MAGAZYN razem z dodatkami Decydujące starcie. Czy Ukraina ma szansę wygrać wojnę o Donbas? Szlakiem zaufanych ludzi • Święto Miłosierdzia. Ratunek dla grzeszników PLUS TELEMAGAZYN z programem TV Głos Pomorza Spotkanie z Marcinem z Lasu, dziennikarzem, leśnikiem, YouTuberem str.2 Najsilniejsza kobieta w Europie Piątek 22.04.2022 Nr 93 (4641) Nakład: 18.460 egz. pochodzi ze Słupska www.gp24.pi r r Cena 4,60 zł (w tym 8% VAT) $tr« 14 Kraj: Wielki rządowy program wsparcia dla polskiego rolnictwa str.8 Nr ISSN 0137-9526 Nr indeksu 348-570 9 770137 952053 ŚRODOWISKO, ZRÓB PORZĄDEK WOKÓŁ SIEBIE Pomóżmy Ziemi 1 Region: Sprzątanie Lasku Północnego, 8 tysięcy sadzonek i wiosenne porządki w Słupsku. Ekologiczne akcje w Bytowie i Miastku. Dziś obchodzony jest Światowy Dzień Ziemi strony 3,6 W Bytowie posypały się mandaty. Dron nad przejściami dla pieszych Miastko: 3 lipca do urn Przedterminowe wybory na burmistrza WYSMAZSSMA DRUGA STRONA Wyrazy szczerego i głębokiego współczucia Panu Ireneuszowi Polańczukowi z powodu śmierci Brata składają Zarząd, Związki Zawodowe i Pracownicy ENGIE EC Słupsk Spółka z o.o. WALUTY 21.04.22 USD 4,2596 (-) EUR 4,6523 (+) CHF 4,4913(-) GBP 5,5636(-) (+)wzrostcenywstosunku do notowania poprzedniego, (-)spadekcenywstosunku do notowania poprzedniego, (o) bez zmian TYDZIEŃ Z NASZĄ GAZETĄ SOBOTA PONIEDZIAŁEK WTOREK ŚRODA CZWARTEK PIĄTEK • Reklamy. Czy jesteśmy •Sportowy24. Jaki próbie- ©Strefa Biznesu. Nowy pro- ©Chcesz mieć piękne wło- #Pod Paragrafem. Carska •PULS. Do czego potrzebna nie skazani? mem ma PKO Ekstraklasa? gram dotacji do fotowoltaiki. sy? Zadbaj o skórę głowy. policja w Królestwie Polskim, na jest Konstytucja? ZAMÓW PRENUMERATĘ: tel 94 3401114, mail: prenumerata.gdp@polskapress.pl, prenumerata.gp24.pl Spotkanie z Marcinem z Lasu - dziennikarzem, leśnikiem i YouTuberem Marcin Kostrzyński - znany jako Marcin z Lasu - jest autorem książek, filmów, obserwatorem przyrody, a także założycielem kanału YouTube „Marcin z Lasu' wideobloga na Facebooku oraz Wojciech Nowak Zaproszenie Jeżeli jesteście miłośnikami przyrody, to nie możecie przegapić spotkania z Marcinem Kostrzyńskim organizowanym przez CKiBPGmi-ny Słupsk. Odbędą się one już w ten weekend! Centrum Kultury i Biblioteka Publiczna Gminy Słupsk zaprasza na spotkania z Marcinem Kostrzyńskim, znanym szerzej jako Marcin z Lasu - autorem książek, filmów, obserwatorem przyrody, a także założycielem kanału YouTube „Marcin z Lasu" oraz wideobloga na Facebooku. Kiedyś Marcin Kostrzyński był myśliwym. Po wielu latach polowań zamienił strzelbę na kamerę i aparat fotograficzny i od 1994 roku rozpoczął pracę jako operator kamery oraz prowadzący programy przyrodnicze. Współtworzył m.in. takie audycje dla dzieci i młodzieży jak Teleranek, Wkoło Natury, Król Zwierząt, Sówka, Leśne zwyczaje, Jedyneczka czy Magazyn Przyrodniczy. Był również współautorem programów dla widzów dorosłych, np. Animals, Arka Noego, Przyroda i ludzie oraz Dzika Polska. Za ten filmy ztego ostatniego cykl otrzymał m.in. Nagrodę Popularyzatora Nauki, Puchar Prezydenta RP, Grand Prix na HI Festiwalu Filmów Popularnonaukowych w Sopocie w 2008roku czy Nagrodę Esencja Natury 2018. W 2016 roku dołączył do społeczności YouTube zakładając kanał pod nazwą „Marcin z lasu Kostrzyński", na którym prezentuje filmy o polskiej przyrodzie. Filmuje zwierzęta w naturalnym środowisku, często za pomocą ukrytych kamer - dzięki temu udaje mu się upolować niesamowite ujęcia. Na swoim kanale nie tylko zdradza tajniki przyrody, ale także dzieli się swoim warsztatem filmowym, przedstawiając sekrety filmowania dzikiej przyrody. Do tej pory filmy na kanale Marcina Kostrzyńskiego obejrzano prawie 8,5 miliona razy. Z kolei jego książka „Gawędy o wilkach i innych zwierzętach" i inne pozycje okazały się bestsellerami, zdobyły czytelników w każdym wieku, którzy zapragnęli kolejnych cudownych opowieści o zwierzętach Marcina z lasu - przyrodnika, leśnika, obrońcy i niekwestionowanego miłośnika natury. CKiBP organizuje w nadchodzący weekend cztery bezpłatne spotkania z tą nieszablonową postacią. Pierwsze dwa odbędą się w sobotę, 23 kwietnia - najpierw o godzinie 16 w Centrum Aktywności Lokalnej w Krępie Słupskiej, a następnie, o godz. 18, w Lądowisku Kultury w Redzikowie. Natomiast w niedzielę, 24 kwietnia, spotkania z Marcinem Kostrzyńskim zorganizowane zostaną w CAL w Strzelinie o godz. 11, a później, o godz. 16, w Sali Teatralnej Zespołu Szkolno-Przedszkolnego im. Czesława Miłosza w Siemianicach. Podczas spotkań możliwe będzie zakupienie książek z autografem Marcina z Lasu. Wydarzenia finansowane są w ramach Gminnego Programu Profilaktyki Uzależnień we współpracy z Centrum Usług Społecznych Gminy Słupsk. ©® Policyjny dron nad przejściami dla pieszych. Posypały się mandaty Policyjny dron lata nad przejściami dla pieszych w Bytowie Sylwia Lis Bezpieczeństwo Nadrzędnym celem tego typu działań jest troska o bezpieczeństwo pieszych i in-nych niechronionych uczestników ruchu drogowego. Szczególnie trudnym okresem dla uczestników ruchu jest początek sezonu rowerowego. W okresie zimowym cyklistów na drogach jest znacznie mniej. Wraz z poprawiającymi się warunkami atmosferycznymi na drogach pojawili się użytkownicy rowerów, hulajnóg i innych urządzeń transportu drogowego. - Niestety kierowcy często zapominają, że na drogach pojawiają się użytkownicy coraz popularniejszych hulajnóg elektrycznych, rowerów oraz urządzeń wspomagających ruch - mówi Damian Chamier Gliszczyński z bytowskiej policji. - Drogi niechronionych użytkowników drogi często przecinają się z drogami pojazdów silnikowych. Właśnie w rejonach przejść dla pieszych i na przejazdach rowerowych dochodzi najczęściej do zdarzeń drogowych. Piloci policyjnego drona objęli nadzorem przejście dla pieszych w rejonie przystanku autobusowego. Wyprzedzanie przed „zebrą" jest bardzo często popełnianym wykroczeniem. Podczas jednego lotu mundurowi ujawnili 9 wykroczeń. Kierowcy nie tylko jeździli z nadmierną prędkości, lecz także wyprzedzali bezpośrednio przed przejściem, czego skutkiem było nałożenie mandatu w wysokości 1500 zł. Działania będą trwały tydzień. SŁUPSK LOTTO 2O04 2O2Z GODZ. 21SO Multi Multi: 3,4,11,14,16,18, 19,20,27,30,33,40,44,50,53, 57,58,72,76,78 Plus 40 Extra Pensja: 7,8,18,19,21,2 Extra Premia: 2,4,6,24,35,4 Mini Lotto: 6,9,15,25,36 Kaskada:i, 2,5,6,7,10,13,19, 20,22,23,24 Super Szansa: 3,3,1, o, o, 9,8 2UC>4w2022,GOOZ.14jOO Multi Multi: 4,7,8,15,27,33, 36,41,44,47,52,55,57,62,64, 65,73,77,78,80 Plus 55 Kaskada: 2,3,4,5,6,9,14,15, 16,19,22,23 Super Szansa: 5,4,8,1,5,2,3 W poniedziałek rozpoczyna się XXVIII Pomorska Wiosna Literacka (potrwa do 29.04). Spotkanie inauguracyjne z reporterem i pisarzem Mariuszem Szczygłem o godz. 13 w sali konferencyjnej Pedagogicznej Biblioteki Wojewódzkiej przy ul. Jaracza Głos Dziennik Pomorza Piątek, 22.04.2022 3 REGION SAMORZĄD Wybory w Miastku Wczoraj pojawił się projekt rozporządzenia w sprawie przedterminowych wyborów na stanowisko burmistrza Miastka. Mają się one odbyć 3 lipca br. Str. 4 BYTÓW/MIASTKO Ekoakcje Dzień Ziemi to coroczne wydarzenie obchodzone w celu promowania ochrony środowiska i inspirowania do życia w zgodzie z naturą - odpowiedzialności za planetę Str. 4 Studenci pójdą w las. Porządki na Dzień Ziemi Alek Radomski Słupsk Sprzątanie Lasku Północnego, osiem tysięcy sadzonek i wiosenne porządki w mieście. Dziś Słupsk obchodzi Światowy Dzień Ziemi. Ekologiczna grupa szturmowa studentów słupskiej anglistyki jest zwarta i gotowa. Uzbrojeni w rękawice i worki na śmieci, dziś przespacerują się Laskiem Północnym. Żacy będą mieli co robić. Przeprowadzony wcześniej rekonesans odsłonił śmieci, których na tym terenie zwyczajnie być nie powinno. - Puszki i kawałki szkła ciężko zignorować - przyznaje Maciej Różański, wykładowca z Akademii Pomorskiej, za którym studenci pójdą Od wielu lat z okazji Dnia Ziemi odbywa się wspólne sadzenie lasu w las. Wspólnie będą zbierać i porządkować od godz. 16. Wieczorem odetchną przy ognisku przy Leśnym Kocie. Kiełbaski, ciasto i smakołyki będą też dodatkiem do sadzenia lasu na zapleczu szpitala i ulicy Sucharskiego. - Mamy osiem tysięcy sadzonek i sporo chętnych - nie ukrywa Dariusz Kloskowski, społecznik ze Słupska i współorganizator razem z Nadleśnictwem Leśny Dwór tego wydarzenia. - Zgłosiło się już około 580 osób. Głównie szkoły, jak SP5 i SP6, ale też Amerykanie z bazy w Redzikowie i podopieczni z DPS w Lubuczewie. Sadzenie „Lasu Pokoju", bo taką nazwę wybrano dla tego miejsca, potrwa od godz. 9 do 15. Światowy Dzień Ziemi obchodzić będzie też Zespół Szkół Ekonomicznych. W planach jest pikieta z transparentami, zgodna z ideą święta na boisku szkolnym i przemarsz ul. Z. Augusta i ul. J. Piłsudskiego. Kto nie chce sadzić lub pikietować, może zawsze posprzątać wokół domu. Wiosenne porządkowania terenów miasta organizuje też słupski ratusz. Każdy, kto zgłosił się w Referacie Gospodarki Odpadami Komunalnymi, mógł liczyć na worki i rękawice do zbierania odpadów i ich późniejszy, darmowy odbiór. Dzień Ziemi to coroczne wydarzenie, którego celem jest promowanie postaw proekologicznych. ©® AKCJA SPECJALNA EMKA S.A. ZDASZ MASZ Przynieś makulaturę, małe elektrośmieci i przeterminowane leki, a za każdy rodzaj odpadów dostaniesz sadzonkę. (drzewko owocowe, świerk, bukszpan, bratki) W PROGRAMIE WIELE BEZPŁATNYCH ATRAKCJI: Strefa chillout z leżakami« Popcorn Zjeżdżalnia dla dzieci Mata sumo Eco-kolorowanki ECO-SHOW z Super Bohaterem Patronat honorowy nad imprezą objął Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej SOBOTA 23 KWIETNIA UL. SZCZECIŃSKA 36K 10°o-i40° Rozdajemy drzewka w Słupsku! Dziś, 22 kwietnia, obchodzimy Światowy Dzień Ziemi. Święto to, obchodzone w Polsce od 1990 roku, celebrowane jest w 192 krajach i służy promowaniu postaw proekologicznych w społeczeństwie oraz budowaniu wspólnej, zbiorowej odpowiedzialności za naszą planetę. Z tego powodu już dzień później, w sobotę 23.04. na parkingu pod hipermarketem E.Leclerc w Słupsku przy ul. Szczecińskiej 36k, w zamian za przyniesione odpady rozdawane będą drzewka. - Z okazji Światowego Dnia Ziemi pragniemy zaprosić mieszkańców Słupska do wzięcia udziału w naszej sztandarowej akcji „Odpad zdasz, drzewko masz!", którą od lat praktykujemy w Żyrardowie. Tym razem akcję kierujemy w stronę tych mieszkańców Słupska i okolic, którym nie jest obojętny los Ziemi - zaprasza do działu w akcji Małgorzata Rdest, Viceprezes Zarządu EMKA S.A. Jak włączyć się w akcję? Zasady są proste: w sobotę, w godzinach od 10 do 14 na na parkingu pod hipermarketem E. Leclerc w Słupsk należy pojawić się, przynosząc ze sobą odpady które mogą być poddane recyklingowi. Mogą to być przeterminowane leki, małe elektrośmieci, ale także makulatura. Każda osoba, która w tym przedziale czasowym dostarczy określoną wagowo liczbę odpadów, może wziąć udział w organizowanym wydarzeniu. Komu sadzonkę, komu? Oddanie odpadów uprawnia uczestnika akcji do otrzymania bezpłatnej sadzonki, którą może wykorzystać na balkonie, domowym parapecie lub przydomowym ogródku. Do odebrania będą zarówno sadzonki drzew, jak i kwiatów, dzięki czemu osoby Zapraszamy do wzięcia udziału w wydarzeniu ODPADZDASZ. DRZEWKO MASZ! WSPÓLNIE zadbajmy o naszą Małą Ojczyznę nieposiadające ogródków także będą mogły udekorować swoje mieszkania, a równocześnie przyczynić się do poprawy czystości naszej planety, a tym samym naszego wspólnego bezpieczeństwa. Troska o wspólne dobro - „Cieszę się, że Słupsk jest kolejnym już miastem, w którym możemy zorganizować naszą flagową akcję" - mówi Krzysztof Rdest, Prezes Zarządu EMKA S.A. - Rozdając sadzonki, nie tylko zachęcamy do zadbania o czystą Ziemię tu i teraz, ale także przyczyniamy się do poprawy jakości życia dla przyszłych pokoleń. Dziewięć edycji akcji, które do tej pory przeprowadziliśmy w Żyrardowie, zaowocowały zebraniem łącznie ponad 100 tysięcy ton posortowanych odpadów, czyli dwa razy tyle, ile wynosiła wyporność Titanica. To konkretny wynik, podkreślający realny wkład mieszkańców w czystość swojej małej ojczyzny, nie tylko w Światowy Dzień Ziemi. Las zamiast odpadów Nie bez znaczenia jest także efekt ekologiczny, związany z przeprowadzoną przez EMKA S.A. akcją „Odpad zdasz, drzewko masz". Jak zauważa Małgorzata Rdest: - Dokonaliśmy obliczeń, zgodnie z którymi podczas minionych 9 edycji naszej akcji rozdaliśmy aż 27 000 roślin - to mniej więcej tyle, ile wynosi połowa populacji naszego rodzimego Żyrardowa! Już samo to porównanie mówi wiele, warto jednak pójść o krok dalej. Zakładając, że jedna sadzonka po wkopaniu w ziemię obejmuje około 3 m2 powierzchni, przez minione lata zadrzewiliśmy obszar niemal 9 hektarów ziemi! Innymi słowy, jest to powierzchnia niemal 12 pełnowymiarowych boisk piłkarskich. Wierzymy, że organizowana przez nas akcja ma sens, dlatego cieszymy się, że możemy z jej organizowaniem wykroczyć poza Żyrardów i zawitać do Słupska. Czy warto sadzić drzewa? Wszyscy wiemy, że lasy do płuca naszej planety. Lasy, parki i inne tereny zielone są niezwykle ważne zarówno dla lokalnego ekosystemu, jak również dla globalnego stanu naszej planety. Tylko właściwie dlaczego? Co takiego drzewa nam dają, że warto 0 nie walczyć? Mamy dla Ciebie trochę liczb, które przybliżą Ci znaczenie każdego drzewa. ■ Jedno drzewo produkuje w ciągu roku tyle tlenu, ile zużywa człowiek w ciągu 2 lat. Każde drzewo dosłownie sprawia, że każdego dnia mamy czym oddychać. • Drzewo w ciągu roku chłodzi powietrze jak 5 klimatyzatorów działających bez przerwy. Tak więc lasy to nie tylko płuca, lecz także regulatory temperatury planety. 1 to działające bez zasilania! ■ Samolot odrzutowy średniej wielkości zużywa w czasie startu tyle tlenu, ile w ciągu całego dnia wytwarza las o powierzchni 169 km2; ta ilość tlenu wystarczyłaby dla 4600 ludzi na okres jednego roku! Oczywiście nie wzywamy do zaprzestania podróży, lecz czemu nie zredukować swojego śladu węglowego? ■ Drzewo o wysokości ok. 25 metrów pochłania tyle C02, ile dostarczają dwa gospodarstwa domów jednorodzinnych, a każdy hektar lasu pochłania rocznie ok. 200 ton dwutlenku węgla. Wniosek? Lasy rozgrzeszają ludzkość z jej węglowego grzechu. Każdego dnia, w każdym zakątku planety. Na skraju katastrofy klimatycznej, gdzie dziś się znajdujemy, każde drzewo przechyla szalę na naszą korzyść. Środki uzyskane ze zbiórki odpadów przeznaczone \% zostaną na wsparcie SOSW w Damnicy. Patronat honorowy NFOŚłGW E Leclerc 4 • MATERIAŁ INFORMACYJNY Głos Dziennik Pomorza Piątek, 22.04.2022 Materiał informacyjny Polskiej Fundacji Narodowej 0110482391 PFN Solidarni z Ukrainą Zorganizowanie przewozu osób z terenów objętych działaniami wojennymi do Polski Wsparcie chorych dzieci z Ukrainy - dotacje dla polskich hospicjów, które przyjmują dzieci terminalnie chore ze strefy wojny oraz sfinansowanie przewozu dzieci onkologicznie chorych do dedykowanych szpitali. Wspomaganie nauki języka polskiego - pomoc przy organizacji lekcji języka polskiego oraz wydanie podręcznego słownika ukraińsko-polskiego. Ochrona i zabezpieczenie zabytków na Ukrainie - sfinansowanie zakupu materiałów przeciwpożarowych, koców, gaśnic, tkanin niepalnych, taśm i blachy, służących do ratowania i zabezpieczenia dóbr kultury przed zniszczeniami wojny. Kampanie przeciwdziałające dezinformacji w cyberprzestrzeni - współpraca z dziennikarzami oraz liderami opinii publicznej, umożliwiająca im prezentację rzetelnych i sprawdzonych informacji dotyczących pomocy udzielanej Ukraińcom. . Dokumentacja działań pomocowych prowadzonych na terenie Polski - realizacja materiałów fotograficznych i audiowizualnych prezentujących zaangażowanie polskiego społeczeństwa w tym trudnym czasie. Paczka na Kresy Transport darów dla uchodźców Transport darów dla uchodźców W ramach wsparcia zostały podjęte działania: Bezpośrednia pomoc materialna - sfinansowanie transportu ponad 200 ton darów od Polonii dla uchodźców przebywających na terenie Polski. Dostarczenie na Ukrainę chemii gospodarczej, artykułów higienicznych, produktów dla dzieci, opatrunków i leków. Zakup i dystrybucja żywności w ramach akcji „Paczka na Kresy". Transport darów na Ukrainę Członek Zarządu Polskiej Fundacji Narodowej Michał Góras: „Polska Fundacja Narodowa od pierwszych dni rosyjskiej agresji na Ukrainę włączyła się w skoordynowane działania pomocowe na rzecz uchodźców wojennych. Uruchamiając wspólne projekty z instytucjami publicznymi, stowarzyszeniami i fundacjami. PFN zajmuje się pomocą materialną, medyczną, żywnościową, współ-organizacją ewakuacji dzieci onkologicznie chorych oraz wspomaganiem nauki języka polskiego dla uchodźców, przebywających na terenie naszego kraju. Prowadzi również kampanie przeciwdziałające dezinformacji w cyberprzestrzeni i mediach oraz dokumentuje akty działań pomocowych jako materiał kształtujący pozytywny wizerunek Polski za granicą. Paczka na Kresy Głos Dziennik Pomorza Piątek, 22.04.2022 MATERIAŁ INFORMACYJNY • 5 Materiał informacyjny Polskiej Fundacji Narodowej dkumentacja działań pomocowych Dokumentacja działań pomocowych jkumentacja fotograficzna Nauka języka polskiego MII U CJIOBHIIK yKPAlHCbKO IIO. Ibt faKlill MINI SŁOWNIK L! KRA l Ń SKO-POLSKI Nauka języka polskiego jkumentacja dziennikarska Dokumentacja fotograficzna 6 • WYDARZENIA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 22.04.2022 3 lipca br. przedterminowe wybory na burmistrza Miastka Andrzej Gurba Samorząd Wczoraj pojawił się projekt rozporządzenia w sprawie przedterminowych wyborów na stanowisko burmistrza Miastka. Mają się one odbyć 3 lipca br. Z projektu kalendarza wyborczego wynika, że do 17 maja br. przyjmowane będą zgłoszenia komitetów wyborczych, a do 8 czerwca (do północy) zgłoszenia kandydatów naburmistrza. Przedterminowe wybory w Miastku są efektem odwołania w referendum Danuty Karaśkiewicz ze stanowiska burmistrza Miastka. Jej miejsce zajęła na trzy miesiące Renata Od lewej: Renata Kiempa, Aleksander Szopa, Danuta Karaśkiewicz Kiempa, była prezes miasteckiego szpitala. Powołał ją premier Mateusz Morawiecki. Z naszych informacji wynika, że Renata Kiempa wystartuje w lipcowych wyborach. Swoje burmistrzowskie aspiracje zgłasza też już Aleksander Szopa, prezes Miasteckiego Towarzystwa Gospodarczego i radny powiatowy. Niewykluczone, że poprze go miastecka Samo- rządność, która ma samodzielną większość w Radzie Miejskiej w Miastku. Swojego startu nie wykluczyła także Danuta Karaśkiewicz. ©® Wielkie sprzątanie Ziemi w Bytowie i Miastku 0010484456 AUTOPROMOCJA Burmistrz Miastka stosownie do art. 35 ust. 1 ustawy z dnia 21 sierpnia 1997 roku o gospodarce nieruchomościami (Dz.U. z 2021 r., poz. 1899 ze zm.) informuje, że na tablicach ogłoszeń tut. urzędu oraz na stronie http:/ www.bip.miastko.pl/ zamieszczone zostały na okres 21 dni wykazy następujących nieruchomości: -lokal mieszkalny numer 2 w budynku numer 1 położonym w miejscowości Domanice, obręb Słosinko, gm. Miastko - przeznaczony do sprzedaży na rzecz dotychczasowego najemcy, - działka oznaczona numerem ewidencyjnym 192 o powierzchni 3,2251 ha, położona w obrębie Świeszyno, gm. Miastko - przeznaczona do dzierżawy na cele rolne Głos Pomorza Gotuj się na sobotę gp24.pl Sylwia Lis/Andrzej Gurba Bytów/Miastko Dzisiejsze akcje z okazji Światowego Dnia Ziemi w Bytowie i Miastku. W ekologicznym święcie w gminie Bytów swój udział w akcji zadeklarowały przedszkolaki oraz dzieci i młodzież. Jak co roku zajmą się oni sprzątaniem ulic i terenów zielonych w mieście i na terenach wiejskich. A jeśli przyjdziesz na bytowski rynek oddać makulaturę - dostaniesz drzewko. - Dodatkowo w godz. 10-14 na placu Kardynała Wyszyńskiego, po oddaniu 5 kg makulatury będą mogli państwo otrzymać młode drzewko - informują organizatorzy akcji. Głównym organizatorem akcji jest Urząd Miejski w Bytowie, a partnerami są: firma Elwoz Sp. z 0.0., Wodociągi Miejskie Bytów Spółka z 0.0. oraz Lasy Państwowe Nadleśnictwo Bytów. Ośrodek Sportu i Rekreacji w Miastku wraz z partnerami zaprasza na sprzątanie okolic jeziora Lednik, Zielonego Ruczaju oraz lasku słupskiego. Akcję zaplanowano w godz. 17-18.30 w trzech lokalizacjach: jezioro Lednik, lasek słupski, Zielony Ruczaj. W tych miejscach (punkt OSiR oznaczony flagą) będzie można odebrać worki na śmieci, rękawiczki oraz chusteczki dezynfekujące. Z takim pakietem wręczony zostanie los na upominkową loterię (należy go zachować) - losowanie upominków zaplanowano 27 kwietnia. Zapełnione worki należy dostarczyć do tego samego punktu. OSiR dostarczy także worki i rękawiczki osobom, które chcą posprzątać inny teren niż te trzy lokalizacje. Wcześniej trzeba skontaktować się telefonicznie (59 857 56 45). To już druga edycja akcji Ośrodka Sportu i Rekreacji w Miastku pod hasłem „Wysprzątamy śmieci dla naszych dzieci". - Pamiętaj tylko, by odebrać od nas worki i rękawiczki - dostaniesz wtedy szansę na wylosowanie jednej z nagród niespodzianek - informuje Piotr Szłapiński, dyrektor Ośrodka Sportu i Rekreacji w Miastku. ©® MATERIAŁ INFORMACYJNY EMKA S.A. Dzień Ziemi - nasze wspólne święto! Obchodzony dziś, w przypadającą akurat równonoc wiosenną, Światowy Dzień Ziemi, idealnie zbiega się z ogłoszonym przez Zgromadzenie Ogólne ONZ, ustanowionym na 22 kwietnia Międzynarodowym Dniem Matki Ziemi. Święto to nierzadko kojarzy nam się tylko ze szkolnymi wyprawami do pobliskich parków, celem uprzątnięcia terenu i zadbania o małą ojczyznę. Owszem - to bardzo cenne praktyki, które uwrażliwiają dzieci i młodzież na to, jak ważne jest czyste, bezpieczne środowisko. Warto jednak pamiętać o tym, że Dzień Ziemi to w praktyce nasze wspólne święto. Takie, które powinniśmy celebrować każdego dnia. Chcesz zmienić świat? Zacznij od siebie! „Podobnie, jak w wielu dziedzinach życia, także sposobem na oswojenie się z tematem jest zasada małych kroczków" - podkreśla Wiceprezes Zarządu EMKA S.A., Małgorzata Rdest. - „To właśnie te baby steps sprawiają, że zaczynamy dbać o naszą planetę mimochodem, niemal niezauważalnie, a jednak efektywnie. Oddane nam dzisiaj przez uczniów szkół i przedszkoli ze Słupska, w ramach akcji „Odpad zdasz, drzewko masz", odpady mają realny wpływ nie tylko na czystość okolicy, lecz także na budowanie postaw proekologicznych wśród najmłodszych. Troska o środowisko to nasz obowiązek Prezes Zarządu EMKA wyobraża sobie życia bez troski o prawidłową segregację i utylizację odpadów: „Działania, które podejmujemy w tej branży od początku naszego istnienia, zmierzają w jednym i tym samym kierunku. Jako EMKA S.A. dokładamy wszelkich starań, by wszystkim żyło się o wiele czyściej, a zarazem bezpieczniej. Zorganizowaliśmy już 9 edycji proekologicznej akcji „Odpad zdasz, drzewko masz", bo wiemy, jak ważnie jest świadome segregowanie odpadów. Troska o środowisko to moralny obowiązek każdego z nas, stawiającego kroki na Ziemi. To od nas zależy, w jakim świecie przyjdzie żyć kolejnym pokoleniom, będą oddychać i jak dużo zieleni będzie ich otaczać na co dzień" - wylicza. A jako kto może... Jak pisał niegdyś Jan Kochanowski w swojej Pieśni XIX: „Służmy poczciwej sławie, a jako kto może, niech ku pożytku dobra spólnego pomoże". Proponowane przez niego myślenie o życiu w szerszym kontekście,żenie do pomnażania dobra wspólnego, publicznego, powinno nam przyświecać i dziś. Zwłaszcza że takim dobrem jest właśnie Ziemia i występujące na niej surowce - zwłaszcza te nieodnawialne. Jako EMKA S.A. dążymy do tego, by nie tylko we właściwy sposób segregować i utylizować odpady medyczne i weterynaryjne, ale także, by popularyzować Już 23.04.2022 r. zapraszamy zatem na edycję „Odpad zdasz, drzewko masz" w Słupsku. Przynieś makulaturę, małe elektrośmieci lub przeterminowane leki i widzimy się na parkingu przy markecie E. Leclerc w godzinach 10:00-14:00. Nie może Cię zabraknąć. Głos Dziennik Pomorza Piątek, 22.04.2022 REKLAMA # 7 Rodzinny Marsz Gminy Słupsk - 23 kwietnia Mieszkańcy Gminy Słupsk i Regionu Słupskiego po raz kolejny spotkają się, aby wyrazić swoją negatywną opinię dla inicjatywy Miasta Słupsk, która zakłada włączenie do Słupska 7 gminnych sołectw. To kolejny marsz, który pokazać ma niezadowolenie i stanowczy sprzeciw mieszkańców Podczas Sesji Rady Miasta Słupska, w dniu 30 marca, kiedy podejmowane były uchwały w sprawie wystąpienia do Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji za pośrednictwem Wojewody Pomorskiego z wnioskiem o zmianę granic administracyjnych przez włączenie do Miasta Słupska sołectw Bierkowo, Strzelino, Krępa Słupska, Płaszewko, Włynkówko, Siemianice, Swochowo - Niewierowo, głos mieszkańców Gminy Słupsk nie został wysłuchany i nie mogli wypowiedzieć się w swojej sprawie. Tymczasem w konsultacjach społecznych w Gminie Słupsk, gdzie frekwencja wyniosła 81,21%, aż 98,8% mieszkańców opowiedziało się przeciwko zmianie granic administracyjnych Miasta Słupsk, kosztem Gminy Słupsk. W zagrożonych sołectwach, frekwencja była jeszcze wyższa i wyniosła 82,17%, a 98,70% mieszkańców było przeciw włączeniu sołectw w granicę miasta. Rodzinny Marsz w obronie granic Gminy Słupsk to ważne wydarzenie dla wszystkich, którym Region Słupski z Gminą Słupsk w obecnym jej kształcie jest bliski ich sercu. Mieszkańcy Gminy Słupsk są przekonani i wierzą, że tak silna wola i ich jasne i wyraźne stanowisko pozostania w Gminie Słupsk, wyrażone w konsultacjach społecznych zostaną wysłuchane przez władze wojewódzkie i władze centralne. Takiej siły społecznej z pewnością, żadna władza demokratyczna nie może zlekceważyć. Rodzinny Marsz w obronie gra-iic Gminy Słupsk odbędzie się 13 kwietnia (sobota) o godz. 11.00 ia Placu Zwycięstwa w Słupsku. RODZINNY MARSZ W OBRONIE GMMY SŁUPSK 23 kwietnia 2022 (sobota), godz. 11:00 Plac Zwycięstwa w Stupsku gmina słupsk Gmina KoDytmca Więcej informacji w tym rozkład autobusów na www.gminaslupsk.pl 8 Głos Dziennik Pomorza Piątek, 22.04.2022 POLSKA i ŚWIAT KRÓTKO WARSZAWA Leroy Merlin traci, a Decathlon i Auchan zyskują na bojkocie Jak się okazuje, Polacy w większości nie zbojkotowali sieci handlowych, które pozostały na rosyjskim rynku. Ruch w sklepach Auchan wzrósł i to nawet bardziej niż w innych supermarketach. Podobnie wygląda sytuacja w przypadku sieci Decathlon, gdzie ruch zwiększył się w porównaniu z innymi sklepami sportowymi. Jedynie Leroy Merlin zanotował spadki. Ruch w sklepach tej marla spadł o 5,7 proc. po ataku Rosji WARSZAWA na Ukrainę. Natomiast winnych marketach budowlanych wizyt przybyło średnio o 6 proc. Liczba unikalnych klientów Leroy Merlin zmniejszyła się aż o 10,2 proc. Sklepy innych sieci w tym samym segmencie zyskały 0,04 proc. Zdaniem ekspertów w obecnych czasach Polaków niebardzo stać na to, by rezygnować z atrakcyjnych ofert handlowych na rzecz solidarności z Ukraińcami. Maciej Badowski Podwyżki na uniwersytetach Minister edukacji Przemysław Czarnek zapowiedział, że nauczyciele akademiccy również zostaną objęci programem podwyżek dla nauczycieli. Pensje pracowników szkół wyższych mają wzrosnąć od 1 października, a podwyżki wyniosą 400 zł w przypadku profesora i 300 zł w przypadku adiunkta. ŁÓDŹ Były poseł Ruchu Palikota skazany na 4,5 roku więzienia Roman K.,były poseł Ruchu Palikotaibyły redaktor naczelny tygodnika „Fakty i Mity", został skazany na 4,5 roku więzienia. Dział prasowy Prokuratury Krajowej poinformował, że mężczyzna przywłaszczył pieniądze, a także posiadał pornografię dziecięcą. Łączna kwota pieniędzy przywłaszczonych przez Romana K. wyniosła prawie 1740000 zł. To nie pierwszy wyrok byłego posła. Wcześniej został skazany na 8,5 roku więzienia m.in. za podżeganie do zabójstwa byłej żony. Stanisław Moneta WARSZAWA - Świat mierzy się ze wzrostem cen. Prezydent USA jasno wskazuje na winę Rosji i Putina, który rozpętał bandycką wojnę. Machina wojenna Rosji ma bardzo negatywny wpływ na całą gospodarkę - stwierdził premier Mateusz Morawiecki. Odniósł się do słów prezydenta USA Joe Bidena, który oświadczył, że Władimir Putin odpowiada za 70 procent wzrostu inflacji, a także za wzrost cen żywności i ropy naftowej. 99 A Świat mierzy się ze wzrostem cen. Prezydent Joe Bidenjasno wskazał na winę Rosji i Putina Mateusz Morawiecki prezes Rady Ministrów Wielki program wsparcia polskiego rolnictwa Małgorzata Puzyr Warszawa - Rolnicy otrzymają z budżetu dopłaty do nawozów - zapowiedział premier Mateusz Morawiecki podczas czwartkowej konferencji prasowej w Załężu Dużym. Premier Mateusz Morawiecki oraz wicepremier, minister rolnictwa i rozwoju wsi Henryk Kowalczyk odwiedzili w czwartek Załęże Duże w województwie mazowieckim. Poruszono m.in. temat wielkiego programu dopłat dla rolników. - Nasz rząd stara się przede wszystkim o wiarygodność, żebyśmy dotrzymywali słowa. Kiedy w Polsce była susza, to były dopłaty. Dzisiaj mamy rekordowe ceny nawozów, które przełożą się na wyższe ceny żywności, więc robimy z polskiego budżetu dopłaty do nawozów - ogłosił premier. - Wielki program wsparcia polskiego rolnictwa ma pomóc rolnikom, zapewnić bezpieczeństwo żywnościowe i pomóc w walce z inflacją - podkreślił. Jak przekazał szef polskiego rządu, w środę Rada Ministrów przyjęła też projekt o emeryturach rolniczych. - Emeryt, który nie zda gospodarstwa, będzie mógł otrzymywać emeryturę rolniczą -tłumaczył Morawiecki. Przyznał również, że dużym problemem w Polsce w ostatnich latach jest susza. Łączna wartość zaprezentowanego w czwartek programu wsparcia rolników to 4 miliardy złotych - Dlatego prowadzimy program retencji i konsekwentnie realizujemy go niezależnie od tego, w jakim tempie pozyskujemy środki unijne - zapewnił. - Tak jak dopłaty do nawozów pochodzą z budżetu państwa, tak inne programy będą finansowane również z budżetu państwa - jeśli będzie taka konieczność - dodawał. - Zdecydowaliśmy się, żeby w ramach programu dopłat do nawozów dopłacić do każdego hektara upraw rolnych 500 zł, a do każdego hektara pastwisk i łąk 250 zł. Łącznypo-ziom dopłat to blisko 4 mld zł -poinformował szef rządu. Zdaniem premiera, dopłaty to kolejny wydatek z budżetu, który jest jednocześnie inwestycją w niższą inflację w przyszłości. - Wiemy, że trzeba dbać 0 każde gospodarstwo rolne, bo rolnicy pokazali w pandemii 1 w trudnych czasach wojny na Ukrainie, jak ważna jest produkcja rolna - zaznaczył. Na konferencji poinformowano również, że Komisja Europejska zatwierdziła polski program przeznaczony na wsparcie sektora rolnictwa w kontekście inwazji Rosji na Ukrainę. Wartość tego programu to 836 min euro. - Jesteśmy w szczególnym czasie. Polscy rolnicy udowodnili w pandemii, jak ważna jest produkcja rolna. Ważne jest, żeby rolnicy czuli się zaopieko-wani, bo korzysta na tym cała gospodarka i polskie społeczeństwo - mówił premier. Rząd przygotował też specjalny program pomocy dla producentów jabłek, który ma zostać - według obecnych założeń - przyjęty w n kwartale tego roku. Program, oparty również 0 środki unijne, zakłada wprowadzenie dopłat do sprzedaży jabłek deserowych sprzedawanych do przetwórstwa. - Przedstawiony przez nas program to program historyczny, jakiego jeszcze nie było. Prawie 4 mld zł z budżetu to wysiłek, ale i inwestycja chroniąca produkcję żywności 1 konsumentów. Będą mogli kupować żywność po cenach umiarkowanych. Chcemy dopłacać do różnicy w cenie między nawozami zakupionymi od 1 września2021r. do 15 maja 2022 r., a więc jeszcze mamy na to około trzech tygodni. Jeszcze możemy te nawozy kupować, a faktura, którą przedstawimy w ARiMR, będzie podstawą do wypłaty rekompensaty - powiedział minister Henryk Kowalczyk. Szef MSZ Turcji: Niektórzy członkowie NATO chcą, by wojna na Ukrainie trwała dłużej, po to by osłabić Rosję Lidia Lemaniak Ankara Minister spraw zagranicznych Turcji Mevhit Cavuso-głu stwierdził, że „niektórzy członkowie NATO chcą. aby wojna na Ukrainie trwała po ta by jeszcze bardziej osłabić Rosję". W rozmowie z CNN szef MSZ Turcji wskazał, że „po spotkaniu ministrów spraw zagranicznych NATO pojawiło się wrażenie, że... są tacy w państwach członkowskich NATO, którzy chcą, aby wojna była kontynuowana". - Wydaje się, jakby niektórzy myśleli w taki sposób: niech wojna będzie kontynuowana, a Rosja osłabnie - mówił. Minister spraw zagranicznych Turcji odniósł się też do możliwości spotkania prezydentów Rosji i Ukrainy Władimira Putina z Wołodymyrem Żeleńskim. Według dyplomaty prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan jest w stałym kontakcie z oboma przywódcami. - Prezydent Erdogan będzie ponownie rozmawiał z przywódcami w nadchodzących dniach. Wczoraj rozmawiałem z rosyjskim ministrem spraw zagranicznych Ławrowem i ukraińskim ministrem spraw zagranicznych Kułebą - powiedział. Mevulat Cavusoglu ocenił, że spotkanie Putina i Żeleńskiego wTurcji jest nadal możliwe. -W zasadzie obydwaj pozytywnie mówią o spotkaniu się w sprzyjających warunkach -dodał. Rozmowy na temat spotkania prezydentów Ukrainy i Rosji były prowadzone w ramach negocjacji ukraińsko-rosyjskich. Rozmowy pokojowe zostały zastopowane po ujawnieniu masakry w Buczy, gdzie zamordowano ponad 400 nieuzbrojonych ukraińskich cywilów. Tymczasem rosyjscy dyplomaci oskarżali Ukrainę o prowokację, a Władimir Putin nazwał masakrę w Buczy „fałszywką". DSZALIN/ SŁUPSK/ SZCZECIN |tek, 22.04.2022 OŁOBRZEG zarmancki, hojny zabójczy. Kim jest lariusz G.? str. 10-11 SZCZECIN Rozmowa z proboszczem parafii prawosławnej św. Mikołaja, str. 12 KOSZALIN Poszedł do kopalni i zginął. Będzie film o Janku Stawisińskim. str. 15 BYTÓW Kupując kwiaty, patrz Marzenie w oczy. Bo cię nie usłyszy str. 16 W drobnym ciele tęgi duch. Najsilniejsza kobieta w Europie Eliza Gerlach ze Słupska to trenerka, dietetyk sportowy i kliniczny po studiach na WUM i mistrzyni Polski oraz Europy w trójboju siłowym, str. 14 10 • PITAWAL NADMORSKI SSffiŁSS™ — ll.WMfll.UII Jego urok przyciągał kobiety. Jego okrucieństwo trzy z nich zabiło Pytany o reakcję na znalezie-nie ciała, dodał: - Wtedy trzy osoby były dla mnie najważniejsze: moja żona, córka i mama. Tamtego dnia wyrwano mi część serca. IWONA I ANETA Gdy policja odnalazła zagrzebane w lesie pod Kołobrzegiem zmasakrowane ciało Bogusławy, Mariusz G. przyznał się nie tylko do jej zabójstwa. Wskazałtakże miejsca pochówku zamordowanych wcześniej kobiet: 31-letniej Iwony K. i 37-letniej Anety D. Miał wten sposób okazaćpolicji chęć współpracy. Iwona zginęła pierwsza. Mieszkała dokładnie nad mieszkaniem rodziców Mariusza, w kamienicy przy ul. Mariackiej w Kołobrzegu, niedaleko katedry. A Mariusz G. wprowadził się do rodziców po rozwodzie. Iwona była uciążliwą sąsiadką. Imprezowiczką. Nocą w styczniu 2016 r. w jej mieszkaniu wybuchł pożar. Właśnie wtedy 31-latką miał się zainteresować Mariusz. - Myślałam, że z życzliwości - zeznała w sądzie jego sąsiadka. Zadeklarował pomoc w remoncie. Z aktu oskarżenia wynika, że zabił Iwonę wiosną 2016 roku. On mówi, że pod koniec roku. Ale to w kwietniu ostatni raz Iwonę widział sąsiad. Stała w drzwiach swojego mieszkania w towarzystwie Mariusza. - Powiedział, że wyjeżdża do Bydgoszczy - zeznał Kazimierz K. Zdziwiło go, że młoda kobieta milczała. - Nie jestem psychologiem, ale stała jak nieprzytomna, jak mumia - podkreślił. Po około dwóch tygodniach Mariusz obwieścił sąsiadom, że kupił od Iwony mieszkanie. Za 160 tys. zł. Zaczął remont, sąsiedzi odetchnęli. Iwony nikt nie szukał. Choć ktoś słyszał, że ponoć dopytywał o nią ojciec. Mariusz G. twierdzi, że 4 kwietnia 2016 r. Iwona K. osobiście była z nim u notariusza i przekazała mu wszelkie pełnomocnictwa. Że legalnie kupił od niej mieszkanie. Bo wyjechała,bodaj do Holandii. Prokuratura widzi to inaczej. O podszywanie się pod (prawdopodobnie już nieżyjącą - przyp. red.) Iwonę przed notariuszem oskarżyła Karolinę S., ale młoda kobieta zaprzecza. Ta historia poraża poczuciem bezkarności Mariusza G. - nie tylko w ciągu kolejnych miesięcy zaciągnął na 31-latkę około 250 tys. zł pożyczek i kredytów, ale i upomniał się o odszkodowanie, które wywalczył dla niej jej nieświadomy niczego Iwona Marciniak Kołobrzeg Szarmancki, hojny, lubiany, uczynny. Takim widziały Mariusza G. kobiety. Trzy z nich nie żyją. To druga twarz Mariusza G.- seryjnego zabójcy. Właściciel manufaktury słodyczy w centrum Kołobrzegu, wiceszef miejscowego Klubu Morsów. To, że pływał na statkach sejsmograficznych, z pewnością również robiło wrażenie na kobietach. Jego ofiary to pochodząca spod Chełmna 31- letnia Iwona K. i dwie kołobrzeżanki: 37-letnia Aneta D. i 54-letnia Bo-gusławaR. Dwie ostatnie zarąbał siekierą. Przed Sądem Okręgowym w Koszalinie toczy się proces mężczyzny nazwanego przez media Krwawym Tulipanem z Kołobrzegu. Ten brunet średniego wzrostu z lekkim brzuszkiem, siedzący na ławie oskarżonych, zwykle w szarej albo czarnej bluzie z kapturem, zdecydowanie nie wygląda na potwora. Na pierwszym posiedzeniu sądu, wkońcu października ubiegłego roku, pytany o zajęcie, odpowiedział: - Jestem inżynierem mechanikiem, specjalistą od poszukiwań ropy naftowej i gazu. Dochód miesięczny - ok. 20 tys. złotych. Gdy mówi, daje się odczuć, że bardzo chce się pokazać jako człowiek na poziomie, odpowiadający rzeczowo, dba-jącyodobórsłów. Ostatnio, gdy przewodnicząca składu orzekającego Anna Rutecka--Jankowska jak zwykle sprawdzała obecność zgromadzonych na sali i wyczytała: „oskarżony Mariusz G", ten lekko się uniósł i skinął w jej stronę głową. - Proszę, jaki dżentelmen.- w szepcie jednego z widzów mocno wybrzmiał sarkazm. Zderzenie postawy tego 46-latka z treścią aktu oskarżenia może szokować. Przyznał się do 10 z 19 zarzutów postawionych mu przez prokuraturę. Na czele z tymi najcięższymi, które gwarantują mu dożywocie. Odpowiada za trzy zabójstwa, zdaniem prokuratury popełnione z przyczyn zasługujących na szczególne potępienie. Bo, jak dowodzą śledczy, Mariusz G. uwodził swoje ofiary, zdobywał ich zaufanie, a potem zabijał. Wchodząc nielegalnie w posiadanie notarialnych pełnomocnictw, przejmował ich majątek, zaciągając również nigdy niespłacane pożyczki i kredyty. Zarówno w czasie śledztwa, jak i przed sądem odmówił Dla części partnerek Mariusza G. zeznających w sądzie - był ideałem mężczyzny złożenia szczegółowych wyjaśnień. Zapowiedział, że zrobi to po przesłuchaniu wszystkich świadków. Co ciekawe, zdążył się jednak poskarżyć na medialną nagonkę. I wygłosił zaskakujące oświadczenie: - Nie było to w żadnym wypadku z wykorzystaniem więzi intymnych i emocjonalnych. Nie jest to więc spowodowane motywacją za-sługującąnaszczególnepotępie-nie. „To" użył zamiast słowa „zabójstwo", którego unika jak ognia. PRZYJACIEL, KOCHANKA, JEJ M/uKA, OSTATNIA NARZECZONA Na ławie oskarżonych Mariuszowi G. towarzyszą cztery osoby. Jest jego szkolny kolega, przyjaciel, trzeci rok spędzający w areszcie właściciel warsztatu samochodowego Sebastian Ł. Po śmierci Bogusławy R miał za-jąć się jej samochodem i spalić dokumenty zmarłej kobiety. Wśród oskarżonych są też 33-letnia Karolina S. i jej matka Łucja S. Na prośbę Mariusza G., posługując się załatwionymi przez niego fałszywymi dowodami osobistymi, podszyły się pod jego ofiary u dwóch kołobrzeskich notariuszy. Dzięki temu, jak wynika z aktu oskarżenia, Mariusz G. zdobył szerokie pełnomocnictwa, umożliwiające przejęcie mieszkań dwóch pierwszych ofiar i zaciąganie kredytów czy pożyczek na konta wszystkich trzech zamordowanych. Na ławie oskarżonych zasiada też ostatnia narzeczona Mariusza G., 45-letnia bizneswoman Dorota Ł. Oboje zostali zatrzymani 12 czerwca20i9 r., trzy dni przed datą ich ślubu. Dorota Ł. towarzyszyła Mariuszowi G., gdy w wieczór zabójstwa Bogusławy R pojechał do jej mieszkania spakować rzeczy i dokumenty. Była też z nim za niemiecką granicą, gdy z telefonu Bogusławy wysyłał jej rodzinie uspokajający SMS. W ocenie prokuratury Dorota Ł. pomagała w zacieraniu śladów przestępstwa. Odpowiada dziś z wolnej stopy, ale ma za sobą ponad rok aresztu. Zdaniem najbliższych i obrońców jest jego kolejną naiwną zdobyczą, która mogła wkrótce dołączyć do grona ofiar. W sądzie odmówiła składania wyjaśnień. Za to w śledztwie powiedziała, czym ją, kobietę po przejściach, Mariusz ujął na tyle, że była skłonna wyjść za niego po zaledwie trzech miesiącach znajomości. Otóżbyłidealny: „to znaczy, że jeśli ktoś jest obokpani, to robiza każdym razem to, o czym pani pomyślała, że powinien zrobić" - tłumaczyła śledczej. „Był uczynny, pomocny, prawdomówny. Miałam potwierdzenie od osób, które znały go długo. Nie miałam powodu sądzić, że robi tej kobiecie coś wbrew prawu". Wyjaśnienia Sebastiana fc. złożone w śledztwie pokazują zdecydowanie inne oblicze tego ideału. W czasie ich spotkań Mariusz miał dopytywać Sebastiana, czy ten zna „bezwzględnych ludzi", „Ruskich", czy umiałby oblać kogoś kwasem albo czy zna bagna, w których można by zatopić coś tak, żeby nigdy nie wypłynęło. -Miał mawiać, że planuje otworzyć agencję towarzyską w Kołobrzegu, że chciałby zbudować mafię i rzą-dzić miastem. Sebastian Ł. twierdzi też, że znalazł w wyszukiwarce telefonu pożyczonego od Mariusza G. hasło: „jak zabić człowieka siekierą". - Nie wiem, czy mógłby zabić - odpowiadał w śledztwie. - Mnie tylko zastanawiało, dlaczego on miał zawsze tyle pieniędzy. I zawsze kręcił się z jakimiś kobietami. Łucji S. i jej córce Karolinie, z którą Mariusza łączyły relacje intymne, miał zapłacić za „pomoc w załatwieniu formalności znajomymkobietom, które osobiście nie mogły się stawić u notariusza", bo wyjechały za granicę. Dorota Ł. także miała usłyszeć, że Mariusz wyświadcza uprzejmość kobiecie, która pilnie musiała wyjechać z kraju, z obawy o własne bezpieczeństwo. O zbrodniachnie mieli pojęcia - mówią zgodnie. Co ciekawe, sam Mariusz G. już podczas pierwszej rozprawy oznajmił: - Wszyscy tu zgromadzeni współoskarżeni nie byli wtajemniczeni w to, co zaszło. Nie mieli wiedzy ani jakichkolwiek możftwosg ^płynięcia na moje zachowanie. Za wszystko odpowiadam wyłącznie ja. T0KSIC£NA MIŁOŚĆ 1SM1ERC Kołobrzeska policja zatrzymała Mariusza G. pięć dni po zaginięciu 54-letniej Bogusławy R. Do jej zabójstwa nie przyznawał się przez kolejne trzy miesiące. Aż do czasu odnalezienia przez śledczych w podkołobrzeskim lesie zmasakrowanego ciała kobiety. Wtedy nastąpiłprzełom. Nim do tego doszło, rodzina Bogusławy pozostawała w niepewności, przeczuwając najgorsze. Córka i syn ani przez mo-mentnieuwierzyliwSMS-a wysłanego z Niemiec z telefonu Bogusławy. Kobieta informowała w nim o zerwaniu z dotychczasowym życiem. Jej izekomywy-jazd w interesach za granicę był zupełnie niepasujący do mocno związanej z rodziną, cenionej, sumiennej starszej kucharki w kołobrzeskim pięciogwiazdkowym hotelu. Syn Bogusławy R., Marcin, szybko ustalił, że ostatnią osobą, która miała kontakt z jego matką, był Mariusz G. Byli w dość dziwnym związku od ponad 10 lat, ale, jak podkreśliła przyjaciółka Bogusławy: -Nigdy nie byli parą. To były kontakty o charakterze intymnym. Choć wydaje mi się, że z czasem Bogusia się w nim zadurzyła. Rodzina Bogusławy znała Mariusza G. i uznawała za narcyza, który wykorzystuj e i manipuluje 54-latką. Wymoglinaniej nawet obietnicę, że zerwie kontakty z Mariuszem. Wtedy ona zaczęła ukrywać przed nimi tok-sycznąrelaęję.Toonipo zniknięciu Bogusławy natychmiast wskazali Mariusza. Wspominając tamten czas, syn Bogusławy, Marcin R, powiedział przed sądem: - Rozmawialiśmy z mamą po wielokroć, że nie ma chyba mc gorszego dla rodziny niż zaginięcie kogoś bliskiego. Ta niewiedza, co się stało, gdzie jest, czy żyje, czy się bał, czy bolało. Nie ma nic bardziej dmzgocą-cego. PITAWAL NADMORSKI • były partner, prawnik ze stolicy. Gdy Mariusz G. dowiedział się o dużej sumie czekającej na Iwonę, powołując się na pełnomocnictwo, zażądał przelania pieniędzy. Prawnik odmówił. Czekał na osobisty kontakt z Iwoną. Choćby telefoniczną rozmowę. Wtedy Mariusz G. wynajął adwokata. Tego samego, który dziś broni go przed sądem. Mecenas Edward Stępień okazał się skuteczny. Pieniądze za poważny wypadek Iwony trafiły do Mariusza. - Mariusz G. był wtedy moim klientem - powiedział, dopytywany przez nas o motywy działania, Edward Stępień. - Sprawa była dla mnie jasna i oczywista. Pełnomocnik Iwony K. zwlekał ponad miesiąc z przekazaniem pieniędzy, które winien przelać nawskazane konto. Jakby chciał te pieniądze zatrzymać. Prowadziłem wtedy podobne sprawy. Mariusz G. dostarczył mi oryginał pełnomocnictwa, sporządzony przez znanego kołobrzeskiego notariusza. Nikt nie przypuszczał, że może się dziać coś podejrzanego. Nie miałem wtedy żadnych podstaw do podejrzeń. Wykonywałem to, co do mnie należało. Na nasze pytanie, czy nie czuje dysonansu, występując w obronie zabójcy, który de facto wykorzystał go do popełnienia przestępstwa, odpowiedział: -Sama obrona oskarżonego o potrójne zabójstwo niejest sytuacją Głos Dziennik Pomorza Piątek, 22.04.2022 komfortową. W momencie, gdy podejmowałem się jego obrony (po zatrzymaniu, w czerwcu 2019 r., gdy poszukiwano jeszcze ciała Bogusławy R. -przyp.red), był oskarżony o kilka przestępstw natury gospodarczej i o posiadanie broni w postaci jednego naboju. Dopiero potem okazało się, że zabił. Nieetycznie zachowałbym się, gdybym wta-kiej sytuacji odmówił jego obrony. W październiku 2018 r. Mariusz G. zamordował Anetę D. 37-latkę z Kołobrzegu. Mieszkała samotnie w centrum miasta. Długi czas przebywała z matką w Szwecji. Wróciła sama. Byłała-twowierna, dość naiwna, łatwo było nią manipulować - tak mówił ornej kuzyn Bartosz H. To on 10 października 2018 r. odebrał SMS z telefonu Anety. Wynikało z niego, że ma ona dość mieszkania w Kołobrzegu, a jak będzie chciała, to się odezwie. Nie chce, żeby ktokolwiek jej szukał. To nawet mogło się wydawać wiarygodne. A jednak rodzina Anety zawiadomiła policję. 0 skuteczniejsze poszukiwania córki, kontaktując się ze Szwecji, upominała się schorowana matka. Policja podjęła działania 1 dotarła do Mariusza G., który grzecznie poinformował o wyjeździe Anety. - Policjantka podziękowała i powiedziała, że dużo wniosłem do sprawy - powiedział śledczym niemal rok później. Mieszkanie Anety D. też sprzedał. Z całym wyposażeniem i osobistymi rzeczami kobiety, z wiszącym na drzwiach płaszczem kąpielowym. DMSLUKI KOBIET I STRĘCmlELSTWO Przed Sądem OkręgowymwKo-szalinie odbyło się już kilkanaście posiedzeń. Terminy kolejnych ustalono do czerwca. Przed sądem stają m.in. kobiety, z którymi Mariusza G. łączyło coś więcej niż zwykła znajomość. Bywa, że w jednym terminie stawia się ich kilka. Większość zeznaje podobnie: łączyła nas relacja intymna, spotykaliśmy się na seks raz, dwa razy w miesiącu, był sympatyczny, uczynny, pomocny. „Nie mogę powiedzieć niezłego" -powtarza sięnajczę-ścięj. - Był wrażliwy. Wzruszałsię występami szkolnymi mojej córki - padło z ust jednej z przesłuchiwanych kobiet. Z wieloma z nich utrzymywał stosunki równolegle. Większość wiedziała, że nie są jedyne. Część właśnie dlatego kończyła znajomość. Agentka nieruchomości, pracownica banku, nauczycielka, co najmniej dwie księgowe, dwie kucharki itd. W śledztwie pojawia się nawet Brazylijka Berenice - wszak Mariusz G. pływał po całym świecie. Z zeznań 42-letniej księgowej z Kołobrzegu wynika, że próbowała zawalczyć o wyłączność, doprowadzając do konfrontacji z rywalką, gdy zorientowała się, że Mariusz G. równolegle spotyka się z inną kobietą. Jeszcze nim razem stanęły przed Mariuszem, dotarło do nich, że obie czują się oszukiwane, bo dopytywany kręcił. Wykręcał się ze spotkań, potem wracał, czarował, planował przyszłość i znowu odwoływał spotkania z powodów budzących coraz więcej podejrzeń. Ale po dłuższym milczeniu potrafił zadzwonić np. z zaproszeniem do teatru, na kolację. Wygląda na to, że tak dziwne, niekiedy toksyczne relacje utrzymywał latami. Z ze-znań kolejnego świadka, prowadzącego hotel obok kamienicy Mariusza, wynika również, że był też częstym gościem w jego obiekcie. Korzystał z pokoi na godziny. 35-letnia kucharka, której miał pomóc pozbyć się niechcianej ciąży, zaskoczyła zeznaniem: - Oskarżony założył mi konto na portalu (randkowym - przyp. red.) i pobierał opłaty od moich klientów. Trafiła na Mariusza przez internet,bo szukała sponsora. Spotykała się z nim kilka razy w miesiącu. Pamięta, że Mariusz G. pytał ją o to, czy zna notariusza, który mógłby „pomóc w papierach". Jej wątpliwości miałaroz-wiać matka, przekonując, że pewnie chodzi o jakiś przekręt, więc powinna odmówić. On i tak przecież „pomagał jej finansowo". Opowiedziała o usługach seksualnych świadczonych za pieniądze i o oddawaniu części dochodu Mariuszowi G. -Po pewnym czasie powiedziałam mu, że nie będę tego robiła. Albo oszukiwałam, że nie przyjmowałam nikogo - dodawała. Ten człowiek biznesu, świetnie zarabiający marynarz, miał pobierać procent od sum, które kucharkabrała za seks z internetowymi partnerami. - Od 100 zł - 30 zł. Od 150 zł - 50 -zeznała. Do zarzutów wobec Mariusza G. prokuratura może dorzu-cićkolejny - stręczycielstwo. Czego jeszcze dowiemy się oKrwawym Tulipanie? Wkrótce poznamy przygotowaną przez biegłych opinię psychologiczną i psychiatryczną. Sąd zlecił ją pod kątem ewentualnej choroby psychicznej, poczytalności w chwili popełniania czynu i zaburzeń na tle seksualnym. OFIAR MOŻE BKĆW1ĘCĘI? Jeszcze z aresztu, za pośrednictwem swojego obrońcy, Mariusz G. przekazał do mediów prze-prosinyicośwrodzaju wytłumaczenia. - Bardzo żałuje swoich czynów - powiedział nam wtedy mecenas Edward Stępień. - Zapewnia, że nie działał z premedytacją. Mówi, że ani razu czyn, który popełnił, nie był zaplanowany. W każdym przypadku do zabójstwa dochodziło w sytuacjach nagłych, konfliktowych, w których nie był w stanie zapanować nad emocjami. 11 O zabójstwie Bogusławy R. w śledztwie powiedział tylko, że stało się „to" w„urokliwymmiejscu", gdzie „piknikowali". -1 cał-kiem przypadkiem wbagażniku samochodu miał siekierę, tak? -słyszymy od zirytowanych krewnych kobiety. Marcin R., syn Bogusławy, występujący w roli oskarżyciela posiłkowego, komentując przeprosiny i tłumaczenie Mariusza G., powiedział krótko: - Żeby zgnił. Potem dodał: - Gdybym mógł, zrobiłbymmutosamo, co zrobił mojej mamie. Narcyz, zadufany w sobie. Nie było mądrzejszego, piękniejszego. Zmanipulował wszystkie te trzy kobiety. A w to, że ci współoskar-żeni nic nie wiedzieli, jakoś nie wierzę. Mecenas Wiesław Breliński, kołobrzeski adwokat z ponad 40-letnim stażem, pełnomocnik rodziny Bogusławy R., ma swoje przemyślenia. - Mechanizm funkcjonowania oskarżonego w chwili, gdy dopuszczał się popełniania zabójstw, wskazuje na to, że robi wszystko perfekcyjnie, w sposób bardzo przemyślany. To każe wątpić, by miał na sumieniu tylko te trzy ofiary, które są objęte aktem oskarżenia. Być może nigdy nie poznamy prawdy, ale modus operandi oraz to, w jaki sposób zachowywał się przed popełnieniem zabójstw i po nich, wskazuje, że ofiar może być więcej. Obym się mylił. ©® MATERIAŁ INFORMACYJNY FUNDACJA ORLEN 0010486405 WOJENNE HISTORIE ZAKLĘTE W POMNIKACH Co składa się na naszą historię i tożsamość? Jaką historię skrywa nasza miejscowość, dawni przodkowie i sąsiedzi naszych rodzin? Wiele z tych historii wykutych jest w kamiennych tablicach, nagrobkach czy przydrożnych kapliczkach. Z fascynacją i zamiłowaniem odkrywają przeszłość społecznicy nagrodzeni w programie grantowym Fundacji ORLEN „Czuwamy! Pamiętamy!". Miejsca Pamięci to tablice, mogiły, kapliczki, cmentarze - pamiątki lokalnej historii. Program Fundacji ORLEN „Czuwamy! Pamiętamy!" już po raz piąty pomaga wskrzeszać pamięć o tych, którzy bohatersko walczyli za wolność ojczyzny. Miejsca Pamięci - często zaniedbane, ukryte w trawie, między drzewami, czekają nie tylko na rewitalizację. Proces rewitalizacji uruchamia w lokalnych społecznościach zainteresowanie historią, łączy pokolenia i - co bardzo znamienne dla inicjatyw podjętych w ramach programu „Czuwamy! Pamiętamy!" -niesie za sobą kolejne działania, takie jak wpisywanie Miejsc Pamięci do szlaków turystycznych, opracowywanie przewodników czy gier tematycznych. Integracja lokalnych środowisk wokół rewitalizacji Miejsc Pamięci często sięga jeszcze dalej: Pomnik ROTA w Zielonce -harcerze harcerzom Pomnik ROTA upamiętnia wydarzenia z 11 listopada 1939 roku, a więc z samego początku okupacji hitlerowskiej. Była to jedna z pierwszych masowych egzekucji, dokonanych przez okupanta podczas II wojny światowej. Pomnik „Rota" powstał w latach 60-tych. Dzięki programowi grantowemu „Czuwamy! Pamiętamy!" Fundacji ORLEN, w sierpniu 2021 roku udało się odremontować i odświeżyć pomnik. Tuż przed 103 rocznicą odzyskania niepodległości przez Polskę, mieszkańcy Zielonki - z ogromnym udziałem młodzieży - zebrali się, by posprzątać teren wokół pomnika. Burmistrz Miasta Zielonka, Kamil Michał Iwandowski, zapytany o udział w projekcie, opowiada: Pomnik ROTA upamiętnia wydarzenie szczególne dla Zielonki. To właśnie w miejscu jego lokalizacji, 83 lata temu rozegrała się tragiczna historia z udziałem mieszkańców naszego miasta. Harcerze, w patriotycznym odruchu, z młodzieńczą odwagą i wiarą przeprowadzili 11 listopada akcję rozwiesżenia plakatów z tekstem Roty. Za ten czyn stracili życie, pozostawiając kolejnym pokoleniom wzór męstwa i patriotyzmu. Czujemy się zobowiązani do pamięci o nich i ich bohaterstwie. Czy łatwo było przejść procedury? Cały proces aplikacyjny przebiegł sprawnie i bez większych trudności. Zapisy zawarte w regulaminie nie budziły naszych wątpliwości. Jeśli zaś chodzi o samo przygotowanie działań projektowych, istotna była współpraca z Nadleśnictwem Drewnica w Ząbkach, ponieważ pomnik znajduje się na terenie należącym do Skarbu Państwa - Lasów Państwowych. Czy dziś coś dzieje się wokół pomnika? Pomnik ROTA znajduje się w bliskiej odległości od ścieżki rowerowej przy drodze wojewódzkiej nr 631. Miejsce to wpisane jest w program oficjalnych obchodów Narodowego Święta Niepodległości. Uroczystości tam organizowane mają szczególną oprawę. Odbywają się na leśnej polanie, w blasku ognia pochodni i zniczy, z Rotą odśpiewaną a capella. Harcerze, wychowani na tej lokalnej historii, prowadzą wzruszający Apel Poległych. Nadeszła wiosna, coraz śmielej wyruszamy na spacery po okolicy. Jako krajoznawczym zachęcam Państwa do odkrywania śladów historii podczas wycieczek - pomników, grobów, tablic, krzyży. Czekamy na Państwa historie, opowieści, marzenia i plany dotyczące przywrócenia pamięci odkrytym na nowo miejscom historii. Chcemy zostać partnerem w tej niezwykłej przygodzie! - dopinguje koordynatorka programu Małgorzata Rogowska Po raz drugi partnerem programu jest Instytut Pamięci Narodowej. Jest to ogromnym ułatwieniem, ponieważ w przypadku jakichkolwiek problemów z weryfikacją danych historycznych i symboliki umieszczonej na Miejscu Pamięci można zgłosić się po pomoc do pracowników Oddziałowych Biur Upamiętniania Walk i Męczeństwa IPN. Samorządy, parafie, szkoły, organizacje pozarządowe mogą uzyskać nawet do 10 tysięcy złotych na realizację swojego pomysłu. Fundusze z grantów mogą być realizowane na przykład poprzez wzniesienie pomnika, umieszczenie pamiątkowej tablicy informacyjnej czy rewitalizację miejsca pochówku bądź śmierci. Wniosek o przyznanie darowizny należy złożyć do 16 maja 2022 roku za pośrednictwem systemu składania wniosków, który znajduje się na stronie fun-dacja.orlen.pl. 12 • WIELKANOC PRAWOSŁAWNA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 22.04.2022 V Sześć wiader święconej wody, 400 prosfor i radość Zbawienia Katarzyna Świerczyńska Szczecin W niedzielę prawosławni świętują Zmartwychwstanie O wadze tych świąt rozmawiamy z księdzem Pawłem Stefanowskim. proboszczem paraffi prawosławnej św. Mikołaja w Szczecinie. Nie jest łatwo się z księdzem umówić. Tyle pracy pized świętami? Jestem księdzem i rzeczywiście dużo rzeczy jest do zrobienia. Przygotowuję teraz prosforę, chleb, który używamy w naszej tradycji podczas nabożeństw, to chleb eucharystyczny. Jest on zrobiony na zakwasie, to żywe ciasto, które rośnie, wymaga to pracy. W tym roku pierwszy raz piekę tak dużo... Ile? Dzisiaj 300, może 400. Musi wystarczyć dla wszystkich. Jeden chlebek przypada zwykle na jedną rodzinę. Tego nie da się upiec na zapas, prosfora zwykle nie może leżeć dłużej, niż dwa tygodnie. Zazwyczaj na nabożeństwo potrzeba około 40. Teraz dziesięć razy więcej. Ta Wielkanoc będzie chyba wyjątkowa? Wyjątkowa jest sytuacja, w której jesteśmy. Same święta będą tradycyjne, ale to, co się dzieje, sprawia, że w samej cerkwi będzie dużo więcej osób. Osób, które niekoniecznie znalazły się tu z własnej woli. Wiem, że cały czas pomagacie uchodźcom. Od pierwszego dnia wojny. Byłem wtedy na spotkaniu z prezydentem Piotrem Krzystłaem i od początku parafia jest miejscem, takim punktem na mapie Szczecina, gdzie uchodźcy mogą tę pomoc uzyskać. I nie chodzi tylko o pomoc duchową, ale też tę materialną. Tylko z każdym tygodniem jest coraz trudniej. Musieliśmy nieco zwolnić... Co ksiądz ma na myśli? Zaczyna nam wszystkiego brakować. My przede wszystkim karmimy ludzi. I już teraz nie jesteśmy tego w stanie robić codziennie, w tym tygodniu otworzyliśmy się dwa razy. Na początku tych darów i pomocy było bardzo dużo, teraz są dni, że nie przychodzi nikt, a my kupujemy podstawowe produkty ze środków parafii. Nie jesteśmy w stanie tego udźwignąć na dłuższą metę bez systemowego wsparcia, nasze możliwości są ograniczone i nie wiem, na jak długo wystarczy nam sil. Potrzebna jest żywność, ale też podstawowe środki higieny, chemia gospodarcza, mydło, proszek do prania. Wydajemy takie paczki żywnościowe, jedna na rodzinę, za każdym razem to ponad 100 paczek. Wczoraj wydaliśmy prawie 150 takich pakietów, każdy jest o wartości ponad 100 zł. Dla tych ludzi to ogromne wsparcie, bo wiele osób nie ma możliwości podjęcia choćby dorywczej pracy, bo to na przykład matki, które mają malutkie dzieci. Wiele z nich mieszka w trudnych warunkach, w jednym pokoju jest co najmniej kilka osób. 70 procent parafii to teraz biedni Ukraińcy. Na ile to zmienia charakter parafii? Nasza parafia w ogóle bardzo się zmieniła, jeśli spojrzymy na nią przez pryzmat ostatnich dziesięciu lat. Dam przykład. Jeśli porównamy liczbę chrztów dziesięć lat temu, do liczby chrztów teraz, ale mam na myśli czas przed wojną, to wzrosła ona o 1000 procent! Już przed wojną w Szczecinie było, według szacunków, około 20 tysięcy Ukraińców, którzy przyjechali tu do pracy. Teraz mamy drugie tyle, tylko to w większości ludzie, którzy musieli uciekać ze swojego kraju. Oni nie przyjechali tu za chlebem. Są oczywiście tacy, którzy nie musieli uciekać przed wojną, ale przyjechali do Polski, trochę wykorzystując sytuację, bo na przykład mieszkali na wsi, bez perspektyw, gdzie i tak nic się nie działo. Ale to mniejszość, zresztą ja jestem daleki od tego, żeby kogokolwiek osądzać. Większość to ludzie, którzy mieli na Ukrainie normalne, poukładane życie, pracę, dom. Teraz musieli to wszystko zostawić. I o ile w tej pierwszej fali uchodźców było więcej zamożnych osób, to teraz się to też zmieniło. Ja chcę jednak podkreślić, że choć tak znacznie zwiększyła się liczba wiernych przychodzących do kościoła, to naszym i moim - Mimo wojny i niełatwej sytuacji te święta będą radosne. Bo Chrystus zmartwychwstał! To jest najważniejsze - mówi ksiądz Paweł Stefanowski zadaniem jest, aby charakter cerkwi się nie zmienił. Jesteśmy kościołem autokefalicznym, niezależnym ani od Moskwy, ani Konstantynopola, ani od innej stolicy. Prawosławie w Polsce ma ponad tysiącletnią tradycję i my tę tradycję chcemy zachować. Jak wygląda prawosławna Wielkanoc? Jest przede wszystkim bardzo radosna, dokładnie tak jak w kościele rzymskokatolickim i innych obrządkach chrześcijańskich. To przejście od Golgoty do niewypowiedzianej radości, chociaż rozumiem, że wielu osobom ciężko będzie tę radość znaleźć. Kulminacyjnym momentem tego tygodnia jest nocne nabożeństwo. W noc z soboty na niedzielę? Tak, zaczynamy o 23.30 i kończymy około 5 nad ranem. Już w zeszłym roku na tym nabożeństwie było ponad 1000 osób, nie wszyscy zmieścili się w cerkwi i część stała na zewnątrz. To było dla mnie historyczne nabożeństwo, można powiedzieć, byłem zaskoczony i oczywiście szczęśliwy. Teraz spodziewam się, że wiernych będzie jeszcze więcej, ale tak jak mówiłem, oni są tu nie z wyboru, a przymusu. Jak wygląda to nocne nabożeństwo? Zaczynamy przed północą, potem wychodzimy w specjalnej procesji, już niesiona jest Ewangelia, niesiona jest ikona zmartwychwstania. I po trzykrotnym okrążeniu świątyni ogłaszany jest pusty grób. To jest ten moment zmartwychwstania. I tu rozpoczyna się to radosne świętowanie. Kilkugodzinne! Dlaczego to nabożeństwo tak długo trwa? To jest mnóstwo tekstu na- . wiązującego do zmartwychwstania, są paschalne śpiewy świąteczne, to wszystko ma nas wprowadzić w tę wielką radość. To największe święto, największy akt Zbawcy dla człowieka, więc wymaga od nas też trochę poświęcenia. Bez tego nie byłoby takiej prawdziwej radości. Apo tym wszystkim jest śniadanie? Nabożeństwo kończy się poświęceniem pokarmów. Część osób nie jest na całym nocnym nabożeństwie, ale nastawia budziki i przychodzi z ko- szyczkiem, bo jest to dla nich bardzo ważne. W zeszłym roku przyszło ponad dwa tysiące osób! Samo święcenie koszyczków trwało 40 minut! Żeby to jakoś uzmysłowić, ludzie stali wokół cerkwi, potem wyszliśmy na ulicę i święcąc koszyczki, doszliśmy aż do komendy wojewódzkiej... Jeśli w zeszłym roku przyszło dwa tysiące... Tak, teraz będzie ich więcej. Dlatego też wprowadziliśmy pewne ułatwienie, mając na uwadze, jak dużo jest kobiet z dziećmi. Pokarmy będzie można poświęcić także w sobotę, w ciągu dnia, ale i tak spodziewamy się, że większość przyjdzie w nocy, to będzie kilka tysięcy osób na pewno. Zużyjemy jakieś sześć wiader święconej wody! I potem, o tej piątej nad ranem, siada się od razu do śniadania, czy można trochę po-spać? To już zależy, jak kto się czuje na siłach, ale większość osób od razu siada do śniadania. Jeszcze przed pandemią organizowaliśmy takie śniadanie u siebie dla samotnych ludzi, przychodziło nawet po 60 osób. Potem, w czasie pandemii, nie było to możliwe. W tym roku niestety też nie będzie takiego śniadania. Czy dobrze domyślam się, że to dlatego, że tych osób przy-szłoby zbyt dużo? Tak. Musielibyśmy część osób wyprosić, a taka sytuacja nie mieści mi się w głowie. Nie mogę zorganizować spotkania tylko dla wybranych, tych zaproszę, a tych nie. To, co możemy, to przygotowanie pakietów żywnościowych i bardzo proszę wszystkich parafian, aby byli szczególnie wyczuleni na innych, aby rzeczywiście nikogo nie zostawić samego, żeby każdy się czymś podzielił. Co jest w prawosławnym koszyczku wielkanocnym? Właściwie to samo, co u katolików. Oczywiście jajko, wędliny, sól. Ukraińcy w cerkwi mają też paskę, to taka słodka babeczka drożdżowa, ciasto robione z masłem, jajkami, kolorową posypką. Z kolei ta wschodnia część robi paskę symą, to jest taki specjalny biały ser z jajkami, z bakaliami. Tak naprawdę każdy re- gion ma swoje tradycje, nieco inaczej jest na Podlasiu, ja z kolei jestem Łemkiem i też mamy swoje tradycje. Ale wszędzie fundamentem jest jajko, ono przecież już od pierwszych wieków było symbolem życia. I ja tu jeszcze muszę dodać jedną rzecz. Dla wielu prawosławnych to śniadanie jest naprawdę wyjątkowe, ponieważ w tradycji postu się ściśle przestrzega i jeśli ktoś uczciwie pościł, to nie jadł przez ten czas ani mięsa, ani nabiału. Więc ta kiełbasa świąteczna, ten ser, to jajko będą naprawdę wyjątkowe! Mówi ksiądz o tysiącach wiernych, którzy mogą zjawić się w cerkwi, to muszę zapytać, czy księdzu ktoś pomaga? Tak, od jakiegoś czasu jeden ksiądz z Ukrainy i teraz mamy drugiego księdza, który jest też uchodźcą, przyjechał chyba dwa tygodnie temu z Chersonia razem z rodziną, w tym z kilkumiesięcznym dzieckiem. Nie mógł znieść już szykan ze strony Rosjan, jakich doświadczał. Czego księdzu życzyć na te święta? (milczenie). Nie wiem... Siły. Rzeczywiście będzie potrzebna, setki chlebków, tysiące koszyczków do poświęcenia, bardzo długie nabożeństwa... Nie chodzi mi tylko o tę siłę fizyczną, chociaż ona też jest ważna. Bardziej o tę siłę duchową. Ludzie przychodzą nie tylko po pomoc materialną. Przychodzą, płaczą, opowiadają o swojej często bardzo trudnej sytuacji i ciężkich doświadczeniach, nie rozumieją, pytają dlaczego... Nie jest łatwo to wszystko udźwignąć, zderzyć się z cierpieniem i taką bezsilnością tych ludzi. To życzę księdzu dużo siły, i tej fizycznej i tej duchowej. I żeby mimo wojny i niełatwej sytuacji te święta były radosne. One będą radosne, bo Chrystus zmartwychwstał! To jest najważniejsze. Po wybuchu pierwszej wojny światowej pewien dziennikarz zapytał jednego ze świętych, co mamy robić, co jest teraz najważniejsze. On odpowiedział: najważniejsze jest nasze zbawienie. I tego się trzymajmy. ©® Głos Dziennik Pomorza Piątek, 22.04.2022 SOLIDARNI Z UKRAINĄ 13 Co przeszłość rozłączyła, wojna połączyła. Historie trzech odnalezionych rodzin Bogna Skarul Szczecin To może smutne, ale gdyby nie wojna na Ukrainie, nie odnaleźliby się. Teraz mieszkają razem, bo tak jest im raźniej, bezpiecznej. Wspólnie zasiedli przy wielkanocnym stole. Jak rodzina. Od momentu wybuchu wojny na Ukrainie Ania nie mogła spokojnie spać. - Całe noce myślałam o swojej rodzinie na Ukrainie - opowiada. - Przecież jako mała dziewczynka byłam u nich w domu. Tam w Ukrainie. Byłam tam z rodzicami. ANIA, IRINA^CIOCIA WALA.JEJ CÓRKA I WNUCZKA To wtedy Ania dowiedziała się 0 ukraińskim pochodzeniu swojego taty. Wtedy też poznała swoje cioteczne siostry 1 braci, swoje ciotki i wujków. - Ale potem kontakt z rodziną w Ukrainie się urwał -mówi Ania. - Kiedy wybuchła wojna, zaczęłam więc ich szukać w mediach społecznościo-wych. Znalazła Irinę. Irina mieszkała pod Kijowem, ale Ania złapała ją już w Polsce. Tak jak tysiące uchodźców, granicę ukraińsko-polską Irina przekroczyła jeszcze wlutym. A to był już początek marca. Ania zaprosiła Irinę do siebie. - Przyjechała. Miała tylko jedną torbę plastikową swoich rzeczy - wspomina Ania. Irina pod Kijowem pracowała w szkole. Była nauczycielką języka angielskiego. Z Anią rozmawiały łamanym polskim, łamanym ukraińskim, łamanym rosyjskim i trochę po angielsku. - Niemal następnego dnia po przyjeździe Irina poprosiła mnie, abym załatwiła jej jakąś pracę, bardzo chciała pracować - podkreśla Ania. - Zadzwoniłam do znajomego, który jest nauczycielem w szkole w Mie-rzynie z pytaniem, czy potrzebuje nauczycielki angielskiego. Ucieszył się. Następnego dnia Irina poszła do pracy. Jednak nadal Irinie i Ani niepewny los dalszej rodziny nie dawał spokoju. - Wieczorami zastanawiałyśmy się, gdzie jest ciocia, gdzie jej córki i wnuczki - opowiada Ania. - Przecież nie możemy ich tak zostawić w czasie, gdy u nich trwa wojna. Teraz to Irina zaczęła szukać po znajomych. U mamy Wojtka przy wielkanocnym stole zasiadło w tym roku dziewięć osób. Więcej się nie zmieściło, bo stół był za mały Znalazła. Okazało się, że gdzieś pod Warszawą u polskiej rodziny od paru dni mieszka 68-letnia ciocia Wala ze swoją córką Talą i wnuczką Maryją. - Gdzie będziecie siedzieć u obcych - namawiałam je do przyjazdu do Szczecina, jak tylko udało mi się zdobyć ich numer telefonu - wspomina Ania. - Przyjeżdżajcie. Ja jestem waszą kuzynką. Pamiętacie, jak byłam u was z rodzicami? Razem w kupie, rodzinnie, łatwiej nam tu będzie. Przyjechały. Maryja chodzi już do polskiej szkoły w Mierzy-nie. Tala i Wala szukają pracy. - Chciałabym, aby coś znalazły w pobliżu domu w Mierzy-nie - podkreśla Ania. - Im i mi będzie łatwiej. Do wielkanocnego śniadania w domu Ani zasiadło w tym roku 14 osób. - Tym razem na śniadanie zaprosiłam też całą rodzinę ze Szczecina - tłumaczy Ania. - Zależało mi, abyśmy w końcu wszyscy się poznali. Może to smutno zabrzmi, ale gdyby nie wojna w Ukrainie, nigdy byśmy się nie spotkali. WOJTEK (RODZINA Z CHARKOWA Wojtek parę tygodni temu odebrał dziwny telefon od swojej ponad 90-letniej mamy. - Ktoś był u mnie - mówiła mama. - Nie wiem, kto to, ale oni twierdzili, że są naszą rodziną. Poszli już sobie, nie zatrzymywałam ich. - Od razu po pracy pojechałem do mamy - opowiada Wojtek. - Nie ukrywam, że się przestraszyłem. Bałem się, że ktoś nieznajomy zapukał do drzwi mojej mamy. Może chciał ją oszukać? Okraść? Przecież nikogo się nie spodziewaliśmy. Mama przyznała, że owszem, rano usłyszała dzwonek u drzwi, a na progu stało starsze małżeństwo z dwójką nastolatków. Powiedzieli, że są z Ukrainy i że przyjechali do swoich. Mama Wojtka ich przyjęła, zaproponowała poczęstunek, ale nawet ich nie dopytywała, skąd są i po co przyjechali. - Na szczęście niespodziewani goście zostawili swój polski numer telefonu - opowiada Wojtek. - Zadzwoniłem. Przedstawili się i powiedzieli, że są naszą rodziną z Ukrainy. A ja w ogóle nie miałem świadomości, że my mamy jakichś bliskich w tamtym regionie. Przyznaje, że miał wątpliwości, czy czasami ktoś go nie oszukuje. - Ale jak pokazali mi zdjęcie mojej babci, którą przecież doskonale pamiętam, zaczęli opowiadać różne zdarzenia i rodzinne historie, to uświadomiłem sobie, że tak, to są nasi krewni - tłumaczy. - Po jakimś czasie i mamie zaczęło się coś przypominać. Okazało się, że są z Charkowa. Do Polski przyjechali na początku marca. Znaleźli się w Choszcznie. Ale bardzo chcieli przenieść się do Szczecina, bo liczyli, że tu łatwiej można znaleźć zatrudnienie. - Poza tym przecież w Szczecinie mają nas, swoją rodzinę - mówi Wojtek i dodaje, że od razu rozpoczął poszukiwania dla nich mieszkania. - A to wcale nie było łatwe. Zależało mi, aby mieli swoje lokum na Pogodnie, blisko mojego domu i domu mojej mamy. Z żoną zaczęliśmy zbierać po znajomych najpotrzebniejsze dla nich rzeczy. Potrzebne były ręczniki, pościel, koce, a nawet talerze i szklanki. Musieliśmy też znaleźć jeszcze jedno łóżko dla nastolatka. Z tym akurat nie było kłopotu. Do Choszczna Wojtek po swoją nowo poznaną rodzinę pojechał tuż przed świętami. Przy wielkanocnym stole usiadło w tym roku w domu mamy Wojtka dziewięć osób. - Moje dzieci z wnukami pojechały na te święta do swoich teściów - mówi Wojtek. - Nie zmieścilibyśmy się u nas w domu. Nie mam tak dużego stołu. MARCIN I KUZYNKA Z ODESSY Marcin przez pierwsze trzy dni od wybuchu wojny na Ukrainie nie mógł oderwać wzroku od telewizora. Całe dnie śledził, co się dzieje na granicy ukraińsko-polskiej. - Miałem nawet pomysł, aby od razu pojechać na granicę i tam pomagać - opowiada. - Ale kuzyn z Wrocławia powiedział mi, abym poczekał. On się zorientuje, jak tam jest. Sam pojedzie najpierw, bo ma przecież bliżej. Jednak nie wytrzymałem. Po pięciu dniach już tam byłem. Chyba się przydałem, bo przywiozłem do Szczecina pięć rodzin z granicy. Zakwaterował je u swojej ciotki na Krzekowie, u znajomych wPodjuchach, dla dwóch rodzin znalazł miejsce w Policach. - Piątą rodzinę, matkę z dwójką dzieci, wziąłem do siebie - mówi Marcin. - Zona się trochę krzywiła, bo jest w ciąży, ale w końcu wspólnie ustaliliśmy, że przez kilka dni damy radę. Alina z Maszą i Daryą zajęły pokój na piętrze, obok ich sypialni. - Na początku nie kleiła nam się rozmowa - przyznaje Marcin. - One były takie wycofane, smutne. Ale po dwóch dniach, kiedy Marcin i jego żona wrócili z pracy, na stole stały świeżo upieczone babeczki drożdżowe. - Od tych babeczek się zaczęło - wspomina Marcin. -Usiedliśmy wspólnie przy stole, żona zaparzyła świeżą herbatę i zaczęliśmy rozmawiać. Nie mówili o wojnie, ale o wakacjach, gdzie je spędzali, co widzieli, co przeżyli. Alina opowiadała, jak żyje się w Ukra inie, jak mieszkała, jak spędzali weekendy. Mówiła, że niedawno mąż kupił jej nowy samochód i że od tego momentu często odwiedzali rodzinę, która mieszkała pod Odessą. - A ja przecież miałem rodzinę w Odessie - mówi Marcin. - Nawet u nichbyłem. Niewiele z tego pamiętam, bo jak przyjechałem, to rodzina posadziła mnie przy dużym stole, wokół którego zasiedli moi dalsi ku-zyniikuzynki. Nie muszę wspominać, że było dużo wódki -śmieje się. - Nawet nie pamiętałem, jak mieli na nazwisko. Tego wieczoru, kiedy rozmowa z Aliną jakoś się zaczęła po raz pierwszy układać, tuż przed położeniem się spać Marcin zaczął grzebać w starych dokumentach i swoich pamiątkach z podróży. - Chciałem koniecznie znaleźć to nazwisko. Nie dawało mi to spokoju - opowiada. - Dopiero nad ranem odnalazłem list od wujka z Ukrainy. I już wiedziałem, jak nazywała się moja rodzina z Odessy. Jeszcze przy śniadaniu powiedział Alinie, u kogo gościł w Odessie. - Przecież tak ja się nazywam - niemal wykrzyknęła Alina - wspomina Marcin. - Nie mogliśmy dłużej rozmawiać, bo musiałem iść do pracy. A wieczorem, kiedy wrócił do domu, na stole stał już ogromny talerz z pierogami. Były gorące i pachnące. - Nawet ich nie tknęliśmy -opowiada Marcin. - Zaczęliśmy opowiadać sobie, kto jest kim, kto kogo zna. Zadzwoniłem też do ciotki, która mieszka na Krzekowie. Okazało się, że Alina to moja kuzynka. I to wcale nie tak daleka, to linia po ojcu. Dobrze, że nie posłuchałem się tego kuzyna z Wrocławia i pojechałem na granicę. Przywiozłem przecież rodzinę. Odnalazłem ją. Na śniadanie wielkanocne wszyscy poszli do cioci z Krze-kowa. Przy stole zasiadło 18 osób. Krzesła do stołu na śniadanie ciocia pożyczyła od sąsiadów. ©® 14 SIŁA KOBIET Głos Dziennik Pomorza Piątek, 22.04.2022 Supermenka o wyglądzie dziewczynki chce dźwigać największe ciężary na świecie Grzegorz Hilarecki Słupsk Kiedy 10 lat ternu pierwszy raz przyszła na siłownię, bała się zejść zbieżni. Podpatrywała podnoszących cię-żary i postanowiła spróbować. Właśnie została najsilniejszą kobietą w Europie. Drobna dziewczyna cały czas ; ^uśmiecha. Wygląda jak licealistka. Nikt, kto jej nie zna, nie pomyśli, że uprawia trójbój siłowy. Pewnie najbardziej męski z męskich sportów. Eliza Gerlach ze Słupska łamie jednak wszystkie stereotypy. Przyglądając się ciężarom, które regularnie podnosi, każdy facet zdziwi się niepomiernie. Jeszcze bardziej, gdy zapytają o to, co robi w życiu. Bo to trenerka, dietetyk sportowy i kliniczny po studiach na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym, a także mistrzyni Polski oraz Europy w trójboju siłowym. KRĘCĄ JĄ KILOGRAMY Dwa lata temu pani Eliza została mistrzynią Polski. Trójbój siłowy to trzy próby: martwy ciąg którym podnosi się sztangę z ciężarem), przysiad ze sztangą i wyciskanie. W kategorii do 47 kilogramów seniorek uzyskała wtedy wynik 310 kg. Przez ten czas przybyło jej masy mięśniowej i stała się dużo silniejsza. Niedawno uzyskała na mistrzostwach Europy wynik 375 kg. Tylko bardzo silni mężczyźni uporaliby się z takim ciężarem. Ale dla niej to wciąż za mało. Tak jest od 10 lat, gdy pierwszy raz pojawiła się na siłowni. - Przyszłam niepewna. Jak większość pań zaczęłam od bieżni. Tak, my, kobiety, boimy się na siłowni opuścić tę bieżnię. Ale podpatrywałam ćwiczących panów i ciężary, jakie podnoszą. Postanowiłam spróbować i od razu połknęłam bakcyla. Zachłysnęłam się treningiem. Chciałam podnosić więcej i więcej, coraz większe ciężary. Siłownia stała się moim pierwszym domem - śmieje się pani Eliza. -Zaczęłam bywać na niej dzień wdzieńpokilkagodzin. Stało się to pasją i sposobem na życie. Słupszczanka tłumaczy, że na mistrzostwach Europy, które odbyły się niedawno, chciała uzyskać 400 kg. Nie udało się, więc wystartuje w mistrzostwach Polski, by mieć te swoje upragnione 400. Cóż, wystarczy kilka razy z nią porozmawiać i każdy uwierzy, że kto jak kto, ale ona cel osiągnie. Celem Elizy Gerlach jest zostanie najsilniejszą kobietą świata Siłownia to jej pierwszy dom FAKTY I LICZBY Wyniki Elizy Gerlach w mistrzostwach Europy 130 kg w przysiadzie ze sztangą, 85 kg w wyciskaniu sztangi leżąc 160 kg w martwym ciągu. Wygrała kategorię do 52 kg wagi. Zdobyła mistrzostwo w kategorii open wszystkich kobiet oraz mistrzostwo za najlepszy wynik całych zawodów wśród kobiet. Eliza Gerlach z trenerem Bartoszem Dziubałtowskim - Po tych zawodach jestem jeszcze bardziej zmotywowana, aby trenować jeszcze ciężej i być najsilniejszą kobietą na świecie, bo w Polsce i Europie już jestem - mówi. W mistrzostwach Europy poza medalem za mistrzostwo w kategorii 52 kg zdobyła puchar za mistrzostwo w kategorii open wszystkich kobiet oraz mistrzostwo za najlepszy wy- nik całych zawodów wśród kobiet. Aktualnie jest w pierwszej 10. open powerlifting (wśród 10 najsilniejszych kobiet bez względu na wagę ciała) na świecie, a waży mniej niż 52 kg! ŻYCIE WYLICZONE CO DO GRAMA Wbrew pozorom życie osób spędzających dużo czasu na siłowni nie polega tylko na pod- noszeniu ciężarów. By je dźwigać, trzeba pilnować diety. Pani Eliza, choć dobrze wie, ile waży kromka chleba, to i tak z przyzwyczajenia kładzie ją na domowej wadze. Zawodnicy sportów sylwetkowych liczą jedzenie co do grama, a pani Eliza jest od nich dokładniejsza. - Ja liczę do 0,1 grama -śmieje się słupszczanka. -Po ośmiu latach wiem, co ile ma kalorii, jaką objętość, ile makro-składników takich jak: białko, węglowodany czy tłuszcze. Ale i tak wszystko przed posiłkiem ważę. Nawet te dwie kromki chleba na śniadanie. Sprawdzam, czy przypadkiem piekarz danego dnia czegoś więcej nie dosypał. To, co jem, uzależniam od dni treningowych oraz okresów, gdy jestem na budowaniu masy mięśniowej, i dni, gdy jestem na redukcji. Tu trzeba dobrze dobierać makro-składniki. Siła mięśni i zdrowie zaczynają się od jedzenia, jak podkreśla słupszczanka. Dlatego poszła na studia i zajęła się dietetyką kliniczną. - Układam diety nie tylko sportowe, ale i osobom, które się leczą. Widzę, jak wielki problem jest z dietą, szczególnie w przypadkach chorych na raka -podkreśla.- A ja chcę pomagać ludziom. Pani Eliza była też pomysłodawczynią słupskiej akcji Metamorfoza Roku, w której wy-* brano osoby z ogromną otyłością, by przy pomocy diety oraz ćwiczeń pomóc im zrzucić kilogramy. Rekordzista zmienił wagę ze 160 kg do 95! - Łatwo nie było. Trzeba było zmienić swoje przyzwyczajenia, dietę i regularnie ćwiczyć. Moim marzeniem jest pomóc osobom z wielką otyłością, pokazać, że się da, że można się zmienić i przy okazji zmienić swoje życie. Pan Andrzej to pokazał - cieszy się słupszczanka. CEL MISTRZOSTWO ŚWIATA Słupszczanka wraz z trenerem Bartoszem Dziubałtowskim we wrześniu chce pojechać do Kanady na mistrzostwa świata. Dla niej to cel i zadanie do wykonania. - Przed nami mnóstwo treningów. Wszystko po to, aby zostać mistrzynią świata. Trójbój siłowy jest mało znaną dyscypliną sportową, choć wydaje mi się, że coraz więcej o niej się mówi, dlatego mam też ogromną nadzieję, że znajdzie się ktoś, kto zechciałby wesprzeć nas w tych szalonych poczynaniach i spełnić nasze marzenia. Jestem ogromnie wdzięczna trenerowi za mnóstwo poświęconego czasu i cierpliwość. Nigdy nie zawiodła mnie jego wiedza i umiejętności, dlatego też zachęcam, aby każdy, kto ma chęć dźwigania i chce stanąć na pomoście, poczuć tę adrenalinę, dołączył do naszego teamu. Dla nas nie ma rzeczy niemożliwych - zaznacza Eliza Gerlach. Koledzy słupszczanki z siłowni nie mają wątpliwości, że Elizie się uda. - Jak nie teraz, to później, bo ona jak ma cel, to go osiągnie -usłyszeliśmy w Aktywnej Fabryce, gdzie ćwiczy i pracuje najsilniejsza kobieta na Starym Kontynencie. ©® Głos Dziennik Pomorza Piątek, 22.04.2022 PAMIĘĆ MUSI TRWAĆ Zwyczajny chłopak, niezwyczajna śmierć. Powstaje film o Janku Stawisińskim Piotr Polechoński Koszalin Gdy wybuchł strajk w „Wujku", Janek nie musiał przychodzić do kopalni. Byłcho-ry. Jednak przyszedł Dostał postrzał w głowę. Zmarł w szpitalu. Teraz powstaje o nim film Dokument „Janek Górnik z Koszalina" ma być częścią znanego filmowego cyklu „Koszalin - historie zapomniane". Jego twórcami są członkowie Gmpy Rekonstrukcji Historycznej „Gryf" oraz pracownicy koszalińskiego Studia Filmowego „Jart". Do tej pory udało im się nakręcić serię filmów, które opowiadają o mało znanych, choć fascynujących epizodach z historii Koszalina. Na koncie mają m.in. filmy 0 Jerzym Leonowiczu, koszali-nianinie i powstańcu warszawskim, dziewczynach, które walczyły w Powstaniu Warszawskim i po jego upadku trafiły do Koszalina, Zdzisławie Bado-sze, słynnym „Żelaznym", jednym z podwładnych majora Zygmunta Szendzielarza („Łu-paszko") i o innym, niezwykłym epizodzie opowiadającym o kilkumiesięcznympoby-cie w Koszalinie kilkudziesięciu żołnierzy z Westerplatte. Obrazy te miały swoje uroczyste premiery, a potem były udostępnianie w Internecie, trafiały też do szkół na płytach DVD. POSOWIECKIE OBIEKTY lD/VJ/\ KOBUJMIĘ Teraz koszalińscy pasjonaci kina i historii podjęli się realizacji swojego największego filmowego wyzwania - filmu o Janku Stawisińskim. Młodym kosza-linianie, który w 1978 roku wyjechał do pracy na Śląsk i zatrudnił się w kopalni „Wujek". Miał 21 lat, gdy został zamordowany. Zginął od strzału w głowę w czasie krwawej pacyfikacji kopalni „Wujek" 16 grudnia 1981 roku. Zmarł 25 stycznia w szpitalu w Katowicach. Strzelali zomowcy. Oprócz Janka zginęło wtedy ośmiu innych górników. - To będzie nasz najtrudniejszy projekt - mówi Marcin Maślanka z „Gryfa". - Po raz pierwszy filmowo opuszczamy czasy II wojny światowej 1 pierwszych lat po niej, gdy żołnierze polskiego podziemia walczyli z sowiecką okupacją. Czyli okres, który w związku z naszą działalnością rekonstrukcyjną dobrze znamy i to zarówno pod kątem historycę- Scena nakręcona w Bornem Sulinowie. Zomowcy kontra górnicy. ZOMO, czyli Zmotoryzowane Odwody Milicji Obywatelskiej, powstały po Poznańskim Czerwcu 1956 roku Michał Mróz z Koszalina, uczeń „elektronika", jako Janek Stawisiński Prawdziwy Janek Stawisiński. Kochał sport, świetnie pływał, zginął od kuli wystrzelonej przez zomowcanej wiedzy, jak i scenografii oraz ubiorów. Tym razem nasza opowieść będzie się toczyć na przełomie lat 70. i 80. XX wieku. A to oznacza olbrzymie wyzwanie scenograficzne, aby móc pokazać realia PRL-u i sceny strajku w „Wujku", bo ich zabraknąć oczywiście nie może - podkreśla Marcin Maślanka. Filmowa ekipa odwiedzi istniejące w kraju muzea PRL-u, wyruszy też na Śląsk, a część zdjęć powstanie w Koszalinie. Cały projekt jest na początkowym etapie realizacji, udało się nakręcić pierwsze ujęcia, które powstały wBomem Sulinowie. Za scenerię posłużyły obiekty dawnej sowieckiej bazy woj- skowej mające imitować zabudowania kopalniane. Nakręcono tutaj ujęcia z tłumienia strajku i rozjeżdżania przez czołg barykad wzniesionych przez protestujących górników. Autorów filmu wspomogło Muzeum Militarnej Historii Bornego Sulinowa, które użyczyło ze swojej kolekcji jeden z czołgów najbardziej odpowiadający rzeczywistości stanu wojennego. - Zależało nam, aby te zdjęcia nakręcić w pierwszej kolejności, bo to jeszcze musiała być zimowa aura - tłumaczy Marcin Maślanka. - Teraz skupiamy się na ostatecznym przygotowaniu do realizacji całego materiału filmowego - dodaje. ZWYKŁY CHŁOPAK W ZDERZENIU Z HISTORIĄ Za zdjęcia odpowiedzialny jest Arkadiusz Pater ze Studia Filmowego „Jart", wstępny zarys scenariusza napisał Marcin Maślanka, poprawia go teraz Tomasz Ogonowski, dramaturg z Bałtyckiego Teatru Dramatycznego im. Juliusza Słowackiego w Koszalinie. - Chcemy, aby nasza opowieść była o Janku. To, co się stało w kopalni „Wujek", będzie pokazane, ale tylko w kontekście jego postrzelenia. To nie będzie opowieść tylko o wydarzeniach z 16 grudnia 1981 roku - podkreśla Marcin Maślanka. -Nasza historia zacznie się dwa lata wcześniej i skończy kilka miesięcy po wydarzeniach w „Wujku". Naszym celem jest pokazanie młodego, zwyczajnego chłopaka, który nagle zderzył się z tragicznym momentem w historii Polski i zachował się jak trzeba. Normalnego chłopaka z Koszalina, który miał swoje pasje, marzenia, przyjaciół, jakiś cel w życiu. Ale też człowieka, który w chwili próby, której wcale nie szukał, zachował się jak bohater. Mało kto wie, że w chwili wybuchu strajku nie musiał w nim uczestniczyć. Zachorował na zapalenie oskrzeli, był na zwolnieniu. Nie musiał przychodzić do kopalni. Ale przyszedł, bo chciał być razem ze swoimi kolegami - opowiada nasz rozmówca. W filmie zobaczymy też czas po jego śmierci, gdy rodzina Janka musiała zmagać się z komunistyczną bezpieką, a całe tragiczne wydarzenia były przez komunistyczną propagandę zakłamywane. - Ostatni czas poświęciliśmy na zebranie wiedzy o Janku. Pomógł nam w tym IPN, udało się dotrzeć do najbliższych przyjaciół z podwórka i innych osób, które go znały z czasów, zanim wyjechał na Śląsk. Niedługo będziemy rozmawiać z górnikami, z którymi pracował w kopalni - zapowiada Marcina Maślanka. FILM NA TRWAĆ 40 MINIT Przy jego realizacji bierze udział około 50 osób. Większość ról zagrają sami rekonstruktorzy, którzy, pomimo że są amatorami, to realizując już wiele filmów, mogą się pochwalić niemałym doświadczeniem. Jednak tym razem poproszą także o pomoc zawodowych artystów. - To jest wyjątkowa produkcja, także pod kątem emocji. Jest tu kilka postaci obarczonych takim ładunkiem emocjonalnym, że, jak sądzimy, będziemy się musieli zwrócić o pomoc do profesjonalnych aktorów. Mam tu na myśli przede wszystkim postać mamy Janka, nieżyjącej Janiny Stawisińskiej. Dramat matki, która na wieść o pacyfikacji przyjechała do Katowic szu-kaćsyna, apotem, abybyćblisko niego, zatrudniła się w szpitalu jako salowa, to jednak zbyt duże wyzwanie dla kogoś, kto nie ma aktorskiego przygotowania. Wiemy za to, kto zagra Janka. To Michał Mróz, młody chłopak, który już z nami współpracował. Jest w podobnym wieku, w którym był Janek w czasie wydarzeń grudniowych, i jest uczniem obecnego Zespołu Szkół nr 9 im. Romualda Traugutta, czyli popularnego „elektronika". Szkoły, do której cho-dziłteż Janek Stawisiński - informuje Marcin Maślanka. Koszt filmu to około 50-60 tysięcy złotych. Na razie projekt wsparło miasto Koszalin kwotą 10 tysięcy złotych. - Potrzeby są duże, dlatego cały czas zabiegamy o sponsorów i apelujemy do wszystkich, którzy mogą i zechcą, o finansowe wsparcie. Historia Janka jest tego warta - mówi Marcin Maślanka. Koszalińska premiera filmu jest zaplanowana na grudzień 2022 roku. ©® 16 • LUDZIE Głos Dziennik Pomorza Piątek, 22.04.2022 W świecie ciszy zaklęte są piękno i kwiaty. Uśmiechnij się do nich, odpowiedzą Sylwia Lis Bytów Maizenkasprytnie operuje sdatni«n.Pccydnaife do bukietu. Szerołdrnuśniip-chemwita klientów Pamiętaj! Gdy się do mej zwracasz, mów wolno, wyraźnie, patrząc Jej w oczy. Marzenka Fiszk Borzyszkow- 't tska do kwiaciarni Danuty Płotki przyszła z mamą i siostrą przed rokiem. - Od nich dowiedziałam się, że Marzenka ukończyła szkołę w Wejherowie na kierunku flo-rysta - opowiada Danuta Płotka z Bytowa. - Dziewczyna była przerażona. A ja oczy otworzyłam szeroko ze zdziwienia, bo się nie odzywała. Mówiły za nią mama i siostra. Powiedziały, że dziewczyna jest niesłysząca i musi przejść miesięczną praktykę, a one szukają miejsca, gdzie mogłaby się zahaczyć. Nastąpiła konsternacja. -Tysiąc myśli przebiegło mi przez głowę - przyznaje pani Danusia. - Bałam się pracy z osobą niesłyszącą! Nie wiedziałam, jak to będzie, czy sobie poradzimy. Ale przekonał .mnie szeroki uśmiech Marzenki. Pomyślałam, że ten jeden miesiąc wytrzymam. Nie chciałam zostawiać jej na lodzie. Poza tym kontakt z osobą niedosłyszącą dla pani Danusi nie był nowością. - Mój szwagier miał podobne schorzenie - mówi kwiaciarka. - Wiedziałam mniej więcej, jak to wszystko będzie wyglądać. I jeszcze przypomniał mi się epizod sprzed lat. Od dziecka chorowałam na uszy. Gdy miałam jakieś trzynaście lat, nie wiadomo dlaczego na tydzień straciłam słuch. Lekarze byli bezradni, a ja przerażona. Kto czegoś takiego nie doświadczył, nie ma pojęcia, jak trudno być osobą niedosłyszącą. Mój świat zamilkł. Na szczęście słuch powrócił. Dlatego potrafię postawić się na miejscu tej młodej dziewczyny. A nasza współpraca ułożyła się najlepiej, jak to możliwe - pani Danusia mówi wolno, wyraźnie i patrząc w oczy, wszystko dlatego, że mówienie w ten sposób weszło jej już w nawyk. KWIACIARNIA TO JEJ OKNO NA ŚWIAT Marzenka urodziła się z wadą słuchu. Jednak dopiero kiedy miała trzy lata, zdiagnozowano u niej niedosłuch. 15 lat przeby- Szefowa i jej pracownica - zgrany duet za ladą kwiaciarni wała w Ośrodku dla Niesłyszących i Słabosłyszących w Wejherowie. Do domu przyjeżdżała rzadko. Posługuje się językiem migowym, czyta też z ruchu warg. Jest osobą niezwykle pogodną. - Kochamkwiaty. Wszystkie! - mówi ze sporą trudnością Marzenka. - Od dzieciństwa lubiłam roślinki. Pochodzę ze wsi pod Bytowem, mamy gospodarstwo i duży ogród. Zawsze lubiłam grzebać w ziemi. Zawód florystkibył więc dla niej naturalnym wyborem. - Miesięczny staż okazał się strzałem w dziesiątkę. Okazało się, że Marzenka lubi swoją pracę, szybko się uczy i rozwija - chwaliswojąpracownicę pani Danusia. - Do kwiatów ma smy-kałkę. Świetnie odczytuje emocje i nastroje ludzi. Ma także niesamowite poczucie humoru. Gdy mam słabszy dzień, stara się mnie rozbawić. EGZAMIN ZDANY NA 6 Po miesięcznej praktyce w Bytowie Marzenka wróciła do szkoły. W Gdańsku zdawała praktyczny i teoretyczny egzamin. Została czeladnikiem. - Na egzamin praktyczny musiałam przygotować bukiet mieszany i flower box - opowiada Marzenka i dodaje, że nie miała problemów, bo wszystkiego nauczyła się u pani Danusi. - Egzamin zdałam na 6 -mówi dumnie młoda florystka. Niestety, pojawiły się problemy. Marzenka doświadczyła, co to oznacza, gdy na rynku pracy pojawia się młody pracownik. I to jeszcze niedosłyszący. Nigdzie nie mogła dostać stażu. Znów pojawiła się więc w drzwiach kwiaciarni pani Danusi. - Przyjęłam ją na sześciomiesięczny staż - mówi by-towska kwiaciarka. - Co dalej będzie, nie mam pojęcia, bo nie wiem, czy będzie mnie stać na pracownika. Dla mnie to nie jest normalne, że nikt nie pomaga takim osobom z problemami. Marzenka ma ponad 200 złotych zasiłku pielęgnacyjnego. Powinna więc pracować, ale rzadko kto chce zatrudnić taką osobę. Bo trzeba przyznać, że to nie jest łatwa współpraca i wymaga wysiłku z obu stron. Nie mogę zostawić Marzenki samej w kwiaciarni, a gdy jestem w pomieszczeniu obok, nie mogę do niej krzyknąć: przynieś róże! Trzeba mieć w sobie dużo empatii. D0$REI ZŁE DOŚWIADCZENIA Bywały trudne chwile. - Zdarzały się sytuacje, że Marzenka ustawiała kwiaty na zewnątrz kwiaciarni, ktoś przechodził, przystanął i zapytał o cenę - opowiada pani Danusia. - Marzenka nie usłyszała, klient odchodził wyraź Marzena została florystką, bo ma zamiłowanie do kwiatów i pracy w ogrodzie nie oburzony, że go zignorowała. .. A to zupełnie nie tak. Dlatego na stronie internetowej kwiaciarni pani Danusia zamieściła wpis: „Większość z Was już zna Marzenkę. Rok temu w maju odbywała w mojej kwiaciarni praktykę, która wymagana była u niej w szkole dla osób niesły- szących. Nie ukrywam, że bałam się trochę tego doświadczenia. Zdawałam sobie sprawę, że nasz kontakt będzie inny, że będę musiała być bardziej cierpliwa. W końcu zdecydowałam się dać Jej szansę. Mam prośbę do Państwa, jeśli pytacie Marzenę o kwiaty, o ceny, o cokolwiek, to bardzo proszę, aby zatrzymać Ją, spojrzeć Jej w oczy, a na pewno z uśmiechem na twarzy odpowie". Na szczęście jednak przeważają radośniejsze przeżycia. Jak wtedy, kiedy przed kwiaciarnią pojawiła się grupa osób niedosłyszących. Skądś dowiedzieli się, że tutaj pracuje Marzenka. Dziewczyna z uśmiechem wyszła na zewnątrz. W języku migowym porozmawiali przez dłuższą chwilę. Pogratulowali zajęcia i szefowej, która dała jej szansę. - Pytali, czy to moja mama -uśmiecha się Marzenka. -Mama nie, ale najlepsza szefowa na świecie! TRUDNY START MŁODYCH LUDZI - Moi przyjaciele ze szkoły w większości nie pracują -mówi Marzenka. - A bardzo by chcieli! Wiem, że tylko jeden z moich kolegów został zatrudniony w fast foodzie. Reszta siedzi w domu. O pracę dla nas łatwiej w większych miastach, w stolicy czy we Wrocławiu. Tutaj nikt nie chce ryzykować. Dlatego tak ważne są takie placówki, jak ta w Wejherowie, które przygotowują młodych niepełnosprawnych do życia i pracy. - Naszym nadrzędnym celem jest przygotowanie niesły-szących wychowanków do życia wśród ludzi słyszących -przedstawiają swoją misję na stronie internetowej pedagodzy z Wejherowa. - Jako jedyna placówka w Polsce w nauczaniu niesłyszących stosujemy metodę ustną, natomiast język migowy jest wspomagający. Od najmłodszych lat rozwijamy u dzieci umiejętność odczytywania wypowiedzi z ust oraz posługiwania się mową dźwiękową. Nieustannie pracujemy nad rozwojem języka naszych wychowanków, wzbogacamy słownictwo, uczymy poprawnych form gramatycznych oraz prawidłowej artykulacji. Dobre opanowanie języka pozwala niesłyszącym uczniom na zdobywanie wiedzy i umiejętności na kolejnych etapach kształcenia i właściwe przygotowanie do samodzielnego życia. ©® Głos Dziennik Pomorza Piątek, 22.04.2022 FILM 17 Szczecin, Police, Goleniów - filmowe perełki Marek Jaszczyński Szczecin UpaHmi|MnAvMłłwnigp. riahitaymtnahipgftHBO jMwib?,krfrrego akcja dzfajegięwSifflTwiiih*. Czy Szczecin to filmowe miasto? Odkryliśmy tylko namiastkę tego potencjału. Mówię tutaj 0 Szczecinie i okolicach, bo te okolice mają wspaniałą historię, między innymi Police. Bardzo filmowym dla nas miej-scemokazał się również Goleniów. Przede wszystkim zakład kamy. Jednak i Szczecin jest absolutnie miejscem z ogromnym potencjałem i to takim bardzo różnorodnym, bo nam oczywiście bardzo pasowały wszystkie elementy znajdujące się wokół rzeki, rozlewisk wodnych. Mam tu na myśli port, stocznię wszystkie kanały. To jest jedna część, a druga to miasto, które ma wspaniałą, klimatyczną architekturę i układ urbanistyczny, unikatowy w skali Polski. To wszystko staraliśmy się wykorzystać w serialu. Mam nadzieję, że może kiedyś będzie coś jeszcze do wykorzystania, bo bardzo dużo zostało do pokazania. Czy to znaczy, że możemy spodziewać się 2. sezonu serialu „Odwilż", który powstanie w Szczecinie? Za wcześnie, żeby o tym mówić. Teraz mamy premierę pierwszego sezonu. To serial, więc mam nadzieję, że z potencjałem na kolejne sezony. Obecnie skupiamy się na premierze pierwszego. To jest dla nas najważniejsze. Jak wygląda współpraca z miastem? Jak mieszkańcy reagowali na pojawienie się ekipy filmowej? W przypadku pracy filmowców zawsze chodzi o potencjał, który jest w ludziach, i prawda jest taka, że instytucje są instytucjami, ale i super, jeżeli tam są fajni i otwarci ludzie, którzy chcą pomóc. To samo dotyczy właściwie każdego miejsca, w którym jesteśmy, i każdej pomocy, której potrzebujemy. Zdajemy sobie sprawę, że czasami to jest zakłócenie normalnego cyklu, w jakim to miejsce żyje. Nasze zdjęcia w porcie czy w stoczni za każdym razem oznaczały angażowanie wielu osób w pomoc i pilnowanie, wsparcie dla nas na miejscu. Czy scenariusz serialu był pisany pod Szczecin? Finalnie scenariusz był pisany pod Szczecin, chociaż w po- myśle serialu było po prostu miasto nad wodą. Mogły je zagrać Warszawa, Kraków i wiele innych miast w Polsce. Nam jednak zależało na tym, żeby odkryć coś nowego i pojechać w miejsce, w którym kamera nieczęsto bywa. Ujęła nas też historia Szczecina, która w wymiarze bardzo symbolicznym rymowała nam się z naszą główną bohaterką. Losy powojenne Szczecina i to zdefiniowanie na nowo swojej tożsamości wydało nam się podobne do tego, co przeżywa nasza bohaterka. Ale ujęło nas również to życie nad wodą. To też ma swój urok. Nigdy nie widziałem tylu wędkarzy w jednym czasie. Są obecni w różnych rejonach Szczecina. Jak wybieraliście miejsca pod serial? W scenariuszu są zawarte wydarzenia i hasłowo ujęte miejsca. Polega to na tym, że pr|^żdżą najpierw tak zwaityscótit, który fobi bardzo szeroki rekonesans, próbując znaleźć wszelkie możliwe ciekawostki. Potem przy ustalaniu harmonogramu zdjęć pomaga nam to otworzyć nowe perspektywy i możliwości. Następnie przyjeżdża scenograf, który to weryfikuje w kontekście tego, co mamy w scenariuszu oraz pomysłu wizualnego na serial. Potem jest jeszcze kolejna burza mózgów i decydowanie o tym, co można by Podatnicy mają coraz więcej wątpliwości, a fiskus częściej kontroluje ich rozliczenia Podatki niezmiennie spędzają sen z powiek wielu przedsiębiorcom. Zmienność i niejasność przepisów oraz brak stałości w ich interpretacji, a także obawy przed nieprzewidywalnymi wynikami czynności weryfikacyjnych organów podatkowych nie ułatwiają prowadzenia biznesu w Polsce. Czy faktycznie przedsiębiorcy nie są w stanie zapewnić sobie odrobiny spokoju? Analiza przedstawionych przez Ministerstwo Finansów danych pokazuje, że fiskus kładzie coraz większy nacisk na weryfikację rozliczeń podatkowych. Z udostępnionych informacji wynika, że liczba czynności sprawdzających przeprowadzonych w okresie od stycznia do listopada 2021 r. wyniosła 2 271 427. W porównaniu z rokiem 2020 liczba ta wzrosła aż o 8,4%. Zwiększyła się również liczba przeprowadzonych kontroli celno-skarbowych: w 2021 roku (od stycznia do listopada) wyniosła ona 2 485, podczas, gdy w całym roku 2020 przeprowadzono ich 2 337. Zmniejszeniu uległa natomiast liczba kontroli podatkowych - we wskazanych miesiącach 2021 roku przeprowadzono ich o 6,4% mniej, niż w analogicznym okresie roku poprzedniego. Nadal jednak było ich ponad 11 tysięcy. Nasze obserwacje są zgodne z przedstawionymi danymi. Zauważyliśmy znaczący wzrost zapotrzebowania przedsiębiorców na wsparcie w kontaktach z urzędem skarbowym w trakcie czynności sprawdzających, które teoretycznie powinny być najprostszymi działaniami organu podatkowego weryfikującego rozliczenie podatnika. W praktyce jednak, szczegółowość pytań oraz lista żądanych przez urząd skarbowy dokumentów, często wykracza poza zakres wyznaczony przepisami prawa, a naszym zadaniem jest dopilnować, by przepisy te były respektowane również przez urzędników. Często też dostajemy informację, że urząd skarbowy próbuje przeprowadzić czynności sprawdzające „na telefon" lub przez wiadomość e-mail, czyli nie wysyłając formalnego wezwania, do czego również co do zasady nie jest uprawniony. Warto w tym miejscu zaznaczyć, iż samo Ministerstwo Finansów publikuje dość regularnie na swojej stronie internetowej ostrzeżenia przed telefonami i wiadomościami od nieznanych osób, które RSM POLANOCONS 860 biur na całym świecie i 4 w Polsce 25 lat doświadczenia i ciągłego wzrostu na polskim rynku pracowniKow merytorycznych 12 doradcow podatkowych było jeszcze zrobić, może inaczej. I zestawiamy te klocki wszystkie razem. flu szczecinian zagrało w serialu? Myślę, że w ramach całego serialu przez plan przewinęło się ponad looo osób. Chociażby w jednej z pierwszych scen w pierwszym odcinku w filharmonii, w której uczestniczyło ponad 350 statystów. Wspomniał pan Police. Czyżby dawna fabryka benzyny syntetycznej tak podziałała na ekipę filmową? Tak, te tereny - nie ukrywam -zadziałały na nas. Oczywiście świat filmowy przekształca świat rzeczywisty, więc proszę o dużą wyrozumiałość wszystkich szczecinian, którzy będą oglądali serial, bo na pewno parę rzeczy im się nie będzie zgadzało albo będą zastanawiali się, gdzie to jest. Filmowcy łączą czasem pewne rzeczy, uznając, że są gdzie indziej, ale tak też wykorzystaliśmy Police. A w jaki sposób? Zachęcam do oglądania i odkrywania. ©® podają się za pracowników urzędów skarbowych chcąc wyłudzić dane. Wśród kontroli podatkowych i celno-skarbowych niezmiennie prym wiodą te dotyczące VAT. Nic dziwnego - po pierwsze jest to podatek, do którego wyłudzeń dochodzi najczęściej, po drugie, urzędy skarbowe -dzięki składanym plikom JPK - wchodzą w posiadanie wielu informacji znacznie ułatwiających wybór podmiotu do kontroli. Jednocześnie zauważamy też znaczny wzrost zainteresowania organów podatkami dochodowymi, w tym przede wszystkim podatkiem u źródła oraz obszarem cen transferowych. Wzrost ten można zaobserwować także na stronie internetowej Krajowej Administracji Skarbowej, gdzie coraz częściej pojawiają się informacje o kontrolach celno-skarbowych zakończonych wielomilionowymi ustaleniami (jeden z komunikatów opublikowanych w ciągu ostatnich 6 miesięcy dotyczył ustaleń (czytaj: doszacowania podatku) i odsetek na kwotę 70 min PLN). Naszym zdaniem tendencja ta się utrzyma, ponieważ organy podatkowe z pewnością będą kontrolować to, czy polskie podmioty pobierają podatek u źródła według właściwej stawki (lub prawidłowo go nie pobierają) przy wypłacaniu wynagrodzenia lub dywidend ich zagranicznym kontrahentom - szczególnie, że 1 stycznia 2022 roku weszły w życie nowe, jeszcze bardziej restrykcyjne przepisy. Przed negatywnym wynikiem kontroli lub jego przykrymi konsekwencjami ochronę zapewnić może indywidualna interpretacja prawa podatkowego. Z publikowanych danych wynika, że coraz więcej przedsiębiorców ma tego świadomość, rośnie bowiem liczba wniosków o ich wydanie. Porównanie danych przedstawionych przez Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej za 2021 i 2020 rok pokazuje, że liczba wniosków o wydanie interpretacji podatkowej wzrosła aż o 6 428 (w 2021 roku złożono 31 826). Najwięcej z nich dotyczyło PIT (14 313), na drugim miejscu znalazł się zaś VAT (12 665). Oznacza to, że wśród przedsiębiorców wzrasta świadomość ochrony, jaką daje interpretacja podatkowa - podatnicy widzą, że stanowisko organów podatkowych dotyczące danego zagadnienia zmienia się pomimo niezmienności przepisów w tym zakresie. Wiedzą też, że jedyną formą ochrony przed tym zjawiskiem jest uzyskanie własnej indywidualnej interpretacji prawa podatkowego. Niestety, aby taka interpretacja nie była jedynie iluzją bezpieczeństwa, należy nie tylko z wielką starannością przygotować sam -wniosek, ale również rozważnie odpowiadać na pytania Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej. Pyta on bowiem często o to, co powinno podlegać jego ocenie, np. czy podatnik spełnia warunki do zastosowania danej ulgi (a przecież właśnie tego próbujemy się dowiedzieć). Jeżeli wnioskujący odpowie twierdząco, Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej wyda interpretację na podstawie tej informacji, a organy podatkowe w toku weryfikacji rozliczeń podatnika będą mogły to sprawdzić i uznać, że warunki nie zostały spełnione, a więc podane przez podatnika informacje nie były prawdziwe, w konsekwencji czego interpretacja nie będzie miała mocy ochronnej. Znajomość przepisów i procedur, a co za tym idzie wykorzystanie ich w komunikacji z organami podatkowymi zwiększa bezpieczeństwo podatnika, znacznie skraca czas prowadzonych przez urząd skarbowy czynności, ale także zmniejsza nakład pracy ze strony podatnika niezbędny do ich szczęśliwego zakończenia. Katarzyna Sadowska Tax Supervisor w RSM Poland 18 •OBLICZA TEATRU SSESSaS"™ Lalki dla dorosłych? Jak najbardziej! Teatr formy nie tylko dla dzieci Wojciech Nowak Słupsk lMOsbzYodaz, .Gwiezdnych wojen" tolalka, która podbiła świat dorosłego widza. A skorojemu się udało, lalkaize nie ch^ już grać tylko dla dzieci. Q»az odważniej tamkuniją zteatremdrantUytziiym. - Teatr lalki jest dla wszystkich - dla dzieci oraz dorosłych, dokładnie tak, jak każdy inny rodzaj teatru - mówi Michał Tra-mer, dyrektor słupskiego Teatru Lalki „Tęcza". I tłumaczy, że ograniczanie go jedynie do dziecięcej widowni nie dość, że jest krzywdzące, to jeszcze łamie tradycję. - W Polsce lalkarstwo zaczęto łączyć z teatrem dla dzieci dość późno, bo dopiero w XIX wieku. Wcześniej takie konotacje nie istniały, teatr lalek był powszechny i był traktowany na równi z teatrem żywym -wskazuje Michał Tramer. Nie bez znaczenia jest to, że teatr lalek, który swoje korzenie ma w starożytnym Egipcie, zmieniał się na przestrzeni wieków i dzisiaj definicja lalkar-stwa jest inna. Określenie „teatr lalki" ustępuje określeniu „teatr formy". Obecnie teatry formy odchodzą od tradycyjnych form lalek - antropomor-ficznych, czyli wzorowanych na ludzkich postaciach, pacy-nek i kukiełek. - Pojęcie „teatr formy" ma szerszy kontekst. Dzięki niemu widz nie słyszy „zapraszamy na spektakl teatru lalki", więc nie łączy tego natychmiast ze spektaklem dla dzieci. Wydaje Możemy stworzyć spektakl i dla najmłodszych, i dla dorosłych - mówi Michał Tramer mi się, że teatr lalki ma problem z dotarciem do dorosłego wi- sztuką, która kierowana jest dza, ponieważ samo słowo do dzieci. Co więcej, niech ar-„lalka" w języku polskim jest gumentem za tym, że teatr łączone z zabawką, podczas lalki jest dla dorosłego widza, gdy w języku angielskim są to będzie to, że twórcy teatru dra-dwa określenia: „puppet" - matycznego coraz częściej do-w odniesieniu do lalki teatral- strzegają leżący w lalkach po-nej oraz „doli" - określające za- tencjał - zauważa Michał Tra-bawkę - mówi Tramer. mer. Dyrektor słupskiej „Tęczy" NADMARIONETA KONTRA wskazuje też korzenie tego ru-AKTOR Z KRWI I KOŚCI chu. Zapoczątkował go znany Na całym świecie znaleźć reformator teatru Edward Gor-można mnóstwo przykładów don Craig. W swoim eseju „Ak-teatrów lalki, które są zdecydo- tor i nadmaiioneta" wskazał, że wanie skierowane do widza do- nadmaiioneta może być figurą, rosłego. Za przykład niech po- która przewyższa wzrostem służy japoński bunraku czy tu- człowieka i przedstawia cho-recki karagóz. ciażby bogów. Gdy esej ujrzał - Szczególnie azjatycki teatr światło dzienne (w 1907 roku), lalki jest ewidentnie przezna- wywołał ogromne kontrower-czony dla widza dorosłego, sje w środowisku teatralnym, Wspomniany karagóz jesttego ponieważ negował on rolę ak-doskonałym przykładem - pe- tora na scenie. Innym warian-łen sprośnych i niewyrafino- tem nadmarionety mógł być wanych dowcipów nie jest aktor zakładający jedną lub Sztuka „Mistrz i Małgorzata" w Tęczy zebrała entuzjastyczne recenzje kilka masek w trakcie spektaklu. Od publikacji eseju Craiga minęło ponad sto lat, a w Polsce nadal pokutuje przekonanie, że teatr lalek niekoniecznie może być dla widza dorosłego, mimo że w całej Polsce teatry te o tych widzów walczą. - Zdecydowana większość teatrów lalek w Polsce ma już od lat repertuar dla widzów dorosłych. Słupska „Tęcza" od kilku lat próbuje do tego grona dołączyć. Punktem wyjścia jest to, aby wystawiać sztuki dla widza dorosłego -stwierdza Michał Tramer. -Nasz teatr ma na swoim koncie kilka takich sztuk, między innymi „Gaję", która traktuje o odwiecznym w przyrodzie cyklu narodzin, umierania i odradzania się życia. Wystawialiśmy też „Szwejka", który przecież pod pozorami dowcipu opowiada o I wojnie światowej, oraz „Osobliwe zdarzenie" -spektakl o miłości, utrzymany w konwencji komedii dell'arte, a więc teatru ludowego, gdzie aktorzy noszą maski. Dodam, że maska jest także techniką lal-karską. DOROSŁY WIDZI, TO DO CIEBIE Zdaniem Michała Tramera, kluczem dla teatru formy w dotarciu do dorosłego widza jest rozpoznawalność wystawianych tytułów. - Widzowie lubią oglądać to, co znają. Wystawiając na przykład „Mistrza i Małgorzatę" czy wspomnianego „Szwejka", właściwie automatycznie wysyłamy do dorosłego widza jasny i wyraźny sygnał - to jest spektakl dla ciebie. Rozpoznawalne tytuły przyciągają, tędy droga, to jest magnesem. Tym samym Tramer zauważa, że przekonywanie dorosłych do teatru formy napotyka pewne trudności już na początku. Ciężko bowiem szerzyć ten rodzaj sztuki wśród widzów dorosłych, którzy nawet nie trafią na widownię. Potrzebne są zatem kolejne działania. Jednym z nich jest cy-kliczność spektakli dla dorosłych. „Tęcza" stworzyła więc „Czwartki dorosłego widza". Ta nazwa zaczęła się przebijać do świadomości społecznej, tworząc przyzwyczajenie: teatr lalki - czwartek - spektakle dla dorosłych. SIŁA LALEK Teatr formy ma pewne atuty, których nie ma teatr żywopla-nowy. Granie formą daje Głos Dziennik Pomorza Piątek, 22.04.2022 OBLICZA TEATRU 19 ARTYKUŁ REKLAMOWY 0310459759 Michał Tramer i Sylwia Maciejewska, scenografka, podczas prac nad lalkami do adaptacji „Zamku" Franza Kafki - spektaklu dla widza dorosłego we zdarzenie" to spektakl dla dorosłych w konwencji komedii dell'arte ogromne możliwości np. w przedstawieniu świata fantastycznego. Postacie w nim występujące niejednokrotnie aż proszą się o to, aby przedstawić je przy pomocy lalki. Inną sprawą jest to, że za pomocą lalek można spotęgować daną scenę, przekazać widzom więcej i lepiej, niż jest w stanie zrobić to teatr tradycyjny. - W „Mistrzu i Małgorzacie", kiedy przedstawiamy postać Jezusa za pomocą małej lalki, mającej może wysokość około 20 cm, a obokniej staje trzymetrowy Piłat, to robi to na widzach ogromne wrażenie. Ten zabieg podkreśla relację pomiędzy skromnością i prostotą, a potęgą władzy - wskazuje Tramer. - Warto wspomnieć 0 jeszcze jednej rzeczy. W teatrze formy łatwiej również przedstawić okrucieństwo, czasami nawet skrajne, a chyba wszyscy zgodzimy się, że taka tematyka często jest domeną spektakli właśnie dla widzów dorosłych. liż WIDZIAŁEŚ? ZOBACZ RAZ JESZCZE, ALE INACZEJ - Dlaczego miałbym przyjść do was na przykład na „Mistrza 1 Małgorzatę" w wersji z lal- kami, skoro czytałem powieść, i to nie raz, a także widziałem wiele razy inscenizację w teatrze dramatycznym? - pytamy - Jeżeli ktoś obejrzał spektakl „Mistrz i Małgorzata" wte-atrze dramatycznym wiele razy, to po pierwsze oznacza, że lubi ten tytuł - śmieje się Michał Tramer. - Jeżeli przyjdzie kolejny raz, ale do teatru lalki, to zderzy się formą, z jaką się do tej pory nie spotkał. Teatr lalki zaskoczy go środkami scenicznymi, których w tradycyjnym spektaklu nie widział. SŁAWNE LALKI, KT0RE TRAFIŁY DO WIDZA DOROSŁEGO Aby podkreślić absurdalność podejścia, że teatr lalki jest tylko dla dzieci, Michał Tramer wskazuje sławne w popkulturze lalki, które trafiły do produkcji filmowych i to tych, które cieszą się uznaniem dorosłych widzów. - Jeszcze do niedawna szeroko rozumiane lalki, dzisiaj zastąpione przez efekty komputerowe, były często bohaterami filmów, nawet tych kinowych, nierzadko wysokobu-dżetowych. Za przykład niech posłuży postać Mistrza Yody pierwszych części „Gwiezdnych wojen". Przecież wspaniałość tej postaci w pierwszych częściach sagi to zasługa Franka Oza, który jest lalka-rzem. Yoda, będąc jeszcze lalką, żył swoim życiem, a na jego twarzy widać było emocje. Moim zdaniem stary Yoda z całąswojąlalkarskąniedosko-nałością jest lepszy niż nowy, stworzony wirtualnie. Czy dorosłym widzom oglądającym „Gwiezdne wojny" przeszkadza lalka? Myślę, że nie - uważa Tramer. Inne przykłady? Znany na całym świecie kosmita ET, Laleczka Chucky, a dla młodszych widzów Muppety lub Fraglesy - które trafiły do kina familijnego. Przykładów jest sporo. - Teatr lalek/teatr formy jest jak każdy inny teatr, tak więc nie jest on tylko dla dzieci. Lalka jest jedynie formą, jest środkiem przekazu. Możemy stworzyć zarówno spektakl dla najmłodszych, jak i dla dorosłych. Nie warto szufladkować lalki jako zabawki, jako narzędzia przekazu dla dzieci. Teatr lalki oferuje znacznie więcej, także dla dorosłego widza - kończy Tramer. ©® Przełomowe odkrycie uczonych z Cambridge w walce z nietrzymaniem moczu AKCJA REFUNDACJA - PULA PRODUKTÓW ZA 0 Zl g „Ta metoda wspomaga usuwanie nawet 97% przyczyn nietrzymania moczu, łagodzi problem szybko" To był prawdziwy szok. Pierwsze 173 użytkowniczki nowego odkrycia spec. ds. urologii Maxa Randalla nie mogły uwierzyć w to, co widzą. Po 30 dniach stosowania kobiety zaobserwowały znaczne zmniejszenie problemów z nietrzymaniem moczu. Udało im się to bez konieczności stosowania żadnych dodatkowych metod. Spektakularny preparat brytyjskiego uczonego może mieć nawet 97% skuteczności. Użytkowniczki deklarowały opanowanie wysiłkowego nietrzymania moczu, nawet podczas dużego wysiłku. Zredukowały parcie na cewkę moczową, co spowodowało o 93% rzadsze wizyty w łazience. Odczuwalnie zmniejszyły nadwrażliwość pęcherza i zauważalnie wydłużyły czas między wizytami w WC. Dodatkowo wzmocniły mięśnie dna miednicy, dzięki czemu możliwe jest znacznie dłuższe wytrzymanie z pełnym pęcherzem. Okiem eksperta: Wiele osób niesłusznie sądzi, że nietrzymanie moczu to typowo kobiecy problem. Owszem, dwukrotnie częściej przytrafia się on paniom, ale dotyczy też mężczyzn! Poza tym wielu lekarzy nie potrafi wskazać przyczyn dolegliwości. Za nietrzymanie moczu odpowiedzialne są osłabione mięśnie dna miednicy. Cierpiący, dostają witaminy i zostają z niczym. A w takiej sytuacji należy działać szybko! Nie można czekać i liczyć na to, że samo przejdzie, ponieważ problem będzie tylko się pogłębiał. Dla przeciętnego człowieka wydaje się to niemożliwe A jednak. Trzeba tylko wiedzieć, jak pobudzić ciało do działania. Max Randall: „Odkryliśmy naturalne substancje aktywne, które mogą oddziaływać na poziomie nanokomórkowym i wspomagać opóźnianie podziału telomerów w komórkach. Komórki mogą starzeć się nawet 9-krotnie wolniej. Organizm ma szansę automatycznie minimalizować problem nietrzymania moczu. Te substancje mogą wzmocnić mięśnie dna miednicy i zmniejszyć nadwrażliwość -pęcherza. Dzięki temu nietrzymanie moczu może zostać zminimalizowane po ok. 4 tyg. stosowania. Aby metoda była dostępna dla każdego, wprowadziłem ją w postaci aktywnych, biostymulujących tabletek". Odkrycie Randalla wchodzi na rynek Formuła jest dostępna wyłącznie w sprzedaży telefonicznej. Ilość opakowań promocyjnych jest ograniczona - decyduje kolejność zgłoszeń. Nie spodziewałem się, że to spotka akurat mnie. Żyję zdrowo, nie palę, waga w normie - a jednak straciłem kontrolę nad swoim pęcherzem. Na spodniach pojawiały się plamki, było mi okropnie wstyd! Chciałem zrobić coś z tym jak najszybciej, ale musiałbym czekaż aż 3 miesiące! Zacząłem szukać, trafiłem na tabletki biostymulujące. Po kilkudziesięciu godzinach zobaczyłem pierwsze efekty. Wkrótce zapomniałem o problemie! Edward (64 lat), Piotrków Trybunalski $d*V0ń teraz PRODUKT GRATIS czekają Pierwszym 150 osobom, które zadzwonią do 29.04.2022 r., przysługuje specjalna zniżka 100%! Otrzymasz wówczas preparat spec. ds. urologii Randalla * ' 0111 ^ Zadzwoń: 91 300 34 40 -| Od pon. - niedz.: 8ti0-2(W0 (Zwykłe połqczenie lokalne bez dodatkowych opłat) ^ *Szc2egóły oraz informacje dotyczące procedury zwrotów i reklamacji dostępne są pod adresem: www.grouptcm.com 20 • FELIETON, RECENZJE KSIĄŻEK Głos Dziennik Pomorza Piątek, 22.04.2022 KSIĄŻKI (70S Czas niesprawiedliwych Elżbieta Jodko-Kula Wydawnictwo Prószyński i S-ka. Rozwinięcie tytułu: „Zapisane w pamięci". To historia siedmiu rodzin mieszkających na warszawskim Żoliborzu, oparta na dokumentach z archiwum obozu w Oświęcimiu, raportach rotmistrza Pileckiego, dokumentacji Archiwum Historii Mówionej, Archiwów m.st. W-wy na Krzywym Kole i w Milanówku, Archiwum Akt Nowych oraz licznych opracowań historycznych. W książce pojawia się wiele postaci historycznych, m.in.: Ludwik Berger, rotmistrz Witold Pilecki, Kazimierz Jakubowski, Zbigniew Krzy-sik, Hanna Rotwand, Janina Rotwand-Wrzoskowa. Prawda i fikcja tworzą przejmującą fabułę, jest śmierć, bohaterstwo i nadzieja. (MARA) Czekając na człowieka Agnieszka Osiecka Wydawnictwo Prószyński i S-ka. Podtytuł: „Dziennik ciąży i narodzin". Od wydawcy: 4 lutego 1973 roku o godzinie 13.55 Agnieszka Osiecka w asyście pielęgniarki i salowej urodziła córkę. Trwało to parę minut, ale strasznie się wysiliła i pierwszy chyba raz w życiu nie myślała o sobie. Myślała tylko o tym dziecku, żeby wszystko robić jak trzeba. Bardziej niż wszystkie książki na świecie dopomógł jej okrzyk położnej: „Przej, przej, kochana! Ze złością!". Nie od razu była do szpiku kości Człowiekiem, Który Ma Dziecko. Ale kiedy przynosili jej rano córkę sztywno zapakowaną jak biały święcony cukierek, była zachwycona. Ciekawie tak wejrzeć w prywatność poetki. (MARA) Moonshot Wyścig z czasem dr Albert Bourla Moonihot Wydaw • nictwo tek Piucr w d&sripf miesięcy dotofwł ntónwżfwego j i Insignis. Podtytuł: „Jak Pfizer w dzie4t AlBŁS f BOURLA WięC miesięcy dokonał niemożliwego. Autor to prezes i dyrektor generalny firmy Pfizer. Opisuje kulisy stworzenia pierwszej szczepionki mRNA przeciw COVID-owi19. Określenie „moonshot" zostało użyte po raz pierwszy w 1949 roku, gdy Amerykanie rozważali podbój kosmosu. Tak się złożyło, że były to też czasy ogromnych postępów w dziedzinie wakcynologii i opracowania szczepionki DTP przeciw błonicy, tężcowi i krztuścowi. Kilka lat później, w 1955 roku, w użyciu była szczepionka przeciw chorobie Heine-go-Medina. Czyta się jak ciekawą powieść. No i temat ciągle . na czasie. (MARA) Koszmarny Karolek i konieczny keczup Francesca Simon Wydawnictwo Znak. Ulubiony bohater dzieci musi zmierzyć się z życiowym problemem. Rodzice próbują pozbawić go Koniecznego Keczupu, a na dodatek zapraszają do domu nieznośną nianię. Ale, jak pisze wydawca, nikt nie pokona Karolka! To on kręci najlepsze filmy i zna najlepsze podstępy. Jeszcze nikt, kto próbował nabrać Karolka, nie dożył chwili, by mógł o tym opowiadać! A przekonać możemy się o tym, sięgając także po kolejną książkę z tej serii - „Koszmarny Karolek i klątwa kanibala". Trudno się w tych książkach nie zakochać. I w towarzyszących tekstowi rysunkach Tony'ego Rossa. Zabawa po pachy dla rodziców i dzieci. (MARA) CHCIAŁAM ZAKWITNĄĆ NA WIOSNĘ, A ZWIĘDŁAM BABSKIE GADANIE Anna Czerny-Marecka Ojej, jaki duży rozmiar - wyraźnie zasmuconym głosem rzekła 20-latka, pokazując chłopakowi szarą bluzę. Z ciekawości zerknęłam na metkę. XXSH! Dla niewtajemniczonych, czyli mężczyzn - S oznacza slim (mały), a dwa X (extra) go jeszcze pomniejszają. Od razu przeszła mi ochota na ciuchowe zakupy. Nie jest fajnie, jak szukasz rozmiarów M (medium, średni) lub L (large, duży), a obok ciebie ktoś narzeka, że podwójnie pomniejszona S-ka będzie na nim zwisać. Mnie też zwisło... samopoczucie. A miało być wiosennie i radośnie, zgodnie z potoczną opinią, że nic tak nie podnosi nastroju kobiety, jak wrzucenie czegoś nowego do szafy. No cóż, po spotkaniu już w pierwszym butiku 20-let- niocrr\ maniH7aroor> rłiiiH-yiol- ca, miałam ochotę zawinąć się, wsiąść do samochodu i pojechać w siną dal. Ewentualnie na szybki fitness połączony z poradą dietetyczki. Jednak ja twarda zawodniczka jestem. ■Postanowiłam, że jakiś wiosenny ciuch nabyć muszę. Wzięłam głęboki pddech i ruszyłam na polowanie w dżungli galerii handlowej. Ponieważ przymierzanie jest jedną z najmniej przeze mnie lubianych czynności, o czym kiedyś napiszę, postanowiłam podziałać metodą wypróbowaną przez starszego syna. Mateusz przygląda się wystawom. W końcu znajduje manekina, który wydaje mu się ubrany jak trzeba. Rzut oka na ceny (żeby nie wyjść na durnia, co to wchodzi, prosi o rzeczy, patrzy na metki, rzuca rzeczy i wychodzi) i jest decyzja. -Proszę wszystko z tego manekina - mrwAn T w tan cnncAli idzie do przymierzalni z zestawem, który z dużym prawdopodobieństwem kupi. Uzbrojonawsynowskąme-todę, ruszyłam więc wzdłuż witryn. Już przy trzeciej zapał mój zaczął lekko wyparowywać, a przy siódmej jego nędzne resztki w popłochu opuściły moją osobę. No ludzie, narodzie kochany, czyż naprawdę kolejny rok z rzędu najbardziej modne są sukienki z materiałów, które jako żywo kojarzą się z fartuchami pań woźnych i gospodyń domowych w latach PRL-u? Albo piżamki z kusą górą, która kończy się w połowie biustu, i przypominającymi kalesony spodenkami? Mogłam jeszcze wybierać między zestawami, które wyglądały, jakby ekspedientki czy dekoratorła wystaw konkurowały ze sobą, która stworzy większego manekinowego dziwoląga. Zaprawdę, każdy świetnie by się sprawrdził jako strach na wróble. No nie chcę być niesprawiedliwa, coś eleganckiego też się znalazło. Tiulowe, różowe, jadowicie zielone i niebieskie suknie na większe okazje. Takie, co to góra jest symboliczna, a dół będzie wlókł się po ziemi, jeżeli natura nie obdarzyła nas nogami dwa razy Jak wielka była jednak moja determinacja, niech świadczy to, że nie uciekłam z krzykiem i obłędem w oczach, tylko weszłam do kiosku z dżinsami. Z góry postanowiłam nie zwracać uwagi na te z dziurami, bo jestem dumną właścicielką takiej pary, która swój topowy wygląd uzyskała w sposób naturalny. Ekspedientki, takie w rozmiarze XS, były bardzo zajęte rozmową, ale po dziesiątym znaczącym chrząknięciu jedna raczyła na mnie spojrzeć. Miała miarę w oczach i wydała mi rozmiar, który uznała za stosowny. Ha, okazał się za duży! Oznajmiłam to z pewną satysfakcją, rezygnując z zakupu. Cena też była za duża, ale o tym wspomnieć nie uznałam za stosowne. Pewnie już jesteście zmęczeni tymi zakupami ze mną i chcecie, abym wyszła z galerii. No to wychodzę. Nie powiem, że bez niczego, bo kupiłam niedrogie i z natury swej luźne dresy. Kolejne, ale doświadczenie z epidemii i pracy zdalnej sprawiło, że bardzo polubiłam ten rodzaj ciucha. A żeby jednak poprawić sobie nastrój, odwiedziłam jeszcze drogerię. O tym jednak napiszę kiedy indziej. Do zobaczenia ćcifp) Jak baba od mięsa została wójtem i jak ją odwołano Anna Czerny-Marecka Stupsk Gmina Milusz)d to może być każde miejsce w Polsce, gdzie rządzi osoba niekompetentna i arogancka - mówi Konrad Remelski. autor książki „Cecylka i Lucjan, czyli samorządowy romans". Konrad Remelski z niejednego pieca chleb jadł. Pracował jako wykładowca na słupskiej uczelni, był nauczycielem i dyrektorem szkoły w podmiastec-łam Słosinku, potem dziennikarzem „Głosu", żeby przed emeryturą wylądować w miasteckim urzędzie miasta. Popełnił kilka książek o regionie, w tym reporterskie, zabawne i pikantne wspomnienia „Pieczeń wołowa na spodniach sekretarza, czyli opowiastki z życia wzięte". W tej książce w pełni ukazał swoje satyryczne i kąśliwe poczucie humoru. I takie podejście znajdziemy także w jego najnowszej powieści „Cecylka i Lucjan, czyli samorządowy romans". Akcja dzieje się w Milusz-kach. Małą gminą rządzi pani wójt, kobieta z krwi i kości. Dosłownie, bo na stołek wskakuje za namową szwagra prosto zza lady z mięsem i kiełbasami. Na niczym się nie zna, nie ma wykształcenia, ale z wielką energią obsadza stanowiska swoimi psiapsiółkami i znajomymi, zrywa kontakty z zagranicznymi samorządami, bo nie zna języków, jej żywiołem są gminne, mocno zakrapiane imprezy, podczas których żałuje, że z powodu ważnej funkcji nie może się zabawić tak przaśnie, jak lubi. No i przede wszystkim niszczy ludzi, którzy wystają ponad jej poziom, czyli mądrych, doświadczonych, Okładka najnowszej książki miastczanina po studiach. Ostrze jej rzeźnic-kiego topora wycelowane jest zwłaszcza w panią prezes szpitala. Usuwają ze stanowiska, ale niedługo cieszy się zwycięstwem, bowiem mieszkańcy w referendum usuwają ją z gminnego ratusza. Ku rozpaczy Lucjana, biernego, ale wiernego urzędnika, który widzi wady pani wójt, ale też namiętnie i beznadziejnie ją kocha. Tyle fabuła. Jak twierdzi autor, całkowicie wymyślona. Jednak kto zna miasteckie sprawy, ten zaraz znajdzie liczne analogie do niedawnego odwołania w referendum pani burmistrz tego miasta. Wszystko się zgadza, nieudane i udane referenda, konflikt z prezes szpitala, lista zarzutów, jakie pani burmistrz postawiono. Co prawda autor oddał książkę do druku miesiąc przed referendalnym głosowaniem, ale trafił z wynikiem. Prawda czy fikcja? Dla czytelników spoza Miastka raczej fikcja, ale zapewne większość z nich w tej ostrej satyrze na samorządowe układy i układziki znajdzie odniesienia do swoich miast i miasteczek. ©® Konrad Remelski na spotkaniu autorskim w słupskim npni>lini(> Głos Dziennik Pomorza Piątek, 22.04.2022 OGŁOSZENIA DROBNE • 21 DROBNE Jak zamieścić ogłoszenie drobne? Telefonicznie: 94 347 3512 Przez internet: ibo.polskapress.pl W Biurze Ogłoszeń: Oddział Koszalin: ul. Mickiewicza 24,75-004 Koszalin, tel. 94 347 3512 Oddział Słupsk: ul. Henryka Pobożnego 19,76-200 Słupsk, tel. 59 848 8103 Oddział Szczecin: ul. Nowy Rynek 3,71-875 Szczecin, tel. 9148133 67, fax 91433 48 60 rubryki w ogłoszeniach drobnych: ■ NIERUCHOMOŚCI ■ FINANSE/BIZNES ■ HANDLOWE ■ NAUKA ■ MOTORYZACJA ■ PRACA i ZDROWIE i USŁUGI i TURYSTYKA ■ BANK KWATER ■ ZWIERZĘTA ■ ROŚLINY, OGRODY i MATRYMONIALNE i RÓŻNE i KOMUNIKATY Nieruchomości KUPIĘ mieszkanie do remontu, 609-499-555. MIESZKANIA-WYNAJMĘ DLA rodziny, dwa pokoje, 603 942 933 BOX Hala Pod Wieżą, 663349123 KUPIĘ garaż murowany, 609-499-555. GARAŻE Blaszane B RAM Y Ga razowe Najniższe CENY Różne wymiary Transport cały kraj Montaż GRATIS Dogodne RAT'*? 94-318-80-02 58-588-36-02 59-727-30-74 91-311-11-94 95-737-63-39 512-853-323 www.konstal-garaze.pl POŚREDNICTWO OMEGA WYCENY OBRÓT SŁUPSK, UL. STARZYŃSKIEGO 11 tel. 59 841 44 20; 601 654 572; www.nieruchomosci.slupsk.pl omega@nieruchomosci.slupsk.pl Handlowe FILMY, MUZYKA KUPIĘ PŁYTY GRAMOFONOWE 609 155327 REKLAMA ABAKUS Aniela Barzycka - 22 lata na rynku poszukujemy mieszkań 1,2-pokojowych Przylesie, Na Skarpie, Nasz Dom GOTÓWKA zadzwoń 661-841-555 ul. Zwycięstwa 143 661-841-555 (obok Związkowca) www.abakus-nieruchomosci.pl 2 pok. balkon, rej. Na Skarpie KLUCZE W BIURZE do negocjacji 273 000,- 3 pok. loggia, ciepłociąg z wyposażeniem, po remoncie rej. Centrum 335 000,- 55 m2, dwustronne, Zwycięstwa 0% PROWIZJI OD KUPUJĄCEGO szybkie wydanie 338 000,- Motoryzacja A do Z skup-skupujemy każde pojazdy, płacimy nawet za wraki, oferujemy najwyższe ceny, 536079721 AUTO skup wszystkie 695-640-611 MOTOCYKLE KUPIĘ Kupię pojazdy, jednoślady, części z PRL stan obojętny: 608-172-934 TŁUMIKI, katalizatory, złącza. Czekaj Zbigniew. Koszalin, Szczecińska 13A (VIS). Tel: 94-3477-143; 501-692-322. SKUP AUT, KASACJA 690-209-209 www.auto-kurek.pl SKUP-AUT wszystkie, 534-983-031. CUKIERNIKA Słupsk, 59/8432828. NIEMCY: murarz, cieśla, malarz, elektryk, spawacz: 601-218-955. Niemiecka firma zatrudni tapicera do pracy Niemczech! Jęz. niemiecki nie jest wymagany. Tel. 004917630319475 OCHRONA Szczecin, 604-630-556 OCHRONA, Police,stawka godz.+premie kwartalne, 604-630-556 PRACA w Niemczech. Hotel "RotłT na Wyspie Sylt zatrudni: Recepcjoniste - Recepcjonistkę, Kelnera - Kelnerkę oraz Pokojówki. Mile widziana znajomość języka niemieckiego, zwłaszcza na stanowisko Recepcjonisty. Oferujemy zakwaterowanie. CV po polsku lub niemiecku, wraz ze zdjęciem prosimy wysłać na adres: info@hotel-roth. de w temacie: "zu Handen von Herrn Ranft". ZATRUDNIĘ do pracy w Niemczech: Malarzy, Ociepleniowców, Tapeciarzy. Konkurencyjne stawki, darmowe mieszkanie, auto i umowa niemiecka. Tel: 539 343 726 lub 602 262 365. ZATRUDNIĘ operatora: koparko ładowarki, koparki, kierowcę wywrotki Tel: 608436216 ZATRUDNIMY murarzy,cieśli,operator żurawia.Praca Niemcy. Tel. 533-888-394 Zdrowie A-Z GINEKOLOG, 790-246-404 lŻYCZENIA /PODZIĘKOWANIA i GASTRONOMIA NEUROLOGIA SPEC. Neurolog. NFZ. Bez kolejek. Codziennie. Koszalin, 605-284-364. ALKOHOLIZM - esperal 602-773-762 Usługi AGO RTV FOTO 59/8430465 Serwis RTV, LCD, plazma PRALKI Naprawa w domu. 603775878 MALOWANIE domów, tynk-puc, odświeżanie, elewacje 792669632 REMONTY mieszkań 731084545 GK REMONTY od A do Z tel.660-683-933 USŁ. łazienki, hydraulika 696498391. HYDRAULICZNE, tel. 607703135. PODNOŚNIK ścinka drzew, czyść zarośnięte działki, 792669632. SPRZĄTANIE strychów, garaży, piwnic, wywóz starych mebli oraz gruzu w bigbagach, 607-703-135. i ROLNICZE i TOWARZYSKIE Turystyka UHUflii DZWIRZYNOMORZE.PL, 605 905 969 KOŁOBRZEG blisko morza! 511337308 Różne KASA za stare książki 609-643-399 ZŁOM kupię, potnę, przyjadę i odbiorę, tel. 607703135. Rolnicze KUPIĘ ciągniki rolnicze, mikrociągniki absolutnie wszystkich marek. Każdą koparkę, ładowarkę, minikoparkę. Tel. 694400305 KUPIĘ ciągniki, przyczepy, maszyny rolne. Tel. 535135507. KURKI młode, odchowane oraz kury roczne sprzedam tel. 785-188-999 KURKI odchowane 784 461566 KURY nioski młode - sprzedam. Telefon: 782 827 428,792 732 052, 59/81089 05 stronaZDROWlA czytaj SD Zostań prenumeratorem! Oszczędzasz 50 zł c Gazetę dostarczymy Prenumerata na 3 miesiqce za 44 zł miesięcznie codziennie do Twojego domu, b:ura tam gdzie chcesz zamów: © 94 340 1114 od poniedziałku do piqtku w godz. 9:00-15:00 email: prenumerata.gdp@polskapress.pl Oferta tylko dla nowych prenumeratorów * średnia oszczędność miesięczna w porównaniu do cen w kiosku w 2022r. 22 Głos Dziennik Pomorza Piątek, 22.04.2022 SPORT www.sportowy24.pl PIŁKA NOŻNA Porażki lęborczanek na początku ruiidy wiosennej W rozgrywkach III ligi kobiet odbyły się już trzy kolejki spotkań w rundzie wiosennej. Niestety, trzech porażek doznały piłkarki Lwa Lębork. Najpierw w Lęborku uległy drużynie Ju-na-Trans Stare Oborzyska 0:3. Potem przegrały 1:7 w Gdańsku z Lechią (gol: Paulina Lublewska) i w Lęborku z zespołem KA 4 RESPECT Krobia 1:3 (gol: Marika Jędryczka). (sten) PIŁKA RĘCZNA Słupia zagra z Brodnicą W sobotę o godz. 18:30 rozpocznie się kolejne spotkanie w II lidze piłki ręcznej kobiet. MKS Matbet Słupia Słupsk podejmować będzie MKS Brodnica. Mecz w hali ILO przy ul. Szarych Szeregów, (sten) Znakomity pościg Bytovii Bytów. Pogoń Lębork odpadła z gry Jarosław Stencel jarosiaw.stencel@poiskapress.pl PIŁKA NOŻNA. W meczach 1/8 finału Regionalnego Pucharu Polski Bytovia Bytów pokonała trzerioligowy KP Sta-rogard Gdański a Pogoń Lębork (IV liga) przegrała z Bałtykiem Gdynia (m liga). W meczu w Bytowie 4. minucie znakomicie zachował się na skrzydle Artur Rzepiński. Dośrodkował w pole karne, a głową do bramki wpakował piłkę Bartłomiej Chojnacki. Następne dwie bramki zdobyli jednak goście. Po przerwie w zamieszaniu w polu karnym znakomicie odnalazł się Włodzimierz Kajdrowicz. W 66. minucie Bytovia ponownie wyszła na prowadzenie. Znakomite zagranie Artura Wojacha do Artura Rzepińskiego, który pewnie pokonał bramkarza gości. - Wielkie brawa dla zespołu za osiągnięty wynik. Zależało nam na tym, żeby zaistnieć w Pucharze Polski i nie zatrzymywać się na tym szczeblu. W pierwszej połowie mieliśmy trochę problemów jeśli chodzi o granie w defensywie, jeśli chodzi o skrzydła. Na szczęście poukładaliśmy sobie to w przerwie meczu. Drużyna przeciwna przynajmniej na początku drugiej połowy już ta- Zawodnicy i trenerzy Bytovii Bytów cieszyli się z możliwości dalszej gry w rozgrywkach Pucharu Polski Piłkarze lęborskiej Pogoni (czarne stroje) walczyli ile mogli, ale musieli uznać wyższość trzecioligowca kiego zagrożenia nam nie stwarzała jeśli chodzi o akcje oskrzydlające. Świetnie się stało, że trafiliśmy zaraz po przerwie do siatki rywali. Kluczem było to, żeby nie stracić szybko bramki, tylko cały czas cierpliwie grać to, co sobie zakładaliśmy. Chwała chłopa--kom, że realizowali wszystkie założenia. To oni są zwycięzcami. Zostawili kawał zdrowia i nieważne, czy ktoś zagrał 5-10 minut - powiedział Karol Szymlek, trener Bytovii Bytów. BYTOVIABYTÓW-KP STAROGARD GDAŃSKI 32 (1:2) Bramkhl O Bartłomiej Chojnacki (4-głową), 1:1 Sertiij Napołow (17), 1:2 Daniel Sławiński (36-głową), 2:2 Włodzimierz Kajdrowicz (47), 3:2 Artur Rzepiński (66) Bytowa: Ryngwelski - Wdowiak, Szmidke, Lejk, Wolski, Błaszkowski, Kajdrowicz (90 Tochman), Chojnacki, Wojach (82 Kropidłowski), Wirkus (73 MalicHI 88), Rzepiński (90 Barra). W pierwszej połowie spotkania w Lęborku goście mieli najlepszą okazję w 38. minucie, ale bardzo dobrze zachował się Arkadiusz Kolkę. Dużo działo się w doliczonym czasie gry. TużnadbramkąuderzyłRobert Dettlaff, a następnie gospodarzy przed utratą gola uratowała poprzeczka. Po rzucie wolnym świetnie znów interweniował Kolkę, ale podczas interwencji uderzył się w słupek i potrzebna była pomoc medyczna. Na szczęście lęborski bramkarz mógł grać dalej. Tuż po przerwie uderzenie Damiana For- meli minimalnie minęło bramkę trzecioligowców. W 70. minucie goście po strzale Oktawiana Skrzeczą w końcu osiągnęli cel. Minutę później jednak wyrównać mógł Dettlaff, ale bardzo dobrą obroną popisał się bramkarz Bałtyku Michał Bartkowiak. Po kolejnej akcji znów miał wiele pracy, bo najpierw strzelał Paweł Piór, a następnie dobijał Szymon Pawlik. Akcje zmieniały się jak w kalejdoskopie i po kontrze obrońcy Pogoni musieli wybijać piłkę z linii bramkowej. Po kolejnej kontrze i strzale Michała Marczaka było już jednak 2:0 dla gości. Wynik ustalił Igor Jankowski. - Przeciwnik jak nasze warunki wymagający. Bałtyk Gdy- nia zawsze to trzecioligowiec i piłkarsko bardziej dojrzała drużyna od nas. Ciężko im się grało, myśmy zagrali mądrze w obronie, próbowaliśmy kon-trować a w pierwszej połowie to my więcej razy zagroziliśmy ich bramce po stałych fragmentach gry. W drugiej połowie im więcej czasu upływało tym goście byli bardziej zdeterminowani bo nie wyobrażali sobie odpaść tutaj z pucharu. Ta dojrzałość Bałtyku wyszła w późniejszych minutach meczu. Przełomowym momentem był rzut rożny dla nas gdzie po stracie w polu karnym Bałtyku poszła kontra, straciliśmy drugą bramkę i było po meczu. W przekroju całego meczu Bał- tyk pokazał bardziej dojrzałą od nas piłkę. Mieli lepiej wyszkolonych zawodników, byli zdeterminowani. My nie odpuszczaliśmy stąd wydaje się, że mimo wyniku 0:3 dla kibiców było to całkiem fajne spotkanie które pokazało, że w naszym zespole drzemią możliwości i że w ten zespół warto inwestować i budować dalej patrząc już pod kątem przyszłości - mówił Waldemar Walkusz, trener Pogoni. POGOŃ LĘBORK - BAŁTYK GDYNIA 0*3 W) Bramki: 0:1 Oktawian Skrzecz (70), 0:2 Michał Marczak (81), 0:3 Igor Jankowski (90) Pogoń Kolkę - Miotk (80 Raulin), Kozerkie-wicz, Siłkowski, Iwański, Janowicz (58 Wojda), Dettlaff (83 Okrój), Pawlik, Kwaśnik (46 Piór). A.Formela,D.Formela. Winnych meczach: Lechia II Gdańsk (IV liga) -Stołem Gniewino (III liga) 6:1 (2:0). Bramki: 1:0 Bartosz Brylowski (6), 2:0 Filip Koperski (33), 3:0 Omran Haydary (52), 4:0 Omran Haydary (56), 4:1 Wiktor Patrzykąt (61), 5:1 Tomasz Neugebauer (70), 6:1 Mateusz Sadło (85-kamy). Pomezania Malbork (klasa okręgowa) -GKS Przodkowo (ill liga)1:2(1:1) Bramki: 0:1 Łukasz Skierka (19), 1:1 Robert Wesołowski (45), 1:2 Miłosz Waszczuk (59) Gospodarzom sędzia nie uznał trzech bramek: Z kolei goście nie wykorzystali rzutu karnego. Pozostałe mecze zostaną rozegrane 27 kwietnia: Gryf Słupsk - Wierzyca Pelplin 06), Gryf II Wejherowo - Sparta Sycewice (17), Grom Nowy Staw - Gedania Gdańsk (17), Wisła Tczew - Jaguar Gdańsk (20:30). Spotkania 1/4 finału rozegrane będą 18 maja. Rywalem Bytovii będzie zwycięzca pary Gryf - Wierzyca. ©® KRÓTKO KOSZYKÓWKA Legia coraz bliżej awansu W meczach ćwierćfinałowych play - off Energa Basket Ligi zadziwia zespół Legii Warszawa. Już drugi raz pokonał na wyjeździe faworyzowany zespół ArgedBM Stal Ostrów Wielkopolski. Tym razem 67:64 (18:17,12:16,22:16, 15:15). W innym spotkaniu atut własnego parkietu po raz drugi wykorzystała drużyna Anwilu Włocławek, która pokonała Twarde Pierniki Toruń 87:71 (19:14,18:24, 27:12,23:21). ©® Jarosław Stencel Zmarł były pięściarz Czarnych Słupsk - Wiesław Jastrzębski Krzysztof Niekrasz krzysztof.niekrasz@polskapress.pl BOKS - Z KRONIKI ŻAŁOBNEJ. Wykrusza się stara gwardia pięściarzy, którzy mieli podwaliny pod sukcesy słupskiego boksu. 14 kwietnia zmarł niespełna 60-letni Wiesław Jastrzębski Bez przesady można powiedzieć, że zaliczano Go do najbardziej utalentowanych pięściarzy Czarnych. Dla Słupska zdobywał medale. Jego największe osiągnięcia to: brązowy medal mistrzostw Polski juniorów (1979 rok), a później dwukrotne młodzieżowe mistrzostwo Polski w wadze 54 kg (Włocławek 1980 i Koszalin 1981). W. Jastrzębski prowadził niezwykle ofensywny styl walki. Swoich g przeciwników bardzo często § zasypywał gradem ciosów. * Sam wielokrotnie podziwiałem jego pasjonujące poje-g dynki w słupskiej hali Gryfia < podczas meczów ligowych. _________2 W swojej karierze W. Jastrzęb- Wiesław Jastrzębski (rocznik 1962) w trakcie ski reprezentował jeszcze przygotowania do walki. Obok trener Zygmunt Pacuszka barwy Zawiszy Bydgoszcz i Walki Zabrze. Na koncie miał ponad 120 walk. Za swoje wyczyny ringowe pozostanie w pamięci sportowej najwierniejszych sympatyków boksu z lat 70. i 80. XX wieku w grodzie nad Słupią. Żegnaj Przyjacielu Boksu! Ceremonia pogrzebowa odbędzie się dziś (22 kwietnia) w Jezierzycach. O godz. 10 msza w kościele pod wezwaniem św. Antoniego Padewskiego, a po niej nastąpi odprowadzenie na miejsce wiecznego spoczynku na jezierzyc-kim cmentarzu. ©® Głos Dziennik Pomorza Piątek, 22.04.2022 SPORT • 23 Fury ma dość boksu. W sobotę ostatnia walka Króla Cyganów? Tomasz Dębek Twitter:@T_Debek BOKS. Mistzz wagidęźkiej Tyson Fury zapowiada, że poko-naDQłianaWliyte'aiodejdbrie na emeryturę. Gala wLtmdy-nie będzie miała też polski akcent z bratem Fmyego zmierzy się DamdBociańsk Tyson Fury (31-0-1, 22 KO) to najbardziej charyzmatyczny pięściarz ostatnich lat. Gdyby nie istniał, wymyśliłby go pewnie Guy Ritchie, bo 33-latek jest postacią żywcem wyjętą z jego filmów. „Król Cyganów" (to nawiązanie do jego korzeni, wychował się w społeczności irlandzkich travellersów żyjących w przyczepach kempingowych) ma poczucie humoru, lubi zjeść i wypić, nakonferenęjęprasową potrafi przyjść w stroju Batmana, a po walkach łapie za mikrofon i... śpiewa przed milionami widzów. Jedni go uwielbiają, inni nie znoszą, mało kogo pozostawia jednak obojętnym. Furyprzeszedł drogę od zera dobohatera. Kiedyśbyłmemem - bokserem, który o mało nie znokautował w ringu samego siebie. W 2015 r. sensacyjnie przerwał trwające blisko dekadę panowanie Władimira Kliczła w wadze ciężkiej, lecz popadł w depresję i alkoholizm, przytył do 190 kg i był blisko samobójstwa. Potrafił jednak pozbierać się i dać kibicom trylogię z niepokonanym wcześniej Deontayem Wilderem (42-2-1,41 KO), z którym zremisował i dwa razy pokonał go przed czasem Do historii przeszła sytuacja z 12 rundy ich pierwszej walki. Amerykanin zdążył wykonać taniec zwycięstwa nad - wydawało się - ciężko znokautowanym Furym, ten jednak wbrew logice wstał na „dziewięć" i... wygrałrundę! W sobotę „Król Cyganów" wraca do ringu. Jego walka z Dil- Walkę Fury - Whyte obejrzy z trybun stadionu Wembley 94 tys. kibiców. Bilety rozeszły się w kilka godzin lianem Whyte'em (28-2,19 KO) to murowany hit. Na trybunach i płycie Wembley przygotowano aż 94 tys. miejsc. Bilety itaksprzedałysięwkiika godzin. Na papierze rywal nie powinien być dla Fur/ego dużym zagrożeniem. Pochodzącego z Ja-majkibyłegokickbokseranokau-towali Anthony Joshua i Aleksandr Powietkin. Whyte ma jednak w pięściach mocne argumenty. Po jednej z amatorskich walk jego rywal spędził kilka tygodni w śpiączce. Przygodę z boksem zaczął zresztą od wygranej z Joshuą, późniejszym złotym medalistą olimpijskim i mistrzem świata na zawodowstwie. Poza tym dla 34-latka to walka życia. A ono nigdy go nie rozpieszczało. Wychował się wubóstwie, został ojcem jako 13-latek. Na ulicach Brixton balansował na granicy życia i śmierci. W ruch szły pięści, noże i pistolety. Kiedyś Whyte wyjął kombinerkami kulęzwłasnej nogiisa-modzielnie zszył ranę. - Jeśli ktoś tam nie mieszkał, będzie myślał, że opowiadam jakiś film. A tak było naprawdę. Nie spodziewałem się, że dożyj ę 20. urodzin. A jeśli już, to w więzieniu, skazany za morderstwo czy coś szalonego. Nie wybrałem talriego życia, byłem do niego zmuszony. Ale dzięki temu nauczyłem się wielu rzeczy. Przetrwam w każdych warunkach. Jestem twardy i odporny. Nigdy nie pomyślałbym, że wszystko to przyda mi się w walce o mistrzostwo świata - podkreślał. - Doskonale wiem, jakie stoi przede mną zadanie. Wierzę w to, że pokonam Tysona i uciszę wiele osób. Mam gdzieś, że wszyscy mnie skreślają. Całe życie takbyło - dodał. Smaczku walce dodają zapowiedzi Fury'ego, który zarzeka się, że to jego ostatni taniec. - Osiągnąłem już wszystko. Zdobyłem każdy pas, pobiłem rekordy. Odejdę zdrowy iniepo-konany, ze 150 min dolarów na koncie. Kupię ogromny jacht i będę nim pływał - podkreślił Fuiy, którego nie przekonuje nawet perspektywa walk z Joshuą lub mistrzem WBA, WBO i IBF Ołeksandrem Usykiem (19-0,13 KO), który wkrótce ma dać „AJ-owi" rewanż. - Na to jest już za późno. Mieli wiele szans, by pokazać jaja i wyjść do tej walki. Przepraszam, ale w sobotę macie ostatnią szansę, by zobaczyć mnie wakcji - dodał 33-latek. Szkopuł w tym, że „Gypsy King" nie pierwszy raz mówi o emeryturze. Zapowiedziom tym nie ufa ani jego ojciec John Fury, ani promotor EddieHearn. - Trzeba być kompletnym wariatem, żeby wierzyć we wszystko, co wygaduje Tyson Fury - uśmiechał się Heam. W Londynie nie zabraknie polskiego akcentu. Do ringu wejdzie Daniel Bociański (10-1,2 KO), który roktemu oblał największy test na zawodowych ringach, doznając porażki z rąk Patryka Szymańskiego (21-5, 11 KO). Na Wembley zmierzy się z przy-rodnimbratem Tysona Fur/ego, Tommym (7-0,4 KO). Podobnie jak Polak, 22-latekdotęj pory obijał przede wszystkim rywali z ujemnymi rekordami. Na Wyspach zdobył już jednak dużą popularność dzięki... udziałowi wreality show „Love Island". Transmisja z londyńskiej gali na platformie Yiaplay. ©® Sześć meczów Guardioli i Kloppa, Ronaldo zagra w Lidze Europy? Filip Bares Twitter:@Bares34 PIŁKA NOŻNA. Po deklasacji Machesteru United Liverpool tylko przez dzień cieszył się z pierwszego miej-sca w tabeli Wyścig o tytuł w Premier League wchodzi na ostatnią prostą Manchester City odzyskałfotellidera dzięki środowemu zwycię-stwu3:0nadBrightonima jeden punkt przewagi nad drugim Li-verpoolem. Do końca sezonu pozostało sześć kolejek, ale jeszcze sporo może się zmienić Oprócz ro2gry-wekligowych oba zespoły muszą skupić się też na półfinałowych starciach w Lidze Mistrzów, a Ii-verpoolmaprzed sobą także finał Pucharu Anglii, po tym jak wyeliminował zespól Pepa Guardioli. Obecnie to The Citizens są faworytem bukmacherów do mistrzostwa - kurs 1.43 w porównaniu z 2.7 na Liverpool. The Reds mają przed sobą jeszcze derby z Evertonem, który walczy outrzymanie,starciezTottenha- mem, który gra o Ligę Mistrzów, a w ostatniej kolejce zmierzą się z Wolvehampton, które traci tylko trzy punkty do miejsca dającego grę w Lidze Konferencji Europy. City natomiat ma dużo łatwiejszy kalendarz, bo jedynym trudnym rywalem wydaje się West Ham, z którym zmierzy się 15 maja wLondynie. - Wszystko jest w naszych rękach. Jeśli się potkniemy, to Ii-verpool będzie mistrzem - powiedział po wygranej z Brighton Pep Guardiola. Bardzo interesująca jest też sytuacja nieco niżej w tabeli. Chelsea ma pięć punktów przewagi i mecz w znadrzu nad czwartym Tottenhamem i piątym Arsenałem. Za ich plecami plasuje się Manchester United, który traci trzypunktyimaojedenmeczro-zegrany więcej oraz West Ham, który traci punkt do „Czerwonych Diabłów". Na dziś bukmacherzy płacą aż 15:1 za miejsce w TOP dla United. Wszystko wskazuje na to, że jeśli Cristiano Ronaldo będzie chciał grać w Li-dzeMistrzów, tobędziemusiał... zmienićkiub.©® Manchester City zdobędzie tytuł mistrza Premier League, jeśli wygra wszystkie sześć ostatnich spotkań ligowych Patrzę na kadrę pod kątem igrzysk. Wyniki po drodze mnie nie interesują Tomasz Biliński redakcja@polskapress.pl SIATKÓWKA. Z czysto ludzkiej strony GiMć mógł zadzwonić do zawodników, któczy stanowili o sile kadry, a ich nie powołał - mówi były środkowy reprezentacji Polski Marcin Możdżonek. Nikola Gibić zaskoczył pana powołaniami? Nie, kadra została odświeżona, co nie dziwi, ponieważ skończył się cykl olimpijski. Większość reprezentacji „wietrzy szatnie" i zmienia trenerów. To też dzieje się w naszej drużynie. Grbić dał jasny sygnał, że szykuje zespół na igrzyska w 2024 r. Kilku zawodników, których moglibyśmy się spodziewać, nie powołał, ale to naturalny proces. To nie rewolucja, a ewolucja tej drużyny. Cieszmy się, że mamy szeroką podstawę siatkarskiej piramidy. Krótko po ogłoszeniu kadry, zgrywreprezentacji Polski zrezygnowali Piotr Nowakowski, Damian Wojtaszek iDawid Konarski, co ogłosili na Instgra- mie. Nie miał pan wrażenia, że oilewydźwiękpostatego pierwszego był neutralny, otyłe pozostała dwójka chciała wbić szpilkę? Jeżeli faktycznie tak było, że Grbić wcześniej z nimi nie rozmawiał, to z czysto ludzkiej strony byłoby niewłaściwe zachowanie. Oczywiście on nie musi tłumaczyć się ze swoich decyzji. Jako trener odpowiada przed PZPS. Jednak wtej sytuacji wypadałoby. Gdy mi już zdrowie nie pozwalało grać w kadrze i Vital Heynen o tym wiedział, mimo to do mnie dzwonił. Ale to jest gadułai zu-pełnieinny typczłowieka. Trochę takiego podejścia u Grbicia zabrakło. To pierwszy minus jego pracy, na który na razie nie zwracałbym uwagi. Eabian Drzysga wielokrotnie był krytykowany, ale gdy nie dostał powołania, to go brakuje. Pamiętajmy, że to jest kadra na Ligę Narodów. Namistrzo-stwaświatamożebyć inna, choć to się pewnie nie zdarzy. Jeśli będą zmiany, to jedna-dwie. Ale z tego, co się orien- tuję, to droga na mistrzostwa dla Fabiana nie jest zamknięta. Liga Narodów zacznie się dopiero 8 czerwca. Biorąc pod uwagę nowego trenera, zmiany wdrużynieipowiót do formatu turniejów w różnych częściach świata, jak pan będzie oceniał grę kadry? Można to robić długo albo krótkofalowo. Polecam to pierwsze. To drugie może nam zamydlać obraz potencjału tej kadry. Mamy nową drużynę, z nowym rozgrywającym Marcinem Januszem, na którego chce postawić trener. Ta grupa musi wspólnie przeżyć na boisku swoje. To z koleibędzie wiązało się z różnymi wynikami. Nasi zawodnicy mają dużo jakości i ją pokażą, ale nie nastawiałbym się na spektakularny wynik w Lidze Narodów. Mecze będą kapitalne, żeby zdobyć doświadczenie, które zawodnicy wykorzystają wmi-strzostwach świata i dalej. Osobiście patrzę na reprezentacj ę przez pryzmat igrzysk. Wyniki po drodze mnie nie interesują. Interesuje mnie, jak zespół będzie się rozwijać. 24 • REKLAMA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 22.04.2022 JUZ JEST Oferta ważna od 22.04.2022 do 31.05.2022 lub do wyczerpania zapasów. Wojna Ukrainy z Rosją przypomina wojnę Polaków z bolszewikami w latach 1919-1921 PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 22.04.2022 Dorota Kania, redaktor naczelna Polska Press lVojciech Mucha, red. nacz. „Dziennika Polskiego'i „Gazety Krakowskiej" MIŁOSIERDZIE CZEKAJĄC NA KONIEC „BISU" W yła słoneczna sobota 26 kwietnia 2014 roku. Razem z przyjaciółmi byłam w Rzymie, by świętować ka-nonizację Jana Pawła II, która przypadała w dzień następny - 27 kwietnia w Niedzielę Miłosierdzia Bożego. W pobliżu placu św. Piotra gromadziły się wielojęzyczne tłumy; przyjechali ludzie z całego świata, by uczcić wyniesienie na ołtarze naszego Papieża. Nagle tłum się rozstąpił, by zrobić miejsce procesji, w której szli młodzi księża i klerycy z różnych krajów. W pierwszym rzędzie dwaj kapłani nieśli obraz Jezusa Miłosiernego, za nimi szli kolejni z wizerunkami siostry Faustyny i Jana Pawła II. Podobne portrety można było zobaczyć w wielu miejscach w Italii - Włosi w rozmowach mówili o swoim przywiązaniu do „Papa Polacco" i o Faustynie. O ile obecność Jana Pawła n w życiu Włochów była zrozumiała, to byliśmy zaskoczeni rozmiarem kultu siostry Faustyny, zważywszy na to, że jej beatyfikacja była zaledwie 21 lat wcześniej, a kanonizacja nastąpiła siedem lat później - w 2000 roku. Na naszych oczach widzieliśmy, jak spełnia się wielkie marzenie kardynała Stefana Wyszyńskiego i Jana Pawła II - kult Miłosierdzia Bożego stał się powszechny. To, co po ludzku było wręcz niemożliwe, weszło do kanonu Kościoła. Za sprawą skromnej polskiej zakonnicy Faustyny Kowalskiej i jej spowiednika księdza Michała Sopocki świat poznał przesłanie Miłosierdzia Bożego. „Miarą dla miłosierdzia Bożego jest nie tyle świętość i chwała Jego przyjaciół, ile zbawienie największych łotrów. Dopiero widok zbawionych zbrodniarzy, których cały świat znienawidził, a których Bóg jeszcze uratował, otworzy nam oczy na potęgę miłosierdzia Bożego. Ale to może stać się dopiero w życiu przyszłym, gdyż obecnie nie jesteśmy zdolni tego pojąć. Musimy naprzód sami dobrze poznać nędzę własną na Sądzie Ostatecznym, by zrozumieć, dlaczego Bóg nie rezygnuje z łotrów" - pisał bł. kardynał Stefan Wyszyński. Te słowa oddają istotę zbliżającego się święta - nie chodzi o lukrowany obraz pozornego wybaczenia, ale o autentyczny ratunek pochodzący wprost od Jezusa, który dla nas zmartwychwstał. Nieprzypadkowo niedziela Miłosierdzia Bożego przypada w Oktawę Wielkiej Nocy, gdy w pamięci mamy Triduum Paschalne; Mękę, Śmierć i Zmartwychwstanie. W tych wydarzeniach zawiera się miłość Boga do człowieka, bez względu na to, czy kto Ltąk., jak pisał zarówno bł. oże ogarnia kst z Magaoże. Ratuo, że bitwa o losy Ukrainy, a prawdopodobnie także o naszą część Europy rozgrywa się właśnie w Donbasie, jest z wielu powodów symboliczne. Ten poło-żony na wschodzie Ukrainy obszar Donieckiego Zagłębia Węglowego przez cały XX wiek i pierwsze lata XXI wieku był obszarem drenażu ziemi i człowieka. W kopalniach, hutach i stoczniach wykopywano węgiel i wykuwano stal, nie licząc się z „czynnikiem ludzkim". I to niezależnie od tego, czy władza była sowiecka, czy już po 1991 r. rzekomo ukraińska, a de facto bandycko-oligarchiczna, skupiona wokół zwalczających się klanów - donieckiego i dniepropietrowskiego. Jak trafnie zauważył w jednym ze swych esejów Paweł Kowal, oligarchowie z Ukrainy wytworzyli niespotykany nigdzie indziej na świecie system - swoistych hetmanów bandyckiego kapitalizmu. Zrobili to właśnie w Donbasie. Należy jednak pamiętać o jednym fakcie - górnicy i mieszkańcy Donbasu w 1991 r. zagłosowali za niepodległością Ukrainy. Po okresie masowych strajków sami chcieli rozporządzać swoją pracą i jej owocami, chcieli zerwać z Moskwą. Wiedzieli, że nie sposób budować z nią świetlanej przyszłości. Moskwa miała jednak inne plany i przez kolejne dekady podsycała w Zagłębiu tendencje separatystyczne, bazując głównie na języku (wschód Ukrainy jest niemal całkowicie rosyjskojęzyczny) i odległościach od Kijowa / bliskości Rosji. Był to zabieg skuteczny Nie bez powodu to właśnie Doniec-kie Zagłębie Węglowe stało się zarzewiem wojny, gdy w 2014 r. po Rewolucji Godności i aneksji Krymu w Ługańsku i Doniecku ogłoszono tzw. „republiki ludowe", zaprowadzając terror i rozpoczynając trwającą do dziś i czekającą na finał wojnę. Gdy w 2015 r. realizowałem film dokumentalny na temat rosyjskiej agresji na Ukrainę, przez wiele dni przebywałem w Stanicy Ługańskiej. W tej niewielkiej, położonej wówczas na linii frontu wiosce mieszkało wówczas niewielu mieszkańców. Miejscowość była celem rakiet wystrzeliwanych z pozyq'i rosyjskich i prorosyjskich. Towarzyszyłem tam ukraińskim oddziałom, które oswobodziły wieś i stacjonowały w niej ze względu na strategiczny charakter i bliskość rosyjskiej granicy. Do dziś pamiętam rozedrganie „miejscowych", którzy mieli świadomość swojego położenia i dla własnego bezpieczeństwa nie określali się inaczej niż „pokojowi mieszkańcy Donbasu". Robili to oczywiście z obawy o to, że kolory sztandarów na horyzoncie mogą w każdej chwili się zmienić. Mień rację -dziś znów są pod okupacją, tym razem już nie „pro", a jawnie rosyjską, która po fiasku blitzkriegu właśnie stamtąd chce dokonać ostatecznego podboju Ukrainy. „Doczekamy końca Związku Sowieckiego Bis" - taką nadzieję wyraża dziś na naszych łamach Romuald Szeremietiew, były wiceminister obrony narodowej pytany o losy wojny rosyjsko-ukraiń-skiej. Wojny, której kolejny, prawdopodobnie ostatni, choć nie wiemy jak długi akord rozbrzmiewa właśnie w Donbasie dźwiękami rosyjskiej artylerii, kładącej deszcz pocisków na stanowiska ukraińskich obrońców. Tak, zapewne doczekamy. Jesteśmy więc myślami w Donbasie, jesteśmy w potężnej hucie „Azovstal", gdzie garstka obrońców Mariupola broni się przed nawałnicą bomb i szturmem sił rosyjskich. Nasze modlitwy pędzą do ofiar z Buczy i lipienia. Trzymamy kciuki za Odessę i zatrważa nas los Lwowa. Wierzymy, że poza deklaracjami i słowami na Ukrainę płynie poza zasięgiem naszych oczu pomoc, która może przyspieszyć nieuchronne, a tym jest „koniec Związku Sowieckiego Bis" i pokój dla wszystkich mieszkańców Ukrainy, nie tylko tych z Donbasu. dodatkowe samoloty i części zamienne, c liczebność swojej floty lotniczej. Głos Dziennik Pomorza Piątek, 22.04.2022 PULS F( komentarz tygodnia STEFCZYKA 20 KWIETNIA, PAWŁOWICE, POLSKA W Kopalni Węgla Kamiennego „Pniówek", chwilę po północy doszło do wybuchu metanu. Metan miał wybuchnąć tysiąc metrów pod ziemią, w ścianie N-6. W momencie zdarzenia w zagrożonym wybuchem rejonie przebywało czterdziestu dwóch górników. 18 KWIETNIA, DONBAS, UKRAINA, rosyjscy żołnierze wrzucili do sieci film, na którym dziwią się, że Amerykanie opisują swoją broń po ukraińsku, łacińskim alfabetem. Ta broń, to RPG-76 Komar. A język - polski, o którego istnieniu najwyraźniej nie wiedzieli TTHttlEROWA f § WILCZYSK A 20 KWIETNIA, SIEDLEC, POLSKA, prezes IPN, dr Karol Nawrocki i wójt Siedlec Jacek Kolesiński przyglądają się upadającemu pomnikowi czerwonoarmisty. W związku z wojną na Ukrainie przyspieszyła akcjadekomunizacji przestrzeni publicznej. 19 KWIETNIA, WARSZAWA, POLSKA, z okazji 79. rocznicy powstania w getcie warszawskim, przy wejściu do stacji metra Centrum, powstał nowy mural, na którym upamiętniono trzynaście związanych z gettem postaci. 4 • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 22.04.2022 SZEREMIETIEW: JEST SZANSA, ZE UKRAINA WYGRA WOjKlĘ O DONBAS WOJNA UKRAINY Z ROSJĄ PRZYPOMINA WOJNĘ POLSKI Z BOLSZEWIKAMI W LATACH 1919-21. TERAZ PREZYDENT UKRAINY PODKREŚLA, ŻE UKRAIŃCY WALCZĄ NIE TYLKO O SWOJĄ WOLNOŚĆ, ALE TAKŻE O NASZĄ - MÓWI ROMUALD SZEREMIETIEW, BYŁY WICEMINISTER OBRONY NARODOWEJ Dorota Kowalska Panie ministrze, zaczyna się druga faza wojny wUkrainie i wielka ofensywa w Donbasie. Myśli pan, że to kluczowe starcie w tej wojnie? Po pierwsze -nie wiem, czy rzeczywiście zaczyna się jakaś wielkabitwa, jeżeliidzie o Donbas. Dlatego że siły, które są zaangażowane po stronie ukraińskiej, niekoniecznie prowadzą działania w taki sposób, aby dochodziło do bitew czołowych. A można usłyszeć takie opinie, żewDonbasię będą się ze sobą ścierać masy pancerne, że będzie powtórki z bitwy na łuku kurskim, która miała miejsce w czasie n wojny światowej. Otóż, jeżeli spojrzymy na dotychczasowy przebieg działań, widzimy, że, owszem, Ukraina używa wojsk operacyjnych, czyli jednostek, brygad pancernych, zmechanizowanych - one działają, ale istotną formą ukraińskiej obrony są działania przy pomocy sił nieregularnych obrony terytorialnej, przygotowane do obrony terenów zurbanizowanych, miast. Teren zurbanizowany jest bardzo trudny do zdobycia. Trzeba mieć bardzo duże siły, żebysiępoważyć na atak w talach miejscach. Wiadomo, że działania nieregularne wykonywane między innymi przez obronę terytorialną Ukrainy nie polegają na tym, że jakaś jednostka zmierzy się z czołgami rosyjskimi na otwartym polu. Obrońcy ukraińscy robią zasadzki, uderzająbronią przeciwpancerną i odskakują. Atakująrosyjskiekolumny, które maszerują drogami, aina-czej Rosjanie nie mogą maszerować na Ukrainie. Jest im zresztą coraz trudniej, ponieważ teren staje się grząski i ciężki sprzęt po prostu tam grzęźnie w błocie. Trudno iść, trzymając się drógutwardzo-nych, bo tam czyhają Ukraińcy. Więcpowstaje pytanie, czy ijak będą przebiegały walki na tere- nie Donbasu i co się zmieni, jeżeli chodzi o formułę działań taktycznych przyjętą przez stronę ukraińską. Wiadomo, że strona rosyjska zgromadziła na wschodzie Ukrainy, w pobliży Donbasu, 76 batalionowych grup taktycznych. To jest podobno sporo. Rosjanie chcą przed prawosławnymi świętami Wielkiej Nocy, które przypadają na najbliższy weekend, czymś się pochwalić, więc pewnie będą chcieli ten Donbas zdobyć. Pamiętajmy, że część tego Donbasu była już wrękach tak zwanych rosyjskich separatystów Więc nie chodzi o to, żeby go zdobyć, bo na razie Ukraińcom nie udało się go odzyskać, tylko utrzymać to, czym się dysponuje - mówię o stronie rosyjskiej. Przewidywałem, że działania Rosjan ograniczą się do zajęcia całości dwóch obwodów: ługańskiego i doniec-łaego, aPutin ogłosi, że właśnie powstały „niepodległe" republiki. Ukraińcy z kolei nie będą mieli sił, przy pomocy których będą mogli zajęte obwody odbić. I tak to zostanie na razie na jakiś czas. Tymczasem Putin z wielkim rozmachem ruszył, chcąc zająć dużo więcej niż sam Donbas i nie udało się. Teraz próbuje przynajmniej trochę złapać ukraińskiego terytorium, aby było czym pochwalić się na zamierzonej defiladzie zwycięstwa 9 maja. Panie ministrze, więcto nie będzie taka współczesna bitwa warszawska 1920 roku? Nie, chociaż cała wojna Ukrainy z Rosją przypomina wojnę Polski z bolszewikami w latach 1919-21. Wtedy Polacy zatrzymali pochód bolszewicki, abro-niąc Polski, uratowali też Zachód. Prezydent Ukrainy ciągle podkreśla, że Ukraińcy walczą nie tylko o swoją wolność, ale także o naszą, całej Europy, czyli jakby o to samo chodzi. Oarmiirosyjskiej mówiło się, żetodrugaaimiaświataita druga armia świata nie potrafi sobie dać rady zarmiąukraińską, która jest doświadczona, ale jednak słabsza i liczebnie i sprzętowo. O co chodzi? No cóż, Rosja nie okazuje się takim mocarzem militarnym jak prezentuje to w swojej propagandzie. Pamiętajmy, że druga wojna światowa, w której Rosja Sowiecka jest wśród zwycięzców, inaczej by wyglądała, gdyby nie ogromna pomoc Zachodu, zwłaszcza Stanów Zjednoczonych w zaopatrzeniu właśnie w uzbrojenie i sprzęt wojskowym. Tę pomoc Rosja przez cały czas wojny otrzymywała. Niezależnie od tego, że były tysiące czołgów, samolotów, samochodów, paliwo i zaopatrzenie, to otrzymywała także przy tej okazji nowoczesne technologię Zachodu, które następnie stosowała we własnym konstruowanym uzbrojeniu. Jeden przykład: Rosjanie WI939roku zdobyli polskie czołgi. Miały one polski wynalazek - peryskopy, podczas gdy niemieckie i sowiecki ich nie miały. Niemcy i Sowieci skopiowali je i zaczęli używać również w swoich wozach pancernych. Wszystko wskazuje na to, że dziś Rosja nie ma możliwości otrzymywania takiego wspar-cia jak w czasie n wojny światowej, a otrzymuje je Ukraina. To niedobrze wygląda, jeżeli idzie oprzyszłość tej wojny z punktu widzenia rosyjskiego. Putinowi się wydawało, że zdobędzie Ukrainę w trzy dni. Myśli pan, że on był po prostu źle poinformowany? Myślę, że Putin uwierzył we własną propagandę. W wystąpieniu telewizyjnym, jakie wygłosił 24 lutego do Rosjan, mówił o Ukrainie z wielką pogardą. Odmawiał Ukraińcom prawa do bycia narodem, nazywał ich państwo upadłym, skorumpowanym, innymi słowy, niezdolnym doobrony. Sądzę, że na Kremlu założono, iż wystarczy demonstracja zbrojna, wprowadzenie wojska, aby Ukraińcy poddali się. Putin liczył, że istotnego oporu niebędzie, a jego sołdaci będąbezboleśnie „wyzwalać" Ukraińców spod panowania reżimu kijowskiego. Rosjanie chcieli wystraszyć Ukraińców? Tak. Myśleli, że wystraszą Ukraińców. Kolumny pancerne miały maszerować przez całą Ukrainę, wejść do Kijowa, miała nastąpić zmiana władzy - tak pewnie zakładał na początku Putin. On, powtarzam, cały czas mówił o Ukrainie z pogardą, to nie był dla niego żaden przeciwnik. A Ukraińcy, tak jak Białorusini zresztą, to są też Rosjanie, tylko gorszego sortu, którym trzeba nawet siłą przypomnieć, że przynależą do „ruskiego miru". Rosjanie marzą, że ich państwo będzie potęgą taką, jak imperium rosyjskie ca- rów, komunistyczny Związek Sowiecki. Putin zapewne myślał, że jak „Małorosjanie" znad Dniepru zobaczą, jajka siła rosyjska do nich przyszła, to opowiedzą się za Rosją. I będą rzucać te przysłowiowe kwiaty czołgistom pod gąsienice! Właśnie. Będą z radością witać wyzwolicieli spod „nazistowskiej" władzy w Kijowie, bo tak przecież ukraiński rząd określał Putin. Zresztą dalej, tym właśnie - nazistowskim rządem w Kijowie, tłumaczy wtargnięcie na teren Ukrainy. Tyle tylko że z jego założeńnie-wiele wyszło. Należałem do uważających, że Putin wojny nie wywoła. Siły i środki, jakie zgromadził na granicy z Ukrainą (sto kilkadziesiąt tysięcy sołdatów) bez zapleczalogistycznego nie wyglądały na przygotowanie do prowadzenia tzw. pełnoska-lowych działań wojennych. Putin liczył, że Ukraina się podda? Tak i uważał, że wystarczy demonstracja siły - demonstracja rosyjskiej siły na terenie całej Ukrainy miała sprawić, że Ukraińcy się poddadzą. Wnioskował tak chociażby po tym, jak udało mu się przejąć Krym. W 2014 roku armia ukraińska nie tylko, że nie miała rozkazów, jak ma postępować w obliczu „zielonych ludzików", ale były też przypadki zdrady wyższych dowódców. Dowódca floty ukraińskiej zadeklarował „posłuszeństwo ludowi Krymu" i podporządkował się Moskwie, wzywając do tego swoich podwładnych. Myślę, że Rosjanie mieti takie obrazki w głowach, ruszając teraz na Ukrainę. Jakpanwtym kontekście ocenia samych Ukraińcdwipo-stawę armii ukraińskiej? Władze Ukrainy wykonały bardzo ciężką pracę odbudowując swoją armię, zdolności obronne państwa i kształtując społeczeństwo w takim duchu: jesteśmy Ukraińcami i będziemy się bronić. Wola oporu narodu, to główny środek obrony, jaki ma zaatakowany, kiedy dochodzi do agresji. I taką właśnie wolę oporu naród ukraiński wypracował. Armia jest odwzorowaniem nastrojów i oczekiwań społeczeństwa. Armia ukraińska przy takiej postawie obywateli zyskała wysokie morale. Żołnierze ukraińscy, stając się obrońcami ojczyzny, wiedzą, że spełniają tym samym oczekiwania obywateli. Tojest wielka rzecz! Z uznaniem patrzę na prezydenta Ukrainy, który miał być jakimś „komikiem", a okazał się mężem stanu i odważnym przywódcą. No i sama armia ukraińską, która była zinfiltrowana przez Rosjan - tworzyli ją wojskowi, którzy przedtem służyli w Armii Czerwonej. Armia Ukrainy ma taką samą broń jak armiarosyjskaiokazałosię, że Rosjanie nie górują także nowoczesnością uzbrojenia nad wojskiem ukraińskim. Wszystko to złożone razem daje obraz tego, co mamy, a więc zaciętego oporu Ukraińców, ogromnych strat Rosjan i prawie dwumiesięcznych walk, w których ciągle nie widać, aby Rosja mogła zwyciężyć. Panie ministrze, myśli pan, że to okrucieństwo, bestialstwo żołnierzy rosyjskich bierze się z poczucia przegranej i z poczucia bezsilności? Czy oni po prostu tacy są? Oni tacy są. Proszę poczytać opracowania, nie te propagandowe, jak wyglądał przemarsz Armii Czerwonej w czasie n wojny światowej, co się działo na terenach „wyzwalanych" przez Rosjan, nie wspominając TERAZ SŁUCHAM ROZMOWY Z KOBIETĄ MIESZKANKĄ CHARKOHA. ONAMÓU I PO ROSYJSKU, ALE MOSKALEJĄ PRZEKONALI, IŻ JEST UKRAINKĄ. Głos Dziennik Pomorza Piątek, 22.04.2022 PULS o horrorze na terenach niemieckich, bo tam sołdaci mieli wprost przyzwolenie, aby mordować, rabować, gwałcić. Na przykład w Budapeszcie po kapitulacji dowódca sowiecki Malinowski wydał rozkaz swoim żołnierzom: możecie dwa dni w tym mieście robić, co chcecie. Wymordowali 50000 cywilów, zgwałcili wszystkie kobiety w wieku od 10 do 70 lat. Zrabowali, co się dało - tego Budapeszt doświadczył. Więc to, co dzieje się na terenie Ukrainy, to nic nadzwyczajnego. Ukraińcy przechwytują rozmowy telefoniczne rosyjskich żołnierzy z bliskimi w Rosji. Słyszymy, jak żona „pozwala" mężowi gwałcić ukraińskie kobiety, a matka, gdy syn skarży się, że musi zabijać cywilów, mówi, że ma to robić, bo te dzieci, kobiety, to są „faszyści", których trzeba wytępić. Oni po prostu tacy są. Tosą ludzie, czy nie? Gwałcić kilkuletnie dziewczynki? Strzelać ludziom z zawiązanymi rękami wtyłgłowy?To niebywałe bestialstwo. To jest bestialstwo, ale informuję, że człowiek inaczej niż zwierzę, może zabijać bez potrzeby. Zwierzę zabije, żeby zdobyć pokarm, obronić się, kiedy jest atakowane. Natomiast człowiek potrafi mordować, no właśnie - ot, tak sobie. Myśli pan, że rosyjscy wojskowi, aleiPutin zdają sobie sprawę, że oni tę wojnę już trochę przegrali? Myślę, że zaczyna to do nich docierać. Jakkolwiek ciągle liczą, jak każdy hazardzista, który przegrywa przy zielonym stoliku, że los się jeszcze odwróci, że w pewnym momencie się odegra. Pana zdaniem, w którą to stronę może pójść? Jak się ta sytuacja może rozwinąć i jaki jest najbardziej prawdopodobny scenariusz tej drugiej fezy wojny, w ogóle wojny na Ukradnie? Niestety, trudno to przewidzieć. Sytuacja może się rozwijać w różnych kierunkach, najdziwniejszych, nawet groźnych z punktu widzenia naszego bezpieczeństwa, mówię 0 bezpieczeństwo nie tylko Polski, ale Europy, może 1 świata. Jeśli przestał już istnieć w głowach rosyjskich polityków i wojskowych strach z czasów „zimnej wojny" przed użyciem broni jądrowej, to przecież oni mogą jej użyć. Współcześnie w doktrynie „obrony" Rosji mają zapisane, że można użyć broni jądrowej w wojnie konwencjonalnej, jeżeli sytuacja w tej wojnie groziłaby bezpieczeństwu Rosji. I proszę zauważyć, że już pojawiły się po stronie rosyjskiej różnego rodzaju opowieści, że to Ukraina atakuje Rosję, że jest dla niej zagrożeniem na różne Może być też tak, i ten scenariusz wydaje się prawdopodobny, że po prostu Rosjanie zajmą obwód ługański i do-niecki, prawda? Tak, wtedy powstanie linia frontu, na której zapanuje sytuacja patowa. To znaczy Moskale nie będą mieli sił, żeby przejąć inicjatywę i podbić całą Ukrainę, a Ukraińcy nie będą mieli sił, żeby wypędzić z tych dwóch obwodów Moskali. Będzie strzelanina, bombardowania, będzie kolejny etap wojny, która rozpoczęła się przecież już dawno, bo działania tzw. separatystów trwają tam od 2014 roku. To był konflikt, jak to mówią politolodzy - niskiej intensywności, ale ludzie tam ginęli, co prawda nie tysiącami, jednostki ginęły, czy dziesiątki, czy setki. Natomiast ta walka cały czas trwała, ona może się przedłużyć w tym sensie, że teraz działania wojenne będą wojskowo na trochę wyższym szczeblu, będzie linia frontu, wymiana ognia, ale jedna i druga strona będzie stała w miejscu, zdając sobie sprawę z tego, że nie może pokonać drugiej strony. To oczywiście też jest możliwe i to byłoby dla nas bardzo złe rozwiązanie. Dlaczego? Cóż, świat przyzwyczai się znowu do tej wojny, jako czegoś, co może po prostu trwać. Ukraina będzie krwawiła. A Moskale będą czekać, aż zgromadzą takie siły, by uderzyć ponownie. Jak pan ocenia szanse na wyparcie Rosjan z tego terenu? Ukraińcy mogą wygrać wojnę o Donbas? Wydaje się, że jest taka szansa. Rosja ciągle nie ma dość sił, aby w tym rejonie złamać ukraiński opór. To, co ta wojna pokazała, toto, że Putin bardzo zjednoczył Ukraińców, naprawdę poczuli się silni Powiedzieli jasno, czego chcą: chcą Unii Europejskiej, nie Rosji Wbrew pozorom Putin zrobił coś, czego nie oczekiwał. Tak, to prawda. Putin jest, powiedziałbym, jak ten malarz nieszczęśliwy z piosenki Czerwonych Gitar, który cokolwiek namaluje, zawsze mu wychodzi słoń. Otóż, Putin tworzy środowiska wrogie Rosji nawet w miejscach, gdzie ich nie było. Wschodnia Ukraina mówi po rosyjsku, tam język rosyjski jest powszechnie używany, ogląda się telewizję rosyjską. Teraz słucham rozmowy z kobietą mieszkanką Charkowa. Ludność tego miasta posługuje się językiem rosyjskim. Ona też mówi po rosyjsku, ale oświadcza, że Moskale ją przekonali, iż jest Ukrainką. Zrzucając bomby, ostrzeliwując tereny, na których mieszkają ludzie mówiący po rosyjsku, atakując ich, zabijając ich, przekonują, że są Ukraińcami. To jest rzecz niebywała. To, jak odrodziła się Ukraina jako naród, jako struktura państwowa, ale też jako wspólnota narodowa i ile ducha bojowego zyskała armia ukraińska - to wszystko rzeczywiście jest zasługą, jak mawia prezydent USA, „rzeźnika" Putina. Panie ministrze, myśli pan, że ta wojna to może być koniec Putina? Mam nadzieję, że to będzie jego koniec. Mam nadzieję, że to będzie koniec również w tym sensie, że to będzie koniec tej marnej kopii Związku Radzieckiego, w którą Putin z towarzyszami z KGB przekształcił Federację Rosyjską. Dlaczego FR kopia ZSRR? Związek Sowiecki był rzeczywiście supermocarstwem, rywalizował ze Stanami Zjednoczonymi, prowadził zimną wojnę i ją przegrał w sposób spektakularny - rozpadł się. Zjawiła się Federacja Rosyjska, która miała być normalnym państwem funkcjonującym we wspólnocie międzynarodowej jako obliczalny podmiot, ale zjawił się Putin ze swoimi ka-gebistami i doszedł do wniosku, że może odbudować ZSRR. Co mówił Putin: że „wielkie państwo", które Rosjanie stracili i władze rosyjskie muszą Rosjanom je przywrócić. No i zaczął przywracać. Przy czym nie ma żadnej ideologii, takiej jak komunizm, która by mąciła w głowach ludziom poza Moskalami, nie ma zasobów i nie ma siły, którymi " dysponował Związek Sowiecki. Co więcej, nie da się tych planów, które Putin wymyślił, zrealizować tylko z pozycji samej siły nuklearnej, sprzedając ropę i gaz. Więc mamy nieudolną kopię Związku Radzieckiego z pseudowodzem zapatrzonym w carów i Stalina, która w trybie pilnym przerabia to, co Związek Sowiecki przerabiał w ciągu w kilkudziesięciu lat. Nie mając tego wszystkiego, 0 czym pan mówi, Putin, ludzie Putina, jego żołnierze realizują ten plan, mordując, bombardując, gwałcąc? Dokładnie tak. Mam nadzieję, że w ciągu najbliższego czasu Federacja Rosyjska po prostu rozpadnie się tak, jak to się stało ze Związkiem Radzieckim i tego im z całego serca życzę. Za dużo już zamieszania, za dużo przelanej krwi. Tylko 1 wyłącznie dlatego, że jakiś bandzior na Kremlu ma takie, a nie inne pragnienie i do jego realizacji posługuje się ciemnym narodem, o którym prezydent Zełeński powiedział, że Ukraina nie chce być pod władzą kogoś, dla kogo zaskoczeniem jest widok muszli klozetowej, który nie wie, co to jest. Więc, moim zdaniem, powinniśmy doczekać końca „Związku Radzieckiego-bis". sposoby. Kiedy zatonął krążownik rakietowy „Moskwa", w telewizji rosyjskiej występowali różni publicyści i eksperci domagający się wręcz wypowiedzenia wojny Ukrainie - ich zdaniem zatopienie tego krążownika jest aktem agresji ze strony Ukrainy, na który trzeba odpowiedzieć właśnie w taki sposób. Nie żadna operacja specjalna, jak wołał wściekły staruszek, były wojskowy! Należy wypowiedzieć wojnę niszcząc przede wszystkim Kijów i linie kolejowe, bo tymi liniami kolejowymi Zachód dostarcza sprzęt i uzbrojenie „faszystom" z Kijowa. Więc sytuacja może rozwinąć się i wtakim kierunku. Uważa pan, że PutiniRosja naprawdę byłyby wstanie użyć broni jądrowej? Mam nadzieję, że nie, ale mieliśmy różnego rodzaju wyobrażenia uważając, że Putin czegoś nie zrobi, a to robił. Sam mówiłem, że nie może wywołać wojny, ponieważ siły, które zgromadził dookoła Ukrainy nie są wystarczające, żeby taką wojnę można było planować. Mówiłem o wojnie konwencjonalnej. No i okazało się, że mamy wojnę, więc wolę nie mówić, co jeszcze może zrobić Rosja i do czego posunie się Putin. Putin też chyba zdaje sobie sprawę, że nie ma powrotu na europejskie salony, mówię o świecie demokratycznym. To dla niego koniec. Różnie to było ze zbrodniarzami na salonach. Stalin, który wymordował takie rzesze ludzi, wywołał sztucznie głód na Ukrainie, straszną rzecz, miliony ludzi umierało z głodu w Związku Radzieckim, w czasach pokojowych. Wydawało się, że ktoś taki, oprawca i masowy morderca nie ma żadnej szansy, aby się na tych salonach pojawiać, prawda? A pamiętamy, że prezydent Roose-velt, jakby nie było prezydent demokratycznego państwa, nazywał pieszczotliwie Stalina „wujkiem Joe" i zabiegał o jego względy. Nie byłbym pewien, że Putin, jeśli wygra z Ukrainą, nie będzie miał wstępu do salonów Berlina, czy Paryża. Jeżeli nie broń jądrowa, to co? Bierze pan pod uwagę, że Ukraińcy wyprą Rosjan ze swojego terytorium? Chciałbym bardzo, żeby to się dzielnej armii ukraińskiej udało. Ważne są apele prezydenta Zełeńsłaego o dostarczenie ciężkiego sprzętu Ukrainie i ten sprzęt zaczyna już powoli tam docierać, my też dołożyliśmy swoje. Ukraina powinna dostać talde uzbrojenie, żołnierze ukraińscy powinni być zaopatrzeni w środki, które pozwolą im wypędzić Moskali z terytorium Ukrainy. Chciałbym, żeby tak się stało, ale to, że człowiek czegoś chce, nie znaczy, że to się wydarzy. W tym przypadku strasznie dużo jest niewiadomych. Romuald Szeremietiew: Mam nadzieję, że w ciągu najbliższego czasu Federacja Rosyjska po prostu rozpadnie się, tak jak to się stało ze Związkiem Radzieckim 6 • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 22.04.2022 SZLAKIEM ZAUFANYCH LUDZI WOJNA TOCZY SIĘ W UKRAINIE, ALE JEJ CZĘŚĆ ROZGRYWA SIĘ WOKÓŁ NAS. MOŻE SPOTKASZ SWOJEGO ANDRZEJA, ŻORIKA CZY ROMANA? Maciej Rajfur Lkraińcy walczą o wolność swojego kraju także w Polsce. Ich bronią jest fach, zaangażowanie, serce i sieć kontaktów. Zrozumiałem to doskonale, wyjeżdżając z Andrzejem Lysokonem, pochodzącym z ukraińskiego Dniepra. Gdy o 8 rano zobaczyłem pod domem jego auto, nie wiedziałem, że ten dzień będzie jeszcze bardziej zaskakujący niż sam pojazd. ŻYCIE TO CIĄGŁA WALKA Te kilkanaście godzin pokazało mi dobitnie, jak wygląda wojna poza Ukrainą. Mieliśmy odebrać z Okęcia gruzińskiego żołnierza sił specjalnych, który na ochotnika przyleciał dołączyć do ukraińskiej armii. Żorik - bo taki ma pseudonim - tak naprawdę całe życie walczył z Rosjanami. Kiedy miał 16 lat, wstąpił do wojska, bo w jego domu, rodzinnej Abchazji, wybuchła wojna. Od tamtej pory z wojskiem się nie rozstał. Był na Maj-danieibiłsięoKrym. 30 lat w ciągłej walce. Żorik, przylatując z Tbilisi przez Monachium do Warszawy, musiał dostać się szybko na wschód Ukrainy. Jego misja była tajna, ale zgodził się ze mną porozmawiać Andrzej wcześniej kupił za 7 tys. euro terenowe auto. Mitsubishi z 2012 roku. Przebieg 168 tys. km. Sprowadził je z Niemiec, przystosował i z pomocą różnych kontaktów ustalił, że podstawi je Gruzinowi do Warszawy. Ajamiałemmu towarzyszyć, żebypoznaćŻorikaiopisać jego historię. ZALEANI LIDZIE PO RAZ PIERWSZY Wracając do terenówki, którą miał dostać Żorik. Wyglądała jak pojazd z popularnego filmu „Mad Max". Odpowiednie kolory izderzak sprawiały, że przypominała auto bojowe z filmu science fiction. W sumie takie miała przeznaczenie. Ciemnoszare mitsubishi walczy już na wojnie. Z tyłu, w części bagażowej zostanie zainstalowany karabin maszynowy lub inna broń dużego kalibru. Wówczas załoga pick-upa może rozprawić się z niejednym czołgiem. Na razie jednakbagażnikzajmowały konserwy, chipsy i inne artykuły spożywcze, które podarowali ukraińskiemu ^wojskubezdomni z Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta. Przecież nie można marnować przestrzeni jadącej do Ukrainy! Po drodze do War- szawy podpytywałem Andrzeja 0 Żorika, bo chciałem się czegoś więcej o nim dowiedzieć, aleoka-zało się, że Andrzej... kompletnie go nie zna. Jak to możliwe, skoro się z nim umawiał i ustawił całą akcję? Wszystko odbywa się przez „zaufanych ludzi". ( O TO ZA MELINA: Kilkadziesiąt kilometrów przed Warszawą zjeżdżamy z ekspresówki. Nie wiem dlaczego, ale nie pytam. Po drodze Andrzej wykonałkilka telefonów, kilka też odebrał. Rozmawiał po ukraińsku, nic nie zrozumiałem. Kiedy zaczynamyjechać coraz to mniej ruchliwymi drogami, zaczynam się niepokoić. Wjeżdżamy terenówką wleśną drogę. Najpierw szuter, potembłoto. Las gęstnieje. Wkońcu pytam, gdzie jedziemy. Andrzej odpowiada, że musimy zajechać do znajomego, który nam pomoże z autem. Jak to, przecież jechało bez problemu? „I tak już nie mam wyboru" -pomyślałem. Andrzej nie wszystko potrafi wyjaśnić po polsku. Wtedy się uśmiecha. Teraz też się uśmiechnął. Nagle widzę zabudowania. Domidwiemeta-lowe wiaty. Wokoło stoi 20-30 terenowych pojazdów, część to wraki. Podjeżdżamy pod warsztat, a wokoło nas gęsty las. Co to zamelina? ZAlłAM LIDZIE: PO RAZ DRUGI Wychodzę z samochodu razem z Andrzejem. Podchodzi krępy, dobrze zbudowany mężczyzna. Przedstawia się jako Roman. Zauważam, że Andrzej... też się mu przedstawia. No to gdzie ten jego znajomy? Czy to też akcja z udziałem „zaufanych ludzi"? Roman pyta, kim jestem. Andrzej, zanim otwieram usta, tłumaczy pośpiesznie coś po ukraińsku. Potem mówi po polsku: „To dziennikarz. Zaufany człowiek". Nie brani to dobrze w takich okolicznościach. Ale Roman nagle się uśmiecha 1 klepie mnie po ramieniu. Czyżby jedno zdanie Andrzeja go przekonało, że wszystko ok? Najwidoczniej, bo rozpoczynamy bardzo sympatyczną i luźną rozmowę. Roman Alkhovytskyi ma 40 lat i pochodzi z Tarnopola. Jest mechanikiem. W Ukrainie handlował częściami. Wojna zastała go w naszym kraju. Na początku przyjechał do serwisu Patryka Nowaka po prostu kupić auto. Od słowadosłowa doszli do tego, że samochód trafi do ukraińskiego wojska, do czynnej walki z Rosjanami. Roman przyjechał potem drugi i trzeci raz. Potrzebował coś podreperować w kolej -nym pojeździe. - Usłyszałem tylko:, Ja nic od ciebie nie chcę. Wiem,jaka jest sytuacjanaUkra-inie". Za części płacę, a zaroboci-znę nic - mówi 40-letni Ukrainiec. MECHANIKA W TEMPIE WOJENNYM Nasz samochód rodem z Mad Maxa poszedł po lupę mechaników. Trzeba wymienić klocki. nia terenówek dla ukraińskiego wojska mieszkał u niego - mówi z przejęciem 40-latek. Przez pierwszy miesiącwojny sprowadził, przygotował i przerzucił do swojej ojczyzny 30 aut. Podobne rzeczy robił w 2014. -Mogę wrócić do żony i dzieci, ale nie chcę na razie, bo tu naprawdę pomagam swojej ojczyźnie. Znam się na tej robocie. Dzwonili do mnie chłopaki z Kijowa, odpowiednik polskiego CBŚ, i prosili, by jeszcze sprowadzać samochody. Jak najwięcej. Myślę, że do końca kwietnia zostanę w Polsce, a potem zobaczymy - opo- Zorik ma 46 lat. Na Ukrainie walczy jako gruziński ochotnik w ramach batalionu operacyjnego DUK. Szybki telefon do kuriera. Ma jakieś dwa rodzaje, ale nie wiadomo, które pasują. Patryk kupuje oba. Popędza kuriera. Wie, że nie mamy czasu. Ten zjawia się, jakby krążył specjalnie w pobliżu. Klocki pasują, następuje szybka naprawa i parę zabiegów pod maską. A w międzyczasie dyskusje o bożym i mniej bożym świecie. JESZCZEJMIE CZAS, BY WRACAC Roman jest kontaktowy. Dość dobrze mówi po polsku. - Patryk otworzył przecie mną drzwi swojego domu. Zaproponował, żebym w tym procesie sprowadza- wiada mi, odkręcając koto w naszym wozie. Jego żona zgodziła się, by został w Polsce. - Rozmawiamy codziennie przez telefon. Sprawdzam, czy są bezpieczni. Dopóki bomby nie spadają im na głowę, chcą zostać. Choć wolałbym, żeby byli tu ze mną -przyznaje Ukrainiec. Samochody terenowe sprowadza z Anglii, z Niemiec i z Polski. Naprawia wnich co sięda. Zmienia oleje, filtry, klocki hamulcowe, koła, opony, węże, różne uszczelki, a nawet silniki. Potem tankuje, wsiada „za kółko" i odprowadza do granicy polsko-ukraińskiej, gdzie pojazdy przejmują, jak mówi, „zaufani chłopcy z wojska. Mają oni specjalne dokumenty ukraińskiej armii, które pokazująstraży granicznej, żeby samochód sprawnie przejechał granicę. TERENÓWKI MAJĄ MOC A jak na tę całą akcję reagują klienci? - Większość pozytywnie, dużo osób neutralnie, choć znajdują się ludzie, którzy są przeciwni takiej pomocy, bo np. stracili bliskich w ludobójstwie naWołyniuimająawersdoUkra-ińców. Nie rozgraniczają tych akcentów: historycznego i współczesnego. My pomagamy, bo czujemy, że tak trzeba - stwierdza Patryk. Auta z warsztatu Patryka i spod ręki Romana trafiają do Mariupola, Kijowa czy Charkowa. Służą jako wozy bojowe. Terenówki świetnie się do tego nadają. Czas się pożegnać. Andrzej i Roman, choć widzieli się pierwszy raz wżyciu, ściskają się długo jakbracia. Nie zostawiamy za naprawy ani grosza. BUMEROLOGIA, A KOMANDOS CZEKA Po drodze Andrzej informuje mnie o kolejnej niespodziance. Musimy odebrać paczkę z lotniska. Na Okęciu szybko znajdujemy się z Żorikiem. Ludzieprzy-glądają się nam, bo auto zwraca uwagę. Trzeba załatwić dokumenty w agencji celnej. Trafiamy tam 015.15. Panowiespokojniekiwają głowami. - Rano toby się jeszcze udało, ale teraz... My 016 wychodzimy - informują. Andrzej gra va banąue. Tłumaczy, że mamy gruzińskiego żołnierza w bojowym aucie pod budynkiem, który musi jechać do Ukrainy, bo tam na niego czekają w jednostce wojskowej. Panowie się ożywili, chcą zobaczyć nasz pojazd. Kombinujemy, negocjujemy. Okazuje się, że paczka jest warta 4 tysiące euro. To radia krótkofalowe z Gruzji. Muszą jak najszybciej trafić za wschodnią granicę. Tłumaczenia, wyjaśnienia, próba sił. PRZESZKODA? TRZEBA PRZESKOCZYC Pojawia się iskierka nadziei. Kierowca z ramienia agencji będzie dzisiaj jechał na granicę. Może zabrać tę paczkę. Jeszcze godzinę wcześniej niebyłootym w ogóle mowy. Odjeżdżamy z Okęcia Cargo wymęczeni. Jedziemy na szybką kawę na pobliski Orlen. Zatankować i pogadać z Żorikiem. To był mój właściwy cel podróży, a zanim do tego doszło, tyle się nadziało! Siadamy przy stoliku. Zadaję pytania. Przekonuję go, że ta rozmowa jest potrzebna. On zarzeka się, że nie chce być żaden geroj, czylibohater. Gruziński żołnierz jest innyniż wcześniej. Bardziej otwarty. Był świadkiem całej sytuacji z paczką i chyba nabrał do mnie nieco zaufania. Widział, że Andrzej na mnie polega. A Żorik zna przecież kogoś, kogo zna też Andrzej... Trochę teraz ironizuję, ale naprawdę u nich ta zbitka „zaufany człowiek" ma ogromne znaczenie. Komandos pokazuje swój ta-tuaż w kształcie tryzuba. To znak przynależności do konkretnej jednostki specjalnej. Nie chce zdradzać szczegółów z wiadomych względów. Chętnie jednak opowiada o całej otoczce, swojej rodzinieipodęjściudo życia. Jego twarz już nie jest tak oschła. Nawiązuje się więź, ale robi się późno. Przed nim kawał drogi. Przy samochodzie wyciągam małą figurkę św. Michała Archanioła. Daję ją Gruzinowi i tłumaczę, że to największy z wojowników Kościoła, który będzie go chronił. Pytam, czy wierzy w Boga. Wierzy. Jest wyznania prawosławnego. Ale nie myśli o tym, co po śmierci. Ma tu do wykonania konkretne zadanie - zabijaćRosjan na wojnie. Widzę, żepodarunekgo skrępował. Tego twardego, nieokazu-jącego emocji 46-letniego wojaka. Tego, który od 16. roku życia zabijał na wojnie i nie potrafi nawet oszacować liczby tych, którym odebrał życie. Żołnierz nagle wyciąga dużą złożoną flagę Gruzji i podaje mi ją. Była z nim w Ukrainie, jak walczył od 2014 roku. Wyjeżdżamy z Warszawy. Żorik jest pierwszy raz w Polsce. Dziwi się, że nie ma na drogach posterunków policji i że jest tak czysto. Cały czas rozmawiamy, wymieniamy poglądy, żartujemy, czasem się sprzeczamy. Na pożegnanie zapraszam go do domu przy najbliższej okazji, orientując się, że to zaproszenie wobec jego misji brzmi co najmniej dziwnie. Czy będę miał okazję go jeszcze zobaczyć? Czy przeżyje tę wojnę? W pewnym momencie Gruzin siada za kierownicę i odjeżdża charakterystycznym mitsubishi w kierunku granicy polsko-ukraińskiej. A ja z Andrzejem ruszamy w stronę Wrocławia.©® Głos Dziennik Pomorza Piątek, 22.04.2022 PULS • 7 Wszyscy żyliśmywpizekcHia-niu, na początku konfliktu, że to potrwa kilka dni, że wielka rosyjska armia „czapkami ich przykryje". Amerykanie, jeszcze przed agresją Rosji na Ukrainę, powiedzieli, że Kijów może paść wciągu 72 godzin. Atu nic Taki był osąd, bo nasza wiedza bazowała przede wszystkim na tym, co działo się W2014 roku. Czyli szybkie, sprawne, bezkolizyjne wejście Rosjan na tereny od północy w kierunku stolicy oraz Doniecka, Ługańska i Krymu. Praktycznie bez oporu ze strony ukraińskiej. Armia ukraińska W2014 roku różni się od dzisiejszej? Amerykanie przestali przypisywać decydujące znaczenie przewadze ilościowej, a wto miejsce zaczęli używać pojęcia przewagi technologicznej. Już Clausewitz i inni teoretycy woj -skowi zauważali, że więcej niekoniecznie oznacza sukces. Mogę mieć mniej, natomiast jeśli jest to wydajniejsze, sprawniejsze, efektywniejsze, to mogę wojnę wygrać. Ukraińcy w 2014 roku byli jeszcze co najmniej jedną nogą w myśleniu postradzieckim. Na Ukrainie mentalność generalicji, wyższych oficerówbyła bardziej zbliżona do tego, co było w Związku Radzieckimi za czasów Układu Warszawskiego, niż do tego, co się robiło w NATO. Czyli statyczne działania artylerii, czekanie na stanowiskach ogniowych, wielkie zagony pancerne i scentralizowane dowodzenie. W praktyce działało ono tak, że gdy ten najwyższy w hierarchii zadecydował, to zadanie spływało do szeregowego, który gdzieś tam, wjakiejś jednostce, miał je realizować. Często tam na dole nie rozumiano, o co w tym wszystkim chodzi, Co zresztą widać po działaniach Rosjan wtej chwili. Oni nadal tkwią w scentralizowanych procesach planistyczno-decyzyj-nych. Ludzie nie rozumieją, gdzie są, po co są, co mają robić i jak mają robić. Dostali krótkie zadanie: zniszczyć i niszczą. To kto jest decyzyjny wtęj chwiliikto ma pełną świadomość tego procesu piani1 styczno-decyzyjnego? Na pewno nie ci, którzy są w rejonie działań. Wiedzą dysponują ludzie z bezpośredniego otoczenia samego Putina, ministra obrony narodowej, szefa sztabu generalnego, bo tam, w tym najbliższym kręgu Pu-tina, podejmowane są decyzje. Ale to są decyzje, które nie mają nic wspóteiego z konkretnymi dziabóiiamina odcinkach frontu? Śmiem twierdzić, że świadomość operacyjna, bo takiego pojęcia używa się w wojsku, tych najniżej, którzy walczą i wkroczyli na terytorium Ukrainy, jest niewielka. Oni nie wiedzą czasem nawet, gdzie przydiów. Jednak nikt się nie spodziewał takiej reakcji Ukraińców. Moim zdaniem, nawet Zachód się nie spodziewał tego, że oni tak się skonsolidują. Wróćmy do przerwania działań powietrznych. Istnieje dla tej decyzji jakieś logiczne uzasadnienie? Mamy tylko przypuszczenie, że na podstawie danych wywiadowczych Sztab Generalny i Ministerstwo Obrony Federacji Rosyjskiej prawdopodobnie doszli do wniosku, że wchodząc od strony Doniecka, Ługańska, Krymu, będą mieli wielkie poparcierosyjskoję-zycznydi mieszkańców, którzy w większości zamieszkują terytorium wschodniej Ukrainy. A potem wszedł komponent lądowy i mit potęgi sił zbrojnych Federacji Rosyjskiej legł w gruzach. Jeśli ktoś mówi, że ma broń hipersoniczną, to ja pytam: ile sztuk? Ktoś mówi, że mnóstwo wyrzutni Iskanderów rozmieścił w Kaliningradzie (pamiętamy, że po 2014 roku cały czas były w mediach informacje, że Rosjanie kolejne baterie Iskanderówprzerzucają do Kaliningradu), a ja ponownie pytam: ile mają do nich rakiet? Bo tych rakiet, z tego co widać, nie mają, a właściwie one już się skończyły. Rosjanie doszli do punktu krytycznego. Odchodzą od dalszej inwazji na kierunku Kijowa. Przegru-powują wojska. Nie wiem, czy gospodarka Rosji została przestawiona na tory wojenne, bo z ich punktu widzenia powinna nastąpić masowa produkcja amunicji artyleryjskiej, rakietowej ilotniczej. Tylko że tego nie ma, a poza tym dziś produkcja broni jest bardziej skomplikowana niż 70 lat temu, bo to ma być broń precyzyjna. Śmiem twierdzić, że zapasy, które mieli Rosjanie zbliżyły się do zera. Mają poważny problem, jak je uzupełnić, bo amunicję trzeba wyprodukować i przerzucić do rejonu działań. No i trzeba mieć z czego wyprodukować, a sankcje zadziałały w kierunku takim, że Rosjanie nie mają za bardzo z czego. Czy to znaczy, że Rosjanie byli przygotowani i mieli zapasy na góra dwutygodniową wojnę? Zakładano trzy do pięciu dni walk, ale dla bezpieczeństwa przygotowano zapasy na dwa tygodnie. No i to się pokończyło. Zresztą eksperci podkreślają, że długość odcinka zaangażowania wojsk jest tak duża, że 150 000 żołnierzy to było zdecydowanie za mało. Szkoła radziecka przewidywała, że jak chcesz mieć skuteczne, zakończone sukcesem natarcie, to potrzebna jest pięciokrotna przewaga. Siły zbrojne Ukrainy, to około 250 000ludzi, a mówimy o wojskach operacyjnych, a nie o obronie terytorial- ROSJANIE BYLI PRZYGOTOWAŃ NA DWA TYGODNIE WOJNY ZAPASY AMUNICJI, JAKIE ROSJANIE MIELI, ZBLIŻYŁY SIĘ DO ZERA. MAJĄ POWAŻNY PROBLEM Z ICH PRODUKCJĄ - MÓWI GENERAŁ JAROSŁAW KRASZEWSKI Marcin Kędryna Gen. Kraszewski: Runął w gruzach mit potęgi armii rosyjskiej i bardzo dobrze. To pokazało, że armie masowe i słabo wyszkolone nie do końca się sprawdzają. jechali i po co. Jeden z filmów pokazuje, jak załoga bodajże bojowego wozu piechoty zatrzymuje się w jakiejś miejscowości ukraińskiej i na posterunku policji pyta o paliwo. To jest obrazek, który ilustruje stan rzeczy: zobaczyli cyrylicą napisane, czyli jesteśmy u siebie. No to idziemy i pytamy o paliwo. Zostali wzięci do niewoli, bo nie mieli świadomości, że są na terenie obcego państwa. Po jednej stronie mamy taką postsowiecką armię, a po drugiej Ukraińców, którzy od 2014 roku cały czas uczyli swoich żołnierzy. Oni największe doświadczenie bojowe zdobyli w Donbasie. Ale nie możemy zapomnieć, że mieliśmy z Ukraińcami wspólny batalion, który brał udział w działaniach misyj-nych. Mamy wspólną inicjatywę polsko-litewsko-ukraiń-ską w postaci brygady w Lublinie. No i duży wkład w rozwój sił zbrojnych Ukrainy miała Kanada, gdzie diaspora ukraińska jest dość duża. Także Stany Zjednoczone przyłożyły się do tego, żeby zmienić sposób myślenia ludzi związanych z siłami zbrojnymi Ukrainy. Ukraińcy odrobili zadanie domowe, wyciągnęli stosowne wnioski i odeszli od myślenia postso-wieckiego. Natomiast sam fakt, że bronią się przeszło 40 dni, co już jest dla nich olbrzymim sukcesem, jest wynikiem tego, że po pierwsze wiedzą, jak Rosjanie działaj ą, ale i wiedzą, jak sami mają działać, by Rosj anie tego nie odczytali. Patrząc na ostatnie przekazy z tej wojny, wrażenie jest takie, że kolumny pancerne stoją, ajedyna rzecz, która siędzieje to bombardowanie czy ostrzał. Rosjanie przygotowali sobie podręcznikową wersję operacji połączonych. Zaangażowali cztery komponenty: wojska lądowe, siły powietrzne, marynarkę wojenna i wojska specjalne. No i weszli. Rozpoczęli wejściem do Doniecka i do Ługańska, zajęli przyczółki. Marynarka wojenna stworzyła warunki do tego, żeby rozpocząć taką poszerzoną operację z kierunku Krymu. Nagle, nie wiedzieć czemu, zatrzymano masowe działania lotnictwa i marynarki wojennej i zaczęto ope- rację lądową. Wiadomo powszechnie, że żeby przejść do działania komponentu lądowego, trzeba stworzyć mu odpowiednie warunki. Jeżeli tych warunków nie ma, należy liczyć się z ogromnymi stratami. Można pokusić się o stwierdzenie, że Putina okłamywano i dalej się okłamuje, że jest panowanie w powietrzu, że jest blokada szlaków żeglugowych na Morzu Czarnym i Azowskim i że można śmiało wchodzić. Niestety dla Rosjan, komponent lądowy napotkał masowy, dobrze zorganizowany opór ze stronyukraińskiej. Co było największym błędem Rosjan, jak do tej pory? Zlekceważono totalnie dane wywiadowcze o aktualnej sytuacji i nastrojach. Może ich niebyło... Nawet jeśli nie było, to przecież funkcjonują placówki dyplomatyczne, jest monitoring me- UKRAIŃSKA A RM 1/4JEST DZIS IV ZUPEŁNIE INNYM MIEJSCU NIŻ IV2014 ROKU. ROSJANIE TOTALNIE ZLEKCEIMŻYLISIVOJE DANE EUYEUIADOEUCZE nej. Prezydent Zełenski z kolei przewidział, co się może stać i nastąpiło operacyjne przegrupowanie wojsk do potencjalnego uderzenia. Pamiętamy akcję powietrzno-desantową z lotniskiem pod Kijowem. To była część planu agresora, ale nie wyszła. To jest kolejny dowód na fikcyj-ność potęgi armii Federacji Rosyjskiej. Desant śmigłowcowy w dzień? Tak funkcjonowano w czasach, kiedy nie było zaawansowanej awioniki i piloci porównywali teren, nad którym się znajdowali, z mapą. To, co zrobili w tej wojnie Rosjanie, może świadczyć o tym, że nie mają za grosz zaufania do swojego systemu pozycjonowania satelitarnego. To jak oni kierują ogniem artyleryjskim? Trudno się dopatrzeć gdzieś wiadomości na temat zautomatyzowanych systemów kierowania ogniem,jak na przykład nasz Topaz. Rosjanie odeszli od amunicji stricte precyzyjnej, bo ona po pierwsze jest kosztowna, a po drugie jest bardzo zaawansowana technologicznie i wymaga zaangażowania innych przemysłów niż tylko rodzimy. A czy Ukraińcy mają dobre systemy kierowania ogniem? Mają dobrze przygotowanych artylerzystów. Dowódca baterii ma laptopa, do którego wprowadza dane meteorologiczne, balistyczne, co w połączeniu z radiostacją cyfrową zwiększa precyzję i zmniejsza czas reakcji ogniowej. Jak się ta wojna może się skończyć? Rosjanie wystrzelają amunicję i.. Nie sądzę, żeby doszło do szybkiego porozumienia się stron, co do rozejmu i w ogóle zawarcia układów pokojowych. Rosja nie odpuści Krymu ani Donbasu. Runął w gruzach mit potęgi armii rosyjskiej i bardzo dobrze. To obnażyło ich kompletnie i pokazało, że armie masowe i słabo wyszkolone nie do końca się sprawdzają. Wojny wygrywają ludzie perfekcyjnie przygotowani do działania, którzy potrafią posługiwać się najnowszą techniką wojskową. Z tego wynika, że uzbrojenie jest na drugim miejscu. Istotnym jest, żeby żołnierz wiedział, jak wykorzystywać w sposób maksymalny możliwości bojowe danego rodzaju uzbrojenia. Drugą oczywistą prawdą jest to, że jednak długotrwałe wojny wygrywają wyszkoleni i dobrze wyposażeni rezerwiści. Zawodowe siły zbrojne są po to, żeby załamać wolę przeciwnika, zadać mu maksymalne straty w maksymalnie krótkim czasie i w konsekwencji osiągnąć zwycięstwo. ©® 8 • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 22.04.2022 Tegoroczna Wielkanoc w Niemczech w mrocznych czasach PANDEMIA, TERAZ WOJNA NA UKRAINIE, WSZYSTKO TO WYWOŁAŁO OSTRY KRYZYS. ZLAICYZOWANE I ZDUSZONE NIEMCY JESZCZE BARDZIEJ ODWRÓCIŁY SIĘ OD BOGA Czesław Makulski ^ T ie tylko niemieckie spo-M łeczeństwo i politycy są zdeterminowani wojną m na Ukrainie, także chrze- V ścijańskie Kościoły 1 w w Niemczech (katolicki i ewangelicki) dotknięte zostały okropnościami wojennymi. Kazania świąteczne, homilie, liczne akcje humanitarne w dużej mierze dotyczyły Ukrainy i ukraińskich uchodźców. Z setek kościelnych ambon księża katoliccy oraz duszpasterze ewangeliccy potępili wojnę prowadzoną przez Rosjan i jednocześnie krytykowali postawę rosyjskiej cerkwi prawosławnej. Biskup Kościoła Ewangelickiego Wirtembergii Frank Otfried July w orędziu wielkanocnym przyznał, że na Ukrainie wiara i nadzieja wielkanocna została zniszczona, zmiażdżona, zastrzelona i zbombardowana. Biskup July ostro skrytykował postawę patriarchy rosyjskiej cerkwi Cyryla. - Widzimy, jak jesteśmy ponownie wrzucani w świat nacjonalizmu i złudzeń, z którymi my w Europie mieliśmy do czynienia w przeszłości, ale które udało nam się przezwyciężyć - zaznaczył niemiecki biskup ewangelicki. -Dzisiaj jesteśmy zaszokowani, gdy dowiadujemy się, że czcigodny Kościół, jakim jest niewątpliwie rosyjskie prawosławie, nie odrzuca zbrodniczej militarnej agresji i nawet jej nie wymienia - dodał duchowny. Z kolei biskup diecezji Rottenberg-Stuttgart Gebhard Fuerst także krytykując postawę rosyjskiego Kościoła prawosławnego przypomniał, że Jezus Chrystus nie rościł sobie żadnej władzy, a dążył jedynie do miłości. - Wojna to przesłanie despotów i podżegaczy wojennych, którzy nadużywają swojej władzy - powiedział Fuest. £ZY NIEMCY ROZUMIEJĄ ŚWIĘTA WIELKANOCNE? Mój niemiecki rozmówca o imieniu Norbert twierdzi, że brak zrozumienia znaczenia świąt jest spowodowany kilkoma czynnikami. Po pierwsze w ostatnich latach nastąpił w społeczeństwie zanik wiedzy powszechnej, po drugie wystąpił spadek znaczenia Kościoła instytucjonalnego w życiu społecznym i (prawdopodobnie) sytuację tą pogłębia rosnący w Niemczech odsetek ludzi, którzy deklarują się jako wy-znawcyreligii niechrześcijańskich (głównie islamskiej). - Z wielu opracowań wynika, że tylko 50 procent niemieckiej populacji zdaje sobie sprawę z kontekstu Świąt Wielkiej Nocy - powiedział nasz rozmówca. -Nic dziwnego, przecież aż 20 procent obywateli nie wie, w którym kierunku wschodzi i zachodzi słońce - dodał Norbert. Jego zdaniem teza, aby od nowa zinterpretować „opowieść wielkanocną" jest zbyt ryzykowana. -Nie jestem pewien, czy w obecnej sytuacji, czyli podczas wojny na Ukrainie, jest to rozsądna propozycja. Podczas gdy Jezus wziął na siebie winy ludzkości, to naród ukraiński wykrwawia się z powodu brutalności przestępcy Putina. Sam zadaję sobie pytanie: dlaczego Bóg na to pozwala? - powiedział nam Norbert. Także on opowiada się za tym, aby wszyscy przywódcy religijni przekonali przywódcę rosyjskiego Kościoła prawosławnego do wyraźnego zdystansowania się od wojny. - Naszą rolą, jako wspólnot chrześcijańskich jest niesienie pomocy uchodźcom ukraińskim, co też robimy - dodał nasz rozmówca. Inge (mieszka w Badenii Wirtembergii i jest wyznania katolickiego) podczas rozmowy z nami twierdzi, że na południu kraju Wielkanoc nadal jest przeżywana. - Brałam udział w drodze krzyżowej i w nabożeństwach Triduum Paschalnego i wszędzie w skupieniu przeżywaliśmy śmierć i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. Ukraina i jej obecne tragiczne także losy były wspominane - powiedziała Inge. KRYZYS WIARY W kwestii religijności w Niemczech to rzeczywistość nie jest zbyt różowa. Od wielu lat dwa największe kościoły -rzymskokatolicki i ewangelicki tracą nie tylko swoje wpływy, ale także wiernych. Jak wynika z badań statystycznych, w zeszłym rolai po raz pierwszy od setek lat ponad połowa mieszkańców Niemiec nie przyznała się ani do katolickiego, ani do protestanckiego wyznania. Jeszcze w zeszłym roku 51 proc. Niemców stanowili katolicy lub protestanci. W1990 roku odsetek ten wynosił 73 proc. Motywy wystąpień z kościołów były różne, od unikania płacenia podatków (w Niemczech przynależność do kościoła wiąże się z obowiązkiem podatkowym), po niewłaściwe reakcję hierarchów na przypadki nadużyć we własnych Rosyjskie flagi pokazują prawdziwe intencje prorosyjskich demonstrantów szeregach. Doszło po raz pierwszy po wojnie do sytuacji w której 40 procent Niemców uważa się za ateistów. MARSZE WIELKANOCNE ...ZWOJNĄWTLE W wielu niemieckich miastach w okresie Świąt Wielkiej Nocy organizowane są Marsze Wielkanocne, w których uczestnicy tradycyjnie (pierwsze marsze organizowano w latach 60.) protestują przeciwko nierówności społecznej, prowadzonym wojnom, przeciwko zbrojeniom i przeciwko jakiejkolwiek przemocy. W tym roku Marsze przekształcone zostały w demonstracje antywojenne, antyzbro-jeniowe i proklimatyczne. Zorganizowały zostały wspólnie przez Kościoły chrześcijańskie, organizacje ekologiczne i liczne ugrupowania lewicowe. Uczestnicy żądali natychmiastowego zakończenia wojny na Ukrainie i wszelkich innych konfliktów zbrojnych na świecie. Jednocześnie na sztandarach protestujący nieśli postulaty. .. sprzeciwiające się rozszerzeniu NATO. Uczestnicy nie chcą dalszych wojennych eskalacji, domagali się rozbrojenia. W ulotce informującej o Marszu Wielkanocnym w Hamburgu, czytamy, że kraje zachodnie atakują i prowokują Rosję i Chiny, czym eskalują za- grożenie. Ich zdaniem Ukraina musi zostać neutralna i nie powinna otrzymywać żadnej broni, bowiem to także nakręca zagrożenie. W ulotce czytamy też, że nie należy nakładać żadnych sankcji na Rosję. Biskup Kościoła ewangelickiego w środkowych Niemczech Friedrich Kramer poparł tegoroczną antywojenną formę marszów wielkanocnych. I on jest przeciwny wysyłaniu broni na Ukrainę. - Musimy uniknąć eskalacji konfliktu, a możemy to osiągnąć jedynie bez broni - oświadczył. Ulotka Marszu Wielkanocnego - Hamburg. „Mówimy zdecydowanie NIE dla dalszej eskalacji wojny i żądamy od rządu federalnego m.in.: żadnego dostarczania broni do Ukrainy, wycofania Bundeswery z Europy wschodniej, powrotu do kontroli zbrojeń, podpisania traktatu o zakazie broni jądrowej, szybkie całkowite przejście na energię odnawialną." V KOLUMNA PUTINA? Postawę niemieckich Kościołów chrześcijańskich, które wspólnie z lewakami i ekologami nawołują do całkowitego rozbrojenia i wprowadzenia zakazu eksportu broni na Ukrainę, ostro krytykuje część ekspertów. Zastępca przewodniczącego frakcji FDP w Bundestagu Ale-xander Graf Lambsdorff nazwał uczestników tegorocznych marszy wielkanocnych „Militarną i polityczną piątą kolumną Putina". - Gdy mamy do czynienia z morderstwami i gwałtami w Buczy, Irpinie i w Mariupolu uczestnicy Marszów Wielkanocnych uparcie nawołują do poparcia Ukrainy, ale bez używania przemocy i są przeciwni eksportowi broni do tego kraju, to ja twierdzę, że tym samym osoby te plują w twarz obrońcom Kijowa i Charkowa - napisał Lamb-sdorff w tygodniku „Die Zeit". Jego zdaniem Władimir Pu-tin atakiem na Ukrainę dostarczył kolejny dowód na to, że hasła pacyfistyczne i rozbrojeniowe, towarzyszące ruchowi marszów wielkanocnych, są nierealne i niebezpieczne. PROROSYISKIE DEMONSTRACJE ObokMarszy Wielkanocnych od kilku tygodni pojawiła się w Niemczech nowa tradycja - organizowania marszy prorosyjskich. Od początku wojny na Ukrainie mieszkający w Niemczech Rosjaniepostano-wili publicznie okazywać swoje poparcie dla Władimira Putina. Co prawda te demonstracje odbywają się pod hasłami walki z rasizmem, z antyrosyjskimi fobiami, ale w rzeczywistości to głośne TAK dlarosyjskiej agresji. Z nagranych krótkich rozmów z uczestnikami dowie- dzieliśmy się, że Rosja „wcale nie prowadzi wojny z Ukrainą, a jedynie oswobadza rdzennie rosyjskie tereny". Ponadto „Pu-tin to nie żaden bandyta lub przestępca, lecz fajny gość a tylko zachód go oczernia". Rosyjskie i białoruskie flagi, a także barwy ZSRR pokazują prawdziwe intencje prorosyjskich demonstrantów. EKOLOGICZNE POCHOWKI Liczne marsze oraz eventy organizowane z okazji Świąt Wielkiej Nocy są skrupulatnie wykorzystywane przez skrajną lewicę. Organizacje ekologiczne czy też te, które (przynajmniej teoretycznie) „walczą" o prawa człowieka podłączają się do Marszów Wielkanocnych, aby głosić pacyfistyczne hasła o zagrożeniu planety, niszczeniu środowiska i klimatu i nierówności pici czy też nierówności rasowej. Niestety dzieje się za wiedząi akceptacją Kościoła. Władze Kościołów katolickiego i ewangelickiego oficjalnie potwierdziły, że włączyły się w globalną walkę o klimat. Formy tej walki mogą niejednego zadziwić. Nie chodzi tylko o ekologiczne standardy remontów kościołów i domów parafialnych na spełniające kryteria EKO, ale także przestawienie się na model „ekologicznego pogrzebu". Dotyczy to (jak na razie) przystosowania cmentarzy... do neutralności klimatycznej. Zgodnie z nowymi wytycznymi muszą zniknąć... żywopłoty, które nie są odpowiednimi siedliskami dla zwierząt. Na ziemi mają pozostać liście, stosy martwego drewna i stosy kamieni, w których zagnieżdżą się małe zwierzęta, np. jeże, czy też myszy. „Stworzymy na cmentarzach piętrowy dom dla wszystkich rodzajów zwierząt" - mówi w jednym z wywiadów Ulrike Wolf, która jest specjalistą ds. ochrony środowiska w Kościele Ewangelicko-Luterańskim w Hanowerze. Unia Europejska i poszczególne landy niemieckie będą współfinansowały projekt tworzenia ekologicznych cmentarzy. Debata na ten temat zaczyna przypominać horror C klasy. Trudno w to uwierzyć, ale w środowiskach lewicowych pojawiają się propozycje, aby po śmierci ludzkie zwłoki przerabiać na kompost, co oczywiście - zdaniem niektórych ekologów - przyczyniłoby się do ochrony klimatu. ©® Głos Dziennik Pomorza Piątek, 22.04.2022 PULS • 9 ŚWIĘTO MIŁOSIERDZIA. RATUNEK DLA GRZESZNIKÓW NIEDZIELĘ MIŁOSIERDZIA BOŻEGO USTANOWIŁ ŚW. JAN PAWEŁ IIW DNIU KANONIZACJI ŚW. S. FAUSTYNY KOWALSKIEJ Mariusz Grabowski Św. s. Faustyna Kowalska opisała w swoim „Dzienniczku", że Jezus wyrazi pragnienie, by pierwsza niedziela po Wielkanocy była świętem Miłosierdzia Teologowie tłumaczą, że święto ma najwyższą rangę wśród wszystkich postaci nabożeństwa do Miłosierdzia Bożego, które zostały objawione św. s. Faustynie. Po raz pierwszy o ustanowieniu tego święta mówił Jezus w Płocku w 1931 r., gdy przekazywał swą wolę co do powstania obrazu:, Ja pragnę, aby było Miłosierdzia święto. Chcę, aby ten obraz, który wymalujesz pędzlem, żeby był uroczyście poświęcony w pierwszą niedzielę po Wielkanocy - ta niedziela ma być świętem Miłosierdzia" - można przeczytać w „Dzienniczku". Św. s. Faustyna pisała swój „Dzienniczek" w Wilnie i w Krakowie na polecenie, jak mówi tekst, Jezusa, potwierdzone przez jej spowiedników: bł. ks. Michała Sopoćkę i o. Józefa Andrasza SJ. Pierwsza notatka pochodzi z lipca 1934 r., ostatnia datowana - z czerwca 1938 r. Choć pierwsze wydanie „Dzienniczka" miało miejsce w 1981 r. (przygotowano je dla potrzeb procesu beatyfikacyjnego św. s. Faustyny) to jednak wcześniej publikowane były jego niewielkie fragmenty w broszurach poświęconych właśnie nabożeństwu do Miłosierdzia Bożego. Wybór pierwszej niedzieli po Wielkanocy na Święto Miłosierdzia ma swój głęboki sens teologiczny, który wskazuje na ścisły związek, jaki istnieje pomiędzy wielkanocną tajemnicą Odkupienia, a tajemnicą Miłosierdzia Bożego. Ten związek podkreśla nowenna z Koronki do Miłosierdzia Bożego, poprzedzająca to święto, która rozpoczyna się w Wielki Piątek. Święto jest nie tylko dniem szczególnego uwielbienia Bogawtajem- nicy miłosierdzia, aleczasem łaski dla wszystkich ludzi. „W dniu tym otwarte są wnętrzności miłosierdzia Mego, wylewam całe morze łaskna dusze, które się zbliżą do źródła miłosierdzia Mojego. Która dusza przystąpi do spowiedzi i Komunii świętej, dostąpi zupełnego odpuszczenia win i kar. W dniu tym otwarte są wszystkie upusty Boże, przez które płyną łaski" -uczy „Dzienniczek". WATYKAN MÓWI „NIE" Jak widać, Święto Miłosierdzia Bożego nierozerwalnie związana jest z postacią św. s. Faustyny Kowalskiej. Pierwsze zabiegi o ustanowienie kultu Miłosierdzia Bożego w Kościele katolickim podjął ks. Michał Sopoćko, jej spowiednik i powiernik, propagując go od 1937 r. w kościołach wileńskich. W1940 r. w kazaniu pasyjnym po raz pierwszy wyjawił powiązanie kultu z osobą s. Faustyny. Podczas wojny kult Miłosierdzia Bożego wyszedł poza granice Polski i został rozpropagowany wwielu krajach przez rozproszonych po świecie Polaków, zwłaszcza żołnierzy armii gen. Andersa. W1946 r. Konferencja Episkopatu Polski, na czele z kard. Augustem Hlondem, wystosowała do Watykanu petycję o wprowadzenie Święta Miłosierdzia Bożego w pierwszą niedzielę po Wielkanocy. Co ciekawe, o ile wśród wiernych kult rozwijał się bez przeszkód, to hierarchiabyła wstrzemięźliwa. Hierarchowie byli zdania, że nie ustanawia się świąt ku czci przymiotów boskich, gdyż przedmiotem kultu może być tylko Osoba Boska. W 1951 r. episkopat zasięgnął opinii bpa Romualda Jałbrzy-kowskiego, który odniósł się negatywnie do nowej praktyki re- ligijnej. W1953 r. także Święte Oficjum uznało, że nie należy ustanawiać takiego święta. TAJEMNICE MIŁOSIERDZIA W „Dzienniczku" św. s. Faustyny czytamy, że Chrystus powiedział do niej: „Pragnę, aby święto Miłosierdzia, było ucieczką i schronieniem dla wszystkich dusz, a szczególnie dla biednych grzeszników (...). W dniu tym otwarte są wszystkie upusty Boże, przez które płyną łaski". Święto Miłosierdzia Bożego ma być zatem nie tylko dniem szczególnej czci Boga w tej tajemnicy, ale także dniem łaski dla wszystkich ludzi, zwłaszcza grzeszników. Tak więc ranga tego święta polega także na tym, że nawet ci, którzy dopiero w tym dniu się nawracają, mogą otrzymać przebaczenie grzechów oraz wyprosić wszelkie łaski, jeśli one są zgodne z wolą Bożą. Szczególnymi adresatami tego święta są grzesznicy, zwłaszcza ci najbardziej zatwardziali. „Dusze giną mimo Mojej gorzkiej męki. Daję im ostatnią deskę ratunku, to jest Święto Miłosierdzia. Jeżeli nie uwielbią Miłosierdzia Bożego - zginą na wieki". Pod wielkim wrażeniem tych słów był Jan Paweł U, gdy w encyklice „Dives in mise-ricordia", dokumencie poświęconym Bożemu Miłosierdzi, pisał: „W takim znaczeniu miłosierdzie stanowi podstawową treść orędzia mesjańskiego Chrystusa oraz siłę konstytutywną Jego posłannictwa". Ale przypomina też, że „Miłosierdzie nie oznacza pobłażliwości wobec zła, a warunkiem przebaczenia jest naprawienie tego zła i zadośćuczynienie". OPÓR HIERARCHÓW Encyklika „Dives in miseri-cordia" została opublikowana w 1980 r., ale dwie dekady wcześniej kwestia kultu Miłosierdzia Bożego wcale nie była rozstrzygnięta. W1957 r. Watykan zlecił ponowne zbadanie sprawy. 19 listopada 1958 r. Święte Oficjum wydało dekret, w którym wykluczyło możliwość ustanowienia święta. W 2009 r. w tygodniku „Idziemy" ukazały się fragmenty wspomnień Henryka kard. Gul-binowicza pod tytułem „Znałem księdza Sopoćkę", które rzucają nieco światła na kwestię recepcji kultu Miłosierdzia Bożego wśród dostojników kościelnych. „Wokół sprawy kultu Miłosierdzia Bożego też gromadziły się trudności. Pojawiła się notyfikacja Stolicy Apostolskiej, z roku - jeśli dobrze pamiętam -1959 r. Czy główną przyczyną było wydawnictwo katolickie w Kanadzie, prowadzone przez katolickiego kapłana, który odważnie, ale na własną rękę propagował w piśmie i słowie kult Bożego Miłosierdzia? Przedobrzył sprawę, podając wyssaną z palca wiado- PODCZAS IIWOJNY ŚWIATOWEJ KULT MIŁOSIERDZIA ZOSTAŁ ROZPROPAGOWANY POZA GRANICAMI POLSKI, ZWŁASZCZA PRZEZ ŻOŁNIERZY ARMII GEN ANDERSA mość, że umierając, Prymas kard. August Hlond wzywał Miłosierdzia Bożego. Niby bardzo pięknie, ale abp Baraniak, który przez latabyłosobistym sekretarzem kard. Hlonda, był też świadkiem ostatnich chwil jego życia. Stwierdził jednakkompe-tentnie, że umierając, kard. Hlond powtarzał: »Jak przyjdzie zwycięstwo, to przyjdzie przez Maryję«. Ale notyfikacja Stolicy Apostolskiej być może nastąpiła także z innych racji". PROŚBA DO IttPIEŻA Historycy Kościoła podkreślają rzecz znamienną - unieważnienie dekretu z 1959 r. nastąpiło pół roku przed wyborem Karola Wojtyły na papieża. To jemu zawdzięczamy najwięcej w tej kwestii, gdyż będąc jeszcze biskupem krakowskim, dał się poznać jako gorący orędownik kultu Miłosierdzia. Po beatyfikacji św. s. Faustyny w 1993 r. biskupi polscy wystosowali do niego prośbę o ustanowienie Święta Miłosierdzia Bożego. Wpisałjedo kalendarza liturgicznego najpierw Franciszek kard. Macharski dla archidiecezji krakowskiej (w 1985 r.), a potem niektórzy biskupi polscy w swoich diecezjach. Kongregacja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów zezwoliła w 1997 r. na obchodzenie go w polskim Kościele katolickim w II Niedzielę Wielkanocną. Z kolei podczas kanonizacji św. s. Faustyny w2000 r. Jan Paweł II ogłosił na Niedzielę Wielkanocną jako Święto Miłosierdzia Bożego dla całego Kościoła. Uroczystego aktu zawierzenia świata Bożemu Miłosierdziu papież dokonał 17 sierpnia 2002 r. w bazylice Bożego Miłosierdzia w krakowskich Łagiewnikach, które są Sanktuarium Bożego Miłosierdzia. JEZll MIŁOSIERNY, 11 AM TOBIE" Decyzja św. Jana Pawła II otym, aby druga NiedzielaWiel-kanocnabyłapoświęconarozpa-miętywaniu Bożego Miłosierdzia (potwierdziła to Kongregacja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów w dekrecie „Mise-ńcors et miserator" z 5 maja2000 r.), wiąże się z odpustami dla wiernych. „Udziela się odpustu zupełnego na zwykłych warunkach (spowiedź sakramentalna, komunia eucharystyczna, modlitwa w intencjach papieskich) wiernemu, który w n Niedzielę Wielkanocną, czyli Miłosierdzia Bożego, w jakimkolwiek kościele lub kaplicy, z sercem całkowicie wolnym od wszelkiego przywiązania do jakiegokolwiek grzechu, choćby powszedniego, weźmie udział w pobożnych praktykach spełnianych ku czci Bożego Miłosierdzia albo przynajmniej odmówi przed Najświętszym Sakramentem Eucharystii, wystawionym publicznielubukrytymwtaber-nakulum, modlitwę »Ojcze nasz« i Credo, dodając pobożne wezwanie do Pana Jezusa Miłosiernego (np. »Jezu Miłosierny, ufam Tobie«)" - czytamy. A gdyby nawet to nie było możliwe, „tego samego dnia będą mogli uzyskać odpust zupełny ci, którzy duchowo zjednoczą się z wiernymi, spełniającymi w zwyczajny sposób przepisane praktyki w celu otrzymania odpustu, i ofiarują Miłosiernemu Bogu modlitwę, a wraz z nią cierpienia spowodowane chorobą i trudy swojego życia, podejmując zarazem postanowienie, że spełnią oni trzy przepisane warunki uzyskania odpustu zupełnego, gdy tylko będzie to możliwe". 10 PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 22.04.2022 Jest Pani nominowana Do nagrody muzycznej Fryderyki 2022 za album „Inner Sym-phonies", którą nagrała Pani w szczecińskiej filharmonii w trudnym pandemicznym czasie. Ta nominacja jest zaskoczeniem, czy przyjęła ją Pani spokojnie? Nominacje są za najlepszy album muzyki alternatywnej oraz za najlepszy team kompozytorski i ta druga nominacja mnie szczególnie cieszy, bo to jest moja pierwsza kompozytorska płyta nagrana wspólnie z Hanią Rani. Oczywiście druga nominacja też mnie cieszy. To zawsze jest jakaś forma zaskoczenia, chociaż ja do tego podchodzę spokojnie. Nominacja to jeszcze nie jest wygrana i do Fryderyka długa droga. Jest mi bardzo miło, ale się za bardzo tym nie ekscytuję. Często Pani podkreśla, że praca wteamie wytwarza szczególną energię. Ten wasz duetteż stworzył wyjątkową energię. Wydaje mi się, że mamy z Hanią wyjątkowe porozumienie. Co prawda obie żyjemy w różny sposób i nie zawsze mamy takie same opinie na wszystkie tematy, ale muzycznie nie musimy zbyt wielu rzeczy omawiać, tylko siadamy, gramy, a muzyka opowiada wszystko, co chciałyśmy. To jest wyjątkowe, rzadkie, nie zdarza się często, a jak już się pojawi, to trzeba pielęgnować. My jesteśmy dobrym przykładem, bo gramy ze sobą od 15 lat. Poczułyśmy pewną nić porozumienia muzycznego jeszcze kiedy byłyśmy nastolatkami, a teraz razem dojrzałyśmy i wspólnie komponujemy. Płyta „Inner Sym-phonies" jest dalszym ciągiem naszej drogi, zarówno w warstwie muzycznej, jak i osobistej . Obie wystąpiłyśmy na tej płycie jako kompozytorki. Jak wyglądała praca nad tą płytą w okresie pandemii? To był pierwszy twardy loc-kdown, kiedy wszyscy byliśmy przerażeni, baliśmy się do siebie podchodzić i cała nasza przyszłość była pod znakiem zapytania. W tym czasie pracowałam w szczecińskiej filharmonii i miałam wolne z powodu wybuchu pandemii. Pani dyrektor zaprosiła nas do nagrania płyty w filharmonii, a ponieważ ta była pusta, przychodziło tylko kilka osób z administracji, to miałyśmy świetne warunki do skupienia się na pracy. Dla mnie to było wyjątkowe doświadczenie, bo ja wcześniej tę scenę znałam z gry w orkiestrze, gdzie byłam częścią większego organizmu, a teraz cała sala była dla nas. Na zakończenie nagrań pojechaliśmy nad jezioro Głębokie, pokazałam Hani i Piotrowi, naszemu realizatorowi dźwięku, Szczecin. To była majówka, ale raczej zimna, a my zdecydowaliśmy się na skok do jeziora. W muzyce zachwyca mnie wiele rzeczy i zjawisk ROZMOWA ZE SZCZECIŃSKĄ WIOLONCZELISTKĄ, DOBRAWĄCZOCHER, KTÓRA WŁAŚNIE OTRZYMAŁA NOMINACJĘ DO NAGRODY FRYDERYKA. Małgorzata Klimczak Jak Pani trafiła do Szczecina i zaczęła współpracę ze szczecińską filharmonią? Wcześniej studiowałam w Niemczech i grałam w młodzieżowej orkiestrze w Berlinie. W pewnym momencie chciałam zacząć dorosłą, pełnoetatową pracę. Poczułam, że chcę wrócić do kraju i zaczęłam szukać miejsca dla siebie. Szczecin okazał się idealnym rozwiązaniem, bo wciąż blisko do Berlina, więc jakbym miała raz na jakiś czas koncert, to nie mam daleko. Przyjechałam do Szczecina na przesłuchanie, udało mi się je wygrać, ciepło mnie przyjęto, więc wszystko się dobrze ułożyło. Jak wygląda teraz Pani współpraca ze szczecińską filharmonią? Teraz ze względu na szereg zobowiązań związanych z „Inner Symphonies", z trasą koncertową, z działaniami promocyjnymi, pani dyrektor zgodziła się udzielić mi urlopu. Jestem wdzięczna za taką możliwość. Jak to się stało, że miłośniczka Spice Girls została wiolonczelistką? Po pierwsze nie chciałabym aby to pytanie sprawiło, że czytelnicy uznają mnie za wierną fankę tego zespołu. Zdaje się, że kiedyś zadano mi pytanie czego słuchała mała Dobrawa i przyznałam się, że chyba jak każda dziewczynka, która się urodziła w latach 90., i była nastolatką, na początku lat 2000, słuchała Spice Girls. Aleja zaraz po Spice Girls słuchałam „Requiem" Mozarta, więc zainteresowania muzyczne miałam bardzo różnorodne i to od najmłodszych lat. No tak, Pani pochodzi przecież z bardzo muzycznego domu. Moja mama jest skrzypaczką, więc muzyka klasyczna zawsze była obecna wmoim życiu. Nigdy nie odczuwałam jej jako czegoś elitarnego czy trudnego, raczej jako coś naturalnego, pięknego i fascynującego. Przeciętny nastolatek raczej interesuje się muzyką roz- Dobrawa Czocher. Jak mówi od dźwigania wiolonczeli w dzieciństwie bolały ją plecy, ale to właśnie temu instrumentowi zawdzięcza całą swoją karierę i sukcesy rywkową czy rockiem, a nie muzyką klasyczną. Ja uważam, że ludzie niesłusznie boją się pochylić się nad muzyką klasyczną. Niestety, lubimy myśleć schematycznie i stereotypowo, a to jest właśnie stereotyp, że muzyka klasyczna jest trudna. Jest w tym źdźbło prawdy, bo rzeczywiście jest trudniejsza w odbiorze od tego, co słyszymy na co dzień w radiu, ale bez przesady. Są utwory, które zostały napisane dla żartu. Choćby utwory Mozarta, które miały bawić i cieszyć i nadal pełnią te funkcje. Moim zdaniem to jest kwestia nastawienia i uprzedzenia. Dzięki takim instytucjom jak filharmonia w Szczecinie ten stereotyp trochę się zmienia. Bardzo to cenię i podpisuję się pod tym, żeby wpuszczać na scenę filharmonii różne gatunki muzyczne -wszystko, co prezentuje wysoki poziom, ale nie jest tylko stricte muzyką klasyczną. Oczywiście grając co piątek repertuar klasyczny. Chociaż czasami w piątki też zdarzały się koncerty łączące różne style. Kiedyś graliśmy koncert symfo- IVRĘCZENIE ZŁOTYCH FRYDERY-KÓIVIV MUZYCE POIV1ŻNEJ ODBĘDZIE SIĘ 22 KIVIETNIA PODCZAS GALI IV OPERZE NAZAMKU IV SZCZECINIE niczny z Jacobem Collieremito było jedno z ciekawszych wydarzeń muzycznych, jakiego doświadczyłam. To było coś niebywałego. Tylko jak wszedł na scenę, wszyscy czuliśmy, że to jest to ktoś wyjątkowy. Cała orkiestra zamilkła. Ja zawsze w ten sposób rozpoznawałam wielkich artystów. Jak wchodzi ktoś, kto ma niesamowitą aurę i powoduje, że orkiestra milknie, możesz być pewien, że ma wyjątkową osobowość. Mówi Pani o swoich zainteresowaniach muzycznych, a jak bliski był Pani Grzegorz Ciechowski jako artysta? Bardzo bliski. Już od dziecka miałam styczność z jego muzyką, moja mama zna osobiście jego siostrę. Ja pochodzę z Tczewa, Grzegorz też pochodził z Tczewa. Środowisko artystyczne z Tczewa bardzo dobrze się zna, a moja mama jest tam mocno aktywna. U mnie na półce leży książka Grzegorza Ciechowskiego z jego podpisem, więc jego obecność i twórczość to było dla mnie coś naturalnego. Jako dziecko także grywałam na jego festiwalu In Memoriam w różnych formacjach muzycznych. A potem wydarzył się przełomowy dla nas In Memoriam, na którym dyrektor Józef Golicki zaproponował granie Hani i mnie i od tego zaczęła się cała przygoda z płytą „Biała flaga". Pani mama gra na skrzypcach, a Pani wybrała wiolonczelę, a podobno wiolonczeliści narzekają na ból pleców. To nie za ciężki instrument dla drobnego dziecka? Z powodu wiolonczeli w wieku 13 lat musiałam wyjechać do Gdańska, ponieważ w Tczewie nie było szkoły muzycznej, a rodzice nie chcieli, żebym dojeżdżała codziennie z tak dużym instrumentem, bo byłam bardzo drobna. Ostatecznie jednak wszystko się dobrze skończyło i nigdy nie żałowałam tego wyboru. Wybrałam wiolonczelę, ponieważ moja mama miała duże zaufanie do nauczycielki tego instrumentu, która była jej koleżanką. Mama czuła, że osobowość tej nauczycielki będzie pasowała do mojej. To chyba naturalne dla artystów, że muszą dosyć wcześnie dojrzeć i stać się samo-dzielni. Pani droga była trudna emocjonalnie, czy po prostu różne sytuacje traktowała Pani jako wyzwania i zadania do wykonania? Wydaje mi się, że oprócz jednego momentu kryzysowego, kiedy wyprowadziłam się do internatu, który był dla mnie skokiem na głęboką wodę, nigdy nie miałam poczucia, że muszę coś poświęcić, czy stracić dla wiolonczeli. Dorosłam bardzo wcześnie, przeobraziłam się z dziecka w małą kobietę, stałam się samodzielna. A wiolonczela zaprowadziła mnie w wiele niesamowitych miejsc w życiu. Dzięki niej zwiedziłam trochę świata, poznałam wielu niesamowitych ludzi. Teraz dzięki niej zaczęłam obracać się wśród ludzi z branży muzycznej, podpisałam kontrakt z Deutsche Gra-mophon. To jest wspaniałe. Tworząc swoje swoje płyty wkracza Pani w różne rejony muzyczne. W jakim kierunku najbardziej Panią ciągnie? Co Panią zachwyca? Trudno jednoznacznie określić kierunek, bo zachwyca mnie wiele rzeczy. Wartością nadrzędną jest jednak dla mnie zawsze prawda, autentyzm, pasja. Muzyka, którą my z Hanią uprawiamy i którą chcę robić solowo, nosi nazwę modern classic. Chociaż ja czuję, że to określenie jeszcze się zmieni. Czuję, że ta muzyka jest bliższa muzyce filmowej niż muzyce klasycznej, chociaż wykorzystuje instrumenty klasyczne, ale jeśli chodzi o konstrukcję to do muzyki klasycznej jej daleko. Myślę, że tu bardziej chodzi o atmosferę i pewną wrażliwość, a nie o wirtuozerię. W muzyce klasycznej warsztat ma ogromne znaczenie, choć modem classic też nie da się wykonać pięknie, jeśli nie ma się na przykład pięknego dźwięku. Siła ciężkości opiera się jednak na atmosferze i kontemplacji, którą chce się uzyskać, a nie na popisywaniu się swoim warsztatem instrumentalnym. Uwielbiam muzykę filmową. Uwielbiam muzykę jazzową, ale taką bardziej eksperymentalną. Ostatnio moim odkryciem jest Nik Baertsch. To jest muzyka, która łączy w sobie jazz, ma wiele ciekawych rozwiązań harmonicznych, wywołuje interesującą atmosferę. Ostatnio też bardzo inspiruje mnie muzyka Grażyny Bacewicz. Wkrótce będę wykonywać jej kwintet i trochę się pochyliłam nad postacią tej kompozytorki. Dostrzegam w niej dużo współczesnego podejścia w budowaniu utworów. Reasumując, uważam, że w każdym gatunku muzycznym można odnaleźć coś fascynującego, choć dla mnie osobiście bardzo ważna jest pewna wrażliwość kompozytora czy wykonawcy. Zakorzeniła się Pani w Szczecinie na tyle, żeby za nim tęsknić, kiedy Pani podróżuje? Bardzo lubię granie w orkiestrze i czasem brakuje mi jej brzmienia. Być częścią tkanki orkiestrowej jest świetnym uczuciem, zwłaszcza kiedy przyjeżdża ciekawy dyrygent. Na razie moja koncentracja jest jednak skierowana na sprawy duetowe czy solowe, a co przyniesie przyszłość zobaczymy. ©® Głos Dziennik Pomorza Piątek, 22.04.2022 PULS 11 DO POSŁUCHANIA „Stabat Mater" Vivaldiego i Jakub Józef Orliński Do sklepów muzycznych trafiło „Stabat Mater" Antoniego Vivaldiego, dzieło nierozerwalnie związane z Wielkanocą. W roli głównej wystąpił Jakub Józef Orliński, a towarzyszy mu Capella Cracoviensis. „Stabat Mater" to poruszający poemat z XIII w., który odzwierciedla cierpienie Maryi na krzyżu. To zarazem jedna z sekwencji wprowadzonych przez Kościół katolicki do liturgii i wykonywana w czasie Wielkiego Postu. Przez wieki kompozytorzy komponowali niezliczone ilość dzieł, z których najbardziej znane to właśnie dzieła Pergolesiego i właśnie Vivaldiego. Vivaldi skomponował je na alt, smyczki i basso continuo w 1712 roku. Zamówienie nadeszło z Bresci - rodzinnego miasta ojca, Giovanniego Battisty. Wykonano je 18 marca 1712 r. w święto Matki Boskiej Bolesnej w kościele filipinów Santa Maria delia Pace w Bresci. Co ciekawe, Vivaldi nie opracował tekstu całej sekwencji, ale jedynie jej pierwszych dziesięć zwrotek. Utwór wykonywano podczas nieszporów i traktowano raczej jak hymn. Pod względem muzycznym opracowanie trzech pierwszych części powtarza się w częściach od czwartej do szóstej. Jakub Józef Orliński zaśpiewał je po raz pierwszy jako student w Warszawie i po raz pierwszy wykonał publicznie 8 sierpnia 2013 r. Siedem lat później nagrał dzieło w Krakowie z instrumentalistami Capelli Cracoviensis i dyrygentem/organistą Janem Tomaszem Adamusem. Podczas sesji nagraniowych artysta wpadł na pomysł rozwinięcia tego „pandemicznego projektu" o wideo ilustrujące 20-minutową partyturę Vivaldiego. Album zawiera dodatkowo DVD z filmem krótkometrażowym, którego reżyserem jest wielokrotnie nagradzany Sebastian Pańczyk (Effie Awards). Obraz nie ilustruje dosłownie słów „Stabat Mater", chociaż w filmie znajdują się odniesienia do obrazów religijnych. Angażuje się raczej wątek empatii przewijający się przez tekst: empatię Maryi wobec ukrzyżowanego syna oraz empatię czytelnika lub słuchacza wobec cierpienia Maryi. Zdjęcia powstawały m.in. w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie. Jak mówi reżyser: „Współczesność formy tego filmu w zestawieniu z tak klasycznym utworem mogą być zaskoczeniem. (...) Sam kontrast piękna wykonania tego utworu i dramatycznych scen filmu pewnie będzie zaskakujący, ale wydarza się to z pełną świadomością zestawienia ze sobą tych energii". Nagranie „Stabat Mater" Vivaldiego nawiązuje do cyklu tematycznego, który zapoczątkował w 2018 roku debiutancki album Orlińskiego „Anima Sacra". Kontynuacją była „Anima Aeterna", który to album - jak pisał magazyn „Gramophone" -po raz kolejny potwierdził, że jest „jednym z najbardziej uderzających młodych talentów nie tylko w śpiewie kontratenoro-wym, ale szerzej w muzyce barokowej". Mariusz Grabowski Antonio Vivaldi, „Stabat mater", Jakub Józef Orliński & Capella Cracoviensis, dystr. Warner Musie Group WIEŚCI NIEZTEJ ZIEMI KAYAH Przeżywa kryzys Nie od dziś wiadomo, że popularna piosenkarka nie ma szczęścia w miłości. Rozpadło się jej małżeństwo z telewizyjnym producentem Rinke Rooyensem, potem nie wypalił związek z Sebastianem Karpielem-Bułecką, a sene-galski wokalista Pako, w którym się zakochała, okazał się niewierny. W końcu wydawało się, że znajdzie ukojenie w ramionach byłego prezesa Giełdy Papierów Wartościowych o imieniu Jarosław. Niestety - wiele wskazuje, że i ta relacja się zakończyła. Kayah zamieściła bowiem na Insta-gramie wymowny wpis. Pisze w nim: „Zaczęłam przypominać szaleńca, który płynie łódką przez wzburzony bezkres wody i co tylko załata dziurę w jednym końcu łajby, biegnie do kolejnej dziury na drugim... I jeszcze dopiero gdzieś po połowie rejsu przekonuje się, że płynie totalnie sam, a całą drogę gadał jak idiota do siebie". EDYTA GÓRNIAK Wzięła antybiotyk W minioną Wielkanoc mogliśmy oglądać w telewizji koncert „Cud życia", w którym obok Jose Carrerasa wystąpiła Edyta Górniak. Teraz okazuje się, że o mały włos, a diwa nie pojawiłaby się na małym ekranie. Tuż przed występem Górniak złapała zapalenie gardła. Obawiała się więc, że może podczas koncertu stracić głos. -Wzięłam jakieś specjalne syropy, niestety musiałam też wziąć antybiotyk, a jestem przekorna, jeśli chodzi o te chemiczne leki. Musiałam je wziąć, by przyspieszyć gojenie i móc wystąpić. Dziękuję też aniołom, że mnie wsparły, bo one też dużo zrobiły. Nie tylko antybiotyk - opowiada w „Fakcie". BARBARA KURDEJ-SZATAN Martwi się i trzyma kciuki Mąż celebrytki Rafał Szatan przez długi czas miał problemy z kolanem. W styczniu przeszedł poważną operację, która ma Martyna Wojciechowska cieszy się, że jej 14-letnia córka jest niezwykle utalentowana je zlikwidować. Teraz okazuje się, że wszystko idzie w dobrą stronę i aktor wraca do intensywnej pracy. Niebawem ma się pojawić na deskach Teatru Syrena w wymagającym dużej sprawności fizycznej spektaklu. - Rafał nie marudzi, świetnie sobie radzi i bardzo dobrze już chodzi. A zaraz po świętach chce zagrać w spektaklach „Rock of Ages". To musical, w którym on tańczy i skacze, ale zawziął się, ostro trenował. Jest bardzo dzielny. Trzymam za niego kciuki, ale też boję się o niego, mam nadzieję, że będzie ostrożny - mówi aktorka w „Fakcie". ANNA WENDZIKOWSKA Nie będzie płakać Celebrytka opublikowała ostatnio na Instagramie swoje zdjęcie z dwoma córkami. Jedna z fanek zapytała wtedy: „Ma pani czasem takie momenty, w których ciężko jest samotnie wychowywać dzieci? Bycie samotną matką jest bardzo trudne". Wendzi-kowska szybko odpowiedziała: „Kurczę, wiadomo, że jest ciężko. Wiadomo, że we dwójkę łatwiej. Wiadomo, że jak obok jest partner, który wspiera, to jest lepiej i przyjemniej. Ja się śmieję, że rodzina to nie jest temat do ogarnięcia dla jednej osoby. Ale co mam zrobić? Położyć się i płakać? Staram się wszystko ogarniać najlepiej, jak potrafię i myśleć, że „jeszcze będzie przepięknie". DOROTA GARDI AS Lubi kiełbasę Celebrytka zwierzyła się w serwisie Plejada, że ma ostatnio niespodziewane kłopoty ze swym organizmem: jej waga coraz bardziej spada. - Jem już dwa razy więcej, a cały czas chudnę, nie mogę sobie z tym poradzić! Chyba zacznę jeść słodycze, których nie lubię, bo wolę kiełbasę -śmieje się. - Mówiąc poważnie: mam problem z wagą, cały czas chudnę i nie wiem, dlaczego, więc szukam przyczyny w organizmie. Mam nadzieję, że to tylko jakiś taki moment i to nic poważnego -dodaje. MARTYNA WOJCIECHOWSKA Wychwala córkę Słynna podróżniczka celebrowała wminioną Wielkanoc czternaste urodziny swej córki Marii. Z tej okazji umieściła na Instagramie długi wpis wychwalający swą pociechę. , Jest urodzoną artystką, tworzy rysunki, grafiki, muzykę. Czyta tak dużo, że muszę ją odganiać nocami od książek. Ale też ma talent do wszystkich możliwych sportów i dzielnie mi towarzyszy we wspinaczce, nurkowaniu, jeździe na nartach. Choć w sumie coraz częściej ja towarzyszę jej. I czasem ledwo nadążam" - napisała. HOROSKOP Wodnik (20.01 -18.02) Trzymaj się przyjętego na dzisiaj planu, bo horoskop dzienny zapowiada, że systematyczność będzie Ci potrzebna jak mało kiedy. Ryby (19.02-20.03) Horoskop na dziś mówi jasno: nadarzy się okazja, aby przekonać się, że jesteś osobą przewidywalną i potrafiącą odnaleźć się w każdej sytuacji. Baran (21.03 -19.04) Niewykluczone, że w czasie weekendu ktoś zapuka do Twoich drzwi. Horoskop dzienny na piątek radzi poczynić małe przygotowania. Byk (20.04-20.05) Nie przejmuj się niepowodzeniem, jakiego dzisiaj doświadczysz. Horoskop dzienny mówi, że to tylko Cię umocni. Bliźnięta (21.05-21.06) Sprzyjające okoliczności pozwolą Ci dzisiaj rozwinąć skrzydła. Horoskop na dziś wróży, że dużo osiągniesz. Rak (22.06-22.07) Dzień będzie dla Ciebie prawdziwą szkołą przetrwania. Horoskop dzienny na piątek zapowiada, że poczujesz spore zmęczenie. Lew (23.07-22.08) Ktoś zainspiruje Cię do zmian w Twoim życiu. Horoskop dzienny wróży, że zabierzesz się do tego niemal „z marszu". Panna (23.08-22.09) Przekonasz się dzisiaj, jak delikatną materią jest przyjaźń. Horoskop na dziś mówi, że nie będzie to miłe doznanie... Waga (23.09-22.10) Przez weekend dobrze odpocznij, bo horoskop dzienny na piątek wróży, że po niedzieli życie rzuci Cię w wir nowych obowiązków. Skorpion (23.10-21.11) Ktoś będzie usilnie próbował przekonać Cię do swoich ra- • cji. Horoskop na dziś ostrzega, że kryją się za tym mało przychylne dla Ciebie zamiary. Strzelec (22.11-21.12) Nie zaniedbuj swojego życia osobistego. Horoskop na dziś radzi postarać się o jak najbardziej wiosenne relacje z najbliższymi osobami. Koziorożec (22.12 -19.01) Horoskop dzienny na piątek ostrzega, że na marginesie głównego nurtu Twojego życia rozwija się problem, którego nie wolno zlekceważyć. wwwg.24.pl www.gK24.pl www.gs24.pl ©©-umieszczenie takich dwóch znaków przy Artykule, w szczególności przy Aktualnym Artykule, oznacza możliwośćjego dalszego rozpowszechniania tylko i wyłącznie po uiszczeniu opłaty zgodniezcennikiemzamieszaonymnastroniewww.gp24.pl/tresciiwzgodziezpostanowieniamininiejszego regulaminu. Redaktor naczelny PrzemysławSzymańayk. Z-cy red. nacz.: Marcin Stefanowski. Wojciech Frelkhowski. Ynona Husaim-Sobecfca. Prezes oddziału PiotrGrabawski. Dyrektor biura reklamy oddziału Ewa Żelazko. Dyrektor marketingu Robert Gromowski. Redakga.SŁUPSK, ul. Henryka Pobożnego 19, teL59848SI 00, redakqigp24@p0iskapre5s.pl KOSZALIN, ul. Mickiewicza 24, tel 943473552, redakqagk24@polskapressLpl. SZCZECIN, ul. Nowy Rynek3,tel.9148l3300.redakqa.gs24@polskapress.pl. Druk Polska Press Oddział Poligrafia 75-846 Koszalin, Słowiańska 3a. POLSKA PRESS Wydawca Polska PressSp.zo.o. ul. Domaniewska 45,02-672 Warszawa, tel. 222014400, fax: 22 2014410 Prezes zarządu Tomasz Przybek Członek zarządu Dorota Kania Członek zarządu Miłosz Szulc Dyrektor artystyczny Tomasz Bocheński Dyrektor marketingu, Rzecznik prasowy Wydech Paczyński wojciech.paczynski@pobkapress.pl Dyrektor kolportażu Karol Wlazło Agencja Al P kontakt@aip24.pl 12 Głos Dziennik Pomorza Piątek, 22.04.2022 strata, szwank w parze z wiaderkiem pięciozłotówka r~ i ryś stepowy 21 szton pracuje pod wodą r~ autor powieści „Solaris" bon r~ małe zawiniątko C~ muzealny okaz sportsmenka z wiosłem r~ mieszkaniec Pirenejów , np. Księżyc ~v ptak w Klatce ~v włoski port świetlny sygnaf jednostka siły „cenna" jabłoń - ł ł \ 1 jabłoń o małych owocach l 12 dobra warta złota 1 ł 22 gruba gałąź - kuna leśna tybetański ssak ciemnowłosy operowa Cyganka kierowca koparki - - ' wałkoń 1 umowna na straganie żerdź grządka w ogrodzie wróg Cezara ofiara na tacę 10 rzymski cesarz 1 borowik 0 wadze 5 kg - ł 2 dawna srebrna moneta i r król przed koronacją filmowy Obywatel - 3 polecenia H dla fizyka potrawa z jaj Egon... łfisch, niemiecki pisarz kurtka młokosa węgiel wiązka kwiatów oznaka smutku lub radości r 1 r~ ... Lauda, kierowca Formuły 1 wiejski dom 18 i wlazł na płotek 1 1 wyspa na Filipinach jak metal węgiel + żelazo U l 1 składnik powietrza sekrety ... Mistrzów, rozgrywki piłkarskie - czeski traktor - i —*• przetargowa w negocjacjach ogon sukni - rozwarty lub prosty 24 nigę-ryjska waluta kostka w łazience 11 U i ogon Chaczaturian 19 niewielka ilość - powinien pić aużo tranu - 1 1 1 owad przenoszący malarię zbrojownia ostatni mody ciernik złoto lub miedź r 8 1 - i 1 obława na ludzi cenniejsza od złota samochód dostawczy - jon o ujemnym ładunku księga z fotografiami U 1 ł kościelny dostojnik ł ł doświadczony człowiek 13 zapora autor „Rewizora" r 6 U ł czynny wulkan na Sycylii H mechaniczny instrument starszy od kapitana skład starych rzeczy drewniany budynek dobry kumpel - l v mm tlM m iii l ,ibŁ r 1 i i piękny ze szczytu góry waluta Iraku ptak domowy egoista słomkowy kapelusz „mokry" znak zodiaku i l 1 u miłośniczka X Muzy prążkowana tkanina meksykański złoty 23 r brzeczka miodowa Natalia, piosenkarka gra epizod w filmie ocieplają stopy twarda powłoka pradziadek laptopa koń Don Kichota ... Urbańska, piosenkarka zielony w zupie 7 producent Goudy przyczyna nerwic i 1 i auto z Korei -*• 1 mały cukierek mleczny 14 r l l odmiana pszenicy Louis, pisarz dźwięk muzyki nie pion i nie póziom nie wielki kurek zaklina deszcz buty Apacza zając morski 1 9 ... kul-szowa - kierunek w sztuce - i ł utrudnia jazdę P°. szosie nieżyt żydowski placek świątynia w Japonii czarny rumak 1 spod ciemnej gwiazdy - czworobok ł 4 dawny przecinek wypływa z jeziora Roś 15 system, sposób płynie przez Łomżę rodzi orzeszki - 1 1 Garcia lub Warhol - 17 filmowa lub remontowa - 1 ozdobna narzuta ł i U 16 uroczysty strój profesora podobne do przetaka - "P-. czerń -biel - kuchenny obrus stolica Senegalu - portal internetowy - dawny uczony student - 5 głębokie naczynie - U dawny patrol wojskowy - pieśń Jontka „Halki" - owad, karaczan - 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 - 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 Litery z pól ponumerowanych od 1 do 24 utworzą rozwiązanie - myśl Karola Irzykowskiego. VrV?^IOAAAZ 3ZSMVZ AN019VZS :3INVŻVlMZ0H- Litery z pól ponumerowanych od 1 do 24 utworzą rozwiązanie - myśl Karola Irzykowskiego. VrV?^IOAAAZ 3ZSMVZ AN019VZS :3INVŻVlMZ0H-