razem z dodatkami Deepfake. Jak cyberprzestępcy próbują nami manipulować • Czy Rosja, która zagraża światu, może się zmienić • Mundial w Hiszpanii - ostatni sukces polskiej piłki PLUS TELEMAGAZYN z programem TV oraz „Jumanji" - wiele przygód w dżungli Głos Pomorza Piątek 8.07.2022 Nr 157 (4705) Nakład: 18.130 egz. www.gp24.pl Cena 4,60 zł (w tym 8% VAT) Słupsk Kolorowej zebry nie będzie. ZIM naprawia i zgłasza dewastację na policję str. 3 Ustka Owady zaatakowały stare klony na miejscowym cmentarzu str. 6 Damnica „Zaczarowane przedszkole" dla dzieci wymagaj acych specjalnej opieki str. 5 NrlSSN 0137-9526 Nr indeksu 348-570 770137 952053 SAMORZĄD BĘDZIE PRZESUNIĘCIE GRANIC MIASTA Większy Słupsk MSWIA: Wniosek słupskiego samorządu o zmianę granic administracyjnych miasta nie zostanie przyjęty w całości. Słupsk się powiększy, ale tylko o dwa i pół sołectwa strona 4 Dziś w „Głosie" n •tygodnik^ Regionow MIASTKO | SZCZECIN Wzięła jeden kredyt, Tajemnice bitwy do spłacenia ma sześć. pod Cedynią ujawnia dr Nie tylko ona str. 12-13 I Paweł Migdalski str. 15 MIĘDZYZDROJE j DARŁOWO Sławy, dłonie, imprezy, Ci wspaniali mężczyźni selfie. Trwa 25. Festiwal | na swoich wojskowych Gwiazd str. 16-17 i maszynach str. 18-19 Kiedy niebo za bardzo się chmurzy, mają nadzieję, że przyjdzie burza Polish Storm Chaser, czyli Polscy Łowcy Burz, tydzień temu urządzili sobie polowanie pod Słupskiem «tr. u EKLAMA 6 V SZTABKA ZŁOTA A 250 f nO&jNMWNMMO* fotografii w Słupskim Ośrodku Kultury, oraz Mariusz Jasłowski z Ustki, pasjonat meteorologii. Po niespełna półgodzinnej podróży docieramy na miejsce, z którego obserwować będziemy rozwój sytuacji. Prognozy mówią o silnym wietrze, ulewnych opadach, a nawet o możliwości wystąpienia dużego gradu. Zaczynają spływać informacje z okolic Szczecina, gdzie burza wyrządziła wiele szkód. Podobnie sytuacja wygląda w Mielnie i Koszalinie, o czym świadczą podsyłane przez znajomych zdjęcia. U nas wciąż jeszcze jest spokojnie, gorąco i niemal bezwietrznie, choć na zachodzie i południowym zachodzie widać już wypiętrzające się formacje chmur świadczące o nadchodzącej burzy. Adrian i Grzesiek na bieżąco analizują spływające dane na smartfonach. Jesteśmy w dobrym do obserwacji miejscu, ale wraz z napływem kolejnych danych pojawiają się pytania, czy główne czoło burzy nie ominie nas, przechodząc na południe od Słupska. Lepiej zostać, czy może jednak zmienić lokalizację na okolice drogi krajowej nr 6 w rejonie Redzikowa i Wie-szyna? Pojawiające się na zachodzie ciemne chmury zwiastują szybkie nadejście nawałnicy. Postanawiamy więc pozostać. Ciemne chmury, które jeszcze kilka chwil temu majaczyły na zachodnim horyzoncie, przykrywają praktycznie całe niebo. Resztki promieni słońca przedzierają się gdzieś na wschodzie, daleko za naszymi plecami. Temperatura powietrza wyraźnie spadła. Adrian, Konrad i Mariusz fotografują, Grzesiek przeprowadza szybką transmisję na żywo na swoim kanale na Facebooku: - Troszkę na złość te komórki, które utworzyły się przed tym układem burzowym, przysłoniły nam czoło głównego systemu burzowego wędrującego znad Pomorza zachodniego. Jak widać jednak, wał chmurowy jest już bardzo dobrze i wyraźnie zarysowany. W ciągu kilkudziesięciu kolejnych sekund robi się ciemno, wiatr, który jeszcze chwilę temu jakby całkiem zastygł, zaczyna wiać, utrudniając nagrywanie i fotografowanie. Nad wysuszonym polem unosi się coraz więcej pyłu i piasku, który bardzo utrudnia obserwację i dokumentację burzy. Chwilę potem musimy schować się przed ulewą w samochodzie. W ruch znów idą smart-fony i aplikacje burzowe. Chcemy wyprzedzić czoło burzy i znów spotkać się z nim kilkadziesiąt kilometrów na wschód od Słupska. Nie będzie to jednak łatwe. Wiatr przekracza w porywach 80 km/h, a samochodowe wycieraczki nie dają sobie rady z odprowadzeniem całej wody. Chcemy jednak przedrzeć się przez Słupsk i pojechać w kierunku DK6, by ruszyć w kierunku Lęborka. Nie pomagają nam powalone po drodze drzewa i miejscami zalany Słupsk. Docierają do nas informacje o interwencjach straży pożarnej. W rejonie Bierkowa z powodu uderzenia pioruna spalił się dom. Jesteśmy w Redzikowie. Wciąż widzimy czoło burzy, jednak wiatr gna chmury z bardzo dużą prędkością, utrudniając pościg. Grzesiek cały czas analizuje dane meteorologiczne. Niestety, układ burzowy przemieszcza się zbyt szybko. Może mogliśmy ruszyć wcześniej, może w inne miejsce. Niestety, nie wszystko da się przewidzieć, a decyzje czasem podejmować trzeba błyskawicznie. Nawet wieloletnie doświadczenie nie zawsze jest gwarancją sukcesu. Odpuszczamy w okolicy Potęgowa, pozostaje spory niedosyt. * * * Przemieszczający się 1 lipca układ burzowy był jednym z większych w ostatnich latach. Zasięgiem objął niemal całą Polskę, aż do południowych krańców Szwecji, wyrządzając wiele szkód. Ps. Tytuł na okładce to parafraza tytułu książki „Maja na zawsze" Marii Yenturi.©® Głos Dziennik Pomorza Piątek, 8.07.2022 historyczne fakty i mity • 15 Tajemnice bitwy pod Cedynią Marek Jaszczyński Szczecin Czy bitwa pod Cedynią odbyła się pod Cedynią? Zagadek jest więcej. O pierwszym starciu polskiego oręża rozmawiamy z dr. Pawłem Mi-gdalskim. historykiem Uniwersytetu Szczecińskiego. Czy bitwa sprzed 1050 lat odbyła się pod współczesną Cedynią? Trudno się połapać, co jest faktem, a co tradycją... Wokół bitwy pod Cedynią narosło wiele narracji, które, niestety, odchodzą od przekazu źródła historycznego. To, co dziś niemal powszechnie o niej wiadomo, należy do sfery tradycji, a nie faktu historycznego. Ta tradycja jest imma-mentnie związana z Cedynią, tu wydarzenia z 972 r. lokalizowano i tu istnieje miejsce pamięci, pomniki, mozaiki, tu mamy też Muzeum Regionalne, którego narracja nawiązuje do tego wydarzenia. Opowieść ta ukształtowała się w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku, kiedy zestawiono zmagania Mieszka I z wydarzeniami z 1945 r. W końcu lat 90. doszła do tego, jednak już na skalę lokalną, ludyczna część artystyczna Dni Cedyni, której głównym elementem jest inscenizacja bitwy. Trzeba tu podkreślić, że o ile uważa się, że ludność ziem zachodnich nie posiada głębszej tożsamości lokalnej, to w przypadku Cedyni i okolicy jest to widoczne i jest ona oparta właśnie na micie obu bitew. Dlatego już tu pragnę podkreślić, że aby uratować tę narrację o bitwie, musimy oddzielić tradycję i pamięć, które są związane z Cedynią, od historii, gdyż są to dwa równoległe światy. Nikt Cedyni nie chce tej tradycji odebrać, tu jest miejsce pamięci walk pierwszych Piastów o Pomorze. Jednak jako historyk muszę trzymać się źródła historycznego, a konkretnie dwóch przekazów: kroniki Thietmara, biskupa Merseburga oraz „Ży-wotu świętego Wojciecha" świętego Brunona z Kwer-furtu. Tu pojawia się kolejny problem, ponieważ większość zainteresowanych korzysta z tłumaczenia kroniki Thietmara Mariana Zygmunta Jedlińskiego, które jednak ma mnóstwo błędów i mamy wątpliwości, czy ono w ogóle jest tłumaczeniem z łaciny, czy z przekładu niemieckiego. Sięgając do Thietmara, należałoby dziś uwzględnić tłumaczenie fragmentu dotyczącego bitwy profesora Stani- sława Rosika. Profesor - historyk z wykształceniem teologicznym - przeanalizował dokładnie przekaz biskupa Thietmara, który przecież wplata w kronikę elementy teologii. Patrzy na świat przez pryzmat dostojnika kościelnego. Trzeba tu podkreślić, że kroniki średniowieczne nie miały na celu tylko przedstawienia rzeczywistego świata, ale miały budować pewną określoną narrację. Rolą historyków pozostaje próbować oddzielać, co jest faktem historycznym, a co licencją po-etiką autora. A Thietmar zapisał: „Tymczasem Hodon, czcigodny margrabia, zebrawszy wojsko, uderzył na Mieszka, który był wiemy cesarzowi i płacił mu trybut [z ziem] aż do rzeki Warty. Z pomocą przybył mu jedynie wraz ze swoimi [ludźmi] mój ojciec, graf Zygfryd, podówczas młodzian, jeszcze niezłączony [węzłem] małżeńskiej miłości. I [tak] w dniu św. Jana Chrzciciela, walcząc przeciw niemu [czyli Mieszkowi - S. R.], a nawet początkowo zwyciężając, w miejscu zwanym Cidini wszyscy najwspanialsi żołnierze - z wyjątkiem tylko obu wspomnianych grafów -polegli zabici przez jego brata, Czcibora. Cesarz, wstrząśnięty żałosną wieścią [o tych wypadkach], wysłał gońców z Italii, nakazując Hodonowi oraz Mieszkowi - jeśli chcą utrzymać jego łaskę - wytrwać w pokoju aż on, przybywając osobiście, zbada sprawę." Co wiemy z tego fragmentu? Mieszko był wierny cesarzowi i był z nim związany przez trybut. Należał zatem do elity politycznej ówczesnego uniwersalnego świata. Mieszko nie był stroną atakującą, a był nią margrabia Hodon, wsparty przez młodego, czyli niedoświadczonego Zygfryda. Wiadomo, że prowadzono jakieś walki, początkowe zwycięskie dla Sasów, a następnie w miejscu Cidini najwspanialsi żołnierze, z wyjątkiem wspomnianych grafów, zostali zabici przez brata Mieszka Cide-bura. Na podstawie nowego tłumaczenia fragmentu pojawiają się nowe tezy... Tak, pojawia się wiele nowych pomysłów i hipotez. Idąc tropem wskazanym w publikacjach oraz podczas panelu historycznego z 26 czerwca tego roku zorganizowanego w Cedyni, z udziałem prof. Stanisława Rosika, należy się zastanowić, czy walki i miejsce, Uczestnicy panelu z 27 czerwca o bitwie pod Cedynią -prof. Stanisław Rosik z Uniwersytetu Wrocławskiego, dr Paweł Migdalski i prof. Andrzej Janowski (PAN). gdzie doszło do zabójstwa Sasów, należy łączyć w jedną bitwę. Nic na to nie wskazuje. Dopuszczalna jest też teza o rozdzieleniu ich, mówiąca, że była wojna, jakieś starcia, ale pod Cidini Cidebur dokonał tylko mordu na saskich wojach. Cidini została przez badaczy już dość dawno temu utożsamiona z Cedynią tylko na zasadzie podobieństwa nazwy, ewentualnie wspiera się tę tezę tym, że trybut z ziem po Wartę miał dotyczyć Pomorza. Jednak w źródle nic takiego nie ma, to hipotezy. Przyjrzyjmy się jednak temu przekazowi. Czy opowieść Theitmara nie przypomina nam czegoś? Czy kronikarz nie budował tu formuły przypowieści o nielojalnym margrabim, wspartym przez niedoświadczonego Zygfryda, atakujących wiernego cesarzowi Mieszka I, chrzciciela Polski, o którym na łamach kroniki Thietmar zawsze wypowiada się z pełną estymą? Napastników spotyka kara, czyń wycięcie wszystkich ich hufców. Tę karę wymierza nie dobry Mieszko, Thietmar wprowadza tu jego brata Cidebura. A wszystko zostało umiejscowione w dniu św. Jana Chrzciciela. Być może miała to być przestroga dla poddanych władcy niemieckiego. Uka- zane tu asocjacje są bardzo ciekawe, kiedy zdamy sobie sprawę - idąc dalej tropem prof. Rosika - że cide oznacza ściąć głowę, a Jan Chrzciciel został właśnie ścięty. Chyba jakiś związek ma z tym i imię Cidebura, dziś często tłumaczone jako Czcibor, które też posiada cząstkę tego wyrazu w sobie. To może stawiać w wątpliwość historyczność tej znanej tylko z tego przekazu postaci lub jej imienia. Oczywiście odpowiedzi na takie wątpliwości nigdy nie znajdziemy. Drugie znane źródło - żywot św. Wojciecha wcale nie ułatwia nam interpretacji, gdyż nie mamy pewności, że dotyczy wydarzeń z 972 r., zaś kontekst wskazuje raczej na czasy Ottona II, zatem co najmniej rok 973. Wskazywałoby to jednak na bardziej długotrwały konflikt. Czy więc Cidini może być Cedynią i czy mogła być tam bitwa? Dotychczasowe teorie o bitwie mówią, że bitwa odbyła się między grodem a przeprawą odrzańską. Jednak nie ma go w źródle, podobnie jak Odry. Być może nawet pytania o nie są bezpodstawne, jeśli stwierdzimy, że opisywane walki Hodona i Mieszka nie miały miejsca w okolicy Cidini, a w niej dokonała się tylko rzeź Sasów, o czym mówiłem wcześniej. Nie można wykluczyć jednak, że ta Cidini to Cedynia, jest to jednak hipoteza, mająca licznych przeciwników, jak i popleczników. Zresztą problemy mamy nawet z grodem w Cedyni, nie mamy pewności, czy istniał w X w. Bez nowych badań potwierdzających na grodzisku trudno o tym mówić, a wyniki dotychczasowych nie wskazują na to. Jednak sama Cedynia jawi się nam w świetle źródeł archeologicznych i historycznych jako bardzo ważny ośrodek, być może nawet jedna ze stolic książęcych, w której lokowana jest siedziba Świętopełka Odrzańskiego, poległego w 1122 r. Później mamy do czynienia z ośrodkiem władzy, może kasztelanii, w XIII w. zaistnieją tu trzy murowane kościoły, w tym klasztor, i dopiero przyjście władzy margrabiów brandenburskich w końcu XIII w. doprowadzi do pauperyzacji miejscowości. W tym świetle Cedynia we wczesnym średniowieczu to nie rubież, granica, ale centrum osadnicze korespondujące z drugim analogicznym ośrodkiem w Stolpe po drugiej stronie Odry, która, jak się dziś uważa, nie dzieliła, lecz łączyła. Pustkowia dzieliły, a nie rzeki. To stawia pod znakiem zapytania możliwości budowy w tym regonie granicy przez pierwszych Piastów, których ekspansja kierowała się raczej na Kołobrzeg lub wzdłuż Wisły w X-XI w. Tam też między Parsętą i Łebą powstaje w XI w. państwo pomorskie. Zatem zagadka Cedyni to też próba odpowiedzi na pytanie o zasięg państwa polskiego we wczesnym średniowieczu. Obszar ten stanie się pograniczem, zresztą bardzo ciekawym, o którym nadal mało wiemy, w XII-XIII w. To wszystko stawia w wątpliwość lokalizację cedyńską, która jednak nadal jest jedną z hipotez. Poza tym należy postawić pytanie za Jerzym Strzelczykiem, po co Hodon, margrabia Marchii Łużyckiej z okolic Cottbus, miałby iść na Cedynię, skoro atakował Mieszka, władcę Gniezna i Poznania? T to nie jest najprostsza droga. Czy przyczyną mógł być Wolin, o czym pisano? To kolejny temat na dyskusję. Wpierw należałoby udowodnić, że Mieszko w ogóle zdobył nie tylko Wolin, ale w ogóle nadodrzańską część Pomorza, w czym może dziś pomóc tylko interpretacja odkryć archeologicznych, a takich badań nie ma. Z punktu widzenia badacza pozostawiłbym zatem kwestię lokalizacji Cidini otwartą i chyba nigdy nierozstrzygniętą. Pamięć 0 tych wydarzeniach była, jest 1 będzie jednak związana z Cedynią. Czy jeśli bitwa odbyła się pod Cedynią, mogła się rozegrać pod Górą Czcibora? Wszystko wskazuje na to, że nie. Żadne źródło nie wspomina dominującej w tym miejscu Odry, która płynęła u podnóża wzniesień zwanych dziś Karpatami Cedyńskimi do 1850 r. Nawet niewielkie rzeki, jak Bug pod Włodzimierzem czy Noteć znajdowały się w opisach bitew, tu nie ma słowa o roli rzeki. Droga do Cedyni z przeprawy odrzańskiej, która znajdowała się przy obecnym Bad Freienwalde, wiodła górą po wzniesieniu, nie po podmokłym brzegu. Jeśli miałbym gdzieś tu szukać śladów, przy założeniu, że pod Cidini była bitwa, a Cidini to Cedynia, to szukałbym właśnie tam. A co dzieje się z narracją dotyczącą bitwy w XX wieku? W1945 roku państwo polskie obejmuje swoim władaniem ziemie, który nazwano wówczas odzyskanymi. Osadnikom trzeba było wskazać, że tereny te nie są obce, że są one z nimi jakoś związane. Bitwa pod Cedynią została połączona wspólną narracją wraz z forsowaniem Odry w pobliskich Siekierkach w wykonaniu żołnierzy 1. Armii Wojska Polskiego w jeden mit zwycięstwa oręża polskiego nad Niemcami. Władysław Filipo-wiak pisał, że pierwsza i ostatnia zwycięska bitwa z Niemcami rozegrała się dokładnie w tym samym miejscu. Dziś przyszedł czas historycznej refleksji nad tym, co się wydarzyło tu i w X w., i w 1945 r. Oba wydarzenia obrosły w liczne opowieści, które żyją własnym życiem. Musimy zauważyć, że niezależnie od naukowej krytyki tych narracji, są one obok zagospodarowania badaniami naukowymi z programem milenijnym na czele, naszym wkładem w polonizację tego niepolskiego regionu po 1945 r., to nasz autentyczny wkład w dziedzictwo tych obszarów. Boleję, że dziś, zamiast łączyć nas - potomków polskich osadników - bywa, niestety, wykorzystany do bieżącej walki politycznej i dzielenia. ©® 16 w wielkim świecie Głos Dziennik Pomorza Piątek, 8.07.2022 Polskie Cannes. Idąc promenadą, można dłoni znanych aktorów, a nawet spotkać Bogna Skarul Międzyzdroje Jeżeli marzysz o selfie ze znanym aktorem, Międzyzdroje są latem miejscem do którego powinieneś przyjechać. A przy okazji nie zaszkodzi wstąpić do lana na dobry film albo pójść na spotkanie z twórcami Trwa 25. Festiwal Gwiazd. Tegoroczna jubileuszowa edycja jest nietypowa - bo trwać będzie przez całe wakacje. A jak było na inauguracji w minioną sobotę? Na Promenadzie Gwiazd odcisnęli swoje dłonie Michał Milowicz, Przemysław Sadowski, Joanna Trzepiecińska, Lesław Żurek i Katarzyna Maciąg. Odcisk na deptaku ma od teraz także Henryk Talar, ale nie odsłonił go osobiście. Jak przyznał na nakręconym specjalnie na okazję gali filmie, nie mógł przyjechać nad morze, bo zmogła go choroba. Niemniej publiczność i tak podziękowała mu za jego wybitne role gromkimi brawami. A od nich się zaczęło Nie zabrakło owacji także po pokazie filmu dokumentalnego pokazującego pierwszą edycję festiwalu z 1996 roku. Wtedy ta sztandarowa międzyzdrojska impreza nazywała się Wakacyjny Festiwal Gwiazd. Zobaczyliśmy Daniela Olbrychskiego, jak ponad 20 lat temu tłumaczył się widzom w Międzyzdrojach z roli Kmicica. Jak młodziutki Zbigniew Zamachowski ujawniał swoje ksywki, jak odciskał dłoń na promenadzie Bogusław Linda (też z 20 lat młodszy), czy jak w asyście Waldemara Dąbrowskiego, pomysłodawcy Festiwalu Gwiazd, na wieczność swoją dłoń odcisnęła Beata Tyszkiewicz. Były też wspomnienia profesora Adama My-jaka, jako twórcy wszystkich odcisków dłoni na promenadzie, ale też koncepcji samej promenady, który tak przez minione 25 festiwali zakochał się w Międzyzdrojach, że został ich mieszkańcem. Obecny Wielki Nieobecny Już podczas pierwszej edycji artyści sporo miejsca i emocji poświęcali filmom Krzysztofa Kieślowskiego. W tym roku jest podobnie. Widzowie mogą sobie przypomnieć dzieła Mistrza, oglądając je - o£i=< u_ Joanna Trzepiecińska jako pierwsza odsłoniła odcisk swojej dłoni na międzyzdrojskiej Promenadzie Gwiazd Michał Milowicz rozgrzał publiczność występem na scenie w roli Elvisa Presleya. Choć widzowie znają go przede wszystkim jako piosenkarza i aktora, środowisko wie, że jest też wspaniałym producentem i reżyserem przez cztery letnie weekendy. Każda z projekcji, trochę wspo-minkowo, a trochę anegdotycznie, poprzedzona jest spo- tkaniami z aktorami grającymi u Kieślowskiego, które prowadzi Tomasz Raczek. Kolejne spotkania z filmem Mistrza będą miały miejsce podczas weekendowych spotkań 22-24 lipca, 5-7 sierpnia oraz 26-28 sierpnia. A wszystko, co dotyczy Kieślowskiego w Międzyzdrojach, zaczęło się od wernisażu wystawy grafik Andrzeja Pągow- skiego. Był autorem prawie wszystkich plakatów do filmów Kieślowskiego i jest także autorem plakatów międzyzdroj-skiego Festiwalu Gwiazd. Do końca wakacji można je podziwiać w Międzynarodowym Domu Kultury przy ul. Bohaterów Warszawy. Wiadomo, kto sprowadza deszcz Andrzej Pągowski, zapraszając na swój wernisaż w pierwszy dzień imprezy, od razu zaznaczył, aby nikt nie był zdziwiony, gdy wkrótce w Międzyzdrojach spadnie deszcz. - To przeze mnie będzie padało - twierdził. - Krzysztof Kieślowski zawsze mi to robi, jak pokazuję plakaty do jego filmów. I rzeczywiście, rozpadało się o umówionej godzinie. - Pogoda w Międzyzdrojach na Festiwalu Gwiazd nigdy nas nie rozpieszczała - przyznał OlafLubaszenko, dyrektor artystyczny imprezy, i zwrócił uwagę, że już podczas pierwszej edycji artystom towarzyszył deszcz (na co zwrócili uwagę widzowie, oglądając film dokumentalny). - Gdyby nie Festiwal Gwiazd, to na pewno Międzyzdroje nie byłyby tak znane w całej Polsce, jak są dziś - cały czas podkreśla burmistrz Mateusz Bobek i przyznaje się do tego, że między innymi dzięki sławnemu już na cały kraj festiwalowi „bardzo często trudne tematy jest mu łatwiej załatwić w Warszawie". - Rozciągamy festiwal na całe wakacje - zapowiedział z kolei Artur Duszyński, dyrektor Międzynarodowego Domu Kultury w Międzyzdrojach, który na imprezie występuje w roli jednego z najważniejszych organizatorów. - Oprócz sprawdzonych wydarzeń, będą nowe. Na przykład pokażemy słuchowiska, zaprezentujemy specjalne spektakle, a zamiast meczu piłki nożnej z gwiazdami, zabierzemy artystów i publiczność na rowerowy rajd w najpiękniejsze zakątki okolic Międzyzdrojów. Kolejne spotkanie z publicznością odbędzie się w weekend 22-24 lipca. Będzie prezentacja słuchowiska na żywo, minisiat-kówka, piłka nożna i zumba z gwiazdami na plaży, koncert polskiej muzyki filmowej i se-rialowej, spektakle teatralne i wspomniane wcześniej spotkanie z „Dekalogiem" Kieślowskiego. O® Głos Dziennik Pomorza Piątek, 8.07.2022 w wielkim świecie 17 podziwiać odciski wielu z nich Grażyna Szapołowska wprost uwiodła publiczność podczas spotkania Od lewej: Rafał Zawierucha, Beata Kiryluk - zastępca burmistrza Międzyzdrojów, Mateusz Bobek - burmistrz i Andrzej Pągowski - artysta grafik, tuż przed wernisażem plakatów do filmów Kieślowskiego ARTYKUŁ REKLAMOWY PRODUKTY gratis CZekająi Mogą poprawiać sprawność słuchową nawet o 98.7%, a ich technologia jest o niebo tańsza niż większość innych metod. Dzięki niej: / możesz wzmocnić najważniejsze dźwięki i mowę ludzką, J możesz zminimalizować niechciany hałas i szumy uszne! rupa brytyjskich wynalazców skupiając się zarówno na jakości, jak i przystępności cenowej, stworzyła metodę, dzięki której już ponad 300 tys. Europejczyków podjęło skuteczne zmagania z dręczącymi ich problemami układu słuchowego. Przeprowadzone przez nich analizy wykazały, że w ciągu kilku tygodni pomaga polepszyć ona słyszenie pełnego zakresu dźwięków - od szeptów po wysokie tony. Dzięki biomedycznym plastrom możesz lepiej słyszeć mowę, dźwięki za oknem, radia i TV. Możesz znacznie lepiej rozumieć tych, którzy mówią cicho i niewyraźnie, słyszeć świat wokół siebie, nawet z dalszej odległości. Masz dość tego, że nie słyszysz co mówią do Ciebie inni? Dzięki specjalnej formule plastrów możesz poczuć, że słyszysz wyraźniej, a niepożądane szumy i trzaski w tle mogą już wkrótce zniknąć! Inteligentne nanopolaryza-tory wzmacniają dźwięki ważne, a eliminują zbędne. W odróżnieniu od metod, gdzie jakość słyszenia jest lepsza tylko w trakcie ich noszenia, ta innowacyjna metoda może poprawiać słuch nawet kilkanaście godzin po zakończeniu aplikacji 1 plastra i podczas snu. Jest odpowiednia dla osób z każdym problemem słuchu niezależnie od wieku czy płci. Została stworzona zarówno dla lekko, jak i mocno niedosłyszących, noszących aparaty i wzmacniacze słuchu, a także osób od dawna trapionych szumami usznymi. Biomagnetyczne plastry mogą być pomocne w przypadku nawet wieloletnich i zaawansowanych problemów słuchu. Pomagają aktywizować system odnowy układu słuchowego, stymulując organizm do rozpoczęcia procesu automatycznej regeneracji komó- Siostra od lat mieszka w Anglii, plastry wysłała mi w prezencie. Mówi „Basiu weź ich spróbuj, tutaj więk-; szość moich znajomych już dawno wie, że są inne metody, korzystają tylko z nich. Jak nie zadziałają, to biorę to na siebie." Miałam już rany na uszach, więc spróbowałam. Minęły 3 tyg. odkąd naklejam te dyskretne plastry. Zauważyłam, że stojąc tyłem do TV słyszę głośniej, a dźwięk jest czystszy, jakby mój słuch się poprawił. Nigdy bym nie pomyślała, że technologia tak poszła do przodu. Barbara W. (731.) z Dąbrowy Biomagneto plastry przeznaczone sądlaosób z każdym poziomem problemów ze słuchem: ► słabo i bardzo słabo słyszących ► odczuwających szumienie w uszach* noszących aparaty słuchowe, bądź wzmacniacze słuchu* małe, cieliste i niewidoczne za uchem* idealne dla kobiet i mężczyzn z problemami ze słuchem ► nie wywołują ran i podrażnień uszu * .nufr,t,rninifir*-***' * •'"*' • •..... rek Odczuwalna poprawa zauważalna może być już nawet po kilkudziesięciu godzinach od ich pierwszej aplikacji. Po upływie około kilkunastu dni możliwe jest poprawienie sprawności słuchu oraz wzmocnienie ostrości i dokładności. Czy to naprawdę tak działa, czy jest skuteczne? W opiniach użytkowników powtarza się, że formuła plastrów ma blisko 97% skuteczności. Osoby między 39. a 94. rokiem życia mogą zredukować szumienia o ok 82%, kilkunastokrotnie polepszyć wyłapywanie szeptów i głosów w tłumie oraz zauważalnie poprawić słyszalność mowy, radia i TV. Geniusz skuteczności nowej, biomedycznej formuły opisuje ekspert Christopher Washington: Odkryliśmy, że spolaryzowanie siły elektromagnetycznej może pomagać odbudować i zmusić do właściwego działania komórki rzęsate, odpowiedzialne za rejestrowanie i odbieranie dźwięków. Aż 98,2% osób zdeklarowało ich kilkunastokrotnie wyższą skuteczność, niż w przypadku wielokrotnie razy droższych metod. Nanotechnologia wykorzystywana m.in. do produkcji statków kosmicznych najnowszej generacji, to ta sama technologia, z której skorzystano przy produkcji „Neodymium2000". Dzięki temu problem niedosłyszenia nawet w najcięższych przypadkach może się zmniejszyć. Polepsz słuch nawet kilkadziesiąt razy taniej niż z innymi metodami! Długo oczekiwane są już dostępne w Polsce. Małe, dyskretne, wygodne i całkowicie ZA DARMO dla 100 pierwszych osóbL „Neodymium2000" są dostępne tylko w sprzedaży telefonicznej. Ilość zestawów jest ograniczona - decyduje kolejność zgłoszeń. Pierwsze 100 osób, które zadzwonią do 11.07.2022r., otrzyma 100% REFUNDACJA OD PRODUCENTA? Zadzwoń: 91 300 37 30 Poniedziałek-niedziela 8:00-20:00 (Zwykłe połączenie lokalne bez dodatkowych opłat) słuch jak w młodości! UWAGA 1 AKCJA REFUNDACJA! W ramach wyjątkowej akcji refundacyjnej f ■ • producent plastrów regenerujących słuch przygotował pulę DARMOWYCH 5 OPAKOWAŃ. Są one dostępne do wyczerpania zapasów! WAŻNE: Nie musisz wiadczeń medycznych. "Szczegóły oraz informacje dotyczące procedury zwrotów i reklamacji dostępne są pod adresem: www.grouptcm.com 2 Olaf Lubaszenko z Tomaszem Raczkiem wspominali filmy Krzysztofa Kieślowskiego 18 • męskie sprawy Głos Dziennik Pomorza Piątek, 8.07.2022 Błoto i kurz pod kołami. Na nawet partnerki i żony i • Każdy mógł skorzystać z okazji i przejechać się militarnym pojazdem Wojciech Kulig Darłowo Uwielbiają zapach kurzu iolęjusilnikowegooponin-ku. O swoich pojazdach mogą gadać godzinamLI zawsze są przekonani że ich jest najwspanialszy. Głośne dźwięki wojskowych samochodów, zapach spalin i dużo błota. To uwielbiają wszyscy, którzy co roku odwiedzają miasteczko zlotowe w Darłowie. Przyjeżdżają tu najróżniejszymi pojazdami, często są to maszyny z długą i bogatą historią. Ale to impreza nie tylko dla samych pasjonatów. - Na zlot w Darłowie cieszą się partnerki i żony miłośników militariów. Oni w tym błocie i kurzu bawią się świetnie, jeżdżąc swoimi maszynami, a one są szczęśliwe, bo idą na plażę lub na zakupy. Wszyscy są zadowoleni - śmieje się Witold Przeworski, prezes Stowarzyszenia Miłośników Historii Militarnej Bornego Sulinowa, którego spotkaliśmy na polu namiotowym 24. Międzynarodowego Zlotu Historycznych Pojazdów Wojskowych w Darłowie. Przyjechał z dwoma pojazdami - ciężarowym KrAZEM 255 i amfibią na gąsienicach, w skrócie PTS. - Służy ona do przerzucenia wojska przez trudny teren, ale też można nią przez wodę przewieźć nawet samochód ważący do pięciu ton. KrAZ z kolei to pojazd, który służył m.in. do przewożenia żołnierzy, ciągnięcia lawet z czołgami czy artylerii - tłumaczy pan Witold. Podkreśla, że na darłowskim zlocie najlepsza jest atmosfera, którą budują uczestnicy imprezy. - Jest przyjacielska, wręcz rodzinna. Widać to przy różnych sytuacjach, na przykład gdy wyciągaliśmy z błota jeden z pojazdów. Wszyscy robią to za darmo, nikt nie chce od nikogo pieniędzy, naj ważniejszy jest uścisk dłoni - dodaje. Na zlocie był również Ryszard Stachy ze Stowarzyszenia Militarnego Trzebież w Szczecinie. - Po pandemii jestem pozytywnie zaskoczony, że impreza odżyła i wszystko się odbywa tak jak dawniej. Było dużo osób z różnych militarnych stowarzyszeń z Polski i zagranicy -mówi i chwali się, że przyjechał samochodem marki Ford Mutt z 1964 roku. - Pojazd uczestniczył w wojnie w Wietnamie. Później służył w wojsku greckim, był w Niemczech, a stamtąd trafił ostatecznie do mnie. Drugi mój pojazd to Iveco. Karetka, który jest zarazem moim kamperem do spania, jedzenia i wszystkiego. Mam jeszcze motocykl Ural z 1953 roku - dodaje Ryszard Stachy, który na zlot przy-jechał sam, ale jak zaznacza -poznać tu można wielu nowych znajomych, których łączy wspólna pasja. - Moja pojawiła się dawno temu, kiedy benzyna była na kartki. Pracowałem w firmie mającej samochody wojskowe. Sprzedano mi jeden taki pojazd. Od tego się zaczęło, bardzo mi się to spodobało. Poza tym byłem w wojsku i stąd bierze się to całe zamiłowanie - mówi uczestnik zlotu ze Szczecina. Nie tylko miłośnicy militariów zaglądają na zlot. Przyjeżdżają także tuiyści, którzy chętnie kupują gadżety na bazarze, np. koszulki, broń plastikową czy starocie militarne. Są to rzeczy, które dostać można jedynie na takim spędzie, jak ten wDarłówku. W ramach zlotu corocznie organizowana jest parada pojazdów na plac Tadeusza Kościuszki. Mieszkańcy, jak i turyści mają wówczas okazję zwiedzać zabytkowe pojazdy. Jest też szansa na zrobienie pamiątkowych zdjęć. ©® Głos Dziennik Pomorza Piątek, 8.07.2022 męskie sprawy • 19 zlot nad morzem cieszą się miłośników militariów Parada przez miasto Nie brakowało chętnych na militarne gadżety Czasem panie rezygnowały z plaży na rzecz militarnego wdzianka i przejażdżki 20 • dobry pomysł Głos Dziennik Pomorza Piątek, 8.07.2022 Za dużo jedzenia w domu? Podziel się nim z tymi, którzy mają puste lodówki .mrnMm Lodówka przy parafii prowadzonej przez ojców franciszkanów w Darłowie. Chętnych na korzystanie z żywności, którą zostawili w niej darczyńcy, nie brakuje. Na zdjęciu od lewej o. Adrian Zalewski i o. Wiesław Przybysz Wojciech Kulig Darłowo, Sławno, Koszalin Zasada jest prosta. W lodówce społecznej zostawiamy żywność, którą sami byśmy chętnie zjedli ale nie dajemy rady. Ktoś inny przychodzi iją odbiera. Całkowicie za darmo. Parafia ojców franciszkanów w Darłowie przy ul. Wenedów. Przy budynku pod zadaszeniem stoi czarna lodówka. Jeżeli ktoś zastanawia się, po co ją tutaj wystawiono, znajdzie wyjaśnienie dzięki kolorowym napisom: Nie marnuj jedzenia!!! Włóż je tutaj!!! Podziel się obiadem. Częstuj się! Smacznego. Dzielić się, rzecz godna - Nawiązaliśmy współpracę z fundacją Weź, pomóż.pl, która pomaga organizować lodówki społeczne na terenie całego kraju - mówi ojciec Wiesław Przybysz, proboszcz parafii pod wezwaniem Matki Boskiej Częstochowskiej w Darłowie. - Chcieliśmy wyjść naprzeciw tym, którzy najbardziej potrzebują pomocy. To jest rzecz jak najbardziej godna. Dobrze wiemy, że w wielu domach sporo żywności się marnuje, sporo produktów jest wyrzucanych. Z drugiej strony dużo jest ludzi ubogich i potrzebujących, którzy może nie chcą bezpośrednio do klasztoru przyjść po pomoc, bo się wstydzą. Plusem tego miejsca jest to, że nie ma tam monitoringu i nikt nikogo nie obserwuje. Dzisiaj niejedna rencistka i niejedna emerytka ledwie wiąże koniec z końcem. To, że taka osoba może przyjść do lodówki i skorzystać z jedzenia, to zawsze jest dla niej jakieś wsparcie -dodaje. - Ojcowie franciszkanie zapraszają do wsparcia inicjatywy, lodówka społeczna cały czas funkcjonuje. Można włożyć do niej na przykład sałatkę. Ważne, żeby potrawy były ładnie zapakowane i miały opis, w którym będzie data, kiedy jedzenie zostało sporządzone - zachęca o. Adrian Zalewski, wikariusz w parafii franciszkańskiej w Darłowie i dodaje, że lodówka bardzo szybko jest opróżniana. Jak podkreślają franciszkanie, ważne jest umiejętne gospodarowanie jedzeniem. Pamiętać należy, że nie chodzi 0 pozbywanie się resztek jedzenia. Oddajemy tylko takie potrawy, które sami byśmy zjedli, ale mamy ich za dużo. Muszą więc być świeże 1 z terminem ważności. Ważne jest też, żeby wspólnie dbać 0 lodówkę, a przede wszystkim nie niszczyć jej i nie brudzić. Inicjatywę franciszkanów popiera burmistrz Darłowa, który zachęca do jej wsparcia 1 informuje o lodówce społecznej na swoich kanałach spo-łecznościowych. - To bardzo potrzebna inicjatywa. Sam przyznam, że po świętach czy innych wydarzeniach zanoszę tam różne produkty. Najczęściej widzę, że lodówka jest pusta. Ostatnio spotkałem przy niej pana, który pakował do torby to, co tam było, dałem mu również moje produkty. To pokazuje, że idea jest ważna. Wiem o osobach, które regularnie dostarczają tam jedzenie, a także o tych, które z tego korzystają, mimo że przecież jest opieka społeczna - mówi Arkadiusz Klimowicz. I dodaje, że z funkcjonowaniem lodówki wiążą się też obowiązki i problemy. - W pewnym momencie ktoś ją zdewastował, trzeba było dokonać naprawy. Teraz działa dalej. Wielka chwała ojcom franciszkanom, którzy o nią dbają. Jadłodzielnia i szafa od serca Podobna jadłodzielnia działa też w Sianowie przy ul. Słowackiego 3a. Zawiaduje nią Miejsko-Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej. - Każdy może przynieść do Sianowskiej Jadłodzielni żywność opakowaną i opisaną. Mamy też stałą dostawę żywności od jednego z marketów, który dostarcza produkty ze zbliżającym się do końca terminem ważności. Jedzenie dosłownie znika z lodówki - mówi Elżbieta Ałtyn, kierownik MGOPS-u w Sianowie. Z jej obserwacji wynika, że z lodówki oprócz emerytów i rencistów korzystają także osoby, które pozostają okresowo bez pracy, a nawet całe rodziny. Sianowska Jadłodzielnia to specjalna gondola, w której umieszczono lodówkę i dwa regały. Działa od początku tego roku i oprócz gotowych potraw można do niej przynieść także takie produkty, jak np. kasze, ryże, makarony, ciastka, konserwy czy jogurty. Z kolei w Koszalinie od 2020 roku działa Szafka od Serca. Stoi niedaleko Domu Seniora Złote Serce przy ul. Leśnej 2. Tu również można zostawiać produkty żywnościowe. - To akurat nie jest lodówka, ale szafa, w której mięsa nie można zostawić. Wkładamy do niej na przykład makarony, czyli suche pro- dukty, które są opakowane. Potrzeba jest ogromna, bo gdy tylko zostawimy tam jakieś produkty, to zaraz ktoś przychodzi i je zabiera. Największe zainteresowanie ze strony darczyńców jest oczywiście w okolicach świąt, ale są osoby, które regularnie zaopatrują szafę w jedzenie -mówi Monika Mikołajek z Domu Seniora Złote Serce. Jak podkreśla, inicjatywa wyszła od Teresy Krzysztofiak i Krystyny Tousty. Bardzo możliwe, że takich miejsc w Koszalinie powstanie więcej. Co ważne, zasady korzystania ze wszystkich wspomnianych miejsc dzielenia się jedzeniem określają regulaminy, które można przeczytać przy szafkach/lodówkach społecznych. Opiekę nad takimi miejscami sprawują organizatorzy, którzy doglądają lodówek i sprawdzają, czy jest czysto. Ponad 300 lodówek w całej Polsce - Naszych lodówek jest coraz więcej w całej Polsce, idea dzielenia się jedzeniem cały czas się rozrasta. Lodówki stawiają zarówno osoby prywatne, jak i firmy. Funkcjonują one nawet w małych miejscowościach, gdzie jest pięć tysięcy mieszkańców. W ten sposób nie marnuje się żywności - mówi Jan Piontek, prezes fundacji Weź, pomóż.pl z Wrocławia. Każdy, kto chce zainstalować lodówkę w swoim mieście, może się zgłosić do fundacji po pomoc. Do tej pory tego typu lodówek we współpracy z Weź, pomóż.pl powstało ponad 300. To bardzo dużo, a już wiadomo, że będą stawiane kolejne. - To lodówka edukacyjna, która tak naprawdę uczy dzielenia się jedzeniem z drugim człowiekiem. To jest najważniejsze - zaznacza prezes fundacji. ©® Głos Dziennik Pomorza Piątek, 8.07.2022 recenzje, felieton • 21 KSIĄŻKI Nad rzekę, której nie ma Grzegorz Kapla Zadanica Katarzyna Puzyńska »2«KE Wydawnictwo lira. Rozwinięcie tytułu: „Podróż przez Amerykę Południową od Miraflores do Rio". Od wydawcy: „To błyskotliwy reportaż i powieść drogi. Bohater mierzy się z lękiem przed nieznanym. Zmaga się z hi-potermią na lodowcach Andów, klaustrofobią w zapomnianych przez Boga, gęstych od śmierci tunelach inkaskich kopalń. Aby przetrwać, musi doświadczyć bezradności człowieka okradzionego ze wszystkiego, co potrzebne do życia. Odkrywa, że lęk ma swoje dobre strony - jest przecież bratem przygody. Napisane z życiem, błyskotliwie, dużo dialogów, krótkie rozdziały, zdjęć dużo, niestety, czarnobiałych. Ale to jedyna wada. Polecam. (MARA) KATARZYNA PUZYŃSKA Wydawnictwo Prószyński i S-ka. 14. tom cyklu „Lipowo". Od wydawcy: „Daniel Podgórski stara się ułożyć życie od nowa. Otwiera małą firmę agroturystyczną i oczekuje pierwszych gości. Ci przyjeżdżają z nieoczekiwaną propozycją. Chcą, żeby Daniel wziął udział w wywoływaniu duchów. Podgórski podejrzewa, że ta propozycja ma ukryty cel. Nie myli się. Podczas seansu ginie człowiek. Tymczasem matka Daniela z byłą komisarz Klementyną Kopp rozbijają obóz w lesie. Ktoś podrzuca im szmacianą laleczkę? Puzyńską z Lipowem biorę w ciemno. Dla fantazji, z jaką pakuje małe miasteczko i jego mieszkańców w historie nie z tego świata. (MARA) Forsa Rashmi Sirdeshpande Wydawnictwo Insignis Media, rozwinięci cietytu--wi" łu:,Jakją uiYunuim. zarabiać, oszczędzać, wydawać, pomnażać i dawać innym". Od wydawcy: „To sześć rozdziałów, z których dowiecie się, jak zarabiać pieniądze i co dalej z nimi robić. Poznacie historię pieniądza: od starożytnych form płatności po kryptowaluty. Zakumpluje-cie się z odsetkami i podatkami i opanujecie skuteczne sposoby oszczędzania i tworzenia prostego domowego budżetu. W bogato ilustrowanej książce znajdziecie wiedzę potrzebną do tego, by zrozumieć świat finansów i nabrać zdrowych nawyków w zarządzaniu pieniędzmi. Poradnik dla młodzieży. Przystępny i dowcipny. (MARA) Bądź blisko Anna Karpińska Wydawnictwo Prószyński i S-ka. Tom 2. cyklu „Kolory szczęścia". Od wydawcy: „Ciąża Marii, która nosi dzieci Aleksandry, przebiega nie bez problemów. Komplikują się również stosunki obu bohaterek z ich mężami. Kiedy wychodzi na jaw tajemnica, nikt nie przypuszcza, że ujawnią się dużo bliższe stosunki pomiędzy paniami, aniżeli te wynikające jedynie z umowy. Dla dobra dzieci zarówno Aleksandra, jak i Maria muszą stawić czoło trudnościom. Czeka je długa droga do osiągnięcia emocjonalnej i finansowej stabilizacji. Próbują też zawalczyć o miłość. Można czytać od drugiego tomu, ale lepiej razem z pierwszym. Kobieca, emocjonalna lektura. (MARA) W MIASTACH Z BETONU BRZYDKO I DUSZNO Anna Czerny-Marecka Rok temu w pełni lata wybrałam się do Bułgarii. Rano, patrząc w smartfonie na przewidywane temperatury, mogłam dostać porażenia słonecznego od samych liczb. Bez strachu jednak wychodziłam w miasto. A to dlatego, że tam drzewa rosną nie tylko w parkach (bardzo licznych, swoją drogą), ale i przy ulicach. Dzięki nim temperatura nie była tak wysoka, jak wynikało z meteorologicznych komunikatów. My, Polacy, zwykliśmy myśleć o Bułgarii jako o kraju, który jest mniej cywilizacyjnie rozwinięty niż nasza ojczyzna. Diabli tam, jeżeli rozwój przejawia się, jak u nas, betonowaniem każdej wolnej miejskiej przestrzeni i masowymi wycinkami drzew nie tylko w miastach, ale i poza nimi, to wolę, żebyśmy się nieco zatrzymali w tym „postępie". W mediach społecznościo-wych często widać posty dotyczące przebudowy placów, ze zdjęciami sprzed i po. To „po" to zawsze jakaś miejska patelnia, ewentualnie z kilkoma rachitycznymi drzewkami w donicach, z wystawionymi na pełne słońce ławeczkami. Nowocześnie jest jeszcze postawić latem wodną kurtynę. To „sprzed" to zwykle miejsce zadrzewione i z trawnikami. Owszem, trudniej o nie było dbać, bo betony i polbruki pielęgnacji nie potrzebują takiej jak zieleń, ale co to mieszkańca, który chciałby spocząć w cieniu i pooddychać tlenem, a nie spalinami, obchodzi? Co ciekawe, takie pseudo modernizacje dokonują się często w miastach, którymi rządzą tzw. progresywni sa- morządowcy. Słowo „ekologia" wypowiadają w każdym przemówieniu wielokrotnie, ale po czynach, nie po słowach ich poznacie. A na pewno nie jest ekologiczne tworzenie tak zwanych stref chilout (tak, tak, w końcu jesteśmy w Europie i należy posługiwać się terminologią, która będzie progresywnie brzmiała), w których zieleń jest dawkowana jak lekarstwo, za to bruk i beton serwowane w nadmiarze. Przysiądźmy zresztą na takiej ławeczce w tej nowoczesnej strefie. No tutaj też jacyś niewyżyci kreatorzy robią sobie poletko doświadczalne. Duża część tych siedzisk nie nadaje się do spoczynku. Bez oparć, w dziwacznych kształtach, może i ładne, ale nie spełniają swojej funkcji. Tylko miejskie lumpy mają używanie, bo utrudzeni osobnicy znieczuleni trunkami niewiadomego pochodzenia są w stanie zasnąć wszędzie. W moim mieście z ławeczkami w parkach nie jest akurat źle, ale parę lat temu na kilku przystankach autobusowych zastąpiono ławki barierkami. Można się o nie oprzeć i to wszystko. Gratuluję pomysłu na zadbanie o seniorów, któ- rzy z siatami pełnymi zakupów czekają na autobus. Przypomnę tylko, że społeczeństwo nam się starzeje i miejska infrastruktura powinna brać to pod uwagę. OK, powiecie, jeżeli tak ci kobieto ciężko w mieście, to wybierz się na łono przyrody poza miejską dżunglę. Owszem, wybieram się, najchętniej na rowerze. I co widzę? Znikanie całych zadrzewionych alei. Bo się miastowi wynieśli w knieje i drogę, po której kiedyś przejeżdżał dziennie jeden pojazd z dostawą do sklepu, trzeba poszerzyć. Bo drzewa powodują śmiertelne wypadki, wypadając znienacka na samochody. Bo coś tam coś tam. Rąbią więc drwale, aż wióry lecą i ptaki, które korony zamieszkiwały. W końcu w czym problem, jedno drzewo polegnie pod piłą, to gdzieś tam nowe się posadzi. W świetle kamer najlepiej, podczas medialnie nagłośnionej ekologicznej akcji. Samorządowiec chętnie zamachnie się łopatą do zdjęcia. Odmieni słowo „ekologia" przez wszystkie przypadki. A już potem los usychającego drzewnego dziecka nikogo nie zainteresuje. ©® Ludzkie problemy w zwierzęcym świecie Anna Czerny-Marecka Słupsk Krzysztof Brac pochodzi ze Studzienic, a studiuje na Akademii Pomorskiej w Słupsku. Debiutował powieścią fantasy „Agony". Teraz wydał drugą książkę: „Wolfie Black i kojocie serce." Mieszkańców miasteczka Blackberry Hill budzą promienie słońca i lokalne radio ostrzegające przed upałami. Wolfie zaczyna od porannej toalety i śniadania. Nie wie jeszcze, jakim przełomem w jego życiu będzie ten dzień. Tak często zaczynają się amerykańskie seriale o nastolatkach. Tu jednak czeka nas niespodzianka. Wolfie jest psem, czesze ogon szczotką dla alpak (pasuje mu bardziej niż psia), a zwierzęcy radiowcy mówią, jak chronić futro przed upałami. Miasteczko zamieszkują psy, koty, rysie, wilki, al-pała. Skąd taki pomysł? Otóż Krzysztof Brac jest członkiem społeczności futrzaków, fanów fantastyki i antro-pomorficznych zwierzaków. Spotykają się w internecie i na konwentach, jak Gdakon i Pyrkon. Są zafascynowani światem zwierzęcym w sztuce. Brac występuje w tym świecie jako Wolfie Black, dlatego wokół tej postaci postanowił zbudować fabułę swojej książki. Co szybko zauważy czytelnik, mieszkańcy Blackberry to jednak nie cały zwierzęcy świat. - Tylko część zwierząt wy-ewoluwała i są to istoty myślące - mówi autor. - Bydło i trzoda są nadal pożywieniem. Inaczej moi bohaterowie byliby kanibalami - śmieje się. Jego bohaterowie to nastolatki, z całym emocjonalnym bagażem, jaki niesie ze sobą ten okres. Niestabilni uczuciowo, szukający własnej tożsamości i miejsca w życiu, marzący 0 przyjaźni i miłości, mający różne historie rodzinne. W przypadku głównego bohatera 1 czarnego charakteru, który pojawia się później, są to dramatyczne przejścia. > i & m * .r- • : Okładkę książki stworzyła Gabriela Witkowska Jest jeszcze jeden ważny aspekt - główni bohaterowie są homoseksualni. Wolfie ma problem z samoakceptacją, jego wiara mówi, że to grzech. Ale Brac buduje swój świat religii, w którym najważniejsze są miłość i czynienie dobra. To ciekawy konstrukt myślowy. Jest jeszcze w tym kryminał, począwszy od tajemniczej śmierci rodziców Wolfiego w wypadku. Pies i jego przyjaciele są w niebezpieczeństwie. I tu powieść zostaje zawieszona. Musi być ciąg dalszy. To także chwyt znany z seriali. Dlaczego książka może się podobać? Ze względu na świetne prezentacje głównych bohaterów na początku i dobre rozeznanie w psychice nastolatków. Zwierzęta są potraktowane indywidualnie, mamy więc niezły przegląd charakterów. Poza tym, choć jest wiele dramatu, to nie brak także momentów napisanych z poczuciem humoru. Naprawdę dobrze się to czyta. Jedyny zarzut kieruję do wydawcy, który po-kpił sprawę bylejakością. Dlatego pomijam, kto wydał książkę. I czekam na kolejną tego autora. Co to będzie? - Druga część „Wofiego" już jest prawie gotowa, a ja szykuję się do powieści osadzonej we współczesnym Słupsku. Seryjny morderca będzie zabijał kobiety zainspirowany Basztą Czarownic i średniowiecznymi procesami o czary - mówi Krzysztof Brac. ©® ii Krzysztof Brac na spotkaniu promocyjnym książki w kluboksięgarni Cepelin w Słupsku 22 bezpieczeństwo / ogłoszenia drobne Głos Dziennik Pomorza Piątek, 8.07.2022 Huta wyprodukuje wieże do transporterów Rosomak Zdzisław Surowaniec Polska Huta Stalowa Wola ma podpisany kontrakt na dostawy 70 bezzałogowych wież. Wartość umowy to 1,7 miliarda złotych. Pierwsze Rosomaki z nimi będą już w przyszłym roku. Chodzi o bezzałogowe wieże do 70 kołowych transporterów opancerzonych Rosomak. Umowę podpisał w Hucie Stalowa Wola wicepremier, szef Ministerstwa Obrony Narodowej Mariusz Błaszczak. Rosomaki z wieżami zmontowanymi w Hucie Stalowa Wola trafią do Wojska Polskiego w połowie przyszłego roku. Wyjątkowość produkcji bezzałogowych wież polega na tym, że są w całości polskiej konstrukcji i należą do najnowocześniejszych na świecie. Zasilą polskie Siły Zbrojne, a ich ewentualna sprzedaż za granicę nie będzie uzależniona od zgody licencjodawcy. - Te wieże są zaprojektowane w Polsce i są wysokiej jakości, jak wszystko, co produkuje Huta Stalowa Wola - podkreślał wicepremier Mariusz Błaszczak. Dodał, że dostawy sterowanego systemu wieżowego 0 symbolu ZSSW-30 rozpoczną się wcześniej niż pierwotnie zakładano. - Sądziliśmy, że pierwsze dostawy nastąpią dopiero za dwa lata, ale dziś, po intensywnych konsultacjach, okazało się, że HSW jest w stanie pierwsze egzemplarze wieży wyprodukować już w przyszłym roku. To jest bardzo dobra wiadomość -dodał szef MON. Huta będzie zwiększać moce produkcyjne, na co dostała od rządu700 milionów złotych. Wartość kontraktu na wieże to 1,7 miliarda złotych. Wykonawcą jest konsorcjum HSW 1 WB Electronics, które ma dostarczyć zdalnie sterowane wieże z armatą kalibru 30 milimetrów i sprzężonym z nią ka- ■ S3We*»J r'ISSW«30 Wicepremier, szef obrony narodowej Mariusz Błaszczak po podpisaniu kontraktu na dostawy wież rabinem maszynowym kalibru 7,62 milimetra. Dodatkowym wyposażeniem będzie podwójna wyrzutnia przeciwpan- cernych pocisków kierowanych Spike. Spike to broń precyzyjnego rażenia, przeciwpancerny pocisk rakietowy. - Jest to uzbrojenie naprawdę silne, które daje przewagę na polu walki - ocenił Błaszczak. - Zależy nam, żeby Wojsko Polskie było wyposażone w broń nowoczesną, żeby w ten sposób odstraszało agresora poprzez to, że nasi żołnierze są świetnie wyszkoleni, że fantastycznie współpracują z żołnierzami państw Sojuszu Północnoatlantyckiego, przede wszystkim wojsk Stanów Zjednoczonych - mówił wicepremier. Wieże posłużą do zwalczania celów opancerzonych oraz obiektów i umocnień wykorzystywanych przez przeciwnika. Zastosowane w nich systemy optoelektroniczne umożliwią pracę także w trudnych warunkach atmosferycznych. Główne uzbrojenie wież stanowi armata automatyczna, która umożliwia prowadzenie ognia w trybie automatycznym i półautomatycznym, z wykorzystaniem pięciu różnych ty- pów amunicji, w tym amunicji programowalnej. Minister Błaszczak poinformowało również, że w poniedziałek ruszyły badania kwalifikacyjne Nowego Bojowego Pływającego Wozu Piechoty „Borsuk" skonstruowanego w Hucie Stalowa Wola. Ich pozytywne zakończenie umożliwi rozpoczęcie negocjacji w sprawie uruchomienia produkcji seryjnej w przyszłym roku i zakontraktowania dostaw wozów Borsuk dla Sił Zbrojnych RP. Pojazdy te charakteryzują się wysoką mobilnością i zdolnością do pokonywania przeszkód terenowych. Mogą być eksploatowane w różnych warunkach klimatycznych. Prędkość maksymalna na drogach utwardzanych wynosi 65 kilometrów na godzinę, a pływania - osiem kilometrów na godzinę. Masa bojowa w wariancie podstawowym wynosi 28 ton. Pojazd jest przeznaczony do transportu sześciu żołnierzy. E Jak zamieścić ogłoszenie drobne? Telefonicznie: 94 347 3512 Przez internet: ibo.polskapress.pl W Biurze Ogłoszeń: Oddział Koszalin: ul. Mickiewicza 24,75-004 Koszalin, tel. 94 347 3512 Oddział Słupsk: ul. Henryka Pobożnego 19,76-200 Słupsk, tel. 59 848 8103 Oddział Szczecin: ul. Nowy Rynek 3,71-875 Szczecin, tel. 9148133 67, fax 91433 48 60 RUBRYKI W OGŁOSZENIACH DROBNYCH: ■ NIERUCHOMOŚCI ■ FINANSE/BIZNES ■ HANDLOWE ■ NAUKA ■ MOTORYZACJA ■ PRACA 1 ZDROWIE 1 USŁUGI 1 TURYSTYKA 1 BANK KWATER 1 ZWIERZĘTA 1 ROŚLINY, OGRODY 1 MATRYMONIALNE 1 RÓŻNE 1 KOMUNIKATY 1 ŻYCZENIA /PODZIĘKOWANIA 1 GASTRONOMIA 1 ROLNICZE 1 TOWARZYSKIE Nieruchomości GARAŻE Blaszane BRAMY Garażowe \pWBUCŁKt KOJCE dla Psów NajnlższeCEMY ' Różne wymiary Transport cały kraj MontażGRftTtS ęgssw' 94-318-80-02 91-311-11-94 58-588-36-02 95-737-63-39 59-727-30-74 512-853-323 www.konstal-garaze.pi POŚREDNICTWO OMEGA wyceny obrót SŁUPSK, UL. STARZYŃSKIEGO 11 tel. 59 841 44 20; 601 654 572; www.nieruchomosci.slupsk.pl omega@nieruchomosci.slupsk.pl Handlowe FUMY, MUZYKA KUPIĘ PŁYTY WINYLOWE 609 155 327 TANIO waniliową kuchnię z wyposażeniem i wersalkę, +4915757272487. Motoryzacja OSOBOWE KUPIĘ A do Z skup-skupujemy każde pojazdy, płacimy nawet za wraki, oferujemy najwyższe ceny, 536079721 AUTO skup wszystkie 695-640-611 TŁUMIKI, katalizatory, złącza. Czekaj Zbigniew. Koszalin, Szczecińska 1.3A (VIS). Tel: 94-3477-143; 501-692-322. ZATRUDNIĘ CAŁOROCZNY ośrodek rehabilitacyjny w Ustroniu Morskim zatrudni konserwatora Tel. 518-425-300, osrodek@klimczok.eu NIEMCY: murarz, cieśla, malarz, elektryk, spawacz: 601-218-955. SPRZĄTANIE dla Pań i Panów -Koszalin 601808 947 SPRZĄTANIE w godzinach nocnych 26 zł brutto - Koszalin 601808947 SZUKAM PRACY OPIEKUNKA. Słupsk, 668839118 Zdrowie SPEC. Neurolog. NFZ. Bez kolejek. Codziennie. Koszalin, 605-284-364. ALKOHOLIZM - esperal 602-773-762 Usługi 59/8430465 Serwis RTV, LCD, plazma PRALKI Naprawa w domu. 603775878 BUD0WLAN0-REM0NT0WE CYKLINOWANIE bezpyłowe 504308000 MALOWANIE dachów788-016-988 INSTALACYJNE HYDRAULICZNE, tel. 607703135. B833BHHHH SPRZĄTANIE strychów, garaży, piwnic, wywóz starych mebli oraz gruzu w bigbagach, 607-703-135. Turystyka KRAJ * MORZE DZWIRZYNOMORZE.PL, 605905969 ŁEBA, tanie pokoje z łaz. 603-471-715 Różne STARE książki- skup 881-934-948 ZŁOM kupię, potnę, przyjadę i odbiorę, tel. 607703135. Rolnicze MASZYNY ROLNICZE KUPIĘ ciągniki, przyczepy, maszyny rolne. Tel. 535135507. ZWIERZĘTA HODOWLANE KURKI młode, odchowane oraz kury roczne sprzedam tel. 785-188-999 KURKI odchowane 784 461566 KURY nioski młode - sprzedam. Telefon: 782 827 428,792 732 052, 59/810 89 05 Towarzyskie PAULA K-lin tel. 731589473 AUTOPROMOCJA Głos Pomorza Nie przegap piątku gp24.pl Głos Dziennik Pomorza Piątek, 8.07.2022 SPORT • 23 Adrian Meronk zdobył Irlandię. Rusza na podbój Szkocji i Anglii Ogromne zamieszanie w sprawie transferu Roberta Lewandowskiego Filip Bares North Berwick GOLF. Po historycznym sukcesie w Iilandii trzeba patrzeć naprzód. Po zwycię-stwiewHorizonlrishOpen Adrian Meronk już szykuje się do dwóch kolejnych startów: w Szkocji i w Anglii W Irlandii Meronk został pierw-szym polskim golfistą w historii, któremu udało się wygrać turniej z cykluDP World Tour - Horizon IrishOpen. W finałową niedzielę rywale robili co mogli, aby go dogonić, ale ostatecznie nasz reprezentant wygrał sumą 268 uderzeń (-20 wobec normy pola). Drugi był Nowozelandczyk Ryan Fox (-17), a trzeci Thriston La-wrence z RPA (-16). Sukces w Irlandii zapewni Meronkowi spory awans, bo na siódme miejsce w rankingu DP World Tour, i zastrzyk gotówki - turniej miał bowiem pulę nagród w wysokości 6 milionów euro, a Polak za wygraną zgarnął ponad 900 tysięcy. - Ciężko to opisać słowami, jestem przeszczęśliwy. To niewiarygodne uczucie, ale też ogromna ulga, że wreszcie, po latach ciężkiej codziennej pracy, ten moment nastąpił. Nie zwalniam tempa, to kolejny krok w mojej karierze - mówił zaraz po zejściu z osiemnastego dołka Meronk, który prowadził już po trzech rundach gry w Mount Juliet Estate. 29-latek z Wrocławia trzy razy stawał w tym sezonie na najniższym stopniu podium w turniejach DP World Tour: w Katarze, KataloniiiHolandii. Triumf w Irlandii był jego drugim w senior-skiej karierze, bowiem w 2019 roku wygrał turniej European Challenge Tour w Portugalii i wówczas został pierwszym Polakiem, który dokonał tej sztuki wtychrozgrywkach. Jeśli worek zsukcesamidopierosięotworzył, Bartosz Kijeski Monachium PIŁKA NOŻNA Cały czas ogromną niewiadomą jest przyszłość Roberta Lewandowskiego ws. przenosin do nowego klubu. Przeszkodą może być kwota, jakiej oczekuje Bayern. Bayern Monachium powoli wraca do zajęć przed zbliżającym się sezonem. Lewandowski na pierwszym swoim treningu ma pojawić się 12 lipca, natomiast cztery dni później wraz ze swoją drużyną ma wylecieć na tournee do USA, gdzie rozegrają mecz m.in. z DC United oraz Manchesterem City. Kapitan reprezentacji Polski już jakiś czas temu zapowiedział, że chciałby zmienić barwy klubowe. To oświadczenie naszego najlepszego zawodnika chce wykorzystać przede wszystkim FC Barcelona, która już wielokrot-nie przedkładała oferty za kupno Lewandowskiego, jednak zakaż-dym razem Bawarczycy odrzucali ofertę Dumy Katalonii. Ostat- nia propozycja Hiszpanów opiewała na kwotę 40 milionów euro plus 5 milionów euro bonusów. Tojednak nie satysfakcjonuje włodarzy klubu z południa Niemiec, którzy oczekują dużo wyższej kwoty za swojego najlepszego napastnika. Według niemieckiego „Sport Bild" obecny pracodawca Lewandowskiego oczekuje minimum 50 milionów euro, aby rozpocząć jakiekolwiek rozmowy ws. odejścia „Lewego". Być może wnajbliższym czasie Barcelona złoży czwartą już ofertę za napastnika. Uli Hón-ness, honorowy prezydent Ba-warczyków, stwierdził, że póki co taka jeszcze nie wpłynęła, choć Fabrizio Romano, który jest doskonale zorientowany w kwestiach transferowych, ujawnił w jednym z podcastów, że „Lewy" otrzyma nową kontrofertę od Barcy. - Nie wiem nic o nowej ofercie. Jednak z tego, co słyszałem w kilku rozmowach w Monachium, to Barcelona może sobie oszczędzić składania nowych ofert - powiedział Hóness dla„Kickera".©® Bayern nie zamierza siadać do rozmów ws. transferu „Lewego", jeśli nie otrzyma minimum 50 min euro przy wsparciu szczególnie Adriana - dodaje Biswas. Wrocławianina czeka teraz start w turnieju Genesis Scot-tish Open i w wielkoszlemo-wym The Open Championship (znanym także pod nazwą Bri-tish Open). W tym drugim będzie rywalizował m.in. ze słynnym Tigerem Woodsem. Meronk, który grał w golfa w college'u w East Tennessee State, będzie pierwszympolsłam graczem wBritish Open wSt. Andrews za dwa tygodnie. To etykieta, którą dobrze zna, bo był już pierwszym Polakiem wUS Open w zeszłym roku w Torrey Pines ipierwszym, który zdobyłnawet kartę DP World Tour (dawniej European Tour). - Warunki będą inne, bo to inne pola. Spodziewam się mocnego wiatru, ale lubię takie trudne warunki. Będę przygotowany na wszystko i zagram jak najlepiej potrafię. Zobaczymy, co się zdarzy. Kluczem jest teraz pewność siebie, a tej nabrałem sporo - powiedział Meronk w rozmowie z TVP Sport. W ciągu ostatniej dekady wielu najlepszych graczy brało udział w Scottish Open, aby przygotować się do British Open w kolejnym tygodniu. W tym roku prawie wszyscy z golfowej czołówki tak zrobią, bo wydarzenie to jest obecnie współsankcjo-nowane przez DP World Tour i PGA Tour. W turnieju weźmie udział 75 członków DP World Tour i 75 członków PGA Tour, a punkty będą przyznawane przez obie organizacje. Tegoroczne zestawienie jest jednym z najsilniejszych w całym sezonie: aż 14 z 15 najlepszych graczy w rankingu OWGR zagra w The Renaissance Club, który po raz czwarty z rzędu będzie gospodarzem Scottish Open. W tym roku pula nagród wynosi 8 min dolarów, a zwycięzca otrzyma 1,44 min dolarów.©® Adrian Meronk już osiągnął dla polskiego golfa, ale nie to możemy doczekać się kolejnego Marcina Gortata czy Sebastiana Janikowskiego i Meronk rozpowszechni golf w Polsce. - To będzie, miejmy nadzieję, „gamechanger" dla golfa w Polsce. W naszym kraju jest 35 pól golfowych i około 6000 golfistów. Dzięki wygranej Adrian awansował na siódme miejsce w DP World Tour Ran-kings i 64 w OWGR. Polskie media sportowe będą teraz postrzegać Adriana jako jednego z najlepszych sportowców w kraju. Tradycyjnie naszym sportem narodowym jest piłka nożna, ale to może zmienić kra-jobraz. Adrian jest już często na pierwszych okładkach naszych magazynów golfowych imierza zwalniać tempa w Polsce - mówi w rozmowie z gulfnews.com Marta Biswas, mieszkająca w Dubaju Polka, która za pośrednictwem swojej firmy White Eagle Sports Company sponsoruje Meronka. - Wszyscy mamy wielką szansę wykorzystać zwycięstwo Adriana. Mam nadzieję, że wszyscy interesariusze gry w golfa w Polsce - federacja golfowa, kluby golfowe, profesjonaliści i media - zjednoczą się dla rozwoju gry. Istnieje Polish Open, który był kiedyś w Challenge Tour pod koniec lat 90., a teraz jest rozgrywany w Pro GolfTour. Miejmy nadzieję, że może to być podniesione do rangi kalendarza zawodowego golfa z większym udziałem polskich graczy, Radwańska wróciła do tenisowego domu i nadal czaruje w Londynie Hubert Zdankiewicz redakcja@polskapress.pl TENISPodczas gdy Iga Świątek wciąż ma „trudną relację" z trawą, Agnieszka Radwańska przeciwnie. Długo można by wymieniać wielkie mecze, jakie rozegrała na kortach Wimbledonu. Nadal je rozgrywa. Tegoroczny (deblowy, w parze z Serbką Jeleną Janković) turniej legend rozpoczęła w takim stylu, że zdaniem rywalek pomyliła turnieje i powinna nadal występo- wać w tym głównym. Tym bardziej, że do półfinału singla przebiła się wtymrokustarszaodwa lata od Radwańskiej Niemka Tatjana Maria. Swoich siłpróbo-wała również (choć bez sukcesów) 40-letnia Serena Williams. A gdyby ktoś nie pamiętał, to właśnie z Amerykanką krakowianka zmierzyła się dziesięć lat temu w finale. Wimbledon 2012 był najlepszym osiągnięciem Radwańskiej nie tylko w Londynie, ale we wszystkich turniejach Wielkiego Szlema. Nieprzypadkowo, bo Polka zakochała się w grze na trawie w zasadzie od pierwszego wejrzenia. A konkretnie od 2005 roku, gdy wygrała w Londynie rywalizację juniorek. Rok później, dzięki dzikiej karcie, zadebiutowała w „dorosłym" turnieju i od razu dotarła do 1/8 finału. Dwa lata później poszła o krok dalej, a w IV rundzie pokonała rozstawioną z numerem 4 Rosjankę Swietłanę Kuzniecową. Dobry występ w Anglii zapewnił jej awans na 10. miejsce w rankingu WTA. Po finale z 2012 roku została wiceliderką. Do zwycięstwa zabrakło naprawdę niewiele, a po latach można się tylko zastanawiać, co by było, gdyby w tamtym meczu była w pełni sił, bo właśnie sił zabrakło jej w połowie trzeciego seta. Niestety, na korcie zmagała się wówczas nie tylko z utytułowaną rywalką, ale również sama ze sobą. Była przeziębiona, a jako zawodowy sportowiec nie mogła zażywać większości popularnych leków, bo zawierają zabronioną przez WADA efedrynę. Mimo to walczyła do końca. A podczas wręczania nagród kibice po raz pierwszy zobaczyli płaczącą Radwańską. Do tej pory krako- wianka słynęła z tego, że rzadko okazuje na korcie emocje. Publiczność podziękowała jej za grę owacją na stojąco. O krok od sukcesu była również w 2013.roku i sama później przyznała, że była to chyba najlepsza dla niej okazja na wygranie Wimbledonu. Radwańską zatrzymała jednak, po zaciętym meczu w półfinale, Niemka Sabinę Lisicki. Polka miała czego żałować, bo tym razem w finale czekała Marion Bartoli, dla której Agnieszka była osobistą zmorą. Bilans jej spotkań z Francuzką wynosił 7:0. - Jeśli już przegrać, to chyba lepiej z Lisicki w półfinale, niż z Bartoli w finale. Gdybym przegrała z Bartoli, to chyba połamałabym wszystkie rakiety - podsumowała swój występ w Londynie Radwańska, dla której nie był to ostatni w karierze dobry występ na londyńskich trawnikach. W 2015 roku znów dotarła do półfinału, co trzeba było uznać za sukces, bo przez pierwszą część sezonu zmagała się z kryzysem formy, a po Roland Garros wypadła nawet z TOP 10 rankingu WTA. Na szczęście tylko na chwilę. ©® 24 • zbliżenia Głos Dziennik Pomorza Piątek, 8.07.2022 Paweł Soloch: NATO wraca do obrony kolektywnej Lidia Lemaniak Polska -Ważne było poparcie dla Itolski wyrazom na zamkniętych sesjach NATO, zwłaszcza przez prezydenta USA i premiera Wielkiej Brytanii -mówi szef BBN Paweł Soloch 0 szczycie wMadryde. Przed szczytem NATO wMa-drycie mówiło się, że może to być historyczny, przełomowy szczyt. Na pewno był to szczyt przełomowy. Chociaż pełna ocena będzie możliwa dopiero z perspektywy czasu. Tym bardziej, że obywał się on w warunkach trwającej wojny na Ukrainie. Od jej rezultatów zależeć będzie kształt, jaki ostatecznie przybierze sojusznicza obrona. Z pewnością każdy kolejny miesiąc agresji Rosji na Ukrainę, to kolejne decyzje i działania wzmacniające NATO. Jestjakiś efekt szczytu wMadryde, istotny, ale niezauważony przez media? Media zaznaczyły naj ważniej -sze elementy szczytu - wzmocnienie NATO, przyjęcie nowej strategii, zgodę na członkostwo SzwecjiiFinlandii. Natomiast w moim przekonaniu zbyt mało uwypuklona została zmiana całej filozofii sojuszniczego odstraszania i obrony. W pewnym sensie ten szczyt rozpoczął nową erę w funkcjo-nowaniuNATO. Także pod wpływem presji państw tzw. wschodniej flanki NATO, z całą mocą podkreślono konieczność przyjęcia doktryny obronnej, która nie dopuszczałby możliwości oddania ja-kiegokolwiek skrawka terytorium państwa NATO. Niema już mowy o czasowej okupacji 1 odbijaniu zajętych terenów. NATO ma z całą mocą i determinacją bronićkażdego sojusznika. To będzie w odpowiedni sposób przekładane na decyzje iplany wojskowe. Paweł Soloch, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Coś jeszcze? W dokumentach strategicznych bardzo mocno podkreślone zostało, że użycie broni atomowej przeciwko NATO skutkowało będzie druzgo- • czącą odpowiedzią i kosztami znacznie przewyższającymi potencjalne zyski agresora. Jednym słowem NATO - mimo, że w Madrycie zaznaczone zostały interesy sojusznikówwregio-nie Indo-Pacyfiku czy na Południu - wiaca do tradycyjnej misji,jakąjest obrona kolektywna. Zbiega się to z zakończeniem przed rokiem największej sojuszniczej operacji, jaką był Afganistan oraz wybuchem wojny na Ukrainie i co za tym idzie określeniem Rosji w kluczowych dokumentach, jako głównego zagrożenia. Za tymi słowami będą czyny? Konsekwencje tego będą daleko idące. Rozbudowany zostaje łańcuch obecności wojskowej na wschodniej flance. Będziemy mieć więcej sojuszniczych batalionów. W razie zagrożenia będą one natychmiastowo zwiększane co najmniej do poziomu brygad. Siły Odpowiedzi NATO będą liczyły już nie 40 a300tys. żołnierzy. Zwiększy się nasycenie ciężkim sprzętem wojskowym. Po-wstanąnowe magazyny uzbrojenia. Wiele z decyzji politycznych podjętych na szczycie uruchomi proces wzmacniania, który będzie realizowany w konkretnych decyzjach przez wojskowych. W Polsce powstanie stałe wysunięte dowództwo V Korpusu Wojsk Lądowych USA - poinformował prezydent USA Joe Biden. Kiedy? Ono już jest. Natomiast dotychczas obsadzane było w ramach rotacji oficerów. Na Szczycie USA ogłosiły, że teraz będzie miało charakter stałej bazy. To duży przełom, októry zabiegały kolejne polskie rządy. Polska weszła do grona państw ze stałą obecnością USA, co potwierdziło też naszą centralną pozycję dla obecności sojuszników na wschodniej flance. O jakiej liczbie żołnierzy mówimy? W tej chwili będzie to około 700 osób. Ale nie ilość jest tu kluczowa. V Korpus jest dedykowany przez USA do obrony europejskich sojuszników. To dowództwo, które przygotowuję się, by w razie kryzysu przyjąć i dowodzić nawet kilkudziesięcioma tysięcy amerykańskich żołnierzy. Wszystko to służy budowaniu realnych zdolności wojskowych. Temu towarzyszą inwestycje w infrastrukturę. Na przykład tawPowidzu, gdzie powstaje magazyn środków bojowych dla wojsk USA? Tak, to miejsca, wktórych składowane jest wyposażenie dla jednostek amerykańskich, które w razie potrzeby byłyby przerzucane do Polski. Stałe dowództwo V korpusu można odczytywać jako początek stałej obecności wojsk USA w Polsce? To jest stała obecność - z zapleczem administracyjnym, so-q'alnym, sklepami, pracownikami cywilnymi oraz z rodzinami żołnierzy. Mamy apetyt na więcej? Po agresji Rosji na Ukrainę Polska została największym beneficjentem militarnego wzmocnienia regionu. Amerykańska obecność u nas wzrosła do największego w historii poziomu ponad 12 tys. żołnierzy. Przesunięte zostały do Polski systemy obrony powietrznej USA oraz Wielkiej Brytanii. Nie jest to obecność stała, natomiast zabiegamy, by utrzymana została w zwiększonym wymiarze tak długo, jak długo będzie trwało zagrożenie. „liczba amerykańskich żołnierzy wPolsce będzie stosowna do zagrożenia, ajest ono teraz bardzo poważne na wschodzie Europy; przewiduję, że ta obecność będzie wzrastała, ale to pozostanie samodzielną decyzją Departamentu Obrony i Białego Domu"-powiedział PAP ambasador USA Mark Brzeziński Czyli rozmowy Pol-sldiUSA cały czas trwają? Prezydent Andrzej Duda prowadził zabiegi o zwiększoną obecność amerykańską od początku prezydentury. Przykładem tego jest ciężkabrygada pancerna. To samo dotyczy wysuniętego dowództwa V Korpusu. Wskutekrosyjskiej agresji na Ukrainę nasze konsultacje stały się szczególnie intensywne. Staramy się też stwarzać jak najlepsze warunki dla zwiększania ilości wojsk sojuszniczych w Polsce. „Zabiegamy o więcej wojsk ichcemy podniesienia gotowości sił sojuszniczych wprzy-padku zagrożenia. Potwierdzam, że staramy się o rozlokowanie wPolsce grupy brygado-wej wramach struktur NATO"-powiedział „Polsce Times" wicepremier Mariusz Błaszczak. Coztego, już po szczycie NATO, mamy? Decyzje podjęte na szczycie otworzyły możliwość zwiększenia sojuszniczych batalionów do poziomu brygad. Natomiast wiele będzie uzależnione od rozwoju sytuacji na Ukrainie oraz obecności sojuszniczej w innych formatach. Zwrócę uwagę, że państwem ramowym batalionu NATO rozlokowanego w Polsce są Stany Zjednoczone, a jednocześnie mamy dodatkową obecność amerykańskich sił w wielkości 2-3 brygad. Donald Tusk twierdzi, wkon-tekście szczytu NATO stwierdził, że dziabnia Polski są „mało ambitne"... Byłem przekonany, że mamy szeroki konsensus w sprawach polityki sojuszniczej, a takie wypowiedzi związane z realizacją własnych interesów politycznych, uderzają nie tylko w Polskę, ale także naszych sojuszników i całe NATO. Do tego słowa te wypowiedziane są przez polityka, który w kwestii zwiększeniabezpieczeństwa, zrobił zdecydowanie mniej niż więcej. Podsumujmy-na ile procent jest pan zadowolony z efektów szczytu wMadrycie? To bardzo dobry szczyt dla NATO, ale także i Polski. Sojusz obrał kierunek zbieżny z naszymi oczekiwaniami. Osiągnęliśmy wszystko co można było naten moment osiągnąć. Podczas szczytu do ostatnich godzin nasza delegacja, pod przewodnictwem prezydenta, prowadziła negocjacje dotyczące kluczowych dla nas zapisów w dokumentach końcowych. Może pan coś zdradzić? Dla prezydenta szczególne znaczenie miało wzmocnienie gwarancji bezpieczeństwa i wsparcie dla państw, które w naj większym stopniu zaangażowane były w pomoc Ukrainie i które ponoszą związane z tym koszty i ryzyka. Chodzi przede wszystkim o Polskę, ale też np. państwa bałtyckie. Nasze propozycje wzbudzały opory niektórych sojuszników. Działania prezydenta doprowa- dziły do przełamania wątpliwości. Dużą rolę odegrała osobista rozmowa prezydenta z prezydentem Joe Bidenem w przeddzień rozpoczęcia szczytu. W efekcie tego, satysfakcjonujące nas poprawki zostały zawarte w dokumentach końcowych. Ważne było również poparcie dla Polski wyrażone na zamkniętych sesjach NATO, zwłaszcza przez prezydenta USA i premiera Wielkiej Brytanii. Jednym z efektów szczytu NATO jest dołączenie do Sojuszu nowych krajów: Szwecji i Finlandii. Wymagało to jednomyślności państw członkowskich, a Turcja długo nie da-wała na to zgody. Nie jest tajemnicą, że prezydent Recep Erdoganwnegocjacjach stawia twarde warunki, więc co dostał wzamianzatęzgodę? Trzeba spojrzeć na tę sprawę z perspektywy Turcji. Rzeczywiście, dla Turcji głównym przeciwnikiem, jest zbrojne ramię PPK oraz związane z nim rzeczywiste akty tenoru. To problem kluczowy dla bezpieczeństwa wewnętrznego Turcji. Finalnie udało się osiągnąć konsensus, także przy pośrednictwie USA, państwa postanowiły ściślej ze sobą współpracować i Turcja wyraziła zgodę na akcesję nowych państw. Jakie znaczenie dla Polski ma to, że Szwecja i Finlandia dołączą do NATO? To kraje o dużym potencjalne wojskowym, nowoczesnym przemyśle zbrojeniowym oraz doskonale przygotowanym społeczeństwem. Mają także podobną wrażliwość do naszej, jeśli chodzi o ocenę zagrożenia ze strony Rosji. Mamy zbieżne poglądy na współpracę z USA i obecność wojsk amerykańskich wEuropie. To kluczowi, sojusznicy polityczni, z potencjałem militarnym i demonstrowaną asertywnością wobec Rosji.©® Zostań prenumeratorem! Oszczędzasz 50 Zł Gazetę dostarczy Prenumerata na 3 miesiqce za 44 zł miesięcznie codziennie zamów: O 94 3401114 Głos Gazetę dostarczymy codziennie do TA/ojego domu, biura, v arr- gdzie chcesz 0 od poniedziałku do piątku w godz. 9:00-15:00 email: prenumeixrta.gdp@polskapress.pl Oferta tylko dla nowych prenumeratorów * średnia oszczędność miesięczna w porównaniu do cen w kiosku w 2022r. mani}1b^w' i 2 • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 8.07.2022 Dorota Kania, redaktor naczelna Polska Press GROŹNE NATO. DLA KOGO? lVojciech Pokora, redaktor nacz,elny „Kuriera Lubelskiego" PRAWDĘ ZASTĄPIŁA WIARYGODNOŚĆ P olacy w sprawie obecności wojsk NATO w naszym kraju są zjednoczeni - i co najważniejsze - poparcie dla sił Sojuszu Północnoatlan--JŁ. tyckiego wykazują zarówno zwolennicy partii rządzącej, jak i opo- zycji. Przeprowadzony kilka dni temu sondaż pracowni IBRIS (na zlecenie „Rzeczpospolitej) jasno wskazuje, że aż 87,6 proc. Polaków dobrze ocenia decyzję o stałej bazie wojsk amerykańskich w Poznaniu. Przeciwnych jej powstaniu jest 6,9 proc. ankietowanych, a pozostałe 5,5 proc. nie ma zdania. Poparcie dla obecności wojsk NATO w Polsce rośnie - ta sama pracownia w maju, także na zlecenie „Rzeczpospolitej", zapytała o stałą obecność wojsk sojuszniczych i wówczas 80 proc. badanych stwierdziło, że wojska Paktu powinny pozostać w naszym kraju na stałe, nawet po zakończeniu wojny w Ukrainie, a przeciwnych było tylko 12,6 proc. Mając na uwadze te badania, wypowiedzi niektórych osób publicznych są co najmniej dziwne, warto także przypomnieć, co mówili politycy opozycji, którzy jeszcze niedawno krytykowali NATO, a po ogłoszeniu w końcu czerwca przez prezydenta Joe Bidena decyzji, że w Poznaniu będzie się mieścić dowództwo taktyczne Wojsk Lądowych USA, okazywali swoje niezadowolenie. Czołowy ekspert partii Szymona Hołowni, generał Mirosław Różański, który cztery lata temu stwierdził, że „Utworzenie stałej bazy USA w Polsce [...] potęguje zagrożenie naszego bezpieczeństwa", teraz kontestuje tę decyzję, mówiąc, że „wolałby na terenie Polski dodatkową bazę przeciwlotniczą". W podobnym tonie wypowiada się przewodniczący Platformy Obywatelskiej Donald Tusk - jego zdaniem „jesteśmy dzisiaj w gorszej sytuacji niż pół roku temu, jeśli chodzi o nasze bezpieczeństwo. (...) Liczę, że Polska stanie się podmiotem, a nie asystentem decyzji NATO". A Radosław Sikorski, były minister spraw zagranicznych w rządzie PO-PSL, uważa, że „potrzebna jest ciężka dywizja, wsparta komponentem morskim i przeciwlotniczym". Być może politycy, którzy wypowiadają się w ten sposób, liczą na krótką pamięć Polaków, ale swoich decyzji podjętych wówczas, kiedy byli przy władzy w żaden sposób nie wymażą. Bo przecież w2008 roku, gdy toczyła się dyskusja na temat tarczy antyra-kietowej, ówczesny premier Donald Tusk stwierdził, że „instalacja tarczy w Polsce zwiększa bezpieczeństwo przede wszystkim USA, ale zwiększasię ryzyko po stronie polskiej". Ostatecznie instalacja nie powstała, a Rosję rząd PO- PSL traktował jako sojusznika. Ta decyzja zapadła po słynnej wizycie Donalda Tuska w Moskwie i spotkaniu z Władimirem Putinem, do którego doszło na początku 2008 i to właśnie wtedy jedna z rosyjskich gazet napisała o polskim premierze „Nasz człowiek w Warszawie". Wydawać by się mogło, że agresja rosyjska powinna zrewidować myślenie i działania niektórych polityków, zwłaszcza po agresji na Gruzję, katastrofie smoleńskiej, aneksji Krymu. Zamiast tego były kpiny z polskiego prezydenta prof. Lecha Kaczyńskiego, także po jego wizycie w Tbilisi, całkowite poddanie się rosyjskiej narracji po Smoleńsku i brak stanowczych działań po aneksji Krymu. Niestety, mimo brutalnej wojny na Ukrainie, widać, że nadal strach przed Rosją i Władimirem Putinem jest czynnikiem dominującym w podejściu części polityków do NATO i do obecności wojsk Sojuszu w Polsce. F ake news to pojęcie, które robi światową karierę od czasów kampanii wyborczej w Stanach Zjednoczonych, gdy Donald Trump stanął w szranki z Hillary Clinton. Rok później autorzy słownika Collins Dictionary uznali „fake news" za Słowo Roku 2017.0 ile to wówczas nagłośniono fakt istnienia fejków, o tyle samo zjawisko kłamstwa nie jest przecież nowe. Historia kłamstwa jest stara jak świat. Sam fakt, że gatunek ludzki jest jedyny, który posiadł zdolność mowy, powoduje, że jako jedyny posiadł zdolność wypowiadania kłamstw. I doskonali się w tym od początku. Amerykański pisarz Ralph Keyes przyjrzał się zjawisku kłamstwa i opisał je w książce „Czas postprawdy", wskazując na jego źródła, motywacje i skutki społeczne. Oczywiście nie każde kłamstwo przynosi jednakowy skutek. Jedne, z punktu widzenia opinii publicznej, należy piętnować, inne wręcz przeciwnie. Szokujące? Z pewnością, ale pochylmy się na chwilę nad tym zagadnieniem. Gdy mówimy, że ktoś kłamie, to wywołujemy u każdego odbiorcy zdecydowanie negatywną ocenę tego zjawiska. Dlatego gdy czytamy nagłówki, że jakiś znany polityk kłamie, to automatycznie nastawiamy się do niego emocjonalnie negatywie. Taką mamy naturę, oficjalnie kłamstwem się brzydzimy. Co innego, gdy to polityk, z którym sympatyzujemy. Wtedy zachodzi szybki proces zastępowania pojęcia kłamstwa którymś z popularnych eufemizmów. Pojawiają się wówczas takie wykwity, jak „strategiczne wprowadzanie w błąd", „podkręcanie prawdy", „naginanie prawdy", „przedstawianie prawdy w korzystnym świetle" czy „nieprzesadzanie ze szczerością". Brzmi zdecydowanie przyjemniej dla ucha, prawda? Stąd taka kariera słowa „fake news". Brzmi profesjonalnie, obco i nie kojarzy się z kłamstwem. A wiadomo, że ktoś, kto tworzy fejki, nie kłamie, tylko dezinformuje. Wyrok opinii publicznej jest w tym wypadku zdecydowanie łagodniejszy. Z tego faktu korzystają politycy, celebryci i niestety coraz częściej dziennikarze, którzy zamiast stać po stronie prawdy, stoją po stronie interesu jakiejś określonej grupy interesu (politycznej, społecznej, zawodowej). Skoro prawda przestała być jednym z kryterium oceny polityka czy dziennikarza (pamiętacie państwo wyrok Sądu Najwyższego, że niedotrzymywanie deklaracji wyborczych nie może być karane? To właśnie ten przypadek), to musi być jakieś inne, ważniejsze kryterium. Jest nim sława. A ona rządzi się swoimi prawami, niekoniecznie są nimi transcen-dentalia (prawda, dobro, piękno). W kształtowanej przez media (w dużej mierze przez media społecznościowe) skali wartości, prawda leży niżej od statusu celebryty. Jeśli uczciwość stoi na przeszkodzie w drodze do kariery, to się po prostu eliminuje, tak jak nauczono nas w programach telewizyjnych. Nie podoba ci się uczestnik, wyeliminuj go. Nie podoba ci się w życiu obiektywne kryterium postępowania, też masz prawo je wyeliminować. Wypisz się z Kościoła, nie będzie cię obowiązywał dekalog. Ty jesteś bogiem w swoim własnym świecie. Prawda, że to takie proste? Nieprawda. Jak zauważył zdobywca Pulitzera Daniel J. Boorstin, w dzisiejszym świecie prawda została zastąpiona przez wiarygodność. Jeśli jakaś opowieść brzmi wiarygodnie, to należy ją uznać za prawdę, nikt nie ma czasu pochylać się nad faktami, bo liczy się narracja. Także w mediach. Ale jest sposób, by zaradzić kłamstwu, zarówno w mediach, jak i w życiu publicznym. Ten sposób nie wymaga dostępu do nowinek technologicznych, nie trzeba przynależeć do żadnej organizacji. Tym sposobem jest wychowanie. Tylko wychowanie w oparciu o uniwersalne wartości, na których oparta jest nasza cywilizacja, spowoduje, że kłamstwo będzie nazywane po imieniu bez względu na okoliczności jego Roszenia. Bo tego nauczali już starożytni. 99 MYCHAJŁO PODOLAK, DORADCA SZEFA KANCELARII PREZYDENTA WOŁODYMYRA ŻELEŃSKIEGO Są pewne kontakty, ale na poziomie podgrup humanitarnych. Dialog na poziomie polityczno-dyplomatycznym z agresorem jest wstrzymany Głos Dziennik Pomorza Piątek, 8.07.2022 PULS • 3 FOT( komentarz tygodnia 4 lipca 2022, arenberg, francja Australijczyk Simon Ciarkę z ekipy Israel-Premier Tech wygrał w Lasku Arenberg piąty etap wyścigu kolarskiego Tour de France. Liderem wyścigu wciąż jest Belg Wout van Aert (Jumbo-Visma). Na 51. miejscu etap zakończył Łukasz Owsian. Wydaje się, że są lepsze sposoby używania roweru niż jazda po kocich łbach 4 LIPCA 2022, WYSPA WĘŻY, U KR Al N A, żółtoniebieska flaga znów powiewa nad tym ważnym strategicznie i symbolicznie kawałkiem ziemi na Morzu Czarnym. Kolejny dowód na to, że jeżeli Ukraińcy mają z czego strzelać, robią to bardzo dobrze 5 LIPCA 2022, BRUKSELA, BELGIA, Finlandia w osobie Pekki Haavisto i Szwecja w osobie Ann Linde, podpisały protokoły akcesyjne do NATO. Czyli już z górki. Wschodnia flanka NATO rośnie w siłę 5 CZERWCA 2022, UKRAINA, 270 dostarczonych na ukrainę polskich i czeskich czołgów T-72M1 robi - jak to mówią - robotę. Wg ukraińskiego Sztabu Generalnego, od początku wojny udało się zniszczyć1602 rosyjskie czołgi i 3797 transporterów 4 • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 8.07.2022 - Ogromną przestrzenią udostępniania deepfake'ów nie są mainstreamowe media społecznościowe, tylko różnego rodzaju fora dyskusyjne, miejsca, które odwiedzane są przez miliony ludzi, ale nie są zarządzane przez globalne korporacje - mówi dr Maciej Kawecki, prorektor do spraw innowacji w Wyższej Szkole Bankowej, prezes Instytutu Lema Anita Czupryn ««■ Kawecki: Zeby stworzyć dobrego deepfake'a, potrzeba tysięcy zdjęć, a w sieci w takich liczbach udostępniane są zdjęcia osób publicznych DR MACIEJ KAWECKI: CELEM DEEPFAKEÓW JEST ZBUDOWANIE W OBYWATELACH POCZUCIA ZAGROŻENIA Głośno było ostatnio o incydencie z udziałem prezydenta Rafała Trzaskowskiego, który rzekomo przeprowadził wi-deorozmowę z merem Kijowa Witalijem Kliczką. Okazało się, że to nie był prawdziwy Kłiczko, tylko tak zwany deep-fake. Co więcej, podobnemu cyberatakowi ulegli prezy- denci innych europejskich stolic: Wiednia, Budapesztu, Berlina, Madrytu. Jaki jest cel tego rodzaju fałszerstw? Deepfake wykorzystuje algorytmy do tego, żeby symulować rzeczywistość i najprawdopodobniej prezydenci europejskich miast padli jego ofiarą. Cele są dwa. Pierwszy ma moim zdaniem wymiar fundamentalny. Chodzi mianowicie o obnażenie atrybutu władzy, o zbudowanie w obywatelach poczucia zagrożenia. Jest to forma dezinformacji, pokazanie, że nawet osoby, które w państwie są szczególnie chronione, mogą paść ofiarą takiej dezinformacji. To jest cel nadrzędny. Cel drugi, o którym zaraz powiem, czasami wysuwany jest jako pierwszy - chodzi o wyciągniecie in-formacji, które potem posłużą do bardziej precyzyjnego cybe-rataku. Wydaje mi się jednak, że dużo ważniejszy jest rozgłos, skala i to poczucie zagrożenia, które się w nas rodzi. O to głównie chodzi cyberprzestępcom. Cel polegający na wyciągnięciu informacji jest drugorzędny, ale on też ma znaczenie -bo rzeczywiście wtrakcie tego typu rozmowy prezydenci miast prze-kazująinformaęje, któredoty-czą chociażby przygotowań do wojny, przekazują informacje o wsparciu oferowanym Ukrainie przez określone pań- stwa. I jest to informacja istotna i cenna dla Rosji, która w sposób celny chce kierunkować ataki względem państw członkowskich Unii Europejskiej. To był więc cyberatak przeprowadzony przez stronę rosyjską? Myślę, że tak właśnie było. Pamiętajmy, że konflikty geopolityczne wiążą się z dużą liczbą aktorów, czyli sprzecznych interesów. Inne interesy ma Unia Europejska, inne mają Stany Zjednoczone, inne Rosja, jeszcze inne Chiny. Ale w tym przypadku zdecydowanie stawiałbym, że to sprawa Rosjan; interes jest tu jednoznacznie ukierunkowany i wskazuje, że to był pewnie jakiś rosyjski kolektyw hakerski. Przypatrywał się Pan bliżej tej akcji z udziałem prezydenta Trzaskowskiego? Przypatruję się bliżej wszystkim tego typu przypadkom, bo nie jest on absolutnie pierwszy. Ofiarą podobnego przestępstwa padł przecież - a było to już jakiś czas temu - prezydent Andrzej Duda. Przypomnę, że prezydent Duda rozmawiał z kimś, kto podawał się za sekretarza generalnego ONZ Antonio Guter-resa. Prezydenta wkręcili Władimir Kuzniecow i Aleksiej Stoljarow, rosyjscy prankste-rzy, który udostępnili tę rozmowę na You Tube. Jeszcze wcześniej ofiarą padł jeden z najważniejszych polityków świata, czyli Barack Obama. To był w ogóle jeden z pierwszych znanych deep-fake'ów i dotyczył właśnie prezydenta Stanów Zjednoczonych. Jest też słynny deepfake z Tomem Cruise'em, który rozmawiał o problemach świata. Mnóstwo deepfake'ów jest w świecie porno. Rodzi się pytanie o mechanizm bezpieczeństwa, który znacznie wykracza poza osoby padające ofiarami tego typu przestępczości. Wracając na nasze podwórko, trzeba pamiętać o tym, że w momencie, kiedy dochodzi do umówienia rozmowy pomiędzy głowami państw czy włodarzami miast, powinna być ona poprzedzona rozmową na poziomie urzędniczym. To oznacza, że nie doszło w tym przypadku do żadnej weryfikacji rozmówcy. Przecież e-maile musiały być wysyłane z domeny ratusza kijowskiego. Takwłaśniebyło - zaproszenie do rozmowy z rzekomym Witalijem Kliczką prezydent Trzaskowski otrzymał z adresu kijowskiego urzędu miasta. Owszem, było to zaproszenie, które w żaden sposób nie zostało zweryfikowane. O tym właśnie mówię: nie zostało ono zweryfikowane przez czynnik ludzki, czyli rozmową ukierunkowaną na konkretny Głos Dziennik Pomorza Piątek, 8.07.2022 PULS • 5 numer telefonu. Należało zadzwonić do Kijowa, wybierając zweryfikowany numer telefonu i w ten sposób zweryfikować rozmówcę, dokonać pogłębionego uwierzytelnienia. Oczywiście tutaj prawdopodobnie padłby argument, że ze względów bezpieczeństwa miejsce przebywania czy to głowy państwa, czy mera Kijowa nie jest w stu procentach ujawniane ani udostępniane. Wtedy prawdopodobnie łatwiej jest wprowadzić kogoś wbłąd. Ale na pewno ten pierwszy etap weryfikacji kuleje. Druga rzecz to taka, czy tego typu rozmowy powinny być udostępniane opinii publicznej. Mam tu trochę odmienne zdanie. Oczywiście, realizujemy element informacyjny; opinia publiczna ma prawo wiedzieć o tak poważnych incydentach dotyczących najważniejszych osób w państwie czy mieście. Ale z drugiej strony wiemy o tym, że przestępca, który kieruje tego typu atak, tego właśnie chce. Chce, żeby o nim mówić, żeby informować, że do tego typu ataku doszło. W ten sposób robimy dokładnie to, czego on chce, czyli budzimy niepokój wspo-łeczeństwie. Pytanie, czy tu nie powinno się wprowadzić jednak, nawet zgodnie z przepisami, polityki informacyjnej, gdzie informacje tego rodzaju byłyby udostępniane osobom wyłącznie do tego uprawnio-nyminie zawsze powinny być przekazywane opinii publicznej. Byłbym za tym. Dlaczego tak trudno rozpoznać, że dane nagranie to fałszywka? Mówimy tu o ogromnej precyzji sieci neuronowych. Żeby stworzyć dobrego deepfake'a, potrzeba tysięcy zdjęć, a w sieci w takich liczbach udostępniane są zdjęcia osób publicznych. Zatem osoba, pod którą chcą się podszyć przestępcy, musi być osobą publiczną, bo to jej zdjęć czy filmów jest w sieci mnóstwo. Wtedy rzeczywiście algorytm jest w stanie bardzo precyzyjnie dopasować twarz, mimikę do tego, pod kogo chcemy się podszyć. To jest całe clou deepfake'ów. To, czego dzisiaj nie jesteśmy jeszcze w stanie precyzyjnie symulować, to barwa głosu i sam głos. W przypadku incydentu z fałszywym Witalijem Kliczką prawdopodobnie było tak, że żaden z prezydentów miast nie znał głosu mera Kijowa. Udało się przestępcy, który miał pewnie grubszy głos, podszyć pod głos Kliczki. Natomiast najprostszą dzisiaj techniką rozpoznania depfake'a jest właśnie albo głos, albo prośba o dokonanie niestandardowego zachowania czy ruchu, którego rozmówca zwy-klenierobi. Oczywiście wtego rodzaju rozmowach ciężko jest poprosić o to rozmówce, na przykład, o założenie czapki na głowę. Ale wtedy można dostrzec rozmazanie obrazu. Tylko jak w ofkjalnych rozmowach prosić, żeby prezydent drugiego kraju czy miasta dokonywał jakichś niestandardowych zachowań czy działania? Deepfake można też rozpoznać po ruchu ust, który często nie pokrywa się z wypowiadanymi słowami, no, ale to nie jest pewny sposób. Ależ oczywiście, że to nie jest pewne, często przecież mówimy o opóźnieniach transferu danych. Nie wiemy, czy to nie jest tak, że ktoś się łączy przez terlinka, bo przebywa w obszarze działań wojennych. Zatem rozpoznać, z czym mamy do czynienia i jak jest naprawdę, jest tu bardzo trudne. Deepfake to szczególna forma dezinformacji - czy właśnie dlatego, że tak trudno rozpoznać fałszerstwo? Deepfake sam w sobie nie j est technologią, która powstała po to, żeby dezinformować. Deepfake powstał głównie w segmencie sztuki filmowej i miał między innymi pomóc ukończyć rolę aktorom, którzy z jakichś powodów nie mogli tego zrobić, bo na przykład zmarli. A zatem - aktor umiera w trakcie planu zdjęciowego, ale jest nagrana duża część jego zdjęć, wobec tego wykorzystuje się algorytmy, aby można było dokończyć jego rolę. Tak się narodził deepfake czy chat-bot. Niestety, deepfake stał się jedną z form przestępczości internetowej. Wszystko zaczęło się w 2017 roku, kiedy wykorzystano wizerunki znanych aktorek, umieszczając ich w scenach porno. Wtedy chodziło o kompromitację znanych postaci. Ale dziś okazuje się, że za po-mocą depfake'ów można manipulować opinią publiczną, a nawet zmieniać wynik wyborczy. Tak. Dziś głównie chodzi o kompromitację i manipulowanie opinią publiczną. W momencie, kiedy technologia deepfake bardziej się rozpowszechni, będzie chodziło również o to, aby oszukiwać, PRZESTĘPCĄ KTÓRY KIERUJE TEGO TYPU ATAK, TEGO HEAŚNIE CHCE CHCE, ŻEBY O NIM MÓII IĆ ŻEBY INFORMOWAĆ, ŻE DO TEGO TYPU ATAKU DOSZŁO. czyli traktować te technologie między innymi do wyłudzeń. Mam tu na myśli wyłudzenia haseł, danych uwierzytelniających, dostępowych. Dziś stworzenie deepfake'a jest bardzo kosztowne, w związku z tym wykorzystuje się go głównie w efekcie skali. Natomiast kiedy się tę technologię rozpowszechni i będzie ona tańsza, to niestety będzie służyła większej liczbie przestępstw. Jakiś czas temu media spo-łecznościowe zapowiedziały, że będą usuwać deepfake'i... ... to się już dzieje. Facebook już to robi. Ma bardzo skuteczny weryfikator deep-fake'ów. I algorytmy Facebo-oka radzą sobie z tym bardzo dobrze; na Facebooku deep-fake'ów w zasadzie nie ma. Gorzej radzą sobie inne media społecznościowe, jak TikTok czyLinkedin. Ale Facebook zostawia deepfake'! satyryczne, które są stworzone do tego, żeby się pośmiać. Po sieci „chodzi" deepfake z królową brytyjską Elżbietą n i jej fałszywym orędziem na Boże Narodzenie, kiedy to podczas jego wygłaszania, królowa w pewnym momencie zaczyna tańczyć na biurku. On miał zresztą odgrywać rolę ostrzeżenia przed deepfake'ami. Facebook nie chce wchodzić w obszar cenzury prasy, wolności wypowiedzi i wyrazu artystycznego, co jest bardzo trudne, bo sam musi oceniać jakość określonego tekstu czy nagrania. Kryterium jest bardzo proste - jeżeli udostępniając, informujemy, że to jest deepfake, to wtedy Fb nie widzi powodu, by taka treść nie wisiała, jako forma satyry, zabawy formą. Od razu bardzo wyraźnie informujemy, że to deepfake, czyli wpis o charakterze nieprawdziwym albo satyra. Ale w momencie, kiedy udostępniamy coś jako treść prawdziwą, a jest deepfake'em, to wprowadzamy w błąd, dezinformujemy. Pamiętajmy, że ogromną przestrzenią udostępniania deepfake'ów nie są mainstreamowe media społecznościowe, tylko różnego rodzaju fora dyskusyjne, miejsca, które odwiedzane są przez miliony ludzi, ale nie są zarządzane przez globalne korporacje. I to dzisiaj jest największe zagrożenie. Jak przeciętny człowiek może wykryć, że to deepfake? Powinniśmy przestać wierzyć temu, co słyszymy i widzimy. Trzeba włączyć pogłębioną weryfikację. Deepfake jest tylko jedną z bardzo wielu możliwych technologii fałszowania rzeczywistości. Inną, która bardzo często jest łączona z deepfake'em, jest spo-ofing. To możliwość dzwonienia do nas z numeru telefonu osoby, która widnieje w naszej DEEPFAKE MOZĘ PIĘKNIE SŁ UZYC DO TEGO, ŻEBY Z WYKORZYSTANIEM HOLOGRAFII POMAGAĆ DOKOŃCZYĆ ROLĘ AKTOROWI, KTÓRYZMARŁ książce telefonicznej. Jeżeli nałożymy jedną rzecz na drugą, to zobaczymy, że coraz łatwiej padamy ofiarą takiej przestępczości. W związku z tym potrzebna jest weryfikacja, ponowna weryfikacja. Czasami warto przerwać połączenie i oddzwonić do określonej osoby po to, żeby się upewnić, czy naprawdę z nią rozmawiamy; nie wierzyć w to, co widzimy. Zdigitalizowaliśmy sobie relacje, stworzyliśmy media społecznościowe - to nam nie wystarczyło. Stworzyliśmy wirtualny świat, zdigitalizowaliśmy rzeczy dookoła, stworzyliśmy szarą, wirtualną, rozszerzoną rzeczywistość i to nam też nie wystarczyło. Jest tylko jeden obszar, którego jeszcze nie zdigitalizowaliśmy - to digitalizacja zmysłów i emocji; świat metaversum, do którego podążamy. W związku z tym powinniśmy wiedzieć o tym, że nasze zmysły, w tym również wzrok, będzie okłamywany coraz częściej, coraz częściej traktowany iluzorycznie, coraz częściej zarzucany iluzjami. Musimy więc przykładać większą wagę do weryfikacji. Wygląda na to, że podążamy w kierunku, który wydaje się coraz mniej przyjazny, a stwarza coraz większe zagrożenie. Technologie z założenia nie są ani dobre, ani złe. Są neutralne. O tym, czy będą służyć dobru, albo złu, zależy od ludzi, od tego, jak je wykorzystujemy. Tak jak wspomniałem - deepfake może pięknie służyć do tego, żeby, z wykorzystaniem holografii, pomagać dokończyć rolę aktorowi, który zmarł. A może też być wykorzystany po to, żeby oszukiwać. Dziś mamy do czynienia z plagą oszustów, którzy podając się za specjalistów z banku, wyłudzają hasła, przejmują konta, wyciągają pieniądze. Co jeszcze może nas czekać, zważywszy na to, że nowoczesna technologia wciąż jest ulepszana, stając się perfekcyjną jak nigdy wcześniej? Nikt tego nie wie. Powiedziałem, że czeka nas digitalizacja zmysłów i obrazów; digitalizacja zmysłu dotyku. A to oznacza, że wchodzimy w świat wirtualny. Dzisiaj, jeżeli zakładamy gogle mieszanej rzeczywistości, to widzimy przed sobą hologram przestrzeni, w której jesteśmy, ale ręką jej nie czujemy. Jeżeli wejdziemy do świata metaversum i wypijemy z kimś online herbatę, to nie poczujemy filiżanki tej herbaty w ręku. Jeżeli podajemy komuś w świecie wirtualnym rękę, to nie poczujemy ciepła jego dłoni we własnej dłoni. Ale zmierzamy w kierunku, w którym to poczujemy. To się już dzisiaj dzieje; digitalizujemy dotyk, powstają urządzenia, pierścienie, które poprzez stymulację mikrofal powodują drgania rąk, a ponieważ zmysł dotyku jest bardzo silnie zintegrowany ze wzrokiem, to nasz umysł nadpisuje - wystarczy, że nam drga w odpowiednim kierunku dłoń, a my widzimy, że trzymamy filiżankę, to nasz umysł nadpisuje czynność trzymania filiżanki. Robimy wszystko, by di-gitalizowaćjaknajwiększą liczbę zmysłów. To absolutnie jest coś, co nas czeka. Jednym słowem, sztuczna miłość jest możliwa? To już się dzieje. Parę tygodni temu doszło do pierwszego gwałtu w metaversum. Uważam, że seksualizacja to pierwszy segment rozwoju metaver-sum. Sektorpomo jest bardzo rozbudowany, urządzenia pozwalają dzisiaj coraz silniej stymulować różnego rodzaju zmysły. Seksualizacja technologii będzie tą, która czyni z metaversum projekt o charakterze powszechnym i main-streamowym. Zdecydowanie więc to dziś się dzieje i na pewno będzie się działo jeszcze silniej. Oczywiście za tym idzie masa negatywnych cech, w tym rozpad relacji społecznych. Jak się przed tym wszystkim chronić? Co nas obroni? Świadomość. Natomiast przed pewną ilością tych zjawisk nie jesteśmy wstanie się obronić. Internet ma ponad 50 lat. Mieliśmy ponad 50 lat na przygotowanie się na takie zjawiska jak dezinformacja, jak hejt, jak hate speech i masa innych zjawisk i nam się to nie udało. Z metaversum nie będziemy mieć 50 lat, tylko 5 lat, wobec tego będziemy musieli przejść przez te chorobę wieku dziecięcego. Ale przed częścią tych zagrożeń w metaversum, które są niejako wpisane w postęp, nie będziemy w stanie się obronić. Ale, powtórzę to raz jeszcze, za dużą część tego odpowiada po prostu świadomość. Czyli: ostrożność, pogłębiona weryfikacja, dwupoziomowe uwierzytelnienia, aktualizowanie systemów operacyjnych, które mamy. Jeżeli administracja czy to rządowa, czy na poziomie stolicy daje się nabierać na deepfake'i, to mamie widzę świadomość zwykłych obywateli. Oczywiście, skuteczność cybe-rataku zależy od ilości nakładów podjętych na taki cybera-tak. Przy dużej ilości środków chronienie się przed nimi jest niemożliwe. Natomiast powinniśmy pamiętać o tym, że my raczej nie padamy ofiarą tak wysublimowanej przestępczości. Ona jest najczęściej dużo bardziej uproszczona. Warszawski ratusz pytany o procedury bezpieczeństwa przy okazji sytuacji z fałszy-wym Kliczką nie chciał tego komentować. Jestem w stanie zrozumieć, że nie chciał komentować, ponieważ to jest wpisane w pewien sposób w bezpieczeństwo i informacje o tym nie powinny być publiczne. Informacja o tym, że istnieją procedury bezpieczeństwa powinna być publiczna, ale jakie - to już nie do końca. Spotkał się Pan z tego rodzaju prowokacjami, które dotyczyłyby prezydenta Ukrainy Żeleńskiego? Nie spotkałem się, ale sama informacja o tym, że deepfake'i powstają, czy mogą powstać z tego rodzaju osobami ma bardzo silny walor dezinformujący. Rodzi wtedy wątpliwość, które z wypowiedzi prezydenta Żeleńskiego są nieprawdziwe, a które są prawdziwe.. Mogą mieć wpływ na postrzeganie prezydenta przez szarych obywateli; przez ludzi, którzy nie znają się na technologiach, aktorzy będąmówić: „Może to wcale nie on, może to ktoś inny to powiedział". Wydaje mi się, że wobec prezydenta Żeleńskiego największe zagrożenie depfake'owe wynikało z tego, że w ogóle w wątpliwość podajemy słowa wypowiadane przez niego, stawiając znak zapytania, czy oby na pewno to on, czy to nie był deepfake. CV ,<* * Maciej Kawecki Doktor nauk prawnych, nauczyciel akademicki. W latach 2016-2017 doradca ministra cyfryzacji. Prorektor do spraw innowacji w Wyższej Szkole Bankowej, prezes Instytutu Lema. 6rji ii q Głos Dziennik Pomorza rULO Piątek, 8.07.2022 Podstawowy problem jest następujący: jak zmienić Rosję, która w obecnej postaci zagraża dalszemu istnieniu świata. Rosję, z której prędzej czy później wyjdzie zagłada całej ludzkości Mirosław Kuleba TERAPIA FRANKENSTEINA Paradoksalnie, to najbardziej pożądane jl szczęśliwe dla wszystkich, łącznie z Rosjanami, rozwiązanie wielkiego jak Rosja problemu, już się wydarzyło, i to całkiem niedawno. Nastąpiło jednakże tak nieoczekiwanie, że zaskoczony świat nie zdążył nawet zareagować. Przegapiliśmy ten moment, kiedy Rosja przez chwilę wróciła do świata normalności. Stało się tak po pamiętnych słowach Jelcyna skierowanych do narodów upadającego imperium sowieckiego: bierzcie tyle niezawisłości, ile zdołacie udźwignąć. Dokładnie: „bieńtie stolko suwierenitieta, skolko osilitie". To właśnie wtedy Federacja Rosyjska rozpadła się, na krótko, na szereg „suwerennych" państw. Proces, nazwany „paradą suwerenności", doprowadził najpierw do rozpadu Związku Sowieckiego. Najwcześniej, 16 listopada 1988 roku, ogłosiła się niepodległym państwem Estonia. Kilka miesięcy później zrobiła to Litwa, która jednak jako pierwsza, 11 marca 1990 r., zadeklarowała secesję ze składu ZSSR. W efekcie tych przemian wszystkie republiki związkowe stały się odrębnymi państwami. Rozkładowe procesy objęły także latem i jesienią 1990 roku samą federację rosyjską. Zachęta ze strony Jelcyna skutkowała ogłoszeniem suwerenności republik autonomicznych i regionów RSFSR. Niezawisłość zadeklarowała Osetia Północna, Karelia, Republika Komi, Buriacja, Baszkiria itd. Jakuci powołali do życia jedno z największych państw świata - Republikę Sacha. Nawet Nieńców, pasterzy reniferów zamieszkujących polarne krańce Rosji, demokratyczny budzik natchnął do proklamowania suwerenności autonomii Jamało-Nienieckiej, razem z jej złożami gazu i ropy naftowej. Największy problem dla Kremla stworzyły dwie republiki: Tatarstan i Czeczenia. W deklaracji o suwerenności państwowej Tatarstanu nie wskazano wprost, że republika jest częścią federacji rosyjskiej. Co więcej, zadeklarowano nadrzędność własnej konstytucji. Natomiast Czeczenia otwarcie wystąpiła ze składu federacji. Wnet okazało się, że tylko Czeczeńcy gotowi są bronić swojej niepodległości za cenę życia. Knut - pierwsza poprawka konstytucji Był to unikalny w dziejach moment, kiedy demontaż rosyjskiego imperium można było, być może, przeprowadzić pokojową drogą do samego końca. Chociaż równie dobrze proces mógł przerodzić się w wojnę domową, niebezpieczną w państwie, które na całym swoim terytorium rozmieściło silosy rakiet balistycznych. Nie wiemy, jaki byłby przebieg wydarzeń, gdyby zainteresowane mocarstwa podtrzymały politycznie i ekonomicznie separatystyczne dążenia Ta- tarów, Jakutów czy Mongołów zamieszkujących Buriację i Tuwę. Po prostu skala i gwałtowność zachodzących procesów przerosła gotowość Stanów Zjednoczonych i Chin do ryzykownej gry geopolitycznej. W efekcie tylko Turcja zaangażowała się we wspieranie separatyzmu kaukaskiego, udzielając zakamuflowanej pomocy Cze-czenii-Iczkerii w wojnie o niepodległość. Amerykanie, wręcz przeciwnie, postawili wtedy na Rosję i jej integralność. Tragicznym tego symbolem było ujawnienie Rosjanom kodów telefonu satelitarnego generała Dżochara Dudajewa, co umożliwiło zgładzenie czeczeńskiego prezydenta. Władze na Kremlu szybko zorientowały się, do czego prowadzi nieokiełznana emancypacja prowincji: Rosja stanęła przed groźbą rozpadu państwa. Starano się temu zapobiec poprzez gorączkową aktywność ustawodawczą. Już w marcu 1992 r. wszystkie podmioty Federacji Rosyjskiej, z wyjątkiem Tatarstanu i Czeczenii-Iczkerii, zostały zmuszone do podpisania nowego traktatu federalnego. Przyjęta w „referendum" konstytucja stanowiła, że na całe terytorium Federacji Rosyjskiej rozciąga się tylko jedna suwerenność - federacyjna, a ustawy federalne mają na tym terenie nadrzędność. W tym duchu orzekał również sąd konstytucyjny Federacji Ro-syjskiej. Obowiązująca stała się wykładnia, że konstytucja Federacji Rosyjskiej nie dopuszcza żadnego innego nośnika suwerenności i źródła władzy, poza wieloetnicznym narodem Rosji. Całą konstrukcję oparto zatem na absurdalnym i fikcyjnym założeniu, iż istnieje coś takiego, jak „wielonarodowy naród" (mnogonacjonalnyj naród) Rosji. Podmioty Federacji Rosyjskiej nie posiadają suwerenności, która przynależy tylko federacji jako całości, a poszczególne republiki jako podmioty federacji nie mają statusu suwerennego państwa i inaczej rozstrzygać tej kwestii w swoich konstytucjach nie mogą. Stało się jasne, że Kremlnie zezwoli na żadne ekscesy wolnościowe w federacyjnych autonomiach. Zastosowano odwieczne prawo rosyjskiego knuta, tej najważniejszej poprawki do rosyjskiej konstytucji, z wiadomym skutkiem. Tam, gdzie nie wystarczyła groźba, jak w Czeczenii, wysłano czołgi i bombowce szturmowe. Pamięć o wolności Znamienne, jak skwapliwie narody zamieszkujące Federację Rosyjską podchwyciły ideę „suwerenności". Z jakim entuzjazmem pośpieszono poddać rewizji kilkaset lat rosyjskiej imperialnej konkwisty. Otóż hasło, nieopatrznie, może po kilku głębszych, rzucone w telewizji przez Jelcyna, padło na podatny grunt. Wystarczy sięgnąć do historii. Zostawiając na boku problematyczne ambicje narodowe niemal doszczętnie zrusyfikowa- Drewniane idole w chantyjskiej świątyni, tajga w rejonie Nieftiejugans nych etnosów, zamieszkujących europejską wało się to na ogół w znany nam z całej historii część terytorium Rosji, skupmy uwagę na naro- Rosji, także tej najbardziej współczesnej, sposób: dach Syberii. Podbijano je dwukrotnie. Pierwszy ogniem i szablą, gwałtem, oszustwem i zbrod- raz, kiedy kozackie watahy zakładały na krań- nią. cach Syberii stanice, obejmując cały przemie- Wadaw Sieroszewski pisał o podboju Jakucji, rzony szmat ziemi w carskie władanie. Odby- zamieszkanej przez żyjące w nieprzyjaźni ludy HASŁO, NIEOPATRZNIE, MOŻE PO KILKU GŁĘBSZYCH, RZUCONE IV TELEITIZJI PRZEZJELCYNA, . PADŁO NA PODATNY GRUNT Forsowanie rozlewisk Nazymu na krze podczas głuszcowych toków, Zachodnia Syberia Głos Dziennik Pomorza Piątek, 8.07.2022 PULS Tunguzów (Ewenków) i Jakutów. Otóż zajadłe walki między rdzennymi Tunguzami, bitnymi myśliwymi i hodowcami renów z górzystej Północy, a napływającymi z Południa Jakutami pasterzami, trwały aż do przybycia oddziałów rosyjskich kozaków. „Nowi zdobywcy umiejętnie korzystali z plemiennych zatargów, z nienawiści i obowiązku krwawej zemsty rodowej za dokonane przedtem morderstwa. Łącząc się naprze-mian to z Tunguzami, to z Jakutami, ujarzmili kozacy z łatwością oba narody, stokroć od nich liczniejsze i nieustępujące im bynajmniej w waleczności". Epoka podboju Syberii przebiegała od końca XVI wieku, trwała przez cały wiek XVII i zakończyła się pod koniec wieku XIX. Po raz drugi Rosja musiała podbijać Syberię po ustanowieniu władzy sowieckiej, kiedy poszczególne narody buntowały się przeciwko kolektywizacji i eksterminacji, wzniecając powstania. Kolonizacja czy ludobójstwo? Rosja, która w każdej epoce pisała swoje własne dzieje wedle zamówienia aktualnej władzy, początkowo chełpiła się w historiografii „podbojem" (pokorienijem) Syberii. Tak też nazywany był proces kolonizacji Syberii w oficjalnych dokumentach urzędowych, np. w 1727 roku senat Imperium Rosyjskiego polecił syberyjskich cudzoziemców „ujarzmić pod rosyjskie władanie i włączyć do poboru daniny". Stawiających zaś zbrojny opór Czukczów „wybić do nogi" (iskorienit' wowsie). W czasach sowieckich, kiedy kremlowskim wytrychem do panowania nad światem stał się leninowski internacjonalizm, zmieniono retorykę. Pojawił się termin „przyłączenie" (prisojedinienije). Prominentny historyk i działacz państwowy Michaił Pokrowskij (1868-1932) uznał nawet za imperialny i szowinistyczny stereotyp, pogląd o nie-samodzielności i kulturowym zacofaniu narodów uciśnionych przez Rosję. O podboju Syberii stwierdził, że przyłączenie nierosyjskich narodów do Rosji było „absolutnym złem". To nie mogło podobać się na Kremlu, Pokrowskij zdążył jednak szczęśliwie umrzeć na raka, zanim przyboczni historycy Stalina odkryli w jego pracach pseudonaukowy wulgarny socjologizm, antymarksizm, antypatriotyzm i oczernianie historii Rosji. Naiwna wiara, że semantyka kształtuje rzeczywistość, łącznie z tą dawno minioną, nie pozwoliła rosyjskim historykom zatrzymać się na koncepcji aneksji Syberii. Wypracowano zatem nowy termin, jak się zdaje, na dzisiaj obowiązujący: dobrowolne wejście (wchożdienije) Syberii w skład imperium. A jak proces ten przebiegał w rzeczywistości? Podobnie jak na terytorium Jakucji, ziemie zamieszkane przez wojowniczych Czukczów pod-bijano przy pomocy skonfliktowanych z nimi Jukagirów i Koriaków. 9 kwietnia 1731 r. liczący 435 zbrojnych oddział z twierdzy Anadyr, pod dowództwem kapitana Dmitrija Pawłuckiego, zaatakował obozowisko Czukczów, zabijając 30 mężczyzn, którzy wcześniej zdążyli za-kłuć swoje kobiety i dzieci. Zagarnięto 2000 reniferów. 23 maja ci sami kozacy Pawłuckiego pokonali duże zgrupowanie Czukczów, którzy stracili około 700 zabitych. Tym razem to zrozpaczone czukockie kobiety pozbawiły swoje dzieci życia. Wzięto 150 jeńców i 4000 reniferów. 29 czerwca w górach środkowej Czukotki kozaków Pawłuckiego zaatakował oddział czukocki, który stracił około 500 zabitych i 10 jeńców. 14 lipca odbyła się jeszcze jedna bitwa między oddziałem Pawłuckiego a 500-osobową grupą Czukczów i Eskimosów, w wyniku której zginęło 200 aborygenów. Rosjanie stracili jednego zabitego. Łącznie w kampanii wybili około połowy miejscowej męskiej populacji Czukczów i zagrabili 40 630 reniferów. Dysproporcje w stratach obu stron łatwo wytłumaczyć: Rosjanie strzelali z muszkietów, Czukcze z łuków, a ich strzały posiadały kościane ostrza. Czyje są jakuckie diamenty? Nocleg przy syberyjskim ognisku, nodii, Chanty-Mansyjski Okręg Narodowy Współczesna Rosja, państwo pozszywane z podbitych, skolonizowanych i zrusyfikowanych, a zatem okaleczonych, narodów, jest w istocie politycznym Frankensteinem. Czasem jego organizm wręcz tworzyły już trupy narodów, które doszczętnie wytępiono, jak Omoko-wie na Kołymie czy kaukascy Ubychowie. Próby naprawy monstrum spełzają na niczym; ciągle jest to ta sama Rosja zdziczałej epoki Iwana Groźnego, czy to w Afganistanie, w Syrii, czy dzisiaj na Ukrainie. Złudna jest nadzieja, że Rosja w końcu się ucywilizuje i włączy do wspólnoty wolnych narodów. Nie - Rosja jest już ucywilizowana, nieodwracalnie, tylko że jest to cywilizacja turańska, określona przez Feliksa Konecz-nego jako obozowa, czyli wojenna. Celnie ujął ten stan Custine: Rosjanie to wymusztrowani Tatarzy. Czy w ogóle można pomóc choremu na wodogłowie i akromegalię Frankensteinowi? Pisarz i podróżnik Witold Michałowski, budowniczy rurociągów dalekiego zasięgu i bezkompromisowy przeciwnik tranzytowego przekrętu stulecia, jak ochrzcił biegnącą przez Polskę jamalską rurę gazową, opowiadał mi o mapach, z których chińskie dzieci uczą się w szkołach geografii. Zachodnia granica Chin sięga na nich Uralu. Już dzisiaj Rosjanie nie radzą sobie z niekontrolowaną migracją ludności chińskiej na Dalekim Wschodzie. Można przypuścić, że w dalszej perspektywie Chiny będą zainteresowane objęciem części Syberii, którą uważają za swoje cesarskie dziedzictwo. Aby uniknąć bezpośredniej konfrontacji z Kremlem, mogą to osiągnąć poprzez wykreowanie nowych tworów państwowych na mapie Syberii, przede wszystkim Jakucji. To know-how zastosowane już przez Rosję na obszarze tzw. ługańskiej i donieckiej republiki ludowej na Ukrainie. Karma wraca. Gigantyczny obszar 3 milionów kilometrów zamieszkuje około miliona Jakutów. Ich ziemia kryje nieprzebrane bogactwa, ale jedno ma szczególne znaczenie. To złoża diamentów w łamberlitowych kominach, być może największe na świecie. Gdyby Jakuci stali się właścicielami swoich kopalń diamentów, każdy z nich mógłby konkurować zamożnością z naftowymi szejkami. To dość kusząca motywacja do rewindykacji historycznych praw do swego narodowego terytorium. To samo dotyczy np. zachodniosyberyjskich Chantów, Mansi i Nieńców. Ich plemienne ziemie kryją w swoim wnętrzu olbrzymie złoża gazu i ropy naftowej, które Rosja po prostu rabuje. Coraz więcej uznania znajduje jednak pogląd, że Rosjanie powinni surowce energetyczne kupować od ich prawowitych właścicieli. Wymierające narody, kultury i języki Polowałem z Chantami w ich lasach, strzelałem głuszce na tokach, niedźwiedzia w dorzeczu Nazymu i renifery w tundrze nad Kondą. Każdy potok w tajdze ma własną nazwę i gospodarza, którego ród siedział tam od niepamiętnych czasów. Żyłem wśród rybołowców Mansi, którzy od niezliczonych pokoleń przegradzająbagienne rzeki i czerpią rybę z jesiennych, martwych wód. Widziałem prostacką pogardę, z jaką Rosjanie odnosili się do tych Indian Północy. Do ich wierzeń, nieokrzesania, alkoholowej słabości. A przede wszystkim do ich dumnych uroszczeń, że są jedynymi właścicielami tej ziemi. Jednego Rosjanie się obawiali: celnej kuli myśliwego Chanta, którego skrzywdzili, któremu skradli renifera. Bali się wchodzić do opuszczonych osad, dokąd spędzono Chantów w latach kolektywizacji i gdzie wymarli w epidemii ospy czy dżumy. Nie wchodzili też na ich cmentarzyska, ukryte w sercu nieprzebytych bagien, ani do drewnianych gontyn, gdzie stoją ciągle chan-tyjskie drewniane idole - mąż, kobieta i kilkoro dzieci, gdzie widziałem ich smukłe łuki i długie strzały z ręcznie kutymi ostrzami, ofiarne monety, carskie i sowieckie kopiejki, ostatnie z 1961 roku. Wymierająca kultura tajgi, wzgardzona przez najeźdźców unikalna wiedza i mistrzowskie łowieckie rzemiosło. Kostkowa ornamentyka ryta w brzozowej korze kołczanów, myśliwskiego ekwipunku, nosideł. Noże oprawne wbrzozowy kap. Czaga, święty grzyb tajgi, który uratował mi życie. Ich dawne łowiska, objęte nazwą Chanty-Masyjskiego Okręgu Narodowego, to obszar równy powierzchni Francji. Na tym wielkim terenie pozostało rdzennych Chantów zaledwie 30 tysięcy. Nacja wymiera. Wyzuci z własności przodków, pozbawieni piędzi własnej ziemi pod stopami, skazani na rozpłynięcie się w ruskim morzu. Rosjanie dobrze wiedzieli, co robią, kiedy spędzili do kołchozów tych samotnych łowców, koczujących w jurtach ze stadami swoich reniferów. Kiedy podsunęli im wódkę. Podobnie jak amerykańscy Indianie, aborygeni Północy nie mają żadnej odporności na alkohol. Podanie im szklanki wódki to zbrodnia. Przemilczane ludobójstwo Czy to przemilczane ludobójstwo można zatrzymać? Wydaje się, że jedynym na to sposobem jest droga, jaką przebyli już Indianie kanadyjscy. W nieodległej przeszłości traktowani jak ludzie drugiej kategorii, dzisiaj wytaczają władzom procesy sądowe, żądając zwrotu swych ziem plemiennych i domagając się politycznej samorządności. Np. w 1993 roku Indianie Dene wytoczyli w sądzie federalnym sprawę sądową rządowi kanadyjskiemu. Domagali się prawa do ziem na północ od 60. równoleżnika, co po kilku latach uzyskali. Aborygeni Syberii nie zawierali, jak Indianie amerykańscy i kanadyjscy, pisemnych umów z władzami, które dzisiaj stanowią podstawę tytułów tubylczego prawa do ziemi. Od czasu podboju Syberii byli jednak płatnikami tzw. jasaku, podatku pobieranego w postaci skór zwierząt futerkowych. Jest to dobrze udokumentowane w rosyjskiej historiografii i archiwaliach. Carskie władze pobierały ten podatek, uznając tym samym prawa tubylców jako właścicieli ziemskich. To nigdy nie zostało prawnie zniesione, nawet w czasach sowieckich. Oczywiście, trudno liczyć na sprawiedliwość w rosyjskich sądach, ale gdy takie sprawy staną przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka? A rosyjska ropa naftowa i gaz, rabowane ludom Syberii, zostaną objęte sankcjami za niewykonanie wyroków Trybunału? Rdzenne narody Syberii od kilkuset lat opierają się asymilacji. Jeśli mają uzyskać podmiotowość, muszą posiadać wykształconych przedstawicieli, którzy będą walczyć o ich interesy. Międzynarodowa społeczność winna zająć się losem skolonizowanych narodów Syberii. Tundrowi pasterze renów, rybacy znad Obu, Irtysza czy Leny, myśliwi z tajgi i wybrzeży Oceanu Lodowatego - to prawowici właściciele tych ziem. Jeśli mają przetrwać i zachować swoją unikalną kulturę, konieczne jest objęcie ich międzynarodowymi programami edukacyjnymi i socjalnymi. Rosja zainteresowana jest w najlepszym razie ich przyspieszoną asymilacją, o ile nie wprost eksterminacją, dlatego inicjatywa musi pochodzić z zewnątrz. W Anchorage na Alasce, a może gdzieś w Kanadzie, powinien powstać Uniwersytet Narodów Północy. Jest sprawdzony wzorzec do naśladowania: moskiewski Uniwersytet Przyjaźni Narodów im. Patrice'a Lumumby. Imperialne post-imperium Dzisiejsza sytuaq'a Rosji przypomina tę z XV-XVI stulecia, kiedy raczkujący moskiewski imperializm zderzył się z państwem Jagiellonów, które położyło kres marzeniom carów o bogactwach Zachodu. Nastąpiło wtedy historyczne przeorientowanie wektorów ekspansji imperium: Rosja zwróciła oczy na Wschód. Taki też będzie prawdopodobnie skutek wojny na Ukrainie. Współczesna Rosja uderzyła głową w betonową ścianę w postaci jednolitego, skonsolidowanego w obliczu agresji na Ukrainę, frontu państw należących do NATO. Już słychać głosy rosyjskich politologów o konieczności odejścia od obsesyjnej polityki imperialnej. Taki pogląd sformułował ostatnio np. Andriej Cyganków, prominentna postać Klubu Wałdajskiego, słynnego forum kremlowskich strategów i zagranicznej agentury wpływu. Co jednak proponuje się w zamian? Otóż jako główne zadanie dla Rosji po odrzuceniu „szkodliwej" i „fatalnej dla samych Rosjan" idei imperialnej, Cyganków widzi dążenie państwa do sprawiedliwości społecznej, dobrobytu i wolności obywateli. Drogą do tego celu ma być natomiast zagospodarowanie ogromnych rosyjskich przestrzeni, zwłaszcza pustoszejących obszarów za Uralem, na Syberii i Dalekim Wschodzie. Można zapytać, dla kogo zatem ma być ta wolność i dobrobyt: dla Chantów, którzy są na Syberii rdzennym etnosem, czy dla Rosjan, którzy podbitym niegdyś Chantom kradną ropę naftową i gaz? I jak chcą to nadal robić, jeśli zrezygnują z imperium? Jeśli ktoś ma jeszcze nadzieję, że Rosjanie kiedyś się zmienią, niech posłucha 92-letniego Michaiła Gorbaczowa, ostatnio złożonego niemocą. W obliczu tej, która stanęła przy jego szpitalnym łóżku, nie trzeba już kłamać. Demiurg rosyjskiej demokracji raczył wyznać, że zrobiłby na Ukrainie to samo, co Putin. Custine zasmucił się przed dwustu laty, że Rosjanie zgnili, zanim dojrzeli. 8 • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 8.07.2022 Zawarta z Ukrainą umowa na sprzedaż armatohaubic Krab,która opiewa na 2,7mld zł, to największy w ostatnim trzydziestoleciu zbrojeniowy kontrakt eksportowy dotyczący sprzedaży broni Ukrainie. Czy poza tym PGZ sprze-daje Ukrainie jeszcze inny sprzęt? 0 pomocy dla Ukrainy, świadczonej przez Polskę, przemysł zbrojeniowy oraz Siły Zbrojne RP informuje rząd i chciałbym trzymać się tej zasady. Oczywiście, w mediach społeczno-ściowych możemy zobaczyć produkty spółek PGZ, które w tej wojnie bardzo dobrze się sprawdzają, choć tego rodzaju rozgłos nie był naszym zamiarem. Myślę o Piorunach, karabinku Grot, granatnikach RPG-40 oraz Krabach. Z różnych stron dostajemy sygnały, że nasz sprzęt, używany przez stronę ukraińską, świetnie się sprawdza. Zresztą, sami żołnierze ukraińscy o tym komunikują i przedstawiają konkretne efekty działania naszych produktów. Sprzęt jest bezapelacyjnie niezawodny. Cieszy nas to, choć wolelibyśmy w innych okolicznościach prezentować jego skuteczność. Powiedział Pan „pomoc". Sprzedaż również? Sprzedaż to też pomoc. Premier Mateusz Morawiecki oraz wicepremierzy Mariusz Błasz-czak i Jacek Sasin przedstawili taką informację. Oczywiście, PGZ sprzedaje produkty także na rynek ukraiński, ale jakie dokładnie są to produkty i w jakich ilościach, to jest już informacja wrażliwa. Przeciwnik nie wie, jaką bronią dysponuje obecnie armia ukraińska, dlatego im ciszej nad tymi sprawami, tym lepiej. Czy sprzęt, który przekazujemy Ukrainie, nie odbywa się kosztem polskiej armii? Takie opinie też się pojawiają. Decyzje o przekazaniu sprzętu wojskowego, będącego już na wyposażeniu polskiej armii, podejmuje strona rządowa, zapewne po głębokich analizach, które uwzględniają rzeczywistość, z którą mamy do czynienia. Warto postawić pytanie: czy powinniśmy ten sprzęt zachować u siebie i czekać, aż front przesunie się dalej na zachód? Czy jednak zdecydowanie wesprzeć dążenia Ukrainy do obrony swojego terytorium 1 do wyparcia przeciwnika ze swoich granic? Bezpieczeństwo Ukrainy i silne ukraińskie wojsko to również nasze bezpieczeństwo. Chcę podkreślić, że PGZ jednocześnie zwiększa zdolności produkcyjne tak, aby w zdecydowanie krótszym czasie dostarczyć Wojsku Polskiemu dodatkowy sprzęt. Prowadzimy te inwestycje m.in. w Hucie Stalowa Wola, w Fabryce Broni „Łucznik" czy Męsko. Ostatnio podpisaliśmy kontrakt na 3,5 tysiąca poci- sków Piorun dla polskiej armii. To pokazuje, że momentalnie odpowiedzieliśmy na zapotrzebowanie. Zwiększyliśmy wolumen produkcji na przyszły rok. Będą to już kilkukrotnie większe ilości niż te, które były dostarczane do tej pory. Już w tym roku - na prośbę i w związku z oczekiwaniami polskiej armii i innych odbiorców - zwiększyliśmy je w zasadzie dwukrotnie, a przyszły rok, to już będzie wzrost prawie czterokrotny. To, co jesteśmy w stanie z dnia na dzień robić, załatwiamy od razu. W przyszłym roku odpowiemy na zwiększające się zapotrzebowanie Sił Zbrojnych RP. Nie bez powodu jesteśmy podstawowym dostawcą sprzętu wojskowego dla polskiej armii. Chyba nie tylko dostawcą? Oczywiście, jesteśmy też podmiotem, który w zasadzie utrzymuje sprawność 90 proc. sprzętu wojskowego będącego na wyposażeniu Sił Zbrojnych RP. To spółki PGZ dbają 0 utrzymanie tego sprzętu, serwis, remonty, modyfikację 1 modernizację. Każdy, poza nielicznymi wyjątkami, rodzaj uzbrojenia jest w naszych zakładach utrzymywany. To olbrzymi potencjał, który stanowi zaplecze i bezpieczeństwo dla polskich Sił Zbrojnych - utrzymania w gotowości tego, co już posiadamy. Ale jednak nieraz słyszę, że Wojsko Polskie za mało kupuje od polskiej zbrojeniówla. Ztego, co Pan mówi, wynika, że to nieprawda. Prawda jest taka, że przed 2015 rokiem liczba sprzętu wojskowego kupowanego dla polskich Sił Zbrojnych była o wiele mniejsza. Przypominam, że lata rządów PO-PSL to był okres - de facto - rozbrajania i likwidacji jednostek wojskowych, zmniejszania liczebnego Sił Zbrojnych i kierunku zmierzającego do rozbrojenia w niektórych aspektach polskiej armii. W ramach trendu ogólnego pokoju i spokoju w Europie, który - jak widać - bardzo szybko legł w gruzach, idea, że wojsko już nie będzie potrzebne, że pokój w Europie nastąpi już na wieki i że pokój można kupić za pieniądze -za rosyjski gaz i ropę - nie sprawdził się. Nie handlem i biznesem mogliśmy uzyskać bezpieczeństwo. Rosja takich argumentów nie rozumie. Twarda postawa, pełne zdolności obrony i silna armia w Europie, a szczególnie w Polsce, która jest krajem granicznym, daje nam bezpieczeństwo. Jak widać, to my dziś jesteśmy trzonem NATO. Okazuje się, że zdolności polskiej armii versus deklarowane i opisywane w mediach możliwości, choćby naszych zachodnich sąsiadów, dają nam asumpt do tego, że jednak coś się w Europie zmieniło. My f aifTjqv - Z różnych stron dostajemy sygnały, że nasz sprzęt, używany przez stronę ukraińską, • świetnie się sprawdza, chwalą go też ukraińscy żołnierze - mówi Sebastian Chwałek, prezes Polskiej Grupy Zbrojeniowej Lidia Lemaniak IH'V' I Chwałek: Lepiej, gdy przeciwnik nie wie, jaką bronią dysponuje obecnie armia ukraińska CHWAŁEK: CZAS PRZESIAĆ WĄTPIĆ W POLSKĄ ZBROJENI0WKE musimy wieść prym, jeśli chodzi o uzbrojenie, o liczebność armii i o zdolności bojowe, bo jesteśmy państwem frontowym NATO. Jeśli Putin zdecyduje się zburzyć mir w Europie Zachodniej, Polska będzie pierwszym krajem, który będzie odpierał atak. O sprzęcie jeszcze porozmawiamy, ale skoro przy Ukrainie jesteśmy, to kto buduje kontenery mieszkalne dla Ukraińców? Jak już powiedziałem, PGZ nie zawsze chwali się swoimi osiągnięciami. Mamy szeroki wachlarz zdolności produkcyjnych, wiele spółek, które są w stanie produkować, świadczyć i dostarczać zarówno siłom zbrojnym, służbom mundurowym, jak też na zewnątrz - na rynek cywilny - różnego rodzaju usługi i sprzęt. M.in. wspomniane miasteczka kontenerowe są dziś widocznym produktem jednej z naszych spółek wnuczek - spółki Zurad z Ostrowi Mazowiedriej. W jakich lokalizacjach znajdują się miasteczka mieszkalne? We Lwowie, Buczy i Boro-dziance. A w jakich jeszcze macie zamiar je budować lub już budujecie? Nie chciałbym o tym przedwcześnie informować. Powodem są względy bezpieczeństwa. Mogę tylko powiedzieć, że będzie ich więcej. Jesteśmy gotowi, aby dalej świadczyć taką pomoc. Spółka Zurad współpracuje z agendami rządowymi na pełnych obrotach. Ma Pan wiedzę, ilu Ukraińców znalazło w nich schronienie? Na pewno już kilka tysięcy. W połowie czerwca wicepremier i szef MON Mariusz Błasz-czak poinformował, że „Polska Grupa Zbrojeniowa i koreańska firma Hyundai Rotem podpisały memorandum o wspólnym rozwoju czołgów i transporterów opancerzonych". Co to oznacza w praktyce? Od wielu miesięcy prowadzimy rozmowy z naszymi partnerami z Korei Południowej. Jest to partner, z którym od lat współpracujemy np. na kanwie budowy Kraba, gdzie wykorzystujemy elementy produkowane w opar- ciu o rozwiązania koreańskie armatohaubic K9. Niemniej, nie poprzestaliśmy na tym. Prowadzimy dalsze rozmowy 0 zupełnie innym wachlarzu produktów, które moglibyśmy wspólnie realizować. Podpisaliśmy porozumienie z Hyundai Rotem o współpracy w zakresie rozwoju m.in. pojazdów 8x8 i czołgów K2. Z jakimi koreańskimi spółkami, poza Hyundai Rotem, prowadzicie rozmowy? Prowadzimy także rozmowy ze spółką Hanwha Defence. Te dwa koncerny dostarczają swoje wyroby nie tylko na rynek koreański i są to nasi naturalni partnerzy. Korea Południowa szukała w Europie partnerów do dalszego możliwego rozwoju swoich produktów. Takim naturalnym wyborem jest Polęka, która ma bar-dz_q4pb.rze.rozwinięty przemysł zbrojeniowy, dużą armię 1 olbrzymie potrzeby wojska. Jest oczywiste, że będziemy w pewien sposób nadawali ton rzeczywistości, przynajmniej w tej części Europy, szczególnie w nowej sytuacji geopolitycznej. Dlatego też porozumienie z Hundai Rotem daje nam naprawdę szerokie możliwości współpracy. Współpraca przy produkcji czołgów K2? Jeżeli wszystko się dobrze ułoży i odpowiednie decyzje zostaną podjęte przez MON, to czołg tego rodzaju, jak K2, może szybko znaleźć się na wyposażeniu polskich Sił Zbrojnych, a co za tym idzie PGZ będzie naturalnym kontrahentem i partnerem do współpracy z Hyundai Rotem. Mamy też ambicje, aby wspólnie z naszymi partnerami z Korei Południowej, taką produkcję realizować w Polsce. Przygotowujemy się do tego już dziś. Polonizacja koreańskich części? Polska zbrojeniówka będzie produkować części kore-ańskie? Mamy bardzo duże ambicje, które wynikają z naszej zdolności i charakteru porozumień, które podpisaliśmy. To porozumienie nie jest tylko prostym dokumentem. Jest ono wcześniej poparte wieloma tygodniami rozmów, analiz, weryfikacją, zarówno naszych zdolności, jak i tego, co partnerzy koreańscy są nam w stanie zaoferować. Uzgodniliśmy, jak mogłaby wyglądać nasza współpraca wprzyszłości. Moim zdaniem jest to przyszłość optymistyczna. Tak, jak już powiedziałem, początkiem tej przyszłości muszą być decyzje MON. Jednak wicepremier Mariusz Błaszczak dał już wielokrotnie wyraz bardzo szybko podejmowanych działań i decyzji, które zwiększają zdolności bojowe polskich Sił Zbrojnych, a tempo, które narzucił PULS • M\MmmBCK4RDZODOBRZE IVYPOSAŻONĄ POLSKĄ ARMIĘ, KTÓRA, JEST IV STANIE DAĆ ODPÓR POTENCJALNEMU ZAGROŻENIU jest bezprecedensowe w całej Europie. Panie Prezesie, z Pana słów można jednoznacznie odczytać, że jest to pewne. Bo zapewne,gdyby pewne nie było, to tak by Pan nie mówił. Nie mogę powiedzieć, że to jest pewne. Jesteśmy gotowi do tego, aby w każdym wariancie współpracy z Koreą Południową uczestniczyć. Mamy do tego kompetencje, przygotowanych ludzi i spółki, które mogą się tym zająć. Przygotowujemy też plany do finansowania i rozwoju poszczególnych fragmentówtej działalności. To w takim razie kiedy spodziewa się Pan decyzji ze strony MON? Wydaje mi się, że wicepremier Mariusz Błaszczak będzie chciał tę decyzję podjąć szybko. Obecna sytuacja geopolityczna nie pozwala na miesiące czy lata analiz oraz dyskusji. Kluczowe decyzje wzmacniające bezpieczeństwo Polski powinny być podejmowane szybko i tak też się dzieje. No dobrze, ale złośliwi przypo-mnieliby imówią, że przecież kupiliśmy amerykańskie Abramsy, więc po co nam jeszcze K2? Wojsku potrzebna jest taka dywersyfikacja uzbrojenia? Wojsku jest potrzebny nowoczesny sprzęt, który odpowie na zagrożenia, z którymi mamy do czynienia. Tego sprzętu potrzeba bardzo dużo. Musimy wyposażyć planowaną przez polski rząd 300 tys. armię, z czego 250 tys. wojsk operacyjnych i 50 tys. wojsk obrony terytorialnej. Zdolności produkcyjne kontrahentów zagranicznych, nawet choćby amerykańskich dostawców, czy też koreańskich, nie są z gumy. Jeżeli zależy nam wszystkim na czasie, to zasadne jest, aby sprzęt pozyskiwać z różnych kierunków. Oczywiście, złośliwi mogą powiedzieć, że to spowoduje różnorodność rozwiązań oraz - być może - problemy logistyczne, ale mówią to oczywiście ludzie, którzy często się w ogóle takimi sprawami nie zajmowali. Nie wiem, czy będzie to miało znaczenie w sytuacji, kiedy będziemy musieli się bronić. My musimy mieć bardzo dobrze wyposażoną polską armię, która jest w stanie dać odpór potencjalnemu zagrożeniu. Im bezpieczniejsza będzie Polska, Głos Dziennik Pomorza Piątek, 8.07.2022 im będzie lepiej wyposażona nasza armia, tym wróg będzie się dłużej zastanawiał albo całkowicie odejdzie od pomysłu ataku na nasz kraj. Naszym zadaniem i zadaniem wicepremiera Mariusza Błaszczaka jest pozyskiwanie dobrego sprzętu w jak najkrótszym czasie. Iznów wracamy do współpracy z Koreańczykami. To również impuls dla rozwoju polskiej zbiojeniówki? Oczywiście, będzie to impuls rozwojowy. Kultura pracy przemysłu koreańskiego też zapewne będzie mogła być troszkę implementowana do naszych rodzimych zakładów. Da to nowy impuls, bo użyte technologie w produkcji czołgu K2 będą mogły być wykorzystywane do innych rozwiązań. Taką zapowiedź wspólnie uzgodniliśmy z naszymi partnerami koreańskimi - że nie będziemy poprzestawać na tym, co jest gotowe. Będziemy prowadzili też daleko idące prace nad produktami przyszłości. Mam wrażenie, że chce Pan coś dodać. Szeroko dyskutowane możliwości użycia alternatywnych źródeł energii, zapewne w niedalekiej przyszłości, znajdą też zastosowanie w produkcji zbrojeniowej. Koncert Hyundai Rotem jest m.in. właścicielem rozwiązań w oparciu o ogniwa wodorowe. Być może będzie też tak, że wspólnie uda nam się opracować sprzęt wojskowy z takim rodzajem napędu. Wróćmy teraz do wojny na Ukrainie, na której świetnie sprawdzają się polskie karabinki MSBS Grot, czyli lepszej rekomendacji być nie może. Niedawno PGZ podpisała kontrakt na Groty z jednym z państw AfirykL Czy może Pan zdradzić jego szczegóły? PGZ od dłuższego czasu oferuje na różnych rynkach swoje produkty. Niektóre z naszych inicjatyw wreszcie zaowocowały konkretami i rzeczywiście PGZ podpisała z jednym z krajów Afryki kontrakt na dostawę karabinka MSBS Grot dla wojska tego kraju. To jeden z ciekawych kontraktów, który w ostatnich tygodniach podpisaliśmy. Reklama, która została temu uzbrojeniu zrobiona na froncie ukraińskim, ma olbrzymie znaczenie, ale ten proces był rozpoczęty troszkę wcześniej, bo już w 2019 roku. Wtedy to pierwszy raz odbyły się pokazy i oferowanie tego rozwiązania stronie zamawiającego. Udało się to sfinalizować teraz. Być może pomogła rzeczywistość wojenna. Niemniej to nie jest tak, że kontrakty eksportowe podpisuje się z dnia na dzień. Nie jest to standard, chociaż takie umowy też udaje nam się realizować. Osoby, które śledzą działalność eksportową przemysłu zbrojeniowego, mają świadomość, jak ciężko jest się poruszać na tym rynku, bo to nie jest tylko kwestia jakości i ceny. Czego jeszcze? To też kwestia polityczna - sojuszy i pewnego rodzaju układów geopolitycznych. Więc to nie jest tak, że jak się ma świetny produkt w dobrej cenie, to jest to od razu sukces i automatycznie jest to produkt eksportowany. Szykują się inne kontrakty eksportowe, jeśli chodzi o karabinki Grot? Mogę powiedzieć, że w ostatnich kilkunastu miesiącach poczyniliśmy zdecydowanie wiele kroków naprzód i w kilku miejscach, jeszcze przed wybuchem wojny na Ukrainie, jesteśmy już daleko zaawansowani w tych procesach. Niektóre udało się nam sfinalizować, jak choćby ten afrykański. Zarówno karabinek MSBS Grot, jak też pociski Piorun, których skuteczność odbiła się szerokim echem na świecie, są dziś oferowane w kilku różnych miejscach. I tych potencjalnych kontrahentów jest coraz więcej. Nie tylko na ten sprzęt, bo i na innego rodzaju uzbrojenie „made in Poland" jest dziś duże zainteresowanie. Czyli? Mamy bardzo dobrej jakości optykę, termowizję i noktowi-zję, ale też nasze systemy radarowe, które w wielu miejscach przewyższają rozwiązania zachodnie w wielu swoich parametrach. Ale priorytetem są oczywiście polskie Siły Zbrojne? Oczywiście. Szef MON wicepremier Mariusz Błaszczak oczekuje zdecydowanego zwiększenia dostaw dla naszej armii, więc musimy te wszystkie elementy ważyć, traktując bezpieczeństwo Polski jako priorytet. I tak je traktujemy. Np. jeśli chodzi o przenośne przeciwlotnicze zestawy rakietowe Piorun. Niedawno szef MON zatwierdził umowę na 3500 pocisków i 600 mechanizmów startowych systemu przeciwlotniczego Piorun dla Wojska Polskiego. Poza Polską, gdzie jeszcze sprzedajecie Pioruny? Pioruny stały się przedmiotem naszego eksportu m.in. do Sta- nów Zjednoczonych. Jeżeli największy producent uzbrojenia na świecie kupuje od nas tego rodzaju sprzęt, to znaczy, że jest on wyjątkowo dobry. Piorun stał się poważnym graczem w swojej kategorii na rynku światowym. Dostarczamy również pociski z tej rodziny do innych krajów, np. bałtyckich. I, jak miała pani przyjemność wielokrotnie widzieć, skutecznie dostarczyliśmy je na Ukrainę. Skoro Pioruny sprawdzają się na wojnie, to zapewne pojawiają się zapytania o możliwość ich kupna od innych państw? PGZ planuje kolejne kontrakty? Tak. Mamy co najmniej kilku potencjalnie zainteresowanych. W zasadzie nie tylko potencjalnie, bo niektórzy są bardzo zainteresowani, aby dość szybko pozyskać to uzbrojenie na swoje wyposażenie. Ale -tak jak już mówiliśmy - my musimy świadczyć w pierwszej kolejności dostawy dla polskiej armii i dla naszych najbliższych sojuszników, którzy tego sobie życzą, oraz tych, którzy szczególnie dziś potrzebują tego rodzaju uzbrojenia, czyli dla naszych braci z Ukrainy. Wszelkie możliwe potencjalne kontrakty traktujemy bardzo poważnie. Robimy wszystko, by systematycznie zwiększać zdolności produkcyjne. To nie jest jednak tak, że z dnia na dzień można rozpocząć produkcję czegoś w kilka razy większych wolumenach, bo to też kwestia pozyskania i wyszkolenia nowych pracowników, ale i zapewnienia warunków do efektywnej i bezpiecznej pracy. Pandemia i zaburzenie łańcuchów dostaw też ma na to wpływ? Oczywiście. Męsko, które jest głównym producentem pocisku Piorun, musi się zakontraktować u poddostawców części. Na całym świecie spotykamy się z problemem, który rozpoczął się w okresie pandemii, czyli wspomnianym zaburzonym łańcuchem dostaw wszelkiego rodzaju komponentów, półproduktów, produktów - od elektroniki przez stal. Łańcuchy dostaw zostały naruszone, więc zdywersyfikowaliśmy dostawców, mitygując ryzyka. Wszędzie tam, gdzie możemy w kraju rozpocząć produkcję tego rodzaju podzespołów, komponentów, to korzystamy z takiej możliwości. Jaki - poza Krabami, Grotami i Piorunami-polski sprzęt jest obecnie użytkowany przez wojsko ukraińskie podczas działań wojennych? Żołnierze ukraińscy chętnie pokazują, jakiego sprzętu używają. Sam w internecie znalazłem wiele naszych produktów. Cieszę się, że armia ukraińska ich używa i bardzo wysoko ocenia. Widzieliśmy w mediach społecznościo-wych np. granatniki produkowane przez ZM Tarnów. Dostarczyliśmy też np. hełmy i kamizelki kuloodporne. Już podczas ataków na granicę polsko-białoruską spółka Ma-skpol została rozpędzona w produkcji. Dostarczaliśmy na potrzeby służb mundurowych zdecydowanie większą liczbę kamizelek kuloodpornych, nożoodpomych, hełmów, tarcz czy przyłbic. Ten impuls wykorzystany został do tego, aby obecnie zwiększone zdolności wykorzystać na potrzeby sił ukraińskich. Produkujemy bardzo duże ilości kamizelek, hełmów balistycznych, które strona polska przekazuje przyjaciołom z Ukrainy. Kończąc naszą rozmowę, chcę Pana jeszcze zapytać o projekty badawczo-rozwojowe PGZ. Zarzuca się Wam, że nie są one efektywne. Przy okazji dyskusji na temat jakości naszych produktów, chociażby Grota czy Pioruna, wiedza, która jest prezentowana w mediach, często opiera się na mitach, stereotypach, a nie na faktach. Właściwie ten obszar też lubi ciszę, bo produkcja zbrojeniowa to nie jest produkcja chleba i nie powinno się o tym opowiadać wszem i wobec. Nasze badania i prace rozwojowe, które prowadzimy, są bardzo szeroko zakrojone. Metodycznie doprowadzamy je do końca i zamierzamy -w dużej mierze - komercjalizować efekty tych prac. Co ma Pan na myśli? Pierwszym z nośnych i ważnych produktów jest chociażby karabinek MSBS Grot, który też był produktem stworzonym w oparciu o prace rozwojowe. Następny duży projekt to Borsuk. Lada chwila powinien stać się onprzedmiotemkontrakto-wania przez Siły Zbrojne. Wicepremier, szef MON Mariusz Błaszczak czeka, kiedy będzie mógł formalnie rozpocząć zamówienia, bo wszelkie formalności muszą po drodze zostać dopełnione. 9 Ale to PGZ zarzuca się, że tak długo często trwają prace nad projektami przez was realizowanymi Nie wszyscy chyba mają świadomość, jak bardzo sformalizowane są te procesy. Najważniejszym elementem jest wytworzenie danego produktu, uzyskanie parametrów, które chcemy, żeby się znalazły na pokładzie, a drugą częścią jest cała administracja -wszelkiego rodzaju badania, testy, certyfikacja, które często trwają prawie tyle samo, co wytworzenie konkretnego rozwiązania. Pracujemy też wspólnie z Narodowym Centrum Badań i Rozwoju, Siłami Zbrojnymi RP oraz z Ministerstwem Obrony Narodowej nad tym, aby wszelkie procedury były na tyle skrócone, aby Wojsko Polskie jak najszybciej dostawało sprzęt realizowany w ramach prac rozwojowych. Są już efekty - to m.in. dodatkowe zamówienie przez NCBiR, w oparciu o zapotrzebowanie Ministerstwa Obrony Narodowej, kolejnych czterech prototypów Borsuka po to, żeby stał się jak najszybciej przedmiotem analiz i testów przez żołnierzy. Chodzi 0 to, żeby wszelkie uwagi, które mogą się pojawić w związku z użytkowaniem bieżącym, można było szybko implementować - już w produkcji seryjnej, którą będziemy chcieli rozwinąć w najbliższym czasie. To jest bardzo skuteczne rozwiązanie 1 myślę, że przyspieszy seryjną produkcję i da Wojsku Polskiemu produkt, który będzie odpowiedzią na wiele oczekiwań. Nie chcemy, aby prace były prowadzone w oderwaniu od ostatecznego użytkownika, bo wtedy nie ma to sensu. Podsumowując - widie osób myśli, że PGZ to tylko sprzęt wojskowy, a tak chyba do końca nie jest? To prawda. Np. opracowana m.in. przez Wojskowe Zakłady Łączności nr l w Zegrzu platforma kryminalistyczna jest dowodem na to, że PGZ wytwarza sprzęt nie tylko dla wojska, ale też dla policji, Straży Granicznej i innych służb. Za ten produkt dostaliśmy nagrodę w konkursie zorganizowanym pod patronatem szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Poza tym Autosan, jako jedyny producent w Polsce i chyba nawet szerzej, posiada pełną gamę certyfikowanych napędów autobusów - mamy LNG, CNG, wodór, diesel, elektryk i nawet hybrydę. Autobus wodorowy mieliśmy już w ubiegłym roku - np. woził gości Kongresu 590. PGZ ma zarówno szerokie kompetencje, dobre i sprawdzone rozwiązania oraz wykwalifikowaną kadrę, co obecnie coraz częściej jest zauważane i doceniane tu w Polsce. JEŻELI STANY ZJEDNOCZONE, NAJLDIĘKSZY PRODUCENT UZBROJENIA NA ŚIVIECIE, KUPUJĄ OD NAS SPRZĘT, TO ZNACZY, ŻE JEST ON LDYJĄTKOLDO DOBRY 10 • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 8.07.2022 Na mundialu w Hiszpanii pana reprezentacja stanęła na podium mistrzostw świata. Od tej pory mija właśnie 40 lat, a nasza kadra narodowa nawet nie zbliżyła się później do takiego sukcesu. Niewątpliwie z perspektywy lat ten sukces doceniamy jeszcze bardziej. Jak sięgaliśmy po ten medal na mundialu, to cieszyliśmy się bardzo, ale pamiętam moją rozmowę przed meczem o trzecie miejsce z ówczesnym ministrem sportu Marianem Renke, który powiedział mi tak: „Panie trenerze, jeśli wygracie z Francją, to powtórzycie sukces pana Kazimierza Górskiego i staniecie się legendą polskiej piłki, ale jeśli przegracie, to po paru latach tym czwartym miejscem nikt nie będzie się zachwycał. Zrób pan wszystko, żeby jeszcze raz zmobilizować chłopców do walki, żeby potraktowali ten mecz jako najważniejszy w tym turnieju i zrobili wszystko, żeby go wygrać". Tak też się stało i wróciliśmy z MŚ z drugim w historii, i jak na razie, ostatnim medalem. Zanim jednak kapitan reprezentacji Władysław Żmuda rozdał kolegom w Alicante brązowe medale po meczu z Francją, bo prezydent FIFA Joao Havelange wręczył mu tacę z krążkami, tak różowo nie było. Przygotowania kadry po wprowadzeniu w Polsce stanu wojennego kompletnie się bowiem posypały... Faktycznie wiosną 1982 roku nie chciała z nami grać żadna reprezentacja i to było sporym utrudnieniem. Ja jako praktyk, były piłkarz, apotem trener klubowy, uważałem jednak, że najważniejsze są nie mecze międzypaństwowe, ale liczba dobrych przeciwników, z którymi się gra. My po wywalczeniu awansu na ten mundial rozegraliśmy 13 meczów kontrolnych z drużynami klubowymi, z których 12 wygraliśmy, osiągając stosunek bramkowy 62:10. Brałem na kilka dni zawodników z polskich klubów i leciałem z nimi na parę dni do Włoch, Niemiec czy Hiszpanii, gdzie rozgrywaliśmy sparingi, które okazały się bardzo dobrym przetarciem dla kadro-wiczów. Początek mundialu nie nastrajał jednak kibiców optymistycznie. O ile jeszcze bez-bramkowy remis z Włochami przyjęto spokojnie, o tyle podział punktów z Kamerunem wywołał w kraju falę krytyki. Brutalna prawda o dużych imprezach piłkarskich, mistrzostwach świata czy Europy, jest taka, że jeżeli nie przegrasz pierwszego meczu, a tym bardziej jak nie przegrasz dwóch pierwszych spotkań, to jeszcze nie tracisz szans na awans. Zupełnie inaczej by to wyglądało, gdybyśmy pierwszy czy drugi mecz Medal zdobyliśmy dla polskich kibiców, a nie dla generała Dokładnie 40 lat temu -10 lipca 1982 roku -piłkarska reprezentacja Polski Antoniego Piechniczka odniosła ostatni wielki sukces, sięgając po brązowy medal MŚ w Hiszpanii Jacek Sroka przegrali. Po remisie 0:0 z Kamerunem znaleźliśmy się „pod ścianą" w ostatnim grupowym spotkaniu z Peru. Zdawaliśmy sobie sprawę, że to jest dla nas mecz o wszystko, decydujący o tym, czy wyjdziemy z grupy, czy nie, ale nadal mieliśmy wszystko w swoich rękach. No i wyszliśmy z grupy, strzelając w ciągu 20 minut pięć bramek, czego nigdy wcześniej, ani nigdy później, reprezentacja Polski w MŚ nie dokonała. Ta druga polowa spotkania z Peruwiańczy kami była przełomem? Oczywiście, że była przełomem, ale jeśli ktoś sądził, że po bezbramkowej pierwszej części gry w naszej szatni było nerwowo, to go rozczaruję. W przerwie mówiłem zawodnikom, że jesteśmy lepszym zespołem niż Peru, że mamy dużą przewagę i że pod bramką rywali trzeba zachować więcej spokoju, bo jak strzelimy pierwszego gola, to na pewno wygramy. Sam doskonale zdawałem sobie sprawę, że jeśli nie awansujemy z grupy, to będzie to mój ostatni mecz w roli selekcjonera, ale patrząc w metryki niektórych piłkarzy, dla nich też byłoby to ostatnie 45 minut w kadrze i to im również w przerwie powiedziałem. Może to też wyzwoliło w nich w tej drugiej połowiedo-datkowe sity i zaczęli strzelać dla nas bramkę za bramką. Mecz z Belgią wygrany 3:0 był popisem Zbigniewa Bońka, który zaliczył w nim hat-tricka. Boniek pojechał na ten mundial już jako piłkarz Juventusu, ale po dwóch pierwszycłtme-czach mówiło się o nim niewiele, a jeśli już, to były to raczej uwagi krytyczne. Jedyne, co go broniło, to fakt, że jego nowi klubowi koledzy z Turynu, grający w reprezentacji Włoch, też mieli na koncie dwa remisy. W spotkaniu z Pem zdecydowałem się na przesunięcie go z drugiej linii do ataku i to przyniosło efekt w postaci gola, lecz tak naprawdę klasą błysnął w potyczce z Belgami. 14 czerwca w Warszawie przed meczem z Belgią doszło do spotkania po latach kadry Antoniego Piechniczka Świetnie się to oglądało! Mecz z Belgią był najlepszym spotkaniem kadry narodowej pod pana wodzą? Było kilka udanych spotkań eliminacyjnych, kilka dobrych potyczek towarzyskich, ale z pojedynków o dużą stawkę był to na pewno najlepszy mecz. Szybko objęliśmy prowadzenie, potem podwyższyliśmy wynik i spokojnie dowieźliśmy do go końca pierwszej połowy, po przerwie przypieczętowu-jąc efektowne zwycięstwo trzecim golem. Kolejne spotkanie ze Związkiem Radzieckim było meczem z podtekstami. Przeszło do historii nie tylko dlatego, że dało nam awans do strefy medalowej, ale także dzięki rajdom Włodzimierza Smolarka do narożnika boiska, by ukraść cenny czas, oraz flagom Solidarności na trybunach. Wiedzieliśmy doskonale, jaka jest sytuacja w kraju i z pewnością nikt z piłkarzy czy członków sztabu szkoleniowego nie mógł powiedzieć, że nas to nie interesuje. Z drugiej jednak strony nie bardzo mogliśmy so- REPREZENTACJA POD MOJĄ WODZĄ ROZEGRAŁA KILKA UDANYCH SPOTKAŃ ELIMINACYJNYCH, ALE Z MECZOM 'O DUŻA STAWKĘ TEN Z BELGIĄ BYŁ NAJLEPSZY bie pozwolić na jakieś gesty przeciwko ówczesnej władzy. Zresztą wiedzieliśmy, że to niewiele da. Władze spodziewały się tego i mecz w naszym kraju pokazywany był z lekkim poślizgiem, by realizator w TVP mógł zareagować i w miejsce wiszących za bramkami flag Solidarności wstawić inny neutralny obraz trybun. My ze swej strony daliśmy jednak ogromną satysfakcję kibicom, wyeliminowując Związek Radziecki z mundialu. W półfinale znów trafiliśmy na Włochów, ale tym razem musieliśmy radzić sobie bez Bońka, który musiał pauzować za żółte kartki. Wielka szkoda, że Zbyszek nie grał, bo po przesunięciu go do ataku wyraźnie zaskoczył. Jego absencja zmusiła mnie do przetasowań w drużynie. Zrobiłem parę roszad w ustawieniu i może było ich ciut za dużo. Z drugiej strony dla Bońka też nie byłby to łatwy mecz. Grałby na boisku z przyszłymi kolegami z nowego klubu i mógjby się spotkać i z jakimś brutalnym faulem i ostrą wypowiedzią, bo w takim meczu wszystkie chwyty są dozwolone. Wiele osób zastanawia się, dlaczego nie postawił pan na Andrzeja Szarmacha, który miał patent na Włochów? Zdawałem sobie sprawę, że to może być mój jedyny w karierze trenerskiej półfinał mistrzostw świata i tak rzeczywiście było. Starałem się więc zrobić wszystko jak najlepiej, a rozsądek dyktował mi, żeby na tego zawodnika nie stawiać. Szarmach był osiem lat starszy niż w kadrze Kazimierza Górskiego i już podczas poprzednich MŚwAigentyniebyłzdej-mowany z boiska. W dodatku na mundialu w Hiszpanii miał nadwagę. Wiele osób mówiło mi, żebym dla świętego spokoju albo dla kibiców dał pograć Szarmachowi, aleja zarówno wtedy, jak i teraz uważam, że podjąłem dobrą decyzję, nie wystawiając go do gry w półfinale. Czy to, że w Barcelonie kadra mieszkała w hotelu bez klimatyzacji, miało wpływ na wynik tego spotkania? Na pewno miało to znaczenie, podobnie jak fakt, że byliśmy w tej Barcelonie dość długo iwżyciekadrywkradło się odrobinę monotonii. Działacze PZPN bronili się tym, że wtymhotelu we wcześniejszej fazie mistrzostw mieszkała inna reprezentacja i nikt nie narzekał. Hotel byłzgranituorazbetonuiwyda-wałosię, że te potężne ściany dadzą ochłodę. Przyszłyjednak upały i jak się to wszystko nagrzało, to ciężko było tam wytrzymać. Zawodnicy nie potrafili w nocy spać, przykrywając sięmokrymiprześcieradłami, a w dzień spędzali czas na basenie. Ostatnie spotkanie o trzecie miejsce graliśmy w Alicante z Francją rozbitą psychicznie po półfinale z Niemcami. Francuzi w dogrywce prowadzili z Niemcami 3:1, a jednak zremisowali ten mecz 3:3 i przegrali w rzutach karnych. Trener Michel Hidalgo w meczu o brąz wystawił zawodników, którzy wcześniej mniej grali, uznając, że będą imponować na boisku świeżością, a przy tym będą bardziej zmotywowani niż ci, którzy tak pechowo przegrali półfinał. Pojedynek lepiej zaczęli Francuzi, ale my później strzeliliśmy trzy gole. Ostatnią naszą bramkę na mundialu zdobył Janusz Kupcewicz, który zmarł w tym tygodniu. To jednak nie był koniec emocji na tymmundialu, bo powrót do kraju też wam dostar-czył dodatkowych „atrakcji". Wylatywaliśmy z Madrytujako ostatnia ekipa grająca w MS, bo przedstawiciel LOT-u spóźnił się do pracy dwie godziny, a my przechodziliśmy te same procedury odprawy na lotnisku, co wszyscy pasażerowie. W końcu wsiedliśmy jednak do samolotu, który przyleciał po nas z Warszawy. Stewardesa pięknie nas wita i mówi: „Gratulujemy sukcesu reprezentacji, przygotowaliśmy dla panów program rozrywkowy i dobre menu". Wystartowaliśmy, ale po chwili rozległ się komunikat: „Proszę ponownie zapiąć pasy, bo podchodzimy do lądowania". Myślałem, że to już początek tego programu rozrywkowego, jakiś kabaret czy coś. Ale samolot zaczął faktycznie lądować, na płycie lotniska pojawiły się wozy strażackie, a pas startowy polano pianą. Okazało się, że jedno koło się nie schowało i pilot liczył, że uderzając nim w ziemię uda się odblokować mechanizm. Tak się jednak nie stało i musieliśmy czekać na drugi samolot, który przyleciał dopiero wieczorem, a my w Warszawie wylądowaliśmy już po 1 w nocy. Na Okęciu mimo wielogodzinnego spóźnienia czekało na nas jednak bardzo wielu kibiców, którzy towarzyszyli nam przez całą drogę do hotelu. Następnego dnia doszło do spotkania całej reprezentacji z generałem Jaruzelskim, choć początkowo nie było ono wcale planowane. To nie był tylko wymysł komunistów. Każda władza świętuje ważne sukcesy ze sportowcami. To dobrze, że potrafi się je docenić, choć akurat my za ten mundial dostaliśmy tylko po kilka tysięcy dolarów. Dziś piłkarz za samo wejście do samolotu lecącego na MŚ dostaje więcej niż my za trzecie miejsce na świecie. Ten medal zdobyliśmy jednak dla siebie i dla polskich kibiców, a nie dla władzy czy generała. ©® Głos Dziennik Pomorza Piątek, 8.07.2022 PULS 11 KSIĄŻKA Komisarz Montalbano jest zatroskany Wydawnictwo Noir Sur Blanc wznawia stare powieści Andrei Camilleriego. Właśnie ukazał się „Pies z terakoty", drugi tom cyklu z komisarzem Montalbano w roli głównej. 0 tyle wart uwagi, że pozbawiony - typowych dla Camilleriego - elementów optymistycznych. Wątek kryminalny łączy się tu z gorzko-ironicznym obrazem sycylijskiej prowincji. Nawet kuchnia schodzi na drugi plan, a przecież wiadomo, że Montalbano lubi sobie podjeść. Oto w miasteczku Vigata dzieją się rzeczy zdumiewające: jeden z mafijnych bossów koniecznie chce się oddać w ręce policji; złodzieje z niezrozumiałych powodów porzucają ciężarówkę z wielkim łupem. Sprawy zaczynają przybierać dramatyczny obrót, kiedy ginie jedyny świadek kradzieży i gdy dochodzi do zamachu na życie „nawróconego" gangstera. Sensacyjny zwrot w śledztwie stanowi odkrycie tajemniczej groty z ciałami zamordowanych kochanków. Znalezione przy nich przedmioty, w tym pies z terakoty, mogą wskazywać na zbrodnię rytualną, badania zaś poświadczają, że do tragedii doszło przed półwieczem. Do akcji rusza więc komisarz i stara się rozwikłać skomplikowaną sprawę przez 26l stron. Bohater Camilleriego, czyli Montalbano, urósł przez lata do miana ikony. Nie tylko kryminalnej, ale i turystyczno-gastro-nomicznej. Np. w sycylijskim miasteczku Punta Secca turyści mogą oglądać dom komisarza, nadmorską restaurację, do której często wpadał, a także znaną z czołówki latarnię morską i dwie plaże. Pierwsza z nich to plaża przy latarni, druga znana jest dziś głównie jako plaża Montalbano, ponieważ stoi tam filmowy dom komisarza. Lokalnym przysmakiem jest tu kanapka pane capuliato. Ca-puliato to pomidory, które są myte, krojone, solone i suszone na słońcu, po czym krojone. Na końcu lądują w marynacie - oliwie z bazylią, oregano, ewentualnie z dodatkiem czosnku lub papryczki chili. Capuliato jest używane głównie do makaronu, chleba lub bruschetty, ale także do przyprawiania nadziewanej focacci typowej dla rejonu Ragusy. 1 jeszcze kilka słów o Camillerim (1925-1919), literackim ojcu chrzestnym Montalbano. Był Sycylijczykiem i - co by było nawet zabawne, gdyby nie było przygnębiające - komunistą. Zajmował się reżyserią teatralną, wykładał na uczelniach teatralnych i filmowych, był autorem wierszy, opowiadań i eksperymentalnych powieści. Pierwsza powieść z Montalbano w roli głównej napisał ponoć w latach 80, ale ukazała się dopiero w 1994 r. Potem cykl rozrósł się do kilkudziesięciu tomów, nie licząc opowiadań. Do tego filmy, seriale i słuchowiska. Można powiedzieć, że dzięki komisarzowi smakoszowi Camilleri wiódł dość luksusowe życie. Być może zapomniał nawet, że jako komunista wierzył w świat bez własności prywatnej, skolektywizo-wany i z zasadą „bogatych na latarnie". Mariusz Grabowski ANDREA CAMILLERI Pies z terakoty „Alfo jul jtodusi tomiki Ar.ćfei Ci mJkflłgo, icww Ich «;<■ wyttteT ttfw York Tm** Andrea Camilleri, „Pies z terakoty", wyd. Noir Sur Blanc, Warszawa 2022, cena 39 zł WIEŚCI NIE z TEJ ZIEMI MARYLA RODOWICZ Zwiedzała Amsterdam W miniony weekend królowa polskiej piosenki wybrała się na zagraniczną wycieczkę. To syn Jędrzej zabrał ją do Amsterdamu. Piosenkarka zamieściła fotorelację z wyprawy na swoim Instagramie. „Amsterdam polecam z czystym sumieniem na weekend, ale nie dłużej. Bardzo urokliwe wycieczki łódkami po kanałach, wąskie uliczki i krzywe domy. Krzywe, bo się przekrzywiły na podmokłych fundamentach" - napisała gwiazda. Wokalistka pokazała też, że odwiedziła słynne studio nagraniowe w Amsterdamie. Czyżby więc nie byłto czysto prywatny wypad? BORYS SZYC Jest dumny Osiemnaście lat temu popularny aktor po raz pierwszy został ojcem. Córka Sonia początkowo wykazywała zainteresowania muzyczne. Borys Szyc często wrzucał na Insta-gram filmiki, na których nastolatka gra i śpiewa. Teraz okazuje się, że jednak poszła w ślady taty. Oboje wystąpili właśnie w filmie „Ryfka". Sonia zagrała tytułową rolę, a Borys - ojca głównej bohaterki. Szyc obwieścił zakończenie zdjęć do filmu wspólnym zdjęciem z córką. „Soniu, jestem z ciebie tak dumny. Pokochała cię cała ekipa i przyjęła do swojej filmowej rodziny. Jesteś utalentowana, pracowita i bardzo skromna. Gratuluję ci i bardzo kocham" - podpisał fotografię w mediach społecznościowych. ELŻBIETA ZAPĘDOWSKA Lubi inne głosy W wywiadzie dla Onetu słynna ekspertka od emisji głosu skrytykowała młode piosenkarki - Kasię Moś i Anię Karwan. - Nikt ich nie pamięta. Starają się być wybitnymi piosenkarkami, popisują się umiejętnościami. Ozdobnik goni ozdobnik. A przecież to w ogóle nie o to chodzi - stwierdziła. W odpowiedzi na te słowa, Kasia Moś powiedziała w „Dzień dobry TVN": - Nie musimy wszystkich cenić i darzyć sympatią czy chwalić, bo może pani Elżbieta lubi zupełnie inne głosy, inne barwy i to też absolutnie rozumiem. Gospodarzem jesiennego wydania „Szansy na sukces' będzie nowy prowadzący - Aleksander Sikora MAGDALENA ZAWADZKA PIOTR KRASKO Odstąpiła miejsce Związek pięknej prezenterki z niemieckim biznesmenem Maksem Gloecknerem nabiera coraz większych rumieńców. Magazyn „Twoje Imperium" poinformował, że para postanowiła razem zamieszkać w apartamencie Zawadzkiej, który od dwóch lat stał pusty. Teraz zakocham wspólnie urządzają w nim miłosne gniazdko. Według informacji tygodnika, Zawadzka postanowiła udostępnić swemu wybrankowi sporo miejsca: zrezygnowała z osobnej garderoby i pozwoliła mu urządzić tam własny gabinet. DANUTA MARTYNIUK Obserwowała syna Daniel Martyniuk wyraźnie się uspokoili powoli układa sobie życie osobiste. Obecnie związany jest z wieloletnią przyjaciółką o imieniu Faustyna. Daniel z partnerką towarzyszyli niedawno matce chłopaka podczas wesela jej chrześniaka. „Młodzi bawili się pod czujnym okiem Danuty, która niegdyś nie darzyła sympatią wybranki syna. Na szczęście tym razem obyło się bez awantur, a widząc, że jedynak się ustatkował, Martyniukowa była w stanie zaakceptować jego dziewczynę i nawet bawić się w jej towarzystwie" - opisuje „Super Express". Trafił do szpitala Ostatnie miesiące są wyjątkowo trudne dla znanego dziennikarza. Najpierw media poinformowały, że mimo odebrania uprawnień, prowadził przez siedem lat samochód, a potem, że nie płacił podatków. Być może wywołany przez to stres sprawił, że Krasko trafił do szpitala. Tygodnik „Na Żywo" donosi, że żona dziennikarza chce, aby bardziej zadbał o swe zdrowie. - Karolina przedstawiła ukochanemu swoje stanowisko. Od tego czasu regularnie upomina Piotra, by zwolnił tempo - powiedział magazynowi przyjaciel rodziny. ALEKSANDER SIKORA Poprowadzi program Telewizja Polska poinformowała na swym Instagramie, że gospodarzem jesiennego wydania „Szansy na sukces", które wyłoniły reprezentanta (lub reprezentantkę) Polski na Eurowizję Junior, będzie nowy prowadzący. Aleksander Sikora jest znany przede wszystkim z „Pytania na śniadanie". Prowadził też kilka wielkich widowisk realizowanych przez TVP -„Letnią trasę Dwójki" i „Sylwestra marzeń", był również komentatorem Eurowizji. „Szansę na sukces. Opole" będzie prowadził nadal Marek Sierocki. HOROSKOP Wodnik (20.01 -18.02) Horoskop dzienny ostrzega, że ktoś może próbować uwikłać Cię w intrygę, a nawet przypisać Ci jej autorstwo. Ryby (19.02-20.03) Wykorzystaj dzień na uporządkowanie wszystkich zaległych spraw. Horoskop na dziś przypomina, że trochę Ci się tego nazbierało... Baran (21.03 -19.04) Mogą spaść na Twoje barki dodatkowe obowiązki. Horoskop dzienny na piątek ostrzega, że niektóre przerosną Twoje możliwości. Byk (20.04-20.05) Horoskop dzienny bardzo wyraźnie zapowiada, że skutecznie stawisz dzisiaj czoła wszelkim przeciwnościom. Bliźnięta (21.05-21.06) Horoskop na dziś zapowiada, że od Twojego zaangażowania będzie zależało powodzenie inicjatyw podejmowanych przez inne osoby. Rak (22.06-22.07) Dzień będzie przypominał scenariusz kina akcji. Horoskop dzienny na piątek wyraźnie wróży, że emocji będzie przy tym co niemiara. Lew (23.07-22.08) Małe nieporozumienie popsuje dzisiaj Twoje relacje z otoczeniem. Horoskop dzienny radzi jak najszybciej wyciągnąć rękę do zgody. Panna (23.08-22.09) Horoskop na dziś mówi, że Twoja kondycja i zdrowie będą w szczytowej formie. Dużo dzięki temu osiągniesz. Waga (23.09-22.10) Spodziewaj się telefonu od osoby, z którą kontakt urwał Ci się dawno temu. Horoskop dzienny na piątek mówi, że usłyszysz ważne słowa. Skorpion (23.10-21.11) Horoskop dzienny mówi, że staniesz przed wyzwaniem, które może być przepustką do kolejnych sukcesów. Strzelec (22.11-21.12) Zainicjujesz przedsięwzięcie, w które zaangażują się inne osoby. Horoskop na dziś zapowiada, że owoce współpracy będą imponujące... Koziorożec (22.12 -19.01) Ktoś będzie próbował wywierać wpływ na Twoje decyzje. Horoskop dzienny na piątek radzi jak najszybciej „spacyfi-kować" te zapędy. Redaktor naczelny Przemysław Szymańczyk. Z-cy red. nacz.: Marcin Stefanowski. Wojciech Frelichowski, Ynona Husaim-Sobecka. Prezes oddziału PiotrGrabowski. Dyrektor biura reklamy oddziału Ewa Żelazko. Dyrektor marketingu RobertGromowski. Redakqa.SŁUPSK, ul. Henryka Pobożnego 19, teł.598488100, redakqagp24@pokkapress.pl, KOSZALIN, ul. Mickiewicza 24, teL943473552.redakqkgk24@polskapress.pl SZCZECIN, Al. Niepodległości26/Ul, teL9148l3300iedalajags24@polskapress.pl. Druk Polska Press Oddział Poligrafia 75-846 Koszalin, Słowiańska 3a. POLSKA PRESS * Wydawca Polska PressSp.zo.o. ul. Domaniewska 45,02-672 Warszawa, tel.222014400.fax: 222014410 Prezes zarządu Tomasz Przybek Członek zarządu Dorota Kania Członek zarządu Małgorzata Skorwider Członek zarządu Miłosz Szulc www.gp24.pl wwwgk24.pl www.gs24.pl © - umieszczenie takich dwóch znaków przy Artykule, w szczególności przy Aktualnym Artykule, oznacza możliwość jego dalszego rozpowszechniania tylko i wyłącznie po uiszczeniu oprfaty zgodnie z cennikiem zamieszczonym nastroniewww.gp24.pl/tresciiwzgodziezpostanowieniamininiejszegoregulaminu. Dyrektor artystyczny Tomasz Bocheński Dyrektor marketingu, Rzecznik prasowy Wojciech Paczyński woKiech.paczynski@polskapress.pl Dyrektor kolportażu Karol Wlazło Agencja AIP kontakt@aip24.pl 12 • krzyżówka Głos Dziennik Pomorza Piątek, 8.07.2022 konkurencja w lekkoatletyce recesja na giełdzie FT drzewo z orzeszkami futrzany szal potrawa mięsna J czynność z tarą ~T~ biblijny prorok środek nasenny wydzielony obszar pro. lo realizacji T nagły rozwoj gospodarczy zyczny tercet rodzaj świecznika T proste lub krzywe Pacyfik ozdobna butelka Ostra w Wilnie niania filmowa rólka najstarszy w rodzie niebieski kwiat polny wyspa koralowa starorzymska suknia Carl Zeiss... konkurent firmy Play wydobywana z odwiertu reprezentacyjny pokoj opracowanie utworu muzycznego letnia moda pseudonim literacki 21 typ orkiestry rozrywkowej męstwo "T- 24 18 etap, stadium pani sprzed wieków 231 19 karabin maszynowy ośla przypadłość Raksa lub Negri gatunek jelenia z Azji zły duch wadowicka rzeka wśród domowego ptactwa —r~ sos Jłomi-orowy grzech T T 16 otula szyję T spis spraw sądowych uciskowa nad krwawiącą raną znak na pięciolinii statek Noego T 12 T T imię Dancewicz, aktorki zamek błyskawiczny ciężkie konie pociągowe Stanisław August Poniatowski paraliż dziecięcy lek przeciwbólowy pospolity gaz szlachetny wynik, rezultat morski skorupiak ziółko, huncwot T metropolia Senegalu T opust, bonifikata poszarpane wybrzeże skała podwodna izraelski parlament pracuje pod wodą —r- rodzinny zdobi czapkę kapitana ~T" w orszaku Dionizosa mityczny ojciec tytanów jarzynowa lub śledziowa —r~ 17 narzędzia do młócki żerdź na wydaniu 25 bawół indyjski (anagram: rani) dawny statek żaglowy katolicki duchowny tajne dOKU- menty —T~ arab-skie imię męskie święty obraz w cerkwi "T" 10 ......................—..................—' §§ komfortowy wagon duchowny buddyjski T „Gdzie jest film dla dzieci —r~ lewy dopływ Renu T naj iężr mei imię Zając, aktork chabeta T miś na eukaliptusie egzotyczne pnącze meander rzeczny T T 13 nieporządek łoskot, stukot pleciuga papla bawełniane płótno T leśna łysina islamski post typJ spod ciemnej gwiazy autor %% zeck" pomieszczenie dla Opla CT1 narciarskie Kubackiego pożywka bakterii schodki na statek japoński pilot-samo-bójca T autko na torze Święty Jerzy dla rycerzy U gra role dramatyczne omasta do potraw T T płynie przez Bydgoszcz subwencja roślina z Tatr pies gończy zydle lub taborety 11 Stra-wiński rodzaj anteny ra-wa Kuchenna przyrząd gimnastyczny styk między neuronami rowek w miłośnik Xmuzy T Irene, grecka aktorka 22 biblijny bratobójca dawny mieszkaniec Hiszpanii żydowski placek cząstka filmu zwierzę z tr« 1 " słoneczny T duzy ssał z Birmy ~r~ miasto Kolumba lider U2 T- niski stół źródłowe jezioro Nilu -~T imię Umer Trzech Krzyży w Warszawie pobory aktora 20 konopie mani-lijskie ogrodzenie wokół chaty 14 epolet, naramiennik letni kapelusz np. keks namaszczenie biskupa szkoda, uszczerbek dodawany do umowy 15 groźny car Rosji kawa marnej jakości szlakowy w osadzie sekrety, tajniki 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 Litery z pól ponumerowanych od 1 do 25 utworzą rozwiązanie - przysłowie szwedzkie. 3I3A? ?IN VZS~IVMai lS3r VMVTS :3INVŻVlMZ0y Litery z pól ponumerowanych od 1 do 25 utworzą rozwiązanie - przysłowie szwedzkie. 3I3A? ?IN VZS~IVMai lS3r VMVTS :3INVŻVlMZ0y