C MTJTNE były grudniowe święta. Odczuwaliśmy jesz eze bardzo mocno gorycz dramatycznych tinjdarzeń, mimo że już nowe kierownictwo par td i rządu przyrzekło naprawę. Nadzieja była wielka, ale wielu ludzi pytało: — Skąd pewność, że się zmieni na lepsze? Pewność ta płynęła z wiecznie żywotnej siły partii. •Ale i argumenty były jeszcze wówczas nie najmocniejszev Przypomnijmy słowa tow. Ed warda Gierka, wypowiedziane do szczecińskich stoczniowców. — Musimy sobie wzajemnie zaufać, aby niektóre sprawy można było spokojnie doprowa dzić do końca..; Nie mamy in nych celów od tych, które wy Reprezentujecie". Za słowami poszły czyny. Partia nie zawiodła zaufania. Rozpoczął się żmudny proces odnowy. Kierunek jest jasny: umacniać i rozwijać to, co by io dobre, usuwać wszystko, co było złe i hamowało rozwój kraju. Nie bez powodów mówi się dziś, że nowe kierownictwo zrobiło więcej dla ludzi pracy w ciągu trzech miesięcy, aniżeli poprzednie przez kilka }aL Dziś inne święta: Wiosenne, w każdym słowa znaczeniu« J nastrój ludzi nieporównywal nie lepszy, będący jakby odbi ciem popularnej młodzieżowej piosenki: „Wiosna majem tvró ci"... Ten kto nie wpadł w pe symizm, ani nie dał się zwieść różnym mącicielom t demagogom, słyszał już jej pierwsze takty pod koniec grudnia ub. roku. Nie bez troski jednak i zadumy myślimy o przyszłości. Bliższej i dalszej. Czujemy mocniej, niż przedtem, obywa telską odpoioiedzialność. Bo to, czy będzie lepiej, zależy od każdego z nas, od powodzenia naszych planów gospodarczych i innych społecznych zamierzeń. Trzeba pracować nie tyle więcej, ile po prostu lepiej. Ale to LEPIEJ, dotyczy w rów nej mierze rządu, kierownikówą jak i wszystkich, przy każdym roboczym warsztacie. Nie ma dziś problemu, co zrobić z nad miarem rąk do pracy. Jest na tomiast sprawa, jak pożytecznie wykorzystać wysiłek każde go człowieka. By praca przy-' nosiła jak najlepsze wyniki, by się nam wszystkim lepiej żyło. Jeden warunek jest przy tym istotny: to, co wytwarzamy w kraju nad Wisłą, nie może być ani gorsze, ani droż sze, niż u innych. Takie ambicje powinny powodować poczy naniami i w naszym regionie, jeżeli chcemy coś więcej znaczyć w kraju, w świecie. Dla tego właśnie prosty pozornie rachunek społeczno-ekono-miczny nie jest wcale taki prosty. Odczuwamy zmianę na lepsze. Nadzieja nabiera konkret nego wyrazu. To nas korzystniej usposabia do życia i przy szłości. Pozwala spokojniej od pocsywać w nadchodzące wio senne święta. I chociaż niewąt pliwie liczą się w tym rachun ku pieniądze i kredyty, to naj większą wartość ma nasza pra ca. Nie można zresztą długo żyć na kredyt. Kto lubi spłacać długi? Tylko wspólny wy siłek nas wszystkich przyczyni się do wytworzenia nowych wartości materialnych, które stanowią podstawę dobrobytu każdego z nas, gwarancję siły naszego państwa. Póki co, odpocznijmy trochę. Zasłużyliśmy na to: zetpe Jednia na dzień Zastępcami członków Biura Politycznego zostali wybrani: Jurij Andropow, Piotr Diemi-czew, Piotr Maszerow, Wasilij Miawanadze, Szaraf Raszy-dow i Dmitrij Ustinow. Pierwsze plenum nowo wybranego Komitetu Centralnego dokonało też wyboru Sekretariatu KC. Sekretarzem generalnym KC KPZR wybrano Leonida Breżniewa, a sekretarzami KC zostali: Michaił Susłow, Andriej Kiri-lenko, Fiodor Kułaków, Piotr Diemiczew, Iwan Kapitonow, Konstantin Katuszew, Borys Ponomariew, Michaił Soło-miencew i Dmitrij Ustinow. Przewodniczącym Komisji Kontroli Partyjnej został Ar-wid Pelsze, a Centralnej Komisji Rewizyjnej — Gienna-dij Sizow. Przed zamknięciem Zjazdu L. Breżniew wygłosił krótkie przemówienie podsumowujące obrady. PODSUMOWUJĄC wyniki Zjazdu — powiedział sekretarz generalny KC KPZR — możemy s pełnym uzasadnieniem stwierdzić, że dokonaliśmy wielkiej pracy, że w dokumen tach Zjazdu, w wystąpieniach delegatów znalazło godne odbicie ogromne i wszechstronne doświadczenie naszej partii, jej kolektywna mądrość. Słuchając przemówień przyjaciół i braci z zagranicy, z nową siią poczuliśmy się jako nierozerwalna część skła dowa wielkiego ruchu inter-nacjonalistycznego powołanego do przeobrażenia świata. Raz jeszcze mogliśmy się przekonać o tym, że towarzysze zagraniczni jednomyślnie aprobują kurs naszej partii, jej pryncypialną marksistowsko-leninowską linię w światowym ruchu komunistycznym, jej s4.ałe i konsekwentne wysiłki zmierzające do umocnienia jedności tego ruchu i do zespolenia wszystkich sil rewolucyjnych. Leonid Breżniew oświadczył, że XXIV Zjazd uzbroił (Dokończenie na sir. 9 dzijlalnikom dZadakcja PIHM przewiduje dla całego kraju na okres świąt zachmurzenie umiarkowane, miejscami przejściowo duże. Temperatury maksymalne od 8 st. na wybrzeżu do około 15—18 st. na pozostałym obszarze Polski. Wif^ry słabe o kierunkach zmiennych- Posiedzenie Wojewódzkiej Komisji Porozumiewawczej Partii i Stronnictw Politycznych Przygotowania do obchodów f (Int wi.) Wczoraj odbyło się w Koszalinie posiedzenie Wojewódzkiej Komisji Porozumiewawczej Partii i Stronnictw Politycznych. Rozpatrzono informację o przebiegu przygotowań do tegorocznych uroczystości pierwszomajowych. 1 Mają obchodzić będziemy pod hasłami poparcia dla polityki Partii i uchwał VIII Plenum KC PZPR oraz międzynarodowej solidarności ruchu robotniczego, zwłaszcza z KPZR i uchwałami XXIV Zjazdu KPZR. Starannie przygotowują sit; do i Maja organizacje parlyj ne w województwie. Na zebra niach POP członkowie partii przedyskutują zadania związa ne z należytym przygotowaniem uroczystości pierwszoma jowych. W zakładach pracy — jak poinformowano — przygo towania do 1 Maja zostaną o-mówione na zebraniach par- Zopowiedź „Marszu Pokoju" w USA WASZYNGTON (PAP) Senator demokratyczny Edmund Muskie oświadczył, te popiera plan zorganizowania 24 kwietnia ogólnonarodowego „MAR SZU POKOJU" na znak protestu przeciwko wojnie w Indochinach. Przemawiając w Kon^resi" USA Muskie stwierdził, ie tego rodzaju akcja protestacyjna jest całkowicie uzasadniona wobec polityki rządu Nlxona w Indochinach, zwłaszcza zaś wtargnięcia do Laosu, wzm?sania bombardowań, sabotowania rozmów pokojowych w Paryżu. Ideę „MAPSZU POKOJU" zaaprobował również inny senator j demokratyczny — McGovsrn. i tyjnych odbywających się w związku z przewidzianymi na kwiecień konferencjami «amc rządu robotniczego. Wiele u wagi zwraca się na podsumo i wanie osiągniętych rezultatów w realizacji zobowiązań, które podejmowano celem zwięk szenia produkcji na zaopatrz1 nie rynku i poprawy warun ków socjalnych ludzi pracy. Na posiedzeniu przedyskut wano również sprawy związc ne z decyzjami kierownictw Partii i Rządu dotyczącym podwyżki cen skupu żywca Stwierdzono, że decyzje tę spotkały się z uznaniem roln ków w naszym województwie i wpłyną na zwiększenie zair teresowania hodowlą. (LI. ETNA ZAGRAŻA LUDZIOM RZYM (PAP) W piątek doszło do potężr erupcji lawy z sycylijskiego wu kanu Etna. Lawa spływa w dói krateru trzema potokami, zbliżając się do pobliskich osiedli ludz kich. Leonld Breżniew pfcnswnJe sekretarzem generalnym KC Komunistyczne! Partii Związku Radzieckiego XXIV Zjazd KPZR zakończył obrady W dniu 9 kwietnia zakończyły się w uroczystej atmosferze obrady XXIV Zjazdu Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego. Na końcowym posiedzeniu Leonid Breżniew przedstawił skład nowo wybranych centralnych władz partyjnych. W skład Biura Politycznego KC wybrani zostali jednomyślnie na pierwszym plenarnym posiedzeniu nowego Komitetu Centralnego: Leonid Breżniew, Nikołaj Podgorny, Aleksiej Kosygin, Michaił Susłow, Andriej Kirilenko, Arwid Pelsze, Kiriłł Mazurów, Dmitrij Polański, Piotr Szelest, Giennadij Woronow, Aleksander Szelepin, Wiktor Griszyn, Dinmuchamcd Kunajew, Władimir Szczerbicki i Fiodor Kułaków. ■Str. 2 • GŁOS nr 100/1/2 (5856/7/8) W KRAJU— * RADA PAŃSTWA MIANOWAŁA NOWYCH AMBASADORÓW PRL: w Republice Kuby — Mariana Renke, w DRW — Władysława Domagałę oraz w Republice Cypru i Królestwie Jor danii — Tadeusza WujKa, który funkcję tę będzie pełnił jednocześnie z funkcją ambasadora PRŁ w Libanie. Na tyra samym posiedzeniu — Rada Państwa uwzględniła prośby 83 osób o nadanie im obywatelstwa polskiego. * W WARSZAWIE ODBYŁO SIĘ POSIEDZENIE PREZYDIUM ZARZĄDU GŁÓWNEGO ZWIĄZKU BOJOWNIKÓW O WOLNOŚĆ I DEMOKRACJĘ. Obradom przewodniczył prezes ZG ZBoWiD Mieczysław Moczar. Omawiano przebieg zebrań zarządów okręgów Związku, jakie odbywały się w całym kraju w okresie od 15 marca do 3 kwietnia. Rozpatrzono też postulaty zgłoszone przez dyskutantów na ostatnim posiedzeniu plenarnym Zarządu Głównego. * W KRAKOWIE ODBYŁO SIĘ POLSKIE I EUROPFJSKIE PRAWYKONANIE „KOSMOGONII" KRZYSZTOFA PENDEREC KIEGO — utworu, który kompozytor napisał na zamówienie ONZ. Chórem i orkiestrą Państwowej Filharmonii im. Karola Szymanowskiego w Krakowie dyrygował Jerzy Katlewicz. Prawykonanie „Kosmogonii", na którym obecny był K. Penderecki, krakowska publiczność przyjęła bardzo gorąco. Jako soliści wystąpili Stefania Woytowicz, Kazimierz Pustelak i Bernard Ładysz. ¥ BINANZINA, oryginalny polski lek na chorobę r.adciśnie-niową, iroM światowa karierę. Po sprzedaży licencji do Argentyny, ostatnio zakupiła ją również znana japońska firma Kyova. * W DRW ROZPOCZYNAJĄ SIĘ WYBORY deputowanych do nowego Zgromadzenia Narodowego, czwartej kadencji. Wybranych zostanie 420 członków Zgromadzenia spośród 529 kandydatów. Cały kraj podzielony został na 80 okręgów wyborczych. Jeden deputowany wypadnie na 50 tysięcy mieszkańców. * KOMITET DEKOLONIZACYJNY NARODÓW ZJEDNOCZONYCH przygotował projekt rezolucji potępiającej Portugalię za stosowanie broni chemicznej w walce z partyzantami w Angoli. Projekt zostanie podany pod głosowanie na najbliższym posiedzeniu komitetu. * W STOLICY IRAKU, BAGDADZIE podpisano porozumienie o dalszym rozwoju współpracy gospodarczej i technicznej między ZSRR a Republiką Iracką. * CEJLOSTSKIE SIŁY ZBROJNE kontynuowały operacje, mające na celu zlikwidowanie ognisk oporu buntowników. W operacjach brały nawet udział pojazdy opancerzone i lotnictwo. Akcje wojskowe koncentrowały się głównie w rejonach na północ i północny wschód od Colombo. Większość związków zawodowych sektora publicznego i prywatnego wyraziło poparcie dla sit rządowych zwalczających ekstremistów, pragnących prze szkodzić w realizacji postępowych posunięć rządu pani Ban-daranaike. * KORESPONDENCI AGENCJI PRASOWYCH DONOSZĄ Z IRLANDII PÓŁNOCNEJ, że w przededniu świąt wielkanocnych zaobserwowano tam wyraźny wzrost napięcia. Istnieją obawy, że znów dojdzie do starć między katolikami i protestantami. ZAŻARTE WALKI W Pakistanie Wschodnim utworzony zostanie rząiS tymczasowy? DELHI (PAP) Indyjska agencja prasowa PTI podaje, że w ciągu najbliższego tygodnia ma być ogłoszone utworzenie tymczasowego rządu wschodniopakistańskiego. Agencja powołuje się na oświadczenie Mohameda Abu Osmana, który kieruje walką oddziałów Ligi Awami w południowo-wschodniej części kraju. Tymczasem gen. Tikka Khan mianowany został gubernatorem Wschodniego Pakistanu. Do tej pory był on tzw. administratorem tego kraju. Cały Wschodni Pakistan na :dal ogarnięty jest zaciętymi walkami. W okręgu Sylhet na północy kraju powstańcy zdobyli lotnisko Chadimna-gar. ALARM NA LOTNISKACH NRF I BERLINA ZACH. BONN (PAP) l^a wszystkich lotniskach NRP, a także w Berlinie Zachodnim w miniony czwartek ogłoszono a-larm w związku z pogłoskami o możliwości dokonania zamachu względnie uprowadzenia samolotu. Wszędzie zaostrzono środki bezpieczeństwa i kontrolę bagaży. Środki te dotyczyły przede wszyst kim pasażerów wielkich linii lot niczych i samolotów wyruszających na trasy międzynarodowe. W Berlinie Zachodnim np. dyrekcja lotnictwa wydała zakaz żabie ranla na pokład ręcznego bagażu. Co drugą walizę rewidowano, a pozostałe kontrolowano przy pomocy urządzeń elektronicznych. Z Jugosławii Katastrofa w kopalni weglja BELGRAD (PAP) W kopalni węgla Chrasnik w Słowenii wydarzyła się tra giczna katastrofa spowodowana wdarciem się dużej masy wody w chodnik, gdzie pracowało 22 górników. Ośmiu gór ników przywieziono do szpita la w Trbovlje, a 6 uratowano. Śmierć poniosło 2 górników, zaś los pozostałych 6 jest nieznany. Do Dhaki i Chittagongu przybyło z Pakistanu Zachód niego kilka pułków piechoty i artylerii. Helikoptery przewożą posiłki do otoczonego przez powstańców garnizonu Lalmunirhat. Aby utrudnić odsiecz powstańcy wysadzają mosty w różnych częściach kraju. Cały okręg Sylhet jest już niedostępny dla kolumn « armii lądowej. Doniesienia korespondentów indyjskich znad granicy mówią, że lotnictwo pakistań skie nadal używa bomb napalmowych do ataków na miejscowości kontrolowane przez Ligę Awami. MOSKWA (PAP) Komitet Centralny KPZR wydał w piątek na Kremlu przyjęcie na cześć delegacji zagranicznych partii komunistycznych, robotniczych, ludowo-de-mokratycznych i lewicowo-socjalistycz-nych biorących udział w XXIV Zjeździe KPZR. Na przyjęciu obecni byli przedstawiciele bratnich partii z 91 krajów, członkowie i zastępcy członków Biura Politycznego KC KPZR, sekretarze KC KPZR, członkowie i zastępcy członków KC KPZR oraz członkowie Centralnej Komisji Rewizyjnej. Zwracając się do gości zagranicznych Leonid Breżniew serdecznie podziękował im za udział w pracach Zjazdu za wystąpienia i liczne spotkania z radzieckimi komunistami i ludźmi pracy. „Wszystko to dodało jeszcze Zjazdowi większego znaczenia międzynarodowego, jeszcze bardziej związało nas wszystkich, zarówno tych, którzy zdobyli władzę i budują socjalizm i komunizm, jak i tych, którzy jeszcze walczą o władzę, aby otworzyć swoim narodom drogę do socjalizmu" — oświadczył sekretarz generalny KC KPZR. Cieszy nas szczerze — powiedział Breżniew — że wielki sojusz rewolucjonistów nieustannie rozszerza się i u-macnia. Dobitnym tego wyrazem jest NA CZEŚĆ DELEGACJI ZAGRANICZNYCH wzrost liczby delegacji zagranicznych na naszych zjazdach. Jeśli na XIX Zjeździe KPZR — pierwszym zjeździe powojennym — obecne były 44 delegacje, Przyjęcie na Kremla to na XXIV Zjeździe zebrały się 102 delegacje z 91 krajów. Świadczy to o tym, że ogólnoświatowy ruch wyzwoleńczy, łączący komunistów i innych rewolucjonistów, rozwija się pomyślnie, pokonując wszelkie trudności i powiększa się o nowe oddziały bojowe. Leonid Breżniew podkreślił j że na Zjeździe triumfowały idee marksizmu--leninizmu i internacjonalizmu proletariackiego. Leonid Breżniew powiedział: Wiemy dobrze, że w wielu krajach kapitalis- tycznych aktywne wyrażanie solidarnoś ci ze Związkiem Radzieckim związane jest z wielkimi trudnościami, prześladowaniami a nawet z terrorem. Wysoko cenimy to męstwo, z którym wy nasi bracia klasowi, ludzie myślący tak samo jak my występujecie z pozycji przyjaźni z naszą partią, z naszym narodem, męstwo z którym prowadzicie walkę o interesy klasy robotniczej i o socjalizm. Zobowiązuje nas to do jeszcze pomyślniejszego budowania komunizmu, abyśmy zawsze byli nieustępliwi w obronie naszej marksistowsko-leninowskiej linii generalnej. Opowiadamy się — podkreślił Breżniew — za jednością i nierozłącznością naszych zadań narodowych i interna-cjonalistycznych. Nasza polityka zapewniając marsz naszego kraju do komunizmu pomnaża tym samym nasz wkład w sprawę walki przeciwko imperializmowi, dodaje nowej siły ogólnoświatowemu strumieniowi rewolucyjnych przeobrażeń świata. Powinniśmy umacniać nasze szeregi, międzynarodową armię komunistów, walczyć o jej jedność, o zwartość całego ruchu antyimperialistycznego —• stwierdził sekretarz generalny KC KPZR. POWRÓT DELEGACJI PZPR Z MOSKWY E. Gierka z L. Breżniewem MOSKWA (PAP) W dniu 9 bm. I sekretarz KC PZPR — Edward Gierek, który przewodniczył delegacji PZPR na XXIV Zjazd KPZR, spotkał się z sekretarzem generalnym KC KPZR — Leonidem Breżniewem. Dokonana w czasie spotkania wymiana poglądów w sprawach interesujących obie strony, potwierdziła pełną zgodność poglądów. Wyrażono jednocześnie przekonanie, że istnieją wielkie możliwości dalszego rozszerzenia współpracy między PZPR i KPZR, ZSRR i PRL w dziedzinie politycznej, ekonomicznej i innych. E. Gierek i L. Breżniew potwierdzili gotowość PZPR i KPZR aktywnego wykorzystania tych możliwości w interesie narodów obu krajów i całej wspólnoty socjalistycznej. Spotkanie upłynęło w serdecznej, przyjacielskiej atmosferze. MOSKWA (PAP) W piątek wieczorem z lotniska moskiewskiego Wnuko-wo odleciał do Warszawy samolot specjalny PLL „Lot" wiozący na swym pokładzie delegację Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, która brała udział w obradach XXIV Zjazdu KPZR. Na odświętnie przybranym lotnisku I sekretarza KC PZPR Edwarda Gierka i członków delegacji naszej par tii serdecznie żegnali: członek Biura Politycznego, sekretarz KC KPZR — Andriej Kiri-lenko, sekretarz KC — Kon-stantin Katuszew, wicepremier ZSRR — Ignatij Nowi-kow, ambasador ZSRR w Pol- sce Stanisław Piłotowic* i inne osobistości radzieckie. Delegację żegnali również: ambasador PRL w ZSRR — Jan Ptasiński który wchodził w jej skład, pracownicy dyplo rnatyczni ambasady, przedstawiciele naszych placówek w Moskwie oraz moskiewscy korespondenci prasy polskiej, WARSZAWA (PAP) W godzinach wieczornych w piątek powróciła z Moskwy do Warszawy deiegacja Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, która pod przewodnictwem I sekretarza KC PZPR — Edwarda Gierka uczestniczyła w obradach xxrv Zjazdu Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego. * BONN Min. spraw wewnętrznych NRF Hans-Diet.rich Genscher udał się z wizytą do Rumunii. Przeprowadzi on rozmowy na tematy gospodarcze. * TEHERAN Dokonano tu zamachu na gen. Zia Farssiou, szefa irańskiego sądownictwa wojskowe go. Nieznany osobnik oddał 6 strzałów do generała w chwi li, gdy udawał się on do pra- cy. Rannego w ciężkim stanie przewieziono do szpitala. * BONN Przewodniczący frakcji CDU /CSU w Bundestagu Barzel przeprowadzi w połowie przyszłego tygodnia w Waszyngtonie rozmowy polityczne z prezydentem USA, Nixonem. * NOWY JORK Stacja sejsmograficzna przy uniwersytecie stanu Kalifornia zanotowała silne trzęsienie ziemi w odległości około 11.700 km — w okolicach Pacyfiku między Indonezją a Filipinami. PARYŻ. LONDYN (PAP) z FRONTU INDOCIttftSKIEGO Siły wyzwoleńcze kontynuują działania ofensywne na terenie całych Indochin. W Wietnamie Południowym walki koncentrują się głównie na Centralnym Piaskowyżu. W dalszym ciągu odcięta jest od świata sajgońska baza nr 6, znajdująca się na terenie o dużym znaczeniu strategicznym, graniczącym z trzema ^sąsiednimi krajami — Kambodżą, Laosem i Wietnamem Północnym. Bojownicy połu-dniowowietnamscy od 9 dni oblegają i ostrzeliwują tę bazę. Partyzanci ostrzelali przy użyciu rakiet bazę Da Nang, znajdującą się na północy kraju. Ciężki ostrzał przeszła również baza, usytuowana na przedmieściu Pleiku. Zacięte walki trwają także w Kambodży. Ich największe nasilenie notuje się w dalszym ciągu na drodze strategicznej nr 4 od przeszło 2 tygodni zablokowanej przez patriotów khmerskich. Tym Ima ofensywa wyzwoleńcza Zahamowanie dochodzeń w sprawie zbrodni w My Lai samym uniemożliwiają oni u-trzymanie łączności między stolicą kraju Phnom Penh a jedynym portem morskim Kambodży — Kompong Som. Agencja France Presse donosi z Laosu, że oddziały reżimowe zmuszone zostały do ewakuowania bazy Ran Na, położonej o 15 km na północ od wielkiego obozu wojskowego Longcheng w północnej części Laosu. Od 3 tygodni baza była ostrzeliwana przez artylerię partyzancką. 9 WASZYNGTON (PAP) Ignorując niezliczone żądania wyciągnięcia wszelkich konsekwencji prawnych w stosunku do winowajcy masakry w My Lai Departament Obrony USA zakomunikował, że zaniechał wszelkiego postępowania w sprawie żołnierzy, zamieszanych bezpośrednio w masakrę ludności wioski południowo wietnamskiej My Lai. Rzecznik Pentagonu Fried-heim podkreślił przy tym, że owi żołnierze opuścili szeregi armii, zanim zdołano wytoczyć przeciwko nim oskarżenie. Jak wynika z dalszych informacji, udzielonych przez rzecznika, początkowo prowadzono śledztwo w sprawie przeszło 30 żołnierzy, zamieszanych w tę zbrodnię. Później ograniczono się do dochodzeń w sprawie dwudziestu, aż wreszcie stwierdzono zupełny impas. Na zakończenie wywodów Friedheim o-znajmił, że, być może. jakieś możliwości wznowienia sprawy znajdą się „w odległej przyszłości". 5 fys. rybaków spędzi święta na dalekich łowiskach SZCZECIN (PAP) Polscy rybacy dalekomorscy spędzą święta przy pracy. Na łowiskach przebywać będzie ok. 100 statków rybackich „Dal moru" „Odry" i „Gryfa". Największe zgrupowanie floty łowczej podczas świąt nastąpi w tradycyjnym rejonie połowów północno-zachodniego A-tlantyku. Znajduje się tu blis ko 70 jednostek floty połowo- wej w tym baza dalekomorska „Kaszuby". Druga baza pływa jąca polskiego rybołówstwa „Pomorze" zawinęła ostatnio do kanadyjskiego portu Hali-fax, gdzie poza bunkrowaniem paliwa i wody zabiera dla flo ty zaprowiantowanie. Będą to zwłaszcza owoce i warzywa potrzebne dla rybackiego menu na święta. W drodze na łowiska Geor-ges Bank znajduje się statek łącznikowy „Piast". Oprócz normalnego załadunku zabranego ze Szczecina, który stanowią beczki i inne opakowania na ryby, jednostka ta wiezie dla załóg łowczych 200 ton świątecznych wiktuałów. „ŁUNOCHOD-1" PRZEBYŁ 7.770 METRÓW Pół roku na Srebrnym Globie MOSKWA (PAP) Zakończone zostało, rozpoczęte ponad półtora miesiąca temu, badanie systemu dwóch wielkich kraterów księżycowych. „Lunochod-1" wyszedł z kra teru 200-metrowego, opuścił się po zewnętrznym północnym stoku jego obwałowania, a następnie wspiął się po wewnętrznym północnym stoku krateru 500-metrowego, w któ rego zboczu znajduje się pier wszy krater. Wspinając się po obwałowaniu tego drugiego krateru aparat samobieżny przeciął swoją koleinę pozosta wioną podczas poprzedniego dnia księżycowego. Przecięcie starej koleiny pozwoliło jesz- cze raz ocenić dokładność systemu nawigacyjnego Łuno-choda. Automatyczne laboratorium księżycowe pracuje już prawie pół roku. Obecnie zakończony został najtrudniejszy etap badań. Uzyskano poważną liczbę informacji naukowych. Ogółem droga przebyta przez Łunochod od momentu rozpoczęcia pracy na Księżycu wynosi 7.770 metrów. PROBLEM BLISKOWSCHODNI Konferencja ośmiu w Kairze Pomoc militarna USA dla Jordanii KAIR (PAP) W sobotę ma odbyć się w Kairze konferencja przedstawi cieli szefów państw ośmiu krajów arabskich dla omówienia ostatnich wydarzeń w Jordanii. Udział w spotkaniu zapowiedziały ZRA> Kuwejt, Liban, Libia. Sudan, Syria, Ludowa Demokratyczna Republika Jemenu i Jemeńska Republika Arabska. Inicjatorem konferencji jest prezydent ZRA, A. Sadat. PARYŻ (PAP) Szef sztabu armii syryjskiej gen. Tlass oświadczył, że w wyniku jego wizyty w Ammanie doszło do zawarcia porozumienia, na mocy którego utworzona zostanie mieszana komisja jordańsko-sy-rysko-palestyńska dla rozpatrywania spornych kwestii między armią jordańską a palestyńskim ruchem oporu. WASZYNGTON (PAP) Korespondent Reutera pisze, iż Stany Zjednoczone zamierzają zwiększyć pomoc zbrojeniową dla rządu jordan skiego. Decyzję tę motywuje się pragnieniem umocnienia stanowiska tego rządu w jego konfrontacji z bojownikami palestyńskimi. Administra cja Nixona zamierza zwrócić się do Kongresu o przyzna nie na ten cel kredytów w wysokości 45 min dolarów. W dniu 8 kwietnia 1971 roku zmarł w wieku 68 lat - Józef Dmowski emerytowany nauczyciel, pionier oświaty na ziemi świdwińskicj, długoletni kierownik Szkoły Podstawowej nr 1 w Świdwinie, odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi i odznaką 1000-lecia Państwa Polskiego. W Zmarłym tracimy ofiarnego działacza oświatowego, zasłużonego nauczyciela i wychowawcę. Wyrazy serdecznego współczucia Rodzinie składają ZARZĄD ODDZIAŁU ZNP, INSPEKTORAT OŚWIATY 1 NAUCZYCIELE POWIATU SWIDWlNSKIEGO GŁOS nr 100/1/2 (5856/7/8) Zdjęcia: AR - M. Monastersfca DYNGUS 1 I „Nakazyjecie aby w drugie i trzecie święto Wielkiej Nocy mężczyźni kobiet, a kobiety mężczyzn nie ważyli się napastować o jaje i inne podarki co pospolicie nazy- ioa się dynęować ani do wody ciągnąć". Synad Diecezji Poznańskiej za Władysława Jagiełły iqydał taka uchwałę z uwagi na powszechny w Polsce zwyczaj oblewania się. woda w Poniedziałek Wielkanocny Jeśli kto chciał uniknąć tej kąpieli, musiał się wykupić „jajem albo innymi po- darkami". To wielkanocne „lanie się" było połączone zawsze z zabawą. ZA KRÓLA SASA Jędrzej Kitowicz w swoim „Opisie obyczajów" podaje, że „była to swawola powszechna w całym kraju, tak między pospólstwem jak też między dystyngowanymi. W Poniedziałek Wielkanocny mężczyźni oblewali wodą kobiety, a we wtorek kobiety mężczyzn. Amanci, chcąc tę ceremonię odprawić na amantkach swoich bez ich przykrości, oblewali je lekko różana woda lub inną pachnącą po ręce. a najwięcej po gorsie, małą jaką sikawką. Któ rzy zaś przekładali swawolę nad dyskrecję, oblewali damy wodą prosta, chlustając garnkami prosto w twarz... Największa zaś rozkosz była przydybać jaką damę w łóżku. To już ta nieboga musiała pływać w wodzie mAędzy poduszkami i pierzynami, jak między bałwanami..." SKĄD TEN ZWYCZAJ? Autor wiekopomnego ze swej absurdalności dzieła „Nowe Ateny", Xiądz Benedykt Chmielowski podaje, że lano się od czasów Rzepichy i Piasta na pamiątkę Wandy, któ ra „nie chciała Niemca i wolała nurty rzeki niźli cudzoziemca", a „damy jej fraucymeru za Panią swoją żałując wodą się polewały co rok, i stąd w Polszczę zioyczay polewania się na Wielkanoc wniesiony*\ LANY NA WSI W Wielkanocny Poniedziałek nieraz od Świtu chodzą chłopcy śpiewając pod oknami dziewcząt i używając wszelkich podstępów, aby się dostać do chaty i urządzić tam solidne oblewanie" — notują etnografowie z Krakowskiego. A w Poznańskiem, jeszcze kilka lat temu „nie miłą dla dziewczyny było okolicznością, jeżeli ją w tej polęwance pominięto". ŻYCIODAJNA MOC WODY W powiecie przeworskim, na RzeszowszczySnie, każdego rolnika, który wyjeżdżał w pole po raz pierwszy do prac wiosennych ,oblewano wodą. Wierzono bowiem w życiodajną moc wiosennej wody, tak dla ludzi jak i dla roślin. W innych miejscowościach, zwłaszcza na wschodzie, pano wał zwyczaj kąpieli w rzece o wschodzie słońca w Poniedziałek Wielkanocny, Przestrzegano tego również w Zakopanem, a młode góralki biegły rankiem co tchu do Jaszczurówki, aby w tamtejszym ciepłym źródle obmyć twarz. Dziewczęta twierdziły, że taka wiosenna kąpiel ma cudowne właściwości kosmetyczne* PO SZLACHECKU „Gdy się rozswawoliła kompania podała pamiętni-karz — panowie i dworzanie, panie i panny lali jedni, drugich wszelkimi statkami, hajducy i lokaje donosili wody, a kompania goniła się t oblewała, tak iż wszyscy zmoczeni byli, jakby wyszli z jakiego potopu. Stoły, stołki, kanapy, łóżka, wszystko to było zmoczone, u podłogi, jak stawy wodą zalane.." H EZ NICH nie moż jp na sobie wyobra-H zić świątecznego stołu. Barwione na żółto, niebiesko, czerwono, brązowo sta ją się najoryginalniejszą ozdobą. Jeśli do tego zdolniejsza w malowaniu ręka ozdobi je wzorkami, ze zwykłych kurzych jaj prze mienia ją się w prawdziwy klejnot sztuki ludowej. Te kolorowe cacka cieszą oczy dzieci i dorosłych, tak jak ongiś naszych przodków, a nawet prapraprzodków. Wnoszą bowiem do wielkanocnego święta wielowiekową, ciekawą tradycję. W dawnych czasach były głównie dziełem wiejskich dziewcząt. A że nie miały one, ji k dziś, gotowych farb, do mstfowania używały naturalnych barwników. Barwiły jaja w odwarze łupin . z cebuli, z kory dzikiej jabłoni, listków kwiatu malwy, kory olszowej, w brezylei czerwonej i sinej, nawet w wywarze z robaczków — czerwcem zwanych. Służyły im również szafran i krokosz. Jajka farbowane na jeden kolor zwa no „kraszankami" tj. od krasić. co w staropolskim słownictwie oznaczało: barwić, farbować, malować. Na Mazow- szu takie jednokolorowe jajka nazywano też malowankami. Dziewczęta z bardziej artystyczną wyobraźnią upiększały wielkanocne jajka przeróżnymi wzorkami, które miały specjalne nazwy. Wprawne ręce zdobiły więc skorupki jaj w gałązki, w drabinki, w wiatraczki, w jabłuszka, w ser- Barwne kraszanki, pisanki czy też skrobanki nie stanowiły tylko ozdoby wielkanocnego stołu, nie były również wyłącz nie jednym ze świątecznych dań. Mazowieckie dziewczęta przygotowywały „piski" na u-ciechę dla młodszego rodzeństwa i „kawalerów", którzy odwzajemniali się im taneczną duszka, w dzwonki, w sosenki, w kogutki, bądź też w kurzę łapki. A przy tym te drobniutkie, stylizowane ornamenciki odznaczały się prostotą i niezbyt dużą liczbą motywów. Pełne wdzięku rysuneczki pow stawały spod zwykłej szpilki albo igły. Posługiwano się także kozikiem lub szydłem. Czasem wystarczała do rysowania słomka bądź drewienko z zaostrzonym końcem. Wykonane takimi to prostymi „narzędziami pracy" wzorki powlekano rozpuszczonym woskiem, aby nie pokryła ich farba. W ten to sposób część z wzorkami zachowywała naturalny kolor skorupki. Stosowano więc — jakbyśmy to dziś o-kreślili — technikę batikową. Sami wykonawcy natomiast taki sposób rysowania zwali po prostu „pisaniem" i stąd nazwa „pisanki" (na Mazowszu też „piski"), tak jak dawnych ludowych „dzbanów pisanych" czyli „malowanych". Takie same motywy zdobnicze, po ufarbowaniu skorupki jajka, również wyskrobywano czymś ostrym. Dzięki temu skorupka pokrywała się siatka rysunku delikatniejszego, niż na pisankach. Dla odróżnienia, jaja tak malowane zwano „skrobankami". W niektórych regionach w malowaniu wielkanocnych jaj wyspecjalizowały się pisan-karki. W swoje arcydzieła sztu ki zaopatrywały sąsiadki we wsi, ale ..na odrobek". W zamian więc za malowanie jaj musiały one pomagać pisan-karce w pracach gospodarskich tyle czasu, ile zużyła ona przy pisankach. zabawą w wielkanocny poniedziałek. Gospodynie obdarowy wały „piskami" i „malowankami" dzieci swoich krewniaków, powinowatych, bliskiej sąsiadów. W dzień wielkanocnych świąt wieśniacy w niektórych częściach kraju, zwłaszcza na wschodzie, zamieniali się pisankami i kraszankami domowego wyrobu i przy tej ceremonii całowano się po trzykroć w usta na znak radości i zbratania. Jeszcze w XVI— XVIII wieku panował też zwy czaj — o czym wspomina J. St. Bystroń w „Dziejach obyczajów"— że w sobotę wieczór i pierwszy dzień wielkanocny „lud do dworu znosił wraz z życzeniami zwyczajowe podarki, najczęściej pisanki; mło dzież wiejska chodziła od chaty do chaty, śpiewając odpowiednie pieśni, za co otrzymywała poczęstunek lub datki". Tak było też na Mazurach i Warmii. Kraszanki i skrobanki przygotowywano na wy kup dla chodzących „po smaganiu". Przez obydwa dni świąt po wsi chodziły grupy młodzieży z wierzbowymi lub brzo zowymi gałązkami, śpiewając takie to oracje: „Bośmy dzisia reno wstali, Pierwse kury przebudzali, Slicna pani, piękna pani, Przenieś nam malowane jaje!" Za to śpiewanie otrzymywali w podarunku ślicznie ma lowane jaja. Na Mazurach i Warmii w niektórych wsiach chowano malowane jaja w ogrodzie i zachęcano dzieci „do szukania gniazdka, bo :m i.a-jączek coś zniósł". Ale zwyczaj to nowszy, przyjęty po pierwszej wojnie światowej. Zwyczaje, związane z barwnymi jajami wielkanocnymi, są prastare. Sięgają tak zamierzchłych czasów, że ich początek do dzisiaj okrywa tajemnica. Wiadomo jednak, że znane były one już starożytnym Grekom i Rzymianom, dla których jajko stanowiło symbol życia w zarodku. Skła dano je w ofierze promiennemu bogu — słońcu, którego ciepło rodziło nowe życie. O malowaniu jaj wspominają w dziełach swych rzymscy pi-, sarze i poeci: Owidiusz, Pliniusz, Juwenalis. Zapewne ma lowane jajo, jako symbol odrodzenia życia, zmartwychwsta nia, w Polsce najsilniej kojarzyło się z Wielkanocą, stąd też stało się nieodzownym akcentem tego święta. Jajo uzna wano także jako symbol dwukrotnego odrodzenia, jako, że „kokosz niby dwojako kurczęta rodzi — raz niosąc owoc, drugi raz go wysiadując" — podaje J. St. Bystroń. Zaś w zapiskach swoich z XIII w. brat Rudolf z Rud ze Śląska powie: „Jedzono jajka, aby zboże dobrze rosło". A Wincen ty Kadłubek wpisze do swojej kroniki z początku XIII w: „Polacy z dawien dawna... bawili się z panami jak z malowanymi jajami". Według Zygmunta Glogera dowodzi to, że zwyczaj malowania Wielkanoc nych jaj był powszechny już w czasach piastowskich, ale pisanki te nie tylko spożywano, służyły one również przodkom do wesołej zabawy „na wybitki" czy też ,.w bitki" w której dwaj przeciwnicy uderzali swoje pisanki jedna o drugą, a ten który pierwszy stłukł jajo przeciwnika, wygrywał je. Niestety, starodawne piękne zwyczaje polskiego ludu z wielkanocnym jajem zwolna zanikają, a jedynie w niektórych regionach kraju są nadal kultywowane w pełnej okazałości. Ale wciąż jeszcze świąteczne stoły zdobią kolorowe kraszanki, wzorzyste pisanki i skrobanki — owoc długiego mozołu już nie tylko wiejskich dziewcząt, ale również dzieci miast. Oprać. HZ Str. 6 CZŁOWIEK się rodzi, uczy, służy w wojsku — choć przecież nie każdy — bierze ślub, ma dom i rodzinę, pracuje^ bawi się, bywa że procesuje, choruje, dożywa starości, wreszcie znika spośród żyjących. I znowu ktoś się rodzi. Zwykła kolej rzeczy, normalne rozdziały jednej księgi życia. Wybraliśmy ich sześć, mniej lub wię-cej typowych. Oto jedna niespokojna noc mężczyzny, który ma zostać ojcem. Oto młody człowiek któremu część życia kształtuje żołnierski porządek dnia. Oto króciutka historia ludzi, którzy dają początek nowej rodzinie. Oto rolnik, ziemią przyciągnięty jak magnesem. Jedno wydarzenie pracownika finalizujące się w sądowej sali. I tak wśród zwyczajnych, ale mimo wszystko niepowtarzalnych zdarzeń zbliża się czas na wspomnienia. Gdy trzeba zaakceptować to, co się przeżyło, bo innej szansy nie będzie. BYŁ WIECZÓR. Bogdan R. już od kilku dni wiedział jak go spędzi. W programie telewizyjnym zapo wiadano transmisję meczu z Anglii. Drużyna Górnika z » Zabrza miała walczyć w ćwierćfinale Pucharu Zdobyw ców Pucharów z piłkarzami Manchester City. Miał to być mecz rewanżowy. Bogdan R. czekał na tę emocjonującą im prezę z niecierpliwością. Nie sądził jednak, że przyjdzie mu śledzić program bez żony, któ ra chociaż nie podziela jego pasji, wiernie mu zwykle towarzyszy. Marię pożegnał już w trakcie transmisji. Pamięta, była milcząca, chociaż on, obserwując jej zmienioną twarz, rozumiał, co się z nia dzieje. Jego rozterki nie zmniejszyły słowa lekarza, który powiedział — Chce pan z nami jechać? Po co? Wracaj pan na górę i kibicuj Górnikowi. Siedział potem Bogdan R. przed telewizorem, ale niewiele z tego, co rozgrywało się na małym ekranie, dochodziło do jego świadomości. Nie potrafił nadążyć za błyskawicznymi akcjami piłkarzy. Bez potrzeby nasłuchiwał, czy ktoś nie zapuka do drzwi, palił jednego papierosa za drugim. Nawet nie spostrzegł, kiedy paczka sportów opustoszała. Na próżno szukał potem papierosów, przewracał kieszenie ubrań. Był roztrzęsiony; myślami o Marii, a także tym meczem. Machinalnie sięgnął do popielniczki po niedopałki. Nie, nigdy tego nie robił, ale dziś? Dawno minęła północ, kiedy w popielniczce zabrakło nawet niedopałków. Włożył płaszcz i wyszedł z mieszkania. Po co? Gdyby go spytano o to jeszcze na schodach, nie potrafiłby rozsądnie odpowiedziedzić. Nie o zdobycie papierosów chodziło. Więc o co? Noc była pogodna, niosło wiosennym wiatrem, a Bogdan R. szedł ulicą, która prowadzi ła właśnie dyżur. Wkrótce wra cali, a portier próbował go pocieszać. — Widział pan. wpuścić nie wpuszczą, a jeszcze i skrzyczeć mogą. To prawda, nie przyjęto ich tam wylewnie. Ledwie do drzwi dopuścili. Ale co tam. Przynajmniej wie teraz, że to z Marią już nie potrwa długo. Może godzinę, może dwie? Z środy na czwartek do podnóża Góry Chełmskiej. Myślał. — Choć to późna pora, ludzie są jacyś życzliwi. Z pogotowia zadzwonili, dopytywali o Marię. Ktoś tam powiedział, że ma być spokojny i czekać. Też mi rada. Ma się grzać pod kołdrą, gdy tymczasem Maria... Sam nie wiedział kiedy znalazł się w rejonie gmachów szpitala wojewódzkiego. Kiedy wracał do domu, minęła czwar ta nad ranem. Był spokojniejszy, również przez to, że okazano mu serdeczne zainteresowanie. Człowiek z przyszpitalnej portierni, choć wyrwany z drzemki, powiedział tylko: — Panie, czy to pora na wizyty? Ale potem poprowadził na oddział, na którym jego żona salowa mia- Nie spał tej nocy, nie jadł też śniadania, a w zakładzie pracy był pierwszy. Jak tylko otwarto pobliski kiosk, kupił papierosy i mleko. A potem zabrał się do swojej tapicerki, chociaż robota, jak nigdy, leciała mu z rąk. Jak tylko zauważył, że przy telefonie nikt się nie kreci, pośpiesznie wydzwaniał do szpitala. Po wielu bezskutecznych indagacj ach, wreszcie upragniona wiadomość. — Ma pan syna. Oboje — żona. i mały czują s'ę dobrze — Czy można ich zobaczyć? — zaryzykował pytanie. — Niestety, nie. U nas nie ma wizyt. Wiedział, a^e oszołomiony szczęściem powziął tę niedorzeczną myśl, że może jednak dla niego zrobią wyjątek. Koledzy ściskali mu ręce, a dyrektor, który jakimś trafem znalazł się właśnie w tapicer-ni, zaproponował samochód. Nie minęło południe jak siostry przyniosły Marii bukiet pąsowych goździków. Dzisiejszy przedświąteczny dzień jest siedemnastym dniem w życiu syna Marii i Bogdana R. Dziecko urodziło się 25 mar ca o godz. 10. W szpitalnych kartotekach zapisano: dziecko płci męskiej, waga — 2,7 kg. Mały jest zdrowy i zdaje się być zadowolony ?ę swego domu. Miejsca wprawdzie tutaj niewiele, osesek dzieli mansardowy pokój z rodzicami, ale jemu to jeszcze nie przeszkadza. A rodzicom? — Mój brat — mówi Bogdan R. — odchował tutaj córkę. Jej łóżeczko stało tam, gdzie jest telewizor. Oni mają teraz ładne spółdzielcze mieszkanie, więc i my doczekamy pewnie lepszego. Optymizm Bogdana R. jest uzasadniony. Ich syn nie zjawił się nagle. Chcieli tego dziecka, wiele o nim mówili, zanim się urodziło. Ustalili wszystko, miejsce w którym stanie łóżeczko, dyżury nocnego czuwania, jego imię. Współ nie z bratem orzekł, a żona na to przystała, że małego nazwą Robertem. —A gdyby była córka? — O..., wówczas żona miała zdecydować. No ale jest ROBERT! W koszalińskim szpitalu był to 440. noworodek reku 11)71. M. GRUDNIEWSKA SZESC 3EDNE3 Można mówić! CAŁĄ drużyną stali w szeregu, wyprostowani, na baczność. Mieli na sobie całe żołnierskie oporządzenie: plecaki, maski przeciwgazowe, pistolety maszynowe, łopatki... — Oporządzenie zdejm! — komenderował kapral, dowod-ca drużyny. . j . . . , . Spięci jednym rytmem zdejmowali w odpowiedniej kolejności sprzęt i układali przed sobą. — Oporządzenie włóż! — pada następny rozkaz. I tak aż do skutku, aż wszyscy nabiorą mechanicznego odruchu i jednocześnie, bez błędu wykonają komendę. Słońce pada prosto w twarze. Po godzinie ćwiczeń mundur przykleja się do pleców. Od czasu do czasu spoglądają na bok. Za ogrodzeniem z siatki jest ulica dużego miasta. Tam jest ,,cywilne" życie, za którym jeszcze tęsknią. Widząc, że podchodzimy, kapral pręży się na baczność. Melduje pułkownikowi drużynę na zajęciach. Spocznij. Przyglądają się nam ciekawie. Lustruję ich wzrokiem i zastanawiam się, który z njch i byłby skłonny do zwierzeń, i zdradził rozterki szarpiące sercem rekruta. Wszyscy wydają się jednakowi. Nie tylko zewnętrznie. Mundur zmienia bowiem także psychikę człowieka. Jednostka staje się elementem drużyny, plutonu, kompanii. Zdaje się na los szczęścia. Trzeci z lewej, mówię pułkownikowi. "Wywołują żołnierza z szeregu. Razem z dowódcą odchodzimy na bok. Chłopak, chociaż troszkę zaskoczony, nie okazuje zdziwienia. Przed kolegami trzeba trzymać fason. — Szeregowy Konopiński, powiedzcie, jak się czujecie w wojsku, ale tak zupełnie szczerze, nie krępujcie się moją osobą — pyta dowódca. — Melduję, że bardzo dobrze, obywatelu pułkowniku. — A jeszcze w cywilu, kiedy dostaliście powołanie do wojska, to co sobie pomyśleliście? — Z radością przyjąłem i pomyślałem, że trzeba spełnić obowiązek. Czekałem przecież na to powołanie. Pułkownik, odwołany obowiązkami służbowymi, zostawił nas samych. Odchodząc, szepnął: myślę, że lepiej dogadacie jsH we dwójkę. Może pod nieobecność dowódcy będzie roz-7n"Ownie3sz.y? Szliśmy dziedzińcem koszarowym, nie bardzo wiedząc od czego zacząć rozmowę. Mijały nas plutony, zawzięcie ćwiczące marszowy krok. Przechodząca obok grupa wyciągała pełnym głosem: Idzie drogą wojsko, maszeruje wojsko, Maszeruje wojsko, do koszar... Mokry piasek tłumił rytm kroku. Kapral denerwował się. Pokrzykiwał co chwilę: nie słychać! Wreszcie zatrzymał całą grupę i uroczyście zapewnił, że jeszcze dziś do obiadu będą chodzić jak zegarek. — Niedługo przysięga. Do defilady ćwiczą — wyjaśnił mój rozmówca. — Trzeba się postarać. Po przysiędze będzie inne życie. Przepustki do miasta, a może do domu... Janek Konopiński rozgadał się na dobre. Mówił, że przecież każdy tęskni za domem, rodziną. Opowiadał, że w Złotowie był traktorzystą w kółku rolniczym. Pracował na siebie i jeszcze pomagał ojcu w gospodarstwie. Kiedy, przed wyjazdem do wojska żegnał się z rodziną, dwaj starsi bracia udzielili mu dobrej rady: nie trzeba się „łamać" na początku. Później żżyje się z kolegami i nawet żal bedzie odjeżdżać do cywila. Ąle dobre rady trzeba zawsze przyjmować z dystansem. Zapomniał o tym w czasie pierwszego dnia pobytu w pułku. Żadnego znajomego, z nikim porozmawiać. Spisali, zaprowadzili do fryzjera. Ci z najdłuższymi włosami Wrócili ostrzyżeni „na pałą". Najwięksi kozacy tracili pewność siebie. Przebranych w mundury podzielono na drużyny, plutony, kompanie. — Jeśli można poprosić, to chciałbym ną chwilę wpaść do swojej sali. Jestem dziś porządkowym. Ta funkcja nie zwalnia od normalnych zajęć, więc każdą wolną minutę trzeba wykorzystać na sprzątanie. Sala jest jasna, obszerna. W dwóch szeregach stoją równo zasłane łóżka. Pościel wygląda jakby ktoś ją świeżo uprasował. Janek Konopiński wyjaśnia, że długo się tej sztuki uczyli. Bo też który mężczyzna zajmuje się w domu takimi przyziemnymi sprawami. A tutaj, jeśli było źle zasłane, przychodził kapral i rozwalał. Między łóżkami stoją metalowe szafki. Jedyny prywatny azyl żołnierza. W szafce przybory do golenia, czyszczenia zębów, szczotka do butów i papier listowy. Piszą do domów, do dziewczyn i dużo listów otrzymują. Ponad dwadzieścia dziennie na całą kompanię. Ich odczytywanie to prawdziwe święto. — Ale listy nie są tym samym, co wizyty w domu? — Każdy chce pojechać na urlop. Ja też o tym marzę. Żeby tak po przysiędze puścili chociażby na kilka dni do domu. Właśnie na święta. Bo po przysiędze będzie rzeczywiście inne życie. Rozjadą się po województwie, na różne budowy i roboty. Będą jednocześnie zdobywać zawód, uzupełniać wykształcenie. Taki jest program służby wojskowej w Koszalińskim Pułku Obrony Terytorialnej imienia Henryka Droździarza. Kończymy rozmowę. Na następne spotkanie umawiam się z Jankiem na budowie, tylko jeszcze nie wie,' gdzie go przydzielą. Teraz biegnie do szeregu. Z daleka słyszę głos jego dowódcy: — Koniec przerwy, skończyć palenie! Baczność! A obok, za ogrodzeniem, ulica dużego miasta ze swoim odmiennym „cywilnym" życiem. Wrócą do niego za dziesięć miesięcy. Dojrzalsi, bardziej bogaci w życiowe doświadczenia. A. KIEŁCZEWSKI ZASZEDŁ do „Praktycznej Pani" przy ul. Dzierżyńskiego, aby krawcowa skróciła mu spodnie i masz... Tr.ka pomyłka. Spoglądał speszony po salonie kosmetycz-no-fryzjerskim. — Zaraz zaprowadzę para gdzie trzeba — pospieszyła mu z pomocą szczupła, wysoka blondynka. Co tu mówić, spodobała mu się. Toteż gdy wszystko załatwił, zaproponował jej kawę, niby za fatygę, nrzajutrz wieczorem w kawiarni WDK. Od tego dnia zaczęli spotykać się. Przed świętami Bożego Narodzenia oświadczył matce i siostrze, że przedstawi im swoją narzeczoną. Kobiety były trochę zaskoczone, choć przywykły do skrytości Mieczysława. — Pewno . pewno — komentowały t^ wiadomość — czas najwyższy założyć rodzinę, ma 32 lata i nic mu nie brakuje: skończył już tę swoją maturę, awansował na kierownika działu zaopatrzenia w oddziale PKS... — Ale gdzie będziecie mieszkać? — zakłopotała się matka Mieczysława. — Wszystko postanowione — wyjaśniła jej rzeczowo w czasie świątecznej wizyty ! panna Janeczka. — Moja ma-! ma i ja zajmujemy dwupoko-| jowe mieszkanie. Zmienimy | je sobie, gdy się dorobimy, na spółdzielcze z centralnym ogrzewaniem. Zaczęło się w Gdyni. Może dwaj młodzi mężczyźni — 25-letni Ryszard Padzik z woj. warszawskiego i trochę młodszy od niego Jacek z Koszalina nie poznaliby się w wielotysięcznej stoczni — gdyby nie wspólna kwatera. Po pracy obaj się uczyli. Ryszard przygotowywał się do egzaminu wstępnego na politechnikę, a Jacek — do matury. Pewnej soboty Jacek zaproponował koledze, aby pojechał z nim razem do rodziny, do Koszalina. — A to fajnie! — ucieszył się Ryszard. Tutaj poznał siostrę Jacka, Jadwigę. Szczupła, zgrabna dziewczyna o ciemnoblond włosach i nibieskoszarych oczach była rówieśnicą Ryszarda. Przez całą niedzielę towarzyszyła bratu i jego koledze. Już podczas tego pierwszego spotkania Jadwiga i Ryszard mogli stwierdzić, że lubią dobre książki, film, no i dom. Gdy Ryszard wyjeżdżał z Koszalina, Jadwiga odpisywała na jego listy, opowiadając w n;ch dokładnie o swej pracy w „Argedzie", o ciotczy-nym domu, który od lat zastępował jej rodzicielski, o Koszalinie. Kolejne spotkania następował'' coraz części ej i córa" trudniej było im się rozstawać... Po kilku miesiącach wiedzieli, że los wyszedł im ns"r ooiw. Wiedzieli, że tak dalej nie mogą żyć, że musza być razem. — Znajdę sobie pracę w Koszalinie, poszukamy wspólnie mieszkania sublokatorskiego i będziemy czekać na spółdzielcze — zdecydował Ryszard. Ciotka, u której wychowywała się Jadwiga, przvie>ła życzliwie ich decyzję. Postanowili scalić wkłady w Koszalińskiej Spółdzielni Mieszkaniowej i cierpliwie czekać. — A co ze studiami? — zainteresowała się ciotka. ... aby szczęśliwe trwałe — O tym też pomyśleliśmy. W Wyższej Szkole Inżynierskiej jest wydział mechaniczny — może będziemy razem studiować? Fot. A. Maślankiewicz Sobota. 27 marca 1971 r. Urząd Stanu Cywilnego w Koszalinie. Marsz weselny Mendelssohna przenika aż na korytarz, tłoczny i rozgwarzo-ny. Rodziny i znajomi przyszli z kwiatami, z paczkami, w których zawinięte są weselne podarki. Drzwi s^li ślubów otwiera-ja się. Wychodzą Janina i Mieczysław Suleccy. Ona w różowobeżowym kostiumiku, on w ciemnym garniturze, u-śmiechnięci, podekscytowani. Goście życzą sto lat młodej parze! Gdy oni wraz ze świadkami jada na weselna k^wę do „Bryzy", w salach USC pojawia się nowa para. Gęste, ciemnoblond włosy Jadwigi pokrywa zwiewny welon, a szczupłą sylwetkę ooina biała, koronkowa, długa suknia. Bukiecik w stylu „biederma-jer" dopełnia reszty. Sa z siebie zadowoleni, a eościom miłn jest patrzeć na ich pełną uroku młodość. Przed pania Janiną Truś — zastępcą kiprownika Koszalińskiego USC — oboje składaia podpisy na akcie małżeństwa, potwierdzając tym samym słowa wypowiedziane! przed chwila przysięgi: „Uczenie wszvstko, aby n-^sze małżeństwo było szczęśliwe i trwałe...". AMELIA PERAJ tjrŁiOS nr 100/1/2 (5856/7/8) NIE można powiedzieć., by dzień, w którym Maciej K. stanął przed sądem, miał decydujące, przełomowe znaczenie dla całego jego życia. Byłaby to przesada. Chodzi o niewielką właściwie stawkę — kwotę nie przekraczającą jego miesięcznych poborów. Sprawa jest typowa, zwyczajna, jakich po kilka czy kilkanaście dziennie znajdzie się na wokandach wydziałów cywilnych powiatowych sądów: spór między zakładem pracy a pracownikiem. Bo to, że człowiek staje przed sądem, nie musi wcale oznaczać, że przedtem była jakaś mniejsza lub większa „rozróba", jakaś kryminalna afera. Wydziały cywilne też mają pełne ręce roboty — a rozstrzygać tam przychodzi o sprawach dotyczących nas na co dzień, o naszych prawach i obowiązkach wobec innych... Tym razem, choć przedmiot sporu określa się tylko na 1.800 zł — w rzeczywistości idzie o coś więcej, niż wpłacenie na rzecz przedsiębiorstwa tej kwoty, mającej częściowo pokryć poniesioną przez nie stratę. O coś więcej też, niż pełna kwota szkody, spowodowanej niewykonaniem przez pracowników polecenia przełożonych, a określanej na ponad 15 tysięcy złotych. Ktoś, kto przysłuchuje się rozprawie, musi zadać sobie pytanie: czy pracownikowi wolno odmówić pracy w dodatkowych, przedłużających dzień jego pracy godzinach, jeśli wykonanie jej jest konieczne dla przedsiębiorstwa? Jakie racje należy postawić na pierwszym miejscu — interes zakładu, czy interes pracownika? Bo w tym zwykłym, jednym z wielu sporze o zapłatę, nie pracownik — do czego przywykliśmy — dochodzi swej należności. To przedsiębiorstwo żąda od niego wyrównania szkody. Maciej K. — w sądowym języku „pozwany" — denerwuje się. Nic dziwnego — jest mniej oswojony z sądem, niż występująca w imieniu przedsiębiorstwa pani — radca prawny. — Czy pełnomocnik powoda podtrzymuje powództwo? Oczywiście, przedsiębiorstwo nie cofa swych żądań. Maciej K. powinien zapłacić 1.800 zł z tytułu wyrównania szkody, jaką poniosło przedsiębiorstwo również z jego winy. Nie, to nie dzisiejszy marcowy dzień, w którym toczy się rozprawa, ma dla Macieja K. znaczenie. Ważny i brzemienny w skutki był tamten dzień, tamta sierpniowa sobota, kiedy wszyscy odmówili dalszej pracy i na stacji PKP pozostały nie rozładowane wagony. Bo Maciej K. jest ładowaczem w przedsiębiorstwie handlu wewnętrznego. Jako pracownik transportu wie dobrze, że z dostawami różnie bywa — zdarzają się spiętrzenia, opóźnienia. Towar przychodzi nie tylko w dni powszednie, ale i w niedziele i święta. I trzeba go rozładowywać natychmiast, bo inaczej PKP wymierza wysokie kary swym klientom za „postojowe". Maciej K. wie też, że niewykonanie lub złe wykonanie pracy może nie tylko przedsiębiorstwo, ale i jego samego narazić na straty. „Ładowacz może być przypozwany przez pracownika spedycji do spłacenia wyrządzonych szkód transportowych, którymi został obciążony pracownik spedycji". Z tym punktem instrukcji wewnętrznej, wydanej na podstawie zarządzenia MHW, wszyscy pracownicy transportu byli zapoznani. Mimo to, kiedy dyspozytorka owej soboty zawiadomiła ich, że pracować trzeba będzie tak długo, aż rozładunek zostanie zakończony, zlekceważyli jej polecenie. Z 12 wagonów — 8 pozostało nierozładowanych. Przedsiębiorstwo zapłaciło 15 tys. zł postojowego. — Obciążyliśmy 10 osób. Wszyscy już zapłacili — bez dyskusji. Tylko pozwany wniósł sprzeciw... To prawda. 9 osób zapłaciło żądane przez przedsiębiorstwo kwoty bez szemrania. Uważali, że straty spowodowane niewykonaniem polecenia zakładu powstały z ich winy, że mają obowiązek je pokryć. Maciej K. też zresztą tak sądzi. Twierdzi jednak, że z nim było inaczej — on miał ważny powód, by odmówić pracy tamtego popołudnia. — Żona szła do fabryki na drugą zmianę. A w domu było chore dziecko. W piątek, dzień wcześniej, byłem z nim u lekarza. A w dwa dni później dziecko zostało zabrane do szpitala. Leżało miesiąc. Proszę, tu są zaświadczenia... Są zaświadczenia. Dyspozytorka potwierdza: mówił o chorym dziecku, rzeczywiście. Ale jeszcze o 13.40 pił piwo na ulicy... Nie uwierzyła w tę chorobę, sporządziła wniosek o ukaranie. x — Przecież to można było sprawdzić od razu w poniedziałek — dziwi się sąd — skoro pozwany dzis ma potwierdzenie faktu choroby dziecka... Dyspozytorka odyma wargi. Uważała to za wykręt — I nie zmienia zdania. — Przy dziecku mogła zostać żona pozwanego... Zawsze zostaje kobieta, a nie ojciec... Konflikt stanowisk. Młode małżeństwo na zmianę opiekuje się rocznym dzieckiem. Chorym dzieckiem. Dyspozytorka uważa, że to żaden argument. Od opieki jest matka. Dyspozytorka na pierwszym planie — przed obowiązkami rodzinnymi — stawia obowiązki pracownika. I dlatego uważa, że sprawa Macieja K., nie różni się w niczym od spraw pozostałych 9 osób, obciążonych kosztami „postojowego". Czy ma rację? Czy w tym konkretnym przypadku nie należało odmowy pracy po godzinach uznać za uzasadnioną? Czy można przypisać Maciejowi K. winę za niewykonanie polecenia kontynuowania pracy? Rozprawa została przerwana — zabrakło niektórych świadków, których wysłuchania sąd uznał za konieczne. Wyrok dopiero zapadnie. ZOFIA BANASIAK , D BAŁTYKU wiatr leci ostry i chłodny, wiosna jeszcze przeplata się z zimą, ale ludzie już w polu, przy pługach, siewnikach, rozsypywaniu nawozów... Józef Trojak ma pracowity dzień. Od ra na orze kartoflisko. Szmat pola, ponad półtora hektara. Spieszy się. Chciałby jak naszybciej zasiać o-wies. Kto sieje owies w "bło to — mówi — ten zbiera złoto. Każdy dzień zwłoki to tracony plon. Przy pługu trzy konie — jeden kary i dwa kasztany. Konie spasione i silne. Pług wcho dzi w ziemię jak w masło, gleba kruszy się i rozsypuje, od razu widać, że utrzy mana w wysokiej kulturze... Józef Trojak jest najlepszym gospodarzem w Szarzy-nie. Żyje i pracuje w tej wsi od ponad 22 lat. Drobny, niski... Idzie mu już na siódmy krzyżyk ale wygląda najwyżej na pięćdziesiąt lat. Oczy ma żywe i młode, a włosy dopie-ro lekko sprószone siwizną. Częstuję go papierosem, ale odmawia. Lekarz zabronił mu palić. Zdrowie niedomaga. Józef Trojak zwierza się, że bardzo lubi konie, lecz musi je sprzedać i kupić traktor. Nailepszy byłby ursus C-330, Mały, zwrotny, zgrabny, każda robotę w polu nim zrobi. Żeby końmi zaorać półtora hektara trzeba przejść za pługiem około 50 kilometrów. Jak z Koszalina do Sławna, Józef Trojak już nie daje rady. Przejdzie za pługiem kawałek drogi, wstrzymuje konie i odpoczywa. Wydaje mu się, że do gumiaków nawlatywało kamieni, tak bolą go stopy od tego chodzenia. I ręce rwą od trzymania pługa. Czasami tak rwą, że w nocy oka zmrużyć nie można... — Traktor jest konieczny — mówi— Odvbym miał traktor, to tak, jakbym odmłodniał o 15 lat... Józef Trojak ma duża gospodarkę. 15 hektarów ziemi i hodowle rozwiniętą nad podziw. W oborze 7 pztuk bydła, w tym 2 dojne krowy, w chlę wni aż 14 macior, knur, a prosiąt i warchlaków niby mrówek w mrowisku. Mówi z duma, że w prosięta zaopatruje cała okolicę, w z^złym roku sprzedał ponad 150 sztuk, w tym roku sprzeda więcej niż 200. Sąsiedzi chętnie kupują, państwo podniosło ceny na świnie. Chów prosiąt to dzis najlepszy interes. Jeszcze trzy lata temu Józef Trojak hodował 12 krów, ale zmniejszył ich liczbę. Udój krów wymagał zbyt wiele czasu i sił. Na wiosnę roboty zatrzęsienie. Józef Trojak martwi się, czy wszystkiemu podoła na czas. Zachorowała mu żona, musi w szpitalu leczyć żylaki. Teraz na niego spadł cały ciężar pracy w zagrodzie i w polu. Wstaje wczesnym rankiem, gdy pobliskie miasto jeszcze w najlepsze śpi. Trzeba obrządzić inwentarz, dać koniom obroku, wydoić i nakarmić krowy, dla świń u-parownć trzy taczki ziemniaków. Młodsza córka Renata pomaga niewiele, bo do poblis kiego Koszalina chodzi na kurs, a w gospodarstwie robota robotę goni. Jutro trzeba zasiać owies, rozrzucić kretowiska na pastwisku, wysiać nawozy... Najgorsze nawozy. 250 kg czvstego składnika to prawie 800 kg rn^sy towarowej na hektar. Trzeba wynieść. nawozy na plecach ze stodoły, załadować na wóz, przewieźć w role } ręcznie siać. Najczarniejsza robota, jeszcz? gorsza niż ładowanie obornika widłami. Ale nie dasz nawozu — nie będzie plonu... — Roboty dużo — mówi Trojak — ale i zadowolenie jest. Wspomina, że musiał rWko rrarować już grW rni-d 10 lat. Ojc>o w poszukiwaniu rracy i chleba wyjechał z ma+kn i s+^rszym bratam na roboty do Niemiec. On bvł jeszcze mały i rous:'0! zostać u dziadka. Ale i dziadkowi me powodziło się dobrze, w domu brakowano cMeba i oddał wnuka p? r>o-słyifi do tfosnod~',-zv. Trojak mały wtedy bv>. Tak m-»ły, że gdy orał w polu, mus;ał nad gTown wv("'sc*sć rece do pługa. Szkoła? Nie bvł w szkole ani dnia. Czytać i pisać do- piero uczył się w wojsku. W Szarzynie jest od 1949 roku. Gdy przyjechał tu z żoną, nje mieli prawie nic. Tyl ko ręce chętne do pracy i upór. A dziś? Duża, wzorowa gospodarka, Własny samochód, odremontowany dom. Łazienka i centralne ogrzewanie kosztowały 54 tys. zł. Elektryczna pralka, radio, telewizor, duża lodówka. Podziw i uznanie wsi. Dwie córki i każda zdobjda maturę... Buntuje się czasem żona Trojaka. Mówi mu, że już chy ba dość. Że bardzo ciężko, że wciąż tylko praca i może na odpoczynek już czas. Namawia, żeby zmniejszyć gospo- darkę, państwu oddać za rentę, albo co... Trojak jednak co innego ma w duszy Powiada, że bez ziemi to dla niego śmierć. Ziemia ciągnie go jak magnes W zeszłym roku dokupił prawie 5 hektarów i chciałby jeszcze więcej mieć. Bez ziemi, bez gospodarstwa, jakżeż żyć? Bez pracy? Nie, to nie mieści się w jego wyobraźni.., — Marzę sobie czasami — mówi Trojak — żeby się cofnąć wiekiem jakieś 20 lat, mieć tamto zdrowie i siły... Dzisiaj, jak się chce, wszystko można zrobić. Zaraz zbudowałbym wielka świniarnię, a w niej duży silos na parowane ziemniaki, zbudowałbym też nową, dużą oborę i powiększył gospodarstwo do 25 ha. Szkoda, że nie mam syna. Ale może Fen a tka zostanie w gospodarce i zięć się znaidzie chętny do pracy na roli? Szczę ście byłoby to wielkie. Może spełni się?.., JERZY LESIAK Fot. J. Piątkowski ma^^msssBssBBmLsaa^. l RZEZ ostatnie 17 lat swojego zawodowo czynnego życia — zanim przed niespełna rokiem przeszedł na zasłużoną emeryturę — był hartownikiem w Koszalińskiej Wytwórni Części Samochodowych. Poprzednio, również lat siedemnaście, pracował jako kowal w Zakładzie Remontowym Kolejek Leśnych w Hajnówce, v/ Puszczy Białowieskiej. — W dwóch zakładach zdobył ja tę swoją rentę — informuje Jan Kiryluk, wyraźnie dumny z tego. Przepracowałby w Hajnówce chyba również drugą siedemnastkę lat, gdyby nie dzie ci, które wcześniej już osiedli ły się w Koszalinie, a potem namówiły rodziców do przyjazdu. — Zobaczysz/ zaraz będziesz piechotą wracał z tego zachodu — przestrzegali sąsiedzi. Przeważyło zdecydowanie żony. Nie wrócił ani pieszo, ani pociągiem, ale wraca ciąg le myślami. W naszej rozmo wie także. Owe dygresje mają podkreślić bądź przeciwstawić się temu, co w słowach raczej oszczędnych, rzeczowo, mówi o swoim obecnym życiu. Im dalej sięga w przeszłość, tym opowieść jest barw niejsza, więcej w niej szczegółów. Wspomnienia z najbujniej-szych okresów aktywnego życia stanowią widocznie swoistą rekompensatę za obecny brak aktywności. Na pewno jeszcze przed rokiem mniej poświęcał im uwagi. Po prostu nie miał na nie czasu. — To znaczy rządowej — nawiązuje znów do pierwotnego wątku dwóch tylko posad. — Bo zaczął ja już pracować, jak nie miał jeszcze 14 lat. Przedtem we dworze za furmana i różnie. We dworze człowiek musiał mieć dużo pokory, a ja jej bardzo nie lubił... I uśmiechając się na wspom nienie swoich młodzieńczych buntów — raz nawet zarządcę majątku zrzucił ze scho^ dów — znów snuje opowieść z tamtych lat. — Jak ktoś tak jak ja pracował bez przerwy od 14. roku życia, to i chciał nareszcie odpocząć. Żeby choć przez rok pożyć sobie spokojnie, myślał. Ale i nieładnie jakoś było odchodzić z roboty. Trudno się było przyzwyczaić do nowego. Rano budził się, chciał wstawać i zaraz myśl — po co, przecież nie musisz iść do pra cy. Na trzecią zmianę ja cho- śmiechem wskazuje na amatorską reprodukcję obrazu Wyczółkowskiego, przedstawiającego rybaka — ciągle nie jeździł na te ryby. A tak to człowiek żyje nadzieją, że jak będzie pogoda, to wsiądzie na „Komara" pojedzie nad jezioro, może coś przywiezie. Żona bardzo lubi ryby. Łowił ja też na lodzie. Raz przywiózł sporo ryb, ale następne wyprawy były mniej udane. W tym roku z KWCS też idą na rentę: Pacyna, ten aż za długo pracował, bo ma już 68 lat, i Dąbiec... — znów wra camy do spraw zakładu. — Przy tym ostatku, to znaczy na pożegnanie — kielicha my szedł najwyżej, ukończył uniwersytet, język angielski i jest profesorem w Sopocie. A jed na córka została w Hajnówce. Pracuje w zakładach chemicz nych — ładne nowe zakłady... Znów powrót do Hajnówki, jaki był ten zakład, w którym pracował, jakie duże hale traków, które „Niemcy prze brane za ruskich podpalili". — Parowozów było 12. A sie kiery, co ja je tam robił, to potem tu w Koszalinie też spotykał. — I jeszcze co... Żeby tak na starość, chociażby z rok jeszcze, pomieszkać w takim najmniejszym nawet mieszkaniu z nowego budownictwa, z centralnym ogrzewaniem. dził na 10. wieczór. To jak się zbliżał ten czas, też jakiś niepokój. Potem przywykł, że nigdzie iść nie musi, że teraz to człowiek sam sobą już rządzi... — W Hajnówce to ja był za kowala, a tu za hartownika. Hartować, to ja już tam musiał umieć. Tu trzeba było na węglać. odpuszczać i hartować. Nic trudnego, szybko ja się tego nauczył. A i podręczniki przecież też od tego. Nie, nic dla mnie nie było trudnego. Niech pan spyta dy rektora, czy Kiryluk był dobry fachowiec. Na pewno mnie źle nie wspominają. Wyraźnie się przy tym wyjaśnianiu kwestii zawodowych ożywia. I zaraz w Innej tonacji: Tak może i teraz by czegoś trzeba, jakiś ogródek, zajęcie... Ale żona chora, to i domem muszę się zająć, obiad zrobić. Ja sam też nie taki zdrowy. — Może by się i nudził, gdy bym tak jak on — tu z u- też wypili — to dyrektor powiada: .,Panie Kiryluk, jak będzie pan czegoś potrzebował, niech pan da znać, pomo żerny. Trzynastkę też obiecali wypłacić. Ale nie jestem w takiej mocnej potrzebie. Rentę mam dobrą — 1900 zł. A my z żoną nie jesteśmy takie smakołyki, to i wystarcza. I tak sobie jakoś żyjemy i dzię kujemy Bogu i tej naszej władzy, że tak doprowadziła do porządku, że tacy ludzie jak my mcgą na starość spokojnie żyć. I lekarza też mamy za darmo — dodaje, przypominając o chorobie żony. — I wszystkie pięć moich dzieci ja wykształcił — przechodzi do spraw, które obok wspomnień z przeszłości zajmują poczesne miejsce w jego obecnym życiu. — Jedna córka pracuje w księgowości, skończyła technikum, ma męża magistra. Druga — w Rejo nie Eksploatacji Dróg Publicznych, syn w „lampach" jest za szlifierza, a teraz się uczy w technikum. Drugi po-. FonieVvraż budynek przy uL Podgrodzie, w którym obecnie mieszka, przeznaczony jest do rozbiórki marzenie to | ma szanse urzeczywistnienia się. Żegnamy się, po wymianie uwag na temat żubra, który wpadł w puszczy pod parowóz, o czym doniosła prasa, a co Jan Kiryluk cd razu wyłowił. W trakcie naszej rozmowy, I do kuchni już kilkakrotnie za | glądał sublokator, chyba rów-noiatek gospodarza. Z mm na I pewno łatwiej snuć wspom-1 nienia z lat młodościj z lat akl tywności zawodowej... Niel trzeba mu tylu spraw wyjaś-l niać, jak chociażby tego, col to jest „trociniara" (taki drew| niany budynek mieszkalny do którego ocieplenia zastosowano trociny" i w której prze trzydziestu paru laty zamieszl kał Jan Kiryluk, gdy podjął| swoją pierwszą „rządową* pracę. KAZIMIERZ KOZŁOWSKI Str. 8 w GŁOS nr 100/1/2 (5856/7/8) hra/nmmimh, RÓBY dzisiaj nie ma. Odwołana z powodu jakiegoś bardzo ważnego meczu. Jak widać, programy telewizji i tutaj dyktują niekiedy rozkłady zajęć, chociaż w poniedziałki, środy i piątki — jak mówi Zdzisław Treder — człowiek z nawyku idzie do domu kulcury. Czesław Kujawski rozłotył na stoliku całą dokumentacją. Trzy tomy kroniki, zapoczątkowanej jeszcze wiosną 1945 roku, kiedy tutaj wreszcie jaw nie i głośno rozbrzmiewał na ulicach język polski i kaszubska gwara. W tej kronice znaleźć można pierwsze informacje o zespole. Szczegółami może zawsze służyć Stanisław Kawecki, wielce zasłużony dla rozwoju kultury tego regionu. To z jego inicjatywy, w rok po wojnie, w bytowskim domu kultury zorganizowano sekcję taneczną, chóralną i ka z epoki Księstwa Warszawskie zawieszonych w garderobie, pelę. Zgłaszali się do nich rnło- g0, barwne mundury, stylizo- pysznią się autentycznymi wy-dzi, a i dorośli z Bytowa i po- wane stroje z łowickiego. szyciami. Sto dwadzieścia kom bliskich wiosek: Jasienia, Ko- — Kupiliśmy komplet stro- pletów, jakimi dysponuje zes-towa i Niezabyszewa. Później jów krakowskich. Drogo nas pół, to niemałe bogactwo. Doj-ktoś rzuciły myśl, aby sekcje to kosztowało, ale dostaliśmy dą jeszcze krakowskie, i te te połączyć w zespół pieśni pieniądze na wyposażenie, mo- nowe... i tańca. _ _ , gliśmy sobie pozwolić. Ło- Pieczę nad kostiumami spra- W pobliskiej wsiach spie- wickie już dla nas za drogie, wuje Teresa Bieńkowska. Jest wano kaszubskie pieśni, ta$r Nie możemy nawet szyć spód- już także krawcowa, zakłopo-czono kaszubskie tańce.^ Stani- nic z wełniaka. Ale mamy ma- tana stoi przed dworna belami To już prawdziwi Kaszubi niewicz... Krystyna Czapiewska. ■ Kawecki odbył niejedną teriał zastępczy, doskonale wy grubo tkanego •óż w towarzystwie etr.o- gląda i będziemy szyć kostiu- pasy. Czy m< lnu w kolorowe maszyna „chwyci" sław podróż grafa do Studzienic, Kłączna, my u siebie. W garderobie jest takie płótno? Osławy Dąbrowy, Ugoszczy, już krawcowa, muszę się z nią Te kostiumy będą potrzebne zapisywał melodie, opracowy- umówić... już na 1 Maja, bo na to świę- wał tańce. Posługując_ się je- idziemy do garderoby. W se to przygotowują w zespole szcze starymi wzorami, uszy-? to zespołowi pierwsze kostiumy. Przygotowano pierwszy program „Suitę kaszubską". a po roku pięćdziesiątym, kiedy Antoni Wojciechowski prze jął kierownictwo muzyczne zespołu, wystąpili z programem „Hej, żeglujże żeglarzu". Było to dawno temu, członkowie „tamtego" zespołu już założyli swoje rodziny, ich dzie ci przychodzą dziś na próby. Ale w kronice i we wspomnieniach pozostały występy w Olsztynie, Szczecinie, na dożynkach, i w Warszawie, podczas Światowego Festiwalu Młodzieży. Ci najstarsi wiedzą, że wtedy, w początkowych latach swojej pracy, po raz pierwszy sfilmowano ich wy- kretariacie siedzi Łucja Czyż- program złożony z dwóch czę-stęp. Zelektryfikowano w By- .kowska, znamienita hafciarka. ści. towskiem pierwsza kaszubską jak opowiada, nigdy się — Pracujemy także nad dru wieś, odbyła się wielka uro- haftu nie uczyła. gim programem, który nazwa- czystość, podczas _ której ich — Mam już taki dar, od liśmy „Malowanki kaszubskie", zespół tańczyły i śpiewał. Uka- dziecka do tego się garnęłam. Wystąpimy z nim w Płocku, zał się później film nakręcony j z radością uczę inne kobiety, na festiwalu zespołów regio-przez Wytwórnię Filmów O- Kaszubki też nauczyłam ka- nalnych. Bardzo nam na tym światowych... _ szubskiego haftu, chociaż sa- występie zależy. Podobnie jak — Macie może kopię tego ma pochodzę z Wielkopolski, w zeszłym roku, chcielibyśmy filmu? _ _ Ale tutaj mieszkam od pięć- wyjechać stamtąd z satysfak- — Niestety, nie. Nawet nie dziesięciu lat, znam Kaszubów cją. pomyśleliśmy, aby zwrócić się i chyba sama już jestem Ka- Zdzisław Treder i Roman o to do Wytwórni. A byłby szubką. - Dakiniewicz prześcigają się w to dla nas niezwykle cenny ^ "Wychodzimy już, kiedy Łuc- opowiadaniu o Płocku." do któ-dokument. Sć>dzi pani, że po- ja Czyżkowska woła zaafero- rego zaproszono zespół w ro-traktują poważnie naszą pro- wana: _ _ ^ ku'ubiegłym. Teraz chcą tam śbę? — Panie Kujawski, muszę zaprezentować tańce i pieśni — Radzę nopróbować, warto, kobiety szybko przyuczyć, bo obrzędowe. Pokazuja program. Czesław Kujawski, kierów- jak słyszę, trzeba będzie haf- Przychodzi tpż kierownik Wynik artystyczny Kaszubskiego towac na aksamicie! działu Kultury i razem onia-Zespołu Pieśni i Tańca, notu- — Tak, i praca jest pilna, w'aj? szczegóły tego wystę-je coś na karteczce. Jest cho— Dacie panie radę? ~pu. Znc u będzie kłopot ze reografem zespołu, a także — Oczywiście, jak zawsze... zwalnianiem ludzi z pracy. W scenografem. Przeglądam pro- Pani Czyżkowska jest tu zespole jest przecież 7 nau-jekty^ kostiumow dla baletu wyrocznią od haftu. Dzięki czycielek ze szkoły nr 1. są chóru. Stylowe sukienki niej- rzędy kostiumów, ciasno pracownicy rad narodowvch, — Za miesiąc albo w czerwcu. Zobaczymy, jak nam czas pozwoli. Chcielibyśmy, aby 1 - oBtc-chi i wdzięku — Krystyna Dakiniewicz i Krystyna Podjaska. Fot. Jan Pieńkowski Henryk Czyż i Roman Daki-Fot. Jan Pieńkowski mieli satysfakcję najstarsi, najdłużej w zespole pracujący. W kapeli gra od lat Michał Porański. Kaszub zza Buga, Adam Janiszewski. Zdzisław Grochowski. W zespole baletowym wiele lat tańczy Eugeniusz Kaniuka z Niezabyszewa i ci wszyscy, którzy kiedyś tworzyli zespół... Zespół miał bowiem przerwę w swojej działalności. Brakło instruktorów, którzy potrafiliby przygotować program na dobrym poziomie artystycznym. Dopiero pięć lat temu. dzięki uchwale Prezydium PRN ] zabiegom byłego kierownika Powiatowego Domu Kultury. Bronisława Markiewicza udało się na nowo rozwinąć działalność Kaszubskiego Zespołu Pieśni i Tańca, który tyle chluby przyniósł swojemu regionowi. Wiele pracy włożył tu Stanisław Kroskowski, który zajął ■się wówczas stroną muzyczną, a dzisiaj przejął po nim batutę dyrygenta Jan Stec. Kierownictwo artystyczne i choreografia snoczvwa od pięciu lat w rekach Czesława Kujawskiego. — To był przypadek. Przyjechałem na urlop z Zesoołu Wojska Polskiego. Spotkał mnie Markiewicz i zaproponował pracę w zespole. I tak się zaczęło. — Pochodzi nan z Bvtowa? — Prawie. Miałem dwa lata, jak rodzice tu osiedli. W Bytowie chodziłem do szkoły, później byłem w szkole baletowej w Gdańsku, gdzie u-czyła mnie Dani Sobczak-Ja-rzvnówna. Trzy lata tańczyłem w Zespole Wojska Polskiego A teraz trrowadZe ten zespół i kończę Studium Choreograficzne. — Nigdy za wiele wiedzy, co? — Oczywiście! I w naszym zawodzie, jak. w każdym, trzeba sie douczać, oglądać nowe programy dobrych ze-oołów, Porównywać. Jak wszędzie, w każdej dziedzinie. A zespół mamy młody, chętny. — Oczywiście — wtrąca Zdzisław Treder — osiemdziesiąt procent w balecie, to członkowie ZMS! — A w chórze natomiast są sami członkowie ZMW. Ktoś zerknął na zegarek, zrywa i a sie. Zbliża się czas owej transmisji, trzeba kończyć rozmowę. Ubierając się pośpiechu jeszcze dorzucają: — Gdvby r>ani zechciała napisać, że marzymy tvlko o jednym: aby w odremontowanym zamku bytowskim znalazł S'e takkat dla zesoołu. Z sala prób, kostiumami i '--ysznicami. Tuta i nie ma warunków do pr^cy. Na sali zimno, nie ma się gdzie u-myć, ludzie przepoceni wciągają na siebie nhrania i biegną tak do domów. — I jeszcze chcielibyśmy koło zamku zbudować amfiteatr. Czynem społecznym. Ba.ro'.zo ,by tu przydał! I mielibyśmy gdzie wvstępo-w:ć! —I jeszcze o autokarze własnym marzymy! Też by się przydał! Zapisuję skrzętnie. I chciałabym od siebie dodać jeszcze jedno: po dwudziestu pięciu latach działalności dobrze byłoby od czasu do czasu zorganizować otwarte występy tego zespołu w Koszalinie. Abyśmy mogli Kaszubski Zespół Pieśni i Tańca Podziwiać nie tylko w telewizji. JADWIGA SLIPIŃSKA Barn y emocji i złudzeń Znowu się to zaczęło. Jak by za dotknięciem czarodziejskiej różdżki świat się wkoło zmienia, zielenieje... Wobec zmian jakie niesie wiosna nie pozostajemy o-hojętni. Zieleń roślinności prowokuje, jest jak sygnał, który świadczy o dokonują, cej się w przyrodzie metamorfozie. Któż dowiedzie, czy tego właśnie sygnalizacyjnego znaczenia barwy nie uświadomili sobie nasi praojcowie, zanim stała się ona środkiem wyrażania dla malarzy? Czy była to nienie właściwości fizycznych koloru nie wyczerpuje wszystkich ważnych aspektów zjawiska. To on pierw szy, przed współczesnymi psychologami, zwracał rrt. in. uwagę na emocjonalne znaczenie barwy, na spra-wę kojarzenia, na jej wiekową tradycję symboliczną. Co wiemy o emocjach wiązanych z barwą, o ich symbolicznej wymowie? 0-bok przypuszczeń, są fakty jakich świadectwem jest właśnie malarstwo, czasem także przekazy pisane. Pa zieleń? Czy raczej czerwień. nuje zgodne przekonanie barwa krwi, a więc życia? co tego, że barwą od da wien dawna uprzywilsjowa Nie ma na te pytania jedno znacznej odpowiedzi. Wiadomo jednak, że świat barw z dawna intrygował, a zanim odkryć w tej dziedzinie dokonali naukowcy, artyści w niejednym ich wyprzedzili. Wyczuli oni nie~ jako intuicyjnie wiele z prawidłowości działania ko loru. Kiedyś sprawami koloru zajmowali się obok artystów, filozofowie. Długo trzeba było czekać zanim w dziedzinę tę wkroczył fizyk. Pierwszy z nich Newton do konał eksperymentu z rozszczepieniem śtoiatla na widmo barwne. On sprecyzował, że podobnie jak w tęczy, w widmie tym mieści się 7 kolorów: czerwony, oranż, żółty, zielony, niebieski, indygo, fiolet. ,Do świadczenie angielskiego fi zyka z połowy XVII wieku było przewrotem w dotych czasowych pojęciach o barwie. Dowiedziono mianowicie, że kolor nie jest osobli wą cechą rzeczy, a po pro stu wrażeniem powodowanym przez działanie światła. Inaczej, barwa to ś 10 i a tł o. Pióżne substancje różnie reagują na promieniowanie świetlne. Jeśli ich nie przyjmują, powstaje zjawisko banoy białej. Tak jest ze śniegiem. Jeśli zachłannie zagarniają jak najwięcej owych promieni, mamy do czynienia z czernią. Tak jest na przykład z sadzą. W malarstwie pojęcie barwy rozumianej jako światło, sposób odkrywczy spożytkowali impresjoniści. Dzisiaj wiemy, że po szukiwania artystów posunęły się w tej dziedzinie naprzód. Próbują oni tworzyć obrazy, czy może zjawiska, których materia, jest wyłącznie światło. Tak skomponowany obraz poja-wił się przed rokiem nad Wrocławiem. Było to w noc majową po dniu poświęconym pamięci zwycięstwa nad faszyzmem. Pomysł ne stora naszych konstruktywi stów• a parokrotnego gościa osieckich plenerów, Henryka Stażewskiego, fascynował nie tylko mieszkańców dolnośląskiej stolicy. Zjawi sko obserwowano w promie niu 100 kilometrów. Wymia ry kameralne, a przez to i nam dostępne, miały zaś „obrazy" świetlne wrocław skieęo malarza, Jana Chwał czyka, które ubiegłego lata pokazyumno w koszalińskim salonie EWA. Próby to interesujące, chociaż nie potrafimy jesz cze w pełni ocenić ich walorów, przeczuć następstw jakie mogą za sobą pociąg nać w sztuce. Jedno jest pewne. Spraicami barwy zajmują się nadal, obok ma larzy, również naukowcy i to różnych specjalności. Ko lor interesuje psychologów, lekarzy, socjologów. Precyzują oni działania emocjonalne barw, czyli to, co wprawdzie nie teoretycznie ale praktycznie czynili do-tąd artyści. I tu ciekawostka. Świat barw w interpre tacji odmiennej od newtonowskiej, bo fizjopsycholo-gicznej, był tematem docie kań czynionych przez poetę tej miary, co Goethe. Ojciec „Fausta" wadził się z New tonem, dowodząc, że ujaw- ną, a również w sensie emo cjonalnym najważniejszą, jest czerwień. Dotyczy to w równej mierze kręgu kul tury europejskiej, jak i ca łej ludzkości. To właśnie czerwień wiąże się od naj dawniejszych czasów z po jęciem ognia i krwi, wojny i siły, ale także płodności i potęgi. To czerwień — o-bok bieli i czerni — należy do trzech barw rytualnych starożytności. Tej barwie powierza się interpretację treści o znaczeniu ziemskim" nawet w średniowie czu, okresie, który symboli ce kolorystycznej wyznacza rolę szczególną, czyniąc zeń kod porozumienia między niebem a ziemią. Wieloznaczna barwa czerwieni staje się jednocześnie wyra zicielką uczuć subtelnych, symbolizuje miłość. Barum w średniowieczu jest czymś w rodzaju hasła, albo znaku porozumienia. Ma dodawać splendoru pojęciom wyimaginowanym, idealistycznym,. Jej wymowa, chociaż nie dotyczy rze czywistości — nie usiłuje nawet jej imitować — jest dla współczesnych zrozumia łą. Jakież znaczenie ma w tym czasie, zwłaszcza zaś w gotyku — błękit. Barwa nieba i tego co boskie, ale także symbol mądrości. Zie leń ma uzmysławiać rajskie rozkosze, a przez skojarzenie z barwą wegetacji roślinnej, ma też znaczenie odnowy. Stąd blisko do po jęcia nadziei, co wiąże się do dzisiaj z symboliką zieleni. A współczesna psycho logia? Czy nie przypisuje zieleni właściwości regenerujących psychicznie, nakazując na zielono malować ściany hal fabrycznych? Jedną z barw ważnych było w średniowieczu ztoto, czasem — zwłaszcza w okre sie wcześniejszym — jego rolę przyznawano także żół ci. Stosowano je w plastyce średniowiecznej powszechnie, dość przypomnieć gotyc kie tryptyki, ich złote tła. Ale wówczas, gdy się je tworzy, żółć nagle traci ? xoo konkurowania ze złote-** i nie bardzo wiadomo jakin-zrządzeniem losów z barw>■■ uprzywilejowanej schód-do barw wyrażających er>*-~ cje negatywne, wrogo' zdradę, emocje występ1' Jakież to inne w stosur■ do odczuć nam znanych. r choć tradycja nakazi nam wiązać żółć z takim v -jęciem jak zazdrość, ? któż o tym pamięta kup jąc osobie bliskiej herbacir ne róże? A może jest w tym jakaś zasługa van Gogha jego słoneczników? To o-braz wielokrotnie reprody kowany i ze spuścizny malarskiej najpowszechnie - : akceptowany. Zastanawia- | jące, czy sprawia to prosta j ale ekspresyjny temat tego j płótna, czy może działania f o głębszym znaczeniu? Tr słoneczniki mogą być symbolem słońca, a słońce to ży wioł dobroczynny. Dawca ciepła i światła. IGŁOS nr 100/1/2 (5856/7/8) Str. 3 XXIV ZJAZD KPZR zakończał obrady (Dokończenie ze str. 1) partię i cały naród radziecki w precyzyjną linię polityczną, program polityczny na kolejny okres. Istota tej linii znalazła jasny wyraz w referacie sprawozdawczym KC, w referacie o projekcie wytycznych, w uchwałach i rezolucjach Zjazdu. W dziedzinie polityki gospodarczej — stwierdził mówca — linia partii polega na dążeniu do poprawy stopy życiowej narodu radzieckiego. Be?, osłabiania znaczenia jakie przywiązuje się do rozwoju odpowiednich dziedzin przemysłu ciężkiego, w tej liczbie obronnego, partia stawia sobie jako główne zadanie istotne podniesienie dobrobytu ludzi pracy. W dziedzinie polityki socjal nej — kontynuował Leonid Breżniew — linia partii zmierza do dalszego umocnienia jedności społeczeństwa radzieckiego, do zbliżenia wszyst kich klas i grup społecznych, wszystkich narodów i narodowości. Jest to linia nastawiona na rozwój demokracji socjalistycznej, na wciąganie coraz szerszych mas do rozwiązywania zadań społecznych i państwowych, na pogłębienie świadomości komunistycznej i rozkwit duchowy człowieka radzieckiego. Jest to linia zmierzająca do utrwalenia tej atmosfery moralno-- politycznej w kraju, w której można lżej ocidycnać, lepiej pracować i spokojniej żyć. Sekretarz generalny KC KPZR podkreślił następnie, że w dziedzinie budownictwa partyjnego partia dąży do udoskonalenia metod partyjnego kierowania społeczeństwem, ścisłego przestrzegania leninowskich norm życia partyjnego, umocnienia więzi partii z klasą robotniczą, z całym narodem radzieckim. W dziedzinie polityki zagranicznej linia partii jest linią pokoju i bezpieczeństwa międzynarodowego, umacniania braterstwa z krajami socjalizmu oraz sojuszu z siłami wyzwoleńczymi i anty-imperialistycznymi na całym świecie. Już teraz — powiedział Leonid Breżniew .— można stwierdzić, że wysunię ty przez Zjazd program walki o pokój, wolność i niezawisłość narodu znalazł jak najszerszy oddźwięk na wszyst kich kontynentach. Tak więc w centrum pro-grama opracowanego przez Zjazd znajduje się troska o najistotniejsze, najżywotniej sze interesy narodu radzieckiego. Sekretarz generalny KC KPZR życzył delegatom na Zjazd pomyślnej pracy. Przemówienie Leonida Breżniewa było niejednokrotnie przerywane burzliwymi, długotrwałymi oklaskami. Następnie sekretarz generalny KC KPZR obwieścił zamknięcie Zjazdu. Zebrani odśpiewali Międzynarodówkę. W DZIESIĄTĄ ROCZNICĘ LOTU GAGARINA Nazwano go Kolumbem KOSMOSU Plan kwartalny wykonano w 110,1 proc.! Dobre tempo w budownictwie rolniczym (INF. WŁ.) Załogi przedsiębiorstw, zgrupowanych w koszalińskim Zjednoczeniu Budownictwa Rolniczego dobrze realizują zadania bieżącego roku. W styczniu, lutym i mareu Zjednoczenie wykonało roboty budowlano-montażowe wartości 164,1 min zł, o 15,1 min zł wię cej niż planowano. Plan kwar talny zrealizowano w 110,1 proc., zaś plan całoroczny już w 21,3 proc. Budowlani oddali do użytiku załogom rolnych za kładów pracy w naszym województwie łącznie 141 nowych budynków mieszkalnych, in- wentarskich i gospodarczych, przy czym 72 budynki oddano przed terminem. Przekazano dc eksploatacji m. in. prawie 600 nowych izb mieszkalnych, 6 tuczami, chlewni macior i warchlakami dla ponad 1700 sztuk trzody chlewnej, przecho walnię ziemniaków o pojemności 1000 ton itd. Przed termi nem zbudowano jedną szkołę o 12 izbach lekcyjnych. Budowlanym niewątpliwie sprzyjała łagodna zima, ale nie tylko warunki klimatyczne wy warły wpływ na przekroczenie planowanych zadań. W budów nictwie rolniczym w naszym województwie w szerokiej ska li wprowadza się uprzemysłowione metody pracy, coraz lep sza jest również organizacja robót i zaopatrzenie materiało we. Doceniając doniosłe decy zje VII i VIII Plenum KC PZPR załogi koszalińskich przedsiębiorstw budownictwa rolniczego podjęły zobowiązania, które mają na celu prze de wszystkim skrócenie okresu budowy obiektów mieszkalnych i inwentarskich. Zobowią zano się m. in. przekazać w tym roku do użytku przed terminem (1—6 miesięcy) 60 budynków mieszkalnych dla 310 rodzin, 60 budynków inwentar skich, w których pomieści się łącznie 4500 sztuk bydła, 51Ó0 satuk trzody chlewnej i 800 o-wiec. Przed terminem będzie oddana do użytku również nowa baza POM w Złocieńcu. Część tych zobowiązań już została wykonana. a> (Inf. wł.) 27 spółdzielni, 29 tys. członków — oto dwie podstawowe liczby charakteryzujące spółdzielczość mieszkaniową w wo jewództwie koszalińskim, przy gotowującą się do swego V zjazdu. Zjazd odbędzie się 15 kwietnia br. Wczoraj, w siedzibie koszalińskiego Oddziału CZSBM odbyła się konferencja prasowa, podczas której dyrektor, to\*. Kazimierz Kędzierski poinformował dziennikarzy o dotychczasowym rozwoju spółdzielczości mieszkaniowej w naszym województwie i zamierzeniach na najbliższe lata. Spółdzielczość mieszkaniowa w naszym województwie zaczęła rozwijać się w 1958 r., a szczególnie dynamicznie w ostatnich 4 latach. Z ogólnych zasobów jakimi dysponują spółdzielnie, przekraczających 400 tys. m kw. powierzchni mieszkalnej, aż 275 tys. m kw. przybyło w ostatnich latach. Mimo takich osiągnięć plan budownictwa w minionej 5-latce nie został wykona ny, osiągnięto 96,4 proc. przy wykorzystaniu planowanych nakładów w 103 proc. W koń cu ub. r. z ogólnej liczby 29 tys. członków i kandydatów na mieszkania oczekiwało 11 tys. członków. W bieżącym 5-leciu koszalińska spółdzielczość zamierza zwiększyć nakłady na budów nictwo o 45 proc. w porównaniu z okresem 1966—70. Według oświadczenia tow. Kędzier skiego, istnieją pełne szanse wykonania tych zwiększonych zamierzeń, gdyż program budownictwa jest lepiej przygotowany niż w poprzedniej pię ciolatce. (wł) STAWIAŁ pierwsze kroki na ziemi, gdy Konstanty Ciołkowski, przemawiając z Kaługi przez radio do pionierów zebranych w 1935 roku na Placu Czerwonym w Moskwie wyrzekł wieszcze sło wa: Wasze pokolenie dożyje pierwszych lotów międzyplanetarnych. Stawiał pierwsze kroki na niebie, gdy w 1957 roku wystartował na orbitę okołoziem-ską pierwszy radziecki sputnik. Był wówczas słuchaczem Szko ły Lotniczej w Orenburgu na Uralu. W pamiętniku, zatytułowanym „Droga w kosmos", pisze, że o sputniku dowiedział się na lotnisku w czasie przerwy w lotach. Wieczorem dyskutował z kolegami co będzie dalej. Jeden z nich dowodził, że za piętnaście lat poleci w kosmos człowiek. ,,My się do tego czasu ; zestarzejemy" — mówił inny. Tymczasem 3 listopada 1957 roku wystartował kolejny sput nik, już nie 80-kilogramowy, lecz pół tonowy, z żywą istotą na pokładzie — słynną „Łaj ką". „Czytając o tym w gazetach, pomyślałem: a dlaczego nie mógłby polecieć w kosmos człowiek? — odnotował w pamiętniku. — I po raz pierwszy przyszło mi do głowy: a czemu nie miałbym to być ja?" Na razie 23-letni oficer lotnictwa radzieckiego otrzymuje skierowanie do eskadry samolotów myśliwskich, stacjonujących za Polarnym Kręgiem, na Półwyspie Kolskim. Mijają jeszcze dwa lata. Startuje trzeci sputnik — o masie 1,3 tony. A za nim trzy pierwsze rakiety księżycowe. Decyzja dojrzewa. Gja-garin pisze raport z prośbą o włączenie go do ekipy kosmonautów. Znalazł się w pierwszej grupie, którą wezwano do Moskwy na badania lekarskie. „Lekarzy było wielu, a każdy surowy jak prokurator. Ich wyrok nie podlegał rewizji. Kandydaci na kosmonautów wylatywali z komisji jak z procy". Potem była jeszcze druga eliminacja. Przez jej sito przeszli oprócz Gagarina — Titow, Nikołajew, Popowicz, Bykowski, Komarow, Bielajew, Leo-now, Szatałow, Szonin i kilku innych. Tych, którzy zdali wszystkie testy, przedstawiono marszałkowi lotnictwa Wier-szyninowi i słynnemu lotnikowi Kamaninowi, jednemu z pierwszych bohaterów Związku Radzieckiego, który stać się miał wychowawcą i opiekunem kadry kosmonautów. 9 marca 1960 roku, w dniu swych urodzin. Gagarin wrócił na Półwysep Kolski i oznajmił żonie: Przenoszą mnie w okolice Moskwy, będę miał no wą, ciekawszą służbę. Był rozkaz, aby nie chwalić się udziałem w przygotowa- niach do załogowego lotu kosmicznego, nie mówić o tym nawet z najbliższą rodziną. Zapytany o nazwiska przyszłych kosmonautów, prof. Sie-dow odrzekł: „W Związku Radzieckim nie otacza się nim bem romantyzmu ludzi, którzy mają w przyszłości udać się w przestrzeń kosmiczną". I ta tradycja przetrwała. Ale nimb romantyzmu otoczył tycb( którzy wrócili z kosmosu, a zwłaszcza tego, który był tam pierwszy. W krajach do których dociera książka, gazeta, telewizja czy radio nie ma czło wieka, który by nie wiedział, kim był Gagarin. Był nawet taki paradoks: wieść o przyjeździe pierwszego kosmonauty świata do Afryki wioski leberyjskie przekazywały sobie przy pomocy.,, tam--tamów! Bębny, obciągnięte skórami krokodyli, dudniły, że Czarny Ląd odwiedził człowiek, który dotarł do nieba. Plemię Kpelle obdarzyło go tytułem wodza. Otrzymał klucze miejskie od burmistrzów Kairu i Aleksandrii, honorowe obywatelstwo Kaługi, Warny, Plewny, Lata- kii i kilku innych miast. Jego imię nadano tysiącom dzieci urodzonym 12 kwietnia 1961 roku. Był honorowym członkiem Związku Hutników Wiel kiej Brytanii, kawalerem polskiego Krzyża Grunwaldu I Kia sy, Włoskiego Orderu Kolumba, egipskiej Wstęgi Nilu, czechosłowackiej Złotej Gwiazdy, brazylijskiego odznaczenia Za Zasługi dla Żeglugi Powietrznej. Fidel Castro podarował mu mundur oficera rewolucyj nej armii kubańskiej, lotnicy RAF — srebrną papierośnicę, królowa Elżbieta — srebrną tacę, greccy więźniowie polityczni — model okrętu Odyse-usza. Dziesięć lat temu świat oszalał na tle Gagarina. Nie dożył dziesiątej rocznicy otwarcia szlaku do gwiazd. Zginął w zwykłej katastrofie lotniczej. Dziesięć lat temu porównywano lot Gagarina z największymi osiągnięciami ludzkości. Nazwano go Kolumbem kosmosu. Kolumb odkrył jednak tylko nowy kontynent. Gagarin wytyczył drogę ku nowym światom. (WiT-AR) RYSZARD BADOWSKT ŚWIĄTECZNE ABC FOT — CAF. HANDEL I GASTRONOMIA W KOSZALINIE... W sobotę. 10 bm., sklepy spożywcze i mięsno-wędliniar skie będą czynne do godz. 17 z wyjątkiem dyżurujących, które będą czynne o godzinę dłużej. Są to: Delikatesy nr 1 i 2, sklep nr 21 przy ul. Powstańców Wielkopolskich, sklep nr 65 przy ul. Buaowni czych oraz sklep nr 63 przy ul. Szymanowskiego. Sklepy przemysłowe będą czynne do godz. 17. Zakłady gastronomiczne hę dą pracowały tylko do godz. 18, z wyjątkiem dyżurujących: restauracji „Balaton" Turystyczna" oraz baru „Biaiy Zdrój". Niedziela, 11 bm. Wszystkie sklepy będą w tym dniu zam knięte, Z zakładów gastronomicznych dyżurują: restauracja „Ratuszowa". bar „Pelikan" i kawiarnia ,Muszelka". Poniedziałek, 12 bm. Sklepy spożywcze czynne jak w każdą niedzielę. Sklepy przemysłowe — nieczynne. Zakłady gastronomiczne pra cują jak w każdą niedzielę. Zamknięte są jedynie restauracja „Ratuszowa" i bar „Pe^ likan". Sieć drobnodetaliczna — czynna jak w niedzielę. POCZTA W sobotę, 10 bm,. urząd pocztowy czynny do godz. 17, natomiast wiejskie placówki pracują do godz. 13. Niedziela — okienka pocztowe nieczynne, jedynie telekomunikacja pracuje przez ca łą dobę. Poniedziałek — pracownicy poczty pracują w godz. 9—11, czyli jak w niedzielę (bez o-brotu pieniężnego). W tym dniu będą doręczane paczki żywnościowe. KOMUNIKACJA W sobotę autobusy jeżdżą do godz. 18. W niedzielę MPK nie pracuje. W poniedziałek autobusy kursują jak w każdą niedzielę. (war) ...I W SŁUPSKU Dziś, tj, w sobotę „Delikate sy" i „Supermarket" obsługują klientów do godz. 19. Natomiast wszystkie lokale gastro nomiczne zostaną zamknięte ■o godz. 18. Do tej samej godzi ny kursują autobusy MPK. W pierwszy dzień świąt (nie dzieła) — sklepy spożywcze i przemysłowe oraz komunikacja miejska są nieczynne. Od godziny 12 do 18 obsługują konsumentów restauracja „Wiejska" i bar „Ludowy". W drugi dzień świąt (poniedziałek) — sklepy spożywcze ze sprzedażą mleka czynne od godz. 7 do 10. „Supermarket" i „Delikatesy" czynne od 14 do 18. Pozostałe sklepy spożywcze i przemysłowe — będą zamknięte. Kioski „Ruch" — czynne jak w każdą niedzie lę. Również zakłady gastrono miczne zostaną otwarte podob nie jak w niedzielę, z wyjątkiem nieczynnego baru „Ludo wego", restauracji „Wiejskiej". Bar mleczny „Poranek" otworzy swe podwoje w godz. od 11 do 16, bar „Ekspres" od 10 do 17. Autobusy MPK kursować będą w tym dniu od godz. 13. Pracownicy punktów usługowych ZUJiiT, którzy podjęli się dodatkowej pracy w poprzednią niedzielę, w poniedziałek 12 bm. pełnić będą dyżury od godz. 10 do 13. Wszelkie naprawy telewizorów w tym czasie będą wykonywane w t,'-vbie ekspresowym. Do świsteczneeo dyżuru przystąpi 6 stacji obsługi radiowo-te-iewizyjnej: w SZCZECINKU (pl. Wolności), w KOŁOBRZEGU (ul. Koszalińska 27), w BIAŁOGARDZIE (ul. Bohaterów Stalingradu 1), w SŁAWNIE (ul. Armii Czerwonej), w SŁUPSKU (ulica Marchlewskiego 4) i w KOSZALINIE (ul. Bieruta 37V. DOKĄD SIĘ WYBIERZEMY? PIŁKA NOŻNA III LIGA W Koszalinie: GWARDIA — FLOTA Gdynia (niedziela, godzina 11). W Poznaniu: PRZEMYSŁAW — DARZBÓR Szczecinek. TURNIEJ JUNIORÓW W KOSZALINIE W soboty zakończony zostanie turniej piłkarski limiorów z tł-działem reprezentacji Gdańska, Poznania i Szczecina. Pierwszy mecz odbędzie się o godz. 9.30, a drugi — o godz. 11. (sf) Pamlłizienedios Na północnym wybrzeżu Kuby, niemal dokładnie w środku wyspy, między jej odległymi krańcami wschodnim i zachodnim, leży miasteczko Re-medios. Kilka tysięcy mieszakańców prowadzi tu życie powolne, niby za dawnych, kolonialnych czasów. REMEDIOS jest jed nym z najstarszych na Kubie ośrodków miejskich. Założyli go hiszpańscy kolonizatorzy w latach 30-tych XVI w. Zachowało się z tych odległych czasów nieco pamiątek, wśród nich kościół, jedna z najstarszych na Kubie świątyń katolickich zbudowana w XVI »tuleciu« Przypadkowy turysta, zawi tawszy tu w sobotnie popołudnie, nie może jednak zwiedzić zabytkowego kościoła. Jest zamknięty na cztery spusty. Ksiądz proboszcz, który zezwala na 7.wiedzanie wnętrza świątyni tylko do godz. 15, nie reaguje na dźwięki kołatki. Kubańscy przyjaciele, studenci historii na uniwersytecie w pobliskim mieście Santa Clara, są nieco zażenowani niegościnnością księdza. — Ale w gruncie rzeczy nie ma czego żałować — przekonują przybyszów z Polski. Kościół — kościół. Są natomiast ciekawe rzeczy do obejrzenia w lokalnym muzeum... W istocie. Liczący ponad 200 lat budynek, o sklepieniach wysokich na blisko 8 metrów, mieści niewielkie acz interesujące muzeum historii Remedios ł okolicznego regionu. W u-roczym patio, tradycyjnym oeródku, zdobiącym każdy dom na Kubie, przykuwają wzrok małe działka, u-?ywane w walkach przez żołnierzy armii wyzwoleńczej. Okres historii Kuby, <*dy nadchodził kres wie-: owiekowej niewoli hiszpań Mdej, jest tu szczególnie bogato reprezentowany. Liczne ryciny ukazują przy wódców ówczesnych walk wyzwoleńczych — „Aposto >a" narodu kubańskiego Jose Martiego i gen. Ma-ximiliano Gomeza. Obok flag niepodległej Kuby, u-żywanych w czasie walk z Hiszpanami, wiele dawnego sprzętu wojskowego, mundury żołnierzy armii powstańczej, różne osobiste drobiazgi gen. Gomeza i innych dowódców. Jose Marti wywiesił jeden z wiszących w gablocie sztan darów na siedzibie przedstawicielstwa kubańskiego w meksykańskim mieście Veracruz — jeszcze przed ogłoszeniem niepodległości Kuby. Już wówczas bowiem, choć nadal trwały walki przeciw wojsk kupanta, rządy wielu sąsiednich państw uznały kubańską „Republikę pod Bronią" jako niepodległe państwo. Sztandar zachowany w Remedios był pierwszą flagą Wolnej Kuby, wywieszoną poza jej granicami. Korespondencja własna Agencji Robotniczej z Kuby W kilku salkach muzeum zgromadzono liczne zabytkowe meble, dawne ubiory mieszkańców tego regionu i sprzęty domowe. Są tu także nieliczne oryginalne ludowe rzeźby w drzewie, prymitywne narzędzia Indian Sibonejów, którzy do początków XVI stulecia by li jedynymi panami tej ziemi. Zresztą na Kubie nie wiele zachowało się tego rodzaju dowodów o życiu jej odwiecznych mieszkańców. Wszystkie tutejsze muzea skwapliwie zbierają każdy taki drobiazg ale w su mie trudno na podstawie tych nielicznych znalezisk zrekonstruować życie Sibonejów, Tainów czy Guana-jacaibów sprzed pół tysiąca lat. Tym bogatsze są zbiory nowszych pamiątek. Przewodnik z dumą pokazuje liczne grube roczniki wydawanych tu ongiś czasopism, opasłe tomy książek, drukowanych w ub. wieku w miejscowych oficynach. Okazuje się, że Remedios było przez długi czas ważnym ośrodkiem kulturalnym. Np. w latach 1852—64 wychodził tu „Bo-letin Local Economico y Meroantil". Częściowo konkurowały z nim, wydawane w różnych okresach dzienniki lub tygodniki: „La Razon", „El Heraldo", „La Atalayś", „El Criterio Popular", drukowane na płaskich maszynach, w niewielkich nakładach. W oddzielnej gablocie podziwiać można numery tygodnika „La Atalaya", „El Criterio i ilustrowanego ręcznie w kilku egzemplarzach. „La Paloma", zawierająca bogaty dział informacyjny, kronikę towarzyską, poradniki gospodarskie, lekarskie itp., była wypożyczana za cenę 10 centavos! Turysta — zwłaszcza jeśli jest nim dziennikarz — z zainteresowaniem przegląda efekty pracy swych XIX-wiecznych kolegów po piórze z małego Remedios. Oto np. dużego formatu kolumna pisma „El Noticioso y Lucero", z datą 1832 r. Sześć szpalt wypełniają różego rodzaju ogłoszenia. Przeważają reklamy handlowe miejscowych i okolicznych warsztatów rzemieślniczych, sklepów itp. Duże ogłoszenie w ramce zaprasza chętnych na corridę, która i tu, na Kubie przez kilka stuleci była popularną rozrywką. Obok maleńką czcionką złożony tekst gło si, że są do sprzedania lub wypożyczenia czarni niewolnicy, w cenie po ok. 450 pesos każdy. „El Noticioso y Lucero" i wszystkie inne liczne, póż niejsze miejscowe pisma świadczą o stosunkowo wczesnym rozwoju kultury w tym piśmiennictwa, na Kubie. Była to jednak kultura dla garstki panów, hiszpańskich mieszczan, nie rodzimych Indian ani sprowadzonych do pracy na plantacjach trzciny cukrowej afrykańskich Murzynów. Ci ostatni byli wy łącznie narzędziami pracy w gospodarstwach plantatorów, w prymitywnych cu krowniach albo po prostu służącymi w pańskich pałacykach. Handel niewolnikami na Kubie w owym czasie był już formalnie zakazany, to też tego rodzaju ogłoszenia drukowano nielegalnie. Na podstawie układu między Hiszpanią a Wielką Brytanią z roku 1817, począwszy od lipca 1820 r. miano zaprzestać tego rodzaju transakcji. Jakie handel niewolnikami miał rozmiary na Kubie, świadczy kilka liczb: na przełomie XVIII i XIX w. ludność Kuby szacowano na około. 300 tys., z czego trzecią część stanowili murzyńscy niewolnicy. W roku 1827, przy 700 tys. mieszkańców wyspy, niewolników było 300 tys. Formalny zakaz handlu Murzynami nie był przez nikogo przestrzegany. Dopiero w latach 40-tych ub. stulecia, w efekcie masowych buntów niewolników, zaczął się proces ich wyzwalania. Ostateczna likwidacja niewolnictwa na Kubie nastąpiła jednak jeszcze później, bo w latach 70-tych XTX wieku, zaledwie sto lat temu. Dzieci 1 wnukowie ostatnich niewól ników — obecnie staruszko wie — żyją na Kubie do dziś. RYSZARD GINALSKI FAKTY • KOMENTARZE Sylwetka tygodnia M. Mniimun SZEJK MUUZIBIJR RAH-MAN, przywódca Ligi Awa-mi i zwycięzca w wyborach parlamentarnych w Pakistanie nie został premierem ogólnokrajowego rządu, mimo, że wskazywałyby na to arytmetyka 1 ordynacja wyborcza. Wybory przypadły bowiem w okresie, gdy przeciwieństwa między Pakistanem Zachodnim i Pakistanem Wschodnim przerodziły się w otwarty konflikt. MUD2IBUR RAHMAN urodził się w roku 1920 w wiosce Tongibara na zachód od Dha-ki w rodzinie średnich właści cieli ziemskich. Jako młody człowiek — student prawa u-niwersytetu w Dhace rozpoczął w roku 1948 walkę w imię narodu bengalskiego, organizując demonstracje prze-{ ciwko urdu jako językowi o-ficjalnemu dla całego nowopowstałego państwa. Język urdu jest językiem bitnych górali i rolników pendżab-skich — mieszkańców Pakista nu Zachodniego. Rahman założył Ligę Studentów Pakista nu Wschodniego, a później Li gę Awami, która stanęła na czele walki Bengalczyków 0 pełną autonomię dla Pakistanu Wschodniego. Postulat pełnej autonomii sformułowany został przez Rahmana już w roku 1953. Objęcie władzy przez dyktatora Ayub Khana, który uznał Rahmana za wro ga integralności Pakiśtanu( znów zaprowadziło przywódcę nacjonalistów bengalskich na półtora roku do więelenia. Najsurowsza represja spotkała go w roku 1968 gdy został zamknięty w całkowitym odosobnieniu 1 oskarżony o konspirowanie z Hindusami w celu zorganizowania Jawnego buntu i obalenia Ayub Khana. Ten proces przyczynił się do niesłychanego wzrostu popularności Rahmana. Zaczęto widzieć w nim bohatera narodowego. Masowe rozruchy i demonstracje studenckie w obronie Rah mana przyczyniły się do Jego u-wolnienla 1 upadku dyktatora Ayub Khana. Szejk Rahman nie doszedł również do porozumienia z Jego następcą Yahia Khanem. Wybuchł obecny otwarty konflikt. Obecnie — Jak twierdzi rząd pakistański, szejk Rahman Jest aresztowany 1 przebywa w więzieniu Lahore. Jego rodacy są ofiarami bezwzględnej pacyfikacji, przeprowa dzanej przez wojska rządowe. Więzienia i aresztowania zawsze przeolataly się z okresami działalności politycznej Rahmana, przyczyniając się tylko do wzrostu Jego popularności i uczyniły z niego bezspornego przywódcę Bangalczyków. Tylko Śmierć mogłaby mu to przywództwo odebrać. Byłoby straszliwą tragedią, gdyby śmierć spotkała go w za-chodniopakistańskim więzieniu. UUTRO /OBYWATELE reptibHW ft ^ deralnej, mieszkający na xosi czy w wielkim mieście, młodzi czy starzy, katolicy i protestanci, dyrektorzy i gospodynie domowe — poddawani są stale najrozmaitszym son dażom, proszeni są o odpowia danie na najdziwniejsze pytania i wypełnianie najprzeróżniejszych ankiet. O ich poglądy na różne tematy i opinię w najrozmaitszych sprawach pytają instytuty badania opinii publicznej, redakcje dzień ników i czasopism, radio i TV, Te ankiety i sondaże prowadzone są, rzecz jasna, w interesie określonych zleceniodaw ców — najczęściej przemysłu, handlu, partii politycznych i organizacji społecznych. Zarówno ze względu na motywy, jakimi się oni kierują, jak i na zasięg owych sondaży, czy tech nikę ich przeprowadzania — do wyników tych ankiet można mieć zastrzeżenia. Nie ulega jednak wątpliwości, że dają one pewną orientację jak takie czy inne środowiska zapatrują się na poszczególne sprawy lub problemy. Szczególnie modne w ostatnim okresie jest zadawanie pytań młodzieży. Spośród setek przeprowadzanych wśród niej ankiet, nas — ze zrozumiałych względów — mogą in teresować przede wszystkim te, które przynoszą odpowiedzi na pytania w sprawie poglądów młodych ludzi na niedawną faszystowską przeszłość ich kraju, czy też stosunku ich do Polski. Kształtowanie bowiem poglądów na te kwestie przez szkole, środki masowej propagandy, film, czy literaturę oraz pewne organizacje społeczne budziło przez wiele lat słuszną krytykę i uzasadnione obawy na przyszłość, a i obecnie pozostawia bardzo wiele do życzę n in. Wyniki najświeższych sondaży nie przynoszą też zhvt wielkiej dawki optymizmu. O-to np. wybitny pedaaoo, prof. W. Jaide, przeprowadził an^ie tę wśród 1200 młodych ludzi w 22 miejscowościach Dolnej Saksonii i Nadrenii Palatyna-tu i przekonał się, że 61,8 proc. odpowiadających uznała, te Radziecka polityka zagraniczna Teoria i praktyka DYSKUSJI na XXIV Zjeździe KPZR zabrał głos radziecki minister spraw zagranicznych — A. Gro-myko. Jego przemówienie określiło raz jeszcze pod stawowe cele radzieckiej polityki zagranicznej: u-trzymanie pokoju, zapobieżenie wojnie, zapewnienie bezpieczeństwa narodom Związku Radzieckiego i krajom wspólnoty socjalistycznej. Mocne akcenty podkreślały dążność ZSRR do rozwiązywania spornych problemów na drodze rozmów, ale ,,takich rozmów, które nie przypominają szermierki i w których nie podstawia się sobie wzajemnie nogi". Dobra wola musi cechować jedną i drugą stronę. A. Gromyko otworzył szeroko drzwi do rozmów i negocjacji, akcentując jednocześnie konsekwentne stanowisko radzieckie w realizacji po lityki współistnienia. A. Gromyko określił zasady, a dzień później świat poznał przykład ich praktycznego zastosowania w radzieckiej polityce międzynarodowej. Oto przewodniczący Prezydium Rady Najwyższej, N. Podgorny wystosował do prezydenta Pakistanu naglący a-pel, w którym czytamy m. in.: „W Związku Radzieckim i dużym niepokojem przyjęto wiadomość, że rozmowy w Dhace zostały przerwane i że administracja wojskowa skierowała siły zbrojne przeciwko ludności Pakistanu Wschodniego. Ludzie radzieccy nie mogą nie przejmować się licznymi ofiarami, cierpieniami i stratami, jakie przynosi taki rozwój wydarzeń narodowi paki- stańskiemu. Zaniepokojenie budzą także w Związku Radzieckim aresztowania i prześladowania M. Rahmana i innych działaczy politycznych, którzy podczas niedawno odbytych wyborów powszechnych uzyskali tak stanoweae poparcie ze strony przytłaczającej większości mieszkańców Pakistanu Wschodniego. W te trudne dla narod« pakistańskiego dni nie możemy nie zwrócić się i dobrym, przyjacielskim słowem. Byliśmy i jesteśmy przekonani, że skomplikowane problemy, jakie w ostatnich czasach powstały w Pakistanie, mogą i powinny być rozwiązane przy pomocy środków polityecnych, bez użycia siły. Jesteśmy przekonani, ie od powiadałoby to interesom ea-łego narodu pakistańskiego, sprawie zachowania pokoju w danym rejonie". Już raz ZSRR, w Taszkiencie, oddał przysługę narodowi pakistańskiemu, doprowadzając przez swą misję mediaeyj ną do zakończenia wojny in-dyjsko-pakistańskiej o Kaszmir. Apel N. Podgornego *rt>-dził się z tej samej troski • pokój i zgodne współżycie mię dzy narodami, z ducha radziee kiej polityki międzynarodowej. Z mapką w ręku MADAGASKAR hitleryzm „miał również dobre strony". Prof. Jaide podsu mowując swe badania stwierdził, że: „W przypadku znacznej liczby młodych ludzi można stwierdzić zdumiewające tendencje prawicowe, wyraża jące się sceptycyzmem wobec systemu parlamentarnego i je go reprezentantów... tendencja mi izolacjonistycznymi i narodowymi pragnieniami hegemo nistycznymi. Nie brak również prób usprawiedliwiania i unie winnianio hitleryzmu oraz po pełnionych przez niego czy-nów." Inną ankietę, wśród mieszkańców Koleni', przeprowadziła' redakcja katolickiego ty godnika „Publik". Chciano się zorientować co indagowani wiedzą o Polsce i co łączą z tym pojrciem. Podsumowując odpoioi "dzi stwierdzono w cza sopitmie, że wiedza młodzieży o naszym kraju jest bardziej niż niewielka. 20 procent pytanych uczniżio nie wiedzia ło niemal nic o Polscs. Na dwu stu zapytanych tylko Ątfęewię ciu łączyło pojęcie Polska z hitlerowskimi obozami i pm Sladowaniami. Podobnie wyglądała sprawa wśród studen tów. Większość tych ostatnich pytana o polską kulturę wiedziała tylko tyle, że w naszym kraju urodził się Chopin, niektórzy dodawali coś jeszcze 0 naszym filmie lub plakacie, natomiast o literaturze nie wiedzieli już prawie nic. Dla wielu Polska jest nadal krajem wyłącznie rolniczym, znanym z niedźwiedzi czy hodow li koni, a o jej uprzemysłowię niv nie słyszeli nic. Oczywiście, wyników cytowanych ankiet nie można u-ogólniać na całą młodzież w NRF. Liczne przecież jej środowiska reprezentują postępo rve poglądy polityczne i społeczne, inaczej też patrzą na nasz kraj i mają o nim znacz nie więcej wiedzy i wyobrażę nie bardziej zgodne z rzeczywistością. Niemniej sygnały podobnych sondaży mówią jak wiele jeszcze jest do zrobienia 1 odrobienia nad Renem i jak dużo zjawisk w życiu młodego pokolenia nadal musi budzić niepokój. JL POŁAM Doniesienia prasowi •> statnich dni przyniosły ści o walkach i niepokojach na największej wyspie afrykańskiej — MADAGASKARZE Rząd w Tananariwie wysłał do południowo-zachodniej części wyi py siły policji 1 wojska, które krwawo stłumiły bunt mieszkańców prowincji Tulear. Było wielu zabitych i rannych. Socjaldemokratyczny orezvdent Republiki Malgaskiej, Tsirana oskarżył ® zorganizowanie rozruchów skrajnie lewicową partię „Monima" (Nazwa ta Jest, według AFP, skrótem hasła: Madagaskar dla Madagaskarczyków) i jej przywód cę Monja Jaona. Partia ta, podobna z charakteru do partii gwl nejskiej prezydenta Sekou Toure, była w momencie uzyskiwania niepodległości za pełnym zerwaniem przez Madagaskar wszelkich więzów z Francja, a przed dwoma laty uchwaliła rezolucję • „obaleniu społeczeństwa klasowego". Partia „Monima" ma wpływy głównie wśród lewackich środowisk studenckich. Rząd Republiki Malgaskiej szerzy pogłoski, że rebelianci w prowincji Tulear dysponowali dufca ilością zmagazynowanej broni pochodzenia chińskiego. Faktem bezspornym Jest natomiast, że prowincję Tulear zamieszkują bitni i hardzi pasterze z narodowości Antandroy, którzy zawsze sprawiali wiele kłopotów władzy centralnej, zarówno francuskim kolonizatorom do roku 19«0, Jak i rządowi reprezentującemu przede wszystkim interesy MaJgaszów, większości mieszkańców wyspy. Waśnie i antagonizmu plemienne splotłv sie tu z rywal'zac1a ugrupowań politycznych i sprzeez nvmi interesami ekonomicznymi różnych rejonów Madagaskaru. MADAGASKAR jest wysoą tl południowo-wschodnich wybrzeży Afryki, oddzielona od kontynentu Kanałem Mozambickim. Terytorium. nrawie dwa razy większe niż Polska, obejmuje tys. km kwadratowych. l iczba mieszkańców — około 7 milionów osób. Stolicą kraju Jest Tanaaariwa — 400 tys, mieszkańców. Wi°k*7ość obszaru Madagaskaru to górv i wyżyny. Klimat gorący i wilgotny — we wschodniej czeSci lasy z wieloma gatunkami szlachetnych drzew. Na zachodnim wvbrzeżu steny, sprzyjające hodowli bydła. Uprawa trzciny cukrowej, kawy. kakao, wanilii, ryżu. rmnioku, kukurydzy. Słabo rozwinięty przemvsł spożywczy i górnictwo — grafit, mika. wpe!el, rudv żelazn, fosfory. M-irfnffiskar eV«:r>or*n1»» przede wszystkim do Franci!: Kawę, tyto", skóry, grafit, mikę. Tvnowa gospodarka po«;tkolo-nialna, dotychczas oszczędzana przez wstrząsy wewnetrzne. Republika Malgaska wchodzi w skład Wspólnoty Francuskiej. ,Tezvki urzędowe: francuski 1 mai gąski. MAGAZYl1 IE0U] MI eDZYN A^i^OOOWYCH POD.fctPAKCDA TADEUSZA KCteiKA SPRAW my wszyscy! patrzeć w twarzy Wyskok na sklep był ndany, Kierowca zapala motor. Ruty lk o efekty mierne. A oni po sza. W tym momencie Cichosz trzebowali pieniędzy. Cichosz „nadal" małżeństwo w Swo- obejmuje jego szyje ramionami. Z tylnego siedzenia Kędyś łowię. W tej samej wsi, gdzie chwyta taksówkarza za marynarkę i wali pięścią po głowie. Dla wzmocnienia ciosu trzyma w d^ooi nóż monterski. Oszołomiony kiefwca wysuwa się z wozu. w rekach napastników żo«*si* marynarka. orze- hi^.aa na dr-.:ga siro*** drogi. Widocznie uderzenie .Jcsratą' obrabowali sklep. Przygotowali maski, uzbroili się w pałki. Ale napad się nie udał. Małżonkowie M. nie poszli tego wieczoru ria telewizję jak przewidywał Cichosz. Po nieudanej wyprawie wrócili do Dopadaja Słupska. Jednak nie od^tcjpo wali od planowanego rabun ku. W czasie spotkań uzgad IERWSZY wchodzi Cichosz; biała koszula, Wreszcie przyjechał radio- nienagannie skrojony garnitur. Za nim, po- ,w°.z Milicjant wszedł do po- koju i natychmiast zatrzasnął przedzany milicjantami — Kędyś. Pod ma- niali szczegóły. Swołowo jest okazało się niezbyt precyzyjnej na tyle odległe od Słupska, że Kierowca jest oszołomiony, rr^rs „ przydałby się samochód. Wła- aie jeszcze próbuje ucieczki. Kędyś przyjrzał mu się u- ma]j się do garażu PD<'M i Dopada go Kędyś. Przewracs-wazniej. Pod okiem spostrzegł Zakładu Doskonalenia Zawo- ją się do rowu. Podbiega naj-s«n^ kropkę. ^ Wiadomo, znak dowego. Nie potrafili urucho- młodszy dia wtajemniczonych, odsiady mj£ samochodów. Ukradli Wieliczko wał w więzieniu, swój chło- wjęC co by}0 ręką — prze pak. Wypili kilka piw. Wymię jg wszystkim kosztowne na kajdanki na rękach dwóch rynarką ma pomiętą, kraciastą koszulę. Spo- rzekomych inkasentów. de łba rzuca spojrzenia. Na końcu wprowa- — Co zrobiliście z tym tak- dzają Wieliczkę. Przechodzi przez salę ze Staram? ł Gdzie on Jest? n Hi u wagu kto, ^ kiedy za co rzedzla7 które* sprzedali" póź- woła spuszczoną głową, brodą dotyka zielonego swetra. Najmłodszy, najroślejszy z nich, a teraz przygarbiony» wygląda jak chłopak ze szkoły podstawowej. Siadają na ławie oskarżonych. Każdego z nich oddziela młodszy z napastników — Ja go załatwię nożem! — Może potrzebuje pomocy? pytał. — Tylko nie nożem! Zobacz ( może jest coś ciężkiego! — oraz ile przesiedzia. w wię- n,;ej paserom za cenę niewspół zieniu. Umówili się na spot- mierną do ich wartości. Zdo- - Z jakim taksówkarzem? kanie. byli zaledwie kilkaset złotych krzyczy Kędyś. dziwili się „inkasenci". Kolejna rozmowa była kon- a im chodziło o wielkie pie- Ta wymiana zdań zaskoczy- kretmejsza. Kędyś spytał Ol- niądze. dwóch milicjantów. Sala przepełniona ludźmi. Wszy- ła wszystkich. Dzwonili prze- ka Cichosza: Dlatego 8 stycznia zdecydo- patę. Kierowca wyrywa się Na wiosze się tutaj uro- wali się powtórzyć napad na j ucieka po raz drugi. Gonią Mógł- gospodarzy w Swołowie. Spot- g0. Nie docierają do nich głowa konającego człowieka. Wieliczko pędzi do samocho du i wyciąga z bagażnika ło- scy na nich patrzą, tylko oni unikają zetknięcia się cież po milicję, żeby ujęła o- z czyimkolwiek wzrokiem. Dzwonek. Wchodzi sąd. szli na dół i w pokoju poroz-Wszyscy wstają. Jest w tym mawiali z gospodarzem. Sąsie wyraz szacunku dla Temidy, dzi byli nieustępliwi. Dwaj „pracownicy elektrowni" po zejściu na dół spuścili nieco z tonu. Po jakimś czasie weszła do ragrafy... Popełnili przestęp- mieszkania żona gospodarza, stwo, za które w dziejach ludz To ona chora, pobiegła boso, szustów — jak to podejrzewa dziłeś i wychowałeś. która sprawiedliwie rozstrzyg nie, wyda wyrok. Prokurator czyta akt oskar żenią. Kodeksy, artykuły, pa- kości wymierzano zawsze naj wyższą karę. — Co oskarżony Cichosz mo że powiedzieć w tej sprawie? — pyta sędzia. po śniegu, szukać pomocy u sąsiadów, kiedy dwaj osobnicy weszli z jej mężem na strych. Sąsiedzi zaalarmowali znów swoich znajomych i Młody, dwudziestoczterolet- przybiegli szybciej niż żona go ni chłopak mówi tak cicho, że spodarza. Stali teraz całą gru sędzia wywołuje go z ławy o- pą, zasłaniając wyjście z po- skarżonych. Milicjant dopro- koju. Wśród nich był także ko wadza go przed stół sędziów- mendant miejscowej jednostki *ki- ORMO. Do niego zwrócił się — Spotkałem Kędysia przy jeden z „inkasentów": piwie. Powiedział mi, że on Błagał przed chwilą: darujcie ---życie, weźcie wszystko, mam rodziny. Dla nich ten' człowiek będzie po prostu niebezpiecz- ią ofiarę gdzie popadnie. wie. — Jeszcze go raz! — krzy- czy Kędyś li. A tu znów sprawa jakie- byś poszukać sklepu albo jakde kali się w Słupsku. Jak zwy- goś taksówkarza. Nie wie- goś chama na wsi z łatwym kle pili wódkę i piwo. Kędyś Wieliczko z rozmachem dzieli, że milicjanci, jadąc ra- podejściem, żeby go bez tru- denerwował się, że po kil- zpÓw wali korbą. Podnoszą i tobie ku piwach nie będą zdolni ciało i upychają w bagażniku. Poszli Drogą zbliża się grupa łudzi. Panie kierowniku, po co też odsiadywał wyrok w wię- ten szum? Wypuśćcie nas. Ju- zieniu. Mówił, że powinniśmy tro znów mamy robotę, musi- diowozem, spotkali po drodze du obrobić. Chyba zrobić „skok' na jakiś sklep, my się wyspać. Z tym gospo- pustą taksówkę, która utknę- potrzeba pieniędzy? albo gospodarza na wsi. Po- darzem rozliczymy się innym la w rowie. Siady krwi na Kędyś rmał duż samochodzie i wydeptany do- czasu. Przychodził na budowę, sówkarza. Nie znaleźli, panowie, okoła śnieg wskazywały na gdzie pracowali Cichosz i Wie do wyjazdu na wieś. Kędyś miał dużo wolnego więc szukać znajomego tak- Trzeba uciekać. Po kilkunastu minutach znów wracają. Przeszukują kieszenie zabitego. niego Wieliczkę. Chłopak mo- jeszcze chwilę." Poszli dzwonić napad rabunkowy. Milicjanci liczko. Opowiadali, że mają — Bierzemy pierwszą z Znalezione 45 złotych rozdzie- że się przydać, bo w razie do gromadzkiego posterunku zadzwonili więc do Słupska, sposób na zdobywanie pienię- brzegu taryfę — zdecydował sprawiedliwie między sie wsypy, całą winę weźmie na milicji. Wszystko spokojnie żeby przyjechał jeszcze jeden dzy. Chodzą do baru na wy- Kędyś. ®ie. Kędyś zabiera kluczyki siebie. Od tego czasu spotyka wyjaśnimy. radiowóz na miejsce wypad- sokie stołki i „obrabiają" pi- samochodu. Odrywa i wy- wiedziałem mu wtedy, że war razem. to przyjąć do „paczki" małolet — Zaczekajcie, Przybiegł ktoś z niepomyśl- kut a sami pojechali do Śwo- janych. rzucf maskotkę małego mu Przy którymś z kolei spot- ®2wka z numerem bocznym rzynka. liśmy się w trójkę dosyć * czę- sto. Przy piwie i wódce obmy ną wiadomością. Posterunko- łowa, dokąd ich wzywano. W ślaliśmy napad rabunkowy, wy odpowiedział na wezwanie mieszkaniu małżeństwa M. kaniu Cichosz Kędyś mnie ciągle nagabywał, że nie przyjedzie. Kazał spi- funkcjonariusz milicji skoja- Podsunąłem pomysł, aby zro- sać numery dowodów tych o- rzył sobie intuicyjnie obec- sobników. Później nietrudno ność podejrzanych „inkasen- — Czarny, może nam przy- bić wypad do Swołowa... będzie ich odszukać. tów" z wypadkiem przy dro- na sklep GS Tam nie ma poczty pochwalił się, własność Edmunda Kauf- że ma w pogotowiu „chama mfna. Najpierw pojeździli po z grubsza forsa" ale może b<> mieście: Zmienili ubrania, za niesc nieszczęście! dzfe lep?ej z?obić najpierW brali maski z otworami na Po drodze uzgadniają, te Zatrzymani poczuli się pew dze. Zrewidował obydwu. W , niej. kieszeniach zatrzymanych zna wyjaśniał Cichosz. — Jeśli nie chcecie nas wy- lazł nóż monterski, zakrwa- się do snu. W wielu domach puścić, a będziecie tego żało- wionę rękawice i maski z o- pogasły światła. Małżonkowie wać, to przygotujcie nam na- tworami wyciętymi na oczy., M. już spali, kiedy ktoś zało- tychmiast dobre spanie — żą- Któraś z kobiet przypomniała motał do drzwi Pierwsza obu dał ten starszy. sobie o manipulacjach „inka- dziła się żona. — Idź no, zo- — Ze spaniem jeszcze po- sentów" koło łóżka. Pod po- bacz, kto tam — powiedziała czekamy. Spróbuje dodzwonić duszką były kluczyki do samo Jeżeli nie ma poczty, to 1 nas Jak śnieg z choinki do męża. Stary człowiek się do komendy MO w Słup- chodu, a na podłodze dwie nie ma dokąd odprowadzić pde _ Musimy en załatwić 1r»- zwlókł się z łóżka i podszedł sku — odpowiedział ormowiec pieczątki w metalowym pude- niędzy z utargu. Swołowie ludzie układali oczy. Na drogę kupili pół litra idąc do gospodarzy M. w Śwo- „Kminkówki" i zażyczyli, że- łowię podadzą się za pracow- by podjechać pod „Targową", ników elektrowni. Cichosz zo- — Czyli sprzedawca nie Kędyś trzymał ręką drzwi od stanie na czatach. Nie powi-wyśle telegramu do milicji — toalety. Układali plan napadu nien wchodzić do mieszkania, żartował Kędyś. na taksówkarza. mogą go rozpoznać, bo się w — Z twoim rozumjkiem po- _ xu żadna bójka nie po- ^j wsi wychował. Podchodzą winieneś dalej siedzieć w widzieliście go prawie coraz bliżej do celu swej wy- klatce — replikował Cichosz, dwumetrowy kozak. Ótrząśnie Prawy- do drzwi. — Otwierać! tryczna! — usłyszał zewnątrz. i wyszedł z pokoju. Wrócił po łeczku, jakich używają leka-Energia elek- kilkunastu minutach i oznaj- rze. głosy z mił: radk)w6z Ale Zatrzymani wraz ze świad- ratą". Ja to biorę na siebie. Drwonek. Wchodzi *ąd. Po Przekonał ich ten niezwykle Na krzyżówce drogowej po- jednej stronie bariery stoją logiczny argument. 16 gru- winien zwolnić. Wtedy Wie- mordercy. Po drugiej — żona _ łT dnia zdecydowali się na liczko chwyta go za szyję — zamordowanego, jego przyja- Ubieraiac sie myślał czeeo to troch^^trwa ^zanim dofe- kami wsiedli do samochodu, „skok". Wynajęli znajomego W ten sposób złapiesz — po- ciele, znajomi, wielu taksów- mogą chcieć o tak późnej po- dzie, bo droga jest oblodzona. w drodze do Słupska zatrzy- taksówkarza i pojechali do ^zuje — rozumiesz? Cichosz karzy z całego województwa, rze. Przecież była godzina Starszy z „inkasentów" prze ™al|.Się ^oł? .samotn®J ***' , obrabo^ać fleP. chwyta kierow"^ę, a ja.. Ia ^ ka dziesiąta wieczorem. Otwo- jawiał najwięcej inicjatywy, ^owały do wm^hod^ ta rie x>*tadv^wkUa Pojechali w kierunku Swo- śmierci dla oskarżonego Kę- ^ k 1Zb*T WeSZl° Wyi* ćow6d osobisty, otwo- gjart otworwT tLkże bLl Sdowadi k^ns^n^ pISiCTOsy łowa- Cłchosz kilka P^o- dysia, dwadzieścia pięć lat dwóch młodych męzczyzn. rzył: uSi makabryczny kieS SleT^' S 7e sił,żeby stanąć, bo rzekomo więzienia dla oskarżonego Ci — My z elektrowni — po- — Proszę, możecie spisy- ^niK. Ujrzeli makab^czny Kie*Dasę, cmeo i wino. ile fle ^ ^ Wychodził z sa- ehosza i piętnaście lat więzie- _ . . . . , . Młodszy nie ma doku- ^odu. Ostatnim razem o- nia dla oskarżonego Wieliczki, my, ze kradniesz państwowy mentów, bo jest uczniem. prąd. Musimy sprawdzić. Pro _ LePiej pokaż pan pieczenie716 ^ wołowa przypomnieli wypii, a resztę wylali na zie Przestraszony wspinał się z pismo że w^lno wam zbiTrS f°,bie' że, koło d?mu "islton- rrd% Konserwy próbowali i - Kiedy kierowca ^olni, Przed wejściem do gmachu nimi na strych oo stromych T ? zoierac ków M kr a g. wyrzucała. Wyrzucali także ja go łapię za szyję. Reszta sądu stoi tłum mieszkańców stopniach Przes^kadzałrmu M światłof den młodzieniec, który kie- ?*leb. Kiełbasę zostawili w jak uzgodniliśmy. Ale to mu- Słupska. Znają już werdykt chora noga. Jeden z mężczyzn Ale „inkasent" nawet dowo dyś w tej wad sdę wychowy- dla sikorek. Rozrzucali si być równocześnie. Pracuje- sędziowski. Czekają, żeby po- podszedł do bezpieczników, du osobistego nie chciał niko- wał. Bez trudu ustalono na- papierosy. my wszyscy! patrzeć w twarzr morderców. Zdjął pokrywę i wykręcił ko- mu dać do ręki. ~ ' J " "J Trzymał go zwisko i adres. Kiedy radio- rek. Zaświecił gospodarzowi * daleka i trudno było coś od wóz podjechał do Jego miesz- w oczy latarką elektryczną i czytać przy migotliwym blas- kania, okładał się wtaśnie do mówił: ku świecy. Korki były bowiem snu. — Przyjdzie zapłacić. Ty- w dalszym ciągu wykręcone. siąc złotych, dwa tysiące, pięć Właśnie, ta świeca! Bystra tysięcy! Za tyle pieniędzy zu- SąSiadka zauważyła że „inka- — Proszę, możecie spisy- ie^zm a sa każd^z' nich^doniósł^do do^ czuje. Wychodził z sa- ehosza i piętnaście lat więzie- wiedział starszy. — Słyszeli#- wać! Młodszy nie ma doku- wldok, potwornie zmasakro- każdy z nicn doniósł do do Ostatnim razem o- nia dla oskarżonego Wieliczki m wane ciało mężczyzny, właści mu? Gdyby sumiennie obli- ws\atni71 razei!L. " , ał.a cwKarzonego wieuczsi. . * .. cielą taksówki. Kierowca już czyć, wypadnie po kilkanaście nawet 0 drzewo. Wte- Oskarżeni nie podnoszą głów. legity- ivł ftwindirowi^ złotych. Kilka butelek wina dy Cichosz przejmuje inicja- Kędyś płacze, kiedy milicjanci odprowadzają go do więzienia. żyłeś prądu. Gienek Kędyś sączył któreś Panowie zeid^my na dół j oparty o stół. Bio tam piwo w dworcowym bufę f anow ie, zejazmy na goi. drem przyciSka ceratę i cen- -e £o rob> w takie już łatwiej zebrać kilka iięu^ej cię Łraii, swieca się przewróciła. Kobie eroSzv na niwo Na dworni zanim zejdziesz — krzyczeli. + norihWła rtn qtnłn i <;7vhk-n sro^zy na. P1^0- a_ av. jrcu n była j podniosła. Jednocześnie Od- Może iakaś robotę nada f;czbuwa°OSSd"doS U,f,Jdo rhr,ChW!S nÓŻ' ktjy Ortatnim •rszystkfego. Ze strachem my- 1 oddala gospod!" "yn-.wyroku wcale nie kwa*! ślał co będzie dalej. W tymrz0W1' się do normalnej pracy. Prze- —!omencie ktoś zawołał z do- Pewnie ten incydent przy- ciez tylko frajerzy pracują... łu: pomniał wszystkim, że insta- Ktoś z tyłu kleonął go po ra — Czego chcecie od tego sta lacja elektryczna jest w po- mieniu. Spojrzał, jakiś nie-re*?o człowieka? rządku i wystarczy wkręcić znaiomy chłopak Zastana- Był to sąsiad. Po chwili korek. Ktoś wszedł na strych, wiał się, jak zareagować na • szedł jego syn, a później Zapłonęła żarówka. „Inkasen- tę poufałość. c 2 k']ka osób z sąsiedniej ci" zaczęli się niespokojnie — My się znamy, w jednej ; :grody. Weszli na strych. W kręcić. Jeden z nich próbował klatce siedzieliśmy — powie- stanowczy sposób zapropono- coś ukryć w łóżku, na którym dział tamten, ubrany w mod- wali młodym kadziom, żeby ze leżała chora gospodyni. nie skrojony garnitur. Zdjęcia; A. Małlankiewicz "Str. 10 GŁOS nr 100/1/2 (5856/7/8) Kowboje bez filmowej szminki W roku 1903 nakręcony został w USA pierwszy „western" pod tytułem „The Great Trian Robbery" („Wielki szlak grabieży"). Jego twórcą był... Tomasz Alva Edison, fenomenalny i wszechstronny wynalazca i konstruktor nowości technicznych. A. jednak 7mosna.r. Fot. A Ma Stankiewicz PO PIERWSZEJ wojnie światowej już setki i tysiące hollywoodzkich fil mów szerzą w świecie mit Dzikiego Zachodu i gloryfikują postać nieustraszonego kow boja. Ta pierwsza rodzina „westernów" nie ma jeszcze żadnych ambicji artystycznych i produkowana jest według jednego szablonu: pozytywny bohater — Kowboj na koniu galopuje przez prerie, walczy zwycięsko na pięści z bandytami (z obowiązkową walką z hersztem zbirów w finale filmu), wyciąga błyskawicznie colta z olster, zawsze wyprzedzając przeciwnika i strzela celnie do podrzuconej w górę monety. Strzela zresztą z tyłu, z boku, z biodra, na leżąco i na stojąco, z wszystkich możliwych i niemożliwych pozycji. Hollywoodzki kowboj jest rycerzem bez skazy, stojącym w obronie prawa, porządku i pokrzywdzonej niewinności. Ratuje zazwyczaj jakąś piękność ze szponów bandytów. Bywa nią córka szeryfa lub sędziego i w happy endzie nagradza naszego bohatera słodkim pocałunkiem. Dobrze jest, jeśli kowboj bywa nieśmiały, bo wówczas popycha go do pocałunku wierny koń. Happy end: dobro i prawo zwycięża, zło zostaje ukarane, a cnota nagrodzona. Po ekranach świa ta galopują na swoich mustangach tacy bohaterowie jak: Tom Mix, Ken Maynard, Buck Jones, Tim Mc Coy i dziesiątki innych. „Western" święci triumfy. Tuż przed II wojną światową, a zwłaszcza po jej zakończeniu, w obliczu rywalizacji telewizji, popularność „westernu" nie maleje. Jednak prócz prymitywnych B-pictu-res, sztampowych filmów z Dzikiego Zachodu, zaczynają powstawać „westerny" ambitniejsze, będące nieraz prawdziwymi dziełami sztuki filmo wej. Ich bohaterami są nadal kowboje i rewolwerowcy z Wild-Westu, pogłębia się jednak ich problematyka i rysunek psychologiczny postaci. „Western" nie służy już wyłącznie rozrywce. Staje się filmowym wyrazem amerykańskiej epopei narodowej: zwycięskiego pochodu narodu od Atlantyku do Pacyfiku, ostatecznego wyparcia Indian i objęcia całego terytorium USA przez osadników. „Western" szerzy kult pionierów ciągnących na zachód, pokonujących wszelkie przeszkody i zaprowadzających panowanie prawa na Dzikim Zachodzie, ilustruje heroiczny okres w rozwoju USA. Powstają filmy ambitne i interesujące. Ich szczytowym przykładem będzie pamiętny ,,W samo południe" z niezapomnianym Gary Cooperem w roli głównej. Dawnych trochę groteskowych kowbojów z lat dwudziestych zastępują wybitni aktorzy, tacy jak: Burt Lancaster, John Wayne, Gregory Peck, Tony Perkins i inni. „Western" nadal cieszy się ogromnym powodzeniem na całym świecie. To jedyny gatunek filmowy, którego telewizja nie tylko nie uśmierciła. ale wręcz przeciwnie: wprowadziła go do naszych domów. Wystarczy wymienić chociażby „Bonanzę". Mity szerzone w „westernach", mimo okruchów prawdy historycznej, zawartych zwłaszcza w filmach z udziałem Indian, niewiele mają wspólnego z rzeczywistością Dzikiego Zachodu wieku XIX. Ten gatunek filmowy przedstawia taką samą „prawdę", jaką pokazywał cyrk Bufallo Billa na przełomie wieku w miastach Ameryki i Europy. Kowboje i Indianie z cyrkowej areny byli równie nieprawdziwi jak w tysiącach „westernów". Wielki i naprawdę interesujący okres przeżywali a-merykańscy kowboje w latach 1868—1895. Wtedy to u-przemyslowione i ludne stany północne, z ich ogromnymi rzeźniami, były w stanie wchłonąć każdą ilość mięsa ze stanów południowych, zwła szcza z Texasu, oderwanego — przypomnijmy — wraz z Kalifornią po zwycięskiej dla USA wojnie od Meksyku. Na olbrzy mich preriach pasły się ogrom ne stada bydła, na które czekała Północ. Transportu kolejowego z południa na północ jeszcze nie było. Przez przeszło trzydzieści lat bydło pędzono ogromnymi stadami na północ. Jak obliczył amerykański pisarz i kowboj w jednej osobie, G. W. Saunders, w tym masowym przeprowadzaniu bydła brało udział 35 tysięcy kowbojów czyli, po prostu, pastuchów bydła. Ponad jedną czwartą tej liczby stanowili Murzyni, Indianie, Meksykanie i mieszańcy. Ci jednak — co znamienne — nigdy nie wystę powali w hollywoodzkim filmie Nie pasowaliby do mitu o Dzikim Zachodzie. W czasie tych wędrówek ponad połowa jeźdź ców umarła z wycieńczenia, głodu i na skutek złych warunków atmosferycznych. Gdy dzięki budowie szlaków kolejowych zawód kowboja-kon-wojenta przestał istnieć, większość z nich rozproszyła się po całym świecie, a około 6.000 ..bohaterów prerii" pozostało w Texasie, albo na ranchach na północ od tego stanu." Zamienili się oni po prostu w na- W J.ODZI (Ruda) dom mnrowany 16 izb, wolny, całość podpiwni-. -zona, c.o., budynek gospodarczy, garaż, nowy — sprzedam. Wiado- Imość: Łódź 12, ulica Nizinna 27, Owczarek. Gp-1488 DOMEK jednorodzinny, nowo wy-I budowany wc Wrocławiu — sprze '.dam. Wiadomość: Sławno, Grottgera 28/1. Gp-1502 TALERZ paiste, cena 4.000 *ł — sprzedam. Kołobrzeg, tel. 37-33, od siódmej do piętnastej. G-15OT. MOTOCYKC MZ ES 250, stan dobry — sprzedam. Niekanin, po w. Kołobrzeg Witold Dubiński. G-lSOfl KUCHARKA (kucharr) oraz pomoc kuchenna do nakładu gastronomicznego — miejscowość nadmorska — potrzebni natychmiast. Zgłoszenia: Koszalin, Biuro Ogłoszeń pod nr 1503. Gp-1503 DYREKCJA I SAMORZAD ROBOTNICZY PRZEDSIĘBIORSTWA BUDOWNICTWA ROLNICZEGO w ŚWIDWINIE, ul. ARMII CZERWONEJ 23, zawiadamia, że przystępuje do podziału funduszu zakładowego za rok 1970 Imienne listy uprawnionych do otrzymania nagród wywieszone są od 6 do 13 kwietnia 1971 r.f w zarządzie przedsiębiorstwa i na budowach. Ewentualne REKLAMACJE zgłaszać należy na piśmie, do 15 KWIETNIA 1971 r„ do Rady Zakładowej Przedsiębiorstwa Budownictwa Rolniczego w Świdwinie. K-1077-0 jemnych robotników rolnych, których jesienią zwalniano po prostu z pracy. Rzecz oczywista, że wśród ludzi, którzy lata całe spędzili na ustawicznej wędrówce w siodle, nieustannie byli narażeni na trudy, niebezpieczeństwa i przeciwności natury, którzy żyli z dala od cywilizacji i kobiet, musiały zrodzić się pewne prawa, zjawiska i o-byczaje, jak również solidarność zawodowa i reguły wzajemnej pomocy. Były to z pewnością prawa i obyczaje surowe, lecz sprawiedliwe, działające w otoczce romantyzmu. Cóż, kiedy ten typ właściwie przestał istnieć, gdy nowoczesne środki transportu zaczęły dostarczać bydło nie-ledwie wprost z ogrodzonych już pastwisk Południa do chicagowskich rzeźni. Romantyczna otoczka kowboja okazała się dla mitu o Dzikim Zachodzie niezwykle użyteczna. Kowboja prawdziwego stopiono w jedną całość z rewolwerowcami i zabijakami, którzy po Wojnie Secesyjnej w latach siedemdziesiątych masowo napłynęli do Texasu i innych stanów południowych. Były to często typy spod ciemnej gwiazdy, szukające tu łatwego zarobku i szans życiowych. O, ci umieli naprawdę strzelać! Prawdziwy kowboj strzelał czasami na postrach, ale dysponował prymitywnym rewolwerem, z którego trudno było na 25 metrów trafić do człowieka. Celne i dobre colty zjawiły się w Texasie dopiero w latach osiemdziesiątych. Również wiszące poniżej bioder olstra pojawiły się dopiero pod koniec XIX wieku. Wszyscy strzelcy — kowboje jak Wild Bill, Hickok, Bat Masterson, Butch Cassidy, Jesse James, Billy the Kid i inni romantyczni rewolwerowcy pochodzili wyłącznie z Północy i niewiele mieli z kowbojami wspólnego. Żresz tą, prawie wszyscy z nich mar nie kończyli, zabici z tyłu lub w czasie snu. Chyba że na czas zdążyli zaangażować się do cyrku Bufallo Billa czy innych przedsiębiorstw pracujących w produkcji mitu o Dzikim Zachodzie. Fikcyjny świat filmowych i literackich kowbojów zaczął rodzić się wtedy, gdy prawdziwy. historyczny świat kowbojów — nomadów już faktycznie nie istniał. W świecie fikcji czyli w filmowym „westernie" najczęściej wszystko, oprócz kowbojskich ostróg i kapeluszy, jest nieprawdziwe. (tkb) WTOREK — 13 rv 9.00 Teleferie: Nasi sposób na śrubki: „Bella i Sebastian" — film. 10.15 „Słuchajcie bicia dzwonów" — fabularny film jugosł. 12.45 przysposobienie rolnicze: Wiosenne prace na łąkach i pastwiskach. 16.40 Teatr Młodego Widza — Alina Korta i Tadeusz Nowak: „Gniewko, syn rybaka" — część IV — „Wyprawa w obronie ziemi" (wznowienie). 17.40 Telewizyjny Ekran Młodych. 13.20 Dobranoc — Snip i Snap.. 20.05 „Słuchajcie bicia dzwonów'] — powtórzenie filmu. 21.35 Śpiewa Franco Córelli. 22.05 Kontakty. SKODA — 14 IV 9.00 Teleferie: Nasz sposób na śrubki; ..Bella 1 Sebastian" — film. 10.15 „Krupp i Krause" — I cz. fab. filmu NRD. 12.4-i Wybieramy zawód. 15.20 i 15.55 Politechnika TV Matematyka — kurs przygotowawczy ~ Zastosowanie trygonometrii do planimetrii. 16.40 Teatr Młodego Widza — Alina Korta i Tadeusz Nowak: „Gniewko, syn rybaka" — cześć V — „Ta wieś nazyws się Płowce" NTnowie,vi.pi. i ■' PKF. 17.40 Magazyn TTP. 1 Port Północny (Morskie spotkania). 18.40 Za kierownicą. i:ł.20 Dobranoc — „Zaczarowany ołówek". 20.0-0 ..Krupp i Krause" — I cz. filmu fab. ŃFiD. 20.5."- Światowid. 21.25 Minstrel Show — program rozrywkowy. 25.25 Program na czwartek. 25.se i 23.35 Politechnika TV — pjKtórzenie. MŁODZIEŻOWE PROJEKTY Ostatnio rozstrzygnięty został młodzieżowy konkurs rysunkowy na projekt znaczka pocztowego cila ucz czenia 590. rocznicy urodzin Mikołaja Kopernika. Na konkurs nadesłano ponad 100 projektów, spośród których jury pod przewodnictwem artysty-plastyka Henryka Fajlhauera wyróżniło, nagrodziło i zakwalifikowało do oceny centralnej 3 projekty znaczka pocz towego Macieja Michniewi-cza z Rzeczenicy, pow. Człu chów w grupie od 12 do 15 lat, zaś w grupie starszej — dwa projekty Grażyny Dy-jecińskiej z SKF przy Tech nikum Drzewnym w Słupsku oraz projekt Jerzego Szymczaka z SKF przy Technikum i Zasadniczej Szkole Telekomunikacyjnej w Koszalinie. JAK UZYSKAĆ DATOWNIK OKOLICZNOŚCIOWY W związku z licznymi przypadkami składania nie właściwych wniosków o sto sowanie datownika okolicznościowego, Dyrekcja Okręgu Poczty i Telekomunikacji w Szczecinie przypomina, że wniosek w sprawie stosowania datownika okolicznościowego powinien być złożony przynajmniej na trzy miesiące przed ter minem stosowania i zawie rać: nazwę placówki poczto wej i datę stosowania, tekst napisu okolicznościowego, mi£jrenejs opis (szkic) szaty graficznej, warunki zapłaty. Po wstępnym wyrażeniu zgody przez Dyrekcję, wnio skodawca przedkłada projekt datownika w dwóch egzemplarzach, wykonany w skali 2:1 wyłącznie przez artystę grafika członka Związku Polskich.A rtystów Plastyków. Dopuszczalne wymiary datownika: prosto kątnego 3x5 cm, okrągłego — średnica 4,5 cm. NOWOŚCI ZAGRANICZNE Monako wydało cztery znaczki poświęcone ochronie zabytków. W Japonii ukazał się zna czek z okazji 80-lecia japońskiego parlamentu. W Austrii wszedł do obie gu znaczek popularyzujący bezpieczeństwo na drogach. Przedstawiono na nim gło wę dziecka, światła reflekto rów i napis: „Uwaga na dzieci!". Albania wydała cztery znaczki w związku z 25-le-ciem republiki. W Belgii ukazał się znaczek upamiętniający zakończenie automatyzacji połączeń telefonicznych. W Mongolii wszedł do o-biegu znaczek z okazji 50--lecia republiki. Przedstawiono na nim trębacza na koniu i liczbę 50. Bułgaria wydała znaczek w związku z 70-leciem Bułgarskiego Związku Rolnicze go. Wydano także znaczek upamiętniający 200-lecie urodzin L. van Beethovena. W Czechosłowacji ukazały się cztery znaczki, na których przedstawiono ikony z XVI i XVIII wieku. W Danii wszedł do obiegu znaczek z okazji 100-le-cia założenia Związku Kobiet Danii, z podobizną Ma tyldy Fibiger, bojowniczki o prawa wyborcze kobiet. Andorra wydała znaczek upamiętniający mistrzostwa świata w łyżwiarstwie figu rowym w Lyonie. W Argentynie ukazał się znaczek lotniczy w związku z Tygodniem Lotnictwa. W Szwajcarii weszły do obiegu dwa znaczki z serii „Młodzież i sport". Przedstawiono na nich grupę gimnastyczek oraz ćwiczenia gimnastyków. Kamerun wydał trzy znaczki lotnicze w związku ze 100-leciem śmierci Karo la Dickensa. Wydano także dwa znaczki lotnicze z reprodukcjami dzieł Rem-brandta. W Jugosławii ukazał się znaczek z okazji 100-lecia urodzin męża stanu Fr. Su-pilo. Pierwszy koncert Koszalińskiej Orkiestry Symfonicznej, którym dyrygował Franciszek Mucha, spotkał się z uznaniem koszalińskiej publiczności. Tematem obrad plenarne go posiedzenia Komitetu Wojewódzkiego PZPR był projekt budżetu województwa na rok bieżący. Zreferował go przewodniczący Prezydium W RN, tow. Jan Kawiak. » Prowadzone są roboty re moniowe w budynku teatru miejskiego w Słupsku. Do odbudowy włączyły się też zakłady pracy i mieszkańcy @ W meczu bokserskim juniorów o puchar GKKF, po porażkach z Bydgoszczą i Białymstokiern, nasi junio rzy przegrali z Gdańskiem 4:18. Etos Koszallrishl przed 15 laty donosił: 10 kwietnia 1956 roku Teatr Dramatyczny ze Szczecina wystawił w sali WDK w Koszalinie sztukę Zofii Nałkowskiej ,JDom kobiet\ Kina icyświetlają: „Nowa Hutą" w Koszalinie — — „Włóczęga", ,J?olonia" w Słupsku —,,Anioł w górach". Komitety blokowe w Słupsku przystąpiły w wie lu rejonach miasta do budowy ogródków jordanowskich i piaskownic dla naj młodszych. W Słupsku obradował I naukowy zjazd lekarzy województwa. Wzięło w nim udział 160 osób. W rozgrywkach o mistrzostwo III ligi piłkarskiej LZS Grapice uległ Stali z Nowej Soli 1:6, a Drawa Drawsko Stali z Zie lonej Góry 0:4. • W Słupsku otwarto Młodzieżowy Dom Kultury przy ul. B. Bieruta. W licz nych pracowniach młodzież ma możliwość atrakcyjnego wykorzystania wolnego cza su. Opracował: MAR CZWARTEK 15 IV 9.00 Historia dla kl. V — Państwo Mieszka I i Bolesława Chrobrego. 9.30 Przerwa. 10.55 Język polski dla kl. I—IV lic. — Poezja manifestu artystvcznego. 12.45 i 13.30 Mechanizacja rolnictwa — Nowe maszynv rolnicze. 15.20 i 15.55 Polit/.nnika TV — Fizyka — I rok — Dynamika ciała sztywnego. 16.40 Dla młodych widzów: Ekran z bratkiem. W programie m. in. film TVP „Wakacje z duchami". 17.45 Autor i jego piosenki — Jerzy Ficowski. 13.40 Zdrowie i praca — program publicystyczny. 19.10 Przypominamy, radzimy. i9.S0 Dobranoc: „Baśnie i waśnie". 20.05 „Pożegnanie z brygadą" — film TVP. 20.35 „Starzy przyjaciele" — film wg opowiadania Edgara Wallace'a (od 15 lat). 21.35 „Kobieta" i „Suknia" (Wieczór z „Pantomimą"). 22.15 Lektury współczesne .— o twórczości Zofii Posmysz mówi Wacław Sadkowski. 22.45 i 23.20 Politechnika TV — powtórzenie. PIĄTEK — 16 IV 10.00 „Starzy przyjaciele" — film wg opowiadania Edgara Wallace'a (od lat 16.) 12.45 Przysposobienie obronne (ki. I—III lic.) — Pierwsza pomoc:. 14.50 Fizyka dla nauczycieli — Struktura dydaktyczna działu „Elementy fizyki ciała stałego". 15.20 i 15.55 Politechnika TV Rysunek techniczny — I rok — Zależność między rodzajem i liczbą rzutów a złożonością ka"";trukcji. 10.40 Dla dzieci — Pora na Telesfora; Rozmowy ze smokiem; Znasz już te wiersze; „Gość ze Smokolan-dii"; „W mieście przyszłości" — film. 17.35 Nie tylko dla pań. 17.55 Gramv -j telewizor — teleturniej. 18.15 Wydawnictwa proponują. 18.45 Magazyn medyczny. 19.20 Dobranoc — „Mioduszka". 20.00 „Draka" — nowela filmowa TVP. 20.30 Kraj. 21.10 Teatr telewizji na świecie — „Rozłąka" — program TV francuskiej. 22.50 i 23.25 Politechnika TV — powtórzenie. SOBOTA 17 IV 8.15 „Smak miodu" — fabuł, film ang. (od lat 16). 9.55 Geografia dla ki. V — Krajobraz stepowy (Kraków). 10.55 Biologia dla kl. IV lic.: Ochrona biosfery. 11.55 Zoologia dla kl. VII: Ptaki. 15.20 Telewizyjny kurs rolniczy — Informacja dla służby rolnej. 16.15 Oferty. 16.45 Dla młodych widzów — XVII trójmecz harcerski. 17.45 Snrawozdanie z przedolimpijskiego turnieju dżudo. 18.20 Spotkania z przyrodą. 18.45 Pegaz. 19.20 Dobranoc — Jacek i Agatka. 19.30 Monitor. 20.20 Kino Interesujących Filmów — „Smak miodu" — fab. film ang. (od lat 16) 22.20 Podróż z happy-endem. 23.20 „Z nudów" — radz. nowela film. NIEDZIELA — 18 IV 7.50 Telewizyjny kurs rolniczy Pastwiska kwaterowe. 8.25 PrzjT-pominamy. radzimy. 8.35 Nowoczesność w domu i zagród? e ' Dla młodych .widzów. Telewizyjny Klub Śmiałych; „Bella i Sebastian". 11.00 Międzynarodowa turniej w skokach akrobatycznych i na batucie. 12.15 Ferer.( Lehar: operetka „Hrabia Luksemburg". 13.15 Przemiany. 13.45 Teatrzyk dla Przedszkolaków — Anna Chodorowska: „Pucek w Australii". 14.30 Program filmowy. 15.30 Piórkiem i weglem — Gnieźnieńskie skarby. 16.00 Dżentelmen jezdni — teleturniej. 15.55 Telewizyjne spotkania teatralne — Federico Garcia Lorca: ..Miłość don Perlimplina do Bellsy w jego ogrodzie". 18.00 Jak powstaje książka. 18.15 Piose" i trzech stolic. 19.20 Dobranoc — . Piaskowy Dziadek". 20.05 „Poradnik matrymonialny" — fab. film polski. 21.15 Śpiewa Ewa Demarczyk. 21.55 Magazyn sportowy. 22.30 PKF. UWAGA. Telewizja zastrzega sobie prawo zmian w programie. GŁOS nr 100/1/2 (5856/7/8) 10, 11 i 12 kwietnia — Księżniczka (szwedzki, od lat 1*) nikłem. 22.05 Fonoram*. 22.35 Z USTRONIE MORSKIE — Zbrod- arcydzieł muzyki staropolskiej nia i kara (radz., od lat 16) pan., 23.10 Koncert rozr. 0.10 Koncert (od 12 bm.) — Wioch w Argenty- życzeń od rodaków z zagranicy nie (włoski, od lat 16) fjELEFOMY KOSZALIN I SŁUPSK 9? — MO 98 — Straż Pożarna 99 — Pogotowie Ratunkowe foYaueiY KOSZALIN t>>. ui vi ja apteka nr 21, plac Bo-joirT»VR 5 tel S0-78 Od 12 bm. — nr 52 przy vel. Świerczewskiego 11/15, tel. 69-6S. SŁUPSK Dyżuruje apteka nr 31 przy uL Wo.iska Polskiego 9. tel. 28-93. Od 12 bm. — nr 32 przy ul. 22 Lipca 15, tel. 28-44. gWWSFAWY KOSZALIN Pomorza Środkowego — ul. Armii Czerwonej 53 — „Malarstwo polskie XIX i XX wieku", czynne w go^z. 10—16 i wyj. po*• nied/iał^ów i dr»i .»ośw?ntec7nveh SALON WYSTAWOWY Klubu MPiK — Malarstwo i grafika Duńczyka Vernera Merveta, (codziennie, godz. 16—20). W Dli (sala wystawowa nr 3) — Twórczość plastyczna zespołów dziecięcych przy ZZPHiS WSS „Społem" — Oddz. Darłowo — Sławno, pod kier. Z. Białożyta. kawiarnia iv D k - „Piosenka żołnierska" — fotoreportaż J, Patana. f awurnm ..Ratuszowa" — prace art.-plastyka R. Lecha z Koszalina. SŁCPSK MUZEUM Pomorza Środkowego — Zamek Książąt Pomorskich — czynne w sobotę orl godz. 10 do 12 w niedzielę — nieczynne, w ponie działek — czynne od godz. 10 do 16. W Zamku m. in. wystawa malarstwa Jacka Malczewskiego. ZAMKOWY w sobotę — od godz. 10 do 12, w niedzielę — nieczynny, w poniedziałek — czynny od godz. 10 do 16. KLUB „Empik" przy ul. Zamenhofa — wystawa akwareli plastyka Kazimierza Rajkowskie- go ZAGRODA Słowińska w Klukach: otwarta na prośbę zwiedzających — w poniedziałek. KOŁOBRZEG MUZEUM ORĘŻA POLSKIEGO fWieta Kolegiaty) — „Tradycje o-reia polskiego aa Pomorzu*' MUZEUM (ul. E. GJerczak 5) — Dzieje Kołobrzegu (god*. 10—185 codziennie t wyj. poniedziałków i dm poSwtatecznyoh. W piątki wstęp wolny. MAŁA GALERIA PDK — „Salon młodych" — ZPAP Koszalin ŚWIDWIN PDK — Rzeźba i grafika art. plastyka Zygmunta Wujka. BYTÓW ZŁOTÓW ALBATROS — Pogoń za Ada- MUZEUM (ul. Wojska Polskie- mem (polski, od lat 14), (od 12 bm.) go 5) — Historia i etnografia Kraj listopad (włoski, od BIAŁY BOR — Dom i gospodarz (radz., od lat 16) pan., (od 12 bm.) — Różowa pantera (ang., od lat 16) pan. ny (godz. 10—16) WlEAT KOSZALIN BTD — poniedziałek, godz. 19 — Niech no tyiko zakwitną jabłonie. i py o lat 18) PDK — Czekam w Monte Carlo (polski, od lat 11), (od 12 bm.) — Markiza Angelika (franc., od lat 16) pan. DARŁOWO — Najpiękniejszy wiek (radz., od lat 16), (od 12 bm.) — Waiet karowy (USA, od lat 14) KĘPICE — Krwawym trepem fCSRS, od lat 16) pan., (od 12 bm.) — Mózg {franc., od lat 14) pan. dla ich rodzin w kraju. 0.30—3.00 Program nocny z Białegostoku. PROGRAM n na fali 3S7 m na falach średnich 188,2 i 202,2 m oraz UKF 69,92 MHz Wiad.: 4.30. 5.30 , 6.30 , 7.30, 8.30, 9.30, 12.05, 14.09, 16.00, 22.00, 23.50. 5.f>0 Muz. nonstop. 6.00 Proponujemy, informujemy, przypominamy. 5.40 Publicystyka międzyr.ar. 8.50 Muzyka i akt"a!c>* i. 7 Przeboje 7.50 Mozaika muz. 8.35 Nasze spotkania. S.i>0 Koncert Kameralny. 9.35 Miasto naszego wieku — aud. 9.55 Koncert rozr. 10.25 — przegląd wydarzeń tygodnia. 14.45 Śpiewa Nat „King" Cole. 14.55 M. Musorgski: „Noc na Łysej Górze". 15.10 Muzyczne premiery. 15.30 Premiera — „Niebezpieczne związki" — Pierre'a Choderlos de Laclos — część I. 15.50 Zwierzenia prezentera. 16.15 Kronika „Piwnicy pod Baranami". 16.40 „Niebezpieczne związki" — cz. II. 17.00 Perpetuum mobile" — mag. 17.30 „Kompozycja na cztery ręce" — ode pow. 17.40 Tylko po węgiersku. 18.00 Na leśnej estradzie. 18.16 Polonia śpiewa. 18.35 Mój magnetofon. 19.00 „Niebezpieczne związki" — cz. III. 19.20 Mini-max. 1S.50 U-twory koncertowe Liszta. 20.30 Ballady z wędrownego szlaku. 20.35 „Niebezpieczne związki" — cz. IV. 21.25 Melodie ?. autogra- z udziałem M. Fogga 1 L. Sem- polińskiego. 13.50 Orkiestra P. Somersa. 14.00 Aud. rozrywkowa. 15.00 „Don Kichot z Manczy" — część II słuch, dla dzieci 1 młodzieży. 18.05 Piękne głosy. 16.30 Parada polskich zespołów 17.05 Paryskie variete. 17.30 „Stare kino". 18.00 Teatr PR — „Jedna, jedyna, wyśniona" — słuchów. J. Przybory. 19.15 Melodie rozr. 13.30 Rewia piosenek. 20.00 Ra-diokabaret. 21.00 Zabawa na sto dwa. 22.05 Ogólnopolskie wiad. sportowe. 22.25 Muzyka poważna. 23.00 Songi Harlemu. 23.25 Wier czorna serenada. PROGRAM ni na UKF 68,JT oraz na falach krótkich Wiad.: 6.00. lat 18) POI.ANOw — Rai na ziemi (pol skl, od lat 14, (cd 12 bm.) — Ange iro ^od 12 --- i ,,Śląsk", spotkanie z Milva. 23.50 Na do- bm ) — Dziewica dla księcia (włos 9-10 M. Musorgski eg o. 9.45 14.30 Bc^ha eurooe^kich festiwali branoc śpiewa „Kwartet Złotych ki od lat iRi^nan ks,^cia (w,os Melodie X Muzy. 10.35 Wszystko muzycznych 15.00 Koncert życzeń. Wrót" ^«otycn 'DRAWSKO - Dancing w kwa- dla Pań. 11 45 „EMza, crvli ^ prawdziwe" — ode. pow. 12.23 Koncert. 13.C0 Na bydgosKiej antenie 15.10 Korespondencj« muz. 15.50 Kastaniety i gitary. 16.15 DEBRZNO — Wkrótce nadejdzie spirpwał ich Bach. 9.00 ..Komp^- Radio-Rivlera" 14.0C iosna fradz od lat 14ł (od 1» życia ^ rztery ręce" — ode. pow. śpiewają „Mazowsze' — Dziewica dla księcia (włos 9-lfl Pieśni M. Muscurgskiego. 9.45 14.30 Echa eurone1«tk e Clia Księcia gosł., od lat 11) pan. — godz. J3. MŁODOŚĆ (MDK) — Zabawa w terze Hitlera (polski, od łat 18), masakrę (franc., od lat 16) - od (od « bm.) - Popierajcie swego 12 bm. — Największe widowisko kJ;k(P lat 2_l!,_ł,-.vł. świata (USA od lat 11) en;izdo (rad-* od lat 14) (od 12 Cztery pory roku w piosence. 17.05 SJ £.1, _ Gdiie IM K - m co kto lubi. IM. „Kompozycja Poranki (niedziela) Gdzie jest . /franc od lat 161 na cztery rę-e" — ode. pow. O*"?™ " KBb 18.35 KOSZALIN Sobota — 10 IV dżinie 11 i 13 (ponieaziałeK) — Mój magnetofon. 19.00 Pisarz mie- JUTRZENKA (Bobolice) — Nie PRZECHLEWO — Hamlet e*. I (radz., od lat 14) pan., (od 12 bm.) JTSTod lat^y-yodei2ŚrmrC-l 1 Imiona miłetai Muzyka z płyt. 21. (jugosł., od lat 18) od iz ora. Teatrzyk „Apokres" — aud. 21. Doczekać zmroku (USA, od lat 16) /.OR/A (Sianów1! - Lokis (ool- „„r,„P„TAr„ir ski, od lat 14) — od 12 bm. Sha- senki x włoskiego buta. 19.35 W. K. Mozart: Andante C-dur na flet 20 50 J. S. Bach: Msza h-moll. 22.08 Z nagrań E. Piaf. 22.15 „Bemów- muzyki pońmlarnei. 0.10—3.00 Pro 16.20 Teatr PR — „Prawdziwy bohater" wg opow. K Makuszyńskiego. 17.JO Koncert aktualności muz. Paryża. 17.36 Spotkanie z A. German. 18 00 Wyniki ..Totki'' 1 regionalnych gier liczbowych. 18.05 Utwory Haydna 1 Mozarta. 18.50 Przed mikrofonem I,. Sem-poHAeki 18.50 Zespoły Instrumen- S 48 Radiowa wszechnica r»U talne. 19.30 F^zy muzyce o spor- nicza* wykład m^ra in7 f "p$rv« cie. 19.53 Dobranocka. 20.20 Wi^d. trowskiUo - ^ sryarUrwe. 20-" ''jobiazgów ziemniaki". 7.15 Serwis dla ryba- muzycznych. 21.00 Radiowy ka- ków 717 ricnrot ic ar W z Koncert chopinowski. 16.25 Wa- PDF - Markiza Ange'.ika (fran- ski" W. Sieroszewskiego — o*c. 1. gram nocny z Lublina. FAIA fMielno) - Brzezina (nol- enski, od lat 16) pan., (od 12 bm.) 22.45 Ballady bez słów 23.05 IHiet łm — Win — P^kna Angelika (franc., od lat Simon i Garfunkel. 23.50—24.W) Na ski, od lat 16) — od 12 bm. — win ^ * dobranoc śoiewa A. Germaa. netou w Dolinie Śmierci {jugosł od lat 14) pas. SŁUPSK MILENIUM — Sto (USA, od lat 16) kanbtaAw PIENIĄDZE DO ODEBRANIA Wczoraj w południe ob. Ewa Machowiec zam. przy ul. Spółdziel czej 1 b/10 (w podwórku) znalazła w tzw. małych „Delikatesach" portmonetkę z pewną kwotą pieniężną. Zguba do odebrania a zna lazczyni od godz. 12. NAGRODZENI Nagrody książkowe za bezbłed-ne rozwiązanie krzyżówki nr 539 wylosowali: 1. Aniela Chanaczowska, Słupsk, id. Mostnika 3, m. 31. 2. Olaf Halamus, Mirosławiec, ul. Wałecka 6, pow. Walcz. 3. Zbigniew Kaziński, Słupsk, Garncarska 21, m. 4. 4. Maria Piotrowska, Drzonowo, pow. Szczecinek. 5. Krystyna Stapor, Koszalin, tri. Kniewskiego 40, m. 20. 16) pan. PRZYJAŹŃ — Dwaj panowie bez kapelusza (rum., od lat 16). (od. 12 bm.) — Los Golf os (hissp., »d lat 16) ZŁOCIENIEC — Przystań (polski, od lat 16), (od 12 bm.) — ff»-Seanse o sobotę o godz. 16, 18.15 karowy (USA, od lat 14) i 20.30; w niedzielę i poniedziałek 0 godz. 13.45, 16, 18.15 i 20.30. * Poranek (nied^ela i poniedzia c?;ŁOpA _ Kr6lewsłde lgrainM Słutim Warkoczem fradz lat (CSRS, od lat 14) pan., ,cd 12 bm.) pod Kogutkiem. 7.30 Show w ran- długim warkoczem (radz., od lat Za'wodowcy '{£SAf od ut u) nych pantoflach. 9.05 „Góra •' P5v** ... . . _ . . nan. szczęścia" — humoreska. 9.15 Ma- 1 Nieśmiertelni Fhp JASTROWIE — Prom (polski, gazyn wojskowy. 10.00—11.00 Ra- Seans(e ^ godz. L.45, 16, 18.15 ł ?«,Jat H)_, (od 12 bm.) - Piękność dioferie. 10.00^ dzieci 20.30 Poranek (niedziela i poniedzia Niedziela — 11 IV program i nn rsa m Wiad.: 6.00, 7.W, 8.00, 12.05, W.00, 20.00, 23.00, 24.03. 1.00. 2.00. 2.55. PROGRAM n na tali 567 m na falach frrednłrh 188,2 i 202,2 •raz UKF 69,92 MHz B. Korowskiego. 16.45 Ihtermezza i serenady. 17.00 Przegląd ak" tualności Wybrzeża. 17.15 Popołudnie z tulipanem — audycja słowno-muzyczna w oprać. H. L. Piotrowskiego. Niedziela — 11 IV Wt«d.: 5.W. «.!» W.86 . 22.00, -9.90. T.JB, 198, TL05, t.» „Przygoda w górach** v_ opow. Cz. Kuriaty. 9.00 Życzenia poranna. 6.50 Kon- Twe Pani — naszym rozkazem — w oprać. B. 8.00 Moskw* r. melodią i niosen- Horowskiego 11.10 Koncert ży- 5.33 Mozaika muz. 6.05 Kiermasz P° 9.00 lokalny z czeń. u.4e prezentujemy melodie osrali a. c.5 tu koncertu życzeń na 2 maja br. miga. ie aud . regionalna. 22.15 Koszalińskie wiadomości spor- „Dziś premiery". 9.W Wiosna towe. uczonych — słuch. A. Kasprzvc- kiej. Poniedziałek — 12 IV ..W Jeriorana-h". 10.55—11.57 Pro- gram lokalnr z Koszalina. 1?.15 8.35 „Wielkanocne wędrówki" — dnia (franc., od lat 18) książęca mość Kaczorek C/erwó- Przed mikrofonem zefmół instru- magazyn sło-vno-muz. w oprać. KRAJENKA — Morderca na za- ny" — słuch. 10.40 „Tomek na centów dętych. l?.4n Polskie nie- H. Bieńka i H. L. Piotrowskiego. , mi wołanie (NRD, od lat 16), (od 12 wojennych ścieżkach — I ode. snl wielkanocne 13.05 Tańce lud. 22.25 Koszalińskie wiadomości ,f,.Jfi! bm.) — Rozbójnicy sycylijscy słuch. 11.00 Rozgłośnia Harcerska. 13-35 „Z piosenką przez lata- — sportowe. 11.40 Czy znasz maperwony płaszcz (duński, od lat 16) pan. GOPLANA — Pani amftas^dor (radz., od lat 14) nan. fod 12 bm.) — Boom (ang., od lat 18) pan. Fredry. 19.15 Polskie tańce lud. 19.3" Starsi oanowie dwaj — J. Przybora i J. Wasowski. 20.00 Otello, czyli Jalousie — mag. literacko-muz. 21.30 Rewia ryt-piów. 22.15 Wiad. soortowe. 22.?0 Koncert symf. 23.00 S. Rachoń zaprasza. 23.30 Melodie na dobranoc. g WID WIN RFGA — Nad jęzorem 'radz. od lat 14) pan., (od 12 bm) — Gwiazda południa 14) oan 5.05 Rozmaitości rolnicze. 5.25 Melodie i piosenki. 6.10 O gospodarce. 6.15 Gra ork. PR w Łodzi. 6.30 Język ang. 7.20 Sportowcy wiejscy na start! 7.35 Soliści. 8.05 Dzień dobry, tu Red. Społ. 8.10 Mozaika muz. 8.45 Koncert PROGRAM TTT na UKF 66,17 MH? 9.00 Dedykujemy drugiej* oraz falach krót 'eh zmianie. 9.38 J. J. Mouret: Koncert kameralny. 10.05 „Noce 1 dnie" — odc« pow. 10.25 Utwór Z. Noskowskiego. 11.00 Muzyka. 11.30 Koncert rozr. 11.49 Dla rodziców. 12.25 Muzyka. 1".45 Bnlr>««*zy drans 13.00 W muzycznym dialo- Polityka dla wszystkich, gu 13.25 Ros. muzyka lud. 13.40 spotkanie z D. Moriugno. Więcej, lepiei taniej. 14.00 Ze gad- Słownik wyrazów znanych, ka literacka 14.30 Przekrój muz. Niedzielne rvfmv. 9.00 „Komoo-tygodnia. 15.05—16.00 Radioferie. zycja na cztery ręce" — ode. 15.40 „Panienka z okienka" (IV) pow. 9.10 Jazzowe korepetycje. — słuch. 13.05 O śpiewie, pieś- 9.35 Oferty, kolekcjonera. I0.o- niach i piosenkach. 16.30—18.50 Tiustrownnv Tygodnik Rozryw- (ang., od lat Popołudni? z młodością. 17.00 i kowy. 1V5 Konsonanse i dyso-18.05 Eelaks, czyli sobota na 102. nanse — mag. aktualności muz. Wiad.* 6.W. Ekspresem prze* aris Match* Wszystko przez chrypkę „Rozumiem" — rzekł sędzia do oskarżonego w pewnym procesie o pobicie — „że powód dał oskarżonemu wiele podstaw do irytacji, ale czy nie wystarczyło wówczas użyć dostatecznie skutecznych argu mentów słownych, zamiast u-derzyć go mocno w szczękę?" „Niestety" — odparł oskarżony, piekarz z Rotterdamu — „tego dnia miałem taką chrypkę, że tylko w ten sposób mogłem zareagować na wyzwanie powoda". Lepiej późno... Na małżeństwo nigdy nie jest za późno. Panna Car-rie Davis Heckington (Anglia) zdecydowała się na nie w 92. roku życia, poślubiając 76-letniego Art hura Ciarkę. „Państwo mło dzi" są mieszkańcami domu starców. Przedstawicielom prasy pani Ciarkę oświadczyła, że w 1914 roku oświadczył się jej pewien żołnierz, ale na małżeństwo to nie zgodzili się jej rodzice. Dopiero po ich śmierci mogła wyjść za mąż. Umarli oni w 1939 roku. Zemsta sierżanta Do prezydium potirfi w Wie iniu wpłynęło odwołanie pew nego młodego człowieka, którego sierżant Toni Setzinger nkarał mandatem w wysokości aż 500 szylingów za niewłaściwe zaparkowanie samochodu. Zwierzchnicy surowego sierżanta, analizując okoliczności wymierzenia rzeczywiście niezwykle wysokiej kary pieniężnej, zrozumieli przyczynę nadmiernej gorliwości: w samochodzie młodego człowieka znajdowała się w tym czasie... narzeczona Toni Se tri na er a.