PROLETARIUSZE WSZYSTKICH KRAJÓW ZĄCZCTE SIĘ! Cena 1.50 gr MOSKWA (PAP) W piątek w godzinach porannych w Kremlowskim Pałacu Zjazdów wznowiło obrady wspólne uroczyste posiedzenie Komitetu Centralnego KPZR, Rady Najwyższej ZSRR i Rady Najwyższej Federacji Rosyjskiej, poświęcone 50-le-ciu Związku Radzieckiego. W posiedzeniu uczestniczyli Leonid Breżniew, Aleksiej Kosygin, Nikołaj Podgorny i inni przywódcy radzieccy. Obecni byli goście ze 115 krajów. międzynarodowych — kontynuował — coraz bardziej trium fują leninowskie zasady pokojowego współistnienia państw o różnych ustrojach społecznych, a groźba wojny coraz bardziej się oddala na skutek (dokończenie na str. 3) Organ KW PZPB Wydanie świąteczne Pierwsze serie samochodów dla wsi z Poznania POZNAŃ (PAP) Załoga Wielkopolskich Zakładów Napraw Samochodów w Antoninku k. Poznania dotrzymała słowa. Realizując dodatkowe zobowiązania wykonano tu poza planem prototypową serię 25 tarpanów — samochodów osobowo-towarowych dla rolnictwa. Obecnie tarpany poddawane są ostatnim zabiegom „kosmetycznym" i niebawem trafią do użytkowników: (dokończenie na str. 3) Pierwszy mówca sekretarz generalny KC KPCz, Gustav Husak stwierdził m. in., że nie można pomyślnie budować socjalizmu nie uwzględniając jego prawidłowości, bez Związku Radzieckiego. I sekretarz KC KP Kuby, premier Fidel Castro przema wiając stwierdził, że drogą o-twartą przez Rewolucję Październikową kroczą inne kraje na wszystkich kontynentach. Coraz więcej narodów wstępuje na tę drogę. Dla walki narodowowyzwoleńczej narodów Ameryki Łacińskiej istnienie Związku Radzieckiego stanowi przykład i gwarancję. Zwycięstwo Wielkiej Socjalistycznej Rewolucji Październikowej i utworzenie Związku Radzieckiego oznacza przejście ludzkości od świata rywalizujących, wrogich i wojujących ze sobą państw, do świata rów nouprawnienia, współpracy i wzajemnej pomocy narodów całego świata — oświadczył przemawiając na Kremlu To-dor Żiwkow, I sekretarz KC BPK, przewodniczący Rady Państwa LRB. W stosunkach ROK XXI 23, 24, 25, 26 grudnia 1972 r. Nr 358/361 (6479/82) Fot. J. Piątkowski Wzrasta liczba ofiar wśród ludności cywilnej DRW HANOT, PARYŻ, MOSKWA (PAP) Lotnictwo USA kontynuuje terrorystyczne naloty na DRW i ze szczególną zaciekłością atakuje Hanoi i Hajfong. W ciągu tylko trzech minionych dni, poniedziałku, wtorku i środy spadło na Wietnam Północny 20 tys. ton bomb. Obrona przeciwlotnicza DRW zestrzeliła do czwartku około 30 samolotów USA, w tym 12 superfortec „B-52". Rząd DRW w oświadczeniu ogłoszonym 21 bm. wieczorem oznajmił, że rząd USA wznowił zmasowane naloty, aby zmusić Wietnamczyków do przyjęcia absurdalnych amerykańskich warunków uregulowania konfliktu, ale strona wietnamska nie da się zastraszyć. W Moskwie sekretarz generalny KC KPZR Leonid Breżniew przemawiając na uroczystości z okazji 50-lecia ZSRR oświadczył że Związek Radziecki zdecydowanie potępia amerykańskie akty agresji i dodał, iż „na rząd USA spada ciężka odpowiedzialność za te barbarzyńskie działania, za to, że nadal płynie krew narodu wietnamskiego". W Hanoi podano, że od 19 bm. zginęło w wyniku bombardowań w stolicy DRW 215 osób, a 326 zostało rannych. Do minionego Czwartku rano obro na przeciwlotnicza DRW zestrzeliła ok. 30 samolotów USA w tym 12 superfortec „B-52". W Waszyngtonie rzecznik Pentagonu Jerry Friedhejm stwierdził cynicznie, że obecne operacje lotnictwa przeciwko DRW „to tylko początkowe sta diurn kampanii". Dodał, że nigdy dotychczas w ciągu całej wojny wietnamskiej USA nie, wykorzystywały superfortec ,,B-52" z taką intensywnością jak w obecnych nalotach. W HANOI (PAP) Radio Hanoi podało, że w czasie pirackiego nalotu samo- PROTEST POLSKI I ŚWIATA WARSZAWA (PAP) Nie milkną głosy protestu narodu polskiego, przeciwko bombardowaniom DRW przez lotnictwo amerykańskie. Padają słowa gniewu i oburzenia w związku z tragicznymi ofiarami wśród załogi statku „JÓZEF CONRAD". Ostatnio odbyły się w całym kraju dalsze wiece protestacyjne. „W pełni solidaryzujemy się ze stanowiskiem rządu polskiego. Śmierć polskich marynarzy jest wynikiem bezprawnego aktu powietrznego piractwa. Naród wietnamski może w pełni liczyć w swej słusznej walce na naszą solidarność i pomoc" — stwierdzono w rezolucji podjetej na masówce młodzieży w Bytomiu lotów USA na port w Ilajfon-gu trafiony zóstał jeden z brytyjskich statków handlowych. BI PEKIN (PAP) W stolicy ChRL podano do wiadomości, że w wyniku bombardowań amerykańskich, uszkodzony został w Hajfongu chiński statek handlowy. Rząd chiński ogłosił w wiązku z tym protest. (dokończenie na str. 3) JESZCZE TROCHĘ... Jeszcze trochę, a tylko w opowieściach najstarszych ludzi Gwiazdka to będą święta spowite kopnym śniegiem, a co za tym idzie okres bitew na śnieżki, szaleńczych kuligów itp. igraszek. Jeszcze trochę, a już z zupełnie innego powodu tradycyjnego chojaka powszechnie zastąpi drzewko z tworzyw sztucznych: i trwalsze i nie pozostawiające igieł w dywanie. Ze świecą można już szukać ludzi, którzy na choince zawieszają konwencjonalne świeczki, elektryczne girlandki zapanowały na dobre. No więc jeszcze trochę, a nasz potężnie rozwinięty przemysł chemiczny zacznie produkować sztuczny -śnieg. I tak oto, zgodnie z prawidłami industrialnego rozwoju, w zastępstwie niedopisującej przyrody coś z tradycji uchowa się, tyle, że pod postacią suropatów. Wątpię natomiast czy przyjmą się świąteczne dania w formie skondensowanych pigułek. Cóż to by była za wigilia: jedna tabletka — ryba, druga — barszcz z uszkami, trzecia — kluski z makiem. Czy warto do takiej wieczerzy siadać? Miały więc chyba rację „Szpilki" zamieszczając na okładce rysunek mrocznego miasta przyciśniętego półmiskiem z mięsiwami. Więc co to, to nie. Mogę sobie natomiast wyobrazić sytuację, w której przesyłane pocztą życzenia świateczne będą wyglądały mniej więcej tak: „Szanowny (Kochany) Numerze 75 546. Życzenia numer 7 przesyła zawsze szczery 43 217". Maszyny liczące wprzęgnięte w wymianę okazjonalnych uczuć bezbłędnie podzielą korespondencję i tylko i najnormalniejszy doręczyciel (dawniej — listotiosz) będzie uginał się pod ich ciężarem. Rodzina zebrana przy stole, opodal drzewka z tworzyw sztucznych, mając przed progiem sztuczny śnieżny dywan, odkoduje przysłane jej życzenia - i zakąszawszy karpiem, nastawi adapter lub magnetofon, aby wysłuchać co się to ongi przy takiej okazji śpiewało. I tylko średnie i najmłodsze pokolenie potrafi zanucić „To dom rodzinny, to mój dom". Smacznego! (zetem) Kilkutysięczna załoga MPK w Szczecinie domagała się zaprzestania eskalacji bombardowania spokojnych miast i wsi wietnamskich, określając ją mianem — zbrodnicza, Żą-, ciała równocześnie ukarania sprawców śmierci polskich ma ryn3rzy. „Barbarzyńska przemoc nie może ujść bezkarnie — powiedział ślusarz Władysław Pokrywczyński, w czasie wiecu załogi „Merinotexu" w Toruniu. Domagamy się natychmiastowego przerwania bombardowań i jak najszybszego podpisania porozumienia o zaprzestaniu wojny w Wietnamie". Podobnej treści rezolucję uchwaliło ponad tysiąc robotników „Pafawagu" we Wrocławiu. Załoga innej wrocławskiej fabryki — Włókien Sztucznych stwierdziła, że odpowiedzialność za terrorystyczne naloty bombowe spada na USA.' Pamięć poległych marynarzy polskich uczcili pracownicy Fabryki Maszyn Żniwnych w Poznaniu. „Oczekiwaliśmy — powiedziała na viecu w tej fabryce robotnica Janina (dokończenie na str. 3) PEŁNY ROZKWIT OJCZYZNY LENINA Nakład: 162.445 Sir. 2 "GŁOŚ nr 358—61 (6479—82)* W KRAJU... * MINISTER SPRAW ZAGRANICZNYCH — S. Olszowski wystosował do ministra spraw zagranicznych NRD Ott3 winzera depeszę gratulacyjna w związku z podpisaniem układu o podstawach stosunków między NRD a NRF * Minister Olszowski przesłał również depeszę gratulacyjną do ministra spraw zagranicznych NRF Waltera -Scheela w związku z podpisaniem układu o podstawach stosunków między 'NRD a NRF. * NAUKOWCY ORAZ PRZEDSTAWICIELE PRZEMYSŁU otrzy mali nagrody za wybitne prace w dziedzinie badań i terhirki jądrowej. Przyznano 14 indywidualnych i zespołowych wyróżnień w dziedzinie nau'ki i 8 — w dziedzinie techniki. Nagrjdy ufundowane zostały przez Państwową Radę do Spraw Pokojowego Wykorzystania Energii Jądrowej. * RADA PAŃSTWA MIANOWAŁA J. Markiewicza ambasadorem nadzwyczajnym i pełnomocnym Polskiej Rserzypospo i*Tej Ludowej w Malezji; funkcje tę będzie on pełnił cbik stanowiska •ambasadora nadzwyczajnego i pełnomocnego PRL w Republice Indonezji, na które został mianowany dnia 18 sierpnia 1972 r. IkJLaJ * KC KPZR, PREZYDIUM RADY NAJWYŻSZEJ ZSRR ! RZĄD RADZIECKI wydały 22 grudnia przyjęcie na cześć uczestników wspólnego uroczystego posiedzenia Komitetu Centralnego ^ KPZR oraz Rad Najwyższych ZSRR i Federacji Rosyjskiej poświęconego 50-leciu ZSRR. * 22 GRUDNIA ODBYŁO SIĘ SPOTKANIE sekretarza generalnego KC KPZR L. Breżniewa z I sekretarzem KC PZPR, E. Gierkiem. W czasie rozmowy omówiono problemy dwustronnych stosunków między KPZR i PZPR, Związkiem Radzieckim i Polską, a także aktualne problemy obecnej sytuacji międzynarodowej. Rozmowa przebiegła w atnwsferze serdecznej przyjazni i pełnej jedności poglądów. * W GENEWIE zakończyła się kolejna runda radziecko-amery- kańskich rozmów w sprawie ograniczenia zbrojeń strategicznych — SALT II. Agencja TASS opublikowała komunikat o tych rozmowach, w którym stwierdza się, że w toku wstępnych dyskusji rozpatrzono szeroki wachlarz problemów dotyczących omawianego zagadnienia. Dyskusja była pożyteczna dla obu stron w perspektywie przygotowań do dalszych rożnów w przyszłym roku. Osiągnięto porozumienie na temat ogólnego zarysu* próbie mów, które staną się przedmiotem dalszych rozmów między ZSRR a USA. Uzgodniono że rozmowy między delegacjami ZSRR i USA zostaną wznowione 27 lutego przyszłego roku w Genewie. + DO TEL AWIWU przybył przywódca opozycyjnej brytyjskie? partii labourzvstowskiej Harold Wilson. Jego pobyt w Izraelu potrwa tydzień. H. Wilson spotka się w tym czasie m. m. z premierem Goldą Meir i ministrem obrany Mosze Dajanem. « AMBASADOR NRF W PEKINIE, Hermes parafował uktad handlowy między NRF a ChRL. na lata 1973 1974. NRF jest tr.z®~ cim, po Włoszech i Austrii państwem zachodnioeuropejskim, które zawarło układ handlowy z Chinami. 11 licencyjnych nowych cratofousów zmontowano w „Jelczu" WROCŁAW (PAP) Sprawnie przebiegają w Jelczanskich Zakładach Samochodowych prace związane z ostatnim etapem montażu pierwszej partii 20 nowych, polskich licencyjnych autobusów przeznaczonych dla komunikacji miejskiej. W ciągu minionych dwóch zostały znacznie wyprzedzone tygodni kilkuosobowe bryga- w stosunku do pierwotnie pla dv robotników — monterów, la nowanego okresu. 11 dotych- kierników, elektryków, mechaników — przeszkolone uprzednio na praktykach w zakładach „Automobiles M. Ber liet" we Francji wykonały już całkowity montaż 11 autobusów typu „PR-lOO" GRZYB ATOMOWY NAD NEVASĄ NOWY JORK (PAP) Na poligonie Amerykańskie.! Ko misji do Spraw Energii Atomowej w stanie Nevada dikonano kolejnej podziemnej eksplozji nuklearnej w celach wojskowych. Siłę wybuchu szacuje się na 20—200 kiloton. Jest to Już siódma amerykańska podziemna ekspl>zja atomowa w br. Poprzedniej, o mniej wiece.] tej samej sile, dokonano we wrześniu. 5 pozostałych — to wybuchy o małej mocy, poniżej 20 kiloton. Nieorlodoksyjny teolog RZYM (PAP) Decyzją Watykanu pozbawiotny został prawa wykładania na Uniwersytecie Katolickim we Fry-bi;rgu w Szwajcarii znany teolog katolicki, dominikanin Stephan Pfeurtner. Przyczyną takiego kroku są poglądy dominikanina dotyczące moralności seksualnej. W swych wykładach twierdził ©n, że społeczeństwo nie ma prawa ograniczania swobody seksualnej dojrzalej istoty ludzkiej, pod warunkiem, iż jej postępowanie nie przynosi ujemnych skutków społecznych. Zdaniem prof. Pfeurtnera „zadowolenie seksualne" stanowi jedno z podstawowych praw człowieka. Decyzja Watykanu została podjęta wbrew stanowisku konferencji episkopatu szwajcarskiego, która starała sie o kompromisowe załatwienie sprawy, obawiając się jej konsekwencji dla nastrojów na Uniwersytecie we Fryburgu, stanowiącym jedną z czołowych uczelni katolickich na świecie. Stanowisko Watykanu okazało się jednak nieprzejednane, co zdaniem obserwatorów, stanowi przejaw pewnego zaostrzenia kursu polityki Kurii Rzymskiej wobec nieortodoksyjnych prądów teolo-gicznych w kościele. Czas zmontowanych autobusów odebrała już kontrola techniczna i jakościowa „JEL CZA", a także przedstawiciele serwisu licencjodawcy — zakładów „BERLIET". Podczas Roboty jazd próbnych wozy uzyskały wysokie oceny eksploataęyjno--techniczne. W roku 1973 załoga „JELCZA" zamierza zmontować — ze szkieletów i podwozi dostarczanych z zakładów „BER-LIET" — już 280 autobusów miejskich typu „PR-100". Narada sekretarzy KP PZPR Wizytacja ośrodków hodowli zarodowej (Inf. wł.) Problemy Koszalińskiego Przedsiębiorstwa Hodowli Zwierząt Zarodowych i tegoroczne wyniki województwa w produkcji zwierzęcej były wczoraj tematem narady sekre tarzy KP PZPR. W obradach, którym przewodniczył sekretarz KW, Jerzy Chudzikiewicz, uczestniczyli zastępca kierownika Wydziału Rolnictwa i Leś nictwa Prezydium WRN, Jerzy Gordziejczyk i dyrektor KPHZZ, Waldemar Arendt. Zgodnie z programem narad specjalistycznych, przyjętym przez Wydział Rolny KW, wczorajsze spotkanie odbyło się w terenie. Zwiedzono gospodarstwa hodowli zarodowej w Noskowie i Kwasowie w pow. sławieńskim oraz w Mści cach i w Dobrem w pow. koszalińskim. Interesowano się budownictwem inwentarskim, a szczególnie pracami, zmierza jącymi do zwiększenia pomiesz czeń dla młodego bydła w dro dze adaptac}J i modernizacji starych obiektów. Wizytę sekretarzy KP PZPR w gospodarstwach hodowlanych zakończyło spotkanie w Dobrem, na którym omawiano najbliższe zadania województwa w intensyfikacji hodowli w gospodarstwach państwowych i chłopskich, (ś) Czyżby zapowiedź fcminizacji floty? Bi SZCZECIN (PAP) W Szczecińskiej Wyższej Szkole Morskiej jednej z najbardziej męskich szkół w naszym kraju studiuje 6 dziewcząt. Jedna z nich jest słuchacz ką III roku Wydziału Nawiga cyjnego a pięć przyjętych zostało na ten wydział w bieżącym roku akademickim. Wszystko wskazuje na to, iż już niebawem jedyna do niedawna w naszej flocie kapitan w spódnicy — Danuta Waias--Kobylińska, która aktualnie dowodzi motorowcem „Bieszcza dy" nie będzie sama. Również jej młodsze koleżanki po ukoń czeniu studiów i odbyciu wymaganej praktyki będą miały możliwości ubiegania się o ka pitańskie stopnie. Wygląda to na zapowiedź szybkiej feminizacji floty. Cho ciaż przyjęcia kobiet do Wyższej Szkoły Morskiej są ściśle limitowane, a ich liczba określana jest każdorazowo przez ministra żeglugi, napór maturzystek na tę uczelnię jest coraz większy. W bieżącym roku szkolnym podania o przyjęcie nadesłało aż 20 dziewcząt, a możliwością przyjęcia na studia w nowym roku akademickim już teraz interesuje się kilkanaście dalszych. Poważna afera finansowa w USA NOWY JORK (PAP) Trzech byłych dyrektorów towarzystwa ,,Four Seasoms Nursing Centers of America", sprawującego opiekę nad domami starców, dwóch pracowników nowojorskiej firmy maklerów giełdowych „Wal ston and CO" i trzech ekspertów księgowych stanęło przed sądem federalnym, oskarżonych o nadużycia podatkowe w wysokości 2C0 min dolarów. Jest t* najpoważniejsza afera finansowa w Stanach Zjednoczonych. Ośmiu oskarżonym zarzuca się oszukiwanie akcjonariuszy towarzystwa poprzez wprowadzanie fał szywych danych o obrotach finan sowych firmy. Jak oświadczył prokurator federalny, Whitney N. Seymour osoby te postawiono w stan oskarżenia po 10-miesięcznym śledztwie na temat przyczyn zbankrutowania „Four Seasons". Akt oskarżenia podkreśla, że na skutek fcankruc twa towarzystwa jego akcjonariusze ponieśli straty szacowane na setki milionów dolarów. Kolejne państwa uznajg NRD W Ministerstwie Spraw Za- Liban postanowił nawiązać granicznych NRD w Berlinie stosunki dyplomatyczne z podpisane zostało porozumie- NRD. Decyzję tę powzięła Ranie w sprawie nawiązania sto da Ministrów podczas posie-sunków dyplomatycznych mię dzenia gabinetu. dzy Niemiecką Republiką Demokratyczną i Szwecją. Równocześnie w Wiedniu i w Berlinie opublikowano ko- W stolicy NRD i w stolicy Jemeńskiej Republiki Arabskiej, Sanie, ogłoszono komunikat o nawiązaniu W Paryżu poinformowano, wana przez konsula general-ze minister spraw zagranicz- neg0 nych Francji, Maurice Schu mann w piśmie przekazanym MSZ NRD zaproponował rozpoczęcie rozmów na temat u-stanowienia stosunków dyplomatycznych między Francją i NRD. Rządy NRD I Australii ©-siągnęły porozumienie w spra wie nawiązania stosunków dy plomatycznych z dniem 22 grudnia br. W opublikowanym komunikacie wskazuje się, że wymiana przedstawicie li dyplomatycznych będzie przedmiotem dalszej konsultacji między obydwoma rządami Rządy Szwajcarii 1 NRD postanowiły nawiązać stosunki dyplomatyczne na szczeblu ambasadorów. Rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych Norwegii o-świadczył, że Norwegia zwró cita się do NRD w sprawie rozpoczęcia rozmów na temat nawiązania stosunków dyplo matycznych między tymi państwami. Bezrobocie w W. Brytanii LONDYN (PAP) Ministerstwo d/s zatrudnienia zakomunikowało, że w W. Brytanii i Irlandii Północnej w dniu 11 grudnia br. było 781,618 bezrobotnych. Stanowi to 3,4 proc. ogólnej liczby osób zdolnych do pracy. W samej tylko prowincji pół nocnoirlandzkiej stan bezrobot nych wynosi 7,1 procenta siły roboczej. Zbombardowanie obozu lotników amerykańskich Druga konferencja prasowa amerykańskich pilotów zestrzelonych nad DRW HANOI (PAP) Korespondent PAP, Ryszard Rymaszewski donosi: W HANOI odbyła się kolej na konferencja prasowa zorganizowana przez Ko mitet Badania Amerykańskich Zbrodni w Wietnamie. Dziennikarzom i dyplomatom przed stawiono 8 amerykańskich pilotów zestrzelonych nad DRW w dniach od 18 do 21 bm. i ujętych w różnych prowincjach kraju. Są to m. in. major Richard F. Johnson, porucznik Paul L. Granger, porucznik Lynn R. Beens, kapitan Terry M. Gelo neck, kapitan Kenneth Hig-don i Gordon R. Nakagawa. Niektórzy z nich wchodzili w skład załóg superfortec „B-52" stacjonujących w Syjamie lub na wyspie Guam, a inni stanowili załogi lotniskowców „America" i „Enterprise". Dwaj piloci nie wzięli udziału w konferencji, gdyż z po wodu ciężkich ran przebywają w szpitalu. Ujęci amerykańscy piloci w krótkich wystąpieniach podkreślali dobre ich traktowanie przez Wietnamczyków I zapewniali, że pragną zakończę nia wojny. Fakt, że w drugiej tego typu konferencji prasowej wzięli u-dział piloci samolotów „B-52" jest dodatkowym potwierdzeniem, że Stany Zjednoczone prowadzą na niespotykaną do tychczas skalę zmasowane naloty przy użyciu superfortec „B-52", m. in. na gęsto zalud nione tereny, a z drugiej stro ny zwraca uwagę na dużą sku teczność obrony przeciwlotniczej DRW, która dotychczas nie zestrzeliwała tak często bómbowców strategicznych, u-ważanych do niedawna za nie osiągalne dla obrony naziemnej. Na konferencji rozpowszech niono specjalne oświadczenie Komitetu Badania Amerykańskich Zbrodni w Wietnamie, potępiające zbrodniczą eskala cję działań wojskowych w tym kraju przy użyciu samolotów „B-52" dokonujących zmasowanych nalotów na Hanoi, Hajfong 1 inne mięjscor kwości w DRW, Tymczasem lotjiictwo amery kańskie dokonujące bomhardo wań w strefie Hanoi zbombar dowało obóz lotników USA. Przebywali w nim m. in. ci lotnicy, których samoloty strą cono w ostatnich dniach. Jak podaje radio Hanoi, kilku pilotów zostało rannych. Obóz ten odwiedziła w pią tek grupa działaczy społecznych USA wizytujących DRW (w grupie tej znajdują się m. in. znany z okresu procesu norymberskiego prawnik Tel-ford Taylor i piosenkarka Joan Baez). Jak relacjonuje towarzyszący im sprawozdaw ca radiowy, bomby amerykań skie zniszczyły czytelnię obozową, łaźnie. W wielu salach odpadł tynk, uszkodzone zostały mury. Na podwórzu — pełno odłamków bomb. Obiekt ten został zbombardowany w ostatnią środę. Rząd Indonezji postanowił nawiązać pełne stosunki dyplomatyczne z Niemiecką Republiką Demokratyczna na szczeblu ambasad — głosi spe cjalne oświadczenie opublikowane przez indonezyjskie MSZ. Pomyślne meldunki ze słupskich zakładów (Inf. wŁ) W tych dniach dwa następni Zakłady Przemysłu Kluczowi go w Słupsku zameldowały 1 wykonaniu tegorocznego planu produkcji i zbytu. Fabryka Maszyn Rolniczycl dała na rynek maszyny, części zamienne i usługi wartości pc nad 205 min zł. Wykonam również plan eksportu. Słupski Ośrodek Przemysłu Meblarskiego wyprodukował meble wartości 541 min zł. Dc końca roku ponad plan mebla rze ze Słupska dadzą dodatko we wyroby wartości 7 min zł (tem) W pow. miasteckim - ponad 100 proc. H (Inf. wŁ) Jako drugi z kolei po powiecie sławieńskim, pow miastecki zameldował o wykonaniu rocznych założeń planu zbiórki na SFBSiL Mieszkańcy tej części województwa zebrali na społeczny cel 1.170 tys. zł (na planowane 1.100 tys. zł). W stu i ponad stu procentach wywiązały się ze świadczeń prawie wszystkie grupy zawodowe. Pracownicy handlu prywatnego wpłacili 235 proc. planowanej sumy, (bo) Podwyżka cen w NRF BONN (PAP) Korespondent PAP, Eugeniusz GUZ, donosi: Debata budżetowa w Bundestagu zbiegła się z kolejną powodzią sygnałów o już postanowionych w NRF, względnie zapowiedzianych, lub rozważanych kolejnych podwyżkach cen różnych artykułów i usług. Koszty utrzymania przekro- suwane przez rolników na rok czyły w tym roku zdecydowa 1973, żądania podniesienia nie przeciętną wzrostu wcześ przeciętnie 0,7 proc. cen do-niejszych lat. Dwukrotnie pod starczanych produktów rol-niesiono w ostatnim czasie ce nych, co z kolei odbije się na ny benzyny, a trzecią podwyż cenach detalicznych, kę zapowiedziano na początek przyszłego roku. Kolej zapowiedziała podniesienie od lutego przyszłego roku cen biletów szczególnie na pociągi po śpieszne i ekspresowe. Coraz bardziej natarczywe stają się żądania podniesienia opłat ra-diowo-telewizyjnych. Ujawnio no plany ekspertów Ministerstwa Komunikacji, zmierzające do wprowadzenia dodatkowych opłat drogowych dla wła ścicieli samochodów osobowych i ciężarowych. Od nowe go roku podniesione zostaną częściowo opłaty od ubezpieczeń chorobowych. Gospodynie dokonujące zakupów przedświątecznych stwierdzają, że znacznie podro żały warzywa. Przewodniczący Związku Chłopów Zachód nioniemieckich, zgłosił już wy Próbna produkcja gumy do żucia Przejrzała po 8 latach ślepoty LONDYN (PAP) 25-letnia telefonistka nowozelandzka Lia van Lent odzyskała wzrok po 8 latach ślepoty. Poddana ona była leczeniu za pomocą specjalnej aparatury elektronicznej. Kuracja trwała rok. Nadzór nad leczeniem sprawował dr H. J. Wales z Christchurch. P. Lent odzyskała wzrok w jednym oku, które utraciła po uszkodzeniu go igłą w wieku 17 lat. Na drugie oko nie widzi od urodzenia. Pacjentka obudziła sie w środku nocy i spostrzegła, że widzi wszystko,co ją otacza. Lekarz zapewnia, że ozdrowienie ma charakter trwały. OPOLE (PAP) W zakładach przemysłu cukierniczego „Odra" na Opolszczyźnie rozpoczęto rozruch technologiczny i próbną produkcje gumy do żucia. Zakłady w Brzegu bedą jedynym producentem tego przysmaku, który ukaże sie w sprzedaży już w pierwszych dniach stycznia przyszłego roku., W roku 1973 planuje sie wyprodukować 380 ton gumy do żucia w pięknych opakowaniach, o smaku miętowym i o-wocowym. Nad montażem urządzeń zakupio nych w Japonii i rozruchem technologicznym oraz próbna produkcja czuwają dwaj japońscy specjaliści inżynierowie: chemik i me chanik. Również z brzeskich zakładów dwójka specjalistów przebywała w japońskiej firmie na miesięcznym przeszkoleniu. Tak wiec od nowego roku obok 80 dotychczas produkowanych asor tymentów, jak wyroby czekolado we, chałwa, zakłady „Odra" produkować będą gumę do żucia. Zabawna przygoda „świętego Mikołaja" LONDYN Kierownik sklepu w Southport polecił jednej z ekspedientek, 23-letniej pannie Howard, by w charakterze „świętego Mikołaja" reklamowała sprzedawane w sklepie towary. Pani Howard otrzymała piękny strój oraz obowiązkowo brodę i wąsy. Wszystko szło gładko, dopóki pani Howard nie weszła — zgodnie z przyzwyczajeniem — toalety dla pań. W dniu 20 grudnia 1972 roku zmarł w Kołobrzegu Saturnin Lubecki emerytowany mistrz kominiarski. Cześć Jego Pamięci! Wyrazy współczucia RODZINIE składają RADA, ZARZĄD, RADA ZAKŁADOWA i PRACOWNICY WOJEWÓDZKIEJ SPÓŁDZIELNI PRACY USŁUG KOMINIARSKICH w SZCZECINKU GŁOS nr 358-61 (6479-82} UKŁAD BERLIN - BONN PODPISANY Punktualnie o godzinie 9.46 na lotnisku cywilnym Schoenefeld wylądował Wojskowy samolot Luftwaffe boeing 707 przywożąc na pokładzie ministra Bahra wraz z towarzyszącymi mu osobami. Na lotnisku ministra Bahra przywitał sekretarz stanu Kohl. Na krótko przed złożeniem podpisów pod układem generalnym obaj jego negocjatorzy wygłosili krótkie oświadczenie dia prasy, podkreślając zgodnie historyczne znaczenie tego aktu. Podpisanie układu generalnego między NRD i NRF odbyło się w gmachu Prezydium Bady Ministrów. Niewielka sala ledwo pomieścić mogła ponad 240 dziennikarzy przybyłych na tę uroczystość z 40 krajów świata. Tylko i NRF przybyło 60 dziennikarzy. Układ podpisywali mężowie stanu którzy negocjowali go od początku. Ich podpisy figurują więc pod dokumentem, który był także przez nich parafowany w dniu 8 listopada 1972 roku. Zawarcie układu między NRD i NRF Jest, po układach między ZSRR oraz Polską a NRF, kolejnym krokiem na drodze do likwidacji przyczyn napięć politycznych w Europie. Oba państwa niemieckie zawierając układ postanowiły wzajemnie szanować swą integralność i niezależność państwową oraz opierać wzajemne stosunki na zasadach powszechnie w świecie obowiązujących, zgodnie z Kartą Narodów Zjednoczonych. Układ wymaga jeszcze ratyfikacji w parlamentach obu krajów. Zawarte w nim postanowienia z konieczności będą musiały być realizowane stopniowo. Nagromadziło się bowiem między obu państwami wiele trudnych spraw, wymagających regulacji. W oświadczeniach wygłoszonych tuż po złożeniu podpisów pod układem obaj mówcy mocno zaakcentowali wolę wcielenia w życie zawartych w nim treści, gdyż leży to nie tylko w interesie obu państw niemieckich, ale także w interesie Europy. Regulacja spraw spornych między obu państwami niemieckimi na drodze normalizacji stosunków politycznych stwarza szersze perspektywy pokojowego współżycia wszystkich narodów tego kontynentu. Kwestią czasu jest tylko przyjęcie obu państw niemieckich do ONZ, jak również nawiązanie przez Niemiecką Republikę Demokratyczną równoprawnych stosunków dyplomatycznych z tymi państwami, z którymi dotychczas £h nie miała. Układ uwzględnia interesy obu państw, jest zatem zgodny z interesami również innych narodów Europy. Nie mamy iluzji, stwierdził Kohl, że podpisany układ automatycz-' nie wszystko rozwiąże. Ale wiemy, że wskazuje on drogę do polepszenia sytuacji, że przyczyni się do odprężenia stosunków w Europie i ułatwi rozwiązywanie tych spraw spornych, które jeszcze nie zostały rozwiązane pomiędzy sygnatariuszami układu. W dniu podpisania układu między NRD i NRF nastąpiła także wymiana listów dotyczących praw i odpowiedzialności 4 mocarstw zgodnie z ich oświadczeniem z 3 września 1971 roku, uprawniającym oba państwa niemieckie do ubiegania się o członkostwo ONZ i ustalającym, że stałe przedstawicielstwo NRF w NRD będzie również reprezentowało interesy Berlina Zachodniego, nie naruszając przy tym umów zawartych między NRD a Senatem. Przewidziano również, że po wejściu w życie układu, to znaczy po jego ratyfikacji, podjęte zostaną dalsze kroki dotyczące łączenia rodzin, jak również i inne, związane z ułatwieniem podróżowania obywateli obu państw. W drugiej połowie stycznia rozpocząć ma pracę komisja, mająca za zadanie wytyczenie granicy między obu państwami i ewentualne dokonanie pewnych jej drobnych korektur. Są to oczywiście nieliczne spośród spraw, wymagających załatwienia. IGNACY WIRSKI Tow. E. Bartkiewicz przewodniczącym Prezydium MRN w Koszalinie Wczoraj odbyła się sesja Miejskiej Rady Narodowej w Koszalinie. Głównym tematem obrad były sprawy bezpieczeń stwa i porządku w mieście Wojewódzkim. W czasie wczorajszej sesji radni MRN dokonali wyboru nowego przewodniczącego Prezydium MRN w Koszalinie, dostał nim tow. Eugeniusz Bartkiewicz. Do tej pory był on sekretarzem KMiP PZPR w Koszalinie. Dotychczasowy Przewodniczący, tow. Józef ^ajsarowicz poprosił o zwolnienie go z tej funkcji, w związku z wyborem na I sekretarza KP PZPR w Kołobrzegu, Wyróżnienie Chóru Nauczycielskiego ze Słupska W tegorocznym IV Ogólnopolskim Festiwalu Pieśni Zaangażowanej, który zakończył 16 bm. w Katowicach, a poświęcony był 50-leciu powstania ZSRR, uczestniczył Chór Nauczycielski im. Ka-rola Szymanowskiego przy Od dziale ZNP w Słupsku nod kie ^wnictwem Henryka Stillera. Słupski chór nie po raz pierwszy brał udział w tej impre-Na festiwalu w roku 1970 *ajął IV miejsce. Występ tegoroczny zakończył się wyróżnieniem i udziałem w kon Cercie laureatów. Z aplauzem Przyjęto wykonanie II części kantaty o Leninie" Czajki-na oraz pieśni „Po zielonym koście" — Szeligowskiego. Słupskim laureatom serdecznie gratulujemy! (bo) Włosi na święta bez pieniędzy i bez benzyny RZYM (PAP) Zakomunikowano tu., że trwają-od ponad 10 dni strajk włoskich bankowców, nie zostanie skończony przed świętami. W wy strajku nie będą wypłacone jurnie świąteczne w wielu instytucjach i zakładach pracy. Równocześnie wielu Włochów pragną-podjąć z książeczek posia-oszczędności w związku z Przedświątecznymi zakupami, nie Padzie mogło tego uczynić gdyż banki są nieczynne. Wielkim problemem dla milio-Włochów pragnących w okresie świątecznym odwiedzić swoje rodziny jest proklamowany na najbliższe dni, strajk pracowników stacji benzynowych w całym kraju. Nie można więc będzie zaopatywać się w benzynę w dniach 24 i 25 bm. oraz w ostatnim roku. Swięta we Włoszech są okresem wielkiego exodusu pracowników zatrudnionych w wielkim przemyśle na północy kraju, którzy udają się na południe w swe rodzinne strony. be,nzmy pokrzyżuje plany świąteczne setkom tysięcy osób. Strajki bankowców wiążą się z j. ^Waniami o nową umowę zbiorową. Pracownicy stacji benzynoych będą strajkować protestując sposób przeciw planowanej podwyżce cen paliw oraz xloma-t>l aC s'ę umiany niektórych prze-dotyczących godzin otwar-*** stać# Zakończenie centralnych uroczystości złotego jubileuszu ZSRR PEŁNY ROZKWIT OJCZYZNY LENINA gresywna wojna i przybiera o- litycznego, gospodarczego i o-bronnego związku i współpracy MRL z Krajem Rad. Podkreślił on, że Związek Radziecki jest niewzruszonym bastionom światowej wspólne ty socjalistycznej, wiernym na rora/ hard/iei okrutnv Przyjacielem i potężnym opar-charakter - stwierdziła pani wszystkich postępowych Nguyen Thi Binh. Slł wspołczesnosci. Następnie przemawiali Pragniemy, aby i w przysz- kretari generalny Włoskiej działania amerykańskiego im- współpraca rumuńsko- Partii Komunistycznej Enrico perializmu w Wietnamie i o- radzlecka Belinguer, przywódca Komu-świadczamy, że stać będzie- ? narodów, wspólnej sprawy Rodney Arismendi oraz prze-socjalizmu i pokoju — powie wodnicząca Komunistycznej dział Nicolae Ceausescu, se- partii Hiszpanii Dolores Ibar-kretarz generalny Rumuńskiej Partii Komunistycznej, Q" -przewodniczący Rady Państwa Rumunii. wspólne posiedzenie na Ceausescu stwierdził, te na lu Komitetu Centralnego arenie międzynarodowej osiąg KPZR oraz Rad Najwyższych bę całej postępowej ludzkości, nięto ostatnio wiele dla roz- ZSRR i Federacji Rosyjskiej za potężne i cenne źródło in ładowania napięcia, wzajem- poświęcone 50 rocznicy pow-spiracji w swej walce przeciw nego zrozumienia i współpra-ko amerykańskim agresorom cy między narodami. Jednak — oświadczyła pani Nguyen nie możemy zapominać -— Thi Binh, minister spraw za- kontynuował — że na świe-granicznych TRR RWP i prze cie ciągle jeszcze utrzymują wodnicząca delegacji tego rzą się ogniska wojny i napięcia. du na konferencję paryską. Przewodniczący partyjno-Pokój w Wietnamie już rządowej delegacji Mongol-mógłby być osiągnięty jednak skiej Republiki Ludowej Jum-z powodu wiarołomnego stano dżagijn Cedenbał stwierdził, wiska Stanów Zjednoczonych że półwiecze jakie minęło od porozumienie pokojowe do tej czasu utworzenia ZSRR mia-pory nie zostało podpisane, a ło ogromne historyczne zna-wprost przeciwnie — konty- czenie w życiu narodu mon-nuowana jest w Wietnamie a- golskiego, w umocnieniu po- (dokończenie ze str. 1) dążenia narodów do trwałego pokoju. Razem z całą postępo wą ludzkością zdecydowanie potępiamy nowe agresywne my po stronie bohaterskiego narodu wietnamskiego, aż do całkowitego zwycięstwa jego sprawiedliwej, wyzwoleńczej walki. Naród Wietnamu Południowego gorąco wita wspaniałe sukcesy bratniego narodu radzieckiego i uważa je za Nowy satelita szpiegowski USA NOWY JORK (PAP) W nocy ze środy na czwartek z bazy rakietowej na Przylądku Kennedy'ego wystrzelono nowego amerykańskiego satelitę zwiadowczego. Będzie on przelatywał nad Azją i Pacyfikiem. Informację tę podał rzecznik lotnictwa wojskowego USA. stania Związku Radzieckiego. Fot. J. Patan 10-milionowa tona siarki na eksport TARNOBRZEG (PAP) Kombinat tarnobrzeski opuściła Juz 10-miIlonowa tona siarki, którą nasz przemysł siarkowy wyeksportował do zagranicznego odbiorcy. Jubileuszowa tona wysłana została do Czechosłowacji, kraju, który pomagał nam przy budowie przemysłu siarkowego i który był też pierwszym naszym zagranicznym kontrahentem, 11 lat temu odebrał on pierwszą tonę tarnobrzeskiej siarki. W tym roku zagraniczni odbiorcy zakupili u nas 2,5 min ton siarki, a więc 1/4 całego dotychczasowego eksportu. Wpływy dewizowe wyniosły w ciągu ostatnich 11 lat ok. 1,2 mld zł dew. Na liście naszych odbiorców znajduje się przeszło 40 państw ze wszystkich kontynentów. Wokół problemu wietnamskiego Potępienie zbrodni (dokończenie ze sir. 1) Piotrowska — że zbliżający się nowy rok przyniesie rodzinom wietnamskim pokój i zakończenie koszmaru wojny. Tymczasem zmasowane barba rzyńskie naloty potęgują łzy i ból. Żałobą okryły się też rodziny polskich marynarzy". Protestowali robotnicy Łodzi — na masówkach w Widzewskich Zakładach Przemy słu Bawełnianego im. 1 Maja, STUDENCI WSInż. KOMITET ORGANIZACJI POWOŁALI MŁODZIEŻOWYCH (Inf. wł.) W Wyższej Szkole Inżynierskiej w Koszalinie odbyło się. ostatnio wspólne zebranie Zarządu Uczelnianego Związku Młodzieży Socjalistycznej oraz Rady Uczelnianej Zrzeszenia Studentów Polskich. Jedno głośnie podjęto na nim uchwałę, w której czytamy m. in.: „Po szczegółowym przeanalizowaniu i wykazaniu zbieżności programów obu organizacji młodzieżowych: ZSP oraz ZMS, działających w środowisku studenckim WSInż. w Koszalinie, Zarząd Uczelniany ZMS oraz Rada Uczelniana ZSP uważają za celowe utworzenie jednej ideowo--polityczncj masowej organizacji studenckiej o powszechnym charakterze oddziaływania powstałej na bazie organizacji ZMS, ZMW, ZSP". Na czas do V Zjazdu ZMS oraz VIII Kongresu ZSP, jako organ kierujący ruchem studenckim w koszalińskiej WSTnż. postanowiono powołać KOMITET ORGANIZACJI MŁODZIEŻOWYCH. Dla ustalę nia jego programu działania utworzono 9 zespołów problemowych: szkolenia ideologicznego, propagandy i informacji, nauM, kultury, organizacyjny, sportu i turystyki, do soraw socjalno-bytowych, praktyk studenckich oraz studentów pracujących. Wśród motywów jakimi kierowano się przy podejmowaniu uchwały szczególną rolę grają: zintegrowanie ideowo-politycz ne środowiska studenckiego, umocnienie wpływu i autorytetu organizacji młodzieżowej w uczelni, na wydziałach i w grupach studenckich, a więc skuteczniejsze oddziaływanie na młodzież akademicką i kształtowanie jej postaw, pełniejszą odpowiedzialność jednej organizacji studenckiej za całokształt problematyki wychowawczej. W ubiegłą środę odbyło się kolejne zebranie poświęcone ustaleniu głównych kie runków działania Komitetu Organizacji Młodzieżowych. Uczestniczyli w nim przed stawiciele władz uczelni z rektorem — doc. Jerzym Smoleńskim, Rady Okręgowej ZSP w Gdańsku i Zarządu Wojewódz kiego ZMS w Koszalinie. Wybrano prezydium Komitetu i kierujący nim sekretariat. Funkcję przewodniczącego objął Andrzej Kwidzyński — student IV roku Wydziału Mechanicznego. Obecnie trwać będzie w uczelni powszechna dyskusja nad tezami na V Zjazd ZMS i VIII Kongres ZSP. Sprecyzowano również zadania dotyczące poprawy warunków studiów, socjalno-bytowych, pracy studenckich kół naukowych, współzawodnictwa w nauce, rozwoju życia kulturalnego, sportu itp. (bo) w ZPB im. Dzierżyńskiego i innych fabrykach. Wiece protestacyjne odbyły się również w zakładach „Zgo da" w Świętochłowicach, siemianowickiej „Hance", kopalni „Zabrze", Wyższej Szkole Ekonomicznej w Katowicach, wielu fabrykach Torunia, Byd goszczy, Grudziądza i Włocławka, wrocławskiej „Elwro", Olsztyńskich Zakładach Opon Samochodowych, Białostockich Zakładach Przemysłu Wełnianego im. Sierzana, Fabryce Sprzętu Elektrotechnicznego „Farel" w Kętrzynie, Zakładach Przemysłu Dziewiarskie go „Morena" w Bartoszycach. W uchwalonych przez załogi rezolucjach potępiono naloty godzące w cywilną ludność, żą dano zaprzestania bombardowań i podpisania przez USA uzgodnionego porozumienia o zakończeniu wojny w Indochi-nach. Nie milkną głosy protestu i oburzenia na całym świecie w związku z decyzją prezydenta Nixona nowej eskalacji działań wojennych w Wietnamie. Przeciwko tej decyzji protestują zarówno rządy wielu krajów świata, jak i przedstawiciele społeczeństwa. CYNIZM PENTAGONU (dokończenie ze str. 1) SS PARYŻ (PAP) Tymczasowy Rewolucyjny Rząd Republiki Wietnamu Południowego postanowił przestrzegać 24-godzinnej przerwy w działaniach bojowych z okazji Świąt Bożego Narodzenia i identycznej przerwy w związku z Nowym Rokiem. Dotrzymali słowa Pierwsze samochody dla wsi (dokończenie ze str. 1) rolników, placówek doświadczanych itp. celem zebrania opinii o zaletach i wadach wozu. Opinie zebrane w czasie eksploatacji samochodów wykorzystane beda przy ich produkcji seryjnej. Jak wiadomo. w roku przyszłym zakłady w Antoninku wykonają 1000 tarpanów; w latach następnych ilość ta wzrośnie. Wydatnej pomocy w podjęciu pionierskiej produkcji udzieliły WZNS zakłady przemysłu motoryzacyjnego z całego kraju, delegując do Antoninka doświadczonych fachowców. Wspomnieć warto, że przy budowie tarpana współdziałało ponad 30 zakładów woj. poznańskiego i 20 placówek z całego kraju. Kopalnia rudy Moza pod dnem Bałtyku SZTOKHOLM (PAP) Przedsiębiorstwo „BOTJTDEN** posiada konoesję rządu szwedzkiego na wyłączne prawo poszukiwania złóż rudy żelaza i innych metali pod dnem Morza Bałtyckiego w pobliżu północno-wschodnich wybrzeży Szwecji. Firma planuje zainwestowanie w te poszukiwania w ciągu trzech najbliższycli lat około 950 tys, koron. GŁOS nr 358—61 (6479—82)1 CYTAT albo motto, które może być pointą lub morałem: „Czy mamy się nadal godzić, żeby było tak samo? Czy znajdzie się wreszcie taka siła, która przetnie wszystkie stare sprawy, żebyśmy mogli za dwa lata przyjść tu z inną twarzą? Czy ktoś to za nas zrobi?" Ruchome ptaszki Józefa Rajchela z Poznania, który bierze udział w koszalińskim konkursie pamiątkarskim. Fot. J. Łaryonowicz Niby nic banalniejszego niż zebranie. Bardziej statycznego. A przecież zdarza się, że w którymś momencie ludzie pozbywają się obojętnych i znudzonych masek. Wtedy pisze się o „lesie rąk" niecier pliwie wyciągającym się nad głowy. Wtedy ktoś z boku powiada: no, teraz się zacznie. Wcześniej jednak ktoś musi szarpnąć za zaciągnięty na u-stach zamek. Byliśmy na zebraniach, a jeśli nie my, to kto inny, kto sumiennie notował. Na zebraniach partyjnych w Koszalinie i powiecie. Wszystko jest autentyczne, a jeśli nie umiejsco wionę, to choćby dlatego, że równie dobrze mogło się zdarzyć gdzie indziej. Ale najpierw o bezradności, o tym co rozeszło się po kościach, choć boli. KTO DZWONIŁ? Telefon, w słuchawce głos zdenerwowanego mężczyzny. Mówi, że nie dostał pieniędzy, a przecież dzień wypłaty. Taki sygnał stawia pracowników Komitetu na nogi. O nogach będzie też za chwilę. Bo niedługo potem wniosły one do gabinetu przystojną kobietę, na twarzy której zalotność wspierała się pewnością siebie. — Kto dzwonił?! — Towarzyszko, nieważne. Kto zawalił wypłatę? Jakim prawem? Co zamierzacie zrobić, jako przedstawicielka dy rekcji, żeby się to więcej nie powtórzyło? — Kto dzwonił?! —- stawiając na szalę bezapelacyjnie po ciągającą aparycję, przedstawicielka dyrekcji niczego nie słyszy, niczego nie rozumie. Żąda tylko jednej ofiary: nazwiska tego, który zatelefonował do Komitetu. Na zebraniu partyjnym, kil ka^ dni później, nie zdziwiony już pracownik Komitetu dowie się, że wezwanej przez sie bie przedstawicielce dyrekcji dał wycisk za... pójście na rę kę załodze i ogłoszenie dodatkowych dni wolnych od pracy, niezależnie od decyzji rządu. Więc nie tylko to, że, jak się okazało, skutkiem bałaganu zabrakło pieniędzy dla wszystkich pracowników, ale także samowola, niesubordynacja. Lecz kiedy wydawało się, że partyjna część załogi wyciągnie tzw. konsekwencje wobec podwójnie winnych, rozległ się tylko jeden głos: — Nie ma z czego robić pre blemu... Myśmy wszystko załatwili. I znowu usta zasznurowane dobrotliwymi uśmiechami. A CO ZA TĄ LICZBĄ? — W sprawozdaniu egzekutywy znowu cyferki, a trzeba przecież, towarzysze, dokonać partyjnej analizy tego, co się za tymi cyframi kryje. Jeżeli nie zrobimy tego, to w naszej organizacji partyjnej będzie tak samo jak było 2 lata, 5 lat temu. Dlaczego nie mówi my o tym, że brakuje surow ca, że ludzie lekceważą pracę, a my ją wciąż kiepsko organi żujemy. Musimy mówić o tym i tu, na zebraniu znaleźć rozwiązanie. Inaczej nasza dyskusja nie będzie miała sensu. Ileż było tych liczb, danych, wskaźników! Pracowicie wyliczonych, zestawionych, porównanych. Cyfr, od których czło wiekowi nie nawykłemu do rachowania najzwyczajniej kręciło się w głowie. A co za tą liczbą? Jaka ekonomiczna, jaka ludzka prawda? — Dużo się mówiło o zada niach produkcyjnych. Musimy je zrealizować, bo chodzi także o nasz interes. Ale trzeba powiedzieć, że mamy bardzo trudne warunki socjalne. Spra wy wydawałoby się mało waż ne: brak nam ubikacji, palarni, pokoju higienicznego. Gdyby rzeczywiście tylko to~ Ale jeszcze tyle niezdecy dowania zjednoczeń, a w kon sekwencji niepewności o rodzaj i wielkość produkcji. Jesz cze tyle organizacyjnego bała ganu, zniechęcającego do jakiegokolwiek sensownego wysiłku fizycznego, umysłowego. Absurdy: jak buty robocze do gliny i błota, o 300 złotych droższe niż o niebo praktycz-niejsze gumiaki z filcem, Ape le o oszczędność i tysiące zło tych bezsensownie rzuconych w błoto. Dla efektu połyskujące], czarnej skórki. Produkcja, plan, wynik ekonomiczny. To wszystko jest ważne i liczy się, jeżeli liczą się ludzie. — W czasie zebrań dominowała problematyka ekonomicz na, a zbyt mało uwagi poświęciliśmy partii. Przecież partią jesteśmy, a nie stowarzyszeniem ekonomistów. Powinniśmy mieć własny pogląd na to, co się dzieje w zakładzie. ZWYKŁE PYTANIE O ODPOWIEDZIALNOŚĆ Jeszcze nie wszędzie, ale co raz częściej pada to zwykłe, choć krępujące, pytanie: o od powiedzialność. Wobec załogi, partii, jej organizacji partyjnej. Krępujące, bo trzeba się tłumaczyć, rozliczać, a tak cięż ko wypowiedzieć: moja wina. — Prezes kółka rolniczego nie wywiązywał się ze swych o-bowiązków. Maszyny kierował tam, gdzie stawiali mu wódkę. — Zamawiałem kombajn i tak na tym wyszedłem że zmarnowała się połowa zboża — wysypało na polu. — Traktorzyści rozbijają po pijanemu sprzęt. — A to ciągle brak paliwa, a to zła dyscyplina... — Porozmawiać z prezesem. Jak to nie pomoże, to POP musi doprowadzić do zmiany na tym stanowisku. Ludzie, którym zbyt długo nie udawało się dojść do głosu, bo byli „za mali" żeby partnerować szefom, na'^le zmądrzeli. Nie, przecież nie nagle. Mają oczy i uszy. Widzą i słyszą co w Polsce, co w partii się dzieje. — Mówiło się na VI Zjeździe o umacnianiu kierowniczej roli partii, ale czy nasza POP je^t rzeczywiście za taką uważana? Uważam, że nie, skoro jako sekretarz muszę prosić o to, żebym został zaproszony na po siedzenie zarządu. Powiedziano mi, że muszą uzgodnić moją obecność u władz wyższego szczebla. A przecież partia jest jednakowo ważna, od góry do dołu i nikt nam tego prawa o-debrać nie może. — Mamy swojego przedstawiciela w kierownictwie i tak samo jak my nosi on legitymację partyjną. Musi mieć par tyjne obowiązki. Więc powiedzcie, towarzyszu dyrektorze. bo do was mówię, dlaczego naszą POP tak się traktuje? Jeżeli i dyrektor nie może wyegzekwować tego, czego do maga się POP — zwykłej informacji o przedsiębiorstwie — to taki dyrektor jest nam niepotrzebny. Myślicie, że slogany, nagonka? Każde słowo miało pokrycie w tzw. smutnej rzeczywistości. Tyle, że jeszcze dla jej osłony próbowano wznosić Sie rownicze ołtarze. Ba, może łatwiej spytać na zebraniu szefa. Ale kolegę? — Były indywidualne przypadki cichej aprobaty w stosunku do popełniających wykroczenia. Niezdrowa i niezrozumiała lojalność wobec wykraczających skłaniała ich do brnięcia po tej drodze. Są towarzysze którzy widząc niewłaściwe postępowanie kolegi nie zrobili nic, by mu zwrócić uwagę, bali się narazić. Dopie ro interwencja przełożonych, często wtedy 'gdy już trzeba wyciągać wnioski, przerywa proceder, do którego po koleżeńsku można było nie dopuścić Dorośli mają dzieci, a dzieci chodzą własnymi ścieżkami. Wcale nie prostymi.Dorośli mówią: praca, obowiązki społeczne. A praktykują awantury i pijaństwo. Co dzieciom po takich rodzicach? Co partii po takich członkach? Może to najprzykrzejszy ro dzaj nieodpowiedzialności gdy dorośli nie dorastają do dzieci. TO PRAWDA, ŻE JEST FAJNYM KUMPLEM— Wybory, Chwile emocji prawdziwej lub pozornej. Praw dziwej, gdy egzekutywa ma być władzą silną, reprezentatywną, mądrą. Pozornej, gdy usiłuje się z niej zrobić przybudówkę administracji. — Uważam, że do egzekutywy nie powinni wchodzić kierownicy. I tak skupiają w swoich rękach wiele decyzji, a poza tym są służbowo podpo rządkowani dyrekcji i dlatego trudno im obiektywnie ocenić sytuację w zakładzie. Mogą także swoją pracę zawodową, a zwłaszcza jej niedomogi, u-krywać pod płaszczem egzeku tywy. Nie tyle nieufność, ile stawka na demokrację — prawdziwą, bo partnerską. Więc też i nie wszystko jedno, kogo się zgłosi, kogo wybierze. — Proszę o zgłaszanie kandydatur. — Nie wiem, czy to ma sens. Słyszałem jak szeptano na korytarzu, że kandydaci są już przygotowani. — Nieprawda, towarzyszu. Czekam na propozycje. — Zgłaszam towarzysza D. Uważam, że ktoś z personelu pomocniczego powinien wejść do egzekutywy. — Czy towarzysz D. zgadza się? — Tak, wyrażam zgodę. — Dziwiłbym się, gdyby towarzysz D. wszedł do egzekutywy. Po raz pierwszy od wielu lat usłyszałem jego głos na zebraniu partyjnym. To były te trzy słowa, które powiedział przed chwilą. — Zgłaszam towarzysza Y. Jest długoletnim pracownikiem zresztą co dużo mówić wszyscy go znamy. — Jeżeli towarzysz Y. zostanie wybrany do władz, to ja w nich nie zasiądę. Przecież to jest człowiek niepoważny. Osobiście bardzo go lubię, jest fajnym kumplem, ale nie dorósł do tego, żeby pełnić odpowiedzialne partyjne funkcje. — Nie oburzaj się, stary* przepraszam, towarzyszu Y> ale sami najlepiej wiecie, że to prawda. — Czy towarzysz Y. znad** się kandydować? — Tak. Towarzysz Y. pozostał na liście. W głosowaniu dostał najmniej głosów, za mało, żeby dojść do egzekutywy. JEDNAK ZAMIAST MORAŁ W kończącym się roku trakcie rozpoczętej jesienią kampanii wyborczej z organi*; zacji partyjnych Koszalina i powiatu skreślono 231 osób. 267 poprosiło o przyjęcie do partii. Czysty ludzki zysk wy nosi 36 towarzyszy. ZBIGNIEW MICHTA RYSZARD ULICKI CO BYŚ CHCIAŁA znaleźć pod świąteczną choinką? — pytałam niedawno zapaloną podróżniczkę. Życzenia, które wyraziła, nie mogę spełnić. Znajomej zamarzył się przewodnik taniego podróżowania -po krajach naszych sąsiadów. Prosty informator, oparty na autopsji, a nie tylko na encyklopedycznych wiadomościach. Żeby się z niego można było dowiedzieć, co warto zwiedzić, gdzie zanocować, gdzie można tanio zjeść, a gdzie czekają jakieś smaczne narodowe potrawy. Żeby znalazły się w nim obserwacje i wiadomości z różnych dziedzin, ułatwiające poruszanie się po obcym kraju. Rozmawiałyśmy o tym przed koszalińskim „Orbisem" wypełnionym reklamami wycieczek do prawie wszystkich krajów europejskich. Mo żliwośd zagranicznych wyjazdów stają się z każdym rokiem większe, a tradycyjnie już urządza się każdego roku specjalne sylwestrowe wycieczki do Budapesztu, Moskwy czy Oberhofu. Oczywiście moda decyduje. Przez ostatnie lata należało do dobrego tonu „bywanie" na sylwestrach w Budapeszcie. Znacznie mniejszym wzięciem cieszył się Oberhof. Może dlatego, że jest to miejscowość mało u nas znana. Chociaż zastanówmy się. Centrum zimowych sportów NRD nieraz prezentowano na ekranach telewizyjnych z okazji rozmaitych zawodów. Ktokolwiek choć trochę interesuje się sportem, musiała mu się ta nazwa obić o uszy. W przyszłym roku odbędą się Ui mistrzostwa świata w sa neczkarstwie. Warunki do uprawiania zimowych sportów przedstawiają się tutaj znakomicią. W Oberhof Se byłam jesienią. Wyjeżdżając wczesnym rankiem z pogodnego Erfurtu, żałowałam, że czas podróży nie wypadł na okres zimy. Śniegu nie będzie. Przejeżdżając przez maleńkie miasta, tego gęsto zaludnionego regionu drogami, przy których kilometrami ciągną się lasy jodłowo-świerkowe nie przypuszczałam, że w ciągu kilku godzin, w połowie października zrobi się zima. A przecież nie znajdowaliśmy się wcale na znacznych wysokościach. Po drodze musieliśmy jeszcze przy stanąć na stacji benzynowej. Nie było kolejki, więc dziwiliśmy się narzekaniom kierowcy, że trzeba będzie długo czekać. Jak to? Przecież przed nami tylko jeden samochód. Popatrzcie tylko — słyszymy w odpowiedzi. Przecież to wartburg z II-menau. Jak się spotka dwóch mieszkańców Turyngii, to nie może się obejść bez pogwarki. Muszą trochę pożartować, a że starsi mieszkańcy najczęściej używają jeszcze dialektu, okolicą prezentując się nader efektownie. Oberhof pełni funkcję naszego Zakopanego, tyle, że bogatszy jest w urządzenia sportowe. Ma dłuższą historię. Znany już w XV wieku. Cieszy się równie dobrą renomą jako uzdrowisko klimatyczne i jako ośrodek sportów wodnych. Bogaty w sanatoria, domy wczasowe, schroniska i hotele. Jak w Zakopanem, miejscowości o znaczeniu międzynarodowym, turystyka rozwija Góry Lasu Turyńskiego, zbudowane z piaskowca, zlepieńców i skał porfirowych nie przekraczają tysiąca metrów wysokości. Jednak tuż przed Oberhofem trafiliśmy na zawieję śnieżną. Gdy wyszliśmy z samochodu, by w maleńkiej miejscowości Boldlauter, w jakimś oddalonym od centrum sklepiku kupić miejscowe pamiątki ze szkła, w ciągu pięciu minut byliśmy oblepieni śniegiem. Płaty śniagu były wyjątkowo duże i gęste, widoczność marna. Przed godziną byliśmy jeszcze w słonecznej jesieni. Sklepik zaś, do którego zaprowadził nas przewodnik był szczególnego rodzaju, nie spotyka się takich w dużych miastach. Oferował wyroby ze szkła, ale nie seryjnej standardowej produkcji, lecz istne cacka z małych o dużych tradycjach zakładów. reszta ich z trudem rozumie. Są bar dzo bezpośredni w obejściu. Ich wrodzone poczucie humoru nie pozwala przepuścić okazji do żartów. Stąd obcy sobie ludzie — jak ci na-stacji benzynowej — szybko nawiązują ze sobą kontakt. I tak jest w Turyngii wszędzie. Wreszcie, po rzeczywiście długim czekaniu na benzynę dojeżdżamy do Oberhofu. Wspinamy sdę serpentyną. Sprzed oczu to umykają, to pojawiają się skocznie narciarskie. Nie widać zrazu domów, schronisk, hotsli. Ody zbliżamy się trochę, dostrzegamy, że to nie skoęz-nie, a wysokie, wielopiętrowe hptele, naśladujące je swym architektonicznym kształtem. Drewno i szkło to podstawowy budulec. Dominują nad cały rok. Ostatnimi laty szczególnie dużo inwestują tu Jugosłowianie; budują dla siebie domy wczasowe i hotele. Przechodząc przez miasto ich obecność rzuca się w oczy, obiekty będące ich własnością nie należą do rzadkości. Trudno się dziwić. Tereny narciarskie są tu doskonałe i zbudowano wszystko, co może służyć miłośnikom sportów zimowych. Wspaniałe skocznie — areny międzynarodowych konkursów, tory bobslejowe, znakomite trasy zjazdowe. Nic dziwnego, że wywodzący się z okolic Oberhofu, światowej klasy skoczek, popularny niegdyś w NRD, jak u nas Fortuna, Helmut Reckna-gel ma i teraz godnych siebie następców. Jesienią w Oberhofie trudno było się poruszać. Co krok zamknięte u- lice. Przebudowa, modernizacja, nowe inwestycje. Sportowe cen trufli przygotowuje się do przyszłorocZ-nych mistrzostw świata w saneczkarstwie. Upiększa się jak może* a rozgardiaszu czyni przy tym dużo. Dość, że w końcu zabłądziliśmy i wyjechaliśmy w przeciwnym, niż chcieliśmy, kierunku. Po dwudziestu kilometrach zorientowaliśmy się, że pomyliliśmy kierunek. Musieliśmy wrócić do Oberhofu. Wcale nas ta pomyłka nie przejęła, bo jeszcze raZi poza planem mieliśmy przed sob3 wspaniałą panoramę — widok najwyższe szczyty Lasu Turyńskiego. — Grosser Beerberg (982 m) i Schne-ekopf (978 m). , W Oberhofie każdy znajdzie dla siebie — schroniska i hotele obliczone są na różne kieszenie. Najdroższe są noclegi w dwóch bliźnij czych, położonych obok siebie „intef-hotelach" o klasie międzynarodowej — , panorama". Rzeczywiście, zapewniają one wszystkie wygody łącznie_ z możliwością korzy stan13 ze zbudowanej pod ziemią pływał^ /Tym zaś, do których można Pr?e^ mówić tylko przez żołądek trafią ją do serca estetycznie i pomysłowo urządzone restauracje i kawiarnią My trafiliśmy przypadkowo do śliwskiej", stylowo wyposażonej £ regionalno-myśliwskim stylu, % obsługą w ludowych strojach i znakomitym menu, w którym, oczywiści^ królowała dziczyzna. Żegnamy się po raz drugi z Obe?-hofem. Ech, chciałoby się tu PrZ£f0 jechać jeszcze raz, na sylwestra. \ drodze mijają nas setki samochodów i autokarów. W piątkowy wie" czór ta trasa należy do najbardziej uczęszczanych^. Gdy stół zastawiony, a wszyscy wokół w odświętnych, ubraniach wznoszą toast za pomyślność, nawet rzeczywiste troski dziwnie maleją i każdy rad widzi przyszłość, w ciepłych barwach. Ponieważ jednak optymizm odświętny jest najtańszym z możliwych, trzymajmy się dnia dzisiejszego — i faktów — w rozmowach o przyszłości tak przecież nie odłącznych biesiadowaniu. Przyszłość najbardziej in teresująca jest wówczas, gdy ma się w niej szanse udziału. Otóż taką realną granicą uczestnictwa dla większości spośród dziś żyjących jest rok dwutysięczny. Dzisiejsze noworodki osiągną wówczas dojrzałość ludzie trzydziestoletni — stan przedemerytalny. Zatem — czego można oczekiwać w czasie tych divu-dziestu paru lat, jakie możliwości życia stworzy gospo aarka? Pierwszą i syntetyczną miarą takich możliwości jest dochód narodowy. Zna jąc możliwości powiększania tego dochodu można, przez porównanie, z dużą dokładnością określić warunki życia w przyszło- . ści, Otóż w ciągu siedmiu najbliższych lat, jeśliby u-trzymywać siedmioprocento we tempo wzrostu, w ostat nim roku dekady na każde go z nas przypadnie prawie dwa tysiące dolarów w postaci dochodu narodowego. Sum,a ta umożliwiłaby już standard życia taki, jak dziś w Belgii, Holandii, Wielkiej Brytanii. Co więcej, w społecznym odczuciu będą to zapewne warunki lepsze, gdyż stosownie do reguł ustrojowych, zasad podziału, nie będzie tak o-gromńych różnic w wielkości dochodów. Nie jest to perspektywa odległa a zupełnie realna. W czasie dwudziestu czterech ubiegłych miesięcy, a także w okresie roku przyszłego dynamika dochodu przekracza to założenie i zbliża się do granicy ośmio procentowej. A więc dzisiejsze miejsce tych tak roz winiętych krajów europejskich można zająć, jak się wydaje, szybciej. Mamy zresztą własne miary i wła sne punkty odniesienia: w wielu elementach stopy życiowej wyprzedzamy kalcn darz o kilkanaście miesięcy na odcinku jakże przecież krótkim. A dalej? Gdyby nawet przeciętne tempo dochodu narodowego nieco spadło — a robi się wszystko, aby je przyspieszyć, przyjmijmy jednak ten niekorzystny przypadek — do sześciu procent, wówczas dochód narodowy w ostatnim roku stulecia sięgnąłby od 5400 do 5700 dolarów na mieszkańca Polski, za<-leżnie od przyrostu natural nego. Taki poziom dochodu narodowego oznacza, iż większość spośród obecnie żyjących znajdzie się w społeczeństwie poprzemy słowym, Postindustrialnym, używając specjalistycznego nazewnictwa. Takie społeczeństwo, dysponując dochodem pięćdziesiąt razy Wyższym niż kraje przed-przemysłowe, jakich jeszcze wiele, dochodzi nie tylko do zwykłej obfitości dóbr. Stają przed nim możliwości całkowicie innych tozor cóio życia, otwiera się dostęp do nowych wartości. Między klasami dochodu 50—200 dolar&w, a powyżej 4Ó00 dolarów nie ma jednak że różnicy ilościowej; tu przede wszystkim występują nowe jakości. Otóż według zgodnej opinii ekspertów, w społeczeń stwach poprzemy słowych czynnik czasu i przestrzeni przestanie odgrywać dzistej szą, tak wielką rolę iv komunikacji. Głównym czynnikiem postępu będą systemy kształcenia i wynikające z nich innowacje techno logiczne. Działalność ekono miczna w wielkim stopniu koncentrować się będzie w sferze prac naukowo-badawczych, spożycia zbiorowego i usług, przy równoczesnym spadku bezpośrednio zatrudnionych w produkcji. W tym świecie dostatku i pełnego zaopatrzenia technicznego człowiek mniej będzie poświęcał cza su na wytwarzanie — więcej na kształcenie, wypoczy nek, rozrywkę, kulturę. I równocześnie takie ukształ towanie człowieka sprzyjać będzie jeszcze szybszemu postępowi. Takie są konsekwencje procesów dziś zapoczątkowanych, takie następstwa wczorajszych decyzji. Reszta — to kwestia czasu i wy trwałości w dochodzeniu do tych celów. A właśnie — wytrwałość, konsekwencje. Przecież do statek, obfitość dóbr, atrak cyjne wzorce życia nie są czymś nieuchronnym, co przyjść musi, niezależnie od umiejętności i pilno ści wykazywanej przez każ dego i przez społeczeństwa. Postęp nie jest procesem automatycznym, a tylko i aż możliwością, czego przeszłość dowiodła przecież po nad wszelką wątpliwość. Więc każdego z poświątecz nych dni trzeba tę możliwość wykorzystywać po to, by dochód i dochody nie po zostały w sferze bajkowych projektów. Reguły postępowania są już znane: w roku przyszłym należy wypracować dochód narodowy wyższy o osiem procent od tegorocznego. Nastawiona jest na to cała go spodarka. Rzeczą kierownic twa resortów, branż, przedsiębiorstw jest przybliżenie tego społecznego celu do każdego pracownika. A cała reszta zależy już od każdego z dziś świętujących, wy korzy stu jących czas zasluzo nego wypoczynku. Nie m,a lepszych życzeń świątecznych dla każdego, dla wszystkich, niż te, jakie wynikają ze spełnienia pro gramu społeczno-ekonomicz nego. Życzymy więc sobie, by każdy rok przepracować, przeżyć u? taki sposób, by za dwadzieścia parę lat stanąć. wśród najzasobniejszych. (AR) f MAREK BORSKT Synowie Mamy Gorgoniowej: Ryszard kierownik zmiany. stolarz, Mirosław — tokarz i Zygmuni — To kobieta nadzwyczaj dzielna. TrzecK chłopaków wyprowadziła na ludzi, choć sama nieuczona, prostą, po wojnie zaczynała jako sprzątaczka. — Gorgonie "to firma, wiadomo, dobrze pracują, solidna rodzina..* — Jak ona potrafiła trzymać tych swoich chłopaków... BIERAM te opinie, licytuję skrzętnie i coraz bardziej pragnę ] spotkać samą Mariannę Gorgoniową. Gabi net dyrektorski, odstą piony gościnnie na tę rozmowę, jest zaciszny, szczelne drzwi nie przepuszczają prawie żadnych dźwięków. Przez chwilę milczymy, przy glądając się sobie nawzajem. Pani Gorgoniową wie o mnie tylko tyle, że jestem z „Głosu". Ja mam już pół notesu zapisane na jej temat. Teraz notuję w myśli określenie do sylwetki. Dość niska, korpulentna, w wieku około 50 lat (okazuje się, że 53), siedzi swo bodnie, ręce złożyła na kola-itiach. Czeka na pytania. — O mnie chodzi? Myślałam, że o synów. Mam ich trzech wszyscy pracujemy tu razem, tyle że na różnych zmia nach. Tu pracują też dwie mo je synowe. — No, to już cały ród, drugie pokolenie. Czy wnuki też przyjdą do „zapałek''? Mama Gorgoniową, przepraszam za póulałość, ale właśnie tak najczęściej moi rozmówcy z Sia-nowskich Zakładów Przemysłu Zapałczanego mówili o tej kobiecie — milczy przez chwi lę, a potem opowiada dłuższą historię. CHODZIŁO O 15 ZŁOTYCH Ona sama — jak mówi — miała głowę do nauki. Ale rodzice nie mieli pieniędzy na opłacenie kursu kroju i szycia. Pragnienie zdobycia zawodu rozbiło się o brak 15 przedwojennych złotych. Mąż był na robotach, w obozie. Pan wie, hitlerowcy zdrowia nie dawali. Mąż wrócił schorowany, zmarł w 1947 r. Zostałam z dwoma małymi chłopcami, wkrótce po śmierci męża u-rodził się trzeci. To już było w Szczecinku, dokąd w ramach repatriacji przywędrowała rodzina Gor-goniów z Brześcia nad Bugiem. Zaczęła pracować jako sprzątaczka. Likwidacja przed siębiorstwa udaremniła pierw szą próbę stabilizacji. Sytuację uratował przyjazd inspek torą pracy, który rozglądał się za robotnikami dla Mianowskich „zapałek". Chwyciła się tej okazji. Fabryka zapewniała stałe zatrudnienie. Gorgoniową u-waża, że już wówczas miała i nadal ma szczęście do ludzi. ze mogą pozostać bez zawodu, bez wykształcenia. Właśnie tak jak ja. Karałam surowo za nieodrobienie zadań. Kiedy wracała z roboty, często wieczorem, a dzieci już spały, liczyła zeszyty rozłożone przez nich na stole, sprawdzała daty. Pod tym względem Ryszard, Zygmunt i Miró-sław byli trzymani bardzo krótko. — Teraz każdy z nich ma zawód, przyszłość przed nimi. Ja zostałam babcią już przed kilkoma laty, teraz mam 5 wnucząt. Nigdy dotąd nie mia łam ani czasu, ani cierpliwości chodzić do lekarza... Kobieta milknie, dotychczas ci. Ryszard ma 3-letniego syna i roczną córkę. Dyrektor nadal wierzy, że Ryszard zdobędzie dyplom, który otworzy mu drogę do zawodowego _ awansu. Żony Ryszarda i Mirosława pracują również w „zapałkach". Ryszardowa Anna napełnia pudełka, Mirkowa Maria jest kontrolerką jakości w dziale automatów. Obie wła śnie tu zaczęły życiowy start. Długoletni kierownik szkoły nr 1 w Sianowie, J. Buklis co wychował wiele roczników młodych mieszkańców Sianowa, ma swój udział w wykształceniu Gorgoniów. Poradził Matce, aby chociaż jedne go dała do technikum. Wybór padł na Zygmunta. Uczył się dobrze, w 1965 r. ukończył Technikum Drzewne, Wydział Półfabrykatów z Drewna. O-becnie przystojny „brodacz" jest kierownikiem działu produkcji, zmiany A. Zaczynał od stażu, potem był młodszym technikiem, dwa lata odsłużył w wojsku, po powrocie awansował wkrótce na majstra i wreszcie — na kierownika zmiany. Żona, pielęgniarka, niedawno zrobiła dyplom. Ma ją dwoje dzieci — 3 i 5 lat. Mieszkają u dziadków, gospodarzy i podobnie jak pozostali często zaglądają do Matki. W tym roku Zygmunt kupił samochód osobowy, spłaca raty, chce się uczyć dalej — zaocznie na WSR. Radny MRN i członek egzekutywy od — Nie byłam sama, 5o w najtrudniejszych sytuacjach ludzie mi pomagali. Raz chodziło o pożyczkę, innym razem o zapomogę, pomoc w ku pieniu dzieciom butów na zimę. No, ale wracam do tamtych niezwykle trudnych, pełnych poświęcenia dni Matki. Pani Gorgoniową doskonale pamięta, że kiedyś przewodniczący Rady Zakładowej, Eugeniusz Engelart, załatwił jej nawet pożyczkę w sopie, żyrował. Pomógł w momencie, kiedy była nadmiernie zadłużona w zakładowej kasie zapomogowo-pożyczkowej, otrzymała zapomogę, a mimo to... Pieniędzy nigdy nie starcza ło, co łatwo sobie wyobrazić; trzech chłopaków, kilku- a potem kilkunastoletnich, żwawych, chętnych do gonitw, piłki, zabaw, w czasie których łatwo o rozdarcie ubrania, nie mówiąc już o ustawicznym „paleniu" butów. — Nigdy nie biłam synów za podarcie ubrania czy zabłocone lub zniszczone buty — wspomina p. Gorgoniową. — Byłam jednak bezlitosna, kiedy moi chłopcy nie uczyli się dość dobrze. Wciąż się bałam, oSywfcna {warz jakby przygasa na chwilę. — Czas przejść chyba na emeryturę, poniań-czyć wnuki, odpocząć — mówi cicho, jakby do siebie. Dostrzegam bardzo wyraźne zmęczenie w głosie i w postawie. Matka poświęcająca przez wiele lat ogromną energię na zapewnienie dzieciom przyszło ści, kiedy przyszło do sumowania dorobku życia, zaczyna patrzeć na siebie, martwi się nie najlepszym już zdrowiem. Ale po chwili znowu odzyskuje wigor. — Niech by pan zajrzał do mojej książ ki ubezpieczeniowej. Bardzo mało tam zwolnień chorobowych... Możemy wracać do tematu. DZIECI Najstarszy, Ryszard zdobył zawód stolarza w Słupsku. Do bry pracownik, podobnie jak jego bracia w razie potrzeby chętnie pozostający przy pilnej robocie w zakładzie dłużej, mógłby — jak twierdzi dyrektor .— być majstrem. A-le musi skończyć technikum. Zaczął naukę, ale nie ukoń* czył jej. Wiadomo, jak przyszła miłość, to i ślub, i dzie- Bytowskie hafciarki. Dziełem ich rąk są piękne obrusy, serwety, poduszki, a także fartuszki i czepce, bluzki i serdaki ludowych strojów, haftowane w kaszubskie motywy, gdzie tulipany i serca rozkwitają najwymyślniejszymi kolorami... Fot. J. Piątkowski działowej organizacji partyjnej, liczy się w pracy zawodowej, politycznej i społecznej. Jak wszyscy Gorgonie. Najmłodszy, Mirosław, to właśnie ten urodzony już w Szczecinku. Ukończył ZSZ w Koszalinie i jest cenionym tokarzem. W tym roku został ojcem. Jest przewodniczącym zakładowego koła ZMS. Mirkowi najlepiej udało się z mieszkaniem. Od niedawna mieszka w nowym, spółdziel-szym bloku na osiedlu Piastów. Ryszard z rodziną miesz ka u Matki, marzy o budowie — w ramach spółdzielni —-jednorodzinnego domku. — Rozleci mi się rodzina po całym Sianowie, ale do matki i tak trafią — stwierdza p. Gorgoniową. Jak się pierwszy żenił, to pozostali pomogli. Teraz, czy to w czasie spaceru, czy wolnym wieczorem, wpadają do mnie całymi rodzinami, razem obchodzimy rodzinne uroczystości. — Telewizor, pralka? — widzę wzruszenie ramionami. To już nie są atrybuty dostatku. ICH ZAKŁAD Niedawno ternu Mariannę Gorgoniową przeniesiono do pracy przy agregatach. Jest z tego zadowolona, ale w rozmowie wciąż wraca do pu-dełkowni, w której przepracowała 20 lat. Tam zaczynała, bo bezpiecznie, bez groźby wy padku. Liczono się z jej macierzyńskimi obowiązkami. A praca przy zapałkach nie jest ani łatwa, ani bezpieczna. Teraz załoga ma maski, rękawice, zasłony. Ale z poprzednich lat niejedna robotnica czy robotnik noszą ślady poparzeń. Zapałki palą się nie tylko przy tarciu o pudełko... — Z Gorgoniową nigdy nib było kłopotów — mówi dyrektor Stanisław Paździor — chociaż jej samej ich nie brakowało. Spokojna i rzeczowa, nadzwyczaj zaradna i energiczna gdy chodziło o dzieci. Synowie wdali się w matkę. To bardzo dobrzy pracownicy, ludzie mocno związani ze swoim zakładem, z Sianowem. Czy będą tu pracować również wnuki Mamy Gorgoniowej? LESZEK FIGAS Fot. W. Wiśniewski GŁOS nr 358-61 (6479-82? Na skraju Azji (III) CZYWlSCIE, będąc w ambasada oraz konsulat Stambule nie sposob nie odwiedzić „domu, gdzie umarł Adam Mickiewicz". Ale jak tam trafić? Nasz turecki przewodnik nie miał pojęcia, że taki związek łączy piany r0zwoju urbanistyczne-Pnlslcp go zakładają wyburzenie tej dzielnicy — a na miejscu, Stambule niejednokrotnie czyniły starania, by pamięci Mic kiewicza w mieście, w którym zmarł, nadać godniejszą i bogatszą formę. Władze stambul skie oświadczyły natomiast, iż Polskę ze Stambułem, nie wie dział też gdzie ten dom się znajduje. Nie zdał się na wiele adres wypisany z „Ankar-skiego ABC": niby nazwa ulicy jest, wiemy, że to w dzielnicy Beyoglu (dawna Pera), chyba jakoś trafimy. Kupujemy więc piękną wiązankę biało-czerwonych goździków i rozpoczynamy poszukiwania. Długie rozpytywanie, wreszcie trafiamy na stromo spadającą w dół uliczkę. Nawet dość przyzwoita, odkrywamy mieszczący się przy niej konsulat francuski, ale „domu Mickiewicza" — ani śladu. Już zdecydowaliśmy się dzwonić do gdzie stoi dom ma przebiegać ulica. W związku z tymi pla nami wysunięto ze strony pol skiej projekt wzniesienia Mickiewiczowi pomnika — odrzu eony przez władze tureckie ze względu na przepisy Koranu. Urządzenie ośrodka informacji o Polsce czy czytelni polskiej także nie wchodzi w grę — ze względu z kolei na podejrzenie o „komunistyczną propagandę"— straszak tu ogrom ny. Padła natomiast ponoć o-bietnica nazwania jednej z u-lic Stambułu imieniem Mic- polskfego konsulatu 6 pomoc — co łatwym nie będzie, bo jest niedziela i urzędnicy też mają prawo do wypoczynku. Na szczęście spotykamy nagle parę stambulskich Polaków. Ach, to zupełnie nie w tej okolicy... Rezygnują ze swoich planów niedzielnych i uprzejmie pilotują nas na miejsce. Przecinamy więc jeszcze raz Istiklal Cadessi, na której kłębi się elegancki tłum i żwawo zaczynamy schodzić na drugi stok wzgórza — coraz bardziej stromo, coraz bardziej zapląta ne i wąskie zdają się uliczki i zaułki, jest coraz egzotyczniej, coraz biedniej brudniej. Wreszcie — jest! Na rogu krzywego zaułka dom, odnowiony staraniem władz polskich w 1955 roku, w stulecie śmierci Poety — więc prezentujący się nieźle wśród otacza jącycn go ruder. Na ciemnoszarym tynku tablica: „Na-pamiątkę postawiony tendom natem miejscu gdzie umarł Adam Mickiewicz" —to stambulscy Polacy, posiłkując się turecką, orfcogratią uwiecznili fakt budowy domu na miejscu „prawdziwego", tego, w którego murach zmarł nasz Wieszcz i który spłonął sto lat temu. Druga tablica, w języku tureckim i polskim z roku 1955 dokumentuje stulecie śmierci. Dwie kondygnacje domku zajmuje skromne lecz wzrusza jące muzeum Poety. Fotokopie rękopisów, reprodukcje por-tretow z różnych lat życia, ilustracji Andriollego do dzieł Mickiewicza, zdjęcia z przedstawień „Dziadów", przedstawione słowem, z maksymalną dbałością o informacje, życie i dzieło Mickiewicza. Tureckie napisy szczegółowo objaśniają ekspozycję. Osobny dziai poświęcony jest recepcji dzieł Mickiewicza na świecie: pomniki poety w różnych miastach — od Warszawy do Paryża, reprodukcje kart tytułowycn wydań „Pana Tadeusza" i zbio rów poezji w różnych językach świata. Dla nas jednak najważniejszym i najbardziej wzruszającym miejscem jest krypta w podziemiu domu. Za kratą, w niewielkim, nagim, surowym pomieszczeniu, prosta tablica, wpuszczona w posadzkę: „Miejsce czasowego spoczynku Adama Mickiewicza, 26.XI. — 30.XIL 1855". Tu w małym pokoiku zagubionym w stambulskich zaułkach, przez miesiąc spoczywały prochy Poety, nim ruszyły w nową tułaczkę — po śmierci, jak za życia, do Francji. Trudno jest oprzeć się wzru szeniu, patrząc na tę polską pamiątkę — tak daleko od Oj czyzny. Trudno się nie zasmu eić na myśl, iż iróźe zniknąć kiewicza. To tyłoby zawsze coś, trudno jednak nie żałować domu i muzeum, nawet tak skromnego jakie ono jest. Jeśli się chce, można przecież odpowiednio skorygować plany, w ostateczności obelisk nie obrażałby chyba niczyich u-czuć religijnych^. Tamta niedziela w Stambule była dla nas „dniem polskim" — prosto z muzeum wy ruszyliśmy do Polonezkóy — słynnej w Polsce „Polskiej Wrsi" (tak brzmi oficjalna naz wa turecka) czyli do historycz nego Adampola, założonego przez Adama Czartoryskiego Przeprawiamy się przez Bos for, na drugi brzeg, do Azji. Jedziemy wśród rdzawo-bru- najboleśniejszy temat: trszysf ko wskazuje na to, iż jeśli na wet na mapach Turcji zostanie Polonezkoy — to zniknie Adampol. Przed kilku laty zmieniły się stosunki własności — aż dotąd mieszkańcy Adampola byli właściwie dzierżawcami ziemi, nadanej ich przodkom przez Czartoryskiego bez pra wa swobodnego nią obrotu. „Uwłaszczeni" przez rząd turec ki odsprzedawać zaczęli grun ta i — emigrować. Ryżych, Wilkoszewskich, Dochodów, Biskupskich pociągnęła Austra lia, Ameryka, NRF, młodzi po szukali lepszej doli w świecie, z daleka od rodzinnej wsi. Na ojcowiźnie zostali starzy, ota czani coraz ściślej przez żywioł turecki, Paradoksem jest, iż właśnie upór, ambicje i talenty :?sz kańców Adampola doprowadzi ły do dzisiejszego stanu, gdy niespełna osiemdziesięcioosobo wa grupa ludzi nie sądzi by zachować się mogła dłużej, niżeli wymrze dzisiejsze poko lenie 50—60-latków. Adampola nie starannie kształcili dzieci we włoskich i francuskich szkołach w Stambule, choć mieli ich wiele (troje, czworo — co najmniej a częściej od sześciorga do tuzina!) — dbali o najwyższy poziom wykształcenia i kultury — więc i trud no się dziwić, by te ambicje, które jednego z nich, p. Biskupskiego, uczyniły profesorem ankarskiego uniwersytetu a innych poszukiwanymi w światowych firmach inżyniera mi nie sprzyjały wychodźstwu ze wsi, którą tylko sentymentalni turyści z Polski chcą za chować w niezmienionym kształcie. Ci ludzie, przez dziesiątki lat żyjąc w obcej otoczeniu en klawie, żeniąc się między sobą (do społeczności adampolskiej mogła poza Polką wejść najwy żej Bułgarka lub Greczynka, ale wyłącznie katoliczka) — są właściwie jedną wielką ro dziną. Nie używa się tu nazwisk, bo by nie wiadomo by ło o kogo chodzi, każdy każ demu jest tu „wujem", „ciotką", „stryjną" — ale jak to w małym środowisku bywa, i ich drążą sąsiedzkie zwady i nieporozumienia: jakiś proces o miedzę czy lasek, jakieś wio kące się z przeszłości rodowe waśnie. Więc mimo iż wesoło było na naszej wycieczce do Adampola, że poczuliśmy się tam jak w rodzinie („I czegóżeście natnych wzgórz, przez lasy i . x. j - gaje złożone z drzew orzecho- teraz przyjechali, ku południo wych i mandarynek, podszytych krzewami laurowymi. Mi mo tej egzotycznej roślinności — nie wiem, czy dlatego, że pragniemy w krajobrazie za wszelką cenę odczytać rys polski, czy też rzeczywiście pejzaż zaczyna przypominać pofalowany, łagodny urok Po górza Karpackiego. Gdy wyjeż dżamy zza kolejnej serpentyny, zostają za nami urwiska i zaczyna się wieś. Polska istot nie wieś, z domkami skrytymi w sadach jabłoni i wiśni, oplecionych bluszczem, z kościółkiem i romantycznym cmentarzem wśród starych drzew. Obopólna serdeczność szybko rozmowę sprowadza na wi trzeba było, herbatkę by się przyrządzić dało!" — taki śpiewny lament był pierwszym zdaniem, jakie usłyszałam w adampolskim opłotku); żeśmy się mogli do syta naga dać po polsku bez łamania ję zyka i mimo spóźnionej pory poczuć iście polską gościnność (takiej wspaniałej wiśniówki nie piłam jak żyję!) — nie by ło to spotkanie napawające op tymizmem. Mimo to Adampol, osobliwość na skalę światową, trwa i istnieje. I tam, w azjatyckiej Anatolii, odbędzie się czysto polska Gwiazdka — z kolędą i Trzema Królami. STEFANIA ZAJKOWSKA JA J Co trzy dn! podjeżdżać będą do rampy ciężarówki, có ale w końcu lutego musi by6 trzy dni załaduje się do nich 300 tuczników i zawiezie do gotowy sektor reprodukcji. Kombinatu Przemysłu Mięsnego w Koszalinie. Rocznie — 8 marca, za kilka tygodni, do 36,5 tys. sztuk chrząkających dostawców schabowych kot- gotowych hal kilku chlewni wstawiać rasowe Ale to już zadanie dyrektor ra fermy, mgr a inż. Stanisła- letów i szynek, 4300 ton wieprzowego żywca, prawię po- zacznie się łowa tej ilości, którą w tym roku dostarczyły wszystkie maciorki.... koszalińskie pegeery. Tuczniki niczym z taśmy, biologia przystosowywana do przemysłowego rytmu produkcji, słowem — Przemysłowa Ferma Trzody Chlewnej Państwo- wa Nazarko. Objął to stanowych Gospodarstw Rolnych w Smardzku, w powiecie wisko 1 lipca br. Musi załat-świdwińskim. wić dziesiątki spraw, skomple tować załogę. Nie będzie zbyt wali zbudować zbiornik na po liczna — 82 etaty. Sztab fer- Ferma jest w budowie. Razem z inż. Jerzym Muchinem, wierzchni i centymetr po cen- my stanowić będzie dyrektorem Przedsiębiorstwa tymetrze, jakimś tam sposo- prócz dyrektora Budownictwa Rolniczego w bem, zagłębić w grząskiej ma- technolog, Świdwinie, pniemy się po stro zi. Zbiornik ważyć będzie set- inżynier elektryk, mych schodach na ostatnie piętro gotowej już, wysokiej na 26 metrów wieży paszami. Plac budowy jest stąd bardzo dobrze widoczny. Wierzyć się nie chce, że jeszcze we wrześniu ubiegłego roku był0 tutaj Piotr Burczyński, małymi gru- załogi tylko szczere pole, że ciężkie pami wysyła ludzi na obiad, 8 ludzi, główny inżynier mechaniką 2 inżynie- ki ton, robota jest trudna, ko- rów zootechników i 2 inżynie-ronkowa, ale mają pewność, rów weterynarii. Ponadto o- koło 40 techników ze specjal-z betonowa nościami: rolniczą, zootech- że się powiedzie. Właśnie ruszyli niem. Nonstop trwa praca od niczną, mechaniczną, elek-kilkunastu godzin. Technik tryczną, budowlaną... 60 proc. to ludzie z wyższym i średnim wykształceniem fa- spychacze dopiero zaczynały patrzy na zegarek, denerwuje chowym! zgarniać w hałdy piaszczystą, się, gdy choćby o minutę spóź- Potrzebni są specjaliści. Na nieurodzajną ziemię. Dziś na nia się ciężarówka z rozrobio- tej fermie nikt nie będzie się 20-hektarowym obszarze, od- nym betonem.-ciętym od wschodu i północy Zwiedzamy sektor tuczn — czarną ścianą lasu, stoi pod półkoliście ułożonych 12 wiel- dachem ponad 40 różnych o- kich tuczami, każda 106 m bieletów. Gdyby je zestawić długa i 16,5 m szeroka. razem ułożyłyby się w ogrom Wszystkie tuczamie już pod ną halę długości 400 m, sze- dachem — zapewniony front szarni mieszanki pasz przemy rok ości 100 m i wysoką na 10 pracy dla kilkunastu brygad słowych (w 7 różnych rodzą-: metrów. Pod zabudową 4 hek na całą zimę W tuczarniach jach), systemem rur zainstalo tary, ponad 200 tys. m sześ- specjalną metoda wylewa się wanych pod ziemią tłoczyć siQ ciennych kubatury, setki kilo ocieplane podłogi, instaluje będzie pod ciśnieniem do ko-- metrów różnych instalacji, przegrody dla zwierząt, na- Koszt inwestycji: 230 min zł. grzewnice i inne urządzenia. To już jest fabryka! Wszędzie krzątają ^ się lu- winie żyje tą fermą, przy jej dzie, krążą ciężarówki z matę- budowie sprawdza swe siły riałami. Przy budowie drugiej i umiejętności. Zdobywa cen- wieży paszami, gdzie uwijają ne doświadczenia, które przy- sPłyn3 do głównego zbiornika; się cieśle i montażyści z bryga dadzą się przy realizacji in- a st3d do oczyszczalni z ba- dy Jana Balona, wyciąga ruch nych ważnych zadań w przy- teri3 wielkich wirówek. W wi li we ramię wysoki dźwig. Do- szłości. Dudzie nie szczędzą rówkach oddzieli się części biega końca asfaltowanie dróg, wysiłku, nie przerywali robót stale od płynnych, płynne, o- wokół gotowego już tzw. sek- w ciągu ostatnich kilkunastu czy szczane jeszcze mechanicz tora reprodukcji, w którym w niedziel. Cykl budowy fermy, nie» chemicznie i biologiczni^ 9 ogromnych halach — chlew obliczony na trzy lata, posta- zamienia się w czystą wodę.^ niach mieścić się będą macio- nowiono skrócić o 11 'miesię- Każdy pracownik odpowia-^ ry, prosięta i warchlaki, już Cy! Wkład do „banku 20 mld dać będzie za jeden, ściśle o-; wyrównano teren, zasiano tra zł". Podjęto taka uchwałę na kreślony, wąski odcinek.^ Prą-: wę, zasadzono krzewy i drze- zebraniu podstawowej organi- ca zorganizowana zostanie na wa. ^ ^ ^ zacji partyjnej z nadzieją, że ° ~ ~~ J Inż. Jerzy Muchiin prowadzi wcześniejsze uruchomienie fer babrał w gnoju, nosił świnkom żarcie w wiaderkach d<* korytka. Praca ograniczy się do dozoru i obsługi skomplikowanych urządzeń. Z wysokich wież dwóch pa-4 ryt w 9 chlewniach sektora __ _________ reprodukcji i 12 chlewniach Cała załoga PBRol" w Świd sektora tuczu. Odchody zwien • • - - - rzęce — ponad 700 m sześcieni nych na dobę — poprzez pod-ł łogi rusztowe w chlewniach 2 zmiany, zaś w tzw., poro-4 _____________ ^ dówce, gdzie od macior odbie- na budowę oczyszczalni ście- my to szansa na polepszenie ra<^ będzie prosięta —- na ków. Będzie to ogromny o- zaopatrzenia w mięso i prze- 3 zmiany. Każdy, nim wejdzie biekt, który starczyłby dla po- twory również świdwińskich na *eren fermy, przejść musi trzeb miasta, liczącego 40 tys. sklepów. przez śluzę sanitarną^ gdzie si$ mieszkańców. Najtrudniejsze Na budowie pracuje ponad dokładnie wykąpie ^ i zmieni zadanie stanowi budowa głów 40 brygad ze świdwińskiego własne ubranie na idealnie bia nego zbiornika. Musi być na peberolu oraz kilkanaście bry *e' ^dezynfekowane — słuz- kilkanaście metrów zagłębio- gad z 7 przedsiębiorstw pod- t>owf- s<; y rezim sanitarny ny w ziemi i musi być gotowy wykonawczych, łącznie ponad mu?j ?yc zasadą, bo strach za 8 tygodni. Gdy jednak za- 300 ludzi. Szybkie tempo pra- " częto kopać, natrafiono na pod cy od samego początku nada-ziemny strumień. Nie pomogło ją brygady: Jerzego Stępiń-zainstalowanie 8 wysokowy- skiego, Stefana Głowackiego, daj nych pomp, wody wciąż Jana Balona, Jana Jaroniec-przybywało, zaistniała groźba kiego, Jana Klimka, Jana Sę- mj^śleć, gdyby do fermy wtarg nęła zaraza. Przyjmowani będą do prac^ tylko ludzie w wieku do 40 lat. Gwarantuje się im stosu*1 kowo wysokie zarobki i miesZ opóźnienia robót. Co robić? ka, Jana Saka, Jana Diako- kapią zbudowany*1* osiedlu. Chętnych jest bardz^ wielu, ze skompletowanie#* kadry mgr inż. Stanisław Na' zarko nie widzi żadnych kłopotów. Gorzej ze.„ świnkami-Dyrektor jeździ po całej Polsce i szuka tzw. wsadu Inż. Jerzemu Muchinowi, je niaka, Jana Sacharuka, Jana go zastępcy, technikowi Ry- Szelingera, Jana..# szardowi Kwiatkowskiemu i Inż. Marian Biegański mó-kierownikowi zarządu budowy wi, że na liście załogi ma 34 fermy, inż. Marianowi Biegań Janów. Dlatego też nazywają skiemu przydało się doświad- fermę „budową 34 Janów". czenie, zdobyte przy budowie Dzielnych Janów. Ludzi, któ-urządzeń portowych. Zdecydo- rzy dobrze znają swój fach 2640 rasowych loszek i 100 i zdają sobie sprawę z ważno- knurów. Muszą to być sztuki ści zadania. Głównie dzięki idealnie zdrowe, z gospodarstw brygadom, pracującym przy specjalnie zakwalifikowanych, budowie fermy, PBRol. .w Niestety, nie ma ŁoH/* ««*• Swidwinie .*wój tegoroczny plan wykonało już w listopadzie. Co tydzień w baraku rządu budowy, w pomieszcze- takich gospodarstw zbyt wiele w krajd i nie ma ani jednego w na-* szym województwie. Decydując się na budowę wielkich? przemysłowych ferm, zby^ niu, szumnie zwanym „salą P°zno sobie przypomniano, z A-ii______* trzeba Hln nirh wvhrwinwaC konferencyjną" odbywa się narada kierowników odcin- trzeba dla nich wyhodować odpowiednią liczbę rasowych ków robót. Przebieg narady, zwierząt... za ogólną zgodą, nagrywany Mgr inż. Stanisław Nazark^ jest na taśmę magnetofonu, mówi, że i te kłopoty zostać Na kolejnej naradzie taśma stopniowo przezwyciężone. B3 jest odtwarzana, konfrontu- zem z głównym technologie^ je się co kto przyrzekał i co fermy, Czesławem Łyskawk^ wykonał. Pomaga ten sposób, mechanikiem, Stanisławem małą, lekarzem weterynari1 Eugeniuszem Pałką i elektry Ludzie bardziej się starają, nikt z kierowników nie chce z gęby robić cholewy. Harmo- kiem Zbigniewem Abrame^ nogram jest wyprzedzana O- byli kilka tygodni w Rumunijj V\r»TT7iinr\ ci~ ~ 1 aHa 1 i nT7Pmvc}nMTO -for-mV ^ bawiano sie o budowę ogrom- oglądali przemysłowe fermy f nej kotłowni, gdyż z opóźnię- czące po 300 tys. tuczników^ niem dostarczono dokumentację techniczną, ale ze słupskiego PRIM poka- ciężono. zały na co je stać. Kotłownia UJ o. ' Tam też początkowo było brygady le trudności, ale je przezW^ 'ężono. — My nie będziemy gorsi' Fragment przemysłowe} fermy trzody ćhleumej w Smardzku. Na zdjęciu — budowa drogi przy jednej z chlewni. Na fermie zbudowano. 21 hal chlewni, każda 106 już nie stanowi zagrożenia-, mówi dyrektor. — Zrobił"1? Inż. Marian Biegański chciał- wszystko, aby od marca 192? by tylko, aby przyspieszyły roku, jak przewiduje nasz h^r tempo pracy przy montażu u- monogram^ do Kombinatu mysłu Mięsnego w Koszalin^ ____ „ co tydzień z naszej fabryk W sierpniu w przyszłym wysyłać po kilkaset tuczników reku cała ferma powinna być / JEREZ LESIA*. rządzeń brygady' z ZNMR Pyrzycach. Bo czas nagli. A KIEDY orkiestra grała w najlepsze modny wów bzas przebój, nagle w sali zro biło się zamieszanie, rozległy się śmiechy i piski dziewcząt. Na parkiet wkroczył pochód uciesznych przebierańcóio. Na czele kroczył chłopiec przebra ny za niedźwiedzia. Za nim szły inne maszkary: śmierć i diabeł, bocian, koza i Herod. Przywitali godnie zebranych i oświadczyli, że dziś jest „Kozi czwartek". Tak relacjonował przebieg zabawy jeden z uczestników. Działo się to we wsi Stara Święta w powiecie złotowskim roku 1964, na cztery tygodnie przed Bożym Narodzeniem. Tradycja „Kozich czwartków" jest nadal żywa we wsiach Krajny Złotowskiej i wśród bytowskich Kaszubów. Przypominały one, że zbliża się okres świątecznych wróżb zabaw i starych, ludowych obrzędów. Rozpoczynali je właśnie przebierańcy. Zarówno zło towscy Krajniacy jak i Kaszu bi przebierali się podobnie. Dawniej na Kaszubach prowa dzono na postronku żywą kozę. Zaniechano tego obyczaju od czasu, kiedy koza tryknęła wiejskiego sołtysa, postponując jego godność i urażając cieleśnie. A i o żywe kozy co raz trudniej. płatkiem z domownikami. Nie zapominał też o zwierzętach. Kaszubi dawali opłatek tylko koniom, krowom i owcom. W miarę upłyiou wieczerzy nastrój stawał się coraz weselszy. Rozpoczynały się wróżby. Pierwsze oczywiście nie wytrzymywały dziewczęta. To jedna, to druga wypadała przed próg, nasłuchując pilnie pierwszego szczekania psa. Bo wiem lołaśnie z tej strony mo gła się spodziewać swego przy szłego męża. Inne liczyły sztachety w płotach. Parzysta liczba oznaczała zamążpójście jeszcze w przyszłym roku. Po nich na próg wychodziły stateczne gospodynie. „Ile gwiazd tyle jajków" — mówiły spoglądając w rozgwieżdżone niebo. Dobrze widoczna Mleczna Droga znamionowała wysoką dojność krów. Na końcu szedł wypełnić swoje „obowiązki go spodarz. Bartnicy szli budzić swoje pszczoły. Ciche bzycze-nie w ulu oznaczało miodny rok. Nic więc dziwnego, że go spodarz nie czując pszczelego odzewu potrafił parę razy zdro wo łupnąć kijem po ściankach ula. Wreszcie z synem lub parobkiem szedł do sadu owoco wego. Stawali pod drzewem i jeden z nich zamierzając się siekierą wołał groźnie „jak nie będziesz rodzić to cię zet- O KOZIM CZW&B.TKU I "GęglM WINIE" Jut od wigilijnego wieczorti iprzebierańców zastępowały »gwiazdoryNa Kaszubach zwano ich „gwiżdżamiWedle obyczaju gwiazdorami mo gła być tylko młodzież męska, Na czele szedł młodzian z obra cającą się na kiju, iluminowa ną gwiazdą. Za nim czereda poprzebieranych pomocników* którzy śpiewali kolędy, przedstawiali różne scenki (niekiedy nawet frywolne) i czynili jak najwięcej hałasu. Najchętniej zachodzili do chat, gdzie były panny na wydaniu i suto zastawiony stół. Wszędzie u< gaszczano ich jadłem i napojem. Pochody te trwały cały okres świąteczny aż do zapustów. Krajeńscy i kaszubscy kolęd nicy różnili się między sobą* Ludność rodzima Krajny Złotowskiej nie znała noworocznych szopek. Za to na Kaszubach robiono nieraz ładne, artystyczne szopki, przedstawiając w nich „obrazki ze żłobka". Młodsze wyrostki z tego terenu chodziły „po szczod,ra-kach". Była to forma kwesty połączona ze śpiewaniem kolęd i powinszowaniami gospodarskiego urodzaju. Dniem, z którym wiąże sią najwięcej podań, wróżb i zwy czajów, była u Krajniaków i Kaszubów, Wigilia. W wigilijny wieczór mogło się zdarzyd Wszystko. Zwierzęta, pszczoły, drzewa a nawet ziemia rozumiały ludzką mowę. Już od rana sąsiedzi oddalali sobie wszystkie pożyczo• ne rzeczy i pieniądze. Istniał też zakaz udzielania w Wigilią nowych pożyczek. Na Kaszu-bru:h nie wolno było kichać, bo inaczej przyplącze się do człowieka jakieś choróbsko. Wszyscy byli dla siebie mili i uprzejmi. Kulminacyjnym punktem Wigilii była wieczerza. Musi* być na niej ściśle określo-tta liczba rytualnych potraw. Kilkadziesiąt lat temu Krajniacy stawiali na stół aż 12 By tam: kasza jaglana, fasola. Groch, grzyby, obrzędowe cia-ryby słodkowodne i kapu-•*0. Kaszubi dodawali jeszcze do tego makowe „makiełki". w Bytowskiem pod obrus kładziono siano a pod stołem mu *rał leżeć snopek zboża. We Asiach złotowskich stawiano ^ kącie pokoju snop zboża **uany „dziadem". Miał on byc *Vmbolem urodzaju. Wokół *tego gromadziły się róumiez duchy zmarłych przodków. O-Czywiście wieczerza wigilijna inusiała być postna i bezalkoholowa. Jedynym wyjątkiem °yło podawane we wsiach kra teńskich „gęsie wino". Była tc ^ieszanina wina owocowego 3 Kompotem z suszonych jabłek. Również spożywanie wlecze TzV było obwarowane różnymi Przepisami. W uroczystym na-, titoju osLwaśar? tomaj lis ai nę". Drugi w imieniu drzewa zapewniał, że będzie. Wówczas owijano drzewo słomą. Swoje wróżby mieli również owczarze, kowale, wiejskie pa stuchy, itp. W Złotowskiem pastuch siadając do wieczerzy wigilijnej owijał łyżkę słomą, aby mu się bydło nie rozchodziło. Po wieczerzy wszyscy udawali się na „pastórkę". Później rozpoczynały się dni sytości, uczt z mięsiwem, zabaw i wesel. Zaraz po „pastórce" Kaszu bi piekli ulubione „pumpelci", tj. placuszki pływające w tłuszczu. A i za kołnierz sobie nie wylewano. Czekano sylwe stra i Nowego Roku. Wieczorem na sylwestra zbierała się młódź wiejska z batami na „wypędzanie starego roku". Obchodzili całą wieś trzaskając biczyskami krzycząc i pohukując. W chatach odbywało się wielokrotne liczenie pieniędzy. Im więcej się naliczyło tym więcej miało być w nowym roku. Co bardziej chciwi spędzali na tym zajęciu całą noc. * Niektóre z opisanych tu 7wy czajów świątecznych Krajniaków i Kaszubów poszły w zapomnienie. Wiele z nich zosta ło surowo zabronione przez germańskich zaborców. Jednak tradycja ludowa skutecznie broniła się przed represja mi. Niejednokrotnie była sku teczną bronią i ostoją polskoś ci. W Ugoszczy i Udorpiu, Re-kowie i Buntowie, we wszystkich wsiach Krajny i Kaszub śpiewano kolędę: Wśród nocnej ciszy głos się rozchodzi Wstańcie Kaszuby Polska się rodzi Weźcie kosy, cepy, widły Bo już nam te Niemce zbrzydły Polska się rodzi Toteż nie zopominajmy o tych pięknych ludowych oby czajach. A ludziom, którzy dziś dbają, aby nie poszły one w zapomnienie, należy się szacunek i podziękowanie. EDMUND BUREL SZEF Jest dzisiaj do~ broduszny i wylew ny, także skory do zwierzeń. Mówi o sukcesach, karierach, chwali, a roz gadał się... Jak anegdotę opowiadają w stoczni o pierwszej wizycie Czerniejewskiego u samego naczelnego. Podobno — tak mówią — po przyjeź dzie do Ustki poszedł prosto do „starego" i zakomu nikował mu, że postanowił pracować w stoczni. Trafił na nie najlepszy nastrój i omal nie został odprawiony oklepanym: — brak etatów Czerniejewski opowiada inną wersję, ale to są już szczegóły. Szef też się przyznaje. — Już miałem powiedzieć — śmiejąc zwierza się Janusz Kenc — że potrzebni są nam ludzie z przygotowaniem zawodowym, ale w 0- statniej chwili ugryzłem _ się w język i zapytałem: stępować kolejne, nie mniej postawft piekielnie trudne, nie Opracowywali jeszcze inne* — Pan jest technikiem dramatyczne. Nie mogli prze- mai nierealne warunki. „Skiff" nie mniej ciekawe konstruk-czy inżynierem? cież spodziewać się, że zbiegną ma osiągnąć uciąg 1000 kg cje. Instytut Okrętownictwa Andrzej Gross — współ- s*'s do Ustki, do zakładu koope przy maksymalnym ciężarze Politechniki Gdańskiej praco-twórca rewelacyjnej moto- racyjnego drugiej kategorii, własnym 2000 kg i 6,6 m dłu- wa* nad rozwiązaniem kadłu-rówki — dyskretnym uśmie ludzie z dużym doświadczę- gości. ba motorówki, napędzanej sy- chem kwituje szczerość sze Ni.e przestaii być reah- Do dysp02ycji mial dwa a. stemem strugo-wodnym kilka fa. — Nie da się zaprze- stami, więc z gory zdecydowa 1 ^uty: głębokie przeświadczę- . ' .w. . ^ada" czyć, że byłego członka ze- się przyjmować młodych- nje_ źe jest to jedna _ mach sporo pieniędzy. Andrzej z olch b,I Roman 1» Ban. J.p.ni, p™*. .toc Czerniejewski. Był wolnym, nię oddechu, gdyz w przypad-z żadnym zakładem nie zwią- ku powodzenia szykował się 1 społu gdyńskiego biura pro jektującego 55-tysięcznik potraktowano jak gimnazja listę obrażonego na mamu się. Siedzimy w piątkę. Ich Henrykiem Wawrzynowskim zbudowali w znacznie krót- Z ZćtUilYIii £dft.iaucm ijuc ~ oŁjftuwai e_ zanym człowiekiem, nie brał pokaźny kontrakt i wyczuwa- Jvnatłartam? stypendium. Pradecyzję, jesz- na szóstym zmysłem, wiara w k J; ' : 3-taotnie wiek- cze nie obowiązującą, o zwią- zdolności młodych ludzi awan szą szybkość! Zdzisław Fołtyn, Tadeusz Przewoźny i Kazimierz Stelmach rzucili wezwanie starym wygom z „Proremu". Nie _________ _ _______ _____ ^ ^ ^ vAioxv v4ia zależnie od zlecenia, jakie ra. Różnią się tylko datą ,nych. Pomyślna obrona zbieg- tony a radziecka prawie 4 to- stoczn^a dała „Proremowi" na rozstania z uczelnią i droga ja s|ę w czasie z zapotrzebo- ny. Ich tylko nieznacznie prze ?Pracowanie koncepcji i pro-mi, które wiodły ich na Waniem stoczni złożonym w kroczyła limit, wyszli na 2080 ? * wstępnego optymalnego czwarte piętro usługowca- u,czelni. Wziął od pełnomocni- kg! Znakomicie spełnili waru- ^utra bałtyckiego, przystąpili jest czterech, wszyscy są ab zaniu się ze sto-cznią w Ustce sem nazywanych konstrukto- solwentami Wydziału Budo podjął przy wyborze tematu rami. Wierzył, że uda się, cho wy Okrętów Politechniki pr?cy dyplomowej. Zapropono ciaż nie raz, zapewne, przeży- Gdańskiej, dumnymi ze wał profesorowi opracowanie wał chwile zwątpienia. swej uczelni. Każdy z nich projektu 25-metrowego kutra Udało się! Norweska waży- ma tytuł magistra inżynie rybackiego z tworzyw sztucz- 2600 kg, japońska ponad 3 ność zakładu ,odnoszą suk- ści kontynuowania pasjonują- lT^U^umie^^^^ ^iczą t0^r wy£ierać; cesy. Może tylko w poje- cej pracy, zjawił się przed obli na więcej jak 700 kg. Badania f korzystali jedynie z konsul Hvnkp ka'/dv na swói SDO- A-rnm ełnrotfn" »-.« j_______i.___ ___i__..i. tacji doświadczonych projek— dynkę, każdy na swój spo- Czem „starego: sób smakują gorzkie owo- Trafi} _ jak m6wl ce ludzkich ułomności- pe- tacji doświadczonych projektantów stoczni im. Komuny Paryskiej Armatorzy jednoznacznie wybrali ich projekt, nie wnosząc żadnych istotnych uwag. Na ich projełęi Próby na Morzu Północnym wskazali także specjaliści 1 . . . ____ „r,r Andrzej Gross miał bardziej dopełniły wszystkiego. Zanim NRD. "aśnia^PracTwał w COKB Prozaiczną drogę do Ustki. Po relacja z całym tomem_ róź- w. Gda.ńsku, do Ustki prze- Centralnym Ośrodku Konstruk Ustki, Janusz Kenc, w innej niósł się w iyt>y r. ^ cyjno-Badawczym w Gdyni, sprawie przebywający w Mo- Był ^ to czas, kiedy w trafił do zespołu projektujące- skwie, przyjmował gratulacje stoczni zaczęła dojrzewa^ pierwszy polski 55-tys:ęcz- od gospodarzy. na dynamometrze znokautowały wszystkich niedowiar-chowo, bo właśnie rozdzielo- ków — 1300 kg! Polski 92-kon Najstarszym jest sam n0 mieszkania w nowym bu- ny leyland okazał się silny jak szef — Janusz Kenc. Wie- dynku i na następny wypadło smok. kiem, stanowiskiem, także mu mekat 2 lata. doświadczeniem. — Wcześniej zacząłem pr jaśnia. Pracował__w^ studiach otrzymał pracę w nych protokołów dotarła do Janusz Kenc podkreśla o- siągnięcia młodych konstruktorów. Nie waha się też stwier dzić, że zrobili w Ustce auten tyczne kariery. — Ludzie z myśl o potrzebie powołania nik."A więc miał prawie wszy Wasz sk!fr _ mam7 3-letnim stażem pracy,po sta strukcyjne^o,° uniezależnia- bezpośrednią relację z morza kami pracowni! ^ 1CT°WnI samodzielnego , , , nad skryptami. Do pełni szczę _ mówili jest po prostu zna- jącego zakład ocl wątpliwej gcja krakowało mu mieszka- komity. łaski innych, a jednocześnie chociażby perspektywy. dostosowanego do jej pro- skorzystał z oferty usteckiej filu produkcyjnego. stoczni ob5ecującej własny kąt — Nikt w kraju — argu w ciągu 2 miesięcy. mentował wówczas dyre- Tadtnisz Przewoźny jeszcze ktor Leszek Dulski - me podczas stucliów podpisał u- mowę z ówczesnym dyrekto- — Przeznaczony jest do holowania okrężnicy na spokojnej wodzie — mówi Roman — Te kariery mają także odwrotne strony medali — do daje Andrzej Gross — ale ma my satysfakcję, że udało się wykosić" Instytut Okrętów- Czerniejewski. - Na Morzu „ictwa czy Iprorem^ _ Już zajmuje się projektowa- Północnym przy „piątce" butelka równo stała na ławce! w tej chwili żadne z biur nie pracuje na zlecenie naszej Dyrektor Dulski podpisał o- stoczni! — dodaje Janusz niem statków i łodzi z la- rem sto^rii. Zapoznał się ze - . - - minatow. stocznią w czasie praktyk wa- czywiscie kontrakty na budowę Kenc. Ale argumenty ,argumen- kacyjnych. — Po dyplomie — te.&° ^Pu łoi^zl> a Czernie Uznaniem ich pracy przez tami, a rzeczywistość była mówi — przyjechałem do swo liwski opracowuje # nowe ich stoczniowców może być stwier szara i twarda. Surowe se^0 zakładu, z którym oprócz m.utac^e do , lenia z Sllny dzenie i wyrzut jednocześnie: wskaźniki funduszu płac i stypendium wiązały mnie bar rni reflektorami i zamontowa- __ dlaczego ci konstruktorzy skrupulatnie liczone etaty $zo mije wspomnienia waka- nymi echosondami. dopiero teraz wzięli się do mo stawiały dyrekcję i aktyw cyjne. Niezależnie od „skiffa", o- dernizacji łodzi ratunkowych, społeczno-polityczny stoczni cjroerj 4 młodych ludzi pracowali w rekordowo krót- A ta modernizacja w praktyce przed dylematem: bieżą do stoczni _ każda inna! Po- kim czasie 3 miesięcy doku- oznacza zmniejszenie ciężaru ce zadania czy przyszłość? dobnie zmierzali do pracowni mentację motorówki MT-7, po *°dzi o 20 proc. i uproszczenie Wówczas stała już nowa, Riura projektcwo-Konstruk- tem MT-55, przeznaczoną na technologii pozwalającej skró olbrzymia hala produkcyj- cyjnego pozostali pracownicy „Manifest Lipcowy" jako je- cić znacznie czas budowy. lest i"? osiemdziesię- dyny egzemplarz a teraz. już Nie tak dawno jeszcze pro- gotowa, ale w porównaniu ze starymi, olbrzym ten robił wrażenie i mógł przerażać, spędzać sen z powiek — Czym ją wypełnimy? — pytali. Jest tylko jedna dro ciu. Zaledwie 15 z nich legity- powtarzaną na inne duże stat- blemem było uzyskanie 60 min muje sie dłuższym stażem pra ki. z\ na budowę nowej hali. Dzj cy w usteckiej stoczni. W tej w trakcie roboty w ich sto- siaJ dyspozycji na najbliż- osiemdziesiątce jest już 29 in- Czniowym statusie wiele się sze 3 lata stocznia ma 200 min żynierów! zmieniło. Przestali istnieć kosz zł> a na przyszła 5-latkę obie Dyrektor Dulski ,przypiera- tem produkcji. Najwyższymi cane ny do muru zbliżającym się nakazami zjednoczenia stali — u nas każdy myśli iuż o ga wiodąca do ustabilizowa terminem przekazania do eks się jej przyszłością. Z dniem tej nowej stoczni —' zwierza- nej przyszło?ri — powiedzie ploatacji nowej hali i brakiem 1 lutego 1971 r. powołane zo- j3 się. „Bałtycki optymalny" li sobie. — Musimy rozwi- zamówień, zagrał va banque. stało Biuro Projektowo-Kon- — zdradza swe myśli Tadeusz jac własne zaplecze projek- Przyjął ofertę i stanął do prze strukcyjne. Pracują nad tym. Przewoźny •— jest wprawką towe* targu z Japończykami i Norwe czym załoga będzie żyła za do przyszłych, dużych 100- i Ale za tym odważnym po gami na oPjacowanie projektu rok lub dwa, może jeszcze póź 120-metrowych statków, które stanowieniem musiały na- „skiffa". Radziecki armator niej! If [ ^ ^ " " ' ' \ : •• > . - •: , . > &»/ : - "r • . .. ,, V m. 5 * fito » : iWm i Ę I- • li ip: "'i * , I*.'*'**- . - w i będziemy budowali. — Mamy dużą szansę — mó wi Janusz Kenc. — Wszyscy — dodaje — rezygnują z budowy statków rybackich uważając, że są to „drobnoustroje" Tymczasem przed stoczniami rybackimi jest duża przyszłość z uwagi na: zainte resowanie sia rynków rybami świeżymi, wprowadzanie ogra niczeń połowów na szelfach i nieprzystosowanie obecnej flo ty do nowych warunków. Przed nami wielki boom! Reszta potwierdza z pełnym przekonaniem optymizm szefa. — A nasza stocznia będzie najnowocześniejsza — dodają. WŁADYSŁAW ŁUCZAK Tot, J. Patan Str. 8 iGŁOS nr 358-61 (6479-821" pocztówka z wł:och ZA KULISAMI Mediolan, wielkie centrum przemysłowe 1 handlowe Italii. Nie do Rzymu, ale właśnie tutaj — do stolicy Lombardii, biegną wszystkie nici wielkich interesów. Nie to jednak budziło nasze największe zainteresowanie. Chcieliśmy zobaczyć wspaniałą, zbudowaną 700 lat temu katedrę gotycką, słynny fresk Leonardo da Vinci —Ostatnią Wieczerzę oraz mediolańską La Scalę. 1 oto w październikowy poranek stoję na Plazzo delia Scala. Wokół kilkupiętrowe, stare, budowane w XVIII i XIX wieku kamienice. Na środku małego raczej placyku króluje ten, który przyniósł tyle chwały Włochom: monumentalny pomnik Leonardo da Vinci. Napis brzmi zwyczajnie: Leonardo. Nie trzeba wyjaśnień, komentarzy, w tym mieście sławny Leonardo żył i tworzył, tu wdzięczni lom-bardczycy wystawili mu pomnik. Leonardo patrzy z wysokiego postumentu na niewielki — tak wydaje się na pierWszy rzut oka — budynek. Przestrzeń jaka dzieli pomnik Leonarda od tego budynku wynosi zaledwie kilka metrów. Wąska, ruchliwa ulica. Pozostały tutaj nawet dawne rekwizyty — tramwaje, które brzęczą, dzwonią, utrudniają przejście na drugą stronę. A po tej drugiej stronie, w tym skromnym, starym budynku mieści się prawdziwa światowa świątynia muzyki operowej — Teatro alla Scala. O nim marzą najwięksi śpiewacy operowi, na tej scenie chciałby wystąpić każdy z nich. Występ na scenie La Scali otwiera podwoje wszyst kich oper świata. A więc tak wygląda La Scala? Byłem trochę rozczarowany tym niepozornym budynkiem. W porównaniu — mam na myśli zewnętrzny wygląd teatru — z warszawskim Teatrem Wielkim, La Scala wygląda jak kopciuszek. Oczywiście, trzeba uwzględnić fakt, że mediolańska La Scala została zbudowana w 1776 roku, t więc 200 lat temu. Ale nie uprzedzajmy faktów. Ten skromny wygląd zewnętrzny pobudza tym bardziej nasze zainteresowanie, ciekawość. Zazdrościliśmy Japończykom, którzy w ten poranek zwiedzali Teatro alla Scala. My musieliśmy czekać do następnego dnia. Bardzo trudno jest uzyskać zezwolenie na przekroczenie tej świątyni muzyki. Wieczorami odbywały się koncerty orkiestr symofnicznych, trwały próby do galowego, premierowego przedstawienia, które rokrocznie rozpoczyna się 7 grudnia. W bieżącym roku La Scala otworzyła swój sezon „Balem Maskowym" Verdiego, w reżyserii Franco Zeffirelli. Przekraczamy wreszcie próg La Scali. W niezbyt obszernym foyer z marmurową posadzką — popiersia czterech sławnych twórców oper: Rossini, Bellini, Verdi i Donizetti. W towarzystwie przedstawiciela dyrekcji rozpoczynamy spacer po La Scali. Istny labirynt korytarzy, garderób, różnego rodzaju pomieszczeń tech Licznych. Jesteśmy na parterze. Teatr liczy 6 pięter i może jednorazowo pomieścić 3.200 osób. Wszystkie bilety są zawsze wcześniej sprzedane. Miłośnicy muzyki operowej ciągną tutaj nie tylko z całej Italii. Oczywiście, prym wiedzie mediolańska śmietanka towarzyska. Podobno na każdym przedstawieniu, nie mówiąc Już o inaugurującym sezon, odbywa się swojego rodzaju rewia mody, pokaz najdroższych futer (sobolowych, które kosztują ponoć kilkadziesiąt milionów lirów) oraz biżuterii. W Mediolanie opowiadają, że kilka lat temu, w okresie ostrych spięć społecznych, któ re nie ominęły także i metropolii przemysłowo-finansowej Włoch, wybuchł w La Scali wielki skandal, któremu prasa nadała znaczny rozgłos. Na przedstawieniu inaugurującym sezon operowy w La Scali zjawiły się, jak zwykle, damy mediolańskich bogaczy w drogich futrach, obwieszone biżuterią. I wówczas z najwyższych pięter, chodzi oczywiście o tzw. galerię, zaczęto rzucać na wystrojone towarzystwo zgniłe jaja i butelki z atramentem. Można sobie wyobrazić co się wówczas działo, jak żony przemysłowców i bankierów uciekały w poplamionych sobolowych futrach. Po tej dygresji wróćmy na salę i za kulisy La Scali. Scena robi imponujące wrażenie. Czujemy się tam zagubieni wśród dekoracji oraz nowocze snych urządzeń technicznych. Scena zajmuje 1200 metrów kwadratowych powierzchni, jest wysoka na 24 metry. Jednocześnie może na niej występować 400-osobowy zespół. Są tutaj doskonałe warunki, jak nam wyjaśniał przedstawiciel La Scali, do wystawiania tak zwanych wielkich oper. Do nich zaliczył on „Borysa Godunowa". Na wprost sceny — na drugim piętrze — znajduje się loża prezydenta. Zasiadamy w wygodnych fotelach. Jest 20 miejsc, wystarczy więc dla świty głowy państwa. Ściany i sufit loży prezydenckiej zdobią freski. Doskonała widoczność. Loże zajmują w La Scali cztery piętra. Wąski korytarz oddziela każdą z nich od garderoby. Elita mediolańska nie potrzebuje tłoczyć się w szatni po okrycia. Wystarczy wyjść z loży i już szatniarze gotowi są do usług. Przedstawiciel La Scali u-dziela szczegółowych wyjaśnień, chętnie odpowiada nienaganną niemczyzna na wszy stkie pytania. Interesują pag* stwa ceny biletów? Proszę bardzo, proszę notować. Ale, uśmiech maluje się na jego jowialnej twarzy; — ceny biletów w naszym Teatro alla Scala są bardzo wysokie. Państwo rozumieją, tu występują najlepsi z najlepszych. A za to trzeba płacić. Notuję więc ceny biletów. Jedno miejsce siedzące na parterze kosztuje od 5 do 15 tysięcy lirów (1 dolar USA — 570 lirów). Loża — w zależności od piętra oraz położenia względem sceny — od 20 do 40 tysięcy lirów (w każdej loży jest osiem miejsc). A więc ceny rzeczywiście horrendalne! Najtańsze są miejsca na najwyższych dwóch piętrach (5— 6). Tutaj bilet kosztuje od 1500 do 4 tys. lirów. Przy czym bilety po 1500 lirów są na miejsca stojące. Z reguły zajmują je miłośnicy muzyki operowej z warstw uboższych. * Przed opuszczeniem La Scali zaglądamy także do garderób artystów. Skromnie tu, niczym nie różnią się od podobnych urządzeń w innych teatrach. A kto w nich nie przebywał! Długa jest lista nazwisk sławnych śpiewaczek i śpiewaków operowych, którzy w 200-letniej historii Teatro alla Scala gościli na jej scenie. Niestety, przedstawiciel dyrekcji La Scali nie był w stanie wymienić choćby jed nego Polaka. A szkoda! Zrobiło się już późno, musimy opuszczać La Scalę, wkrótce rozpocznie się kolejny wielki koncert mediolańskiej filharmonii. Wychodzimy na Plazzo delia Scala. Jest pustawo. Przechodzimy pięknymi pasażami na Plac Katedralny. Tutaj wre życie, podobnie jak na placu św. Marka w Wenecji. Iluminowana katedra, świetlny zegar na jednym z budynków, reklamy „Coca coli'? i monumentalny pomnik — Emanuel II na spię tym ostrogami rumaku. Dużo tu ludzi, o każdej porze dnia i nocy. Stoją grupami, żywo dyskutują. I i jakim temperamentem! Sympatycy partii politycznych — od komunistów, chadeków, socja listów do neofaszystów, przed stawiciele różnych orientacji politycznych. Każdy agituje za swoją partią, wyjaśnia jej założenia programowe, komentuje aktualne wiadomości. Ścierają się poglądy, przechod nie włączają się do dyskusji, opowiadają się za albo przeciw mówcy. Temat numer jeden dyskusji to drożyzna we Włoszech, niepokoje społeczne, natarcie wielkiego kapitału na pozycje ludzi pracy. O tym, źe jest tutaj bardzo drogo przekonaliśmy się nie tylko w La Scali. Na Pla?zo Duomo, czyli Katedralnym mówili o tym także z dużą troską sami mediolańezycy. Niezależnie od przekonań politycznych. W przeciwnym razie nikt by ich tu nie słuchał, a na głowy mogłyby polecieć, tak jak to miało miejsce w La Scali, zgniłe jaja. WACŁAW NOWAK X. . y s .Ir.. • i- !: •• ' .A," : ::: f% i ikuue i nowe IMfi . % mmmmmm W glinie lepione, w drewnie rzeźbione, na szkle malowane — urocze ludowe szopki. W ostatnim „cepeliowskim" konkursie nadesłało swoje prace 110 ludowych artystów z całego kraju. I nagrodę otrzymał Marian Adamski z Łukowa (Podlasie) za szopkę prezentowaną na zdjęciu, Foto-AR —— Ptakowie, Ptakowie Po niebie leci iskier mrowie, jakby się zapaliło przy naszej gałązce blisko Wielkiej Niedźwiedzicy Niebieskie legowisko... pisze Jerzy Harasymowicz w pięknej „Kolędzie ptaków"^ Laureat nagrody im. Piętaka za tom poezji „Pastorał-ki polskie", wydany przez Polskie Wydawnictwo Muzyczne, Harasymowicz nie jest odosobniony wśród współczesnych poetów, których twórczość została zainspirowana świętami Bożego Narodzenia, kolędami czy szopką. Wydana dziesięć lat temu „Boże Narodzenie — Antologia poezji polskiej" wymienia kilkudziesięciu naszych pisarzy — od średniowiecza poprzez renesans, barok, czasy saskie i stanisławowskie, romantyzm i Młodą Polskę, aż po okres międzywojenny i powojenny — poetów, którzy w twórczości swojej wiele pięknych strof poświęcili świę tom Bożego Narodzenia i kolędom. Jeden z najgłośniejszych poetów obecnej doby, Ernest Bryll autor „Nocy listopadowej" i wystawianego obecnie z wielkim powodzeniem moralitetu „Co się komu śni", napisał kilka wzruszających kolęd i pastorałek, jak „Kolęda o nocy adwentowej" czy jedna z najpiękniejszych — „Kolęda o gwieździe Chociaż tó ledwo przedświąt, chociaż jeszcze ciemno, Świeć Betlejemska gwiazdo ponade mną. Cośmy żyli w ciemności trudno wyjść nam, z ciemna, Ale ty nie opuszczaj nas gwiazdo promienna... Ty nam drogę w ciemnościach blaskiem przeorywaj I choć my spoczywamy ty nam nie spoczywaj, Ogrzej nas na mrozie, w upałach ochładzaj, Choć zdradzą przyjaciele — to ty nas nie zdradza)..* Stanisław Wyspiański, patrząc na choinkę jarzącą się wśród ciemnej nocy trzech zaborów, marzył o świętach wolności: Bożego Narodzenia ta noc jest dla nas święta. Niech idą w zapomnienia niewoli gnuśne pęta. Daj nam poczucie siły i Polskę daj nam żywą, by słowa się spełniły nad ziemią tą szczęśliwą. Tragiczne były Gody okresu okupacji i smutno brzmiał ła kolęda Leona Pasternaka: Hej, kolęda, kolęda> pierwsza gwiazda migoce i spod ziemi legenda wstaje, idzie w pomrocet Płynie mową Udławioną ponad lasem i polem, ponad Polską skrwawioną, poprzez polską niewolę... Ale najpiękniejsze są te nasze, śpiewane w okresie świąt i transmitowane przez radio dawne kolędy, ludowe i pisane przez wybitnych poetów, takich jak Juliusz Sło-wacki czy mistrz barokowej metafory, stanisławowski poeta Franciszek Karpiński, autor najpiękniejszej ze wszystkich naszych kolęd: „Bóg się rodzi — moc truchleje..." Innego rodzaju poezją okresu Godów są pastorałki — najpiękniejsze pasterskie kolędy, mające jako tło nasze góry i śpieszących do stajenki górali — niejednokrotnie komponowane przez nich samych, jak np. przez Wandę Czubernatową z Raby Wyżnej: Zamknijze ocęta, zamknij mój janiołku, Józef watrę nagodził, chraści * lasu nanosił położył cie w chuścinie takom alom dziecine na moim podołku* Zamknijze ocęta, zamknij moje dziecko, zaraz przydom juhasi, bo jus owce napaśli sianecka ci przyniesom, śpiwkami cie uciesom uzdajom ci łózecko... Pisali kolędy ludowi twórcy oraz sławni i wielcy pisa' rze, komponowali muzykę artyści i transponowali na gło-sy i orkiestrę, bo bożenarodzeniowa pieśń — to taki utwór. który mówiąc słowami Juliana Przybosia „jeśli wierzy się w cudowną moc słowa — to śpiewa się ludziom kolę" dy (...) A1?y zaś zawierały w sobie siłę przekonania, trzeba żeby wzruszały swoją dostojną sędziwością (...) Albo żeby były prawdziwe, proste, gospodarskie (...) Rozjarzamy więc choinkę w najdłuższą noc roku i kolędujemy Zakolędujmy i myl 'ADRIAN ęZERMlNSKI (AR) Plac św. Marka w Wenecji. O każdej porze dnia i nocy pełno tutaj turystów z całego niemal świata. Po dobnie gromadzą się oni również w Mediolanie... Fot. W. Nowak GŁOS nr 858-61 (6479-82) StTj 9 ŚWIĘTOKRZYSKA była wtedy ulicą antykwariatów. W gimnazjalnych czasach nieraz tam zaglądał. Przeglądał, pożyczał za kaucją książki. Tak wpadła mu w ręce monografia Z. Jachimeckiego o Mo-niuszce. Przypadek sprawił, że w jakiś sposób przesądziła o pasji życia. Do dziś ma do niej największy sentyment. Stoi w długim rzędzie innych „moniuszkanów". Nie jest to już ten sam egzemplarz, na który przeznaczył wówczas kieszonkowe. Tamten przepadł, jak wiele innych, podczas wojny. W czterdziestym piątym, gdy sprowadził się do Słup ska, zaczął od nowa. Wtedy też szczęśliwym zbiegiem okoliczności trafił mu się olejny portret Moniuszki pędzla Adolfa Duszki, malarza z tzw. szkoły monachijskiej. Wisi teraz na ho norowym miejscu w trzypokojowym mieszkaniu przy ul. Żeromskiego — ma łym prywatnym muzeum. I tak to się zaczęło. Choć właściwie jeszcze wcześniej Rok. Właśnie 1 stycznia od była się premiera wileńskiej „Halki", na ten dzień dwanaście lat później naznaczono premierę „Ver-bum Nobile", również „Hra bina" ukazałaby się publicz ności w dzień Nowego Ro ku, gdyby nie choroba Moniuszki. Oglądając przebogate zbio ry, aż się wierzyć nie chce, że to wynik szperackiej pa sji jednego człowieka. Pasji, która pochłonęła dwa- '& od, Jak się dawniej mówiło, paradyzu, czy „jaskółki" w warszawskiej operze, od u-roku moniuszkowskich o-per. Niewiele osób w Słup sku zna piękną pasję Lesa ka Opatowieckiego. Jeden z nielicznych wtajemniczonych, po którejś kolejnej telewizyjnej „Wielkiej grze" pytał: Dlaczego on nie walczy w teleturnieju? Murowany sukces. Ale kolekcjonerowi ze Słupska nie o to chodzi. Za skoczony był, gdy zaproponowano mu urządzenie wy stawy z jego zbiorów przy okazji koncertu poświęcone go 150. rocznicy urodzin twórcy „Strasznego dworu". Jak każda prawdziwa, autentyczna pasja nie jest obliczona na poklask, jest czymś najgłębiej prywatnym i osobistym. Dlatego rozumiem gospodarza, gdy często powtarza, „ale lepiej nie mówmy o mnie, lecz o Moniuszce". Mieszkańcy Koszalina mogli się zapoznać z małą cząstką jego znakomitych zbiorów jesienią tego roku. Z inicjatywy koła SPAM zorganizowano skromną ma łą wystawę w „empiku". Kto jednak miałby szczęście być zaproszonym do do mu, ten dopiero stanąłby zdumiony. Cierpliwością z jaką gromadzi „moniuszka-na'\ Skrupulatnością z jaką kompletuje wszystko, co ma -jakiś związek z percep cją dzieł Moniuszki. Ogrom ną wiedzą, jaką posiadł w tym przedmiocie. Szczególnie bogaty był u-pływający rok — rok obchodów setnej rocznicy śmierci twórcy polskiego stylu narodowego w operze. Posypały się nowe inscenizacje, ukazały nowe publikacje. Ale każdy kolekcjoner jest niecierpliwy. W 1965 roku Polskie Wydawnictwo Muzyczne zapoczątkowało edycję „Dzieł wszystkich". Obliczono ją na 34 tomy, do tej pory ukazało się pięć. W tym tempie wydawniczym ostatni tom pojawiłby się dopiero w 2012 roku — oblicza Opatowiecki. Tak się składa, że Moniuszko związany jest ze świętami. Wtedy najczęściej w programach radiowych rozbrzmiewają jego arie, wtedy, to już prawie tradycja, nadaje się w całości jego opery. Bo też i tam kompozytor upodobał ««Wi» fwtóknas* dzieścla kilka lat. W każdej podróży służbowej musi wykroić chwilę czasu, by wpaść do antykwariatu. Ileż to wymaga zabiegów. Choćby niedawna aukcja antykwarska w Warszawie. Sam nie mógł się wybrać, a miała, jak się dowiedział, być licytowana pozycja, na której mu szczególnie zale, żało. Na szczęście wyręczyła go w przeprowadzeniu tej transakcji kierowniczka koszalińskiego antykwariatu. Pięknie wydana w 1840 roku książka Kazimierza Władysława Wójcickiego „Stare gawędy i obrazy" jest już w jego rękach. Tu taj pomieszczono dwa opowiadania, które posłużyły za kanwę libretta „Halki" i „Strasznego dworu". Sko ro już mowa o gawędach i „Halce", zbaczamy w roz mowie do anegdoty. Moniuszko zirytowany tym, że Wolski zwleka z napisaniem libretta, wziął się w końcu na sposób. Ściągnął poetę do domu. W pokoju zostawił wazę ponczu i cy gara, a zamykając drzwi na klucz dodał „Myślę, że jutro „Halka" będzie gotowa". I była. „Stare gawędy i obrazy" to najstarsza datą pozycja w zbiorach najcenniejsza. Gdyby jeszcze udało się zdo być „Śpiewy historyczne" Niemcewicza, na których wychował się przyszły twór ca „Śpiewników domowych". Chyba nawet znalazły się na ostatniej auk cji, ale cena była dość wygórowana. Obok książek plakaty. Zwinięte w gruby rulon. Już z nich można odtworzyć zwięzłą, historię dzieł Moniuszki na scenach polskich i obcych. Wkrótce przybędzie tu jeszcze jeden plakat. Na początek roku zaplanowano premierę „Halki" w Mińsku. Skąd to wszystko? Rozmaitymi drogami. Z Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego, którego jest członkiem. Z Ministerstwa Kultury, które życzliwie po maga w kompletowaniu współczesnych plakatów i afiszów. Spodziewa się teraz stamtąd okolicznościowego, wydanego w pięciu wersjach plakatu z okazji Roku Moniuszkowskiego. Marzy się jeszcze program poświęcony kubańskiej „Halce". To był ewenement. Typowo polska, osa dzona w narodowych realiach opera wystawiona na egzotycznej wyspie. Jak brzmiało pod palmami „Szu mią jodły na gór szczycie"? Gdyby tylko do książek ograniczała się ta pasja, był by to i tak piękny zbiór. Prawie cała literatura pisana, dotycząca twórcy pol skiej liryki pieśniowej. a przecież kolekcja jest znacz nie bogatsza. Setki wycinków prasowych, programy z wystawianych dzieł, znaczki pocztowe, płyty, pocztówki i okolicznościowe kartki. Pochłania to masę czasu. Pod tym kątem płyną rów nież urlopy. W przyszłym roku wybiera się do Kudo wy — na doroczny festiwal moniuszkowski. Bo przecież nie można sobie wyobrazić prawdziwej pasji bez uczestnictwa we wszystkich ważniejszych wydarzeniach artystycznych związanych z osobą twórcy, dla którego ma się tak wielki kult. Muzykolo dzy, którzy się z nim zetknęli, są pełni uznania. Je den z nich opowiadając o nim, starszym księgowym Zarządu Okręgowego Zwiąż ku Zawodowego Pracowników Przemysłu Spożywcze go, zacytował zdanie Mon-taigne'a „Pożytek życia nie tkwi w czasie jego trwania: jest on w jego wyzyskaniu". ewa Świetlik ^ tsi -* • .»• •»' »-• — To jest mój herb — Leopold Bosiacki wskazuje niewielki obrazek. Herb? Zdumiewam się widząc już oczyma wyobraźni bardzo rozgałęzione drzewo genealogiczne rodu Bosiackich. Przyglądam sie długo. Kątem oka widzę roześmiane, dobre oczy. filuternie patrzące na mnie spośród zmarszczek. A na obrazku... Na białym tle pień. Na pniu wielkie kowadło, na nim mały młotek. Obok kowadła stoją na baczność młoty kowalskie. Nad czar nymi jak smoła atrybutami, wielka czarna podkowa a właściwie całe podkute kopyto końskie. Pewnie po to, by odróżnić je od oklepanej podkowy szczęścia. Obok unoszą się sre-brzysto-białe gołąbki, trzy mając w dziobkach czerwo ne róże. Ciekawe są oczy tych gołębi, jakby nie ptasie, a ludzkie. — Mój pradziad był kowalem, dziad kowalem, ojciec, ja i trzech moich braci. Sami fachowcy — metalowcy — mó wi ze śmiechem. — W 1952 zabrali mi kuźnię do spółdzielni. Skarżyłem się. Oddali w 1960 z powrotem. Pracowałem w kuźni do zeszłego roku. Ale juz siły nie mam do machania młotem. Teraz mam dużo inwentarza. Roboty też niemało. Bo ja lubię wszędzie czysto i porządek -T- monologuje pan Leopold. ...Dwie białe rozgęgane gę si, o jedną oparł się zając, na drugirfi planie „wrofii*' się wrona. Jest także żółw (dla pana Bosiackiego to jest żuk!). A tu, pod kamie niem, ślimak (czyli ślimor). — Już z młodych lat miałem do tego zamiłowanie. Potem były wojny, miałem samodzielny warsztat w mieście. Musiałem dbać o rodzinę, no i o klientów. Na dobre zacząłem malować w 1952 roku. Bo ja nie mogę usiedzieć spokojnie. Musze ciągle coś robić. Nawet jak gra radio. To niech ono sobie gra i gada, ja albo maluię, albo coś majsterkuję. Kiedyś bywało — naprawiałem radia. Stary młyn. Spieniona woda przelewa się przez po tężne koło młyńskie. Zda się, że zaraz zahuczy. Jacyś ludzie idą drogą. Wokół zie lono i cicho. Teraz takich młynów nie ma (to autor). Zanim taki oto strój kaszubski wdzie je na siebie tan cerka lub cha-rzystka z Kaszubskiego Ze społu Pieśni i Tańca z Bytowa pani Łucja Czyżkow-ska zaprojektu je wzór, dobierze kolory nici, a potem przychodzą hafciar ' ki bytowskie by przekazać wszystkie pięk ności ludowej fantazji. Fot Józef Piątkowski r* ;'S;SS :.x s V, * I8S1 — Czasem sobie pomyślę — namalowałbym coś. Usiądę sobie w drugim pokoju i maluję. A żona obudzi się, widzi że mnie rie ma i krzyczy. — Portret córki zabrali na wystawę. Córka mi zmarła. Zostawiła sześcioro dzieci... Pan Bosiacki na chwilę zasmuca się i mówi ciszej, nie tym stentoiowym. mocnym głosem, który pozostał mu z kuźni — Daliśmy zdjęcie do takiego, co robi portre ty. No i zrobił, ale to nie była córka, tylko bohomaz. Pomyślałem, usiadłem i namalowałem ją taka. jaką pamiętam. Wyszła bardzo podobna. Wnuczki powiedziały, że to mama. Na płytce szkła wiejskie zabudowania. Ponad nimi wznosi się delikatny, kruchy wiatrak. Skrzydła jego, to misterna koronka. Takie wiatraki teraz nia bywają (to autor). — O moim malowaniu to rozniosło się przez Rojka z klubu. Zabrali człery duże obrazy na wojewódzka wysta wę. Dostałem 500 zł nagrody a ze Sławna — farby olejne. Bo mnie najlepiej wychodzi farbami olejnymi na płycie pilśniowej, albo na kafelkach. Wie pani dlaczego nie jadę po te farby, chociaż już mi wyszły? Bo jak wezme je, to może mi nie oddadzą moich obrazów... Przecież już od stycznia je trzymają. A po co tyle czasu? Przez las wije się dróżka Kroczy nią dostojnie du^oje ludzi. Ona w białej sukni, on w czarnym ubraniu. Jak by szli od ślubu. To i a z żoną na rendez--vous. (autor) — Iw klubie miałem wystawę — opowiąda po dygresji pan Leopold. — Cały klub zawiesili i napisane było — Prace ob. Leopolda Bosiackiego (tu słyszę leciutka nutkę przechwałki). Wszyscy czy tali, oglądali i dziwili się. Całe dwa tygodnie oglądali. Skłębiony, gęsty las. Nad wodą dwa jelenie ale w ni czym nie przypominające tych zwierząt z landszaftów Jelenie p. Leopolda są bar dzo delikatne, jakby wypieszczone pędzelkiem.. — Ten mój najmłodszy wnuczek to miał pojecie o ma lowaniu. Ja z jednej strony stołu usiądę i maluję, on z drugiej. Przyjrzy się i malu-je% popatrzy i już mu wychodzi obrazek. Jest tu taka Lilka, ona się nazvwa Żelazko, mieszka pod lasem. Ona też ma talent... Nad jeziorem króluje wie ża. Dookoła ciemnozielony bór. Po ivodzie pływają so bie zwyczajne kaczki. W rogu napis ładnym, okrągłym charakterem — Krusz wica — Tam się urodziła moja żona. To na pamiątkę dla niej (objaśnia autor). — Wie pani, jak maluję, to jestem prędki. Chciałbym szybko namalować, a wiadomo, że tak szybko nie wychodzi. Na drugi dzień to ja już nie mam chęci podejść do tego samego obrazka. Jakoś kolory mi sie zmieniają, nie podobają. Pozasycha, a ja chciałbym właśnie inny kolor... I zmienić go już nie mogę. Jak się pędzelkiem nie bobrze ruszy, to poprawić nie można. To jest takie proste malowanie, ale artysta-pla-styk to wie. Siedze ia czasem do drugiej, do trzeciej aź skończę. Kury pieją, żona krzyczy... Na wzgórzu rozparło się zamczysko. Odrzwia zamkowe, okna, z boku rze ka. U podnóża sylwetki ludzi. To zamek w Szczecinie. Był pan w Szczecinie { zwiedzał zamekt — Nie, widziałem tylko na obrazku. A jednak ten zamek to nie ze Szczecina. Taki mógł się zrodzić tylko w wyobraźni p. Leopolda. — Wie pani. miałem bardzo dużo obrazków. Namalowałem kiedyś też jelenie. Przyjechał leśniczy i mówi — daj, i daj do mojej leśniczówki. Dałem. Potem kto sobie co upodobał, to dostał. Tych już nie rozdaję, bo mam czterna-ścioro wnuków i ośmioro prawnuków. Wszyscy już sobie pozamawiali na pamiątkę po dziadku — śmieje sie pan Le^ opold. Na odwrocie obrazu za szkłem oprawionego w naj ładniejszą ze wszystkich ramkę, napis Matka Boska Częstochowska. Postać świę tej niebieska, dzieciątko w purpurze. Twarz zwyczajna, jakie widuje się u wiej skich kobiet. To kosztowało pracy. Ta korona, te gwiazdeczki, aniołki uwieszone u głowy... — Mnie interesuje to, "co sam stworzę. Nie łubie gotowego. Pani zauważyła, że naj więcej lubię kolor zielony i żółty. Nie lubię pstrych kolorów, wszystko więcej ciemnawe. Na szkle własne gospodarstwo. Dokładnie namalowane, czyściutkie, jakby owiane wiosną. Takie ono jest i w rzeczywistości. Tak sobie gawędzimy. Ja raczej milczę. Bo pan Bosiacki nie tylko maluje, ale znakomicie opowiada. Czas płynie, a na obrazkach zatrzymał się. Kwiaty w dzbanku, jakby kwitły wiecznie, secesyjne fuksje na kafelku pozostaną długo czerwone, „choć więcej ciemnawe". Rozmarzamy się, i ja i pan Bosiacki. — Tak sobie marzę, że jak będę na rencie (mam przecież już 70 lat), to będę ciągle malował... W tym miejscu mąż dopuścił do głosu żonę, rumianą staruszkę z bujnymi, srebrnymi włosami. — Było tych obrazków pełno na strychu, ale powyrzucałam. Patrzy karcąco, choć ciepło na swojego malarza. Choćby ten Chrystus, co go wzięli na wystawę. Przecież Jezus nie tak zmartwychwstał. — A czy ty widziałaś jak powstał z martwych? — wtrą ca z przekąsem pan Bosiacki. — Właśnie pan magister Łę-gowski dlatego go wziął, bo powiedział, że to z głowy namalowałem i dlatego jest ładne. Ja nie będę odmalowywał z czegoś — kończy niemal o-burzony. Jeszcze w sieni pan Bosiacki zwierza się: — Wie pani, teraz przyglądam się naszemu kościołowi. Zachodzę to z tej, to z tamtej strony. Zastanawiam się, z której jest najlepszy widok. Ja go muszę namalować. Ale nie szkicuję, o nie. Ja od razu prosto z mostu. Wychodzę na podwórko. Jest brzydko i szaro, ale zabieram ze sobą widok wesołych gęsi, jeleni, młyna, wiatraka... Czyżby wyjrzało słońce? Nie, to słońce z obrazków kowala, rolnika i malarza w jednej osobie, pana Bosiackiego. Może zechcecie obejrzeć takie „własne malowanie"... Pojedźcie więc do Łącka, w sławieńskie. MARYLA WRONOWSKA Str. 10 GŁOS nr 358—€1 (6479—825 Nie będzie te reportaż sensacyjny. Chcemy pokazać skomplikowaną drogę* śledztwa w sprawie jednego tylko zabójstwa. Pragniemy, aby Czytelnik wspólnie z nami prześledził pracę oficerów dochodzeniowych od czasu pierwszego sygnału o przestępstwie, do chwili kiedy sędzia w „imieniu Polskiej Rzeczypospolitej ogłasza wyroki Świąteczny obyczaj ciekawy jest nadzwyczaj... Ów rymowany argument niedwuznacznie przemawia za tym, by w świątecznej lekturze przeznaczonej dla naszych Czytelników znalazła się również porcja ciekawostek o świątecznych tradycjach i zwyczajach.^ 0 CHOINCE I KOLĘDZIE Gwiazdkowe święta m,ają od wieków przebogate tradycje. Choć w obecnie zachowanej postaci utrwaliły się one dopiero w połowie ubiegłego stulecia, początki świątecznych zwyczajów sięgają czasów starożytnych. W dawnym Rzymie obchodzono w dniu przesilenia zimowego tzw. Saturnalia. Było to świę to znajdujących się w ziemi zasiewów i powrotu słońca po zimie. W czasie tych obchodów zapalano świeczki, aby „dopomóc" słońcu i posyłano je sobie nawzajem wraz z życzeniami pomyślności. Do życzeń załączano rozliczne podarunki, wśród których były zielone gałązki, lalki i słodycze — miały one wyrażać pragnienie, aby rok we wszystko obfitował. Wieczorem zaś Rzymianie urządzali uczty w swych domach. W północnej Europie zwycięstwo natury nad zimą symbolizować miały gałęzie chojny, którymi wieśniacy przystrajali swe chaty. Tak nieodłączny dziś atrybut grudniowych świąt — zielona choinka — nie była znana w dawnej Polsce. Wcześniejszym zwyczajem było zawieszanie u sufitu gwiazdek wykonanych z różnokolorowych opłatków i słomek. Co prawda na Pomorzu już w początkach XVII wieku rozdawano dzieciom na gwiazdkę, zdobione rózgi (zwano je „panna Brzozowska"), które niewielką maluchom spra-wiały satysfakcję, ale prawdziwe Choinki, dekorowane świecidełkami, świeczkami i słodyczami, przyjęły się u nas dopiero w pierwszych latach XIX stulecia. Za to zwyczaj składania podarunków jest u nas nierównie dawniejszy. Rozsyłanie darów w wigilię lub Nowy Rok zwało się niegdyś kolędą. Jedni dary rozsyłali, inni znów przymawiali się o nie — wszedł też w życie zwyczaj chodzenia od chaty do chaty i zbierania kolędyu CO KRAJ TO OBYCZAJ W różnych zakątkach naszego glorii zwyczaje związane ze świętami gwiazd kowymi mają swoją własną specyfikę. Ot, choćby kuchnia świąteczna — wszędzie bogato urozmaicona, ale różniąca się zestawami smakowitych potraw. Na przykład Szwedzi przyrządzają na wigilię dorsza, natomiast w tradycyjnym zestawie świątecznym figuruje upieczona w piecyku, gotowana szynka posmarowana musztardą, ługowana ryba, a także „maczanka" zwana tam „deop i grytan" — jest to po prostu sos z pieczeni, w którym macza się bułkę. W niektórych rejonach Skandynawii w wieczór wigilijny podaje się ryż, a do garnka wrzuca się jeden migdał. Kto ów migdał znajdzie — ma prawo wybierać sobie najlepsze smakołyki ze świątecznego stołu. W Wielkiej Brytanii dwie tradycyjnie świąteczne potrawy, podawane na obiad, to pieczony indyk i budyń ze śliwek. W starych angielskich domach do budyniu wrzuca się srebrną monetę — komu przypadnie porcja z tą monetą, może przez cały najbliższy rok liczyć na szczęście. Wybrał rw llustr. Zb. Olesiński „...Melduje, źe 27 grudnfa 1971 roku o godz. 15.50 dyżurny KP MO w K. przyjął telefoniczne zgłoszenie od ob. Katarzyny Majewskiej zamieszka łej w K., która po powrocie do domu zastała byłego jej męża, Romana Kowalskiego w kałuży krwi. Mieszkanie było splądrowane. Na miejsce skierowano grupę dochodzeniową, która zastała rannego Romana Kowalskiego z licznymi obrażeniami głowy. Był nieprzytomny. Pomieszczenia nosiły ślady plądrowania, a charakter obrażeń świadczy, iż usiłowano dokonać zabójstwa. Romana Kowalskiego odwieziono do szpitala. Do ostatniej chwili nie odzyskał przytomności. Podjęto czynności zmierzające do ustalenia sprawcy..." (Z tele-fonogramu do KW MO w Koszalinie). — Zaczęło się wszystko od tej lakonicznej depeszy — mówi oficer prowadzący sprawę. — Na wstępie należało więc ustalić przestępcę — wtrącam do rozmowy. — Przede wszystkim trzeba się było dowiedzieć czy to rzeczywiście przestępstwo, czy też może nieszczęśliwy wypadek. Charakter obrażeń wskazywał, że dokonano zbrodni. Co prawda pęknięcie podstawy czaszki nie wykluczało przypadku, ale trudno sobie wyobrazić, aby rany kłute w tylnej części szyi pozostały na skutek samookaleczenia czy okoliczności. Siady wskazywały na obee^ ność, poza mieszkańcami, także innych osób. Powstało zasadnicze pytanie: kto tego dokonał — i to był najtrudniejszy dylemat, przed którym stanął oficer dochodzeniowy. Aby rozwikłać tę zagadkę, próbowano odtworzyć życiorys Kowalskiego, a niektóre szczegóły poddać bliższym wy jaśnieniom. Roman Kowalski od roku był rozwiedziony, ale mieszkali wspólnie; on w kuchni, ona w pokoju. Mimo rozwodu nadal był o żonę zazdrosny, nie chciał się wyprowadzić z mieszkania. Nie obywało się też bez awantur między byłymi współmałżonkami. Kowalski ostatnio nigdzie nie pracował i przebywał w towarzystwie osób o nie najlepszej reputacji. Bywał częstym gościem w podrzędnych lokalach. Z kim się najczęściej kontaktował? Oficer dochodzenio- Fot. J. Piątkowski Najpiękniejsze sny... wy zastanawiał się, czy na ten ślad nie naprowadzą notatki z notesu Kowalskiego. Skrupulatnie przepisano kilkadziesiąt nazwisk. Sprawdzono znalezione adresy, niestety, nie wniosły do sprawy nic nowego. Równocześnie ustalono, kiedy i w jakich okolicznościach doszło do przestępstwa. Lekarze stwierdzili, że obrażenia zadano Kowalskiemu dzień przedtem zanim milicja otrzymała wiadomość o dokonaniu przestępstwa, czyli w drugi dzień świąt, 26 gruB-nia 1971 roku. Sąsiedzi, znajomi, kelnerzy w restauracjach potwierdzili przypuszczenia lekarzy. Kowalskiego widziano jeszcze w dniu 26 grudnia. Trzeba było wyjaśnić z kim Kowalski w tym dniu przebywał. błyskotliwość dominu je w pra cy dochodzeniowej. Wywiady z 'taksówkarzami przeprowadzał starszy sierżant KP MO w K., Józef Szumski. W kolejnej tego dnia rozmowie natrafił wresz cie na ślad. Jeden z taksówkarzy przypomniał sobie, że 26 grudnia, późnym wieczorem, odwoził do pobliskiej miejscowości mężczyznę, którego rysopis mu przedstawiono. Grupa dochodzeniowa u-dałf się natychmiast do tej miejscowości. Tam bez trudu ustalono nazwisko poszukiwanego mężczyzny. Był nim Władysław Danielewicz, miesz kaniec sąsiedniej wioski. Kierownik miejscowego klu bu „Ruchu", pamiętał dokładnie, że Danielewicz przebywał tam wówczas do godziny 22. Stwierdzono również, że później przygodnym samochodem pojechał na zabawę do miejscowości M. Bawił się do czwartej rano. Tu ślad po nim zaginął. Nie znaleziono go we wsi, gdzie był zameldowany. Nie był tam od kilku tygodni Komenda Wojewódzka MO w Koszalinie. Prokurator powia towy w K. wysyła za podejrzanym list gończy. Poszukiwania podejmują wszystkie jednostki milicji w kraju. Nadal trwa dochodzenie. Kompletowane są wszystkie potrzebne dowody — zbierane poszlaki. Uzyskane od rodziny zdjęcie Danielewicza rozpoznają świadkowie-;— pra cownicy restauracji w K. Kelnerzy nie maja wątpliwości, że to mężczyzna, który 26 grudnia przebywał w towarzystwie . Kowalskiego w restauracji. Oficerowie dochodzeniowi wyjeżdżają do okolicznych miejscowości śladami Danielewicza. Okazuje się, że podejrzany dopuszczał się drobnych przestępstw, głównie kradzieży. Okradał znajomych, kolegów, osoby u któ rych przypadkowo bywał. 5 stycznia nadchodzi do KP MO w K. telefonogram z Kira kowa: ^.Zawiadamiam, źe funkcjonariusze tutejszej komendy zatrzymali na dworcu głównym PKP poszukiwane- Do fej fmucJne} pracy włączono wielu funkcjonariuszy milicji. Obchodzili lokale gastronomiczne, hotele i domy noclegowe, nie pominięto także melin pijackich. Pracownicy miejscowej restauracji widzieli Kowalskiego w lokalu od godz. 11 do 14. Pił wódkę i piwo w towarzystwie nieznanego mężczyzny. Był nim mło dy człowiek, około 25 lat, średniego wzrostu, szczupły, ubrany w granatowy garnitur i jesionkę z szalowym kołnierzem. Kelnerzy twierdzili, że sprawiał wrażenie mieszkańca wsi. Około godziny 14 Kowalski wyszedł z lokalu w towarzystwie nieznajomego. Zabrali ze sobą zakupione w restauracji piwo. Na tym urywał się ślad. t?o było dalej? Rozpytywani przez milicję sąsiedzi zeznali, że w godzinach między czternastą a szesnastą Kowalski był już prawdopodobnie w swoim mie szkaniu. Świadczyły o tym dochodzące przez ściany odgłosy rozmowy i — jak się zdawało — hałas wywołany przesuwanymi przedmiotami. Należało przypuszczać, że Kowalski' już w tym mieszkafiiu pozostał. A ów nieznajomy? Kelnerzy wspomnianej restauracji poświadczyli, że nieznajomy, który towarzyszył poprzednio Kowalskiemu, ^ró cił tego dnia, około godziny 17.30 do lokalu. Nie był tam długo. Widziano go, jak zmierzał — prawdopodobnie w kierunku dworca kolejowe-S°. Na tym ślad znów się urwał. W powieściach kryminalnych dochodzi w takich przypadkach do głosu oficer dochodzeniowy z genialnymi zdolnościami dedukcji. Ale tak jest w powieściach. W mo zolnej i nieefektownej pracy uczestniczyło wielu milicjanr tów. Mężczyzna, którego szukano, nie mógł się przecież zapaść jak kamień w wodę. Musiał wyjechać z K. Ale gdzie? Wynotowano wszystkie pociągi i autobusy PKS, jakie 26 grudnia 1971 roku wieczorem i noca odchodziły z K. Trzeba było ustalić nazwiska konduktorów i obsługi autobusów. Znów dziesiątki żmudnych wywiadów. Kto wi dział młodego mężczyznę, śred niego wzrostu, szatyna w granatowym ubraniu? Niestety, wszyscy zaprzeczyli. Może rysopis był zbyt po wierzehowny a może nieznajo my skorzystał z innego środka lokomocji? Mnożyły się znaki zapytania. Ale jeśli nie odjechał z K. ani pociąsrjem, ani autobusem, to może taksówką. Należało sprawdzić wszystkie ewentualności. Jesz cze raz okazało się źe nie <= Mo!m zdanfem to tym zakończyła się praca grupy dochodzeniowej. Przecież nie tak trudno znaleźć osobę podejrzana nawet gdyby przyszło szukać jej w całym kraju — przerywam kapitanowi jego opowieść. — To tylko pozory. Mówicie, słusznie, „podejrzany". Proszę nie zapominać, że w tej sprawie Danielewicz był tylko jedną z podejrzanych osób. — Problem tein rozstrzygnę łyby zeznania ciężko rannego Kowalskiego. — Niewątpliwie tak. Ale Kowalski umarł, nie odzyskawszy przytomności, w kilka dni po pobiciu. Od początku dochodzenia ustalono cztery wersje śledztwa. Przestępstwa mogła dokonać była żona zmarłego lub ktoś z jej rodziny, ewentualnie namówiony przez nią zabójca. Motywem mogła być chęć pozbycia się byłego męża, nie wygodnego współlokatora. Za bójstwa mógł także dokonać sąsiad Kowalskiego wspólnie z Danielewiczem, w celach rabunkowych. Był to jedyny z sąsiadów, który w czasie przesłuchania zeznał, że nie słyszał jakoby w mieszkaniu Kowalskiego coś się działo, mimo że mieszkał przez ścianę. Jego zachowanie się w śledztwie, a także widoczne zadrapania na szyi nasuwały wiele podejrzeń. Trzecia wersja przewidywała, że zabójstwa dokonał Danielewicz, widziano go przecież w towarzystwie Kowalskiego. I wresz cie czwarta ewentualność: zabójstwa mogła dokonać osoba nieznana, przygodnie poznana przez Kowalskiego, na jej ślad nie natrafiono w czasie śledztwa. Prawdopodobne były wszystkie cztery wersje. Równocześnie i szczegółowo je sprawdzano. Ustalono bezsprzeczne alibi byłej żony zmarłego i jej krewnych. Żona Kowalskiego przebywała w czasie świąt u rodziny. Co prawda pozostawała nadal ewentualność, że zabójstwa mógł dokonać ktoś przez nią namówiony, ale nie wskazywała na to osobowość, byłej żony Kowalskiego i jej charakter. Rozwikłano także szyb ko sprawę sąsiada. Zadrapania były rezultatem nieporozumień rodzinnych, a jego małomówność w czasie śledztwa wynikała z niechęci angażowania się w te sprawy Pozostały więc tylko dwifc wersje. Nazwisko jedne^ z podejrzanych było znane, należało zatem jak nąjszybciej ująć Danielewicza. Poszukiwania w rejonie K. nie dały rezultatu. Angażuje się w tę sprawę już nie tylko go Władysław^ Danicfewi-: cza...* — Czyli, kapitanie, sprawa absolutnie zakończona^ — W zasadzie tak, ale trzeba jeszcze udowodnić winę podejrzanemu. Zabezpieczone na miejsca przestępstwa ślady, porównane z odciskami Danielewicza świadczyły, źe podejrzany był na miejscu zbrodni. I to był koronny argument ostatniego etapu śledztwa. Ponadto znaleziono przy zatrzymanym przedmioty zrabowane w mie szkaniu Kowalskiego. Nie były to, co prawda, dowody, ale ważne poszlaki obciążające oskarżonego. Mimo to, Danielewicz jeszcze długo nie przyznawał się do przestępstwa. Przesłuchiwany był kilkakrot nie. Systematycznie obalano jego wyjaśnienia i prymitywną linie obrony. Zaważyły przecież w tej sprawie dowody rzeczowe. Nie mógł zaprze c^yć swojej obecności w mieszkaniu Kowalskiego. Ani logicznie wytłumaczyć skąd miał przedmioty zrabowane w domu zamordowanego. W czasie kolejnego przesłuchania, kiedy następna pró ba kłamstwa została mu udowodniona, Danielewicz o-świadcza: „...w czasie picia wina w mieszkaniu Kowalskiego pomyślałem sobie, że warto obrabować jego mieszkanie, a Kowalskiego zabić... uderzyłem go butelka od piwa, a później..." Opisu zbrodniczych czvn-ności oszczędzimy Czytelnikom. Sąd nie miał wątpliwości. Orzekł najwyższy wymiar kary. — Tak zakończyła sie sprawa pod kryptonimem „nieznajomy". O tyle dla nas trudna że chodziło w niej o ludzi żyjących na marginesie społeczności, ale też śledztwo ograniczyło się do tej nielicznej przecież grupy. I oczywiście ułatwiła nam pracę pomoc mieszkańców K. Nie ma zbrod ni doskonałych. Sprawcy s3 prędzej czy później wykryj3 ni — zakończył swe opowiadanie kapitan. W tej sprawie nie było żadnego genialnego detektywa. Zakończono śledztwo wspólnym wysiłkiem wielu ludzi, którzy działali w imie spr'!-wy. że żadna zbrodnia nie że ujść bezkarnie. ANTONI KIEŁCZEWSKJ P. S. Przebieg śledztwa, daty i wszystkie opisane tu darzenia sa autentyczne. Celowo zmienio-o tylko imiona i nazwiska występujących só-b oraz nazw.y niektórych miejscowości. A. i GŁOS nr 358 Bf (6479-82J Str. II Venus - swatką Jubileusz 10-lecia obchodzi w tym roku koszalińskie Biuro Matrymonialne >,Ve~ nus". Dzięki wytrwałej dzia łalności tej praktycznej instytucji już około 12 tysięcy par stanęło na ślubnym kobiercu. Z pomocy Biura jednego z kilku istnieją- cych w kraju — korzystają osoby w różnym wieku, z Wielu stron Polski. Najczęściej — mieszkańcy Górne-Vo i Dolnego Śląska, Krakowskiego i Gdańskiego, fiajmłodsza z wyswatanych Przez „Venus" par liczyła to sumie 40 lat (ona — 18, on — 22), a najstarsza... 180. Przed kilku laty 88-let-ttia koszalinianka oddała bowiem swą rękę 92-letnie-mu krakowianinowi. Koszalińskie Biuro Matry frionialne otrzymuje rocznie około 3 tysięcy ofert. Ofe-fentki marzą najczęściej o ^ężu bez nałogów, ojeren-H — o żonie-domatorce, lubiącej życie rodzinne. * o 2 £ OKOLIC Grodna na odsfecS Warszawie szedł major Dobrzański z oddziałem kawalerii..." (M. Wańkowicz „Hu-balczycy"). W Ochotniczym Batalionie Obrońców Warszawy, sformowanym przez prezydenta Starzyńskiego, bronił stolicy plutonowy Stanisław Mieczkowski. Ulegli obrońcy militarnej przewadze wroga. Ulegli, ale w ich sercach i pamięci pozostały słowa o wierności Ojczyźnie. Stanisław Mieczkowski po bezdrożach, nocami dotarł do Tomaszowa Mazowieckiego, gdzie czekała na niego żona — Maria. Radość spotkania nie trwała długo. Maria, ze łzami oświadczyła mężowi, że muszą się rozstać, ponieważ Niemcy już go poszukują. Wywiozła go do znajomych we wsi Czer niewice. Plutonowy nie przebywał tu długo. Stale zmieniał miejsce pobytu. ni W Tomaszowie szybko utworzono organizację o nieokreślonej jeszcze nazwie, której celem była walka z ©kupantem. Komendantem Obwodu został Tadeusz Niezwald, a jego łączniczką — Maria Mieczkowska, Major Henryk Dobrzański nie zdą żył na odsiecz Warszawie. Wraz z kilkudziesięcioma najwierniejszymi, postanowił przedostać się w Góry Świętokrzyskie. Nie dotarł tam, bo Niemcy przeczesywali lasy, kontrolowali drogi, łapali luźne oddziały polskie, które jeszcze nie złożyły bro ni. Major zatrzymał się w lasach spalskich, obierając na główne miej sce postoju wieś Gałki Krzczonowskie. Tu postanowił zwerbować oddział, nazwany później — Oddziałem Wydzielonym Wojska Polskiego. (M i i Przyjmował tyllco ludzi zdecydowanych i przeszkolonych wojskowo. Ledwie 2 km od Gałek leży wieś Brzeziny. Tu, u młynarza ukrywał się Stanisław Mieczkowski. Szukał kontaktów z majorem, ale nie wiedział że... W połowie grudnia odwiedziła go żona. — Szukaj, bo jesteś blisko majora — powiedziała na pożegnanie. W wigilijny wieczór 1939 r. Mieczkowski powiadomił młynarza: — Idę do Hubala, idę żeby walczyć o wolną Polskę. Synowie młynarza zabrali się z nim do Gałek. Szli po świeżym puchu śnieżnym, niekiedy zapadając w pierwsze tej zimy zaspy. Nie wiadomo dlaczego, plutonowy myślał o swych butach narciarskich. Jakże to, meldować się majorowi nie trzasnąwszy obcasami? Żałował, że nie wymienił narciarek na wysokie buty kawaleryjskie. Wie le tygodni później okazało się, że te właśnie buty uchroniły erkaemistę i instruktora z Oddziału Wydzielonego WP przed przeziębieniem. Teraz jednak plutonowy był zakłopotany. Jak wygląda Huba!? Czytał o nim wiele razy w gazetach po jego sportowych sukcesach na wielu hipodro mach Europy. Pamiętał, że podziwiał smukłą sylwetkę konia majora, ale zdjęcia nie pokazywały wyraźnie twarzy. Po okolicy krążyły wieści, że major przyjmuje do oddziału tylko oficerów i podchorążych. Postanowił skłamać, że jest oficerem w stopniu porucznika— byle tylko przyjęli— a jeśli sprawdzą? Było, nie było! Przecież jeśli chcę walczyć o Polskę, to i skłamać można! — Stój! Kto idzie?! Usłyszeli, a za chwilę zza ozdobnego ganku chaty, nie wyróżniającej się niczym od innych, wyszedł żołnierz w polskim mundurze, z karabinem. Mieczkowskiemu silniej zabiło serce. Tak daw no nie widział polskiego munduru! — My jesteśmy z sąsiedniej wsi, idziemy do majora, odpowiedział. — Poczekajcie, zamelduję o waszym przybyciu. Sekundy ledwie upłynęły gdy pojawił się znów w towarzystwie innego żołnierza. Ten zlustrował wzrokiem przybyłych i uśmiechając się zaprosił do chaty. W izbie panował półmrok. Naftowa lampa wisząca na ścianie rzucała nikłe światło na żołnierskie twa rze. Oczy siedzących odruchowo skierowały się na tych, którzy dosyć niespodziewanie weszli do izby. Tu Jest major, wy zdaje się do niego? Ale Mieczkowski już spostrzegł siedzącego za prostym, dębowym sto łem — oficera. Miał przepisowo zapięty mundur, na ramionach zarzuco ny płaszcz. Tak, to musi być człowiek zdecydowany, urodzony dowód ca. Bystre, świdrujące oczy, gęste krzaczaste i zrośnięte brwi. — Panie majorze, porucznik Miecz kowski melduje się do oddziału l — Dziękuję, możecie spocząć. — Hubal wskazał miejsce na szerokiej ławie. Proszę siadać z nami i czuć się swojsko... Do Mieczkowskiego przysiadł się młody człowiek z dystynkcjami pod chorążego. — Podchorąży Ossowski, pseudonim „Dołęga". Jestem adiutantem majora, przedstawił się krótko. Niby w bardzo swobodnym tonie prowadzona rozmowa, ale Mieczkow ski szybko zorientował się, że „Dołęga" bada go. Kiedy padło pytanie gdzie kończył szkołę podchorążych, wstał i podszedłszy do stołu gdzie siedział Hubal, zameldował ku zdumieniu zebranych żołnierzy: — Panie majorze,nie jestem oflce rem lecz plutonowym, skłamałem bo słyszałem, że do oddziału przyjmowani są tylko oficerowie. Ponieważ widzę tu żołnierzy i podoficerów prostuję poprzedni meldunek. — Nie szkodzi, nic się nie stała Major uśmiechnął się i dokończył — byliście w obronie Warszawy, w piechocie. My też potrzebujemy ludzi do piechoty. Wszedł podporucznik w okularach. — Poruczniku Tchorzewski, przydzielam wam plutonowego Mieczkowskiego do waszego plutonu. — Tak jest panie majorze! Pro-: szę za mną. Pierwszy pluton kwaterowa! w szkole. Zastępcą dowódcy był plutonowy Kisielewski. — Panie plutonowy, przekazuję plutonowego Mieczkowskiego. Niezbyt dawno ukończył szkołę podoficerską, będzie prowadził szkolenie wojskowe — oświadczył swemu zastępcy dowódca plutonu. Przypadli sobie do serca dwaj plu tonowi. Ta nić sympatii, przerodzi się później w przyjaźń, która przetrwa lata. W pierwszym okresie a-klimatyzacji w oddziale, Mieczkowski zaprzyjaźnił się także z podchorążym Barbaryczem i strzelcem Stankowskim, który postanowił sobie zostać kawalerzystą i został nim. Major, chociaż zmęczony podróż^ z Warszawy, oświadczył, że wigilię spędzą w leśniczówce na Bielawach. O tej Wigilii Hubalczyków napisał Wańkowicz jako o narodowej fecie. Ze ścian (wg Wańkowicza) patrzyły na Hubalczyków portrety Moście kiego i Rydza. W rzeczywistości odbyła się skromna uroczystość, na' której obecni byli również współpracujący z oddziałem mieszkańcy okolicznych wsi i kilka osób z To* maszowa i Opoczna. Major podzielił się dobrymi wiadomościami z podkomendnymi. Przy wiózł pierwsze awanse i odznaczenia. Był też kieliszek polskiej wódki i toast za wolną Polskę. Wtedy właśnie pierwszy raz półroczni k Tchorzewski zaśpiewał ułożoną przez siebie piosenkę, która to-: warzyszyła oddziałowi aż do rozwiązania go. Z melodią kłopotu nie było, bowiem autor pisząc słowa, po prostu dobrał je do znanej „Hej, strzelcy wraz". Af# partyzanci majora Hub aft Idziemy dziś na krwawy z Niemcami bój. Pragnienie zemsty serca nasze pali, Nie straszny nam bombowców wroga rój* Więc granat w garść, a erkaem do boku, Na wrogów swych przypuśćmy dzielnie szturm, NiecH stal granatów razi ich ^ głęboka, A nam przygrywa, dźwięk bojowy surm. Ża gruzy naszych miast, Za braci naszych krew, x Szarpajmy wrogów ciała; Niech zginie szwab ski chtoasł, Odpowie na nasz zew Powstając Polska całcu Wkrótce śpiewali wszyscy kołnierze. W ów pierwszy okupacyjny wieczór wigilijny wierzyli, że przepędzą wroga już na wiosnę. Cieszyli się na spotkanie z nim. Chcieli odwetu za niepowodzenia wrześniowe. Żyje ich" Hubalczyków w całym kraju 50, w tym 22 żołnierzy, Stanisław Mieczkowski i Stefan Baran mieszkają w Słupsku. Opracowanie: MARIAN FIJOŁEK Fot. J. Wojtkiewicz MARIO ROPP TB ZBYT (MODNE) WIOSNY... Tłumaczenie: Marla Stefańska (26) ^ Chciałabym tylko powiedzieć panu, panie policjancie, ** pomimo mego bólu, gotowa jestem odpowiedzieć na wszy-**kie pytania, które uzna pan za stosowane mi zadać. Nie J^obrażam sobie, że ktoś mógłby mieć jakiś powód, by za-moją wnuczkę! — Nie mógł mieć powodu, rozumie pan? Eliane była łagodna i spokojna, żyła swoim życiem nie zajmując się nikim, unikała każdej okazji do sprzeczki, była *awsze bardzo cierpliwa i wyrozumiała. Wie pan już zapewne, jaką ofiarę poniosła dla szczęścia swej młodszej siostry... — Przestań! — jęknęła Rebecca. — To wszystko już zo-s*ało powiedziane— Wiem, Rebeko, ale nie zaszkodzi powtórzyć. Jeśli mó-to panu policjantowi, to po to, by wskazać mu, że nie j**leży szukać w najbliższym otoczeniu Eliane ani w jej kon-aktach z ludźmi. Moim zdaniem, chodzi o coś zupełnie inne-&0- Może jakiś nędzny złodziejaszek... ^ Niczego nie skradziono — zaczął Schwarz — a ponadto Mieszkanie nie zostało splądrowane. A może przeszkodziła nędznikowi? W takim razie ktoś zauważyłby go uciekającego! Nie-**ty obawiam się, że ta hipoteza jest nie do przyjęcia. Staruszka zamilkła, spoglądając tylko na Schwarza już ^iej pewnie, jakby z przestrachem. Ale kto? — westchnęła wreszcie. ""* Kto, a przede wszystkim, dlaczego? ^ Tego właśnie chcę się dowiedzieć. tejdrżąca, lecz twarda i silna ręka, spoczęła na ramieniu ****Warza. - Trzeba saaleić; Trzeba* prawda?, — Znajdziemy, może być pan! pewna. Ręka opadła. Staruszka cofnęła się. — Dobrze — rzekła. — Zostawiam pana z Rebeką. Powtarzam tylko, że jeśli trzeba, nie powinien pan obawiać się, że mi przeszkodzi, nawet gdyby to miało wytrącić mnie z równowagi. Jestem na górze, w moim pokoju do pana dyspozycji. Odwróciła się i poszła ku schodom jedną ręką wspierając się o ścianę. Rebecca śledziła ją wzrokiem, stojąc w bezruchu — Może powinna pani pójść razem z nią! — podpowiedział Schwarz. — Nie, ona tego nie chce. Chce •obi© poradzić sama. Zawsze taka jest. Dziewczyna mówiła bardzo cicho. Tymczasem babka, nie odwracając się, zaczęła wchodzić po schodkach, stopień po stopniu, z zadziwiającą regularnością. Kiedy dotarła już na piętro, poruszyła się i Rebecca, popchnęła drzwi po prawej stronie przedsionka. — Proszę wejść — rzekła zwracając się do Schwarza, Schwarz ruszył i znalazł się w małym saloniku, jakie często spotyka się w domach zamieszkałych przez starsze osoby. Ze starymi meblami, nie tyle wartościowymi, ile takimi, do których czuje się przywiązanie, gdyż stanowią rodzinne pamiątki. Były tam również i bibeloty za szkłem: kilka sztuk srebra, różne przedmioty zakupione bez wątpienia podczas jakichś pamiętnych podróży. Przedmiotem najbardziej nie pasującym do otoczenia ale też najbardziej żywym w tym pokoju, była mała maszyna do pisania stojąca na blacie sekretarzyka. Ponieważ Schwarz patrzył na nią, Rebeka wyjaśniła: — Zazwyczaj pracuję w swoim pokoju, ale przylega on do pokoju babci i nie chciałam dziś wieczór przeszkadzać jej hałasem. Ale pracować muszę po to, aby nie myśleć. Po czym wskazała fotel. —- Proszę usiąść. Schwarz usiadł w fotelu trzymając kapelusz na kolanach i odczuwając niewyraźnie, że wydaje się śmieszny. Przysiągł sobie, że wstanie przy pierwszej okazji. Nie cierpiał prowadzenia rozmowy na siedząco, przygwożdżony d<* krzesła, prawie więzień. Rebecca przysiadła po prosta na oparciu fotela naprzeciw Schwarza. Miała na sobie spodnie j pulower, „Co źa mania kobief— =-= pomyślał Schwarz. — Teraz, stało chodzą w spodniach, o każdej godzinie dnia, w każdej sytuacji, nawet gdy chcą być eleganckie!** Przywiodło mu to na myśl Virginfę. Nosiła spodnie jak mężczyzna, a przy tym udawało się jej wyglądać jeszcze bardziej kobieco. Tego ju2 za wiele! — A więc — przystąpiła do rzeczy Rebecca wobec milczenia policjanta — czego pan sobie życzy ode mnie? — Naturalnie porozmawiać o pani siostrze. W ciągu kilku godzin sporo ludzi mówiło mi o niej, a jednak nie zdołałem wyrobić sobie opinii, to znaczy opinii żywej i realnej. Wydaje mi się, że wszyscy ludzie starają się sztucznie stworzyć mi pewien obraz. Widzi pani, przypomina mi to wyidealizowaną manierę z jaką przedstawia się świętych a nawet Jezusa, w stylu nazywanym „Saint-Sulpice"! Żadnego związku z istotą ludzką! Czyżby pani siostra była świętą? — Absolutnie nie! — oburzyła się Rebecca. — Była taką samą dziewczyną jak inne, po prostu bardziej uprzejmą i wyrozumiałą. Ponadto, po śmierci naszych rodziców, wbiła sobie do głowy, że jest odpowiedzialna za mnie. Może to tłumaczy jej postawę wobec Hansi! — Właśnie, chciałbym zacząć rozmowę od Hansi. — Co znowu z nim? — wykrzyknęła żywo Rebecca, nagle czujna. — Byłem u niego 1 Jego siostry w hotelu. Ukrył przed panią pewną bardzo poważną rzecz, którą musiał mi wyjawić. Tym razem dziewczyna milczała, a Schwarz opowiedział • historii z zasłonką i o wizycie, jaką Hans złożył Eliane. — Mój Boże! — wyjąkała Rebecca z przejęciem. — To straszne! — Właśnie, to ma znaczenie! — Dlaczego mi o tym nie powiedział? Dlaczego— — Powiedział mi, że nie chciał zmuszać pani do kłamstwa! Rebecca pochyliła się do przodu. — Ale pan mu wierzy, prawda? Wierzy pan w to, co parni powiedziałt wGŁOS nr 358—61 (6479—83 ( Dartym^ rzysz-Ę ruma- KARTOFLANE ABECADŁO W Instytucie Ziemniaka w Boninie koło Koszalina prowadzi się żmudne prace badawcze nad wyselekcjonowaniem najbardziej przy datnych dla szerokiej hodowli odmian ziemniaków. Pracownicy Instytutu posługują się na co dzień „kar toflanym abecadłem", ozna czając poszczególnymi liter kami alfabetu rozliczne ho dowlane warianty ziemniaka w zależności od „genealogii" i charakterystycznych cech. To znane tylko wtajemniczonym „ziemniaczane abecadło" służy m. in. przy gotowaniu smacznych kartofli na stoły dla naszych wnuków. ZAMIENIŁ KONIA NA GITARĘ Zagorzałym kibicom spor towym nie jest obce nazzm sko Andrzeja Krzysztofika, byłego mistrza Polski juniorów w jeździectwie. W roku 1961 młody jeździec z Białego Boru zdobył pierw sze miejsce w tradycyjnym konkursie na 10 najlepszych sportowców woje- wództwa, zorgantzowi przez naszą gazetę. Obecnie Andrzej Krzysztofik przedkłada nad rumaki... gitarę. Występuje on od kilku lat w renomowanym już zespole „2 plus lśś a piosenki, których jes\ współwykonawcą (jako wokalista i instrumentalista) cieszą się dużą popularno ścią. W czasie tegoroczne go Festiwalu Piosenki Zo nierskiej w Kołobrzegu pic senkę „Czerwone słonecz ko" i jej wykonawców — zespół „2 plus 1" nagrodzc no „Złotym Pierścieniem", ZAPAŁCZANY RACHUNEK Sianowskie Zakłady Pr: mysłu Zapałczanego produkują miesięcznie do 40 mi lionów' pudełek z zapałczaną etykietką. Roczna pro dukcja sięga około 450 milionów pudełek. Przeciętni więc co roku wysyła sh stąd na rynek około ?S.80(Ę milionów sztuk zapałek. Gdyby wszystkie zapałk' wyprodukoioane w ciągu r ku przez sianowski zakła< ułożyć jedna za drugą można by ponad 32-krotni( opasać kulę ziemską wzdlu; równika. Wystarczyłoby ich również na ułożenie liĄI & nii dłuższej niż tr odległość Ziemi życa. Wielu ludzi śmiało się ser decznie czytając „Gawędy o je dzeniu" Marii Iwaszkiewicz. Urocza to książka, zarówno dla smakoszy, jak i tych, któ rzy nie stracili poczucia humo ru. Autorka, pisząc o barszczu, daje taką oto radę: jeżeli chcesz gotować barszcz, sprawdź, czy masz w domu ocet. Jeżeli jest — wylej go, idź do sąsiadów, zrób to samo i wtedy dopiero obrane i pokrojone buraki zakiś... Przypomina mi się ów przepis na barszcz, podczas rozmo wy z panem Henrykiem Błasz czykiem, który tonem niemal egzaminatora, zadaje pytanie: Jak pani robi barszcz? Bo „Pod Kluką", niemal jak u pani Iwaszkiewicz, nie ma mo wy o dodawaniu do barszczu ani kropli octu, ani szczypty kwasku cytrynowego. Barszcz gotuje się pyszny na kwasie ogórkowym. — Jest smaczny i zdrowy. Radziłbym wszystkim taki właśnie na okres świąt, jest to przecież tradycyjne danie podczas rodzinnej kolacji. Ale podam pani przepis na kwa-sówkę. „Pod Kluką" jest to znana polewka i mogę zdradzić jeden sekret. Świetnie le czy skutki nadmiernie wypite go alkoholu. — Notuję. Wasza kuchnia ma już swoją renomę i sądzę, że niejedna gospodyni skorzy sta z tego przepisu. — Otóż trzeba zgotować mocny rosół z kości i jarzyn, dodać kilka grzybków, odce-dzić. Soku z kiszonej kapusty dać tyle, ile będzie wywaru. Ten sok może być nawet bar dzo ostry. Później robi się lek ką zasmażkę z mąki i masła, dodaje szczyptę cukru do sma ku i... kwasówka gotowa. Pan Henryk ma „ledwie" dwadzieścia dziewięć lat i w niczym nie przypomina wytrawnego szefa kuchni.-A jest nim od początku istnienia słup skiej „Kluki". Tutaj urodzony, tutaj, w Słupsku, kończył szko łę gastronomiczną. Praktykował u znakomitego szefa w „Metro", póki nie rozpoczął samodzielnej pracy wusteckiej „Pod Strzechą'', a później w „Syrence". Musiał już zaznaczyć swoją indywidualność ku charską, zasługiwać na uwagę, skoro jemu, młodemu człowie kowi powierzono szefostwo kuchni w otwierającej się właś nie „Kluce". Przeglądam kartę potraw: ry ba Rowokół, ryba łebska, bitki korzenne, baranina czołpińska, polewka kaszubska... Nietypowe nazwy, ale może smak ten sam, znany nam z innych restauracji? Skąd te nazwy tutaj się wzięły? — Przed otwarciem „Kluki" zapowiedziano mi uroczyście, że ma to być kuchnia nietypo wa, regionalna. Jeździliśmy z dyrektorem po wsiach słowińskich i kaszubskich, stąd bra ły swój początek owe polew ki smołdzińskie i baranina go towana w kwasie ogórkowym, tak chwalona przez naszych gości. A poza tym w kuchni trzeba myśleć, nie powielać go towe przepisy. Czytałem sporo książek kucharskich, znam dobrze kuchnię staropolską... W starych książkach kuchar skich pan Henryk wyczytał o istnieniu takich ziół jak czom ber, bazylia, tymianek, rozma ryn, jałowiec, gorczyca, maje ranek. Wszystkie one podnoszą znakomicie smak potraw i one to właśnie znalazły swo je miejsce w kuchni tworzonej przez pana Henryka. — Z tych ziół można cuda tworzyć! Szkoda, że tak poszły w zapomnienie i na co dzień ledwie majeranek jest używany. — Nie tylko na co dzień, ile od święta^ do kaczki z jabł kami. Nasze pachnące zioła przygłuszone zostały przez zie le angielskie i listek bobkowy. — Właśnie, i to źle! — pan Henryk ożywia się, wyraźnie trafiłem w jakąś czułą strunę. — Żle dlatego, że cbu tych przypraw należy używać niesłychanie ostrożnie. One potrafią „zabić" każdy smak. A szczególnie trzeba uważać przy karpiu, bo to ryba, którą należy robić delikatnie... — Równocześnie jest to ry ba, która tradycyjnie, w o- kresie świąt, zjawia się na na szych stołach- Proszę powiedzieć, czy w kuchni meżna zawsze polegać na przepisach? — Tylko do pewnego stopnia. W kuchni trzeba mleć smak czysty, podniebienie nieskażone papierosami, ani piwem i według smaku dobierać przyprawy. A przede wszystkim trzeba w niej myśleć i tworzyć. „Pod Kluką" mieliśmy na początku tylko cztery dania. A dziś... Zresztą to okres zimowy, jest ich mniej, ale w sezonie kartę ma my bogatą. A ja się cieszę, że ludziom smakuje, że nasi goście przychodzą i dziękują za jakieś danie, które po prostu często wymyślam sobie przed snem. — Tak po prostu pan wymyśla je i przyrządza? — Nie, muszę je przecież wypróbować. Mam gotową re cepturę, przychodzi komisja, zatwierdza i już wpisuje nowe danie do karty. U nas nie ma z tym problemów- Komisja akceptuje moje „wymysły". Tak przecież znalazły się w karcie chociażby kiełbaski kaszubskie. — Niestety, nie wiem jak smakują. — Są chętnie zamawiane, a danie bardzo proste: baraninę, wołowinę i wieprzowinę miele się przez różne sitka, aby mięso odpowiednio się „wiązało". Przyprawia się czoskiem, majerankiem i gorczycą, formuje się i piecze. Z tej pieczeni przyrządza się smaczny so-sik, odpowiednio przyprawiony i danie gotowe. Powiem zresztą szczerze, że moja obecna praca jest wreszcie ciekawa. Przestawiłem'się z typowej kuchni, w której „królują" ogórkowa-, pomidorowa, mielony i schabowy — na kuchnię, w której stale jest coś nowego, gdzie trzeba samemu myśleć, doprawić, przypilnować. I radość z pracy sprawia mi fakt, że goście przychodzą i dziękują za jedzenie. Nie tylko goście dziękują pa- nu Henrykowi, "bo satysfakcji ma znacznie więcej. On przecież odbierał w Warszawie nagrodę. z której jest naprawdę dumny — „Srebrna patelnie", a na domiar w Lipsku złoty medal, jaki otrzymała „Kluka"... Właśnie jak to było w Lipsku... — Pracowało nas sześcioro w kuchni i przez miesiąc byliśmy oblężeni przez gości. Tworzyły się kolejki przed nasza karczmą. A dania mieliśmy zwyczajne, te, które pani ma w karcie: pięć polewek, pieć dań mięsnych i dwa rybne, na deser gruszka, nasze napoje i zimne przekąski. Pracy mieliśmy dużo, ale i dużo satysfakcji. Pewnie nasze sosy smakowały, ale z sosami trzeba delikatnie, wie pani, żeby nie były zawiesiste. Naszą karczmę zakupiono do Frankfurtu nad Odrą. Być może pojadę tam na jakiś czas. Czekają nas Targi Brneńskie na wiosnę, a przed nami także jubileuszowe Targi Poznańskie, do których szczególnie się przygotowujemy. — Chciałam pana zapytać, co pan jada poza Słupskiem, gdzieś w przygodnych restauracjach? — Proszę się nie śmiać, ale kotlet schabowy. Najpewniejszy! Ale sam polecam klopsiki z halibuta i wołowiny o tak delikatnym smaku, że u nas nazywają się „cielęce". Miele się rybę przez grube sito, wołowinę przez drobne, przyprawia solą, pieprzem, papryką, dodaje mąki ziemniaczanej i jajko. Gotować trzeba w wywarze z jarzyn i z wywaru zrobić pikantny sos. Danie wyśmienite. Smacznego! JADWIGA SLIPltfSKA Fot. I. Wojtkiewicz I TB ZBYT CHtOBHH -WIOSNY... Tłumaczenie: Maria Stefańska (27) Schwarz uznał, że nadszedł stosowny moment, aby wstać. Zrobił to spokojnie i przeszedł kilka kroków po dywanie, zanim znów stanął naprzeciw Rebeki. Zdawał sobie sprawą z tego, że sam fakt, że stoi a nie siedzi, wydaje się wywierać na dziewczynie wrażenie. Musiała podnieść głowę, aby spojrzeć na niego, co dało mu nad nią pewną przewagę. — Spodziewam się, że mogę mu wierzyć! — odparł tonem umyślnie zagadkowym. — Ależ czemu miałby kłamać? Czemu.- — Tak, dlaczego miałby uderzyć pani siostrę? Proszę zwrócić uwagę, że powiedziałem „uderzyć" a nie „zabić". Dopóki nie zdobędę dowodu, że było inaczej, będę sądził, że nie zamierzano jej zabić. — On nie miał żadnego powodu, przysięgam paim! — Ale czy wie pani, po co Eliane do niego zadzwoniła i chciała się z nim zobaczyć? Rebecca milczała przez chwilę, po czym potrząsnęła głową. — Nie — odezwała się wreszcie. — Nie wiem dlaczego. — Proszę się dobrze zastanowić, to może mleć zasadnicze znaczenie! — Chce pan rzec... aby uzyskać dowód przeciwko Hansowi? — Niezupełnie! Po prostu, aby coś z tego zrozumieć! Ale Rebecca zmarszczyła brwi z niezadowoleniem. Wrodzona żywiołowość pomagała jej przezwyciężyć smutek. — Pan sobie kpi ze mnie! — zawołała. — Albo też uważa pan, że nie potrafię rozumować tak jak pan! Jeśli Hans nie kłamie, a ja wiem, że nie kłamie, jeśli znalazł Eliane, jak to powiedział, wówczas powód dla iakiego chciała go zobaczyć, nie ma już żadnego znaczenia, w żadnym przypadku nie ma związku z przyczyną jej śmierci! — Istotnie! — przyznał szczerze Schwarz. — Ale zamiast się gniewać, powinna pani pomyśleć bardziej obiektywnie i postawić się trochę w mojej sytuacji. Podobnie jak pani babcia chcę znaleźć prawdę i nie mam żadnego powodu, aby chronić Hansa. A więc, jeśli mogę odkryć najmniejszą poszlakę... — Niech pan szuka swojej poszlaki — zawołała Rebecca, coraz bardziej tracąc panowanie nad sobą — ale niech pan nie liczy na to, że ja jej panu dostarczę. Schwarz kciukiem i wskazującym palcem trzymał za brzeg kapelusza i lekko machał nim przed sobą, przez cały czas obserwując badawczo twarz Rebeki. Z gniewem było jej bardziej do twarzy niż ze smutkiem. — Niech się pani uspokoi — rzekł łagodnie. — Nie proszę panią o podsunięcie mi poszlaki, ale po prostu o pomoc, by lepiej zrozumieć pani siostrę! — Wydaje mi się, że znałam ją dobrze, ale skąd, pana zdaniem, mam wiedzieć, co sobie myślała wczoraj wieczorem dzwoniąc do Hansa i prosząc go o spotkanie? Być może chodziło o rzecz najzupełniej prostą... Czy ja wiem? Już panu mówiłam, że nie widziałam jej od niedzieli. — Naturalnie! — Ale czy w niedzielę wiedziała pani już, że Hansi ma przyjechać? Mówiła pani o nim? — Tak. Przypominam sobie, że powiedziała mi, że teraz, kiedy Lena będzie pracować, Hansi i ja możemy się wreszcie pobrać. — W jaki sposób to pani powiedziała? — Ależ... po swojemu, to znaczy prosto, szczerze. — Czy jest pani pewna, że pani siostrze myśl o waszym ślubie zupełnie nie sprawiała przykrości? Gniew Rebeki minął w jednej chwili i dziewczyna odwróciła wzrok. — Zupełnie pewna... Jak można być pewnym uczuć innych? Eliane nie mogła być zupełnie obojętna wobec Hansi, ale w żadnym razie nie łudziła się, żeLy można było wrócić do tego, co minęło. Powtarzała mi wielokrotnie, że próba wskrzeszenia dawnego uczucia jest równie beznadziejna, jak próba ożywienia zmarłego! i— A więc nie po to chciała widzieć się z Hansim aby prosić £o, by jeszcze się zastanowił? — Oczywiście, że nie! — wykrzyknęła spontanicznie Rebecca. A potem długo i uważnie popatrzyła na Schwarza z zastanowieniem i niepewnością, zmarszczywszy brwi tak, że utworzyła się pomiędzy nimi pionowa bruzda. Potem pokręciła głową i powiedziała wolno: — Ma pan dziwne pomysły! A raczej może nieco uproszczone! Zaczynam się domyślać, do czego pan zmierza. Wyobraża pan sobie, że Eliane poprosiła Hansa o spotkanie, aby błagać go jeszcze, by zrezygnował ze mnie, że Hans wpadł w gniew i że... Dziewczyna przerwała, zaśmiała się nerwowo i dokończyła! — To śmieszne! Schwarz ani drgnął. — To jest bez wątpienia śmieszne — rzekł ze spokojem. — Ale gdyby pani widziała i słyszała to wszystko, co zdołałem zobaczyć i usłyszeć w trakcie prowadzonych przeze mnie dochodzeń, to może nie uznałaby pani tego za takie śtnieszne! — Niech mnie pan zrozumie. Nie mówiłabym, że to śmieszne, gdyby chodziło o kogoś innego, ale jeśli chodzi o Eliane, na pewno! Nawet gdyby w głębi serca zachowała jakiś cień nadziei na to, że Hans do niej wróci, nigdy by o tym nie powiedziała! Była na to zbyt dumna, lub też miała w sobie zbyt dużo godności. Gwałtownym ruchem Schwarz rzucił kapelusz na fotel# z którego przed chwilą wstał i wyciągnął swe nieodłączne papierosy. Rebecca wzięła jednego. Policjant zaczął palić ^ milczeniu, zanim nie podjął rozmowy. — Dobrze więc — rzekł. — Porzućmy zatem te przypuszczenia! Załóżmy, na razie, że Hans jest niewinny i szukajm? gdzie indziej. Być może znów panią rozśmieszę i wydam się nieco naiwny, ale chciałbym wiedzieć, czy od chwili -swe#0 zerwania z Hansem pani siostra nie usiłowała związać się z kimś innym, prawdopodobnie po to, aby zapomnieć. Tym razem Rebecca nie odpowiedziała od razu. Spuścił3 wzrok paląc papierosa z wyrazem lekkiego uporu na twarzy* — Myślę — przemówiła wreszcie — że ja bym tak zrobiła! Nie lubię być tą, która przegrywa a historia z Hansim by*f» w sumie, porażką dla Eliane. Ale nie sądzę, że ona postąpi-łaby tak jak ja. c.dJ* r GŁOS nr 338—W (WW-82^ iStr. 13 JEDEN z gwiazdorów poU ** skiego big-beatu omal nie zemdlał, kiedy fachowcy z mia Steckiej Fabryki Rękawiczek i Odzieży Skórząnej rozvozna li, że zamszowa marynarka, którą z wdziękim obnosił „półbóg estradyokazała się rodzi mej produkcji Co więcej, u-S22/to ję właśnie w miasteckiej fabryce. A przecież kolorowa metka wszyta przy bocznej kie szeni głosiła, że wdzianko jest made in Great Brittain. Z banalnej historyjki wynikają dwa wnioski. Pierwszy dotyczy frustracji gwiazdora, który szczyci się tym, że nie nosi na sobie nic krajowego. Druga konkluzja jest ważniejsza. W Miastku robią znakomi tą odzież ze świńskich skór. Płaszcze, marynarki, spodnie, Modele i wzory na światowym poziomie. Skóra ostatnio stała się mod na. Nubukowe i welurowe kurtki, imitujące szlachetny zamsz robią karierę. Płaszczyk czy spodnie muszą być jednak' nie tylko wygodne, ale'.rów-' nież ładne. ANTONI WAZDRĄG — zakładowy projektant odziezy, nie nosi fantazyjnego, wymyślnego stroju. Ubrany w bia ły fartuch przypomina raczej architekta niż zakładowego, miasteckiego Diora. Absolwent liceum technik plastycznych uśmiecha się pobłażliwie i wy rozumiale, kiedy tytułuję go dyktatorem mody. — Surowiec dyktuje mi warunki — mówi. — Każdy model zszywany jest przecież z kawałków skóry, niezbyt dużych jak w przypadku nubu-ku. Nubuki — to specjalnie ścierane grzbiety świńskich skór. Muszę dodatkowo liczyć się z odcieniami. W mojej pracy potrzebny jest oczywiście pomysł. Szuka nie pomysłu — to równocześnie okres wertowania, oglądania żurnali światowych firm produkujących odzież skórzaną. Zwłaszcza francuskich. Nie robię oczywiście kolekcji awan gardowych, lecz pret-d-porter — czyli do noszenia, ale wszyr stko musi mieć aktualną modną linię. — A jak wreszcie jest potny sł — co dalej? —* Do akcji wchodzi normal ny redis i buteleczka tuszu. Jeden rysunek, drugi, trzeci. Czasami jest ich mnóstwo i wszystkie wędrują do kosza. Projekty, które rysuję, otrzymują specjalne nazwy. Jakie? Żadnej poezji —- numery. Szyfr zakładowy jest długu Kiedy wreszcie się decyduję i projekt zaczyna mi się podobać, można już mówić o narodzinach nowego modelu. Na rysunku wyznaczam konstrukcyjne cięcia. Robię dokładny opis i do pracy przystępuje modelarz z zakładowej wzor-cowni. Z rysunku powstaje tzw. „patronn — wykonany ze sztywnego płótna, wierny model rysunku. I tutaj zaczynają się kłótnie z technologami. Te go nie można zrobić. Nie mamy takiej skóry. Jak to się zeszyje itp. Przez cały czas pobytu widzę projektanta w akcji. Nie przy rysowaniu projektóio, cho ciaż na moje usilne prośby Antoni Wazdrąg pozuje do zdję cia z redisem w ręku. Miejscem akcji jest zakładowa wzorcownia. Tutaj pracują najlepsi zakładowi fachowcy. Pracują nad ostatnią kolekcją — na II półrocze 1973 roku. Kalendarz we wzorcowni zupełnie inny. Rok wyprzedzenia to nie tak wiele. Oglądam płaszcze, kurtki {... kożuszki z zatwierdzonej na giełdzie resortowej kolekcji zimowej, która wejdzie do produkcji w I kwartale przyszłego roku. Kożuszki ze sztucz nym futrem to ostatnia nowość miasteckiej kolekcji. Bardzo się wszystkim fachowcom z branży podobały. Zycie potwierdza maksymę, że kobieta najładniej wygląda wtedy kiedy ubiera ją mężczyzna. Damskie modele projekto wane przez Antoniego Wazdrą ga podobają mi się szczególnie... — Czy łatwiej robi się projekt damskiego płaszczyka? — Trudniej, płaszczyk musi leżeć jak suknia. Musi mieć wdzięk, dobre dodatki, o które niezwykle trudno. — Więc dla nas można robić byle jak. Mężczyzna wszystko znosi... — Czy chciałby pan kupić marynarkę, która jest niedopa sowana? Męskie modele muszą być spokojniejsze. Panowie są nadal konserwatywni. Zwłaszcza nasi handlowcy. Kiedy zaoferowaliśmy im wzory płasz czy i kurtek zamówionych przez Anglików, nie kupili ani jednego modelu. Zycie zakładowego projektanta odzieży toczy się od kolekcji do kolekcji. W zasadzie w ciągu roku projektuje dwie: ZIMOWĄ I LETNIĄ. Zawsze z rocznym wyprzedzeniem. Ostat nia liczy 35 wzorów odzieży i 10 wzorów rękawiczek. W sprzedaży znajdują się wzory projektowane pół roku temu. Najważniejsze jest to, żeby projektowana z wyprzedzeniem odzież posiadała modną linię, by odpowiadała gustom. WALDEMAR PAKULSKI ZAKŁADY WŁÓKIENNICZE PRZEMYSŁU TERENOWEGO w P o r a j u k/Częstochowy ul. Wesoła 38, tel. 42 sprzedadzq firany bawełniane -raszlowe bielone o różnych wzorach p szer. 1,5 m, 2 m, 2,5 m oraz 3 m w cenie od 35 do 44 zł za 1 mb. Antoni Wazdrąg podczas pracy. Fot J. Mazie juk Tkaninę dekoracyjny o różnych wzorach o szerokości 1,4 m w cenie 61 zł za 1 mb. ZAMÓWIENIA prosfmy kierować pod adresem naszych Zakładów WZORY firan i tkaniny dekoracyjne NA ŻĄDANIE PRZEŚLEMY Dostawa na koszt naszych Zakładów. K-5216-0 PILNIE sprzedam mercedesa W diesel. Koszalin, tel. 28-56. Gp-6571 CUKIERNIĘ z lokalem gastronomicznym z powodu choroby spnse dam. Czołowska, Poznań, telefon 628-21. G-6572 PIECZARKARNIĘ dużą, nowoczes sną. dochodową, wraz z willą, całość wolna — tanio sprzedam. Część należności rozłożę na raty. Wiadomość: Gewald, Siewierz, Parkowa i, po-w. Zawiercie. K-564/B OOPZfAE W WARSZAWm 3 UWAGA Rolnicy! BADANIA NAUKOWE wykazały, że przy zastosowaniu na żyto i pszenicę wyższych dawek azotu (60—120 kg N/ha moi na na terenach płaskich dawkę, przeznaczoną do stosowania wczesną wiosną (ruszenie wegetacji) zastosować w postaci mocznika lub saletry amonowej na zamarzniętą glebę nie pokrytą śniegiem, lub przy pokrywie śniegu nie większej aniżeli 5 cm. Stosowanie azotu w zimie na iyto i pszenicę ozimą jest korzystne ponieważ: ca — zboża wykazują mniejszą skłonność do wylęgania 9 — wysiew nawozów może być mechaniczny, co utrudnione jest wiosną na rozmiękłych polach, zmniejsza się spiętrzenie prac na wiosnę, przy zakupie nawozów późną jesienią obowiązują niższe ©eny, unika się strat 1 kosztów przy magiiynmali oraz ® zbędnego wyładunku i załadunku, jŁ' unika się obniżki plonów, która może nrfeć miejsce S przy spóźnieniu zastosowania azotu na wiosnę* & K-5243 9 Uwaga grający w Toto-Lotka! Ostatnia szansa w 1972 r. wygrania w Lotku i Totku atrakcyjnych nagród -to złożenie kuponu na 31 grudnia 1972 r. Życzymy powodzenia. PP. TOTALIZATOR SPORTOWY K-5245 WOJEWÓDZKI ZARZĄD KIN w KOSZALINIE zatrudni natychmiast INŻYNIERA lub TECHNIKA BUDOWLANEGO oraz PALACZA C* O. Warunki pracy i płacy do omówienia w dziale kadr Wojewódzkiego Zarządu Kin w Koszalinie, ul. Grunwaldzka 8/10. K-5212-0 ZARZĄD OKRĘGU WOJEWÓDZKIEGO ZWIĄZKU OSP WOJEWÓDZKA KOMENDA STRAŻY POŻARNYCH trraz PAŃSTWOWY ZAKŁAD UBEZPIECZEŃ ODDZIAŁ WOJEWODZKI w Koszalinie ' przypominają, że najczęstszą przyczyną pożarów w okresie świątecznym są pozostawione bez dozoru zapalone świeczki na choince Zwróćcie szczególną uwagę na zabawy dzieci Jednocześnie przesyłamy Mieszkańcom województwa życzenia Wesołych Świąt K-5207 MARIO ROPP Tli ZBYT CHŁODNEJ WIOSNY... Tłumaczenie: Maria Stefańska (28) — Nie jest pani tego pewna? — Nie. Aby być naprawdę szczerą, nie Jestem tego pewna, ponieważ widzi pan, gdyby Eliane interesowała się innym mężczyzną, nie powiedziałaby mi tego! — A kto mógłby być tym innym? — Nie mam pojęcia! — A nie Emmy, na przykład? — Emmy? Oh! Nie sądzę. On zupełnie nie był w typie Eliane. Jest zbyt „cygański", niezrównoważony i leniwy! — A jej szef? To znaczy Silvere Crćnay? — Oh! Tamten- Rebecca skrzywiła się szybko a potem wzruszyła ramionami. — Widziała go pani? — spytał. — Tak. Jego i jego wspólniczkę. — Co pani myśli o nich? — Co można myśleć? Oboje są jednakowo dziwaczni. Przynajmniej tak wyglądają lub starają się wyglądać. Przypuszczam, że dla potrzeb swego zawodu, uznali za konieczne sprawiać wrażenie oryginalnych lub nawet ekstrawaganckich i to w końcu stało się ich drugą naturą, — Nie sądzi pani, że ten sposób bycia jest u nich naturalny? — I to możliwe! Czy wie pan, co Ftlane myślała o nich? Bawili ją raczej. Zależało jej głównie na tym, by móc dalej Pracować dla nich, ponieważ płacili jej dość dobrze. Mówiła też, że Silvere jest facetem bardzo inteligentnym i zdolnym, ale nie lubiła zanadto VirginiL W każdym razie łączyła ją * nimi tylko praca. 1 > — Jest pani tego pewna? — O tyle pewna o ile to możliwe. Raz jeszcze muszę panu powtórzyć, że jeśli chodzi o pewne sprawy, Eliane była bardzo dyskretna, nawet w stosunku do mnie. Brzydziła się zwłaszcza poruszania tych tematów, które stanowią przecież większą część rozmów pomiędzy dziewczętami, a więc rozmów na temat chłopców, historii miłosnych. Uznawała Z9 bzdurę nawet samą chęć, by mówić na ten temat. — Czy byłoby więc możliwe, że pokochałaby kogoś, a pani nic by o tym nie wiedziała? — Zupełnie możliwe! Schwarz czuł się bardzo zawiedziony. Zdawał sobie sprawę, że ta rozmowa nie przyniesie mu nic nowego. Eliane istniała wciąż poza jego zasięgiem. Nie udało mu się dowiedzieć niczego o jej kontaktach z innymi ludźmi. To było irytujące, niczym rebus nie do rozwiązania. Ujął swój kapelusz. — Dobrze — rzekł. — Pozostaje ml odejść... i proszę mi wybaczyć, doprawdy trudziłem panią na próżno. — Nie trudził mnie pan — odparła Rebecca z osobliwą łagodnością. — Ja także chciałabym przekonać pana o niewinności Hansi i pomóc panu, jak mogę najlepiej. Powiem panu to samo, co babcia, że trzeba szukać gdzie indziej! — Gdzie indziej, ale gdzie? Pani siostra żyła w izolacji. Pracowała w swoim pokoju nie mając kontaktów z innymi ludźmi, jak to się dzieje zazwyczaj w przypadku tych, którzy pracują w fabrykach, biurach czy warsztatach. Zamykała się w świecie swych marzeń, grach wyobraźni, a jej rozrywką było pisanie różnych historii, być może po to, aby skonkretyzować te marzenia poza rzeczywistością, która jej się nie podobała! Będę musiał przeczytać przynajmniej jedną powieść pani siostry, znajdę tam przypuszczalnie to, czego szukam. — Niech pan spróbuje, jeśli pan ma na to czas. — A jakże! — burknął Schwarz kierując się ku drzwiom. Rebecca odprowadziła go. Przeszli przez sień, weszli do ogrodu, wciąż oświetlonego przez lampę z ganku. Pogoda nadal się nie poprawiła. Noc pachniała zimą, niczym w samym środku grudnia. — Będzie padać śnieg! — zauważył posępnie Schwarz. — Bardzo możliwe! Policjant sam otworzył furtkę i podał rękę Rebece. — Dobranoc! — Dobranoc! — odpowiedziała bez uśmiechu. Miała oczy równie smutne i niespokojne jak Lena. Schwarz wsiadł do samochodu i odjechał szybko. ROZDZIAŁ X Schwarz dotarł do Paryża jadąc bez pośpiechu, mająe gfo-gę zaprzątniętą refleksjami i myślami, do których starał się nie przywiązywać zbytniej wagi, aby nie zapomnieć przypadkiem, że prowadzi samochód. Ponieważ zmierzając na powrót na Quai des Orffcvres przejeżdżał niedaleko Gare de Ffist, zatrzymał się w górze ulicy Faubourg Saint-Martin i pieszo udał się aż do hotelu, gdzie mieszkali Lena i HansL Tym razem na straży stal nie Pierard a Jean-Louis Royer. — No i? — spytał lakonicznie Schwarz odciągając Royera dalej od hotelu. — No i nic — odparł Royer. — Szef zadecydował, by jutro rano wezwać tego młodego człowieka na przesłuchanie. Winny, czy nie, w jego interesie jest siedzieć cicho póki co?! — Co robił wieczorem? — Wyszedł z siostrą na obiad do restauracji o st* metrów stąd. Stamtąd właśnie Pierard zadzwonił na Quai prosząc, by go zmieniono. Przyjechałem tu:: przed wyjściem obojga. Wrócili prosto do hotelu i od tej pory nie ruszali się nigdzie. Jak widzisz, nie ma nic do zakomunikowania. — Dobra! — rzekł Schwarz. — Wracam. Odprowadził samochód na Quai des Orfevres i wkrótce znów znalazł się, pieszo, w tym samym Paryżu, do którego czuł pociąg uznawany przez samego siebie za godny potępienia. Ale tego wieczora, na skutek panującego zimna, Paryż nie podobał mu się. Nie miał też ochoty wrócić do domu 1 pójść spać. Żnał dobrze to uczucie ukrytego niepokoju, które opanowywało mu myśli wywołując jakby poczucie winy. Wiedział, że w takich warunkach trudno byłoby mu zasnąć, a więc zamiast niepotrzebnie przewracać sie na łóżku, zdecydował wrócić na ulicę Ursulines. % +A n Sfc 14 GŁOS nr 358-51 (6479-82) WRZZ o budownictwie jednorodzinnym Ostatnie plenum Wojewódz kiej Rady Związków Zawodowych (dawnej WKZZj obradowało nad możliwością mi rozwoju budownictwa dom ków jednorodzinnych w woj. koszalińskim. Wobec dużego zapotrzebowania na mieszka- ŚWIĄTECZNY Przed nami trzy świąteczne dni, a nawet cztery dla załóg niektórych zakładów pracy, które odpracowały uprzednio przedświąteczną sobotę. Nie spędzimy wolnego czasu tylko przy świątecznym stole z tego też względu zainteresuje wielu praca gastronomii, handlu i komunikacji, HANDEL 23 bm. sklepy są otwarte jak w każdą sobotę. Niektóre będą pracować do godz. 20 a nawet 21. « 24 bm. sklepy spożywcze bę dą czynne jak w każdą niedzielę, natomiast w poniedzia łek 25 bm«cała sieć handlowa jest nieczynna. We wtorek obowiązują w handlu art. spożywczymi te same godziny otwarcia placówek, jak w niedzielę. Dyrekcje przedsiębiorstw zobowiązano do zwiększonych dostaw pieczywa, GASTRONOMIA 23 bm. zakłady gastronomicz ne pracują jak zwykle. W nie dzielę i poniedziałek czynne będą zakłady dyżurne. Po kil ka w Koszalinie i Słupsku, po jednym przeważnie w każdym z miast powiatowych województwa. O tym, które zakłady pracują informawaliśmy już poprzednio. We wtorek gastronomia pracuje jak w każdą niedzielę, z wyjątkiem zakładów, które poprzedniego dnia dyżurowały. KOMUNIKACJA MIEJSKA 23 bm. autobusy miejskie kursują normalnie. W niedzielę według rozkładów świątecznych, lecz tylko do godz. 18 a w Szczecinku do 17. W poniedziałek świąteczny komuni kac ja miejska zostanie zawie szona i ponownie wznowiona we wtorek w godzinach po łudniowych, z mniejszą jednak częstotliwością kursowania niż w dni powszednie. nia, związki zawodowe, jak stwierdzono w referacie, nie mogą ograniczyć swojej pomocy załogom do udzielania pożyczek na wkłady spółdzielczości mieszkaniowej oraz u-dzielania poparcia i dobrych opinii pracownikom, starają-| cym się o mieszkania z rad I narodowych. Rady zakładowe ze swych funduszów budownictwa mieszkaniowego powinny w większym stopniu udzielać pożyczek na budowę domków jednorodzinnych, a kierownictwa zakładów — u-możliwiać wypożyczanie sprzę tu i środków transportowych po najniższych kosztach. Dyskutanci na plenum postulowali zatem o przyspiesze nie przydziału działek w miej scowościach, gdzie to jest możliwe, zsynchronizowanie planów uzbrojenia terenów budowlanych z zamierzeniami inwestorów indywidualnych (zrzeszeń, spółdzielni własnościowych) oraz większy wybór projektów i dokumentacji typowych. Wyrażano pogląd, że w każdym zakładzie pracy powinien być opracowany długofalowy plan wykorzystania funduszu budownictwa mieszkaniowego, uwzględniający wzrost wydat ków na pomoc tym którzy chcą budować własny domek. (ampcr) KZPS WYKONAŁY PLAN Załoga Kępickich Zakładów Przemysłu Skórzanego w Kępicach już 21 bm. wykonała roczny plan produk cji, Garbarze z Kępic, Dębnicy Kaszubskiej i Białogardu wyprodukowali 4.202 tony skór twardych i 2.328,6 metrów kwadratowych skór miękkich (na plan 2.282,7 metrów kw). Pracownicy Fabryki Rękawiczek i O-dzieży Skórzanej w Miastku wchodzącej w skład KZPS dali na rynek 80.300 sztuk odzieży skórzanej przekraczając roczny plan o 1.800 sztuk. Wartość produkcji w cenach zbytu wy niosła 978 min zł a sprzedaż 892 min zł. Do końca br. pracownicy KZPS zamierzają dodatkowo wypro dukować wyroby wartości 23 min zł, traktując to jako swój wkład do „banku 20 mld zł". Po raz pierwszy załoga kombinatu da roczną produkcję przekraczającą 1 miliard złotych. CO - GOZIE - 23, 24, 25, 26 grudnia 1972 r. PIAST — sobota I niedziela — Krwawym tropem (CSRS, od lat 16) pan.; poniedziałek i wtorek — Zwariowany weekend (franc., od lat 11) — panoramiczny f-TĘLEFOlUY KOSZALIN i SŁUPSK 97 — MO 98 — Straż Pożarna 99 — Pogotowie Ratunkowe IDYZURY KOSZALIN Dyżuruje apteka nr 21, plac Bojowników PPR 5 ,tel. 50-78 SŁUPSK Dyżuruje apteka nr Jl, ni. Wojska Polskiego 9, teL 28-95 [M wystawy KOSZALIN MUZEUM ARCHEOLOGICZNO- -HISTOR YCZNE ♦ ulica Armii Czerwonej 53 — wystawa etnograficzna pt. „Jamno i okolice" ♦ ulica Bogusława Et 15 — wystawy pt. „50 lat Związku Polaków w Niemczech" oraz „Motywy archeologiczne w plastyce użytkowej" Czynne codziennie oprócz poniedziałków od godz. 10 do 16, we wtorki od godz. 12 do 18 SALON BWA ful. Piastowska) — Wystawa pokonkursowa pt. „Ziemia Koszalińska w plastyce" SALON WYSTAWOWY WDK — godz. 15—19 — Wystawa malarstwa dzieci Państw. Ognika Kultury Plastycznej w Koszalinie KAWIARNIA WDK scen radzieckich Aktorzy •SPORT • SPORT * SPORT • SPORT • Moskiewski turniej „Izwiestii" We czwartek 21 bm. odbyły Się dwa mecze: ZSRR — Szwecja o-raz CSRS — Finlandia. Reprezentacja ZSRR wygrała ze Szwecją 10:2 (5:1, 2:0, 3:1). Nie był to mecz, który mógł się podobać. Szwedzi prezentowali zdecydowanie słaby poziom. Już po pierwszych minutach wiadomo było, że będzie to spotkanie do jednej bramki. Zresztą oba zespoły nie zachwyciły poziomem gry. Finlandia uzyskała sensacyjny wynik remisowy z drużyną mistrzów świata CSRS 1:1 (1:1, 0:0, 0:0 ). Było to znacznie ciekawsze i sto Jące na wyższym poziomie spotkanie niż poprzedni mecz ZSRR — Szwecja. Oba zespoły toczyły zacięty i wyrównany bój od pier wszego do ostatniego gwizdka. W siatkarskiej klasie juniorów UKŁAD SIŁ NA PÓŁMETKU Juniorki i juniorzy klasy okręgowej zakończyli I rundę rozgrywek mistrzowskich. Na półmetku prowadzą wśród juniorek — MZKS Czarni Słupsk, a juniorów — siatkarze SKS LO Sławno. Oto tabele po I rundzie spotkań (w klasie juniorek pozostały jeszcze do rozegrania zaległe mecze): JUNIORZY SKS LO Sławno 7* 21—T AZS Słupsk 6:1 20—4 MZKS Darłowo 4:3 13—9 Wybrzeże Kołobrzeg 4:3 13—13 AZS Koszalin 3:4 13—12 MKS Palestra Słupsk 3:4 14—18 SKS Olimpia Czł. 1:6 4—18 SKS ZSB Koszalin 0:7 0—21 JUNIORKI MZKS Czarni 4:0 t*—o Sparta Złotów 3:2 9—6 MKS Znicz 3:2 9—7 Start Miastko 2:2 7—7 Indus Sławno 2:3 7—10 Wybrzeże 05 1—15 (Sf) KAWIARNIA KLUBU MPiK — Polski plakat społeczny KLUB MPiK — Grafika Andrzeja Słowika GALERIA I (BWA) — Prace *W-gmunta Wujka SŁUPSK MUZEUM Pomorza Środkowego — Zamek Książąt Pomorskich — czynne od godz. 10 do 16. 1) Dzieje i kultura Pomorza Środkowego. 2) Etnografia, kultijrą_ ludowa Pimorza Środkowego 3) Wystawa plakatu radzieckiego; poniedziałek — nieczynne; we wtorek — czynne od godz. 11 da 18; 27 XII — nieczynne KOŁOBRZEG MUZEUM ORĘŻA POLSKIEGO * Kamieniczka, ulica E. Gier-ezak 5 — „Dzieje Kołobrzegu" oraz wystawa militariów ze zbiorów Mariana Maciejewskiego Muzeum czynne codziennie z wy jątkiem poniedziałków i dni po-światecznych w godz. 10—16 PDK — Mała galeria — Ekslibris ze zbiorów Mariana Sikory ŚWIDWIN PDK (Zamek) — Wystawa grafiki Tadeusza Piskorskiego r~K. i m a dzieła i poniedziałek — Szerokość geograficzna zero (japoński, od lat 14) pan; wtorek — Na tropie sokoła (NRD, od lat 14) pan. KRYTERIUM (kino studyjne) — sobota — godz. 16 — Inwazja potworów (japoński, od lat 11) oraa godz. 18.15 — Dodesk*a Den (japoński od lat 18); niedziela — kino nieczynne; poniedziałek i wtorek , godz. 16 — Nieśmiertelni Flip i Flap (USA, od lat 11) oraz godz. 18.15 i 20.30 — Zbieg z Alcatraz (USA, od lat 18) pan. Poranki — godz. 11 — niedziela — Słoń maruda (angM od lat 11); poniedziałek i wtorek — Tomcio Paluch (polski, od lat 7) ZAOSZE — od soboty do wtorku — Love story (USA, od lat 16) Seanse: sobota — godz. 17.30 i 20; niedziela — godz. 15.30 i 17.30; poniedziałek i wtorek — godz. 15.30, 17.30 i 20 Poranki — godz. 12 — niedziela — Zakazane piosenki (polski, od lat 10); poniedziałek — Cztery serca (radź., od lat 14; wtorek — Ryszard Lwie Serce i krzyżowcy (USA, od lat 14) pan. MUZA — od soboty do wtorku — Planeta małp (USA, od lat 14) pan. Seanse o godz. 17.30 i 20 Poranki — godz, 11 — niedziela i poniedziałek — Przygody misia Yogi (USA, od lat 7); wtorek — Testament Inków (bułg., od lat 11) pan. RAKIETA — sobota i niedziela — Wielka miłość (francuski, od lat 14) Seans o godz. 19.3® MŁODOŚĆ (MDK) — sobota — Hatari (USA, od lat 11) Seans o godz. 17 ZORZA (Sianów) — sobota I niedziela — Dworzec Białoruski (radziecki, od lat 14) pan; poniedziałek i wtorek — Rzeźnik (franc., od lat 18) FALA (Mielno) — sobota i niedziela — Oscar (francuski, od lat 16) pan.; poniedziałek i wtorek — Zaproszona (franc., od lat 16) JUTRZENKA (Bobolice) — sobota i niedziela — Wyzwolenie ni cz. (radz., od lat 14) pan.; poniedziałek i wtorek — Pos ładnieć (angielski, od lat 16) JASTROWIE — sobota I niedziela — Upadek czarnego konsula (radz., od lat 14) pan.; poniedziałek i wtorek — Tora! Tora! Tora! (USA, od lat 14) pan.. PDK — od soboty do wtorku — Michał Strogow — kurier carski (bułgar..-włosko-franc„ od lat 16) — panoramiczny POŁCZYN-ZDRÓJ y"uxcuz,iaicA i < t PODHALE — sobota i niedziela Tora!'Tora! (USA, od lat 14) pau± KRAJENKA — sobota i niedziela — Zaraza (polski, od lat 16) -• panoramiczny poniedziałek I wtorek — Tor^^ — Ocalenie (polski, od lat 16) poniedziałek — Mario i Nino (wło ski, od lat 14) pan. wtorek — Opowieść do poduszki (USA, od lat 16) GOPLANA — sobota I niedziela — Faustyna (włoski, od lat 16) poniedziałek i wtorek — Znikający punkt (USA, od lat 18) SWIWIN WARSZAWA — od soboty do wtorku — Tylko dla orłów (ang., od lat 14) pan.; MEWA — sobota I niedziela — I znów skaczę przez kałużę (CSRS, od lat 11); poniedziałek i wtorek — Miraż (USA, od lat 16) ^ TYCHOWO — sobota i niedziela — Białe wilki (NRD, od lat T6) — panoramiczny poniedziałek i wtorek — Różowa pantera (ang., od lat 16) pan. USTRONIE MORSKIE — sobota i niedziela — Piekielny miesiąc miodowy (CSRS, od lat 16) pan.; poniedziałek i wtorek — Umrzeć z miłości (franc., od *** MIROSŁAWIEC ISKRA — sobota I niedziela — Trzecia część nocy (polski, od lat 18); poniedziałek i wtorek — Lekarz kasy chorych (włoski, od lat 16) — panoramiczny GRUNWALD — sobota I niedziela —- Morderca jest w domu (węg„ od lat 16); poniedziałek i wtorek — Noc mewy (japoński, od lat 18) pan. * TUCZNO — sobota i niedziela —• Łagodna (franc., od lat 18); poniedziałek i wtorek — Viva pepa (włoski, od lat 16) paa * WAŁCZ PDK — sobota I niedziela — n« poty z cnotą (jug„ od lat Ul; poniedziałek — nieczynne; wtorek — Beniamin, czyli nik cnotliwego młodzieńoa od lat 18) pan. KOSZALIN ADRIA — sobota — Niech bestia zdycha (franc.. od lat 18); Seanse o godz- 15.30 i 17.45 od niedzieli do wtorku — Dziewczyna inna niż wszystkie (angielski, od lat 18) Seanse o godz. 15.30, 17.45 i 20 Poranki — godz. 11 i 13 — nie- Koszykówka MKS ZNICZ — AZS KOSZALIN 94:36 Zaległym meczem MKS Znicz — AZS Koszalin zakończona została pierwsza runda rozgrywek o mistrzostwo klasy „A" w koszykówce mężczyzn. Pojedynek wygrali wysoko koszykarze Znicza 94:36. Dzięki temu zwycięstwu awansowali na czwarte miejsce w tabeli. Jak już podawaliśmy, tytuł „mistrza" pierwszej rundy wywalczyli koszykarze człuchowskiego LKS Piast. Oto tabela I rundy mistrzostw: LKS Piast 8:1 17 576—482 Kotwica 3:1 17 699—418 Sparta 6:3 15 622—509 Iskra 5:4 14 519—526 Orzeł 4:4 12 565—382 AZS Koszalin 5:4 14 682—617 MKS Znicz 5:4 15 715—760 Darzbór 3:6 12 553—754 AZS Słupsk 1:8 10 505—611 Bałtyk Ib 0:9 9 344—730 (sf) NAGRODZENI Nagrody książkowe za bezbłędne rozwiązanie krzyżówki nr 628 wylosowali: 1) EWA ŁUKASZUK, Słupsk, ni. Sobieskiego 9, m 4. 9) JERZY MAJDA, Jastrowie, Elektrownia Wodna 3) LEOKADIA NOWOSAD, SzCŻe cinek, ul. 9 Maja 15. 4) JANINA SUSZKO, Bytów, ul. Drzymały 4. 5) ZBIGNIEW WORONOWICZ, Drawsko Pomorskie, ul. Staro-grodzka 17. s E MBłZiEM yyrifPADKI U * PRZEDWCZORAJ po południu na ul. Armii Czerwonej w Ko szalinie 8-letnia Agnieszka J. wpadła pod koła nadjeżdżającego wartburga. Dziewczynka doznała złamania obu nóg i ręki oraz wstrząśnienia mózgu. Umieszczono ją w szpitalu. * TRZY osoby zostały ranne w wypadku drogowym, jaki wydarzył się wczoraj na ulicy Kossaka w Sławnie (zderzenie ciężarów ki z ciągnikiem). Jedną z nich, najbardziej poszkodowaną przewieziono do miejscowego szpitala, dwie — opatrzono i skierowano do domu. * W LASKACH (pow. sławień- ski) 38-letni mężczyzna popełnił samobójstwo. Przyczyn jeszcze nie wyjaśniono. * DO SZPITALA w Szczecinku zabrano wczuraj jednego z pracowników miejscowej masarni, który w czasie pracy przeciął sobie rękę siekierą. (woj) SŁUPSK MILENIUM — od soboty do wtorku — Wielka włóczęga (fran cuski, od lat 11) Seanse o godz. 14, 17 i 26 Poranki: godz. 11.30 — niedziela — Na Dzikim Zachodzie (polski, od lat 7); poniedziałek i wtorek — Jak rozpętałem n wojnę światową (polski, od lat 14) POLONIA — sobota, godz. 16, 18.15 i 20.30 — Czas umierania (franc., od lat 18); niedziela, godz. 16 i 18.15 — Cza« umierania (franc., od lat 18); poniedziałek, godz. 13.45 — Złoto Mack :ny (USA, od lat 15); godz. 16 i 18.15 — Anatomia miłości (i>ol ski ,od lat 16), godz. 20.30 — film studyiny — Pięści w kieszeni (wło ski, od lat 18); wtorek, godz. 15.30 — Zło+o Mac-keny (USA, od lat 16), go^z. 18.15 i 20.30 — Anatomia miłości (polski od lat 16) Poranki: godz. 11.30 i 13.45 —nie dzieła oraz godz. 11.30, poniedziałek — Winnetou w Dolinie Śmierci (jug., od lat 11); godz. 11.30 i 13.45, wtorek — Flip i Flap (USA Od lat 11) RELAKS — od niedzieli do wtór ku — Dom wampirów (ang., od lat 14) Seanse — niedziela, godz. 15.30 i 17.45; poniedziałek i wtorek, godzina 15.30, 17.45 i 20 Poranki: godz. 11 i 13, sobota — Zestaw bajek (polski, od lat 7); godz. 11 i 13.30, niedziela — Winnetou wśród sępów (jug., od lat 14); godz 11.30, wtorek — Krzyżacy (polski, od lat 12) DELFIN (Ustka) — sobota, godz. 18 i 20 —Trzej świadkowie (CSRS, od lat 14); od niedzieli do wtorku, godz. 18 i 20 — Wielka włóczęga (franc., od lat 11) pan. Poranki: godz. 12 — niedziela i poniedziałek — Michał Wafe^zny (rum., od lat 14) pan.; wtorek — Winnetou w Dolinie Śmierci (jug., od lat 11) pan. STOLICA (Główczyce) — sobota i niedziela, godz. 19 — Dziewczyna (węg., od lat 16); poniedziałek i wtorek, godz. 18 — Jedna z tych rzeczy (duński, od lat 18) JUTRZENKA (Dębnica Kaszubska) — sobota i niedziela, godz. 18 — Zabijcie czarną owcę (polski od lat 16); poniedziałek i wtorek, godz. 18 — Kobieta kot (japoński, od lat 16) — panoramiczny. BIAŁY BOR — sobota i niedziela — Hajducy kapitana Angela (rumuński, od lat 16); poniedziałek i wtorek — Jestem niewiernym mężem (franc^ od lat 18) * BYTÓW ALBATROS — sobota i niedziela — Dwoje na huśtawce (USA, od lat 16) pan.; poniedziałek i wtorek — Pokusa (włoski, od lat 18) PDK — sobota i niedziela — Czerni en. miłość i kindżał (radz., od lat 14) pan.; poniedziałek i wtorek — Obława (USA, od lat 18) pan. * DARŁOWO — sobota i niedziela — Anonimo Venezjano (włoski, od lat 16); poniedziałek I wtorek — Niedźwiedź i laleczka (franc., od lat 16) KĘPICE — sobota i niedziela — Trup w każdej szafie (CSRŚ, od lat 16); poniedziałek i wtorek — Lew w zimie (ang., od lat 14) pan. MIASTKO — sobota i niedziela — „Adalen 31" (szwedzki, od lat 16) pan.; poniedziałek i wtorek — Dawid Cooperfield (ang., od lat 14) POLANÓW — sobota i niedziela — Okularnicy (węg., od lat 16); poniedziałek i wtorek — Dwaj dżentelmeni we wspólnym mieszkaniu (ang., od lat 18) SŁAWNO — Święta grzesznica (CSRS, od lat 16) pan.; poniedziałek f wtorek — Ballada o Cable'u Hogue'u (USA, od lat 16) TĘCZA — od soboty d_ ______ — Tylko dla orłów od lat 14) — panoramiczny * ZŁOTÓW — sobota ! niedziel* Wodz Seminolów (NRD, od lat 14| — panoramiczny; poniedziałek i wtorek — Poskromienie złośnicy (USA, od lat 1# — panoramiczny Ufat ADI Sobota 23 XII PROGRAM I na fali 1322 m oraz UKF 66,17 MHz Wiad.: 5.00, 6.00, 7.00, 8.00, 12.05, 15.00. 16.00 18.00, 20.00 24.00, 1.00, 2.00 i 2.55. 10.00* 23.00, BARWICE — sobota i niedziela — Orzeł w klatce (jug., od lat 16) — panoramiczny; poniedziałek i wtorek — Słoneczniki (włoski, od lat 14) CZAPLINEK — sobota i niedziela — W misji specjalnej (radz., od lat 14) pan.; poniedziałek i wtorek — Spacer w wiosennym deszczu (USA od lat 16) pan. 5.05 Poranne rozmaitości rolnicze 5.25 Rumuńskie pieśni i tańca ludowe 5.35 Poradnik rolnika 5.43 W szybkich rytmach 5.50 Gimnastyka 6.05 Ze wsi i o wsi 6.30—8.34 Poranek z radiem 8.30 Koncert życzeń 8.45 Proponujemy, informu jemy, przypominamy 9.00 Z nagrań Moskiewskiej Orkiestry Kameralnej 9.30 Mistrzowie belcanta śpiewają pieśni włoskie 10.03 „Mistrz Matuła" — opow. 10.23 Przegląd instrumentalistów 10.50 Sukces algo-rytmu — aud. 11.00 Sceny operowe — w zimowowigi-lijnym nastroju 11.25 Mikrorecital Fogga 11.49 Rodzice a dziecko 11.57 Sygnał czasu i hejnał 12 >5 Z lubelskiej fonoteki muzycznej 12.45 Rolniczy kwadrans 13.00 Romantycy jazzu — M. Kosz i zespół ,,Novi?' 13.20 Soliści i Państwowy Północny Rosyjski Chór Ludowy 13.40 Więcej, lepiej, taniej 14.00 Zagadka literacka 14.30 Przekrój muzyczny tygodnia 15.05 Radioferie z zimą w herbie 16.05 O problemach ZBoWiD 16.30—13 30 Popołudnie z młodością 18.30 Kolędy polskie 19.00 Muzyka i Aktualności 19.30 Koncert chopinowski z nagrań L. Grychtołówn.y 20. 0 Muzyczne upominki pod choinkę 21.30 Gwiazda dobrej nadziei — aud. poetycka 22.00 koncert wieczorny 23.10 Melodie przed północą 0.05 Kalendarz 0.10 Koncert życzeń od Polonii dla rodzin kraju 0.30—2.55 Program z Koszalina. Wiad.: 4.30, 5.30 , 6.30, 7.30, 8.30j 9.30, 12.05, 14.00, 16.00, 17.00, 19.00, 22.00 i 23.50. CZŁUCHÓW — sobota i niedziela — Na torze czeka morderca (CSRS, od lat 14); p-oniedziałek i wtorek — Ziemia faraonów (USA, od lat 14) pan. PROGRAM II na fali 367 m na fałach średnich 188,2 i 202,2 oraz UKF 69,92 MHz CZARNE — sobota i niedziela Jankes (szwedzki, od lat 16); poniedziałek — nieczynne; wtorek — Dziewczyna z walizką (włoski, od lat 16) 5.00 Melodie na dziś 5.35 Komentarz dnia 5.40 Kielecki przegląd muzyczny 6.10 Kalendarz 6.15 Jęz. angielski — kurs wymowy 6.35 Muzyka i Aktualności 7.00 Soliści w repertuarze popu- | larnym 7.15 Gimnastyka 7.50 P°-DEBRZNO ranek z przebojem 8.35 Nasze ^ KLUBOWE — sobota i niedziela spotkania 9.00 Gdański koncert roz . — Szerokiej drogi kochanie (pol- rywkowy 9.35 Ludzie dobrei robo- / ski, od lat 16); # poniedziałek i wtorek — Pamiętaj o rocznicy ślubu (ang., od lat 16) PIONIER — sobota i niedziela — Ucieczka w kajdanach (USA, od lat 14); poniedziałek i wtorek — Mayer- ling (franc., od lat 14) pan. * DRAWSKO POMORSKIE — sobota i niedziela — porachunki (ang., od lat 18); poniedziałek i wtorek — Ostatni wojownik (USA, od lat 16) pan. BIAŁOGARD BAŁTYK — od soboty do wtorku — Człowiek-orkiestra (franc., od lat 14) pan. CAPITOL — sobota — Kochana ciocia Sarka (węg., od laf 14); od niedzieli do wtorku — Max i ferajna (franc., od lat 16) * GOŚCINO — sobota i niedziela — Rezydent wywiadu (radz., od lat 14) pan. poniedziałek — nieczynne wtorek — Queimada (włoski, od lat 16) K A RUNO — sobota i niedziela — Wódź Seminolów (NRD, od lat 14) pan. poniedziałek i wtorek — Bullitt (USA, od lat 16) KOŁOBRZEG WYBRZEŻE — od soboty do wtorku — Love story (USA, od lat 16) KALISZ POMORSKI — sobota i niedziela — 150 na godzinę (polski, od lat 11); poniedziałek i wtorek — Miłość, miłość, miłość (włoski, od lat 16) panoramiczny OKONEK — Księżniczka czardasza (węg., od lat 14); poniedziałek i' wtorek — Przez pustynię (meksykański, od lat 16) PRZECHLEWO — sobota i niedziela — Stopień ryzyka (radz., od lat 16); poniedzaiłek i wtorek — O wpół do jedenastej wieczór latem (USA od lat 16) * SZCZECINEK PDK — sobota i niedziela — Ten okrutny nikczemny chłopak (polski, od lat 16); poniedziałek i wtorek — O wpół niali młodzieńcy w swych szalejących gruchotach (ang., od lat 11) — panoramiczny PRZYJAZD — sobota i niedziela — Lampy naftowe (CSRS, od lat 16); poniedziałek ! wtorek — Powrót rewolwerowca (IJSA, od lat 14) * ZŁOCIENIEC — sobota i niedzie la — Poślizg (polski, od lat 16); poniedziałek i wtorek — Był sobie łajdak (USA, od lai 16) pan. ty z Białej — aud. 9.55 Łódzki kołowrotek muzyczny 10.25 Premiera. „C jak Cisną — opowieść na pięć głosów" — słuch, dokumentalne 11.10 Gra multiinstru-mentalista W. Nahorny 11.25 SuitV orkiestrowe oparte na muzyce dawnej 11.57 Sygnał czasu i hejnał 12.25 pieśni M. Karłowicza 12.40 Poznajemy nasze pieśni i tańce ludowe 13.00 Tematyka baśniowa w muzyce rosyjskiej i radzie-kiej 13.40 Mistrzowie pięknego słowa — F. Pieczka 14.05 Z archiwum polskiej piosenki 14.30 Antykwariat z kurantem 14.45 Błękitna sztafeta 15.00 Amatorskie zespoły przed mikrofonem 15.25 F. M. Mart fredini: Concerto D-dur op. 3 nr ® 15.35 Liga Kobiet radzi i pomaga 15.50. O czym pisze prasa literaę-ka 16.05 Koncert solistów 16.30 W*" gilijne wędrówki muzyczne kraju 16.58—18.20 Rozgłośnia War-szawsko-Mazowiecka 18.20 Widnokrąg 19.00 Ećha dnia 19.15 ,,Wspor£ nij mnie" — piosenki sprzed la* 19.30 „Matysiakowie" 20.00 Kolekt polskie 20.30 Samo życie 20.40 W' A. Mozart: Divertimento F-dtfi KV 247 21.10 ,,Psie szczęście" humoreska F. Sagan 21.25 Zimo^T wieczór w piosence 22.30 „Przy minku" — stare romanse cygańskie 22.45 Zespół ,,Dziewiątka" # lędy i legendy 23.15 Z. Nosko^Jj ski: Kwartet fortepianowy d-n£łJ op. 8. PROGRAM ni na UKF 66,17 oraz falach krótkich Wiad.: 5.00, 6.00 i 12.05. Ekspresem przez świat: 7.00, 10.30. 15.00. 17.00, i 19.00. 8.0°' 5.3* I 5.05 .Hej, dzień się budzi- -i 6.05 Muzyczna zegarynka 6.30 ^ lityka dla wszystkich 6.45 * Muzyczna zegarynka 7.30 Ga'w-0j 7.40 Muzyczna zegarynka 8-05 GŁOS iir 358-61 (6479-82)' iStr. 15 Sj&etofoii 8.35 Ballady s rodo- bJein 9.oo „Całe zdanie niebosz-' — cxlc- P°w* 9-10 z» Namy. ju^ski na festiwalu „Jazz Jara. gee-72" 9.30 Nasz rok 72 9.45 D. JJriatti: „Pory roku" 10.05 Mu->^alny moog 10.35 Wszystko dla ij; 11.45 ..Koledzy" — ode. pow. Lv, Sygnał czasu i hejnał 12.25 Jykierownica 13.00 Na bydgoskiej Jjjunie 15.10 Muzyka uniwersalna tyj0 Gwiazdka na morzu 15.50 jj^sze śpiewany' B. Leśmiana ^ I. Strawiński: Symfonia psal-1(5 16.30 Słynne arie beatowe ^ Nasz rok 72 17.05 „Całe zda-jg nieboszczyka" — ode. pow. \l'\l Wieczór wigilijny melomana ® „Dwoje plus jedenaścioro" lJ;eD. 18.00 Wieczór wigilijny me-ilhM na: Kolęda, kolędą 18.30 Po-JjKa dla wszystkich 18.45 Wie-Va2- w*Sil:jny melomana: A. Vi-fela Sonata C-dur na lutnię i Ig^esyn 19.20 Książka tygodnia fi*? Wieczór wigilijny melomana: tn* niet)s i ziemi 20.05 Daleko gjbrzegu — aud. 20.25 Wieczór wi 5\ny melomana: Suita zespołu s-s3an" 20.50 Gawęda 21.00 Wie-kJT wigilijny melomana: Melodie jup3 choinki 21.30 Pastorałki pol-dawne i nowe — aud. 21.50 K7»ra tygodnia 22.00 Fakty dnia S,UJ Gwiazda siedmiu wieczorów k^l. Magomajew 22.15 „Wojna ł — ode. pow. 22.45 Wieczór l^liny melomana: Kolęda, ko- Ola 9-J AA \irlorc7a TT* Rr-irll a 99 AS 23.00 Wiersze E. Brylla 23.05 (Jfczór wigilijny melomana: Ar-/^zieła na zabytkowych orga-cł* 23.50 Śpiewa R. Charles. Udziela 24X2 NgraM i na faS 1322 m ** UKF 66*17 MHl l6^iad- 6.00, 7.00, 8S.©6. 12.05, 20.00, 23.00. 24.G0, 1.00, 2.00, n'33 Melodie na grudniowy po- JcjP^k 6.05 Kiermasz pod Kogut-'tk ' 7*i5 Piosenki z uśmiechem, W rannych pantoflach 6.15 ?2 lennych pantoflach 9.05 Fala f?f £>1? 1T!T 9-15 Radiowy Magazyn Wojsko * OSłiCuSlUsSS aw ikH JL' 10.00 Dla dzieci młodszych k.ysPa Urszuli" — słuch. 10.25 Styczne upominki z Moskwy i PROGRAM III na UKF 88,17 oraz falach krótkich Wlad.: 6.69 Ekspresem przez świat: 8.30, 14.00 i 19.00 6.05 Melodie-przebudzanki 7.00 Solo na dzwonkach 7.15 Polityka dla wszystkich 8.10 Wizerunki ojczyste — aud. 8.35 Świąteczne rytmy 9.00 Całe zdanie nieboszczyka — ode. pow. 9.10 Wspomnienie o Louisie Armstrongu 9.35 Gdy się mówi A... — aud. public 10.oo Ilustrowany Tygodnik Rozrywkowy 11.25 Jan Sebastian Bach — wariacje Goldbergowskie 11.50 Gra grupa M. Urbaniaka ll.#7 Sygnał czasu i hejnał 12.05 Czy tak właśnie było? — „Ostatnia podróż mjra Millera" — słuch. 12.30 Len-non-Starr — dawniej spółka .,The Beatles" (cz. I) 13.00 Tydzień na UKF 13.15 Jan Sebastian Bach —• wariacie Goldbergowskie (cz. II) 13.35 Kolędy i pastorałki 14.05 Pieś ni na gitarę 14.20 Peryskop 14.45 Kiedy święci maszerują... 15.15 Miniatury jazzowe Cannonballa Ad-derleya 15.30 Jasełka i Herody 15.5o Z kompozytorskiej teki Michała Legranda 16.15 Nieznane o znanych — Maryla Wolska — aud. 16.45 „Drewniana muzyka" Tomasza Stańki 17.05 „Całe zdanie nieboszczyka" — ode. pow. 17.15 Don Ellis w Fillmore West 17.40 Musicale lat 70-tych 18.10 Z ziemi włoskiej — aud. 18.30 Szczyt skrzypcowy 72 18.50 Giuseppe Torelll — koncert E-dur 19.05 „Gość wigilijny" — słuch. 19.35 Klub prezenterów 20.45 Michasia — rep. 21.00 Recital skriabinowski Swiatosława Richtera — aud. 21.50 Opera tygodnia — Claudio Monteverdi „Ko ronacją Poppei" 22.00 Fakty dnia 22.08 Gwiazda siedmiu wieczorów — Muslim Magomajew. Gry hazar dowe 23 00 Dawna liryka francuska 23.05 Wieczorne spotkania — festiwal gwiazd 23.45 Program na poniedziałek 23.45 Gra Włodzimierz Nahorny. 11.40 Anegdoty i fakty, 11.57 S....... _________ czasu i hejnał, 12.15 We-Uf autobus, 13.15 Ej, kolęda, ko-— aud., 13.30 Muzyka popu-VnT^ 14.00 Kolędy polskie, 14.36 Jezioranach, 15.00 Konc. życzeń, Tyg- przegląd wyd. między-&J;;t 16.20 Teatr PR „Dwunasty ijp '> 17.20 Radiowa piosenka tW^ca — wyniki 18.60 Wyniki iS^Lotka, 18.08 Muz. poważna, iO* Kabarecik reklamowy, 19.15 l^>ominamy 4 festiwale — San Słoneczny Brzeg, Bratysła-iijl Rostock, 19.53 Dobranocka, fcjw* Wiad. sport., 20.26 Z pieśnią granicami. 2fL36 Matysia-21.60 Przeboje minionych ^,21.86 Podwieczorek przy ml- TT ni fal! JSff oi Ił? tnnch średnich ł-M i n tnrF 66,62 MHx 5-5B 6.96, T.9S, t* toM, **» 19.66, 22.60, 23.56, Poranek * melodią. 6.45 Ka-cjo Turniej testrumentaH-7.45 Hej, ode wsi do miasta Ł^jjspoły pieśni i tańca, 8.66 Mo-a melodia i piosenka. 8.35 ta, °T>roblemy 8.45 Śpiewają ijr^Jfntki — Eva Pilarova i " — — •*----------*- so- Eva łVa' 9 60 Z tegorocznych fe-w folklorystycznych — Płock, k r Y ti- ^ n w4 A JA >f ii»«f . jt* felieton literacki, 9.46 Muzyki * różnych epok. 16.36 Ostatni kapitana Biedronia — report. *ijl.IO-56 Z pleśnią ponad grani-11.15 Poetycki konc, żyli^ n.46 Anegdoty i fakty, Sygnał czasu i hejnał, 12.39 muzyki polskiej, 13.36 Zes- "ał, IN vTW J 1 W ™iXHW J f lv« vU Vj^^yjny Teatr: Wyprawa do Ji^^myeh, 17.65 Mecz szachowy S^L^tenie PR, 18.66 Teatr PR — ^1(51° Współcze«me: Prymaka — 18.46 Mtwlim Magomajew 1 Przeboje. 19.15 Kolędy pol-Avw-^-45 Aud. wojslrowa, 26.66 zimowa — aud. literacko 31.36 Z historycznych naboi 'Wielkich artystów, 22.65 Sport *2 i choinką — st.-nruz„ 9 Owiazdy śwlatowydi estrad. PROGRAM I na fal! 1322 m oraz UKF 66,17 MHz Wlad.r 6.66, 7.06, 8.66, §.66, ff.65, 16.00, 20.66, 23.00, 24.00, 1.00, 2.00 i 2.55 5.33 Witamy was piosenką 6.68 Kiermasz pod Kogutkiem. 7.15 Na ludową nutę, 7,30 i 8.15 W rannych pantoflach, 9.05 Pierwsza gwiazdka w wyzwolonej ojczyźnie — aud. 9.35 Z pieśnią ponad granicami, 16.00 Dla dzieci młodszych: „Wyspy Marcina" — słuchowisko, 10.20 Muzyczne upominki z Pragi i Budapesztu, 11.60 Kon cert poranny w „klasycznym sty-Hr", 11.57 Sygnał czasu i hejnał 12.15 Portret słowem malowany — Andrzej Łapicki — aud., 12.45 Kolędy pofcskie 13.26 Transmisja z Międzynarodowego Konkursu Sko ków Narciarskich o Puchar TVP 1 TV Słowackiej w 2&kopanem 14.26 Z nagrań Arturo Toscaninie-go 15.66 Koncert życzeń 16.65 Muzyka 16.26 Teatr PR — „Para. Zygmunt"* — słuch. 17.56 Bałałajki i bajany — tańce ludowe 18.09 Świąteczne popołudnie z młodością, 19.06 Attdycja rozrywkowa 19.15 Eksport polskiej piosenki 19.53 Dobranocka 26.15 Fe3ieton na temat pozytywnych zjawisk politycznych w 1972 r. 26.3© Koncert chopinowski 21.66 RadłokabaTet 22.60 Świąteczny Festyn Muzyczny czyli przeboje trzech pokoleń 23.16 Kompozytor tygodnia — Jan Sebastian Bach 6.05 Kalendarz 6.16—2.55 Program z Lublina. PROGRAM Tl na fali W m •ras falset* średnich 1*3,2 | 262J m oraz UKF 69,62 MHs Wted.: 136, 6.36, 7.36, t.36, 12.65, 17.66. 19.66, 22.66, 23.56 1.35 Swiątecmy poranek mtuyei ay 6.45 Kalendarz 8.56 Turniej in-atrumentalistów rozrywkowych 7.45 Z krakowską szopką — and. 8.66 M/oskwa z melodią i piosenką 8.35 Mistrzowie lekkiej batuty 9.00 Z tegorocznych festiwali folklorystycznych — Kazimierz 9.30 Przygody Edzla — opow. 9.45 Kompozytor tygodnia —• Jan Sebastian Bach 16.36 W Jezioranach ll.($ Z melodią po Kraju Rad 11.57 Sygnał czasna i hejnał 12.15 Poranek symfoniczny 13.15 Z pieśnią ponad granicami 13.36 Podwieczorek przy mikrofonie 15.66 Dlą dzieci: Wy- prawa do wiłgltza ziemi — słuch. 15.46 Ze świąteczną wizytą u Stefana Rachonia 16.20 Echa konkursów muzycznych — 1972 — aud. 17.05 Mecz szachowy na antenie PR 18.00 Teatr PR: Studio Współczesne — Zdarzenie w dzień wigilijny — słuch. 19.05 Felieton aktualny 19.15 Kolędy polskie 19.45 Przeboje z ekranu 20.00 Magazyn literacko-muzyczny „Szpak" 21.30 Z historycznych nagrań wielkich polskich artystów 22.05 Wiad sportowe i Toto-Lotek 22.15 Parnasik — zabawa w teatr 22.45 Słynne gwiazdy warszawskich teatrzyków i kabaretów 23.10 Świąteczny festyn muzyczny, czyli przeSóje trzech pokoleń. PROGRAM III na UKF 66,17 MHz oraz falach krótkich Wiad.: 6.06 Ekspresem przez świat: 8.36, 14.00 i 19.00 6.05 Świąteczne rytmy 7.00 Mówiąca harmonijka 7.15 Solo na fujarce 7.30 Nowości radzieckiej estrady 8.00 W roli głównej Burt Bach-arach 8.35 Świąteczne rytmy 9.00 „Całe zdanie nieboszczyka" — ode. pow. 9.10 Jazzowy poranek filmowy 9.35 Polityka i kuchnia — aud. 10.00 Ilustrowany Tygodnik Rozrywkowy — wydanie specjalne 11.25 Złota Muza 72 — Symfonia Lizka W. A. Mozarta 11.57 Syg ńał czasu i hejnał 12.05 Toasty — aud. 12.?o Bez przystanku do Brazylii 12.35 Sylwetka piosenkarza — Kareł Gott 13.oo Toasty — aud. 13.15 Suita jazzowa Franka Zap-py 13.35 Marrison — McCartr.ey — dawniej spółka ,The Beatles" 14.05 Pod „Egidą" zaprasza bez biletu Jan Pietrzak 14.3o Toasty — aud. 14.45 Parostatkiem po Missisipi 15.1o Z uśmiechem o spotka-kaniach autorskich — aud. 15.30 Kolędy, kolędziołki 15.50 Toasty — aud 16.05 Jan Sebastian Bach — Motet „ChwalcJe Pana ws?:vs-ey" 16.15 Śpiący olbrzym 16.45 Czy państwo grają w ringo? —• aud. 17.05 ..Całe zdanie niebo«rz-czyka — ode. pow. 17.15 Przy-bieżeli kolędnicy — aud. 17.40 Pisarz miesiąca — Maria Kuncewiczowa 18.00 Klub prezenterów 19.05 „Wojna i pokój" — ode. pow. Lwa Tołstoja 19.35 Muzyczna nocz-ta UKF 20.45 Studio teatralne — Ingmar Bergman „Tam gdzie rosną poziomki" 21.45 Opera —- Wolfgang Amadeusz Mozart „Czarodziejski flet" 22.00 Fakty dnia 22.08 Gwiazda siedmiu wieczorów — Johny Cash 22.15 Dzieła i twórcy — Ludwik van Beethoven 23.00 Dawna liryka francuska 23.05 Wie czorne spotkanie — festiwal gwiazd 23.45 Program na wtorek 23.50 Gra i śpiewa zespół „The Moody Blues". Wtorek 26X11 PROGRAM f n« fan 1282 m oraz UKF 66,17 MHz Wiad.: 6.66, 7.66, 6.66, t.66, 12.66, 16.66, 26.60, 23.66, 24.06, L06, 2.06 i 2.55 5.35 Me!od!e świątecznego porań tai 6.65 Kiermasz pod Kogutkiem 7.15 Nie dlatego śpiwom coby słychać było, a ino dlatego coby się nie cniło 7.30 i 8.10 W radnych pantoflach 9,05 Przeżyjmy to Jeszcze raz — najważniejsze wydarzenia sportowe roku 10.00 Dla dzieci najmłodszych: „Wyspa Justyny" — słuch. 10.20 Muzyczne upominki z Bukaresztu, Belgradu i Bratysławy 11.00 Oj, maluśki Pan Jezus — pastorałki i kolędy ludowe 11.25 Widnokrąg: „Uczta" — aud. 11.57 Sygnał czasu i hejnał 12.15 Zespół Dziewiątka — „Love stary" 12.45 Z pieśnią ponad granicami 13.06 Panorama polskich orkiestr dętych 13.25 Z nowych na grań Władimira Horowitza 14,00 Jak fantazjujemy — o literaturze fantastyczno-naukowej 14.26 Co wiem o Karolu Szymanowskim — konkurs muzyczny 15.00 Koncert życzeń 16.65 Uralska jarzębina — śpiewa Państwowy Chór Uralski 16.20 Teatr PR: „Biały koń, biały Jeździec" — słuch. 17.26 Muzyka 17.40 O starym i nowym Momusie — opowiada L. Sempoliński 18.00 Świąteczne popołudnie z młodością 19.06 Zabawa na 162 19.53 Dobranocka 20.10 O czym mówią w świecie — horoskopy polityczne na rok 1973 20.36 D.c. — Zabawa na 102 21.36 Zgaduj zgadula 23.10 Kompozytor tygodnia — Jan Sebastian Bach 0.65 Kalendarz 0.16— 2.55 Program z Zielonej Góry, PROGRAM n na faH 367 m oraz falach średnich 188,2 i ZB&jt M oraz UKF 69,92 MHz Wiad.: 5.30, 6.30, 7.36, 8.36, 12.05, 17.00. 19.00, 22.00, 23.50 5.35 Muzyka na dzień dobry 6.50 Melodie z uśmiechem 7,46 Wirtuozi fortepianu, trąbki i gitary 8.00 Moskwa z melodią i piosenką 8.35 Kolędy naszych dni 9.eo Z tegorocznych festiwali folklorystycznych — Zakopane 9.30 Staropolskie fraszki — aud. poetycka 9.40 Piosenki w wersji instrumentalnej 10.00 Muzyka wielkich romantyków 10.30 Baba —- gawęda 10.50 Świąteczny korowód muzyczny 11.40 Z pieśnią ponad granicami 11.57 Sygnał czasu i hejnał 12.15 Poranek symfoniczny 13.15 Graj Gracyku — plebiscyt na najlepszą kapelę ludową 13.55 Program z dy wanikiem 15.00 Dla dzieci: Wyprawa do wnętrza ziemi — słuch. 15.43 Przeboje „Morskiego Oka" 16.20 Era konkursów muzycznych — 1972 17.05 Mecz szachowy na antenie PR 18.00 Teatr PR — Studio Współczesne: Dookoła tyle cudów — słuch. 19.05 Felieton aktual ny 19.15 Z Mazowszem po Polsce i w szerokim świecie 20.60 Transmisja Międzynarodowego Koncertu Warszawa — Berlin — Praga 20.5o Felieton muzyczny — w prze rwie koncertu 21.Óo D. c. koncertu 21.50 Muzyka 22.05 Wiad. sportowe 22.20 Rewia tańca i piosenki. PROGRAM m na UKF 66,17 MHz oraz falach krótkich Wiad.: 6.06 Ekspresem przez świat: i.36, 14.00 i 19.00 6.05 Przeboj©~oastisze 6.25 Spotkanie w Rio 7.05 Świąteczne pocztówki dźwiękowe 8.35 Upominki na 33 i 1/3 obrotów 9.00 „Całe zdanie nieboszczyka" — ode. pow. 9.10 Z wizyta u państwa Banachów 9.40 .Zielona gęś..." 10.00 Dawnych wspomnień czar 10.25 Polski Salvatore Dali — aud. 10.25 Flamenco flamenco — jazz — flamenco — beat 11.25 Carl Phfi5r> Emanuel Bach — Koncert podwój ny E-dur 11.57 Sygnał czasu i hejnał 12.05 Nie zawsze razem — śpiewają Roberta Flack i Donny Hathaway 12.30 Miedzy „Bobino" a „Olimpią" 13.00 Teatrzyk „Zielone oko" — „Pożegnanie" — słuchowisko 13.25 Przeboje z nowych płyt 14.05 Czarne kolędy 14.S0 Dźwiękowe listy — aud. 14.40 Jarz w Carnegie Hall 15.10 Gry hazardowe 15.3o Z Jamy, Piwnicv i Stodoły... 15.5<> Baśnie? — Właśnie! — aud poet. 16.15 Muzykalny detektyw 16.45 Sylwetka kompozytora —- Ennie Morricofie 17.05 Całe zdanie nieboszczyka" — ode. pow. 17.15 Dzieła i twórcy i Ludwik van Beethoven 17.55 „Suita tramwajowa"* — słuch, (wodewil) 18.30 Mi-ni-max, czyli minimum słów, maksimum muzyki — aud. 19.05 Kochankowie z ballady 19.20 Książka tygodnia 19.35 Piosenki z miastem w herbie — Praga 20.00 W'e1 kie recitale — recital skriabinowski Swiatosława Richtera 20.40 „Świąteczny koszmar" — gawęda 20.5o Kronika dźwiękowa Erica Claptona 21.15 „Zielona gałaź" — czyli opowiastki leśne z mitologii zaczerpnięte 21.5o Opera — W. A. Mozart „Czarodziejski flet" 22.00 Fakty dnia 22.08 Gwiazda siedmiu wieczorów — Johny Cash ^2.15 . Wojna i pokój" — ode. pow. Lwa Tołstoja 22.45 Muzyka na skrzypce i wibrafon 23.no Dawną liryka francuska 23.05 Wieczorne spotkanie — festiwal gwiazd 23.45 Program na środę 23 so Spjfwa Paul Simon. pniwiiM Sobota 23 XII 9.00 Teleferie: Ryś Wahoo 10.00 „Czarna orchidea" — f"™ fabularny 12.00 Sprawozdanie z meczu no-kej owego o puchar Izwiestii: Związek Radziecki — Czechosłowacja (z Moskwy) 14.30 Program dnia 14.35 Program I proponuje 15.00 „Krajobraz polski: — Białowieżą w zimie — Karkonosze* (kolor) 15.25 „Dziewięćdziesiąt dziewięć dni" — polski film dokumentalny 16.00 Dziennik 16.10 Dla młodych widzów: — „Królewna z długim warkoczem" — radziecka baśń filmowa (kolor) 17.30 program filmowy 18.05 „Dary magów" — nowela filmowa z cyklu: Klasyka światowa (kolor) 18.35 „Pod obcymi gwiazdami" — program Stanisława Szwarc-Bronikowsktego (kolor) 19.20 Dobranoc: „Przygody Pe-ti" (kolor) 19.30 Monitor 20.15 „Góralskie podłazy ezyii chodzenie z kolędnikami i szopką na gody" Wyk.: Zespół góralski „Bacówka" przy Nowotarskich Za kładach Przemysłu Skórzanego. 20.45 „Czarna orchidea" — powtórzenie filmu 22.15 Dziennik 22.35 „Zielnik śpiewający". Wykonawcy: Krystyna Sienkiewicz, Łucja Prus, Elżbieta Kępińska, Bogdan Łazuka, Piotr Szczepanik „Ali-Babki" 23.20 „Śpiewają Swlnglesi* — angielski program rozrywkowy 23.45 Program na niedzielą. Niedziela 24X0 aszAŁEru ora* falach średnich 188,2 I 262^ m oraz UKF 69,92 MHz Niedziela 24 XII ».«—9.09 Felieton włgffijny — H. L. Piotrowskiego 9.00—9.3« „Spotkanie pod basztą czarownic" — aud. słowno-muzyczna w oprać. Ireny Bieniek. Poniedziałek 25X1 8.45—9.36 Audycja słowno-muzyczna Cz. Kuriaty Wtorek 26X11 8.45—9.25 „Gościna, ach gościna f** — aud. rozrywkowa H, L. Piotrowskiego 6.55 Program dnia 9.00 Dla młodych widzów: „Ma-roszek" — słowacki film fab. — cz. I pt ,.Pierwsze rozczarowania" 10.16 Uwaga — Alarm przeciwpożarowy trwa 10.20 „Saga rodu Sllwków* as reportaż filmowy 10.50 W starym kinie — „Spotkanie z Elżbietą Barszczewską" 11.50 I>ziennik 12.05 Kolędy i pastorałki w wy. konaniu chóru PR 1 TV w Krakowie 12.30 Przemiany fwydanie specjalne) 13.00 Dla młodych widzów: — „Opowieści Beatricze" — angielska baśń filmowa (kolor) 14.30 „Sapporo 72" — najważniejsze wydarzenia olimpiady zimowej 15.00 „Pojedynek" — teleturniej — runda I 15.40 Kryteria — felieton 15.50 Estrada Literacka. Tader^z Urgacz „Latarnia magiczna". Wykonawcy: Alicja Pawlicka. Czesław Bogdański, August Kowalczyk, Leon Pietraszkiewicz, Janusz Zakrzeński, Ryszard Nawrocki 16.46 Największy balet świata — transmisja z Onery Paryskiej falowego koncertu TJNTCEFU. U-dział biorą: Svetlana Berisova, Ann Miller, Carla Francei, Paolo Bortoluzzi oraz zespół baletowy Opery Paryskiej. Jeffrey Ba 11 et balet królewski Onery w Kopenhadze, balet jugosłowiański. Koncert nrowadzą: Omar Sharif i Romy Schneider 16.10 Tele-Echo — specjalne wy danie świąteczne (kolor) 19.20 Dobranoc: .,Cynisek — syn rozbójnika Rumcajsa" (kolor) 19.30 Dziennik (kolor) 20.05 „Chłopi" — film servjny TVP ode V ot. „Gody" (kolor) .21.00 Z cyklu: Mistrzowie estrady — „Jan Kobuszewskf" Wyk.: Jan Kobuszewski, oraz Irena Kwiatkowska, Teofilą Koronkie-wicz, Lidia Korsakówna, Danuta Rinn, Krystyna Sienkiewicz Barbara Wrzesińska. Ewa Wiśniewska Jolanta Zykun. Kazimierz 'Brusikiewicz, Wiesław Gołas, Marian Kociniak. Zdzisław Leśniak. Wiesław Michnikowski, Tadeusz Pluciński, Anita Dymszówna. Krystv-na Skolimowska, Karol Stępkowski, Jacek Hilchen, 21.50 „Wicehrabia de Bragelon-11® — frane. film fab. (kolor) 23.26 ^Louisa Jane White i Jej Piosenki" Poniedziałek 25X11 8.55 Program dnia 9,00 Dlą młodych widzów: „Ma-roszek" — słowacki film fab. — ode. II pt. „Odwet" 10.00 Klub Sześciu Kontynentów — Siadem jednego listu 10.40 Monachium 72 — najważ« niejsze wydarzenia XX Igrzysk Olimpijskich (kolor) 12.00 Dziennik 12.10 „Wszystkiego po trochu* — program rozrywkowy TV NRD (kolor) 13.30 Dlą dzieci: „Książe Baja-ja" — czechosłowacki film fabularny (kolor) 14-50 Koncert fortepianowy e-moll Fryderyka Chopina gra Bar* bara Hesse-Bukowska z towarzyszeniem Wielkiej Orkiestry Symfo nicznej PR i TV pod dyr Jana Krenza 15.30 Teatr Młodego Widza: — Konstanty Ildefons Gałczyński „Noc cudów czyli babcia i wnuczek". Udział biorą: Ewa Dałkow-ska-Szymonowicz. Urszula Gawryś. Joanna Ziółkowska, Zygmunt Apostoł. Krzysztof Kolberger, Tomasz Marzecki, Andrzej Oksza, Maciej Szary. Wojciech Sztockin-ger, Juliusz Wyrzykowski 16.30 „Jak rozpętałem II wojrwj światową" — polski film fabularny cz. I pt. „Ucieczka" 17.55 studio 13. Wyk.: Halina Kunicka. Irena Santor. Łucja Prus. Maria Koterbska Andrzej Dąbrowski. Jerzy Połomski. Waldemar Kocoń. Zofia i Zbigniew Framerowie. zespół „Ptaki" i zespół „Partita" 19.20 Dobranoc: Miś * okienka (kolor) 19.30 Dziennik 20.05 Teatr TV: Aleksander Fre. dro „Zemsta" Wyk.: Jan Swiderski, Joanna Jędryka, Czesław Wołłejko, Krzysztof Kalczyński, Emilia Krakowska, Wojciech Pokora. Aleksander Dzwon kowski, Zdzisław Skowroński. Zbigniew Kryński Zdzisław Szymański Krzysztof Wieczorek (kolor) 21.50 „Siedmiu wspaniałych* —i film fab. 23.55 „Moskiewskie przeboje* ~» radziecki program rozrywkowy 6.55 Program na wtorek. Wtorek 26X11 8.55 Program dnia 9.00 Dla młodych widzów: „Ma* roszek" — słowacki film fabularny cz. III pt. ..Poza domem" 10.10 „Cyrk bez granic" — dokumentalny film rumuński (kolor) 11.25 „W kręgu mistrzów sztuki" — galeria portretrów polskich w Wilanowie (kolor) 12.00 Dziennik 12.20 Z cyklu: Piórkiem 1 węglem 12.45 Królowa białego sportu — radź. film fab. 14.30 Z cyklu! Żywoty paA sławnych — program nt. „BeTTissi-ma" (Helena Modrzejewska) Wyk.f Aleksandra Zawieruszankai, Włodzimierz Press, Andrzej Seweryn, Kazimierz Wilamowski oraz Sylwester Pawłowski, Jerzy Radwan, Zygmunt Maciejewski Czesław Byszewski, Witold Kałuski 15.40 Polscy medaliści olimpijscy 1972 (kolor) 16.25 „Przygoda mojego życia" — publicystyczny program młodzieżowy 17.10 „Jak roznetałem II wojnę światową — polski film fab. —• cz. II pt. „Za bronią" 18.20 „A la Espanola" — hiszpański program rozrywkowy (kolor) 19.20 Dobranoc: Jacek i Agat. ka (kolor) 19.30 Dziennik i wiad. sportowe (kolor) 20.05 „Tom Jones" — angielski film fab. (kolor) 22.10 „Królowa przedmieścia* Wyk.: Anna Sokołowska, Juliusz Grabowski, Tadeusz Huk. Tadeusz Włudarski Wanda Kruszewską, Kazimierz Kaczor. Kazimierz Witkiewicz I inni 24.06 Program na środę ŚRODA - 27 XU C* 1 _____________ Wał ta Disney'a (kolor) -Chłop*" — film seryjny TVP kVJ „Gody" 15.05 Z cyklu: 15.25 Oferty bik.^agmenty finałowego meczu }i^**?*nej Polska ~ Węgry. O-a w Monachium 1972 (ko-40 n ^ Festiwal Widowisk ^Wych dla dzieci: Jan Ośnica: Msw ° dwóch braciach" — wido-Państwowego Teatru Lalek w Szczecinie 17.50 Ma-*to, ITP 18.05 Budowałem mia-Jeden plus jeden —- polski a°kumentalny (kolor) 18.30 Z *»Już "Nasz program i my" 18.56 *k0r, dwunastej" — program &W .roczny 19.20 Dobranoc: Chło Ur plakatu 20.05 Z cyklu „Słyn beczki" — franc. film seryjny ł,/>0ndotier Bartolomeo Colleo-(M|!5olor) 20.55 Świat i Polska 4°' fr? 21,45 Uroczysty koncert w ^a.jw^p^nicę utworzenia ZSRR — *Uls .^isją z Moskwy 23.25 Dzien-- ^iad. sportowe 'C*tyARTEK - 28 XI! teleferie: „Wierna gołąb-,*?* 'ilm Walta Disney'a (ko-jti* ^o.GO z cyklu: „Słynne uciecz frai*c- film pt. „Kondotier v 3^f<*fceo Cołleoni" (kolor) 16.46 Festłwal 'widowisk Lalko- wych dla dzieci: Gustaw Morcinek „Jak górnik Bulandra diabła oszu kał" — widowisko Państwowego Teatru Lalek „Banialuka" w Biel skU-Białej 17.45 PKF 17.55 ZSRR— 56 — Białoruska SRR — program przygotowany przez TV radziecką (kolor) 19.10 Przypominamy, radzimy... 19.20 Dobranoc: Bolek i Lolek (kolor) 20.05 Teatr „Kobra" Terence Peely: „Kto zabił św. Mikołaja?". Wyk.: A. Milewska, J. Jędryka, K. Kowalewski, K. Chamiec, J. Zakrzeński, J. Duriasz, A. Zaorski, M. Lewandowski 21.20 Refleksje 21.50 Ekspres nr 16 — kabaret TV 22.20 Portrety 72 22.50 Dziennik i wiad. sportowe PIĄTEK - 29 XII 9.06 Teleferie: „O psie, który myślał, że jest szopem" — film Walta Disney'a (kolor) 10.00 „Spój rżenie ze szczytów Alp" — włoski film dokumentalny (kolor) 16.40 n TV Festiwal Widowisk Lalkowych dla dzieci: Jewgienij Szwarc „klonowi bracia" — widowisko Państwowego Teatru Lalek „Pinokio" w Łodzi 17.45 Nie tylko dla pań 18.10 Kronika Pomorza Zachodniego 18.30 Turystyka i wypoczynek 18.45 Magazyn medyczny 19.20 Dobranoc: Przygody Tomka Palucha 20.05 „Montenegro 5" — Jugosłowiański program rozrywko wy 20.36 Panorama tygodnia 21.16 Teatr TV: Jpoczdam 1045". Wyk.: M. Dmochowski, M. Pawlikowski, J. Kaliszewski, S. Butrym, H. Bąk, M. Milecki, T. Białoszczyński, E. Karewicz, St. Winczewski, B. Baer B. Płotnicki, A. Krasicki i inni 22.45 Dziennik i wiad. sportowe SOBOTA - 30 Xli 9.00 Teleferie: „Kojot Chi co" — film Walta Disney'a (kolor) 10.00 „Plac Czerwony" —- radz. film fab. 12.25 Konkurs czterech skoczni (z Obersdorfu) 15.05 Kronika Roku 16.40 II TV Festiwal Widowisk Lalkowych dla dzieci: Maria Kownacka: „O Kasi, co gąski Łgubiła". Widowisko Państwowego Teatru Lalek w Wałbrzychu 17.50 „Moskiewskie spotkania" — film dokument. TVP i APN (kolor) 18.30 Pegaz (kolor) 19.20 Dobranoc: Przygody Peti (kolor) 20.15 Filmy, które warto zobaczyć: „Plac Czerwony" — radz. film fab. 22.40 Dzień nik i wiad. sportowe 23.05 Teatr Rozrywki: Gustaw Caillavet ł Robert Flers: „ Zakochani". Wyk.: J. Zykun, B. Ludwiżanka, Wł. Press, E. Dziewoński, E. Fidler, T. Pluciński. I. Kuśnierska, I. Mło dnicka, A. Byrska. NIEDZIELA - 31 XII BJ15 TV lConr Rolniczy §.66 ma młodych widzów: JNieuchwytni mściciele" — cz. I radz. filmu fab (kolor) 10.15 W obiektywie — notat nik filmowy z krajów socjalistycz nych 10.45 w kręgu mistrzów sztu ki — Malarz i modelka (kolor) 11.26 „Ja mam serce do Ciebie" — pieśni biesiadne i miłosne XVII wieku. Wyk.: Zespół Fistulatores et Tubicinatores Varsoviensis, W. Koczeska, K. Kołodziejczyk, L Młodnicka, J. Russek, Z. Saretok, Wł. Hańcza, M. Kalenik, WŁ Nowak, K. Stępkowski i inni oraz uczniowie Podstawowej Szkoły Muzycznej nr 1 12.00 Przemiany 12.30 „Pióropusze i ostrogi" cz. IV — program St. Szwarc-Bronikow-skiego (kolor) 13.30 Dla młodych widzów: XXVI Trój mecz Harcerski 14.36 „W 80 dni dookoła świa ta" — ang. film fab. (kolor) 17.15 „Pojedynek" — Ii runda 17.45 Film muzyczny TVp — premiera miesiąca „Pan Twardowski" (kolor) 18.20 Peggy Fleming — program rozrywkowy (kolor) 19.20 Dobranoc: Cypisek, syn rozbójnika Rumcajsa (kolor) 20.00 Przemówienie Noworoczne (kolor) 20.20 Polska muzyka taneczna. Wyk.: Ali-Babki, „Homo Homini", zespół cygański „Roma", J. Grunwald i „En face", grupa organowa K. Sa dowskiego i L. Urbańska. T. Woź niak, A. Dąbrowski, U. Sipińska, K. Hojnowska, J. Milian 1 inni 21.05 W starym kinie — „Tore-ador" — film archiwalny z udziałem Flipa i Flapa 22.05 W noc sylwestrową: — recital K. Gotta — Teatr Rozrywki: „Człowiek w ścianie" — J. Osęki — Życzenia Noworoczne z ZSRR. CSRS i NRD — Życzenia TVP — Dla tych, co pracują — program rozrywkowy — Ekspres nr 17 — „Łódź w progi amie sylwestrowym" — Melodie Wielkiego Ekranu — Alfabet Rozrywki — Toatr Noworoczny -a „Wieczór z Diahann Ca roli" — program, w którym wystąpią Tom Jones i Harry Belafonte, PONIEDZIAŁEK - 1173 r. 6.60 Dla młodych widzów: „Nowe przygody nieuchwytnych" —. cz.. II — film prod. radz. (kolor) 10.20 Przeżyjmy to jeszcze raz — przegląd wydarzeń sportowych ro ku 1972 11.55 Charaktery — rep. filmowy (I) 12.15 Koncert noworoczny z Wiednia (kolor) 13.20 Cha raktery — rep. filmowy (II) 13.30 Z cyklu: „Ze starego kalendarza" — Kraków mało znany 14.00 Konkurs czterech skoczni z Garmiscb Parten^irchen (II konkurs skoków) 15.30 „Krakowiacy i górale" — opera wg. libretta W. Bogusław skiego. Spektakl Teatru Muzycznego w Szczecinie (kolor) 16.35 Cha raktery — rep filmowy (III) 16.45 „Jak rozpętałem II wojnę światową^ — polski film fab. — cz. II — „Wśród swoich" 17.55 Charaktery — rep. filmowy (IV) 18.10 „Nikt tylko Ty" — program rozrywkowv z udziałem: E. Miodyńskiej, M. Niemirskiej, E. Wiśniewskiej, T. Rossa i zespołu baletowego (kolor) 19.00 Charaktery — rep firnowy (V) 19.20 Dobranoc: Miś z okienka (kolor) 20.15 „Chłopi" — film seryjny TVP — ode.' VI — „Ogień" 21.10 Teatr TV: W. Hugo: „Ruy Blas". Wyk.: A. Seweryn, M. Wal czewski, A. Seniuk, T. Borowski, A. Szczepkowski, M. Milecki, J. Ziejewski, St. Jaśkiewicz, J. Skul ski i inni (kolor) 22.30 Magazyn sportowy 53.55 Dzisiaj Adriano Celent&no. UWAGA! TełewfzJa zastrzega •obie prawo zmian w programie! „GŁOS KOSZALIŃSKI* — organ Komitetu Wojewódzkiego Polskiej Zjednoczone,| Partii Robotniczej, Redaguje Kolegium Redakcyjne — Koszalin, ul. Zwycięstwa 137/139 (budynek WKZZ). Telefony: centrala 79-21 (łączy ze wszystkimi działami), redaktor naczelny i sekretariat — 26-93, zastęp ca redaktora naczelnego i se kretarz redakcji — 42-08, Dział Partyjny i Dział E-konomiczny — 43-53, Dział Miejski i Dział Terenowy — 24-95. Redakcja nocna (ul. Alfreda Lampego 20) — 46-51 i 48-23 (w soboty I w niedzielę — również Dział Sportowy). „GŁOS SŁUPSKI" — Słupsk, pl. Zwycięstwa 2, I piętro, telefon 51-95. Biuro Ogłoszeń RSW „Prasa" — Koszalin, ul. Pawła Findera 27a, tel. 22-91. Wpłaty na prenumeratę (miesięczna — 15 zł, kwartalna — 45 zł, półroczna — 90 zł, roczna — 180 zł) przyjmują ufzędy pocztowe, listonosze oraz oddziały delegatury „Rucb,ł Wszelkich informacji o warunkach prenumeraty udzie łają wszystkie placówki „Ruch" i poczty. Wydawca: Koszalińskie Wydawnictwo Prasowe RSW „Prasa", Koszalin, ul. Pawta Finde ra 27a, centrala telefonie® na — 40-27. Tłoczono* Prasowe Zakłady Graficzne. Koszalin, ul. Alfreda Lampego 18. OgKSSHB Lepiej późno 99-Ietni Adolph Zukor, jeden z największych producentów filmowych w Hollywood, postanowił prowadzić zdrowszy tryb życia. W czasie uroczystości urodzinowych sędziwy solenizant oświadczył: „Gdybym wiedział, że będę tak długo żył, prowadził bym o wiele zdrowszy tryb życia. Lepiej jednak późno, niż wcale: od jutra przestaję pić alkohol i palić! A nuż będę żył jeszcze z pięćdziesiąt łotr ZIĘĆ I TEŚĆ 2a zgodq sqdu 52-Ietni wdowiec Olaf Gustavson z Vaesteras (Szwecja) poślubił córkę swojej zmarłej żony z pierwszego małżeństwa. Na skutek tego skomplikowały się bardzo jego stos im ki pokrewieństwa. Jest on bowiem o-becnie swoim własnym zięciem i teściem w jednej osobie. Osiołek fes! isujszybszy Weterynarz JcrpońsVi z Tokio, Terno Iwamoto tak się prze[qł apelami o ochronę środowiska naturalnego, że na własnq rękę przyczynia się do zmniejszenia zanieczyszczania powietrza. Postanowi! on nie użvwać więcej samo chodu, jeździ on ulicami To kio na... osiołku. Twierdzi zresztą, że iest to znacrnie szyb szy środek lokomocji, niż au-to na beznadziejnie zatłoczonych ulicach stolicy. Mimo że pasza dla osiołka jest trzy razy droższa niż benzyna, mimo że dr Iwamoto ściaga uwagę gapiów, postanowił wytrwać przy swoim postanowieniu tak długo, póki nie wyprowadzi się na prowincję. Za moralność nie odpowiadam W dzienniku „Montreal Star" ukazało się ogłoszenie mr Petera Morgana, w któ rym obiecuje on 50 dolarów nagrody za odnalezienie i zwrot jego ulubionej, mówiące} papugi, wabiącej się „A-ra". W końcu ogłoszenia czytamy dopisek: „Podkreślam, że nie podzielam poglądów mojej papugi na moralność". um WYRZUCAJ KALEMBAiiZY! Jedna ze szkockich organizacji konsumentów, mająca siedzibę w Edynburgu zawiadomiła swoich członków, że kalendarze z roku 1962 mogą być stosowane również w roku 1973, ponieważ święta i dni powszednie przypadają w obu latach identycznie. Oszczędni Szkoci będą mogli stosować kalendarz z 1973 roku również w roku 1979; i w tym przypadku kolejność dat i dni tygodnia jest identyczna — na co zwraca uwagę organizacja konsumentów. TO JEST SŁUCH! SS-łetnia nauczycielka muzyki, panna Grethe Dumas spod Genewy odznacza się nadzwyczaj czułym słuchem. Dzięki temu odzyskała ona swój rower skradziony jej przed pół rokiem. Idąc pewnego razu ulicą usłyszała znajome" brzęczenie błotników swojego roweru. Na natrętne nalegania panny Dumas policja sprawdziła numer ramy roweru. Mimo przemalowania pojazdu okazało się, że ucho nie zawiodło nauczycielki. Rzeczywiście był to jej rower, skradziony przed pół rokiem. O pannie Dumas mówi się teraz w miasteczku, że potrafi słyszeć, jak trawa rośni*. "Rys. „Paris Match" Polacy nie gęsi™ „Duże zaangażowanie przedstawicieli naszego pionu w dziedzinie popularyzacji reklamy na wsi przejawiało się w aktywnym udziale w dyskusji w toku obrad Kongresu". „Lokatorzy stawfajcf sprzeciw, że zabrany strych pozbawi ich korzystania z przywilejów socjalnych jak suszenie bielizny osobistej i spodniej'1. „Złożyłem wypowiedzenie z pracy i otrzymałem pozytywną zgodę na moją prośbę". „Ślimaki obrodziły w tym roku specjalnie, co pozwoliło nie tylko na wykonanie, ale i na przekroczenie planu skupu, gdyż na 110 ton objętych planem — w praktyce skupiono 144 tony, co stanowi realizację zamierzeń w 131 procentach". „Konieczne jest oparcie się o samorządność i konsultowanie kółek rolniczych". (Z listów i pism instytucji wybrał J. K.) mmam Fraszki zimowe BAJKI W królewnę Śnieżkę \aV samo wierzę, jak w biały, czysty, puszysty śnieżek. RÓŻNICA CHARAKTERÓW Kryształowy charakter ma śnieg —-ale bałwany już nie. PO CO JEST OPŁATEK Abyśmy coś takiego mieli, czym każdy chętnie się podziefL CHOINKA WATĄ UBRANA Wygląda, kiedy juz zakurzy s?ę, zupełnie, jakby leżał na niej śnieg. NA KONIEC ROKU Według optymistycznej rachuby nie przybył nam rok, ale u b y U ZIMA W MIEŚCIE Czasem tylko śnieżny puch zjawia się jak zimny duch, zawsze jednak zaraz potem rzeczywistość straszy błotem. RZECZ ZASKAKUJĄCA Nie tyle samą zimą bywamy zaskoczeni, co tym, że zima zawsze jest zaraz po jesieni. ANONS Mam miejsce przy pieca —-poszukuję pleców. JERZY LESZCZYŃSKI Rys. „Paris Match" gil In n__ii wnmL_m Pijak w piekle (BAJKA BIAŁORUSKA) Dostał się pijak do piekła. Kazali mu diabli gotować w kotle trzysta dusz. A za te dusze na tym świecie gorliwie modlili się ich krewniacy. I w końcu przyszedł po nie do pijaka anioł.. — Oddaj mi te trzysta dusz! Pijak nie chce oddać. Domyślił się anioł, czego pijakowi potrzeba. Po jakimś czasie przynosi mu pół litra wódki. Pijak wziął od anioła wódkę i dalejże popijać łyk za łykiem. Upił się i wypuścił aniołowi z kotła tych trzysta grzesznych dusz. Przychodzą diabli, patrzą — dusz nie ma, — Gdzie są dusze? Pytają pijaka jeszcze raz: — Gdzie są te dusze, któreśmy ci rozkazali gotować Pijak milczy — już nawet mówić nie może, tylko palec do ust podnosi — pokazuje, gdzie dusza. Diabli się przestraszyli. — Achy ty obżartuchu! Przez dwie godziny zeżarł trzysta dusz! Przecież on całe piekło opustoszy, ani jed nego grzesznika nam nie zostawi! Wypędźcie go precz i to prędko! I wypędzono pijaka z piekła. A że nie miał się gdzie podziać, więc wpuszczono go do raju. Przełożył Fr. Sivarzycn Najpiękniejsza (y)? ROZRYWKI TtfTDAGlIJT, SŁUPSKI KLUB SZARADZISTÓW PRZY PIWŁ KRZYŻÓWKA NR Podane wyrazy należy wpisać do diagramu w taki sposób, aby powstała pnfwidfrowa krzyżówka. Litery w kratkach z szyfrem liczbowym — czytane kolejn? od 1 do 44 — utworzą hasto na czasie. Wyrazy ^-literowe: AARE, ERIE, KALO, LEDA, PAGO, Si, AD. 5-literowe: ASCKA, CHART, IRINA, KUCKI, LIANA, NAPIS, NARIE, PLUSZ, WYTOP, YEATS. 6-literowe: BAZALT, BERENT, BROKAT, IGNACY, MUSSET, ROGOŻ A, SEJNF.R, SKALAR. SKOBEL, TOPIEL, WOLANT, ZAMORA. 7-Iiterowe: BEZMIAR, BOĆWINA, CHOINKA IZONEFA, KRAWIEC, KWADRAT, ME-TRKSA. NAJŁĘCZE, PIECZKA, ROMANOW, TORTURA, WRZĄ TEK. S-literowe: ALBINIZM, EPI-CYKLE, LUMINARZ, OSKRZE LR, ŚWIECZKA, TANZANIA, ZŁĄCZNIK, ZWIJANIE. Ułożył „BUK" Rr»rwią25ania — wyłącznie z dopiskiem KRZYŻÓWKA NR 630' — prosimy nadsyłać do redakcji w Koszalinie w terminie 7-dniowym. A oto nagrody ufnmdowane przez Zarząd O kręgu Ochotniczych Straży Pożarnych w Koszalinie: 1) MŁYNKOMIKSER, 2) ODBIORNIK TRANZYSTOROWY, 2) CZAJNIK ELEKTRYCZNY (ze sznurem). Prócz tego — Jak zawsze — "rozlosowanych zostanie: 5 NAGRÓD KSIĄŻKOWYCH. ROZWIĄZANIE KRZYŻÓWKI NR •»: Poziomo: — Paweł, aptekarz sport, kucharka, grymas, tkactwo, Kr, bohomaz, amator, igraszka. Rawik, koszenie, komin. Pionowo: — posąg, włosy, łatka, pech. Kair, działo, Ustka, asceta, runo, mimoza, krzak, wino, boisko, Marek, Tuwim, rekin, rysa* sień. Zabrać i oddać Antonio Ferzetti, rzemieślnik z miasteczka Gibelli (Włochy) został przyłapany na gorącym uczynku kradzieży 50 tysięcy lirów z kasy miejscowego urzę du podatkowego. Przed sądem Ferzetti tłumaczył się ze łzami w oczach: ,,Musiałem ukraść, bo nie miałem pieniędzy na zapłacenie podatków. Przecież urząd podatkowy i tak by otrzymał tę sumę". mu—iUiin««B Góra z górą... Niedaleko Toronto (Kanada) na szosie doszło do niegroźnego zresztą zderzenia dwóch samochodów. Maski obu wozów zostały poważnie zdeformowane. Kierowcy wysiedli z samochodów i zaczęli sobie krew ko wymyślać. Sprzeczka przemieniła się w radosne poklepywanie się po plecach, gdy obaj panowie wymienili personalia. Okazało się że byli parą serdecznych przyjaciół z ławy szkolnej którzy nie widzieli się od dnia matury nrzed 35 laty. wiimmiiiiiimi iii i—iii \mmammamBBmm 24-letnia Meillin Gay — „Miss Hongkongu" na rok 1971 stanęła ostatnio w Londynie do wyborów na „Miss Univer-sum". Co prawda tytułu najpiękniejszej kobiety świata nie uzyskała, ale wzbudziła furorę, ponieważ — jak poinformowały bulwarowe dzienniki londyńskie — jeszcze przed trzema laty była... mężczyzną. Cała afera zaczęła się od listu niejakiego Neila Tolana, właściciela agencji reklamowej, który twierdził że „Miss Hongkongu" pracował u niego jako goniec. W każdym razie, Jurorzy nie wdawali się w te szczegóły, ale fabryka wyrobów kosmetycznych kupiła od najpięk- niejszej(ego) prawo używa-nia jej podobizny do celów re kia mowy ch. A Rys. ,J*aris Moich