WIESŁAW CIESIELSKI Prawda mówi w głębi duszy bez zgiełku słów. Tomasz A. Kempis Wiesław Ciesielski POPIELISKO Wiesław Ciesielski POPIELISKO Mojej córce Małgorzacie AGORA Słupsk 99 " Opc^ i Redaktor: Paweł Janicz Wydawca: Związek Literatów Polskich Oddział w Słupsku Opracowanie graficzne autora Copyright by Wiesław Ciesielski ISBN 83-903745-5-2 Słupsk 1999 Czas apokalipsy 1 Ujrzałem brzemienną w chwili, gdy nikt nie pyta o bilet powrotny. W chwili, która wypełnia się sama. Dlaczego tak mi się przyglądasz? Stworzyciel drugiej strony lustra nie przewidział jej matowego wymiaru. Przyglądam się twoim głodnym oczom. Mówisz, że Jimi Hendrix nie umarł natychmiast, lecz konając śpiewał. On przecież nigdy nie istniał, zupełnie tak samo jak i my nie istniejemy, jak nie istnieje cały świat. A słowo? Ono jeszcze nie powstało. Ujrzałem brzemienną w chwili, gdy rodził się Zbawiciel. Ujrzałem brzemienną ziemię w chwili, w której na nic nie było już czasu. 5 Czas apokalipsy 2 Spotkanie na szczycie judaszy świata i drugi światowy kongres prostytutek krew zamieniają w cuchnący ściek. Wielkie robactwo rozchodzi się po celi. Anarchista podkłada bomby pod własne myśli. Aroganckie zachowanie anarchisty bez twarzy, jego ciągła ucieczka. Dziecko płacze na rogu ulicy. Dziecko płacze opuszczone. Aroganckie słowa judaszy świata i apel drugiego kongresu prostytutek do swych zachodnio-niemieckich klientów o stosowaniu środków antykoncepcyjnych. Za trzydzieści srebrników wzgórze Golgota po eksplozji atomowej przestało istnieć, lecz tylko pozornie, bo nikt nie zagłuszy krzyku dzieciątka. 6 Czas apokalipsy 3 Moją samotną wyobraźnię zaludniły dziwaczne karły, bijące się po twarzach. Nazajutrz, w pokorze biją się w piersi, majaczą automatyczne modlitwy. Coraz częściej żałuję słów, które mnie zrodziły uzbrajając w żądło urojonej prawdy. A karły wyrosły na olbrzymów, zdobyły ogromnie ważne stanowiska, trzymają ster dryfującej ziemi. W tyrn nagłym olśnieniu, czaszka ziemi, gdzie różne języki zabełkotały u stóp wznoszonej Wieży Babel. W kołowrocie zdarzeń, karuzel świata, Czaszka, lub miejsce czaszki, w którym nie ma ani początku, ani końca jak we wszechświecie. W miejscach oczu, w czaszce ziemi, utajona zbrodnia. W miejscu języka zawistna potwarz. W miejscu sumienia, brak danych. 7 Bestia apokalipsy Moloch. Mrowisko usypane z kamieni i wylane z betonu. Tysiące świetlików jak wilcze ślepia w ciemnościach. Okna na świat i ogłuchłe na śmierć, na skamienienie pragnienia małych ludzi. Gest, otwarta dłoń, pocałunek i zgaszone, zdławione, zapite miłości. Która jest godzina? Zobacz na zegar. Dziecię przyłóż do piersi. Nakarm świtaniem. Jesteśmy jak szczenięta karmieni ze stołu Pana. Pomyślałem, widząc grzebiących w śmietniku, a miejsce dla Gościa ciągle puste w naszym sercu. Popielisko 1 Wybrali ten skrawek ziemi na narodziny, wybrali ten skrawek ziemi aby mnie pogrzebać. Nie będę kreślił na mokrym piasku znaków zodiaku, chciałbym, aby dłoniom dana była przestrzeń, nogom dane było kroczyć, a ciału rozmnażać się. Dąb karłowaty spogląda na mnie, czuję jego spojrzenie, próbuję się obejrzeć, dotknąć te części ciała, których nie widzę, chyba wszystko w porządku. W glinianej misie dostałem dzisiaj swoją porcję kaszy, smakowite krupy gwiazd. Myślę, że mam. prawo mówić o nieśmiertelności wydm, o delikatnym ich istnieniu. Zima, wokół wszystko żyje jak nigdy dotąd, w kryształach lodu tłuką się atomy wodoru i tlenu. 9 Popielisko 2 Daremnie obfitość i dobrobyt próbują obdarowywać ludzi. Sidła założone na grubego zwierza, sidła na wpływowych stanowiskach, aby pochwycić władzę. I niekiedy do naszych drzwi zapuka szczęście, anioł, który za mną stanął i podpowiada jaką wyjść kartą. Uśmiech anioła jest jak wiatr dotykający kałuż z lipcowego deszczu. Ktoś wyjadł konfitury z mojej spiżarni, spił śmietanę z mleka, wybrał co najlepsza kąski. Ktoś uciekł przeznaczeniu popadając w stan obłąkania... Widziałem jak wył nieludzkim głosem w okratowanym oknie szpitala, zdjęli go zaraz sanitariusze, nie można przecież zakłócać spokoju. Ja, jednak myślę, że on miał coś do powiedzenia. Tylko nikt nie chciał go wysłuchać. Zapomnieliśmy bowiem, że obłąkani są pod opieką Boga. 10 Popielisko 3 Czy mogę wziąć w ramiona, przytulić do siebie, oddać ciepło i miłość? Czy mogę objąć całym sobą ten świat i uczynić go choć trochę lepszym? Galopujące bestie apokalipsy wzdłuż elektrycznego pastucha, albowiem postanowiono zaprogramować koniec świata z dokładnością do jednego tysiąclecia. Aż taka samotność obłąkanych władców jest gorsza od dżumy, aż taka samotność czyni ich nieobecnymi. Czy ktoś nami rządzi? Może to wszystko jest tylko iluzją, przecież nikt nie ogłosił się dyktatorem. Czy mogę wziąć w ramiona obłąkanego władcę, zaśpiewać kołysankę, przytulić to dziecię zbrojne w stalowe pazury? Znaki zapytania ktoś ustawił w miejscach znaków drogowych. Niektórzy próbują jeździć na pamięć, inni nie próbująwcale, ale wszyscy bardzo się boją. W sądzie zamiast przewodniczącego ktoś ustawił znaki zapytania a pod nim karabin maszynowy. Ten ktoś, to na pewno Bóg, a może dyktator, a może to ja, wtedy gdy śniła mi się gwiazdka i święta, wtedy mogłem tego dokonać. 11 Popielisko 4 Przeniosę ze starego kosmosu jego ład, ustawię w mieszkaniu gwiazdozbiory jak sprzęty, postaram się aby wszystko było funkcjonalne. Widziałem jak obnażone planety spadały mi na głowę i nic się nie działo, nawet dziecko nie obudziło się z popołudniowej drzemki. Uśmiech na twarzy przyjaciela, który uścisnął mi rękę komety i szybko uciekł pukając się w czoło. Jestem przezroczystością strumienia, spiętrzeniem wody u stóp wodospadu, mirażem świetlnym, pluskiem pstrąga, tokowaniem głuszca, kwitnieniem kwiatów i nie dam sobie odebrać mojego nieczłowieczeństwa. 12 Popielisko 5 Do chwili tej byłem pustym słowem jak perłowa kolia, chociaż tak naprawdę liczą się tylko pieniądze. Wypchana kiesa zachodami słońca, prószeniem śniegu, szaleństwem skowronka. Do chwili tej, która mnie zrodziła, na popielisku wszechświata nawet nie podejrzewałem, że liczą się tylko miraże. 13 Odnaleziona gwiazda 1. Śmierć człowieka jest tak prosta jak ścięcie róży, lecz spróbuj posadzić uciętą gałązkę do ziemi żyznej, a wzrośnie różanym krzewem. Dlatego też, życie nasze i śmierć nie jest pozbawiona sensu. Jeżeli da mi to życie, chcę być złamaną gałązką różaną jeżeli to pozwoli mi żyć, chcę być płomieniem. 2. Wypiję łyk wody, zgaszę słowa pragnień zdławione. Wiem tylko, że muszę się zdobyć na większą samotność jak do tej pory, by zamigotał we mnie kwiat szepczący do ucha na koncercie ciszy. A gdy ciemność będzie taka, że tylko nasze ciała pragnące ciepła będą świadczyć o tym, że jesteśmy. Wtedy wypiję łyk wina, który jeszcze niedawno był wodą. Kto nam powrozy zakłada na nasze słowa, a kto nam wino w krew przemienia? 14 3. Jest, wypełnia swoim światłem, potężnieje, ciągle narasta śpiew księżniczki z odległej gwiazdy, z bardzo daleka. Bogactwo źródła. Gasisz pragnienie, którego nie da się ugasić. Ja, który jestem, byłem, będę. 4. Z dwóch piersi zboże łanem się złoci, owoc dojrzały kapie sennym mlekiem. Chrystusowi przed egzekucją próbowano zasłonić oczy. A gdy te deszcze spadną, zaproś dziewczyno gościa, który zbłądził, nakarm podpłomykiem białym jak hostia. Abyśmy przepojeni pieśnią wspominali wilka, naszego ojca, którego nogi nie przemierzą równiny, a kły nie rozszarpią ofiary. Dlatego przyjmij nas ziemio do swojego głodu. 5. Ta, która przychodzisz ptakiem, przychodzisz drzewem, źdźbłem trawy. I od trwogi wybaw nas Gwiazdo, od złych myśli, złych czynów, ale dokonaj w nas przemiany, uczyń to. 15 6. Przyniesiono pieśni, gorące bochny i dzbany miodu. Dzisiaj jest święto, odnaleziono gwiazdę, kochajmy się wszyscy i bądźmy szczęśliwi. Tak często w ruinę się rozpada ludzkie budowanie, dlatego się obudźmy jak tylko świt kurem zapieje i świętujmy, aż drzazgi wypalą się jak ludzka młodość, wody rzek przetoczą krąg. 7. Śpiewajmy pieśń, zwykłą radosną pieśń. Śpiewajmy ją wszyscy i radujmy się, bądźmy przyjaciółmi i braćmi, a gdy przyjdzie noc, zbliżeni do siebie tak, że usłyszymy kroki samego Boga, będziemy kochać oddech wszechświata i będziemy całować nasze dłonie, nasze ślady, które ktoś pozostawił na murach Jerycha. Śpiewajmy pieśń o miłości i śpiewajmy pieśń o czynach naszych braci. 16 8. Obudź się świtem, gdy słońce wyrasta nad głową, jak ptak, który ledwie uleciał w poszukiwaniu gniazda. Obudź się miłością w dłoniach niosąc garstkę wody, spragnionemu. Obudź się cierpieniem jak złamana róża. 9. Znajdujemy radość wśród prostych ludzi i wśród prostych słów. Skrzydła uniosą mnie wysoko, zapatrzę się na równinę niegasnącej wiosny. Przylatują wieczne ptaki, zakładają gniazda. Jak dobrze, nasz wzrok spotkał się tego dnia, gdy tabuny koni przecięły równinę. Jak dobrze, dotknęły się nasze dłonie, wieczne skrzydła odlatujących jesieni. Jak dobrze, jesteś gdzieś we mnie, gdzieś przede mną, że wciąż ciebie szukam, kołującą we wszechświecie jedyną tylko moją gwiazdę. 17 10. Jesteś ptakiem, jesteś niebem, uchwycę garść powietrza, uchwycę tylko cień, tylko rąbek sukni. Wieniec z cierniowych głogów włożą mi na głowę i szydzić będą ze mnie. Jeżeli jesteś słowem, to przemów. I przemówię wszechwładnym milczeniem. 11. W sali szpitalnej nie ma atmosfery śmierci, nikt nie przyznaje się do tego, że za chwilę umrze, czy ktoś z was był kiedyś w takiej sali, ja byłem, też się nie przyznawałem, że za chwilę zacznę żyć od POCZĄTKU 12. A myśli nasze gdzieś w niebie zapisane, a czyny głębokie blizny zostawiają. Komu w ślepych krokach jawi się przepaść, a komu płoną szaty. Diament po nas pozostanie i serca proch. 18 13. Kraina, w której tak wiele się wydarzyło, istnieje naprawdę. Te deszcze, które padały, słońca, które wypaliły się jak ogarek i te wszystkie miłości przeminęły jak pory roku, jak całe lata. Pewnej nocy, zobaczyłem spadającą gwiazdę, wpatrywałem się w miejsce na niebie było czarne, długo, aż poczułem na ramieniu czyjąś dłoń. To na mnie czekasz - powiedziała. 14. Gdzie jesteś, jaką drogą mam do ciebie iść, jesteś przyszłością świata, moja utracona gwiazdo, pozwól mi żyć. Może, któregoś dnia odnajdę ślady na drodze, ślady na śniegu. Moje psy kąsają na oślep, lecz odnajdę drogę do ciebie, muszę to uczynić. Dlatego nie wydawaj mnie nagiemu słońcu, nie odtrącaj mnie gwiazdo. 19 15. Czy czujesz się jak intruz w cudzym domu? Lecz ty po prostu nie masz swojego domu, jesteś synem stepu, szarym stepowym wilkiem. Czy usłyszałeś jak przeszywając ciszę, tokuje głuszec? Nad jasnym czołem gwiazda, pachną włosy. I aby się cud wydarzył, by dziecię zrodzone z wiatru wycia przez wiekuiste morze i szlamem pokrytą ziemię, otulone ciepłem słońca, i aby się cud wydarzył, by dziecię dorosło do życia. Przybywaj wilku, bracie. 16. Jest, wypełnia swoim światłem, potężnieje, ciągle narasta śpiew księżniczki z odległej gwiazdy, z bardzo daleka bogactwo źródła, gasisz pragnienie, którego nie da się ugasić. Ja, który jestem, ja, który byłem, ja, który będę. 20 17. Zauważyłem dzisiaj, że ziemia pięknieje z dnia na dzień, z minuty na minutę, zacząłem szukać przyczyny, spojrzałem w lustro, moja twarz jaśniała tajemniczym światłem. Odwróciłem się, dotknąłem dłońmi czarnej błotnistej ziemi, wrosły, położyłem się całym ciałem, poczułem niezwykłą lekkość i usłyszałem bicie serca, wielkiego serca ziemi. Pomyślałem po raz ostatni, czuję zapach wybuchający morską falą, czuję głód rybitw wyszarpujących, resztki patroszonych ryb. Czuję wagę słowa, które zawisło niewypowiedziane. 18. Jeszcze tylko raz przebiegnę boso niebieskie konstelacje, z córką zagram w kometę i wtedy spróbuję się zbliżyć do tego co obce, złe i niewiadome, spróbuję się zbliżyć do drugiej strony księżyca, ostrożnie, by nie oszaleć, widząc na raz to wszystko co się kryje z drugiej strony każdego z nas Jeszcze tylko raz przebiegnę boso po świeżo skoszonej trawie, po szorstkiej skórze ciała ustami przebiegnę. 21 19. Twój uśmiech zabliźnił się we mnie, zarósł siódmą skórą i taniec skamieniał gdzieś na pustyni, a jednak niosę różę, dłońmi chroniąc przed upałem, do ust podnoszę wrastającą kolcami. I wtedy widzę, że jesteś jastrzębiem, wbijającym we mnie pazury, dlatego twój uśmiech zabliźnia gdzieś pęknięte niebo, a twój taniec przez całą wieczność kamienieje. 20. Jestem synem Gwiazdy, z kości słoniowej i srebra zbuduję wieżę, z cienia wykroję dźwięk ciała. Skarżysz się Gwiazdo, że jestem złym synem, bądź przy mnie gdy będę umierał, dlatego nie zostawiaj mnie więcej samego. Tan gdzie kwiaty mieszkają, a ptaki zakładają gniazda, gdzie wiatr kołysze nadmorskie trawy, wszystko oddam w zamian za Twój blask. 22 21. Przychodzę do ciebie gwiazdo, jesteś piękna, tyle lat straciłem, by zobaczyć, to co powinienem widzieć na początku świata. Jesteś piękna, byłaś nią od stuleci, gwiazdo, przychodzę do ciebie aby powiedzieć, że jestem szczęśliwy. Tak nie wiele i tak ogromnie dużo 22. Ciało wysmukłej łani, bogini na obraz i podobieństwo wszechświata. Nie zaglądaj głębiej, nie doszukuj się prawdy ukrytej między biodrami wysmukłej łani, w tej najczulszej macicy, która jest grobem człowieka. Jakie imię nosi moja gwiazda? Ciało bogini w nieustannym pożądaniu, a słowo zamienia się w kamień. 23 23. Zieją i szydzą obrosłe kamienie, te z grobów i murów warownych, te z więzień i te bez sensu, tysiącem ludzi, podzielone na ważne i na odrzucone, zieją i szydzą z ludzkiego tworzenia, w perzynę zamieniając, w zgliszcza rujnując, zieją i szydzą w proch dostępują przemiany, usypiam białym głogiem dotykając nieba... 24. Pośród traw szumiących, pośród gajów, pośród nami dwojga, tutaj, gdzie ciche trwanie wszechświata, tutaj, gdzie delikatne tchnienie Boga nadało biegu świata POCZĄTEK, tutaj, pośród tłumu gawiedzi, pośród miast wzniesionych na zgliszczach, gdzieś niedaleko stąd czekają na mnie z gorącym obiadem i z tym cudownym napojem zdolnym ugasić ludzkie pragnienie. Pośród traw szumiących, pośród gajów, pośród nami dwojga, tutaj odnalazłem swoją Gwiazdę. 24 W objęciu ziemi Ziemio rodna, ziemio jałowa, ziemio wirująca na oślep, na zatracenie. Osobliwa kulo, jakieś zło czai się w zaułkach ludzkich mrowisk. Promień przebłyskujący przez eksplozję zieleni, ten promień w mirażach tańczący wśród kwiatów, ekstaza wiosny na ołtarzu ludzkiego barłogu. Słońce nizające na swój promień uśmiechy radosnych dzieci, słońce nizające martwe spojrzenia zagłodzonych. Świat, w wybuchu wiosny, nie potrafi ukryć zgnilizny ofiarnych ołtarzy wzniesionych za judaszowskie srebrniki. Ziemio pługiem gwałcona, ziemio pieszczona ręką Boga, jakie nam oczyszczenie gotujesz w swoim objęciu. 25 Wskrzeszanie upadłego echa Jestem telegrafem wystukującym dychawiczny stukot serca, najnowsze wydarzenia w świecie polityki, nowa wojna na obszarze mojej czaszki, granice naruszone, ofiary w ludziach spodziewane są w normie. Jestem krótkofalówką w ujęciu uczuć osobistych, między tobą a mną, nasz nieustający dialog domyślnych propozycji. Jestem murzyńskim bębnem oznajmiającym o ataku wroga, nowej azjatyckiej grypie powodującej śmierć o wiele dalej zakrojoną aniżeli śmierć cielesna. Jestem tamburinem w rytmie cygańskiej śpiewki, jestem smykiem wprost z podhalańskiej kapeli, jestem sejsmografem nasłuchującym końca świata, jestem jak powietrze, mogę unieść liść lub słowo, lecz nie wskrzeszę raz upadłego echa. 26 Bilet do Buenos Aires Sprzedawca kwiatów i losów na loterię życia, w starym, wytartym garniturze, z uśmiechem podaje mi sztuczną rękę życzliwości. Ktoś się o pana pytał, jakaś młoda kobieta, powiedziałem, że pan wygrał bilet do Buenos Aires na dwie osoby, ale po co panu tam jechać, czy tutaj nie sprzedają gorących parówek? Sprzedawca kwiatów i losów na loterię życia poszedł na obiad, zapomniał zabrać ze sobą sztuczną rękę. Leżała otwarta szczerością gestu i napisem: ZARAZ WRACAM. 27 Elegia sytości Ryba oczyszczona z łuski, w galarecie, na półmisku sądu ostatecznego, dobra czy niedobra. Zachłysnąłem się wodą przy nurkowaniu, chciałem mówić jak ryba i powiedziałem wolność, lecz stanęła mi ością. Opuszczono żaluzję wzroku, abym nie dojrzał rzeczywistości, córka chciała gwiazdkę z nieba, więc dostała, a ja bez żagli, bez masztów, dryfuję. Miłość, morze, lot ptaka i miska parującej zupy, aby napełnić wnętrzności. Sytość, doskonała sytość i nic więcej. 28 Ze śmiercią w pokera Śmierć mroczna jak komora serca, jak cela śmierci z komorą gazową, uśmiecha się od ucha do ucha. Śmierć jasna jak tarcza słońca, moje w nią opadanie, śmierć pod gołym niebem szczerzy zęby w chichocie. Śmierć skrytobójcza, śmierć zadana ręką mordercy, gdy serce podchodzi do gardła, śmierć zadana salwą śmiechu. Śmierć sprawiedliwa na stryku, wyrok jak zapadnia, nie ma odwrotu, uśmiech rutyny na ustach kata. Śmierć udręczona na łóżku szpitalnym, tak lekka jak radosny śmiech siostry zapatrzonej w pękanie wiosennych kwiatów. Śmierć obojętna, obarczona długą starością, tonami opadających liści, w uśmiechu kopacza grobów po skończonej robocie. I uśmiech anioła nad talią kart, przyszedł poker, można wiele postawić. 29 Napisać wiersz Splunąć by powstał wiersz, kiwnąć palcem jak na nałożnicę. Koniom zerwać klapki z oczu, sokołom kaptury, katom zabronić operacji plastycznych, królom zabrać kongresy i setki doradców, sądom najwyższym dać legalizowane wagi. Splunąć by powstał wiersz i zgasił gwiazdę. Człowiek jest pytaniem, jest wielką niewiadomą, jest wielką niespodzianką, jest wielką nadzieją jeżeli tylko jest. Splunąć, by zasiać prawdę na ugorach naszych pożądliwości i zbrodni, naszych nieustających kłamstw. 30 Selekcjoner Selekcjoner strzelający do zdychających wilków, selekcjoner wybierający najsłabsze ze stada, selekcjoner oglądający na milionach monitorów nasze codzienne ekstazy, naszą ucieczkę przed własnym czasem, przed godziną wieczności, w której będziemy musieli spojrzeć selekcjonerowi w oczy. Selekcjoner zadżumionych. Selekcjoner zboczonych. Selekcjoner tracących nadzieję. Selekcjoner opuszczonych. Selekcjoner pragnień. 31 Muszę pogodzić się z tym Ptak, który mnie woła swoim oddaleniem jak Feniks będzie się tlił w popiele ludzkich zgliszcz. Zrodzić się i ulecieć. Płomień trawiący pąki róż. Różowy płomień bukietu. Płomień zbawiennej jesieni. Ptaku uciekaj ze mnie, póki jeszcze nie za późno. Dokąd mam iść, lustro jest puste, nikt nie czai się za jego lewą stroną. Gra we mnie Chopin wariację na trzy czwarte życia. Jestem kruchy jak karafka, jak skrzydło motyla. Nie uleczysz rany muzo moich tak licznych uniesień, nie uciszysz przy piersi bestii mojego buntu. Z rozżarzonej stali wykułem podkowę, nie na szczęście, lecz dla konia. Pomyślałem, że stygnąca stal jest jak krew zarżniętego zwierzęcia. Zapadł wyrok, muszę pogodzić się z tym, że w dzieciństwie miałem umorusaną twarz. Pomyśleć tylko, ile płatków śniegu kona na mojej rozpromienionej twarzy, ile gwiazd gaśnie w oczach, ile pustych butelek dzwoni dnem, ilu Don Kichotów idzie do domu starców, ilu Hamletów czeka na amnestię. 32 Zaraza Chciałem żyć godnie, ale zaraziłem się człowieczeństwem, więc dajcie mi order, lub czapkę z pawim piórem prosto do poloneza, a paw skrwawiony po gardło, nie dał sobie żywcem wydrzeć piór. Przez sen słyszę psalm, ktoś śpiewa drążąc ciszę sumienia. Ktoś podaje mi prawicę, bym podniósł się z ziemi, ktoś pustką otwiera mi oczy i przycichł na chwilę sęp mojego ścierwa, przycichł na chwilę. 33 Grób Oktawię D. zgwałcił własny ojczym w wieku piętnastu lat, a potem chciał wyrzucić z domu, bo „dziwka" zaszła w ciążę. Po naradzie rodziny problem rozwiązano. Czy ktoś zastanawiał się nad pohańbieniem kobiety, nad pohańbieniem samego siebie, nad pohańbieniem kogokolwiek? Umierające gesty, umierające błędy rodziców, umierający przyjaciele, umierające dobre rady rodziców, umierający wrogowie, umierający śmietnik. Ugryzę się w serce nad podłością dłoni. W barze samoobsługowym wypiję małą czarną z kostką białego cukru nie pasującego do rzeczywistości. Podobno przed Rentgenem niczego nie ukryję, lecz gdybym najpierw wypuścił gołębie z mojej klatki, ale jak wtedy utaję tę zaskakującą pustkę. Pohańbienie. Gdzież bohater naszych czasów? Mam nie mówić tak szybko, pan policjant musi wszystko odnotować. Pan policjant mówi, że nie na temat. Temat pohańbiono już w piętnastym roku życia, teraz wyskrobana cela. Grób, jak kto woli. 34 W zadumie nad głodem Głód dotyka do żywego, językiem jak żądłem mlaskając. Głód zabija i żywi. Ciepło mrozu. Mróz tkliwości. Słyszałem krzyk któiy przeradza się w ciche skomlenie. Tak wyłem z głodu sytości nad tłustą kością w misce kaszy. Tak wyłem z głodu wolności. Litości dla skamieniałych krajobrazów, dla spopielonych ołtarzy, dla zapomnianych portretów. Jesteś tu to nie wrzeszcz, tu panuje cisza prawie ukartowana, wisi nad każdym jak miecz, to cisza, która zapada po zadaniu pytania, to cisza odpowiedzi. Jakim pokarmem się żywić? Jakim słowem władać? Jaką włócznią pieścić? 35 Śmierć motyla Ćmy biją skrzydłami w pustą otchłań po płomieniu świecy. Każdy z nas szamocze się w pustym miejscu po samym sobie. Z zaciśniętych pięści nie uronię ziarna, aby wskrzesić zastygłe ugory, lecz z otwartych pustka bije po twarzy. Z dzieciństwa pamiętam deszczowy mazurek. Chopin przyszedł do mojego pokoju, aby zagrać na klawiaturze kręgosłupa. Byłem deszczowym mazurkiem. Czemu się szamoczesz, spytał mnie pająk, gdy wpadłem w jego sieć. To tylko chwila. Nasze życie to tylko chwila, ale rozpiera się zawsze łokciami, na tyle, ile w nim będzie buntu dzikiego zwierzęcia, a pokory zapracowanego wołu. 36 Krajobraz ciała Jak bardzo chciałem zamieszkać ciepły jeszcze cień u wybrzeży ciała, tam gdzie rozpościera się bajeczny krajobraz kosmosu. Ale śnieg topnieje zbyt wolno, długo trzeba będzie czekać na erę polodowcową. Zapalony płomyk donieść do ust, na wysokość słowa i oratorskiego gestu przemówić do tłumu. Dla mnie wystarczy na życie, na zachwycenie, na doliny rzek, na szczyty gór, dla mnie wystarczy na słoneczne trwanie. Idziemy zwartym krokiem aby rozsmakować się w rozkoszy i obudzić zwierza, czarną bestię pożądania, popaść po gardło zdławione ekstazą. Nauczmy małe dziecię usypiania przy piersi, nauczmy umierania cichego i wiecznego, nauczmy krajobrazu ciała. 37 Nasza miłość Powietrze gęstnieje, staje się lepkie, przywiera do ust, tłamsi się w płucach, nie ma siły się wyrwać z krwioobiegu. I zapanowała cisza, jaką nikt nikomu nie pluł w twarz, ale jednocześnie jakiś anioł założył na mnie sidła. Obrastam w pokorę rodzinnych obiadów. Nasza miłość będzie tylko konfliktem lokalnym, a może zupełnie przemilczy w nas nasze pragnienia. Nasza miłość w holu dworcowym czeka na spóźniony pośpieszny. I zapanowała cisza. Pociąg skończył bieg. Bieg wykończył długodystansowca. W nas zawsze żyła cisza, a gdy skonała, jakoś obco nam się zrobiło wobec prawd rzucanych w twarz. 38 Zaloty starego anioła Teraz czyści skrzydła anioł co po ziemi chodzi. Świat mu się ukłonił i cichutko zawył. Niebo niebezpiecznie zbliżyło się ku ziemi, można ręką nagarnąć odrobinę świętości. Chopin co we mnie pisał najpiękniejszą muzykę świata, we mnie też umiera jako siwy starzec o milionie lat. Chopin gra we mnie starego anioła, nawet się uśmiecha, lecz zbyt szybko mijam go w autobusie. Anioł na ławeczce przy pomniku Chopina, z pustą butelką, bełkocze pod nosem: Wystarczy żeby było miło, było miło, miło. 39 Wyznanie Chory na ustawiczne halucynacje, wstrzymałem orszak serca miasta, aortę ludzkiego tłumu jednym oratorskim gestem. Stójcie. Muszę wyznać, że was kocham, że kocham waszą obecność, waszą anonimowość. Tłum przedarł się przez moje ustawione do lotu palce, zdmuchnął moje gwiazdy ustawione na rogach ulic. Stanąłem jak echo, jak słowo wstrzymane oddechem, jak kostur uniesiony nad garbem, jak garb zamyślony nad ziarnem. Ulicą przeszli muzykanci, cyganie oszukujący w karty. Przegrałem ostatnią moją halucynację z piękną cyganką w różowej sukni. 40 Wrak mojego ciała Wrak mojego ciała zalega dno wszechświata w samym wejściu do portu, żadna łódź nie może się wydostać w nieskończoność. Czterech aniołów stanęło nad moim wrakiem, chcieli zanieść mnie do nieba, lecz usiedli nade mną i zaczęli grać w karty. Zgrali się do suchej nitki, obnażeni, bez skrzydeł, chyłkiem odeszli pozostawiając wrak mojego ciała i cztery pary skrzydeł. Na samym dnie wszechświata usłyszałem radosny głos mojej córki. Wiedziałem, że już czas podnieść wrak mojego ciała i iść z córką na spacer po drodze mlecznej. 41 Cud ocalenia Zaszczuto we mnie psa w gonitwie za ogłuchłym, za oślepłym szczęściem. Psi węch zawiódł, utraciłem jedyny trop wśród proporców wiosny. Tłum doszukujący się własnych indywidualności, przebiegł od moich myśli, aż do mojej czaszki, od ziarna spojrzenia, aż po otępiałość siatkówki. Łzawię kroplami zatrutego deszczu. Węszę dalej po śmietnikach miasta, konsylium naukowców przygotowało odpowiedni antybiotyk na moją bakterię buntu. Zaszczuto we mnie psa i nie oczekiwano na ocalenie człowieczeństwa, na ocalenie mojej zdolności spostrzegania różnicy między białym a czarnym dominem. I stał się cud, weselna sukienka, proporce wiosny, dłoń przyjazna, domowy pudel na kolanach zapomniał o zaszczutej naturze bestii. 42 Próba wieczności Gdy ustawicznie próbuję zamieszkać ciepły jeszcze cień, moje myśli nie boją się przesłuchania, moje czyny nie boją się szafotu, moje ciało nie boi się pieszczot. Zaledwie cichy szmer odzywa się we mnie, zaledwie cichy protest, zaledwie świerszcz. Najdłużej rozpada się pamięć. Krew zaschła. Oczy zeszkliły się. Język zdrętwiał. Tylko ptak macha we mnie wciąż skrzydłami, oszalały. 43 Weronika Obłąkana Weronika opowiada wszystkim, że została zgwałcona przez diabła, z wystawionymi rękami przez kraty wyje przez zagryzione do krwi usta. Zacięcie konia, który na moment zapomniał jakiej to maszyny jest trybem. Obłąkana Weronika wystawia dłonie jak dwa ptaki, patrzcie, krzyczą sanitariusze, zaraz odleci. Załóżcie mu klapki bo lęka się przejeżdżających samochodów, zakładają klapki, wędzidło, podkowy. Sanitariusz Gaweł mówi, ze takie jak Weronika powinni usypiać. Stary już ten koń, do rzeźni na paszę dla bezdomnych psów trzeba go zaprowadzić. A Weronika jeszcze jest młoda, mówi pijany sanitariusz, patrząc na pośladki odwróconej do okna Weroniki. 44 Kurtyna Szukając czułości w teatrze wysłużonych gestów, pod powieką pejzażu, w miłosnym splocie, lub na targu niewolników. Uciekasz, mącisz bieg historii, chcesz przyspieszyć nastanie feudahzmu, nie martw się, niewolnictwo jest wieczne, póki będą istnieć ludzie. Światło. Kurtyna idzie w górę. Wychodzi klaun. Oklaski. Jestem waszym bogiem. Cieszcie się. Widzowie cieszą się i klaszczą. Opada kurtyna. Nastają ciemności. 45 Jestem Jestem Wolnym Słowem, które wypowiedziane jak sęp wyrwało kawałek wątroby. Wolnością obiecaną był ogień, zanim nie strawił łanów zboża i kart Świętej Księgi. Jestem Wolną Myślą, które cicho dojrzewa, póki ciało syte i ogrzane, pieści wszystkie sny i marzenia. Jestem wolnym głodem, który rodzi, żyje i umiera. 46 Oczekując na cud Nasze życie wypełnione jest oczekiwaniem na cud i samym cudem jest nasze życie. Musicie wiedzieć o tym, co nie jest tylko świadectwem istnienia, jest samym istnieniem, bo trwa niezmiennie. Nikt nie może nam nadać sensu przemijania. Musicie wiedzieć czym jest dla mnie płacz dziecka, lub jego radosny śmiech, musicie wiedzieć, gdyż nie są pozbawione znaczenia i sensu pierwsze sylaby niemowlęcia. Gdy znalazłem się w centrum magmy ludzkiej, podczas mistycznej mszy, którą czynił człowiek za wolność, wtedy zrozumiałem wiele, lecz nie wszystko i wtedy człowiek powiedział, Boże spraw, by oddano temu narodowi to co mu zabrano. Musicie wiedzieć, że cud potrafi się zdarzyć, lecz nawet cuda nie potrafią wszystkiego. 47 Błądzić O znikomości nie warto mówić wiele, chłodnym spojrzeniem oceniać. Pijąc zimną kawę z gorącą głową nad ranem wypatruję słońca, stoję pomiędzy kaskadami spienionych myśli, widzę białe i czarne. Mimo wszystko Bóg jest u siebie, tylko ja jestem bezdomny, wypatruję domu tam gdzie nigdy nie stanie, lecz mówią - błądzić to domena ludzi. O znikomości niewarto mówić wiele, póki mięśnie grają jak napięta harfa. 48 Epopeja Pompei Pomyślcie, kto nam zawsze robi rewolucję, ktoś położył kwiaty pod popiersiem Lenina z białego marmuru, skrwawione na placu Puszkina, wtedy pomyślałem, że to świństwo wciągać Puszkina w rewolucję gdy nawet car nie oszczędził jego honoru. Pomyślcie, kto nam robi rewolucję. Imperium kartotek, w którym zapisano nasze wszystkie orgazmy. Imperium girland i lampionów, kwiatów papierowych i listów ze Smoleńszczyzny. Kto nam robi dzisiejszą rewolucję, stawia, że przyjdzie z ręki poker i gra w ciemno, dlatego mimo wszystko ten wiersz jest o tobie ojcze Józefie. Byli tacy co pisali wiersze o tobie z lufą rewolweru na skroni, ja piszę z własnej nieprzymuszonej woli. Świat nie wiele nam się zmienia, jest tylko tak, jakby paru wyzwoleńców dostało w nagrodę po paru niewolników. Musisz się tylko pogodzić, że Stalinogród będzie się na powrót nazywał Pompeją. 49 Próba wieczności Moje myśli nie boją się przesłuchania, moje czyny nie boją się powrozu, moje ciało nie boi się pieszczot. Zaledwie cichy szmer odzywa się we mnie, zaledwie cichy protest, zaledwie świerszcz. Najdłużej rozpada się we mnie pamięć. Krew zaschła. Oczy zeszkliły się. Język zdrętwiał. Tylko ptak macha we mnie wciąż skrzydłami oszalały. 50 Za pergaminem skóry Za pergaminem skóry szamoczą się wnętrzności, obnoszę relikwiarze zaciśniętych pięści, obnoszę po świecie mój bunt, ktoś we mnie skopał wiernego psa, skomli i liże swojąpsiądumę. Za pergaminem skóry żyje we mnie młoda kobieta, nasłuchuje kroków mojego przyspieszonego serca, gwałtownych obnażeń, otwartych wyznań, czeka z miską gorącej zupy, będę karmił swoje motyle, codziennie wyrywam z któregoś po jednym skrzydle. Za pergaminem skóry żyje we mnie ślepy kruk, wiedzie ze mną długie monologi o piękności świata, o marności słowa. Za pergaminem skóry żyje we mnie obywatel krwawych wnętrzności, we mnie, beze mnie, a jednak żyjemy. 51 Skąd znałaś Degas 'a Odkryłem dzisiaj, że to ty jesteś na obrazach Degas'a, drży twoje ciało jak osika na wietrze. Jesteś we mnie zastygła przy tych prostych czynnościach, nachylasz dzban, wiecznie przelewając wodę. Życie takie długie i piękne. Myjesz włosy, oczu nie widać, jednak czuję, że mnie widzisz, po tej drugiej stronie, ja śmiertelny i przemijający. Zastanawia mnie tylko jedno, Kochanie, skąd znałaś Degas'a? 52 Życie To co pozostaje, pomimo upływu czasu wbrew nas samych, to co pozostaje, w każdym momencie i na każdym kroku nie da się przekreślić, jak i nie da się cofnąć. Chwila, która istnieje, pomimo wszystko istnieje, jak życie, jak płomień świecy, wątłe, lecz nie do zaprzeczenia, chociaż powstało w mroku, istnieje i rozjaśnia mrok. 53 Bestia Zrodziła się we mnie bestia, zawsze we mnie mieszkała, od moich narodzin ukrywała się we mnie, kradła i żarła mój mózg. Wiele cierni ugrzęzło w moim życiu, wiele kurzu osiadło na moich oczach, wiele gwiazd rozbiło się o czaszkę, a moja bestia ciągle żarła mój mózg. Nigdy nie słyszałem jej kroków, nigdy nie słyszałem bicia jej serca, nigdy nie czułem jej obecności, a ona była i żarła mój mózg. Mój skowyt był jej skowytem, moja rozkosz jej rozkoszą, kochała ze mną moją miłością, mój bunt był jej buntem, bo ciągle była we mnie bestia i żarła mój mózg. Lekarzom zarzuciłem kłamstwo, żonie zdradę, sobie że nie jestem sobą, a bestii nic nie mogłem powiedzieć, przecież nie mogłem jej zawieźć. 54 papierowe imperia Spójrz dziewczyno o jasnym spojrzeniu, dziecię twoje śpiewa piosenkę, niosąc papierowe kwiaty. Papierowe Imperium ma swoje wschody i zachody słońca, ma swojego Boga, chociaż coraz bardziej mniej realnego. ująłem w dłonie twą duszę tak drżącą że mówili strach ująłeś jak ujmuje się kobiecość pierwszej nocy Główne dowództwo Papierowego Imperium podało wiadomość: pogoda dzisiaj będzie zgodna z zamierzeniami natury, a mianowicie, co się uniosło musi opaść. Paranoja tworzy Imperium tekturowych marmurów, a marmury przemówią krwią. 55 Kronika twarzy Grymas bólu, czy grymas zniechęcenia, twarz, na której maluje się nie jedna zakazana rozkosz. Jak daleko mam iść nie mając mapy i nie znając celu. Przystanąłem. Kronika twarzy zaczyna się przed wykonaniem wyroku, który jeszcze nie zapadł. Jesteś sądzony, stoisz przed trybunałem, myślałeś, że wolności nie można już bardziej ograniczyć, a jednak, dokonała się biblijna mądrość, jesteś prochem, z którym się nikt nie liczy, świadkowie, oskarżenia, oskarżyciele i tępe słowa rzucane o ścianę przez obronę, a potem już wszystko zapada jak wyrocznia, oskarżony jest winien, że wbrew prawom natury oskarżony jako mężczyzna urodził SŁOWO winien jest i zostanie skazany na zlekceważenie, niezauważenie, opinia publiczna zostanie poinformowana, że nie przyniesie to zysku, taki argument wystarczy tłumom, aby zlekceważyć narodziny Słowa. Kronika twarzy zaczyna się i kończy w miejscu spotkania pierwszego stopnia, w lustrze, przy goleniu, byś mógł zrozumieć SENS i abyś od razu nie oszalał. 56 Królom czapkę Dostaniesz najwyższą władzę. Bądź tylko wołem roboczym, koronę zamień na rogi i jeśli się zgodzisz damy ci władzę nieograniczoną elektrycznym pastuchem. Zaorasz świat. Dostaniesz najwyższą władzę i czapkę jak na króla przystało, abyś nie marzł w uszy. Będziesz szarym anonimowym królem, jednostką społeczeństwa, z najwyższą władzą do swej pary rąk. Prószy śnieg, gdzieś w kącie ulicy umiera dziewczynka z zapałkami, prosto od Andersena. Szkoda, że nie znała legendy o Prometeuszu, może by wtedy autor jej nie uśmiercił. Niech żyje król. Plują ci w twarz. 57 Ostatnie chwile W ostatnich chwilach oślepiony ciemnością, przejrzałem z bólu słońca, w tarcz zatopiony. Nie podpalaj twarzy - krzyczysz gdzieś za mną. Na pustej sali koncert grają. Ślubna biel wokół tylko kocie ślady pozostawione gdzieś w niebie. Obudzić sen, wyrwać z doliny strachu spocone ciało, by tylko nie spóźnić się na dzień zmartwychwstania. Kondukt żałobny, zamroczony wódką, otarł się tylko o scenę, nie poruszył głazu, zbyt wielki cień spadał na tych, obdarzonych władzą. 58 Rozpamiętywanie głowni W tarczy słońca jak w miąższu chleba zatopię dłonie, bym dojrzał jak owoc, gdyż wzrastania się tylko chwytam jak w locie haustów powietrza. Runąć w oko świata, bym sam uwierzył, że człowiek jest istotą wybraną i żadna śmierć nie zabije tych drzew chylących ciała -uczepić się oddechu ziemi, kropel deszczu syczących na pustyni, zgasić, zamordować pragnienie. Rozpamiętywanie głowni, gdzieś obok mnie i we mnie, jakby cały świat zastygł, jesteś trwożnąprzestrzenią gdy do ciebie biegnę patrząc w płomień dopalającej się głowni, tak ciężko być ogarkiem słońca 59 Spis treści Czas apokalipsy 1,2,3 5 Bestia apokalipsy 8 Popielisko 1,2,3,4,5 9 Odnaleziona gwiazda 1/24 14 W objęciu ziemi 25 Wskrzeszanie upadłego eclia 26 Bilet do Buenos Aires 2 7 Elegia sytości 28 Ze śmiercią w pokera 29 Napisać wiersz 30 Selekcjoner 31 Muszę pogodzić się z tym 32 Zaraza 33 Grób 34 W zadumie nad głodem 35 Śmierć motyla 36 Krajobraz ciała 37 Nasza miłość 38 Zaloty starego anioła 39 Wyznanie 40 Wrak mojego ciała 4 ] Cud ocalenia 42 Próba wieczności 43 Weronika 44 Kurtyna 45 Jestem 46 Oczekując na cud 47 Błądzić 48 Epopeja Pompei 49 Próba wieczności 50 Za pergaminem skóry 51 Skąd znałaś Degas 'a 52 Życie 53 Bestia 54 Papierowe imperia 55 Kronika twarzy 56 Królom czapkę 57 60 Agora, Słupsk '99 R .OD Wiesław Ciesielski urodził się 13 maja 1959 roku w Słupsku. Zrzeszony w Związku Literatów Polskich. Autor tomików poezji: Kraina milczenia (1986), Głód (1989), Przypowieści o wolności (1989), Wielki Ogród Pana Boga (1990), Rozrachunek z Konradem (1995). W przygotowaniu powieść biograficzna o Wacławie Sieroszewskim Obywatel Sirco.