MAGAZYN razem dodatkami Skutek sankcji zachodnich nałożonych na Rosję już terest widoczny • Przemysław Czarnek: Niech związki nie twierdzą, że zależy im na przyszłości nauczyciela • 25 lat „Titanica" »* PLUS TELEMAGAZYN z programem TV oraz Tomasz Jakubiak o swojej nowej roli Trasa silnej wiary. Ekstremalna droga krzyżowa, 40 km ze Słupska do Ustki. str.2 A Nr 76 (4624) Nakład: 18.620 egz. Piątek 1.04.2022 Opieka psychiatryczna dla dzieci priorytetem www.gp24.pl Cena 4,60 zł (w tym 8% VAT) str. 6 Nowe zasady testowania na koronawirusa w kraju str. 6 NrlSSN 0137-9526 Nr indeksu 348-570 770 1 37 952053 SŁUPSK Gotowi na rowery? Od 1 kwietnia drugi sezon Słupskiego Roweru Miejskiego Drugi sezon Słupskiego Roweru Miejskiego potrwa do 31 października. Przekonamy się wówczas, jak wyglądać będą statystki wypożyczeń rowerów, które dopiero w tym sezonie zmierzą się ze wspomnianymi hulajnogami na pełnym jego dystansie. Wtedy też ważyć się będzie dalsza przyszłość rowerów. W pierwszym sezonie statystyki wyglądały tak: 6229 wypożyczeń, średnia dzienna ilość wypożyczeń - 38,69. Ilość minut wypożyczeń - 253 520 (4 225 godziny /176 dni). Średni czas wypożyczenia w minutach - 40,7. Przejechany dystans w kilometrach -6 631. Więcej na stronie 4 Polska i świat Azerbejdżan testuje Rosję. Kolejna wojna na Kaukazie? str. 8 USTKA PRZEPROWADZKA UKRAIŃSKICH DZIECI. ŁZY I WZRUSZAJĄCE POŻEGNANIA Radość już nie dla ukraińskich maluchów Dzieci z ukraińskiego domu małego dziecka w czwartek opuściły O W Radość. Po trzech tygodniach pobytu grupę maluchów, opiekunek i wolontariuszek z własnymi dziećmi przeprowadzono do OW Posejdon. O pobycie tych dzieci w Ustce piszemy na stronach 18-19 DRUGA STRONA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 1.04.2022 TYDZIEŃ Z GŁOSEM POMORZA SOBOTA • Weekend z Rodziną. Młodzi w poczekalni do dorosłości. PONIEDZIAŁEK Sportowy24. Reprezentacja Polski u bręm piłkarskiego raju. WTOREK • Polska uniezależnia się od importu paliw z Rosji. ŚRODA • Strona Zdrowia. Jak chronić mózg przed demencją. CZWARTEK • Pod paragrafem. Historia Policji Polskiej. ZAMÓW PRENUMERATĘ: tel 94 3401114, mail: prenumerata.gdp@polskapress.pl prenumerata.gp24.pl PIĄTEK • 12 lat po katastrofie smoleńskiej. Czy znamy jej przyczyny? Grzegorz Hilarecki PRIMA APRILIS W DOBIE NA UKRAINIE ęiy/aoq J29[mowBiq?. Jeden z kolegów w redakcji zapytał wczoraj: „Robimy jakieś żarty w gazecie l kwietnia?" Odpowiedź: nie, nie i nie! I to nie dlatego, że jesteśmy smutnymi ludźmi. Wręcz przeciwnie. Są nawet wśród nas urodzeni w Prima Aprilis. Często ku rozpaczy szefów, słychać u nas było głośny śmiech z mniej lub bardziej udanych żartów i dowcipów. Naprawdę lubimy żarty. I dlatego postanowiliśmy nie żartować. Gdyby nie Rosja i putinowskie hordy na Ukrainie i ukraińskie kobiety i dzieci w Polsce może i byłoby inaczej. To co się dzieje na Ukrainie, czy tego chcemy, czy nie zmienia nasze życie. Tak, że czasami zaskakuje. Nie wiem, czy wiecie, ale w słupskich przedszkolach chłopcy nie mogli bawić się w wojnę, rysować żołnierzy czy czołgi. Nawet po wybuchu wojny u naszych sąsiadów wychowawczyni mojego syna zabraniała mu i kolegom namalować czołg. I co? Postanowili namalować w proteście aż po dwa. Połowa z nich miała biało-czerwone barwy, połowa odwróconą flagę ukraińską, ale strzelały do ubranych na zielono żołnierzy. Zapytałem więc syna, do kogo ZDJĘCIE DNIA Trwają prace związane z remontem drogi DK21 między Słupskiem i Ustką.Na kilku odcinkach trasy ruch odbywa się wahadłowo. Jak zapowiedział wykonawca, w najbliższym czasie będzie funkcjonowało sześć wahadeł o łącznej długości 3 235 metrów. (ŁC) strzelają z czołgów? „Do Rosjan!" - odpowiedział sześciolatek, do którego grupy w przedszkolu doszedł kolega, mały uchodźca z Ukrainy. Nie zna jeszcze nawet języka polskiego. Przed wojną chciałem dzieciaka nauczyć angielskiego, ale teraz może lepszy... rosyjski? A może właśnie ukraiński, by się lepiej dogadywał z kolegami. Albo niemiecki, gdybyśmy kiedyś, tak jak Ukraińcy dziś... Odpukać! Trzeba jednak szukać pozytywów. Do szkół zapewne wróci przysposobienie obronne. Chłopak z czasem dowie się więc, jak rozpalić ognisko, co w lesie można jeść, jak rozbić namiot, jak używać mapy. Niech sobie chłopak z czasem postrzela też na strzelnicy, niech wie, jak odróżnić Abramsa od T-90. Ciekawe, czy tak jak ojciec dostanie piątkę z „rzutu granatem". W końcu, są w życiu rzeczy ważniejsze niż smartfon. Ale zostawmy wojnę, bo życie trwa nadal i niesie ze sobą zmiany. Widać je także dzisiaj, w naszej gazecie. Od dzisiaj w piątki Czytelnicy „Głosu Pomorza", będą mogli przeczytać nowy „Tygodnik Regionów" oraz zmieniony magazyn „Puls". Zachęcam do lektury. ©® LOTTO 30iO3JOnOOnŁ2i6O Multi Multi:6,9,23,24,25,29, 34,41,44,48,49,50,51,55, 60,66,67,70,76,79 Plus 23 Extra Pensja: l, 3,9,22,26, +2 Extra Premia: 10,15,26,29,32,+1 Mini Lotto: 4,19,36,39,40 Kaskada: l, 3,5,10,11,13,14, 17,18,19,21,24 Super Szansa: 0,7,3,1,1,1,7 3UttJ02ZOOIXLf4OO Multi Multi:4,8,10,11,12,22, 24,27,31,36,46,52,6l, 62,63, 66,67,71,77,78 Plus 27 Kaskada: l, 3,6,8,9,10,12,13, 15,18,20,21 Super Szansa: 9,3,5,9,3,5,2 WALUTY 3103.22 USD EUR CHF GBP 4,1801 (+) 4,6525 (+) 4,5207(+) 5,4842 (+) Mwzrostcenywstosunku do notowania poprzedniego,(-)spadekcenywstosunku do notowania poprzedniego, (o) bez zmian Weekend ładny nie będzie. Nocami mroźno Krzysztof Ścibor z Biura Prognoz Pogody Calvus informuje, że opady pojawią się dopiero w niedzielę i pozostaną z nami do środy. - W piątek nad ranem będzie niewielki mróz, w okolicy -l stopnia Celsjusza. W ciągu dnia temperatura wzrośnie do maksymalnie 5 stopni, ale z powodu zimnego i nieprzyjemnego wiatru odczuwalna temperatura będzie wynosić o stopni. Sobota również będzie chłodna. Rano termometry pokazywać będą -2 stopnie, a w ciągu dnia nie więcej niż 4. Nadal będzie też wiał zimny wiatr. W niedzielę natomiast temperatura spadnie jeszcze bardziej. Nad ranem spadnie nawet do -5 stopni Celsjusza. Po południu zacznie się chmurzyć. (WN) POGODA NA WEEKEND Piątek 5°C -rc Wiatr płd. 32 km/h Uwaga Zachmurzenie umiarkowane. W nocy mroźno. A w Słupsku dywany kwiatowe rozkwitają Trasa silnej wiary. Ekstremalna droga krzyżowa ze Słupska do Ustki Alek Radomski Słupsk W milczeniu, w znoju i w ciemnościach. W piątek 8 kwietnia w modlitewną i pieszą podróż ze Słupska nad klify i dalej do Ustld wyruszy Ekstremalna Droga Krzyżowa. To może być nie tylko wytrzymałościowy sprawdzian. Dobre buty, mapa, czyjak kto woli podpowiadająca drogę aplikacja w telefonie, to tylko część bagażu, który wtę nocną drogę zabiorą ze sobą wierni. W 40-kilo-metrowąpieszą podróż od Słupska na nadmorskie klify i dalej do Ustki wziąć z sobą trzeba coś więcej. Uczestnicy Ekstremalnej Drogi Krzyżowej w trasę wyruszą w piątek 8 kwietnia spod kościoła Najświętszego Serca Jezusowego. Start zaraz po wieczornej mszy świętej. Słupsk to pierwsza stacja. Drugą ulokowano niecałe 6 km dalej w Nie-wierowie. Kolejne postojetoMa-chowino, Wytowno, Macho-winko, Objazda, Bałamątek, Poddąbie, Orzechowo i Ustka. Droga została tak zaplanowana, aby nocy uczestnicy odczuwali Część trasy wiedzie nad samym morzem. Na klifie - mówi Wiktor Janusz z komitetu organizacyjnego najpiękniejsze części regionu. Najpierw doliny Słupi i lasów, później uroków wysokiego brzegu i morza. - Część trasy wiedzie nad samym morzem. Na klifie - mówi Wiktor Janusz z komitetu organizacyjnego. - Człowiek, który idzie całą noc, w trudzie i zmęczeniu za każdym razem jest chyba zaskoczony świtem i tak samo wdzięczny, że po naprawdę długich godzinach noc zmienia się jasny i optymistyczny świat. Chętnych nie brakuje. Już dziś swój udział zapowiedziało kilkadziesiąt osób. Co ważne EDK to nie pielgrzymka, tylko in- dywidualna forma modlitwy, w której każdy bierze udział na własną odpowiedzialność. „Po klifie z Serca do Zbawiciela", czyli droga ze słupskiego kościoła pw. Najświętszego Serca Jezusowego do kościoła pw. Najświętszego Zbawiciela w Ustce to nie jedyna trasa. Alternatywa, równie ekstremalna to przemarsz „Ku Bogu i Bliźniemu" spod kościoła NSJ w Słupsku przez Jezierzyce, Grąsino, Roga-wica, Kukowo, Wiklino, Bukowo, Dominek i dalej przez Kępno, Karzcino i Niewierowo do Słupska. Dystans ok. 45 km. Zgłosić się można za pośrednictwem strony edk.org.pl. ©® Głos Dziennik Pomorza Piątek, 1.04.2022 Drodzy Czytelnicy, Glos Pomorza - wiele powodów, jedna gazeta 89 tys. Tylu Czytelników czyta Głos Dziennik Pomorza" 750 tys. Tylu realnych użytkowników w miesiącu odwiedziło serwis gp24.pl** 13,1 min Tyle odsłon w miesiącu uzyskał serwis gp24.pl* Głos Pomorza *PBC, II2021 -12022 r„ CSS, Grupa celowa: wszystkie przypadki, n = 25 003, źródło: Mędiapanel, luty2022, źródło: Gemius;Ppsm, luty 2022 zapewne zauważyliście wizualną zmianę naszej gazety. Wprowadziliśmy czytelniejszą czcionkę, układ artykułów jest bardziej przejrzysty, a uporządkowany podział na poszczególne sekcje tematyczne ułatwi znalezienie interesujących Was artykułów. Zmiana nie dotyczy jedynie warstwy graficznej. To przede wszystkim zmiana jakościowa. Jako regionalny dziennik jesteśmy najbliżej ludzkich spraw. Naszą ambicją jest nowoczesny, poważny, opiniotwórczy dziennik regionalny. Celem - tworzenie materiałów najwyższej jakości, angażujących, wiarygodnych, sprawdzonych i pomocnych. Magazynowe wydanie naszej gazety z nowoczesnym Tele Magazynem, jest najchętniej wybierane przez Was drodzy Czytelnicy. Od dziś poszerzamy jego formułę o nową propozycję - magazyn Puls. Na jego stronach znajdziecie Państwo artykuły, reportaże, wywiady dotyczące najważniejszych i najciekawszych wydarzeń i zjawisk - w Polsce i na świecie. Autorami są najlepsi reporterzy Polska Press Grupy. Wyłącznie lokalnym sprawom jest pośwjęęony Tygodnik Regionów, 12-ko-lumnowy magazyn tworzony specjalnie dla Was przez reporterów ze Szczecina, Koszalina i Słupska i wielu mniejszych miast i miasteczek z Pomorza. Tygodnik Regionów to wydanie dla osób interesujących lubiących poznawać ludzkie historie, które oczekują od regionalnej gazety najważniejszych informacji podanych w atrakcyjnej formie. Przeczytacie fascynujące historie, które dzieją się tuż obok Was. Poznacie wyjątkowych ludzi i ich losy, odsłonimy kulisy zdarzeń, którymi żyje opinia publiczna i które budzą największe emocje. To premierowe wydanie tygodnika, który mamy nadzieję, znajdzie się na liście Waszych ulubionych. Czytelnicy sobotniego Magazynu rodzinnego, będą mogli odkryć go na nowo. Weekend z rodziną, to bogaty w atrakcyjne treści dodatek dla całej rodziny. Nie zabraknie w nim również przepisów kulinarnych i rozrywki w znanej już i lubianej przez Czytelników formie. W poniedziałek otrzymacie Państwo odnowiony, pełen emocji magazyn Spor* towy24. Bonusem będzie więcej rozmów, wywiadów, felietonów i reportaży. Nie zabraknie interesujących analiz pozwalających spojrzeć na zawodowy i amatorski sport z zupełnie innej perspektywy. We wtorek proponujemy Wam odświeżony dodatek Strefa Biznesu poświęcony gospodarce. Obiecujemy jednak, że o skomplikowanych i złożonych procesach będziemy mówić „ludzkim głosem". Zdrowie to niezwykle ważny aspekt naszego życia, bez względu na to, ile mamy lat. Nasi dziennikarze nie będą Państwa leczyć, ale spróbują działać profilaktycznie. W ramach swoich możliwości. Chcemy zatem, by w każdą środę na naszych łamach znalazły się sprawdzone i pomocne treści, które odpowiedzą na wiele wątpliwości i obaw, jakie wiążą się z troską o coś najcenniejszego, czyli zdrowie. „Pod paragrafem" to całkowicie nowa propozycja dla naszych Czytelników. Dla fanów kryminałów Agathy Christie i Raymonda Chandlera czwartkowe wydania gazety to lektura obowiązkowa. Opiszemy tajemnicze zbrodnie, ukryte motywy, model działania morderców i kulisy pracy śledczych. Dreszczyk emocji gwarantowany. Czekamy na wszystkie uwagi i sugestie i z góry za nie dziękujemy. Zapraszamy do rozmów o ważnych i mniej ważnych sprawach, dzięki którym dokonaliśmy zmian w naszej gazecie. Wasze zaangażowanie jest dla nas ważne, bo dla Was codziennie tworzymy Głos Pomorza. Przemysław Szymańczyk redaktor naczelny 99 WYDARZENIA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 1.04.2022 KALENDARIUM TWEET TYGODNIA 1294 1947 Zmarł książę gdański Mściwoj II, który doprowadził do zawarcia Układu Kępińskiego. Pomorze stało się częścią państwa polskiego. Aeroklub Gdański otrzymał kredyt na zorganizowanie w Słupsku warsztatów montażowych samolotów - pisał tego dnia „DB" Zbrojenia to pierwsza strategiczna przestrzeń zależności Rosji od Chin. Drony, rakiety, komponenty do zaawansowanych broni, silników, dotychczas opartych na zachodnich częściach, maję pochodzić z Chin. lVasalizacja pójdzie teraz szybko Tomasz Wróblewski, publicysta, komentator 1343 1952 Położono kamień węgielny pod Bazylikę Mariacką w Gdańsku. Świątynia jest zabytkiem unikalnym w skali nie tylko Polski i Europy. 1888 Nastąpiło przerwanie 5 km wału w Janowce koło Starego Pola. Pod wodą znalazły się całe Żuławy Elbląskie aż do Zalewu Wiślanego. W Sopocie otwarto nową kawiarnię. Wchodzących wita napis: Kierownictwo prowadziło dla ludzi pracy śniadania po niskich cenach. W Jelitkowie otwarto cztero-gwiazdkowy hotel Marina. Nowy obiekt dysponował 356 miejscami. W pokojach były kolorowe telewizory. 1905 1992 Urodził się polski pisarz i marynarz, kapitan żeglugi wielkiej Karol Olgierd Borchardt, autor m.in. książek „Znaczy kapitan" i „Szaman morski". Bullą papieską Totus Tuus Poloniae Populus diecezja gdańska została podniesiona do rangi archidiecezji gdańskiej. POWIEDZIELI Jak kiedyś car stawiał cerkwie, tak Stalin stawiał czołgi tam, gdzie one dojechały. Ale ostatnio mamy dużo przykładów reakcji społecznych. W Koszalinie mieszkańcy sami usunęli pomnik, w Żukowie będzie usuwany, a teraz został zakryty, w Malborku został popisany hasłami przeciwko Putinowi, w Gdańsku przy czołgu co jakiś czas pojawiają się manifestacje (...) Trzeba wreszcie skończyć z tą aberracją, że czcimy pamięć polskich ofiar, a mamy pomniki oprawców 99 Wiceminister Karol Rabenda na spotkaniu w Malborku ws. pomnika Armii Czerwonej Tragedia w Starogardzie. W pożarze zginęło troje dzieci. Czwarte w szpitalu Kinga Furtak kinga.furtak@polskapress.pl W wyniku pożaru przy uL Chojnickiej w Starogardzie Gdańskim zginęła trójka rodzeństwa. Ich 3-letnia siostra jest w stanie ciężkim. Poszkodowani są także rodzice. Ogień wybuchł w mieszkaniu budynku na drugim piętrze budynku wielorodzinnego przed godziną 9.00 w czwartek. Ogień prawdopodobnie objął całe mieszkanie i uniemożliwił ucieczkę rodzinie. Na skutek pożaru zmarła trójka rodzeństwa: 5 -letni chłopiec, 2-letnia dziewczynka i miesięczna dziewczynka. Sześć osób zostało poszkodowanych, w tym rodzice dzieci. Ich 3 -letnia córeczka jest w stanie ciężkim. Jak informuje informuje mł. asp. Michał Swobodziński z Wydziału Operacyjno-Szko-leniowego KP PSP Starogard Gdański, na miejsce skierowano 14 zastępów straży pożarne: jednostki PSP oraz ochotniczej straży pożarnej. Przed przebyciem strażaków 12 osób ewakuowało się z budynku. - Pięć osób strażacy ewakuowali za pomocą podnośnika. W sumie z budynku ewakuowano 14 osób - dodaje Michał Swobodziński. Takiej tragedii na Pomorzu nie było od lat. Mieszkańcy Starogardu są w szkolu. Przyczyny i okoliczności pożaru będą badane przez biegłych z zakresu pożarnictwa, a także przez prokuraturę. ©® Tak tragicznego pożaru nie było na Pomorzu od wieiu lat Gotowi na rowery? Od 1 kwietnia drugi sezon Słupskiego Roweru Miejskiego Wojciech Nowak Słupsk Na ulice Słupska powróci 100 żółtych rowerów, które będzie można wypożyczać, aby poruszać się w przestrzeni miejskiej. Drugi sezon Słupskiego Roweru Miejskiego przed nami. Zasady pozostały te same -100 jednośladów zostanie rozlokowanych na 20 stacjach na terenie miasta, a koszt wypożyczenia jednego z nich to 1,50 zł za każde rozpoczęte 30 minut jazdy. Po trzeciej godzinie, kiedy opłata wzrośnie do 9 zł, dalsze jej naliczenie zostanie zatrzymane, a rower będzie do naszej dyspozycji do końca dnia. Drugi sezon będzie dla rowerów wyjątkowy, ponieważ dzielić będą przestrzeń miejską z hulajnogami. - Jesienią ubiegłego roku na terenie naszego miasta pojawiły się hulajnogi, które stanowią pewną konkurencję dla roweru, ale o to też chodzi. Jest ważne, aby mieszkańcy mieli szerszy wybór możliwości ekologicznego przemieszczania się i dzięki temu zrezygnowali z poruszania się samochodami, tym bardziej w dobie rosnących cen paliw - mówi Piotr Kowalski z Urzędu Miasta w Słupsku. Przypomnijmy, że do uruchomienia, zarządzania i kompleksowej eksploatacji Słupskiego Roweru Miejskiego została wybrana w ramach przetargu spółka Geovelo ze Szczecina. Usługę zobowiązała się świadczyć przez dwa sezony za ponad 576 tys. zł. Rowery powinny być po wypożyczeniu zostawiane na przeznaczonych do tego stacjach, dlatego Piotr Kowalski przypo- mniał, że mieszkańcy mogą informować operatora o rowerach pozostawionych w miejscach do tego nieprzeznaczonych. - Operator jest zobowiązany do usuwania rowerów z takich miejsc. Mieszkańcy mogą skontaktować się z operatorem telefonicznie lub mailowo, a ten powinien zareagować. Jeżeli takiej reakcji nie będzie, wówczas proszę zgłoszenia kierować do Urzędu Miejskiego - zwraca uwagę Kowalski. Kontakt do operatora. Dzisiaj znowu rowery miejskie są do wypożyczenia 5 KRÓTKO LĘBORK Sprawcy wjechali w pokrzywdzonych samochodem - W niedzielę po południu policjanci otrzymali zgłoszenie o pobiciu dwóch mężczyzn, przed jednym ze sklepów - informuje Marta Szałkowska, rzeczniczka lęborskiej policji. -Na miejscu mundurowi zastali zespół pogotowia ratunkowego, który opatrywał rannego 31-letniego lęborczanina. Mężczyzna z otwartym złamaniem nogi został przetransportowany do szpitala. Z ustaleń mundurowych wynika, że w stojącego na chodniku 31-latka oraz jego znajomego wjechał samochód, z którego wysiedli dwaj mężczyżni. Sprawcy kopali i bili pięściami oraz metalową pałką pokrzywdzonych. Potem odjechali. Funkcjonariusze ustalili tożsamość osób podejrzewanych o pobicie. - Następnego dnia rano kryminalni zatrzymali jednego z nich. Zatrzymany 27-letni mieszkaniec gminy Nowa Wieś Lęborska usłyszał zarzuty pobicia - relacjonuje rzeczniczka. - Tłumaczył, że postanowili ze swoim kompanem wymierzyć mężczyznom na własną rękę sprawiedliwość, bo nie pasowało im ich zachowanie. Zatrzymany został aresztowany.©® Głos "1X022 WYDARZENIA Uczniowie mundurówki pomagają koleżance. Ogień strawi! jej dom Sylwia Lis Bytów Uczniowie bytowskiej mundurówki stanęli na wysokości zadania. Zorganizowali piknik charytatywny. Pieniądze zbierali dla rodziny ich koleżanki ZuzL Ponad 120 osób wzięło udział w pikniku charytatywnym zorganizowanym w Mądrzecho-wie w gminie Bytów. Organizatorami akcji byli nauczyciele i uczniowie Zespołu Szkół Ponadpodstawowych w Bytowie, czyli bytowska mundurówka. - Pierwsza z prawdziwego zdarzenia impreza charytatywna, której byliśmy organizatorami za nami. I trzeba przyznać, że chyba się udało - mówi Łukasz Kowalski, nauczyciel. -Jak zapewne wszyscy wiedzą zbieraliśmy pieniądze dla rodziny, która straciła dobytek swojego życia wskutek strasznego pożaru, który miał miejsce ponad dwa miesiące temu. A że to dom rodzinny naszej uczennicy Zuzy, to podjęliśmy się trudnego wyzwania, tym nia. Akcja gaszenia pożaru trwała kilka godzin. Straty oszacowano na ponad 500 tysięcy złotych. Obie rodziny straciły dach nad głową. Niemal od razu ruszyła akcja pomoc. W tej chwili trwa remont. - Bardzo chciałabym podziękować kolegom i koleżankom mojej córki - mówi Elżbieta Landowska, mama Zuzi. - To już ich kolejna akcja. Pogoda nam dopisała i impreza była udana. Jestem w szoku, że po takim czasie od pożaru o nas pamiętają. W tej chwili mieszkamy w Nakłi u mojego brata. W domu wciąż trv*a remont. Będę szczęśliwa, jeżeli uda nam się do niego wprowadzić jesienią. Pani Ela dodaje: - W zasadzie tylko zostały zewnętrzne ściany. Wewnętrzne trzeba było wyburzyć, trzeba też było zdjąć cały strop. Teraz zacznie się prawdziwe budowanie. Część materiałów dostaliśmy, część kupiliśmy z dużymi rabatami. Chciałbym wszystkim bardzo serdecznie podziękować za okazane serce. ©® w stanie się podnieść po porażkach, kłopotach, czy innych nieszczęściach. Jeżeli otaczamy się życzliwymi ludźmi wszystko zdaje się być łatwiejsze. Był też pokaz strzelecki i wesołe rywalizacje, choćby przeciąganie liny. POŻAR W MIĘDZYGÓRZU Przypomnijmy, że do pożaru domu, w którym mieszkały dwie rodziny doszło 20 stycz- Akcja charytatywna ucznió bardziej, że niepewny czas nie ułatwia nam życia. Chcieliśmy zaprosić ludzi dobrej woli, którzy nie są obojętni na tragedię innych, do aktywności. I się udało! Zaproponowaliśmy marszobieg na dystansie trochę ponad 5 km. Malownicza trasa z jednym poważnym kilkusetmetrowym podbiegiem, budzącą się do życia przyrodą (kilkoma akwenami dookoła) była odzwierciedleniem tego, co bytowskiej mundurówki spotyka nas w życiu. Nie zawsze mamy w życiu z górki, czasem wieje wiatr w oczy, ale najważniejsze, żebyśmy byli Przypomnijmy, że do pożaru domu, w którym mieszkały dwie rodziny, doszło w miejscowości Międzygórze 20 stycznia Ratusz wysłał pismo o zawieszenie egzekucji z kont Krystyny Hingst Andrzej Gurba Miastko Miastecki ratusz wystąpił do „skarbówki" o zawieszenie egzekucji z kont należących do Krystyny Hingst która prowadzi szkołę podstawową w Kamnicy. Danuta Karaśkiewicz, burmistrz Miastka informuje, że 29 marca br. wysłane zostało pismo do urzędu skarbowego o zawieszenie egzekucji z terminem do końca czerwca br. Dodajmy, że 30 marca br. miastecki ratusz przelał kolejną dotację dla szkoły. Według oświadczenia Krystyny Hingst te pieniądze zostały jeszcze zajęte. - Nie powinny - stwierdza Danuta Karaśkiewicz. Przypomnijmy. Od 9 lutego br. skarbówka zabiera pieniądze z trzech kont należących do Krystyny Hingst (dwa szkolne i jedno biznesowe -firma transportowa) na podstawie decyzji administracyjnej burmistrza Miastka dotyczącej zwrotu nieco ponad 550 tys. zł oraz nieco ponad 9,1 tys. zł. To były dotacje przekazywane szkole. Zdaniem ratusza zostały one wydane na inne cele, niż powinny. Innego zdania jest Krystyna Hingst. ©@ Słupska Spółdzielnia Mieszkaniowa „Czyn" 76-200 Słupsk, ul. Leszczyńskiego 7, tel. 59 84 32 516 ogłasza przetarg nieograniczony ofertowy na wykonanie okresowej kontroli instalacji gazowej w zasobach SSM „Czyn" w roku 2022 Oferty należy złożyć w terminie do dnia 21.04.2022 r. do godz. 12.00 Oferty powinny odpowiadać warunkom specyfikacji, którą można pobrać ze strony internetowej www.czyn.slupsk.pl Spółdzielnia zastrzega sobie prawo unieważnienia przetargu na każdym jego etapie bez podania przyczyn i bez prawa do zgłaszania przez Oferentów roszczeń z tego tytułu. Słupska Spółdzielnia Mieszkaniowa „Czyn" 76-200 Słupsk ul. Leszczyńskiego 7 tel. 59 307 02 90 ogłasza przetarg nieograniczony ofertowy na Budowę przyłącza elektrycznego do zasilania oświetlenia terenu oraz wymianę istniejących linii zasilających w Jezierzycach ul. Szkolna 2. Oferty należy złożyć w terminie do dnia 21 kwietnia 2022 r. do godz. 10:45. Oferty winny odpowiadać warunkom specyfikacji, którą można pobrać ze strony internetowej www.czyn.slupsk.pl. Spółdzielnia zastrzega sobie prawo unieważnienia przetargu na każdym jego etapie bez podania przyczyn i bez prawa do zgłaszania przez Oferentów roszczeń z tego tytułu. KRÓTKO MIASTKO Święto muzyki saksofonowej. Koncert w szkole muzycznej l kwietnia (piątek) w auli Państwowej Szkoły Muzycznej I Stopnia w Miastku odbędzie się koncert saksofonowy. To zwieńczenie warsztatów saksofonowych prowadzonych przez Pawła Pełczyńskiego. Początek o godz. 18.30. Wstęp wolny. W koncercie wystąpią m.in.: Orkiestra Saxmanii pod dyrekcją Pawła Pełczyńskiego, Michał Gasztych, Aleksandra Bukowska, Cyprian Sekrecki, Anna Mendonca, Ad-Hoc Quartet. ©® (ANG) Dolina Charłotty Dolina Charlotty Resort &. SPA Notrniw ąeohn wtafi Restauracja Gościniec na wodzie w Dolinie CharSotty oferuje świeże i naturalne wyroby mięsne i rybne, które wędzone są w naszej wędzarni. Wieloletnie doświadczenie i wiedza Mistrza Stefana Warcholaka to gwarancja dobrych receptur i wysokiej jakości produkowanych wyrobów. Kiełbasa swojska Kiełbasa biała Szynka Baleron Schab 39 zł/kg 36 zł/kg 52 zł / kg 48 zł / kg 48 zł /kg Ogonówka Boczek Pstrąg Pstrąg łososiowy - filet 46 zł / kg 42 zł/kg 59 zł / kg 87 zł /kg Imńtfwk więcej informacji: t.przyfozynski@charlotta.pi 667 710 814 6 POLSKA i ŚWIAT MOSKWA Według najnowszych badań niezależnego rosyjskiego ośrodka Centrum Lewady, w marcu znacząco wzrosło poparcie społeczne dla działań prezydenta Władimira Putina, którego aktywność aprobuje obecnie 83 proc. Rosjan. Gwałtownie wzrósł także odsetek obywateli Rosji, którzy uważają, że sprawy w kraju idą we właściwym kierunku. Poziom zaufania do Władimira Putina wzrósł o 10 punktów procentowych i osiągnął 44 proc. Głos Dziennik Pomorza Piątek, 1.04.2022 99 Władze, stolicy sprawiedliwości, wiecie, jak pociągnąć do odpowiedzialności winnych zbrodni na Ukrainie Wołodymyr Zełenski prezydent Ukrainy KRÓTKO WARSZAWA Aktor Piotr Z. usłyszał zarzuty W listopadzie popularny aktor Piotr Z. zamieścił na Fa-cebooku wpis dotyczący rzecznik prasowej Straży Granicznej. Zdjęcie Anny Michalskiej opatrzył komentarzem: „Twarz bestialskich, bandyckich standardów". W reakcji na post aktora fundacja Ośrodek Monitorowania Antypolonizmu złożyła zawiadomienie do Prokuratury Okręgowej w Warszawie o możliwości popełnienia przestępstwa znieważenia WARSZAWA funkcjonariusza publicznego. Jak informuje dziś Polska Agencja Prasowa, Piotr Z. usłyszał w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie zarzuty zniesławienia i znieważenia rzecznik prasowej Komendanta Głównego Straży Granicznej. Informację tę potwierdziła rzeczniczka prokuratury Aleksandra Skrzyniarz, dodając, że aktor nie przyznał się do winy. Małgorzata Puzyr Bez rosyjskiego węgla i ropy Szef Kancelarii Premiera Michał Dworczyk powiedział, że Polska gospodarka poradzi sobie bez dostaw węgla i ropy z Rosji. W Programie l Polskiego Radia mówił, że musimy przestać kupować rosyjskie surowce, aby powstrzymać agresywną politykę Władimira Putina. STAROGARD GDAŃSKI Rodzeństwo zginęło w pożarze Ogień wybuchł w mieszkaniu na drugim piętrze budynku wielorodzinnego przed godziną 9.00 w czwartek, 31 marca. Ogień prawdopodobnie objął całe mieszkanie i uniemożliwił ucieczkę rodzinie/ Na skutek pożaru zmarła tróją rodzeństwa: 5 -letni chłopiec, 2 -letnia i miesięczna dziewczynka. Sześć osób zostało poszkodowanych w tym rodzice dzieci. Ich 3-letnia córeczka jest w stanie ciężkim. Przed przybyciem strażaków, 12 osób się ewakuowało z budynku. Pięć osób strażacy ewakuowali za pomocą podnośnika. W sumie z budynku ewakuowano 14 osób. Kinga Furtak Opieka psychiatryczna nad dziećmi - priorytetem AIP Mińsk Mazowiecki - Skutkiem COVID-19 są nie tylko powikłania, ale także problemy w obszarze zdrowia psychicznego - wskazał w czwartek minister zdrowia Adam Niedzielski Minister odwiedził Ośrodek Środowiskowej Opieki Psychologicznej i Psychoterapeutycznej dla Dzieci i Młodzieży w Mińsku Mazowieckim. - Jestem pod ogromnym wrażeniem pracy, która jest tutaj wykonywana. Placówka przyjmuje dzieci, organizuje opiekę środowiskową, która jest głównym akcentem zmienionego modelu opieki psychologicznej - powiedział mediom Adam Niedzielski. Ostatni rok był dla zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży tragiczny. 40 pacjentów, chociaż miejsca są tylko dla 24, to rzeczywistość chociażby oddziału psychiatrycznego dla dzieci w szpitalu w Łańcucie. Podobnie źle jest niestety w całej Polsce, także w Warszawie. Dlatego wśród omawianych podczas spotkania w ośrodku tematów były problemy, z jakimi zmagają się dzieci i młodzież. - Konstatacja jest taka, że widać ogromny wzrost zainteresowania czy potrzeby leczenia w poradni. Widać, że to zwiększenie zapotrzebowania przerasta wszelkie nasze założenia - wskazał szef MZ. Minister Adam Niedzielski podkreślał podczas konferencji, jak ważna dla dzieci jest opieka psychologiczna - W zeszłym roku udzielono blisko 120 tysięcy porad: mówię o liczbie pacjentów, którzy byli leczeni psychologicznie. To jest liczba dwa razy większa niż w roku 2020, a 2,5 większa niż w 2019 roku. Widać bardzo wyraźnie, że pandemia to nie tylko to, o czym myślimy w pierwszej kolejności, np. powikłania płucne czy inne choroby. Widzimy, jak ogromną traumą jest i była pandemia w zdrowiu psychicznym dzieci -dodał minister. Z zapowiedzi Niedzielskego wynika, że zwiększy się liczba ośrodków środowiskowej opieki psychologicznej dla dzieci i młodzieży, których dzisiaj po prostu brakuje. - W Polsce działają 343 ośrodki środowiskowej opieki psychologicznej i psychoterapeutycznej dla dzieci i młodzieży. Mam nadzieję, że ta liczba zwiększy się do 400 - powiedział w czwartek minister zdrowia. W czasie konferencji prasowej przed Ośrodkiem Środowiskowej Opieki Psychologicznej i Psychoterapeutycznej dla Dzieci i Młodzieży w Mińsku Mazowieckim szef MZ podkreślał, że opieka psychiatryczna nad dziećmi jest absolutnie priorytetem. Ośrodki środowiskowej opieki psychologicznej i psychoterapeutycznej dla dzieci i młodzieży mają się znaleźć w każdym powiecie, bo, jak tłumaczył minister, dotychczasowy model leczenia psychiatrycznego nie był wydolny „przy tak dużym zapotrzebowaniu, które pojawiło się w związku z pandemią". Niedzielski poinformował, że prowadzone są rozmowy o tym, jak połączyć opiekę środowiskową i „opiekę na wyższych poziomach z zagadnieniem szkolnictwa". - Szkoła na wyższych poziomach też powinna pełnić rolę terapeutyczną - zaznaczył Niedzielski. Na konferencji prasowej w Mińsku Mazowieckim minister został zapytany także o to, ilu lekarzy z Ukrainy pra-cuje na polskim rynku. Jak zaznacz/i, od roku działa procedura, która pozwala na sprowadzanie do polskiego systemu lekarzy z zagranicy. - W tej chwili, według tej procedury, łącznie z tymi ostatnimi naborami, przyjęliśmy już do naszego systemu ponad 1200 lekarzy. To jest bardzo realna zmiana, bardzo realne zwiększenie. Z tego ponad 700 to są lekarze z Ukrainy - podkreślił Adam Niedzielski. Minister dodał, że wszystko wskazuje na to, iż ta liczba będzie się zwiększać. Od 1 kwietnia nowe zasady testowania na koronawirusa. Bezpłatne testy tylko na zlecenie lekarza Monika Góralska Warszawa Od dzisiaj za darmo testu nie będzie można wykonać w aptece czy punkcie wy-mazowym. Od 1 kwietnia br. możliwości testowania na COVID-19 zostaną drastycznie ograniczone. Testy w kierunku koronawirusa nie będą już finansowane z Funduszu Przeciwdziałania C0VID-19. Nie będzie więc możliwości przeprowadzenia bezpłatnego testu waptece, laboratorium czy punkcie wymazowym oraz mobilnych punktach typu drive-thru. Zlecenie na darmowy test będzie mógł wystawić tylko lekarz POZ. W przypadku chęci wykonania testu samodzielnie będziemy musieli sami za niego zapłacić. Nowe zasady zwalniają lekarzy z obowiązku rutynowego testowania w kierunku C0VE)-19 każdego pacjenta z gorączką i/lub objawami infekcji dróg od- dechowych. Jak czytamy na stronie NFZ: „W aktualnej sytuacji, znacznego spadku zachorowań na C0VID-19, nie ma potrzeby masowego testowania pacjentów w kierunku koronawirusa przed wizytą w POZ, gabinecie lekarza specjalisty lub w szpitalu przed planowym zabiegiem". Nie będzie więc także konieczności wykonywania testu w kierunku SARS-CoV-2 przed przyjęciem do szpitala. Po ocenie stanu zdrowia pacjenta, jeśli objawy będą wska- zywaćna zakażenie koronawim-sem, lekarz POZ od razu w gabinecie będzie mógł przeprowadzić test antygenowy, którego wynik jest dostępny już po kilku minutach. W przypadku braku takiego testu w gabinecie lub jeśli wynik będzie niejednoznaczny lekarz będziemógłskie-rowaćpacjentanabezpłatnytest PCR wykonywany w punkcie pobrań. Wyniki testów zostaną umieszczone w systemie EWP i będą widoczne na Internetowym Koncie Pacjenta. Głos Dziennik Pomorza Piątek, 1.04.2022 ARTYKUŁ REKLAMOWY KONIEC STRZYKANIA W KOLANACH? DARMOWY ŚRODEK pomna mmielszat AsMmfwt i tarcie w stawach WSPIERA REGENERACJĘ STAWÓW BEZPŁATNA METODA POMOGŁA JUZ 159 500 POLAKOM _ZMNIEJSZYĆ SZTYWNIENIE I OPUCHLIZNĘ STAWÓW Badania potwierdzają: by móc wesprzeć regenerację stawów i poprawić sprawność ruchową, wystarczy kilka dni. Nowy preparat może odbudowywać chrząstkę stawową, usuwać trzeszczenie, dyskomfort i sztywność stawów. A co najważniejsze - może łagodzić reumatyzm i problemy zwyrodnieniowe bez kosztownych zabiegów. Skuteczna nawet w najbardziej zaawansowanym stadium problemu, bez względu na wiek chorego, stopień uszkodzenia chrząstki i przyczynę zwyrodnień. Przełomowa formuła spec. Hopkin-sona może być wsparciem dla przeciążonych stawów. 96% osób potwierdza efekty jej działania i poleca innowacyjną metodę swoim bliskim. A aż 9/10 badanych deklaruje poprawę sprawności ruchowej zaledwie po kilkunastu dniach. Jak to możliwe? Spec. wyjaśnia: swojego W każdym przypadku preparat Hopkinsona może pomóc odbudować chrząstkę stawową, intensywnie wzmocnić mięśnie, a także zwiększyć produkcję naturalnego kolagenu, likwidując tarcie pomiędzy kośćmi. Spec. Louis Hopkinson, twórca innowacyjnej metody Zamiast zaśmiecać organizm chemicznymi wspo-' magaczami, które tylko powierzchownie łagodzą dolegliwości, warto postawić na JEDNĄ, w 100% naturalną formułę, która wspiera kompleksową regenerację uszkodzonych stawów. Pomaga. 3-krotnie zwiększyć produkcję mazi stawowej, gwarantując „naoliwienie" stawów. Gdy kości przestają 0 siebie trzeć, mikrouszkodzenia chrząstki stawowej zyskują szansę na naprawę, a dyskomfort, trzeszczenie 1 sztywność stawów zmniejszają się bardzo szybko. Serdecznie polecam. STANĘŁAM NA NOGI. Stawy już mi tak nie dokuczają! Byłam bardzo ograniczona ruchowo, miałam problemy z chodzeniem, a nawet z utrzymaniem kubka w dłoni. Czułam się naprawdę do niczego, a przecież nie jestem jeszcze taka stara! Na szczęście trafiłam na metodę pana Hopkinsona, która naprawdę mi pomogła. To niesamowite, ale bardzo szybko zaczęłam odczuwać ulgę, a niedługo później byłam już w stanie chodzić na dłuższe spacery, po zakupy i do kościoła. Jestem zachwycona! Danuta P., 65 lat, Olsztyn Stawy nie muszą Cię ograniczać Systematyczne stosowanie nowego preparatu może wesprzeć odbudowę tkanki chrzęstnej, dzięki czemu możliwe jest zmniejszenie zmian zwyrodnieniowych. Przywrócenie maksymalnej po-ślizgowości płynu maziowego sprawia, że stawy mogą odzyskać właściwości amortyzujące, a ruchy stają się płynne. PRZETESTUJ PRODUKT ZA OZU 4 SPODZIEWANE REZULTATY Innowacyjny środek pomaga: ZŁAGODZIĆ DYSKOMFORT KOLAN, BIODER, NADGARSTKÓW I KRĘGOSŁUPA W 24H KOLANA JAK NOWE Wystarczyło kilka dawek, by przestało strzykać mnie w kolanach - ruchy są płynne, żwawe, jakby ktoś naoliwił moje stawy! Kucam, klękam, bawię się z wnukami, żadnego dyskomfortu ani drętwienia nawet po długim spacerze. Dzięki tej metodzie zapomniałem o zwyrodnieniach. Jan S., 73 lata, Tarnów 3-KROTNIE ZWIĘKSZYĆ PRODUKCJĘ KOLAGENU ODŻYWIĆ KOMÓRKI KOSTNE I WZMOCNIĆ STAWYW Odzyskaj swobodę ruchów Innowacyjna metoda wspierająca stawy zdobyła ogromną popularność na kongresie Nova Medica w Sztokholmie, gdzie rozmawiano o niezwykłej skuteczności preparatu. D» PORUSZAĆ SIĘ JAK DAWNIEJ Specjaliści potwierdzają, że innowacyjna formuła to absolutne turbodoładowanie w procesie regeneracji układu kostnego i stawów. Właśnie dlatego stosując preparat bardzo szybko możesz poczuć ulgę, zmniejszyć dyskomfort i „trzeszczenie" w kolanach, kręgosłupie, nadgarstkach i biodrach. Jeśli masz skończone 40 lat i posiadasz obywatelstwo polskie, przysługuje Ci bezpłatne opakowanie preparatu. *Medal przyznany RevitaPharm w programie Konsumencki Lider Jakości - Debiut Roku 2020" Nowatorska formuła może wypełnić pęknięcia, ubytki i uszkodzenia na powierzchni chrząstki stawowej oraz zwiększyć poślizgowość płynu wypełniającego przestrzenie między kośćmi. WZMOCNIJ SWOJE STAWY! Pierwsze 100 osób, które zadzwonią do 20.04.2022 r., otrzyma 100% REFUNDACJI OD PRODUCENTA! * m8153119 66 x Pon.-pt. 08:00-20:00, sob. 08:00-20:00. Zwykłe połączenie lokalne bez dodatkowych opłat. ZADZWOŃ TERAZ - PRODUKTY GRATIS CZEKAJĄ 8 • ŚWIAT Głos Dziennik Pomorza Piątek, 1.04.2022 Joe Biden, prezydent USA, przyjął czwartą dawkę szczepionki przeciw COYID Małgorzata Puzyr Waszyngton Pandemia się nie skończyła, ale Covid-19 nie kontroluje już naszego życia-powiedział prezydent USA Joe Biden. ogłaszając nową fazę pandemii - Dzięki strategii, którą wdrożyliśmy co do szczepień i testów, jesteśmy w nowym momencie pandemii. To nie znaczy, że Covid-l9 się skończył, oznacza, że Covid-i9 nie kontroluje naszego życia" - powiedział prezydent Joe Biden. W większości kraju już przed kilkoma tygodniami zniesiono większość restrykcji, w tym rekomendację noszenia maseczek w miejscach zamkniętych. Prezydent ogłosił w środę uruchomienie nowej rządowej strony, za pomocą której Amerykanie mogą umówić się na szczepienie lub zamówić darmowe testy. Wezwał też Kongres do wyznaczenia dalszych wydatków na walkę z pandemią i przygotowanie do następnych kryzysów zdrowotnych. Po krótkim przemówieniu Biden przyjął na oczach kamer czwartą dawkę szczepionki Pfizera, pół roku po otrzymaniu trzeciej dawki, (czyli pierwszego tzw. bo-ostera). - Słyszałem, że niektórych ludzi widok wbijanej igły zniechęca do szczepień. Jeśli to was dotyczy, przepraszam (...) ale to w ogóle nie bolało -powiedział prezydent. - Covid-19 się nie skończył, ale nie kontroluje już naszego życia - powiedział prezydent Joe Biden Azerbejdżan testuje Rosję. Kolejna wojna na Kaukazie? Grzegorz Kuczyński Baku Zaangażowana w ciężką i przedłużającą się wojnę z Ukrainą Rosja może mieć problem z przypilnowaniem swych interesów w innych częściach świata, choćby w Azerbejdżanie. Wybuch wojny Rosji z Ukrainą natychmiast zwiększył napięcie między Armenią i Azerbejdżanem. Podczas głosowania nad rezolucją ONZ potępiającą agresję rosyjską (2 marca) Armenia wstrzymała się od głosu, zaś Azerbejdżan w ogóle nie wziął udziału w głosowaniu. Baku drastycznie zwiększyło presję na sąsiada od początku marca, gdy stało się jasne, że Rosja nie pokona Ukrainy w parę dni i będzie musiała na dłużej skupić się na tym konflikcie, ze szkodą dla innych odcinków swej polityki zagranicznej. Niewątpliwie strategię Baku popiera największy sojusznik Azerbejdżanu, czyli Turcja. W Ankarze być może też uznano, że konflikt na Ukrainie stwarza możliwości zwiększenia wpływów na Kaukazie kosztem Rosji. Azerbejdżańskie media zaczęły publikować materiały wideo mające być dowodem na wycofanie części rosyjskiego sprzętu wojskowego i żołnierzy z Górskiego Karabachu. Jedna z wersji mówi o przerzucie tych sił na Ukrainę, inna, że trafiły one do 102. bazy wojskowej Baku drastycznie zwiększyło presję na sąsiada, czyli na Armenię, od początku marca, gdy stało się jasne, że Rosja nie pokona Ukrainy w parę dni w Giumri w Armenii, a z kolei stacjonujący tam żołnierze zostali wysłani na front. Władze Karabachu 10 marca zaprzeczyły wyjazdowi co najmniej części Rosjan z regionu. Co ciekawe, do doniesień azerskich mediów nie odniosło się samo dowództwo kontyngentu. Kiedyś niemal codziennie wydawało komunikaty, ale od końca stycznia milczy. 22 marca MSZ Armenii oświadczyło, że Azerbejdżan odciął dostawy gazu ziemnego do Górskiego Karabachu w rejonie miasta Szusza, pozostawiając bez gazu ponad 120 tysięcy mieszkańców regionu. W oświadczeniu stwierdzono, że Azerbejdżan „nie zaprzestaje wysiłków w celu wywierania presji psychologicznej na ludność Górskiego Karabachu". Doszło też do jeszcze groźniejszego incydentu. W nocy z 24 na 25 marca do wsi Farruch leżącej Azerbejdżan dostrzegł szansę na pognębienie odwiecznego rywala: zależnej od rosyjskich gwarancji bezpieczeństwa Armenii na pograniczu okupowanych dawniej przez Ormian terenów azerbejdżańskich weszły oddziały azerbejdżańskiej armii. W wydanym 26 marca oświadczeniu ministerstwo obrony Rosji skrytykowało Azerbejdżan za naruszenie trójstronnego porozumienia o zawieszeniu broni z 9 listopada 2020. Zajęcie wsi Farruch jest testowaniem reakcji rosyjskich przez Azerbejdżan, który już wcześniej oświadczył, że nie zgodzi się na przedłużenie - wygasającego w 2025 roku - mandatu „sił pokojowych" Rosji w Górskim Karabachu. Czy Rosjanie pozwolą opuścić cywilom Mariupol? Mateusz Zbroja Mariupol Rosjanie zgodzili się na ewakuację cywilów z Mariupola. W kierunku miasta wyruszył konwój ukraińskich autobusów, którymi mieszkańcy oblężonego Mariupola mają być wywiezieni Informację przekazała wicepre-mier Ukrainy Iryna Wereszczuk. Na nagraniu zamieszczonym w mediach społecznościowych mówiła, że Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża potwierdził, iż Rosja zgodziła się na otwarcie korytarza humanitarnego do Mariupola i ewakuację mieszkańców. Zgodnie z ustaleniami, do Mariupola Ukraińcy wyślą dziś45 autobusów. 28 pojazdów ma otrzymać pozwolenie na przejazd przez rosyjski punkt kontrolny w mieście Wasylówka. Kolejne 17 autobusów wyjechało z Zaporoża w kierunku Mariupola. Mieszkańcy Mariupola -jak mówiła wicepremier - mają być ewakuowani przez Berdiańsk. Iryna Wereszczuk poinformowała także, że na dziś zaplanowano otwarcie dwóch innych korytarzy humanitarnych. Rosjanie zgodzili się na dostarcze-niepomocydoMelitopolaiewa-kuację mieszkańców tego miasta. Także mieszkańcy Energo-daru mogą ewakuować się własnym transportem do Zaporoża. Wcześniej mimo zawieszenia broni Rosjanie ostrzelali autobusy ewakuacyjne z dziećmi. Wicepremier Wereszczuk powiedziała, że ukraińska armia gwarantuje pełne zawieszenie broni na czas ewakuacji cywilów. Ewakuaq'a rozpoczęła się w czwartek rano. Powstaje Krajowa Grupa Spożywcza. Korzyść mają odnieść rolnicy i konsumenci Lucyna Talaśka-Klich Bydgoszcz Piętnaście spółek znajdzie się początkowow Krajowej Głupie Spożywczej, która mapo-móc rolnikom i konsumentom. skracając drogę żywności od pola do stołu. Holding powstaje na bazie Krajowej Spółki Cukrowej. - Bolączką polskiego rolnictwa jest fakt, że przetwórstwo nie jest w polskich rękach, oczywiście poza mleczarstwem - podkreślił Henryk Kowalczyk, wicepremier i minister rolnictwa, podczas konferencji na temat budowy holdingu spożywczego - Krajowej Grupy Spożywczej. - Silny podmiot będzie dawać nowe szanse rozwojowe dla sektora rolno-spożywczego, jakże ważnego dla polskiej gospodarki i dla polskich rolników - mówi W skład grupy ma wchodzić 15 wiodących spółek Jacek Sasin, wicepremierimini-steraktywówpaństwowyćh. Zdaniem wicepremiera Kowalczyka, powołanie holdingu doprowadzi do skrócenia drogi od pola do stołu, dzięki elimina-cji zbyt dużej liczby pośredników. Będzie możliwe przeciw- działanie zmowom cenowym. -Silny podmiot na rynku nie pozwoli na oferowanie rolnikom np. 9 groszy za kilogram jabłek przemysłowych - podkreślił szef resortu rolnictwa. Polscyrolnicy twierdzą, że ich pozycja na rynku jest słaba, często czują się tylko dostarczycielami surowca. - I dlatego od dawna czekali na powołanie holdingu spożywczego - powiedział Marek Szczygielski, doradca przewodniczącego Rady ds. Rolnictwa i Obszarów Wiejskich przy Prezydencie RP. - Mam nadzieję, że holding ustabilizuje sytuację np. na rynku owoców, ale rolnicy nie powinni liczyć, że kupi od nich wszystkie plony za dużo większe pieniądze, niż oferują im inne podmioty, bo to nie byłoby rozsądne - stwierdził Wiktor Szmu-lewicz, prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych. - Przecież grupa nie może narazić się na bankmctwo. W skład grupy ma wchodzić 15 wiodących spółek, podzielonych na 6 segmentów: produkcja nasienna, produkcja cukru, produkcja skrobi, sektor zbożowo-młynarski, sektor rolny i przetwórstwo spożywcze. Minister Aktywów Państwowych w imieniu Skarbu Państwa prowadziproces konsolidacji spółek z branży rolno-spożywczej w celu stworzenia holdingu spożywczego. - Dobrze się stało, że trzonem tej grupy będzie Krajowa Spółka Cukrowa, która jest silną firmą i już dawno postawiła na dywersyfikację działalności - stwierdził Szczygielski. - Grupa Kapitałowa KSC dysponuje udziałami w pięciu spółkach, które zajmują się m.in. przetwórstwem zbóż i warzyw. Przy przerobie buraków można zbudować wiele kolejnych biznesów, jakprodukcja pasz. O® KOSZALIN/ SŁUPSK / SZCZECIN § tygodnik f Regionow Piątek, 1.04.2022 BULWERSUJĄCA SPRAWA ROZMOWA I STYL ŻYCIA HISTORIA Skandal w środowisku | Gen. Waldemar Skrzypczak I Jak być modną bez straty j Wielkie dzieło Lubinusa lekarskim. Dziwne wybory, j o straszeniu przez Rosję I pieniędzy i niszczenia j do dzisiaj intryguje skargi i sąd str. 12-13 1 i wojnie na Ukrainie str. 16 I środowiska str. 20 i i zachwyca str. 21 Ustka przytuliła sierociniec z Ukrainy Kiedy zaczęło się bombardowanie Kijowa, dom dziecka w pobliskiej Bojarce spakował się, żeby szukać ratunku w Polsce str. 18-19 Rodzice pięciu nastolatek, które zginęły w pożarze, przechodzą sądową gehennę sir. 2 Kosta Runjaic z końcem tego sezonu przestanie być trenerem Pogoni str. 14 10 • WALKA O PRAWDĘ Głos Dziennik Pomorza Piątek, 1.04.2022 Mrok zabrał życie ich córek. Im zostawił gehennę w sądzie Joanna Krężelewska Koszalin Wiktoria kochała muzykę, Karolina-taniec, a Julia sport Gosia i Amelia były społeczniczkami. Pizyjaźnfly się za życia. Spoczęły obok siebie po śmierci wpożarze. Ich rodzice walczą o prawdę. 4 stycznia 2019 r. Godz. 17. Karolina, Julia, Wiktoria, Małgorzata i Amelia, uczennice klasy Illd oddziałów gimnazjalnych Szkoły Podstawowej nr 18, były już po szkole. Wizyta w pokoju zagadek Mrok miała być głównym punktem imprezy urodzinowej jednej z nich. Po kilku minutach od rozpoczęcia zabawy w escape roomie wybuchł pożar. Dziewczęta były uwięzione w pokoju - według reguł gry miały odnaleźć ukrytą w nim klamkę. Jedyne okno w pomieszczeniu, w którym zostały zamknięte, było zabite deskami i okratowane. Nastolatki próbowały się ratować -zadzwoniły na numer alarmowy straży pożarnej, Wiktoria dzwoniła do taty. - Tata, pożar! - to były jej ostatnie słowa. Dziewczynki zmarły z powodu zatrucia tlenkiem węgla. MIŁOSZ S. Z ESCAPE ROOMU ZABIERA GŁOS „Miejsce zimne i śmierdzące gazem, ponieważ garaż, który udaje pokój, jest ogrzewany piecykiem gazowym na butlę" - to jedna z internetowych recenzji escape roomu. Miłosz S., organizator i projektant tego miejsca, nie ma sobie jednak nic do zarzucenia. - To wydarzenie, które nigdy nie powinno mieć miejsca - stając przed koszalińskim sądem, po raz pierwszy zabrał głos w sprawie. - Miało być radością dla pięciu młodych dziewcząt, a stało się tragedią dla nas wszystkich. Wiele razy zastanawiałem się, jak mógłbym zwrócić się do pozostających w żałobie, ale nie mogłem znaleźć słów pocieszenia i prośby o wybaczenie. Z tą tragedią pozostanę do końca życia. Myśl o tym wydarzeniu będzie moją osobistą Golgotą. Oczekuję od sądu sprawiedliwej oceny mojego zachowania. Może być różna od mojej własnej. Przez wiele godzin odczytywał oświadczenie, w którym podkreślał, że pokoje zagadek były jego wielką pasją i projektował je z dbałością o każdy szczegół. Zarzucił swojemu pracownikowi niedopełnienie procedur i opuszczenie lokalu, Miłosz S., organizator i projektant escape roomu, na sali rozpraw pozostaje w kominiarce. Strzeże go sześciu uzbrojonych w długą broń policjantów z samodzielnego pododdziału kontrterrorystycznego. Powód to groźby, które otrzymuje. gdy dziewczęta brały udział w grze. Pracownik, Radosław D., odbił piłeczkę. Bronił się, wskazując, że escape room był wielką prowizorką, uruchomioną najmniejszym kosztem, a on sam nie został przeszkolony z procedur bezpieczeństwa. Ława oskarżonych jest dłuższa. Małgorzata W., babcia Miłosza, zarejestrowała działalność. Beata W. współprowa-dziła lokal. Obie przekonują, że były tylko figurantkami. Zarzuty usłyszała cała czwórka. Takie same. Za umyślne stworzenie niebezpieczeństwa wybuchu pożaru i nieumyślne doprowadzenie do śmierci pięciu dziewcząt grozi im do 8 lat więzienia. Ze słów oskarżonych wynika, że lokal działał wzorowo, a bezpieczeństwo graczy było priorytetem. Dlaczego zatem pięć dziewcząt, które dziś wchodziłyby w dorosłość, nie żyje? Proces w Sądzie Okręgowym w Koszalinie rozpoczął się w grudniu ubiegłego roku. Odbyło się już 13 rozpraw. I wciąż pytań jest więcej niż odpowiedzi. W SZEREGU MORDERCÓW - Słuchając oskarżonego, można by odnieść wrażenie, że był to wzorcowy escape room na skalę światową - do wyjaśnień Miłosza S. z goryczą odniósł się Adam Pietras, tata Wiktorii. - Ja i pozostali rodzice, których córki zginęły, nie mamy prawa powiedzieć oskarżonemu, że jest mordercą i kanalią. Mamy zachować spokój i z pokorą znosić tragedię, która nas spotkała, a on mógł wielogodzinnym oświadczeniem zadręczać nas psychicznie. W zasadzie z jego słów wynika, że dziewczynki mogły wyjść z pokoju, pomimo braku klamki, wziąć z łazienki wiadro z wodą, ugasić pożar i potraktować to jako niespodziankę! Słowa Miłosza S. to przekaz 0 własnej nieomylności. Będąc odpowiedzialnym za stworzenie bezpiecznego miejsca rozrywki, stworzył miejsce śmierci. Ile trzeba mieć w sobie pokładu zła, by powiedzieć, że dziewczynki nie żyją, bo nie umiały wyjść z pomieszczenia. Taka wypowiedź nosi znamiona tortur psychicznych -podsumował. - Strata dziecka jest czymś, czego opisać się nie da - zaakcentował Artur Barabas, tata Karoliny. - Ktoś, kto tego nie przeżył, nie zrozumie. Osoby, które siedzą na ławie oskarżonych, przerzucają się dziś winą, nie przyznają się, próbują robić sobie kpiny z sądu, prokuratury 1 nas, rodziców, obrażając nas. Z szacunku dla dzieci, które zginęły, powinniście honorowo przyznać się do winy, wziąć odpowiedzialność i ponieść zasłużoną karę - powiedział, zwra- cając się do oskarżonych. - Jeśli tego nie zrobicie, ustawicie się w szeregu morderców. Artur Barabas zaznaczył, że gdyby w lokalu zapewniono standardy bezpieczeństwa, nie doszłoby do tragedii. - To jest gra. Kolejna gra w wykonaniu tego i wszystkich innych siedzących na ławie oskarżonych. Prosimy, nie wciągajcie nas w tę grę. Wszyscy wiemy, jaka jest prawda. Wasz świat, kombinatorów, arogantów, świat bylejakości, jest inny od naszego świata. Świata ludzi reprezentujących wartości, o których nie macie pojęcia. Widzę ludzi, których postawa mnie przeraża. Brak odpowiedzialności za pracę, którą wykonują, i brak krytycyzmu jest porażający. Nie można się jednak temu dziwić, jeśli dwie doświadczone życiem kobiety, panie W., brały udział w tej egoistycznej chęci szybkiego zarobku, postawionej ponad jakość, standardy bezpieczeństwa i zdrowy rozsądek -powiedział. CHAOS PODCZAS AKCJI RATUNKOWEJ Sam wątek akcji ratowniczo-gaśniczej pożaru w escape roomie, choć wyłączony do odrębnego postępowania, stale wybrzmiewa podczas toczącego się procesu. Na tym etapie śledztwa nikt nie usłyszał zarzutów. Zarzutów prokurator- skich, bo rodzice zmarłych dziewcząt mają mnóstwo wątpliwości co do przebiegu samej akq'i ratunkowej. Jakich? W dyżurce straży pożarnej przebywały osoby, które nie miały prawa tam być. Mecenas Wiesław Breliński, obrońca Miłosza S., zapytał dyżurną wprost: - Czy w związku z nagannością pani zachowania toczyło się przeciw pani postępowanie? Czy zostało to ocenione przez przełożonych? - Miałam rozmowę dyscyplinującą z komendantem. Dotyczyła złamania regulaminu, czyli przebywania na stanowisku osób do tego nieuprawnionych - odpowiedziała, dodając, że nie miało to wpływu na samą akcję. Jeden ze strażaków zeznał, że na miejscu zdarzenia „panował duży chaos". Nikt nie obiegł płonącego budynku, by sprawdzić, czy jest w nim okno. Ani mundurowi, ani też śledczy nie zabezpieczyli nagrania z kamery termowizyjnej, które dokumentowało przebieg akcji ra-towniczo-gaśniczej. W kartach czynności medycznych są nieścisłości. Jakie? Lekarz wskazał, że akcja gaśnicza i oddymianie obiektu, po którym rozpoczęła się ewakuacja, trwały około 40-45 minut. To nie zgadza się z danymi z kart. Medyk zeznał również, że około 3-4 minuty przeznaczył na badanie każdej z dziewczynek, następnie przez około 30 sekund wypełniał kartę, kilka sekund trwało drukowanie i karty zostawiał przy ciałach. Jednak właśni e z kart wynika, że zgony stwierdzał co 2 minuty. Emocje rodziców dziewczynek budzi stanowisko lekarza, który nie reanimował nastolatek. - Czy zatrzymanie oddechu i krążenia jest odwracalne? Czy odstępując od czynności resuscytacji krążeniowo-oddechowej, choć miał pan potrzebny sprzęt i leki, nie postąpił pan pochopnie? - zapytała mecenas Joanna Lazer, specjalizująca się w sprawach dotyczących odpowiedzialności lekarskiej. - Zatrzymanie oddechu i krążenia w określonych warunkach jest odwracalne. Decyzję podjąłem w oparciu o badanie i stwierdzony brak oznak życiowych - odpowiedział lekarz. Można podejrzewać, że osobne postępowanie to skutek uporu rodziców zmarłych dziewcząt, którzy od początku brali czynny udział w śledztwie. I od samego początku ich drobiazgowość i wnikliwość przynosiła efekty. Choćby wtedy, gdy w kwietniu, cztery miesiące po tragedii, sami znaleźli na składowisku odpadów w Sianowie dowody rzeczowe wsprawie (m.in. telefon podejrzanego i kasetkę z pieniędzmi), a także przedmioty osobiste dziewczynek. - Wywiezienie ich na wysypisko śmieci, bez należytego zweryfikowania, przyczyniło się do tego, że wiele ważnych śladów zostało bezpowrotnie zatartych - podkreślił Adam Pietras. Zaznaczył, że jako oskarżyciel posiłkowy będzie dążyć do wyjaśnienia trzech kwestii. Pierwsza to stworzenie niebezpiecznego miejsca rozrywki. Druga to działania służb na miejscu tragedii, a trzecia dotyczy samego śledztwa, do którego rodzice mają wiele zastrzeżeń. Żaden z uczestników akcji nie ma jednak wątpliwości -wszystko odbyło się zgodnie z procedurami. Niedopatrzeń niebyło. JEDNO MARZENIE., SPOCZĄC OBOK CÓRKI Jarosław Pawlak zapewnił, że on i pozostali rodzice udowodnią jeszcze jedną rzecz - że pracownik escape roomu Radosław D. „nie opiekował się naszymi dziećmi, ani nie był obecnyw budynku, gdy doszło do tragedii". - Mamy na to dowody - mówił Pawlak. I dodał: - Nie potrafię pojąć jednej rzeczy. Miejsce publiczne, gdzie pojawiały się jeszcze młodsze dzieci, zostało stworzone bezmyślnie, prowizorycznie i tandetnie, a oskarżony Miłosz S. ma czelność opowiadać tu 0 wspaniałym lokalu, który dostarczał mnóstwa wrażeń. Dostarczył. Śmierci naszych dzieci. - Obiecałem zmarłej Wiktorii, że osoby, które zabiły nasze dzieci, poniosą odpowiedzialność. To mnie trzyma przy życiu - dodał Adam Pietras, nie kryjąc, że po utracie jedynego dziecka, które było dla niego 1 jego żony spełnieniem największego marzenia, teraz „każdy dzień jest walką o przetrwanie". - Zostaliśmy odarci z tego, co najpiękniejsze. Z bycia rodzicem. Z tym ciężarem musimy iść jeszcze przez resztę życia - zaakcentował AdamPie-tras. - Dziś nie mamy marzeń. Może jedno. Spocząć koło córki. ©© Głos Dziennik Pomorza Piątek, 1.04.2022 REKLAMA 11 LIFE+ ForBioSe [bl Hsnosk Fundusz Ochro- śiędws^sica i Sospodarta Woókę Jak zmienia się las w polskiej części Puszczy Białowieskiej? Pracownicy Instytutu Badawczego Leśnictwa w ramach realizacji projektu LIFE+ ForBioSensing wykorzystali najnowocześniejsze metody badawcze, zarówno pomiary naziemne, jak i zdjęcia obszarów leśnych pozyskane z samolotu lub satelity po to, by lepiej poznać Puszczę Białowieską, wiedzieć jaka jest i jak się zmienia. Jakie zmiany w drzewostanach zarejestrowano w ciągu 7 lat trwania projektu? Puszcza Białowieska jest obiektem zainteresowań badaczy od wielu dziesięcioleci. Jednak dotychczasowe pomiary wykonywane były w wybranych fragmentach Puszczy lub dotyczyły wybranych elementów ekosystemu leśnego. W projekcie LIFE+ForBioSensing wykonano monitoring drzewostanów na całym obszarze polskiej części Puszczy Białowieskiej. Nikt wcześniej nie próbował monitorować Puszczy Białowieskiej, zarówno tej zarządzanej przez Park Narodowy, jak i Lasy Państwowe, w tak kompleksowy i nowoczesny sposób. Dokonano tego w projekcie ForBioSensing. Dopiero monitoring całej polskiej części Puszczy Białowieskiej pozwala stwierdzić, jaki jest stan i jakie zachodzą zmiany w tym najcenniejszym, z przyrodniczego punktu widzenia, lesie w tej części Europy. Ponadto, opracowane w projekcie metody szybkiego, bezinwazyj-nego i obiektywnego obserwowania i pomiaru dużych i zróżnicowanych obszarów leśnych z wykorzystaniem informacji pozyskiwanych z satelity lub samolotu (dane teledetekcyjne), pozwolą na monitoring innych cennych obiektów w różnych miejscach na całym globie. Aby właściwie zastosować dane teledetekcyjne (zdjęcia i wyniki skanowania laserowego), należało najpierw zdobyć informacje o lesie z terenu. Informacje te (zbierane na powierzchniach próbnych) traktowane były jako punkt odniesienia i pomagały w budowie modeli, z pomocą których określano cechy drzew i drzewostanów na całym obszarze polskiej części Puszczy Białowieskiej. Dlatego, dla części drzew, wykonano tradycyjne pomiary na powierzchniach próbnych. Założono ich w Puszczy 685. Określano tam, np. gatunek drzewa, jego grubość i wysokość, ilość drewna martwego, pojawiające się młode drzewka, tempo przyrostu drzewa na grubość, i wiele, wiele innych cech. -W sumie na powierzchniach naziemnych oceniono 20 parametrów pozwalających ocenić stan drzew i drzewostanu. Pracownicy projektu mieli przyjemność obserwować i mierzyć kilkadziesiąt tysięcy drzew, a wśród nich również te najwyższe. Czyli prawdziwe puszczańskie giganty, jedne z najwyższych drzew w Europie. Najwyższym zmierzonym w projekcie drzewem jest świerk, który ma wysokość prawie 51 m, a drzewo to żyje i nadal rośnie. Jedną z miar wykorzystywanych przez pracowników była miara grubości drzewa (tzw. pierśnica), którą w przypadku największych drzew obliczano z obwodu pnia. Okazuje się, że drzewa najgrubsze wcale nie muszą być najwyższe ani najstarsze. Wszystko zależy od warunków w jakich rosną. Takie okazy najczęściej rosną samotnie. Mają wtedy swobodny dostęp do światła oraz możliwe staje się rozbudowywanie przez nich korony. W takich miejscach wolą rosnąć na grubość niż na wysokość. Najgrubszym zmierzonym w projekcie drzewem był dąb szypułkowy o obwodzie ponad 600 cm. Z kolei gatunkami o najwyższym zarejestrowanym wieku okazały się dąb szypułkowy i sosna zwyczajna, dla których odnotowano występowanie osobników ok. 400-letnich. W projekcie LIFE+ForBioSensing wykonano monitoring całej polskiej części Puszczy Białowieskiej, czyli ponad 62 tys. ha. Specjaliści LIFE+ForBioSensing opracowali autorskie metody, dzięki którym na podstawie danych ze zdjęć lotniczych, czy lotniczego skanowania laserowego w połączeniu z danymi z powierzchni naziemnych, można automatycznie mierzyć wybrane cechy każdego z drzew, np. wysokość, szerokość j kształt korony, gatunek drzewa i wiele innych. Cech, dzięki którym można monitorować stan drzew, a dalej drzewostanów i całej Puszczy. Skanowanie laserowe, zarówno z pułapu naziemnego, jak i lotniczego, pozwoliło na uzyskanie informacji o drzewostanach w trójwymiarowej „chmurze punktów". Technologia umożliwiła precyzyjne wyznaczanie parametrów poszczególnych drzew, co przełożyło się na możliwość dokładnego szacowania liczby drzew, ich miąższości, a także aktualnej kondycji zdrowotnej drzewostanów Puszczy Białowieskiej. Dane z lotniczego skanowania laserowego zgromadzone w ramach projektu, zapisały obraz drzewostanów Puszczy Białowieskiej w postaci modeli 3D dla następnych pokoleń, umożliwiając analizę ich zmian nawet za kilkaset lat. Po 7 latach projektu specjaliści opublikowali dane, które wskazują, że największe znaczenie w budowaniu drzewostanów na powierzchniach monitoringowych miały: sosna, świerk, olsza i dąb. Na ponad 70% powierzchni badawczych wymienione gatunki były tzw. panującymi w górnej warstwie drzewostanu. W warstwie najmłodszych drzewek (tzw. warstwy niskiego podrostu), na ponad 50% wszystkich powierzchni badawczych dominował grab. W warstwie nalotu (drzewka o wysokości do 30 cm) dominował klon choć licznymi gatunkami były także: grab, jesion i świerk. W roku 2015 średnia zasobność drzewostanów Puszczy Białowieskiej (objętość drewna w lesie na obszarze jednego hektara, wyrażona w metrach sześciennych) była duża - wynosiła blisko 400 m3 ha. W kolejnych terminach inwentaryzacji, ilość drewna znacząco zmniejszyła się do poziomu około 360 m3 ha. Największe zmniejszenie zasobności, nastąpiło drzewostanach zdominowanych przez świerk, gdzie wystąpiła gradacja kornika drukarza, powodująca śmierć wielu drzew. W całym okresie monitorowania przez nas gradacji (2015-2019) w Puszczy Białowieskiej, zamarło ponad 2 min świerków (o miąższości około 2,75 mln m3). Precyzyjne dane o różnych elementach Puszczy Białowieskiej są bardzo przydatne, nie tylko dla naukowców. Wiele instytucji zarządzających Puszczą Białowieską potrzebuje precyzyjnych danych pochodzących z monitoringu takiego obiektu. Od początku projektu szeroko promowano pozyskane dane i udostępniono je do różnych celów. Dane z monitoringu Puszczy Białowieskiej wykorzystano jeszcze w trakcie trwania projektu w blisko 80 różnorakich zastosowaniach. Poza aspektem praktycznym, jakim jest monitoring Puszczy, ważny był również efekt edukacyjny i poznawczy projektu realizowany między innymi poprzez publikowanie prac naukowych i popularnonaukowych (około 40 w okresie realizacji projektu). Niewątpliwą wartością dodaną projektu jest zwiększenie świadomości społecznej o stanie oraz zmianach zachodzących w Puszczy Białowieskiej. Wykorzystanie zróżnicowanych metod komunikacji w latach 2014-2022, pozwoliło dotrzeć z taką informacją do blisko 5 milionów odbiorców. Dzięki realizacji projektu udowodniono, że innowacyjne monitorowanie cennych obszarów leśnych jest możliwe. Łącząc najnowocześniejsze metody teledetekcyjne z tymi tradycyjnymi - naziemnymi, opracowano sposób obserwacji cennych obszarów leśnych, który można zastosować w innych miejscach na świecie. Wszystko po to, aby lepiej analizować i monitorować cenne przyrodniczo tereny. Więcej informacji o projekcie LIFE+ForBioSensing, Puszczy Białowieskiej, programie LIFE oraz instytucjach finansujących przedsięwzięcie, można znaleźć na stronie internetowej projektu: www.forbiosensing.pl oraz kontach social media. Tekst dr hab. Krzysztof Stereńczak, mgr Wirginia Duranowska, dr inż. Damian Korzybski Projekt LIFE+ForBioSensing jest współfinansowany ze środków Komisji Europejskiej w ramach instrumentu finansowego Unii Europejskiej LIFĘ+ oraz ze środków Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW). Nr umowy z KE: LIFE13 ENV/PL/000048; Nr umowy z NFOŚiGW: 485/2014/WNlO/OP-NM-LF/D; 12 GŁOS UJAWNIA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 1.04.2022 Głos Dziennik Pomorza Piątek, 1.04.2022 GŁOS UJAWNIA 13 Fatalne wybory lekarzy. Bulwersujące kulisy wyłonienia nowych władz Okręgowej Izby Lekarskiej w Szczecinie Mariusz Parkitny Szczecin Czy ktoś próbował ustawić wybory władz Okręgowej Izby Lekarskiej w Szczecinie? Zarzuty potwierdza sąd lekarski Nowy prezes odpiera je i przekonuje, że chdał bronić lekarzy pized szykanami Choć według sądu lekarskiego w Szczecinie prawo ostatecznie nie zostało złamane, to etycznie sprawa wygląda kompro-mitująco dla środowiska. - Zachowania niemoralne i nieetyczne, nielicujące z powagą wykonywanego przez członków samorządu zawodu lekarza jako zawodu zaufania publicznego - grzmi sąd, oceniając przygotowania do wyborów do samorządu lekarskiego. NOWE WŁADZE Zacznijmy od końca. W miniony weekend odbyły się wybory nowych władz Okręgowej Izby Lekarskiej (OIL) w Szczecinie na dziewiątą kadencję (lata 2022-2026). Wybierano prezesa, członków rady, rzecznika dyscyplinarnego, delegatów na zjazd krajowy. Z kretesem przepadła duża część doświadczonych lekarzy, głównie średniego pokolenia. Nowym prezesem został 32-letni Michał Bulsa, specjalista położnictwa i ginekologii, przedstawiciel tzw. młodych lekarzy. W poprzedniej kadencji był członkiem rady, czyli ścisłego kierownictwa OIL. Ma opinię aktywisty. Jest m.in. członkiem Naczelnej Rady Lekarskiej, komisji ds. młodych lekarzy NRL, przewodniczącym komisji stypendialnej NRL. Cztery lata temu przewodził szczecińskiemu strajkowi lekarzy rezydentów. Potem trafił na listę stu najbardziej wpływowych lekarzy w kraju według branżowego pisma „Puls Medycyny". W sobotnich wyborach pokonał dwóch kandydatów na prezesa: dr. n. med. Konrada Jarosza, anestezjologa, dyrektora szpitala przy ulicy Unii Lubelskiej w Szczecinie, oraz dr. Łukasza Tyszlera, lekarza stomatologii, dyrektora szpitala w Zdrojach, dotychczasowego wiceprezesa OIL w Szczecinie. Jak ustaliliśmy, w trakcie obrad panowała bardzo nerwowa atmosfera. Trwały o kilka godzin dłużej, niż planowano. CO TAK ZBULWERSOWAŁO LEKARZY: Chodzi o wybory delegatów na sobotni zjazd, które odbyły się kilka miesięcy temu. Okazuje się, że prawie 600 lekarzy (głównie ze Szczecina) uprawnionych do wyboru delegatów zmieniło swoje okręgi wyborcze, co miało wpływ na to, kto zostanie delegatem. Wśród me- twierdzą, że żadnych zgód i wniosków o zmianę okręgu nie podpisywali, a podpisy nie są ich. - Nieprawidłowości miały wpływ na wynik wyborów -podsumowuje wprost Okręgowy Sąd Lekarski w Szczecinie w uzasadnieniu, które poznał dziennikarz „Głosu". W dokumencie padają tak dosadne słowa, jak: nieprawidłowości, budzące zdumienie i nastręczające wątpliwości okoliczności, niemoralne, nieetyczne, sprzeczne z obowiązującymi przepisami prawa. Ostatecznie delegatami na sobotni zjazd wyborczy zostało wyjątkowo wielu bardzo młodych lekarzy oraz sporo lekarzy seniorów (w tym rodzice nowego prezesa). ZDZIWIENIE DOKTORA Sprawa ma swój ppczątek 21 maja 2021 r., gdy do biura Okręgowej Rady Lekarskiej w Szczecinie praktycznie o tej samej godzinie ktoś złożył 594 wnioski o zmianę okręgów wyborczych. Sąd lekarski podejrzewa, że zrobiła to jedna osoba, co jest niezgodne z wewnętrznymi przepisami, bo każdy lekarz miał to zrobić osobiście lub pocztą tradycyjną. - Zasady logicznego rozumowania oraz doświadczenia życiowego wnioskować nakazują, iż wnioski zostały złożone przez jedną osobę, co budzi wątpliwości sądu w zakresie prawdziwości oświadczeń w nich złożonych przez „wnioskodawców" - napisali sędziowie, znacząco używając cudzysłowu w słowie wnioskodawcy. Wybory delegatów, którzy potem wybierają samorząd lekarski, odbywają się w okręgach. Okręgami są najczęściej placówki medyczne, czyli miejsca pracy lekarzy (np. szpitale), ale też powiaty. W wyborach na delegatów do sobotniego zjazdu przygotowano w naszym regionie 33 okręgi dla lekarzy i 21 dla lekarzy dentystów. Wybory do Okręgowej Izby Lekarskiej w Szczecinie odbyły się w kontrowersyjnych okolicznościach. Opinia sądu lekarskiego jest miażdżąca dla części środowiska Pierwszą osobą, która zwróciła uwagę, że dzieje się coś dziwnego, był znany lekarz, doktor K., który pracuje wjed-nym ze szczecińskich szpitali. Do tej pory jego okręgiem wyborczym był szpital w Szczecinie. W pewnym momencie zorientował się, że został przepisany do okręgu w powiecie stargardzkim i ma głosować na kandydatów z tamtego rejonu. 10 stycznia2022 r. doktor K. zawiadomił Okręgową Izbę Lekarską w Szczecinie o „prawdopodobnych nieprawidłowościach związanych z przebiegiem wyborów do OIL w Szczecinie". Przekonywał, że nie przypomina sobie, aby świadomie zmieniał okręg wyborczy i nie ma wiedzy, w jaki sposób go przeniesiono. Zauważył, że takie postępowanie może wpłynąć na wyniki wyborów. Zanim sprawą zajął się sąd lekarski, trafiła do lekarskiej komisji wyborczej, która uznała, że skarga lekarza jest nieuzasadniona. Komisja zwróciła uwagę, że listy rejonów i kandydatów były dostępne dla lekarzy i każdy mógł się z nimi zapoznać. Według komisji wyborczej doktor nie tylko złożył wniosek o przeniesienie do innego rejonu wyborczego i wpisanie na listę tego rejonu, ale też pismo było opatrzone podpi- sem i imienną pieczątką lekarza. Poza tym wniosek wpłynął w terminie oraz sporządzony został na prawidłowym formularzu, zaś w jego treści znalazło się oświadczenie o zamiarze uczestniczenia w wyborach delegatów na okręgowy zjazd lekarzy w rejonie wyborczym „powiat stargardzki". Komisja wyborcza uznała więc, że nie ma powodów do zakwestionowania wyników na delegatów na podstawie skargi lekarza. Doktor K. nie zgadzał się z ustaleniami komisji, podtrzymując, że żadnego wniosku o zmianę okręgu nie składał. W międzyczasie do OIL zaczęły trafiać kolejne skargi od innych lekarzy. Według naszych informacji co najmniej czterech lekarzy twierdzi, że nie podpisywało wniosków o zmianę okręgu wyborczego, a mimo to zostali tam przeniesieni. SAD Sprawą w końcu zajął się sąd lekarski. Jak ustaliliśmy, przeprowadził drobiazgowe śledztwo. Zażądał dokumentów z przeprowadzonych wyborów na delegatów. Wyliczył dokładnie, jak topniały jedne okręgi wyborcze, a puchły drugie, a co za tym idzie, zmieniła się liczba delegatów do wyboru w okręgach. Na przykład w okręgu obejmującym szpital przy ul. Unii Lubelskiej w Szczecinie złożono aż 144 wnioski o przeniesienie do innego rejonu wyborczego. Także poza Szczecin. Sąd wprost przyznał, że niektóre ustalenia „budzą ogromne wątpliwości". Zdumiało go, że aż 142 ze 144 wniosków o przeniesienie z okręgu przy Unii Lubelskiej zostało złożonych do OIL w tym samym dniu, choć były wypełniane w różnym czasie, a aż 139 z nich zostało złożonych o tej samej godzinie. - Co zgodnie z zasadami doświadczenia życiowego nakazuje wnioskować, iż zostało uczynione przez jedną osobę, bowiem choćby mając na względzie stan epidemii oraz obowiązujące w związku z tym ograniczenia, prowadzi do wniosku, iż niemożliwym oraz sprzecznym z obowiązującymi przepisami prawa jest, aby 139 osób znalazło się jednocześnie w tym samym czasie i celu w biurze OIL w Szczecinie - oceniają sędziowie. Przypomnijmy, że zgodnie z przyjętymi zasadami, każdy wniosek o przeniesienie powinien być złożony przez lekarza osobiście w siedzibie OIL lub wysłany tradycyjną pocztą. Takie roszady spowodowały, że np. tylko w okręgu Unia Lubelska liczba lekarzy, którzy mogli głosować, stop- niała z 533 do 395, co oznaczało, że mogą wybrać o trzech delegatów mniej niż do tej pory. Podobnie było w innych okręgach. Na przykład w szpitalu przy ul. Arkońskiej w Szczecinie złożono 68 wniosków o przeniesienie (20,67 procent uprawnionych do głosowania), co oznaczało utratę jednego delegata. Tak samo było w okręgach w szpitalach w Zdunowie, Zdrojach, szpitalu wojskowym, szpitalu MSWiA czy szpitalu w Policach. Łącznie okręgi zmieniło prawie 600 lekarzy. Które okręgi zasilili? - Okręgi o jednakowej nazwie „Lekarze", w których pojawiło się dużo młodych lekarzy, a co za tym idzie, zwiększono tam liczbę delegatów na sobotni zjazd wyborczy -mówi nam jeden z lekarzy. - Zdaniem sądu doszło M do nadreprezentatywności 2 w tych rejonach, które w po-8 przednich wyborach zawsze | były mało liczebne-zauważył S sąd. i BRZYDKIE PODPISY Pojawia się też wątek autentyczności podpisów. Sąd i tu nabrał wątpliwości. - Część wniosków pochodzących z rejonu wyborczego Unia Lubelska, na których nie znajduje się pieczątka imienna wnioskodawcy, opatrzona została podpisami budzącymi wątpliwości co do ich autentyczności. Zaskakującym wydaje się być fakt, iż wnioskodawcy opatrywali wnioski podpisami, które następnie kilkakrotnie próbowali odwzorować w tym samym miejscu. Z doświadczenia życiowego sądu wynika, iż z uwagi na problemy z przyborami do pisania pewna część podpisu może zostać ponownie odwzorowana (np. litera, sylaba), nie mniej budzącym wątpliwości pozostaje podpis, zwłaszcza przy nazwisku dwuczłonowym, kilkakrotnie powtórzony na całej swojej długości. Powyższe często tyczy się również daty złożenia oświadczenia - zauważa sąd. DOKTOR K. JEDNAK MA DOBRA R\jflliC Wróćmy do doktora K., który pierwszy zwrócił uwagę na zmiany w okręgach, a komisja wyborcza uznała, że się myli. Sąd doszedł do sensacyjnych wniosków. Uznał, że lekarz ma dobrą pamięć i to nie on wypełnił wniosek o przeniesienie do innego okręgu! Kto to zrobił? Tego nie wiadomo. Przynajmniej na razie. Wniosek został wypełniony przez doktora K. jedynie w zakresie danych osobowych i numeru prawa wykonywania zawodu oraz został opatrzony jego podpisem, a także pieczątką imienną. Ale już numer i nazwa rejonu, do którego został wpisany, oraz treść oświadczenia znajdującego się we wniosku zostały wypełnione zasadniczo odmiennym charakterem pisma i kolorem długopisu, aniżeli wcześniejsze dane. - W ocenie sądu powyższe potwierdza prawdziwość twierdzeń skarżącego, iż nie miał świadomości co do faktu przeniesienia z jednego rejonu wyborczego do drugiego. Sąd stwierdza ze znacznym prawdopodobieństwem, graniczącym z pewnością, iż skarżący opatrzył wniosek podpisem i pieczątką imienną in blanco, zaś osoba posiadająca inny charakter pisma uzupełniła wniosek o pozostałe dane poza wiedzą i świadomością skarżącego. Gdyby bowiem skarżący miał zamiar dokonać zmiany rej onu wyborczego, jak wskazują zasady logicznego rozumowania oraz kontekst sytuacyjny, a także powiązanie zarzutów skarżącego z pozostałymi wniesionymi protestami wyborczymi, z pewnością lekarz wypełniłby przedmiotowy wniosek w całości własnoręcznie - napisali sędziowie sądu lekarskiego. TO nie koniec, ich zdaniem w przypadku innych lekarzy mogło być podobnie, co miało wpływ na wynik wyborczy przy wybieraniu delegatów! - Na podstawie zgromadzonego materiału dowodowego oraz ustalonego stanu faktycznego sąd wnioskuje, iż co do tożsamych czynności mogło dojść co do zasady w przypadku pozostałych wniosków o zmianę rejonu wyborczego, co odbywało się poza pełną wiedzą i świadomością członków samorządu, którzy złożyli podpisy pod tymi wnioskami. Dopuszczając powyższą możliwość jako wysoce prawdopodobną, graniczącą z pewnością, stwierdzić należy, iż działania takie były ukierunkowane na zmianę ilości delegatów w poszczególnych rejonach wyborczych oraz zmianę w zakresie rozłożenia liczby oddanych głosów na poszczególnych kandydatów - napisali sędziowie. Wytknęli też komisji wyborczej, ze mogła baczniej przyjrzeć się temu, dlaczego jedna osoba złożyła prawie 600 wniosków o zmianę okręgu. I na koniec druzgocące podsumowanie sądu. - Z uwagi na powyższe nieprawidłowości sąd stwierdza, iż zarzuty opisane przez skarżącego (doktora K. - red.) są zasadne, twierdzenia prawdziwe, zaś nieprawidłowości te miały wpływ na wynik wyborów (...). Stwierdzone nieprawidłowości oraz budzące zdumienie i nastręczające wątpliwości okoliczności nie zasługują na aprobatę i jako takie nie mogą się ostać. Działania mające na celu wykorzystywanie braku świadomości członków rejonu czy też czynności polegające na wypełnieniu dokumentów wyborczych in blanco ocenić należy jako niemoralne i nieetyczne, a także nielicujące z powagą wykonywanego przez członków samorządu zawodu lekarza - jako zawodu zaufania publicznego -grzmią sędziowie. Jednocześnie przyznają, że nie da się unieważnić wyborów na delegatów, bo ich organizatorzy wykorzystali nieprecyzyjne zapisy statutów i regulaminów lekarskich dotyczące organizacji wyborów. PREZES: ZANIOSŁEM TE WNIOSKI 0 sprawę zapytaliśmy doktora Michała Bulsę, nowego prezesa OIL Szczecin. Zwraca uwagę, że nie był członkiem okręgowej komisji wyborczej, ale podkreśla, że dzięki jego aktywności i zaangażowaniu frekwencja w tegorocznych wyborach była rekordowa w porównaniu z poprzednimi latami. - Wybory w ramach samorządu lekarskiego organizuje 1 przeprowadza Okręgowa Komisja Wyborcza. Nie jestem jej członkiem. W ramach przygotowań przedwyborczych spotykałem się z setkami lekarzy i lekarzy dentystów, rozmawiając o swoim programie wyborczym. Zachęcałem do zaangażowania się w wybory do samorządu lekarskiego. Udało się tym samym osiągnąć rekordową jak dotąd frekwencję na poziomie możliwych do wybrania delegatów w aktualnej kadencji 89,7 procent. Dla porównania - kadencja VIII - 68,32 procent, i kadencja VH-65,97 procent. Jest to jasny dowód na to, że członkowie samorządu lekarskiego pragną mieć realny wpływ na działania Okręgowej Izby Lekarskiej w Szczecinie. Analizując poprawność wyborów, należy spojrzeć na fakt, że w aktualnych wyborach cztery osoby zgłosiły protesty wyborcze -znacząco mniej niż w poprzedniej kadencji, w której wpłynęło 5 protestów wyborczych, a także dodatkowo podejmowana była przez sąd lekarski sprawa ważności dwóch rejonów wyborczych. Warto podkreślić, że w aktualnej kadencji wyrok sądu lekarskiego uznał zgodność procesu wyborczego z obowiązującymi przepisami prawa. W poprzedniej kadencji natomiast wyroki sądów były odmienne - wyjaśnia. Przyznaje, że to on był jedną z osób, która zaniosła pakiet wniosków o zmianę okręgów do OIL, choć zdaniem sądu każdy lekarz powinien to zrobić osobiście. Twierdzi, że nie pamięta, ile wniosków zaniósł. Przekonuje, że lekarze, którzy świadomie zmienili okręg wyborczy, obawiali się nacisków ze strony przełożonych i dlatego poprosili go o pomoc. Mówi nawet o szykanach imobbingu. - Na prośbę koleżanek i kolegów złożyłem wnioski o zmianę rejonu wyborczego. Nie pamiętam liczby tych wniosków. Koleżanki i koledzy obawiali się nacisków ze strony przełożonych, którzy nie chcieliby, aby dochodziło do takich zmian. Należy zrozumieć chęć skorzystania z pełni praw wyborczych bez konieczności znoszenia szykan i mobbingu w miejscu pracy. W tym samym dniu także inne osoby dostarczyły zbiorowo wnioski, co z kolei nie spotkało się z żadnymi negatywnymi reakcjami - dodaje. O komentarz poprosiliśmy byłą już przełożoną doktora Bulsy w Okręgowej Izbie Lekarskiej w Szczecinie. - Prawo nie zostało złamane, choć można mieć pewne wątpliwości etyczne - przyznaje dr n. med. Magda Wiśniewska. Jedną z osób, które otwarcie krytykowały przebieg wyborów na delegatów, jest prof. Jacek Różański, konsultant krajowy w dziedzinie chorób wewnętrznych, przez dwie kadencje Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej Lekarzy w Szczecinie. - Nie wszystkie procedury, które doprowadziły do wyborów delegatów, zyskały akceptację całego środowiska. Trwają dyskusje nad tym faktem, aby wyciągnąć wnioski na przyszłość. I niech to posłuży za mój komentarz -stwierdza prof. Różański. ©® RAPORT SPECJALNY: [ REFUNDACJA PRODUCENTA - PULA PRODUKTOW ZA 0 ZŁ Przełomowa metoda pomaga poprawić sprawność słuchową szybko i bez dodatkowych środków Olejek polecany jest dla osób z »« rodzajem problemów ze słuchem: ► lekko niedosłyszących ► mocno niedosłyszących ► odczuwających szumienie ► noszących aparat słuchowy Według naukowców już po około 4 tygodniach możliwa jest poprawa słuchu, a ostrość słyszenia może wzrosnąć nawet 15-krotnie. Wystarczy zakwalifikować się do nowego prograrttti walki z problemami ze słuchem. « M a przeciwieństwie do innych metod, Ulf które wzmacniają słuch tylko w trakcie W W ich używania, nowa metoda wzmacniania komórek słuchowych może stanowić prawdziwy przełom: • Po pierwsze, może działać aż kilkanaście godzin po aplikacji (także w nocy). • Po drugie, pomaga wspierać zwalczanie nawet wieloletnich i bardzo poważnych problemów ze słuchem. • Po trzecie, wspiera regenerację układu słuchowego, wspomagając organizm do rozpoczęcia procesu automatycznej odbudowy komórek. Dzięki temu poprawa słuchu może nastąpić już po pierwszych kilku dniach stosowania wygodnie, w domowym zaciszu. Po upływie niespełna kilku tygodni możliwa jest odczuwalna poprawa sprawności słuchowej wnaturalny i bezpieczny sposób. Udowodnione działanie Specjaliści z renomowanego ośrodka badawczego w Berlinie dowiedli, że nowo odkryta bioak-tywna formuła ma aż 98% skuteczności. Po kilku tygodniach stosowania osoby w wieku 45-93 lat zadeklarowały redukcję szumienia aż o 79% i zauważalną poprawę słyszenia radia, telewizji i mowy ludzkiej. Pytane, kiedy ostatnio słyszały tak dobrze, odpowiadały, że wiele lat temu! Fenomen skuteczności nowej makro-molekular-nej formuły opisuje szef grupy badawczej Hans Kirchollm spec. ds. laryngologii i audiologii: „Odkryliśmy, że połączenie kilku rzadkich substancji aktywnych może stworzyć makromolekularną formułę o .silnie regenerujących właściwościach. Ma ona za zadanie wpływać na organizm, pobudzając procesy naprawcze tkanek na pozio- mie nanokomórkowym. Regularne wprowadzanie £ tego składnika do uszu w krótkim czasie może u poprawić sprawność słuchową nawet u osób ze p znacznymi problemami słuchu. Formuła ma po- St stać oleistej substancji o silnych właściwościach g bioregulujących organ słuchu, co przekłada się na < jej niebywałą skuteczność!". Cenieni europejscy eksperci w dziedzinie walki z problemami ze słuchem wydali szereg g pozytywnych opinii na temat tej makromole- kularnej formuły, którą ocenili jako wybitnie "§ skuteczną. W dodatku dotąd nie odnotowano skutków ubocznych. Lepiej słyszę dzwoniący telefon i ludzi w pracy | Urządzenie wspomagające słuch bar- := dzo mnie uwierało, ale nie mogłam | z niego zrezygnować - pracuję w urzę- S dzie. Gdy brat mieszkający w Niem- "fj czech powiedział mi o tym olejku, wró- ~ ciła mi nadzieja. Przysłał mi go. Efekt był już po pierwszych J dniach za- | kraplania! Teraz mogę rozmawiać z ludźmi w pracy, a dzwoniący telefon ^ odbieram za pierwszym razem! Po co "§ się męczyć, skoro jest takie cudo? g Maria, 71 lat, Wrocław ° Każdy może poprawić słuch | Metoda okazała się prawdziwym wybawieniem dla osób zarówno mocno, jak i słabo niedosły- § szących, a także tych, którym w codziennym £ życiu przeszkadza szumienie w uszach. Innowa- % cyjna metoda dostępna jest w Polsce w sprzedaży n telefonicznej. Choć technologia produkcji pre- £ paratu nie jest tania, to dzięki specjalnemu doń- nansowaniu ograniczona liczba osób może kupić g go ze specjalnym rabatem. Ilość opakowań jest £ limitowana - decyduje kolejność zgłoszeń. f SPECJALNA Pierwsze 100 osób, które zadzwonią do 04.04.2022r., 6RĄff % * otrzyma 100% REFUNDACJI OD PRODUCENTA! t czekają! f Zadzwoń: 56 500 54 55 14 • KADRY Głos Dziennik Pomorza Piątek, 1.04.2022 Wo geht's los Herr Runjaic? Dokąd pan zmierza, panie Runjaic? Michał Elmerych Szczecin Mężczyzna siedzi naprzeciw tłumu ludzi. Większość z nich zna. Spędzili razem ostatnie cztery lata. Dziś powie im. że to koniec Jakich słów użyje? Schluss?Ende? -W końcu jest Niemcem.. Skończyło się na prostych zdaniach: „Mein Vertrag mit Pogoń nicht verlangert werden. Das ist definitiv meine letzte Saison bei Pogoń Szczecin". I chociaż tłumacz doskonale spełnił swoje zadanie, przekładając słowa z niemieckiego na polski, nikomu nie trzeba było ich tłumaczyć. Kosta Runjaic z końcem tego sezonu przestanie być trenerem Pogoni Szczecin. Jest 24 marca 2022 roku. CUDOTWÓRCA Czarna marynarka, a pod nią czarny t-shirt. Starannie ułożona fryzura. Skupiony wzrok patrzący po sali. W końcu uśmiech i pierwsze słowa: „dzień dobry". To „dzień dobry" pozostanie z dziennikarzami i kibicami w Szczecinie na zawsze. Słyszeliśmy je często, bo Runjaic właściwie więcej po polsku nie mówił. Po niemiecku za to sporo i obszernie. Od pierwszej konferencji 8 listopada 2017 roku. „Szybko znaleźliśmy drogę do siebie, ja byłem bez pracy, a klub potrzebował trenera. Dla mnie też jest to dobry moment, bo jestem bardzo zmotywowany, żeby tutaj pracować". Sportowo początki są trudne. Poprzedni trener Maciej Skorża zostawił zespół na ligowym dnie. Właściwie mało kto wierzył, że Pogoni uda się uratować ligowy byt. Dziewięć punktów w 15 meczach, ani jednego zwycięstwa na własnym stadionie. Czarna rozpacz. Plan utrzymania zespołu wydawał się szalony. Okazało się jednak, że cuda, a może raczej cuda poparte pracą się zdarzają. Nic nie przychodzi łatwo. Porażka w pierwszym wyjazdowym meczu. Przed debiutem w Szczecinie nawet pogoda się buntuje. Deszcz leje tak mocno, że rozpoczęcie meczu przesuwa się o pół godziny. Pogoń, chociaż najpierw przegrywa, a potem prowadzi, ostatecznie remisuje. Potem kolejna wyjazdowa porażka i kolejny remis u siebie. Mimo dwukrotnego dwubramko-wego prowadzenia. My po- I - % 24 marca 2022 roku Kosta Runjaic zakończył swoją pracę jako trener Pogoni Szczecin. Rozpoczął ją w 2017 roku. Pogoń w tym czasie rozegrała w ekstraklasie 152 mecze, odniosła 68 zwycięstw, uzyskała 43 remisy, poniosła 41 porażek, zdobyła 213 bramek, straciła 166. W tym w samym Szczecinie wygrała 40 pojedynków, 21 zremisowała, a 14 przegrała, zdobyła 122 bramki, straciła 74. Na wyjeździe odniosła 28 zwycięstw, 22 razy zremisowała, przegrała 27 razy, zdobyła 91 bramek, 92 straciła. wiemy: fatum. Runjaic: Schick-sal. A jednak jeszcze w tym 2017 roku zespół wygry wa dwukrotnie. Los zaczyna się odwracać. MISTRZ Runjaic urodził się 4 czerwca 1971 roku w Wiedniu. Jest dzieckiem rodziców pochodzących z Jugosławii, którzy spotkali się podczas zarobkowego wyjazdu. Chociaż pierwsze lata spędził w Jugosławii, to jednak ukształtowały go Niemcy, gdzie rodzice przenieśli się jak setki tysiące innych Jugosłowian. Widać to na każdym kroku. Od samego początku jest inny niż polscy trenerzy. Otwarty, ale również doskonały obserwator. Chowający się za barierą ję- zyka, ale z każdym dniem coraz więcej rozumiejący. Nie zrobisz z nim wywiadu po polsku, ale miej pewność, że zrozumie, co mówisz. Tak jak wiosną 2018 roku. Pogoń obchodzi swój jubileusz. Ma 70 lat. Sezon, który miał zostać zwieńczony wielkim sukcesem, wciąż jest ratowany, by nie spaść do I ligi. Na mecz z Sandecją Nowy Sącz klub nie sprzedaje biletów. Przyjść może każdy. Na poprzednim domowym meczu było 6 tysięcy. Teraz jest ponad 15. Na konferencji prasowej (Pogoń wygrała 2:0) Runjaic mówi: „Nie można wymarzyć sobie lepszego scenariusza. Wyprzedany stadion albo właściwie zapełniony stadion, bo to nie wszystko jedno". Po tym zdaniu szelmowsko się uśmiecha. Bo doskonale wie, że niemieckie ausverkauft oznacza wyprzedany, a stadion w Szczecinie jedynie został zapełniony. Wie, co mówi, i potrafi zżymać się, jeżeli tłumaczenie nie odpowiada jego słowom. Dlatego zawsze podkreślał, że o futbolu chce przede wszystkim mówić po niemiecku, bo w tym języku wyraża się najbardziej precyzyjnie. Jest pragmatyczny i bywa zasadniczy. WIZJONER Runjaic nie ma na koncie wielkich sukcesów. Mógł swego czasu awansować do l Bundes-ligi z l.FC Kaiserslautern, ale sprawę pokpił w ostatnich kolejkach. Dziś ten klub podaje jako przykład tego, jak nie powinno się zarządzać piłkarskim zespołem, i jak łatwo sukces może ze szczytu zaprowadzić na samo dno. Po jednej z rozmów w Radiu Szczecin grubo przez ponad pół godziny wykładał swoją filozofię w gabinecie ówczesnego redaktora naczelnego. „Zdobycie trofeum nie jest celem. Celem jest to, żeby z tego sukcesu wyciągnąć jak najwięcej. Nie zaspokoić się nim, a wciąż iść do przodu. To musi być proces." Kiedy pracownik klubu zwraca mu uwagę, że powinien już jechać, bo w samochodzie czekają na niego, Runjaic wypala w ostrym tonie: „Ja tu pracuję". I kontynuuje wykład o procesie. „Proces" to jedno z ulubionych słów niemieckiego szkoleniowca. Cała jego praca rozpisana jest na procesy, które mają doprowadzić do kolejnego punktu. Przypomina trochę snookerzystę, który musi przewidywać kilka ruchów do przodu, jak potoczą się rozgrywane bile na stole. Proces. Nie tu i teraz, ale w przyszłości. Być może stąd decyzja odejścia ze Szczecina. Z całą pewnością nie miał łatwo z tym szkoleniowcem zarząd szczecińskiego klubu. Kto lubi, kiedy po meczu na konferencji trener wypala: „Warto też inwestować w nogi, nie tylko w kamienie", nawiązując do osłabiania drużyny, a jednocześnie budowania nowego stadionu. Bo czego by nie mówić, to Niemiec przez ponad cztery lata nie pracował w normalnych warunkach. Najpierw musiał szaleńczo gonić, by uratować ligę, a kiedy to się stało, zaczęła się budowa nowego stadionu. „Pokażcie mi klub, który osiągnął sukces na budowie" - to słowa Runjaicia. Dziś budowa dobiega końca, ale szkoleniowiec nie poprowadzi już Pogoni na nowym stadionie. Przynajmniej nie jako jej trener. OFIARA? Kosta lubi Szczecin. Mówi 0 tym często i chętnie. Wspomina swoje rowerowe wyprawy nad Jezioro Głębokie, opowiada o przyjaznych ludziach. Już cztery lata temu zwrócił uwagę, że... „tutaj nikt nie pali papierosów". I choć pewnie później zweryfikował swoje spostrzeżenie, czuć, że czuje się tutaj dobrze. Ale jego życie to proces. Tak jakbudowanie klubu (Pogoń nie tylko piłkarsko zawdzięcza mu wiele). Być może jednak doszedł tu już do kresu. Jak sam stwierdził, przemyślał decyzję 1 uznał, że jest gotowy na nowe wyzwanie. Tutaj rozwinął się jako człowiek i jako trener. Przychodząc do Szczecina ponad cztery lata temu, nie wiedział, na co się pisze. Obcy kraj, nieznana liga i drużyna w kryzysie. Poradził sobie. Teraz, gdy ma iść do Legii Warszawa, wydaje mu się, że wie, na co się porywa. Ligę zna na wylot, Warszawa też nie jest mu obca. A jednak może się pomylić. „Wydaje mu się, że wie. Ale nie wie" - napisał mi bliski Legii dziennikarz. Also. Wo geht's los Herr Runjaic? Głos Dziennik Pomorza Piątek, 1.04.2022 MATERIAŁ INFORMACYJNY • 15 MATERIAŁ INFORMACYJNY ARIMR Wiosna pod znakiem PROW Aktualna oferta wsparcia Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa obejmuje wiele działań pomocowych. Tylko w ramach Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich 2014-2020 można obecnie składać wnioski w pięciu naborach. Zakładanie firm na wsi Jeszcze do 28 kwietnia 2022 r. w ARiMR można ubiegać się 0 „Premie na rozpoczęcie działalności pozarolniczej". 0 przyznanie pomocy mogą się starać rolnicy, ich małżonkowie lub domownicy, którzy chcą rozpocząć prowadzenie własnego biznesu, a także ci, którzy co najmniej 2 lata wcześniej zawiesili bądź zakończyli działalność, ale chcą ją wznowić. Wsparcie mogą otrzymać również osoby, które prowadzą już działalność pozarolniczą 1 chcą ją rozszerzyć o nowy rodzaj usług. Co istotne, wszyscy powinni być ubezpieczeni w KRUS-ie w pełnym zakresie, nieprzerwanie przez co najmniej 12 miesięcy przed złożeniem wniosku o przyznanie pomocy. W tym naborze po raz pierwszy o to wsparcie mogą ubiegać się osoby, którym nie zostały przyznane płatności obszarowe, a także te, które skorzystały z pomocy w ramach różnicowania działalności w kierunku nierolniczym w latach 2007-2013. Wysokość premii zależy od liczby nowo utworzonych miejsc pracy -150 tys. zł można otrzymać, jeżeli w biznesplanie przewidziane zostało utworzenie jednego miejsca pracy, przy dwóch stanowiskach dofinansowanie wzrasta do 200 tys. zł, a przy trzech - do 250 tys. zł. Środki są wypłacane w dwóch ratach. Pierwszą, tj. 80 proc. premii, otrzymuje się po spełnieniu warunków określonych w wydanej decyzji o przyznaniu pomocy, a jest na to 9 miesięcy od dnia doręczenia decyzji. Pozostałe 20 proc. wpływa na konto beneficjenta po rozliczeniu bi-znesplanu, jednak nie później niż do 2 lat od dnia wypłaty pierwszej raty pomocy i nie później niż do 31 sierpnia 2025 r. Co najmniej 70 proc. otrzymanego dofinansowania musi być wydane na inwestycje w środki trwałe, np. zakup nowych maszyn i urządzeń czy środków transportu. Pozostałe 30 proc. można przeznaczyć na wydatki bieżące, np. płace, ubezpieczenia. Zakres działalności gospodarczej objęty wsparciem jest bardzo szeroki. Firma może zajmować się m.in. prowadzeniem sklepu spożywczego; sprzedażą produktów nierolniczych; naprawą pojazdów samochodowych; budownictwem; fry-zjerstwem; rzemiosłem; rękodzielnictwem; prowadzeniem obiektów noclegowych czy turystycznych; usługami caterin-gowymi; opieką nad dziećmi, osobami starszymi bądź niepełnosprawnymi. Mogą to być także usługi weterynaryjne, informatyczne, architektoniczne, inżynierskie, księgowe, audytorskie czy techniczne. Wnioski o przyznanie premii na rozpoczęcie działalności pozarolniczej przyjmują oddziały regionalne Agencji. Inwestycje w produkcję prosiąt lub nawadnianie Natomiast 29 marca rozpoczął się nabór wniosków o pomoc w ramach „Modernizacji gospodarstw rolnych" w dwóch obszarach - produkcja prosiąt, tzw. obszar A oraz inwestycje w nawadnianie. Wysokość wsparcia, o jakie można się ubiegać, to w przypadku produkcji prosiąt nawet 900 tys. zł, a jeśli chodzi o inwestycje w nawadnianie 100 tys. zł. Standardowy poziom dofi-nasowania wynosi 50 proc. kosztów kwalifikowanych, a w przypadku inwestycji realizowanych przez młodego rolnika wzrasta do 60 proc. Na 60-procentowe wsparcie mogą liczyć także rolnicy, którzy składają wniosek wspólnie, ale jest to możliwe tylko w przypadku inwestycji w produkcję prosiąt. Warunkiem ubiegania się o pomoc w obszarze A jest posiadanie gospodarstwa o wielkości ekonomicznej od 13 tys. euro do 250 tys. euro. Wyjątek stanowią gospodarstwa osób wspólnie składających wniosek. Wówczas łączna wielkość ekonomiczna ich gospodarstw musi wynosić co najmniej 15 tys. euro, a po zrealizowaniu inwestycji w każdym gospodarstwie powinna osiągnąć co najmniej 13 tys. euro. Jeśli rolnik ubiega się o dofinansowanie w obszarze nawadniania, nie jest zobligowany do spełnienia żadnych warunków dotyczących wielkości ekonomicznej gospodarstwa. Zainteresowani pomocą na inwestycje modernizacyjne mogą składać wnioski o wsparcie w biurach powiatowych i oddziałach regionalnych Agencji do 27 maja 2022 r. Wspieranie adeptów rolnictwa Z kolei od 31 marca 2022 r. w ARiMR można się ubiegać o „Premie dla młodych rolników". Z tego wsparcia mogą skorzystać osoby, które m.in. w dniu złożenia wniosku mają nie więcej niż 40 lat, posiadają odpowiednie kwalifikacje zawodowe lub zobowiążą się do ich uzupełnienia w ciągu 36 miesięcy od dnia doręczenia decyzji o przyznaniu pomocy. Starający się o to wsparcie powinni być właścicielami gospodar- stwa o powierzchni co najmniej 1 hektara, ale nie mogą wejść w jego posiadanie wcześniej niż 24 miesiące przed dniem złożenia wniosku o przyznanie pomocy. Młody rolnik musi również posiadać lub utworzyć, najpóźniej w ciągu 9 miesięcy od otrzymania decyzji o przyznaniu pomocy, gospodarstwo o wielkości ekonomicznej mieszczącej się w przedziale od 13 tys. euro do 150 tys. euro. Jego powierzchnia powinna być równa co najmniej średniej powierzchni gospodarstwa w kraju, a w województwach o średniej niższej od krajowej - musi osiągnąć wielkość średniej wojewódzkiej. Młodzi rolnicy mogą otrzymać 150 tys. zł premii, która jest wy- Rekompensowanie strat Oprócz tego w ramach PROW 2014-2020 rolnicy wciąż mogą się ubiegać o pomoc na „Inwestycje odtwarzające potencjał produkcji rolnej". Nabór odbywa się w trybie ciągłym, by w razie potrzeby rolnik mógł od razu złożyć w Agencji wniosek o pomoc. To wsparcie adresowane jest do dwóch grup. Do pierwszej należą rolnicy, którzy ponieśli straty w wyniku wystąpienia klęsk żywiołowych, m.in. suszy, huraganu, powodzi, przymrozków, osunięcia się ziemi czy deszczu nawalnego. Drugą grupę stanowią hodowcy trzody chlewnej, którzy z powodu wystąpienia afrykańskiego pomoru świń (ASF) musieli zlikwidować swoje stado. O pomoc można wy- krzewów owocowych. Natomiast w przypadku ASF o pomoc mogą ubiegać się rolnicy, którzy otrzymali od powiatowego lekarza weterynarii decyzję nakazującą zabicie świń lub zniszczenie ich zwłok, a w dniu jej wydania zwierzęta, których dotyczyła, stanowiły co najmniej 30 proc. trzody chlewnej posiadanej przez rolnika. Maksymalne dofinansowanie, jakie można otrzymać w całym okresie realizacji PROW 2014-2020, to 300 tys. zł na jednego beneficjenta i na jedno gospodarstwo. hjależy jednak pamiętać, że nie może ono przekroczyć 80 proc. kosztów kwalifikowanych poniesionych na realizację danej inwestycji. W przypadku szkód powstałych w wyniku klęsk . ^ płacana w dwóch ratach. Pierwszą w wysokości 120 tys. zł otrzymują po spełnieniu warunków do przyznania pomocy, a druga - 30 tys. zł - trafia do nich po realizacji biznesplanu. Środki powinny być przeznaczone na prowadzenie gospodarstwa lub przygotowanie do sprzedaży wytwarzanych w nim produktów rolnych. Minimum 70 proc. kwoty należy zainwestować w środki trwałe, np. zakup gruntów, maszyn, stada podstawowego zwierząt bądź prace budowlane. Wnioski o przyznanie pomocy będą przyjmowane do 29 maja 2022 r. przez oddziały regionalne ARiMR. stąpić, gdy szkody miały miejsce w roku, w którym jest składany wniosek lub w co najmniej jednym z 2 poprzednich lat i wyniosły przynajmniej 30 proc. średniorocznej produkcji rolnej z trzech ostatnich lat. Co istotne, muszą one dotyczyć składnika gospodarstwa, którego odtworzenie wymaga poniesienia kosztów kwalifikujących się do objęcia wsparciem, m.in. remontu budynków wykorzystywanych do produkcji rolnej oraz magazynowania, ale tylko takich, które nie podlegają obowiązkowemu ubezpieczeniu; zakupu nowych maszyn, urządzeń, tuneli foliowych; odtworzenia sadów czy plantacji żywiołowych wsparcie można przeznaczyć na odtworzenie zniszczonych składników gospodarstwa. Natomiast gdy przyczyną strat jest ASF - na realizację inwestycji rolniczych niezwiązanych z produkcją świń. Wnioski o to wsparcie do 30 grudnia 2022 r. przyjmują biura powiatowe i oddziały regionalne ARiMR. W przypadku wszystkich wymienionych naborów z PROW 2014-2020 dokumenty można dostarczyć do ARiMR osobiście, przesłać za pośrednictwem Poczty Polskiej lub elektronicznej skrzynki podawczej ePUAP. . Więcej informacji: na portalu internetowym - www.arimr.gov.pl, pod numerem bezpłatnej infolinii - tel. 800-38-00-84 oraz w punktach informacyjnych w biurach powiatowych i oddziałach regionalnych ARiMR. 16 • UKRAINA W OGNIU WOJNY Głos Dziennik Pomorza Piątek, 1.04.2022 Rosjanie nie potrafią walczyć i nieeh nie uczą nas historii Alek Radomski Słupsk O ciągłym straszeniu przez Rosję, retoryce obnażonego imperium i wojnie na Ukrainie. Rozmowa z gen. Waldemarem Skrzypczakiem. O co panu chodzi z tym Królewcem? Powiedział pan, że znajduje się pod rosyjską okupacją i że można się o obwód upomnieć. Jeżeli się słyszy, że Rosja razem z Polską podzielą zaraz Ukrainę albo że imperium rosyjskie sięgało do Kalisza, to mnie to porusza. Cały czas jesteśmy atakowani przez takich rzeczników, jak Piesków czy Zacharowa, którzy opluwają Polskę i próbują uczyć nas naszej historii. Ja tylko przypominam, że dzisiejszy obwód kaliningradzki był za króla Kazimierza Jagiellończyka naszym lennem. Krótko mówiąc, pan się zwyczajnie odgryza? Odgryzam. Moja retoryka jest odpowiedzią na ich retorykę. My też byliśmy kiedyś imperium, ale nas rozdarto podczas rozbiorów z udziałem Rosji. Jeszcze raz powtarzam, nas naszej historii nie trzeba uczyć. Myją znamy. Na pewno naszymi nauczycielami nie będą Rosjanie. To jest clou tematu. Czyli granice zostają jak teraz? No pewnie, że tak. Nikt nie mówi o odbijaniu. Ja przecież wojny nie chcę, choć niektórzy mi to przypisują. Jak ocenia pan obecną sytuację na Ukrainie? Operacyjnie Rosjanie ponieśli dużą porażkę. Widać wyraźnie, że do tej wojny nie byli przygotowani. Ta operacja ma charakter chaotyczny i nieskoordynowany. W zasadzie nie zdefiniowali celowi cały czas je zmieniają. Chcieli przecież zająć Kijów. Po to był ten desant w Ho-stomelu. Generalnie jest to błinnq ybsafin GENERAŁ BRONI WALDEMAR SKRZYPCZAK operacja pomyłek i kompromitujących wpadek. Rosjanie nie potrafią walczyć, a lekcję, jak to robić, dostają od Ukrainy. Będziemy mieć nową odsłonę tej wojny, jakąś wzmożoną aktywność za chwilę, kolejny etap? Rosjanie użyli swoich najlepszych formacji, które w tej chwili w dużej części są poturbowane. Stracili ludzi i sprzęt. Teraz sięgają po głębokie odwody. Moim zdaniem mają problemy, aby utrzymać nawet front operacji. Widać wyraźnie, że Ukraińcy kontratakują, że złapali oddech i inicjatywę operacyjną i teraz to oni systematycznie odbijają utracone terytorium. Mówi się, że Rosja nigdy nie jest tak silna ani tak słaba, jakby się wydawało. Przecież nam wszystkim się wydawało, że Rosjanie mają potężną armię, silnie wyszkoloną i uzbrojoną po zęby w najnowszą tedmologię. Tymczasem okazało się, że król jest nagi. Ten mit legł w gruzach na polach Ukrainy. Na pewno długa wojna wykończy obie strony, ale tu przewagę pewnie mieliby Rosjanie. Natomiast Rosja nie ma sojuszników, a Ukraina tak i to jest jej przewagą. Co będzie dalej? Wydaje się, że w tej chwili Rosjanie bardzo by chcieli, aby doszło do negocjacji. Im nie starcza już sił. Uratować może ich zawieszenie broni, które być może doprowadzi do pokoju lub da im czas na pozbieranie się i dalszy atak. Byłbym bardzo ostrożny w nadziejach na to, że Rosjanie odstąpią. A jaki jest plan minimum? Dwa obwody - ługański i do-niecki w ich granicach administracyjnych. O to w tej chwili idzie bitwa na tak zwanym łuku donbaskim. Z obu jego stron u nasady są wojska rosyjskie, które próbują atakować i okrążyć wojska ukraińskie. Nawiązuję tu do łuku kur-skiego, tyle że tam bronili się Rosjanie, a atakowali Niemcy. Sytuaga jest zbliżona, jeśli chodzi o pozycje wojsk. Ukraińcy proszą o samoloty i sprzęt. To może nie idzie im tak dobrze? Idzie im dobrze, tylko potrzebują skutecznej obrony przeciwlotniczej. Potrzebują też broni ofensywnej po to, żeby mogli odbijać utracone ziemie. Mają ludzi, mają załogi czołgów, mają piechotę. Be to wszystko jeszcze potrwa? Wszystko się okaże w ciągu najbliższych dni. Moim zdaniem Rosjanom bardziej zależy na rozmowach i zawieszeniu niż Ukraińcom. Jeśli Ukraińcy odbijają miejscowości koło Kijowa i Czernichowa lub na południu koło Chersonia, to obu- Urodzony w Szczecinie i związany z Kołobrzegiem, karierę wojskową rozpoczął w 1976 roku jako szef plutonu czołgów w 16. Pułku Czołgów 8. Dywizji Zmechanizowej w Słupsku. Dowodził 32. Pułkiem Zmechanizowanym w Kołobrzegu, 16. Dywizją Zmechanizowaną, 11. Dywizją Kawalerii Pancernej oraz Wielonarodową Dywizją Centrum- Południe w Iraku w ramach IV zmiany Polskiego Kontyngentu Wojskowego. W latach 2006-2009 był dowódcą Wojsk Lądowych. W sierpniu 2009 podał się do dymisji w proteście przeciwko sposobowi zarządzania siłami zbrojnymi przez polskie Ministerstwo Obrony Narodowej. Przez rok pełnił funkcję podsekretarza stanu w Ministerstwie Obrony Narodowej. dzitow nich nadzieję, że będą mieli lepszą kartę przetargową przy stole negocjacyjnym. Rosjan nie stać na ponoszenie ciągłych strat. Potrzebują czasu. Co z zagrożeniem atomowym? Jest realne? Moim zdaniem nie. To też część retoryki Moskwy od zawsze. Wracam do tego, o co pan pytał na początku. Przecież nas ciągle straszono Kaliningradem. A to iskandery, a to Flota Bałtycka wyszła w morze. To pasmo ciągłego strachu trzeba wreszcie przerwać. Polacy są wylęknieni przez tę propagandę. Skoro już jesteśmy na naszym podwórku, jak pan ocenia pomysł na 300-tysięczną armię? Pan sobie wyobraża, jakie to będą koszty utrzymania 300-tysięcznej armii w koszarach? Wie pan, na co pieniędzy nie starczy? Już odpowiadam: na modernizację. Jestem za liczną armią, ale skonstruowaną na miarę naszych możliwości. Przecież nadchodzi kryzys. Uważam, że armia powinna liczyć, a mówił to prezydent Lech Kaczyński, 150 tysięcy świetnie wyszkolonych zawodowców. To, czego nam brakuje, to młodych i jakościowo dobrych rezerw. ©® 25 27 kwietnia 2022 rłorodowę Ccrtłrurri Kon r.u ropca n Leonom ić Co Ti grcs.s XIV EUROPEJSKI KONGRES GOSPODARCZY M ti i w i t; k •. z o 1 m p r ' • / m b 1 / n «* sowo furo py Centralne j sgtf 0000 Mi*'!: Głos Dziennik Pomorza Piątek, 1.04.2022 SOLIDARNI Z UKRAINĄ • 17 SERCE+GŁ0WA=P0M0C REKLAM/ 0010411385 cze inni dzielą się ważnymi dla uchodźców informacjami albo manifestują swoje poparcie dla narodu ukraińskiego w obliczu napaści Rogi na ich kraj. Każdy sposób jest dobry i każdy gest się liczy. Jednak nie odpowiedziała pani napytanie. Czy robienie sobie seffie z naszymi nowymi domownikami jest wporządku? Tu trzeba dużo wyczucia i delikatności. Ijeszcze jedna istotna sprawa. Siedząc wiadomości, widzimy, że większość uchodźców wybiera duże miasta. W nich brakuje już mieszkań. Sytuacja le-piej wygląda w małych miasteczkach i na wsi, gdzie do dyspozycji Ukrainek są domy, często lepsze warunki mieszkaniowe niż wmieście. Docierają do mnie informacje, że panie nie chcą mieszkać na wsi Dlaczego? Domyślam się, że może chodzić 0 większe szanse na zdobycie zatrudnienia niż w wykluczonej komunikacyjnie wsi, w której nie ma żadnego miejsca pracy. Nie bez znaczenia jest też, że mieszkanie w większym mieście, gdzie schronienie znalazła większa liczba obywatelek 1 obywateli Ukrainy, j est bardziej sprzyjające, ponieważ mogą być oni dla siebie wzajemnie większym wsparciem, niż gdyby byli w rozproszeniu. Łatwiej jest przecież razem docierać do informacji, planować działania, wspierać się w opiece nad dziećmi. Duże miasta już są przepełnione i siłą rzeczy kolejni uchodźcy żostaną skierowani do mniejszych miejscowości. W gminie, wktórej pracuję, mieszka już kilkadziesiąt takich osób. Zostały przyjęte zotwartościąi są otoczone troską, z tego, co obserwuję. Niektóre już znalazły pracę. ©® Sylwia Lis Bytów Każdy gest się liczy - mówi Katarzyna Wirkus, psycho-traumatolożka. radząc, jak w różny sposób możemy pomóc ludziom, którzy uciekli pized wojną w Ukrainie. Wjakim stanie psychicznym są uchodźcyzUkrainy? Osoby, które przybywają do nas po ucieczce z kraju ogarniętego wojną, są często przestraszone, zmęczone, pełne lęku. Zostawiły swoje domy, często swoich bliskich, obawiają się oich bezpieczeństwo. Trafiły do obcego kraju, gdzie mówi się w innym języku, wokół są obcy ludzie, na których dobrej woli muszą teraz polegać. To jest bardzo trudna sytuacja, więc naturalne, że te osoby mogą być wycofane, nieśmiałe, unikające kontaktu. Mogą też próbować poradzić sobie ze swoim dramatycznym położeniem, podkreślając potrzebę zachowania własnej godności. Może się to przejawiać zachowaniem, które bywa mylnie odczytane jako niewdzięczne, roszczeniowe. Warto pamiętać, że te osoby przeszły traumę i nadal są pod wpływem stresu. Przeżywają lęk, być może były też świadkami zbrodni wojennych. Jak im pomóc? Przecież nie wszyscy jesteśmy psychologami. Może pani przekazać kilka wskazówek, co możemy zrobić, aby uchodźcom było lżef? To, co pomaga, to życzliwe przyjęcie, pozwolenie na oswojenie się z nowymi miejscami, z rozkładem pomieszczeń w mieszkaniu, wskazanie reguł, jakie będą panować w goszczącym ich domu. Być może będą na początku potrzebowały odpoczynku i spokoju. Z pewnością będą też chciały się skontaktować ze swoimibli-sldmi, więc jeśli to możliwe, pomocne dla nich będzie udostępnienie domowego Wi-Fi. Wychodzę z założenia, że wszyscy chcemy pomóc Każdy człowiek jest inny. Nasuwa mi się pytanie, czy powinniśmy wypytywaćoto, co widziały, przeżyły wUkrainie? Mogą mieć potrzebę opowiedzenia, czego w ostatnich dniach doświadczyły. Mogą też milczeć iunikać tego tematu. Te reakcje są naturalne. Mogą się zdarzyć koszmary senne, napady paniki, moczenie nocne u dzieci, r^feje złości czy zamrożenia w emocjach. Być może pomocne będzie przekazanie numeru telefonu, pod którym można uzyskać pomoc psychologiczną w języku ukraińskim. No właśnie. W domu mojego znajomego przebywają obecnie tizyUkrainkizdziećim. Dwie dość szybko się zaaklimatyzowały, aktywnie szukają pracy, zapisały dzieci do szkoły, jedna ewidentnie przechodzi kryzys, rzadko wy-chodzi z pokoju, jest płaczliwa, smutna. Na bieżąco sprawdza wiadomości z Ukrainy. Mój kolega chciałby pomóc, ale nie wie, czy bardziej motywować ją do działania, czy dać jej czas? Co by pani poradziła? Reagujemy na trudne sytuacje wróżny sposób. Są osoby zadaniowe. Im w uporządkowaniu swojego świata pomaga działanie, które przybliża do celu, zajmuje czas, pomaga zredukować stres. Są też osoby, które potrzebują wyciszenia, czasem snu, rozmowy z drugim człowiekiem, żeby poukładać swoje myśli, spojrzeć z innej perspektywy, wypowiedzieć swoje obawy, nadzieje, ale też rozpacz i przerażenie. Zwłaszcza kiedy trwa traumatyzująca w ' Katarzyna Wirkus, psychotraumatolożka. Mieszka w Bytowie, jest kierownikiem w Gminnym Ośrodku Pomocy Społecznej w Parchowie sytuacja, bo w przypadku wielu osób schronienie w Polsce daje poczuciebezpieczeństwa fizycznego, ale świadomość, że bliscy pozostali w oblężonych i bombardowanych miastach, niesie wciąż cierpienie. Nie znamy osób, które do nas trafiły, ale zawsze warto zapytać, czego potrzebują, żeby poczuły się lepiej i zadeklarować chęć pomocy. Świadomość, że jest ktoś, kto rozumie, współczuje, jest gotów odpowiedzieć wsparciem, dodaje siły. Miała pani kontakt z wieloma kobietamizUkrainy przebywającymi w Polsce. Trudno na-wiązaćznimikontakt? Jakie zgłaszają potrzeby? Najpilniejszą potrzebą zgłaszaną przez kobiety, które tu trafiły z Ukrainy, to potrzeba zatrudnienia. Chcą pracować, bo nie chciałyby być ciężarem dla polskich rodzin. Bardzo starają sięstanąćnawłasnychnogadi, odnaleźć się w nowej dla nich rzeczywistości. Przydatne jest wsparcie przy załatwianiu formalności urzędowych, zgłoszeniu dzieci do szkoły czy poszukiwaniu pracy. Ale pomagać trzeba z głową. To największy kryzys migracyjny od czasull wojny światowej. Ludzie otworzyli serca i swoje domy. Czegoś takiego wPolsce dawno nie widzieliśmy. Wszyscy ruszytizpo-mocą. Jednak co zrobić, aby wtęj pomocy się nie pogubić? W tym wszystkim warto też zadbać o siebie, ponieważ pomaganie bywa wyczerpujące. Dla osób, które przyjęły pod swój dach uciekające przed wojną osoby z Ukrainy, ta sytuacja też niesie mnóstwo stresu i obciążeń. Co pani ma namyśli? Jak możemy zadbaćosiebie? Chyba mierzyć zamiary według własnych sił. To naturalne, że w odpowiedzi na ogrom ludz- kiego nieszczęścia i niedoli reagujemy, spiesząc z pomocą. W pierwszych dniachi tygodniach inwazji rosyjskiej na Ukrainę społeczeństwo polskie zdało egzamin. Szybko i sprawnie, oddolnie ludzie zaczęli organizować zbiórki potrzebnych rzeczy, przywozili i przyjmowali pod swój dach uciekających z ogarniętego wojną kraju. Ta pomoc nie ustaje. Niestety, trzeba się liczyć z tym, że kryzysowa sytuacja będzie jeszcze trwała przez co najmniej wiele miesięcy. Warto szukać wsparcia dla siebie, kiedy przyjdzie zwątpienie lub wyczerpanie. Trzeba też zadbać o wypoczynek, regenerację sił. Nie zdołamy nikomu pomóc, jeśli sami będziemy wyeksploatowani z energii. Wróćmyjeszcze do tego pomagania. Jest takie powiedzenie, że nawet kota można zagłaskać na śmierć. Niejest czasem tak, że z tym wsparciem możemy przedobrzyć? Nie sądzę. O ile zgadzamy się na to, że może nam ktoś podziękować i nie przyjąć jakiejś formy wsparcia, a nas to nie urazi, to damy przestrzeń do decydowania, ato oznacza szacunek dla granic drugiego człowieka. Nie odnosi pani takiego wrażenia, że jest jakaś niewidzialna presja społeczna na pomaganie? Na profilach społeczno-ściowych ukazują się zdjęcia polskich rodzin, które „chwalą się", że przyjęły do siebie uchodźców. Co paniotym myśli? To, że ludzie pomagają, to jest bardzo budujące i potrzebne. Przecież robią to z własnej woli, prawda? Można pomagać w różny sposób. Jedni mają więcej czasu i możliwości finansowych, inni mają jakieś przydatne umiejętności, jesz- SOLIDARNI Z UKRAINĄ Głos Dziennik Pomorza Piątek, 1.04.2022 I Między Bojarką a Ustką. Te dzieci przyjęć ludzi znalazły bezpieczną prz Bogumiła Rzeczkowska Ustka Kiedy niebo runęło nad Kijowem. 84 maluchów spało w niedalekiej Bo jarce. Wtedy zaczęły pierwszą w życiu wędrówkę. Do piwnicy, do Polski, do Ustki, gdzie moize zagląda do okien. Aliona Kozyr w końcu znalazła chwilę, żeby usiąść i porozmawiać. W Bojarce na co dzień zajmowała się jedynie dokumentacją. W Ustce trzeba uwijać się przy dzieciach. - Zgubiliśmy się w czasie. Od kiedy tu jesteśmy? Jaki dzisiaj jest dzień? - pyta dyrektorka KZ KOR Specjalistycznego Wojewódzkiego Domu Dziecka w Bojarce w obwodzie kijowskim - domu dla małych dzieci w wieku od niemowlęctwa do siedmiu lat, głównie chorych, pod nadzorem ministra zdrowia. - Naszego domu nie ostrzeliwali, ale dookoła nas Kijów, Wasylków... Do Kijowa to tylko dwadzieścia kilometrów. Samoloty latały. Syreny wyły. Widzieliśmy i słyszeliśmy rakiety. Dziesięć dni ukrywaliśmy się w schronie. Była nim właśnie remontowana piwnica, w której miała powstać sala rehabilitacyjna. Łóżeczka dla maluchów stały jedno przy drugim. Starsze dzieci spały na materacach rozłożonych na podłodze. Na szczęście nie brakowało nam wody i żywności. A pampersów mieliśmy zapas na trzy miesiące. Przy oknie stała drabina, żeby w razie potrzeby szybko ewakuować dzieci. Nasi pracownicy - medyczni, opiekunki, kucharki - którzy nie mieszkają w domu dziecka, ryzykowali życiem, żeby do niego dotrzeć. Autobusy nie jeździły, tylko pociąg - „elek-tryczka". Niektórzy szli pieszo, inni zostawili swoje domy i rodziny, i mieszkali w piwnicy z naszymi dziećmi. Była godzina policyjna, więc wychodzili z domu wieczorem, by zdążyć na rano. Pracowali po dwie - trzy doby, a później się zmieniali. Mieliśmy też wolontariuszy. Pomagali nam chłopaki z obrony miasta. Ci, którzy robili blokady, koktajle, bo dziewczyny same bały się w schronie. Myślały, że to potrwa dwa, trzy dni, a później wróci do normalności, ale o tym, co się dzieje, czytały w Internecie i bardzo bały się o życie dzieci. BOJARKA Na spakowanie rzeczy, żywności i przygotowanie dzieci do podróży dom dziecka miał dobę. Wtedy z jego 150 pracowników zostało tylko 15. Bojarka prosiła o pomoc wolontariuszy. Zjawili się natychmiast. - Nasza załoga wykruszyła się, bo pracownicy medyczni poszli na wojnę. Inni nie chcieli zostawić swoich dzieci, chorych czy starych rodziców. 6 marca wyruszyliśmy w drogę -wspomina Aliona Kozyr. - Wyruszyło z nami siedemnaście wolontariuszek ze swoimi dziećmi. Jedna z nich 23 lutego, dzień przed wojną, urodziła synka... Chociaż z domu dziecka do stacji kolejowej jest dziesięć minut piechotą, ewakuaq'a prawie setki niemowląt, kilkulatków i starszych niepełnosprawnych dzieci była wielką operacją logistyczną. Pracowała przy tym cała armia wolontariuszy. Urząd miasta podstawił autokary, które przewiozły dzieci na „elektryczkę". - Dzięki Bogu tego dnia było spokojnie. Nie słyszeliśmy strzelania. Pociągi były zapakowane - opisuje Aliona Kozyr. -Strach było jechać do Kijowa, więc autobusy zawiozły nas na pociąg do Bojarki. Gdy dojechaliśmy do Lwowa, nie musieliśmy się przesiadać, bo przyczepili wagony do innego pociągu, który zawiózł nas do Polsła. Baliśmy się bardzo. Siódmego marca po przekroczeniu granicy strach minął. Poczuliśmy się normalnie, bezpiecznie. Dotarliśmy do Przemyśla. Opiekunki mogły się wykąpać, przebrać. Trochę odpocząć, bo dziećmi zajęli się polscy wolontariusze. I tak było w czasie całej podróży. Pomagali nam wszędzie. W nocy z 8 na 9 marca dotarliśmy do Ustki. To była ciężka podróż. Jak ją zniosły starsze dzieci? Myślały, że to taka przygoda, ale były bardzo zmęczone. Opiekunki opowiadały im, że jadą nad morze. Byłyśmy tak potwornie zmęczone, że po przyjeździe nawet nie zauważyłam morza. W nocy słyszałam jego szum. Dopiero rano, gdy wyjrzałam przez okno... Nie myślałam, że jest tak blisko. Bardzo mi się tu podoba. Nie spodziewałam się, że zostaniemy tak przyjęci. Aż tak. Jednak z całego domu dziecka dwanaścioro, w tym dzieci z grupy paliatywnej, zo- _JT ■ 7 'łm ___ Spacery nad morze to jedna z przyjemności, jakich opiekunowie nie szczędzą dzieciom. Maluchy na szczęście niewiele rozumieją z tego, co się wokół nich dzieje. Opiekunowie robią wszystko, żeby zapomniały o ewakuacji i ciężkiej podróży stało w Łodzi pod opieką specjalistów. PRZEZ POLSKĘ - W czwartek, 24 lutego, wystosowałem pismo do organizacji ukraińskich i zaproponowałem pomoc - mówi Aleksander Kar-tasiński, prezes Fundacji Happy Kids, która sprowadza dzieci z ukraińskich domów dziecka do Polski. - Ludzie wtedy zaczęli masowo uciekać z Ukrainy. Zapytałem o państwowe domy dziecka. Dostałem informację, że dzieci nie mogą być relokowane ze względu na procedury ukraińskiego Ministerstwa Polityki Społecznej. Skontaktowałem się z departamentem Ochrony Praw Dziecka i Adopcji. Powiedziałem, że jesteśmy w stanie pomóc. Nasza organizacja, która jest pełnoprawnym członkiem Eurochild, została pozytywnie zweryfikowana przez stronę ukraińską i pierwszym domom dziecka wydano zgodę na opuszczenie Ukrainy. Strona ukraińska wyraziła też zgodę na pobyt dzieci w ośrodku Radość w Ustce. Po kilkunastogodzinnym postoju na granicy pociąg dotarł do Przemyśla. Tam czekały trzy autobusy. Krótki odpoczynek w Krakowie. Choć Ustka oczekiwała uchodźców już w poniedziałek w nocy, grupa po długiej i wyczerpującej podróży we wtorek rano dotarła dopiero w okolice Bełchatowa, do hotelu Wodnik w Słoku. Tu kąpiel, odpoczynek, posiłek, przewijanie, karmienie. Na miejscu byli medycy ze Stowarzyszenia Sztab Ratownictwa w Bełchatowie i wolontariusze. Dzieciom zapewniono rzeczy sanitarne, pieluchy, mleko. Gdy wszyscy nabrali sił, rozpoczął się kolejny etap podróży. W drogę wyruszyli także ratownicy medyczni z Bełchatowa. Do Ustki przyjechało 150 uchodźców, w tym 84 dzieci, wśród których jest 20 niemowląt, a najmłodsze z nich wyruszyło w drogę, gdy miało 11 dni. USTKA Wieczorem w Ośrodku Wypoczynkowym Radość na wojennych uchodźców czekało kilkadziesiąt osób. Wcześniej pracownicy ośrodka oraz setki mieszkańców Ustki i okolic, którzy skrzyknęli się na portalach społecznościowych, telefonicznie i pocztą pantoflową, w ciągu dwóch dni przygotowali pokoje i posegregowali dary, które wciąż napływały. Czasu było niezmiernie mało, bo decyzja, że Radość stanie się azylem, zapadła zaledwie kilka dni wcześniej. Około północy przyjechały trzy autokary, konwojowane od granic województwa przez słupską policję i straż pożarną. Strażacy, policjanci, funkcjonariusze Straży Granicznej, profe-sjonalne opiekunki, władze miasta, urzędnicy miejscy i ludzie, którzy po prostu przyszli pomóc, ruszyli po bagaże, a przede wszystkim po zaspane i zmęczone podróżą maluchy. Wyczerpane Ukrainki rozlokowano z dziećmi po pokojach. Ratownicy medyczni z Bełchatowa, którzy opiekowali się dziećmi w podróży, przekazali je lekarzom i pielęgniarkom. To wsparcie z kolei zapewnił Wojewódzki Szpital Specjalistyczny w Słupsku, choć grupa z Ukrainy przyjechała z lekarką pediatrą. Maluchy wprowadzono do pięknie urządzonych pokoi. Najmłodszy chłopczyk trafił z mamą do apartamentu świetnie wyposażonego w tysiące rzeczy potrzebnych do pielę-gnaq"i noworodka, których nie brakowało także w innych pokojach. W Radości dziećmi zajęły się opiekunki z Centrum Pomocy Dzieciom, MOPS, Domów dla Dzieci, urzędniczki z ratusza, pracownicy Biblioteki Miejskiej i Centrum Integracji Społecznej. Maluchy zostały nakarmione, napojone, przewinięte, przebadane, zaopatrzone w leki. Część polskich opiekunek została do rana, by Ukrainki mogły wyspać się i odpocząć. Maluszki miały na rączkach w pośpiechu przygotowane szmaciane opaski przywiązane troczkami. Imię, nazwisko, data urodzenia. - To na drogę, żeby wolonta-riuszki, które nie znały dzieci, nie pomyliły ich. Teraz dzieci mają plastikowe opaski - tłumaczy dyrektorka. RADOŚĆ PEŁNA RADOŚCI Radość zapełniła się życiem. Ludzie wciąż przynosili dary. Wolontariusze zaczęli zgłaszać się w Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie w Słupsku. Na drzwiach pokoi pojawiły się nazwy grup, jak Niezapominajka, Dzwonek. Starszaki są zachwycone zabawami z animatorką, spacerami nad morzem. Kucharki uchylają im nieba, nakładając ogromne porcje pyszności, a wolontariuszki... rozpuszczają. Od owoców i smakołyków uginają się stoły. Dary nad- Głos Dziennik Pomorza Piątek, 1.04.2022 SOLIDARNI Z UKRAINĄ • 19 haly z bagażem łez, ale z pomocą dobrych ystań nad polskim morzem chodzą z całej Polski i z zagranicy. Regały, krzesełka, a z Niemiec wózki niczym dorożki - jeden dla sześciorga maluchów i cztery dla czworga. Jako jedno z pierwszych z darami pospieszyło miasto Wieruszów, które wspólnie z mieszkańcami sąsiedniej gminy Łęka Opatowska uzbierało cały TIR rzeczy. - Wszystko, co mieści się w haśle „do siedmiu lat". To dary mieszkańców, zakładów meblowych i wygospodarowane przez gminę - mówi Rafał Przybył, burmistrz Wieruszowa. - Nie mieliśmy wątpliwości. Od wielu lat współpracujemy z Fundacją Happy Kids, która na naszym terenie prowadzi rodzinne domy dziecka. To sprawdzona marka. Nie ma znaczenia, czy dzieci są w Zakopanem, czy w Kołobrzegu, czy w Ustce. To po prostu dzieci. Dary zgromadziliśmy w naszym domu kultury, gdzie odbywały się zajęcia. I wydarzyła się zabawna sytuacja, bo na ciężarówkę trafił też wózek dziecka, które mama zabrała na zajęcia. Na szczęście wszystko w porę się wyjaśniło. Pomoc nadchodziła od przedsiębiorców i rodzin. Gdy okazało się, że OW Radość nie może już pomieścić wszystkich darów, część z nich wywieziono do magazynu w mieście. POTRZEBNE OPIEKUNKI Aliona Kozyr nie ukrywa łez w czasie rozmowy. Mimo ogromu darów, jakie dotarły do Radości, wciąż jest wiele potrzeb. Bo nagle okazuje się, że nie ma suszarki do włosów czy małych nożyczek do obcinania paznokci maluszkom. Dzieciom potrzebne są wiosenne czapeczki, a opiekunkom lżejsze kurtki i sportowe buty, bo przecież pakowały się tak szybko i tak niewiele ze sobą zabrały. Ich dzieci, które są w wieku od 7 do 15 lat, przyjechały tylko z małymi szkolnymi plecakami. - Wolontariuszki, które z nami przyjechały, nie dostają wypłaty. Pomagają nam tylko w zamian za nocleg i wyżywienie. Potrzebujemy też opiekunek, takich na stałe, żebyśmy trochę odpoczęły. Może przyjadą z innych miast - zastanawia się dyrektorka. - Na grupę tylu maluchów jest nas za mało, nawet z wolontariusz-kami, które nas wspierają. Pra- Przyjazd dzieci do Radości Błyskawicznie przyszły tłumy wolontariuszy Radości z zabawy w Radości nie brakowało. 1 kwietnia jednak dzieci przenoszą się do innego ośrodka cujemy na okrągło. Nie mamy ani jednego wolnego dnia w tygodniu. Wszystko wskazuje na to, że znajdzie się sposób. - Rozmawiałem ze stroną ukraińską, że bardzo dobrym rozwiązaniem byłoby sprowadzenie pracowników domów dziecka, którzy zostali w Ukrainie - mówi Aleksander Karta-siński. MUSZA BYĆ WSZYSTKIE RAZEM Wraz z przyjazdem dzieci do Polski pojawiają się pytania. Czy można je adoptować? Czy mogą trafić do rodzin zastępczych? - Nie wszystkie są sierotami, a wUkrainie są kolejki rodziców adopcyjnych - odpowiada Aliona Kozyr i uśmiecha się: -Zapraszamy do Ukrainy. Przed wojną - grudzień 2022. Świętowanie Bożego Narodzenia i Nowego Roku w domu dziecka w Bojarce ' - Dzieci są innojęzyczne, in-nokulturowe, o innej mentalności. One muszą wrócić do Ukrainy. Nie możemy doprowadzić do sytuacji, że tu zostaną - mówi Aleksander Kar-tasiński. - Nie można ich tutaj też rozdzielać. Przyjechały na podstawie decyzji sądów ukraińskich. Ludzie kierują się odruchem serca, ale nie można przygarnąć sieroty ukraińskiej. Mali uchodźcy wojenni od dzisiaj, l kwietnia, mają zamieszkać w innym ośrodku. Przeniosą się do OKW Posejdon. Taką decyzję podjęło słupskie starostwo. Jednak myślami Ukrainki są gdzie indziej. - Mamy nadzieję, że wrócimy, że już latem będziemy w domu - mówi dyrektor Aliona Kozyr, która w pięknych słowach wyraziła wdzięczność ośrodkowi Radość, władzom samorządowym i mieszkańcom Ustki i okolic za udzielone wsparcie i wolontariat w opiece nad dziećmi. „Nie spodziewaliśmy się tak ciepłego powitania w Ustce i w Hotelu Natura Radość. To było bardzo wzruszające. Powitały nas osobiście władze miasta, w tym burmistrz miasta Ustka, oraz całe rzesze wolontariuszy. Każde dziecko trafiło w troskliwe i opiekuńcze ręce ludzi dobrej woli, a wszyscy zamieszkaliśmy w wygodnych pokojach. Nasze dzieci otrzymały po prostu wszystko, czego potrzebują, w tym ubrania, jedzenie, środki higieniczne, wózki, zabawki itp. Dzieci i nasi opiekunowie nie muszą się już ma rtwić o jedzenie i o swoje bezpieczeństwo. Swój czas mogą wykorzystać na spacery nad morzem, które dają dzieciom mnóstwo szczęścia. Szczególne podziękowania składamy burmistrzowi miasta Ustki, panu Jackowi Maniszewskemu i pani dyrektor Natura Radość Wioletcie Kisiel, a także towarzyszącym nam wolontariuszom z miasta Przemyśla oraz wolontariuszom z Ustki, Słupska i okolicznych miejscowości, którzy bezinteresownie troszczą się o dobre samopoczucie naszych dzieci. Życzymy Wam niekończących się sukcesów i spokojnego nieba, niech Wasza życzliwość powróci do Was po stokroć. Ukłony dla wszystkich mieszkańców RP. Chwała Ukrainie!". ©® 20 • STYL ŻYCIA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 1.04.2022 Moda z pasją, moda rozsądna. Ty zdecydujesz eo jest dziś modne Małgorzata Klimczak Szczecin Ich motto brzmi: „Stwórz własną modę. nie pozwól innym robić tego za Ciebie". Cztery licealistki radzą, jak nie zostać chorobliwą miłośniczką trendów lub zaku-poholiczką. - Rok temu z koleżanką chciałyśmy wziąć udział w projekcie Zwolnieni z Teorii. W tym roku Kasia wpadła na pomysł, żebyśmy zajęły się ubraniami. W trakcie pandemii nie kupowałyśmy żadnych ubrań i odkryłyśmy, że da się kupować mądrze, lepiej traktować ubrania, dać im dłuższe życie. Jednym z naszych pomysłów było zorganizowanie wymiany i rozdawania ubrań, czyli taki lum-peks na świeżym powietrzu. Wojna na Ukrainie sprawiła, że mogliśmy w ten sposób pomóc także osobom przybywającym z Ukrainy - mówi Hanna Skoczowska ze Szczecina. - Do projektu Fashion with Passion zachęciła nas jedna z naszych nauczycielek. Każdy projekt ma swojego mentora, my trafiłyśmy na bardzo fajną dziewczynę z Warszawy, która nam we wszystkim pomaga. ZANIMJiUPISZ, P0M1SL, CZY WARTO Działania projektu skupiają się wokół prowadzenia informacyjno-edukacyjnych kanałów w mediach społecznościo-wych. - Osoby w naszym wieku często kupują ubrania bez opamiętania, oglądają tik-toka, idą za modą, która się bardzo szybko zmienia. A ta moda ma okropny wpływ nie tylko na naszą kieszeń, na nasze myślenie, ale też na nasze środowisko. W tej branży cierpią też pracownicy firm, które produkują ubrania - mówi Hanna. - Na naszym Instagramie i Facebooku wstawiamy posty, w których piszemy o różnych ciekawostkach, nagrywamy tik-toki, staramy się dotrzeć do naszej grupy wiekowej, organizujemy wymiany połączone ze zbiórkami. Myślimy też o tym, żeby zacząć działać na YouTubie. - Nie byłam nigdy żadną pa-sjonatką mody, ale rok temu zauważyłam, że mam coraz więcej ubrań i poczułam się tym przytłoczona - mówi Katarzyna Konior. - Miałam pełną szafę, a cały czas chciałam kupować więcej. Zauważyłam, że mam ubrania, które są dobre i fajne, a ja ich nie noszę, bo mam Kiermasz zorganizowany na placu Katedralnym w Szczecinie w ramach projektu Fashion with Passion przez licealistki. Dochód z niego został przeznaczony na pomoc uchodźcom z Ukrainy ochotę na coś nowego. Zaczęłam doceniać to, co mam. Nosiłam też ubrania po mojej starszej siostrze. Okazało się, że nie warto cały czas gonić za trendami. To my tworzymy modę, dlatego powinna ona być pasją i dawać nam dobre samopoczucie, a nie zmuszać nas do dopasowania się do reszty. NIE NOSISZ, WYMIEŃ SIĘ CU CHEM Z INNYMI ALBO ODDAJ POTRZEBUJĄCYM Na większą skalę działają głównie w Internecie (Facebook, In-stagram, TikTok, Twitch, Pin-terest), edukując. Na mniejszą na terenie szkoły, gdzie przeprowadzają zbiórki i wymiany ubrań. Ostatnio można było spotkać je w centrum miasta, gdzie zorganizowały kiermasz, z którego dochód przeznaczyły na pomoc Ukrainie. W planach kolejne akq'e. Wobec obecnej sytuacji na świecie dziewczyny podjęły decyzję, aby realizowaćprojekt, pomagając uchodźcom. Już teraz prowadzą zbiórkę odzieży na terenie Szczecina i okolic, a uzyskane ubrania rozdają wszystkim potrzebującym, przy okazji zbierając datki, które po zakończeniu ich wydarzeń będą przekazanena zbiórkę pieniężną „Pomoc Ukrainie - Ukraino, nie zostawimy Cię w potrzebie" na platformie siepo-maga. Uczennice uważają, że w ten sposób, realizując główny cel projektu, jakim jest nadawanie ubraniom drugiego życia, będą mogły jednocześnie pomóc naszym sąsiadom. - Podczas zbiórki ubrań poczułyśmy, że robimy coś ważnego, że dajemy istotną pomoc. Nagłaśnianie problemu jest ważne, ale my chciałyśmy też działać, a nie tylko mówić. To daje bardzo dużo satysfakcji, że mamy wpływ na czyjeś życie. Może niezbyt duży, ale jednak - mówi Katarzyna. KOCHAJ MODĘ, ALE NIE MAŁPIĄ MIŁOŚCIĄ Okazuje się, że zainteresowanie modą nie musi oznaczać szaleństwa zakupowego ani żadnych zakupowych nałogów. Może oznaczać tworzenie własnego stylu, świadome wybieranie, włączanie rozsądku podczas zakupów. Można przestać kupować i nie czuć się z tego powodu źle. Można nauczyć się odwieszać ubrania w sklepie i odkładać na półki. I tym właśnie zajmują się licealistki. Na własnym przykładzie. - Prywatnie również interesuję się modą - mówi Hanna. -Kiedyś bardzo zwracałam uwagę na trendy i zobaczyłam, jak to na mnie wpływa niekorzystnie. Powtarzając pewne zachowania, tworzyłam błędne koło. Kiedy nosiłam ubrania, które nosili inni, nie byłam sobą i wyglądałam tak samo jak inni. Moi rodzice często się śmiali, że widzieli mnie na ulicy, ale to nie byłam ja. Każdy wygląda tak samo, a w modzie chodzi przecież o to, żeby wyrażać siebie. Cele-bryci noszą takie ubrania, jakich inni nie mają, więc trzeba być sobą, trzeba się wyróżniać. ILU LipZI MUSI JESZCZE ZGINĄĆ DLA MODY? Rocznie wyrzucamy około 216 tys. ton ubrań. Co możemy z tym zrobić? W 2013 r. w wyniku zawalenia się dachu w Rana Plaża zginęło 1134 osób, a ok. 2500 ludzi zostało rannych. Cztery z ośmiu pięter wieżowca, w którym mieściły się m.in. fabryki odzieży, były budowane bez pozwolenia. Ile fabryk musi jeszcze runąć, żeby społeczeństwo zauważyło skalę problemu związanego z szybką modą? Hu jeszcze ludziom odbierze życie? - Nasz projekt ma na celu rozwiązanie tego problemu i uświadomienie społeczeństwa - mówi Hanna. - Naszym celem jest dotarcie do jak największej liczby odbiorców. W dzisiejszych czasach media społecznościowe przyczyniają się do nieustannych zmian trendów, co skutkuje szybkimi odpowiedziamibranż odzieżowych. Od powstania nowego prądu modowego do pojawienia się ubrania za witryną sklepową mijają jedynie dwa tygodnie. Wpływy fast fashion odbija się negatywnie nie tylko na pracownikach wielkich fabryk, ale także na naszym zdrowiu psychicznym oraz środowisku, w którym żyjemy. LUMPĘKSY SĄ SUPER! ZNAIDZ W NICH UBRANIA W ST YLU Y INTAGE Dziewczęta sugerują, że dobrym pomysłem są zakupy w second-handach. Można tam znaleźć praktycznie nowe rze- czy, jeszcze z metkami. Obecnie kupowanie w lumpeksach nie jest już kojarzone ze wstydem. Szczecin. Koszalin, Słupsk i inne miejscowości regionu mają bogatą ofertę, jeżeli chodzi o sklepy z używanymi ubraniami. Znajdziemy je zarówno w centrum miasta, jak i poza nim. A jak umiejętnie zrobić zakupy w second-handzie? Zawsze warto przejrzeć cały asortyment sklepu, może trafi się jakaś perełka. W takich miejscach zakupy robią także osoby, które noszą ubrania vintage. Jest ich coraz więcej. Mnóstwo marek i kolekcji wraca do minionych dekad i epok, by wprowadzić do swoich projektów nostalgicznąnutę z przeszłości. Samo słowo vintage pochodzi z terminologii winiarskiej i oznacza dobry rocznik wina. Moda na odświeżanie używanych rzeczy i dawanie im drugiego życia przywędrowała do Europy ze Stanów Zjedno- FASHION WITH PASSION czonych w latach dziewięćdziesiątych. Do Polski powoli zaczęła docierać dopiero kilkanaście lat temu. Vintage to pewien rodzaj idei, gdzie liczy się jakość, marka i styl, w którym poszczególne elementy są jak dobre wino - im starsze, tym cenniejsze. Podczas selekcji ubrań do sprzedaży należy także zwracać uwagę na metki. Co istotne, nie chodzi tu tylko o rzeczy firmowe, ale również takie, które są zrobione z dobrych, naturalnych materiałów. W przypadku mody vintage nikogo raczej nie interesują kiepskie, tanie ubrania z poliestru czy najpopularniejszych sieció-wek. Warto skupić się na charakterystycznych ubraniach z poprzednich dekad, niszowych markach, rzeczach od projektantów albo po prostu odzieży o świetnym składzie. Selekcja jest więc kluczowa. Koncentrujmy się na ubraniach, które rzeczywiście należą do stylu vintage, a nie mają go tylko imitować (czyli w praktyce zostały wyprodukowane w ostatnich latach przez znaną sieciówkę). Aby wpisać ubranie czy sty-lizacje do kanonu mody vin-tage, należy pamiętać, że musi upłynąć co najmniej 20 lat, aby mogły być za takie uznane. Moda vintage to również zwrot ku jednemu stylowi w przeszłych trendach. Nie powinno się mieszać seksownego stylu z lat 50. i 60., którego symbolem są stylizacje Marylin Mon-roe, z hipisowskimi sukienkami w kwiaty. Stylizacje vintage to takie, w których pojawia się jeden lub maksymalnie dwa elementy z tego stylu. Nie muszą być mocnymi akcentami w tej stylizacji, ale zachowają równowagę i przykują uwagę - np. kolczyki, klipsy, stare, skórzane torebki, stylizowane nakrycia głowy czy... nawet fryzury retro. ©® To projekt realizowany w ramach Olimpiady Zwolnieni z Teorii przez cztery uczennice szczecińskich liceów: Hannę, Kasię, Natalię (II Liceum Ogólnokształcące w Szczecinie) oraz Wiktorię (XIII Liceum Ogólnokształcące w Szczecinie). Jest skierowany do każdego, kto kupuje w tak zwanych sieciówkach. Priorytetem projektu jest zmiana podejścia społeczeństwa do zakupów oraz ubrań z drugiej ręki, a także nauka świadomego wyboru ubrań, by zwalczyć konsumpcjonizm. Zespół stawia sobie za cel polepszenie podejścia do mody. Zależy im na promowaniu świadomych zakupów, dbaniu o posiadane ubrania, dawaniu im drugiego życia oraz wspieraniu etycznych, głównie polskich marek. Głos Dziennik Pomorza Piątek, 1.04.2022 HISTORIA • 21 MOVA ILLUSTRISSIMI PRfNC!fi\TUS 1'OtERANI/t. DF.SC^ MK^«nv(w cipc^mt^bmiraasH^KisttNobbiff) iniknibis Pomorze Eilhardusa Lubinusa. Arcydzieło kartografii z XVII wieku Marek Jaszczyński Szaecin To było wyjątkowe dzieło nowożytnej kartografii dzięki Lubinusowi możemy dziś zobaczyć, jak przed wiekami wyglądało Pomoize. 23 marca przypadała 457. rocznica urodzin Eilharda Lubinusa, sławnego matematyka, geografa, filologa i teologa związanego z dziejami Księstwa Pomorskiego. Dziełem jego życia, które możemy podziwiać do dzisiaj, jest „Wielka mapa Księstwa Pomorskiego". Jest ona nie tylko dokładna, ale i zachwyca kunsztem wykonania: zobaczymy na niej drzewa genealogiczne rodu książęcego i szlachty, możemy podziwiać potwory morskie, żaglowce, a także herby szlachty pomorskiej. JAK DOSZŁO DO POWSTANIA MAPY Eilhard Lubinus urodził się w rodzinie pastora Friedericha Liibbena i Cathariny z d. Blu-nings. Dzięki stypendium hrabiego Oldenburga Jana VII Budowniczego Grobli w latach 1585-1591 studiował kolejno w Lipsku, Kolonii, Helmstadt, Strassburgu, Jenie, Marburgu i Rostocku. Karierę naukową związał z tym ostatnim, gdzie 2 września 1591 roku zdobył tytuł magister atrium (magistra sztuk wyzwolonych). Zlecenie na wykonanie mapy księstwa pomorskiego otrzymał od księcia Filipa II, który oglądał mapę Rugii, także autorstwa Lubinusa. Mapa Pomorza miała być załącznikiem do kroniki upamiętniającej dynastię Gryfitów i dzieje Pomorza. Kronika nie powstała, mapa na szczęście tak. JEŹDZIŁ 1D0K0NYWAŁ POMIAROW Lubinus rozpoczął pracę w 1611 roku. Przy dokonywaniu pomiarów posługiwał się prymitywnymi z dzisiejszego punktu widzenia przyrządami. Była to laska św. Jakuba, dzięki której można było zmierzyć wysokość niedostępnych miejsc oraz odległość do nich, astrolabium służące do odczytywania pozycji z gwiazd oraz kwadrat geometryczny, który służył do pomiaru kątów i wysokości. Lubinus dwukrotnie wybrał się w podróż, zjeździł teren całego księstwa pomorskiego, najpierw na zachód od Odry, następnie jego wschodnią i__Sr Wielka mapa Księstwa Pomorskiego, Lubinus stworzył jedno z największych opracowań kartograficznych, jakie powstało na tym terenie w początku XVII stulecia Tak wygląda panorama nowożytnego Szczecina, która znajduje się na mapie Lubinusa Eilhardus Lubinus (właśc. Eilhard Lubben), ur. 24 marca 1565 w Westerstede, zm. 2 czerwca 1621 w Rostocku) część. W ciągu zaledwie 54 dni Lubinus objechał 152 miejscowości i przebył około 1500 kilometrów. W czasie objazdu wykonywał liczne rysunki, notatki, wyliczenia. Następnie w 1617 roku wyruszył ponownie wpodróż, żeby dokonać korekty swoich pomiarów. MIEDZIANY RYT Ostatecznie na przełomie 1617 i 1618 roku mapa była gotowa. W końcu 1617 roku podjęto się pracmiedziorytniczych. Wykonywał je Nikolaus Geelkercken, sztycharz zatrudniony w oficynie Jodocusa Hondiusa II w Amsterdamie. Każda z 12 płyt, na których wyryto mapę, ważyła 6 funtów. Niestety, Filip II zmarł 3 lutego 1618 roku, nie doczekawszy wydania dzieła, któremu patronował. Pierwszy nakład wynosił zaledwie 20-30 egzemplarzy. Mapa mierzyła 1,25 m x 2,21 m i przedstawiała Pomorze w skali 1:235000. W sumie z płyt wybito około pięćdziesiąt sztuk mapy. Płyty zaginęły w czasie wojny trzydziestoletniej (1618-1648). Zostały przypadkowo odnalezione w połowie XVIII wieku. W Hamburgu ponownie odbito kilkadziesiąt egzemplarzy. W czasie wojny siedmioletniej tablice zaginęły i nie zostały odnalezione do dzisiaj. Kolejne odbitki, tym razem w formie faksymilowej, wydano w 1926 roku. Podobnie jak wydania wcześniejsze, tak i to przetrwało w nielicznych egzemplarzach. CENNE ELEMENTY WOKOŁMAPY Obok mapy znalazły się ciekawe elementy, podnoszące jej wartość artystyczną i historyczną. Możemy więcpodziwiać widoki miast i miejscowości pomor- skich. Malarz Johann Wolfart wykonał panoramy: Szczecina, Stargardu Szczecińskiego, Słupska, Trzebiatowa, Gryfic, Gartz, Sławna, Białogardu, Kamienia Pomorskiego, Wolina, Pyrzyc, Goleniowa, Dąbia, Szczecinka, Lęborka, Kołobrzegu, Koszalina, Darłowa i Bytowa. Wokół mapy umieszczono także herby szlachty. Niektóre pola pozostały puste - wynikało to stąd, że nie wszystkie rody dostarczyły na czas swoje herby. Ostatecznie nie udało się ustalić aż 22 z nich. Część natomiast zaczerpnięto z herbarza Conradiego. To nie wszystko, na mapie są także dwa drzewa genealogiczne. Pierwsze przedstawia dynastię Gryfitów począwszy od księcia Warcisława I, łącznie z ich wizerunkami. Drugie to wywód genealogiczny rodu książąt rugijskich, których posiadłości zostały włączone do Pomorza. Uwagę zwraca także dziesięciopolowy herb Pomorza otoczony wizerunkami książąt współczesnych Lubinusowi, a więc Filipa n, Filipa Juliusza - księcia wołogo-skiego, Franciszka I, Ulryka i Bogusława XIV. Na dole znalazły się herby ziem wchodzących w skład księstwa. Poniżej po obu stronach mapy autor podał na siedmiu tablicach krótki geograficzno-historyczno - gospodarczy opis Pomorza w języku łacińskim. Po lewej stronie, przy ostatniej wewnętrznej tablicy, Lubinus umieścił swój portret i przyrządy miernicze, którymi posługiwał się w pracy kartograficznej. To nie wszystkie ciekawostki. Lubinus umieścił na mapie nie tylko lasy, wzgórza i miasta, ale także drobne obiekty, jak karczmy i wiatraki. Nie zabrakło też wręcz bajecznego stwora morskiego. CO WIDAĆ W SZCZECINIE? Na mapie znajduje się także panorama Szczecina. Możemy na niej zobaczyć obiekty, które do dziś są charakterystyczne dla Starego Miasta. Uważny obserwator dostrzeże Basztę Panieńską, na Dolnym Mieście widać ratusz, zamek książęcy. Poza murami miejskimi wznosi się kościół świętych Piotra i Pawła. Kościół św. Jakuba wyróżnia się wyniosłą wieżą. Na panoramie są także widoczne dwie świątynie, które nie dotrwały do naszych czasów, a więckościółśw. Mikołaja obok ratusza oraz kościół mariacki pomiędzy kościołem Piotra i Pawła a katedrą. * * * Eilhardus Lubinus był także wydawcą autorów klasycznych i teologiem ewangelickim. Wydawał dzieła Anakreonta, Horacego, Hipokratesa. Stworzył też słownik grecko-łaciński Lexicon Clavis Graecae Lin-guae, który cieszył się wielką popularnością i doczekał się 11 wydań za życia autora i wielu wznowień pó jego śmierci, także zagranicznych; ostatnie w 2010. Lubinus zmarł w Rostocku 2 czerwca 1621 roku, gdzie został pochowany w kościele św. Jakuba. ©® 22 • RECENZJE, FELIETON Głos Dziennik Pomorza Piątek, 1.04.2022 Przesłonięty uśmiech Anna Sowińska Wydawnictwo Czarne. Rozwinięcie tytułu: „O kobietach w Korei Południowej". Od wydawcy: Jihye mnóstwo czasu i pieniędzy poświęca na to, by dopasować się do kanonu koreańskiego piękna. Jiyoung wiele lat zajęło zrozumienie, że nie musi spełniać oczekiwań mężczyzn. Yoona trafiła w tryby brutalnego świata usług seksualnych. Sin-gielka Haesoo realizuje się w branży producentów gier VR. Anna Sawińska, która przez kilkanaście lat mieszkała w Seulu, poznała świat koreańskich kobiet od podszewki. To świat pełen nierówności i szowinizmu. XXI wiek? W Korei Pd. niekoniecznie. Kobiety nadal są ludźmi drugiej kategorii. Gorąco polecam. Świetna książka. (MARA) ni o ty Pułapka na anioły Marcin Grzelak Wydawnictwo Lira. Notka od wydawcy: Niewielka robotni-- cza miejscowość u schyłku komuny, w niej jedna z wielu polskich rodzin. Agresywny ojciec milicjant, uległa matka i siedmioletni Wojtek, osiedlowa ofiara, niosący piętno bycia synem „pedała". Zło pleni się w tej rodzinie jak zaraza, a chłopiec przed traumą ucieka do świata, w którym czeka na niego niespodziewana przyjaźń... Czy zdoła ocalić siebie? Ta wyblakła pocztówka z lat osiemdziesiątych to poprowadzona bez złudzeń i sentymentów opowieść o rezygnacji, ranach, których nie sposób zszyć słowem, i beznadziei lat minionych. Czytajcie, bo piękna to powieść. Autentyczna i bolesna. (MARA) H Demonomachia Marek Krajewski Wydawnictwo Znak. Od wydawcy: Wciągająca powieść o demonach i Galicji przełomu XIX i XX wieku. Gimnazjalista Stefan Zborski nie może pogodzić się z nagłą śmiercią ojca. Pragnie znaleźć odpowiedzi na dręczące go pytania, których nie zdążył zadać mu za życia. Choć nie wierzy w istnienie świata duchów, to jednak organizuje seans spirytystyczny. Nieświadom mocy, w jaką podczas seansu wyposażyły go demony, rzuca klątwę na żydowskiego chłopca. Oto początek śledztwa w sprawie demonicznej. Krajewski w nowej odsłonie, ale ciągle nie skąpi szaleństwa i okrucień-stwa.Demoniczny kryminał? Ja to kupuję. Świetna okładka. (MARA) A życie toczy się dalej Katarzyna Kalicińska Wydawnictwo Słowne. Czwarty tom z cyklu „Mika". Od wydawcy: Dominika wreszcie czuje się naprawdę spełniona. Zaręczyny z Jeremim sprawiły, że na dobre uwierzyła w ich wspólną przyszłość. Wizja nadchodzącego „żyli długo i szczęśliwie" oddala się jednak, gdy mężczyzna z dnia na dzień staje się coraz bardziej obcy. Po powrocie z ferii spędzonych z dziećmi i byłą żoną Jeremi oznajmia, że w ich wspólnym, patchworko-wym życiu muszą nastąpić poważne zmiany. Zrozpaczona Dominika decyduje się na odważny krok. Czy wyjazd do Australii pozwoli jej odnaleźć spokój i szczęście, za którymi tak bardzo tęskni? Dla relaksu. (MARA) IM DAJĄ, A MY TO CO? LUDZIE, STARCZY I DLA NAS Anna Czerny-Marecka Olena przyjechała do Słupska z jedną małą walizką i dwoma reklamówkami. W nich miała jedzenie dawane przez wolontariuszy, w walizce - ubrania dla wnuczki. O sobie nie pomyślała, kiedy w pośpiechu pakowała bagaż, opuszczając dom. Przecież tylko na chwilę. PESEL? A co to jest i czy jak go dostanę, to nie będę już mogła wrócić na Ukrainę? -dopytywała, kiedy wyjaśniałam jej, dlaczego musimy to załatwić i dla niej, i dla małej Karinki. Po trzech tygodniach, kiedy już jakoś pogodziła się, że do Zaporoża tak szybko nie pojedzie, na PESEL przystała. Jednak na wydrukowane po ukraińsku wnioski o 500 plus na wnuczkę i jednorazową zapomogę nawet nie spojrzała. Leżą na widoku i nie widzę, żeby chciała je wypełnić. Za to pyta, jak może pracę znaleźć. Bo jeżeli Karinka będzie mogła z tym PESELEM pójść do szkoły, to ona przecież da radę pracować. Sprzątać najlepiej by chciała, bo to u siebie robiła. A i na produkcji sobie poradzi. Siły ma, a żyć jakoś w tej Polsce trzeba, nawet kiedy już za chwilę do Zaporoża droga będzie otwarta. Olena ma dużo szczęścia, bo jej dom ciągle stoi tam, gdzie go z mężem i synem wybudowała. Tania, która zjawiła się pewnej nocy w Słupsku z mamą i synkiem, nawet tego już nie ma. Jej dom po ostrzale rakietowym zmienił się w gruzowisko, a całe życie zmieściło się w jednej dużej samolotowej walizce, jednej średniej i jednej reklamówce. W torebce przywiozła tyle hrywien, ile udało jej się dzień przed ucieczką wypłacić z bankomatu. Co dalej? Tego pytania zadawać nie należy, bo odpowiedź jest oczywista - nie wiem. Do lęku o męża i brata, którzy tam walczą, dochodzi wielka niepewność, gdzie przyjdzie im żyć. Polska piękna, ludzie kochani, ale na przystanku czeka się na autobus, a nie urządza mieszkanie. Tatiana żyje z dnia na dzień. PESEL już mają, synek trafił do przedszkola, mama dorywczo dorabia, ona też szuka pracy, ale jakoś na razie bez efektu. Co dzień rano budzi się z nadzieją, że to tylko koszmar senny, ale po pół sekundy nadzieja znika. Po co opowiadam te dwie historie? Nie po to, żebyście przez kontrast dziękowali Bogu za to, co macie, chociaż jeżeli takie wysnujecie wnioski, to ani to dziwne, ani niewłaściwe nie będzie. Przytaczam je jednak po to, abyście zrozumieli, że naszym spokojem ipokojem trzeba się podzielić, chociażby i nas to kosztowało. Nie ma innego wyjścia. A chociaż większość z nas to rozumie bez większego tłumaczenia, to jednak coraz częściej na portalach społecznościowych pojawiają się posty, które mają nas skłócić ze sobą i nastawić wrogo wobec uchodźców. Nie chcę ich cytować, więc tylko z grubsza omówię. Zaczęło się od włączenia Ukraińców w polski system ochrony zdrowia. Owszem, był niewydolny już wcześniej, ale nie ma wyjścia, przecież muszą być leczeni. I podkreślę - nie w pierwszej kolejności, nie bez kolejki, są traktowani na równi z nami. Dwa - PESEL. Nie, nie daje on im prawa do głosowania w wyborach. Nie, nie jest nadaniem obywatelstwa. Jest po to, żeby ich umieścić w naszych systemach. Trzy - praca. Tak, szukają jej bardzo, bo nie chcą żyć na zasiłkach. To chyba dobrze? Nie, pracodawcy nie wyrzucają Polaków, by przyjąć Ukraińców, bo tańsi. Oni też mają związki zawodowe i już tańsi zwykle nie są. Tak, zapełnią luki, które boleśnie odczuwamy, w zawodach, w których Polacy pracują w Niemczech, Anglii czy Holandii. I nasi tam pracując, mają ubezpieczenie zdrowotne, numery identyfikacyjne i zasiłki. Czyli to samo, co polski rząd przyznał Ukraińcom. Więc o co ta wojna na forach? Nie zapominajmy, że prawdziwa toczy się po sąsiedzku. I oby nigdy do nas nie doszła. ©® Radca prawny jako pisarz jest mocno niepoprawny Anna Czerny-Marecka Słupsk Na co dzień działa w systemie praworządności W wolnych chwilach pisze powieści, w których nie brak seryj-nych morderców i przeróżnych dziwactw. Dla kamuflażu udaje kobietę. Wojciech Chamier-Gliszczyń-ski, radca prawny ze Słupska, wszedł na literackie salony drzwiami frontowymi z przytupem. Jego debiutancką powieść „Portrecista psów" wydało bowiem prestiżowe wydawnictwo Czarne. O książce szeroko dyskutowano. A było 0 czym, bo jest niebanalna 1 wielowarstwowa, a narratorka to seryjna, inteligentna i psychopatyczna morderczyni. Druga powieść już cieszy się powodzeniem jeszcze większym niż debiut. Większość recenzji jest co najmniej przychylna, autor jest zapraszany na liczne spotkania z czytelnikami. „Dawki fantomowe" wydało wydawnictwo W.A.B. Postarało się o świetną, intrygującą okładkę. Wielka mrówka na niej umieszczona to nawiązanie do pojawiającego się w powieści formikarium (sztucznego mrowiska). O czym jest książka? Łatwo opisać fabułę, ale to stanowczo nie wszystko, bowiem poza pewną ciekawą historią są też liczne dywagacje na temat psychologii, psychiatrii, nauki, medycyny, filozofii Wschodu, pamięci i demencji, a nawet - historii literatury. Wracając jednak do fabuły. Rzecz dzieje się w Trzebielinie w powiecie bytowskim w czasach po n wojnie światowej, początek to 1956 rok. Do Szpitala dla Dzieci ze Schorzeniami Okładka drugiej książki słupszczanina Nerwicowymi, Wadami Wymowy oraz Charakteru przychodzi do pracy Irena po szkole pielęgniarskiej. To ona jest nar-ratorką i w jej głowie siedzimy podczas lektury. Jej fascynacja dyrektorem szpitala, znanym psychiatrą Ludwikiem Straussem, owocuje małżeństwem. Dziewczyna z nizin społecznych trafia do elity, jako przykład tzw. awansu społecznego. Z czasem nauczyciel i mentor zapada na chorobę Alzheimera, a Irena pnie się po szczeblach naukowej kariery. Już nie jest Kopciuszkiem, tylko Królewną. Jak wcześniej wspomniałam, książka jest wielowarstwowa. Kto poprzesta na małżeńskim wątku, będzie miał ciekawą lekturę. Kto jednak ma chęć na większą przygodę intelektualną, znajdzie dla siebie w tej powieści wielkie pole do popisu. A to za sprawą dyskusji, które toczą ze sobą postaci. 0 czym, napisałam powyżej. Dodam, że podobnie jak w „Portreciście", mamy tu całą galerię dziwnych postaci 1 dziwnych zdarzeń. To lektura, która wzmaga myślenie. ©® Wojciech Chamier-Gliszczyński na spotkaniu z czytelnikami podczas promocji pierwszej książki Głos Dziennik Pomorza Piątek, 1.04.2022 NASZE SPRAWY • 23 W niedzielę referendum. Mieszkańcy stawiają pani burmistrz 20 zarzutów Andrzej Gurba Miastko Arogancja, szkalowanie i skłócanie pracowników szpitala, złe zarządzanie finansami-takie min. zarzuty padają wobec burmistiz Danuty Karaśkiewicz. Referendum w sprawie odwołania Danuty Karaśkiewicz z funkcji burmistrza Miastka odbędzie się w tę niedzielę, 3 kwietnia, ma dwóch inicjatorów. Chronologicznie pierwszym była Rada Miejska w Miastku, a dopiero później grupa mieszkańców. ODWOŁANIE PREZES Z POSM AKIEM SKANDALI Wszystko zaczęło się od odwołania Renaty Kiempy ze stanowiska prezesa Szpitala Miejskiego w Miastku. Danuta Karaśkiewicz od dawna chciała się pozbyć niepokornej pani prezes. Burmistrz mówiła, że placówka była źle zarządzana i to jest powód odwołania. Tajemnicą poliszynela był jednak osobisty konflikt między paniami. Odwołanie stało się przedmiotem dochodzenia policyjnego. W dniu odwołania nowa szefowa szpitala, w obecności członków rady nadzorczej i burmistrza Miastka, przejęła laptop używany w pracy przez Renatę Kiempę, mimo oświadczenia tej ostatniej, że to prywatny sprzęt. Nowe władze szpitala tłumaczyły później, że laptop został przejęty z uwagi na domniemanie przechowywania w nim służbowej dokumentacji. Renata Kiempa złożyła policji zawiadomienie o zaborze prywatnego laptopa. Postępowanie w tej sprawie zostało umorzone. - Wykluczyliśmy, aby osoba, która przejęła laptop, działała z zamiarem jego przywłaszczenia - informował Michał Krze-mianowski, prokurator rejonowy w Miastku. Dodajmy, że ostatecznie laptop nie został zwrócony, ponieważ stanowi teraz dowód w kilku nowych postępowaniach po zawiadomieniach złożonych przez Alicję Łyżwińską, nowego prezesa szpitala. Chodzi m.in. o zawieranie przez poprzedniego prezesa niekorzystnych umów. DM WNIOSKI: RADMCH I MIESZKAŃCÓW Odwołanie prezes szpitala odbyło się poza wiedzą radnych. Wniosek o referendum wśród nich urodził się na sesji. W uza- . ■ z Agnieszka Szadkowska, pełnomocnik grupy referendalnej mieszkańców gminy Miastko Danuta Karaśkiewicz objęła stanowisko burmistrza Miastka w 2018 roku sadnieniu skupiono się na szpitalnych sprawach - sposób odwołania pani prezes, czyli styl działań burmistrza i brak wcze-śniejszej informacji dla rady. Ostatecznie wniosek o referendum poparło 13 z 15 radnych, ale część zapewne z powodu presji mieszkańców. Od tego głosowania (30 grudnia2021r.) widać bowiem, że tylko kilku z nich angażuje się w referendum, a pozostali przyjęli wyczekującą postawę. Być może grupa inicjatywna mieszkańców to przewidziała i dlatego zebrała pod referen-dalnym wnioskiem prawie 4200 podpisów, zaczynając re-ferendalną kampanię. Zapewne na ich działania miały też wpływ formalne próby zablokowania referendum zainicjowanego przez radę przez panią burmistrz. €0 ZARZUCA SIĘ DANUCIE KARAŚKIEWICZ Pełnomocnikiem komitetu re-ferendalnego jest Agnieszka Szadkowska, sołtys Dolska, właścicielka salonu fryzjerskiego w Miastku. Pani burmistrz postawiono 20 zarzutów. Są to m.in: arogancja i lekceważenie mieszkańców, brak współpracy z innymi organami gminy, zaniechanie współpracy z miastami partnerskimi, brak realizacji obietnic wyborczych, złe zarządzanie środkami publicznymi i niewykorzystywanie możliwości pozyskania dotacji (Polski Ład), brak pomysłów na pozyskanie funduszy zewnętrznych, lekceważenie konfliktu między zarządem szpitala a radą nadzorczą, brak współpracy i szkalowanie zarządu szpitala i jego pracowników, manipulowanie danymi o sytuacji szpitala, skłócanie pracowników szpitala, odwołanie prezesa szpitala w trybie urągającym ludzkiej godności, brak konsultacji z radą miejską w sprawie odwołania prezesa szpitala, lekceważenie głosów pracowników szpitala i mieszkańców w sprawie rozwoju spółki, dążenie do okrojenia szkół w Piaszczynie, Słosinku iKamnicy, brak wizji rozwoju Miastka. BURMISTRZ ODRZUC A ZARZUTY Danuta Karaśkiewicz nie zgadza się z żadnym zarzutem. Jej zdaniem gmina dobrze się rozwija, a decyzje dotyczące szpitala czy szkół wynikają z troski o publiczne pieniądze. - Konsekwentnie realizuję swój program wyborczy. Jak można mówić, że nic w gminie nie zrobiono?! Inicjatywa referendalna rozpoczęła się od odwołania prezesa szpitala. Cały czas utwierdzam się FAKTY I LICZBY w przekonaniu, że podjęta decyzja była słuszna i jedynie właściwa, aby ten szpital ratować (nowy prezes szpitala złożył do prokuratury kilka doniesień m.in. o niegospodarności w spółce - dop. redakcji). Dzisiaj bezspornym jest, że działania poprzedniego zarządu pogrążały kondycję finansową spółki, a obecny zarząd musi się z tym mierzyć, aby zapewnić teraz ciągłość świadczeń. Wyniki finansowe mogły wskazywać na brak umiejętności i wiedzy, co do zarządzania spółką. Aktualna wiedza uzyskana ze wstępnych analiz audytorskich wskazuje na świadome i celowe działania, które przyniosły korzyści niektórym osobom kosztem szpitala. Kłamstwem jest, że dążyłam do zamknięcia szpitala. Nie bałam się i nie boję się podejmować trudnych i niepopularnych decyzji, a jednak jakże kluczowych dla przyszłości gminy - odpowiada na zarzuty grupy mieszkańców Danuta Karaśkiewicz. Referenda w województwach zachodniopomorskim i pomorskim W województwie zachodniopomorskim od 2018 r. zorganizowano 8 referendów, a w województwie pomorskim 1. Dwa referenda była skuteczne - odwołanie wójta Widu-chowej (powiat gryfiński) oraz burmistrża Tuczna (powiat wałecki). Pozostałe były nieważne z powodu zbyt niskiej frekwencji. Nie odwołano wójta Kobylanki (2019, powiat stargardzki), wójta Nowogródka Pomorskiego (2020, powiat myśliborski), wójta Dobrej (2020, powiat policki), wójta gminy Gardeja (2020, powiat kwidzyński), wójta Będzina (2021, powiat koszaliński), wójta Siemyśla (2021, powiat kołobrzeski), burmistrza Barwic (2021, powiat szczecinecki). TO JUŻ DRUGA AKCJA PRZECIWKO BURMISTRZ Do udziału w głosowaniu zachęca Agnieszka Szadkowska, pełnomocnik grupy referendalnej mieszkańców. - Dlaczego zachęcamy do udziału w referendum? Arogancja, brak szacunku ze strony Danuty Karaśkiewicz - każdy z nas się z tym spotkał. Są jednak sprawy poważniejsze: szpital, szkoły i całkowity brak perspektyw na zwiększenie liczby miejsc pracy - mówi Agnieszka Szadkowska. FAKTY I LICZBY Dodajmy, że pierwsza referendalna inicjatywa o odwołanie Danuty Karaśkiewicz zawiązała się już w 2020 r. Głównym argumentem była obrona wiejskich szkół. Do referendum nie doszło, bo grupa inicjatywna nie zebrała podpisów. ZAGŁOSOWAĆ MU$I PRAWIE 3200 OSOB Burmistrz Miastka (i z automatu wiceburmistrz) straci stanowisko, jeśli w głosowaniu większość opowie się przeciwko niej. Warunkiem koniecznym jest frekwencja. Zagłosować musi przynajmniej 3198 osób (3/5 liczby biorących udział w wyborze burmistrza). Jeśli lokale wyborcze odwiedzi mniej osób, referendum nie jest ważne i burmistrz pozostaje na stanowisku. Kiedy większość głosujących poprze Danutę Karaśkiewicz, niejako z automatu wcześniej działalność kończy rada miejska. To niejako „kara" dla radnych za nieskuteczną inicjatywę referendalną. W pozostałych przypadkach: niska frekwencja (referendum nieważne) czy odwołanie Danuty Karaśkiewicz - Rada Miejska w Miastku pozostaje. Jeśli Danuta Karaśkiewicz zostanie odwołana, premier RP na wniosek wojewody wyznaczy osobę do bieżącego zarządzania gminą. ©® Referenda w kraju: tylko siedem skutecznych W tej kadencji samorządu lokalnego (2018-2023) w Polsce zorganizowano 68 referendów o odwołanie lokalnych władz. 24 przypada na wójtów, 23 na burmistrzów i 21 na rady gmin. W 9 przypadkach referenda była podwójne (rady gminy oraz wójt albo burmistrz). Wyznaczono już terminy kolejnych pięciu referendów. Cztery z nich odbędą się 3 kwietnia (poza Miastkiem - o odwołanie burmistrza Lubawki, wójtów Zagrodna i Wielkiej Nieszawki), a 24 kwietnia o odwołanie wójta Dubienki. Od listopada 20^18 r. (początek obecnej kadencji samorządów) tylko 7 referendów okazało się skutecznych i lokalne władze zostały odwołane. W pozostałych przypadkach były one nieważne z powodu zbyt niskiej frekwencji. Pierwszym skutecznym referendum było odwołanie Rady Gminy w Bałtowie (2019 r.) - m.in. za lobbing radnych na rzecz wybranych przedsiębiorców, konflikt interesów prywatnych z samorządowymi. W 2020 r. odwołano Radę Gminy w Niechanowie (inicjatorami byli ludzie związani z wójtem, który był skonfliktowany z radą). W tym samym roku ze stanowiskiem pożegnali się wójtowie: Widuchowej (zarzuty m.in. niegospodarności), Baranowa (zarzuty m.in. nepotyzmu) oraz burmistrzowie: Bo-guszowej (zarzuty łapówkarstwa). Tuczna (zarzuty m.in. sprzyjania budowie bioelektrowni - jedną z inwestorek była matka burmistrza). W 2021 r. w Kunicach odwołano wójta i radę - za ogromne podwyżki wody. 24 • OGŁOSZENIA DROBNE Głos Dziennik Pomorza Piątek, 1.04.2022 E Jak zamieścić ogłoszenje drobne? Telefonicznie: 94 347 3512 Przez internet: ibo.polskapress.pl W Biurze Ogłoszeń: Oddział Koszalin: ul. Mickiewicza 24,75-004 Koszalin, tel. 94 347 3512 Oddział Słupsk: ul. Henryka Pobożnego 19,76-200 Słupsk, tel. 59 848 8103 Oddział Szczecin: ul. Nowy Rynek 3,71-875 Szczecin, tel. 9148133 67, fax 91433 48 60 RUBRYKI W OGŁOSZENIACH DROBNYCH: ■ NIERUCHOMOŚCI ■ FINANSE/BIZNES ■ HANDLOWE ■ NAUKA ■ MOTORYZACJA ■ PRACA i ZDROWIE i USŁUGI i TURYSTYKA i BANK KWATER i ZWIERZĘTA i ROŚLINY, OGRODY i MATRYMONIALNE i RÓŻNE i KOMUNIKATY i ŻYCZENIA /PODZIĘKOWANIA i GASTRONOMIA i ROLNICZE i TOWARZYSKIE Nieruchomości GARAŻ do wynajęcia, 507-245-521. KUPIĘ garaż murowany, 609-499-555. GARAŻE Blaszane - BRAMY Garażowe lPRODUCENT KOJCE dla Psów Najniższe GENY Różne wymiary Transport cały kraj MontatQm*m 94-318-80-02 91-311-11-94 58-588-36-02 95-737-63-39 59-727-30-74 512-853-323 POŚREDNICTWO OMEGA WYCENY OBRÓT SŁUPSK, UL. STARZYŃSKIEGO 11 tel. 59 841 44 20; 601 654 572; www.nieruchomosci.slupsk.pl omega@nieruchomosci.slupsk.pl Handlowe FILMY, MUZYKA KUPIĘ PŁYTY GRAMOFONOWE 609 155 327 MASZYNY URZĄDZENIA KUPIĘ minikoparkę, 609-499-555. Motoryzacja OSOBOWE KUPIĘ A do Z skup-skupujemy każde pojazdy, płacimy nawet za wraki, oferujemy najwyższe ceny, 536079721 AUTO skup wszystkie 695-640-611 #zostańwdomu Tutaj zlecisz ogłoszenie! ul. Mickiewicza 24, 94 347 3511 reklama.koszalin@polskapress.pl ABAKUS Sprawnie i bezpiecznie Najchętniej wybierane biuro nieruchomości zapraszamy Kupujących i Sprzedających tel. 661-841 -555 www.abakus-nieruchomosci.pl 1 pok. II p. rej. Wieniawskiego SZYBKIE WYDANIE z wyposażeniem 143 000,- 3 pok. balkon, rej. Odrodzenia WYDANIE OD RĘKI OKAZJA! 278 000,- • ---.......... 65 m2, loggia, oddzielne wc rej. Kołłątaja do negocjacji 404 000,- POLEROWANIE, zaprawki 514-024-458 TŁUMIKI, katalizatory, złącza. Czekaj Zbigniew. Koszalin, Szczecińska 13A (VIS). Tel: 94-3477-143; 501-692-322. ZATRUDNIĘ INSPEKTOR ds. planowania energetycznego, Koszalin, informacje na stronie www.meckoszalin.pl Niemiecka firma zatrudni tapicera do pracy Niemczech! Jęz. niemiecki nie jest wymagany. Tel. 0049176 30319 475 OCHRONA, Police,stawka godz.+premie kwartalne, 604-630-556 ROBOTNIK gospodarczy -konserwator, Koszalin, informacje na stronie www.meckoszalin.pl ZATRUDNIĘ kierowcę C+E. Sławno transport krajowy, tel. 502066767,504255395 ZATRUDNIĘ kierowcą wywrotki, operatora spycharki, operatora koparki Tel: 608436216 Zdrowie SPEC. Neurolog. NFZ. Bez kolejek. Codziennie. Koszalin, 605-284-364. STOMATOLOGIA BEZPŁATNE protezy zębowe (na NFZ). Krótkie terminy, tel. 601-873-473. K-lin DOM Pomocy Społecznej im. Anselma Alojzego Młodzika w Parsowie, posiada wolne miejsc dla mieszkańców, serdecznie zapraszamy do kontaktu; 9431-80-359 ALKOHOLIZM - esperal 602-773-762 Usługi AGO RTV FOTO 59/8430465 Serwis RTV, LCD, plazma PRALKI Naprawa w domu. 603775878 CYKLINOWANIE bezpyłowe 504308000 M HYDRAULICZNE, tel. 607703135. SPRZĄTANIE strychów, garaży, piwnic, wywóz starych mebli oraz gruzu w bigbagach, 607-703-135. Matrymonialne PAN pozna Panią, 507-424-834. SYMPATYCZNA 70-letnia wdowa pozna Pana do wspólnego życia, 535106406. Różne KASA za stare książki 609-643-399 ZŁOM kupię, potnę, przyjadę i odbiorę, tel. 607703135. Rolnicze KUPIĘ ciągniki rolnicze, mikrociągniki absolutnie wszystkich marek. Każdą koparkę, ładowarkę, minikoparkę. Tel. 694400305 KUPIĘ ciągniki, przyczepy, maszyny rolne. Tel. 535135507. ZWIERZĘTA HODOWLANE KURKI młode, odchowane oraz kury roczne sprzedam tel. 785-188-999 KURY nioski młode - sprzedam. Telefon: 782 827 428,792 732 052, 59/810 8905 AUTOPROMOCJA Gotuj się na sobotę W magazynie „Weekend z rodzina" smaczne domowe przepisy gk24.pl Redaktor naczelny Przemysław Szymańczy k. Z-cy red. nacz.: Maran Stefanowski. Wojciech Frelichowski. YnonaHusaim-Sobecka. Prezes oddziału Piotr Grabowski. Dyrektor biura reklamy oddziału Ewa Żelazko. Dyrektor marketingu Robert Gromowski. Redakqa.SŁUPSK, ul. Henryka Pobożnego 19, teL598488100, redakqigp24@połskapress4>l KOSZALIN, ul. Mickiewicza 24, tel943473552. redakqagk24@polskapresŁpŁ SZCZECIN, ulNowyRynek3,tel914813300j«iaicQiŁgs24#pofekapress.p). Druk Polska Press Oddział Poligrafia 75-846 Koszalin, Słowiańska 3a. POLSKA PRESS GRU Wydawca Polska Press Sp.zo.o. ul. Domaniewska 45,02-672 Warszawa, tel. 222014400. fax: 22 2014410 Prezes zarządu lomasz Przybek Członek zarządu Dorota Kania Członek zarządu Miłosz Szulc www.gp24.pl www.gk24.pl www.gs24.pl ©©-umieszczenie takich dwóch znakówprzy Artykule, w szczególności przy Aktualnym Artykule, oznacza możliwość jego dalszego rozpowszechniania tylko i wyłącznie po uiszczeniu opłaty zgodniezcennikiemzamieszczonymnastronlewww.gp24.pl/tresciiwzgodaezpostanowieniamininiejszego regulaminu. Dyrektor artystyczny Tomasz Bocheński Dyrektor marketingu Wojciech Paczyński Dyrektor kolportażu Karol Wlazło Agencja AIP kontakt@aip24.pl Rzecznik prasowy Adrian Majchrzak adrian.majchrzak@polskapress.pl Głos Dziennik Pomorza Piątek, 1.04.2022 ROZRYWKA 25 W KINIE Tornatore opowiada nam o geniuszu Morricone To nie jest film fabularny, lecz dokument. Taka bowiem forma lepiej pasowała reżyserowi do pokazania niezwykłych dokonań filmowych Ennio Morricone. Producentem filmu jest Wong Kar Wai. Nim o samym kompozytorze, parę słów o reżyserze. Tornatore, autor „Czystej formalności", „Sprzedawcy marzeń" i „Konesera", od dawna planował upamiętnienie jednego z najwybitniejszych kompozytorów filmowych wszechczasów. Co ważne - Tornatore i Morricone przez wiele lat byli bliskimi przyjaciółmi, ale i współpracownikami. Wśród owoców ich kooperacji figurują choćby „Cinema Paradiso" czy „1900: Człowiek Legenda. „Stworzyłem z nim (Morricone) niemal wszystkie swoje filmy, nie wspominając o dokumentach, reklamach czy innych projektach. W miarę jak pogłębiało się moje zrozumienie jego charakteru jako człowieka i artysty, zastanawiałem się nad tym, co mógłbym o nim nakręcić. Zbudowałem > >En-nio« jako audiowizualną powieść, która opiera się na fragmentach produkcji, zdjęciach i koncertach, wprowadzając widza w niezwykłą karierę jednego z najbardziej uwielbianych muzyków XX wieku" - tłumaczył reżyser podczas festiwalu w Wenecji w 2021 r. W filmie swój głos uwiecznili również inni giganci współczesnej kultury. Przed kamery zostali zaproszeni Bernardo Bertolucci, Marco Bellocchio, Barry Levinson, 01iver Stone, Quentin Tarantino, Bruce Springsteen, Hans Zimmer czy Pat Metheny. Z ich opowieści wyłania się obraz ciepłego, gotowego do pomocy człowieka, ale i niestrudzonego eksperymentatora. Artyści zdradzą bowiem, w jaki sposób Morricone wpadł na pomysł wykorzystania skowytu kojota w „Dobrym, złym i brzydkim" albo skomponowania metalicznego łejtmotywu do filmu „...twierdzi Pereira". Zmarły w ubiegłym roku Ennio Morricone skomponował ścieżki dźwiękowe do ponad pięciuset produkcji. Nie patrzył na granice gatunkowe czy geograficzne: spod jego rąk wyszły oprawy „Nienawistnej ósemk"i, „Dawno temu w Ameryce", „Misji" czy „Bękartów wojny". Za całokształt swojej twórczości otrzymał w 2007 r. honorowego Oscara. Genialnego Włocha łączyły też związki z muzyką rozrywkową. Artysta na przestrzeni nagrywał m.in. z Massive Attack, Michaelem Jacksonem, Eminemem i Snoop Doggiem. I jeszcze akcent polski, którego w dokumencie Tornatore niestety nie ma: 30 sierpnia 2009 r. Ennio Morricone wystąpił w Polsce na Festiwalu Solidarności w Stoczni Gdańskiej. 29 września 2012 r. w hali „Targów Kielce" odebrał z rąk abpa Gianfranco Ravasiego Medal Per Artem ad Deum („Przez sztukę do Boga"), przyznawany przez Papieską Radę ds. Kultury. Ceremonię uświetniło wykonanie przez Orkiestrę Symfoniczną Filharmonii Świętokrzyskiej i Chór Filharmonii Krakowskiej nowej wersji utworu „Tra Cielo e Terra", dedykowanego Janowi Pawłowi II. Bożydar Brakoniecki „Ennio", Belgia/ Holandia/ Japonia/ Włochy, reż. Giuseppe Tornatore, w kinach od 8.04 WIEŚCI NIE Z TEJ ZIEMI ANNA JURKSZTOWICZ Powalczy o majątek Pod koniec zeszłego roku popularna piosenkarka poinformowała media, że rozwodzi się z mężem - kompozytorem Krzesimirem Dębskim. Na początku marca para spotkała się na pierwszej rozprawie rozwodowej. Jurkszto-wicz zarzuca mężowi liczne zdrady i domaga się orzecze-nia o winie. - Anna kochała męża i wybaczała mu wiele. Ale nie widać było poprawy, więc w końcu zdecydowała 0 ostatecznym rozstaniu. Poprosiła męża o wyprowadzkę z domu. On próbował, jak zawsze, załagodzić sprawę i pojednać się, ale tym razem była stanowcza - mówi przyjaciółka Jurksztowicz w rozmowie z „Rewią". Przedmiotem batalii piosenkarki 1 kompozytora będzie wspólny majątek pary, na który pracowała ona mi- -nione35lat. JERZY POŁOMSKI Wycisza się Wokół przeprowadzki piosenkarza do Domu Artystów Weteranów w Skolimowie pojawiło się wiele niesprawdzonych pogłosek. Połomski jednak ma się nie najgorzej. Tak przynajmniej wynika z relacji jego współlokatorki - Ryszardy Gozdowskiej. - Jurek ma przepiękny pokój, znami nie ma bliskiego kontaktu, bo on jest samotnikiem. Całe życie był samotnikiem. Ale słucha radia, ogląda telewizję, uczestniczy w niektórych zajęciach naszych. W ogóle Jurek jest wspaniałym, kochanym człowiekiem -powiedziała w rozmowie z Pomponikiem. Jej zdaniem piosenkarz „nie jest tak otwarty do ludzi, których nie zna" i sprawia wrażenie, że „żyje we własnym świecie". - Ludzie na stare lata potrzebują wyciszenia się - podsumowała. KATARZYNA CICHOPEK Przygotowana Wiadomość o rozstaniu popularnej prezenterki i Marcina Hakiela była zaskoczeniem dla wszystkich. Teraz jednak okazuje się, że para wcale nie podjęła decyzjizdnia na dzień. Zdaniem informatora magazynu ,JRewia" kryzys wmał-żeństwieCichopek i Hakiela rozpoczął się już dwa lata temu i przez ten czas oboje dojrzewali dodecyzji orozwodzie.-Uzgodnili kwestie podziału Katarzyna Cichope rozwodzi się z mężem. Decyzja zapadła już dawno, a para pozostaje w przyjaźni majątku i alimentów. Kasia i dzieci zostaną w mieszkaniu. Wszystko ułatwia fakt, że od zawsze mieli też oddzielne konta wbankuiporównodzie-lili się rachunkami i rodzinnymi zobowiązaniami dodaje rozmówca „Rewii". Ipodkreśla: - Dlatego swoje biznesy od dawna rozwijali niezależnie, żebywrazie czego rozstać się zklasąibez konfliktów. MONIKA RICHARDSON Martwi się Popularnej prezenterce stuknie niebawem pięćdziesiątka. Z tej okaąi „Fakt" zapytał ją o samopoczucie. - Lubię upływający czas. To, by wyglądać dobrze, jest dla mnie ważne. Jest mi bardzo przykro, jak ktoś mi mówi, że już jestem bardzo stara i się do niczego nie nadaję. To mnie martwi- przyznała. Z drugiej strony dodała jednak, że jest w dobrym momencie życia. - Moje zmarszczki uczyniły mnie mądrym człowiekiem. Nie chciałabym mieć znowu 20 kilka lat i mieć siano w głowie. Podoba mi się świadomość, kim jestem, czego chcę - zadeklarowała. ALICJA WĘGORZEWSKA Pomylono ją Operowa diwa wzięła niedawno udział w telewizyjnym programie „Taka jak ty". Opowiedziała w nim o tym, że dwukrotnie wzięto ją za... prostytutkę. - Pierwszy raz był, kiedy moja kuzynka przyjechała z Włoch i poszłyśmy na dyskotekę. To były takie czasy, że dyskoteki były tylko whotelach. To akurat było w Szczecinie, w Neptunie. Tańczymy, bawimy się z kuzynami, podchodzi do mnie mężczyzna i mówi: „Ile?", podchodzi za moment: „No, ale ile?". Mówię: „Nie stać cię". Podszedł ponownie: „Muszę się dowiedzieć, na ile mnie nie stać". Drugi raz był wiele lat później również whotelu. - Po koncercie mocno wymalowana siedziałam w hotelowym zakątku restauracji i próbowałam coś zjeść i pani kelnerka przyniosła mi butelkę: „Od tego pana". On myślał, że ja tam oczekuję po prostu w kąciku na klienta. XAWIER WIŚNIEWSKI Broni ojca Syn lidera Ich Troje zaczyna samodzielne życie - i ostatnio nawet sam sobie zapłacił za zrealizowanie teledysku do swej piosenki. Być może ta rozsądna postawa wynika z faktu, że był świadkiem bankructwa ojca. Chłopak jednak nie wini go za rozrzutność. -Każdemu może się zdarzyć. To też nie jest tak, że on te pieniądze tak wydawał. On te pieniądze także przekazywał, pożyczał i ludzie nie oddawali. Bywa różnie. To nie jest tak zero-jedynkowo, że on je roztrwonił. Zdarzyło się. Dzisiaj żyje normalnie imyślę, że to jest najważniejsze w tym wszystkim - tłumaczy w Pudelku. HOROSKOP Wodnik (20.01 -18.02) Horoskop dzienny mówi, że dzień może być dla Ciebie niezbyt pomyślny, ale taka lekcja pozwoli w przyszłości uniknąć podobnych błędów. Ryby (19.02-20.03) Nie zawracaj sobie dzisiaj głowy mało istotnymi drobiazgami. Horoskop na dziś radzi zająć się tym, co ważne dla Ciebie i Twoich bliskich. Baran (21.03-19.04) Na horyzoncie małe przetasowania i roszady w Twoim kręgu towarzyskim. Horoskop dzienny na piątek wróży, że niektóre Cię zaskoczą. Byk (20.04-20.05) Ktoś będzie dzisiaj bacznie zwracał uwagę na to, co robisz. Horoskop dzienny mówi, że może to być związane z planami wobec Ciebie... Bliźnięta (21.05 - 21.06) Przed Tobą dobry dzień na zrobienie bilansu słabych i mocnych stron. Horoskop na dziś to wyraźna wskazówka, by niczego nie pomijać. Rak (22.06-22.07) Miej dzisiaj odwagę mówić głośno o tym, co myślisz. Horoskop dzienny na piątek wróży, że taka postawa pomoże poprawić relacje łączące Cię z innymi osobami. Lew (23.07-22.08) Horoskop dzienny zapowiada, że rozpoczynający się weekend wykorzystasz na wiosenne porządki. Panna (23.08 -22.09) Zerwiesz ze schematami i utartymi szlakami. Horoskop na dziś mówi, że swoboda dostarczy Ci satysfakcji. Waga (23.09 -22.10) Spodziewaj się życiowych turbulencji. Ale horoskop dzienny uspokaja, że wszystko szybko wróci do normy. Skorpion (23.10-21.11) Zapomnij o drobnych obawach. Horoskop na dziś mówi, że wszystko będzie się układało po Twojej myśli. Strzelec (22.11-21.12) Horoskop dzienny mówi, że nadarzy się okazja, aby przekonać się, czy masz umiejętność dążenia do kompromisu. Koziorożec (22.12 -19.01) Horoskop dzienny na piątek mówi, że wewnętrzny głos będzie Cię nakłaniał do zmiany jednej z podjętych decyzji. Przemyśl ją jeszcze raz. 26 • KRZYŻÓWKA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 1.04.2022 do czyszczenia lufy powieść Steven-sona tam-ponik n— nitki w rosole szeroka, duża barka I częsc dworca przydomek Paula Gascoigne'a, piłkarza morskie ssaki autor wieści .Chłopi" J-"" przepływa przez Bygdoszcz T historyczna stolica Kujaw resztka granatu wawrzyn dla zwycięzcy "T" hazardowa gra w Karty Sam z kreskówki strojna suknia dworska bok pudełka zapałek umowa "~r~ drobne pismo 21 T Lipińska lub Bołądź ślad wilka na trawie T mieszkaniec Baku >SFŚki wczesna odmiana marchwi odblask pożogi dawna papieska korona wyszło z worka 16 14 budowla wodna 23 dawne liczydło biel lub fiolet miejsce klęski Hannibala niewieści wdzięk podpora wiszącego mostu z brodą nie bawi główny port Algierii -r~ zszyte skorki futrzane duża skrzynia T 22 zapora J imię Stwosza rzeźbiarza biały lub żółty szaleństwo biała skała trunek owocowy środek usypiający roślina w akwarium saperski sznur góry w Peru J naczynie na datki wilczy M chlebowy napój T T T T 9łl tę ówna ętnica śpiewana partia w utworze męzczyzna bez odzienia tkwią w desce w portfelu Belga piłkarski klub zBer-gamo 24 aktorka z filmu „Syreny' wschodni klasztor A T T karciany kolor bania w ogrodzie dyktator mody ~ł kurtka małolata część inspektu rodzaj fryzury choroba zakaźna, lepra grecka Bogini zemsty imię Fiedlera, pisarza fotel na biegunach siedlisko, sadyba machina burząca mury T T T 25 cenna ozdoba rzymska bogini świtu egzamin dojrzałości klr~ pt "T kliwy Dtak gody cietrzewi wczesna pora dnia Głos w prenumeracie z Tele Magazynem V. 94 3401114 autko wyścigowe T "MŁ" Krauzego pierwszy do zakochania mania, pasja domowy duszek T kraj w Azji z Wien-tianem —T~ ia teren wojskowych manewrów sportowe auto .autor „Rewizora" T dawny polski mikrobus —J— nadużywa aspiryny 19 kolor niewinności reklamowany baton dodatkowy element biurka owoce palmy obrońca historycznej reduty naczelnik państwa w dawnej Wenecji żołnierze Mieszka T żelazna rezerwa siedmio-ramienne świeczniki kijek Wyspy Indyjskie —r odniesiona w boju krzew z tropiku część T taśmy filmowej osłona urządzenia T 17 miasto Semi-ramidy najlepszy wyniK hodowana na działce TT~ okręt wojenny koszowy dowódca 1 jednego artysty 10 indiańska trucizna do strzał Po dla chemika 15 rybo-żerny ptak chorwacki port han< dlowy nr" chodaki wykonane z drewna japońska mata podsta- bawi-damek odmiana tlenu stała posada część damskiego stroju plażowego 12 praebój Krawczyka T czarna topola dopływ Odry schronienie 11 obszar bezdrzewny pokryty trawą grecki bożek z łukiem twórca opery Carmen" Leon lub Arosa t piętro w triasie górnym eden przebieg debaty Keaton. „niemy" komik T urząd islamskiego władcy T T „bezstronna" cyfra atrybut praczki 20 zapisek brze-gowiec wiersz o tematyce miłosnej 26 drobne ruchy całego ciała muskularny osobnik angielska dama wypływa z jeziora Roś 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 Litery z pól ponumerowanych od 1 do 26 utworzą rozwiązanie - myśl Wojciecha Bartoszewskiego* X31fWIS VMA9 Z31 VlN1VMOH03Zacł :3INVZVlMZOa Litery z pól ponumerowanych od 1 do 26 utworzą rozwiązanie - myśl Wojciecha Bartoszewskiego* X31fWIS VMA9 Z31 VlN1VMOH03Zacł :3INVZVlMZOa Głos Dziennik Pomorza Piątek, 1.04.2022 SPORT • 27 Lewy kontra Messi w Katarze. Cóż to byłby za pojedynek! Krzysztof Kawa krzysztof.kawa@polskapress.pl PIŁKA NOŻNA. Polscy piłkarze, którzy we wtorek zdobyli awans na mistrzostwa świata, już dzisiaj poznają rywali w fazie grupowej mundialu w Katarze. Polska trafiła do trzeciego koszyka, co jest sporą degradacją w porównaniu z losowaniem MS 2018, gdy była rozstawiona w pierwszym koszyku. O tym jednak, że sama obecność w elitarnym gronie nie zwiększa szans na awans, świadczy przebieg turnieju wRosji. Wprawdzie uniknęliśmy starcia ze światową potęgą, ale nie uniknęliśmy kolejnego ogromnego rozczarowania. Ekipa Adama Nawałki mierzyła się z niżej notowanymi Senegalem (1:2), Kolumbią (0:3) i Japonią (1:0), a i tak odpadła już po fazie zasadniczej. Tym razem na pewno zagramy z jedną z drużyn ze światowego topu, które tworzą pierwszy koszyk. No, chyba że trafimy na Katar, który znalazł się w uprzywilejowanym gronie z racji pełnienia funkcji gospodarza. I już wiadomo, że stanie naczelegrupyA,bywziąćudział w meczu otwarcia. Czesławowi Michniewi-czowi, zafascynowanemu Mario Kempesem i innymi wielkimi piłkarzami Argentyny z lat 70., zamarzyła się potyczka z ich następcami. Co oznaczałoby pasjonujący pojedynek Iionela Mes-siego z Robertem Lewandowskim, a więc dogrywkę na boisku do ubiegłorocznej gali „France Football", w trakcie której kapitan Albicelestes odebrał Złotą Piłkę. Rzutem na taśmę (według wielu kibiców i ekspertów zupełnie niezasłużenie) pokonując kapitana Biało-Czerwonych. Nowy selekcjoner reprezentacji, który po zwycięstwie w fi- ■ ■ Robert Lewandowski ma z Leo Messim rachunki do wyrównania. Najlepiej byłoby załatwić je na mundialu nale barażu ze Szwecją 2:0 w Chorzowie nabrał ogromnej pewności siebie, widziałby w „polskiej" grupie także USA i Kamerun. Gdyby do tego doszło, nasz zespół znów, tak jak przed czterema laty, nie zagrałby z żadną z drużyn europejskich. Amerykanie wywalczyli awans w nocy ze środy na czwartek, bo wprawdzie przegrali na wyjeździe z Kostaryką 0:2, ale mieli lepszy bilans bramkowy i zajęli trzecie miejsce w grupie. Mimo czwartej pozycji Kostary-kanie nie stracili szans, gdyż w czerwcu zagrają w barażach interkontynentalnych, które odbędą się wKatarze. Ich rywalem będzie Nowa Zelandia, natomiast w drugim meczu Peru zmierzy się z Australią lub Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi. Każda z tych drużyn będzie losowana z czwartego koszyka. Regulamin losowania stanowi, że w jednej grupie nie mogą znaleźć się dwa zespoły z tego samego kontynentu, za wyjątkiem Europy, która może mieć maksymalnie dwóch przedstawicieli. Z uwagi na zbrojną napaść Rosji wciąż nie marozstrzygnię-cia ścieżki barażowej zudziałem Ukrainy. Na razie jej mecz ze Szkocją został przełożony na czerwiec, ale niewykluczone, że odbędzie się dopiero we wrześniu. Na wyłonienie rywala czekają Walijczycy. Oczekiwany zwycięzca tegobarażubędzielo-sowany z koszyka czwartego. Na czele 10-osobowej delegacji, która weźmie udział w ceremonii losowania, są prezes PZPN Cezary Kulesza i Michnie-wicz. Liczą, że od razu uda się dokonać w Katarze wyboru bazy dla reprezentacji. Tradycji stanie się zadość i tym razem przed losowaniem także zabawimy się w wytypowanie dla Polski zestawienia, które potocznie określa się mianem „grupy śmierci". Biało-Czerwoni mogą trafić z pierwszego koszyka na Brazylię, z drugiego na Niemcy, azczwartego na Ghanę. Zdrugiej strony najłatwiej chyba byłoby pokonać Katar (ale - uwaga -w sobotę ograł Bułgarię, a we wtorek zremisował ze Słowenią), Meksyk i Kamerun. Tak czy inaczej, emocji jesienią będzie co niemiara. Jesienią, gdyż po raz pierwszy mundial odbędżie się właśnie o tej porze roku, w dniach od 21 listopada do 18 grudnia. Losowanie zestawienia ośmiu grup MŚ 2022 odbędzie się dzisiaj w Dosze. Wydarzenie od godziny 18 będzie transmitowane w TVPi (początek studia w TYP Sport od godz. 16.30). KOSZYK 1: Katar (gospodarz, grupa A), Brazylia, Belgia, Francja, Argentyna, Anglia, Hiszpania, Portugalia. KOSZYK 2: Meksyk, Holandia, Dania, Niemcy, Urugwaj, Szwajcaria, USA, Chorwacja. KOSZYK 3: Senegal, Iran, Japonia, Maroko, Serbia, Polska, Korea Południowa, Tunezja. KOSZYK 4: Kamerun, Kanada, Ekwador, Arabia Saudyjska, Ghana, a ponadto: zw. barażu Azja - CONMEBOL (ZEA/Austra-lia - Peru), zw. barażu CONCA-CAF - Oceania (Kostaryka - Nowa Zelandia), zw. barażu UEFA (Walia/Szkocja/Ukraina). ©® Gruntowna przebudowa polskiej kadry. Nowy trener (nie) potwierdzony Artur Bogacki artur.bogacki@polskapress.pl SKOKI NARCIARSKIE. Wrepre-zentacji Polski po sezonie doszło do znaczącej zmiany. Wiadomo już, że nowym trenerem kadry będzie Austriak Thomas Tbumbkhler. Informacja o rozstaniu z Michałem Doleżalem podana została publicznie jeszcze przed weekendem i finałem PŚ w Planicy. PZN potem zakomunikował, że zakończona będzie też współpraca z całym sztabem i zmieni się sposób funkcjonowania reprezentacji. Wraca podział na kadrę A i B oraz młodzieżową. Opiekę nad tą drugą objął Maciej Maciusiak, asystent Doleżala. Za wyniki juniorów odpowiadać nadal ma Daniel Kwiatkowski. Nanajważniejszą wiadomość - kto zostanie głównym trenerem kadry- czekać trzeba było do czwartku. Prezes PZN Apoloniusz Tajner w rozmowie z Euro-sportem potwierdził krążące informacje o Austriaku. - Thomas Thurnbichler będzie mieszkał w Krakowie, jeden z jego asystentów już tu mieszka, bo żeni się z Polką. Będzie miał pełną dowolność w wybraniu kadry, podpisujemy kontrakt do igrzysk we Włoszech - powiedział Tajner. Wczoraj PZN wydał jednak komunikat, że rozmowy wprawdzie są bardzo zaawansowane, ale Austriak wciąż nie złożyłpod-pisu na kontrakcie. Thurnbichler kilkanaście lat temu rywalizował na skoczni, bez wielkich sukcesów. Jako szkoleniowiec działa od kilku lat. Ostatnio pracował z regionalnymi grupami w Austrii, także z kadrą juniorów. Od202ir. był asystentem An-dreasa Widhoelzla w pierwszej reprezentacji. Czy 32-letni szkoleniowiec bez doświadczenia w samodzielnej pracy z seniorami to dobry pomysł? PZN-owi taki strzał już raz się udał, z Doleżalem w 2019 r. Tylko że gdy przyszedł pierwszy większy kryzys, wszystko się posypało. Nowy trener zaczynał będzie z niższego poziomu sportowego i w niezbyt dobrej atmosferze wokół kadry.©® I i I Pamiątkowe zdjęcie kadry i zawodników podczas igrzysk w Pekinie. W nowym sezonie sztab będzie zupełnie nowy Efekty M ichniewicza, czyli zmiany selekcjonera, które dały nam awans Filip Bares Twitter:@Bares34 PIŁKA NOŻNA. Michniewicz odszedł od stosowanego przez Sousę ustawienia 3-5-2. I dzięki temu wygrał! W meczu ze Szkocją Michnie-wicz postawił na grę pięcioma obrońcami i nie był zadowolony. Kandydat na lewą obronę Arkadiusz Reca zagrał fatalnie. Do kosza poszedł też wariant gry dwoma napastnikami, gdy urazów nabawili się Krzysztof Piątek i Arkadiusz Milik, a kon- tują Bartosza Salamona utrudniła opcję gry trzema stoperami. W defensywie zagraliśmy więc ze Szwedami bardzo głęboko, by nie zostawiać pola za kontuzjowanym Kamilem Glikiem. W jego asekuracji nie najgorszą imitacją Michała Paz-dana był Jan Bednarek. Bartosz Bereszyński mniej podłączał się do akcji zaczepnych niż Matty Cash, który był bardzo aktywny wofensywie - obaj przypominali trochę Łukasza Piszczka i Artura Jędrzejczyka z Euro 2016. - Taka „nawałkowa" ta reprezentacja -ocentt Wojtek Szczęsny W środku pola Krystian Bielik i Jacek Góralski tworzyli zaporę, aPiotr Zielińskii Jakub Mo-der mieli dodać polotu, choć w rzeczywistości ten pierwszy przeszedł koło meczu, oprócz strzelonej bramki. Michniewicz nie bał się posadzić na ławce Grzegorza Krychowiaka kosztem Góralskiego, co dało podwójny efekt - od obydwu. Góralski u Sousy nie zagrał ani minuty, a minione zgrupo-waniebyło dla niego pierwszym od roku. Podobną sytuację miał Sebastian Szymański, który od Portugalczyka dostał tylko jedną szansę. We wtorek obaj odegrali znaczące role, w szczególności były piłkarz Legii. So-usie czy Jerzemu Brzęczkowi brakowało piłkarza kreatywnego, niekonwencjonalnego. A tylko Moder wspierający Roberta Lewandowskiego to było zbyt mało. I Michniewicz trafił w „10" z wyborem. Ze Szwecją Szymański miał najwięcej kluczowych podań, udanych przerzutów oraz dryblingów! Trio Szymański - Moder - Zieliński było ubezpieczane przez dwójkę Góralski - Bielik, dającim więcej szans do kreowania dla najlepszego piłkarza świata. Z boku mieli ich wspomagać boczni obrońcy, ale uraz Bereszyńskiego ograniczył jego wypady. I zmusił Modera do częstszego schodzenia do boku. Zieliński natomiast został zepchnięty na prawą stronę, gdzie budował akcje z Cashem, podczas gdy u Sousy dużo więcej czasu spędzał w środku pola. Sousa regularnie zaczynał budowanie akcji od Bednarka, w Chorzowie najlepiej wypadł pod tym względem Bielik, który starał się odciążać stoperów, ale - co ciekawe - grający z kontuzją Glik wykonał więcej podań od zdrowego Bednarka. Łącznie Polacy mieli zaledwie 209 celnych zagrań. Michniewicz oddał Szwedom pole gry, tak jak robili to poprzednicy, z mocniejszymi rywalami, ale nie wykastrował nas w ofensywie. W obronie brak dodatkowego stopera został wynagrodzony asekuracją pomocników. Biało-Czerwoni nie stracili gola, czyli dokonali czegoś, z czym Sousa sobie nie radził. To było z pewnością najważniejsze założenie na Szwecję i zostało zrealizowane. ©® Głos Dziennik Pomorza Piątek, 1.04.2022 SPORT www.sportowy24.pl PIŁKA NOŻNA KS Gryf Stupsk zwyciężył po stałych fragmentach gry W pierwszym z meczów 22. kolejki słupskiej klasy okręgowej KS Gryf SMS Słupsk wygrał z ostatnim w tabeli Zawiszą Bo-rzytuchom 2:1 (1:1). Najpierw w 6. minucie bramkę z rzutu wolnego z 20 metrów zdobył Mateusz Barszcz, a w 22. po rożnym wyrównał Grzegorz Treder. Gola na wagę trzech punktów uzyskał z karnego w 78. minucie Barszcz, (sten) REKREACJA Wyjazd do Dębiny W sobotę o godz. 10 rajd rowerowy „Szprycha w Lawendowym Zaułku - wiosenne morze". Start: Plac Zwycięstwa w Słupsku. Potwierdzenie udziału od 9.30. Przejazd do Dębiny + konkursy, (sten) Bruskowo Wielkie potężne w Kiełpinie Lęborczanie bez medalu, ale z gry są zadowoleni Krzysztof Niekrasz krzysztof.niekrasz@polskapress.pl PIŁKA NOŻNA. Piłkarze z rocznika 2013 i młodsi uczestniczyli w turnieju Kiełpino Cup2022. W nim bardzo dobrze spisały się dwie drużyny futbolowe z Bruskowa Wielkiego. UKS GAP (żółci) wpisał się na listę zwycięzców, a UKS GAP (czarni) zajął drugą lokatę. Trenerem tych zespołów jest Michał Graużenis. Brawo za takie osiągnięcia! Kolejny turniej piłki nożnej chłopców (w niektórych zespołach były również dziewczęta) z rocznika 2013 i młodsi rozegrany został w szkolnej hali w Kiełpinie. Zespoły występowały w czteroosobowych składach. Grano na dwóch boiskach jednocześnie. Najpierw rywalizowano w dwóch grupach, a następnie były ćwierćfinały, półfinały i finał. Każdy mecz trwał 12 minut. Bardzo dobrze zaprezentowało się Bruskowo Wielkie, które wystawiło dwa zespoły. Bruskowianie dominowali w meczach, zaprezentowali ofensywny i bardzo skuteczny futbol. W grupie A UKS GAP (czarni) zanotował rezultaty: z Vigo Tuchom 7:0, z Bytovią Bytów 5:1, z Gminnym Towarzystwem Sportowym Przywidz 2:4, z Amatorem I Kieł- Dwie bardzo zadowolone i najlepsze ekipy z Bruskowa Wielkiego. Stoją od lewej: Andrzej Staszewski (prezes klubu), Jakub Kwapisiewicz, Filip Gago, Paweł Chalecki, Oliwier Banach, Michał Perło, Karol Marcinkowski, Patryk Kostrzewski, Fabian Dudka, Wojciech Żukowski, Kajetan Tyburski, Michał Graużenis (szkoleniowiec). W przysiadzie od lewej: Dawid Lewandowski, Hanna Michalik, Wojciech Bernat, Miłosz Tyburski, Antoni Kozłowski, Iwo Łuczak, Aleksander Gajda. pino 2:1. Z kolei w grupie B grał UKS GAP (żółci), który osiągnął wyniki: z Klubem Piłkarskim Starogard Gdański 5:0, z Fey-enoordem Gdańsk 6:5, z Amatorem II Kiełpino 9:0, z Pogonią Lębork 1:2. Po spotkaniach grupowych były rozgrywane ćwierćfinały. W nich ekipy Bruskowa Wielkiego uzyskały następujące rozstrzygnięcia: UKS GAP (żółci) - Amator 13:1, UKS GAP (czarni) - Amator II 10:0. W grach półfinałowych zano- towano wyniki: GTS - UKS GAP (żółci) 2:3, Pogoń - UKS GAP (czarni) 1:2. Tak więc do najważniejszej potyczki finałowej zakwalifikowały się dwie bruskowskie ekipy. W bratobójczym boju o triumf w piłkarskiej imprezie UKS GAP (żółci) pokonał UKS GAP (czarni) 5:4. Końcowa klasyfikacja: 1. UKS GAP (żółci) Bruskowo Wielkie, 2. UKS GAP (czarni) Bruskowo Wielkie, 3. Pogoń Lębork, 4. GTS Przywidz, 5. Ama- tor I Kiełpino, 6. Bytovia Bytów, 7. Amator n Kiełpino, 8. KP Starogard Gdański, 9. Feyenoord Gdańsk, 10. Vigo Tuchom. Bardzo dobra gra brusko-wian została doceniona, bo znaleźli się w gronie wyróżnionych zawodników. I tak Jakub Kwapisiewicz z ekipy czarnych otrzymał miano najlepszego bramkarza, natomiast Oliwiera Banacha z żółtych uznano za najlepszego piłkarza turnieju. Gratulujemy podopiecznym Michała Graużenisa! ©® Krzysztof Niekrasz krzysztof.niekrasz@polskapress.pl TENIS STOŁOWY. W Częstochowie odbyły się 90. Indywidualne Mistrzostwa Polski Seniorek i Seniorów. Były to dobre mistrzostwa dla reprezentantów Poltareksu Pogoni Lębork Bogusława Koszyka i Adama Dosza. Nie zdobyli żadnego medalu, ale zajęcie indywidualnie przez B. Koszyka miejsca w przedziale pięć - osiem oraz w grze podwójnej w parze z A. Doszem powtórzenie tego wyniku należy uznać za sukces sportowy. W singlu Koszyk pokonał w I rundzie Grzegorza Janczewskiego (IKS Start Zduńska Wola) 4:1, w n serii Szymona Malickiego (AZS AWFiS Balta Gdańsk) 4:0, następnie w walce o ćwierćfinał po dramatycznej grze wygrał z Michałem Bańkoszem (KU AZS UE Wrocław) 4:3. Niestety, w walce o medal przegrał z Tomaszem Lewandowskim (Poli- technika Rzeszów) 0:4-Na I rundzie zakończył przygodę w turnieju indywidualnym Adam Dosz przegrywając po zaciętym boju 3:4 z Filipem Szymańskim (AUKS Trefl Zamość). W turnieju deblowym para B.Koszyk/A.Dosz w I rundzie miała wolny los, w n pokonała duet Artur Grela (Gwiazda Bydgoszcz)/Szymon Malicki (AZS AWFiS Balta) 3:2 i awansowała do ćwierćfinału. W walce 0 półfinał debel Poltareksu Pogoni spotkał się z parą Przemysław Walaszek (Energa KTS To-ruń)/Miłosz Redzimski (Dar-tom Bogoria Grodzisk Mazowiecki), przegrywając 0:3. W grze mieszanej A. Dosz z Alicją tebek (Chrobry Międzyzdroje) zajęli lokaty w przedziale 9-16. Jakub Dyjas (Dekorglass Działdowo) i Katarzyna Węgrzyn (KU AZS UE Wrocław) zostali mistrzami Polski w grze pojedynczej. W grze podwójnej wśród kobiet wygrały Katarzyna 1 Anna Węgrzyn (KU AZS UE), w gronie mężczyzn Konrad Kulpa/Tomasz Kotowski (Energa Manekin Toruń). Grę mieszaną wygrała para K. Węgrzyn (KU AZS UE)/Maciej Kubik (Dekor-glass).©® Bogusław Koszyk z Lęborka spisał się na miarę aktualnych możliwości w 90. IMP w Częstochowie W sobotę w Poznaniu rozegrają I Memoriał' imienia Bolesława Ostrowskiego Krzysztof Niekrasz krzysztof.niekrasz@polskapress.pl BRYDŻ. Dziś (1 kwietnia) mijają dwa lata od śmierci Bolesława Ostrowskiego, bry-dżowego arcymistrza. twórcy potęgi drużyny Czarnych Słupsk. Zespół ten osiągał fantastyczne międzynarodowe wyniki (czterech zawodników słupskiego klubu miało m.in. udział w zdobyciu złotego medalu olimpijskiego w Seattle 1984 r.). W sobotę (2 kwietnia) o godz. 11 od- •/*?& f* Zwycięska para otrzyma taki puchar przechodni, który będzie mogła przechowywać do II Memoriału będzie się I Memoriał im. B. Ostrowskiego w Hotelu Shera-ton w Poznaniu. Niespełna 72-letni „Bolo" (taką ksywkę miał Bolesław Ostrowski) był twórcą i jednym z organizatorów jednego z największych w Polsce Festiwalu Brydża Sportowego „Solidarności" w Słupsku. W1981 r. odniósł znakomity sukces, bo zdobył Puchar Europy. W swojej karierze zanotował spektakularne osiągnięcia w mocno obsadzonych turniejach międzynarodowych Philipa Morrisa czy Cina del Duca. B. Ostrowski wygrywał i zajmował czołowe miejsca w najbardziej prestiżowych zawodach w Biarritz, Monte Carlo czy Paryżu. W 2000 r. w hali Gryfia podczas festiwalowych zmagań przeszedł rozległy udar mózgowy z całkowitym paraliżem prawostronnym i afazją. Od tego momentu stał się innym człowiekiem. Kolejne 20 lat to „Bolo" na wózku inwalidzkim z ograniczoną możliwością poruszania się i mowy. A jednak Jego brydżowy mózg pracował na wysokich obrotach. Pomimo ciężkiej choroby pamiętał rozgrywki sprzed wielu lat i nadal uczestniczył w lokalnych imprezach brydżowych. Na pewno Bolesław Ostrowski już może grać w niebiańskiego brydża, bo tam przy stole może się spotkać też ze świętej pamięci kolegami brydżystami z Czarnych: Henrykiem Wolnym, Andrzejem Żurkiem i Marcinem Leśniewskim oraz znanym działaczem brydżowym Zbigniewem Ani-serowiczem, byłym dyrektorem Zakładu Przemysłu Cukierniczego Pomorzanka i prezesem Okręgowego Związku Brydża Sportowego w Słupsku. Rodzina, wspólnie z Poznańskim Klubem Brydżowym, pragnąc upamiętnić Bolesława Ostrowskiego, organizują I Memoriał Jego imienia. Wydarzenie będzie miało uroczysty i wyjątkowy charakter z licznymi nagrodami. Odbędzie się w sobotę (2.04) w Hotelu She-raton w Poznaniu. Impreza rozpocznie się o godz. 11. Najpierw rodzinai przyjaciele przywołają wspomnienie o Bolku, a więcej szczegółów z jego życia będzie można poznać podczas przerw w holu.©® \ (■ f* v -Dla świata Polska jest już dziś krajem frontowym -mówi prof. Gatnar str.6 Vanessa Alexander o swojej roli w filmie „Marzec'68" str. 10-11 & , :je rujnują rosyjską gospodarkę, a sam Putin musi iść na ustępstwa W rozmowach z Ukrainą str. 4-5 WOJNA ZATAPIA POTINA . Ą < % /<£-: ¥ PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 1.04.2022 Dorota Kania, red. nacz. Polska Press UNIA W CIENIU NIBY-SANKCJI Marcin Kędryna SELFIE Z DOKTOREM BARTOSIAKIEM i yisbmiwc ankcje nakładane na Rosję są niewystarczające - ten fakt jest niezaprzeczalny podobnie jak to, że do administracji Władimira Putina nieprzerwanym strumieniem płyną pieniądze z Zachodu. A ściślej mówiąc z Niemiec i innych krajów Unii Europejskiej, które nie chcą wprowadzić embarga na rosyjski gaz i ropę. Według oficjalnych danych Rosja w czasie wojny z Ukrainą zarobiła więcej na handlu paliwami niż przed agresją. Sankcje nie dotknęły także całego rosyjskiego rynku finansowego - przy wykluczeniu z systemu SWIFT został pominięty między innymi Sbierbank, przez który przechodzą transakcje dotyczące zakupu gazu przez państwa Europy Zachodniej. Te działania pokazują, jak Unia Europejska jest związkiem państw, w którym główny ton nadają Niemcy, które nie chcą twardych sankcji wobec Rosji. Powodem jest partnerstwo biznesowe, które trwa wiele lat i z którego nasz najbliższy zachodni sąsiad nie chce zrezygnować. Trzeba jasno powiedzieć: to Niemcy doprowadziły do umocnienia władzy Władimira Putina i wzmocniły gospodarczo Rosję poprzez wzajemne umowy oraz inwestycje. Wystarczy cofnąć się do 2014 roku i do aneksji Krymu. Gdyby wówczas Zachód podjął stanowcze działania i wprowadził ostre sankcje łącznie z odcięciem wszystkich rosyjskich banków z systemu SWIFT, Władimir Putin nie miałby wyjścia i musiałby ustąpić. Tak się jednak nie stało -ówczesna kanclerz Angela Merkel podczas konferencji w Berlinie z jednej strony stwierdziła, że „Zachód nie może przejść do porządku dziennego nad aneksją Krymu przez Rosję" i porównała zajęcie półwyspu z aneksją krajów bałtyckich przez ZSRR podczas II wojny światowej, a chwilę później powiedziała, że cieszy ją możliwość spotkania z prezydentem Rosji Władimirem Putinem 6 czerwca 2014 roku przy okazji obchodów 70. rocznicy lądowania wojsk alianckich w Normandii. To, co z pozoru wyglądało na lekką paranoję polityczną, było w rzeczywistości chłodną kalkulacją, ponieważ Niemcy i Rosję łączyła najważniejsza inwestycja w historii obydwu państw - Gazociąg Północny i o żadnych sankcjach, które poparłyby Niemcy, nie mogło być mowy. Dzisiaj niemieckie media społecznościowe (i nie tylko) są pełne krytycznych komentarzy dotyczących fatalnego zbliżenia się z Rosją i hipokryzji niemieckich polityków, którym bliższa jest pecuniarna rzeczywistość niż elementarna przyzwoitość i humanitaryzm. Jednak szanse na to, by niemieckie władze przejęły się tymi komentarzami, są znikome. I w dalszym ciągu bez odpowiedzi pozostaje pytanie, co się jeszcze musi stać, by europejski hegemon zrozumiał, że nie jest to wojna Rosji z Ukrainą, ale próba zbudowania nowej Europy przez Putina i jego popleczników. Jesienią 1978 roku chodziłem do zerówki. Pamiętam książkę, z której uczyliśmy się literek. Na okładce miała dziewczynkę, która w ręce trzymała książkę, z której uczyliśmy się literek, na której okładce była dziewczynka, która wręce trzymała książkę, na której okładce coś było, ale było to zbyt małe, żeby rozpoznać, co. Choćnajprawdopodob-niej była to dziewczynka z książką w ręce. Wydaje mi się, że mój haczyk w szatni oznaczony był jakąś liczbą łezek. Dużo więcej nie pamiętam, bo wciąż chorowałemizasadniczomałodotej zerówki chodziłem. W czerwcu1979roku byłem w sanatorium w Szklarskiej Porębie. Pamiętam, że koledzy opowiadali dowcipy o Polaku, Rusku i Niemcu. W dowcipach występował diabeł, często fekalia. Polak wychodził na spryciarza, a Niemiec, wtedy jeszcze, na idiotę. Opowiedziałem dowcip o milicjantach, ale nikt się nie śmiał. Być może dlatego, że było to sanatorium Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Nie słyszałem więc ani słów „Nie lękajcie się", jakie Jan Paweł II wypowiedział na inauguracji swojego pontyfikatu, ani homilii na placu Zwycięstwa, słów „niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi". Zresztą nawet, gdybym je wtedy słyszał - nic raczej bym z tego nie zrozumiał. Nie słuchałem Papieża w1979 roku, nie byłem pod stocznią w sierpniu 1980, mimo iż byliśmy wtedy u cioci Krysi, w Gdańsku. Ostatnimi laty brałem udział w kilku historycznych wydarzeniach. Zwykle w ich kuluarach. Świadomość historycz-ności tych wydarzeń przychodziła z pewnym opóźnieniem. Zbliska czasem słabo widać. Przyjechałem do Warszawy specjalnie, by wziąć udział w historycznym wydarzeniu, jakim być miało - według zapowiedzi poważnych w sumie ludzi - przemówienie prezydenta Bidena. 2. Być może dla niektórych z Państwa będzie niespodzianką, że prezydent USA swoje przemówienia czyta. Dwie szybki przy podium nie służą, by osłaniaćmikrofony od wiatru. Wyświetlanyjest na nich tekst. Na dwóch, by przemawiający mógł ruszać głową. By wyglądało to naturalniej. Nie wiem, kto napisał przemówienie, które prezydent Biden wygłosił na dziedzińcu Zamku Królewskiego. Bardzo mało prawdopodobne jest, by w październiku 1978 roku chodził do zerówki, a już zupełnie nie jest prawdopodobne, by w czerwcu 1979 roku był w sanatorium MSW w Szklarskiej Porębie. Jakoś prawdopodobne jest, że nie było go jeszcze wtedy na świecie. A jakim by nie był specjalistą od Europy Wschodniej, nie wie, jak się żyje po złej stronie żelaznej kurtyny. Prezydenci bywają czasem ofiarami autorów własnych przemówień. Być może dla niektórych z Państwa będzie to niespodzianką, ale wygłoszone na dziedzińcu Zamku Królewskiego przemówienie, nie było raczej - poza kurtuazyjnymi fragmentami - skierowane do nas. Do nas prezydent Bidenmówił wPa-łacu Prezydenckim. Nam powtarzał, że artykuł piąty jest świętością, że broniony będzie naszej ziemi każdy cal czy metr (w zależności od wersji). Nam, bo nie tylko Amerykanom, mówił w Rzeszowie, że 82. dywizja powietrznodesantowa to najlepsze wojsko na świecie. Wojsko bitne, gdyż bije się skutecznie od lat. Dla nas są uzupełniające te słowa obrazy samolotów F35 tankujących nad Krakowem, AWACS-ów, śmigłowców, wpływającego do portu w Gdańsku niszczyciela AEGIS, chroniących lotnisko w Rzeszowie baterii rakiet Patriot. Na dziedzińcu Zamku Królewskiego prezydent Biden mówił przede wszystkim do Amerykanów. Jest ich prezydentem. Zawsze do nich mówi. Mó-wiłteż do Ukraińców. Itooni najbardziej wyczekiwali jego słów. Noiusłyszeli. Cytatz JanaPawłall. „Nie lękajcie się". Słowa, które spodobały się autorowi przemówienia. Takbardzo, że nie zauważył, czego dotyczyły w oryginale. 3. „Nie lękajcie się", może dziś mówić Wołody-myr Zełensła. Mogą mówić Ukraińcy. Ukraińcom odwagi nie brakuje. Mają jej tyle, że mogliby obdzielić nią pół świata. Brakuje jej raczej przywódcom Zachodu. Z Bidenem na czele. Na dziedzińcu Zamku Królewskiego prezydent Biden mówił do Amerykanów. Mówił do Ukraińców. Mówił do Rosjan. W kwestii, co mówił do tych ostatnich istnieje pewna rozbieżność pomiędzy nim a służbami Białego Domu. Do mnie powiedział jedno zdanie. Ostatnie. Powiedział: „Thank you for your patience." Czekając strasznie zmarzłem. Z dziedzińca Zamku Królewskiego wyniosłem przeziębienie. I selfie z doktorem Bartosiakiem. Więc nie mogę mówić, że wyszedłem z niczym. l^olodymyr Żeleński, prezydent Ukrainy Nie widzimy powodu, by ufać słowom niektórych przedstawicieli państwa, które walczy, by nas zniszczyć. Ukraińcy nie są naiwni Głos Dziennik Pomorza Piątek, 1.04.2022 PULS Olga Popovycz - historyczka, medioznawczyni, komentatorka polityki ukraińskiej NIE TRAKTUJMY PRZESTĘPCÓW JAK OFIAR Próba oddzielenia zwykłych Rosjan od polityki Putina stwarza wrażenie, że wystarczy zniszczyć dyktatora, a Rosja będzie inna. Błędna ocena Olga Popovycz Ukraina Zanim rozpoczęła się agre-sja Rosji na Ukrainę, Kreml dużo inwestował w wojnę informacyjną przeciwko władzom w Kijowie. Dezinformacja i rosyjska propaganda pokazywały Ukrainę jako kraj, w którym do władzy doszli „naziści". Kremlowska propaganda nazywała wydarzenia na Majdanie „przewrotem", aprotestujących tam Ukraińców „faszystami". Rosyjskie fake newsy o „ludobójstwie Rosjan i rosyjskojęzycz-nych obywateli Ukrainy" były stale emitowane przez rosyjskie kanały propagandowe. Dezinformowano również odbiorców anglojęzycznych, jednak główne ostrze propagandy skierowane było na rosyjskich widzów i słuchaczy. Osiem lat nieustannej anty-ukraińsłaej propagandy wzmocniło w rosyjskim społeczeństwie przekonanie, że Ukraina jest zagrożeniem dla Rosji. Zdecydowana większość Rosjan popiera rosyjski rząd i wspiera agresję Rosji na Ukrainę. Rosyjskaredakcja Radia Swoboda podała dane z dwóch sondaży przeprowadzonych przez niezależnych socjologów na przełomie lutego i marca br., według których 71% Rosjan popiera wojnęzUkrainą. Rosjanie, z którymi przeprowadzono wywiady, czują „dumę, radość, szacunek, zaufanie lub nadzieję" w związku z tą wojną. Ta sama przytłaczająca większość Rosjan poparła swojego dyktatora, kiedy w 2014 roku Władimir Putin, łamiąc wszelkie normy prawa międzynarodowego, zajął ukraiński Kiym, a następnie wysłał swoje wojska w celu zajęcia części obwodów ługańsłaego i donieckiego. Próba oddzielenia zwykłych Rosjan od polityki Putina jest wielkim zagrożeniem, ponieważ stwarza wrażenie, że wystarczy zniszczyć samego dyktatora, a Rosja będzie inna. Błędna ocena rzeczywistości, w tym przypadku rzeczywistego stanu społeczeństwa rosyjskiego, wpłynie na konstruowanie fałszywej strategii kształtowania relacji z Rosją. Ostatecznie ta błędna strategia zostanie wykorzystana przez rosyjski reżim, który będzie próbował odwrócić uwagę od prawdziwej ofiary rosyjskiej agresji - Ukrainy. Trudno sobie wyobrazić, by Władimir Putin mógł przeprowadzić zakrojoną na szeroką skalę inwazję na Ukrainę bez wsparcia Rosjan. Ponieważ rząd ma pełne poparcie ogromnej większości swo- jego społeczeństwa, można powiedzieć, że z Ukrainą nie walczy osobiście Putin, lecz Rosja i Rosjanie. To wojna Rosjan przeciwko Ukraińcom. Warto zadać sobie pytanie, czy istnieją wRosjiludzie, którzy nie boją się sprzeciwić polityce Kremla, mając świadomość, że zagraża to ich życiu? Odpowiedź brzmi - tak, jednak jest to wyraźna mniejszość. Wielu z tych, któizysięprzeciwstawialijużnie żyje, niektórzy siedzą w więzieniach lub wyjechali za granicę i tylko bardzo niewielu nadal żyje i walczy w Rosji. Jednak należy pamiętać, że nawet ci, którzy sprzeciwiają się polityce Kremla, sami często nie potrafią zrozumieć podstawowych norm demokratycznych. Takim odnośnikiem może być stosunek do okupowanego przez Rosję ukraińskiego Krymu. Przecież niektórzy rosyjscy liberałowie wciąż nie potępiają okupacji Krymu, tym samym zaprzeczając wartościom, o których mówią publicznie. Faktem jest niestety, że także świat zachodni zaczyna zapominać o Krymie, przez co pomija ten ważny czynnik w swoich ocenach. Trudno sobie wyobrazić, że w Niemczech, Francji czy Austrii ktoś, kto nie potępiłby agresywnej okupacji części ich terytorium, zostałby potrakto- wany ze zrozumieniem 1 szacunkiem. Na przykład wyobraźmy sobie, że Rosja postanowiła zająć część Saksonii. Propaganda rosyjska tłumaczyłaby to tym, że po 1945 r. ta część Niemiec znajdowała się de facto pod kontrolą Związku Sowieckiego, a zatem istnieje wiele powiązań z Rosją i ta „aneksja" jest całkiem naturalna. Czy w takich okolicznościach przeciętny Niemiec będzie sympatyzował i pozytyw-nieodbierał tych rosyjskich liberałów, którzy mówią: „Jesteśmy przeciwko Putinowi, ale Saksonia jest teraz częścią Rosji, więc nie możemy wam jej tak łatwo zwrócić"? Chyba nie, bo chodzi o agresję i okupację ich terytorium. Ten przykład jest bardzo hipotetyczny i abstrakcyjny, ale może lepiej wyjaśnić Zachodowi, że nie ma dwuznaczności w sprawie łamania prawa międzynarodowego i zbrojnego zajmowania terytoriów niepodległych państw. Poszanowanie norm międzynarodowych i wolności demokratycznych nie powinno zależeć od narodowości, ale powinny być uniwersalne. Bez tego pokój nie potrwa długo. Aprzestrogą powinien być przykład Ukrainy, bezpośredniego sąsiada Unii Europejskiej. Gdyby świat demokratyczny wyraźnie sprzeciwił się Rosji w 2014 r., obecna wojna mogłaby nie mieć miejsca. Oprócz rosyjskich wojskowych, którzy obecnie popełniają zbrodnie wojenne na Ukrainie, za śmierć Ukraińców odpowiadają także rosyjscy propagandy-ści. Można wyrazić skruchę za swoje zbrodnie, ale czy przywróci to życie ofiarom? Z pewnością nie sposób nazwać bohaterami tych, którzy po wielu latach pracy na rzecz wroga, który zabija, w pewnym momencie deklarują swój sprzeciw. Zamordowanych tonie wskrzesi. Asłowo, jak widać na przykładzie wojny Rosji z Ukrainą, zachęca do mordu. Od kilku dni zachodnie media z entuzjazmem wypowiadają się o Marinie Owsianniko-wej, wieloletniej redaktorce rosyjskiego kanału propagandowego „Perwyj kanał", która w programie na żywo zademonstrowała swój sprzeciw. Jednak na akcję Owsiannikowej, profesjonalnej rosyjskiej propagan-dystki, należy patrzeć bez emocji, bo ich nadmiar uniemożliwia właściwą ocenę rzeczywistości. Trudno jednoznacznie powiedzieć, jaki był cel wystąpienia Mariny Owsiannikowej. Większość znawców mediów, w tym autor książki o rosyjskiej propagandzie Peter Pomerancew, pisało, że rosyjska machina propagandowa działa bardzo dobrze. Z reguły transmisje na żywo są prowadzone w ten sposób, że program emitowany jest z minimalnym opóźnieniem, nawet do 2 minut. Pozwala to wydawcom odfiltrować niechciane treści. Istnieje więc możliwość, że „odważny" występ Owsiannikowej, która pojawiła się w kadrze z plakatem „Nie dla wojny. Za- kończcie wojnę. Nie wierzcie w propagandę. T\i wam kłamią", byłkolejną operacją dezinforma-cyjnąrosyjskiej propagandy. Na uwagę zasługuje fakt, iż część napisów na plakacie była przetłumaczona na język angielski. „Perwyj kanał" jest nadawany w języku rosyjskim, część krajów zachodnich zablokowała u siebie tę telewizję po rozpoczęciu na szeroką skalę wojny Rosji przeciwko Ukrainie. Demokratyczny świat zaczął, dzięki wojnie, znacznie lepiej rozumieć, jakie szkody wyrządza rosyjska propaganda i czym ona jest. Owsiannikowa była przekonana, że jej akcja na pewno dotrze do zachodnich mediów, dlatego napisy zostały powielone w języku angielskim. Już następnego dnia o „bohaterstwie" wieloletniej propagandzistki z Rosji zaczęto mówić więcej, niż o ciągłym bombardowaniu ukraińskich miast przez armię rosyjską. Może to był cel tego występu? Pozostaje otwarte pytanie, dlaczego Owsiannikowa odważyła się na taki krok dopiero w 19. dniu wojny, a nie na początku? Jej ojciec jest Ukraińcem, jednak ten fakt w żaden sposób nie wpłynął na jej wcześniejszą, wieloletnią antyukraińską działalność propagandową. Czemu? Poza tym, obecnie rozkazy bom-bardowania ukraińskich miast wydają generałowie pochodzący z Ukrainy, więc sam fakt etnicznego pochodzenia w tej sytuacji nie jest zbyt przekonujący. W oficjalnym oświadczeniu Marina Owsiannikowa powiedziała, że celem jej demonstracji było pokazanie światu, że Rosjanie są przeciwni wojnie. Być może jest to kluczowy element, na który należy zwrócić szczególną uwagę. Po to, żeby przekonać świat, że Rosjanie są przeciw wojnie, trzeba było ponownie użyć machiny propagandowej, ponieważ rzeczywistość w Rosji jest inna. Gdyby Rosjanie rzeczywiście byli przeciw wojnie, Putin nie odważyłby się na inwazję na Ukrainęna pełną skalę, bo bez poparcia społeczeństwa trudno walczyćwobcymkraju. Co więcej, gdyby Rosjanie byli przeciwni wojnie, świat oglądałby wielomilionowe wiece Rosjan w całym kraju, a tak nie jest. Owsiannikowa jest zawodową propagandystką i dlatego nie można wykluczyć, że jej demonstracja była jednym z elementów propagandy. Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, kto jest autorem tej akcji. Ale można zadać inne pytanie - czy to się opłaca Kremlowi? I tu o odpowiedź łatwiej. Rzeczywiście świat zaczął coraz częściej mówić o „Rosjanach przeciwnych wojnie" i że „Rosja ma swoich bohaterów". Dzięki temu zabiegowi to znowu Rosja znajduje się w centrum zainteresowania, anieUkrainaijej tragedia, wywołana przez Rosjan. Wprowadzenie retoryki „Rosjanie przeciw wojnie" utrudni utrzymanie, konsensusu co do dalszych sankcji wobec Rosji i wprowadzenie nowych, jeszcze ostrzejszych. Przecież wtedy pojawi się argument - Rosja to nie tylko Putin, ale także Rosjanie, którzy sąprzeciwko wojnie. Czy to wystąpienie osłabiło w jakiś sposób pozycję Kremla w Rosji? Nieznajdujęmocnych argumentów na rzecz tej tezy. Rosyjskie społeczeństwo przez lata oglądało propagandową telewizję iumacniało swoją wiaręwsłusz-ność polityki Putina. Dlatego ta kilkusekundowa demonstracja z plakatem, częściowo powielana w obcym dla Rosjan języku angielskim, w języku wrogów Rosji, nie jest w stanie zmienić nastrojów społecznych. Co więcej, może wywołać reakcję zupełnie inną, a mianowicie przekona społeczeństwo o „zagranicznych agentach, którzy chcą zaszkodzić naszemu krajowi". Być może autorami „heroicznego czynu" Owsiannikowej są wpływowi ludzie wRosji, którzy chcą obalić Putina. Tego nie można wykluczyć, ale gdzie jest gwarancja, że ktoś lepszy zastąpi Putina i że Rosja nie będzie już zagrożeniem dla całego demokratycznego świata? Aco z większością społeczeństwa Rosji, które popiera wojnę z Ukrainą? Akcja Owsiannikowej prowokuje wiele pytań i nie daje żadnej jednoznacznej odpowiedzi. Czy ten uczynek wpłynął na jej kolegów, na ich myślenie o tym, co robią? Powiedzmy, że tak. Tylko wówczas trzeba zapytać, gdzie są w takim razie masowe wypowiedzi pracowników państwowych kanałów telewizyjnych, takie jak te, które miały miejsce na Ukrainie w 2004 roku podczas Pomarańczowej Rewolucji? Ich nie ma, a pojedyncze zwolnienia poszczególnych pracowników (jak donosi rosyjskie wydanie Meduza) z rosyjskich kanałów propagandowych, nie wpływają na zmianę ogólnego obrazu. Przecież trudno jednoznacznie stwierdzić przyczynę tych zwolnień na podstawie samych doniesień Meduzy. Tak więc w kontekście krajowym, efekt tej akcji jest minimalny lub prawie zerowy. Jednak na Zachód on zadziaM. Dziś kremlowska propagandzistka nazywana jest „bohaterką", a świat przy okazji zapomina o ofiarach, do których doprowadziła także jej wieloletnia praca w mediach. Zamazywanie rzeczywistości, przesuwanie uwagi na sprawy drugorzędne i prowokowanie niejednoznaczności w kluczowych kwestiach, w tym w temacie wojny przeciwko Ukrainie - to wszystko nadal będzie zadaniem dlarosyjskiej propagandy, która doskonale zna podatność liberalnego świata na prawa i wolność człowieka. Kreml wciąż wykorzystywać będzie dla własnych interesów słabości Zachodu. Należy otym pamiętać za każdym razem, gdy jakiś przekaz wychodzi z Rosji. Autorka bada wpływ rosyjskiej wojny informacyjnej na stosunki polsko-ukraińskie. Członkini Rady Fundacji „Nasz Wybór" 4 • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 1.04.2022 TEMAT NUMERU ROSJA JEST DZIS PAŃSTWEM O CHARAKTERZE TOTALITARNYM SKUTEK SANKCJI ZACHODNICH, KTÓRE NIE MAJĄ PRECEDENSU W NAJNOWSZEJ HISTORII ŚWIATA, JUŻ TERAZ JEST WIDOCZNY I W CIĄGU NAJBLIŻSZYCH TYGODNI I MIESIĘCY BĘDZIE LAWINOWO NARASTAŁ - MÓWI WOJCIECH KONOŃCZUK, ZASTĘPCA DYREKTORA OŚRODKA STUDIÓW WSCHODNICH IM. MARKA KARPIA lVojciecb Szczęsny WMSR Z Rosji docierają do nas obrazki starszych ludzi ścigających się po cukier w sklepach - czy to znak, że zwykli Rosjanie już odczuwają skutki sankcji? I czy my tak naprawę wiemy, co teraz dzieje się w tym kraju, który został przecież na swój sposób odcięty od świata? Tak, wiemy, co się dzieje w Rosji. I możemy powiedzieć, że w błyskawicznym tempie zamieniła się ona w państwo o charakterze totalitarnym. Przyjęto drakońskie zmiany w prawie, które de iure nakładają cenzurę na media, co spowodowało zamknięcie ostatnich niezależnych redakcji. Zarazem wprowadzono długoletnią karę więzienia, nawet do 15 lat, za różnego rodzaju - jak to nazwano - „fejki" na temat działań armii rosyjskiej na Ukrainie. Kilka lat więzienia grozi też za organizację i udział w demonstracjach antywojennych. Jest to więc próba spacyfi-kowania ewentualnych nastrojów niezadowolenia w społeczeństwie rosyjskim i myślę, że także to sprawiło, że masowych demonstracji antywojennych czy też antyputinow-skich w Rosji nie ma. Natomiast skutek sankcji zachodnich, które nie mają precedensu w najnowszej historii świata, już teraz jest widoczny i w ciągu najbliższych tygodni i miesięcy będzie lawinowo narastał, choć rząd rosyjski próbuje temu przeciwdziałać. Jak wygląda obecna sytuacja przeciętnego obywatela w praktyce? Z jednej strony obserwowany jest szybki, dwucyfrowy wzrost cen. I to już widać na półkach w rosyjskich sklepach, skąd - tak jak pan wspomniał - zaczynają znikać towary, które wcześniej były dostępne, ale w związku z sankcjami przestały być możliwe do nabycia. Cukier to akurat kwestia zwykłej paniki, co jest związane z pewnego rodzaju atawistycznym podejściem do niego jako produktu podstawowej potrzeby. Rosja jest dużym producentem cukru, więc na dłuższą metę go nie zabraknie, natomiast oczywiście jeżeli duże partie zostały w szybkim tempie wykupione, to na kolejne dostawy trzeba poczekać. Natomiast będzie coraz większy problem z towarami, których nie będzie można sprowadzić z Zachodu. W Rosji znika na przykład sprzęt elektroniczny, dlatego że wiele firm technologicznych zachodnich i azjatyckich wycofało się z Rosji. Rosjanie nie mogą podróżować do Europy samolotami, ruch lotniczy został de facto w dużym stopniu sparaliżowany. Wiele firm rosyjskich z różnych sektorów nie ma możliwości kontynuowania współpracy z firmami zachodnimi. To oczywiście wpływa także na wzrost bezrobocia. Z Rosji wycofały się takie firmy jak Amazon, Apple, Netflix. To zresztą przykład sankcji pośrednich, bo decyzji w tej sprawie nie podejmowały rządy zachodnie, tylko same firmy, które stwierdziły, że w obecnej sytuacji koszt wizerunkowy obecności na rynku rosyjskim jest zbyt duży. Władze rosyjskie mają możliwość wprowadzenia na rynek rodzimych substytutów zagranicznych firm? Choćby sieć restauracji McDonahTs ma być zastąpiona lokalami o nazwie Wujek Wania z niemal identycznym logo. To zależy od branży, ale Kreml nie ma zbyt wielkiej palety możliwości stosowania takich zamienników. Są takie sektory rosyjskiej gospodarki, które w dużej mierze bazowały na komponentach zachodnich. Takim przykładem są samochody marki Łada produkowane w Rosji, których produkcja opierała się w znacznej części na podzespołach z importu. To samo dotyczyło przemysłu lotniczego i wojskowego. Rosja nie może też kupować technologii służących do wydobycia ropy naftowej, a zwłaszcza surowca z głębszych złóż, a własnych rozwiązań nie posiada. Promowanie rodzimych marek jako zamiennika dla McDo-nald'sa czy też rosyjskich smartfo-nów traktowałbym raczej w kategoriach humorystycznych. Rosjanie przywiązali się do zachodnich marek, zresztą także polskich - tu można wymienić choćby popularne w Rosji ubrania Reserved. Ale nie będą mogli też kupić również butów Reeboka czy Nike. Zapewne będą dostępne chińskie podróbki, pojawi się również nielegalny przemyt. Czarny rynek odzieżowy? Proszę pamiętać, że jeszcze W2014 roku zakazano w Rosji sprzedaży parmezanu, co było odpowiedzią na zachodnie sankcje po aneksji Krymu. No i pojawił się czamy rynek parmezanu, więc czarny rynek np. butów sportowych również jest kwestią czasu. To samo będzie dotyczyć wyrobów elektronicznych. Rynek nigdzie nie znosi próżni, więc także w Rosji oficjalnie niedostępne produkty będą przemycane. Natomiast liczba tych towarów będzie nieporównywalnie mniejsza, więc stopień degradacji rynku rosyjskiego będzie się pogłębiał. Nawet programy operacyjne w komputerach nie będą mogły się same aktualizować. To będzie masa mniejszych lub większych niedogodności dla całego społeczeństwa. Filmy wyprodukowane w USA czy Europie będzie można obejrzeć tylko na kopiach pirackich. Choć warto zwrócić uwagę, że rząd rosyjski zapowiedział, że nie będzie przestrzegał prawa autorskiego, co może skończyć się wycofaniem Rosji ze Światowej Organizacji Handlu, czego być może dokona sam Kreml. Na samym początku wojny na Ukrainie media obiegły zdjęcia mieszkańców Rosji stojących w długich kolejkach do bankomatów. Rosjanie mają problem z dostępem do gotówki lub płatnościami kartą? Rosj anie nadal mogą używać zagranicznych kart płatniczych MasterCard czy Visa, ale tylko na terenie Rosji. Za granicą taka karta do niczego się nie przyda. Jest też rosyjska karta Mir, którą można zapłacić w Turcji czy w Wietnamie, ale nie w krajach zachodnich. To jest i będzie duże ograniczenie dla podróży Rosjan. Głos Dziennik Pomorza Piątek, 1.04.2022 PULS » . • Więzienie grozi w Rosji za organizację i udział w demonstracjach antywojennych. Jest to więc próba spacyfikowania ewentualnych nastrojów niezadowolenia Rosjan N. Kreml próbuje temu przeciwdziałać. Kurs rubla, który zwariował w pierwszych tygodniach od wybuchu wojny, Rosjanie zdołali trochę ustabilizować. Ale to też wynika z tego, że przestał być kształtowany w warunkach rynkowych. O ile przed wojną można sobie było pójść do kantoru i kupić tyle euro czy dolarów ile się chciało, to dzisiaj twardej waluty w Rosji kupić się zwyczajnie nie da. Twardą walutę można sobie załatwić - i tu wracamy do wcześniejszego wątku - na czarnym rynku. Z tym że według oficjalnego kursu centralnego banku rosyjskiego dolar wart jest około 90 rubli, natomiast na czarnym rynku trzeba zapłacić nawet 200 rubli. Tu zwracam uwagę, że w polskich i europejskich mediach pojawiają się informacje, że kurs rubla wrócił do tego sprzed wybuchu wojny. Może i wrócił, ale na zupełnie innych warunkach i w sytuacji, w której możliwość obrotu rynkowego po prostu się skończyła. Póki co sankcje nie zmusiły Moskwy do zaprzestania działań wojennych na Ukrainie, ale negocjacje - przynajmniej oficjalnie - wciąż się toczą, a ich gospodarzem jest Turcja. Wcześniej wśród potencjalnych pośredni- ków w rozmowach rosyjsko-ukraiń-skich wymieniano Izrael i Chiny. Pierwsze trzy rundy negocjacji odbywały się na terenie Białorusi, potem rzeczywiście zostały przeniesione właśnie do Turcji. Ankara jest postrzegana przez obie strony jako kraj do zaakceptowania. Prezydent Recep Tayyip Erdogan nie zdecydował o przyłączeniu się do sankcji na Rosję, ale dalej utrzymuje dobre relaq'e z Kijowem. Należyprzy tym podkreślić, że Turcja bezpośredniego udziału w negocjacjach nie bierze. Podobnie było w przypadku Białorusi w 2014-2015, gdy w Mińsku odbywały się negocjacje tzw. „formatu normandzkiego" czyli przedstawicieli Ukrainy, Niemiec, Francji i Rosji, ale bez Białorusi. Turcja jest rzeczywiście neutralna? Po szczycie liderów państw NATO prezydent Erdogan mówił, że 4 z 6 warunków rozejmu właściwie zostały już uzgodnione między Moskwą i Kijowem, co potem zostało zdementowane. Słowa prezydenta Turcji faktycznie okazały się zbyt optymistyczne. Z punktu widzenia Zachodu więcej w nich było optymizmu czy zimnego pragmatyzmu? Wydaje się, że to raczej myślenie życzeniowe. Zresztą potem bardzo szybko strona ukraińska oświadczyła, że porozumienia w wielu kwestiach dalej nie ma. Wygląda na to, że do tej pory nie uzgodniono żadnej z kluczowych kwestii. Rozmowy są oczywiście niepubliczne, natomiast sam fakt, że trwają już od kilku tygodni, pokazuje, że są pewne punkty zaczepienia. Wiemy, że jest zgoda Ukrainy na status neutralny. Wiemy, że trwają rozmowy na temat międzynarodowych gwarancji bezpieczeństwa, których mieliby udzielić stali członkowie Rady Bezpieczeństwa Organizaq'i Narodów Zjednoczonych plus kilka państw, w tym m.in. Polska i Niemcy. Ale to jest za mało z punktu widzenia tego, czego chce Rosja. Rosjanie efekt tych negocjacji wyobrażają zupełnie inaczej. Dlatego uważałbym z optymizmem. Co w Stambule robił oligarcha Roman Abramowicz? Jest oficjalnym wysłannikiem Władimira Putina? Abramowicz prawdopodobnie próbuje naprawić swój wizerunek. Możliwe że działa na własną rękę? To oligarcha, który zachowuje kontakty na Kremlu. Lata do Rosji, a zara- zem ma interes osobisty, jakim jest zdjęcie sankcji i odblokowanie jego aktywów na Zachodzie. Zapewne chce się pokazać jako konstruktywny aktor. Niektórzy uznają go za samo-zwańczego uczestnika negocjacji. Być może ma jakiś dostęp do ucha Putina, i jest wykorzystywany przez stronę ukraińską w celu nieformalnego przekazywania informacji. Gdy prezydent Erdogan otwierał kolejną rundę negocjacji, Abramowicz był na miejscu, więc ktoś musiał go tam wpuścić. Jest Pan w stanie wyobrazić sobie bezpośrednie spotkanie Władimira Putina z Wołodymyrem Żeleńskim, o które prezydent Ukrainy bezskutecznie zabiegał nawet jeszcze przed rozpoczęciem wojny? To możliwe, pytanie tylko na jakich warunkach. Z punktu widzenia rosyjskiego postulaty strony ukraińskiej, które obecnie znamy, są nie do zaakceptowania dla strony rosyjskiej. Putin spotka się z Żeleńskim tylko w sytuacji, kiedy na stole będzie leżał dokument gotowy do parafowania przez obu liderów, który będzie korzystny z punktu widzenia Rosji. No, chyba że sytuacja sił rosyjskich na Ukrainie będzie już na tyle zła, że Rosjanie nie będą mieć wyj- ścia i jakiś dokument będą musieli podpisać. Z jakiego postulatu mogłaby się wycofać Moskwa? Rozejm w języku dyplomacji chyba powinien oznaczać pewien kompromis. Wątpię, że Rosjanie zakładają, że każde porozumienie musi być kompromisem. Raczej próbują cały czas zmusić stronę ukraińską do przyjęcia warunków, które są dla niej zupełnie nie do przyjęcia. Tu mam na myśli kwestię statusu j ęzyka rosyjskiego jako państwowego oraz niejasne sformułowania o „demilitaryzacji", czy „denazyfikacji" Ukrainy. Te warunki cały czas są na stole negocjacyjnym. Byłbym więc bardzo ostrożny z mówieniem, że Rosjanie zmierzają do kompromisu. Ukraina może zgodzić się na zawieszenie choćby sprawy Krymu w jakiejś formie na kolejne lata i czasowe pozostawienie tej sprawy jako nierozstrzygniętej? To byłoby ustępstwo strony rosyjskiej. Dla Moskwy sprawa Krymu jest zamknięta. Rosjanie mogą negocjować co najwyżej kwestię uznania przez Kijów aneksji Krymu oraz samozwańczych separatystycznych republik w obwodach donieckim i łu-gańskim. Neutralność Ukrainy musiałaby oznaczać rezygnację z członkostwa w NATO, a dążenie do wejścia do Sojuszu Północnoatlantyckiego jest zapisane w ukraińskiej konstytucji. Kijów już sugeruje, że może zrezygnować z członkostwa w NATO, ale trzeba pamiętać, że byłby to proces długotrwały, bo tak jak pan wspomniał, należałoby zmienić konstytucję. W przypadku Ukrainy oznacza to przegłosowanie zmiany do ustawy zasadniczej w czasie dwóch sesji parlamentu. Są opinie, że ukraińscy deputowani nie byliby w stanie poprzeć takiego wniosku. Jeżeli byłoby to obwarowane międzynarodowymi gwarancjami bezpieczeństwa, to ukraińscy deputowani mogliby poprzeć taką propozycją. Zwracam uwagę, że w ostatnich tygodniach prezydent Wołodymyr Żeleński regularnie wraca do kwestii nierealności ukraińskiego członkostwa w NATO, stwierdzając słusznie, że to NATO nie chce przyjąć Ukrainy. Rezygnacja z NATO oznaczałaby automatycznie koniec aspiracji Ukrainy do członkostwa w Unii Europejskiej? Nie, Ukraińcy bardzo podkreślają, że o tym nie ma mowy. Ale z kolei dla Rosji nie tylko członkostwo w NATO, ale także ewentualne przystąpienie Ukrainy do UE jest potencjalne niebezpieczne. Pamiętajmy, od czego rozpoczęła się rewolucja na Majdanie w 2014 roku. Ówczesny prezydent Wiktor Janukowycz, pod presją ze strony Moskwy, odmówił podpisania umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską. To zaś doprowadziło do wybuchu rewolucji na Majdanie. Główny impuls do rezygnacji z prounijnych dążeń Kijowa dał więc Kreml, /szantażując Janukowycza. Również dzisiaj Rosjanie postrzegają członkostwo Ukrainy w Unii Europejskiej jako zagrożenie dla swoich interesów. 6 • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 1.04.2022 Z punktu widzenia Kremla wojna z Ukrainą musi zakończyć się zwycięstwem. Porażka oznaczaćbędzieupadekobecnego reżimu. Pytanie tylko o skalę zwycięstwa, czyli kiedy Władimir Putin uzna, że może zakończyć wojnę jako zwycięzca - choćby nawet tylko propagandowo? Można wskazać cztery scenariusze, ale żaden z nich nie przewiduje pokonania Ukrainy, nie mówiąc ojej zajęciu w całości. Historia Rosji pokazuje, że niemal każda przegrana większa wojna kończyła się wstrząsem dla rządzących tym krajem. Putin doskonale zdaje sobie z tego sprawę, nie może więc wyjść ze starcia z Ukrainą jako strona pokonana - zwłaszcza w oczach Rosjan. Dziś wiadomo już, że nie uda się zrealizować wszystkich politycznych celów, jakie Moskwa sobie stawiała wtej wojnie. DZIESIĘĆ PRZYKAZAĆ PITO Większość celów wojny z Ukrainą Kreml, a właściwie osobiście sam Putin, wskazał tuż przed inwazją i zaraz po jej rozpoczęciu. Potem dorzucił jeszcze kilka Siergiej Ławrow podczas rokowań - z pewnością nie był to jego samodzielny pomysł, ale wola Putina. 1) Ukraina ofiqalnie uznaje aneksję Krymu przez Rosję 2) Ukraina oficjalnie uznaje tzw. republiki ludowe w Doniecku i Ługańsku za państwa niepodległe w granicach obwodów (do 24 lutego 2/3 Donbasu było pod kontrolą Kijowa) 3) Ukraina rezygnuje z dążenia do członkostwa w NATO i usuwa odpowiedni zapis z konstytucji 4) Ukraina przyjmuje status państwa neutralnego pod międzynarodowymi gwaranq'ami bezpieczeństwa 5) „demilitaryzacja" Ukrainy, czyli koniec współpracy wojskowej z Zachodem i ograniczenie sił zbrojnych do maksimum 50 tys. 6) zakaz zagranicznych baz czy infrastruktury wojskowej na terytorium Ukrainy 7) otwarcie drogi do federalizacji Ukrainy i podziału jej na autonomiczne regiony wzdłuż etnicznych i językowych linii podziału 8) gwarancje prawne dla używania języka rosyjskiego w sferze publicznej na Ukrainie, powrót rosyjskich środków masowego przekazu do ukraińskiej przestrzeni informacyjnej 9) usunięcie obecnych władz Ukrainy, prezydenta, rządu i parlamentu, które według Moskwy doszły do władzy na skutek „neonazistowskiego, wspieranego przez USA puczu" w 2014 roku (oczywiście Rosjanie nie zauważają demokratycznych wyborów 2019) 10) „denazyfikaq'a" Ukrainy, czyli represje wobec sił politycznych i społecznych, które Rosja uzna za wrogie Takich żądań Rosjanie trzymali się podczas rozmów jeszcze w połowie marca. Ale nie uda się ich spełnić, bo Moskwa nie zrealizowała wszystkich celów militarnych. Rosjanie nie byli wstanie zrealizować jednocześnie założeń ofensywy na kilku kierunkach. Nie doszło do przełamania ukraińskiej obrony (nie mówiąc o zajęciu miast) ani w przypadku Kijowa, ani Charkowa, ani Ma-riupola, ani Odessy. Przez cztery tygodnie Rosja udawała, że tego nie widzi. W końcu jednak przyszedł czas na modyfikację celów. W ostatni piątek, 26 marca, generał-pułkownik Siergiej Rud-skoj, l. zastępca szefa rosyjskiego Sztabu Generalnego, na specjalnym briefingu poświęconym pierwszemu miesiącowi „operacji specjalnej" na Ukrainie stwierdził, że wszystkie zadania w początkowej fazie działań wojennych zostały wykonane i że siły rosyjskie skoncentrują się teraz na głównym celu - pełnym „wyzwoleniu" Donbasu. Pierwsza część tego twierdzenia jest nieprawdą. Ale dużo ciekawsza jest część druga. WARIANT DONBASKO-KRYMSKI Tzw. republiki ludowe w Doniecku (DRL) i Ługańsku (ŁRL) od 2014 roku były faktycznie terenami okupowanymi przez Rosję. 21 lutego2022r. Rosja uznała ich „niepodległość" - co ważne -w granicach administracyjnych obwodów. Teraz jest to formalny pretekst do prowadzenia działań wojennych przez Rosję i siły „republik" w Donbasie. Należy pamiętać, że strefa okupowana zajmowała jedynie jedną trzecią terytorium regionu. Dziś Rosjanie dążą do zajęcia zachodniej (z Mariupolem) i północnej (z Krama-torskiem) części obwodu donieckiego oraz pół-mocnej (z Siewierodonieckiem) części obwodu ługańskiego. Zajęcie całego Donbasu, a następnie jego przyłączenie do Rosji może być scenariuszem minimum, który zaspokoiłby oczekiwania Putina i pozwolił ogłosić zwycięstwo. Uwagę zwraca, że niemal jednocześnie z deklaracją gen. Rudskoja lider ŁRL Leonid Pasecznik podniósł sprawę zorganizowania referendum nt. przyłą- wego wzdłuż północnego wybrzeża Morza Azow-skiego znacznie zmalało od czasu uruchomienia mostu przez Cieśninę Kerczeńską, to jednakposia-danie takiego, mniej więcej szerokiego na 100 km pasa terytorium z dostępem do ujścia Dniepru zdecydowanie poprawiłoby położenie okupowanego Krymu. Kluczowe było w tym planie zajęcie wpierwszych dniach wojny instalacji wNowejKa-chowce, skąd z Dniepru na Krym sprowadzana jest woda słodka. Woda z rzeki Dniepr znów zaczęła płynąć na Krym od 26 lutego, po tym jak żołnierze wysadzili zaporę zbudowaną przez Ukrainę w celu zablokowania dostaw wody na okupowany przez Putin wie, że nie uda się osiągnąć celu maksimum: pełnego podporządkowania Ukrainy Kiedy Putin skończy wojnę? PUTIN WIE, ŻE NIE MOŻE PRZEGRAĆ WOJNY Z UKRAINĄ. ALE WIE TEŻ, ŻE JEGO PLANY ZUPEŁNIE SIĘ NIE POWIODŁY Grzegorz Kuczyński czenia „republiki ługańskiej" do Rosji. Podobnie byłoby w Doniecku. Mówiąc krótko, powtórka scenariusza krymskiego. Następnie Putin - jako warunek zakończenia wojny - zażądałby od Kijowa uznania aneksji przez Rosję zarówno Donbasu, jak i Krymu. Warunek militarny, by myśleć o takim scenariuszu? Wyparcie bardzo silnego zgrupowania ukraińskiej armii z Donbasu. WARIANT „KORYTARZA AZOWSKIEGO" Inny scenariusz, w którym Putin mógłby myśleć o zakończeniu wojny, jest terytorialnie bardziej korzystny dla Rosji: nie tylko Donbas i Krym, ale też łączącyje korytarz lądowy. Mimo generalnych niepowodzeń na froncie, Putin ma już jeden konkretny zysk: korytarz lądowy między Rosją a okupowanym Krymem jest niemal gotowy. Niemal, bo do pełnego sukcesu brakuje jeszcze tylko zdobycia Mariupola. Choć znaczenie korytarza lądo- Rosję półwysep. Brak wody to problem, z którym Rosja nie potrafiła sobie poradzić przez osiem lat okupacji. Dziś krymskie zbiorniki wodne napełniają się, amarionetkowyrząd Krymu już roztacza wizje odrodzenia upraw ryżu na „zielonym półwyspie". Kluczowe dla realizacji tego wariantu jest zdobycie Mariupola. Od razu pojawia się też pytanie o status zajętych terenów między Krymem a Donbasem. WARIANT NOWOROSJI Rosyjskim wojskom udało się zająć niemal cały obwód chersoński i 2/3 obwodu zaporoskiego. W tym scenariuszu Putin kończy wojnę pod warunkiem zachowania faktycznej kontroli nad wspomnianym obszarem. Może to zrobić na dwa sposoby. Pierwszy, to utworzenie w tej części Ukrainy kolejnej „republiki ludowej", czyli powtórzenie scenariusza donbaskiego z 2014. Drugi sposób? Taka „republika" natychmiast zgłasza akces do Rosji - to powtórzenie scenariusza krymskiego z 2014. Na wariant budowy na Chersońszczyźnie „republiki ludowej" wskazuje choćby retoryka mediów na okupowanym Krymie. Mówią o „wyzwolonych terenach Ukrainy". Pytanie jednak, czy w ogóle możliwe jest powołanie tzw. Chersońskiej Republiki Ludowej? To nie 2014 rok i „ruska wiosna" w południowych i wschodnich obwodach Ukrainy, od Odessy po Charków (projekt tzw. Noworosji, czylibu-dowy w tej części kraju drugiego, zależnego od Moskwy, państwa nawiązującego do sytuacji w XVIII w.). Dziś miażdżąca większość ludności okupowanych terenów jest wrogo nastawiona do Rosjan. Trudno nawet znaleźć zdrajców, którzy chcieliby odgrywać rolę liderów „państwa". No chyba że przywiezie się z Moskwy ukraińskich polityków związanych dawniej z Januko-wyczem, którzy zbiegli z kraju w 2014 roku. Okupacja? Tyle że brakuje już żołnierzy Rosgwardii do kontrolowania wszystkich miejscowości. Dlatego np. do Melitopola (południe obwodu zaporoskiego) wysłano oddział z „Doniecłaej Republiki Ludowej", a pojawiają się już też patrole krymskich „Kozaków". Tym bardziej Rosja nie ma już co liczyć na marsz na zachód, zajęcie Odessy i lądowe połączenie Naddniestrza z Rosją, zajęcie całego północnego brzegu Morza Czarnego, odepchnięcie Ukrainy od morza. Ale nawet w tym wariancie od Chersonia po Mariupol trudno spodziewać się ustępstw Kijowa. Ale Moskwa ma tu kartę przetargową: okupowane dziś obszary w rejonie Kijowa, Czemihowa, Sum s i Charkowa. Może zaproponować Ukraińcom wymianę: oddajemy tereny na wschodzie i północy, ale wy uznajecie rosyjskie Donbas i Krym, a także „Chersońską Republikę Ludową". WARIANT „KOREAŃSKI" Po porażce planu zajęcia całej Ukrainy, Rosja może spróbować podzielić kraj według scenariusza koreańskiego, tworząc na okupowanych terenach zależny od siebie organizm - ostrzega szef ukraińskiego wywiadu wojskowego (HUR) Kyryło Budanow. To scenariusz być może na pierwszy rzut oka najdalej idący, jeśli chodzi o zdobycze Rosji, ale też najmniej realny. Także z racji logistycznych i zaopatrzeniowych. Trudno wyobrazić sobie jedno nowe „państwo ukraińskie" składające się z różnych obszarów na południu, wschodzie, północy Ukrainy. Jeśli już, to obszar od Charkowa, przez Donbas (wówczas nie zostałby włączony do Rosji) po Chersoń. Pewna modyfikacja scenariusza „Noworosji". Ale żeby 0 nim myśleć, trzeba jeszcze zdobyć Mariupol 1 Charków. W tym drugim przypadku jest to mało realne. Jeśli więc w ogóle można mówić o „wariancie koreańskim", to chyba raczej w kształcie z wariantu nr 3. KIJÓW BĘDZIE GRAŁ NA CZAS? Każdy ze wspomnianych scenariuszy, których realizacja mogłaby skłonić Putina do zakończenia wojny, i tak jest porażką Rosji w porównaniu do planu z początku wojny (wspomnianego na początku artykułu). Kreml może przedłużać jeszcze wyniszczającą Ukrainę kampanię i dopiero za czas jakiś usiąść do poważnych rozmów. Oczywiście po wprowadzeniu zawieszenia broni i utrwalaniu kontroli nad okupowanymi terenami. Na jakie ustępstwa w imię pokoju gotowy będzie Kijów? Wydaje się, że do negocjacji jest kwestia statusu Ukrainy i jej aspiracji do NATO. Być może też jakieś ustępstwa ws. Krymu czy Donbasu. Choć i tak Kijów będzie chciał to obwarować różnymi warunkami, by w przyszłości wrócić do sprawy, gdy Rosja osłabnie. Nie przypadkiem Żeleński podkreśla, że jakiekolwiek porozumienie z Rosją będzie wymagało zmian w konstytucji Ukrainy. On jako prezydent ewentualne zmiany podda pod głosowanie w narodowym referendum. Biorąc zaś pod uwagę nastawienie Ukraińców do Rosji, nie będzie łatwo przeforsować ewentualne ustępstwa. Putin też to wie - więc wcale nie tak szybko może dojść do przerwania walk. Głos Dziennik Pomorza Piątek, 1.04.2022 PULS • 7 Wojna w Ukrainie trwa miesiąc, a już wywiera ogromny wpływ na światową i polską gospodarkę. Jak obecna sytuacja wpływa rra stan naszych finansów? Niczym nieuzasadniona zbrojna napaść Rosji na Ukrainę jest tragedią dla jej mieszkańców. Wielu z nich musi uciekać za granicę, by ocalić swoje życie. Ale ta wojna zdestabilizowała także wymianę handlową i relacje gospodarcze w Europie i na świecie. Działania wojenne oraz sankcje nałożone na Rosję i Białoruś spowodowały ogromne zakłócenia w dostawach kluczowych surowców energetycznych, takich jak ropa, gaz czy węgiel. Trzeba zaznaczyć, że przerwano także dostawy produktów rolnych z Ukrainy, takich jak kukurydza, pszenica czy jęczmień. Jeśli chodzi o polską gospodarkę, to wpływ wojny na Ukrainie nie jest jeszcze wyraźnie widoczny, ponieważ jej kondycja w ostatnich kilku miesiącach była znakomita. Wystarczy przypomnieć, że wzrost PKB w IV kwartale 2021 roku wyniósł 7,3 proc. r/ribył jednym z najwyższych w Europie. Również dane dotyczące produkcji przemysłowej (wzrost o 17,6 proc.), czy sprzedaży detalicznej wlutym były bardzo dobre. Również sytuacja na rynku pracy jest doskonała. Wlutym za- DLA ŚWIATA JESTEŚMY JUŻ KRAJEM FRONTOWYM WOJNA TO SPADEK BEZPIECZEŃSTWA W EUROPIE I KONIECZNOŚĆ ZWIĘKSZENIA WYDATKÓW PAŃSTWA NA ZBROJENIA I INFRASTRUKTURĘ ENERGETYCZNĄ Dla finansów publicznych napływ uchodźców oznacza zwiększenie wydatków. Ludność Polski gwałtownie wzrosła o ok. 5 proc. -mówi prof. Eugeniusz Gatnar trudnienie wzrosło o 2,2 proc., a wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw o 11,2 proc. Należy jednak w nadchodzących miesiącach liczyć się ze wzrostem inflacji CPI do przeszło 10 proc., i to mimo funkcjonowania tarczy antyinflacyjnej, ze względu na wzrost cen surowców energetycznych oraz żywności. Będą rosły także ceny usług, co pokazuje inflacja bazowa, której wartość przekroczyła już 6 proc. r/r. Oczekuję także obniżenia tempa wzrostu gospodarczego w2022 roku z 7 proc. do 3 proc. w 2022 roku. Kolejny element gospodarki naszego kraju, na który z całą pewnością wpłynie wojNa w Ukrainie,jest poziom naszego długu publicznego. Co może się stać z długiem publicznym? Dla finansów publicznych napływ uchodźców oznacza zwiększenie wydatków publicznych. Można powiedzieć obrazowo, że ludność Polski gwałtownie wzrosła o ok. 5 proc., co jest bez precedensu. Ministerstwo Finansów poinformowało, że na integrację obywateli Ukrainy, dostęp do systemu pomocy socjalnej, usług publicznych, np. opieki zdrowotnej, czy rynku pracy, rząd planuje przeznaczyć ok. 24 mld zł wbieżącym roku. Ale ostatecznie te wydatki mogą być większe. Konsekwencją tej barbarzyńskiej wojny jest spadek ogólnego bezpieczeństwa w Europie i konieczność zwiększenia wydatków państwa na zbrojenia i infrastrukturę energetyczną. W lutym zadłużenie Skarbu Państwa wzrosło 0 7,7 mld złotych i wyniosło 1,14 bln zł, ale nie przekracza konstytucyjnej granicy 60 proc. PKB. W rezultacie deficyt budżetowy w2022 roku może wzrosnąć do ok. 4 proc. PKB, co i tak jest jednym z najniższych wyników w Europie. Z drugiej strony będą rosły inwestycje publiczne 1 konsumpcja, co będzie ograniczało spowolnienie wzrostu. Rozmawiał: Jędrzej Lipski Czy wojna za naszą wschodnią granicą ma bezpośredni wpływ na naszą wahitę i na wysokość stóp procentowych? Dlaczego polski złoty słabnie? Polska jest krajem graniczącym bezpośrednio z Ukrainą, która dzielnie broni się przed agresją rosyjską. To, dla wielu inwestorów w Londynie, gdzie odbywa się 70 proc. transakcji na złotym, czy w Waszyngtonie, oznacza, że jesteśmy nieomal krajem frontowym. Wzrost obawo dalszy przebieg wydarzeń przekłada się na kurs złotego, który przejściowo osłabł do poziomu 5 zł za euro, niewidzianego od2008 roku. Ostatnio jednak się umocnił i wynosi ok. 4,70 zł za euro. Nato umocnienie naszej waluty wpłynęły ostatnie podwyżki stóp procentowych NBP oraz zapowiedzi Prezesa Glapiń-skiego, że będą one dalej podwyższane, być może nawet do poziomu 4 proc., ze względuna wysoką inflację w naszym kraju. Moim zdaniem, ta normalizacja monetarna została rozpoczęta przez RPP zbyt późno. Już w czerwcu ub. roku, kiedy byłem jeszcze jej członkiem, wnioskowałem 0 rozpoczęcie cyklu podwyżek stóp ze względu na wzrost inflacji spowodowany popandemicznym wzrostem popytu i ograniczeniami podażo-wymi. Być może teraz nie trzebaby było ich tak mocno podnosić, aż do 4, czy 5 proc. Wojna spowodowała panikę wśród przeciętnych „ciułaczy". Masowo wybierano pieniądze z kont bankowych 1 próbowano wymieniać złotówkę na obcą walutę. Czy warto trzymać pieniądze w obcej walucie? I czy to dobry pomysł, by wyciągać pieniądze zbanków? Wybuch wojny na Ukrainie spowodował gwałtowny wzrost niepokoju Polaków o bezpieczeństwo ich depozytów bankowych. Widzieliśmy typowe dla takiego okresu kolejki pod bankomatami po to, by wybrać gotówkę i przechować jąw domu. Jak już wiemy, w lutym ilość gotówki w obiegu wzrosła o prawie 15,7 mld zł, ale ten wzrost był znacznie mniejszy niż na początku pandemii, w marcu i kwietniu2020, kiedy ilość gotówki wzrosła odpowiednio o 26 i 20 mld zł. Moim zdaniem przechowywanie większych ilości gotówki w domu jest zdecydowanie mniej bezpieczne niż w banku. Polski sektor bankowy jest stabilny, dobrze skapitalizowany i bezpieczny, a przejściowe braki gotówki w bankomatach na koniec lutego wynikały ze złego funkcjonowania firm CIT, które ją rozwożą i napeł-niająbankomaty. Nie ulegajmy panice i fałszywym wiadomościom rozpowszechnianym w intemecie przez portale finansowane przez Rosję. A poza tym, stopy procentowe wzrosły i w niektórych bankach można już założyć lokaty oprocentowane na 4 proc. Nie rekomenduję także masowej wymiany złotówek na obce waluty, gdyż zmienność kursu może prowadzić do powstania dużych strat, o czym przekonali się Ci, którzy np. pod koniec lutego kupowali euro po 5 zł. Pewna część długu publicznego jest wyprowadzana poza oficjalny budżet. Emitowane są obligacje, z których można finansować chociażby tarcze anty kryzysowe. Czy to wpływa na stabilność finansówpublicznych, czy też kryje w sobie ryzyko? To pytanie dotyczy innego ujęcia długu publicznego w metodologii krajowej, zdefiniowanej w Ustawie o finansach publicznych oraz w metodologii unijnej, zgodnej ze standardem ESA2Ó10. A zatem mówimy o państwowym długu publicznym (PDP), który win kwartale ub. roku wyniósł l,l6l bln zł i o długu sektora instytucji rządowych i samorządowych (EPD), który wyniósłl,419 bln zł. Taróżnica wynika stąd, że w tym pierwszym ujęciu do długu sektora finansów publicznych nie zalicza się np. zadłużenia PFR i BGK, które ostatnio emitowały obligacje finansujące tarcze antykryzysowe. A w przyszłości BGK będzie emitował obligacje Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych. To zjawisko nie jest niczym niezwykłym i występuje w wielu krajach, w zależności od stosowanej metodologii. Pragnę uspokoić naszych Czytelników, że zarówno w pierwszym, jak i w drugim, szerszym, ujęciu polski dług jest na bezpiecznym poziomie, ponieważ nie przekracza 60 proc. PKB, co jest granicą ustaloną w Traktacie z Maastricht. Dla porównania warto przypomnieć, że zadłużenie Francji w ID kwartale 2021roku przekroczyło 116 proc. PKB, Hiszpanii -120 proc. PKB, Włoch -150 proc. PKB, a nawet Niemcy sąbardziej zadłużeni, na poziomie prawie 70 proc. PKB. Konsekwencje gospodarcze wojny wUkrainie dotkną gospodarkę światową. Czy czeka nas światowy kryzys gospodarczyifinansowy? Moim zdaniem, dopóki wojna na Ukrainie się nie zakończy, światową gospodarkę czeka okres poważnych turbulencji i wysokiej niepewności. A inwestorzy przez jakiś czas będą charakteryzować się podwyższonym poziomem awersji do ryzyka. Trzeba będzie, po raz kolejny, przebudować łańcuchy dostaw i zmienić myślenie o źródłach energii, porzucając utopijne programy, takie jak Fit for 55. Moim zdaniem, czeka nas ok. 2 lata podwyższonej inflacji i słabszego tempa wzrostu gospodarczego, co będzie się przekładało na wzrost kosztów utrzymania i konieczność zmiany stylu życia na bardziej oszczędny. Na przykład w sensie oszczędzania energii elektrycznej czy paliwa. Jednak, jeżeli wojna nie będzie się rozszerzać, to globalny kryzys gospodarczy ani finansowy nam nie grozi. Ojakkh scenariuszach rozwoju sytuacji wnajbliższych miesiącach możemy dzisiaj mówić? Jak wyglądają prognozy ekonomistów dla gospodarki Polski i Europy? Trudno teraz budować takie scenariusze, ponieważ nie wiemy kiedy, ani w jaki sposób zakończy się wojna na Ukrainie. Nie wiem też jak zachowają się rządzący na Kremlu. Czynie zdecydują się na jakiś desperacki ruch, aby utrzymać władzę? Mam nadzieję, że nie. I że wolny świat zrobi wszystko aby pomóc Ukrainie odbudować swoją gospodarkę i infrastrukturę ze zniszczeń wojennych. To może być nawet pewnego rodzaju impulsem do pobudzenia aktywności gospodarczej w następnych latach, na podobieństwo planu Marshalla w Europie po n wojnie światowej. CV Eugeniusz Gatnar Ekonomista, profesor nauk ekonomicznych, nauczyciel akademicki. Członek Zarządu Narodowego Banku Polskiego w latach 2010-2015 oraz członek Rady Polityki Pieniężnej w kadencji 2016-2022. Kierownik Katedry Analiz Gospodarczych i Finansowych Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach. 8 • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 1.04.2022 GDYBY ZWIĄZKI ZAWODOWE RZECZYWIŚCIE CHCIAŁY CHRONIĆ INTERESY NAUCZYCIELI, TO JUŻ DAWNO MIELIBYŚMY UCHWALONĄ USTAWĘ, KTÓRA ZMIENIAŁABY STATUS ZAWODOWY NAUCZYCIELA - MÓWI SZEF MEIN PRZEMYSŁAW CZARNEK Rozmawiał Wojciech Pokora rylm Przemysław Czarnek: NIECH ZWIĄZKI NIE TWIERDZĄ, ŻE ZALEŻY IM NA PRZYSZŁOŚCI ZAWODU NAUCZYCIELA Minister Czarnek: PiS jest absolutnie demokratyczną partią, która stawia na zrównoważony rozwój. A zrównoważony rozwój dotyczy również samorządów Głos Dziennik Pomorza Piątek, 1.04.2022 PULS# Czy Minister Edukacji i Nauki może zamknąć spór, który toczy się w Polsce od początku trwania rosyjskiej agresji na naszego sąsiada? Mamy mówić: „w Ukrainie" czy „na Ukrainie"? Ja nie jestem językoznawcą, jednak przyjmuję wyjaśnienia specjalistów, że jedna i druga forma jest prawidłowa. Zawsze stosowałem formę „na Ukrainie", a teraz już stosuję zamiennie, zgodnie z tym, co mówią językoznawcy. Nie przeszkadza mi to. Pytam o to nie bez powodu. Ostatnio pojawił się jeszcze jeden dylemat. Cytowana przez vogue.pl nauczycielka jednej z lubelskich szkół podstawowych mówi: Mam w swojej klasie... no właśnie, nigdy nie powiem „Ukraińca", tylko „chłopca z Ukrainy". Podobno słowo „Ukrainiec" stygmatyzuje i ma pejoratywny wydźwięk. To już jest absolutnie gruba przesada. Czy słowo „Polak" stygmatyzuje we Włoszech czy w Niemczech? Mieszkaniec Polski czy obywatel narodowości polskiej to Polak, a narodowości ukraińskiej to Ukrainiec. Tu nie ma żadnego stygmatyzowania. Ale skoro nauczyciele tak myślą, to za chwilę mogą tak zacząć myśleć uczniowie. Uważam, że wypowiadanie publicznie tego typu słów jest ob-raźliwe dla Ukraińców. Każdy Ukrainiec jest dumny z tego, że jest Ukraińcem, tak jak Polak z tego, że jest Polakiem. Kilka dni temu, na spotkaniu ze społecznością szkolną Zespołu Szkół Ekonomicznych w Lublinie powiedział Pan: „Do wspólnych szkolnych ławek zasiadło pokolenie, które tworzy nową historię polsko-ukraińskich relacji". Czym to zaowocuje? Mam nadzieję, że w najbliższych dekadach zaowocuje wielką przyjaźnią tych dwóch narodów, a to z kolei spowoduje, że będziemy jeszcze bardziej bezpieczni niż dzisiaj. Zdrowe relacje, przepełnione wzajemnym szacunkiem stworzą przesłanki także do wyższego poziomu bezpieczeństwa, co dla młodych pokoleń, które dziś tworzą te nowe relacje polsko-ukraińskie w szkołach, jest szczególnie ważne. Mówił Pan, że nie zostaną wprowadzone preferencje dla uczniów z Ukrainy, które miałyby im pomóc w dostaniu się do szkół średnich i na studia. Żeby uczniowie mieli równe szanse. Czy mamy już szacunkowe dane, jak dużo dzieci i młodzieży na stałe wejdzie do naszego systemu edukacji, a ile dzieci jest tu na chwilę lub korzysta zdalnie z systemu na Ukrainie? To jest niestety nie do oszacowania. Nikt z nas nie ma dzisiaj pojęcia kiedy i ilu Ukraińców wróci na Ukrainę. Myślę, że uda się takie wstępne dane zebrać w perspektywie kilku miesięcy. Natomiast przywilejów nie ma, ponieważ w pierwszej kolejności musimy troszczyć się o to, żeby polskie dzieci w polskim systemie oświaty mogły normalnie kontynuować swoją edukację i normalnie rekrutować się do szkół średnich czy na studia. Traktujemy Ukraińców dokładnie tak samo jak Polaków, i nie lepiej. Panie Ministrze, powstała Rada do spraw Edukacji Uchodźców, czyli jednak resort w jakimś sensie w specjalny sposób pochyla się nad Ukraińcami, bo to największa grupa uchodźców w Polsce. Jakie są kompetencje Rady? Rada, złożona z moich bliskich współpracowników, także byłych członków kierownictwa resortu edukacji oraz komisji sejmowej i senackiej, służy mi doradztwem w zakresie rozwiązywania wszystkich problemów związanych z koniecznością zapewnienia młodym Ukraińcom uchodźcom opieki edukacyjnej w Polsce. Jestem wdzięczny wszystkim, którzy pozytywnie odpowiedzieli na moje zaproszenie. To bardzo ważne, aby te istotne sprawy omawiane były w gronie ekspertów, bez sporów politycznych. Jak będzie działać system edukacji, do którego wchodzi nagle, lekko Ucząc 700 tys. obcokrajowców? Słyszymy zapowiedzi o tworzeniu oddziałów przygotowawczych. Tak, tworzone są one na potrzeby szkół podstawowych i ponadpodstawowych. Szacujemy, że w ten sposób będzie to wyglądać do końca roku szkolnego. To przede wszystkim okres, gdy uczniowie intensywnie uczyć się będą języka polskiego i ewentualnie tych przedmiotów, które mogą być w danej szkole dodatkowo nauczane, zgodnie z uwarunkowaniami poszczególnych szkół. To jest minimum sześć godzin języka polskiego i pozostałe godziny do dyspozycji nauczycieli. To może być równie dobrze dwadzieścia godzin języka polskiego, bo chodzi o to, by przygotować dzieci do wejścia do polskiego systemu na stałe, jeśli oczywiście tu zostaną. Idą za tym pieniądze. W przedszkolach jest to 5 tys. zł na jedno dziecko i zwiększona zostaje subwencja oświatowa dla samorządów? Tak, subwencja jest zwiększona i to są wagi, które mamy ustalone jeszcze z okresu przed wojną i dotyczą wszystkich cudzoziemców. Te prze- pisy od dawna obowiązują. W przypadku przyjmowania cudzoziemca do polskiej klasy mamy wagę 1:1, natomiast w przypadku przyjmowania do oddziału przygotowawczego to jest waga 1,4:1, czyli 40 proc. wyższa. Od 1 kwietnia ruszają wycieczki w ramach programu „Poznaj Polskę". Łącznie dofinansowanych ma zostać w wiosennej Edycji5700takich wyjazdów. Możemy podsumować ten projekt? Rozmawialiśmy o nim w chwili, gdy był uruchamiany. Jak się sprawdził? Jesień była znakomita. Zainteresowanie było ogromne. Wówczas zwiększyliśmy kwotę środków, które przekazaliśmy na ten cel z 15 do 35 min zł. Obecnie kwota zwiększona zostaje już do 51 min zł, co da możliwość wyjazdu z tym 80-proc. dofinansowaniem aż 300 tys. dzieci i młodzieży, więc wydaje się, że ten program to strzał w dziesiątkę. Gdy wizytuję szkoły, to wszędzie słyszę pochwały tego programu i prośby, żeby jeszcze go rozwijać. To bardzo atrakcyjna forma edukacji -poznawanie Polski poprzez miejsca kultury, historii, nauki, kultury ludowej, czy związane z wielokulturowością Polski. A czy dzieci ukraińskie będą mogły też brać w tym udział? Oczywiście, że tak. W Sejmie trwają prace nad rządowym projektem ustawy o zmianie ustawy 0 systemie oświaty oraz niektórych innych ustaw. Kluczowa przewidziana w nim zmiana dotyczy egzaminów. Zgodnie z nim w roku szkolnym 2022/2023, ale 1 2023/2024 egzamin ósmoklasisty i egzamin maturalny znowu będą lżejsze. One będą nieco lżejsze, dlatego że ta młodzież, która będzie pierwszym rocznikiem zdającym nową maturę w 2023 roku, też była poszkodowana dwuletnim covidem i związaną z tym nauką zdalną. W związku z tym nieco, podkreślam, nieco ograniczamy wymagania w stosunku do podstawy programowej. To i tak będzie już trudniejszy i bardziej rozbudowany egzamin maturalny od tego, który mamy w obecnym roku i jaki mieliśmy w roku poprzednim. Natomiast nie będzie tak trudny, jak przewidywaliśmy jeszcze przed covidem. A nie jest to zabezpieczenie się przed kolejną falą pandehui? Nie. To jest uznanie argumentacji młodzieży i nauczycieli, że w związku z covidem i nauką zdalną nie mogli przepracować tak dużej ilości materiału, jak było to założone. Dlatego ta matura musi to uwzględniać. Inną ważną zmianą jest określenie minimalnej łącznej liczby etatów nauczycieli specjalistów. Chodzi o pedagogów, psychologów i logopedów. Jest podany w projekcie ustawy przelicznik etatyzacji w zależności od liczby uczniów. Nauczyciele, z którymi rozmawia-łem, obawiają się, że może się zmniejszyć liczba etatównp. psychologów, w chwili gdy są bardzo potrzebni ze względu na pandemię i wojnę. A dlaczego ta liczba miałaby się zmniejszyć? Mam informację z jednej z puławskich szkół, gdzie nauczyciele alarmują, że organy prowadzące ograniczają liczbę godzin z pomocy psychologiczno-pedagogicznej, uzasadniając to finansami. Z całego etatu pedagoga nagle zrobiło się pół etatu i niepokoją się, czy to jest związane z tymi zapowiadanymi zmianami. Ależ skąd. Te zmiany właśnie idą w dmgą stronę. Po pierwsze już przeznaczyliśmy 180 min zł na dodatkowe godziny psychologiczne, natomiast 520 min zł, które mamy do wydania w tym roku, a w przyszłym będzie tych pieniędzy więcej, to są środki na zwiększenie liczby etatów psychologów, pedagogów i specjalistów. Nie bardzo rozumiem, w jaki sposób dołożenie 520 mLn zł na nowe etaty miałoby liczbę tych etatów zmniejszyć? Czy będzie „Lex Czamek" 2? Do Sejmu ma trafić projekt poselski PiS, który ma wprowadzić rozwiązania znane z ustawy zwanej „Lex Czar-nek", czyli wzmocnienie uprawnień kuratorów w zakresie odwoływania dyrektorów szkół i współpracy z tymi placówkami organów pozarządowych. Wracamy do tych założeń? Tak, będzie i pracują nad tym posłowie z Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży. W tej zawetowanej przez Prezydenta ustawie mnóstwo przepisów to były przepisy autorstwa tych właśnie posłów i to oni byli głównie zawiedzeni, oczywiście obok nas, tym wetem. I dlatego po tym, gdy usłyszeli, że tu nie o przepisy chodzi, tylko o moment uchwalenia tej ustawy, bo przepisy są bardzo dobre, przystąpili natychmiast do pracy. Teraz prace nad ustawą przebiegają w ścisłym kontakcie z urzędnikami z kancelarii prezydenta, więc mam nadzieję, że jeszcze przed wakacjami ta ustawa zostanie uchwalona i podpisana przez Prezydenta. Średnie wynagrodzenie nauczycieli wzrośnie od 1 maja o 4,4 proc. Związki zawodowe występowały o to, by zachować wskaźniki inflacyjne przy regulacjach płac. Gdyby związki zawodowe rzeczywiście chciały chronić interesy nauczycieli, to już dawno mielibyśmy uchwaloną ustawę, która zmieniałaby status zawodowy nauczyciela, zdecydowanie go polepszając. Pamiętajmy, że proponowałem 36 proc. podwyżki wynagrodzeń zasadniczych, ale związki zawodowe dzisiaj, niestety wszystkie, nie są od tego, żeby chronić nauczycieli, tylko garstki tych, których reprezentują i ich interesów. Akurat tym jest bardzo dobrze, bo to są nauczyciele z nadgodzinami, z dużym stażem, którzy zarabiają 7-8 tys. zł. To są grupy, które chronią związki zawodowe. Więc niech nie twierdzą, że zależy im na przyszłości zawodu nauczyciela. Bo gdyby tak było, to przystałyby na nasze propozycje, które były bardzo szerokie. I mówię tu o wszystkich związkach -od ZNP po Solidarność. W szkołach mamy jasność co do wynagrodzeń, znane są wskaźniki i kwoty bazowe dla średniego wynagrodzenia dla poszczególnych stopni. Aco z uczelniami wyższymi? Tu widać duże dysproporcje. Niedawno ministerstwo przygotowało zestawienie zarobków rektorów, z którego wynika, że najwięcej w kraju zarabia rektor AGH - 43 tys. zł, a już np. rektor Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Chełmie zarabia niewiele ponad 18 tys. zł. To są decyzje władz uczelni, dotyczące wynagrodzeń poszczególnych rektorów, więc nie jesteśmy w ministerstwie od tego, żeby to uśredniać. Natomiast jeśli chodzi o wynagrodzenia kadry naukowej na polskich uczelniach, mamy świadomość, że tam zmiany w wynagrodzeniach są potrzebne. Jestem w stałym kontakcie z premierem w tym zakresie. Czekamy na rozstrzygnięcia w ministerstwie finansów dotyczące „Polskiego Ładu", bo te rozstrzygnięcia mają przynieść bardzo dobre zmiany dla naukowców. A wtedy ocenimy, co jeszcze zrobić w tej ważnej sprawie. Prof. Magdalena Środa twierdzi, że Ukrainki, przekraczając ukraińsko-polską granicę, trafiają do państwa fimda-mentalistycznego, dyskryminującego kobiety, którego władza ma charakter autorytarny i nacjonalistyczny. Ukrainki mają być w Polsce narażone na kilka form dyskryminacji - narodowej, płciowej, religijnej i społecznej. Poza tym wystraszone wojną są łatwymi ofiarami gwałcicieli, których w Polsce niemało, a to z powodu tego, że Polska jako jedyny kraj zamierza unieważnić konwencję stambulską... To, co mówi pani Środa, jest działalnością skrajnie antypolską, skrajnie antypaństwową i nie wiem nawet, czy nie śmierdzącą rosyjską agenturą. Bo coś takiego mogą pisać rosyjskie trolle w mediach społecznościowych, a to pisze pani, która uważa się za profesora i za etyka. To jest po prostu niebywały skandal. Kobiety ukraińskie, przekraczając polską granicę, są niestety narażone na słuchanie i czytanie takich nieodpowiedzialnych głupot. I to jest zasadnicze zagrożenie dla nich. Wypowiedź prof. Środy pojawia się w naszej rozmowie nie bez przyczyny. Bo w tym samym felietonie pisze ona wprost o Panu. Jej zdaniem podległe Panu ukraińskie dzieci będą zmuszane do chodzenia na religię. Ponadto napisała, że „ciche posłuszeństwo wobec męskiej dominacji stanowi jedną z najważniejszych cnót niewieścich, których promocją zajmuje się minister edukacji"... To kłamliwa propaganda skrajnie nieodpowiedzialnej osoby. Dalsze z nią polemizowanie nie ma sensu, bo tylko ją promuje. Ma Pan doświadczenie w pracy w administracji, był Pan wojewodą lubelskim i jest Pan konstytucjonalistą, dlatego myślę, że jest Pan odpowiednią osobą do skomentowania słów Antoniego Podolskiego, byłego dyrektora Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. Stwierdził on, że projekt ustawy o ochronie ludności daje władzy możliwość ograniczania swobód konstytucyjnych bez kontroli Sejmu i usuwania niewygodnych prezydentów miast. To absolutna nieprawda. PiS jest absolutnie demokratyczną partią, która stawia na zrównoważony rozwój. A zrównoważony rozwój dotyczy również samorządów, więc nie ma tu mowy o jakimkolwiek ataku na samorządy czy przejmowanie ich. NIKT Z NAS NIE MA POJĘCIA, KIEDY IŁU UKRAIŃCÓITIKRÓCI NA UKRAINĘ. MYŚLĘ ŻE UDA SIĘ TAKIE WSTĘPNE DANE ZEBRAĆ IV CIĄGU KILKU MIESIĘCY 10 • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 1.04.2022 VANESSA ALEKSANDER TO JEDNA Z NAJBARDZIEJ UTALENTOWANYCH AKTOREK MŁODEGO POKOLENIA. POTWIERDZA TO JEJ WYSTĘP W GOSZCZĄCYM W KINACH FILMIE „MARZEC 68". NAM AKTORKA OPOWIADA O SWYCH CORAZ ŚMIELSZYCH PRÓBACH ZAISTNIENIA W HOLLYWOOD Paweł Gzyl .9IX ale na pewno Dwa lata temu skończyłaś szkołę aktorską i już masz w swym dorobku dwie główne role w ważnych filmach. Jak to się robi? Nie ma na to jednej recepty. To wypadkowa wielu rzeczy. Ktoś kiedyś we mnie uwierzył i dał mi szansę. To jest pewnego rodzaju continuum. Ja ze swojej strony staram się reprezentować wartości, w które mocno wierzę - pracowitość i sumienność. Na aktywną pracę w moim zawodzie składa się jednakrównież wiele czynników zewnętrznych - choćby odpowiedni ludzie w odpowiednim czasie i miejscu. Jest więc w tym duża doza przypadkowości. Jestem ogromnie wdzięczna za wszystkie szanse i możliwości, bo mam świadomość, że jest to bardzo ulotne. Trudno więc stawiać mi się w roli ekspertła w tym zakresie. Jak dostałaś główną rolę w „Marcu 68'? Castingi rozpoczęły się w trakcie pandemii. Wszystkie nagrania, które trzeba było wysłać w ramach zgłoszeń do filmu, nagrywałam więc sama w domu. Nie tylko dwie sceny dialogowe, ale również małą scenę śpiewaną i tańczoną. Było to o tyle śmieszne, że musiałam wszystko wynieść z salonu, żeby stworzyć przestrzeń, którą można pokazać na nagraniu castingowym i w której mogłabym zatańczyć. Wbrew pozorom nie było to takie proste. Film rozgrywa się pod koniec lat 60., więc oczywiście tańczyło się wtedy inaczej niż dzisiaj i należało znaleźć ruch specyficzny dla tamtego okresu. Film opowiada o rozruchach studenckich sprzed ponad pół wieku, o których wiedza w twoim pokoleniu jest raczej niewielka. Co cię zaciekawiło wtej historii, że chciałaś w niej zagrać? Przede wszystkim jej uniwersalność. Moja bohaterka walczy o wartości, w które również ja wierzę i o które również walczę. Nie zgadzam się na cenzurę słowa, nie zgadzam się na przypisywanie komuś obcej tożsamości, tylko po to, żeby wpisywał się w ramy „standardowego" świata. Już na etapie lektury scenariusza bardzo spodobało mi się, że historia zawarta w przebiegu fabularnym jest uczciwa i że bohaterowie są nieustępliwi. Motorem napędowym ich działania jest miłość, ale uruchamia ich także walka o to, w co wierzą. To jest mi bardzo bliskie. Do tej pory grałaś raczej postaci odległe od ciebie. Jak to było tym razem wcielić się w kogoś takbliskiego tobie? Hania to zdecydowanie najbliższa mi postać z tych, które do tej pory zagrałam. W takiej sytu-acji jest zawsze ryzyko, że nie będziemyumieli rozgraniczyć swoich emocji od emocji swojej bohaterki Całe szczęście plan był bardzo przyjemny i pracowaliśmy w atmosferze pełnej szacunku. Zaczęliśmy zdjęcia dokładnie rok temu w marcu, a skończyliśmy w czerwcu. Zakwitła wiosna i grałam Hanię z uśmiechem na buzi. Uważam, że zrobiliśmy ważny film opowiadający o wydarzeniach, o których niewiele osób wie albo wie wciąż za mało. W moim odczuciu ciągle niewystarczająco się mówi o marcu 1968. Pokazujemy historię ludzi, o których nikt się nie upomniał i których nikt nie przeprosił. To dla mnie bardzo istotne. Zechciałam zagrać w tym filmie, aby zabrać wten sposób głos w tej sprawie. Na pewno przed wejściem na plan zapoznałaś się z tłem historycznym opowieści. Jak wpłynęło to na twoją kreaqę? Na temat wydarzeń marcowych z 1968 roku miałam już jakąś wiedzę wcześniej. Między innymi dlatego, że z całym moim rokiem na studiach robiliśmy z Agatą Dudą-Gracz na Dworcu Gdańskim w Warszawie spektakl „Spakowani" z okazji rocznicy tych demonstracji. Dużo rozmawialiśmy więc na temat tego, co się wtedy działo i jakie były konsekwencje tych wydarzeń. Temat był mi więc znany - ale z chęcią cztery lata później jeszcze bardziej go zgłębiłam. Ta wiedza była niezbędna - podstawą jest wiedzieć, o czym się opowiada, żeby móc korzystać z odpowiednich narzędzi. Dla mnie najbardziej istotne podczas przygotowań były filmy dokumentalne, wypowiedzi osób, które zostały wtedy zmuszone do emigracji lub żegnały kogoś bliskiego. Reżyser filmu KrzysztofLang był naocznym świadkiem tamtych wydarzeń. To się przydało na planie? Tak, zdecydowanie. Bardzo dużo dały mi rozmowy z panem Krzysztofem. „Marzec 68" to właściwie opowieść o jego ciotecznej siostrze, z pochodzenia Żydówce, i jej największej miłości. Jego stosunek do tego, co się wtedy wydarzyło, bardzo mocno przełożył się na nasze zaangażowanie. Pan Krzysztof bardzo czuwał nad tym, aby to, co pokazujemy na ekranie, było bliskie prawdy. Które sceny były dla ciebie najtrudniejsze? Najtrudniejsza była dla mnie scena pożegnania Hani z Jankiem. Bardzo wymagająca była także ta, w której moja bohaterka uświadamia sobie, że choć wzbrania się przed tym wyborem, będzie musiała zdecydować czy jechać z rodzicami na emigrację czy zostać w Polsce. Jej rozmowa z Jankiem na ławeczce, kiedy po raz pierwszy Hania odsłania się przed nim i mówi z czym mierzy się jej rodzina - to były naj- HANIA TO ZDECYDOWANIE NAJBLIŻSZA MI POSTAĆ. ZAIVSZE RYZYKO, ŻE NIE BĘDZIEMY UMIELI ROZGRANICZYĆ SU OKA I EMOCJI OD EMOCJI SITOJEJ BOHATERKI bardziej kosztowne emocjonalnie dla mnie sceny. Duże wrażenie robią też sceny rozbijania studenckich demonstracji przez milicję. Czułaś się jakbyś była na ulicach Warszawy w marcu 1968 roku? Nie. Czułam się jakbym była tu i teraz na współczesnych protestach, w których sama brałam udział niedawno. Bo, niestety, temat filmu bardzo mocno koresponduje z obecną polską rzeczywistością. To bardzo przykre - ale nie była to podróż w czasie, a raczej powrót do manifestowania tego, o co dziś walczymy. Dlatego myślę, że mimo historycznego tła, ta opowieść bardzo zainteresuje współczesnych młodych ludzi. „Maizec 68" to także opowieść o miłości W tego rodzaju filmach bardzo istotna jest „chemia" między parą głównych bohaterów. Jak było między tobą a Ignacym Lissem? Byliśmy bardzo blisko. Zaprzyjaźniliśmy się w trakcie pracy nad filmem. Okazało się, że współdzielimy pasję, jaką jest muzyka. To nas bardzo zbliżyło. Słuchaliśmy wspólnie dużo muzyki z tamtych czasów. Dzieliliśmy się również bardziej współczesnymi odkryciami. Okazało się, że mamy także podobne ideały czy rozterki. I to nas bardzo połączyło. Mocno uwierzyliśmy w tych bohaterów. Tak samo jak ja w Hani, tak Ignacy w Janku odnalazł masę bliskich mu cech. Jesienią zeszłego roku oglądaliśmy cię wzupełnie innej produkcji - w polskiej wersji popu- larnego serialu „The Office". To chyba pierwszy raz, kiedy zagrałaś w komedii Jak się odnalazłaś w tej konwencji? Przyznam szczerze, że to najbliższa mi konwencja. Moi znajomi śmieją się, że wreszcie klaun trafił do cyrku. Oczywiście było to bardzo trudne zadanie, bo format tzw. mocku-mentu jest wyjątkowo specyficzny. Trzeba było bardzo uważać, by pozostać w ramach tego, co proponuje oryginał, a przy tym wprowadzać swoje własne rozwiązania. Było więc sporo pytań i wątpliwości, ale sama możliwość grania komedii sprawiła mi dużo radości. Czułam się z tym bardzo komfortowo, bo uwielbiam się wygłupiać i żartować. Daje mi to dużo energii i tym razem na planie też tak było. Komedię trzeba grać na poważnie, żeby nie popaść wkaryka-turalność. Jak sobie z tym dawałaś radę? Nie mam na to jakiejś gotowej recepty. Wydaje mi się, że przede wszystkim trzeba wierzyć w swego bohatera. Jeśli wierzy się w jego motywacje, wto, że on-bohater jest autentyczny, to jesteśmy w stanie obronić nawet najbardziej komiczne czy absurdalne sytuacje. Jestem na razie na początku mojej aktorskiej drogi, więc mówienie przezejnnie o jakichkolwiek zasadach czy regułach, j est trochę na wyrost, bo sama dopiero ich poszukuję. Konwencja mockumentu, którym jest „The Office", przypomina trochę teatr. Czy to znaczy, że podczas pracy nad tym Głos Dziennik Pomorza Piątek, 1.04.2022 PULS 11 serialem przydały ci się twoje teatralne doświadczenia? Raczej nie. Nie jestem w stanie przyrównać pracy nad „The Office" dojakiejkolwiekinnej. Musiałam sięgać na planie tego serialu po narzędzia, z których wcześniej nigdy nie korzystałam. Widzowie myślą, że kręcenie komedii to dla aktorów nieustanny ubaw. Tak było przy „The Office'? Mieliśmy czasem wyznaczone tak absurdalne zadania przez naszych scenarzystów, że tego śmiechu faktycznie było sporo. Ja dałam się poznać na planie jako główny „czajnik" ekipy. Wyjaśniam tutaj niezorientowanym, że tak się mówi na aktora, który się „gotuje", czyli wybucha niekontrolowanym śmiechem podczas kręcenia poszczególnych scen. Muszę przyznać, że na planie „The Office" bawiłam się świetnie, była to jednak bardzo wymagająca praca. Podobnie jak większość zespołu spotkałam się po raz pierwszy z tym, że każdy z ak-torówbył obecny w każdej scenie tego serialu. Bo nawet jak się nie dialogowało - to itak było się w tym tytułowym biurze i trzeba było sobie znaleźć jakieś aktorskie zadanie. To był więc bardzo intensywny czas, ale jestem za niego bardzo wdzięczna. Powiedziałaś w jednym z wywiadów, że zagranie Gabi w „Hejterze" wydobyło z ciebie takiepokłady ciemności, o których nie wiedziałaś, że masz je w sobie. Jak sobie z tym poradziłaś? Skorzystałam z psychoterapii. Dzisiaj uważam, że sięganie po takie narzędzia powinno być wręcz obowiązkowe dla aktorów. Bez względu na to czy jest nim osoba stabilna emocjonalnie czy też nie. Możliwość pracy nad swoimi uczuciami jest bowiem zawsze bardzo wartościowa. Rola w „Hejterze" była dla ciebie bardzo obciążająca psychicznie i fizycznie. Warto było jednak ją zagrać? Warto jest tworzyć sztukę, ale na pewno nie powinno się to odbywać kosztem zdrowia. Nie wolno wszystkiego poświęcać dla roli. Trzeba być zaangażowanym i oddanym projektowi, który się realizuje, bo wtedy podchodzi się do pracy uczciwie, ale trzeba pamiętać wpierwszej kolejności o swoim komforcie psychicznym i wybierać takie rozwiązania, które to bezpieczeństwo zapewniają. W przypadku „Marca 68" nie miałaś już takich problemów? Nie. Tutaj były zupełnie inne warunki pracy i zupełnie inna historia. Poza tym ja ciągle poszukuję tego, co jest dla mnie dobre i bezpieczne, a co nie jest. To jest proces, który ciągle trwa. Nadal pracuję nad tym, Vanessa Aleksander: Jestem na początku aktorskiej drogi, więc mówienie o zasadach czy regułach aktorstwa jest trochę na wyrost, bo sama dopiero ich poszukuję aby potrafić postawić w odpowiednim miejscu granicę samej sobie. Jesteś jedną z tych aktorek, które odważyły sięopowie-dzieć w mediach o swych traumatycznych doświadczeniach ze szkoły aktorskiej. Poczułaś ulgę, kiedy wyrzuciłaś zsiebie te negatywne emocje? To nie jest kwestia ulgi. Ja już dawno przepracowałam ten żal. Nie mamgo teraz wsobie, nie miałam, gdy opowiadałam 0 wydarzeniach sprzed kilku lat. Niemniej jednakuważam, że trzeba zabierać głos i mówić głośno o tym, co miało miejsce w szkole teatralnej. Jeżeli oczywiście ktoś ma na to przestrzeń 1 nie robi tego wbrew sobie. Dla mnie ten temat jest już zamknięty. Powiedziałaś takie zdanie: „Szkoła teatralna mimo swoich wielu zalet jest wylęgarnią lęków i kompleksów". Rzeczywiście jest aż tak źle? Każdy ma inną odporność psychiczną i inaczej postrzega świat. Dla mnie pewne zachowania byłyniedopuszczalne, ale mam świadomość, że są studenci, dla których te same czyny byłyby motywujące. Tutaj nie chodzi o nasze granice, ale o granice drugiej osoby. I nie było to respektowane przez długi czas. Jeżeli coś się mieści w ramach moich granic, to nie determinuje tego, że druga osoba w tej samej sytuacji będzie się czuła w porządku. Bardzo często zapomina się o tym w szkołach teatralnych. Powiedziałam, że są one wylęgarnią lęków i kompleksów - i nadal się pod tym podpisuję. Wiem jednak, że warszawska szkoła podjęła kroki, aby to zmienić. Choćby przez to, że zaangażowała psychologów do współpracy i powołała rzecznika do spraw studentów. Kiedy ja chodziłam do szkoły, nie było takich możliwości. Cieszę się, że dialog się rozpoczął i robi się coś, żeby poprawić sytuację. Nie obawiałaś się, że mówiąc głośnooswych bolesnych doświadczeniach ze szkoły, zostaniesz uznana za „trudną" aktorkę we współpracy i producenci będą cię omijać szerokim łukiem? Nie miałam takich wątpliwości. Wszystko, co powiedziałam, jest prawdą. Zresztą gdyby ktoś postrzegał mnie jako „trudną" tylko dlatego, że zakomunikowałam, iż poniżanie drugiego człowieka jest niedopuszczalne, to świadczyłoby, że problem tkwi w nim, a nie we mnie. Każdemu przecież na-§ leży się szacunek. Jeśli ktoś jest § tego pozbawiany przez tak ważną postać w życiu młodego « człowieka, jaką jest profesor, to < jest coś nie tak. Z) -u Od pewnego czasu starasz się zaistnieć w Hollywood Jak to wygląda? Aktywnie biorę udział w amerykańskich castingach. Zaprosiła mnie do współpracy znakomita agencja Gersh, która intensywnie działa w Los Angeles i w Nowym Jorku. Weszłam w skład zespołu, który bardzo szanuję i z którym uwielbiam pracować. Dzięki temu mogę ubiegać się o role w filmach reżyserów, którzy często są moimi idolami. Mam jednak świadomość, że jest to bardzo długotrwały proces. Towarzyszy temu nie tylko wyrabianie wizy pracowniczej, ale również praca nad akcentem i zdobywanie odpowiednich kontaktów. Wszystko to składa się na budowanie pozycji na tamtejszym rynku. Traktuję więc to jako drogę: nie nastawiam się na efekt, ale na rozwój. Cieszy mnie, że przez ten proces mogę się coś więcej dowiedzieć o sobie i o moim zawodzie. Jak wyglądają castingi wHolły-wood? Tekstu jest więcej i w innym języku, (śmiech) Na początku jest „self taping" - z tym że oczywiście nie każdy może się nagrać do każdego filmu i serialu. Agencje bardzo walczą 0 swoich aktorów i przesyłają propozycje do produkcji i reżyserów. Dopiero po zaproszeniu z ich strony, można wziąć udział w castingu. O ile w Polsce „self tape'y" nie są dla mnie czasochłonne, tak w przypadku Hollywood, nagranie do jednej produkcji zajmuje mi cały dzień. Zawsze jest kilka scen do zagrania, bo amerykańscy producenci chcą poznać aktora z różnych stron. Bardzo ważna jest też kwestia językowa. Jedno omsknięcie się w akcencie - 1 trzeba nagrywać się jeszcze raz. Perfekcyjne opanowanie języka angielskiego jest niezbędne? Na pewno. Jeśli jako aktorka mam idealnie wyszlifowany akcent, mogę się ubiegać o role Amerykanek. Na pewno trzeba więc włożyć w opanowanie angielskiego wiele wysiłku, ale to się opłaca. Kiedy możemy liczyć na twoje pierwsze role za oceanem? Pandemia sprawiła, że niektóre projekty są ciągle przesuwane w czasie. Jeżeli dojdą do skutku, na pewno o nich powiem. Na razie skupiam się na tym, by móc się nauczyć czegoś nowego i rozwinąć się. Jesteś wpołowie Słowaczką ze strony mamy Nie myślałaś, by zaistnieć u naszych południowych sąsiadów? Miałam taki pomysł. Większość Słowaków operuje językiem czeskim, ja również nieźle go rozumiem. Na razie jednak intensywnie pracuję w Polsce, więc tamte plany odsunęły się w czasie. Co przyniesie przyszłość - zobaczymy. 12 • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 1.04.2022 Trzygodzinna romantyczna epopeja?! A czy będzie w tym trochę Terminatora? Albo chociaż odrzutowce, strzelaniny czy pościgi samochodowe? - pytali się producenci, kiedy reżyser James Cameron przedstawił im zarys scenariusza o, jak to określił, Romeo i Julii na Titanicu. Studio 20th Century Fox miało spore wątpliwości, czy taki film odniesie sukces, ale nie chcąc zrywać współpracy z wziętym twórcą, dało mu zielone światło. Cameron już od dawna miał w głowie opowieść o najsłynniejszej morskiej katastrofie, w dodatku zawsze fascynowały go zalegające na dnie oceanów zatopione statki. „Mount Everest wra- ków" - tak nazywał spoczywającego na głębokości 3800 metrów Titanica^ który poszedł na dno Atlantyku 15 kwietnia 1912 roku, wraz z ponad 1500 osobami. 83 lata później pod wodę zeszła ekipa filmowa pod wodzą Camerona. I to aż dwanaście razy - to po to, by wykonać ujęcia wraku - dzięki czemu sceny ukazujące okręt na dnie są prawdziwe. Nie były to bezpieczne wycieczki - na takiej głębokości i przy takim ciśnieniu najmniejsza usterka w poszyciu statku podwodnego oznaczałaby natychmiastową śmierć wszystkich na pokładzie. W dodatku niekorzystne warunki uniemożliwiły Cameronowi uzyskanie wysokiej jakości materiału filmowego, którego takbardzo pożądał. Podczas jednej z takich wypraw batyskaf zderzył się z kadłubem Titanica, uszkadzając zarówno siebie, jak i wrak -w wyniku kolizji zewnętrzna przegroda kwatery kapitana Smitha zawaliła się, odsłaniając wnętrze. Uszkodzony został również teren wokół wejścia do Wielkich Schodów. Dodajmy, że reżyser spędził na pokładzie Titanica więcej czasu niż niegdyś jego pasażerowie. HOŁD DLA RiSAŻERÓW (ZAŁOGI Po nakręceniu podwodnych zdjęć Cameron zacząłpisać scenariusz do filmu, którego roboczy tytuł brzmiał „Planeta lodu". Chcąc oddać hołd ofia- TRAGICZNA HISTORIA „STATKU MARZEŃ", KTÓRY ZATONĄŁ 110 LAT TEMU, STAŁA SIĘ KANWĄ FILMU. W TYM ROKU MIJA ĆWIERĆ WIEKU OD PREMIERY „TITANICA" Gdy „Titanic" powstawał, był najdroższą produkcją w historii. Jako pierwszy film przekroczył barierę miliarda dolarów przychodu, zarabiając dwa razy więcej „Titanic" Niezatapialne dzieło zachwyca od 25 lat lVojciecb Obremski rom katastrofy, przez sześć miesięcy badał losy załogi i pasażerów. - Przeczytałem wszystko, co mogłem. Stworzyłem niezwykle szczegółowy harmonogram tego, co działo się na statku w ciągu kilku dni, a zwłaszcza podczas ostatniej nocy. Miałem bibliotekę, która wypełniała całą ścianę mojego biura, a wszystko dotyczyło Titanica - mówił reżyser, który niektóre sceny i dialogi przeniósł z brytyjskiego filmu z 1958 roku „Pamiętna noc", również opowiadającego o feralnym rejsie. Ruszyła produkcja, która kosztowała 50 milionów dolarów więcej niż budowa oryginalnego Titanica. Stocznia „Harland i Wolff", która przed laty zbudowała „statek marzeń", udostępniła filmowcom swoje archiwa, dzieląc się planami uznanymi dotąd za utracone. Fox kupił czterdzieści akrów nabrzeża w Meksyku, gdzie rozpoczął budowę nowego studia. Przy zrekonstruowanym statku stanął zbiornik wodny o pojemności 17 milionów galonów. Makieta statku powstała w skali 1:1, a wewnątrz znajdowała się piętna-stostopowa platforma, dzięki której kolos mógł się przechylać podczas „tonięcia". Wnętrza Titanica zostały odtworzone niemal w idealny sposób - było to możliwe dzięki zachowanym fotografiom i wspomnianym planom konstruktorów. Wielkie Schody, które, jak pamiętamy, odgrywały w filmie znaczną rolę, mimo że zostały odtworzone bardzo dokładnie, poszerzono o trzydzieści procent w porównaniu z oryginałem i wzmocniono stalowymi dźwigarami. Rzemieślnicy z Meksyku i Wielkiej Brytanii wyrzeźbili zdobienia na podstawie oryginalnych projektów wnętrz. Operatorzy mieli tylko jedną szansę na sfilmowanie holu, gwałtownie zalewanego przez wodę, gdyż ta niszczyła z impetem wszystkie meble wokół. Dodatkowo Cameron zatrudnił dwóch historyków, specjalizujących się w kwestii Titanica. Na planie był też ekspert od etykiety, uczący aktorów specyfiki zachowań arystokracji. Zaś aktorzy grający palaczy wkotłowni nie mieli więcej niż 150 cm wzrostu, by podkreślić rozmiary statku. ILE BYŁO SERC OCEANU I KTO WRYSOWAŁ ROSI ? Dziś trudno sobie wyobrazić w roli Jacka i Rose kogoś innego niż Leonarda DiCaprio i Kate Winslet, jednak wcześniej brano pod uwagę takich aktorów jak: Johnny Depp, Matthew McConaughey, Macaulay Culkin, Ethan Hawke, Christian Bale czy Tom Cruise (rola Jacka) oraz Jennifer Aniston, Christina Applegate, Drew Barrymore, Nicole Kidman, Izabella Scorupco i Jodie Foster (jako Rose). Kapitana Smitha miał zagrać Robert De Niro, jednak był zmuszony zrezygnować ze względu na problemy z żołądkiem. Kate Winslet opowiadała później, że zdobyła numer telefonu i Zadzwoniła do J. Camerona, usilnie prosząc o rolę Rose. Później zdementowała tę wersję, przyznając jednak, że po castingu wysłała reżyserowi róże z bilecikiem „Od twojej Rose". Jako że makieta statku wciąż powstawała, kręcenie filmu rozpoczęto od sceny, w której Jack szkicuje nagą Rose, ubraną jedynie w brylantowe Serce Oceanu. DiCaprio tylko markował rysowanie - w rzeczywistości dzieło wyszło spod ręki samego J. Camerona, tak jakiinnerysunki widoczne w teczce Jacka. A skoro przy naszyjniku jesteśmy - Serce Oceanu wykonali londyńscy jubilerzy z firmy „Asprey&Garrard". Użyli cyrkonii oprawionych w białe złoto. Na potrzeby filmu wykonano trzy wisiory - dwa wykorzystano na planie, trzeci powstał już po sukcesie filmu i został sprzedany za 1,4 miliona dolarów podczas charytatywnej aukcji z zastrzeżeniem, że śpiewająca piosenkę zfilmu (o której niżej) Celine Dion będzie mogła założyć naszyjnik podczas oscarowej gali w 1998 roku. Odbyła się ona dwa dni po licytacji. Ośmioletnia wówczas Lind-say Lohan miała zagrać Corę, dziewczynkę, która nie zamierza odpuścić Jackowi żadnego tańca podczas zabawy pod pokładem. Jednak reżyser stwierdził, że jej rude włosy mogą sugerować, iż jest spokrewniona z Rose i jej matką. Mimo niezwykle starannego przygotowania planu nie ustrzeżono się kilku wpadek. I tak, w filmie pojawiają się papierosy z filtrem, choć zaczęto je produkować dopiero w latach czterdziestych. Widoczne na ekranie dwu-dziestodolarowe banknoty weszły do emisji dwa lata po katastrofie. Rose ma akrylowe paznokcie, kapitan - soczewki kontaktowe, a jeden z mężczyzn w szalupie - elektroniczny zegarek. Warto dodać, że w katastrofie naprawdę zginął pasażer o nazwisku J. Daw-son, co odkryto dopiero po premierze filmu. Od tego czasu jego grób stał się miejscem pielgrzymek fanów. Nawiązano do wielu faktów: konstruktor Titanica Thomas Andrews po raz ostatni był widziany przy kominku w palarni pierwszej klasy i również tam po raz ostatni rozmawia z Rose. Zaś legendarna orkiestra, która trwała do końca, gra utwory, które, zgodnie z relacjami świadków, towarzyszyły pasażerom w ostatnich godzinach. LODOWATA WODA IPSTCHOTCOPYWZIJPIE Reżyser nie miał litości, chcąc dopracować film do perfekcji. Budził aktorów o 4.30, by na ich twarzach malowało się autentyczne zmęczenie. Wielu członków obsady przeziębiło się, inni zmagali się z infekcjami - to na skutek spędzania godzin w zimnej wodzie. Sama K. Winslet pewnego razu nie wytrzymała i stwierdziła, że nie będzie więcej pracować z Cameronem, chyba że... zarobi „dużo pieniędzy". Kilka osób opuściło plan, a trzech kaskaderów połamało kości. Być może zatem to niejaka chęć zemsty kierowała do dziś nieustalonym żartownisiem, który ostatniej nocy kręcenia dosypał aktorom do homaro-wej zupy fencyklidynę (rodzaj substancji psychoaktywnej). -Niektórzy się śmiali, inni płakali, niektórzy wymiotowali. W jednej chwili czułem się dobrze, w kolejnej czułem cholerny niepokój - wspominał aktor Bill Paxton. Z kolei reżyser odpowiedział na pytanie, które nurtowało wielu: dlaczego Rose na końcu filmu pozwoliła Jackowi zamarznąć w lodowatej wodzie, zamiast zrobić mu miejsce na drzwiach, na których samotnie leżała? - To bardzo proste. Czytamy 147. stronę scenariusza i jest na niej napisane: „Jack zsuwa się z drzwi, aby oddać Rose swoje miejsce, by mogła przeżyć" - wytłumaczył Cameron. DESZCZ NAGRÓD I POWROT W 3D „Titanic" otrzymał czternaście nominacji do Oscara, z czego został obsypany aż jedenastoma statuetkami. Nagrodzono go również Złotym Globem za najlepszy film dramatyczny. Nominację do Oscara w kategorii „najlepsza aktorka drugoplanowa" zdobyła Gloria Stuart, która wcieliła się w starą Rose. Była jedyną osobą w obsadzie żyjącą w czasie katastrofy (urodziła się w 1910 roku, zmarła sto lat później). G. Stuart pozostaje wciąż najstarszą osobą nominowaną do Oscara. „Titanic" nie schodził z ekranów przez wiele miesięcy -kiedy ukazał się na kasetach wideo, można go było nadal oglądać w kinach, a dystrybutorzy dostarczali co rusz nowe kopie filmu, gdyż od częstego używania szybko się niszczyły. W 2012 roku, w piętnastą rocznicę premiery filmu i setną katastrofy, „Titanic" ponownie zawitał do kin, tym razem w formacie 3D. W pamięć zapada też muzyka Jamesa Homera (choć pierwotnie miała zająć się tym Enya, która odmówiła), ze śpiewaną przez Celine Dion piosenką „My Heart Will Go On" na czele. Początkowo Cameron chciał, by towarzysząca jego filmowi ścieżka dźwiękowa była pozbawiona słów, jednak Hor-ner do spółki z autorem tekstu Willem Jenningsem potajemnie przygotował wersję, którą zachwycił się najpierw reżyser, a potem cały świat. Podobnie jak filmem, który od ćwierćwiecza cieszy się statusem kultowego.