MAGAZYN 9 maja - defilada na placu Czerwonym ze zrabowanymi pralkami s, • Dr Karol Nawrocki, prezes IPN: Zawsze jest dobry czas na dokończenie dekomunizacji razem z dodatkami PLUSTELEMAGAZYN z programem TV, a w nim m.in., co słychać u Renee Zellweger Głos Pomorza Piątek 6.05.2022 Nr 104 (4652) Nakład: 18.400 egz. www.gp24.pl Cena 4,60 zł (w tym 8% VAT) Kościół. 50 lat diecezji. Nuncjusz apostolski odprawi mszę świętą str.2 Kraj: Kolejna podwyżka stóp procentowych str. 6 Słupsk. Dualne studia na Akademii Pomorskiej w uczelni i fabryce str. 4 Nr ISSN 0137-9526 Nr indeksu 348-570 770137 95205 3 SŁUPSK DRUGI DZIEŃ MATUR. WCZORAJ KRÓLOWA NAUK 2+2matematyka Matura'22: Wczoraj w salach egzaminacyjnych maturzyści rozwiązywali zadania matematyczne. Maturę na poziomie podstawowym zdawało prawie 1400 słupskich absolwentów strona 5 Dziś w „Głosie" SŁUPSK/SZCZECIN n •tygodnikr Regionow POMORZE Z raju do piekła. Miał być wyjazd na Zanzibar, jest prokurator str. Kł-11 BYTÓW I' Po pracy ruszają w tany I | i śpiewają. Zespół jest jak I ' rodzina str. 13 1: SZCZECIN DARŁOWO Ten śmietnik to skarb. ! Zamek skrywa okrutne Unikatowy w świecie tajemnice. Magia, czarny zabytek militarny str. 16 1 kot i wiedźmy «tr. 18 ł? W Bi! M SŁUPSK/SZCZECIN co się tak patrzysz? Alpaki nie widziałeś? Zwierzęta mają swoje za uszami W Charzynie, niedaleko Kołobrzegu, Zuzanna i Przemek hodują alpaki, które dają się przytulać, chociaż to wcale nie leży w ich naturze «tr. 14-15 Bociany w Kępicach. Zamontowano im gniazda wydarzenia str. 3 Dachowanie na chodniku w Słupsku wydarzenia str. 5 2 • DRUGA STRONA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 6.05.2022 TYDZIEŃ Z NASZĄ GAZETĄ SOBOTA PONIEDZIAŁEK • Weekend z Rodziną. Wirtu- • Sportowy24. Jak Robert alny świat ciekawi i uzależnia. Kubica rozpoczął sezon. WTOREK ŚRODA CZWARTEK PIĄTEK • Strefa Biznesu. Drożeje #Strona Zdrowia. Fibromial- • Pod Paragrafem. Paryle- • PULS. Czy Polsce grozi zboże. Co z cenami chleba? gia. Jak radzić sobie z bólem, wieżowa - aferzystka II RP. susza? Jak chronić wodę. man ZAMÓW PRENUMERATĘ: tel 94 3401114, mail: prenumerata.gdp@polskapress.pl, prenumerata.gp24.pl Uszkodzenia w parku przy ulicy Wazów w Słupsku. Będzie naprawa Uszkodzony już nowy wybieg dla psów Alek Radomski Słupsk Nowy wybieg dla psów. a już bez klamek. Będą popiawld w parku im. Ireny Sendlerowej w Słupsku. Z prośbą o interwencję w tej sprawie zwróciła się do nas Czytelniczka gp24.pl. Jak informuje, ktoś uszkodził wejście do strefy dla zwierząt na terenie parku przyul. Wazów. Poinformowaliśmy Zarząd Infrastruktury Miejskiej w Słupsku, który, jak nas zapewniono, zajmie się sprawą. - Infrastruktura jest sprawdzana przez nas okresowo lub po każdorazowym zgłoszeniu - informuje Tomasz Orłowski, zastępca dyrektora ZIM. -Mamy umowę z wykonawcą, który na nasze zlecenia naprawia i konserwuje urządzenia. POWIAT BYTOWSKI Zakończone zostały prace przy wykonaniu parkingu przy Szkole Podstawowej w miejscowości Nożyno. Roboty budowlane wykonał Zakład Komunalny z Czarnej Dąbrówki. Prace obejmowały wykonanie podbudowy, ułożenie placu płytami, ułożenie chodników, wykonanie parkingu dla osób niepełnosprawnych oraz obudowanie skarpy. Całkowity koszt prac wyniósł ponad 90 tysięcy złotych. Połowa kosztu została sfinansowana dzięki zaangażowaniu dyrektora szkoły, bo szkoła od 2019 roku prowadzi wynajem obiektów zimą i latem na obozy sportowe. Dochody z 2019 roku - 36 tysięcy złotych - zostały przeznaczone na potrzeby szkoły, na zakup sprzętu audio i tablic multimedialnych. Natomiast dochody z 2020 roku - 23 tys. złotych, i z 2021 roku - 25,5 tys. złotych przeznaczone zostały na wykonanie parkingu, (zida) Część zagospodarowania parku jest wiekowa, ale plac zabaw powstał stosunkowo niedawno. W ubiegłym roku wyremontowano tu część alejek i dołożono nowe wyposażenie. Prace zakładały też ukształtowanie górki saneczkowej, tak aby zjazd na sankach był lepiej wyprofilowany. To wówczas swoje miejsce znaleźli tu miłośnicy czworonogów. ©® LOTTO 04.0&2022, GODZ. 21.50 MultiMulti:3,6,9,19,27,28, 29,30,31,40,42,46,50,51,54, 59,64,67,68,76 Plus 6 Extra Pensja: 4,17,26,28,30,3 Extra Premia: l, 17,20,30,32,3 Mini Lotto: 17,27,29,31,35 Kaskada: 4,5,7,11,13,14,18, 20,21,22,23,24 Super Szansa: 5, l, 8,7,2,2,8 05.05.2022, OODZ. UJOO Multi Multi: 4,6,8,18,21,27, 29,32,37,41,44,53,62,66,72, 73,74,75,77,80 Plus 59 Kaskada: 3,5,7,8,9,10,11,12, 15,17,21,22 Super Szansa: 3,4,6, l, 9,0,4 WALUTY05.05.22 usd eur chf gbp 4,4017 (-) 4,6658 (-) 4,4995 (-) 5,5223(-) (+) wzrost ceny wstosunkudo notowania poprzedniego, (-) spadek ceny wstosunku do notowania poprzedniego, (0) bez zmian 50 lat diecezji. Nuncjusz apostolski odprawi mszę świętą w amfiteatrze Piotr Polechoński Kościół 25 czerwca w Koszalinie i 18 września w Skrzatuszu -pod hasłem „Mój Kościół. Moja Diecezja" - będzie świętowany jubileusz 50-leda diecezji koszalińsko-koło-brzeskięj. W Koszalinie cała jubileuszowa uroczystość odbędzie się w miejskim amfiteatrze i będzie trwać przez cały niemal dzień. Początek został zaplanowany na godzinę 10, a zakończenie na godzinę 17. W tym czasie wierni wysłuchają konferencji ks. dr. hab. Wojciecha Węgrzyniaka, wysłuchają koncertu uwielbienia i wezmą udział w najważniej-szym punkcie, czyli uroczystej mszy świętej pod przewodnictwem nuncjusza apostolskiego w Polsce abp. Salvatore Pennac-chio. Uwaga: ci wszyscy, którzy będą chcielitego dnia znaleźć się w amfiteatrze, muszą wcześniej postarać się o specjalne wejściówki. - Będą one rozprowadzane w parafiach i tam prosimy o nie pytać - mówi ks. Wojciech Parfia-nowicz, rzecznik prasowy Kurii Biskupiej w Koszalinie. - Oczywi-ściebędąonebezpłatne,bo chodzi tylko o to, abyśmy mogli się wcześniej zorientować, ilu wiernych zapełni tego dnia amfiteatr. Tendysponujemięjscamisiedzą-cymi w liczbie czterech tysięcy iniechcielibyśmy, abyjakieś sektory były puste lub żeby jakaś część osób nie mogła wziąć udziału, bo zabrakło dla nich miejsca - wyjaśnia ks. Parfianowicz. Dodaje też, że na parkingu przed amfiteatrem będzie zainstalowany telebim Przewidziano także ofertę gastronomiczną dla uczestników wydarzenia. - Serdecznie wszystkich zapraszamy do udziału w świętowaniu jubileuszu naszej diecezji. Jej powstanie 50 lat temu to był bardzo ważny moment zarówno w budowaniu polskiej tożsamości tych ziem, jak i w procesie jednoczenia się Polaków, którzy przyjechali tutaj ze wszystkich stron. Kościół był wtedy czytelnym dla wszystkich znakiem, wokół którego mogli się zjednoczyć wszyscy Polacy, bez względu na różnice. Stąd powołanie do życia nowej diecezji tylko ten znak wzmocniło i pozwoliło na jeszcze mocniejsze związanie się z naszym regionem. Teraz będziemy chcieli wspólnie podziękować Boguzatepółwiekuipoczućsiłę naszej wspólnoty, bo w ostatnich latach przez pandemię i izolację często tego poczucia byliśmy pozbawieni - podkreśla ks. Wojciech Parfianowicz. Drugi dzień świętowania jubileuszu zaplanowany został na 18 września w Skrzatuszu. W tym przypadku program uroczystości zostanie podany później. Kośaół katolicki wrócił na Pomorze Środkowe po 1945 roku, wraz z przekazaniem tych ziem Polsce. 15 sierpnia 1945 roku całe terytorium obecnej diecezji zostało włączone do Administracji Apostolskiej Kamieńskiej, Lubu-slriej iPrałatury Pilskiej z siedzibą w Gorzowie Wielkopolskim, którą potocznie nazwano diecezją gorzowską. W latach 70., po nawiązaniu przez Polskę stosunków dyplomatycznych z Republiką Federalną Niemiec, na terenie administracji planowano utworzyć trzy diecezje obrządku łacińskiego. Jedną z nich miała być diecezja słupsko-kołobrzeska. Co ciekawe, jeszcze na początku 1972 roku była mowa o diecezji ze stolicą w Słupsku. Tymczasem ówczesnym władzom państwowym zależało na tym, aby stolicą nowej diecezji został Koszalin, gdyżbył ówczesnym centrum administracyjnym Pomorza Środkowego. Ostatecznie władze kościelne zgodziły się z taką propozycją i 28 czerwca 1972 roku Paweł VI bullą Epi-scoporum Poloniae Coetus erygował diecezję koszalińsko-ko-łobrzeską. Ta powstała z terenów diecezjiberlińsktej i Prałatury Pilskiej i została włączona do metropolii gnieźnieńskiej. Spotkanie delegacji polskiego Kościoła z papieżem Pawłem VI. Kardynał Stefan Wyszyński prezentuje podział administracyjny polskich struktur kościelnych, w tym nowo powstałą diecezję koszalińsko-kołobrzeską. Drugi z lewej, uśmiechnięty biskup Ignacy Jeż - pierwszy koszaliński biskup. Rok 1972 Głos Dziennik Pomorza Piątek, 6.05.2022 3 REGION SŁUPSK Dualne studia Akademia Pomorska jako jedna pierwszych uczelni w Polsce, a pierwsza na Pomorzu, uruchomi studia dualne - kształcenie w ścisłej współpracy z pracodawcą. Str.4 SŁUPSK 2+2=matma Wczoraj w salach egzaminacyjnych maturzyści rozwiązywali zadania matematyczne. Maturę na poziomie podstawowym zdawało prawie 1400 absolwentów. Str. 5 Energetycy bocianom zamontowali gniazda Magdalena Olechnowicz Kępice W Kępicach pojawiły się bociany. Dzięki szybkiej akcji leśników, samorządowców i EnergL zamontowano im specjalne platformy na słupach eneigetycznych, gdzie TaŁtaHaj^ gnłay/ia Choć bociany to dość powszechny widok w wielu naszych wsiach, to jednak ich obecność w Kępicach jest dość ciekawym i niespodziewanym wydarzeniem. Rzadko się zdarza, że te ptaki próbują gniazdować w mieście. - Pod koniec kwietnia zauważyłem, że dwa bociany próbują robić gniazdo na słupie energetycznym przy ulicy Pomorskiej. To było dość zdumiewające, bo bocianów w samych Kępicach nigdy nie było - relacjonuje Marian Tyc, mieszkaniec pobliskiego bloku. Sprawą bardzo szybko zainteresowali się także inni mieszkańcy, którzy zauważyli, że ptaki mają problem z budową gniazda, ponieważ słup nie był do tego przystosowany. O sprawie poinformowano samorządowców i leśników. Reakcja była natychmiastowa. - Odebrałem wiele sygnałów od mieszkańców. Wspólnie z władzami gminy poprosiliśmy o wsparcie energetyków - mówi Kamil Szydłowski z Nadleśnictwa Warcino. Wprawdzie bociany w Kępicach nie próbowały dotychczas gniazdować, to jednak ich widok nie był obcy mieszkańcom. - W zeszłym roku po wykoszeniu traw przy parku Pokoleń Spostrzegliśmy, że bo- y/Y tym roku bociany zdecydowały się pozostać w Kępicach ciany chętnie żerują w tym miejscu. Były to jednak osobniki z gniazd z okolicznych wsi - dodaje Szydłowski. W tym roku, bociany zdecydowały się pozostać w Kępicach. - To świadczy, że nasze miasto jest czyste i przyja- zne dla środowiska. Jeśli bociany doczekają się potomstwa, jest wielce prawdopodobne, że potomkowie tej pary będą tu powracać w kolejnych latach. Bociany bowiem nie przywiązują się do partnerów, ale do miejsca gniazdowania zdecydowanie tak - Wyjaśnia leśriik. Dzięki interwencji mieszkańców, a przede wszystkim szybkiej reakcji Zakładu Energetycznego w czwartek, 5 maja, pracownicy Energi zamontowali na słupie specjalną platformę, na której bociany będą miały szansę stworzyć gniazdo z prawdziwego zdarzenia. - Bardzo dziękuję pracownikom firmy Energa za szybką reakcję i sprawnie przeprowadzony montaż platformy. Obecność bocianów to z pewnością dobry znak dla naszego miasta. Myślę, że ich obecność urozmaici miejski krajobraz i będzie pozytywnie wpływać na samopoczucie naszych mieszkańców - mówi z uśmiechem Magdalena Majewska, burmistrz Kępic. Mamy nadzieję, że bociany zaakceptują nowe miejsce i będą wracać w kolejnych latach. -A my w tym czasie przygotujemy kolejne miejsca do sadzenia drzewek przez rodziców nowo narodzonych mieszkańców w naszym parku Pokoleń. Bociany w naszej tradycji są przecież zwiastunem wzrostu populacji, więc trzeba się spodziewać, że mieszkańców Kępic będzie wkrótce intensywniej przybywać - mówi pół żartem, pół serio Kamil Szydłowski z Nadleśnictwa Warcino. ©® MATERIAŁ INFORMACYJNY EMKA S.A. Dbałość o ekologię w EMKA S.A. Jeszcze nie tak dawno ekologię uznawano za trend - coś, za czym warto podążać, choć nie wszyscy byli skłonni zmierzać w tym kierunku. Dziś powinna ona stanowić już naszą codzienność. To właśnie odpowiedzialne podejście do środowiska oraz stanu, w jakim zostawimy je przyszłym pokoleniom, staje się wyzwaniem na każdy dzień - zwłaszcza w przypadku branży gospodarki odpadami, nie tylko medycznymi. Jak wyglądają proekologiczne działania w naszej firmie, niezwiązane bezpośrednio z samym procesem utylizacji? Przyjrzyjmy się temu z bliska! Firma z eko w DNA Doskonale wiemy, że chcąc zmienić świat, należy zacząć od samego siebie. Wzięliśmy to sobie do serca - zamiast papierowych faktur, w zdecydowanej większości wysyłamy je w formie elektronicznej. Co więcej, nasz wewnętrzny obieg dokumentów staramy się realizować w 100% cyfrowo, ograniczając do minimum tzw. papie-rologię i te formalności, które muszą mieć odzwierciedlenie na papierze. To jednak nie wszystko - dbamy o to, by flota naszych aut była świeża, a co za tym idzie miała jak najmniejszy wpływ na środowisko naturalne, organizujemy także naszym kierowcom szkolenia z eco-drivingu, by jak najbardziej ograniczyć negatywne efekty, związane z transportem samochodowym. Wsparcie proekologicznych postaw u najmłodszych Pamiętając przysłowie o tym, czego Jaś się za młodu nie nauczy, dążymy do tego, by z pewnością wpojo- ne miał wartości związane z ekologią i troską o środowisko. Z tego powodu nie tylko mieliśmy przyjemność wesprzeć konkurs piosenki o zdrowiu, organizowany przez żyrardowski sanepid, ale także podarowaliśmy szkołom pojemniki do segregacji odpadów. Wielokrotnie podczas organizowanych przez nas wydarzeń dbamy także o przekaz pozytywnych, ekologicznych wartości dla najmłodszych - choćby w postaci eko-gadżetów. Zbieranie nakrętek od napojów Wierzymy w to, że małe kroki także mają istotne znaczenie w dłuższej perspektywie. Z tego powodu nie tylko sami w firmie od 5 lat zbieramy nakrętki, ale także postawiliśmy w wielu miejscach w przestrzeni publicznej w Polsce tzw. „serduszka". To specjalne pojemniki na nakrętki, które pozwalają mieszkańcom segregować tego rodzaju odpady - a doskonale wiemy, że zebrane w odpowiedniej ilości uratowały już życie niejednego dziecka, czekającego na kosztowną operację, rehabilitację czy leczenie. Odpad zdasz - drzewko masz! Na sam koniec wypada wspomnieć o naszej sztandarowej akcji „Odpad zdasz, drzew- ko masz". Choć w Słupsku zorganizowaliśmy ją po raz pierwszy, śmiało możemy przyznać, że spotkanie z mieszkańcami należy zaliczyć do bardzo udanych. Frekwencja przerosła nasze najśmielsze oczekiwania, a na przybyłych słupszczan - oprócz mnóstwa sadzonek - czekało mnóstwo atrakcji. Do akcji dzień wcześniej w ramach Międzynarodowego Dnia Ziemi włączyło się 13 placówek edukacyjnych w regionie słupskim. W trakcie tych dwóch dni rozdaliśmy 2000 sadzonek i zebraliśmy 12 ton makulatury, 6 ton elek-trośmieci i 20 kilogramów przeterminowanych leków, które oddaliśmy do recyklingu. Zgromadzone podczas akcji środki w całości posłużą jako wsparcie dla Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego im. Marynarza Polskiego w Damnicy. Razem z Wami 4 • WYDARZENIA % Studia na AP w Słupsku, jakich na Pomorzu jeszcze nie było. Kształcenie w uczelni i fabryce Grzegorz Hilarecki Nauka Akademia Pomorska w Słupsku-pierwsza na Pomorzu-uruchomi studia dualne. Zajęcia na kierunku Logistyka Zielone łańcuchy dostaw prowadzone będą we współpracy z firmą Markos. Wczoraj w sali senatu Akademii Pomorskiej w Słupsku rektor uczelni dr hab. inż. Zbigniew Osadowski, prof. AP, i Cezary Koseski, prezes firmy Markos, podpisali list intencyjny. Studia dualne rozpoczną się w październiku, a uczyć się na nich będzie 17 pracowników firmy Markos, zatrudniającej ponad tysiąc osób. Przyszli studenci, pracownicy firmy, którzy zdecydowali się ku zadowoleniu pracodawcy rozszerzyć wiedzę, będą uczyć się w AP, ale 40 procent czasu trzyletnich studiów spędzą na zajęciach praktycznych w siedzibie Markosu w Głobi-nie. Nabieżąco więc będą łączyć wiedzę teoretyczną z praktyczną. Pracodawca zyska pracowników wyszkolonych pod własne potrzeby, a słupska uczelnia dołączy do nielicznego grona polskich uczelni, które mają studia w formule dualnej. - Rozwijamy nasz potencjał naukowy i dydaktyczny. W ostatnim czasie zrealizowaliśmy kilka projektów z przedsiębiorcami, myślę tu o Słupskim Ośrodku Akademickim, w ramach którego powstało kilkanaście pracowni, laboratoriów, które są elementem współpracy Akademii Pomorskiej w Słupsku z otoczeniem. Idziemy dalej -powiedział dzisiaj rektor dr hab. inż. Zbigniew Osadowski, prof. AP. -Uruchamiamy kolejny kierunek kształcenia. Jest to Logistyka o charakterze zielonych łańcuchów dostaw. Naszym 61 Kar w Stupsku rade Pomor W sali senatu Akademii Pomorskiej w Słupsku rektor uczelni dr hab. inż. Zbigniew Osadowski, prof. AP, i Cezary Koseski, prezes firmy Markos, podpisali list intencyjny. Studia dualne rozpoczną się w październiku, a uczyć się na nich będzie 17 pracowników firmy Markos z podsłupskiego Głobina, zatrudniającej ponad tysiąc osób partnerem jest firma Markos. Jak państwo wiecie, jest to wiodący producentlaminatówiele-mentów elektrowni wiatrowych. Bardzo się cieszymy z tej współpracy, ponieważ jest to pierwszy taki kierunek wnaszej uczelni, w formule dualnej. - Chciałem podziękować panu rektorowi i panom profesorem, dzięki którym mogliśmy rozpocząć naszą współpracę. Nie ukrywam, że od dłuższego czasu pojawiał się u nas problem kadry, która ma wzmacniać nasze główne kierunki działań. Nasze procesy produkcyjne muszą być wzmacniane przez fachowców, wykształconych teoretycznie, a nie tylko praktycznie we wszystkich ko- mórkach okołoprodukcyjnych - tłumaczył prezes Koseski. -Moja firma zatrudnia teraz ponad tysiąc osób, a wkomórkach związanych z logistyką jest ponad 40 osób. I ten kierunek działań, który otworzyła nasza regionalna uczelnia, wpisuje się w kierunek działań firmy. - Projekt, w ramach którego realizujemy studia dualne i roz-poczynamyje tutaj nanaszymlo-kalnym rynku, to projekt 3L0E. To projekt międzynarodowy, w ramach którego kryją się trójstopniowe Centra Doskonałości Zawodowej. Trójstopniowe, bowiem szkolenia odbywają się na poziomie szkoły zawodowej, czy ponadpodstawowej ikursów doszkalających oraz w ramach szkół wyższych. Model dualny jest bardzo popularny w Niemczech - tłumaczy dr hab. Marek Łukasik, prof. AP, prorektor ds. rozwoju i współpracy. - Nasz projekt został najlepiej oceniony w całej UniiEuropejskiej. Projekt ów dotyczy 22 partnerów z siedmiu krajów UE: Polski, Niemiec, Włoch, Austrii, Litwy, Łotwy i Estonii. Stąd unijne pieniądze na otwarcie studiów dualnych w Słupsku. Dzięki projektowi 3L0E w regionie stworzone jest Centrum Doskonałości Zawodowej. Partnerem jest tu Akademia Pomorska, Zespół Szkół Mechanicznych i Logistycznych w Słupsku oraz Izba Rzemieślnicza Małej i Dużej Przedsiębiorczości ze Szczecina. Wspólnie mają za zdanie kształcenie specjalistów na potrzeby zielonej gospodarki. - Ten projekt, o którym dzisiaj mówimy, jest to pierwszy krok do działań, które podejmujemy na szerszą skalę. Centra Doskonałości Zawodowej to będzie priorytet UE w nowym rozdaniu środków. W przyszłym miesiącu podpiszemy porozumienie na rzecz rozwoju ustawicznej edukaq'i zawodowej w naszym regionie. Zaangażowane w to jest całe środowisko gospodarcze. Nasza uczelnia będzie pełnić wiodącą rolę w kreowaniu tego Centrum w regionie - tłumaczył dr hab. Andrzej Urbanek, prof. AP, prorektor ds. kształcenia. Zielone łańcuchy dostaw będą czwartą ścieżką kształcenia na kierunku Logistyka realizo-wanym w Katedrze Zarządzania AP w Słupsku. Akademia Pomorska kształci obecnie na 30 kierunkach i oferuje studentom ponad 120 ścieżek kształcenia. Jak zapewniono, wkolejnych latach studia na ścieżce Zielone Łańcuchy dostawbędą dostępne dla absolwentów szkół średnich. W trakcie studiów studenci nawiążą kontakt z pracodawcami, a po zakończeniu nauki będą mogli dołączyć do pracy. Pracodawcy zaś będą wcześniej znać swoich potencjalnych pracowników. ©® Zostań prenumeratorem! Prenumerata na 3 miesiqce za 44 zł miesięcznie Gazetę dostarczymy codziennie do Twojego domu, biura, tam gdzie chcesz ! zamów: O 94 3401114 od poniedziałku do piqtku w godz. 9:00-15:00 email: prenumerata.gdpo)polskapress.pl Oferta tylko dla nowych prenumeratorów * średnia oszczędność miesięczna w porównaniu do cen w kiosku w 2022r. Głos Dziennik Pomorza Piątek, 6.05.2022 WYDARZENIA DZIEŃ FLAGI POLSKIE BAA LITEWSKIEGO Wczora) królowała matematyka Bogumiła Rzeczkowska Edukacja W czwartek w salach egzaminacyjnych maturzyści rozwiązywali zadania matematyczne. Maturę na poziomie podstawowym zdawało prawie1400słupskich absolwentów. - Pierwsi dwaj maturzyści wyszli z sali po dwóch godzinach. Jeden z nich z klasy matema-tyczno-fizycznej. „Trudne", powiedzieli obaj - mówi Mariusz Domański, dyrektor II Liceum Ogólnokształcącego w Słupsku. - Jednak to subiektywna opinia. Nie poddali się, rozwiązali zadania przed czasem i może okazać się, że wszystko poszło dobrze. W Słupsku do matury przystąpiło około 1400 osób. WII Liceum Ogólnokształcącym -92 absolwentów i trzy osoby skierowane przez Okręgową Komisję Egzaminacyjną, które w poprzednich latach nie przystąpiły do matury. Jak zapewnia dyrektor, wszyscy stawili się punktualnie, bez ściąga- Po środowej maturze z języka polskiego wczoraj maturzyści zdawali pisemny egzamin z matematyki na poziomie podstawowym. Na zdjęciu maturzyści z II LO w Słupsku wek, bez smartfonów, tylko z kalkulatorem w najprostszej wersji. - Gdyby telefon zadzwonił na sali, matura zostałaby unie- ważniona wobec wszystkich -dodaje dyrektor. - Po raz ostatni zdają klasy trzecie, ponieważ jest to ostatni rocznik gimnazjalny. Mamy więc w szkole in- nych trzecioklasistów, którzy przystąpią do matury po nowemu, czyli dopiero za rok. Po maturze z języka polskiego w środę wczoraj matu- rzyści zdawali pisemny egzamin z matematyki na poziomie podstawowym. Aby rozwiązać zadanie najwyżej punktowane za 5 punktów, musieli wykazać się wiedzą z funkcji kwadratowych. Pozostałe zadania wymagały wiadomości o zbiorach, trójkątach równoramiennych, czy ciągach arytmetycznych. Wszystkie poprawne odpowiedzi dają 45 punktów - 28 punktów z zadań zamkniętych i 17 punktów z zadań otwartych. O godzinie 14 odbył się też egzamin z historii muzyki, który wybierano raczej w szkołach artystycznych. Jutro rano - obowiązkowy angielski na poziomie podstawowym, po południu - wybrane języki, także na poziomie podstawowym. W tym roku także nie ma egzaminów ustnych, ale szkoła może je organizować w uzasadnionych przypadkach. - Mamy absolwentkę, która wybiera się na studia w Danii. Uczelnia wymaga egzaminu ustnego z języka angielskiego na maturze - mówi dyrektor. W poniedziałek zaczynają się matury na poziomach rozszerzonym i dwujęzycznym. Egzaminy kończą się 23 maja. Wyniki będą 5 lipca. ©® Dachowanie na chodniku Bogumiła Rzeczkowska Słupsk Na ulicy Wazów kierowca forda uderzył w drzewo i uciekł. Na miejscu policjanci zastali samochód przewrócony kołami do góry na chodniku. Poszkodowanych brak. Do niebezpiecznej sytuacji doszło wczoraj w południe na jednej z ulic miasta na chodniku w uczęszczanym miejscu tuż przy schodkach prowadzących w głąb osiedla. Wszystko wskazuje na to, że nikomu nic się nie stało. Kierowca o własnych siłach wyszedł z samochodu i oddalił się w niewiadomym kierunku. - Około godziny 12 otrzymaliśmy zgłoszenie o zdarzeniu drogowym, do którego doszło w Słupsku na ulicy Wazów - informuje Jakub Bagiński, rzecz- : Ulica Wazów w Słupsku. Samochód przewrócony kołami do góry na chodniku nik słupskiej policji. - Pracujący na miejscu policjanci ustalili, że jadący w kierunku alei 3 Maja osobowy ford z niewyjaśnionych dotąd przyczyn uderzył w drzewo. Samochód przewrócił się na dach. Następnie kie- rowca oddalił się z miejsca zdarzenia przed przyjazdem mundurowych. Na miejscu prowadzone były policyjne czynności, które mają ustalić, kto kierował pojazdem. ©® PC DR POMORSKI OŚRODEK DORADZTWA 80LN1CZE&0 W LUBANIU ROLNICTWA I ROZWOJU WS! W PROGRAMIE: SPRZEDAŻ: - drzew, krzewów owocowych i ozdobnych, - nasion i cebulek kwiatowych, - kwiatów, DORADZTWO OGRODNICZE ZAPRASZAMY W OODZ. 9"- 1T" TRZY FALE AUTOPROMOCJA Głos Pomorza Gotuj się na sobotę gp24.pl Burmistrz Miastka stosownie do art. 35 ust. 1 ustawy z dnia 21 sierpnia 1997 roku o gospodarce nieruchomościami (Dz.U. z 2021 r., poz. 1899 ze zm.) informuje, że na tablicach ogłoszeń tut. urzędu oraz na stronie http:/ www.bip.miastko.pl/ zamieszczone zostały na okres 21 dni wykazy nieruchomości przeznaczonych do dzierżawy, stanowiących: - grunt działki oznaczonej numerem ewidencyjnym 219, położonej w obrębie Zadry, gm. Miastko, pod wolnostojącą tablicą reklamową kierunkową, - część działki oznaczonej numerem ewidencyjnym 290/2 o powierzchni 200 m2 i część działki oznaczonej numerem ewidencyjnym 292/2 o powierzchni 220 m2, położonych przy ulicy Generała Wybickiego w Miastku. P*rtn«r,sy % TRZY FALE Patronat Medialny Głos Pomorza Ą C > IO SWPSK 1.4 Uwaga: Dostępny jest również parking Firmy SCANIA ul. Grunwaldzka, Słupsk 6 Głos Dziennik Pomorza Piątek, 6.05.2022 POLSKA i ŚWIAT KRÓTKO WARSZAWA Caritas: Paczki dla Ukrainy Ponad 30 tysięcy paczek z podstawowymi produktami spożywczymi i higienicznymi trafiło do rodzin na Ukrainie. Przygotowali je Polacy w ramach akcji Caritas Polska „Paczka dla Ukrainy". Wciąż można dołączyć do akcji. Wicedyrektor Caritas Polska Małgorzata Jarosz-Jar-szewska powiedziała, że w paczkach powinny znaleźć się produkty żywnościowe z długim terminem przydatności do spożycia oraz środki higieniczne. - Powinny zawierać najbardziej potrzebne pro- POLSKA dukty na dwa tygodnie dla jednej rodziny - zaznaczyła. Paczki można przynosić do ośrodków Caritas bądź parafii. Karton nie może być zaklejony, bo paczki sprawdzane są przez wolontariuszy przed wysłaniem. Paczki dotarły m.in. do Kijowa i obwodu kijowskiego, Buczy, Winnicy, Iwano-Fran-kowska, Czemihowa i obwodu Czernihowskiego. Szczegóły, jak przygotować pakunek, na stronie cari-tas.pl/paczkadlaukrainy. IAR Mniej wypadków na drogach W porównaniu z 2019 r., liczba śmiertelnych ofiar wypadków dro-gowychwPolscew202ir.spadłao23proc.-wynikaznajnow-szych danych Komisji Europejskiej. WI kwartale 2022 r. o około 50 proc. zmniejszyła się liczba mandatów za przekroczenie prędko-ścioponad 50 km/h wobszaize zabudowanym. WARSZAWA/WILNO Ruszył gazociąg Litwa-Polska Dwukierunkowy gazociąg łączący Polskę i Litwę otwarto oficjalnie w czwartek, choć połączenie, tak jak zapowiadano, działa od 1 maja. Gazociąg pełną przepustowość osiągnie w październiku tego roku. Gaz będzie nim mógł płynąć w dwie strony, w zależności od złożonych zamówień. Obecnie gaz płynie z Litwy do Polski. Już w maju PGNiG chce wykorzystać GIPL do importu gazu sprowadzonego jako LNG do terminalu w Kłajpedzie. Docelowo gazociąg ma mieć zdolność przesyłową rzędu 2,5 mld m sześć, rocznie w kierunku Litwy i 2 mld m sześć, w kierunku Polski. Piotr Kobyliński POLSKA W lasach na północnym wschodzie i wschodzie Polski obowiązuje duże zagrożenie pożarowe. Alert najwyższego stopnia wydano na obszarach województw: warmińsko-mazurskiego, podlaskiego i lubelskiego oraz częściowo mazowieckiego, podkarpackiego i kujawsko-pomorskiego. W pozostałej części kraju obowiązu-je zagrożenie średnie, z wyjątkiem północnego wschodu kraju, gdzie obowiązuje także zagrożenie małe lub nie obowiązuje. IAR Moim zdaniem Polska powinna otrzymać Pokojową Nagrodę Nobla. Przyjęliście 18 min uchodźców. Oni nie są w obozach. Georgette Mosbacher, była ambasador USAwWarszawie Podwyżka stóp procentowych. Co z pomocą kredytobiorcom? Maciej Badowski Warszawa Podwyżki stóp procentowych oznaczają wzrost oprocentowania kredytów. Czy propozycje rządu w sprawie pomocy kredytobiorcom są odpowiednie? Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała w czwartek o kolejnej podwyżce stóp procentowych w Polsce. Stopa referencyjna została podniesiona o 0,75 pkt. procentowego do poziomu 5,25 proc. w skali rocznej. Podwyżka ma powstrzymać wzrost inflacji, która od kilku miesięcy jest dwucyfrowa. Rząd za tak wysoką inflację obarcza działania Rosji jeszcze sprzed wybuchu wojny w Ukrainie. Ile podwyżek stóp? Wraz z podwyżką stóp procentowych wzrosną też raty kredytów. Eksperci mówią, że raty kredytów od początku procesu podnoszenia stóp procentowych mogły już wzrosnąć o trzy czwarte. Ich spadku najwcześniej można oczekiwać w 2023 roku. Przed miesiącem RPP podniosła stopy o jeden punkt procentowy. Według ekspertów różnych instytucji finansowych, w dalszych miesiącach tego roku wzrosty stóp procentowych powinny być już niższe, mogą być jednak kontynuowane. Inflacja po- Adam Glapiński, prezes NBP, uzależnia skalę podwyżek stóp procentowych od bieżącej sytuacji gospodarczej winna zacząć spadać po trzecim kwartale 2022 r. Wysokość stóp procentowych wpływa między innymi na oprocentowanie kredytów w złotych. Przed miesiącem prezes NBP Adam Glapiński zapowiedział, że o skali kolejnych podwyżek stóp procentowych zadecyduje rozwój sytuacji gospodarczej, a cykl nie ma z góry określonego poziomu docelowego. Jaka pomoc? Premier Mateusz Mora-wiecki zapowiedział wsparcie dla osób spłacających kredyty. Wśród zaproponowanych przez rząd rozwiązań pojawiają się m.in. wakacje kredytowe w 2022 i 2023 roku dla wszystkich. Ponadto ci, którzy mają problemy ze spłatami rat kredytów, będą mogli liczyć na comiesięczne dopłaty. Przewidziane jest również odejście od WIBOR-u. Premier apelował również do banków, aby wraz ze wzrostem stóp procentowych podnosiły także oprocentowanie lokat. Dotychczas banki podnoszą raty kredytów, a oprocentowanie lokat pozostaje przeważnie na poziomie z czasów, kiedy stopy procentowe były bliskie zeru. Opozycja miała pomysł wprowadzenia dopłat dla kredytobiorców. Natomiast eksperci finansowi podkreślają, że za wszelkie programy pomocowe zapłacą podatnicy i pytają, czy państwo na to stać. Wiceminister rozwoju i technologii Olga Semeniuk uważa, że propozycje przedstawione przez rząd są przemyślane i nie spowodują dalszego wzrostu inflacji. Semeniuk powiedziała jednocześnie na antenie Polskiego Radia 24, że masowe dopłaty dla kredytobiorców, których wprowadzenie proponowała opozycja, byłyby złym rozwiązaniem, bo prowadziłyby do hi-perinflacji. - Dosypywanie środków finansowych do gospodarstw domowych prowadzi nas na autostradę hiperinflacji, a nie chcemy się mierzyć z tym, z czym dzisiaj mierzy się Turcja - powiedziała wiceminister. Semeniuk oceniła, że rząd przedstawił trzystopniowy program pomocowy dla kredytobiorców, który jest bardzo przemyślany. Wśród rozwiązań zaprezentowanych przez Mateusza Morawieckiego znalazły się: wakacje kredytowe dostępne w 2022 i 2023 roku,dopłaty z bankowego funduszu w przypadku utraty pracy lub spadku dochodów i przejście z obecnego WIBOR-u na nowy wskaźnik. Błaszczak na forum NATO: Nawet po przegraniu wojny na Ukrainie Rosja będzie stanowić zagrożenie AIP Warszawa Podczas konferencji w Warszawie minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak powiedział, że Rosja intensyfikuje wrogie działania wobec sojuszników NATO, choć poniżej progu wojny. Minister Błaszczak, podczas otwarcia międzynarodowego sympozjum NATO Resilience Symposium2022w Warszawie, na terenie Akademii Sztuki Wojennej, wskazał, że NATO musi przygotować się na próby osłabienia sojuszu przez Rosję. - Federacja Rosyjska w dalszym ciągubędzienaspostrzegaćjako przeciwników i podejmować coraz bardziej złożone próby osła-bianianaszych zdolności stawiania oporu jej ambicjom imperialnym - mówił szef polskiego resortu obrony narodowej. Zdaniem Polski, działania Sojuszu Północnoatlantyckiego powinny skupić się na zwiększeniu odporności w zakresie bezpieczeństwa energetycznego i cybernetycznego, a także rozwoju nowych technologii w dziedzinie obronności. Błaszczak jako kluczowe wymienił dalsze po-głębienie współpracy NATO z UE i krajami partnerskimi: Gruzją, MołdawiąiUkrainą. Szef resortu obrony narodowej powiedział również, że wojna na Ukrainie pokazała, iż koncepcja obrony terytorialnej sprawdza się wpraktyce. - Zmotywowani, patriotycznii dobrze dowodzeni ochotnicy bardzo skutecznie walczą z wrogiem i wspierają cywilów w obszarze prowadzenia działań wojennych. Warto zauważyć, że Ukraina stworzyła swoje siły obrony terytorialnej, korzystając między innymi z modelu polskiego - powiedział Błaszczak. W dwudniowym forum NATO Resilience Symposium 2022 biorą udział przedstawiciele 30 państw NATO i partnerzy (Finlandia, Gruzja, Szwecja, SzwajcariaiUkraina). Głos Dziennik Pomorza Piątek, 6.05.2022 REKLAMA MATERIAŁ INFORMACYJNY NBP Podwyższona inflacja, z którą zmaga się polska gospodarka, ma swoje źródła przede wszystkim w czynnikach zewnętrznych, wśród których należy wskazać: • wzrost cen surowców energetycznych i żywnościowych wskutek rosyjskiej agresji przeciw Ukrainie, • zaburzenia produkcji związane z kryzysem pandemicznym, • rosnące koszty transportu. Zjawisko rosnących cen ma charakter międzynarodowy. Poziom inflacji - 7,4% w strefie euro w marcu 2022 r. był najwyższy w historii, ale w wielu państwach wzrost cen był jeszcze wyższy: Litwa Czechy Łotwa Hiszpania Holandia Estonia W Stanach Zjednoczonych inflacja osiągnęła poziom najwyższy od 40 lat. Średnia inflacja w Pofece «nr otUKflkJi sze&ju fatach wynknfa 2£**, a zatem byfa zgodna z ttrkm inflacyjnym MBP wynoszącym 2#** 1 pkt proc. Ograniczenie wzrostu cen wymaga zwiększenia stóp procentowych. Obecna stopa referencyjna - ustalona przez Radę Polityki Pieniężnej -wynosi 4,50%, co oznacza powrót do poziomu z listopada 2012 r. Najwyższy poziom podstawowej stopy procentowej za kadencji Prezesów NBP dla porównania wyniósł: # 36,00% - prof. Hanny Gronkiewicz-Waltz, « 19,00% - Leszka Balcerowicza, $ 4,75% - prof. Marka Belki, $ 4,50% - prof. Adama Glapińskiego. W ubiegłym roku Narodowy Bank Polski wypracował niemal 11 mld złotych zysku, z czego 95%, czyli prawie 10,43 mld złotych zasili budżet państwa. Suma wpłat do budżetu państwa dokonanych w czasie jednej kadencji lat) prof. Czapińskiego jest niemal tak duża, jak łączne wpłaty za dwóch kadencji (12 lat) -potBefldiBakenwfkziK 43,3 mld zł - prof. Adama Glapińskiego, 23,6 mld zł - prof-Marka Belki> 21,5 mld zł - Leszka Balcerowicza. NARODOWY BANK POLSKI informuje: 0010497380 Dane na dzień 28.04.2022 *średni poziom inflacji za okres 07.2016-03.2022 8 • WYDARZENIA/ŚWIAT Głos Dziennik Pomorza Piątek, 6.05.2022 Konferencja darczyńców na rzecz pomocy ogarniętej wojną Ukrainie AIP Warszawa Z inicjatywy premierów Polski i Szwecji zorganizowano w Warszawie konferencję darczyńców na rzecz Ukrainy. To wspólna inicjatywa premiera Mateusza Morawiecłaego oraz premier Szwecji Magdaleny Anderson, a także przewodniczą-cychKomisjiEuropejskiej iRady Europejskiej. - Celem tej konferencji jest zebranie jak największych, dodatkowych środków przekazywanych bezpośrednio na Ukrainę -mówił Polskiemu Radiu 24 wiceminister spraw zagranicznych Paweł Jabłoński. Wiceminister podkreślił, że Ukraina cały czas potrzebuje pilnej pomocy, rów- nież finansowej. - Potrzebuje podstawowych materiałów, żywności, odzieży, leków, środków higieny. Te środki, które były przekazywane,były bardzo duże, ale wciąż są niewystarczające, bo skala zniszczeń jest ogromna - powiedział Jabłoński. Władze ukraińskie deklarują, że kilkanaście milionów obywateli tego państwa potrzebuje podstawowych artykułów, takich jak żywność, leki, środki higieny osobistej czy ogrzewanie. Datki zebrane podczas konferencji będąprzekazywane szczególnie mieszkańcom Ukrainy wschodniej oraz tym, którzy na skutek działań wojennych musieli opuścić swoje domy. Celem konferencji było zebranie deklaracji wsparcia m.in. od rządówiinstytucji międzynarodowych. Konferencja darczyńców służyła też powstaniu specjalnego funduszu na rzecz odbudowy Ukrainy Sankcje unijne również na patriarchę Cyryla Anna Piotrowska Bruksela Ponad 50 kolejnych osób i kilkanaście firm z Rosji zostanie objętych unijnymi sankcjami Wśródnich-pa-triarcha moskiewski CyryL Jest to element szóstego unijnego pakietu restrykcji, w którym jest propozycja embarga na import ropy, choć odroczonego wczasie. By sankcje weszły wżycie, jednomyślną zgodęmu-szą dać wszystkie kraje członkowskie. Na czarnej liście z zakazem wjazdu do Unii i zablokowanymi aktywami w Europie jest ponad 40 wojskowych z 64. Samodzielnej Brygady StrzelcówZmotory-zowanych, która wchodzi w skład 35. Armii i która jest odpowiedzialna za masakrę cywilów w podkijowskiej Buczy - informuje korespondentka Polskiego Radia w Brukseli Beata Płomecka. - Okrucieństwa te stanowią zbrodnie przeciwko ludzkości i zbrodnie wojenne - napisano w dokumencie uzasadniającym sankcje, który widziała korespondentka Polskiego Radia. Ponadto Unia ma objąć sankcjami córkę, syna i żonę rzecznika Kremla Dmitrija Pieskowa. Na czarnej liście sankcyjnej jest także zwierzchnik Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej patriarcha Cyryl, który-jaknapisanowuza-sadnieniu - jest jednym ze znaczących zwolennikówrosyjskiej napaści na Ukrainę. Z nieoficjalnych informacji dziennikarki wynika, że Węgry starały się wykreślić Cyryla z listy. Korespondentka PR informuje, że kraj ten sprzeciwić się miał również objęciu sankcjami Aliny Kabajewej, partnerki Pu-tina i matki jego dzieci. Rosjanie zabili już setki dzieci na Ukrainie. Tragiczne dane Anna Piotrowska Ukraina Co najmniej 221 dzied zginęło już w wyniku wojny na Ukrainie. To może być zaniżona liczba. Podobnie, jak liczba ofiar zbombardowania teatru w Mariupolu. Biuro prokuratora generalnego Ukrainy poinformowało w czwartek, że do tego dnia w wyniku rosyjskiej agresji zginęło już co najmniej 221 dzieci. Liczba ta najprawdopodobniej jest zaniżona. Wielu ofiar wśród ludności cywilnej jeszcze nie ustalono. Tak jest choćby w przypadku zbombardowania przez siły rosyjskie teatru w Mariupolu 16 marca. Dotychczas władze ukraińskie informowały, że zginęło wówczas około 300 osób. Dziennikarskie śledztwo agencji Associated Press wykazuje jednak, że ofiar zbombardowania teatru może być dwukrotnie więcej. Gmach Teatru Dramatycznego w Mariupolu został zbombardowany przez siły rosyjskie w środę 16 marca. W chwili ataku, na scenie, na poszczególnych piętrach oraz w piwnicach budynku znajdowały się setki cywili, którzy właśnie tam szukali schronienia od działań wojennych. Wśród nich były również dzieci i matki ewakuowane z ostrzelanego wcześniej szpitala położniczego. Według opowiadać świadków Zbombardowanie szpitala w Mariupolu doprowadziło do jnasakry obecnych tam cywili. W budynku były m.in. matki z dziećmi. Wiele z nich zginęło bombardowania, którzy byli wteatrze i udało się im przeżyć, ta część budynku teatru, w której przebywały właśnie matki z dziećmi, została kompletnie zniszczona w wyniku rosyjskiego nalotu. Nikt tam nie przeżył. Akcja ratunkowa w teatrze była przez długi czas utrudniona z uwagi na ciągły ostrzał Rosjan. Lokalne władze informowały wówczas, że w wyniku bombardowania zginęło ok. 300 osób. Dziennikarze agencji Associated Press przeanalizowali nagrania i zdjęcia z miejsca ataku. Rozmawiali też z ocalałymi. Śledztwo wykazało, że mogło wówczas zginąć co najmniej 600 osób. Większość z nich prawdopodobnie wciąż znajduje się pod gruzami. Rozmówcy agencji wskazują, że z budynku udało się uciec nie więcej niż ok. 200 oso- Wśród osób znajdujących się w teatrze w Mariupolu w chwili bombardowania były matki z dziećmi ewakuowane ze szpitala bom. Co najmniej 100 osób przebywało w kuchni polowej nieopodal teatru i żadna z nich nie przeżyła. Łącznie w budynku mogło znajdować się nawet tysiąc osób. Ustalenia dziennikarzy agencji zadają kłam propagandzie Kremla, w myśl której teatr miał służyć jako baza wojskowa. Na miejscu nie było ukraińskich żołnierzy. Co więcej, po obu stronach teatru wypisano wielkimi literami napisy „DZTECI", aby były dobrze widoczne dla rosyjskich pilotów. To jednak nie powstrzymało ich od ostrzału. Już 12 rosyjskich generałów zginęło na Ukrainie. Prasa: Amerykanie pomagają ich namierzyć Tomasz Dereszyński Ukraina Stany Zjednoczone dostarczyły informacji wywiadowczych na temat rosyjskich jednostek, które umożliwiły Ukraińcom namierzenie wielu rosyjskich generałów -napisał „New York Times". Dziennik powołuje się na wysokich rangą urzędników USA. Według danych ukraińskich, na liniach frontu od początku ro-syjskiej inwazji na Ukrainę unieszkodliwiono 12 generałów lub ich odpowiedników, co zadziwiło wielu analityków wojskowych. Pomoc w namierzaniu wysokich rangą dowódców armii Władimira Putina jest częścią tajnych działań administracji prezydenta Joe Bidena. Prowadzi to do tego, że siły ukraińskie otrzymują Telefony rosyjskich generałów są na podsłuchu dane w czasie rzeczywistym. Informacje wywiadowcze obej-mująm.in. przewidywane ruchy rosyjskich wojsk, co ma duże znaczenie dla sprawnej obrony. Amerykanie odmówili na razie podania, ilu generałów zginęło w wyniku ich pomocy. „New YorkUmes" napisał, że Stany Zjednoczone skupiły się na dostarczaniu Ukrainie lokalizacji i innych szczegółów doty-czących mobilnej kwatery głównej rosyjskiej armii, która często się przenosi. Ukraińscy urzędnicy połączyUteinformaęjegeo-graficzne z własnymi danymi wywiadowczymi - w tym przechwyconymi komunikatami, które „ostrzegają" ukraińskie wojsko o obecności wyższych oficerówrosyjskich. To znacznie ułatwia przeprowadzenie ataków artyleryjskich oraz innych ataków, w których zginęli rosyjscy wysocy oficerowie. Administraq'a Joe Bidena dostarcza również nową broń, która poprawiła znacznie zdolność Ukrainy do atakowania wyższych oficerów rosyjskich. Mniejsza wersja drona Swit-chblade, która pojawiła się na polu bitwy, może służyć do identyfikacji i zabijania poszczególnych żołnierzy, np. „zlikwidować" generała siedzącego wpojeżdzielub wydającego rozkazy na linii frontu. Amerykańscy urzędnicy publicznie przyznali, że Stany Zjednoczone zaczęły udostępniać Ukrainie przydatne informacje wywiadowcze w okresie poprzedzającym rosyjską inwazję. Warto też pamiętać, że rosyjscy generałowie często narażali się na podsłuch elektroniczny, rozmawiającprzez niezabezpieczone telefony i radia, co ułatwiło ich namierzenie. Nie zapominajmy, że także inni sojusznicy NATO przekazują ukraińskiemu wojsku informacje wywiadowcze w czasie rzeczywistym. Jaka to pomoc, nie wiemy, możemy się jedynie domyślać. Pewnie za jakiś czas zostanie to ujawnione lub opisane. ©© KOSZALIN/ SŁUPSK/SZCZECIN Piątek 6.05.2022 POMORZE BYTÓW I SZCZECIN | DARŁOWO Z raju do piekła. Miał być Po pracy ruszają w tany I Ten śmietnik to skarb. j Zamek skrywa okrutne wyjazd na Zanzibar, jest i śpiewają. Zespół jest jak I Unikatowy w świecie J tajemnice. Magia, czarny prokurator str. 10-11 I rodzina str. 13 I zabytek militarny str. 16 l kot i wiedźmy str. 18 I co się tak patrzysz? Alpaki nie widziałeś? Zwierzęta mają swoje za uszami W Charzynie, niedaleko Kołobrzegu, Zuzanna i Przemek hodują alpaki, które dają się przytulać, chociaż to wcale nie leży w ich naturze str. 14-15 Głos %tekn:6P05m202Zl A MIAŁO BYĆ TAK CUDNIE • 11 przyszedł Wojtek i zepsuł ich Zanzibar Głos Dziennik Pomorza A MIAŁO BYC TAK CUDNIE JwSS Iza i Tomek pokochali raj na ziemi, lecz Andrzej Gurba Pomorze Miały być wakacje marzeń, jest prokuratorskie śledztwo. Iza iTomek zPomorza to jedne z setek, jeśli nie z tysięcy osób, które zostały oszukane przez Wojtka z Zanzibaru, czyli Wojciecha Ż. - Na Zanzibarze byliśmy z córką na przełomie grudnia i stycznia 2020/2021 r. Gościliśmy w jednym z domków u Wojtka (Uhuru, Jambiani). Pobyt trwał trzy tygodnie - zaczynają swoją opowieść Iza i Tomek. To był czas, kiedy Wojtek z Zanzibaru intensywnie reklamował swoje domki i hotele w mediach społecznościo-wych. Zresztą bardzo pomagali mu tym w polscy celebryci. - Chcieliśmy odwiedzić rodzinnie egzotyczne miejsce. Zanzibar wyświetlał nam się reklamowo non stop. Zdecydowaliśmy się. Uhuru to był nowy obiekt. Domek kilka metrów od oceanu. Spokojnie, sielsko, cudownie - opowiada Iza. Dodaje, że mieli wiedzę, iż „Wojtek z Zanzibaru", firma Wojciecha Ż., to nie jest typowe biuro podróży ze ściśle określonymi obowiązkami i prawami. - Nie podpisywaliśmy żadnej tradycyjnej umowy. Były tylko mailowe rezerwacje pobytu i lotu - stwierdza Tomek. - W czasie pierwszego wyjazdu obowiązywały vouchery. Dostawaliśmy mailem określone numery. Zapłaciliśmy za jeden voucher 70 dolarów. Jego wartość to było 90 dolarów. Tymi voucherami płaciło się za domek, usługi, atrakcje itd. Sprawdzili firmę. Na Zanzibarze witał ich Wojtek Zanim kupili vouchery, pojechali do siedziby firmy w Gdańsku. - Chcieliśmy na miejscu sprawdzić ich wiarygodność - mówi Iza. - Otrzymaliśmy wszystkie potrzebne informacje. Było ok. Za dolary kupiliśmy około 40 voucherów, w różnym czasie, bo były na nie różne promocje. Przed wylotem na Zanzibar firma Wojtka zabierała 50 procent naszych voucherów. Pozostałe rozliczenie było już na wyspie. Płaciliśmy nimi na przykład za drinki, wycieczki. W to wszystko nie wchodził lot. Kupowaliśmy go osobno, też od Wojtka, ale od innej spółki - Pili Pili Fly. Za 800 dolarów od osoby. To już gotówką, bez żadnych vo-ucherów - informuje Iza. Jak zgodnie twierdzą, ich grudniowo-styczniowy pobyt na Zanzibarze był idealny pod każdym względem. A nawet lepszy niż oczekiwali. Uhuru w Jambianii - ci, którzy tam byli, twierdzą, że jeżeli gdziekolwiek na ziemii jest raj, to musi zaczynać się tam - Mieliśmy zabukowane tylko śniadania, ale Wojtek bez dodatkowych opłat dołożył nam obiadokolacje. Atmosfera na wyspie była wspaniała. Wojtek praktycznie cały czas przebywał na miejscu, starał się. Nasz pobyt to był czas Wigilii i sylwestra. Na wyspie pojawiła się niemal cała rodzina Wojtka. Zresztą osobiście witał nas na lotnisku. Poza tym przyjemna temperatura 28-30 stopni, turkusowa woda. Nasze miejsce było magiczne - oznajmia Iza. Zostały im vouchery, kupili coiny Po tym pierwszym grud-niowo-styczniowym pobycie na rajskiej wyspie zostało im 12 voucherów o nominalnej wartości 90 dolarów każdy (płacili 70 dolarów). - Do wykorzystania były tylko w obiektach Wojtka. I to w sumie zdecydowało, że po raz kolejny postanowiliśmy odwiedzić Zanzibar u niego, bo na wyspie są też inne hotele. W czasie naszego pobytu niebyło jeszcze Pili Pili Clubu i coinów (ąuasi-waluta w obiektach Wojtka z Zanzibaru) - mówią. 29 stycznia tego roku Iza i Tomek mieli drugi raz polecieć na Zanzibar. - Jednak Tomek miał CO-VID-19. Wyjazd przełożony został na 12 marca. Bez żadnego problemu. Pobyt miał trwać dwa tygodnie. Wcześniej kupiliśmy coiny. Mieliśmy je na swoim specjalnym koncie. Jeden coin miał wartość jednego dolara, ale można było kupić je taniej. Kiedy dolar kosztował 3,4 zł, jednego co-ina o nominalnej wartości jednego dolara można było kupić za niecałe 2 zł. Coinami płaciło się na miejscu za domek, usługi, wycieczki itd. Nie miały terminu ważności, można było nabyć je kilka miesięcy, a nawet rok przed wycieczką. Nie każdego było stać, aby od razu kupić dużą ich ilość. Można było sobie je zbierać. Tak samo tłumaczył to Wojtek. Do tego był jeszcze cały system klubu Pili Pili. Wyglądało atrakcyjnie. Dzisiaj patrzę na to wszystko nieco inaczej... - opowiada Iza. Z Facebooka dowiedzieli się, ie z wycieczki nici O tym, że ich marcowy pobyt na Zanzibarze nie dojdzie do skutku, Iza i Tomek dowiedzieli się z Facebooka, tak jak i inne osoby. 21 lutego br. Wojtek z Zanzibaru na swoim fan-page'u ogłosił, że zawiesza działalność do 4 czerwca br. - W związku z tym wszystkie osoby, które miały rozpocząć wakacje w Pili Pili od 26.02 i zakończyć je 2.04.2022 r., zostaną poproszone o zmianę terminu pobytu po 4 czerwca 2022 r., gdy my już będziemy przeorganizowani, ułożeni i będziemy mogli zaproponować pobyt, z jakiego Pili Pili będzie dumne - taki wpis pojawił się na profilu Życie na Zanzibarze (teraz już Maisha ya Zanzizbar). Cały jest 0 wiele dłuższy, a tłumaczenia mgliste, niekonkretne. O tajemniczym inwestorze, o zmianie sposobu działania, o okrojeniu działalności. - Nie otrzymaliśmy żadnej indywidualnej informacji o odwołaniu pobytu. Była tylko informacja o odwołaniu lotu -mówi Tomek. - Nie mogliśmy nigdzie się dodzwonić. Za to czytaliśmy informacje o rezygnacji z pracy na wyspie menedżerów, innych lokalnych pracowników i współpracowników, o braku zapłaty dla nich itd. Napisaliśmy do Wojtka poprzez Facebooka, że zostaliśmy oszukam i że domagamy się zwrotu pieniędzy. Wojtek albo ktoś w jego imieniu odpisał, że nie zostaliśmy oszukani, bo wszystko ruszy po 4 czerwca 1 mamy się nie martwić. Odpisaliśmy, że chcemy mieć prawo wyboru, czyli też zwrotu pieniędzy za pobyt i lot. Nic to nie dało. Wiemy, że lotniczy przewoźnik nie dostał pieniędzy od Pili Pili Fly. Straciliśmy około 20 tysięcy złotych. I nie łudzimy się, że po 4 czerwca dojdzie do wyjazdu. Czytamy niemal codziennie wpisy Wojtka na FB. Chce dodatkowych pieniędzy od ludzi, którzy tak jak my, zapłacili za wycieczki. Od oszukanych ludzi chce jeszcze ściągnąć pieniądze! W głowie się nie mieści. Zapłaciłeś? To dołói 25 albo 50 procent Iza tłumaczy: - Wymyślił to sobie tak. Wyjazdy są anulowane i wpłacone pieniądze niby nie przepadają. Ale że we-długniego jest to „nowe" turystyczne rozdanie, to trzeba wpłacić dodatkowo 25 procent wartości „starej" wycieczki w dolarach. Według Wojtka wszystko zostanie „oddane" w postaci pobytu, usług, atrakcji. My się na to nie łapiemy. To bezczelna próba wyciągnięcia pieniędzy. A, i jeszcze jedno. On już nie oferuje lotów. Trzeba je zorganizować na własną rękę, a za stary lot nie ma zwrotu pieniędzy. Mamy u niego na koncie 24 tysiące złotych (6 tysięcy coinów), a chce od nas jeszcze 25 procent i sami mamy opłacić lot. Bo to nowe zasady. Niebywałe. Dodam, że właśnie kończy się 25-procentowa „promocja". Po niej należy wpłacić...50 procent opłaconej wcześniej wycieczki. I tu na usta cisną się niecenzuralne słowa. Mam nadzieję, że nikt się na to nie złapał. Wojtek cały czas ma nasze rzeczywiste pieniądze, a my mamy coiny, które są bezwartościowe. Co stanie się, jeśli nie będzie dodatkowej wpłaty? Wojciech Z., czyli Wojtek z Zanzibaru (pierwszy z lewej), Iza i Tomek z córką. Zdjęcie zrobiono w czasach, kiedy atmosfera na wyspie była wręcz rodzinna Domek, który wynajęli Iza i Tomek podczas pierwszego pobytu na Zanzibarze. Myśleli wtedy, że chętnie wrócą na wyspę S"' Iza i Tomek podczas pierwszego wyjazdu na przełomie 2020 i 2021 roku. Zrelaksowani i szczęśliwi wynajmuje je turystom. I to miało przynieść rocznie dla inwestora 12 procent zysku - klaruje Tomek. Iza i Tomek mówią, że polecą jeszcze na Zanzibar, oczywiście z innym pośrednikiem. - Chciałabym tam spotkać Wojtka i powiedzieć mu kilka „ciepłych" słów - oznajmia Iza. Tomek wtrąca. - A ja mam nadzieję, że go tam nie będzie... W dniu naszej rozmowy Iza dostała odpowiedź z Pili Pili na swojego wcześniejszego maila. Ona napisała: - Nie będę więcej korzystała z ofert Pili Pili, bo jest to kolejne oszustwo. Mam wszystko opłacone, zgodnie z regulaminem i umową. Sprawę dokonania oszustwa z Państwa strony zgłaszam do odpowiednich urzędów. Próbowałam się z Państwem polubownie porozumieć. Niestety, bez efektu. Próbujecie od poszkodowanych osób wyłudzić pieniądze. Żądam zwrotu gotówki. Wojtek napisał: - W sprawie zwrotu za lot prosimy o kontakt z Pili Fly (pisałam wcześniej do nich - zaznacza Iza). W sprawie zwrotu Pili Pili punktów prosimy o kontakt na adres... (punktów, nie pieniędzy. Poza tym pisałam wiele razy wcześniej. Co chwilę zmieniają się adresy mailowe do „zwrotów" -stwierdza Iza). Prokuratura wszczęła śledztwo 5 kwietnia tego roku Prokuratura Regionalna w Gdańsku wszczęła postępowanie w sprawie doprowadzenia szeregu osób do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w związku z organizowaniem imprez turystycznych oraz wprowadzaniem w błąd co do zamiaru zbycia nieruchomości położonych na Zanzibarze. W związku z zawiadomieniem ministra sportu i turystyki postępowanie wszczęte jest także w sprawie prowadzenia działalności w zakresie organizowania imprez turystycznych lub ułatwiania nabywania powiązanych usług turystycznych bez wymaganego wpisu, a następnie, pomimo orzeczenia zakazu takiej działalności, dalsze jej prowadzenie. -Aktualnie zawiadomienia złożyło 14 pokrzywdzonych. Łączna wartość szkód wyrzą- dzonych przestępstwem ustalona została na kwotę450.000 złotych, jednakże z już zebranego materiału dowodowego wynika, iż liczba pokrzywdzonych, jak również wartość wyrządzonych szkód są większe - informuje nas Marzena Mu-klewicz, rzecznik prasowy Prokuratury Regionalnej w Gdańsku. Wyjaśnienia wymaga jeszcze sprawa braku wpisu spółek, za którymi stoi Wojtek z Zanzibaru, do rejestru organizatorów turystyki. Marszałek województwa pomorskiego stwierdził po przeprowadzonej analizie, że gdańskie spółki wykonują działalność organizatora turystyki i przedsiębiorcy ułatwiającego nabywanie powiązanych usług turystycznych bez wymaganego wpisu. W związku z tym wydał decyzje zakazujące wykonywania tej działalności przez te spółki. Wojciech Ż. odniósł się do zakazu na portalu społecz-nościowym. Stwierdził m.in., że nigdy nie ubiegał się o taki wpis i że jego działalności on ma nie dotyczyć. Wyjaśnijmy, że brak jego wniosku o wpis nie ma znaczenia, bo liczą się okoliczności wykonywania działalności. Wpis do rejestru (zezwolenie) jest obowiązkowy, zgodnie z ustawą o imprezach turystycznych i powiązanych usługach turystycznych, jeśli sprzedawane są usługi pakietowe w ramach jednego wyjazdu, a więc np. nocłeg i przelot. A tak było w przypadku Wojtka z Zanzibaru. Dlaczego taki wpis jest bardzo ważny? Ano dlatego, że nakłada na organizatora turystyki nie tylko obowiązek odprowadzenia składek do Turystycznego Funduszu Gwarancyjnego, ale i posiadania gwarancji ubezpieczeniowej. Chodzi o zabezpieczenie klientów w przypadku niewypłacalności, upadłości podmiotu prowadzącego działalność turystyczną. Bez takiego wpisu (zezwolenia) nie ma zabezpieczeń dla turystów, a więc i ochrony. Dodajmy, że w 2019 roku Wojciech Z. został skazany przez sąd w Gdańsku na dwa lata i dwa miesiące bezwzględnego pozbawienia wolności m.in. za oszustwo. Wyrok nie dotyczy działalności turystycznej. Aktualnie wykonanie kary jest zawieszone do 24 majabr. Żwróciliśmy się o wypowiedź do Wojtka z Zanzibaru (dwa różne adresy mailowe) na temat jego działalności turystycznej i prowadzonego postępowania w prokuraturze. Nie otrzymaliśmy odpowiedzi. ©® - Możemy odsprzedać komuś coiny, ale oczywiście nikt ich nie kupi - stwierdza Tomek. - Od znajomych osób z wyspy, byłych pracowników, dostaliśmy informację, że możemy zapomnieć o swoich pieniądzach. Na portalach społecznościo-wych oszukani założyli grupy. Zwierają szyki, wymieniają się informacjami. Na zanzibar-skich fanpage'ach Wojtka są blokowani, jeśli tylko ośmielą się żądać swoich pieniędzy. - Zostałam zablokowana na fanpage'u Pili Pili Club, bo podlinkowałam tam link o oszustwie - stwierdza Iza. Iza i Tomek dołączają właśnie do osób, które zgłosiły policji i prokuraturze, że zostały oszukane. - Nie ma co już czekać. Pizez chwilę myśleliśmy, że po prostu powinęła mu się noga w biznesie. Że nie ma tu świadomego złego działania. Jednak kolejne jego wpisy w mediach społecznościowych szybko zweryfikowały takie myślenie. Sądzimy, że takich oszukanych osób jak my są tysiące. Rezerwacji u niego dokonywano nawet z rocznym wyprzedzeniem. I trudno było znaleźć wolne miejsce w jego kilkunastu obiektach. To nie były tylko zwykłe wycieczki, ale też podróże poślubne, inne specjalne okazje - mówią. Do tego trzeba jeszcze dodać osoby, które wyłożyły olbrzymie pieniądze na inwestycje w nieruchomości na wyspie -domki, apartamenty. - Ceny różniły się w zależności od odległości od oceanu. Wyglądało to tak. Kupujesz za pośrednictwem firmy Wojtka domek czy apartament np. za 250 tysięcy dolarów. I wynajmujesz je mu na 10 lat. Dostajesz za to miesięczny czynsz od Wojtka. Możesz z domku czy apartamentu korzystać 3-4 tygodnie w roku, a przez pozostały czas Wojtek 12 • POTRZEBNA POMOC Głos Dziennik Pomorza Piątek, 6.05.2022 V Kiedy walczysz, siły nie mają znaczenia. Nawet gdy ich nie masz Magdalena Olechnowicz Słupsk Nie ma w Słupsku drzwi do których Andżelika Tęcza nie zastukała z prośbą o pomoc dla Kacperka. Jak drzwi nikt nie otwiera, to ona wchodzi oknem Nie ma dla niej izeczy niemożliwych. - Kacperek pojawił się w moim życiu niespodziewanie, gdy już straciłam nadzieję na kolejne dziecko. Cała ciąża przebiegała bez komplikacji. Urodził się tydzień po terminie - 2 kwietnia 2013 roku w Pruszkowie... - zaczyna opowiadać pani Andżelika Tęcza, mama chłopca. Cisza. Kacperek nie zapłakał - Cisza po porodzie bardzo mnie zaniepokoiła. Kacper nie płakał, bo miał język przyrośnięty do podniebienia. Później położna, obawiając się mojej reakcji, pokazała mi synka. Był idealny nawet z tym małym uszkiem. Niestety, zabrali go na dobę do inkubatora, ponieważ nie potrafił zaadaptować się do temperatury na zewnątrz. Dodatkowe badania, niepewność, strach, jak nigdy wcześniej. Wad mogło być więcej, przyszłość mojego synka stanęła pod znakiem zapytania. Po czterech dniach wypisano nas do domu bez jakichkolwiek wytycznych, gdzie szukać pomocy, do jakich specjalistów się udać.... Przemierzyli tysiące kilometrów od szpitala do szpitala. - Już w maju dostaliśmy się do poradni w Centrum Słuchu i Mowy w Kajetanach, ale dopiero w szóstym miesiącu życia Kacper otrzymał aparat kostny, który ma wspomagać słuch i rozwój mowy. W sierpniu trafiliśmy do Poradni Chirurgii Plastycznej w Polanicy, gdzie zakwalifikowano nas do rekonstrukcji małżowiny usznej w wieku około 12 lat. Niestety, problemów przybywało - Kacperek słabo rósł i niewiele przybierał na wadze. Deformacja twarzy utrudniała jedzenie i pobieranie pokarmów. Były więc kolejne wizyty w Centrum Zdrowia Dziecka i Instytucie Matki i Dziecka w Warszawie, gdzie podejrzewano zespół wad wrodzonych - Zespół Goldenhara - opowiada pani Andżelika. Po dwóch latach w Polanicy usłyszeli okrutny scenariusz pani doktor... - Powiedziała, że Kacper będzie deformował się na twarzy, Historia choroby oraz informacje o postępach w leczeniu chłopca na Facebooku - Uszko Kacpra Gniadka w zbiórce są na bieżąco aktualizowane na fanpage'u co doprowadzi do problemów z oddychaniem. Wtedy obiecałam sobie, że nigdy do tego nie dopuszczę. Byłam wściekła... - wspomina Andżelika Tęcza. Zaczęłam szukać sama: internet, Facebook. Odkryłam, że wada Kacpra to mikrocja z atre-zją. Pociąga za sobą lawinę konsekwencji i powiązań - problemy z błędnikiem, mową, wadą postawy, orientacją w przestrzeni i wiele, wiele innych - dlatego musimy cały czas go rehabilitować. Wizytom w szpitalach i gabinetach lekarskich nie ma końca. - W marcu 2017 r. trafiliśmy na oddział chirurgii szczę-kowo-twarzowej w szpitalu w Olsztynie, gdzie - po tomografii głowy - zdiagnozowano zespół Goldenhara, czyli niedorozwój prawej małżowiny usznej i gałęzi żuchwy oraz stawu skroniowo-żuchwo-wego, a także zarośnięty i niewykształcony do końca kanał słuchowy. Zlecono nam też konsultację neurologiczną w klinice w Katowicach. Do dnia dzisiejszego jesteśmy pod stałą opieką tamtejszego neurologa i chirurga szczękowego oraz or-todonty i stomatologa w Olsztynie, a także otolaryngologa w Kajetanach pod Warszawą. W Olsztynie zaproponowano wieloetapowe leczenie Kacpra. - Najpierw destrakcja szczęki, czyli mechaniczne rozciąganie kości. To bardzo długotrwały i bolesny zabieg. Później kolejna operacja stawu skroniowo-żuchwowego, a na końcu w wieku 10-12 lat rekonstrukcja ucha z chrząstki pobranej z żebra. Wykonywane jest to wieloetapowo i wymaga około sześciu operacji. Wiąże się z wieloma powikłaniami - chrząstka bywa wchłonięta przez kość czaszki i nowe ucho zarasta włosami, a na żebrach zostaje blizna. Nie chcę takiego losu dla mojego synka - mówi matka. Pani Andżelika nie poddawała się w poszukiwaniu nowych rozwiązań. - Na forum rodziców dzieci z mikrocją znalazłam szansę dla Kacpra! Bardzo kosztowna, jednoetapowa operacja w Kalifornii. Mój syn będzie miał normalne ucho i będzie na nie słyszeć! Po konsultacjach z lekarzami w Polsce podjęłam trudną decyzję, aby zacząć zbierać środki na operację ucha w Stanach Zjednoczonych. W USA lekarze modelują nową małżowinę uszną, a jednocześnie otwierają kanał słuchowy albo wszczepiają specjalistyczny implant. To wszystko podczas tylko jednej operacji, a co za tym idzie - z podaniem dziecku narkozy tylko raz. Iskierka nadziei rozpaliła wielki ogień, a przede wszystkim wiarę w to, że chłopiec będzie mógł słyszeć. - Niestety, wraz z entuzjazmem pojawiła się bezradność. Wiedziałam, że muszę zebrać ponad 500 tysięcy złotych. Ogromne pieniądze, których nie jesteśmy w stanie zdobyć. Nie miałam pojęcia, jak to wszystko zacząć, i wtedy poznałam Beatę - mamę Sebastiana Ambrozika. To ona dodała mi sil i pomogła przy profilu na FB oraz przy przygotowaniu zbiórki na SIEPOMAGA. Poznałam cudownych ludzi i inne mamy niepełnosprawnych dzieci, które mnie nakręcają do działania. Samotna walka o syna Najgorsze, że pani Andżelika została z chorobą synka zupełnie sama... - Tata Kacpra - jak sam stwierdził - nie radził sobie z tym, że urodził nam się syn bez uszka. Rozstałam się z nim i wzięłam na siebie całą walkę 0 przyszłość mojego dziecka. Zrezygnowałam z pracy i sama jeździłam od szpitala do szpitala w poszukiwaniu diagnozy. Było to tym trudniejsze, że wychowywałam sama także dziecko z poprzedniego związku. Jedynym wsparciem byli moi rodzice. Różnica między chłopakami to dziewięć lat 1 w chwili obecnej mam ogromne wsparcie od starszego syna. Uczy się intensywnie angielskiego, aby pomóc mi w komunikacji z doktorem z USA. Zbiórki trwają od ponad roku. - Obecnie mamy 158 tysięcy, czyli nieco ponad 50 procent zbiórki. Koszt operacji wyceniony rok temu to około 300 tys. zł. Cena na pewno wzrosła, ale dopóki nie zbiorę choć 250 tysięcy, nie umawiam terminu operacji. Muszę być pewna, że uda się zebrać sto procent kwoty - mówi pani Andżelika. U chłopca, niestety, występują problemy ze zdrowiem. - Następuje szybka deformacja przełyku, co komplikuje intubację podczas operagi. Ponadto następuje deformacja szczęki związana z niedorozwojem stawu skroniowo-żuchwowego. Potrzebne będą kolejne operacje, które mają być wykonane po rekonstrukcji ucha. Kacper ma problemy zjedzeniem i mówieniem. Ponadto próbuje ukryć brak uszka, podnosząc ramię, a co za tym idzie, skraca prawą stronę, wykrzywia kręgosłup -mówi mama chłopca. - Dlatego chciałabym zebrać resztę pie- niędzy, zanim pójdzie do Pierwszej Komunii Świętej. Aby Kacper nie wstydził się pozować do pamiątkowych zdjęć, stojąc obok innych dzieci - dodaje. Chłopiec musi być rehabilitowany niemal codziennie. - Co tydzień jeździmy na masaże w hotelu Lubicz i na re-habilitację w szkole oraz w Fundacji dla Dzieci Niepełnosprawnych Nadzieja. Poświęciłam każdą chwilę mojego życia, aby walczyć o zdrowie Kacperka - mówi mama chłopca. - Bardzo kocham Kacperka i będę walczyć o jego normalne i radosne życie. Teraz musimy dużo pracować nad odpowiednią postawą i niwelować konsekwencje jednostronnego słuchu. Moim priorytetem zawsze będzie zdrowie i prawidłowy rozwój synka. lak pomóc? - Kwestowanie podczas imprez oraz datki od ludzi o wielkich sercach to szansa na zebranie brakującej kwoty. Muszę działać, bo czas płynie nieubłaganie, a tutaj chodzi o zdrowie i pełną sprawność mojego syna - mówi na koniec Angelika Tęcza i zaprasza na kolejne kwesty i zbiórki organizowane na rzecz syna w Słupsku i powiecie słupskim. Uruchomiła też zbiórkę na stronie siepomaga.pl, gdzie również można pomóc w zebraniu pieniędzy. W tej chwili zebrano ponad 153 tys. złotych z potrzebnych 330 tys. zł. Można też pomóc, wpłacając pieniądze na konto: Fundacja Dzieciom „Zdążyć z Pomocą", ul. Łomiańska 5, OI-685 Warszawa, Alior Bank 42 2490 0005 0000 4600 7549 3994, tytułem: 39579 Gniadek Kacper -darowizna na pomoc i ochronę zdrowia. ©© SEBASTIANOWI SIĘ UDAŁO! 21 sierpnia 2020 roku w klinice w Los Angeles odbyła się operacja Sebastianka Ambrozika z Ustki. Chłopiec ma już drugie uszko i normalnie słyszy. Operacja była możliwa dzięki ogromnemu wsparciu m.in. mieszkańców Słupska i Ustki, którym rodzice chłopca dziękują z całego serca. Beata Ambrozik, mama Sebastianka, jest dziś najszczęśliwszą mamą na świecie. To dzięki jej wytrwałości, samozaparciu i wierze, że synek będzie słyszał, trwająca kilka miesięcy zbiórka pieniędzy zakończyła się sukcesem. Udało się uzbierać 330 tys. złotych na lot do Stanów Zjednoczonych, operację, konsultacje po operacji i cały miesięczny pobyt za oceanem. - Została zrekonstruowana małżowina uszna tzw. metodą medpor, został wszczepiony tzw. implant zakotwiczony, a także wszczepiono mu w policzek trochę jego własnego tłuszczyku, aby wyrównać asymetrię buźki - mówi mama. Głos Dziennik Pomorza Piątek, 6.05.2022 LUDZIE Z PASJĄ 13 Tam jest Mazowsze, a tam Śląsk, Kaszebe mają Bytów Sylwia Lis Bytów Tysiące zatańczonych polonezów i oberków. Kilkadziesiąt ślubów. Występy w cięż-kich strojach przy 40-stop-niowych upałach. Zespół Pieśni i Tańca Bytów obchodzi 75. urodziny. Kaszubski Zespół Pieśni i Tańca Bytów to chluba miasta. Jeden z najstarszych kaszubskich zespołów folklorystycznych w Polsce. Został założony w 1946 roku przez Stanisława Kaweckiego, który tuż po wojnie przybył do miasta nad Borują z Wilna. Taniec z dziurą w stopie Przez 75 lat działalności przewinęły się przez zespół setki młodych ludzi, Kaszubów, ale także osiadłych tu mieszkańców z różnych stron kraju. Członkowie zespołu są jak jedna wielka rodzina. Wiedzą o sobie niemal wszystko. Tu też znaleźli swoje drugie połowy: zawarli przynajmniej kilkadziesiąt małżeństw. Jak widać, taniec zbliża... Zespół działa przy Bytow-skim Centrum Kultury. Od wielu lat jego kierownikiem jest Jan Stec, a choreografem Joanna Jeśmontowicz. - Przyjechałem do Bytowa w 1968 roku i niemal od razu zostałem wciągnięty do zespołu, a najpierw na etat do Miejskiego Domu Kultury -mówi Jan Stec. Joanna Jeśmontowicz, zanim zastąpiła Eugeniusza Ka-niukę, wieloletniego choreografa, sama występowała na scenie. - Miałam 14 lat, gdy wstąpiłam do zespołu - mówi. -Tańczyłam z moim przyszłym szwagrem i to był mój najlepszy tancerz, przeze mnie wyszkolony. Te lata były piękne, ale zdarzało się też dużo trudnych sytuacji. Kiedyś podczas występu na Dniach Bytowa na zamku w stopę wbił mi się gwóźdź. Krew sikała, ale taniec trzeba było dokończyć. Sam występ, szczególnie w upalne dni, także jest niezwykłym wyzwaniem, stroje są ciężkie i grube. Wyobraża sobie pani taniec w Turcji przy 40-stopniowym upale? A tych strojów zespół ma już kilkadziesiąt. Są kaszubskie, krakowskie, krzczonowskie. - Są na wagę złota - zaznacza pani Joanna. - Niektóre same naprawiamy, ale mamy też za- Pierwsza z lewej w półklęku Joanna Jeśmontowicz, a po prawej w czerwonym gorsecie stoi Bożena Mruk chciał. Ja, będąc w zespole, nauczyłam się przede wszystkim, że ludzi trzeba kochać, szanować i rozumieć, niezależnie od tego, kim są, jakie mają wyznanie czy orientację. Pani Bożena przywołuje pewną anegdotkę. Choć nie jest przesądna, trudno jej nie wierzyć w przeznaczenie... - Podczas obchodów 60-le-cia zespołu znana bytowska ha-fciarka Inga Mach na moje ręce złożyła becik dziecięcy wyszyty wzorem kaszubskim. Po czterech miesiącach okazało się, że jestem w ciąży, i w tym beciku zaniosłam mojego syna do chrztu - wspomina kobieta. Księgowy wycina hołubce Niezwykle barwną postacią w zespole jest Marcin Gross. Kocha cyferki na równi z kaszubskim tańcem. Młody mężczyzna na co dzień jest księgowym. Gdy jego rówieśnicy nie rozstawali się z gierkami na telefonach i słuchali hip-hopu, on... - Zakochałem się w tańcu ludowym - śmieje się młody mężczyzna. - Trochę patrzyli na mnie z niedowierzaniem, trochę z zazdrością. W tym roku minie dziesięć lat, jak dołączyłem do zespołu. Wcześniej zaczynałem w Zespole Fi-dżel przy Zespole Szkół w Bo-rzytuchomiu, którego choreografem była Asia Jeśmontowicz, i takim oto sposobem trafiłem do bytowskiego zespołu. Interesuje mnie kultura Kaszub, ale też innych regionów Polski. Tym bardziej cieszę się, że nie ograniczamy się tylko i wyłącznie do kaszubszczyzny. Kocham zespół i zrobiłbym wszystko dla niego, jak i dla jego członków. Tu nie ma różnic wiekowych, zdarzało mi się, że tańczyłem i z najstarszą wiekowo dziewczyną, i z najmłodszą. Nie ma też problemów z zamianą ról. - Gdy brakuje dziewczyn, to chłopcy je zastępują. Najczęściej ja! - śmieje się księgowy. -Jest też tradycją, że na chrzcie nowych członków, który odbywa się na pierwszym wyjeździe, chłopcy muszą się przebrać w stroje dziewczyn, a dziewczyny w stroje chłopaków. Podczas występów też zdarzają się różne wpadki. Na poprzednim jubileuszu jednej z tancerek spadła spódnica, a więc taniec musiała dokończyć... whalce. ©® Z lewej na pierwszym planie Marcin Gross NA POLSKICH I EUROPEJSKICH SCENACH przyjaźnioną z zespołem krawcową. W zespole od lat tańczą córki pani Joanny: Agnieszka i Małgorzata. Widać taniec i śpiew mają we krwi. Zespól uratował jej życie Bożena Mruk jest wete-ranką. W zespole jest najstarsza wiekowo i stażem. - Występuję już od 33 lat, z małymi przerwami na trzy ciąże, chociaż jak byłam w ostatniej, 15 lat temu, w szóstym miesiącu też byłam na wyjeździe w Szwecji - wspomina pani Bożena. - Kontuzja kolana, z którą walczę od ośmiu lat, również mi nie przeszkadza w występach. Kondycję jeszcze mam - uśmiecha się tancerka i żartuje: - Niejednego młodego zatańczę do utraty sił. Można powiedzieć, że zespół uratował jej życie. Panią Bożenkę los mocno doświadczył, ale dzięki zespołowi stanęła na nogi. - Gdy 17 lat temu zginął mój najstarszy syn, nie widziałam sensu życia - wspomnienie nadal jest bolesne. - Wtedy przy- szedł do mnie ówczesny choreograf, już nieżyjący Eugeniusz Kaniuka, i powiedział, żebym wróciła do zespołu. Dzisiaj wiem, że ta decyzja była najlepsza, zespół okazał się najlepszym lekiem na depresję, na to, aby nadal cieszyć się życiem. Bardzo jestem z nimi wszystkimi zżyta. Jeżeli pojawia się jakiś problem u kogokolwiek z grupy, to ludzie potrafią pomóc, wesprzeć i podrzucić rozwiązanie. Od 2017 roku w zespole jest również mój syn Piotrek, cieszę się bardzo, że nie musiałam go namawiać, sam W okresie swojej przeszło 75-letniej działalności zespół dał kilka tysięcy koncertów w kraju i poza jego granicami. Jest laureatem festiwali w Gdańsku, Koszalinie, Chojnicach, Szczecinie, Słupsku. Brał udział w prestiżowych festiwalach w Europie (Europeade): Frankenberg (Niemcy), Turyn (Włochy), ponadto koncertował w Bułgarii (Chabro-wo), na Węgrzech, w Rosji (Archangielsk), na Ukrainie (Zaleszczyki, Tarnopol, Kremienczuk, Połtawa), Holandii (Vert, Celno), Niemczech (Templin, Neubrandenburg, Waldkra-iburg, Erlangen, Łużyce, Monachium, Rinteln, Brema, Hamburg), na Litwie (Jurbarsk) oraz Turcji (Iskenderun, Ki-rikhan, Arsuz, Yayadaga, Samandag, Antakya). Wielokrotnie występował przed kamerami telewizji polskiej i niemieckiej, został uhonorowany wieloma dyplomami oraz odznaczony medalami: „Karwowskiego", „Stolema" i Krzyżem Kawalerskim. I CO SIĘ TAK PATRZYSZ? TEMAT Z OKŁADKI Głos Dziennik Pomorza Piątek, 6.05.2022 Przytulić? Wydaje się, że to pikuś, N iedoty kalskie alpaki - puchaci Iwona Marciniak Kołobrzeg Gdy tyikn podjeżdżamy pod plot posesji, już wiemy, ie nas wypatrzyły-biegną! Me trzeba być dzieckiem, by widok tej pędzące) ósemld ogromnych płuszaków wprawiał w dobry nastrój. - No, ciekawskie są te nasze chłopaki - tłumaczy zamieszanie Zuzanna Pawelska i uchyla bramę do miejsca, które ochrzcili nazwą: Al Pako - Alpaki nad Morzem. Puchate „chłopaki" na widok odruchowo wyciągniętych dłoni (pustych), robią w tył zwrot i odchodzą. - Nie są w pracy - śmieje się Zuzanna. -Teraz są zajęte swoimi sprawami. Ona pochodzi z Torunia, on z Białegostoku. Poznali się w Warszawie. Jak trafili do Cha-rzyna, oddalonego raptem 14 km od Kołobrzegu? - To typowa ucieczka przed korporacją i wielkim światem - mówi Zuzanna. W poprzednim życiu, jako inżynierprocesu, nadzorowała produkcję telewizorów znanej marki. Na linii produkcyjnej pracowało 30 osób. Przemek założył małą firmę. - Zawsze czymś handlowałem. Ale do życia starałem się podchodzić bez presji - podkreśla i patrzy z czułością na żonę. - Zuzia chyba zaczerpnęła trochę tego życiowego dystansu i połączyliśmy siły. Jak Luna sprowadziła alpaki Najpierw była ucieczka nad morze i pomysł na letni, gastronomiczny biznes w Kołobrzegu. Przyjeżdżali w sezonie, wynajmowali mieszkanie i pracowali. Domu na stałe, gdzieś pod Kołobrzegiem, zaczęli szukać później. Zuzanna robiła w Warszawie kurs psiego behawiorysty. Od dawna angażowała się w ratowanie zwierząt w potrzebie, tworzyła dom zastępczy dla tych z problemami, nieadop-cyjnych. Gdy wychodziły spod jej ręki, świetnie odnajdywały się w nowych domach. 11 lat temu, jeszcze na studiach, adoptowała suczkę Lunę, z którą dziś biegają dwa kolejne psiaki. Zuzanna mówi o Lunie: „wierna towarzyszka", „moja miłość", - Zresztą dla mnie każde zwierzę jest do kochania - do- Olaf, najdokładniej przebadana alpaka w kraju daje. - No, może poza pająkami -puszcza oko. Jeszcze kiedy robiła swój kurs, usłyszała o kolejnym: al-pakoterapii. Zainteresowała się tematem, po czym oznajmiła Przemkowi: - Będziemy mieli alpaki. - A ja odpowiedziałem: OK, niech będą alpaki - śmieje się Przemysław Pawelski. Potem była wspólna nauka, dużo czytania, nawiązywanie kontaktów z hodowcami tych pochodzących z Ameryki Środkowej zwierząt. Szop pierze, co mu wpadnie w łapy Dom do wykończenia, w Charzynie, blisko lasu, był prawdziwą okazją. Duża działka, plus teren użyczony przez sąsiadów, pozwoliły stwo- rzyć raj dla ośmiu alpak, trzech klaczy i trzech psów. Z czasem dołączyły adoptowane dwa jenoty i trzy szopy pracze. Ktoś, kto spotyka je po raz pierwszy, widzi w szopach urocze zwierzaki, które wszystko, co może się nadać do jedzenia, badają przypominającymi małe dłonie łapkami. No i „piorą". Ale to gatunek inwazyjny. Dziesiątkują ptaki, bo wyjadają jajka. Wyżerają też to, czym powinny się żywić lisy. Nie można ich rozmnażać. Te w niewoli są ściśle rejestrowane. Nowe, unijne przepisy nakładają ogromne kary za ucieczkę takiego gagatka. Szopy z Charzynabędąmiały tu azyl. Formalny wniosek już złożony. Mają edukować, że nie wszystko, co misiowateina po- zór słodkie, można hodować albo przetrzymywać w domu. Ani pluszaki, ani przytulaki Tuż po naszym wejściu na teren posesji zawiedzeni brakiem przysmaków Bodzio, Riczi, Maniek, Karmelek, Bambi, Kajtuś i uchodzący za ich lidera Pako (choć lider z niego nienachalny), odchodzą w stronę drewnianej alpa-kami. Zostaje z namibiały Olaf. Charakterystycznie mecząc, szuka kontaktu z człowiekiem. - To chyba najbardziej przebadana alpaka w Polsce - mówi Zuzanna. - Był w dwóch klinikach. Dla niego zbierało się konsylium. Poszło o to, że Olaf zachowuje się nietypowo: gamie się do ludzi, lubi się przytulać, wręcz prosi się o dotyk. - A to nie jest normalna cecha tych wielkich płuszaków? -pytamy. - No nie - pada w odpowiedzi. - Bo to ani pluszaki, ani przytulaki. Zuzanna i Przemek wyjaśniają, że i dla nich było to największym zaskoczeniem. Potem doszły kolejne. - Jeszcze podczas kursu dowiedzieliśmy się, że hodowla alpak wcale nie jest taka łatwa - mówią Zuzanna i Przemek. - Bo trawa, siano czy lucerna to nie wszystko. Alpaki wymagają suplementami między innymi witaminą D, regularnego ważenia, badania kału - zdarza się im łapać pasożyty, oceny stanu zdrowia. Z samego zachowania al- paki trudno wywnioskować, czy aby nie czuje się źle. Pysk wydaje się zawsze uroczo uśmiechnięty. Dopiero gdy zwierzę nie wstaje, nie idzie za stadem, widać, że coś z nim nie tak. Ale wtedy może już być za późno. Szczęście tylko w stadzie Kolejna lekcja - alpaki to zwierzęta stadne, więc muszą żyć w stadzie. Sprawiając sobie jedno zwierzę tylko dlatego, bo jest fajne i wygląda zabawnie, krzywdzimy je. Wpędzimy w stres, choroby, złamiemy psychikę. Arcyważna wiadomość -młodych alpak absolutnie nie wolno dotykać do ukończenia 6. miesiąca życia. Do tego czasu żadnego przytulania! Mają pozostawać pod opieką mamy i uczyć się, jak być alpaiką. - Dopiero potem można zacząć sprawdzać, czy zwierzę ma predyspozycje do pracy, na przykład przy terapii - słyszymy. - To ważne, bo naruszenie tej żelaznej zasady może się dla zwierzęcia skończyć syndromem wściekłej alpaki. To zaburzenie, które przejawia się agresją, pluciem, kopaniem. Alpaki są z reguły bojaźliwe i łagodne dla ludzi. Ale wobec siebie potrafią być agresywne. Zwłaszcza gdy w stadzie są samice, może zrobić się groźnie. - Walka samców przypomina trochę walkę psów -mówi Zuzanna. - Naskakują na siebie, gryzą po kostkach, dociskają sobie głowy do ziemi, podduszają. Wydają przerażające dźwięki. No i plują. To nie wszystko. Osiągają dojrzałość w wieku trzech lat. Niewykastrowane samce, walczące o przejęcie stada samic, potrafią kłami wyrwać jądra przeciwnikowi. Gdy do stopniowo powiększającego się charzyńskiego stada dołączył Maniek, spokoju nie dawał mu Bodzio. Do wybuchów agresji nie trzeba było samicy. - Po kastracji między panami zapanował spokój - mówi Przemek. - Zdarza się i dziś, że gdy wejdą sobie w drogę, potrafią się ugryźć albo opluć. Ale do takich starć dochodzi rzadko. W Charzynie od początku nie było samic. - Nie nastawialiśmy się na hodowlę - podkreśla Zuzanna. - Chodziło o działalność edukacyjną, a jeśli zwierzęta Głos Dziennik Pomorza Piątek, 6.05.2022 I CO SIĘ TAK PATRZYSZ? TEMAT Z OKŁADKI • 15 Szop pracz Izzy - uroczy łobuziak ale one wcale tego nie lubią, terapeuci spod Kołobrzegu będą chętne do pracy, to i o terapię. Dodatkową korzyścią jest wełna, strzyżona raz w roku. Wyjątkowa, bo to bardzo delikatne, nieuczulające włókno. - Ale koszt wytworzenia przędzy jest znacznie wyższy niż zakup gotowej, sprowadzonej na przykład z Włoch. Dlatego my wełnę naszych chłopaków wysyłamy do firmy która robi z niej zdrowe kołdjyipow duszki. W Andach, skąd pochodzą, alpaki hoduje się też na mięso. W Polsce alpak się nie jada. Klucz do niedotykalskich A z dotykiem było tak. - Od początku byliśmy świadomi, że dla nas najważniejsze będzie ich szczęście - mówi Zuzanna, wskazując na skubiące młodą trawę zwierzęta. Bambi właśnie energicznie się tarza, co oznacza, że bierze kąpiel. -Nie będą zainteresowane pracą? W porządku, będą naszymi domowymi zwierzakami. Albo raczej przydomowymi. Praca miała polegać na edu-kacji, spotkaniach z dziećmi, także niepełnosprawnymi. Kluczem do przekonania alpaki, że dotyk nie jest taki zły, okazała się... marchewka. - Śmiejemy się, że to dla nich taka czekolada: pyszna, ale za dużo zjeść nie można. Za marchewkę część chłopaków da się dotknąć, pogłaskać, nawet przytulić. Te nadają się między innymi do terapii. Chwilę później sami mamy okazję podziwiać marchewkowe poruszenie: pojawienie się pojemników pełnych poma- rańczowych plasterków przyciąga wszystkich. Nawet Pako, który nadal uchyla się przed dotykiem, pozwoli na marchewkowego „całusa". Wystarczy podać mu kawałek ustami, Pako delikatnie odbierze, muskając jedwabistym wąsikiem. Do charzyńskich alpak często przyjeżdżają rodzice z niepełnosprawnymi dziećmi. - Jesteśmy dostępni od roku i właściwie ni^mukieliśmy się nigdzie reklamować, zadziałała poczta pantoflowa - mówią Zuzanna i Przemek. Właścicielom chłopaków największą frajdę sprawia obserwowanie, jak działają na dzieci z zespołem Downa, Aspergera czy z autyzmem. Zwłaszcza gdy mimo zaburzeń sensorycznyćh z lubością zanurzają dłonie w wełnie chrupiącego marchewkę zwierzęcia. - Na dotyk alpaki dzieci często reagują śmiechem albo widzimy po rozpromienionej buzi, jak jest im przyjemnie -mówi Zuzanna. Przygotowali ofertę. Spotkanie na miejscu, godzina z alpa-kami i końmi, plus kawa, herbata i barwne opowieści o zwierzętach. To tylko jedna z propozycji. Jest i spacer z dwiemalub trzema alpakami do lasu. Są wyjazdy do przedszkoli i na plenerowe spotkania. - W zajęciach uczestniczą tylko te zwierzęta, które dały się oswoić - zaznacza Zuzanna. - Kilku chłopaków chętnie spaceruje, kilku jeździ. Stacjonarnych spotkań nie robimy więcej niż trzy dziennie. Zauważyli, że mimo rozmiarów alpak, dzieci - nawet małe, nie boją się tych puchatych zwierząt. Przemek z klaczą o imieniu Szajerka, rasy shire horse. Konie tej rasy należą do najcięższych oraz największych na świecie - Samo podawanie marchewki już jest relaksujące. A my staramy się też pokazać ich naturę. Bardzo często widzimy, jak ludzie się zakochują w tych naszych chłopakach. Świadomość, że tak piękne zwierzęta chcą z nami przebywać, działa kojąco. W końcu one zaszczycają nas swoją obecnością. Czasem alpaki stają się wabikiem, bo niepostrzeżenie nasi goście zostają dłużej z końmi. Cieszą się ich dotykiem, karmieniem, spokojem. ©® Chłopaki czekają na marchewki I CO SIĘ TAK PATRZYSZ? TEMAT Z OKŁADKI Głos Dziennik Pomorza Piątek, 6.05.2022 Przytulić? Wydaje się, że to pikuś, N iedotykalskie alpaki - puchaci I Iwona Marciniak Kołobrzeg Gdy tylko podjeżdżamy pod płot posesji, już wiemy, że nas wypatrzyły-biegną! Nie trzeba być dzieckiem, by widok tej pędzącej ósemki ogromnych płuszaków wprawiał w dobry nastrój. - No, ciekawskie są te nasze chłopaki - tłumaczy zamieszanie Zuzanna Pawelska i uchyla bramę do miejsca, które ochrzcili nazwą: Al Pako - Alpaki nad Morzem. Puchate „chłopaki" na widok odruchowo wyciągniętych dłoni (pustych), robią w tył zwrot i odchodzą. - Nie są w pracy - śmieje się Zuzanna. -Teraz są zajęte swoimi sprawami. Ona pochodzi z Torunia, on z Białegostoku. Poznali się w Warszawie. Jak trafili do Cha-rzyna, oddalonego raptem 14 km od Kołobrzegu? - To typowa ucieczka przed korporacją i wielkim światem - mówi Zuzanna. W poprzednim życiu, jako inżynier procesu, nadzorowała produkcję telewizorów znanej marki. Na linii produkcyjnej pracowało 30 osób. Przemek założył małą firmę. - Zawsze czymś handlowałem. Ale do życia starałem się podchodzić bez presji - podkreśla i patrzy z czułością na żonę. - Zuzia chyba zaczerpnęła trochę tego życiowego dystansu i połączyliśmy siły. Jak Luna sprowadziła alpaki Najpierw była ucieczka nad morze i pomysł na letni, gastronomiczny biznes w Kołobrzegu. Przyjeżdżali w sezonie, wynajmowali mieszkanie i pracowali. Domu na stałe, gdzieś pod Kołobrzegiem, zaczęli szukać później. Zuzanna robiła w Warszawie kurs psiego behawiorysty. Od dawna angażowała się wra-towanie zwierząt w potrzebie, tworzyła dom zastępczy dla tych z problemami, nieadop-cyjnych. Gdy wychodziły spod jej ręki, świetnie odnajdywały się w nowych domach. 11 lat temu, jeszcze na studiach, adoptowała suczkę Lunę, z którą dziś biegają dwa kolejne psiaki. Zuzanna mówi o Lunie: „wierna towarzyszka", „moja miłość". - Zresztą dla mnie każde zwierzę jest do kochania - do- Olaf, najdokładniej przebadana alpaka w kraju daje. - No, może poza pająkami -puszcza oko. Jeszcze Wedy robiła swój kurs, usłyszała o kolejnym: al-pakoterapii. Zainteresowała się tematem, po czym oznajmiła Przemkowi: - Będziemy mieli alpaki. - A ja odpowiedziałem: OK, niech będą alpaki - śmieje się Przemysław Pawelski. Potem była wspólna nauka, dużo czytania, nawiązywanie kontaktów z hodowcami tych pochodzących z Ameryki Środkowej zwierząt. Szop pierze, co mu wpadnie w łapy Dom do wykończenia, w Charzynie, blisko lasu, był prawdziwą okazją. Duża działka, plus teren użyczony przez sąsiadów, pozwoliły stwo- rzyć raj dla ośmiu alpak, trzech klaczy i trzech psów. Z czasem dołączyły adoptowane dwa jenoty i trzy szopy pracze. Ktoś, kto spotyka je po raz pierwszy, widzi w szopach urocze zwierzaki, które wszystko, co może się nadać do zjedzenia, badają przypominającymi małe dłonie łapkami. No i „piorą". Ale to gatunek inwazyjny. Dziesiątkują ptaki, bo wyjadająjajka. Wyżerają też to, czym powinny się żywić lisy. Nie można ich rozmnażać. Te w niewoli są ściśle rejestrowane. Nowe, unijne przepisy nakładają ogromne kary za ucieczkę takiego gagatka. Szopy z Chaizynabędą miały tu azyi. Formalny wniosek już złożony. Mają edukować, że nie wszystko, co misiowateina po- zór słodkie, można hodować albo przetrzymywać w domu. Ani pluszaki, ani przytulaki Tuż po naszym wejściu na teren posesji zawiedzeni brakiem przysmaków Bodzio, Riczi, Maniek, Karmelek, Bambi, Kąjtuś i uchodzący za ich lidera Pako (choć lider z niego nienachalny), odchodzą w stronę drewnianej alpa-kami. Zostaje znamibiałyOlaf. Charakterystycznie mecząc, szuka kontaktu z człowiekiem. - To chyba najbardziej przebadana alpaka w Polsce - mówi Zuzanna. - Był w dwóch klinikach. Dla niego zbierało się konsylium. Poszło o to, że Olaf zachowuje się nietypowo: gamie się do ludzi, lubi się przytulać, wręcz prosi się o dotyk. - A to nie jest normalna cecha tych wielkich płuszaków? -pytamy. - No nie - pada w odpowiedzi. - Bo to ani pluszaki, ani przytulaki. Zuzanna i Przemek wyjaśniają, że i dla nich było to największym zaskoczeniem. Potem doszły kolejne. - Jeszcze podczas kursu dowiedzieliśmy się, że hodowla alpak wcale nie jest taka łatwa - mówią Zuzanna i Przemek. - Bo trawa, siano czy lucerna to nie wszystko. Alpaki wymagają suplemen-tacji między innymi witaminą D, regularnego ważenia, badania kału - zdarza się im łapać pasożyty, oceny stanu zdrowia. Z samego zachowania al- paki trudno wywnioskować, czy aby nie czuje się źle. Pysk wydaje się zawsze uroczo uśmiechnięty. Dopiero gdy zwierzę nie wstaje, nie idzie za stadem, widać, że coś z nim nie tak. Ale wtedy może już być za późno. Szczęście tylko w stadzie Kolejna lekcja - alpaki to zwierzęta stadne, więc muszą żyć w stadzie. Sprawiając sobie jedno zwierzę tylko dlatego, bo jest fajne i wygląda zabawnie, krzywdzimy je. Wpędzimy w stres, choroby, złamiemy psychikę. Arcyważna wiadomość -młodych alpak absolutnie nie wolno dotykać do ukończenia 6. miesiąca życia. Do tego czasu żadnego przytulania! Mają pozostawać pod opieką mamy i uczyć się, jak być alpaką. - Dopiero potem można zacząć sprawdzać, czy zwierzę ma predyspozycje do pracy, na przykład przy terapii - słyszymy. - To ważne, bo naruszenie tej żelaznej zasady może się dla zwierzęcia skończyć syndromem wściekłej alpaki. To zaburzenie, które przejawia się agresją, pluciem, kopaniem. Alpaki są z reguły bojażliwe i łagodne dla ludzi. Ale wobec siebie potrafią być agresywne. Zwłaszcza gdy w stadzie są samice, może zrobić się groźnie. - Walka samców przypomina trochę walkę psów -mówi Zuzanna. - Naskakują na siebie, gryzą po kostkach, dociskają sobie głowy do ziemi, podduszają. Wydają przerażające dźwięki. No i plują. To nie wszystko. Osiągają dojrzałość w wieku trzech lat. Niewykastrowane samce, walczące o przejęcie stada samic, potrafią kłami wyrwać jądra przeciwnikowi. Gdy do stopniowo powiększającego się charzyńskiego stada dołączył Maniek, spokoju nie dawał mu Bodzio. Do wybuchów agresji nie trzeba było samicy. - Po kastracji między panami zapanował spokój - mówi Przemek. - Zdarza się i dziś, że gdy wejdą sobie w drogę, potrafią się ugryźć albo opluć. Ale do takich starć dochodzi rzadko. W Charzynie od początku nie było samic. - Nie nastawialiśmy się na hodowlę - podkreśla Zuzanna. - Chodziło o działalność edukacyjną, a jeśli zwierzęta Głos "gafiSES I CO SIĘ TAK PATRZYSZ? TEMAT Z OKŁADKI • 15 Mm Szop pracz Izzy - uroczy łobuziak ale one wcale tego nie lubią, terapeuci spod Kołobrzegu będą chętne do pracy, to i o terapię. Dodatkową korzyścią jest wełna, strzyżona raz w roku. Wyjątkowa, bo to bardzo delikatne, nieuczulające włókno. - Ale koszt wytworzenia przędzy jest znacznie wyższy niż zakup gotowej, sprowadzonej na przykład z Włoch. Dlatego my wełnę naszych chłopaków wysyłamy do ftrmy, która robi z niej zdrowe kołdryd-po'-duszki. W Andach, skąd pochodzą, alpaki hoduje się też na mięso. W Polsce alpak się nie jada. Klucz do niedotykalskich A z dotykiem było tak. - Od początku byliśmy świadomi, że dla nas najważniejsze będzie ich szczęście - mówi Zuzanna, wskazując na skubiące młodą trawę zwierzęta. Bambi właśnie energicznie się tarza, co oznacza, że bierze kąpiel. -Nie będą zainteresowane pracą? W porządku, będą naszymi domowymi zwierzakami. Albo raczej przydomowymi. Praca miała polegać na edukacji, spotkaniach z dziećmi, także niepełnosprawnymi. ' Kluczem do przekonania alpaki, że dotyk nie jest taki zły, okazała się... marchewka. - Śmiejemy się, że to dla nich taka czekolada: pyszna, ale za dużo zjeść nie można. Za marchewkę część chłopaków da się dotknąć, pogłaskać, nawet przytulić. Te nadają się między innymi do terapii. Chwilę później sami mamy okazję podziwiać marchewkowe poruszenie: pojawienie się pojemników pełnych poma- rańczowych plasterków przyciąga wszystkich. Nawet Pako, który nadal uchyla się przed dotykiem, pozwoli na marchewkowego „całusa". Wystarczy podać mu kawałek ustami, Pako delikatnie odbierze, muskając jedwabistym wąsikiem. Do charzyńskich alpak często przyjeżdżają rodzice z niepełnosprawnymi dziećmi. - Jesteśmy dostępni od roku i właściwie nie musieliśmy się nigdzie reklamować, zadziałała poczta pantoflowa - mówią Zuzanna i Przemek. Właścicielom chłopaków największą frajdę sprawia obserwowanie, jak działają na dzieci z zespołem Downa, Aspergera czy z autyzmem. Zwłaszcza gdy mimo zaburzeń sensorycznych z lubością zanurzają dłonie w wełnie chrupiącego marchewkę zwierzęcia. - Na dotyk alpaki dzieci często reagują śmiechem albo widzimy po rozpromienionej buzi, jak jest im przyjemnie -mówi Zuzanna. Przygotowali ofertę. Spotkanie na miejscu, godzina z alpa-kami i końmi, plus kawa, herbata i barwne opowieści o zwierzętach. Totylkojednazpropo-zycji. Jest i spacer z dwiemaiub trzema alpakami do lasu. Są wyjazdy do przedszkoli i na plenerowe spotkania. - W zajęciach uczestniczą tylko te zwierzęta, które dały się oswoić - zaznacza Zuzanna. - Kilku chłopaków chętnie spaceruje, kilku jeździ. Staq'onar-nych spotkań nie robimy więcej niż trzy dziennie. Zauważyli, że mimo rozmiarów alpak, dzieci - nawet małe, nie boją się tych puchatych zwierząt. narwiecie K'aCZą ° lmlen,u azajerKa' rasy sn,re Korse. Konie tej rasy należą do najcięższych oraz największych - Samo podawanie marchewki już jest relaksujące. A my staramy się też pokazać ich naturę. Bardzo często widzimy, jak ludzie się zakochują w tych naszych chłopakach. Świadomość, że tak piękne zwierzęta chcą z nami przebywać, działa kojąco. W końcu one zaszczycają nas swoją obecnością. Czasem alpald stają się wabikiem, bo niepostrzeżenie nasi goście zostają dłużej z końmi. Cieszą się ich dotykiem, karmieniem, spokojem. ©O 16 • A TO CIEKAWE Głos Dziennik Pomorza Piątek, 6.05.2022 / Oto śmietnik najnowszej historii. W Szczecinie może być powodem dumy Marek Jaszczyński Szczecin Jest osiedlowy śmietnik, będzie zabytek. Dzięki pasjonatowi drugiej wojny świa-towej, który odkryt że betonowe umocnienie to cenna historycznie ściana przeciwpancerna. - To jest ewenement, czegoś takiego nie ma nigdzie na świecie. Z tego typu budowli jedynie szczecińska ściana przeciwpancerna przetrwała do naszych czasów - mówi Aleksander Ostasz, dyrektor Muzeum Oręża Polskiego w Kołobrzegu. - Pamiętajmy, że Szczecin został ogłoszony twierdzą, a więc był przygotowany do obrony okrężnej (bez odsłoniętego skrzydła, obejmującej siły rozwinięte wzdłuż obwodu obszaru obrony - dop. red.). Ta Ścianka jest idealnie skierowana na ulicę Chopina i ona flankowała pojazdy, które by się tą drogą próbowały dostać do centrum miasta. Historia na śmietniku Betonowa ściana przeciwpancerna zamykała pierścień wokół twierdzy Szczecin od północnego-zachodu. To odkryte stanowisko, w którym można było zainstalować armatę przeciwpancerną. W1945 roku były dwie takie konstrukcje w mieście. Jedna - na torze Aleksander Ostasz pokazuje niemiecki dokument z lutego 1945 roku, z którego wynika, że w twierdzy Szczecin były dwie ściany przeciwpancerne. Obok Jan Sinius, odkrywca ścianki motocrossowym - została zniszczona, druga przetrwała kilkadziesiąt lat, chociaż zmieniła przeznaczenie. Obecnie betonowy element fortyfikacji to' wiata śmietnikowa, która służy mieszkańcom osiedla przy ulicy Bartniczej w Szczecinie. Wiemy, jak doszło do przełomowego odkrycia. - Pół roku temu na swojej stronie internetowej o bliźniaczym stanowisku, które znaj- dowało się na terenie Moto-crossu, otrzymałem informację od jednego z mieszkańców tamtego rejonu, że według jego pamięci takie samo stanowisko znajdowało się prawdopodobnie przy ul. Bartniczej. Powiedział, że w dzieciństwie bawił się w tym miejscu z kolegami - mówi Jan Sinius, odkrywca ściany. - Następnego dnia wybrałem się więc do obydwu stanowisk z miarką w celu porównania wymiarów, i okazało się, że niemal wszystkie zgadzają się ze sobą praktycznie co do centymetra. W tym momencie, znając już lokalizację obydwu dział po naniesieniu ich na mapę twierdzy Szczecin i wiedząc, że na terenie naszego miasta znajdowały się dokładnie dwa takie stanowiska, przekazałem informację panu Ostaszowi. ■ Tęmm (i 935 - ■ ':.• ; 5 ffitza** m Czeska armata Wiemy, w co było uzbrojone stanowisko. To forteczna armata przeciwpancerna 4,7 cm PAK 36 (t), która była używana przez siły zbrojne Niemiec. Do 1942 roku nosiła oznaczenie 4,7 cm Fest.Pak. M 36 (t). Litera K w oznaczeniu to skrót od Kasematte, wprowadzona dla odróżnienia od wersji holowanej. Były to przejęte czechosłowackie forteczne armaty przeciwpancerny cm kanon vz. 36 (oznaczenie fabryczne producenta A6), które były używane w niemieckich obiektach forty-fikacji stałej i polowej. Na zamówienie wojsk czechosłowackich od 1936 roku wyprodukowano 268 egzemplarzy. Pod niemieckim zarządem zakłady Skoda w Pilznie do 1940 roku wyprodukowały dalsze 493 egzemplarze. - Ścianka przystosowana była wyłącznie do fortecznych dział przeciwpancernych 4,7 cm Festungs-PAK 36 (t), które posiadały specjalną osłonę z jarzmem, przystosowaną do zamontowania w ścianach o metrowej grubości - opowiada Jan Sinius. - Twierdza Szczecin dysponowała znaczne większą liczbą fortecznych dział przeciwpancernych, lecz tylko te dwie czeskie armaty wymagały montażu w żelbetonowych stanowiskach. Pozostałe działa, innych już typów, choć również w większości stricte stacjonarnych, umieszczane były zazwyczaj w płytkich wykopach. Do wspomnianej armaty używano podkalibrowej amunicji, co poprawiało skuteczność. - Pytanie tylko, czy tego typu amunicja również została dostarczona do Szczecina, bo, niestety, na temat amunicji do tych dział źródła milczą. Na tym etapie wojny te działa nie nadawały się zbytnio do przeciwstawienia się sowieckim pojazdom pancernym. Mogły być ewentualnie użyte przeciwko transporterom opancerzonym, samochodom, działom samobieżnym SU-76 czy na przykład lekkim czołgom, takim jak brytyjskie valentine'y, które również brały udział w walkach pod Szczecinem - opowiada Jan Sinius. -Nadawały się jednak do odpierania ataków sowieckiej piechoty, przy wykorzystaniu do tego celu amunicji odłamkowej. Atutem Festungs-PAK 36(t) mogło być choćby to, że chroniąca załogę 100-centyme-trowa ściana czołowa z żelbetonu była niemalże nie do przebicia, nawet gdyby przeciwnik próbował strzelać z haubic ogniem bezpośrednim. Oprócz tego, swego rodzaju zaletą mógł być sam fakt, że działa były w pełni sprawne, ponieważ do Festung Stettin wysyłano także uszkodzone, zaniedbane lub zdekompletowane działa, do których nie posiadano części zamiennych. Ściana przeciwpancerna będzie prawnie chroniona, trafi w najbliższym czasie na gminną listę zabytków. - Myślę, że trzeba to traktować jako ważną pamiątkę historyczną, która mówi o tych trudnych czasach. Warto o tym mówić i takie elementy eksponować w przestrzeni miasta, tym bardziej że mają walor unikatu - uważa Michał Dębowski, miejski konserwator zabytków w Szczecinie. O® 26 KWIETNIA 1945 ROKU. TAK WYGLĄDAŁO ZAJĘCIE SZCZECINA Ekspozycja w fort de Fermont. Czeska armata Skoda Vz 36 4,7cm (podobna była w szczecińskiej ściance) sprzężona z karabinem 7,92mm Brno Vz 37 Na podstawie opisu"z Festung Stettin/fb.com.: „Żołnierze sowieckiej 193. Dywizji Strzeleckiej zwrócili uwagę na nietypowe zachowanie broniącego obrzeży Szczecina przeciwnika, który o godzinie 3 w nocy zaczął wysadzać w powietrze swoje stanowiska obronne. Dla dowodzącego dywizją generała majora Skorobogatkina był to jasny sygnał, że Niemcy rozpoczęli odwrót i nakazał swoim oddziałom przeprowadzenie pościgu za wycofującym się wrogiem. Znajdujący się na lewym skrzydle dywizji 883. Pułk Strzelecki ruszył do natarcia przez zachodnie dzielnice miasta, zajmując Gumieńce, Świerczewo, Pogodno i Głębokie, zaś prawoskrzydłowy 685. Pułk Strzelecki wkroczył do miasta przez Ustowo, po czym przeszedł przez Pomorzany i Śródmieście, by do godziny 10:30 znaleźć się już w rejonie stacji kolejowej Drzetowo. Po drodze drugi spośród wspomnianych pułków stracił 13 zabitych i 17 rannych, co pozwala przypuszczać, że na terenie miasta doszło do starć z niemieckimi oddziałami osłonowymi." G,os«S3SS CUDZE CHWALICIE, SWOJE POZNAJCIE • 17 Kiedy darłowskie przekraczasz mury, szykuj się na magię, wiedźmy i tortury Wojciech Kulig Darłowo Zamku w Darłowie strzeże zmumifikowany kot Pilnuje księgi z magicznymi formułami i mrocznej sali tortur. Zapraszamy na wycieczkę z dreszczykiem. Swoją wyprawę po Zamku Książąt Pomorskich w Darłowie zaczynamy od wieży bramnej. Oprowadza nas dyrektor Karol Matusiak. Truchło kociego strażnika - Znajdujemy się w najstarszej części zamku - zaczyna opowieść. - Na drugim piętrze, w sklepionej gotycko komnacie, prezentowany jest zmumifikowany kot, który został odkryty przeszło wiek temu między ściankami piwnicy pod gruzowiskiem. - Według przekazu został żywcem zamurowany wewnątrz murów obronnych. Miał magicznie chronić zamek przed zdobyciem przez wroga i innymi katastrofami. Taki zwyczaj był praktykowany nie tylko w darłowskim zamku, ale też i w zamkach skandynawskich. Przykładem może być duński Nyborg, gdzie takie koty również odnaleziono wewnątrz murów. Z historycznych zapisków wynika, że miały przywiązane sznurki do tylnych łapek i były przyczepione do muru. Umierały w męczarniach. - Traktowano to jako ofiarę wotywną. Prośbę o to, żeby zamek nie uległ kataklizmom. Jest to także forma magiczna, bo wierzy się w coś, co nie ma wpływu na rzeczywistość, tylko jakby siły nadnaturalne mają coś spowodować - mówi Karol Matusiak. Z informacji, do których dotarł, wiadomo, że darłowski kot został zamurowany w średniowieczu, w okresie budowy zamku. Odkryty został w latach 30. XX wieku, podczas pierwszego remontu budynku za rządów Karla Rosenova, założyciela muzeum. Czy kocia magia uchroniła zamek przed niebezpieczeństwami? - Pomimo kataklizmów, jak pożary i powodzie, zamek stoi - uśmiecha się nasz przewodnik. - Jest budowlą wyjątkową, bo inne siedziby Gryfitów w przeważającej liczbie zostały zniszczone podczas działań wojny trzydziestoletniej i n wojny światowej. Zamek w Darłowie zachował orygi- W piwnicach darłowskiego zamku znajdziemy średniowieczne narzędzia tortur. Używano ich między innymi w procesach kobiet oskarżonych o czary nalną strukturę i praktycznie w 70 procentach elementy architektoniczne pochodzą ze średniowiecza. Księga magii Karl Rosenov wspominał w jednym z prasowych artykułów, że posiada w swoich zbiorach Darłowską Księgę Magii, w której zawartych jest sto magicznych receptur. W gazecie podał cztery reguły i zwrócił się do mieszkańców Darłowa, by zbierali formuły magiczne i mu je przekazali. Chciał pokazać światu miejscowe zabobony. Wspomniał również o drugiej księdze magii z Zakrzewa -miejscowości niedaleko Darłowa. Zaklęcia zawarte w księdze darłowskiej dokładnie spisał. Są tam niezrozumiałe dla nas teksty i słowa, które zdają się nie mieć żadnego znaczenia. Karol Matusiak przytacza jedną z regułek Darłowskiej Księgi Magii. Dotyczy przygotowania kija do przegonienia kreta lub pobicia człowieka. Czytamy: „We wtorek przy nowiu znajdź rano przed wschodem słońca leszczynę, która wyrosła w ciągu roku. Ustaw ją licem do wschodzącego słońca i utnij trzema cięciami trzy najwyższe gałęzie, wypowiadając następujące słowa: hola, noa, masa. Teraz udaj się do kretowiska, przykryj je suknią i silnie uderz, a już nigdy żaden kret z kretowiska nie wyjdzie". Kolejna ciekawa receptura opowiada o tym, jak zrobić lustro, w którym zobaczysz swoją W wieży bramnej w gablocie spoczywa zmumifikowany kot, 100 lat temu odkryty wewnątrz murów obronnych przyszłość. Jest tu mowa o tym, żeby lustro położyć odwrotnie i wypowiedzieć łacińską sentencję. Jak się ją wypowie i lustro zawiesi już normalnie, to odpowie nam ono na każde pytanie. To reguła w stylu: „Luste-reczko, powiedz przecie. Kto jest najpiękniejszy w świecie". Co do księgi zakrzewskiej, którą odnaleziono w 1888 roku, nasz przewodnik podaje, że jest to odpis dzieła, o którego czasie powstania nic nie wiadomo. Czytamy w nim m.in. o roślinie - rodniku murowym, nazywanym też przeplotem. - Tą rośliną pokrywano strzechy, miała przyjemne w dotyku liście, jak zamsz. Miała chronić przed uderzeniem pioruna, bo jej kwiaty przypominały brodę boga grzmotów. Przeplot wieszano także we wnętrzach kominów, żeby chronić się przed czarow- nicami, oraz na wjeździe do domostw, by zapobiec kradzieżom mleka - opowiada Karol Matusiak. Sydonia, która rzuciła klątwę Z okresem średniowiecza i panowaniem rodu Gryfitów w Darłowie wiąże się historia o Sydonii von Borek. Rzuciła ona klątwę na ród Gryfitów. - Była szlachcianką, w której zakochał się Ernest Ludwik, jeden z książąt Gryfitów. Obiecał jej, że będzie jego żoną. Skoro jednak on był księciem, a ona tylko szlachcianką, do małżeństwa nie doszło. Według legend Sydonia przeklęła ród Gryfitów. Prawdą jest, że w ciągu kilkunastu lat wszyscy młodzi i zdrowi przedstawiciele rodu umierali w nieokreślonych sytuacjach. Jedna osoba zalana krwią została od- naleziona w komnacie. Nie wiadomo, z jakich przyczyn zmarła. Jeden z książąt skazał Sydonię na śmierć. Została stracona w 1620 roku -przypomina legendę nasz przewodnik. 38 procesów o czary A skoro już jesteśmy przy klątwach, to warto wspomnieć o piwnicach zamku w południowym skrzydle, bo kryją one wiele tajemnic, także tych mrocznych. Służyły nie tylko do zamieszkania, ale były też miejscem tortur i skazywania ludzi oskarżanych o dokonywanie okrutnych czynów. - Przetrzymywane były tu kobiety, które zostały posądzone o uprawianie czarnej magii - opowiada Karol Matusiak. Według historycznych zapisków w całym dawnym powiecie sławieńskim przeprowadzono 38 procesów o czary. Skazywano głównie kobiety. Tortury stosowane w zamkowych piwnicach były okrutne. - Zanim nastąpiły, kobieta była rozbierana. Sprawdzano, czy ma jakieś ślady po diable. Uważano, że kobieta stawała się czarownicą wtedy, kiedy ukąsił ją diabeł. Szukano więc śladówugryzienia. Była też metoda na igłę, która nie była ostra, ale gruba, i pozbawiona szpikulca. Wbijano ją w miejsca na ciele i sprawdzano, czy kobieta uroni łzę. Jeśli nie uroniła, to oznaczało, że jest czarownicą - mówi dyrektor muzeum. Brutalna była zwłaszcza próba wody. Wrzucano do niej kobietę podejrzaną o czary. Jeśli nie wypłynęła, oznaczało to że jest niewinna, a jeśli wypłynęła-że winna. Najbardziej znaną czarownicą z darłowskiego zamku była Anna Woldan z Ruska, która została skazana w 1663 roku. - Była posądzona o uprawianie czarnej magii. Mieszkaniec Ruska skarżył się, że spowodowała śmierć cielęcia i rzuciła czar na kapustę. Kolejnym zarzutem było rzucenie uroku na narzeczoną sołtysa Dobie-sławia. Miała po nim zwariować - opowiada Karol Matusiak. Czarownicę najpierw przesłuchiwano w izbie sądowej zamku. Procesem kierował jego zarządca, który był też sędzią. - Annie zadawano pytania, żeby stwierdzić, czy faktycznie jest czarownicą. Oczywiściebyły one takie, że nawet współczesny bardzo inteligentny człowiek nie mógłby na nie odpowiedzieć -dodaje nasz rozmówca. Anna Woldan miała 80 lat. Była torturowana cztery razy. Ostatecznie została jednak uniewinniona. Rodzina prosiła zarządcę, żeby ją ułaskawiono ze względu na wiek i niewidomego męża. Żyła potem w Do-biesławiu w stodole. Nie miała gdzie się podziać. Po kilku tygodniach zniknęła. Ostatni proces na czarownicy w Darłowie odbył się w 1726 roku. To była kobieta, która straciła zmysły i chciała podpalić miasto. Obecnie zwiedzający muzeum w Zamku Książąt Pomorskich w Darłowie mogą oglądać katowskie narzędzia, które były stosowane od XVII do XVIII wieku. Są to m.in. kajdany, kule czy tasak katowski. Znajdują się wpiwnicach, gdzie była cela dla czarownic i oprawców. W piwnicach pdudniowego skrzydła jest wystawa, która prezentuje repliki narzędzi tortur stosowanych w okresie od XVI do XVIII wieku. Jest to łącznie około 60 replik, od madejowego łoża, po stos dla czarownic czy maski pomorskie. Jest też cela z dioramą, gdzie przedstawiono czarownicę Annę Woldan. To małe pomieszczenie, w którym skazany nie mógł się ani wyprostować, ani położyć. Zachowały się także szczegółowe opisy, które uzmysławiają, jak okrutne historie wiążą się z perłą Pomorza Zachodniego. ©® 18 KULTURA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 6.05.2022 Psi park Sofi Oksanen Wydaw-= nictwo 3 Znak Li-| terano-| va. Od wydaw-I cy: Helsinki, W ! w 2016 rok. Oleńka ukradkiem obserwuje w parku rodzinę bawiącą się z psem. Nagle przysiada się do niej młoda kobieta. Oleńka od razu ją rozpoznaje. Trudno zapomnieć twarz kogoś, komu zniszczyło się życie. Teraz to ona może zniszczyć Oleńkę. Ale na razie obie tylko patrzą na swoje dzieci, wychowywane przez inne kobiety. Wstrząsająca i wymagająca skupienia opowieść o nierównościach społecznych, su rogatkach, handlu komórkami jajowymi, przemocy, kłamstwach i dorabianiu się na cudzej krzywdzie. Bolesny kontrast między biedną Ukrainą a bogatą Finlandią. Gorąco polecam. (MARA) W środku jesteśmy baśnią Wiesław Myśliwski Wydawnictwo Znak. Rozwinięcie tytułu: „Mowy i rozmowy". Od wydawnictwa: Tom ukazuje się z okazji 90. urodzin Wiesława Myśliwskiego. Znalazły się w nim zarówno teksty jego publicznych wystąpień -w tym najsławniejszy: esej „Kres kultury chłopskiej" - jak i wybrane przez autora wywiady. Dzięki temu mamy jedyną okazję dowiedzieć się więcej o dzieciństwie i młodości pisarza, o początkach jego literackiej kariery i pracy na etacie redaktora, o długim i szczęśliwym małżeństwie i o tym, dlaczego pisarz nie powinien się śpieszyć. „W środku jesteśmy baśnią", twierdzi Myśliwski, a my - dzięki tej książce - możemy poznać przynajmniej cząstkę baśni, jaką jest on sam. Spotkanie z Mistrzem to lektura dla koneserów godna polecenia. (MARA) KSIĄŻKI Skrucha Marek Stelar Wydawnictwo Filia. Od wydawcy: Wiosna 2018 roku. Aspirant Do-:i, „kryminalny" ze szczecińskiej Komendy Miejskiej Policji, trafia do niewielkiej miejscowości na samym końcu Polski. Od tej pory ma zaprowadzać porządek jako dzielnicowy w Nowym Warpnie. Tymczasem w ogrodzie przy domu w jednej z urokliwych dzielnic miasteczka odkryte zostają ludzkie szczątki. Czy zwłoki mogą mieć coś wspólnego z tragedią sprzed ćwierćwiecza, kiedy na zalewie utonęło pięciu wychowanków Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego? Lubię połączenie wątku kryminalnego z obyczajowym. Nie będziecie rozczarowani. (MARA) Nawet jeśli umrę w drodze Monika Białkowska Wydawnictwo Prószyński i S-ka. Podtytuł: „Twarzą w twarz z uchodźcami". Od wydawcy: Trzy miesiące, podróż przez cztery kraje, spotkania z ludźmi dziesięciu narodowości. Wszystko po to, żeby zrozumieć motywacje, lęki i nadzieje tych, których nazywamy uchodźcami. Ostatecznie zaś po to, aby odkryć, że próby zatrzymania ruchów migracyjnych skazane są na porażkę. Nawet jeśli mogą umrzeć w drodze - będą iść. Będą iść - tak samo jak my kiedyś szliśmy. To książka dla tych, którzy uchodźców chcą potraktować jak ludzi, a nie jak temat polityczny czy narzędzie propagandy. Książka w bolesny sposób aktualna. Nie tylko w naszym zakątku świata. Czytając takie historie, jakie spisała autorka, modlę się, aby kiedyś nie były moim życiem. I więcej rozumiem. (MARA) minik Przeworsl- \ . Błołfcowfco sJmmM Niepotrzebny nam Zamek, żebyśmy byli zniewoleni. Wolność to wybór Anna Czerny-Marecka Recenzja „Zamek" Kafki to najnowsza premiera Teatru Lalki Tęcza w Słupsku dla widzów dorosłych. Spektakl jest wizualnie przejmujący, a połączenie Kafki i wielkich kukieł daje pole wyobraźni. „Możesz kogoś, kto ma oczy zawiązane, nie wiem, jak zachęcać, aby patrzył przez opaskę, a i tak nic nie zobaczy" - to cytat z „Zamku" Kafki, który warto mieć w pamięci, oglądając słupskie przedstawienie. „Zamek" to ostatnia, niedokończona część tzw. trylogii samotności, po „Ameryce" i „Procesie". Jeden z najbardziej tajemniczych utworów Kafki, którego bohaterem jest pan K. Przybywa on do małej wioski, by rozpocząć pracę geometry. Zatrudnia go Zamek, do którego żaden zwykły człowiek nie może się dostać. Mieszkają tam urzędnicy, kontrolujący życie wsi. K. z dojścia do Zamku czyni sens swego życia, jako starzec umiera przed nim, przed wejściem, które czekało tylko na niego. „To rzecz o tym, jak łatwo sami potrafimy wpędzić się w ramy podległości i tkwić w nich, nawet bez ingerencji ośrodka władzy. Spektakl stawia pytanie: co jest źródłem władzy? Czy jej opresyjność, czy nasza uległość wynikająca z przyzwyczajenia, wygody, lęku" - objaśnia ideę przedstawienia reżyser Michał Tramer. Jasne przesłanie, ale nie jedyne możliwe, bo przecież „Zamek" to interpretacyjna studnia bez dna. Spektakl, na szczęcie, nie spłyca treści i, chociaż wszystko podąża wytyczoną przez reżysera drogą, to jednak mam pewność, że każdy myślący widz wychodzi z niego ze swoimi refleksjami. Niekoniecznie zgodnymi z interpretacją twórców. To jeden plus przedstawienia w Tęczy. Kolejnym, olbrzymim, jest strona wizualna. Scenografia na pierwszy rzut oka wydaje się skromna - rozkładany parawan i stół wyglądem przypominający taki, jaki stoi w salach operacyjnych. Przemyślność tych sprzętów pozwala jednak na stworzenie z nich wszystkich miejsc -przede wszystkim dwóch oberży i domów. Kolorystyka jest jednorodna: brązy, szarości, granat, czerń. Dobrze oddaje marazm, bylejakość, martwotę i zniewolenie małej społeczności. W takich barwach jest scena i kostiumy aktorów Pan K. przybywa do wioski, aby objąć stanowisko geometry i lalek, poza, co jest znaczące, kukłami najwyższej rangi urzędników. Jeden szczegół ubiorów, nakrycie głowy kobiet, odnosi widza do innego utworu, mianowicie do znanego serialu „Opowieści podręcznej". Kto ten film zna, zrozumie taki przekaz bez słów. No i są lalki. O nich można szczerze napisać, że to mistrzowska robota. Zarówno ich koncepcja, jak i wykonanie. Z grubsza można je podzielić na trzy typy. Twarze maszkaronów, jeszcze ludzkie, ale już potworne, ma większość mieszkańców społeczności. Szara, bezwolna masa. Piękno, człowieczeństwo to z kolei znaki szczególne kukieł: niejednoznacznej Fridy - kochanki K., melancholijnego posłańca Bar-nabasa i wykl uczonych ze społeczności z powodu jednego listu i plotek sióstr Amalii i Olgi. Najwyżsi rangą urzędnicy zamiast twarzy mają geometryczne bryły. Nie jestem pewna, ale przy niektórych miałam wrażenie, że inspiracją były nakrycia głowy wysokich rangą kościelnych oficjeli. Czytelna w konstrukcji kukieł wydaje się reguła, że czym wyżej postać stoi na szczeblach drabiny społecznej, tym mniej człowieczą ma twarz i postać. Wykorzystanie tych genialnych kukieł to kolejna zaleta spektaklu. Kafka wydaje się wręcz stworzony, żeby grać go w duecie aktor-marioneta. To duże pole do popisu dla reżysera i aktorów. Nie ma tu przypadku. To, kiedy w duecie główną postacią jest człowiek, a kiedy lalka, zależy od konkretnej sytuacji dramatycznej. Jest to dla widza kolejny już sygnał do odczytania i zinterpretowania. Najmniej gra lalka pana K. Tylko na początku i końcu, kiedy pojawia się kukła starca. Na pierwszym planie niższy urzędnik z Zamku K. jest człowiekiem. Tylko i aż. Przychodzi znikąd, bez swojej historii. Jest inny i nigdy tym innym być nie przestaje. W całym spektaklu są dwie co najmniej sceny dramatycznie, wizualnie, muzycznie i choreograficznie przepiękne. Do nich należy w pierwszym akcie scena miłosna, ba, erotyczna wręcz, między K. i Fridą. W drugim akcie za serce łapie historia dwóch sióstr Amalii i Olgi. W obu przypadkach do głosu dochodzą emocje. Których w całości przedstawie- nia jest jednak za mało. Rozumiem szacunek reżysera do tekstu, ale po to ma świetnych aktorów i innych ludzi pracujących poza sceną, żeby było mniej słów, za to więcej teatru w teatrze. Zwłaszcza pierwsza część aż prosi się o skrócenie i to bez oszczędzania nożyczek. Druga ma o wiele lepsze tempo i rytm. I to ona w głównej mierze decyduje o tym, że wychodząc z Tęczy, można ze spokojnym sumieniem polecić przedstawienie innym. ©® ,ZAMEK" - TEATR LALKI TĘCZA W SŁUPSKU tekst: Franz Kafka tłumaczenie: Krzysztof Radziwiłł, Kazimierz Truchanowski adaptacja i reżyseria: Michał Tramer scenografia: Sylwia Maciejewska muzyka: Tomasz Giczewski choreografia: Karolina Maciejewska obsada: Alicja Gierłowska - Frida, Wójtowa; Izabela Nad-obna-Polanek - Oberżysta, Wójt, Pomocnik, Burgel; Joanna Stoike-Stempkowska - Oberżystka, Amalia, Pomocnik; Ilona Zaremba - Olga, Pepi, Pomocnik; Iwo Bochat - geometra K.; Maciej Gierłowski - Schwartzer, Ba ma bas, Mo-mus, Erlanger. premiera: 28 kwietnia 2022. kolejny spektakl - czwartek, 12 maja, godzina 19. Głos Dziennik Pomorza Piątek, 6.05.2022 OGŁOSZENIA DROBNE • 19 DROBNE Jak zamieścić ogłoszenie drobne? Telefonicznie: 94 347 3512 Przez internet: ibo.polskapress.pl W Biurze Ogłoszeń: Oddział Koszalin: ul. Mickiewicza 24,75-004 Koszalin, tel. 94 3473512 Oddział Słupsk: ul. Henryka Pobożnego 19,76-200 Słupsk, tel. 59 848 8103 Oddział Szczecin: ul. Nowy Rynek 3,71-875 Szczecin, tel. 9148133 67, fax 91433 48 60 RUBRYKI W OGŁOSZENIACH DROBNYCH: ■ NIERUCHOMOŚCI ■ FINANSE/BIZNES ■ HANDLOWE ■ NAUKA ■ MOTORYZACJA ■ PRACA i ZDROWIE i USŁUGI (TURYSTYKA i BANK KWATER i ZWIERZĘTA i ROŚLINY, OGRODY i MATRYMONIALNE i RÓŻNE i KOMUNIKATY i ŻYCZENIA /PODZIĘKOWANIA i GASTRONOMIA i ROLNICZE (TOWARZYSKIE Nieruchomości KUPIĘ garaż murowany, 609-499-555. P800UCE#? GARAŻE Blaszane BRAMY Garażowe KOJCE dla Psów Najniższe CENY Róine wymiary Transport cały kraj Montaż GRATIS Dogodn&HATY 94-318-80-02 91-311-11-94 58-588-36-02 95-737-63-39 59-727-30-74 512-853-323 www.konstal-garaze.pl POŚREDNICTWO OMEGA WYCENY OBRÓT SŁUPSK, UL. STARZYŃSKIEGO 11 tel. 59 841 44 20; 601 654 572; www.nieruchomosci.slupsk.pl [ omega@nieruchomosci.slupsk.pl Handlowe FILMY, MUZYKA KUPIĘ PŁYTY GRAMOFONOWE 609155 327 MATERIAŁY BUDOWLANE ŻWIROWANIA Koszalin sprzedaż, transport -piasek żwir 792669632 Motoryzacja OSOBOWE KUPIĘ A do Z skup-skupujemy każde pojazdy, płacimy nawet za wraki, oferujemy najwyższe ceny, 536079721 AUTO skup wszystkie 695-640-611 KUPIĘ każde auto do ltys. zł również wraki i niesprawne, 507424834. TŁUMIKI, katalizatory, złącza. Czekaj Zbigniew. Koszalin, Szczecińska 13A (VIS). Tel: 94-3477-143; 501-692-322. ZATRUDNIĘ BUDOWLAŃCA do stsurowe, remonty, elewacje Koszalin 503-135-643 ABAKUS Aniela Barzycka - 22 lata na rynku poszukujemy mieszkań 1,2-pokojowych Przylesie, Na Skarpie, Nasz Dom GOTÓWKA ZADZWOŃ 661-841-555 ul. Zwycięstwa 143 661-841-555 (obok Związkowca) www.abakus-nieruchomosci.pl 2 pok. balkon, rej. Na Skarpie KLUCZE W BIURZE do negocjacji 273 000,- 3 pok. loggia, ciepłociąg z wyposażeniem, po remoncie rej. Centrum 335 000,- i. gacarg 55 m2, dwustronne, Zwycięstwa 0% PROWIZJI OD KUPUJĄCEGO szybkie wydanie 338 000,- CAŁOROCZNY ośrodek rehabilitacyjny w Ustroniu Morskim zatrudni managera do spraw organizacyjnych i marketingu. Tel. 518-425-300, osrodek@klimczok.eu CAŁOROCZNY ośrodek rehabilitacyjny w Ustroniu Morskim zatrudni samodzielnego kucharza i fizjoterapeutę. Tel. 94/351-55-65, 518-425-300,603-419-288, ośrodek® klimczok.eu KIEROWCA kat. C,792669632 KIEROWCĘ kat. B., ok. Stuttgartu, tel. 00491778306707 NIEMCY: murarz, cieśla, malarz, hydraulik, spawacz: 601-218-955. OCHRONA, Police,stawka godz.+premie kwartalne, 604-630-556 POSZUKUJEMY pracowników do pracy dodatkowej. Więcej informacji pod nr. tel. 94 7170 900 w godz. 9.30-16. ZATRUDNIĘ do pracy w Niemczech: Malarzy, Ociepleniowców, Tapeciarzy. Konkurencyjne stawki, darmowe mieszkanie, auto i umowa niemiecka. Tel: 539 343 726 lub 602 262 365. AUTOPROMOCJA Gotuj się na sobotę W magazynie „Weekend z rodziną' smaczne domowe przepisy gs24.pl gp24.pl gk24.pl ZATRUDNIĘ operatora: koparko ładowarki, koparki, kierowcę wywrotki Tel: 608436216 ZATRUDNIMY malarzy, 792669632. Zdrowie NEUROLOGIA SPEC. Neurolog. NFZ. Bez kolejek. Codziennie. Koszalin, 605-284-364. ALKOHOLIZM - esperal 602-773-762 Usługi 59/8430465 Serwis RTV, LCD, plazma PRALKI Naprawa w domu. 603775878 MALOWANIE dachów788-016-988 MALOWANIE domów, tynk-puc, odświeżanie, elewacje 792669632 REMONTY mieszkań 731 627 916 GK REMONTY od A do Z tel.660-683-933 ROBOTY ziemne, 792-669-632. INSTALACYJNE HYDRAULICZNE, tel. 607703135. PODNOŚNIK ścinka drzew, czyść zarośnięte działki, 792669632. WSSSSBStKtKKKtKM SPRZĄTANIE strychów, garaży, piwnic, wywóz starych mebli oraz gruzu w bigbagach, 607-703-135. USŁUGI porządkowe, wycinka drzew, rębak 697-782-596 Turystyka Wk mm DZWIRZYNOMORZE.PL, 605 905 969 KOŁOBRZEG blisko morza! 511337308 Różne ODBIÓR mobilny i demontaż złomu, skup starych maszyn i urządzeń 697-782-596 STARE książki- skup 881-934-948 ZŁOM kupię, potnę, przyjadę i odbiorę, tel. 607703135. Rolnicze KUPIĘ ciągniki rolnicze, mikrociągniki absolutnie wszystkich marek. Każdą koparkę, ładowarkę, minikoparkę. Tel. 694400305 KUPIĘ ciągniki, przyczepy, maszyny rolne. Tel. 535135507. ZWIERZĘTA HODOWLANE KURKI młode, odchowane oraz kury roczne sprzedam tel. 785-188-999 KURKI odchowane 784 461566 KURY nioski młode - sprzedam. Telefon: 782 827 428,792 732 052, 59/81089 05 ■ . Zielony zakątek to doskonała alternatywa dla opieki nad osobami niesamodzielnymi, która z reguły wiąże się z odosobnieniem i samotnością społeczną. Chcąc podnosić poziom życia ww. osób oraz intensywność ich partycypacji w życiu społecznym, proponujemy nasze zaangażowanie, troskę, jak również organizację wolnego czasu spędzanego w gronie mieszkańców Domu. Oferujemy najwyższy standard i rodzinną atmosferę. Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom i potrzebom, oferujemy pobyt w komfortowo urządzonych pokojach, dostosowanych do potrzeb osób niesamodzielnych, w tym samodzielnych, pod okiem troskliwego i wykwalifikowanego personelu. Do dyspozycji naszych Seniorów oddajemy nowy budynek w pełni przystosowany do osób w podeszłym wieku, osób przewlekle, somatycznie chorych oraz niepełnosprawnych fizycznie, wraz z przepięknym widokiem na jezioro i otoczeniem natury. 22 • KRZYŻÓWKA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 6.05.2022 żądanie zgłaszane przez strajkujących r~ np. Interia ssak z rodziny % jowek r~ szkoda ~v przerabia powieść na film nauczycielka w szkole r~ instrument strunowy -v metal 0 symbolu Cd frazesy, slogany pierwiastek promieniotwórczy ~v odłam lodowca skrzynia murarska Burdż Halifa i Wil-lis Tower dobiega z ulicy widliszek prąd rzeki opatrunkowy na ranie figowy ciemna w rogu cokół fiim z wampirami - 1 \ ł ; ł 1 ł 1 1 c 2 zamieszkał w raju - 1 muza astronomii nadzorcza wielka flota wojenna - 17 brutto -netto - szefowa, przełożona - zszywana przez chirurga - świąteczny dzień w judaizmie —+■ 19 12 papier na ścianie - • morski .grabieżca i parowy lub kowalski - delikatność, umiar w zachowaniu - r hawańskie wyroby tytoniowe poczucie godności osobistej samotny w płocie ~v kosi póki rosa 25 Colodent do zębów gra w karty składnik wretrza miłośnik libacji PPS grekokatolik trujący tlenek węgla l l w zimie szybko zapada - l cecha egoisty \ 1 1 r 1 ł wiecowy instrument wierzba szara 24 pirat w służbie władcy treść rozmowy satrapa, despota kraina z Kartuzami długi ogon sukni ślubnej uderza z jasnego nieba - 8 sportowy strój - zespół szesciu ; , muzyków -*■ i \ > W £S 9 tn sn i 4°q l twarda skała 18 gatunek wierzby imię męskie groźna dla żeglugi - brzeg stołu - stolica z Akropolem - 9 r 1 i 6 dzisiejsza lub historyczna Indianie Ameryki Północnej powóz mag-nafa dziedzina działania wynik polowania \ 10 dni najdłuższy bieg - i 1 1 uroczysta defilada wojskowa pan z karabelą efekt zespolenia dawny podręcznik ao łaciny U zecerska szuflada na czcionki \ 1 \ dodatek do ziemniaków poznański ziemniak uzdrowisko dziecięce 10 imię Preis, aktorki r B U 1 1 ł do ryso- imię .miasto Świętego Franciszka odmiana gryki synowie Uranosa i Gai wania pięciolinii Bald-wina, aktora 7 r - m fcSSS 9- r 1 1 ł JH i A 1 r 3 popularna gra w karty polski Liaz namiot Apacza JE, J 0 1 bęben wojskowy nasia-dówka u prezesa młotem lub dyskiem do osuszania gruntu r ł 5 wąż jak szal karnacja skóry twarzy -v stolica Węgier -v lodowa lub rzymska -V zeszyt do zapisków dumny z ogona l i ł żona Herkulesa bardzo ciężka praca zmięta pościel rzesza 1 kobieca bielizna •i Sueski lub Panam-ski i i W włamywacza sznurek w świecy 21 sztuczne tworzywo żałobny pojazd część Wielkiej Krokwi medal przed środą port rybacki nad Bałtykiem 4 13 naczynie na herbatę \ i i r 1 i rzeczywistość kwietnik 15 jednostka mocy - stan w USA z Heleną -♦ oryginał, cudak 16 bulwy kolo-kazji dowódca janczarów - \ parkowe drzewo liściaste - r czasem idzie w las królik futerkowy słony ser grecki żona Abrahama, matka Izaaka areszt żydowski placek stal lub brąz - \ 1 japońska kreskówka 22 cukrowy Przysmak - wydzielony obszar, zona \ i \ 11 port w Pakistanie zator - miasto w Piemoncie (Włochy) - efekt braku zajęć 20 kandydat na oficera U 14 wiosną na polu - motyl dzienny - wierzba jak diabeł - groźny narkotyk - willa-muzeum w Zakopanem - 23 parzona w ekspresie - talia, kibić - \........ 1 2 3 4 5 6 7 8 9 ,, " 13 14 15 16 '7 18 19 20 21 22 23 24 25 Litery z pól ponumerowanych od 1 do 25 utworzą rozwiązanie - myśl Wojciecha Bartoszewskiego. A"tvizazoy aroMSWiiyoiAyaoa :3iNvzViMZoy Litery z pól ponumerowanych od 1 do 25 utworzą rozwiązanie - myśl Wojciecha Bartoszewskiego. A"tvizazoy aroMSWiiyoiAyaoa :3iNvzViMZoy Głos Dziennik Pomorza Piątek, 6.05.2022 SPORT 23 PIŁKA NOŻNA. TRZECI RAZ W HISTORII O NAJCENNIEJSZE KLUBOWE TROFEUM POWALCZĄ REAL MADRYT I LIVERPOOL Tylko Bóg wyjaśni awans Realu Tomasz Biliński redakcja@polskapres5.pl Real Madryt doszedł do finału Ligi Mistrzów w sposób wjaldwtym wieku nikomu się nie udało. Jego trener CarioAncelotti zagra o trofeum rekordowy piąty raz. Real Madryt przegrał w Manchesterze z City 3:4. Niemal przez cały rewanż przegrywał 0:L Jednak w 90. min wyrównującego gola strzelił Rodrygo. ZL-letnibra-zylijski skrzydłowy pokonał Edersona także minutę później, doprowadzając do dogrywki, ponieważ w dwumeczu było 5:5. Były to pierwsze celne strzały Królewskich w tym spotkaniu! W dodatkowym czasie gry z rzutu karnego wynik podwyższył Karim Benzema. Francuz wskoczył na trzeci stopień podium najlepszych strzelców w historii rozgrywek. Dzieli je z Robertem Lewandowskim. Obaj napastnicy zdobyli po 86 bramek. Lepszą skuteczność ma jednak napastnik Bay-emu Monachium, ponieważ taki Nikt nie Jacek Kmiecik redakcja@polskapress.pl ffieCebanu.3S-letnibyly bramkarz Wisły Krakówire-prezentacji Mołdawii, pracuje dzłśwbankuwMoskwie. Opowiedział nam. jak po wybuchu wojny na Ukrainie, funkcjonujewstottcy Rosji. Jak żyje się w Moskwie po inwazji na Ukrainę i nałożeniu sankcji na Rosję? Nie mogę powiedzieć, że jest lekko. To, co się teraz dzieje, na pewno nie służy dobremu nastrojowi. Staramy się jednak funkcjonować normalnie. Wciąż jestem mocno związany ze sportem. Dostarczam produkt komercyjnego banku sportowcom, wprojekcie wealth management, czyli kompleksowym kierowaniu majątkiem klienta. W moskiewskich klubach CSKA, Lokomotiw, Spar-tak i Chimki obsługuję kilku zawodników. Chodzę na mecze, na zawodach sportowych można się zresetować Rosyjski sport został również objęty sankcjami Tak iwidać to po drużynach, wktórychbiakuje obcokrajowców. Masowo opuszczają rosyjskie kluby hokeiści i futboliśti. Ilie Cebanu występował w Wiśle w latach 2007-2009 i zdobył z nią mistrzostwo Polski Z Krasnodam wyjechał Grzegorz Krychowiak. Mam jedną trzecią klientów sportowców obcokrajowców. Staram się służyć im dobrąradą przy zarządzaniu kapitałem w tych trudnych czasach. Jesteś Mołdawianinem, ale życie związałeśzMoskwą. Urodziłem się w Kiszyniowie. Mołdawia to moja ojczyzna, ale w Moskwie rozpocząłem pracę w bankowości i teraz jest tu mój drugi dom. W zasadzie pozostaję rozdarty pomiędzy Mołdawią a Ukrainą. Rodzinny dom mojego ojca znajduje się w delcie Dunaju, na terytorium Ukrainy. Zaledwie dwa kilometry od granicy z Mołdawią. Moja rodzina została w tym domu i na razie nic się tam nie dzieje. Jeśli będzie potrzeba, mogą przejść pieszo na teren Mołdawii. Mołdawia, tak jak Polska, pizyj-mujeuchodżcówzUkrainy. Przede wszystkim szanuję nasz naród. Nie chcemy robićhęjtu. Najważniejsze, że pomagamy innym. Przyjęliśmy już ponad czterysta tysięcy Ukraińców, choć nie jesteśmy bogatym państwem. To już ponad piętnaście procent ludności całej Mołdawii. Mimo to zapewniamy uchodźcom schronienie i dajemy im darmo jedzenie, co musi budzić szacunek. Władimir Putin wojnę na Ukrainie nazywa operacją specjalną. W Moskwie ponoć nie można tych działań nazywać wojną. Nie wiem, co mam o tym powiedzieć? Nie chcę bawić się wpolitykę. Daj Boże, żeby to jak najszybciej się skończyło. Alejak do wojny na Ukrainie podchodzą Rosjanie? Mamy XXI wiek. Nie ma ludzi na świecie, którzy się za takimi akcjami opowiadają. Nikt nie popiera tego, żestrzelająiginą ludzie. Ale to, że coś takiego się dzieje, nie zależy od nas. Jak sankcje wpływają na codzienne życie wMoskwie? Pracuję w bankowości. W moim banku, który nie został objęty sankcjami, wszystkiesektory są wciąż obsługiwane. Pracujemy pod ogromnąpresją. Mamy dobre projekty, ale nie można cie-szyćsię, że pracy nam niebra- kuje, bo korzystamy na nieszczęściu innych. Teraz mamy bardzo dużo klientów, przychodzą do nas wielkie korporacje, prosząc o pomoc. Czy przeciętni Rosjanie odczuwają skutki sankcji? Dużo spraw się skomplikowało. Piętrzą się trudności. Banku jeszcze na pauzę nie zamykamy. A jak wygląda dzień? Budzimy się, czytamy wiadomości, sprawdzamy od dziewiątej, jakie są nowe sankcje. I do wieczora intensywnie myślimy, jak pomóc swoim klientom. To jest non stop napięta praca. Czy wMoskwie zaczyna brakować w sklepach podstawowych produktów? Ceny poszły wgórę, ale na razie nie widać skutków kryzysu. Wkrótce jednak zaczniemy odczuwać prawdziwy deficyt. Będziemy widzieć, czego naprawdę brakuje. Problemy go- . spodarcze są jednak na drugim miejscu. Najważniejsze, żeby jak najszybciej się to skończyło. Potem znajdziemy sposób, żeby jakoś się odrodzić. Wiele kryzy-sówprzetrwaliśmyipo nich się odbudowaliśmy, zawsze stawaliśmy nanogi. Najważniejsze, żeby teraz nadszedł kres tego, co dzieje się na Ukrainie. ©® popiera tego, że na Ukrainie giną ludzie dorobek uzyskał w 106 występach (także dla Borussii Dortmund), a 34-letm Benzema potrzebował 141 występów (również dla Ołympiąue Lyon). - Gdy Karim wykonuje karnego, to prawie zawsze jest gol -śmiał się wrozmowie z telewizją Movistar+ bramkarz Realu Thi-baut Courtois. - Coś tam zdarzyło mu się zmarnować, jednak po strzale a'la Panenka w pierwszym meczu zyskał mnóstwo pewności siebie. Zdobyłbramkę i po niej skupiliśmy się na obronie za wszelką cenę. Dopięliśmy swego. Niesamowite. Pod wrażeniem, co nie powinno dziwić, są też hiszpańskie media. „Niech zstąpi Bógito wytłumaczy" - prosi na okładce Marca. „PSG, Chelsea, City. Dzień świstaka" - zwróciłuwagędzien- Karim Benzema w tym sezonie w fazie pucharowej Ligi Mistrzów strzelił już dziesięć goli. nikMundoDeportivo. Real - de- Przed nimi dokonali tego Ferenc Puskas (12), Alfredo Di Stefano i Cristiano Ronaldo likatnie ujmując - drogi do finału niemiałusłanęjróżami.Wl/8fi- ropy podobne przygody miały wieczoru na Santiago Bernabeu, przegrał z Liverpoolem (sezon nału trafił na PSG. Później na ekipy Partizana (1965/66) oraz któryprzejdzie do historii przy- 1980/81), zktórymzmierzysię28 Chelsea i City. W każdej rywali- Brugge (1977/78). taczanej niezliczoną ilość razy. maja w Paryżu. Trzy lata temu zacji Królewscy przegrywali je- „Madryt jest z innego świata" Real zagra o swoje 14. najbar- skład potyczki o trofeum był taki den mecz. W Lidze Mistrzów (od -podsumował AS, który nie ma dziej prestiżowe klubowe tro- sam. Mohamed Salah po wyeli-sezonu 1992/93) coś podobnego wątpliwości, że byliśmy świad- feum w Europie. W finale był minowaniu Vi]laneal nie krył, że się nie zdarzyło. W Pucharze Eu- kami kolejnego wyjątkowego jeszcze trzy razy. Jeden z nich chciałby zagrać z Realem, by zre- wanżować się za finał sprzed trzech lat (Królewscy wygrali 3:1). Natomiast trener ekipy z Madrytu, Carlo Ancelotti, z Liverpo-olem przegrał finał w 2005 r. i wygrał dwalatapóźniej, gdy był trenerem AC Milan. - Historia naszej rywalizacji jest długa. Jako zawodnik grałem z Liverpoolem jeszcze w finale w 1984 r. Ostatnio żyłem dwa lata w Liverpoolu. Dla mnie to będą więc derby, bo Everton został w moim sercu - przekonywał Ancelotti, który jako pierwszy trener poprowadzi zespół w swoim piątym finale Ligi Mistrzów. Jeśli wygra, będzie to także rekordowy czwarty raz. Natomiast menedżer City, Pep Guardiola, szósty raz został wyeliminowany w półfinale. ©® UGA MISTRZÓW Półfiiały: Real Mackyt-MandiesterOty 3:1 podopy*De(Rodrvgo90,90*1, Benzema 95 z karnego- MahrezTł piefwszy mecz3:4, awans: Real); Vlaneai - Liveipool23 (Dia 3, Coquefin 41-Fabinho 62, Diaz 67, Mane74; pierwszy mecz OZ awans: Liverpool). Rnai: Lńerpool-Reai Madryt (28 maja,godz. 21, Stade de France w Paryżu). 24 Głos Dziennik Pomorza Piątek, 6.05.2022 SPORT www.sportowy24.pl Bez medalu na olimpiadzie W Białymstoku judocy i judoczki rywalizowali w XXVIII Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży. Słupsk reprezentowała czwórka przedstawicieli Towarzystwa Sportowego Judo Gryf. Nikomu z nich nie udało się przedostać do strefy medalowej. Siódme punktowane miejsce zajął Łukasz Bielawa, który walczył w kategorii wagowej do 60 kg. (fen) Pięć bramek Oldbojów W kolejnym spotkaniu Pierwszej Pomorskiej Ligi Oldbojów, zespół Oldbojów Bruskowo Wielkie pokonał Amatora/Kotwicę Kołobrzeg 5:2 (1:2). Gole: Zagórowski 2, Trukszyn, M.Wasilewski, K.Petrus, (sten) Młodzi piłkarze Jantara Ustka najlepsi w turnieju BASF PROCAM Jarosław Stencel jaroslaw.stencel@polskapress.pl PIŁKA NOŻNA. W pierwszym zturniejów piłkarskich BASF PROCAM Cup2002rozegranym w Bruskowie WMltłm najlppiBa nltagab się ekipa Jantara Ustka. Podopieczni trenera Piotra Kurowskiego wygrali z MKS Debrzno 3:1, UKS GAP Bruskowo Wielkie 4:0, Pomorzaninem Sławoborze 1:0 i Avatarem Lekowo 2:0. Zremisowali 0:0 Czerwonymi Diabłami Malechowo. Ustczanie zagrają 18 czerwca w wielkim finale w Kołobrzegu. Zespół Jantara wystąpiłwskładzie: Judyta Korsak. Kamil Bernatek, Aleksander Wrześniak, Joszko Rymarz, Adrian Podborski, Robert Kopeć. Piotr Dudzik, Wojciech Urbański. Krystian Grzegorczyk, Oliwier Kaczmarek, Artem Adam-bajew, Hubert Nowak, Mikołaj Sawczuk, Tyler Evans. - Bardzo dobry poziom. Zawody fajnie zorganizowane. Chłopaki od pierwszego meczu fajnie pograli. Grali piłeczką przede wszystkim, a nie jakieś wybijanki. Jestem bardzo zadowolony. Atmosfera w drużynie fajna. Organizacja na wysokim poziomie. Jesteśmy bardzo zadowoleni. Trudny był nasz pierwszy mecz, bo chłopcy wchodzą w turniej bardzo powoli. Newralgicznym spotkaniem był przedostatni mecz W Bruskowie Wielkim zwyciężył zespół Jantara Ustka i pojedzie do Kołobrzegu Mecz drużyn Pomorza Sławoborze oraz MKS Debrzno. W wielu zespołach nie zabrakło dziewczynek. Najwięcej ich było w drużynie Czerwonych Diabłów Malechowo z zespołem z Malechowa. Wydawało się, że chłopcy są już rozegrani, ale tamta drużyna postawiła wysokie wymagania. Trudno było też w ostatnim meczu, ale chłopcy dali radę i jest super - mówił Piotr Kurowski, trener Jantara Ustka. - Skupialiśmy się tutaj na emocjach dzieci. Kształcenie młodych piłkarzy idzie wgórę. Dla nas jako współorganizatora najważniejsze jest kreowanie pozytywnych emocji w młodym wieku i to co zostaje potem tak naprawdę na dalsze etapy życia w pamięci młodzieży jest najważniejsze. Tu nie chodzi o sam wynik, tylko żeby była zabawa i duch rywalizacji cały czas tkwił i rozwijał się wśród dzieci. To już szósta edycja turnieju. Powstał dzięki współpracy z naszym partnerem biznesowym jakim jest firma PROCAM Polska. Wspólnie z szefostwem firmy podczas jednej z rozmów zdecydowaliśmy, że może trzeba wyjść poza nasze takie typowe relacje biznesowe i też zrobić szerzej dla dzieci, które żyją i mieszkają w małych miejscowościach. Firmy BASF i PROCAM Polska wspierają wieś poprzez tworzenie nowych rozwiązań i technologii dla rolnictwa - podsumował Artur Juszczyński, po- mysłodawca turnieju i szef sprzedaży BASF Polska. - Wszystkim zawodnikom bardzo serdecznie gratuluję. Wszyscy jesteście zwycięzcami. Nie baliście się deszczu i dzielnie walczyliście. To wasza pasja i zamiłowanie i niech zostanie ona na długo z Wami. Jestem dumna, że ten turniej odbywa się w gminie Słupsk wBruskowie Wielkim na obiekcie o który tak dba Andrzej Staszewski - mówiła Barbara Dy-kier, wójt gminy Słupsk. - Nie ma dziś takiej nagrody jak fair play, ale myślę, że brawa za postawę należą się dla trenera Jantara Ustka. Mało jest ta- kich trenerów i takich sytuacji, a jak się zdarza to ciężko się do niej przyznać. W meczu bardzo ważnym, bo gdybyśmy wygrali z Jantarem, mogliśmy mieć pierwsze miejsce. Wynik był 0:0. Padła bramka nieprawidłowa. Sędziowie uznali tę bramkę, ale nieświadomie, a trener Jantara Ustka powiedział, że trzeba to cofnąć i nie ma bramki - mówił Mariusz Małysz, trener zespołu z Malechowa. - Poziom turnieju był fantastyczny, Trzymał w napięciu do ostatniego gwizdka. Bardzo udany turniej, wysoki poziom i duży udział dziewcząt w tym turnieju. Fantastyczne emocje. Każdy wyszedł uśmiechnięty i z nagrodą - mówił Krzysztof Nowak, przedstawiciel firmy PROCAM Polska. Najlepsi w zespołach: Oliwier Banach (Bruskowo Wielkie), Miłosz Ligęza (Pomorzanin Sławoborze), Nikola Potyralska (Avatar Lekowo), Oliwier Ogieł (Czerwone Diabły Malechowo), Antoni Litwiniuk (MKS Debrzno), Tyler Evans (Jantar Ustka). Nagroda specjalna: Iga Wegner (MKS Debrzno, rocznik 2014). ©® Tabela końcowa: 1. Jantar Ustka 13 punktów Bramki: 10:1 2. MKS Debrzno 12 14:4 3. Czerwone Diabły Malechowo 10 5:3 4. Avatar Lekowo 4 7:10 5. Pomorzanin Sławoborze 4 3:9 6. UKS GAP Bruskowo Wielkie 0 2:14 Pokaz siły Śląska. Grupa Sierleccy Czarni Słupsk przegrała w fatalnym stylu Michał Piątkowski, STEN michal.piatkowski@polskapress.pl KOSZYKÓWKA. Grupa Sieiiec-cy Czarni po raz kolejny była przynajmniej dwie klasy słabsza od swoich rywali W półfinałowej serii przegrywa już 02. Mecz od początku toczył się pod dyktando wrocławian. Śląsk perfekcyjnie dzielił się piłką i w ataku był nie do powstrzymania. Czarni mieli ogromne problemy ze skutecznością i pudłowah z nąjprost- rwę z ponad 20-punktowym prowadzeniem schodzili goście z Dolnego Śląska. Wygrywali 59:34, ale nie sam wynik był najgorszy, a styl jaki prezentowali Czarni. Rywale słupszczan wyglądali czasem jakby po prostu grali dwa poziomy wyżej. Druga połowa meczu nie miała już żadnego znaczenia. Śląsk grał prawie perfekcyjnie w obronie, a w ataku raz po raz zdobywał łatwe punkty. Po trzech kwartach deklasował naszych koszykarzy77:46. Ostatnie dziesięć minut spotkania było już tylko ostatecz- nością. Goście z Wrocławia nie pozostawili żadnych złudzeń i ostatecznie pokonali Czarnych 91:66. GRUPA SIERLECCY CZARNISŁUPSK ŚIĄ5K WROCŁAW 66^1 (1228.22JI 12:18,20:14) Grapa Sierieccy: Lewis 9. Beech 5 (1x3), Klas-sen 16 (2), Witliński 8, Garrett 8 0) - Jankowski 5 (1), Musiał3 (1), Słupiński 8, Young2, Kulikowski 0. WKS Śląsk:Urice 6, Kolenda 6(2), Kanter 18 0), Meiers12, RamljakW 0) - Justice15 0), Gordon 2, Wójcik7, Dziewa 9 0), Gabiński 0, Tomczak 2. Kolejny mecz we Wrocławiu 8majaogodz. 20:40. Ewentualne czwarte spotkanie też tam 10 maja o 20:10.©® Czarni przedzierali się pod kosz rywali, ale zbyt rzadko szych pozycji. Podopieczni Mantasa Cesnausłasa w pierwszej kwarcie nie potrafili ani razu trafić za trzy, co przełożyło się na ogromną przewagę gości po pierwszych 10 minutach gry. Było 28:12 dla ekipy z Wrocławia. Choć gra Czarnych w drugiej odsłonie meczu optycznie wyglądała trochę lepiej, ale nie przekładało się to na wynik. Śląsk cały czas kontrolował przebieg meczu i nie pozwalał Czarnym nawet przez chwilę pomyśleć, że uda im się odwrócić losy tego spotkania. Naprze- KU PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 6.05.2022 Dorota Kania, redaktor naczelna Polska Press KŁAMSTWO I PROPAGANDA Marcin Kędryna BAN NA MOSKALA a kilka dni Władimir Putin zamierza hucznie obchodzić Dzień Zwycięstwa i - po raz kolejny - wykorzystać tę datę do celów propagandowych. Nie jest to nic zaskakującego, ponieważ od momentu oficjalnego objęcia władzy, czyli od 1999 roku, Putin zrobił wszystko, by 9 maja stał się w Rosji największym świętem państwowym i narodowym. Człowiek, który przez lata był kluczową postacią w KGB (Komitet Bezpieczeństwa Państwowego przy Radzie Ministrów ZSRR), a później, po rozpadzie sowieckiego imperium, w FSB (Federalna Służba Bezpieczeństwa), sukcesorce komunistycznych służb, z których funkcjonariusze przeszli do „nowej formacji", wrócił do narodowego świętowania Dnia Zwycięstwa. W tym dniu organizowano parady, przemarsze i defilady, które miały pokazać światową potęgę militarną Rosji, a kulminacja tych obchodów odbywała się w Moskwie, gdzie przyjeżdżali najważniejsi przedstawicie państw, głównie dawnego Bloku Wschodniego. Ta strategia Putina jest przemyślana i konsekwentna, podobnie jak fałszowanie prawdy historycznej. W przekazie historycznym Rosji nie ma miejsca na pakt Ribben-trop - Mołotow, napaści sowieckiej na Polskę 17 września, gułagów i zbrodni dokonywanych na okupowanych terenach; wojna rozpoczęła się 22 czerwca 1941 roku od napaści Niemiec na ZSRR. Putin skutecznie buduje mit Wojny Ojczyźnianej, o której rosyjskie dzieci uczą się od najmłodszych lat, podobnie jak o tym, że Rosja musi nieustannie się bronić przed zewnętrznym wrogiem. W przemówieniach rosyjskiego zbrodniarza pojawią się m.in. frazy, że Armia Czerwona uratowała Europę od niewolnictwa, o osłabianiu siły i moralnego autorytetu dzisiejszej Rosji i wykorzystywaniu „historycznych spekulacji do geopolitycznych gier". W Polsce Dzień Zwycięstwa większości naszych rodaków kojarzy się fatalnie. Wprowadzony dekretem Bolesława Bieruta był świętem państwowym aż do 2014 roku. Do tego czasu część polskich polityków i mediów odnosiła się do tego święta z pietyzmem. Mało tego - 9 maja w obchodach w Moskwie brali udział prezydenci - Aleksander Kwaśniewski -w2005 roku, a w 2010, zaledwie miesiąc po katastrofie smoleńskiej tymczasowo wykonujący obowiązki prezydenta RP Bronisław Komorowski. W tych wizytach towarzyszył im gen. Wojciech Jaruzelski, który został odznaczony przez Putina. A Telewizja Polska, po przejęciu mediów publicznych przez Platformę Obywatelską, w 2013 roku w Wiadomościach prowadzonych przez Piotra Kraśkę 9 maja pokazała skandaliczny materiał na temat defilady na Placu Czerwonym przypominający wprost relacje prokremlowskich mediów. Przyzwolenie części europejskich elit na fałszowanie historii przez rosyjskiego satrapę i jego „dwór" nie pozostało bez echa: zamykanie oczu na sowieckie i rosyjskie zbrodnie doprowadziło do ukształtowania nieprawdziwego, zafałszowanego wizerunku Rosji. A dziś są tego czytelne konsekwencje: Putin utrzymuje, że walka z faszyzmem była i jest jest wyłączną zasługą Rosji: 65 lat temu byli to Niemcy, dziś - Ukraińcy. I w to święcie wierzy większość Rosjan. - Prezydent Duda był jednym z pierwszych, który zaczął mówić, że Rosja powinna być natychmiast wydalona ze wszystkich imprez i federacji sportowych - powtarza Jakub Kumoch, szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej. Świetny pomysł. Świetny, choć budzący opór. Zwłaszcza odwiecznych działaczy sportowych. Opór tak duży, że mimo iż żyjemy w czasach, w których dzieją się rzeczy niemożliwe, trudno mi uwierzyć, że pomysł ten uda się kiedyś zrealizować. Dużo łatwiej zrobić coś innego. Zamknąć pewien etap. Zerwać stosunki dyplomatyczne z Federacją Rosyjską. Przeciwko zerwaniu stosunków dyplomatycznych jest dużo argumentów. Przede wszystkim chodzi o zerwanie kanałów komunikacji. To, że dziś nie da się Rosją rozmawiać, nie znaczy, że nie istnieje szansa, że coś się zmieni i rozmawiać będzie można zacząć. Polska przewodniczy OBWE, której Rosja - mimo sprzeniewierzenia się idei tej organizacji - jest członkiem. I jakby to wyglądało, gdyby minister Rau, który nie chce mieć do czynieni z ministrem Ławrowem, spotykał się z nim jako przewodniczący Rau. Są też argumenty prozaiczne. Polski obywatel, aresztowany w Rosji, nie mógłby liczyć na polską opiekę konsularną. Trzeba by wtedy o pomoc prosić dyplomatów któregoś z unijnych państw. I nie wiadomo, z jakim zaangażowaniem dyplomaci tamtego państwa by się sprawą zajęli. Są historyczne doświadczenia Brytyjczyków, którzy zerwali w latach dwudziestych stosunki z Rosją Sowiecką. Zerwali, by po kilku latach je nawiązywać na sowieckich warunkach. Ale może właśnie teraz, gdy nasza organiczna rusofobia jest dla zachodnich partnerów (przez chwilę) wyrazem zdrowego rozsądku. Gdy nasi kieszonkowi Talleyrandowie, nie dość, że nie powinni zbyt głośno protestować, to jeszcze mogą sprawę poprzeć, by przykryć smutny obraz wcześniejszych pomysłów na resety z naszym wschodnim sąsiadem. Może pora na to, żeby poczekać na koniec wojny i zacząć budować stosunki dyplomatyczne od zera. Bez historycznego bagażu. Bo dziś teoretycznie stosunki utrzymujemy, a praktycznie obecność rosyjskiego ambasadora w Warszawie daje mu szansę do udzielania wywiadów dziwnym postaciom. 2. Osiem prawie lat temu usłyszałem plotkę, że przez sporą część kadencji mieszkającego w Belwederze prezydenta Komorowskiego jego komórka i komórki jego współpracowników łączyły się z siecią poprzez BTS (maszt sieci komórkowej) stojący na terenie rosyjskiej ambasady. Kiedy odpowiedni urzędnicy zdali sobie z tego sprawę i próbowali na ten temat rozmawiać z operatorem, usłyszeli, że nikt przecież nie będzie w BTS ingerował, bo przecież nie wolno. Zresztą technicy operatora żadnych śladów ingerencji nie znaleźli. Trudno, żeby znaleźli, skoro wizyty swoje musieli uzgadniać z odpowiednim wyprzedzeniem. Wielce jest prawdopodobne, że przez ten sam BTS łączyły się telefony komórkowe sąsiadującego z ambasadą Ministerstwa Obrony Narodowej i też przecież niezbyt oddalonej KPRM. Rosjanie lubią symbole. Miejsce na ambasadę Związku Radzieckiego wybrali naprzeciw Belwederu - siedziby księcia Konstantego, w bezpośrednim sąsiedztwie budynków rządowych, by wszyscy widzieli, kto rządzi. Po upadku ZSRR nie było atmosfery do tego, by ambasada Federacji Rosyjskiej znalazła miejsce gdzie indziej. Może dziś jest szansa, by to zrobić. Z pełną świadomością, że będą retorsje, że Polska straci wtedy swoje nieruchomości w Moskwie. 3. Paulo Coelho powiedział, że „nie ma czegoś takiego jak jedyna i niepowtarzalna szansa". Skoro tak mówi Coelho, to może być zupełnie odwrotnie. 99 PREZYDENT ANDRZEJ DUDA W WYWIADZIE DLA „WALL STREET JOURNAL" W sytuacji, kiedy Rosja zaatakowała Ukrainę, możemy osiągnąć sukces tylko jeśli zastosujemy brutalną silę, bo tylko ona jest w stanie powstrzymać Rosję Głos Dziennik Pomorza Piątek, 6.05.2022 PULS • \ 3 miMwwwwwiww1 w wami :i M «.«.!•>: / *•' ............—— \ 01 )komentarz tygodnia 2 3 MAJA 2022, WARSZAWA, POLSKA, - W ostatnich stuleciach na wspólnym stole między Polakami a Ukraińcami tak często leżał karabin, tak często leżał topór, został położony chleb - mówił prezydent, dziękując Polakom za wsparcie uchodźców 4 MAJA 2022, KRAKÓW, POLSKA, Prawie trzysta tysięcy maturzystów rozpoczęło egzaminy. Życzymy im jak najlepiej, przypominając, że dzisiejsze matury to nie to co kiedyś, a poza tym, że historia mówi, iż bez matury też można zrobić w Polsce karierę 1-26 MAJA 2022, POLSKA Defender Europę2022 i Swift Response2022to ćwiczenia wojskowe, które trwają w Polsce (i ośmiu innych krajach). W sumie weźmie w nich udział osiemnaście tysięcy żołnierzy z dwudziestu państw. Przypominamy, by nie publikować zdjęć wojskowych kolumn. A jeżeli musimy, to niech będą takie jak to wyżej * CORRIERE DELLA SERA % l.:-M!•,;()Ml i%"< Ifiaiewurife* a tfeMsa '' ' S > j węsi m Uccitfc? la sorefia 4,- Govanru Faicone «£ro senza soldi» - sp.egato a! figi® ca ______* ' c » w'" 'SKflto $s£i izm®*#-# mil 10 I «Sono pronlo a incontrarc Pulin a \ losca» T ś' ifasti: iii {gMfAi | * t. • sn tatyu i ii < U \ , <&&« i łM } filipie £ «i i k)8X i &C* '■ ■ < hi- ił 'amiSm st:<5wt> * nu *ife> • f» i ifeiteto fttsb* ti< |JX • th 'C-j «j»« u.. ks^bSBB 3 MAJA2022, MEDIOLAN, WŁOCHY, papież Franciszek, powiedział w wywiadzie, że powodem agresji na Ukrainę mogło być „szczekanie pod drzwiami Rosji przez NATO". Być może chodziło mu o coś zupełnie innego. Niestety, nie ma to chyba znaczenia PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 6.05.2022 Czy majowa parada zwycięstwa będzie dla Putina okazją do ogłoszenia światu potęgi rosyjskiej armii, czy może rosyjski dyktator oficjalnie wypowie wojnę Ukrainie, co da mu pretekst do zarządzenia powszechnej mobilizacji? 1 Rosja chce ukazać Armię Czerwoną bez jakichkolwiek skaz na jej blichtrze i temu służyć ma święto 9 maja. Oczywiście obraz ten jest nieprawdziwy i wykorzystywany do doraźnej polityki. Przeciętni Rosjanie wolą jednak fałszywe święto od uczciwej analizy rzeczywistości Tomasz Chądzyński 9 MAJA - DEFILADA NA PLACU CZERWONYM ZE ZRABOWANYMI PRALKAMI 9 maja 2022 r. na Placu Czerwonym defilować będzie ll tys. rosyjskich żołnierzy, do tego sprzęt pancerny, systemy rakietowe, lotnictwo. Nikt nie powie słowa o ostrzeliwaniu ukraińskich miast, mordowaniu cywilów, gwałtach i rabunku. Nie będzie zapewne nikogo z przedstawi- cieli dawnych sojuszników antyhitlerowskiej koalicji. - To jest nasze święto, to święty dzień dla całej Rosji, dla wszystkich Rosjan - deklarował niedawno Dmitrij Piesków, rzecznik Putina. Wymiar imperium - 9 maja 1945 r. to data, która historycznie kształtowała so- wiecki system i dzisiejszą Federację Rosyjską - zaznacza dr Tomasz Gliniecki, historyk, publicysta, zajmujący się m.in. wojenną propagandą Armii Czerwonej. - Zauważmy, Rosjanie nie mają zbyt wielu innych odwołań do zwycięskiej historii, które by ten „ruski mir", jak sami go nazywają, konstytuowały. Stąd wielkie defilady, parady, prezentacja narodowej jedności. Oczywiście, 9 maja w tej narracji przejawia się w skrajnościach - głównie w nacjonalizmie rosyjskim, odrzucaniu roli innych narodów, które w zwycięstwie nad nazistowskimi Niemcami uczestniczyły, całej koalicji, w tym wsparciu zachodnich aliantów. Ukraińcy czy Białorusini, co oczywiste, przelali mnóstwo krwi. Dziś Rosjanie „włączą" w 9 maja szczególny kontekst, czyli odebrania prawa Ukraińcom do samostanowienia, do posiadania własnego, niezależnego państwa. To zawłaszczenie święta tylko dla swojej własnej chwały. Zdaniem dr. Glinieckiego „mitem założycielskim" dzisiejszej Rosji nie może być data rewolucji październikowej. To wydarzenie nie ma... wymiaru imperialnego (Rosjanom trudno chwalić się także przegraną w Afganistanie czy upadkiem ZSRR - o czym przypominał dziennikarzom niezależnego medium Meduza Dmitrij Głuchowski, rosyjski pisarz sprzeciwiający się putini-zmowi). - O ile rewolucja była mitem wsobnym, mitem założycielskim samego państwa, to zwycięstwo nad Niemcami nadawało mu międzynarodowego wymiaru - mówi dalej dr Gliniecki. - Oto państwo robotników i chłopów skupione wokół Rosji, potrafi zwyciężać „siły zła". Oczywiście nic nie zmieni podejścia do hitlerowskich Niemiec, bo to było zło w czystej postaci. Ale wiemy też, że chwilę później, po 1945 r., Rosjanie nazwali złem swoich dotychczasowych aliantów. Sojusz z Wielką Brytanią, Stanami Zjednoczonymi i innymi krajami demokracji był chwilowy i zawarty tylko po to, żeby ZSRR mógł się obronić i zwyciężyć swoich dawnych sojusz- ników, czyli hitlerowskie Niemcy. Już sama data końca wojny w Europie wskazuje na zerwanie przez ZSRR antyniemieckiej koalicji. Niemcy podpisały bezwarunkową kapitulację w Reims 7 maja 1945 r., z zobowiązaniem przerwania walk następnej nocy. Jednak na życzenie Stalina, kapitulacja musiała nastąpić jeszcze raz, nazajutrz w Berlinie. Według czasu moskiewskiego był to już kolejny dzień, 9 maja. Różnice w dacie świętowania pozostały do dziś. Czym się pochwalić? Zwyczajowe, gromkie „urra" rosyjskich sołdatów poprzedzi zapewne pompatyczne ogłoszenie przez Putina zdobycia i oderwania od Ukrainy Ma-riupola, Chersonia, może i części Donbasu, czyli terytoriów, które Rosja opanowała od początku inwazji 24 lutego. W zrównanym z ziemią Ma-riupolu nad Morzem Azow-skim Rosjanie zapowiadali „karnawał zwycięstwa", mimo że pododdziały ukraińskie nadal są obecne w mieście. A może Rosjanie ogłoszą „wyzwolenie" Naddniestrza, w którym separatyzm Rosja utrzymuje od wczesnych lat 90,? Albo całej Mołdawii, bo o groźbie rosyjskiego ataku na to państwo informował na początku tygodnia ukraiński wywiad? Prof. Krzysztof Kubiak z Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach, po- Głos Dziennik Pomorza Piątek, 6.05.2022 \ PULS • 5 litolog, analityk kwestii bezpieczeństwa międzynarodowego, uważa taki scenariusz za całkiem realny. - Biorąc pod uwagę przebieg wojny na Ukrainie zapomniana i marginalizowana kwestia Naddniestrza, które w zasadzie od początku swojego istnienia, gdy rozpadał się Związek Sowiecki pozostało jego żywym skansenem, nabiera zupełnie innego wymiaru. Postawiłbym nawet taką tezę, że Naddnie-strze to jest jedyna część związku byłego Związku Sowieckiego, gdzie władza autorytarna w modelu sowieckim ma się jeszcze dobrze nie tylko w warstwie politycznej, ale również mentalnej - mówi prof. Krzysztof Kubiak. - W Naddnie-strzu Rosjanie mają swoje wojska, nieliczne co prawda, ale jednak mogące służyć jako straszak, odciągający uwagę od głównego teatru działań wojennych na Ukrainie. I wystarczające na pozbawioną wojsk Mołdawię. Karta ta w rosyjskiej rozgrywce byłaby zatem bardzo mocna. O tym, że Putin potrzebuje sukcesu, który mógłby ogłosić 9 maja i umocnić swoją władzę, pisało wielu analityków (choć szef rosyjskiego MSZ, Siergiej Ławrow we włoskiej telewizji zaprzeczał, że Rosja będzie się z „czymkolwiek przed 9 maja spieszyć"). - To, że oni będą chcieli coś ogłosić, wydaje się wręcz oczywiste. 9 maja to jest rosyjska mitologia patriotyczna. I wiemy, że dla Rosjan ta wojna toczy się ewidentnie nie po ich myśli. Nie wygrywają jej, przegrywają ją w wielu wymiarach prestiżowym, politycznym, ekonomicznym - podkreśla prof. Kubiak. Demonstracja siły, potęgi, rosyjskiej armii także w wymiarze technicznym - temu służy defilada na Placu Czerwonym. 9 maja 2022 r. w Moskwie zaprezentuje się mniej niż w ostatnich latach, sprzętu pancernego, choć zapewne rosyjskie siły zbrojne pokażą swoje najnowsze osiągnięcia - czyli uznawanych za makiety -czołgu T14 Armata czy wozu bojowego Terminator. Te, wprzeciwieństwie do masowo wykorzystywanych przez rosyjskie wojska w ataku na Ukrainę (i masowo niszczonych) czołgów rodziny T72 (w różnych wersjach) czy BWP, nie walczą. A i czasem nawet nie jeżdżą. - W zasobie wojskowym: ludzkim i sprzętowym Rosjanie rozpoczynając wojnę z Ukrainą bardzo przeszacowali. Dziś są na granicy swoich możliwości kadrowych. Na Ukrainie walczą dziś żołnierze z co najmniej dwóch brygad z dalekiej północy, wycofali większość swojego personelu z Kaukazu i z Azji Środkowej. Rosjanie zaczęli przemieszczać żołnierzy z Dalekiego Wschodu. Przerzucają wojsko przez pół globu! Po- zostaje im właściwie opcja powszechnej mobilizacji, czego Putin chyba nie do końca chce, bo to by się wiązało z przyznaniem do tego, że toczy się wojna. I nawet jeśli by do niej doszło, to trzeba chyba inaczej spojrzeć na cyfry wymieniane w kontekście rosyjskiego zasobu mobilizacyjnego. Oni mówią o liczbie 10 tys. czołgów na składach. Być może, ale zachodzi pytanie, ile z nich to wozy rozkradzione i zdewastowane? - zastanawia się Krzysz-tofKubiak. Rosjanie darują światu strach... Bardzo pewne jest, że 9 maja na Placu Czerwonym Rosjanie pochwalą się Sarmatem, mię-dzykontynentalną, ciężką rakietą zdolną do przenoszenia ładunków jądrowych, zwaną Szatanem II. Niedawno przeprowadzili nawet jej oficjalną próbę. Ben Wallace, szef Ministerstwa Obrony Wielkiej Brytanii podkreślił kilka dni temu, że 9 maja Rosja może nawet ogłosić rozpoczęcie III wojny światowej . Jeśli wziąć pod uwagę wypowiedzi „ekspertów" w pełnych propagandy programach w rosyjskiej TV o tym, że Szatan II jest w stanie dolecieć do Londynu w 200 sekund, to należy się zastanowić, czy Rosja nie grozi Zachodowi wojną atomową. - To jest bolesne przypomnienie faktu, który w ciągu ostatnich ponad 60 dni zaczął gdzieś powoli nam umykać, czyli że Rosja jest państwem nuklearnym. W rosyjskich dokumentach państwowych, doktrynalnych, czyli w rosyjskim myśleniu państwowym, funkcjonuje pojęcie tzw. nuklearnej deeskalacji. To jest taki oksymoron ukuty na Kremlu zakładający, że w sytuacji niekorzystnej Rosja przeprowadzi atak nuklearny po to, żeby rozbroić przeciwnika i odwrócić niekorzystny przebieg wydarzeń. Czym to grozi? Apokalipsą. Należę do pokolenia, które jeszcze w aktywnym życiu znajdowało się w cieniu zagłady nuklearnej. Choć to szokujące, funkcjonowało to w naszych umysłach i dziś chyba moim rówieśnikom łatwiej jest się godzić z życiem w warunkach takiego zagrożenia. Pamiętam również komunizm w fazie schyłkowej i relatywnie mało represyjnej. I w kontekście Ukrainy trzeba wiedzieć, że stawką w tej rozgrywce jest to, czy my, nasze dzieci, wnuki, celowo używam pewnego patosu, będziemy żyć w wolnym świecie, czy w jakiejś postso-wiecłaej satrapii, zabarwionej rosyjskim imperializmem. Stawką jest po prostu wolność - bezcenna sprawa, dla której warto się bić i ponosić ryzyko, również w wymiarze starcia cy-wilizacyjnego, o przyszłość i możliwość życia w normalnym społeczeństwie. Warto jednak dodać, że w kontekście atomowego odstraszania kraje NATO również dysponują argumentami. - Oczywiście, ten zachodni arsenał nuklearny jest pokaźny. Sądzę, że na szczeblach wyso- kich państw NATO czynnik ten był uwzględniany w trakcie podejmowania decyzji o wsparciu Ukrainy - podkreśla prof. Kubiak. - Sądzę też, że wypowiedź brytyjskiego ministra ma wymiar ostrzeżenia: drodzy Rosjanie infiltrujemy wasze systemy łączności, dowodzenia i kierowania. Jesteśmy świadomi tego, co przygotowujecie, a skoro jesteśmy świadomi waszych planów, to również planujemy nasz odwet. To jest mechanizm wielostopniowego odstraszania. I oni ten przekaz są w stanie odczytać - nie należy całkowicie Rosjan pozbawiać inteligencji czy jakichkolwiek zmysłów tak-tyczno-strategicznych. ...A Ukrainie „zgniły pokój" Oczywiste jest, że przed 9 maja sytuacja na najważniejszych frontach na Ukrainie może ulec zmianie. Rosjanie wciąż dysponują inicjatywą taktyczną i przewagą militarną. O możliwych postępach agresora w Donbasie mówili m.in. analityk Jarosław Wolski i ppłk Piotr Lewandowski, polski weteran z Iraku i Afganistanu. Wskazywali oni m.in. na rosyjską taktykę systematycznego „orania" ogniem artylerii ukraińskich pozycji obronnych. Mówili też o kurczących się odwodach armii ukraińskiej. - Ukraińcy przepięknie rozgrywają tę wojnę, nie tylko na polach bitew, ale i w przestrzeni medialnej - mówi Krzysztof Kubiak. - Ale także krwawią. Tracą sprzęt, tracą ludzi. W takiej wojnie na wynisz- czenie widoczna jest przewaga Rosji, choćby w zakresie potencjału demograficznego. Dla Ukrainy już sama liczba uchodźców, która opuściła kraj, z punktu widzenia zasobu demograficznego, to jest rujnująca. I rodzi się pytanie, na ile Ukraińcy, z bardzo wielu względów, nie tylko czysto militarnych, mogą sobie pozwolić na przedłużanie tej wojny. Gdzie jest granica? Oczywiście niezawisłość, suwerenność, wolność nie ma swojej ceny. I Ukraińcy z granatnikiem i karabinem w ręku dowiedli, że ich wybór, żeby pozostać po zachodniej stronie nowej żelaznej kurtyny, jest motywowany niesłychaną determinacją. Jednak nie należy wykluczać sytuacji, w której Rosjanie ogłoszą, choćby tego 9 maja, wstrzymanie „specjalnej operacji wojskowej", postawią pewne warunki natury terytorialnej. I Ukraina będzie musiała bardzo poważnie rozważyć przyjęcie złego pokoju, żeby po prostu nie stracić całego pokolenia albo nawet dwóch. Dzisiaj względy demograficzne umykają w naszej narracji ukształtowanej przez gry komputerowe. Tymczasem państwo polskie, ze stratami ludzkimi, które poniosła w trakcie II wojny światowej, zwłaszcza tymi będącymi skutkiem celowej polityki jednego i drugiego okupanta, w zasadzie zmaga się do tej pory. Francuzi mieli podobny problem po wojnach napoleońskich. Zasoby intelektualne są niesłychanie trudne do odrobienia. Ukraińcy mają dziś po- mm"*- Symbolem złodziejskiej pasji rosyjskich najeźdźców pojawiającym się w memach stała się skradziona pralka. Wiele takich pralek Rosjanie rzeczywiście wywieźli z Ukrainy kolenie, którego główną zasługą z historycznego punktu widzenia zapewne będzie to, że nie dopuściło do rusyfikacji, czy wręcz resowietyzacji Ukrainy. Ale cena jest ogromna. Blichtr i skaza Dzień zwycięstwa nad nazistowskimi Niemcami obchodzą wszystkie państwa alianckie. Jednak nikt oprócz Rosji nie nadaje mu roli tak potężnego, propagandowego znaczenia. I ta propaganda sprzed 77 lat się nie zmieniła. Rosjanie uzasadniają atak na Ukrainę „akcją denazy-fikacyjną", „walką z nazistami"... Ulice Moskwy zdobią dziś plakaty z dwiema datami „1945-2022". 1 maja w ukraińskim Melitopolu, który został zajęty przez wojska rosyjskie, Rosjanie wywiesili wielką czerwoną flagę z sierpem i młotem, a następnie odegrali jedną z sowieckich pieśni drugowojen-nych, zagrzewających do walki z Niemcami. Co prawda wolny świat odbiera tę propagandę raczej z uśmiechem politowania (prezentując np. memy czy satyryczne obrazki przedstawiające rosyjskich żołnierzy defilujących ze zrabowanymi na Ukrainie pralkami i telewizorami), natomiast biorąc pod uwagę prowojenne nastroje w Rosji, to narzędzie agresywnego nacjonalizmu rosyjskiego musi skutecznie wpływać na społeczeństwo tego państwa. - Zauważmy, jak wiele zależy od tego, co o historii opowiadamy - zaznacza dr Tomasz Gliniecki. - Federacja Rosyjska z opowieści o n wojnie światowej wyciąga tylko to, co dla niej jest ważne, najbardziej chwalebne i to, co ZSRR propagował w końcowej części wojny -czyli, że Armia Czerwona była wyzwolicielką. Pomijano oczywiście, że była to armia niszczycielska, że krajom, do których wkraczała, odbierała prawo do demokracji, samostanowienia, że jej żołnierze grabili, gwałcili również w tych krajach, które oficjalnie wyzwalali. Dzisiejsze komunikaty o chęci „wyzwolenia" Ukrainy, które słyszymy w propagandzie współczesnej Federacji Rosyjskiej, są kalką tej propagandy z 1945 r. Inna jest natomiast skala oporu. 77 lat temu mieliśmy zwycięskie kampanie ZSRR, w wyniku których, część państw na kilkadziesiąt lat została podbita. Dzisiaj opór Ukraińców jest duży, nie chcą być „wyzwoleni". W putinowskiej Federacji Rosyjskiej powrócono do wszystkich elementów tamtej, starej propagandy, w tym i tych złych, np. symboli sowieckiego państwa, odbrązo-wienia Stalina, pokazywania Armii Czerwonej bez skaz na jej blichtrze. Oczywiście obraz ten jest fałszywy, zaciemniony, wykorzystywany do doraźnej polityki. Z rzeczywistością historyczną ma coraz mniej wspólnego. ©@ 6 PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 6.05.2022 NAWROCKI: ZAWSZE JEST DOBRY CZAS, BY DOKOŃCZYĆ PROCES DEKOMUNIZACJI - Od lat było wiadomo, co niesie Rosja: kłamstwo, propagandę, imperializm i agresję - mówi dr Karol Nawrocki, prezes IPN Janusz Życzkowski f&M ^ ? - V ' • ■ I ' '3&y, '* Dr Nawrocki: W miejsce pomników, które usuniemy na koszt Instytutu Pamięci Narodowej, postawimy upamiętnienia prawdziwych bohaterów Przyszedł taki czas i ten moment, wojna stała się tym momentem, czy to w środowisku, które dążyło do tego już wcześniej, dojrzewało, żeby usunąć ślady pamięci czy oddania czci nawet tym, którzy tutaj trepem radzieckim wprowadzali swoje porządki? Ja uznaję, panie redaktorze, pewnie podobnie jak wielu innych historyków, że tych pomników dawno nie powinno być w przestrzeni publicznej. Zawsze jest dobry czas na to, aby dokończyć proces dekomunizacji. Z całą odpowiedzialnością muszę przyznać, że kontekst geopolityczny jest bardzo ważny, ale nas w naszych zadaniach i wykonywaniu prawa wolnego polskiego parlamentu nie dotyka, natomiast wojna na Ukrainie z całą pewnością zmieniła podejście wielu samorządowców, którzy z jakichś przyczyn nie usunęli tych pomników w przestrzeni swoich miast i gmin. Nigdy nie miałem wątpliwości co do tego, żeby usunąć te pozostałości komunistycznego systemu. Na pewno konflikt na Ukrainie przyczynił się do zmiany postawy wielu ludzi władzy, ale żyjemy w czasach medialnych, w których ten tajming jest bardzo ważny. To, co może sprzyjać właśnie podejmowaniu pewnych kroków, czyni je bardziej zrozumiałymi, a też w opinii publicznej bardziej akceptowanymi. Niektórzy bowiem podchodzili do zastanej rzeczywistości niejako bezrefleksyjnie. Od wielu lat było wiadomo, co ni«sie w swojej spuściżnie Federacja Rosyjska: kłamstwo historyczne, propagandę, im- perializm i agresję. Część osób pozostawała poza emocjonalnym kontaktem z oczywistościami wypływającymi z tych faktów. Natomiast chciałbym powiedzieć dobre słowo o samorządowcach, bo wielu z nich zareagowało w sposób nazwijmy to przyzwoity, na ten apel, ale też nie czuli wsparcia w tych projektach dekomunizacyjnych. Nasza oferta mówi o tym, że w miejsce pomników, które usuniemy na koszt Instytutu Pamięci Narodowej, postawimy upamiętnienia prawdziwych bohaterów. Czy te pozostałości po obecności ideologii sowieckiej w Polsce zostały zewidencjonowane w jakiś sposób? W wydawnictwie Instytutu Pamięci Narodowej wyszła książka pani doktor Dominiki Czarneckiej, która opisuje te miejsca. Ta ewidencja prezentuje z całą pewnością kilkaset upamiętnień Armii Czerwonej, tzw. wyzwolicieli, bratnią sowiecką pomoc itp. Po roku 89 przyszła taka spontaniczna, społeczna, płynąca z serc Polaków fala demontażu tychże upamiętnień nieprawdy historycznej. Później ten protest zwolnił na skutek wydarzeń politycznych i decyzji politycznych Polaków, czego konsekwencją był powrót postko-munizmu do Polski. Później przyszedł rok 2016 i ustawa dekomunizacyjna, kolejny proces prawny dający możliwość, a nawet obowiązek samorządom do likwidacji poso-wieckich upamiętnień. Ta fala w pewnym momencie po prostu wyhamowała i sprawiła, że do 2022 roku zostało kilkadziesiąt takich pomników. Mówili- śmy o liczbie 60, ale część z nich już zdemontowaliśmy, a wko-lejnych tygodniach będziemy demontować następne. Jak ocenia pan reakcję na pewnego rodzaju ofensywę tych działań właśnie związaną z agresją rosyjską? Odpowiedź na ten apel była bardzo przychylna i pozytywna, oczywista i przyzwoita, więc ona daje głęboką nadzieję na to, że w krótkim czasie uda nam się pozbyć tego, co pozostało po nieprawdzie historycznej w przestrzeni publicznej. Czy to oznacza, że wszyscy się na to godzą? Są samorządy, które w pewnym sensie upierają się przy swoim stanowisku bądź nie odpowiadają na te apele, ale czas demontażu tych urządzeń jest czasem refleksji, więc myślę, że jest zbyt szybko, abym powiedział, który samorządowiec jest gotowy do tego, aby bronić systemu odpowiedzialnego za śmierć blisko 100 milionów osób, ale jeśli przyjdzie taka potrzeba i z tej listy nie znikną kolejne pomniki, a samorządowcy będą nadal bronić czerwonej gwiazdy, to z pewnością najpierw z nimi się spotkam, a potem publicznie będę o tym informował, wsłuchując się w ich argumenty, które być może nieznane są światu nauki historycznej. Spotkałem się z taką opinią osoby, która całym sercem jest za dekomunizacją, ale w kontekście upamiętnień stawia tezę, że to może być okazja do tego, żeby powiedzieć, jakie to było zło, co działo się wPol- sceiżetomożebyćprzyczy-nekdotego, żeby opowiedzieć 0 trudnej naszej historii i tym bolesnym doświadczeniu. Trzeba pamiętać, że te upamiętnienia są często jedynym pomnikiem w lokalnej społeczności, są miejscami, które są w centralnych punktach wsi czy gmin. Miejsca przestrzeni publicznej, szczególnie nazwy ulic i pomniki, są pewnym wyrazem wdzięczności, szacunku do postaci, które ze sobą niosą, więc kolejne pokolenia Polaków wychowywane są w pewnym kulcie wydarzeń budowanym wokół tego pomnika. Część młodych ludzi, ale też i starszych nie jest w stanie rozpoznać żołnierza Armii Czerwonej i odróżnić go od polskiego bohatera, partyzanta niosącego rzeczywistą wolność. Jeśli o tych wydarzeniach mówią historycy z rodowodem głęboko postkomunistycznym, to wychowujemy kolejne pokolenia Polaków w szacunku do tego, co zdarzyło się w roku 1945. Nie każdy potrafi wytłumaczyć skomplikowane dzieje roku 1945. Często na tych pomnikach pada słowo wyzwolenie, pada wdzięczność Armii Czerwonej, pada braterstwo broni 1 wówczas to jest właściwie pogardą dla ofiar Armii Czerwonej, dla wielkich bohaterów polskiej wolności z Armii Krajowej, Narodowych Sił Zbrojnych, Żołnierzy Wyklętych... A jaki jest stosunek pana prezesa do tworzenia peerelowskich skansenów czy rodzajów ekspozycji, które pokazują takie elementy, które zostały usunięte, a ta ekspozycja ma służyć jako pewnego rodzaju edukacja? W wielu polskich muzeach są symbole systemu komunistycznego. W muzeum, którego miałem przyjemność być dyrektorem przez cztery lata, stoi czołg T 34, wokół którego jest prowadzona opowieść 0 systemie komunistycznym, więc to w polskich muzeach 1 placówkach się dzieje. Natomiast wprowadzenie specjalnego skansenu poświęconego pomnikom Związku Sowieckiego na pewno nie jest zadaniem dla Instytutu Pamięci Narodowej. Jestem krytyczny wobec takich rozwiązań, bo nie jesteśmy od tego, aby dbać, i tu użyję tego słowa, o dziedzictwo tych, którzy Polskę zniewalali, ale jesteśmy od tego, aby opowiadać prawdziwą historię, badać historię, tworzyć historyczne konstatacje, przypominać polskich bohaterów. Do tego potrzebne są odpowiednie osoby, które mają wiedzę historyczną i odpowiednio ją przekażą. Do Katynia zjeżdża ciężki sprzęt. Widzieliśmy wszyscy te przerażające obrazki. Celem ma być odwet za właśnie demontaż pomników sowieckich w Polsce. Tymczasem to są dwie zupełnie różne sprawy. Żaden z cmentarzy żołnierzy radzieckich w Polsce nie będzie przecież ani demontowany, ani likwidowany, wszystkie pozostaną bez zmian. Nie znam w przestrzeni publicznej Federacji Rosyjskiej upamiętnienia antykomuni-stów polskich, polskich bohaterów narodowych, a szczególnie tych, którzy w pamięci rosyjskiej zapisali się źle, więc odpowiedź uznaję za nieadekwatną do naszej. Instytut Pa- mięci Narodowej z całą pewnością nie będzie zmieniał cmentarzy i miejsc pochówku, uznając, że w cywilizacji łacińskiej, chrześcijańskiej nie ma miejsca dla takich działań. Każdy ma prawo do miejsca wiecznego spoczynku, ale też nie będzie tolerował oddawania hołdu tym, którzy mordowali naszych bohaterów, więc to, co działo się pod cmentarzem w Katyniu, uznaję za rodzaj nieporozumienia, ale nieporozumienia, które zdradza ducha części narodu rosyjskiego. To była taka próba cmentarnego szantażu. Niszczenie cmentarzy nie mieści się w naszych rozważaniach ani w moralności, ale nie mieści się też to, żeby oddawać hołd gwałcicielom, złodziejom i mordercom. Pojawiały się głosy, że powinniśmy ekshumować szczątki naszych żołnierzy i przenieść je do Polski Jestem sceptyczny, choć znam różne opinie bardzo ważnych osób, mądrych i wpływowych na temat tego zagadnienia. Uznaję, że Polacy, którzy stracili swoje życie w walce o wolność poza granicami dzisiejszej Rzeczypospolitej, są dowodem wielkiego ducha polskiego narodu, ale dowodzą też zbrodni, aloirat tutaj Związku Sowieckiego, na Polakach poza granicami kraju. Poza tym mam też głęboką wrażliwość w stosunku do środowisk polonijnych i często, choć w Rosji to jest utrudnione, te groby stanowią miejsce kultu, miejsce spotkań, miejsce budowania poczucia narodowej wspólnoty dla wielu Polaków pozostających zagranicą. Głos Dziennik Pomorza Piątek, 6.05.2022 PULS KRWAWIĄCA GÓRA O Górę Chełm - nazywaną też Górą św. Anny, walki trwały od pierwszego do ostatniego dnia III powstania śląskiego. Bito się zaciekle i krwawo, niemal o każdą piędź tej ziemi OpracowałJędrzej Lipski Góra św. Anny, stanowiąca symbol polskości Górnego Śląska, została opanowana przez powstańców 8 maja 1921 roku. Po krótkim okresie stabilizacji Niemcy przejęli inicjatywę operacyjną, której rezultatem była ofensywa wyprowadzona z przyczółka pod Krapkowicami Gwałtowne uderzenie niemieckie, opanowało samą Górę św. Anny i jej rejon, ale nie zdołało przełamać całości linii obronnych. Walki o Górę św. Anny stały się symbolem dążeń Górnoślązaków do przywrócenia śląska Macierzy. Rozpoczęte w nocy 2/3 maja DI powstanie śląskie miało być w polskim zamyśle politycznym demonstracją zbrojną, której celem było postawienie aliantów zachodnich przed faktem dokonanym i skłonienie ich do przyznania Polsce większej części górnośląskiego obszaru plebiscytowego wraz z okręgiem przemysłowym. W pierwszych dniach maja oddziały powstańcze osiągnęły znaczne sukcesy, docierając do tzw. linii Korfantego, która wyznaczała granicę polskich ambicji terytorialnych. 3 maja oddział powstańczy zajął Górę Chełm - nazywaną też Górą św. Anny, choć taką nazwę nosi właściwie miejscowość usytuowana na tym wzniesieniu. Już następnego dnia powstańcy wycofali się, 7 maja zajęli jąjednak ponowię, odpierając dwa dni później niemiecki kontratak. Błąd Korfantego Sukcesy powstańców zamierzał wykorzystać politycznie dyktator powstania - Wojciech Korfanty, dążący w tym momencie do zawarcia zawieszenia broni. Propozycji tej nie przyjęła strona niemiecka, która przystąpiła do organizacji kontrofensywy. Z terenu Niemiec przybyły na Górny Śląsk tzw. korpusy ochotnicze Freikorps, które wkrótce stały się dużą siłą bojową. Tymczasem wielu powstańców uznało działania dyplomatyczne Korfantego za koniec powstania i wróciło do domu - poważnie osłabiło to oddziały powstańcze w przededniu niemieckiej kontrakcji. Niemiecki kontratak Na miejsce uderzenia wybrano Górę św. Anny - powstańcze pozycje wokół niej wcinały się w niemiecką linię frontu, stanowiąc jednocześnie rygiel polskiej obrony osłaniającej Górnośląski Okręg Przemysłowy. Rejon ten obsadzały oddziały l. Dywizji Wojsk Powstańczych dowodzonej przez majora Jana Ludygę-Laskow-skiego, stanowiącej główną siłę Grupy „Wschód" dowodzonej przez Karola Grzesika. Trzon wyznaczonej do ataku Grupy „Siid" SSOS stanowił bawarski Freikorps. Niemiecka ofensywa ruszyła 21 maja 1921 roku z rejonu Gogolina. Niemcy z pozycji pod Gogolinem zaatakowali pozycje powstańców dwiema silnymi kolumnami. Główne uderzenie poszło na pozycje 8. pułku Rataja między szosą gogolińską i Zdzieszowem. Niemiecki atak rozerwał front, zmuszając powstańców do zorganizowanego odwrotu. Około południa 21 maja rozpoczął się szturm na samą górę. Jako ostatni ok. godz. 13 opuścił ją batalion z 1. pułku (katowickiego) Walentego Fojkisa. Wyczerpani ciężkimi walkami Niemcy zatrzymali natarcie, a powstańcy rozpoczęli przygotowania do generalnego kontrataku. Wyznaczono do niego oddziały Grupy „Wschód" - dwa bataliony z Pszczyny, trzy z Rybnika oraz pułki Rataja i Fojkisa. W nocy z 22 na 23 maja atak wojsk powstańczych przynosi początkowo znaczące sukcesy. Powstańcy zdobyli Kamień Śląski i Kamionek. Z powodzeniem atakował również pułk Fojkisa, zajmując Leśnicę i Lichynię. W nocy z 20 na 21 maja rozpoczęła się bitwa o Zębowice. Pierwsze ataki Niemców od- 3 maja 21 r. oddział powstańczy zajął Górę Chełm - nazywaną też Górą św. Anny, choć taką nazwę nosi właściwie miejscowość usytuowana na tym wzniesieniu Pociągi pancerne odegrały jedną z najważniejszych ról bitewnych w czasie III powstania śląskiego parto dzięki znakomitej postawie załogi pociągu pancernego „Nowak". Krwawo i zaciekle Najcięższe walki o Zębowice stoczono 25 maja. Niemcy przejściowo zdobyli stację kolejową, ale odrzucił ich kontratak pociągów pancernych „Zygmunt Powstaniec" i „Nowak". Ostatni niemiecki atak na tym odcinku zakończył się w nocy z 30 na 31 maja przy stratach, które dowódca Podgrupy „Butrym" określił w swoim raporcie jako straszne. Wykrwawieni Niemcy praktycznie do końca powstania wstrzymali tutaj swoje działania. Na odcinku Grupy „Południe" dowodzonej przez ppłk. Bronisława Sikorskiego „Cietrzewia" niemieckie natarcie na Wodzisław Śląski rozpoczęło się nocą z 22 na 23 maja. Dzięki wsparciu pociągu pancernego Niemcy zdobyli stację kolejową w Bluszczo-wie. Powstał w ten sposób groźny wyłom zagrażający lewemu skrzydłu Grupy „Północ" i całemu powstaniu. Natychmiastowy kontratak powstańców odrzucił przeciwnika. Część niemieckiej piechoty oraz pociąg pancerny wycofali się przez Olzę. Reszta przeszła granicę czechosłowacką, gdzie została rozbrojona i internowana. Aby zabezpieczyć się przed dalszymi atakami, powstańcy wysadzili most na Olzie. Aby rozstrzygnąć sytuację w rejonie Góry Św. Anny Niemcy ruszyli do kolejnego ataku w nocy z 30 na 31 maja. Powstańcy wycofali się z Kamienia Śląskiego i Izbicka, wysadzając za sobą mosty. Powstańcy początkowo wycofali się z Kalinowa, zajmując pozycje obronne na przedmieściach Strzelców Opolskich. Sytuację uratowały pociągi pancerne. „Mściciel II" odbił stację w Szy-miszowie. Kolejny raz dał o sobie znać „Nowak", wspierając kontratak batalionów Fasia i Koźlika, które odzyskały Kali-nów, Poznowice i Rożniatów. W nocy z 1 na 2 czerwca niemiecki atak rozbił w Szymiszo-wie powstańczy pułk Niemczyka. Upojeni sukcesem Niemcy wymordowali j eńców. Dwa dni później, w nocy z 3 na 4 czerwca rozpoczęło się niemieckie natarcie na odcinku od Koźla po Olszową. Jeszcze 4 czerwca Niemcom udało się po zaciekłych walkach zająć Kędzierzyn-Koźle. Niemiecka akcja okrążająca zakończyła się jednak fiaskiem. Zdecydowały o tym ciężkie straty, zmęczenie oddziałów oraz działania grupy kpt. Puszczyńskiego „Wawelberga", poprzez niszczenie mostów skutecznie dezorganizujące niemieckie linie zaopatrzenia. Po kilku godzinach, pomimo zaciętej obrony powstańców, Niemcom udało się przełamać obronę pszczyńskiego pułku Rataja i wspiera- jącego pułku katowickiego Fojkisa i zająć Górę Chełm. Strona polska była świadoma zagrożenia wynikającego z utraty tej strategicznej pozycji. 23 maja 1 Dywizja Wojsk Powstańczych, wspierana od północy przez oddziały Podgrupy „Bogdan" przystąpiła do kontrofensywy. Najkrwawsze walki, prowadzone także wręcz, toczyły się w rejonie miejscowości Leśnica, na południe do Góry Chełm. Pomimo przejściowych sukcesów powstańczy kontratak zakończył się jednak niepowodzeniem. Mniej intensywne walki w tym rejonie toczyły się także w następnych dniach. Zawieszenie broni W następnych dnia walki na całej linii powoli wygasały. Wobec niepowodzenia w walkach o Górę Św. Anny ze stanowiska dowódcy powstania został odwołany ppłk Antoni Mielżyński. Jego miejsce 6 czerwca zajął ppłk Kazimierz Zenkteller. Spowodowało to bunt oficerów grupy „Wschód", stłumiony jednak przez marynarzy kpt. Oszka. Tymczasem trwały rokowania dyplomatyczne. Oddziały niemieckie, na skutek nacisków alianckich, a zwłaszcza życzliwych Polsce Francuzów, zostały zmuszone do zaniechania ofensywy. 11 czerwca weszło w życie zawieszenie broni, de facto kończące powstanie. Oddziały alianckie rozpoczęły zajmowanie linii demarkacyjnej. III POWSTANIE ŚLĄSKIE Will powstaniu śląskim wzięło udział około 60 tys. Polaków -1218 spośród nich poległo, 794 odniosło rany. Ostateczne decyzje w sprawie podziału Górnego Śląska zapadły 20 października 1921 roku. Rada Ambasadorów zdecydowała o korzystniejszym dla Polski podziale Śląska. Z obszaru plebiscytowego, czyli ponad 11 tys. km kw., zamieszkanego przez ponad 2 min ludzi, do Polski przyłączono 29 procent terenu i 46 procent ludności. W Polsce znalazły się m.in. Katowice, Świętochłowice, Królewska Huta (obecny Chorzów), Rybnik, Lubliniec, Tarnowskie Góry i Pszczyna. Podział był też korzystny dla Polski gospodarczo - na przyłączonym terenie znajdowały się 53 z 67 istniejących kopalni, 22 z 37 wielkich pieców oraz 9 z 14 stalowni. Ostateczne, uroczyste przejęcie przyznanych Polsce terenów nastąpiło w czerwcu 1922 r. PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 6.05.2022 PRZED NAMI DEKADA ELONA MUSKA? Najbogatszy człowiek na świecie właśnie kupił Twittera, pisze o przejęciu Coca-Coli, rozpętał burzę wokół kwestii wolności słowa, a do końca dekady chce wysłać ludzi na Marsa Kacper Rogacin o tej pory jedyną osobą I Iw historii, która została Btrzykrotnie wybrana ■Człowiekiem Roku ma-Wgazynu „Time", był Franklin DelanoRoose-velt. Za pierwszym razem -w 1932 r., nagrodzono go za miażdżące zwycięstwo wyborcze nad Herbertem Hoove-rem. Po raz drugi na okładce „Time" Roosevelt pojawił się dwa lata później, kiedy wprowadzony przez niego Nowy Ład zaczął wydobywać USA z kryzysu. Okładkowego hat-tricka prezydent USA skompletował w 1941, gdy po ataku na Pearl Harbor podjął decyzję o dołączeniu jego kraju do n wojny światowej. Od tamtej pory, przez prawie 80 lat, wielu wielkich ludzi wyróżniano okładką dwukrotnie, m.in. Winstona Churchilla, Baracka Obamę czy Billa Clintona, ale nikt nie trafił na nią trzy razy. Człowiekiem2021roku został ElonMusk, który-jeśli zrealizuje wszystkie swoje plany i zapowiedzi - w ciągu dekady powinien z łatwością przebić rekord Ro-osevelta. Majątek Elona Muska wynosi ponad 250 miliardów dolarów i wciąż rośnie. Kilkanaście dni temu Musk kupił 100 proc. udziałów w portalu Twitter, płacąc 44 miliardy dolarów „Robiłem rzeczy, które mogły mnie zabić" Elon Musk urodził się 28 czerwca 1971 roku w Pretorii wRPA. Rodzice w zasadzie nigdy niepoświęcalimuuwagi. Opiekę nad małym Elonem sprawowała głównie gospodyni, ale większość wolnego czasu Musk spędzał samotnie, czytając książki, budując proste rakiety i eksperymentując z wybuchowymi substancjami chemicznymi. - Robiłem rzeczy, które potencjalnie mogły mnie zabić. Jestem w szoku, że jako dorosły mam wszystkie palce - powiedział kiedyś Musk. Gdy miał osiem lat, jego rodzice rozwiedli się. Młodsze rodzeństwo - brat Kimbal i siostra Tosca zostało z mamą, natomiast przyszły miliarder wybrał tatę, czego później bardzo żałował. Errol Musk był cenionym inżynierem, zarabiającymfortunę min. w kopalni szmaragdów. Ale według Elona, jego ojciec był „złym człowiekiem". - Był potworną istotą ludzką. Planował złe rzeczy, nie macie pojęcia jak złe. Dokonał prawie wszystkich przestępstw, jakie moglibyście sobie wyobrazić - mówił Elon dla „Rolling Stone". Jego ojciec odpierał zarzuty syna, twierdząc, że nigdy nikogo nie skrzywdził, aswoje dzieciko-chał i zrobiłby dla nich wszystko. - Miały wszystko. Odwoziłem je do szkoły Rolls-Roycem, miały własne konie pełnej krwi angielskiej, a w wieku 14 lat dostały motocykle. Były rozpieszczone, może dlatego dziś Elon zachowuje się jak rozpieszczone dziecko - powiedział Errol w rozmowie z „Daily Mail". W wieku 17 lat Elon wyjechał z RPA do Kanady. Ojciecna pożegnanie nazwał go idiotą i przepowiedział, że syn wróci do kraju po trzech miesiącach z podkulonym ogonem. Oddech bankructwa na plecach Wyjazd do Kanady był spowodowany chęcią zmiany otoczenia i pójścia na tamtejsze studia. Po niedługim czasie Musk wylądował jednak w USA na University of Pennsylvania, gdzie studiował ekonomię i fizykę. Następnie zapisał się na podyplomowe studia z fizyki na Uniwersytecie Stanforda, ale szybko z nich zrezygnował. Postanowił bowiem rozwinąć biznes. Już jako dwunastolatek zaprojektował i napisał swoją pierwszą grę komputerową. W nowych technologiach widziałgigantyczny potencjał, więc postawił właśnie na ten sektor. Wkrótce jedna z jego firm, zajmująca się oprogramowaniem i bankowością internetową, przekształciła się w PayPal, który w 2002 roku został kupiony przez eBaya za 1,5 mld dolarów. Musk nie zamierzał brać przykładu ze Sknerusa McKwa-cza i zamiast trzymać gotówkę w skarbcu i cieszyć się nią, zain- westował świeżo pozyskane pieniądze w kolejne firmy. Tym razem postawił m.in. na elektryczne, przyjazne środowisku samochody (Tesla) oraz podróże kosmiczne (SpaceX). Oba projekty od początku balansowały na granicy bankructwa. Musk widział wnich jednak przyszłość i za wszelką cenę walczył o to, by pozostały na rynku. Po latach okazało się, że znów trafił w dziesiątkę. Tesla jest dziś liderem rynku aut elektrycznych i autonomicznych. Z kolei SpaceX została pierwszą prywatną firmą, która wysłała ludzi na orbitę okołoziemską i do stacji ISS. SpaceX odgrywa także kluczową rolę w trakcie trwającej obecnie wojny Rosji z Ukrainą. Co ciekawe o pomoc do Muska zwrócił się wicepremier Ukrainy Mychajło Fiodorow. „Gdy póbujesz skolonizować Marsa, Rosja chce zająć Ukrainę. (...) Prosimy o udostępnienie nam stacji Starlink" - napisał na Twitterze. Kilka godzin później Musk osobiście odpowiedział, że wszystko już działa. Nad ukraińskie niebo skierowano satelity Starlink, które zapewniają bezprzewodowy internet, łączność pomiędzy miastami, a nawet pomagają w naprowadzaniu pocisków z dro-nów na rosyjskie cele. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Ze-łenski osobiście podczas tele-konferencji podziękował Mu-skowi za to wsparcie i zaprosił go na Ukrainę. Dotychczasowe kosmiczne osiągnięcia miliardera to jednak jedynie wstępny etap na drodze, którą Musk wyznaczył sobie i... całej ludzkości. Wolność słowa, Trump i hejt na Twitterze W20l7rokunaTwitterze do-szłodo proroczej wymiany zdań. „Kocham Twittera" - napisał Musk. „Zatem powinieneś go kupić" - odparł jeden z internautów. „Ile kosztuje?" - spytał Elon. Nie dowiemy się, ile portal kosztowałby go wtedy, ale pięć lat później właściciel Tesli, Spa-ceX i wielu innych firm dorzucił do swojej kolekcji właśnie Twittera, płacąc za niego 44 miliardy dolarów. Jakprzyznał, nie zamierza zarabiać na Twitterze, ale chce go porządnie usprawnić. Te zapowiedzi sprawiły, że wielu aktywistów i celebrytów wyraziło publicznie niepokój co do przyszłości Twittera. Lewicowe organizacje obawiają się, że „całkowita wolność słowa", za którą opowiada się Musk, doprowadzi do bezkarnego hejtu na mniejszości, przemocy słownej i uczyni z Twittera rynsztok. Wiele osób wypomina nowemu właścicielowi portalu, że w przeszłości starał się uciszać blogerów krytykujących produkty jego firm. Prawdziwą burzę wywołały z kolei doniesienia, jakoby Musk miał zdjąćbana Donaldowi Trumpowi. Były prezy- dent USA oświadczył jednak, że nie zamierza wracać na platformę. Sam Musk twierdzi, że zarzuty wobec niego formułuje głównie skrajna lewica, która „nienawidzi nikogo, również siebie samej". Zarzeka się jednocześnie, że żadnej cenzury nie zamierza wprowadzać. Chce natomiast walczyć z botami i trollami, których obecność na Twitterze określa „plagą". „Pierwsi ludzie na Marsie zapewne umrą" Cierpiący na zespół Asper-gera Musk jest znany z kontrowersyjnych wypowiedzi i zachowań - od palenia marihuany podczas wywiadu radiowego po nazwanie jednego ze swoich siedmiu synów imieniem „X AE A-XII". Nie da się nie odnieść wrażenia, że Twittera kupił przynajmniej po części dla zaspokojenia własnego kaprysu. Wymowny jest wpis, który zamieścił na platformie tuż po sfinalizowaniu transakcji: „Jako następną kupię Coca-Colę i przywrócę do jej składu kokainę". Choć nawet jeśli miliarder wiąże z Twitterem dużeplany, to skaląnijakniedorównująoneza-miarom, jakie ma wobec SpaceX. Niedawno (również na Twitterze) ogłosił, że jego zdaniem do 2029 roku pierwsi ludzie wy-lądują na powierzchni Marsa. Nie trzeba chyba dodawać, że polecą tam rakietami produkowanymi przez jego firmę. Co ciekawe, Musk nie tyle dopuszcza, co wręcz jest przekonany, że pierwsi ludzie na Marsie... zginą. - Prawdopodobnie na początku misji na Marsa jakaś liczba osób zginie - powiedział wubie-głym roku Musk w rozmowie z Peterem Diamantisem. W 2017 rokumówiłzkolei, żepierwsilu-dzie lecący na Marsa „powinni być przygotowani na to, że umrą". Być może wraz z pierwszymi kolonizatorami na Marsa udadzą się także humanoidalne roboty autorstwa Tesli, które - według zapowiedzi Muska - już w przyszłym roku mają trafić do pierwszych właścicieli. Tesla Bot, znany jako Optimus, którego produkcji nadano priorytet, mierzy 173 cm, waży 57 kg i korzysta z systemu sztucznej inteligencji, wykorzystywanego w samochodach Tesla. Optimusy przeznaczone dla „zwykłych ludzi" mają pomagać w podstawowych czynnościach domowych i wyręczać w nich swoich właścicieli. Na Marsa mogą natomiast polecieć zmodyfikowane roboty, przystosowane odpowiednio np. do przenoszenia ładunków albo pracowania poza habitatami, gdzie astronaucimusieliby korzystać ze skafandrów kosmicznych. Co jeszcze Musk wymyśli do dnia startu rakiety, która zabierze Ziemian na Marsa? Tego nie wie nikt. Chyba nawet on sam. Głos Dziennik Pomorza Piątek, 6.05.2022 - PULS • 9 T ąjczęśdej przyjmujemy Im obecnie nastolatkówuza-M leżnionych od marihu-m any, amfetaminy i mefe- ■j dronu. Nie pamiętam sy-1 m tuacji, by kolejek do nas w ogóle nie było. Teraz jednak na miejsce czeka się 2 miesiące -nie kryje Monika Wrońska, specjalista psychoterapii uzależnień z Całodobowego Młodzieżowego Oddziału Leczenia Uzależnień przy ul. Włocławskiej wToruniu. Na ten oddział przyjmowane są nastolatki od 14- roku życia. Odurzająsię już jednak młodsze dzieci. Czym? Lista jest długa. Nie każdy rodzic wie, że zaczyna się w... domowej kuchni esy piwnicy. Klej, rozpuszczalniki, gaz do zapalniczek W kwietniu społecznicy z rady okręgu Jakubskie-Mokre w Toruniu sprzątali dzikie nadbrzeże Wisły. - Byliśmy ze znajomymi zszokowani tym, ile woreczków i resztek kleju tam znaleźliśmy. Myślałem, że w 2022 roku dzieciaki już „się nie kleją". Strasznie to przybijające - mówi pan Maciej, sam ojciec dwójki nastolatków. Lekarzy i terapeutów to nie szokuje. Niestety, ale najmłodsze nastolatki, a nawet dzieci, wciąż odurzanie się zaczynają od tego, co mają pod ręką, czyli w domu. Odurzają się alkoholami niespożywczymi, grzybami, lekami, a także różnymi substancjami, których używa się w domu, np. środkami do dezynfekcji, płynami do czyszczenia, rozpuszczalnikami, farbami, proszkami do prania czy do pieczenia, gazem do zapalniczek. Nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, że substancje, które są dostępne w każdym sklepie tanio i legalnie, mogą mieć skutek śmiertelny. Tak było chociażby z ll-latkiem z Jeleniej Góry, który odurzał się w pustostanie dezodorantem. Po chwili inhalacji wyszedł na ulicę i stracił przytomność. Mimo kilku godzin re animacji zmarł (głośna tragedia z listopada 2019 r.). Jednym ze środków narkotyzowania się jest klej, znacznie tańsza alternatywa dla substancji takich jak amfetamina czy heroina. Z tej przyczyny dla wielu młodych ludzi droga do narkomanii zaczyna się właśnie od wąchania kleju, które jest równie groźne co zażywanie narkotyków. Powodujenie tylko problemy z drogami oddechowymi i układem krążenia, ale i doprowadza do trwałych zmian w układzie nerwowym. Może nawet doprowadzić do porażenia ośrodka oddechowego, zatrzymania oddechu i niedotlenienia - ato już droga do śmierci. „Niewinna" marihuana - Tak, przeoczyłam to. Szewc bez butów chodzi... Przez całą pandemię skupiałam się na moich uczniach, anie zauważałam, co się dzieje z moim Bartkiem -mówi pani Dorota, nauczycielka z Torunia, matka 16-latka. jUj**"' „MEIVINNA" MARIHUANA - O CZYM DOSKONALE WIEDZĄ SPECJALIŚCI * UZALEŻNIEŃ - POTRAFIDOPRO-MADZIĆ DO DRAMATOM/IDENTYCZNYCHJAK INNE NARKOTYKI NASTOLATKI ĆPAJĄ. KLEJ, „NIEWINNE" ZIOŁO, TWARDE NARKOTYKI Koniec pandemii obnaża spustoszenie, jakie ten czas poczynił wśród nastolatków. Narkotyki klubowe, siłą rzeczy, poszły w odstawkę. Młodzi jednak odurzali się marihuaną, klejem, amfetaminą... Wielu się uzależniło. Niestety, na terapię trzeba czekać w kolejkach Ma ogromne poczucie winy. Jest przerażona. I najzwyczajniej się wstydzi. Ale musiała szukać pomocy, bo - jak sama mówi -sprawy zaszły za daleko. U Bartka to już nie jest eksperymentowanie zmarihuaną, ale poważny problem. - Przeszliśmy już cały klasyczny scenariusz. Zaprzeczanie, wypieranie, bagatelizowanie sprawy „jednego niewinnego skręta", nocne życie i odsypianie za dnia, ucieczki z domu, kłamstwa, oszustwa, podbieranie pieniędzy - wylicza matka. I podkreśla, Małgorzata Oberlan że teraz terapią objęty jest nie tylko Bartek, ale i cała rodzina. Na terapię rodzinną zgodził się też ojciec chłopaka, choć są już trzy lata po rozwodzie. „Niewinna" marihuana -o czym doskonale wiedzą specjaliści uzależnień - potrafi doprowadzić do dramatów identycznych jak inne narkotyki. Przez nastolatki, a nawet niektórych rodziców, jej wpływ na psychikę i physis bywa bagatelizowany. W sukurs przychodzi manipulowanie informaq'ami na jej temat, np. instrumentalne wy- korzystywanie danych dotyczących tzw. leczniczej marihuany. Twarde narkotyki: stare i nowe W kwietniu toruńscy policjanci natrafili w uzdrowiskowym Ciechocinku na prawdziwy magazyn narkotykowy. W dwóch mieszkaniach, do których doprowadził ich obserwowany mężczyzna (wchodził z torbą pustą, a wychodził z pełną), odkryli aż 40 kilogramów substancji psychotropowych. - Oferta była nader szeroka. -Marihuana, amfetamina, kryształki, tabletki - wylicza Mariusz Ciechanowski, prokurator rejonowy w Aleksandrowie Kujawskim. Wiele wskazuje na to, że ten magazyn był zapleczem dla toruńskich handlarzy narkotyków. Inie jest tajemnicą, że takie używki kupują również nastolatki. Wszystko jest kwestią dostępności i zamożności portfela. Może nie tyle młodego człowieka, co domu, z którego pochodzi. Jeśli natomiast chodzi o dostępność, to przez dwa lata pandemii zamknięte kluby i dyskoteki ograniczyły popyt i podaż na tzw. narkotyki klubowe właśnie. Niebyło imprezowania, nie było aż takiej potrzeby. Narkotyki zaliczane jednak do „ulicznych" sprzedawały się dobrze. Dilerzy zawsze znajdą sposób, by dotrzeć do odbiorcy, także w warunkach pandemii. Nie jest tajemnicą, że epokakorona-wirusa sprzyjała rozwinięciu ich działalności w mediach społecz-nościowych. Jeśli natomiast chodzi o tzw. nowe narkotyki, czyli dopalacze, te od dawna sprzedawane są przez internet. W sprawie jednego z najpopularniejszych takich internetowych sklepów interpelował w styczniu br. poseł Paweł Szra-mka z Brodnicy. „Posiadamy w sprzedaży wszystkie dostępne research-chemicals, piguły, dopalacze, które znajdziesz narynku. Wysyłamy za pośrednictwem kuriera, paczkomatu lub poczty. Zamów już dziś używając przelewu lub płatności BTC (kryptowaluta Bitcoin -przyp. red.)" - tak reklamuje się ten polski sklep internetowy.. W ofercie ma nie tylko szeroką gamę dopalaczy i tzw. pigułkę gwałtu, ale i narkotyki. „Oferujemy importowane narkotyki najwyższej jakości, które wysyłamy z Polski. Wszystkie przesyłki pakowane próżniowo, bez zewnętrznych oznaczeń. W odpowiedzi na delegalizację narkotyków zaczęto tworzyć wszelkiego rodzaju analogi chemiczne, które umożliwiały legalny handel, omijający prawo miej- NA POMOC scowe" - czytamy na stronie sklepu. Niestety, działa nadal. „Moje dziecko bierze". Gdzie szukać pomocy? Jeśli to początek groźnego kontaktu z narkotykami, pierwszym adresem, pod którym warto szukać wsparcia, będzie psycholog, terapeuta, psychiatra. Jeśli natomiast nastolatek jest już uzależniony, potrzebna jest terapia wośrodku. Tcikim, jaknp. Wojewódzki OśrodekTerapii Uzależnień i Współuzależnienia w Torunia Towjego strukturach działa wspomniany na wstępie Całodobowy Młodzieżowy Oddział Leczenia Uzależnień przy ul. Włocławskiej wToruniu. Jak się tutaj dostać? - Potrzebne jest skierowanie. Ale nie musi pochodzić od psychiatry; może to być skierowanie od lekarza rodzinnego - zaznaczaMonika Wrońska, speq'alista psychoterapii uzależnień. Obecnie na przyjęcie tutaj czeka się 2 miesiące. Czas oczekiwania zmienia sięjednakwciągu roku: bywajeszcze dłuższy, aby-wa i krótszy. Zawsze warto dzwonić do sekretariatu i pytać, bo czasem miejsce nagle się zwalnia. - Warunkiem koniecznym do przyjęcia jest przynajmniej tygodniowa abstynencja nastolatka. Sprawdzamy to testami. Rodzicom zalecamy zatem, by w dniu zgłoszenia również sami takie testy dziecku wykonali w domu. Tak, by nie przyjeżdżać na darmo - zaznacza Monika Wrońska. Na co może liczyć uzależniony młody człowiek na takim oddziale? Na trwający 6 miesięcy pobyt, terapię indywidualną i grupową, opiekę lekarską, zajęcia nieobowiązkowe i - co najważniejsze - pracę ze sztabem naprawdę doświadczonych specjalistów. Przyjęty program i założenia funkcjonalne w głównej mierze opracowano tutaj w oparciu o model terapii skoncentrowanej na rozwiązaniach (TSR -ang. Brief Solution Focused The-rapy). Poza tym niektóre rozwiązania programowe zaczerpnięto z podejścia poznawczo-beha-wioralnego i idei społeczności terapeutycznej. Telefon Zaufania Narkomania 800199 990 - czynny codziennie w godz. 16-21. Uzależnienia behawioralne 801 889 880 - czynny codziennie w godz. 17-22. Ogólnopolska Poradnia Internetowa działa pod adresem www.nar-komania.org.pl. Listę ośrodków leczenia uzależnień w Polsce można znaleźć na stronie www.kbpn.gov.pl. Na stronie Krajowego Biura Przeciwdziałania Narkomanii można znaleźć też informacje dotyczące uzależnień, współuzależnienia, programów terapii oraz leczenia. 10 PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 6.05.2022 Dwa lata temu wygrał „The Voice Of Poland", rok temu zdobył nagrodę publiczności na festiwalu w Opolu, a kilka tygodni temu został reprezentantem Polski na Eurowizję. Czy wygra tegoroczny konkurs? Okaże się za kilka dni. Przed wylotem do Turynu udzielił nam wywiadu Paweł Gzyl KRYSTIAN OCHMAN: EUROWIZJA JEST PO TO, ŻEBY ZBLIŻYĆ LUDZI DO SIEBIE Niedawno odwiedziłeś kilka krajów i prezentowałeś tam „River". Jak było? Bardzo fajnie. Nowe doświadczenia, nowe sceny. W niektórych z tych miast byłem po raz pierwszy w życiu. Po części była to więc praca, bo zależało mi, żeby to dobrze wychodziło, ale też po części były to wakacje. Nareszcie mogłem wyjechać z Polski na chwilę i zwiedzić inne kraje. Gdzie spotkałeś sięznajlep-szym przyjęciem? Wszędzie było wspaniale. Scepy były inne - jeśli chodzi o akustykę czy widownię. Ale atmosfera w każdym miejscu była fajna. Bardzo mi się spodobał Londyn, bo tam odbył się bardziej kameralny koncert. Dzięki temu czułem bliższy kontakt z widownią. Z kolei wlzraelu, choć były problemy techniczne, miałem okazję wybrać się na wycieczkę do Jerozolimy. W Madrycie była wspaniała energia. Wszyscy uśmiechnięci. Amsterdam to fajne miasto, mieszanka tego, co jest w Anglii i w Polsce. Podczas tych koncertów występowali też inni artyści, którzy uczestniczą wtym roku w konkursief^irowLgL Jakie masz z nimi relacje? Z niektórymi udało mi się stworzyć dobrą relację. Wszyscy byli bardzo skupieni na swoich występach. Ale biła od nich pozytywna energia. Dlatego w ogóle nie odczuwałem, że to sąmoi konkurenci. Myślę, że wszyscy przyjaźnią się z wszystkimi. Mamy jeden cel - żeby najlepiej wypaść na scenie. Mówi się u nas, że Polacy nie są zbytlubiani na świecie, dlatego zawsze przegrywamy na Euro-wizji Spotkałeś się z takimi reakcjami? Raczej nie. Aleja śledzę Eurowizję dopiero od dwóch lat. Wcześniej w ogóle nie byłem świadomy, że taki konkurs istnieje. W Stanach nie jest on transmitowany przez telewizję. Z tego, co oglądałem, wydaje mi się, że widzowie raczej kierują się tym, czy lubią danego wykonawcę, czy też nie. Ale może to się trochę przekłada na kraj, który on reprezentuje. Wszystko zależy od edycji. Wielu fanów Eurowizji twierdzi, że wtym roku to ty będziesz zwycięzcą. Myślisz, że masz taką szansę? Staram się o tym nie myśleć. Zależy mi przede wszystkim na tym, żeby dobrze wypaść na scenie. Przecież będę tam reprezentował nasz kraj. To dla mnie najważniejsze. A co będzie, to będzie. Jeśli znajdę się wyżej w rankingu, to fajnie, a jeśli nie - to też OK. Chcę być przede wszystkim zadowolony z siebie. Co decyduje o zwycięstwie podczas konkursu Eurowizji? Nie wiem tak do końca. To zależy odroku. Na pewno utwór musi być dobry, a artysta - lubiany przez publikę. Ważne jest też, żeby występ się udał. To takie ogólne rzeczy. Jakby ktoś wiedział, co decyduje o zwycięstwie w Eurowizji, to wtedy nie byłoby konkursu. Wszyscy próbujemy i jesteśmy szczęśliwi, że tam jesteśmy. Wielu obserwatorów Eurowizji sugeruje, że wtym roku wygra reprezentant Ukrainy ze względu na wojnę w tym kraju. Co o tym sądzisz? Nie zwracam na to uwagi. Eu-rowizja jest po to, żeby zbliżyć ludzi do siebie. To fajna okazja, żeby zapoznać się z różnymi kulturami. W tym roku sytuacja się nie różni. Wszyscy jesteśmy świadomi tego, co dzieje się na Ukrainie i cały świat jest przeciwny tej wojnie. Jeśliby jednak ich reprezentant wygrał Eurowizję, to nie postrzegałbym tego pod kątem politycznym. Mają wspaniałą piosenkę, która ciekawie łączy ich tradycję z nowoczesnym bitem i rapem. To wyśmienita ro- bota na bardzo wysokim poziomie. Życzę im wszystkiego, co najlepsze i trzymam za nich kciuki. Gdyby wygrali, to nie miałbym z tym problemu. Anie sądzisz, że ze względu na wojnę w Ukrainie, powinno się w tym roku odwołać konkurs Eurowizji? Nie wiem, czy moje zdanie w tej kwestii ma jakieś znaczenie. To przecież nie zależy ode mnie. Cały świat jest świadomy tej sytuacji. Eurowizja to okazja, by zbliżyć ludzi. I teraz jest taki moment, że jestto wyjątkowo potrzebne. Wszyscy jesteśmy z Ukrainą i nie chcemy tej wojny. Eurowizja stwarza okazję, by powiedzieć to głośno. Jak będzie wyglądał twój występ w samym konkursie Eurowizji? Nie mogę za dużo zdradzić. Na pewno wizualizacje będą inne niż te, które do tej pory pokazywałem. Nie będzie ze mną na scenie żadnego zespołu. Ale czy będę sam - też nie mogę na razie powiedzieć. UKRAIŃCYM/tJĄ WSPANIAŁĄ PIOSENKĘ, KTÓRA CIEKAWIE ŁĄCZY ICH TRADYCJĘ Z NOWOCZESNYM BITEM I RAPEM. TO WYŚMIENITA ROBOTA NA WYSOKIM POZIOMIE Podczas koncertów jesteś dosyć powściągliwy. Tymczasem na Eurowizji bezy się show. Jak sobieztym poradzisz? Nie chcę niczego robić na siłę. Jak dla mnie „River" to nie jest utwór, przy wykonywaniu którego mogę za dużo robić. Może niektórym się wydaje, że jestem za mało ekspresyjny, bo nie zdają sobie sprawy, że gdybym za bardzo poszedł wtę stronę, to zupełnie by to nie pasowało do tego, co śpiewam. Całą energię muszę oddać swoim głosem. Ruchy muszą być bardzo minimalistyczne. Dlatego na pewno to, co pokażę na scenie, będzie z umiarem inieprzesadzone. Najgorsza w tym wszystkim jest trema, która może popsuć każdy występ. Masz na nią sposób? Przede wszystkim trzeba się dobrze wyspać przed koncertem, żeby być wypoczętym. Ja czuję się pewniej, kiedy wiem, że głos mam dobrze ustawiony. Wtedy trema mnie nie ściska. Ale stres w takiej sytuacji jest naturalny. Każdy przecież chce jak najlepiej wypaść. Wtedy uwalnia się adrenalina - ale można ją wykorzystać na dobre na scenie. Na Eurowizji zawsze podobają się piosenki z ważnym przesłaniem. Jakie przesłanie ma „Ri-ver'7 Ten utwór opowiada o tym, że dużo się wokół nas dzieje i przez to dopada nas stres. Przyszłośćjest niepewna dla ludzi z mojego pokolenia. Przez to robi się jeszcze większe zamieszanie. Boimy się bowiem tego, czego nie wiemy. „River" nawołuje, aby odnaleźć chociaż chwilę spokoju i oddechu od zgiełku tego świata. „River" potwierdza, że najbardziej lubisz smutne i mroczne ballady. Dlaczego? To prawda: generalnie wolę mroczne klimaty. „Gruzowe" -jak sam je nazywam. Ale próbuję łączyć swój głos z nowo-czesną muzyką i elektronicznymi bitami. Uwielbiam rap i hip-hop. Prywatnie jestem radosnym człowiekiem i czasem piszę też optymistyczne utwory. Ale zdecydowanie wolę te mroczniejsze. Chociaż nie mam zbyt wielu ballad wre-pertuarze. Początkowo twierdziłeś, że jesteś za małodojrzałynaEuro-wizję. Co sprawiło, że zmieniłeś zdanie? Podjąłem tę decyzję spontanicznie. Nadal czułem, że to może jeszcze nie jest okazja dla mnie. Osoba, która występuje wtymkonkursie, powinna bardziej go ogarniać i znać jego historię. Ajabyłem wtym do tyłu. Mentalnie i wokalnie. Mój team z Universalu wpadł jednak na pomysł, abym zgłosił się do polskich preselekcji. Podobnie moja rodzina: dziadek i rodzice sugerowali, że może Głos Dziennik Pomorza Piątek, 6.05.2022 . PULS • 11 warto spróbować. No i przekonali mnie. Uznałem, że nie będę wiedział, czy nadaję się na Eu-rowizję, dopóki tego nie spróbuję. Jakie wrażenie zrobiła na tobie Euro wizja, kiedy pierwszy raz obejrzałeś festiwal w telewizji? Trochę przypomina to „The Vo-ice", ale na większą skalę i więcej się dzieje. To po prostu większe show. Ale fajne -spodobało mi się. Miałeś okazję obejrzeć występy polskich reprezentantów podczas minionych edycji? Tak. Widziałem w poprzednim roku Rafała Brzozowskiego, a z wcześniejszych lat obejrzałem występy Michała Szpaka, zespołu Tulia i oczywiście Edyty Górniak. Najbardziej podobał mi się ten ostatni występ. Piękny głos i wspaniały utwór na wysokim poziomie. Nie dziwię się, że Edyta Górniak zajęła drugie miejsce, szkoda tylko że nie pierwsze. Michał Szpak też miał bardzo fajny utwór. Kiedy Gromee wrócił z Eurowi-zp, powiedział, że choć nie wygrał konkursu, to tak naprawdę go wygrał, bo zyskał światową rozpoznawalność Też na to liczysz? Wszyscy, którzy biorą udział w takim wielkim show, na pewno myślą o rozpoznawalności, jaką da im ono na świecie. To też jest bardzo ważne. Być może w przyszłości uda mi się wziąć udział w innych tego rodzaju imprezach. Na ten moment skupiam się jednaknaEurowizji. Czy wygram? Nie wiadomo. Nie będę jednak zaprzeczał, że popularność, którą daje ten festiwal, też jest dla mnie ważna. Wspomniałeś, że dziadek namawiał cię na Eurowizję. Jakie dostajesz teraz od niego rady? Żeby być uprzejmym dla wszystkich, ale skupić się na sobie. Zaufać swojemu warsztatowi i nie odchodzić od niego, bo tak naprawdę od tego będzie zależało, jak dobrze wypadnę. Skupić się na swoim głosie i podążać krok za krokiem, żeby nie robić wokół siebie niepotrzebnego zamieszania. Dziadkowie to twoja najbliższa rodzina w Polsce. Często się znimiwkhijesż? Mam teraz dużo spraw i nie daję rady zbyt często się z nimi spotykać. Ale często do nich dzwonię. Rozmawiamy właściwie co drugi dzień. Niedawno były święta wielkanocne i mogłem z nimi spędzić trochę czasu. Było bardzo miło. Zrodzicami nie widziałeś się przez pandemię aż przez dwa lata. Jak sobie z tym dałeś radę? Jakoś to przeżyłem. Bo nie miałem wyjścia. Oczywiście tęskniłem zarodzicami. Na moment przyjechali do Polski w zeszłym roku. Mama nawet zobaczyła jeden z moich koncertów. Musieli jednak wrócić. Mam nadzieję, że wtymroku też przyjadą chociaż na chwilę. Rodzice są zadowoleni, że wybrałeś muzyczną karierę? Oczywiście - bo wiedzą, że spełniam się i dobrze się czuję wtym, co robię. Nawet jak mam dużo zajęć, to nie zamieniłbym tego na nic innego. Nie żałuję decyzji o wejściu do show-biznesu. Studiujesz obecnie klasyczny śpiew na Akademii Muzycznej wKatowicach. Przydaje ci się to w śpiewaniu popu? Tak. Technika operowa jest najzdrowszą techniką śpiewania. Nie chcę skończyć kariery w wieku 40 lat ze zdartym gardłem. Zobaczymy, jak to będzie - ale teraz chcę zrobić wszystko, żeby utrzymać swój śpiew na dobrym poziomie przez długi czas. Technika operowa dużo mi w tym pomaga. Repertuar, który wykonuję, jest dość wymagający. Moje koncerty trwają po półtorej godziny, muszę więc mieć jakąś wytrzymałość. Uczę się tego właśnie na Akademii Muzycz- nej . Muzyka klasyczna to dla mnie podstawa. Dlaczego zdecydowałeś się na studia wPolsce? Nie wiedziałem na jakie studia mógłbym pójść w Stanach. Myślałem o muzyce, ale też 0 kryminalistyce. Czułem jednak, że większą pasję mam do śpiewania. Nie byłem jednak pewny, czy spełniłbym się na takich studiach w Ameryce. Są one bardzo kosztowne. Aby zdobyć fundusze na ich opłacenie, trzeba brać dodatkową pracę, albo występować publicznie. Jeśli się ktoś potem nie dostanie na Broadway, gdzie dobrze płacą, to trudno się utrzymać ze śpiewania. A z czegoś trzeba żyć. W Stanach brakuje też na takich uczelniach lekq'i w cztery oczy: uczeń i profesor. Dziadek z rodzicami zaproponowali mi więc akademię w Polsce. 1 udało się. Mam tutaj swojego profesora - Jana Ballarina. Mogę mu zaufać i dzięki temu nieustannie robię postępy w śpiewaniu. Będziesz kiedyś chciał śpiewać w operze? Fajnie by było. Narazie jednak nie wiem, w którym kierunku pójdę. Bo próbuję tego i tamtego. W świecie operyjest tak, że jeśli chce się śpiewać klasycznie, to trzeba się tylko tego trzymać. Kiedy ktoś raz śpiewa operowo, a kiedy indziej roz-rywkowo, to traci technikę. Trzeba więc trzymać się jednego. Ija też będę niedługo musiał wybrać. Na razie odpowiada mi, że mogę używać techniki klasycznej w śpiewaniu muzyki rozrywkowej. Cojest ci bliższe sercu: popczy klasyka? Kocham to ito. Nie mam takich umiejętności, by pisać jakieś pieśni czy opery. A piosenkę rozrywkową potrafię napisać. To mi bardzo odpowiada, że mogę tworzyć własne numery. Wykorzystuję jednak w śpiewaniu technikę operową. Zakochałem się w świecie klasyki, bo tradycja jest piękna i trzeba ją doceniać. Wszystko wtwoim życiu zmieniło się, kiedy wygrałeś „The VoiceOfPoland". Czego cię nauczyło uczestnictwowtym show? Intensywnej pracy. Tego wymaga kariera w każdej dziedzinie, ale tutaj to było bardzo wyraźne: mieliśmy dwa miesiące codziennych prób i występów. Nauczyło mnie to też większej asertywności. Zrozumiałem, że nawet wtedy, kiedy pracuje się intensywnie, trzeba znaleźć chwilę, aby o siebie zadbać. Bo czasem człowiek o tym zapomina i źle się to kończy. Trzeba umieć znaleźć balans między pracą a odpoczynkiem. Co było dla ciebie najtrudniejsze wtym programie? Największy problem miałem z nagrywaniem filmików na YouTube. Zawsze próbuję być otwarty i uśmiechnięty, ale w tym przypadku czasem trudno mi to było osiągnąć. Nagranie piętnastosekundowego filmiku zajmowało mi czasami dwie godziny, (śmiech) Czujesz się gwiazdą? Raczej nie. Ludzie rzadko rozpoznają mnie na ulicy. Skupiam się na pracy, anie na tym, co ta praca mi daje. Będę o tym myślał dopiero w przyszłości, kiedy będę czuł większąkon-trolę nad swoim życiem i będę bardziej stabilny finansowo. Co ci się najbardziej podoba w byciu popularnym? To, że tyle osób mnie wspiera wtym, co robię. Mam tu na myśli grupę moich najwierniejszych fanów - Gang Ochman-ków. Oni są wspaniali: przychodzą naprawie wszystkie moje koncerty i przynoszą mi zawsze coś miłego: herbatę czy miód. Naprawdę nie myślałem, że kiedykolwiek w życiu będę miał wokół siebie ludzi, którzy będą mnie tak wspierali. Oni po prostu o mnie dbają i jest mi z tego powodu bardzo miło. Czuję się jednak trochę zawstydzony, że nie jestem w stanie im tak naprawdę odpłacić za to, co oni mi dają. A jakie są ciemne strony bycia popularnym? Całymuzyczny biznes jest nieoczywisty. Dużo w nim zamieszania. Dlatego działam krok za krokiem. Żeby woda sodowa nie uderzyła mi do głowy. Masz już na swym koncie debiutancką płytę. Jesteś z niej zadowolony? Tak. Szkoda tylko, że nie jest dłuższa. Dlaczego? Dużo czasu poświęciłem tej płycie. Gonił nas jednak de-adline. Wybraliśmy więc optymalną liczbę utworów na krążek. Przed konkursem Eurowi-zji ukaże się jednak reedycja tego albumu, na której znajdą się dodatkowe utwory: „River" i dwa nowe numery. Jesteś współautorem swoich piosenek. To ważne dla ciebie, żeby być twórcą, anie tylko wykonawcą? Tak. Nie chcę śpiewać utworów, których nie jestem współautorem. Chyba nie czułbym takiej piosenld do końca. Ja muszę czuć numer: zgodzić się na melodię czy na instrumenty. Dlatego zazwyczaj najpierw rozmawiamy o tym, co może być - i dopiero potem wspólnie nagrywamy. Chcę robić rzeczy, które są dla mnie prawdziwe i które czuję. Dlatego nigdy tak nie ma, że ktoś mi coś proponuje-i ja to biorę. Są na twojej płycie bardzo różne piosenki: jedne bardzo nowoczesne, a inne - niemal musicalowe. Które są ci bliższe? Te musicalowe. Od tego przecież zaczynałem. Kiedy byłem nastolatkiem, słuchałem Franka Sinatry i Paula Anki. Dlatego kiedy byłem w liceum zgłosiłem się do szkolnego musicalu. I zakochałem się w tym gatunku. Uwielbiam chodzić na musicale i śpiewać takie piosenki. Dlatego byłem bardzo szczęśliwy, kiedy udało nam się stworzyć „Prometeusza" - bo to utwór utrzymany właśnie w musicalowej konwencji. Hip-hop jest jednak też bliski mojemu sercu. Zresztą ja słucham wszystkiego: klasyki, popu, rocka czy opery. Dzięki „Prometeuszowi" wygrałeś konkurs „Premier" podczas ostatniego festiwalu wOpolu. Ucieszyło cię to wyróżnienie? Bardzo mi było miło, że publiczność tak mnie polubiła. Dlatego pojawię się w Opolu również w tym roku. Jesteś po pierwszej trasie koncertowej. Jakie masz wrażenia? To było bardzo fajne doświadczenie. Zawsze wyobrażałem sobie, jak to kiedyś będzie wyglądało. A teraz mogłem występować w fajnych miejscach i przed wspaniałymi ludźmi. Czyli marzenia się spełniają. Nakręciłeś też kilka teledysków. Wspomniałeś, że nie lubisz występować przed ka-merą. Jak ci szła realizacja kli-pów? Lubię pracować przed kamerą, kiedy mogę wczuć się w inną rolę i stać się inną postacią. Dlatego fajnie by było kiedyś wystąpić w jakimś filmie. Bo też kiedyś marzyłem o aktorstwie. Dużo musiałbym się jednak jeszcze nauczyć. Czyli wszystko przede mną. Planujesz też podbić Amerykę? Na razie tamtejsze media się mną nie interesują. Ale wiem, że moi znajomi ze Stanów są szczęśliwi, że wszystko mi tutaj tak dobrze wychodzi. Oczywiście fajnie by było zaistnieć również w Stanach - bo tam się wychowałem. Ale aktualnie pracuję w Polsce i bardzo mi to odpowiada. Kto wie jednak, gdzie mnie ta droga zaprowadzi? Krystian Ochman: Cały muzyczny biznes jest nieoczywisty. Dużo w nim zamieszania. Dlatego działam krok za krokiem. Żeby woda sodowa nie uderzyła mi do głowy 12 • PULS V Głos Dziennik Pomorza Piątek, 6.05.2022 Maciej Szymkowski z Białegostoku pracuje nad wprowadzeniem dotyku do wirtualnej rzeczywistości. Dzięki temu będziemy mogli uścisnąć dłoń kogoś, kto siedzi przy komputerze na innym kontynencie Agata Sawczenko DOTYK NA ODLEGŁOŚĆ Mimo że txl tygodni funkcjonujemy jiiżwmiarę normalnie, wciąż jeszcze wiele osób pamięta czas pandemii i k>c-kdownu - zwłaszcza tego pierwszego, gdy tak bardzo utrudniony był kontakt zdru-gim człowiekiem Z rozmową radziliśmy sobie chociażby przez telefon czy komunikatory internetowe, ale wielu z nas brakowało dotyku, przytulenia, uściśnięcia dłoni... No i właśnie stąd wziął się pomysł na nasz projekt. Badania naukowców z całego świata, szczególnie w dziedzinie psychiatrii i psychologii, pokazały, że - mimo że w pandemii mieliśmy kontakt oniine - większa łączność z bliskimi była nam bardzo potrzebna. Nasz projekt ma sprawić, byśmy - mimo braku fizycznego kontaktu -mogli poczuć tę drugą osobę. A pandemia rzeczywiście przyspieszyła pracę nad tym zadaniem. To może wyjaśnijmy-jest pan w międzynarodowym zespole naukowców, którzy pracują nad tym, by można było przekazać dotyk... na odległość. Nie wystarczy wam już, że możemy rozmawiać oniine, że możemy wtrakcie tych rozmów się widzieć? Chcecie, byśmy mogłi dotknąć się-nawet jeśli będziemy oddaleni od sie-bieotysiące kilometrów? Proszę powiedzieć, w jaki sposób będzie można przytulić przyjaciela za pomocą komputera? Pomogą nam technologie haptyczne. Oczywiście nie mówimy o tym, że wystarczy do tego tylko laptop. To jeszcze nie ten etap rozwoju. Natomiast rzeczywiście, dysponując odpowiednim urządzeniem, które zostanie podłączone do komputera, będziemy mogli poczuć tę osobę... Co to znaczy technologie haptyczne? To technologie, które wytwarzają pewnego rodzaju odczucia. Czyli na przykład będzie to odczucie na ręku. Gdybyśmy zorganizowali naszą rozmowę w formie oniine poprzez platformę Zoom, to dzięki tej technologii moglibyśmy odczuć uścisk dłoni. Moglibyśmy rzeczywiście się przywitać: pani odczułaby mój uścisk dłoni, a ja odczułbym pani. Maciej Szymkowski z Wydziału Informatyki Politechniki Białostockiej Ale jak ten uścisk miałby wyglądać? Wkładamy dłonie do specjalnych skrzyneczek, każdy do swojej? Jedną z nich widziałam przed chwilą w pana w gabinecie. To jest jedno z rozwiązań. Natomiast prowadzimy też badania z wykorzystaniem specjalnych urządzeń, które mają prowadzić do tego, abyśmy dysponowali drobnym urządzeniem, nadktórym będziemy trzymać naszą rękę. Wtedy - poprzez odpowiednie ustawienie fal emitowanych w kierunku naszej dłoni - będziemy mogli poczuć na przykład ten uścisk dłoni. Mówi pan: będziemy mogli... A ja mam wrażenie, że panu podczas badań już udało się ten uścisk poczuć. Tak... Może to jeszcze nie jest uścisk dłoni, aczkolwiek pierwsze sygnały już za nami. Nawet tak prosta rzecz, jak poczucie trójwymiarowości piłki -to już udało się nam uzyskać. Rzeczywistość wirtualną znamy już od lat, wchodzimy do niej na przykład w grach czy oglądając specjalnie nakręcone filmy. Wystarczy włożyć gogle i już jesteśmy winnym świecie. Czy tę wirtualną rzeczywistość będzie można połączyć z tą technologią dotyku, nad którą pan pracuje? Myślę, że jaknajbardzięj. To jest właśnie to, o czym mówi meta-verse (internet przyszłości -przyp. red.): przeniesienie pewnej części naszej codzienności do świata wirtualnego. Tyle tylko, że dziś ten wirtualny świat wzbudza ciekawość, jest interesujący, ale nie oddaje całkowicie rzeczywistości. Zawsze mamy świadomość, żejeste-śmy w świecie wirtualnym, bo nie możemy mieć tam prawdziwych interakcji. Dlatego więc chcemy do wirtualnej rzeczywistości dołączyć tę sferę opartą na haptyce, na analizie pewnych sygnałów -na przykład rytmu serca. Mam nadzieję, że wtedy - gdy poczujemy dotyk, gdy poczujemy emocje - rzeczywiście ten wirtualny świat będzie symulować prawdziwy. Fascynujące! Ale i niepokojące zarazem. No tak. Ograniczamy w ten sposób kontakt międzyludzki. Natomiast nie mamy w tym momencie żadnej pewności, że wnajbliższymczasienie wybuchnie kolejna pandemia, która znów może nas zamknąć w domach. Nie chcemy doprowadzić do sytuacji, wktórej nasi bliscy znowu nie będą mieli z nami żadnego kontaktu, więc to na pewno będzie pewien sposób na przeniesienie naszych relacji do sieci. Oczywiście, w sytuacji, wktórej nie ma takiego zagrożenia, to moż- liwość przeniesienia tak wielu aspektów normalnego życia do świata wirtualnego może być zatrważająca. Natomiast myślę, że ta alternatywa będzie również rozwiązaniem dla osób z pewnymi problemami, z pewnymi chorobami, aby miały one możliwość kontaktu z bliskimi imludźmi. Czy przy tworzeniu tych możliwości współpracujecie z psy-cłrotogami, psychiatrami? Tak, oczywiście. Na razie mieliśmy kilka dyskusji z psychologami i psychiatrami, zarówno ze specjalistami z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, jak i z Uniwersytetu SWPS. Mamy też kontakt z psychologami z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Powiem szczerze -na razie te nasze badania nie są na bardzo zaawansowanym etapie. Natomiastte pierwsze dyskusje zostały przeprowadzone i sygnał jest taki, że ok, to, co robimy, jest w porządku. Natomiast w dalszej częściba-dań, kiedy okaże się, że rzeczywiście możemy symulować tę rzeczywistość, będziemy musieli przeprowadzić bardziej wnikliwe konsultacje z odpowiednimi lekarzami. Rozmawiamy wciąż o sprawach społecznych, a myślę, że proponowane przez was rozwiązanie przyda się też w biznesie. Myślę, że tak. Sam miałem oka-zję uczestniczyć w spotkaniach biznesowych, wktórych - ze względu na pandemię - mieli-śmy rozmowę na Zoomie. Oczywiście, porozmawialiśmy, wymieniliśmy się informacjami, ale to nie była żadna interakcja. Dlatego dążymy do sytuacji, wktórej będziemymogli podczas takiego spotkania poczuć obecność drugiego człowieka. NasikoledzyzUniversityof Glasgov prowadzą badania nad haptycznymi hologramami. To byłoby rozszerzenie tej naszej idei. Ichbadania są jeszcze w bardzo początkowej fezie,ale jeśli im się uda, tobę-dzie bardzo interesujące. Proszę sobie wyobrazić, że nie siedzimy teraz tu, przy stole, tylko każdy z nas jest w swoim domu, a rozmówca jest hologramem. Tyle tylko że moglibyśmy się poczuć, uścisnąć sobie dłonie. Wiem, że dziś to brzmi jak science fiction. Ale aktualny stan technologii jak najbardziej uprawnia nas do takiego myślenia, do przygotowywania takich rozwiązań. Pytającobiznes myślałam bardziej o wykorzystaniu tego wynalazku na przykład wskle-pach internetowych. Kupujemy coś, oglądamy zdjęcia, czytamy parametry i... możemy dotknąć. Tak, chcemy wytworzyćbiblio-tekę sygnałów, stworzyć cały system. Celem jest udostępnienie tego większej grupie odbiorców. Nasz projekt będzie więc mógł być wykorzystywany również w sklepach internetowych - będziemy mogli wybrać konkretny towar i nie tylko go obejrzeć, ale ipoczuć. Urządzenie do symulacji dotyku byłoby tu jedną częścią, a drugą- wizualizacja towarów, produktów. I nawet bez dotykania ekranu, tylko poprzez nasz wzrok moglibyśmy wybrać interesujący nas produkt, który następnie zostałby wygenerowany i moglibyśmy go poczuć. Tak, to na pewno jest kierunek, w którym również będziemy prowadzili nasze badania. No właśnie-my. Proszę powiedzieć, kto pracuje przy tym projekcie. Pomysł pochodzi z University Collage London - to dzieło trójki tamtejszych profesorów. W naszym konsorcjum znajdują się też University of Copenhagen, Universida Pu-blicadeNavarra oraz firma Ultraleap, która jest odpowiedzialna za przygotowanie urządzenia, a także firmy SoftServe i Crowdhelix. Ja jestem reprezentantem firmy SoftServe. Ale na co dzień pracuje pan na Politechnice Białostockiej. Tak. Uzyskałem zgodę pani rektor na prowadzenie badań w zakresie wykorzystania technologii haptycznych wbiometrii. Wykorzystanie tych technik, które miałyby symulować pewne przedmioty, wbiometrii zostanie wykorzystane do rozpoznawania człowieka. Kiedy będziecie mogli zaprezentować wyniki swojej pracy? Myślę, że realnie jest to koniec tego roku. Do tego czasu powinien powstać prototyp, który będziemy mogli pokazać publicznie. Ijuż wtedy będziemy mogli uścisnąć rękę komuś, kto jest daleko? Dokładnie. A później będziemy pracować nad usprawnieniem tego pierwszego prototypu. Natomiast kiedy uda nam się osiągnąć zadowalające wyniki, będziemy pracowali nad wdrożeniem tego jako technologii dla klienta. Wyobraża pan sobie, że tak jak dz^ mamy smartforcy czy laptopy, tak będziemy mieli - my albo nasze dzieci te urządzenia, nad którymi państwo teraz pracują? Tak, myślę, że to możliwe. Już w tej chwili mamy to urządzenie w formie pudełka czy drobnej platformy. Myślę, że to kwestia czasu, kiedy dojdzie do miniaturyzacji tego rozwiązania. Czyti będziemy mogli prowadzić rozmowy jak w„Gwiezd-rrych Wojnach"-na odległość, ale widząc hologram rozmówcy. Tyle tylko że do tego dojdzie jeszcze dotyk? Jesteśmy już coraz bliżej tego. Azapach? Jeszcze nad tym nie pracujemy. Ale jaknajbardzięj jest to w kręgu naszych zainteresowań.