MAGAZYN
Jarosław Wolski: Polska będzie się stawać podmiotem polityki n
• Centralny Szpital Kliniczny, czyli „ognisko zarazy" Solidarności • Patrycja Marko PLi : TELEMAGAZYN z programem TV oraz zapowiedziami najciekawszych
Głos
rrr.
razem
z dodatkami
od
Słupsk.
Akademia Pomorska świętuje 53. rocznicę działalności str.3
I'J
Pomorza
Piątek
10.06.2022
Nr 134 (4682) Nakład: 18.350 egz.
Miastko.
Konferencja ® politycznym starciem
www.gp24.pl l J J
Cena 4,60 zł (w tym 8% VAT) str. 6
Z wokandy.
Proces radnego Kamila B. Zeznawały prezydentki Słupska str. 4
Nr ISSN 0137-9526
9 770137 952053
Nr indeksu348-570
I "
WOJSKO ĆWICZENIA RALY22 NA USTECKIM POLIGONIE
Ostre strzelanie w Ustce
str. 8
Dziś w „Głosie"
Regionów
P»>IŁ 10.06.2022
KAMIEŃ POMORSKI I SZCZECINEK I SZCZECIN SŁAWNO
Pierwszy raz zabił, gdy Marko lvan Rupnik i jego 175 lat tenisa z Bohdanem Miasto, w którym raz
miał 14 lat. Po raz drugi freski w kościele pw. św. I Tomaszewskim w roli : w roku rządzą trąby
- w maju 2021 r. str. 12-13 I Krzysztofa, str. 16-17 I głównej str. 18-19 i puzony str. 20
Ten wspaniały słupszczanin w swoim szalejącym tuk-tuku
Paweł Kopyto na swój pojazd na baterie wydaje miesięcznie 50 złotych. Może na autostradach nie zaszaleje, ale po mieście śmiga gładko.
wa.,3ył to film niemy, dlatego będą napisy po połskuipo litewsku" -mówi Alicja DzisiewiczzMuzeum Adama Mickiewicza w Wilnie. IAR
Partia Republikańska rekomenduje Włodzimierza Tomaszewskiego na miejsca ministra Michała Cieślaka
Piotr Kobyliński, AIP
Warszawa
Zarząd Partii Republikańskiej podjął uchwałę rekomendującą Włodzimierza Tomaszewskiego na miejsce Michała Cieślaka, który w środę podał się do dymisji
Michał Cieślak złożył dymisję z funkcji ministra po tym, jak prezes PiS Jarosław Kaczyński podczas spotkania w Sochacze-
wie powiedział: - Oczekuję, że Michał Cieslakpodasiędo dymisji, a jeśli nie, zostanie odwołany.
Chodzi o wymianę zdań między ministrem w KPRM Michałem Cieślakiem a naczelniczką placówki Agnieszką Głazek. Polityk złożyłnakobietęskaigę, domagając się jej zwolnienia. Według niego, zachowywała się wulgarnie. Ona twierdzi, że żaliła się na drożyznę.
Po krytyce zachowania ministra w mediach prezes PiS we-
zwał do jego dymisji. Cieślak w nocy złożył rezygnację.
Wobec złożonej dymisji Zarząd Kraj owy Partii Republikańskiej podjął uchwałę (...) w sprawie rekomendacji Pana Włodzimierza Tomaszewskiego na stanowisko Ministra - Członka Rady Ministrów.
Włodzimierz Tomaszewski jest posłem Partii Republikańskiej z okręgu łódzkiego, do tej pory pełnił urząd doradcy ministra w zakresie likwidacji barier
rozwoju w samorządzie. Wraz zprof. Michałem Kuleszą współtworzyli reformy samorządowe. Jest byłym prezydentem Łodzi, pełnił fUnkcję wiceministra rozwoju regionalnego, a w 1998 r. był doradcą premiera.
Nie będziemy karać ugrupowania, bo ono tutaj niczemu nie jest winne. Będzie to wyciągnięcie wniosku wobec kogoś,ktosię zachował tak jak polityk, człowiek w randze ministra nie może się tak zachowywać.
DOŁĄCZ DO NAS'ZA KULISAMI
' _owotosssDsaoN:*
TWOJ,NOWY ZESPÓŁ JUZ NA CIEBIE CZEKA
W NOWOCZESNYM MIEJSCU PRACY I KIEROWNIKIEM, KTÓRY CHĘTNIE Cl POMOŻE
Nie potrzebujesz żadnego CV
Odczytaj kod QR
Zostań
pracownikiem
amazon
Aplikuj juź dziś na
pracujwamazon.pl
lub zadzwoń pod
22 307 82 80
10
• ŚWIAT
Głos Dziennik Pomorza
Piątek, 10.06.2022
Duda o rozmowach z Putinem: Czy ktoś rozmawiał z Hitlerem?
Andrzej Grochal
redakcja@polskapress.pl
Musimy zrobić wszystko, by powstrzymać imperialistyczną Rosję, musimy pomóc Ukraińcom w każdy możliwy sposób - oświadczy! Andrzej Duda w rozmowie z, .Bildem".
Andrzej Duda w rozmowie z niemiecką gazetą podkreślił, że Ukraina potrzebuje ciężkiej broni, czołgów. Przypomniał, że za wschodnią granicę wysłaliśmy ponad 240 czołgów, prawie 100 pojazdów opancerzonych i broń - karabiny, amunicję czy rakiety.
- Przekazaliśmy większość uzbrojenia naszej armii. To nie były zapasy, które mieliśmy w magazynie. Nasze czołgi i pojazdy pancerne przekazaliśmy dalej. Wysłaliśmy broń o łącznej wartości 2 miliardów dolarów. Jest to ogromny koszt, ale rozumiemy potrzebę - powiedział prezydent i ponownie zaapelował do wszyst-
Jestem zdumiony wszystkimi rozmowami, które są obecnie prowadzone z Putinem. One są bezużyteczne - powiedział prezydent Andrzej Duda
kich krajów o wysyłanie broni na Ukrainę.
Andrzej Duda odniósł się także do słów kanclerza tego kraju Olafa Scholza, który - przebywając na Litwie - oświadczył, że „nikt nie dostarcza Ukrainie tyle broni, co Niemcy".
- Nie chcę oceniać prawdziwości tych słów. Mogą to zrobić niemieccy politycy i media, mając dostęp do informacji publicznej. JeśliNiemcy rzeczywiście pomagają w takim stopniu, to jako bezpośredni sąsiad mogę tylko powiedzieć, że je-
stem im bardzo wdzięczny -podkreślił prezydent i zaznaczył, że Ukraina potrzebuje ciężkiej broni, zwłaszcza artylerii.
Jednocześnie Andrzej Duda podkreślił, że na razie Niemcy nie przekazały Polsce czołgów, które były obiecane.
- Fałszywa jest informacja, że spodziewalibyśmy się najnowocześniejszych czołgów Le-opard n. To nieprawda. Dla nas to naturalne, że za stare radzieckie czołgi, które dostarczyliśmy na Ukrainę, dostaniemy z Niemiec kilka czołgów Leopard, ale nie te najnowocześniejsze - wyjaśnił.
Andrzej Duda uważa, że część niemieckiej gospodarki nie przejmuje się tym, co dzieje się z Ukrainą, ani tym, co dzieje się z Polską. - Mówią: chcemy robić interesy, zarabiać pieniądze. Chcemy móc robić interesy z Rosją, chcemy sprzedawać nasze produkty. Chcemy kupować tani gaz i importować ropę. Być może ci niemieccy biznesmeni nie wierzą, że armia rosyjska mogłaby odnieść kolejne wielkie zwycięstwo w Berlinie i zająć część Niemiec. My w Polsce wiemy, że jestto możliwe. I dlatego nie ma dla nas „business as usual" - powiedział i ponownie wezwał świat i Europę, by nie było więcej „business as usual" z Rosją.
Andrzej Duda odniósł się także do telefonicznych rozmów prowadzonych przez część zachodnich polityków -w tym kanclerza Olafa Scholza czy prezydenta Francji Emma-nuela Macrona - z prezydentem Rosji Władimirem Putinem. -Jestem zdumiony wszystkimi rozmowami, które są obecnie prowadzone z Putinem. One są bezużyteczne - powiedział prezydent i zaznaczył, że tego typu rozmowy legitymizują jedynie osobę, która jest odpowiedzialna za zbrodnie popełniane przez armię rosyjską na Ukrainie.
- On jest za to odpowiedzialny - to on podjął decyzję o wysłaniu tam wojsk, to jemu podlegają dowódcy. Czy ktoś tak rozmawiał z Adolfem Hitlerem podczas II wojny światowej? Czy ktoś powiedział, że Adolf Hitler musi zachować twarz? Że powinniśmy postępować wtaki sposób, aby nie upokarzać Adolfa Hitlera? Nie słyszałem takich głosów - powiedział.
ŁĄCZYMY WSZYSTKICH
7. EDYCJA KONGRESU 590
WARSZAWA 22-23 CZERWCA 2022
K0MMS5SQ .Pl OOOO©
KONGRES
590
ranem afamrut
Ertea PCE «
BankPekao
@ ' ES
om winna F^pS/U. aariffcuM
^ typunaa \f\p
mezale2n8.pl
Będzie przyspieszenie zakupu sprzętu dla polskie; armii?
AIP, Maciej Białobrzeski
Ukraina
Minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak powiedział, że trwają negocjacje na temat przyspieszenia dostaw amerykańskiego sprzętu wojskowego do PolskL
Polskie Ministerstwo Obrony Narodowej już wcześniej informowało o zakupie nowych czołgów dla polskiej armii. Chodzi między innymi o systemy obrony przeciwrakietowej Patriot, czołgi Abrams, wyrzutnie rakiet HIMARS i samoloty F-35.
Minister Mariusz Błaszczak, który był gościem Programu 1. Polskiego Radia, podkreślił, że obecna sytuacja geopolityczna powoduje duży popyt na broń na rynku międzynarodowym. Rosyjski atak na Ukrainę spowodował dodatkowo przerwanie wielu łańcuchów dostaw i problemy z wypełnieniem kontraktów.
„Jesteśmy zdeterminowani, żeby w jak najkrótszym czasie Wojsko Polskie było wyposażone w jak najlepszą broń. Maksymalnie stawiamy na polski przemysł zbroje-
niowy, a tam, gdzie polski przemysł zbrojeniowy nie jest w stanie wyprodukować broni, która jest potrzebna dla Wojska Polskiego, tam zamawiamy za granicą" - wyjaśniał minister Mariusz Błaszczak.
Współpraca z Koreą
Południową
Gość Sygnałów Dnia dodał, że Polska będzie w tym względzie ściśle współpracowała również z Koreą Południową, która dysponuje bardzo dobrą bronią i ma duży potencjał produkcyjny i technologiczny. Minister Mariusz Błaszczak mówił w tym kontekście między innymi o ar-matohaubicach Krab, które obecnie produkowane są w Polsce na licencji koreańskiej.
„Tu jest duża możliwość współpracy, tym bardziej że ten sprzęt, którym dysponują siły koreańskie, jest sprzętem interoperacyjnym, bardzo pasującym do sprzętu amerykańskiego" - powiedział minister Mariusz Błaszczak.
Na przełomie maja i czerwca szef MON odwiedził Koreę Południową, gdzie prowadził rozmowy na temat zakupu nowoczesnego sprzętu
wojskowego, między innymi czołgów K2 oraz nowoczesnych myśliwców, które miałyby zastąpić samoloty rosyjskiej produkcji. W wywiadzie dla niemieckiego „Bilda" prezydent Andrzej Duda powiedział, że mowa o zakupie około 300 czołgów z Korei Południowej.
Polskie czołgi
na Ukrainie
Ukraińcy natomiast chwalą czołgi, jakie Polska przekazała tamtejszej armii.
- To jak porównać Mercedesa z Ładą, to jest Mercedes! - zachwalał na nagraniu czołg jeden z żołnierzy. Zmodyfikowane polskie czołgi były głównie chwalone za termo-wizję i wzmocniony silnik.
Polacy przekazali Ukraiń-comczołgi T-72M1 i T-72M1R na przełomie kwietnia i maja. Sprzęt niemal natychmiastowo został wysłany do walki. Już 2 maja profil Ukrainę Weapons Tracker opublikował nagranie z czołgami w akcji, okraszone komentarzem, że „są już w drodze na front". Szacuje się, że Polska mogła przekazała łącznie 472 czołgi T-72M1 i T-72M1R Ukrainie.
KOSZALIN, SŁUPSK, SZCZECIN
KAMIEŃ POMORSKI SZCZECINEK
Pierwszy raz zabił, gdy Marko lvan Rupnik i jego
miał 14 lat. Po raz drugi freski w kościele pw. św.
- w maju 2021 r. str. 12-13 Krzysztofa, str. 16-17
SZCZECIN
75 lat tenisa z Bohdanem Tomaszewskim w roli głównej str. 18-19
SŁAWNO
Miasto, w którym raz w roku rządzą trąby i puzony str. 20
Ten wspaniały słupszczanin w swoim szalejącym tuk-tuku
Paweł Kopyto na swój pojazd na baterie wydaje miesięcznie 50 złotych. Może na autostradach nie zaszaleje, ale po mieście śmiga gładko, str. 15
12
• HORROR
Głos Dziennik Pomorza
Piątek, 10.06.2022
Tylko raz się zawahał - gdy mia
Duszenie pokazał be2
- Do tego podejrzany opowiedział nam o rzeczach, o których tylko sprawca morderstwa mógł wiedzieć - dodaje Brze-zowski.
Chodzi o sznurowadło i but dziewczynki. Zostały znalezione kilkanaście metrów od miejsca zabójstwa. Zostawił je tam sprawca i tylko on mógł wskazać, gdzie leżą.
But Sylwii został jednym z dowodów przeciwko Dawidowi, ale wcześniej skierował uwagę śledczych na inne tory. Na początku śledztwa jedna z wersji morderstwa dotyczyła bowiem seryjnego mordercy. A to właśnie przez but, którego przez pewien czas policjanci nie mogli znaleźć. Buta nie było także przy zwłokach innej dziewczynki, ofiary zabójstwa w Szczecinie sprzed kilku lat. Sprawcy nigdy nie odnaleziono. Dlatego pojawiła się wersja o seryjnym zabójcy. Po odnalezieniu buta Sylwii - upadła.
Zeznania, które Dawid złożył po przyznaniu się do winy, są wstrząsające. Twierdzi, że już kilka lat wcześniej współżył z koleżankami. Mieli to robić obok krzyża stojącego przy głównej drodze w Sulikowie. Opisuje też, jak z kolegami znęcał się nad zwierzętami.
- Gdy Sylwia nie chciała się kochać, zacząłem ją dusić. Potem się przestraszyłem i dusiłem coraz bardziej - opowiadał.
Poprawczak
1 nadzieja matki
2 marca2007r. sąd w Świnoujściu decyduje, że Dawid J. ma trafić do poprawczaka i pozostać tam, aż skończy 21. rok życia. To najsurowsza kara dla nieletniego przestępcy. Proces toczył się za zamkniętymi drzwiami. Dawid wysłuchał wyroku z kamienną twarzą. Zareagował dopiero wówczas, gdy dziennikarz zapytał go, dlaczego zabił. Wtedy brutalnie, bez słowa, wytrącił mu z ręki mikrofon.
- Po wejściu z ofiarą w pole rzepaku, siłą dążył do odbycia stosunku - mówiła sędzia Irena Postoła. - Potem dusił ją obiema rękoma i zatykał usta.
Na rozprawę przyszła mama Dawida J. Nie zamieniła z synem ani słowa. W przerwie podała mu reklamówkę z jedzeniem.
- Mam nadzieję, że przez te lata w zakładzie poprawczym zastanowi się nad tym, co zrobił, że się zmieni - powiedziała wyraźnie załamana.
Mariusz Parkitny
Kamień Pomorski
Oddział szpitalny aresztu śledczego. To tu lekarze obserwowali zachowanie Dawida J., aby ustalić, czy jest poczytalny. Niewykluczone, że był to ich najtrudniejszy pacjent-zabójca.
Pierwszy raz zabił, gdy miał czternaście lat. Szybko okrzyknięto go wtedy najmłodszym zabójcą na tle seksualnym w Europie. Potem z problemami, ale zaczął ukłr c sobie życie. Aż przyszedł 24 maja 2021 r. Dawid miał już 29 lat, a jego druga ofiara tylko osiemnaście. Czemu zabił drugi raz?
Na to pytanie odpowiedzi szuka od miesięcy prokuratura w Kamieniu Pomorskim. Czeka na opinię z wielotygodniowej obserwacji sądowo-psychiatrycznej Dawida J. Od jej wyników zależy, czy podejrzany będzie mógł stanąć przed sądem. Wiele wskazuje na to, że biegli uznają go za po-czytalnego.
Pierwsza ofiara.
Wiedzieli od razu
Rok 2006. Sulikowo. Niewielka miejscowość pod Kamieniem Pomorskim. Od pięćdziesięciu dni policjanci szukają zabójcy 13-let-niej Sylwii. Ciało dziewczynki znaleziono na polu. Sprawca zgwałcił ją i udusił. Podejrzenia dość szybko padły na rówieśnika ofiary, mieszkańca Sulikowa.
- Od początku podejrzewaliśmy Dawida - tłumaczył wtedy Jarosław Przewoźny, szef kamieńskiej prokuratury. - Jednak nie mieliśmy dowodów. Nie mówiliśmy o tym, bo baliśmy się samosądu we wsi.
W końcu Dawid przyznał się do winy.
Sylwia C. była sąsiadką Dawida. Dwa dni przed końcem roku szkolnego oboje wracali z lekcji. Kilkaset metrów od domu Dawid zaciągnął dziewczynkę na przydrożne pole rzepaku. Tam zgwałcił i udusił. Ciało przysypał ziemią. Dzień później zwłoki znalazł szukający Sylwii strażak.
Przez prawie dwa miesiące Dawid zwodził policję. Twierdził, że dziewczynka wsiadła do auta na zagranicznych numerach rejestracyjnych. Potem zrzucił winę na ojca, który był skazany za pedofilię.
Po zabójstwie Magdy ulicami Gryfic przeszedł marsz przeciwko przemocy zorganizowany przez uczniów z jej szkoły - Liceum Ogólnokształcącego z Oddziałami Dwujęzycznymi w Gryficach
Wizja, która wstrząsnęła nawet policyjnymi wygami
Nawet doświadczeni policjanci byli wstrząśnięci, gdy 13-letni Dawid opowiadał podczas wizji lokalnej, jak zabił swoją koleżankę. Zawahał się tylko raz. Gdy na manekinie miał pokazać, w jaki sposób zgwałcił Sylwię.
- Było mu chyba głupio położyć się na manekina, gdy patrzyło na to tylu funkcjonariuszy. Jednak sposób duszenia i całą akcję pokazał bez mrugnięcia okiem - mówili kamieńscy policjanci.
Dawid J. został zatrzymany dokładnie pięćdziesiąt dni po śmierci Sylwii. Według mieszkańców Sulikowa chłopak zachowywał się w tym czasie zwyczajnie.
- Nie było po nim widać, że może mieć coś wspólnego z tym zabójstwem. Chodził po wsi, grał z nami w piłkę -opowiadał Krzysiek, który w wakacje odwiedza rodzinę w Sulikowie. - Był taki jak my.
Rodzice Dawida przeprowadzili się do Sulikowa kilkanaście lat temu. Wcześniej mieszkali pod Golczewem. Dawid ma trzy siostry. W szkole powtarzał dwa razy tę samą klasę.
- To nie było tak, że to był jakiś chuligan. Jak każdy chłopiec w jego wieku broił, ale nie były to jakieś straszne rzeczy. Aż do chwili, gdy dowiedzieliśmy się, że jest podejrzewany o zabójstwo - mówiła mieszkanka Sulikowa.
We wsi są też jednak tacy, którzy od chwili śmierci Sylwii od razu podejrzewali Dawida. Jedną z takich osób był ojciec zabitej dziewczynki.
- On za nią chodził od dawna - mówił w dniu znalezienia ciała.
Miał też pretensje do policji, że źle prowadzi śledztwo.
- Rozumiemy rozpacz rodziców, ale czynności na miejscu zbrodni musiały trwać. Dzięki temu udało się zebrać materiał dowodowy, który wskazał podejrzanego - tłumaczył kom.
Krzysztof Sito z kamieńskiej policji.
Śledztwo z asem w rękawie i but,
który namieszał
Policjanci wiedzieli, co robią. Z czasem okazało się, że gdyby nie ich świetne przygotowanie do tej sprawy Dawid prawdopodobnie nigdy nie przyznałby się do winy.
Podczas przesłuchania konsekwentnie zaprzeczał, że ma coś wspólnego z zabójstwem. Był pewny siebie i według policjantów nawet arogancki. Śledczy mieli jednak asa w rękawie. Z wcześniejszych ustaleń śledztwa odtworzyli z dokładnością co do minuty całą drogę Dawida i Sylwii ze szkoły w Gostyniu do Sulikowa.
- Gdy przedstawiał nam swoją wersję wypadków, my udowadnialiśmy mu, że to nieprawda. W pewnym momencie pękł i przyznał się do winy -mówił mł. insp. Bogusław
Brzezowski z kamieńskiej policji.
To właśnie Brzezowski stał na czele siedmioosobowej grupy powołanej do odszukania zabójcy Sylwii. W skład zespołu wchodzili najlepsi policjanci z Kamienia i Komendy Wojewódzkiej Policji w Szczecinie. Policjantom pomógł też psycholog, który bardzo dobrze opracował portret psychologiczny sprawcy. Szczegóły raportu psychologa są tajne. Wiadomo jedynie, że jest on miażdżący dla Dawida.
Materiał dowodowy, o którym mówi kom. Sito, to głównie ślady biologiczne ofiary i sprawcy. Na bluzie Dawida odkryto DNA Sylwii. Ślady na pewno pochodziły z dnia zabójstwa. Wcześniej przez kilka tygodni oboje nie kontaktowali się ze sobą. Gdy sprawca dusił dziewczynkę, ona próbowała się bronić. Stąd ślady jej śliny znalazły się na bluzie Dawida. Jego DNA odkryto również w narządach rodnych Sylwii.
Głos Dziennik Pomorza
Piątek, 10.06.2022
HORROR •
13
upozorować gwałt na manekinie, mrugnięcia okiem
- Dwa tygodnie myślałem, co powiem na jego obronę. Nie mam żadnego argumentu -mówił wtedy mecenas Jerzy Nowicki. - To była tylko obrona formalna. Pilnowałem, czy proces przebiega zgodnie z prawem.
Tej przepustki brata
siostra nie zapomni
Przez pierwsze miesiące pobytu w poprawczaku Dawid J. nie sprawiał większych kłopotów. W połowie maja 2009 r. uciekł jednak z ośrodka w Świdnicy. Wykorzystał fakt, że pracował na zewnątrz. Został złapany we Wrocławiu, zaraz po tym, jak grożąc nożem, okradł młodą dziewczynę.
Zanim do tego doszło, wychodził na przepustki za dobre sprawowanie i wyniki w nauce. Na jednej z takich przepustek, w 2008 r., molestował młodszą siostrę.
2 marca 2007 r. sąd rodzinny zdecydował, że 14-letni Dawid J. trafi do zakładu poprawczego za zabójstwo 13-letniej koleżanki ze szkoły. Rok temu mężczyzna znów zabił. Tym razem grozi mu dożywocie
- Sąd w Kamieniu Pomorskim uznał, że nieletni dopuścił się czynu karalnego, nie mając jeszcze skończonych 16 lat -mówiła wtedy sędzia Elżbieta
Zywar, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Szczecinie.
Kulisy przestępstwa są wstrząsające. Jak się okazało, pojechał z siostrą na wycieczkę
Solar Eko Instal to nowoczesna firma instalacyjna z siedzibą w Wąsoszu, zajmująca się pracamisanitarnymi. hydraulicznymi, wentylacyjnymi.
SZUKAMY
MONTEROW
chętnych do podjęcia zleceń w Niemczech
Nasze doświadczenie i profesjonalizm są gwarancją sukcesu.
Miejsce pracy: Hamburg, Hannover, Lubeka, Schwerin,
Frankfurkt nad Niemnem. Duesseldolf, Lipsk, Stuttgard.
WYMAGANA WŁASNA DZIAŁALNOŚĆ GOSPODARCZA POLSKA LUB NIEMIECKA
ZAKRES ZADAŃ:
- montaż instalacji i urządzeń w budynkach mieszkalnych
i przemysłowych.
- montaż instalacji sanitarnych i grzewczych.
- presowanie rur.
- instalacja rur HT i SML,
- biały montaż.
WYMAGANIA:
- doświadczenie w zawodzie minimum 2 lata
(z kwalifikacjami zawodowymi lub bez),
- praca na podstawie rysunku technicznego,
- znajomość języka niemieckiego nie jest wymagana, ale mile widziana i dodatkowo wynagradzana,
- prawo jazdy kategorii B
i samochód mile widziane.
OFERUJEMY:
- długoterminową współpracę, ciągłość zleceń.
- terminowe wypłaty co dwa tygodnie,
- prace w polskich zespołach,
- dobre i stabilne warunki pracy,
- dostęp do profesjonalnych narzędzi,
- pomoc w znalezieniu zakwaterowania,
- możliwość pobrania zaliczki,
- stała opiekę z naszej strony
KONTAKT: +48 661-396-091
rowerową do lasu. Tam zaspokajał się, trzymając przyrodzenie przy intymnej części ciała dziewczynki.
Sprawa wyszła na jaw, gdy policję zawiadomili zaniepokojeni zachowaniem dziewczynki nauczyciele. Potem okazało się, że dziewczynkę molestował także inny mężczyzna.
Kamieński sąd, uznając, że Dawid J. jest winny molestowania, nie wymierzył mu jednak kary. Miał tó zrobić dyrektor poprawczaka w Świdnicy.
- Ze względu na wiek nieletniego nie stosuje się kar przewidzianych w Kodeksie karnym -tłumaczyła sędzia Zywar.
Po wyjściu z zakładu poprawczego, Dawid J. wrócił do Sulikowa. Poznał dziewczynę, mają dwoje dzieci. Próbował sobie ułożyć życie. W tym czasie policja nie odnotowała żadnych spraw z nim związanych.
Aż przyszedł maj 2021 r.
Magda wsiadła do auta i już nie wróciła
18-letnia Magda M. była uczennicą drugiej klasy w Liceum Ogólnokształcącym z Oddziałami Dwujęzycznymi im. Bolesława Chrobrego w Gryficach. Mieszkała w Swiń-cu, małej miejscowości pod Kamieniem Pomorskim. W maju 2021pojechała skuterem na zakupy dla dziadków. Gdy po kilku godzinach nie wróciła do domu, rodzina zawiadomiła policję.
Jednoślad udało się odnaleźć pod sklepem. Przez tydzień policjanci przeczesywali las między miejscowościami Świniec i SulikowO. Ciało dziewczyny znaleziono w niedzielę. Lekarz, który dokonał oględzin, nie miał wątpliwości, że 18-latka została zabita.
Na nagraniu z monitoringu, który zdobyła policja, widać, że Magda wsiada do samochodu. Jej skuter prawdopodobnie nie
chciał odpalićiskorzystałaztzw. okazji. W miasteczkach powiatowych to normalna sprawa. Kilka godzin przed znalezieniem ciała, policjanci zatrzymali kierowcę auta, mieszkańca Sulikowa. Tobył29-letniDawid J.
- Wyjechała koło dziewiątej, rozmawiałam z nią jeszcze, bo miała mi zakupy zrobić. Weszła do tego sklepu, potem poszła do tego skutera i już go nie mogła zapalić - opowiada babcia Magdaleny.
- On powiedział, że jej pomoże, że ją odwiezie, a ona skorzystała z tej jego pseudopo-mocy. I to ją zgubiło, ta ufność do dnigiego człowieka - dodaje Jolanta Folwarska, dyrektorka LO w Gryficach, gdzie uczyła sięi8-latka.
Podczas wizji lokalnej Dawid J. pokazał, jak udusił Magdę. Tak samo, jak 15 lat wcześniej Sylwię. Nie wiadomo, dlaczego znów to zrobił. Grozi mu dożywocie. ©®
MATERIAŁ INFORMACYJNY Viva Musie
PmKFLOYc!
> HISTCRV
Po sukcesie trasy koncertowej w Polsce w 2020 roku, tuż przed ogłoszeniem pandemii, PINK FLOYD HISTORY powraca, aby ponownie spotkać się z polską publicznością. Jeżeli nie znacie tego zespołu, to zapytajcie o wrażenia tych, którzy to widzieli i słyszeli. PINK FLOYD HISTORY to spektakularny projekt multimedialny, który zabiera widzów w magiczną podróż w czasie, na wędrówkę przez pięćdziesiąt lat historii jednego z najwybitniejszych zespołów muzyki rockowej w dziejach - PINK FLOYD.
PINK FLOYD HISTORY odtwarza muzyczną karierę legendarnego zespołu od psychodelicznych brzmień z początków istnienia aż po dojrzałe kompozycje z nurtu rocka progresywnego, które powstawały w najlepszym okresie istnienia zespołu PINK FLOYD. Na koncercie usłyszymy najbardziej znane utwory takie jak: MONEY, WISH YOU WERE HERE, DARK SIDE OF THE MOON, THE WALL i wiele innych.
Muzyce towarzyszy multimedialny pokaz obrazów i świateł, które uzupełniają doznania muzyczne i tworzą niezapomniane przeżycia. PINK FLOYD HISTORY jest określany mianem jednego z najlepszych TRIBUTE BAND-ów i ma swoją grupę fanów w całej Europie. Zespół tworzą muzycy z Włoch, których połączyła wspólna pasja do grania muzyki PINK FLOYD na najwyższym, artystycznym poziomie. PINK FLOYD HISTORY to wydarzenie, które nie tylko warto zobaczyć i posłuchać, ale przede wszystkim warto doświadczyć. Nie powinno Was tam zabraknąć.
14
DMUCHAJ NA ZIMNE
Głos Dziennik Pomorza
Piątek, 10.06.2022
Andrzej Gurba
Polska
Rozmowa z Maridem Niechciałem. r^łnnlriwn gara^-du Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego, odpowiedzialnym za obszar tu-rystykL
Przed nami wakacje. Po długim okresie obostrzeń rondowych, Polacy zapewne ruszą do biur podróży, aby upolować wymarzony urlop. Niestety, zdarza się, że zamiast wakacji jest płacz i strata dużych pieniędzy, jak w przypadku wyjazdów za pośred-nictwem „Wojtka z Zanzibaru". Jak zabezpieczyć się przed takimi przykrymi niespodziankami?
Każdy podróżny korzystający z zorganizowanych wyjazdów turystycznych powinien sprawdzić, czy w razie problemów organizatora będzie mógł liczyć na zwrot wpłaconych pieniędzy. Będzie to możliwe tylko wtedy, gdy przedsiębiorca turystyczny spełnił wymogi ustawowe, czyli uzyskał wpis do Centralnej Ewidencji Organizatorów Turystyki i Przedsiębiorców Ułatwiających Nabywanie Powiązanych Usług Turystycznych, a także widnieje w niej jako aktywny podmiot oraz posiada zabezpieczenia na wypadek niewypłacalności.
Gdzie można sprawdzić organizatorów turystyki?
Informacje na temat organizatorów turystyki oraz przedsiębiorców ułatwiających nabywanie powiązanych usług turystycznych można uzyskać bezpłatnie i bez pozostawiania danych osobowych na stronie internetowej tfg.ufg.pl po skorzystaniu z wyszukiwarki w zakładce „Ewidencja". Wystarczy wpisać tam nazwę biura podróży, którą zwykle można znaleźć na jego stronie internetowej lub we wzorze umowy. W przypadku podobnych nazw upewnijmy się, które z widniejących w ewidencji biur jest tym właściwym. W ewidencji podróżny znajdzie takie informacje, jak status przedsiębiorcy (powinien być aktywny), wysokość i okres obowiązywania zabezpieczenia finansowego oraz nazwę podmiotu, który go udzielił, a także terytorialny zakres działalności.
Zamiast wakacji życia, płacz i strata pieniędzy
Czy na rynku mogą działać podmioty zajmujące się organizowaniem wyjazdów turystycznych, które nie podlegają obowiązkowemu wpisowi do urzędowego rejestru organizatorów turystyki? A jeśli tak, jakie jest ryzyko dla turystów?
Zgodnie z prawem, podmioty zajmujące się organizowaniem wyjazdów turystycznych nie mogą prowadzić takiej działalności bez spełnienia wymogów ustawowych, czyli uzyskania wpisu do ewidencji oraz posiadania zabezpieczeń finansowych chroniących ich klientów w razie niewypłacalności. Podmioty, które prowadzą taką działalność bez spełnienia tych wymogów, działają nielegalnie, a ich klientów nie chroni system zabezpieczeń w turystyce. Przestrzegamy przed korzystaniem z usług takich podmiotów - w razie kłopotów może to oznaczać utratę wpłaconych pieniędzy i konieczność dochodzenia roszczeń na drodze sądowej, a często te przedsiębiorstwa nie mają majątku pozwalającego na zaspokojenie roszczeń klientów.
Na co turyści powinni zwrócić szczególną uwagę przy podpisywaniu umowy?
Po pierwsze, sprawdzamy na portalu TFG, czy biuro podróży działa legalnie. Ważne, aby sprawdzić, czy wybrana impreza jest zgodna z terytorialnym zakresem działalności tego biura. Tylko wtedy nasze pieniądze są chronione. Po drugie, sprawdzamy, czy nasza umowa jest umową o imprezę turystyczną, czyli obejmuje co najmniej dwie usługi turystyczne, np. nocleg i transport. Jest to ważne,
gdyż system zabezpieczeń nie obejmuje pojedynczych usług, np. biletu lotniczego kupionego wbiurze podróży. Po trzecie, sprawdzamy ubezpieczenie kosztów leczenia i od następstw nieszczęśliwych wypadków. Należy zastanowić się, czy sumy ubezpieczenia są adekwatne do naszych potrzeb, czy może warto wykupić dodatkowe ubezpieczenie.
Jak pan wspomniał, impreza turystyczna to połączenie co najmniej dwóch różnych rodzajów usług turystycznych na potrzeby tej samej podróży
Marek Niechciał, członek zarządu Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego odpowiedzialny za obszar turystyki
lub wakacji (np. rezerwaqa lotu i zakwaterowania w hotelu). Ma ona znaczenie z punktu widzenia odpowiedzialności organizatora turystyki, gwarancji ubezpieczeniowych. Proszę o szczegółowe wyjaśnienie.
Przy zawieraniu umowy z to-uroperatorem podróżni powinni upewnić się, że dotyczy ona imprezy turystycznej lub powiązanych usług turystycznych i że w jej cenę wliczona jest składka na TFG. Ochrona funduszu obejmuje bowiem wyłącznie imprezy turystyczne oraz powiązane usługi turystyczne. Z nimi mamy do czynienia wówczas, gdy przedsiębiorca turystyczny ułatwia podróżnym nabywanie dodatkowych usług przy okazji jednego kontaktu z jego punktem sprzedaży lub kieruje ich do innego przedsiębiorcy oferującego takie usługi. Na przykład gdy przy zakupie biletów lotniczych u danego przedsiębiorcy proponuje on klientowi także wynajem auta lub rezerwację noclegów za pośrednictwem innego przedsiębiorcy. W ofercie wielu biur podróży znajdują się natomiast pojedyncze usługi (np. pobyty w zagranicznych hotelach,
do których trzeba dotrzeć we własnym zakresie) i jeżeli w umowie lub w Ogólnych Warunkach Uczestnictwa nie określono wyraźnie, że dotyczy ona imprezy turystycznej lub powiązanych usług turystycznych w rozumieniu ustawy, to w razie zgłoszenia niewypłacalności klienci nie będą objęci ochroną dwufila-rowego systemu zabezpieczeń.
Czym jest Turystyczny Fundusz Gwarancyjny?
Każdy organizator turystyki oraz przedsiębiorca ułatwiający nabywanie usług turystycznych musi posiadać zabezpieczenie w postaci np. gwarancji bankowej lub ubezpieczeniowej (tzw. pierwszy filar ochronny). W przypadku niewypłacalności takiego przedsiębiorcy turyści w pierwszej kolejności otrzymują zwrot środków z pierwszego filaru. Zdarzały się jednak w przeszłości takie sytuacje, kiedy suma gwaranq'i była niewystarczająca. Dlatego w 2016 roku powstał Turystyczny Fundusz Gwarancyjny, stanowiący drugi filar ochronny. TFG wypłaca środki w przypadku niewypłacalności przedsiębiorcy tu-
rystycznego oraz wyczerpania zabezpieczenia finansowego z pierwszego filaru. Daje gwarancję ochrony 100 procent środków wpłaconych przez podróżnych na poczet imprezy turystycznej, gdyż nie ma limitu wysokości ochrony.
Jak działa Turystyczny Fundusz Gwarancyjny?
TFG obsługiwany jest przez Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny. Przedsiębiorcy turystyczni są zobowiązani odprowadzać składkę na TFG od każdego uczestnika imprezy turystycznej. Co ważne, w przypadku niewypłacalności biura podróży, wnioski o zwrot całości lub części wpłaconych pieniędzy albo kosztów samodzielnej organizacji powrotu należy składać do podmiotu udzielającego zabezpieczenia wpierwszym filarze (banki, towarzystwa ubezpieczeniowe - dop. redakcji). TFG nie przyjmuje takich wniosków Jeżeli zabezpieczenia z pierwszego filaru okażą się niewystarczające, dokumentacja zostaje przekazana do TFG, który dokonuje wypłaty.
O TYM PISALIŚMY
Jak należy postępować, jeśli nie dojdzie do wyjazdu albo też przebiega on niezgodnie z zapisami umowy?
Wszelkie niezgodności należy wyjaśniać z przedstawicielem organizatora, możemy także skorzystać z pomocy powiatowego lub miejskiego rzecznika konsumentów albo organizacji konsumenckiej. Natomiast jeśli dojdzie do niewypłacalności, osoby będące na wyjeździe również w pierwszej kolejności powinny kontaktować się z przedstawicielem organizatora. Gdy jest on nieuchwytny, powrót do kraju organizuje marszałek województwa, w którym siedzibę ma biuro podróży. Jeśli jeszcze nie wyjechaliśmy na imprezę, należy nam się zwrot całości środków. Robi to gwarant z tzw. pierwszego filaru, czyli bank lub ubezpieczyciel na wniosek niedoszłego podróżnego. Gdy gwarantowi zabraknie środków, resztę pieniędzy otrzymamy z Turystycznego Funduszu Gwarancyjnego.
©®
Iza i Tomek pokochali raj na ziemi, lecz przyszedł Wojtek i zepsuł ich Zanzibar
W „Tygodniku Regionów" 6 maja opisaliśmy historię Izy i Tomka z Pomorza, którzy chcieli wypocząć na rajskiej wyspie, korzystając z usług znanej w całej Polsce firmy Wojtek z Zanzibaru. Pierwszy ich pobyt tam na przełomie grudnia i stycznia 2020-2021 był udany. Wykupili więc następną wycieczkę, miała odbyć się w marcu tego roku. Została odwołana. Iza i Tomek stracili około 20 tysięcy złotych. Wobec Wojtka z Zanzibaru 5 kwietnia tego roku Prokuratura Regionalna w Gdańsku wszczęła postępowanie w sprawie doprowadzenia szeregu osób do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w związku z organizowaniem imprez turystycznych oraz wprowadzaniem w błąd co do zamiaru zbycia nieruchomości położonych na Zanzi-barze. W związku z zawiadomieniem ministra sportu i turystyki postępowanie wszczęte jest także w sprawie prowadzenia działalności w zakresie organizowania imprez turystycznych lub ułatwiania nabywania powiązanych usług turystycznych bez wymaganego wpisu, a następnie, pomimo orzeczenia zakazu takiej działalności, dalsze jej prowadzenie.
Głos Dziennik Pomorza
Piątek, 10.06.2022
A TO CIEKAWE#
15
Easy Rider na baterie.
Jazda przez miesiąc kosztuje 50 złotych
Alek Radomski
Słupsk
Cena benzyny zmusza do pozostawienia auta pod domem? Jest alternatywa. Dziarską rikszą śmiga po ulicach pan Paweł. Zamienił zbiornik paliwa na baterie i samochód na tuk-tuka.
Wbrew pozorom jest wygodnie, a miejsca na tylnym siedzeniu więcej niż w maluchu. Co prawda podczas jazdy wszystko trzeszczy, bo jest niedopasowane, wręcz siermiężne. Pojazd spełnia jednak swoją rolę i tak jak król polskich szos PRL-u przewozi pięć osób z punktu A do punktu B.
Tuk-tuk to nic innego jak riksza. Jednak ta, którą można zobaczyć na słupskich ulicach, nie jest zasilana silnikiem spalinowym. Pan Paweł to od pół roku szczęśliwy właściciel trójkołowca z napędem elektrycznym. Wyboru dokonał z premedytacją i po długim namyśle. Po pierwsze, na stacjach paliw tankował coraz to droższą benzynę. Po drugie, zaniepokoiły go relacje z września ubiegłego roku, kiedy media straszyły brakiem paliw na angielskich stacjach.
- Zmusiło mnie to do refleksji - przyznaje Paweł Kopyto, z zamiłowania muzyk w zespole Kalamarapaksa i właściciel tuk-tuka. - Zastanawiałem się, co będzie, jeśli paliwa zabraknie, a auto będę zmuszony zostawić pod domem. Zacząłem przeszukiwać strony internetowe, analizować różne opcje. Po ośmiu miesiącach, przez przypadek, natknąłem się na firmę, która oferowała właśnie tuk-tuka. Najpierw się uśmiałem, ale pojechałem
Paweł Kopyto nie musi przejmować się rosnącymi cenami benzyny
na Hel, gdzie pokazano mi ten pojazd. Przejechałem się, fizycznie dotknąłem i doznałem ciężkiego szoku. Postanowiłem, że go kupuję.
Niebiesko-biały tuk-tuk kosztował niespełna 9 tys. zł i na Pomorze przyjechał ze Śląska. Na południu był pojazdem pokazowym. Lekkie zadrapania, a właściwie ślady używalności, dodają mu tylko uroku. Azjatycki dyliżans na baterie od razu rzucony został na głęboką wodę, bo nowe życie roz-
począł 13 grudnia od codziennych tras po Słupsku do pracy i na zakupy. Przeżył więc po-śniegowe błoto, śliską nawierzchnię, wichury i mróz. Jak zapewnia właściciel, sprawdził się. Co więcej, zyskał co nieco na wyposażeniu.
Uzbrojony w grill rodem z BMW naprzodzie (to wyposażenie fabryczne) tuk-tuk otrzymał nowy zegar, ogrzewanie i przede wszystkim panel foto-woltaiczny zamontowany na dachu, który zasila baterie
w słoneczne dni. Trafił tam po miesiącu użytkowania, zaspokajając od tamtej pory około 30-35 proc. zapotrzebowania na energię. Reszta mocy potrzebnej do rozpędzenia tej budy na trzech kołach pochodzi z domowego gniazdka.
- Co na to żona? Na początku była nastawiona sceptycznie. Zdanie zmieniła, kiedy przyszedł pierwszy rachunek za prąd - wspomina pan Paweł. -Jeżdżę tym pojazdem tak jak wcześniej samochodem. Poko-
nuję około tysiąca kilometrów miesięcznie. Według moich obliczeń, taki dystans tuk-tukiem kosztuje nas około 50 złotych. To spora oszczędność. Oczywiście można doszukiwać się mankamentów. Chciałoby się też poruszać szybciej. Jednak w ruchu miejskim wyższe prędkości nie są potrzebne.
Fabryczna prędkość w przypadku tego elektryka to 25 km/h. Bezszczotkowy silnik ma jednak tendencję do tego, aby licznik pokazał więcej.
Tuk-tuk to pojazd wolnobieżny i w eksploatacji przypomina bardziej skuter niż auto. Ma dach, drzwi, a nawet niewielki bagażnik. Jest też koło zapasowe, dzienny licznik kilometrów, są opuszczane na korbkę szyby, kierunkowskazy, światła oraz kamera cofania. Zamiast okrągłej kierownicy, jest taka jak w rowerze, gdzie obok manetki gazu znajduje się przełącznik1 biegów. Do wyboru są trzy. Posadowiona na ramie konstrukcja tylko pozornie wydaje się niestabilna.
Zasięg rikszy to według producenta 80 km. W zupełności wystarcza do codziennego poruszania się, a nawet na wypad za miasto. Tuk-tuk radzi sobie, jadąc pod górę do podsłupskiego Głobina i Redzikowa. Był też na wycieczce w Ustce i wybiera się do Darłowa.
Obok niskich kosztów eksploatacji są też inne plusy. Azjatycka riksza nie wymaga rejestracji. Nie ma więc tablic czy dowodu rejestracyjnego, no i obowiązkowych przeglądów. Tuk-tuka można za to zgłosić na policję, gdzie zostanie oznakowany jak rower. Jako pojazd elektryczny tuk-tuk parkuje też za darmo w strefie parkowania. Są jednak pewne obostrzenia. Prowadzić pojazd po drogach może tylko posiadacz prawa jazdy.
- Traktuję to na zasadzie eksperymentu - śmieje się właściciel elektrycznej rikszy. - Ale im bardziej w las, tym większa chęć do dłuższych odległości. Zamierzam kupić dodatkowy zestaw akumulatorów, za około 1100 zł, co pozwoli na pokonywanie jeszcze dłuższych odcinków. ©®
Tuk-tuk radzi sobie w mieście, a i daje radę na krótkich wycieczkach poza miasto
emtrn
eBiletp
16
• SACRUM W SZTUCE
Głos Dziennik Pomorza
Piątek, 10.06.2022
Tworząc kościelne malowidła,
które są czyste. Mają
Rajdmund Wełnie
Szczecinek
Rozmowa z Marko Ivanem Rupnikiem, jezuitą, zakonnikiem i twórcą fraków w kościele pw. św. Krzysztofa w Szczecinku.
Ojcze, jak wielkim wyzwaniem było zaprojektowanie i wykonanie wystroju szczecineckiego kościoła św. Krzysztofa?
To nie było było trudne, ponieważ pracuje się dla przestrzeni, która jest kościołem, dla przestrzeni liturgicznej, i rzeczy wychodzą niejako samoczynnie. Dlatego, że żyje się Kościołem, żyje się liturgią, cale życie się myśli i oddaje refleksjom. Jesteśmy grupą Kościoła, dlatego też z niego wychodzą dzieła dla Kościoła.
Czy przed przystąpieniem do projektowania widział ojciec wnętrze świątyni, czy też opierał się tylko na zdjęciach?
Zawsze muszę przyjechać i zobaczyć miejsce, ale nie tylko je zobaczyć. Chcę także posłuchać, co mówi to miejsce. Miejsce, kościół jako budynek jest wyobrażeniem Kościoła jako ciała Pana Jezusa. Dlatego ważne jest dla mnie, aby ujrzeć, jaki Kościół zamieszkuje ten kościół, w takim znaczeniu, aby spotkać się z ludźmi, którzy go tworzą. Gdy byłem w Szczecinku, ogromne wrażenie zrobił na mnie proboszcz Bogusław Matusik. Gdy zobaczyłem, jakie są jego relacje z wiernymi, wydał mi się po prostu zjednoczony z tymi ludźmi. Jest człowiekiem bardzo dostępnym i potrafi rozmawiać z każdym. Zobaczyłem żywych ludzi i dlatego bardzo pragnąłem zrobić wystrój tej świątyni.
Czy już wtedy pojawił się pomysł wody,jako motywu przewodniego scen uwiecznionych na ścianach kościoła? Czy to, że Szczecinek leży między jeziorami, miało znaczenie?
Nie, położenie Szczecinka nie przesądziło o tym. Kwestia wyboru wody ma związek z patronem parafii. Czyli św. Krzysztofem (zgodnie z tradycją imię Krzysztof oznacza niosący Chrystysa, gdyż święty miał przenieść przez rzekę Dzieciątko Jezus - red.). Woda jest niezwykle ważna. Właściwie, od chwili, gdy istnieje życie
Marko lvan Rupnik, jezuita i światowej sławy twórca sztuki sakralnej. Jest twórcą mozaik m.in. w kaplicy Redemptoris Mater w Watykanie, w sanktuarium św. Jana Pawła II w Krakowie, kościoła w Fatimie, w sanktuariach w San Giovanni Rotondo Lourdes w Fatimie
na Ziemi, nasza planeta ma jej taką samą ilość. Jej objętość nie zmieniła się nawet o jeden litr. Oczywiście, zmienia się forma, w jakiej woda występuje - raz jest to ciecz, deszcz, innym razem znowu śnieg i lód albo chmury, czyli stan gazowy. Woda ma swoją pamięć. Nasz świat jest naznaczony grzechem, a więc woda może być zarówno wyrazem zła, ale także życia, nowego życia. Złem jest, gdy wody jest zbyt dużo i zamienia się w niszczycielski żywioł. Ale złem jest też, gdy tej wody brakuje. Stąd pozwoliliśmy sobie przenieść na ściany różne sceny biblijne, w których jest zawarta woda. Osobiście nie lubię morza. Urodziłem się w miejscu, gdzie przez sześć miesięcy w roku
jest śnieg. A więc wolę mało-. wać morze i wodę niejako coś pięknego, ale jako niebezpieczne zjawisko.
Św. Krzysztof niesie na ramionach Jezusa, który zasłania mu oczy. Jakie jest przesłanie tego gestu?
Krzysztof był ogromnym człowiekiem, prawdziwym gigantem. Nawet agresywnym. Dzięki wierze stał się człowiekiem pokornym, cichym i dobrym. Tworząc taki obraz, chciałem pokazać, że nasza ludzka natura jest dobrze przeżywana, jeżeli ją przeżywamy jako dzieci Boże. On, Krzysztof, nie patrzy już na świat oczami swojej ludzkiej natury, ale patrzy przez oczy Chrystusa. Jest człowie-
kiem, który przeżywa siebie samego jako dziecko Boże. A Jezus, zasłaniając nam oczy, mówi: nie bój się, nie lękaj się.
Świątynia od wejścia urzeka feerią barw, grą światła i niepowtarzalnym stylem. To połączenie kolorów, kształtów i światła jest stylem ojca? Od Soboru Nicejskiego n,
a więc od VIII wieku, Kościół zrozumiał, że obraz i kolor mogą w prawidłowy sposób tłumaczyć Słowo Boże. Lecz trzeba być uważnym na jedną rzecz - kolor jest świadkiem światła. Bez światła nie ma żadnej barwy. Ale skąd pochodzi światło? Ewangelia św. Jana mówi, że życie jest światłem. Jeżeli my, jak tu siedzimy, jesteśmy żywi, oznacza, że mamy
w sobie życie. Jeżeli nie ma światła, jesteśmy martwi. Weźmy za przykład lampkę. Ma w środku źródło światła, nie ma żadnego cienia. Jej kolor jest czysty. Jeżeli jednak umieszczę światło na zewnątrz, ta sama lampka jest z jednej strony oświetlona, a z drugiej tonie w cieniu. I tak, gdzie jest cień, kolor nie jest czysty. My, tworząc malowidła, chcemy pokazać obrazy, które są czyste, które mają światło w środku. Stąd barwy tutaj są świetliste i jasne, bez cienia.
Ksiądz proboszcz zdradził, że zagraliście też światłem zewnętrznym, przesłaniając okna kolorowymi zasłonami.
Tak, ponieważ okno nad prezbiterium jest bardzo duże.
Będąc w kościele, nie możemy patrzeć na świat zewnętrzny, tu musimy widzieć nowy świat, nowe stworzenie. Jak my jako chrześcijanie wchodzimy do kościoła? Poprzez naszą śmierć na chrzcie świętym. Mam porównanie: z martwych kwiatów robi się kadziło, które, płonąc, pachnie. Nie widzę kwiatów, aleje czuję. Tak samo jest ze światłem, które przechodzi przez swego rodzaju filtr. Umiera i zmartwychwstaje w innej formie.
Ojca wspomagała w tym dziele grupa kilkunastu osób, kim są ci ludzie? Jak idea was łączy?
Są słuchaczami szkoły, w której nauka trwa cztery lata. Przez ten okres trzeba żyć razem, w tym samym domu. Prawdziwa szkoła, jak nauczał już Platon, a później i Chrystus, to jest życie. Jezus powołał uczniów, aby z nim byli. Dlatego dla nas tak ważne jest to wspólne życie, wspólne przeżywanie. Nasza sztuka wyraża życie. Ale jakie życie? Co jest w nim ważne? Jako wierzący, ale bardzo różni ludzie, bo pochodzimy z różnych nacji, z różnych tradycji Kościoła łacińskiego czy wschodniego, aby pracować i studiować razem, musimy być jak przyjaciele. Zjednoczeni. I to jest jedna z największych łask, jakie mamy. Niektórzy z nich są prawdziwymi geniuszami, ale nikt nie czuje się lepszy od drugiego. To ogromny dar. Nasz sposób malowania jest zbliżony do pisania ikon w kościołach wschodnich w dwóch rzeczywisto-ściach. W kościele czasów romańskich pracowało się jako wspólnota, nie było jednego artysty-indywidualisty. Tak samo, jak w tradycji bizantyjskiej czy koptyjskiej. Mogło być tak, że tu w Szczecinku przyjdzie jakiś wielki artysta i zamknie się na rok, tworząc swoje dzieło. Ale przybyła nasza wspólnota eklezjalna i w ten sposób wyraziła wiarę Kościoła. Nie jest tak, że to ja czuję, że tak ma wyglądać wystrój.
Na ile to, co ojciec tworzy, jest jego autorską wizją, a na ile zgodne z dogmatami wiary?
Muszę patrzeć, czy to koresponduje z wiarą Kościoła i jego życiem, a nie z moim upodobaniem. Smak wiary
Głos Dziennik Pomorza
Piątek, 10.06.2022
SACRUM W SZTUCE •
17
pragnę pokazać obrazy, światło w środku
CO WYDARZYŁO SIĘ W SZCZECINECKIM KOŚCIELE ŚW. KRZYSZTOFA
Świątynię ozdobiły malowidła ojca Marko lvana Rupnika, jezuity, teologa i artysty, którego dzieła zdobią najważniejsze świątynie katolickie.
Ogromne malowidła przedstawiają sceny biblijne z przewijającym się motywem wody. Jest m.in. chrzest Jezusa, arka Noego tnąca fale zatopionego świata, spotkanie Jezusa z Samarytanką przy studni, sceny z Edenu, rozstępu-jące się Morze Czerwone i przejście przez nie narodu wybranego, cud w Kanie Galilejskiej, św. Krzysztof, patron parafii, przenoszący przez wodę Jezusa.
Taki wystrój świątyni był marzeniem księdza Bogusława Matusika, proboszcza szczecineckiej parafii, od chwili, kiedy objął probostwo.
- Zależało mi, aby kościół wewnątrz zbliżał do Pana Boga. Piękno potrafi do Niego przywieść, bo Pan Bóg jest piękny i doskonały. Cieszę się, że w biblijnych scenach
na ścianach można odnaleźć siebie w relacji do Pana Boga - mówi proboszcz.
■ Początkowo był pomysł, aby wystrój wykonać w technice mozaikowej. To jednak niezwykle pracochłonne, bo mozaikę wykonuje się dwuetapowo: najpierw trzeba przygotować w pracowni elementy, a dopiero potem wyklejać.
- Ojciec Marko ma tak dużo zleceń, że uczciwie powiedział, że w najbliższym czasie nie będzie mógł tego zrobić w mozaice, ale jak chcę, to mi to pomaluje - mówi ks. Bogusław Matusik. - Efekt jest równie piękny, a szybszy.
może ci na początku nie odpowiadać, ale idąc ścieżką wiary, spotykam się z nią. Jako młoda osoba byłem bardzo rewolucyjny. Kończąc akademię sztuk pięknych w Rzymie, czułem się wręcz rewolucjonistą, ale mój ojciec duchowy powiedział mi: zejdź do katakumb. Poszedłem i stwierdziłem: nie, oni nie potrafili malować. Jednak po roku marzyłem o tym, aby
malować tak jak oni, tak esen-cjalnie. Mój profesor mówił: nie malujcie z otwartymi oczami, ale z oczami przymkniętymi. Dziś jesteście młodzi i oczy macie szeroko otwarte, kłócicie się o nieistotne detale. Ale gdy jesteś blisko śmieci, to oczy masz już lekko przymknięte i widzisz to, co jest najważniejsze, co jest esencją. Reszta cię już nie interesuje.
Olbrzymie malowidła w szczecineckim kościele reprezentują znany w całym świecie charakterystyczny styl ojca Marko lvana Rupnika
W historii bywało, że artyści dzid sakralnych w wizerunkach świętych i postaci biblijnych przemycali oblicza swoje, władców czy możnych darczyńców. Czy tu w Szczecinku znajdziemy jakieś ukryte podobieństwa?
O ile mam świadomość, to nie.
Ale podświadomie... może.
©®
Wnętrze kościoła zmieniło się nie do poznania
Jezus z Samarytanką przy studni
18
• TAK BYŁO
Głos Dziennik Pomorza
Piątek, 10.06.2022
SKT, czyli Szczecin Kocha Tenis
z ceglaną mączką na
Szczeciński Klub Tenisowy wychował przez lata wielu tenisistów. Najbardziej znanym i utytułowanym jest noszący miano ambasadora Szczecina Marcin Matkowski
Michał Elmerych
Szczecin
Gem. setimecz, pan Tomaszewski! Czy talde słowakie-dykołwiek padły na szcze-cińskich kortach, trudno dziś ustalić Znając jednak sportową klasę Bohdana Tomaszewskiego, paść musiały.
Od nich więc właśnie zaczniemy opowieść o historii tenisa w grodzie Gryfa i o historii Szczecińskiego Klubu Tenisowego. Historii niezwykłej, bo jakby nie patrzeć, wiodła przez krzaki. Przynajmniej tak zapamiętał to Bohdan Tomaszewski. Jego opowieść znaleźć można na tablicy przed wejściem na kort jego imienia: „Grałem z Lulkiem Popławskim. On zagrał loba. Nieczysto. Ramą. Piłka poleciała daleko poza kort.
Niedaleko był domek klubowy - śni mi się on do dziś -a za nim rosły krzewy. Ja poszedłem tam szukać tej piłki. Nie mogę znaleźć, przedzieram się przez te krzewy i patrzę, a tam na dole jest kolejny kort. Ale inny, lepszy. Główny kort! Centralny. Bez linii wprawdzie, ale z trybunkami usypanymi wokół. Cudowny, czerwony kort! Na środku stał rozbity łazik z literami LW -Luftwaffe. Oczywiście pierwsza myśl: Co my tu będziemy grali na bocznych kortach, my chcemy na centralnym".
Kort uprzątnęli niemieccy jeńcy i od tego momentu stał się wizytówką i miejscem największych szczecińskich tenisowych wydarzeń.
Walka o prymat
Kiedy przegląda się szczecińską prasę z pierwszych po-
wojennych lat, widać wyraźnie, że rywalizują ze sobą cztery dyscypliny. Piłka nożna (co oczywiste), pięściarstwo, kolarstwo i właśnie tenis. Może to jednak jedynie złudzenie? Spowodowane tym, że Bohdan Tomaszewski zajmował się w Szczecinie nie tylko odkrywaniem kortów w zrujnowanej przestrzeni miejskiej, ale również współpracował ze szczecińskimi redakcjami. Radiową i „Kuriera Szczecińskiego". A jak wiadomo, zainteresowania dziennikarza mają czasami przemożny wpływ na liczbę i jakość pisanych przez niego tekstów na dany temat. Nic więc też dziwnego, że Tomaszewski pisał: „Tenis stał się najbardziej demokratycznym sportem. Bogaci ludzie, hrabiowie i proste chłopaki i dziewczyny grali razem w tenisa i zawierali
bardzo trwałą przyjaźń". To były argumenty za tym, żeby uczynić z jego ukochanej dyscypliny coś na wzór sportu masowego. Mimo całej jego, wydawać by się mogło, elitarności.
Tenisowa stolica
czy stołeczny tenis?
Tomaszewski, który do Szczecina przyjechał jesienią 1945 roku, nie był jedynym tenisistą, który trafił nad Odrę. „Z dwoma zawodnikami, z którymi znałem się jeszcze z Legii, tworzyliśmy tenisową rzeczywistość w tym niesamowicie zniszczonym mieście" - opowiadał reporterom Polskiego Radia Szczecin. Tworzyli od podstaw. Ci dwaj koledzy, o których wspomina, to Ludomir Popławski i Jerzy Księ-żopolski. Jeden wart drugiego. Pierwszy bogaty i wysoko no-
towany (6.-7. rakieta w kraju) w pierwszych Międzynarodowych Mistrzostwach Polski
0 Puchar Prezydenta RP w 1931 roku dotarł do ćwierćfinału. Drugi - dysponujący podwójnym forhendem. Podwójnym, bo potrafił przełożyć rakietę z ręki do ręki, a poza tym był niezwykle obrotny (także poza kortem). Cała trójka związana jest z Warszawą. Tam przed wojną grali wtenisa. Po okupacji przyjechali jednak na zachód
1 położyli podwaliny pod rozwój tego sportu na Pomorzu Zachodnim.
Szybko zabrali się do roboty. Już latem 1946 roku zaczął działać Szczeciński Klub Tenisowy. Wśród jego założycieli byli Jerzy Kędzierski, Zdzisław Chybiński, Janusz Wiśniewski, Wacław Żakowski i Krzysztof Madurowicz. Kiedy 20 sierpnia odbywało
się założycielskie spotkanie, tenisowa czołówka szczecińskich graczy, z Bohdanem Tomaszewskim na czele, walczyła na kortach w Sopocie w pierwszych powojennych mistrzostwach Polski. Kiedy wrócili, ich również porwał nurt organizacyjny. Tomaszewski pisał, trenował i grał. Księżopolski prowadził firmę metalowo-elektryczną (tam można było też kupić bilety na tenisowe mecze). Ale jak przyszło co do czego, to stawali z rakietami na korcie i walczyli.
Już we wrześniu 1946 roku zorganizowano pierwsze mistrzostwa Szczecina. I to w nie byle jakiej obsadzie. Wśród pań Jadwiga Jędrzejowska (finalistka Wimbledonu), a wśród panów Józef Piątek z Poznania czy Włodzimierz Olejniszyn z Krakowa. I w pół-
Głos Dziennik Pomorza
Piątek, 10.06.2022
TAK BYŁO
19
75 lat historii
butach
finale wielka sensacja. Opromieniony występami w repre-zentacji Polski Piątek przegrywa z reprezentantem gospodarzy Tomaszewskim 6:4, 6:8,4:6. Po wielu latach Tomaszewski wciąż wspominał tamto spotkanie: - Udało mi się wygrać z Józefem Piątkiem, reprezentantem pucharowym. W finale pamiętam, że przegrałam z Olejniszynem, mistrzem Polski. W pięciu setach, a prowadziłem już w ostatnim 4:1.
Po latach fakty nieco się zacierają. Setów było cztery, a w tym czwartym rzeczywiście Tomaszewski prowadził. Nawet 4:0. Ale przegrał.
„Olejniszyn zasadniczo przeżywa spadek formy, jednakże to nie ujmuje zasług Tomaszewskiego, który silnie podciągnął się w klasie i stanowi dzisiaj rakietę bardzo groźną. Gra Tomaszewskiego w głębi kortu nie ma finezji, jednakże jest równa i skuteczna. Podejścia do siatki są dobrze obmyślone, a piłka przy siatce jest bardzo dobra. W większości kończąca i nawet efektowna. Rzadko udawało się Olejniszynowi minąć przy siatce Tomaszewskiego. Za to ten piłki schwytane przy siatce kończył prawie bez apelacji" -tak został ten mecz opisany w „Kurierze Szczecińskim".
Formalności
teź są konieczne
Ostra praca sportowa to jedno. Jednak nie zaniedbywano też spraw organizacyjnych. Większość z nich toczyła się w siedzibie klubu, ukrytej w centrum kortów. „Domek klubowy jest bardzo ładnie i mile urządzony, położony w głębi parkowej posesji Miejskich Kortów Tenisowych i stanowi miejsce przyjemnych zebrań i pogawędek członków klubu i zaproszonych gości. Miła atmosfera, smaczny i co najważniejsze tani bufet, bridż i herbatki towarzyskie przy dźwiękach muzyki ściągają dużo gości, którzy tam przyjemnie spędzają wolne wieczory" - donosił „Kurier". W końcu jednak trzeba było porzucić herbatki, bo nadszedł czas załatwiania formalności.
- Zarząd tymczasowy SKT dokonał rejestracji klubu w Polskim Związku Tenisowym 13 czerwca 1947 r., a członkowie klubu zostali zaopatrzeni w legitymacje członkowskie. Zatem tę datę należy przyjąć za datę
powstania Szczecińskiego Klubu Tenisowego - tłumaczy obecny prezes SKT Andrzej Czyż.
Statut klubu został formalnie zarejestrowany 23 sierpnia 1948 roku, a SKT został wpisany do rejestru stowarzyszeń i związków Urzędu Województwa Szczecińskiego pod numerem 11. Klub działał więc już w pełni legalnie.
Na kortach sporo się działo. Coraz więcej adeptów tenisa przychodziło, by spróbować swoich sił. SKT jednak nie zamierzał wcale być jednosek-cyjny.
- W roku 1960 klub liczył 320 członków, miał sekcję tenisową, kajakową, hokeja na lodzie. Tenisiści wywalczyli 4 tytuły mistrzów Polski, a hokeiści zdobyli wicemistrzostwo regionu poznańsko-zachodniego -wylicza Czyż.
Tenis na lodzie
Wydawać by się mogło, że piękne szczecińskie korty służyć będą mieszkańcom od maja do ostatnich dni września. Wówczas to bowiem panuje w mieście pogoda sprzyjająca grze w tenisa. I chociaż nie wynaleziono jeszcze wówczas balonów, pod którymi można było grać, to jednak działacze SKT wpadli na inny pomysł, zamieniając wraz z nadejściem mrozów korty w lodowisko. W końcu jak ma się sekcję hokeja na lodzie, to jakoś trzeba było zapewnić zawodnikom możliwość treningów i grania. Usypywano więc wały z mączki ceglanej (która normalnie stanowiła nawierzchnię do gry w tenisa), polewano korty wodą i już można było się bawić i sprawdzać w jeżdżeniu na łyżwach. „Po zwycięstwach z MKS Września i AZS Poznań to zawodnicy SKT są najpoważniejszymi kandydatami do lide-rowania w grupie walczącej o awans do n ligi hokejowej" -donosiła w styczniu 1960 roku szczecińska prasa. A zespoły niezrzeszone, jeśli tylko był mróz, mogły rywalizować o Złoty Krążek. Jeśli tylko był mróz. To dlatego w 1960 roku zaczęła się na terenie SKT budowa sztucznego lodowiska. Ukończono ją 5 lat później. Przez czterdzieści lat na Lodo-gryfie jeździły tysiące szczecinian.
Przy muzyce na korcie
Szczeciński obiekt poznali też doskonale Katarzyna Sob-
czyk, Karin Stanek, Czesław Niemen, Halina Frąckowiak, Helena Majdaniec, Tadeusz Nalepa, Mira Kubasińska, Wojciech Korda czy Wojciech Gą-sowski. To bowiem właśnie tutaj odbyły się dwie pierwsze edycje Festiwalu Młodych Talentów. Zwłaszcza ta pierwsza z 1962 roku była spektakularna. Tysiące ludzi wjtrugach padającego deszczli <^»serwovrało, jak rodził się polski big-beat. Zresztą muzyczne uczty są charakterystyczne dlatego miejsca dodzisiaj. Koncerty stały się bowiem tradycją podczas odbywających się na kortach SKT imprez. A tych przez 75 lat było tyle, że trudno je wszystkie wymienić. Jedna jest jednak znana na całym świecie. To Pekao Szczecin Open - tenisowy turniej uznawany przez federację tenisa mężczyzn (ATP) za najlepszy w swojej klasie (challen-gerów) na świecie. Organizuje go kierowana przez Krzysztofa Bobalę Agencja Bono, korzystając z gościny SKT.
Gwiazdy, mecze,
turnieje
To podczas tego turnieju rodziły się tenisowe gwiazdy. Szczecińska Marcina Matkowskiego, czterokrotnego olimpijczyka (Ateny, Pekin, Londyn, Rio de Janeiro), 18-krotnego triumfatora turniejów rangi ATP i finalisty 48 turniejów tej rangi, finalisty turnieju US Open i French Open, 7-krot-nego uczestnika deblowych turniejów Masters. Rekordzisty w rozgrywkach o Puchar Da-visa (przez 19 lat zagrał aż 41 spotkań). Ale nie tylko. Casper Ruud, tegoroczny finalista French Open, także uczył się tenisa w Szczecinie. Wprawdzie podczas swoich trzech występów zawędrował zaledwie raz do II rundy, ale zawsze szczecińscy kibice mogą powiedzieć, że widzieli na własne oczy tego, który nie oparł się w finale Rafaelowi Nadalowi.
- Śmiało patrzymy w przyszłość. W klubie ćwiczy blisko 500 dzieci na różnym poziomie zaawansowania, prowadzone są zajęcia dla najmłodszych w ramach programu Tenis 10. Szeroka grupa osób dorosłych uczęszcza na zajęcia indywidualne, grupowe i gra w licznych otwartych turniejach tenisowych. Klub organizuje obozy, półkolonie sportowe, turnieje młodzieżowe, turnieje rangi mistrzowskiej - wymienia zadowolony Andrzej Czyż. ©®
ARTYKUŁ REKLAMOWY
RAPORT SPECJALNY: M REFUNDACJA PRODUCENTA - PULA PRODUKTÓW ZAO ZŁ I
Przełomowa metoda pomaga poprawić sprawność słuchową szybko i bez dodatkowych środków
0'ejek polecany jest dla osób * Rd
rodzajem problemów ze słuchem:
» lekko niedosłyszących
* m°cno niedosłyszących
► odczuwających szumienie
* nosz3cych aparat słuchowy
każdym j
Według naukowców już po około 4 tygodniach możliwa jest poprawa słuchu,
a ostrość słyszenia może wzrosnąć nawet 15-krotnie. Wystarczy zakwalifikować się do nowego programu walki z problemami ze słuchem.
W przeciwieństwie do innych metod, które wzmacniają słuch tylko w trakcie ich używania, nowa metoda wzmacniania komórek słuchowych może stanowić prawdziwy przełom:
• Po pierwsze, może działać aż kilkanaście godzin po aplikacji (także w nocy).
• Po drugie, pomaga wspierać zwalczanie nawet wieloletnich i bardzo poważnych problemów ze słuchem.
• Po trzecie, wspiera regenerację układu słuchowego, wspomagając organizm do rozpoczęcia procesu automatycznej odbudowy komórek. Dzięki temu poprawa słuchu może nastąpić już po pierwszych kilku dniach stosowania wygodnie, w domowym zaciszu. Po upływie niespełna kilku tygodni możliwa jest odczuwalna poprawa sprawności słuchowej w naturalny i bezpieczny sposób!
Udowodnione działanie
Specjaliści z renomowanego ośrodka badawczego w Berlinie dowiedli, że nowo odkryta bioak-tywna formuła ma aż 98% skuteczności. Po kilku tygodniach stosowania osoby w wieku 45-93 lat zadeklarowały redukcję szumienia aż o 79% i zauważalną poprawę słyszenia radia, telewizji i mowy ludzkiej. Pytane, kiedy ostatnio słyszały tak dobrze, odpowiadały, że wiele lat temu!
mie nanokomórkowym. Regularne wprowadzanie £
tego składnika do uszu w krótkim czasie może 'H
poprawić sprawność słuchową nawet u osób ze 5
znacznymi problemami słuchu. Formuła ma po- §.
stać oleistej substancji o silnych właściwościach 2
bioregulujących organ słuchu, co przekłada się na J* jej niebywałą skuteczność!".
Cenieni europejscy eksperci w dziedzinie
walki z problemami ze słuchem wydali szereg £
pozytywnych opinii na temat tej makromole- sl;łniŁ/n3 sic iiiiJiliini:UH>K'#K\.
2
• PULS
Głos Dziennik Pomorza
Piątek, 10.06.2022
Dorota Kania, redaktor naczelna Polska Press
STRAŻNICY HEJTU
Marcin Kędryna
SŁUDZY BOGA WOJNY
bserwując ostatnie wystąpienia części polityków opozycji zastanawiam się, czy rzeczywiście głównym motorem ich działania jest agresja, dzięki której chcą osiągnąć sukces wyborczy? Czy są rzeczywiście przekonani, że powtórzą swój sukces sprzed lat, kiedy brutalne zaostrzenie języka debaty publicznej było gwarantem zwycięstwa?
Do bezceremonialnych, hucpiarskich ataków w polityce przyzwyczajano nas od wielu lat, a ściślej biorąc od 2005 roku, gdy Donald Tusk po przegranych wyborach prezydenckich wybrał retorykę podziału i konfliktu. Nie trzeba być mistrzem internetu, by znaleźć wypowiedzi świadczące o rosnącym przemyśle pogardy, w co włączyły się także media. Nie wszystkie, ale spora część z nich uznała, że grając na negatywnych emocjach, zdobędą odbiorców i pomogą swoim politycznym przyjaciołom.
Wystarczy obejrzeć nie tak dawne programy TVN-u lub poczytać wydania „Gazety Wyborczej", Onetu, „Newsweeka" czy Wirtualnej Polski, gdzie opanowano do perfekcji sztukę odwracania pojęć i zacierania granic pomiędzy rzeczywistością a przekazem, jak powinno być i jak powinno się myśleć.
Podobnie jest w świecie polityków opozycji, którzy uznali, że przepisem na zwycięstwo jest bezpardonowa walka z przeciwnikiem. Nie ma miejsca na rzeczową dyskusję i argumenty - króluje za to ignorancja, niewiedza i kłamstwo. Przykładów jest mnóstwo, a jeden z ostatnich to wywiad byłej wiceminister finansów w rządzie PO - PSL Izabeli Leszczyny, która mówiąc, że 500 plus nie poprawiło jakości życia polskich dzieci, nie oparła się na żadnych racjonalnych przesłankach, nie sięgnęła po żadne badania. Dlaczego? Odpowiedź jest banalnie prosta: chodzi o rozgrzanie emocji i konflikt. I chociaż media bardzo szybko przypomniały pani poseł słowa jej partyjnych kolegów, którzy mówili, że Ewa Kopacz miała już przygotowany projekt podobny do 500 plus, to jednak nie zrobiło to żadnego wrażenia ani na pani poseł, ani na jej kolegach także Parlamentu Europejskiego.
Obserwując ich aktywność chociażby w mediach społecznościowych, mam nieodparte wrażenie, że dawno pożegnali się z wyczuciem politycznym, a głównym paliwem jest chęć zniszczenia przeciwnika. Nie pokonania, ale całkowitego zniszczenia, o czym dobitnie świadczą słowa Donalda Tuska, który publicznie stwierdził, że „żelazną miotłą" zrobi porządek z „pisowskimi funkcjonariuszami".
Tę retorykę Platforma Obywatelska zastosowała już w przeszłości, wystarczy przypomnieć chociażby słynne „dorżnięcie watahy" przez Radosława Sikorskiego. A także spot PO z ubiegłego roku, w którym padały wulgaryzmy. Czy politycy opozycji liczą na to, że ten styl przekona większość wyborców? Na pewno teraz chcą utrzymać swój żelazny elektorat: między innymi działaczy KOD czy środowisko Marty Lempart; ludzi, którzy mówią tym samym językiem.
Utrzymujące się na tym samym poziomie sondaże poparcia pokazują, że nowych wyborców Platformie Obywatelskiej nie przybywa. Ale także pokazują, że większość Polaków nie chce polityki w takim właśnie wydaniu, gdzie króluje hejt i agresja.
r
■ enerał Jarosław Kra-szewski. Bardzo po-^---rządny człowiek. Poznaliśmy się w 2015 roku. Był wtedy jeszcze pułkownikiem. Jechaliśmy w kolumnie przez jakieś lotnisko w północno-zachodniej Polsce. Prezydencki samochód stanął. Z przedniego siedzenia naszego auta wyskoczył oficer organizujący wizytę. Zaczął biec w stronę tzw. głównego pojazdu. Potknął się. Spadł mu beret. Zebrał się jakoś, pobiegł dalej.
- Niektórzy pułkownicy nigdy nie powinni przestać być sierżantami - skomentował Kraszewski. Celność tej konstatacji uzmysłowiła mi, że to będzie bardzo interesująca znajomość.
Kraszewski jest artylerzystą. Był. Gdyż jest już emerytem. Wojskowym, ale pracuje, co nie jest dziś tak oczywiste. Zwykle państwo polskie nie ma pożytku z emerytowanych generałów. Nie wymyślono, jak z tych przez lata kształconych, często z bojowym doświadczeniem i dużymi kontaktami ludzi, korzystać. Trafiają do prywatnego biznesu. Nie daj Boże - zabierają się za politykę. Z tego zawsze wychodzi jakiś kłopot. Niektórzy zostają gwiazdami mediów. To też nie zawsze się dobrze kończy. Akurat Kraszewski sobie całkiem nieźle radzi. Może właśnie dlatego, że jest artylerzystą. My, artylerzyści jesteśmy elitą wojska. Piszę „my", gdyż jestem artylerzystą honorowym. Strzeliłem z osiemdziesiątki piątki do sterty pudeł. Skutecznie. Pomściłem tym samym Hankę Mostowiak. Później wypiłem kawę z hlski. Nie była tak paskudna, jak zapowiadano. Gorszy był pył, który wystrzał wbił mi w nos, oczy i usta.
Artylerzyści to elita wojska, gdyż poza tym wszystkim, co potrafią zwykli żołnierze, muszą umieć liczyć. I mieć wyobraźnię. Bez wyobraźni trudno chyba trafić w coś, czego się nie widzi. Teraz niby łatwiej, bo są drony. Dzięki nim można zobaczyć coś, czego nie widać, a do czego się strzela. Generał Kraszewski zajmuje się w cywilu dronami. Ale też komentuje sytuację na Ukrainie.
We wtorkowe popołudnie siedzieliśmy z Kraszewskim w ogródku warszawskiego Krakena.
Na Poznańskiej ruch jak na Marszałkowskiej. Przy stoliku obok ukraińska para. Dwa stoliki dalej grupa tatuowanych młodzieńców, wyglądających jak Mista'arvim, żywcem wziętych z serialu „Fauda". Tatuowani szybko się zwinęli. Wsiedli do Ubera. Trudno było uwierzyć, że się pomieszczą w fabii. Mali nie byli. Jak to Mi-sta'arvim.
Przy wyższym stoliku pili wino dwaj panowie z pieskiem. Piesek mały. Co chwilę ktoś się zatrzymywał, żeby pieska pogłaskać. I zwykle się okazywało, że ten ktoś jest Ukraińcem.
Rozmawialiśmy z Kraszewskim o wojnie. Mówił, że MLRS-y, które Amerykanie mają wysłać Ukraińcom, mogą zmienić przebieg wojny. MLRS
- wieloprowadnicowa wyrzutnia rakiet. Taka ka-tiusza, tylko zdecydowanie bardziej, bo z nowocześniejszą o parę epok amunicją. To może być
- tu ulubione słowo redaktora Kolanki - game changer. Rosjanie mogą dostać taki łomot, że będą prosić o zawieszenie broni.
Zawieszenie broni. Przerwanie walk. Czarny scenariusz. Bo co się wtedy stanie? Rosjanie będą mieli czas na odbudowę potencjału. Produkcję amunicji. Szkolenie rezerwowych żołnierzy. To bardzo ważne, gdyż to, że Rosjanie teraz do walki wprowadzają żołnierzy-naturszczyków, zmniejsza ich przewagę nad dobrze wyszkolonymi i zdeterminowanymi Ukraińcami. Rosjanie będą uzupełniać rezerwy, a Ukraińcy - niekoniecznie. Gdyż Rosjanie zniszczyli im zbrojeniowy przemysł. A czy jeżeli walki zostaną przerwane, to Zachód będzie dalej wysyłał tyle amunicji, co teraz? Czy zmęczona wojną (powinienem dać to w cudzysłów, bo zmęczeni wojną mogą być Ukraińcy) Europa nie postanowi poluźnić sankcji, bo przecież nie strzelają, a paliwo takie drogie...
Upłyną trzy miesiące względnego spokoju. A potem Rosjanie znowu zaatakują. Zdecydowanie większymi siłami. I nie wiadomo, co wtedy będzie.
Rozsądek więc mówi, powinniśmy życzyć Ukraińcom zwycięstwa, a nie przerwania walk. Rozsądek mówi też, że od tego zwycięstwa nie dzielą nas miesiące. Dzielą nas raczej lata. Powinniśmy się więc oswajać z wizją paliwa po dziesięć złotych. Pamiętając, że kiedy my lejemy paliwo, to Ukraińcy przelewają krew.
I każdy dzień, kiedy tę krew przelewają, odsuwa szanse na to, że na Poznańskiej usłyszymy eksplozje.
99
CHARLES MICHEL, SZEF RADY EUROPEJSKIEJ
Rosja świadomie próbuje doprowadzić do światowego głodu. Kradną zboże, blokują porty i zamieniają pola uprawne w pola bitwy
Głos Dziennik Pomorza
Piątek, 10.06.2022
PULS •
3
FOTOkomentarz tygodnia
6 CZERWCA 2022, BAŁTYK
Samoloty z Niemiec, Finlandii, Szwecji i USA przelatują nad amerykańskim okrętem desantowym USS Kearsarge w czasie BALTOPS 22. W ćwiczeniu bierze udział 45 okrętów z 14 krajów NATO. Ćwiczenie BALTOPS przeprowadzane jest już po raz pięćdziesiąty. Bardzo nas to cieszy. Im więcej okrętów Sojuszu na Bałtyku, tym bezpieczniej
4 CZERWCA 2022, PARYŻ, FRANCJA, IgaŚwiątek (z prawej) i Robert Lewandowski (zlewej) (informujemy, na wypadek, gdyby ktoś nie wiedział jak wyglądają najlepsza tenisistka świata i najlepszy piłkarz świata). (Cuda się jednak zdarzają i ktoś taki może istnieć)
5 CZERWCA2022, DONBAS, UKRAINA, prezydent WołodymyrZełenski spotkał się z żołnierzami. Nie zrobił tego w schronie pod prezydenckim pałacem, tylko na pierwszej linii frontu. Nie przez przypadek odważnych ludzi nazywa się kozakami
" 5 -T -•
8 CZERWCA 2022, BRUKSELA, BELGIA, Polska Reprezentacja przyjęła łomot od Belgów w drugiej kolejce Ligi Narodów. Wynik 1 do 6 trudno inaczej nazwać. Bramkę strzelił Lewandowski. Dla poprawy nastroju polecamy zdjęcie obok
4
• PULS
Głos Dziennik Pomorza
Piątek, 10.06.2022
JAROSŁAW WOLSKI:
POLSKA BĘDZIE STAWAĆ SI PODMIOTEM, A NIE PRZEDMIOTEM POLITYKI MIĘDZYNARODOWEJ
- Z punktu widzenia politycznego dla Polski istnienie niezależnych od Rosji państw Ukrainy i Białorusi jest po pierwsze, spełnieniem doktryny Giedroycia, a po drugie, buforem, o który walczymy w zasadzie od wieków - mówi Jarosław Wolski, ekspert zajmujący się wojskiem
oa
isp
tlili.
Główny budynek więzienny kompleksu Alcatraz, 2,5 km od lądu w zatoce San Francisco, został wybudowany w latach 1909-1912
CZY Z ALCATRAZ MOŻNA BYŁO UCIEC? OKAZUJE SIĘ, ŻE TAK
Panowało przekonanie, że z Alcatraz, „idealnego więzienia" na skalistej wyspie w Zatoce San Francisco, nie da się zwiać. A jednak znaleźli się tacy, którym się to udało
Mariusz Grabowski
Cain uciekli z izolatki, przepiłowując kraty w drzwiach i wyginając drugie w oknie. Doszli jednak tylko na skalistybrzeg, gdzie zostali otoczeni przez „klawiszy". Martin, Youngi McCain się poddali. Barker i Stamphill, którzy odmówili, zostali postrzeleni, przy czym pierwszy zmarł w wyniku odniesionych ran.
Bunt na Skale
Najbardziej gorącobyło w Alcatraz na początku maja 1946 r. To wtedy doszło tam do wydarzeń, które przeszły do historii jako „bitwa o Alcatraz". Grupa zdesperowanych więźniów: Bernard Coy, Joe Cretzer, Marvin Hubbard, Sam Shockley, Miran Thompson i Clarence Cames wzięli do niewoli strażników i za-
brali im broń oraz klucze. Gdy na miejsce buntu wysłano wzmocnione oddziały, więźniowie uznali, że się nie poddadzą, zamiast tego będą walczyć. W starciu zginęło dwóch oficerów, władze więzienia wezwały więc żołnierzy piechoty morskiej, żeby zaprowadzili porządek.
Władze podjęły decyzję
0 szturmie, który przypuszczono rankiem 4 maja. Strażnicy, w nocy przeszkoleni przez żołnierzy marines, zaczęli ogniem
1 granatami wypierać więźniów z kolejnych pomieszczeń. Podczas walki rannych zostało 18 mundurowych. Trzech z pozostałej przy życiu piątki buntowników uznało, że nie ma już żadnej nadziei i popełniło samobój-
NA PODSTAWIE OPOWIEŚCI O UCIECZCE POWSTAŁO KILKA FILMÓW, W TYM „UCIECZKA Z ALCATRAZ" Z1979 R. Z CLINTEM EASTWOODEM W ROLI GŁÓWNEJ
stwo. Shockley i Thompson zostali schwytani. Za zabójstwa strażników skazano ich na karę śmierci. Egzekucję wykonano wgrudniul948r.inaki]kanaście lat na wyspie zapanował spokój.
Dwa lata przygotowań
Aż przyszedł czerwiec 1962 r. Trzech osadzonych: Frank Morris oraz bracia John i Clarence Anglinowie, zdołało wydostać się za mury więzienia. Jak? Wydłubując za pomocą łyżeczki do herbaty otwór w ścianie, przedostając się do korytarza, który biegł równolegle do cel (potem stwierdzono, że wprze-szłości był on wykorzystywany przez hydraulików).
Wcześniej były jednak przygotowania. Prace przy przebiciu się przez ściany trwały blisko dwalata. Więźniowie pracowali na zmiany - jeden drążył otwór, a drugi w tym czasie nasłuchiwał i jeżeli usłyszał zbliżającego się strażnika, dawał znać, że trzeba przerwać. Wykopany gruz był wyrzucany na korytarzu, który prowadzi do wychodzącego na dach szybu wentyla-cyjnego. Tą drogą zamierzali
uciekać, ale i to rozwiązanie nie było idealne, bo jakoś z tego dachu trzeba było niepostrzeżenie zejść i potem pokonać mur. Udało im się także ukraść 20 płaszczy przeciwdeszczowych, z których zrobili prowizoryczne tratwy.
Wreszcie wszystko było gotowe i rozpoczęła się zasadnicza część planu. Po zgaszeniu świateł i ogłoszeniu ciszy nocnej, więźniowie ułożyli na pryczach manekiny, tak by znad kołdry wystawały jedynie sztuczne głowy. Po wejściu na korytarz zasłonili otwory wentylacyjne prowizorycznymi atrapami krat. Po pokonaniu muru nadmuchali tratwy, rzucili się na czarne jak atrament wody zatoki San Francisco i odpłynęli z Alcatraz.
Eastwood kuje ścianę
Przeprowadzono zakrojone na szeroką skalę poszukiwania, aby odnaleźć zbiegłych więźniów, ale bez skutku. Departament Sprawiedliwości USA przygotował nawet nagrodę finansową za informację o zbiegach. Nikt się jednak nie zgłosił po pieniądze, co sugerowało, że
Morris i bracia Alglinowie utonęli. Co prawdaichkuzyn twierdził, że zbiegom udało się przedostać do Ameryki Południowej, ale nikt nie dawał mu wiary.
Sprawa stała się głośna, a na podstawie opowieści
0 ucieczce powstało kilka filmów, w tym „Ucieczka z Alcatraz" z 1979 r. z Clintem Ea-stwoodem (zagrał Franka Morrisa). Oprócz niego w rolach głównych zagrali: Jack Thibeau (jako Clarence Anglin) oraz Fred Ward (jako John Anglin). Film, kosztujący jedynie 8 min, wyreżyserował Don Siegel. Tanio, bowiem scenografia była za damo - więzienie stało puste od 1963 r. Zaoszczędzono też na scenariuszu: to kalka ucieczki Morrisa
1 braci Anglinów, przepisana z akt więziennych.
Oficjalnie Alcatraz zamknięto z powodu wysokich kosztów utrzymania, błędów konstrukcyjnych i powstających uszkodzeń betonowych elementów poprzez słone, nadmorskie powietrze. Co ciekawe, przed wyprowadzką, 16 grudnia 1962 r., więźniowie John Paul Scott i Darl Parker wygięli kraty w oknie kuchennym i skoczyli do wody. Parkera namierzono, ale Scott dopłynął aż do mostu Golden Gate. Tam wdrapał się na skałę i śmiertelnie wyczerpany oddał się w ręce policji.
Mewy zamiast więźniów
Wróćmy do głównego wątku. Przez lata amerykański system penitencjarny nie przyznawał się, że więzienie Alcatraz w 1962 r. zawiodło. Wątpliwości skończyły się w 2018 r., kiedy ujawniono, iż w 2013 r. policja otrzymała list, którego nadawca przedstawiał się jako John Anglin, potwierdzał udaną ucieczkę całej trójki i prosił o łagodny wymiar kary i opiekę medyczną, w zamian za ujawnienie miejsca swojego fałszywego pobytu.
„Mam 83 lata i jestem w złym stanie. Mam raka. Tak, udało nam się wszystkim przeżyć tamtą noc, ale z trudem" - pisał autor listu. „Frank zmarł w październiku 2005 r. Jego grób znajduje się w Alexandrii. Leży tam pod zmienionym nazwiskiem. Mój brat zmarł w 2001 r. (...) przez większą część czasu po ucieczce mieszkałem w Seat-tle, ale teraz żyję w południowej Kalifornii" - informował dalej.
Dodajmy, że nie wiadomo, co się stało z autoremlistu. Czy faktycznie był nim John Anglin? Czy został namierzony? FBI wznowiło co prawda śledztwo, ale niczego nie odkryto. A jeśli nawet odkryto, to opinii publicznej o tym nie poinformowano. Legenda Alcatraz, choć nieco nadszarpnięta, trwa dalej. Choć być może w nieco innej formie. Więzienie jest dziś bowiem sporą atrakcją turystyczną. Miłośnicy przyrody i architektury mogą tam napotkać siedliska wielu gatunków roślin i ptaków, zwłaszcza mew, które w marcu zakładają gniazda.
Głos Dziennik Pomorza
Piątek, 10.06.2022
PULS
11
FILM
„W Paryżu możesz być kim chcesz"
Książka pod takim tytułem trafiła właśnie do księgarń. Napisała ją Agnieszka Łopatowska, określająca się jako „mentalna paryżanka". Już pierwsze strony lektury przekonują, że ta książka jest spóźniona o kilkadziesiąt lat. Idyllicznego Paryża, który opisuje Łopatowska, po prostu już niema.
Przedstawmy najpierw autorkę: dziennikarka obecna w mediach „od ponad dwóch dekad", kierowała redakcjami informacyjnymi i Mfestyle'owymi. Uczy studentów dziennikarstwa internetowego. Uwielbia opowiadać o jedzeniu, podróżach i dobrych książkach. Zakochana w Paryżu i narzeczonym.
Wątek narzeczonego jest tu ważny. „Narzeczonego, który na co dzień mieszka pod Paryżem, poznała tuż przed pandemią. Zakochała się i kilka miesięcy później postanowiła wywrócić wszystko do góry nogami. Porzuciła poukładane życie, etat, ukochany Kraków. Spakowała swojego wiernego towarzysza, kota Piekło, i przeprowadziła się do Francji, o której zawsze marzyła".
Co konkretnie autorka robi w stolicy Francji, prócz podtrzy-
1 kotem? »od te§° momentu z wielką ciekawością, zachwytem i czułością eksploruje Paryż". Odwiedza zakątki, których nie ma w przewodnikach turystycznych. Rozmawia z ludźmi podobnie jak ona „zafascynowanymi miastem miłości".
Wydaje się, że kierowanie w przeszłości „redakcjami life-style'owymi" nie pozostało dla autorki bez skutków. Paryż w opowieści Łopalewskiej wciąż pozostaje miastem z czasów Louisa de Funesa i Brigitte Bardot. Uśmiechnięci paryżanie siedzą w kafejkach, sączą kawę, a w tle lecą przeboje Joe Dassina. Do tej baśni pasuje idealnie zawarta w jej książce historia crois-santów, tortu z Montmartre, nadsekwańskiego vintage, czy opowieści o idealnym francuskim kochanku. Z nieodłączną apaszką, której Łopalewska też poświęca cały rozdział.
Sęk w tym, że dzisiejszy Paryż jest inny. Ceny wynajmu mieszkań poszybowały do absurdu, konkurencja na rynku pracy sięga patologii, o bezpieczeństwie na ulicach można tylko pomarzyć. Do tego zapchane metro, szokujące kontrasty społeczne, tłumy żebraków i hałas. Osobną kwestią jest coraz bardziej ujawniający się rasizm Francuzowi ich narastające zide-ologizowanie, co jaskrawo ujawniły ostatnie wybory prezydenckie. Codziennym widokiem są patrole uzbrojonych żołnierzy. Czy mini-miasteczko żebraków tuż za placem Vendóme pasuje do wizji „miasta miłości"? Łopalewska, czytamy notkę wydawcy, wszystko „przyprawia dużą dawką humoru". A recen-zentka tomu, celebrytka Marzena Rogalska, dodaje: „Po przeczytaniu tej książki zapragniecie natychmiast wybrać się na randkę z Paryżem". To jasno wskazuje, że nie piszą o realnym Paryżu, lecz o Paryżu wyśnionym.
I jeszcze uwaga co do tytułu. W Paryżu nie można być „kim się chce". Na to pozwolić sobie mogą tylko mieszkający tam muzułmanie.
Mariusz Grabowski
^V-C>«vf,A
U PARYŻL
Agnieszka Łopalewska, „W Paryżu możesz być kim chcesz", wyd. Znak, Kraków 2022,
cena 49,99 zł.
WIEŚCI NIE Z TEJ ZIEMI
NATALIA KUKULSKA
Mówi -o uczuciach
Popularna piosenkarka jest od dwudziestu lat związana z Michałem Dąbrówką. Mąż gwiazdy to też muzyk - perkusista. Para doczekała się trójki dzieci. W ostatnim wywiadzie dla magazynu „Świat i Ludzie" wokalistka zdradziła, że w jej małżeństwie nie zawsze bywa różowo: - Mamy za sobą niejeden kryzys, różne rzeczy się dzieją. Dodała jednak, że zna najlepszy sposób na pokonywanie trudności w związku: rozmowę. - Mówienie o własnych uczuciach i emocjach to jest ważna rzecz w związku, ale nie każdemu to przychodzi łatwo-stwierdziła.
MARTYNA WOJCIECHOWSKA
Nie była przygotowana
Popularna podróżniczka rozmawiała niedawno z „Faktem"
0 seksie. - Powiem szczerze: mój pierwszy raz był bez szału. Mogło być zdecydowanie lepiej. Chyba nie byłam do tego przygotowana tak, jak powinnam być. Dodała przy tym, że jest już po pierwszych rozmowach na ten temat ze swoją czternastoletnią córką. -Gdy-bym mogła coś poradzić mojej córce, to żeby przemyślała kiedy, z kim i jak. Seks powinien przede wszystkim kojarzyć sięzprzyjemnościąitego powinny dotyczyć rozmowy rodziców z nastoletnimi dziećmi.
ANIA KARWAN
Została obrobiona
Podczas wywiadu z Żurnalistą piosenkarka wyznała, że dwa lata temu padła ofiarą oszustów podających się za policjantów. - Nie spodziewałam się, że hakerzy obrobią mi wszystkie konta-ito nie na In-stagramie, a finansowo -stwierdziła. I dodała: - Prokuratura się tym zajmuje. Na szczęście Karwan trafiła na kogoś, kto pomógł jej wyjść z finansowych tarapatów. - Pojawili się w moim życiu ludzie, którzy pomogli mi spłacić ratę za samochód i za dom z dwumiesięcznym opóźnieniem. Ludzie, którzy podali mi rękę
1 przelali mi pieniądze
na konto, dla których wpew-
Katarzyna Cichopek po rozstaniu z mężem, z którym przeżyła 17 lat, troszczy się przede wszystkim o dzieci
nym momencie zrobiłam reklamę ich firmy - podsumowała.
KATARZYNA CICHOPEK
Nie będzie się żalić
Celebrytka udzieliła pierwszego wywiadu po rozstaniu z mężem. - Decyzji o zakończeniu 17-letniego związku, wktó-rym są dzieci, nie podejmuje się pod wpływem impulsu. (...) To jest moje życie, moje decyzje, moje wybory - powiedziała w rozmowie z „Twoim Imperium". Nie zdradziła jednak przyczyn rozwodu. - Nigdy nie żaliłam się publicznie i nie zamierzam tego robić - stwierdziła. Zapewniła przy tym, że najważniejsze jest dla niej dobro dzieci. - Oboje pracujemy nad tym, żeby Adam i Helenka jak najmniej odczuli skutki naszego rozstania.
KRZYSZTOF IBISZ
Znów zostanie ojcem
Popularny prezenter zaskoczył wszystkich swoich fanów niespodziewaną nowiną. Zamieścił na Instagramie zdjęcie z żoną, na którym widać, że Joanna Kudzbalska ma zdecydowanie zaokrąglony brzuszek. , Już niedługo nasz świat będzie jeszcze piękniejszy" - podpisał fotografię. 57-letniIbisz ma już dwóch synów: 23-let-niego Maksymiliana ze związku z Anną Zejdler i 16-let-niego Vincenta z małżeństwa z Anną Nowak Kudzbalska ma
30 lat i jest lekarką. Para pobrała się w zeszłym roku.
SANDRA KUBICKA
Ma już dość
To już prawie rok, odlaedymo-deTka jest związana z muzykiem grupy Afromental - Baronem. Początkowo para ukrywała się przed mediami, ale jesienią poinformowała, że jest razem. - Zrobił się hejt, wyliczanie, ile będziemy razem, czy przetrwamy, czy nie - wspomina Kubicka wPlotku początki tej znajomości. Przyznaje też, że irytują ją pytania o poprzednią partnerkę Barona - Blankę Lipińską. -Minął rok, odkąd my jesteśmy razem, a oni się rozstali już ze dwa lata temu. Dajcie już jej spokój, dajcie mi spokój.
EDWARD MISZCZAK
Odczuł potrzebę
7 czerwca prezeska Warner Bros. Discovery w Polsce Katarzyna Kieli poinformowała, że Edward Miszczak, który był dyrektorem programowym stacji TVN, postanowił ją opuścić. „W życiu każdego przychodzi taki moment, że mimo sukcesów odczuwa się potrzebę zmiany. Dlatego podjąłem decyzję o odejściu, ale ludzie i to wyjątkowe miejsce zawsze będą w moim sercu" - napisał Miszczak w oświadczeniu. - Życzę Edwardowi wszystkiego najlepszego - pożegnał byłego szefa Marcin Prokop wPlotku.
HOROSKOP
Wodnik (20.01-18.02)
Dzień może być dla Ciebie niezbyt pomyślny, ale horoskop dzienny uspokaja, że ta lekcja od życia umocni Cię.
Ryby (19.02-20.03)
Nie zawracaj sobie głowy drobiazgami. Horoskop na dziś mówi, że mogą one odciągnąć Cię od tego, co ważne dla Ciebie i bliskich.
Baran (21.03-19.04)
Na horyzoncie małe przetasowania i roszady w Twoim kręgu towarzyskim. Horoskop dzienny na piątek mówi, że okupisz to nerwami.
Byk (20.04-20.05)
Horoskop dzienny wróży, że ktoś będzie baczniej zwracał uwagę na to, co robisz, jak się zachowujesz, na co poświęcasz najwięcej czasu i uwagi.
Bliźnięta (21.05-21.06)
Dobry dzień na zrobienie bilansu słabych i mocnych stron. Horoskop na dziś mówi, że jest Ci to potrzebne.
Rak (22.06-22.07)
Miej dzisiaj odwagę mówić głośno to, co myślisz. Horoskop dzienny na piątek wróży, że dzięki temu poprawisz swoje relacje z otoczeniem.
Lew (23.07-22.08)
Rozpoczynający się weekend to dobra okazja, aby zrobić wokół siebie porządek. Horo- ' skop dzienny radzi zaangażować do tego też bliskich.
Panna (23.08-22.09)
Spodziewaj się życiowych turbulencji. Horoskop na dziś mówi, że przyczyni się do tego ktoś znajomy.
Waga (23.09 -22.10)
Horoskop dzienny zapowiada, że stracisz dzisiaj sporo czasu na przekonywanie innych do swoich pomysłów, a efekt okaże się mizerny...
Skorpion (23.10-21.11)
Wszystko będzie się dzisiaj układało po Twojej myśli - jak mało kiedy. Horoskop dzienny stanowczo radzi brać się ostro z życiem za bary.
Strzelec (22.11-21.12)
Horoskop na dziś wróży Ci okazję do tego, aby przekonać się, czy masz umiejętność szukania kompromisu.
Koziorożec (22.12 -19.01)
Wewnętrzny głos będzie Ci mówił, że nie wszystko, co robisz, podoba się innym osobom. Horoskop dzienny na piątek wróży niepokój...
Redaktor naczelny Przemysław Szy mańczy k.
Z-cy red. nacz.: Marcin Stef anowski, Wojciech Frelkhowski.
YnonaHusaim-Sobecka. Prezes oddziału Piotr Grabowski.
Dyrektor biura reklamy oddziału Ewa Żelazko.
Dyrektor marketingu RobertGromowski.
Redakqa.SŁUPSK, ul. Henryka Pobożnego19,teL598488100, redakqkgp24@poiskapress4)l KOSZALIN, ul. Mickiewicza24, tel 943473552. redakqagk24@poiskapress4)L SZCZECIN, ul.NowyRynek3,teL9ł4OT3300jedakqa£24@polskapress4l. Druk Polska Press Oddział Poligrafia 75-846 Koszalin, Słowiańska 3a.
POLSKA PRESS GRU
Wydawca Polska Press Sp. z 0.0.
ul. Domaniewska 45,02-672 Warszawa, tel. 22 2014400, fax: 22 2014410
Prezes zarządu TomaszPrzybek Członek zarządu Dorota Kania Członek zarządu Małgorzata Skorwider
Członek zarządu Miłosz Szulc
wwwjtef.
www.gs24.pl
©©-umieszczenie takich dwóch znakówprzy Artykule, w szczególności przy Aktualnym Artykule, oznacza możliwośćjego dalszego rozpowszechniania tylko i wyłącznie po uiszczeniu opłaty zgodniezcennikiemzamieszaonymnastroniewww.gp24.pl/tresciiwzgodziezpostanowieniamininiejszego regulaminu.
Dyrektor artystyczny Tomasz Bocheński Dyrektor marketingu, Rzecznik prasowy Wojciech Paczyński wojciedi.paczynski@polskapress.pl Dyrektor kolportażu Karol Wlazło Agencja Al P kontakt@aip24.pl
Pj3C
12
• PULS
Głos Dziennik Pomorza
Piątek, 10.06.2022
heros z Cymerii
szczelina w
zboczu góry
furtka
otacza zalążek
T-
chabeta
aktor z „Wkręconych"
dawne srebrne monety
hokeista
na trawie
w paszporcie
kapitan „Nikt"
najdłuższy bieg
płatne oklaski
wązz „Księgi dżungli'
sojusz
ostatni Mohikanin
szwajcarski dopływ Renu
lodowy
na rzece
leśna łysina
wyrywana z
notesu
—r-
T
jednostka ciśnienia
kamizelka ratunkowa
mieszkaniec paku
świeccy w
Kościele
10 kwintali
bułka
~r-
masa na dżemy
T"
20
miasto na Mazowszu
wersja Lady
13
duży baniak
polska lodówka
16
zielona przyprawa do zup
obwódka wokół czapki
pasywny w działaniu
cząstka ognia
pies myśliwski
sopocki pomost
slogany, komunały
sposób postępowania
pani w talii kart
12
świętuje w
grudniu
krzyk, harmider
syn Deaala
biała szata kapłana
pora urlopów
T
sala kła-owa
wy do
europejska stolica
Hradczanami
kwiatostan ostu
ostrze włóczni
T
T
wstrząs
psychiczny
ukochana, miła
efekt wy-
fładku, rauma
rzecz nietykalna
ukochana Chopina
gromada antylop
szał,. furia
z
kukułką —1—
gruziński złoty
wokół laguny
19
czyta listę dialogową
-"T"
system wartości
T
imię Stawińskiego
zaprasza
na seanse
rywal home-opaty
15
filmowy Nikodem
angielski pies myśliwski
nawał pracy
po niej
do kłębka
czasem ukryta pod maską
buddyjski błogostan
FT
T
dawna wojskowa skarpeta
"nr
królewski powóz
herbaciany stan w Indiach
T
polski kabaret jak imię
T~
z
Zielonego Wzgórza
I
zakwita w maju
18
zielony pasożyt
na drzewie
futro z
tchórzy
Groźny, car Rosji
T
otwór w stole bilardowym
T"
w prenumeracie z Tele Magazynem
94 3401114
najtwardszy po
diamencie
cecha muzyki marszowej
drapieżna ryba morska
wynik dodawania
T
roślina polna
Uran lub Ziemia
Krystyna, była spikerka
T
ruchoma zasłona
21
zgromadzenie zakonne
ozdoba choinkowa
resztki
krawieckie
imu 'insi aktorki
widliszek
T~
jadalnia
na statku
anglosaski hektar
duchowieństwo
deszczowy miesiąc
T
uliczny chodnik
sportowy czasomierz
miasto Świętego Pawła
T
mebel z oparciem
wiedźma z
Trylogii
rudego ssaka
—J—
Irlandia w
oryginale
dawna niechęć awersja
T
gaz szlachetny
prymitywny but
T
narzędzie tynkarza
I
Wielka
Koralowa
■—r-
22
T
T
ubiór Hinduski
popłoch
kaczka norowa
jedzie
w peletonie
reguła, norma
w
atlasie
T
przełożona
halny w
Tatrach
dziurawy
jak...
rysa na szkle
T
kosmetyk
do golenia
przy butach taternika
duże wzniesienie
małżonka Warsa
T
płynie jjrzez Gryfice
T
& z ryb
jednostka mocy o
symbolu W
kanton w Szwajcarii
mocne światło
daszek nad kuchenką
zębate
staro-greckie igrzyska
10
wrzątek, ukrop
T
legendarny króf Polski
J
17
pole działania
14
młodzieńczy zapał
środek żelujący
szybka w fotoaparacie
mała chmara owadów
giętki u
pokornego
rodzaj sieci bac-iej
t
Nobla lub Nike
11
opera Verdiego
najlud-niejsze miasto Afryki
w portfelu Jankesa
umowny gest
1 2 3 4 5 6 7 ' " 10 11 12 13 14 i r 16 17 18 19 20 21 22
najlud-niejsze miasto Afryki
Litery z pól ponumerowanych od 1 do 23 utworzą rozwiązanie - myśl Fiodora Dostojewskiego.
'3fVlSM0d I VQVdn M3IM01Z0 :3INVZVlMZ0H
Litery z pól ponumerowanych od 1 do 23 utworzą rozwiązanie - myśl Fiodora Dostojewskiego.
'3fVlSM0d I VQVdn M3IM01Z0 :3INVZVlMZ0H