiłczi, jaczé jem wëkôzôł, wëniknãłë wierã ze stónu wiédzë w czasu wëdôwaniô ksążczi. Wôżny je cwiczënkòwi dzél tegò piesniôka, chòcô tonacjów C-dur a F-dur nie bëło cwiczoné, mògłë bec w chùtczészich zsziwkach. Jidze zmerkac, co durowëch tonacjów w spiéwnikù je dzél wiãcy a chãtno je sygóné za metrum 6/8, króm 2/4 a 4/4 -marszowëch - baro brëkòwnëch przë patrioticznym spiéwanim... Gwësno nicht jesz ò tëch „niemiecczich nótach” na Kaszëbach nie pisôł - temù wôrt je so przë tim kąsk sadnąc. Tomôsz Fópka 28https://pl.wikipedia.org/wiki/Te_Deum [dostãp 30.12.2023] 29 https://www.musiklexikon.ac.at/ml/musik_K/Kirchengesangbuch.xml [dostãp 30.12.2023] 30 https://bibliotekapiosenki.pl/utwory/Plonie_ognisko_w_lesie/tekst [dostãp 30.12.2023] Pomerania nr i (582) / Styczeń 2024 5i ANNA GWIAZDA (1949-2023) W listopadzie 2023 roku, w wieku 74 lat, zmarła Anna Gwiazda - gdańska artystka, autorka grafik i rysunków. Od 2006 roku była radną Sejmiku Województwa Pomorskiego. •mm IV foki 1 P(f)MERANI/ Anna Gwiazda urodziła się 3 listopada 1949 roku. Była absolwentką Wydziału Architektury Politechniki Gdańskiej (1973) i Wydziału Malarstwa Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych (obecnie ASP) w Gdańsku (1978). Zajmowała się rysunkiem, akwafortą i malarstwem (olej, pastel, akwarela, gwasz). W dorobku miała kilkanaście wystaw indywidualnych oraz udział w krajowych i zagranicznych wystawach i konkursach zbiorowych. Jej prace były prezentowane m.in. w Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Niemczech i Francji. Zdobyła wiele nagród i wyróżnień za grafikę i rysunek. Jej prace znajdują się w zbiorach kilku muzeów i Biblioteki Narodowej w Warszawie oraz w prywatnych kolekcjach w kraju i za granicą. Prace Anny Gwiazdy prezentowane były także na okładkach (Dmerania miesięcznika „Pomerania” w 1988 roku (od nr. 1 do 6). W numerze 2/1988 Paweł Huelle napisał o jej twórczości: [...] Żaden jednak opis czy lista osiągnięć nie zastąpią kontaktu ze sztuką, dlatego cieszyć się wypada, że redakcja „Pomeranii” postanowiła zaprezentować swoim czytelnikom prace tej artystki. Co urzeka w nich przede wszystkim? Pamiętam cykl grafik Anki, będący reminiscencją lat 1981-83, a więc stanu wojennego i naszej zbiorowej świadomości tamtych dni. Szczególnie jedna praca: „Nie chodź tą ulicą” zrobiła na mnie wówczas ogromne wrażenie. Pejzaż miasta wypełniony widmami upiorów pojawiających się w całej dosłownie przestrzeni murów i ulicy - ekspresyjne wyrażenie stanów lęku i frustracji, które, jak rzeka podziemna, drążyły nasze serca i umysły. Artystka, rezygnując z konwencji realistycznej, osiągnęła efekt zaskakujący. Nie stworzyła plakatu, publicystycznego komentarza, łatwej anegdoty czy politycznego dowcipu - a jednak powiedziała o naszej współczesności więcej i rzetelniej niż niejeden artykuł analizujący polską szachownicę. Ten paradoks jest typowy dla całej twórczości Anki. Wielostronnej i ciekawej - uprawia nie tylko grafikę i rysunek, ale także malarstwo. Jej pejzaże z Kaszub - pełne melancholijnej poezji przestrzeni, ale też światła i wzgórz, pomiędzy którymi, jakże by inaczej, falują grzywy lasów i dalekie płaszczyzny jezior - to jedna strona osobowości artystki. Ci, którzy pamiętają jej malarstwo z okresu dyplomowego (pracownia Maksymiliana Kasprowicza w gdańskiej PWSSP) mogą mówić o stronie innej - wyrażającej się w niezwykłej kolorystyce i formie kompozycji abstrakcyjnych. Metafora i dosłowność, ironia i subtelny humor przemieszane z powagą i spojrzeniem serio na naszą rzeczywistość - tak mógłbym {iiiffffifU w największym skrócie określić prace Anki Gwiazdy. Nie wiem, co przy-’lPPwP gotuje do następnych numerów „Po-meranii”. Jedno jest wszakże pewne - pomysł redakcji, by prezentować czytelnikom prace Anki Gwiazdy, należy uznać za szczęśliwy. Anna Gwiazda była młodszą siostrą Andrzeja Gwiazdy - działacza opozycji w czasach PRL i pierwszej „Solidarności”. RED. 52 Pomerania nr i (582) / Stëcznik 2024 Jejyy^ wokół/ dwCa^dk v\w KooLewiu/ Weszliśmy w Nowy Rok z nadzieją rozjaśnioną postawami wielu rodaków i milionami światełek gwiazdkowych. Póki gwiazdy nad nami, twórzmy dobro wszelkie, co zmienia się w moje szczere noworoczne życzenie. Usłyszałam - niby oczywiste -zdanie: Małe światełko rozprasza dużo większy mrok. Bogu dziękuję, że spotkałam wielu ludzi niosących światło. Szczęśliwych Syzyfów też znam wielu. W przedostatnią niedzielę Adwentu w świeckim kościele (to nie paradoks - bo w Świeciu) ksiądz przywołał krzepiące myśli z Małego Księcia, m.in. tę ważną - oswajać znaczy tworzyć więzy. Więzy umacniają, ale i zobowiązują. No tak, za oswojoną przestrzeń jesteśmy odpowiedzialni. Najbardziej oswojoną przestrzenią jest dla mnie Pomorze, w tym oczywiście Kociewie. Ustalono kiedyś, że 10 lutego będzie świętem Kociewia, bo w ważnym dokumencie pojawiła się nazwa „ku Gociewiu” itd. W naszym powiecie, czyli świeckim, jest historyczne miasteczko - Nowe. Tam powstał niedawno mural upamiętniający wspomniany moment historyczny. Nie dojechałam na uroczystość, ale muszę to zobaczyć, jako że wszystko, co kociewskie, nie jest mi obce. Łatwiej jest dojechać do Subków pod Tczewem. Tam już po raz trzynasty działo się. Niestrudzona i bardzo pomysłowa Krystyna Gierszewska zorganizowała kulinarne sympozjum. Zawsze są ważni goście, coś dla ducha, no i prezentacja regionalnego jeścia. W pięknie udekorowanej świetlicy ustawiono stoły prezentujące wieczerzę wigilijną. Było bardzo bogato, kolorowo, pachnąco. Rozmaite potrawy pachniały i kusiły na pomysłowo udekorowanych stołach przygotowanych przez uczniów Zespołu Szkół Ekonomicznych w Tczewie i Kształcenia Rolniczego w Swarożynie. Świetnie popisały się też Koła Gospodyń - z Subków i Lignów Szlacheckich. Rząd siedzących na brzegu sceny skrzatów aż nasunął czapki na oczy, aby nie dać się skusić i wyruszyć przed siebie, do wigilijnych stołów. Warto było wysłuchać ciekawej „opowieści z życia" Haliny Sielskiej wspominającej dawne Wigilie na Pomorzu. By zdobyć pomarańcze, trzeba było wyprawić się do Gdańska czy Gdyni... Przygotowując swoją prelekcję o potrawach wigilijnych, przejrzałam różne książki z naszego regionu, m.in. Antoniego Górskiego Pory roku (2002), Jana Wespy Rok obrzędowy na wsi kociewskiej (2021), naukowe opracowanie Roku obrzędowego na Pomorzu (1955) Bożeny Stelmachowskiej. Ciekawy materiał dotyczy Adwentu, kolędników, Gwiazdorów, choinki, dzielenia się opłatkiem, „świętych wieczorów” aż do Trzech Króli, o czym warto pamiętać, by bez wyrzutów cieszyć się wolnym czasem. Wolnym od prac w polu czy też ogrodzie. Już po gorączkowych przygotowaniach Gwiazdki. Oczywiście rodzinnie pośpiewać kolędy przy choince. W mojej rodzinie to zwyczaj uświęcony długą tradycją. Najlepsze wykonania kolęd na płytach tego nie zastąpią. Najmłodszy członek rodziny wybiera pierwszy według życzenia - co mamy ci zaśpiewać? Czekam cierpliwie, a kolejka już przede mną długa, czy ktoś nie wybierze mojej ulubionej Lulajże, Jezuniu... Taki rodzinny koncert życzeń, tj. kolęd, jest oswajaniem zwyczaju, umacnia wspólnotę. Warto przy tym przywołać słowa poety Cypriana Kamila Norwida: Jest w moim kraju zwyczaj taki, że w dzień wigilijny ludzie gniazda wspólnego łamią chleb biblijny... Dobrze się trzyma polskie dzielenie się opłatkiem. Impreza - spotkanie grup - organizowana jest poza rodziną, nawet w nowoczesnych korporacjach. A wracając do Wigilii i Gwiazdki, to sporo stron opisu znajdziemy u Romana Landowskiego w książce Dawnych obyczajów rok cały (2007). Przypomniał też symbolikę potraw, których bywa liczba nieparzysta: 5-7-9-11, inni mówią, że ma być 12. Świetne, krótkie zdanie odnoszące się do tematu znalazłam u Edmunda Zielińskiego w Mojej Wigilii (2020). Biednie, postnie, ale radośnie... I to jest to, liczy się nastrój, zgoda wśród tych, którzy wyszli z „gniazda wspólnego”. Już tyle tematów zdążyliśmy z ZKP oswoić. Radości z tego życzę każdemu, kto doczyta felieton z Kociewia. I żeby pokój był na świecie... Jak najwięcej przestrzeni bez wojny. Maria Pająkowska-Kensik Dobrze się trzyma polskie dzielenie się opłatkiem. Pomerania nr i (582) / Styczeń 2024 53 KSIĄŻKOWE NOWOŚCI REGIONALNE Autor: Sławina Bądkowska--Kosmulska (red.) Tytuł: Myśl polityczna Lecha Będkowskiego Wydawca: Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna, Gdańsk Rok wydania: 2023 ISBN: 978-83-89285-41-6 Książka zawiera teksty publicystyczne pisarza i dziennikarza, w czasie II wojny światowej wyróżnionego Krzyżem Virtuti Militari, przez wielu uważanego za prekursora myśli samorządowej w Polsce. Opatrzono je komentarzami osób ze środowisk naukowych, samorządowych i dziennikarskich, a na końcu zamieszczono wywiady z L. Bądkowskim. To lektura obowiązkowa dla polityków i samorządowców wszystkich szczebli i „maści”, którzy swoich misji nie powinni realizować drogą słownych przepychanek, tylko aktywnie działając dla dobra ojczyzny. A także dla tych, którzy po prostu chcą być dobrymi obywatelami i patriotami. Publikacja wieńczy wszystkie dotychczasowe książki o L. Bądkowskim. Nie trzeba po niej kolejnych. Pora zamienić jego myśli, m.in. o kulturze w polityce i edukacji regionalnej w szkołach, w czyny. Autor: Waldemar Kowalski Tytuł: Gdańsk, ulica Kurkowa 12. Budynek, ludzie, wydarzenia Wydawca: Instytut Pamięci Narodowej, Gdańsk Rok wydania: 2023 ISBN: 978-83-78229-881-9 ipn.gov.pl Publikacja wydana w cyklu „Niezwykła historia zwykłych obiektów”, dotycząca dziejów więzienia przy ul. Kurkowej w Gdańsku od połowy XIX w. po dzień dzisiejszy. Autor na początku ukazuje przeszłość otoczenia obiektu, po czym przechodzi do opisu jego funkcjonowania w latach 1854-1905. Następnie prezentuje więźniów specjalnych: Józefa Piłsudskiego i Kazimierza Sosnkowskiego. Po zarysowaniu czasu istnienia obiektu między wojnami i w czasie wojny przedstawia go w komunistycznym systemie represji, przytaczając m.in. ostatnią masową egzekucję publiczną. Pisze również o powojennych rozliczeniach, ofiarach stalinowskiego systemu represji i kadrach z lat 1956-1989. Pracę wieńczy rozdział o naczelnikach i dyrektorach więzienia od początku jego istnienia. Mysi polityczna Lecha Bądkowskiego Autor: Wiesław Wodyk Tytuł: Nie daj się zabić, synku... Wydawca: Instytut Pamięci Narodowej, Gdańsk Rok wydania: 2023 ISBN: 978-83-8229-900-7 ipn.gov.pl Wspomnienie o wydarzeniach w grudniu 1970 r. autorstwa pracownika Stoczni im. Komuny Paryskiej w Gdyni, który jednocześnie studiował na Wydziale Budowy Okrętów Politechniki Gdańskiej. Tu właśnie, na uczelni, zastała go informacja o strajkach, w Gdańsku też wraz z kolegą dołączył do protestujących przemierzających aleję Zwycięstwa, których starano się przegonić m.in. rozpryskującymi się o bruk rakietami i gazem łzawiącym. W Gdyni W. Wodyk był uczestnikiem pochodu, w którym na drzwiach niesiono ciało młodego do-kera z portu - Zbigniewa Godlewskiego. Jak wspomina autor, nie sposób było radować się w czasie świąt Bożego Narodzenia. W gdyńskich domach przebiegały one w nastroju powagi, a rozmowy toczyły się wokół ostatnich tragicznych Autor: Monika Bąkowska--Łajming (red.), Alicja Jeliń-ska (red.) Tytuł: Archiwa na warsztat. Poradnik dla praktyka, część I Wydawca: Nadbałtyckie Centrum Kultury, Gdańsk Rok wydania: 2023 ISBN: 978-83-962443-5-2 nck.org.pl Broszura jest pokłosiem projektu, realizowanego przez zespół Pracowni Kultury Nadbałtyckiego Centrum Kultury w Gdańsku, w ramach którego próbowano upowszechnić wśród różnych instytucji i organizacji pomorskich dobre praktyki archiwizowania lokalnego dziedzictwa kulturowego. Swoją działalność w tym kierunku prezentują Klub Nowodworski, który od lat organizuje w swoim mieście Dzień Osadnika, a wytworzone z tej okazji materiały przechowuje w Archiwum Klubu Nowodworskiego, oraz Stowarzyszenie Arteria z Gdyni. Czytelnik nie dowie się jednak, czy własne archiwa posiadają np. Kaszubski Uniwersytet Ludowy w Wieżycy lub Opowiadacze Historii Dolnego Miasta w Gdańsku. Autorzy tekstów dotyczących tych miejsc skupili się na prezentowaniu konkretnej w nich działalności. wyuaizen. PORADNIK DLA PRAKTYKA ARCHIWA NA WARSZTAT ■+++++++ P ser + + + +•+ 54 Pomerania nr i (582) / Stëcznik 2024 KSIĄŻKOWE NOWOŚCI REGIONALNE Rok wydania: 2023 Autor: Marcin Grulkowski (red.), Adam Kozak (red.), Adam Szweda (red.), Sobiesław Szybkowski (red.) Tytuł: Dokumenty i listy z epoki jagiellońskiej z Archiwum Państwowego w Gdańsku Wydawca: Polskie Towarzystwo Historyczne, Warszawa ISBN: 978-83-67609-11-1 pth.net.pl Publikacja zawiera wybrane listy książąt, duchowieństwa, szlachty, miast i mieszczan polskich od XIV w. po rok 1497. Data graniczna nie jest przypadkowa - właśnie w 1497 r. zakończona została tzw. wojna popia, zamykająca pierwszy okres funkcjonowania Gdańska i całych Prus Królewskich w ramach Królestwa Polskiego, co zapoczątkowane zostało inkorporacją w roku 1454, a potwierdzone drugim pokojem toruńskim w 1466 r. Redaktorzy w swoim wyborze nie ujęli dokumentów polskich niekoronowanych wystawców, w tym biskupów i oficjałów włocławskich. Praca została sfinansowana w ramach programu Ministra Edukacji i Nauki „Narodowy Program Rozwoju Humanistyki” w latach 2017-2021. Autor: Kamila Dombrowska Tytuł: Strój kaszubski Wydawca: Muzeum - Kaszubski Park Etnograficzny, Wdzydze Rok wydania: 2023 ISBN: 978-83-95660-37-5 muzeum-wdzydze.gda.pl Autorka - opierając się na literaturze źródłowej, artykułach prasowych, dokumentacji archiwalnej i ankietach - analizuje strój kaszubski definiowany jako szczególny rodzaj odzieży, który w powszechnym przekonaniu reprezentuje kulturę kaszubską i jest noszony przez jej przedstawicieli oraz inne osoby z nią związane w sytuacjach niecodziennych. Powstał on w I połowie XX wieku, a autorką pierwowzoru była prawdopodobnie Franciszka Majkowska. Wprawdzie współcześnie kostium ten służy wyrażaniu tożsamości etnicznej lub narodowej jego użytkownika, należy jednak podkreślić, że stworzony został na potrzeby występów tanecznych, śpiewaczych i teatralnych zespołów regionalnych prezentujących kulturę kaszubską w dwudziestoleciu międzywojennym. Autor: Ryszard Szwoch Tytuł: Słownik biograficzny Kociewia, t. 7 Wydawca: Towarzystwo Miłośników Ziemi Kociewskiej, Starogard Gdański Rok wydania: 2022 ISBN: 978-83-71140-20-4 Tom 7 słownika zawiera 385 imiennych haseł dotyczących osób zamieszkujących Kociewie od XIII w. Wśród nich warto zwrócić uwagę m.in. na panów Wybickich: Franciszka Józefa (1711-1765) - wuja autora hymnu polskiego, proboszcza w Skarszewach, który miał duży wpływ na kształcenie bratanka, oraz Joachima (1745-1808) - brata Józefa Wybickiego, w młodości wójta skarszewskiego, który wstąpił do stanu duchownego. Pracę nad biogramami R. Szwoch - uznany regionalista kociewski ze Starogardu Gdańskiego, wieloletni nauczyciel w miejscowym Liceum Ogólnokształcącym, aktywnie działający m.in. w Towarzystwie Miłośników Ziemi Kociewskiej - rozpoczął ponad 50 lat temu. We wszystkich dotychczas wydanych tomach umieścił 1530 haseł. W swojej pracy nie ustaje i przygotowuje kolejne tomy. Autor: Waldemar Nocny Tytuł: Odwadnianie i osuszanie Żuław w latach 1945-1950 Wydawca: Fundacja „Meritum”, Gdańsk Rok wydania: 2023 ISBN: 978-83-62810-10-9 Autor publikacji w możliwym do odtworzenia stopniu przedstawia sytuację, jaka zaistniała na Żuławach w wyniku obrony ostatnich oddziałów niemieckich przed wojskami rosyjskimi w 1945 r. Skutkiem tych walk było zniszczenie wałów rzecznych i polderowych, co doprowadziło do zalania pół i łąk oraz zniszczenia wielu domostw. W pierwszym rozdziale W. Nocny przybliża specyfikę tych terenów, krótkie dzieje ich zasiedlania, dramaty ich opuszczania po powodziach i ponowne zasiedlanie. W kolejnym opisuje operacje wojskowe Armii Czerwonej w pierwszym półroczu 1945 r. Trzeci rozdział poświęca akcjom odwadniania, a następnie osuszania ziemi, i przygotowaniu jej do uprawy. Ostatnia część traktuje o przywracaniu Żuław do życia gospodarczego i powstawaniu nowej społeczności. Iwona Joć uum 3P WOJEWÓDZKA I MIEJSKA BIBLIOTEKA PUBLICZNA IM. JOSEPHA CONRADA KORZENIOWSKIEGO W GDAŃSKU LEKTURY PRÓBY OŻYWIENIA Tomasz Man, Damroka, olbrzymy, czarodzieje i ludzie, Państwowy Teatr Lalki „Tęcza”, Słupsk 2021 W pomorskiej i kaszubskiej tradycji kulturowej opowieść o Damroce miała już swoje wersje w twórczości literackiej Leona Heykego, Lecha Bądkowskie-go, Alojzego Nagła czy Natalii Gołęb-skiej. Przywoływały jej postać również Róża Ostrowska i Izabella Trojanowska w swoim Bedekerze, zaznaczając, że wiąże się ona z Chmielnem oraz fundacją miejscowego kościoła. Damroka jest też widoczna w miejscowej tradycji ludowej, która ukazuje ją jako córkę księcia sławieńskiego Świętopełka albo późniejszego wschodniopomor-skiego księcia Świętopełka II. W legendach pojawia się jako dziewczyna o niezwykłej piękności i uporze, raz jako córka przedchrześcijańskiego księcia, któremu się przeciwstawia, budując chrześcijański kościół w Chmielnie, w innym zaś ujęciu jako dumna kobieta, która nie chciała wyjść za mąż za miejscowego rycerza, który ją w konsekwencji porwał i uwięził na Wzgórzu Zamkowym w okolicach Kartuz. W dotychczasowych ujęciach literackich postać Damroki pozwalała czytelnikom nie tylko intelektualnie poznać odległą historię regionu, ale i również w pełniejszy sposób nawiązać bliską, emocjonalną relację z geograficzno--kulturowym otoczeniem. Najnowsze ujęcie opowieści o Damroce, którą sformułował Tomasz Man, a wydał drukiem słupski Teatr Lalki „Tęcza", tylko czasami realizuje zbliżone cele. Także i sposoby opisu bohaterki są zgoła inne. Warto w tym miejscu napisać kilka zdań o Tomaszu Manie (ur. 1968), dramaturgu, reżyserze teatralnym, autorze adaptacji teatralnych oraz słuchowisk radiowych. Dla spraw pomorskich i kaszubskich to człowiek nowy i być może okazjonalnie tylko sięgnął do legendarnej księżniczki z Kaszub. Twórca pochodzi z Rzeszowa, młodość licealną i edukację na studiach wyższych spędził we Wrocławiu. Pierwsze sztuki sceniczne zaczął pisać w latach dziewięćdziesiątych, reżyserią zaś zajął się w pierwszej dekadzie naszego wieku. Do dziś wyreżyserował kilkadziesiąt (!) propozycji teatralnych (m.in.: Warszawa, Szczecin, Wrocław, Poznań, Toruń, Gdańsk). Zrealizował również blisko 20 (!) słuchowisk w Teatrze Polskiego Radia. W 2009 roku obronił teatrologiczny doktorat, 2013 roku zaś napisał pracę habilitacyjną. Do dziś konsekwentnie tworzy scena- riusze, realizuje spektakle i prowadzi warsztaty teatralne, nie tylko zresztą w Polsce, ale i za granicą kraju. Jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych współczesnych polskich dramaturgów i twórców teatralnych. Kiedy przywołujemy jego opowiadanie Damroka, trzeba pamiętać, że Man jest także autorem kilku spektakli dla dzieci. Reżyserował Skarpety i papiloty Julii Holewińskiej we Wrocławskim Teatrze Lalek (2013), w jego adaptacji została wystawiona przez Aleksandra Maksymiaka w Teatrze Lalek „Banialuka” w Bielsku-Białej Królewna Śnieżka (2014). W swojej reżyserii zaprezentował w Teatrze Miniatura w Gdańsku Zostań przyjacielem (2015). Zrealizował również Śpiącą królewnę własnego autorstwa w warszawskim Teatrze Lalek „Guliwer” (2016). Kilka lat temu przez krótki okres współpracował z lalkowym teatrem w Słupsku. Stąd właśnie wzięła się idea napisania i wydania drukiem Damroki, opatrzonej nastrojowymi, baśniowymi ilustracjami Alicji Kocurek. Od fabularnej strony patrząc, opowiadanie Tomasza Mana rozwija się dzięki narracji głównej bohaterki, dwunastoletniej dziewczynki, która relacjonuje swoje doświadczenia. Początkowo wygląda to dość rzeczowo i realistycznie. Damroka ukazuje swoje dzieciństwo, wielką miłość do ojca i lasu, zaznaczając przy tym swoją silną osobowość. Później, na skutek nieszczęśliwego wypadku, jej ojciec ginie, matka zaś wiąże się z innym mężczyzną, którego dziewczynka nie akceptuje, obawiając się, że zniszczy 56 Pomerania nr i (582) / Stëcznik 2024 Lektury jej las, który ona tak bardzo kocha i który kojarzy się jej z ojcem. Z niechęci i buntu wobec nowej sytuacji życiowej Damroka ucieka w przestrzeń fantazji i wyobraźni. Od tego momentu narracja zaczyna przypominać sen czy też wizję, w której bohaterka spotyka całe mnóstwo postaci z kaszubskiej tradycji ludowej. Jej przyjacielem staje się stołem, wielki siłacz z naiwnym myśleniem o świecie. W roli opiekuna występuje ptak kania, który nie dopuszcza do tego, aby dziewczynce stało się cokolwiek złego. Na jej drodze stają także Borowe i Borowa Ciotka, Purtk i Smętk, Mumocz, Morzeca i Gosk, Neczk, Mora, Perun, Trzygłów, Krośnięta, Czarnobóg i Białobóg. We wszystkich spotkaniach Damroka poznaje owe istoty jako mieszkańców pomorskich lasów i pustkowi, z jednej strony próbując dowiedzieć się od nich, jak może uratować piękną, naturalną przestrzeń, w jakiej na co dzień żyje, z drugiej zaś - co może zrobić, aby wrócić do swojej rzeczywistości, w której znajdują się jej rodzice i znajomi. Ostatnie dwa rozdziały pokazują, że Damroce udało się wreszcie wrócić do własnego świata, obawy zaś wobec ojczyma i matki były specyficznym złudzeniem, wyolbrzymionym lękiem, który został wreszcie pokonany. Ważnym novum dla literatury kierowanej do dziecięcego (nastoletniego) adresata, literatury o Pomorzu czy Kaszubach, jest w ujęciu Tomasza Mana obraz głównej bohaterki oraz styl opisu istot fantastycznych. Co do pierwszego czynnika, to najważniejszy wydaje się czynnik empatycznej charakterystyki Damroki. W świecie opowiadania jest to nastoletnia dziewczynka, która potrafi wyraźnie i odważnie wyjawić swoje uczucia i pragnienia. Ta odwaga może nawet imponować: bohaterka bardzo intensywnie kocha swojego utraconego ojca, a czuje wielką niechęć do ojczyma. Taka sytuacja z psychologicznego punktu widzenia jest zrozumiała i zasadnie odzwierciedla idealizowanie nieżyjącego rodzica i demonizowanie nowego partnera matki. Także zrozumiały, jeśli uświadomić sobie proces psychicznego dojrzewania bohaterki, jest jej krytycyzm wobec matki i podejrzenie o to, że przez związek z innym mężczyzną niejako „zdradza” swojego dawnego męża i jest przeciwna własnej córce - Damroce. Narratorska empatia wobec nastoletniej dziewczynki polega również na tym, że jej postępowanie, czasami natrętne czy błędne, nie jest narratorsko oceniane czy wyśmiewane. W opisach działań bohaterki ważniejsze jest to, że ona sama może zrozumieć swoje porażki i zmienić dotychczasowe postępowanie. Ważny jest również u Tomasza Mana sposób charakteryzowania fantastycznych postaci opowiadania. W realizacjach sprzed kilkudziesięciu lat, np. u Gołębskiej czy w tradycyjnych zapisach legend, niecodzienność figur wyobraźniowych miała duży ładunek niesamowitości, a postacie owe mówiły odświętnym językiem. U Mana jest tego typu zabiegów znacząco mniej. Stołem jest ledwo zrozumiały, Borowe wypowiada się z błędami stylistycznymi, może jedynie Czarnobóg i Białobóg używają języka, który odpowiada statusowi, jaki zajmują. Także nietypowość czy też niezwykłość fantastycznych istot nie jest w opowiadaniu Mana szczególnie mocno zaznaczana. Co prawda są to postacie nadzwyczajne, ale nie zawsze w cechach przewyższających człowieczą naturę. Niby jako pozytywne manifestacje wszechświata powinny wzbudzać szacunek, ale po wysłuchaniu ich słów i zaobserwowaniu zachowania Pomerania nr i (582) / Styczeń 2024 respekt do nich staje się nieznaczny. Momentami są to byty tak samo słabe i ograniczone, jak ludzie i trzeba dużego uporu bohaterki, aby mogła ona przekonać owe półboskie moce do działania i udzielenia jej wsparcia w pokonywaniu przeciwności. Damroka Tomasza Mana jest opowiadaniem, w którym widać współczesne cechy literatury dla najmłodszego czytelnika. To nie jest świat, w którym wszystko się układa i gdzie można za pomocą moralnych prawideł wyrazić przekonanie o niezmiennym porządku świata. W ujęciu współczesnej opowiastki dzieci nie mają pełnych rodzin, przeżywają utratę bliskich, zmagają się z kłopotami w szkole czy walczą o swoją tożsamość. W obecnej twórczości nie ma prostego, szkolnego edukowania, unika się również moralizowania czy patetycznego stylu wypowiedzi. Tego typu myślenie widać również w estetyce, jaką proponuje Tomasz Man, który sięga do kaszubskiej i pomorskiej tradycji kulturowej bardzo swobodnie, niczym do tworzywa, z którego można wybrać zestaw figur czy motywów, aby stworzyć własną opowieść. Jako literat nie jest on zbytnio zainteresowany kształtowaniem emocjonalnego pejzażu Pomorza. Nie dąży do ugruntowania społecznej tożsamości kaszubskiej. Zdecydowanie bardziej akcentuje rolę dynamicznego świata swojej bohaterki i zasad, jakie w nim panują. Pokazując rozwój emocjonalny Damroki i proces jej dorastania, snuje uniwersalną historię, która rozgrywa się co prawda na Pomorzu, ale nie geograficzno-kulturowa przestrzeń jest tutaj najważniejsza, a doświadczający przemian podmiot. Dopiero gdy dziewczynka zaakceptuje siebie w nowej sytuacji życiowej, będzie czas na uwewnętrznienie napotykanych znaków kulturowych jej otoczenia. Daniel Kalinowski 57 Lektury KSIĄŻKA O KROKOWSKO--PUCKIEJ KOLEI Gratytw Paliyt) 6 Jacy PrtyiiM Z KROKOWEJ DO PUCKA ffi.r i !«*•!.iWi*9o-»*Ukii VON KROCKOW NACH PUTZIG Swł hte3»i« «t,»! ĆatGkUibna entlaau liu >< Grażyna Patryn, Jorg Petzold, Z Krokowej do Pucka. Historia i opowieści kolejowego szlaku/ Von Krockow nach Putzig. Geschichte und Geschichten entlang des Schienenweges, Munster 2023. Na początku grudnia 2023 roku w przepięknej sali Luizy zamku w Krokowej odbyło się spotkanie pełne wspomnień i pozytywnych emocji. Tego dnia promowana była książka autorstwa Grażyny Patryn i Jorga Petzolda Z Krokowej do Pucka. Historia i opowieści kolejowego szlaku / Von Krockow nach Putzig. Geschichte und Geschichten entlang des Schienenweges. Niezmiernie ciekawą tematycznie książkę promował swoją laudacją poseł na Sejm RP Kazimierz Plocke. Wiele słów uznania wyraził dla autorki, podkreślając jej mrówczą pracę przy zbieraniu dokumentów, benedyktyńską cierpliwość i dokładność. Równie serdecznie o autorce wypowiedziała się dyrektor krokowskiego zamku Danuta Dettlaff, Książka ma dwoje autorów piszących w różnych językach, stąd polsko-niemiecki tytuł. W niektórych dialogach czy imionach (Franceszka, Romka) znajdziemy również elementy języka kaszubskiego. Sam tytuł książki zdradza nam treść i sposób podejścia do przedstawianego zagadnienia. Tworzy ona „melanż” informacji, jak określił to Jorg Petzold. Są w niej dokładne dane techniczne ściśle związane z infrastrukturą kolejową, co jest domeną Petzolda jako znawcy tematu, kolekcjonera, profesjonalisty, który zgromadził spory zasób dokumentów archiwalnych o kolejach na Pomorzu, w tym i o naszej, krokowskiej Klein-bahn. Dla wielu czytelników z Krokowej i okolicy bardzo ważna emocjonalnie, subiektywna w przeżyciach podczas lektury, jest część napisana przez Grażynę Patryn, z którą przemierzamy trasę kolejowymi torami od Krokowej do Pucka. Podróżując do kolejnych stacji, podziwiamy piękne krajobrazy północnych Kaszub oraz poznajemy historię tych stron, np. opowieść o Florianie Ceynowie, budzicielu Kaszubów, który 4 maja 1817 roku urodził się w Sławoszynie. W Kłaninie dowiadujemy się o salonce, którą von Grass jeździł z Kłanina do Berlina. Widzimy cudowną figurkę Matki Bożej w Swarzewie, wspominamy też zaślubiny Polski z morzem 2 lutego 1920 roku. Ta bliskość tematu, jego ujęcie, relacja i prezentacja ze strony autorki sprawiły, że obecni na zamku w Krokowej słuchacze mieli poczucie autentycznej podróży w czasie, wędrując wspomnieniami do lat młodości. Grażyna Patryn w bardzo emocjonalny sposób podkreślała w swym wystąpieniu rolę dawnej kolei, jej znaczenie dla tutejszych mieszkańców, przedsiębiorców, turystów i dla całego regionu pucko-krokowskiego. Mówiąc o swojej pracy nad książką, autorka zdradziła słuchaczom swoje zamierzenie, które główny temat, czyli historię krokowskiej kolei, sprowadza do tła, a zarazem ogniwa łączącego losy ludzi jako podstawy formowania się historii. Dzieje krokowskiej kolei to nie tylko suma historycznych faktów, choć odgrywają one rolę podstawową i widoczne są chociażby w kalendarzu wydarzeń ułożonym graficznie na konturach kolejowych torów. To też wiele unikatowych zdjęć z rodzinnych albumów, które budzą zainteresowanie czytelników polskich i niemieckich, ale nade wszystko są niezwykle bliskie krakowianom i mieszkańcom okolicy. W prezentowanej książce znalazło się wiele technicznych faktów związanych z koleją. Są w niej opisy stacji i pojazdów kolejowych, są statystyki, rozliczenia i liczne zestawienia, choćby o sprzedaży biletów, są też rozkłady jazdy tej kolei z najstarszym, zachowanym z roku 1905. Bardzo dużo uśmiechniętych emocji wywołują podczas lektury wspomnienia tych, którzy koleją dojeżdżali do szkoły i pracy - wszak najbliższa duża szkoła średnia w Kłaninie gromadziła sporo okolicznej młodzieży, dorośli zaś dojeżdżali do pracy np. w Szkunerze we Władysławowie -„do ryb”, jak mówiono. Książka, bardzo starannie wydana, z dbałością o dane historyczne i techniczne, z przepięknie graficznie zaprojektowaną przez Joannę Połoń-ską okładką, została na spotkaniu promocyjnym serdecznie przyjęta. Z ust Kazimierza Plockego padł pomysł drugiego, rozszerzonego o część w języku kaszubskim wydania. I to był piękny, budzący nadzieję pomysł, oby tylko Grażynie Patryn dopisały zdrowie, zapał i chęci, gdyż to ona była spiritus movens prezentowanej na krokowskim zamku publikacji. Bożena Hartyn-Leszczyńska 58 Pomerania nr i (582) / Stëcznik 2024 Roda PÙCCZIWIK BÃDZE JAK PIERWI? Prôwdac ùczbòwnik Roda na Kaszëbach1 wëdelë czësto niedôwno, w 2022 r., tec ju bë miôł bëc zmieniony, zdebło, në kò je do przeprawë. To dobré wiadło dlô kaszëbsczi rodë. W ùczbòwnikù aùtór napisôł, że kamianô trôwa, Fucus vesiculosus, ju nie rosce w morzu wedle kaszëbsczich brzegów. I to bëła richtich prôwda. Òstatné stano-wiszcze negò glona z familie brunatniców nalezlë w kaszëbsczich wódach w 1977 r. Późni, czej czasã wałë szmërgałë plechë kamiany trôwë na nasze sztrądë, badérowie bëlë dbë, że ne òstałë przëniosłé przez mòrsczé żochë z jinëch dzélów Bôłtu. Terô równak... Ju w zélnikù 2022 r. na internetowi starnie Pòlsczi Akademie Nôùków (PAN) piselë, że roda Pùcczégò Wikù pòmalinkù wrôcô do dôwny pësznotë. Wedle lëdzy z Institutu Oceanologie PAN, co mô sedzbã w Sopòce, kùreszce wielelatnô stara ò reintrodukcjã mòrsczi trôwë zaczinô brzadowac. W pòdwòdnëch łanach wikòwé żëcé nalazło ùbëtk, jaczégò dôwno ni miało. Sygło to do te, żebë wielënë rozmajitëch mùszlôków, gąbków abò np. „czôrnégò” glona wid- lëka, abò môłëch ribków - wãżënków, jiglicznie - sã baro zwikszëłë. A latoś dr Pioter Bałazy z Institutu Oceanologie PAN nalôzł w Pùcczim Wikù grzëpczi kamiany trôwë, co szerok òpòwiedzôł na starnach pismiona „Gazeta Wyborcza”. Òceanolog pód wódą trafił glonë negò ôrtu, jaczé ni miałë nëch òsoblëwëch pãcherzëków, wedle jaczich plechë mògą drifòwac na wiôldżé òdległoscë. To znaczi, że pòpùlacjô je wierã miestnô. Dlôcz roscenié kamiany trôwë je tak wôżné? A temù, że jistno jak mòrskô trôwa twòrzi bëlné strzodowiskò dlô jinëch wikòwëch gatënków. Mòżemë sã ceszëc, kò bez eùforie. Tec stegna do czëstégò wróceniô pëszny bòkadnoscë rodë Pùcczégò Wikù jesz je dalekô. P.D. Òdj. K. Rolbiecczi 1P. Dziekanowski, Przyroda na Kaszubach / Roda na Kaszëbach, Gdańsk 2022. Pomerania nr i (582) / Styczeń 2024 59 (tfilëka CHWASZCZËNO, ŁĄG. WORTNE SMUTANOWE ZÉŃDZENIA Na pòtkanié z méstrã NAD MÉSTRAMA W niedzelné pòpôłnié 19 lëstopadnika 2023 r. zajacha jem z lëpùsczima zrze-szińcama do Sztrefë Kùlturë w Chwasz-czënie na pòtkanié z Józefã Roszmanã. Gòsca i pòzeszłëch powitała przéd-niczka chwaszczińsczégò partu KPZ Danuta Jastrzãbskô. Òdegrónô na zôczątkù żwawô pòlka bëła leżnoscą do przedstôwieniégò młodi akòrdionistczi Agatë Klein, jakô towarza drëchòwi Józefowi. - Nie òbzérôł jem jesz tegò, bò taczi je mój zwëk, że swójich dokazów tak zarô nie òbzéróm - zachãcywôł reżiser i główny aktór Józef Roszman do òbezdrzeniô drëdżégò dzélu filmù Testameńt. Òb czas pòkôzkù czëło sã, że òbzérôcze rozmieją zamkłosc dramë, bò co sztërk dało sã na zalë czëc głośny smiéch. A pònemù gôdkóm, pieśniom Roszmana nie bëło kùńca. A jô widzała jem gò we wspominkach na wielewsczi binie òb czas Turnieju Gadëszów Kaszëb i Kòcewiô, czej z ks. Rómanã Skwierczą abò z Haliną Wrézą mienielë sã nôd-grodama jakno laùreacë. Ò znajôr-stwie kaszëbsczégò jãzëka tegò bëlôka ùswiądniwała przëwòłónô przez niegò anegdotka. - Ten nasz jãzëk je baro cekawi, bó snóżo zjinaczony - prawił Józef. „Ja wypiłem pięć piw i za pięć piąta jechałem pociągiem do domu” - gôdają Pòlôszë. Pò mòjémù, bëlackù, to bë bëło: „Jô wëpil pinc piw a za pinc piątô jachôl dodóm”. Rëbôk rzecze: „Jô wëpsil psiãc piw i za psiãc psiątô jachôl baną dodóm”. Kòl Kartuzów to bëło tak: „Jô wëpił piãc piw i za piãc piątô jô jachôł dodóm”. Pò góralskù: „Jô se wypiłek piąć piw i za trzy dni sie wróciłek do chałupy”. Wastnô przédniczka Danuta Jastrzãbskô òbdarowa mie pùblikacją Zespół Kaszubki z Chwaszczyna w jubileusz XX-lecia działalności (2003-2023). Brusczim licealistom nôbarżi ùwidzôł sã ji piąti dzél pt. Z humorem. Naczãlë tłomaczëc te 24 szpôsowné anegdotczi na kaszëbsczi. A jedną z nich je „Gruńt to dobri strzódk na kòmarë...”, chtërnã przełożëlë tak: 6o Rok 2021 i wanoga karna na Pòdlasé na Jôrmark Żubra w Hajnówce. Wëzwëskùjącë wolny czas, zwiedzëlë jesmë Hajnówka i leżącą w sarnim sercu Biółowiesczi Puszcze Biôłowieżã. Ùdbëlë téż jesmë rëgnąc na pùszczańsczé stegnë Rezerwatu Wësoczé Bagno. Spôrzné wio-dro sprawiło, że òwôd - mëga, jaczégò je-smë tak baro wszëtcë nie lëdelë, béł te dnia baro nôparti. Łukôsz, chtërny jakno pierszi wëchôdôł z bùsa, wszëtczich wëchôda-jącëch, bez òmijaniô kògò to, skropiwôł òsoblëwim produktã na mëdżi. Przeżerający sã temù przemili wasta Riszk rzekł: „Łukôsz, jak Ce tegò zafelëje, to jô móm jesz gasnicã”. Wôrt bëc tam, gdze kôrbią ò kaszëbi-znie ji lubòtnicë, bò wiedno je leżnosc ùbògaceniô swòji wiadë. A jô, dzãka Józefowi, znajã terô dokładną historia snôżi pieśni „Nasza Zemia” i wiém, że Roszman òstôł jesz òbdarowóny darënkã wërzinôrza. Na POTKANIE Z HISTORIA Z Łãgã kòl Czerska parłãczi mie bòkadosc wspominków. Bëła jem tu na rozmajitëch ùroczëstoscach. Licealiscë z brusczégò KLO ùbògacëlë przed lati pòkôzkã òdsłoniãcé i pòswiãcenié tôblëcë ks. Agùsta Wôrzałłë - kaszëbsczégò fa-cecjonistë i bùdowniczégò kòscoła. Dodóm Kùlturë w Łãgù je wëdôwcą ksą-żeczczi w mòji redakcji pt. Ksądz Agùst Wôrzała pòwiôdôł... / Ksiądz Augustyn Worzałła opowiadał... Skòrzëstała jem z wiadomòscë w in-ternece, że 21 lëstopadnika mô wëkłôd ò historii Łãga Bògùmiła Milewskô, a zna-jemë sã z pòspólnégò dzejaniô. Nôleżnicë partu KPZ w Czersku, w chtërnym òna rëszno dzejô (w ti kadencji je jegò przéd-niczką) i ùczniowie Spòdleczny Szkòłë m. Janusza Korczaka, w jaczi ùczëła sã i pòtemù 26 lat bëła szkólną, biwelë w brusczim liceum, a jegò szkòłownicë wspòmôgelë ùczbë w Czerskù. Prelegentka zaprezentowała pòstacją Tédorë Kropidłowsczi, zwóny Kaszëb-ską Deòtimą, a chòc ùrodzony w Łãgù, mało tu znóny. Òdwòłiwała sã do bibliografii i do filmù ò Tédorze, chtërna bëła baro sparłãczonô z Kartuzama. Sélała pòdzãkòwanié direktorce kartësczégò mùzeùm za materiale ò bohaterce: pùblikacjã i filmik. Przëwòłiwała le- POMERANIA NR 1 (582) / STËCZNIK 2024 gendë, brawãdë, wiérztë, rozmajité lëte-racczé ùsôdzczi Tédoré, a mie prosëła ò jich òdczëtanié pò kaszëbskù. W pòtkanim ùdzél wzãlë łãżanie, białczi z Kòła Wiesczich Gòspòdiniów „Łężanki” i szkòłownicë VI klasë spòdleczny szkòłë w Łãgù. Organizatorze òbznajmilë, że nie bëło to òstatné zéń-dzenié te ôrtu w Łãgù - miescowòscë bòrowiackò-kaszëbsczégò pògrańczô. Wôrt jic taczim szlachã, bò jak pisôł młodi, zakòchóny w Łãgù Macéj Nar-loch (1985-2010), chtërnégò żegnała jem w miono toruńsczich sztudérów na łãsczim smãtôrzu: Ùpamiãtniwanié to sy-ganié do zdarzeniów, jaczich ni mùszało sãprzeżëc, ale ò jaczich chce sã pòwiedzec jinym, òstawic pò nich szlach. Felicja Bôska TCZEW. FESTIWAL TWÓRCZOŚCI KOCIEWSKIEJ IM. ROMANA LANDOWSKIEGO W XV edycji Festiwalu, która została zorganizowana 24 listopada 2023 r., w sześciu kategoriach konkursowych wzięło udział 415 uczestników. Duże zainteresowanie uczniów, ich rodziców oraz nauczycieli świadczy o tym, że festiwal jest potrzebny. Były krótkie i wesołe wiersze, poważna proza, ekspresja, powaga, stroje elegan- Klëka ckie i kolorowe ludowe. Rywalizowali ze sobą laureaci eliminacji regionalnych ze Starogardu Gdańskiego, Świecia i Tczewa. Tego typu działania integrują społeczność Kociewiaków i przyczyniają się do popularyzowania dorobku twórców z regionu, promując młodych artystów. Organizatorem przedsięwzięcia jest Towarzystwo Miłośników Ziemi Tczewskiej, a partnerami: Miejska Biblioteka Publiczna w Tczewie i Fabryka Sztuk w Tczewie. Laureatami w poszczególnych kategoriach zostali: Łucja Neumann (Przedszkole Niepubliczne „Jodełka” w Tczewie), Zuzanna Drewa (Szkoła Podstawowa nr 2 w Pelplinie), Lilianna Uhlenberg (Ognisko Pracy Pozaszkolnej w Starogardzie Gdańskim), Sara Sitkow-ska (Szkoła Podstawowa nr 2 w Świeciu) i Zuzanna Socha (Zespół Szkół Ekonomicznych w Tczewie). Tomasz Jagielski GDINIÔ, WEJROWO. Ò GODACH ZE SZTUDÉRAMA ETNOFILOLOGIE W piątk 15 gódnika 2023 r. w Kaszëbsczim Fòrum Kulturę w Gdinie i we czwiórtk przed Gódama (21 gódnika) w Mùzeùm Kaszëbskò-Pòmòrsczi Pismieniznë i Mùzyczi we Wejrowie sztudérzë II rokù kaszëbsczi etnofilolo-gie na Gduńsczim Ùniwersytece mielë leżnosc pòkazac swòje ùmiejãtnoscë na binie. Prezentowelë òni kòlãdë i gòdowé spiéwë a téż wiérztë sparłãczoné ze swiãtama Bòżégò Narodzeniô. Czëtelë m.jin. ùsôdzczi Jana Karnowsczégò, Jana Trepczika, Bruna Richerta, a z dzysdniowëch ùtwórców: Romana Drzéżdżona, Jerzégò Stachùrsczégò i Eùgeniusza Prëczkòwsczégò. Do te òpòwiedzelë ò wszelejaczich zwëkach zrzeszonëch z gòdowim cządã. Je wie-dzec, całi jich wëstãp béł pò kaszëbskù. Przërëchtowelë sã do niegò òb czas zajmów prowadzonëch przez dr. Darka Majkòwsczégò, jaczé bëłë w MKPPiM w òbrëmim wespółrobòtë midzë Mùzeùm a Gduńsczim Ùniwersytetã. Sztudérzë rôczelë téż do ùdzélu w nym projekce swòje drëszczi. Òbëdwa wëstãpë skùńczëłë sã pòspólnym spiéwanim kaszëbsczich kòlãdów z ùczãstnikama zéńdzeniów. Red. SZOPA. RECYTOWELË DOKAZË ÉWË WARMÒWSCZI XIV Ulòjeuiódzezi Rccytator/czi Konkùr/ Uliéfztóui i franków Euië Ulormouj/czi W Môłi Szkòle w Szopie 15 gódnika 2023 r. béł XIV Wòjewódzczi Recytator-sczi Kònkùrs Wiérztów i Fraszków Éwë Warmòwsczi. Wzãło w nim ùdzél wicy jak 120 ùczniów. Célã tegò wëdarzeniô je pòpùlarizacjô kaszëbsczégò i pòlsczégò ùtwórstwa pisôrczi, chtërna wiele lat bëła sparłãczonô ze szkòłą w Szopie. Dobiw-cama òstelë: Kategorio I. Przedszkola i klasë 0: 1. Paùlëna Kùpper (Lësé Jamë), 2. Jignac Głodowsczi (Dzérzążno), 3. Lidiô Prą-dzyńskô (Bòrowi Młin); wëprzédnie-nia: Melanio Deja (Chònice), Marcelëna Maślanka (Mezowò), Heléna Witke (Reskòwò). Kategorio II. Kl. 1-3 spòdlecznëch szkòłów, rocznik 2016: 1. Hana Ga-larda (Swiónowskô Hëta), 2. Paùlëna Kùjawskô (Tëchómie), 3. Faùstina Prądzyńskô (Bòrowi Młin); wëprzéd-nienia: Nikodem Kreft (Piesczi), Aùreliô Pranczk (Tëchlëno), Melaniô Skrzëpkòwskô (Stôrô Hëta). Kategorio III. Kl. 1-3 spòdlecznëch szkòłów, rocznik 2015: 1. Aleksandra Kùpper (Lësé Jamë), 2. Nikòla Walkùsz (Lësé Jamë), 3. Michôł Żmùda Trze-biatowsczi (Szlachecczé Brzézno); wëprzédnienia: Antón Malek (Bórk), Marcelina Sykòra (Mòjsz), Ameliô Szulca (Szlachecczé Brzézno). Kategorio IV. Kl. 1-3 spòdlecznëch szkòłów, rocznik 2014: 1. Agata Rom-pa (Serakòjce), 2. Òliwiô Bòbkòwskô (Miechùcëno), 3. Bartłomiéń Rzepka (Bòrowò); wëprzédnienia: Maja Kocyń- POMERANIA NR 1 (582) / STYCZEŃ 202ą skô (Pawłowo), Magdalena Kwidzyń-skô (Królewsko Kamieńca), Klaùdiô Penkòwskô (Ceszenié). Kategorio V. Kl. 4-6 spòdlecznëch szkòłów: 1. Andżelika Leman-Wãsora (Miechùcëno), 2. Krësztof Reùter (Miechùcëno), 3. Ameliô Marcyńskô (Lësé Jamë); wëprzédnienia: Liliana Kòżëczkòwskô (Sëleczëno), Agata Miotk (Mòjszewskô Hëta), Antón Wenta (Łësniewò). Kategorio VI. Kl. 7-8 spòdlecznëch szkòłów: 1. Kòrneliô Pierzgalskô (Kar-czemczi), 2. Kamila Pioch (Zajezerzé), 3. Wiktorio Leman (Zajezerzé); wëprzéd-nienié Weronika Rudnik (Ùpiłka). Kategorio VII. Wëżispòdleczné szkòłë: 1. Emiliô Krefta (Tëchlëno), 2. Michôł Galińsczi (Żukòwò), 3. Juliô Plichta (Słôwczi); wëprzédnienia: Karól Marszk (Kùjatë), Marta Wòłskô (Szlachecko Kamieńca). Red. PELPLIN. W 30. ROCZNICĘ ŚMIERCI KS. JANUSZA ST. PASIERBA 15 grudnia 2023 r. minęła 30. rocznica śmierci wybitnego poety, eseisty, historyka sztuki, profesora Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie oraz Wyższego Seminarium Duchownego w Pelplinie. Warto przypomnieć, że był pierwszym laureatem Nagrody im. Bernarda Chrzanowskiego „Poruszył wiatr od morza”, którą otrzymał w 1989 r. Oddział Kociewski Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego w Pelplinie zorganizował kilka wydarzeń upamiętniających tego uczonego i artystę, który wielokrotnie przyznawał się do swojej małej pomorskiej ojczyzny. 15 września 2023 r. w bazylice katedralnej odbył się koncert poetycko-muzyczny „Poeta jest Twoim bratem”, o którym już informowaliśmy na łamach „Pomeranii”. Podczas drugiego koncertu, zatytułowanego „Wiara. Nadzieja. Miłość”, który odbył się dzień później w Miejskim Ośrodku Kultury, nie tylko recytowano teksty Pa- 6i sierba, ale także wykonywano je w wersji wokalno-instrumentalnej. Ponadto w Kociewskim Centrum Kultury, z którym pelplińscy zrzeszeńcy nawiązali współpracę, 15 grudnia odbyły się zajęcia warsztatowe dla uczniów szkół ponadpodstawowych: Liceum Ogólnokształcącego im. ks. Pasierba w Pelplinie, Zespołu Szkół Ekonomicznych im. ks. Pasierba w Tczewie oraz Collegium Ma-rianum w Pelplinie. Zajęcia prowadzili: aktorka Monika Janeczek-Toporowska („Jak przygotować się do recytacji tekstu poetyckiego? - na przykładzie wierszy ks. Janusza St. Pasierba”), polonista -piszący te słowa - Bogdan Wiśniewski („Próba interpretacji eseju ks. Janusza St. Pasierba Katedra symbol Europy”) oraz przewodniczki Maria Pańczyk-Pawlak i Danuta Nojman (ukierunkowane zwiedzanie katedry i Muzeum Diecezjalnego). Spotkanie przy grobie autora Gałęzi i liści na pelplińskiej nekropolii - na wzgórzu nad Wierzycą - było zwieńczeniem zajęć, po którym w refektarzu Collegium Marianum czekał na młodzież poczęstunek. Warto nadmienić, że dzień wcześniej swojego Patrona uhonorowała społeczność Liceum Ogólnokształcącego w Pelplinie, uczestnicząc we mszy św. w kościele pw. Bożego Ciała, a następnie biorąc udział w tradycyjnym już konkursie recytatorskim oraz zajęciach warsztatowych wokół twórczości ks. Pasierba. Bogdan Wiśniewski RËMIÔ. TEST, TŁÓMACZENIÉ I SZËKÒWANIÉ WANODŻI W I Òglowòsztôłcącym Liceùm m. Pòmòrsczich Ksążãtów w Rëmi 5 gódnika 2023 r. bëła VI edicjô Wòjewódzczi Olimpiadę Wiédzë ò Kaszëbach i Pòmòrzim m. Jerzégò Hoppe. Wespółòrganizatorama tegò wëdarzeniô bëlë Mùzeùm Kaszëbskò-Pòmòrsczi Pismieniznë i Mùzyczi a téż Powiatowe Starostwo we Wejrowie. W Òlimpiadze szło na miónczi 30 ùczniów z 10 strzédnëch szkòłów z pòmòrsczégò województwa (z Lãbòrga, Kartuz, Kòscérznë, Rëmi i Wejrowa). W pierszim parce kònkùrsu ùczãstnicë mùszelë òdpòwiedzec na pitania testu wiédzë ò Kaszëbach i Pòmòrzim. W drëdżim dzélu bëła robòta w kar-nach, a zadanie uczniów to tłómacze-nié wiérztë z kaszëbsczégò jãzëka na pòlsczi i przërëchtowanié wanodżi pò Kaszëbach. Miónczi taksowała kòmisjô, w jaczi bëlë: Wòjcech Miotke z rëmsczégò partu Kaszëbskò-Pòmòrsczégò Zrze-szeniô i robotnice MKPPiM: Béjata Hùmeniuk-Czech i Mateusz Szuba. Dobiwcą òstôł Powiatowi Zespół Szkòłów nr 1 w Rëmi, drëdżé bëło I Òglowòsztôłcącé Liceùm w Kòscérznie, a trzecy Powiatowi Zespół Szkòłów nr 4 we Wejrowie. Nôlepszi w tesce wiédzë ò Kaszëbach i Pòmòrzim béł Francëszk Wandtke z PZS nr 1 w Rëmi, a drëgô Mónika Wenta z 1 ÒL w Kartuzach. Wëprzédnienié za nôlepszą recytacja wiérztë dostelë: Szczepón Makùrôt z I ÒL w Kòscérznie, Antonina Òrłowskô z PZS nr 1 we Wejrowie i Fabión Òkrój z PZS nr 2 we Wejrowie. Na spòdlim tekstu Mateusza Szubë PIECKI-MIGOWO. KONCERT ŚWIĄTECZNY WERONIKI KORTHALS Fot. Jakub Soja / Stowarzyszenie Koloseum Gdańsk W ostatni piątek 2023 roku na gdańskiej Morenie (Piecki-Migowo) odbył się koncert świąteczny Weroniki Korthals pt. „W darënkù na Gòdë”. Wydarzenie zorganizowane zostało przez Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie w ramach cyklu „Gdańskie spotkania z muzyką kaszubską”. - Weronika jest wszechstronną artystką: piosenkarką, kompozytorką, dy-rygentką, animatorką kultury, tworzy wyjątkową muzykę zarówno do tekstów w języku polskim, jak i kaszubskim. Poprzez spotkania z muzyką kaszubską pokazujemy mieszkankom i mieszkańcom Gdańska współczesną kaszubską kultu- rę. I to jest piękne, bo wspólnie poznajemy, odkrywamy jej bogactwo. A spotkania z Weroniką i jej twórczością są zawsze niesamowitym przeżyciem, tak było również na Morenie - mówi Wojciech Józef Konkel z gdańskiego oddziału Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, organizator wydarzenia. Publiczność zgromadzona w sali widowiskowej w Centrum Kultury na Morenie była zachwycona występem Weroniki i towarzyszących jej muzyków, a byli to: Mirosław Hałenda (klawisze), Mateusz Otczyk (gitara) i Maksymilian Selin (saksofon). Piosenkarka zaprezentowała swój kaszubski repertuar przed zapełnioną salą, na koncert przybyło ponad 170 osób! Podczas koncertu usłyszeliśmy utwory z płyty W darënkù na Gòdë skomponowane przez Weronikę Korthals do kaszubskich tekstów Tomasza Fopkego, literata i animatora kultury kaszubskiej. Kaszubskie kolędowanie poprzetykane było bardzo serdeczną rozmową Weroniki z publicznością. Usłyszeliśmy również kolędy w języku polskim, a także utwór Dze za łasa morze z najnowszej płyty Weroniki pt. Norda. [...] Wydarzenie jest elementem projektu edukacyjnego, którego celem jest zwiększenie wiedzy mieszkańców Gdańska na temat dziejów i kultury Kaszub oraz kaszubskości Gdańska. Pomysłodawcą i organizatorem gdańskich spotkań z muzyką kaszubską jest Wojciech Józef Konkel, prezes gdańskiego oddziału ZKP. Organizator wydarzenia: Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie Oddział w Gdańsku. dofinansowano ze środków Miasta Gdańska. LÃBÒRSCZI PÒWIÔT. POZNOWAJĄ LEGENDË LABORSCZI ZEMI 62 Pomerania nr 1 (582) / Stëcznik 2024 „Biblioteka Go” to bédënk promòwaniô czëtaniô westrzód dzecy. Je sczerowóny do ùczniów kl. 1-3 z lãbòrsczégò powiatu. Latoś Mieskô Pùblicznô Biblioteka w Lãbòrgù przërëchtowała dlô nich rozegracjã „Biblioteka Go. Błękitny szlak”. Ji ùczãstnicë mają za zadanie pòżëczac i czëtac ksążczi ód rujana 2023 do 14 czerwińca 2024 r. Kóżdi z nich dostôwô kôrtã akcji - jakô je równoczasno planszową jigrą, chtërny témą są pòwiôstczi i legendë sparłãczoné z lãbòrską zemią. Na ny kôrce dzecë wklejają nalimczi dostóné ób czas pòżëczaniô ksążków. Za regularne czëtanié ùczãstnicë do-stôwają nôdgrodë - pierszé òstalë roz-dóné 1 gòdnika 2023 r. Ti, chtërny zbie-rzą razã 15 nalimków, bãdą mòglë dobëc w czerwińcu 2024 r. tabletë ùfùndowóné przez Starosta Lãbòrsczégò Pòwiatu i Bùrméstra Miasta Lãbòrga. Wcyg je mòżlëwòta dołączeniô do zabawë. Regùlamin akcje nalézeta na starnie: https://www.biblioteka.lebork.pl/aktual-nosci/biblioteka-go-trzecia-edycja-pro-jektu/. Òganizatorã akcji „Biblioteka Go. Błękitny szlak” je Mięsko Publiczno Biblioteka w Lãbòrgù, partnera Farm Fri-tes Poland SA, a patronat trzimają Starosta Lãbòrsczégò Powiatu i Bùrméster Miasta Lãbòrga. Red. LÃBÓRG. LABORSCZI WDÔRNIK-KALÃDÔRZ Mięsko Publiczno Biblioteka w Lãbòrgù przërëchtowała dló swójich czëtiń-ców Pamiętnik lęborski - kalendarz na rok 2024. W kalãdarzu są archiwalne fotografie, wspóminczi mieszkańców i lëdzy, co w młodëch latach bëlë zrzeszony z Lãbòrgã. Jidze tam téż przeczëtac historie czekawëch placów w gardzę, m.jin. fòntanë z żabama i pierszégò Òglowòsztôłcącégò Liceùm. Nie felëje téż kaszëbsczich dzélëków. Przëmiarã je òpisënk historie kaszëbsczich mòdłów wësziwónëch przez lãbòrsczé harcerczi w 60. latach XX wiekù. Pòczãtniczką ti akcje bëła Wanda Czedrowskô, chtërna w tim tam czasu ùczëła sã w Pedagogicznym Liceùm w Lãbòrgù. Meritoriczno i graficzno kalãdôrz zrëchtowałë prôcownicë MPB. Kalãdôrz pòwstôł w fòrmie artzinu. Pùblikacjô je jesz do kùpieniô w lãbòrsczi bibliotece. AM BANINO. TRZË PROMOCJE NA ÒPŁÔTKÒWIM ZÉŃDZENIM Troje aùtorów sparłãczonëch z ba-nińsczim partã Kaszëbskò-Pòmòrsczégò Zrzeszeniô promowało swòje nônowszé ksążczi na òpłôtkòwim zéńdzenim. Jedną z bòhatérków pòtkaniô w Baninie bëła Dariô Kaszëbòwskô, chtërny ro-manë są corôz barżi znóné w Polsce. - JÔ je napisała rëchli, ale kńreszce jem sã zdecydowała na jich wëdanié. Dzysdnia wëdôwiznë żdają na pòsobné dzéle. Chcã pokazać, że Kaszëbi to bëlny nôród, snôżô historio i jãzëk -pòdczorchiwô pisôrka z Rãbù. Gracjón Fópka wëdôł ksążkã ò historii swòji rodny wsë. Mô òna titel: Dolmiérz. Zarys wybranych dziejów wsi Donimierz. - Jô bë chcôł òbùdzëc w młodëch lëdzach miłotã do kaszëbiznë. Dlôte w mòji ksążce, òkòma historie wsë, są téż wspòminczi nôstarszich mieszkańców zapisóné pò kaszëbskù - gôdô Fópka. Trzecą pùblikacją promòwóną w Baninie béł pòsobny (czwiôrti ju) dzél wòjnowëch wspominków Kaszë-bów spisónëch i zredagòwónëch przez Eugeniusza Prëczkòwsczégò. Piekło na zemi je spisóné pò kaszëbskù, ale w ksążce czëtińcowie nalézą téż pòlskòjãzëkòwé tłomaczenié. (m) KARTUZË. PROMÒCJÔ JUWERNOTË DANIEL KALINOWSKI JUWERNOTA LITERATURA KASZUBSKA I STUDIA KULTUROWE J 15 gódnika 2023 r. w Kaszëbsczim Mùzeùm w Kartuzach bela promocjo ksążczi Daniela Kalinowsczégò pt. Ju-wernota. Literatura kaszubska i studia kulturowe. Ò pùblikacji gôdôł z aùtorã Duśan-Vladislav Pażdjerski, serbsczi iiczałi zrzeszony ód lat z Kaszëbama i z Gduńsczim Ùniwersytetã. Òb czas zéńdzeniô bëła gôdka m.jin. ò titlo-wi juwernoce, ò ji rozmienim przez kaszëbsczich dzejarzów w rozmajitëch latach i òkrãżach, a téż ò témach, chtërnëch wcyg ni ma w kaszëbsczi lëteraturze. Prof. Daniél Kalinowsczi je aùtorã czilenôsce ksążków i czileset artiklów, z jaczich wiele je zrzeszonëch z kaszëbi-zną. Pùblikùje m.jin. w „Pomeranii”, dze miesąc w miesąc pòjôwiają sã jegò recenzje wszelejaczich dokazów. Promòcjô Juwernotë òdbëła sã w òbrëmim projektu „Ogrody literatury” ùdëtkòwionégò przez Minystra Bënowëch Sprôw i Administracje. Red. KÒSCÉRZNA. „ZESZYTY” I WËSTÔWK Mùzeùm Kòscersczi Zemi wëdało nowi numr pismiona „Kościerskie Zeszyty Muzealne”. Bënë nalézemë m.jin. arti-kle ò kòscersczich rabinach, początkach miasta, ò historie rzemiãsła i hańdlu w Kòscérznie, ò młodokaszëbach: Francëszkù Krãcczim i Aleksandrze Majkòwsczim, a w dzélu „Pro memoria” - wspòminczi ò Tadeùszu Sadkòwsczim i ks. Władisławie Szulësce. Pomerania nr i (582) / Styczeń 2024 63 Na slédnëch starnach pismiona są wiadła ò nôwôżniészich kùlturalnëch i nôùkòwëch wëdarzeniach w Kòscérznie i òkòlim. „Kościerskie Zeszyty Muzealne” jidze kupie w kòscersczim pùnkce turisticzny informacje. Mùzeùm przëszëkòwało téż czasowi wëstôwk z leżnoscë 625. roczëznë pierszégò pòjawieniô sã pòzwë Kòscérzna. Mô òn titel: „625 lat Miasta Kościerzyna w dokumencie archiwalnym i muzealnym”. Chãtny mògą go òbzerac w sedzbie Mùzeùm kòl sz. Rënk 9 do 30 czerwińca. Red. CHMIELNO. ÙCZBà ROBIENIÔ RZAPIELÓW 14 gódnika w chmieleńsczim òstrzódkù kùlturë bëło pòdrechòwanié projektu „Jak powstaje rzępiel - warsztaty budowy instrumentu”. Zadanie belo realizo-wóné w òbrëmim programu Minystra Kùlturë i Nôrodny Spôdkòwiznë „Kultura ludowa i tradycyjna”. Zanôléga-ło na zrëchtowanim warkòwniów, òb czas chtërnëch sztërzech ùczãstników naùczëło sã wërabiac rzãpiele - lëdowé basowé strënowé instrumentë. Szkolnym béł Jerzi Hòlk-Łebińsczi, chtëren pro-wadzy letniczą warkòwniã w Swióno-wie. Na zakùńczenié projektu òstôł przëszëkòwóny wëstôwk tradicjowëch instrumentów z Kaszëb. Môlowi mùzycë prezentowelë jich brzëmienié. Jak czëtómë na starnie chmie-leńsczégò Gminowégò Òstrzódka Kùltu-rë, Spòrtu i Rekreacje: rzępiel ma walory historyczne, warte przekazu międzypokoleniowego. To kaszubski instrument wyłącznie wytwórstwa ludowego, mniejszy od kontrabasu, ale większy od wiolonczeli. Rzępiel był na Kaszubach pierwotną wersją basów (basetli), a jego budowa wyróżniała się następującymi elementami: - 3 struny o stroju G, A, d - pudło rezonansowe z prostych desek - tylna płyta płaska, tylko wierzchnia płyta lekko wypukła - otwór rezonansowy w kształcie owalu - deska kołkowa zamiast komory i główki. Red. PÙCK, KÒSÔKÒWÒ, PIERWÒSZËNO. GRAND PRIX DLÔ KARNA Z LABORGA 16 gódnika 2023 r. w kóscele pw. sw. Apósztołów Piotra i Pawła w Pùckù, a 17 gódnika w Kòsôkòwsczim Centrum Kùlturë i kóscele sw. Antona Padewsczégò w Pierwòszënie òdbéł sã XVIII Festiwal Kaszëbsczich Kòlãdów 64 i Adwentowi Spiéwë. Zorganizowała gò Stowôra Kaszubski Regionalny Chór Morzanie. Òbsãdzëcelama bëlë: prof. Kristi-na Gòrzelniak-Pëszkòwskô, Weronika Korthals i dr Karol Kisiel. Nôdgrodã Grand Prix przëznelë òni Karnu Pieśni i Tuńca „Ziemia Lęborska” (dir. Romùald Heyka i Renata Hopa). Pierszi môl dobéł chùr „Lutnia” z Lëzëna (dir. Tomósz Fópka), drëdżi chùr „Ascoltate” z Żukowa (dir. Paùlëna Milczanowskô), a trzecy karno „Kosakowianie” dzeja-jącé kòl partu Kaszëbskò-Pòmòrsczégò Zrzeszeniô Dãbògòrzé-Kòsôkòwò (dir. Tadeùsz Kòrthals). Wëprzédnienié do-stałë „Spiéwné kwiôtczi” z Banina (dir. Weronika Cenôwa). Bëłë téż wrãczoné trzë specjalne nôdgrodë - wëprzédnienié za nôlepszé wëkònanié kaszëbsczi kòlãdë dostało Regionalne Karno „Koleczkowianie” (dir. Tadeùsz Dargacz), za nôlepszé wëkònanié adwentowi piesnie: Danuta Tarnowsko i Éwa Lademann z Lesniewa, a nôdgroda dlô nôlepszégò dirigenta trafiła do Tomasza Fópczi. Red. PŁÓTOWÒ. KÒŁADOWANIE NA PÙSTKACH W Domôctwie Stip-Rekòwsczich (dzél Zôpadnokaszëbsczégò Mùzeùm w Bëto-wie) 30 gódnika òdbëło sã Kòlãdowanié na Pùstkach. Ùczãstnicë rozegracje wzãlë ze sobą spiewniczi, instrumentë i òb czile gòdzyn wespół spiéwelë znóné kòlãdë, ale téż mni pòpùlarné lëdowé dokazë. Bëłë téż gôdczi ò gòdowëch zwëkach i wspòminczi. - Më ju rëchli w Domôctwie òrganizowelë spiéwné zéńdze-nia sparłãczoné z pùstonocnyma i wiôlgòpòstnyma piesniama. Jesmë téż mëslelë ò kòlãdach. Ùdało sã to dzãka wespółrobòce z Piotrã Kòwalewsczim. Pomerania nr 1 (582) / Stëcznik 2024 Bãdzemë je cygnąc dali w pòsobnëch latach - gôdô Jaromir Szroeder, czerow-nik etnograficznego dzélu bëtowsczégò mùzeùm. Kòlãdowanié warało pôrã gòdzyn, ùczãstnicë zaspiéwelë 36 kòlãdów i gòdowëch śpiewów, a zéńdzenié skùńczëło sã wëkònanim dokazu „Spiéwta ptôszczi”. Zdrzódło: www.kurierbytowski.com.pl BYTÓW. WYSTAWA SZOPEK KASZUBSKICH TWÓRCÓW Przedstawienia śmierci, diabła, bociana czy kozy w otoczeniu bożonarodzeniowych stajenek można oglądać na wystawie w Muzeum Zachodniokaszubskim w Bytowie, którą otwarto 13 grudnia 2023 r. Mieści się ona w małej sali na II piętrze Domu Zakonnego. W podświetlonych gablotach znajdziemy przede wszystkim szopki wykonane przez współczesnych kaszubskich twórców. Mniejsze lub większe, proste ze Świętą Rodziną lub bardziej rozbudowane o inne postacie. Barwione lub w kolorze drewna. Dostrzec w nich można kunszt ludowych artystów. Uwagę zwracają także maski używane przez kolędników. W skład grupy wchodzili kominiarz, baba, dziad, śmierć. Cały ten teatr ma swoje przedchrześcijańskie korzenie. Wywodzi się z potrzeby obrzędowego wpływania na świat. W tym przypadku rozpoczynania procesu budzenia przyrody do życia. W takich zabiegach odwoływano się do bóstw, sił natury oraz duchów przodków przebywających w zaświatach, stąd tak dziwny, wydawać by się mogło, skład zespołu kolędników - czytamy na planszy dołączonej do ekspozycji. - Przy tworzeniu wystawy wykorzystaliśmy eksponaty pochodzące z naszych muzealnych zbiorów - mówi jej autor, kustosz Maciej Kwaśkiewicz z Muzeum Zachodniokaszubskiego w Bytowie. Eksponaty oglądać możemy do końca stycznia 2024 r. Źródło: www.kurierbytowski.com.pl LESNIEWÒ. „BË NIE ZABËC...” NA NOWI ÔRT We Wiesczim Klubie Kùlturë w Lesnie-wie 12 gódnika 2023 r. béł XXXI Kònkùrs Kaszëbsczi Gôdczi „Bë nie zabëc mòwë starków” miona Jana Drzéżdżona. La-tosô edicjô miała zmienioną fòrmã -ùczãstnicë mòglë zaprezentować swój dokôz na równo jaczi ôrt: czëtającë, re-cytëjącë abò np. grające jakąś scenkã. Kònkùrs òstôł ùdëtkòwiony przez Mi-nystra Bënowëch Sprôw i Administracje. Jegò organizatora bëło Mùzeùm Pùcczi Zemi, partnérama: Powiatowe Starostwo w Pùckù, Wiesczi Klub Kùlturë w Lesnie-wie i Mùzeùm Kaszëbskò-Pòmòrsczi Pismieniznë i Mùzyczi we Wejrowie. Me-diowima patronama bëłë: „Pomerania” i Radio Kaszëbë. Kònkùrs òtemklë robotnice MPZ: joana Grochòwskô i Róman Drzéżdżón. Wzãło w nim ùdzél dwadzesce piãc ùczãstników z dwanôsce szkòłów. Taksowała jich kòmisjô, w jaczi bëlë: Artur jabłońsczi (przédnik), Pioter Léssna-wa i Adom Lubòcczi. Lësta dobiwców latoségò kònkùrsu wëzdrzi tak: Przedszkola i „zerówczi”: 1. Aleksandra Wolsko (Sp. Sz. w Starzenie). Kl. 1-2 spòdleczny szkòłë: 1. Zuza-na Cinkel (Sp. Sz. w Starzenie), 2. Mario Mùdlaff (Sp. Sz. nr 2 we Wiôldżi Wsë), 3. Anton Bùbòlc (Sp. Sz. w Starzenie), Wéprzédnienié: Nela Zinkel (Sp. Sz. w Starzenie). Kl. 3-4 spòdleczny szkòłë: 1. Aleksandra Madalińskô (Sp. Sz. w Chłapówie), 2. Małgorzata Rumpca (Sp. Sz. w Lesnie-wie), 3. Oliwio Płotka (Szkòłowò-Przedszkòłowô Zrzesz w Krokowi). Kl. 5-6 spòdleczny szkòłë: 1. Nikodem Zinkel (Sp. Sz. w Starzenie), 2. Mariana Rekòwskô (Sp. Sz. w Swórze-wie), 3. Julio Korthals (Sp. Sz. w Pôłczënie) Kl. 7- 8 spòdleczny szkòłë: 1. nie-przëznóny, 2. nieprzëznóny, 3. Mariô Struck (Sp. Sz. nr 2 we Wiôldżi Wsë). Wëżispòdleczné szkòłë: 1. nie-przëznóny, 2. Francyszk Wandtke (I Òglowòsztôłcącé Liceùm w Rëmi), 3. Dariô Bigòtt (Powiatowe Centrum Bezùstôwnégò i Warkòwégò Sztôłceniô w Pùckù). Red. LUBIANO, CHMIELNO, BËTOWO. W GODOWI CZAS... Nen cząd przëwòłiwô mie nômilszé wspòminczi z dzectwa. To czas, czedë „ùcékała” jem z Kòscérznë do starków w Łubianie, bó tu chòdzëłë gwiôzdczi. Czej pó latach przërëchtowiwelë sã jesmë do pierszi Wileji w naszim wëbùdowónym w Łubianie dodomie, robiło mie sã kòmùdno, bò przëbôcził mie sã nen czas z dzectwa i tęskno belo za gwiózdkama z dôwnëch lat. Bela jem gwësnô, że ju ji nie òbôczã. A tu, prawie dzéń przed Wi-leją, zaklepół apartno óblokłi Gwiżdż i pitol: „Chceta wa widzec Gwiôzdkã?”. Z ùcechą jesmë jã witelë w samą Wiłejã w towarzëstwie Babë i Chłopa, Bòcóna, Kòminôrza, Kòzła, Kònia i Czorta... Słë-chelë jesmë jich historii, a òkôzało sã, że bëlë pòstãpnikama tëch, co jem jich znała z dzectwa, bò zwëk ten erbòwelë ód pra-starków, a jich nôzwëska téż brzëmiałë domôco. Żdelë jesmë na nich kòżdégò roku, jaż rôz òddzãkòwelë sã z nama i òbznajmilë, że ju minął jich czas. Zrobiło sã tęskno. Jaż jednego roku zaklepało na dwiérze wiesołé karno môłëch Gwiżdżów, a pro-wadzëła jich akòrdeònistka, bëlnô szkolno Ana Cupa - absolwentka KLO Brusë. Zawitelë téż w tim rokù. Przeżerające sã jim, redowała jem sã, że w szkołach je nôùka kaszëbsczégò jãzëka, bò dzãka temù òstôwają téż ùchòwóné taczé piãkné zwëczi. W ten gòdowi czas kòrzistóm z kòżdi rôczbë. Latos (w2023 r.) bëłajem zbrusczi- POMERANIA NR 1 (582) / STYCZEŃ 2024 ma licealistama i lëpùsczima zrzeszińca-ma w Domôcy Szkòle w Chmielnie. Wtó-rowelë jesmë jasełkom zrëchtowónym przez dzôtczi i rodzëców. Nasz pòkôzk miôł czile dzéłów. Òdnieslë sã jesmë w bi-nowim pòkôzkù do adwentowego cządu, òpòwiôdelë ò rozmajitoscë gòdowëch òbrzãdów. Snôżé piesnie śpiewała Zosz-ka Mùchòwskô - laureatka kaszëbsczégò Idola. Justina Mikòłajczik i Kaszka Zôbrockô zachãcëwałë dzecë do strojeniô danczi pòzłotkama z ùszłotë: słomiany-ma lincuszkama, bómkama, òrzechama, kùszkama, swiéczkama... Wiele trzôskù i redoscë sprawilë licealiscë gwiżdże: Bòcón, Baba i Chłop, Kòzeł, Aniół Stróż, Diôbeł. A licealistkom dało sã nakłonić pòzebrónëch do spiéwaniô kaszëbsczich kòlãdów. Rodzenie Brzesczich dzãkòwelë jesmë za darënczi i prôwdzëwie kaszëbską gòscënã. Wiôldżé pòdzãkòwania sã nôleżą KPZ w Bëtowie za organizacja latoségò wilijnégò pòtkaniô. Mszã Swiãtą pò kaszëbskù w kóscele pw. sw. Katarzënë Aleksandrijsczi odprawił ks. Marión Miotk. Ùceszony tim kaszëbsczim słowã zaszlë jesmë do restaùracji Jaś Kowalski, gdze zasedlë jesmë przë zafùlowónëch dobroctwama stołach. Witała wszëtczich przédniczka bëtowsczégò partu Teresa Ceplik, a serdeczne żëczbë skłôdelë: bëtowsczi starosta Leszk Waszke-wicz, ks. Krësztof Szari - proboszcz parafii pw. sw. Filëpa Neri, ks. Stefan Prëchżdenko - z greckòkatolëcczi parafii sw. Jerzego. W miono drëchów z powiatu krapkòwicczégò obdarowała pòzeszłëch darënkama wicestaroscënô Sabina Gòrzkùlla. Mileczno brzëmiałë ùkrajińsczé kòlãdë w wëkònanim ùsmiéchniãtëch nôleżniczków ùkrajiń-sczégò chùru z cerkwi sw. Jerzégò. Przëgriwelë spiéwóm, téż szpôsownym frantówkóm ksãżi, i ùczëlë kaszëbsczich kòlãdów Ludwik Szreder i Grégór Wan-toch Rekòwsczi. Równak nôwiãkszą niespòdzónką béł pòkôzk samégò bùr-méstra Bëtowa Riszarda Sylczi, chtëren w piãkny kaszëbiznie òdspiéwôł „Bëtow-sczé nótë” zrëchtowóné przez Darka Majkòwsczégò, chtërnémù dało sã w nich zamknąć juwernotã te pësznégò gardu. Dostała jem je nawetka w darënkù i jada do licealistów, cobë na jich mòdło zrëch-towelë „Nótë” ò najim liceùm abò pësz-nym gardzę Brusë. A mòże mdze leżnosc jich wespólnégò òdspiéwaniô na naju szkòłówi Wileji, jaką rëchtëjemë 18 stëcz-nika 2024 r. Felicjô Bôska 65 Kôłczëgłowë. Pòd patronatã Czesława Langa W dniach 10-11 gódnika 2023 r. w Kôłczëgłowach warałë ùroczëznë zrzeszone z danim molowi szkole miona Czesława Langa, bëlnégò kòłownika, òlimpijsczégò wiceméstra, dobiwcë medalów w mésterstwach Pòlsczi i świata, a téż organizatora miónków Tour de Pologne. Nôprzód w niedzelã 10 gódnika w parafialnym kóscele bëła odprawiono mszô, w jaczi wzął ùdzél patrón szkòłë ze swòją familią, drëchama i wespółrobòtnikama. W swiãtnicë wëstąpiło téż kaszëbsczé karno „Modraki” z Parchowa. Na drëdżi dzéń ùroczëzna bëła ju w bùdinkù spòdleczny szkòłë, w jaczim zeszło sã kòl 400 lëdzy. Przédnik Radzëznë W NAJICH SZKOŁACH Gminë Kôłczëgłowë Mirosłôw Kraùze przeczëtôł ùchwôlënk ò danim szkòle miona Czesława Langa, direktór Krësztof Stãpiéń przedstawił pierszi dzél biogramù kòłownika pòchôdającégò z Kôłczëgłów, a ò pózniészich latach swòji karierę òpòwiedzôł ju sóm patrón. W artisticznym parce wëdarzeniô wëstąpilë môlowi ùczniowie, w tim kaszëbsczé karno „Zeloné òczka”. Na kùńc ùroczëznë òstôł òdsłoniony pòmnik na wdôr patrona szkòłë. A jesz Lang pòdpisôł sã na szkòłowim mùralu. Chcemë dopòwiedzec, że Czesiów Lang czãsto pòd-czorchiwô swòje kaszëbsczé korzenie, a òb czas pòwszechnëch spisënków lëdztwa zachãcywô do wpisywaniô kaszëbsczi nôrodnoscë. Red. SËLËCZËNO. PlENEROWÔ JIGRA I PRZEZÉRK GWIÔZDKÒWËCH TEATRÓW Part Kaszëbskò-Pòmòrsczégò Zrzeszeniô w Sëlëczënie pòd kùńc łońsczégò rokù zrëchtowôł dwie czekawé rozegracje. We czwiôrtk 30 lëstopadnika bëła zòrganizowónô plene-rowô jigra szlachama historie Sëlëczëna. Uczniowie tameczny szkòłë przeszłe tur jidący do kòscoła, na smãtôrz, do przedszkòlô i òstrzódka kùlturë, odwiedzające òb drogã wôżné dlô wsë historiczné môle. Na zakùńczenié bëło pòspólné ògniszcze. W sobòtã 16 gòdnika 2023 r. z pòdskacënkù partu KPZ w Sëlëczënie w tameczny szkòle béł Gminowi Przezérk Gwiôzdkòwëch Teatrów. Wzãło w nim ùdzél piãc karnów, pò jednym z kòżdi szkòłë w gminie (z Kamianégò Bórkù, Mscëszejc, Pòdjazów, Sëlëczëna i Wãsorów. Kòżdi z teatrów prezentowôł przedstôwk w kaszëbsczim jãzëkù na spòdlim tekstów Antóna i Alojza Peplińsczich. Wëdarzenié ùdało sã zorganizować dzãka dëtkòwémù wspiarcu sëlëczińsczégò samorządu. Red. Neòromańsczi kòscół pòd wezwanim Wszëtczich Swiãtëch w Brusach w zëmòwim òbleczenim. Òdj. Sławomir Lewandowsczi A e i »u k » ! f £ m - '* ' m FELIETON Sëchim pãkã ùszłé CyÃGO/ Czej jem z leżnotë mało òkrãgłi, równak wôżny roczëznë, przërô-cził mòjã Kòchlińską na romanticzną wanogã - wëszła z te wa-noga... reùmaticznô. Wszëtkò bez to słabé czëcé. A dobrze je dobrze czëc. W całoscë, czej sã mùzykùje. Taczi di-rigeńt mùszi miec słëch jak szãtopiérz abò białka, czedë przińdzesz dodóm kòl trzecy reno. W chùrze czë jiny òrkestrze wszëtkò mùszi sztëmòwac i... grac. A zdarzëc sã mòże, co chto mô gòrszi dzéń i krzëwò dmùchnie w trąbã abò nie ùtrafi w zwãk śpiewająco. Co-lemało bãbniôrz sã za wësokòscą ni mùszi czerowac tëli, co za ritmã. A kòl spiéwôków w taczim parafialnym chùrze biwô, że z mùzycznym słëchã je wszelejak. Czãsto téż òrganë nie stroją. Wid je słabi i nótów rozczëtac nie jidze. Czasã ksero je niewërazné a czasã... je wiãcy gôdaniô jak spiéwaniô na próbie. Tej-sej jaczé jimieninë, ùrodzënë są fëjrowóné i na mùzykòwanié je dzél mni czasu. Dirigeńt, chùrméster przëpilëje, co je biedny w sztãdze. Bëlno, czej chòcô jedna osoba w chùrowim głosu (sopranie, alce, tenorze, basu) potrafi często pócygnąc melodią, górzi, czej falszëją-cy przëg+osni tego, co czësto spiéwô... Jo, ni ma letko. Czej sã taczémù falszëjącémù rzecze co do słëchù - to mòże dac pògòrchã na całą gminã a razã z nim (nią) pół chùru jidze precz, bó na wsë wszëtcë są krewniostwã, a w całoscë na Kaszëbach. Lepi je czasã w żëcym nie czëc nick. W całoscë, czej człowieka óbgódiwają. Za plecama òpòwiôdają czipczi-óczipczi z blónë wzãté. Tak z lëdzczi nôtër-ny òchëbnotë, falszëwòscë, bó lëdzëska, czej kòmù rzëc obrobią - lepi sã czëją. Podobno je z cëzym nieszczescym - ga sã kòmù co złégò stónie, jiny sã ceszą, że nié jima. Temù na pogrzebach je fùl colemało starszich białk, co òbklapiwają ùmarłégò a jego familia. Pomału piestanié, klapë przenô-sziwóné są do Internetu. Na sta spòlëznowëch portalów mòże krzëwò pisać zatacony pòd nikã (nickã), to je pseùdonimã. Nôwëżi wpisënk mdze copniony przez administratora, czej narësziwô sztandardë... Lubimë słëchac, czedë nas chwôlą, chwôlą nasze dzecë, blisczich. Są taczi, co pòdsłëchiwają. Warkòwò. Temù ò pòlsczim prezy-deńce gôdómë z ùwôżanim, a czej chcemë ponarzekać na jaczégò - tej òstatno je baro módny Pùtin z Rusëji abò Òrban òd Madżarów. Służbë słë-chają, ùszë szpëcëją, temù na Ame-rikónów, Niemców a Żëdów ni mòże nick nawetka głośni pòmëslëc, bò zarô cã jaczims anti- pòzwią. Niech Was rãka Bòskô bróni, cobë dze z jaką gaśnicą swiéce gasëc! Miks w tron wëpòsądzą a nôwëższą sztrôfã do-stónieta Wa a familia Wasza. Tec świece nie są do gaszenió! (w cało-scë te do aùtoła òdpôliwaniô). Òne sã mają pôlëc. Nawetkã pò sétmë narôz! I nié leno òbczas Wszëtczich Swiãtëch na smãtôrzu. Głośno a módno je za to nót gadac na katolëcczich ksãdzy. Òni sã nie brónią, nôwëżi drëdżé lico nadstawią. A niejeden, niejedna na tim póliticzną kariera bùdëje. Człowiek mòże sã sóm czëc. Bël-no, czej je zdrów. Lëchò, czej je chóri. Mòże sã téż wczëc w to, jak sã czëje jiny człowiek. Tuwò wëchòdzy chłopsko solidarność, czej za wiele wëpiją, abó białogłowskó, czej mają te dnie. Jidze téż czëc òbez cknienié. Nierôz nôlepi bë so człowiek sznobel na wãzeł zapùńtolił, tak to wónió. Jaż ni mòże ùwierzëc, co takô stréfla tëli toksynów ze se wëpùszczi. To sã fachowo nazywó pierdzenim. Kąsk wstëdlëwô to sprawa, chòc dlô taczégò nôskwarnégò pi-sajka jak jó - smaczk nad smaczczi. Może miec czëcé w rakach abó w nogach. Taczi kówól mó wierã jinszé czëcé w pajach jak taczi powiatowi ùrzãdnik. Jeden rzetelno pãcô dzesãckilowim młotka, ten drëdżi klepie w klawiatura, cobë ùrodzëc jesz jeden niepotrzebny kwit, co bez jegò drëkòwanié - pół drzéwiëca w jaczi Amazonie wëcynają. Czej sã nogów nie czëje, abó są tak zmiarzłé, abó długò niemëté. Jak sã na ùszë nie czëje - to do taczi aparat. Chcała Wa bë taczi aparat, cobë czëc, co lëdze ò Waji mëszlą? Pòsłëchac swiéżo pòznóną brutkã abò chłopa, co nama chce w kromie co wmòdlëc? Doznać sã, co pó prówdze mësli dochtór ó Waji wątrobie, a pòlitik ó Waszim miészkù? Nie bëłobë to tak, jak sã nôleżi? Jak sã słëchô...? Tómk Fópka Lepi je czasã w żëcym nie czëc nick. W całoscë, czej człowieka óbgódiwają. Za plecama òpòwiôdają czipczi-óczipczi z blónë wzãté. Tak z lëdzczi nôtërny òchëbnotë, falszëwòscë, bò lëdzëska, czej kòmù rzëc obrobią - lepi sã czëją. Pomerania nr i (582) / Styczeń 2024 67 LëNtd/ pë