Piątek 5.08.2022 Nr 181 (4729) Nakład: 17.710 egz. www.gp24.pl Cena 4,60 zł (w tym 8% VAT) Wypadek w straży. Gdzie zniknął zapis wideo z tragicznego zdarzenia str. 3 Nr ISSN 0137-9526 Nr indeksu 348-570 770 137 952053 MAGAZYN Czym ogrzejemy się zimą? Węgla ma być dość • Byliśmy w Polsce przekonani, że Ukraińcy nie ulgną - mówi ambasador Polski w Kijowie PLUS TELEMAGAZYN z programem TV Kołobrzeski port rybacki jak nowy? Są dalekosiężne plany, a mają być też pieniądze str. 5 Ścieki niosą informacje. Szczeciński genetyk chce je zbadać, by nas ochronić str. 2 SŁUPSK KONIECZNA INTERWENCJA POLICJI PRZED ROZPRAWĄ Sąd: pił pan? Oskarżony: yyy Ich dom płonął dwa razy. Teraz potrzebna jest nasza pomoc TYGODNIK REGIONÓW - STR. 16 Niosą swoje intencje Matce Boskiej na Jasną Górę TYGODNIK REGIONÓW - STR. 14 Zabytkowy pociąg kursował między Niemcami a Polską. Z nami na pokładzie TYGODNIK REGIONÓW - STR. 18 Silna woń alkoholu i dziwne zachowanie jednego z oskarżonych. To powody kolejnego odroczenia startu procesu porywaczy str. 4 TOTALIZATOR SPORTOWY 2 • DRUGA STRONA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 5.08.2022 TYDZIEŃ Z NASZĄ GAZETĄ SOBOTA • Krzysztof Wielicki o górach i szczęściu w nich PONIEDZIAŁEK • Za nami czwarta kolejka piłkarskiej ekstraklasy WTOREK • Strefa Biznesu, czyli jak gospodarka wpływa na nas ŚRODA • Jak co tydzień dodatek tematyczny Strona Zdrowia CZWARTEK • Pod paragrafem, czyli zbrodnie i przestępstwa PIĄTEK • Puls i Tygodnik Regionów. Teksty ze znakiem jakości ZAMÓW PRENUMERATĘ: tel. 94 3401114, mail prenumerata.gdp@polskapress.pl, na stronie prenumerata.gp24.pl W ściekach zobaczyć możemy epidemię. Jeśli będziemy je badać, możemy wygrać Leszek Wójcik Rozmowa Z prof. Andrzejem Ossowskim. kierownikiem Zakładu Genetyki Sądowej Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie. Ta wiadomość brzmi wręcz sensacyjnie. Będziecie badać ścieki zamiast ludzi? Jedno drugiego nie wyklucza. Chorzy oczywiście powinni chodzić do lekarza. To jasne. Jednak z praktyki wiemy, że wybieramy się do przychodni dopiero wtedy, kiedy już mamy objawy choroby. To z punktu widzenia przewidywania zagrożeń jest za późno. W konsekwencji nie otrzymujemy stamtąd tylu informacji, ile potrzebujemy. A te, które do nas docierają, są spóźnione. Stąd zainteresowanie akurat ściekami? Jakie mogą być konsekwencje tych badań? Czego się spodziewacie? Tak. Dzięki badaniom ścieków jesteśmy w stanie wykryć nadchodzącą burzę odpowiednio wcześniej. Nie będziemy czekać na to, aż pacjenci pojawią się w szpitalach, w ośrodkach zdrowia, przychodniach, tylko przeprowadzimy monitoring tego, co się dzieje i dużo wcześniej będziemy w stanie wykryć zagrożenia epidemiczne. Laikowi może wydawać się to dziwne? To rzeczywiście takie ważne? Daje nam czas. Pozwala obserwować, przewidywać i zapobiegać. Rozpoczynać działania zanim jeszcze epidemia rozwinie się na dobre. Jakie to ma znaczenie? Bardzo dobry jest tu przykład C0VID-19. Korona-wirus nas zaskoczył. I paradoksalnie mieliśmy szczęście, że zaatakował nas właśnie SARS-CoV-2, który nie jest tak wysoce zjadliwym patogenem jak inne. Wyobraźmy sobie, co by było, gdybyśmy mieli do czynienia z groźniejszym wirusem i śmiertelnością 10-15 procentową. Tego bezpieczeństwa nie da nam tradycyjna kontrola epidemiologiczna? Dałoby, gdyby kraje dotknięte epidemią wprowadziły większe restrykcje. Przykład Chin, Ossowski: - Badania ścieków są mniej inwazyjne i tańsze które zdecydowały się na testowanie całego społeczeństwa. Niestety to się często wiąże z łamaniem praw człowieka i pytaniem, czy mamy prawo tak drastycznie ingerować w jego wolność. Natomiast badania ścieków są mało inwazyjne. Poza tym zdecydowanie tańsze, bo nie bada się setek tysięcy próbek, jak w przypadku badań ludzi. Są też bardziej miarodajne niż badania pacjentów zgłaszających się do punktów diagnostycznych, bo na tej podstawie nie mamy pełnego obrazu tego, co się dzieje w społeczeństwie. Uszczegółówmy. Badania, które zamierzacie prowadzić będą ukierunkowane na konkretnego wirusa? Częściowo na pewno tak. Będziemy badać materiały pod kątem rozpoznania konkretnego patogenu, ale również takie, które będą polegać na głębokim sekwencjonowa-niu pozwalającym wykrywać tysiące mikroorganizmów. Takie badania to przyszłość! Korzystać będziemy z tych dwóch metod, bo obie mają swoje plusy i minusy. Badania celowe są tańsze, ale prowadząc je, musimy wiedzieć, czego szukamy. Przypomnę, że nam chodzi o stałą obserwację zjawiska -a po ewentualnym wykryciu zagrożenia sprawdzaniu jak szybko rośnie stężenie. Tylko to da nam możliwość szybkiego przewidywania wypadków. Dam przykład. Kiedy wcześniej zauważymy rozprzestrzenianie się jednego patogenu, jesteśmy w stanie ograniczyć jego rozwój. Jak? Choćby wprowadzeniem nakazu noszenia maseczek. Nie można terroryzować społeczeństwa koniecznością ciągłego zasłaniania twarzy, ale przecież w niektórych sytuacjach maseczki są niezbędne - ich noszenie np. spowodowało zauważalne zmniejszenie zachorowań na grypę. Ale... Trzeba je jednak nosić wtedy, kiedy to jest potrzebne. W przeciwnym przypadku dojdzie w społeczeństwie do spadku odporności. Rozleniwiają organizm. Immunologicznie osłabiają. Skupicie się tylko nabadaniu ścieków? Czy może równolegle zajmiecie się też innymi tematami? Nie. Równolegle zamierzamy pobierać próbki środowiskowe, czyli badać powietrze i wodę. Np. ustawialibyśmy stacje badania powietrza na przystankach czy dworcach, czyli w miejscach, gdzie się ludzie często gromadzą. Musimy prowadzić badania hybrydowe, bo nie wszędzie jesteśmy w stanie wyłapać materiały genetyczne. To dlatego, tak ważna jest różnorodność -miejsc pobrań, materiałów użytych do badań itp. Przychodzi mi do głowy pewna oczywistość: takie badania kosztują. No właśnie. Staramy się więc pozyskać granty naukowe. Z kilku źródeł, np. z Narodowego Centrum Nauki lub Narodowego Centrum Rozwoju. W takim razie, ile potrzeba konkretnie, by móc rozpocząć badania? W porównaniu z zyskiem jaki przyniosą, niewiele. Mówimy o wydatkach rzędu200 tys. zł rocznie. Mało, bo jesteśmy już do nich przygotowani. Szczecin będzie pierwszy, czy stały monitoring miejskich ścieków jest już gdzieś, w innych polskich ośrodkach, stosowany? W Polsce podobne badania nie są jeszcze powszechne. Wiem, że prowadzą je już naukowcy w Poznaniu. Ale moim zdaniem, od ich prowadzenia nie uciekniemy. Analiza ścieków w kierunku badania patogenów to przyszłość. ©® KALENDARIUM 5SIERPNIA 1772 Austria, Prusy i Rosja podpisały w Petersburgu traktaty o podziale ziem polskich. W wyniku pierwszego rozbioru Polska straciła prawie jedna trzecią obszaru - 211 tysięcy kilometrów kwadratowych i 35 procent ludności - 4,5 miliona osób. Austria otrzymała całą południową Polskę po Zbrucz z Lwowem, ale bez Krakowa. Prusy anektowały Warmię i Prusy Królewskie bez Gdańska i Torunia. Rosja zagarnęła Inflanty Polskie oraz wschodnie, peryferyjne krańce Rzeczypospolitej za Dnieprem, Drucią i Dźwiną utrzymując poza tym swój protektorat nad resztą okrojonego kraju. Drugi rozbiór Polski odbył się w 1793 roku, atrzeci w 1795. 1888 Bertha Benz wraz z dwoma nastoletnimi synami wybrała się bez wiedzy męża Carla skonstruowanym przez niego pojazdem Benz Patent-Motorwagen Nummer 3 w podróż z Mannheim do rodzinnego Pforzheim. Tym samym Bertha Benz zapisała się w historii, jako pierwsza osoba, której udało się samodzielnie pokonać automobilem ponad 100-kilometrowy dystans. 1914 W Cleveland w amerykańskim stanie Ohio uruchomiono pierwszą elektryczną sygnali-zaq'ę świetlną. Sygnalizator na skrzyżowaniu ulic East I05th Street i Euclid Avenue był ręcznie sterowany. Na słupie znajdowały się trzy ramiona z dwiema lampami na każdym. Na czerwonej lampie wyświetlał się napis „stop", a na zielonej napis „go". 1942 Niemcy zlikwidowali prowadzony przez Janusza Korczaka warszawski Dom Sierot. Korczak, dziesięciu wychowawców i 192 sieroty zostali wypędzeni naUmschlagplatz, skąd zostali przewiezieni do niemieckiego obozu zagłady w Treblince, gdzie zostali zamordowani. Dom sierot istniał od 1912 roku. 1955 W zakładach w zachodnio-niemieckim Wolfsburgu wyprodukowano milionowy egzemplarz VW Garbusa. Samochód ten produkowano w latach 1938-2003. Garbus był najdłużej i najliczniej produkowanym modelem samochodu w historii motoryzacji. POGODA NA WEEKEND Piątek 29°C Słońce Około 8 godzin w ciągu dnia Uwaga Możliwe burze, zwłaszcza popołudniu. Sobota 21°C 13°C 1- Słońce Około 10 godzin w ciągu dnia. Uwaga Zachmurzenie umiarkowane, bez deszczu. Niedziela 21°C /"X Słońce Tylko 7 godzin w ciągu dnia będzie słonecznych. Uwaga Bez deszczu. Wiatr słaby i umiarkowany Michał Elmerych PRUSAK Z PRUSACZKĄ POLSKĄ HANDLOWALI Prusy, Rosja i Austria. Mija dokładnie 250 lat od dnia kiedy trzy dwory postanowiły dokonać pierwszego rozbioru Polski. Rozbioru, czyli po prostu bez prowadzenia jakiejkolwiek wojennej operacji zabrać sobie część należącego do I Rzeczypospolitej terytorium. Zrobiły to skutecznie. Jedna z osób, która do tego doprowadziła urodziła się kilkaset metrów od miejsca, w którym piszę te słowa. Policzyłem. Dokładnie 412 metrów idąc ulicą Łaziebną, a potem Końskim Kieratem i Famą. Szczecinianka. Zofia Augusta Fryderyka von Anhalt Zerbst -tak się nazywała, kiedy w maju 1729 roku przyszła na świat. Historia zapamiętała ją jednak nie pod tym nazwiskiem. Katarzyna II, tak tytułowana była od 1745 roku, kiedy wyszła za mąż za cara Piotra III. Potem zaś, panując już sama, była imperatorową. Okrutną ibezwzględną. Budującą potęgę swojego imperium kosztem nie tylko ościennych, ale także własnych mieszkańców. Na ich krzywdzie i krwi. Połączenie Prus i Rosji zawsze daje śmiertelną mieszankę. Śmiertelną dla Polaków. Tak było, kiedy prusak Fryderyk II zainicjował i dogadał (kłopotów językowych z pewnością nie miał) ze swoją rodaczką rozbiór Polski. Tak było i 78 lat temu kiedy ginęła Warszawa. Wykrwawiając się w ogniu powstańczych walk. Warto bowiem pamiętać, że tam gdzie mieszają się carskie i kremlowskie interesy z interesami Sanssouci i Kanzleramt, Polak powinien mieć się na baczności. Także i dziś, bo ta historia wciąż bowiem nie ma napisanego końca. Głos Dziennik Pomorza Piątek, 5.08.2022 3 REGION GMINA SŁUPSK Plener Kowalski w Swołowie. Dziś w Swołowie w gminie Słupsk rozpoczyna się spotkanie mistrzów kowalstwa. Teren Muzeum Kultury Ludowej Pomorza wypełnią kowadła i paleniska z całej Polski. Nowe pokolenie kowali zaprezentuje sztukę wykuwania przedmiotów codziennego użytku i ozdób. Plener Kowalski potrwa do niedzieli, 7 sierpnia. Kowale zapraszają w godz. 11-17. (LES) DYŻURNY GŁOSU Wojciech Lesner, tel. 510 026 924 Na Czytelników czekamy w redakcji „Głosu" w Słupsku przy ulicy H. Pobożnego 19 oraz pod adresem poczty elektronicznej: wojciech. lesner@polskapress.pl Tajemniczy wypadek w straży pożarne) w Ustce. Ranny strażak. Znikło nagranie z monitoringu Bogumiła Rzeczkowska Powiat słupski W godzinach pracy strażak miał naprawiać prywatny motocykl. Rozbił się na nim w jednostce podczas próbnego startu. Monitoring z zapisem zdarzenia zniknął. Spra-wę bada kilka służb. Z naszych informacji wynika, że w niedzielę, 31 lipca doszło do wypadku na terenie Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej nr 3 Państwowej Straży Pożarnej w Ustce. 34-letni strażak pełniąc służbę, naprawiał prywatny motocykl. Gdy chciał sprawdzić, czy udało mu się wyeliminować usterkę, wsiadł na motocykl i uruchomił silnik. Rozpędził maszynę i stracił nad nią kontrolę, po czym uderzył z wielką siłą w ścianę budynku na terenie jednostki. Z urazem czaszki trafił szpitala. - Doszło do wypadku, w wyniku którego jeden ze strażaków odniósł obrażenia ciała i znajduje się w bardzo ciężkim stanie - potwierdziła naszą informację prokurator Magdalena Gadoś, szefowa Prokuratury Rejonowej w Słupsku. - Czynności w tej sprawie prowadzi wydział kryminalny policji. Nie znamy jeszcze materiałów. Zdarzenie potwierdza również kapitan Iwona Lenart z Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Słupsku. - 31 lipca na terenie JRG 3 doszło do wypadku ratownika, który pełniłw tym czasie służbę - mówi kapitan. - Policja i prokuratura prowadzą czynności. Została również powołana wewnętrzna komisja PSP, która zbiera materiały i pracuje nad orzeczeniem. Niewiadomo, co się stało z zapisem wideo. Z naszych informacji wynika, że materiał został przez kogoś usunięty. Prokuratura próbujego odzyskać, astraż pożarna nie wypowiada się w tej sprawie. Nieoficjalnie udało się nam ustalić, że przed przyjazdem służb usunięto również uszkodzony motocykl. Wszystko wskazuje na to, że zdarzenia nie będzie można zakwalifikować jako wypadku przy pracy. Mimo że doszło do niego w miejscu pracy, ale nie w związku ze służbą .Do wyjaśnienia pozostaje też godzina powiadomienia poliqi o zdarzeniu. O ile strażacy wezwali pogotowie ratunkowe, to funkcjonariusze policji dowiedzieli się o wypadku kilka godzin później. W związku z miejscem i okolicznościami zdarzenia na miejsce pojechał też prokurator. Jednak stało to się dopiero w niedzielę późnym wieczorem. Od 4 sierpnia informacji w tej sprawie nie udziela już rzecznik prasowy Komendy Miejskiej PSP w Słupsku, lecz Komenda Wojewódzka PSP w Gdańsku. Tam poinformo- wano nas jedynie, że Komenda Miejska PSP w Słupsku powiadomiła policję i Państwową Inspekcję Pracy. Jednak poproszono nas o przesłanie pytań pocztą elektroniczną. Zapytaliśmy więc, czy w jednostce mógł być naprawiany prywatny motocykl, dlaczego go usunięto po zdarzeniu? Co się stało z nagraniem monitoringu? Czy wypadek został zgłoszony jako wypadek przy pracy? Po jakim czasie od wypadku PSP powiadomiła policję lub prokuraturę, ewentualnie, jakie jeszcze służby? Czy są jakieś konsekwencje służbowe tego zdarzenia? Kto prowadzi postępowanie wewnętrzne? Bryg. Łukasz Płusa poinformował nas, że odpowiedź nadejdzie w poniedziałek. Do tematu więc wrócimy. Ranny strażak został już wybudzony ze stanu śpiączki farmakologicznej. - Stan pacjenta jest stabilny - mówi Marcin Prusak z Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Słupsku. - Opuścił dziś oddział anestezjologii i intensywnej terapii i dalsze leczenie będzie przechodził w oddziale neurochirurgii. Słupski oddział Państwowej Inspekcji Pracy nie bada tego wypadku, ponieważ poszkodowany jest funkcjonariuszem i zajmują się tym służby resortowe. ©® yg PROGRAM CZYSTA i POLSKA UNIEJÓW Uzdrowisko Termalne EARTH FESTIYAL 19-21 SIERPNIA / UNIEJÓW 2022 ZALEWSKI I PRZYJACIELE PIĄTEK | 20:00 KRZYSZTOF ZALEWSKI Nosowska | Bródka | Igo | Grubson Smolik | Natalia Przybysz Paulina Przybysz | Natalia Szroeder WSTĘP WOLNY! ARTYŚCI PRZECIWKO WOJNIE SOBOTA | 20:00 Muniek i Przyjaciele | Maciej Maleńczuk Kasia Kowalska | Paweł Domagała Sebastian Karpiel-Bułecka | Kev Fox Piotr Kupicha | Robert Janowski Grzegorz Hyży | Julia Marceli | Tina Karol Zazula | Skubas | Maciej Musiałowski Grott Orkiestra www.forearthforus.com -f @ForEarthForUsOfficial PATRONAT HONOROWY Ministerstwo Klimatu i Środowiska Narodowy Fundusz | Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej GWIAZDY DLA CZYSTEJ PQLSKI NIEDZIELA | 20:00 Doda | Andrzej Piaseczny Julia Wieniawa | Sebastian Karpiel-Bułecka | Małgorzata Ostrowska Michał Szpak | Sebastian Riedel Ania Rusowicz | Pectus Konin Gospel Choir | Grott Orkiestra ORGANIZATOR a Sotel visionair FOR EARTH FOR US 4 • WYDARZENIA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 5.08.2022 Skandal w sądzie. Oskarżony był pijany. Jest już w areszcie To już pewne. Wytną lipy na ulicy Batorego Grzegorz Hilarecki Słupsk X Remont ulicy Batorego nie zakończy się w sierpniu. Prace wstrzymano. Podczas robót uszkodzono lipy. Teraz ktoś musi za nie zapłacić, a dokładnej - za ich wycięcie. Na razie nie wiadomo, kiedy inwestycja się zakończy. Prace wstrzymano, gdy okazało się, że systemy korzeniowe rosnących przy jezdni dorodnych drzew kolidują z budową. Urzędnicy Zarządu Infrastruktury Miejskiej w Słupsku (ZIM) wystąpili więc o zgodę na wycinkę do urzędu marszałkowskiego w Gdańsku. Urzędnicy od razu zauważyli, że w sprawie coś jest nie tak. Nie zaczyna się bowiem prac bez pozwolenia na wycięcie drzew. Czyli, nie było tego w planach. Wniosek - coś się stało podczas prac przy remoncie ulicy. Zażądano dodatkowych wyjaśnień. Dokonano nawet inspekcji i pomiarów lip. Teraz korzenie są zasłonięte. Ale jak nam powiedziano, zostały zniszczone podczas prac. Marek Biernacki, kierownik słupskiej delegatury urzędu marszałkowskiego, zaznacza, że postępowanie w tej sprawie trwa. Dotyczy nałożenia kary finansowej. - Postępowanie jest w sprawie nałożenia administracyjnej kary pieniężnej za zniszczenie drzew - zaznacza Marek Biernacki. ZIM: nie było zniszczenia Zniszczeniu drzew zaprzecza wicedyrektor ZIM w Słupsku. -Na etapie projektowym staraliśmy się zachować wszystkie te drzewa, ze względu na charakter ulicy, ale i po to, by nie niszczyć atrakcyjnej roślinności. Pas drogi jest bardzo wąski i elementy drogi mieszczą się w minimalnym zakresie. I niestety, po wykonaniu rozbiórek tych poniemieckich jeszcze krawężników przy drzewach okazało się, że nie ma możliwości wykonania jezdni bez sześciu zawężeń. Dlatego byliśmy zmuszeni wystąpić o wycinkę drzew - tłumaczy Tomasz Orłowski, wicedyrektor ZIM. -Czekamy na zgodę. Nie będą to wszystkie drzewa. Będą to drzewa bliżej al. 3 Maja. Te bliżej ulicy Grażyny, nawet jak dostaniemy zgodę na wycinkę, mogą ocaleć. Na pytanie, czy systemy korzeniowe tych drzew zostały uszkodzone podczas prac, dyrektor Orłowski odpowiada: -Były po tej stronie słabiej wykształcone, bo były przy tych krawężnikach. Ale konieczność wykonania nowych krawężników spowoduje, że te drzewa zostaną uszkodzone w czasie prowadzenia robót. A przy tych warunkach atmosferycznych i silnych wiatrach nie możemy sobie pozwolić na to ryzyko, by od strony zachodniej były takie słabe drzewa. Z głębokim żalem zawiadamiamy, że dnia 30 lipca 2022 r. w wieku 85 lat zmarł Tadeusz Wiśniewski doktor nauk pedagogicznych, wieloletni pracownik naukowy i wykładowca Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Słupsku. Pożegnanie Zmarłego w Słupsku będzie miało miejsce 5 sierpnia br. w Sali Pożegnań, ul. Prof. Lotha 27a, w godzinach 17:00 -17:45. Msza święta i uroczystości pogrzebowe rozpoczną się 8 sierpnia br. w parafii św. Mateusza w Ligowie o godzinie 14:00, po czym nastąpi odprowadzenie Zmarłego na cmentarz parafialny. O modlitwę i wspomnienie za Zmarłym prosi rodzina. --- Wikingowie zapraszają do swojej osady Małgorzata Klimczak Wolin/Zaproszenie Dziś startuje XVII Festiwal Słowian i Wikingów. Hasło przewodnie: „Wolin na morskiej mapie Europy" Przez trzy dni zwiedzający będą mieli okazję przeżyć „żywą lekcję historii" i zobaczyć, jakie zawody wykonywano, jakie potrawy spożywano, jak spędzano czas wolny oraz jak wyglądały i ile ważyły zbroje wojowników w czasach średniowiecza. Przygoto- wano pokazy średniowiecznych rzemiosł, m.in. garncarstwa, bednarstwa, kowalstwa, złotnictwa-jubilerstwa, szewstwa-skórnictwa, bursztyniarstwa, snycerstwa, rogownic-twa, wikliniarstwa, mennictwa i innych. Będzie okazja przymierzyć niektórych elementów uzbrojenia średniowiecznego wojownika oraz spróbować swoich sił w strzelaniu z łuku oraz rzucaniu oszczepem. Dla smakoszy przygotowano średniowieczne przysmaki, a dla dzieci plac zabaw. Strefa czytania to miejsce, Wikingowie już czekają na mieszkańców Słupska w którym odwiedzający będą mogli nabyć książki, spotkać się z ich autorami oraz wziąć udział w interesujących prelekcjach i warsztatach. Muzyka stanowiła ważny element życia codziennego barwnego świata wczesnego średniowiecza. Podczas festiwalu usłyszymy ją w wykonaniu takich zespołów, jak: Ęzi-baba (Polska), Dziwoludy (Polska), Gjoll (Słowacja), Daj Ognia (Polska). Festiwal Słowian i Wikingów będzie się odbywał w dniach 5-7 sierpnia 2022. Bogumiła Rzeczkowska Słupsk Po raz drugi pized Sądem Okręgowym w Słupsku nie rozpoczął się proces o uprowadzenie, przetrzymywanie i pobicie Mateusza K Tym razem stawili się wszyscy oskarżeni. ale jeden był nietrzeźwy. Czworo oskarżonych odpowiada za to, że 18 lipca 2021 roku, w czasie imprezy alkoholowej, pozbawiło wolności, przetrzymywało i pobiło jednego z jej uczestników. W mieszkaniu w Redzikowie koło Słupska Mateusz K., Dorota W., Tomasz A., Kamil S. oraz Daria K. razem impre-zowali. Mateusz K. poczuł się zmęczony i położył się spać. Obok niego położyła się Dorota W. W pewnym momencie obudzono go i pokazano mu w telefonie zdjęcie, na którym trzyma dłoń na pośladku Doroty W., będącej w zażyłych relacjach z Tomaszem A. Według śledztwa Prokuratury Rejonowej w Słupsku spotkanie zakończyło się awanturą, ubliżaniem Mateuszowi K. i wywiezieniem go samochodem - wbrew jego woli -do jego mieszkania w Słupsku. Tam nadal mu ubliżano, pluto na niego, bito go pięściami po twarzy i po całym ciele, kopano, a także uderzano żelazkiem. Napastnicy zadzwonili do przyjaciela Mateusza K., Tomasza G., z żądaniem zapłaty 50 tysięcy złotych w zamian za zaprzestanie bicia pokrzywdzonego i uwolnienie go. 34-letnia Dorota W., 38-letni Tomasz A., 35-letni Kamil S. i 30-letnia Daria K. zostali oskarżeni o to, że działając wspólnie i w porozumieniu, pozbawili wolności Mateusza K., bili go powodując u pokrzywdzonego obrażenia, w tym niewielkiego Oskarżony Tomasz A. przyszedł do sądu nietrzeźwy. Za obrazę sądu trafił do aresztu krwiaka w lewej okolicy czołowej, co spowodowało rozstrój zdrowia na dłużej niż siedem dni. Oskarżonym zarzucono także żądanie okupu. Natomiast pozbawienie wolności pokrzywdzonego Mateusza K. prokuratura uznała za przestępstwo popełnione ze szczególnym udręczeniem. Za to grozi kara od trzech do 15 lat więzienia. Wszyscy oskarżeni odpowiadają z wolnej stopy, ponieważ na początku śledztwa Sąd Rejonowy w Słupsku nie zastosował wobec nich tymczasowego aresztowania, lecz inne środki zapobiegawcze. Proces miał rozpocząć się w poniedziałek. Jednak na sali Za pozbawienie wolności drugiego człowieka, ze szczególnym udręczeniem, kodeks karny przewiduje od 3 do 15 lat więzienia 1 pojawiła się tylko Daria K. Sąd zarządził zatrzymanie i doprowadzenie przez policję Doroty W. i Tomasza A. W środę, kiedy proces miał ponownie ruszyć, przed salą sądową był więc komplet. Jednak na bramce przy wejściu pracownicy ochrony zauważyli, że Tomasz A. wygląda na nietrzeźwego, wyczuli od niego woń alkoholu. Został przebadany al-kotestem. Wynik -1,09 miligrama na litr alkoholu w wydychanym powietrzu, czyli około 2,3 promila. Po wejściu na salę oskarżony tłumaczył, że jest szefem kuchni, a w dniu poprzednim był na grillu i skończył pić późnym wieczorem. Sędzia Aleksandra Szumiń-ska zarządziła wezwanie policji, by funkcjonariusze przebadali alkotestem Tomasza A., czy może brać udział w rozprawie i czy nie doszło do naruszenia powagi sądu. Po przybyciu policjantów oskarżony został przetestowany na sali sądowej. Pierwszy wynik wyniósł 0,99 mg/l. Drugi - 0,98 mg/l, co oznaczało, że poziom malał, ale nadal przewyższał 2 promile. W tej sytuacji znowu nie odczytano aktu oskarżenia, a podejrzani nie złożyli wyjaśnień i postępowanie dowodowe się nie rozpoczęło. -Sąd postanowił ukarać oskarżonego Tomasza A. karą porządkową pozbawienia wolności na okres siedmiu dni za ciężkie naruszenie powagi sądu - poinformowała sędzia. Decyzja ta została wykonana natychmiast i prosto z sali sądowej Tomasz A. trafił do celi. Sędzia pouczyła też oskarżonych, że ich obecność na rozprawie jest obowiązkowa, ponieważ zarzucane im czyny należą do kategorii zbrodni. -Niestawiennictwo jest lekceważeniem sądu i utrudnianiem postępowania - dodała i podkreśliła: - Stawić się mogą osoby, które są trzeźwe. ©® Głos Dziennik Pomorza Piątek, 5.08.2022 MOŻE NASZE MORZE • 5 Przypłyną pieniądze z Unii. Remont w porcie, hala do produkcji paprykarzu i czystszy staw Iwona Marciniak Kołobrzeg Remont węzła sanitarnego w porcie rybackim, czystszy staw wgm. Siemyśl adaptacja hali do produkcji paprykarzu-to min. kolejne inwestycje z dofinansowaniem z Unii Europejskiej. Umowy na dofinansowanie z Programu Operacyjnego RYBY 2014-2020 zostały już podpisane. 220 tys. zł trafi do Zarządu Portu Morskiego w Kołobrzegu. Dofinansowanie zostanie wykorzystane na remont ogólnodostępnej infrastruktury sanitarnej przy ulicy Szyprów w porcie rybackim. Teraz węzeł sanitarny jest w złym stanie technicznym i nie spełnia swojego zadania. Pieniądze wystarczą też do uporządkowania gospodarki wodno-ściekowej brzegów kanału portowego. Pomoże w tym zakup i montaż na terenie portu, przy ulicy Węgorzowej, stacji zlewczej ścieków. Ma być nowocześnie - z funkcją mierzenia ilości i ja- Port rybacki w Kołobrzegu. Dofinansowanie zostanie wykorzystane na remont ogólnodostępnej w nim infrastruktury sanitarnej kości zrzucanych ścieków komunalnych lub przemysłowych. Zakończenie obu inwestycji planowane jest na maj 2023 r. 100 tys. zł dofinansowania dostała też Manufaktura Rybna Arkadiusza Ostrow- skiego, która produkuje papry-karze w nowej odsłonie (m.in. z ryżem, kaszą jaglaną, gryczaną paprykarze dorszowe z czarnuszką itd.). Firma w ciągu ostatnich lat wypracowała sobie mocne miejsce na rynku, a jej wyroby można kupić między innymi w sklepach ze zdrową żywnością. Receptury oparte są na tradycyjnych, rodzinnych przepisach, wzbogacone o minerały i witaminy i nowe dodatki. Dzięki dofinansowaniu, produkcja ryb będzie się odbywać w nowym miejscu, w zaadaptowanej do produkcji hali w Będzinie. Biznes może się rozbudować. W zakładzie pojawią się dodatkowe maszyny produkcyjne. Koszt to ponad 280 tys. zł, a dofinansowanie -100 tys. zł. 50 tys. zł dostanie Usługowy Zakład Spawalniczo-Ślusarski „Spoina" z Kołobrzegu. Zajmuje się m.in. obróbką metalu, platerowaniem, także naprawą statków, łodzi sportowych i wycieczkowych. Pieniądze z programu mają być przeznaczona na zakup samochodu, który będzie służył do przewozu pracowników, narzędzi i urządzeń. Jego całkowity koszt to ok. 120 tys. zł. Do powiatu też trafiły pieniądze Jeszcze w tym roku mieszkańcy Jarkowa mają dostać do dyspozycji siłownię pod chmurką. Dofinansowanie dla gmina Rymań wyniosło ok. 63 tys. zł, a całkowity koszt inwestycji w Jarkowie, to ponad 73 tys. zł. Siłownia ma być gotowa jeszcze w tym roku. Blisko 37 tys. zł z PO RYBY dostanie też gmina Siemyśl. Dofinansowanie pozwoli na oczyszczenie brzegów stawu w wiosce Charzyno. W ramach zadania zostaną m.in. wykoszone skarpy stawu oraz porosty przy dnie. Koszt projektu to ok. 43 tys. zł. ©® BankPekao BIERZ ZYCIE ZA ROGI OT WORZ KONTO za konto i kartę przez 2 lata2 Zł za przelewy mobilne zł premii1 1Promocja „2000 zł premii dla firm i 0 zł za konto i kartę przez 2 lata" jest skierowana do nowych klientów prowadzących lub otwierających jednoosobową działalność gospodarczą. Szczegóły znajdziesz w regulaminie promocji dostępnym na pekao.com.pl/przedsiebiorcy/aktualne-promocje i w oddziałach banku. 2Opłata za Konto Przekorzystne Biznes i pierwszą kartę wielowalutową Mastercard przez pierwsze 24 miesiące wynosi O zł. Materiał nie stanowi ofer+y w rozumieniu Kodeksu cywilnego. Bank podejmuje decyzję o udzieleniu finansowania po dokonaniu analizy kredytowej i oceny zdolności kredytowej. | Bank Pekao S.A. 6 • MOŻE NASZE MORZE Głos Dziennik Pomorza Piątek, 5.08.2022 Naukowcy z Gdańska odkryli dwa nieznane dotąd pasożyty oprać. JC Gdańsk Miridex putorii i Demodex pusillus to dwa nowe roztocza z rodziny nużeńcowa-tych odkryte przez gdańskich naukowców - prof. Joannę Izdebską i prof. Leszka Rolbieckiego z UG. Jeden z pasożytów zamieszkuje głowę tchórza, drugi jest jednym z najmniejszych zwierząt na świecie. Uniwersytet Gdański poinformował o najnowszym dokonaniu naukowców pracujących w Katedrze Zoologii Bezkręgowców i Parazytologii Wydziału Biologii UG. Profesorowie Joanna Izdebska i Leszek Rolbiecki wraz ze współpracownikami odkryli dwa nowe roztocza z rodziny nużeńcow a tych. Zostały one nazwane od nazwisk ich odkrywców: Miridex putorii Izdebska, Rolbiecki et Rehbein, 2022 oraz Demodex pusillus Izdebska, Cierocka, Rolbiecki et Ciechanowski, 2022. Jak podkreślają naukowcy, to roztocze o nietypowym dla tej grupy pajęczaków robakowatym kształcie i silnie skrócorii to nie tylko nowy gatunek, ale również nowy dla nauki rodzaj (nazwa rodzajowa - Miridex - pochodzi od łacińskiego słowa mirus - osobliwy, niezwykły, dziwny; nazwa gatunkowa - putorii - od putorius, czyli tchórz). Roztocz ten zamieszkuje skórę głowy tchórza zwyczajnego Mustela putorius. Jak wskazują naukowcy, osobliwą cechą odkrytego roztocza jest ekstremalnie długi narząd kopulacyjny (aedeagus, penis), zajmujący ponad 50 proc. długości ciała. Zlokalizowany jest z przodu ciała, w rejonie narządów gębowych. Drugie odkrycie naukowców z UG, Demodex pusillus -jest jednym z najmniejszych na świecie roztoczy i najprawdopodobniej w ogóle jednym z najmniejszych na świecie zwierząt - samiec osiąga tylko ok. 60 mikrometrów, czyli 0,06 mm długości. Został on odkryty u nietoperza borowca wielkiego Nyctalus noctula, pochodzącego z Polski. 0Tak wygląda (w dużym powiększeniu) Demodex S pusillus-jedno 5 z najmniejszych roztoczy 1i w ogóle zwierząt nych odnóżach, a także mikroskopijnych rozmiarach. - Roztocze (Acari) to drobne pajęczaki, o zróżnicowanej budowie i trybie życia, ale podobnie jak inne pajęczaki mają cztery pary nóg. Tymczasem u nu-żeńcowatych są one silnie zredukowane, kikutowate, u stadiów młodocianych prawie niewidoczne - tłumaczy dr hab. Joanna Izdebska, prof. UG z Katedry Zoologii Bezkręgowców i Parazytologii. - Wiele roztoczy przypomina małe „pajączki", a nużeńco-wate są robakowate, delikatne, zwykle wydłużone, kształtem wpasowujące się w zamieszkiwane mikrosiedliska w obrębie skóry, czy innych struktur/tkanek żywiciela (np. mieszki włosowe, przewody wyprowadzające gruczołów skóry). Uniwersytet w komunikacie podkreślił, że Miridex puto- Remont jachtu, na którym pływał Jack Strong PAP/Maciej Replewicz Gdynia. W centrum szkolenia Mary-naiki Wojennej w Gdyni zwodowano jacht „Legia". Wiatach 70. na pokładzie jednostki pIywałRyszaid Kukliński. Dolna część kadłuba jachtu została już wyremontowana. Trwa zbiórka środków na dalszy remont „Legii", który będzie kontynuowany zimą. Po zakończeniu remontu jacht będzie pływał w rejsach edukacyjnych organizowanych przez Muzeum - poinformował dyrektor Muzeum Zimnej Wojny im. generała Kuklińskiego, Filip Frąckowiak. Jacht „Legia" zbudowano w 1968 r. w Gdańskiej Stoczni Jachtowej Stogi dla Sekq'i Żeglarskiej Wojskowego Klubu Sportowego Legia w Warszawie. W1969 r. Sekcję Żeglarską Wojskowego Klubu Sportowego Legia w Warszawie rozwiązano. Dwa lata później jej członkowie założyli Jacht Klub Atol, który przejął jacht. Wicekomandorem, a później komandorem i sternikiem został mjr Ryszard Kukliński. W1972 r. został on awansowany do stopnia pułkownika. Podczas „turystycznych" rejsów jacht „Legia" był wykorzystywany do zadań szpiegowskich realizowanych przez wojskowy wywiad PRL. Latem 1972 r. w trakcie rejsu „Legii" na Morzu Północnym i pobytu w Wil-helmshaven (RFN) Kukliński skontaktował się z ambasadą USA w Bonn. Doszło do pierwszego spotkania Kuklińskiego z oficerami CIA. W latach 1972-81 Jacht „Legia", na którym pływał płk Kukliński pik Kukliński pod pseudonimem Jack Strong przekazał Amerykanom ok. 35 tys. tajnych dokumentów, w tym strategiczne plany ataku Układu Warszawskiego na kraje NATO. Jesienią 1981 r. Kukliński poinformował CLA, że komunistyczne władze PRL planują wprowadzenie stanu wojennego. W nocy z 7 na 8 listopada I98lr. płkKukliński wraz z żoną i dwoma synami został potajemnie wywieziony samochodem ambasady USA przez agentów CIA do amerykańskiej bazy w Berlinie Zachodnim. W PRL skazano go zaocznie na karę śmierci i zdegradowano. W latach 90. Kukliński został uniewinniony. Jego rehabilitacja była nieoficjalnym amerykańskim warunkiem członkostwa Polski w NATO. Zmarł 11 lutego 2004 r. w Tampie na Florydzie. Prezydent RP Andrzej Duda mianował pośmiertnie płk. Kuklińskiego na stopień generała brygady.©® Zostań prenumeratorem! Oszczędzasz 50 zł *Gazetę dostarczymy Prenumerata na 3 miesiqce za 44 zł miesięcznie codziennie do Twojego domu, biura, Głos Vom9MŁ tam gdzie chcesz ! AKCJA CHARYTATYWNA STAKO)) zamów: O 94 340 1114 od poniedziałku do piqtku w godz. 9:00-15:00 email: prenumerata.gdp@polskapress.pl Oferta tylko dla nowych prenumeratorów * średnia oszczędność miesięczna w porównaniu do cen w kiosku w 2022r. MĄlWind)- PCE Energia Ciepła S.A. Głos Dziennik Pomorza Piątek, 5.08.2022 ARTYKUŁ REKLAMOWY • 7 ARTYKUŁ REKLAMOWY Mityczna MIRRA skuteczna Nasi czytelnicy przesyłają przykłady swoich rezultatów! ARTYKUŁ REKLAMOWY Zaskakujące zdjęcia efektów przed i po! Zawalcz i Ty ze swoimi „PAJĄCZKAMI" zy często towarzyszy Ci uczucie ciężkich, zmęczonych lub bolesnych nóg? Masz problem z pojawiającymi się na nich obrzękami i pajączkami? Patrząc na nogi widzisz przez skórę wyraźnie prześwitujące żyły? A może doświadczasz mrowienia, swędzenia, bądź skurczy? Na schorzenia te cierpi ponad 40% kobiet i 30% mężczyzn po 60 roku życia. Starszy wiek, nadwaga, stojąca praca lub długotrwałe siedzenie w miejscu powoduje, że słabną zastawki żylne, słabną ściany żył, krew się cofa i krzepnie. Małe żyłki poszerzaj ą się • ^ i wydłużaj ą przybieraj ąc kręty przebieg. Tak po- **. wstają charakterystyczne • • * „pajączki". Jak możemy z nimi skutecznie walczyć? Badania naukowe potwierdzają Naukowcy jednego z instytutów naukowych w USA podają, że mirra blokuje wytwarzanie zapalnych substancji biochemicznych prowadzących do obrzęków i żylaków. Mirra zawiera również związki, które oddziałują z receptorami układu opio-idowego i „mówią" mózgowi, że nie odczuwasz bólu. Mirra usprawnia krążenie żylne, wspomaga leczenie zmian skórnych i ułatwia ich blaknię-cie, a wraz z kadzidłowcem ma zdolności do rozbijania zakrzepłej krwi i uśmierzania bólu „ciężkich nóg". Krem z mirry i kadzidłowca oraz krople z cyprysem działając synergicznie aktywują krew żylną. Ta połączona formuła uszczelnia naczynia krwionośne, jed- ANNA MODLIŃSKA GDY ZASTOSOWAŁAM MIRRĘ NA ŻYLAKI PAJĄCZKI I OPUCHNIĘCIA SZYBKO WYBLAKŁY Pierwsze sygnały ostrzegawcze pojawiły się u mnie dość wcześnie, bo już po pięćdziesiątce. Skóra na biodrze i zgięciu w kolanie była lekko przebarwiona, a po ciężkim dniu, bolały mnie nogi. Pracuję w sklepie i praktycznie cały dzień jestem na nogach. Czekałam więc... na ten moment, gdy w końcu usadowię się w wygodnym fotelu... położę nogi na pufie i dam im odpocząć... Niestety coraz częściej wieczory zaczynały mnie stresować. Wiedziałam po prostu, że będą łączyły się z bólem. Że pojawią się kolejne obrzęki i pajączki. Problem narastał z każdym dniem. Do czasu gdy znajoma farmaceutka Joasia poleciła mi krem z mirry i kadzidłowca na żylaki i krople z cyprysem do stosowania wewnętrznego, które wcześniej pomogły i jej, i jej mężowi. Początkowo nie byłam przekonana. Samą mirrę znałam tylko z opowieści biblijnych, ale na żylaki? Chciałam więc wypróbować jak ta legendarna mirra i kadzidło-wiec zadziałają na moje pajączki i żylaki. Od około tygodnia, a może dwóch od posmarowania nieestetycznych miejsc na nogach i wypiciu kilkunastu kropli nastąpiła widoczna poprawa, a całkowitą ulgę poczułam po 7 tygodniach co i tak uznaję za wielki sukces. Praktycznie zapomniałam o bólu, skurczach i obrzękach, które dokuczały mi przez ostatnie lata. O dziwo, nawet wyblakły mi przebarwienia na twarzy, które były bardzo krępujące. Jestem bardzo szczęśliwa, a moje wieczory znów stały się czymś, na co czekam z utęsknieniem przez cały dzień! WALDEMAR OSTROWSKI MOJE NOGI NIE SĄ JUZ OCIĘŻAŁE I BOLESNE, A CHARAKTERYSTYCZNE PAJĄCZKI WYBLAKŁY! Jestem taksówkarzem i mam 60 lat. Z powodu siedzącej pracy żylaki mocno dały mi w kość. Obolałe i spuchnięte nogi utrudniały mi pracę i odpoczynek, a żylne pajączki mnożyły mi się na potęgę. Rozwiązanie podsunęła mi pani Barbara - doświadczona i bardzo szanowana w naszym mieście właścicielka sklepu medyczno-zie-larskiego. To właśnie ona poleciła mi preparaty z symbolem pajączka, czyli krem z mirry i kadzidłowca oraz krople z cyprysem jako remedium na bolące nogi i żylakowe „pajączki". Wtedy przypomniałem sobie, że czytałem już o nich bardzo dobre opinie w jednej z moich ulubionych gazet. Postanowiłem, że spróbuję. Stosowałem polecony mi krem i krople przez 3 miesiące. Czy pomogło? Jeszcze jak! Ale co ja będę wiele mówił. Przesyłam zdjęcia moich nóg przed i po zastosowaniu wspaniałych produktów. Sami Państwo zobaczcie. Wyblakły mi moje pajączki, a nogi odczuwam jako lżejsze. Tak zachęcony smarowałem też rumień na twarzy i także stał się mniej widoczny. Młodziej się przez to czuję, a to w moim wieku wielka satysfakcja. nocześnie chroniąc je przed ponownym pękaniem. Krem z mirry i kadzidłowca działa odmładzająco na żyły, uszczelnia je, uelastycznia i wzmacnia a krople z cyprysem do stosowania wewnętrznego zwężają żyły. Mirra cenniejsza niż złoto Mirrę kojarzymy ze świętami Bożego Narodzenia i z jednym z darów Trzech Króli - mędrców ze wschodu. Mirra to wonna, przypominająca miód żywica balsamowca. Już w czasach starożytnej Persji była cenniejsza niż złoto. Mirrą leczyli rany, otarcia skóry i stłuczenia żołnierze Kserksesa. Namaszczali się mirrą biegacze maratońscy, gdyż uśmierza ona ból i zapobiega chorobom żył. Także dzisiaj, gdy nasza praca czy ulubione hobby np. praca w ogródku polega na długim staniu, chodzeniu lub też na siedzeniu poleca się stosowanie kremu z mirry i kadzidłowca. Ach ten cudowny krem z mirry! Młodziej się przez niego czuję! ELIZA BIAŁEK normalny rzepfy w utrudniony przepływ ŻYLAKI DOKUCZAŁY Ml OD PRAWIE 20 LAT Mówi się, że człowiek szybko przyzwyczaja się do dobrego. Po sobie wiem, że do złego również... Żylaki dokuczały mi od prawie 20 lat, a jednak nic z tym nie robiłam. Zaakceptowałam ból, zaakceptowałam uczucie ciężkich nóg, zaakceptowałam nawet ich nie do końca estetyczny wygląd. Tym, czego zaakceptować nie mogłam, była widoczna dopiero gołym okiem opuchlizna - efekt wieloletniego zaniedbywania problemu. Na szczęście z pomocą przyszedł mi mój syn, który zawodowo zajmuje się fizjoterapią. Polecił mi krem na żylaki, w którego składzie znalazły się m.in. ekstrakty z mirry i kadzidłowca. Zaciekawiło mnie zastosowanie mirry znanej od tysięcy lat. Syn polecił mi także krople z cyprysem do wewnątrz, które zwężają żyły. Po przeczytaniu artykułu i kilku badań naukowych postanowiłam wypróbować na sobie ten zestaw na moje pajączki. Efekt był niesamowity - zeszła mi opuchlizna! A po około 3 miesiącach zmniejszyły się przebarwienia i pajączki, także te na twarzy oraz zniknęło mi uczucie ciężkich nóg. Ból pojawia się teraz sporadycznie, a stan mojej skóry na nogach wyraźnie się poprawił. Cały czas biorę te moje kropelki do wewnątrz i smaruję się kremem trzy razy dziennie. Konsystencja kremu sprawia ponadto, że smarowanie nim nóg jest bardzo wygodne i naprawdę przyjemne. Wiem, że ci, którzy je wypróbowali, również chętnie polecają tę formułę swoim rodzinom i znajomym. Często śmiejemy się, że chyba powstała już taka „pajączkowa wspólnota", która w dodatku stale rośnie. Nic dziwnego, bo efekty mówią same za siebie! ne. W 8 • REKLAMA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 5.08.2022 MQWI MATERIAŁ PROMOCYJNY MOWI POLAND S.A. Bezpiecznie jak w Mowi! Największy pracodawca w regionie, zatrudniający na Pomorzu 4000 osób jest na dobrej drodze, by zostać niekwestionowanym liderem bezpieczeństwa pracy w branży spożywczej. sażera elektrycznego i taśm kinezjologicznych - to tylko część bogatej oferty zabiegów. Co ciekawe, nawet przy tak dużych nakładach Mowi nie zwalnia kroku i podnosi poprzeczkę jeszcze wyżej. -Zainspirowani rozwigzaniami poprawiajgcymi ergonomię pracy m.in. w przemyśle au-tomotive podjęliśmy decyzję o przetestowaniu egzoszkieletu -mówi Hanna Sikorska z Działu Innowacji i Rozwoju w Mowi. -Jest to ważąca ok. 3 kg konstrukcja, którg pracownik nosi na sobie i która wzmacnia całe ciało w przypadku pochylania się do przodu, by unieść lub odłożyć jakiś przedmiot - wyjaśnia. - Pomaga też w noszeniu ciężkich elementów, ponieważ przenosi ciężar z pleców, na mocniejsze mięśnie nóg. Taki mechanizm redukuje o ok. 20 - 30 procent napięcie mięśni pleców i sprzyja utrzymaniu prostej postawy, jednocześnie zapewniając swobodę ruchów -dodaje.mEgzoszkielet testujg pracownicy produkcji. Jeśli urządzenie przejdzie testy pozytywnie, zostanie wdrożone na innych stanowiskach, a Mowi dołoży kolejną cegiełkę do tego, by zyskać miano lidera bezpieczeństwa pracy. O bezpieczeństwie i dobrych warunkach pracy można dużo i długo mówić. Można też po prostu działać i robić to dobrze. A wszystko wskazuje na to, że Mowi robi to więcej niż tylko dobrze! W ciągu zaledwie 6 lat największemu pracodawcy w regionie udało się zredukować liczbę wypadków o 92%, a sama firma znajduje się znacznie poniżej średniej w branży spożywczej. Jak osiqgnięto tak spektakularny wynik? Lepiej zapobiegać niż leczyć. Mowi korzysta z wiedzy i zaangażowania pracowników również na inne sposoby. W firmie działa prężnie System Zgłoszeń Obserwacji, który umożliwia każdemu pracownikowi, niezależnie od stanowiska i miejsca wykonywanej pracy, przekazanie drogąstwa, przygotowujemy filmy edukacyjne dla pracowników i wysyłamy krótkie instruktaże dotyczgce jednego wybranego zagadnienia z zakresu BHP. Kulminacja działań edukacyjnych przypada co roku na Tydzień Bezpieczeństwa Mowi, gdy na terenie firmy organizowane są różnorodne akcje dot. bezpieczeństwa, ąuizy wiedzy i konkursy z nagrodami - wymienia. Bezpieczeństwo i zdrowie idą w parze Oprócz kwestii bezpieczeństwa ogromną wagę w Mowi przykłada się też do troski o zdrowie. Na terenie firmy działają dwa gabinety lekarskie, w których od poniedziałku do piątku przyjmują lekarze rodzinni. Codziennie z ich porad korzysta nieodpłatnie ok. 60-70 pracowników firmy i ich bliskich, a dzięki współpracy z NZOZ Vesalius ze Słupska, pracownicy Mowi i członkowie ich rodziny mają również stały dostęp do lekarzy specjalistów. Na terenie zakładu, do dyspozycji pracowników, są też dwa w pełni wyposażone gabinety fizjoterapii, gdzie pacjentów przyjmują profesjonalni rehabilitanci. Masaże, terapia laserem, czy z wykorzystaniem theragun'a - ma- Pracownicy mają moc Jednym ze sprawdzonych przepisów na sukces w Mowi jest konsultowanie rozwiązań, które mają służyć poprawie bezpieczeństwa i komfortu pracy z samymi pracownikami. Dobrym przykładem może być tutaj 2,5-letni projekt wymiany odzieży. Rozpoczęty w marcu 2020 roku zaczął się od przeprowadzenia ankiety wśród pracowników i określenia ich potrzeb. Na podstawie uzyskanych wyników podjęto decyzję 0 zakupieniu nowych, wygodnych polarów, odzieży termicznej oraz fartuchów z kolorowymi kołnierzykami ułatwiajgcymi odnalezienie na hali pracowników funkcyjnych. - Zależało, nam nie tylko na zapewnieniu bezpieczeństwa 1komfortu termicznego, dzięki wysokiej jakości odzieży, ale również na codziennej wygodzie - mówi Robert Żeiewski, Dyrektor HR Mowi CE. - Dlatego na potrzeby projektu powstała grupa projektowa, w skład której weszli pracownicy różnych działów. Jej członkowie pomogli określić pożgdane cechy, jakość oraz wymogi dotyczgce nowej odzieży. Pracownicy decydowali nawet o takich szczegółach jak to, czy ubrania mają być rozpinane lub posiadać wygodne wewnętrzne kieszenie itp. Kolejnym etapem były testy produktów, a już w grudniu 2020 roku pierwsi pracownicy otrzymali nową odzież. Do połowy 2022 r. do pracowników trafiło aż 10 tysięcy sztuk nowej odzieży. dlatego dbamy o edukację i szukamy sposobów, by przekazać wiedzę o zasadach BHP w atrakcyjny sposób - mówi Anna Białek-Załupka, Kierownik BHP w Mowi. - Organizujemy szkolenia z zasad bezpieczeń- elektroniczną swoich spostrzeżeń dotyczących bezpieczeństwa i potencjalnych zagrożeń, ale również usprawnień, które mogą to bezpieczeństwo poprawić. Każde zgłoszenie rozpatrywane jest przez dział BHP w ciągu 24 godzin. Szybka reakcja pozwala zawczasu podjąć działania, które pomagają chronić pracowników. Pracodawca dodatkowo nagradza zaangażowanie w ten projekt upominkami. Tradycjg w Mowi sg też podziękowania dla pracowników za bezwypad-kowg pracę i słodkie celebracje z ich udziałem przy przekraczaniu kolejnych progów: rok, 500 dni, 2 lata itd. W niektórych zakładach do wypadku nie doszło przez ponad 1000 dni. Pracodawca dużg wagę przykłada też do działań edukacyjnych. - Wiemy, że w kwestiach bezpieczeństwa wiele zależy od samych pracowników, Głos Dziennik Pomorza Piątek, 5.08.2022 KRAJ • 9 Polski rząd wprowadzi dodatki dla innych paliw niż węgiel? Marcin Koziestański Warszawa -Jeśli mamy różne paliwa, to musi być zróżnicowanie - powiedział wiceminister finansów Artur SobońwPolskim Radiu Jedynce. Ostateczne decyzje zostaną podjęte po rozmowach z premierem Wiceszef Ministerstwa Finansów, pytany w czwartek na antenie PRi o wsparcie dla gospodarstw ogrzewających się innym paliwem niż węgiel, czyli np. pelletem, olejem opałowym czy gazem, powiedział, że „to wsparcie już jest, ponieważ mamy funkcjonujący dodatek osłonowy od 400 do ponad 1400 zł, z którego skorzystało 6,8 min Polaków". -Mamy funkcjonującą tarczę antyinflacyjną - podkreślili wyjaśnił, że chodzi o obniżone stawki VAT i akcyzy na ciepło. -To rozwiązanie będzie przedłużone na pewno do końca roku-zaznaczył. -Analizujemy też możliwość jej rozszerzenia o inne surowce, takie jak np. drewno czy LPG. Ostateczne decyzje podejmiemy po konsultacjach z premierem - powiedział. Minister, zapytany, czy dodatki dla gospodarstw ogrzewających się innym paliwem niż węgiel będą zróżnicowane, odpowiedział: „Jeśli mamy różne paliwa, to oczywiście musi być zróżnicowanie". W drugiej połowie lipca Sejm przyjął ustawę o dodatku węglowym, przewidującą 3 tys. zł dla każdego gospodarstwa domowego, używającego węgla do ogrzewania, co musi być potwierdzone odpowiednim wpisem do Centralnej Ewidencji Emisyjności Budynków. Artur Soboń mówił też o sytuacji budżetowej i czy starczy środków finansowych na dopłaty do paliw. -Ostrożnie planujemy wydatki, ale to nie znaczy, że nie jesteśmy w stanie sfinansować Sejm przyjął w lipcu ustawę o dodatku węglowym. Pojawią się dodatki dla innych źródeł ogrzewania? tego rodzaju świadczeń - stwierdził Soboń. -Dzisiaj jest sytuacja, w której mamy dobrze wyglądające wskaźniki, jeśli chodzi o dochody budżetowe. Oczywiście są obniżone wpływy z tytułu tarczy inflacyjnej, ale z drugiej strony rosną wpływy z CIT, który jest o 44 proc. wyższy niż w analogicznym okresie roku 2021. A rok 2021 to rok z rekordowym wzrostem gospodarczym, co świadczy o tym, że gospodarka w pierwszym półroczu tego roku rozwijała się w dobrym tempie i tym samym sytuacja budżetowa jest stabilna -podkreślił. -Jest prognozowane spowolnienie gospodarcze, szczególnie w przyszłym roku, ale nie ma żadnych przesłanek, żeby mówić, że czeka nas recesja - dodał. O ile rząd zapewnia, że Polacy nie będą zimą marznąć w domach, o tyle sytuacja w szkołach i przedszkolach może nie być taka pewna. Ministerstwo Edukacji i Nauki roz- szerzyło najnowszy projekt rozporządzenia o sytuacje, w których dyrektorzy szkół i przedszkoli mogą zdecydować o przejściu na naukę zdalną dla swoich podopiecznych. Tym razem problemem może nie być sytuacja epidemiologiczna związana z korona-wirusem, a zimno w salach lekcyjnych. Nienagrzane klasy mogą być powodem zamknięcia placówek edukacyjnych. Do tej pory szkoły mogły być zamykane, jeśli na zewnątrz, czyli na dworze, panowały zbyt niskie temperatury, stanowiące zagrożenie dla zdrowia uczniów zmierzających do szkół. Od września rozporządzenie będzie dotyczyło jednak również temperatur wewnątrz placówek - podała „Rzeczpospolita". W przypadku zamknięcia szkoły z powodu niskich temperatur na dłużej niż dwa dni, wprowadzona zostanie w niej nauka zdalna, tak jak to miało miejsce przy okazji pandemii koronawirusa. WYTNIJ I POKAŻ W APTECE POLSKIE RADIO {gN Jedynka latozradiem.pl POLSKIE RAD) Ulubiona audycja ^ poniedziałek — sobota 9.00 — 12.00 SŁUCHAJ i WYGRYWAJ rowerów trekkingowych PIKNIK ..IATA z RADIEM" ISIERADZI I 6 SIERPNIA 2022 WSTĘP WOLNY - Pochwalmy się naszemiasto. Teraz podwójnie skuteczne działanie! PAJĄCZKI? ŻYLAKI? RUMIEŃ? WYKORZYSTAJ EFEKT WSPÓŁDZIAŁANIA: Krem na ZEWNĄTRZ PAJĄCZEK KREM 0 KREM Z MIRRY i kadzidłowca KREM Z NIIRRY Z WIDOCZNYMI Z*" Zasilamy naturą od 1998 Tylko najlepsze produkty KOD BLOZ Ułatwi zamówienie w aptece 3896091► *3896081 Krople do WEWNĄTRZ PAJĄCZEK KROPLE 0 PRODUKT ZŁOŻONY olejek z cyprysem Produkt ziozc sttaow# rozeto* Produkt złożony Pomaga skutecznie zmniejszyć widoczność pajączków, daje ulgę zmęczonym nogom i zmniejsza opuchliznę Nie czekaj na cud! Tylko pierwsze 100 osób, które zadzwonią do 05.09.22 otrzymają specjalną zniżkę! Liczba produktów na promocji jest limitowana. Czy wiesz, że... w Biblii mirra wspominana jest ponad 150 razy Zamów już dziś z dostawą do domu: 616 350 803 • oraz W APTEKACH i sklepach zielarskich, www.asepta.pro Tworzymy wyjątkowe i nowatorskie produkty specjalnie dla Ciebie i Twojej rodziny. Nasze kompozycje tworzymy używając roślin i ziół znanych od wieków. 10 • ŚWIAT Głos Dziennik Pomorza Piątek, 5.08.2022 Gigantyczne deszcze i powodzie w Japonii. Tysiące ewakuowanych Maciej Jasiński Tokio Początek sierpnia w Japonii przynosi ulewne opady deszczu. Co najmniej trzy osoby zaginęły, a tysiące osób ewakuowano po tym, jak deszcze uderzyły w prefektury Aomori i Akita. „Ponad 500 mm deszczu spadło w części prefektury Niigata w ciągu 24 godzin" - podała telewizja publiczna NHK. Skłoniło to władze do wydania najwyższego możliwego poziomu ostrzeżeń o katastrofach w niektórych obszarach. Nagrania telewizyjne i zdjęcia lotnicze ukazywały kilka dzielnic mieszkalnych oraz kilka domów i samochodów zanurzonych w błotnistej wodzie w Yamagacie i prefekturze Niigata w centralnej Japonii, dla której również wysłano najwyższy poziom alarmu. Japońska telewizja publiczna pokazała, jak niektóre mosty zostały zerwane, a drogi zalane, odcinając między innymi dostęp do miasta Oguni. Zawieszono również obsługę jednego odcinka superszybkiego pociągu Shinkansen. Według Agencji Zarządzania Pożarami i Katastrofami około 500 000 osób zostało skierowanych do ewakuacji z prefektur Niigata, Ishikawa i Yamagata. Chociaż dotknięte obszary to głównie obszary wiejskie, to powodzie wymusiły zawieszenie działalności wielu fabryk - m.in. głównego producenta chipów Renesas Electronics Corp w mieście Yamagata. Wiele domów w Japonii zostało dosłownie przykrytych błotnistą wodą wywołaną przez ulewne deszcze. Chiny rozpoczęły manewry wojskowe wokół Tajwanu Adam Kielar PAP Armia chińska rozpoczęła ćwiczenia z wykorzystaniem ostrej amunicji na wodach i w przestrzeni powietrznej otaczających Tajwan - poinformowała w czwartek chińska telewizja państwowa. Jak podała agencja Reutera, w czwartek tajwańskie źródła potwierdziły, że około 10 chińskich okrętów i „liczne samoloty wojskowe" przekroczyły tzw. linię mediany w Cieśninie Tajwańskiej. Według zapowiedzi Pekinu manewry odbywają się w odległości zaledwie 10 km od tajwańskiej wyspy Xia-oliuąiu, położonej 13 km od Tajwanu. Inna część przedsięwzięcia została zaplanowana 18 km od Nowego Tajpej, blisko stolicy kraju. „Przeprowadzono ćwiczenia precyzyjnych ostrzałów z dalekiej odległości we wschodniej części Cieśniny Tajwańskiej" - oznajmiło chińskie dowództwo wojskowe. flary, aby zmusić je do odwrotu. Tajwańskie władze skrytykowały postępowanie Chin, nazywając je „prowokacją" i poinformowały, że planują w sposób skoordynowany zmienić trasy przelotów samolotów i trasy statków, by uniknęły kontaktu z wrogim wojskiem. „Siły zbrojne Republiki Chińskiej (tak oficjalnie nazywa się Tajwan) działają jak zwykle i obserwują nasze otoczenie w odpowiedzi na irracjonalne działania Chińskiej Republiki Ludowej, chcącej zmienić status quo i zdestabilizować bezpieczeństwo w regionie. Nie szukamy eskalacji, ale nie cofniemy się, gdy w grę wchodzi nasze bezpieczeństwo oraz suwerenność" - napisało tajwańskie MON na Twitterze. W środę, w dniu wizyty Pe-losi, 27 myśliwców ChRL naruszyło tajwańską strefę identyfikacji obrony powietrznej (ADIZ). Tajwańskie MON podało również, że doszło do ataku ha-kerskiego na jego stronę internetową. Łatwowierność Rosjan nie zna granic. Putin robi im wodę z mózgu Andrzej Pisalnik Moskwa Rosyjskie media propagandowe karmią Rosjan tak niewyobrażalnymi kłamstwami i mitami, że ciężko pojąć, jak ktoś naprawdę może wierzyć w te informacje. Władimir Putin to współczesne uosobienie XUI-wiecznego księcia nowogrodzkiego Aleksandra Newskiego, a I Rzeczypospolita to XVII-wieczny „kolektywny Zachód", którego historycznymi odpowiednikami były średniowieczna Szwecja i Zakon Krzyżacki, XIX-wieczne Cesarstwo Francuskie Napoleona Bonapar-tego, XX-wieczna III Rzesza, a współcześnie są to kraje NATO. Powyższe zestawienie pojęć i postaci nie jest skutkiem urojeń powstałych w efekcie schorzenia psychicznego. Taką wizję historii i zależności, zachodzących we współczesnym świecie, mają wpoićRosjanom propagandowe media, aby ci zrozumieli, jakie jest znaczenie wojny w Ukrainie, prowadzonej na rozkaz ich przywódcy Władimira Putina. Opracowanie administracji prezydenta Rosji, zawierające wytyczne dotyczące zalecanych rosyjskim mediom porównań obecnego władcy Rosji do postaci historycznych, a także historycznych analogii pozwalających „zrozumieć istotę i znaczenie" wojny prowadzonej przez Putina przeciwko Ukrainie, trafiło do redakcji rosyjskiego niezależnego portalu Meduza. Zgodnie z otrzymanymi wytycznymi spójna narracja propagandowa rosyjskich mediów państwowych powinna dostrzegać we władcy Rosji Władimirze Putinie cechy przypisywane jednemu ze świętych Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego Aleksandrowi New- Władimir Putin skrzętnie wykorzystuje wysoki poziom analfabetyzmu w kraju, by szerzyć swoją propagandę skiemu, księciu Nowogrodu Wielkiego, pogromcy Szwedów w bitwie nad Newą (1240), Niemców przy zdobywaniu Pskowa (1242), a przy okazji też krzyżaków w bitwie na jeziorze Pejpus (Czudzkie), znanej jako bitwa na lodzie. Do bitwy na Newie, ale też innych zwycięskich batalii Aleksandra Newskiego, zalecane jest porównywanie prowadzonej obecnie przez Putina „specjalnej operacji wojennej" w Ukrainie. W tym kraju, którego prawo do samodzielnej państwowości Putin konsekwentnie kwestionuje, miały skoncentrować się siły, uzbrojone przez kraje Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego ibędące współczesną emanacją XIII--wiecznej militarnej potęgi Szwedów, krzyżaków oraz innych nadciągających głównie z zachodu wrogów ówczesnej Rusi i księcia Aleksandra Newskiego, czyli tych, których współcześnie w Rosji nazywają „kolektywnym Zachodem". „Kolektywny Zachód" jest tworem, który wedle ostatnich wytycznych propagandowych od prawie tysiąca lat próbuje „podbić Rosję, zniewolić jej naród, zwalczając wyznawaną przez Rosjan wiarę prawosławną i sięgnąć po dobra naturalne, w które bogata jest Rosja, aby je wszystkie wywieźć i wykorzystać przeciwko niej". Wyniki ostatniego sondażu, badającego stopień alfabetyzmu naukowego Rosjan, dowodzą, że aż 35 procent mieszkańców tego kraju byłoby skłonnych uznać polskiego astronoma Mikołaj a Kopernika za oszusta na usługach „kolektywnego Zachodu", który oszukuje, twierdząc, iż to Ziemia obraca się wokół Słońca, a nie na odwrót. Przy czym w porównaniu do badania sprzed 15 lat liczba Rosjan kwestionujących heliocentryczną teorię budowy Układu Słonecznego zwiększyła się o 7 punktów procentowych. Co piąty Rosjanin wierzy w to, że pradawni ludzie żyli na Ziemi obok dinozaurów, a prawie połowa mieszkańców Rosji, bo aż 44 procent, jest przekonana, że produkty zawierające organizmy modyfikowane genetycznie (GMO) powodują raka. Najniższy stopień znajomości udowodnionych faktów naukowych występuje wśród mieszkańców Rosji w wieku emerytalnym bądź przedemerytalnym, którzy przyznają się, iż informacje o otaczającym świecie czerpią z telewizji. AKCJA CHARYTATYWNA Chińskie manewry wojskowe to odpowiedź na niedawną wizytę na Tajwanie przewodniczącej Izby Reprezentantów Kongresu USA Nancy Pelosi Ćwiczenia mają zakończyć się o godz. 12. (5. czasu polskiego) w niedzielę. Chiny zapowiedziały serię ćwiczeń wojskowych w niewielkiej odległości od wyspy w reakcji na niedawną wizytę na Tajwanie przewodniczącej Izby Reprezentantów Kongresu USA Nancy Pelosi. Marynarka wojenna USA oświadczyła, że amerykański lotniskowiec USS Ronald Reagan prowadzi „zaplanowane działania" w pobliżu wyspy. Ministerstwo obrony Tajwanu poinformowało w czwartek, że niezidentyfikowane samoloty, prawdopodobnie drony, przeleciały w nocy ze środy na czwartek nad rejonem wysp Kinmen położonych w pobliżu połu-dniowo-wschodnich wybrzeży Chin. Wystrzelono Tajwańskie władze skrytykowały działania Chin. Nazwały je prowokacyjnymi, irracjonalnymi i destabilizującymi KOSZALIN/ SŁUPSK/ SZCZECIN ^ # tygodnik^ Regionow Piątek, 5.08.2022 SZCZECIN | SZCZECIN I POWIAT BYTOWSKI SZCZECINEK Po 22 latach wciąż nie Wyruszyła najdłuższa I Ośmioosobowa rodzina Historia ruskiego czołgu, wiadomo, kto zabił Henrykę | piesza pielgrzymka I straciła dom w wyniku który stoi na cokole Kleczyńską. sir. 12 ! w Polsce, str. 14-15 I dwóch pożarów, str. 16 I w centrum miasta str. 20 Lataj dronie wysoko i bardzo powoli. Rób zdjęcia, nie spadaj i nie uciekaj O tym, jak wybrać dron odpowiedni dla własnych potrzeb, i co trzeba zrobić, żeby nie złamać prawa podczas jego użytkowania, mówi Artur Syska-Wróblewski str. 13 12 • POLICYJNE ARCHIWUM X Głos Dziennik Pomorza Piątek, 5.08.2022 Sprawa zabójstwa portierki spoczywa w szafie z adnotacją „nierozwiązane" Mariusz Parkitny Szczecin Nawet nowoczesne technologie są bezradne. choć policjanci i prokuratorzy zapewniają, że o tej sprawie nie zapomnieli Po 22 latach wciąż niewiadoma kto zabił Henrykę Kleczyńską. - Nie odpuścimy tej sprawy -zapewniał dwa lata temu ówczesny szef Archiwum X w szczecińskiej prokuraturze okręgowej. To właśnie w budynku przy ulicy Stoisława w kilku pokojach mieści się komórka o oficjalnej nazwie Dział ds. Cyberprzestępczości oraz Nowoczesnych Technologii Wykrywczych. Mają do dyspozycji najnowocześniejsze metody do rozwikłania najtrudniejszych przypadków i sporo sukcesów na koncie. Jednak sprawa Henryki Kleczyńskiej, portierki na Uniwersytecie Szczecińskim, ciągle pozostaje nierozwiązana. Śledztwo formalnie po kilku procesach i prawomocnym wyroku uniewinniającym - zostało umorzone, choć w każdej chwili może zostać podjęte na nowo. Czasu do przedawnienia pozostało sporo - osiemnaście lat. Oskarżeni o zabójstwo Henryki Kleczyńskiej zostali po latach oczyszczeni z zarzutów. Ich procesy należały do najbardziej zaskakujących w historii szczecińskiego wymiaru sprawiedliwości. Po raz pierwszy użyto wykrywacza kłamstw, sąd analizował programy kryminalne i musiał się zajmować snami oskarżonej. Sen Anny G. Ciało portierki znaleziono 18 lipca 2000 r. na Wydziale Ekonomii Uniwersytetu Szczecińskiego przy ulicy Mickiewicza. Była skrępowana, usta miała zaklejone taśmą. Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną zgonu było uduszenie. Sprawcy ukradli sprzęt komputerowy. Na miejscu przestępstwa znaleziono ślady, ale nie udało się ustalić, do kogo należą. Komendant wojewódzki policji wyznaczył wysoką nagrodę za pomoc w ujęciu sprawców. Bez rezultatu. Przełom nastąpił rok później, kiedy policjanci zatrzymali w innej sprawie niejaką Annę G. Przyznała się, że brała udział w zabójstwie portierki razem z kochankiem i jego kolegą. Dwa dni później odwołała swoje zeznania. Opowiadała, Ówcześni oskarżeni w drodze na proces. Nigdy nie przyznali się do winy. Sąd nie miał wątpliwości, że są niewinni, a Anna G. kłamała, aby się zemścić na ojcu swojego dziecka i jego koledze że historia zabójstwa jej się przyśniła. Mimo to prokuratura zdecydowała się oskarżyć ją oraz 37-letniego wtedy Roberta K. (byłego partnera i ojca jej dziecka) i 40-letniego wówczas Waldemara O. Dobrze nadawali się na sprawców, bo byli wcześniej karani. Robert K. nawet za usiłowanie zabójstwa. Do wyjaśniania zagadki wykorzystano ówczesną technikę, na przykład wykrywacz kłamstw, który obsługiwał najlepszy specjalista w Polsce. Sąd musiał oglądać audycje telewizyjne (w tym program „997") i czytać prasę z okresu po zabójstwie, aby przekonać się, czy Anna G. o szczegółach sprawy wie z mediów, czy rzeczywiście pomogła zabójcom. Uznał, że w relacji oskarżonej jest tyle sprzeczności - co do ubioru ofiary, miejsca wejścia do budynku - że nie mogła być świadkiem zbrodni. Proces i uniewinnienie - Nie trzeba wiedzy prawniczej, aby wiedzieć, że oskarżeni są niewinni. Nie ma cienia wątpliwości. Manipulowano głównym dowodem tak, aby zgadzał się z tezą, że za ten czyn odpowiadają. To wszystko wy- myślone. Ofiara była ubrana inaczej, drzwi portierni wyważono, bo prawdopodobnie sprawcy, wchodząc oknem, zaskoczyli Kleczyńską - mówił w uzasadnieniu wyroku uniewinniającego troje oskarżonych sędzia Dariusz Ścisłowski. Działania prokuratora, który zgłaszał ciągle nowe dowody, przewodniczący składu sędziowskiego nazwał „orkiestrą na Titanicu, która grała do końca". Zarzucił też policjantom, że próbowali manipulować Anną G. podczas pierwszego przesłuchania. Prokurator był jednak pewien swoich racji. Tak opisywał przełom w śledztwie. -Było już późno, gdy zadzwoniła do mnie policjantka. Powiedziała, że kobieta, którą przesłuchiwano w sprawie kradzieży, przyznała się do udziału w zabójstwie na uniwersytecie - opowiadał prokurator. Annę G. od od razu przewieziono z komisariatu do prokuratury. Nocne przesłuchanie trwało kilka godzin. Anna G. przyznała się wtedy ponownie do udziału w zabójstwie portierki. -Zanim ją przesłuchałem, luźno rozmawialiśmy. Powie- działa, że chce powiedzieć prawdę, bo brała w tym udział - mówił prokurator. - Kilka razy pytałem ją, czy jest pewna, że chce mówić. Potwierdziła. Wtedy Anna G. przestawiła taką wersję wydarzeń: Zapukała do drzwi uczelni przy ul. Mickiewicza w Szczecinie. Okłamała portierkę, że zepsuł jej się samochód. Poprosiła o telefon, aby wezwać pomoc. Gdy Henryka Kleczyńską otworzyła drzwi, do środka wtargnęli Robert K. oraz Waldemar O. Skrępowali ją taśmą, bili i kopali. Kobieta zmarła wskutek uduszenia. Sprawcy zabrali sprzęt komputerowy o wartości 36 tys. zł. Jak już wspomnieliśmy, dwa dni później Anna G. wycofała się z tych zeznań, twierdząc, że zabójstwo jej się przyśniło. Mówiła też, że chciała się odegrać na Robercie K., bo poznał inną kobietę. Potem już nie odpowiadała na żadne pytania. Sąd, umewinniając oskarżonych, dał jednak policji i prokuraturze kilka wskazówek. - Ktoś ze sprawców jest lub był związany z uniwersytetem. Włamywacze, mając pęk kluczy, otworzyli tylko te pomieszczenia, w których był sprzęt, jakiego szukali. Działali profesjonalnie, zabierając tylko twarde dyski z komputerów. Nie ma zbrodni doskonałych - mówił sędzia Ścisłowski. Bardziej sceptyczny był sędzia Andrzej Olszewski z Sądu Apelacyjnego w Szczecinie, który prawomocnie uniewinnił oskarżonych w procesie apelacyjnym. -Obawiam się, że prawdziwych zabójców nigdy nie poznamy - podsumował. I przedstawił wątpliwości w wyjaśnieniach Anny G., których nie udało się rozstrzygnąć. Zgodnie z jedną z podstawowych zasad prawa karnego wątpliwości rozstrzyga się na korzyść oskarżonego.Ślad na parapecie wskazywał, że sprawcy dostali się oknem. Tam też znaleziono rękawiczkę i element ze skradzionych komputerów. Ale prokurator, wierząc wizjom Anny G., uznał, że weszli głównymi drzwiami. Kobieta opisała ubranie portierki inaczej niż w rzeczywistości (Kleczyńską nie była ubrana w fartuszek, spódnicę w kwiatki i buty na obcasie). -Twierdziła, że wywołała portierkę na zewnątrz budynku pod pretekstem awarii auta. W takim razie czemu drzwi do portierni były wyłamane, skoro portierka podobno wychodziła otworzyć jej drzwi wejściowe? - pytał sędzia Olszewski. I kontynuował wyliczankę. - Jak to możliwe, aby dwóch mężczyzn mających słabe pojęcie o komputerach w ciągu pół godziny wymontowało elementy sprzętu z czternastu pomieszczeń na różnych piętrach? Według informatyków nawet sprawnemu specjaliście musiało to zająć przynajmniej trzy kwadranse. Wiele wskazywało na to, że spośród bandytów przynajmniej jeden musiał mieć więcej niż podstawową wiedzę o sprzęcie informatycznym, co w środowisku zwykłych włamywaczy było niezwykłą rzadkością. Poza tym na miejscu zdarzenia znaleziono dużo śladów biologicznych: włosy, ślady linii papilarnych. Żaden nie pasował do oskarżonych, którzy według Anny G. nie mieli rękawiczek i czapek. Nie wyjaśniono też, dlaczego Anna G. tak słabo pamiętała zabójstwo, skoro na temat innych przestępstw kolegów (w niektórych też uczestniczyła) opowiadała bezbłędnie i bez pomyłek? I na koniec, zabójcy łupy ukryli na sąsiedniej posesji, a kilkanaście godzin później powiadomili policję o miejscu ich porzucenia. Jedna z hipotez zakładała, że zrobił to jeden ze sprawców, przestraszony nieplanowanym rozwojem wypadków podczas włamania i kradzieży. Świadkowie. Wśród świadków była para małżonków, którzy około pierwszej godziny wnoc zabójstwa spacerowali ulicą Mickiewicza. Zauważyli trzech mężczyzn siedzących na ławce przy uniwersytecie. Kiedy ich mijali, jeden z nich podszedł do pobliskiego bankomatu i udawał pobieranie pieniędzy. Pozostali jakby celowo odwrócili twarze, być może aby uniknąć ewentualnej identyfikacji. Jak wykazało śledztwo, ostatniej wypłaty z tamtego bankomatu dokonano kilka minut po godzinie dziewiętnastej. Od tamtej pory nikt nie wkładał do niego żadnej karty i nie próbował pobrać pieniędzy. Po co więc mężczyzna z ławki podchodził do bankomatu? Szykował alibi? Na te pytania nigdy nie udało się znaleźć odpowiedzi. Mężczyzn z relacji małżonków nie udało się odnaleźć. ©® Głos Dziennik Pomorza Piątek, 5.08.2022 ZANIM PUŚCISZ MASZYNĘ W NIEBO • 13 Kurs na drona, czyli jak się wkręcić w bezpieczne latanie Alek Radomski Słupsk Obostrzenia, przepisy i strefy zakazu lotów. Na co zwrócić uwagę, mając drona, mówi Artur Syska-Godlewski, instruktor w Wyższej Szkole Inżynierii Gospodarki w Słupsku. Planuję zakup drona. Takiego, którym nakręcę pamiątkę z wakacji. Co powinienem wiedzieć jako laik? Najpierw zapytam, gdzie jedziesz na wakacje. Ma to znaczenie przy wyborze drona. W skrócie mówiąc, im większy dron, tym mniej przejmujesz się wiatrem, ale za to są większe obostrzenia. Powiedzmy, że wybierasz małego drona, nie zabawkę. Musisz znać jego wagę. Jeśli jest ona większa niż 250 gramów, to musisz przejść szkolenie online dla kategorii otwartej. Jeśli masz drona, który waży do 250 gramów i posiada kamerę, to też czeka cię kurs internetowy na stronie drony.ulc.gov.pl. Jest darmowy dla kategorii od Al i A3 w open. Natomiast na A2 szkolimy się sami, a egzamin prowadzi się w wyznaczonych jednostkach. A co to za kategorie? Czym się one różnią? Wagą? W wielkim skrócie. Jeśli kupisz drona do 250 gramów z kamerą bądź zabawkę, to jest to kategoria Al. Al to też latanie nad ludźmi, A2 w ich pobliżu, a A3 poza terenem zabudowanym i poza ludźmi. Jednak zanim zaczniesz latać i myśleć o tych kategoriach, lepiej odpowiedzieć sobie na pytanie, do czego ten dron ma nam służyć. Już mówię, amatorskie robienie zdjęć i filmików. Super, no to jeszcze trzeba wziąć pod uwagę warunki atmosferyczne, w jakich będę latać. Jeśli kupisz takiego małego brzdąca, do 250 gramów, to jak troszkę wieje, to on może sobie nie poradzić i możesz go stracić. Lepiej dołożyć trochę i kupić większego drona i z lepszą kamerą. Załóżmy, że wybrałeś tego większego, powiedzmy takiego, który waży powyżej 900 gramów. Żeby nim latać, musisz przejść właśnie onlinowe i darmowe szkolenie. Co więcej, musisz zarejestrować się jako pilot na stronie Urzędu Lotnictwa Cywilnego. Trzeba być też osobą powyżej 16. roku życia.Artur Syska-Godlewski (z prawej) z kursantem, panem Robertem. A jak kupię mniejszego drona, to mogę tak po prostu wystartować i latać ludziom nad głowami gdziekolwiek? No nie. Z reguły trzeba unikać latania nad ludźmi, nawet jeśli jest to dron do 250 gramów. Jeśli taki dron spadnie z 5 centrymetrów, to tylko zaboli, ale jak z 25 metrów, to może kogoś naprawdę skrzywdzić, a nawet zabić. Rozwaga jest najważniejsza. Przed startem musisz też sprawdzić, czy w ogóle możesz w danym miejscu latać. Krótko mówiąc, należy sprawdzić strefy lotnicze. Jak to się robi? W Polsce przed każdym startem musisz zalogować się do aplikacji Droneradar. Podajesz tam podstawowe informacje na swój temat, czyli numer licencji pilota drona i operatora, który otrzymasz po on-linowym szkoleniu. Dla przykładu operatorem drona może być gp24.pl, a pilotem jesteś ty. Aplikacja ma mapę, na której widać, gdzie jesteś oraz czy możesz lecieć. Powiedzmy, że jesteś na plaży w Orzechowie... Czyli w pobliżu Centralnego Poligonu Sił Powietrznych w Ustce. W aplikacji zobaczysz strefy z różnymi obostrzeniami. I tak w pobliżu poligonu nie polatamy, chyba że poprosimy o zgodę wojsko. Niedaleko jest też strefa zakazu lotów w Redzikowie. Jeśli się tam poderwiesz bez zezwolenia, to możesz stracić drona. Jak to? Miałem zlecenie na zrobienie zdjęć nieruchomości znajdującej się już w strefie. Fotografowałem ją z odległości. Będąc poza wyznaczoną strefą amerykańskiej bazy wojskowej w Redzikowie, już niedaleko jej granicy miałem zakłócenia kontroli nad dronem. Zrywał się obraz, miałem kłopoty z połączeniem. Jest też lotnisko Aeroklubu Słupskiego w pobliskiej Krę-pie? Jak tam to wygląda? Można tam latać, ale za zgodą zarządzającego strefą. Akurat z aeroklubem bardzo fajnie się współpracuje. Wystarczy ich poinformować odpowiednio wcześniej. Trzeba jednak pamiętać o wyznaczonych strefach na podejście do lądowania dla samolotów. Również o tym, że drony mogą latać do 120 metrów, a samoloty powyżej. Wbrew pozorom to nie jest prosta sprawa. No i są też konsekwencje z tytułu nieznajomości przepisów prawa. Jakie? Od grzywny aż do kary więzienia. Ostatnio głośna była sprawa droniarza, który zmusił załogowy samolot do odejścia na drugi krąg i ponownego podejścia do lądowania w Krakowie. To było zagrożenie życia. W takich sytuacjach wkracza Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych. Pamiętajmy, że dron pokazuje, gdzie dany pilot się znajduje. Latając, nie jesteśmy anonimowi. Ktoś to kontroluje? Producenci sami wprowadzają tak zwane No Fly Zone'y, czyli strefy zakazu lotu, gdzie nie wystartujesz, chyba że wyślesz do nich prośbę o deaktywację strefy w dronie wraz z uzasadnieniem. Mogą też zażądać potwierdzenia od zarządzającego strefą. Odpowiedzialność ponosimy cały czas. Pytanie, czy chcemy ponieść też to ryzyko. Pamiętaj, że jak dron urwie się i gdzieś sobie sam poleci, to musimy to zgłosić do komisji, która bada taki przypadek jak zdarzenie lotnicze. To drony potrafią same odlecieć? Zdarza się, a ty w tym momencie tylko patrzysz. Jak ucieka w niebo kilka tysięcy złotych? Jak kilka tysięcy, to bym się nie przejmował. My latamy sprzętami za kilkaset tysięcy złotych. Jednakże najważniejsze wtedy jest to, aby nikomu nie stała się krzywda. Urwane drony, obostrzenia, przepisy. Ta wakacyjna przygoda z dronami robi się coraz mniej ekscytująca. Najważniejsze, aby wszystko robić z głową. Latanie dronem jest świetne, ale faktycznie nie wszędzie można go puścić. Zakazy obowiązują na przykład w parkach narodowych. - Aplikacja mi zabroni? Aplikacja aplikacją, prawo na to nie zezwala. Możesz wystartować, ale za zgodą zarządzającego strefą. Czyli na ruchomych wydmach zdjęcia z góry nie zrobię? Legalnie nie, o ile Słowiński Park Narodowy nie wyda ci na to zgody. Jest za to wiele miejsc, gdzie możesz latać. Drony mają świetne funkcje, które uwiecznią wakacje czy inne wydarzenia. Zdjęcia z powietrza to bajka. Wiem, że podczas lotu nie mogę stracić drona z oczu. Tak, nie można drona stracić z zasięgu wzroku. Do tej pory mówiliśmy o kategorii ogólnej, ale jest też ta szczególna, która umożliwia loty poza zasięgiem wzroku. Wymaga jednak odpowiedniego przeszkolenia i zajęć teoretycznych, które kończą się egzaminem online. Ubezpieczyć się? Jak twój dron spadnie na moją starą vectrę, to się wyklepie. Jeśli jednak zleci na auto, dajmy na to waszego prezesa, to się pewnie nie dogadacie. A tak poważnie, każdym dronem możemy zrobić komuś krzywdę, a koszty tego mogą być ogromne. Do 20 kilogramów nie ma obowiązku ubezpieczenia drona. Niestety. Koszt ubezpieczenia oczywiście różni się w zależności od ubezpieczyciela i zakresu, ale mowa tu o kwotach w granicach 250 złotych rocznie. Moim zdaniem wszyscy droniarze powinni być ubezpieczeni. Ostatnie pytanie. Co powinien wiedzieć droniarz, zanim wystartuje. Słyszałem, żeby nie startować w domu? A ja ci powiem, że jeśli nie przeszedłeś szkolenia i nie masz pojęcia o lataniu, to startuj w domu. Jak zrobisz krzywdę, to tylko sobie. Jeśli mówimy o talom latającym maluchu dla rekreacji, to wystarczy szkolenie online. Przy większych dronach i chęci zarabiania na nich, należy odbyć kurs. ©® 14 WIARA I WYTRWAŁOŚĆ Głos Dziennik Pomorza Piątek, 5.08.2022 Proszą, dziękują, przepraszają na Jasną Górę pielgrzymi A Pątnicy niosą swój krzyż w postaci próśb, podziękowań lub przeprosin Łukasz Czerwiński Szczecin Choć każdy z pielgrzymów ma inną motywację, to wszystkim przyświeca jeden tfeL Dotrzeć ze swoją intencją aż na Jasną Górę. Muszą przejść całą Polskę; znad morza aż do Częstochowy. - Myślę, że to jest bardzo wyjątkowy czas z punktu widzenia duchowego, bo to jest istota pielgrzymowania. To także niesamowita przygoda, wręcz dla wielu przygoda życia. Poświęcamy dwadzieścia dni, idąc znad samego morza, zawieramy nowe znajomości, które często przeradzają się w wieloletnie przyjaźnie - zachęca do pielgrzymowania ks. Karol Łabenda, dyrektor Szczecińskiej Pieszej Pielgrzymki na Jasną Górę. W tym roku odbywa się ona po raz 38. Wystartowała 25 lipca z nadmorskiej miejscowości Pustkowo. Dzień później w drogę wyruszyli także pielgrzymi ze Świnoujścia, a obie grupy połączyły się w Wolinie. Liczba pątników znacznie powiększyła się jeszcze w Szczecinie. Kolejni mogą dołączać na pozostałych etapach, lecz tylko ci idący od pierwszego dnia przejdą najdłuższy dystans. Weterani i debiutanci - To już moja piętnasta pielgrzymka, w której biorę udział, a ósma w roli dyrektora - mówi ksiądz Karol Łabenda. Wśród pielgrzymów są jednak pątnicy ze znacznie większym stażem, a jednym z nich jest pan Józef, który nie opuścił żadnej ze szczecińskich pielgrzymek. -Na pierwszą wygoniła mnie żona - żartuje pan Józef. -Mocno się nie zmieniło przez te wszystkie lata, ale jest lepiej. Pierwsze pielgrzymki były trudniejsze - dodaje. Z kolei pan Edward od dziewięciu lat wybiera się na pielgrzymkę, żeby świętować swoje urodziny. -To już moja dziewiąta pielgrzymka. W tym roku kończę już 74 lata, więc jest za co dziękować - mówi. W Szczecinie do doświadczonych pątników dołączyli również debiutanci, wśród nich pani Lidia. -Zawsze miałam chęć, żeby uczestniczyć w pielgrzymce, ale wiele obowiązków stawało mi na drodze - tłumaczy tuż przed startem ze Szczecina. Z Pustkowa na swoją pierwszą pielgrzymkę wyruszył kleryk Beniamin, który w trasie chce nabrać cennego doświadczenia. -Między trzecim a czwartym rokiem, w ramach praktyk, jesteśmy wysyłani z seminarium na kilka dni pielgrzymki, żebyśmy mogli poznać ją z bliska. To doświadczenie modlitwy, ale też doświadczenie praktyczne na przyszłość -mówi młody kleryk. Każdy niesie swój krzyż. Wszyscy pątnicy niosą ze sobą ważne intencje, ale nie każdy chce się nimi dzielić. -W moim przypadku z reguły są to podziękowania lub prośby, ale także przeprosiny -mówi ogólnie pan Józef. -Idę w celu dziękczynnym, chcę podziękować za uratowane życie, ponieważ wyszłam z choroby nowotworowej -mówi pani Lidia. Nie wszyscy wędrują wyłącznie z powodów duchowych, niektórzy chcą zmierzyć się ze swoimi słabościami. -Mama mnie zmobilizowała do udziału w pielgrzymce. Idę spróbować nowych rzeczy, sprawdzić swoją wytrzymałość. Chciałbym dotrzeć do samego końca - mówi Mateusz. -Idziemy aż dwadzieścia dni, więc jest dużo czasu na modlitwę i rozmowę z Bogiem w wielu intencjach - podsumowuje pan Edward. Jak wytrwać do końca Większość zapytanych pątników deklaruje, że chce dotrzeć do samego końca i zanieść swoje intencje na Jasną Górę. Każdy z nich ma swój sposób na przetrwanie dwudziestod-niowej podróży. -Postaram się przejść całą trasę i nie myśleć o tym, jaki to jest dystans. Będę się skupiać na każdym kolejnym etapie -mówi pani Lidia. Innym sił dodaje modlitwa i intencje, które motywują do dalszej drogi. -Da się przejść, tylko trzeba bardzo chcieć. Modlitwa czyni cuda - zapewnia pan Edward. A jak ze zmęczeniem radzi sobie Konrad? On ze względu na obowiązki - kieruje ruchem podczas pielgrzymki - musi przejść całą trasę. -Przede wszystkim odsypiam, a na każdym postoju staram się trzymać nogi w górze, bo jednak właśnie nogi najbardziej doskwierają podczas długiego marszu - odpowiada. Bezpieczeństwo -ważna rzecz -Mamy swoje służby medyczne, które nas zabezpie- Głos Dziennik Pomorza Piątek, 5.08.2022 WIARA I WYTRWAŁOŚĆ • 15 Dwadzieścia dni pieszej wędrówki poświęcają Matce Boskiej M. mwmt Ksiądz Karol Łabenda, dyrektor pielgrzymki Wśród pątników są osoby dbające o ich bezpieczeństwo na drodze czają. Jest też samochód, który z nami jedzie i w razie potrzeby udzielana jest bieżąca pomoc. Najczęściej są to jakieś urazy związane z trudem trasy. Sporadycznie zdarzają się sytuacje, że ktoś zemdleje, ale przez te piętnaście lat pamiętam dosłownie kilka takich przypadków - zapewnia ksiądz Karol Łabenda. Trasa pielgrzymki jest już wcześniej dokładnie rozplanowana, a na bardziej ruchliwych drogach pielgrzymi mają zapewnioną eskortę policji. Pątnicy mają także własnych kierujących ruchem, którzy dbają o bezpieczeństwo na drodze od Pustkowa aż do Częstochowy. -Razem z koleżanką Dorotą odpowiadamy za to, kiedy możemy wejść na drogę z postoju, a w trakcie marszu kierujemy ruchem wahadłowym, tak żeby nie utrudniać ruchu i nie tworzyć korków na trasie pielgrzymki - opowiada Konrad -Zdobywamy specjalne uprawnienia, zakończone egzaminem, które musimy odnawiać co pięć lat. Jeden dzień z życia pielgrzyma -Każdy dzień zaczynamy mszą świętą, a później wyruszamy w trasę. Te dni są różne, trasa jednego dnia jest dłuższa, drugiego krótsza, ale średnio dziennie przechodzimy około trzydziestu pięciu kilometrów. Robimy jeden dłuższy, około dwugodzinny postój obiadowy. Wtedy jesteśmy przyjmowani przez poszczególne parafie, które nas goszczą. Wieczorem dochodzimy do miejscowości, w której śpimy. Jest to nocleg zbiorowy w szkole, remizie strażackiej lub gospodarze przyjmują nas pod swój dach we własnych mieszkaniach. Na zakończenie dnia jest adoracja Najświętszego Sakramentu w kościele albo mamy też tzw. pogodne wieczory, kiedy jest czas na tańce, śpiewy, grilla. To też dobry moment poznawania siebie i tworzenia wspólnoty - opowiada dyrektor pielgrzymki. Szczecińska Piesza Pielgrzymka na Jasną Górę przez dwadzieścia dni przemierza pięć województw. Na każdym postoju dołączyć mogą kolejni pątnicy, ale też możliwa jest rezygnacja i powrót do domu, jeśli komuś zabraknie sił do dalszej drogi. Według planów pielgrzymka dotrze do Częstochowy 13 sierpnia. ©®Pielgrzymka wyrusza do Częstochowy ze Szczecina NAJDŁUŻSZA I NAJBARDZIEJ WYMAGAJĄCA PIELGRZYMKA W POLSCE Szczecińska Piesza Pielgrzymka na Jasną Górę w tym roku odbywa się po raz 38. Trasa do Częstochowy liczy ponad 600 kilometrów. 16 • POTRZEBNA POMOC Głos Dziennik Pomorza Piątek, 5.08.2022 Ogień trawił ich dom dwa razy z rzędu. Nadzieję pokładają w ludziach dobrej woli Sylwia Lis Powiat bytowski Ośmioosobowa rodzina z Jeleńcza na Kaszubach w pożarze straciła dach nad głową. Sąsiedzi zorganizowali internetową zbiórkę pieniędzy. I ty możesz pomóc, wpłacając datek. Bliźniaczki Ania i Monika mocno trzymają się za ręce. Przyszły do swojego domu z 16-letnią siostrą. Chciały posprzątać. Po ich małym pokoiku zostały zgliszcza. Przybory szkolne przygotowane do pierwszej klasy do niczego się nie nadają, pluszaki zniszczone, lalki nadpalone... Buszują po pogorzelisku w nadziei, że może coś jeszcze uda się uratować. -Nic nam nie zostało -smuci się nastoletnia Martyna. -Najbardziej żal mi bliźniaczek. Kiedy wybuchł pożar, były w domu. Od tego czasu prawie się nie odzywają. Od pożaru minął ponad miesiąc, a one do dziś są przestraszone. Siła żywiołu Jeleńcz to malownicza miejscowość na Kaszubach w gminie Parchowo. Kilkanaście domów. Kropidłowscy mieszkają w centrum wsi. Pożar wybuchł wieczorem 2 lipca. -Nigdy nam się nie przelewało - przyznaje Iwona Kropi-dłowska. - Starałam się zawsze, żeby było co do garnka włożyć, mam swoje warzywa, owoce. Tego wieczoru zrobiłam już obrządek na dworze, byłam w altanie, gdzie mam pomidory i ogórki. Narwałam szczypiorku do jajecznicy i twarożku na kolację. Byłam w kuchni, już miałam wszystko uszykowane, gdy przybiegł do mnie syn Karol i powiedział, że wybuchł pożar! Otworzyłam drzwi na poddasze, gdzie znajduje się pokój chłopców, a tam tylko dym zobaczyłam. Wszędzie było czarno. Ognia nawet nie widziałam. Krzyczałam do męża: -Palimy się! Najpierw próbowaliśmy gasić to wszystko wodą z miski i wiader, potem przypomniałam sobie, że na dworze szlauch jest podłączony, ale to r?a niewiele się zdało. Ktoś wezwał straż. Ochotnicy z Półczna przyjechali błyskawicznie, potem pojawiały się kolejne wozy. Rzuciłam się do ratowania, czego się da, ale udało mi się wynieść tylko dokumenty. Reszta albo została spalona, albo zalana wodą. Ania i Monika były w domu, kiedy płonął. Straciły swoje łóżka, zabawki, przybory szkolne, które czekały na pierwszy rok nauki bliźniaczek OH % iiiUlluiliti Niewiele sprzętów dało się wynieść z pogorzeliska. Większość rzeczy spłonęła albo została zalana Rodziną niemal natychmiast zajęli się urzędnicy z Parchowa. Jeszcze tej samej nocy przekazali im klucze do wyremontowanej sali wiejskiej w Jeleńczu. Tam małżonkowie przenieśli się z dziećmi: Martyną, Julką, Romkiem, Karolem, Anią i Moniką. Tragedia razy dwa -Nad ranem usłyszałam trzask - opowiada dalej pani Iwona. - Pomyślałam, że coś uderza o ścianę świetlicy. Wyszłam na zewnątrz i zobaczyłam, że nasz dom znów płonie! Dwa nieszczęścia w ciągu zaledwie kilkunastu godzin. To niepojęte! Drugi pożar jako pierwszy zauważył Józef Jakusz, sąsiad Kropidłowskich. -Mieszkam tuż obok -mówi. - To był niedzielny poranek, siedziałem w domu i nagle usłyszałem strzały jak z karabinu maszynowego. Nie wiedziałem, co się dzieje. Wybiegłem na zewnątrz, a dom sąsiadów wyglądał, jakby znajdował się we mgle. Zdumiałem! Bo wiedziałem, że poprzedniego dnia strażacy wszystko zgasili. Zastanawiałem się, czy od tej wysokiej temperatury paruje, czy co? Po chwili zobaczyłem ogień. Jak to się jarało! Bardziej niż poprzedniego dnia. A te strzały to był pękający od gorąca eternit. Wezwałem straż. W akcję pierwszego i drugiego dnia zaangażowanych było blisko 10 zastępów straży pożarnej. -Po pierwszym pożarze dom został sprawdzony kamerą termowizyjną - mówi kapitan Krzysztof Rychter z by-towskiej straży pożarnej. - Gdy nie stwierdzono zarzewia ognia, pogorzelisko przekazano pod opiekę właściciela. Obecnie trudno jednoznacznie stwierdzić, jaka była przyczyna pożaru. Ustali ją policja. Nieoficjalnie mówi się o zwarciu instalacji elektrycznej na poddaszu. Z tej ruiny domu już nie będzie Dom w zasadzie nie nadaje się do remontu, tylko do rozbiórki. -Poddasze jest spalone, strop zarwany, ściany zalane -wylicza Marian Kropidłowski. -Inspektor nadzoru budowlanego stwierdził, że do domu wrócić nie możemy. Trzeba będzie wybudować go na nowo. Nam się nie przelewa, mieliśmy ubezpieczenie, ale za dużo nie dostaniemy. Pracuję w gminie jako robotnik interwencyjny, z tego za dużo pieniędzy nie ma. Najważniejsze jednak, że żyjemy, że dzieciom nic się nie stało. Rękę do pogorzelców wyciągnęła gmina. Wójt Parchowa zapewnia, że rodzina nie zostanie bez pomocy. -W świetlicy mogą mieszkać tak długo, jak będzie trzeba -mówi Andrzej Dołębski. - Rodzinie zaproponowaliśmy jeszcze inne mieszkanie, ale woleli zostać w Jeleńczu, tu mają zwierzęta, jakieś kury, a nimi trzeba się zajmować. Gmina wzięła na siebie koszt wywozu rzeczy z pogorzeliska, zobaczymy, co jeszcze możemy zrobić. Pewnie wyślemy tam do pomocy pracowników gminnych. Mamy ograniczone środki, ale ośrodek pomocy społecznej już zorganizował zbiórkę. Ten dom został przerobiony z obory. Faktycznie najlepszym rozwiązaniem będzie rozbiórka i budowa nowego domu od podstaw. Zbiórka dla pogorzelców Rodzinę można wesprzeć, biorąc udział w zbiórce pieniężnej zorganizowanej przez Stowarzyszenie Asert działające przy szkole w Parchowie oraz Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej w Parchowie. Zebrano na razie ponad 10 tysięcy złotych. Potrzeby są dużo większe. Zbiórka dostępna jest jeszcze dzisiaj na portalu zrzutka.pl -Na bezpieczny dom. ©© Głos Dziennik Pomorza Piątek, 5.08.2022 MATERIAŁ INFORMACYJNY • 17 Materia) informacyjny Jak PGG S. A. zabezpiecza swój sklep internetowy przed oszustwami? POLSKA GRUPA GÓRNICZA Węgiel milowy Maksymalna ilość przemyślanych zabezpieczeń i blokad chroni e-sklep Polskiej Grupy Górniczej S. A. tak, by niemożliwe było dokonanie oszustwa, zakup z fikcyjnych kont, użycie nieuczciwego oprogramowania, podszywanie się pod inne osoby czy wyłudzenie nienależnego węgla. Mimo nieprzeciętnie dużego popytu na opał z PGG S.A. klienci wchodzący we wtorki i czwartki na sesje zakupowe w sklepie internetowym spółki muszą być całkowicie bezpieczni. Czasem niestety nawet kosztem wygody, bo pierwsze mechanizmy zabezpieczające infrastrukturę wewnętrzną IT firmy zaczynają działać już z powodu olbrzymiej ilości jednoczesnych prób wejść na witrynę sklepu (current connections). Gdy tylko węgiel pojawia się w sprzedaży na półce e-sklepu, na kontrolerze dostarczania aplikacji liczba odwołań do witryny w jednej chwili dochodzi do 650 tysięcy! - Tak wielki ruch powoduje, że nie wszyscy chętni są w stanie bez problemu dostać się do witryny, aby kupić węgiel. Jednak sprzedaż trwa zawsze do wyczerpania wystawionego zapasu, a ilość zrealizowanych transakcji oscyluje na poziomie kilkudziesięciu na sekundę - tłumaczą specjaliści IT Polskiej Grupy Górniczej i opisują kolejne piętra zabezpieczeń e-sklepu. Nikt nie jest anonimowy we-sklepie Po pierwsze węgiel kupić mogą w PGG S.A. tylko zarejestrowani klienci, którzy podadzą swoje niezbędne do transakcji dane osobowe, numer pesel i konta bankowego oraz adres. Klient nie jest więc w sklepie anonimowy. Obecnie zarejestrowanych jest prawie 540 tys. osób. Rozwiązania Google re-Captcha, które wykorzystują zaawansowane techniki sztucznej inteligencji, uniemożliwiają rejestrację fałszywych użytkowników oraz próby użycia botów. Rejestracja jest dwuetapowa: klient musi odpowiedzieć na wysłany e-mail, co eliminuje posługiwanie się fałszy wymi kontami poczty elektronicznej. W sklepie PGG S.A. na ten sam pesel i adres mailowy można zarejestrować się tylko jeden raz. Mechanizmy reCaptcha zabezpieczają proces zakupów także na etapie logowania się klienta do sklepu (jest to obowiązkowy wymóg) i nabywania towaru - szczególnie chroniony jest moment przejścia do płatności za zamówiony węgiel. Limity działające w oparciu o numer pesel i adres domowy sprawiają, że nikomu nie uda się kupić więcej niż dozwolone 5 ton, na przykład w celu późniejszej odsprzedaży. Aplikacja sklepu PGG S.A. zapisuje fakt dokonania transakcji wraz z numerem IP, z którego ją wykonano. Podejrzenie, że klient używa programów do automatyzacji zakupów, skutkuje blokadą ruchu z danego IP. - Logi systemowe są na bieżąco przeglądane i analizowane przez administratorów, a informacje o podejrzanych próbach transakcji przekazuje się do Biura Kontroli Wewnętrznej w spółce, które ściśle współpracuje z organami ścigania - zastrzegają administratorzy e-sklepu. Geolokalizacja i firewall na boty i TOR Szczególnie w początkowym okresie sprzedaży przez internet utrapieniem sklepu i uczciwych klientów było zmasowane działanie botów. Aby je wyeliminować, wprowadzono m.in. geolokalizację, która uniemożliwia wejścia na stronę sklepu z serwerów poza terytorium Polski. Zastosowane mechanizmy IP Intelligence sprawdzają, jakim IP po- Gffosm zamów węGiei mim w e- sklepie I ODBIERZ WE WŁASNYM ZAKRESIE: sklep.pgg. sługuje się klient i porównują dany adres z aktualizowanymi spisami adresów proxy, botne-tami lub siecią TOR. Użyte przez PGG S.A. mechanizmy weryfikacji behawioralnej potrafią nawet sprawdzić, czy przeglądarką www użytkownika posługuje się żywy człowiek czy też bot zakupowy. Sklepu internetowego z węglem PGG S.A. strzeże również tzw. Web Application Firewall, który pozwala na automatyczną kontrolę treści przesyłanych do aplikacji e-sklepu. Bazy reguł wykorzystywane w tym rozwiązaniu są na bieżąco aktualizowane. Przed groźnymi atakami typu DDOS, które mogą sparaliżować infra- strukturę e-sklepu, chronią m.in. mechanizmy zliczające częstotliwość odświeżania strony internetowej. - Wszystkie techniczne zabezpieczenia wsparte są dodatkowo pracą administratorów, śledzeniem ruchu przychodzącego z internetu i przeglądaniem logów systemowych i aplikacyjnych, tak aby na bieżąco reagować na pojawiające się zagrożenia. Ostatnim ogniwem zabezpieczającym proces zakupowy jest kontrola przez operatorów sklepu i służby kopalniane dokumentów, oświadczeń i deklaracji CEEB (Centralnej Ewidencji Emi-syjności Budynków) składanych przez klientów pod kątem ich zgodności ze sobą i z danymi zarejestrowanymi w sklepie internetowym. Na tym ostatnim etapie sprawdza się również, czy płatności w transakcjach nie są realizowane z tych samych kont bankowych - opisują specjaliści IT Polskiej Grupy Górniczej S.A. Oszustwa praktycznie niemożliwe, lecz bądźmy ostrożni! Przy obecnych zabezpieczeniach serwisu sprzedażowego PGG S.A. praktycznie niemożliwa jest aktywność nieuczciwych pośredników, którzy usiłują wyłudzać opłaty za rzekome ułatwienie lub przyspieszenie procedury zakupu węgla. -W szczególności przestrze- gamy naszych klientów, by w żadnym wypadku nie udostępniali komukolwiek danych personalnych i bankowych, których używa się do sfinalizowania transakcji w e-sklepie! - apelują przedstawiciele PGG S.A. Spółka podkreśla, ze infrastruktura serwerowa e-sklepu przeszła gruntowną modernizację, aby w krótszym czasie mogła obsłużyć jak najwięcej klientów. Dotychczas od początku roku e-sklep PGG S.A. obsłużył ponad 152 tys. klientów, do których trafiło 603 tys. ton węgla po cenie producenta, tzn. około tysiąca złotych za tonę (w tym ponad 86 tys. ton węgla workowanego dla 49 tys. klientów). 18 • WAKACYJNA PRZYGODA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 5.08.2022 Nowe życie zabytkowej lokomotywy. Zabiera turystów w podróż w czasie Marek Jaszczyński Szczecin Mieszkańcy regionu mogli wybrać się w kolejową podróż w czasie. Do Szczecina przyjechał specjalny pociąg, który prowadziła zabytkowa lokomotywa Schnellzuglokomotive 01519 z serii Ol. Gorąco w przedziale. Mimo to wśród na twarzach pasażerów gości uśmiech, ważniejsza od niedogodności jest podróż retro pociągiem. -Ale jak to, nie ma klimatyzacji? - dziwi się ośmioletni Kamil, który wybrał się w podróż wraz z rodzicami. -Kiedyś tak się podróżowało, latem panował ukrop w przedziale - wyjaśniają rodzice. Zanim pociąg ruszył, część pasażerów została na peronie, żeby porobić zdjęcia i nakręcić filmy lokomotywie, która majestatycznie podjechała pod oczekujący skład wagonów. -Jak na tę masę, to pary za mało, a maszyniści są zbyt czyści - zauważa Konrad, pasjonat kolei, który czeka na peronie. Parowóz, który przyjechał do Szczecina i odbył dwie podróże do sąsiedniego niemieckiego Tantow, został wyprodukowany przez firmę Henschel&Sohn w Kassel w czerwcu 1936 roku pod numerem fabrycznym 22929. 17 czerwca trafił do parowozowni Drezno Altstadt. Po II wojnie światowej brakowało niemieckiej kolei parowozów do pociągów ekspresowych. Postanowiono więc kompleksowo zrekonstruować 35 maszyn z serii 01. Parowóz otrzymał między innymi nowo zaprojektowany kocioł opalany olejem, który został wyprodukowany przez Raw Halber-stadt pod numerem 267. Po przebudowie w latach 1963/1964 otrzymał numer 01 519. Lokomotywa przeszła Schnellzuglokomotive 01 519 w całej okazałości. „Niemiecko-polski pociąg przyjaźni"- tak nazywał się skład, który przyjechał do Szczecina na emeryturę w 1982 roku i została przekazana wraz z numerami 01510,01513 i Ol 517 browarowi VEB w Greifswaldzie. Lokomotywy zostały przetransportowane z Gerstungen do Stralsundu pod koniec października 1982 roku i przebudowane ponow- nie na opalanie węglem na stacji Hornstorf (niedaleko Wismaru). W Greifswaldzie były używane jako stacjonarne systemy grzewcze dla browaru, szpitala i innych okolicznych przedsiębiorstw. W tej roli pracowały aż do października 1988 roku. Latem 1989 roku Deutsche Reichsbahn rozpoczął złomowanie lokomotyw. Nowe życie zaczęło się dla parowozu w latach 90. ubiegłego wieku, kiedy zaczęły się przewozy turystyczne. W 1997 roku parowóz 01519 pobił rekord. Był lokomotywą muzealną z największą liczbą przejechanych kilometrów (około 22 000) w Niemczech, a może i w Europie. Od października 2015 roku parowóz jeździ w barwach stowarzyszenia Eisenbahnfreunde Zol-lernbahn w niemieckim Rottweil i można go podziwiać do dziś. ©® Wnętrze kabiny maszynistów w parowozie Wagon drugiej klasy z miejscem dla pasażerów z większym bagażem podręcznym REKLAMA Energa GRUPAE2E3 Jesteśmy jednym z liderów zielonej energetyki w Polsce. Jako część Grupy ORLEN realizujemy ambitny plan zmniejszenia o 33% emisyjności wytwarzanej energii. Dążymy do tego min. poprzez rozwój OZE na lądzie i udział w projektach morskich farm wiatrowych. Dbamy o równowagę między zapewnieniem bezpieczeństwa energetycznego, a troską o nasze otoczenie. Zrównoważony rozwój. Z szacunkiem dla środowiska. Myślimy o przyszłości. Chcemy zapewnić klientom dostęp do czystej energii REKLAMA • 19 0010577526 Głos Dziennik Pomorza Piątek, 5.08.2022 Wspólnie dla EKOLOGII 20• HISTORIA DWÓCH CZOŁGÓW SS£!3&&no™ Ruski, ale i polski. Borneński Rudy 102 mocno stoi na cokole w centrum miasta Rajmund Wełnie Borne Sulinowo Czołg T-34, który dziś stoi w centrum Bornego Sulinowa, wrócił tu przed kilkunastoma laty. Jakie były losy je-go poprzednika, zabranego przez wycofujących się z Polski Rosjan? Na Ukrainie trwa wojna, w której pancerne siły obu stron decydują o przebiegu zmagań, tak jak na frontach II wojny światowej. Okazuje się, że czołgi, które niektórzy chcieli już odesłać do wojennego lamusa, wciąż liczą się na polu bitwy. Sowieci - a potem Rosjanie - swoją broń pancerną darzą wielką estymą. Pamiątką po ich pobycie w Polsce nadal są liczne pomniki-tanki z czasów poprzedniej wojny. Tylko w regionie koszalińskim dwa czołgi T-34 stoją na postumencie w Drawsku Pomorskim, ten sam model - choć produkcji powojennej - zdobi skansen wojskowy w Szczecinku, a w Bornem Sulinowie reaktywowany obelisk wprost nawiązuje do pomnika, jaki przez kilkadziesiąt lat stał w bazie Armii Czerwonej. I - zwłaszcza w świetle rosyjskiej agresji na Ukrainę -wraca pytanie, czy czołg nie powinien z cokołu zjechać. Wprost do muzeum. Borneński tank Czołg czołgowi nierówny, choć dla laika słynny T-34, jaki stoi od roku 2010 na postumencie przy alei Niepodległości w Bornem Sulinowie, specjalnie nie różni się od tego z czasów, gdy była tu baza wojsk sowieckich. - To czołg z działem kalibru 85 mm, wyprodukowany już w roku 1953, a sprowadzony Pierwszy T-34 stanął w Bornem, kiedy stacjonowały tu sowieckie wojska W 2010 roku, po 18 latach, na cokół w Bornem Sulinowie tylko T-34/85 nr UBC 3628 wyprodukowany w Polsce z Muzeum Wojska Polskiego łon zniknął-tak jak borneński w Warszawie - precyzuje Da- czołg - gdy Rosjanie opuszczali riusz Czerniawski, szef BKO Polskę. w Bomem i znawca lokalnej hi- Pan Dariusz ustalił dokład- storii. - Ten, który stał tu nie, kiedy to się stało, dociera- do roku 1992, był wersją z cza- jąc do polskich oficerów odpra- sów wojny, z 76-milimetrową wiających eszelony kolejowe armatą. Niemal na pewno prze- opuszczające Szczecinek szedł szlak bojowy, zapewne i Borne Sulinowo. W dokumen- z jednostką, która tu stacjono- tach zapisano T-34 jako ekspo- wała. Nic więc dziwnego, że naty muzealne. Rosjanie traktowali go jak reli- - Załadunek obu czołgów kwię, to tu odbywały się przez odbył się 2 kwietnia 1992 roku, dekady najważniejsze uroczy- następnego dnia na jednej plat- stości. formie odjechały na granicę, Zaraz po wojnie w Bornem do Brześcia - mówi historyk, zainstalowała się 90. Gwardyj- Tu ślad się urywa, ale można ska Witebsko-Nowogródzka założyć, że gdzieś stoją do dzi- Dywizja Strzelecka, która po- siaj. Niewykluczone, że w Twe- tem wiele razy zmieniała na- rze, dokąd trafiły początkowo zwę. Dodajmy, że podobny po- jednostki 6. Witebsko-Nowo- jazd zdobił także postument grodzkiej Dywizji Zmechanizo- w pobliskim Kłominie, daw- wanej z Bornego Sulinowa, nym Gródku, gdzie także sta- A być może, w chaosie cjonowała Armia Czerwona, po rozpadzie Związku Socjali- 1. Nie ten sam, który stał tam wcześniej, stycznych Republik Radziec- - Stanął na nim T-34/85 o nu- kich, z którego wyłoniła się naj- merze seryjnym UBC 3628. pierw Wspólnota Niepodle- Tego typu czołgi były produko- głych Państw, a następnie Fede- wane w Polsce w Zakładach racja Rosyjska, borneńskie w Łabędach w latach 1953-1958 czołgi trafiły gdzieś na złom. na licencji radzieckiej. - To można by ustalić, tylko Słów kilka poświęćmy słyn- kontaktując się z dawnymi żoł- nej konstrukcji, którą w Polsce nierzami radzieckimi, jacy tu wszyscy kojarzymy z serialu służyli - uważa Dariusz Czer- „Czterej pancerni i pies". To niawski. w T-34 „Rudym 102" Janek Kos i jego koledzy walczyli z Niem-Powrót czołgu cami u boku czerwonoarmi-Przez 18 lat postument stów. Produkowano go w latach w Bomem stał pusty. Aż wresz- 1940-57 w imponującej liczbie cie w roku 2010 legendarny ponad 84 tysięcy sztuk. W cza-czołg T-34, dzięki któremu Ro- sie II wojny światowej stanowił sjanie wygrali II wojnę świa- podstawę sił pancernych Armii tową, wrócił do leśnego mia- Czerwonej. Jego zaletą była nie-steczka. Postument koło wyre- zawodność, prosta konstrukcja montowanej wcześniej na cele i łatwa obsługa. Szerokie gąsie-edukacyjno-kulturalne dawnej nice ułatwiały poruszanie się izby pamięci przygotowywano grząskim terenie. Dzięki skona przyjęcie niecodziennego śnemu pancerzowi i obłym eksponatu kilka miesięcy. kształtom wieżyczki, a także mocnej armacie był na początku wojny trudnym przeciwnikiem dla sił pancernych in Rzeszy. Odpowiedzią był wyścig zbrojeń - Niemcy opracowali wzorowany na T-34 słynny czołg średni Pantera (PzKpfw V) i ciężki Tiger (PzKpfw VI). Odpowiedzią rosyjskich konstruktorów była wersja T-34 z działem o kalibrze 85 milimetrów i ze wzmocnionym pancerzem oraz seria czołgów ciężkich. Niemieckie czołgi były zasadniczo lepsze, ale na froncie liczyła się także liczba: radzieckie fabryki produkowały dziesiątki tysięcy tanich pojazdów bojowych, a niemiecki przemysł wojskowy nie był im w stanie dorównać. Co dalej? Oficjalnie nikt na razie nie ma planów usunięcia czołgu z postumentu przy alei Niepodległości. Borne Sulinowo żyje z turystyki militarnej i wojennej przeszłości miasta, więc raczej stara się pamiątki dawnych czasów eksponować, a nie je likwidować. Chociaż podczas tegorocznego, sierpniowego zlotu pojazdów wojskowych, zakazano paradowania w mundurach wojsk sowieckich. W bomeńskim ratuszu słyszymy, że T-34 to wersja powojenna, wyprodukowana zresztą w polskiej fabryce na licencji ZSRR. I przez lata - zanim trafił do muzeum - służyli na nim polscy żołnierze. Tak jak do dziś zresztą, bo spora część arsenału polskiej armii pochodzi jeszcze z czasów PRL. A nasze czołgi - w wersji T-72 - zostały przekazane Ukraińcom i już walczą z Rosjanami na froncie w Donbasie. ©® Na tle czołgu chętnie robiono sobie pamiątkowe zdjęcia Głos Dziennik Pomorza Piątek, 5.08.2022 RECENZJE, FELIETON KSIĄŻKI Zakładnik Clare Mackintosh Wydawnictwo Prószyński i S-ka. Notka od wydawcy: „Lot Londyn - Sydney. Na pokładzie stewardesa Mina próbuje zapomnieć o problemach z pięcioletnią córką ARTYKUŁ REKLAMOWY WŁADNI K i rozpadającym się małżeństwie. Krótko po starcie otrzymuje jednak bardzo niepokojący list od anonimowego pasażera - ktoś informuje ją, że samolot nigdy nie dotrze do celu... Problem w tym, że tajemniczy autor notki, żeby doprowadzić do katastrofy, potrzebuje pomocy samej Miny. Niestety, wie też, jak ją do tego skłonić. Kobieta staje się zakładniczką. Tymczasem samolot ma lądować w Sydney za dwadzieścia godzin, podczas których wiele może się jeszcze zdarzyć." Klaustrofobiczny thriller, który zabiera czytelników na pokład, gdzie emocje sięgają zenitu. Historię poznajemy z kilku perspektyw - stewardesy, jej męża i pasażerów. Chociaż książka ma ponad 500 stron, to czyta się wartko. Lektura w sam raz na podróż samolotem. (MARA) ONA TEMU WINNA, ONA TEMU WINNA, DAĆ MU ODPÓR POWINNA BABSKIE GADANIE Anna Czerny-Marecka Wszystko szło nie tak już od samego rana. Zepsuł się czajnik elektryczny, więc wodę na herbatę zagotowałam w rondelku. Przy niej rytualnie zmierzyłam się z dwoma grami słownymi. Rytualnie, bo od wyniku zależy, jaki będzie dzień. Ten zaś był szczególny, gdyż po dwutygodniowym urlopie wracałam do pracy. Polskie słówko ułożyłam szybko, angielskie mnie pokonało. A zasada jest taka: wychodzą oba, będzie dobrze, żadne nie daje się ułożyć - lepiej nie wychodź z domu, kobieto, udaje się z jednym - go tuj się na mamy dzień. No i był. Kiedy zasiadłam do komputera, ten zażądał hasła. W głowie wielka pourlo-powa pustka. - Nie zapisałaś na kartce? - zdziwił się informatyk, do którego w te pędy zadzwoniłam. No ludzie, trzymajcie mnie, przecież nie wolno zapisywać PIN-ów i haseł, żeby nie wpadły w niepowołane ręce - ostrzegają eksperci. A moje było takie ładne, z wielką literą, cyframi i znakami specjalnymi. Tyle wiedziałam. Po dwóch godzinach udało się jakoś sprawę załatwić. Niestety, w tym czasie miałam być na zdalnej planówce, o której nikt mnie nie poinformował, a nawet nie zaprosił. Uświadomił mi to sam główny szef krótkim telefonem. - Anka, wyjdź z chaosu! Ja, porządnicka, wielka ogarniaczka bałaganu? Nie dyskutowałam jednak, chociaż na końcu języka miałam nie byle jaki argument, wszak na początku był chaos. Już wydawało się, że wychodzę na prostą, ale nie, najgorsze jeszcze było przede mną. Et tu Brute contra me?! Michale Elmerychu, jak mogłeś się podszyć pode mnie w moim felietonie? Że co, że sama cię sprowokowałam, wpisując w tym miejscu tytuł: „Michale, proszę podszyj się pode mnie :)"? No jakże mogłam zapomnieć, że mężczyźni nie kumają wyrafinowanego poczucia humoru. Daj kurze grzędę (czytaj - tytuł), a ona - wyżej siędę (czyń niżej, bo wraży męski element rozpanoszył się w ramce felietonu). No ale skoro Elmerych się rozlał, to muszę to piwo wypić, czyli zdementować wszystko, co niby ja napisałam w piątek, 22 lipca. Po kolei zatem. Owszem, nie interesują mnie mecze piłkarskie, ale nie uważam, że powinno je się skrócić do "kwadransa. To nie-patriotyczne. Nasza reprezentacja w piłce nożnej rusza się żwawiej dopiero pod koniec drugiej połowy meczu, kiedy przegrywa i „gra o wszystko". Taki jej, tfu, na psa urok. 15-mi-nutowe mecze oznaczałyby jej notoryczne porażki. Będąc dalej w temacie - doskonale wiem, że Lewandowski przeszedł do FC Barcelony, czyli Dumy Katalonii. Trąbiły o tym portale plotkarskie i biznesowe, a nie tylko sportowe, na które nie wchodzę. Tak przy okazji - interesowałam się piłką, kiedy było warto. Skład jedenastki Górskiego znałam na pamięć i miałam wiedzę na temat unikalnych zdolności czołowych zawodników. A teraz? Szkoda gadać. Kolejna rzecz - babskie żądanie, aby w ogóle ograniczyć sport w telewizji. Nie wiem, skąd Michał E. to wziął, ale trafił poza tarczę. Dla mnie w telewizji mogą lecieć same maratony, tenisy i inne wygibasy. Z prostej przyczyny - telewizor robi u mnie za przedmiot, na którym zbiera się kurz. Nie włączałam go od lat i do niczego nie jest podłączony W jednym jednak się z panem E. zgadzam. A żeby było dokładnie, po prostu przytoczę cały cytat z jego/mojego felietonu: „Ogólnie jestem załamana, bo brałam go za w miarę inteligentnego faceta, a on poleciał w moim felietonie banałami, o których ja nawet bym nie pomyślała. Zastawialiście się, a właściwie - łyście, skąd oni biorą te głupoty, które o nas myślą? Wy-daje mi się, że z jakichś nieod-krytych przed nami męskich źródeł czerpanych Bóg raczy wiedzieć skąd". * * * A swoją drogą, pierwszy dzień pracy po urlopie zawsze, ale to zawsze jest o k r o p n y. W zasadzie już dzień wcześniej na człowieka napadają myśli 0tym, co musi zrobić, jakie zmiany zastanie, czego będą od niego wymagać. Noc też bywa koszmarna, bo jak się myśli o tym, żeby nie zaspać, to się na wszelki wypadek wcale nie śpi. Jedna z moich koleżanek stwierdziła kiedyś, że wracającym z urlopu powinien przysługiwać jeden dzień na zaadaptowanie się do pourlopowej rzeczywistości. Tym postulatem żegnam się ozięble (z panem Michałem) 1ciepło - z Państwem. Do zobaczenia za tydzień. ©® Przełomowe odkrycie uczonych z Cambridge w walce z nietrzymaniem moczu ^ AKCJA PRODUCENTA - PULA PRODUKTÓW ZA 0 ZŁ „Ta metoda wspomaga usuwanie nawet 97% przyczyn nietrzymania moczu, łagodzi problem szybko" To był szok. 173 kobiety, które jako pierwsze w historii skorzystały z nowego odkrycia specjalisty ds. urologii Maxa Randalla, nie mogły uwierzyć w to, co widzą. Max Randali, Cambridge Po około 30 dniach kobiety twierdziły, że preparat wspomógł je w walce z problemem z nietrzymaniem moczu. Udało im się to bez żadnych innych preparatów czy ćwiczeń. Spektakularna metoda brytyjskiego uczonego może mieć nawet 97% skuteczności. Kobiety twierdzą, że pokonały wysiłkowe nietrzymanie moczu, nawet podczas dużego wysiłku. Zredukowały parcie na cewkę moczową, co spowodowało o 93% rzadsze wizyty w łazience. Zmniejszyły nadwrażliwość pęcherza i wydłużyły czas między wizytami w WC. A także wzmocniły mięśnie dna miednicy, dzięki czemu możliwe jest dłuższe wytrzymanie z pełnym pęcherzem. Okiem eksperta: Wiele osób niesłusznie sqdzi, że nietrzymanie moczu to typowo kobiecy problem. Owszem, dwukrotnie częściej przytrafia się on paniom, ale dotyczy też mężczyzn! Poza tym wielu lekarzy nie potrafi wskazać przyczyn dolegliwości. Nie wiedzą, że za nietrzymanie moczu odpowiedzialne są osłabione mięśnie dna miednicy. Chorzy na własną rękę biorą różne witaminy, nieznane suplemanty, próbują ćwiczyć. To nic nie daje, a w tej sytuacji trzeba działać szybko, ponieważ problem będzie tylko się pogłębiał. Dla przeciętnego człowieka wydaje się to niemożliwe A jednak. Trzeba tylko wiedzieć, jak pobudzić ciało do działania. Max Randali: „Odkryliśmy naturalne substancje aktywne, które mogą oddziaływać na poziomie nanokomórkowym i wspomagać opóźnianie podziału telomerów w komórkach. Komórki mogą starzeć się ponad 9-krotnie wolniej. Organizm ma szansę automatycznie minimalizować problem nietrzymania moczu. Te substancje mogą wzmocnić mięśnie dna miednicy i zmniejszyć nadwrażliwość pęcherza. Dzięki temu nietrzymanie moczu może zostać zminimalizowane po ok. 4 tyg. Aby metoda była dostępna dla każdego, wprowadziłem ją w postaci aktywnych, biostymulujących tabletek". „Szok i frustracja" Nie spodziewałem się, że to spotka akurat mnie. Żyję zdrowo,nie palę, waga w normie - a jednak straciłem kontro, nad swoim pęcherzem. Na spodniac pojawiały się plamki, było mi okropni wstyd! Chciałem iść do urologa, zrob coś z tym jak najszybciej, ale termin do stałem na 3 miesiące wprzód. Zacząłem szukać, trafiłem na tabletki biostymulu jące. Dosyć szybko widziałem pierwsz efekty. Później zapomniałem o próbie mie! Edward (64 lat), Piotrków Trybunalsk ZAWALCZ Z NIETRZYMANIEM MOCZU ZA DARMO! Odkrycie Randalla wchodzi na rynek Formuła jest dostępna wyłącznie w sprzedaży telefonicznej. Ilość opakowań promocyjnych jest ograniczona - decyduje kolejność zgłoszeń. kteraz z p*°dukty ► grat/s c*ekająi 1 Pierwszym 100 osobom, które zadzwonią do 8.08.2022 r., przysługuje specjalna zniżka 100%! Otrzymasz wówczas preparat spec. ds. urologii Randalla za 0 zł! Zadzwoń: 91 300 34 75 Od pon. - niedz.: 8:00-20:00 (Zwykłe połączenie lokalne bez dodatkowych opłat) 22 ZBLIŻENIA / OGŁOSZENIA DROBNE Głos Dziennik Pomorza Piątek, 5.08.2022 PO WYROKU PROKURATURA ŻĄDAŁA DLA OSKARŻONEGO O PEDOFILIĘ 18 LAT WIĘZIENIA. ROZWAŻA APELACJĘ Sprawił dziecku pięć lat koszmaru Małgorzata Oberlan malgorzata.oberlan@polskapress.pl Andrzej P. zaczął seksualnie krzywdzić córkę znajomych, gdy miała 10 lat. Współżył z nią, doprowadzał do tzw. innych czynności seksualnych. Został skazany przez Sąd Okręgowy w Toruniu. Andrzej P. ma 46 lat i dotąd pracował jako pilarz, ale z zawodu jest stolarzem. Dziewczynka, którą krzywdził latami, to córka jego znajomych. Od wakacji 2016 roku do lutego 2021 roku, czyli przez blisko pięć lat mężczyzna seksualnie wykorzystywał to dziecko. Nie tylko doprowadzał małoletnią do poddawania się tak zwanym innym czynnościom seksualnym, ale również współżył z nią. Opis koszmaru, jaki zgotował ofierze, pomijamy. Tym bardziej, że proces toczył się z wyłączeniem jawności. Używał też podstępów Więcej - Andrzej P. nagrywał te akty seksualnego wykorzystywania. Filmiki i zdjęcia, za- Proces przeciwko 46-letniemu Andrzejowi P. toczył się z wyłączeniem jawności kwalifikowane jako treści pedofilskie (pornografia z udziałem małoletniej), znaleziono w urządzeniach elektronicznych mężczyzny. Nie było dowodów, aby treści te oskarżony rozpowszechniał. Jednak samo wykonywa- nie nagrań i zdjęć oraz ich przechowywanie jest też przestępstwem. Jak ustaliły prokuratura i sąd, czasem Andrzej P. używał wobec dziewczynki podstępu, a czasem siłą zmuszał do współżycia. Dopiero jako piętnastolatka - latem 2021 roku - ofiara była na tyle silna i zdeterminowana, że się przed nim obroniła. Koszmar rozgrywał się w Grudziądzu i miejscach na terenie grudziądzkiego powiatu. - Niestety, nie jest to pierwsza tego typu sprawa, którą się zajmowaliśmy. I nad tą jednak, jak każdą podobną, znów z uwagi na drastyczność i krzywdę dziecka, trudno przejść do porządku dziennego - nie kryje prokurator Magdalena Cho-dyna, zastępca Prokuratora Rejonowego w Grudziądzu. Dodać do sprawy możemy to, że skrzywdzona dziewczynka pochodziła z takiego środowiska, w którym sygnały o tym, czego doświadcza, były bagatelizowane w najbliższej rodzinie. Koszmar dziecka można było przerwać, gdyby dorośli zareagowali - nie zrobili tego, choć informacje mieli. Jaki wyrok? Z uwagi na dobro pokrzywdzonej i drastyczność materii proces Andrzeja P. toczył się za zamkniętymi drzwiami. 7 lipca Sąd Okręgowy w Toruniu ogłosił wyrok. Uznał mężczyznę za winnego opisanych powyżej czynów. Jaką wymierzył karę? Andrzej P. miałby trafić do więzienia na 7 lat i 6 miesięcy. Karę pozbawienia wolności miałby odbywać w systemie terapeutycznym. Na mocy wyroku ma też dożywotni zakaz pracy czy pełnienia funkcji związanych z nieletnimi (taki środek sądy orzekają dziś obligatoryjnie). Poza tym na 6 lat ma zakaz wszelkiego kontaktu z pokrzywdzoną i zakaz zbliżania się do niej na odległość mniejszą niż 50 metrów. Tytułem częściowego zadośćuczynienia za krzywdy miałby zapłacić jej 25 tys. zł. - To wyrok nieprawomocny. O jego uzasadnienie na piśmie wniosły już wszystkie strony procesowe: prokuratura, obrońca oskarżonego oraz sam Andrzej P. - przekazuje starszy sekretarz sądowy Jarosław Szymczak. Wyraźne sygnały o złożeniu apelacji płyną ze strony prokuratury, ponieważ wnosili o karę 18 lat bezwzględnego więzienia, także dostrzegając konieczność odbywania jej w systemie terapeutycznym. -Z tym jednak zastrzeżeniem, by o warunkowe przedterminowe zwolnienie mógł starać się najprędzej po odbyciu 14 lat kary - zaznacza prokurator Chodyna. Śledczy żądali również dłuższego, bo 10-letniego zakazu zbliżania się do pokrzywdzonej i kontaktowania się z nią. Wnosili też o wyższe zadośćuczynienie za krzywdy: w wysokości 40 tys. zł. -Po analizie pisemnego orzeczenia wyroku zdecydujemy o zakresie apelacji - kończy prokurator Chodyna. Dodajmy, że ofiara Andrzeja P. ma obecnie skończone 16 lat. W przyszłości wyższej zapłaty za krzywdy będzie mogła dochodzić od mężczyzny na drodze cywilnego postępowania sądowego. Co jednak oczywiste, żadna kwota nie jest w stanie zrekompensować krzywdy, jaka została jej wyrządzona w dzieciństwie. Do sprawy wrócimy po apelacji. ©® DROBNE Jak zamieścić ogłoszenie drobne? Telefonicznie: 94 347 3512 Przez internet: ibo.polskapress.pl W Biurze Ogłoszeń: Oddział Koszalin: ul. Mickiewicza 24,75-004 Koszalin, tel. 94 347 3512 Oddział Słupsk: ul. Henryka Pobożnego 19,76-200 Słupsk, tel. 59 848 8103 Oddział Szczecin: Al. Niepodległości 26/U1,70-412 Szczecin, tel. 914813 310 RUBRYKI W OGŁOSZENIACH DROBNYCH: ■ NIERUCHOMOŚCI ■ FINANSE/BIZNES ■ HANDLOWE ■ NAUKA ■ MOTORYZACJA ■ PRACA 1 ZDROWIE 1 USŁUGI 1 TURYSTYKA ■ BANK KWATER ■ ZWIERZĘTA. ■ ROŚLINY OGRODY 1 MATRYMONIALNE i RÓŻNE 1 KOMUNIKATY 1 ŻYCZENIA /PODZIĘKOWANIA 1 GASTRONOMIA 1 ROLNICZE 1 TOWARZYSKIE Nieruchomości MIESZKANIA-SPRZEDAM DWUP0K0J0WE dwustronne 46m 3p Koszalin Kolejowa 662108108 MIESZKANIA - WYNAJMĘ WYNAJMĘ pokój w domu blisko lasu/ w lesie, może być do odnowienia. Oomiędzy Słupskiem a Koszalinem. Niezależny finansowo (60+) mobilny. Warunek: umowa, zero alkoholu, tel. 506 460 668. DZIAŁKI, GRUNTY SPRZEDAM BOROWY Młyn, 6300m2, 661-259-493 AUTOPROMOCJA DZIAŁKA budowlana Gardna Wielka z widokiem na jezioro, 12 arów, 661259493 GARAŻE 0010571803 GARAŻE Blaszane BRAMY Garażowe PRODUCENT KOJCE dla Psów Najniższe GENY Różne wymiary Transport cały kraj Montaż GRAT fS Dogodne RATY 94-318-80-02 58-588-36.02 59-727-30-74 www.konstal-garaze.pl 91-311-11-94 95-737-63-39 512-853-323 POŚREDNICTWO OMEGA WYCENY OBRÓT SŁUPSK, UL. STARZYŃSKIEGO 11 tel. 59 841 44 20; 601 654 572; www.nieruchomosci.slupsk.pl omega@nieruchomosci.slupsk.pl Handlowe FILMY, MUZYKA KUPIĘ PŁYTY WINYLOWE 609 155 327 MASZYNY URZĄDZENIA LIKWIDACJA drukarni offsetowej-Sprzedam maszyny 503 035 909 MATERIAŁY OPAŁOWE SPRZEDAŻ drewna, 792-669-632. Motoryzacja OSOBOWE KUPIĘ A do Z skup-skupujemy każde pojazdy, płacimy nawet za wraki, oferujemy najwyższe ceny, 536079721 AUTO skup wszystkie 695-640-611 AUTOKONSERWACJA 883080883. TŁUMIKI, katalizatory, złącza. Czekaj Zbigniew. Koszalin, Szczecińska 13A (VIS). Tel: 94-3477-143; 501-692-322. ZATRUDNIĘ CAŁOROCZNY ośrodek rehabilitacyjny w Ustroniu Morskim zatrudni samodzielnego kucharza Tel. 518-425-300, osrodek@klimczok.eu NIEMCY: murarz, cieśla, malarz, elektr, pomocnik, spawacz: 601218955 Zdrowie NEUROLOGIA SPEC. Neurolog. NFZ. Bez kolejek. Codziennie. Koszalin, 605-284-364. ALKOHOLIZM - esperal 602-773-762 Usługi AGD RTV FOTO 59/8430465 Serwis RTV, LCD, plazma PRALKI Naprawa w domu. 603775878 BUD0WLAN0-REM0NT0WE MALOWANIE dachów788-016-988 MYCIE, malowanie, tynkowanie domów 792-669-632. REMONTY od A do Z tel.660-683-933 INSTALACYJNE HYDRAULICZNE, tel. 607703135. OGRODNICZE ŚCINKA drzew, 792-669-632. PORZĄDKOWE SPRZĄTANIE strychów, garaży, piwnic, wywóz starych mebli oraz gruzu w bigbagach, 607-703-135. Turystyka KRAJ - MORZE DZWIRZYNOMORZE.PL, 6d% 905 969 KOŁOBRZEG blisko morza! 511337308 ŁEBA, tanie pokoje z łaz. 603-471-715 Różne KASA za stare książki 609-643-399 KOMINKOWE i opałowe 792-669-632. ZŁOM kupię, potnę, przyjadę i odbiorę, tel. 607703135. Rolnicze MASZYNY ROLNICZE KUPIĘ ciągniki, przyczepy, maszyny rolne. Tel. 535135507. ZWIERZĘTA HODOWLANE KURCZAKI silki USA, 514 900 606. KURKI młode, odchowane oraz kury roczne sprzedam tel. 785-188-999 KURKI odchowane 784 461566 Towarzyskie PATRYK 694-404-746 SŁODKA Asia, 571384625. strefaAGRO czytaj strefaagro.pl Głos Dziennik Pomorza Piątek, 5.08.2022 SPORT 23 LEKKOATLETYKA MISTRZ OLIMPIJSKI Z MOSKWY POROZMAWIAŁ Z NAMI M.IN. O TWARZY PUTINOWSKIEJ ROSJI Kozakiewicz: Powinniśmy wszyscy pokazać Rosji wala Rafał Rusiecki redakcja@polskapress.pl Władysław Kozakiewicz wspomina igrzyska olimpijskie w Moskwie, na których pokazał swój słynny gest. - Teraz wszyscy powinniśmy pokazać wała Rosjanom - mówi. 42 lata temu zrobił pan na stadionie na Łużnikach w Moskwie coś, co przeszło do historii i to nie tylko sportu. Czy może pan przybliżyć młodszym kibicom okoliczności tego wydarzenia podczas igrzysk olimpijskich? To była Rosja, 1980 rok. W Polsce były wówczas strajki, Lech Wałęsa, pustki w sklepach, a Rosjanie na granicy i pytanie: wejdą czy nie wejdą? Mieliśmy wówczas igrzyska. Atmosfera była nieprzyjemna, ponieważ Rosjanie byli zdecydowanie przeciwko Polakom. Nienawidzili nas w tym czasie, jeszcze bardziej, niż zawsze. Chcieli nas we wszystkim ograć. Czuliśmy to już w wiosce olimpijskiej i na stadionie. Mieliśmy w głowie, że Rosjanie nas męczą w tej zimnej wojnie. Jak potoczył się ten pamiętny konkurs tyczkarski? Było tak, że Rosjanin miał wygrać. Konstantin Wołkow był w bardzo dobrej formie i organizatorzy byli pewni, że wygra. Przed Moskwą miałem kontuzję i dochodziłem do siebie, a on był pewniakiem. Konkurs był ciekawy o tyle, że w momencie rozpoczęcia walki o medale publiczność zaczęła gwizdać. Nie były to gwizdy skierowane do wszystkich startujących, tylko na Polaków. Jak na rozbiegu stawał Tadek Ślusarski, Mariusz Klimczyk czyja, to gwizdano na nas. To nas wkurzało, bo na zawodach lekkoatletycznych nigdy się nie gwiżdże. Klaszcze się lub po prostu jest cisza. Chcieli nas zdenerwować, ale powiedzmy, że źle trafili. Dawało nam to jeszcze więcej werwy. W momencie, kiedy zostałem sam i jako jedyny przeskoczyłem 5,65 i 5,70 w pierwszych próbach, to poczułem się ważny. Miałem już złoty medal, a publiczność nie odpuszczała gwiżdżąc. Jak gwiżdżą na Polaka w Rosji, to jeszcze mógłbym to puścić, ale jak na Kozakiewicza... (śmiech) Mam twardy charakter i powiedziałem sobie, że na mnie nie będziecie gwizdać. I wtedy pokazał pan gest Kozakiewicza. Kiedyś to się nazywało wałem, czyli innymi słowy pocałujcie mnie w... Teraz mówi się na to gest Kozakiewicza. To było moje wyzwolenie się. Pokazywałem ten gest z uśmiechem na twarzy, z przesłaniem, że teraz możecie mi skoczyć. Dodałem do tego jeszcze rekord świata 5,78. Spadłem po tym skoku na matę i nie widziałem, co ze szczęścia pokazać. Dzisiaj wiemy, że sporo pan tym gestem ryzykował i nie chodziło jedynie o karierę sportową. Co się wydarzyło? Powiem szczerze, że w trakcie konkursu nie myślałem. Byłem jak w transie, skoncentrowany na dobrym skakaniu. Ten gest był moją złością pokazaną na zewnątrz. Nie myślałem, co może być później. Działo się to w Moskwie, gdzie Leonid Breżniew (jeden z głównych radzieckich polityków tamtego okresu - przyp.) był na trybunach. Nie mówiłem jednak, komu to pokazuję. Wszyscy zrozumieli, a najbardziej Rosjanie. Następnego dnia zaczęły się problemy. Jakie? Borys Aristow, ambasador rosyjski w Warszawie, zadzwonił do Edwarda Gierka, któremu włosy stanęły dęba. Powiedział, że obraziłem naród radziecki, bo pokazałem wała. Do szefa naszej ekipy w Moskwie (Mariana Renke - przyp.) zadzwoniono, a ten wziął mnie na dywanik. Pyta: co zrobiłeś? A ja zadowolony odparłem, że wała Ruskim pokazałem. Wtedy przekazał mi, że chcą mnie dożywotnio zdyskwalifikować, zabrać medal, uruchomić komisję dyscyplinarną. Dotarło do mnie, że jest źle. Medalu mi nie odebrano, ale dopiero po pięciu latach dowiedziałem się, że przewodniczący MKOl, a były ambasador w Moskwie Juan Antonio Samaranch wstawił się za mną. Podczas spotkania komisji dyscyplinarnej zabrał głos i przekonał wszystkich, że pokazuję tak zawsze, kiedy biję rekordy. Powiedział, że mnie dobrze zna. On mnie w Moskwie obrom zdecydowanie za tym, żeby pomagać Ukrainie. Ten kraj broni nas przed inwazją Rosji na Europę - mówi Władysław Kozakiewicz nił, chociaż nie widzieliśmy się wcale. Przekonał Rosjan, że pokazałem wała poprzeczce. Wtedy ja też przytaknąłem, że „tak, tak, poprzeczce". Na tym się skończyło? Medal został w mojej kieszeni, ale szykany miałem przez cztery lata. Dlatego teraz mieszkam w Niemczech. Musiałem coś zrobić, żeby dalej skakać, bo w Polsce byłem rokrocznie dyskwalifikowany. Za nic. Nie zgodziłem się z polskim związkiem i wyjechałem bez pozwolenia. To kłamstwa. To był haczyk, żebym został w domu. Tymczasem jako zawodowcy zarabialiśmy na Zachodzie, a nie w kraju. A jak zaczęły uciekać pieniądze, to w pewnym momencie powiedziałem, że zarobię sam. I wyjechałem już bez pozwolenia. Od lutego 2022 roku cywilizowany świat z obrzydzeniem Kozakiewicz: W skórze Rosjan dalej siedzi Lenin. Przez ostatnich 80-90 lat nikt nie nauczył ich normalności, demokracji i przerażeniem patrzy na to, co Rosja robi na Ukrainie. Jak się pan na to zapatruje? Jestem zdecydowanie za tym, żeby pomóc Ukrainie. Udzieliłem już parę wywiadów, w których prosiłem Polaków, żeby składali się na drony. To nasi sąsiedzi, którzy nas bronią przed inwazją na Europę. Rosjanie od 80-90lat są tacy sami. Nikt nie nauczył ich normalności, demokracji. Dalej siedzi w skórze Lenin, który goni rosyjską hołotę bez karabinów na wojnę. Człowiek jest dla nich najmniej ważny. Mamy teraz strasznego człowieka Putina, dla którego jest wszystko jedno. Są tylko straty i zabici ludzie. Boli nas to wszystkich. Ja sam jestem urodzony pod Wilnem. Oni mogą przecież wejść na Litwę. Nie mówię, że jestem Litwinem, bo jestem z polskiej rodziny. Boli nas to wszystkich, bo dzieci płaczą i dzieci są mordowane. Tak samo wygląda to z kobietami. Teraz to my wszyscy powinniśmy stanąć na ulicy i pokazać tego wała w stosunku do Rosjan. Co więcej możemy zrobić? Pomagać Ukrainie. Różnie jest z tą solidarnością w Europie. Z perspektywy Polski sytuacja jest jasna. Pan na stałe mieszka w Niemczech. Jak tam to wygląda? Jest podobnie. Pomagają uchodźcom bardzo dużo i nie mają z tym problemów. Rejestrują (Ukraińców - przyp.), pozwalają na pracę, dają pomoc socjalną. Niemcy też pomagają, ale to inny kraj. Ułożony w swoich kratkach, gdzie wszystkich trzeba namówić w rządzie. Niektórzy myślą inaczej, ale są nastawieni na pomaganie. Ta pomoc jest taka, jaka jest, bo wiadomo, że być może jesteśmy na krawędzi wojny światowej. Kto wie, co może zrobić Putin? Nie przypuszczam, że może nacisnąć czerwony guzik. Sam zginie, ale chyba tego nie zrobi. Pomagamy militarnie, ale na razie sami Ukraińcy walczą. Mam dużo przyjaciół, którzy nawet wracają na Ukrainę, żeby walczyć. To przykra sytuacja. Nie wiadomo, jaka pomoc okaże się najlepsza. Poczekajmy jeszcze troszeczkę. Może to się unormuje. Może dojdą do porozumienia. Cały świat musi się na to złożyć. Pana przykład dobitnie pokazuje, że sport łączy się z polityką i tak dzieje się od lat. Czy popiera pan te głosy, które mówią, że sport rosyjski trzeba zupełnie wykluczyć z międzynarodowej rywalizacji? Jestem za tym całkowicie. Jak się okazuje większość sportowców rosyjskich jest w klubach sportowych. Marija Łasickiene (skoczkini wzwyż, m.in. złota medalistka halowych mistrzostw świata w Sopocie w 2014 roku - przyp), która - powiedzmy - jest moją koleżanką, jest kapitanem wojska. Znaczy więc, że to popiera. Świetna tyczkarka Jelena Isinbajewa może już jest nawet generałem, skoro kumpluje się z Putinem. To wszyscy ludzie, którzy są winni temu, co jest. Za doping odrzuciliśmy już ich. Mowa 0 związku lekkoatletycznym 1nie tylko. Nie powinno się dopuścić ich do żadnej rywalizacji, aby nie pokazywali się na świecie. Są za wojną, to niech siedzą w domu. Miejmy nadzieję, że wojna się szybko zakończy. Tylko jak po czymś takim wrócić do normalności? Normalnie nie będzie. Nie przypuszczam, że Rosja się zmieni. Znowu będzie nas oszukiwać. Od tych bredni boli głowa. Ten naród się nie zmieni przez następne 50 lat. Nie sądzę, że będzie możną z nimi współpracować. Pojedynczo to bardzo mili ludzie, ale w grupie są niebezpieczni. Pan lubi wracać do swojego Trójmiasta? Jestem tutaj bardzo często, bo mam tu rodzinę: brata i siostrę. Nie jest tak, że wracam. Na stałe mieszkam pod Han-noverem, gdzie też mam rodzinę ze strony siostry. Nie mamy już granic, wsiadam w samochód i jestem tutaj. jesteśmy w Europie i to jest coś pięknego. Już nikt nie ma do mnie pretensji, jak kiedyś: „zdrajca wyjechał do Niemiec". Nikt nie zapytał dlaw czego. Ja chciałem być zawodowcem, zarabiać pieniądze, a polski, komunistyczny związek nie chciał mi tego dać. Teraz jesteśmy wolni, a tutaj jestem bardzo chętnie. To tufej; na stadionie w Sopocie, mój pierwszy rekord życiowy o tyczce wynosił 1,80. Jako pierwszy w konkursie „Tyczki na Molo" skoczyłem 5,61. Teraz zaczynają powolutku skakać wyżej. Myślę, że będzie jeszcze wyżej.©® 24 Głos Dziennik Pomorza Piątek, 5.08.2022 SPORT www.sportowy24.pl Wrońska i Kraskowski 2 brązowymi medalami Sylwia Bogacka, Karolina Kowalczyk i Paula Wrońska STRZELECTWO. W Zagrzebiu zakończyły się mistrzostwa Europy w strzelectwie na 300 metrów. Na tej imprezie po brązowym medalu drużynowym wywalczyli lęborczanka Paula Wrońska i słupszczanin Robert Kraskowski. Gratulujemy! Zagrzeb był areną zmagań najlepszych strzelców Starego Kontynentu. Podczas rywalizacji w stolicy Chorwacji bardzo wysoką formę zademonstrowała reprezentacja Polski. Paula Wrońska (Lider Amicus Lębork) znajdowała się w drużynie biało-czerwonych wraz 7 Sylwią Bogacką (Gwardia Zielona Góra) i Karoliną Kowalczyk (Śląsk Wrocław). Ta kobieca ekipa sięgnęła po brązowy medal w karabinie dowolnym strzelanie z trzech postaw na 300 m. W pojedynku o najniższy stopień podium Polki pokonały reprezentantki Estonii 17:3- Złoty medal wystrzelały Szwajcarki. Srebro wywalczyły Niemki. Niespełna 3l-let-nia P. Wrońska rywalizowała jeszcze w innych konkurencjach. Indywidualnie w karabinie dowolnym 3x20 strzałów zajęła dziewiąte miejsce z wynildem 567 punktów. W strzelaniu w postawie leżącej była szósta z rezultatem 588 pkt. Ponadto para P. Wrońska - Andrzej Burda (Kobudo Opole) awansowała do finału w karabinie dowolnym Mix, w którym ostatecznie zajęła ósmą lokatę. Trzeba przypomnieć, że zawodniczka Lidera Amicusa Lębork była pierwszą olimpijką w historii tego miasta (uczestniczka igrzysk olimpijskich w Londynie w 2012 roku) i jest bardzo utytułowana, bo w swoim dorobku sportowym ma m.in.: mistrzostwo świata w karabinie sportowym trzy postawy z 300 m (Grenada -2014), srebrne medale ME: drużynowo i indywidualnie w karabinie sportowym trzy postawy (Osijek - 2009). Rodowity słupszczanin, wychowanek słupskiego Gryfa Robert Kraskowski (rocznik 1967, olimpijczyk z Barcelony, Atlanty i Pekinu, obecnie Legia Warszawa) był w ekipie razem z Tomaszem Bartnikiem (Legia) i Maciejem Kowalewiczem (Gwardia Olsztyn), rywalizując w karabinie dowolnym 3x20 strzałów na dystansie 300 m. Polska drużyna uplasowała się na trzecim miejscu. W rywalizacji o brąz Polacy pokonali Finów 17:9- Pierwsze miejsce i złoto wywalczyli Austriacy. Srebro przypadło Szwajcarom, (fen) Tomasz Bartnik, Robert Kraskowski i Maciej Kowalewicz SPORTOWY WEEKEND Sobotnie imprezy w Słupsku* Godz. 9 - rekreacja - Rajd Rowerowy Stacja Mielęcino. Start: Słupsk, Bulwary nad Słupią - za Miejską Biblioteką Publiczną. Potwierdzenie udziału od godz. 8:30 do 8:55. Program: przejazd rowerami do Mielęcina. Godz. 9:30 - rekreacja -Biegam Bo Lubię - zajęcia dla sympatyków biegania. Stadion 650-lecia przy ul. Madalińskiego. (sten) PIŁKA NOŻNA Sparingi Startu Miastko. W Wyszewie reprezentanci słupskiej klasy okręgowej wygrali z Zefirem 5:2 (Spalik 3, Narodzonek, Guzowski). W Miastku wygrywali: z Mechanikiem Bobolice 3:1 (Guzowski, Czerwiński, Spalik), Granitem Koczała 11:4 (Żukowski 2, Kuniszewski 2, Szwajczewski 2, Guzowski 2, Bryndal, Szuta, Koniuszek) i Sławą Sławno 6:1 (Bryndal 2, Szwajczewski 2, Guzowski, Spalik). (sten) KRÓTKO PIŁKA RĘCZNA Borysławska we Francji Występująca od listopada 2018 r. w zespole Energi AZS/Młynów Stoisław Koszalin (88 meczów, 62 gole), rozgrywająca Martyna Borysławska będzie kontynuować karierę w zespole Fleury Loiret Handball. Mistrz i zdobywca Pucharu Francji z 2015 r. (uczestnik Ligi Mistrzyń) spadł do niższej klasy i w nowym sezonie będzie walczyć o powrót do elity. PIŁKA NOŻNA Kotwica jedzie do Wronek W 4. kolejce eWinner n ligi Kotwica Kołobrzeg zmierzy się na wyjeździe z rezerwami mistrza Polski, Lecha Poznań (niedziela, godz. 16.00). Mecz zostanie rozegrany we Wronkach, bez udziału publiczności. Kołobrzeski zespół ma za sobą udany początek sezonu. Z siedmioma punktami plasuje się na 2. miejscu w tabeli, za Górnikiem Polkowice, który odniósł komplet zwycięstw. Na pierwszą wygraną nadal czekają piłkarze Lecha n. Odmłodzony w porównaniu z poprzednim sezonem, zespół trenera Artura Węski przegrał na starcie 2:3 z Hutnikiem Kraków, a w kolejnych meczach zanotował remisy z Siarką Tarnobrzeg (1:1) i Radunią Stężyca (3:3). W tym ostatnim meczu, Lech n prowadził na początku n połowy 3:1, ale w ostatnich 10. minutach gospodarze strzelili 2 gole. Dodajmy, że w domowym meczu z Siarką, rezerwy wzmocniło kilku graczy z pierwszej drużyny (Afonso Sousa, Giorgi Citaiszwili, Filip Marchwiński, Filip Szymczak). Do bardziej doświadczonych graczy Lecha II należą Krystian Sanocki (Warta Poznań, Błękitni Stargard) oraz były zawodnik Kotwicy, Bruno Zołądź. PIŁKA NOŻNA Kurzydłowski w Jagieilonii Wychowanek Akademii Piłkarskiej Reissa Szczecinek, Miłosz Kurzydłowski, podpisał dwuletni kontrakt z grającą w ekstraklasie Jagiellonią Białystok. Mierzący 191 cm, 17-letni środkowy obrońca jest reprezentantem Polski w kategoriach młodzieżowych. W maju br. wystąpił w mistrzostwach Europy U-17 w Izraelu. Kurzydłowski był dotąd zawodnikiem Lechii Gdańsk. Uczestniczył też w treningach z pierwszą drużyną, nie zadebiutował jednak w oficjalnym meczu, (jak) Czwartoligowcy wracają na boiska Jacek Wójcik jacek.wojcik@gk24.pl PIŁKA NOŻNA. W sobotę sezon 2022/23rozpocznie IV liga. Na tym szczeblu rywali-zować będzie siedem drużyn z regionu koszalińskiego. To o trzy zespoły mniej niż w poprzednich rozgrywkach. Przypomnijmy, że IV ligę opuściło aż pięć drużyn (Darłovia Darłowo, GKS Manowo, Pogoń Połczyn-Zdrój, Sokół Karlino, Zefir Wyszewo). Doszedł jeden beniami-nek (Mechanik Bobolice) i spadkowicz z HI ligi (Bałtyk Koszalin). Od nowego sezonu IV liga wraca do formatu 18-zespoło-wego. Awans do III ligi wywalczy mistrz rozgrywek, a spadną drużyny z miejsc 16-18 (liczba spadkowiczów może się zwiększyć w przypadku degradacji zachodniopomorskich drużyn z HI ligi). Dodatkowo ekipy z lokat 14. i 15. rozegrają baraże o utrzymaniem zespołami z okręgówki. Poprzednie rozgrywki zdominowały Vineta Wolin (awans do III ligi) i Flota Świnoujście. Między nimi, a resztą stawki była prawdziwa przepaść. Trzecia GwardiaKoszalin straciła do drugiej Floty aż 21 punktów. W nadchodzących rozgrywkach Flota ponownie wymieniana jest wśród kandydatów do awansu. Wysoko stoją także akcje spadkowiczów z III ligi, Bałtyku Koszalin i Kluczevii Stargard. Ta ostatnia dokonała sporych wzmocnień, ma możnego sponsora, atrenerem został doświadczony Krzysztof Kapuściński. Bałtyk opuściła spora grupa zawodników z zewnątrz, a także wychowankowie Kacper Szaflar-ski i Szymon Waleński. Zmienił się też trener. Miejsce Mariusza Lenartowicza zajął Łukasz Korszański, który w poprzednim sezonie utrzymał w IV lidze Rasela Dygowo. Do jego zespołu dołączył doświadczony pomocnik Radosław Mikołajczak (wychowanek klubu). Po kilku latach wrócili także Tomasz Kamiński i Seweryn Fijołek. Na warunki czwartoligowe Bałtyk dysponuje mocną kadrą, ale czy wystarczy to do awansu pokaże czas. Mocniejsza niż na wiosnę będzie Gwardia. Z ważnych graczy odszedł tylko Bartosz Maciąg Do Koszalina wrócą derby. Niestety, tylko czwartoligowe (MKP Szczecinek), jestzatokilka powrotów (Cezary Bać, Łukasz Szymański). Trudno jednak powiedzieć, czy będzie to skład który pozwoli Gwardzistom włączyć się do walki o awans. Wysoko w nowym sezonie mierzy Wieża Postomino. Po zajęciu 8. lokaty w poprzednich rozgrywkach, jej celem jest najlepsza piątka. Mają w tym pomóc wzmocnienia z Gryfa Słupsk m.in. ograni w wyższych ligach Fabian Słowiński i Oskar Zieliński. Sporą zagadką jest czwarty w poprzednim sezonie MKP. Ze Szczecinka odeszło kilku kluczowych piłkarzy, znaj-lepszym strzelcem Jakubem Okuszko (wyjazd do Niemiec) i Michałem Barańskim (Flota) na czele. Obok Maciąga doszli Jakub Kuzio (Flota) ibyły reprezentant młodzieżówki Azerbje-dżanu, Ricat Karaev. Bez większych zmian do IV ligi przystąpi beniaminek z Bobolic, którego celem jest utrzymanie. Podobnie będzie zapewne w przypadku Olimpa Gościno i Rasela. Olimp ściągnął wyróżniających się zawodników ze zdegradowanego Sokoła Karlino. Rasel na razie nie poczynił większych wzmocnień. Dodajmy, że nowym trenerem został Bartłomiej Klimkowski. Zmiany kadrowe w zespołach Bałtyk Koszafin Przybyli: Ignacy Arczyński (FASE Szczecin), Jakub De Clerck i Hubert Górka (obaj Rasel Dygowo), Seweryn Fijołek i Tomasz Kamiński (obaj Zefir Wyszewo), Filip Głasek (Raków II Częstochowa), Kacper Masny (Carina Gubin), Radosław Mikołajczak (Warta Gorzów), trener Łukasz Korszański. Ubyli: Michała Antkowiaka (GKS Jastrzębie), Jakub Bach (Bałtyk Gdynia), Jakub Banach (Carina Gubin), Borys Jałoszyński-Sobstyl (Cartusia), Ra- fał Kruczkowski (Jeziorak Iława), Kacper Szaflar-ski (Jarota Jarocin), Szymon Waleński (Cartusia Kartuzy), Mariusz Bedliński, Rusłan Matuszka. Gwarcfia Koszafin Przybyli: Cezary Bać (Grom Nowy Staw), Jakub Karpiński (Sokół Karlino), Łukasz Szymański (GKS Manowo), Robert Koziński (Iskra Białogard), MichałTurkacz (Darłovia Darłowo). Ubyli: Jakub Hencel (Darłovia), Jakub Kucab (GKS Manowo), Bartosz Maciąg(MKPSzczecinek), Bartosz Stankiewicz (Gryf Słupsk). MO* Szczecinek Przybyli: Ricat Karaev (Azerbejżan), Jakub Kuzio (Flota Świnoujście), Bartosz Maciąg (Gwardia Koszalin), Maciej Sobczyk (Chemik Bydgoszcz), Bartosz Wojciechowski (Orzeł Wała). Ubyli: Michał Barański (Flota Świnoujście), Daniel Czerwiński (Warta Gorzów), Jakub Krzemień (Lech Czaplinek), Jakub Okuszko (FC Blaubeuren, Niemcy), Andrij Prijmak (Polonia Środa Wlkp.). MecharakBobofice Przybyli: Kacper Szumski (Głaz Tychowo). Nikt nie ubył. Ofcnp Gosów Przybyli: Marcin Gozdal i Michał Kowalczyk (Sokół Karlino), Mateusz Szymański (Kotwią KołoUbyli: Kacper Aleksiuk (Wybrzeże Rewal). Rasel Dygowo Przybyli: Jakub Jermołowicz (Sokół Karlino), grający trener Bartłomiej Klimkowski. 502-788-815 Ubyli: Jakub De Clerck i Hubert Górka (obaj Bałtyk Koszalin). Wieża Postomino Przybyli: Kacper Gołojuch, Maciej Gołojuch, Kacper Jendmch, Fabian Słowiński i Oskar Zieliński (wszyscy Gryf Słupsk). Ubyli: Daniel Libigocki (Sparta Sycewice), Kacper Łaga (Garbania Kępice), Wiktor Burda i Marcel Śpiewak (Sława Sławno). Teimmarcl. kolejki Sobota: Hutnik Szczecin - Dąb Dębno (godz. 12.00), Iskierka Szczecin - Błękitni II Stargard (12.00), Kluczevia - Biali Sądów (13.00), Bałtyk -Chemik Police (14.00), MKP - Olimp (14.00), Wybrzeże Rewalskie Rewal - Flota (15.00), Ga-via Choszczno - Orzeł Wała (17.00), Mechanik -Wieża (17.00). Wtorek: Rasel - Gwardia (18.00).