4,60 ZŁ W TYM 8%VAT Nr ISSN 0137-9526 770137 Nr indeksu 348-570 952053 Piątek 4 lutego 2022 magazyn Głos Pomorza Dodatek telewizyjny na tydzień W tygodniu KURKI ODCHOWANE-ROSA1 BARDZO DOBRE NIOSKI ZAMÓWIENIA NA 2022 ROK HUBERT LEWNA 83-335 ŁĄCZYtiSKA HUTA 118 KOM. 534 855 252 Słupsk Bezpieczne ferie. Policjanci nr/mawiali z pierwszakami strona 2 To przyszłość Kubusia Trzyletni Kubuś ze Słupska stracił mamę i tatę w tragicznym wypadku samochodowym między Słupskiem a Lęborkiem. Kubuś został otoczony opieką kochanych dziadków. strona 3 ( X)VII)-19. W regionie bez przypadków śmiertelnych Pieniądze. Miejskie plany - słupski samorząd wydąje na projekty, który ch nie chce realizować strona 4 W GRY LOTTO K0i€KCJI OLIMPIJSKIEJ 02 magazyn Głos Dziennik Pomorza Piątek, 4.02.2022 Teatr na walentynki. Oferta nie do odrzucenia Sztuka Nowy Teatr im. Witkacego w Słupsku w lutym ma propozycję dla tych, którzy lubią się pośmiać i zabawić, jak i dla widzów oczekujących od sztuki stawiania trudnych wyzwań. Podczas niektórych spektakli będzie można oddać dzieci pod opiekę teatralnej niani. A jedno przedstawienie będzie wyjątkowe, bo na żywo zostanie przetłumaczone na język migowy. Zacznijmy od rozrywki. Tę zapewnią widzom spektakle „Pomoc domowa" i „Wieczór kawalerski". "Pomoc domowa" Marca Camolettiego to swobodna kontynuacja kultowego spektaklu „Boeing Boeing" tego samego autora. Doświadczona w męsko-damskich przygodach rubaszna pokojówka podejmuje nową pracę. Musi roz-plątać kłopoty sercowe swoich gospodarzy. Misją Nadii jest utrzymać w sekrecie ich gorące przygody na boku. Reżyseria: Albert Osik, scenografia: Barbara Guzik, tłumaczenie: Bartosz Wierzbięta, obsada: Magdalena Płaneta, Magdalena Lamża, Monika Janik, Igor Chmielnik, Wojciech Marcinkowski. Spektakle 13, 14 (walentynki) i 18 grudnia o godz. 19. Bilety: normalny 45 zł, ulgowy 40 zł, grupowy 35 zł. Uwaga, ponieważ wcześniej z powodu zachorowania na Covid-19 jednej z osób zaangażowanych w produkcję odwołano dwa spektakle, osoby, które kupiły na nie bilety, mogą zmienić termin na jeden z powyższych. "Wieczór kawalerski" to także farsa zakręcona wokół damsko-męskich rozgrywek i zdrad. Po burzliwym wieczorze kawalerskim przyszły pan „Wieczór kawalerski" młody budzi się w zarezerwowanym na noc poślubną hotelowym pokoju u boku pieknej, lecz... kompletnie sobie nieznanej kobiety. Za chwilę pojawi się panna młoda, obsługa przyjęcia i goście weselni. Każda próba wyjścia z tak zagmatwanej sytuacji wpędza naszych bohaterów w coraz większe opały. Autor: Robin Hawdon, reżyseria: Paweł Pitera, asystent reżysera: Igor Chmielnik, tłumaczenie: Elżbieta Woźniak, scenografia i kostiumy: Barbara Guzik, obsada: Bożena Borek, Monika Bubniak, Igor Chmielnik, Monika Janik, Krzysztof Kluzik, Wojciech Marcinkowski, Magdalena Płaneta. Spektakle 24 i 25 lutego, godzina 19. Bilety: normalny 45 zł, ulgowy 40 zł, grupowy 35 zł. Spektakl 25 lutego odbywać się będzie zudziałem tłumaczki języka migowego. Nowy Teatr zaprasza także w lutym na przedstawienie [b]"Ciemna Woda"[/b], przez „Gazetę świętojańską" uznane za najlepszy spektakl teatralny na Pomorzu w 2021 roku. Wojciech Marcinkowski jako Ksiądz został nagrodzony za najlepszą męską rolę główną. To historia o nietolerancji, braku empatii, obskurantyzmie, zakłamaniu i hipokryzji. Do małego miasteczka przybywają uchodźcy. Społeczność, która pod kierunkiem proboszcza, burmistrza i katechetki szykuje się do wystawienia Pasji, -jednoczy się przeciwko nim. Bunt jednostek jest słaby, a kto nie chce iść z prądem, jest marginalizowany albo ginie. W spektaklu padają kwestie znane z publicznych dyskusji. Autor: Amanita Muskaria, reżyseria: Iwo Vedral, scenografia: Paula Grocholska, muzyka: Kuba Orłowski, choreografia: Natalia Dinges, obsada: Bożena Borek, Adam Borysowicz (gościnnie), Monika Bubniak (gościnnie), Igor Chmielnik, Paulina Fonferek (gościnnie), Agnieszka Gawlińska (gościnnie), Monika Janik, Krzysztof Kluzik, Aleksander Kurzak (gościnnie), Wojciech Marcinkowski. Spektakle 18,19 i 20 lutego o godzinie 19. Bilety: normalny 45 zł, ulgowy 40 zł, grupowy 35 zł. Uwaga, 19 i 20 lutego teatr zapewnia dzieciom darmową opiekę niani. Anna Czemy-Marecka 11 Prenumerata Zadzwoń! 1 943401114 Z prenumerata.gdp a polskapress.pl prenumerata.gp24.pl WALUTY Z 03.02.2022 USD 4.0267 (-) EUR 4,5439 () CHF 436560 GBP 5,4598 (+) (+) wzrost ceny w stosunku do notowania poprzedniego (-) spadek ceny w stosunku do notowania poprzedniego Jutro u nas Temat Magazynu Czy zawsze mówimy i chcemy znać prawdę? Gwiazda Alicja Mąjewska Nie czuje upływa czasu i wciąż jest pełna energii Kuchnia Coś dla mięsożerców Doceńcie zdrowe, smaczne i dietetyczne mięso indyka 02.022022r.. godz. 21.50 MuMMiritfc 6.7,13.15.18.33.34. 36.42.43.45.53.56.57,58,68, 69,71,73,76 Plus 53 Ekstra Pensja: 1,7,17,23,30,2 Ekstra Premia: 1,6,7,29,34,4 Mini Lotto: 8,12,18,23,24 Kaskada: 6,8,9,10,14,15,16,17, 18,22,23,24 SuperSzansa: 9,4,6,8,2,5,6 03.02.2022r.. godz. 14 Mułti Mufti: 2,13,15,20,34,35,37, 38,39,42,46,51,53,54,58.61, 64,70,75,76 Plus 46 Kaskada: 1,4,5.7.8.10.11.13.15. 17,21,23 SuperSzansa: 4,4,5,6,7,7.9 Pogoda w regionie Dzisiaj Wiatr SSW15 km/h Uwaga lekkie opady Sobota 4°C 2°C Wiatr W 26 km/h Uwaga deszcz i śnieg Bezpieczne ferie. z pierwszakami Policjanci spotkali się z pierwszakami Słupsk Policjanci odwiedzili uczniów klas pierwszych, aby porozmawiać o bezpiecznym spędzaniu ferii, które rozpoczną się 14 lutego. Spotkanie funkcjonariuszy z wydziału prewencji Komendy Miejskiej Policji w Słupsku z uczniami klasy pierwszych Szkoły Podstawowej nr 16 z Oddziałami Sportowymi w Słupsku odbyło się 2 lutego. - Dzieci, które uczestniczyły w spotkaniach z mundurowymi dowiedziały się w jaki sposób wybrać odpowiednie miejsce do zabawy na świeżym powietrzu, gdzie bezpiecznie zjeżdżać na sankach, a także dlaczego nie można wchodzić na zamarznięte zbiorniki wodne. Wszyscy uczniowie zgodnie stwierdzili, że nie mogą doczekać się ferii zimowych, które, aby były udane, muszą być mroźne i śnieżne -mówisierż. szt. Jakub Bagiński, oficer prasowy słupskiej policji. Cześć uczniów w ramach nadchodzących ferii zostało zapisanych na półkolonie, ale będą też tacy, którzy czas wolny spędzą w domach. - Dlatego funkcjonariusze opowiedzieli także o zasadach bezpieczeństwa podczas pobytu w domu. Uczniowie doskonale wiedzą, jakie zagrożenia mogą ich spotkać, dlatego też mamy pewność, że wszyscy cali i zdrowi zobaczymy się po feriach - stwierdza Bagiński.©® Wojciech Nowak AUTOPROMOCJA 0110368521 STAKOJ) Word EKFRESS DZP I N VEST UWORTHJNGTON Głos Dziennik Pomorza Piątek, 4.02.2022 magazyn 03 Potrzebna pomoc dla 3-letniego Kuby, który stracił rodziców w wypadku Magdalena Olechnowicz magdalefia.olechnowia@gp24.p Pomoc Trzyletni Kubuś ze Słupska w jednej sekundzie stracił mamę i tatę, najważniejsze osoby w życiu. Do tragicznego wypadku samochodowego doszło 1 stycznia między Słupskiem a Lęborkiem. Kubuś został otoczony opieką kochającej rodziny, która niczego bardziej nie pragnie, jak zabezpieczyć chłopcu przyszłość... Pomóżmy im! W jednej sekundzie zawalił im się świat. Trzyletni Kubuś został Sierotą. Jego rodzice - 25-letnia Natalia i 29-letni Damian zginęli w tragicznym wypadku, do którego doszło z samego rana, l stycznia2022 roku... Byli cudowną rodziną, ponad życie kochali synka, mieli plany na przyszłość... Trzyletni Kubuś ze Słupska w jednej sekundzie stracił mamę i tatę, najważniejsze osoby w życiu Niestety, runęły w jednej sekundzie jak domek z kart. Na świecie został Kubuś... Chłopcem zajęli się Dziadkowie zarówno że strony mamy, jak i taty chłopca. Jedni i drudzy mieszkają na tym samym słupskim osiedlu i z ogromną miłością zaj- mują się chłopcem. Jest jeszcze ciocia - siostra Damiana oraz wujkowie - młodsi bracia Natalii. Kubuś otrzymuje od nich ogrom miłości i wsparcia. Ale nikt nie zastąpi rodziców... - Kuba jest naszym ukochanym wnukiem. Chcemy mu zabezpieczyć jak najlepszą przyszłość, założyliśmy mu specjalne konto, gdzie będzie wpłacać pieniądze dla niego. My nie jesteśmy młodzi, nie będziemy żyć wiecznie, pewnego dnia Kuba zostanie sam. Dopóki żyjemy, robimy wszystko, co w naszej mocy, aby zabezpieczyć chłopcu przyszłość - mówi Mariusz Wołczuk, dziadek chłopca, ojciec Damiana, który zginął w wypadku. Pan Mariusz złożył wniosek o opiekę prawną nad wnukiem i po pozytywnej decyzji sądu zostanie prawnym opiekunem Kuby i razem z żoną będą stanowić rodzinę zastępczą dla chłopca. - To dla nas bardzo trudne. Oni byli tacy młodzi... Syn 7 stycznia skończyłby 29 lat, a Natalia, jego partnerka miała 25 lat. Dopiero układali sobie życie... Rodzina zdecydowała, że założy internetową zbiórkę, gdzie każdy będzie mógł wesprzeć chłopca: „Zwracamy się do Was z gorącą prośbą o wsparcie dla 3-letniego Jakuba. Kuba jest niezwykle mądrym, radosnym, ciekawym świata chłopcem. Ma mnóstwo energii, tysiąc pomysłów na minutę i uśmiech, który rozjaśnia świat, l stycznia 2022 roku w ciągu jednej sekundy życie Kuby zmieniło się nieodwracalnie. W tragicznym wypadku samochodowym pod Lęborkiem stracił oboje rodziców. Damian i Natalia byli cudownymi młodymi ludźmi, mieli wspaniałe marzenia i plany na przyszłość. Kochali swojego synka nieskończoną miłością, niestety los zabrał im możliwość towarzyszenia mu w jego drodze ku dorosłości. Nic nie zrekompensuje Kubie tej niewyobrażalnej straty. Chłopiec jest w tej chwili pod opieką kochającej rodziny, która dokłada wszelkich starań, aby zapewnić mu jak najlepsze warunki i wspierać go każdego dnia. Zebrane pieniądze pozwolą zabezpieczyć przyszłość Kuby. Okażmy wsparcie w tych trudnych chwilach. Sprawmy, aby mimo przeciwności losu mógł odważnie spoglądać w przyszłość. Wierzymy w dobrych ludzi, w Wasze dobre intencje. Z całego serca dziękujemy za okazane wsparcie, za Wasze dobro, za każdą wpłatę." Kliknij i pomóż Kubusiowi: Jhttps ://zrzutka.pl/dla-kuby-ktory-w-tragicznym-wypadku-stracil-rodzicow. Do tragedii doszło w sobotę l stycznia o godzinie 9-40. Natalia i Damian wracali z Trójmiasta, gdzie spędzali Sylwestra. Para jechała samochodem marki Renault Talia w stronę Słupska. Za Lęborkiem na wysokości Leśnic pojazd uderzył w drzewo. Na miejscu zginął 28-letni mężczyzna. Natomiast 25-letnia kobieta z ciężkimi obrażeniami ciała została przetransportowana do szpitala w Lęborku. Niestety, nie udało się jej uratować. Trwa postępowanie prokuratorskie. ©® Kierowcy MZK Słupsk chcą powrotu „stref bezpieczeństwa" w autobusach. ZIM odmówił Komunikacja wojciecn NowaK wojciech.nowakl@poiskapress.pl Na początku pandemS przód autobusów był wyłączony z użytku da pasażerów Me mogfi oni korzystać z pierwszego rzędu siedzeń, ani ptzectfch ckzwi-tak działały „strefy bezpieczeństwa". Od marca2020 roku do polowy maja 20(20 wstrzymana była też sprzedaż bietów wautobusach. Czas mijał były okresy Idedy pandemia wyhamowywała, strefy znioięły.-Strefy wautobusach zaczęto HcwidoiNaćwmąju i czerwcu ubiegłego roku. Teraz Iczba zachorowań znów wzrosty ale nasze wanrid pracy są tałdejakbynk się działo-mówi Dorota Sobczak, przewodnicząca Związku Zawodowego Pracown!<ówKomurakaql McjskiejRP w Słupsku - Na samym początku chcę zaznaczyć, że nie chcemy zaprzestać sprzedaży biletów. Chodzi tylkoiwyłącznieowyznaczenie bezpiecznej strefy dla kierowcy w taki sposób, abymożliwebyło zachowanie dystansu od pasażerów - podkreśla przewodnicząca ZZPKM RP w Słupsku, która sama jest też kierowcą miejskiego autobusu. Jak informuje Dorota Sobczak, kierowcy autobusów niejednokrotnie są świadkami rozmów telefonicznych pasażerów, z których jasno wnioskują, że podróżują oni komunikacją miejską, aby udać się do punktów prowadzących testy na obecność Covid-l9. - Wielu kierowców było „świadkami" rozmów telefonicznych, w których padały słowa: „Muszę jechać na wymaz, bo miałem kontakt z osobą/kilkoma osobami, które zachorowały nakoronę". Oczywiście kierowcy, nie są w stanie stwierdzić, czy dany pasażer koniec końców był chory, czy nie, alenie można mówić, że ryzyko nie istnieje. Dlaczego jednak problem jest bagatelizowany? W wielu zakładach pracy w związku ze wzrostem zakażeń jest praca zmianowa lub zdalna. Obie te metody z oczywistych względów nie znajdą zastosowania w pracy kierowcy, dlatego każde rozwiązanie mające na cełu obniżenie ryzyka zachorowania jest dobre, a takim naszym zdaniem jest ponowne wprowadzenie „stref bezpieczeństwa". Ale, jak widać, liczba zachorowańrośnie, amy pracujemy normalnie - zauważa Dorota Sobczak. Wniosek w tej sprawie trafił na biurko prezes MZK. Andrzej Rzepecki, pracownik MZK oraz społeczny inspektor pracy, zwró- cił w nim uwagę na konieczność powrotu „stref wydzielonych". - W piśmie wskazałem, że wobec rosnącej liczby zakażeń strefy te powinny wrócić. Bez nich pasażerowie, którzy są zakatarzeni, kichający czy kaszlący, stają bezpośrednio obok kierowcy lub siadają odrazu zanim Często zdarzają się sytuacje, że pasażerowie nie noszą maseczek, a kierowcy nie mogą nic z tym zrobić, poza odtworzeniem komunikatu o obowiązku ichnoszenia - wskazuje Andrzej Rzepecki. - Jeżeli kierowca zwróci takiemu pasażerowi uwagę, to samemu staje się od razu ofiarą wyzwisk i obelg. Tak więc nic nie możemy zrobić -dodaje. Ewentualne ryzyko zachorowania lub choćby podejrzenia choroby, wymaga natychmiastowego poddaniu kwarantannie. Mniej kierowców wpracy może w konsekwencji przełożyć się na sposób funkcjonowania ko-munikaęjimięjskięj - to również jest argument, którym posługują się kierowcy. W związku z tym MZK, z zapytaniem o przywrócenie stref, zgłosiło się do organizatora ko-munikacji miejskiej - Zarządu Infrastruktury Miejskiej w Słupsku. - Realizujemy umowę powierzenia publicznych usług prze-wozowychwkomunikaęji miejskiej w Słupsku, a w związku z tym zobowiązani jesteśmy do świadczenia usług zgodnie z warunkami określonymi w umowie. Jako operator nie możemy podjąć decyzji o ograniczeniu przestrzeni dostępnej dla pasażerów bez zgody organizatora - mówi Anna Szabłowińska, rzecznik prasowy MZK Słupsk. - Jako pracodawca zapewniamy naszym pracownikom stały dostęp do środków dezynfekujących i rękawiczek, a stanowiska pracy kierowców autobusów oddzielone są pleksą od przestrzeni pasażerskiej. Wraz z pojawieniem się czwartej fali zachorowań wystąpiliśmy do ZIM w Słupsku z wnioskiem o wyznaczenie stref bezpieczeństwa, jednak uzyskaliśmy wówczas decyzję odmowną. W obliczu trwającej kolejnej fali zakażeń uważnie ob-serwujemy i analizujemy rozwój sytuacji pandemicznej zarówno w naszym regionie, jak i w naszej spółce, i jeśli będzie takako-nieczność, to rozważymy ponowne wystąpienie do organizatora z wnioskiem o wydzielenie z użytkowania przestrzeni na przednim pomoście autobusów-dodaje. O odniesienie się do sytuacji zapytaliśmy ZIM. Niestety, nie uzyskaliśmy odpowiedzi w tej sprawie. Póki co, wygląda więc na to, że kierowcy pozostanąbez „stref bezpieczeństwa" wautobusach. Nie uważają jednak, aby ich postulat nie był zasadny. Głos w tej sprawie zamierzają zabrać władze miasta. Czekamy na odpowiedź. ©® 0110368524 AUTOPROMOCJA FURNITtiRE FACTORY FABRYKA MEBLI faserplast TWOJA FIRMA TEŻ MOŻE WESPRZEĆ AKCJĘ! wioletta.antonowska@polskapress.pl tel. 697 77017 04 magazyn Glos Dziennik Pomorza Piątek, 4.02.2022 Słupski samorząd wydaje na projekty, których nie chce realizować Grzegorz Hilarecki Stupsk Miasto Słupsk płaci za projekty budowlane, a potem ich części nie realizuje. Ważność wygasa, a bywa. że pieniądze przepada-ją. Unędnicy ripostują, że w dobie „Polskiego Ładu" bez gotowych projektów trudniej wy -stępować o dofinansowanie rząckjwe. Wfadze Słupska ogłosiły, by skusić mieszkańców sołectwa Bier-kowo do przyłączenia do Słupska, wykonanie ulicy i przedłużenie Legionów Polskich do Bier-kowa. Ataki projekt powstał lata temu i za niego zapłacono. - Opracowanie, októrympan wspomina powstało na zlecenie Urzędu Miejskiego i nie było dokumentacją budowlaną, ale opracowaniem opisującym zamówienie, którego przedmiotem jest zaprojektowanie i wykonanie robót budowlanych. Z uwagi na upływ czasu oraz rozpoczęcie etapowej rozbudowy ulicy Legionów Polskich na odcinkach niezbędnych dla poprawy obsługi komunikacyjnej powstającego osiedla zabudowy mieszkaniowej opracowanie to nie jest już aktualne i nie może być podstawą do prowadzenia W 2018 roku urzędnicy ratusza uparli się. że trzeba: Przebudowy odcinków ulic Stefana Starzyńskiego, Juliana Tuwima i Placu Zwycięstwa w Słupsku prac - poinformował nas Tomasz Orłowski, zastępca dyrektora Zarządu Infrastruktury Miejskiej w Słupsku. - Na nasze zlecenie opracowane były dwie dokumentacje techniczne dotyczące rozbudowy ulicy Legionów Polskich. Pierwszy, który został zrealizowany, czy zagospodarowanie odcinka od ulicy Piłsudskiego do skrzyżowania z ulicami Zaborowskiej iZauchy oraz drugi projekt, który dotyczy dalszego odcinka do ulicy Riedla (wraz z budową ronda na tym skrzyżowaniu). To zadanie zostało zgłoszone do dofinansowania w ramach Rządowego Funduszu Rozwoju Dróg. W przypadku uzyskania dofinansowa- nia planujemy w bieżącym roku rozpocząć roboty budowlane. Ta jedna ulica pokazuje, że plany miejskie się zmieniają i to czasami bez względu na wydane na nie pieniądze. Pokazuje tood-powiedź miasta na pytania o zamówione w latach 2015 - 2021 projekty budowlane. W ramach Dostępu do Informacji Publicznej o dane poprosił Adam Pieka-rec, prezes Słupskiego Porozumienia Obywatelskiego. Z odpowiedzi Marka Goliń-skiego, wiceprezydenta Słupska, wynika że w tym czasie urzędnicy zamówili 46 dokumentacji budowlanych, które do tej pory nie zostały zrealizowane. Z tej liczby 23 nie tylko niezostały zrealizowane, ale nie zostały wpi-sanedobudżetumiastaido Wieloletniej Prognozy Finansowej miasta na lata 2022-2037. Po podliczeniu zapłaconych projektantom środków z tych 23 projektów i odliczeniu tych, które jednak planowane są i mają być w przewidywalnej przyszłości zrealizowane w ramach dofinansowania ze środków rządowych, o które miasto ma zamiar wystąpić, a dokumentacja jest ważna, i tak Wyjdzie nam ponad 1,5 min zł wydane na projekty, które zrealizowane nie będą. Wśród tych są takowe kwiatki jak: Rewitalizacja obszaru poszpitalnego w Słupsku. To miał być projekt dofinasowany z UE i... nic z tego nie wyszło. Projekt zamówiono w 2015 roku w czasach prezydentury Roberta Biedronia i rakiem się z niego wycofywano nasesji. Wydano jednak: 276 314,58 zł. Ponad 12 tysięcy wydano w 2016 roku na: Opracowanie dokumentacjiprojektowo-kosz-torysowej na budowę obserwatorium astronomicznego w ramach zadania „Obserwatorium Astronomiczne Słupski Budżet Partycypacyjny, kiegonie W 2017 roku (ważne jeszcze przez rok) zamówiono: Opracowanie dokumentacji projektowej Hali sportowej w Słupsku. Zapłacono za to774 900 zł. Teoretycznie hala może jeszcze powstać, ale planowano że wybuduje się ją za 30-40 min, teraz koszt wzrósł do ponad 120 min zł. Miasto ma obecnie inne priorytety. Monika Rapacewicz, rzeczniczka władz miasta odpisała na nasze pytanie o halę tak: „Słupski samorząd popiera każdy pomysł, który skutkować możerealizacjąinwestyęjiwna-szym mieście, w tym budowy hali widowiskowo-sportowej, szczególnie jeśli chodzi o źródła dofinansowania na tak wielką in-westycję. W budżecie Miasta Słupska nie ma wpisanego zadania o tym charakterze, ponieważ na ten moment nie ma wspomnianego źródła dofinansowania. Na ten moment skupiamy Raport MZ. W Słupsku i regionie nie zanotowano przypadków śmiertelnych Zdrowie Magdalena Olechnowicz madalena.olech nowia@polskapre5s.pl Według raportu Ministerstwa Zdrowia w ciągu ostatniej doby nie zarejestrowano ofiar koronawirusa w Słupsku i regionie, ale liczba zakażeń nie spadła. Spoglądając na dane z 3 lutego w Słupsku, powiecie słupskim, bytowskim, człuchowskim i lęborskim nie odnotowano zgonów spowodowanych koronawirusem. Liczba zachorowań natomiast utrzymuje się na podobnym poziomie, jak w ostatnich dniach. W mieście Słupsk odnotowano 132 nowe przypadki, a w powiecie słupskim 126. W powiecie bytowskim zarejestrowano 88 przypadków, W województwie pomorskim zarejestrowano 3722 nowe zakażenia, a zmarło 17 osób lęborskim 95 a człuchowskim 26. Na tle tych pięciu powiatów jedynie ten ostatni ma mniejszą liczbę zachorowań niż w dniu wczorajszym. Na kwarantannie w Słupsku i powiecie przebywa w tej chwili 3849 osób. W powiecie bytowskim 1126, lęborskim 1671, a w człuchowskim 880. W skali skraju odnotowano 54 477 nowych zakażeń, 42 442 osoby wyzdrowiały a 307 zmarło, z czego 69 wyłącznie z powodu Covid-19. Na kwarantannie przebywa 602 336 osób. W województwie pomorskim zarejestrowano 3722 nowe zakażenia, a zmarło 17 osób - wszystkie miały choroby współistniejące. Kwarantanną w województwie objętych jest 51646 osób. ©® się na ewentualnej modernizacji istniejącej hali, ale nie wykluczamy, że jeśli pojawi się inne, atrakcyjne z punktu widzenia samorządu rozwiązanie, będziemy je rozpatrywali" -napisała do nas Monika Rapacewicz, rzeczniczka ratusza. Tym bardziej, że w20l8roku (straciło już ważność) zapłacono niemal 53 tys. zł za dokumentację: „Przebudowa ciągówkomu-nikacyjnych, miejsc parkingowych, zieleni oraz elementów ij architektury terenu przy ulicy Szczecińskiej 99 przed pływalnią krytą i Halą Gryfia". W 2017 roku zapłacono za projekt: Przebudowa ul. Romera w Słupsku. Projektant wziął za top ponad 30 tys. zł, a ulicy Romera nie połączono z ul. Szczecińską do dzisiaj. I nie jest to planowane wprzyszłości. Inne ciekawe projekty z czasów prezydentury Roberta Biedronia to: Opracowanie dokumentacji projektowej z przedmiarami robót i specyfikacjami technicznymi wykonania i odbioru robót budowlanych w ramach zadania inwestycyjnego realizowanego w Słupsku pn. „Zarządzanie wodami opadowymi na terenie zlewni Rzeki Słupi" - zadanie 2 wykonanie szczelnego zbiornika odprowadzającego wody opadowe przy ul. Portowej w Słupsku. Drugi to: Opracowanie koncepcji i dokumentacji projektowej z przedmiarami robót i specyfikami technicznymi wykonania i odbioru robót budowlanych na budowę kanału deszczowego na odcinku od ul. Portowej do Słupskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej - zadanie nr 3. Na oba wydano ponad 2l0tys. zł. Straciły ważność, a w międzyczasie miasto pozyskało dwa do-finasowania rządowe na inne projekty związane ze zbiornikami retencyjnymi i je realizuje. W 2018 roku urzędnicy ratusza uparli się, że trzeba: Przebudowy odcinków ulic Stefana Starzyńskiego, Juliana Tuwima i Placu Zwycięstwa w Słupsku. Dokumenty projektowe zamówiono i zapłacono po odbiorze 53 tys. zł. Do przebudowy nie doszło. Zresztą, kto ze słupszczan, uznał by ją za potrzebną? Nie zrealizowano też dwóch projektów: Kliny Zieleni naZato-rzu - ogrody sensoryczne" w ramach Słupskiego Budżetu Partycypacyjnego 2019. Każdy za 17 898,96 zł. Takich wymienionych projektów jest więcej, ale miasto tłumaczy że w dobie Polskiego Ładu, będzie występować o dofinansowanie budowy dróg. I już w sprawie ulic: Fińskiej, Litewskiej iŁote"/skiej planuje uzyskanie zezwoienia narealizację. Tak: jak Duńskiej, Norweskiej i Owocowej. Są też inwestycje: Mikołajska, Piekiełko, które też mogą zostać zrealizowane.©® „Można odejść na zawsze, by stale być blisko" ks. Jan Twardowski Panu Markowi Mańkowskiemu wyrazy współczucia z powodu śmierci Syna składają Dyrekcja i Pracownicy Centrum Kultury i Biblioteki Publicznej Gminy Słupsk Nekrologi zamówisz tutaj: Słupsk, ul. Henryka Pobożnego 19, 59 848 8103 Koszalin, ul. Mickiewicza 24, 94 347 3511 Szczecin, bo.gs24@polskapress.pl, 697 770190 Szczecinek, bo.gk24@polskapress.pl, 94 347 3516 Stargard, wieslawa.sowa@polskapress.pl, 670 770191 reklarna.slupsk@polskapress.pl Głos Dziennik Pomorza Piątek, 4.02.2022 magazyn 05 Budki lęgowe przy szkołach. Firma Łąccy rozda domki dla ptaków SyłwiaUs sytwia.tts@poiskapress.pl Powiat bytowski Budki lęgowe przy szkołach. Akcję zorganizowała firma Łąccy z Kotczygłów, która wyprodukuje i bezpłatnie rozda domki dla ptaków. W Urzędzie Miejskim w By-toW Urzędzie Miejskim w Bytowie odbyło się spotkanie przedstawicieli placówek oświatowych z terenu gminy Bytów z pracownikami urzędu oraz przedstawicielami firmy Łąccy Kołczygłowy. Mateusz Oszmaniec, zastępca Burmistrza Bytowa wraz z firmą Łąccy zaprosił bytow-skie szkoły i przedszkola do udziału w akcji wieszania budek lęgowych dla ptaków. Ornitolog Małgorzata Bagińska, opowiedziała zebranym o budowie budek lęgowych, sposo- Akcję zorganizowała firma Łąccy z Kołczygłów, która wyprodukuje i bezpłatnie rozda domki dla ptaków bie ich wieszania na drzewach i pielęgnacji. Firma Łąccy nieodpłatnie przekazała zebranym budki w ramach akcji prowadzonej wśród młodzieży i dzieci. Placówki, które dotąd się nie zgłosiły, a są chętne do wzięcia udziału w akcji mogą się zgłaszać do Wydziału Spraw Rolnych i Ochrony Środowiska Urzędu Miejskiego w Bytowie (e-mail: a.olik@bytow.com.pl) lub też bezpośrednio do Anny Baranowskiej, przedstawiciela firmy Łąccy Kołczygłowy (e-mail: anna.baranowska@mo-onwood.me). Kiedy należy wieszać budki? Jesienią i wczesną wiosną jednak nie później niż do 15 marca. Budki powinno się mocować na desce przybijanej do pnia drzewa za pomocą nierdzewnych gwoździ. Zaleca się stosowanie 4 gwoździ, nie powinno się ich wbijać do końca, co będzie stanowić zapas na przyrost drzewa. Budki należy wieszać pochylone lekko do przodu, żeby zapobiec ich zalewaniu podczas deszczu. Odległość pomiędzy budkami powinna być dostosowana do preferencji gatunku, dla którego są przeznaczone, np. dla sikor wystarczy 30-50 ale dla puszczyka już 100-500 m. Optymalna wysokość wywieszania budek to 4 m, taka wysokość pozwoli chronić budki przed wandalizmem, a przy okazji ich czyszczenie nie będzie utrudnione. Jednak niektóre gatunki wymagają budek powieszonych znacznie wyżej, np. puszczyk -około 10 m. Dlaczego czyszczenie budek jest koniecznością? Po pierwsze, dlatego by oczyścić budkę z potencjalnych pasożytów, które mogą zagrażać zarówno ptakom nocującym w niej (np. zimą), jak i przyszłym młodym. Po drugie, ze względów bezpieczeństwa. Ptaki niechętnie zasiedlają skrzynki, w których jest za dużo materiału gniazdowego. Jeśli nowe gniazda są budowane na gniazdach starszych, mogą się niebezpiecznie zbliżyć do otworu wlotowego, przez co są bardziej narażone na atak drapieżników. ©® REKLAMA 0010387159 06 magazyn Głos Dziennik Pomorza Piątek, 4.02.2022 Uszkodzone studzienki kanalizacyjne na ulicy Lutosławskiego w Słupsku Wojciech Nowak wojciech.nowak1@polskapress.pl Słupsk Zapadające się studzienki i ubytki na słupskich drogach -na to skarżą się kierowcy. Oba te problemy występują m.in. na ulicy Lutosławskiego i dalej na ulicy Poznańskiej. - Zapadnięte studzienki i ubytki na ulicy Lutosławskiego to zmora kierowców. Jeżeli się ich nie ominie, to wizyta u mechanika murowana - takiego zdania jest jeden z czytelników. Omijanie takich przeszkód na drodze zmusza do wykonywania manewrów, które mogą okazać się niebezpieczne - nawet jadąc „na pamięć" i wiedząc, gdzie znajdują się najbardziej zapadnięte studzienki i największe dziury w jezdni. Zapadające się studzienki obok typowych dziur to problem wielu ulic w mieście Dla kierowców wybieranie między stwarzaniem zagrożenia na drodze, a ewentualną wizytą u mechanika nie jest żadnym wyborem - między innymi stąd skargi na stan ulic miasta. Prace mające poprawić stan jezdni na słupskich ulicach Lutosławskiego i Po- znańskiej zostały już rozpoczęte. Dziury, które nie zagrażają bezpieczeństwu na naprawę poczekają do wiosny. - Prowadzone przy ulicach Lutosławskiego i Poznańskiej prace obejmują regulację czterech będących w eksploatacji ZIM w Słupsku studni kanalizacji deszczowej. Pierwsze dwie studnie są już naprawione, w najbliższych dniach nastąpi regulacja dwóch kolejnych. Ubytki i uszkodzenia jezdni, które nie zagrażają bezpieczeństwu użytkowników dróg zostaną naprawione wczesną wiosną, po zakończeniu uzupełniania ubytków zimowych - mówi Tomasz Orłowski, wicedyrektor Zarządu Infrastruktury Miejskiej w Słupsku. - Jednocześnie część infrastruktury uwidocznionej na zdjęciach stanowi własność gestorów sieci uzbrojenia, którzy we własnym zakresie zobowiązani są do dokonywania napraw np. zapadniętych studni kanalizacyjnych - dodaje. Przypominamy, że w ramach akcji dziura czekamy na zgłoszenia czytelników. Piszcie do nas (alarm@gp24.pl) na temat miejsc, w których w ramach prac porządkowych powinni pojawić się drogowcy. ©® Wójt Gminy Słupsk OGŁOSZENIE WÓJTA GMINY SŁUPSK o wyłożeniu do publicznego wglądu projektu miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego wraz z prognozą oddziaływania na środowisko Na podstawie art. 17 pkt 9 ustawy z dnia 27 marca 2003 r. o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym (t.j. Dz.U. z 2021 r., poz. 741 z późn. zm.) oraz Uchwały nr XXII/236/2020 Rady Gminy Słupsk, z dnia 24 czerwca 2020 r. w sprawie przystąpienia do sporządzenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego części obrębu geodezyjnego Bukówka, gmina Słupsk zawiadamiam o wyłożeniu do publicznego wglądu projektu miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego części obrębu geodezyjnego Bukówka, gmina Stupsk, wraz z prognozą oddziaływania na środowisko, w dniach od 14 lutego do 7 marca 2022 r. w siedzibie Urzędu Gminy Słupsk, ul. Sportowa 34, 76-200 Słupsk, w godzinach urzędowania oraz na stronie 8IP Urzędu Gminy Słupsk. Dyskusja publiczna nad przyjętymi w projektach planów miejscowych rozwiązaniami odbędzie się w siedzibie Urzędu Gminy Słupsk w Sali Konferencyjnej w dniu 7 marca 2022 r. o godz. 14:00. Dyskusja publiczna zostanie przeprowadzona z zachowaniem reżimu sanitarnego i wszelkich środków ostrożności, zgodnie z wytycznymi i zaleceniami Ministra Zdrowia i Głównego Inspektora Sanitarnego. Zgodnie z art. 18 ust. 1 ustawy z dnia 27 marca 2003 r. o planowaniu 1 zagospodarowaniu przestrzennym (t.j. Dz.U. z 2021 r. poz. 741 z późn. zm.), każdy, kto kwestionuje ustalenia przyjęte w projekcie planu miejscowego, może wnieść uwagi. Jednocześnie informuję, że zgodnie z art. 46 pkt 1 oraz art. 54 ust. 2 ustawy z dnia 3 października 2008 r. o udostępnieniu informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz ocenach oddziaływania na środowisko (t.j. Dz.U. z 2021 r. poz. 2373 z późn. zm.), w związku z prowadzonym postępowaniem w sprawie strategicznej oceny oddziaływania na środowisko, w miejscu i czasie wyłożenia projektu ww. planu miejscowego do publicznego wglądu można zapoznać się z niezbędną dokumentacja sprawy, tj. projektem miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, prognozą oddziaływania na środowisko do tego planu, opinią Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego w Słupsku oraz opinią Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska w Gdańsku. Zgodnie z art. 8c ustawy z dnia 27 marca 2003 r. o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym (Dz.U. z 2021 r. poz. 741 z późn. zm.) oraz art. 40 ustawy z dnia 3 października 2008 r. o udostępnieniu informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz ocenach oddziaływania na środowisko (t.j. Dz.U. z 2021 r. poz. 2373 z późn. zm.), osoby fizyczne i prawne oraz jednostki organizacyjne nieposiadające osobowości prawnej mogą wnosić uwagi dotyczące projektu planu oraz uwagi i wnioski do dokumentacji dot. strategicznej oceny oddziaływania na środowisko. Uwagi i wnioski mogą być wnoszone: - w formie pisemnej, - ustnie do protokołu w Urzędzie Gminy Słupsk, - za pomocą środków komunikacji elektronicznej, tj. poczty elektronicznej na adres: info(a)aminasluDsk.Dl lub formularza zamieszczonego w Biuletynie Informacji Publicznej Urzędu Gminy Słupsk. z podaniem imienia i nazwiska lub nazwą jednostki organizacyjneji adresu, oznaczenia nieruchomości, której uwaga dotyczy, w nieprzekraczalnym terminie do dnia 22 marca 2022 r. Uwagi i wnioski złożone po upływie wyżej podanego terminu pozostaną bez rozpatrzenia. Uwagi do projektu planu oraz wnioski i uwagi w postępowaniu w sprawie strategicznej oceny oddziaływania na środowisko będą rozpatrywane przez Wójta Gminy Słupsk w terminie 21 dni od dnia upływu terminu ich składania. Zgodnie z art. 13 ust. 1 i 2 Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych), informujemy, że: 1. Administratorem Pana/Pani danych osobowych jest Wójt Gminy Słupsk z siedzibą w Urzędzie Gminy Słupsk, ul. Sportowa 34, 76-200 Słupsk. 2. Z inspektorem ochrony danych można się kontaktować we wszystkich sprawach dotyczących przetwarzania danych osobowych oraz korzystania z praw związanych z przetwarzaniem danych. Kontakt z Inspektorem Ochrony Danych-iod@gminaslupsk. pl lub na adres: Urząd Gminy Słupsk, ul. Sportowa 34, 76-200 Słupsk. 3. Pana/Pani dane zawarte we wniosku będą przetwarzane w celu: rozpatrzenia uwag i wniosków do Miejscowego Planu Zagospodarowania Przestrzennego. Podstawą prawną przetwarzania danych stanowią: Ustawa z dnia 27 marca 2003 r. o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym (Dz.U. 2021 poz. 741 ze zm.). Ustawa z dnia 3 października 2008 r. o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz o ocenach oddziaływania na środowisko (Dz.U. z 2021 r. poz. 247). 4. Odbiorcami Pana/Pani danych osobowych będą wyłącznie podmioty uprawnione do uzyskania danych osobowych oraz podmioty uczestniczące w procesie tworzenia Miejscowego Planu Zagospodarowania Przestrzennego. 5. Dane te będą wykorzystywane przez okres wynikający z przepisów prawa, do momentu zakończenia realizacji celów, a po tym czasie przez okres oraz w zakresie wymaganym przez przepisy ustawy z dnia 14 lipca 1983 r. o narodowym zasobie archiwalnym i archiwach oraz rozporządzenia Prezesa Rady Ministrów z dnia 18 stycznia 2011 r. w sprawie instrukcji kancelaryjnej, jednolitych rzeczowych wykazów akt oraz instrukcji w sprawie organizacji i zakresu działania archiwów zakładowych. 6. Posiada Pan/Pani prawo do żądania od administratora dostępu do danych osobowych, prawo do ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania. 7. Przysługuje Panu/Pani prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego zajmującego się ochroną danych osobowych: Urząd Ochrony Danych Osobowych, ul. Stawki 2, 00-193 Warszawa. 8. Podanie danych osobowych jest wymogiem ustawowym. Konsekwencją niepodania przez Pana/Panią danych będzie pozostawienie wniosku bez rozpatrzenia. 9. Pana/Pani dane nie będą przetwarzane w sposób zautomatyzowany oraz profilowane. Wójt Gminy Słupsk Głos Dziennik Pomorza Piątek, 4.02.2022 magazyn/kraj 07 W Polsce najniższe ceny paliw, ruszyła turystyka Słubice Z powodu obniżki cen na polskich stacjach zestroiły Nie-miec może się rozwinąć turystyka pafiwowa-pisze niefniec-ki dzienrak „Bid". We wtorek nastagadiwSJubkadibyto więcej kfientów zza Odry. Na weekend niemiecka poiiga prognozuje korki w kierunku PoiskL Przygraniczne stacje benzynowe po stronie niemieckiej obawiają się katastrofalnych konsekwency takiej sytu-acp-alarmuje „Bad". Ceny paliwa w Polsce zmniejszyły siępo wprowadzonej przez rząd od l lutego obniżce podatku VAT na paliwa. „Litr benzyny super za 1,14 euro - tak tanio można zatankować w Słubicach tuż za przejściem granicznym. To przyciąga kierowców z Berlina i Brandenburgii. W Berlinie litr benzyny kosztuje średnio 1,65 euro" - napisał w środę niemiecki dziennik „Bild". Według gazety od wtorku na stacjach w Słubicach zauważono zwiększony ruch klientów z Niemiec. „Dziś było o 20 proc. więcej klientów. W weekend liczę, że będzie nawet o 100 proc. więcej" - powiedział w rozmowie z dziennikiem Michał Ko-niuszkiewicz ze stacji Circle K w Słubicach. Obniżka cen na stacjach w Polsce może spowodować rozwinięcie się turystyki paliwowej - prognozuje „Bild". Stacje benzynowe po stronie niemieckiej obawiają się z tego powodu ka-tastrofalnych konsekwencji. Według Hansa-Joachima Riihle-manna, szefa niemieckiego Stowarzyszenia Branży Warsztatowej i Stacji Paliw Północny-Wschód, obecnie na niemieckich stacjach przygranicznych brakuje 70 procent klientów. Według Ruhlemanna kilkaset niemieckich stacji benzynowych przy granicy z Polską obawia się o swoje istnienie. „Obecna sytuacja mocno uderza w stacje benzynowe w Niemczech. Musiałam już zmienić godziny otwarcia,bo po 18 prawie nikt nie tankuje" - mówi dziennikowi Ste-phianie Wellnitz-Kuhrau, która zarządza dwiema samoobsługowymi stacjami benzynowymi we Frankfurcie nad Odrą. „Z jednej strony obniżono VAT w Polsce, z drugiej wprowadzono podatek od C02 w Niemczech. To w nas mocno uderza" - ocenia. Wojciech Rogacin Izba Dyscyplinarna SN do likwidacji Warszawa Lidia Lemaniak lidiaJemaniak@pobkapfess.pl Prezydent Andrzej Duda złożył projekt zmiany ustawy o Sądzie Najwyższym. Zgodnie z jego założeniami zlikwidowana ma zostać Izba Dyscy-plinama, co powinno odblokować wypłatę Polsce unijnych pieniędzy z Krajowego Planu Odbudowy. - Składam do laski marszałkowskiej inicjatywę prezydencką zmiany ustawyoSądzie Najwyższym - poinformował prezydent Andrzej Duda. P Prezydent zaproponował, aby Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego została zlikwidowana, a sędziowie, którzy w niej orzekają, mieli możliwość przejścia do innej izby lubw stan spoczynku. - Zostanie stworzona w Sądzie Najwyższym Izba Odpowiedzialności Zawodowej. Będzie składała się 11 sędziów -dodał. Andrzej Duda podkreślił, że projekt zmiany ustawy o Sądzie Najwyższym ma dać polskiemu rządowi narzędzie do zakończenia sporu z Komisją Euro-pejską i odblokowania środków. - Inicjatywa ta - jak się zorientowałem -była rzeczywiście Prezydent: inicjatywa była oczekiwana także ze strony opozycji na scenie politycznej oczekiwana i nawet ze strony tych polityków, którzy zaliczają się do opozycji, padły głosy takie, że „dobrze, że prezydent występuje z inicjatywą ustawodawczą", że właśnie głowa państwa, a więc niejako ktoś, kto oboktej sceny politycznej parlamentarnej stoi, występuje z inicjatywą, która zasadniczo zmierza do załatwienia dwóch dziś dla Polski bardzo ważnych spraw - mówił. Andrzej Duda dodał, że „pierwsza to umożliwienie nor-ińalnego rozsądnego funkcjonowania odpowiedzialności zawo- dowej". - W zawodach prawniczych przede wszystkim, jeżeli chodzi o osoby, które należą do stanu sędziowskiego, kwestie tej odpowiedzialności poprzez wydarzenia ostatnich lat, poprzez działania, które były podejmowane przez instytucje europejskie, ale także poprzez działania, które były podejmowane wewnątrz kraju, były zaburzone i wielokrotnie kwestionowane - powiedział. Dodał, że „to oczywiście nie przyczyniało się do porządku w naszym kraju, do stabilności funkcjonowania wymiaru spra- wiedliwości, ale też rzeczy bardzo dla mnie ważnej - poczucia wśród obywateli - że ta odpowiedzialność zawodowa osób ze stanu sędziowskiego jest w sposób należyty, uczciwy i rzetelny egzekwowana". -Było to w ostatnim czasie bardzo często podważane i w moim osobistym przekonaniu wymaga to zdecydowanej naprawy-mówił. W lipcu ubiegłego roku Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej nakazał Polsce zamrożenie działania Izby Dyscyplinarnej i pod groźbą kary odbierania środków unijnych. Komisja Europejska uzależniała od wykonania tego wyroku przez Polskę wypłaty pieniędzy z funduszu odbudowy po pandemii. - Wiem, że na pewno będzie wiele krytyki wokół tego projektu, ale ktoś musiał się tego podjąć. Zdecydowałem się na to, tak jak niedawno zażegnałem spór z naszym wielkim sojusznikiem, Stanami Zjednoczonymi, który pojawił się wokół przestrzegania polsko-amery-kańskiej umowy będącej bazą nowoczesnego rozwoju z początków transformacji o wzajemnej ochronie inwestycji -mówił prezydent. MATERIAŁ POWSTAŁ WE WSPÓŁPRACY Z MINISTERSTWEM FINANSÓW I KRAJOWĄ ADMINISTRACJĄ SKARBOWĄ Seniorze, Polski Ład to konkretny zastrzyk pieniędzy w Twoim portfelu olski Ład to historyczna obniżka podatków, dzięki której w portfelach Polaków zostanie ok. 17 mld zł rocznie. To również realne wsparcie finansowe dla seniorów, których w jesieni życia często nie stać na godne życie. To wyraz naszej solidarności międzypokoleniowej i kolejne m.in. po 13. emeryturze działanie, które zapewni Ci wyższe świadczenia. Emerytura i renta do 2.5 tys. zł bez PIT Kwota wolna w wysokości 30 tys. zł powoduje, że emeryci i renciści, którzy pobierają świadczenia do 2500 zł brutto miesięcznie, nie będą płacili podatku PIT. W Polsce takich osób jest 6 min. Przy wysokości świadczenia 2 500 zł brutto miesięcznie, roczny zysk to ok. 2250 zł, „na rękę". To niemal emerytura ekstra. Wyższe emerytury i renty Jeśli świadczenie wynosi do 4 290 zł brutto miesięcznie, seniorzy zyskają na Polskim Ładzie. otrzymują świadczenia od 4 920 zł aż do 12 800 zł brutto miesięcznie. Emerytury do tej kwoty otrzymuje aż 99,95 proc. seniorów w Polsce. PIT-0 dla seniora Podatkowy Polski Ład to również zachęta do kontynuacji pracy. Doświadczeni seniorzy, którzy mimo nabycia Emerytura brutto Zysk roczny miesięcznie „na rękę" 1800 zł 1473 zł 2 500 zł 2 250 zł 3 000 zł 1785 zł 3 500 zł 1320 zł Świadczenia powyżej 4290 zł Polski Ład ochroni również osoby, które uprawnień do emerytury czasowo zrezygnują z jej pobierania i pozostaną aktywni zawodowo, będą mogli skorzystać ze specjalnej ulgi. Takie osoby nie będą płacić podatku od przychodów z pracy na etacie, zleceniu lub działalności gospodarczej - do kwoty 85 528 zł rocznie. Dodatkowo pracujący seniorzy, niepobierający emerytury i rozliczający się według skali podatkowej, będą płacić podatek dopiero po przekroczeniu 115 528 zł zarobków (30 tys. zł kwoty wolnej + 85 528 zł ulgi). W sumie dzięki Polskiemu Ładowi, pracujący seniorzy zaoszczędzą w tym roku co najmniej 800 mln zł. 08 magazyn/świat Głos Dziennik Pomorza Piątek, 4.02.2022 Tajemnicza choroba dyplomatów wyjaśniona? Waszyngton LkSaLemaniak idia.letnaniak@polskapress.pl Niektórzy z tysiąca amerykańskich dyplomatów i oficerów wywiadu dotkniętych tajemniczą chorobą znaną jako syndrom hawański mogli być ce-lem impulsów energii elektromagnetycznej-wynika z częściowo odtonionego przez wywiad USA raportu. „Impulsowa energia elektromagnetyczna, szczególnie w zakresie częstotliwości radiowych, wiarygodnie wyjaśnia ból ucha, zawroty głowy i inne objawy niektórych osób cierpiących na dolegliwości, które zostały po raz pierwszy zgłoszone przez amerykańskich dyplomatów w stolicy Kuby w 2016 roku" -twierdzą eksperci z rządu USA. Panel ekspertów został zwołany przez dyrektora wywiadu narodowego Avril Haines i zastępcę dyrektora CIA Davida Cohena. Podobne przypadki odnotowano w Rosji, Chinach, Tadżykistanie i niektórych krajach afrykańskich. Odkrycia odzwierciedlają badanie Narodowej Akademii Nauk z 2020 roku i są następstwem tymczasowego raportu CIA z 20 stycznia, w którym stwierdzono, że jest mało prawdopodobne, aby Rosja lub inny zagraniczny przeciwnik stał za większością tzw. anomalnych incydentów zdrowotnych. Raport CIA mówi jednak, że z tysiąca odkrytych przypad- ków niewyjaśnionych pozostało około 25. Reuters odnotowuje, że opublikowany w środę raport nie skupiał się na tym, kto ponosi odpowiedzialność za tego rodzaju ataki na służby amerykańskie, ale jego wnioski prawdopodobnie podsycą frustrację wśród obecnych i byłych urzędników amerykańskich, którzy nie mają jasnego wyjaśnienia swoich chronicznych dolegliwości. Odkrycia wzmacniają potrzebę skoordynowanego, całościowego podejścia rządowego - powiedział Mark Zaid, prawnik reprezentujący ofiary z wielu amerykańskich agencji rządowych. - Te fragmentaryczne recenzje agencji czasami ujawniają niespójne, a nawet sprzeczne wyniki - dodał. Erie Lander, dyrektor Biura Polityki Naukowej i Technologicznej Białego Domu, przekazał w oświadczeniu, że panel ekspercki pracował przez prawie dziewięć miesięcy i był pierwszą z kilku grup ekspertów, które miały tak szeroki dostęp „do raportów wywiadowczych i danych pacjentów". Stwierdzili oni, że objawy „są prawdziwe i przekonujące" na podstawie raportów medycznych i wywiadów z lekarzami oraz ofiarami. Osoby przypadkowo wystawione na działanie sygnałów energii elektromagnetycznej -które obejmują fale radiowe, mikrofale i promieniowanie rentgenowskie - zgłosiły dolegliwości podobne do objawów zgłaszanych przez ofiary syndromu hawańskiego. Więcej wojsk USA w Europie - dyplomatyczna porażka Rosji Waszyngton Grzegorz Kuczyński gi7egorz.kuczynski@polskapress.pl Decyzja JoeBidena o wysłaniu paru tysięcy żołnierzy USA na wschodnią flankę NATO ma przede wszystkim znaczenie polityczne. To kolejny, być może jeden z ostatnich, z serii ciosów, jakie Zachód zadał Rosji w toczącej się dypłomatyczno-militamej rozgrywce. Kreml stradł inicjatywę, którą miał jeszcze choćby w ubiegłym tygodniu. Prezydent USA Joe Biden zatwierdził w środę przeniesienie kilku tysięcy dodatkowych żołnierzy amerykańskich na wschodnią flankę NATO. Około 2000 żołnierzy zostanie przeniesionych bezpośrednio z USA w najbliższych dniach, podczas gdy1000więcej, z tych obecnie stacjonujących w Niemczech, zostanie wysłanych do Rumunii - powiedział rzecznik Pentagonu John Kirby. To jasny sygnał pod adresem Rosji. - Dyslokacja nie ma stałego charakteru, jest tylko odpowiedzią na obecne warunki - powiedział Kirby. Pytana o to, czy obecność tych sił będzie uzależniona od tego, czy Rosja wycofa swoje wojska skoncentrowane wokół Ukiainy, rzeczniczka Białego Domu Jen Psaki stwierdziła, że „jeśli prezydent Putin podejmie kroki w kierunku de-eskalacji, z pewnością wpłynie NA ŚWIECIE Ouito Powódź i osuwiska w Ekwadorze Największe od niemal dwudziestu lat opady deszczu w stolicy Ekwadoru, Quito, wywołały powódź oraz błotne osuwiska. Bilans ofiar śmiertelnych w tym mieście wzrósł od wtorku z 14 do co najmniej 24 osób. Rannych jest ponad 50 mieszkańców Quito. Sześć osób nadal jest poszukiwanych. Woda sforsowała tamę i dokonała ogromnych zniszczeń, szczególnie w dwóch robotniczych dzielnicach ekwadorskiej stolicy - La Gasca i La Co-muna. Błoto i kamienie zalały tam wiele domów i ulic. (hr) Londyn Koniec raportowania zachorowań na Covid Najpóźniej do Wielkanocy brytyjski rząd chce zakończyć publikowanie codziennych statystyk dotyczących zakażonych, hospitalizowanych i zmarłych na Covid-19 - infor- muje dziennik „The i". Według rządu Johnsona wirusa SARS-CoV-2 nie da się całkowicie wyeliminować i trzeba go zacząć traktować jak sezonową grypę. W zeszłym tygodniu na Wyspach przestały obowiązywać niemal wszystkie restrykcje covidowe. (HR) Waszyngton Prezes CNN zrezygnował, bo nie ujawnił romansu Prezes CNN Jeff Zuckerzrezygno-wałz pracy potym, jak nie ujawnił związku z podwładną - dyrektor wyższego szczebla - choć było to pytany. Romans odkryto podczas śledztwa w sprawie zwolnionego prezentera CNN Chrisa Cuomo. 56-letni Jeff Zucker - uważany za jednego z najpotężniejszych szefów mediów w USA - napisał w wiadomości rozesłanej do pracowników sieci, że „pomylił się", nie zgłaszając związku zgodnie z wymaganiami korporacyjnymi. O to, czy jest z kimś związany, był pytany przez komisję prowadzącą postępowanie ws. zwolnienia prezentera CNN, Chrisa Cuomo. „Mu- siałem to ujawnić, kiedy to się zaczęto, ale tego nie zrobiłem" - napisał. - „Myliłem się. W rezultacie dzisiaj rezygnuję". Cuomo został zwolniony po deklaracji, że pomoże swojemu bratu - politykowi, b. gubernatorowi Nowego Jorku Andrew Cuomo, na którym ciążyły zarzuty o molestowanie seksualne. (rs) Amsterdam Ginekolog zapłodnił swym nasieniem co najmniej 21 pacjentek Holenderski ginekolog Jos Beek zapłodnił swoim nasieniem co najmniej 21 pacjentek, które leczył z powodu niepłodności. Według wstępnych ustaleń do zapłodnień dochodziło w latach 1973-1998. Pary leczone przez Beeka chciały korzystać ze spermy od anonimowych dawców. Ginekolog używał własnego nasienia bez ich wiedzy i zgody. Dr Beek zmarł w 2019 roku. Sprawa ujrzała światło dziennie, gdy holenderska organizacja Fiom zajęła się wykrywaniem biologicznych rodziców osób urodzonych dzięki anonimowym dawcom nasienia, (hr) 51 Prezydent Joe Biden zapowiedział wysłanie dodatkowych oddziałów wojsk USA do Europy Wschodniej uspokoić naszych sojuszników w NATO i Europie Wschodniej. Jesteśmy tam, artykuł V jest świętym zobowiązaniem -oświadczył Joe Biden. Oczywiście zwiększona obecność wojskowa USA w tej części kontynentu nie obroni Ukrainy, gdyby Rosja na nią napadła, ale pokazuje jedność NATO. Sygnalizuje Kremlowi, że ewentualna agre-sja na Ukrainę nie przyniesie kryzysu i załamania politycznej i wojskowej spójności NATO. Tym bardziej że decyzję o zwiększeniu sił rozmieszczonych na wschodniej flance NATO podjęło także wiele innych państw Sojuszu, choćby Wielka Brytania, Francja, Dania czy Holandia. Pierwsze reakcje Rosji sugerują, że decyzja o rozmieszczeniu dodatkowych sił USA Twarda postawa Zachodu, nie tylko w sferze retoryki, ale też konkretnych działań. zepchnęła Rosję do defensywy to na nasze kalkulacje". Z drugiej strony, Psaki zasugerowała, że wkrótce może dojść do rozmieszczenia kolejnych sił USA w Europie na terytorium innych państw wschodniej flanki NATO. - To całkowicie zgodne z tym, co mówiłem Putinowi od początku: tak długo, jak będzie działał agresywnie, zapewniamy, że będziemy w stanie na wschodniej flance NATO to dobry ruch. Jeszcze do wieczora w środę nie było deklaracji kogoś z samego szczytu władzy, widać było, że toczą się rozmowy, jak zareagować. Jedynie zastępca szefa MSZ Aleksandr Gruszko powiedział agencji In-terfax, że decyzja ta jest „nieuzasadniona" i że te „destrukcyjne kroki wzmacniają napięcie militarne i zawężają pole dla decyzji politycznych". Wydaje się, że właśnie teraz - na Kremlu - rozstrzyga się, czy w Europie dojdzie do wojny czy nie. Zepchnięta do defensywy Rosja ma dwa wyjścia. Albo odpowie dalszą eskalacją, co w obecnej sytuacji oznacza tylko działania wojenne przeciwko Ukrainie, albo skorzysta z deski ratunkowej rzuconej przez Zachód w pisemnych odpowiedziach na rosyjskie żądania, jaką jest proces negocjowania kontroli zbrojeń, w tym np. umożliwienie Rosjanom inspekcji baz tarczy antyrakieto-wej w Polsce i Rumunii. Twarda postawa Zachodu od początku stycznia, nie tylko w sferze retoryki, ale też działań (choćby dostawy uzbrojenia dla Ukrainy), obecna seria wizyt przywódców krajów NATO z konkretnym wsparciem, a także - bardzo ważna - twarda przecząca odpowiedź pisemna na rosyjskie żądania, zdecydowane ostrzeżenie liderów Zachodu w rozmowach z Putinem zepchnęły Rosję do defensywy. ©® Iskandery na zdjęciach satelitarnych rosyjskich obozów przy granicy Moskwa Grzegorz Kuczyński grzegorz.kuczynski@polskapress.pl Rosja nadal gromadzi siły przy grankadi z Ukrainą, w tym na Białorusi. Potwierdzają to ostatnie zdjęcia satelitarne obozów polowych ro-syjskiej armii. Niepokojąco brzmią też doniesienia o nie- . typowych ruchach Gwardii Narodowej. Według amerykańskiej firmy Maxar, cytowanej przez CNN i Reutera, zdjęcia satelitarne wykonane w ostatniej dekadzie stycznia pokazują wzrost poziomu gotowości bojowej w porównaniu z poprzednią serią zdjęć opublikowanych 19 stycznia. Na zdjęciach widać namioty wojskowe w obozach w zachodnich regionach Rosji, na anektowanym Krymie i na Białorusi, co oznacza, że przybywa tam nie tylko sprzęt wojskowy, ale także personel. Odnotowano również wzrost liczebności ugrupowania rosyjskiego na Białorusi. Na zdjęciach widać rosyjskie systemy rakietowe Iskander. W dniach 10-20 lutego na Białorusi mają się odbyć zakrojone na szeroką skalę rosyj-sko-białoruskie ćwiczenia. Rosyjskie ministerstwo obrony potwierdziło wysłanie tam rosyjskich wojsk i sprzętu, w tym z Dalekiego Wschodu. Ukraina i kraje zachodnie obawiają się jednak, że rosyjskie wojsko może zaatakować Ukrainę z terytorium Białorusi, jeśli Moskwa zdecyduje się na wojnę. Analitycy z grupy Conflict In-telligence Team odnotowali w środę, że w ostatnich dniach zauważono na drogach i torach kolejowych w różnych regionach Rosji pojazdy oddziałów Gwardii Narodowej. Filmy zostały wykonane w obwodzie ar-changielskim i Karelii, czyli daleko od granic z Ukrainą - ale także w obwodach kałuskim, lipieckim i tulskim położonych nie tak znów daleko od Ukrainy. „Dotychczas nie zaobserwowaliśmy rozmieszczenia Ros-gwardii w obozach czy miejscowościach w pobliżu ukraińskich granic. Należy jednak zauważyć, że takie przesunięcie sił tej formacji jest dość nietypowe" -zauważa CIT, podkreślając, że w przypadku inwazji na Ukrainę na dużą skalę Rosgwardia mogłaby zostać wykorzystana do kontroli okupowanych miejscowości i linii zaopatrzenia. Kraje zachodnie szacują, że w pobliżu granic Ukrainy skoncentrowanych jest ponad 100 tys. rosyjskich wojskowych. ©® Anita Czupryn adita.czupiyn@poiskapres5.pl PoMyka Prezydent Andrzej Duda złożył projekt zmiany ustawyoSądzie Nąwyższym. Zlikwidowana ma zostać Izba Dyscypfinama SN, co powinno odblokować wypłatę Polsce unijnych pieniędzy z Krajowego Planu Odbudowy. kładam do laski marszał-3 kowskiej inicjatywę pre-^^^zydencką zmiany |ustawy o Sądzie Naj-wyższym - poinformował prezydent Andrzej Duda. Prezydent zaproponował, aby Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego została zlikwidowana, a sędziowie, którzy w niej orzekają, mieli możliwość przejścia do innej izby lub w stan spoczynku. - Zostanie stworzona w Sądzie Najwyższym Izba Odpowiedzialności Zawodowej. Będzie składała się z 11 sędziów - dodał. Andrzej Duda podkreślił, że projekt ma dać polskiemu rządowi narzędzie do zakończenia sporu z Komisją Europejską i odblokowania środków. - Inicjatywa ta - jak się zorientowałem - była rzeczywiście na scenie politycznej oczekiwana i nawet ze strony tych polityków, którzy zaliczają się do opozycji, padły głosy takie, że „dobrze, że prezydent występuje z inicjatywą ustawodawczą", że właśnie głowa państwa, a więc niejako ktoś, kto obok tej sceny politycznej parlamentarnej stoi, występuje z inicjatywą, która zasadniczo zmierza do załatwienia dwóch dziś dla Polski bardzo ważnych spraw - mówił prezydent. Andrzej Duda dodał, że pierwszaznich to umożliwienie „rozsądnego funkcjonowania odpowiedzialności zawodowej". - W zawodach prawniczych przede wszystkim, jeżeli chodzi oosoby, które należą do stanu sędziowskiego, kwestie tej odpowiedzialności poprzez wydarzenia ostatnich lat, poprzez działania, które były podejmowane przez instytucje europejskie, ale także poprzez działania, które były podejmowane wewnątrz kraju, były zaburzone i wielokrotnie kwestionowane - powiedział. Zakończenie sporu z KE? Prezydent dodał, żeto ważne,by z punktu widzenia stabilności funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości, ale i poczucia obywatelski, że odpowiedzialność zawodowa sędziów jest w sposób należyty, uczciwy i rzetelny egzekwowana. - Było to w ostatnim czasie bardzo często podważane i w moim osobistym przekonaniu wymaga to zdecydowanej naprawy - mówił prezydent. Duda podkreślU, że projekt zmiany ustawy o Sądzie Najwyż- magazyn rzyło niepewność prawa. Sędziowie zamiast rozpatrywać sprawy zwykłych ludzi, do czego są powołani, będą zajmować się sami sobą, tj. badaniem swojego statusu tłumaczy. Zupełnie innego zdania jest Marek Ast. Poseł PiS podkreśla, że jeżeli są zastrzeżenia do Izby Dyscyplinarnej i padły deklaracje ze strony premiera, i prezesa PiS o konieczności zmian, a wręcz jej likwidacji, to ta inicjatywa wychodzi tym oczekiwa-niom naprzeciw. Przypomina, że równolegle kompleksowe prace nad projektami dotyczącymi reformy wymiaru sprawiedliwości toczą się w Ministerstwie Sprawiedliwości i stanowisko ministra Zbigniewa Ziobry będzie w tej sprawie z całą pewnością istotne. - Projekt prezydencki rozpoczyna dyskusję i myślę, że skoro trafia do laski marszałkowskiej, będzie procedowany, a jeżeli MS będzie miało swoje propozycje, one też na pewno będą brane pod uwagę - wskazuje przewodniczący sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka. -Z całą pewnością, jest to w jakimś sensie projekt oczekiwany, ze względu właśnie na te wcześniejsze deklaracje, które z obozu Zjednoczonej Prawicy padały. Były też oczekiwania ze strony środowiska sędziowskiego. Nezgodę między Solidarną PolskąaPiSempróbuje łagodzić poseł tego pierwszego ugrupowania Tadeusz Cymański. - Prezydent podejmuje różne decyzje, różne inicjatywy, które dowodzą, że jest prezydentem autonomicznym, wbrew różnym opiniom i złośliwym komentarzom, że jest narzędziem w ręku " rządzących. To nieprawda! Pamiętajmy, że niedawno zawetował , Jex TVN" - mówi. I dodaje: - Prezydent jest też prawnikiem, ma swoje zaplecze. Jestem ciekawy, co się znajduje w tym projekcie. Polska już kilka razy dała przykład, że jest gotowa do kompromisów, natomiast oczekujemy tego samego od strony unijnej. Opozycja się przygląda • Narolę Zbigniewa Ziobry wcałej sprawie zwraca uwagę Krzysztof Paszyk z PSL, który podkreśla, że to jego zdanie kreujepoli-tyczną perspektywę prezydenckiej propozycji. - Moje pierwsze pytanie, jakie się rodzi, to czy pan prezydent będzie miał poparcie swojego zaplecza politycznego, które uczyniło go prezydentem, bo tu nie mamy pewności, a ja chciałbym to wiedzieć - mówi nam poseł PSL. Paszyk podkreśla, iż nie jest tajemnicą, że relacje pomiędzy panem prezydentem DudąaministremZiobrą nie są najlepsze, zaś w tej sprawie mają diametralnie różne zdania. - Myślę więc, że to między tymi dwoma panami jest kluczowa kwestia, a potem możemy rozmawiać o szczegółach - dodaje parlamentarzysta. Dla posła Krzysztofa Gaw-kowskiego, wiceprzewodniczą- 09 cego Nowej Lewicy decyzja prezydenta nie budzi zdziwienia. - Prezydent zapowiedział to podczas ostatniego posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego, tylko prosił, aby o tym nie mówić - mówi Krzysztof Gaw-kowsła. - Mam nadzieję, że zapowiadane przez prezydenta zmiany będą rzeczywiście wyczerpywały orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, że Izba Dyscyplinarna zostanie zlikwidowana. Trzeba ją zlikwidować, dlatego, że to powinno odblokowaćpieniądze z Unii Europejskiej. Jednocześnie mam nadzieję, że to nie będzie jakiś potworek prawny, który zamieni mniejsze zło na gorsze zło, czyli zostaną wprowadzone jakieś inne, gorsze przepisy; że nie będzie tam żadnych kruczków prawnych. Na razie patrzę na to z przychylnością, ale czekam na konkrety - mówi Gawkowski. Europoseł Robert Biedroń uważa, że projekt prezydenta Andrzeja Dudy to bardzo dobry krok. - Wiemy dobrze, że likwidacja Izby Dyscyplinarnej iupo-rządkowanie sędziów, którzy niezgodnie z procedurami zostali powołani, jest wymogiem otrzymania środkówunijnych -mówi, ale i zgłasza zastrzeżenia. -W mojej ocenie, po pierwsze, to jest zasłona dymna, po drugie - co z tymi sędziami? Czy oni przejdą do innych sądów i dalej będą orzekać? Oczekiwanie TSUE jest takie, aby uporządkować kwestie związane z nielegalnie powołanymi sędziami. Chciałbym więc wiedzieć, jaki prezydent ma na to pomysł. Ale na pewno tego typu ruchy są potrzebne. Pytanie, kiedy ta ustawa będzie procedowana i jak szybko, bo chodzi przede wszystkim o środki unijne. Poseł PO Michał Szczerba uważa z kolei, że propozycja prezydenta Dudy to mocno spóźnione działania, które kosztowały Polskę setki milionów złotych. - To gaszenie pożaru w relacjach z Unią Europejską, bo skarbiec państwa okazał się pusty i środki z Funduszu Odbudowy są na wagę złota - to po pierwsze. Po drugie żądanie likwidacji Izby Dyscyplinarnej od miesięcy było postulatem opozycji. Gdyby ten głos chciano usłyszeć, nie musielibyśmy teraz ponosić kar finansowych-ocenia. Szczerba dodaje, że PO przyjrzy się dokłądnie zapio-som proponowanym przez prezydenta. - Nie poprzemy go w ciemno; w szczególności nie ma naszej zgody na utrzymanie statusu sędziów przez osoby zasiadające w Izbie Dyscyplinarnej, którzy nie są sędziami wro-zumieniu prawa krajowego i europejskiego - zapowiada. Wtóruje mu partyjny kolega z euro-parlamentu Andrzej Halicki: -Niechodzioto, żeby się przefar-bować, tylko o to, żeby zmienić sposób działania i funkcjonowania całego systemu sprawiedliwości. Prezydencki projekt ustawy o SN: Izba Dyscyplinarna do likwidacji szym ma dać polskiemu rządowi narzędzie do zakończenia sporu z Komisją Europejską i odblokowania środków z KPO. - Wiem, że na pewno będzie wiele krytyki wokół tego projektu, ale ktoś musiał się tego podjąć. Zdecydowałem sięna to, tak jak niedawno zażegnałem spór z naszym wielkim sojusznikiem, Stanami Zjednoczonymi, który pojawił się wokół przestrzegania polsko- amerykańskiej umowy będącej bazą nowoczesnego rozwoju z początków transformacji o wzajemnej ochronie inwestycji - mówił prezydent. Działalność Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego rozpoczęła w marcu 2019 roku; z wła-snymbudżetemi administracją, a Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego nie sprawował nad nią kontroli. Kontrowersje budził fakt, że członkowie izby byli rekomendowani przez nową KRS. Latem 2021 roku prezes PiS Jarosław Kaczyński zapowiadał likwidację Izby, w podobnym tonie wypowiadał się też premier Mateusz Morawiecki. Minister Zbigniew Ziobro stał z kolei na stanowisku, że nie powinniśmy ulegać orzeczeniom TSUE, uznając, że są to działania sprzeczne z polskim prawem. Ponieważ Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w lipcu ubiegłego roku potwierdził to, co wcześniej wnosiłaKo-misja Europejska - że przepisy dotyczące funkcjonowania Izby Dyscyplinarnej są niezgodnie z prawem unijnym i nakazał Polsce zamrożenie jej działania, pod groźbą kary odebrania środków unijnych. Następnie w wyroku z dnia 15 lipca 2021 roku TSUE podważył legalność Izby Dyscyplinarnej i legalność systemu dyscyplinowania sędziów. Komisja Europejska uzależniała od wykonania tego wyroku przez Polskę wypłaty pieniędzy z funduszu odbudowy po pandemii. Izba Dyscyplinarna nie została jednak zlikwidowana. Zgodnie z orzeczeniem TSUE wydanym w październiku 2021 roku, Polska ma płacić pół miliona euro kary dziennie. Różne opnie wobozie rządzącym Ministerstwo Sprawiedliwości, kierowane przezpolitykówSoli-damej Polski kwestionuje argumentację prezydenta. Marcin Warchoł, bliski współpracownik Zbigniewa Ziobry powiedział w czwartek, żeustawa w kształcie proponowanym przez prezydenta może wcale nie załatwić sprawy sporu z Unią, a dodatkowo spowolnić postępowania. - Po pierwsze - dlatego, że ustawa wprowadza mechanizm weryfikacji sędziów z perspektywy ich praworządności. Jest obecnie 1500 sędziów powołanych z udziałem demokratycznej KRS, którzy wydali około miliona orzeczeń. Wszystkie te orzeczenia mogłyby być kwestionowane. To gigantycznie wydłużyłoby postępowania i stwo- Głos Dziennik Pomorza Piątek, 4.02.2022 Projekt zmiany ustawy o Sądzie Najwyższym ma dać polskiemu rządowi narzędzie do zakończenia sporu z KE i odblokowania środków 10 magazyn Glos Dziennik Pomorza Piątek, 4.02.2022 Na górskim szlaku najważniejszy jest zawsze zdrowy rozsądek Kiedy decydujemy się na wyjście w góry, sprawdźmy prognozę pogody, weźmy do plecaka zapasową czapkę, rękawiczki, latarkę, mapę, termos z ciepłą herbatą i tabliczkę czekolady. Wgrajmy do telefonu aplikację RATUNEK. Nie szarżujmy - zimą chodzi się po górach znacznie trudniej niż latem Dorota Kowalska d.kowalska@polskatimes.pl Góry Górale zacierają ręce i liczą dudki, ale też ferie zimowe to najlepszy czas, żeby po-szusować na nartach, napić się ciepłej herbaty w schronisku albo po prostu pochodzić po górach. - Tak naprawdę dużo więcej pracy mamy już od świąt Bożego Narodzenia. Potem jest Święto Trzech Króli i zaraz zaczynają się ferie zimowe, w tym okresie w góry przyjeżdża dużo więcej osób - przyznaje Sławomir Czubak, naczelnik grupy karkonoskiej GOPR. - W tym roku jest 0 tyle trudniej, że bardzo dynamicznie zmienia się pogoda - dodaje. Nie tylko w Karkonoszach, podobnie jest w Tatrach czy Beskidach. W nocy z wtorku naśrodępotężnalawina śnieżna zeszła z Marchwicznego Żlebu 1 do Morskiego Oka. Gdyby doszło do tego w ciągu dnia, pewnie zginęłoby wiele osób, bo zwały śniegu przetoczyłyby się przez tzw. Ceprostradę, czyli popularny żółty szlak turystyczny prowadzący znad Morskiego Oka na Szpiglasową Przełęcz. W sobotę, 29 stycznia, lawina przysypała narciarza w rejonie Kasprowego Wierchu. Na pomoc zasypanemu wyruszyli ratownicy dyżurujący na Kasprowym Wierchu oraz w Dolinie Gąsienicowej. Z Zakopanego wystartował śmigłowiec policyjny, który zastępuje maszynę TOPR. Mimo szybkiej akcji poszkodowany zmarł po przetransportowaniu do szpitala. Niemal w tym samym czasie ratownicy zostali wezwani do Doliny Pięciu Stawów Polskich, gdzie lawina śnieżna, schodząc ze zboczy Kosturów, porwała dwie osoby. Jeden z poszkodowanych zdołał sam się uwolnić spod śniegu. Drugą osobę lawina porwała aż do wód Czarnego Stawu Polskiego. Ratownikom nie udało się jej uratować. Dzień później 18-letni turysta zaginął podczas zamieci śnieżnej w lasach Beskidu Śląskiego. Przyjechał w góry na ferie zi- mowe. Panowały bardzo trudne warunki: wiał silny wiatr, padał śnieg. Młodego mężczyzny szukali ratownicy z Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego i policjanci z Samodzielnego Pododdziału Prewencji Policji w Bielsku-Białej. Wreszcie udało się skontaktować telefonicznie z nastolatkiem. Ten nie potrafił jednak dokładnie określić swojego położenia, stracił orientację w terenie. Komendant Komisariatu Policji w Szczyrku polecił mu zainstalować aplikację RATUNEK, pozostać na miejscu i czekać. Udało się ustalić, gdzie znajduje się nastolatek Został na noszach sprowadzony przez ratowników do doliny. 22 stycznia trójka turystówutknęła w rejonie wierzchołka Kopy Kondrackiej, nie mieli odpowiedniego wyposażenia i przygotowania. Wyruszyło po nich czternastu ratowników. Tyle że wiał silny wiatr, w każdym momencie mogła zejść lawina. Za pomocą drona dostarczono turystom koce termiczne oraz pakiety grzewcze. Kolejni ratownicy ruszyli po uwięzioną trójkę w sobotę nad ranem, dotarli do niej w południe. „W zaskakująco dobrej formie zostali sprowadzeni do Doliny Kondratowej i dalej skuterami śnieżnymi oraz samochodami zostali przetransportowani do Zakopanego" - czytamy w komunikacie TOPR. W akcji wzięło udział dwudziestu ośmiu ratowników, zakończyła się ogodz. 16. Ostatnio internet obiegło nagranie, na którym widać dzieciaka zjeżdżającego na sankach ze Śnieżki Asekuruje go dorosły, ale w takim miejscu do tragedii mogło dość w każdej chwili. W sieci zawrzało. „Jeszcze zjazd na jabłuszkach i innych ustrojstwach. Moim zdaniem powinien być zakaz wchodzenia z czymś takim. Nie dość, że sobie krzywdę może zrobić, to jeszcze wlecieć w inną osobę" - zauważył jeden z internautów. Inny: „No nie wierzę. Wielu dziwnych ludzi, sytuacji już widziałem.Wydawało mi się, że widziałem już wszystko, ale rodzica z dzieckiem na sankach naśnieżcetowsnach bym sobie nie wyobraził". - W górach pokrywa śnieżna nie jest na tyle wystarczająca, żeby przykryć wszelkiego rodzaju kamienie i korzenie. Aplikacja RATUNEK wgrana w telefon ułatwia ratownikom zlokalizowanie poszkodowanego Skutki takiej jazdy mogą być dramatyczne - przestrzega przed tego typu praktykami Sławomir Czubak, naczelnik grupy karkonoskiej GOPR. I wylicza najczęstsze grzechy turystów. Grzech pierwszy: Ludzie ru-szająwgóryinie sprawdzają prognozy pogody. Patrzą w niebo, świecisłońce, więcubierająbuty i ruszają przed siebie. - Przykład z poniedziałku. Od rana szły alerty, że około godz. 14 zmieni się pogoda, mówiły o tym wszystkie prognozy. Miało padaćisilnie wiać. Zresztą silny wiatr ma utrzymywać się w górach do końca tygodnia. Tymczasem my ruszyliśmy po czwórkę turystów, która utknęła w górach. Kiedy do nich dotarliśmy, byli zdziwieni, że wyłączono wyciąg, nie spodziewali się, że warunki tak się pogorszą. Byli zupełnie nieprzygotowani - opowiada Czubak. Grzech drugi: Turyści są nieodpowiednio ubrani. Wchodzenie na szlaki w klapkach czy bu- Nie przeceniajmy swoich sił. Ratownicy podkreślają, że zanim wyruszymy w góry zimą. trzeba zadbać o kondycję fizyczną tach na obcasach to skrajne przypadki, chociaż takie też się zda-rzają. Tymczasem do górskiej wycieczki w zimie trzeba naprawdę dobrze sięprzygotować Grzech trzeci: Brak racjonalnego myślenia. „Niestety, nowoczesność ma drugą, ciemną stronę - psuje ludzi, rozleniwia ich i sprawia, że często nie potrafią realnie ocenić sytuacji, a co za tym idzie, mają nierealne wymagania" - pisze Beata Sabała-Zielińska w swojej nowej książce „TOPR. Żeby inni mogli przeżyć". Świat idzie naprzód. Czasyte-lefonów na korbkę w schroniskach górskich i awaryjnych radzieckich UAZ-ów, którymi jeździło GOPR, już się na szczęście definitywnie skończyły. Dziś mamy błyskawiczną formę powiadamiania o wypadkach za pomocą telefonów komórkowych, które ma w kieszeni każdy turysta, a polskie ratownictwo górskie jest obecnie jedną z najlepiej wyszkolonychi wyposażonych służb specjalistycznych na świecie. Dysponuje skuterami śnieżnymi, ąuadami, nowoczesnymi samochodami terenowymi 4x4 i śmigłowcem. Górscy ratownicy ochotnicy stanowią 90 procent składu kadrowego GOPR i TOPR, 10 procent to ratownicy zawodowi. Nie mają najlepszego zdania o ludziach, którzy chodzą po górach. „W dawnych czasach turysta, który nie przygotował się do wycieczki górskiej, ponosił tego konsekwencje. (...) Teraz jeszcze się dobrze nie ściemni, a turyści jużwyjmująkomórecżkiidawaj dzwonić do TOPR-u z prośbą oratunek, przy czym ratunek ma polegać na oświetleniu im drogi. „I to są sytuacje, w których my dostajemy szału - przyznają ratownicy - bo to jest dokładnie tak, jakby ktoś, komu uciekł w nocy autobus, zadzwoni! na pogotowie ratunkowe z żądaniem odstawienia go do domu z racji tego, że jest ciemno, zimno iżonasięniepokoi" -pisze Beata Sobala-Zielińska. I dalej cytuje ratowników TOPR-u, którzy podzielili turystównagrupy. Ich nazwy mówią same za siebie: roszczeniowy żółtodziób, profesjonalny leń, meteorolodzy telefoniczni, przemądrzali gapie. Mimo to nie mają wątpliwości - jeśli tylko ktoś potrzebuje pomocy, ruszają. Kiedyś zapytałam Piotra van der Coghen, twórcę i pierwszego naczelnika Grupy Jurajskiej GOPR, dlaczego góryiratowanieludzi, odpowiedział tak: - To proste. Jestem rodowitym góralem i jak każdy chybagóralkochamgóry, a jak jestem daleko od nich, to tęsknię. Jeśli zaś chodzi o ratownictwo, to myślę, że na moim życiu zaważył pewien epizod z dziecięcych czasów. Pewnego późnego wieczoru, gdy nasz drewniany dom w górach uginał się pod wściekłym naporem wichury, szyby okien zaklejała śnieżyca, a dzieci spały, usłyszeliśmy z moim rodzeństwem, w naszym ciemnym pokoju, jakiś gwar w kuchni. Gdy trzasnęły drzwi za wychodzącymi, zapytaliśmy mamę, co tobyło. Ona odpowiedziała, że panowie przyszli po ojca, bo ktoś złamał nogę w górach i trzeba mu iść na ratunek. Gdy chuchając w szybki, wyjrzeliśmy przez ono, zobaczyliśmy w mroku oddalające się w zamieci pochodnie i niosące je zakapturzone postaci targane wichurą. Ja, kilkuletni brzdąc, pomyślałem sobie wtedy, z podziwem, że ci panowie są tak niesamowicie dzielni jak rycerze, którzy walczą wbajkach ze smokami. I tak mi zostało. Przez wiele lat przyszło mi walczyć ze „smokami", którymi w górach są: cierpienie i strach, będące udziałem każdego człowieka, którego tam spotkał wypadek.. Choć coraz częściej trzeba wychodzić w góry i ratować ludzi, Piotr van der Coghen tłumaczył, że paradoksalnie wypadki w górach zdarzają się w sumie dość rzadko, więc górski dyżur ratowniczy to tak naprawdę dość nudne i długotrwałe oczekiwanie w gotowości. Dopiero gdy dojdzie do zdarzenia, sytuacja wymaga zmobilizowania maksymalnych sił dyżurującego. Oczywiście, ratownicy podczas dyżuru latem czy zimą mogą wyjść na patrol, ale niezbyt daleko i niezbyt forsownie, bo przecież mają być gotowi do akq'i (a więc w pełni sił fizycznych i psychicznych, i o każdym czasie). Rzecz jasna potencjalna możliwość wyprawy ratunkowej rośnie wraz z poprawą pogody, która kusi turystów do wypraw górskich, a niestety często też do podejmowania zbędnego ryzyka. Z kolei największy spokój wgó-rachjest wówczas, gdy pogoda jest najbardziej parszywa z możliwych, ale ona wtedy i ratowników nie zachęca do szczególnej aktywności treningowej. Inną sytuację mamy w maleńkich Tatrach, które wciąż przeładowane turystami i miłośnikami ekstremalnych wrażeń, na niewielkim w sumie obszarze, generują o każdym czasie i pogodzie niezwykle szeroki wachlarz zdarzeń. Cza- sem dramatycznych, czasem wręcz absurdalnych. Służba górska jest w różnych jednostkach ratownictwa górskiego w Polsce, od Karkonoszy po Bieszczady, dość różnie zorganizowana. Są centrale oddziałów terenowych GOPR i TOPR, w których kilkuosobowy zespół dyżurny przebywa w obiekcie przez całą dobę i jest gotów zareagować na wezwanie bardzo szybko, ale są też Centralne Stacje Ratunkowe, w których jest prowadzony jedynie całodobowy dyżur przy telefonach jednego ratownika, który, gdy zgłoszenie wypadku bądź zaginięcia przyjdzie np. w nocy, dzwoni po innych ratowników, którzy śpią w tym czasie w swych domach i dopiero za-alarmowaniprzyjeżdżajądocen-trali, z której po zabraniu sprzętu wyruszają do akcji. Numer telefonu alarmowego do GOPR i TOPR (601100 300) jest powszechnie znany, więc osobami najczęściej zawiadamiającymi o wypadku są turyści bądź narciarze - świadkowie nieszczęśliwego zdarzenia w górach, a o zaginięciu turysty, narciarza czy grotołaza najczęściej zawiadamia zaniepokojona rodzina, która do późnej nocy nie doczekała się jego powrotu. Pewnym nowoczesnym novum jest wprowadzona niedawno do użycia w telefonach komórkowych aplikacja RATUNEK, która w razie wypadku bądź zaginięcia znacznie ułatwia ratownikom zlokalizowanie poszkodowanego wterenie górskim, w którym nie da się przecież jak w mieście określić miejsca poprzez podanie numeru domu i mieszkania, w którym przebywamy. - Zawsze, zanim ruszymy w góry, sprawdźmy prognozę pogody. Także tę dzień do tyłu, żeby wiedzieć na przykład, czy świeży śnieg nie przykrył warstwy lodu. Kolejna rzecz: przygotujemy się kondycyjnie. Zimowa turystyka górska może być fajna, intymna, ale pamiętajmy, że trasę, którą w lecie pokonujemy w trzy godziny, w zimie, jeśli spadnie pół metra śniegu, pokonamy w 12 godzin. Nie stawiajmy sobie zbyt ambitnych celów - radzi Sławomir Czubak I bardzo ważna rzecz: wypo-sażenie. Zimą bardzo łatwo wpaść w hipotermię, wychłodzić organizm, więc w plecaku warto mieć zapasową czapkę, rękawiczki, jakąś chustę. Trzeba ubierać się na cebulkę. Mieć przy sobie mapę i naładowany telefon komórkowy z wgraną aplikacją RATUNEK. Warto wziąć latarkę czołową, termos z ciepłą herbatą, jakąś czekoladę albo suszone owoce. Apteczkę. Jeśli jest twardo, trzeba wyposażyć się w raki albo raczki. - Ludzie muszą zdawać sobie sprawę, że w pewnych sytuacjach, przy takich, a nie innych warunkach pogodowych ratownicy mogą do nich iść nawet przez parę godzin-tłumaczy Sławomir Czubak Glos Dziennik Pomorza Piątek, 4.02.2022 Bo akcje w górach bywają dramatyczne. Jak chociażby ta z nocy z 30 na 31 grudnia 2016 roku, kiedy przez 13 godzin, na wysokości 2100 metrów, przy kilkunastostopniowym mrozie dwudziestu trzech ratowników próbowało pomóc turyście ze Śląska, który wisiał nieprzytomny na linie nad przepaścią. Około godz. 17.30 do centrali TOPR dotarło zgłoszenie. Telefonował jeden z trójki turystów, którzy schodzili z rejonu Przełęczy pod Chłopkiem. Wszyscy spadli na stronę kotła Kazalnicy. Nie polecieli w przepaść, ale zatrzymali się na małym wystającym kamieniu. Mężczyźni byli związani liną. Gdy jeden z nich się poślizgnął, pociągnął za sobą pozostałych. Gdy spadli, jeden z turystów zawisł na linie, która zahaczyła o wystający kamień. Dwóch pozostałych zatrzymało się po drugiej stronie kamienia tak, że obaj trzymali na linie wiszącego kolegę. Na miejsce natychmiast ruszyło dwóch ratowników ze schroniska w Morskim Oku. Z kolei z centrali TOPR w Zakopanem wyjechały dwa samochody z kolejnymi 15 ratownikami. Ratownicy z Morskiego Oka jako pierwsi dotarli do poszkodowanych. Pomogli oswobodzić się dwóm turystom z lin i przejęli ciężar zawieszonego wędrowca. W tym czasie dotarła do nich 15-osobowa grupa ratowników. Dwóch turystów, którzy zostali oswobodzeni z lin, było wnatyledobrym stanie, że przy pomocy ratowników zeszli do schroniska w Morskim Oku. Z kolei do wiszącego turysty dotarli ratownicy medyczni TOPR-u. Poruszał się, ale był nieprzytomny. Wisiał głową w dół, trzymany za uprząż, która z pasa jechała mu do stóp. Z mężczyzną nie było kontaktu, był mocno wychłodzony. Ratownicy musieli zapakować poszkodowanego do noszy, a potem w jakiś sposób spuścić do podstawy Kazalnicy, żeby rozpocząć transport do szpitala. W tym czasie okazało się, że serce turysty zatrzymało się. Akcja reanimacyjna była prowadzona przez kolejnych pięć godzin. Wtedy z krakowskiego Centrum Leczenia Hipotermii Głębokiej dotarła doZakopanegogrupalekarzyze specjalistycznym sprzętem do pozaustrojowego ogrzewania organizmu. Czekali, by prze-jąćpacjenta. Pomagają Słowacy. W trakcie ściągania poszkodowanego ze ściany Kazalnicy ratownikom udało się wypatrzyć słowacki śmigłowiec, który w Tatrach słowackich szukał zaginionego. Polacy poprosili o pomoc kolegów. Słowacka maszyna, która może latać w nocy, zabrała rannego do szpitala w Zakopanem. Niestety, turysta zmarł. Jedną z największych akcji ratowniczych była ta w Białym Jarze, kiedy to 20 marca 1968 roku zeszła tam lawina, porywając 24 Turyści muszą pamiętać, że jeśli coś się stanie, jeśli utkną w górach, ratownikom dojście do nich może zająć nawet parę godzin osoby idące dnem Białego Jaru w Karkonoszach. Pięć osób lawina odrzuciła w bok, udało się je uratować; pozostałych dziewiętnaście, w tym Rosjan, obywateli NRD i Polaków, porwała ze sobą. Akcja ratownicza prowadzona była przez polski GOPR, czeskich ratowników i ochotni- ków: studentów, mieszkańców Karkonoszy - brało w niej udział łącznie 1100 osób. Ostatnie ciała ofiar znaleziono dopiero w kwietniu. Kilka dni temu minęło dokładnie 19 lat od dnia, kiedy licealiści z Tych pod opieką nauczyciela wybrali się na Rysy. 28 stycznia 2003 roku lawina porwała trzynastu uczestników wycieczki. Ośmioro zginęło - sześcioro z nich zostało wtłoczonych wraz z masami śniegu pod lodową taflę Czarnego Stawu, a ich ciała wydobyto dopiero wiosną, gdy puściły lody. Piotr van der Coghen opowiadał mi swego czasu o zimowej akcji sprzed lat, gdy mocno magazyn wstawiona obsługa jednego z wyciągów powiadomiła go po zmroku, że wydawało im się, iż w jarze za wyciągiem coś jęczało. Fakt, że „wydawało im się" oraz to, że po pracy byli wstawieni, nie było zbyt wiarygodne, ale postanowił to sprawdzić. Mimo ciemności, wichury i mgły znalazł ku swemu zaskoczeniu ranną dziewczynkę, uczestniczkę jakiegoś obozu narciarskiego. Leżała poza trasą w potoku z połamanymi nogami. Była już nieprzytomna, a on był sam i zdawał sobie sprawę, że jeśli pójdzie, brnąc w zaspach, szukać gdzieś pomocy nocą, to ona wtym czasie na mrozie wychłodzi się 11 iumrze. Nie wiedziś, skąd wówczas znalazł siły, żeby ją stamtąd na toboganie, samotnie po zlodowaciałym zboczu wydźwigać na trasę i zwieźć na dół, do schroniska, gdzie doczekali się karetki pogotowia. Odmroził sobie wtedy ręce, co dolega mu do dziś, ale ma satysfakcję, że, jakmówi, wykręcił śmierci figla, bo ta dziewczynka tam, w niebie, na pewno już miała „zakle-paną miejscówkę". Ale prawda jest też taka, że, jak przyznaje Sławomir Czubak, uratowani turyści coraz częściej mówią: „dziękuję". Zwłaszcza jeśli zdają sobie sprawę, że ratownicy narażali dla nich swoje życie. 0110388716 TELEWIZJA POLSKA PRZYPOMINA, NOWY STANDARD SIĘ ZACZYNA SPRAWDŹ SWOi TELEWIZOR JF#V % mm % gg I dfe. . s ■ " WYSZUKAJ W NTC KANM TESTOWY SPRAWDZAM TV LUB WEJDŹ NA TELEWIZJANAZIEMNA.PL 10 ™ Głos Dziennik Pomorza IZ magazyn piątek, 4.02.2022 Pekin 2022. Sztuczny śnieg, obostrzenia i symboliczny bojkot wyznaczono jej zastępczynię. Będzie nią snowboardzistka Aleksandra Król. Ceremonia otwarcia zimowych igrzysk olimpijskich Pekin 2022 rozpocznie się w piątek o godzinie 12.00 czasu polskiego. Ma to być długi spektakl - uroczystość na Narodowym Stadionie ma potrwać ok. trzech godzin. Obecni i nieobecni Niektóre kraje zdecydowały się na symboliczny bojkot pekińskich igrzysk. Swoich politycznych przedstawicieli nie wyślą Stany Zjednoczone, Kanada, Wielka Brytania, Australia, Nowa Zelandia, Japonia i na przykład Litwa - nasi sąsiedzi bardzo zadarli z Chinami na tle Tajwanu. Nieobecność innych - choćby Niemców, Austriaków, Słoweńców, Szwedów i Holendrów - tłumaczona jest obawami przed pandemią. W sumie z Unii Europejskiej liczącej 27 państw na ceremonii otwarcia olimpiady pojawią się najprawdopodobniej tylko dwaj przedstawiciele - polski prezydent i Wielki Książę Luksemburga. Obecność w Pekinie Andrzeja Dudy uzależniona jest m.in. od rozwoju sytuacji na Ukrainie, ale jeśli nic się nie stanie, polski prezydent poleci, gdyż „Chiny są naszym strategicznym partnerem, są dzisiaj jednym z najpotężniejszych państw świata, a zaproszenie ze strony chińskiego przywódcy Xi Jinpinga, to jest absolutny atut" - wedle słów Pawła Muchy, doradcy Dudy. Chiński MSZ twierdzi, że do Pekinu przyjadą najwyżsi przedstawiciele Rosji, Kambodży, Singapuru, Kazachstanu, a także Egiptu, Arabii Saudyjskiej, Kataru, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Serbii, Monako, Argentyny... Najwięcej emocji budzi przyjazd prezydenta Rosji Pu-tina. Znaczyłby on chociażby tyle, że do piątku Rosja nie zamierza zaatakować Ukrainy. Mówiono też o wizycie wPeki-nie prezydenta Ukrainy Złen-skiego. Z kręgu prezydenta Rosji poinformowano jednak, że Putin nie przewiduje spotkań dwustronnych... Nie będzie też na olimpijskich stadionach widzów spoza Chin, a miejscowi widzowie będą obecni tylko na specjalne zaproszenie. Sprzedaż biletów nie jest przewidziana. Pozostaje telewizja - dla Chińczyków, a także dla nas. Bo przecież mimo wszystko kibicujemy naszym, chociaż to igrzyska bez śniegu i wolności. Andrzej Dworak redakqa@polskatime5.pl fgrzyskaotimpgskie Symbolem igrzysk organizowanych przez Chiny mógłby być... Mariusz Dmochowski z filmu „Piłkarski poker". Dmochowski grał wszechwładnego prezesa klubu „Powiśle" Kmitę, który wiedział, jak się załatwia sukces. Kiedy podwładny Kmity rzucił zrezygnowany w obliczu trudności w zakulisowym przepchnięciu niecnych zamiarów: JW końcu to jest sport", prezes spojrzał na niego z oburzeniem i wycedził: „Jaki sport???!!!". Chińskim przywódcom o sport chodzi mniej więcej tak. jak prezesowi Kmicie, mają to gdzieś... na czwartym miejscu - ważniejsze są pieniądze, władza i prestiż. Witamy na olimpiadzie w Pekinie! Naturalnego śniegu brak - jest za to sztuczny. Dyscypliny sportów zimowych są w Chinach niezbyt popularne, a na sukcesy miejscowych zawodników - poza łyżwiarstwem - trudno liczyć... Dlaczego więc zimowe igrzyska olimpijskie odbywają się akurat w górach niedaleko Pekinu? Dokładną odpowiedź znają tylko członkowie MK01, a my możemy się domyślać, że byłaby ona podobna do tej udzielonej przez FIFA na temat piłkarskich mistrzostw świata w Katarze, w której nie byłoby wzmianki o niewolniczej pracy budujących stadiony. A w stosunku do Chin, nie mówi się o ucisku wobec etnicznych mniejszości czy o aresztowanych opozycjonistach. Ba, nie mówią o tym także działacze narodowych federacji sportowych, biorącychudziałw igrzyskach, choć przez jakiś czas było głośno o bojkocie chińskiej olimpiady. Ostatecznie sportowcy zjechali do Pekinu i niedługo - w dniach 4-20 lutego -staną na starcie. Igrzyska pod znakiem propagandy i pandemii Chińczycy jeszcze przed otwarciem igrzysk w Pekinie ogłosili sukces. Jak rozpoznał to chiński narodowy instytut statystyczny, zainteresowanie sportami zimowymi w tym kraju wzrosło skokowo - sporty zi- Zidentyfikowano już ponad 100 przypadków pozytywnych wyników testów u przybyszy i skierowano ich na izolację mowe uprawia już obecnie ponad 346 milionów mieszkańców Chin, a optymistyczne założenie po przyznaniu olimpiady w 2015 roku mówiło tylko o 300 milionach... Statystyka (chińska) podaje też, że szybko rośnie wartość ekonomiczna branży sportów zimowych i może ona osiągnąć aż 157 mld doi. Badania wykasują również, że prawie 40 proc. Chińczyków uprawiało sporty zimowe przynajmniej raz w roku, a około 11 proc. uczyniło to więcej niż trzy razy w okresie 12 miesięcy. Chiny zbudowały ostatnio 654 lodowiska i 803 ośrodki narciarskie - to ogromny wzrost w porównaniu do 2015 roku. Jak twierdzą organizatorzy olimpiady, to dopiero początek zrównoważonego rozwoju sektora sportów zimowych w Chinach, ponieważ w Chinach rośnie zapotrzebowanie ludzi na zdrowszy styl życia i rekreację... Brzmi świetnie, prawda? Ale dla takich niedowiarków, jak piszący te słowa, to słabo współbrzmi z wielkimi - wymienianymi już - problemami, którymi żyje część mieszkańców Chin, a z innych źródeł wiadomo, że zainteresowanie, entuzjazm i euforia z powodu igrzysk będą zde- cydowanie mniejsze niż w 2008 podczas letniej olimpiady. Na południu kraju wiele osób ich nawet nie zauważy. Do tych wątpliwości dotyczących propagandy sukcesu dochodzi świadomość, że Chiny to państwo autorytarne. Nie należy spodziewać się wprawdzie niechęci do igrzysk ani protestów społecznych, ale jest to impreza nie tyle poddanych, ile władzy, której igrzyska się po prostu opłacają. Choć zabawa jest kosztowna, chodzi 0 to, żeby władza mogła pokazać: dajemy ludowi igrzyska. To idealne narzędzie do promocji wizji rządzących - kroczenia do wielkiego odrodzenia narodu chińskiego i nowoczesności. Natomiast, ponieważ olimpiada zaczyna się 4 lutego, czyli trzy dni po chińskim nowym roku, to dla nich jest tak, jakby u nas igrzyska były rozgrywane między Bożym Narodzeniem a Świętem Trzech Króli. Termin jest idealny, Chińczycy będą w nastroju świątecznym i będą cieszyć się sportową rywalizacją, którą lubią i w której liczy się tylko zwycięstwo. A przegrać mogą tylko z pandemią... Nie, nie ma mowy, nie przegrają. Ostatecznie wiedzą, co 1 jak - sami ją wywołali i poka- zali, że potrafią zdusić niemal do zera. Na odizolowanym obszarze Wioski olimpijskie zostały otwarte na tydzień przed zawodami - ale ze względu na Covid-19 zostały one szczelnie odcięte od reszty kraju. Są umieszczone w każdym z trzech miejsc rozgrywania zawodów: w centrum miejskim Pekinu, w Yanąing i wZhangjiakou. W wybudowanych od nowa ośrodkach znajdują się mieszkania dla atletów, studia fitnessowe, obiekty do treningu, galerie handlowe i restauracje. Już zapełniły się dziennikarzami, działaczami, członkami ekip i zawodnikami oraz zawodniczkami. Wszyscy oni znajdują się w szczelnej bańce antycovidowej, zorganizowanej wedle najlepszych doświadczeń Chin w stosowaniu strategii „zero wirusa", będącej znacznie bardziej rygorystyczną odmianą restrykcji niż my to znamy. A jednak po przylocie na lotnisko i już w miasteczkach zidentyfikowano ponad 100 przypadków pozytywnych wyników testów u przybyszy i skierowano ich na izolację. Wśród zakażonych sportowcy i członkowie ekip stanowią mniejszość. Do czasu kolejnych negatywnych testów na koronę muszą przebywać na kwarantannie. Obowiązkiem wszystkich osób przebywających w olimpijskich miasteczkach, w trzech bańkach, jest codzienne wykonywanie testów PCR. A wcześniej, przed przyjazdem gości, wykonano w Pekinie dwa miliony testów. Trzeba przy tym zaznaczyć, że chińskie testy są dokładniejsze niż te poza Chinami. Dlatego tuż przed olimpiadą zmieniono ich wartości na łagodniejsze -przyjeżdżający obawiali się bowiem, że negatywny wynik testu, uzyskany przed wylotem do Pekinu, na miejscu mógł się okazać nieważny i pobyt na olimpiadzie byłby niesłychanie utrudniony. Koronawirus już namieszał wpolskiej ekipie - Natalia Czerwonka miała być jednym z polskich chorążych podczas ceremonii otwarcia, ale pancze-nistka uzyskała pozytywny wynik testu na koronawirusa i pozostaje wizolacji. Zakażona była także m.in. inna pancze-nistka Natalia Maliszewska, ale już ma test negatywny. W związku z izolacją Czerwonki, która miała nieść polską flagę ze Zbigniewem Bródką, MATERIAŁ INFORMACYJNY Głos Dziennik Pomorza Piątek, 4.02.2022 reklama 13 0010396038 I <0 PGNiG OCHRONA PRZED PODWYŻKAMI CEN GAZU CO WARTO WIEDZIEĆ? □ i-r— ul- - | — — a a a 1 y n o o o IF — a a a -L Z O o o Niższe ceny gazu między innymi dla: Spółdzielni i wspólnot Szpitali mieszkaniowych Instytucji kultury Szkół, przedszkoli i żłobków Organizacji Domów Pomocy Społecznej pozarządowych i wielu innych podmiotów! r © 45 H^dni na złożenie oświadczenia przez podmioty uprawnione do ochrony taryfowej od daty wejścia w życie ustawy (29 stycznia 2022 r.) 0 Wspólnoty i spółdzielnie mieszkaniowe zostają automatycznie objęte ochroną taryfową od 1 stycznia 2022 r. do 31 grudnia 2023 r. Zarządzający wspólnotami i spółdzielniami powinni złożyć oświadczenia, w których zadeklarują, jaka część kupowanego gazu trafia na cele gospodarstw domowych, a jaka na inne cele* "Dotyczy to również podmiotów, w których całość kupowanego gazu będzie przeznaczona wyłącznie na potrzeby gospodarstw domowych Złóż oświadczenie on-line na: ebok.pgnig.pl/ochrona-taryfowa 14 magazyn Glos Dziennik Pomorza Piątek, 4.02.2022 W środku nocy wyciągnięto ich z łóżek i wywieziono na Syberię Marta Chmielińska marta.chmielinska@ polskapfess.pl Z kurt historii Oni zabrali nam dzieciństwo -mówiła mi kilkanaście lat temu nieżyjąca już Walentyna Macuta,byta szefowa Koła Sybiraków w Hajnówce. Jako Tl-letnia dziewczynka została, wraz z rodziną, wywieziona na Syberię. Był 10 lutego 1940 r. Dziś. po 82 latach, koszmar tego dnia zamykamy w słowie „deportacja". Kuchnię całą zajęli Sowieci, do pokoju nie można było po nic pójść, mieliśmy tylko to,wcobyliśmyubrani - wspominała Walentyna Ma-cuta (z domu Kowalska), wywieziona wraz z rodziną z gajówki Myrcha (pow. bielski w n RP). - Mama zaczęła z nimi rozmawiać, ale enkawudzista zakrzyknął:: „Nie marudź! Sobiraj-sia!". Ale co brać? Jeden z nich mówi: „Bierz pościel, bo trasa długa, a mróz duży. Weź, żeby dzieci nie pomarzły". No i na jedne sanie załadowaliśmy to, co mogliśmy zabrać. Ale też z pokoju nie mogliśmy nic wziąć, bo tam siedział pod strażą gajowy Augustyniak. Więc zabraliśmy to, co było w sypialce: pościel i parę innych rzeczy. Nawet chleba nie wzięliśmy na drogę. Miałam wtedy jedenaście lat. Wywozili cale rodziny leśników, wojskowych i urzędników Pierwsza masowa wywózka Polaków na Wschód w czasie n wojny światowej miała miejsce w nocy z 9 na 10 lutego 1940 r. Rosjanie zatrzymywali i pakowali do wagonów głównie rodziny osadników wojskowych, leśników i urzędników ze wschodnich rejonów Rzeczypospolitej. Dużą część stanowili pracownicy Lasów Państwowych, bo właśnie tę grupę zawodową uznano za niebezpieczną dla okupanta. Leśnicy znali las, potrafili poruszać się w dzikich, puszczańskich ostępach oraz posługiwać bronią. Byli wykształceni i umieli zarządzać ludźmi, cieszyli się szacunkiem społeczeństwa, a to mogło zaowocować stworzeniem organizacji konspiracji i oporu. W rejonie Puszczy Białowieskiej, wraz z samą Białowieżą, gdzie mie- Polacy na Syberii. W grupie są osoby wywiezione z Puszczy Białowieskiej w lutym 1940 r. Na zdjęciu niżej: przed wojną w Puszczy Białowieskiej ściła się Dyrekcja Lasów Państwowych, wywózki dotknęły dużą część społeczności. - W pierwszej deportacji wysłano w głąb ZSRS łącznie około 140 tys. obywateli II RP, w tym ztzw. zachodniej Białorusi, czyli obszarów II RP, które zostały po 17 września 1939 r. wcielone w skład Białoruskiej SRS, ponad 50 tys. osób - mówi dr Tomasz Danilecki z Muzeum Pamięci Sybiru w Białymstoku. - Z utworzonego przez Sowietów tzw. obwodu białostockiego, obejmującego większość terenów przedwojennego woj. białostockiego i region łomżyński, deportowano ponad 11 tys. osób. Były to średnio 92 osoby na każde 10 tys. mieszkańców. Wojciech Konończuk z Ośrodka Studiów Wschodnich, a zarazem autor książki o zesłańcach z powiatubielskiego, liczbę deportowanych z terenu ówczesnego powiatubielskiego (obejmującego także tereny dzisiejszych powiatów hajnowskiego, siemiatyckiego i część wysoko-mazowieckiego) szacuje na2-2,5 tys. osób. Ludzie byli przerażeni Zatrzymywanie rodzin i przewożenie ich na dworce kolej owe odbywało się w niezwykle trudnych warunkach - mróz sięgał bowiem nawet 40 stopni Celsjusza. Ponadto akcja przesiedleńcza rozpoczęła się w nocy, ludzie wyrywani ze snu byli przera- żeni. Kobiety, które oddzielano od mężczyzn, musiały dopilnować pakowania, a w tych okolicznościach nie było to proste. - W roku 1940 była bardzo ciężka zima - opisywał swoje przeżycia Piotr Szpakowicz, syn gajowego z Białowieży, który w chwili deportaq'i miał 10 lat. -W nocy z 9 na 10 lutego, około godz. 4 rano, rozległ się łomot do drzwi. Jeszcze było ciemno, mama otworzyła i do mieszkania wpadło chybapięciu wojskowych. Powiedzieli, że będą nas wywozić. Mama była przerażona, myślała, że nas wszystkich wywiozą i rozstrzelają. Straciła zupełnie głowę. Z nami mieszkała jeszcze 76-letnia babcia, która kategorycznie oświad- czyła, że nigdzie nie pojedzie. Ale na nic się to nie przydało. Moja młodsza siostra leżała w kołysce i strasznie płakała, a enkawudzista przyparł mamę do pieca i kazał trzymać ręce do góry. Robili rewizję, cenniejsze rzeczy zabierali do kieszeni - zegarki z biurka, brzytwę ojca i inne. Później dali nam pół godziny naspakowanie. W pośpiechu wzięliśmy tylko to, co mama kazała nam nałożyć. Maleństwo mama zawinęła w kocyk. Wszystkich nas posadzono na sanie, zaniesiono babcię, która nie chciała jechać, i zawieziono nas na dworzec kolejowy. Do dworca było około 2 kilometry. Był straszny mróz, że ledwo dojechaliśmy. Na dworcu stał już zestaw wagonów towarowych. Otworzyli drzwi, powrzucali nas do wagonów i zatrzasnęli drzwi. Kiedy Sybiracy wspominają tamtą noc z 9 na 10 Stycznia, wszyscy mówią o łomotaniu w drzwi, strachu i zimnie. Niektóre rodziny miały ciut więcej szczęścia od innych, bo trafiły na Judzkiego" bojca, który podpowiadał, jakieprzedmioty najlepiej zabrać w długą drogę. Większość ludzi jednak była w takim szoku, że pakowała często nieprzydatne rzeczy, a tych ważnych nie zdołali zabrać z domów. - O godzinie pierwszej w nocy zbudził nas łomot do drzwi - wspominała tę noc Jadwiga Chorąży-Kwapiszew-ska, córka nadleśniczego Nadleśnictwa Hajnówka, wywieziona wraz z rodziną na Syberię właśnie 10 lutego 1940 r. - Ojca posadzili na krześle, przyłożyli mu pistolet do skroni. „Przesiedlamy was do innego rejonu, zbierajcie się, furmanka już czeka" - krzyczeli. Ojciec był blady, mama - roztrzęsiona, a sowiecki żołnierz wciąż popędzał, przyspieszając pakowanie. Dwóch żołnierzy zaczęło mamie pomagać. Jeden z nich mruknął „głupia" i ściągnął z łóżka prześcieradło, po czym wrzucił na nie pościel i związał tobołek. Mama oprzytomniała i przy jego pomocy wyrzucała z szafy odzież, bieliznę, albumy ze zdjęciami. .. Wiązali toboły w kapy, koce, a nawet w kilim, który później służył nam na Syberii za ściankę działową i za posłanie. Szybko załadowano nas na furę i zawieziono na dworzec. Mróz był tej nocy potworny, mama zmarzła w nogi i efekt był taki, że odmroziła sobie duży palec. Na stacji wtłoczono nas do „tiepłuszek" (towarowe wa- gony, którymiprzewożono ludzi - przyp. red.). Byliśmy pierwsi w naszym wagonie i zajęliśmy górną półkę, obok mieliśmy okratowane okno. Pierwszej nocy obudził nas straszny wrzask z dolnej pryczy. To adiunkt z Nadleśnictwa Leśniań-skiego dostał ataku lęku w zamkniętej przestrzeni. Potem przez wiele dni słychać było już tylko gwizd lokomotywy i stukot kół... Udana akcja wysiedleńcza Deportagą z rejonu Puszczy Białowieskiej dowodził naczelnik Bielskiego Powiatowego Oddziału NKWD st. lejtnant bezpieczeństwa państwowego Manuj-łow. Przydzielono mu 278 funkcjonariuszy i 15-osobową rezerwę wojskową. Z tego składu utworzono 85 grup operacyjnych, które budziły wnocy ludzi i zabierały ich z domów na stacje kolejowe wHąjnówce, Białowieży i Narewce. W tym celu wykorzystano 422 wozy i sanie. W dostępnych źródłach historycznych możemy znaleźć jedynie strzępy informacji, dotyczące organizacji tej deportacji. W piśmie sekretarza Brzeskiego Komitetu Obwodowego Kisie-lewa skierowanym do sekretarza KC KP(b)B P. Ponomarienki znajdujemy wypowiedzi chłopów, zamieszkujących rejonhaj-nowski, którzy stwierdzili, że osadnicy „niemało już znęcali się nad nimi i dawno należało ich wywieźć". Nie brakowało również postaw wspierających wywożenie nie tylko słowem, ale i czynem. Kiedy przewodniczący trójki powołanej do przeprowadzenia deportacji zapragnął we wsi Nowiny zmienić zmęczonego konia, chłopi zamiast jednego przyprowadzili mu do wyboru aż pięć i obiecali jeszcze więcej, jeśli tylko będzie taka potrzeba. W tym samym dokumencie deportacja przeprowadzona na terenie obecnego powiatu hajnowskiego stawiana jest jako przykład dobrze zorganizowanej akcji: „Za przykład udanego przeprowadzenia akcji mogą służyć liczne rejony, na przykład rejon hajnowski, z którego wysiedlono 214 rodzin leśników i osadników zamieszkałych w lasach białowieskich, co w trakcie wysiedlenia stwarzało duże trudności. Siłami funkcjonariuszy operacyjnych, 40 komunistów, 8 komsomolców i 400 ludzi z miejscowego aktywu bezpartyjnego w ciągu jednego dnia wysiedlono i załadowano do wagonów 214 rodzin osadników i leśników". Trójki operacyjne wakcji Tzw. trójki operacyjne, które udawały się do domów wytypowanych do deportacji rodzin, otrzymały instrukcję dotyczącą przebiegu aresztowania. Zakładała ona np. prawo do zabrania przedmiotów codziennego użytku, odzieży i żywności. - W rzeczywistości deportacja wyglądała najczęściej zupełnie inaczej. Wybudzona ze snu rodzina, zaskoczona wtargnięciem i widokiem uzbrojonych funkcjonariuszy oraz przedstawicieli miejscowego aktywu, nie wiedziała, jak ma się zachować - wyjaśnia Magdalena Dzienis-Todorczuk z białostockiego Oddziału IPN. - Dodatkowo grozę potęgował fakt, że - zgodnie z dyspozycjami, by uniknąć oporu czy ucieczek - mężczyzn w sile wieku oddzielano od reszty rodziny. Strach i oszołomienie odsuwały możliwość logicznego myślenia. Mimo iż dyrektywy wyraźnie określały wagęirodzaj rzeczy, jakie deportowani mogli ze sobą zabrać, ciągłe poganianie przez konwojentów oraz brak konkretnej informacji, do jakiego miejsca zostają deportowani, utrudniały spakowanie przydatnych ubrań i sprzętów. Instrukcje nakazywały też przeprowadzenie w domu deportowanych rewizji, w celu odnalezienia broni. Funkcjonariusze przeprowadzający rewizje często niszczyli sprzęty gospodarstwa domowego, a nawet dopuszczali się kradzieży cenniejszych przedmiotów. Koszmarna droga na Wschód Sterroryzowani i przerażeni ludzie, ciasno upchnięci w towarowych wagonach, jechali w koszmarnych warunkach. Spali na drewnianych pryczach, za piec służyła im bla-szanabeczka, wktórej paliło się ogień. Niebyło wody ani ubikacji, za wychodek robiła wyłamana w podłodze dziura. Publiczne załatwianie potrzeb fizjologicznych było krępujące, a fetor wydobywający się z tych otworów, które szybko ulegały zanieczyszczeniu (między innymi z powodu zamarzania) momentami wydawał się nie do zniesienia. W takich warunkach, przez kilka tygodni bez przerwy, jechali na Wschód. Transport zatrzymywał się kilka razy. Zdarzało się, że w jednym miejscu stał nawet przez kilka dni. Piotr Szpakowicz wspominał, że w Baranowiczach przesadzano ludzi do innych wagonów, jednak pociąg ponownie ruszył dopiero po trzech dniach. Choć transporty były dobrze pilnowane, a drzwi zaryglowane, to nielicznym osobom udało się uciec. Były to jednak pojedyncze przypadki. - Zdarzały się ucieczki - potwierdza Magdalena Dzienis-To-dorczuk. - W lutym 1940 r., w zestawieniu sporządzonym przez władze sowieckie z akcji deportacyjnej z obwodu biało- Głos Dziennik Pomorza Piątek, 4.02.2022 stockiego, odnotowano kilkanaście prób ucieczek, zarówno przy przeprowadzaniu operacji, jak i już z konwoju. W trakcie ostatniej, czwartej wywózki, odbywającej się już po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej, zdarzały się ucieczki z ostrzelanych składów pociągów. Zbigniew Pieńkowski, opisu-jący wywózkę swojej rodziny z Drozdowa w czerwcu 1941 r., wspominał, iż czworgu z ośmiorga dzieci udało się uciec już w momencie wywózki. Jego sześcioletniego brata mama spuściła przez okno, licząc, że ktoś z przechodniów go złapie, a pozostali, starsi, uciekli sami. Znane są też sporadyczne przypadki stawiania oporu przy próbie wywózki, kończące się albo zabiciem osoby buntującej się, albo jej aresztowaniem Miejscowi byfiwto zaangażowani We wspomnieniach Sybiraków powtarzają się wątki „miejscowych", którzy często wskazywali, gdzie mieszkają osoby z list deportacyjnych. Nierzadko byli to sąsiedzi represjonowanych. Oddzielną kwestią jest też ich późniejszy „udział" w podziale majątku wywiezionych na Syberię osób. W czasie lutowej akcji mieszkania deportowanych rodzin były rewidowane, a wyposażenie mniej lub bardziej skrupulatnie spisywane. Majątek ten przechodził pod opiekę komitetu rejonowego. W praktyce jednak zdarzały się przypadki przywłaszczania sobie dóbr pozostałych po osadnikach. W Ja-nowie koło Narewki dom opuszczony przez wywiezioną na Wschód rodzinę gajowego Pawła Dąbrowskiego oraz zabu-dowania gajowego Lewszy przeznaczone zostały na budowę szkoły i rozebrane, jednak nie wiadomo, co się później z nimi stało. Po latach Bronisław Dąbrowski (syn Pawła), który w 1940 r. miał już 20 lat, powiedział, że materiały z rozbiórki zostały „zmarnowane przez miejscową ludność". Przywoływana już na początku tekstu Walentyna Ma-cuta wspominała zaś, że kilka lat po powrocie z wywózki rozpoznała - w domu jednego z mieszkańców Białowieży - rodzinną szafę z charakterystycznym sękiem w kształcie ptaszka. - Oficjalnie majątek pozostawiony przez deportowanych konfiskowało państwo sowieckie. W praktyce był onrabowany przez enkawudzistów jeszcze w trakcie deportacji - mówi dr Tomasz Danilecki z Muzeum Pamięci Sybiru w Białymstoku. -Pozostawione domy i mieszkania przydzielano sowieckim urzędnikom, którzy mogli również kupować po oficjalnych, a więc znacznie zaniżonych cenach, pozostałe mienie ruchome. Ziemia należąca do deportowanych miała być rozdawana bezrolnym i małorolnym chłopom, jednak w rzeczywi- magazyn 15 stości najlepsze ziemie włączano do majątku kołchozów, a sprzęt rolniczy trafiał do stacji obsługi maszyn. Przyszłość prysła jak bańka mydlana Bronisław Dąbrowski z Janowa w chwili, wktórej Sowieci przyszli po jego rodzinę, był poza domem, w drodze do pracy. W Narewce spotkał stryja, który mu opowiedział o aresztowaniu rodziny i zachęcał go do ucieczki i ukrycia się. Jednak młody chłopak zdecydował inaczej, - Spojrzałem na zachód słońca, który akurat był nad wieżą kościoła, krwawy zachód, bo tobyłbardzo silny mróz, i pomyślałem sobie, że wszystkie moje plany, wszystkie zamiary, jakie miałem na przyszłość, że wszystko prysło jak bańka mydlana - wspominał Bronisław Dąbrowski w 1991 r. -I pomyślałem, że trzeba iść na stację kolejową, bo tam są przecież moi rodzice. Kiedy tam dotarłem, zobaczyłem trzy wagony. Wagon z moimi rodzicami był już zamknięty, abo-jecniebardzobyłskorydootwie-rania. Prosiłem go: „idź do wagonu i zapytaj, czy tam są Paweł i Teodora Dąbrowscy i czy ja jestem ich synem". Wartownik w końcu otworzył wagon. Matka bardzo się ucieszyła, były łzy, diociaż widzieliśmy się rano. Czy to dobrze, że tak zrobiłem? Jedno mogę powiedzieć, że jako młody chłopiec, silny i zdrowy, będąc na zsyłce razemzrodzicami przynajmniej mogłem im pomóc Matka Bronisława nie przeżyła wywózki. Zachorowała i zmarła na oczach rodziny. Jednak ojcu i siostrze Bronkaudało się w 1946 r. wrócić do Polski. Jego brat zaś trafił do Armii Andersa i ostatecznie osiadł w Stanach jednoczonych. Natomiast Bronisław dostał powołanie do formującej się I Dywizji Kościuszkowskiej, walczył na froncie i też po latach powrócił do oj -czyzny.©® INSTRUKCJA Z 29 GRUDNIA 1939 R. REGULUJĄCA TO. CO MOGU ZABRAĆ ZESŁAŃCY „(...) zezwala się zabrać ze sobą następujące rzeczy oraz drobny sprzęt gospodarczy: 1. ubranie, 2. bieliznę, 3. obuwie, 4. pościel, 5. nakrycia stołowe (łyżki, noże, widelce), [naczynia] do herbaty i [sprzęty] kuchenne, wiadra, 6. żywność mającą wystarczyć rodzinie na miesiąc, 7. drobne narzędzia gospodarcze i [przedmioty] codziennego użytku (...), 8. pieniądze (w kwocie bez ograniczeń) oraz użytkowe przedmioty wartościowe (pierścionki, zegarki, kolczyki, bransoletki, papierośnice itp.), 9. kufer lub skrzynię do zapakowania rzeczy". ARTYKUŁ REKLAMOWY Pani Elżbieta z Bydgoszczy [%71.) praw*# pół życia /magaia 1 przewlekłym bólem twwow Maści, tabletki, opaski uciskowe i różne zabiegi nie przynosiły spodziewanych efektów. Bół kolan i pleców stale się pogłębiał, .i specjaliści bezradnie rozkładali ręce gf*dru« kobieta w korfcy była na skraju załamania, w dodatku coraz bardziej obawiała się utraty prary... Niespodziewanie znalazła zaskakujące rozwiązanie! Jako nauczycielka, byłam w fatalnej sytuacji. Gdy próbowałam podnieść kredę z podłogi, w oczach robiło mi się ciemno. Ból kręgosłupa utrudniał mi zawiązywanie butów. Do tego ten uciążliwy ból kolan przy wchodzeniu po schodach... Często przystawałam, żeby odpocząć. Ludzie patrzyli ze współczuciem. Modliłam się, by coś w końcu pomogło... Batam się, te skończę źlef Nauczyłam się chodzić po schodach tak, żeby bolało jak najmniej. Pamiętam szepty sąsiadów: „Popatrz, jak się chwieje!...". W klasie siadałam lekko odchylona i rozluźniałam nogi. Kiedy spadła mi kreda, udawałam że nie widzę. W przerwach masowałam kręgi szyjne. Wierzyłam, że jakoś dotrwam do emerytury. Niestety, 1,5 roku temu odwróciłam się od tablicy, spojrzałam na klasę. Obraz stracił ostrość i zemdlałam. Fataina diagnoza W gabinecie usłyszałam, że stawy i kręgosłup są w opłakanym stanie. Powinnam myśleć 0 wzięciu się za siebie na poważnie albo będzie naprawdę źle. Zły stan kręgów powoduje ucisk na kręgosłup i dlatego odczuwam tak potworny ból. Mogę próbować różnych sposobów, ale niewiele to zmieni... Zadzwoniłam do wnucząt, przez łzy prosiłam, by mi pomogli. Znają się na Internecie, rozumieją współczesny świat, wiedzą znacznie więcej niż ja. Pierwszy odezwał się Adam. Wysłał mi małą paczkę z... wkładkami do butów. Myślałam, że to pomyłka. 2 dni później przyszła paczka od Marcina. Tu też były wkładki! Marcin do paczki dołączył list: N „Babciu, regularne noszenie wkładek może poprawić sprawność ruchową stawów i uśmierzać ból w kilka tygodni. Skuteczność wkładek biomagne-tycznych jest zaskakująco wysoka. Na stopach jest kilkadziesiąt neu-roprzekaźników. Można na nie wpływać falami elektromagnetycznymi i regulować pracę stawów 1 ważnych organów. Opinie użytkowników potwierdzają wysoką skuteczność metody spec. Strollera! Może działać bez względu na wiek, styl życia i stopień zaawansowania dolegliwości. Wystarczy, że włożysz wkładki do butów i będziesz regularnie nosić. Niedługo możesz zobaczyć pierwsze efekty. To naturalna, bezpieczna metoda!" Zrobiłam Jak kazał. I spotkało mnie coś niewiarygodnego! Po jakimś czasie stosowania tych wkładek obudził mnie telefon. Rozhisteryzowana dyrektorka krzyczała do słuchawki: „Pani Elu, żyje Pani?! Bogu dzięki! Trzecie zastępstwo już organizuję, a Pani nie ma i nie ma. Myślałam, że stało się coś złego. Ten Pani kręgosłup! Całe szczęście, że Pani odebrała!". Nie wiedziałam, o co jej chodzi. Od dawna ból kręgosłupa budził mnie między 4 a 5 rano - po prostu nie mogłam już wytrzymać. Czułam go w całym ciele. Spojrzałam na zegarek, a tam 10:34! Dzięki wkładkom ból zmniejszył się i mogłam spokojnie przespać całą noc! Pierwszy raz od 5 lat dolegliwości w kręgach i kręgosłupie nie obudziły mnie. Zaspałam na lekcje! Dopiero teraz zorientowałam się, że przeszłam do kuchni i stoję w niej od kilku minut robiąc śniadanie. To niesamowite, ale bez rozmasowywania i rozchodzenia kolan! Kolejne tygodnie stosowania wkładek znacznie zagodziły mój ból kolan i kręgosłupa. Szyja już tak nie sztywniała, biodra również nie dokuczały mi już tak dotkliwie. Powoli zaczęłam znów normalnie żyć. Poprawiło mi się trawienie, żołądek tak nie dokucza, nie miewam zgagi i spadło mi ciśnienie. Mam niższy cholesterol, ciśnienie, serce pracuje lepiej, wątroba i nerki też. Kolana, stawy biodrowe, szyja i kręgosłup niemal jak nowe. I to tylko dzięki tym wkładkom do butów. To skandal, że nigdzie nie można o nich usłyszeć! We wtorek zadzwonił Marcin, rozpłakałam się do słuchawki. Kochani chłopcy, uratowaliście mi życie! UWOLNIJ SIĘ OD BÓLU! Wkładki biomagnetyczne dostępne są również w Polsce.Pierwsze 100 osób, które zadzwoni do 7 lutego 2022 r., dostanie 73% zniżki. Otrzymasz wtedy wkładki biomagnetyczne w wyjątkowo niskiej cenie (przesyłka GRATIS)! Zadzwoń już dziś! 71 300 35 46 Od pn.-nd.: 8:00-20:00 (Zwykłe połączenie lokalne bez dodatkowych opłat) 'Szczegóły oraz informacje dotyczące procedury zwrotów i reklamacji dostępne są pod adresem; www.grouptcm.com 16 magazyn Glos Dziennik Pomorza Piątek, 4.02.2022 Rodzina wielopokoleniowa to polski mit Agata Sawczenko agata.sawczenko @polskapress.pl Rozmowa 0 tym. jak kształtowała się struktura polskiej rodziny i jakie przemiany społeczne, polityczne czy prawne miały na to największy wpływ, rozmawiamy zdr. Piotrem Guzowskim z Uniwersytetu w Białymstoku, współautorem oraz współredaktorem książki „Rodzina 1 jej gospodarstwo na ziemiach polskich". Książka została właśnie wydana w języku angielskim w jednym z największych i najbardziej prestiżowych wydawnictw naukowych na świecie (brytyjskim Routledge) pod tytułem „Framingthe Po-lish Family in the Past". Mezalians - to słowo to przekleństwo wiełu zakochanych przed laty. Kiedy przestaliśmy używać tego słowa? Czy w ogóle przestaliśmy? Czasem nadal używamy... Przed laty to słowo dotyczyło zawarcia małżeństwa pomiędzy osobami z różnych stanów społecznych. Na przykład osoby pochodzenia szlacheckiego miały unikać wstępowania w związki małżeńskie z osobami stanu mieszczańskiego czy chłopskiego. Aczkolwiek ten mezalians to był taki stereotyp, że nie można... A tak naprawdę to na przykład córki drobnych szlachciców bez problemu wchodziły w związki małżeńskie z mężczyznami z innego stanu. Podobnie zresztą jak i szlacheccy synowie, tylko że nieco rzadziej. Nie wszędzie oczywiście tak było, bo na przykład na Podlasiu czy wschodnim Mazowszu, nawet gdy konstytucja marcowa zniosła tytuły szlacheckie, to widać było, że potomkowie dawnych szlachciców pobierają się między sobą, a potomkowie chłopów -między sobą. Na tych terenach bardzo długo tego pilnowano - choć już bez używania słowa mezalians. Nie tylko o mezaliansach mówi publikacja „Rodzina i jej gospodarstwo na ziemiach polskich geografii europejskich struktur rodzin-nych do potowy XX wieku" - wydana ostatnio w języku angielskim-której jest pan współredaktorem (razem z prof. Cezarym Kuklą) oraz współautorem. Opisują państwo tu. jak zmieniała się polska rodzina na przestrzeni wieków. Ogrom pracy za wami. Proszę powie- dzieć, jak zbieraliście materiały do tej książki? Do stworzenia tej książki wykorzystywaliśmy swoje własne badania, ale także badania innych historyków. Książka to próba zebrania tych wszystkich drobniejszych badań i stworzenie syntetycznego, ale bardziej ogólnego obrazu. Publikacja z założenia miała dotyczyć trzech podstawowych aspektów tego, jak się zmieniała polska rodzina od XV do XX wieku: sytuacji prawnej rodzin, sytuacji gospodarczej, czyli takiego standardu ekonomicznego, no i sytuacji demograficznej kraju. Analizowaliśmy, jak na przestrzeni 600 lat przedstawiały się poszczególne aspekty mające wpływ na rodzinę: czyli na przykład ile średnio było dzieci, jak długo trwały małżeństwa, jak duże były gospodarstwa domowe, jak zmieniały się przepisy prawa kościelnego i państwowego, jak dzielono spadki, kto ma sprawować opiekę nad osieroconymi dziećmi... To jest wreszcie analiza źródeł podatkowych, które mogą powiedzieć, jakim poziomem bogactwa albo dochodów rodziny dysponowały. No i ostatnia rzecz, to są bardzo takie żmudne badania statystyczne w oparciu o metryki chrztów, ślubów i zgonów, w oparciu o spisy ludności albo takie źródła ąuasi-spisowe. Dlaczego zdecydowaliście się państwo na tak bardzo szeroką przestrzeń czasową 600 lat? To kawał czasu! Do tego jeszcze dochodzi podział na rodziny należące do poszczególnych klas społecznych... Uznaliśmy, że w Polsce brakuje takiego ujęcia syntetycznego. Polską rodzinę zaczęliśmy badać od XV wieku, bo w tym czasie pojawiają się odpowiednie źródła, z których mogliśmy korzystać. Nasza publikacja nie zawiera bowiem mikrohistorii poszczególnych ludzi, tylko raczej historię całych grup społecznych, statystycznych Polaków. Uznaliśmy, że podział stanowy jest istotny i dlatego oddzielnie pisaliśmy o rodzinie chłopskiej i szlacheckiej, i mieszczańskiej, także rodzinie magnackiej i - już w wersji angielskiej książki -rodzinie żydowskiej. Utrzymaliśmy ten podział również w opracowaniu sytuacji w XIX wieku, choć po rozbiorach sytuacja stanowa w Polsce bardzo się zmieniła. Wraz z postępem industrializacji coraz częściej mieszczanami stawali się chłopi, którzy migrowali do miasta. Do miasta emigrowała też biedniejsza szlachta, rodziły się elity intelektualne, inteligencja... Europejska rodzina to tzw. rodziSnukfeaffl™011^ gospodarstwo domowe tworzą mąż. żona, ewentualnie dzieci. Nie jest to rodzina wielopokoleniowa - mówi dr Piotr Guzowski Czy ta polska rodzina na przestrzeni wieków bardzo różniła się od typowej rodziny europejski^? Faktycznie, można mówić o takiej typowej rodzinie europejskiej. Do jej charakterystycznych cech należy dość późny wiek zawierania małżeństw, czyli 23 lata dla kobiety i 26 lat dla mężczyzn, oraz stosunkowo nieduża różnica wieku między małżonkami. W europejskich rodzinach występowali też służący, właściwie niemal każdy miał służącego. Służba to był pewien etap życia. Człowiek osiągał odpowiedni wiek i szedł służyć do innych, żeby zarobić pieniądze, żeby założyć swoje gospodarstwo domowe. Kolejnym elementem europejskiego systemu jest fakt, że w społeczeństwie występują osoby samotne. I nie chodzi tu wcale o duchownych, tylko o mężczyzn i kobiety, którzy nigdy nie wstąpili w związki małżeńskie. Europejska rodzina to tzw. rodzina nuklearna: gospodarstwo domowe tworzą mąż, żona, ewentualnie dzieci. Nie jest to rodzina wielopokoleniowa. A przecież mówi się. że przez lata w Połsce obowiązywał model rodziny wielopokoleniowej... To kolejny mit. Europejski model charakteryzuje się tym, że to jest rodzina dwupokole-niowa. Rodziny wielopokoleniowe można było zaobserwować w drugiej połowie XIX wieku, a nawet na początku XX wieku. Dzięki wzrostowi standardu życia i rozwojowi medycyny, ludzie po prostu zaczęli żyć dłużej. I pojawiła się taka sytuacja, kiedy dziadkowie mogą mieszkać ze swoimi wnukami, bo żyją po prostu dłużej. Przeciętne małżeń- stwo w mieście średniowiecznym trwało 12-15 lat. Małe były szanse, by ktoś w ogóle doczekał wnuków, nie mówiąc już o tym, by z nimi mieszkał. Wzrost standardu życia i rozwój medycyny sprawił, że zaczęliśmy żyć dłużej i że dziadkowie mieli większe szanse doczekać swoich wnuków. Czy wierzymy w jeszcze inne mity dotyczące polskiej rodziny? Dziś mówi się o nierównościach społecznych, ekonomicznych. O tym, że one rosną, pogłębiają się. Te nierówności były zawsze. Weźmy sobie szlacheckie gospodarstwo domowe w Wielkopolsce czy w Małopolsce: rodzina mieszka w dworku, składa się z 13-15 osób. Ale jak się przeniesiemy na Podlasie, to już tych osób jest tylko sześć. A to ta sama szlachta, która ma te sama prawa polityczne! Wróćmy jeszcze na chwilę do tych mezaliansów, od których zaczęliśmy. Ludzie mieli świadomość różnicy prawnej. I pewnego prestiżu społecznego. Natomiast z punktu widzenia takiego ekonomicznego demograficznego to nie było tej różnicy widać. Proszę powiedzieć o hierarchii w rodzinie... Czy faktycznie było tak. że to mężczyzna od zawsze był tą głową rodziny, a kobieta była mu podległa? Jeśli mielibyśmy uogólnić, to tak, w Polsce to mężczyzna był głową rodziny. Ale trzeba też wziąć pod uwagę stosunkowo wczesny wiek śmierci. W małżeństwie mężczyźni byli zwykle starsi, więc często wcześniej umierali. Oczywiste jest więc, że wdówbyło dużo, w dodatku całkiem młodych. Przejmowały gospodarstwo domowe, interes, który wcześniej prowadził mąż. I często nie chciały po raz kolejny wychodzić za mąż, bo ten wdowi stanbył dla nich całkiem wygodny, zapewniał im spokój: nikt im nie mówił, co mają robić, to one stawały się głową rodziny. Inaczej też wychowywano dzieci. Dziś-tak się przynajmniej mówi - bardziej sie nimi opiekujemy. Ale niegdyś zapewniano im większą swobodę. W wieku 12-14 lat dzieci szły na służbę, czyli stosunkowo wcześnie opuszczały dom rodzinny, a co za tym idzie - szybko zdobywały samodzielność. W ten sposób wychodziły spod opieki rodziców, ale zyskiwały dosyć dużą swobodę. Dzięki temu, w wielu przypadkach mogły dobierać sobie partnerów życiowych: po prostu, były poza domem i zakładały rodzinę wtedy, gdy było je już na to stać, kiedy kobieta i przyszły partner mieli pieniądze albo odziedziczyli spadek, albo właśnie zarobili, służąc. Co miało największy wpływ na zmiany w strukturze rodziny. które się dokonywały poprzez te wszystkie stulecia? Z jednej strony mamy pewne zmiany prawne. Najpierw wprowadzane przez Kościół katolicki, dotyczące na przykład ograniczenia wieku, w którym można było wstępować w związek małżeński. Dziś to nie wydaje się poważne, bo wprowadzono ograniczenia 12 lat dla kobiety i 14 dla mężczyzny. Ale wtedy zabezpieczało to dzieci przed planowaniem im przez rodziców koligacji. Na kształtowanie się rodziny na pewno wpływała też sytuacja ekonomiczna, zwłaszcza w przypadku niższych grup społecznych. To też zmiany demograficzne, które bardzo mocno wpłynęły na strukturę rodzin. Choćby spadek śmiertelności i umieralności dzieci i niemowląt sprawia, że inaczej się podchodzi do kwestii prokreacji, czyli nie musimy mieć już czwórki czy sześciorga dzieci, tylko wystarczy dwoje. Z jednej strony małżeństwo trwa coraz dłużej - bo zwiększa się długość życia, ale z drugiej - prawo wprowadza możliwość rozwodów. Rozwód do XIX wieku jest raczej incydentalny: wśród chłopów praktycznie rozwodów nie ma, wśród szlachty to jest 1 proc. Dzisiaj natomiast mniej więcej 50 proc. małżeństw się rozwodzi, prawda? Nasze badania skupiły się na tych aspektach prawnym, ekonomicznym i demograficznym, biologicznym. Aczkolwiek z tym też wiążą się pewne przemiany kulturowe, jak chociażby rozwód. Do przemian kulturowych możemy zaliczyć też fakt, że dzisiaj mamy małżeństwa, które nie mają dzieci nie dlatego, że nie mogą mieć dzieci biologicznych, tylko po prostu wybierają taki model funkcjonowania. To na pewno nie koniec zmian. Czy potrafi pan prze- Rozwód do XIX wieku Jest raczej incydentalny: wśród chłopów praktycznie rozwodów nie ma, wśród szlachty to jest 1 proc. widzieć, jak będzie wyglądała polska rodzina za 50 albo za 100 lat? Ja jestem demografem i wiem, że jedną z najbardziej trudnych rzeczy jest prognozowanie demograficzne. Jeśli dziś postawię prognozę, już za pięć lat być może będzie konieczność, by ją zweryfikować. Powiem więc w ten sposób: obserwujemy pewne trendy. Na przykład takie, jak spadek płodności kobiet. Może to sugerować, że w naszym kręgu kulturowym ten trend raczej się utrzyma. Takie programy jak 500 plus na dłuższą metę nie zdają rezultatu. Dlatego, że nawet badania pokazują, że to zadziałało na rodziny, które miały czworo dzieci, że będą miały piąte dziecko albo szóste. Natomiast nie przekonało tych, którzy nie mieli w ogóle dzieci albo mieli tylko jedno dziecko. Trzeba też pamiętać, że nasz system ubezpieczeń społecznych jest systemem opartym na takiej solidarności międzypokoleniowej, czyli młodsi płacą na starszych. I w takim kształcie, kiedy będzie mniej dzieci, taki system nie przetrwa. Więc być może będziemy się ratować migracją. A migracja przyniesie inne wzorce rodzinne. Bo, powiedzmy, jeżeli my mówimy w Polsce o migracji z Ukrainy czy Białorusi, no to jest to stosunkowo bliskie nam kulturowo i te różnice nie są duże. Ale jeśli weźmiemy pod uwagę migrację z krajów afrykańskich czy azjatyckich, to taki proces globalizacyjny może wpływać na kształt rodziny, nie mówiąc już o tym, że może próbować zdefiniować inaczej rodzinę czy małżeństwa. Ale prognozując, bierzemy też pod uwagę, że pewne procesy w różnych krajach przychodzą z opóźnieniem. Na przykład w zachodniej Europie, w krajach najbardziej uprzemysłowionych, ślady przejścia z wysokiej umieralności i płodności do dobrze rozwiniętej medycyny widzimy już pod koniec XVHI wieku. O tym samym przejściu w Polsce możemy mówić dopiero pod koniec XIX wieku, a nawet w dwudziestoleciu międzywojennym. A w krajach, takich jak Chiny czy Indie dzieje się to dopiero teraz, na naszych oczach. Czyli chcąc wiedzieć, co nas czeka, również dziś możemy popatrywać na Zachód? No tak. Z dużym prawdopodobieństwem to, co u nich dzieje się teraz, u nas będzie za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat. ©® Głos Dziennik Pomorza Piątek, 4.02.2022 Adopcja na czas określony. Nowi rodzice rezygnują z dziecka ' Jeśli dorośli decydują się na adopcję dziecka, to deklarują być z nim na dobre i na złe Katarzyna Ptafcti katarzyna.pjojda@polskapre5s.pi ^ Społeczeństwo Dziecko, które trafia do domu dziecka potrzebuje wyjątkowo ckrżo miłości Aono doznaje wyjątkowej krzywdy, gdy zostaj adoptowane, ale na krótka Dziewczynka ma 10 miesięcy; Po swojemu mówi i tańczy. Stoi, a pewnie niedługo wystartuje na nóżkach. Rozwija się jak jej rówieśnicy. Od nich różni się jednak tym, że nie wychowuje się w zwyczajnym domu. Mieszka w Rodzinnym Domu Dziecka w Trzeciewnicy, powiat nakielski. Trafiła tutaj, mając 1,5 miesiąca. Biologiczni rodzice nie robią nic, żeby malutka (jest ich jedynym dzieckiem) wróciła. Opiekunowie zastępczy starają się natomiast zostać jej rodzicami. - Chcemy a-doptowaćtę dziewczynkę - przy- znaje pani Anna, która z mężem prowadziplacówkęwTrzeciew-nicy. Nie tylko dlatego że brzdąca bardzo pokochali i się do niego przywiązali, bo każde dziecko, któremu zapewniają dach nad głową, jest przez nich tak samo traktowane. - Mamy nadzieję uchronić małą przed traumą, której mogłaby później doświadczyć. Kobieta wyjaśnia:-Gdyby została jeszcze jako małe dziecko adoptowana, mogłoby się oka-zaćpo paru, nawet po kilkunastu latach, że jest niepełnosprawna. Na razie lekarze nie zdiagnozo-wali u niej opóźnienia rozwojowego ani chorób. Wady niekiedy ujawniają się później, np. dopiero u nastolatka. Biorąc pod uwagę stan zdrowia prawdziwych rodziców (potrzebna im pomoc specjalistów), nie ma gwarancji, że u ich córki te dysfunkcje nie wystąpią. - Nie chcemy dopuścić do sytuacji, w której malutka trafi do adopcji, a potem zostanie oddana przez rodziców adopcyjnych właśnie ze względu na to, że zostanie u niej zdiagnozowana niepełnosprawność i choroby. To dlatego pani Anna wraz z mężem złożyli w sądzie rodzinnym dokumenty o adopcję 10-miesięcznej podopiecznej. Procedura dotycząca przysposobienia ruszyła. Dom dziecka pod Nakłem istnieje 7 lat, lecz to będzie pierwsza adopcja, na jaką zdecydowali się małżonkowie. Sytuacji, w których dzieci jednak przeżywająkoszmar,bo były adoptowane, ale nowi rodzice je oddali do placówki opiekuńczo--wychowawczej, nie brakuje. Grześ miał 3'latka, gdy samotna kobieta została jego adop-cyjną mamą. Jak skończył 6, wrócił do domu dziecka. Mama stwierdziła, że nie daje sobie rady z wychowaniem buntownika, u którego zdiagnozowano nadpobudliwość psychoruchową. Nie mogła liczyć również na wsparcie swoichbliskich. Oni od początku sprzeciwiali się temu, aby ona adoptowała dziecko. Namawiali ją do oddania chłopca. Tak też zrobiła. Złożyła pozew o rozwiązanie przysposobienia, czyli o cofnięcie a-dopcji. Sąd orzekł rozpad rodziny adopcyjnej. Przedszkolak wrócił do koleżanek i kolegów z domu dziecka. Cyrklem po ścianie Polewanie ręczników płynem na owady, wybijanie szyb w drzwiach do pokoju, niszczenie ścian cyrklem, nawet chowanie sztucznej szczęki dziadkowi. To miały być grzechy główne Kuby, którego rodzice adoptowali, jak miał 2 lata. Już wtedy zdiagnozowano u niego zaburzenia emocjonalne. Przyszli rodzice sądzili natomiast, że dadzą mu tyle uczućiotoczą troską, że jego stan umysłowy się unormuje. Nie unormował. Nastolatek, wolą sądu, znowu zamieszkał w placówce. Scenariuszżytia Michalinapierwszepółroku życia spędziławdomu dziecka. Potem zgłosiła się paia, pragnąca ją adoptować Złożyła wniosek. Poległa w trakcie diagnozy, która obejmuje m.in. badania psycho-l^czno-f>edagogiczne. Specjaliści rózmawię tarninie byli przekonani, ze para poradzi sobie z rolą rodziców. Kandydaci za bardzo zaplanowali przyszłość dziewczynce. W scenariuszu zabrakło miejsca na wybory podejmowane przez dziecko. Żona i mąż podjęli ponowne starania o Mikę. Tym razem proces weryfikacji przeszli pozytywnie. Pani i pan adoptowali 2-let-nią blondyneczkę. Gdy Michalina miałanaście lat, rodzice skierowali do sądu pozew o zakończenie rodziny adopcyjnej. Córka, ich zdaniem, nie spełniła ich aspiracji. Oni oczekiwali, że Michalina będzie się wzorowo uczyć, jeździć konno lub grać na pianinie, później zostanie lekarzem. A ona miała średnią ocen 3,7- Żadne tam pianina i me-dycyny niebyłyjej wgłowie. Jak już, to piwo. Nastolatka wróciła do domu dziecka. Trudny chłopiec Michał razem z siostrą zostali a-doptowani. Nowi rodzice wiedzieli o problemach psychicznych syna. Pracownicy ośrodka adopcyjnego przestrzegali, że chłopiec jest trudny. Kobieta i mężczyzna nie sądzili jednak, że choroba syna wpłynie negatywnie narodzinę. Zdecydowali się adoptować rodzeństwo. Z córką nie było kłopotów. Z synem były. - Chciał mnie zamordować - mówiła o nim adop-cyjna matka. - Przyszedł w nocy znożem Nie zdążył zadać ciosu. Złapałam jego rękę z nożem, odepchnęłam. Upadł. Później Michał tłumaczył, że jakaś postać kazała mu zabić matkę. Wylądował w szpitalu psychiatrycznym. Rodzice mieli go odebrać, ale odmówili. Pod- Proces adopcyjny, od momentu rejestracji kandydata na rodzica do orzeczenia adopcji przez sąd. trwa średnio 2 lata magazyn kreślali, że w jego obecności nie czują się bezpiecznie. Zamieszkał w placówce opiekuńczej. Matka i ojciec nie pozwolili mu zabrać do niej niczego, oprócz albumu z rodzinnymi zdjęciami. Zakazali córce go odwiedzać. Wystąpili o rozwiązanie przysposobienia. Sąd się nie zgodził, argumentując, że kobieta nie przedstawiła decydującej sytuacji, jakoby syn z premedytacją usiłował ją zabić. Goaewszoku Bywa i tak: 17-latek przez 13 lat żył wrodzinie adopcyjnej. Kadra jego dawnego domu dziecka doznała szoku, gdy siędo niej zgłosił. Opowiadał, jak mu źle z rodzicami - kazali mu się uczyć, wracaćoustalonęjgodziniezim-prez na mieście. Zakazywali picia i palenia. Im bardziej matka i ojciec mu nakazywali i zakazywali, tym bardziej się sprzeciwiał. Pracownicy domu dziecka przeżyli szok nr 2. Nie spodziewali siębowiem, że sądrozwiąże adopcję, a tak uczynił, uzasadniając, że postawy małżonków i syna nie dawały nadziei na poprawę relacji. Kobieta i mężczyzna w ogóle nie walczyli o rodzinę. Totalna porażka - Każde rozwiązanie adopcji oznacza totalną porażkę - mówi Krzysztof Jankowski, dyrektor Bydgoskiego Zespołu Placówek Opiekuńczo-Wychowawczych. - To dramat nie tylko rodziców, ale także osób, odpowiedzialnych za procedurę adopcyjną, także nas, jako pracowników domu dziecka. Nie można obarczać winąjedynie dziecka. Często muszą minąć lata, żeby dorośli i przysposobiona córkalubsynsiędotarli. Psychologowie wspominają o dwóch etapach. W pierwszym dziecko jest przeraźliwie grzeczne. Zamierza zdobyć miłość i zaufanie nowych krewnych. Druga faza łączy się ze zmianą niedopozna-nia. Dziecko dokazuje. Na swój sposób sprawdza wytrzymałość rodziców. Jeśli wytrzymują, to ono przekonuje się, że nawet jak będzie bardzo niegrzeczne, to mama i tata go nie oddadzą. Po tych dwóch fazach powinno zacząć się normalne życie rodziny. Ujednych adoptowanych dzieci te dwa okresy trwają po kilka dni, u drugich po parę lat. Niekiedy rodzicom brakuje cierpliwości. Następuje rozłam. Alekolejka chętnych dotego, abywychowywaćnie swoje - ale jakswoje - dziecko, w niektórych ośrodkach co roku się wydłuża. - Adopcji jest mało ze względu na długi czas regulowania sytuacji prawnej dziecka. Dopóki ono nie będzie miało uporządkowanych spraw z przeszłości, nie może zacząć innej przyszłości -zaznaczają dyrektorzy ośrodków adopcyjnych. Uregulowana sytuacja prawna Najwyższa Izba Kontroli, która pochyliła się nad kwestią adopcji, wyciągnęła wnioski, potwier- 17 dzające słowa dyrektorów. Inspektorzy wskazywali: - Procedura adopcyjna trwa przeciętnie 2 lata. Liczba potencjalnych rodziców znacznie przewyższa liczbę dzieci z uregulowaną sytuacją prawną, umożliwiającą ich adopcję. Problemem jest brak jednolitych dla całego kraju wymogów i kryteriów stosowanych podczas adopcji, dlatego praktyka różni się w ośrodkach. (...) Wielokrotnie ustalają one własne zasady, wykraczające poza uregulowania ustawowe, np. w kwestii dokumentacji, szkoleń, kryteriów kwalifikacyjnych. To jeszcze nic: w innych ośrodkach, jak informują kontrolerzy Izby, kandydaci przedstawiali danezwyrokówrozwodo-wych w przypadku drugiego małżeństwa. W dwóch katolickich ośrodkach gromadzono dane dotyczące kandydatów na rodziców pochodzące z opinii parafii i świadectwa ślubu kościelnego. W następnych wprowadzono kryteria odnośnie wieku kandydatów starających się o adopcję. A propos wieku: - Polskie prawo nie przewiduje maksymalnego wieku dla rodziców a -dopcyjnych - tłumaczy Anna So-biesiak, dyrektor Kujawsko-Po-morskiego Ośrodka Adopcyjnego w Toruniu. - Kodeks Ro-dzinny i Opiekuńczy mówi jedynie o tym, że pomiędzy adopto-wanym a rodzicami powinna istnieć odpowiednia różnica wieku. W naszym kraju przyjęło się, że ma być to nie mniej niż 18 lat i nie więcej niż 40. Stąd rodzice, którzy skończyli 40 lat, mają mniejsze szanse na adopcję noworodka od osób, które są 10 czy 20 lat od nich młodsze. Chodzi przede wszystkim o to, aby rodzice mieli możliwość zapewnienia dziecku opieki i wychowania aż do uzyskania przez adoptowanego pełnego usamodzielnienia. W rodzinie adopcyjnej powinny panować warunki jak najbardziej zbliżone do tych, które spotyka się w rodzinach biologicznych. Osoby, które ukończyły 40. rok życia, mogą adoptować dzieci, uwzględniając odpowiednią różnicę wieku. Pani dyrektor zwraca uwagę nakolęjnyaspekt. - Dzieciadop-towane chcą mieć atrakcyjnych rodziców podążających za ich potrzebami emocjonalnymi, zdrowotnymi czy fizycznymi. Nie zapominać należy również o różnicy międzypokoleniowej. Naturalne jest także to, że osoby powyżej 45 czy 50 lat przygotowują się już do pełnienia roli dziadków. Pewien psycholog mówi: -Niektórzy kandydaci na rodziców zachowują się jak klienci sklepu. Myślą, że wybiorą sobie córkę czy syna. Będą kierować się wyglądem wychowanka. Ładne dziecko będzie pasować doładnegodomu.Nasząroląjest w takiej sytuacji wskazać tym zainteresowanym właściwą drogę. Tę do wyjścia z placówki. Imiona dzieazmieniono. 18 magazyn Głos Dziennik Pomorza Piątek, 4.02.2022 Daniel Ludwiński. Nasz człowiek na igrzyskach w Pekinie Pu&e Dział Sportowy Będzie towarzyszył polskim sportowcom podczas rywalizacji. Pokaże nam igrzyska „od kuchni", opisze pobyt w olimpijskiej wiosce i ta jak organizatorzy wielkich sportowych imprez radzą sobie w pandemkznym czasie. Nasz redakcyjny kolega Daniel Ludwiński zrelacjonuje nam zimowe igrzyska w Pekinie od pierwszego dnia do końca rywalizacji. Jak to się stało, że dziennikarz z północy Polski trafił na typowo zimową imprezę? By to zrozumieć, trzeba poznać niezwykłą historię Daniela. ■ ziennikarz sportowy. Autor książek. Prze-iwodnik po Toruniu. /Szachista, biegacz (klasyczny i narciarski), amator gry w siatkówkę. Kolekcjoner. Miłośnik przyrody, zwłaszcza ptaków. Mówiąc 0 Danielu, że jest barwną postacią, to jakby nic nie powiedzieć. Urodził się w znanej w świecie kultury rodzime. Jego tata -Jerzy Ludwiński, był znanym 1 cenionym profesorem historii sztuki nowożytnej, m.in. wykładowcą Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu i krytykiem sztuki. O mamie, Małgorzacie Iwanowskiej-Ludwiński ej można powiedzieć: malarka, pisarka i poetka. Oboje byli również kibicami sportu. Nic dziwnego, że i na Daniela przeszła ich pasja. - Pierwszym „moim" sportem był - co w Toruniu nie jest niczym wyjątkowym - oczywiście żużel - wspomina. - Nie pamiętam zupełnie początków, gdyż chodzenie na mecze i codzienne emocjonowanie się tym sportem było dla mnie czymś oczywistym i naturalnym, czymś, w czym dorastałem. Mogę w najbardziej dosłownym rozumieniu tych słów powiedzieć, że uczyłem się dodawania na programach żużlowych, a czytania na „Tygodniku Żużlowym". Od żużla się więc wszystko zaczęło, a trzeba dodać, że były to wspaniałe dla Apatoralata90. O ile zainteresowanie żużlem w przypadku młodego chłopaka z Torunia nie było niczym wyjątkowym, to już fascynacja sportami zimowymi do częstych przypadków wśród ludzi z północy kraju nie należy. W ślady taty - Sportami zimowymi zainteresowałem się dzięki igrzyskom f m&m Jak spadnie śnieg. Daniel zakłada narty i biega po leśnych trasach w Lillehammer, które wyjątkowo mnie zachwyciły - wyjaśnia Daniel. - Atutem narciarstwa było też to, że terminowo idealnie uzupełniało się z żużlem; koniec sezonu w jednej dyscyplinie oznaczał początek w drugiej. A wracając jeszcze do Lillehammer i igrzysk jako takich, wielkim fanem sportu, w tym oczywiście sportu olimpijskiego, był mój tata. Do dziś wielu jego kolegów profesorów i artystów wspomina, że o ile oni nie mieli o sporcie pojęcia, o tyle on był pod tym względem wyjątkowy i przyjeżdżając np. na swoje wykłady, zawsze miał przy sobie „Przegląd Sportowy". Tata uczył mnie więc, kim są Alberto Tomba (mój pierwszy sportowy idol z dzieciństwa), Marc Girardelli, Bjoem Daehlie, Aleksiej Proku-rorow czy Jens Weissflog, a więc gwiazdy narciarstwa tamtych lat. Wspólnie oglądaliśmy zawody w skokach, emocjonowaliśmy się tym, że 18-letni Adam Małysz z Polski skacze coraz lepiej, aż w końcu w 1996 roku wygrywa w Oslo swój pierwszy konkurs Pucharu Świata. Sporty zimowe pozostały, obok żużla, moją największą sportową miłością. Mam kontakty z wieloma kibicami z całego świata, wspólnie wymieniamy się rozmaitymi pamiątkami, archiwalnymi na- graniami na płytach DVD, dyskutujemy. Kolekcja Daniela jest rzeczywiście niebywała. Potrafił na przykład skompletować telewizyjne relacje niemal ze wszystldch olimpijskich turniejów skoków narciarskich, od kiedy zaczęto pokazywać je na szklanym ekranie. Szachowy mistrz Nasz dziennikarz nie ogranicza się tylko do kibicowania i pisania o sporcie. Dużo jeździ rowerem, biega, bierze udział w różnych amatorskich imprezach, jeśli spadnie śnieg, zakłada nartyipokonujenanichkolejne kilometry wokolicznych lasach. Największą pasją są dla niego jednak... szachy. - Przez długi czas były dla mnie czymś, o czym wiedziałem tylko, że są pasją mojego sąsiada, Krzysztofa Woźniaka, kierownika sekcji szachowej w Apatorze. Zasad nauczyłem się dość późno, bo pod koniec szkoły podstawowej, a w turniejach zacząłem grać w klasie maturalnej, na dobre połykając bakcyla. Oczywiście w porównaniu z profesjonalistami jest to wciąż poziom amatorski, ale chciałbym jeszcze powalczyć o zdobycie tytułu kandydata na mistrza. Z wygranych tumie-jównajwyżej cenię sobie pierwsze miejsce w zawodach „Sza- chy w Harmonijce", organizowanych w Collegium Minus. Jestem też kapitanem jednej z drużyn ligowych AZS-u UMK, w której gram w tym sezonie mistrzostw województwa. Nie ma się co dziwić, że osoba tak związana ze sportem postanowiła spróbować swoich sił w dziennikarstwie. Dla Danielą stało się ono głównym zajęciem i źródłem utrzymania. Ambitny samouk - Dziennikarską przygodę zaczynałem w akademickim Radiu Sfera i na portalu Sportowe-Fakty.pl. Najważniejsze było jednak dołączenie do redakcji „Tygodnika Żużlowego", który od 30 lat cieszy się w żużlowym środowisku poważaniem. W „TŻ" nauczyłem się więc dużo, bo byłem jedynym korespondentem z Torunia, a niekiedy wysyłano mnie także w delegacje poza Toruń. Równolegle współpracowałem z Wirtualną Polską, jeżdżąc m.in. na zawody PŚ w skokach ibiegach narciarskich. I po kilku latach przyszedł czas na „Nowości", gdy dostałem propozycję pracy od redaktora Piotra Bednarczyka. - Danielowi przypatrywałem się od jakiegoś czasu - mówi Piotr Bednarczyk. - Śledziłem to, co pisze w prasie i w Internecie. Imponował nie tylko swoją wiedzą o sporcie, ale i wzorcową wręcz polszczyzną, a wiadomo, żeztymudzisiejszej młodzieży bywa różnie. Dlatego gdy zwolnił się etat w naszym dziale sportowym, zaproponowałem „Ludwiniowi" pracę w „Nowościach". Zdecydował się niemal od razu. Bardzo szybko okazał się strzałem w dziesiątkę. Dałem mu tylko kilka wskazówek, jak obsługiwać system do łamania stron w gazecie, jak wprowadzać materiały do naszego panelu internetowego i poleciłem wyrobić sobie kontakty w toruńskim środowisku sportowym, zwłaszcza futbolowym, bo przejął tę ważną działkę. Czekałem, kiedy przyjdzie po jakąś pomoc. Nie przyszedł. Ambitnie niemal ze wszystkim radził sobie sam. Praktycznie od początku pracy w wydawnictwie Polska Mogę powiedzieć, że uczyłem się dodawania na programach żużlowych, a czytania na „Tygodniku Żużlowym" Daniel Ludwiński Press Daniel pisał do trzech lokalnych tytułów - „Nowości", „Gazety Pomorskiej" i„Expres-su Bydgoskiego". Zczasem wyszły na jaw jego zainteresowania sportami zimowymi i zaczął dostawać od centrali w Warszawie zlecenia pisania o skokach narciarskich, biegach, biathlonie itp. Jego materiały ukazują się w prasie lokalnej w całej Polsce - od Rzeszowa po Szczecin, od Białegostoku po Wrocław. Daniel Ludwiński jestteż autorem l^iążek o tematyce sportowej. Wcześniej napisał m.in. biografię żużlowca i trenera Stali i Apatora Toruń Jana Ząbika. Niedawno ukazała się jego książka „Od dirt-tracku do Mo-toareny. Opowieść o toruńskim żużlu" - Praca nad nią była wspaniałą przygodą - ożywia się autor na samo wspomnienie. -Spotkałem się z blisko 120 osobami, zarówno zawodnikami, jak i m.in. działaczami, trenerami, mechanikami. Zebranie materiału zabrało mi 2,5 roku i niekiedy wymagało podróży po Polsce, gdyż nie wszyscy rozmówcy mieszkają na co dzień w Toruniu. Założenie od początku było takie, że ma to być publikacja wspomnieniowa, chwilami sentymentalna, chwilami zabawna, pełna anegdot i barwnych wspomnień z przeszłości toruńskiego żużla, a nie liczb i statystyk. Z tego, co słyszę od wielu osób, chyba się to udało. Książka nadal jest dostępna, a jej dystrybucją zajmuje się toruński klub. Niedoszły ornitolog Nie tylko sportem jednak Daniel żyje. - Toruń zawsze był mi bliski i stąd blisko 10 lat temu pojawił się pomysł, aby zostać przewodnikiem. Obecnie z uwagi na inne obowiązki jest to praca dodatkowa, ale zawsze sprawiająca ogromną satysfakcję. Szczególnie lubię oprowadzać grupy możliwie jak najbardziej kameralne - spacerując z 2-3 osobami, można pokazać więcej i dokładniej, niż gdy grupa liczy 45 osób. W ramach działalności przewodnickiej prowadzę również stronę stropywtoru-niu.blogspot.com, na której popularyzuję wiedzę o toruńskich polichromiach stropowych. Co jakiś czas Daniel bierze urlop, by... obserwować ptaki. - Zainteresowania przyrodnicze pojawiły się dość nietypowo, bo nikt z bliskich nie był przyrodnikiem. W rodzinnej bibliotece były jednak m.in. atlasy ptaków, ssaków czy gadów. Od dzieciństwa lubiłem je oglą- dać i czytać, aż szczególnie bliska stała mi się awifauna. Był nawet czas, gdy jako dziecko myślałem, że zostanę zawodowym przyrodnikiem-ornitolo-giem. Ostatecznie tak się nie stało, ale w wolnych chwilach miałem już przyjemność jeździć na przyrodnicze obserwacje m.in. do doliny Biebrzy, nad ujście Warty czy na zimowy rejs po Bałtyku umożliwiający obserwacje morskich ptaków. Tak naprawdę przyroda może jednak zaskoczyć wszędzie. Ogólnopolską ptasią sensacją początku stycznia stał się świer-gotek nadmorski przebywający przy toruńskiej przystani AZS-u, a jest to gatunek ptaka niemal wcale niespotykany w głębi Polski. Przyniesie szczęście? Na jakiś czas ptaki muszą pójść na bok. Daniel został wytypowany jako przedstawiciel wydawnictwa Polska Press do wyjazdu na zimowe igrzyska w Pekinie. - Decyzję o wyborze podjął Robert Zieliński, który wówczas szefował sportowi w Polska Press - mówi Daniel. - W grę wchodziłjeszcze wyjazd na piłkarskie Euro, ale w porównaniu ze sportami zimowymi międzynarodowa piłka nożna zdecydowanie nie jest moją mocną stroną. Przez ostatnie miesiące konieczne było spełnienie niezliczonych formalności, szczególnie tych dotyczących spraw covidowych. Na miejscu w Pekinie czeka mnie spora niewiadoma - pierwsze wieści płynące od kolegów z innych redakcji, którzy są już w Chinach, mówią, że na miejscu nie brakuje licznych absurdów. Gospodarze igrzysk przygotowali jednak też wiele udogodnień dla mediów, w tym dostęp do superszybkiej kolei, która pozwoli sprawnie przemieszczać się z jednej strefy igrzysk do drugiej. Będzie to istotne, bo np. skocznie narciarskie od tom łyżwiarskiego dzieli około200kilometrów. Daniel będzie obsługiwał igrzyska od pierwszego dnia do końca rywalizacji, relacjonując je na naszych łamach. Jeszcze przed wyjazdem przeprowadzał długie analizy, co zrobić, żeby obejrzeć jak najwięcej zawodów. Na pewno nie zabraknie go tam, gdzie Polacy mają medalowe szanse. Z pewnością pokaże nam również igrzyska „od kuchni", zrelacjonuje pobyt w olimpijskiej wiosce i to, jak organizatorzy wielkich sportowych imprez radzą sobiewpan-demicznym czasie. Czekamy więc na dobre wieści ze stolicy Chin! ©® Głos Dziennik Pomorza Piątek, 4.02.2022 magazyn 19 Zdobył Moskwę i wygrał wyjazdowy baraż. A jednak - Kulesza zaskoczył Adam Godlewski Pitka nożna Co zadecydowało o tym. że Czesław Midmiewicz na finiszu wyścigu po stanowisko selekcjonera reprezentacji Połski wyprzedził Adama Nawałkę? Zapewne prezes PZPN Cezary Kulesza pod uwagę wziął dwa istotne fakty. Po pierwsze, ale nie najważniejsze, 52-szkole-niowiec niedawno zdobył Moskwę, wy-grywajączLegiąztam-tejszym Spartakiem. A nieco wcześniej,itodiybaprzesądziło, zwyciężył z naszą kadrą U-21 w barażu o finały młodzieżowego Euro ze znacznie wyżej notowaną Portugalią. Na dodatek, decydujący cios zadając na wyjeździe. Zatem - z osobna - zwycięstwo na terenie przeciwnika w rywalizacji o udział w poważnym turnieju, jak i podbój stolicy Rosji Michniewicz ma CV. Czy zdoła dokonać tego za jednym zamachem 24 marca na stadionie Dynama? Piłkarzem, konkretnie bramkarzem - a warto dodać, iż jest pierwszym byłym golkiperem, który został samodzielnym se-lekcjonerem reprezentacji Polski - Michniewicz był trzecioplano-wym. Uzbierał raptem 9 meczów w ekstraklasie i 34 minuty w Pucharze UEFA przeciw Atletico w Madrycie. Gola wbił mu wówczas Ruben Baraja, arę-kawicami wymienił się Jose Mo-lina - prekursor gry nogami wśród golkiperów, który lubił dublowaćpozycję libero. Tyle że oglądanie boiska z perspektywy bramki dobrze przygotowało mierzącego 188 centymetrów dryblasa do szerszego spojrzenia na grę. Szkoleniowego. Doskonale pamiętam moment - był lipiec 2001 roku - kiedy Czesław został wAmice... zdegradowany do roli trenera. O tym jednak za chwilę. W ekstraklasie zagrał dzięki Ryszardowi Forbrichowi, później znanemu jako „Fryzjer", który sprowadził go z Polonii Gdańsk zarządzanej w tamtym czasie przez prominentnego działacza NSZZ „Solidarność" Jerzego Bo-rowczaka. Tyleże przed przeprowadzką do Amiki, karta Michme-wicza była już własnością byłego ligowego golkipera, a później ligowego arbitra - Andrzeja Czyż- Już jako rezerwowy bramkarz Czesław Michniewicz dał się poznać w Arnice talentami... medialnymi niewskiego. To nie pomyłka, w polskim futbolu ery wczesnego kapitalizmu obowiązywały zasady wzięte z wolnej amerykanki. Wielu odbiły się czkawką, ale akurat Michniewi-czowi wyszło to na zdrowie. Miał potężny zasięg ramion, był bardzo solidny; nie dawał klopsów i nie narzekał na rolę rezerwowego. To bodaj pierwszy absolwent wyższej uczelni w historii zawodowego zespołu Amiki, od początku znacząco wyróżniał się wśród kolegów talentami... medialnymi. Dlatego, choć grał rzadko, wypowiadał się często. Zresztą nie tylko do prasy. O ile trenerzy, a miał już na poziomie ekstraklasy szkoleniowca po szkole... strażackiej, miewali kompleksy wobec dyplomu AWF, którym mógł się pochwalić, o tyle koledzy z szatni cenili znajomość prawa podatkowego - inietylkopodatkowego - którą wykazywał się przy podpisywaniu/przedłużaniu kontraktów oraz przy składaniu PIT-ów. W zasadzie w tamtym czasie pełnomocnik nie był potrzebny w szatni Amiki, bo wszelką fachową pomocą w tym zakresie służyłrezerwowygolkiper. Michniewiczowi dobrze było w roli bramkarza numer 2, dlatego bardzo przeżył wspomnianą degradację na szkoleniowca. Ledwie zdążył skończyć 30 lat, i nie był wyeksploatowanym zawodnikiem, gdy - nagle i niespodziewanie - został przez Stefana Majewskiego sprowadzony do roli trenera rezerw. Bardzo chciał podpisać jeszcze jeden kontrakt jako piłkarz, więc świat przynajmniej na moment zawalił mu się na głowę. Owszem, zamierzał zostać szkoleniowcem (prowadził już nawet grupy młodzieżowe), ale dopiero za kilka lat. Był zły na „Doktora", czego w prywatnej rozmowie, jaką odbyliśmy latem2001roku, absolutnie nie krył. Już wówczas jednak - mimo dużych nerwów - w pierwszej kolejności postanowił zadbać o zaplecze... medialne. Jakby kierowany siódmym zmysłem wyczuwał, że to wnajbliższychlatachbędzie element (nie tylko jego) warsztatu. Z tamtej wymiany zdań sprzed 20 lat, szczególnie zapamiętałem założenie Michniewi-cza, że przed każdym meczem chce mieć przygotowany nie tylko plan A, ale także B. Słowa dotrzymał już w2007roku. Sięgając po tytuł mistrza Polski z Zagłębiem Lubin, potrafił nauczyć lubińskich piłkarzy płynnego przechodzenia na różne systemy w trakcie gry. Dlatego, jeśli zapowiada, że jego celem jest, aby reprezentacja była w ten sposób sprawna taktycznie w Moskwie, to nie ma powodu podawać tego w wątpliwość... Trenerem Lecha Poznań, w ekstraklasie, został w 2003 roku chyba w sposób jeszcze bardziej - dla niego - zaskakujący niż reprezentacji na początku2022. Otóż jechał już pociągiem z Wielkopolski do Trójmiasta, gdy do-stałtelefon, żeby wysiadł na najbliższej stacji, wziął taksówkę iprzyjechał wprost dodomu jednego z ówczesnych działaczy Ko-lejorza. Niezależnieodtego, ajuż minął Gniezno, iletobędziekosz-towało. I to tam ustalił konkrety umowy, która zaprocentowała wywalczeniem Pucharu Polski w roku w2004. A także... 711 połączeniami telefonicznymi w latach 2003-2005 z Forbrichem -wówczas wiceprezesem Wielkopolskiego Związku Piłki Nożnej, później uznanym za szefa mafii piłkarskiej - któresąmu wypominane do dziś. O czym rozmawiali? Tego zapewne nie dowiemy się nigdy, choć spisując książkową spowiedź „Fryzjera" przed dekadą, zapytałem o ten wątek. Duńczyków wyprowadził na manowce lipnym treningiem stałych fragmentów. A potem zagrał z nimi niedo-pompowanymi piłkami - Tylko 711 było tych połączeń? To w sumie niedużo. Lubiłem z nim rozmawiać, bo pogadanka z Michniewiczem to była czysta przyjemność. Anegdotami Czesław sypał jak z rękawa, znał wszystkie najświeższe kawały, a i do piłkarzy, do nazwisk, doschematównaboisku, do wyników miał komputerową pamięć - usłyszałem, jak wynika z moich notatek, w odpowiedzi, która zapewne niewielu dziś usatysfakcjonuje. - Zresztą, jeśli byłem już wtedy na podsłuchu, to gdyby coś w tych rozmowach było procesowego, zostałoby wprocesie użyte... Drony, laptopy i komputery rodem z NASA, czy szpiegowskie komórki, to akurat w jego przypadku nie są ozdobne gadżety. Naprawdę umie zrobić z nich użytek. A jeśli ktoś nie wierzy -polecampójść na wykład świeżo upieczonego selekcjonera. Miałem taką okazję w grudniu 2019 roku, na kursokonfe-rencji szkoleniowej organizowanej przez Dolnośląski ZPN. Michniewicz pokazywał akurat prezentację z pełnego mikrocyklu młodzieżówki przed barażami z Portugalią. I był to kawałek wręcz pasjonującego kina! Od nauki chodzenia (przesuwania na sucho) w obronie powtarzanej do znudzenia. Po bardzo dokładną charakterystykę każdego z osobna gracza rywali, którą na potrzeby polskiego szkoleniowca zrobił portugalski skaut wynaleziony przez asystenta Michniewicza, Kamila Po-trykusa. Podobno Iberyjczyk działał charytatywnie, ale w to trudno uwierzyć. Robota była bowiem wykonana tak perfekcyjnie, że trudno nawet sobie wyobrazić, żeby ktoś działał z takim oddaniem dla rozrywki. Pracę wywiadowczą ma opanowaną do perfekcji, i nie stroni od niestandardowych metod. Poprzednio do rozpracowania (młodzieżowej) reprezentacji Rosji nie zawahał się zatrudnić twitterowej specjalistki od tamtejszej Priemjer Ligi, Katarzyny Lewandowskiej. Ba, parał się nawet piłkarskim kontrwywiadem, bo duńskich wysłanników - odpowiednio poinstruowany przez analityka pierwszej repre-zentaęjiHubertaMałowiejsłaego - wyprowadził na manowce na zgrupowaniu w Grodzisku. Lipnym treningiem stałych fragmentów. A potem - choć stanowczo temu zaprzecza, ale w tym względzie także trudno dać wiarę - zagrał z Duńczykami niedopompowanymi piłkami; żeby wyprowadzić z równowagi lepiej technicznie wyszkolonego przeciwnika. Co pokazuje, jak bardzo nie stroni od niekonwencjonalnych metod w pracy. I że może podjąć rękawicę, którą zapewne rzucą znani ze skłonności do nieczystej gry Rosjanie... Ostatnia kadencja w Legii, ale też i wcześniejsze w Zagłębiu i w Lechu, mają cechę wspólną. Taką mianowicie, że kłopoty Michniewicza zaczynały się dopiero po... sukcesie. Miewał w takich chwilach tendencje do wchodzenia w zwarcia z piłkarzami, przez co tracił szatnię. Dziś powinien być o tamte doświadczenia mądrzejszy; a nawet jeśli nie - zakochanie się w sobie z wzajemnością podczas marcowych baraży jeszcze selek-q'onerowi nie grozi. To pracoho-lik, który daje gwarancję, że wykona gigantyczną pracę analityczną. A później zada do odro-bienia pracę domową piłkarzom. Być może takie podejście to efekt... dymisji, którą dostał tuż przed Bożym Narodzeniem w 2011 roku od Cezarego Kuleszy. Ówczesny prezes Jagiellonii chciał przegadać nieudaną rundę i omówić transfery. Zadzwonił więc do szkoleniowca, aby zaprosić go na rozmowę: - Prezesie, ale ja już jestem w Gdyni - padła odpowiedź. - To wsiadaj w pociąg i jutro się widzimy. - No, nie bardzo. Bo na jutro wykupiłem bilet na wakacje. Wylatuję nad ciepłe morze. -To w takim razie już nie wracaj do Białegostoku. Bo u mnie już nie pracujesz.. Rozstanie, po zaledwie 5 miesiącach współpracy, do miłych nie należało; a i wcześniej nie sposóbbyło dopatrzeć się chemii we wzajemnych relacjach. Dlatego właśnie selekcjonerską nominację, którą Kulesza wręczył Michniewiczowi, trudno odbierać inaczej niż jako zaskakującą. Być może nie bez znaczenia był także fakt, że prezes PZPN, nie mogąc zdecydować się na kandydata z Polski lub z zagranicy, zdecydował się na rozwiązanie ... pośrednie. Michniewicz przyszedł przecież na świat w Brzozówce na Białorusi, jako obywatel Związku Radzieckiego. A mama Czesława dostała nawet z tego powodu gratulacje od Leonida Breżniewa, pierwszego sekretarza komunistycznej partii tego nieistniejącego już imperium... 20 ... Glos Dziennik Pomorza magazyn piątek, 4.02.2022 dawny materiał pisarski wstrzymał Słońce, ruszył Ziemię zajazd ala kierowców mai flei 9 owoc palmy modląca się kobieta na obrazie T samica daniela plama na honorze r>. wytwórca butów z cholewką T ruczaj młoda lub wodna T Królewski w stolicy zapał, animusz narzędzie żeńca pierwiastek promieniotwórczy lichy kon pospolite oszustwo wiosenny kwiat tkanina jak broń I '5 £? uległość ptak, pie-przojad O u 41 napaść, agresja _i_L kupalnik górski magazyn h 1/ (V n!Q U o N [ kapelusz Chaplina wykaz Ju 5 przodek alpaki lamy zajęcie pasterza dawne świadczenie dla grodu areszt dawny przecinek roślinny motyw dekoracyjny (X -_ Im staropolski napad 5 sala wykładowa na wyższej uczelni islamski ortodoks kryjówka lisicy T napój mleczny D 13 rr Don uwodziciel 2 u V Pr dawny pojazd konny, kolebka T lek dla anemika f\ % l\j zdobi czapkę majora 51 część stołu T O L N marszczony kołnierz s T £ u A T T h o gdy nic się nie dzieje ■AJ L miejsce na liście U o k na kółku samo-chodzika bogactwo Kuwejtu 0 piiy-aciel jac Sta sia i Nel skrócony podpis J konkurent „lxi" list z laptopa greckie forum •v f l?ap tik- i SE- łotrzyk *2 b mały silnik W o -r o j 15 jadalne narządy dzika ? J r\ T Pr f kuzyn karczocha mebel z trunkami -C 2 f\ P- b 21 ułożenie ciała V r\ - I n /V r (h obraz w galerii modra lub bogatka 19 L 0 k stolica Irlandii Północnej środek usypiający V ~T~ £ E „Czarodziejski opera Mozarta pistolet akowców L ~x r k ~T~ s r mała walizka I kraj w Afryce z Chartumem L słodki lek „szpady' muszkieterów M T C T £ * nabywana z wiekiem -t lA włoski klub piłkarski z udem i kolanem D część szachów' nicy u -k- !hl f- pojemności ? Zamów prenumeratę „Głosu" • 94 3401114 od poniedziałku do piqtku w godz. 9:00-15:00 prenumerata.gdp a polskapress.pl . p?" bieżny opis kamień ozdobny k c TS h i na szyi katolika okrągła w cyrku y spuścizna P°. przodkach odpowiedni okres suche w stoczni 1 ... Galilejska ^ < /V nr D proso afrykańskie grzyb o wadze 10 kg utwór poetycki fr: L '5 miękka O D fk V- rzadkie imię kobiece 4—- h nu 7\ rr składany kapelusz /\ Pr plaster słoniny cecha muzyki marszowej aromatyczny trunek włókno na powrozy K 1 D U słupek balustrady, tralka zdrowe warzywo obfite krwawienie 'P drzewo liściaste stolica Korei Południowej J niewielka szczelina ~F~ r 1 fit' (X \/ d 1 0 b stolica kraju piramid ćwiczenia bojowe na poligonie 4 mityczna córka Tantala L rajd motocyklowy weteran T ry T :Kj TJ r\ h yr f babie jesienią T K k N chrust na podpałkę ac złoty lub emerytalny -to _ i !\ r u czwórka wioślarska T R S O napady duszności, dychawica zwisa zimą z daszku U prawnik, adwokat £ U. kowalny metal następca w rodzinie 5 /v 15 O L holen-derka na łące rodzaj czworokąta poetycki polot K 0 w /V ostryga lub perło-pław niski głos męski ~(h <2 ?« model Seata czarny ptak l 0 U d & cudza... nie boli gospoda, karczma .0 h e f 17 ir część okresu geologicznego japoński instrument warzywo T t o 1 16 drugoplanowa w filmie zwi|zek z metalami -D V L r x przeciwpiechotna c 12 forma ruchu w sportach walki £